Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 Bar "Lumos"

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 4 z 5 Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next
AutorWiadomość


Mefistofeles E. A. Nox

Mieszkaniec Doliny
Rok Nauki : X
Wiek : 23
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 185
C. szczególne : Tatuaże; kolczyki; wilkołacze blizny; bardzo umięśniony; skórzana obroża ze złotym kółkiem; czarne skórzane rękawiczki, patrz: klątwa!
Dodatkowo : Wilkołak
Galeony : 2013
  Liczba postów : 4197
https://www.czarodzieje.org/t15136-mefistofeles-e-a-nox#403342
https://www.czarodzieje.org/t15139-kind#403356
https://www.czarodzieje.org/t15137-what-does-life-mean-to-me#403353
https://www.czarodzieje.org/t15134-mefistofeles-e-a-nox
https://www.czarodzieje.org/t18387-mefistofeles-e-a-nox-dziennik
Bar "Lumos" - Page 4 QzgSDG8




Moderator




Bar "Lumos" - Page 4 Empty


PisanieBar "Lumos" - Page 4 Empty Bar "Lumos"  Bar "Lumos" - Page 4 EmptySob Lis 07 2020, 23:46;

First topic message reminder :

Bar "Lumos"

Nazwa "Lumos" nie tylko nawiązuje do nazwiska właściciela, Mefistofelesa Noxa. Jej celem jest również zapewnianie innym światła...
Jest to przestronny lokal o jasnym wystroju, w którym można spotkać przedstawicieli najprzeróżniejszych magicznych ras - przychodzą tu wilkołaki, gobliny, wile, czarodzieje... Szczęśliwcy mają szansę wpaść również na skrzaty, wampiry czy nawet centaury. Lokal opiera się na bezwzględnym zakazie przemocy (o co bardzo dba wyszkolona pod kątem OPCM obsługa), nawołuje też do pełnej tolerancji i ograniczenia używania magii (zwłaszcza wbrew innej istocie) do minimum. W Lumos każdy znajdzie coś dla siebie - miejsce pozornie szemrane i omijane przez niektórych szerokim łukiem (a także regularnie sprawdzane przez magiczne władze), w rzeczywistości szczyci się przytulną atmosferą i niezwykle personalnym podejściem. Wzmacnianej podłodze nie są straszne twarde kopyta, zaś pomniejszenie niektórych mebli zapewnia wygodę nawet najmniejszym gościom.
Bar znajduje się na skraju Hogsmeade - można do niego wejść zarówno prosto z lasu, jak i z głównej alejki. W budynku znajduje się parę malutkich pomieszczeń, które zamiast dodatkowych składzików służą jako awaryjne sypialnie. Za symboliczne 15 galeonów istnieje możliwość zarezerwowania pokoju. "Lumos" czynne jest codziennie, za wyjątkiem dnia poprzedzającego pełnię Księżyca - wtedy zamyka się kilka godzin przed zachodem słońca.
Menu mięsne i bezmięsne zawierają podstawowe pozycje, do których dołączają sezonowe potrawy. Można tu zamówić wszelkie możliwe magiczne (i część zwykłych) alkoholi, z kolei dwie duże gablotki ustawione na sali, otwierające się jedynie za stuknięciem różdżki pracownika, przepełnione są dobieranymi każdego dnia słodkościami.
Menu mięsne:
Idealne dla wilkołaków, wampirów i wszystkich fanów mięsa/krwi. Dania mają na celu trafienie w wyszukane gusta bardziej "drapieżnych" stworzeń.
• Stek z mięsa reema, podawany z sosem na bazie miodu bzyczków, warzywną sałatką i puree ziemniaczanym lub dyniowym.
• Burger z wołowiny, z warzywami i sosem (z hibiskusa ognistego lub dyptamu). Podawany z frytkami z ziemniaków lub batatów.
• Żeberka w sosie z tykwobulwy i/lub hibiskusa ognistego. Podawane z surówką i świeżymi bułeczkami.
• Naleśniki z krwią zwierzęcą, przekładane kawałkami mięsa. Podawane z powidłami żurawinowo-trelkowymi.
Menu bezmięsne:
Przeznaczone dla bardziej leśnej, delikatnej klienteli. Nie zawiera mięsa, za to pełne jest wegetariańskich/wegańskich kombinacji.
• Sałatki:
- Z mango, rzepą, sałatą, rukolą, czarnym sezamem, ogórkiem, orzechami, sosem na bazie miodu bzyczków lub ziaren dymnicy;
- Z komosą ryżową,  nasionami słonecznika, sałatą, dynią, ogórkiem, awokado, sosem na bazie miodu bzyczków lub ziaren dymnicy.
• Burger (wegetariański lub wegański) ze skaczącej bulwy, z guacamole i sosem (z hibiskusa ognistego lub dyptamu). Podawany z frytkami z ziemniaków lub batatów.
• Quiche z sezonowymi warzywami, w wersji pikantnej (z węglowymi świetlikami) lub łagodnej (z krwawym zielem).
• Naleśniki ze szpinaku i/lub rukoli, przełożone kremem z kwiatów księżycowej rosy.

______________________

You can be the beauty
And I could be the monster
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość


Elaine J. Swansea

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 168 cm
C. szczególne : pomalowane usta, wyprostowane plecy, rażąco stonowana mimika
Dodatkowo : metamorfomag
Galeony : 523
  Liczba postów : 1395
https://www.czarodzieje.org/t16910-praca-wre
https://www.czarodzieje.org/t16935-syczek-jeczybula#471819
https://www.czarodzieje.org/t16911-elaine-swansea#471382
Bar "Lumos" - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Bar "Lumos" - Page 4 Empty


PisanieBar "Lumos" - Page 4 Empty Re: Bar "Lumos"  Bar "Lumos" - Page 4 EmptyPon Kwi 05 2021, 19:21;

Gdyby zastanowiła się nad treścią swojej wiadomości to mogłaby zauważyć, że dobór słów jest zbyt ubogi, a co za tym idzie adresat mógłby się zaniepokoić. Nie wpadła na to, a więc pełna spokoju zapisywała swoje zadania na najbliższy miesiąc. Podniosła wzrok w tym momencie kiedy wszedł już do baru i choć nie rozjaśniła się w szerokim uśmiechu jak to miała w zwyczaju to jednak rysy jej twarzy zdecydowanie złagodniały a oczy się ucieszyły. Wstała aby go lekko przytulić. - O, gdzie była rozmowa? Jak poszło?- nie pytała z uprzejmości a z prawdziwego zainteresowania jego pracą. Nie umknął jej fakt posiadania magicznej protezy ręki. Poprzednim razem widzieli się gdy był w znacznie gorszym stanie. Cieszyła się, że wstał i funkcjonował dalej choć świadoma była, że nie miała w tym ani krztyny udziału. Dopadły ją wątpliwości czy go nie przytłoczy swoją osobą kiedy tylko przedstawi swoją propozycję. Podała swoje zamówienie w postaci gorącej herbaty bowiem na drinki było zdecydowanie za wcześnie. Kiedy Boyd składał zamówienie przy barze, Elaine przez ten czas schowała wizbooka, jęczący i protestujący kalendarz i pióro z kałamarzem. Kiedy wrócił i wyjaśnił swoje obawy, lekko oniemiała. - Na Merlina, naprawdę myślałeś, że stało się coś złego? Och, przepraszam. Mogłam napisać w liście więcej, ale spieszyłam się…- posłała mu przepraszający uśmiech i przysunęła się na krześle bliżej stolika, siadając wygodniej naprzeciw chłopaka. - Chciałabym powiedzieć, że spotkanie jest czysto towarzyskie jednak dobrze przeczuwasz… potrzebuję pewnego rodzaju pomocy… ale teraz to już mi głupio.- nie było po niej widać zawstydzenia dzięki powłoce metamorfoamagicznej utrzymanie na policzkach. Nabrała powietrza do płuc i zebrała się w sobie. - Mówiąc rozbrajająco wprost to potrzebuję aby ktoś mnie przechował parę miesięcy dopóki nie odłożę odpowiedniej sumy galeonów na wynajęcie własnego kąta.- popatrzyła na niego pytająco, póki co nie rozwijając wypowiedzi. Po pierwsze, Swansea byli bogaci więc odkładanie galeonów było tu niemalże paradoksem. Po drugie, pilna potrzeba noclegu u też mogło tu nie pasować z prostego powodu - ich dom był ogromny, a więc nie powinna nawet myśleć o tym, że nie miałaby się gdzie zatrzymać. Po trzecie, mówiła o sobie, a nie tylko w tym imienia Elijaha. To mogło nie pasować do rodziny Swansea, a już zwłaszcza do Elaine, ich dumnej przedstawicielki. - Pomyślałam, że zapytam ciebie… oczywiście z pełnym pakietem dokładania się do wszystkiego… i zapewnieniem o jak najmniej odczuwalnym ciężarze mojej obecności. - mogłaby przez jakiś czas być w dormitorium krukonek jednak czuła w tym względzie opór.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Boyd Callahan

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 19
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 192
C. szczególne : irlandzki akcent, brzydki tatuaż "Fillin are my live" na przedramieniu, proteza lewej ręki
Dodatkowo : bardzo kocha Fillina
Galeony : 517
  Liczba postów : 1543
https://www.czarodzieje.org/t17850-boyd-callahan#503198
https://www.czarodzieje.org/t17855-sowa-boyda#503468
https://www.czarodzieje.org/t17851-boyd-callahan#503197
https://www.czarodzieje.org/t18313-boyd-callahan-dziennik#521152
Bar "Lumos" - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Bar "Lumos" - Page 4 Empty


PisanieBar "Lumos" - Page 4 Empty Re: Bar "Lumos"  Bar "Lumos" - Page 4 EmptyCzw Kwi 08 2021, 19:04;

- W barze. Chyba dobrze, nie wiem, wydaje mi się że jedyne wymagania jakie mieli to nie bycie kompletnym debilem i odróżnianie jasnego piwa od ciemnego, spełniam oba więc myślę że spoko - zrelacjonował z grubsza sytuację, starając się podchodzić do tematu luźno i naturalnie, choć wcale nie był ani trochę dumny czy zadowolony z faktu, że sprawy przybrały taki a nie inny obrót i musi się dość mocno przebranżowić; no ale trudno, stało się i wreszcie chyba dotarło to do niego na tyle, że zaczął coś w tym kierunku robić. Zamówił dwie herbatki, postanawiając iść w ślady Elaine w kwestii napoju, po czym zamienił się w słuch. Z reguły nie owijał w bawełnę i dużo bardziej wolał od razu załatwić wszelkie sprawy, które wymagały jakiegoś omówienia czy wyjaśnienia, by ewentualnie później oddać się pogaduszkom o pierdołach niż zaczynać z drugiej strony. - No co ty, Ela, przy mnie ci głupio? - wtrącił z niemalże niedowierzaniem, żeby jej przypomnieć, że on jest przecież jedną z ostatnich osób, przy których powinna się czymkolwiek krępować. Słuchał z uwagą jej prośby i nie znalazł w niej absolutnie niczego dziwnego, gdy już dotarło do niego, o co chodzi; jasne, zdziwiło go nieco, że spośród wszystkich jego znajomych to akurat panna Swansea poszukuje kogoś, kto ją przygarnie - wydawałoby się przecież że miała i dom i pieniądze i rodzinę, więc nie powinna mieć z tym kłopotu - ale nie dał tego po sobie poznać, bo dobrze wiedział, że życie potrafi nieźle zaskoczyć i nie zawsze wszystko jest tak różowe, jak mogłoby się wydawać z boku. W zeszłym roku mieszkała z nimi przecież Nessa, niby będąca w równie dobrej sytuacji rodzinno-materialnej co Elaine, a która jednak się w potrzebie. - Jasne, nie ma problemu! Zapraszam kiedy i na jak długo będziesz chciała - odpowiedział, trochę zbywająco machając ręką na jej zapewnienia o opłatach i nie sprawianiu problemów - Bardziej bym się martwił tym jak ty odczujesz naszą obecność niż na odwrót - uśmiechnął się, bo choć wszyscy lokatorzy mieszkania numer 8 byli bardzo sympatycznymi dżentelmenami, to mimo wszystko wydawało mu się, że Elaine będzie musiała się nieco przyzwyczaić do ich stylu życia i atmosfery, jaka u nich panuje. I do stałej obecności ghula. - Od razu mówię, że nie mamy luksusów, będzie musiał ci wystarczyć mój super tapczan w salonie, ale jest wygodniejszy niż wygląda, zobaczysz - uprzedził uprzejmie, podziękował typowi z obsługi który akurat przyniósł im zamówienie i nachylił się nieco nad stołem, obejmując dłonią parujący kubek i przyglądając się rozmówczyni uważniej. Gdyby ktoś inny prosił go o taką pomoc, pewnie nie dopytywałby o przyczyny, ale przecież Ela była mu bardzo bliska, więc nie widział nic nietaktownego w delikatnym zgłębieniu sprawy, a wniosek tutaj nasuwał się tylko jeden. - Pokłóciłaś się ze starymi? - nie widział innego powodu dla którego Ela wolałaby się rozbijać po cudzych, ciasnych mieszkaniach niż korzystać z luksusów rodzinnej rezydencji, a sam przecież doskonale wiedział, że dogadywanie się z rodzicami bywa bardzo trudne, więc nawet nie dziwiłoby go, gdyby i pokojowo nastawiona, miła Elaine w końcu straciła do nich cierpliwość.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Elaine J. Swansea

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 168 cm
C. szczególne : pomalowane usta, wyprostowane plecy, rażąco stonowana mimika
Dodatkowo : metamorfomag
Galeony : 523
  Liczba postów : 1395
https://www.czarodzieje.org/t16910-praca-wre
https://www.czarodzieje.org/t16935-syczek-jeczybula#471819
https://www.czarodzieje.org/t16911-elaine-swansea#471382
Bar "Lumos" - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Bar "Lumos" - Page 4 Empty


PisanieBar "Lumos" - Page 4 Empty Re: Bar "Lumos"  Bar "Lumos" - Page 4 EmptyPią Kwi 09 2021, 07:26;

Powinna rozegrać to inaczej. Miała nawet plan, że najpierw pogadają, nadrobią towarzyskie zaległości, wybada jak się Boyd trzyma (przy ostatnim spotkaniu wyglądał kiepsko), a ten sprowokował przejście od razu do sedna co stanowczo krzyżowało jej plany. Czuła się trochę skrępowana kiedy na szybko dostawała odpowiedź i nie mogła się doczepić do tematu jego zawodu na dłużej. Musiał przejść niezły szok. Może to czas by jednak popracować nad relacją i go wesprzeć? - To przyjdę kiedyś do baru gdzie pracujesz. Z zastępem Swansea.- obiecała gotowa chociaż w ten sposób okazać wsparcie. Czyż nie będzie miło jak w kolejce do Boyda ustawi się kilkoro Swansea z napiwkami w ręku? Tak, to w stylu Elaine zorganizować taki myk. Uśmiechnęła się lekko pod nosem kiedy ją upomniał na temat skrępowania. - Rzadko kiedy potrzebuję aż takiej pomocy materialnej więc to mnie mierzi, że muszę kombinować.- wyjaśniła pokrótce. Pewnym jest, że nie w razie czego Elijah i Éléonore nie pozwolą jej klepać biedy jednak to ten moment kiedy wypadałoby radzić sobie samodzielnie bez wiecznego wsparcia rrodzeństwa. Nie przedzie "na swoje" wcześniej niż po wakacjach więc potrzebowała pewnego rodzaju wsparcia. Jak to mogła przypuszczać, Boyd od razu wyraził zgodę. Podniosła na niego wzrok pełen ulgi, który też zdradzał ilość nerwów związanych z próbą znalezienia sobie ciepłego kąta na parę miesięcy. Sięgnęła do jego dłoni obejmującej kubek i ją ścisnęła, choć widać było, że wolałaby go ciasno wyściskać i wycałować tylko stolik z parującymi herbatami jej przeszkadzał. - Uhh, jesteś cudowny. Mną się nie przejmuj, zdbam o to, żebyście nawet nie odczuli mojej obecności. - obiecała choć nie miała pewności czy uda się spełnić te słowa wszak nigdy nie mieszkała u nikogo ani tym bardziej w obecności ghula. O tym drugim szczerze zapomniała i nie zdawała sobie sprawy, że będzie jej ciężko żyć pod jednym dachem z tym niemądrym stworzeniem. Póki co jednak cieszyła się, że Boyd od razu się zgodził. - Nie będę narzekać!- zapewniła ze śmiechem. - Zawsze musi być kiedyś ten pierwszy raz… spania na tapczanie. I pewnie wielu innych rzeczy. Poza wakacjami i feriami zimowymi nigdy nie mieszkałam z nikim w tym samym pomieszczeniu. - przyznała się bez bicia bo przy Boydzie można czuć się swobodnie i powiedzieć więcej niż innym znajomym. - W pakiecie ze mną oferuję poranne śniadania, teleportacje, mruczącego kota, zapas herbat… i dokładanie do czynszu. - przy ostatnich słowach zabrzmiała bardziej stanowczo, a jej wzrok mówił co ma na myśli. - Może nie wystraszysz się mojego porannego wydania.- zaśmiała się (!) krótko i zabrała dłonie z palców Boyda po to, by upić łyk stygnącej herbaty. Nie mówiła więcej na temat tego jak rano wygląda zaspany metamorfomag. Pewne rzeczy trzeba zobaczyć na własne oczy, aby zrozumieć. Cicho westchnęła kiedy pytał o powód sytuacji. To miłe, że się interesował. - Z mamą, a tata się jej nie sprzeciwia. Porzuciłam działalność artystyczną, a u Swansea jest to hańba, zwłaszcza, że są tacy dumni z mojej metamorfoamagii… wiesz, idealne bliźnięta i te sprawy, a ja nagle oznajmiam, że nie będę pracować w zawodzie artystycznym ani tym bardziej w galerii Swansea. Nie pamiętam czy miałam kiedyś taką awanturę ze strony mamy.- objęła kubek dłońmi, a łokcie oparła o stolik. Spoglądała w oczy Boyda i żałowała, że nie kontaktowała się z nim częściej. Tak bardzo potrzeba było jej teraz przyjaciół! Czas wypełnić deficyty odpowiednimi osobami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Skyler Schuester

Mieszkaniec Doliny
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Czystość Krwi : 10%
Wzrost : 179 i PÓŁ!
C. szczególne : Ciepłe spojrzenie, zapach cynamonu i Błękitnych Gryfów/mugolskich fajek; łatwy do wywołania uśmiech; czasem da się wypatrzeć malinkę czy dwie (jedna to tatuaż przy obojczyku); ciepły, niski głos i raczej spokojne tempo mówienia, tatuaże (dziennik); pierścionek zaręczynowy
Galeony : 862
  Liczba postów : 2457
https://www.czarodzieje.org/t17504-skyler-schuester#491351
https://www.czarodzieje.org/t17509-blue-sky#491410
https://www.czarodzieje.org/t17510-skyler-schuester
https://www.czarodzieje.org/t17506-skyler-schuester#491388
https://www.czarodzieje.org/t18314-skyler-schuester-dziennik#521
Bar "Lumos" - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Bar "Lumos" - Page 4 Empty


PisanieBar "Lumos" - Page 4 Empty Re: Bar "Lumos"  Bar "Lumos" - Page 4 EmptyCzw Kwi 29 2021, 22:40;

| W innym czasie. Praca domowa z ONMS.

