Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 Igloo #5

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 1 z 2 1, 2  Next
AutorWiadomość


Fillin Ó Cealláchain

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 175
C. szczególne : czarne, wąskie ubrania; mocny irlandzki akcent; prawie udany tatuaż na szyi, nad karkiem : all four boyd;
Galeony : 588
  Liczba postów : 1426
https://www.czarodzieje.org/t16446-fillin-o-ceallachain#452046
https://www.czarodzieje.org/t17983-fillin#510202
https://www.czarodzieje.org/t16447-w-moim-domu-straszy#452099
https://www.czarodzieje.org/t16445-fillin-o-ceallachain#452029
https://www.czarodzieje.org/t18350-fillin-o-ceallachain-dziennik
Igloo #5 QzgSDG8




Moderator




Igloo #5 Empty


PisanieIgloo #5 Empty Igloo #5  Igloo #5 EmptyNie Sty 31 2021, 10:24;




Uczniowie zakwaterowani są w najlepszym przybytku – magicznych igloo, które są prawdziwą chlubą miasteczka. Pokoje są dwuosobowe i jedynie w łazience jest opcja weneckiego lustra. Całą resztę widać jest jak na dłoni, by zbyt duże łóżka i samotność nie zachęcały do harców. Oraz oczywiście kwestei bezpieczeństwa. Są wykonane ze specjalnego szkła – iglaa świecą w ciemności, dzięki czemu rozjaśniają ciemne noce, ale równocześnie będąc wewnątrz igla nie widać, by budynki obok się żarzyły, co nie przeszkadza w spaniu. Dzięki temu zabiegowi możemy oglądać zorzę polarną całą noc, bądź piękne gwiazdy na niebie.

Uwaga. Ciche demony w nocy krążą często nad kopułami i czasem ich wpływ mogą odczuwać osoby, przy których się pojawiają. Możesz przed każdym wątkiem rzucić kostką k100 jak spało Ci się tej nocy. Nie jest to jednak obowiązkowe

Spoiler:
0 - 20 - Całą noc nie męczyły waszego igloo kompletnie żadne demony. Żadnego nieprzyjemnego uczucia. Tylko ciepłe igloo, wy, zorza i gwiazdy nad waszymi głowami.

21-50 - Przez maksymalnie godzinę mogliście czuć wpływ demonów krążących nad kopułami przez co mogliście mieć problemy z zaśnięciem bądź obudziliście się odrobinę wcześniej niż zakładaliście, jednak nie mogło zepsuć to waszego snu jakoś szczególnie.

51 - 70 - Mogło być gorzej, jednak chociaż nie trwało to długo, aż dwa demony krążyły nad wami przez godzinę, przez co czuliście się podwójnie zdołowani. Na szczęście dość szybko zostały przegonione, ale jednak na jakiś czas czuliście to nieszczęście i smutek nad wami, ze wzmożoną siłą.

71 - 90 - Nie była to dobra noc. Zimno jakby przenikało przez zwykle ciepłe ściany igloo. Trudno było skupić się na spaniu, dopóki jakiś pracownik nie przyszedł w środku nocy, zauważając krążącego nad wami demona. Mimo to pozostaje jakiś strach przez kolejne uczucie, że demon może wrócić? Albo po prostu zasnęliście jak kłody kiedy tylko poczuliście się z powrotem bezpiecznie. Jednak pół nocy zmarnowane.

91 lub więcej - Chłód i niepokój odczuwaliście niemalże całą noc. Trudno było zasnąć i ruszyć się z miejsca. Jedynie kołdra wydawała się być bezpieczną przystanią, a osoba obok mogła być waszym jedynym wsparciem. Demony męczyły wasz sen nieprzyjemnymi koszmarami kiedy tylko na chwilę udało wam się zamknąć oczy na dłużej. Wasze najgorsze obawy i rozterki były jedyne o czym mogliście myśleć w nocy. Może jednak pójdziecie na dzienną drzemkę...




______________________


What butter and whiskey won’t cure, there is no cure for.
~ irish saying
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Eskil Clearwater

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : V
Wiek : 16
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 180
C. szczególne : prawie zawsze ma na głowie kaptur albo czapkę
Dodatkowo : Półwil
Galeony : 194
  Liczba postów : 618
https://www.czarodzieje.org/t19775-edward-eskil-clearwater#597052
https://www.czarodzieje.org/t19779-pokrecona-skrzynka-na-listy#597322
https://www.czarodzieje.org/t19776-eskil-clearwater#597057
Igloo #5 QzgSDG8




Gracz




Igloo #5 Empty


PisanieIgloo #5 Empty Re: Igloo #5  Igloo #5 EmptyWto Lut 09 2021, 21:18;

Okay, jeszcze był obolały. Wybiła godzina dwunasta, a on był na nogach dopiero od godziny bo spał nieprzyzwoicie długo. Nie chciał zostawać w igloo dłużej niż to konieczne. Zabrał swoją różdżkę, zgarnął ze stołówki szybkie śniadanie i pomknął wzdłuż szklanych domków zaglądając ludziom perfidnie przez ściany. Skoro nie zasłaniali się to znaczy, że mógł łypać na nich wzrokiem, co nie? Dalej uważał to wszystko za okropne ustrojstwo być na takim widoku. Brodził w trzeszczącym śniegu nieźle już zirytowany kolejnym wysiłkiem. Miał ochotę cały dzień spać, ale stęsknił się za Robin. Nie mógł dłużej odkładać tego spotkania "bo Hunter się wokół niej kręci". Brakowało mu jej, po prostu. Nawet jeśli coś w okolicach serca bolało go na myśl o tym jak się wobec niej zachował (przynajmniej szczerze), tak bardziej było mu żal, że nie mógł z nią normalnie rozmawiać. Czas to naprawić i porobić coś razem, tak jak kiedyś. Odnalazł jej igloo po piętnastu minutach spaceru w mrozie. Zapukał energicznie w drzwiczki, ale nie zaglądał przez ściany. Stąpał z nogi na nogę i niecierpliwie stukał pięścią, czekając aż otworzy. Gdy już ją zobaczył przed sobą to odruchowo wstrzymał oddech i całe życie przeleciało mu przed oczami, a ostatecznie rozlała się po nim ulga na jej widok. - Siema. Przyszedłem cię pomęczyć. Wpuuuść mnie bo zaraz zamienię się w sopel lodu i będziesz musiała mnie podpalić. - oczywiście, że czuł tworzące się w powietrzu skrępowanie, a więc zagadywał ten stan, aby nie nabrało na sile i nie zepsuło ich rozmowy. Ostatnimi czasy sporo udawał, powstrzymywał czy zmieniał temat, a więc teraz wydawało mu się, że poszło mu dobrze. - I zaraz ci opowiem co wczoraj się odwalało zanim Hunter ci na wszystko naskarży. Ja nie mogę, jak ty z nim wytrzymujesz? On jest okropnym współlokatorem! Ale słuchaj, mam sprawę... - już jak wszedł do środka to zaczął odpakowywać się z warstw szaty, kurtki, czapki, szalika, rękawiczek i przy tym krzywił się kiedy obolałe mięśnie dawały się we znaki. Zerknął kontrolnie na Robin, aby ocenić czy jest na niego wściekła, zażenowana w jego towarzystwie czy jest jednak okej. Wierzchnie ubranie rzucał na oparcie fotela. - Wczoraj trafiłem na mimika... taki transmutacyjny stwór, trochę mnie podziabał, ale ogólnie jest luz, mam swoją pierwszą bliznę na ręku, mówię ci, czaderska sprawa, ale słuchaj, muszę ogarnąć jakieś zaklęcie ofensywne bo okładałem go "Diffindo", a przecież ono nie robi za wielu szkód... - nawijał, gadał, opowiadał, nawet usiadł sobie w fotelu bez czekania na zaproszenie i sugestię rozgoszczenia się. Akcentował w ten sposób, że dalej czuje się przy niej swobodnie (tak jakby), dalej jej ufa i chce wprowadzić we wszystkie szczegóły, a nawet wciągnąć w szalony plan ćwiczenia zaklęć. - I tak pomyślałem, że może ty znasz jakiś fajny czar, ja ci zapłacę w kanarkowych kremówkach a ty będziesz mogła wprowadzić mnie w tajniki, co? - uśmiechnął się na próbę jednak nie wyszło to tak wesoło jakby chciał. Niestety było po nim widać, że te ostatnie dni sprawiały mu pewną ciężkość. Za dużo niepowodzeń, za mało sukcesów. Potrzebował poczuć ulgę w jej towarzystwie, które zawsze kojarzyło mu się przyjemnie. Pozostaje kwestia czy ona życzy sobie jego natarczywej osoby, a skoro się już rozgościł to może go stąd tak łatwo nie wyrzuci... prawda?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Robin Doppler

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 166 cm
C. szczególne : Podobnież duże oczy, trzy podłużne blizny po pazurach od lewego nadgarstka aż do łokcia
Galeony : 434
  Liczba postów : 432
https://www.czarodzieje.org/t19800-robin-doppler#600127
https://www.czarodzieje.org/t19810-robin-i-jej-sowa#600759
https://www.czarodzieje.org/t19811-robin#600760
https://www.czarodzieje.org/t19808-robin-doppler#600671
Igloo #5 QzgSDG8




Gracz




Igloo #5 Empty


PisanieIgloo #5 Empty Re: Igloo #5  Igloo #5 EmptyWto Lut 09 2021, 21:49;

Gdyby miała powiedzieć to wprost, to doskonale wiedziała, dlaczego zachowywała się tak dziwnie i wszystko ją w ostatnim czasie irytowało. Nie mówiła tego głośno, ale kurde, zwyczajnie tęskniła za Eskilem. Za jego paskudną gębą, która równie często powodowała u niej śmiech jak i irytację. Naprawdę przyzwyczaiła się do jego obecności w swoim życiu i po prosu drażnił ją fakt, że teraz go nie było. Cokolwiek robił z kimkolwiek i gdziekolwiek to robił, dlaczego nie mógł tego czasu spędzać z nią? To pytanie wielokrotnie gościło w jej głowie i nie mogła odsunąć od siebie podobnych myśli. Od czasu ich pamiętnej rozmowy w Hogwarcie, nie było czasu, aby spokojnie spędzili go razem. Lub w ten sposób to sobie Robin tłumaczyła. Prawda natomiast wyglądała tak, że zwyczajnie nie wiedziała, jak powinna się zachować, co zrobić. I przede wszystkim, co czuła w związku z całą tą sytuacją. Wielokrotnie chciała przerwać tę ciszę, ale nie wiedziała, jak to zrobić. Co powiedzieć, a czego nie powinna. Dlatego dalej zawzięcie milczała. Nawet teraz, kiedy Jose chciała ją wyciągnąć na wycieczkę, ale ona „źle się czuła” i wolała zostać w igloo. Czekała nie wiadomo na co, tempo patrząc w szklany sufit. Nawet wszechobecna zorza polarna nie robiła na niej już aż takiego wrażenia. Leżała z wyciągniętymi przed siebie nogami i rękoma zaplecionymi pod głową. Kiedy usłyszała pukanie, była niemalże pewna, że to Krukonka zapomniała kluczy. Walenie w drzwi nie ustawało, więc niechętnie zwlekła się ze swojego łóżka. Złorzeczyła pod nosem, kiedy człapała w tamtą stronę. – Jose, jak mi Merlin świadkiem, zapomnij jeszcze raz kluczy a cię… Eskil? – otworzyła drzwi i od razu musiała unieść wzrok nieco ku górze, bo to nie dziewczyna stała za drzwiami, a bardzo dobrze jej znany półwil. Nie wiedziała, co powiedzieć, ale jakby automatycznie przesunęła się na bok, wpuszczając go do środka. Coś w okolicach jej żołądka wykonało widowiskowego fikołka, wprawiając wszystkie jej flaki w ruch. Przyglądała się chłopakowi dalej bez słowa, kiedy wszedł do środka i zaczął gadać jak najęty. Nie bardzo go w tamtym momencie słuchała. Dalej patrzyła na niego nie rozumiejącym spojrzeniem, jakby właśnie jej oświadczył, że wiele lat temu Godryk Gryffindor stwierdził, że od tego dnia będzie nazywał się Alojzy i zajmie się hodowlą jedwabników. Eskil w tym czasie rozsiadł się w fotelu i dalej gadał. I jeszcze więcej, kiedy ona też powoli się do niego przysunęła. Sama nie wiedziała, co powinna zrobić, czy powiedzieć. W końcu jakby coś zaskoczyło. Jej wzrok nie był już tak łagodny i pełen zaskoczenia. Podeszła do niego i pociągnęła go mocno do góry, pomna na wszelakie protesty i jęki z jego strony. Widział już niejednokrotnie ten wzrok, więc wiedział, że potrafił uciszyć wszelaki bunt. Kiedy ponownie stał już na swoich własnych nogach nie wiedziała, czy bardziej ma ochotę kopnąć go prosto w rodzinne klejnoty, czy po prostu wyściskać. Ostatecznie postawiła na to drugie, więc przytuliła się do niego, mocno zaciskając dłonie na jego koszulce. Nie ważne co było i co będzie, nie zamierzała pozwolić na to, aby jeszcze raz zniknął z jej życia na tak długi czas. – Jak jeszcze raz będziesz miał mnie tak w dupie, to przysięgam, że harpia będzie twoim najmniejszym zmartwieniem! – oczywiście, że mu groziła! Nie zamierzała czynić inaczej. Poza tym, była pewna, że znał ją na tyle, że będzie umiał czytać bardzo wyraźnie między słowami, które wypowiadała. A przekaz brzmiał mniej więcej tak: „nawet nie zdajesz sobie sprawy jak bardzo za Tobą tęskniłam!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Eskil Clearwater

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : V
Wiek : 16
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 180
C. szczególne : prawie zawsze ma na głowie kaptur albo czapkę
Dodatkowo : Półwil
Galeony : 194
  Liczba postów : 618
https://www.czarodzieje.org/t19775-edward-eskil-clearwater#597052
https://www.czarodzieje.org/t19779-pokrecona-skrzynka-na-listy#597322
https://www.czarodzieje.org/t19776-eskil-clearwater#597057
Igloo #5 QzgSDG8




Gracz




Igloo #5 Empty


PisanieIgloo #5 Empty Re: Igloo #5  Igloo #5 EmptyWto Lut 09 2021, 22:07;

