Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 Mieszkanie Vereya

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 2 z 2 Previous  1, 2
AutorWiadomość


Arthemis D. Verey

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 27
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 185
C. szczególne : Długa blizna po złamaniu prawego obojczyka, której nie chciał usuwać, ciekawy kolor oczu podchodzący pod opal.
Galeony : 336
  Liczba postów : 100
https://www.czarodzieje.org/t19505-arthemis-d-verey#577700
https://www.czarodzieje.org/t19515-arthemis-d-verey#578175
Mieszkanie Vereya - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Mieszkanie Vereya - Page 2 Empty


PisanieMieszkanie Vereya - Page 2 Empty Mieszkanie Vereya  Mieszkanie Vereya - Page 2 EmptySro Gru 16 2020, 22:33;

First topic message reminder :


   
Mieszkanie Arthemisa Vereya

   

Miejsce zamieszkania Arthemisa jest znane naprawdę garstce osób w celu uniknięcia niepotrzebnych odwiedzin fanów czy dziennikarzy. Poczta najczęściej przychodzi na adres Narodowego Stadionu Quidditcha.

   
   
Salon/jadalnia


   
   
Pokój Gościnny


   
   
Sypialnia


   
   
Kuchnia


   
   
Łazienka


   
   
Balkon



   


Ostatnio zmieniony przez Arthemis D. Verey dnia Pią Gru 18 2020, 00:34, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość


Arthemis D. Verey

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 27
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 185
C. szczególne : Długa blizna po złamaniu prawego obojczyka, której nie chciał usuwać, ciekawy kolor oczu podchodzący pod opal.
Galeony : 336
  Liczba postów : 100
https://www.czarodzieje.org/t19505-arthemis-d-verey#577700
https://www.czarodzieje.org/t19515-arthemis-d-verey#578175
Mieszkanie Vereya - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Mieszkanie Vereya - Page 2 Empty


PisanieMieszkanie Vereya - Page 2 Empty Re: Mieszkanie Vereya  Mieszkanie Vereya - Page 2 EmptyCzw Cze 10 2021, 21:10;

  Mimowolnie jego wzrok powędrował w kierunku różdżki zaciskanej w jej dłoni. Strzeli go? Takiego bezbronnego? Nie dość, że był bez broni to jeszcze w nie w pełni sił. Chyba były jakieś granice? Nie no dobra, nad czym on się zastanawiał – miał przecież do czynienia z Brandon, a ona była absolutnie nieprzewidywalnym osobnikiem. Delikatnie uśmiechnął się – choć nie można było powiedzieć, że uśmiech zszedł mu w ogóle z twarzy – zupełnie jakby ją prowokował. Uderzy go, czy nie uderzy zaklęciem. Oto było pytanie.
  - To chyba dobrze, jakbym był nieskończonym byłoby dużo gorzej. – wciąż dość mocno rozbawiony puścił jej oczko, po czym przewrócił oczami i złapał się dłońmi pod biodra. Lekko zmrużył powieki widząc jak się do niego zbliża, samodzielnie zwiastując sobie swój koniec skoro jej pozycja była iście bojowa. Nie mówiąc już o tym nieco przerażającym spojrzeniu.
  - Dobrze pani uzdrowicielko. – prychnął, odsuwając się od niej dość powoli, na wypadek gdyby jednak postanowiła dobić go kuksańcem pod żebra, bo choć nie miał jej za zwyrolkę, to jednak czasami takie gesty były dość niekontrolowane i machinalne. Odszedł w kierunku komody pod ścianą, nad którą wisiała jego czarna jak noc miotła z opalizującym okuciem, i chwycił z blatu kilka dziwnie pachnących maści od uzdrowicieli. Korzystając z okazji łyknął też jeden z eliksirów, gdyż zwyczajnie, po czarodziejsku była na to pora.
  - Hmm… nie wiem, czekam póki co na jeszcze jedną opinię. Do tej pory usłyszałem miesiąc, maksymalnie dwa. Oczywiście się z tym nie zgadzam. – nie patrzył na nią, przez chwilę gładząc w zamyśleniu pojemnik ze specyfikiem. Jego głos zdawał się dziwnie drżeć. Wkrótce jednak otrząsnął się i odwrócił w jej kierunku wciąż z tym samym wyrazem twarzy jaki miał jeszcze chwilę temu i podszedł do niej, uprzejmie podając jej lekarstwa. Sam usiadł na drugiej kanapie, zupełnie jakby dał jej tę maść tylko po to, aby sprawdziła czego używa. Mówiąc szczerze sam nie wiedział czy miał ochotę na jakiekolwiek medyczne zabiegi z jej strony. Znając ją jeszcze wypali mu tą maścią wzory na ciele w kształcie na pewno nieprzypominającym nic pięknego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Patricia D. Brandon

Nauczyciel
Wiek : 27
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 170cm
C. szczególne : blizna w kształcie łezki, wielkości sykla znajdująca się na jej mostku
Galeony : 688
  Liczba postów : 274
https://www.czarodzieje.org/t20195-patricia-danielle-brandon#626883
https://www.czarodzieje.org/t20197-poczta-patricii#627724
https://www.czarodzieje.org/t20196-patricia-danielle-brandon#627505
https://www.czarodzieje.org/t20342-dziennik-patricii-brandon#641
Mieszkanie Vereya - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Mieszkanie Vereya - Page 2 Empty


PisanieMieszkanie Vereya - Page 2 Empty Re: Mieszkanie Vereya  Mieszkanie Vereya - Page 2 EmptyCzw Cze 10 2021, 22:12;

Nigdy nie zwracała jakiejś szczególnej uwagi na to czy ktoś był bezbronny czy akurat stał się jej ofiara bez winy - nie miało to dla niej znaczenia. Verey od zawsze zachowywał się jak bezwstydny cham i ciskał w nią tekstami, które wiecznie prowokowały, a więc jak inaczej miała zareagować? Różdżka aż sama parzyła, aby tylko użyć jej na mężczyźnie. Nie mogła znieść tego aroganckiego uśmiechu, który przyklejony był do jego pięknej buźki. Niech go szlag, czemu on musi być tak przystojny! Zapewne tylko ta myśl uratowała go przed Jęzlepem. Może wtedy zszedłby mu ten prymitywny uśmiech z twarzy...
- Nie mam do Ciebie sił, Verey... - mruknęła, kiedy odwrócona do niego plecami zajmowała się świeczkami. Po chwili i on pojawił się w zasięgu jej wzroku, by zobaczyła jak sięga po maści i wypija eliksir. - Jeżeli Twoja rekonwalescencja będzie wyglądała tak jak wygląda teraz, to fakt - dwa miesiące to zdecydowanie za mało. Arth, na Morgane - jakkolwiek dwuznacznie to nie zabrzmi - zarabiasz ciałem, więc dbaj o niego. Ja Ci mam o tym mówić? Widzisz jak skończyłam. - gwałtownie przerwała, choć widać było, że chce coś jeszcze dodać. Jednak w porę zorientowała się, że nie powinna tego mówić. Po co mu się żalić, skoro i tak sobie nic z tego nie zrobi. Jednak to przypomniało jej, że powinna zapytać wreszcie Verey'a czy zgodzi się zeznać w sądzie w sprawie Miltona. Szlag, nie znosiła być na czyjejś łasce, a już na pewno nie jego... Ale potrzebowała świadków. Będzie musiała z nim o tym pogadać.  
Obserwowała mężczyznę przez chwilę w milczeniu i dopiero kiedy ruszył w jej stronę przeniosła spojrzenie z niego samego na trzymane w dłoni specyfiki. Jedną poznała od razu - była to skoncentrowana maść na rozległe siniaki, a konsystencja drugiej, kiedy otworzyła wieczko i dotknęła jej opuszkami palców, sprawiła, że aż się wzdrygnęła. Kto nakłada takiego ohydnego i zimnego gluta na ciało?! Odłożyła więc to niechciane pudełko, aby spojrzeć na Artha i jeszcze raz omieść wzrokiem jego okryty w tej chwili ubraniem tułów. Nie minęło kilka sekund, kiedy bez słowa podniosła się z kanapy, aby przesiąść się na tę samą na której siedział mężczyzna, a następnie siłując się z zakrętką od maści, którą chciała otworzyć.
- Aish, weź mi to odkręć... - jęknęła do niego po dobrych kilku chwilach, wciskając mu specyfik, by się nim zajął - I rzucaj te łachy. To polecenie od pani uzdrowicielki. Podejrzewam, że najbardziej oberwało Ci się po bocznej stronie żeber. Niezbyt przyjemne, co? - rzuciła, pozwalając sobie na lekkie uniesienie kącika ust. To z pewnością był cholernie bolesny upadek, zatem tylko czekała aż powie kolejne "to nic takiego", by następnie udowodnić mu, że nie jest taki twardy jakby tego chciał, ale też to, że musi o siebie bardziej zadbać. Naprawdę powinien smarować te siniaki często, jeśli chciał wrócić jak najszybciej do formy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Arthemis D. Verey