Cenił sobie systematyczność z wielu powodów - unikał sytuacji takiej jak ta, gdy nagle orientował się jak ogromne ma zaległości, próbując rozwiązać zadanie, na które powinien znać już odpowiedź od dobrych kilku lat. I właśnie dlatego pracę domową z ONMS odkładał aż do ostatniej chwili, wciąż przekładając ją na sam dół swoich dokumentów, aż w końcu do zamknięcia baru pozostała ostatnia godzina, a on jak skończony debil wpatrywał się w przytargany przez siebie bestiariusz, kompletnie nie wiedząc jak miałby poradzić sobie z tak szczątkowo podanymi tam informacjami o Kelpii. Desperacko przerzucał kartki księgi, próbując wyłapać słowo "kelpia" w opisie jakichkolwiek innych zwierząt, to znów zaczytując się w informacjach o innych zwierzętach wodnych, zupełnym przypadkiem trafiając w końcu na hipokampy i nykury, o których wiedział równie mało i równie mało zdołał dowiedzieć się z tej może i pomocnej, ale zbyt ogólnikowej lektury. Po raz setny wychylił się nieco, by z zawsze zajmowanego przez siebie stoliku zerknąć w stronę baru, w końcu mogąc uśmiechnąć się szerzej na widok czyszczącego miejsce pracy Mefisto. Zagarnął notatki ze skrupulatnie wypełnianą tabelką, zaraz przysiadając jak najbliżej swojego narzeczonego, który przecież był chodzącą kopalnią wiedzy z tego powolnie opanowywanego przez niego samego przedmiotu. I zaraz już dowiadywał się wszystkiego, co tylko było mu potrzebne, nie tylko o samych kelpiach, ale i wspomnianych hipokampach i nykurach, wcale nie hamując Wilkołaka przed opowiadaniem mu kolejnych ciekawostek o potworze z Loch Ness, gdy wspólnie zabrali się za sprzątanie lokalu. Po zdobytym dla siebie prywatnym wykładzie powrócił do pisania swojej pracy, czując się nie tylko zdecydowanie pewniej, ale też faktycznie mając ochotę podzielić się z profesorem nowymi dla siebie informacjami, jakby chciał sprawdzić czy uda mu się go czymkolwiek zaskoczyć, tak jak i on dał się zaintrygować tymi fantastycznymi stworzeniami przez swojego ukochanego.

|zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Emily Rowle

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 1,60
C. szczególne : Czerwone usta, zawsze!
Galeony : 896
  Liczba postów : 1653
https://www.czarodzieje.org/t15867-emily-rowle
https://www.czarodzieje.org/t15996-sowa-emily-felicja#436128
https://www.czarodzieje.org/t15874-emily-rowle?highlight=Emily+Rowle
https://www.czarodzieje.org/t15872-emily-rowle
Bar "Lumos" - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Bar "Lumos" - Page 4 Empty


PisanieBar "Lumos" - Page 4 Empty Re: Bar "Lumos"  Bar "Lumos" - Page 4 EmptyPon Maj 10 2021, 02:28;

Nie miała dokąd iść. Przez zapracowanie nie zdawała sobie sprawy, jaka ostatnio była samotna. Dopiero kiedy przyszedł kryzys i nie była w stanie zrobić ze sobą niczego produktywnego, usiadła na kanapie z GPS, wypełniając szklankę alkoholem i patrząc na nią pusto, zastanawiając się, czy naprawdę chce w tej sytuacji pić w samotności. Z jednej strony, całkowicie odpychało jej od alkoholu, z drugiej, potrzebowała czegoś, co chociaż na chwilę oderwie ją od rzeczywistości. Prawdę mówiąc, gdyby ktoś jej teraz zaproponował narkotyk, neutralne źródło wytchnienia, które nie budziło w niej negatywnych skojarzeń, skorzystałaby. Stety-niestety, Emily nie miała takich znajomości. Pozostało jej więc sięgnąć po to, co ironicznie doprowadziło ją do miejsca, w którym się znajdowała.
Ale nie musiała być sama. Nie musiała tkwić na kanapie w swoim mieszkaniu, nie musiała znowu się zamyka i odcinać od świata. To była pułapka, w którą tak łatwo było wpaść w jej sytuacji. Bo do kogo miała pójść? Kto miał ją naprawdę zrozumieć? Wiedziała, że jest tylko jedna taka osoba, ale ona, nie będzie chciała słuchać o jej narzeczeńskich problemach. A ona niekoniecznie chciała przedstawiać swoją relacje w jeszcze gorszym świetle, niż już była w jego oczach. A moze to nie była perspektywa Mefisto, może to zwyczajnie były fakty, których wolała nie stawiać tuż przed swoimi oczami.
Mimo wszystko swoje kroki skierowała właśnie do Lumos. Wiedziała, że mogła. Że mimo miliona głosów krzyczących jej, dlaczego to nie on powinien być towarzystwem do zapijania smutków w takiej sytuacji, był ten jeden szepczący, że jest jedyną osobą, z którą chce teraz być. Więc podjęła kolejną egoistyczną decyzję i usiadła przy barze, wyłapując spojrzenie przyjaciela.
- Dostanę kieliszek białego wina? Możesz zostawić butelkę - uśmiechnęła się słabo. Kochałą whisky, ale teraz odtrącało ją zdecydowanie za bardzo. Uznała, że wino jest niewinne, niezbyt mocne, nie wpakuje jej w większe kłopoty.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Theodore Kain

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 178
C. szczególne : delikatne piegi na nosie i w okolicach oczu
Galeony : 1063
  Liczba postów : 715
https://www.czarodzieje.org/t20346-theodore-kain#642305
https://www.czarodzieje.org/t20350-theodore-kain#642529
https://www.czarodzieje.org/t20349-theodore-kain#642528
https://www.czarodzieje.org/t20348-theodore-kain#642476
https://www.czarodzieje.org/t20351-theodore-kain-dziennik#642530
Bar "Lumos" - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Bar "Lumos" - Page 4 Empty


PisanieBar "Lumos" - Page 4 Empty Re: Bar "Lumos"  Bar "Lumos" - Page 4 EmptyCzw Lip 01 2021, 20:10;

// w innym czasie

Tego dnia wyszedł z pracy stosunkowo wcześnie, dzięki czemu miał możliwość odpocząć i odpowiednio przygotować się do wieczornego wyjścia na piwo. Musiał przyznać, że odczuwa lekkie podenerwowanie na myśl o tym, że to już dziś stanie przed szansą zrealizowania dopracowywanego przez ostatnie miesiące planu zemsty. Leżąc na kanapie w salonie, sięgnął po zwój pergaminu i pióro, żeby o swoim nieobyczajnym wybryku powiadomić również prasę. Był podekscytowany do tego stopnia, że ani myślał teraz o ewentualnych konsekwencjach swoich czynów. W krótkim liście opisał, jak to słynny, szanowany szef biura rzeczoznawców George Walker odszedł do rodziny wyłącznie po to, by umawiać się po barach z o wiele młodszymi od niego chłopcami. Wskazał przy tym miejsce i czas, w którym to będzie można przyłapać mężczyznę na gorącym uczynku. Na koniec jeszcze raz przeczytał treść wiadomości i uśmiechnął się pod nosem, wierząc że zatajenie homoseksualnej orientacji w powiązaniu z rodzinnym skandalem będzie właśnie tym newsem, który zamąci w życiu jego przełożonego i narazi go na utratę niezbędnych do wykonywania zawodu renomy i zaufania. Pozostawało mu jedynie odstroić się na wieczór i oczekiwać przybycia do Lumosa którejś z prasowych hien, których w normalnych okolicznościach nienawidził, a które teraz miały zatańczyć dokładnie tak, jak im zagra.
Wziął szybki prysznic, a następnie stanął przed drzwiami swojej szafy, zastanawiając się w czym będzie prezentował się najlepiej. Przez krótką chwilę przytrzymywał w ręku czerwony, wzorzysty sweter, ale ostatecznie postawił na klasykę, prostotę i minimalizm. Czarne spodnie w kancik, lakierki i czyściutka, biała koszula ze spinkami. Stanął przed lustrem i… wszystko fajnie, ale jednak brakowało w tym stroju odrobiny szaleństwa, skoro dokładnie tak samo ubierał się do banku. Po namyśle odpuścił sobie spinki i podciągnął nieco rękawy koszuli, a także rozmierzwił wcześniej idealnie ułożone włosy. Artystyczny nieład dodawał mu trochę nonszalancji i buntowniczego charakteru, a nowa fryzura z kolei lepiej komponowała się z jeansami, na które ostatecznie wymienił swoje czarne spodnie. By dokonać swojego dzieła, zapiął jeszcze na lewym nadgarstku pasek zegarka, a do kieszeni schował fiolkę niezbędnego mu eliksiru. Wreszcie, gotowy do wyjścia.
Przekroczył próg lokalu kilka minut przed dwudziestą, uświadamiając sobie, że wybór Lumosa niekoniecznie był trafionym pomysłem. Tak jak bowiem uwielbiał towarzystwo Skylera i Mefistofelesa, tak tego wieczora wolałby ich nie napotkać na swojej drodze. Poza tym był tutaj pierwszy raz i nie zdawał sobie nawet sprawy, że chłopaki wpadli na pomysł dostarczenia gościom dodatkowej usługi, jakim okazał się wynajem pokoi na godziny. Aj, niezbyt komfortowa okoliczność, biorąc pod uwagę fakt, że spotykał się tutaj ze swoim szefem. Na szczęście jego koledzy zadbali o ciekawe menu, a że znał możliwości kulinarne Schuestera, wierzył że z opresji wyratuje go chociaż dobra kuchnia. O ile oczywiście zdecydują się w ogóle coś zjeść, bo to nie było wcale takie oczywiste.
W końcu dojrzał znajomą sylwetkę Walkera na horyzoncie i pomachał do niego, by naprowadzić na wybrany stolik. – Dobry wieczór, szefie. – Przywitał się z uśmiechem, wstając z krzesła, przy czym przypadkowo trącił nogą drewniany blat. – Może kieliszek Tequili na rozgrzewkę? Rzecz jasna, ja stawiam. – Zaproponował wskazując mężczyźnie gestem dłoni na miejsce naprzeciw siebie i położoną przed nim kartę z daniami mięsnymi, bezmięsnymi i różnego rodzaju alkoholami. – Mam nadzieję, że nie zasiedział się Pan dzisiaj zbyt długo w swoim gabinecie. – Wtrącił jeszcze, bo chociaż znali się dosyć krótko, na tyle zdążył już poznać jego zwyczaje, a kiedy wychodził po południu z banku, widział że w jego biurze nadal paliło się światło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


George Walker

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 35
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 177
C. szczególne : intensywny zapach cygara na ubraniu, dobrej jakości ubrania, spod kołnierza, przy szyi wystaje gruba warstwa bandażu.
Galeony : 165
  Liczba postów : 261
https://www.czarodzieje.org/t20293-george-walker#636736
https://www.czarodzieje.org/t20294-skrytka-pocztowa-g-w#636761
https://www.czarodzieje.org/t20292-george-walker#636733
Bar "Lumos" - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Bar "Lumos" - Page 4 Empty


PisanieBar "Lumos" - Page 4 Empty Re: Bar "Lumos"  Bar "Lumos" - Page 4 EmptyCzw Lip 01 2021, 20:22;

Zazwyczaj o tej porze dnia przygotowywał się do weekendowego wyjazdu do Doliny Godryka, w której dziczy znikał aż do niedzieli wieczór. Dbał o to, aby "wolny czas" został należycie spożytkowany, aby nie było miejsca na jakikolwiek objaw nudy. Jako pracoholik lubił spędzać czas aktywnie. Skoro nie dane było mu pozostać w pracy w dni wolne od urzędu to musiał znaleźć sobie zamiennik. Dzisiejszego wieczoru miał "wyjść na piwo" z człowiekiem, który miał odwagę zaprosić swojego szefa na cokolwiek kumpelskie przedsięwzięcie. Do tej pory nie mógł wyjść z podziwu wszak mało kto z jego podwładnych wpadał na tak szalony pomysł. Nabrał zatem ochoty, aby pokazać wszem i wobec, że nie tylko nie zagryza za opcję wyjścia "na piwo", ale też i potrafi przy tym zachowywać się nieco swobodniej niż w banku. Wyglądem nie wyróżniał się niczym szczególnym poza tym, że założył mniej oficjalny odziewek i przede wszystkim nie miał na sobie służbowej szaty ani tym bardziej walizeczki, którą wiecznie za sobą targał. Teraz mógł w końcu zapalić cygaro, a więc zanim w ogóle wszedł do nieznanego mu baru, to po drodze pozwolił sobie na zatrucie organizmu tytoniem, przez co całe jego ubranie nasiąkło tym ciężkim i specyficznym zapachem. Nie pamiętał kiedy ostatnio był w barze, a to dowodzi tylko jak bardzo zaniedbał swoje życie towarzyskie... całe życie na rzecz kariery. To dlatego nie odmówił Theodorowi na zaproszenie choć w innej sytuacji zaznaczyłby, że granica ich relacji kończy się w progu wejścia głównego Banku Gringrotta. Wszedł do środka o godzinie dziewiętnastej pięćdziesiąt dziewięć i zanim miał się zdziwić wyposażeniem wnętrza tego miejsca, jego uwagę zwrócił czekający już Theo. Skinął mu głową i ruszając w jego stronę zapoznawał się z wystrojem miejsca. Było tu dużo osób, różnego wzrostu, koloru skóry i dźwięku mowy. Jeśli ktoś chciał choć odrobiny anonimowości to powinien przyjść tutaj. Miejsce idealne, aby odpoczął każdy. Nie miał pojęcia o właścicielach tego przybytku, a więc musiał zdać się na młodszego od siebie chłopaka, którego kulturalnie przestał dzisiaj nazywać w myślach asystentem bądź pracownikiem banku. - Witaj, Theo. - gdy ten wstał, wyciągnął w jego stronę dłoń by się przywitać uściskiem solidnym acz krótkim. Kącik jego ust drgnął kiedy chłopak trącił blat. - Jasne, ale lepiej usiądźmy zanim tym kolanem trafisz we mnie. - tak, w tej wypowiedzi było więcej swobody niż kiedykolwiek w jego towarzystwie. - Sugeruję, abyś na czas tego nieoficjalnego spotkania mówił mi po imieniu. - zreflektował się po tygodniowym opóźnieniu, bowiem powinien powiedzieć o tym już w poniedziałek, przy wspólnym sączeniu kawy. - I nie będziesz za mnie płacić, nie przesadzajmy. - dodał jeszcze, aby jasne było, iż każdy płaci za siebie. Zbyteczne uprzejmości, przecież nie ma wśród nich kobiety, której należałoby pokazać, że nie zostawi w tym barze nawet knuta. Usiadł naprzeciw chłopaka, ale jeszcze raz na jakiś czas rozglądał się po wnętrzu baru. - Skądże znowu, wyszedłem całkiem wcześnie, o osiemnastej. - odparł, uśmiechając się pod nosem ze swoich słów bowiem normalni ludzie wychodzą z pracy o piętnastej bądź maksymalnie szesnastej. Zerknął na kartę menu. - Cieszę się, że wspominasz o tequili bo ja nie pijam piw. Stety bądź niestety przyzwyczaiłem swoje podniebienie do smaków z wyższej półki. - popatrzył nań trochę przepraszająco, ale też zaznaczał, że płacenie za George'a mogło być niebezpieczne skoro jego preferencje były tak wygórowane. - Bardzo kolorowe miejsce. Mam na myśli różnorodność osób tu przebywających. Nie słyszałem o tym barze. Musi być nowy w tej okolicy bowiem mieszkam parę ulic dalej. - skinął głową w kierunku wyjścia, ale nie zaznaczał gdzie dokładnie. Zamówił parę przystawek, bo choć głodny nie był to jednak nie warto pić mocnego alkoholu na pusty żołądek. Ciekaw był czy bar zachwyci jego kubki smakowe.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Theodore Kain

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 178
C. szczególne : delikatne piegi na nosie i w okolicach oczu
Galeony : 1063
  Liczba postów : 715
https://www.czarodzieje.org/t20346-theodore-kain#642305
https://www.czarodzieje.org/t20350-theodore-kain#642529
https://www.czarodzieje.org/t20349-theodore-kain#642528
https://www.czarodzieje.org/t20348-theodore-kain#642476
https://www.czarodzieje.org/t20351-theodore-kain-dziennik#642530
Bar "Lumos" - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Bar "Lumos" - Page 4 Empty


PisanieBar "Lumos" - Page 4 Empty Re: Bar "Lumos"  Bar "Lumos" - Page 4 EmptyCzw Lip 01 2021, 20:48;

