Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 Sága Íris Ölivrsdóttir

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość


Saga Í. Ölivrsdóttir

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 167
C. szczególne : odstające uszy; nawet duże usta; dwa magiczne tatuaże: koliber nad kostką (domyślnie, lubi przemieszczać się po ciele) i zorza polarna na ramieniu (mieni się kolorami)
Galeony : 12
  Liczba postów : 17
https://www.czarodzieje.org/t19832-saga-iris-olivrsdottir#602809
https://www.czarodzieje.org/t19835-saga#602953
https://www.czarodzieje.org/t19829-saga-iris-olivrsdottir#602055
Sága Íris Ölivrsdóttir QzgSDG8




Gracz




Sága Íris Ölivrsdóttir Empty


PisanieSága Íris Ölivrsdóttir Empty Sága Íris Ölivrsdóttir  Sága Íris Ölivrsdóttir EmptyCzw 19 Lis 2020 - 18:12;


Sága Íris Ölivrsdóttir

DATA URODZENIA 13/07/2000
CZYSTOŚĆ KRWI 100%
MIEJSCE URODZENIA Rejkiawik, Islandia
MIEJSCE ZAMIESZKANIA Newthorpe, Anglia
W HOGWARCIE JEST OD KLASY VI, do piątego roku w Stavefjord
OBECNIE JEST NA ROKU X/III studenckim
WYMARZONY DOM tiaro, zarządzaj
WYBRANY WIZERUNEK Neve Caffrey

Wyglad

WZROST Metr sześćdziesiąt siedem, dość przeciętnie
BUDOWA CIAŁA Chuda i drobna, choć nie pozbawiona kobiecości
KOLOR OCZU Niebieskie
KOLOR WŁOSÓW Blond
ZNAKI SZCZEGÓLNE Na pierwszy rzut oka, każdy zauważy te odstające uszy, które dla mnie były jedynie przekleństwem przez pierwsze lata życia, choć dzielę tę cechę z rodzeństwem; niejednokrotnie słyszałam też uwagę na temat wielkości moich ust. Dwa magiczne tatuaże, niewielkie i jedynie delikatnie się poruszająca: zorza polarna na lewym ramieniu oraz koliber nad kostką.
PREFEROWANE UBRANIA Ciężko o podkreślenie własnych preferencji, gdy na co dzień narzucane jest chodzenie w szkolnych szatach, choć nikt przecież nie zabrania mi wyrażania siebie pod nimi. I chociaż nie gustuję w ogromnej różnorodności kolorystycznej, czasem zdarzy ubrać mi się na siebie coś w więcej niż jednym kolorze. Wiele zależy tak naprawdę od pogody - nie ubiorę przecież swetra w gorący dzień, prawda? Preferuję ubrania luźne, choć mimo wszystko bardziej schludne i dobrane ze szczególną rozwagą; choć nie mam problemu w dobieraniu elementów swojej garderoby, zazwyczaj wieczory spędzam na łączeniu całości i pozostawiam ubrania gotowe na wieszakach, jakby czekały na odpowiednią okazję, która mogłaby równie dobrze nigdy nie nadejść. Również lubię podkreślić swoje usta czy oczy makijażem; nie całkiem przesadnie, choć potrafię niekiedy spędzić nad tym trochę więcej czasu, niż powinnam.

Charakter


Szczerze mówiąc, ciężko określić charakter kogokolwiek, skoro wszyscy zachowujemy się inaczej w zależności od sytuacji, w której się znajdziemy. Prawda - wymienimy naczelne cechy tej osoby, które sprawiają, że nieco bardziej wyróżnia się spośród wszystkich, ale czy na ich podstawie możemy określić to, jaką dana jednostka jest osobą? Czy bez dłuższej obserwacji, czy też zdań innych, będziemy w stanie ułożyć cały profil tej osoby?