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 27
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 185
C. szczególne : Długa blizna po złamaniu prawego obojczyka, której nie chciał usuwać, ciekawy kolor oczu podchodzący pod opal.
Galeony : 336
  Liczba postów : 100
https://www.czarodzieje.org/t19505-arthemis-d-verey#577700
https://www.czarodzieje.org/t19515-arthemis-d-verey#578175
Mieszkanie Vereya - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Mieszkanie Vereya - Page 2 Empty


PisanieMieszkanie Vereya - Page 2 Empty Re: Mieszkanie Vereya  Mieszkanie Vereya - Page 2 EmptyCzw Cze 10 2021, 22:56;

  Zrobiło mu się jej żal. I to bynajmniej nie w kontekście żałości, a zwyczajnego bycia ludzkim. Zacisnął usta w cienką linię, a uśmiech który jeszcze przed chwilą przyozdabiał jego twarz zniknął szybciej niż zdążyłaby powiedzieć „ty głupi kaflu”. Może faktycznie nieco przesadził? Co prawda w głównej mierze nie kontrolował tego co mówił, a i swoje złośliwości wypalał z siebie niczym niektórzy zaklęcia, ale zwykle wydawało mu się, że ta jej złość była wyolbrzymiona. Miał wrażenie, że teraz trochę do niego dotarło jak bardzo poza samym faktem zakończenia kariery to odbiło się na jej psychice.
  - Przepraszam Pat. – mruknął, może nieco cicho ale z wyraźnymi wyrzutami sumienia. – Nie powinienem w ogóle poruszać tego tematu. – w końcu to była jej prywatna sprawa, którą sama musiała sobie poukładać. Wbijanie przez niego szpilek z pewnością w tym nie pomagało. – To takie durne przekomarzanki, wiesz o tym. Jestem po twojej stronie. – dodał uprzednio już siadając na wcześniej wymienionej kanapie i patrząc na nią czujnie. Z tym też nie miał najmniejszego problemu. Odchrząknął w trwającej nieco zbyt długo ciszy, a całą sytuację uratowała sama Patricia prosząc go o otworzenie maści, co zrobił – mimo wszystko z olbrzymią ochotą. Naprawdę chyba trzeba było w tym momencie zmienić temat i wrócić do wspólnych złośliwości, pomijając niestosowny temat jej wypadku.
  - Pamiętaj, że jedną stłuczkę już miałem. – wspomniał o niegdysiejszym dziewiczym wpadnięciu w trybuny, które do tej pory kończyło się cykliczną blokadą obręczy barkowej. – Ta to przy tamtej pestka. – wziął od niej słoiczek i jednym sprawnym ruchem nadgarstka odkręcił go, na powrót jej go podając. Uniósł kącik ust do góry. Wiedział, że kobiety dość często chciały, aby się przed nimi rozbierał, ale niekoniecznie w takim kontekście. Z jakiegoś powodu go to cholernie rozbawiło.
  - Dobrze już dobrze pani uzdrowicielko. – nie chciał z nią walczyć, naprawdę. Miał wrażenie, że jeśli jej nie posłucha to zaraz oberwie zaklęciem petryfikującym. Powoli, maskując jak najmocniej ból, zdjął z siebie koszulkę ukazując się w pełnej (no może nie do końca – bo miał spodnie) krasie, w oplocie z siniaków, zadrapań i kilku gojących się ran. No co miał powiedzieć? Najlepiej nic. Niech czyni swoją najnowszą powinność.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Patricia D. Brandon

Nauczyciel
Wiek : 27
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 170cm
C. szczególne : blizna w kształcie łezki, wielkości sykla znajdująca się na jej mostku
Galeony : 688
  Liczba postów : 274
https://www.czarodzieje.org/t20195-patricia-danielle-brandon#626883
https://www.czarodzieje.org/t20197-poczta-patricii#627724
https://www.czarodzieje.org/t20196-patricia-danielle-brandon#627505
https://www.czarodzieje.org/t20342-dziennik-patricii-brandon#641
Mieszkanie Vereya - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Mieszkanie Vereya - Page 2 Empty


PisanieMieszkanie Vereya - Page 2 Empty Re: Mieszkanie Vereya  Mieszkanie Vereya - Page 2 EmptyYesterday at 21:21;

