Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 Dom rodzinny Kolbergów

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 2 z 3 Previous  1, 2, 3  Next
AutorWiadomość


Maximilian Felix Solberg

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : blizna pod lewym żebrem, blizna na lewej ręce, blizna po pazurach na prawym boku, blizna po sidłach na prawej łydce, blizna po uderzeniu na prawej skroni, na linii włosów, leworęczność, dupa nie zaklęciarz, Znak zorzy w postaci czerwonej kreski na palcach lewej dłoni
Galeony : 974
  Liczba postów : 6701
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18542-relacje-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Dom rodzinny Kolbergów - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Dom rodzinny Kolbergów - Page 2 Empty


PisanieDom rodzinny Kolbergów - Page 2 Empty Dom rodzinny Kolbergów  Dom rodzinny Kolbergów - Page 2 EmptySro Paź 28 2020, 18:32;

First topic message reminder :


Dom rodzinny Kolbergów



Dom i ogród


Usytuowany na obrzeżach Inverness dom z zewnątrz idealnie wpasowuje się w szkocki krajobraz.



Kuchnia


Małe, aczkolwiek funkcjonalne pomieszczenie z oknem wychodzącym na ogród.




Jadalnia


Używana zazwyczaj tylko do niedzielnych obiadów i świątecznych kolacji.



Salon


Główne miejsce wydarzeń towarzyskich u Kolbergów.



Gabinet


Głównie okupowany przez Stacey, gdy ta pracuje nad kolejną powieścią. Specjalnie wystylizowany, by inspirować kobietę.



Łazienka


Kiedyś wiecznie zajęta przez Emmę, dzisiaj już bardziej dostępna dla innych.



Sypialnia dla gości


Pokój otwarty na przyjęcie każdej zagubionej duszy.



Sypialnia Maxa


Dawny pokój Emmy, przejęty przez Maxa, gdy dziewczyna wyprowadziła się z domu.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość


Maximilian Felix Solberg

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : blizna pod lewym żebrem, blizna na lewej ręce, blizna po pazurach na prawym boku, blizna po sidłach na prawej łydce, blizna po uderzeniu na prawej skroni, na linii włosów, leworęczność, dupa nie zaklęciarz, Znak zorzy w postaci czerwonej kreski na palcach lewej dłoni
Galeony : 974
  Liczba postów : 6701
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18542-relacje-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Dom rodzinny Kolbergów - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Dom rodzinny Kolbergów - Page 2 Empty


PisanieDom rodzinny Kolbergów - Page 2 Empty Re: Dom rodzinny Kolbergów  Dom rodzinny Kolbergów - Page 2 EmptyPią Gru 25 2020, 16:48;

Wiele ostatnio myślał o tym, co usłyszał od wszystkich po wydarzeniach w lesie. Szczególnie mocno brzęczały mu w uszach słowa Beatrice, która z jakiegoś niezrozumiałego mu wciąż powodu pokładała w Maxie naprawdę dużo nadziei, że uda mu się jakoś poukładać. Prezent od niej w postaci amuletu, bez przerwy gościł na szyi ślizgona od kiedy tylko go otrzymał. Nawet jeżeli miał zadziałać tylko, jako wsparcie mentalne. Prawdą było też to, że najzwyczajniej w świecie się Solbrgowi podobał. Nawiązanie do mitologii Nordyckiej urzekło go i sprawiło, że jeszcze chętniej zawiesił sobie wisiorek na szyję.
Na tych krótkich zdaniach, temat Callahana został zakończony. Ślizgon nie wiedział, co powiedzieć dalej, więc po prostu zamilkł, popijając kolację winem. Nie miał zamiaru opowiadać Felkowi, że Boyd wcale kolorowego życia nie miał i jego rodzice mogli aż tak nie przejąć się tą sytuacją, jakby to było od nich wymagane. W końcu to gryfon robił za opiekuna swojego rodzeństwa w większym stopniu niż ludzie, którzy sprowadzili ich na ten świat.
Słowa Felka sprawiły, że Max miał nieodpartą ochotę zbliżyć się do niego i wykonać jakiś drobny gest, który sprowokowałby jeszcze bardziej Hugo. Wiedział jednak, że nie może jednak wprowadzać przyjaciela w wielkie zakłopotanie, więc ostatecznie tylko starł delikatnie kciukiem z policzka Felka kapkę sosu pieczeniowego, który jakimś cudem się tam znalazł. -Ja zawsze ładnie proszę. - Uśmiechnął się szeroko i wrócił do posiłku widząc, jak młody coraz bardziej rozentuzjazmowany siedzi na swoim miejscu. Już czekał na te wszystkie odzywki, które będzie mógł rzucać w stronę przybranego brata i te milion pytań, które na pewno padną, gdy tylko puchon wraz z matką wrócą do Londynu.
-Mi nie ufasz? - Co prawda sam pewnie patrzyły podejrzanie na potrawy od eliksirowara, ale byli w mugolskim domu, a tutaj panowały zupełnie inne zasady. Do tego Max cenił sobie zaufanie Lowella i nie miał zamiaru stracić go w tak durny sposób. Sam zresztą miał dosyć maniany, jaka odpierdalała się w Hogwarcie nie tylko z piernikami, ale i innymi wątpliwymi posiłkami, które raz robiły korektę płci, a innym razem sprawiały, że zostawało się gigantem.
Max przyzwyczajony do zwykłych rodzinnych sprzeczek po prostu zajął miejsce obok Felka i jakby nigdy nic obserwował piekło, które rozpętał. W pewien sposób była to piękna analogia jego życia, chociaż rodzina wybaczała mu zdecydowanie więcej niż bezczelny los, który wyśmiewał go prosto w twarz.
W końcu postanowili opuścić ten pierdolnik i udać się do ogrodu, gdzie świąteczne lampki rozjaśniały nieco mrok panujący na zewnątrz. Solberg odpalił papierosa swoją smoczą zapalniczką i zaciągnął się głęboko, wdychając w płuca nie tylko dym, ale też chłodne, grudniowe powietrze.
-I jak Ci się podoba moja rodzinka. - Zapytał z przekąsem, choć tak naprawdę do momentu tego całego teatrzyku, wszystko szło raczej dość dobrze. -Młody? Ciekawski od kiedy pamiętam, ale ostatnio zrobił się jakiś bardziej nerwowy. Wkurza go, że jego przybrany brat, menda społeczna i wyrzutek, dostał w genach coś, czego on sam nigdy nie będzie miał. - Wzruszył ramionami, bo sam raczej oddałby wiele, by móc cieszyć się życiem nastolatka. Nawet zrezygnowałby z magii na rzecz kochającej rodziny, która od samego początku by go wspierała.
Nastrój ślizgona powoli opadał, a jego twarz przybrała wyraz zamyślenia. Przez chwilę przyglądał się przyjacielowi, po czym w końcu zebrał się na odwagę, by powiedzieć to, co zamierzał przez cały wieczór.
-Słuchaj, będę musiał na chwilę się urwać. Chcesz...Mógłbyś pójść ze mną? - Może nie był to najlepszy dzień na pewne rzeczy, ale ślizgon miał wrażenie, że jeśli teraz się na to nie zdobędzie, to zaprzepaści jedyną okazję, by w końcu się przed kimś otworzyć. Nie był w stanie zrobić tego zwykłymi słowami. Bał się, że widok może być ciężką metodą przekazu, ale inaczej nie potrafił.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 21
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Pisze lewą ręką, rzuca zaklęcia prawą, na której palcach nosi Sygnet Myrtle Snow, Pochłaniacz Magii i Pierścień Sidhe. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 466
  Liczba postów : 6004
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Dom rodzinny Kolbergów - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Dom rodzinny Kolbergów - Page 2 Empty


PisanieDom rodzinny Kolbergów - Page 2 Empty Re: Dom rodzinny Kolbergów  Dom rodzinny Kolbergów - Page 2 EmptyPią Gru 25 2020, 17:57;

Nie wiedząc, co się tak naprawdę wydarzyło w gabinecie, nie bez powodu Lowell zdołał wcześniej wysłać list do kobiety, w celu okazania własnego niezadowolenia względem tejże sytuacji. Jego zdaniem, jak również nie tylko jego, bo także i Lucasa, kara wystosowana przez dyrektora za mocno wpływała na życie samego Ślizgona, w związku z czym nie bez powodu jego wypracowanie na ten temat było obszerne i zapewne mogło zostać wykorzystane poniekąd jako opinia nie tylko przyjaciela, ale także w pewnym stopniu osoby obeznanej z medycyną. Posiadając najwyższe stypendium z tej dziedziny, wcale nie odchodził od ciągłego pogłębiania własnej wiedzy na ten temat, a koniec końców jego słowa na ten temat były trafne; stagnacja mogła przysporzyć Solbergowi więcej problemów, aniżeli pożytku, jak to śmiał twierdzić sam Hampson. Poza tym, jak ten miał się przygotować do egzaminów, skoro nie miał możliwości uczestnictwa w zajęciach? Sam nie wiedział, kiedy to tak spoglądał w jego stronę, poniekąd zaintrygowany, poniekąd zmartwiony - to drugie nie przechodziło jednak przez mimikę twarzy, jakoby odpowiednio skryte przed światem zewnętrznym. Umiejętność zachowania spokoju naprawdę mu się przydawała, a wyciszenie, kiedy to nauczył się z niego prawidłowo korzystać, przychodziło wręcz z naturalnością. Wystarczyło odpowiednio nakierować własne działania, by tym samym móc zignorować w pewien sposób emocje na rzecz innych... albo na rzecz prawidłowo funkcjonującej logiki.
To prawda - Lowell nie wiedział nic o tym, jakie życie prowadzi tak naprawdę Callahan. Nie miał prawa wiedzieć - nie znał jego sytuacji rodzinnej i vice versa, w związku z czym nie wymagał tak naprawdę jakichkolwiek wytłumaczeń. Sam zaproponował mu pomoc względem eliksirów lub czegokolwiek, wszak praca w aptece naprawdę mu się przydawała, niemniej jednak więcej nie mógł zrobić. Nawet jeżeli chciałby coś w ten sposób osiągnąć, tak naprawdę był prędzej narażony na dodatkowy stres. Nie zmieniło to faktu, iż koniec końców Felinus pod tym względem się uspokoił - może nie mógł nadal spać spokojnie, ale mógł wreszcie zwrócić uwagę na inne rzeczy. Że jest po prostu lepiej.
Nie spodziewał się pewnej reakcji - może powinien, niemniej jednak nie był tym przejęty, przynajmniej do czasu, kiedy to nie zauważył w pewien sposób zbliżającej się w stronę jego policzka ręki. Przekrzywił wtedy delikatnie głowę, jakoby w widocznym zastanowieniu, kiedy to kciuk musnął fragment skóry, usuwając tym samym dowód niefortunnego jedzenia przez niego potrawy. Nie wiedział, jak zareagować, przynajmniej z początku, choć trwało to zaledwie niewielki ułamek sekundy, by potem posłać charakterystyczny jak dla niego uśmiech. — Tak, tak, wiem, zdołałem to zauważyć. — mruknąwszy, poprawił własną dłonią miejsce, w którym znajdował się ten pobrudzony fragment własnej skóry, niemniej jednak pod kopułą czaszki znajdowało się zbyt wiele pytań, na które nie potrafił znaleźć odpowiedzi. Gdyby nie to, że potrafił siebie kontrolować, zapewne speszyłby się bardziej, niż tak naprawdę w rzeczywistości, pokazując jedynie drobną gamę zdziwienia, będącą zaledwie ziarenkiem piasku w tym wszystkim. Im więcej czasu spędzał z Maximilianem, tym bardziej zaczynał tak naprawdę zauważać pewne rzeczy, nad którymi chciał panować i które to chciał zrozumieć, a których jednak się bał. Struktury coraz to bardziej pękały, a mimo panowania nad nimi, nie mógł nie dostrzec tych zmian zachodzących w jego myślach, w jego działaniach, w jego odmiennych reakcjach.
Cholera jasna.
Najchętniej pokręciłby głową, niemniej jednak tego nie zrobił, zachowując neutralny wyraz twarzy, połączony z rozbawieniem. Nie chciał przyjąć tego do wiadomości; nie chciał zmieniać rzeczy, które naprawdę powodowały, że czuł się przede wszystkim dobrze, że miał kogoś bliskiego, komu mógł się wyżalić, że mógł się kimś po prostu opiekować. Nie chciał, by przez jego własne widzimisię, wszystko to upadło, niczym twierdza, którą razem wybudowali, a on, poprzez posiadane zachcianki, został sam. Strach przed ponowną egzystencją bez bliskich osób powodował, że nie bez przyczyny tłamsił w sobie to wszystko, mając nadzieję, że prędzej czy później przejdzie, oddając wątpliwości w eter zapomnienia. I chociaż zachowywał się normalnie, o tyle jednak w myślach trwała wojna, w której to nie mógł znaleźć jednoznacznej odpowiedzi.
Ja miałbym ci nie ufać? — zaśmiawszy się, skierował myśli na kompletnie inny tor, choć pewnego rodzaju wątpliwość pozostała. Tej jednak nie przedostawał do struktur rzeczywistości, nie chcąc skazić tym samym swoimi własnymi problemami reszty dookoła; prędzej zabrał się za jedzenie posiłku, kiedy to cicho westchnął, spoglądając na trwający dookoła gwar. Może by się nie obraził, gdyby Max mu podał jakiś eliksir, ale też, nie byłoby to zbyt dobrze przez niego odebrane; wbrew pozorom nie straciłby tak szybko zaufania do Ślizgona. Za bardzo i za mocno go sobie cenił, by mógł z powodu takiej "drobnostki" postawić na szali ich przyjaźń. Ale też, to prawda - miał dość w sumie pierniczków powodujących najróżniejsze efekty czy też zmiany płci. Chociaż za tą poniekąd tęsknił.
Opuszczenie tego całego pier(d)olnika przyczyniło się do odetchnięcia świeżym powietrzem, którego nie bez powodu potrzebował. Całokształt działań, których to podejmowali się wszyscy dookoła, mógł być koniec końców wymęczający, a gdy usłyszał pytanie, czując nadal się w pewnym stopniu niezbyt pewnie, uśmiechnął się pod nosem. Odpowiedź powinna być tak naprawdę szczera, ale też, zastanawiał się, do jakiego stopnia powinien się w przypadku niektórych hamować. Zresztą, nie zauważył żadnych nieprawidłowości, dlaczego zatem się aż tak tym martwił?
Duża. I to całkiem duża. Ma swój urok, chociaż podejrzewam, że twoja mama miała dość inne przyczyny pytania mnie o uzdrawianie. — powiedziawszy, podniósł kąciki ust do góry w widocznym rozbawieniu, wsłuchując się następnie w słowa wypowiadane na temat młodszego przybranego brata. Sam jakoś specjalnie nie uważał Maximiliana za wyrzutka, mendę społeczną, niemniej jednak jedynie pokręcił głową, wiedząc, że kumpel podchodzi do tego z należytym dystansem. Zaciąganie się chłodnym powietrzem, kiedy to poprawił leżący na nim sweter, próbując poniekąd strzepać z niego drobinki kurzu, pozwoliło mu otrząsnąć umysł i tym samym powrócić na dawne, spokojniejsze fale. — Prędzej czy później mu to przejdzie. Niektórzy uważają to za przekleństwo, a wiesz doskonale, czym kończy się próba usunięcia sygnatury magicznej. — westchnął, przypominając sobie słowa Cassiana, który nie miał nic przeciwko, by się tym faktem podzielić. Żyć należy dalej, niezależnie od tego, co tak naprawdę się dzieje. Chociaż na niektóre rzeczy nie można wpłynąć, to należy żyć tak, by potem niczego nie żałować i móc powiedzieć na łożu śmierci, iż jest się z siebie dumnym. Obecne życie, pomimo wielu błędów, jakie to popełnił, było dla niego poniekąd pozytywne. Zdołał zdobyć przyjaciela, nauczyć się patronusa, wydobyć z siebie coś więcej niż tylko wydarzenia negatywne, kiedy to nie mógł początkowo na warsztatach opanować zaklęcia... i był tak naprawdę wdzięczny Ślizgonowi za to wszystko. Gdyby nie relacja z nim, na pewno nie zdołałby niczego w życiu osiągnąć i byłby większym wyrzutkiem. Znacznie większym, pozostawionym samemu sobie.
Felinus przyglądał się poniekąd Solbergowi, gdy ten przejawiał pewnego rodzaju zastanowienie na twarzy. Nie bez powodu zamrugał parę razy oczami, jakoby z cisnącym się na usta pytaniem, niemniej jednak, zanim zdobył się na odwagę, uzyskał odpowiedź; pewnego rodzaju konieczność wydostania się z domu na rzecz... czegoś. Nie wiedział czego - mógł podejrzewać, kiedy to spojrzenie czekoladowych tęczówek zetknęło się z tymi zielonymi w pewnym zaintrygowaniu, ale czy powinien tak naprawdę zadawać pytania? Czy powinien pytać się o rzeczy, które mogą być nieodpowiednie? Nie wiedział. Poza tym, zauważył zmianę słowa z prostego zapytania na prośbę. Tym bardziej utwierdziło go to w przekonaniu, że sprawa jest tak naprawdę delikatna i zapewne drobny cień wątpliwości może spowodować o jej zapomnieniu. Podejrzewał, że temat musi być ciężki.
Jasne, nie ma problemu. — powiedział, spoglądając na niego nadal pytająco, niemniej jednak nie wymagając żadnej odpowiedzi, pozwolił, by ten go chwycił za rękę i tym samym przedostali się w nieznane miejsce - przynajmniej dla Felinusa, który nie był jeszcze świadom, co go tak naprawdę czeka.
Niepewność przeżerała jego serce.

[ zt x2 ]

______________________



Nie wiemy, dokąd idziemy
i nikt nie chce nas słuchać, gdy wszyscy święci balują sobie w piekle na prochach, a księżyc w nowiu znów nas śledzi na pokaz...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 21
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Pisze lewą ręką, rzuca zaklęcia prawą, na której palcach nosi Sygnet Myrtle Snow, Pochłaniacz Magii i Pierścień Sidhe. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 466
  Liczba postów : 6004
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Dom rodzinny Kolbergów - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Dom rodzinny Kolbergów - Page 2 Empty


PisanieDom rodzinny Kolbergów - Page 2 Empty Re: Dom rodzinny Kolbergów  Dom rodzinny Kolbergów - Page 2 EmptyPon Gru 28 2020, 15:02;

Czuł się pewniej, kiedy to Maximilian zajmował się teleportowaniem, a nie on - demony przeszłości, które mimo wszystko pozostawały uśpione, czasami zdawały się bardziej przyciągać jego uwagę, powodując tym samym dziwne poczucie odpowiedzialności za innych. Nie chcąc, by przez własny brak kompetencji w zakresie używania tej sztuki również przyjaciel ucierpiał, nie bez powodu pozwolił na to, by ten chwycił jego rękę i tym samym spowodował znalezienie się z powrotem w ogrodzie.
Może ich fundamenty są popękane, aczkolwiek nie oznacza to, iż są to fundamenty, z których nie można skorzystać. Owszem, można na początku usłyszeć przeraźliwy krzyk, można nie odczuć tej satysfakcji, kiedy złe wydarzenia zdawały się odbierać resztki życiowej energii, aczkolwiek Lowell nie zamierzał się aż tak łatwo poddawać. To nie było obecnie w jego zamierzeniu - jakoby spoglądał czasami w stronę stagnacji, chwilowego zwrócenia uwagi na czynniki wynikające z kart przeszłości, aczkolwiek... nie poddawał się temu złudnemu uczuciu. Zamierzając w pełni skorzystać z tego, co ma dla nich do zaoferowania życie, nie bez powodu starał się popychać do przodu Ślizgona, wierząc w jego zdolności i możliwości. Że nie jest tym, o kogo inni są w stanie go posądzić - nigdy nie podejrzewał go o to. Odsunięcie z twarzy własnej maski pozostawało w pewnym stopniu czymś niesamowitym, ale także bolesnym, bo narażonym na potencjalne odtrącenie. On nie zamierzał podejmować się tak prostej próby zignorowania wszystkiego - nawet przez umysł mu to nie przeszło, kiedy to wiedział, że sam dokonał podobnego aktu. Gryzłoby się to z jego przekonaniami, a więź, która łączyła go ze Solbergiem, była wręcz unikalna, niespotykana dotychczas w jego życiu. Nie zamierzał ani tego zepsuć, ani przyczynić się do jakiegokolwiek pogorszenia - pewne instynkty znajdowały się pod kopułą jego czaszki i nie chciały odpuścić. Jeżeli chłopak był w stanie w pełni mu w tej kwestii zaufać i pozwolić na wyrzucenie używki, coś musiało w tym być - coś więcej, jakoby chęć pełnego oddania w jego ręce własnego losu. I mimo że nie powinien za niego decydować, zrobił to - zrobił to, by nie tylko okazać własne stanowisko w tej kwestii, lecz także wykonać coś, czego obecnie sam Max nie byłby w stanie.
Nadzieja na lepsze jutro, kiedy to wiedział, że pewne rzeczy tej nocy uległy zmianie, a on poczuł większą bliskość, jako że mógł w tym wszystkim uczestniczyć. Jako że mógł wesprzeć, jako że mógł być oparciem, a dziwna świadomość wpływu na dalsze losy opanowywała jego ciało. Cieszył się, był dumny z przyjaciela. Wbrew pozorom to nie było dla niego takie proste, a sam pamiętał, na jakim głodzie się ten znajdował.
Nie bez powodu jeszcze przed teleportacją odwzajemnił przytulenie, które było dla niego oznaką nie tylko zaufania, ale także i ciepła. Poczuł się wręcz tak samo, jak wtedy, gdy za każdym razem wspominał o wspólnie spędzonych chwilach - charakterystyczne uczucie przedzierające się przez serce bijące pod sklepieniem żeber nie zamierzało wcale tak szybko opuścić. Te uderzało spokojnie, z charakterystyczną nutą zastanowienia, kiedy to wiedział, że wszystko zmierza w dobrym kierunku. Że mógł w tym uczestniczyć, że mógł tym samym pomóc podjąć jedną z najważniejszych decyzji, które najprawdopodobniej doprowadzą Maximiliana na lepszą ścieżkę. Na to liczył, choć nie mógł mieć pewności. Zamierzał zrobić mimo wszystko i wbrew wszystkiemu wszystko, byleby w tym postanowieniu się utrzymał. Wierzył w jego możliwości i nie zamierzał pozwolić, by ktoś je zdeptał poprzez własne widzimisię.
Dziękuję. Za to, że mi ufasz. — mruknąwszy, kiedy to teleportowali się na odpowiednie miejsce, wypowiedział te słowa niezbyt głośno, ażeby nikt niczego nie podejrzewał. Dopiero potem, kiedy to weszli do środka, a sam Felinus zaczął się ogrzewać, zauważył, że gwara na temat konkursu talentów nadal trwa, w związku z czym pokręcił oczami, jakoby w widocznym rozbawieniu. Poprawiwszy tym samym świąteczny sweter, w ramach czystej nieuwagi ze strony uczestników, podszedł ostrożnie do stołu i zabrał tym samym mandarynkę, którą zaczął po kryjomu obierać, na co zareagowała Lydia, posyłając mu spojrzenie pełne zastanowienia, na co zwyczajnie się uśmiechnął. — Mandarynki? — zapytanie opuściło jego spierzchnięte usta, kiedy to widział, co się dzieje.