Nie dał dziewczynie dojść do słowa, po prostu nawijał co mu ślina przyniosła na język, streszczał w kilku zdaniach wczorajszy dzień, użalał się, narzekał, opowiadał, zagłuszał skrępowanie i starał się stłumić spozierającą z jego postawy tęsknotę za nią. Przecież okazywanie takich uczuć jest dla mięczaków, co nie? Lepiej będzie zarzucić dziewczynę wszystkimi informacjami, a w jej celu pozostanie wyczytanie z tej sceny ogromną potrzebę wygadania się jej ze swoich przeżyć. Miał serdecznie dość tej niezręcznej ciszy miedzy nimi. Przez wiele dni nie wiedział co ma do niej powiedzieć, nie umiał znaleźć słów, a i chodził nieźle podminowany przez Huntera. Miał oczyścić myśli, ale nie zamierzał tego robić kosztem rozłąki z Robin. Cokolwiek się nie wydarzy, dalej ją lubił, wciąż chciał spędzać z nią czas, bo po prostu tego... potrzebował. Przyzwyczaiła go do swojej obecności i do możliwości wygadania się jej z niemalże wszystkich bolączek i pomysłów. Pozwalała mu mówić, a więc to robił, starał się całym sobą ogarnąć jakoś sytuację i po prostu wywołać w niej spory słowotok gdyby na przykład podłapała jego pomysł wspólnego ćwiczenia jakichś czarów. Nie miał pojęcia co czai się w jej spojrzeniu oprócz konsternacji (?), ale nie mógł tak długo spogląda w jej oczy bowiem obawiał się, że wtedy wyczyta z niego dosłownie wszystko. Nawijał, buzia mu się nie zamykała, ale stracił trochę rezonu kiedy pociągnęła go w górę, a choć nie miała tej mocy sprawczej, aby zmusić go do wstania, tak posłusznie opuścił fotel zmartwiony czy go zaraz wyrzuci... Ale to przecież Robin. Nie mogłaby tego zrobić. Zamilkł kiedy go przytuliła, bo tego się nie spodziewał choć powinien. Przytulanie w ich przypadku było takim... rytuałem. Tradycją. Miłym akcentem, który wyrażał więcej niż te wszystkie wypowiedziane słowa. Wydawało mu się, że ten sposób pozostał już zakazany (jak wiele innych zachowań) a tu jednak... podniósł jedną rękę i oparł nieco niżej jej karku, zamykając w końcu swoją jadaczkę na dobre kilka chwil. Nie mógł jednak przymknąć oczu ani w pełni się zrelaksować bowiem wyrzuty sumienia go trochę blokowały. Pochylił jednak łepetynę, na moment opierając brodę o jej ramię. - Nie mam cię w dupie. - prychnął zbulwersowany i uśmiechnął się do siebie, bo to brzmiało tak znajomo - ona mu grozi, on się burzy. - Okropnie dużo się działo dlatego dzisiaj przylazłem. Ludzie doprowadzali mnie do szału i czuję harpię pod skórą to stwierdziłem, że pomęczę cię to ona się ciebie wystraszy i pójdzie dalej spać. - od razu jej wyznał swoją drobną obawę wiedząc, że może jej powierzyć tę informację. - Ja nie mogę, tyle się działo, ile ja muszę ci opowiedzieć to szaleństwo. - a w tych słowach było zawarte tak dużo tęsknoty, że nawet upośledzony troll by to zauważył! Kiedy przytulas dobiegł końca, zerknął na Robin z zaciekawieniem. - Czemu ciebie nie mam za współlokatorki. Byłoby fajnie. - zamarudził, typowo eskilowo. Ileż łatwiej byłoby mu przetrwać te wszystkie noce gdyby to ona była w drugim łóżku, a nie człowiek do którego nawet przez sen go ciągnęło! Zdecydowanie wolał jej swobodne i luźne towarzystwo, gdzie mógł być w pełni sobą, bez żadnych udawań i ogródek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Robin Doppler

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 166 cm
C. szczególne : Podobnież duże oczy, trzy podłużne blizny po pazurach od lewego nadgarstka aż do łokcia
Galeony : 434
  Liczba postów : 432
https://www.czarodzieje.org/t19800-robin-doppler#600127
https://www.czarodzieje.org/t19810-robin-i-jej-sowa#600759
https://www.czarodzieje.org/t19811-robin#600760
https://www.czarodzieje.org/t19808-robin-doppler#600671
Igloo #5 QzgSDG8




Gracz




Igloo #5 Empty


PisanieIgloo #5 Empty Re: Igloo #5  Igloo #5 EmptySro Lut 10 2021, 10:03;

Jego naturalną reakcją na stres było gadanie bez opamiętania. Przecież doskonale wiedziała o tym fakcie. Niejednokrotnie to widziała i była tego świadkiem. Więc teraz rozumiała, czemu słowa wystrzeliwały z jego ust niczym zaklęcia z różdżki profesora Volarberga. Miała szczerą nadzieję, że chłopak przebrnął już przez etap, gdzie niektóre zachowania były niemęskie i należało ich unikać, ale jak widać, dalej był tym samym dzieciakiem, którego tak uwielbiała i za którym tak mocno w ostatnim czasie tęskniła. Na Merlina, dopiero teraz, kiedy ponownie znajdował się blisko niej, czuła, że wszystko jest w porządku. Mogli się kłócić i nienawidzić. Mogli się wielbić i kochać. Byle tylko być przy tym razem. Nigdy nie sądziła, że w tak krótkim czasie będzie w stanie przywiązać się do kogoś tak bardzo mocno. Nie przeszkadzał jej fakt, że zazwyczaj podczas ich spotkań rozmawiali o największych głupotach. Wręcz uwielbiała to, bo było to kompletnie naturalnym i szczerym. A chyba właśnie takim to powinno być, prawda? On znowu jojczył pod nosem na wszystko i wszystkich, ona jeszcze nie powiedziała nic, zbyt skołowana tym, co się właśnie działo, ale pewnie za chwilę przystąpi do kontrataku. Teraz, kiedy mogła go ponownie przytulić czuła, że wszystko jest takim, jakim być powinno. Wilowaty stał się jej, czy tego chciał, czy nie, a ona nie zamierzała odpuszczać. Mógł się w niej odkochać, bądź nie, ale nie mógł od niej uciec, bo zamierzała dalej go dręczyć. Oczywiście, że przytulanie nie mogło stać się czymś zakazanym. Nie miało nawet prawa. Ona uwielbiała bliskość, więc jej sobie nie odmawiała i czy Eskil tego chciał, czy nie, zamierzała go przytulać tak często, jak tylko będzie miała na to ochotę! Miło było znów poczuć jego ciepło przy sobie, więc bezczelnie uśmiechała się pod nosem, kiedy i on ją objął. Cisza nastała wokół nich, a ona nie mogła się nadziwić temu, jak niewiele trzeba było, żeby odebrać mu wszelkie argumenty. Uśmiechnęła się szerzej, kiedy oczywiście zaczął protestować. - Miałeś i nawet nie próbuj udawać, że jest inaczej, bo ci jeszcze tego nie wybaczyłam i jeszcze mogę podnieść kolano do góry - oznajmiła znów pewnym siebie głosem, którego nie słyszała w swoim wydaniu od... no przynajmniej od dłuższego czasu. Uśmiech samodzielnie powrócił na jej twarz, aż poczuła, jak jej mięśnie dziwnie reagują na ten grymas na twarzy. Nie mogła się przecież w pełni cieszyć, kiedy brakowało jej Eskila. Słuchała kolejnych jego słów, dalej napawając się tym, że w końcu zaczynało być normalnie. Wiedziała, że pewnie mają jeszcze wiele spraw do obgadania i wiele więcej do poukładania we własnych głowach, ale przecież byli obok, więc wszystko po prostu musiało się na nowo ułożyć, nie było innego wyjścia. - O ta, już tak, jakby twoja harpia miała się mnie wystraszyć. Jakoś nigdy nie umiałam jej okiełznać, więc niby jakim cudem miałabym to zrobić teraz? - odsunęła się od niego na niewielką odległość i pokazała mu pełnię swojej konsternacji, odmalowaną na jej licu. Pięknie uniesiona do góry brew, kpiący uśmiech na ustach, ah, jak dobrze być znowu sobą! Wiedziała, że też mu brakowało takiej wariatki jak ona, widać to było nazbyt wyraźnie w każdym jego zachowaniu. - No to się tutaj przeprowadź. Wydaje mi się, że Jose nie będzie miała nic przeciwko, jak nam jakiś chłopak zalegnie na podłodze. A jak wolisz nie, to wyczaruje się dla ciebie trzecie łóżko - oczywiście nie zamierzała mówić, że prawdopodobnie zrobiłby to ktoś za nią, bo przecież to nieistotny szczegół. Dalej uśmiechała się szeroko, jakby właśnie odkrywała najprostsze i najlepsze rozwiązanie pod słońcem. Kompletnie nieświadoma tego, dlaczego Eskil wolał nie przebywać w swoim własnym igloo. - Jak ci zdradzę jednego newsa, to nie uwierzysz - powiedziała, w końcu odsuwając się od niego. Ekscytacja aż kipiała na jej twarzy, bo przecież od tak dawna chciała mu o tym powiedzieć tylko że... no nie było okazji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Eskil Clearwater

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : V
Wiek : 16
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 180
C. szczególne : prawie zawsze ma na głowie kaptur albo czapkę
Dodatkowo : Półwil
Galeony : 194
  Liczba postów : 618
https://www.czarodzieje.org/t19775-edward-eskil-clearwater#597052
https://www.czarodzieje.org/t19779-pokrecona-skrzynka-na-listy#597322
https://www.czarodzieje.org/t19776-eskil-clearwater#597057
Igloo #5 QzgSDG8




Gracz




Igloo #5 Empty


PisanieIgloo #5 Empty Re: Igloo #5  Igloo #5 EmptySro Lut 10 2021, 10:54;

Zagadywał i zagłuszał stres, potencjalne skrępowanie i ciszę. Ona nie mówiła, on mówił za dwoje. Wszystko, aby tylko uniknąć niezręczności i jednocześnie przymusić sytuację do normalności. Chciałby wymazać krzywdę jaką jej wyrządził, marzył, aby zapomnieć o Hunterze raz na zawsze i dalej się w niej durzyć i wodzić za nią maślanym wzrokiem. Naprawdę chciał, ale jego uczucia poplątały się na tyle, że nie potrafił ich rozprostować. Dopóki nie wybije sobie z głowy przyciągania do chłopaka, tak nie mógł wyjść z inicjatywą przytulenia jej kiedy przyjdzie mu na to ochota. A gdy już doszło co do czego to poczuł jak mu tego brakowało - (nie)zwyczajnego gestu, który naprawdę mówił więcej niż cokolwiek innego. Przecież odruchowo zamilkł bo w pewnym sensie mowę mu odjęło, a z drugiej strony nie chciał profanować przytulenia jakimś tam gadulstwem. Robin dawała mu jasno do zrozumienia, że i ona tęskniła a on się z tego tak naprawdę ucieszył, że jej jednak nie traci . Póki nie wspomni imienia swojego problemu tak mogą być tymi, którzy się poznali i świetnie dogadywali. - Nie miałem!- oburzył się z czającym się na ustach uśmiechem. - Nie zrobisz tego bo się zemszczę.- próbował być śmiertelnie poważny, ale gdy przyciągnął swoje łokcie bliżej tułowia i gdy ją na próbę połaskotał po bokach to musiał się cicho zaśmiać. A i sprawdzał czy jest wrażliwa na okropne łaskotki. Czuł ciepło w klatce piersiowej, jakby w końcu znalazł się najspokojniejszym miejscu świata. Od razu uśmiech wlazł na jego usta, mógł odetchnąć z ulgą i przestać gadać jak najęty. Stres gwałtownie opadł i mógł teraz być w pełni sobą, bez udawania i wszystkich tych okropieństw w głowie. - E tam, znajdzie się na nią sposób. Porządny opierdziel od ciebie dałby jej do myślenia. - wywrócił oczami. Nie mógł niestety podzielić się z nią (nie dziś), że dwukrotnie przy Hunterze harpia się cofnęła. Oczywiście zasługę miał sam Eskil, ale też postawa chłopaka, który odciął dopływ negatywnych bodźców do harpii, odbierając jej "paliwo" do wściekłości. Nie dziś, innym razem. Gdy tak teraz się nad tym zastanowił to w końcu pierwszy raz od paru dni to uczucie "harpii pod skórą" znacząco zelżało. Nie było stresu, nie było harpii. Tym chętniej się uśmiechał i zamiast siadać z powrotem w fotelu klapnął sobie na jej łóżko, rzucając się na nie plecami i opadając wygodnie tam, gdzie wcześniej leżała zanim przyszedł. Chciało mu się śmiać, że w swoim igloo nie mógłby tak zrobić. Splótł ręce nad głową. - A więc proponujesz mi nocleg na podłodze i jednocześnie uwolnienie się od wiecznych pretensji Huntera? Chyba umrę ze szczęścia! - roześmiał się gdy pomyślał o wściekłości i jakiejś zazdrości chłopaka gdyby oznajmił, że idzie spać do igloo Robin i jakiejś tam Jose. Oczywiście opiekunowie wyjazdu raczej by się na to nie zgodzili, a on… musiał rozważyć na ile chce rozjuszyć Huntera gdyby miał tu kimnąć się jedną bądź dwie noce. Zawiesił wzrok na dziewczynie i po prostu się uśmiechał. Zapomniał już z jakim przyszedł tu interesem ani opowiastką poprzedniego dnia i starcia ze stworem. Teraz to nie jest już takie ważne, mogą rozmawiać! - Dawaj! Co się działo? Masz brata bliźniaka? Dostałaś order największego opieprzacza świata? Patton odszedł na emeryturę?- podniósł się od siadu i wpatrywał w dziewczynę rozświetlonym wzrokiem, wychywtując z jej twarzy ekscytację i radość. Tęsknił za tym jak cholera! Uśmiechała się tak szeroko, że chciało mu się odpowiadać tym samym.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Robin Doppler

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 166 cm
C. szczególne : Podobnież duże oczy, trzy podłużne blizny po pazurach od lewego nadgarstka aż do łokcia
Galeony : 434
  Liczba postów : 432
https://www.czarodzieje.org/t19800-robin-doppler#600127
https://www.czarodzieje.org/t19810-robin-i-jej-sowa#600759
https://www.czarodzieje.org/t19811-robin#600760
https://www.czarodzieje.org/t19808-robin-doppler#600671
Igloo #5 QzgSDG8




Gracz




Igloo #5 Empty


PisanieIgloo #5 Empty Re: Igloo #5  Igloo #5 EmptySro Lut 10 2021, 18:13;

Teraz kiedy znajdowała się z nim w jednym pomieszczeniu, jakoś nie była w stanie myśleć o tym, że w zasadzie, to wciąż powinna czuć jakąś urazę do niego, czy cholera wie, co jeszcze. Zamiast tego, czy głupiego rozpamiętywania, wolała cieszyć się z faktu, że znów mogli spędzać czas w swoim towarzystwie. Wiedziała, że prawdopodobnie będą jeszcze nieco skrępowani, niepewni tego, co czeka z drugiej strony, ale i tak było to lepszym, niż kompletne odcinanie się. Nie potrzebowali w tym momencie słów, aby zrozumieć, że jedno potrzebowało drugiego. Ten głupi i pozornie nic nie znaczący uścisk mówił to wszystko. Prychnęła pod nosem słysząc jego słowa. Naprawdę, chyba zapomniał, z kim ma do czynienia. Czyżby sądził, że faktycznie Robin mogłaby nie kopnąć w klejnoty, gdyby nie miała ku temu odpowiedniego powodu? – Już tak, jakbym bała się twojej EEEEJ! – nie zdążyła dopowiedzieć zdania do końca, bo właśnie wtedy postanowił perfidnie sprawdzić, czy posiadała łaskotki. Zaśmiała się głośno, próbując odgonić jego łapska od swoich żeber. Oczywiście tak szybko się to jej nie udało, ale szeroki uśmiech pozostał po wszystkim na jej twarzy. Naprawdę, w końcu czuła się tak, jakby wszystko ponownie było na swoim miejscu. Początkowy stres poszedł w niepamięć i pozostało tylko tych dwoje, być może gotowych tak jak dawniej, cieszyć się wzajemnym towarzystwem. Nie wiedziała, czy uda się to robić dokładnie w taki sposób, jak zazwyczaj to robili, ale co szkodziło na przeszkodzie spróbować? – Oj Eskil, bo się jeszcze zarumienię. Zaraz wyjdzie na to, że przez ostatni czas nie ogarniałeś harpi, bo nie było mnie obok. Powinieneś się mocno nad tym zastanowić, Wilowaty, chociażby dla własnego zdrowia psychicznego – oczywiście od razu podłapała sarkastyczne wypowiedzi, zaplatając ręce na wysokości klatki piersiowej. Obserwowała jak rozkładał się na jej łóżku w najlepsze, ciesząc się, że to robił, bo to było tak bardzo eskilowe, jak tylko możliwe. Podeszła również do łóżka i po tym jak przepchnęła jego długie nogi na bok, ulokowała się na materacu, siadając po turecku i wpatrując się w niego bez skrępowania. W zasadzie to była ciekawa, co się z nim działo w ostatnim czasie i miała ogromną ochotę wypytać go o to wszystko. – W najgorszym wypadku, przekimam z Josefin, a ty zajmiesz moje łóżko, bo widzę, że dobrze ci idzie przejmowanie go – dodała, parskając przy tym śmiechem. Wiedziała, że nawet pomimo tego, jak wielkim uczuciem darzyła ją dziewczyna, to nie było szans, żeby przez kolejny tydzień spały razem noc w noc i żeby w końcu Krukonka nie zepchnęła jej na podłogę. Eh, czego to się nie robi, aby pomóc innym… Westchnęła głośno, kiedy zaczął wypytywać ją o szczegóły. Serce zaczęło bić jej mocniej i musiała naprawdę silnie walczyć sama ze sobą, aby utrzymać swoje emocje nieco na wodzy. – Przez ostatnie kilka tygodni mało spałam, bo robiłam coś bardzo ważnego, a mianowicie pisałam artykuły próbne. I wiesz co – zrobiła pauzę, aby przytrzymać go jeszcze chwilę w napięciu. – Właśnie rozmawiasz z zawodową dziennikarką. Będę pisała artykuły na zlecenie! – ostatnie słowa praktycznie że wypiszczała, więc nie była pewna, czy je zrozumiał, ale jej radość nie pozwalała jej zareagować na to inaczej. A teraz, kiedy mogła się tym podzielić z Eskilem, to już w ogóle czuła, że wszystko po prostu musi być świetnie!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Eskil Clearwater