Nie wiedział w jaki sposób jego przełożony spędza swój czas wolny, ale z pewnością nie mógłby funkcjonować tak jak on. Nie to, żeby nie lubił pieszych wycieczek. Zawsze to miło było wyjść na łono natury, skupić się na pięknie krajobrazów i posłuchać szumu płynącego wartko potoku. Sam przecież ostatnio odpoczywał nad strumieniem, przy okazji znajdując jeszcze całkiem cenny szmaragd. Mimo wszystko, czasami musiał wyjść do pubu, wypić dobrze schłodzone piwo, po prostu odezwać się do ludzi, nie mówiąc już o takich rozrywkach jak gra w bilarda, darcie mordy na karaoke. No nie wyobrażał sobie zrezygnować z takiej odrobiny szaleństwa, wszak nie był żadnym ascetą. Dzisiaj poza wypełnieniem czasu i spełnieniem swych towarzyskich potrzeb przyświecał mu jednak również zgoła inny plan. Plan, w który mocno zaczął powątpiewać, kiedy tylko spojrzał na twarz swojego szefa, a w uszach wybrzmiał mu jego przyjemny, ciepły tembr głosu. Powiedzmy sobie szczerze, facet był dla niego miły, jako jeden z niewielu potrafił również docenić jego ambicję i zaangażowanie. Może nie powinien traktować go jak wroga…
Uścisnął jego dłoń, uśmiechając się jeszcze szerzej, kiedy okazało się, że mężczyzna w okolicznościach barowych zachowuje się znacznie swobodniej niż na pracowniczym wyjściu na kawę. Skinął mu głową na znak zrozumienia i usadowił się wygodniej na obitym krześle, opierając łokcie o blat stołu. Nie ukrywał, że czekał na to symboliczne przyzwolenie, by mówić mu po imieniu, ale rozbawiło go trochę to, że Walker zaznaczył, iż takie udogodnienie winno mieć miejsce wyłącznie podczas tego towarzyskiego spotkania. Czasami był naprawdę odklejony od rzeczywistości. Z drugiej strony… on też pośpieszył się z tym zaproszeniem, wiec był chyba w stanie zrozumieć jego pobudki. – W porządku. – Odniósł się najpierw do kwestii rezygnacji z grzecznościowych zwrotów, chcąc zaoponować z kolei w temacie płatności. Miał zamiar zaproponować, że postawi chociaż te pierwsze szoty na wejście, ale widząc stanowczy wyraz twarzy swojego towarzysza, ostatecznie podkulił ogon. – No dobrze, niech będzie. Ale w takim razie pójdę chociaż zaraz zamówić nam tę kolejkę. Trochę dziś tłoczno, więc lepiej, żeby ktoś został przy stoliku. – Chociaż w tej kwestii postawił na swoim. Musiał, bo inaczej nie miałby możliwości przemycenia kilku kropel trzymanego w kieszeni eliksiru do jego kieliszka. Co prawda wcześniejsze wątpliwości nie zniknęły, ale snobistyczne zachowanie jego patrona ułatwiło mu nieco odrzucenie wyrzutów sumienia na bok. Przyzwyczaił swoje podniebienie do smaków z wyższej półki – pieprzona „elyta”. Aż trudno było mu się powstrzymać przed skwitowaniem jego słów jakimś niewybrednym, cynicznym komentarzem. Zamiast tego znów przywdział jednak na twarz uprzejmy uśmiech. – Są także dobre piwa z wyższej półki, ale w sumie nie mam zamiaru Pa… Cię przekonywać. – Poprawił się szybko, nieprzyzwyczajony jeszcze do nowej sytuacji, ale zaraz pokręcił ze zrezygnowaniem z głową, kiedy George wspomniał, o której godzinie opuścił budynek banku. – O osiemnastej? Nie myślałeś nigdy o tym, że z przepracowania też można umrzeć? – Rzucił uszczypliwie, ale nadal tym samym radosnym tonem, który sugerował, że nie zamierza go przesadnie pouczać. Nie miał zresztą do tego prawa.
Ruszył się z miejsca, wyciągając z kieszeni portfel, ale zanim zdążył się odezwać, Walker skomentował wystrój i atmosferę panującą w Lumosie. – Faktycznie jest nowy. To lokal moich znajomych, ale sam jestem tu dopiero pierwszy raz. Mam nadzieję, że poradzili sobie z organizacją. – Przyznał szczerze, pozostawiając sobie dość wygodną furtkę w razie, gdyby obsługa jednak ich zawiodła. – To ja przyniosę nam te alkohole. Wziąć Ci coś poza tequilą? Jakiegoś long drinka? – Wyczekał cierpliwie na odpowiedź, a następnie udał się w kierunku baru, ucinając sobie przy okazji króciutką pogawędkę z barmanem, który ułożył jego zamówienie na tacy. Dla siebie, poza kieliszkiem trunku pijanego z solą i cytryną, na przekór wziął również półlitrowe, rzemieślnicze piwo i frytki z batatów. Nie był głodny, ale rzeczywiście picie na pusty żołądek nie było najmądrzejszym posunięciem.
Powrócił z entuzjazmem wymalowanym na twarzy, zgrabnie niosąc w jednym ręku tacę, którą zaraz zresztą położył na stoliku przed nimi. Uważał przy tym, by ułożyć ją w odpowiednią stronę, bo po drodze dolał kilka kropelek Afrodisii do kieliszka Walkera. Tak na marginesie, najadł się przy tym trochę nerwów, bo nie był pewien czy nikt go nie podgląda. – To co? Za Helgę Hufflepuff? – Rzucił pomysł na pierwszy toast, wysypując sól między swoimi palcami. Po tym uniósł kieliszek do góry i podał solniczkę swemu szefowi, by wspólnie odprawił cały rytuał, zlizać sól ze skóry, a ostatecznie zagryźć ostry smak tequili łódeczką cytryny. – Ostatnio nie mieliśmy zbyt wiele czasu, żeby porozmawiać, a mówiłeś, że dużo podróżujesz. Masz już jakieś plany na wakacje? – Rozpoczął całkiem luźną rozmowę, bacznie obserwując jednak zachowanie swojego towarzysza. Pech chciał, że eliksiry nie były jego mocną stroną i nie wiedział, ile tak naprawdę czasu potrzeba, by spożytkowana przez niego Afrodisia odniosła swój efekt.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


George Walker

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 35
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 177
C. szczególne : intensywny zapach cygara na ubraniu, dobrej jakości ubrania, spod kołnierza, przy szyi wystaje gruba warstwa bandażu.
Galeony : 165
  Liczba postów : 261
https://www.czarodzieje.org/t20293-george-walker#636736
https://www.czarodzieje.org/t20294-skrytka-pocztowa-g-w#636761
https://www.czarodzieje.org/t20292-george-walker#636733
Bar "Lumos" - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Bar "Lumos" - Page 4 Empty


PisanieBar "Lumos" - Page 4 Empty Re: Bar "Lumos"  Bar "Lumos" - Page 4 EmptyCzw Lip 01 2021, 21:24;

Nie był przyzwyczajony do takiego tłoku jednak nie przeszkadzało mu to na tyle, aby naruszać jego dobry humor. Z reguły był typem samotnika aczkolwiek wyciąganie go w celach towarzyskich było jak najbardziej możliwe - należało wypatrzeć odpowiedni moment, aby uzyskać jego zgodę. Być może wyglądał z zewnątrz na osobę, która nie bywa w takich miejscach zbyt często jednak jak wiadomo, pozory mylą. Tutaj nie był "szefem", tutaj był po prostu sobą. Przypomniał sobie wieczorki VIPów z Lestatem naprzeciw i od razu łatwiej było mu się wczuć w tutejszą sytuację. - Jasne, śmiało. - pozwolił sobie nawet na inny sposób mówienia. Zamiast "tak, oczywiście, jak najbardziej" przeszedł w swobodniejszy tryb. Czyżby był dwulicowy skoro raz zachowywał się tak, a nie jak zazwyczaj? George potrafił dostosować się do sytuacji. Wbrew pozorom był dosyć elastyczny choć z drugiej strony nie umiał prawidłowo zespolić ze sobą swojej miłości do pracy wraz z miłością do teraz byłej żony i swego dziecka. Dziś jednak nie czas na takie myśli. - Wierzę na słowo. - może innego dnia pozwoli siebie przekonać do "lepszych piw" lecz dzisiaj nabrał ochoty na coś wytwornego, a zarazem mocniejszego. Nie zamierzał się upijać lecz rozgrzać na tyle, by spięte po pracy mięśnie mogły się w końcu rozluźnić. - Ja się nie przepracowuję. - odparł z uśmiechem na ustach, nie podejrzewając Theo o żadne niecne zamiary. Nigdy nie dawał mu powodów, aby mu nie ufać czy zauważyć jad sączący się w jego myślach. Z tego też powodu traktował go przyjaźnie bowiem posiadał cechy, które respektował. Gotów był opowiedzieć o rodzajach przepracowania organizmu lecz w porę ugryzł się w język, przypominając sobie, że warto odpocząć od tego tematu. Czuł się nim zmęczony choć potrafiłby na ten temat debatować godzinami. Zerknął w kierunku kontuaru jednak nie spostrzegł go bowiem tłum ludzi skutecznie uniemożliwiał zorientowanie się gdzie jest wyjście. - W kwestii drinka zdam się na ciebie albo na twoich znajomych. Niech coś wybiorą. - uratował się przed przymusem wyboru. Kiedy chłopak odszedł, wyciągnął na stolik drewniane płaskie pudełeczko, do którego starannie włożył świeżo zakupione cygara. Powtarzał sobie w myślach, aby się dzisiaj rozluźnić. Warto dać sobie szansę, a skoro Theo chciał tu przewodzić spotkaniu, nie pozostało nic innego jak się na niego zdać. Może dzięki temu taki George będzie przyjemniejszy w odbiorze? Starał się być otwarty i ciepły na ludzi lecz niekiedy jego pracoholizm i sztywność uniemożliwiały zawarcie głębszych relacji. Zamknął pudełeczko i ukrył je w kieszeni w chwili kiedy Theo powrócił, uśmiechnięty, zadowolony, jakby naprawdę cieszył się, że udało mu się wyciągnąć własnego szefa (!) na spotkanie towarzyskie. Czy to kiedykolwiek przestanie brzmieć tak dziwnie? - Niechaj będzie za Helgę, dzięki. - toast wzniesiony i chwilę później gorący smak trunku rozlał się po jego języku, momentalnie sprawiając, że po jego ciele przebiegł ciepły dreszcz. Przegryzł smak cytryną i delikatnie odłożył kieliszek na stolik. Potrzebował raptem paru sekund, aby przyzwyczaić się do nowego smaku, który wcale nie opuszczał jego kubków smakowych, a pozostał, rozgrzewał, sprawiał, że usta niespokojnie mrowiły jakby było im mało. - Moje wakacje to przeniesienie pracy gdzieś za granicę. Doszły mnie plotki, że znaleziono miejsce z martwą, wypaloną ziemią oraz zarejestrowano nietypowe drgania... - urwał i zaśmiał się. - Nie prowokuj rozmowy o pracy bo później ciężko mnie powstrzymać. - potarł kłykciem swoje wargi, które nie przestawały mrowić, co było dla niego czymś nowym. Nieśpiesznie sięgnął po wytrwane ciastko, czyli nic innego jak dobrą, magiczną samsę pokrytą lubczykiem. - Muszę przyznać, że to dosyć mocna odmiana tequili. - pozwolił sobie skomentować, bowiem od trunku temperatura jego ciała wzrosła. Było to póki co bardzo przyjemne, pomijając dyskomfort w okolicach ust. - Odpowiadając na twoje pytanie to zajmę się sprawunkami zawodowymi. Jeśli nie złożyłeś jeszcze wniosku o urlop... niech mnie słodka Morgana strzeże, pomówmy o czym innym. - uśmiechnął się nieco szerzej, opadając spojrzeniem na Theo, który prezentował się tutaj wybornie. Młodzieńcza werwa i zapał do życia spozierały z niego na wszystkie strony. Uspokoił lekko drżący oddech i zapewnił siebie w myślach, że to chwilowe działanie tequili. Zerknął do menu, aby poznać jej odmianę. - Czemu akurat zaprosiłeś tylko mnie, a nie innych znajomych z pracy? - pośpieszył z zapytaniem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Theodore Kain

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 178
C. szczególne : delikatne piegi na nosie i w okolicach oczu
Galeony : 1063
  Liczba postów : 715
https://www.czarodzieje.org/t20346-theodore-kain#642305
https://www.czarodzieje.org/t20350-theodore-kain#642529
https://www.czarodzieje.org/t20349-theodore-kain#642528
https://www.czarodzieje.org/t20348-theodore-kain#642476
https://www.czarodzieje.org/t20351-theodore-kain-dziennik#642530
Bar "Lumos" - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Bar "Lumos" - Page 4 Empty


PisanieBar "Lumos" - Page 4 Empty Re: Bar "Lumos"  Bar "Lumos" - Page 4 EmptyCzw Lip 01 2021, 22:07;

Pozory myliły i Theo doskonale o tym wiedział. Naprawdę starał się nie szufladkować ludzi i nie kierować się stereotypami, ale z natury był typem oceniającym i niejednokrotnie już się na tym, co się działo w jego głowie, przejechał. Mimo tego zwykle jego oceny okazywały się raczej trafne. Pewnie dlatego, że większość ludzi była stosunkowo łatwa do odczytania – wystarczyło uważnie obserwować ich zachowanie, by wyciągnąć odpowiednie wnioski. Z Walkerem było jednak nieco inaczej. Znali się krótko, a już teraz odnosił wrażenie, że momentami rozmawia z dwoma różnymi osobami. Jego szef wspaniale dostosowywał się do nowych sytuacji i niczym kameleon, zmieniał barwę w zależności od tego, czego wymagało od niego otoczenie. Oczywiście Kain wziął pod uwagę to, że inaczej podchodzi się do ludzi w pracy, inaczej zaś przy okazji spotkań towarzyskich, ale akurat w przypadku George’a zmiana gestykulacji, sposobu mówienia, była wręcz diametralna. Ale czy uważał go z tego względu za dwulicowego? Sam nie wiedział, prędzej powiedziałby chyba, że brakuje mu czegoś autentycznego, czegoś co pozwoliło by poznać prawdziwego Walkera. Póki co jednak nie narzekał, potrzebował nieco więcej luzu i swobody i właśnie je otrzymał. Wystarczyło przecież, że w banku chadzali pod krawatem i odnosili się do siebie z przesadną kurtuazją.
- Jasne, jasne. – Mruknął pod nosem świadomie niedowierzającym tonem jeszcze zanim udał się po drinki, a po powrocie wygodnie rozsiadł się przed swoją ofiarą. Już po chwili mieli za sobą pierwszy toast, a Theo wziął głęboki oddech, by ukoić jakoś palące uczucie w gardle, do którego chyba obaj nie zdążyli się jeszcze przyzwyczaić. – Ah, co do drinka, to zgodnie z Twoją wolą zdałem się na barmana. Podobno coś na bazie bourbonu. – Wtrącił jeszcze przy okazji, żeby jego towarzysz wiedział, co w ogóle znajduje się w szklance przed nim. Kain niestety nie mógł powiedzieć jednak nic więcej. Najzwyczajniej w świecie nie słuchał faceta za barem, skupiony już na tym, co za chwilę miał uczynić, a na czym z pewnością nie chciałby zostać przyłapanym.
Przewrócił teatralnie oczami, kiedy jego szef wakacje zrównał z przeniesieniem pracy za granicę. Poważnie nie miał już do niego sił i zaczął się tym samym zastanawiać, czy plotki, które zasłyszał w biurze mają cokolwiek wspólnego z prawdą. Czy to na pewno Walker zostawił swoją rodzinę, czy czasem jego żona nie kazała mu spadać z domu, mając dosyć jego pracoholizmu. Ta druga opcja wydawała mu się nawet bardziej prawdopodobna, choć oczywiście nie miał czelności o jego życie rodzinne wypytywać. – To ja mam nie prowokować? Ja? – Odpowiedział mu wyraźnie rozbawiony, wskazując dłonią na swoją klatkę piersiową z nieskrywanym zaskoczeniem. – Błagam Cię, to Ty nie potrafisz choć przez chwilę zapomnieć o pracy. Ale spokojnie, wieczór jeszcze długi, a tequila skutecznie pomaga w odrzuceniu obowiązków na bok. – Dodał śmiało, tym razem z jednym z tych zawadiackich uśmiechów, który sugerował, że knuje coś szalonego. Faktycznie knuł, ale akurat tymi planami nie mógł się z George’em podzielić. Zamiast tego wyciągnął się jak długi na krześle, trącając przypadkowo jego stopę, podobnie jak zrobił to jego szef w kawiarni. – Wybacz. – Poprawił swoją pozycję, koncentrując się na dość wymownych słowach szefa. – To chyba dobrze, przynajmniej widać, że nie oszukują na barze. – Skwitował krótko, bo czego by nie powiedzieć, w wielu pubach podawano rozwodnione drinki. Inna sprawa, że dopiero teraz, z niemałym opóźnieniem, uświadomił sobie, że na smak podanego Walkerowi alkoholu mógł mieć również wpływ dodatek afrodisii.
- Popieram wniosek. – Przytaknął mu, kiedy mężczyzna sam zaczął łapać się na zbyt częstych wstawkach o pracy. Nie widział jeszcze żadnych wyraźnych oznak, by dodany przez niego do tequili eliksir poskutkował, ale może to i lepiej. Chociaż… uśmiech George’a zdawał się nieco szerszy niż wcześniej… Cóż, Theo wiedział, że nie musi się śpieszyć. Wręcz przeciwnie, rozejrzał się dla pewności po barze w poszukiwaniu kogoś, kto wyglądałby na przedstawiciela magicznej prasy. Problem w tym, że tacy potrafili wtopić się w tłum i mimo że nikt nie zwrócił jego szczególnej uwagi, niewykluczone że już ktoś czekał, trzymając w pogotowiu aparat. Nie miał żadnej gwarancji i chyba pozostało mu wierzyć, że złaknieni sensacji redaktorzy nie zignorowali jego anonimowego zawiadomienia.
Z zamyślenia wyrwał go za to głos przełożonego, który – trzeba przyznać – zaskoczył go swoim pytaniem. – Yhmm… – Musiał zastanowić się nad odpowiedzią, bo nie miał żadnej pewności czy afrodisia w razie niezbyt komfortowego doboru słów, wyratuje go z tarapatów. – Z innymi nie udało mi się złapać takiego dobrego kontaktu, a czuję, że między nami wywiązała się jakaś nić porozumienia. – Popisał się dyplomacją, ale przy okazji zdołał wtrącić coś, co można by uznać za komplement i sygnał do zacieśnienia relacji. – A Ty gdzie zwykle wychodzisz ze znajomymi? Bilard? Karaoke? Krwawy baron? Każdy ma jakąś ulubioną rozrywkę. – Zapytał z zainteresowaniem, bo trudno było mu przypasować, poza poznanymi już podróżami, jakąkolwiek formę rozrywki do osoby jego patrona. Liczył na coś zaskakującego, choć przede wszystkim dalej obserwował wpływ dolewki eliksiru na mimikę twarzy i zachowanie George’a. Z tej całej ekscytacji praktycznie zapomniał o swoim piwie. Dopiero teraz uszczknął łyka, delektując się gorzkawym, chmielowym smakiem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


George Walker

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 35
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 177
C. szczególne : intensywny zapach cygara na ubraniu, dobrej jakości ubrania, spod kołnierza, przy szyi wystaje gruba warstwa bandażu.
Galeony : 165
  Liczba postów : 261
https://www.czarodzieje.org/t20293-george-walker#636736
https://www.czarodzieje.org/t20294-skrytka-pocztowa-g-w#636761
https://www.czarodzieje.org/t20292-george-walker#636733
Bar "Lumos" - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Bar "Lumos" - Page 4 Empty


PisanieBar "Lumos" - Page 4 Empty Re: Bar "Lumos"  Bar "Lumos" - Page 4 EmptyCzw Lip 01 2021, 22:37;

