Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 Nad Jeziorem

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 40 z 41 Previous  1 ... 21 ... 39, 40, 41  Next
AutorWiadomość


Joel Garcon

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 29
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 0
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 355
Nad Jeziorem - Page 40 QzgSDG8




Gracz




Nad Jeziorem - Page 40 Empty


PisanieNad Jeziorem - Page 40 Empty Nad Jeziorem  Nad Jeziorem - Page 40 EmptyNie Gru 05 2010, 16:27;

First topic message reminder :


Nad Jeziorem


W samym centrum błoni rozciąga się ogromne jezioro. Uczniowie często tu przychodzą, szczególnie w gorętsze dni, gdy chłodna woda jest wprost idealnym sposobem by choć odrobinę się ochłodzić. Jest to również idealne miejsce, by przy cichym plusku małych fal obijających się o brzeg, odrobić lekcje, bądź poczytać książkę. Czasem można zaobserwować tu ogromną kałamarnicę, leniwie przebierającą swoimi mackami.



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość


Darren Shaw

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 184cm
Galeony : 550
Dodatkowo : Prefekt
  Liczba postów : 702
https://www.czarodzieje.org/t18607-darren-shaw
https://www.czarodzieje.org/t18609-skrzynka-darrena#532211
https://www.czarodzieje.org/t18610-darren-shaw#532213
https://www.czarodzieje.org/t18608-darren-shaw#532138
https://www.czarodzieje.org/t18612-dziennik-darren-shaw#532281
Nad Jeziorem - Page 40 QzgSDG8




Gracz




Nad Jeziorem - Page 40 Empty


PisanieNad Jeziorem - Page 40 Empty Re: Nad Jeziorem  Nad Jeziorem - Page 40 EmptyWto Lis 10 2020, 02:27;

@Astrid Nafnisdottir

Darren zerknął na broń dziewczyny. Miał szczerą nadzieję, że była to jakaś lekka - i o wiele mniej groźna - replika. Bo jeśli było inaczej to Krukon wolał nie być po drugiej stronie kawału metalu.
- Ile można jeść dynie... - westchnął, przypominając sobie Noc Duchów u swoich dziadków, gdzie hitem wieczoru oraz gwoździem programu była baranina w sosie dyniowym. Palce lizać.
- Jak się czujesz? - spytał Astrid, zdając sobie sprawę że najprawdopodobniej nie zdołała do końca opanować swoje... umiejętności. Ze swojej lektury i ze słów dziewczyny na poprzednim spotkaniu łatwo było to wywnioskować - konieczność spania poza zamkiem czy słowa o kojcu. Najwyraźniej Astrid nie kontrolowała do końca kiedy pojawić się mogą pazury i, zupełnie przypadkowo, rozszarpane gardło u Darrena.
Obrażoną Puchonkę Krukon zmierzył jedynie chłodnym spojrzeniem, zgrabnie prowadząc nienawidzącą sukienek dziewczynę na drugą stronę parkietu.
- Tak - przytaknął w odpowiedzi na pytanie o taniec - Ale repertuar kroków mógłbym odświeżyć o jakieś czterdzieści lat.
Opowieści dziewczyny o zwyczajach na początku listopada w jej rodzinnych stronach Shaw wysłuchał z zaciekawieniem.
A więc nie siłują się z niedźwiedziami.
Nie mógł jednak ukryć parę razy zdziwienia wypływającego na jego twarz - szczególnie, kiedy Astrid mówiła o składaniu ofiary, nie uściślając że nie chodzi wcale o ludzi (oby), oraz drobny szczegół na temat spania na grobach.
- Czyli mam częściej używać sosnowego szamponu? - jęknął, obracając uwagę dziewczyny w żart. "Domowy" zapach jemu samemu kojarzył się raczej z szarlotką, cynamonem, ewentualnie kurzem i pajęczynami - Cała przyjemność po mojej stronie - dodał jeszcze z uśmiechem.
Kątem oka i jednym uchem Darren dosłyszał i zobaczył, że można było spróbować swoich sił w karaoke. Przełknął ślinę - z jednej strony wyglądało to na niezłą zabawę, z drugiej strony szansa na to, że mieli w repertuarze Super Trouper była raczej marna.
- Chwila... Norwegia, tak? - zapytał nagle Astrid, uświadamiając sobie w połowie zdania że ABBA i tak jest przecież ze Szwecji - Hmpf, nieważne - mruknął - Dasz się namówić na coś do jedzenia? - spytał, obracając ją tak, by mógł podbródkiem wskazać na jakiś lewitujący przy granicy parkietu talerz ze smakołykami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Cassian H. Beaumont

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VI
Wiek : 17
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 170
C. szczególne : Średniej wielkości znamię w kształcie krzyża pod okiem; Silny, szkocki akcent
Galeony : 371
  Liczba postów : 364
https://www.czarodzieje.org/t19364-cassian-hector-beaumont
https://www.czarodzieje.org/t19441-poczta-cassiana#574233
https://www.czarodzieje.org/t19439-cassiano
https://www.czarodzieje.org/t19421-cassian-hector-beaumont
https://www.czarodzieje.org/t19442-cassian-hector-beaumont-dzien
Nad Jeziorem - Page 40 QzgSDG8




Gracz




Nad Jeziorem - Page 40 Empty


PisanieNad Jeziorem - Page 40 Empty Re: Nad Jeziorem  Nad Jeziorem - Page 40 EmptyWto Lis 10 2020, 15:16;

Młody Beaumont doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że zachowuje się absolutnie sprzecznie. Z jednej strony lgnie do ciała Ignacego i szuka każdego możliwego pretekstu by chociażby musnąć jego skórę, by jakkolwiek się mu pokazać, by ten na dłużej niż na chwilę osadził wzrok na jego sylwetce, by jakkolwiek mógł zabłysnąć. Z drugiej zaś, nie chciał się, aż tak bardzo afiszować ze swoimi uczuciami licząc na to, że te nadal były dla samego Ignacego niezauważone... Chociaż faktycznie musiałby być ślepy by kompletnie tego nie zauważać. Na dobrą sprawę nie słyszał żadnego szemrania o nich w tłumie ani żadne z plotek nie dochodziły do jego uszu. I na dobrą sprawę to chyba najbardziej motywowało wszelkie myśli o domniemanej niewiedzy Mościckiego, bo przecież nikt, nawet jeśli on sam udawał, że tego nie ma, nie będzie go nagle przekonywać, żeby zwrócił na to uwagę.  

Cassian posyłał chłopakowi niepewne spojrzenia, kiedy ten wodził go po terenie, na którym odbywał się bal, jakby... Chwalił się z jednej strony nim paradując dumnie niczym paw. Z drugiej nabrał może odrobinę sadystycznych zapędów względem młodego gryfona i czując jego zażenowanie postanowił mu urządzić krótki marsz wstydu. Nie miał bladego pojęcia co tliło się pod tą brunatną czupryną, niemniej jednak i tak musiał mu towarzyszyć, nawet jeśli pozornie, bo głównie podług tego co sobie wmawiał, cierpiał.  

Wzrok Cassiana zdawał się obrzucać Ignacego gromami, kiedy ten powstrzymał jego rękę przed skosztowaniem niektórych pyszności znajdujących się na stole. Czy teraz nagle zaczął obawiać się o jego posturę i sylwetkę? Z wybałuszonymi oczami ze zdumienia uniósł wysoko brwi. Kiedy poczuł jego dłonie na swoich ramionach momentalnie przebiegł go dreszcz. Jego mięśnie spięły się do granic możliwości, a usta wybrzmiały w niemym “o”.  Kiedy natomiast jego ręce zaczęły zjeżdżać coraz niżej i niżej nie wiedział już nawet jak powinien nazywać samego siebie. Kompletnie nie spodziewał się takiego zabiegu ze strony Ignacego, a tym samym nigdy nawet nie zastanawiał się co takie zachowania mogą potencjalnie znaczyć.  

Kiedy palce mężczyzny zacisnęły się na kołnierzyku by go rozpiąć, a potem przesunęły się niżej by to samo uczynić z kolejnym z nich chłopak chciał chwycić go za dłoń. Przytrzymać ją trochę na dłużej, by ten ich kontakt się jeszcze nie kończył. Z drugiej zaś strony wiedział, że musi zagrać to dość gładko. Tak jakby go to kompletnie nie wzruszyło. Kiedy jego ręce nadal umiejscowione były w okolicach góry klatki piersiowej Cassian szybko okręcił się w jego kierunku, czyniąc ten ruch jednocześnie dość gładko i naturalnie. Następnie spojrzał się ku górze, dopiero teraz czuł tak wymowną między nimi różnicę wzrostu. Jednocześnie po szybkim wejrzeniu schylił własny wzrok ku dołowi i odpowiedział spokojnie i dość neutralnie.  
- Dziękuję.  

Następnie przyszło parę chwil w ciągu których nagromadzone wewnątrz chłopaka emocje spowodowały krwawy wypiek na jego twarzy, a on sam czuł gromadzące się nań ciepło. Rozejrzał się szerzej po zgromadzonych na sali tak by znaleźć punkt zawieszenia. Dopiero kiedy drugi raz jego wzrok zawisł na twarzy Ignacego zorientował się, że chłopak coraz bardziej i bardziej zaczyna przypominać wypłowiały arkusz papieru.  
- Ignacy... Dobrze się czujesz? - Zagaił niespokojnie nie będąc pewnym czy wszystko jest w porządku.  


@Ignacy Mościcki
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Wiktor Krawczyk

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : V
Wiek : 14
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 160cm
C. szczególne : Rude włosy, centymetrowa blizna na udzie w kształcie smoka.Na policzkach i nosie ma piegi, które według rodzeństwa dodają mu uroku.Na lewym ramieniu zawsze przesiaduje pufek.
Galeony : 294
  Liczba postów : 138
https://www.czarodzieje.org/t18845-wiktor-iwan-krawczyk
https://www.czarodzieje.org/t19010-irys-wik#547591
https://www.czarodzieje.org/t18897-wiktor-iwan-krawczyk#543748
Nad Jeziorem - Page 40 QzgSDG8




Gracz




Nad Jeziorem - Page 40 Empty


PisanieNad Jeziorem - Page 40 Empty Re: Nad Jeziorem  Nad Jeziorem - Page 40 EmptyWto Lis 10 2020, 18:25;

Rudzielec przysłuchiwał się z dużym zainteresowaniem wszystkim rozmowom. W końcu jednak trochę się znudził... Ziewnął przeciągle i zaczął bawić się serwetką. W końcu przydałoby się pójść złowić jakieś jabłko.
-Tak też zrobił od razu. Możesz tu sobie zostać nie musisz czuć się nianią- powiedział do Gryfonki w biegu. Wiktor przewrócił oczami, to nie będzie wcale łatwe tyle ich jest!
Chłopak miał ciężko z łapaniem jabłek, co chwilę wsadzał głowę, wyjmował, znowu wsadzał...
-Uch... po czym znowu próbuje złapać jabłko, a i tak nie może. Cóż spróbujemy za kilka minut ponownie.

ŁOWIENIE JABŁEK 1/2
JABŁKA E

@Heaven O. O. Dear
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Lucas Sinclair

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 183cm
Galeony : 894
Dodatkowo : Prefekt
  Liczba postów : 1223
https://www.czarodzieje.org/t18564-lucas-sinclair#529285
https://www.czarodzieje.org/t18598-landryna-lukiego#531203
https://www.czarodzieje.org/t18574-wbijac-do-lucka#529769
https://www.czarodzieje.org/t18566-lucas-sinclair#529292
https://www.czarodzieje.org/t18716-lucas-sinclair-dziennik#53577
Nad Jeziorem - Page 40 QzgSDG8




Gracz




Nad Jeziorem - Page 40 Empty


PisanieNad Jeziorem - Page 40 Empty Re: Nad Jeziorem  Nad Jeziorem - Page 40 EmptySro Lis 11 2020, 19:17;

Nie poszedł z nią na ten bal tylko dlatego, żeby zrobić jej przyjemność. Sam wiedział, że potrzebują spędzić więcej czasu w swoim towarzystwie, ponieważ ostatnio, przez jego kujoństwo bardzo niewiele go dla siebie mieli (no dobra - on niewiele miał go dla niej). Z początku nie chciał też wymyślnych strojów, jednak kiedy zobaczył, że dla niej to ekscytujące zadanie, uszyć coś z mugolskiej bajki, stwierdził, że zrobi to dla niej (choć nie przewidział tych rajstop).
W każdym razie widząc ją w tej chwili w tym stroju, stwierdził, że bardzo dobrze zrobił zgadzając się na przebranie, bo bo Alise wyglądała przecudownie, a charakteryzacja na bajkową wróżkę bardzo do niej pasowała. Zwłaszcza te skrzydełka i brokat. No i oczywiście uśmiech, który miała na co dzień wręcz przyklejony do twarzy. Przywitała się z nim ciepło i czule, a od jakiegoś czasu czuł ulgę, że Krukonka zmieniła zdanie co do publicznych całusów i nie teraz sama go w ten sposób wita.
Zaśmiał się na jej słowa o magicznym pyłku, po czym otoczył ją ramionami, aby przez chwilę przyjrzeć się jej z bliska. Widać, że obecność tutaj sprawiała jej wiele radości, a jeśli ona była w tej chwili szczęśliwa to on również był i już nie mógł się doczekać aż spędzą ten wieczór razem.
- Kiepską macie tę kopalnię, Dzwoneczku - skomentował krótko, nieco się z nią drażniąc i posyłając jej łobuzerski uśmiech. Trzeba przyznać, że zarówno jej strój jak i jego były idealnie dopracowane i prezentowały się świetnie, dlatego kiedy po chwili wspomniała o procesie szycia przebrania, kiwnął głową w geście aprobaty. - Dokładnie. A Tobie genialnie wyszły te stroje i nawet nie muszę wiedzieć jak Ci bohaterowie prezentowali się w oryginale. Bez tego, wiem, że przeszłaś samą siebie - powiedział, zerkając na nią z boku, kiedy ruszyli w stronę jeziora.
Cydr oferowany już od wejścia na teren, gdzie odbywał się bal był nieco podejrzany, ale kto by się tym przejmował. Smakował ciekawie, dlatego nawet uderzenie gorąca nie sprawiło, że w jakikolwiek sposób się tym przejął. Za to zauważył, że Alina nie jest zbyt ciepło, bo dostrzegł na jej ramionach gęsią skórkę. Między innymi dlatego chwilę później chwycił ją za dłonie, jakby sprawdzając czy nie są chłodne. W porównaniu z jego skórą były, jednak martwił go bardzo ten zauważalny dreszcz na ciele dziewczyny, dlatego ustawił się za nią, aby przytulić ją od tyłu i przy okazji oddać jej trochę ciepła.
- Mnie jest gorąco, ale widzę, że tylko mnie. Teraz w porządku? - spytał dla pewności, pochylając głowę nad jej ramieniem i przekręcając głowę, aby móc na nią spojrzeć. Kiedy spytała o rumieniec, zmarszczył brwi, nie zupełnie wiedząc o co jej chodzi. - Bo... bo jestem grzecznym Ślizgonem, a Ty mnie zgaszasz swoją kusą spódniczką, o! - oznajmił wielce poważnie, ale na jego ustach błąkał się uśmieszek.
Mógłby z nią tak zostać przez resztę wieczoru i całą noc, ale skoro przyszli się tutaj bawić to raczej nie będą stali jak kołki. I o tym najwidoczniej pomyślała także dziewczyna, kiedy odpowiedziała mu, wspominając o tańcu. Hiszpańskie wtrącenia uznał za celowy zabieg, dlatego tylko się na nie uśmiechnął i puścił ją, aby po chwili stanąć obok.
- Chociaż na coś się przydaję - rzucił rozbawiony, dając jej buziaka w usta, aby chwilę później posłać jej czarujący uśmiech. - Mamy mnóstwo czasu, kochanie. Może... przejażdżka tratwą po jeziorze? Widzę, że mają tam klimatyczne stoliki. - zasugerował jej, po czym dodał jeszcze: - Spokojnie, ze mną nic Ci nie będzie. Nie pozwolę Ci utonąć - zażartował.
Chwycił ją za rękę, po czym delikatnie pociągnął w stronę stolików na wodzie. Tam będą mogli trochę odetchnąć po cydrze, który trochę zamieszał im w głowach, no i pobyć trochę z dala od wścibskich oczu. Weszli na jeden z pływających podestów i usiedli, a zaczarowana tratwa sama po chwili zaczęła odpływać od brzegu. Na stoliku zaś w mgnieniu oka pojawiły się różnego rodzaju przekąski od serowych miotełek, marchewkowych tarteletek po dyniowe paszteciki. Podniósł wzrok na Alise, ujmując jej rękę przez blat stołu. - I jak się czujesz? Nadal jest Ci zimno? - spytał zmartwiony, przypominając sobie jej niewyraźną minę jeszcze na brzegu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Astrid Nafnisdottir

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 174
Galeony : 371
Dodatkowo : Półwila
  Liczba postów : 123
https://www.czarodzieje.org/t19558-astrid-nafnisdottir
https://www.czarodzieje.org/t19591-porarinn#582214
https://www.czarodzieje.org/t19562-astrid-nafnidotter
Nad Jeziorem - Page 40 QzgSDG8




Moderator




Nad Jeziorem - Page 40 Empty


PisanieNad Jeziorem - Page 40 Empty Re: Nad Jeziorem  Nad Jeziorem - Page 40 EmptySro Lis 11 2020, 21:07;

- Patrząc po waszych jedzeniach zabawowych? Dużo. Nie sądziłam, że można ją przygotować na tyle sposobów! Uniwersalna roślina.- zauważyła z odrobiną zaskoczenia, ale może i podziwu w głosie, pozwalając sobie na kolejny, krótki uśmiech. Młot nie mógłby zabić, jedyne co, to guza nabić, więc powinien być spokojny, nawet jeśli ktoś by ją zdenerwował i by nim rzuciła. A w tym była całkiem niezła, znacznie lepsza niż w czarach.
Jego pytanie nieco zbiło ją z tropu, zdziwiło. Nie była przyzwyczajona, przez co nie do końca wiedziała, jak powinna zareagować. Przez ułamek sekundy na jej buzi przemknęło niezdecydowanie, malowane na przemian zaskoczeniem. Milczała chwilę, zbierając myśli i przesuwając spojrzeniem błękitnych oczu po jego twarzy, zmrużyła je nieco, zatrzymując na wysokości jego własnych i wyłapując spojrzenie. Bał się? Martwił się? Pół wile, owszem, bywały paskudne, brzydkie i niebezpieczne i wcale nie dziwiła się ostrożności, która mu towarzyszyła. Nawet jeśli pracowała nad sobą, to osiągnięcie w tym perfekcji i stanu kwiatu lotosu podczas medytacji, było niemożliwe. Przymknęła oczy, wzdychając cicho i kręcąc głową, wydała z siebie ciche mruknięcie na znak tego, że było w porządku. Nie chciała go w żaden sposób zmanipulować i skrzywdzić, ale to powinien już wiedzieć. Był przecież inteligentny, prawda?
- Wszystko dobrze, nie martw się. Spędzisz wieczór z moją ludzką połową, a nie zwierzęcą. A przynajmniej tak mi się wydaje. - puściła mu oczko, wzruszając ramionami. Brzmiała trochę poważnie, trochę serio. Astrid nie lubiła składać obietnic, których nie miała pewności, że spełni. - Dobry z Ciebie Potworek, marynarzu.
Dodała jeszcze cicho, bardziej pod nosem, zaciskając nieco mocniej palce na ramionach studenta i zmniejszając nieco dzielącą ich odległość, utkwiła spojrzenie gdzieś w materiale jego bluzki, dając się prowadzić i zwyczajnie ciesząc tańcem, który tak dobrze mu wychodził.
- Nie jestem pewna, czy wiem, co to znaczy, ale to chyba nic złego, że tańczysz z takim doświadczeniem. - przekręciła głowę na bok w zastawieniu, powtarzając w myślach wypowiedziane przez niego słowa. - A może to kwestia tradycji?
Lubiła mówić o domu, o rodzinnych stronach. Lasy otaczające jej wieś były naprawdę piękne, przesiąknięte pradawną magią oraz zaklęciami, o których współczesny świat dawno zapomniał. Widok z fiordów natomiast w towarzystwie morskiej bryzy zapierał dech w piersiach. Czy dla anglików spanie nagrobkach brzmiało dziwnie? Mówiąc to w ich języku, odniosła takie wrażenie.
- Jak planujesz dalej czarować pół wile, zamiast ona Ciebie, to śmiało. - odwzajemniła uśmiech z brutalną szczerością, puszczając mu przy okazji oczko i ruchem głowy zgarniając jasne pukle na plecy, a następnie przymknęła powieki, czując, jak ciało kieruje się ku obrotowi.
- Tak. Byłeś tam? - dopytała z ciekawością na jego zainteresowanie miejscem jej pochodzenia, zanim złapała równowagę i znów była naprzeciw niego, wyłapując jeszcze ruch podbródka. - Z dynią? Zniesiesz to?
Brzmiała poważnie, chociaż rozbawienie trudno było jej ukryć. Kiwnęła tylko głową, zatrzymując się i rozglądając dookoła, złapała go za rękę, tym razem przejmując dowodzenie i ciągnąć go w stronę straganów.
- Może mają mięso? Albo ryby? Czy naprawdę nawet mięso jest dyniowe?
Zmarszczyła brwi w zaniepokojeniu, łapiąc głębszy oddech po wyjściu z parkietowego tłumu, gdzie zapach perfum i ilość ludzi dookoła była odrobinę przytłaczająca. Przesunęła spojrzeniem po stragach. Nawet jeśli wszystko było roślinne, wyglądało naprawdę ładnie. - A Ty dasz się namówić na piwo?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Darren Shaw

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 184cm
Galeony : 550
Dodatkowo : Prefekt
  Liczba postów : 702
https://www.czarodzieje.org/t18607-darren-shaw
https://www.czarodzieje.org/t18609-skrzynka-darrena#532211
https://www.czarodzieje.org/t18610-darren-shaw#532213
https://www.czarodzieje.org/t18608-darren-shaw#532138
https://www.czarodzieje.org/t18612-dziennik-darren-shaw#532281
Nad Jeziorem - Page 40 QzgSDG8




Gracz




Nad Jeziorem - Page 40 Empty


PisanieNad Jeziorem - Page 40 Empty Re: Nad Jeziorem  Nad Jeziorem - Page 40 EmptySro Lis 11 2020, 22:10;

Darren pokręcił głową. Jeśli na Gwiazdkę baranina wychodziła mu uszami, to podczas Nocy Duchów nie mógł patrzeć już na nic, co miało w sobie choć trochę dyni - nawet jeśli były to żelki w kształcie tego warzywa. Zresztą - na temat kulinariów i tak nie miał za wiele do powiedzenia. Wiedział, że wiele osób w Hogwarcie uważało gotowanie za pełnoprawną dziedzinę magii, jednak Shaw nie podzielał tego sentymentu i wolał nie zaglądać na zajęcia z tego przedmiotu jeśli nie był do tego absolutnie zmuszony.
Jeśli chodzi zaś o to, czy Krukon bał się półwili - ciężko było nazwać to "strachem". Był po prostu przezorny i ostrożny - równie dobrze Astrid mogłaby posądzać go to że boi się latać na miotle, bo zakładał ochraniacze kiedy fruwał po boisku podczas meczu quidditcha. Już na pierwszy rzut oka był to wniosek całkowicie pozbawiony logiki - choć Darren zdążył się już spodziewać głównie takich po dziewczynie, której obecnie najwyraźniej największym marzeniem była przechadzka po Zakazanym Lesie z toporkiem w dłoni.
Słysząc znowu swoje przezwisko Shaw przewrócił oczami.
- Mogłem zostać dalej Shrekiem, bardziej pasowałoby do "potworka" - jęknął, po czym rozejrzał się po przebraniach innych studentów. Niestety, zielonego ogra nigdzie nie widział - chociaż mignął mu potwór doktora Frankensteina, którym tak naprawdę był podczas jarmarku w Hogsmeade Darren, nawet jeśli ubzdurał sobie że był Shrekiem.
- Nie, nie, to nie znaczy że tańczę czterdzieści lat, tylko że kroki są sprzed tylu lat - żachnął się Krukon tonem dziwnie bojowym jak na rozmowę na temat tanecznych pląsów z kolorowych lat osiemdziesiątych. Po chwili jednak rozluźnił się i pokręcił głową z delikatnym uśmiechem - Nigdy mi się nie zdarzyło być w Norwegii, ale słyszałem na razie... hmpf... - zrobił krótką pauzę - ...wiele dobrego.
Na kolejne pytanie Astrid prefekt wyciągnął szyję i przyjrzał się dokładnie przygotowanym smakołykom - przy okazji sycząc jakieś niedbałe przeprosiny co najmniej dwa razy, kiedy jego stopa wylądowała niebezpiecznie blisko palców Gryfonki. W końcu zaprzestał prób spoglądania ponad głowami tłumu na parkiecie i spojrzał na półwilę.
- Dynie, dynie, dynie - westchnął - Chyba tylko muffinki nie są z tego szajsu... to znaczy, z dyni.
Pytanie o piwo zbiło nieco Darrena z tropu. Co prawda obiecał jej wypad, ale do Hogsmeade, bo picie na terenie zamku było przecież surowo zabronione. Z drugiej strony...
Shaw przewrócił oczami, łapiąc za losową przekąskę z którejś z przelatujących tacek. Okazało się, że trafił na dyniowy pasztecik. Westchnął głośno i wgryzł się weń, prowadząc ze sobą wciąż wewnętrzną walkę.
- Dziwna sprawa - odezwał się do Astrid, łapiąc za kilka butelek dyniowego soku - Napadł mnie właśnie nagły przypadek głuchoty, uwierzysz? - spojrzał na nią surowo, łapiąc za rękę i prowadząc w stronę jeziora - Łowicie jabłka w Norwegii, czy przy takich okazjach w zęby chwytacie łososie? - spytał ją, wskazując na taflę jeziora wypełnioną dryfującymi owocami i dwuosobowymi łódkami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Aleksandra Krawczyk

Student Hufflepuff
Rok Nauki : I
Wiek : 18
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 162cm
C. szczególne : Podłużna blizna przy prawym obojczyku; tatuaż z runą Algiz z prawej strony żeber.
Galeony : 585
  Liczba postów : 739
https://www.czarodzieje.org/t18582-alexandra-krawczyk
https://www.czarodzieje.org/t18589-aleksandra-krawczyk
https://www.czarodzieje.org/t18583-aleksandra-krawczyk
https://www.czarodzieje.org/t19009-aleksandra-krawczyk-dziennik#
Nad Jeziorem - Page 40 QzgSDG8




Gracz




Nad Jeziorem - Page 40 Empty


PisanieNad Jeziorem - Page 40 Empty Re: Nad Jeziorem  Nad Jeziorem - Page 40 EmptySro Lis 11 2020, 23:36;

Bale organizowane przez szkołę zawsze należały do tych wywołujących efekt "wow". Tym razem także nie było inaczej i choć mogłoby się wydawać, że organizacja imprezy na zewnątrz o tej porze roku będzie mocno utrudniona, to jednak wszystko wydawało się być dopięte na ostatni guzik, a przynajmniej takie odniosła wrażenie, kiedy rozglądała się po przyjeziornych terenach. Nie było zimno, a dzięki latającym nad ich głowami dyniom mieli też stałe źródło światła, które dodatkowo mogli regulować na własne życzenie, jak się okazało. Naprawdę, dopiero co przyszli, a jej już się strasznie podobało, choć zapewne jeszcze nie zdążyła zobaczyć wszystkiego.
Cydr, po który sięgnęli na dobry początek miał tak nieziemski zapach jabłek i korzennych przypraw, że aż zakręciło jej się od niego trochę w głowie, ale dzielnie trwała w przekonaniu, że to ktoś ją szturchnął od tyłu i dlatego musiała mocniej przytrzymać się ramienia Willa. Nie próbowała się wyswobodzić, kiedy przyciągnął ją bliżej siebie, bo po pierwsze dzięki temu szanse na wywalenie się malały praktycznie do zera, a po drugie... no, nie miała nic przeciwko takiemu zmniejszeniu dystansu między nimi, a nawet wręcz przeciwnie, z oczywistego chyba powodu.
- Ha ha, rzeczywiście bardzo śmieszne - rzuciła sarkastycznie, wywracając przy tym oczami i upewniając się, że to widział. Nie jej wina, że na tę jedną chwilę ziemia zafalowała pod jej nogami! Coś ewidentnie musiało być z tym cydrem. Alkohol z racji uczestnictwa w balu młodszych, niepełnoletnich uczniów nie wchodził w grę (poza tym to była szkoła, więc raczej i tak by się nie pojawił), ale z drugiej strony może któryś ze studentów uznał, że trzeba nieco poprawić smak napoju, choć w to nie chciało jej się wierzyć, bo wokół kręcili się nauczyciele i z pewnością zauważyliby jakieś podejrzane zachowanie. W każdym razie nie miała wątpliwości, że nie był to takie najzwyczajniejszy w świecie cydr. - Dobrze, że ty nie masz problemów z utrzymaniem równowagi - dodała jeszcze z figlarnymi iskierkami w oczach i półuśmiechem. Dosłownie moment później usłyszała, jak ktoś wypowiada, a nawet śmiało można powiedzieć, że wykrzykuje jej nazwisko i wcale nie potrzebowała wiele czasu, aby rozpoznać ten głos. Bez problemów udało jej się też namierzyć owego osobnika. - Kto go tam wpuścił? - roześmiała się, nie oczekując odpowiedzi na to pytanie. Solberg na scenie, tego to chyba jeszcze nie było. Musiała jednak przyznać, że wybór repertuaru i magicznie zmodyfikowany głos fajnie się połączyły, choć nie podziwiała całego jego występu. Nie zareagowała co prawda od razu, kiedy poczuła jak Will mocniej ją objął, ale po odwróceniu głowy w jego stronę rozbawienie szybko ustąpiło miejsca najpierw lekkiej dezorientacji, a następnie zmartwieniu.
- Will? Co się dzieje? - spytała, przyglądając mu się ze zmarszczonymi brwiami. Widziała, że coś jest nie tak, ale nie miała pojęcia co, bo przecież nie chodziło raczej o Solberga i jego wygłupy na scenie. - Matko, jesteś cały spięty - stwierdziła cicho, wyraźnie zaniepokojona jego stanem. Takie bezczynne stanie było okropne i powoli budziło się w niej uczucie bezsilności, ale kompletnie nie wiedziała co powinna zrobić i czy w ogóle coś powinna. - Źle się czujesz? Potrzebujesz pomocy? Zobaczyłeś kogoś, kogo nie lubisz? - Pytania same z niej wypłynęły i aż na to jęknęła, bo jakoś nie wydawało jej się, żeby miało to w jakikolwiek sposób pomóc chłopakowi.