______________________



Nie wiemy, dokąd idziemy
i nikt nie chce nas słuchać, gdy wszyscy święci balują sobie w piekle na prochach, a księżyc w nowiu znów nas śledzi na pokaz...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Felix Solberg

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : blizna pod lewym żebrem, blizna na lewej ręce, blizna po pazurach na prawym boku, blizna po sidłach na prawej łydce, blizna po uderzeniu na prawej skroni, na linii włosów, leworęczność, dupa nie zaklęciarz, Znak zorzy w postaci czerwonej kreski na palcach lewej dłoni
Galeony : 974
  Liczba postów : 6701
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18542-relacje-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Dom rodzinny Kolbergów - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Dom rodzinny Kolbergów - Page 2 Empty


PisanieDom rodzinny Kolbergów - Page 2 Empty Re: Dom rodzinny Kolbergów  Dom rodzinny Kolbergów - Page 2 EmptyPon Gru 28 2020, 23:47;

Nie bez powodu przejmował kontrolę nad ich wspólną teleportacją. Dużo pewniej czuł się przy przemieszczaniu się nie tylko indywidualnie ale i z drugą osobą, a do tego zdejmował poniekąd przez to ciężar z barków swojego przyjaciela, który wciąż nie do końca czuł się w tym wszystkim dobrze. Chwycenie ręki przyjaciela było w tamtym momencie czymś, co dodatkowo wzmocniło w ślizgonie poczucie bezpieczeństwa, którego w tej chwili tak bardzo potrzebował.
Był wdzięczny, że ma obok siebie Felka. Felka, który nie próbował go pochopnie oceniać. Felka, który nawet w najgorszej sytuacji wyciągnął do niego rękę. Felka, który przede wszystkim uczył go ufać, a przy tym nie robił tego nachalnie, naruszając jego prywatność i przestrzeń osobistą. Nie miał pojęcia, kiedy z tego wycofanego, obcego studenta, stał się tym człowiekiem, który stał teraz przed Maxem w jego rodzinnym ogrodzie, ale niezmiernie cieszył się, że mógł być przy tej przemianie. Widział, z jaką swobodą puchon zaczyna wokół niego się poruszać i w pewien sposób naprawdę był z niego dumny, że ten mierzył się z własnymi demonami, celem lepszego podejścia do własnego życia. Może nie było idealnie, ale przecież nikt tego nie wymagał. Dla Maxa liczyło się to, że mógł czasem (a z każdym dniem coraz częściej) obserwować uśmiech na twarzy Lowella, lub patrzeć, jak niewinnie bawi się w postaci kobiety na szkolnej imprezie. Te zmiany zdecydowanie sprawiały, że ślizgonowi robiło się cieplej na sercu, szczególnie wiedząc, co Lowell musiał przejść, by stać teraz tutaj w takim, a nie innym stanie.
Mimo kilku bliskich osób w swoim życiu, Solberg nie wyobrażał sobie w tej chwili zwrócić się ze swoim problemem do kogokolwiek innego. Tak naprawdę tylko Lowell wiedział o jego najmroczniejszej twarzy i tylko on widział go w tym niechlubnym stanie, kiedy to był na głodzie. Na szczęście nie musiał oglądać go w pełni pod wpływem, choć i tak na samo wspomnienie tamtej nocy, Maxowi robiło się wstyd. Jak mógł dopuścić do czegoś takiego?
Dzisiejszy dzień z pewnością oznaczał wiele, dla każdego z nich. Ślizgon naprawdę cieszył się, że mógł dzielić ten wieczór z Felkiem. Nie wiedział jeszcze nic o patronusie, którego to udało mu się wyczarować pod okiem Voralberga, choć ta informacja na pewno niezmiernie by go ucieszyła. Kolejny dowód na to, że puchon brnie do przodu.
Sam Max nie miał pewności, że wytrwa w tym, co dzisiaj postanowił. Mimo to, ze wszystkich sił chciał próbować i tym razem wygrać ze swoimi słabościami. A przynajmniej z tą jedną. Nie bez powodu jednak, nie użył słowa obiecuję. Gdyby jednak poległ i ponownie zanurzył się w tym bagnie, nie potrafiłby żyć ze świadomością, że zawiódł i złamał obietnicę. Obnażył się przed Lowellem, tym samym pozwalając mu się zranić, gdyby ponownie zjebał sprawę, a jednocześnie ryzykując i ufając mu tak, jak jeszcze nigdy nie zaufał nikomu. Był to ogromny krok w jego życiu i napawał serce młodego ślizgona strachem. Bał się, że zawiedzie i że pomimo wszelkich starań coś znów sprowadzi go na dno, z którego nie będzie miał już siły się podnieść. Nie chciał jednak, by ten strach całkowicie przejął nad nim kontrolę. W momencie, gdy objął Felka, przez chwilę poczuł spokój. Jakby ciało puchona stanowiło niemą gwarancję, że wszystko będzie dobrze. Tego teraz potrzebował.
Kiwnął głową na słowa, które student wymruczał w jego kierunku. Nie potrafił nic zwięźle na nie odpowiedzieć, a nie był to zdecydowanie czas ani miejsce na litanię dziękczynną do Miłosierdzia Felkowego. Zawahał się patrząc, jak puchon idzie w kierunku domu. Pierwszy krok ku zmianom.
Max westchnął głęboko i również wkroczył do salonu z lekko spuszczoną głową.
-Max! Co Ty tu..? Czy wy...? - Stacey już przy nim była, lecz gdy tylko zobaczyła twarz swojego podopiecznego, odetchnęła z ulgą. Pierwszy raz od dawna wrócił tego samego wieczora po Wigilii i to jeszcze trzeźwy. Przytuliła go mocno, posyłając znad jego ramienia uśmiech w stronę puchona.
W końcu ślizgon wyswobodził się z jej uścisku i dopiero wtedy zauważył, że ludzie nadal nie przetrawili jeszcze tej całej sztuczki. Przewrócił oczami i podszedł do kumpla.
- Rzucaj! - Powiedział z uśmiechem, nadstawiając paszczę, by Feli wycelował w nią kawałkiem mandarynki. - Chcesz ich podkurwić bardziej? Może jakiś wilczek, albo ognisty wąż? - Zaproponował widząc, jak Hugo zmyka do siebie do pokoju. Teraz w końcu powinien zapanować względny spokój.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 21
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Pisze lewą ręką, rzuca zaklęcia prawą, na której palcach nosi Sygnet Myrtle Snow, Pochłaniacz Magii i Pierścień Sidhe. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 466
  Liczba postów : 6004
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Dom rodzinny Kolbergów - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Dom rodzinny Kolbergów - Page 2 Empty


PisanieDom rodzinny Kolbergów - Page 2 Empty Re: Dom rodzinny Kolbergów  Dom rodzinny Kolbergów - Page 2 EmptyWto Gru 29 2020, 00:40;

Jakoby kolejny akt w ich życiu rozpoczął się, lecz tym razem spokojniejszy, nastawiony głównie na zmiany, dzięki którym, być może, uda im się wspólnie zażegnać demony, które to chciały zacisnąć szpony na ich grdykach. Nie bez powodu Lowell w tym wszystkim uczestniczył, a uczucie bezpieczeństwa opanowało jego serce, kiedy to znaleźli się tym samym w sposób pozbawiony jakiegokolwiek ryzyka z powrotem w rodzinnym ogrodzie. Niewielkie kłębki pary wydobywały się tym samym z ust chłopaka, który to zauważał narastający, widoczny postęp.
Postęp zmian, z którymi to miał do czynienia - postęp zmian, które to mógł zaobserwować, kiedy to był przy tym wszystkim i zadbał o Maximiliana w odpowiedni sposób. Nie przeszkadzało mu to, że padło to akurat na dzień Wigilii, gdzie wszyscy powinni znajdować się przy świątecznym stole. Interesowało go głównie to, jak zaczął się ten zmieniać, na jakie wartości zwracać uwagę. Chciał się zmienić - mógł usłyszeć z barwy głosu, mógł zobaczyć poprzez postawę ciała, która może była nastawiona na cierpienie, kiedy to wyrzucił używkę przez okno, uprzednio ją wsypując. Cieszył się z tej nadchodzącej metamorfozy, która pokazywała, jak cierpliwość w jego przypadku nie stała się czymś niepożądanym, a wręcz przeciwnie - poprzez poszanowanie prywatności Solberga, mógł teraz przy nim być. Zdobył największe możliwe zaufanie, które zdecydował się pielęgnować bardziej, gdy wiedział, że jest to broń, która może skrzywdzić. On nie zamierzał wykorzystywać jej w tak haniebny sposób; zamierzał użyć zaufania celem popchnięcia przyjaciela do przodu w swych postanowieniach, by okryć tym samym własnym skrzydłem, własnym futrem, własną ciepłotą ciała - by wiedział, że nie jest w tym sam i że zawsze będzie miał go obok siebie. Niezależnie od tego, co się wydarzy - zamierzał pozostać przy nim, wierny niczym pies. Być może nawet i wiernym do tego stopnia, że gdyby sobie tego zażyczył, dałby się przywiązać do torów, posłusznie wykonując jego polecenia. Bo mu ufał - tak jak on ufał jemu, do tego wszystkiego dochodziła widoczna odpowiedzialność. Wierzył w niego - jakoby nie w siłę najwyższą, a bardziej bliskiemu jego sercu człowiekowi, nie zamierzał myśleć o nim w negatywny sposób. Zamierzał mu pomóc, samemu również z tej pomocy korzystając. Z nocą, która obecnie trwała, wiązały się pewnego rodzaju obietnice, może nie do końca sformułowane jako coś stanowczego, coś, co stanie się z pełnym prawdopodobieństwem, jakoby zdarzenie pewne, ale... Lowell był w stanie przysięgnąć wiele.
Zamierzał pomóc wytrwać przyjacielowi w tym wszystkim, kiedy to człowiek sam nie może wydostać się z nałogu, a postanowienia, bez pomocy bliskich osób, są tak naprawdę czymś trudnym do zrealizowania. Nie bez powodu zamierzał stać obok niego i tym samym być strażnikiem jego niezbyt szczęśliwej przeszłości, z którą to mógł się dzisiaj zapoznać. A to znaczyło dla niego naprawdę wiele - może nawet zbyt wiele, kiedy to wiedział, jaką odwagą trzeba się wykazać, by nie tylko w pełni przyznać się do własnych kart historii, lecz także poprosić o pomoc w wyjątkowo delikatnej kwestii.
Kiedy weszli do środka, a Felinus w międzyczasie położył mu rękę na jego własnym ramieniu, uśmiechnął się w stronę dwójki, która najwidoczniej miała ze sobą trochę rzeczy do wyjaśnienia. Nie wiedział, jak wiele na ten temat wie przybrana matka przyjaciela, ale po jej reakcji zauważył, że musiało to być dla niej ogromnym zdziwieniem. Maximilian wrócił. Cały, zdrowy, z pewnym nowym bagażem postanowień, aczkolwiek silniejszy. Jakoby usunął z własnego ogrodu zwiędłe kwiaty, wybierając się w taki sposób, by nie uszkodzić innych. By inne, te prawidłowe, zapuściły korzenie i wzniosły się wysoko ku górze, wyróżniając się siłą i nadzieją na lepsze jutro. By żaden czynnik atmosferyczny nie wpłynął na nie, choć czasami i z tym mogłoby być naprawdę ciężko. Nie bez powodu Lowell zamierzał ten znaczący progres obserwować, by w razie konieczności zainterweniować i pomóc tym samym usunąć pasożytnicze rośliny, które mógłby źle wpłynąć na rozwój tych, na których to im najbardziej zależało. Znajdowanie się obok Solberga przy takich zmianach napawało serce studenta ciepłem, które to zdawało się przemieszczać po jego ciele niczym świetliki. Same źrenice posiadały w sobie widoczny ognik, jakoby nadzieję i tym samym chęć przetrwania w tym wszystkim, jako że stał obok niego. I w niego wierzył.
I naprawdę za to wszystko kochał.
Nie bez powodu chłopak odwzajemnił uśmiech, chowając dłonie z tyłu, jakoby celem utrzymania prawidłowej, prostej postawy ciała. Jednocześnie chwycił za mandarynki, które to zaczął obierać, gdy ogrzewał się powoli w pomieszczeniu i tym samym czuł, że to wszystko jest w pewnym rodzaju tym, co chciał zobaczyć. Zmieniający się Solberg napawał go optymizmem, radością, a także uczuciem przywiązania, którego nie mógł się tak łatwo wyzbyć. Zresztą, nie chciał się go wyzbywać - chciał, by ich więź była bliska, by ich demony przeszłości więcej ich nie nachodziły, a następny dzień był dniem lepszym. By opanowali to, co stanowiło dla nich problem - by obydwoje stali się silniejszymi ludźmi, by przeszłość ich nie złamała, a zamiast tego stała się czymś, z czego będą mogli wynieść nie skrzywienia na psychice, a doświadczenie i odpowiednie wnioski. Uśmiechnął się jednocześnie ciepło, wrzucając jedną mandarynkę, a raczej jej drobną cząstkę, do buzi kumpla, kiedy to podniósł własną nogę do góry i oparł ją o piszczel. — Bingo, rzut za dziesięć punktów. — dodanie komentarza było proste i przyjemne, obarczone podniesieniem kącików ust do góry, kiedy to udało mu się trafić w dość niezłym stylu. Sam wepchnął do własnej kolejną, odczuwając słodko-kwaśny posmak cytrusowego gatunku owoców, a na kolejne słowa poważnie się zastanowił. Czy powinien? — Myślę, że jak Hugo wyszedł, to się raczej nie wkurwią. — kiwnął głową w stronę zmykającego nastolatka, a sam, kiedy to stracił równowagę, wykorzystał Maxa jako podporę, by tym samym wyciągnąć z kieszeni różdżkę. Lydia spojrzała na niego automatycznie, a dzieciaki Emmy podbiegły do niego z powrotem, podskakując w miejscu celem wymuszenia na nim użycia kolejnego zaklęcia. Te małe duszyczki ewidentnie domagały się powtórki, na co uśmiechnął się, powracając spojrzeniem czekoladowych tęczówek w stronę Ślizgona. Do tego dołączył Buddy, którego szczeknięcie wydobyło się z jego gardła. — To co, jak myślisz? Powinienem, skoro tak ładnie proszą? — wzruszył ramionami, poruszając się troszeczkę do przodu, ale było to utrudnione. Sam nie zamierzał brać udziału na początku Wigilii, lecz teraz najwidoczniej nie miał wyjścia; dzieciaki skakały po nim jak szalone, wyciągając małe łapki w stronę drewnianego patyczka z rdzeniem z serca buchorożca, a jemu nie pozostawało nic innego, jak wziąć udział w tym wszystkim. Beztrosko, radośnie, przypominając sobie, że nie ma z tym żadnego problemu, a sam wilk jest poniekąd usposobieniem jego patronusa.
Stanąwszy na środku, pochylając na początku głowę do przodu, w ramach przywitania się z zebranymi, nie bez powodu odgarnął losowe kosmyki włosów z własnej twarzy, by te mu nie przeszkadzały. Ciemne obrączki źrenic zniknęły tym samym za powiekami, kiedy to starał się skupić własne myśli nie tylko wokół prawidłowego rzucenia zaklęcia, lecz także wokół tego, co go miłego w życiu spotkało. Wszystkie te zmiany zachodziły w nim nie bez przyczyny - będąc naprawdę wdzięcznym Maximilianowi, nie bez powodu się do niego jeszcze raz uśmiechnął. W ciepły, charakterystyczny sposób, zanim to nie przeszedł do pewniejszego chwytu własnej różdżki i tym samym odpowiedniego ruchu nadgarstkiem prawej ręki. Tym samym skupił się w pełni na inkarnacji i wymowie, by tym samym wydobyć z własnego rdzenia magicznego odpowiednią ilość magii. Jego działania w tym wszystkim były wręcz idealnie płynne. — Lupus Palus. — prawidłowa inkantacja wydobyła się spomiędzy jego warg, a przed zgromadzonymi pojawił się realistyczny hologram wilka, którego to pogłaskał. Jednocześnie różnił się trochę od poprzednich, wcześniej przez siebie samego rzucanych. Jego ogon był znacznie bardziej puszysty, a gęsta sierść okrywała ciało, nadając mu tym samym dodatkowej, znacznie silniejszej postaw. Smukłe łapy, ustawione w charakterystyczny sposób, powodowały, iż stworzenie miało w sobie cząstkę pewnej, nieokreślonej mądrości. Złote tęczówki istoty były spokojne, patrzące się w bliżej nieokreślony punkt, zanim to nie ruszyło do przodu w elegancki sposób, stawiając kolejne kroki z należytą, widoczną gracją. Pełna kontrola nad hologramem powodowała, iż każdy krok pozostawał w zasięgu rzucającego, a on sam nie spuszczał z niego gardy, pozwalając sobie na widoczne podniesienie kącików ust pod własnym nosem.
Jak oni na to zareagują? Jak na to Buddy zareaguje?

______________________



Nie wiemy, dokąd idziemy
i nikt nie chce nas słuchać, gdy wszyscy święci balują sobie w piekle na prochach, a księżyc w nowiu znów nas śledzi na pokaz...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Felix Solberg

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : blizna pod lewym żebrem, blizna na lewej ręce, blizna po pazurach na prawym boku, blizna po sidłach na prawej łydce, blizna po uderzeniu na prawej skroni, na linii włosów, leworęczność, dupa nie zaklęciarz, Znak zorzy w postaci czerwonej kreski na palcach lewej dłoni
Galeony : 974
  Liczba postów : 6701
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18542-relacje-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Dom rodzinny Kolbergów - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Dom rodzinny Kolbergów - Page 2 Empty


PisanieDom rodzinny Kolbergów - Page 2 Empty Re: Dom rodzinny Kolbergów  Dom rodzinny Kolbergów - Page 2 EmptyWto Gru 29 2020, 02:02;

Co do jednego Felek na pewno miał rację - Max cholernie chciał się zmienić. Nie pamiętał, by kiedykolwiek na czymś tak mu zależało, jak dziś, by wyjść na prostą. Tak naprawdę dziś dopiero zrozumiał znaczenia słów, które tyle razy już słyszał. Nie jesteś w tym wszystkim sam. Profesor Dear obiecała o niego walczyć i pomóc mu stanąć na nogi, ale nie miał zamiaru zostawiać jej całej pracy. Wystarczyło, że miał świadomość jej wsparcia, które w razie potrzeby mogło służyć mu jako poduszka łagodząca upadek. Obok Beatrice stał też Felek, który gestami pokazywał ślizgonowi, jak bardzo mu na nim zależy. Puchon miał rację, Lucas i Julka oraz inni znajomi ze szkoły też mieli na względzie jego dobro. W końcu zaczął to dostrzegać i zdawać sobie sprawę ile im zawdzięcza. Przyrzekł sobie w duchu, że nie pozwoli, by ta świadomość uleciała z niego ponownie. Może i nie potrafił jeszcze jawnie prosić o pomoc, ale nie mógł zapomnieć.
Poczucie bezpieczeństwa, które zaczęło w nim kiełkować w obecności Felinusa sprawiło, że Solberg postanowił podjąć ogromne ryzyko i nie tylko zaufać, ale i podzielić się tym, do czego dostępu tak mocno bronił przez ostatnie lata swojego życia. Jako jeden z nielicznych żyjących osób, miał okazję zobaczyć prawdziwy wstyd na twarzy Maxa, ale i też szczerą, beztroską radość, którą wykazywał wcześniej, podczas świątecznej kolacji. To było dużo dla Solberga, który był w stanie nawet przyznać, że podobna zmiana była dla niego cięższa i dużo bardziej wymagająca niż wyrzeczenie się substancji, które od prawie czterech lat tak bardzo ukochał. Nie wymagał od studenta niczego oprócz wsparcia, które i tak już od dawna otrzymywał. Poczucie bezpieczeństwa zdawało się przyjść samo, niosąc za sobą spokój. Nie potrafił powiedzieć, jakie wydarzenie ich do siebie tak naprawdę zbliżyło, ale był cholernie wdzięczny losowi, że postanowił spleść ich ścieżki w tej cholernej jaskini, pod okiem jeszcze gorszej Saskio.
-Mamo... - Wyszeptał z uśmiechem, gdy Stacey dusiła go w uścisku. Sam już nie pamiętał dokładnie, kiedy ją tak nazwał, zamiast zwrócić się do swojej opiekunki po prostu po imieniu. Nie dziwił się kobiecie, że poczuła ulgę na ich widok. Pewnie była już pogodzona z faktem, że najwcześniej ujrzy przybranego syna jutro rano, gdy będzie próbował wkraść się po cichu do domu z objawami zjazdu lub co gorsza, jeszcze pod wpływem. Nie bez powodu uśmiechnęła się do Felinusa bezgłośnie rzucając "dziękuję" w jego stronę, wnioskując, że ten miał wpływ na tę nagłą zmianę. Zapowiadały się naprawdę szczęśliwe święta pomimo małej sprzeczki toczącej się w tle.
Dotarł w końcu do kumpla i z radością zamknął usta wokół lądującej w nich mandarynki. Smak Bożego Narodzenia został dopełniony. Wypluł na talerzyk obok pestkę, która mu się trafiła i spojrzał na Lydię.
-Myślisz, że się tu dobrze czuje? - Zapytał widząc, jak rozmawia z domownikami, a Ivara spokojnie drzemie na jej kolanach. Wyglądało to, jakby wszystko i wszyscy byli na swoim miejscu.
- Nim się nie przejmuj. Jutro znowu będzie mi truł dupę. - Zażartował, po czym został odepchnięty na bok przez wesołą kompanię, która domagała się jeszcze więcej czarów.
- Nie daj się prosić takiej publice. - Powiedział, bo czym oparł się o blat i obserwował całą tę scenerię. Naturalny uśmiech posłany w stronę Felka zagościł na twarzy młodego ślizgona, który pierwszy raz od dawna poczuł prawdziwe szczęście wypełniające jego organizm. Miał wrażenie, że tak właśnie powinny wyglądać Święta i był cholernie wdzięczny, że mógł dzielić je z Felkiem i jego matką.
W końcu do całego zgromadzenia dołączył i hologram wilka. Max zauważył te drobne zmiany, choć nie miał pojęcia z czego one wynikają. Podejrzewał, że jest to kwestia dopracowania zaklęcia, jak to się zazwyczaj działo. W życiu nie pomyślał, że w tym krótkim czasie Felek zdążył nauczyć się zaklęcia patronusa.
Obserwował, jak latorośle jego siostry początkowo robią krok do tyłu, z obawy przed hologramem, a następnie dziewczynka powoli przenosi wzrok na Lowella.
-Mogę dotknąć? - Zapytała nieśmiało, choć jej głos drżał z ekscytacji. Widać było, że bardzo chciała przekonać się, jaki zwierz jest w dotyku. Czy jego futro naprawdę jest takie miękkie i czy coś jej zrobi, gdy się zbliży. Jej braciszek natomiast wciąż trzymał się na uboczu, obserwując uważnie odważniejszą siostrę.
Solberg wybuchnął głośnym śmiechem, gdy Buddy na totalnej wyjebce podszedł do nowego zwierzaka i położył mu pod łapami swoją ulubioną piłkę, a następnie zaczął skakać wokół i domagać się wspólnej zabawy.
-Buddy, Ty gumochłonie, instynktu przetrwania, to Ty nie masz, co? - Zapytał psinę radośnie, wsadzając mu do pyska kawałek pieczeni, która ostała się po kolacji. Starszyzna nieco niepewnie przyglądała się tej scence, ale gdy zobaczyli, że Felek kontroluje hologram, a Max jakby nigdy nic łazi koło wilka, który nie wykazuje w jego stronę żadnych złych intencji, sami zaczęli z zainteresowaniem pytać Lowella o działanie tego czaru.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 21
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Pisze lewą ręką, rzuca zaklęcia prawą, na której palcach nosi Sygnet Myrtle Snow, Pochłaniacz Magii i Pierścień Sidhe. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 466
  Liczba postów : 6004
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Dom rodzinny Kolbergów - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Dom rodzinny Kolbergów - Page 2 Empty


PisanieDom rodzinny Kolbergów - Page 2 Empty Re: Dom rodzinny Kolbergów  Dom rodzinny Kolbergów - Page 2 EmptyWto Gru 29 2020, 03:03;

