Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 Igloo #16

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość


Fillin Ó Cealláchain

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 175
C. szczególne : czarne, wąskie ubrania; mocny irlandzki akcent; prawie udany tatuaż na szyi, nad karkiem : all four boyd;
Galeony : 661
  Liczba postów : 1438
https://www.czarodzieje.org/t16446-fillin-o-ceallachain#452046
https://www.czarodzieje.org/t17983-fillin#510202
https://www.czarodzieje.org/t16447-w-moim-domu-straszy#452099
https://www.czarodzieje.org/t16445-fillin-o-ceallachain#452029
https://www.czarodzieje.org/t18350-fillin-o-ceallachain-dziennik
Igloo #16 QzgSDG8




Moderator




Igloo #16 Empty


PisanieIgloo #16 Empty Igloo #16  Igloo #16 EmptyNie 31 Sty 2021 - 10:54;




Uczniowie zakwaterowani są w najlepszym przybytku – magicznych igloo, które są prawdziwą chlubą miasteczka. Pokoje są dwuosobowe i jedynie w łazience jest opcja weneckiego lustra. Całą resztę widać jest jak na dłoni, by zbyt duże łóżka i samotność nie zachęcały do harców. Oraz oczywiście kwestei bezpieczeństwa. Są wykonane ze specjalnego szkła – iglaa świecą w ciemności, dzięki czemu rozjaśniają ciemne noce, ale równocześnie będąc wewnątrz igla nie widać, by budynki obok się żarzyły, co nie przeszkadza w spaniu. Dzięki temu zabiegowi możemy oglądać zorzę polarną całą noc, bądź piękne gwiazdy na niebie.

Uwaga. Ciche demony w nocy krążą często nad kopułami i czasem ich wpływ mogą odczuwać osoby, przy których się pojawiają. Możesz przed każdym wątkiem rzucić kostką k100 jak spało Ci się tej nocy. Nie jest to jednak obowiązkowe

Spoiler:
0 - 20 - Całą noc nie męczyły waszego igloo kompletnie żadne demony. Żadnego nieprzyjemnego uczucia. Tylko ciepłe igloo, wy, zorza i gwiazdy nad waszymi głowami.

21-50 - Przez maksymalnie godzinę mogliście czuć wpływ demonów krążących nad kopułami przez co mogliście mieć problemy z zaśnięciem bądź obudziliście się odrobinę wcześniej niż zakładaliście, jednak nie mogło zepsuć to waszego snu jakoś szczególnie.

51 - 70 - Mogło być gorzej, jednak chociaż nie trwało to długo, aż dwa demony krążyły nad wami przez godzinę, przez co czuliście się podwójnie zdołowani. Na szczęście dość szybko zostały przegonione, ale jednak na jakiś czas czuliście to nieszczęście i smutek nad wami, ze wzmożoną siłą.

71 - 90 - Nie była to dobra noc. Zimno jakby przenikało przez zwykle ciepłe ściany igloo. Trudno było skupić się na spaniu, dopóki jakiś pracownik nie przyszedł w środku nocy, zauważając krążącego nad wami demona. Mimo to pozostaje jakiś strach przez kolejne uczucie, że demon może wrócić? Albo po prostu zasnęliście jak kłody kiedy tylko poczuliście się z powrotem bezpiecznie. Jednak pół nocy zmarnowane.

91 lub więcej - Chłód i niepokój odczuwaliście niemalże całą noc. Trudno było zasnąć i ruszyć się z miejsca. Jedynie kołdra wydawała się być bezpieczną przystanią, a osoba obok mogła być waszym jedynym wsparciem. Demony męczyły wasz sen nieprzyjemnymi koszmarami kiedy tylko na chwilę udało wam się zamknąć oczy na dłużej. Wasze najgorsze obawy i rozterki były jedyne o czym mogliście myśleć w nocy. Może jednak pójdziecie na dzienną drzemkę...




______________________


What butter and whiskey won’t cure, there is no cure for.
~ irish saying
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Boyd Callahan

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 192
C. szczególne : irlandzki akcent, brzydki tatuaż "Fillin are my live" na przedramieniu, proteza lewej ręki
Dodatkowo : bardzo kocha Fillina
Galeony : -304
  Liczba postów : 1365
https://www.czarodzieje.org/t17850-boyd-callahan#503198
https://www.czarodzieje.org/t17855-sowa-boyda#503468
https://www.czarodzieje.org/t17851-boyd-callahan#503197
https://www.czarodzieje.org/t18313-boyd-callahan-dziennik#521152
Igloo #16 QzgSDG8




Gracz




Igloo #16 Empty


PisanieIgloo #16 Empty Re: Igloo #16  Igloo #16 EmptyWto 23 Lut 2021 - 12:11;

Zaśmiał się tylko na słowa Fredki o namagnetyzowanej rurze, choć sam też nie miał pojęcia, czy to co powiedziała ma jakikolwiek sens, no bo też się raczej nie znał na niczym; jemu z kolei przyszło do głowy tylko tyle, że zapewne gdyby nie był jebanym kaleką, to by się nie spierdolił na ziemię, i to pewnie byłby szalenie zabawny, pełen dystansu komentarz, o ile udałoby mu się go powiedzieć bez goryczy w głosie. A że wiedział, że tym razem pewnie mu się to nie uda, zachował tę refleksję dla siebie, bo to nie był czas i miejsce na tego typu żale, i zachęcił dziewczynę, żeby sama spróbowała tej świetnej atrakcji. Poszło jej zdecydowanie lepiej niż jemu, a od patrzenia na to aż zakręciło mu się w głowie, bo był pod takim wrażeniem jej kocich ruchów, które teraz mógł podziwiać jeszcze dokładniej niż kiedy sam towarzyszył jej w wygibasach; nie miałby nic przeciwko, gdyby dziewczyna zechciała powtórzyć ten występ, ale ponieważ nie wyrażała takiej chęci, to przystał na propozycję opuszczenia tego przybytku i zaoferował hojny asortyment popit, bo mieli w igloo wszystko do zwykłych napojów przez piwko aż po eliksiry lecznicze, choć to ostatnie może nie nadawało się najlepiej do drinków. Ale opcji było sporo! Zgarnęli butelkę i wyszli z remizy, brodząc w śniegu, co nie było zbyt przyjemne, przynajmniej dla niego, bo przez przykrótkie spodnie zmarzły mu kostki - był jednak tak zajęty swoją rozmówczynią (i rozgrzany wcześniejszymi harcami), że nawet nie zauważył, jak mu zimno. - Ej, wcale nie narobiłaś wstydu, słuchaj, może i nie będziesz królową tańca na gazetach, ale na rurze to jak najbardziej. Rozważ tę ścieżkę kariery jakby wróżenie i rzyganie nie było wystarczająco dochodowe, co? Wykupię karnet na twoje występy. I nawet ci oddam tę koszulę, dodawała ci ognia zdecydowanie, powinnaś ją zdjąć jeszcze na koniec i zakręcić i rzucić w publiczność, znaczy na mnie. - skomentował jej tańce neutralnie i przyjacielsko, chichocząc przy tym głupkowato, chociaż wcale sobie nie żartował i wszystko co mówił to była prawda. Przyłapał się na tym, że chyba gada więcej niż zwykle, ale czy to dlatego, że po prostu był w szampańskim nastroju, czy może dlatego, że poprzednim razem chwila ciszy jaka między nimi zapadła skończyła się wytworzeniem dziwnej atmosfery między nimi? Czy wtedy Fredka nachylała się do niego w jakimś celu? Czy po prostu chciała kichnąć? Na pewno chciała kichnąć, dobrze że rozerwał niechcący tę gazetę, bo średnio fajnie byłoby być obsmarkanym. Albo chciała zrobić mu ten dowcip, że niby nachyla się żeby coś wyszeptać, a potem się głośno gwiżdże prosto do ucha. Albo raczej do ust, w tym przypadku. Czy to było możliwe, że jak byli zamknięci w tej ciasnej przestrzeni, to z Fredki wyparowało trochę tego drinka z afrodisią i on się tym sztachnął? Jedyne logiczne wytłumaczenie, nie ma innego. Remiza była dosyć blisko kompleksu igloo, więc szybko znaleźli się w pobliżu swojego celu; noc była tej nocy naprawdę piękna, gdy oddalili się na tyle, by nie słyszeć disco hitów z morsoteki było słychać już tylko charakterystyczny śpiew cete gdzieś w tle, na niebie błyszczała niezliczona ilość gwiazd, śnieg przyjemnie skrzypiał im pod adidasami, a ogólny zimowy krajobraz rozjaśniony łagodnym, ciepłym światlem płynącym z igloo wyglądał jak z pocztówki. Istna poezja, aż chciałoby się powiedzieć: całkiem romantyczne okoliczności. Na szczęście Boyd romantykiem nie był i zamiast zainteresować się urokliwym blaskiem księżyca, bezceremonialnie i bez ostrzeżenia wepchnął Fredkę w najbliższą zaspę, no i bardzo zadowolony z tego genialnego dowcipu zaczął rechotać głośno, patrząc jak typiara wpada w śnieg.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Freddie Moses