@William S. Fitzgerald
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Talia L. Vries

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 27
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 172cm
C. szczególne : Wisiorek z wiecznie kwitnącym, pachnącym asfodelusem.
Galeony : 97
  Liczba postów : 376
https://www.czarodzieje.org/t17535-talia-l-vries?highlight=talia+l++vries
https://www.czarodzieje.org/t17559-skrzynka-pocztowa-talii#492366
https://www.czarodzieje.org/t17558-talia-l-vries?highlight=talia+l++vries
https://www.czarodzieje.org/t17553-talia-l-vries?highlight=talia+l++vries
Nad Jeziorem - Page 40 QzgSDG8




Gracz




Nad Jeziorem - Page 40 Empty


PisanieNad Jeziorem - Page 40 Empty Re: Nad Jeziorem  Nad Jeziorem - Page 40 EmptyCzw Lis 12 2020, 02:11;

Zwyczajność.

Pragnęła uciec w jej objęcia, niczym w ramiona stęsknionego kochanka. Z trudem przychodziło jej teraz zrozumienie, jakim cudem ludzie mają w nawyku nią pogardzać, uciekać od niej i odrzucać jej słodkość – cudownie nijaką, nudną i nużącą, która jest jak bezpieczna przystań po bardzo długiej podróży.

Ona z takowej podróży właśnie wróciła. Na krótki, urwany z intensywnych miesięcy moment. Gdyby znała opowieść o kopciuszku, pewnie odnalazłaby w niej pewne odniesienia do siebie; kilka magicznych godzin skradzionych z trudnej, przytłaczającej codzienności. Tylko gdy jedna chciała wyrwać się w szalony, ekscytujący świat, Talia raczej marzyła o rutynie, o braku szczególności, dniach osłoniętych całunem szarości. O czasach, których się na dłuższą metę nie zapamięta, bo zlewają się one w całość, tworząc istną czarną dziurę. Skąd to pragnienie? Może stąd, że każdy baczny obserwator mógł bez mrugnięcia okiem stwierdzić, że nastały czasy szczególnie trudne. Kipiące swoją brutalnością i niezrozumieniem, zatargami i tworzącymi się coraz wyraźniej podziałami. A tam, gdzie się paliło, zawsze musiała być ona – gotowa do tego, by ugasić ogień, nawet jeśli musiałaby walczyć z pożogą trzymając w dłoni kubek z wodą. Do Ministerstwa wciąż napływały zgłoszenia: napady, groźby, zniszczenia mienia, otrucia, porwania… i próby morderstw. W tym to jedno, które wciąż miała pod powiekami, za każdym razem gdy zamykała oczy. Wyraźna, ostra czerwień. Lepka maź na dłoniach. Nasiąknięte krwią skórzane buty. Krzyk, który odbijał się echem po jej głowie. I ten ból, który -

Stop, koniec. Może naprawdę się do tego nie nadawała. A może to właśnie jej wrażliwość sprawiała, że w aurorskich kręgach miała utartą pozycję. W końcu szło za nią wielkie oddanie.

Wyjście na bal zdawało się jej być tak trywialną, zwyczajną decyzją; cudownie wyrwaną z kontekstu, niepasującą do poprzedzających ją wydarzeń. Niczym rzeczywisty sen. Czerń pasowała jej do dzisiejszego wieczoru. Nie bawiła się jednak w żadne kostiumy – może gdyby miała czas, może gdyby nie zdecydowała się na udział w ostatniej chwili… ale klamka zapadła, a ona została z tym, co znalazła w starej szafie (dzięki Merlinowi, że babka wciąż wierzyła w to, że Talia w końcu podąży w arystokrackie ślady, na wszelki wypadek wyposażając ją w najnowsze kreacje, które wyszły spod małych, francuskich rączek ekstrawaganckich szwaczek).

Delektowała się tym cudownym, świeżym i zaskakująco ciepłym powietrzem, które przesuwało się po odsłoniętych fragmentach jej skóry, jednocześnie maskując jego zapach papierosowym dymem. Dziś, do pełni szczęścia, brakowało jej kogoś. Kogokolwiek. Oderwała wzrok od zamku, który malował się na horyzoncie – a raczej światła w oknach, które wyglądały jak świetliki na nocnym niebie, rozglądając się dookoła siebie. Cmoknęła niezadowolona, przesuwając spojrzeniem po uczestnikach imprezy. Miała nadzieję, że grono absolwentów będzie chociaż ciut większe, że gdzieś zobaczy te pizdeczki z jej szkolnych lat - pewnie jednak uwiązane były do kołysek, kubków wypełnionych pół na pół herbatą z whisky oraz do mężów, przy których dochodziły jedynie do wniosku, że nie tak wyobrażały sobie swoje życie. Oczywiście wyolbrzymiała, nie było już w niej tej goryczy, ale przebywanie na terenie zamku, pozwalało szkolnym wspomnieniom przebić się wprost do świadomości. Dziwne, pomyślała, jak wiele się zmieniło. Lia z przeszłości, obecnej Talii nierówna - za to bardzo teraz nieznajoma i niezrozumiała.

Zaciągnęła się i wypuściła spomiędzy pomalowanych warg dym. Muzyka grała gdzieś obok, a wiatr wciąż był jej nierozłącznym towarzyszem w tym naparstku zwyczajności.


@Dev Levitt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Lucia S. Ritcher

Mieszkaniec Londynu
Rok Nauki : II
Wiek : 20
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 175 cm
C. szczególne : piegi
Galeony : 196
  Liczba postów : 233
https://www.czarodzieje.org/t17072-lucia-s-ritcher
https://www.czarodzieje.org/t17074-little-devil#476651
https://www.czarodzieje.org/t17073-lucia-s-ritcher
Nad Jeziorem - Page 40 QzgSDG8




Gracz




Nad Jeziorem - Page 40 Empty


PisanieNad Jeziorem - Page 40 Empty Re: Nad Jeziorem  Nad Jeziorem - Page 40 EmptyCzw Lis 12 2020, 18:20;

Rozglądając się, nie wiedziała, na czym powinna zawiesić oko. Wszystkiego było za dużo. Ludzi, śmiechu, atrakcji... Nie udało jej się skupić uwagi na jednej rzeczy, ciągle coś stawało jej na drodze. Przeważnie uczucie, irracjonalne, niespotykane nigdy dotąd w takiej skali. Spojrzała w dół, na cydr, który trzymała jeszcze w dłoni i który musiał być odpowiedzialny za jej aktualny stan. Czuła się tak, jakby z niemocy zaraz miała tupnąć nogą. Jak dziecko. Doskonałe określenie, szczególnie że właśnie tym była w tym przebraniu. Dzieckiem, które za zamkniętymi drzwiami przybiera coś, czego nie powinno... Zakazany owoc, a smakowanie go przecież tak do niej pasowało.
Podskoczyła, chociaż w normalnych warunkach nie byłaby tak poddenerwowana. Nawet nie chodziło o to, że miała być czym. Nie była zagubiona, doskonale wiedziała, gdzie jest jej miejsce... A jednak jej serce zabiło cztery razy szybciej niż normalnie. W innych warunkach uśmiechnęłaby się szeroko i skomentowała fakt, że kazał jej na siebie czekać. Teraz spoglądała na niego szeroko otwartymi oczami, z lekko rozchylonymi ustami.
Przez sekundę tylko się w niego wpatrywała, aby po chwili bezceremonialnie go objąć. Uniosła się na palcach, ściskając go trochę za szybko i trochę za mocno. Odsunęła się, przypominając sobie o potencjalnym towarzyszu chłopaka, o którym przecież wspomniała w liście. Jej serce wciąż biło, teraz jednak z innego powodu. Nie kontrolowała się. I poczuła się jak zwykły śmiertelnik.-Wszystko, co tylko zapragniemy.-Powiedziała z szerokim uśmiechem, jakby jej chwilowego opętania wcale nie było. Jakby nie była przerażoną wizją siebie w tym stroju i tego, co reprezentował. Pretensje to ostatnie, czym zaprzątała swoje myśli. Przekrzywiła lekko głowę i dopiero teraz przyjrzała się jego strojowi, chociaż jej uwagę przykuł bardziej makijaż. Bardzo wiele niepokojących rzeczy kojarzy jej się z tym konkretnym obrazem.-Byłam pewna, że tutaj przyjdziesz. Nie przejmuj się.-Machnęła lekceważąco dłonią i dopiero wtedy dostrzegła wychylającego się węża. Próbowała powstrzymać uśmiech przez zagryzienie dolnej wargi. Byli niesamowitym połączeniem i nawet ten przeklęty cydr nie mógł tego zmienić.
Na pewno poczuł na sobie jej sceptyczne spojrzenie, wzbogacone mocnym makijażem. I chociaż wciąż czuła niecodzienny dyskomfort oraz zagubienie, nie miała najmniejszego problemu w wyciągnięciu dłoni. Już raz użyczała swojej ręki wężowi, nie pamięta, aby było to nieprzyjemne uczucie. Powiedziałaby, że niecodzienne, trochę podniecające. Czy stanowiło to ryzyko? To pytanie dla niej nie istniało.-Cudownie. Mam mnóstwo zakamarków, do których może się schować.-Zaśmiała się i wyciągnęła dłoń w kierunku Proximy, czekając, aż wąż zmieni swoje miejsce. W momencie, w którym łuski zetknęły się z jej nagą skórą, dreszcz przeszedł przez jej ramię aż do kręgosłupa. Kiedy już przestała przyzwyczajać się do nowego kompana, podniosła wzrok na Shawna.-I zaryzykujemy własnym życiem? Cudownie.-Uśmiech powoli rozchodził się po jej twarzy, spokojnie, jakby musiała przyzwyczaić skórę do tego napięcia. Ruszyła w kierunku stołów, odkładając swój cydr na bok, jakby nie mogła już dłużej na niego patrzeć. Miała nadzieję, że ten stan nie potrwa długo... Nieważne w jakim stanie upojenia, zawsze czuła się sobą.
-Wybierz dla mnie truciznę.-Powiedziała spokojnie, przyglądając się każdej potrawie z osobna. Wyglądały normalnie, wręcz nijako. Podniosła spojrzenie na chłopaka, ciekawa jego wyboru. Czy faktycznie coś im się stanie? Ten rodzaj niewiedzy był ekscytujący, jeszcze bardziej, że nie robiła tego sama.

@Shawn A. McKellen II
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Ignacy Mościcki

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 180cm
C. szczególne : Blizna na prawym policzku sięgająca do podbródka oraz oczy, które wyglądają jakby były lekko podbite
Galeony : 226
Dodatkowo : Prefekt
  Liczba postów : 658
https://www.czarodzieje.org/t19336-ignacy-moscicki
https://www.czarodzieje.org/t19357-ignacy
https://www.czarodzieje.org/t19358-ignas
https://www.czarodzieje.org/t19338-ignacy-moscicki#571456
https://www.czarodzieje.org/t19360-ignacy-moscicki-dziennik#5719
Nad Jeziorem - Page 40 QzgSDG8




Gracz




Nad Jeziorem - Page 40 Empty


PisanieNad Jeziorem - Page 40 Empty Re: Nad Jeziorem  Nad Jeziorem - Page 40 EmptyPią Lis 13 2020, 15:00;

Cóż, może faktycznie młody puchon miał na celu zorganizowanie czegoś w rodzaju marszu wstydu, aby w ten sposób przestrzec Cassiana przez tym, jak może się skończyć nadmierne zadzieranie z nim poprzez mieszanie mu w głowie swoimi sprzecznymi gestami. Wiedział, że chłopak nie wyrwie mu się podczas tego małego spaceru przede wszystkim przez to, że nie będzie chciał zwracać na siebie niepotrzebnej uwagi, której już i tak unikał. Jak to mówią, najlepiej jest ukryć się na widoku, więc i oni nie przykuwali jakoś wybitnie oczu pozostałych uczestników zabawy.
Widząc minę szkota, gdy pozbawił go możliwości wpakowania w siebie pierwszej z zapewne wielu tego wieczora przekąsek, parsknął cichym śmiechem. Zauważył wprawdzie to, że Beaumont zesztywniał nieco, gdy zaczął poprawiać jego koszulę, jednak nie zwrócił na to wielkiej uwagi. A może raczej starał się nie okazywać, że to umknęło to jego oczom. Poprawiając po raz ostatni poły koszuli towarzysza, niby przypadek zahaczył palcami o odsłonięty fragment jego klatki piersiowej, nie przerywając jednak czynności, jaką było doprowadzanie jego ubioru do względnego porządku.
Muszę przyznać, że takiej reakcji się nie spodziewałem – parsknął, lekko zdezorientowany tonem głosu swojego partnera. – Staram się pomóc ci się nieco zrelaksować po tym całym pierdol... chaosie związanym z ostatnimi wydarzeniami, aty od razu kwestionujesz moje zdrowie psychiczne? Nie uważasz, że to trochę niegrzeczne?
Ignacy zmierzył go wzrokiem, opierając się jednocześnie o stolik, jednak trudno było nie zauważyć tego, że jego uśmiech minimalnie przygasł, jakby nagle nawiedziły go jakieś negatywne myśli. Czy naprawdę kwaśne słówka i sarkastyczne komentarze, którymi rzucał mimochodem na prawo i lewo w połączeniu z okazjonalnym wytykaniem mankamentów w zachowaniu spowodowały, że Cassian miał teraz w głowie całkowicie skrzywiony obraz jego osoby? A co jeśli było tak źle, że nawet nie zwrócił uwagi na ten prosty akt dobroci z jego strony?
Może powinienem nad tym popracować?, pomyślał, jednak to zwątpienie zniknęło równie szybko, jak się pojawiło. Zmarszczył nieco brwi. Miał wrażenie, że zamiast pogrążać się w swoich rozważaniach, jak to miał w zwyczaju, po prostu pozwalał im odejść, nie zwracając na nie zbytniej uwagi. Zamiast tego, jego usta wykrzywiły nieświadomie w lekkim uśmiechu. Nie czuł się spięty czy znudzony tym, co się działo wokół niego. Wręcz przeciwnie, był zadowolony z tego, czy tu jest i po prostu było mu dobrze. Nawet lepiej niż dobrze. Wręcz nie mógł się doczekać, co jeszcze może im przynieść ten wieczór.
Powinieneś tego spróbować – stwierdził bez mrugnięcia okiem, sięgając na pobliską tacę z małymi babeczkami z motywem Gryffindoru. Zupełnym przypadkiem. – Może wyzwolą w tobie lwa, Beaumont.
Uniósł jedną brew w górę w rozbrajającym geście. Skoro już się zgodził tutaj przyjść, to równie dobrze mógł się postarać, aby jego młodszy towarzysz spędził miło czas, jak jego rówieśnicy. Biorąc pod uwagę, że gryfon tak się wszystkim zamartwiał, a w samym epicentrum tego stresu były egzaminy, to zasłużył na to, aby wykorzystać tę okazję do relaksu, która zapewne nie zdarzy się ponownie zbyt szybko.