Inaczej zachowywał się w pracy, inaczej w towarzystwie, inaczej w domu i inaczej w samotności. To równie dobrze może być dowód posiadania wielu cech charakteru o różnorakim natężeniu. Przede wszystkim królowała w nim potrzeba planowania wolnego czasu, którego w pewien sposób się obawiał. Dawkował sobie uzależnienia na tyle, na ile było to aktualnie możliwe i dzięki temu jeszcze nie przeholował. Zmiana otoczenia i towarzystwa wyjdzie mu na zdrowie. Rzadko widywał się z młodszymi od siebie osobami w takich oto warunkach. Wciąż wierzył, że obcowanie z nimi pozwoli mu nauczyć się rozmawiać z młodzieżą, aby któregoś dnia zdołał naprawić relację z własnym dzieckiem.
Nie zainteresował się drinkiem bowiem to tequila wstrząsnęła jego kubkami smakowymi. Póki co taktownie to lekceważył bowiem warto skoncentrować się na prowadzonej rozmowie. Theo zachowywał się coraz swobodniej, a im szerszy miał on uśmiech tym George'a ogarniała coraz to intensywniejsza gorączka. Mocny alkohol, zaiste, bardzo mocny. Nie powinien być wstawiony od razu po pierwszym kieliszku. To nie jest normalne bowiem głowę miał odporną na młodzieńcze pijaństwo. Uniósł dłoń do brwi i roztarł je kciukiem oraz palcem wskazującym. - Jestem pracoholikiem, Theo. Staram się oddzielić to w rozmowie choć to trudne skoro twoje słowa od razu kojarzą mi się z pracą. - odpowiadał od razu (niechcący szczerze, jakby temperatura ciała wytrącała go ze skupienia), ale wyraźnie było widać po jego twarzy, że coś jest już nie tak. Zamiast się rozluźnić, cały się napiął, wbrew swojej woli. Nie potrafił tego cofnąć, a kiedy serce przyspieszyło swoje bicie to przestało mu się to podobać. Sięgnął z powrotem po kieliszek i obrócił go w palcach. Kiedy Theo niechcący go szturchnął, coś się wydarzyło. Coś, a mianowicie krew w żyłach George'a zabulgotała z gorąca, którego nie potrafił już przypisać mocnemu alkoholowi. Dosyć gwałtownie wyprostował plecy i zachłysnął się swym gorącym oddechem kiedy zorientował się, że wystarczył dosłownie jeden obcy dotyk (od drugiego mężczyzny!), aby całym ciałem zapragnął ulgi, jaką może mu przynieść jedynie bardzo bliska fizyczna relacja. Nawet w myślach stosował ładne słownictwo, choć powoli zaczynał mieć tego dosyć. Podniósł rozognione spojrzenie na chłopaka. Trudno było mu uwierzyć, że chodzi o nić porozumienia bowiem obaj wiedzieli, że jest to zaledwie ułamek, niewiele jeszcze znaczący. Z jakiejś przyczyny nie potrafił mu uwierzyć choć mimika Theo wydawała się pogodna. W ogóle nie zwracał uwagi na to, co się z działo z George'am, a mógłby przysiąc, że każdy cal skóry własnej twarzy jest zarumieniony od gotującej się w nim krwi. - N-nie pij tego. - gwałtownie wyciągnął rękę w jego stronę, ale było za późno, chłopak upił łyk tequili, a ręka George'a opadła w okolice jego nadgarstka. Musiał szybko ją cofnąć i zasłonić dłonią twarz. Zignorował wszystkie pytania. - Ktoś dolał mi coś do kieliszka. - oznajmił zdecydowanym tonem, a przy tym jego głos był już przyjemnie ochrypły. Kiedy zdał sobie sprawę, że Theo upił tylko łyk... potrząsnął głową. Wyglądał jakby coś go bolało. Męczył się straszliwie w dławiącym napięciu ciała. Zaciskał palce na kancie stolika z taką siłą, aż skóra pobielała. Drżał z fizycznego zniecierpliwienia, siłą woli zatrzymywał siebie w miejscu, aby nie zerwać się na równe nogi. Jeśli wstanie, wybuchnie. - Pójdź po tego, który przygotowywał ten alkohol. Zrobię mu jesień średniowiecza i dopilnuję, aby pożałował, że się dzisiaj zbudził. - zabrzmiał złowróżbnie lecz gdy patrzył na Theo, to co tu dużo mówić, niechcący pochłaniał go wzrokiem, intensywnym, nachalnym, błyszczącym od trawiącego go, rozbudzonego do granic możliwości, pożądania. Nie był świadomy tego jak na niego patrzy. Nie był świadomy, że na kogokolwiek teraz spojrzy, to tak samo będzie po pochłaniać spojrzeniem. Coraz trudniej przychodziło mu zachowanie trzeźwości umysłu kiedy ciało tak bardzo domagało się drugiego ciała. Teraz, natychmiast, nawet tutaj, na oczach wszystkich. Mówił pod wpływem emocji, nie potrafił się w pełni skoncentrować na planowaniu. Odnosił wrażenie, że to uczucie napięcia wzrasta z każdą chwilą, a im dalej to trwało, tym na jego czole uwydatniała się żyłka, którą widać było jedynie w momencie silnej złości.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Theodore Kain

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 178
C. szczególne : delikatne piegi na nosie i w okolicach oczu
Galeony : 1063
  Liczba postów : 715
https://www.czarodzieje.org/t20346-theodore-kain#642305
https://www.czarodzieje.org/t20350-theodore-kain#642529
https://www.czarodzieje.org/t20349-theodore-kain#642528
https://www.czarodzieje.org/t20348-theodore-kain#642476
https://www.czarodzieje.org/t20351-theodore-kain-dziennik#642530
Bar "Lumos" - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Bar "Lumos" - Page 4 Empty


PisanieBar "Lumos" - Page 4 Empty Re: Bar "Lumos"  Bar "Lumos" - Page 4 EmptyPią Lip 02 2021, 00:01;

Powoli, spokojnie, bez niepotrzebnych nerwów – powtarzał sobie w głowie, niczym mantrę, kiedy kelner doniósł do ich stolika ostatnie przekąski. Całe szczęście, że zdążył jeszcze przed apogeum, które za chwilę miało ogarnąć organizm Walkera. Teraz nikt już nie powinien im przeszkadzać i można było zacząć działać. Theo przed wcieleniem swojego planu zemsty w życie skubnął jednak najpierw parę frytek z batatów, by przypadkiem samemu nie odpaść na skutek pomieszanego alkoholu wlewanego może nie na całkiem pusty, ale na pewno i nie całkiem pełny żołądek. Nie zdążył zjeść niczego konkretnego przed wyjściem, więc smażone na głębokim tłuszczu przekąski musiały mu posłużyć za podkład na dzisiejszy wieczór. Musiał natomiast przyznać, że były naprawdę smaczne, o co w sumie nie było trudno, biorąc pod uwagę to, że kuchnią Lumosa zarządzał jego dobry przyjaciel.
Przegryzł jeszcze kawałek ziemniaka, kiedy George znowu zaskoczył go swoją niespodziewanie szczerą odpowiedzią, która stanowiła dla niego zarazem wyraźną podpowiedź, że afrodisia powoli zaczyna zbierać swoje żniwa. Tak jak alkoholik nigdy nie przyznawał się, że jest alkoholikiem, tak i pracoholik nie mówiłby otwarcie o swoich przywarach. A chociaż dodany przez niego do tequili eliksir nie miał niczego wspólnego z veritaserum, tak uczucie gorąca i zmieszania niewątpliwie mogło wpłynąć na przesadną uczciwość jego przełożonego. – W takim razie trzeba nad tym popracować. Wybacz… niefortunny dobór słów. Przerobić i poprawić. – Pozwolił sobie jeszcze zażartować, ale kolejne spojrzenie rzucone na twarz Walkera sprawiło, że jego dusza owładnięta została niepokojem. Nie sądził, że afrodisia zadziała tak szybko. Co więcej, spodziewał się raczej, że George będzie po niej rozluźniony, bardziej podatny jedynie na kontakt fizyczny i jego wpływy. Zamiast tego cały się spiął i poruszył gwałtownie, jak gdyby próbował unicestwić w sobie działanie podrasowanej przez Kaina tequili. W jego oczach zaś Theo dostrzegł nie płomyk, a buchający żarem ogień.
Kurwa mać. Nie tak to miało wyglądać. Chłopak zdał sobie sprawę z tego, że przy swojej stosunkowo niewielkiej wiedzy o eliksirach, mógł nieświadomie przesadzić z dawkowaniem. Zdawało się, że już pojedyncze krople wystarczyłyby do osiągnięcia zamierzonego celu, a tak najwyraźniej dodał o kilka za dużo i nie wiedział już nawet czy ryzykuje zdrowiem mężczyzny, czy może jedynie widmem wykrycia swoich niecnych zamiarów. Co gorsza, sam Walker był przytomny na tyle (a może tak dzielnie próbował zwalczyć działanie eliksiru?), by zorientować się w sytuacji i próbować odciągnąć go od trzymanego w dłoni kieliszka. Nie zdążył, i całe szczęście, bo to że Theo również napił się alkoholu było chyba jednocześnie jego ostatnią deską ratunku. Póki co patrzył jednak osłupiały na swojego szefa, nie bardzo wiedząc, co powinien zrobić. Zbyt intensywny efekt afrodisii kompletnie zbił go z tropu.
Dopiero po dłuższej chwili uniósł swoje dłonie i gestykulując w możliwie najsubtelniejszy sposób, próbował załagodzić nerwy swojego towarzysza. – Spokojnie, to niemożliwe. – Mruknął kojącym tonem, ale po pełnej boleści reakcji George’a zrozumiał, że potrzeba mu bardziej przekonujących środków wyrazu. Przeklinał w myślach, widząc jak facet męczy się i zaciska mocno palce na kancie stolika, ale chcąc nie chcąc, nie potrafił mu pomóc. Nie mógł przede wszystkim spełnić jego prośby. Wiedział bowiem, że to on jest sprawcą całego zamieszania i że rozmowa z Merlinowi ducha winnym barmanem nie ma najmniejszego sensu. Ba, wiązała się tylko z jeszcze większym ryzykiem, którego nie zamierzał wliczać w koszty.
W końcu zdecydował się jednak wstać od stolika i zbliżyć do Walkera. – To niemożliwe. Przecież sam szedłem po drinki i patrzyłem barmanowi na ręce. – Próbował go dalej przekonywać tonem pełnym przejęcia. – Może po prostu dawno nie piłeś alkoholu? Uspokój się i weź głęboki oddech. – Niezwykle głupie tłumaczenie, ale mimo to starał się być tak pomocnym i uczynnym jak tylko mógł, a dla potwierdzenia swych dobrych chęci ułożył dłonie na jego ramionach, delikatnie zaciskając palce na materiale jego koszuli. Sam miał szczerą nadzieję, że działanie afrodisii nieco zelżeje; może nie do tego stopnia, by uciszyć grzmiące w mężczyźnie pożądanie, ale choćby na tyle, by George odpuścił i naprawdę dał się porwać tej palącej potrzebie bliskości. Kurwa, poważnie nie tak to sobie zaplanował, a teraz musiał jeszcze przekonywać samego siebie, że nie odwalił niczego głupiego i że nie ma takiej przeszkody, której nie dałoby się pokonać. A może… może niepotrzebnie traktował, to co się stało, jak przeszkodę? Może wystarczyło pozwolić wydarzeniom dalej się rozwijać, dać Walkerowi upust wywołanym eliksirem fantazjom? Może dopiero poczucie wolności pozwoli mu pogodzić się z płynącą w żyłach afrodisią?
- Chodź na parkiet. Ochłoniesz trochę. – Potrafił zmanipulować fakty tak, jak gdyby naprawdę zależało mu na dobrostanie towarzysza, mimo że smutna rzeczywistość wyglądała zgoła inaczej. Wyciągnął do niego dłoń, ale nieprzywykły do cierpliwego oczekiwania, wycofał ją zaraz i zaczął zachęcająco kołysać się przed nim w rytm donośnej muzyki. Nie miał zbyt dużego doświadczenia w intymnych relacjach, to fakt, a jego umiejętności podrywu plasowały go na raczej niskim poziomie. Miał natomiast inną, niebywale istotną w tym momencie zaletę. Dzięki temu, że od dziecka uczył się tańczyć, miał ogromną świadomość własnego ciała i wiedział w jaki sposób wyprężyć je, by wyglądało jak najbardziej ponętnie. Zapewnił więc swemu partnerowi to krótkie, acz przyjemne dla oka widowisko - przedsmak tego, co szef mógł od niego otrzymać i dopiero wtedy ponownie, z większym zdecydowaniem wyciągnął do niego rękę, nęcąc i mącąc niezwykle jak na siebie skutecznie. Na tyle, że jakoś udało mu się poruszyć potężniejszego od niego mężczyznę i przeciągnąć go nieco dalej. Sam poczuł nagle uderzające gorąco, więc podciągnął wyżej rękawy i zakręcił jeszcze kilka razy biodrami, zanim przybliżył się do George’a i wymownym, jednoznacznym ruchem przesunął opuszkami palców po jego koszuli, od kołnierzyka w dół, aż w okolice mostka. Upewnił się jeszcze tylko, czy w jego spojrzeniu nadal płonie ten sam żywy płomień, a wreszcie gdy potraktował go jako przyzwolenie, ścisnął mocniej materiał koszuli Walkera i delikatnie zderzył się z jego twarzą, doprowadzając ledwie do muśnięcia ich ust.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


George Walker

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 35
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 177
C. szczególne : intensywny zapach cygara na ubraniu, dobrej jakości ubrania, spod kołnierza, przy szyi wystaje gruba warstwa bandażu.
Galeony : 165
  Liczba postów : 261
https://www.czarodzieje.org/t20293-george-walker#636736
https://www.czarodzieje.org/t20294-skrytka-pocztowa-g-w#636761
https://www.czarodzieje.org/t20292-george-walker#636733
Bar "Lumos" - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Bar "Lumos" - Page 4 Empty


PisanieBar "Lumos" - Page 4 Empty Re: Bar "Lumos"  Bar "Lumos" - Page 4 EmptyPią Lip 02 2021, 06:40;

W jaki sposób miał skoncentrować się na prowadzeniu rozmowy kiedy jego ciało po prostu wyło z wybudzonych nagle pragnień? To nie było nawet stopniowe. W jednej chwili lekko się zagotował w sobie, aby w następnej po prostu płonąć i szczerze mówiąc, było to nie do wytrzymania. Siedzenie w jednym miejscu sprawiało mu trudności, a oderwanie wzroku od Theo ponad aktualne możliwości. Pechowo (ta, jasne) stało się tak, że był najbliżej, a i sam George próbował mu wyraźnie zakomunikować, że stało się coś, co nie powinno. Przy tym miał wzrok tak intensywny, iż chyba nikt poza jego byłą żoną nie miał okazji widzieć George'a Walkera w takim stanie. Tutaj jest multum osób, a Theo bagatelizuje działanie. To nie mieściło mu się w głowie. Przecież taki nagły skok pożądania nie jest naturalny. Dotychczas wydawało mu się, że należy do osób o niższych potrzebach seksualnych jednak w obecnej chwili mógł poczuć to, co trawi chociażby nimfomanów. Czuł, że oszaleje, jeśli czegoś nie zrobi. Rozsądek nakazywał działać, szukać Dictum, otrzeźwienia, a ciało, wygłodniałe i rozbudzone ciało domagało się jak największej bliskości. To nierówna walka w trakcie której testował swoją siłę woli oraz wytrzymałość. Coś musiało być w tequili. Zna siebie, swoje możliwości i alkohol go tak nie pobudzał. Nie po pierwszym kieliszku! Musiałby się porządnie upić, a teraz... Nie potrafił się ani uspokoić ani wziąć głębokiego wdechu bowiem ciągnęło go do niego z taką siłą jakby ktoś rzucił nań silne zaklęcie przywołujące. Te jego gorące ręce na ramionach były katorgą, bowiem ciało domagało się jeszcze więcej. Gapił się zdezorientowany na chłopaka, a jego źrenice były nienaturalnie rozszerzone, choć trudno było spostrzec, że coś jest nie tak bez dokładniejszych oględzin jego oczu. Ręce Theo płonęły na jego ciele, drgnął w jego stronę, aby wstać, ale to dyktował już tajemniczy eliksir, a nie surowy George Walker. Stłumił w sobie jęk widząc co Theo robi ze swoim ciałem. Ten taniec nigdy by nie zwrócił jego uwagi, być może w ostateczności uznałby to za zabawne jednak teraz nie potrafił oderwać wzroku od jego bioder. Przecież to niemożliwe, aby nagle, z minuty na minutę, został zaatakowany tak silnym popędem seksualnym i to w dodatku pod adresem mężczyzny. Uważał siebie za hetero, który dodatkowo był kiedyś w związku małżeńskim i miał niemalże dorosłe dziecko. Chwilowo otępiały dał się wodzić za nos, a ruchy sylwetki chłopaka tylko potęgowały pragnienie. Wyciągnął w jego stronę rękę, aby zakleszczyć palce na jego łokciu w chwili kiedy ten zainicjował kontakt - bardzo wymowny kontakt. Zadrżał od gorącego dreszczu, który sprawił, że podszedł jeszcze bliżej i zacisnął palce jeszcze mocniej (a siłę posiadał bowiem wątłym urzędasem to on nie był). Pech chciał, że muśnięcie ust nieco go otrzeźwiło bowiem dopadła go zszokowana myśl, że oto jego asystent zachowuje się tak jakby celowo wykorzystywał stan swojego szefa. Nie byli na tym etapie zażyłości... nigdy nie mieli być. Zachłysnął się powietrzem i zasłonił palcami gorący kark chłopaka, wzmacniał nacisk dłońmi na jego sylwetkę, zacisnął mocno zęby i przysunął się tak, że dzieliły ich centymetry. Płonął za nim, pragnął przylgnąć do jego bioder i nie odklejać się od nich dopóki nie zazna ukojenia, ale... - Nie jestem... głupi. - wychrypiał nieswoim głosem i nim miał ulegnąć na dobre afrodisi (i to na oczach setek ludzi) gwałtownie i niemalże brutalnie wciągnął ich w tunel teleportacyjny. Rozległ się donośny trzask, a oni zniknęli z baru. Plan zemsty Theo powinien zostać bardziej dopracowany, a może po prostu nie wziął pod uwagę, że jego ofiara będzie się przeciwstawiać?

| zt x2

+
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Theodore Kain

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 178
C. szczególne : delikatne piegi na nosie i w okolicach oczu
Galeony : 1063
  Liczba postów : 715
https://www.czarodzieje.org/t20346-theodore-kain#642305
https://www.czarodzieje.org/t20350-theodore-kain#642529
https://www.czarodzieje.org/t20349-theodore-kain#642528
https://www.czarodzieje.org/t20348-theodore-kain#642476
https://www.czarodzieje.org/t20351-theodore-kain-dziennik#642530
Bar "Lumos" - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Bar "Lumos" - Page 4 Empty


PisanieBar "Lumos" - Page 4 Empty Re: Bar "Lumos"  Bar "Lumos" - Page 4 EmptyPon Lip 05 2021, 21:23;