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : V
Wiek : 16
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 180
C. szczególne : prawie zawsze ma na głowie kaptur albo czapkę
Dodatkowo : Półwil
Galeony : 194
  Liczba postów : 618
https://www.czarodzieje.org/t19775-edward-eskil-clearwater#597052
https://www.czarodzieje.org/t19779-pokrecona-skrzynka-na-listy#597322
https://www.czarodzieje.org/t19776-eskil-clearwater#597057
Igloo #5 QzgSDG8




Gracz




Igloo #5 Empty


PisanieIgloo #5 Empty Re: Igloo #5  Igloo #5 EmptySro Lut 10 2021, 18:53;

Gęba sama mu się cieszyła. Wystarczyło zrozumieć, że może być jak dawniej, a trudnych tematów nie będą dziś poruszać, a od razu do igloo wprowadzili bardzo pogodną atmosferę.
- Powinnaś się mnie czasem bać! - pogroził jej i śmiał się, bo przecież z reguły był potulny jak baranek. Nie rzucał się nikomu do szyi... chyba, że go harpia poniosła, ale to naprawdę zdarzało się rzadko. No dobrze, w tym roku szkolnym harpia była nad wyraz aktywna wszak czuł ją pod skórą, ale nie przejmował się tym teraz. Rozmowa z Robin pochłaniała go już całkowicie, a jej śmiech i świadomość, że ma łaskotki sprawiła, że posłał jej znaczące spojrzenie - odkrył jej słabość i będzie to wykorzystywać gdy będzie mu groziła, ot co! Z natury był złośliwym człowiekiem jednak przy Robin jakoś tak... wydawał się łatwiejszy w obyciu, sympatyczniejszy. Babcia powiedziałaby, że dziewczyna ma na niego dobry wpływ. Cóż, musiałby się z tym zgodzić. Wyszczerzył się od ucha do ucha kiedy nazwała go wilowatym. Tylko ona to robiła i brzmiało to tak... pieszczotliwie! Tak się szczerzył, że jego skóra zalśniła tak jak zawsze kiedy wesołość wypełnia jego trzewia. - NIE NO, przecież pilnuję harpii. Teraz już nawet wiem kiedy się zaczyna czaić pod skórą, co nie? - popatrzył na nią z udawaną wyższością i dumą, że ogarnął to sam! Co prawda nie musiał być ku temu jakoś wybitnie uzdolniony, wystarczyło posłuchać samego siebie, dodać dwa do dwóch i nawet imbecyl by to ogarnął. Tak czy siak to już jest spory postęp, bo wcześniej był całkowicie zielony w kwestii swojej wilowatości. Wzniósł oczy ku niebu kiedy zepchnęła jego nogi z łóżka przez co nie mógł już wygodnie leżeć, ale zrekompensował to sobie wyciągnięciem spod kołdry wszystkich poduszek i zrobieniu sobie z nich wygodnego oparcia. - A nie lepiej przesłać tę Jose do Huntera, a mnie do ciebie? - zaproponował całkowicie niewinnie, pomny tego, że to skończy się złością wspomnianego ślizgona. Zaraz jednak wybił sobie go z głowy i skoncentrował się na swojej rozentuzjazmowanej rozmówczyni bo było to zdecydowanie ciekawsze zajęcie aniżeli katowanie się myślami co mu wolno a czego nie wolno. Opuścił zatem swoje wygodne oparcie i oparł łokcie o swoje kolana gapiąc się na nią kiedy wyjaśniała czemu ostatnio wyglądała jak świeżo upieczony inferius. - Nooo wiem, a przecież niedospanie to moja domena. - pozwolił sobie to wtrącić i gdy trzymała go w napięciu to jego skóra jeszcze raz zamigotała księżycowym poblaskiem... a potem ten pisk... ta informacja... te uczucia w jej oczach... chyba to na niego jakimś cudem przelazło (i oto w tym miejscu narodziła się empatia Clearwater'a). - NO CO TY GADASZ?! - wybuchł, wybałuszył oczy i gapił się na nią jak cielę w malowane wrota, a potem krzyknął donośnie - NO I PRAWIDŁOWO! ZAJEBIŚCIE! - miał niby jej nie przytulać z własnej inicjatywy, ale jak wiadomo w większości czasu plany Eskila spalały się na panewce. Wyrzucił swoje długaśne ramiona do przodu i zgarnął Robin do siebie, ściskając ją tak mocno jak do tej pory jeszcze mu się nie zdarzało. - EJ! Daj mi teraz autograf, za kilkanaście lat będzie wart fortunę! - wybuchnął śmiechem, ale odkrył, że... naprawdę cieszył się z jej sukcesu. Z reguły cudze powodzenia mało go interesowały, wolał zastanawiać się nad swoimi sprawami, ale teraz jakoś tak sam siebie nie obchodził. Powinien nad tym pomyśleć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Robin Doppler

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 166 cm
C. szczególne : Podobnież duże oczy, trzy podłużne blizny po pazurach od lewego nadgarstka aż do łokcia
Galeony : 434
  Liczba postów : 432
https://www.czarodzieje.org/t19800-robin-doppler#600127
https://www.czarodzieje.org/t19810-robin-i-jej-sowa#600759
https://www.czarodzieje.org/t19811-robin#600760
https://www.czarodzieje.org/t19808-robin-doppler#600671
Igloo #5 QzgSDG8




Gracz




Igloo #5 Empty


PisanieIgloo #5 Empty Re: Igloo #5  Igloo #5 EmptyCzw Lut 11 2021, 21:16;

Nie, nie zamierzała dzisiaj poruszać żadnych tematów, które mogłyby przysporzyć im obojgu niemiłego nastroju. Zamierzała cieszyć się tym, że jest obok niej i pozornie wszystko jest tak, jak być powinno. Znów mogła się z nim śmiać i wydurniać w najlepsze, nawet wtedy, kiedy zaczął jej grozić, że będzie od dziś stosował jej łaskotki przeciwko niej. To była ciekawa odmiana. Zazwyczaj to ona była tą, co to składała groźby i obiecywała zemstę za każdym razem, kiedy coś złego się działo. Ale przecież nie mogła i nie zamierzała się na niego gniewać. Co prawda nie mogła wiedzieć o tym, że właśnie skutecznie wyłączyła w jego organizmie harpię na dłuższy czas, ale sama wyraźnie widziała, jak bardzo się rozluźnił i uśmiechał, kiedy tylko przełamała te pierwsze lody. Cholernie się z tego faktu cieszyła. Tak samo jak i z tego, że wciąż mogła używać tej pieszczotliwej ksywki, która nadała mu już jakiś czas temu. - Czyżbyś nauczył się w końcu z nią rozmawiać? - udała szok i niedowierzanie. Zdała sobie sprawę z tego, że gdyby ktoś ich teraz podsłuchał, to prawdopodobnie pomyślałby, że mówią o jakimś niesfornym zwierzaku, a nie o mniej ludzkiej części osobowości Eskila. W ich wykonaniu brzmiało to tak, jakby wcale nie mógł w każdym momencie zmienić się w krwiożerczą bestię, gotową zabić jednym uderzeniem pazura. Niemniej, cieszyła się z postępu, który poczynił. Trochę było jej smutno, że nie mogła mu przy tym towarzyszyć, ale hej! Ważne, że szedł do przodu i faktycznie, miała rację! Nauka i ćwiczenia były kluczem do sukcesu, choć lepiej, żeby jednak ta dziewczyna nie wiedziała, w jaki sposób doszedł do... niektórych nowych odkryć.
Słysząc jego propozycję uniosła brwi do góry w wyrazie szczerego zdziwienia. - A za co ty chcesz ją ukarać?! Jose jest fajna! - od razu oznajmiła głośno, choć podejrzewała, że posiadanie Huntera za współlokatora nie mogło być takie straszne. Ale z drugiej strony, Jose była naprawdę dobrą współlokatorką. No i jedną z nielicznych żeńskich przyjaciółek, którymi mogła się pochwalić... Więc należało o nią dbać, najdłużej, jak się dało!
Nie spodziewała się tak pozytywnej reakcji z jego strony. Na Merlina, to wręcz niesamowite, że cieszył się z tego niemalże tak samo a może nawet bardziej, niż ona! Widząc to, od razu zaczęła cieszyć się jeszcze mocniej. Teraz to już w ogóle wszystko było na swoim miejscu! Kompletnie nie spodziewała się, że zaraz zacznie ją tulić, więc rozszerzyła oczy ze zdziwienia, ale zaraz zaczęła śmiać się głośno w jego ramionach. Cieszyła się jak małe dziecko, bo wciąż nie wierzyła w to, co udało jej się osiągnąć. - Zgnieciesz mnie za chwilę! - wydyszała w końcu, dalej się szczerząc od ucha do ucha. Odsunęła się nieco, tylko na tyle, aby była w stanie złapać oddech. - Jak mnie udusisz, to nic ci nie dam, ale będziesz mógł sprzedać moje organy, może ktoś się pokusi na wątrobę dziennikarki - Tak, to było wspaniałe uczucie móc znów śmiać się razem z nim i po prostu cieszyć z własnego sukcesu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Eskil Clearwater

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : V
Wiek : 16
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 180
C. szczególne : prawie zawsze ma na głowie kaptur albo czapkę
Dodatkowo : Półwil
Galeony : 194
  Liczba postów : 618
https://www.czarodzieje.org/t19775-edward-eskil-clearwater#597052
https://www.czarodzieje.org/t19779-pokrecona-skrzynka-na-listy#597322
https://www.czarodzieje.org/t19776-eskil-clearwater#597057
Igloo #5 QzgSDG8




Gracz




Igloo #5 Empty


PisanieIgloo #5 Empty Re: Igloo #5  Igloo #5 EmptyCzw Lut 11 2021, 21:55;

Harpia nie miała prawa bytu kiedy był taki rozluźniony i rozweselony. Czuł ulgę! Zupełnie jakby za szklanymi ścianami igloo pozostawił wszystkie zmartwienia i bolączki... a tutaj nie było na to miejsca. Mogli gadać, nadrabiać stracony czas, opowiadać, śmiać się albo sobie niegroźnie dokuczać. Wiedział, że tutaj jest inny niż we własnym igloo. Przy Robin pozwalał sobie na więcej swobody a dzięki temu dało się w nim dostrzec dużo więcej sympatyczności. Na pierwsze wrażenie sprawiał rozpieszczonego dzieciaka (którym poniekąd był), ale jakoś tak przy Robin był bardziej sobą. - Pffff. - ach, to eskilowe prychnięcie! - Nie da się z tym gadać. Po prostu jakoś tak wyczuwam już tę granicę kiedy mnie szlag trafia a kiedy harpia chce przyjść. Z reguły wtedy lepiej odwrócić mi się na pięcie i iść sobie gdzie indziej. - wzruszył ramionami, ale jednak buzia mu się cieszyła, bo był to progres w jego pracy nad sobą. Nie miał też oporów przed opowiedzeniem o tym Robin. Przy kimś innym miałby wątpliwości, w końcu jakby nie patrząc, to było dosyć... intymne? Mówił o tej niemiłej części samego siebie, o czymś, czego mógłby się wstydzić, a jednak przy tej dziewczynie nie nawiedziła go żadna takowa myśl. Nie wyobrażał sobie aby mieli nie utrzymywać ze sobą kontaktu. Tak mocno ją lubił! Nie chciał zastanawiać się jak bardzo mocno, po prostu pozwolił tej chwili trwać. Jak nagle nie wybuchnął śmiechem... takiej sytuacji nie było od miesiąca kiedy Eskil zaniósł się taką salwą śmiechu jak nigdy dotąd. Cały stres uleciał z niego, a on się chichrał głośno i donośnie, bo czemu miałby w sobie tłumić tę radość? Tak bardzo rozbawiła go zwrotem "ukarania Jose Hunterem"... pokryło się to z jego potrzebą złośliwości wobec chłopaka, a też samo to, że Robin "stanęła po jego stronie" i "uznała" Huntera za "karę"... to go rozbawiło, a więc śmiał się aż stracił dech w piersiach. - To udajmy, że jestem miły i dzielnie wytrzymam z nim resztę ferii. - oznajmił niby to żartując, a jednak woląc "zatrzymać Huntera" przy sobie na jeszcze kilka dni. Nie miał pojęcia po co mu to skoro nie potrafili ze sobą normalnie rozmawiać, a i nie mogli się nawet dotknąć. To chyba pewnego rodzaju zaborczość odziedziczona po wilowatej matce. Kto to wie? Teraz nie było to aż tak ważne, Robin dostała pracę i to w dodatku wymarzoną, a Eskil nagle ogarnął, że naprawdę się z tego cieszy. Wiedział, że to dla niej ważne, a skoro tak bardzo ją lubił to jakoś tak... stawało się to ważne i dla niego...? Powinien się tym speszyć, zaniepokoić, ale za bardzo teraz był szczęśliwy aby te myśli miały przebić się do jego świadomości. Miażdżył dziewczynę w swoich ramionach w przypływie spontanicznego przytulenia które notabene nie zdarzało mu się aż tak często. Poluzował swoje kończyny i pozwolił im opaść z powrotem na swoje kolana. - E tam, ty jesteś niezniszczalna. - prychnął i wywrócił oczami. - To o czym będziesz pisać? Jakieś zlecenia będziesz dostawać czy co? Czy masz sama wymyślać? O co w tym chodzi? - dopytał bo nie wiedział jak miałoby to wyglądać. Naszła go teraz myśl, aby jeszcze w Norwegii jednak zużyć resztę swojego kieszonkowego (oj, mocno się pokurczyło, bardzo!) aby uczcić jakoś sukces zawodowy Robin. Oczywiście musiałby to skonsultować z Hunterem i Felinusem, ale raczej nie byłoby z tym problemu skoro wszyscy trzej ją lubili. Uśmiechnął się pod nosem jakby uknuł coś psotliwego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Robin Doppler

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 166 cm
C. szczególne : Podobnież duże oczy, trzy podłużne blizny po pazurach od lewego nadgarstka aż do łokcia
Galeony : 434
  Liczba postów : 432
https://www.czarodzieje.org/t19800-robin-doppler#600127
https://www.czarodzieje.org/t19810-robin-i-jej-sowa#600759
https://www.czarodzieje.org/t19811-robin#600760
https://www.czarodzieje.org/t19808-robin-doppler#600671
Igloo #5 QzgSDG8




Gracz




Igloo #5 Empty


PisanieIgloo #5 Empty Re: Igloo #5  Igloo #5 EmptyCzw Lut 11 2021, 23:03;

