Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 Rezydencja Martellów

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 1 z 2 1, 2  Next
AutorWiadomość


Flora J. Martell

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 155
C. szczególne : duże, błękitne oczy.
Galeony : 343
  Liczba postów : 406
https://www.czarodzieje.org/t17100-flora-joy-martell
https://www.czarodzieje.org/t17106-florkowa-sowka#477531
https://www.czarodzieje.org/t17113-kwiatki-flory#503135
https://www.czarodzieje.org/t17105-flora-j-martell
Rezydencja Martellów QzgSDG8




Moderator




Rezydencja Martellów Empty


PisanieRezydencja Martellów Empty Rezydencja Martellów  Rezydencja Martellów EmptyNie 19 Lip - 0:06;


Rezydencja



Dom


Stara rezydencja w prawdziwie Hiszpańskim stylu, która należy od pokoleń do rodziny Martell. Zamieszkują w nim trzy pokolenia.



Hol





Kuchnia





Łazienka na parterze





Salon






Taras z zewnętrzną jadalnią i widokiem na ogród


Prawdziwe Serce domu



Pokój Flory na poddaszu






______________________



___________________
Que la suerte sea suerte
Y no algo que no he de alcanzar
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Flora J. Martell

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 155
C. szczególne : duże, błękitne oczy.
Galeony : 343
  Liczba postów : 406
https://www.czarodzieje.org/t17100-flora-joy-martell
https://www.czarodzieje.org/t17106-florkowa-sowka#477531
https://www.czarodzieje.org/t17113-kwiatki-flory#503135
https://www.czarodzieje.org/t17105-flora-j-martell
Rezydencja Martellów QzgSDG8




Moderator




Rezydencja Martellów Empty


PisanieRezydencja Martellów Empty Re: Rezydencja Martellów  Rezydencja Martellów EmptyNie 19 Lip - 20:02;

@Lennox X. Zakrzewski

Egzaminy dobiegły końca, Hogwart został zamknięty, a Flora wróciła go Hiszpanii. Jak zawsze, była stęskniona domu i bliskich. W tych stronach rodzina była najważniejszą wartością. W starych rezydencjach przekazywanych sobie od kilkudziesięciu lat żyły całe pokolenia i tak było w przypadku Martellów. Dom był duży, miał mnóstwo pokoi i ogromny ogród, chociaż najważniejszą jego częścią były zewnętrzna oraz wewnętrzna ze stołem jadalnym. Wspólne posiłki były tu tradycjom. Panował chaos, harmider. Korytarzami biegały dzieciaki, mężczyźni siedzieli przy stole, obgadując wyniki meczów Qudditcha, a kobiety tkwiły w olbrzymiej kuchni, przygotowując posiłek. Rozbrzmiewała wesoła muzyka, pod nogami kręciły się dwa psy. Rozmowy były głośne, poruszany był wśród babskiego grona każdy możliwy temat poza polityką oraz sportem. Ciotka pogadywała jej kuzynkę o nowego chłopaka, babcia mieszała w olbrzymim garze, kolejne dwie siostry cioteczne matki kroiły owoce, młodsza kuzynka Flory dekorowała babeczki. Brunetka tkwiła gdzieś w rogu, nucąc pod nosem i siekając kolejne porcje mięsa, co rusz przytakując lub odzywając się, gdy opiekunka pytała ją o zdanie. Uwielbiała ten zgiełk, chociaż nigdy nie brała zbyt żywego udziału w dyskusji. Korzystając z tego, że przebiegał korytarzem jeden z braci, zawołała go i wcisnęła mu w dłonie kolejną tacę, aby wyniósł ją na tyły, gdzie w ogrodzie stół już powoli uginał się od ciężaru talerzy. Wuj Emanuel powoli rozgrzewał również grilla, popijając miejscowego piwa. Westchnęła, przecierając wierzchem dłoni czoło i zerknęła za okno, odkładając nóż i zaraz łapiąc za szmatkę, aby po sobie uprzątnąć.
Nie miała pojęcia, czy Lennox faktycznie ją i odwiedzi i kiedy to nastąpi, jednak drzwi jej domu zawsze były otwarte dla gości. Jej rodzina była niezwykle gościnna, nikomu nie odmówiliby schronienia czy posiłku, dlatego zewnętrzna brama zawsze była otwarta. Złapała za dzban lemoniady, ruszając leniwie w stronę holu, a następnie chcąc iść do ogrodu. Jakże wielkie było jej zdziwienie, gdy zobaczyła, jak kuzynka Elena stoi przed drzwiami, zapraszając do domu gościa. Serdecznie objęła go, całując w obydwa policzki i mówiąc do niego po hiszpańsku niczym katarynka, chwaląc jego oczy i ciesząc się , że ich odwiedził. Dopytywała, kim był. Flora zacisnęła usta, podchodząc i czując, jak rumienią się jej policzki. Spojrzała na kuzynkę z uśmiechem, rzucając w jej stronę kilka słów. Ta tylko klasnęła w dłonie, ucałowała go raz jeszcze i gwizdnęła z wieszaka kapelusz, prosząc o coś dziewczynę, na co wskazywały złożone ręce. A potem drzwi się za nią zamknęły. Elena była niewiele starsza od nich, wyższa i lepiej obdarzona od losu, niż puchonka, chociaż ta nigdy jej nie zazdrościła. Uważana była za jedną z najładniejszych dziewcząt w okolicy i wuj miał najprawdziwsze urwanie głowy z adoratorami.
- Lennox. - rzuciła w jego stronę, uśmiechając się delikatnie. Widać było, że błękitne tęczówki zalśniły subtelnie na jego widok. Cieszyła się, że przyszedł, że ją odwiedził. Nie była tylko pewna, czy poradzi sobie z tym, jaka była jej rodzina. - Ciesze się, że.. Zjesz z nami?
Zapytała, zaciskając palce na dzbanku i cofając się pół kroku, aby mógł się spokojnie rozebrać. Miała dla niego przygotowany mały drobiazg, który miał mu ułatwić spędzenie tutaj czasu, bo z pewnością, zasypią go pytaniami i napchają jedzeniem. Westchnęła z rezygnacją, nie mogąc powstrzymać uśmiechu obawy. Czy to był naprawdę dobry pomysł?

______________________



___________________
Que la suerte sea suerte
Y no algo que no he de alcanzar
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Lennox X. Zakrzewski

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 156
  Liczba postów : 420
https://www.czarodzieje.org/t15432-lennox-zakrzewski
https://www.czarodzieje.org/t15448-ostrzy-sobie-pazury#414843
https://www.czarodzieje.org/t15445-nieprzyjemniaczek#414806
https://www.czarodzieje.org/t15438-lennox-zakrzewski#414740
Rezydencja Martellów QzgSDG8




Gracz




Rezydencja Martellów Empty


PisanieRezydencja Martellów Empty Re: Rezydencja Martellów  Rezydencja Martellów EmptyPon 20 Lip - 0:12;

Nie był zwolennikiem rodzinnych spotkań. Z oczywistych powodów dla siebie, niekoniecznie dla wszystkich innych wokół. Dlatego, kiedy pierwszy raz usłyszał o zaproszeniu do rodzinnej posiadłości, gdzie zostanie przedstawiony krewnym dziewczyny... Nie był nastawiony pozytywnie na to wydarzenie. Tak, była to zaledwie myśl, niezobowiązujące zaproszenie, które faktycznie do niczego go nie obligowało. Jednak już wtedy czuł jak, gula staje mu w gardle, przez co z ledwością wykrztusił słowa zastanowię się. Flora nigdy na niego nie naciskała, za co jedynie był jej wdzięczny, w duchu, bo oczywiście nie przyzna tego wszem wobec. Wiedziała jak, rozbieżne potrafiły być jego reakcje, nawet na najbardziej prymitywny z tematów. Jednak czy sam nie zaprosił jej przypadkiem na wesele kobiety, której nienawidził nad życie, a która wydała go na ten świat? Obiad u Martellów był niczym w porównaniu z tym, co miało wydarzyć się tam. A przynajmniej na to liczył. Przecież był dużym chłopcem, potrafił zachowywać się w towarzystwie... O co mógłby się martwić. Nie polubią go? Jakoś by to przeżył, w końcu to nie pierwsze osoby na jego koncie. Jednak jak widziała do Flora? Zżycie z rodziną było czymś więcej od szkolnego przyjaciela z tego samego domu i jego nieprzychylnej opinii na temat chłopaka, który kręci się wokół jego przyjaciółki.
Nie zastanawiał się wiele razy. Wystarczyło, że raz podjął decyzję i nie migał się w swoim postanowieniu. Wziął ze sobą butelkę Merlota i chociaż nie wiedział dokładnie jakiego rodzaju dania będą dzisiaj pożywali, uznał to za najlepszy wybór. Jak nie dzisiaj, to przyda się innym razem. Teleportował się w wyznaczone miejsce i rozpiął jeszcze jeden guzik czarnej koszuli, której rękawy podwinął już w domu. Koszula była luźniejsza i cieńsza, dzięki czemu miał większą swobodę ruchu. Jak na wyprawę do Hiszpanii, ubrał się naprawdę odpowiednio. Czerń podkreślała bladość jego skóry i wydawać się mogło, jakby Lennoxowi nie przeszkadzała temperatura, która przecież w niczym nie przypominała tej, do której przywykł. Był jak kameleon, potrafił dostosować się naprawdę do wszystkiego.
Drzwi otworzyła dziewczyna, która z wielkim entuzjazmem wciągnęła go do domu. Zauważył otwartość tego miejsca zaraz po przekroczeniu bramy, która sama w sobie już była otwarta i zapraszała przechodniów do środka... Jednak tego się nie spodziewał. Zaskoczenie widoczne było w jego ramionach, ich lekkim uniesieniu się, ale to mogliby zauważyć jedynie sprawni obserwatorzy. Lub osoby, które go znały. Uśmiechał się tylko delikatnie, przyjmując z pokorą pocałunki w policzki. Nie zdążyłby nic odpowiedzieć (nawet gdyby wiedział, co dokładnie miał powiedzieć), kiedy podeszła do nich Flora. Przysłuchiwał się ich krótkiej wymianie zdań i ponownie przyjął entuzjazm (prawdopodobnie) kuzynki Puchonki. Kiedy odchodziła, opuścił lekko ramiona i zbliżył się do Flory... Jakby dopiero teraz mógł spokojnie odetchnąć. To będzie długi obiad. -Nie przywitasz mnie tak ochoczo i energicznie?-Uniósł lekko brwi, przekrzywiając lekko głowę. Przyszedł tu z jednego ważnego powodu. Stał przed nim, troszkę niepewnie, a przecież znajdowali się na jej terytorium. Jego uśmiech stał się bardziej pewny, rozbawiony. Nie mógł normalnie jej przywitać. Powiedzieć, że cieszy się na jej widok. -Pomogę Ci.-Powiedział spokojnie, nie mając niczego, co mógłby z siebie zdjąć. Bez słowa przejął od niej dzbanek, w zamian podając jej butelkę wina i całując lekko w odsłonięte czoło. Nawet przyjaciele witali się w ten sposób, nieprawdaż? Nie wiedział, w jakim charakterze go tu zaprosiła. Nie wrzuciłby siebie, czy jej to tego worka z literką p... Nie ograniczał ich żadnym słowem, określeniem. Nie wszyscy, szczególnie rodzina podzielała podobną opinię. Kim więc miał być w ich oczach?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Flora J. Martell

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 155
C. szczególne : duże, błękitne oczy.
Galeony : 343
  Liczba postów : 406
https://www.czarodzieje.org/t17100-flora-joy-martell
https://www.czarodzieje.org/t17106-florkowa-sowka#477531
https://www.czarodzieje.org/t17113-kwiatki-flory#503135
https://www.czarodzieje.org/t17105-flora-j-martell
Rezydencja Martellów QzgSDG8




Moderator




Rezydencja Martellów Empty


PisanieRezydencja Martellów Empty Re: Rezydencja Martellów  Rezydencja Martellów EmptyPon 20 Lip - 19:35;

Zaprosiła go spontanicznie, kompletnie nie panując nad entuzjazmem i słowami, rumieniąc się zaraz okrutnie. W czerwcu nie widzieli się prawie wcale, bo egzaminy zdawały się pochłonąć każdego mieszkańca zamku. Flora wiedziała, że na wakacyjny wyjazd nie może sobie pozwolić, stąd też pomysł, aby odwiedził ją w Hiszpanii, jeśli tylko będzie miał na to czas i ochotę. Było to zaproszenie bezterminowe, niezobowiązujące. Nigdy na niego nie naciskała i nie zamierzała tego zmieniać. Jedyne co to uprzedziła, że jej rodzina jest liczna i potrafi być męcząca, ale to porządni ludzie. Skoro miała z nim jechać na wesele jego mamy, ciotka faktycznie wspomniała, że chciałaby go poznać. Nigdy nie puszczała puchonki gdzieś ze znajomymi, bo takowych praktycznie nie miała i wolne od nauki chwile spędzała w domu. Wiedziała, że Skyler nie pała sympatią do Lennoxa i zapewne miał ku temu dobre podstawy, bo nie był łatwym w obyciu chłopakiem. Łobuzem, który na dodatek wdawał się w bójki i czasem reagował agresją. Nigdy o tym nie zapominała, a jednak przestało jej to przeszkadzać. Nie obwiniała go też o to popchnięcie w kuchni, to było przypadkowe.
Nie widziała, który dzień wybierze i jaki to będzie miesiąc. Równie dobrze mógł pokazać się po szkolnym wyjeździe. Nic więc dziwnego, że na widok elegancko ubranego ślizgona z butelką alkoholu w dłoni, obcałowywanego przez Elenę – zamarła, rozchylając usta i z niedowierzaniem przyglądała się tej scenie. Zupełnie, jakby była abstrakcją lub wytworem wyobraźni, który dział się tylko w jej głowie. Był zesztywniały pomimo uśmiechu. Zawsze uważnie mu się przyglądała, więc potrafiła rozpoznać, gdy nie było mu coś na rękę, dopóki specjalnie tego nie maskował. Przełknęła więc ślinę, zaciskając palce na dzbanku i ignorując rumieńce, ruszyła na ratunek, ostatecznie odprowadzając znikającą kuzynkę za drzwiami. Gdy zapach Zakrzewskiego dotarł jej nozdrzy, odchyliła nieco głowę i spojrzała na niego z dołu, czując, jak mimowolnie jej twarz przyozdabia łagodny uśmiech.
„Nie przywitasz mnie tak ochoczo i energicznie?”
Zamrugała kilkakrotnie w zdziwieniu, uciekając spojrzeniem z jego twarzy gdzieś na bok, zadając sobie setki pytań: naprawdę tego oczekiwał? Powinna? Czy wypadało?
-E..Elena już tak ma.. Ona..Ona jest bardzo otwarta. Wszyscy tu są tacy...- wytłumaczyła nieśmiało, przygryzając dolną wargę na całusa, którego jej sprezentował, zabierając jednocześnie dzbanek i wręczając jej butelkę. Była pewna, że słyszał, jak znów przez niego i jego gry słowne wali jej szybciej serce. Najzabawniejsze w tym wszystkim było to, że tak jak on nie określał ich relacji, tak ona również tego nie robiła. Oznajmiła po prostu rodzinie, że przyjdzie Lennox i że zna go ze szkoły. To samo zrobiła ze Skylerem, który był rok temu na kilka dni w domu Martellówny. Nie pytali, przyjmując wiadomość z uśmiechem i brunetka wiedziała, że nie musiała się martwić. Przyjmą go tak, jakby był częścią rodziny i jakby znali go od zawsze. Nagle wydała z siebie stłumione „Oh”, przypominając sobie o czymś istotnym, bo błękitne tęczówki powędrowały naprzeciw chłopakowi, napotykając jego stalowo-niebieskie, głębokie spojrzenie.
- Mam coś dla Ciebie. Dzięki temu będzie Ci łatwiej.. - zaczęła z odrobiną entuzjazmu, chociaż w gruncie rzeczy straszne się denerwowała. Podeszła do stojącej w holu komody i wyjęła z pierwszej szuflady pudełeczko z tłumaczkami, które mu wręczyła w dłoń. - Poza mną i ciocią, znają tylko kilka słów po angielsku. Mój brat jeszcze może nawiązać podstawową konwersację i Elena – moja kuzynka, która Cię wycałowała, też.
Wyjaśniła, brzmiąc już całkiem dla siebie naturalnie – łagodnie i cierpliwie, wskazując mu następnie dłonią drogę do ogrodu. Pokonując długi korytarz, nagle chwyciła go za koszulę i odciągnęła na bok, gdy piątka młodszych od nich dzieci przebiegła, krzycząc do siebie, że ten, kto będzie ostatni przy stole, ten musi zjeść brukselkę. Trzech chłopców i dziewczynka. Zaraz jednak wygładziła materiał ubrania, posyłając mu przepraszające spojrzenie.
- Musisz się pilnować w holach, nigdy nie wiesz, którędy Cię zaatakują.. - nie zamierzała dodawać na głos, jak często się wywalała lub spadała przez kuzynostwo ze stołu. Muzyka oraz głosy były coraz intensywniejsze, a fala chłodnego, pachnącego kwiatami powietrza uderzyła w ich twarze, gdy znaleźli się na zewnątrz. Poza dziećmi było tu dobre piętnaście osób z sędziwą babcią na wózku inwalidzkim, która siedziała na szczycie stołu. Gdy jej stare, brązowe oczy napotkały Florę oraz Lennoxa, rozłożyła ręce, uśmiechając się promiennie.
- Dzieci! Chodźcie szybko, obiad stygnie! Carmen, znów schudłaś!- zawołała, przekrzykując z trudem resztę ludzi, którzy również spojrzeli w ich stronę, uśmiechając się zaraz i nie mogąc powstrzymać komentarzy.
- Jestem pewien, że nasza Florka jest lepiej zbudowana, niż Carmen! - rzucił z rozbawieniem wąsaty wuj, obejmując chłopaka ramieniem, jakby znali się całe życie i prowadząc go do jednego z wolnych krzeseł. Kompletnie nie zwracał uwagi, czy chłopak rozumiał, co do niego mówił. - Oglądałeś ostatni mecz piłki nożnej? Co za emocje! Barcelona zagrała wybornie!
- Emanuel! Nie stresuj go, zobacz, jaka biedaczyna blada. Chodź skarbie, chodź, bo Ci żyć nie da! - skomentowała krótko obcięta, pyzata brunetka, podchodząc do Zakrzewskiego i dając mu całusa w polik, zaraz odciągnęła go od męża i posadziła na krześle nieopodal babci. - Wybacz mu, jest absolutnym wariatem sportowym! Daj ten dzbanek! Polać Ci czegoś? Chcesz lemoniady, a może piwa? Mamy tu lokalne browary! Maya, podaj no kufel z kuchni!
Jej głos poderwał od stołu zamyśloną, dwunastoletnią dziewczynę o czarnych, kręconych włosach. Flora westchnęła, obserwując to wszystko w milczeniu i czekając tylko, aż będzie miał dość i się teleportuje. Grzecznie podeszła do babci, dając jej całusa na przywitanie i poprawiając koc na kolanach, wlała jej wody z cytryną.
Na pewno ucieknie.
Przez liczne głosy przebijał się dziecięcy płacz, a puchonka poczuła szarpnięcie. Kucnęła, biorąc na rękę dwuletnią, zapłakaną dziewczynkę w dwóch kitkach, która zaraz zaczęła bawić się jej warkoczem, który spływał na ramię.
- Rosie! Dziecko! Chodź do mamy!
- Nununu – mała pokiwała kolejnej kobiecie palcem, przytulając kuzynkę i palcami robiąc jej cacy po policzku. Kobieta westchnęła, przecierając oczy.
- Zaklęłaś to dziecko, przysięgam. Będzie chciała, żebyś ją adoptowała. Widziałeś kiedyś, żeby była tak grzeczna, Diego?
- Może ją oddamy? - odparł młody, trzydziestoletni mężczyzna w kitce, szczerząc się do żony i klepiąc Lennoxa w plecy, polał mu piwa. Ta prychnęła, wyzywając go pod nosem i nie dowierzając w ich związek. - Mogłem zrobić trochę za mocne, ale mam nadzieję, że Ci nie przeszkadza.
Tymczasem Flora z Rosie usiadła obok niego, posyłając mu przepraszające spojrzenie. Usadziła dziecko na kolanach, zgarniając jej kosmyk włosów za ucho i dając swobodnie bawić się zwisającym z ucha kolczykiem. Pomimo wszystko, nie mogła powstrzymać delikatnego uśmiechu i zerkania w jego kierunku, bo naprawdę cieszyła się, że go widzi. Nawet jeśli miałby wybiec z krzykiem.

______________________



___________________
Que la suerte sea suerte
Y no algo que no he de alcanzar
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Lennox X. Zakrzewski

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 156
  Liczba postów : 420
https://www.czarodzieje.org/t15432-lennox-zakrzewski
https://www.czarodzieje.org/t15448-ostrzy-sobie-pazury#414843
https://www.czarodzieje.org/t15445-nieprzyjemniaczek#414806
https://www.czarodzieje.org/t15438-lennox-zakrzewski#414740
Rezydencja Martellów QzgSDG8




Gracz




Rezydencja Martellów Empty


PisanieRezydencja Martellów Empty Re: Rezydencja Martellów  Rezydencja Martellów EmptyPon 20 Lip - 23:42;

W takim razie... Tak wyglądał ich każdy obiad? Spotykali się tak licznie i wspólnie spożywali posiłki, rozmawiali, śmiali się... To było naprawdę coś. Ostrzegała go, owszem. Nie dziwił się, że chciała wiedzieć komu zamierzała towarzyszyć Flora podczas wesela. Podobno nie byle jakiego, bo jego własnej matki. Takiej z krwi i kości, a nie z obrazka. Chociaż tylko z tego ją zna... Z gazety, z kartki zostawionej na blacie kuchennym.
Elegancko ubranego? Powiedziałby, że nie miało to nic wspólnego z elegancją. Koszula była raczej codzienna, luźna i z podwiniętymi rękawami. Wyglądał raczej, jakby wychodził z domu na zwykłe, towarzystwie spotkanie. Chociaż było coś w tym, że zawsze jak nosił coś innego od zużytego t-shirtu, wyglądał jakby, szykował się na przyjęcie. Kiedyś usłyszał, że to dar, którym powinien się cieszyć... Później zrozumiał, że to nie był dar dla niego, ale dla kogoś innego, kogoś, kto mógł czerpać z czegoś tak niewinnego i wcale nieistotnego.
Wcześniejsza musztra przebywania na salonach w niczym mu się nie przyda tutaj. W miejscu, które aż ociekała swobodą i wolną wolą. Wiedział, że Flora spokojnie go przejrzy. Dawno temu zadecydował, że jej na to pozwoli... Pozwoli poznać się z każdej ze stron, a przecież w większości widziała te niekoniecznie przyjemne do oglądania. To jeden z kilku powodów, dla których przyjechał... On również chciał zobaczyć ją w jej naturalnym środowisku. Zobaczyć, jak wiele stron miała w tym konkretnym miejscu.
-Nie mam problemu z otwartością.-Powiedział spokojnie, doskonale rozumiejąc, że na tym świecie żyją ludzie, którzy nie mają problemu z naruszaniem przestrzeni osobistej. Przecież sam postępował bardzo podobnie, chociaż w jego wykonaniu nie występuje tyle energii i słów. Zmiana otoczenia mogła być dobra... Faktycznie nie chciał przypisywać im żadnej nazwy, jednak może było coś w sposobie jego patrzenie na jej twarz, na skradziony całus w czoło. Chciał, aby reszta jej rodziny wiedziała, że nie jest to znajomość na poziomie Skyler i Flora? To mocno by w niego uderzyło, a przecież Puchonka nie chce ranić, uczuć tego biednego Ślizgona, prawda?
Uniósł lekko brwi, słysząc, że coś dla niego miała. Obejrzał się za nią, chociaż kątem oka obserwował miejsce, w którym się znajdowali. Nie mógł odmówić mu uroku, przywodził na myśl ciepło. Tak. To słowo było bardzo odpowiednie. Czuł się nie na miejscu, jakby miejsce o tak dobrej energii wprawiało go w niepokój. Przyjął prezent i od razu założył słuchawki, lekko się uśmiechając.-Szkoda, wiesz, że czasem nie mogę powstrzymać swojego języka.-Jak teraz.-Będziesz musiała wszystko im tłumaczyć. Dasz radę?-Języki, którymi się posługiwał, raczej nie pomogą mu w porządnej konwersacji z jej rodziną. Czas chyba na naukę, Lenny.
Podniósł wyżej ręce, instynktownie nie chcąc niczego opuścić czy wylać. Niemal nie zauważył, jak sama dziewczyna przyciągnęła go, odciągając jednocześnie od dzieciaków, biegających po holu. Obejrzał się za nimi, a jego wzrok bardzo długo wodził za miejscem, w którym zniknęły. Nie odpowiedział jej, pogrążony we własnych myślach. A raczej obrazach, które co jakiś czas uderzały i postanawiały zagościć w jego myślach na trochę dłużej.
Trudno było ogarnąć wszystkich spojrzeniem, wszyscy patrzyli w ich stronę i uśmiechali się na widok dziewczyny. I prawdopodobnie jego. Co było niecodziennym uczuciem, wręcz surrealistycznym, dlatego nie do końca jeszcze to zaakceptował. Uśmiechnął się jednak lekko i przywitał ze wszystkimi, bo chociaż tyle słów znał w ich języku. Nabrał w płuca powietrza, jakby sięgał po zastrzyk czegoś mocniejszego.
Nie mógł powstrzymać się przed cichym prychnięciem, co miało być powstrzymaniem śmiechu na słowa wuja Flory. Mężczyzna nie powstrzymywał się i przygarnął go pod swoje skrzydła, prowadząc do stolika. Ruszył razem z nim, odszukując wzrokiem Florę, jednak nie dlatego, aby w jakiś magiczny sposób go uratowała. Raczej dając jej znak wzrokiem, że wszystko u niego w porządku.
Naprawdę nie dawali człowiekowi czasu na odpowiedzenie, prawda? Uderzało w niego tyle bodźców, że już nie wiedział, za co dokładnie powinien się zabrać. Po zaledwie kilku sekundach ponownie poczuł na policzkach lekkie pocałunki. Przyjrzał się kobiecie, która jak się okazało, była żoną wujaszka. Posłusznie usiadł. Takiej kobiecie raczej się nie odmawia.-Nic się nie stało. Poproszę...-Nie zdążył więcej powiedzieć, kiedy kobieta uniosła głos, aby zawołać dziewczynę, która miała podać to, o co prosiła.
I wtedy usłyszał płacz, po którym zauważył podskakującego kucyki. Nie wiedział, czy to kolor jej włosów, wiek, czy może jej buzia przypomniała mu jego własne rodzeństwo. To, które miał przy sobie najbliżej, kiedy byli w zbliżonym wieku, czy to, którego nigdy nie poznał. Flora miała całkowitą rację, chciał uciec. Chociaż z kompletnie innego powodu niż zakładała.
-Wiedziałem, że musiałaś gdzieś praktykować sztukę opanowywania dzikich istot.-Powiedział, uśmiechając się do dziewczyny szeroko, jednak pospiesznie przesuwając wzrok na dziewczynkę. Tak dawno nie miał styczności z dzieckiem, że obcowanie w jego towarzystwie było dziwnym uczuciem. One zawsze potrafiły przejrzeć na wylot człowieka, przychodziło im to z taką łatwością... Coś, czego uczył się bardzo długo. Flora najpierw na niego spojrzała, aby następnie przetłumaczyć jego słowa reszcie rodziny. Przyjął klepnięcie, udając, że nie zrozumiał i chwycił za ucho kufla, podnosząc naczynie.-Miejmy nadzieję, że mnie nie zabije.-Puścił perskie oczko w kierunku wuja Flory i upił łyk z naczynia, lekko mrużąc oczy, ale to ze względu na światło, które go uderzyło, kiedy przechylił głowę. Odstawił naczynie i pokiwał głową, na znak uznania. Nie był zwolennikiem piw, raczej skłaniał się ku rdzawym trunkom.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Flora J. Martell

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 155
C. szczególne : duże, błękitne oczy.
Galeony : 343
  Liczba postów : 406
https://www.czarodzieje.org/t17100-flora-joy-martell
https://www.czarodzieje.org/t17106-florkowa-sowka#477531
https://www.czarodzieje.org/t17113-kwiatki-flory#503135
https://www.czarodzieje.org/t17105-flora-j-martell
Rezydencja Martellów QzgSDG8




Moderator




Rezydencja Martellów Empty


PisanieRezydencja Martellów Empty Re: Rezydencja Martellów  Rezydencja Martellów EmptyWto 21 Lip - 21:32;

W rodzinie Martell posiłki były ważne. Uważali, że nic tak nie buduje więzi oraz zaufania, jak wspólne jedzenie, najlepiej z muzyką w tle i na świeżym powietrzu. Nie było tak codziennie – wiadomo, większość młodzieży była w magicznych placówkach, a rodzice pracowali. W miarę możliwości podczas ferii czy wakacji, zwłaszcza na samym początku lipca, starali się to nadrabiać. Były to idee przekazywane od pokoleń, razem z tak częstym występowaniem miłości i talentu do gotowania. Zdaniem Flory Lennox zawsze dobrze wyglądał, nawet w tych swoich dużych koszulkach czy spodniach dresowych, chociaż nigdy by mu tego nie powiedziała. Koszule były jednak czymś, do czego brunetka miała słabość. Czasem zastanawiała się, dlaczego tak rzadko po nie sięgał? Nie zamierzała gdybać teraz nad poważniejszymi sprawami, była wystarczająco zestresowana tym obiadem i tym, że Zakrzewski był w jej domu, mógł poznać jej bliskich. Nie zdawał sobie sprawy, o jak wielkim zaufaniu i poczuciu bezpieczeństwa z jej strony to świadczyło. Poza Skylerem i koleżanką z dawnej szkoły nigdy nikogo nie zaprosiła. Niezależnie czym ta relacja była, dokąd prowadziły konwersacje czy gesty, nie mogła zaprzeczać temu, że intrygował ją na tyle, że lubiła spędzać z nim czasem. Że zdarzało się, że błękitne oczy dziewczyny szukały go na korytarzu.
- Taki Twój urok. A jaki mam wybór? - zapytała z delikatnym wzruszeniem ramion, poprawiając materiał czerwonej sukienki i zgarniając za ucho kosmyk brązowych włosów. Robiła wszystko, żeby nie widział, jak przejęta tym wszystkim była i żeby nie zauważył tym samym, jak z każdym kolejnym spotkaniem stawał się dla niej ważny on sam. Umknięcie na korytarzu było dopiero początkiem.
Tak jak sądziła, jej rodzina zareagowała entuzjastycznie, traktując go, jakby znali się od zawsze. Zarówno wujowie, jak i ciotki od razu chcieli go witać klepaniem czy buziakami, a młodsze dzieciaki zerkały z zaciekawieniem w jego stronę, szepcząc w podekscytowaniu. Była pewna, że jasnowłosy chłopak o błękitnych ślepiach był obrazem idealnego księcia w oczach jej kuzynek, nie mogąc powstrzymać uśmiechu. Gdy przywitał się po hiszpańsku, zrobiło się jej ciepło w środku. Aż tak się postarał? Ah ten Lennox, który ma wszystko gdzieś.
Na komentarz wuja wywróciła oczyma. Przywykła, że traktują ją niezwykle ulgowo i wyrozumiale. Każdy z nich jej i Victorowi współczuł, chociaż wcale tego nie potrzebowała. Jej mama była podobno najukochańszym skarbem wszystkich braci ciotecznych i sióstr, o rodzonej nie wspominając. Nie kontemplowała jednak nad tym już od wielu lat, ignorując zawstydzenie wywołane komentarzem na temat jej figury, a jednocześnie będąc wdzięczną cioci za ratunek dla Ślizgona.
Płacz Rosie sprawił, że na chwilę zapomniała o reszcie świata. Podniosła ją, dając buziaka w polik, a także mierząc wzrokiem pyzatą, rumianą buźkę. Mała była charakterna, niczym jej brat i ładne kucyki ze wstążkami dawały tylko iluzję anielskiego wyglądu. