Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 Gabinet Williamsa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość


Huxley Williams

Nauczyciel
Wiek : 42
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 183
C. szczególne : biegające po ciele tatuaże, w pracy przykryte długimi rękawami, chociaż wychodzą na ręce i czasem na szyję;
Galeony : 370
  Liczba postów : 465
https://www.czarodzieje.org/t19615-huxley-butcher-williams#583118
https://www.czarodzieje.org/t19619-rzeznik#583498
https://www.czarodzieje.org/t19620-butcher-s-victims#583499
https://www.czarodzieje.org/t19616-huxley-butcher-williams#583130
https://www.czarodzieje.org/t19753-huxley-butcher-dziennik#59438
Gabinet Williamsa QzgSDG8




Moderator




Gabinet Williamsa Empty


PisanieGabinet Williamsa Empty Gabinet Williamsa  Gabinet Williamsa EmptyNie Wrz 06 2020, 22:05;


Gabinet Williamsa

Butcher pierwsze co zrobił w swoim gabinecie, to pozbył się wszelkiej obecności swojego poprzednika. Miał całe mnóstwo gratów z poprzedniej szkoły, w której pracował i ozdobił swoje biuro w podobny sposób. Jest w stylu eklektyczno - maksymalistycznym, a jego wesoły kolor sprawia wrażenie, że jest odrobinę przestronniejszy. Wzdłuż ścian oprócz książek stoi mnóstwo eliksirów leczniczych, nieustannie też kilka robi się w rogu, przez co pomieszczenie pachnie nimi dość mocno. Nawet jeśli wszystko wydaje się być w ładzie, szybko okazuje się, że to tylko pozory. Huxley w poszukiwaniu czegokolwiek musi się bardzo napracować, albo używać zaklęć, nigdy nie pamiętając gdzie co jest.
Niewielkie drzwi z tyłu prowadzą do jego prywatnej części, która jest w podobnym "stylu" co gabinet. Jest tam niewielka, rozkładana kanapa, stolik i cały niewielki salonik również jest koloru niebieskiego. Wszędzie też po bliższym spojrzeniu są czasem dziwne części tkanek, kości itp. czasem postawione w dziwnych miejscach.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Huxley Williams

Nauczyciel
Wiek : 42
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 183
C. szczególne : biegające po ciele tatuaże, w pracy przykryte długimi rękawami, chociaż wychodzą na ręce i czasem na szyję;
Galeony : 370
  Liczba postów : 465
https://www.czarodzieje.org/t19615-huxley-butcher-williams#583118
https://www.czarodzieje.org/t19619-rzeznik#583498
https://www.czarodzieje.org/t19620-butcher-s-victims#583499
https://www.czarodzieje.org/t19616-huxley-butcher-williams#583130
https://www.czarodzieje.org/t19753-huxley-butcher-dziennik#59438
Gabinet Williamsa QzgSDG8




Moderator




Gabinet Williamsa Empty


PisanieGabinet Williamsa Empty Re: Gabinet Williamsa  Gabinet Williamsa EmptyNie Wrz 06 2020, 23:58;

Z cichym przekleństwem na ustach, otwieram kolejne pudło, w którym znowu widzę jedynie książki. Przesuwam je pod regał, który jest jeszcze wolny i odwracam się w kierunku wciąż niewyciągniętych rzeczy, gdzie powinno być to czego szukam. Mój gabinet jest w większości zrobiony i zaledwie kilka kartonów nie jest otwartych i to w ich kierunku zmierzam z różdżką w ręku. Przesuwam jeden na środek i macham ręką, by sprawdzić jego zawartość z ulgą widzę, że to w końcu to czego szukałem. Już chcę wyciągać sprzęt kiedy słyszę pukanie do gabinetu.
- Proszę - mówię i odrobinę zbyt entuzjastycznie otwieram drzwi niewerbalnym zaklęciem. Te otwierają się pośpiesznie, uderzając aż i ścianę obok. Krzywię się lekko na ten widok, ale prędko rozpromieniam się z powrotem widząc kogo przywiał wiatr!
- Joshua!
Przeskakuję zwinnie nad pudłem i podchodzę do hm, starego znajomego, by na chwilę przytulić go bez skrupułów. Mam wrażenie, że wcale się nie zmienił i nadal pachnie pastą do mioteł tak jak lata temu.
- Wchodź, już prawie skończyłem - mówię i wracam na środka pokoju, gdzie wyciągam z pudła sprzęt do przyrządzania eliksirów i delikatnie rozstawiam go na wyznaczonym wcześniej miejscu. Przekładam jeszcze sporo rzeczy na boki, po czym wskazuję krzesło Walshowi i rozglądam się po jakichś magicznych czajnikach.
- Herbaty czy coś? - proponuję zerkając do ostatnich pudeł, w których musi być coś do mini kuchni. Podciągam spadające spodnie, na które magicznie wchodziły moje tatuaże. To były jedne z moich ulubionych par, bo tylko dzięki nim można było zobaczyć wszystko co mam na ciele, bez ściągania wszystkiego. Te zgrabnie poruszały się po moich odkrytych rękach i od czasu do czasu których na materiale.
- Ty też gdzieś nadal latasz, zrobiłem cię za wysoko, więc często się pojawiasz - mówię pokazując na swoją szyję, na której postać na miotle wlatywała często. Jak na zawołanie niewielka figurka na chwilę pojawiła się na mojej grdyce, by wlecieć na chwilę na koszulkę i ponownie zatopić się pod nią.
- Co u ciebie? - pytam z uśmiechem i siadam na krześle obok, nie chcąc wyglądac jak z uczniem, gdybym usiadł po drugiej stronie. - Dobrze wyglądasz - mówię oczywiście uprzejmie, bo stwierdzam, że minione lata wpłynęły na ciebie całkiem dobrze, wbrew pozorom. Aż sam z nostalgią przesuwam po zmarszczonym czole, wiedząc, że ze mną czas nie obszedł się aż tak delikatnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Joshua Walsh

Nauczyciel
Wiek : 34
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 193cm
C. szczególne : bransoletki na lewe ręce, nieznaczny zapach pasty do mioteł, trzy blizny na lewej stronie twarzy od czoła po lekkim skosie w dół przez oko, nos i usta
Galeony : 954
  Liczba postów : 1085
https://www.czarodzieje.org/t18077-joshua-walsh
https://www.czarodzieje.org/t18086-poczta-profesora-walsha#514412
https://www.czarodzieje.org/t18300-joshua-walsh-dziennik#520889
https://www.czarodzieje.org/t18084-joshua-walsh#514388
https://www.czarodzieje.org/t18300-joshua-walsh-dziennik#520887
Gabinet Williamsa QzgSDG8




Gracz




Gabinet Williamsa Empty


PisanieGabinet Williamsa Empty Re: Gabinet Williamsa  Gabinet Williamsa EmptyPią Wrz 11 2020, 13:23;

W czasie uczty w Wielkiej Sali na rozpoczęciu roku nie był w pełni sobą. Zbyt pochłonięty myślami o problemie przyjaciela, zastanawiając się, jak mógłby mu pomóc, czy jest jakikolwiek sposób na to, aby odzyskał wzrok, nie wdawał się w żadne rozmowy. Jedyne, co zarejestrował, to nowego profesora. Nie wiedział, że jest wolny etat, więc było to dla niego samo w sobie zaskoczeniem, ale zupełnie nie wiedział co powiedzieć, gdy zobaczył uśmiechającego się do niego i machającego ręką Huxleya. Ile lat minęło? Najgorsze, że nie pamiętał w jaki sposób się rozeszli. W kłótni, jak zwykle to bywało, czy raczej na spokojnie? Och, dlaczego musiał mieć tak kiepską pamięć w sprawie byłych związków. Jedno, czego był pewny, to że było im dobrze, więc wierzył, że nie rozstali się w gniewie i Williams nie czuł do niego urazy. Zamierzał sprawdzić to jak najszybciej w jak najprostszy sposób - rozmawiając z nim. Z tego powodu skierował swoje kroki w stronę gabinetu nowego profesora.
Zapukał do drzwi, czekając na odpowiedź, a gdy ta nadeszła, wyciągnął rękę, aby nacisnąć na klamkę. Drzwi jednakże otwarły się same, a on wstrzymał się w połowie ruchu. Uśmiechnął się z rozbawieniem, po czym uniósł spojrzenie na mężczyznę, gdy tylko ten wypowiedział jego imię. Nic się nie zmienił.
- No cześć Hux - rzucił ciepło, śmiejąc się cicho, gdy tylko został przytulony w ramach powitania. Objął go lekko ramieniem, odwzajemniając uprzejmość, po czym wszedł do środka gabinetu, rozglądając się po pozostałych pudłach. - Kawy… Pomóc Ci z rozpakowaniem? - spytał, nie przestając się rozglądać po pomieszczeniu i przedmiotach dawnego znajomego. Nie dziwił go zestaw do sporządzania eliksirów. Zawsze miał do tego smykałkę i pachniał różnymi składnikami. Teraz poza zapachem, wyróżniał się jeszcze tatuażami w zastraszająco dużej ilości. Uniósł brew w zaskoczeniu, kiedy usłyszał, że i jego podobizna zdobi ciało uzdrowiciela. Przesunął spojrzenie na szyję, którą Huxley wskazywał, aby na własne oczy dostrzec latającą na miotle postać. Na chwilę zaniemówił. Spodziewał się, że raczej mężczyzna będzie żywić do niego urazę, a tymczasem…
- Wszystkich byłych masz uwiecznionych? - spytał zaczepnie, odwracając głowę w prawą stronę. - Ale patrz, też dorobiłem się tatuażu! Co prawda nigdy nie powiedziałbym, że będę mieć na sobie runę, ale zawsze to jakiś początek - dodał, śmiejąc się cicho. Pamiątka po rytuale zdobiła jego skórę szyi za uchem. Wciąż zastanawiało go, w jaki sposób działa, ale jedno musiał przyznać - latało mu się jeszcze lepiej. O ile było to możliwe.
Rozsiadł się wygodnie na krześle, skupiając już spojrzenie na starszym mężczyźnie. Nigdy nie powiedziałby, że obaj skończą znów w Hogwarcie, na stanowiskach profesorów. Jak niezbadane były koleje losu…
- Jak widać zmieniłem pracę… Kupiłem dom i chwilowo nie mieszkam z babcią… Staram się wkupić w łaski dzieciaków, ale nie jestem pewny, czy mi to wychodzi - zaśmiał się, uprzednio dziękując za komplement lekkim skinieniem głowy. Właściwie nie wiedział, co powiedzieć, o czym mówić. Czuł się z jednej strony uradowany ponownym spotkaniem Huxleya, a z drugiej strony… - Więc jesteś profesorem! Nie myślałem, że kiedyś znowu na siebie trafimy w tych murach - zagadał, odwracając odrobinę temat od siebie.