Może na tym właśnie polegał cały ten urok? Po prostu potrafili pozostawić wszystkie troski i zmartwienia daleko za nimi, bo dla obojga chyba najważniejszym było to, że mogli skupić się ponownie na wzajemnej obecności w swoim życiu. Kiedy było źle, to było źle i oboje potrafili wczuć się w sytuację. Kiedy mieli się uczyć, to też, lepiej bądź gorzej, ale jakoś to szło. A teraz zawarli niepisaną umowę, że oboje za bardzo za sobą tęsknili i muszą nadrobić stracony czas, więc uparcie to robili. Dlatego harpia nie mogła się pojawić, bo przecież była nieproszona i przerwała by to spotkanie. A podczas tego spotkania wszystko miało być cudne i kolorowe, bez nawet jednej skazy. Śmiali się więc do rozpuku. Robin w życiu nie pomyślała by teraz, że Eskil jest rozpieszczonym bachorem. W jej obecności nigdy nie był. Może zwyczajnie umiała pokazać mu, że takie zachowanie jej nie odpowiada i nie będzie tolerowane, przez co nie musiał udawać głupka? Tak, próbowała sobie to w ten sposób tłumaczyć. - Panie Wilowaty, jakiś ty się panie oczytany zrobił i obeznany w temacie! - klasnęła kilka razy w swoją dłoń, kiwając z uznaniem głową. Oczywiście, że sobie z niego kpiła w tym momencie, ale przecież doskonale wiedziała, że nie będzie jej miał tego za złe. Będzie wiedział, że to tylko żarty i naprawdę była dumna z tego, jak wiele zrozumiał i się nauczył! - I nie licz na to, że będę uciekać przez harpią, co to to nie! - dodała jeszcze po chwili, bo to przecież też była bardzo ważna kwestia! Już kiedyś udowodniła, że ta gorsza strona Eskilowego charakteru, nie robiła na niej kompletnie wrażenia. Cały czas nosiła na sobie ślady po tamtym spotkaniu i jej stosunek do tego się nie zmienił. Gotowa była uznać, że harpia nie jest niczym złym, o ile człowiek wie, jak się z nią obchodzić. A przecież ona nie byłaby sobą, gdyby odpuściła sobie tego typu naukę... Początkowo nie ogarnęła, czemu Eskil zaczął się śmiać w tak histeryczny sposób. Jeszcze raz przetworzyła w głowie swoje słowa i w końcu wyłapała ten niewielki fragment własnej wypowiedzi, który mógł być czynnikiem zapalnym. Więc sama również zaczęła śmiać się bardzo głośno, kuląc się przy tym. Nie była pewna, ile to trwało, ale w końcu musiała złapać się za brzuch i otrzeć łzę, która zawitała w kąciku jej oka. - Nie musisz się tak poświęcać! Podłogi ci u nas dostatek - dodała, kiedy uspokoiła się na tyle, że była w stanie wypowiedzieć cokolwiek, bez kolejnego parskania śmiechem. W jej opinii Hunter nie mógł być aż tak strasznym współmieszkańcem, ale z drugiej strony, nie wiedziała, jak to wygląda z perspektywy Eskila. Przecież Hunter nie chrapał... Chyba. Niewiele pamiętała z tej wspólnej nocy. Kto by zresztą to rozpamiętywał, kiedy Wilowaty tak szczerze cieszył się jej szczęściem. To było niesamowite. Posiadać świadomość tego, że można było na kimś aż tak polegać, aby tak bezwarunkowo radował się twoim sukcesem. Robin o niewielu osobach mogła powiedzieć coś podobnego. I cholernie wiele dla niej znaczyło, że Ślizgon zaliczał się do tego wąskiego grona. Poczochrała mu włosy, kiedy usłyszała taki komplement z jego ust. Szeroki uśmiech dalej zdobił jej wargi. - W zasadzie to tak, to mają być zlecenia na przeróżne rzeczy. Od recenzji produktów, poprzez wywiady z różnymi sławnymi osobami, na opisach jakichś ważnych miejsc kończąc. Wszystko mam na ten moment zamieszczać na wizbooku, więc będę znana w ten sposób - wyjaśniła mu po krótce, jak miała wyglądać jej praca. Sama nie traktowała tego w taki sposób. Uwielbiała pisać od zawsze, tylko po prostu teraz miała jeszcze możliwość na tym zarobić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Eskil Clearwater

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : V
Wiek : 16
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 180
C. szczególne : prawie zawsze ma na głowie kaptur albo czapkę
Dodatkowo : Półwil
Galeony : 194
  Liczba postów : 618
https://www.czarodzieje.org/t19775-edward-eskil-clearwater#597052
https://www.czarodzieje.org/t19779-pokrecona-skrzynka-na-listy#597322
https://www.czarodzieje.org/t19776-eskil-clearwater#597057
Igloo #5 QzgSDG8




Gracz




Igloo #5 Empty


PisanieIgloo #5 Empty Re: Igloo #5  Igloo #5 EmptyPią Lut 12 2021, 07:28;

Chciał mieć pewność, że i Robin pokazuje mu kawałek siebie niedostępny dla byle kogo. Chciał czuć się wyjątkowy w tej relacji a kiedy oglądał ją taką roześmianą, rozentuzjazmowaną to zastanawiał się czy Hunter też ją taką widuje. Jak często? Długo? Czy sam jest tego przyczyną czy jednak jedynie obserwatorem? Powinien ich kiedyś podpatrzeć jak wyglądają razem. Dowiedzieć się jaki między nimi jest poziom zaangażowania. To też znak, aby sprowokować spotkanie we trójkę. Potrzebował do tego więcej wiedzy, a więc mała kilkuosobowa impreza przy jednym stoliku w imię sukcesu Robin była jak najbardziej wskazana. O tak, już niebawem zabierze się za to, wszystkim się zajmie i udowodni, że jednak potrafi wyjść z ciekawą inicjatywą. - Uczę się od najlepszych.- wyszczerzył zęby, a jego skóra i wzrok zalśnił z jakiejś pewnej dozy ekscytacji. Kpiła sobie z niego, a on wyciągnął z tego szczere przyklaśnięcie, że jednak coś potrafi zdziałać sam, bez niczyjej pomocy (tak jakby). Potrafili się już tak dobrze zrozumieć, że wszystkie te sporadyczne zaczepki nie były jakoś specjalnie dotkliwie odbierane. Wiedział jakie dziewczyna ma intencje tak samo jak ona mogła być pewna jego reakcji. - No i prawidłowo, umówiliśmy się, że się jej nie boisz. - prychnął ale jednak było w tym jedno pojedyncze drgnienie niepokoju kiedy przypomniał sobie co zrobił na jej przedramieniu, a i co na ręku Huntera. Najwyraźniej oboje mu to wybaczyli, czyż nie mógł trafić na lepsze osoby w tej kwestii? Nie chciał, aby którekolwiek z nich miało czuć się przy nim niekomfortowo z powodu harpii, która mogła się pokazać przy określonych warunkach. Wyczuwał już zwiastun harpii a więc przebywanie we własnym towarzystwie nie miało być niczym zakłócone. Dostał napadu śmiechu, aż się odchylił z powrotem na swoje miękkie, poduszkowe oparcie, Robin zwijała się w kulkę tuż obok, a jemu towarzyszyła świadomość, że to spotkanie jest jedne na milion. Spozierała z nich tęsknota, ale taka… zdrowa. Musiał rozmasować swoje policzki bo już bolały go mięśnie od takich salw radości. Spoważniał, próbował, raz na jakiś czas jeszcze się zachichrał, otarł łezkę z kącika oczu, złapał oddech ale w końcu najsilniejsza wesołość minęła, pozostawiając swoje resztki w spojrzeniu i ułożeniu ust. No i może jeszcze w lśniącej skórze twarzy, ale kto by zwracał uwagę na ten wilowaty detal! Przepędził jej ręce od swojej nieuczesanej fryzury, z którą powinien zrobić porządek bo zaczął już zarastać niczym profesor Swann po godzinach. Potrząsnął głową, a i tak włosy układały się jak chciały. Nawet w takim nieogarnięciu nie można powiedzieć, że wyglądał niekorzystnie. - Ale fajne. Siedzisz na wizbooku, publikujesz wpisy a oni ci za to płacą.- zabrzmiało to jak praca marzeń, a jednak wiedział, że przecież trzeba umieć operować słowem, a Robin kto jak kto, potrafi to. Nagle coś go tknęło. - Ej, ja nawet nie wiem czy ty pochodzisz od mugoli czy coś. Opowieeeeedz coś. Masz rodzeństwo? Jakieś twoje inne mniejsze kopie? No weź, ty wiesz o mnie więcej niż ja o tobie!- niby się oburzył, ale dalej się uśmiechał. Usiadł na bocznej części łóżka i poklepał miejsce obok gotów podzielić się z nią (nie)swoim poduszkowym oparciem. Wyciągnął z kieszeni pierścionek Andvariego, otworzył jego "klejnot", sięgnął sobie po rękę Robin, jakby to była jego kończyna, a nie jej, i na jej palce wyrzucił żelka w kształcie cete. Zamknął klejnocik, potrząsał nim i czekał aż pojawi się żelek dla niego. To się nazywa genialna zabawka dla Eskila. Co prawda pierścionków nie nosił (fu!), ale żelusiowi nie mógł się oprzeć*.



|* żelusiowi slodkiemu i prawdziwemu też hihi love |
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Robin Doppler

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 166 cm
C. szczególne : Podobnież duże oczy, trzy podłużne blizny po pazurach od lewego nadgarstka aż do łokcia
Galeony : 434
  Liczba postów : 432
https://www.czarodzieje.org/t19800-robin-doppler#600127
https://www.czarodzieje.org/t19810-robin-i-jej-sowa#600759
https://www.czarodzieje.org/t19811-robin#600760
https://www.czarodzieje.org/t19808-robin-doppler#600671
Igloo #5 QzgSDG8




Gracz




Igloo #5 Empty


PisanieIgloo #5 Empty Re: Igloo #5  Igloo #5 EmptyPią Lut 12 2021, 15:15;

Chciałam tylko zaznaczyć, że inspiracją do tego postu był ten utwór!

Oczywiście, że właśnie to miało miejsce! Przy mało jakim człowieku czuła się tak luźno, aby zachowywać się w ten sposób, jak teraz, w jego obecności. Nie wiedziała, czy jest to zapisane tylko i wyłącznie dla jej relacji z Eskilem, czy może coś podobnego mogło towarzyszyć w momencie, kiedy miała kontakt z kimś jej równie bliskim. Niemniej teraz, kiedy była z nim, kompletnie nie przyrównywała tego do czegokolwiek, bo i nawet by nie wiedziała, jak to zrobić. Eskil był jedynym w swoim rodzaju i w opinii Ślizgonki zasługiwał na specjalne traktowanie, kompletnie nie związane z jego wilowatą, czy harpią stroną. Jedynie z nim samym i z tym, jak swobodnie się w tym wszystkim czuła. Z Hunterem na pewno wyglądało to inaczej, w końcu znała go od lat, wiedziała, do czego jest zdolny a do czego nie. Tutaj ta relacja wciąż się budowała i stawała coraz głębszą z każdym kolejnym dniem. Powstawała od początku i codziennie przez to uczyła się czegoś kompletnie innego. Wciąż jeszcze nie była w stu procentach pewna, jak na niektórej jej dosyć nietypowe zachowania mógł zareagować. Niemniej ucieszyła się, słysząc śmiech z jego ust, kiedy ponownie go obraziła. Pewnie sama powinna potraktować to jako jakiś dziwny komplement i faktycznie tak się właśnie czuła, jakby powiedział jej coś miłego. Tak, to było bardzo, naprawdę bardzo dziwne. Znała go jednak na tyle, że była w stanie wyłapać tę pojedynczą zmarszczkę, co to pojawiła się, kiedy wypowiedział własne słowa. Wiedziała doskonale do czego pije i zamierzała jeszcze raz, bardzo dosadnie powiedzieć mu, że w jej odczuciu, nic się nie stało. - Jeśli chcesz, mogę nawet zrobić jej manicure! - wyszczerzyła zęby w naprawdę szczerym uśmiechu, bo właśnie przed oczami stanął jej Eksil, zasiadający wygodnie na fotelu w postaci harpii, z nogą założoną na nogę, wyciągający swoje czarne wtedy ręce w jej stronę. I biedna ona, która zawzięcie próbowała je piłować i pomalować różowym lakierem do paznokci. Wizja ta była doprawdy tak zabawna, że aż musiała ponownie zacząć się śmiać. Myślała, że już się opanowała, ale gdzie tam! Sam ją do tego zmusił, kiedy w jej wyobraźni narzekał na zbyt mało różowy odcień różu! Znów parsknęła śmiechem, zamykając oczy, bo z pod powiek ponownie zaczęły wydobywać się łzy. Chichrała się dalej nie zdolna do tego, aby nawet powiedzieć mu, co tak dokładnie ją tak w tym wszystkim rozbawiło. Na szczęście w końcu nieco się ogarnęła. I była w stanie udać oburzenie, kiedy odgonił jej dłonie od swojej fryzury. - Eskil, jak mi Merlin świadkiem, jak nic nie zrobisz z tymi kłakami, to sama w nocy cię ostrzygę, a Hunter pewnie chętnie mnie wpuści do waszego igloo jak usłyszy, co planuję! - obwieściła mu jeszcze, bo w sumie to w jej opinii wyglądał lepiej, kiedy miał nieco krótsze włosy, niż w tym momencie. I tak, znał ją na tyle, że musiał wiedzieć, że jest do tego zdolna. I gotowa była to zrobić w imię dobrego smaku, a co! Uśmiechnęła się, bo faktycznie, niewiele mówiła chłopakowi na swój temat. Zresztą, na jego własny też niewiele wiedziała ponad to, że z oczywistych względów, mama go raczej nie wychowywała i robiła to jego babcia. - Moja mama miała ojca mugola i matkę czarodziejkę z tych czystokrwistych rodów - przewróciła oczami, wyraźnie pokazując, co sądziła na ten temat. - Tata jest Austriakiem, więc jestem w połowie Brytyjką a w połowie Austriaczką. Mama nie utrzymuje kontaktu, o dzięki! -wzięła od niego żelka i od razu wsadziła go sobie do ust. Zasłodziła się łakociem i zaczęła uparcie przeżuwać, przez co chwilę milczała. - No więc, w Wielkiej Brytanii nie mam rodziny oprócz rodziców, za to w Austrii jest ich od cholery! - szturchnęła go w ramię, kiedy usadowiła się wygodnie obok niego, kompletnie nie skrępowana tą bliskością. - Powinieneś się cieszyć, ale nie ma na świecie drugiej... Roberty... Ani mniejszych kopii. - była ciekawa, czy wychwyci, że właśnie powiedziała mu, jak naprawdę ma na imię. I była gotowa na tę salwę śmiechu, która za chwilę miała nastąpić, o ile ogarnie ten fakt. Zresztą, śmiali się dzisiaj już tyle, ze gdyby teraz mieli przestać, to poczuła by się dziwnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Eskil Clearwater

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : V
Wiek : 16
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 180
C. szczególne : prawie zawsze ma na głowie kaptur albo czapkę
Dodatkowo : Półwil
Galeony : 194
  Liczba postów : 618
https://www.czarodzieje.org/t19775-edward-eskil-clearwater#597052
https://www.czarodzieje.org/t19779-pokrecona-skrzynka-na-listy#597322
https://www.czarodzieje.org/t19776-eskil-clearwater#597057
Igloo #5 QzgSDG8




Gracz




Igloo #5 Empty


PisanieIgloo #5 Empty Re: Igloo #5  Igloo #5 EmptyPią Lut 12 2021, 18:24;

