Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 Stara sala baletowa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość


Elaine J. Swansea

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 168 cm
C. szczególne : pomalowane usta, wyprostowane plecy, nowy wizerunek
Dodatkowo : metamorfomag
Galeony : 243
  Liczba postów : 1367
https://www.czarodzieje.org/t16910-praca-wre
https://www.czarodzieje.org/t16935-syczek-jeczybula#471819
https://www.czarodzieje.org/t16911-elaine-swansea#471382
https://www.czarodzieje.org/t18301-elaine-j-swansea-dziennik
Stara sala baletowa QzgSDG8




Gracz




Stara sala baletowa Empty


PisanieStara sala baletowa Empty Stara sala baletowa  Stara sala baletowa EmptySob 16 Sty 2021, 23:38;


Stara sala baletowa


W dawnych czasach Elizabeth spędzała tu dużo czasu, ćwicząc kunszt swego tańca. Dziś pokój ma wielorakie zastosowanie. Dzięki wielu zaklęciom transmutacjnym pokój może służyć za scenę, plan zdjęciowy, salę do tańca czy do muzyki - wystarczy być Swansea i wiedzieć które zaklęcie gdzie posłać. Pomieszczenie jest bardzo dobrze oświetlone, a na całej długości północnej ściany znajduje się lustro.


______________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Elaine J. Swansea

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 168 cm
C. szczególne : pomalowane usta, wyprostowane plecy, nowy wizerunek
Dodatkowo : metamorfomag
Galeony : 243
  Liczba postów : 1367
https://www.czarodzieje.org/t16910-praca-wre
https://www.czarodzieje.org/t16935-syczek-jeczybula#471819
https://www.czarodzieje.org/t16911-elaine-swansea#471382
https://www.czarodzieje.org/t18301-elaine-j-swansea-dziennik
Stara sala baletowa QzgSDG8




Gracz




Stara sala baletowa Empty


PisanieStara sala baletowa Empty Re: Stara sala baletowa  Stara sala baletowa EmptyPon 25 Sty 2021, 19:27;

Sobota, za piętnaście czwarta. Stara sala baletowa, w której matka niegdyś szlifowała swoje umiejętności na nowo została odkurzona. Dzisiejszego dnia pojawią się tu nowi tancerze, którzy wprawią te ściany w muzyczne drgania kiedy jedno będzie uczyć drugie w jaki sposób stawiać kroki, aby poczuć się wśród muzyki jak ryba w wodzie. [url=bachata_dance_tshirt.png (1524×2200) (justmove.pl)]Ubrała się[/url] bardzo wygodnie, a kolor wypadł bardzo przypadkowo. Przez pewien czas kombinowała zmianę na biel jednak zabrakło już minut, by nad tym przysiąść. Zapinała ostatni pasek butów na obcasie i związała bursztynowe włosy z niedbałego koka. Gramofon wraz z zestawem płyt winylowych spoczywał na obudowie fortepianu, a więc pozostało czekać na przybycie tajemniczego Viro. Musiała przyznać, że zainteresował ją poprzez formę swych listów. Odnosiła silne wrażenie, że koresponduje z artystą choć możliwe, że się myliła. To już druga osoba, która poprosiła o lekcję tańca. O ile Daemon po prostu ją oszukał i wykorzystał czas na podstępne spotkanie się, tak święcie wierzyła, że w tym przypadku faktycznie będzie mogła kogoś czegoś nauczyć. Nieśpiesznym krokiem przeszła z piętra na parter, aby nie musieć narażać Viro na kontakty z połową rodziny Swansea, którzy zlecieliby się niczym ćmy do światła gdyby ktoś o tej porze próbował się tu dostać. Nie uprzedzała ich, że ktoś dzisiaj przyjdzie, ale też nie czuła potrzeby informowania ich wszem i wobec, że szukała sobie popołudniowych i weekendowych zajęć, aby uciec od bolączek z przeszłości. Przez pewien czas zastanawiała się czy powinna utrzymać na sobie metamorfomagiczną powłokę skoro chodzi o zapoznanie brata Emily. Teoretycznie powinna pokazać mu się w prawdziwej odsłonie, aby nie wprowadzać do znajomości fałszu. Z drugiej strony nie mogła się na to zdobyć. Przyzwyczaiła się już do nowej twarzy, lubiła otulać się nią i zasłaniać przed światem. Do tej pory nie potrafiła spokojnie spoglądać w swoje prawdziwe odbicie w lustrze. Gdy usłyszała pukanie w drzwi to uśmiechnęła się krótko i od razu do nich podeszła, nie pozwalając chłopakowi marznąć na ganku. Zanim je otworzyła to zerknęła jeszcze w lustro wiszące w przedpokoju, aby upewnić się, że zrobi pozytywne pierwsze wrażenie. Jeśli chłopak okaże się sympatyczny tak, jak w listach to najwyżej wprowadzi go w temat i zaznaczy, że ogląda metamorfomagiczną powłokę. To będzie uczciwe. Zależało jej, aby pozostać w pozytywnych kontaktach z rodziną Rowle, a skoro Emily okazała się fajna to i wobec jej braci należy wyjść z uśmiechem. Otworzyła drzwi. - Pan pracowity i miły Viro? - odezwała się zamiast powitania. Myślała, że będzie starszy! Przez krótki moment na jej twarzy malowało się zaskoczenie. - Co za punktualność. Zapraszam do środka. - i w trakcie wymian uprzejmości bądź początkowej rozmowy prowadziła go już przez salon, schody i piętro na kraniec korytarza, gdzie znajdowała się przygotowana już sala.


______________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Jasper 'Viro' Rowle

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 174/184
Dodatkowo : Metamorfomag
Galeony : 36
  Liczba postów : 141
https://www.czarodzieje.org/t19678-jasper-viro-rowle#589315
https://www.czarodzieje.org/t19843-odyseusz#603942
https://www.czarodzieje.org/t19815-jasper-viro-rowle#600997
Stara sala baletowa QzgSDG8




Gracz




Stara sala baletowa Empty


PisanieStara sala baletowa Empty Re: Stara sala baletowa  Stara sala baletowa EmptyPon 25 Sty 2021, 19:28;

Szczerość wcale nie jest moją mocną stroną, a jednak coś w liście od Ciebie ostrzega mnie, że nie powinienem kłamać. I naprawdę, z dłonią teatralnie ułożoną na sercu, mógłbym przysiąc, że tego nie zrobiłem. Zataiłem wiele, ale czy naprawdę zatajeniem można nazwać brak informacji, o którą nikt nie prosił? Czy możesz mieć mi za złe, że specjalnie podkreślam przeciętność moich umiejętności, nie chcąc zawyżać sobie poprzeczki Twoich oczekiwań, by przeskoczyć ją bez wysiłku? Czy grzechem jest przedstawienie się od złej strony, byś podkarmiła moje narcystyczne ego komplementami, myśląc, że właśnie tego potrzebuję? Nawet jeśli... naprawdę tego potrzebuję po porażkach, które ciągną się za mną od ostatnich kilku miesięcy.
I faktycznie nie kłamię, pojawiając się na ganku przed Twoim domem, nie tylko punktualnie ale i pod moją prawdziwą postacią, tylko włosy zabarwiając habanową głębią, nie chcąc byś patrząc na mnie myślała o blondwłosej Emily. Skrzypienie zmarzniętych od zimna desek przypomina mi o tej ekscytacji stąpania po scenie i nie potrafię powstrzymać drobnego uśmiechu z zadowolenia, gdy czuję jak krew szybciej krąży mi w żyłach z prostej radości, że wyrwałem się z tego marazmu w jakim tkwiłem od świąt, które dalekie były od wymarzonego przeze mnie ideału.
- Panna Iskierka? - pytam zamiast odpowiedzieć, samemu też dając się zdziwić tym, jak niepodobna jesteś do swojej siostry, bo choć jasne oczy wyraźnie krzyczały tym jasnym błękitem Swansea, tak gdy tylko zielone spojrzenie opadło na pełne usta, pozwoliłem sobie zwątpić w wasze pokrewieństwo.
- Przepiękny ganek. Musi zachwycać wiosną i latem, gdy tylko doda się do tego obrazka dobrą książkę i towarzystwo w postaci leniewego psidwaka - nakreślam, zagajając rozmowę, gdy już bez płaszcza podążam za Tobą labiryntem rodzinnej posiadłości z uśmiechem czającym się gdzieś przy każdym uważnie wypowiadanym słowie i choć kusi mnie rozejrzeć się ciekawsko, tak jednak śledzę uparcie łabędzią szyję, jeśli nie w wyglądzie, to w zachowaniu i gracji doszukując się znajomych sobie cech.
- Pozwól, że się przebiorę - proszę Cię, nieprzychylnym spojrzeniem przebiegając po swoim stroju w lustrze, gdy dociera do mnie, że Twoje odbicie nosi dużo wygodniejszy materiał. Kilkoma ruchami różdżki dbam o zmianę faktury i elastyczności, by materiałowy półgolf stracił na grubości i przyległ ciasno do mojego ciała, nie krępując ruchów. Dużo mniej uwagi przykładam już do samych spodni, resztę koncentracji tracąc przy butach, by zupełnie dać rozproszyć się natłokowi moich myśli, gdy prostuję się, by spojrzeć w lustro, przyglądając się sobie tak, jakbym przyglądał się komuś dla mnie obcemu. Uciekam do odbicia jasnego błękitu Twoich oczu, powstrzymując impulsywną chęć zmiany swojego wyglądu i z kontrolnym "Może być?" posyłam Ci teatralnie zadowolony z siebie uśmiech, kryjąc za nim wszystkie wątpliwości i uwypuklając każdą iskrę ekscytacji w zielonych oczach, by zaraz już instynktownie spróbować wyszukać dla siebie pretekst do choćby najdrobniejszej zmiany: - "Nie powinienem być wyższy?"
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Elaine J. Swansea

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 168 cm
C. szczególne : pomalowane usta, wyprostowane plecy, nowy wizerunek
Dodatkowo : metamorfomag
Galeony : 243
  Liczba postów : 1367
https://www.czarodzieje.org/t16910-praca-wre
https://www.czarodzieje.org/t16935-syczek-jeczybula#471819
https://www.czarodzieje.org/t16911-elaine-swansea#471382
https://www.czarodzieje.org/t18301-elaine-j-swansea-dziennik
Stara sala baletowa QzgSDG8




Gracz




Stara sala baletowa Empty


PisanieStara sala baletowa Empty Re: Stara sala baletowa  Stara sala baletowa EmptyPon 25 Sty 2021, 19:28;