Nigdy nie chciała wzbudzać w nikim litości, czy nawet zwykłego ludzkiego żalu. Po prostu chciała go przestrzec, jako dobra znajoma - znali się już bowiem ponad dekadę - i nawet jeśli uważała, że jest bucem, to i tak dobrze mu życzyła (mimo tego co czasami w jego kierunku wygadywała), zwłaszcza jeśli chodzi o karierę sportową. Bardzo długo zajęło jej pogodzenie się z faktem, że sama na ten moment nie może się w tym rozwijać, jednak to nie oznaczało, że jest zamknięta na to co dzieje się wokół niej. Zwłaszcza, że Arthemis był naprawdę dobrym zawodnikiem, co obserwowała na treningach kadry, przez ponad dwa lata. I jego złapanie znicza na mistrzostwach świata, dało im awans, co było wielkim sukcesem.
Nieco zaskoczył ją w momencie, kiedy spoważniał i ewidentnie słychać było szczerą skruchę w jego przeprosinach. Na moment zamarła również po chwili, gdy dotarły do niej jego kolejne słowa. Był po jej stronie? Czy to oznaczało, że wyobrażał sobie co mogła czuć, zamknięta w tym ciele, nie pozwalającym jej dalej kontynuować kariery zawodniczki? Nie był w stanie tego poczuć, jednak miała wrażenie, że rzeczywiście głupio mu, że powiedział te dwa słowa za dużo. Do tego ten przenikliwy wzrok, jakby chciał wyczytać z niej czy tak faktycznie zawalił. Jednak Pat tylko lekko westchnęła, rzucając ledwie słyszalnym "spoko", by po chwili wstać i usiąść obok niego, a następnie wręczając mu maść, zakomunikować, że ma zrzucić koszulę. Trzeba było odejść od tematu, bo faktycznie robił się niewygodny dla niej.
- Nie jesteś już "pierwszej młodości" i z każdą kolejną będzie Ci gorzej wrócić do formy. Wiesz dobrze, że z czasem już nie będzie się na Tobie goić jak na psidwaku - odparła, a propos jego sytuacji, bo miała wrażenie, że ten czuje się jakby miał ciało skore do nieustannej regeneracji, a przecież kolejne urazy czy kontuzje w życiu gracza nie pozostawały bez echa, a odbijały się niczym rysa, kawałek po kawałku umniejszając jego szanse na bycie bliżej doskonałości. Potrząsnęła delikatnie głową z niedowierzaniem, stwierdzając w myślach, że jest niemożliwy, jeśli nada nie przyjmuje tego do wiadomości. Po chwili jednak przenosząc na niego z powrotem wzrok, zobaczyła już odkręcone opakowanie maści i sięgnęła po nie.
To, że nie odpowiedział na jej zaczepkę odnośnie obolałej części jego klatki piersiowej, traktowała jako nieme potwierdzenie i przy okazji przyznała sobie kilka punktów satysfakcji. Bolało zapewne jak diabli i nie mógł powiedzieć, że nie. Był takim samym człowiekiem jak ona, nie był ponad. Obserwując, jak ostrożnie pozbywa się koszuli, jej oczom ukazały się rozległe krwiaki podskórne, które już nieco zaczęły się wchłaniać. Gdzie nie gdzie pozostały jeszcze powoli gojące się zadrapania oraz otarcia i trudno było dziwić się ich obecności, bo podobno nieźle przejechał po tych trybunach.
- Powiem Ci, że na taką klatę nie poderwiesz żadnej laski. Chyba, że weźmiesz ją na litość - oznajmiła, przysuwając się nieco ku niemu, by położyć mu rękę na ramieniu i zmusić delikatnie, aby ustawił się bokiem do niej. - Ale chyba to nie w Twoim stylu, aby uciekać się do takich desperacji - zagadnęła jeszcze, zanim to posyłając mu zadziorny uśmieszek, nabrała odrobinę specyfiku na palce i zaczęła ostrożnie nakładać i rozcierać po jego skórze, w miejscach pokrytych siniakami. Była dosyć chłodna, w porównaniu z jej opuszkami, które wędrowały wzdłuż łuków żeber, pokrywając kolejne centymetry jego obolałego ciała. W pewnym momencie ręka drgnęła jej znacznie, kiedy dość intensywnie poczuła zapach jego wody kolońskiej. Podobał jej się, a była wyczulona bardzo mocno na ładne zapachy, nie tylko damskie, których używała, ale również i te używane przez płeć przeciwną. W dodatku wiedziała dobrze, że każde perfumy pachniały trochę inaczej na każdym. W tym przypadku zapach Arthemisa idealnie zgrywał się z jego ph, tworząc niezwykle pociągającą dla niej mieszankę. A nic tak nie zawracało jej w głowie jak właśnie kompozycje zapachowe.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Mieszkanie Vereya - Page 2 QzgSDG8








Mieszkanie Vereya - Page 2 Empty


PisanieMieszkanie Vereya - Page 2 Empty Re: Mieszkanie Vereya  Mieszkanie Vereya - Page 2 Empty;

Powrót do góry Go down
 

Mieszkanie Vereya

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Mieszkanie Vereya - Page 2 JHTDsR7 :: 
londyn
 :: 
Mugolskie miejsca
 :: 
londynskie mieszkania
-