@Cassian H. Beaumont
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


William S. Fitzgerald

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 18
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 183,5 cm
C. szczególne : czupryna ognistorudych i pozostających zwykle w artystycznym nieładzie włosów | gęste brwi | tatuaże: motyw quidditchowy na lewym ramieniu, czaszka wężna na prawej piersi i runa Algiz po wewnętrznej stronie lewego przedramienia
Galeony : 1730
  Liczba postów : 1025
https://www.czarodzieje.org/t17623-william-s-fitzgerald#494556
https://www.czarodzieje.org/t17645-ulisses#495903
https://www.czarodzieje.org/t18851-fitzgerald-company#541760
https://www.czarodzieje.org/t17635-william-s-fitzgerald#495526
https://www.czarodzieje.org/t19423-william-s-fitzgerald-dziennik
Nad Jeziorem - Page 40 QzgSDG8




Gracz




Nad Jeziorem - Page 40 Empty


PisanieNad Jeziorem - Page 40 Empty Re: Nad Jeziorem  Nad Jeziorem - Page 40 EmptySob Lis 14 2020, 02:16;

Cydr: 5, czyli czuję się dziwnie i nieswojo [2/2]

  Na jej sarkastyczną uwagę i towarzyszące temu teatralne wywrócenie oczami odpowiedział jedynie szerszym wyszczerzem oraz nieco wymownym ruchem brwi, nie kryjąc przy tym w ogóle swojego rozbawienia.
  — Któreś z nas dwojga w końcu musi — odparł z kolei na słowa o równowadze i uśmiechnął się zawadiacko, by następnie nachylić się w jej stronę i musnąć krótko jej wargi, bo przy tej bliskości trudno było mu się oprzeć, jeszcze nim sam zdecydował się skosztować cydrowego grzańca. Nie da się ukryć, że to bez dwóch zdań nie był zwyczajny cydr i nawet jeśli faktycznie nie było w nim ani krzty alkoholu, to i tak miał jakiś wpływ, mniej lub bardziej przyjemny.
  W jego przypadku zdecydowanie mniej.
  Krótkotrwałe problemy z błędnikiem i falująca pod stopami ziemia wydawały się czymś bardzo trywialnym w porównaniu do tego bad tripa czy co to właściwie było, który go spotkał. Niczego innego nie pił ani nie jadł, więc jedynym podejrzanym był ten jabłkowo-korzenny napitek, co trochę nie miało sensu. Nie dopił go jednak do końca, odstawiając gdzieś na bok, jakby w obawie, że może to wydłużyć tą dziwaczną fazę. Ślizgon skupił w końcu swoje nieco błędne spojrzenie na twarzy Aleksandry, gdy tylko dobiegł go jej głos; w tym momencie mogła jeszcze wyraźniej zauważyć, że coś jest nie tak. Początkowo nie udzielił jej żadnej odpowiedzi, jedynie kręcąc przecząco głową, bo… sam sobie zadawał to pytanie i wciąż za nic nie potrafił tego sensownie wyjaśnić.
  — Nie wiem, nie potrafię tego wytłumaczyć, po prostu… — urwał i zmarszczył brwi, szukając w myślach słów, które najdokładniej oddałyby co teraz odczuwał. — … czuję się dziwnie nieswojo? Wiem, że to głupie, nie mam do tego żadnego powodu, ale nie potrafię się oprzeć wrażeniu, jakbym miał jakąś burzową chmurę nad głową czy coś w tym rodzaju. — Westchnął, bo w jego uszach to wszystko brzmiało wprost niedorzecznie, wolną dłonią przeczesując sobie czuprynę i całkowicie tym samym burząc starannie ułożoną fryzurę. Zaraz po tym objął ją i przyciągnął jeszcze nieco bliżej siebie, zanurzając twarz we włosach dziewczyny i cicho przy tym mrucząc: — Wydaje mi się jednak, że to zaraz powinno minąć.
  A przynajmniej taką miał nadzieję, bo już było jakby troszeczkę lepiej niż w pierwszym momencie, nie był też już aż tak bardzo spięty, choć to nieznośne i niewytłumaczalne uczucie niepokoju wciąż go męczyło. Naprawdę liczył na to, że nie będzie się go to trzymało do końca wieczoru, bo zależało mu na, żeby to wspólne wyjście było udane i żeby oboje dobrze się bawili, a przy takich jazdach to chyba trochę średnio możliwe. Zupełnie nie zwracał w tym momencie uwagi na otoczenie, koncentrując się w pełni na Puchonce.

@Aleksandra Krawczyk
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Wiktor Krawczyk

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : V
Wiek : 14
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 160cm
C. szczególne : Rude włosy, centymetrowa blizna na udzie w kształcie smoka.Na policzkach i nosie ma piegi, które według rodzeństwa dodają mu uroku.Na lewym ramieniu zawsze przesiaduje pufek.
Galeony : 294
  Liczba postów : 138
https://www.czarodzieje.org/t18845-wiktor-iwan-krawczyk
https://www.czarodzieje.org/t19010-irys-wik#547591
https://www.czarodzieje.org/t18897-wiktor-iwan-krawczyk#543748
Nad Jeziorem - Page 40 QzgSDG8




Gracz




Nad Jeziorem - Page 40 Empty


PisanieNad Jeziorem - Page 40 Empty Re: Nad Jeziorem  Nad Jeziorem - Page 40 EmptySob Lis 14 2020, 10:33;

Rudzielec po wypiciu słodkiego napoju pochwycił piernikowego borsuka  i połknął ją w całości.
Jeszcze  tyle rzeczy trzeba zrobić!  Oczywiście wszystko zawsze było na Puchona głowie, gdyż inni woleli marzyć o niebieskich migdałach. Wiktor przyglądając się bawiącym uczniom postanowił ponownie złapać jabłko lecz średnio mu to wychodziło. Żałośnie, tak żałośnie!
-Nie, ale zawsze może być ten pierwszy raz. - wypił ostatni łyk soku.
Po co tutaj przyszedł? Co powinien robić?

JABŁKA:2/2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Violetta Strauss

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 168cm
C. szczególne : niema, blizny na palcach i wierzchu lewej dłoni oraz niegojąca się rana biegnąca w poprzek jej wnętrza, blizna na łydce po ugryzieniu inferiusa, tatuaż z runą algiz na wnętrzu lewego nadgarstka
Galeony : 856
  Liczba postów : 2389
https://www.czarodzieje.org/t17878-violetta-strauss#504731
https://www.czarodzieje.org/t17893-viola#505013
https://www.czarodzieje.org/t17889-violka#504934
https://www.czarodzieje.org/t17884-violetta-strauss#504822
https://www.czarodzieje.org/t18567-violetta-strauss-dziennik#529
Nad Jeziorem - Page 40 QzgSDG8




Gracz




Nad Jeziorem - Page 40 Empty


PisanieNad Jeziorem - Page 40 Empty Re: Nad Jeziorem  Nad Jeziorem - Page 40 EmptyNie Lis 15 2020, 01:31;

Cóż całkiem prawdopodobne było to, że w pewnym momencie po prostu przeniosą się gdzie indziej i będą świętowały to na swój sposób, bo oczywiście może i wokół było sporo różnych atrakcji, ale nie wszystkie przypadły jej do gustu i zdecydowanie wolałaby spędzić ten czas w jakimś innym miejscu. Choćby miały to być jedynie ściany jej własnego pokoju, po których przemykałyby tajemnicze cienie, a na parapecie tliłyby się zapalone świece.
Nie miała nic przeciwko temu, by Puchonka trzymała się blisko niej. I faktycznie mogłaby jedynie zaświadczyć o tym jak niepraktyczne były podobne suknie. Choć dla niej właściwie większość sukni była niepraktyczna. Dużo lepiej czuła się w wygodniejszych zupełnie inaczej skrojonych ubraniach.
Miała nadzieję, że powstały wskutek wypicia dawki cydru rumieniec dosyć szybko zniknie z jej lica. Nie mogła go kontrolować i to nieco ją drażniło. Jak naprawdę wiele rzeczy ostatnio. Starała się jednak nie zwracać na to większej uwagi i zachowywać się w miarę naturalnie.
Faktycznie mogła jedynie przytaknąć na to, że okolice jeziora wyglądały naprawdę wspaniale, a dochodzące z daleka odgłosy imprezy odbijające się od powierzchni wody nadawały tej scenerii wyjątkowego charakteru. W zasadzie gdyby nie było tak zimno z chęcią jeden dzień spędziłaby wypływając na sam środek jeziora wykradzioną z hangaru łodzią, by położyć się na jej dnie i pogrążyć w lekturze jednej z książek. Z pewnością musiało to być naprawdę cudowne uczucie.
Kły faktycznie się przydały i ułatwiły jej nieco całe to zadanie.
Niestety próba wyłowienia jabłka w wykonaniu Nancy nie poszła już tak łatwo. Krukonka mogła jedynie obserwować jak ta wpada do wody. Violetta automatycznie przysunęła się bliżej krawędzi tratwy i wkrótce mogła odetchnąć, gdy tylko zauważyła jak Puchonka wyłania się z odmętów jeziora. Niemal automatycznie wyciągnęła ręce w jej kierunku, pomagając jej się wdrapać z powrotem na dryfujący kawałek drewna. Uśmiechnęła się z rozbawieniem na jej komentarz i sięgnęła do swojej różdżki, by rzucić szybkie zaklęcie osuszające i rozgrzewające. Miała nadzieję że tyle wystarczy choć dla pewności otoczyła jeszcze na chwilę dziewczynę ramieniem i przyciągnęła bliżej siebie. Może i wyczarowane ciepło wystarczyło, ale Strauss była naprawdę skora do tego, by podzielić się własnym.

@Nancy A. Williams
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Dev Levitt

Nauczyciel
Wiek : 46
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 657
Dodatkowo : hipnoza, legilimencja i oklumencja
  Liczba postów : 179
http://czarodzieje.org/t10914-dev-levitt#298334
http://czarodzieje.org/t10917-sowka-isa#298419
http://czarodzieje.org/t10918-40-lat-minelo-v#298421
http://czarodzieje.org/t10915-dev-levitt#298383
Nad Jeziorem - Page 40 QzgSDG8




Gracz




Nad Jeziorem - Page 40 Empty


PisanieNad Jeziorem - Page 40 Empty Re: Nad Jeziorem  Nad Jeziorem - Page 40 EmptyNie Lis 15 2020, 03:45;

Impreza wydawała się powoli chylić ku końcowi, lecz wtedy pojawił się on, cały na czarno.

W ręku dzierżył otwartą butelkę czerwonego wina, a jego krok wydawał się co najmniej dziwny. Utykał, jakby potrzebował laski do wspierania swojego chodu. Chociaż mógł też być "lekko" wstawiony. Ledwo pozbierał się po incydencie w katedrze kryształowych kul, a już wieczorem był na wydarzeniu organizowanym przez szkołę. W wielu miejscach na ciele nadal odczuwał ból, lecz właśnie po to był mu potrzebny jego ulubiony znieczulacz - alkohol. Gdyby nie fakt, że owe wydarzenie jest swego rodzaju maskaradą i dzięki temu woźny ma na sobie maskę śmierciożercy, to byłoby widać jego obitą twarz, która jeszcze kilka godzin wcześniej ociekała krwią. Czarne ubranie również powinno skryć w cieniu nocy wszystkie inne ewentualne krwawienia, jeśli któraś z ran przypadkowo by się otworzyła.

Dzisiaj jest halloweenowy bal. Dev zjawił się na ostatnią chwilę, ponieważ informacja o tej imprezie dotarła do niego dość późno, niemal przypadkiem, kiedy po drodze do kanciapy znalazł w kącie korytarza ulotkę. Był przekonany, że w tym roku zorganizują coś wielkiego. W końcu kto ma obchodzić należycie ten zwyczaj, jak nie czarodzieje? Zawsze w tę noc wszyscy przebierali się za jakieś straszydła i szli podbijać ulice w poszukiwaniu słodyczy lub w przypadku tych, co nie są łasuchami pozostawało płatanie innym figlów. Mężczyzna zdecydowanie należał do tej drugiej grupy. Może tej nocy będzie okazja, żeby sprawdzić się w tej roli? Dopiero docierając na miejsce dostał odpowiedź na to pytanie. Było tutaj nieziemsko spokojnie. Ludzie kłębili się w małych grupkach, w tle słychać było jakieś śpiewy, ktoś tam coś majstrował przy jeziorze. Liczba atrakcji było dość... ograniczona. Nie opuszczało go przeświadczenie, że można było wymyślić wiele ciekawych aktywności związanych z halloween, które angażowałyby wszystkich uczestników. Coś, co nawet mogłoby przestraszyć większość zebranych. Może po prostu spóźnił na to i ominęło go najlepsze? Sam chciał ich wszystkich wystraszyć, żeby w końcu kurwa zaczęli się bawić, jak na bal przystało. Nie mógł jednak zbytnio szaleć przy tak wielkiej widowni. Westchnął tylko głęboko, rozglądając się ukradkiem po okolicy w poszukiwaniu ciekawego zajęcia. Padło na miejsce, z którego dochodził śpiew - przynajmniej tam mogła go czekać jakaś namiastka imprezy. Poza tym, coś go tam ciągnęło i chciał się przekonać, co to takiego.