Max chciał tych zmian - Felinus natomiast w głębi własnej duszy obiecał, że przy nim wytrwa i tym samym pozwoli na to, by postanowienie było znacznie prostsze. Obecność drugiego człowieka miała w tym wszystkim spore znaczenie, choć sam student nie wiedział, kiedy ich ta znajomość zdołała tak ewoluować. Nim się obejrzał, a na przestrzeni tych paru miesięcy zauważał nie tylko zmiany w sobie, lecz także pogłębiająca się relację, która naprawdę powodowała, że czuł nie tylko ciepło, lecz także bliskość wynikającą z tego, jak wiele razem zdołali przeżyć. No właśnie - zdołali przeżyć. Zawsze mogło to skończyć się inaczej. Felinus nadal znajdowałby się na tej mniej bezpiecznej stronie własnego życia, a Max... kto wie, czy zdołałby się po tym wszystkim odratować. I chociaż większość osób uważała, że to przez ich wzajemne trzymanie się i wpadanie w kłopoty mogą tak naprawdę przyczynić się do zwiększenia ilości niebezpiecznych sytuacji, to z czasem ten charakterystyczny wpływ na to zdawał się uciekać w inną stronę. W stronę licznych metamorfoz, które to pozwalały im poniekąd unikać zagrożeń, celem spoglądania na lepsze jutro w inny, bardziej odpowiedni sposób. Wcześniej ryzykowali sporo - teraz Lowell zastanowiłby się parę razy nad tym, czy pójście w dane miejsce ma jakikolwiek sens. Wszak życie przyjaciela nie było mu obojętne - zamierzał o nie dbać, chociaż pokładał w tym głównie nadzieje właśnie w nim. Zamierzał być cichym strażnikiem, znajdującym się gdzieś po prawicy albo lewicy, nie o stronę chodzi. Chodzi o funkcję - funkcję dbania, funkcję troszczenia się, kiedy to ich relacja wykiełkowała do znacznie większych rozmiarów, z czego mogli być naprawdę dumni.
On był dumny. Jest dumny, o czym świadczyła nie tylko postawa ciała, lecz także myśli znajdujące się pod kopułą czaszki. Przechodzące przez nią w swobodny sposób, nie bez powodu skupiał się przede wszystkim na otaczającej go rzeczywistości. Cena, jaką musiał zapłacić za to, by widzieć Solberga w tym innym stanie, w tym lepszym, wcale nie była wygórowana, biorąc pod uwagę to, jak mocno mu na nim ostatnimi czasy zaczęło zależeć. I chciał widzieć go szczęśliwego nie tylko przy wigilijnym stole, lecz także poza nim - choć mogło to być w rzeczywistości trudnym wyzwaniem. Chciał widzieć takiego Maximiliana na co dzień - silniejszego, pewniejszego, a przede wszystkim szczerego. Nie wątpił w to - mając pewność, że ten go nie okłamie, począł zastanawiać się, kiedy to zaczął mu ufać bardziej, niż mógłby się tego w rzeczywistości spodziewać. Jakie wydarzenia na to dokładnie wpłynęły? A może ich znajomość z miesiąca na miesiąc zdawała się coraz bardziej to stawać się trwalszą, bardziej zrozumiałą, a przede wszystkim klarowną? Pewne kwestie wytłumaczyli sobie podczas niezbyt przyjemnych kłótni, tudzież dyskusji na ten temat. Niemniej jednak, Lowell nie zamierzał wykorzystywać żadnej z kwestii trwającej nocy w celu zmienienia jej w broń gotową do wbicia w struktury tkanki. Nie chciał. Nie bez powodu zatem podchodził do tego wszystkiego z należytą dozą ostrożności, jakoby nie chcąc przyczynić się do jakiegokolwiek zranienia. Zależało mu na tej znajomości bardziej, niż byłby w stanie powiedzieć mu prosto w twarz.
Uścisk był przyjemny, matczyny - takie wnioski mógł wysunąć Lowell, kiedy to pozostawał świadom tego, że Stacey po prostu na przybranym synu zależało. Nie bez powodu kiwnął w jej stronę głową, jakoby w odwdzięczeniu się - nie tylko im zależało na tym, by Solberg podjął się pewnych zmian. I o ile o tym nie wiedział, była przy tym także profesor Dear, do której to posłał wcześniej list. Tak naprawdę wiele osób zdawało się wpływać mocno na to, jak obecnie czuje się Max, a pewne wydarzenia pozwoliły mu tym samym dostrzec, że nie jest sam niczym ten malutki palec. Że ma osoby, którym to naprawdę zależy, by ten czuł się lepiej. By wiedział, że ma obok siebie kogoś, do kogo może zwrócić się o pomoc. Że to nie jest wstyd, a naturalna potrzeba ludzka, wynikającą z tego, iż nie wszystko można załatwić w pojedynkę. Czasami trzeba chwycić za rękę kogoś innego, by móc przejść przez labirynt okraszony nadmierną ciemnością - by światło przestało być czymś nieosiągalnym, a dopełniło swojego przeznaczenia i stało się tym samym bytem przede wszystkim istniejącym. By dawało nie tylko nadzieję, ale także pozwoliło działać. I on zamierzał był tym światłem, nie chcąc tym samym gasnąć - jego światło nie było silne do tego stopnia, by oślepiać, ale też, nie było słabe do tego stopnia, by nie wspierać w żaden sposób. Starał się odpowiednio je dobierać - by zarówno on, jak i Max, nie męczyli się w tym całym procederze. Przed ich oczami znajduje się wyjątkowo długa ścieżką, przez którą to będą musieli przejść i przetrwać, by móc zobaczyć zmiany na lepsze.
Lydia? — zapytał się, spoglądając na nią swoimi ciemnymi tęczówkami, które przez krótki moment pozostawały zwrócone w jej stronę. Starał się dokładnie wyłapać jej mimikę twarzy, gdy wiedział, że kobieta jest osobą na tyle ekspresyjną, iż nie zdołałaby w sobie niczego głębszego ukryć. Nie bez powodu na jego twarzy zawitało podniesienie kącików ust do góry, gdy wiedział, znając doskonale własną matkę, że ta jest szczęśliwa. Mrucząca kotka była rozluźniona, a dłonie, mimo że zapracowane i posiadające na sobie struktury dawnych lat, swobodnie przylegały do jej futerka. Palce zdawały się w nie wręcz zatapiać - subtelnie, z należytą dozą delikatności. — W to nie wątpię. Lydia... jest wyjątkowo otwartą osobą. Zawsze była, zresztą. Wybaczającą, ale naprawdę kochaną. Znalazła wspólny język, a wiesz, jak to z nią bywa, gdy się nakręci. — odpowiedział, spoglądając z powrotem na przyjaciela, który to wcześniej wypluł pestkę z mandarynki na talerzyk. Trudno było nie odnieść wrażenia, iż każdy tutaj na swój własny sposób pasował; Lydia znajdującą język z najmłodszymi, dzieciaki ze strony Emmy, które nieźle się bawiły, Buddy będący dopieszczony z każdej ze stron, Nick i Stacey martwiący się o Maxa, Hugo ukryty we własnym pokoju, Emma, najstarsza z rodzeństwa. No i on - znajdujący się gdzieś może na uboczu, nie w świetle głównych wydarzeń, aczkolwiek stanowiący ważny fundament tych pobocznych, które dla niego były przewodnimi. Cieszyło go to, iż mógł pomóc. Iż mógł zdecydować. — Jak to przystało na młodszego, wtykającego wszędzie nos brata? — zapytawszy się, śmiech opuścił jego struny głosowe, wszak sam nigdy nie posiadał rodzeństwa. Nie było mu to dane - ojciec uciekł wyjątkowo szybko, a matka... nie widziała potrzeby, by wplątywać w to wszystko dodatkowe, niewinne duszyczki. I chociaż towarzystwo kogoś, z kim byłby połączony krwią, mogłoby działać momentami zbawiennie, wiązałoby się poniekąd z dodatkowymi obowiązkami. I zmartwieniami, choć, kto wie, może by to wszystko inaczej wtedy wyglądało? Felinus nie zamierzał tego jednak roztrząsać; ten dzień nie powinien zarażać własnymi problemami. Które stawały się tylko i wyłącznie przeszłością - a do niej nie zamierzał tak łatwo sięgać.
Wiesz, że mnie nie trzeba powtarzać. — rzucił ciepło, kiedy to został wyciągnięty na środek scenerii, gdzie to wyczarował hologram wilka. Zaklęcie wyszło mu przede wszystkim gładko i bez większych problemów, a magię kontrolował w odpowiednim stopniu, nie pozwalając, by cokolwiek wymsknęło mu się spod kontroli. Nie bez powodu palce podczas tego procederu zacisnęły mu się mocniej na różdżce, wiedząc doskonale o tym, że będzie musiał, przy takim gronie, w pełni kontrolować działanie zwierzęcia. Nie zamierzał przecież przeistoczyć tego wyjątkowego dnia, który to dzielił wraz z Maximilianem, w krwawą masakrę ostrymi zębami; czekoladowe oczy dokładnie obserwowały reakcję pozostałych, jakoby w widocznym zastanowieniu, kiedy to poprawił fałdy własnego swetra, mieniącego się w różnorakich barwach. Hologram był w pełni przez niego opanowany - wiele razy miał okazję go rzucać, a również wykonywał to pod własnym dachem, jakoby towarzystwo zwierzęcia zdawało się być czasami jedyną rzeczą, która mogła go wówczas uratować od świadomości bycia samemu. Teraz... teraz nie jest sam. Ma Maxa, ma matkę, ma wielu kochających ludzi, również tych, którym może to nie zwierzył się z własnych problemów, ale traktował ich z należytą dozą troski. Umieszczając nieświadomie pod własnymi skrzydłami, pod którymi to chciał, by nic im się nie stało.
Śmiało, jest przyjazny. — uśmiechnął sie z ognikami w źrenicach w stronę dziewczynki, powodując tym samym, iż wilk spojrzał na nią spokojnie, merdając tym samym ogonem. Jeżeli latorośl ze strony najstarszej siostry Maximiliana zamierzała go dotknąć, ten schylił się początkowo w jej stronę, a następnie położył w pełni na podłodze, odsłaniając tym samym najczulsze części ciała, jak chociażby brzuch czy szyję. W pełni możliwy do dotknięcia, do zapoznania się, do zatopienia w nich nie tylko małych rączek, lecz także tych większych, należących do starszej ekipy całego przedsięwzięcia. Jednocześnie Lowell lawirował między tym wszystkim z należytą dozą nie tylko koncentracji, lecz także podnoszenia kącików ust do góry. To wszystko było wyjątkowo miłe i zahaczało to, co sprawiało mu radość. Jednocześnie miał nadzieję, że podobne uczucie towarzyszy Solbergowi - coś mu się od życia należy. Coś dobrego, a przede wszystkim - odpowiednie fundamenty wobec postanowień, jakie zdążyły się w nim narodzić.
Na działanie Buddy'ego, który to przyniósł własną zabawkę, parsknął widocznym śmiechem, czego nie mógł osobiście powstrzymać. Cała ta sytuacja wydawała się być na tyle komiczna, że aż sam wilk podniósł się z miejsca w łagodny sposób, spoglądając na zabawkę z widoczną dozą zainteresowania. Po chwili sam obniżył przednią część ciała, a zadek podniósł, traktując piłeczkę własną łapą - kolista rzecz od razu przedostała się do przodu, wywołując widoczne zainteresowanie, tudzież przekrzywienie głowy. — Najwidoczniej niektórym nie jest potrzebny instynkt przetrwania, tylko uroczy wygląd i przyjazne podejście. Buddy nadawałby się na swoistego Puszka. — zaśmiał się raz jeszcze, kiedy to spoglądał na merdającego ogonem wilka, który to zdawał się być coraz to bardziej dopieszczany. I o ile większość bała się do niego podejść na początku, o tyle jednak, z narastającym czasem i przebywaniem w towarzystwie hologramu, zaufanie wzrosło, wywołując widoczne zaintrygowanie.
I masę pytań, na które Felinus musiał odpowiedzieć. Gdzie się nauczył? Sam nie wiedział. Jak się z tego korzysta? No w sumie to machanie różdżką i odpowiednia doza koncentracji. Do czego służy? Może ten temat pozostawić na inną chwilę, nie przy najmłodszych...? Tym wszystkim były zainteresowane nie tylko dzieciaki, lecz także matka Solberga; zresztą, nie ma co się jej dziwić. — Psst... Stary, uratuj kumpla czy coś... — mruknął rozbawiony w stronę Ślizgona, zastanawiając się, jak z tychże wszystkich pytań wybrnąć.

______________________



Nie wiemy, dokąd idziemy
i nikt nie chce nas słuchać, gdy wszyscy święci balują sobie w piekle na prochach, a księżyc w nowiu znów nas śledzi na pokaz...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Felix Solberg

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : blizna pod lewym żebrem, blizna na lewej ręce, blizna po pazurach na prawym boku, blizna po sidłach na prawej łydce, blizna po uderzeniu na prawej skroni, na linii włosów, leworęczność, dupa nie zaklęciarz, Znak zorzy w postaci czerwonej kreski na palcach lewej dłoni
Galeony : 974
  Liczba postów : 6701
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18542-relacje-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Dom rodzinny Kolbergów - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Dom rodzinny Kolbergów - Page 2 Empty


PisanieDom rodzinny Kolbergów - Page 2 Empty Re: Dom rodzinny Kolbergów  Dom rodzinny Kolbergów - Page 2 EmptyWto Gru 29 2020, 19:46;

Bez względu na to, jak mogło to wyglądać z boku, ich relacja wcale nie prowadziła do wzajemnej destrukcji. To prawda, pakowali się w dziwne i często bardzo niebezpieczne sytuacje, ale koniec końców tak naprawdę ratowali siebie nawzajem. Żadne z nich nie miało zamiaru pozwolić, by temu drugiemu stało się coś, co przyczyniłoby się do trwałej szkody nie tylko na ich zdrowiu, ale także na ich więzi i chociaż czasami podejmowali złe decyzje, których efektem były małe sprzeczki, koniec końców wychodzili na prostą i to znacznie silniejsi niż przedtem. Sam Max raczej niezbyt potrafiłby wyrzec się dalszej pogoni za adrenaliną, ale po tym, co stało się z Boydem na pewno dużo uważniej dobierałby sobie towarzyszy przygód. Nie chciał kolejnym razem odwiedzać Felka w szpitalu. To zdecydowanie popękałoby fundamenty, które dopiero co na nowo wylał.
Czuł się nieco nieswojo w tym nowym wydaniu, ale zdecydowanie czuł się lepiej. Pewne ciężary, które dotychczas zalegały na jego sercu nagle zniknęły, a on mógł nieco innym okiem spojrzeć na otaczający go świat. Był okropnie wdzięczny za to wszystko. Sam na pewno nie miałby siły stanąć ponownie na nogi. Po raz kolejny dłoń ślizgona powędrowała w kierunku amuletu, w pewien sposób dziękując też w myślach Beatrice, która walczyła o niego od początku próbując zrozumieć, zamiast tylko próżno karać.
-Oj wiem i to bardzo dobrze. - Zaśmiał się, gdy Felek wspomniał o hiperLydii. Ta kobieta była chyba najbardziej pozytywną i otwartą osobą, jaką znał i szczerze ją uwielbiał. Sprawiała, że ślizgon czuł się przy niej swobodnie i w pewien sposób dawała mu ciepło, które zarezerwowane było zazwyczaj tylko dla kręgu rodzinnego. -Może będziecie wpadać częściej? - Zasugerował widząc, że obydwoje czują się tu dość dobrze. Poza tym poza świętami tłumek był zdecydowanie mniejszy i można było spokojniej spędzić czas.
-Jak to przystało na powiększający się wrzód na dupsku. - Poprawił Felka ze śmiechem, bo ten oczywiście idealnie trafił z opisem przybranego brata Solberga. Max dogadywał się z młodym, ale nigdy nie żałowali sobie przytyków, czy nawet fizycznych rywalizacji.
Nagle wszystkie oczy zwróciły się w kierunku studenta, gdy ten rozpoczął swój magiczny pokaz. Max ufał Felkowi wiedząc, że ten nie napuści wilka na zebranych tutaj, chociaż znając ich szczęście mogło się to wydarzyć zupełnym przypadkiem. Mimo to jednak, ani na chwilę radość nie opuściła jego twarzy. Obserwując, jak zwierzę kładzie się, a czerwona z ekscytacji dziewczynka zaczyna głaskać go po futrze, Max po raz pierwszy od dawna poczuł się jak w domu. Nie brakowało mu obecnie niczego, a bawiący się z hologramem Buddy sprawił, że pogorszenie się Solbergowego nastroju wydawało się wręcz niemożliwe.
- Oj zdecydowanie. Tylko trochę jest cięższy niż ta puchata kulka, co nie mordunio? - Ostatnie słowa skierował do Goldena, którego wziął za łapy na ramiona i tak przeparadował z nim przez salon, by ostatecznie wypuścić tę kulkę szczęścia do ogrodu.
Lawina pytań zaczęła zalewać Felka, a Max jakby nigdy nic rozjebał się na kanapie, popijając czyjś ajerkoniak. Dopiero na słowa przyjaciela, westchnął jakby był to dla niego wielki wysiłek i wstał, by położyć mu rękę na ramieniu.
-Koniec tych sztuczek, bo jeszcze na nas doniosą do Wizengamotu. - Zaśmiał się, dobrze wiedząc że takiej możliwości raczej nie ma. A jeśli coś to zdecydowanie powinni ślizgona sądzić za inne czyny, a nie bawienie się magią we własnym domu. -Cho, pokażę Ci mój pokój. - Kiwnął głową w stronę schodów i poprowadził Felka do swojego królestwa.
Gdy drzwi się za nimi zamknęły, Max usiadł po turecku na łóżku i klepnął miejsce obok siebie.
-To co, żeby tradycji było zadość, może partyjka Durnia? - Zaproponował, wyginając się i wyciągając spod łóżka zużytą talię tarota. -Mały rozpierdol na dole, co nie? - Rzucił tasując karty i częstując się jedną, by rozpocząć rogrywkę.

Cesarzowa, 2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 21
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Pisze lewą ręką, rzuca zaklęcia prawą, na której palcach nosi Sygnet Myrtle Snow, Pochłaniacz Magii i Pierścień Sidhe. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 466
  Liczba postów : 6004
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Dom rodzinny Kolbergów - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Dom rodzinny Kolbergów - Page 2 Empty


PisanieDom rodzinny Kolbergów - Page 2 Empty Re: Dom rodzinny Kolbergów  Dom rodzinny Kolbergów - Page 2 EmptyWto Gru 29 2020, 20:12;

Nie bez powodu traktował Maximiliana na swój własny, specyficzny sposób, który mógł wyglądać nieco dziwnie, ale koniec końców oznaczał widoczną troskę - przynajmniej przejawianą w taki sposób. Kiedy to wiedział, że ich wspólny brak szczęścia jest w stanie doprowadzić ich na skraj własnych możliwości, o tyle jednak, w ostatecznym rozrachunku tego wszystkiego, ratowali tak naprawdę siebie nawzajem. Samodzielne pojawienie się w niektórych sytuacjach życia, które to stanowiły wręcz śmiertelne niebezpieczeństwo, mogłoby się zakończyć w inny sposób. Jeden z nich musiałby żyć z tą świadomością, a drugi gryzłby piach pięć metrów pod ziemią, nie przejmując się rozkładem tkanek, wynikającym z braku jakichkolwiek sygnałów i tym samym stopniowego gnicia. I nie zamierzał do czegoś takiego doprowadzić - przynajmniej on - kiedy to wiedział, że zależy mu przede wszystkim na tym, by Solberg wytrwał, a do tego zdołał osiągnąć coś więcej. By był z siebie dumny, a słowa, z którymi się spotkał w swoim dawnym miejscu zamieszkania, nie miały przede wszystkim oszukującego wydźwięku, a prędzej stawiający czoła temu, co się wydarzyło. By przeszłość nie stała się teraźniejszością, a zamiast tego... by teraźniejszość zawierała w sobie te dobre elementy nie tylko z przyszłości, ale głównie z tego faktu, iż istnieją. Że należy cieszyć się tym, że żyją, że mają siebie, że mają bliskie osoby, że nie są pozostawieni samym sobie.
Obserwowanie przyjaciela w tym nowym wydaniu, poniekąd przepełnionym nadzieją na lepsze jutro, zdawało się stanowić coś, co zadowoliło jego oczy. Może nie tyle zadowoliło, co bardziej ucieszyło na duchu - to są prawidłowe słowa. Mógł zobaczyć pewną przemianę. I chociaż nie wynikała ona tylko z czynów, wkradła się poprzez postawę, poprzez pewne mądrzejsze spojrzenie w jasnych tęczówkach przyjaciela. Nawet jeżeli są to tylko i wyłącznie początki, naprawdę w niego wierzył, zamierzając pozostać zawsze po jego stronie.
Wiesz, że nie chcemy nadużywać waszej gościnności... — mruknąwszy pod nosem niepewnie, chwycił się za własną głowę jedną ręką, jakoby w widocznym zastanowieniu. Propozycja Solberga była zwyczajnie miła, ale czy nie spowodowałaby nadmiernego zdenerwowania ze strony jego przybranych rodziców? Tego nie wiedział, ale nie zamierzał korzystać w nadmiarze z gościny obcych mu ludzi - przynajmniej na razie - kiedy to pozostawał świadom tego, iż nadmierne odwiedzanie może spowodować pewne nieprzyjemne spojrzenia poszczególnych par oczu. Zresztą, nie każdy lubi, jak musi mieć co chwilę do czynienia z poszczególną osobą; jakoby oaza spokoju zdawała się być ważniejszym elementem w życiu innych. I o ile miał też ochotę, by Lydia czuła się lepiej, wiedząc, do kogo może się odezwać i z kim może pogadać, jej obecność również mogłaby się stać z czasem... denerwująca. Zresztą, zawsze podchodził do tego z należytą dozą ostrożności.
Na kolejne słowa uśmiechnął się, bo o ile brata nie miał, podejrzewał, jak to musi z nim być. Młodszy, poniekąd głupszy, ciekawszy świata, z buzującymi hormonami, nie bez powodu zamierzał wtykać nos dosłownie wszędzie. Z pewnością oni kiedyś tacy byli, dlatego Lowell nie zamierzał go za to wszystko karać; ciekawość, wraz ze zdobytym doświadczeniem, z czasem odchodzi w odmęty zapomnienia, kiedy to już człowiek zdołał spróbować pewnych rzeczy. Spokojne podejście było w tym wszystkim najważniejsze, jak również pewna doza zrozumienia, skierowana w stronę Hugo.
Wilk, który to został przez niego wyczarowany, pozostawał pod jego pełną kontrolą. Dzieciaki naprawdę świetnie się przy nim bawiły, a sama istota wzbudzała dość spore zainteresowanie. Felinus nie odstępował jednak jego poczynań ani na krok, nie zamierzając mierzyć się z potencjalnymi konsekwencjami użycia tego potężnego zaklęcia. Sam nie pamiętał, kiedy się go nauczył, gdzie się go nauczył, aczkolwiek niezbyt wielu w Hogwarcie potrafiło w pełni wydobyć z własnej różdżki taki element. Jakoby rzeczywisty strażnik i obrońca, potrafiący zrobić prawdziwą krzywdę, obecnie oddawał się w łapy dzieciaków, jak również począł bawić się z Buddym, w pełni kontrolowany przez studenta. On sam nie mógł powstrzymać nachodzącego go nieustannie uśmiechu, poniekąd nawiedzającego, ale w tym pozytywnym aspekcie. Naprawdę czuł się swobodnie, niczym u siebie, chociaż z większą dozą atrakcji i elementów. — No może trochę... — uśmiał się, gdy zobaczył, jak Buddy zostaje porwany do ogrodu i wypuszczony ku uciesze, a z czasem również i jego hologram zniknął, rozpływając się w powietrzu. Realistyczna iluzja, którą to mogli dotknąć, stała się teraz jedynie przyjemnym wspomnieniem - wspomnieniem, ale za to z pewną dozą ciepła. Na kolejne słowa podniósł kąciki ust do góry, kiedy to mógł uwolnić się ze strony nadmiernych pytań, porwany wręcz do pokoju; sam pokwitował podobnymi słowami gości, biorąc tym samym ciężki wdech, gdy znalazł się za drzwiami miejsca, w którym Max nocami sypiał. Jego własne kończyny prowadziły go spokojnie w stronę dość minimalistycznego pokoju, którego nie mógł nie nazwać mianem przytulnego; przekroczenie jego progu, kiedy to drzwi zostały zamknięte, spowodowały delikatne przechylenie głowy. Kojarzyło mu się to trochę z pewnym serialem, chociaż nie zamierzał zbytnio o nim mówić. Nie bez powodu zatem usiadł na wyznaczonym przez Solberga miejscu, opierając dłonie o miękką kołdrę. — Co to, lubisz jelenie rogi? — zapytał się, spoglądając na lampę, która to z tychże się składała. — Jasne, dawaj, znowu będziemy mieli co wspominać. — zaśmiawszy się, doskonale pamiętał, jak skończyła się ich ostatnia gra, dlatego nie bez powodu wyciągnął kartę mocy. Spokojnie, bez pośpiechu, kiedy to poprawił się na łóżku i tym samym uśmiechnął pod nosem, gdy wydobył z kości dość sporą ilość oczek. Najwidoczniej ta runda zostanie przez niego dość dobrze rozegrana. — Nooo, dzieciaki są żywiołowe, Stacey co chwilę pytała o zaklęcie, Hugo się wkurwił... Magia Świąt. — by spotęgować znaczenie tych słów, wykonał charakterystyczne otwarcie rąk, by potem spojrzeć na kartę, którą wylosował Max. I kostkę, która najwidoczniej mu nie sprzyjała, na co otworzył oczy, jakoby w widocznym zastanowieniu. Położył jednocześnie łokieć na własnym kolanie, oparłszy policzek o wyciągniętą, otwartą dłoń. — Ojadupia, no to nieźle. — zaśmiał się, przypominając sobie, jak to Max musiał mieć z nim do czynienia - z naćpanym amortencją Felinusem.
Najwidoczniej, tego wieczoru, role się odwrócą.