Uśmiechnęła się, odsłaniając przy tym tylko połowę górnych zębów. Samo powitanie okazało się nad wyraz oryginalne, zwłaszcza wypowiadane przez obcą osobę. - Cśś, bo jeszcze ktoś usłyszy. Teoretycznie tylko rodzina może się do mnie tak zwracać. Stałeś się na chwilę wyjątkiem. - niby go ucisza, a jednak w oczach nie było widać absolutnie żadnego oburzenia. Nie miała bladego pojęcia, że mógłby znać jej siostrę. Nie obracały się w tym samym towarzystwie, można rzec, że od zeszłego roku Elaine całkowicie zmodyfikowała swoje grono przyjaciół, ograniczając się tylko do pojedynczych osób. Nie było ich wiele, a kiedyś należała do popularnych osób. Swoim zachowaniem Viro podsuwał jeszcze więcej podejrzeń względem posiadania artystycznej duszy. Swój pozna swego, prawda?
- Zamień w tym opisie psidwaka na leniwego kota i masz tu kawałek rzeczywistości. - rzuciła jeszcze zanim weszli do środka do domu, w którym dominowały jasne kolory. Nie czuła jego badawczego wzroku, po prostu szła przodem i zatrzymała się dopiero przed miejscem docelowym. - Chcesz napić się czegoś ciepłego? Nasz skrzat ma w zapasie chyba wszystkie herbaty świata. Kawa też się znajdzie. - zagaiła kiedy już weszli do środka sali. Skinęła głową na znak, że oczywiście przebrać się może bez żadnego problemu. - Jeśli chcesz to tam... - wskazywała już ręką boczne pomieszczenie bez drzwi, aby tam mógł się przygotować kiedy jej wzrok padł na płynnie transmutujące się ubrania. Mimowolnie na jej ustach pojawił się dodatkowy uśmiech. Wydawał się być przyjazną duszą, a Merlin świadkiem, że takowych przy sobie potrzebowała. Miała przejść do gramofonu jednak oglądanie jego czarów trochę ją zaaferowało. Oparła dłoń o swoje biodro i podniosła wzrok, gdy poczuła na sobie spojrzenie zielonych tęczówek. Oto Viro Rowle. Musiała zapytać Emily dlaczego tak niewiele o nim wspominała. Powinna odświeżyć z nią kontakt, a i dowiedzieć się co u niej słychać. - Buty. - odezwała się zwięźle, ale szybko zreflektowała. Podeszła bliżej niego, a towarzyszył jej przy tym stukot obcasów. - Wydaje mi się, że przyda się im kilka poprawek... jeśli pozwolisz to się tym zajmę. Są bardzo ważne przy tańcu. - teraz dopiero zauważyła, że poprzez obcasy są teraz niemal równego wzrostu. - Być może. Myślę, że szybciej będzie jeśli ja zmaleję. - zaśmiała się krótko, niegłośno. - Wolę nie transmutować obcasów, źle to znoszą, ale... - rozłożyła ręce na boki i przymrużyła powieki, a wówczas niemalże niezauważalnie utraciła dwa centymetry wzrostu. - ... tak jest już w porządku? - postanowiła zapytać co o tym sądzi. Czy tak jak Daemon zwróci uwagę na tę drobną zmianę czy może uzna to za jakiś sprytny niewerbalny czar?

______________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Jasper 'Viro' Rowle

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 174/184
Dodatkowo : Metamorfomag
Galeony : 36
  Liczba postów : 141
https://www.czarodzieje.org/t19678-jasper-viro-rowle#589315
https://www.czarodzieje.org/t19843-odyseusz#603942
https://www.czarodzieje.org/t19815-jasper-viro-rowle#600997
Stara sala baletowa QzgSDG8




Gracz




Stara sala baletowa Empty


PisanieStara sala baletowa Empty Re: Stara sala baletowa  Stara sala baletowa EmptyPon 25 Sty 2021, 19:29;

- Nie trzeba, dziękuję - odpowiadam gładko, przygryzając na chwilę wargę w próbie powstrzymania uśmiechu, że tylko wina bym nie odmówił, zbyt dobitnie czując, że nie wypada mi się o nie dopytywać w dobrym domu. Zwłaszcza jeśli już raz pozwolono mi dziś być wyjątkiem, zanim jeszcze na dobre przekroczyłem próg posiadłości. Nie potrafię jednak ukryć tej myśli sam przed sobą, musząc przyznać, że to pomogłoby mi poczuć się bardziej sobą. Bardziej natchnionym i beztroskim Viro, nie myślącym o tym jak zareagowałabyś, mogąc usłyszeć prawdę o mnie. Że wcale nie jestem tak miły i pracowity, jak błędnie mnie oceniłaś. Że większość zarobionych przeze mnie pieniędzy pochodzi z pisania książek, których Twoje niewinne oczy nie powinny czytać. I może ja też teraz błędnie Cię oceniam, ale to dlatego, że wiem, jak zabawnie to działa. Dobrzy ludzie chcą widzieć w innych dobro i Ty próbujesz doszukać się go we mnie, ja natomiast wiem, jak bardzo się mylisz i przypisuję Ci naiwność. Słodką niewinność. Kto pierwszy kogo rozczaruje, Iskierko?
- Śmiało - daję przyzwolenie i uciekam nie tylko spojrzeniem, ale i myślą do naszego odbicia w lustrze, jakby w ten sposób łatwiej było mi znieść tę narzuconą nam okolicznościami bliskość. I właściwie, ta obecna zdaje się być tak niepozornie nieznacząca, a jednak gdzieś podświadomie czuję już presję czekającego nas tańca, drażniąc się tą tłumioną uparcie płochliwością, na którą nie chciałem dać sobie prawa. Przecież wiem, że nie mogę wiecznie uciekać. Dlatego tu jestem. Tutaj - u Ciebie w domu, ale też tutaj - w Wielkiej Brytanii.
Ściągam delikatnie brwi, zastanawiając się nad doborem Twoich słów, gdy nie widzę byś zbliżała różdżkę do swoich butów, na chwilę wstrzymując oddech, jakbym chciał wesprzeć Cię w Twoim skupieniu, by zgubić go zupełnie, gdy z przejęciem nagłego zrozumienia pomknąłem bezpośrednio do tego czystego błękitu Twoich oczu, zanurzając się w niego z niemym pytaniem grającym w licznych plamkach zieleni. I choć to słowa zawsze cenię najmocniej, tak teraz żadne nie zdawały mi się odpowiednie, gdy niemal czułem na sobie emanującą od Ciebie wrodzoną magię, wychodząc jej naprzeciw w naturalnym instynkcie przez dodanie i sobie tych kilku centymetrów, może z narastającej wraz z uśmiechem ekscytacji nie kontrolując się na tyle, by poprzestać na niewidocznych dwóch.
- "Bardzo by ich zdziwiło, że od dłuższego już czasu bawił się nimi przypadek" - cytuję rozbawiony, nie opuszczając czystego błękitu, nim ta abstrakcja nie dociera do mnie w pełni i nie wykręcam się ze szczerym śmiechem, choć kręcąc jeszcze z niedowierzaniem głową, gdy przeczesuję dłonią ciemne włosy, pozwalając im pod wpływem palców i płynącej z nich magii zakręcić się w zgrabne loczki, jaśniejące z każdą chwilą od emocji jak zawsze odczuwanych w nadmiarze. - Jak dobrze upewnić się, że jednak przeczucie czasem popchnie mnie i w dobrą stronę, Elaine - dopowiadam ciszej, spokojniej, nawet nieco przykrywając już usta, by uciszyć ten swój nieprzyzwoity wręcz entuzjazm, pierwszy raz układając sobie Twoje imię w ustach, dopiero teraz mogąc zdać sobie sprawę jak dźwięcznie potrafi wybrzmieć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Elaine J. Swansea

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 168 cm
C. szczególne : pomalowane usta, wyprostowane plecy, nowy wizerunek
Dodatkowo : metamorfomag
Galeony : 243
  Liczba postów : 1367
https://www.czarodzieje.org/t16910-praca-wre
https://www.czarodzieje.org/t16935-syczek-jeczybula#471819
https://www.czarodzieje.org/t16911-elaine-swansea#471382
https://www.czarodzieje.org/t18301-elaine-j-swansea-dziennik
Stara sala baletowa QzgSDG8




Gracz




Stara sala baletowa Empty


PisanieStara sala baletowa Empty Re: Stara sala baletowa  Stara sala baletowa EmptyPon 25 Sty 2021, 19:30;