______________________

Can you hear my heartbeat?
I've got a feeling it's never too late

I close my eyes and see myself
How my dreams will come true

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Huxley Williams

Nauczyciel
Wiek : 42
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 183
C. szczególne : biegające po ciele tatuaże, w pracy przykryte długimi rękawami, chociaż wychodzą na ręce i czasem na szyję;
Galeony : 370
  Liczba postów : 465
https://www.czarodzieje.org/t19615-huxley-butcher-williams#583118
https://www.czarodzieje.org/t19619-rzeznik#583498
https://www.czarodzieje.org/t19620-butcher-s-victims#583499
https://www.czarodzieje.org/t19616-huxley-butcher-williams#583130
https://www.czarodzieje.org/t19753-huxley-butcher-dziennik#59438
Gabinet Williamsa QzgSDG8




Moderator




Gabinet Williamsa Empty


PisanieGabinet Williamsa Empty Re: Gabinet Williamsa  Gabinet Williamsa EmptySob Wrz 12 2020, 14:29;

Nie było chwili podczas uczty podczas, której mogłem podejść do Josha i zapytać co u niego. Uznałem też za zbyteczne robienie tego, ponieważ nie sądzę, że to był najlepszy moment na przywitanie starego znajomego. Całe szczęście też, że nie wiem o bardzo kiepskiej pojęci byłego, bo z pewnością nie byłby mi miło, słysząc, że niewiele pamięta z naszego rozstania. Osobiście pamiętałem dobrze każdy związek jak się kończył i jak się zaczynał! Głównie dlatego, że na palcach u jednej ręki mogę policzyć te poważne. Rzadko jednak byłem osobą, która z pompą kończyła swoje związki, dlatego bardzo dzielnie przyjąłem te zerwanie lata temu, ze spokojem żegnając się z Walshem. I równym spokojem uciec z tej okazji do Francji. Ale nie sądzę, że to byłoby warte wspominania. Szczególnie, że właśnie wesoło witamy się, klepiąc po plecach i zaszłości sprzed tak wielu lat nie powinny mieć znaczenia.
- Kawy! - mówię entuzjastycznie i rozglądam się po pomieszczeniu zastanawiając się czy udało mi się już ją wyjąć, a ponieważ nie jestem pewny po prostu macham różdżką przywołując ją i zgrabnie slalomując między pudełkami prędko zbliżam się do czajniczka, by prędko zrobić nam coś do picia. - Pomóc? Nie, nikt nie ogarnie się w tym chaosie - mówię, rozglądając się po moim gabinecie. Kiedy woda się gotuje, ja postanawiam pochwalić się swoimi tatuażami. Na Twoje zdziwienie chichoczę pod nosem, zastanawiając się czy faktycznie robiłem go dopiero po zerwaniu.
- Hmmm... W zasadzie tak. Tych z poważniejszych związków oczywiście. Nie jakieś tam, takie... - stwierdzam, pod koniec gubiąc się odrobinę w wypowiedzi, nie chcąc pierwsze co bormotać trzy po trzy o młodzieńczych podbojach. Podwijam odrobinę rękaw, by pokazać ten z kobietą tańczącą bruleskę. - Pamiętasz ten? To Perp! - mówię bo miałem go z pewnością kiedy chodziłem z Joshem, jednak wtedy nie wiedział dobrze kim jest Perpetua plus jak mógłby pamiętać wszystko co miałem namazane na ciele. Nawet jeśli było tego o połowę mniej.
Podchodzę do tatuażu i wyciągam długi palec by dotknąć go dość podejrzliwie.
- Nie jest zwykły. Coś... nie wiem, zmienia w tobie? Pomaga? - pytam z zastanowieniem, nigdy nie interesowałem się takimi zdobieniami. Po chwili jednak obydwoje już siadamy z kawkami przy moim biureczku, a ja pytam jeszcze mojego towarzysza o mleko, od razu machając różdżką w poszukiwaniu takiego.
- Jesteś przemiły, na pewno wszyscy cię lubią - stwierdzam machając niefrasobliwie ręką na jakiekolwiek przypuszczenia, że mogłoby być odwrotnie. Na krótkie zagadanie kiwam głową i z lekkim zmęczeniem przesuwam po swoim policzku, przypominając sobie ile rzeczy nie wiesz i zastanawiając się co muszę wspomnieć po raz któryś już w ostatnim tygodniu. - Wcześniej byłem w Beauxbatones, ale uznałem, że równie dobrze mogę tu wrócić! W szpitalach tyle spędziłem czasu... miałem trochę dość - skracam swoją historię, pomijając prywatne kwestie. - A ty? Jak ci się tu podoba w skali od jednego do dziesięciu? Raczej zostaniesz tu na zawsze? - wypytuję, próbując wrócić temat na twoją osobę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Joshua Walsh

Nauczyciel
Wiek : 34
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 193cm
C. szczególne : bransoletki na lewe ręce, nieznaczny zapach pasty do mioteł, trzy blizny na lewej stronie twarzy od czoła po lekkim skosie w dół przez oko, nos i usta
Galeony : 954
  Liczba postów : 1085
https://www.czarodzieje.org/t18077-joshua-walsh
https://www.czarodzieje.org/t18086-poczta-profesora-walsha#514412
https://www.czarodzieje.org/t18300-joshua-walsh-dziennik#520889
https://www.czarodzieje.org/t18084-joshua-walsh#514388
https://www.czarodzieje.org/t18300-joshua-walsh-dziennik#520887
Gabinet Williamsa QzgSDG8




Gracz




Gabinet Williamsa Empty


PisanieGabinet Williamsa Empty Re: Gabinet Williamsa  Gabinet Williamsa EmptySro Paź 07 2020, 22:27;

Zapewniony, że dostanie kawę, uśmiechnął się z wyraźnym zadowoleniem. Usiadł jednakże dopiero wtedy, gdy upewnił się, że nie jest potrzebna jego pomoc przy wypakowywaniu rzeczy. Zastanawiała go ilość przedmiotów, jakie mężczyzna ze sobą przywiózł. Czyżby rzeczywiście każdy profesor posiadał mnóstwo gadżetów pomagających w zajęciach, tylko nie on? W swoim gabinecie zaczynał wieszać na ścianach to, co dostał od dzieciaków, w tym laurkę od swojego... Od syna swojej kuzynki. Nie wiedział, jak nazwać Noah. Jeszcze trochę, a może uda mu się wieszać na ścianach zdjęcia członków drużyn zawodowych, których miał okazję uczyć. Może. Teraz jednak nie był czas, aby o tym myśleć.
Przyglądał się zaskoczony tatuażowi, który tak dobrze znał, a którego nie pamiętał aż do teraz. Wpatrywał się w tańczącą kobietę, dopiero teraz dostrzegając podobieństwo do profesor uzdrawiania. Aż otwarł szerzej oczy ze zdziwienia, wyciągając rękę, żeby trącić tatuaż.
- Dlaczego nie widziałem jej tańczącej... Znaczy dobra, wtedy byłem dzieciakiem... Musiała być cudowna – stwierdził w końcu, podnosząc spojrzenie na Huxleya, który dotykał teraz jego tatuażu. Było to dość dziwne uczucie, przywołujące wspomnienia. - To właściwie runa, więc trochę działa, ale czy ja wiem… Trochę swobodniej mi się lata, jeśli to możliwe - odpowiedział, zastanawiając się, czy nie zmieniała czegoś innego, ale właściwie nie widział różnicy w ciągu dnia. Jedynie, gdy wzbijał się w powietrze czuł się jakby lżejszy, swobodniejszy.
Roześmiał się, gdy usłyszał, że jest przemiły i wszyscy z pewnością go lubią. Chciałby w to wierzyć, ale podejrzewał, że niekoniecznie traktują go powaznie, ale może to tylko jego odczucia? Słuchał z zainteresowaniem skróconej historii Huxleya, mając ochotę pociągnąć go nieco bardziej za język, ale ten zdołał zadać swoje pytania. Upił wpierw łyk kawy, zastanawiajac się nad odpowiedzią.
- Zacząłem tu pracę, bo musiałem, ale przyznam się, że jest... W porządku. Myślę, że mógłbym dać solidną ósemkę, bo jednak nic nie przebije latania na boisku, czy podróży - odpowiedział w końcu, uśmiechając się szeroko. - I tak... Raczej zostanę tu do końca, o ile wcześniej mnie nie wyrzucą za mało bezpieczne zajęcia, albo plotki - dodał wyraźnie rozbawiony, choć można bylo wylapac cień goryczy w jego głosie, jeśli uważnie się słuchało.

______________________

Can you hear my heartbeat?
I've got a feeling it's never too late

I close my eyes and see myself
How my dreams will come true

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Huxley Williams

Nauczyciel
Wiek : 42
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 183
C. szczególne : biegające po ciele tatuaże, w pracy przykryte długimi rękawami, chociaż wychodzą na ręce i czasem na szyję;
Galeony : 370
  Liczba postów : 465
https://www.czarodzieje.org/t19615-huxley-butcher-williams#583118
https://www.czarodzieje.org/t19619-rzeznik#583498
https://www.czarodzieje.org/t19620-butcher-s-victims#583499
https://www.czarodzieje.org/t19616-huxley-butcher-williams#583130
https://www.czarodzieje.org/t19753-huxley-butcher-dziennik#59438
Gabinet Williamsa QzgSDG8




Moderator




Gabinet Williamsa Empty


PisanieGabinet Williamsa Empty Re: Gabinet Williamsa  Gabinet Williamsa EmptySro Paź 28 2020, 01:35;