5, moc Dom rodzinny Kolbergów - Page 2 1754368413

______________________



Nie wiemy, dokąd idziemy
i nikt nie chce nas słuchać, gdy wszyscy święci balują sobie w piekle na prochach, a księżyc w nowiu znów nas śledzi na pokaz...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Felix Solberg

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : blizna pod lewym żebrem, blizna na lewej ręce, blizna po pazurach na prawym boku, blizna po sidłach na prawej łydce, blizna po uderzeniu na prawej skroni, na linii włosów, leworęczność, dupa nie zaklęciarz, Znak zorzy w postaci czerwonej kreski na palcach lewej dłoni
Galeony : 974
  Liczba postów : 6701
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18542-relacje-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Dom rodzinny Kolbergów - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Dom rodzinny Kolbergów - Page 2 Empty


PisanieDom rodzinny Kolbergów - Page 2 Empty Re: Dom rodzinny Kolbergów  Dom rodzinny Kolbergów - Page 2 EmptyWto Gru 29 2020, 21:19;

Nie dopuszczał do siebie myśli, że mogłoby stać się cokolwiek, co poskutkowałoby śmiercią jednego z nich. Życie bez przyjaciela wydawało mu się nierealne a i on nie chciał zostawiać puchona samego. Wciąż niezbyt zależało mu na własnym życiu, ale zależało mu na innych i chciał zostać na tym świecie, by móc trwać przy boku tych, którzy znaleźli wyjątkowe miejsce w jego sercu. Lowell zdecydowanie się do tych osób zaliczał. Bez względu na to, czy połączyły ich bagna Luizjany, czy memy na wizzie nie wyobrażał sobie teraz życia, w którym by Felka po prostu zabrakło. Obserwował zmiany zachodzące w podejściu puchona i cieszył się, że ten w końcu odnajduje swoją drogę. Nie obchodziła go przeszłość, czy zainteresowanie Felka czarną magią, w końcu każdy miał coś, co ukrywał przed światem. Dopóki jednak nie celował trzymaną w rękach bronią prosto w serce Maxa, ten był spokojny i cieszył się z zachodzących w życiu przyjaciela postępów.
- Weź... Nick ciągle pracuje, a Stacey przyda się babskie towarzystwo. Może przynajmniej da mi trochę spokoju. - Pokręcił rozbawiony głową, bo przecież nie bywał na tyle często w domu, by mogło mu to zbyt mocno przeszkadzać. Przynajmniej na chwilę obecną, bo nie miał bladego pojęcia, co będzie gdy w czerwcu otrzyma dyplom ukończenia podstawowej edukacji magicznej. Ten moment nieco przerażał ślizgona, który skutecznie odwlekał myśli o przyszłości na później.
Miał wrażenie, że Felek i wilk od zawsze chodzili w parze. Nigdy nie widział, by ktokolwiek inny używał tego zaklęcia i bardzo dobrze pamiętał pierwszy raz, gdy zobaczył hologram wytworzony przez różdżkę studenta. Pamiętał złość, jaka go wtedy ogarnęła, gdy wyraźnie prosił Felka by nie wtrącał się w jego sprawy. Efektem tego było wyjawienie sekretu puchona przed kadrą i dwójką niezbyt przyjaznych im uczniów.
-Jak będziesz miał pufka to go tak nie tłucz. - Wyciągnął w jego stronę język, gdy wrócił już bez psiny, która wesoło hasała po ogrodzie podgryzając jakiś krzak. Ogrodnik na pewno będzie jutro zadowolony, że tyle jego pracy poszło na marne.
Skoro już został poproszony o pomoc musiał wykazać się jako prawilny gospodarz i uratować kumpla z krzyżowego ognia pytań. W duchu Max cieszył się, że nie jest najlepszy w zaklęcia, bo mało kto aż tak interesował się eliksirami, szczególnie gdy nie widział ich działania. Dość sprawnie poprowadził kumpla pod swoje drzwi i tym samym zaprosił do rozgoszczenia się w jego pokoju.
-Hmm?? - Zapytał, po czym powiódł wzrokiem na lampę, o której to zdążył już kompletnie zapomnieć. -A, to... Nieeeeee. To był pokój Emmy. Kiedyś gdzieś wyczytała, że to modne i stylowe, to wybłagała Nicka żeby wyłożył hajs. - Pokręcił rozbawiony głową. Ze względu na fakt, że większość roku spędzał w Hogwarcie, jakoś niezbyt przejmował się wystrojem swojej mugolskiej sypialni. Zmienił kilka elementów, które najbardziej go denerwowały, a resztę zostawił nietkniętą.
- Zobaczysz, wspomni Cię w następnej książce, a młody zawsze się wkurwia. - Nie zdziwiłby się, gdyby jego zastępcza matka na ostatnich stronach swojej powieści wystosowała odpowiednie podziękowania dla puchona, który zdradził jej kilka sekretów z magicznego świata. Sam już praktycznie regularnie tam lądował jednak nie z imienia i nazwiska, a jako "rodzina" bądź "syn".
Podniósł brew w zdziwieniu na reakcję Felka i dopiero wtedy zobaczył z czym przyszło mu się zmierzyć. Nim cokolwiek powiedział, czy zrobił zastrzyk eliksiru już został wprowadzony do jego organizmu. I tyle z jego braku ćpania od tego wieczoru. Przymknął powieki, by pozwolić substancji rozejść się po organizmie a do tego, by odwlec nieuchronny moment spotkania czekoladowych tęczówek przyjaciela. Przyjemny zapach doszedł do jego nozdrzy. Lawenda i bourbon podszyte dziwną nutą czegoś, czego w tej chwili wskazać nie potrafił. Otworzył powieki czując falę ciepła w okolicy serca. Nagle zdał sobie sprawę, jak blisko siebie siedzą i jak bardzo ma ochotę ten dystans jeszcze zmniejszyć. Wciąż czuł się tak samo szczęśliwy, jak chwilę temu i tak samo bezpieczny, jak w momencie gdy objął przyjaciela w tej przebrzydłej ruinie, którą prześmiewczo ktoś nazwał kiedyś jego domem. Czuł jednak jak coś ciągnie go w stronę przyjaciela. Nieśmiało wyciągnął dłoń, by tym samym umieścić ją na leżącej nieopodal dłoni Felka, by złączyć ich palce jak wtedy, gdy wspierali się podczas walki z boginem. Drugą dłoń natomiast chwycił leżącą nieopodal kartę, która miała wyznaczyć przebieg kolejnej rundy.


3, pustelnik
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 21
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Pisze lewą ręką, rzuca zaklęcia prawą, na której palcach nosi Sygnet Myrtle Snow, Pochłaniacz Magii i Pierścień Sidhe. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 466
  Liczba postów : 6004
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Dom rodzinny Kolbergów - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Dom rodzinny Kolbergów - Page 2 Empty


PisanieDom rodzinny Kolbergów - Page 2 Empty Re: Dom rodzinny Kolbergów  Dom rodzinny Kolbergów - Page 2 EmptyWto Gru 29 2020, 21:48;

Lowell też sobie nie wyobrażał.
Zapewne, gdyby Maximilian umarł, poczułby, jak pewna część jego życia zostaje nieuchronnie wydarta z jego duszy. Jakby jakaś nieznana siła dobiłaby go bardziej, niż mógłby się tego spodziewać - i wtedy naprawdę wszystko by runęło z powrotem. Wycofałby się w odmęty znajdujących się wokół niego cieni, będąc na nowo traktowany niczym potencjalny kryminalista. Prędzej poczułby jednak, zamiast chęci łamania regulaminu, narastającą melancholię, przekuwającą się powoli w brak jakichkolwiek dalszych zamiarów na własne życie. I o ile zdołał wyrobić sobie to, co pozwoliło mu wytrwać, o tyle jednak śmierć któregokolwiek z nich stałaby się czymś, co zrujnowałoby ich plany i starania. Doprowadziłoby z powrotem do upadku na własne kolana, jakoby udowadniając, że nie przed wszystkim można się uchronić. Nie bez powodu ostatnimi czasy, mimo że tego nie pokazywał, student doglądał bardziej w stronę kumpla, jakoby nie tyle chcąc mieć go cały czas na oku, co prędzej o niego się po prostu martwiąc. Jak to na niego przystało - kiedy to raz umieścił poszczególne jednostki pod własnymi skrzydłami, nie zamierzał dopuścić do ich ponownego upadku. Liczył na to, że wszystko pójdzie dobrze, choć życie będzie chciało przetestować ich cierpliwość. Liczył na to, że pomimo kłótni, pomimo wielu sytuacji, w których się podenerwowali na siebie nawzajem, znajduje się przed nimi jeszcze długa droga. Coś chciało, by żyli - a on zamierzał ochronić wszystko i wszystkich, być może kosztem nie tylko swojego zdrowia, ale także i życia.
Kto wie, może Lydia podzieli się jakimiś rzeczami, o których nawet ja nie wiem? — zapytał się, wzruszając ramionami. Babskie towarzystwo jest jednak nieprzewidywalne, w związku z czym mógł podejrzewać, że prędzej czy później matka postanowi podzielić się pewnymi faktami z ich wspólnej przeszłości, w co nie wątpił, aczkolwiek podchodził do tego w miarę luźną ręką. Prędzej chodziło mu o jakieś sytuacje, o których to w ogóle nie słyszał, a które to mogły być niezwykle przydatne w tworzeniu nowej książki. Zawód pisarza jest wymagający, w związku z czym nie bez powodu czerpie z życia codziennego i wydarzeń, które miały realnie miejsce. Są tylko delikatnie podkoloryzowane, bardziej poddane ekspresji emocji, a przede wszystkim - odpowiednio umieszczone w świecie przedstawionym. Pewne schematy pozostawały, a tradycje - zapuszczały korzenie. Jedną z nich było nieustanne towarzystwo wilka i Lowella, który to korzystał z tego zaklęcia dość często. Jakby było dla niego zarezerwowane, jakby tylko nieliczni o nim naprawdę wiedzieli. I nie zamierzał wcale tak łatwo się nim podzielić; pewne rzeczy pozostawały tylko i wyłącznie dla wybranych.
Gdy będę miał pufka. To jest słowo klucz. — zdanie klucz, zresztą, kiedy to udało mu się przedostać z powrotem w spokojne miejsce, pozbawione tej dotychczasowej gwary, która to przyczyniała się do uczucia, jakoby zbyt mocno się wyróżnia na tej scenie talentowej. Nie bez powodu zatem westchnął cicho, gdy udało mu się z Maximilianem przemknąć do jego pokoju, gdzie usiadł na łóżku i tym samym zadał pytanie. Wystrój pomieszczenia, o ile był naturalny dla gościa, o tyle jednak przypominał mu pewne rzeczy. Pewne, powiązane poniekąd nie tylko z serialem, który to miał okazję obejrzeć, lecz także z gospodarstwem. Nie zwracał na to jednak uwagi, wiedząc, iż liczy się tu i teraz, a nie karty przeszłości, która zamierzała go nawiedzać od czasu do czasu. Uśmiechnąwszy się na odpowiedź kumpla, kojarzył ten boom na dekoracje tego typu - pewnego rodzaju klimat dawnych lat, połączony z nowoczesnością, zdawał się przedzierać poprzez pamiątki po stworzeniach (bądź ich imitacjach), został tym samym zachowany. Lampa zdawała się być czynnikiem najbardziej wyróżniającym się na tle reszty - z licznymi rozgałęzieniami, nie bez powodu przykuła uwagę znajdującego się na łóżku Felinusa.
Pokój Emmy? — zapytawszy się, spojrzał dookoła. Nie wyglądał jakoś specjalnie na damski, ale też, nie wyglądał jakoś specjalnie na męski. Jego spojrzenie jeszcze raz powędrowało dookoła, jakoby w zastanowieniu, czy są jakieś elementy, które mogłyby nie pasować do tej całej układanki, aczkolwiek osobiście ich nie znalazł. Nie spodziewał się, że był to pokój po jego przybranej siostrze, ale też, nie miał prawa o tym wiedzieć, kiedy to zasiadywał wygodnie na krawędzi. — Widzę, że udało jej się wybłagać. Długo o to prosiła? — proste, kolejne pytanie, wydobyło się z jego ust, kiedy to wyłożył własną kartę na środek łóżka, znajdując się tuż nieopodal Solberga. Wiedział tym samym, że jest to obarczone pewnym ryzykiem, dlatego nie bez powodu zareagował w dość specyficzny sposób, zanim Max zdołał cokolwiek w tej kwestii powiedzieć. Nim zdołali cokolwiek zrobić, a amortencja przepłynęła przez ciało jednego z nich, wprawiając go w fałszywe uczucie miłości. Lowell szczerze nie przepadał za tym świństwem, które umożliwiało dość proste zyskanie sympatii; dla niego liczyły się inne aspekty, dzięki którym związek jest w stanie przetrwać. Można kogoś naćpać eliksirem, ale czy będzie to miało sens, gdy druga osoba się o tym dowie? No właśnie - nie bez powodu zatem delikatnie się skrzywił, wiedząc, że obecne uczucie przyjaciela będzie czymś poddanym jedynie działaniu magii. Nie obrzydzało go to - obrzydziłoby go to tylko i wyłącznie wtedy, gdyby sam, z własnych pobudek, postanowił to wykorzystać.
Zdziwił się trochę na niespodziewany kontakt, kiedy to poczuł, jak dłoń przyjaciela nieśmiało oplata tę jego, na co zwrócił uwagę nie tylko poprzez własne receptory, lecz także poprzez oczy. Spojrzał ostrożnie, uważnie, poniekąd zaciekawiony, w stronę jego smukłych palców, które dość niepewnie odwzajemniły złączenie palców. Tęczówki dokładnie lustrowały ten czyn w widocznym zaciekawieniu, aczkolwiek sam jedynie się uśmiechnął i pokręcił głową, nie zamierzając podchodzić do tego emocjonalnie, choć było to naprawdę trudne. Najwidoczniej Dureń chciał przetestować jego cierpliwość i zdolność kontroli pewnych reakcji, kiedy to sam zauważył, jak przyjemne ciepło przedziera się przez jego ciało. Było to po prostu miłe - na co przymknął na chwilę oczy, rzucając tym samym kością, kiedy to Koło Fortuny postanowiło wprawić go poniekąd w zastanowienie względem kolejnych możliwych scenariuszy. Całe szczęście, tym razem Max przegrał rundę, przemieniając swoje ubrania w te pustelnicze, niezbyt atrakcyjne.

Kapłanka, 3

______________________



Nie wiemy, dokąd idziemy
i nikt nie chce nas słuchać, gdy wszyscy święci balują sobie w piekle na prochach, a księżyc w nowiu znów nas śledzi na pokaz...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Felix Solberg

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : blizna pod lewym żebrem, blizna na lewej ręce, blizna po pazurach na prawym boku, blizna po sidłach na prawej łydce, blizna po uderzeniu na prawej skroni, na linii włosów, leworęczność, dupa nie zaklęciarz, Znak zorzy w postaci czerwonej kreski na palcach lewej dłoni
Galeony : 974
  Liczba postów : 6701
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18542-relacje-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Dom rodzinny Kolbergów - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Dom rodzinny Kolbergów - Page 2 Empty


PisanieDom rodzinny Kolbergów - Page 2 Empty Re: Dom rodzinny Kolbergów  Dom rodzinny Kolbergów - Page 2 EmptyWto Gru 29 2020, 22:42;

Świadomość tego, że Felek nad nim czuwa uderzyła go mocno w momencie, gdy dowiedział się, że ten nasłał na niego Skylera w celu lekkiego szpiegowania. Wtedy nie czuł się, by jakkolwiek go to ograniczało, ale po wydarzeniach z pustnikiem w roli głównej, Max zaczynał czasem popadać w paranoję. Czasem miał wrażenie, że ludzie interesują się nim tylko przez wzgląd na Boyda i mimo, że cichy głosik rozsądku próbował przemówić do niego, że tak wcale nie jest, ślizgon nie zawsze potrafił się tego wrażenia pozbyć. Bez względu jednak na to, czy Lowell obserwował go czy też nie, cenił sobie towarzystwo puchona. Kłótnie, które im się zdarzyły bywały momentami bolesne, ale na pewno nie zraziły Maxa do starszego kumpla. Wręcz przeciwnie. Gdyby miał go totalnie w dupie nie zawracałby sobie głowy niektórymi sprawami i na pewno nie obchodziłyby go tak bardzo rzeczy, które działy się w jego życiu. Nie bez powodu w końcu prosił Felinusa, by ten nie ukrywał przed nim prawdy, gdyby zdarzyło się coś, co mieć miejsca nie powinno. Coś naruszającego jego spokój i przede wszystkim bezpieczeństwo.
- A to już tylko czas pokaże. - Odpowiedział, bo na ten moment wydawało się, że kobiety naprawdę dobrze się dogadywały czego dowodem były ciche chichoty opuszczające ich usta od czasu do czasu. Wiadome było, że rodzice nie wszystkimi faktami dzielili się ze swoimi pociechami. Czasem robili to by je chronić, a czasem po prostu chcieli zatrzymać tę dozę prywatności. Sam Max tak naprawdę niewiele wiedział o swojej biologicznej matce. Nigdy nie rozmawiali za bardzo o czymkolwiek konstruktywnym. A przynajmniej on nie pamiętał, by matka zwracała się do niego bez prośby o towar czy jedzenie.
- Shaw mówi, że są cholernie łatwe w opiece. Wystarczy ich nie zdeptać żeby żyły. - Swoimi słowami przekazał kumplowi to, czego dowiedział się o tych stworzeniach od kruczego prefekta i chociaż sam jakoś fanem tych różowych kulek nie było, tak potrafił zrozumieć, że ich brak wymagań przyciągał każdego, kto chciał mieć zwierzaka, ale nie koniecznie pragnął się nim opiekować.
Solberg uwielbiał swój pokój. Była to jego odskocznia, twierdza do której mógł w każdej chwili się schować i odciąć od świata zewnętrznego. Co prawda często też tutaj chował różne rzeczy lub zażywał wszelkiego rodzaju używki, ale nie były to wspomnienia, które ściśle wiązał z tym miejscem. Cieszył się ogromnie, gdy jego siostra opuściła rodzinny dom i mógł przenieść się z pokoju, który dzielił z Hugo. Mieszkanie z młodszym bratem za jednymi drzwiami było zdecydowanie zbyt męczące.
-Dokładnie. Narobiła w nim tyle remontów, że ciężko to wszystko zliczyć. - Zaśmiał się na wspomnienie tego jednego razu, gdy jako nastolatka zachciała wyłożyć ściany mięciutkim puchem, który jak tylko się tam pojawił został cały pogryziony przez Buddy`ego. Mała projektantka wnętrz jednak nie zraziła się i w miejsce dziur ponaklejała płaty różowego bristolu.
- Z tego co pamiętam, to całe dwie godziny. Kobieta wie, co znaczy stawiać na swoim. - Uparta i do tego najstarsza z rodzeństwa zdecydowanie miała przywileje u Nicka, który za swoją córeczkę oddałby naprawdę wiele i mimo, że nie zaniedbywał nikogo, kto mieszkał pod jego dachem, to Emma miała w jego sercu szczególne miejsce.
Obydwoje wiedzieli, że ten eliksir jest tylko złudzeniem, które prawidłowo użyte może doprowadzić do ogromnych konsekwencji. Dla Maxa problem polegał na tym, że chłopak wciąż nie wierzył w istnienie czegoś takiego jak miłość, więc dla niego eliksir mógł stworzyć jedynie iluzję wielkiego przywiązania. Tak przynajmniej sobie to wszystko tłumaczył. Nie bez powodu przecież unikał zażywania tego eliksiru. Wolał zostać w swojej bezpiecznej bańce zaprzeczenia, niż ewentualnie zdać sobie sprawę w jak wielkim błędzie mógł żyć przez tyle lat.
W momencie, gdy Felek odwzajemnił splecenie dłoni, Max poczuł coś niezbyt znajomego, ale bardzo przyjemnego w swoim wnętrzu. Pchnięty tym gestem i nową falą śmiałości, który ten spowodował, drugą dłoń umieścił na policzku Lowella i delikatnie odwrócił jego twarz, by następnie bez większego zastanowienia zatopić swoje usta w wargach puchona. Dobrze pamiętał to uczucie, gdy całował Blake na jarmarku w Hogsmeade, lecz tym razem było ono dużo bardziej intensywne i nie tak beztroskie, jak wtedy. Nie był nachalny, lecz jednocześnie nie potrafił powstrzymać się przed tym gestem, a palce ślizgona jeszcze mocniej zacisnęły się wokół kostek Felka.
-Dziękuję. - Wyszeptał do studenta, gdy jakoś się w końcu od niego odsunął. To słowo wyrażało więcej niż tylko to, co znaczyło. Przez wpływ eliksiru, było swego rodzaju deklaracją i obietnicą, której nie potrafił inaczej wyrazić. Tonął w czekoladowych tęczówkach, jakby pokój w którym się znajdowali nagle zniknął i liczyła się tylko twarz siedzącego obok puchona.
-HA! Wiedziałem! - Znajomy głos wyrwał Maxa z tego przyjemnego transu. Ślizgon nawet nie zauważył, gdy nastolatek pogwałcił jego prywatność i znalazł się w jego pokoju. Szczególnie, że być go tutaj zdecydowanie nie powinno. Solberg walczył z pytaniami, które mimo wpływu eliksiru pojawiły się w jego głowie.
-Wypad stąd! Co tu w ogóle robisz? - Spojrzał podejrzliwie na brata, po czym jakaś lampka zapaliła się w jego głowie. -Szlugi są na szafce bierz i spierdalaj. - Rzucił w niego poduszką, a gdy młody ze śmiechem na ustach i paczką Maxiowych papierosów wychodził z pokoju krzycząc "Wiedziałem!", Solberg chwycił leżącą obok niego różdżkę i zamknął drzwi, by już nikt im nie przeszkodził. Ledwo zdał sobie sprawę, że przegrał rundę i zamiast w swoich ubraniach siedział w pustelniczych łachmanach.
- Przepraszam za niego. - Odparł speszony, bo nie wiedział, co Lowell myśli sobie teraz ani o nim ani o jego bracie.