Powinna słuchać plotek. Powinna chociaż dowiadywać się czegoś o osobach, które wpuszcza do domu. Przez tą swoją naiwność w końcu napyta sobie biedy. Z drugiej strony w naturze Elaine nie leżała podejrzliwość czy odruch analizowania przeszłości rozmówcy. Zdecydowanie lżej na duchu było podchodzić do takowego z uwzględnieniem łacińskiego określenia tabula rasa. Jesteś czystą kartką, zapisz ją wedle uznania i taką przeczytam. Póki co nie interesowało ją co znajduje się na jej odwrocie. Gdyby zdarzyła się taka sytuacja, że znajomość wyjdzie poza ramy "nauczę się tańczyć" to być może zerknęłaby wstecz, ale dlaczego miałaby się teraz nad tym rozwodzić? Łatwiej czerpać radość ze spotkania bez całej tej otoczki i zastanawiania się z kim ma do czynienia. Oglądała Viro, obserwowała jego ekspresję mimiczną, słuchała dźwięcznego głosu i zapisywała w pamięci sposób jego poruszania się. Wydawał się bardzo barwną osobą. Z reguły nie pchała się ze swoją metamorfomagią podczas pierwszego spotkania jednak cóż ją powstrzymywało, aby teraz się dodatkowo nie przedstawić? Była we własnym domu, czuła się tu znacznie swobodniej i pewniej aniżeli poza bezpiecznymi murami rezydencji. Rozłożyła ręce na boki, gdy skóra jej nóg zafalowała, aby wydłużyć kończyny o te drobne dwa centymetry. Poczuła różnicę w obuwiu, wszak należało zachować proporcjonalność stopy jednak nim miała skierować różdżki na ich obuwia, ujrzała coś tak znajomego, a jednocześnie abstrakcyjnego, iż zaniemówiła. Uniosła wysoko brwi, a przed jej oczami rozbłysła cudza metamorfomagia - jakże piękna, miękka, dynamiczna niczym głęboki wdech w mroźny poranek. Powoli na jej twarzy pojawiał się uśmiech - gdyby tylko Elio albo Élé ją teraz widzieli! Tej miny nie dane było nikomu dostrzec od zbyt wielu miesięcy, a jednak mogła teraz zademonstrować dlaczego została nazwana iskierką. Błękitne oczy zalśniły autentycznym zachwytem i nim spomiędzy ust miał paść komplement, uniosła rękę, by złapać jaśniejący loczek między dwa palce. Oglądała jego zmianę przez raptem kilka sekund aż jej wzrok powrócił do wesołej zieleni. - Tak rzadko widuję innych metamorfomagów, że za każdym razem mnie to niezwykle cieszy. Takie przypadki lubię. - opuściła rękę i potrząsnęła subtelnie głową, a uciekające spod koka kosmyki włosów zafalowały i odzyskały na moment swój platynowy kolor, bardzo podobny do Élé. Chwila trwająca mrugnienie oka sprawiła, że wszystkie włosy ujednoliciły się w tę barwę. Zadarła głowę wyłapując jego rozentuzjazmowany wzrok. - Teraz jesteś za wysoki, panie czarujący Viro. Zaraz będą uwierać nas buty. - uśmiechała się cały czas, jakby nagle odzyskała trochę dawnej siebie. Wyciągnęła do niego dłoń skierowaną wnętrzem do góry. - Poproszę je. Zajmę się nimi w należyty sposób. Dopasować do jakiego wzrostu? - aż z jej gardła wydostał się chichot i zaiste, gdyby inny Swansea ją teraz ujrzał to odzyskałby nadzieję, że ta dziewczyna kiedyś naprawdę powróci. - Przez ten czas możesz mi opowiedzieć jaki rodzaj tańca cię interesuje. Klasyczny walc czy bardziej taniec imprezowy? - zagaiła, a jeśli otrzymała jego obuwie to z pomocą zgrabnego zaklęcia zawiesiła je w powietrzu i rozpoczęła serię cichych czarów transmutacyjnych mających stworzyć z nich obuwie zdatne do ćwiczeń tańca. Raz na jakiś czas zerkała na niego znad lewitujących butów i nie mogła się nadziwić, że co rusz na jej ustach pojawiał się zbyt ciepły uśmiech. Ten dzień będzie udany, tego była pewna.

______________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Jasper 'Viro' Rowle

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 174/184
Dodatkowo : Metamorfomag
Galeony : 36
  Liczba postów : 141
https://www.czarodzieje.org/t19678-jasper-viro-rowle#589315
https://www.czarodzieje.org/t19843-odyseusz#603942
https://www.czarodzieje.org/t19815-jasper-viro-rowle#600997
Stara sala baletowa QzgSDG8




Gracz




Stara sala baletowa Empty


PisanieStara sala baletowa Empty Re: Stara sala baletowa  Stara sala baletowa EmptyPon 25 Sty 2021, 19:30;

Miło jest z kimś w końcu dzielić śmiech nie tyle rozbawienia, co zwykłego, ludzkiego szczęścia, wspartego na czymś tak pierwotnym, jak przyjemność przebywania z drugim człowiekiem. Spotkania sobie podobnych. Czasem o tym zapominam, zamykając się w pokoju, by dekadencko zaczadzić się papierosowym dymem, dla samej teatralności nie uchylając nawet okna, by móc zanurzyć się w tej poetyckiej przesadzie na kilka dni, by potem znów nie wracać do własnego łóżka przez kilka nocy, wałęsając się jak na wagabundę przystało, byle nie zostać samemu ze sobą i swoimi myślami ani na chwilę.
I może właśnie przez tę przyjemną lekkość tego uczucia w pierwszej chwili nie zauważam nawet, że sięgasz ku mnie dłonią, nie zdążając wycofać się na tyle szybko, byś mogła uznać to za przypadek, więc uśmiecham się tylko nieco zmieszany, dając Ci poznać prawdziwą fakturę moich włosów, próbując myśleć o tym jak o pierwszym kroku przed przełamaniem się do wspólnego tańca. I nawet nie zdajesz sobie sprawy, jak bardzo pomagasz mi w tym tą zmianą koloru włosów, dając mi tę znajomą namiastkę Swansea.
Przez chwilę moje myśli mkną w inną stronę, niż Twoje słowa i tkwię tak obecno-nieobecny, przywołując we wspomnieniach czy kiedykolwiek Emily wspominała mi o koleżance z darem metamorfomagii, niemal pewny, że o rodzeństwie musiała wspominać mi Éléonore, a jednak jak niewiele mnie to wtedy obchodziło. Jak niewiele mnie wtedy cokolwiek obchodziło.
Wymownie powracam do swojego wzrostu i zdejmuję buty, podając Ci je od razu i uśmiechając się mimowolnie pod myślą, że odsłaniam przed Tobą śnieżnobiałe skarpetki, tak niepozornie puste, dopiero pod nogawkami skrywające dumnie brzmiący napis "drama queen".
- Gdy studiowałem w Calpiatto… - zaczynam, uciekając spojrzeniem do lustra, jakbym nie potrafił nie skorzystać z okazji by spojrzeć na siebie w czasie snucia opowieści, bo przecież nie mogłem tak zwyczajnie odpowiedzieć na pytanie, za wroga mając zwięzłość i rzeczowość. - ...wydawało mi się, że jedynym tańcem wartym nauki jest bachata. Teatralna zmysłowość, praktyczne zastosowanie, brak sztuczności w narzuconych zasadami ruchach… - ciągnę dalej, uważnie dobierając słowa, tak jak i spojrzenie uważnie przemykało mi po Twoim odbiciu w lustrze, ciekawsko sprawdzając czy i Ty na mnie zerkasz, czy słuchasz, czy jakkolwiek Cię to interesuje, bo ja sam zapadam się już z uśmiechem w dawnych wspomnieniach, tak lekkich, przyjemnych, beztroskich i dziwnie obcych przez przybrany sobie wtedy wygląd. - Wszystkich trzech styli bachaty uczyła mnie prawdziwa Dominikanka, ale dopiero dwa lata później, w Ilvermorny, przedstawiłem się cha-chy i salsy, nawet jeśli nie dane nam było lepiej się poznać - kończę, wykręcając się bezpośrednio w Twoją stronę, korzystając chętnie ze śliskości parkietu w połączeniu z miękkim materiałem skarpetek, by uśmiechnąć się do Ciebie z dłońmi splecionymi za plecami dla równowagi w lekkim pochyleniu. - Ale to wszystko nie w tym ciele, nie w tym życiu i nie w okolicznościach, na które muszę się przygotować - dobijam w końcu do brzegu, ale nie cumuję jeszcze, by napawać się tą dramatyczną pauzą, chcąc pełnoprawnie złapać Twój wzrok zanim zdradzam swój cel: - Wesele Emily.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Elaine J. Swansea

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 168 cm
C. szczególne : pomalowane usta, wyprostowane plecy, nowy wizerunek
Dodatkowo : metamorfomag
Galeony : 243
  Liczba postów : 1367
https://www.czarodzieje.org/t16910-praca-wre
https://www.czarodzieje.org/t16935-syczek-jeczybula#471819
https://www.czarodzieje.org/t16911-elaine-swansea#471382
https://www.czarodzieje.org/t18301-elaine-j-swansea-dziennik
Stara sala baletowa QzgSDG8




Gracz




Stara sala baletowa Empty


PisanieStara sala baletowa Empty Re: Stara sala baletowa  Stara sala baletowa EmptyPon 25 Sty 2021, 19:30;

Stała na tyle blisko, aby dostrzec przemykające po jego twarzy zmieszanie. Zmysł portrecistki wyłapał ten błysk w oku, ten sposób wygięcia ust i niepełna zmarszczka w kąciku ust. To mówiło wiele, a więc cofnęła rękę, plując sobie w brodę, że enty raz narusza czyjąś (obcej osoby!) sferę bez wcześniejszego wybadania czy dana osoba sobie tego życzy. Choćby zmieniła swój wizerunek na zawsze, tak nie zabije w sobie potrzeby wylewności i naturalności z jaką przychodzi jej dawkowanie cieplejszych gestów. Postanowiła więc skoncentrować się w pełni na transmutacji jego obuwia, a dokładniej samej podeszwy i delikatnego zwiększenia obcasa do tych minimalnych dwóch centymetrów. Nie trwało to jakoś specjalnie długo, a więc gdy Viro opowiadał o swoich studiach to wręczała mu już gotowe obuwie do założenia. Uśmiech non stop tlił się na jej ustach, gdy go słuchała i obserwowała, jakby wierząc, że dostrzeże choćby minimalną zmianę metamorfomagiczną na jego twarzy. Powinna zrazić się do przystojnych metamorfomagów skoro jeden takowy ją perfidnie porzucił lecz nie potrafiła nabawić się traumy i oceniać kogoś przez pryzmat swych przykrych doświadczeń. To Elaine Swansea. Dla niektórych wystarczy ten zestaw imienia z nazwiskiem, aby wiedzieć już, że jest niegroźna i kochliwa.
- Włochy i bachata? Zdecydowanie bardziej powinnam wypytywać Emily o jej rodzinę. - słuchała go, a jak! - Słyszałam, że bachata jest jednym z najbardziej zmysłowych tańców świata. - zaimponował jej swoją opowiastką. Przymrużyła na moment powieki jakby podejrzewała go o fortel podobny do tego, co wymyślił Daemon. Przybył tu choć potrafił tańczyć? Nie była pewna co się za tym kryje, a więc z jeszcze większą przyjemnością śledziła ruch jego warg, gdy kontynuował historię. Przygryzła kącik ust i ostatecznie jej podejrzliwość rozwiała się niczym pustynny piasek w wietrzny poranek. - Chcesz powiedzieć, że Jasper zasmakował kilka rodzajów tańców, ale to Viro musi opanować klasycznego walca na ślub swojej siostry? - nie oczekiwała odpowiedzi, rada, że postawił ją jasno. Uniosła różdżkę w powietrze i delikatnie skrzącą magią sprowokowała jedną z płyt winylowych do ulokowania się w talerzu ze szpindlem, gdzie ramię gramofonu przesunęło się nad płytę, by tam znieruchomieć i czekać na kolejny czar. - Jako brat panny młodej powinieneś świecić zatem przykładem. Zacznijmy od standardowego walca angielskiego. - odłożyła różdżkę obok gramofonu i powróciła do Viro, stając naprzeciw niego w odległości metra. - To spokojny taniec. Postawa opiera się na wyprostowanej klatce piersiowej... - obeszła go lekkim krokiem, sprawdzając czy postanowił wyprostować kręgosłup. - ... lekko zadartej brodzie i twarzy zwróconej w lewą stronę. - powróciła przed jego oblicze. - Odległość w walcu wiedeńskim zaczyna się dopiero od bioder wzwyż. Od kolan... - wskazała na swoje i przesunęła łagodnie dłoń w górę - ... do mostka ciała powinny się stykać. Zatem... jeśli na weselu Emily i Nate'a poprosisz do tańca starszą babcię to wiedz, że w walcu odległość będzie niezbędnie mała. - tutaj już się uśmiechnęła, pozwalając sobie trochę zażartować z wyobrażenia tej sceny. - Teraz rama. Twoja lewa dłoń powinna delikatnie spoczywać na talii partnerki, drugą oczywiście trzymać należy na półwyprostowanym łokciu niedaleko twarzy. - - podeszła, aby wspomóc go w opanowaniu tej postawy. Jeśli się wahał bądź zwlekał to po prostu wyciągnęła doń rękę i w ten sposób mogli przyjąć prawidłową postawę. Platynowe włosy Elaine powróciły do bursztynowego odcienia, a ona nawet przy tym nie mrugnęła. Ot, wolała zasłonić się kiedy są tak blisko. Viro miał gładkie dłonie, wydawały się delikatne. - Ręce należy trzymać sztywno, szyja musi być wyprostowana. - spojrzeniem zasugerowała, aby wyprostował swój kark. - Gdy ja robię krok naprzód - zaczynam od pięty, a ty w tym czasie stawiasz krok w tył i zaczynasz od palców. - - zrobiła ten powolny krok do przodu oczekując, że on zrobi ten w tył i jednocześnie zerkała czy wszystko się zgadzało. Na szczęście walc angielski był prostym tańcem, łatwo był go opanować, a skoro Viro... znaczy się Jasper miał na koncie bachatę to dzisiejsze ćwiczenie nie powinno sprawić mu większego problemu. - Jeszcze raz, ja przód, ty w tył. Raz, dwa... - ot tak, dla wprawy. - A gdy obracamy się to cała podeszwa znajduje się na podłodze. Pięty, palce, podeszwa. Pięty, palce, podeszwa. - i po raz kolejny wprawiła ich w powolny ruch wychodząc z założenia, że najlepiej jest zacząć najpierw "na sucho", aby nie stresować tempem muzyki. Ograniczała ten takt do niewielkiego obszaru sali baletowej. Uśmiech ustąpił łagodnej koncentracji i solidnej chęci, by przekazać mu wszystkie podstawy.

______________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Jasper 'Viro' Rowle

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 174/184
Dodatkowo : Metamorfomag
Galeony : 36
  Liczba postów : 141
https://www.czarodzieje.org/t19678-jasper-viro-rowle#589315
https://www.czarodzieje.org/t19843-odyseusz#603942
https://www.czarodzieje.org/t19815-jasper-viro-rowle#600997
Stara sala baletowa QzgSDG8




Gracz




Stara sala baletowa Empty


PisanieStara sala baletowa Empty Re: Stara sala baletowa  Stara sala baletowa EmptyPon 25 Sty 2021, 19:30;

Od początku wiedziałem, że to nie sam taniec będzie stanowił problem. Sztywne ramy walca może i nie prowokowały mnie do emocjonalnych uniesień, co z pewnością potrafiła zrobić bachata, a jednak to nie to dostosowanie i kradzież mojej wolności był tak problematyczne. Moją zaletą była elastyczność, dostosowanie się do każdej sytuacji, ale przecież nie mogę dłużej okłamywać samego siebie, że nie jest to zasługą metamorfomagii i to po nią miałem ochotę impulsywnie sięgnąć, gdy tylko myślałem o tym, że będę musiał rozstać się z nią chociaż na część wesela, by zabawiać dawno niewidzianą rodzinę jako… cóż, ich Jasper. Odmówią mi nawet własnego imienia, zatajenia choćby jednego pieprzyka z mojej szyi, dzielenia się choćby najcichszymi poglądami, byle choć przez jedną noc być prawdziwym Rowle.
- Emily wie, że akurat ten brat za bardzo lubi opowiadać o sobie, by mu tę przyjemność ukrócać - przyznaję ostrożnie, pozerkując w Twoją stronę czujnie, zupełnie jakbym jak na tacy podawał Ci tę narcystyczną cechę mojego charakteru, chcąc sprawdzić czy to moje gadulstwo ma szansę na naganę. I może też po części próbowałem już oswoić się z każdą częścią ciała, która składała się na Elaine Swansea, jakby sama obserwacja miała pomóc mi zmniejszeniu dyskomfortu lub chociaż okiełznaniu go na tyle, by nie musieć go uzewnętrzniać, gdy będziemy na tyle blisko, że wyczujesz każde niespokojne drżenie moich mięśni. I o ile samo podziękowanie Ci za dostosowanie moich butów nie jest jeszcze tym momentem przełomowym, tak ponowne nałożenie ich zdaje się ostrzegać mnie, że mam ostatnią szansę na ucieczkę.
Ale nie uciekam. Jestem grzeczny i uważny.
Czasem wiem, kiedy zamilknąć.
Prostuję plecy, wyciągając szyję i unosząc nieco podbródek do góry, czując się teraz jakbyś instruowała mnie, jak powinno odgrywać się godną rolę łabędzia. W pewnym sensie, już teraz wiem, że popełniam błąd. Ustawiam się do stworzenia ramy dla obrazu, którym masz być przecież Ty, moja partnerka, a jednak nawet jako rama chcę czuć się piękny i dostrzeżony, jednocześnie odgórnie czując się okradziony z tej możliwości będąc sobą. Ta świadomość, jedno zerknięcie w rozległe lustro, uzmysławia mi jakim estetycznym grzechem jest zamykanie pięknego obrazu w niegodnej jego ramie. A jednak próbuję się poprawić, reaguję na Twoje polecenia i ignoruję tak irytujące drżenie własnych rąk, które od tak dawna nie czuły ciepła skóry drugiej osoby. Może utkwienie spojrzenia w Twoich oczach mogłoby pomóc unieruchomić na chwilę myśli, a jednak wzrok błądzi mi pod ściągniętymi w skupieniu brwiami, by pokazać Ci, że to nie kroki i pozycja są prawdziwym problemem, bo te zdaję się nadganiać w może nie perfekcyjnym, ale przyzwoitym tempie.
Brak mi tej gracji. Brak mi swobody. Brakuje mi wolności i oddechu, bo nawet ten wstrzymuję mimowolnie, by nie poddać się zachciance stworzenia dystansu, do którego Ty zdawałaś się mnie zachęcać tą zmianą koloru swoich włosów.
I w końcu ulegam. Wypuszczam stłamszone powietrze i zaciągam się nową dawką, zmąconą Twoim zapachem i ulgą wolności, gdy rysy moich twarzy wydłużają się, dorośleją, chcąc lepiej wpasować się w ten tworzony przez nas obrazek. Czuję przyjemne mrowienie magii pod palcami, gdy pociągam odcień mojej skóry ku nieco ciemniejszym tonom, zupełnie jakbym pokrywał się cienką warstwą ochronną i w końcu poczuł się swobodnie z czarnymi loczkami skręcającymi mi się na czole. Teraz mogę przytrzymać Cię nieco pewniej, delikatnym przesunięciem dłoni po smukłej talii wyłapując odpowiednie dla niej miejsce, by uśmiechnąć się już bez tego żałosnego drżenia oczekującego na ucieczkę. Bo przecież już uciekłem, choć zmniejszenie dystansu między nami mogło sugerować zupełną odwrotność.
- Możemy spróbować od nowa? - dopytuję, zatrzymując Cię i poprawiając swoją pozycję, by objąć Cię ramą, na którą bardziej zasługujesz. - Paradoksalnie, bycie sobą jest piekielnie męczące, ale niestety nieuniknione gdy jednego dnia trzeba porwać do tańca i rozmowy wszystkich chętnych do tego krewnych. Ale może... - podejmuję od razu, próbując pokrętnie się wytłumaczyć, byś nie wzięła tej zmiany za jakiś pawi pokaz umiejętności, przez chwilę tracąc zgrabność wypowiedzi, a więc i krzywiąc się mimowolnie z niezadowolenia nad utratą panowania nad słowami, które posłuszniej układały mi się w atramentowe szlaczki. - ...jak stwierdzisz, że dobrze mi idzie, to spróbujemy to powtórzyć ze mną. W sensie… Prawdziwym mną. Tak będzie łatwiej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Elaine J. Swansea

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 168 cm
C. szczególne : pomalowane usta, wyprostowane plecy, nowy wizerunek
Dodatkowo : metamorfomag
Galeony : 243
  Liczba postów : 1367
https://www.czarodzieje.org/t16910-praca-wre
https://www.czarodzieje.org/t16935-syczek-jeczybula#471819
https://www.czarodzieje.org/t16911-elaine-swansea#471382
https://www.czarodzieje.org/t18301-elaine-j-swansea-dziennik
Stara sala baletowa QzgSDG8




Gracz




Stara sala baletowa Empty


PisanieStara sala baletowa Empty Re: Stara sala baletowa  Stara sala baletowa EmptyPon 25 Sty 2021, 19:31;