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 180
C. szczególne : dresikowaty - luźny styl, wzrost, miętówki w mordzie;
Dodatkowo : Jasnowidz
Galeony : 218
  Liczba postów : 198
https://www.czarodzieje.org/t19792-frederica-moses#599664
https://www.czarodzieje.org/t19793-freddie#599831
https://www.czarodzieje.org/t19791-frederica-moses#599644
https://www.czarodzieje.org/t19873-frederica-moses-dziennik#6063
Igloo #16 QzgSDG8




Moderator




Igloo #16 Empty


PisanieIgloo #16 Empty Re: Igloo #16  Igloo #16 EmptyWto 23 Lut 2021 - 14:24;

Skończyły się moje niezbyt mądre komentarze, Boyd powstrzymał się od tych rozgoryczonych, a ja w końcu przestałam się bujać na rurze, chociaż zajęło mi to jakieś sto lat świetnych. Podjęliśmy mądrą decyzję, żeby wypić jeszcze więcej alkoholu, napruć się jak prosiaki w igloo, nie już na morsotece, z której wycisnęliśmy wszystko co się dało.
Słuchając słów Boyda, jestem szczerze przekonana, że sobie ze mnie kpi. Nie przeszkadza mi to szczególnie, zakładając, że musiałam naprawdę zabawnie wyglądać i pewnie zasłużyłam sobie na te żarty. - Nie mam na sobie stanika, więc pewnie zostałabym wyproszona, jakbym zdjęła koszulę... Chociaż dodałabym na swojej liście niewątpliwych osiągnięć "wyproszenie z morsoteki" to brzmi tak żałośnie jak naprawdę jest! I niewiele osób mogłoby się tym poszczycić... Nawet ciebie nie wypierdolili za mordę i prostactwo- zauważam bez specjalnego skrępowania. Zakładam, że Boyd mógł nie zauważyć, że zakładam jego luźną koszulę na nic pod spodem i nie zorientował, że zapięłam ją dość wysoko, żeby wszyscy nie mogli podziwiać moich gigantycznych cycków przy każdym żwawszym ruchu. W końcu już sprytnie ustaliłam, że nie jest mną zainteresowany. Też przy tym gadam trochę ponad miarę, z przerażeniem stwierdzając, że może przez mój nierozważny ruch podczas tańca zaraz będzie między nami pewna niezręczność, która będzie się musiała zakończyć pod tytułem "Fredka, gwiazdy przy tobie chuj, ale nie próbuj ze mną więcej takich fikumiku". Kontynuuję nasze przydługie wypowiedzi i już po chwili znajdujemy się na naszym polu igloowym. Nawet ja przez chwilę rozglądam się dookoła, dostrzegając jakiś urok tego świecącego się miejsca. Co prawda już mnie denerwują cete zamiast muzyki z dyskoteki, ale nawet to dodaje temu miejsca jakiejś magii. Już nawet chcę powiedzieć coś całkiem romantycznego w stylu "ej kurwa, wyjebanie wyglądają te igloo", kiedy nagle zostaję wepchnięta prosto w zaspę.
- Wsss, upadłam na coś - mówię ze skrzywieniem, dotykając swojego biodra i kiedy tylko Boyd chociaż na chwilę przejął się moim losem, wykorzystuję ten moment, by z całej siły złapać swoimi dwiema nogami łydkę Boyda i pociągnąć brutalnie, dopóki się nie wyląduje na ziemi. Wtedy też już zrywam się z miejsca (nic mi nie było oczywiście, udawałam), z przygotowanym w rękach śniegiem. - Ty też się wyjebałeś na dupsko, więc proszę, okłady - mówię i zanim Callahan zorientuje się co mam na myśli wsadzam ręce z mnóstwem śniegu pod jego bokserki, wystające lekko z jego - mojego obcisłego dresika. Pakuje mu tyle zimnego okładu ile mi się udaje zanim ten mnie nie powstrzymuje (pewnie z łatwością); liczę na to, że ten efekt przyniesie krzyki Boyda na cały kompleks igloo (z zaskoczenia i zimna krzyki oczywiście), dostanie mu się za wyśmiewanie się z mojego tańca; ja sama (ponownie) śmieję się jak głupia na cały głos z mojego przedniego żartu, uznając, że jednak wszystko może wrócić do przyjacielskiej formy mimo wszystko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Boyd Callahan

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 192
C. szczególne : irlandzki akcent, brzydki tatuaż "Fillin are my live" na przedramieniu, proteza lewej ręki
Dodatkowo : bardzo kocha Fillina
Galeony : -304
  Liczba postów : 1365
https://www.czarodzieje.org/t17850-boyd-callahan#503198
https://www.czarodzieje.org/t17855-sowa-boyda#503468
https://www.czarodzieje.org/t17851-boyd-callahan#503197
https://www.czarodzieje.org/t18313-boyd-callahan-dziennik#521152
Igloo #16 QzgSDG8




Gracz




Igloo #16 Empty


PisanieIgloo #16 Empty Re: Igloo #16  Igloo #16 EmptyWto 23 Lut 2021 - 17:43;