Był przywiązany do swojej pracy aż nadto, ale akurat tego dnia cieszył się, kiedy opuszczał budynek banku. Zmęczenie dawało się we znaki, prawdopodobnie dlatego, że harował za dwóch, byleby wynagrodzić przełożonemu swoje ostatnie okrucieństwa. Na szczęście myśl o wieczorze przy piwku z chłopakami jakoś szybciej pozwoliła mu się zregenerować. Nie mógł się już doczekać spotkania z nimi, wszak mieli mnóstwo tematów do przegadania. Zbliżające się wakacje, otwarcie Lumosa, rodzinne perypetie państwa Noxów, czy też jego ostatnie przygody z szefem. Przed wyjściem z mieszkania założył na siebie jeszcze jeansy, koszulę w czerwono-czarną kratę i czarną skórzaną kurtkę, pozwalając sobie na nieco większą swobodę i odpoczynek od eleganckiego stroju, który na co dzień towarzyszył mu w biurze.
Próg Lumosa przekroczył parę minut przed umówioną godziną, toteż wypatrzył wolny stolik i ruszył do baru, żeby zamówić po piwie dla każdego z nich. Nie wiedział, czy jego kumple są już na miejscu, czy akurat tego dnia to zatrudniana przez nich obsługa miała zatroszczyć się o gości lokalu. Nie był również pewien, czy będą mieli ochotę akurat na piwo, czy może na jakiegoś drinka, ale skoro i tak na nich czekał, nie zamierzał bez sensu tracić czasu. Na chłodny chmielowy trunek zawsze znajdzie się jakiś amator, a najwyżej jeszcze raz zagada do barmana, gdyby chłopaki wyrazili inne życzenia.
Rozsiadł się wygodnie na krześle, rozglądając się co jakiś czas po pubie, a kiedy wreszcie wypatrzył na horyzoncie znajome sylwetki, odepchnął się od stolika i energicznie rzucił się do przywitania. – Skyler! Mef! Jak ja Was dawno nie widziałem… – Zdecydowanie ożywił się na ich widok i nie omieszkał objąć ich przyjacielskim uściskiem, poczynając od swego puchońskiego druha, którego zresztą poklepał przy tym lekko po plecach. – Naprawdę cieszę się Waszym szczęściem, ale… weźcie bądźcie szczęśliwi trochę mniej, żeby częściej dało się z Wami umówić. – Musiał im wytknąć ten brak czasu, mimo że doskonale rozumiał, że opieka nad małą, zadbanie o lokal: to wszystko wymagało na pewno od nich ogromnego wysiłku. – Wziąłem nam już piwa. Chodźcie i opowiadajcie co tam się u Was dzieje, bo pewnie z połową rzeczy nie jestem na bieżąco. – Zaproponował szybko, zapraszającym gestem prowadząc ich do stolika. Sam przycupnął dokładnie na tym miejscu, które wybrał sobie wcześniej i niemalże od razu umoczył dziób w piwnej pianie, bo przez ten czas zdążyło mu już zaschnąć w gardle.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Skyler Schuester

Mieszkaniec Doliny
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Czystość Krwi : 10%
Wzrost : 179 i PÓŁ!
C. szczególne : Ciepłe spojrzenie, zapach cynamonu i Błękitnych Gryfów/mugolskich fajek; łatwy do wywołania uśmiech; czasem da się wypatrzeć malinkę czy dwie (jedna to tatuaż przy obojczyku); ciepły, niski głos i raczej spokojne tempo mówienia, tatuaże (dziennik); pierścionek zaręczynowy
Galeony : 862
  Liczba postów : 2457
https://www.czarodzieje.org/t17504-skyler-schuester#491351
https://www.czarodzieje.org/t17509-blue-sky#491410
https://www.czarodzieje.org/t17510-skyler-schuester
https://www.czarodzieje.org/t17506-skyler-schuester#491388
https://www.czarodzieje.org/t18314-skyler-schuester-dziennik#521
Bar "Lumos" - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Bar "Lumos" - Page 4 Empty


PisanieBar "Lumos" - Page 4 Empty Re: Bar "Lumos"  Bar "Lumos" - Page 4 EmptyWto Lip 06 2021, 18:41;

Miał wrażenie, że zupełnie odciął się od niegdyś tak uwielbianych plotek, a odkąd wyprowadził się z Puchońskiej Komuny dzień za dniem oddalał się od szkolnych kolegów, z niektórymi z nich zupełnie tracąc kontakt. Większym odkryciem było jednak to, że zupełnie nie bolał go fakt nie bycia na bieżąco, a nawet nie przejmował się tym, odkąd zabrakło mu czasu do odzywania się jako ten pierwszy, jego grono znajomych znacząco się wyszczupliło. Budził się i zasypiał u boku kochanego przez siebie mężczyzny, miał pod swoją opieką najsłodszą i najgrzeczniejszą Wilkołaczycę pod słońcem, a jego praca była czystą przyjemnością, nie wspominając o tym, że jego szef go po prostu uwielbiał. Nie mógł powiedzieć, że brakowało mu czegokolwiek, więc nawet gdy zamknął już etap edukacji szkolnej, zyskując nieco więcej czasu w tak napiętym przez ostatnie miesiące grafiku, nie czuł wcale presji, by odezwać się do kogokolwiek, cierpliwie czekając, aż ktoś z jego znajomych wykona pierwszy ruch. I może podekscytował się nieco zbyt mocno na to zaproponowane przez Theo spotkanie, przyobiecując sobie, że wraz z ukończeniem szkoły, pozwoli sobie na porzucenie choć części fałszywych pozostałości swojego i tak wątpliwego od zawsze wizerunku hetero. Dla umocnienia swojego postanowienia zaciągnął swojego szefa do jego gabinetu, pod pretekstem przebrania się w mniej robocze ubrania, by solidnie przypomnieć swojemu ciału jak bardzo kocha być gejem i że niezależnie od tego, na jak wiele słabości i uległości sobie pozwoli, zawsze będzie miał tego swojego męskiego, napakowanego mężczyznę, który gotów będzie poddać się posłusznie każdej jego myśli. I z tym wciąż krążącym mu przyjemnością po ciele zapewnieniu łatwo było mu zdecydować się na kieliszek wina – czerwonego, zabójczo słodkiego – by w pełni bezczelności móc odmówić tego znienawidzonego przez siebie piwa, które zawsze dzielnie wypijał podczas spotkań z kolegami.
- Tho, wiesz co jest piękne? - zagadnął zamiast powitania, mimowolnie szukając już jakichś wspólnych wnioseków od ich ostatniej wizyty, która faktycznie w jego głowie miała miejsce całe wieki temu. - Jedyne co się zmieniło, od naszego ostatniego spotkania, to że obaj jesteśmy bardziej homo - podsunął, uśmiechając się ciepło, bo i z dumą muskając opuszkami palców naszyjniki przy głębokim dekolcie swojej koszuli, bo ani na jedno, ani na drugie nie pozwoliłby sobie nigdy w Hogwarcie, zawsze mając tę swoją białą koszulę zapiętą po ostatni guzik dla pewności zapieczętowaną puchońskim krawatem. - I że teraz już obaj sypiamy ze swoimi szefami - dodał, poszerzając uśmiech, gdy przytulał już tego niby starszego od niego Puchona, wciąż nie mogąc nacieszyć się informacją o kolejnym, który wskoczył w tęczową rzekę. I właśnie dlatego też ledwo się odsunął, a już łapał dłonią theośkową buźkę, by przyciągnąć go sobie do całusa w policzek - Ale Ty wciąż jeszcze musisz się nauczyć odpowiedniego powitania  - usprawiedliwił się zadowolonym z siebie pomrukiem, zawsze przy Theo czując się nieco bezkarnie przez kojarzącą mu się z Liamem buźkę, teraz tym bardziej czując na sobie presję zagarnięcia jego uwagi, gdy wiedział już, że ten naprawdę może stanowić powód do zazdrości, gdy nieco zbyt mocno zainteresuje się swoim rówieśnikiem ze Slytherinu aka najatrakcyjniejszym mężczyzną w Lumos. Opadł na krzesło naprzeciwko, od razu przysuwając bliżej siebie to stojące obok, by zarzucić na nie ramię w wymownym znaku, że właśnie tutaj powinien usiąść Mefisto, do którego chętnie wykręcił głowę, podekscytowany zerkając w zielone tęczówki.
- Co się u nas dzieje, Mef? - zagadnął, próbując powstrzymać cisnący mu się na usta uśmiech. - Może coś nakłamiemy, żeby nie wyszło na jaw, jak nudni jesteśmy? - zaproponował, niby ciszej, niby tym dramatycznym szeptem, a jednak pod koniec zdania kierując już jasne spojrzenie na samego Theo, to jemu podarowując w końcu wygrywający z nim uśmiech.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Mefistofeles E. A. Nox

Mieszkaniec Doliny
Rok Nauki : X
Wiek : 23
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 185
C. szczególne : Tatuaże; kolczyki; wilkołacze blizny; bardzo umięśniony; skórzana obroża ze złotym kółkiem; czarne skórzane rękawiczki, patrz: klątwa!
Dodatkowo : Wilkołak
Galeony : 2013
  Liczba postów : 4197
https://www.czarodzieje.org/t15136-mefistofeles-e-a-nox#403342
https://www.czarodzieje.org/t15139-kind#403356
https://www.czarodzieje.org/t15137-what-does-life-mean-to-me#403353
https://www.czarodzieje.org/t15134-mefistofeles-e-a-nox
https://www.czarodzieje.org/t18387-mefistofeles-e-a-nox-dziennik
Bar "Lumos" - Page 4 QzgSDG8




Moderator




Bar "Lumos" - Page 4 Empty


PisanieBar "Lumos" - Page 4 Empty Re: Bar "Lumos"  Bar "Lumos" - Page 4 EmptyWto Lip 06 2021, 22:36;

Obiecywał, że nie będzie na Theo już zły, skoro wiedział o jego oficjalnym przyznaniu się do winy... ale prawda była taka, że nie potrafił nie mieć żalu do tego, w jaki sposób jego bar został wykorzystany i nieustannie zastanawiał się tylko w jaki sposób mógłby zacząć kontrolować wnoszone przez gości eliksiry, by nie pogwałcić ich prywatności, ale by przy okazji zapobiec innym gwałtom. Dobre rozproszenie zdecydowanie mu się przydawało - a Sky, jak gdyby normalnie nie stanowił perfekcyjnej dystrakcji, teraz postanowił swoim zachwytem z ukończonej szkoły niemal dobijać Mefisto fenomenalną pewnością siebie. Nic dziwnego, że chociaż gdzieś tam po głowie kołatały mu się fochy względem Theo, to do stolika poszedł kompletnie wgapiony w swojego narzeczonego, gotów zlizać każdą kroplę rozlanego przez niego wina - nieważne, czy te miałyby spadać na jego dłoń, blat przed nim czy może, zupełnie przypadkiem, jego usta. Bezwiednie mruknął z subtelną dezaprobatą przy buziaku na powitanie, co raczej miało być żartobliwe, ale jednak zaowocowało dość żenująco szybkim rzuceniem się na wybrane przez Sky'a krzesło, by móc wygodniej ułożyć się pod jego ręką.
- No chyba ty - parsknął z rozbawieniem. - U mnie zawsze dużo się dzieje. Mój narzeczony przechodzi samego siebie w byciu hot, moja córeczka zaczęła mówić "dada", mój bar miał szansę zostać pozwany o odurzanie klientów afrodisią... - Wzruszył delikatnie ramionami, przenosząc spojrzenie ze Sky'a na Theo. - Wybacz, to pilniejszy temat. Nie możesz tak dramatycznie zaczynać sprawy wyjcem i potem kończyć jakimś pitu pitu na wizzengerze... Sypiasz ze swoim szefem?

______________________

You can be the beauty
And I could be the monster
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Theodore Kain

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 178
C. szczególne : delikatne piegi na nosie i w okolicach oczu
Galeony : 1063
  Liczba postów : 715
https://www.czarodzieje.org/t20346-theodore-kain#642305
https://www.czarodzieje.org/t20350-theodore-kain#642529
https://www.czarodzieje.org/t20349-theodore-kain#642528
https://www.czarodzieje.org/t20348-theodore-kain#642476
https://www.czarodzieje.org/t20351-theodore-kain-dziennik#642530
Bar "Lumos" - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Bar "Lumos" - Page 4 Empty


PisanieBar "Lumos" - Page 4 Empty Re: Bar "Lumos"  Bar "Lumos" - Page 4 EmptySro Lip 07 2021, 13:00;

Nie pamiętał już tak dobrze tego uczucia, które towarzyszyło zaliczeniu wszystkich egzaminów i ukończeniu edukacji w Hogwarcie, ale patrząc na Skylera przypomniał sobie chociaż, jak bardzo było ono beztroskie. Od jego puchońskiego kumpla zawsze biła aura pozytywnej energii, a czas spędzony w jego towarzystwie sprawiał, że zapominało się o wszelkich zmartwieniach, ale zdawało się, że dzisiaj Schuester przeszedł nawet samego siebie. Po prostu ociekał luzem i niepohamowaną pewnością siebie, zachowując się zupełnie tak, jakby cały świat kłaniał mu się do stóp. Nic dziwnego, że Kainowi trudno było się oprzeć jego uśmiechom, nawet jeśli po jego twarzy widać było, że jest lekko zmieszany. – Yhm… ta… - Mruknął gdzieś pomiędzy uściskiem, a poklepaniem go po plecach, nie popisując się tym razem ani swoją charyzmą, ani elokwencją, mimo że rozbawiła go trochę ta jego uwaga. Chociaż zawsze był otwarty, tolerancyjny, tak teraz, kiedy to wszystko dotyczyło bezpośrednio jego samego, czuł się nieco zagubiony. Nie było w tym nic złego, najzwyczajniej w świecie nie spodziewał się, że rzeczywiście kiedykolwiek, jak to ładnie ujął Skyler, „wskoczy do tęczowej rzeki” i że całkiem porwie go jej nurt – bo jak inaczej nazwać to uczucie ciepła rozpływające się po całym jego organizmie, a wywołane byle wspomnieniem o przystojnej aparycji jego szefa. Wcześniej próbował je w sobie zdusić, ale nie mógł przecież nieustannie oszukiwać samego siebie. Wpadł pod wodę po uszy, co z pewnością w znaczącym stopniu komplikowało mu życie.
- A to geje mają jakieś swoje specjalne powitanie? – Zażartował, bo dopiero po dłuższej chwili połączył kropki i zrozumiał, że chodziło mu chyba o tego całusa, którego złożył na jego policzku tak szybko, że nawet nie pozwolił mu jakkolwiek zareagować. W końcu stwierdził, że niepotrzebnie próbuje to wszystko analizować i po zdecydowanie mniej wylewnym przywitaniu z Noxem, po prostu usiadł naprzeciwko chłopaków, próbując wypytać ich o to gniazdko, które wspólnymi siłami sobie urządzili. A że Schuester nadal się zgrywał, wesołkowatym tonem zaczepiając swojego partnera, w tej kwestii musiał chyba liczyć przede wszystkim na Mefistofelesa.
- Trudno nie zauważyć. – Odpowiedział mu z uśmiechem, kiedy wspomniał o błogim nastroju swej drugiej połówki. Spojrzał również na niego z niemałym skończeniem, bo dawno nie widział ich małej wilkołaczycy i nie spodziewał się, że ta powoli zaczyna wypowiadać swoje pierwsze słowa… ale ten czas leciał. Niestety… w ich pięknym trio to Nox okazał się tym poważnym typem i niemal od razu zdecydował się poruszyć niewygodny dla niego temat. Theo nie mógł mieć do niego o to pretensji, wszak tłem wydarzeń nadal pozostawał jego lokal. Wiedział również, że w końcu będą musieli o tym porozmawiać, ale chyba naiwnie wierzył, że uda mu się jeszcze jakoś odwlec tę chwilę.
- Mef… – Westchnął głośno, a wcześniej radosna mina teraz całkiem mu już zrzedła. Również szeroki uśmiech całkiem spełzł z jego twarzy. – Przepraszam Cię raz jeszcze. Nie taki był plan. Może po prostu wszystko opowiem, ok? Jak na spowiedzi. Ale nie powiedziałbym, że z nim sypiam, to chyba złe określenie. – Przyłożył rękę do serca na znak, że nie zamierza ukrywać choćby najbrutalniejszej prawdy, ale zanim w ogóle rozpoczął swoją historię, dla odwagi wychylił kilka łyków piwa. – Ah, i Sky! Mówiłem Ci przecież, że to ja stawiam, więc jak tylko skończysz pić to wino, to mów. Pójdę po dolewkę. – Odwrócił na moment głowę do swojego puchońskiego druha, ale czując na sobie stanowczy wzrok Noxa, uniósł dłonie do góry w poddańczym geście, zapewniając że już wraca do tego pilniejszego tematu.
- No to tak... od czego by tu zacząć… Umówiłem się z szefem na piątek na jakieś jedzenie i drinka, więc zbadałem chyba wszystkie puby w Hogsmeade i jak coś, jeśli chodzi o kuchnię, to inne lokale nie mają nawet do Was podjazdu. Dlatego wybrałem Lumos… – Nie próbował się wcale przymilić właścicielowi tego przybytku. No dobra, może trochę, bo czuł że złość na niego nadal mu nie przeszła, a nie darowałby sobie gdyby jego głupota zniszczyła ich wieloletnią przyjaźń. Nie przeżyłby chyba tej straty. – Wiecie, że miałem w życiu pod górkę, a czystokrwiści czarodzieje wiele razy napsuli mi krwi. Byłem wkurwiony, chyba potrzebowałem się na nich zemścić, więc ubzdurałem sobie, że napiszę do prasy i zapewnię jej materiał do gazety o tym moim szefie. Plan był taki, że wiecie, doleję mu afro do alkoholu, zatańczymy, pocałuję go, strzelą nam fotę i nara…. I tak, wiem, już to było niesamowicie wredne i zdałem sobie sprawę dopiero po czasie, że chyba wcale tego nie chciałem. – Zmarkotniał, spoglądając jednocześnie na chłopaków z umęczoną miną. Jak na skazaniu. Najchętniej w ogóle by o tym nie wspominał, bo czuł się jak najzimniejszy drań, kiedy tylko dochodziło do niego jak boleśnie wykorzystał człowieka, który wniósł do jego życia tak wiele dobrego. Mimo to miał świadomość tego, że jest winien Noxowi choćby kilka słów wyjaśnienia, skoro tak bezczelnie naraził go na utratę reputacji i zaufania klientów. Póki co zamilknął jednak na chwilę, żeby zamoczyć usta w piwie i zwilżyć zachrypnięte gardło.
- Generalnie on się zorientował, że coś jest nie tak i pokapował się też, że ktoś mu dolał czegoś do kieliszka, tylko wtedy nie wiedział jeszcze, że to ja. W każdym razie był hmm… całkiem świadomy? Nawet myślałem, że może dałem za małą dawkę, bo nie wlałem do tequili całej fiolki. Problem w tym, że nie znam się za dobrze na eliksirach miłosnych i tak, tak, wiem, już z tego względu nie powinien z nich korzystać. Tak czy inaczej teleportował nas z parkietu do jakiejś uliczki. On myślał, że mnie też ktoś otruł, więc szukał dictum i usilnie chciał mi pomóc. Rozumiecie? MI CHCIAŁ POMÓC, mimo płynącej we krwi afrodisii. A potem.. niepotrzebnie poszliśmy do jego mieszkania… – Zatrzymał się, bo z jednej strony wiedział, że zrobił źle, ale z drugiej strony skłamałby mówiąc, że tego żałuje. Nie chciał się zaś zastanawiać, jakiego chujka czyni z niego podobne myślenie. Powinien już wtedy wkleić Walkerowi jakiś kit o złym samopoczuciu i zniknąć mu z pola widzenia, ale zamiast tego… - Dalszą część historii znacie. Wymknęło mi się to spod kontroli. Patrzył na mnie w taki sposób… No a ja mu w tym nie przeszkadzałem. Eh, właściwie to wręcz przeciwnie. Potrzebowałem tego, on potrzebował mnie. Nie myślałem wtedy o tej afrodisii albo może nie dopuszczałem do siebie tej myśli. Wiecie, on też zachowywał się raczej tak, jakby ogarniał, tylko… Ehm, w ogóle mnie to nie usprawiedliwia. – Kiedy tylko pomyślał o tej nieszczęsnej nocy, poczuł uderzającą falę gorącą i już wiedział, że jego policzki pokryły się czerwienią. Nie umiał im precyzyjnie wyjaśnić, dlaczego nie był w stanie zostawić swego przełożonego samego, a im dalej brnął w swej opowieści, w tym gorszym świetle się pokazywał. Musiał jakoś uciąć, zamknąć ten temat, żeby Mef kompletnie nie stracił do niego szacunku. Tak, to jego opinii obawiał się znacznie bardziej. Sky był bowiem dzisiaj w tak dobrym humorze, że nie wierzył, by cokolwiek dało radę go zepsuć.
- Uzmysłowiłem sobie, co odwaliłem jak wróciłem do domu i od razu odezwałem się do Was. Na drugi dzień napisałem też do tej cholernej gazety i na całe szczęście niczego nie opublikują. W tym czasie George postawił całe Hogsmeade na nogi, żeby mnie znaleźć. W końcu przyszedł do mnie. Przyznałem mu się do wszystkiego, powiedziałem że to ja dolałem mu afro do drinka i że obsługa Lumos nie ma z tym zupełnie nic wspólnego. – Podkreślił te słowa wyraźnie, patrząc Noxowi prosto w oczy. Mimo że pisał o tym na wizzengerze do Skylera, wolał również osobiście potwierdzić, że akurat ten problem udało mu się zażegnać w stu procentach. – Wściekł się, ale z drugiej strony… Sam nie wiem. Co byście zrobili na jego miejscu… z takim delikwentem jak ja? Chłop miał wcześniej żonę i dziecko, był miły i pomocny dla swojego asystenta, no a ja… Sam bym chyba siebie zamordował. – Powstrzymał się, bo opowiadanie tego po raz drugi nie miało najmniejszego sensu, a i sam nie miał ochoty do tego wracać. – A on nie, nawet nie wyszedł i nie trzasnął drzwiami. Co więcej, najadłem się jeszcze dodatkowego wstydu, bo zemdlałem na jego oczach, a on zamiast mnie zostawić, ułożył mnie jakoś na kanapie i cierpliwie czekał aż się obudzę. Jasne, powiedział, że nie może mi zaufać i postawił mi ultimatum, ale jakoś tak w trakcie rozmowy zmiękł, a momentami wydawało mi się nawet, że… Znaczy niby nie wracał do tego, co między nami zaszło, ale zachowywał się dziwnie. Jakby chciał zrobić wszystko, żeby jednak mnie zatrzymać… no i przesunął dłonią wzdłuż mojego ramienia. Nie dotknął mnie, ale… – W jego myśli, a w konsekwencji i wypowiedź, wdarł się niemały chaos, więc znów upił łyka piwa, próbując sobie to wszystko poukładać w głowie. Żałował też chyba, że po raz kolejny wspomniał o tym niechlubnym ultimatum, wieczystej przysiędze, którą miał się złączyć ze swym szefem na wieki. Niby był przekonany do tej swojej decyzji, ale jednocześnie coś podpowiadało mu, że nie powinien ujawniać przed nimi tego faktu. Nie zamierzał jednak jednocześnie swoich kumpli okłamywać, dlatego też miał szczerą nadzieję, że po prostu nie będą go wypytywali o ten mały szczegół. – Dobra, nie umiem tego tak dokładnie opisać, a poza tym to może być tylko moje myślenie życzeniowe. Sorry, nadal jestem trochę skołowany. – Znów obdarzył Mefistofelesa tym przepraszającym, błagalnym spojrzeniem. – Ale obaj znacie mnie od dawna. Wiecie przecież, że nie jestem taki… – Mruknął naprawdę zrozpaczony, a łzy same cisnęły mu się do oczu. Chyba do tej pory nie wybaczył sobie tego, co zrobił. Takiego wybaczenia nie ułatwiały mu zresztą jego własne natrętne myśli dotyczące upojnej nocy spędzonej z George’em. Zresztą, czy miał w ogóle prawo mówić, że „nie jest taki”, skoro jednak dopuścił się względem mężczyzny czegoś tak okrutnego? – Chciałbym cofnąć czas i zachować się zupełnie inaczej… – Dopowiedział jeszcze na sam koniec, z pewną obawą wyczekując ich reakcji. Wiedział jednak, że zasłużył sobie na wszelkie cięgi, jakie ewentualnie miałyby go dosięgnąć.