Ani narcyzm ani gadulstwo nie sprawiło, że popatrzyła na Viro mniej przychylnie. O ile ta pierwsza cecha trzymana była w ryzach oraz akcentowana dystansem do siebie, tak druga była jej poniekąd bliska bowiem były czasy kiedy i ona zagadywała jak szalona, a i przy tym dawała upust swojej niepohamowanej ciekawości. Mógł znaleźć na jej twarzy jedynie przemykający uśmiech. - Opowiadasz o ciekawych rzeczach, nie wiem czemu miałby ci ktokolwiek to ukrócać. - wzruszyła ramionami bowiem nie widziała problemu w jego wylewności słownej. Teraz tknęła ją myśl. Skoro Dominikanka pokazywała mu style tańca bachaty - opierającej się wszak na naprawdę solidnym kontakcie fizycznym - to czemu zmieszał się, gdy tak niewinnie musnęła kosmyki jego włosów? Wydawać by się mogło, że nie powinno to robić na nim żadnego wrażenia. Trudno było to jednoznacznie stwierdzić. Wyczuła drżenie jego dłoni lecz postarała się udawać, że tego nie zauważa. Z doświadczenia wiedziała, że cudzy spokój potrafi zdziałać cuda. Cokolwiek go stresowało - a chyba tak było? - nie musiała dokładać mu więcej trosk swoim dopytywaniem dlaczego jego palce tak drżą? - Spróbuj rozluźnić mięśnie ramion. Spinasz je, a w walcu ważnym jest lawirować niczym kołysząca się na spokojnej wodzie łódź. - czy takie porównanie mogłoby przypaść do gustu złotoustemu Viro? - Wtedy uda nam się zgrać, gdy popłynie muzyka. - jest dumna, gdy od razu załapał zasady stawiania kroków. Czasami ciężko było już za pierwszym razem zakodować sobie w myślach aby poprawnie stawiać kroki, wszak ten wykonywany w przód zazwyczaj bywał mylony z opieraniem o parkiet całej podeszwy, a wszak chodzi o początek pięty i końcu w palcach. Niby to drobiazg, a jednak bywał kłopotliwy. Znieruchomiała, gdy zaszła w nim tak zauważalna zmiana. Rozluźnił się jakby właśnie ktoś zdjął z jego ramion ogromny ciężar, a jego wizerunek ulegał dynamicznym zmianom, które obserwowała z czającym się na wargach uśmiechem - te charakterystyczne falowanie skóry było jej doskonale znane, oglądała je co poranek w lustrze, potrafiła przypisać do każdego drgnienia jego mięśnia towarzyszące temu uczucie. Znała to i to poczucie wspólnego doświadczenia stawiało Viro w jaśniejszym świetle. Uniosła obie brwi, lustrując go przy tym wzrokiem. Poprawki wyglądowe przyszły jednocześnie z większą pewnością siebie. To było jak zmiana ubrania na lepsze, trwalsze i dobrej jakości, bo akurat takowe mogło pasować do sytuacji. - Interesująca zmiana. - sama przecież ukrywała się za innym wyglądem choć nie robiła tego tak barwnie jak Viro. Wydawał się mieć w zanadrzu kilka takich większych zmian, jakby trzymał w sobie garderobę z wizerunkami na każdą okazję. Ścisnęła mocniej jego palce kiedy popłynęła muzyka. Pociągnęła go w tył, stawiając w odpowiedni sposób kroki, potem wykonała krok naprzód, w międzyczasie obrót i zerknęła wówczas na jego obuwie czy aby stawia wszystek w prawidłowy sposób. Od razu zyskał pewność siebie, zachowywał się jak inny Viro. - Wygląd nie zmienia tego kim jesteśmy, Viro. Bycie sobą znajduje się wewnątrz, a nie na zewnątrz. Znajduje się w spojrzeniu i uśmiechu, w geście i słowie. - choć zapewne o tym wiedział, a ona nie jest tu po to, aby go pouczać. Ot, wspomina to, czego sama doświadczyła. Kolejne takty, wymruczała pod nosem przypomnienie "palce, pięta, podeszwa, obrót". Przerwała słowa i uśmiechnęła się tak... jakby nagle otuliło ją przyjemne ciepło. Podniosła wzrok z powrotem do zieleni jego oczu bowiem wypowiedziane słowa poruszyły coś w jej sercu. - Gdy to zrobisz to i ja porzucę swoją powłokę. - nie była pewna czemu powiedziała to ciszej ale stykali się kolanami i biodrami, a ta bliskość nie przymuszała do podnoszenia głosu. Coś w niej drgnęło. Czy nie rzuciła tych słów zbyt pośpiesznie? Czy byłaby na to gotowa? Jej ramiona potrafiły silnie drżeć, gdy pozbawiała się powłoki, tak bardzo się nią zasłaniała, że oddanie jej nicości było zbyt odczuwalne. Skoro jednak Viro napomknął o szczerości wyglądu tak wrodzona uczciwość Elaine przemówiła w jej imieniu. - Obiecałam sobie, że nie odsłonię się przed nikim z zewnątrz. To wygodne, jak zapewne wiesz. Ale dzisiaj nieświadomie nadajesz temu dniu statut wyjątkowego. - wyjątkowo mógł zwrócić się do niej per "iskierka" i wyjątkowo będzie mógł ujrzeć z kim tak naprawdę rozmawia. Elaine można było rozpoznać po oczach i znamieniu metamorfomaga. Poza tym nie było w jej wyglądzie niczego znajomego, znowuż Viro pozostawiał w sobie swoje własne elementy wyglądu... chociaż nie, nie miała pojęcia jaki ma naturalny odcień skóry. Ten, który jej prezentował był naprawdę jednolity i udany. Musiał być świetnym metamorfomagiem. Samą Elaine kosztowało naprawdę sporo sił by co poranek nakładać na nowo wygląd. Zajmowało jej to około godziny, a Viro zmieniał się z prędkością mgnienia oka. Mimo wszystko nie poczuła się "gorsza" w darze wszak choć te same to organizm i uczucia interpretują je na swój sposób. Poprowadziła ich jeszcze w kilkunastu zawirowaniach, gdy utrwalał stawianie kroków. Sprawdzała go też pod kątem napięcia mięśni, wszak naprawdę jego palce drżały przed widoczną zmianą. To mówiło więcej aniżeli poprawa wizerunku. Po kilkunastu minutach "sprawdzania" i podsuwania komentarza dotyczącego podniesienia podbródka i pewniejszego chwytu dłoni, zatrzymała się jednak nie cofała jeszcze bowiem muzyka wciąż trwała. Nie zerkała do lustra, ba, ani razu nie skierowała tam swoich oczu. Tkwiło tam ono po to, by ułatwić taniec, obserwować postępy nauki, a Elaine wydawała się lekceważyć je, a nawet pilnować, by tam nie zerknąć. Dwóch metamorfomagów i każdy pełen innej energii. To spotkanie nie mogło być bezbarwne.

______________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Jasper 'Viro' Rowle

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 174/184
Dodatkowo : Metamorfomag
Galeony : 36
  Liczba postów : 141
https://www.czarodzieje.org/t19678-jasper-viro-rowle#589315
https://www.czarodzieje.org/t19843-odyseusz#603942
https://www.czarodzieje.org/t19815-jasper-viro-rowle#600997
Stara sala baletowa QzgSDG8




Gracz




Stara sala baletowa Empty


PisanieStara sala baletowa Empty Re: Stara sala baletowa  Stara sala baletowa EmptyPon 25 Sty 2021, 19:31;

Imię moje paradoks i lubuję się w sprzeczności. Im więcej wokół mnie bezsensu, tym milej mi oddychać. Lubię kontrast, który między nami tworzę, równie mocno jak podoba mi się to, co widzę w nas wspólnego. Moja równowaga opiera się na braku zrozumienia - Ciebie, świata, samego siebie. Nie rozumiem dlaczego zmiany, które przez pierwsze lata wymagały tak wiele wysiłku, stały się dla mnie nałogiem, przyjemną ucieczką słabego charakteru i to nie one wymagają mojego skupienia, a raczej powstrzymywanie ich od napływania. Mimowolnie myślę o tym, gdy tak obrazowo przedstawiasz mi mój problem - sztywność. Nie potrafię nie odnajdywać sztuczności w ruchach ciała, które mimo szczerych chęci, nie lubię nazywać swoim, bo przecież oddałem je już dawno. W pewnym sensie to nawet zabawne, że nie wiem w którym momencie przemiana przestała być problemem, zdając się stanem naturalnym koniecznym do swobody, a w którym to mój własny wygląd jawić mi się zaczął jako coś obcego, niechcianego, którego utrzymanie kosztowało mnie tak wiele koncentracji.
- Gesty i słowa można zmienić, tak samo charakter - zaprzeczam, coraz pewniej łapiąc kroki, a więc i próbując już nieco obrać prowadzenie nad naszym wspólnym ruchem, nie kryjąc się z myślami, że i własnego charakteru nie jestem w stanie zaakceptować, czy nawet w pełni odnaleźć. - Nie ma nic stałego w naturze ludzkiej - dodaję, mimowolnie wykręcając głowę, by spojrzeć Ci w oczy, łamiąc przez to stworzoną dla Ciebie ramę. A jednak nie mogę się powstrzymać, zerkam, uśmiecham się, obserwuję. I sam nie wiem, czy to już część mnie, czy tylko poza, odgrywana przeze mnie rola, do której mnie inspirujesz tym spojrzeniem, które zdaje się widzieć ludzi dużo lepszymi, niż są nimi w rzeczywistości. - Cała wartość zamknięta jest w ulotności. To, co najpiękniejsze, jest też najkruchsze, najtrudniejsze do uwiecznienia - kontynuuję, cicho i cierpliwie nakreślając Ci swój świat, gdy prowadzę nas do obrotu, coraz wyraźniej czując taniec i muzykę przepływającą po moim ciele, choć co chwila wciąż muszę nieco poprawiać wysokość uniesienia łokcia czy odpowiedniego wykręcenia mojej głowy. - Dlatego człowiek stworzył poezję. By stale próbować na nowo zatrzymać na wieczność nieuchwytne - kończę, pozwalając słowom niemal stopić się z muzyką, bo samo ułożenie ich na moich ustach zdawało mi się już zbyt bezczelne, zbyt wulgarne w prostocie, by ośmielić się głośno zdradzać Ci te nuty rozczulenia, gdy mówię o mojej jedynej ukochanej.
Wstrzymuję oddech, pozwalając Ci rozbudzić moją zachłanną ciekawość, by zaraz unieść kącik ust, gotów zaprotestować, ledwie zdobywając tę informację o pokrywającej Cię szacie metamorfomagii, a już będąc niemal pewnym, że wcale nie chcę jej z Ciebie zdzierać. Niemal. Prawie. Coraz słabiej z każdym kolejnym krokiem, zagubionym oddechem i nieposłusznym spojrzeniem. Aż w końcu jawisz się przed moimi oczami pokryta iskrzącą się tajemnicą, którą chciałbym czule odgarnąć na boki własnymi dłońmi, iskra za iskrą odkrywając prawdziwą Ciebie.
I może nawet kuszę Cię do tego nieco, dzieląc się tym przyjemnie mrowiącym uczuciem pod opuszkami palców, jakbym stale zapewniał Cię, że już zaraz, możesz zacząć, bo przecież dołączę do Ciebie za chwilę, też rozbierając się z fałszu ze zmysłową powolnością, a jednak wyczekując, aż zrobisz to pierwsza.
I ostatni taneczny krok wyznacza koniec mojego czasu, mojej szansy na podstęp i choć muzyka wciąż trwa dalej, to zdaję się już jej nie słyszeć, tak zwyczajnie chcąc poczuć tę ufność i swobodę, gdy zanurzam się w oceanicznej głębi Twojego błękitu, próbując nie odsunąć się impulsywnie, gdy odsłaniam się przed Tobą bezbronnie, zrzucając z siebie wszystko, bezwarunkowo i bezgranicznie, nie chowając żadnej drobnej zmarszczki, żadnej blizny i choć jesteś tak blisko, że czuję Twój zapach na sobie, nie chowam żadnego odcienia w kolorycie mojej skóry i nawet loczki rozplątały się w gładkie fale, odzyskując naturalny kolor gryczanego miodu.
- Jest w Tobie coś, co kusi zaufaniem - przyznaję cicho, nie wiedząc co tak urzeka mnie w tej chwili, gdy otulam Cię zielenią mojego spojrzenia, pozwalając sobie opuścić ramę, zupełnie tak, jak i opuszczam gardę, chcąc w pełni rozebrać się ze skrępowania i sztuczności. By w końcu znaleźć to jedno słowo odpowiedzi, przez które wycofuję się delikatnie - ulotność. Bo w końcu sam wcale nie wiem, czy i ta szczerość nie jest z mojej strony tylko rolą, którą przyjmuję, by dać Ci to, czego chcesz, karmiąc swoje ego Twoim zadowoleniem, tym bardziej dając zaciągnąć się później na dno, by utonąć w swoich wątpliwościach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Elaine J. Swansea