To z pewnością nie chodzi o to, że każdy nauczyciel miał mnóstwo różnych rzeczy oprócz Josha. Raczej fakt, że ten od miotlarstwa potrzebował jedynie kilka lepszych smarów na miotły czy innych rzeczy tego typu. Z kolei w moim przypadku musiałem mieć mnóstwo gratów. Robienie eliksirów i na dodatek leczenie łączy się z wieloma rzeczami, które są niesamowicie potrzebne w najmniej spodziewanych momentach. Oprócz tego byłem osobą, która nie potrafiła nic odpowiednio segregować, albo wyrzucać tego co miało dla mnie jakokolwiek sentyment. Tak właśnie skończyłem z całą górą najróżniejszych rzeczy, nie wszystkich bardzo potrzebnych.
Na słowa o tym, że Perpa była cudowna kiwam lekko głową, po czym wzruszam ramionami. Owszem, taka była, ale nie sądzę, że to był dobry temat na rozmowę. Akurat z nią uwielbiam wspominać stare czasy, ale w przypadku Josha wydawało mi się to lekko niezręczne. Szczególnie, że rozstaliśmy się w nijakich okolicznościach, bardziej takich w których ja zostałem porzucony, a Josh zbyt skupiony na Qudditchu, by zauważyć moją złość na to co się wydarzyło.
- Niezwykłe, nie miałem nigdy tatuaży, które jakkolwiek na mnie wpływają... ale też nigdy w sumie takich nie szukałem, teraz myślę, że wiele straciłem! - stwierdzam lekko podekscytowany myślą, że coś z moich durnych wzorków sprawiałoby, że byłbym jeszcze lepszy w tym co jestem. Dotykam jeszcze raz palcem po runie, by w końcu oddalić się od mężczyzny. Musimy rozsiąść się z kawą, nie mogę sprawdzać, czy jest przy nim tak samo jak lata temu.
Śmieję się na stwierdzenie Josha. - No tak, oczywiście, że nic by nie przebiło podróży i latania, skoro mi się nie udało - mówię jednak starając się to zrobić z taką nutą, by mężczyzna wiedział, że jest to jedynie niewinny żart, nie jakikolwiek faktyczny wyrzut w stronę Walsha, więc też równocześnie podnoszę dłoń do góry, by nie brał nic do siebie.
- Co takiego robisz na zajęciach skoro są mało bezpieczne? - pytam zaciekawiony z uniesionymi do góry brwiami, które jakimś cudem unoszą się jeszcze wyżej po kolejnej puencie. - Plotki? - dopytuję, wcale nie ukrywając zaciekawienia ani szczególnie nie kryjąc się z chęcią dowiedzenia się więcej.

______________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Marie R. Moreau

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 173 cm
C. szczególne : znamię w kształcie półksiężyca na prawym nadgarstku, słyszalny francuski akcent
Galeony : 382
  Liczba postów : 246
https://www.czarodzieje.org/t19862-marie-r-moreau-karta-postaci#605482
https://www.czarodzieje.org/t19866-poczta-marie-r-moreau#605949
https://www.czarodzieje.org/t19889-marie-r-moreau-relacje#607570
https://www.czarodzieje.org/t19863-marie-r-moreau#605484
https://www.czarodzieje.org/t19888-marie-r-moreau-dziennik#60756
Gabinet Williamsa QzgSDG8




Gracz




Gabinet Williamsa Empty


PisanieGabinet Williamsa Empty Re: Gabinet Williamsa  Gabinet Williamsa EmptyPon Mar 15 2021, 15:34;

Zmierzała do gabinetu profesora Wiliamsa. Nie wiedziała czego ma się spodziewać. Nie miała z nim jeszcze zajęć, nie rozmawiała z nim, dlatego też nie wiedziała jak się nastawić. Do czego potrzebowała pomocy? Chodziło o eliksir hematografowy. Jakiś czas temu, kiedy spotkała Maxa, ten pokazał jej w jaki sposób uwarzyć ten eliksir. Oczywiście ta wiedza także była bardzo przydatna i niezastąpiona przy praktycznym warzeniu tego eliksiru, aczkolwiek puchonkę ciekawił on też od strony uzdrawiania. Który kolor co oznacza? Czy rodzaj krwi ma wpływ na działanie eliksiru? Jaki jest sekret prawidłowej interpretacji smug? Na te pytania, a także na kilka innych, które starannie spisała na fragmencie pergaminu, a teraz niosła w torbie, miała nadzieję znaleźć odpowiedź podczas spotkania z profesorem.
Inną sprawą był fakt, że dziewczyna rzadko korzystała z pomocy innych w nauce. Chociaż żeby nie zostało to źle zrozumiane. Jeśli pomoc była jej oferowana, przeważnie nie odmawiała. Lubiła poznawać nowe fakty, a także ćwiczyć teorię głównie z zakresu magii leczniczej, a z drugą osobą wszystko przychodziło łatwiej. Oszczędzała też mnóstwo czasu na wyszukiwaniu odpowiednich tomów w bibliotece. Była jednak mimo wszystko typem samotnika. Nawet jeśli miałaby poświęcić na to więcej czasu, wolała to zrobić sama. Nawet jeśli przed uwarzeniem jakiegoś eliksiru musiałaby wnikliwie przeanalizować wiele ksiąg i tak wolała poświęcić czas właśnie na to. Kiedy sama miała prosić o pomoc, no cóż nie lubiła tego. Co innego było jednak prosić o pomoc innych uczniów, a co innego nauczycieli. Zadaniem tych drugich była właśnie pomoc uczniom i studentom, dlatego też w tym wypadku Marie nie było tak ciężko prosić o radę.
W końcu doszła do odpowiednich drzwi. Mocno zestresowana zapukała lekko w dębowe drzwi. Po kilku sekundach doszła do wniosku, iż zapukała zbyt delikatnie i profesor nie usłyszał. Ponownie podniosła dłoń i zapukała, tyle że tym razem mocniej.

@Huxley Williams
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Boyd Callahan

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 192
C. szczególne : irlandzki akcent, brzydki tatuaż "Fillin are my live" na przedramieniu, proteza lewej ręki
Dodatkowo : bardzo kocha Fillina
Galeony : 469
  Liczba postów : 1416
https://www.czarodzieje.org/t17850-boyd-callahan#503198
https://www.czarodzieje.org/t17855-sowa-boyda#503468
https://www.czarodzieje.org/t17851-boyd-callahan#503197
https://www.czarodzieje.org/t18313-boyd-callahan-dziennik#521152
Gabinet Williamsa QzgSDG8




Gracz




Gabinet Williamsa Empty


PisanieGabinet Williamsa Empty Re: Gabinet Williamsa  Gabinet Williamsa EmptyWto Mar 16 2021, 21:30;

inny czas


Nie wiedział, czego Williams - świeżo przyjęty na stanowisko opiekuna Gryfonów - może od niego chcieć i po chuj zaprasza go do gabinetu, a choć zaproszenie to było jak zawsze ze strony profesora miłe i uprzejme, to coś mu podpowiadało, że nie chodzi o zwykłą pogawędkę przy herbacie; przemierzał korytarz na pierwszym piętrze, zastanawiając się czy nie odjebał przypadkiem czegoś jeszcze niechcący, co mogłoby wzbudzić wątpliwości nauczyciela, ale nie, nie wydawało mu się. Sprawa tragicznej bójki pomeczowej w jego oczach była już zamknięta - ostatecznie nic wielkiego się nie stało, wszyscy przeżyli, nawet Racuch (o dziwo), a na koniec i sam szanowny pan dyrektor zainterweniował i no, może niefajnie było stracić tyle punktów, na które bardziej zaangażowani od niego koledzy z domu pracowali pilnie cały zeszły semestr, ale już trudno, było minęło, nie zamierzał już nad tym ubolewać ani nawet na ten temat rozmawiać, bo co tu roztrząsać? Dlatego spławił elegancko (w jego mniemaniu) Huxleya parę dni wcześniej, gdy ten średnio subtelnie podpytywał go o zajście podczas kontroli w skrzydle szpitalnym i był przekonany, że nikt już nie będzie w nic wnikał, a dzięki jego sprytnemu kłamstwu na temat zderzenia ryjem z drzwiami nikt również nie dowie się o skandalicznym zachowaniu Julki za szatniami. A przynajmniej taką miał nadzieję; bo zdążył już z grubsza ochłonąć i cała ta akcja wydawała mu się teraz zwykłym zgrzytem między ziomkami, niepotrzebnie rozdmuchanym do takich rozmiarów i już trochę go to wszystko męczyło, dlatego miał nadzieję że Hux chce od niego coś zupełnie innego i nie będzie za bardzo truł dupy. Zapukał do drzwi, po czym wszedł do środka mamrocząc dzień dobry i przycupnął sobie na jednym z tych krzeseł dla interesantów, w milczeniu czekając aż profesor wyjaśni mu, po co to spotkanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Huxley Williams

Nauczyciel
Wiek : 42
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 183
C. szczególne : biegające po ciele tatuaże, w pracy przykryte długimi rękawami, chociaż wychodzą na ręce i czasem na szyję;
Galeony : 370
  Liczba postów : 465
https://www.czarodzieje.org/t19615-huxley-butcher-williams#583118
https://www.czarodzieje.org/t19619-rzeznik#583498
https://www.czarodzieje.org/t19620-butcher-s-victims#583499
https://www.czarodzieje.org/t19616-huxley-butcher-williams#583130
https://www.czarodzieje.org/t19753-huxley-butcher-dziennik#59438
Gabinet Williamsa QzgSDG8




Moderator




Gabinet Williamsa Empty


PisanieGabinet Williamsa Empty Re: Gabinet Williamsa  Gabinet Williamsa EmptyWto Mar 16 2021, 23:23;

Nie słyszałem pierwszego pukania do drzwi, z porozrzucanymi gratami wokół mnie, szukając właśnie składników do eliksirów, które będą potrzebne no moją lekcję. Wyciągam głowę z szafki, by z irytacją stwierdzić, że ich nie mam i muszę iść uzupełnić sporo zapasów. Dopiero kiedy nie jestem schowany w żadnym meblu udaje mi się usłyszeć donośne pukanie.
- Proszę! - krzyczę z podłogi i chwilę macam ziemię, szukając różdżki, którą gdzieś rzuciłem podczas poszukiwań, a kiedy wpada mi w ręce prędkim zaklęciem otwieram drzwi na oścież.
- Ach panna... Moreau! Jest pani z Francji? Mieszkałem tam kilkanaście lat- mówię zastanawiając się parę chwil nad nazwiskiem, bo w tym całym chaosie ostatnich zdarzeń (albo po prostu przez moje klasyczne nierozgarnięcie) nie zapisałem sobie dokładnej godziny o której miała przyjść dziewczyna. Albo po prostu straciłem poczucie czasu.
- Proszę wejść. Ale nie zamykać za sobą drzwi, pozwoli pani, że przejdziemy do kącika eliksirów, bo brakuje mi mnóstwo potrzebnych rzeczy! - mówię i z werwą podnoszę się do pionu. Poprawiam rozwichrzoną fryzurę. Zapinam ostatni guzik koszuli, na której poruszają się leniwie chmury i układam jej podwinięte rękawy, spod których wypełzują moje ruchliwe dziś tatuaże. Moje spodnie dziś mienią się kolorami tęczy. - Dobra, coś będziemy potrzebować? A nieważne, tam wszystko znajdziemy! Wezmę tylko kilka sterylnych rzeczy, na wszelki wypadek - gadam dale prędką łapiąc torbę z zagraconego biurka i wskazuję na wyjście.
- Dobrze, to po drodze proszę mi powiedzieć czym chce pani się dziś zajmować, żebym mógł tam już wszystko na spokojnie przygotować - oznajmiam przekonany, że chodzi o praktykę i warzenie eliksirów leczniczych. Wskazuję nonszalancko na otwarte drzwi.

/zt i ja Marie

______________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Huxley Williams

Nauczyciel
Wiek : 42
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 183
C. szczególne : biegające po ciele tatuaże, w pracy przykryte długimi rękawami, chociaż wychodzą na ręce i czasem na szyję;
Galeony : 370
  Liczba postów : 465
https://www.czarodzieje.org/t19615-huxley-butcher-williams#583118
https://www.czarodzieje.org/t19619-rzeznik#583498
https://www.czarodzieje.org/t19620-butcher-s-victims#583499
https://www.czarodzieje.org/t19616-huxley-butcher-williams#583130
https://www.czarodzieje.org/t19753-huxley-butcher-dziennik#59438
Gabinet Williamsa QzgSDG8




Moderator




Gabinet Williamsa Empty


PisanieGabinet Williamsa Empty Re: Gabinet Williamsa  Gabinet Williamsa EmptySro Mar 17 2021, 02:02;

Siedzę gapiąc się na jakieś papiery i listy uczniów dość bezmyślnie, czekając na Callahana, którego wezwałem do swojego gabinetu, jakiś czas po otrzymaniu listu Alexandra. Tak naprawdę planowałem to zostawić na początku; Irlandczyk nie chciał ze mną rozmawiać nawet po wyprawie w lesie specjalnie, nie sądzę, że teraz mogłoby się to specjalnie zmienić; jednak poczuwam się do bycia pedagogiem i skoro udało mi się pomóc z nierozwiązywalnym teoretycznie problemem Felinusa, może spróbuję teraz porozmawiać poważnie na tematy psychologiczne. W końcu do tej pory nikt nie próbował rozwiązać w żaden sposób problemów Boyda. Solberg ma stałą pomoc od Beatrice, a jego kompan z lasu nie mógł liczyć wcześniej na podobne wsparcie.
Zapraszam do środka słysząc pukanie i podnoszę wzrok na Gryfona, który wyglądał w sumie jak zwykle, nie widziałem go jakoś szczególnie zadowolonego od czasu wypadu do lasu. Może na feriach podczas morsoteki wydawał się być bardziej rozluźniony, kiedy mignęła mi gdzieś tytanowa ręka, ale wtedy byłem bardziej zajęty... osobistymi sprawami.
- Panie Callahan, miło że pan przyszedł - mówię jak zwykle grzecznie z uprzejmym uśmiechem, wskazując na krzesło naprzeciwko mnie. Przez chwilę z lekkim zafrasowaniem poprawiam rękawy koszuli, by upewnić się, że moje tatuaże nie będą niepotrzebnie skupiać na siebie uwagi, nawet wychodząc spod rękawów.
- Proszę mi wybaczyć, ale myślę, że niestety musimy mimo wszystko porozmawiać... Już dobrze wiemy, że na żadne drzwi pan nie wpadł  tego felernego dnia. I rozumiem emocje na meczu i chęć... obrony przyjaciela. Z tego co rozumiem też brał pan udział wcześniej w paru sytuacjach, które... cóż zostały odrobinę bez komentarza? - mówię, bo sprawdzałem wcześniej szlabany Boyda. Jak na kogoś kto ma opinię łobuza nie spędził zbyt wiele czasu na najróżniejszych karach. - Zakładam też, że całe zajście nie wyglądało tak jak ja to usłyszałem i inni nie zostali dłużni po tym jak złamał pan nos panu Rauchowi. Jednak bardziej martwi mnie jeszcze jedna rzecz... dlaczego po całym zajściu czekał pan na pannę Brooks przy szatniach, że musiała folgować się zaklęciem i ucieczką? Czy całe zajście... nie było wystarczająco brutalne? - pytam odrobinę zaniepokojony jak mam to wszystko dobrze wyrazić i chcąc zwyczajnie zrozumieć chłopaka.

______________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Boyd Callahan

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 192
C. szczególne : irlandzki akcent, brzydki tatuaż "Fillin are my live" na przedramieniu, proteza lewej ręki
Dodatkowo : bardzo kocha Fillina
Galeony : 469
  Liczba postów : 1416
https://www.czarodzieje.org/t17850-boyd-callahan#503198
https://www.czarodzieje.org/t17855-sowa-boyda#503468
https://www.czarodzieje.org/t17851-boyd-callahan#503197
https://www.czarodzieje.org/t18313-boyd-callahan-dziennik#521152
Gabinet Williamsa QzgSDG8




Gracz




Gabinet Williamsa Empty


PisanieGabinet Williamsa Empty Re: Gabinet Williamsa  Gabinet Williamsa EmptyCzw Mar 18 2021, 06:48;

Hux zaczął od jakichś uprzejmości, które w mniemaniu Bodzia były tutaj zupełnie zbędne, bo przecież dobrze wiedział, że to spotkanie jest dla obu tylko średnio miłym obowiązkiem - nie żeby nie lubił towarzystwa profesora uzdrawiania, no generalnie uważał że ten jest zupełnie w porządku i zwyczajnie FAJNY, jednak temat który poruszył, zdecydowanie do takich nie należał. Słuchał co nauczyciel ma do powiedzenia, a to od czego zaczął, średnio mu się spodobało. Sytuacje, które zostały bez komentarza? - Będzie mi pan teraz robił rachunek sumienia? Jak zostały bez komentarza to chyba znaczy że nie był potrzebny? - naprawdę się starał żeby nie zabrzmieć w żaden sposób opryskliwie, choć jakoś bardzo przyjaźnie też mu to nie wyszło. Nie spodziewał się ani tego, że Hux zacznie nagle wywlekać jakieś jego dawne występki (których, swoją drogą, wcale aż tak dużo nie było, a już na pewno nie tych o których mógł wiedzieć), ani tym bardziej oskarżenia, które padło później - co prawda w nie oskarżycielskim tonie, ale jednak. Naturalnym było, że zaprzeczy i z pewnością możnaby go posądzić o kłamstwo i wyparcie, gdyby nie naprawdę szczere zdziwienie, które wpłynęło na jego twarz. Musiałby być oskarowym aktorem, żeby tak je zagrać, a do tego akurat było mu daleko. (No chyba, że mowa o musicalach u Howarda!) - E... Co? - spytał głupio, bo myślał że dostanie kolejny wykład o rzucaniu przedmiotami w koleżanki, nie sugestię że szykował się do jakiejś brutalnej napaści. - Co to w ogóle za pomysł? Sam pan sobie to wymyślił czy ktoś opowiada takie bzdury? - trochę tylko się zirytował, przekonany, że ktoś wracający z boiska ich podpatrzył i źle zinterpretował jego stanie za szatniami; i choć nie miał zamiaru się już więcej z tego tłumaczyć, to teraz czuł że powinien. - Ja na fajce byłem za tymi szatniami... tak wiem, wiem, nie wolno w szkole... ochłonąć sobie trochę chciałem, no. Nawet nie patrzyłem w tamtym kierunku, kiedy Julka- znaczy... Nie czaiłem się na nią i nic się tam nie wydarzyło. - uciął ostatecznie bo mimo wszystko nadal nie planował na nią donosić i żalić się opiekunowi, że to on był poszkodowany. Uważał, że powinni po prostu dla spokoju przyjąć jakąkolwiek karę im wymyślił Hampson, nauczycielom nie mówić nic poza tym co i tak wszyscy wiedzieli i potem sobie to z Brooks wyjaśnić sami. Albo nie wyjaśniać i zapomnieć o sprawie, po prostu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Huxley Williams

Nauczyciel
Wiek : 42
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 183
C. szczególne : biegające po ciele tatuaże, w pracy przykryte długimi rękawami, chociaż wychodzą na ręce i czasem na szyję;
Galeony : 370
  Liczba postów : 465
https://www.czarodzieje.org/t19615-huxley-butcher-williams#583118
https://www.czarodzieje.org/t19619-rzeznik#583498
https://www.czarodzieje.org/t19620-butcher-s-victims#583499
https://www.czarodzieje.org/t19616-huxley-butcher-williams#583130
https://www.czarodzieje.org/t19753-huxley-butcher-dziennik#59438
Gabinet Williamsa QzgSDG8




Moderator




Gabinet Williamsa Empty


PisanieGabinet Williamsa Empty Re: Gabinet Williamsa  Gabinet Williamsa EmptyCzw Mar 18 2021, 13:00;

Uprzejmości nigdy nie były zbędne! Zawsze uważałem, że są podstawą i dzięki zwyczajnej, ludzkiej grzeczności wszystko można było znieść znacznie lepiej. Callahan najwyraźniej wcale tak nie uważał, bo jego odpowiedź na moje zastrzeżenia była bardzo niegrzeczna i w mojej opinii, nie na miejscu. Mam wrażenie, że dyrektor miał rację w związku z tym, że uczniowie pozwalali sobie na zbyt dużo. Szczególnie, że moje wnioski nie były bez pokrycia, nie znam tego z plotek od Garetha czy jego szpiegów (w końcu Alexander o nich pisał, a Perpetua mówiła o bijatyce z Solbergiem i Lowellem).
Na pierwsze słowa Boyda podnoszę na niego wzrok i a moje brwi unoszą się do góry. Automatycznie podciągam rękawy koszuli, jakbym szykował się przyłożyć Boydowi czy coś, ale oczywiście zwyczajnie staram się nie wybuchnąć, chociaż w tej chwili. Chociaż z pewnością bije ode mnie niezadowolenie i pan Callahan jest jedną z nielicznych osób w Hogwarcie, które mogą to właśnie odczuć. Kilka minut ciszy panuje w gabinecie, dopóki nie stwierdzam, że wrócę do tego później i najpierw zajmę się ważniejszą rzeczą. Zadaję więc ważne pytanie, a mój podopieczny wygląda na szczerze zdziwionego, co nie wiem w jaki sposób odebrać, jednak nadal nie zmienia swojego tonu, albo raczej doboru słów.
- Nie jestem pana kolegą. Dla przykładu, dodanie słówka pan do zdania w stylu: Wyglądasz jak kupa, nie sprawia, że jest ono automatycznie kulturalne - mówię już krzywiąc się w poirytowaniu, słysząc o bzdurach, które zarzuca mi uczeń. Może powinienem skupić się na zdziwieniu Boyda, albo dziwnej konstrukcji jego wypowiedzi, ale nie mogę, bo słyszę ulubione zdanie chłopaka: nic się nie działo. Oddycham ciężko i przecieram oczy długimi palcami ubranymi w tatuaże i pierścionki, jakby chwile zakrycie twarzy pomogło mi się uspokoić. Wstaję w końcu z miejsca, a lew na mojej koszuli uciekł gdzieś do jej wnętrza, ewidentnie odczuwając moje zaniepokojenie. Daję mu chwilę na zmianę wersji i po kilku krokach w tą i z powrotem bez odzewu, staję obok swojego biurka i opieram się o nie, z rękami założonymi na klatce piersiowej.
- Panie Callahan. Wiem od pana Voralberga co się wydarzyło. On jest dość przekonany, że jego uczniowie uczestniczący w bójce, nie mają powodów by kłamać. Miałem jednak szczerą nadzieję, że się jednak myli. Dlatego proszę mi wybaczyć, że martwię się z jakiego powodu, mój uczeń czai się na dziewczyny przy szatniach, aż konieczna jest spanikowana ucieczka - mówię coraz dosadniej i głośniej, pod koniec już podnosząc dość znacznie głos. Bardzo irytuje mnie powtarzanie Boyda, że nic się nie dzieje i jeśli nadal będzie tak robił nie mam jak mu pomóc. Może krzyk nie jest kluczem, ale już nie raz próbowałem spokojnego podejścia z panem Callahanem.

______________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Boyd Callahan

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 192
C. szczególne : irlandzki akcent, brzydki tatuaż "Fillin are my live" na przedramieniu, proteza lewej ręki
Dodatkowo : bardzo kocha Fillina
Galeony : 469
  Liczba postów : 1416
https://www.czarodzieje.org/t17850-boyd-callahan#503198
https://www.czarodzieje.org/t17855-sowa-boyda#503468
https://www.czarodzieje.org/t17851-boyd-callahan#503197
https://www.czarodzieje.org/t18313-boyd-callahan-dziennik#521152
Gabinet Williamsa QzgSDG8




Gracz




Gabinet Williamsa Empty


PisanieGabinet Williamsa Empty Re: Gabinet Williamsa  Gabinet Williamsa EmptyCzw Mar 18 2021, 21:02;

Dość szybko zamiast miło i kulturalnie zrobiło się niezręcznie i nieuprzejmie, głównie za jego zasługą, bo udało mu się zupełnie niechcący już w ciągu pierwszej minuty rozmowy wyprowadzić jednego z najbardziej wyluzowanych nauczycieli w zamku z równowagi; miał wrażenie, że Williams musi się mocno powstrzymywać, żeby nie zacząć się na niego całkowicie wydzierać, co było totalną odmianą od tego, co reprezentował sobą na co dzień. Nie chciał go wkurzyć i szczerze to nawet nie do końca miał pojęcie, w czym problem, co takiego złego powiedział, no przecież udało mu się nawet bez żadnej kurwy w ramach przecinka wypowiedzieć, co uważał za sukces. Przemilczał uwagę profesora, przemilczał to jego oczekiwanie, aż zmieni zdanie i tak siedzieli sobie chwilę w pełnej napięcia ciszy, podczas której paradoksalnie trochę ulatywało z niego wkurwienie - tak jakby gniew Huxa podziałał na niego bardziej łagodząco niż jego uprzejmości. Już nawet rozważał, czy jednak by nie próbować udobruchać nauczyciela i przeprosić że był niechcący niemiły, ale akurat wtedy usłyszał, jak profesor znów mówi mu dokładnie te same bzdury, co wcześniej, tym razem doprawiając je o szczegół jakim było to, że owa relacja padła z ust Voralberga, który przekazywał słowa nie kogo innego, a swoich uczniów. Wow. Czyli on tu z godnością robił idiotę zarówno z siebie jak i z Huxa, idąc w zaparte, że nie było żadnej draki, a w tym czasie Julka z Julkiem lecą do swojego opiekuna i przedstawiają mu niepełną wersję wydarzeń w której kreują go na jakiegoś pojeba. No skoro tak, to kawa na ławę. - Dobra. - odezwał się w końcu zaskakująco spokojnie, przenosząc w końcu wbity do tej pory w blat stołu wzrok na Huxa i zaczął mówić jak na spowiedzi, bo miał już tego wszystkiego tak serdecznie dosyć - Ja naprawdę nie chciałem już tego roztrząsać, nie chciałem już robić większej afery, ale jak tak- to bardzo proszę, pan będzie uprzejmy wysłuchać mojej perspektywy. Od razu powiem, że nie mówię tego żeby siebie wybielić a Brooks do- dołożyć, bo uważam, że oboje zawiniliśmy. - zaznaczył i odetchnął głęboko - Julka przyszła do mnie po meczu z żartem o Fillinie, który mnie nie rozbawił, tylko raczej zdenerwował, no i dobra, powinienem był ją olać, ale tego nie zrobiłem i uważam, że po pierwsze jej się należało za chamstwo, a po drugie nic się nie stało, ledwo ją drasnęło w czoło, a ona zrobiła aferę jakbym jej co najmniej oko wybił. W każdym razie - Racuch przyszedł jej na pomoc, bardzo szlachetnie zresztą, i kazał mi - pan wybaczy, ale cytuję - wypierdalać zanim połaskocze mi jelita mechaniczną ręką. Współczesny rycerz, nie? No mi to zabrzmiało jak groźba, więc mu wy-... przy-... uderzyłem go. W zamian rzucili się na mnie oboje jednocześnie, i w tamtym momencie, jak przyszedł Darek i tak dalej, to mi się wydawało, że już jesteśmy kwita, każdy trochę oberwał, każdego poniosło, dla mnie sprawa była zakończona. No chyba nie ma na świecie osoby, która nigdy się nie wku- nie zdenerwowała, zwłaszcza że to był mecz, emocje, Fillin leżał nieprzytomny i tak dalej. Znaczy nie wiem, może są jacyś Puchoni o anielskiej cierpliwości, no nieważne. Poszedłem za szatnie na papierosa dosłownie na minutę, bo chciałem się uspokoić żeby nie wjechać taki rozemocjonowany do skrzydła szpitalnego, gdzie leżał mój ziomek, i naprawdę już nie chciałem szukać zaczepki. Ale Julka najwyraźniej szukała zemsty i nie uważała, że jesteśmy kwita, bo zupełnie z du- znienacka przybiegła za mną, obiecując że będę żałował, że mnie ten... że mnie pustnik nie, cytuję, zajebał w lesie. No tak się składa że żałuję tego codziennie, ale nie miałem okazji się z nią podzielić tą refleksją nawet, bo rzuciła mną o ścianę Levicorpusem, spetryfikowała, prz... uderzyła w mordę i poprawiła kopem. Leżącego, kur- de, kopem z buta. Gdyby nie Moses, co przybiegła za nią i mnie odczarowała, to pewnie bym tam do dzisiaj leżał za tą szatnią. Tak więc tak, tak było i proszę się zastanowić, czy atakowanie z zaskoczenia nieuzbrojonego i unieruchomionego przeciwnika to jest "spanikowana ucieczka", bo ja myślę, że nie. Myślałem, że uda nam się to załatwić między sobą, ale no, wydaje mi się, że to nie w porządku, że wyglądało to tak jak wyglądało, a ona chodzi po nauczycielach i kreuje się na wielką bohaterkę, która uratowała się przed jakimś, nie wiem, czającym się na dziewczyny, pozbawionym skrupułów draniem. - mówił cały czas spokojnie, chociaż musiał zaciskać jedną dłoń na drugiej, bo drżały mu ze zdenerwowania zwłaszcza przy wzmiance o jego przyjacielu pustniku; a kiedy już wyśpiewał wszystko, wcale nie poczuł spodziewanej ulgi, raczej zrobiło mu się od razu głupio, że tak się żałośnie wyżalił panu opiekunowi; blat stołu znowu wydał mu się niesamowicie fascynujący i na nim też się skupił, czekając na to czy Hux za sekundę nie zarzuci mu jakiegoś perfidnego kłamstwa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Huxley Williams

Nauczyciel
Wiek : 42
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 183
C. szczególne : biegające po ciele tatuaże, w pracy przykryte długimi rękawami, chociaż wychodzą na ręce i czasem na szyję;
Galeony : 370
  Liczba postów : 465
https://www.czarodzieje.org/t19615-huxley-butcher-williams#583118
https://www.czarodzieje.org/t19619-rzeznik#583498
https://www.czarodzieje.org/t19620-butcher-s-victims#583499
https://www.czarodzieje.org/t19616-huxley-butcher-williams#583130
https://www.czarodzieje.org/t19753-huxley-butcher-dziennik#59438
Gabinet Williamsa QzgSDG8




Moderator




Gabinet Williamsa Empty


PisanieGabinet Williamsa Empty Re: Gabinet Williamsa  Gabinet Williamsa EmptyCzw Mar 18 2021, 23:50;