Na pierwszy rzut oka? Jest niesamowicie pewna siebie, jakby miała wrażenie, że wszystko ma u swoich stóp. Przez wyraz twarzy sprawia też wrażenie takiej… sukowatej, wiesz, o co chodzi. Wygląda jak ktoś, kto mógłby wprost powiedzieć ci o tym, co w tobie jest nie tak, nie zwracając uwagi na żadne emocje. Na to, że może zranić innych.

Czy zdajemy sobie sprawę, jak bardzo zakładanie czegoś z góry może nas zgubić? Nie ważne, czy będzie to powiedzenie sobie: “po co się uczyć, skoro to umiem”, albo nawet: “dlaczego miałbym zacząć temat, skoro pewnie i tak nie czuje tego samego. Czasem zdarza nam się z góry założyć, że dana osoba jest inna, niż naprawdę, przez co odpychamy od siebie chęć zaczęcia rozmowy, czy jakiejkolwiek interakcji z danym człowiekiem. Bo wygląda inaczej. Zachowuje się w niecodzienny sposób. Ma nie taki wyraz twarzy, albo nawet mówi w sposób, który nie pasuje nam do tego, który słyszymy dookoła. Może dlatego nie chcę oceniać ludzi tylko po tym, jak wyglądają i jakie sprawiają wrażenie. Może dlatego wolę poznać kogoś bliżej, zanim wypowiem się na dany temat. Może właśnie to jest powodem, dla którego ukrywam się pod maską, której wyuczyła mnie Jördis chcąc, żebym pewnie kroczyła przez świat. Żebym wyglądała na godną swojego pochodzenia; żebym mogła reprezentować ród z wysoko uniesioną głową i pokerową twarzą; żebym była niczym arystokratka. Zdecydowanie do tego dążyła.

Sága zdecydowanie zyskuje przy bliższym poznaniu, chociaż niezbyt łatwo o jej zaufanie. Wcale nie jest taka zadufana sobie, czy całkowicie wredna. To troskliwa i naprawdę sympatyczna osoba; sprawia wrażenie trochę zagubionej we wszechświecie, jakby zdarzało jej się czasem chodzić z głową w chmurach. Jakby zapominała, że jest w rzeczywistości.

Ciężko jest znaleźć samego siebie pośród innych. Ciężko jest zachowywać się po swojemu, kiedy zawsze się słyszało, że powinno się zachowywać odpowiednio, a jako wzorce dostawało się najwybitniejszych czarodziejów, bez otrzymywania informacji o jakichkolwiek ich wadach. Kiedy od małego miało się kodowane w głowie: “masz być perfekcją, czystą jak łza”, można trochę stracić możliwość własnego rozwoju. Można stracić samego siebie, chcąc niwelować wszystkie z tych niepożądanych, gorszych cech. Można w pewnym momencie łapać się na myśleniu nad sobą w sposób nadto krytyczny, nie tylko przez wzgląd na nie takie zachowanie, ale i wygląd. Jak mogę wyglądać w ten sposób, kiedy ona zawsze była taka idealna? Taka perfekcyjna? Pewnie nawet w momencie jak wstawała z łóżka, miała wszystko tak idealne, jak na każdym portrecie i zdjęciu. Sama powinnam mieć takie spojrzenie, prawda? Przenikliwe, jakbym chciała komuś zajrzeć w duszę. I nie pokazywać swoich słabszych stron, nawet jeżeli samopoczucie miałabym nie takie. Zawsze kroczyć dumnie, pewnie, z tym samym wyrazem twarzy. Te wszelkie smutki trzeba zachować dla siebie, nie ukazywać ich. Jeszcze przecież wezmą cię za jakąś ślamazarę; za kogoś niewartego.

Podziwiam w jej to, że jest zawsze w stanie zachować zimną krew, a jak już się na coś uprze, to potrafi w to brnąć, całą sobą, za wszelką cenę. Może i lubi stawiać sobie poprzeczkę wysoko, ale czasami jest dla siebie samej zbyt cięta. Jakby nie interesowało jej samopoczucie; jakby była zadowolona wtedy i tylko wtedy, kiedy osiągnie cel.