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 168 cm
C. szczególne : pomalowane usta, wyprostowane plecy, nowy wizerunek
Dodatkowo : metamorfomag
Galeony : 243
  Liczba postów : 1367
https://www.czarodzieje.org/t16910-praca-wre
https://www.czarodzieje.org/t16935-syczek-jeczybula#471819
https://www.czarodzieje.org/t16911-elaine-swansea#471382
https://www.czarodzieje.org/t18301-elaine-j-swansea-dziennik
Stara sala baletowa QzgSDG8




Gracz




Stara sala baletowa Empty


PisanieStara sala baletowa Empty Re: Stara sala baletowa  Stara sala baletowa EmptyPon 25 Sty 2021, 19:32;

Nieznacznie ustępowała z roli prowadzącej taniec, pozwalając Viro przejąć pałeczkę, gdy raz trzeci i czwarty wykonał prawidłowy obrót. Przyswoił taniec z dziecinną łatwością, jakby jednak już miał z nim styczność. Mimo wszystko miło było karmić się świadomością, że mogła w jakimś stopniu przyczynić się do poprawy jego umiejętności. Być może ponowią ten taniec… na ślubie Emily i Nathaniela, jeśli rzecz jasna zostanie przez nich zaproszona. Z pewnością odnajdzie wówczas Viro i wspomni dzisiejszy dzień. - Nie mogę się z tym zgodzić. - choć zaprzecza i nie zgadza się ze stanowiskiem Viro tak nie było na jej twarzy ani cienia wrogości. Potrafiła zaprzeczyć przy danym stanowisku bez uszczerbku nastroju. Oderwała palce spoczywające wygodnie na jego ramieniu i muskając lekko jego brodę, odsunęła jego twarz w lewą stronę, upominając tym samym wzrokiem, uśmiechem i gestem, aby trzymał ramę i odpowiedni kąt nachylenia głowy. Taniec trwał, a więc ta drobna zasada dyktowana krukońską pieczołowitością musiała znaleźć swoje ujście w lekkim upomnieniu. - Natura ludzka jest skomplikowana, ale fundamenty mogą być stałe… jeśli się o to postarasz. - miał takie żywe oczy, niemalże rozmarzone, pełne pasji i energii. Ilekroć napotykała tą wesołą zieleń to wyczuwała bijącą z niego magię. Jego postawa relaksowała, słowa rozmiękczały komórki nerwowe i nadawały temu spotkaniu coraz więcej lekkości. Z zaciekawieniem słuchała jego następnej hipotezy i choć nie potrafiła się do niej w pełni odnieść to nie ignorowała jej, a zapisywała w pamięci. Ulotność. Czy faktycznie jest najpiękniejsza? Czy nie lepiej mieć coś stałego, bliskiego i pewnego, co również można nazwać najcudowniejszym? A może mówi o błysku w swoim oku, przemykającym raz po raz po tafli wyrazistych tęczówek? Wówczas mogła zgodzić się z jego słowami. To było piękne. - To dlatego jesteś artystą. - nie pytała, stwierdzała, być może niesłusznie a jednak wierzyła w swoją intuicję. - Masz delikatne dłonie i złotouste słowa. Artysta wyczuje ten dryg w drugim człowieku. Czy mam rację? - i ona teraz przyłapała się na złamaniu ramy, gdy powiodła wzrokiem do jego magnetycznej twarzy wiedząc już, że spotka tam znów żywą kojącą zieleń, dającą nadzieję na lepsze samopoczucie. Viro był niczym światełko przebijające się przez malutką szczelinkę w kopule smutku. Przedostawał się do środka i choć był drobny to jednak trafiał prosto do serca. Być może była naiwna wierząc w to, co sobą prezentuje ale naturą Elaine nie była chorobliwa podejrzliwość. Nawet jeśli gdzieś w tym wszystkim kryło się kłamstwo… to nie jej powinno być wstyd z powodu swej wiary, a wstyd winien być okłamującemu. Uśmiech zatem zdobił jej usta, a gdy zatrzymali się już, z opuszczonymi ramionami i rozdzielonymi dłońmi to nie cofała się tego kroku. Bliskość nigdy jej nie przeszkadzała, o ile niosła za sobą zdrową wartość. Ponownie poczuła na swojej skórze zainteresowanie, które jawiło się tymi przebłyskami w jego oczach. Wyczytała z niego ciekawość i doceniła fakt, gdy nie rzucił się z zapewnieniami, że nie musi tego robić. Zdawała sobie sprawę z tego detalu i zaiste, gdyby nie chciała to nawet nie otwarłaby ust. Postanowiła być uczciwa skoro i on jej to ofiarowywał, a wszak znają się dopiero od dziś. Wstrzymała oddech gdy powoli zrzucał z siebie wszelkie dodatki metamorfomagiczne. Nie potrafiła ich wszystkich dostrzec, ale niektóre rzucały się w oczy więc na nich się skoncentrowała. Nie miał tak zakręconych loczków, a miały przyjemny dla oka odcień. Im więcej z siebie zdejmował magii tym śmielej mogła stwierdzić, że to naturalne wydanie wydaje się bardzo szczere. Dostrzegała na jego twarzy kilka niedoskonałości lecz jej wewnętrzna portrecistka nie uznała ich za wady, a za interesujące elementy twarzy. Potrafiła domyśleć się ile kosztowało go to odsłonięcie się. Czuła zmianę w powietrzu gdy w tym niewielkim obszarze wkradła się bezbronna szczerość, której nikt nie lubił, a wielu nie potrafiło uszanować. Jego słowa zawisły w powietrzu i przyspieszyły bicie jej serca. Słyszała wyraźnie moment kiedy wybiło się ze swego spokojnego rytmu, a i nie potrafiła oderwać wzroku od tej cichej acz hipnotyzującej zieleni. Chciała sprawdzić czy dalej ma dłonie artysty lecz jak to uczynić bez kierowania tam wzroku? Postanowiła dotrzymać słowa. Ciemne brwi drgnęły i stworzyły między sobą pojedynczą zmarszczkę, która zdradziła stres przed tym, na co się porywa. Zaryzykowała. Nie mogła spojrzeć w lustro a więc na jego rolę mianowała wpatrującą się w nią zieleń. Powłoka opuszczała jej ciało powoli, opornie, od czubka głowy, niczym sonda, w kierunku twarzy, obojczyka, mostka, brzucha, kończyn. Utraciła kilka centymetrów wzrostu oraz kilogramów, włosy zmętniały do zwyczajnego blondu, oczy zrobiły się większe i szersze, broda okrągła tak samo jak policzki. Wraz z tym pod powiekami pojawiło się kilka niedoskonałości cery, te dwa pieprzyki przytulone do siebie za płatkiem ucha czy nierówny koloryt pod oczami. Viro miał przed sobą zupełnie inną dziewczynę, łudząco podobną do Éléonore choć bez tej jej wewnętrznej delikatności. Serce Eli podeszło do gardła, gdy dopadła ją nagość metamorfomagiczna. Nie potrafiła powściągnąć dyskomfortu z tym związanego lecz potrzeba uczciwości zwyciężyła. Spięła ramiona ale wytrzymywała spojrzenie zieleni, hardo odpowiadając swoją barwą. - Nie uświadczysz ode mnie krzywdy, Viro Rowle. - odpowiedziała z opóźnieniem na jego słowa. Głos był cichszy, ale wciąż miał w sobie łagodność z którą przyszła na świat. Być może właśnie to stawiało ją jako osobę godną zaufania. Wielu obdarzyło ją już tym darem, poznała dużo tajemnic i wysłuchała wielu trudnych myśli oraz zwierzeń, a żaden z tych darów nie został zdradzony. Nie umiała zerwać z nim kontaktu wzrokowego bez wrażenia dokonania świętokradztwa. Tym sposobem miała pewność, że nie spojrzy w lustro ani razu. Musnęła jego opuszki palców, sprawdzając czy są tak samo delikatne jak wcześniej. Tym samym zbierała z jego oczu informację - czy początkowe zmieszanie lekkim kontaktem fizycznym należało do prawdziwego Viro.


______________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Jasper 'Viro' Rowle

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 174/184
Dodatkowo : Metamorfomag
Galeony : 36
  Liczba postów : 141
https://www.czarodzieje.org/t19678-jasper-viro-rowle#589315
https://www.czarodzieje.org/t19843-odyseusz#603942
https://www.czarodzieje.org/t19815-jasper-viro-rowle#600997
Stara sala baletowa QzgSDG8




Gracz




Stara sala baletowa Empty


PisanieStara sala baletowa Empty Re: Stara sala baletowa  Stara sala baletowa EmptyPon 25 Sty 2021, 19:32;

Było w tej tworzonej przez nas chwili tak wiele lekkości. Nawet jeśli moje kroki nie były jeszcze tak płynne, a dłonie raz na jakiś czas zaciskały się nieco zbyt mocno, potrzebując poczuć pewniej stabilność Twojej sylwetki, to wyraźnie odczuwałem podświadomością wyjątkowość tej chwili, która tkwiła gdzieś między obcością a ulotnością. Przez chwilę uwierzyłam Ci, że liczy się gest, uśmiech i spojrzenie, tańcem i intensywnością zielonych tęczówek odpowiadając Ci na zadane pytanie, bo teraz i ja zrozumiałem, że to przyjemnie drżące we mnie uczucie, to przyjemność z obcowania ze sobą dwóch artystycznych dusz.
Zdradzam przy Tobie poezję, nie szukając jeszcze żadnych słów, by uchwycić ten nasz wspólny moment ulotności na zawsze, chcąc zaciągnąć się tym, co, jak mi się zdaje, Ty sama uważasz za sztukę, bo właśnie tak należy nazwać rozmowę naszych ciał, przy której nawet najzgrabniej dobrane słowa zdawały mi się niewłaściwe.
Nie mogę powiedzieć, że nie kusi mnie ciekawskie rozejrzenie się po Twoim ciele, zliczenie piegów czy dużo wyraźniejszych od nich pieprzyków, by reporterskim okiem zakodować każdą zmianę. Ale nie potrafię oderwać spojrzenia od czystego błękitu, uwrażliwiony na duszę i emocje w nim zaklęte. Bo dziś czuję się poetą i szukam tego spokoju, który przepędzi zmącone niepokojem burzowe myśli.
I chcę powiedzieć Ci, że jesteś piękna, a jednak milczę, bo wiem, że nie zrozumiałabyś jakie piękno mam na myśli; nie dlatego, że nie byłabyś w stanie, ale to ja czuję się teraz zbyt bezbronnie odsłonięty, jakbyś podała mi zbyt duże znieczulenie, otępiając moje myśli.
- Nie boję się zranienia - odpowiadam tylko, nie będąc w stanie odwdzięczyć Ci się tym samym stwierdzeniem, w zamian odpłacając się przynajmniej słowami, które wydają mi się prawdziwe. Bo przecież nie boję się cierpieć i jak każdy artysta lubuję się w tym stanie przesadnej dramaturgii, nie wstydząc się krzyku, łez i czystej rozpaczy, która lepiej niż szczęście napędza nas do tworzenia.
To czegoś innego się boję. Czegoś, czego nie potrafię nazwać. Nie sama bliskość mnie przeraża, a raczej możliwość, że ktoś ją odtrąci. Nie boję się trwać w żadnej z wykreowanych przeze mnie postaci, bo nie boję się ich straty, nie martwię się o ich życia, które mogę mnożyć w nieskończoność i wciąż zaczynać je od nowa. Boję się korzystać z tego jednego, prawdziwego, jakbym mógł je w ten sposób zbyt szybko zużyć lub zepsuć.
Bałem się zostać sam, więc uciekłem jako pierwszy.
Nie. Jako drugi. Na jej wzór.
- Iskierka - zauważam szeptem, tym razem nie mówiąc o Tobie, a o elektryzującym muśnięciu Twoich palców, który choć tak delikatny, wydał mi się intensywniejszy od przylgnięcia w sztywnej ramie tańca. Dlatego też peszę się nim mimowolnie z drobnym uśmiechem czającym się w kącikach ust, a jednak nie odrywam wcale wzroku od Twojego spojrzenia, to w tym czystym błękicie doszukując się potrzebnej mi stabilności, jakby zbytnie przyglądanie się sobie nawzajem w tym odkryciu było zbyt bezczelne i wulgarne.
Powoli powracam do ramy, choć zupełnie innej niż wtedy, instynktownie szukając dla siebie komfortu w większym dystansie, nie pozwalając naszym ciałom zbliżyć się do siebie w zbytecznym kontakcie, nawet jeśli moja dłoń dużo pewniej odnajduje już Twoją talię, by ulokować się tam bezpiecznie.
- Wytrzymasz ze mną? - dopytuję, może też chcąc pośrednio poprosić Cię o wsparcie w tym wytrwaniu we wzajemnej, a jednak tak powierzchownej szczerości, zaraz już robiąc pierwszy krok do tańca dużo mniej profesjonalnego, a nieco bardziej praktycznego, pozwalającego porwać na parkiet większość weselnych gości. Dłonie drżą mi niepewnie już tylko wtedy, gdy prowadzę Cię do obrotu, odzyskując spokój, gdy znów mogę złapać Cię pewniej i stabilnie osiąść zielenią w głębi błękitu. Uśmiech sam pojawia mi się znów na ustach, bo choć moje wykonanie wymaga jeszcze poprawy, to całym sobą czuję tę lekkość i swobodę tańca, czerpiąc czystą przyjemność z płynności ruchów i naprawdę przez chwilę myślę tylko o nas, nie o mnie, gdy świat tak chwiejnie wiruje mi w głowie wolnością niezliczonych obrotów.
A jednak im lżej się czuję, tym bardziej odczuwam też potrzebę zamknięcia tej chwili na zawsze, w końcu nie wytrzymując i przytrzymując Cię w obrocie, by trzymając Twoje dłonie złapać Cię w momencie, gdy odwracasz się do mnie tyłem. Drobny dreszcz niepewności rozbudził moje palce, aż nie udaje mi się odnaleźć Twoich oczu w lustrze, to Tobie chcąc pokazać stworzony przez nas obrazek, by utrwalić go w naszych głowach, jakby dzięki temu ten dzień miał podwójne szanse przetrwać na zawsze i zostać uwieczniony nie przez jednego, a parę artystów.
- Oto gwiazdę, co spada, lećmy chwycić w ramiona - zaczynam recytować cicho, nie tylko tłumacząc się tą chęcią schwytania ulotności, ale też naprawdę zagarniając ją już w pełni zachłannej zieleni, okiem łagodniejszego krytyka łapiąc samego siebie, by spojrzeniem konesera obramować nas oboje - lećmy, lećmy ją żegnać, zanim spadnie i skona.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Elaine J. Swansea

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 168 cm
C. szczególne : pomalowane usta, wyprostowane plecy, nowy wizerunek
Dodatkowo : metamorfomag
Galeony : 243
  Liczba postów : 1367
https://www.czarodzieje.org/t16910-praca-wre
https://www.czarodzieje.org/t16935-syczek-jeczybula#471819
https://www.czarodzieje.org/t16911-elaine-swansea#471382
https://www.czarodzieje.org/t18301-elaine-j-swansea-dziennik
Stara sala baletowa QzgSDG8




Gracz




Stara sala baletowa Empty


PisanieStara sala baletowa Empty Re: Stara sala baletowa  Stara sala baletowa EmptyPon 25 Sty 2021, 19:33;

W trakcie tańca słowa są zbędne. Tutaj jedynie ćwiczyli lecz nim zdołała to spostrzec granica się zatarła i nie rozmawiali już o tańcu, a patrzyli sobie w oczy i była poruszona żarliwością tej hipnotyzującej zieleni. Nie spotkała jeszcze osoby, której wzrok potrafił zastępować słowa. Ze swego bliźniaka potrafiła bezbłędnie odczytywać niemal wszystko, umiała wyłapać w spojrzeniu przemykającą myśl jednak z Elim łączyła ją niezwykła więź. Przy Viro nie miała prawa odczytywać niczego z jego oczu, a jednak swą intensywnością wydawały się niezwykle treściwe. Spoglądanie w nie nie mogło być zajęciem żmudnym ani nudnym, w nim cały czas coś się działo. Wydawał się być rozmarzonym płomykiem ognia, drgającym niespokojnie na wietrze, elastycznym, gibkim i jakże żywym! Poprzez tę obserwację wiedziała już, że mogłaby rozpoznać Viro po oczach gdyby przesłonił resztę ciała obcą powłoką. Ktoś o tak charakterystycznym spojrzeniu nie mógł stać się na zawsze anonimowym. Odsłoniwszy swoje ciało i duszę utraciła też zdolność połowicznego ukrycia swych emocji. Jej jasna twarz była teraz otwartą księgą po której przemknęło szczere zaskoczenie jego pewnością siebie. - Jak to jest nie bać się zranienia? - zapytała nim zdołała się nad tym zastanowić. Zdradzała też i kawałek siebie, coraz więcej i więcej jakby bez umiaru. Jak to się stało, że odsłaniała przy nim kolejną część duszy? Był jej obcy, a jednocześnie widziała w nim coś znajomego co skłaniało do wysunięcia w jego stronę kredytu zaufania. Powinna wstrzymać oddech, zamknąć słowa za zaciśniętymi zębami i nie zdradzać tak wielu aspektów swojego serca. Elaine jednak należała do osób, które nie miały wprawy w zasłanianiu swych uczuć. Pokrycie metamorfomagiczne było jej pierwszym wyzwaniem, dlatego też codzień rano potrzebowała sporo czasu aby się pieczołowicie zakryć. W tej kwestii dynamika magiczna była jej obca. Kochała szczerość choć tak mocno została przez nią poturbowana.
Drugi raz wypowiedział jej domowy przydomek i mianował się wyjątkiem. W powietrzu coś drgnęło od tego słowa, a może to po prostu owionął ją ciepły dreszcz gdy usłyszała ten zlepek liter na tych ustach młodego artysty. Dostrzegła przemykające po jego twarzy zmieszanie, ale nie odwrócił wzroku, wciąż hipnotyzował swą barwą a ona bez wyraźnej przyczyny potrafiła odpowiedzieć tym samym. Jasne brwi poruszyły się lekko gdy ustawił inną ramę, bardziej swobodną, znajomą. Bez udziału swojej świadomości ułożyła smukłe palce na wysokości jego prawej łopatki w chwili gdy on lokował swoje na jej talii. Wyczuła w tym większą pewność siebie, a więc postawiła krok naprzód gdy on stawiał go w tył, pozwalając prowadzić mu tak, jak tego zapragnęła. - Przekonamy się, Viro. - nabrała powietrza do płuc, powietrza zabarwionego zapachem jego ubrań i wypełniła swe ciało większą energią, by utrzymać z nim kontakt wzrokowy, rytm i przede wszystkim przypilnować się by ani razu nie zerknąć w bok, gdzie lustra napawały się ich odbiciami. Pozwoliła chwili by ją pochłonęła, stawiała kroki i obracała się tak jak ją poprowadził, a z krukońskiej zachcianki dbała by w jej gestach znajdowała się choć odrobina gracji. Słyszała stukot swych obcasów, szelest jego ubrań i za każdym razem, gdy na nowo powracała z obrotu prosto w objęcie artystycznych palców to na jej ustach pojawiał się spokojny acz ciepły uśmiech. Świat się obracał, wirował, muzyka płynęła stanowiąc jedynie tło rozmowy i gestu. Kolejny obrót zwieńczony zatrzymaniem się przodem do lustra mógłby skończyć się zachwianiem kroku gdyby w porę nie zatrzymał jej dłoni i nie pomógł w zachowaniu równowagi. Czuła za sobą jego oddech rozbijający się o jasne i cienkie włosy. Podniosła głowę, ale nie spojrzała w taflę lustra, a na jego profil i kawałek ust gdy recytował kolejne słowa. Wzrok skierowany miał przed siebie czyli tam, gdzie ona wolała nie zerkać w obawie, że powróci dawny ból gdy widziała w odbiciu zranioną, naiwną i beznadziejną dziewczynę, porzuconą przez ukochanego. Zdecydowanie wolała skoncentrować wzrok na gładkim policzku stojącej obok niej osoby. Przesunęła palcami po wnętrzu jego gładkich dłoni jednocześnie obracając się doń przodem, a tyłem do luster. - Czy dane będzie mi przeczytać to, co stworzyłeś? - nie musiał mówić, że jest pisarzem. Wystarczyło, że je recytował, wystarczyło, że odpowiadał spojrzeniem, a nabierała przypuszczeń, że mógłby coś tworzyć. Wiedziała, że będzie to oryginalne bowiem ten Viro, którego widziała wyróżniał się na tle innych ludzi swoją oryginalnością w stylu bycia. Zrobiła krok w tył, wracając dłonią do jego palców, by wciągnąć go w kolejną część tańca, niezobowiązującego, luźnego, bez zasad i sztywnych ram. Niech nie przerywa, niech nie spogląda tak często w lustro gdy ona próbuje się powstrzymać.