Jakie to życie bywa przewrotne! Z początku Robin go drażniła swoim narzucaniem się, a teraz nie wyobrażał sobie innego scenariusza niż spotkania z nią w wolnej chwili kiedy nie musieli przejmować się nauką ani problemami. Z reguły kiedy na horyzoncie pojawiał się niewygodny temat to Eskil albo zbywał albo udawał, że nic go nie rusza bądź w niektórych przypadkach bagatelizował sytuację. W tej sytuacji pozwalał sobie na swobodną prawdę choć pilnowaną, aby przypadkiem nie przetransmutowała się w grymasy niezadowolenia. Próbował uciąć temat harpii, bo po co mają o tym gadać skoro Robin dostała pracę, ale oczywiście dziewczyna robiła po swojemu. Gdy usłyszał jej tekst wybuchnął takim śmiechem aż ją zagłuszył. Powinien się oburzyć? Nie, on się dusił ze śmiechu. Raz na jakiś czas (tak jak Hunt zdołał to zauważyć) Eskil potrafił sam z siebie żartować, ale jak wiadomo musiał dopisywać mu humor. Warunki zostały spełnione! Zanosił się ze śmiechu, złapał się za brzuch i nie potrafił się uspokoić. Trząsł się na łóżku, łzy popłynęły z jego oczu i gdy próbował złapać oddech to popatrzył na Robin. Śmiejącą się Robin. To wywołało w nim jeszcze większą salwę śmiechu, a chichrał się do takiego stopnia, że w pewnym momencie przechylił się za bardzo na bok i po prostu spadł z łóżka. Runął na ziemię, na plecy i zamiast jęczeć albo wołać "ratunkupodnieśmnie" to wpadł w kolejną histerię śmiechu. - Doooość! - wydusił z siebie, bo płuca go już tak bolały, że zaraz padnie tu trupem. Otarł twarz z łez, próbował spoważnieć i przy okazji podnieść się do siadu. Potrząsnął głową i rozcierał policzki.- Jesteś niemożliwa! - zarzucił jej, a posłał jej przy tym taki uśmiech, że nawet dzisiejszy księżyc mógłby zwątpić w swój urok. Oparł łokcie o kolana i łapał oddech, raz na jakiś czas chichrając się pod nosem. - Wcale nie są długie! - oburzył się i przeczesał palcami grzywkę, która jasno i wyraźnie dała do zrozumienia, że trzeba ją przystrzyc bo niebawem półwilowatość go nie uratuje - będzie po prostu zarośnięty. Wywrócił oczami. - Oj tam, na wiosnę się pomyśli. - machnął ręką gotów odkładać to w nieskończoność. Ot, nie lubił jak ktoś mu majstrował przy włosach chyba, że to czyjaś dłoń pieszczotliwie się w nich zanurza. Starał się nawet nie drgnąć na wypowiedziane przez nią imię. - Choć w twoje "diffindo" nigdy nie zwątpię. - pokazał jej język co było tak bardzo dziecinne, że i on parsknął śmiechem. Czasem trzeba być dzieciakiem, a kto jak kto, Eskil był w tym dobry. Wyciągnął oba łapska w kierunku Robin dając jej niemo znak, żeby pomogła mu się zebrać z podłogi. Z jej asystą (bądź bez) wgramolił się z powrotem na łóżko i postanowił objadać się żelkami bowiem słodyczom nie można odmawiać i już. - Eeee. aha, czyli twoja mama to tak zwana "półkrwi"? Ja nie mogę, już chyba nikt nie używa takich określeń. - wrzucił sobie do ust żelka i ponownie zamknął klejnocik czekając, aż pojawi się następny. Nie obchodziło go jak to działa, ważne, że słodycze są świetne! - A to czemu? - zapytał wprost gdy wspomniała, że cieszy się, że mama nie utrzymuje z nią kontaktu. Czuł się na tyle swobodnie przy niej, że nie martwił się czy aby przypadkiem nie włazi buciorami tam gdzie ona sobie tego nie życzy. Jeśli nie będzie chciała o tym z nim gadać to z pewnością da mu to do zrozumienia, a on wolał wiedzieć skoro była już o tym mowa. - O, czyli masz dużo austriackich kuzynów i kuzynek? Czadersko. Liczyłaś ich? - dla Eskila rodziną była głównie babcia, a dopiero od niedawna poszerzyło się to grono o dwie fantastyczne osoby. Posiadanie większej ilości rodziny było dla niego niejako czymś nieosiągalnym. - Że kogo nie ma? - zapytał niezbyt przytomnie bo właśnie podnosił pierścionek na wysokość oczu i podważał paznokciem klejnocik, który wytworzył bardzo grubego żelka. Podarował go Robin, zsuwając łakoć na jej kolano. Po chwili trybiki w jego głowie zaskoczyły i podniósł wzrok na dziewczynę. - No co ty gadasz! Masz na imię Roberta? Przecież to takie... staromodne! - chciało mu się śmiać ale z innego powodu, którym postanowił się z nią podzielić. - Ej no, to czaderskie bo ja też mam staromodne imię i kazałem wszystkim mówić na mnie Eskil. - zachichotał i zamknął pierścionek, czekając na kolejną porcję. - Czyli ty jesteś Roberta a ja jestem Edward... ale nikomu o tym nie mów! - pogroził jej palcem, bo nagle odkrył, że mają ze sobą więcej wspólnego. Brak rodzeństwa, brak mamy, staromodne imiona, ona też składała się z połówek (co prawda narodowych, a nie gatunkowych, ale chodzi o sam fakt!) i to było takie... fajne! - To czemu padło na "Robin"? - sam się sobie zdziwił ile rodziło się w nim pytań. Skoro już spędzali ze sobą szmat czasu to warto uzupełnić o sobie informacje i się wzajemnie poznać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Robin Doppler

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 166 cm
C. szczególne : Podobnież duże oczy, trzy podłużne blizny po pazurach od lewego nadgarstka aż do łokcia
Galeony : 434
  Liczba postów : 432
https://www.czarodzieje.org/t19800-robin-doppler#600127
https://www.czarodzieje.org/t19810-robin-i-jej-sowa#600759
https://www.czarodzieje.org/t19811-robin#600760
https://www.czarodzieje.org/t19808-robin-doppler#600671
Igloo #5 QzgSDG8




Gracz




Igloo #5 Empty


PisanieIgloo #5 Empty Re: Igloo #5  Igloo #5 EmptyPią Lut 12 2021, 23:14;

Ludzie dzielili się na takich, którzy od początku akceptowali ją w całej okazałości, bądź dopiero musieli się przekonać do jej sposobu bycia. Doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że początkowo Eskil nie pałał do niej szczególnie ciepłymi uczuciami, jednak z czasem okazało się, że jej natrętna natura przestała mu przeszkadzać. I tak jak ją z początku drażniło to jak bardzo potrafił mieć wszystko w dupie, tak teraz niejako całkowicie do tego przywykła. Oczywiście nie zamierzała tego mówić głośno, ale nawet uczyła się od niego, aby nie wszystko traktować tak śmiertelnie poważnie i że luz był równie ważny w życiu jak i ciężka praca. Miała dziwne wrażenie, że gdyby tylko coś podobnego usłyszał z jej ust, to już nigdy by jej tego nie zapomniał! Nie miała żadnych wątpliwości co do tego że zapewne ten fakt bez najmniejszych skrupułów zaczął by wykorzystywać przeciwko niej, więc wolała tylko w duchu przyznać mu rację. Niemniej w jego towarzystwie czuła się tak luźno że po prostu jakoś tak naturalnie nawet trudne tematy traktowała w śmieszny sposób. Jak i temat harpii który notabene na pewno nie był dla Eskila łatwym, choć dzielnie udawał że jest inaczej. Jednak kiedy zobaczyła, jak zaczął się turlać ze śmiechu wiedziała, że podjęła dobrą decyzję. Oczywiście od razu mu zawtórowała i nawet wybuchnęła jeszcze głośniejszym śmiechem, kiedy chłopak stoczył się na podłogę. Gdyby teraz ktoś ich zobaczył to na bank uznał by że coś brali bo przecież na trzeźwo nie byli w stanie sie tak zachowywać! A jedyne co oboje ćpali w tym momencie to wzajemne towarzystwo. Jak widać to w zupełności wystarczyło, aby wprawić ich w obłędny nastrój. Oczywiście nie byłaby sobą, gdyby odpuściła w takim momencie, kiedy rozkładała przeciwnika na łopatki! - Ale wyobraź to sobie! - próbowała wydusić, ale płuca rozpaczliwie pragnęły uwolnić się od tego śmiechu - Zamiast czarnych pazurów miałbyś różowe! - i ponownie wybuchnęła śmiechem zwijając się w kulkę. Mało by brakło a podzieliłaby jego los i spadła na podłogę, ale na szczęście w porę złapała się krawędzi łóżka, więc tylko jej głową zawisła nad wilowatym. Nie była pewna po jakim czasie uspokoiła się na tyle, żeby móc mówić na jakiś inny temat. Pomogła wdrapać mu się na łóżko i usadowiła się wygodnie obok niego. Dawno nie czuła się tak bardzo sobą, jak właśnie teraz, kiedy mogła beztrosko spędzać czas w jego towarzystwie. - Nie na wiosnę, tylko do końca tego wyjazdu masz się obciąć, bo pożałujesz - dodała jeszcze i choć uśmiech na jej ustach mógł sugerować, że żartuje, to była śmiertelnie poważna. W końcu mogli kontynuować rozpoczęty temat jej rodziny, więc luźno wzruszyła ramionami, kiedy zapytał, czemu nie zna dziadków od strony mamy. - W sumie to nie wiem. Nigdy na ten temat nie rozmawiamy. Nigdy tych ludzi nie poznałam. Mama chyba świadomie się od nich odcięła - stwierdziłam luźnym tonem, bez cienia żalu czy smutku w głosie. Jak miała tęsknić za czymś, czego nigdy nie znała? To bez sensu. Poza tym rodzina od strony ojca w zupełności jej wystarcza. Zaśmiała się znowu kiedy wspomniał o kuzynach. - Jest ich od cholery! Co prawda mój tata nie ma rodzeństwa, ale za to dziadek ma 3 braci, każdy z nich swoje dzieci, więc łącznie ludzi w moim wieku jest tam z piętnaście. To jest straszne jak się wszyscy zjedziemy, bo robi się mała impreza! - niby mówiła, że to straszne ale tak naprawdę lubiła te momenty, kiedy dom dziadków był pełen ludzi. Grali w quidditcha, szachy, nurkowali w pobliskim jeziorku… lubiła te momenty. - I tu się mylisz, bo to nie staromodne, tylko męskie. - widząc jego nierozumiejące spojrzenie znów się zaśmiała. Wsadziła sobie żelka do ust i dziamała przez chwilę w ciszy. - Mama chciała mieć syna, Roberta. Ale urodziłam się ja. A imię pozostało. Wolę żeby ludzie mówili do mnie Robin bo zwyczajnie brzmi to lepiej. - wyjaśniła mu tę dziwną zawiłość która kierowała jej matka. I rozdziawiła usta kiedy Eskil powiedział jej jak sam ma na imię! - Edward to piękne imię! I masz pecha bo od dziś tylko tak będę do ciebie mówić, Edwardzie - wyszczerzyła się od ucha do ucha, bo w sumie decyzja już zapadła nie była pewna, co by musiał zrobić, aby ją przekonać do zmiany zdania.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Eskil Clearwater

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : V
Wiek : 16
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 180
C. szczególne : prawie zawsze ma na głowie kaptur albo czapkę
Dodatkowo : Półwil
Galeony : 194
  Liczba postów : 618
https://www.czarodzieje.org/t19775-edward-eskil-clearwater#597052
https://www.czarodzieje.org/t19779-pokrecona-skrzynka-na-listy#597322
https://www.czarodzieje.org/t19776-eskil-clearwater#597057
Igloo #5 QzgSDG8




Gracz




Igloo #5 Empty


PisanieIgloo #5 Empty Re: Igloo #5  Igloo #5 EmptySob Lut 13 2021, 09:40;

Póki co wystarczało mu, że dobrze czuli się w swoim towarzystwie. Gdy przyjdzie co do czego to zachowa czujność i przekona się czy był w tym wyjątkowy czy jednak zachowywała się w ten sposób przy innych. To potrzebne dla podbudowania własnego ego ale teraz mieli już tematy do rozmów i tarzania się ze śmiechu, a i mógł dowiedzieć się czegoś o Robin. Żarty się jej dzisiaj trzymały tak, że hej! Nie mógł uwierzyć własnym uszom. Po tym jak ją harpia potraktowała ta potrafiła się z niej nabijać i to było niesamowite, jedyne w swoim rodzaju, bo i Eskilowi pomagało spojrzeć na siebie z dystansu. Śmiał się do rozpuku, leżał na podłodze i łapał się za brzuch. Nie mógł się uspokoić dłuższy czas, ale w końcu jakoś się to udało choć trudno nazwać to jeszcze powagą. Ciemności panujące za oknem, a i ciepła atmosfera igloo sprawiała, że chciał tu zostać na resztę ferii. Powinien jej o tym powiedzieć? Czy to nie będzie zbyt niemęskie?
- Pfffff. - a jednak jakaś doza powagi wkradła się na jego lica. Usadowił się z powrotem na łóżku i roztarł swoje ramię, bo to na nie upadł, a jeszcze miał na sobie siniaki po wczorajszych ekscesach z mimikiem w roli głównej. Jak nie posiniaczona dłoń to posiniaczone ciało. To jasny znak, że nie trwoni czasu na leżenie w łóżku. Poza prychnięciem i tą nutą powagi nie powiedział nic więcej bo nie chciało mu się "skarżyć na tego niedobrego Filina", który mu groził dla samej zasady. Nie ma co psuć atmosfery opowiadaniem o jakimś irlandzkim dupku ani o tym, że jego postawa dotknęła Eskila do żywego. Za to wsłuchał się w udzielane odpowiedzi i z każdą sekundą jego oczy poszerzały się by po chwili zaświecić jak dwa złote galeony. Strzyżeniem się nie przejmował tak jak powinien, co było typowym eskilowym zagraniem. - Woow... piętnaście? WOW! I mieszkasz z nimi w Austrii? - och, też by tak chciał! Robin musiała mieć świetne dzieciństwo w takiej sporej gromadzie osób z tego samego pokolenia(!). Pochłonął żelka i wsunął pierścionek do kieszeni spodni. Kiedy Robin go poprawiała w kwestii imienia, on się przeciągnął na wszystkie strony dbając o to, aby ją nie pacnąć długaśną kończyną. Wykrzywił się kiedy siniaki odezwały się wielkim "au, pacanie, to boli!". - To głupie, że jak urodziła się córka to nie zmieniła imienia. Moja matka znowuż chciała mieć córkę, a ma syna. - roześmiał się bo to było zabawne, coraz więcej wspólnych punktów zaczepiania! Ta więź między nimi umacniała się właśnie teraz, dzisiaj, w trakcie tej rozmowy kiedy buzie im się nie zamykały.- Ano, "Robin" brzmi lepiej. Brzmi jak "nie podskoczysz mi". - wyszczerzył się, ale ten uśmiech zamarł na jego ustach kiedy postanowiła nieświadomie dotknąć bardzo czułej struny jego osobowości. Zwracanie się pełnym imieniem i w dodatku "grożenie mu" tym trochę go przygasiło i spowodowało zmarszczenie brwi, a nawet i ułożenie ust w inny sposób. Zacisnął je w kąciku ust. Gdyby nie była to Robin to by już się burzył i naprawdę za to wściekał. Nie, Robin. - okay, teraz już naprawdę spoważniał. - Powiedziałem ci to w sekrecie. - zaznaczył i odwrócił wzrok bo zrobiło mu się głupio, że nie wspomniał o tym wcześniej. - I serio, nie chcę tego imienia. To drugie imię mojego ojca, a od tego wolę się odciąć. - skoro rozumieli się już na wielu płaszczyznach to czuł, że powinna zrozumieć, że akurat ten temat jest zbyt ważny, aby sobie z niego żartować do takiego stopnia. Naprawdę nie przepadał za swoim imieniem odkąd dowiedział się jakim człowiekiem był jego ojciec.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Robin Doppler

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 166 cm
C. szczególne : Podobnież duże oczy, trzy podłużne blizny po pazurach od lewego nadgarstka aż do łokcia
Galeony : 434
  Liczba postów : 432
https://www.czarodzieje.org/t19800-robin-doppler#600127
https://www.czarodzieje.org/t19810-robin-i-jej-sowa#600759
https://www.czarodzieje.org/t19811-robin#600760
https://www.czarodzieje.org/t19808-robin-doppler#600671
Igloo #5 QzgSDG8




Gracz




Igloo #5 Empty


PisanieIgloo #5 Empty Re: Igloo #5  Igloo #5 EmptySob Lut 13 2021, 12:51;