+
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Skyler Schuester

Mieszkaniec Doliny
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Czystość Krwi : 10%
Wzrost : 179 i PÓŁ!
C. szczególne : Ciepłe spojrzenie, zapach cynamonu i Błękitnych Gryfów/mugolskich fajek; łatwy do wywołania uśmiech; czasem da się wypatrzeć malinkę czy dwie (jedna to tatuaż przy obojczyku); ciepły, niski głos i raczej spokojne tempo mówienia, tatuaże (dziennik); pierścionek zaręczynowy
Galeony : 862
  Liczba postów : 2457
https://www.czarodzieje.org/t17504-skyler-schuester#491351
https://www.czarodzieje.org/t17509-blue-sky#491410
https://www.czarodzieje.org/t17510-skyler-schuester
https://www.czarodzieje.org/t17506-skyler-schuester#491388
https://www.czarodzieje.org/t18314-skyler-schuester-dziennik#521
Bar "Lumos" - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Bar "Lumos" - Page 4 Empty


PisanieBar "Lumos" - Page 4 Empty Re: Bar "Lumos"  Bar "Lumos" - Page 4 EmptyCzw Lip 08 2021, 11:17;

Siadając czuł jeszcze w kącikach ust to drobne rozbawienie faktem, że Kain był wciąż na samym początku swojej drogi, bo i w tym samolubnym odruchu pomyślał jak przyjemnie jest mieć wszystkie te wątpliwości za sobą. Na widok ładnej dziewczyny nie zastanawiać się, czy podoba się mu tak, jak podobać się może obraz czy jednak jest to znak, że gdyby odpowiednio się postarał, to mógłby stworzyć z nią dobrze działający związek. Choć raz czuł się tym doinformowanym, doświadczonym, niemal olśnionym w swojej samoświadomości i chciał trzymać to przyjemne uczucie dla siebie jak najdłużej, a jednak jego ukochany od razu postanowił odbić w tę mniej wygodną stronę rozmowy. I choć mimowolnie cmoknął cicho z niezadowolenia, tak jednak szybko przeprosił za to Mefisto czułym muśnięciem jego ramienia, bo i od razu czując na sobie poczucie winy, że może zbyt szybko wybaczył Theo, dając rozproszyć się tęczowymi nowinami. W końcu gdy upijał już kolejny łyk słodkiego wina, puszczając chłopakowi oczko na znak, że chętnie skorzysta z propozycji postawienia mu kolejnej lampki, musiał pamiętać o tym, że znajdują się w barze, który istnieje tylko dzięki Mefisto i że to, jak on sam czuł się w chwili jego zagrożenia, musiało być zaledwie ułamkiem uczuć, które targały jego Wilkołakiem. Uśmiechnął się więc jeszcze tylko na ten komplement o lumosowej kuchni, zaraz poważniejąc, by nie przegapić żadnego z podanych im słów, może tylko nieco dekoncentrując się dłonią, która schowała się w ciemnych kosmykach Mefisto, bo i chcąc tą drapiącą pieszczotą nieco ugłaskać swojego narzeczonego.
- Zemsta nigdy nie jest rozwiązaniem... - wtrącił się łagodnie, bo i z całej puchońskości swojego serca nie potrafił przemilczeć tego niezadowolenia, że właśnie taką drogę objął sobie Kain. I tylko nieco mocniej zacisnął dłoń na karku Mefisto, gdy dotarło do niego jak wiele zła musiało spotkać tego zagubionego Puchona i jak bardzo on sam zawiódł, że nigdy tego nie dostrzegał, zawsze skupiając się tylko na jego pogodnych uśmiechach  żartach.
Mimowolnie ściągnął brwi, bo choć w pierwszej chwili dał rozczulić się informacją o roztoczonej mimo krążącego w żyłach eliksiru opiece, to szybko upomniał się, że zdecydowanie była to ważna do przeanalizowania sytuacja, którą bardzo chętnie zamierzał zaraz nadinterpretować swoim własnym myśleniem życzeniowym, nie chcąc myśleć o tym, że ta dzika samokontrola nieznanego mu mężczyzny miałaby świadczyć o jego braku zainteresowania płcią przeciwną. Zaczepił palec o skórzaną obrożę Mefisto, ledwo powstrzymując się od zerknięcia w jego stronę, gdy napływały do niego wspomnienia jego samego tak przyjemnie rozluźnionego winem z dodatkiem afrodisii, która z pewnością była dużo lepiej wyważona od tej nierozsądnie wlanej do tequili przez Kaina. Dobrze pamiętał jak łatwo było wtedy zapomnieć o całym świecie i zdecydowanie nie wyobrażał sobie, by mógł wtedy przejmować się, czy dobiera się do Mefisto w prywatności ich salonu czy jednak na środku lumosowego parkietu.
Wetchnął ciężko, poprawiając się na swoim krześle, więc i zabierając rękę z oparcia obok, by przenieść dłoń na mefistofelesowe udo, gdy przedramieniem drugiej ręki opierał się już o stolik, chcąc pochylić się bliżej Kaina, by zerknąć mu czujniej w oczy.
- Tho, każdy... - urwał, bo i złapał się na tym, jak bardzo nie chciał dopuścić do siebie myśli, że naprawdę ktoś z bliskich mu osób mógł dopuścić się gwałtu, więc cofnął się nieco, próbując znaleźć równowagę między pocieszeniem przyjaciela, a nie usprawiedliwianiem jego czynu, który przecież wymierzony w jakąkolwiek dziewczynę doprowadziłby go do furii. Zerknął na Mefisto, zaciskając mocniej dłoń na jego udzie, dopiero po tym i solidnym łyku wina zdobywając się na to, by wrócić do kainowych oczu i nie dać się zupełnie zmiękczyć czającą się w nich wilgocią. - Chcę wierzyć, że od wypicia eliksiru minęło wystarczająco dużo czasu, by posłużył tylko za zachętę, by mieć odwagę do sięgnięcia po coś, na co Twój szef i tak miał ochotę, ale- Ale to wciąż... - znów urwał, kręcąc głową, bo czuł, jakby niemal fizycznie wbijał się w ścianę tej blokady, która nie pozwalała mu na pełnoprawne i zasłużone oskarżenia. - Skoro porozmawialiście i postawił Ci ultimatum, a tym ultimatum nie jest obietnica, że nigdy więcej się do niego nie zbliżysz, to chyba nie ma Ci za złe samego uwiedzenia, tylko ma Ci za złe podstęp... - dodał ostrożnie, znów podświadomie wracając do usprawiedliwiania, chyba nawet bardziej go potrzebując niż sam winowajca. Wychylił więc swój kieliszek, wypijając całą szkarłatną zawartość, by z cichym brzękiem szkła odstawić go na stolik, wymownie przysuwając go w stronę Theo, chcąc zdobyć tę chwilę względnej prywatności, gdy ten skoczy pod sam bar, by w pocałunku Mefisto odnaleźć swoją zagubioną moralność.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Mefistofeles E. A. Nox

Mieszkaniec Doliny
Rok Nauki : X
Wiek : 23
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 185
C. szczególne : Tatuaże; kolczyki; wilkołacze blizny; bardzo umięśniony; skórzana obroża ze złotym kółkiem; czarne skórzane rękawiczki, patrz: klątwa!
Dodatkowo : Wilkołak
Galeony : 2013
  Liczba postów : 4197
https://www.czarodzieje.org/t15136-mefistofeles-e-a-nox#403342
https://www.czarodzieje.org/t15139-kind#403356
https://www.czarodzieje.org/t15137-what-does-life-mean-to-me#403353
https://www.czarodzieje.org/t15134-mefistofeles-e-a-nox
https://www.czarodzieje.org/t18387-mefistofeles-e-a-nox-dziennik
Bar "Lumos" - Page 4 QzgSDG8




Moderator




Bar "Lumos" - Page 4 Empty


PisanieBar "Lumos" - Page 4 Empty Re: Bar "Lumos"  Bar "Lumos" - Page 4 EmptyCzw Lip 08 2021, 17:28;

Skinął głową, od razu zgadzając się na zaplanowaną przez Theo spowiedź, chociaż też nie mógł pozbyć się wrażenia, że to może być jedna z tych sytuacji, w których lepiej nie znać wszystkich szczegółów. Nie chciał patrzeć na niego inaczej - może nie byli jakoś szalenie blisko, ale podobało mu się to posiadanie wspólnych znajomych ze Sky'em, a na Theo zdecydowanie łatwiej było mu w ten sposób patrzeć niż na kogokolwiek innego (niż chociażby Yuuko, którą Mefisto też już przecież znał, a jednak dalej ze względu na jej relację ze Sky'em), co pewnie wynikało w dużej mierze z wieku. Nie był pewien, czy jest odpowiednią osobą do jakiegokolwiek rozgrzeszania na tym polu, bo pamiętał jak okropnie czuł się ze swoją przygodą z afrodisią, gdy spożył ją bez swojej zgody.
I nie był mistrzem eliksirów, ale i tak zdziwił się, że szef Kaina zdołał domyślić się swojego stanu, kiedy ten jeszcze trwał... chociaż łatwo było mu zrozumieć, że to tylko kolejna sztuczka afrodisii - ta opieka, ta chęć zadbania o drugą osobę, usprawiedliwienia siebie jakąś domieszką w swoim trunku. Nie dopytywał też już o ilość wlanego przez Theo eliksiru, zakładając na podstawie opisywanych tak zdarzeń, że musiał odmierzać to pojedynczymi kroplami, albo skorzystać z rozcieńczonego wywaru. Słuchając dalej próbował zrozumieć jak najwięcej i też chciał chłopaka uznać za niewinnego, a jednak odruchowo zmarszczył brwi, kiedy to Sky pierwszy poszedł w tę stronę. Wziął jeszcze kilka łyków swojego piwa, obserwując jak ich gość idzie do baru po dolewkę wina, a następnie pochylił się do Sky'a, by złapać jego usta kilkoma drobnymi pocałunkami.
- Podoba mi się, że przy mnie jesteś taki twardy, a przy nim taki miękki - zaczął cicho, unosząc spojrzenie na kryształowe tęczówki, by uśmiechnąć się lekko dopiero pod kontaktem wzrokowym. - Ale nigdy nie zrozumiem twojej wyrozumiałości chyba...
Miał czas na przemyślenie tego, co chce powiedzieć, więc kiedy Theo wrócił, od razu odstawił pite piwo na blat stolika, by obracać je sobie tylko w dłoniach, zgarniając palcami chłodną wilgoć osiadłą na ściankach.
- Jeśli mam być szczery... to myślę, że zrobiłeś naprawdę, naprawdę nieprzemyślaną i okrutną rzecz. Wiem, że nie jesteś złą osobą, ale ta akcja... - pokręcił głową, uciekając spojrzeniem gdzieś w bok, by nie wiercić nim w theośkowym sumieniu. - Mam złe doświadczenie z afrodisią, a wymusiła na mnie bliskość z przyjacielem - czyli coś, co teoretycznie nie jest aż tak problematyczne, jak mogłoby być w przypadku kogoś bliskiego. I wiesz co, masz po prostu nieludzkie szczęście, że ten twój szef tak łagodnie do tego wszystkiego podszedł - stwierdził. - Cieszy mnie, że wiesz, że źle zrobiłeś... i że się przyznałeś, nie tylko ze względu na Lumos... swoją drogą, co za ultimatum, z którego się tak wycofał? - Dopytał, kompletnie nie przejmując się tym, że Theo pominął ten szczegół w swojej wypowiedzi, bo będąc zwyczajnie ciekawym tej luźnej reakcji szefa, której jeszcze nie wiedział jak interpretować. Pewnie też chciałby myśleć, że to jakiś znak jego zainteresowania asystentem, ale równie dobrze mogła to być chęć porzucenia tej sprawy na dobre.