Docierając do mniejszej sceny dostrzegł śpiewającą osobę, która porwała tłum swoją energiczną piosenką. Wyglądem przypominała japonkę, co przykuło jego uwagę, ale to właściwie jej śpiew ciągnął go bliżej do sceny. Czuł się niemal... hipnotyzowany. Co prawda nie była to hipnoza, którą on stosował i której kiedyś był poddawany, lecz mimo to nie był w stanie oderwać od niej oczu. Co to za czary? - zastanowił się i zanim się obejrzał był dosłownie pod sceną. W tym momencie piosenka się skończyła, a urok prysnął. Nim zdążył się stamtąd usunąć zaczepiła go jakaś mumia, namawiając do karaoke i obiecując, że każdy dostanie za udział nagrodę. Wstawionego Levitta nie trzeba było długo namawiać. Na szybko włożył czubek butelki pod maskę i przechylił ją, dopijając resztę tego, co w niej zostało, po czym postawił ją pustą pod sceną. Następnie wylosował jeden z mikrofonów, niespecjalnie zwracając uwagę na jego kolor, a po chwili dostał listę najpopularniejszych popowych piosenek z ostatnich miesięcy. Wielu z nich nie kojarzył, wielu nie chciał zaśpiewać, a ostatecznie padło na jedną według niego najbardziej chwytliwą. Jej tekst znało się chcąc nie chcąc, jeśli chociaż trochę przebywało się w mugolskim świecie i słuchało chociażby radia.

Potworne Karaoke:
KOSTKA: 4

4. MIKROFON FIOLETOWY  wybrałeś najpopularniejszą piosenkę popową ostatnich miesięcy, na którą wszyscy zareagowali dość żywo i energicznie. Publiczność bardzo Cię wspiera podczas intra i gwiżdżę z zachwytu, gdy tylko zacząłeś śpiewać. Brzmisz pięknie i hipnotyzujesz innych, nie można oderwać od Ciebie oczu. Okazuje się, że wylosowany przez Ciebie mikrofon ma efekt głosu syreny, a Ty wygrałeś główną nagrodę — Podniszczony Syreni Puchar (+1 Transmutacja, +1 Eliksiry).
Kiedy dostał się na scenę zrobił szybką próbę mikrofonu. - Raz, dwa. Raz, dwa, trzy. Możecie psocić, nauczyciel nie patrzy. - zawadiacko się uśmiechnął, choć pod przykryciem maski nie dało się dostrzec tego gestu. Pora była zaśpiewać swoją piosenkę. Z głośników poleciał uroczo oldschoolowy utwór niczym z lat 80, przenosząc wszystkich w dyskotekowy klimat w rytm pulsującej, żywej elektroniki. Brakowało tylko neonowego parkietu!  Nie szkodzi! Wszyscy zaczęli wiwatować, gwizdać i radować się, kiedy francuz zaczął śpiewać! Sam nie wierzył, że potrafił wydobyć z siebie tak czysty głos, idealnie trafiając w każdą nutę, jakby to on był autorem tego utworu. Dodał do tego kilka popisowych ruchów tanecznych, na które publika reagowała jeszcze donośniejszym krzykiem, kiedy śpiewali tekst razem z nim. Wyglądało na to, że bal halloweenowy nie jest jeszcze stracony. Levitt zaczął skakać po scenie, kiedy wchodziły momenty bez śpiewania, kompletnie nie zważając na stan swojego ciała. Połączenie alkoholu z  dawką adrenaliny uśmierzyło jego ból, a on mógł bawić się w najlepsze. Na koniec występu dostał wielkie owacje, a oprócz tego wręczono mu główną nagrodę - Podniszczony Syreni Puchar! Dopiero po wszystkim okazało się, że to wszystko sprawka mikrofonu, który miał efekt, jak przy śpiewie syreny - hipnotyzował. Choć była to łagodna forma hipnozy, to jednak skuteczna i nawet po odłożeniu mikrofonu utrzymywała się. Pewnie nie na długo, ale Dev nie mógł na to narzekać. W razie czego może sam sobie przedłużyć ten efekt.

Po ochłonięciu postanowił poszukać więcej alkoholu. Potrzebował o wiele więcej. Po drodze mijał wiele znajomych z widzenia studentów oraz nauczycieli, kiedy on sam pozostawał dla nich niewiadomą. Bardzo mu się podobał ten stan rzeczy. Nagle jego uwagę zwrócił dym. Miał cichą nadzieję, że to nie był zwykły papieros. Podszedł bliżej i ukazała się przed nim intrygująca postać kobiety, której w ogóle nie był w stanie skojarzyć. Zaciekawiło go to tym bardziej, że znał prawie całą szkołę przynajmniej z twarzy. Jednak tej jednej jeszcze nie znał.
- Pardon madame, czy jest gdzieś tutaj jakiś dobry alkohol? Może też być niedobry. - zaczepił nieznajomą w nadziei, że będzie w stanie go pokierować. Jego akcent zdradzał francuskie korzenie, a głos hipnotyzował, czy tego chciał, czy nie. W tym przypadku raczej chciał.

@Talia L. Vries
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Bird Burroughs

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 155
C. szczególne : kwiatowy zapach, szeroki uśmiech i radosne iskierki w spojrzeniu; piegi; na szyi zawsze nosi medalik ze św. Antonim.
Galeony : 63
  Liczba postów : 148
https://www.czarodzieje.org/t19602-bird-burroughs#582706
https://www.czarodzieje.org/t19605-ptaszki-ptaszki#582801
https://www.czarodzieje.org/t19604-ptaszyna#582798
https://www.czarodzieje.org/t19603-bird-burroughs#582707
https://www.czarodzieje.org/t19670-bird-burroughs-dziennik#58845
Nad Jeziorem - Page 40 QzgSDG8




Gracz




Nad Jeziorem - Page 40 Empty


PisanieNad Jeziorem - Page 40 Empty Re: Nad Jeziorem  Nad Jeziorem - Page 40 EmptyNie Lis 15 2020, 15:34;

Uśmiechnęła się lekko w odpowiedzi na jego oburzenie, ale w jej spojrzeniu odbiło się twarde postanowienie i, gdy odwróciła na chwilę wzrok, skrzętnie skrywana gorycz – jedyne podpowiedzi, że za niechęcią do uczestnictwa w pijaństwie kryło się coś więcej niż jedynie niewinne podejście do świata albo ambicje bycia dobrą. – Pijam alkohol, po prostu… powoli – powiedziała, zamiast te powody wytłumaczyć. Ani nie miała ochoty, ani okazja nie była sprzyjająca. Pytanie, które zadał było dużo lepszym tematem do rozmowy. Spojrzała na niego z zaciekawieniem, gdy zaczął mówić.
Natychmiast na jej twarzy odmalowała się mieszanka zażenowania i rozbawienia – utrzymywała się aż do momentu, w którym Bird spostrzegła jego spojrzenie, skierowane na jej usta. Uśmiechała się z pewnym wahaniem. Przełknęła ślinę, spuszczając wzrok.
Słuchała go, obserwując chmurę świecących dyń przesuwających się nad uczestnikami balu. Spojrzała na niego dopiero, gdy przyszła jej kolej.
Nigdy nie paliłam… nie paliłam tytoniu – zaczęła, trochę potykając się na zdaniu, które prawie zostało kłamstwem. Zarumieniła się lekko, aczkolwiek nie z zażenowania. Nie zawsze długo trzeba było z nią negocjować, żeby dała się namówić na odstępstwa od przestrzegania zasad i to był jeden z przypadków, w którym argumenty przemówiły do niej bardzo szybko, ale nawet wspominaniu tego mimochodem i nie wprost wtórował napływ adrenaliny. – Nigdy nie jechałam konno… w sumie nigdy nie dosiadałam żadnego zwierzęcia. Nigdy nie uniosłam się na miotle wyżej, niż na pięć metrów. Nie wątpiłam, że magia istnieje. Nikogo nie nienawidziłam. Dzięki, już mi lepiej. – Zawroty głowy zniknęły. Na szczęście, efekt działania cydru nie był długofalowy. Kiedy pewniej stanęła na nogach, odsunęła się nieco od Gunnara – nie na dużą odległość, ale znaczącą. Miała dużo czasu na rozważania od ich rejsu po jeziorze i chociaż zbyt dużo chaosy gnieździło się w jej myślach, żeby wyniknęły z tego jednoznaczne postanowienia, konkretne założenia, to jednak wiedziała, że niemądrze byłoby wskakiwać na główkę w to dziwne uczucie, które się w niej ostatnio pojawiło. A gdy Ragnarsson stał tak blisko, ciasno ją obejmując, trudno było myśleć rozsądnie. Zagryzła na chwilę wargę, zanim dokończyła swoją wyliczankę. – Nigdy nie chodziłam z chłopakiem, który nigdy nie całował faceta. – Trochę więcej zadumy, niż miała w planach okazać, zabrzmiało w jej głosie. Nie mówiła konkretnie o nim – może trochę, ale raczej próbowała w ten sposób powiedzieć o tym, że brakuje jej doświadczenia w kwestii umawiania się z kimkolwiek. Chociaż próbowała nie traktować tego osobiście, na jej pewności siebie też odcisnęło to swoje piętno.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Cassian H. Beaumont

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VI
Wiek : 17
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 170
C. szczególne : Średniej wielkości znamię w kształcie krzyża pod okiem; Silny, szkocki akcent
Galeony : 371
  Liczba postów : 364
https://www.czarodzieje.org/t19364-cassian-hector-beaumont
https://www.czarodzieje.org/t19441-poczta-cassiana#574233
https://www.czarodzieje.org/t19439-cassiano
https://www.czarodzieje.org/t19421-cassian-hector-beaumont
https://www.czarodzieje.org/t19442-cassian-hector-beaumont-dzien
Nad Jeziorem - Page 40 QzgSDG8




Gracz




Nad Jeziorem - Page 40 Empty


PisanieNad Jeziorem - Page 40 Empty Re: Nad Jeziorem  Nad Jeziorem - Page 40 EmptyWto Lis 17 2020, 14:57;

Potrawa: Muffinka
Wylosowana kostka: 4
Efekt: Cassiano maleje o dodatkowe 10 centymetrów.

Zakłopotanie wywołane całą tą sytuacją było bardziej spowodowane szokiem, który Ignacy wywołał w chłopaku, że to faktycznie się dzieje, niźli faktycznie samym dotykiem. Wręcz przeciwnie, pozytywnych aspektów błądzących rąk puchona po górnej partii ciała Cassiana było więcej niż jedynie przyjemne dreszcze raz po raz wzdrygającymi chłopakiem. Czuł przyjemne ciepło płynące od mężczyzny, a także czuł, że ruchy, które ten wykonuje są bardziej spięte niźli przy standardowej czynności, którą wykonywał. Z drugiej strony czuł też pewną zuchwałość i zachłanność płynącą z ich strony, jakby samo zakwestionowanie zdania chłopaka było niewystarczającym aspektem. Czuł szorstkość jego dłoni spotykających się ze skórą obojczyka czy szyi, czuł jak obszerne w gestykulację są te gesty.
- Ja wiem... I ja naprawdę doceniam. - Powiedział ujmując jego wolną rękę w obie swoje i mocno się na niej zaciskając w dziękczynnym geście. Teraz on chciał poczuć to, na co jeszcze przed chwilą pozwalał sobie Mościcki. Badał każdym opuszkiem najmniejsze zgięcie, najmniejszą skazę jego skóry poznając ja dokładnie. - Niemniej... Bardzo pobladłeś. - Powiedział odchylając odrobinę wierzchu dłoni chłopaka i pokazując białą, niczym kartka papieru powłokę.

To, że jest to efektem magicznego jedzenia było więcej jak pewne, ale... Cassian wiedział, że potrzebują zastępczego tematu, bo bąbelki nad wyraz już zdążyły mu poluzować wiążące go zasady obyczajowe, a także rozhulać język, który raz po raz zdawał się pleść każde, nawet najbardziej nieprawdopodobne zdanie. Pozwolił chłopakowi przyjrzeć się całości, zaobserwować zachodzącą w nim zmianę i dać możliwość odczynienia się zaistniałemu zjawisku. Niemniej... Efekt powoli jakby zdawał się ustępować, bo kolor już po kilku dłuższych chwilach ustępował, a zdrowy odcień skóry chłopaka powracał tak na jego dłoń jak i całe ciało.
- Dobrze... - Powiedział przejmując od mężczyzny podejrzaną babeczkę. Po tym co przed chwilą zauważył nie miał najmniejszych cieni wątpliwości, że i z nim stanie się coś podejrzanego. Już po pierwszym gryzie kolorowego wypieku czuł się nad wyraz dziwnie. Niemniej postanowił tak czy siak dokończyć słodycz wiedząc, że stan, w który popadnie nie będzie przecież permanentnym.

Odsunął się jeden krok od Ignacego stwierdzając, że coś mu w tym wszystkim nie gra... i faktycznie wzrost, który dzielił tę dwójkę pozwolił się już do siebie przyzwyczaić tak jednemu jak i drugiemu, niemniej teraz odległość ich dzieląca zdawała się być jeszcze większa, nieznacznie, ale... Zauważalnie. Posłał zdziwione spojrzenie Ignacemu nie czekając w sumie nawet na komentarz.
- Ewidentnie ten bal jest przeklęty. - Powiedział na poły żartując, a na poły szukając jakiegoś uzasadnienia dla pecha, który go ostatnio spotyka. - Tydzień temu wyłysiałem, a teraz jeszcze zmalałem. Jak źle to wygląda? - Zagaił zastanawiając się jakie w tym wszystkim jest zdanie chłopaka. Jednocześnie nie mógł odeprzeć wrażenia, że teraz musieli wyglądać nad wyraz komicznie. Biorąc pod uwagę jakieś dwadzieścia centymetrów różnicy wzrostu. Jakby student przyszedł na bal z trzecioklasistą.