______________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Jasper 'Viro' Rowle

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 174/184
Dodatkowo : Metamorfomag
Galeony : 36
  Liczba postów : 141
https://www.czarodzieje.org/t19678-jasper-viro-rowle#589315
https://www.czarodzieje.org/t19843-odyseusz#603942
https://www.czarodzieje.org/t19815-jasper-viro-rowle#600997
Stara sala baletowa QzgSDG8




Gracz




Stara sala baletowa Empty


PisanieStara sala baletowa Empty Re: Stara sala baletowa  Stara sala baletowa EmptyPon 25 Sty 2021, 19:34;

Gubię oddech przy tak bezpośrednim pytaniu o coś, co wydaje mi się tak intymne jak cierpienie. Jak mam powiedzieć Ci, że jeśli wystarczająco długo krzywdzisz bez przerwy sam siebie, to żadna inna krzywda nie jest Ci już straszna. W końcu nikt nie zna Cię tak dobrze, jak Ty sam, doskonale wiedząc w jakie myśli i wątpliwości uderzyć, by złamać Cię najboleśniej. I może właśnie dlatego zgubiłem sam siebie, by nie wiedzieć już, gdzie uderzyć.
- Mdło - odpowiadam w końcu, nie wiedząc jak inaczej wyrazić to nieprzyjemne poczucie nijakości i obecności w pustce. - Lęk to dobra emocja. Pozwala nam zrozumieć na czym i na kim nam zależy, jakie mamy wartości i które ideały cenimy najbardziej - rozwijam nieco, próbując wytłumaczyć swój tok myślenia, upchnąć coś tak nieuchwytnego jak przekonania i myśli do ciasnych ram słów, mimowolnie uśmiechając się z przyjemności jaką niosła ta czynność, doskonale pokazująca mi co tak cenię w poezji.
I może właśnie to pozwala mi uświadomić sobie, że ta bliskość, ten wspólny taniec, wywołują we mnie tak wiele emocji właśnie dzięki temu drobnemu lękowi, który rzadko przyjmuje tak wyrafinowane oblicze, rozbudzając we mnie przyjemną ekscytację każdym krokiem. I to lęk rozbudza moje serce do głośniejszego bicia, gdy patrzę na nasze odbicie i gdy czuję to iskrzące się łaskotanie po wnętrzu moich dłoni. Jak przyjemnie jest umieć w końcu nazwać to lekkie uczucie, które we mnie wzbudzasz i które nasila się, gdy znów patrzę w Twoje czyste oczy bezpośrednio, a jednak mimo krępującej mnie wciąż nieco bliskości uśmiecham się ciepło, gdy widzę szczere intencję kryjące się za Twoimi słowami.
- Nie wydałem nic, co byłoby warte Twojej uwagi, ale… - urywam, dając się porwać do tak swobodnego tańca, w którym łatwiej jest mi odnaleźć odpowiednie kroki i zwyczajnie poddać się przyjemności wspólnie tworzonego ruchu. Myśl o wydanych pod moim dawnym imieniem romansach i kryminałach wydaje mi się brudna, nieodpowiednia do tej czystej i lekkiej chwili, którą chciałbym zapamiętać wyraźnie zabarwioną Twoją niewinnością - Z pewnością dopilnuję, byś przeczytała coś, czego nie wydałem, a stworzyłem dla samej przyjemności tworzenia. Nie dla pieniędzy i przeżycia, a z prawdziwego natchnienia - kontynuuję ciszej, pozwalając sobie nieco przysunąć się do Ciebie bliżej, gdzieś instynktownie chcąc powrócić do próby podjęcia tej bliskości, którą utraciliśmy wraz z porzuceniem klasycznego walca. - Nieszczególnie lubię dzielić się swoimi wierszami. Wydają się intymniejsze od prozy, tak delikatne, jakby ich przekazanie od razu odbierało im życie - przyznaję jeszcze ciszej, nie wiedząc jak przekazać Ci, że słowa zdają się uchwycić myśli tak długo, aż są one naszymi własnymi myślami. Oddanie ich w czyjeś ręce wymagało od samego twórcy zaufania, a od obdarowanego niezwykłej delikatności, by swoją obecnością nie spłoszyć duszy i sensu.
- Ale wierzę, że i ich nie skrzywdzisz, Elaine - dodaję szeptem, pozwalając sobie na uśmiech i poprowadzenie Cię do obrotu, doskonale czując tę nić porozumienia między nami, a więc i czując też to zobowiązanie, że jeśli powstanie jakikolwiek wiersz, próbujący uchwycić tę chwilę, masz takie samo prawo do jego odczytania, jak ja do jego stworzenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Elaine J. Swansea

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 168 cm
C. szczególne : pomalowane usta, wyprostowane plecy, nowy wizerunek
Dodatkowo : metamorfomag
Galeony : 243
  Liczba postów : 1367
https://www.czarodzieje.org/t16910-praca-wre
https://www.czarodzieje.org/t16935-syczek-jeczybula#471819
https://www.czarodzieje.org/t16911-elaine-swansea#471382
https://www.czarodzieje.org/t18301-elaine-j-swansea-dziennik
Stara sala baletowa QzgSDG8




Gracz




Stara sala baletowa Empty


PisanieStara sala baletowa Empty Re: Stara sala baletowa  Stara sala baletowa EmptyPon 25 Sty 2021, 19:35;

Pytanie zadała trudne, a więc zrozumiałaby gdyby nie otrzymała pełnej odpowiedzi. Żadne z nich nie musiało wiedzieć co w takiej sytuacji powiedzieć. A jednak Viro postarał się nazwać to, co trudno ubrać w słowa i tym samym udowodnił, że nie straszne mu nazewnictwo wszelkich emocji bądź uczuć.
- Ależ nie każdy, przynajmniej nie ja, potrzebuje lęku, aby wiedzieć na kim mu zależy. To akurat jest bardzo proste. Tak mi się wydaje. - posłała mu pogodny uśmiech, aby też mogli gładko przejść do lżejszej odmiany rozmowy i jeszcze przyjemniejszej formy tańca. Gdzieś w trakcie stawianych kroków i na nowo odtworzonej melodii zrozumiała na jaką odwagę się powzięła zadając Viro pytania niezwykle intymne. Z pewnością nie mogłaby mieć mu za złe gdyby nie chciał odpowiadać, gdyby nawet ją zbył albo zmienił temat wszak żaden artysta nie lubi jak mu się zagląda przez ramię. Gotowa była wycofać swoje śmiałe zapytanie gdy Viro jednak postanowił na nie odpowiedzieć i wywołać tym samym uśmiech na jej twarzy. - Uszanuję to, co pozwolisz mi poznać. - nie zamierzała naskakiwać i dopytywać dokładnie przy jakich tematach oscyluje przy tworzeniu swych dzieł. Przecież nie musi wszystkiego wiedzieć, niech czas pozwoli jej poznać inne zalety Viro Rowle, który przecież sprawił, że ta lekcja tańca przyniosła ze sobą znacznie więcej swobody i relaksu niż mogłaby z początku przypuszczać. - Gdy ja poznam to, co ty tworzysz to wiesz przecież, że odwdzięczę się czymś podobnym. - zapewniła nawet jeśli nie wykazał zainteresowania jej własną, prywatną domeną artystyczną. Oczywiście nie była mistrzem w portretowaniu ludzi, traktowała bardziej to jako hobby a nie główny zarobek. Minęły lata kiedy bujała w obłokach marząc, że pewnego dnia jej imię zapisze się w kanonach sztuki tak jak jej przodkowie. - Nie skrzywdzę, Viro. Mój ojciec jest pisarzem, potrafię obchodzić się z takowym dziełem. - zapewniła, aby był pewien, że to, co ofiaruje zostanie potraktowane z należytym szacunkiem. Nie chciała jednak wyjść na chwalipiętę czy nieskażoną wadami dziewczynę więc zamilkła, pozwalając, aby porwała ich muzyka i zgrane kroki. Viro prowadził, choć to ona podyktowała główny rytm, a potem dostosowała się, elastycznie podchodziła do wszelkich zmian, obrotów bądź zmian odległości. Lekcja przedłużyła się o dobrą godzinę, choć już pod koniec Ela zapewniała, że dalsza część służyła jedynie utrwaleniu poznanych kroków i przede wszystkim rekraacji, a więc odebrała od Viro zapłatę za jedną godzinę. Odprowadziła go do drzwi, wciąż w swoim naturalnym wyglądzie i dopiero upewniwszy się, że teleportował się w swoje strony mogła pomknąć biegiem do pokoju, aby poświęcić czterdzieści pięć minut na odzyskanie powłoki metamorfomagicznej. Potrzebowała jednak na to znacznie więcej czasu z prostego powodu - usta same uśmiechały się leniwie po spotkaniu z Viro.

| zt x2

______________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Stara sala baletowa QzgSDG8








Stara sala baletowa Empty


PisanieStara sala baletowa Empty Re: Stara sala baletowa  Stara sala baletowa Empty;

Powrót do góry Go down
 

Stara sala baletowa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Stara sala baletowa JHTDsR7 :: 
Dolina Godryka
 :: 
Domy i mieszkania
 :: 
Dom Swansea
-