4 , wisielec
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 21
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Pisze lewą ręką, rzuca zaklęcia prawą, na której palcach nosi Sygnet Myrtle Snow, Pochłaniacz Magii i Pierścień Sidhe. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 466
  Liczba postów : 6004
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Dom rodzinny Kolbergów - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Dom rodzinny Kolbergów - Page 2 Empty


PisanieDom rodzinny Kolbergów - Page 2 Empty Re: Dom rodzinny Kolbergów  Dom rodzinny Kolbergów - Page 2 EmptyWto Gru 29 2020, 23:30;

Czuł falę wstydu za każdym razem, gdy sobie przypominał o tym, iż postanowił z pewnych rzeczy zwierzyć się największej naczelnej plotkarze tego kurwidołka, czyli Skylerowi. Nie bez powodu podchodził do siebie przez to w dość specyficzny sposób, mając zamiar za każdym razem, gdyby coś lub ktoś pchnął go do jakichś podobnych akcji, odrąbać sobie rękę. I to nie tak, że nie wierzył we własne możliwości, wszak odpowiednio dobrane słowa, w połączeniu z więzami, mogła naprawdę wiele zdziałać, ale zawiódł - zawiódł, mimo że obiecał. Przyczynił się tym samym do kolejnych problemów, z którymi nie mógł sobie dać w żaden sposób rady, a do tego, jak na złość, skupił zaintrygowane pary oczu w stronę Maximiliana, czego nie chciał. Zależało mu cholernie na tym, by ten nie traktował go jak wroga i potencjalnego szpiega, a tak to mogło się przeistoczyć, gdyby ten się na niego porządnie wkurzył. Wylał złość, pokazał, jak szambo wyjebało, że ma się więcej nie pokazywać na jego własne oczy. Jak na to by zareagował Lowell? Sam nie wiedział, kiedy to pozostawał świadom pewnych rzeczy, a inne znajdowały się poza zasięgiem jego otwartej do przodu ręki. Nie wszystko można przewidzieć - nawet jasnowidzowie nie posiadają w pełni możliwości określenia sytuacji, w której się ktoś znajdzie. I o ile możliwa jest kłótnia wraz z potencjalnymi konsekwencjami, nie chciał wiedzieć, że te konsekwencje będą długofalowe. Zamierzając samemu zbudować własną przyszłość, wraz z pomocą ze strony przyjaciela, nie bez powodu skupiał się głównie na tym, co są w stanie zbudować jego ręce. Jakie fundamenty przygotować, do jakich rzeczy się przystosować. Wiedząc, że jest kowalem własnego losu, cieszył się, że to wszystko szło po jego myśli. A przynajmniej część, jako że na pewnym polu nadal pozostawał niczym ten samotny wilk, snujący się po lesie, przemierzający dość spore dystanse i odległości.
Nie bez powodu kiwnął na słowa dotyczące Lydii i Stacey. Jeżeli się zaprzyjaźnią, to nie będzie w tym żadnego problemu - jeżeli jednak się pogryzą, to będą musieli znaleźć prawidłowe rozwiązanie, dzięki któremu zażegnają konflikt. Choć... osobiście Faolán nie podejrzewał, by tym samym jakoś specjalnie kobiety miały podsycać w sobie nieznaną nienawiść. Z cichych obserwacji ewidentnie wynikało, iż, mimo że trochę się różniły, całkiem nieźle się dogadują. Mógł odetchnąć pełną piersią - mógł poczuć, jak sklepienia żeber rozkurczają się, kiedy to odpowiednia ilość powietrza zaczęła opuszczać jego płuca w ramach czystej wentylacji. Cieszył się z takiego obrotu zdarzeń, naprawdę. To udowadniało, iż mimo wcześniejszych sytuacji, nadal posiadają w sobie szczątki nadziei, które, poddana odpowiedniej opiece, staną się z powrotu czymś, co nie będzie przypominało rozbitego na małe kawałki wazonu.
Kurczę, nie spodziewałem się, że Darren ma pufka. Ale skoro takie mają wymagania... to może się kiedyś na jednego skuszę i powiększę moją radosną familię zwierzaków? — i chociaż wizja różowego pufka, który zasiadałby między czarnym krukiem a czarną kotką wydawała się być, no, wyjątkowo zabawna, to takie stworzenie by po prostu utulił. A z tego, co pamiętał, to pigmejskie są mniejsze, więc, w razie potrzeby, mógłby je nosić we własnej kieszeni. Coś jak w przypadku Walsha, który posiadał owe zwierzę, bawiąc się nim podczas wspólnej rozmowy w trakcie trwających wakacji. Tylko tamten był żółty i dość charakterystyczny, w typowych barwach Hufflepuffu.
Każdy pokój stanowi pewnego rodzaju twierdzę, możliwość uzyskania spokoju, a przede wszystkim - wymaganej dozy prywatności.
Czuł się w miarę swobodnie, kiedy to przemieszczał się po pomieszczeniu, zapoznając z jego strukturami. Kiedy to czekoladowe tęczówki spoglądały na liczne dekoracje, nie trudno było zauważyć, że większość z nich została starannie wykonana. Nie miał na myśli tylko i wyłącznie parkietu, lecz także ściany. Nie wyglądało to na robotę typowego, polskiego robotnika, a prędzej profesjonalisty - wszystko wyglądało na odpowiednio przemyślane, a przede wszystkim praktyczne. Nie bez powodu go to zaintrygowało - jego pokój może nie jest jakoś specjalnie uporządkowany, ale stanowi za to oazę spokoju, miejsce, gdzie nie musi się samego siebie wstydzić, a do którego nikt, bez wcześniejszego pozwolenia, po prostu nie wchodzi. — Lubi zmiany? — zapytał się w jego stronę, zastanawiając się nad tym, czy dobrze uformował pytanie. Jeżeli co chwilę zmieniała wystrój pokoju, to mogła być albo nastolatką z wysokimi wymaganiami, albo właśnie osobą, która przepada za kolejnymi metamorfozami w otoczeniu własnego życia. Jedno z tych było prawidłowe, ale które - kompletnie nie wiedział. Na kolejne słowa widocznie się uśmiechnął, kiedy to podejrzewał, jak tom usiało wyglądać. Z pewną dozą frustracji w oczach Nicka, który musiał wysłuchiwać raz po raz kolejnych farmazonów i nieustannym uporem dziewczyny. — Dwie godziny lamentu proszenia... oboże. — wziął głębszy wdech w widocznym rozbawieniu, kiedy to podniósł kąciki ust do góry. Sam liczył na to, że w przyszłości, o ile będzie miał jakiegokolwiek brzdąca pod własnymi skrzydłami (o zgrozo, na Helgę, lepiej nie), to nie będzie musiał zmagać się aż z takimi wymaganiami. Sam by chyba troszeczkę oszalał, gdyby słuchał ciągłych próśb przez taką ilość czasu. Przesypującego się przez otwarte palce, zresztą.
Złudne nadzieje.
Tak mógł określić swoje starania Felinus, kiedy to wiedział, że nie uchroni się przed tym, co mogłoby potencjalnie nadejść. I mimo że pozostawał świadom działania eliksiru, tak mocno wpływającego na percepcję rzeczywistości, z czasem bariery, które założył, zaczęły powoli słabnąć. Bolało go to niemiłosiernie; czuł złość wobec samego siebie, gdy pozostawał świadom tych wszystkich wydarzeń. Raz, że naprawdę czuł coś do Maximiliana, dwa, że nie mógł z tym nic zrobić. Doskonale pamiętał jego słowa na ten temat. Nie chciał wręcz dawać sobie jakichkolwiek możliwości na przyszłość, gdy wiedział doskonale o tym, iż koniec końców jest skazany z góry na porażkę. Nie bez powodu w pewnym momencie poczuł gorzki żal na sercu, iż nie jest panną Greenwood, na którą może Solberg patrzyłby w inny, ciut odmienny sposób. I chociaż rola bliskiej osoby, tudzież przyjaciela, odpowiadała mu, podświadomie oczekiwał na coś więcej. Pierwszy raz w życiu zaczął pałać tymi większymi uczuciami w stosunku do kogokolwiek, lecz bez możliwości odwzajemnienia. Poza tym, bał się reakcji innych. Czuł, że ma możliwość zepsucia tego wszystkiego, w związku z czym tłamsił to w sobie, nie zamierzając wychylić się na żaden ze sposobów, który mógłby udowodnić, że wszystko, przynajmniej z jego strony, wygląda zupełnie inaczej.
Odwzajemnienie splecenia dłoni było wprost automatyczne, wynikające z tego, że te gesty u nich niczego nie znaczyły. Wiele zdołali przeżyć, do wielu rzeczy zdołał się przyzwyczaić - powodujące przyjemne uczucie ciepła na sercu, zdawał się reagować prawidłowo na otaczającą go rzeczywistość. Nie chciał wykorzystać w tym wszystkim nieświadomego Solberga - nie bez powodu zatem, kiedy to poczuł na własnym policzku dotyk opuszków palców, zadawał sobie wiele pytań. Zbyt wiele, by móc je tym samym udźwignąć; fala dziwnych emocji, wymieszanych z melancholią, jak i żalem, zdawała się przeszyć jego membrany umysłu, powodując wstręt do samego siebie. Może tego nie okazywał. Może doskonale to ukrywał. Odwrócenie twarzy spowodowało tym samym wiele pytań, które cisnęły mu się na usta, aczkolwiek, zanim cokolwiek zdołał powiedzieć, poczuł, jak Max znacząco skraca dystans i składa na jego wargach przyjemny pocałunek.
Ile dałby, by to się nie wydarzyło.
Odwzajemnił go delikatnie, subtelnie, nienachalnie, mocniej zaciskając własne powieki, jakoby czując, jak ma ochotę siebie samego skrzyczeć. Dłoń, którą odruchowo chciał przesunąć po talii, zawisła w powietrzu. Jego ciało, mimo nadchodzącej, subtelnej fali rozluźnienia, nadal pozostawało dziwnie spięte, a sam nie mógł tego uczucia jakoś specjalnie się wyzbyć. Kiedy Solberg zdecydował się odsunąć, Faolán poczuł dziwne mrowienie w obrębie własnych ust, jakoby będące jednoznacznym gwarantem, iż podeszli do tego z pewną dozą zaangażowania i czasu. Szkoda tylko, że skażoną pewnymi czynnikami, nad którymi zapanować nie mógł. Czuł się cholernie pusto w środku, niczym szmaciana lalka, a sam zdecydował się na najprostszy krok, który mógł go przed czymkolwiek uchronić.
Oklumencja.
I chociaż czuł cholerny ścisk na sercu, i chociaż pod sklepieniem żeber biło ono niespokojnie, jeszcze raz chwycił za nożyczki, w celu uwolnienia się od tego całego bagażu cierpienia. Być może nie powinien tego robić, aczkolwiek innej opcji nie widział, kiedy to czuł, jak coraz to bardziej zarówno Ślizgon mu się podoba, chwycił za te splugawione nożyczki, którymi rozciął dość porządnie połączenie między sercem a umysłem. Chciał uwolnić umysł od skażenia tym wszystkim, dlatego, nie bez powodu, kiedy to kiwnął głową na słowo wypowiedziane z ust przyjaciela, zdołał się uśmiechnąć. Tak charakterystycznie dla samego siebie, mimo że dusza w środku chciała zakończyć własnego żywota i zbić naczynie, w którym to się znajdowała; nim cokolwiek zdołał powiedzieć, zauważył sylwetkę Hugo. Przybrany brat kumpla najwidoczniej był świadkiem tego wszystkiego, wszak nie przypominał sobie, by zwracał jakoś szczególnie uwagę na to, czy ktoś nie wchodzi do pokoju. Kto wie, być może nawet był przy tym, co chciał tak mocno zataić. Nie bez powodu zaczerwienił się, spuszczając wzrok w stronę leżącej nieopodal poduszki, jakoby nie zamierzając konfrontować się z rzeczywistością. To była najgorsza opcja tego, by ktokolwiek się o tym wszystkim dowiedział; odetchnięcie z pewną ulgą, kiedy ten wyszedł, z paczką fajek, pozwoliło mu tym samym oczyścić bardziej umysł, gdy wiedział, że to wszystko nie powinno mieć miejsca.
Nic się nie stało. — podniósł wzrok, zachowując charakterystyczną neutralność, wszak czuł pewnego rodzaju zrezygnowanie, kiedy to wyciągnął kolejną kartę. — Gramy? — zaproponował, wyciągając kartę Kapłanki, która, jako że miała mniejszą ilość oczek na kości, odebrała mu możliwość mowy.
Sam nie wiedział, co o tym wszystkim sądzić.

______________________



Nie wiemy, dokąd idziemy
i nikt nie chce nas słuchać, gdy wszyscy święci balują sobie w piekle na prochach, a księżyc w nowiu znów nas śledzi na pokaz...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Felix Solberg

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : blizna pod lewym żebrem, blizna na lewej ręce, blizna po pazurach na prawym boku, blizna po sidłach na prawej łydce, blizna po uderzeniu na prawej skroni, na linii włosów, leworęczność, dupa nie zaklęciarz, Znak zorzy w postaci czerwonej kreski na palcach lewej dłoni
Galeony : 974
  Liczba postów : 6701
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18542-relacje-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Dom rodzinny Kolbergów - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Dom rodzinny Kolbergów - Page 2 Empty


PisanieDom rodzinny Kolbergów - Page 2 Empty Re: Dom rodzinny Kolbergów  Dom rodzinny Kolbergów - Page 2 EmptySro Gru 30 2020, 03:29;

Nie wyobrażał sobie, by coś tak błahego miało zmienić jego spojrzenie na przyjaciela. Jeśli nie udało się to wtedy, gdy był tak cholernie rozchwiany, to tym bardziej teraz Max wątpił, by podobna rzecz miała spowodować, że jakby nigdy nic po prostu w Lowella zwątpi. Zaufał mu i nie miał w zwyczaju tak łatwo zaufania odbierać. Puchon musiałby naprawdę tego chcieć, by Max po prostu odwrócił się, jakby nigdy się nie znali. Prawda, bywały między nimi gorsze dni, gdy to wylewali to, co zalegało na ich sercach. Nie wszystko, ale cząstka niezadowolenia ujrzała światło dzienne, poniekąd pokazując im, że nie ma realcji idealnych, pozbawionych skaz. Solberg czuł, że te kłótnie jakoś ich do siebie zbliżały, pozwalając lepiej przyjrzeć się tej drugiej jednostce, która z dnia na dzień stawała się coraz mniej obca. W końcu nie znali się jeszcze nawet roku a i tak już ich więzi były wyjątkowo mocne.
- Puszek z pufkiem. Jesteście dla siebie wprost stworzeni! - Zażartował, gdy Felek wykazał pozorną chęć adopcji lub kupna takiego zwierzaka. Sam Max raczej za nimi nie przepadał, uważając je za dość bezcelowe i monotonne istoty, ale przecież nikomu do budy zaglądać nie będzie. Jeśli puchon chciał mieć pufka, proszę bardzo, jeżeli chciałby kupić sobie na czarnym rynku akromantulę... No może wtedy ślizgon trochę rzadziej by go odwiedzał.
Kolbergowie nie byli z tych, co postawili by dom szybko i sprawnie, byle mieć w czym mieszkać. Z tego, co Max słyszał, dość długo starannie projektowali i budowali ten dom, by upewnić się, że przetrwa nie tylko ich żywot, ale także ich dzieci i wnuków. Cenili to, co miało w sobie jakość, a Solberg trochę się od nich tego nauczył. Jego pokój może i nie był jakoś wyjątkowo osobisty, ale nosił pewne ukryte ślady Maxiowej obecności. Stare pudło schowane pod łóżkiem przechowywało niewiele pamiątek z życia ślizgona, które postanowił zatrzymać, a wnęka za jedną z szafek, którą sam wydłubał, służyła za dość haniebny składzik, w którym zapewne i dzisiaj można było znaleźć przedmioty, którymi chwalić się nie chciał. Mimo wszystko pomieszczenie było przytulne i Max lubił w nim przebywać.
- Lubi, a do tego uwielbia być "na czasie". - Przewrócił oczami, jakby była to największa bzdura, jaką w życiu słyszał. Sam nie przywiązywał wagi do takich rzeczy, ale musiał przyznać, że Emma naprawdę miała oko nie tylko do dekoracji, ale i do innych szczegółów. To ona pomogła Stacey zmienić ogród tak, że ten ostatecznie nabrał obecnego kształtu i to do kobiety wszyscy dzwonili po porady w kwestiach wizerunkowych.
- Bywało gorzej, uwierz mi. - Zaśmiał się, bo sam myślał dokładnie to samo, co Lowell. Nie widział siebie w roli ojca i szczerze współczuł każdemu dzieciakowi, który były wrzucony pod jego skrzydła. Zapewne Max nie zostawił by brzdąca samego sobie, ale raczej nie wychowały na przykładnego obywatela.
Żadne z nich nie mogło zaradzić działaniu eliksiru, a Max dodatkowo kompletnie nie był świadom tego, że puchon rozwinął w stosunku do niego jakieś głębsze uczucie. W końcu wciąż nie uznawał istnienia podobnych emocji, skutecznie wypierając, że można stworzyć z kimś na tyle mocną więź, by zechcieć dzielić z tą osobą resztę życia, ale nie płytką i stworzoną tylko dla zasady, a szczerą, partnerską i przede wszystkim opartą na poczuciu bezpieczeństwa, którego ślizgon nigdy tak naprawdę nie dostał. Płeć nie miała dla niego znaczenia. Postać Blake zmieniała jedynie to, że Solberg wiedział, jak dużo swobodniej czuł się Felek w anonimowej postaci. Dla Maxa nie miało to różnicy. Wiedząc, że pod powłoką kryje się tak naprawdę ta sama osoba, podobnie podchodził do każdej postaci, w jakiej widział swojego kumpla. Gdyby tylko Felek postanowił porozmawiać z Maxem o tym, co w nim siedzi zapewne sytuacja miałaby się kompletnie inaczej. Oczywiście Solberg miał tendencję do spierdalania przez okno, gdy tylko coś poważniejszego zaczynało migać na horyzoncie, ale zazwyczaj dotyczyło to ludzi, których tak dobrze nie znał. Puchona nie zostawiłby tak bez słowa. Za bardzo zależało mu na jego szczęściu, by odwrócić się na pięcie i pożegnać. Może nie potrafił odwzajemnić czegoś, co według niego nie istniało, ale na pewno nie zostawiłby Felka samego.
Prawdą było, że podobne, małe gesty weszły im w nawyk. Max doskonale pamiętał, jak spletli swoje dłonie podczas walki z boginem, czy jarmarku, o licznych uściskach już nie mówiąc. Nawet sporadyczne całusy w czoło nie były im obce. Dziś jednak na salonach królowała Amortencja, a ona nie zadowalała się czymś tak subtelnym. Pragnęła więcej. Kusiła do przekraczania kolejnej granicy celem zdobycia uczucia, które sama symulowała. Max pod jej wpływem nawet gdyby chciał, nie byłby w stanie powiedzieć, czy to co widzi jest prawdą, czy może wyidealizowanym obrazem podsyłanym mu przez eliksir. Oczy jednak nie były jedynym zmysłem, jaki posiadał. Poczuł, jak puchon odwzajemnia pocałunek, a jego zmroczone wywarem serce przyspieszyło. Chciał więcej tej bliskości, tego poczucia, że jest tu z kimś, komu na nim zależy. w końcu jednak musiał oderwać się od warg przyjaciela, a cała chwila została przerwana przez pojawienie się Hugo. Przynajmniej dla Maxa, który to wciąż nieświadomy był, co w tej chwili dzieje się w umyśle Felka, jak bardzo ta całą sytuacja go zabolała i że postanowił tak po prostu się od tego odciąć. Młody na szczęście szybko został spławiony ze swoim łupem, który Max miał zamiar później odzyskać, a po krokach dało się wywnioskować, że wymknął się do swojego pokoju. Pewnie po to, by w tajemny zapalić przy szeroko otworzonym oknie.
Maxowi było wstyd, że przez niesfornego brata tamten moment został im zabrany. Eliksir zdawał się pchać go ku ponownej bliskości, gdy dłoń delikatnie wylądowała na zaczerwienionym policzku puchona. Pogładził go lekko kciukiem swojej dłoni, lecz nie wrócił do pocałunku, gdyż Lowell właśnie wtedy przypomniał mu, że są w trakcie rozgrywki.
Solberg skinął głową i wrócili do rozgrywki. Felkowi odebrało mowę, ale to Max ostatecznie przegrał, wyciągając kartę kochanków. Nim jednak ta zdążyła zadziałać, talia wybuchła kończąc tym samym nie tylko grę, ale i działanie eliksiru. Ślizgon potrzebował chwili, by dojść do siebie. Bezwiednie przyłożył kciuk do swoich warg, i przejechał nim po nich.
-Wybacz. Jebana Amortencja. To trzeba mieć szczęście, żeby natrafić na nią już na początku. - Odpowiedział, po chwili. Czuł się niekomfortowo z tym, że może i nie wykorzystywał Felka, gdy ten był pod wpływem eliksiru, ale sam zdawał się wykorzystywać eliksir, by się do niego zbliżyć. A przynajmniej tak się w tej chwili czuł.
-Młodym się nie przejmuj, nikomu nic nie powie. - Dodał jeszcze wpatrując się zaciekle w drzwi, jakby wysyłając tym samym bratu mentalny przekaz, że ma się kurwa zachowywać, bo inaczej tego pożałuje.

5, kochankowie
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 21
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Pisze lewą ręką, rzuca zaklęcia prawą, na której palcach nosi Sygnet Myrtle Snow, Pochłaniacz Magii i Pierścień Sidhe. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 466
  Liczba postów : 6004
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Dom rodzinny Kolbergów - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Dom rodzinny Kolbergów - Page 2 Empty


PisanieDom rodzinny Kolbergów - Page 2 Empty Re: Dom rodzinny Kolbergów  Dom rodzinny Kolbergów - Page 2 EmptyCzw Gru 31 2020, 01:54;

Owszem, zaufania od tak raczej by nie stracili, aczkolwiek...
Sam nie był niczego pewien - nie mógł być niczego pewien. I o ile Solberg miał pewność, że nic z tego dnia nie wyjdzie na światło dzienne, kiedy to tylko i wyłącznie chłodne powietrze, połączone z zapachem papierosów, było świadkiem całego zdarzenia, to jednak nie zamierzał tego w żaden sposób wykorzystywać. Wiedział, że nie ma sensu - wiedział, że jakiekolwiek chwile, spędzone na wzajemnym plotkowaniu z inną osobą na ten temat, mogłyby się skończyć niezbyt szczęśliwie. Poza tym, jedyne, na czym mu tak naprawdę zależało, to działania w stronę lepszego jutra. Chciał, by Max był szczęśliwy, aniżeli w jakikolwiek sposób poddawał się ponownie własnym nieszczęsnym sytuacjom, pozwalając całemu światu udowodnić na to, że miał rację. Zamierzał mu pomóc - nawet jeżeli pomoc ta miałaby być obarczona pewnego rodzaju poświęceniem, chciał pomóc. To nie był dla niego przypadkowy kolega. Stał się kimś naprawdę ważnym, znajdującym się blisko jego serca, aczkolwiek... być może trochę za blisko. Nie bez powodu czuł zatem, że następne dni staną się mroźne, a on sam spróbuje od tego wszystkiego się uwolnić. Od złudnego uczucia, że pójdzie to po jego myśli, a koniec końców będzie mógł w jakimś stopniu zaznać spokoju. Bał się odtrącenia, bał się najróżniejszych negatywnych rzeczy, które mogłyby im się przydarzyć, a ciągle ataki ze strony SLM zdawały się nie tracić na sile. Wkurzało go to, gdy wiedział, że nie jest wystarczająco odpowiednim obrońcą, by móc w jakikolwiek sposób rywalizować ze złem chcącym wpłynąć na jego zachowanie. Niczym ćma, ciągle zatapiał spojrzenie w znanym sobie płomieniu, czując, jak jego dusza z czasem upada na kolana. Zabijając go od środka, nie mogąc znaleźć większego sensu we własnych działaniach. Zbyt otumaniony, zbyt trudny wybór między przyjemnością a ciągłym bólem.
Na słowa o Puszku i pufku mimowolnie się uśmiechnął. Mogłoby to być dość dziwne połączenie, aczkolwiek niezbyt trudne do zrealizowania, kiedy to pozostawał świadom własnych możliwości. Wychowanie stworzenia, które wbrew pozorom mogło stanowić coś rozluźniającego, zdawało się być odpowiednim działaniem względem zlikwidowania potencjalnie koncentrującego się w jego sercu stresu. Koniec końców, różowy chowaniec wydawał się zbytnio nie wpasowywać w jego standardy działań, jako że słynie głównie z działania w mroku. W ciemnych barwach, a nie różowych - nie bez powodu zatem musiał przemyśleć tę decyzję, znajdując potencjalnie jakieś alternatywne rozwiązanie.
Niemniej jednak, pod względem własnego domu, zbytnio wyjścia nie miał. Nie chciał koniec końców przywiązywać się do czegoś, co istniało od wielu lat; nie zbudował własnych czterech ścian posiadanymi rękoma, jak również nie starał się jakoś specjalnie. Gdyby miał postawić na zlecenie wykonania dobrego jakościowo lokum, musiałby dość długo czekać, a do tego jeszcze martwić się nadal o Lydię, która, kto wie, czy zdołałaby przetrwać dodatkowe pół roku z ojczymem pod jednym dachem. Zresztą, o ile chciał w nim spędzić resztę własnego życia, o tyle i tak czy siak nie mógł pozostawić go dla przyszłych generacji. Wiedział, że nie jest to możliwe - przynajmniej od momentu utraty w Luizjanie zdolności reprodukcji i przekazywania własnych genów. Nie liczył na to. Wolałby obecnie, by jego zwłoki zostały pochowane pod fundamentami, by potencjalnie istniejący duch mógł nawiedzać potencjalnych nabywców. Tyle by się przydał po zakończeniu własnego żywota - celem odtrącania innych od zakupu.
Nie wątpił w to, że bywało gorzej - dzieci w dość młodym wieku mają wygórowane oczekiwania, a rodzice dość często stają na głowie, by je spełnić. Dziecko co prawda niczym nie zawiniło, by tego nie dostać, aczkolwiek gdzieś pod skorupką opieki powinna znajdować się stanowczość i tym samym odpowiednie wychowanie. Rodzina Kolbergów wyglądała na dość przyzwoitą, ale czy mógł mieć pewność, że to nie są jedynie fałszywe przebieranki? Jego rodzina też wyglądała na przyzwoitą, w szczególności do momentu wyjścia gości przez frontowe drzwi. Potem koszmar ponownie się zaczynał, wrzucając Lowella w otchłań składająca się tylko i wyłącznie z samej ciemności; otaczającej widocznie jego sylwetkę, bez zastanowienia ją pochłaniającą w odmętach własnego, skrywanego głodu.
Nie miał w sobie wystarczająco siły, by tym samym pozostać z daleka pod względem emocjonalnym. I to zdawało się go obecnie najbardziej denerwować. Chciał wyjść, chciał zostać, aczkolwiek koniec końców czekał na rozwój potencjalnych zdarzeń. Coś ciągnęło za sznurki, a on nie mógł tego poprawnie zidentyfikować - nawet jeżeli pozostawał świadom działania eliksiru, o tyle jednak nie chciał w to siebie samego mieszać. Nie chciał, by uczucie jakiejkolwiek nadziei przeszywało jego serce, gdy te drobne gesty, które obydwoje wystosowywali, stały się czymś więcej, przynajmniej dla mojego samego. Słowa posiadają zarówno moc budowania, jak i burzenia - a on był jej całkowicie świadom ich podwójnej natury, która to zdawała się przekierowywać go ostatnio na tę jaśniejsza stronę. Bał się, że strach przerodzi się właśnie w swoistego niszczyciela, którego nie będzie mógł w żaden sposób opanować; bał się cholernie.
Dlatego nic nie mówił.
A zamiast tego popchnął siebie w stronę gorszego zakończenia; zakończenia, w którym to on coś poczuł, aczkolwiek bez jakiejkolwiek realnej wzajemności. Amortencja okazywała się być cholernym gównem, powodującym fałszywe, złudne uczucie miłości, którego nie mogli na żaden ze sposobów powstrzymać. Problem w tej całej farsie polegał na tym, iż Lowell coś czuł - i to wcale nie było coś nikłego, coś możliwego do stłumienia w samym zarodku. Chciałby, by coś z tego wyrosło, aczkolwiek jedyne, co mu pozostało, to tylko i wyłącznie chwycenie za nóż i samemu go wbicie w celu rozcięcia sobie brzucha. Swoiste harakiri, przeszywające jego ciało, kiedy to ostrze spotkało się z coraz to bardziej zaawansowanymi strukturami tkanek, nie przejmował się bólem. I tak był obecnie za duży; kiedy to pozostawał złączony ustami z Maxem, powoli i subtelnie zapoznawał się z ich strukturą, nie przejmując się późniejszymi, potencjalnymi konsekwencjami. Nie był w tym tak samo nachalny - jego pocałunek pozbawiony był jakiejkolwiek większej namiętności, gdy wiedział, że to jest ta granica, której nie może już przekraczać. I o ile obrzydzenie przechodziło przez jego umysł, jako że nie chciał sobie prawić jakichkolwiek realnych doniesień, o tyle jednak było to przez niego odczuwalne w znacznym stopniu. Stłumione poniekąd przez narastające uczucie ciepła, gdy powiódł spokojnie po wargach należących do przyjaciela, tym samym zdobywając kolejne doświadczenie - które, z czasem, stanie się niezwykle bolesne. Które, zamiast przeistoczyć się w przyjemne wspomnienie, będzie czymś w rodzaju trudnego do wyzbycia się brzemienia.
Brzemienia beznadziejności, wykorzystania okazji, melancholii.
Cała ta przygoda zakończyła się słowem rozbrzmiewającym w jego własnej głowie. Podziękowanie, jakoby podsycone amortencją, zdawało się mieć teraz ciut inne podwaliny, bardziej... stałe. A przede wszystkim przepełnione pewnego rodzaju obietnicą, która to zdawała się być wysoce widoczna, gdy powoli żegnał się z falą wstydu za bycie przyłapanym. To nie tak. Wiedział, że trudno będzie mu się jakkolwiek z tego wybronić, a brak możliwości użycia zaklęcia Obiviliate... no cóż. Nie pozwalał na swobodną modyfikację struktur pamięci, w związku z czym mógł na to jedynie westchnąć i odizolować się, czując, jak na jego delikatnie już rozgrzanym policzku, co wynikało ze zwiększonego ciśnienia tętniczego, pojawił się dotyk. Miły, przyjemny, składający się z opuszek palców. Znowu byli sami - nie musiał się niczego wstydzić, w związku z czym, z każdą chwilą, jego koloryt na twarzy powracał do normalnego odcienia. Sam wolał sobie pozwolić na pewne rzeczy tylko i wyłącznie w samotności. Nie bez powodu pozwalali sobie przecież na te czułości we własnym towarzystwie, a Hugo postanowił przyczynić się do pęknięcia struktur prywatności, jaką to potencjalnie chcieliby pod tym względem zachować.
Utrata mowy przyczyniła się do tego, że zbyt wiele nie mógł mówić, aczkolwiek... Max zrozumiał zamysł jego prostych gestów. Nim jakkolwiek zdołał się obejrzeć, kiedy to odciął się od okazywania emocji polegających głównie na jego własnym cierpieniu, a przyjaciel ponownie przegrał kolejną rundę, kończąc tym samym działanie niewidzialnej iniekcji wywaru do jego organizmu. Kochankowie nie zadziałali - nim cokolwiek zdołało się pokazać, talia kart wybuchła i spłonęła, pozostawiając za sobą tylko i wyłącznie widoczny popiół, na co mógł odetchnąć z ulgą.
Nie mógł.
W porządku, nic się nie stało. — powtarzał to wszystko jak mantrę, wiedząc, że jednak coś się stało. Przyjemne mrowienie nadal było oznaką wydarzeń przeszłych, ale, na całe szczęście, rumieniec na jego twarzy zdołał tym samym zaniknąć, w związku z czym nie musiałby się z niego jakoś specjalnie tłumaczyć. Miał tylko nadzieję, że ten nie będzie pytał o to, dlaczego postanowił tym samym odwzajemnić złączenie warg, w związku z czym zerwał się z łóżka, otwierając tym samym okno, by chłodne powietrze pozwoliło mu przeanalizować to wszystko. Nie zdawało się być skażone papierosami - obecnie, choć nie wiedział. Gdzie tak naprawdę znajduje się pokój Hugo. Może zbyt daleko, by jego czuły węch mógł to dostrzec w jakiś bardziej widoczny sposób. — Ostatnie, czym mógłbym się tak naprawdę przejmować. Jego zdanie mnie nie obchodzi. — może rzucił to oschle, ale miał koniec końców prawo być zły na niego. Jak się wbija komuś do pokoju, to się puka. Może, wykorzystując taktyczny manewr polegający na przegrzaniu bitwy, Max wygrałby wojnę, postanawiając spędzić Święta w swoim pokoju bez jakiegokolwiek okrycia. Wtedy każdy nauczyłby się uderzać zgięciami palców w drzwi, nie chcąc mieć do czynienia z roznegliżowanym członkiem własnej rodziny. — My to mamy szczęście do tego, co nie? Tym razem role się nieźle w tej kwestii odwróciły. — zażartował, choć wcale mu do śmiechu nie było, kiedy to wiedział, że nie może na nic więcej liczyć, dwa, było to tylko i wyłącznie złudne uczucie, trzy, przy okazji wparował kochany braciszek, pogwałcając to, co on szanuje przez wiele lat - prywatność. Na szczęście zimne podmuchy grudniowego powietrza, docierające do jego nozdrzy z charakterystyczną, cierpką nutą, pozwalały mu tym samym się bardziej opanować. — To co? Schodzimy na dół i sprawdzamy, czy wszyscy w komplecie? Wiesz, że nie chcemy nadużywać gościnności, a po wieczorze pewnie część osób najchętniej przespałaby się z zapiekanką w brzuchu. — zaproponował, spoglądając na niego swoimi czekoladowymi tęczówkami, w których to doskonale ukrywał całość sytuacji mającej miejsce. Nie chciał okazywać słabości, a przynajmniej nie teraz, kiedy to już wystarczająco poległ, czując się jak największy idiota tego kurwidołka. Byleby wypierdolić i się z tym przespać, bo o ile na żołądku nie będzie mu ciążyć jedzenie, o tyle jednak pod kopułą czaszki pojawią się liczne pytania bez odpowiedzi.

______________________



Nie wiemy, dokąd idziemy
i nikt nie chce nas słuchać, gdy wszyscy święci balują sobie w piekle na prochach, a księżyc w nowiu znów nas śledzi na pokaz...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Felix Solberg

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : blizna pod lewym żebrem, blizna na lewej ręce, blizna po pazurach na prawym boku, blizna po sidłach na prawej łydce, blizna po uderzeniu na prawej skroni, na linii włosów, leworęczność, dupa nie zaklęciarz, Znak zorzy w postaci czerwonej kreski na palcach lewej dłoni
Galeony : 974
  Liczba postów : 6701
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18542-relacje-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Dom rodzinny Kolbergów - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Dom rodzinny Kolbergów - Page 2 Empty


PisanieDom rodzinny Kolbergów - Page 2 Empty Re: Dom rodzinny Kolbergów  Dom rodzinny Kolbergów - Page 2 EmptyCzw Gru 31 2020, 23:13;

Felek miał tę część gwarantowaną, lecz mimo całej radości i spokoju, które powoli otaczały serce Maxa ze względu na podjęte tego wieczora decyzje, gdzieś bardzo głęboko w środku kiełkował strach. Obawa przed tym, że to on po raz kolejny zawiedzie zaufanie najbliższych. Najciężej przychodziło mu zaufanie samemu sobie i bez względu na to, jak bardzo zdeterminowany był w tym, by wytrwać, cholernie się bał, że po prostu nie da rady. Nie mógł mieć pewności, że najbliższa przyszłość nie przyniesie czegoś, co ponownie pchnie go w stronę mroku, w którym tak długo żył. Pamiętał bardzo dobrze wizytę u Beatrice, kiedy to myślał, że już dotarł do krawędzi i już więcej nie da rady udźwignąć na swoich barkach. Jakimś cudem okazało się, że był w błędzie, ale nie miał pewności, że kolejne nieszczęście losu nie spowoduje upadku na kolana, z którego niemożliwym już będzie podniesienie się. I choć na tę chwilę gorzkie uczucia były przyćmione przez te szczęśliwe, tak nie mógł do końca wyprzeć ich istnienia.
Max nie miał w zwyczaju oceniać innych po tym, co posiadali bądź czego im brakowało. To, że mógł cieszyć się takim a nie innym dachem nad głową, nie oznaczało, że każdy miał czas i środki by sobie podobny zapewnić. Zresztą ślizgon był po prostu wdzięczny, że wybawili go od spędzenia reszty życia w ruderze, w której jako dzieciak zamieszkiwał. Zdawał sobie sprawę, że miał głupie szczęście, które sprawiło, że nie podzielił losu wielu innych dzieciaków w podobnej do jego sytuacji. Dom Felka nigdy nie jawił mu się w żadnym stopniu gorszy, a wręcz czuł się w nim poniekąd swobodniej niż tutaj, w Inverness. Jedyne, co chętnie by zmienił to niepokojące spojrzenie Equinoxa, które wciąż paliło jego duszę. Unikał kruka jak mógł i nawet dobrze mu to wychodziło.
Kwestia Emmy była o tyle prosta, że rodzice najzwyczajniej  świecie nie chcieli, by dziewczyna wyrosła na rozpieszczoną egoistkę, która od zawsze miała to, czego chce. Co prawda Nick i Stacey mieli pieniądze, ale od zawsze uczyli swoich młodszych domowników szacunku do waluty i ciężkiej pracy. A przynajmniej próbowali, bo z męską częścią dzieciaków szło im czasami nieco gorzej. Co nie zmieniało faktu, że dwie godziny błagań i słodkich spojrzeń posyłanych w stronę głównego żywiciela rodziny były w stanie załatwić naprawdę wiele.
Błogostan wywołany zastrzykiem Amortencji nie odpuszczał sprawiając, że Max nie mógł skupić się zbytnio na grze. Jego umysł błądził wokół siedzącego tak blisko niego przyjaciela i nie potrafił powstrzymać ciała ślizgona od niektórych gestów. Gestów, które zwykł traktować jako nic ważnego, jako zwykłą, dobrą zabawę mającą na celu rozluźnienie i przyjemność. Eliksir miał jednak to do siebie, że potrafił zmienić znaczenie każdego dotyku i spojrzenia. Jedyny wywar, który Solberg trzymał od siebie na dystans widząc w nim niebezpieczeństwo. Choć dla Maxa, znaczyło ono co innego niż dla większości. Strach. Ogromną obawę przed tym, że kiedyś chłopak może naprawdę znaleźć coś głębszego w podobnych czułościach i opuścić gardę, którą o tylu lat niezachwianie trzymał. Zazwyczaj uciekał przed podobnymi momentami, ale Amortencja mu na to nie pozwalała. Wręcz przeciwnie. Napełniała jego serce nadzieją i determinacją sprawiając, że iluzja uczucia, którego się tak obawiał pchała go bliżej puchona zamiast powodować chęć ucieczki.
Słowo, które opuściło jego wargi nie było przypadkowe. W pewnym sensie wyrażało to, co czuł jeszcze przed tą całą grą, choć teraz zdawało się mieć dużo głębsze znaczenie. Bardziej intymne, a przez to (czego Max nie mógł być świadomy) zapewne jeszcze bardziej pogarszające sytuację, która się właśnie działa. Dla Solberga było to nawet bardziej intymne niż pocałunek, który jeszcze przed sekundą dzielili choć i on miał mniej luźny wydźwięk niż ich poprzednie kontakty fizyczne. Żałosny eliksir, który wydzierał ze ślizgona zbyt wiele i to ku jego chwilowej uciesze.
Hugo zniknął tak szybko, jak się pojawił nie tylko psując atmosferę, ale też powodując falę wstydu u obydwu z nich. Max, przez działanie Amortencji czuł żal, że został przyłapany na czymś tak osobistym, a Lowell miał swoje własne, bardziej realne powody, by rumieniec zagościł na jego licu. Rumieniec, który dla Maxa nie mógł dodać mu wtedy więcej uroku. Nie bez powodu przyłożył swoje palce do policzka puchona. Uważał to za niezwykły widok, który chciał utrwalić w swojej pamięci na zawsze. Felek jednak delikatnie, acz stanowczo zwrócił uwagę przyjaciela na kontynuację rozgrywki, a ten nie wyobrażał sobie nie spełnić tej prośby. Nawet bez Amortencji Max był w stanie zrobić dla kumpla praktycznie wszystko, ale teraz nawet nie zastanawiałby się nad sensem tego, o co ten prosił. Mechanicznie więc wziął kolejną kartę, kontynuując to, co spowodowało całą tę ogromną farsę.
Rozgrywka ostatecznie szybko się skończyła i mimo, że eliksir opuścił krwioobieg Maximiliana, ten potrzebował więcej niż sekundy, by dojść do siebie. Nie do końca podobało mu się takie wydanie własnej osoby i zdecydowanie nie chciał, by świadkiem tego wszystkiego był jego przyjaciel. Czuł się w pewnym sensie obdarty ze wszystkiego. Jakby pokazanie podobnych uczuć, nawet jeśli tylko fałszywych, spowodowało u niego dość duże zachwianie. Dlatego też przez chwilę nie był w stanie wypowiedzieć kolejnego zdania. Obserwował Lowella próbując wychwycić cokolwiek w jego postawie, co potwierdziłoby, że nie tylko ślizgon ma sobie ten wybryk za złe. W końcu czym innym były ich niewinne czułości, które zdarzały się wcześniej, a czym innym to, co przed chwilą reprezentował. Fakt, że puchon odwzajemnił pocałunek uznał za pewien odruch naturalny. Jak wtedy, gdy to on znajdował się pod wpływem Amortencji, a Solberg bez większego myślenia o tym, co robi po prostu oddał ten czuły gest.
Kwestię Hugo postanowił załatwić sam. Miał nadzieję, że szczeniak zrozumie kwestię prywatności, choć pomysł ze spędzaniem świąt nago nie był najlepszy. W końcu nie od dziś było wiadomo, że Solberg nie ma wstydu i latanie po domu jak matka go urodziła nie należało do jakiś wielkich niespodzianek.
- Nie wiem czy nazwałbym to szczęściem. - Mruknął z lekkim uśmiechem, gdy postanowił nie ignorować kolejnych słów Felka. Szczerze nienawidził tego, co Amortencja z nim robiła i gdyby tylko eliksir miał jakąś bardziej stałą postać, na pewno by się na nim poniekąd wyżył. Im bardziej rzeczywistość wracała do normy, tym większy wkurw rósł w jego sercu. Mógł być gotów na walkę z używkami, ale podejrzewał, że nigdy nie będzie gotów stawić czoła podobnym uczuciom. Nawet tym fałszywym. Gęsia skórka pojawiła się na jego ciele w efekcie szeroko otwartego okna, przez co podszedł do swojego kufra i wyciągnął z niego ciepłą bluzę. Zdjął sweter i szybko się przebrał zakładając pod nią dodatkową koszulkę.
-Od razu lepiej. Myślę, że trzeba będzie. - Przytaknął na pomysł Lowella, po czym ruszył w stronę drzwi. Zatrzymał się przy nich, jakby chciał coś jeszcze dodać, póki mają okazję być sami, ale ostatecznie pokręcił głową i mrucząc Alohomora nacisnął na klamkę. Zdecydowanie był to czas by wracać.

//zt x2

+
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 21
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Pisze lewą ręką, rzuca zaklęcia prawą, na której palcach nosi Sygnet Myrtle Snow, Pochłaniacz Magii i Pierścień Sidhe. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 466
  Liczba postów : 6004
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Dom rodzinny Kolbergów - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Dom rodzinny Kolbergów - Page 2 Empty


PisanieDom rodzinny Kolbergów - Page 2 Empty Re: Dom rodzinny Kolbergów  Dom rodzinny Kolbergów - Page 2 EmptySro Mar 10 2021, 21:16;

Był zmartwiony, wkurzony, zdenerwowany, zrezygnowany, ale nie zamierzał zaprzestać czegokolwiek, kiedy to nie wiedział, co się dzieje z Maximilianem, dlaczego go nie ma... i z jakich powodów postanowił się z nim najebać, aniżeli zabrać w jakieś bezpieczne miejsce, dzięki któremu do niczego takiego po prostu by nie doszło. Nie miał zamiaru myśleć intensywnie, choć te, pod kopułą jego czaszki, nie pozwalały mu normalnie funkcjonować. Stres przeżerał go wyjątkowo mocno, kiedy to czuł się jak debil, postanawiając przede wszystkim wcześniej skupić się na własnych przyjemnościach, aniżeli na tym, by zapewnić jakiekolwiek bezpieczeństwo chłopakowi. Kurwa mać, kochał go i nie zdzierżyłby kolejnej straty. Nim się obejrzał, a słowa z baru o fatum zaczęły się spełniać, przynosząc ciemne chmury i tym samym siejąc terror w jego duszy. Nie bez powodu, kiedy to jednak coś było nie tak - Max w ogóle się nie odzywał, a do tego jeszcze nie odpisywał na nic - postanowił zacząć działać. Pierdolił wszystko - pierdolił w tym samego siebie, ale nie zamierzał też się przemęczać, w związku z czym, kiedy to teleportował się do domu Kolbergów, nie wiedział, co tak naprawdę zrobić. Powiedzieć. Zainteresować się bardziej. Wszystko wyglądało niczym pierdolony labirynt, w którym to nie mógł odnaleźć wyjścia. Raz do niego wszedł, a droga ta... wydawała się być kręta, niemożliwa wręcz do powstrzymania. Nie chciał się do tego przyczynić, a jednak...
Niósł ze sobą to jebane fatum. W ciągu dziesięciu dni przyczynił się do śmierci jednej osoby, bo nie potrafił powstrzymać własnej ciekawości. Czul narastającą bezsilność, kiedy to nie wiedział, jak ugryźć temat, ale koniec końców... musiał jakoś do tego podejść. Nie chciał, by ktokolwiek z jego otoczenia zwyczajnie umarł. Stał się tylko i wyłącznie truchłem, a tym bardziej nie wiedział, czy nie jest za późno. Mimo chronicznego zmęczenia, mimo wszystkiego, co ostatnio przeżył, jebnął samego siebie w kąt, nie chcąc dopuścić do kolejnej tragedii. Tym bardziej, że czuł się tak, jakby coś go trzymało na łańcuchach; pierdolił prawą rękę, pierdolił wszystko. Pierdolił praktycznie wszystko inne, bo to go nie obchodziło. Kochał go, skrzywdził go, a teraz... serce biło niespokojnie na myśl o tym, że coś mogło się stać. A nawet lekarstwo od Zagumova na problemy nie zdawało się działać. Fatum rozpierdalało całe jego życie, a sam czuł, że znajduje się na granicy tego, czy przypadkiem nie strzelić sobie w łeb.
Do rodziny podszedł poprzez oklumencję. Mimo to nie zamierzał zbytnio chwalić się własną niepełnosprawnością, chowając wcześniej dłoń do kieszeni własnej kurtki. Czuł, że mimowolne drgnięcia mięśni powoli mu wracają, ale nadal, nie mógł z tym niczego szczególnego zrobić. Zamiast tego... zwyczajnie zagrał dobrą rolę, udając, że przyszedł po pewną rzecz dla Maximiliana, jako że ten nie może opuszczać Hogwartu. Starał się ostrożnie rozglądnąć po pomieszczeniach, ale wyglądało na to, iż chłopaka tutaj rzeczywiście nie było, skoro rodzina go nie zbyła poprzez proste powiedzenie, że ten jednak tutaj jest. Mimo to, kiedy to czekoladowe oczy bacznie spoglądały po najróżniejszych rzeczach w pokoju, nie mógł nie odnieść wrażenia, że wszystko jest na swoim miejscu. Udając, że zabiera jedną rzecz, wyszedł tym samym, nie rozgadując się więcej na ten temat, by zwalić winę na tykające wskazówki zegara. Psa jedynie pogłaskał na głowie, nie chcąc się jednak nad nim zbytnio rozczulać - musiał zacząć działać.
Zaczął myśleć intensywniej. Wigilia. Spokojne, złączone dłonie, kiedy to grali w Durnia. Przed Durniem... było jednak coś. Stara, menelowa ruina, do której to został teleportowany, gdyż wiązała się z tym pewna, widoczna historia. Nie bez powodu zatem Lowell zdecydował się spróbować własnych sił pod tym względem, przypominając sobie wygląd miejsca. Do poszukiwań wybierał godziny popołudniowe, by móc tym samym zareagować, gdyby było coś nie tak; nie zamierzał pchać się w żadne gówno, w związku z czym w dłoni dzierżył różdżkę, przypominając sobie najprostsze kombinacje zaklęć defensywnych i ofensywnych. Mimo to na miejscu, kiedy to poczuł charakterystyczny zapach, nikogo nie było. Nie musiał się zamartwiać, że zostanie zaatakowany.
Przypominał sobie skrupulatnie rozmowę tutaj. Zastanawiał się, na czym mógłby usadowić własne przemyślenia, byleby się nie okazało, że coś ominął. Zamknąwszy oczy, powracał powoli do tego, co miało miejsce. Do okresu Świąt, kiedy to usłyszał prośbę, a charakterystyczny klik teleportacji przedostał się do ich uszu. Chciało mu się wymiotować na samą myśl o tym, że coś jednak mogło się stać. Intuicja go zazwyczaj nie zawodziła, a różdżka, mimo że nie mógł z niej korzystać, może nie drżała, ale dawała jakieś dziwne poczucie, iż coś jest jednak nie tak. Pamiętał - dom. To był jego pierwszy dom, kiedy to dziadek postanowił wyrzucić jego matkę, która to zaczęła ćpać. Trafili tutaj. To tutaj właśnie Solberg przyniósł trochę ciepłego jedzenia i świeżych igieł, by ci, który popadli w ten nałóg, mogli przynajmniej robić to jakoś bezpiecznie. Za pomocą dłoni starł kurz z parapetu, na którym znajdowały się odłamki rozbitego szkła.
Przychodzę tu co roku mimo, że ona już nie żyje. Nie mieszkała tutaj sama.
Matka. Nie znał jej imienia, prędzej nazwisko. Nigdy nie wspominał o tym, by jakkolwiek się nazywała. Prędzej... była czymś w rodzaju osoby wyłączonej z planu głównych wydarzeń. Nie żyła. Zaćpana na śmierć, nie żyła. Traktowała używki jako coś, co było ważniejsze od rodziny.
Ale.
Jeżeli cokolwiek, jakiekolwiek miejsce miałoby się z tym łączyć, kiedy to ludzie czują złość, nie potrafią nad nią zapanować, wszak samemu miał ochotę przyjść ostatnio na to, co zostało już wyprawione. Ale czy to był dobry trop? Wiedział, żeby o niczym nie mówić, wiedział, żeby samemu nie rozpoczynać poszukiwań, ale, do jasnej cholery, kochał go i nie potrafił siedzieć bezczynnie, udając, że wszystko jest w porządku; mimo to na jakiś trop wpadł, ale... no właśnie.
Czuł do siebie okropny wstręt; wstręt, którego powstrzymać nie mógł. Mimo to musiał się skupić, kiedy to teleportował się z powrotem do Hogsmeade, chcąc na chwilę ochłonąć.

[ zt ]

______________________



Nie wiemy, dokąd idziemy
i nikt nie chce nas słuchać, gdy wszyscy święci balują sobie w piekle na prochach, a księżyc w nowiu znów nas śledzi na pokaz...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 21
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Pisze lewą ręką, rzuca zaklęcia prawą, na której palcach nosi Sygnet Myrtle Snow, Pochłaniacz Magii i Pierścień Sidhe. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 466
  Liczba postów : 6004
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Dom rodzinny Kolbergów - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Dom rodzinny Kolbergów - Page 2 Empty


PisanieDom rodzinny Kolbergów - Page 2 Empty Re: Dom rodzinny Kolbergów  Dom rodzinny Kolbergów - Page 2 EmptyCzw Lip 01 2021, 13:05;

Poranek był całkiem spokojny - do czasu, gdy nie zaczął otrzymywać harmideru listów, które z początku go zaciekawiły, następnie zirytowały, a potem spowodowały czyste, ludzkie zrozumienie. Nie dość, że musiał lecieć do sklepu, to raz po raz otrzymywał na pergaminie kolejne słowa, które wymagały natychmiastowej odpowiedzi - w jego mniemaniu - bo nie lubił pozostawiać spraw na późniejszą chwilę. Nie bez powodu zatem, kiedy wrócił do domu, zapakował praktycznie do własnej torby byle co, byleby było. W pokoju panował bałagan i brak jakiegokolwiek porządku, do którego nie był kompletnie przyzwyczajony. Wolał, gdy wszystko miało swoje określone miejsce, ale gdy mu się wyjątkowo mocno spieszyło, nie mógł jakoś na to zwracać szczególnej uwagi. Na pewno nie wystarczyłoby to na nocowanie, ale co mógł zrobić, skoro termin nieubłaganie się zbliżał, za niedługo miał się teleportować, nie, już miał się teleportować, a do tego musiał naprędce nasypać karmy do miski dla Hinto, trochę dla puszków pigmejskich, no i kruka. Zapierdziel był niesamowity, a do tego jeszcze stresował się listem, który pozostawił na szklanym stoliku w salonie. Listem, który może nie zawierał niczego specjalnego, wszak wiele osób już o tym wiedziało, ale nie ona - nie najbliższa osoba, nie jego rodzina.
Czekoladowe tęczówki zawisły jeszcze na tę krótką chwilę na kawałku pergaminu, który zaadresowany był do Lydii - niebieski atrament wyróżniał się na tle nudnego, przezroczystego mebla - by tym samym przejechać po nim opuszkami palców. Skrupulatnie, jakby z największa starannością, przypominając sobie, jakie dokładnie słowa na nim zamieścił. Stresował się bardziej niż kiedykolwiek, ale nie miał tak naprawdę możliwości nad tym bardziej się już zastanawiać. Spojrzał się za siebie jedynie, gdy zamykał mieszkanie od zewnątrz, na ułamek sekundy odchylając drzwi. Było dobrze. Musi być dobrze. Zamartwianie się pod tym względem przejmowało czasami nad nim kontrolę, ale nie zamierzał do tego dopuścić. Nie dzisiaj, gdy następne dni mieli przecież spędzić razem - on i Max.
Dźwięk przekręcanego klucza zakomunikował mu, iż drzwi zostały skrupulatnie zamknięte, a próba naciśnięcia klamki nie spowodowała ich otwarcia. Okna pozostawały odpowiednio pozamykane, wszak nie do końca wiedział, kiedy matka wróci. Następnie, rozglądając się dookoła - mimo widocznej ochrony przed wścibskimi oczami - teleportował się, gdy miał stuprocentową pewność, że nikt go nie obserwuje. Świst, zasada ce-wu-en, przypomnienie sobie miejsca i pojawienie się z jednego miejsca w drugim. Taki spory przeskok zawsze niósł ze sobą ryzyko, które chciał zminimalizować, w związku z czym nie rozpraszał się niepotrzebnie, skupiając się w pełni na określonym celu.
Na szczęście dom rodzinny Solberga, ten bardziej przyzwoity, umieszczony był bardziej na poboczu samego miasta niż w jego centrum. Znalazł się tuż przed drzwiami, trochę spóźniony, trochę zadyszany. Z mieszanką zdenerwowania i radości, co było widać na jego twarzy. Wymiana listowna z Zephem trochę wniosła jego nerwy na wyżyny - w szczególności, gdy zostało mu zarzucone cicho i dyskretnie, że nie rozumie. Wbrew pozorom rozumiał. Grudzień był tego najlepszym dowodem, gdy nie potrafił zaakceptować siebie takiego, jakim w rzeczywistości jest. Wiele minęło, zanim zdołał zaakceptować u siebie chociażby utratę jąder, która również w pewnym, widocznym stopniu odwróciła jego życie do góry nogami. Na początku był zagubiony, ale z czasem powoli wszystko zaczynało się układać.
- Max, jestem! - niepewnie otworzył drzwi, choć wcale nie wiedział, czy powinien - a może były już otwarte - wykonując ten jeden krok. Pod pachą miał bezdenną torbę, w której było tyle rzeczy, co kot zdołał napłakać poprzez własne maślane oczy, a i tak minęło trochę więcej czasu. Czuł się głupio i miał ochotę przegryźć własną wargę, aczkolwiek tego nie zrobił, nie zamierzając powracać do starych schematów. Rozglądał się zatem, a ciemne tęczówki źrenic, w których to błyskały lekkie ogniki, powodując ich żywsze zabarwienie, raz po raz się rozglądały, początkowo nie wiedząc, co zrobić.


______________________



Nie wiemy, dokąd idziemy
i nikt nie chce nas słuchać, gdy wszyscy święci balują sobie w piekle na prochach, a księżyc w nowiu znów nas śledzi na pokaz...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Felix Solberg

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : blizna pod lewym żebrem, blizna na lewej ręce, blizna po pazurach na prawym boku, blizna po sidłach na prawej łydce, blizna po uderzeniu na prawej skroni, na linii włosów, leworęczność, dupa nie zaklęciarz, Znak zorzy w postaci czerwonej kreski na palcach lewej dłoni
Galeony : 974
  Liczba postów : 6701
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18542-relacje-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Dom rodzinny Kolbergów - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Dom rodzinny Kolbergów - Page 2 Empty


PisanieDom rodzinny Kolbergów - Page 2 Empty Re: Dom rodzinny Kolbergów  Dom rodzinny Kolbergów - Page 2 EmptyPią Lip 02 2021, 14:13;

Sam był dzisiaj ledwo wyrobiony. Roboty było co nie miara, ale czasu na to wszystko znaleźć się nie dało. Nie bez powodu biegał więc z kąta w kąt załatwiając wszystko, co ostatniego dnia szkoły załatwione zostać musiało. Kufer został spakowany, dormitorium wysprzątane. Przeszukał każdy kawałek, by upewnić się, że niczego nie zostawił i dopiero wtedy z ciężkim sercem ruszył ku wyjściu z zamku. Nie sądził, że tak ciężko będzie mu się z tą szkołą rozstać, a jednak musiał teraz spiąć dupę i nie odwracać się za siebie. Miał przed sobą zupełnie nowe życie i musiał stawić mu czoła z podniesioną głową.
Wbrew pozorom nie udał się od razu do domu. Zawitał na chwilę w Londynie, by tam zapisać się na kurs eliksirowarski. Nie wiedział, co innego mógłby robić, a też papier na pewno nie zaszkodzi, by jakoś jego kwalifikacje potwierdzić. Dopiął formalności w pracowni i przez chwilę poprzechadzał się po Pokątnej w zamyśleniu. Dopiero zegar przy jednym ze sklepów uświadomił mu, jak późno się zrobiło. Bez mrugnięcia okiem teleportował się więc do Inverness. Wprost do lasu nieopodal ich domu, by z tego miejsca krótkim spacerem udać się do budynku.
Tak jak się spodziewał, Nicka nie było jeszcze w domu, a Stacey siedziała zamknięta w swoim gabinecie. Hugo rozwalił się na kanapie z telefonem udając, że ogląda jakiś film akcji. Gdy tylko zobaczył Maxa kiwnął mu głową, niewerbalnie mówiąc "no elo" i wrócił do przeglądania czegoś na telefonie.
Solberg nie miał zamiaru się przy bracie zatrzymywać. Udał się prosto na górę, gdzie powoli rozpakowywał swoje graty. Chciał upchnąć gdzieś jak najwięcej rzeczy nim Feli przyjedzie, by choć trochę ładu zaistniało wokół nich. Wszelkie rzeczy związane z eliksirami ustawił jak zawsze na wierzchu, w jednym z pustych kątów, a całą resztę zaczął upychać w przestronnej szafie.
Właśnie odnosił brudne szaty do prania, gdy przed drzwiami pojawił się puchon. Max nieświadomy tego wciąż oddawał się porządkom, co zdecydowanie miało wpłynąć na niekorzyść Lowella.
-Feli! Max uciekł na imprezę, ale kazał mi Cię przywitać za siebie. Co podać? Kawę, herbatę? Buziaka? - Hugo dorwał się do gościa, nie potrafiąc podejść do sytuacji normalnie. Widocznie mu się nudziło choć wakacje tyle co się rozpoczęły. Na twarzy młodego widać było podstępny uśmieszek, a jego oczy lśniły, jakby właśnie otrzymał najlepszy prezent Gwiazdkowy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 21
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Pisze lewą ręką, rzuca zaklęcia prawą, na której palcach nosi Sygnet Myrtle Snow, Pochłaniacz Magii i Pierścień Sidhe. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 466
  Liczba postów : 6004
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Dom rodzinny Kolbergów - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Dom rodzinny Kolbergów - Page 2 Empty


PisanieDom rodzinny Kolbergów - Page 2 Empty Re: Dom rodzinny Kolbergów  Dom rodzinny Kolbergów - Page 2 EmptyPią Lip 02 2021, 14:55;

Najwidoczniej termin, który postanowili obrać, mimo wcześniejszej rozmowy na Wizzengerze... nie był korzystny. Głównie przez fakt, że trzeba było wszystkie rzeczy przytargać, a na złość jeszcze Lowell miał okazję porozmawiać listownie, na co zeszło mu całkiem dużo czasu. Mimo to nie zamierzał teraz odpowiadać na jakiekolwiek wiadomości, o ile nie byłyby ważne. Czuł się trochę zmęczony, nawet jeżeli było to dopiero południe, choć nie do końca chciał dać to po sobie rozpoznać. Może nie rozstawał się ze szkołą w pełnym tego słowa zakresie, aczkolwiek zakończył się pewien rozdział odwalania i możliwości podchodzenia do innych na "ty". Jeżeli zamierzał być asystentem, musiał mieć dobrą opinię, w związku z czym nie mógł się teraz w żaden szczególny sposób potknąć. A na pewno nie zadziałałoby to dobrze na karierę, którą chciał obrać. Zważywszy uwagę na to, że nawet najmniejsza zmienna mogłaby naprawdę zadecydować o tym, czy Hampson postanowi rozważyć złożony wniosek, czy jednak zdecyduje się po imieniu i nazwisku wrzucić go do kominka, co stanowiłoby idealną opcję zapałki.
Kursy były ważne - sam zapisał się naprędce, już wcześniej, na ten nauczycielski, który miał mu otworzyć pewne drzwi i pozwolić na uzyskanie odpowiednich kwalifikacji. Jutro czekał na niego egzamin, do którego nie przygotowywał się jakoś specjalnie. Doświadczenie z Laboratorium Medycznego rozkwitało w nim na dobre, w związku z czym nie czuł potrzeby wertowania podręczników i zrozumienia bardziej tego zawodu. Tym bardziej, iż robił to wcześniej i nie mógł mimo wszystko i wbrew wszystkiemu zapętlać się w stres, jaki to chciał się mimowolnie pojawić pod kopułą czaszki. Panował nad tym praktycznie perfekcyjnie, w związku z czym czekoladowe tęczówki, mimo wcześniejszego napięcia, utkwił na klamce, nie wiedząc, co go czeka za drzwiami. Jeszcze nie wiedział - ale mimo to musiał położyć własne palce i ją nacisnąć, by dowiedzieć się, że zastał nie ukochanego, a jego przybranego brata.
Samemu miał do niego dość... neutralne podejście. Pamiętając pierwszą wizytę w tym miejscu, trudno było nie odnieść wrażenia, iż nastolatek ekscytował się każdym faktem dotyczącym Maximiliana, co koniec końców pozostawało w całkowity sposób dla niego widoczne. Przypominając sobie o Wigilii, nie chciał podchodzić do niej jak do czegoś, co było krępujące. To, iż Hugo ich tam zastał, było czymś naturalnym. Wcześniej się wstydził tylko dlatego, gdyż nie był w stanie zaakceptować samego siebie takim, jakim jest. Być może nawet i wtedy najchętniej by się tutaj nie pokazywał. Teraz jednak wydoroślał - zrozumiał własne błędy i chociaż momentami było ciężko, o tyle ciężka atmosfera, którą mógł ciąć ostrym nożem, o ile by go miał przy sobie, rozpłynęła się i stała jedynie niemiłym wspomnieniem.
Podniósł zatem brwi, wsłuchując się w to, co ma do powiedzenia chłopak. Jego podstępny uśmieszek nie umknął uwadze Felinusowi, który równie podstępnie się uśmiechnął. Najwidoczniej oboje byli idiotami, ale nie zamierzał sobie psuć humoru, który i tak częściowo był podniszczony.
- Po pierwsze, kawę i herbatę bardzo chętnie przyjmę, a na trzecią opcję nie wiem, czy byś się odważył, młody. Po drugie, jak doskonale wiesz, jestem zajęty. Jeżeli chciałeś podbić, to ci się nie udało. - ciekawiło go to, jak na coś takiego zareagowałby Hugo, w związku z czym emanował dziwną pewnością, której wcześniej nie mógł z siebie wykrzesać. Teraz się nie wstydził, no ba - był dumny z tego, że Max należy do niego. I tylko do niego. Po chwili ta fasada przeszła gdzieś indziej, ustępując miejsca bardziej poważnemu podejściu, gdy położył dłoń na własnej torbie, jakoby chcąc się upewnić, iż wszystko jest na swoim miejscu. - Nie no, a tak na poważnie, gdzie on jest? - powiedział, gdy wszedł do mieszkania i ściągnął buty, nie chcąc narobić potencjalnego bałaganu. Wiedział, że ten żartuje (a przynajmniej miał taką nadzieję), w związku z czym zaczął się rozglądać po domu, ale bez natarczywości. Mógł w sumie wysłać patronusa, ale na razie czekał, mając nadzieję, że potencjalne dźwięki zwrócą jego uwagę, o ile ten był we własnych czterech ścianach.


______________________



Nie wiemy, dokąd idziemy
i nikt nie chce nas słuchać, gdy wszyscy święci balują sobie w piekle na prochach, a księżyc w nowiu znów nas śledzi na pokaz...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Felix Solberg

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : blizna pod lewym żebrem, blizna na lewej ręce, blizna po pazurach na prawym boku, blizna po sidłach na prawej łydce, blizna po uderzeniu na prawej skroni, na linii włosów, leworęczność, dupa nie zaklęciarz, Znak zorzy w postaci czerwonej kreski na palcach lewej dłoni
Galeony : 974
  Liczba postów : 6701
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18542-relacje-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Dom rodzinny Kolbergów - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Dom rodzinny Kolbergów - Page 2 Empty


PisanieDom rodzinny Kolbergów - Page 2 Empty Re: Dom rodzinny Kolbergów  Dom rodzinny Kolbergów - Page 2 EmptyPią Lip 02 2021, 16:25;

Termin podyktowany był tylko faktem, że ślizgon po prostu chciał jak najszybciej mieć tę nieprzyjemną część za sobą. Wyprowadzka z zamku, pożegnanie się z życiem, jakie przez ostatnie siedem lat prowadził i miejscem, w którym zostawił naprawdę mnóstwo wspomnień. To, że się ledwo wyrobił było już inną kwestią, ale ostatecznie udało mu się dotrzeć do domu przed gościem, choć ten nawet nie zdawał sobie sprawy z jego obecności.
Najchętniej otworzyły jakąś własną działalność, ale obecnie nie potrafił myśleć o niczym co wymagało aż tyle zamieszania. Potrzebował więc papierka, by w razie czego mieć szansę na zatrudnienie w jakiejś pracowni, czy sklepie, który podobne kwalifikacje od pracowników wymagał. Nigdy nie brał udziału w niczym podobnym i był cholernie ciekaw, jak taki kurs może wyglądać. Zapewne będzie musiał sporo powtórzyć nim przystąpi do egzaminu, ale w tej chwili weekend chciał poświęcić tylko Felkowi.
Hugo oczywiście nie zapomniał Wigilii, ale też zgodnie z przypuszczeniami Solberga, dorwał się do listu, który ten wysłał swoim opiekunom prawnym. Gdyby nie to zapewne jego podejście do puchona wcale nie byłoby inne, choć teraz miał potwierdzenie, że między tą dwójką dzieje się coś więcej i można rzucać na ten temat mniej lub bardziej wybredne żarty.
-Wiesz gdzie jest kuchnia w takim razie. - Wyszczerzył swoje białe ząbki w jego kierunku. -Masz rację, nie przyłożyłbym ust do niczego, co mogło znajdować się w okolicach dupy Maxa. I zdecydowanie nie mam zamiaru podbijać do żadnego faceta. - Nie dał się tak bardzo zbić z tropu, ale też jego ton zmienił się na nieco bardziej znudzony. Widocznie uznał, że z Lowellem nie da się dzisiaj pożartować i gra nie jest warta świeczki.
-A co ja jestem jego niańką? Był tu przed chwi.... - Nie dane mu było dokończyć, bo w końcu pojawił się ten, który powinien otworzyć drzwi zamiast Hugo. Max zbiegł po schodach, wołając brata po imieniu, a ton jego głosu świadczył o tym, że nie jest zadowolony. Gdy jednak dostrzegł Felka, od razu zmienił kierunek i podszedł do niego, by pocałować go na powitanie. Kompletnie ignorując przy tym Hugo, który przewrócił oczami i udał się ponownie na kanapę.
-Wybacz, nie słyszałem, jak się pojawiłeś. Wybacz, że trafiłeś akurat na Wrzoda, mam nadzieję, że nie zniechęcił Cię na dzień dobry. - Gdy tylko ich usta się rozłączyły musiał przeprosić za najbardziej niesfornego (zaraz po nim) członka rodziny.
Cholernie cieszył się, że puchon miał tu spędzić najbliższe godziny. Tego im zdecydowanie brakowało. Trochę luzu, trochę prywatności i przede wszystkim zmiany otoczenia.
-Wskakujemy od razu do basenu, czy najpierw chcesz coś zjeść? - Zapytał z uśmiechem, bo jak obiecał oczywiście poprosił ogrodnika, by ten przyszykował ogród. Pogoda dopisywała, więc nie musieli też się obawiać, że zamarzną, choć jako czarodzieje byli w stanie jakoś podobne przeciwności losu obejść jeżeli tylko chcieli.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 21
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Pisze lewą ręką, rzuca zaklęcia prawą, na której palcach nosi Sygnet Myrtle Snow, Pochłaniacz Magii i Pierścień Sidhe. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 466
  Liczba postów : 6004
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Dom rodzinny Kolbergów - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Dom rodzinny Kolbergów - Page 2 Empty


PisanieDom rodzinny Kolbergów - Page 2 Empty Re: Dom rodzinny Kolbergów  Dom rodzinny Kolbergów - Page 2 EmptyPią Lip 02 2021, 18:23;