Posiedzieliśmy tak sobie kilka minut w niezręcznej ciszy, w której czas się dłuży, a wszyscy obecni zastanawiają się czy powinni coś powiedzieć czy może wyjąć nóż i po prostu ciąć ciężką atmosferę. Jednak ja próbowałem zwyczajnie się uspokoić, tak się na tym skupiałem, że jedyną osobą, która mogła w pełni napawać się niezręcznością był Boyd, któremu dałem bardzo dużo czasu na zmianę zdania. Niestety nie wybrał tej opcji i kiedy stałem oparty o biurko, mogłem przynajmniej przyjrzeć się minie Callahana, kiedy ten w końcu orientuje się, że niepotrzebnie robi z naszej dwójki idiotów. I uznaję, że wydaje się być, ponownie, szczerze zdumiony. I kiedy to przeszło słyszę stanowcze dobra. Aż mam ochotę odetchnąć z ulgą, bo wydaje mi się, że w końcu usłyszę inną wersję niż "ale panie, nic się nie stało, drzwi mnie zaatakowały i potknąłem się o znicza, którego rzucałem w Julkę".
Nie poganiam chłopaka i pozwalam mu mówić w jakim tempie chce i co chce. Najpierw kiwam głową, że w pełni rozumiem, nie chciał tego rozdrapywać (w końcu wszyscy ponieśli bardzo duże kary, więc wydawać się może, że wszystko w porządku), jednak nie komentuje tego na głos. Staram się ze spokojną miną słuchać jak Boyd opowiada o początkowej kłótni z Julką, lekko sceptyczny czy faktycznie tak to się rozegrało i robiąc wszystko, by tego po sobie nie poznać. Jednak słysząc o tym jak wyraził się pan Rauch nie mogę się powstrzymać od szczerego szoku i oburzenia na taki prostacki tekst do kogoś kto niedawno stracił rękę. Chociaż czego ja się spodziewam po bandzie nastolatków; dorośli ledwo powstrzymywali pytania na temat jego ręki, a co dopiero młodzi ludzie pełni okrutnych komentarzy. W każdym razie wnioskuję, mimo wszystko, że przepychanka na boisku jest zwykłym spięciem pomeczowym. Z pewnością nieprzyzwoitym i niegrzecznym, ale niestety zdarzającym się.
Kiedy słucham dalszej części, dopiero teraz rozumiem, że jeśli to Callahan mówi prawdę, zwyczajnie nie chciał powiedzieć albo przez swoją dumę, albo zakładając że wszyscy będą się kryć. I tylko magiczne słowo Voralberg i informacje od niego, sprawiły że rozwiązał mu się język. A słowa wypadały chaotyczne, nieustannie uprzejmie poprawiane, chwytały mnie za moje miękkie, stare serce. Na wspomnienie o pustniku, aż muszę odwrócić wzrok na jakieś szafki, żeby Callahan nie zobaczą, że aż szklą mi się oczy. I tak jak Alexander wierzył swoim uczniom, ja wierzę natychmiast mojemu. Od razu uważam, że to mój nie ma co kłamać, a nie jego okrutna banda. Najchętniej bym już teraz wybiegał z gabinetu i zganił Julkę, ale wiem, że to nie przyniosłoby niczego dobrego. Dlatego przestaję się opierać o swoje biurko, podchodzę do Boyda, bardzo skupionego na swoich dłoniach. Kiedy staję za nim kładę jedną rękę na ramieniu chłopaka, zaś drugą, delikatnie dotykam jego głowy. Pochylam się delikatnie, by przyciągnąć głowę Boyda do swojej wątłej klaty.
- Już dobrze, synu, wierzę ci - mówię, by wypuścić po chwili Gryfonu od tego niezależnego ode mnie gestu pełnego czułości, od którego nie mogę się powstrzymać. Ściskam jeszcze pocieszająco ramię Callahana i robię parę kroków do porzodu, by usiąść na swoim biurku, wpierw lekceważąco zepchnąć poukładane na nim ładnie rzeczy.
- Muszę powiedzieć panu Alexandrowi, że nie zgadzam się z jego wersją, ale jeśli chcesz, to będzie jedyne co zrobię w tej kwestii - mówię spokojnie, patrząc z uwagą na Gryfona. Przyglądam się jego źrenicom, dłoniom, wyciągam rękę, by położyć ją na czole na kilka sekund i dotykam szyi Boyda. - Moim obowiązkiem jest też dodać, że ludzie którzy piją zbyt dużo eliksiru spokoju, przy odstawieniu go mogą mieć w sobie więcej agresji niż zazwyczaj. Dlatego proszę... Nie, rozkazuję panu go odstawić - dodaję mimo wszystko spokojnie, ale bardzo stanowczo. - Niektórzy ludzie nie są warci szczerości i odwagi. A ma pan obydwu tych rzeczy w sobie mnóstwo. Udało się panu uciec przed śmiercią i stawić czoła kolejnym dniom. Od czasu do czasu znajdując w nich szczęście. A to, panie Callahan wymaga prawdziwej odwagi, której nie poznał nigdy żaden Krukon Alexa; i jestem dumny, że jest pan w moim domu. Nie żartuję i nie mówię to z litości, albo na pocieszenie - mówię może dość pompatyczne słowa, ale naprawdę szczere, jak przystało na prawdziwego Gryfona. A kiedy kończę sięgam po słoik cukierków i podaję go Boydowi, a potem sam biorę jednego. - Kwachy. Moje ulubione. Wypalą panu język - mówię, przeżuwając kwaśnego cukierka i na potwierdzenie pokazuję Boydowi język z dziurą po środku.

______________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Boyd Callahan

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 192
C. szczególne : irlandzki akcent, brzydki tatuaż "Fillin are my live" na przedramieniu, proteza lewej ręki
Dodatkowo : bardzo kocha Fillina
Galeony : 469
  Liczba postów : 1416
https://www.czarodzieje.org/t17850-boyd-callahan#503198
https://www.czarodzieje.org/t17855-sowa-boyda#503468
https://www.czarodzieje.org/t17851-boyd-callahan#503197
https://www.czarodzieje.org/t18313-boyd-callahan-dziennik#521152
Gabinet Williamsa QzgSDG8




Gracz




Gabinet Williamsa Empty


PisanieGabinet Williamsa Empty Re: Gabinet Williamsa  Gabinet Williamsa EmptyPią Kwi 09 2021, 23:38;

Nie kontrolował na bieżąco reakcji Williamsa, nie chciał się niechcący dopatrzeć jakiejś dezaprobaty czy gniewu w oczach mężczyzny, które mogłyby go wybić z rytmu niezbyt składnej, bo zupełnie wcześniej nieprzemyślanej, ale z pewnością szczerej opowieści; wiedział, że profesor już od początku tej rozmowy był zirytowany jego osobą, więc absolutnie nie liczył na zbyt dużo zrozumienia, w najlepszym wypadku jakąś neutralną reakcję w stylu "dziękuję za fascynującą historię, do widzenia"; ostatnim, czego mógłby się teraz spodziewać, był miły gest. A już na pewno nie taki przejaw czułości, przy którym przez krótki moment poczuł, jak jedną, wielką falą spływa z niego całe napięcie, obciążające go od tak dawna, że przypomniał sobie o jego uciążliwym ciężarze dopiero teraz, gdy poczuł ulgę. Wstyd pewnie byłoby się przyznać na głos, ale na słowa profesora poczuł znajomy (i nie zwiastujący niczego dobrego) ścisk w gardle, co na moment odebrało mu zdolność sformułowania odpowiedzi bez łamiącego się głosu; wiedział doskonale, że rzucone przez Williamsa synu było zupełnie pozbawionym znaczenia słowem i zamiast niego równie dobrze mógłby powiedzieć na przykład "mordo", ale nie zmieniało to faktu, że trafiło prosto w jego serce, bo właściwie to nikt nigdy się do niego tak nie zwracał, a już  na pewno nie jego stary. Ponownie zrobiło mu się głupio, ale już nie dlatego, że wyśpiewał wszystko nauczycielowi, ale dlatego, że zachowywał się jak debil i z pewnością go zawiódł, a do tego wątpił w jego pozytywną reakcję. Schował na chwilę twarz w dłoniach, ale szybko ją odsłonił, by pokręcić głową, słysząc słowa Williamsa. - Dla mnie sprawa jest załatwiona, proszę, niech już pan nic z tym nie robi. Nie wiem nawet, czy jest sens mówić V- profesorowi Voralbergowi cokolwiek, on już ma o mnie... ee złe zdanie, na pewno nie uwierzy i jeszcze tylko się wkur...rzy, że kłamię. Szkoda zachodu chyba - stwierdził, pozwalając żeby w międzyczasie Hux mu się poprzyglądał i chyba dokonał jakiejś ekspresowej analizy jego stanu; westchnął ciężko na wzmiankę o odstawieniu jego ulubionego eliksiru, ale nie protestował ani trochę, tylko potulnie pokiwał głową. - Jak mam być spokojny bez eliksiru spokoju - mruknął mimochodem jakby do siebie, zupełnie bezradnym tonem brzmiącym w jego ustach dziwnie obco dla niego samego; wbił znów wzrok w kant biurka gdzieś obok Huxa, słuchając dalszej części jego wypowiedzi. Słowa mężczyzny byłyby z pewnością piękne i podnoszące na duchu, gdyby nie jeden mały szkopuł, a mianowicie to, że Boyd w ani jedno z nich nie uwierzył; mimo tego naprawdę doceniał, że profesor stara się powiedzieć mu coś miłego. - Nie uciekłem przed śmiercią, tylko dałem się zeżreć - stwierdził bezlitośnie, ale posłał profesorowi blady uśmiech zanim podzielił się z nim kolejną refleksją. - A Krukoni nie potrzebują odwagi, bo mają wystarczająco dużo rozumu - skwitował, sięgając posłusznie po cukierka i zaraz skrzywił się, niekoniecznie podzielając entuzjazm profesora wobec wypalających mordę przekąsek - O kurwa- o przepraszam, chciałem powiedzieć OJEJ - wyrwało mu się, ale to wszystko z wrażenia po doznaniach smakowych, bo nigdy wcześniej tych szalonych kwachów nie próbował. Trzeba przyznać, skutecznie odwróciły jego uwagę od przeżywanych dramatów chociaż na tą krótką chwilę. - Mógłbym je dawać dzieciom za karę jak mi pyskują, na pewno zaraz by im się odechciało - dodał już znacznie luźniej ten genialny pomysł, który totalnie mógłby zrewolucjonizować cały system wychowania młodzieży i oparł się wygodniej na krześle, czując wątpliwą przyjemność jaką było wypalanie kwachowej dziury w języku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Huxley Williams

Nauczyciel
Wiek : 42
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 183
C. szczególne : biegające po ciele tatuaże, w pracy przykryte długimi rękawami, chociaż wychodzą na ręce i czasem na szyję;
Galeony : 370
  Liczba postów : 465
https://www.czarodzieje.org/t19615-huxley-butcher-williams#583118
https://www.czarodzieje.org/t19619-rzeznik#583498
https://www.czarodzieje.org/t19620-butcher-s-victims#583499
https://www.czarodzieje.org/t19616-huxley-butcher-williams#583130
https://www.czarodzieje.org/t19753-huxley-butcher-dziennik#59438
Gabinet Williamsa QzgSDG8




Moderator




Gabinet Williamsa Empty


PisanieGabinet Williamsa Empty Re: Gabinet Williamsa  Gabinet Williamsa EmptySob Kwi 10 2021, 03:00;