- Nikt by cię nie wyprosił, bo wszyscy by zemdleli z wrażenia po takim widoku - zapewnił gorliwie, cały czas podśmiewając się beztrosko pod nosem, chociaż jednocześnie nie był przekonany, czy ta rozmowa zmierza w dobrym kierunku; nie żeby go zgorszyła wieść o stanie bielizny Fredki, czy raczej panujących w niej niedoborach, mógłby może i nawet ten temat jakoś zgłębić, ale w obliczu tego jaki charakter miała ich znajomość (powtórzmy po raz trzydziesty: przyjacielski), to chyba zwyczajnie nie wypadało nadto się tym interesować. Prawda?  - Słuchaj, no zawsze możemy wrócić i zobaczyć czy uda ci się zrealizować to marzenie, bo faktycznie wyjebanie z morsoteki brzmi imponująco. Tylko najpierw koniecznie to przećwicz w igloo, żeby wyszło odpowiednio zajebiście - zaproponował, w ostatniej chwili powstrzymując się przed dodaniem, że użyczy jej trochę miejsca w swoim, bo naprawdę zaczynał się obawiać, że jak nie zluzuje tych durnych żartów, to jeszcze Fredka pomyśli, że on jednak do niej uderza, a nic takiego przecież nie miał zamiaru robić, bo powiedzieli sobie jasno, że nie. Sprytne wepchnięcie Fredki w zaspę przerwało ich błyskotliwą rozmowę zanim powiedział coś do reszty głupiego, niestety szybko się okazało, że to wcale nie był taki super pomysł, jak mu się wydawało, bo ta zaczęła jęczeć, że coś sobie uszkodziła. Przeraził się nie na żarty, bo przecież chciał się tylko podroczyć, a wyszło jak zwykle. - Ojej, o kurwa - rzucił z przejęciem i już chciał tam przy niej kucać i reanimować - no jakby trzeba było, zrobiłby jej pełną resuscytację, był gotowy na takie poświęcenie - gdy znienacka sam znalazł się na śniegu, a to pół biedy, bo w dodatku ze śniegiem w gaciach. Oczywiście zaczął się wydzierać jak popierdolony, głównie "kurwa" w różnej tonacji oraz inne niezidentyfikowane słowa, które być może były tylko zlepkiem sylab ale być może jakimś irlandzkim szyfrem, a do tego śmiał się również jak popierdolony, no bo przecież nie ma nic śmieszniejszego na świecie niż zamarznięta dupa. No i dość szybko przystąpił do odwetu, ciskając w roześmianą Fredkę kilka śnieżek, po czym, jak już udało mu się wstać, ruszył za nią w pogoń. - Mam nadzieję że miałaś miły wieczór bo to była ostatnia dyska w twoim życiu!!! - krzyczał groźnie, ale ledwo dało się go zrozumieć, bo jednocześnie wydawał z siebie głośne "hehehehhe"; łapiąc dziewczynę po dość krótkim pościgu (od razu było widać, kto tu regularnie trenował...) uświadomił sobie, że w ogóle nie pamięta, kiedy ostatnio było mu tak fajnie, wesoło i beztrosko, tak, że nawet przymus świecenia klatą przed wszystkimi i nawet porażka na rurze nie były w stanie tego spierdolić. Doskonale wiedział, że zawdzięcza to właśnie Fredce, ale nie powstrzymało go to przed wymierzeniem jej strasznej kary jaką było powalenie na ziemię z zamiarem natarcia śniegiem od stóp do głów; przy okazji sam wylądował obok, i tak naprawdę się poślizgnął, ale równie dobrze mogła to być sprytna taktyka, żeby przygnieść dziewczynę i uniemożliwić jej ucieczkę. Oczywiście Fredka nie była bierna, więc w efekcie oboje wytarzali się w śniegu, lodowaty puch wciskał się bezlitośnie za kołnierze, rękawy i w ogóle wszędzie, kiedy uprawiali dzikie wygibasy, jak para bardzo pokracznych i niespełna rozumu, bo śmiejących się do rozpuku zapaśników; zdawałoby się jednak, że to nie stanowiło dla nich żadnego problemu. Po długiej i wspaniałej walce udało mu się ostatecznie zająć zwycięską, dającą przewagę pozycję nad Fredką, i już sięgał po hojną porcję śniegu, żeby sprezentować jej ją prosto w twarz, ale jeszcze na sekundkę się zatrzymał, żeby złapać oddech, bo od tego tarmoszenia i zapowietrzania śmiechem aż się trochę zdyszał, i tak na nią spojrzał, no i pomyślał, że święty Patryku w morelach, to najpiękniejsze co w życiu widziałem, ta Fredka rżąca ze śmiechu na śniegu i cała przemoczona i zziajana, a potem... a potem jakoś zupełnie niechcący, jakby poza jego kontrolą, twarz mu się omsknęła, straciła równowagę i potknęła się tak, że wylądował swoimi ustami na jej ustach, łącząc je w zupełnie nieprzyjacielskim pocałunku. Oj.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Freddie Moses

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 180
C. szczególne : dresikowaty - luźny styl, wzrost, miętówki w mordzie;
Dodatkowo : Jasnowidz
Galeony : 218
  Liczba postów : 198
https://www.czarodzieje.org/t19792-frederica-moses#599664
https://www.czarodzieje.org/t19793-freddie#599831
https://www.czarodzieje.org/t19791-frederica-moses#599644
https://www.czarodzieje.org/t19873-frederica-moses-dziennik#6063
Igloo #16 QzgSDG8




Moderator




Igloo #16 Empty


PisanieIgloo #16 Empty Re: Igloo #16  Igloo #16 EmptyWto 23 Lut 2021 - 21:15;

- Jak mam ćwiczyć w igloo bez rury? - pytam jedynie wykazując się niebywałą bystrością, dopóki nie zostaję za zbytnie przemądrzanie się wrzucona do zaspy. Na szczęście Boyd się nabrał jak dziecko na moje lekkie skrzywienie i jęki najwyraźniej przejęty, że coś mógł mi zrobić. Głównie ze względu na jego dobre serce z taką łatwością wychodzi mi wytrącenie go z równowagi, napakowanie śniegiem gaci ile tylko mogę. Śmieję się na krzyki Irlandczyka, nie mając pojęcia czy faktycznie próbuje coś powiedzieć, czy właśnie umiera  z agonii nad zimnym dupskiem, ale to raczej nie, bo do tego rży równie radośnie co ja. Wstaję na nogi, by uskutecznić swoją wielką ucieczkę przed zemstą chłopaka, który wygrażał się już z tyłu. Ale powiedzmy sobie szczerze, zmęczyłam się już moim poprzednim fortelem, a na dodatek nadeszła kolejna głupawka śmiechu, więc chociaż staram się zapierdalać szpagatami, Boyd ma dłuższe nogi i znacznie lepszą kondycję. Więc już po chwili wywala nas na śnieg, by rozpocząć wielką bitwę. Używam pewnie w tym wszystkim dwa razy więcej siły niż on, bo on wystarczy popchnie mnie lekko, a ja już leżę na ziemi, zaś ja muszę się nieźle natrudzić, by wrzucić mu chociaż odrobinę śniegu za kołnierz; próbując też uniemożliwić mu całkowite zanurzenie mnie w śniegu. Niestety, nie jest to równa walka i muszę prędzej czy później zaakceptować przegraną, pocieszając się, że przynajmniej on ma śnieg i w gaciach (chociaż szczerze mówiąc ja odrobinę już też).
- O chuj, Boyd, zabiję cię jak to zrobisz - mówię dysząc zmęczona, szeroko uśmiechnięta, mimo że widzę jak bierze do ręki śnieg, a ja próbuję wyciągnąć dłoń, by wytrącić mu go z ręki. Zdumiona stwierdzam, że moja groźba podziałała, bo nie dostaję natarta niczym po twarzy. Patrzę na mojego ziomka, który wcale nie przygląda mi się ze strachem, że faktycznie będę miała siłę wstać i go zamordować. A kiedy orientuję się, że zbliża się do mnie, wcale nie ze śniegiem, wcale nie przyjacielsko, wykazuje się refleksem godnym szukającego. Zamykam prędko oczy, układam usta, by nie szczerzyć się nadal jak idiota, wyciągam dłonie, by jedną rękę położyć na szyi Callahana, a drugą wsunąć w mokre od śniegu włosy. Rozchylam usta, by pocałunek kompletnie wypadł z ram mogących wciskać się w czysto koleżeńskich relacji i korzystając z pozycji, oplątuję nogami tors Boyda, by przycisnąć go bliżej siebie. Przez chwilę liczy się tylko smak magicznego sprajta 0, którego nadal czuję na ustach Callahana i przeplatanie długimi palcami jego włosów, pilnując by przypadkiem nie uciekł mi za daleko. A ponieważ nigdy nie byłam spokojna, grzeczna a tym bardziej cierpliwa, moje pocałunki są bardzo zachłanne, głębokie i długie. W końcu jednak nawet ja muszę złapać oddech (pewnie nawet szybciej niż Boyd, bo wiadomo, kondycja) i oddalić od siebie chłopaka. Znajdujemy się w bardzo zręcznej sytuacji, kiedy to 2 godziny po obiecaniu sobie dozgonnej przyjaźni, ogarniamy się na śniegu przez igloo. Ktoś tu powinien dostać medal wstrzemięźliwości.
- Tego nie przewidziałam - mówię w końcu uśmiechając się lekko, kiedy orientuję się, że wisimy nad sobą (albo raczej Boyd nade mną), patrząc na siebie rozgorączkowani (już raczej nie przez bitkę na śniegu). Mam wrażenie, że chłopak jest odrobinę zakłopotany całą sytuacją, więc dla rozluźnienia atmosfery podnoszę się na łokciach, by cmoknąć krótko irlandzkie usta. - Ej Boyd, jestem cała mokra - chichoczę od razu wraz z tymi słowami, jak durna nastolatka (którą jestem). - I nie chcę ci umniejszać, ale to głównie przez śnieg - mówię na tyle blisko chłopaka, że praktycznie mówię mu do ust; znienacka łapię go za twarz i z krzykiem NOSKI ESKIMOSKI pocieram mocno swój nos o jego, beż żadnego konkretnego powodu oprócz faktu dużej bliskości. Szybko jednak przestaję tych głupot, bo mamy poważniejsze rzeczy do załatwienia. - Chodź, zwiniemy się z tego śniegu. Możesz z okazji walentynek zaprosić mnie do siebie i dać mi nowe ubrania i drinki. O wiem! Zróbmy sobie kurwa, romantyczną w chuj kąpiel! W końcu widziałeś mnie już nago, więc chuj tam!
Mówię elokwentnie już klepiąc po ramionach Boyda by wstał i biegł wraz ze mną realizować ciąg dalszy moich doskonałych pomysłów. Wyciągam ręce, by pomógł mi wstać i wskazuje na kilka różne igloo, by dowiedzieć się, które jest jego. Po chwili jednak myślę, że może Irlandczyk jest przerażony tym błędem i powinnam dać mu spokój, dlatego skupiam się na nim, nie na wszystkim wokół. Czujnie badam jego reakcję. - Znaczy ten, nie musimy jak nie chcesz - mówię prędko na wszelki wypadek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Boyd Callahan

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 192
C. szczególne : irlandzki akcent, brzydki tatuaż "Fillin are my live" na przedramieniu, proteza lewej ręki
Dodatkowo : bardzo kocha Fillina
Galeony : -304
  Liczba postów : 1365
https://www.czarodzieje.org/t17850-boyd-callahan#503198
https://www.czarodzieje.org/t17855-sowa-boyda#503468
https://www.czarodzieje.org/t17851-boyd-callahan#503197
https://www.czarodzieje.org/t18313-boyd-callahan-dziennik#521152
Igloo #16 QzgSDG8




Gracz




Igloo #16 Empty


PisanieIgloo #16 Empty Re: Igloo #16  Igloo #16 EmptySro 24 Lut 2021 - 11:04;

Może to jego urok, a może słodka magia sprajta zero - nie wiadomo co, ale coś sprawiło, że Fredka nie tylko nie odrzuciła jego przyjacielskich zalotów, ale i zaczęła je odwzajemniać z zaangażowaniem dużo większym, niż jakiego można by się spodziewać biorąc pod uwagę fakt iż był to ich pierwszy pocałunek, które z reguły bywały raczej nieśmiałe, delikatne, pytające o zgodę. Ale nie ten! Zielone światło wjechało od razu, jak wyczarowane szybkim zaklęciem i trzeba przyznać, że tak samo jak zaskoczyła, to ucieszyła go pełna entuzjazmu reakcja dziewczyny, w której nie było ani odrobiny wahania, a raczej można było odnieść wrażenie, że tak jak on czekała na ten moment i to znacznie dłużej niż dwie godziny tego wieczoru. Zupełnie stracił głowę, myślał w tym momencie tylko o oddawaniu jej pocałunków i ani mu się śniło wyplątywać teraz z jej objęć i uciekać; wręcz przeciwnie, najchętniej nigdy nie przerywałby tych igraszek, po pierwsze dlatego, że były tak fantastyczne, a po drugie, to nie bardzo miał pomysł na to, co zrobić, jak już się od siebie oderwą. Moment ten w końcu nadszedł, wcale nie tak szybko, choć szybciej niż by sobie życzył - potrzeba zaczerpnięcia powietrza niestety była silniejsza. Odsunął się, nie bez żalu, od dziewczyny i potrzebował chwili żeby ochłonąć, dlatego po prostu przez moment gapił się na nią wzrokiem myślą nieskalanym, przetwarzając to, co się właśnie stało, podczas gdy Fredka od razu przeszła do dość beztroskiego bajdurzenia i nie szczędziła bardzo błyskotliwych żarcików. -Tak... no to po prostu było nie do przewidzenia! - stwierdził, bo przecież nic absolutnie przez cały wieczór nie wskazywało na to, że to się wydarzy, okoliczności z pewnością tego nie ułatwiały, romantyczna atmosfera, pływanie bez gaci, przytulanie na gazecie... zachęcające do sprośności drinki... Uśmiechnął się po kolejnym, tym razem absolutnie niewinnym, całusie, ale tylko po to żeby zaraz parsknąć śmiechem. - No ja aż zesztywniałem, też głównie od zimna oczywiście - popisał się ripostą na poziomie, rechocząc przy tym jak rubaszny nastolatek (którym był). No, oprócz medalu za wstrzemięźliwość powinni jeszcze dostać drugi za subtelność. Ubawił się jeszcze bardziej, kiedy Fredka zarządziła czułości nosami i z każdą kolejną głupotą, którą robili, ulatywał z niego strach o to, że coś zjebali tym całowaniem i zacznie być niezręcznie i chuj strzeli tą ich przyjaźń. Nic z tych rzeczy, cały czas było tak samo fajnie; słuchając dość zaskakującej propozycji dziewczyny, wstał dziarsko, podając jej rękę, żeby mogła się podnieść bez problemu. Wszystko to brzmiało tak wspaniale, że po prostu aż niewiarygodnie, dlatego nie ruszył od razu do igloo i Fredka najwyraźniej pomyślała, że nie chce, czy coś. Co oczywiście nie było prawdą! - Nie nie nie nie nie, znaczy tak, znaczy chcę, tak, chodź, tam - oświadczył, łapiąc ją za rękę, by pociągnąć ją w stronę igloo numer szesnaście. - Sorry, zwiesiłem się bo nie mogę ogarnąć jak to się stało, że to była najkrótsza niewinna przyjaźń chyba w historii. Ale chuj tam, lecimy, wiesz co, wszystko dookoła jest takie popierdolone, że zasługujemy chociaż na zajebistą w chuj romantyczną randkę w walentynki - stwierdził, zamaszystym gestem zapraszając dziewczynę do środka. W porównaniu z szalonym mrozem, w igloo było cieplutko i przytulnie. - Mówisz serio z tą kąpielą? - upewnił się, bo Fredka z zasady gadała tyle głupot, że to równie dobrze mógł być jakiś z jej żartów; choć właściwie rozgrzanie się w gorącej wodzie po tarzaniu w śniegu było całkiem sensowne. I faktycznie, widzieli się już wcześniej, więc nawet nie mieli się czym krępować. - Nie masz jeszcze dość wody? Kurwa, pobijemy dzisiaj jakiś rekord kąpieli chyba, najpierw w jeziorze, potem w śniegu, teraz w wannie, pomyśl od razu jaka może być kolejna - zachichotał, już całkiem wyluzowany (głównie dzięki niefrasobliwemu podejściu Fredki), przechodząc do łazienki i po drodze jeszcze przyciągając dziewczynę do siebie po jeszcze jeden przelotny pocałunek, ot tak, bo czemu nie, po czym zgodnie z jej prośbą zaczął napełniać wannę wodą, dolewając do niej hojnie pomarańczowy żel pod prysznic Fillina, by powstała fajna, obfita piana. Był przekonany, że ziomek nie obrazi się za tą drobną kradzież, a wręcz by zaaprobował, w końcu cel był naprawdę szczytny. Nie miał pod ręką ani świeczek ani innych romantycznych gadżetów typu płatki róż albo chuj wie co jeszcze, nie miał też szampana ani innego wykwintnego trunku, który mogliby  elegancko sączyć z wysokich kieliszków, ale nie zraziły ich te drobne ubytki w asortymencie, w końcu najważniejsze i tak było towarzystwo. W końcu, z braku laku, a przecież na romantycznej randce nie wypada walić z gwinta, podał Fredce drinka w gustownym termosie sprezentowanym mu przez Brooks i dorzucił jeszcze paczkę papyrkowych cziperków. - Wizualnie to najbliższe do płatków róż co znalazłem, więc możesz się nimi obsypać albo sobie opierdolić jak masz ochotę - zaproponował mądrze, przyciemnił światło łazienkowej lampy, no i gotowe, bardzo proszę, romantycznie jak chuj.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Freddie Moses

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 180
C. szczególne : dresikowaty - luźny styl, wzrost, miętówki w mordzie;
Dodatkowo : Jasnowidz
Galeony : 218
  Liczba postów : 198
https://www.czarodzieje.org/t19792-frederica-moses#599664
https://www.czarodzieje.org/t19793-freddie#599831
https://www.czarodzieje.org/t19791-frederica-moses#599644
https://www.czarodzieje.org/t19873-frederica-moses-dziennik#6063
Igloo #16 QzgSDG8




Moderator




Igloo #16 Empty


PisanieIgloo #16 Empty Re: Igloo #16  Igloo #16 EmptySro 24 Lut 2021 - 12:08;

Już dawno nie czułam się tak przyjemnie i niefrasobliwie jak dziś na tym śniegu, wymieniając pocałunki z chłopakiem przy którym zarzekałam się, że będzie tylko moim ziomkiem. I to szczerze mówiąc nie tylko mu. W trakcie gdy właśnie przyciskam do siebie Boyda, przesuwam ręką po jego włosach i składam mu kompletnie niedelikatne i nieprzerwszorazowe pocałunku przypominam sobie jak kilka tygodni temu tłumaczyłam z werwą Brooks, że nic między mną, a Callahanem nie będzie, by nie zjebać rozkwitającej przyjaźni. Nie jestem pewna też co zmieniło we mnie ten pogląd. Czy fakt to wszystko przez te atrakcje morsoteki? Czy jednak po poznaniu bliższym Gryfona, nie mogłam się zachować jak dama (jakbym zwykle potrafiła). A może zwyczajnie nie mogłam się oprzeć temu pięknemu ryjowi, który teraz na mnie patrzy z góry z dość głupim wyrazem, a ja lekko przesuwam kciukiem po policzku Boyda z pewną dozą czułości.
Prędko jednak wybudzam nas z letargu mówiąc dwa durne żarty, z których Bogdan przyjął pierwszy raczej po prostu na klatę, a jeśli chodzi o drugi zawtórował mi z godną podziwu i wysokiego poziomu klasą. Śmieję się wesoło, składam nam namiętny pocałunek nosami i już wstaję razem z moim walentynkowym partnerem, kontynuując swój durny monolog, dopóki po raz pierwszy nie nachodzą mnie zwątpienia, tylko dlatego, że Callahan nie zareagował wystarczająco bystro na mój słowotok. Kiedy ten zorientował się, że potrzebuję do wszystkiego szybkiej reakcji zaczyna gadać jakieś nienienie, taktaktak, aż w końcu po prostu łapie mnie za rękę kierując do dobrego igloo.
- Ano, pewka że należy się nam - mówię zadowolona, jakbyśmy byli dwójką najbardziej zasługujących ludzi we wszechświecie na taką randkę. W końcu Boyd nie miał ręki, a ja o mało się nie udusiłam w igloo Huntera i do końca życia tak będę miała co jakiś czas, więc może naprawdę zasługujemy?
- No może trochę mam dość, ale jak pomyślę dla odmiany o ciepłej wodzie to aż mi się przyjemnie robi... Kurwa kto wymyślił to morsowanie jakieś pojeby z Irlandii na pewno - mówię z szerokim uśmiechem, zerkając zaczepnie na Boyda. Co nie przeszkadza mi równocześnie opleść go na chwilę rękami gdy łaził między salonem, a łazienką, składając mi przelotnego całusa. Kiedy ten urządza nam romantyczny wieczór, ja robię jakieś niesamowicie porządne rzeczy. Biorę nasze rzucone w kąt kurtki i rozwieszam, żeby wyschły, ustawiam jakoś buty; a w końcu idę do łazienki, by związać włosy w niedbały kok, żeby było mi wygodniej. W tym momencie też dostaję termos. - O jaki wyjebany - komentuję go od razu oraz paczkę cziperków. - Nie lubię się całować po cziperkach więc ty wybierz w którą stronę ich użyjemy - oznajmiam szczerze z uśmiechem, machając paczką czipsów. Na chwilę odkładam gdzieś w jakieś wykwintne miejsce, jak klapa od kibla, termos. - No dobra to wjebujemy się? - pytam i zanim dostaję odpowiedź ja już rozpinam zziębniętymi palcami koszulę. Odwracam się plecami do chłopaka by zrzucić na ziemię koszulę i niespecjalnie się krępując ściągam dresik i skarpetki. - Nie patrz - krzyczę kiedy ściągam i gacie, szczerze mówiąc nie przejmując się jeśli nie posłucha i w chodzę do wody. - Ja też nie podglądam - mówię kiedy w końcu siedzę w gorącej wannie i czekam aż Boyd do mnie dołączy. Zasłaniam oczy, ale tak naprawdę totalnie patrzę przez palce z głupim uśmiechem. Ależ jest błogo kiedy obydwoje już jesteśmy w pięknie pachnącym, pomarańczowym płynie i gorącej wodzie, siedząc naprzeciwko siebie.
- O chuj, jak miło, a ty gdzie masz drinka - pytam wyciągając się po swój termosik i biorąc kilka łyczków. - Jak ci się podobają te walentynki w skali od jednego do wykurwiście? Co robiłeś w ostatnie? Bujałeś się z jakąś wanila laską? - zagaduję od razu chichocząc na mój może trochę niemiły tekst. - Żartuję - dodaję, żeby Boyd nie pomyślał, że zawsze jestem takim chamem (nie wiem co mnie to obchodzi) i żeby o tym nie myślał zmieniam pozycję obu nóg. Jedną przysuwam do nogi chłopaka, a drugą wyciągam, by położyć mu na ramieniu. Wolną od termosu rękę kładę łapię z pluskiem drugą nogę jakże dobrego przyjaciela, by równie przyjacielsko, przesuwać po niej palcami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Boyd Callahan

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 192
C. szczególne : irlandzki akcent, brzydki tatuaż "Fillin are my live" na przedramieniu, proteza lewej ręki
Dodatkowo : bardzo kocha Fillina
Galeony : -304
  Liczba postów : 1365
https://www.czarodzieje.org/t17850-boyd-callahan#503198
https://www.czarodzieje.org/t17855-sowa-boyda#503468
https://www.czarodzieje.org/t17851-boyd-callahan#503197
https://www.czarodzieje.org/t18313-boyd-callahan-dziennik#521152
Igloo #16 QzgSDG8




Gracz




Igloo #16 Empty


PisanieIgloo #16 Empty Re: Igloo #16  Igloo #16 EmptySro 24 Lut 2021 - 18:57;

- Chuja prawda, jakby to byli Irlandczycy, to by się nazywało piwkowanie i byśmy się moczyli w zimnym guinessie i byłaby super zabawa i siedzielibyśmy tam do teraz, opróżniając jezioro - oświadczył, niby bardzo oburzony oskarżeniem, że chory pomysł morsowania mógłby wyjść od jego szlachetnych przodków i Fredka zdecydowanie nie zasłużyła tym komentarzem na późniejsze czułości, od których jednak i tak nie mógł się powstrzymać. Nie żeby jakoś szczególnie walczył z tym odruchem, w końcu naczekał się już tyle, że teraz nie zamierzał sobie odmawiać, dopóki oczywiście dziewczyna była zainteresowana. Merlin jeden wie, kiedy się opamięta i kiedy dotrze do niej, że wcale nie musi tu z nim być, bo wystarczyłoby, żeby pstryknęła palcami i mogłaby mieć pięciu innych fajnych chłopców, w dodatku takich z kompletem kończyn i nie przegrywów. Nie chciał jednak psuć sobie szampańskiego nastroju myśleniem o tym, na jak długo mu się poszczęściło i po prostu zajął się tą łazienką i krzątaniem po pokoju, żeby ogarnąć wspaniałe drinki i w ogóle wszystko jak najfajniej, żeby spodobało się Fredce, nawet jeśli coś mu podpowiadało, że jej wymagania wcale nie są szczególnie wygórowane. - Co nie? Julka niby mi go pożyczyła, ale tak świetnie pasuje do mojej osobowości, że nie mam zamiaru go oddawać. I jest super kamuflażem do picia w miejscach w których się nie powinno - powiedział, również bardzo zadowolony z tego gadżetu, a na jej następne stwierdzenie uniósł brwi w wielkim zdziwieniu, odbierając od niej cziperki. - Yyy no co ty, przecież nie będziemy się już całować, wyczerpaliśmy limit całowania dla przyjaciół - stwierdził i starał się to mówić bardzo poważnie, ale oczywiście zaraz zaczął się śmiać dyskretnie z tego świetnego żarciku. - No dobra, żadnych czipsów w takim razie - dodał, wyjebując paczkę gdzieś w chuj, prawdopodobnie w okolice kibla na którym stał już niczym najpiękniejsze trofeum drink Fredki; poszedł w jej ślady i też zaczął się rozbierać, chociaż wyswobodzenie się z bardzo obcisłego, w dodatku przemoczonego, przylegającego do ciała dresu wcale nie było takie proste, szczególnie kiedy bardzo mu się spieszyło, bo chciał już wskakiwać do wody. - Patrzyłem, nie masz tam nic czego już bym nie widział - zachichotał bardzo uradowany tym spostrzeżeniem i kiedy w końcu uwolnił się z ubrań, prędko dołączył do dziewczyny. Rzeczywiście, było bardzo miło, kiedy zanurzył się w pachnącej pianie i czuł się jakby zaczął powoli się odmrażać po tych przydługich szaleństwach w śniegu; zrelaksowany, oparł głowę o brzeg wanny i aż przymknął na chwilę powieki. Z tego wszystkiego zupełnie zapomniał o drinku dla siebie, o czym dopiero przypomniała mu Fredka. I tak nie miał już nic szklankopodobnego, w czym mógłby go zrobić, więc postanowił że koniec z utrzymywaniem pozorów kultury i podniósł się nieco żeby sięgnąć po odstawioną sprytnie blisko na podłodze butelkę , po czym łyknął prosto z niej. - Powiedziałbym, że wykurwiście, ale ocenię na prawie wykurwiście, żebyśmy mieli motywację żeby się jeszcze trochę postarać je ulepszyć - wydedukował, zapijając ten wspaniały pomysł drugim łykiem. Cudem zdążył go przełknąć, zanim padło jej kolejne pytanie wraz z komentarzem, bo inaczej pewnie by się zakrztusił - chciała sobie z niego zakpić, a trafiła w punkt. Chwilę zwlekał z odpowiedzią, bardziej zainteresowany bardzo zgrabną nogą Fredki, która wylądowała na jego ramieniu, niż roztrząsaniem przeszłości z innymi dziewczynami. - Kiepski żart, bo to akurat prawda... - odpowiedział i zastanowił się nad szczegółami, jakby bezwiednie wodząc dłonią po jej nodze. Chętnie by sobie tam powodził gdzieś jeszcze, ale byli w trakcie przyjacielskiej rozmowy przecież. - Chodziłem wtedy trochę z bardzo porządną Krukonką i byliśmy w jakimś fancy miejscu, bo coś kojarzę że nawet miałem na sobie marynarkę. Czyli musiało być w chuj elegancko. Nie śmiej się, w marynarce wyglądam bardzo, kurwa, dostojnie, jak menadżer zmiany w McMagic - wbrew swoim słowom sam się zaśmiał na to błyskotliwe porównanie - Ale ta nasza jest bardziej zajebista - dodał zupełnie szczerze, posyłając dziewczynie uśmiech i odniósł wrażenie, że zabrzmiał zdecydowanie zbyt nieprzyjacielsko, więc po tych słowach rzucił w nią kawałkiem zebranej z powierzchni piany i dodał trochę tylko złośliwie, przypominając sobie jej zwierzenie o czterdziestoletnim rockmanie: - A ty? Odwiedzałaś swojego faceta w domu starców? - ale tak serio, to był trochę ciekawy, raczej ciężko było mu sobie wyobrazić Fredkę na takiej typowej walentynkowej randce.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Freddie Moses

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 180
C. szczególne : dresikowaty - luźny styl, wzrost, miętówki w mordzie;
Dodatkowo : Jasnowidz
Galeony : 218
  Liczba postów : 198
https://www.czarodzieje.org/t19792-frederica-moses#599664
https://www.czarodzieje.org/t19793-freddie#599831
https://www.czarodzieje.org/t19791-frederica-moses#599644
https://www.czarodzieje.org/t19873-frederica-moses-dziennik#6063
Igloo #16 QzgSDG8




Moderator




Igloo #16 Empty


PisanieIgloo #16 Empty Re: Igloo #16  Igloo #16 EmptySro 24 Lut 2021 - 23:01;