Lubię konkurencję, chociaż zdecydowanie preferuję działanie bardziej w cieniu, z którego mogę również obserwować swoich rywali i ich sabotażować, w mniejszym czy większym stopniu. Chociaż powinno grać się fair - w dziczy nie ma takich zasad. Przeżyj lub zgiń; albo zdołasz za pomocą magii sprawić, że nie będziesz potrzebował wody, bo będziesz miał jej pod dostatkiem, albo umrzesz z odwodnienia, przed czym nie uchronią cię żadne czary. Albo nauczysz się patrzeć w niebo i będziesz wiedzieć, jak określić północ, albo zbłądzisz, chodząc w kółko, o czym niekoniecznie musisz wiedzieć, bo przecież te drzewa wyglądają tak samo. Życie to wieczna nauka, szczególnie na błędach. Szczególnie gdy dąży się do absolutnej perfekcji w tym, co się czyni.

Historia


Niekiedy nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak bardzo daliśmy się zwieść pozorom. Najbardziej chyba ubolewał nad tym Ölivr, mój ojciec, który dał się zwieść, może niekoniecznie urodzie, czystokrwistej Austriaczce, do tego poznanej w jego własnej ojczyźnie. Zdecydowanie zaskoczyła go znajomością islandzkiego, ale też i magicznymi zdolnościami; nie potrafił tylko sobie nigdy przypomnieć, kiedy wyznał jej miłość, czy też uklęknął przed nią, pytając, czy zostanie jego żoną, a nim się obejrzał, urodziła mu pierwszego syna. Więcej mu nie trzeba było - stała praca, piękna rodzina… Ciężko powiedzieć, kiedy naprawdę z jednego synka zrobiła się nagle trójka. Pomimo rozmów i podkreślania, że już nie chce więcej dzieci, naprawdę nie potrafił pamiętać, kiedy szedł do łóżka z własną żoną, w celu ponownej reprodukcji.
On nie wiedział, choć mógł się tak naprawdę domyślać. Jego praca w końcu zahaczała o dość podobne przypadki.
Czego nie wiedział, my doświadczaliśmy. I było to doprawdy dziwne; zupełnie jakby Jördis, w tej chwili już nigdy nie powiem na nią mamo, chciała mieć idealną armię dzieci; jakby na siłę chciała z nas zrobić perfekcję; naszymi sukcesami zakryć niepowodzenia swojej młodości, ale też i życia. Jakbyśmy byli jej spełnionymi marzeniami; im dłużej nad tym się zastanawiam, tym bardziej mam wrażenie, że musiała mieć naprawdę przykre życie, jakby takie zupełnie bez powodzeń. Szczególnie że jedno z marzeń udało jej się spełnić w dwóch osobach.

Ale może zacznijmy od początku; wydajesz się być strasznie roztrzęsiona tym wszystkim. Może skupimy się na razie na tobie, twoim dzieciństwie?

Dziecko powinno być otaczane opieką, miłością; od najmłodszych lat uczone wartości, które powinny się liczyć w życiu dorosłego. A czego można oczekiwać od młodej czarodziejki? Znajomości magicznego świata do perfekcji? Ślicznego uśmiechu posyłanego na rodzinnych lub tych bardziej formalnych spotkaniach?
Jördis ma pewną umiejętność, która pozwala jej kontrolować, kogo tylko chce. I choć powiązanie z genami willi jest tutaj jak najbardziej błędnym skojarzeniem, zdolność hipnozy już jest strzałem w dziesiątkę. Nadal zastanawia mnie to, czy ojciec był po prostu na tyle nieświadomy tego, co z nim się dzieje, a może to faktycznie zadziałały tu jego uczucia wobec tej kobiety; może i poczuł najprawdziwszą miłość, albo jej zdolności są na tyle dobre, że tak go sobie ułożyła, jak jej było wygodnie.
Podobnie było z nami. Pétur i Mæja, mający między sobą ledwie dwuletnią różnicę w wieku, stali się pewnego rodzaju obiektem testowym. Zupełnie jakby nie była pewna, czy jej umiejętności będą w stanie wpłynąć na rozwój dzieci; ale tak jak się spodziewała - działały. Z czasem nawet nauczyli się działać tak, jak ona tylko chce, niczym trybiki w zegareczku; stopniowo zdali sobie sprawę z tego, że używa wobec nich hipnozy i, chcąc się od tego jak najbardziej odciąć, zaczęli zauważać, kiedy ma tak naprawdę zamiar to zrobić.
Kiedy przyszłam na świat, miała już na mnie plan. Dokładnie wiedziała, co chce ze mną robić; dzięki rodzeństwu, które już wiedziało, co robi, nie musiałam temu się aż tak bardzo dać. Mogłam się buntować, delikatnie i subtelnie, a jednak mogłam wyrazić siebie nieco bardziej, bez świadomości naszej opiekunki.
Słuchając o tym, jak okrutna była wobec mnie i właściwie całego rodzeństwa, nasuwa się prosta myśl - gdzie w tym czasie był ojciec? Dlaczego nie reagował; nie miał pojęcia o tym, co się działo z jego dziećmi? Uprzedzając kolejne pytanie - to nie tak, że miał to gdzieś. Nawet chciał interweniować, chociaż nie wiedział za bardzo, jak ma to zrobić. Zresztą - nie było go w domu w momencie, kiedy do tego dochodziło, do tego, co za tym idzie, zupełnie nie miał dowodów przeciwko swojej żonie, a słowo przeciwko słowu nie działa zbyt dobrze. Szczególnie na drodze sądowej.

Odbiegasz od tematu. Mieliśmy skupić się na tobie, na twoim wczesnym życiu, rozwoju…

I myślisz, że pamiętam z tego coś jeszcze, poza jakimiś zwykłymi wyrywkami? Gdybym mogła, zapomniałabym o tym wszystkim. Powiedziałabym sobie, że to nie moje życie, że widziałam to w jakimś przedstawieniu, czy czytałam w jednej książce, a wyobraźnia, jak na nią przystało, płata mi figle, do tego takie niezbyt wyszukane. A jednak pamiętam to zbyt dobrze, jakby… jakby wryło mi się w pamięć. Wpajała mi tyle cech i magii, że czasem cieszę się nawet z tego, że mam różdżkę całkowicie odmienną od tej, którą ma ona. Tak bardzo się cieszę, że udało mi się zbuntować, ukazać pewne umiejętności w innym zakresie magii niż ten walony Quidditch; czasem mam wrażenie, że chciała urodzić całą drużynę. I naprawdę nienawidzę Jördis, całą sobą. I bardzo żałuję, że mam z nią tak bliskie powiązania; to aż boli. Nie, nie skończyłam. Muszę to opowiedzieć, tylko… Daj mi samej poukładać to sobie w głowie. Może uda mi się przywołać choć jedną sytuację, kiedy to ona-
Było krótko przed Bożym Narodzeniem. Tato wracał do domu na dłużej, nas w domu była jeszcze piątka, mały Kristján i Árni biegali po domu, szczęśliwi z tego, że w końcu będą mogli wyjść z nami na dwór. Wtedy zawołała, tak, usłyszałam to głośno i wyraźnie. Krzyknęła Cathrin z kuchni, choć żadne z nas tak się nie nazywało. Dlaczego miałaby wołać swoje dzieci po niemiecku, gdy te mają islandzkie imiona? Sęk w tym, że doskonale wiedzieliśmy, kogo ma na myśli. Jak w zegarku, ruszyłam w jej kierunku, a, patrząc jej prosto w oczy, wypowiedziałam proste, krótkie ja, mutter?, tak, jak oczekiwała. Jakbym tego nie zrobiła, zapewne zdecydowałaby się znowu poddać mnie hipnozie. A potem każde z osobna, jeżeli ci też nie zdołają się obronić; jeżeli nie zareagują w odpowiedni sposób.
Wymagała od nas, żebyśmy mówili do niej po niemiecku. Jaki miała w tym cel? Ciężko stwierdzić; szczególnie że często mówiła do nas po prostu po islandzku, albo i nawet po angielsku. Czytała nam bajki, raz po niemiecku, innym razem po islandzku. Pokazywała czary, chociaż nie pamiętam w tym momencie, jakiego języka używała. Byłam dzieckiem, brzmiało to dla mnie… magicznie. A najbardziej cieszyła się w momencie, kiedy w domu coś latało. Albo stawało w ogniu, który się, o dziwo, nie rozprzestrzeniał. Klaskała w ręce jak opętana, mamrocząc pod nosem coś w rodzaju moje dzieci to magiczne istoty; zupełnie jakby ją to zaskakiwało. Jakby się tego nie spodziewała.

Może wystarczy wspomnień z tego okresu… Stavenfjord, jak-

To był istny raj na ziemi. Nie musiałam się z nią widywać od chwili, gdy znikałam w murach szkoły. I chociaż nie była agresywna, a przynajmniej tego nie przejawiała wobec starszych z rodzeństwa, listy, jakie od niej otrzymywałam były po prostu paskudne. Kazała mi pisać do siebie dane wszystkich, z którymi przesiadywałam. Wszystkich, z którymi miałam lekcje, z którymi rozmawiałam; w pewnym momencie zażądała ode mnie wysłania jej pełnej listy uczniów, którzy byli mi równi wiekiem. Na co jej to było? Żeby odpisać mi, z kim mogę się zadawać. Z kim przesiadywać. I kim mogę romantycznie się interesować, co było całkowicie pokręcone. Może dlatego, że preferowała dla mnie towarzystwo śmietanki czarodziejskiej, a ja sama w pewnym momencie zakochałam się w kimś, kto nie mógł o sobie powiedzieć, że do tej elity należy. I choć naprawdę starałam się utrzymać to w sekrecie, cały ten związek, miłość, wszystkie listy, które sobie przecież pisaliśmy… Ona to znalazła. I krzyczała, tak okropnie krzyczała; były wtedy Święta i nie pamiętam zbyt wiele po nich. Wiem tylko, że w chwili, gdy wróciłam do szkoły, moja miłość nie chciała mnie znać. Jakbym zrobiła coś, o czym całkowicie nie miałam pojęcia. I nic nie pomagało - próby skontaktowania się listowne pozostawały bez odpowiedzi, zaczepki bez reakcji, a próba rozmowy, kiedy w końcu mogłam być sam na sam i szczerze porozmawiać w miejscu, gdzie tak naprawdę wszystko między nami się zaczęło, moje własne serce się złamało. To nie było miłe; płakałam przez dobre dwa tygodnie, choć nawet nie wiedziałam, dlaczego mnie nienawidzi. Niczego się nie dowiedziałam. Właściwie, nadal nie wiem, co boli chyba najbardziej ze wszystkiego.

Znowu decydujemy się na te smutne tematy… Może powiesz coś o ojcu? O tym, jak starał się was ocalić przed mat- przed Jördis?

Tato musiał w końcu zauważyć, że coś z nami jest nie tak. Właściwie, to przez jej nieuwagę; Lára miała wtedy chyba cztery lata, ja miałam dziesięć. Mæja miała dość dziwne spojrzenie, jak sam to określił, a gdy zabrał ją na rozmowę, to wszystko wyszło na jaw. Rozmawiał z każdym z nas, może poza najmłodszą, która tego nie doświadczała; wystarczająco się zirytował. Postawił sprawę jasno - nie chciał mieć z nią nic więcej do czynienia i chciał odebrać swoje dzieci, zabrać w bezpieczne miejsce.
Na jego nieszczęście, sprawa ciągnęła się ponad sześć lat z powodu jego pracy, która obciążała go bardziej niż zeznania przeciwko byłej żonie. Bali się oddać dzieci komuś, kto zajmował się czarną magią zawodowo. Bali się nawet w chwili, gdy stwierdził, że już nie jest z nią związany, że tylko prowadzi sklep, najzwyklejszy sklep z akcesoriami do jednej z popularniejszych gier miotlarskich wśród czarodziejów. Dostatecznym dowodem okazałam się… ja. I brzmi to naprawdę głupio, jednak podczas jednej z ostatnich rozpraw, Pétur (bo siostra nie chciała już widzieć matki na oczy, a on jako jedyny z pełnoletnich dzieci pojawiał się na rozprawach) wypowiedział, jedno, proste słowo - Cathrin. Sąd widząc moją reakcję, zaczął głębiej przyglądać się matce i z czasem trafiliśmy pod opiekę ojca. Ja i trójka mojego młodszego rodzeństwa; zmienienie szkoły chyba było najtrudniejsze z tego wszystkiego.

Ale trafiliście do Hogwartu, cała czwórka.

Tak. Ba, nawet zdecydowałam się na studia, które w sumie będę niedługo kończyć. Zdaje mi się, że nawet zapomniałam o całym tym złu, które nam zrobiła. Znaczy, tego nie da się zapomnieć, ale mimo wszystko, zapominam o niej. Staram się ignorować fakt, że kiedykolwiek istniała i wydała mnie na ten świat.
A najgorsze jest to, że wciąż nie poskładałam sobie serca. Zabawne, prawda? Wciąż nie wiem, co stało się między mną a kimś, kogo szczerze kochałam, mimo bycia głupią nastolatką. Mogłabym to całkowicie zignorować, zapomnieć o tym na dobre, ale… Nie potrafię. Nawet nie mogę stwierdzić dlaczego. Zupełnie jakbyśmy rzucili na siebie jakiś urok w momencie, kiedy zaczęliśmy ze sobą być...

Rodzina


Ölivr Arnórsson, lat pięćdziesiąt cztery, absolwent Stavefjord; obecnie zamieszkujący Newthorpe wraz z najmłodszymi dziećmi; aktualnie “na lepszej drodze życia” dzięki swojemu bratu. Niegdyś, jeszcze w Islandii, zajmował się nie do końca legalnymi sprawami, przez co przegrał prawa do dzieci; obecnie wraz z bratem prowadzą sklep ze sprzętem do Quidditcha. Jego podejście do czystości krwi również się zmieniło: kiedyś był gotowy wydziedziczyć każdego, kto tylko spotykał się z kimś o nieczystej krwi, obecnie uważa, że nawet mugole mają w sobie odrobinę magii.

Jördis Spitz, nie przejęła nazwiska po mężu, lat pięćdziesiąt dwa, o austriacko-angielskich korzeniach, absolwentka Hogwartu; obecnie mieszka na Islandii, gdzie dokładnie - ciężko powiedzieć, może dlatego, że nie utrzymujemy z nią kontaktu ze względu na wyrok sądu, który odebrał jej prawa do dzieci cztery lata temu. Nawet ciężko stwierdzić, czy już wyszła z więzienia, czy jeszcze nie. Ma pewnego rodzaju obsesję na punkcie czystości krwi oraz niepohamowaną potrzebę kontrolowania wszystkich w swoim otoczeniu; nic więc dziwnego, że własne dzieci potrafiła hipnotyzować i zmuszać do robienia tego, co chciała, by robiły. Na niektórych odbiło to się bardziej, na innych mniej, ale to był główny powód, dla którego odebrano jej dzieci.

Pétur Ölivrsson, lat dwadzieścia siedem; absolwent Stavefjord, najstarszy z rodzeństwa. Nie podjął się żadnych studiów, obecnie zawodnik Islandzkiej drużyny narodowej. Najbardziej odporny na hipnozę matki z całego rodzeństwa, może dlatego, że najdłużej ją znosił, a do tego z wiekiem nauczył się spełniać jej oczekiwania.

Mæja Ölivrsdóttir, lat dwadzieścia pięć, absolwentka Stavefjord; również nie podjęła się żadnych studiów, a obecnie również zawodniczka narodowej drużyny. Również odporna na wpływy matki, choć w momencie wyprowadzki poprzysięgła sobie, że nigdy więcej nie pokaże się jej na oczy.

Árni Ölivrsson, lat siedemnaście, obecnie w siódmej klasie Hogwartu. Opierał się bardzo mocno przed zmianą szkoły; jako trzynastolatek miał już przecież swoje miejsce, znajomych i niezbyt chciał się z nimi rozstawać. Miał bardzo mocny okres buntu, który jest mu wypominany przy każdej możliwej okazji, bardziej w formie żartu niż zaczepki.

Kristján Ölivrsson, lat szesnaście, obecnie w szóstej klasie Hogwartu. Tak naprawdę, niezbyt wiedział, co się dzieje w momencie, kiedy przenosiliśmy się do Anglii. Również broniony przed wpływami matki na każdy możliwy sposób, choć obecnie już traktowany jak prawie dorosły, głównie przez fakt, że już taki mały nie jest.

Lára Ölivrsdóttir, lat czternaście, obecnie w czwartej klasie Hogwartu. Jako jedyna nie doświadczyła edukacji w Stavefjord, ale też i matczynego reżimu. Można powiedzieć, że dziecko szczęścia - zawsze miało starszych, którzy ją bronili i upewniali się, że wszystko z nią w porządku; nigdy nie dali jej skrzywdzić.

Tómas Arnórsson, lat pięćdzieziąt sześć, dzięki niemu znaleźliśmy się pod opieką ojca, ale też w Hogwarcie i Anglii. Przeprowadził się z powodu miłości, jednak nie miał problemu, by zostać wraz z żoną i dziećmi w Newthorpe; tym samym nie widział przeszkód, żeby własne dzieci wyprawiać do brytyjskiej szkoły magii. Jego dom mieści się niedaleko naszego; jest właścicielem niewielkiego sklepu ze sprzętem do Quidditcha.