@Ignacy Mościcki
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Ignacy Mościcki

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 180cm
C. szczególne : Blizna na prawym policzku sięgająca do podbródka oraz oczy, które wyglądają jakby były lekko podbite
Galeony : 226
Dodatkowo : Prefekt
  Liczba postów : 658
https://www.czarodzieje.org/t19336-ignacy-moscicki
https://www.czarodzieje.org/t19357-ignacy
https://www.czarodzieje.org/t19358-ignas
https://www.czarodzieje.org/t19338-ignacy-moscicki#571456
https://www.czarodzieje.org/t19360-ignacy-moscicki-dziennik#5719
Nad Jeziorem - Page 40 QzgSDG8




Gracz




Nad Jeziorem - Page 40 Empty


PisanieNad Jeziorem - Page 40 Empty Re: Nad Jeziorem  Nad Jeziorem - Page 40 EmptyWto Lis 17 2020, 16:27;

muffinka:
Muffinka: 1 -> Trafiła Ci się strrrasznie czekoladowa muffinka z miniaturowym Dementorem na czubku. Jest bardzo smaczna, jednak po jej zjedzeniu czujesz się trochę dziwnie i bez energii, jakby na moment wszystkie miłe wspomnienia uleciały z Twojej pamięci.
(efekt utrzymuje się przez jeden post)


Trudno by było stwierdzić, czy myśli Cassiana w istocie były proste z prawdą i faktycznie z subtelnych ruchów puchona można było odczytać swego rodzaju zachłanność, czy też zuchwałość. Sam zainteresowany zapewne stwierdziłby, gdyby został zmuszony do zdradzenia swoich tajemnic i zamiarów pod wpływem veritaserum, że jego gesty stanowiły jedynie podkreślenie jego obecności, czy coś w tym rodzaju. Na szczęście żadne z nich nie nosiło przy sobie eliksiru prawdy, aby sprawdzić, czy faktycznie tak było, więc można było z powodzeniem założyć, że był to jedynie niewinny dotyk.
Zamarł na moment, gdy jego dłoń znalazła się w uścisku Cassiana, jednak nie oderwał jej. Zamiast tego, pomimo tego, że ruchy miał stosunkowo utrudnione, starał się w dalszym ciągu poprawiać koszulę swego partnera.
Ignacy przetarł oczy ze zdziwienia, kiedy obserwował proces, w którego trakcie Beaumont zmniejszył się o dziesięć centymetrów. To miał być jakiś żart, nieudane zaklęcie, czy kolejne niespodziewany efekt słodyczy, jakich było tu pełno z okazji święta Halloween?
Mniej więcej tak, jak to sobie w tej chwili wyobrażasz – parsknął, powstrzymując się od tego, aby nie poklepać go po głowie, co miał ułatwione bardziej niż kiedykolwiek przez efekty magicznych wypieków. – Przynajmniej w krótkich włosach nieźle wyglądasz. Nie, żeby w dłuższych czegokolwiek ci brakowało.
Wzruszył ramionami, rozglądając się dookoła kątem oka. Do tej pory, nikt raczej nie zwracał na nich zbyt dużej uwagi, pomimo spektakularnego wręcz wejścia Cassiana na teren balu pod rękę z prefektem Hufflepuffu. Teraz jednak sytuacja uległa lekkiej zmianie, ponieważ spojrzenia mijających ich par czy grupek uczniów, zaczęły w końcu lądować na sylwetce gryfona, który teraz zdecydowanie wyróżniał się z tłumu. Mimo wszystko na obchody balu zimowego nie wybrało się zbyt wielu nastolatków poniżej czternastego roku życia. Zwracał uwagę, co z jednej strony Ignacego martwiło, ale z drugiej sprawiało mu to lekką uciechę. Może w ten sposób pozbędzie się tej nocy paru kompleksów, o które jeszcze niedawno tak się martwił?
Ignorując wzrok postronnych, puchon odwrócił się ponownie w stronę stołu i z lekkim ociąganiem sięgnął po jedną z babeczek, które chwilę wcześniej wpychał w ręce swemu towarzyszowi. Czy na niego zadziała podobnie? Cóż, wystarczyło parę gryzów, a zaczął odczuwać efekty magicznego przysmaku. Te jednak wcale nie były tak cudowne, czy zabawne, jak się tego spodziewał. Wprawdzie czekoladowe nadzienie zadowoliło podniebienie chłopaka, jednak to, co nadeszło potem, nie było już takie zachwycające. Oblizał dolną wargę i zmarszczył brwi, nagle bardzo podirytowany.
Jeszcze chwilę wcześniej czuł się świetnie, a teraz...? Teraz miał wrażenie, że to wszystko nie miało żadnego znaczenia i prowadzi do jednej wielkiej katastrofy. Czyż nie było mu jeszcze mało? Przeżył już przemianę w ducha, która na pewno pozostawiła na jego psychice niezbywalny ślad, potem musiał się mierzyć z przepełniającą go dziką magią, a po powrocie do szkoły ledwo uniknął nagany od Pattona. Nie wspominając już o tragicznym meczu towarzyskim, który odbył się we wrześniu i kompletnie go zdołował, jednak nawet tego zdarzenia nie miał szansy odpowiednio przepracować, biorąc pod uwagę, że dosłownie chwilę później rozpoczęła się inwazja niuchaczy i chochlików.
Chyba jednak miałeś rację – wydukał, sięgając po puchar wypełnioną zimną wodą. – Ten bal to jeden wielkie przekleństwo. Nie zdziwię się, jak na koniec zaatakuje nas banda trollów górskich i wszyscy zginiemy. A nasze ciała zostaną spalone i pożarte przez smoki, które nadlecą z pobliskich gór, aby również spróbować odbić te tereny, jak nasi ostatni goście.
Upił jeden łyk z naczynia, które ściskał w dłoniach. Zapowiadała się świetna zabawa.

@Cassian H. Beaumont
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Marisol Wright

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 1.79 m
C. szczególne : Pieprzyk nad górną wargą po lewej stronie. Szpecące blizny pokrywające szyje i prawą dłoń.
Galeony : 24
  Liczba postów : 20
https://www.czarodzieje.org/t19635-marisol-wright
https://www.czarodzieje.org/t19637-poczta-wright
https://www.czarodzieje.org/t19638-smutne-spotkania-nasze-byly
https://www.czarodzieje.org/t19634-marisol-wright
Nad Jeziorem - Page 40 QzgSDG8




Gracz




Nad Jeziorem - Page 40 Empty


PisanieNad Jeziorem - Page 40 Empty Re: Nad Jeziorem  Nad Jeziorem - Page 40 EmptyWto Lis 17 2020, 17:45;

STRÓJ:
Nad Jeziorem - Page 40 N88VvyTNad Jeziorem - Page 40 TwDoHpV

Potrawa: Grzany Cedr
Wylosowana kostka: 3
Efekt: Niby niewielki kubeczek, a jednak silne działanie. Przez kolejne dwa posty czujesz wokół siebie przyjemny zapach Twojej Amortencji. Czy właśnie tak pachnie Twój partner/partnerka?

Rozmowy trwały w najlepsze. Wszyscy mówili o balu, wszyscy żyli balem. Marisol nie zamierzała na niego iść. Prawdziwe czasy szkolne miała za sobą. Cudowne chwile i piękne stroje, a także spojrzenia tych zawistnych panienek, kiedy zwracała uwagę ich partnerów do tańca, chłopców, kochanków — oh, tak! Kiedyś to były bale. Nie teraz. Miała tam iść i opierać się o ściany. Być jak te szare myszki, na które nikt nie zwracał uwagi. Życiowe niedorajdy, obawiające się odbić od ścian i zawalczyć o swoje szczęście. Żałosność, że sama kwalifikowała się do tej grupy, powodowało, że miała ochotę się rozpłakać i to potwierdzić. Nie, nie, nie! Marisol Wright taka nie była. Nie dzisiaj. Pójdzie tam, większość zapewne jej nie zna, a ci, co znają, zapewne nie pamiętają. Zniknęła już dawno z gazet i ust w dobrym, czy złym tego słowa znaczeniu. Stała się anonimowa. Mogła zacząć od nowa swoje życie. Stać się kimś innym, jednak ona nie chciała być kimś innym. Pragnęła siebie. Tej szokującej, odważnej Marisol, nieobawiającej się niczego.
Spóźniła się. Tak naprawdę nie chciała tego robić. Musiała przyjść w odpowiednim momencie, czyli jak najpóźniej. Kiedy już wszyscy się najedzą i zabawią, nikt nie będzie zwracał uwagi, kto był, czy nie był. Jednak nie zamierzała ubierać tych dziwacznych strojów. Przebierać się w postacie wymyślone, historyczne czy mugolskie. Nie miało to sensu. Wiedziała jak zaszokować, ale kiedy ubrała się w białą suknię, ułożyła włosy i nałożyła na twarz delikatny makijaż — spanikowała. Chciała usiąść. Ściągnąć z siebie to debilne przebranie, jedynie co mogła zrobić to wystraszyć siebie i właśnie się jej udało. Zaczęła się śmiać, mimo, że z jej ust nie wydobył się żaden dźwięk. Absurdalność tej sytuacji spowodowała, że miała ochotę się rozpłakać, ale ze śmiechu. Wiedziała, że zepsułaby makijaż, więc delikatnie poprawiła kąciki oczów i ruszyła. Miała dobry humor, dopóki nie znalazła się nad jeziorem. Nie uciekaj. Powtarzała sobie w myślach. Nie była przecież głupim kopciuszkiem, czy inną idiotyczną postacią z bajki. Przypomniała sobie swoją reakcję przed przyjściem tutaj i uśmiechnęła się do siebie. Kroczyła dumnie przed siebie, tym razem nie zakrywając blizn na szyi i prawej dłoni.
Zimno uderzyło ją tylko na początku, kiedy wychodziła z zamku, aby tu dotrzeć, bo teren na bal miał swoje zabezpieczenia przed wiatrem i nieprzyjemnymi warunkami atmosferycznymi. Nie rozluźniła się, za bardzo. Nadal dopadały ją paranoiczne myśli, ale już mniej. To był bal, będzie się świetnie bawić. Tak postanowiła. Na wejściu chwyciła za puchar z grzanym cedrem i zaczęła go powoli sączyć. Rozglądała się po innych dzieciakach i studentach, zadowolona, że nikt nie miał ochotę w nią rzucić jabłkiem tylko dlatego, że miała na nazwisko Wright.
Wyczuła w ustach jabłka, miód, a także mnóstwo korzennych przypraw. Cudowne. Nie to jednak zrobiło na niej takie wrażenie, jak zapach który wydawał się dochodzić ze wszystkich stron — zapach amortencji. Czy to wina tego napoju, czy to może stojąca niedaleko @Odeya Worthington, chciała ją uwieść?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Levi O. R. Dare

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 23
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 185cm
C. szczególne : Ok. +5cm wzrostu przez eleganckie buty na obcasie; dołeczki w policzkach; dużo pierścionków; pomalowane paznokcie; tatuaże
Galeony : 37
Dodatkowo : Hipnoza
  Liczba postów : 171
https://www.czarodzieje.org/t19601-budowa#582677
https://www.czarodzieje.org/t19632-word-of-the-lord#584821
https://www.czarodzieje.org/t19612-levi-dare#583066
https://www.czarodzieje.org/t19735-levi-oliver-river-dare-dzienn
Nad Jeziorem - Page 40 QzgSDG8




Moderator




Nad Jeziorem - Page 40 Empty


PisanieNad Jeziorem - Page 40 Empty Re: Nad Jeziorem  Nad Jeziorem - Page 40 EmptyWto Lis 17 2020, 21:26;


Nie wiem, czego spodziewać się po hogwarckiej imprezie. Może dlatego idę na nią z takim zainteresowaniem? Szybko przekładam wszystkie inne plany, decydując się na spędzenie pełniowego Halloween właśnie w tym zaklętym zamku, którzy przecież wydaje się samym sercem magicznego świata. Postanawiam zostać smokiem, prawdopodobnie tylko dlatego, że mam ochotę pokazać nieco więcej ciała - jako opalooki antypodzki zamierzam błyszczeć. Srebrną koszulę pozostawiam rozpiętą do połowy, a biały garnitur niedbale gniotę. Dopiero wtedy nakładam na przedramiona, dłonie, szyję i policzki perłowy makijaż, nie szczędząc przy tym brokatu. Włosy zaczesuję w tył przy pomocy magicznego żelu, do kieszeni spodni wciskam pomniejszony podręcznik numerologiczny, do którego jeszcze nigdy nie zajrzałem, a potem... potem jestem gotów podbijać świat.
Zaczynam spokojnie, od hogwarckich błoni, po których przechadzam się z niejakim zaciekawieniem w zielonych oczach, niepasujących do różnobarwnych tęczówek opaloodzkiego. Nie wiem, czy ktokolwiek w ogóle rozpozna, czym powinienem być - zresztą, akurat światła zbyt wiele tu nie ma, chociaż szybko przyczepia się do mnie jakaś przydatna dyńka. Zerkam na nią ufnie, nawet kiedy prowadzi mnie w stronę stołu z jedzeniem, zatrzymując się obok zdecydowanie bardziej potwornego imprezowicza.
- Pocałowałeś już dzisiaj kogoś? - Pytam bezpośrednio, sięgając przy okazji po jedną z babeczek, nieszczególnie przejmując się jej nazwą. Słodkości to słodkości, nie zamierzam wybrzydzać; wgryzam się w słodziutkie ciasto i aż wzdycham w jakiejś mieszance zaskoczenia i zadowolenia, w nietypowym smaku dostrzegając magiczne wydłużenie moich kłów. Uśmiecham się do dementora szeroko, prezentując ten bonusowy dodatek do smoczego stroju.

______________________


I dare ya.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Aleksandra Krawczyk

Student Hufflepuff
Rok Nauki : I
Wiek : 18
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 162cm
C. szczególne : Podłużna blizna przy prawym obojczyku; tatuaż z runą Algiz z prawej strony żeber.
Galeony : 585
  Liczba postów : 739
https://www.czarodzieje.org/t18582-alexandra-krawczyk
https://www.czarodzieje.org/t18589-aleksandra-krawczyk
https://www.czarodzieje.org/t18583-aleksandra-krawczyk
https://www.czarodzieje.org/t19009-aleksandra-krawczyk-dziennik#
Nad Jeziorem - Page 40 QzgSDG8




Gracz




Nad Jeziorem - Page 40 Empty


PisanieNad Jeziorem - Page 40 Empty Re: Nad Jeziorem  Nad Jeziorem - Page 40 EmptySro Lis 18 2020, 22:13;