______________________

You can be the beauty
And I could be the monster
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Theodore Kain

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 178
C. szczególne : delikatne piegi na nosie i w okolicach oczu
Galeony : 1063
  Liczba postów : 715
https://www.czarodzieje.org/t20346-theodore-kain#642305
https://www.czarodzieje.org/t20350-theodore-kain#642529
https://www.czarodzieje.org/t20349-theodore-kain#642528
https://www.czarodzieje.org/t20348-theodore-kain#642476
https://www.czarodzieje.org/t20351-theodore-kain-dziennik#642530
Bar "Lumos" - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Bar "Lumos" - Page 4 Empty


PisanieBar "Lumos" - Page 4 Empty Re: Bar "Lumos"  Bar "Lumos" - Page 4 EmptyPią Lip 09 2021, 15:23;

Theo nie był pewien, czy określiłby swoje położenie dokładnie tak, jak uczynił to Skyler. Na początku drogi? Z jednej strony nigdy nie twierdził stanowczo, że jest heteroseksualnym samcem alfa, częściej raczej wspominając o tym, że jest gościem tolerancyjnym i otwartym na różne rozwiązania, ale z drugiej nigdy wcześniej nie wyobrażał sobie również, że jego serce zabije mocniej w towarzystwie innego mężczyzny. Miał dwadzieścia trzy lata na karku i wyjątkowo późno odkrył taką sposobność, prawdopodobnie dlatego, że przez wiele lat uganiał się za jedną panną, a po bolesnym rozstaniu nie miał nawet ochoty z nikim się spotykać. Poza tym był wybredny, uparty, stały w uczuciach, więc rzadko kiedy zdarzało się, by ktoś go tak mocno zauroczył. Niewykluczone, że zdążył już samego siebie błędnie zaszufladkować, a potem konsekwentnie oszukiwał samego siebie, bo przecież nie mogło być inaczej.
Nie zwrócił nawet za bardzo uwagi na wzajemne czułostki swoich kumpli, skoncentrowany na poukładaniu w głowie historii, którą chciał im przekazać, co zresztą i tak nie wyszło najlepiej. Chyba nadal nie potrafił do końca pogodzić się z tym, co zrobił, był roztrzęsiony, a przez to gubił niektóre, istotne jego zdaniem szczegóły, po czym niezgrabnie próbował do nich powrócić. Suma summarum, jego wypowiedź okazała się dość chaotyczna i nieskładna, ale na szczęście wystarczająco zrozumiała dla otoczenia.
- Wiem, Sky… Teraz już wiem… – Wtrącił jedynie gdzieś pomiędzy w odpowiedzi na słowa swego puchońskiego druha, który na szczęście dla niego przybrał bardzo łagodny ton wypowiedzi. Obdarzył go za to wdzięcznym spojrzeniem, bo wystarczająco już cierpiał na skutek własnego mętliku w głowie i nie potrzebował do tego wcale kolejnej ostrej reprymendy. Schuester chyba go rozumiał. Zawsze rozumiał swoich przyjaciół i wspierał ich za wszelką cenę, niezależnie od tego, jak bardzo niesprzyjające okoliczności wypłynęłyby na światło dzienne. Nigdy też go nie zawiódł. To po prostu Kain często dusił w sobie negatywne emocje i ukrywał je pod płaszczykiem sztucznego uśmiechu, udając że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Szkoda, bo być może gdyby już wcześniej dał upust swojej złości i ukoił swój ból w ramionach przyjaciół, nie doszłoby w ogóle do tego, co miało ostatnio miejsce w Lumosie. Bardzo możliwe, że gdyby wcześniej potrafił otwarcie mówić o przykrościach, które go spotkały, zdołałby odnaleźć swoje pocieszenie prędzej i tylko wspólnie obróciliby to wszystko w żart. Zastanawianie się co by było gdyby nie miało jednak teraz najmniejszego sensu. Liczyło się tu i teraz.
Przez krótką chwilę, kiedy jego kumpel początkowo urwał wypowiedź wpół, zawładnął nad nim niepokój. Próbował jakoś uspokoić nerwy, a w tym celu postukiwał kompletnie nierytmicznie paznokciami o szklany kufel z piwem. - Nie jestem pewien, ale też chciałbym w to uwierzyć, Sky. – Mruknął wreszcie, ocierając oczy grzbietem dłoni i doprowadzając się do względnego porządku. – Ale tak, tak to rozumiem. Chyba bardziej wściekł się właśnie o to, że zawiodłem jego zaufanie. – Dodał niepewnie, bo również czuł, że na siłę pragnie usprawiedliwić swoje zachowanie, i może nie tyle umniejszyć swoją winę, ale chociaż skutki, jakie mogła wywołać jego niezwykle brutalna i niestosowna zagrywka. Martwiło go również to, że do tej pory Mefisto nie odezwał się ani słowem. Z tego powodu bał się spojrzeć mu prosto w oczy i z ulgą przyjął to, że Schuester przesuwa w jego stronę pusty kieliszek. Skinął im wówczas głową na znak zrozumienia, jedynie omiatając wzrokiem właściciela lokalu i ruszył w stronę baru, żeby zamówić Puchonowi kolejną porcję słodkiego wina. Przynajmniej miał dobrą okazję do tego, żeby się pozbierać i przygotować do rozmowy z Noxem.
W oczekiwaniu na swoje zamówienie, kątem oka spoglądał w stronę zajmowanego przez nich stolika i uśmiechnął się nawet pod nosem, widząc że chłopaki postanowili odpowiednio wykorzystać tę krótką chwilę prywatności. Dopiero teraz uświadomił sobie również, jak bardzo im zazdrości tego poukładanego życia, odwzajemnionej miłości. W tej zazdrości nie było jednak ani grama zawiści. Cieszył się, że wszystko im wychodziło, po prostu miał nadzieję, że i on doczeka podobnego szczęścia.
W końcu odłożył należne galeony z doliczonym napiwkiem na ladę i powrócił do swoich przyjaciół, stawiając wypełniony kieliszek przed Skylerem. Wyglądało na to, że w tym czasie również i Mefistofeles zadecydował, jak powinien potraktować jego przewinę. Theo oczekiwał najgorszego, ale okazało się, że i wilkołak trochę zmiękł, możliwe że na skutek interwencji albo przyjemnych pocałunków swojego partnera. – Kurwa, nie wiedziałem… – Ślizgon nigdy nie wspominał przy nim o tym, że padł ofiarą afrodisii, ale teraz tym bardziej dziękował Merlinowi, że Nox mimo wszystko postanowił uwierzyć jego skruszonej minie i chociaż w części mu odpuścić. – Wiem, tym razem jednak los się do mnie uśmiechnął, nawet jeśli sam zawiodłem. – Nie chciał ograniczać się wyłącznie do ciągłych przeprosin, ale czuł się zobowiązany, by jeszcze raz powtórzyć, że jest świadomy zła, które wyrządził.
Tak jak wspominałem, chyba bardziej zraniło go to, że zawiodłem jego zaufanie i że próbowałem zniszczyć mu karierę. To świetny gość, ale straszny pracoholik... – Dorzucił gwoli wyjaśnienia, bo zanim odwiedził bar nie zdążył dokończyć swej myśli. Myślał, że w ten sposób zamknie dyskusję i powrócą do znacznie przyjemniejszych tematów, ale niestety Mefisto zdecydował się dopytać o to przeklęte (i to dosłownie, i w przenośni) ultimatum. – Nie wycofał się. Stwierdził, że nie chce mnie wyrzucać, ale że nie jest też póki co w stanie mi zaufać. – Uściślił, bo chyba kumpel pogubił się w jego pełnej bałaganu „spowiedzi”. – Obiecałem, że złożę wieczystą przysięgę. – Powiedział to nad wyraz nonszalancko, biorąc pod uwagę jakie ryzyko wiązało się z tym potężnym zaklęciem, dlatego też, mimo że sięgał już ustami do swojego piwa, powstrzymał się, by szybko się wytłumaczyć. – Ale spokojnie, jest bardzo konkretna. Chodzi tylko o to, że mam nie mówić publicznie niczego, co mogłoby go ośmieszyć, czy narazić na szwank jego reputację. Mniej więcej. – Dopiero po tych słowach wreszcie napił się łyka chłodnego trunku.
- Tak w ogóle, kiedy zamierzacie wyjechać na wakacje? Ja nie wiem czy nie dojadę w sierpniu. W lipcu chyba nie będę mógł już wziąć urlopu. – Potrzebował wytchnienia i nieco luźniejszego tematu, dlatego też może i mało zgrabnie, ale jednak próbował zmienić kierunek rozmowy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Skyler Schuester

Mieszkaniec Doliny
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Czystość Krwi : 10%
Wzrost : 179 i PÓŁ!
C. szczególne : Ciepłe spojrzenie, zapach cynamonu i Błękitnych Gryfów/mugolskich fajek; łatwy do wywołania uśmiech; czasem da się wypatrzeć malinkę czy dwie (jedna to tatuaż przy obojczyku); ciepły, niski głos i raczej spokojne tempo mówienia, tatuaże (dziennik); pierścionek zaręczynowy
Galeony : 862
  Liczba postów : 2457
https://www.czarodzieje.org/t17504-skyler-schuester#491351
https://www.czarodzieje.org/t17509-blue-sky#491410
https://www.czarodzieje.org/t17510-skyler-schuester
https://www.czarodzieje.org/t17506-skyler-schuester#491388
https://www.czarodzieje.org/t18314-skyler-schuester-dziennik#521
Bar "Lumos" - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Bar "Lumos" - Page 4 Empty


PisanieBar "Lumos" - Page 4 Empty Re: Bar "Lumos"  Bar "Lumos" - Page 4 EmptyPon Lip 12 2021, 00:59;

Zerknął w zieleń mefistofelesowych oczu, mrużąc nieco własne pod wpływem rozluźniającego go ciepła, które złapało go już przy pierwszym drobnym pocałunku i zaraz już uśmiechał się, kręcąc głową w niedowierzającym rozbawieniu dla trafności posłyszanego komentarza.
- Przy Tobie jestem zwyczajnie bezczelny - przypomniał mu pomrukiem w usta, bo i pochylając się jeszcze po chociaż jednego całusa, w którym zgubił myśl, że przy Mefisto potrafi przekraczać granice, o których wcześniej nie śmiałby nawet myśleć, bo ten pozwala mu na więcej, niż mógłby sobie kiedykolwiek zasłużyć.
- Ej - wtrącił się od razu, pozwalając jasnym oczom nieco spoważnieć, gdy tylko zdał sobie sprawę, że Mefisto nie tylko gra złego glinę, ale naprawdę wciąż dąsa się na tego wyraźnie skruszonego chłopaka, który może i nie zasługiwał na pocieszycielskie poklepanie go po pleckach, ale nie powinien też obrywać po nich biczem. - Możesz nie rozumieć, ale chyba jak nikt inny wiesz, że czasem człowiek potrzebuje tej wyrozumiałości, nawet gdy zrobił coś niewybaczalnego - przypomniał mu cicho, nie zamierzając przywoływać głośno jaki konkretnie czyn ma na myśli, bo i był to ten jeden temat, którego niemal nigdy nie poruszali od czasu, gdy Mefisto postanowił wyznać mu całą prawdę.
I zaraz dziękował już, uśmiechając się do więcej niż wymarzonego klienta, który nie tylko zamawiał w ich barze, zostawiając napiwek, co jeszcze oddawał kupiony trunek z powrotem do właścicieli. W pierwszym łyku ukrył niezadowolenie, które mimo upływu czasu trzymało go przy nazywaniu Neirina "przyjacielem", zdecydowanie nie mając nigdy okazji poznać go od tej strony, nigdy nie widząc, by ten był dla Mefisto, a i samemu poznając go raczej od dość negatywnej strony - bo od strony jego buta wybijającego mu zęby. Na samo wspomnienie nieprzyjemnego spotkania przebiegł go chłodny dreszcz, a dłoń sama zacisnęła się mocniej na trzymanym udzie partnera. Drugi łyk wina upił w próbie zorientowania się w rozmowie, z której przez chwilę bezczelnie się wyłączył, by trzeci upić w geście tryumfu odnalezienia wątku rozmowy, czwartym już dławiąc się tak beztrosko rzuconą informacją, którą Kain zaraz próbował przykryć pogodnym zagadaniem o plany na wakacje.
- Nie, nie, nie. Nie możesz tak sobie powiedzieć, że obiecałeś coś komuś NA SWOJE ŻYCIE, po czym przeskoczyć na rozmowę o strojach kąpielowych na wakacje - wyrzucił z siebie, odstawiając kieliszek na stół, by z przerażeniem spojrzeć na Theo, jakby ten już był jedną nogą w grobie. - Na wieczystą przysięgę, to ja nawet wierności Mefisto bym nie obiecał - dodał, ściągając brwi w oburzeniu, że chłopak naprawdę dał wciągnąć się w coś tak niebezpiecznego i od razu panikując, że może właśnie dlatego szef był tak spokojny, bo wiedział, że złapał naiwnego Puchona w garść i wystarczy lekko przycisnąć, a ten sam siebie załatwił. - Przecież to nawet wcale nie brzmi doprecyzowanie... a Ty nawet przy nas zdążyłeś już nazwać go pracoholikiem. Od tego już tylko krok do złamania przysięgi. Do  ś m i e r c i, Theo. Śmierci  - wyrzucił z siebie dramatycznie, bo i w pełni czując na sobie ciężar tego odkrycia, a więc i odsuwając się nieco na mefistofelesowe ramię. - Da się to jakoś... cofnąć? Anulować? Jakąś korektę wprowadzić chociaż?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Mefistofeles E. A. Nox

Mieszkaniec Doliny
Rok Nauki : X
Wiek : 23
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 185
C. szczególne : Tatuaże; kolczyki; wilkołacze blizny; bardzo umięśniony; skórzana obroża ze złotym kółkiem; czarne skórzane rękawiczki, patrz: klątwa!
Dodatkowo : Wilkołak
Galeony : 2013
  Liczba postów : 4197
https://www.czarodzieje.org/t15136-mefistofeles-e-a-nox#403342
https://www.czarodzieje.org/t15139-kind#403356
https://www.czarodzieje.org/t15137-what-does-life-mean-to-me#403353
https://www.czarodzieje.org/t15134-mefistofeles-e-a-nox
https://www.czarodzieje.org/t18387-mefistofeles-e-a-nox-dziennik
Bar "Lumos" - Page 4 QzgSDG8




Moderator




Bar "Lumos" - Page 4 Empty


PisanieBar "Lumos" - Page 4 Empty Re: Bar "Lumos"  Bar "Lumos" - Page 4 EmptyPią Lip 16 2021, 20:49;

Przytaknął Sky'owi zamyślonym pomrukiem, chociaż miał wrażenie, że to właśnie dzięki tej wiedzy, tej świadomości ciężaru niewybaczalnego czynu, jest w stanie odpowiednio go potępić. Sam przecież męczył się ze swoimi winami i nie oczekiwał od nikogo pogłaskania po główce i stwierdzenia, że wszystko jest w porządku - nie było. Nie chciał pozwolić sobie na rozgrzeszenie Theo, skoro nie czuł się na miejscu zrobić tego nawet w przypadku samego siebie. Dużo więcej sensu miało dla niego przyznanie się choćby przed samym sobą do popełnionego błędu i jakieś życie z nim, najlepiej jeszcze z planami, cóż, uniknięcia opcji powtórzenia go.
Zmarszczył lekko brwi, wcześniej będąc właściwie pewnym, że to ultimatum nie miało wreszcie miejsca, skoro zostało tak luźno przez chłopaka rzucone... i później tylko zamrugał w szczerym zaskoczeniu, nie dowierzając w to co słyszy i z łatwością oddając Sky'owi pałeczkę do pierwszej reakcji, samemu jeszcze nie wiedząc czy się śmiać, czy denerwować.
- Nie pozwoliłbym ci - wtrącił jedynie odruchowo, nie potrafiąc się nawet oburzyć tą subtelną sugestią ewentualnej niewierności Sky'a - za dobrze znał swojego pecha i za bardzo wiedział, że w takiej sytuacji to byłaby tylko kwestia czasu, aż coś się zjebie. - Nie wierzę, że mówisz o tym z takim luzem - przyznał, potrząsając lekko głową i na chwilę przenosząc spojrzenie na wczepionego w swoje ramię Puchona, by nieco się uspokoić błądzącym po jego twarzy spojrzeniem. - Anulować się raczej nie da, a korektę pewnie tylko przy pomocy kolejnej wieczystej przysięgi, chociaż to brzmi ryzykownie... ustaliliście chociaż jakiś okres czasu? - Dopytał, pozerkując znowu na Theo i zdradzając tymi swoimi analizami, że również nie kupuje informacji o bardzo doprecyzowanej czy bezpiecznej treści. - Czy ty naprawdę chcesz z nim dalej pracować? Ze świadomością takiego ryzyka? - Bo jeśli już musiał się zgodzić na Wieczystą Przysięgę, to powinien chociaż mieć w sobie tyle rozumu, by zaraz potem uciec jak najdalej, unikać ewentualnych pokus i niebezpiecznych okoliczności, które mogłyby doprowadzić do jego śmierci.

______________________

You can be the beauty
And I could be the monster
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Theodore Kain

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 178
C. szczególne : delikatne piegi na nosie i w okolicach oczu
Galeony : 1063
  Liczba postów : 715
https://www.czarodzieje.org/t20346-theodore-kain#642305
https://www.czarodzieje.org/t20350-theodore-kain#642529
https://www.czarodzieje.org/t20349-theodore-kain#642528
https://www.czarodzieje.org/t20348-theodore-kain#642476
https://www.czarodzieje.org/t20351-theodore-kain-dziennik#642530
Bar "Lumos" - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Bar "Lumos" - Page 4 Empty


PisanieBar "Lumos" - Page 4 Empty Re: Bar "Lumos"  Bar "Lumos" - Page 4 EmptySob Lip 17 2021, 01:47;

Klientem może i był wymarzonym, ale niestety przyjacielem żadnym. Takie przynajmniej towarzyszyło mu dzisiaj przeświadczenie, bo nie dość, że nabroił gorzej, niż można było sobie wyobrazić, to jeszcze rozmowa wciąż kręciła się wokół niego. Oczywiście to wszystko wiązało się ze sobą, było nieuniknione, ale jednocześnie czuł się winny, że nie mógł spotkać się z przyjaciółmi w znacznie przyjemniejszej atmosferze i najzwyczajniej w świecie poplotkować z nimi o głupotach. Prawdopodobnie dlatego próbował nieudolnie zejść z tematu, przypomnieć o nadchodzących wakacjach… ale jakby nie spojrzeć, wesoła pogawędka o doborze odpowiednich kąpielówek nie mogła przyćmić złożonej przez niego szefowi obietnicy. Najchętniej powiedziałby, że żałuje swojej szczerości, że powinien po prostu przemilczeć ten fakt, ale zbyt wiele już rzeczy w swoim życiu ukrywał przed kumplami, a miał przecież namacalny dowód na to, że zamykanie się na nich, udawanie że wszystko jest w jak najlepszym porządku, wcale nie niesie za sobą niczego dobrego. Nie potrafiłby ich teraz okłamać, a w tym przypadku przemilczenie prawdy byłoby równoznaczne z nieuczciwością. Powtarzał więc sobie w myślach, że tak musiało być i że skoro jest mężczyzną, to winien wziąć to wszystko na klatę. Niełatwo jednak było mu wykrzesać tę pewność siebie, kiedy Skyler patrzył na niego z przerażeniem, przypominając mu zarazem dobitnie, czego TAK NAPRAWDĘ dotyczyła jego przysięga.
Chciał odpowiedzieć od razu, zaprzeczyć wszystkiemu albo chociaż uspokoić wyraźnie ożywionego druha, ale powstrzymał się, wiedząc że najpierw powinien go wysłuchać. – Nie zrobiłem tego publicznie. Poza tym wątpię, żeby akurat nazwanie kogokolwiek pracoholikiem miało narazić jego zawodową reputację na szwank. Wręcz przeciwnie. – Odparł dlatego po czasie, ale dopiero gdy usłyszał swój głos, zdał sobie sprawę, że lepiej byłoby, gdyby wtrącił się wcześniej. Teraz wybrzmiał bowiem jeszcze bardziej nonszalancko, a przecież nie taki był jego zamysł. – Skyler, spokojnie… Nie wiem jeszcze jak dokładnie mają wybrzmieć słowa przysięgi, ale jemu chodzi przede wszystkim o to, żebym nie przekazał prasie żadnych nieciekawych informacji na jego temat, żebym nie próbował go zniszczyć… Tak jak to początkowo chciałem zrobić… – Próbował jakkolwiek załagodzić jego nerwy, ale nie było to wcale takie łatwe, szczególnie kiedy w rzeczywistości zaprzeczył swoim poprzednim słowom o tym, że przysięga ma być wyjątkowo konkretna. Ale czy mógł się Schuesterowi dziwić? Sam najpewniej zareagowałby podobnie. Teraz jednak ścisnął mocniej kufel piwa w zamiarze uniesienia go do ust, ale zaraz zrezygnował, wiedząc że nawet ta chmielowa nuta nie przyniesie mu ulgi i nie pomoże w rozwiązaniu problemów, a stan upojenia nie pozwoli mu zapomnieć o dramatycznym tonie kumpla.
Wsłuchiwał się uważnie w dyskusję chłopaków w kwestiach ewentualnego anulowania lub korekty przysięgi, ale nie wybrzmiewała ona zbyt korzystnie, więc chyba wolał udawać, że nigdy nie miała ona miejsca. – Nie mówię. – Tym razem już nie mijał się z prawdą, bo daleko mu było do luzu. – Po prostu… chciałem pogadać o czymkolwiek, normalnie, jak zawsze… – Próbował się wytłumaczyć z tej nagłej zmiany tematu. Nie chciał po prostu, żeby rozmowa toczyła się wyłącznie wokół jego osoby, ale nie oszukujmy się, w świetle takich okoliczności, nie dało się tak po prostu schować głowy w piach. Musiał wyciągnąć ją na wierzch i otrzepać się z drobinek kurzu. – Zdaję sobie sprawę z konsekwencji. Ale zdaję sobie też sprawę z tego, co zrobiłem i chcę wziąć za to odpowiedzialność. – Przyznał im szczerze i otwarcie, chyba nazbyt zdecydowanym tonem, biorąc pod uwagę fakt, że zamierzał jednak odpokutować i ślubować lojalność, ryzykując własnym życiem, które znaczyło o wiele więcej niż jakakolwiek wyrządzona krzywda.  
Tym razem nieporównywalnie trudniej było mu spoglądać w oczy puchońskiego kompana, dlatego też skupił swój wzrok na twarzy Mefistofelesa. Pozwolił sobie również na ten łyk piwa, tylko po to, by dać sobie czas na znalezienie właściwej odpowiedzi. Znów takiej odpowiedzi, która w normalnym świecie nie miała prawa zaistnieć. – Co masz na myśli? Datę złożenia przyrzeczenia czy okres na jaki miałaby ona obowiązywać? – Dopytał Noxa gwoli ścisłości, bo zdążył się już pogubić z powodu towarzyszącej mu gonitwy myśli i jęków oburzenia, jakie wydawał z siebie Skyler. – Eh, nie wiem jak mam Wam się wytłumaczyć. Nie chcę rezygnować z tej pracy. Nie chcę rezygnować z niczego, a do wieczystej przysięgi jeszcze nie doszło… – Chyba chciał odwieść ich od przesadnych obaw, tak jak próbował odwodzić od nich samego siebie. Niewykluczone, że właśnie przez wzgląd na takie podejście, nie do końca docierała jeszcze do niego powaga sytuacji. – Nie zgodziłbym się… Nie zgodzę się, jeżeli ryzyko będzie zbyt duże. Ale jeśli rzeczywiście przysięga tyczyć ma się jedynie umyślnego narażenia go na utratę publicznego zaufania, to… – ...czemu miałbym chcieć ją złamać? Przerwał, bo wiedział, że kolejne słowa mówiące o tym, że ściśnie jego dłoń, pozwalając świetlistej linie związać ich przeguby, wcale nie powinny wybrzmieć na głos. – Akurat tej przysięgi trudno było mi nie dotrzymać. Jakby wiecie… myślę że już dostałem odpowiednią nauczkę i zrozumiałem, że zemsta to żadna metoda. Nie zamierzam bruździć mu w życiorysie. Nawet jeżeli nasze drogi by się rozeszły, nie będę kopał pod nim dołków, a co najwyżej będę trzymał się od niego z daleka. – Chciał wytłumaczyć im, dlaczego jest taki pewien dotrzymania swej obietnicy, ale domyślał się, że nie jest to możliwe. Wcześniejsze porównanie Schuestera było więcej niż oczywiste i wyraźnie wskazywało, że niczego nie można było być w życiu pewnym w stu procentach, a tym samym nie powinno się tak lekkomyślnie nadstawiać karku. – Mam czas i przemyślę to jeszcze, ok? – Rzucił na koniec, rozkładając ręce w geście poddania, bo nie wiedział, co jeszcze mógłby powiedzieć. Tak czy inaczej tę decyzję musiał podjąć sam. Mógł jedynie poprzysiąc chłopakom, że weźmie pod uwagę ich głos rozsądku, ale nie był w stanie zagwarantować, że zawróci i złamie dane wcześniej Walkerowi słowo. Miał nadzieję, że nie będą mieli mu tego za złe, niezależnie od tego co wydarzyłoby się w przyszłości.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Skyler Schuester

Mieszkaniec Doliny
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Czystość Krwi : 10%
Wzrost : 179 i PÓŁ!
C. szczególne : Ciepłe spojrzenie, zapach cynamonu i Błękitnych Gryfów/mugolskich fajek; łatwy do wywołania uśmiech; czasem da się wypatrzeć malinkę czy dwie (jedna to tatuaż przy obojczyku); ciepły, niski głos i raczej spokojne tempo mówienia, tatuaże (dziennik); pierścionek zaręczynowy
Galeony : 862
  Liczba postów : 2457
https://www.czarodzieje.org/t17504-skyler-schuester#491351
https://www.czarodzieje.org/t17509-blue-sky#491410
https://www.czarodzieje.org/t17510-skyler-schuester
https://www.czarodzieje.org/t17506-skyler-schuester#491388
https://www.czarodzieje.org/t18314-skyler-schuester-dziennik#521
Bar "Lumos" - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Bar "Lumos" - Page 4 Empty


PisanieBar "Lumos" - Page 4 Empty Re: Bar "Lumos"  Bar "Lumos" - Page 4 EmptyPon Lip 19 2021, 02:41;

Odkąd w jego życiu pojawiła się Cynka, miał wrażenie, że poznał zupełnie inny poziom zmartwienia o drugą osobę. Od lat przesadnie martwił się o swoje Puchonki, w końcu stając się mistrzem w wymyślaniu czarnych scenariuszy, jeśli tylko zbyt długo zajmował im wieczorny powrót do Puchońskiej Komuny. Wilkołaczyca jednak rozbudziła w nim te pokłady czarnowidztwa, o które nigdy by się nie podejrzewał i sam już nie wiedział czy słuchając tłumaczeń Theo niepokoi się coraz bardziej, czy jednak choć trochę uspokajają go jego słowa. Westchnął może nieco zbyt głośno, rozglądając się po barze, by przemknąć po twarzach klientów, gdy wolna od prowadzenia kieliszka dłoń, zaciskała się już raz po raz na umięśnionym udzie Wilkołaka.
- Nie podoba mi się to - przyznał szczerze, podpierając jeszcze usta o szkło naczynia, by w zamyśleniu uspokajać się zapachem wina, chcąc jakoś odciąć się od tych przyklejających mu się do serca zmartwień, by spełnić życzenie Theo i pozwolić im na tę beztroskę rozmowy. - Ustalcie może najpierw dokładną treść przysięgi na papierze… - zaproponował jeszcze, ale prawda była taka, że cały entuzjazm z zaskakującego go romansu gdzieś wyparował, gdy wiedział już, że szef Kaina nie może mu się spodobać po żądaniu od chłopaka wieczystej przysięgi. To jedno zaklęcie zawsze zdawało mu się przesadą, granicą, której nie powinno się przekraczać. Wyobrażał ją sobie jako zlepek osadzonej na sercu Czarnej Magii, która czujnie czekała - godzina za godziną, dzień za dniem, całe lata, by tylko przyłapać Cię na śmiertelnym potknięciu.
- Dobra - zadecydował, klepiąc Mefisto w udo na znak, że chce zamknąć pewien etap ich spotkania. - Jesteś dużym chłopcem. Wierzę, że podejmiesz słuszną decyzję. W końcu jedną ogromną głupotę już zrobiłeś, więc jakie są szanse, że tak szybko to przebijesz, prawda? - pociągnął dalej, uśmiechając się w nieco wymuszonym rozbawieniu, które było o tyle łatwiejsze, że zaczynał już czuć krążący mu po ciele alkohol. - Jaaa chyba się dostosuję do zaleceń swojego szefa, jeśli chodzi o termin naszego wyjazdu  - odpowiedział na zalegające gdzieś we wcześniejszym porzuceniu pytanie, instynktownie wykręcając głowę, by zerknąć w zielone tęczówki Mefisto, szukając w nich potwierdzenia. - Ej, może chcesz żebym Cię z kimś umówił? - zaproponował, unosząc brwi, bo i rozpalając nieco jasne spojrzenie od nagle łapiącej go ekscytacji przez wizję zabawy w swatkę. - No wiesz, skoro już wiesz, że mężczyźni mogą wejść do gry - doprecyzował, uśmiechając się szerzej, bo i dobrze wiedząc jak mylące mogą być te pierwsze relacje po odkryciu swojej orientacji i jak idealni mogą zdawać się zupełnie niepasujący do nas partnerzy - to tego argumentu zamierzając się uczepić, jeśli tylko Theo będzie kusiło zawalczyć o wymagającego od niego przysięgi na własne życie szefa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Mefistofeles E. A. Nox

Mieszkaniec Doliny
Rok Nauki : X
Wiek : 23
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 185
C. szczególne : Tatuaże; kolczyki; wilkołacze blizny; bardzo umięśniony; skórzana obroża ze złotym kółkiem; czarne skórzane rękawiczki, patrz: klątwa!
Dodatkowo : Wilkołak
Galeony : 2013
  Liczba postów : 4197
https://www.czarodzieje.org/t15136-mefistofeles-e-a-nox#403342
https://www.czarodzieje.org/t15139-kind#403356
https://www.czarodzieje.org/t15137-what-does-life-mean-to-me#403353
https://www.czarodzieje.org/t15134-mefistofeles-e-a-nox
https://www.czarodzieje.org/t18387-mefistofeles-e-a-nox-dziennik
Bar "Lumos" - Page 4 QzgSDG8




Moderator




Bar "Lumos" - Page 4 Empty


PisanieBar "Lumos" - Page 4 Empty Re: Bar "Lumos"  Bar "Lumos" - Page 4 EmptyPon Lip 19 2021, 17:00;

- Datę zakończenia jej obowiązywania. Tooo brzmi jak dobre obejście jej mocy, bo jeśli po upłynięciu tego czasu uznacie, że... nie wiem, że dalej tego chcecie... to odnowicie - wzruszył ramionami. Nie widział sensu w składaniu wieczystej przysięgi za pierwszym razem, ale skoro już musieli, to chociaż z głową. I chciał chyba dodać coś jeszcze, a jednak po zerknięciu na powoli porzucającego temat Sky'a doszedł do wniosku, że może on też powinien machnąć na to wszystko ręką i bardziej wspierać, niż potępiać. - Jeśli będziesz potrzebował kogoś do towarzystwa podczas składania przysięgi, to daj znać. Co dwie głowy to nie jedna - wtrącił jeszcze tylko, czując się całkiem pewnie w roli czepialskiego przyjaciela - domyślał się, że na gwaranta raczej wybierze kogoś theośkowy szef, więc tego nawet nie proponował.
- Myyyślę, że polecimy jakoś od razu, może drugiego dnia - uznał, przeczesując palcami włosy w drobnym zamyśleniu. Dobrze było zaczekać na wieści o wybranej lokacji, by lepiej się spakować i przygotować Cynkę. - Moglibyśmy w sumie zostać do końca wyjazdu, więc może znajdziemy już jakąś fajną miejscówkę na kawę, jak dojedziesz - podsunął, zaraz parsknięciem komentując tę mało subtelną propozycję swojego narzeczonego. Otworzył usta, by - pewnie mało skutecznie - odradzić Sky'owi zabawę w swatkę, ale w tej samej chwili zorientował się, że za barem stoi nie ten pracownik, którego teraz się tam spodziewał... i tyle byłoby z mefistofelesowej uwagi. - No ale żeby robić machlojki pod nosem szefa... - mruknął w lekko rozbawionym oburzeniu, cmokając Sky'a w policzek i z krótkim "zaraz wracam" pójść rozeznać się w sytuacji. A to, że przy okazji postanowił przygotować im trochę przekąsek, to już inna sprawa!

______________________

You can be the beauty
And I could be the monster
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Theodore Kain

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 178
C. szczególne : delikatne piegi na nosie i w okolicach oczu
Galeony : 1063
  Liczba postów : 715
https://www.czarodzieje.org/t20346-theodore-kain#642305
https://www.czarodzieje.org/t20350-theodore-kain#642529
https://www.czarodzieje.org/t20349-theodore-kain#642528
https://www.czarodzieje.org/t20348-theodore-kain#642476
https://www.czarodzieje.org/t20351-theodore-kain-dziennik#642530
Bar "Lumos" - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Bar "Lumos" - Page 4 Empty


PisanieBar "Lumos" - Page 4 Empty Re: Bar "Lumos"  Bar "Lumos" - Page 4 EmptyPon Lip 19 2021, 23:12;

Pomimo koszmarnych okoliczności spotkania chyba po raz pierwszy od kilku dni odczuł pewną ulgę, a wsparcie przyjaciół okazało się w tym przypadku nieocenione. Naprawdę był im wdzięczny za to, że go wysłuchali, jak i za okazaną przez nich troskę, której teraz potrzebował niemal jak powietrza. Doceniał ich również za to, że nawet teraz, kiedy zdradził przed nimi zamiar zawarcia wieczystej przysięgi, i tak starali się go nie oceniać, służąc jedynie wyjątkowo trafnymi uwagami, które miały uchronić go przed podjęciem nieprzemyślanej decyzji. – Skyler, spójrz na mnie. – Rzucił w końcu do zadumanego nad kieliszkiem wina chłopaka. – Tym razem postaram się nie zrobić niczego głupiego, ok? – Upił łyka piwa i uśmiechnął się nawet na ten jego mało zgrabny żart. Chciał go jakoś pocieszyć, nawet jeśli ten nie miał żadnego wpływu na jego wybór. Mógł jedynie liczyć na to, że Theo nie okaże się naiwnym pajacem, którego potem, nie daj Merlinie, trzeba by było opłakiwać. Właśnie w tym przekonaniu, że nie będzie naiwnym pajacem, Kain chciał go utwierdzić, chociaż nie był pewien czy jest w stanie taką rzecz zagwarantować. Cóż, chyba właśnie z tego względu nie powinno się zawierać wieczystych przysięg.
Czekaj, czekaj, Mef… to nie jest głupie. – Dodał jeszcze, kiedy Nox wtrącił się ze swoim szatańskim pomysłem. Ten wilkołak naprawdę miał łeb na karku, skoro wymyślił idealny wręcz sposób na swego rodzaju obejście tego skomplikowanego i niebezpiecznego zaklęcia. – No ok. Czyli w razie czego spisujemy na papierze, ze wskazaniem obowiązującego terminu. Odnotowałem. Dzięki, chłopaki. – Podsumował ostatecznie niezbyt wygodny dla nich wszystkich temat, a przynajmniej tak mu się wydawało, bo wtedy Mefisto nagle zaproponował mu swoje towarzystwo. Niczym świadek do ślubu. – Dzięki, Mef, chociaż wiesz… gdybym rzeczywiście miał to zrobić, chyba nie dałbym rady przez to Twoje karcące spojrzenie. – Pozwolił sobie na ten drobny wtręt, wiedząc że mimo tych drobnych uszczypliwości ślizgoński druh nie pogrzebał nadal ich przyjacielskich więzi.
Miło było się jednak od tych trudnych tematów w końcu oderwać, poczuć klimat wakacji, nawet jeśli nie wiedział jeszcze, kiedy zostanie przyjęty jego wniosek o urlop. Po tym jak Sky zrzucił decyzję o dacie wyjazdu na swojego partnera, Theo spojrzał na niego wyczekująco, po czym skinął wesoło głową na wieść, że jego kumple nie wykluczają pozostania na miejscu docelowym aż do samego zwieńczenia wyjazdu. – Koniecznie. Na kawę, piwo, wino, jedzenie… ciekawe gdzie ostatecznie wylądujemy i jakich lokalnych produktów warto będzie spróbować. Zbadajcie teren, ja przyjadę na gotowe. – Mruknął w odpowiedzi rozbawiony, ale wcale nie zamierzał zrzucać na nich takiego ciężaru odpowiedzialności. Z drugiej strony, skoro miał dojechać na wakacje z niemałym opóźnieniem, nie było wcale wykluczone, że w dacie jego przyjazdu chłopaki będą już mogli robić za przewodników. – Ja niestety nie wiem kiedy dostanę urlop. To zależy jak pójdą badania nad takim jednym artefaktem, który spędza nam sen z powiek. Ale dam Wam znać, jak tylko będę znał termin. – Dopowiedział gwoli formalności, znów wychylając się do swojego kufla i o mało co nie opluł się piwem, kiedy usłyszał propozycję Schuestera. Przełknął głośno łyk chmielowego trunku i pokręcił z pobłażaniem głową.
Eh, Skyler, Skyler… Ty to lubisz bawić się w swatkę, co? – Wydusił z siebie, ale zachrypły głos uświadomił mu, że winien wziąć jeszcze kilka drobnych łyków. Początkowo nie potraktował oferty Puchona poważnie, ale jednak gdzieś z tyłu głowy czaił się cień zaciekawienia. – A znasz kogoś, komu mógłbym się spodobać? – Zapytał więc wyraźnie ożywiony, ale niestety akurat w tej chwili Mefisto przerwał ich rozmowę, umykając do baru z nieznanego mu w ogóle powodu. Zdołał usłyszeć jedynie coś o jakichś machlojkach, ale że wilkołak nie wyglądał na zbytnio zaniepokojonego, machnął na to ręką, korzystając z okazji, że chociaż na chwilę zostanie sam na sam z Schuesterem. Nie to, żeby Nox mu przeszkadzał, broń Melinie, kochał go jak brata. Po prostu ze Sky’em znał się znacznie dłużej i w jego towarzystwie czuł się również o wiele swobodniej. Na tyle, że przypomniało mu się o tej jednej małej rzeczy, tym strasznie głupim pytaniu, które samo cisnęło mu się na usta od kiedy tylko jego puchoński kompan zaczął się chwalić swoim gejowskim stażem.
Sky, mogę Ci zadać jedno pytanie? – Nie wiedział dlaczego tak do niego zagaił, skoro i tak nie spodziewał się z jego strony odmowy. Może chciał w ten sposób zdusić ogarniające go poczucie wstydu i zażenowania. Poczekał na potwierdzenie, a potem nachylił się nad stolikiem bliżej niego, jakby nie chciał dopuścić do tego, że ktoś podsłucha ich rozmowę. Nie to, że w barze i tak było gwarno i nikt specjalnie nie zwracał na nich uwagi. No, może poza jednym chłopakiem z końca sali, który właśnie puszczał oczko do Schuestera, najwyraźniej upatrując swej nadziei w tymczasowej nieobecności Mefistofelesa. – Ykhm. – Odchrząknął jeszcze, żałując chyba że rozpoczął ten temat. – To zawsze tak boli czy tylko za pierwszym razem? No bo nie powiem, trochę się nacierpiałem… – Nie musiał chyba wyjaśniać o czym mówi. Zaczerwienione policzki zdradzały, że nie chodzi mu o ćwiczenie jogi. Niby nie pytał o nic nienormalnego, a jednak czuł się niesamowicie głupio. Z drugiej strony, jeśli już ktoś miał rozwiać jego wątpliwości w tym zakresie, nie oszukujmy się, Skyler wydawał się idealnym wręcz ekspertem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Bar "Lumos" - Page 4 QzgSDG8








Bar "Lumos" - Page 4 Empty


PisanieBar "Lumos" - Page 4 Empty Re: Bar "Lumos"  Bar "Lumos" - Page 4 Empty;

Powrót do góry Go down
 

Bar "Lumos"

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 5Strona 4 z 5 Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Bar "Lumos" - Page 4 JHTDsR7 :: 
hogsmeade
-