Nie mam zielonego pojęcia, że Boyd może sobie myśleć o tym ile chłopaków mam na pstryknięcie palca, czy coś w tym stylu i obecnie byłam przekonana, że to ja mam dziś szczęście na walentynki. Zniszczona kariera? Brak normalnej ręki? Blizny na klacie? Nie widziałam tego w żadnym stopniu jako wady. Każdy miał jakieś, ale jeśli chodzi o wygląd muszę przyznać, że ustawiałam Callahana bardzo wysoko w rankingu. Wystarczyło, że spojrzałam na jego durną mordę i już miałam ochotę też się szczerzyć jak głupia i składać jakieś chaotyczne pocałunki, póki nie zorientował się, że to ja tu jestem z naszej dwójki bardziej zepsutym towarem.
- Ach, miło z jej strony. Ej jak coś Julka mówiła, że jesteście tylko ziomkami. Oddałeś jej miotłę jednak. Więc jeśli masz w planach w przyszłości coś do niej zarywać od razu mówię, że na tym kończymy całowanko, bo to wiesz, jak siostra - mówię wchodząc na odrobinę niezręczny grunt, ale wydaje mi się, że muszę to powiedzieć, zanim nie będzie za późno. A patrząc na to jak obdarowywali się prezentami, wolę być ostrożna.
Na żart o koniec całowaniu unoszę do góry brwi i uderzam z całej siły w to działające ramię, pomimo późniejszego wytłumaczenia i rzucenia czipsików w pizdu. - To będzie nasz kod, kiedy wracamy do relacji czysto przyjacielskich, zacznijmy wpierdalać czipsy! - stwierdzam z uśmiechem, odwracając się do większego rozbierania. Na jego słowa obrażam się lekko i odwracam się, by zrobić oburzoną, skrzywdzoną minę. Ale po chwili parskam rubasznym śmiechem, bo oczywiście ponownie próbuję zażartować. Już po paru sekundach obydwoje jesteśmy w gorącej wodzie i z westchnieniem ulgi również opieram głowę o brzeg wanny. Boyd zgrabnie popija alkohol mniej kulturalnie niż ja, na co niespecjalnie zwracam uwagę. Rechoczę na jego słowa i sama biorę łyka swojego drinka. - Okej, zauważyłam właśnie, że jesteś trudny do zdobycia i muszę się postarać - mówię jakoś średnio przyjacielskim żartem, ale już chyba powoli nasze koleżeństwo pozostaje jakimś kulawym gdybaniem. Zadaję też dlatego pytanie o poprzednie walentynki, na które ten przez chwilę zajmuję się bardziej moją nogą niż odpowiedzią - plusem jest to, że nie zniechęcił się na mój żart, ale przez chwilę ociąga się z jakimiś słowami. A kiedy mówi w końcu dlaczego wybucham krótkim, szaleńczym śmiechem. Prędko jednak kończę zasłaniając termosem usta. Staram się znowu nie parsknąć kiedy ten mówi o eleganckiej randce w marynarce, ale nie mogę przestać się chichotać pod nosem. W końcu powstrzymuję jakiekolwiek większe śmieszki z tego powodu, głównie dlatego, że przychodzi mi do głowy jedna myśl, którą zapijam drinkiem i wolę odpowiedzieć uśmiechem na miłe stwierdzenie Boyda, niż coś póki co dodawać coś na ten temat. Śmieję się na jego ripostę i wzruszam w wodzie ramionami.
- Może jak się przypatrzysz zobaczysz co robiłam - stwierdzam i podnoszę rękę z kolanka chłopaka, po którym wcześniej wodziłam spokojnie jak on po mojej nóżce. - A nic nie ma, blizny po takich rzeczach goi magia - mówię patrząc na swoje żyły. - Może na stopie coś znajdziesz, nawet tam próbowałam - stwierdzam, machając kostką. - Tamten rok spędziłam ćpając, by mieć dobre wizje i zarabiać na nich w tym barze co pracowałam. Luty i marzec to dni strasznie rozmazane dla mnie, więc nie mam pojęcia co akurat robiłam w walentynki. Pewnie znowu ćpałam i spałam z tym emerytem - mówię szczerą prawdę, na chwilę omijając wzrok Boyda, kiedy dotykam lekko swojej skóry. - Wcześniej nie byłam aż tak chuda. Wyglądałam trochę lepiej - dodaję machając lekko nogami i ponownie popijając drinka. - Sorry, nie chciałam ci mówić takich okropnych rzeczy, ale myślę, że skoro już siedzimy sobie nago w wannie i czasem się ogarniamy, może powinieneś wiedzieć, że masz do czynienia z kimś trochę chujowym - dodaję w końcu patrząc na Callahana czy nie ucieka właśnie w popłochu z łazienki. Nie winiłabym go, chociaż byłoby mi głupio. I smutno w sumie. Uznaję też, że idąc za ciosem powinnam mu powiedzieć coś jeszcze co mnie męczy. - Najpierw porządna Krukonka, potem miła Puchonka. Czuję, że muszę, kurwa, powiedzieć, że nie jestem za bardzo typem... czyjejś dziewczyny. Możemy być przyjaciółmi i od czasu do czasu pomyśleć o jakimś... cimcirimci, ale wiesz, może to być też jednorazowa sprawa i możesz wrócić do poszukiwania dobrej laski, kiedy chcesz. Po prostu to nie ja - dodaję, znowu gapiąc się na ten durny termos nie na Boyda. Zdejmuję nogę z chłopaka i zerkam na niego, nie mogąc się powstrzymać od sprawdzenia reakcji. Delikatnie przesuwam się w wannie w jego stronę, opierając dłonie na jego kolanach, podkulając swoje nogi. - Twój wybór, Callahan - mówię i znajdując się bliżej chłopaka, wciągam dłoń, by położyć ją na twarzy Irlandczyka. Mimo wszystko uśmiecham się do niego i cmokam  powietrze w jego kierunku, śmiejąc się przy tym głupawo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Boyd Callahan

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 192
C. szczególne : irlandzki akcent, brzydki tatuaż "Fillin are my live" na przedramieniu, proteza lewej ręki
Dodatkowo : bardzo kocha Fillina
Galeony : -304
  Liczba postów : 1365
https://www.czarodzieje.org/t17850-boyd-callahan#503198
https://www.czarodzieje.org/t17855-sowa-boyda#503468
https://www.czarodzieje.org/t17851-boyd-callahan#503197
https://www.czarodzieje.org/t18313-boyd-callahan-dziennik#521152
Igloo #16 QzgSDG8




Gracz




Igloo #16 Empty


PisanieIgloo #16 Empty Re: Igloo #16  Igloo #16 EmptyCzw 25 Lut 2021 - 2:01;

Miał ochotę się roześmiać, kiedy Fredka zasugerowała, że mogłoby go kiedykolwiek cokolwiek połączyć z Julką, bo to było dosyć absurdalne; owszem, uważał krukońską koleżankę z boiska za fajną i atrakcyjną dziewczynę, ale nigdy nawet nie pomyślał, żeby w jakikolwiek sposób do niej zarywać. Zachował jednak powagę, uznając, że nie ma co się nabijać i że właściwie to dobrze, że Fredka jasno postawiła sprawę. - Co ty. Brooks to super laska, ale dla mnie tylko kumpela... ee taka normalna, nie w takim sensie jak ty. Dałem jej tę miotłę, bo uważam, że ma zajebisty potencjał w quidditchu, nie żeby coś ugrać dla siebie. A ona pewnie dała mi swój termos, bo było jej mnie żal, że upierdoliło mi rękę i jak przyszła do mnie do szpitala, to wyglądałem jak żałosny kawałek gówna. Tyle - wzruszył ramionami, dość obficie wyjaśniając swoje stanowisko i relację z Julką, po czym udawał chwilę, że zwija się z bólu po ciosie Fredki, który wcale nie był aż taki bolesny; zaaprobował entuzjastycznym mruknięciem propozycję czipsów jako kodu powrotu do tych neutralnych, przyjacielskich relacji, które obiecali sobie na morsotece i po chwili już wskoczył do wanny, po uprzednim pozbawieniu się wszystkich warstw odzieży. Może jakoś kulturalniej byłoby, gdyby wystąpili w bieliźnie, ale przecież nie przejmowali się takimi konwenansami i rozebrali bez żadnego skrępowania. - A... czyli ja już nie muszę? - odparł na jej słowa o staraniu się, kiedy w końcu leżeli razem w miłej wannie pełnej piany i kontynuowali absolutnie przyjacielskie konwersacje; opowiedział Fredce z grubsza o swoich zeszłorocznych walentynkach bez wdawania się w szczegóły, bo nie wydawało mu się, żeby to był dobry moment na jakieś rozwodzenie się o swoich byłych dziewczynach. Odbił piłeczkę, przekonany że w odpowiedzi usłyszy jakieś sprośne anegdoty o doprowadzaniu czterdziestoletniego staruszka do zawału, ale zamiast tego usłyszał coś zgoła innego. Wcale nie przyjemnego i nie zabawnego. Nie przestraszyło go to tak żeby uciekać, nie zniechęciło też absolutnie do jej osoby; po prostu zrobiło mu się po ludzku przykro i głupio, że swoim pytaniem wywołał u niej te nieprzyjemne wspomnienia. Nie miał pojęcia, że miała taką przeszłość, ale ani trochę mu to nie przeszkadzało. Doceniał też jej szczerość; pewnie nie każdy mógłby się na nią zdobyć przy tak trudnym temacie. Nie patrzyła na niego, tylko przyglądała się niewidocznym śladom na swojej skórze, ale on nie przestawał się jej uważnie przyglądać, nie zamierzał szukać żadnych blizn na jej ciele. - Każdy ma jakieś gówno w życiu, przykro mi że tobie się trafiło akurat takie. I nie jesteś ani trochę chujowa, przynajmniej nie dla mnie - powiedział cicho, zdając sobie sprawę, że to kiepskie pocieszenie, ale nic mądrzejszego nie przyszło mu do głowy. - I... chociaż w tym roku wyszło trochę fajniej niż w poprzednim, nie? - dodał optymistycznie, całując ją w najbliższą dostępną część ciała, jaką były okolice jej kolana, by następnie oprzeć się o nie i słuchać jej następnej wypowiedzi; nie spodziewał się, że tak szybko poruszą temat ewentualnych zobowiązań i przez chwilę nawet miał ochotę jej przerwać i zaproponować, żeby pogadali o tym innym razem, ale ostatecznie się zamknął i słuchał jej w milczeniu. Nieszczególnie go zdziwiła jej deklaracja, a wręcz mu ulżyło, gdy ją usłyszał - bo wyglądało na to, że byli po jednej stronie, nawet jeśli Fredce wydawało się inaczej.  - Nie wiem skąd pomysł, że miałbym szukać dobrej laski. Albo złej laski. Albo jakiejkolwiek. - skwitował - Lubię cię. Lubię cię na tyle, żeby nawet nie myśleć o czymś więcej niż przyjacielskim, jak to ładnie powiedziałaś, cimcirimci. Wiesz, rozmawiamy sobie tutaj i się śmiejemy i jest wszystko fajnie, ale... - urwał i pokręcił głową w milczeniu, bo nie wiedział jak w słowach ma ująć to, że jest mentalnie przejechany przez mugolski walec i ogólnie spierdolony, że ledwo funkcjonujował bez pierdyliona eliksirów które już dawno powinien był odstawić i że czasem całymi dniami nie wstawał w ogóle, lewitując między jawą, na którą nie miał siły, a snem, który zawsze kończył się koszmarem. Po prostu związek był ostatnim, do czego teraz by się nadawał. - Możemy po prostu wiesz... możemy sobie robić na co mamy ochotę i niczym się nie przejmować - zaproponował strasznie, jak na siebie, beztrosko, a na potwierdzenie swojego wyboru przyciągnął Fredkę bliżej, obejmując gdzieś w talii i składając na jej ustach gorący pocałunek, po którym chyba nie było żadnych wątpliwości co do tego, jaki charakter ma przyjąć dalsza część tego wieczoru.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Freddie Moses