Nie wiedziała, że dla niego to było aż tak ważnym aspektem. Gdyby miała tego świadomość,  to zapewne wyjaśniła by mu dosyć dosadnie, że żadna jej relacja z innymi ludźmi, nie mogła równać się tej, kompletnie przypadkowej i popierniczonej, jak tylko to możliwe. Zagadując go wtedy, gdy bezczelnie kradł jej kota, nie przypuszczała, że rozwinie się to właśnie w taki sposób. Nawet nie sądziła, czy w jej życiu był ktoś, przy kim nie bałaby się wyrażać wszystkiego tak otwarcie. Zawsze spotykała się z oceną. Mniej, bądź bardziej bolesną. Jednak w przypadku Eskila, ta nigdy nie następowała. Nie potrafiła tego wyjaśnić w żaden racjonalny sposób, ale chłopak po prostu bezsprzecznie akceptował ją dokładnie taką, jaką była, przez co jeszcze bardziej się otwierała i żartowała jeszcze bardziej bezpardonowo, choć w niektórych momentach chyba jednak powinna po prostu zamknąć swoją jadaczkę. Mimo to, rzucała dalej niewybrednymi tekstami, bez żalu czy strachu, że zostaną źle zrozumiane, czy przeinaczone. Nie wierzyła w tę Eskilową powagę, którą jej obecnie zaserwował. Wiedziała, że tylko czai się, aby znów nie wybuchnąć śmiechem, w najmniej odpowiednim momencie. Na razie dzielnie się trzymał, bo opowiadała mu o swojej rodzinie i może nie chciał, aby wyglądało to tak, jakby się nabijał? Nie była pewna w stu procentach, ale przesunęła mu się, robiąc miejsce, aby i on wygodnie się usadowił na łóżku. Blond włosy były w kompletnym nieładzie, ale kto by się tym przejmował akurat teraz, kiedy wokół nich panowała taka beztroska? - Nie no, coś ty! Z rodzicami w Manchesterze, chociaż w zasadzie to jak już, to przeważnie z tatą, bo mama cały czas gdzieś jeździ po świecie. - przypomniała sobie o tym, że w zasadzie skoro tak mało o niej wiedział, to mógł nie wiedzieć, że książka jej autorstwa być może wpadła mu nawet w rękę. - To zapalona podróżniczka, napisała wiele książek na ten temat. Edith Doppler - dodała, chociaż w sumie nie wiedziała, po co dokładnie to mówi. Odgarnęła kilka kosmyków w bliżej nieokreśloną stronę, jednak byle dalej od własnej twarzy. Nienawidziła, kiedy włosy zahaczały o jej twarz, po prostu wkurwiało ją to niemiłosiernie. Słuchała go dalej, wpatrując się w szklany sufit, który nagle stał się dla niej interesującym. Wcześniej kompletnie nie potrafiła cieszyć się tymi widokami, jednak teraz, w jego towarzystwie, chętniej zwracała na nie uwagę. - Widzę, że łączy nas więcej, niż mogło się początkowo wydawać - stwierdziła z uśmiechem, przekrzywiając głowę tak, aby zerknąć w te wilowate oczy. Szturchnęła go na wzmiankę o "nie podskoczysz mi", bo powinna się obrazić, ale w sumie... było w tym sporo racji, choćby mogła się do tego nie przyznawać. Więc pozory musiała stwarzać, nawet w takim momencie, jak ten. Zauważyła, że coś się zmieniło, kiedy wspomniała o jego imieniu. Uśmiech zszedł z jej twarzy i podniosła się nieco na łokciach, aby spojrzeć na niego z lepszej perspektywy. - Eskil, nie wiedziałam, nie chciałam. - powiedziała z prawdziwą skruchą w głosie. No teraz to się jej zrobiło głupio... chciała dobrze, a wyszło jak zawsze. - Więcej nie będę - dodała cichszym nieco tonem. Chyba jednak bardziej powinna baczyć na swoje słowa, bo potem wychodziły takie dziwne sytuacje, jak właśnie ta. Nie bardzo wiedziała, jak ugryźć temat, aby wrócić do tej beztroski, która dotychczas panowała. - Ej, a może ty coś o sobie opowiedz, bo kurde, przecież ja cię w ogóle nie znam! - spróbowała z tej strony, idealnie udając oburzenie, jakby naprawdę przeszkadzał jej fakt, że leżała na łóżku obok chłopaka, którego kompletnie nie zna.[/b]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Eskil Clearwater

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : V
Wiek : 16
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 180
C. szczególne : prawie zawsze ma na głowie kaptur albo czapkę
Dodatkowo : Półwil
Galeony : 194
  Liczba postów : 618
https://www.czarodzieje.org/t19775-edward-eskil-clearwater#597052
https://www.czarodzieje.org/t19779-pokrecona-skrzynka-na-listy#597322
https://www.czarodzieje.org/t19776-eskil-clearwater#597057
Igloo #5 QzgSDG8




Gracz




Igloo #5 Empty


PisanieIgloo #5 Empty Re: Igloo #5  Igloo #5 EmptySob Lut 13 2021, 13:36;

Zapisał sobie w pamięci, że dziewczyna mieszka w Manchasterze, a wyjechała na święta do Austrii. Nawet nie mieli czasu aby wymienić się wrażeniami, tak wiele się działo, co chwila pojawiało się wydarzenie wymagające pełnej uwagi. Ta dzisiejsza chwila beztroski była bezcenna. To nic, że siedział tutaj obolały. Rozluźniał się na jej miękkim łóżku, z ramieniem opartym o jej, z posmakiem żelków na ustach. Tak można chillować, a i zostawił Hunterowi całe igloo do dyspozycji, z czego też też może być zadowolony. - Moja babcia ma dużo książek, zapytam ją czy ma jakąś twojej mamy. Nie zdziwię się jak będzie, ona czyta chyba wszystko. - uśmiechnął się bo przecież kto jak kto, ale Eskil molem książkowym nie był i absolutnie nie znał się na żadnych autorach. Niewiele mu to mówiło, ale żeby nie wyjść na ignoranta bądź coś w tym stylu to chociaż wyraził przypuszczenie, że jednak wszystko wiedząca babcia coś na ten temat wie. Zsunął się trochę ze swojego poduszkowego wezgłowia i oparł potylicę o bark Robin. Wygodnie, a i jakoś tak kiedy doszło do delikatnego spięcia między nimi to wolał jakoś dać jej znać, że nawet pomimo tego on dalej ją lubi. Cały czas tkwiła w nim obawa, że Robin w końcu dowie się o wszystkim, wyrzuci go za drzwi i nigdy nie będzie chciała go już oglądać. Podrapał się po policzku i wbił wzrok w szklaną ścianę, obserwując sobie spacerujących w oddali ludzi. Nie widział stąd swojego igloo, a szkoda. - Ano, też to zauważyłem. - uśmiechnął się na sekundę a potem głośno westchnął i poklepał ją po łokciu. - Luzik, temu mówię, że nie lubię, żebyś wiedziała. - przecież właśnie trwa etap wzajemnego poznawania się, prawda? Uzupełniali informacje na swój własny temat, a więc byłby skończonym dupkiem gdyby się na nią teraz złościł skoro dodatkowo od razu zapewniła, że nie będzie tego robić. Wierzchem dłoni zasłonił usta i zaśmiał się. - Sprosiłaś obcego chłopaka do swojego igloo. - zatrząsł się od tego chichrania i podniósł wzrok na kawałek sufitu i widniejącego za nim nieba. Czuł się niemalże jak na otwartym polu, a to oczywiście satysfakcjonowało jego wilowatą część. Rozluźnił się na nowo. - No ale co ja mam ci mówić? Babcia mnie wychowywała,też jest ta tak zwana "czystokrwista", ma jakieś sto lat i gnieździmy się na Pokątnej. - nie mógł się pochwalić liczną rodziną, ale miło jest mu opowiedzieć o sobie komuś, kogo naprawdę to interesuje. - Mój ojciec nie przeżył spotkania z moją matką. - wzruszył ramionami na znak, że jakoś z tego powodu nie ubolewa. Miałby tęsknić za kimś kogo nigdy nie widział? Nie znał? E tam! - Więc ogarniała mnie babcia i kilka nianiek. Te z początku doprowadzałem do szału i rezygnowały szybko, a potem została jedna, mugolaczka. Teraz dogląda babci, bo znowu się pochorowała. - nie mówił już, że wychowanie go wymęczyło babcię za wszystkie czasy dlatego szybko zaczęła podupadać na zdrowiu. O pewnych rzeczach się nie wspomina lecz wystarczy wsłuchać się w jego głos, aby wiedzieć, że Hanna Clearwater znaczy dla niego naprawdę wiele, być może wszystko. - W ogóle, babcia wygoniła mnie na ferie bo inaczej bym nie przyjechał. Jest przygłucha, ale skubana orientuje się co się dzieje. Wpadnij do mnie w sierpniu, jak będziesz w Londynie. - przekręcił głowę i zerknął na Robin z tej niewygodnej pozycji, a potem zgarnął ze swojego czoła jej rozrzucone miękkie włosy. - Przyjedziesz? - zapytał z nadzieją, że będzie mógł pokazać jej swoją klitkę babcię i swój maleńki pokoik gdzie dorastał. Pokątna nie była jakąś turystyczną atrakcją, ale mimo wszystko miała swój urok.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Robin Doppler

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 166 cm
C. szczególne : Podobnież duże oczy, trzy podłużne blizny po pazurach od lewego nadgarstka aż do łokcia
Galeony : 434
  Liczba postów : 432
https://www.czarodzieje.org/t19800-robin-doppler#600127
https://www.czarodzieje.org/t19810-robin-i-jej-sowa#600759
https://www.czarodzieje.org/t19811-robin#600760
https://www.czarodzieje.org/t19808-robin-doppler#600671
Igloo #5 QzgSDG8




Gracz




Igloo #5 Empty


PisanieIgloo #5 Empty Re: Igloo #5  Igloo #5 EmptySob Lut 13 2021, 16:01;

Gdyby tylko wiedziała, jak bardzo był obolałym, prawdopodobnie pozwoliła by jego mięśniom nieco bardziej odpocząć. A tak co niedługo zmuszała go do kompletnie niekontrolowanych napadów śmiechu, które pewnie jeszcze bardziej zwiększały jego ból. Nie to, że w jakikolwiek sposób żałowała tego, co aktualnie robiła. Wiele rzeczy mogła powiedzieć i się do nich przyznać, ale z pewnością nie do tego. Przewróciła oczami, kiedy wspomniał o tym, że wypyta babcię o tę książkę. Dla niej kompletnie nie miało to znaczenia, bo przecież Edith to tylko jej mama. Nie chciała być utożsamiana z jej dokonaniami, chciała zasłyną ze swoich własnych. Po co więc o tym wspomniała? Zwyczajnie przywykła do faktu, że kiedy ktoś dowiadywał się o niej więcej, zazwyczaj padało pytanie "Doppler? Ta Doppler? Masz coś wspólnego z Edith Doppler", więc w tym wypadku postanowiła wyprzedzić notoryczny protokół. Ale jak zwykle zapomniała z kim ma do czynienia i w głębi ducha ucieszyła się, że Eskil nie był molem książkowym. - Na Merlina, nie pytaj i nie czytaj tego! - stwierdziła tylko. Nie to, że uważała te książki za złe, czy coś w tym stylu, ale wolała na wszelki wypadek uniknąć sytuacji, gdzie nagle wilowaty uzna, że jej matka jest bardziej interesującą, niż ona. Kiedy przełożył głowę na jej bark, jakoś tak automatycznie zgięła ją w łokciu i zaczęła bawić się jego zdecydowanie za długimi włosami. Łapała po kilka kosmyków, przesuwała je między palcami, zachowywała się tak, jakby to było kompletnie normalnym i codziennym. Zupełnie nie myślała nad tym, w jaki sposób mógłby odebrać to ktokolwiek będący postronnym obserwatorem. Ot, po prostu wpatrywała się w szklany sufit, bawiąc się jego włosami i rozmawiając tak, jakby wszystko było w idealnym porządku. Może faktycznie wszystkie troski i zmartwienia pozostawili za drzwiami tego igloo? - Wiesz, technicznie rzecz biorąc, to ten chłopak sam mi się wprosił - stwierdziła z lekkim rozbawieniem i mocniej pociągnęła kilka włosków na jego głowie, jakby chciała powiedzieć nawet nie próbuj ze mną dyskutować. Tak, kolejna cecha, która ich łączyła; oboje mieli cholernie uparte charaktery... Słuchała dalej wszystkiego tego, czym postanowił się podzielić. Musiała przyznać, że historia ta była daleka od sielankowego obrazu, ale chyba powinna się tego spodziewać. Parsknęła lekkim śmiechem, kiedy wspomniał o tym, jak to po kolei wykańczał za dzieciaka każdą kolejną nianię. Jakoś bez problemu była w stanie wyobrazić sobie jego w takiej sytuacji. Mały, słodki Eskilek który wrzeszczy w niebogłosy. Tak... pasowało do tego, którego znała obecnie. - Bardzo ją kochasz - powiedziała w końcu, nawet nie oczekując żadnej odpowiedzi z jego strony. Widać było jak na dłoni, że babcia stanowiła dla niego wszystko, była najważniejszą osobą w jego życiu. Rozumiała to, bo przecież sama również posiadała bardzo silną więź z Eleną. Może nie wychowywała jej w tak dużym stopniu jak babcia chłopaka, ale też była dla niej ważna. Kiedy podniósł na nią wzrok z pytaniem, czy przyjedzie go odwiedzić w Londynie, coś ruszyło się w jej wnętrzu. Uśmiechnęła się, choć ten uśmiech był znacznie bardziej czuły niż dotychczas. - Oczywiście, że tak! Jak mógłbyś w ogóle w to wątpić - posłała mu oburzone spojrzenie. -Poza tym, jak dla mnie to możemy wybrać się do Londynu w pierwszy weekend po powrocie z Norwegii. A jak nie dadzą ci zezwolenia, to cię uprowadzę z Hogwartu i tyle - zawyrokowała. Miała ochotę wzruszyć ramionami, ale jedno było zajęte przez jego głowę, więc tego nie zrobiła. Zamiast tego ponownie zmierzwiła mu włosy, choć i tak cały czas trzymała swoją dłoń w tych jasnych kosmykach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Eskil Clearwater

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : V
Wiek : 16
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 180
C. szczególne : prawie zawsze ma na głowie kaptur albo czapkę
Dodatkowo : Półwil
Galeony : 194
  Liczba postów : 618
https://www.czarodzieje.org/t19775-edward-eskil-clearwater#597052
https://www.czarodzieje.org/t19779-pokrecona-skrzynka-na-listy#597322
https://www.czarodzieje.org/t19776-eskil-clearwater#597057
Igloo #5 QzgSDG8




Gracz




Igloo #5 Empty


PisanieIgloo #5 Empty Re: Igloo #5  Igloo #5 EmptySob Lut 13 2021, 16:24;

Reakcja Robin przywołała do porządku. Na Merlina, nie musi być "na siłę" miły. Gdyby powiedział zwyczajne "nie znam" byłoby to bardziej w jego stylu aniżeli opowiadanie, że być może babcia to ma w swoich książkach. Oboje dobrze wiedzieli, że kto jak kto, ale Eskil był uczniem marnym, a od książek i lektur trzymał się z daleka. Nie bez powodu nie zdał SUMów, co nie? - Nie ma problemu, ja mało co czytam. - zaśmiał się, aby nie myślała, że teraz zrobi dochodzenie czemu to jednak nie chciała by poznał się z książką jej mamy. - Ale przynajmniej wiem po kim masz smykałkę do pisania. - oznajmił uroczyście i usadowił się wygodniej na jej barku. Na kilka sekund znieruchomiał kiedy poczuł jej dłoń między swoimi włosami. W pierwszej chwili zaczął ją podejrzewać, że chce go ostrzyc tu i teraz, a dopiero po paru wdechach pojął, że to (nie)zwyczajne bawienie się jego potarganą czupryną. Zrobiło mu się od tego ciepło i utknął pomiędzy "jakie to miłe", a "nie wiem czy powinno się zdarzyć". Zamiast się nad tym głowić... po prostu odpuścił. Niech się dzieje co chce. Może i Dear był jej przyjacielem, ale to, co było między Eskilem a Robin nie było jedynie koleżeństwem. Nie wiedział jak to nazwać, ale czuł z Robin niewytłumaczalną więź jakby zrobiono z nich parę dwukierunkowych lusterek. Działały tylko w parze, a osobno nie pokazywały pełni swoich talentów. Chyba. Wyprostował wygodnie kończyny na łóżku i teraz mógł już gapić się w sufit. Chmury powoli się rozsuwały i odsłaniały kilka maleńkich gwiazd na tle granatowego sklepienia. Nie obchodziło go jak mogą wyglądać dla postronnego obserwatora. Było mu wygodnie, ciepło i miło, mogli gadać ile tylko dusza zapragnie, a jego obolałe mięśnie teraz odpoczywały. - A, fakt, zwracam honor. - uniósł palec w górę na znak przyznania się do błędu bowiem faktycznie wparował tutaj jak do siebie i nawet nie pytał czy Robin ma teraz czas. Ba, nawet nie przejmował się, że w każdej chwili mogła tu wrócić jej współlokatorka. Miał to głęboko w poważaniu. Przymknął na moment oczy kiedy tak bawiła się jego włosami. Im dłużej to robiła tym przyjemniejsze się to stawało. - No ba, że tak. Długi czas była moją jedyną rodziną dopóki nie odnaleźli się Sinclairowie. - choć nie przepadał za mówieniem o swoich uczuciach tak babcia była świętością i przy Robin mógł wyraźnie potwierdzić jej słowa. Kochał babcię i ktokolwiek źle się o niej wyrażał to narażał się na dosadną złość Eskila. Dostrzegł jedynie skrawek jej czułego uśmiechu, który nie rozumiał jak ma interpretować. Próbował oddzielić się od tego słodkiego ciepełka rozlewającego się w jego trzewiach. Nie miał pojęcia co robić. Ciągnęło go do jej przyjaciela, ale teraz, gdy leżeli tylko sam na sam i gdy uśmiechała się tak do niego... w jego gardle urosła taka wielka gula. Przymknął znowu powieki bo wtedy łatwiej było koncentrować się na rozmowie, bez rozpraszania się jej uśmiechem, - Nie wątpię, ale sygnalizuję, że jesteś tam mile widziana. - wzruszył ramionami i wykrzywił się kiedy bark go zabolał od wczoraj-wyleczonego śladu pazurów mimika. Zaśmiał się pod nosem gdy zasugerowała uprowadzenie. - A podobno to mnie powinno łatwiej wychodzić uprowadzanie kogokolwiek. - głośno westchnął bowiem już niejednokrotnie zauważali, że to Robin byłaby bardziej ogarniętą półwilą niż on. - Najpierw niech babcia wyzdrowieje, co? Potem urobię profesor Dear, coś tam jej nakłamię i mnie puści. - gotów był wiercić opiekunce domu dziurę w brzuchu, aby mu na to pozwoliła. Weekend z Robin i to w jego domu, przy babci? Wow. Totalny chillout choć zapewne babcia będzie chciała porozmawiać z nim o jego ocenach semestralnych. Nabrał głęboko powietrza do płuc i zamknął całkowicie oczy, wyczulając się teraz całkowicie na jej dłoń. - Przyszedłem tu w zupełnie innych sprawach, ale wiesz co? Chrzanić je. Nie chce mi się nic robić. Rozleniwiam się. - wsunął dłoń pod swój kark, aby było wygodniej leżeć. Niemal się do niej przytulał.

+
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Robin Doppler

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 166 cm
C. szczególne : Podobnież duże oczy, trzy podłużne blizny po pazurach od lewego nadgarstka aż do łokcia
Galeony : 434
  Liczba postów : 432
https://www.czarodzieje.org/t19800-robin-doppler#600127
https://www.czarodzieje.org/t19810-robin-i-jej-sowa#600759
https://www.czarodzieje.org/t19811-robin#600760
https://www.czarodzieje.org/t19808-robin-doppler#600671
Igloo #5 QzgSDG8




Gracz




Igloo #5 Empty


PisanieIgloo #5 Empty Re: Igloo #5  Igloo #5 EmptyNie Lut 14 2021, 18:16;

No oczywiście, że nie musiał silić się na miłe słowa, które nic by nie znaczyły. Ta relacja od samego początku była daleka od przeciętnej, więc Robin nie liczyła na to, że nagle chłopak zacznie zachowywać się tak jak należy zamiast tak, jak faktycznie chce. Nawet zaczęła by się wtedy niepokoić! Że coś niedobrego dzieje się z Eskilem. Dlatego nie przejęła się, kiedy powiedział, że nie słyszał o książkach jej mamy. Nie musiał i nie liczyła na to, że nagle stanie się zapalonym czytelnikiem książek podróżniczych. No nie, nie chciała wręcz tego. Chciała, żeby pozostał sobą, czyli niezwykle irytującym chłopakiem, którego tak uwielbiała. Wzruszyła jedynie lekko ramionami jakby to miała być odpowiedź na jego komplement. Cóż, nieskromnie mówiąc sądziła, że już dawno zaczęła pisać lepiej niż jej mama, ale przecież nie konfrontowała tego bezpośrednio. Ona kompletnie nie myślała nad tym, czy to, co teraz robiła z jego włosami było dobrym pomysłem, czy złym. Ot, po prostu bawiła się nimi kompletnie bezwiednie, nie rozpatrując tego w żadnych kategoriach. Było przyjemnie i chyba właśnie tak powinno być, czyż nie? Po co dokładać do tego nikomu nie potrzebne teorie czy słowa. Mogli zwyczajnie napawać się wzajemnym towarzystwem. A przynajmniej miała nadzieję, że mogli to robić, jednocześnie nie przejmując się niczym ponad to. Wpatrywała się w ciemne niebo, próbując wyłapać jakieś ciekawe konstelacje gwiazd, choć wychodziło jej to kompletnie beznadziejnie. Astronomia nigdy nie była jej mocną stroną i nieco tego faktu obecnie żałowała. Dalej przekładała sobie jego kosmyki między własnymi palcami słuchając tego, co opowiadał, kompletnie nieświadoma tego, w jaki sposób na to reagował. Nie wiedziała, że dalej rozlewało się w nim ciepło, kiedy uśmiechała się w taki sposób. Nie widziała w swoim zachowaniu niczego niewłaściwego czy nieodpowiedniego. Gdyby tylko to dostrzegła to... no w zasadzie co? Nie mogła powiedzieć, że zachowywała by się inaczej. - Oboje wiemy, że jesteś słaby w te wilowate sprawy i byłabym w tym lepsza - stwierdziła z szerokim uśmiechem na ustach, ale nie mogła zobaczyć jego reakcji, bo przymknęła właśnie swoje powieki. Czuła się tak spokojnie, tak odprężona. Naprawdę, mogłaby pozostać tutaj już tak na zawsze i po prostu niczym się nie przejmować. Miała dziwne wrażenie, że oboje by z tego powodu w żaden sposób nie narzekali. - Jasne, niech wyzdrowieje, a potem będziemy ją dręczyć swoja obecnością - dodała po chwili. Nie wiedziała, co Eskil sądził na ten temat, ale dla niej samej byłoby to ważnym poznać tak istotną w jego życiu osobę. Chciała wiedzieć więcej na jego temat i wydawało jej się to właściwym sposobem. Uchyliła nieco powiekę słysząc jego kolejne słowa. - To było coś bardzo ważnego, czy mogę się dalej bawić włosami? - niby zapytała, ale jakoś nie zatrzymała swojej dłoni. Milczała jeszcze chwilę czując, że jej powieki powoli zaczynają się robić zbyt ciężkie. Wcale jej nie przeszkadzało, że leżał tak blisko niej, a wręcz przeciwnie, było jej dzięki temu ciepło. Kompletnie nie przypuszczała, że to wszystko rozwinie się w takim kierunku, ale nie żałowała. - Eskil, wiesz, że jak chcesz to naprawdę możesz tu zostać na noc - powiedziała w końcu, nieco się przesuwając. Leżała blisko niego, a na jej ustach błąkał się cały czas delikatny uśmiech. Czego więcej chcieć?

/Zt. x2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Mistrz Gry

Czystość Krwi : 100%
Galeony : 31338
  Liczba postów : 70590
http://czarodzieje.forumpolish.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658
Igloo #5 QzgSDG8




Specjalny




Igloo #5 Empty


PisanieIgloo #5 Empty Re: Igloo #5  Igloo #5 EmptyWto Lut 16 2021, 21:28;

Podsumowanie wątku z MG
@Robin Doppler

Anders Erikkson przyniósł Cię do igloo. Nie dał Ci świstoklika. Bardzo prowizorycznie unieruchomił Twój roztrzaskany bark po to, aby wziąć Cię na ręce i pod osłoną ciemności przyprowadzić na teren igloowy. Położył Cię na łóżku, rzucił parę czarów i deportował się z trzaskiem bez słowa.

-> masz mocno rotrzaskany i wybity bark. Należy go starannie, powoli i ostrożnie poskładać. Potrzebujesz do tego zaklęć leczniczych, eliksir wiggenowy Ci w tym nie pomoże. Po naprawieniu barku będziesz odczuwać w nim ból przez swoje trzy następne wątki.
-> jesteś pokaleczona na szyi i policzkach od odłamków szkła. Nie jest to groźne acz upierdliwe.
-> przez swój najbliższy wątek uwzględnij zachorowanie na zapalenie oskrzeli. Potrzebujesz dużo odpoczynku oraz trzech porcji eliksiru pieprzowego (z uwzględnieniem upływu czasu) bądź dwóch eliksirów ekstrapieprzowych.
-> Anders Erikkson wymazał Ci z pamięci własną postać. Nie pamiętasz zatem od kogo otrzymałaś księgę, ale pamiętasz jak przez mgłę spotkanie w antykwariacie i bez problemu wiesz, co wydarzyło się w dokach. Możesz odzyskać jego godność jeśli zażyjesz w ciągu 3h eliksir pamięci.

-> otrzymujesz książkę pt "Podstawy hipnozy dla pierwszych początkujących" nieznanego autora. Księga dostarczy Ci teorii związanej z hipnozą i co najwyżej kilku wskazówek typu: sposoby oczyszczania umysłu i wzmacniania swojej siły woli. Pozwoli Ci to swobodnie rozpocząć naukę hipnozy. Po jednorazowym przeczytaniu księgi zamieni się ona w popiół. Nie da się jej skopiować.

-> otrzymujesz również 1 punkt do dowolnej umiejętności za aktywny udział w dwóch wątkach z Mistrzem Gry.
-> NPC nieumyślnie zostawił Ci koc sygnalizujący (+1 pkt uzdrawianie). Możesz go zatrzymać.
-> tracisz eliksir wiggenowy, który zostawiłaś w dokach.

Wszelkie sprawy kuferkowe uwzględnię od ręki.
Dziękuję!

______________________

Igloo #5 Tumblr_myxyl0JKkN1s94thyo1_500
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Robin Doppler

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 166 cm
C. szczególne : Podobnież duże oczy, trzy podłużne blizny po pazurach od lewego nadgarstka aż do łokcia
Galeony : 434
  Liczba postów : 432
https://www.czarodzieje.org/t19800-robin-doppler#600127
https://www.czarodzieje.org/t19810-robin-i-jej-sowa#600759
https://www.czarodzieje.org/t19811-robin#600760
https://www.czarodzieje.org/t19808-robin-doppler#600671
Igloo #5 QzgSDG8




Gracz




Igloo #5 Empty


PisanieIgloo #5 Empty Re: Igloo #5  Igloo #5 EmptyWto Lut 16 2021, 22:07;

/Po wątku z MG, kilkanaście minut później

Była przekonana, że Anders zostawi ją tam na pastwę losu, bądź w najlepszym razie, wyśle do igloo, tak jak prosiła, przy pomocy świstoklika. Dlatego zdziwiła się cholernie, kiedy zobaczyła, że próbował się o nią w jakiś tam sposób zatroszczyć. Ten sam facet przez którego to wszystko się stało? Nie, to nie mogło być możliwe, dalej w to niedowierzała. Nie rozmawiali, kiedy transportował ją do igloo. Nie miała na to siły. Cieszyła się, że jej ciało się nieco rozgrzało, ale wciąż ból odbierał jej zdolność racjonalnego myślenia. Wiedziała, że potrzebowała pomocy, ale nie zamierzała prosić tego człowieka o cokolwiek. Nie była głupia. Już nie. Widać, że przeszła bardzo szybką szkołę życia, gdzie przekonała się, że świat nie był idealnym i prostym miejscem. Nie odzywała się słowem, kiedy położył ją na łóżku. Tępym wzrokiem wpatrywała się w szklany sufit, dziękując wszelakim bóstwom, że Jose nie było w środku. Nie chciała, aby cokolwiek złego ją spotkało. Nie wybaczyła by sobie tego. Nie powiedziała nic, kiedy rzucił w nią jakieś czary, a potem się deportował. Tylko... jak on wyglądał?
Leżała tak dłuższy czas czując, jak ból wciąż działa tak samo intensywnie, jak na samym początku. Wiedziała, że musi coś z tym zrobić, choć kompletnie nie wiedziała, co. Nie znała się na uzdrawianiu. A jedyną osobą, co do której miała pewność, że to potrafi, był Felinus. Z trudem podniosła się z łóżka, żeby odnaleźć swojego wizbooka. Kosztowało ją to więcej siły, niż była w stanie przyznać. Miała więcej szczęścia, niż rozumu, bo Feli odpisał jej niemalże od razu. Odłożyła wizbooka na bok i spróbowała zdjąć swoją kurtkę. Łzy znów pociekły jej po policzku, kiedy ramie od nowa zaczęło pulsować paskudnym bólem. Zacisnęła szczęki z całej siły, żeby nie jęknąć głośno z bólu. W końcu jakoś zdjęła z siebie to ubranie. Od niechcenia rzuciła je na ziemię i znów położyła się na łóżku, czując, że ta drobna czynność wyciągnęła z niej więcej siły, niż jakiś maraton. Zakasłała paskudnie, co dodatkowo spotęgowało jej ból. Miała nadzieję, że Felinus domyśli się, żeby wejść samodzielnie do środka pomieszczenia. Ona nie miała siły otwierać drzwi. Zimne posty wystąpiły na jej czole, kiedy podołała temu małemu zadaniu, jakie przed sobą postawiła. Teraz należało tylko czekać na pomoc. Zerknęła w stronę książki, która była przyczyną tego wszystkiego. Nie pamiętała mężczyzny, który jej ją dał, choć doskonale pamiętała to, co stało się w dokach. Już słyszała w swojej głowie, jak Felinus będzie ją za to przeklinał. Ale szczerze, miała to obecnie w dupie. Należało jej się i doskonale zdawała sobie z tego faktu sprawę. Bez słowa przyjmie pogadankę, którą jej zaserwuje, choć miała nadzieję, że najpierw zdoła jej pomóc.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Student Hufflepuff
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Nieliczne pieprzyki na twarzy. Spokojne, harmonijne spojrzenie. Krzyż Dilys na szyi. Blizny, opisane w dzienniku postaci.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 398
  Liczba postów : 3738
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Igloo #5 QzgSDG8




Gracz




Igloo #5 Empty


PisanieIgloo #5 Empty Re: Igloo #5  Igloo #5 EmptySro Lut 17 2021, 01:49;

Teoretycznie szykował się powoli do snu.
Zmęczony ostatnimi dniami, kiedy to bawił się w najlepsze, kompletnie zapominając o tym, co powinien robić jako Felinus Faolán Lowell, a czego nie powinien robić - no cóż, nie przejmował się zbytnio konsekwencjami własnych działań. Norwegia obfitowała wręcz w najróżniejsze atrakcje, z których to aż żal było nie skorzystać. Noc zorzy, magiczny rytuał, artefakty, do tego impreza organizowana z okazji Walentynek w Starej Remizie - to wszystko miało swój własny urok i przyczyniało się do uczucia tego pozytywnego zmęczenia, wszak od dawna nie zdawał się mieć takiej możliwości na balowanie. Nie, nigdy wcześniej tak nie balował i tak się nie angażował. Zazwyczaj przytulał ścianę, by ta nie spadła na pozostałych uczestników poszczególnych zabaw, będąc prędzej osobą, która to zdawała się obserwować, aniżeli jawnie brać udział w tym, co szykowało dla niego życie. Zazwyczaj unikał odpowiedzialności, kryjąc się gdzieś w cieniu samego siebie. Teraz... czuł, że rozwijał skrzydła. I naprawdę dobrze się bawił, kiedy to już leżał w łóżku, gdzieś nieopodal pościeli posiadając Wizzbooka, na którym to nie wyłączył powiadomień.
Spojrzał - z czystej, ludzkiej ciekawości, poprawiając koszulkę, jakoby chcąc z niej strzepać kurz, kiedy to okrył się szczelniej kołdrą i wyczarował za pomocą Lumos wiązkę światła. Nie chciał budzić i niepokoić niepotrzebnie współlokatora, co nie zmienia faktu, iż treść wiadomości, jaką to dostał, zdawała się go pobudzić do działania bardziej niż kawa. Jakby coś wzbudziło w nim konieczność działań - Robin wymagała pomocy. Nie wiedział, z jakiego konkretnie powodu, nie wiedział nic, ale... wymagała. Jeżeli nie miałaby przyczyny, zapewne by się do niego nie odzywała. Tak to musiał wstać; ostrożnie, poruszając się w miarę sprawnie, zanim to nie zarzucił na tyłek spodni i tym samym nie opatulił samego siebie kurtką, starał się zachowywać należytą dozę ciszy. Na blacie pozostawił drobny liścik, na którym napisał, iż jest w igloo obok i żeby się ten nie martwił. Wszak ostatnio nieszczęścia trzymały się go zbyt mocno.
Wiggenowe, pieprzowego nie posiadał, czyszczący rany (nie wiedział, z czym to będzie miał do czynienia), magiczne okulary do USG... no i różdżka. Nie wiedział, co konkretnie dolegało Doppler, ale nie zamierzał jej w takim stanie pozostawić, dlatego udał się w stronę Igloo obarczonego numerem piątym, by tym samym wziąć głębszy wdech, zanim to nie otworzył drzwi; już z początku, kiedy to rozejrzał się z zewnątrz, coś mu nie pasowało.
- Robin? - zapytał się, kiedy to wszedł, wszak dziewczyna leżała na łóżku, a na podłodze znajdowała się kurtka. Wszystko pozostawało jeszcze poza zasięgiem jego wzroku, ale... dziewczyna nie wyglądała najlepiej. Widać było patologiczny stan pod względem ułożenia kości, a przynajmniej na pierwszy rzut oka zdołał stwierdzić, iż coś jest nie tak. Odłamki szkła tkwiły w jej szyi na różnorakiej głębokości, co przyczyniło się do zapalenia czerwonej lampki pod kopułą jego czaszki. Obecnie nie miał sił, by przeklinać - wszak dobro ludzkie w tej chwili miało wyższą wartość niż dążenie do odkrycia jakiejkolwiek prawdy. - Leż spokojnie, już się tobą zajmuję... - powiedział, zanim to nie wyjął na stolik jednego eliksiru wiggenowego i czyszczącego rany; naprawdę, nie widział sensu w pogadankach w takim stanie. I jakoś ostatnio pozostawał bardziej świadom tego, że nie zbawi całego świata, w związku z czym chciał zająć się tym, co najbardziej rzucało się w oczy. A widać było, iż dziewczyna cierpi, dlatego pierwsze skupił się na odroczeniu wrażeń bólowych, zanim to nie przeszedł do prawidłowych czynności. Powoli, spokojnie, skrupulatnie, określając obecny jej stan, by tym samym nie przyczynić się do jakiejkolwiek zmiany na gorsze. Na razie nie chciał dawać jej eliksiru wiggenowego - nie, dopóki nie zdoła usunąć szkła i podreparować kości. - Co ci się stało? - zapytał w końcu, wszak... dobrze było wiedzieć co lub kto poturbował tak dziennikarkę.
I może ręczył częściowo za siebie, ale też, jakaś dziwna część jego własnej duszy nakazywała podjęcie się jakiejkolwiek walki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Robin Doppler

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 166 cm
C. szczególne : Podobnież duże oczy, trzy podłużne blizny po pazurach od lewego nadgarstka aż do łokcia
Galeony : 434
  Liczba postów : 432
https://www.czarodzieje.org/t19800-robin-doppler#600127
https://www.czarodzieje.org/t19810-robin-i-jej-sowa#600759
https://www.czarodzieje.org/t19811-robin#600760
https://www.czarodzieje.org/t19808-robin-doppler#600671
Igloo #5 QzgSDG8




Gracz




Igloo #5 Empty


PisanieIgloo #5 Empty Re: Igloo #5  Igloo #5 EmptySro Lut 17 2021, 10:54;

Nie była pewna, ile czasu minęło od kiedy wysłała ostatnią wiadomość do Felinusa na wizbooku. Czas jakby się zakrzywiał. Sekundy zmieniały się w godziny i na odwrót. Ona po prostu leżała na swoim łóżku, nie zdolna do zrobienia czegokolwiek. Mogła się tylko domyślić, jak bardzo źle wyglądała, bo nie miała siły wstać i przejrzeć się w lustrze. Czuła, że jej jasne włosy są w strąkach, gdzieś w okolicy szyi wciąż ciągnęły ją niewyjęte jeszcze odłamki szkła. Miała to jednak w dupie. Oddychała płytko i z wyraźnym problemem. Nie wiedziała, czy jest to skutkiem stresu, jaki przeżyła, czy być może jeszcze jakiejś bardziej pojebanej choroby, która ją zaatakowała przez to wszystko. Szeroko otwartymi oczami wpatrywała się tempo w przestrzeń, nie myśląc, nie czując. Może po godzinie a może po kilku minutach usłyszała, że ktoś wszedł do środka. Ból nie zelżał i powoli zaczynała sądzić, że stanie się jej stałym przyjacielem na resztę życia. Może to i lepiej? W pełni na niego zasłużyła swoją głupotą. Nieznacznie podniosła głowę, aby zerknąć na przybysza, ale i to sprawiło jej zajebisty ból. Jęknęła i znów opadła głową na poduszkę. Łzy nie popłynęły, bo nie miały skąd się wziąć. Chyba wszystkie już wypłakała.
– Feli – jęknęła cicho, kiedy do niej podszedł. Dziękowała wszystkim i każdemu z osobna, że zgodził się tutaj przyjść. Nie wiedziała, co innego mogłaby zrobić, kogo prosić o pomoc. Już i tak ponownie nadwyrężała jego zaufanie, co jeszcze bardziej wgniotło ją w miękki materac. Chciała powiedzieć coś jeszcze, ale zwyczajnie nie miała siły. Ale w tamtym momencie obiecała sobie jedno. Kogo jak kogo, ale jego nie zamierzała już nigdy okłamywać. Nie zasługiwał na to. Był zbyt dobrym człowiekiem. Próbowała pokiwać głową, kiedy zalecił jej bezruch, bo wydawało jej się to łatwiejszym, niż jakakolwiek rozmowa. Cóż, jak się okazało, to tylko pozory. Ból ponownie przytłumił ją tak, że myślała, że a chwilę odpłynie. Jednak jak na złość nie odpłynęła. A ból nieco zelżał. Nie wiedziała czemu, ale mogła tylko przypuszczać, że to za sprawą zaklęć, jakie zaczął na niej stosować. Nie ruszała się jednak dalej. Zbyt zmęczona, miała problem z tym, aby nawet otworzyć usta. Nie wiedziała, jak ubrać w słowa odpowiedź na jego pytanie. Ale przecież chwilę temu obiecała sobie, że nie będzie go okłamywać.
– Dostałam zaklęciem w klatkę piersiową. Odrzuciło mnie i wypadłam przez okno na bruk – powiedziała w końcu, upraszczając to jak najbardziej się dało. Nie kłamała. Jedynie nie wspomniała o tym, że kilka godzin leżała na bruku nie zdolna do tego, aby się poruszyć. Że prawdopodobnie gdyby nie ten cały Anders, to może i by tam zamarzła. Ponownie kaszlnęła głośno, czując dziwne rzężenie w płucach. Miała wrażenie, że na większe zagłębianie się w szczegóły, jeszcze przyjdzie czas. Nie zamierzała szczędzić Felinusowi odpowiedzi, jeśli tylko zapytać. Niemniej nie chciała go również obarczać wszystkim, co miało miejsce w przeciągu ostatnich kilku godzin. Wiedziała, że chłopak jest w stanie udźwignąć wiele, ale czy mógł zrozumieć to, że zrobiła to wszystko dla jakiejś tam książki? Tego nie wiedziała.
– Feli? – pozwoliła sobie na niego zerknąć, odwracając delikatnie głowę. Poczuła jakieś dziwne szarpnięcie w szyi i dopiero wtedy zrozumiała, że wciąż tkwiło tam szkło. Dlatego ponownie opadła na poduszkę, wkurwiona na samą siebie i cały świat. – Możesz nie mówić nikomu? – zapytała cicho świadoma tego, że wcale nie musiała precyzować, kogo miała na myśli. Hunter i Eskil nie mogli się dowiedzieć. Jose też nie powinna. Felinus musiał, aby móc jej odpowiednio pomóc. Poza tym czuła, że poradził by sobie z tym lepiej, niż oni. Znał ją najdłużej i doskonale wiedział, co jest w stanie zrobić, kiedy coś sobie postanowi. Ile to razy brał na siebie rolę osoby, co musiała podjąć próbę wybicia jej czegokolwiek z głowy?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Student Hufflepuff
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Nieliczne pieprzyki na twarzy. Spokojne, harmonijne spojrzenie. Krzyż Dilys na szyi. Blizny, opisane w dzienniku postaci.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 398
  Liczba postów : 3738
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Igloo #5 QzgSDG8




Gracz




Igloo #5 Empty


PisanieIgloo #5 Empty Re: Igloo #5  Igloo #5 EmptySro Lut 17 2021, 15:11;

Podejrzewał, że łatwo nie będzie; nigdy nie było łatwo, wszak gdy było w miarę spokojnie, coś musiało wyskoczyć. Kiedy to założył na siebie ciuchy, podejrzewał, że nie będzie ani radośnie, ani ciekawie. Co prawda z leczeniem nie miał już problemów, co nie zmienia faktu, że koniec końców to zawsze wzbudzało pewne podejrzenia. Powodowało narastanie kolejnych wątpliwości, których to nie potrafił stłumić. Jakby rzut monetą co chwilę nakazywał mu ratować bliskie osoby... i choć wiedział, że nie może przejść obok obojętnie, to w pewnym stopniu siły witalny powoli się kończyły. Nawet jeżeli zdołał się zregenerować na tych feriach, nawet jeżeli ostatnio udawało mu się cieszyć z tego, co go spotykało, ciemne chmury musiały się prędzej czy później rozciągnąć po horyzoncie, zapowiadając tym samym burzę. Zwiększający własną siłę wiatr starał się go powalić, a on... trzymał się. Dalej, nie przestając pełnić swojej podstawowej funkcji, wszak czuł się co najmniej źle na myśl, iż mógłby pozostawić innych w potrzebie, ale zastanawiał się.
Dlaczego? Z jakich przyczyn powstają rany? W jakim celu Robin się naraziła? A może to był zwykły wypadek? Nie wiedział, kiedy to nogi same kierowały go w stronę znajdującego się nieopodal igloo - tyle dobrze, że mógłby nawet wyjść bez żadnego wierzchniego odzienia, choć wolał mimo wszystko i wbrew wszystkiemu uniknąć ciekawskich oczu. Choć zapewne, zwróciwszy uwagę na to, iż miejsca mieszkalne są w pełni odkryte, prędzej czy później ktoś zwróci uwagę na Lowella leczącego zakrwawioną dziewczynę, która znajdowała się obecnie na łóżku.
Musiał uważać - sunął zatem, a gdy w pełni mógł zobaczyć, z czym dziewczyna się zmaga, od razu zaczął działać, choć po części chciał się dowiedzieć. Mógł uznać to za ultimatum, ale nie zamierzał wymuszać niczego na dziewczynie. Nie chciał przyczyniać się do powstania w pewnym stopniu dziwnego uczucia w postaci przymusu, dlatego, ukrócając własną ciekawość, zaczął działać. Pierwsze uśmierzając ból za pomocą Levatur Dolor, dopiero później zajmując się rzeczywistymi obrażeniami. A przynajmniej tymi, które, w wyniku przemieszczeń, mogły przyczynić się do uszkodzenia tętnicy szyjnej. Badał zatem, starając się wykryć jakiekolwiek krwotoki, zanim to nie wyjmował każdego szkła z osobna ze sporą dozą cierpliwości i ostrożności. Szkoda by było, gdyby jakieś odłamki tym samym pozostały, udowadniając, iż tak naprawdę nie nadaje się do ratowania ludzkiego życia.
- Powinienem dalej pytać? - chciał się upewnić, wszak nie wiedział nic o tym, co się ostatnimi czasy działo. Na razie nie rozglądał się po otoczeniu, w związku z czym nie zwrócił uwagi na książkę, która to znajdowała się gdzieś nieopodal, będąc jednoznacznym dowodem na to, iż działy się tutaj pewne, nielegalne rzeczy. Sam, chcąc nauczyć się oklumencji, musiał dokonać włamania do DKZ, a tym samym nadwyrężyć zaufanie nauczycieli, w związku z czym ryzykował naprawdę wiele, ale koniec końców mu się udało. Dlatego, nie dość, iż posiadał podręcznik do czarnej magii dla początkujących, napisany ręką jakiegoś ucznia, to jeszcze miał do czynienia z księgami najróżniejszych zaklęć, do nauki legilimencji, znaków runicznych o odmiennym znaczeniu, stosowanych w magii zakazanej, jak również do eliksirów. Powoli zdobywał wszystko zgodnie z własnym sumieniem (lub jego brakiem), ale też, starał się nie pochłaniać zachłannie materiału. Niemniej jednak... gdyby dowiedział się, iż Robin pozwoliła się tak potraktować dla jednej książki, na pewno pacnąłby ją w łeb. Jak nie teraz, to później, wszak nie miał problemów z włamaniem się do odpowiedniego działu, a lepiej byłoby uniknąć problemów zdrowotnych. Ostatnio nieźle się bawił pod tym względem z Julką, spierdalając z biblioteki.
- Coś jeszcze cię boli? - zapytał się, wszak podstawowy wywiad był wysoce rekomendowany. Kaszlnięcie nie było tym samym naturalne - zdawało się mieć całkowicie inne podwaliny, na co użył od razu zaklęcia wykrywającego źródła infekcji. Imago Morbus zaznaczyło dokładnie płuca, w których to najwidoczniej rozwijał się stan zapalny; to dlatego Robin wymagała tym samym eliksiru pieprzowego. Szkoda tylko, że obecnie nie miał dostępu do żadnych składników, a, jak na złość, nie kojarzył, by w tym miasteczku znajdował się jakikolwiek sklep zielarski. Felinus mimowolnie przegryzł wargę; zajmował się jednak nadal wyciąganiem szła i zaleczaniem ran, by doprowadzić to wszystko do względnego porządku. Rzucając od czasu do czasu Levatur Dolor, by zmniejszyć wrażenia bólowe wynikające z dziwnie wykrzywionej kości.
- Nie ruszaj się, już prawie wszystko usunąłem. - powiedział, kiedy ta wykonała ruch głową, w związku z czym poczuła ponowny ból. Jakiekolwiek gwałtowne ruchy szyją mogły zakończyć się znacznie gorzej, dlatego starał się zakończyć pracę pod tym względem, wyciągając ostatnie odłamki. To by pasowało do wersji przedstawionej przez Doppler - co jak co, ale normalnie ludzie nie dostają szkłem w ciało. Więc rzeczywiście wyleciała przez okno na bruk. Na kolejne pytanie spojrzał na nią i, jak gdyby nigdy nic, kiwnął własnym łbem w geście prostego przytaknięcia. - Nie ma problemu. To, co się tutaj dzieje, zostanie między nami. - powiedziawszy, wytarł krew z własnych dłoni, kiedy to zdołał usunąć szkło, zastanawiając się nad tym, co musiało się konkretnie stać. Bo o ile nie zamierzał mówić nikomu, co tutaj miało miejsce, o tyle jednak wyszedł z igloo bez jakiejkolwiek zapowiedzi.
Potem, dożylnie, podał jeden eliksir wiggenowy, by tym samym po części zregenerować obite tkanki. Powoli, subtelnie, poprzez odpowiednie zaklęcie, by tym samym powrócić z powrotem do pracy. A Surexposition pokazał, co się tak naprawdę stało z barkiem...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Igloo #5 QzgSDG8








Igloo #5 Empty


PisanieIgloo #5 Empty Re: Igloo #5  Igloo #5 Empty;

Powrót do góry Go down
 

Igloo #5

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Strona 1 z 2 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Igloo #5 JHTDsR7 :: 
Norwegia
 :: 
Miasteczko
 :: 
Igloo
-