Ciekawostki


★ Mówię płynnie w czterech językach - islandzkim, norweskim, angielskim i niemieckim, przez wpływ Jördis. Od małego przyswajałam obydwa języki skandynawskie, do których stopniowo zaczął dochodzić angielski.
★ Jördis wygrywała rozprawy o opiekę nad dziećmi przez to, że nas kontrolowała i to w dość dużym stopniu. Osiągała to, co chciała przez hipnozę oraz różnego rodzaju chwyty, na które nie dało się po prostu odpowiedzieć. Zmuszała nas do odmowy zeznań przez niemal sześć lat.
★ Właściwie, to sama nie wiem, ile rzeczy robiłam z własnej woli, a do ilu mnie zmuszała. Niektóre wątki zacierała, przez co w mojej głowie jest jeszcze większy chaos, a różne wątki zdają mi się mieszać. Ojciec wspominał, że kiedy myśli o początku związku, czy nawet oświadczynach i ślubie, wszystko mu zdaje się być dość... mgliste.
★ Gdy wydało się, że używała wobec nas wszystkich hipnozy, sąd zaczął łączyć z nią inne sprawy, których nawet nie mieliśmy pojęcia. Na jaw wyszło, że w przeszłości wielokrotnie używała swojej umiejętności, by zdobywać całe majątki, a właściciele mieli na tyle mętlik w głowach, że nawet nie wiedzieli, co się dzieje do chwili, w której znikała.
★ Nie potrafię użyć wobec swojej rodzicielki określenia matka, dlatego mówię na nią po imieniu.
★ Miałam być trzecią z rodzeństwa, która zostanie profesjonalnym zawodnikiem Quidditcha: to była pierwsza chwila, gdy udało mi się zbuntować woli opiekunki i pójść we własnym, trochę innym kierunku. Dzięki temu mogę przynajmniej powiedzieć komuś, co go czeka w przyszłości przez patrzenie na gwiazdy, chociaż cały czas się tego tak naprawdę uczę.
★ Mam niższą temperaturę ciała od przeciętnej osoby, głównie przez niższe ciśnienie krwi. Do tego mam zawsze zimne dłonie, nawet trzymając w dłoniach kubek z ciepłą herbatą.
★ Zima jest moją ulubioną porą roku. Zdecydowanie wolę chłód od gorąca, o wiele mniej mi przeszkadza.
★ Nadal mam w głowie zakodowany sposób, w jaki powinnam się zachowywać po tym, jak usłyszę skierowane w moją stronę Cathrin. Pewne nawyki zdecydowanie zbyt mocno pozostały w podświadomości; ten bodziec akurat sprawia, że zachowuję się tak, jak tego oczekiwała Jördis - całkowicie posłuszna, gotowa wykonać każde polecenie.
★ Ciężko mi mówić o sobie, kiedy mam wrażenie, że zupełnie nic o sobie nie wiem. Nawet kiedy patrzę w gwiazdy i rozkładam karty tarota, czy wróżę dla samej siebie - te informacje są zbyt szczątkowe, bym mogła określić, jaką tak naprawdę jestem osobą. Wiem tylko, że potrafię zatroszczyć się o swoich, a w odpowiedniej sytuacji potrafię być cięta.
★ Planuję więcej tatuaży, magicznych lub nie; spodobało mi się dekorowanie własnego ciała tymi małymi dziełami sztuki.
★ Czasem mam wrażenie, że nikogo już nie pokocham, przynajmniej nie tak mocno, jak swoją pierwszą miłość. Mówią, że właśnie ta nigdy nie rdzewieje; może dlatego ten ból wciąż mi towarzyszy, a wspólne zdjęcie wciąż mam przy sobie? Zupełnie jakbym nie potrafiła już odpuścić.
★ Chętnie wróciłabym na Islandię. Tęsknię za jej pięknem; wolałabym właśnie tam mieszkać na stałe.
★ Nie pozbyłam się i chyba nigdy nie pozbędę się charakterystycznego akcentu ze swojej mowy; tak samo jak dość cichego tonu. Rzadko krzyczę, jedynie w chwilach, gdy naprawdę się zdenerwuję.
★ Nie potrafię wyczarować patronusa. Gdy myślę o czymś szczęśliwym, mam po prostu pustkę w głowie.



Ostatnio zmieniony przez Saga Í. Ölivrsdóttir dnia Pią 20 Lis 2020 - 11:56, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Liang Manyue

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 10%
Wzrost : 1,76m
C. szczególne : tatuaże; kolczyki w uszach; ubrania jakby losowo wyjmował je z szafy
Galeony : 39
  Liczba postów : 163
https://www.czarodzieje.org/t19639-liang-manyue#585177
https://www.czarodzieje.org/t19647-whatever#585373
https://www.czarodzieje.org/t19668-wszedzie-mnie-pelno#588056
https://www.czarodzieje.org/t19640-liang-manyue#585182
Sága Íris Ölivrsdóttir QzgSDG8




Moderator




Sága Íris Ölivrsdóttir Empty


PisanieSága Íris Ölivrsdóttir Empty Re: Sága Íris Ölivrsdóttir  Sága Íris Ölivrsdóttir EmptyPią 20 Lis 2020 - 12:02;



SLYTHERIN!

Witamy Cię na Czarodziejach! Twoja karta zostaje zaakceptowana, dostajesz więc uprawnienia do gry. Poniżej znajdziesz przydatne w dalszych krokach na forum linki, z którymi warto abyś się zapoznał!


Następne kroki:
stworzenie poczty
założenie relacji
rozpoczęcie gry
rozwój postaci




Życzymy

miłej gry!


______________________


| theme song |
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Sága Íris Ölivrsdóttir

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Sága Íris Ölivrsdóttir QCuY7ok :: 
karty postaci
 :: 
karty uczniów i studentow
-