Cieszy mnie, że zwykle nadpobudliwy dość wychowanek nie wzdrygnął się i nie uciekł na moje pocieszające dłonie, delikatny uścisk, który miał mu tylko przenieść jak najwięcej otuchy oraz jakiegoś poczucia ulgi. Dobrze również, że mój zmysł mnie nie zawiódł i tego właśnie mógł odrobinę potrzebować. Nie znam sytuacji rodzinnej wszystkich swoich uczniów, jednak ponieważ większość rodzeństwa Callahanów jest w Gryffindorze i trudno nie zauważyć wielu strojów po starszych braciach, zakładam że lekko nie miał w swoim rodzinnym domu. Nigdy nie zamierzałem skreślać żadnych uczniów, szczególnie którzy przeszli tak dużo i w tak młodym wieku.
Pozwalam mu na chwilę ukryć twarz w dłoniach, by mógł uspokoić swoje emocje, a i mi to pomogło, bo najchętniej przytulałbym młodego chłopaka, klepał po plecach i mówił, by wypłakał się na moje ramię. Chociaż musiałby się odrobinę pochylić, biorąc pod uwagę jego wzrost.
- Ok, wobec tego na pana prośbę zostawiam sprawę w spokoju. Chociaż może mi pan odmówić kilku pełnych dezaprobaty spojrzeń w kierunku panny Brooks - mówię unosząc dłonie do góry, w geście poddania. Unoszę brwi na jego wyrażające niezadowolenie słowa i wzruszam lekko ramionami. - Musi pan znaleźć jakieś mało fascynujące, aczkolwiek dające lekką satysfakcję hobby, które uspokaja. Na przykład... wędkowanie! Wychowałem się robiąc to z ojcem, mogę cię kiedyś zabrać! Tylko potem wrzucimy ryby z powrotem do wody, brzydziło mnie zawsze ich patroszenie... - mówię nagle rozgadując się znienacka na jakiś błahy temat, ale prędko przechodzę do poważnych rzeczy i prób podjęcia włożeniu Boydowi do głowy rzeczy, których sam by może nie pomyślał; nawet jeśli jeszcze niekoniecznie w nie całkowicie uwierzył.
- Jaka jest różnica? - pytam na tą odpowiedź po moim przydługim monologu, patrząc wyczekująco na Irlandczyka. To nie jest nawet tak, że chcę tu porzucać mądrymi puentami i spostrzeżeniami (co oczywiście robię mimowolnie), naprawdę chcę poznać punkt widzenia Callahana, żeby zobaczył, że jego gorzkie myśli nie zawsze wykluczają tego co ja mówię.
- Twierdzi pan, że nie mam wystarczająco dużo rozumu? - pytam unosząc do góry jedną brew przez chwilę utrzymując poważną minę, równocześnie rzucając kwachem w twarz chłopaka, celując w jego policzek; po czym uśmiecham się szeroko. - Widzi pan, oni są tylko w teorii mądrzy, bo nie mieli innych zalet, żeby trafić gdzie indziej. Każdy, nie wiem, Puchon może być mądry a do tego lojalny - mówię wesoło, trochę dowcipkując przy tym; podczas gdy ja spokojnie przeżuwam swojego cukierka, parskam śmiechem na reakcję Gryfona. Uprzejmie mu wybaczam bluzganie w mojej obecności ze względu na sytuację. - Mądrość jednak przemawia przez pana, panie Callahan. Wezmę ich całą garść na spotkanie na przykład z panem Solbergiem - mówię rozbawiony, po czym unoszę rękę na znak, że mogłem się zagalopować z żartem; jednak pamiętam moją wymianę z nim na feriach i do dziś łamała moje stare serce.
- To co? Oczekuję, że od dziś będzie pan robił wszystko, żeby Gryffindor był dumny. I ja oczywiście! - na chwilę z powrotem poważnieję i wyciągam wytatuowaną dłoń, by ścisnąć dłoń swojego podopiecznego. - I teraz przynajmniej niech pan... no, pamiętaj, że jakbyś miał trudniejsze chwile masz moje wsparcie; i moje słowa to nie jakieś, za przeproszeniem, pierdy na wietrze. Będziesz pamiętał, Boyd? I wierzysz mi chociaż trochę? - pytam z uśmiechem, szukając w oczach chłopaka jakiegoś szczerszego potwierdzenia.

______________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Boyd Callahan

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 192
C. szczególne : irlandzki akcent, brzydki tatuaż "Fillin are my live" na przedramieniu, proteza lewej ręki
Dodatkowo : bardzo kocha Fillina
Galeony : 469
  Liczba postów : 1416
https://www.czarodzieje.org/t17850-boyd-callahan#503198
https://www.czarodzieje.org/t17855-sowa-boyda#503468
https://www.czarodzieje.org/t17851-boyd-callahan#503197
https://www.czarodzieje.org/t18313-boyd-callahan-dziennik#521152
Gabinet Williamsa QzgSDG8




Gracz




Gabinet Williamsa Empty


PisanieGabinet Williamsa Empty Re: Gabinet Williamsa  Gabinet Williamsa EmptySob Kwi 10 2021, 04:41;

Sam miał ogromną ochotę zerwać się z krzesła i wypłakać na ramieniu Huxa, ale sama myśl o tym wydała mu się tak żałosna i żenująca, że natychmiast wyparł ją z umysłu i siedział przygarbiony na krześle, kurczowo pilnując żeby przypadkiem się nie poruszyć, tak jakby jakikolwiek ruch mógł wyzwolić w nim od nowa tą chęć schowania się w ojcowskich ramionach profesora. Nie miał pojęcia, skąd nagle brała się w nim ta okropna potrzeba, której przecież nie miał przez całe życie; może dlatego, że jego osobisty stary był zwyczajnie zjebany, Williams zaś zachowywał się po prostu super. Nawet jak go opierdalał, to jakoś tak, że nie sposób było się na niego irytować czy chować urazy. Być może był po prostu urodzonym pedagogiem, doskonale przygotowanym do pracy z uczniami i wiedział jak dotrzeć do każdego, a może po prostu tak się zdarzyło, że coś kliknęło między nim a Bodziem, który generalnie z mało kim dogadywał się na jakimś głębszym poziomie. Odetchnął z ulgą, gdy Hux obiecał już nie drążyć tematu awantury po meczu i nawet uśmiechnął się kącikiem ust, slysząc wzmiankę o Brooks. - Niech pan ją dezaprobuje w imieniu nas obu - poprosił, bo sam miał zamiar unikać dziewczyny możliwie jak najdłużej, bo sam nie do końca sobie ufał i nie był pewny, czy jakieś krzywe spojrzenie z jej strony nie sprowokuje go przypadkiem do czegoś głupiego. Spojrzał na Huxleya z uniesionymi brwiami, może trochę powątpiewająco, gdy ten kazał mu zastąpić eliksir spokoju jakimś nienachalnym hobby. - Wędkowanie...? Siedzenie od świtu z kijem w bajorze na jakims zadupiu i bezczynne czekanie...? W sumie... całkiem spoko - ocenił, nabierając entuzjazmu z każdym słowem. Miał wrażenie, że ostatnimi czasy w głowie kotłuje mu się tyle myśli, że ta cisza i spokój mogłyby mu się naprawdę przydać. Czemu nie? Speszył się tylko trochę, kiedy Hux tak nonszalancko zaproponował, że go zabierze na taki wypad, bo nie spodziewał się takiej propozycji - nie wiedział, na ile poważnie może ją traktować, a na ile to tylko takie gadanie. Było mu głupio na samą myśl o tym, jak chętnie by się wybrał z Huxem na ryby. - No, jakby profesor się wybierał i nie miał lepszego towarzystwa, to ja chętnie. I też jestem przeciwko patroszeniu czy tam zabijaniu - oznajmił, z ulgą słysząc te słowa nauczyciela, bo prawdę mówiąc, jego poglądy w tej kwestii zmieniły się o sto osiemdziesiąt stopni odkąd sam znalazł się w pozycji ofiary. Wzruszył ramionami, gdy Hux zaczął dopytywać o jego punkt widzenia; mówienie o tym było trudne nawet po takim czasie, nawet jeśli sam niechcący podjął temat. - Ucieczka przed śmiercią byłaby brawurowa, a danie się zeżreć było... głupie? - odparł, kończąc wypowiedź jakby pytaniem, bo sam nie był pewny, czy jego odpowiedź ma sens - Może jakbym - jakbym wie pan, jakbym próbował ratować Maxa, albo jakbym tam poszedł z jakiegoś logicznego powodu- może wtedy to nie byłoby takie... - urwał, ale chciał powiedzieć coś w stylu: żałosne i bezsensowne. - Cały czas tylko myślę o tym, co by było jakbym nie był taki... jakbym olał Solberga i tam nie szedł. Albo jakbym był lepszy w zaklęciach i rzucił porządniejsze czary. Jakbym więcej trenował, i mógłbym szybciej spierdolić. Albo- nie wiem, wydaje mi się, że było tyle momentów, w którym mogłem coś zrobić inaczej, ale ja zamiast tego zjebałem. ZEPSUŁEM. Co ja chciałem powiedzieć? A, że mądrość faktycznie może być dodatkową zaletą kogokolwiek z jakiegokolwiek domu, ale po prostu najwyraźniej nie moją - powiedział, reflektując się dopiero po chwili, że zdecydowanie się zagalopował w swoich zwierzeniach i rzucił Huxowi trochę przepraszające spojrzenie. Przez chwilę milczał, zajęty próbami doprowadzenia się do porządku po zjedzeniu nie jednego, a dwóch kwachów - drugim był ten, którym beceremonialnie rzucił w niego Hux i którego udało mu się złapać w locie - po czym odezwał się, niekoniecznie ubawiony żartem o Solbergu, bo był zbyt przejęty osobą chłopaka - Z Solbergiem? Nie myśli pan, że on zasługuje na to, żeby mu trochę odpuścić, nawet jak robi teraz jakieś głupoty? Wie pan... wtedy... jakby... ja sobie zemdlałem w najgorszym momencie, a on musiał tam być i-i to wszystko widzieć - wyrzucił z siebie coś, co leżało mu na sercu od bardzo dawna i co nie dawało mu spokoju - że Max miał dużo gorzej niż on, a mimo to nie dostał nawet połowy takiej pomocy, a zamiast tego został tylko ukarany. Na kolejne słowa Huxa pokiwał głową i wyciągnął rękę. Nagle zrobiło się bardzo poważne. - Gryffindor to tam wie pan, on i tak już nie żyje, to mu wszystko jedno. Ale dla pana się postaram - wyznał, ściskając dłoń mężczyzny i uśmiechnął się na piękną poetycką wzmiankę o pierdach na wietrze. Nadal nie był do końca przekonany co do wszystkiego, co mówił Hux - mimo uszu puszczał głównie dobre rzeczy o sobie samym - ale generalnie wierzył w jego szczere, dobre intencje. - Jasne. Będę pamiętał, w końcu za to panu płacą, jest pan prawnie zobligowany do tego, żeby udzielać mi wsparcia jako opiekun, nie? - skomentował, dopiero po fakcie zdając sobie sprawę, że choć mówił prawdę, to mogło zabrzmieć niemiło - Żartuję, wiem, że pan naprawdę się przejmuje uczniami. Na pewno bardziej niż nasz poprzedni... Także... e... dziękuję. - zakończył trochę kulawo, zastanawiając się jednocześnie, czy to moment, w którym powinien sobie pójść, ale jakoś ciężko mu było tak po prostu wstać. W gabinecie Huxa było tak przyjemnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Huxley Williams