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 180
C. szczególne : dresikowaty - luźny styl, wzrost, miętówki w mordzie;
Dodatkowo : Jasnowidz
Galeony : 218
  Liczba postów : 198
https://www.czarodzieje.org/t19792-frederica-moses#599664
https://www.czarodzieje.org/t19793-freddie#599831
https://www.czarodzieje.org/t19791-frederica-moses#599644
https://www.czarodzieje.org/t19873-frederica-moses-dziennik#6063
Igloo #16 QzgSDG8




Moderator




Igloo #16 Empty


PisanieIgloo #16 Empty Re: Igloo #16  Igloo #16 EmptyCzw 25 Lut 2021 - 3:12;

Boyd tłumaczy mi bardzo szczegółowo co go łączy, czy raczej nie łączy z Julką, na co słucham go uprzejmie, po czym na te wszystkie wytłumaczenia mówię. - Okej. - Po czym wracam do naszych obecnych igraszek, mających na celu koleżeńskie kąpanie się nago w wannie. Którzy przyjaciele tak nie robią?
- Nie musisz. Zakręciłeś mi w głowie metalową łapą i patrzę z przyjemnością na twoją mordę, udając że rozumiem co bełkoczesz w swoim durnym akcencie - mówię ochlapując chłopaka na jego ripostę, nie przejmując się w ogóle jego cierpieniami w związku z ostatnią startą. Wyznaję zasadę, że trzeba podejść do wszystkiego z pewnym dystansem, nawet z tak okropnymi rzeczami. Które jak właśnie Boyd musiał odkryć nie przydarzyły się tylko jemu. Gadam i gadam i mam wrażenie w pewnym momencie, że powinnam po prostu przestać, ale równocześnie kiedy ktoś staje mi się bliższy, wierzę że powinnam powiedzieć szczerze, a nie migać się, by wychodziły z tego niezręczności. Ten jednak nie szuka na moim ciele blizn, nie ocenia i nie odpowiada w żewny sposób w który chciałoby mi się po raz kolejny rzygać, tym razem nie przez dar. Odpowiada mi prostym stwierdzeniem, niebywale prostym komplementem, że nie jestem chujowa. Aż śmieję się donośnie z niezbyt eleganckich słów chłopaka. - O... jakie słodkie, mówisz tak tylko dlatego, że jestem naga, pod ręką w wannie - mówię ze śmiechem, mimo wszystko czując się znacznie lepiej, że zareagował tak a nie inaczej. - Lepiej, lepiej. Przebiłeś ćpanie i wizje. Rzucasz tu aluzją, że chcesz więcej komplementów? - pytam nadal rozbawiona i chociaż czule całuje mnie w kolanko, nie mogę się powstrzymać od poruszenia nogą tak, by lekko kopnąć w buzię Boyda. Oczywiście zaczepnie nie tak, żeby mu wybić zęby czy dodać siniaka na ślicznej mordzie. Wkrótce też poruszam temat związków, w którym po raz kolejny wydajemy się zgadzać. Jak to jest, że mówię o trudnych rzeczach, które nie lubię, a mimo wszystko mam całkiem dobry humor. Może to alkohol, może walentynki. A może po prostu Boyd.
- Oooo, jak skąd ten pomysł, że szukam takiej laski, w końcu zawsze chodziłem z dobrymi dziewczyneczkami, miłymi i porządnymi, to chyba jasne, że wolę szalone relacje z przyjaciółkami - jawnie kpię sobie z Callahana udając jego ton głosu z przesadzonym irlandzkim akcentem. Jestem już blisko Boyda i nawet próbuję robić minę podobną do niego. Ten mamrocze coś dalej, a ja ze swoim szaleńczym uśmiechem przyjmuję jego ramiona oplatające moją talie. Sama zarzucam ręce na chłopaka. Nie ma w tej chwili żadnej przeszłości; myśli o eliksirach, którymi staramy się otępić i omamić zmysły, czy innych niewypowiedzianych rzeczy. Liczy się tylko dzisiejszy dzień w którym dwójka, bardzo zjebanych ludzi, odnalazła siebie w całym własnym nieszczęściu. Skwapliwie przysuwam się do Boyda by znaleźć się na nim. A ponieważ nie mamy na sobie już nic co oddzielałoby nasze ciała, nawet nie mamy żadnej miłosnej sekwencji zrzucania z siebie niezręcznie ubrań. Liczą się tylko gorące pocałunki, które prowadzą do dalszej części. Nasza decyzja wydawać się mogła już być podjęta na śniegu. Teraz bez krępacji wodzę palcami po każdej części ciała chłopaka, a ogranicza mnie tylko wanna i wylewająca się z niej woda przy każdym naszym gwałtowniejszym ruchu. Przez całe okoliczności nie zajmuje nam długo przejście do większych czynów, które składają się głównie na szybkie ruchy, oddechy, pierwsze próby zrozumienia swoich ciał. Całuję gorączkowo każdy skrawek twarzy Boyda, zaciskając jedną rękę z całych sił na jego metalowym ramieniu, a drugą mocno trzymając za włosy. W końcu opadam na klatę Callahan z westchnieniem i przez chwilę tkwimy połączeni, równoważąc swoje oddechy.
Odsuwam się od przyjaciela całując jeszcze przelotnie jego usta i kierując się na dalsze miejsce w wannie. - Fuj, musimy stąd wyjść - mówię parskając śmiechem zerkając na wodę, której połowa znajdowała się na ziemi. Zanim cokolwiek nie odpowiada wyciągam korek i sięgam po prysznic, by bez krępacji opłukać się jeszcze raz, po czym wyskakuję ze środka i biorę pierwszy lepszy ręcznik, którym się opatulam.
- Twoja najbardziej żenująca seks sytuacja, dajesz - mówię zdejmując gumkę z włosów i machając nimi, starając się rozczesać palcami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Igloo #16 QzgSDG8








Igloo #16 Empty


PisanieIgloo #16 Empty Re: Igloo #16  Igloo #16 Empty;

Powrót do góry Go down
 

Igloo #16

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Igloo #16 JHTDsR7 :: 
Norwegia
 :: 
Miasteczko
 :: 
Igloo
-