Lowell jakoś się pożegnał ze szkołą. Jakoś, bo przecież ponownie do niej zawita. Stanie się pełnoprawnym nauczycielem, o ile czegoś nie zawali i o ile Hampson zechce go zatrudnić. Wiele wspomnień zdołał w niej utworzyć i może czuł żal, pozostawiając to wszystko za sobą, ale życie szło do przodu i nie mógł stać w miejscu, czekając na cud, który przyczyniłby się do rozświetlenia jego drogi. Musiał wziąć sprawy w swoje ręce, tak więc podchodził do tej kwestii raczej z częściowym dystansem, ale też - łatwiej mu było, skoro prędzej czy później mury przeistoczą się w miejsce wykonywanej pracy. 
Założenie własnej działalności mogło być naprawdę czymś odpowiednim dla Maximiliana - przynajmniej gdyby Felinus został o to bezpośrednio zapytany - ale brak doświadczenia w prowadzeniu takiego interesu, tudzież konieczność wypełniania wszystkich druczków i korzystania z dofinansowania wraz z wkładem własnym, zdawał się być początkowo odtrącający. Bo był. Zakładanie pierwszego interesu w swoim życiu może nieść ze sobą ogrom ziarenek niepewności, które razem przemienią się w stres i monstrum wyjątkowo trudne do powstrzymania. Mimo to - gdyby Solberg postanowił wkręcić się w coś takiego - Lowell nie miałby nic przeciwko. I pomógłby na tyle, ile by potrafił.
- Chyba potrzebuję przewodnika. - lekko się uśmiechnął, dość podstępnie, ale też - powstrzymywał własne ziarenko poirytowania, które przeszkadzało mu w normalnym funkcjonowaniu i które ewidentnie nie pozwalało mu się rozluźnić. Był spięty, ale nie faktem przyjazdu, a prędzej tym, że cały poranek składał się z braku czasu, konieczności zapakowania czegokolwiek, jak również wykonania pewnych zakupów w akompaniamencie wysyłanych raz po raz listów. Zmęczenie przedzierało się przez jego szare komórki (a raczej jedną), po części odbierając frajdę. Potrzebował ewidentnie odpoczynku, tudzież rozluźnienia. - Skoro o tym wiedziałeś, to czemu proponowałeś? - z trudem powstrzymał brwi, które poszły do góry z widocznym impetem, jakiego to nie zamierzał powstrzymać. Pierwsze proponuje, potem się wycofuje... wrzód ewidentnie był niezdecydowany.
Na kolejne jego słowa pokręcił oczami, wszak humor mu dzisiaj nie dopisywał; dopiero gdy Maximilian osobiście pojawił się na parterze, mógł odetchnąć z ulgą. Lekko go objął palcami lewej dłoni i odwzajemnił pocałunek, nie zwracając uwagi na przybranego brata ukochanego, który najwidoczniej stracił "zabawkę" niczym kot, który lubił bawić się myszą. Tylko problem był taki, że ta mysz była trochę zdenerwowana i można było to odczuć nawet w tym prostym geście, ale poprzez tę interakcję - bliskość, która najwidoczniej działała na niego kojąco - zachował wewnętrzny spokój. Prościej by było, gdyby opanował on wszystkie tkanki w ciele, ale pewne napięcie nadal występowało.
- Nie, spokojnie, o to nie musisz się martwić. - lekko podniósł kąciki ust do góry, które przejawiły ciepły uśmiech z jego strony. Felinus nie chciał, by jego wcześniejsze poirytowanie wpłynęło negatywnie na obecną chwilę, w związku z czym na dłuższą chwilę przetrzymał głębszy wdech, by potem wypuścić powietrze przez nos. Cieszył się, że będzie mu dane tutaj spędzić czas - szkoda tylko, że początkowo musiał się jakoś odprężyć i zrelaksować. - Basen, ewidentnie basen. Potrzebuję się zrelaksować. - dotknął jego ramienia i parę razy musnął palcami, odzyskując w jakiejś części spokój ducha. W jakiejś. Tym gestem zachęcił do pójścia do pokoju, którego lokację zapamiętał w miarę odpowiedni sposób, choć ewidentnie nie dało się ukryć tego, że gubił się w takim dużym domu.
Gdy weszli do sypialni Maxa - i zamknęli drzwi przed wrzodem oczywiście - Lowell pozostawił bezdenną torbę, na chwilę poruszając ramieniem. Ta była trochę ciężka i zawierała w sobie kilka eliksirów, leki oraz niewielką ilość ciuchów. Ledwo co zdołał się zapakować i brał ogólnie wszystko w chaotyczny sposób, w związku z czym nie wiedział, co wziął, a czego nie. Sam fakt tego, iż mógł coś zepsuć, jeszcze bardziej go dobijał, choć nie w widoczny sposób. I chwała Merlinowi - nie chciał psuć tego dnia. Z czasem swoista irytacja odchodziła, no ba - niespecjalnie przejął się słowami Hugo - by z łatwością zsunąć ubrania, pozostawiając jego sylwetkę całkowicie odkrytą oraz nagą.
- Akurat udało mi się kupić w ostatniej chwili kąpielówki... Czaisz to? Na przecenie były. Myślałem, że mnie zdepczą w tym centrum handlowym, tyle ludzi było. - lekko się zaśmiał i zaczął grzebać w torbie, wyciągając parę rzeczy po kolei - jedną koszulkę, dwie pary spodni, niewielką ilość bielizny i ogólnie całe inne rzeczy, które powinny być akurat w kuferku. Eliksiry, raz po raz grzebał ręką, świecąc tyłkiem dłużej, niż w rzeczywistości zamierzał, ale się tym nie przejmował. - Gdzie. To. Jest. - mówił z dość sporymi odstępami, ostatecznie wyciągając wszystko z bezdennej torby, co zajęło mu niezbyt sporo czasu, ale śladu po kąpielówkach nie było. Najwidoczniej ich po prostu zapomniał ze sobą zabrać. - Kotek, chyba nie wziąłem... Masz może coś zapasowego? - uśmiechnął się, aczkolwiek ostatecznie głupie uczucie opanowało jego umysł. Mógł się jakoś bardziej postarać.


______________________



Nie wiemy, dokąd idziemy
i nikt nie chce nas słuchać, gdy wszyscy święci balują sobie w piekle na prochach, a księżyc w nowiu znów nas śledzi na pokaz...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Felix Solberg

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : blizna pod lewym żebrem, blizna na lewej ręce, blizna po pazurach na prawym boku, blizna po sidłach na prawej łydce, blizna po uderzeniu na prawej skroni, na linii włosów, leworęczność, dupa nie zaklęciarz, Znak zorzy w postaci czerwonej kreski na palcach lewej dłoni
Galeony : 974
  Liczba postów : 6701
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18542-relacje-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Dom rodzinny Kolbergów - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Dom rodzinny Kolbergów - Page 2 Empty


PisanieDom rodzinny Kolbergów - Page 2 Empty Re: Dom rodzinny Kolbergów  Dom rodzinny Kolbergów - Page 2 EmptyCzw Lip 15 2021, 08:56;

Nie chciał teraz myśleć o przyszłości. Może nie powinien wciąż odkładać tego w nieskończoność, ale ten weekend miał być nastawiony na coś zupełnie innego, dużo przyjemniejszego i mniej stresującego. A przynajmniej taką Max miał nadzieję, gdy krzątał się na górze, kompletnie nie mając pojęcia, że piętro niżej trwa już przywitanie jego gościa.
-Jaka szkoda, biuro wycieczek dzisiaj zamknięte. -Odpowiedział młody, któremu nieco udzielił się gorszy nastrój Felinusa. Widział już, że dziś sobie z puchonem zbyt mocno nie pożartuje. Następne pytanie skomentował tylko wzruszeniem ramion, a głos, który zawołał jego imię, a który niewątpliwie należał do wkurwionego brata przyrodniego spowodował, że Hugo naprawdę stracił ochotę na cokolwiek.
Na szczęście przyszedł Max i atmosfera nieco się zmieniła. W mig zapomniał o tym, czego chciał od nastolatka i zajął się witaniem swojego wyczekiwanego gościa. Rozkoszował się tym krótkim momentem, gdy ich wargi mogły się sobą nacieszyć, by następnie przejść do bardziej werbalnej komunikacji.
-Oho! A kto Ci tak popsuł humor od rana? - Zapytał unosząc jedną brew ku górze. -W takim razie basen obowiązkowo! - Przytaknął i ponownie złożył na ustach ukochanego krótki pocałunek, by następnie dać się poprowadzić ku górze, do własnego pokoju, gdzie mogli w spokoju przyszykować się do kąpieli.
Solberg ogarnął się dość szybko, przez co mógł spędzić cudowne sekundy na podziwianiu sylwetki Felka, którą pierwszy raz od dawna miał okazję zobaczyć w pełnej okazałości. Widział wyraźnie wszystkie zmiany jakie w nim zaszły. Zarysowane mięśnie, zdrowszy kolor skóry i przede wszystkim brak blizn, które kiedyś tak licznie zdobiły ciało Lowella.
-No początek wakacji nie jest najlepszym momentem na włóczenie się po sklepach. Ludzie dostają pierdolca. - Przyznał szczerze, wyobrażając sobie jaki armagedon Feli musiał tam przeżyć.
Obserwował jak ten co rusz wyciąga kolejne rzeczy z torby, nie mogąc odnaleźć tej jednej właściwej. Nie miał zamiaru kłamać, że ten widok mu przeszkadzał, ale powoli wiedział już dokąd ta cała sytuacja zmierza.
-A jeśli powiem, że nie mam, zostaniesz tak jak jesteś? - Zapytał z dobrze Felkowi znanym błyskiem w oku, zbliżając się do niego na kilka kroków, po czym delikatnie ujął jego dłoń. Oczywiście kąpielówki miał, ale chwilę podroczyć się z Lowellem zamierzał. Zdawał sobie jednak sprawę, że ten może nie chcieć świecić dupskiem przed jego rodziną i ogrodnikiem, który specjalnie dla nich przygotował w ogrodzie basen napełniony czystą, chłodną wodą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 21
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Pisze lewą ręką, rzuca zaklęcia prawą, na której palcach nosi Sygnet Myrtle Snow, Pochłaniacz Magii i Pierścień Sidhe. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 466
  Liczba postów : 6004
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Dom rodzinny Kolbergów - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Dom rodzinny Kolbergów - Page 2 Empty


PisanieDom rodzinny Kolbergów - Page 2 Empty Re: Dom rodzinny Kolbergów  Dom rodzinny Kolbergów - Page 2 EmptyCzw Lip 15 2021, 09:27;

Napięcie było zauważalne; czekoladowe tęczówki były co prawda nadal ciepłe, ale posiadały w sobie krztę pewnego zwarcia. Jakby ogniki, które w nich zazwyczaj tańczyły, zostały niezbyt prawidłowo przygaszone, a samemu Lowell czuł się zmęczony. Pomaganie innym niosło ze sobą konieczność poświęceń, a za każdym razem, jak starał się być wsparciem dla innych, trochę zapominał o sobie. Znacznie mniej, niż kiedykolwiek wcześniej, no ale kogo by nie zmęczyły takie rzeczy? Wysyłanie raz po raz listów, otrzymanie swoistego "braku zrozumienia" ze swojej strony w jednym z komentarzy, a na domiar złego żadna opcja nie była dobra. Gdyby zignorował wiadomości, gryzłyby go wyrzuty sumienia. Teraz, jako że nie potrafił się odwrócić, miał pogorszone podejście do otaczającej go rzeczywistości. Przynajmniej na jakiś czas; nie odpowiedział na słowa młodego, wzruszając ramionami. Skoro biuro wycieczek było dzisiaj zamknięte, zamierzał samemu sobie powędrować i poszukać atrakcji.
Na szczęście zbyt długo nie musiał szukać. Oczywiście nie uważał Maximiliana za atrakcję, do której powraca się wtedy, gdy ma się na to ochotę, niemniej jednak to on miał możliwość przejęcia inicjatywy, skoro wiedział, gdzie mieszka, jak mieszka i co można w domu porobić.
Przynajmniej w jego obecności mógł trochę rozluźnić ciągle napięte mięśnie; dotyk był wówczas wskazany. Jakby miał możliwość zapomnienia o problemach, które zwaliły się częściowo na jego własną głowę, powodując tymczasowe przyćmienie.
- Nie tyle zepsuł, co... wymęczył? - chwycił się za głowę jedną ręką, by potem rozmasować skroń, na krótki moment spoglądając tym samym w stronę chłopaka. - No dobra, może trochę. - lekko prychnął pod nosem z własnego błędu, gdy zdołał przeanalizować pewne szczegóły, dłonią wymagając lekkiego, wspierającego kontaktu. - Że też Mike'owi chciało się go składać... - pokręcił z niedowierzaniem, niemniej jednak nie powiedział tego w wyrzutach, a prędzej w tym, że jemu by się nie chciało. Ale praca to praca, więc w sumie, jakby nie było - płacą mu za to.
Samemu niestety ogarniał się dużej. Biała koszula zawsze wymagała trochę większej ilości czasu, krawat także. Niedługo po tym, jak Max się przebrał (ukradkiem starał się popatrzeć), samemu szukał stroju, który gdzieś powinien być. Wyciągane raz po raz rzeczy utwierdzały go jednak w przekonaniu, że jest inaczej. Nie musiał się odwracać, by poczuć na sobie spojrzenie, którym obdarzył go partner.
- Tak zajebiście wyglądam? - podniósł brwi i widocznie się zaśmiał; wiedział, że zmiany, do których doprowadził własną sylwetkę mogły przykuwać uwagę. Mniej blada skóra, bardziej zarysowane mięśnie, a przede wszystkim brak blizn. Nie chwalił się jednak sposobem ich usunięcia, prędzej skupiając się w pełni na odnalezieniu kostiumu kąpielowego, którego jednak za cholerę nie mógł wygrzebać z tej bezdennej torby. - No tak, zakupy na całe wakacje, bo to wcale nie jest tak, że można w różnych dniach różne rzeczy kupić. - zaśmiawszy się, samemu w sumie wplątywał się w to, że w pierwszych dniach od razu poszedł kupić te kąpielówki, więc w sumie pozostawał pod tym względem hipokrytą. Przynajmniej całego asortymentu nie zakupił.
Niespecjalnie nie wziął ze sobą tej części garderoby, a jednak los postanowił podsunąć mu możliwość kontaktu. Słysząc kolejne słowa ze strony partnera, nagle kusiło go jakoś sprowokować, niemniej jednak tego nie zrobił. Cień poprzedniej sytuacji trochę go przytłaczał i bał się, że ponownie dojdzie do sytuacji, gdy będzie musiał być uspokajanym. Mimo to dotyk na dłoni zapewnił go w tym, że jakoś - jakoś oczywiście - nie ma się czego bać. Przynajmniej na razie.
- A będę miał wybór? - uśmiechnął się lekko podstępnie, delikatnie obejmując Maximiliana w talii i przybliżając do siebie. Na razie było wszystko w porządku, w związku z czym nawiązywanie bliższego kontaktu nie sprawiało mu problemów. - Wiesz, zawsze mogę sobie wziąć twoją koszulkę i zrobić z niej kilt. Jak ty zrobiłeś to na ONMSie. - pogładził go po biodrze, raz po raz palcami snując po miękkiej skórze w tym miejscu. Opuszkami, by przypadkiem niczego nie podrażnić. Jak Solberg miał ochotę się podroczyć, to on również. Odsuwając wątpliwości i zły humor na bok. - Ale na razie nie mam zamiaru. - czekoladowe tęczówki spoglądały raz po raz w te zielone, wręcz jakby szmaragdowe. Na razie nie inicjował niczego więcej, nie narzucał pocałunków, po prostu czekał, testując jego cierpliwość. Takim złym człowiekiem był.


______________________



Nie wiemy, dokąd idziemy
i nikt nie chce nas słuchać, gdy wszyscy święci balują sobie w piekle na prochach, a księżyc w nowiu znów nas śledzi na pokaz...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Felix Solberg

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : blizna pod lewym żebrem, blizna na lewej ręce, blizna po pazurach na prawym boku, blizna po sidłach na prawej łydce, blizna po uderzeniu na prawej skroni, na linii włosów, leworęczność, dupa nie zaklęciarz, Znak zorzy w postaci czerwonej kreski na palcach lewej dłoni
Galeony : 974
  Liczba postów : 6701
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18542-relacje-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Dom rodzinny Kolbergów - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Dom rodzinny Kolbergów - Page 2 Empty


PisanieDom rodzinny Kolbergów - Page 2 Empty Re: Dom rodzinny Kolbergów  Dom rodzinny Kolbergów - Page 2 EmptyWto Lip 20 2021, 14:54;

Nie mógł nic poradzić na to, że poranek Felka nie był najlepszy, ale zdecydowanie mógł mieć wpływ na to, jaka będzie reszta jego dnia i taki miał zamiar. Zaczęły się wakacje, mieli kilka dni oddechu, które mogli spędzić tylko w swoim towarzystwie i Max chciał to wykorzystać, by jakoś się zrelaksować niż znów rzucą się w wir magicznej codzienności.
-Litości ludzie nie mają. - Pokręcił głową, chociaż lekki uśmiech wciąż widniał na jego wargach. Nie potrafił inaczej zareagować na tak wyczekiwaną wizytę, choć sam do końca nie był przecież przygotowany, bo poranne zajęcia zajęły mu zdecydowanie więcej czasu niż się tego spodziewał. -Chciało, nie chciało, za coś ma płacone. - Wyszczerzył się, wiedząc bardzo dobrze, że ogrodnik nie miał najmniejszego problemu z tą dodatkową czynnością. Zapewne sam z tego basenu skorzysta, gdy będzie myślał, że nikt nie patrzy.
Kwestia przebrania się wydawała się być banalna i oczywista, a jednak w ich przypadku nawet tutaj mogły się pojawić małe komplikacje. Dziś miały one postać braku kąpielówek, co Maxowi ani trochę nie przeszkadzało. Co prawda ciało Felka bez blizn było dla niego nowością, ale dość szybko przeszedł z tym do porządku dziennego myśląc tylko o tym, jak partner mu się podoba i jak bardzo nie potrzebuje iść teraz do żadnego basenu.
-Mhmm... - Mruknął przybliżając się nieco. Widocznie miał już problemy żeby się skupić. Słowa o zakupach ledwo były przez jego mózg przetwarzane. -A po co jeździć pięć razy, jak można raz a porządnie? - Wzruszył ramionami, bo sam akurat wolałby załatwić wszystko jednego dnia niż rozkładać to na raty. Niestety potrzebował teraz zakupów i był tego świadom, jednak nie było tak łatwo się na nie wybrać. Zawsze miał coś ważniejszego na głowie, a magia skutecznie działała w zamian za krawcową, czy nową garderobę.
-Absolutnie żadnego. - Oczywiście, że brnął w to dalej. Mimo, że starał się zachować odpowiedni dystans, by nie naciskać na Felka, pewne zachowania wychodziły z niego naturalnie, a widząc partnera w całej okazałości nie potrafił tak po prostu odpuścić. Szczególnie, gdy ten nieco zmniejszył odległość między nimi, kładąc dłoń na talii Maxa. -Wybacz, wszystkie koszulki nagle mi zaginęły, chyba ten plan nie wypali. - Powiedział z udawanym smutkiem, rozpaczą i ogólnie, przecież była to największa tragedia na świecie. Sam mimowolnie położył dłoń na boku Felka, gładząc jego skórę, która tak bardzo różniła się w dotyku od blizn, które pamiętał. Resztkami silnej woli trzymał się jeszcze z dala od niego, choć z każdym kolejnym słowem partnera, ta cierpliwość coraz bardziej się kończyła, a napięcie rosło.  -Och, tak mi przykro... - Wymruczał, będąc już na granicy wytrzymałości. Dosłownie na granicy, bo nie minęło kilka sekund, jak nieco uniósł podbródek ukochanego, po czym pochylił się by go pocałować. Potrzebował jakiegoś ujścia tego napięcia. Nie zatrzymał się jednak długo na wargach. Przygryzł je lekko, jakby się z nimi żegnając, po czym przeniósł pocałunki na odsłoniętą skórę partnera. Przynajmniej jeżeli ten mu na to pozwolił.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 21
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Pisze lewą ręką, rzuca zaklęcia prawą, na której palcach nosi Sygnet Myrtle Snow, Pochłaniacz Magii i Pierścień Sidhe. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 466
  Liczba postów : 6004
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Dom rodzinny Kolbergów - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Dom rodzinny Kolbergów - Page 2 Empty


PisanieDom rodzinny Kolbergów - Page 2 Empty Re: Dom rodzinny Kolbergów  Dom rodzinny Kolbergów - Page 2 EmptyWto Lip 20 2021, 15:28;

Wakacje zdawały się być dobrym momentem na to, by spędzić ze sobą czas. Urlop wzięty na jakiś czas, wolne chwile i jedyne, co go interesowało teraz, to możliwość spędzenia czasu z osobą, na której mu naprawdę zależało. Już pewne wątpliwości rozwiał, choć pozostawiony dla Lydii list powodował wiele wątpliwości. Nie mógł jednak zawrócić. Zadeklarował się, że to zrobi, a też - chciał zrobić, choć ludzki wstyd momentami odbierał mu tę możliwość. Przekazanie tego bez stania w cztery oczy zdawało się być zatem odpowiednią opcją, na której to chciał się skupić, a jednak nie potrafił. Westchnąwszy ciężko, sam poranek był nader trudny, by móc stwierdzić, czy cały dzień będzie tak wyglądał, czy jednak nadejdzie moment i chwila na odrobinę relaksu. Miał nadzieję, że tak. Co jak co, ale nie był nieludzką maszyną, której życie opierało się na zbędnej rutynie, w której może się odnajdywał, ale nie znajdował większej radości natomiast.
Lekko się uśmiechnął na komentarz, choć był to prędzej jeden z tych słabszych uśmiechów. Był trochę zmęczony i pewnego rodzaju wiele pytań chciało się przejawiać poprzez zachowanie. A nie chciał tego nakierowywać bezpośrednio na ukochanego, w związku z czym postanowił pozostawić ten temat lekko na boku. Może nie było dobrze, ale to nie oznaczało, że musiało być gorzej. Skupił się zatem głównie na basenie, na możliwości wspólnego spędzenia czasu, a przede wszystkim na tym, by chwile spędzone w tym towarzystwie nie poszły na marne. Bo nie poszły; powoli i raz po raz się relaksował, odsuwając od siebie rzeczy, którymi musiał zająć się z samego rana. - Niby fakt, ale czy każdy, kto ma za coś płacone, chce to robić? - a to już była trochę inna kwestia. Ludzie w większości przypadków idą do roboty, by za coś żyć. Czasami uda się uderzyć w najbardziej intrygujący temat, niemniej jednak nikt raczej nie marzy sobie śmigania na mopie przez całe życie. Wcześniej tak musiał robić i nie był z tego jakoś specjalnie zadowolony - ambicje wysiadały, a więc chęć zmian - również.
Felinus samemu zapomniał o tym, że nie ma blizn. Przyzwyczaił się już do tego faktu, choć często machinalnie wręcz, intuicyjnie, przejeżdżał palcami po miejscach, gdzie te wcześniej były. Teraz nie pozostały po nich żadne ślady; uwypuklenia wynikające z odnowienia tkanek były teraz tylko i wyłącznie przykrymi wspomnieniami, do jakich to nie wracał. I nie bez powodu - nie zapominał o pewnym rozdziale swojego życia, a po prostu się z nim pogodził. Z czasem następuje zrozumienie, które przychodzi prędzej czy później - w jego przypadku przyszło w miarę szybko i bezproblemowo. Prawie; zauważył, że wzrok Maximiliana wodzi właśnie głównie po nim, na co lekko się uśmiechnął. Dodawało mu to otuchy i samooceny, która powoli wzrastała w górę.
- Też prawda. Głupie szukanie rozwiązania z mojej strony. - stał bez żadnych problemów, uważnie obserwując zmieniającą się postawę Solberga. Samemu zauważał, że oddech mimowolnie się spłycał również w jego przypadku, co było dziwnym uczuciem, a intuicja nakazywała mu dalej w to brnąć. Wcześniej też tak było i pewne ziarenko wątpliwości pojawiło się pod kopułą jego czaszki, powodując nieprzyjemne uwieranie. Nie chciał pozwolić, by się rozrosło, ale czy miał siłę, by je usunąć? - Co to, jakaś próba odebrania mi tego, co niezbywalne? - powiódł kocim wzorkiem po jego sylwetce, zatrzymując się na krótki moment na wargach; czekoladowe tęczówki uważnie je obserwowały, z ognikami tańczącymi z podekscytowania. Dopiero teraz zauważał, że samemu też się w jakiś sposób w to wszystko mieszał, ale nie potrafił stłumić uczucia, które przelewało się przez jego klatkę piersiową. Ciepło opanowywało go spokojnie, bez pośpiechu, jakoby próbując tym samym na spokojnie podejść do tego tematu. Położywszy dłoń, zapoznawanie się z fragmentami skóry zdawało się być tym, co go najbardziej interesowało - przynajmniej w obecnej chwili. Opuszki palców pozostawiały raz po raz mrowiące ślady, a cienka skóra przy miednicy kusiła do tego, by pozostawić na niej jakikolwiek ślad. Przegryzł lekko wargę, jakby chcąc w sobie to trochę stłumić. - Ojej, co ja teraz zrobię? - ironicznie się uśmiechnął z błyskiem oku i dziwną pewnością siebie, która zaczynała opanowywać jego umysł. Ten nakierowywał się na coś innego w tak łatwy sposób, że kompletnie się tego po sobie nie spodziewał.


______________________



Nie wiemy, dokąd idziemy
i nikt nie chce nas słuchać, gdy wszyscy święci balują sobie w piekle na prochach, a księżyc w nowiu znów nas śledzi na pokaz...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Dom rodzinny Kolbergów - Page 2 QzgSDG8








Dom rodzinny Kolbergów - Page 2 Empty


PisanieDom rodzinny Kolbergów - Page 2 Empty Re: Dom rodzinny Kolbergów  Dom rodzinny Kolbergów - Page 2 Empty;

Powrót do góry Go down
 

Dom rodzinny Kolbergów

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 3Strona 2 z 3 Previous  1, 2, 3  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Dom rodzinny Kolbergów - Page 2 JHTDsR7 :: 
reszta świata
 :: 
Świstokliki
 :: 
Mieszkania
-