Jeśli czegoś się spodziewała po tym halloweenowym balu, to na pewno nie tego, że już zaraz po wejściu, jeszcze zanim dobre zaczną się bawić, coś pójdzie nie tak. I to mocno nie tak, zważywszy na stan, w jakim znajdował się Will. Powiedzieć, że Puchonka była zdezorientowana to jak nie powiedzieć nic. Kotłowało się w niej w tej chwili tyle uczuć, że sama nie potrafiła ich wszystkich nazwać, chociaż najbardziej spośród nich wybijał się chyba niepokój. Niepokój, który powoli zaciskał swoją pięść wokół jej gardła, sprawiając tym samym, że gdzieś w jej środku budziła się panika, którą starała się za wszelką cenę stłumić. Ona na pewno w niczym by nie pomogła, a wręcz przeciwnie - odebrałaby zdolność trzeźwego myślenia, tak teraz ważną. Musiała się przecież dowiedzieć, co się stało, chociaż sam Ślizgon z początku jej tego nie ułatwiał i była gotowa poprosić kogoś o pomoc, kiedy spojrzał na nią wzrokiem, jaki widziała u niego po raz pierwszy w życiu. I już w tej chwili była pewna, że nie chciała powtórki.
Patrzyła na niego wyczekująco, gdy w końcu zaczął mówić, dość szybko jednak przerywając. Powinna to uznać za zły znak i zacząć rozglądać się za pomocą tak na poważnie? Raczej bez większych problemów udałoby się kogoś znaleźć i...
- Na różdżkę Merlina - wyrzuciła z siebie, wypuszczając przy tym z płuc powietrze, które całkiem nieświadomie wstrzymała i nawet lekko się śmiejąc. Kiedy już mniej więcej jasny był powód dziwnego zachowania Willa, własna wcześniejsza reakcja wydała jej się niemożliwie wręcz śmieszna, chociaż w tym rozbawieniu kryła się także ulga. A może właśnie przede wszystkim ulga. - Zapewniam cię, że nad twoją głową nie wisi żadna burzowa chmura. Widzę tylko dynię, ale ona daje światło, więc no, na pewno ci nie zagraża ani nic, możesz być spokojny - powiedziała, starając się utrzymać powagę zarówno w mimice jak i głosie, ale kąciki ust lekko jej drgały. Miała nadzieję, że chłopak nie weźmie tego za naśmiewanie się z niego czy bagatelizowanie sprawy, bo wcale tak nie było, ale naprawdę mocno jej ulżyło, kiedy powiedział, co i jak. Nie wydawało się to też czymś bardzo strasznym; obawiała się, że może być gorzej.
- Na pewno właśnie tak będzie - odparła na jego słowa i przymknęła oczy, kiedy się w nią wtulił. Mogła dać sobie uciąć rękę, że w tamtym momencie czas po prostu się zatrzymał, nic nie miało znaczenia. Nie docierały do niej żadne dźwięki towarzyszące tak hucznie obchodzonej imprezie, żadne światła, których źródłami były dynię i nie tylko - nic. Czuła, że Will nie jest już taki spięty jak był wcześniej na co ponownie odetchnęła z ulgą, tym razem w duchu. Było zdecydowanie lepiej i liczyła na to, że w końcu to okropne uczucie całkowicie go opuści. Najlepiej jak najszybciej. Odsunęła się ociupinkę i położyła dłoń na jego policzku, dając tym samym znak, aby podniósł głowę i na nią spojrzał.
- Wyglądasz o wiele lepiej - stwierdziła, z lekkim uśmiechem poprawiając mu fryzurę, którą nie tak dawno nieco zniszczył, choć w sumie ciężko było to tak nazwać, bo jej zdaniem prezentował się teraz jeszcze lepiej niż wcześniej. W pewnej chwili stanęła na palcach, jednocześnie kładąc dłoń na jego karku i przyciągając go do siebie tylko po to, aby finalnie złożyć na jego ustach delikatny pocałunek.
- Nieźle mnie wystraszyłeś, wiesz? Mało brakowało, a zaczęłabym panikować i co wtedy? - mruknęła cicho i uniosła pytająco brwi, wyraźnie oczekując odpowiedzi. Nie odsunęła się wcześniej, wobec czego nadal znajdowała się bardzo blisko chłopaka, praktycznie stykając się z nim nosami. Cholernie się cieszyła, że sprawa nie okazała się poważniejsza i wszystko wracało do normy.

@William S. Fitzgerald
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Cassian H. Beaumont

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VI
Wiek : 17
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 170
C. szczególne : Średniej wielkości znamię w kształcie krzyża pod okiem; Silny, szkocki akcent
Galeony : 371
  Liczba postów : 364
https://www.czarodzieje.org/t19364-cassian-hector-beaumont
https://www.czarodzieje.org/t19441-poczta-cassiana#574233
https://www.czarodzieje.org/t19439-cassiano
https://www.czarodzieje.org/t19421-cassian-hector-beaumont
https://www.czarodzieje.org/t19442-cassian-hector-beaumont-dzien
Nad Jeziorem - Page 40 QzgSDG8




Gracz




Nad Jeziorem - Page 40 Empty


PisanieNad Jeziorem - Page 40 Empty Re: Nad Jeziorem  Nad Jeziorem - Page 40 EmptyPią Lis 20 2020, 14:36;

Pozostawało się jedynie cieszyć właśnie z tego względu - nikt nie przywiązywał doń specjalnej wagi i Cassian był z tego bardzo zadowolony. Faux pas goniło faux pas, a przynajmniej miał takie wrażenie... Po początkowym ferworze spowodowanym nagromadzonymi w chłopaku bąbelkami nie było już nawet śladu, a on z chwili na chwilę wysyłał coraz to bardziej sprzeczne sygnały. jednej strony ciągnął chłopaka w swoim kierunku jak tylko mógł, by kilka chwil później zrobić krok w tył i chcieć zakopać się pod ziemię. Zaistniałe tutaj sytuacje wcale nie ułatwiały tego wszystkiego, bo chociaż nigdy nie narzekał na swój wzrost, a jeśli już to robił to tylko w żartach, to odczuwał brak tych magicznych dziesięciu centymetrów - nie był już na tyle pewny siebie jak jeszcze chwilę temu, bo chociaż silnie skonfliktowany, to potrafił posunąć się do tych i bardziej śmiałych zagrywek.
- Ależ słodzisz... - Odparł niewinnie przewracając oczami. Komplement odnośnie krótkich włosów był miły i mimo wszystko wywołał delikatny rumieniec na jego twarzy.

Gryfon widząc wędrującą muffinkę z osadzonym nań dementorem aż się wzdrygnął. On sam na akurat tę by się nie zdecydował, a późniejsza sytuacja jedynie go w tym utwierdziła. Posłał chłopakowi silnie zaniepokojone spojrzenie kompletnie tracąc zorientowanie w tym co się właściwie działo. Nie miał jedynie obiekcji względem tego, czym spowodowana jest tak drastyczna zmiana humoru u chłopaka, ewidentnie babeczki miały więcej niż jeden efekt, a co za tym szło były nieustającą loterią względem tego co kogo może tutaj spotkać. Cassian wyciągnął resztki babeczki z ręki Ignacego i położył na jakimś przypadkowym talerzu znajdującym się tuż obok nich.
- Ej, Ignacy... Co się dzieje? - Zagaił ze zmartwieniem przywierając wręcz do niego. - Spokojnie... Nic się nie dzieje. - Po raz kolejny posłał zniesmaczone spojrzenie w kierunku resztki muffinki. - Myślę, że powinniśmy już zrezygnować z jedzenia tutaj. - Odparł przechylając ostatni łyk cydru, który się mu ostał w kieliszku.

Chłopak rozejrzał się po terenie balu szukając dla nich jakiejś rozrywki. W sumie... Działo się tutaj więcej niż dużo, a to powodowało w Cassie jakiś taki dziwny konflikt, bo... Nie wiedział w sumie, gdzie teraz powinien zabrać Mościckiego. Zdecydowanie bardziej wolałby ten zastanawiający obowiązek zrzucić zdecydowanie na swojego kompana, ale ten... Nie wiedział w sumie czego powinien się po nim spodziewać. Jeszcze raz przeskoczył spojrzeniem po całej sali i zwrócił się do Ignacego.
- Masz ochotę czegoś spróbować? - W głębi siebie zaciskał jedynie kciuki, żeby ten nie odparł, że z chęcią skorzystałby z karaoke.

Cassian śpiewał wręcz tragicznie, a co więcej niespecjalnie za tym przepadał. Zdarzało mu si zanucić jakąś zwrotkę szanty, czy powtórzyć kilka nut mrucząc, ale to było wszystko... Niczego więcej w sumie nie praktykował, bo najzwyczajniej w świecie nie chciał narażać ludzi na swój okropny głos.


@Ignacy Mościcki
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Odeya Worthington

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 16
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 163cm
C. szczególne : nietypowa izraelska uroda
Galeony : 492
  Liczba postów : 569
https://www.czarodzieje.org/t19111-odeya-worthington
https://www.czarodzieje.org/t19118-korespondencja-ode-prosto-ze-szponow-temidy#556410
https://www.czarodzieje.org/t19119-relacje-ode#556434
https://www.czarodzieje.org/t19113-odeya-worthington#556145
Nad Jeziorem - Page 40 QzgSDG8




Gracz




Nad Jeziorem - Page 40 Empty


PisanieNad Jeziorem - Page 40 Empty Re: Nad Jeziorem  Nad Jeziorem - Page 40 EmptySob Lis 21 2020, 16:40;

PRZYSTAWKA:
4 - choć na początku byłeś pewny/a, że zawieszone nad stołem nietoperze to tylko dekoracja, tak teraz nie jesteś przekonany/a… Tym bardziej, że trzy z nich podlatują do Ciebie i siadają Ci na głowie. Bez paniki, nie są agresywne! Można nawet pokusić się o stwierdzenie, że dodają Twojej charakteryzacji swoistego uroku. O ile nie boisz się takiego mroku…(efekt utrzymuje się przez dwa kolejne posty)
STRÓJ:
Nad Jeziorem - Page 40 Ufp72yG

Co prawda organizowanie balu halloweenowego przy brzegu jeziora o tej porze roku, mogło się wydawać niezbyt dobrym pomysłem, ale Ode cieszyła się właśnie z tego miejsca, gdyż była to jej ulubiona miejscówka na terenie Hogwartu. W lecie mogła przesiadywać tu bezkarnie i cieszyć się otaczającą przyrodą i przede wszystkim spokojem, jednak jesienią z wiadomych przyczyn przychodziła już tutaj rzadziej. Dlatego możliwość spędzenia czasu w właśnie w tej części błoni, wydawała się naprawdę ekscytująca, w dodatku z tak silnymi zaklęciami, które chroniły wszystkich uczestników balu przez zamarznięciem.
Częstując się serowymi miotełkami i wodząc wzrokiem raz po raz po przecudnych strojach, jakie stworzyli niektórzy uczniowie, wyglądała Daemona. Nie wiedziała ile czasu minęło odkąd przyszła i czy ten kretyn właśnie każe jej na siebie czekać, ale powoli przestało jej się podobać to, że Ślizgon się spóźnia. Bo najpierw właśnie tak myślała. Chociaż przez kilka ostatnich dni miała obawy co do tego czy to całe zaproszenie to nie jest przypadkiem żart - tak teraz jeszcze przekonywała samą siebie w duchu, że Avrey postanowił zrobić wejście smoka pół godziny po rozpoczęciu imprezy.
Biorąc do ust kolejną serową przystawkę, uśmiechnęła się lekko widząc niewielkiego nietoperza, który znów krążył wokół jej "upiornej" fryzury, aby zasiąść kilka chwil później na jej włosach. Mijały kolejne minuty a jej partnera nigdzie nie było. Zaczęła powoli utwierdzać się w przekonaniu, że jednak nie powinna w ogóle tutaj przychodzić, nie powinna brać na poważnie słów Daemona, bo od początku było wiadomo, że ten nigdy nie potraktuje poważnie ich relacji. Powoli miała dość jego stosunku do niej i tego jak ją traktuje. Teraz już totalnie przegiął. I on uważał się za chłopaka z arystokratycznej rodziny, zachowując się w ten sposób? Prychnęła pod nosem i obracając się plecami do sceny, na której zaczęto śpiewać karaoke, oparła się o stół z przystawkami, próbując pomyśleć co ma w tej chwili zrobić. Niby mogła zostać, bo tak się spodziewała widziała wielu znajomych, jednak oni przyszli tutaj ze swoimi towarzyszami, wiec głupio, byłoby im przeszkadzać. Z drugiej strony - zmyć się i przeklinać w dormitorium przez reszt wieczoru tego idiotę, też nie było idealnym planem. Stwierdziła więc, że zostanie jeszcze chwilę, przynajmniej mieli dobre jedzenie. A nóż, może stanie się coś ciekawego lub będzie jakaś super atrakcja, w której weźmie udział.
Odwróciła się z powrotem w stronę parkietu, gdzie bawił się już spory tłumek i w tym momencie zauważyła dziewczynę, która przystanęła niedaleko niej. Dlaczego zwróciła na nią uwagę? Wyglądała nieziemsko... Nie dość, że jej uroda przyćmiewała większość żeńskiej części zebranych, to jeszcze ta przepiękna suknia wręcz powalała. Ode musiała panować nad odruchem rozdziawienia ust, w geście chwilowego przyćmienia tym widokiem. Ostatecznie jednak zamrugała kilka razy i przybrała pogodny wyraz twarzy, aby po chwili posłać blondynce łagodny uśmiech.
- Hej. Jestem Odeya. - odezwała się, zerkając na Ślizgonkę. Naprawdę nie mogła oderwać od niej oczu. Czy ona nie była przypadkiem pół wilą? - Chciałam tylko powiedzieć, że wyglądasz... oszałamiająco. - dodała po chwili, wymownie lustrując wzrokiem po raz kolejny jej kreację. Szczerość i czasami rozbrajająca bezpośredniość to zdecydowanie były najbardziej kontrowersyjne cechy w Worthington. Czy takie zaczepienie laski, na tak eleganckiej imprezie rozumiało się już jako tani podryw?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Gunnar Ragnarsson

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 22
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 188 cm
C. szczególne : blizna z pazurów wzdłuż kręgosłupa do połowy pleców; na ramionach tatuaże run nordyckich wpisanych w islandzką, mistyczną symbolikę i zarys skalnych grani
Galeony : 2040
Dodatkowo : Prefekt
  Liczba postów : 792
https://www.czarodzieje.org/t17572-gunnar-e-ragnarsson#492803
https://www.czarodzieje.org/t17578-huugin#493014
https://www.czarodzieje.org/t17577-son-of-ragnar#493011
https://www.czarodzieje.org/t17571-gunnar#492793
https://www.czarodzieje.org/t18614-gunnar-ragnarsson-dziennik#53
Nad Jeziorem - Page 40 QzgSDG8




Gracz




Nad Jeziorem - Page 40 Empty


PisanieNad Jeziorem - Page 40 Empty Re: Nad Jeziorem  Nad Jeziorem - Page 40 EmptySob Lis 21 2020, 20:54;

Nie zrobił tego specjalnie. Ale Gunnar, chociaż czasami wydawał się bardziej elokwentny, czasami nawet miły, w istocie… pozostawał tylko Gunnarem. Dlatego, chociaż sam podjął się wątku wymieniając wszystkie rzeczy, jakich nie próbował w życiu, zgubił swoją uwagę. Nawet pomimo faktu, że ta dotychczas spoczywała całkowicie na Bird. Był ciekawy jej odpowiedzi i jednocześnie pozwolił sobie, żeby ta mu umknęła. W jednej chwili śledził reakcje Burroughs, a już w następnym momencie, kiedy wodził wzrokiem od jej opuszczonego na ziemię podbródka i przenosił go z jej twarzy na ramiona, za plecami blondynki dostrzegł pewną ślizgonkę. Tyle wystarczyło. Opuścił luźno ręce, pozwalając im zsunąć się po talii Bird, kiedy zatrzymali się w tańcu. Z ciekawością podążył wzrokiem za @Marisol Wright. Nie była sama. Przyszła tu z inną dziewczyną. Zlustrował je obie uważnym spojrzeniem, tracąc pierwsze zdania puchonki. Dopiero po chwili, powracając do niej swoją koncentracją, choć chwycił ją za przegub dłoni, prowadząc ją między latającymi dyniami w konkretnym kierunku. Może lepiej, że właśnie w tym momencie. Ponieważ jeszcze sekundy temu, niefortunnie jego dłonie znalazły się na jej pośladkach. Doceniłby tą okoliczność bardziej, gdyby nie dzielił swojej uwagi pomiędzy kilka osób jednocześnie.
Nie zauważył więc, że Bird w tym czasie zdążyła się do niego zdystansować. Tym razem nagiął jej przestrzeń osobistą, zupełnie bez perfidii. Przenosząc palce z jej przegubu na dłoń, nie chciał jej zgubić, kiedy przebierając krótkimi nóżkami podążała za nim, w stronę, jaką obrał za cel. Zatrzymał się dopiero na ostatnie usłyszane zdanie dziewczyny.
Chodziłaś z gejem? — pytał bezpośrednio, może trochę prostacko wręcz, ale umówmy się… to był XXI wiek. Jaki był sens owijać w bawełnę i kręcić się wokół tematu? Patrząc jednak w jasne oczy dziewczyny, dopiero chwilę póżniej naszła go inna możliwość. Przeniósł wzrok z jednej strony jej twarzy na drugą i zbliżył się o krok, tym razem już specjalnie łamiąc cienką granicę przyzwoitości między nimi. Górując nad nią wzrostem, a teraz także śmiałością, przyciągnął ją do siebie za biodra, testując własne podejrzenie.
Zaraz… a może z żadnym?
Z jednej strony nie powinien być zdziwiony. Przedstawiał mu się jej spójny wizerunek. Taki brak doświadczenia jedynie dodawał jej uroku. Z drugiej jednak… żyli w dwóch zupełnie różnych rzeczywistościach, w których Gunnar nieczęsto spotykał tak niewinne istotki. Dlatego, tak. Jego ton jednak wyraził jakiś rodzaj… zaskoczenia.
Jak na dotyk młodego mężczyzny reagują niedoświadczone dziewczęta? Zadał sobie to pytanie śmielej zaciskając palce po bokach jej ciała, pochylając się nieco w dół, do jej twarzy. Zupełnie inaczej patrząc teraz na ten rumieniec, jaki czasem pojawiał się na jej buzi.
Mogę być Twoim pierwszym — zaproponował zaczepnie, unosząc kącik ust w łobuzerskim uśmiechu. Winił za to cydr, który wprawił go w taki nastrój.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Bruno O. Tarly

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 183,5
C. szczególne : mocno zarysowane kości policzkowe, baran na głowie, typowo brytyjski akcent
Galeony : 840
  Liczba postów : 884
https://www.czarodzieje.org/t17773-bruno-o-tarly
https://www.czarodzieje.org/t17828-korespondencja-bruna#501992
https://www.czarodzieje.org/t17827-znajomkowie-bruna#501987
https://www.czarodzieje.org/t17803-bruno-o-tarly
Nad Jeziorem - Page 40 QzgSDG8




Gracz




Nad Jeziorem - Page 40 Empty


PisanieNad Jeziorem - Page 40 Empty Re: Nad Jeziorem  Nad Jeziorem - Page 40 EmptyPon Lis 23 2020, 02:28;

Myślał, że to już koniec i że za chwilę będzie musiał opuścić teren imprezy, bo inaczej wyląduje pod stołem. A najgorsze w tej myśli było to, że przecież nie zdążył jeszcze nic wypić! Wykrzesał z siebie resztki sił i równowagi, by rozejrzeć się dookoła i dostrzec choć jedną osobę, która reaguje na to grzane ustrojstwo podobnie. Niewiele mu to dało i nie podbudował się psychicznie ani trochę. Pozostawało dalej wpierać się o blat i liczyć na polepszenie koordynacji. Kostki palców pobielały mu od tej heroicznej walki z błędnikiem, czarny kaptur opadł aż na nos. Oddychał ciężko, zrezygnowany i z poczuciem, że zaprzepaścił taką okazję do dobrej zabawy i małej odskoczni od codzienności. A mógł nie pić tego jabłkowego cholerstwa, no! Przecież nawet nie przepadał za cydrem...
I pewnie stałby tak nad tym stołem jeszcze z pół godziny, gdyby nie charakterystyczny podmuch wiatru, jasno wskazujący na przybycie jakiejś persony. Ktoś do niego dołączył, a on jeszcze nie wiedział kto. To chyba oczywiste, że taka sytuacja wymagała największego poświęcenia i zwalczenia uczucia chwiejności, czyż nie? Musiał (i chciał) odwrócić się w stronę nowego towarzysza. Bądź towarzyszki, to miało się okazać. Odbił się więc od blatu i spojrzał z ukosa na człowieka, którego nie poznał od razu. Może wynikało to z tego, że nie znali się za dobrze, a może... dlatego, że był to bal kostiumowy. Zlustrował chłopaka od czubków butów po samą twarz, na której zawiesił oko na dłużej. Charakteryzacja była imponująca i Tarly miał wrażenie, że coś mu tam w głowie świta. Kim Krukon dzisiaj był?
- C-co? - zapytał cicho (i durnowato) ze skonfundowanym wyrazem twarzy, jak gdyby Dare właśnie wybudził go z hibernacji czy innej estywacji. Dopiero po sekundzie zrozumiał sens tego pytania i dopiero wtedy był w stanie spojrzeć na chłopaka normalniej - czyli bez wpatrywania się w jego ekstrawagancki makijaż. Zamrugał. - Ach, tak... Znaczy się... nie. Jeszcze nie. - wyjaśnił, na koniec biorąc głęboki wdech i długi, powolny wydech, któremu towarzyszyło przymknięcie oczu. Plus tego był taki, że było mu już... lepiej. Odzyskał władzę w nogach i od razu poczuł się pewniej.
- Czekaj, to smok? Jesteś smokiem? - wypalił nagle, łącząc kropki na tym kolorowym obrazku. Kto jak kto, ale Tarly to się akurat na smokach znał. Nie wybaczyłby sobie, gdyby nie rozpoznał takiego kostiumu. - Gdzie masz skrzydła? - i ile osób już zwęgliłeś? Delikatny uśmiech wpełzł na gryfońską twarz, gdy ten skrzyżował ramiona na piersi i czekał na odpowiedź. Może też powinien zjeść jakąś muffinkę?

@Levi O. R. Dare
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Levi O. R. Dare

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 23
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 185cm
C. szczególne : Ok. +5cm wzrostu przez eleganckie buty na obcasie; dołeczki w policzkach; dużo pierścionków; pomalowane paznokcie; tatuaże
Galeony : 37
Dodatkowo : Hipnoza
  Liczba postów : 171
https://www.czarodzieje.org/t19601-budowa#582677
https://www.czarodzieje.org/t19632-word-of-the-lord#584821
https://www.czarodzieje.org/t19612-levi-dare#583066
https://www.czarodzieje.org/t19735-levi-oliver-river-dare-dzienn
Nad Jeziorem - Page 40 QzgSDG8




Moderator




Nad Jeziorem - Page 40 Empty


PisanieNad Jeziorem - Page 40 Empty Re: Nad Jeziorem  Nad Jeziorem - Page 40 EmptyPon Lis 23 2020, 13:50;

Widzę, że coś jest nie tak, ale nie mam pojęcia co. Zastanawiam się, czy powinienem w ogóle tego biednego dementora zagadywać, bo ten nie wydaje się szczególnie przejęty imprezą. W mojej głowie rozgrywają się już setki scenariuszy, które mogły popchnąć tę zjawę do chowania się po kątach; może ktoś go właśnie wystawił, może wypił za dużo, może jest chory? Ale daję mu jeszcze chwilę, bo nawet jeśli brzmi jakbym wyrwał go ze snu, to dalej potrafi mnie zaintrygować - zresztą, nie mam niczego ciekawszego do roboty, niż szukanie sobie jakiejś ofiary. Jak epicko brzmiałoby pokonanie dementora?
- "Jeszcze" nie? - powtarzam po nim, dojadając babeczkę, chociaż trochę przygryzam sobie przy tym dolną wargę, nieprzyzwyczajony do takich nienaturalnie wydłużonych kłów. Rozglądam się za jakimś zwykłym sokiem do picia, ale w końcu nalewam sobie do kubeczka trochę grzanego cydru, jedynie potakującym pomrukiem komentując pierwsze z pytań swojego rozmówcy. - Nie wiem, czy ta impreza jest na tyle odlotowa, żeby od razu wyciągać skrzydła - przyznaję, chociaż w gruncie rzeczy jest to bardziej żart, bo w moim pseudoklasycznym stroju brakuje tego kluczowego elementu. Biorę kilka łyków słodkiego napoju, z zaskoczeniem dochodząc do wniosku, że ten zdaje się pachnieć nie jabłkami, a bardziej karmelem, atramentem i starym papierem; dopiero po chwili dociera do mnie, że choć zapach niewątpliwie unosi się koło mnie, to wcale nie pochodzi od nieszczęsnego cydru. - Powinienem od ciebie uciekać, czy może jednak zaprosić cię do tańca?

Grzany cydr: 3, czuję amortencję!

______________________


I dare ya.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Ignacy Mościcki

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 180cm
C. szczególne : Blizna na prawym policzku sięgająca do podbródka oraz oczy, które wyglądają jakby były lekko podbite
Galeony : 226
Dodatkowo : Prefekt
  Liczba postów : 658
https://www.czarodzieje.org/t19336-ignacy-moscicki
https://www.czarodzieje.org/t19357-ignacy
https://www.czarodzieje.org/t19358-ignas
https://www.czarodzieje.org/t19338-ignacy-moscicki#571456
https://www.czarodzieje.org/t19360-ignacy-moscicki-dziennik#5719
Nad Jeziorem - Page 40 QzgSDG8




Gracz




Nad Jeziorem - Page 40 Empty


PisanieNad Jeziorem - Page 40 Empty Re: Nad Jeziorem  Nad Jeziorem - Page 40 EmptyPon Lis 23 2020, 16:29;

karaoke:
Karaoke: → Mikrofon Czarny. Ostre, metalowe brzmienie sprawiło, że uczestnicy balu podskoczyli w miejscu, gdy tylko znalazłeś się na scenie. Trudno się dziwić zaskoczeniu na ich twarzy, kiedy zacząłeś śpiewać niczym Upiór w Operze, osiągając niezwykle wysokie dźwięki. To połączenie było z pewnością interesujące, zyskałeś nawet kilku fanów. Otrzymujesz od mumii Kwintopeda!

Ignacy zerknął na Cassiana rozkojarzony, jakby nie do końca wiedział, czego się od niego tak właściwie w tym momencie oczekuje. Przecież już nic nie miało najmniejszego sensu. Koniec wszechrzeczy był już zapieczętowany i nic nie mogło go powstrzymać. Niedługo tereny Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie pogrążą się w mroku, a z mroku narodzi się chaos, któremu towarzyszyć będzie jedynie odgłosy wydawane przez stado zbuntowanych smoków. Jedynym światłem, jakie dostrzegą w nadziei na ocalenie, będą płomienie wydzielane z paszcz ogromnych bestii. A wtedy jednoznacznie i definitywnie ich egzystencja dobiegnie końca. Już nie mogli zbyt wiele zrobić.
Mimo wszystko chłopak nie wypowiedział ani słowa, nie zdradzając reszcie świata swojej katastroficznej wersji zdarzeń, a zamiast tego podążył wzrokiem w stronę atrakcji, której tak bardzo starał się uniknąć gryfon. Ma niezły pomysł, przyznał, przenosząc wzrok na swego towarzysza. Zaśpiewanie ostatniej piosenki, jaką usłyszą ci biedni ludzie, zanim smoki rozerwą je na strzępy, było wyśmienite. Odpowiedni sposób na odprawienie zarówno znajomych, jak i nieznajomych na tamten świat.
Możemy zaśpiewać, póki jeszcze żyjemy – zaproponował z nie lada entuzjazmem.
Żart. Ekscytacja, jaką wykazywał Mościcki względem tego pomysłu, jawiła się na poziomie bliskim zera, głównie przez tę przeklętą babeczkę, którą spożył zaledwie chwilę wcześniej. Mimo wszystko nie powstrzymało go to przed pociągnięciem Cassiana za sobą w stronę mumii, która organizowała magiczne karaoke. Po wylosowaniu mikrofonu puchon bez większego wahania wkroczył na scenę. W końcu co miał do stracenia, skoro niedługo i tak dokona już żywota?
Piosenka, na którą się zdecydował była w sporej mierze przypadkowa i był to jeden z utworów zespołu Abraxan. Ignacemu obiło się o uszy informacje o tym zespole i czasami nawet zdarzało mu się słuchać ich twórczości, jednak nigdy wcześniej nie zachwycili go jakoś szczególnie. Cóż, teraz będzie musiał się przekonać czy uda mu się porwać publiczność...
Chłopak zaczął śpiewać i ku jego własnemu zaskoczeniu, jego głos uległ całkowitej transformacji, jakby oberwał jakimś naprawdę dziwnym zaklęciem. Śpiewał jak profesjonalny wykonawca piosenek metalowych... i było to coś, co kompletnie nie pasowało do niego zarówno pod względem charakteru, jak i wyglądu, biorąc pod uwagę, że miał na sobie garnitur i był jednym z najmniej prawdopodobnych gości koncertu w tym stylu.
Publiczności jednak najwidoczniej się spodobało jego podejście do tematu, ponieważ nagrodzili go stosunkowo gromkimi brawami, chociaż można było zauważyć tu i ówdzie parę zdegustowanych min, głównie ze strony starszej publiczności. Trudno jest zadowolić każdego, oj trudno...
Gdy nadszedł koniec występu, Ignacy zorientował się, że Cassian tak na dobrą sprawę nawet do niego nie dołączył, a zamiast tego kręcił się pod małą scenę, jakby zastanawiał się, czy lepszą opcją byłoby zapadnięcie się pod ziemię, czy natychmiastowa ewakuacja. Nie można było tego tak zostawić!
Ty też musisz spróbować. Ku chwale żywych! – zarządził, prowadząc go do mumii, przedstawiając im całą sytuację.
Zanim jednak nawet dotarł do pierwszej połowy swego wywodu, jedna z mumii wepchnęła mu w ręce jakieś paskudztwo z pięcioma nogami, z czego każda kończyła się zdeformowaną stopą. Po raz pierwszy od jakichś pięciu-dziesięciu minut do Ignacego wrócił jakikolwiek nastrój, ponieważ skrzywił się z obrzydzeniem, przyglądając się tej bestii i niemalże natychmiast odstawiając ją na ziemię. Co to miało być na Merlina?!
Ignacy rozglądał się na około, jakby szukał pomocy.

@Cassian H. Beaumont
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Nad Jeziorem - Page 40 QzgSDG8








Nad Jeziorem - Page 40 Empty


PisanieNad Jeziorem - Page 40 Empty Re: Nad Jeziorem  Nad Jeziorem - Page 40 Empty;

Powrót do góry Go down
 

Nad Jeziorem

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 40 z 41Strona 40 z 41 Previous  1 ... 21 ... 39, 40, 41  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Nad Jeziorem - Page 40 JHTDsR7 :: 
hogwart
 :: 
Okolice zamku
 :: 
blonia
 :: 
jezioro
-