Nauczyciel
Wiek : 42
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 183
C. szczególne : biegające po ciele tatuaże, w pracy przykryte długimi rękawami, chociaż wychodzą na ręce i czasem na szyję;
Galeony : 370
  Liczba postów : 465
https://www.czarodzieje.org/t19615-huxley-butcher-williams#583118
https://www.czarodzieje.org/t19619-rzeznik#583498
https://www.czarodzieje.org/t19620-butcher-s-victims#583499
https://www.czarodzieje.org/t19616-huxley-butcher-williams#583130
https://www.czarodzieje.org/t19753-huxley-butcher-dziennik#59438
Gabinet Williamsa QzgSDG8




Moderator




Gabinet Williamsa Empty


PisanieGabinet Williamsa Empty Re: Gabinet Williamsa  Gabinet Williamsa EmptySob Kwi 10 2021, 05:34;

Też nie wiem czy to moje niesamowite zdolności pedagoga (chociaż tak naprawdę oryginalnie byłem uzdrowicielem), czy fakt, że na jakiejś płaszczyźnie wydawaliśmy nadawać na podobnych falach; zazwyczaj jednak nie miałem problemów z dogadywaniem się z innymi, czy to młodszymi czy starszymi, oczywiście o ile dawali mi szansę. Albo ja dawałem, bywały w końcu jednostki za którymi średnio przepadałem (Caine).
Kiwam porozumiewawczo głową, kiedy ten mówi o Brooks i już zaczynam swoje wywody na temat wędkowania. I chociaż jego odpowiedź zaczyna się pesymistycznie, nagle okazuje się, że łowienie ryb może być dla niego całkiem dobre, na co uśmiecham się uradowany. Szczerze mówiąc rzucam propozycję trochę w eter, zdając sobie sprawę, że większość uczniów i studentów ma znacznie lepsze rzeczy do roboty niż chodzenie na RYBY ze swoimi nauczycielami. I nie jestem pewny czy chłopak mówi mi to z grzeczności, czy faktycznie miałby na to ochotę. Mimo to nie tracę swojego entuzjazmu, klaszcząc w dłonie. - Cudownie! To jesteśmy umówieni. Ostrzegam, że jak to będzie magiczna ryba, której składniki będą mi potrzebne, będę bezwzględny. Tylko przy takich rzeczach wykazuje się brutalnością - dodaję na wszelki wypadek, robiąc minę, która miała przypominać bandziora z Nokturnu. Co nie byłoby takie niewiarygodne, gdyby ktoś nie znał mojego przyjemnego charakteru. W końcu tatuaże i moja niekoniecznie najgładsza twarz w radzie pedagogicznej robią swoje.
Unoszę brwi na odpowiedź chłopaka i chcę coś dodać, ale ku swojemu zdumieniu stwierdzam, że ten się otwiera i zaczyna mówić o tragicznych zdarzeniach, które go spotkały. Słucham spokojnie, nie wcinając się w żadne słowo, by mógł wyrzucić wszystko co chciał i jeszcze chwilę milczę po tym jak zakończył, upewniając się, że nie ma nic więcej do dodania.
- A pomyślał pan kiedyś... - zaczynam cicho, patrząc z uwagą na chłopaka. - Z tego co wiem pan Solberg sam chodził szukać czegoś po Zakazanym Lesie. I tylko dlatego, że pan z nim poszedł sprawiło, że sytuacja potoczyła się tak a nie inaczej. Bo może pan gdybać co by było gdyby ćwiczył pan lepiej zaklęcia, opanowanie, czy cokolwiek innego. Albo mógł go pan zostawić w spokoju. A jakby pobiegłby pan dalej, a on... spotkałby to samo stworzenie sam? Jest jakaś możliwość, że pan Solberg stanąłby oko w oko z pustnikiem sam. I mogło się to skończyć jeszcze gorzej... - mówię spokojnie, niezbyt głośno, jakby nie chcąc wygłaszać tych teorii. - Chcę powiedzieć, że nie ma co rozpamiętywać co się wydarzyło, czego pan nie zrobił, bo summa summarum, przeżyliście. I kto wie, może nieświadomie los albo pana niechęć do Maximiliana, mogły mu uratować życie. Nigdy się nie dowiemy jakie były inne wersje. Ale w nawet największych nieszczęściach, może wyjść z tego coś... nie tak tragicznego - próbuję przedstawić mu to równocześnie nie chcą udawać, że może dobrze, że go zżarł pustnik, ale pokazać zwyczajnie inną perspektywę. - Dla przykładu ja tu teraz jestem, by być jakimś wsparciem dla pana i innych uczniów, a jakby moje nieszczęście mnie nie spotkało, to bym tu nigdy nie wrócił - dodaję jeszcze, wzruszając lekko ramionami, bo wcale nie mam oporów przed mówieniem o sobie. Słysząc jak Callahan od razu martwi się o Solberga, nie podzielam aż tak jego troski, mało pedagogicznie (najwyraźniej moja empatia jest przeznaczona głównie dla Gryfonów).
- Z pewnością miał trudny czas, wcale mu tego nie umniejszam. Dlatego profesor Dear spędziła z nim tyle czasu, robiąc wszystko co w jej mocy by mu pomóc. Nie widziałem jednak pana u profesora Leonardo tyle co pan Solberg był w gabinecie swojej opiekunki. Proszę mi wierzyć, że pani Beatrice robiła mnóstwo dla chłopaka; nie sądzę, że potrzebuje do tego jeszcze mojego współczucia, ba nawet wiem, że raczej by go nie chciał - mówię może niespecjalnie ciepło, ale stwierdzam fakt, że Maximilian był naprawdę pod okiem Beatrice długi czas. I każdy nauczyciel był dla niego dobry i uprzejmy. Nie wiem co więcej mielibyśmy zrobić.
- Nawet nie wiesz jak cudownie to słyszeć! Musimy to uczcić. Mam niesamowitą herbatę z Peru czy eee.... jakiegoś innego miejsca albo kremowe piwo. Co wolisz? Na pewno powiesz piwo, więc dam ci to i to - mówię i znienacka zeskakuję z biurka, już idąc w kierunku mojego mniejszego pokoiku, który otwieram. - Jasne, gdyby nie wielka wypłata od dyrektora Hampsona, nawet bym cię tu nie wpuszczał jakbyś płakał pod drzwiami - żartuję sobie niefrasobliwie, chichocząc pod nosem i znikając na chwilę w pokoju. - Pozwoli pan, że ubiorę coś wygodniejszego? - krzyczę z wnętrze; szybko jednak wracam z czajnikiem bardzo dziwnie pachnącej herbaty, przywołuję zaklęciem dwa kremowe piwka i szukam po gabinecie swoich fancy filiżanek w syreny. Założyłem zwykły (mieniącą się na różowo) podkoszulek i założyłem na siebie jeden ze swoich eleganckich szlafroków, po którym wiły się magiczne kwiaty. Zamiast zasiąść na swoim fotelu, jak poważny człowiek, siadam ponownie na biurku, zabierając się za polewanie herbaty.
- Wie pan, skoro nie zna pan swoich planów na przyszłość, skoro koniec z graniem, zawsze mogę się zaoferować do pomocy w nauce Magii Leczniczej. Z tego co wiem od pani Whitehorn głównie, jest pan w tym całkiem niezły - mówię poważnie, podając mu filiżankę dziwnego napoju.

______________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Mistrz Gry

Czystość Krwi : 100%
Galeony : 31506
  Liczba postów : 74244
http://czarodzieje.forumpolish.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658
Gabinet Williamsa QzgSDG8




Specjalny




Gabinet Williamsa Empty


PisanieGabinet Williamsa Empty Re: Gabinet Williamsa  Gabinet Williamsa EmptyPon Kwi 12 2021, 22:53;

@Huxley Williams

Siedzącemu przy biurku profesorowi Hogwartu w ten coraz cieplejszy, kwietniowy dzień towarzyszyło jedynie stukanie zegara i prawie niesłyszalny świst mioteł, na których latała gdzieś za oknem młodzieżowa drużyna któregoś z czterech domów. Czy Williams czytał książkę, oceniał prace domowe czy zapoznawał się z jakimiś najnowszymi osiągnięciami w sztuce uzdrawiania, których co miesiąc nie brakowało na łamach Magimedyka Brytyjskiego, nie mógł on niestety pochwalić się dniem pełnym wrażeń. Przynajmniej do czasu, kiedy w ramie jednego z pustych obrazów pojawił się pewien korpulentny, czarnoskóry czarodziej z magicznym stetoskopem na szyi i olbrzymimi okularami na nosie.
Namalowana postać - znajdująca się na tle pierwszej na świecie Wyspecjalizowanej Kliniki Walki Ze Smoczą Ospą w Oranie - chrząknęła znacząco i zadudniła głębokim, zachrypniętym głosem.
- Profesorze Williams - zaczął, poprawiając stetoskop który przekrzywił się na jego szyi podczas mknięcia przez kolejne ramy - Jedna z pańskich wychowanek, panna Callahan, została na siódmym piętrze zaatakowana przez Ślizgona Clearwatera, który był pod wpływem oryginalnej przypadłości, wyglądającej na... khm... - mężczyzna chrząknął - Problemy z krwią półwila. Według Grubej Damy i obrazów z wieży Gryffindoru, panna Callahan jest teraz w męskim dormitorium - zakończył, opierając się o ramę i wyciągając z marynarki niewielką chusteczkę, by otrzeć zroszone potem czoło.

______________________

Gabinet Williamsa Tumblr_myxyl0JKkN1s94thyo1_500
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Gabinet Williamsa QzgSDG8








Gabinet Williamsa Empty


PisanieGabinet Williamsa Empty Re: Gabinet Williamsa  Gabinet Williamsa Empty;

Powrót do góry Go down
 

Gabinet Williamsa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Gabinet Williamsa JHTDsR7 :: 
hogwart
 :: 
Wielkie schody
 :: 
pierwsze pietro
 :: 
gabinety na I piętrze
-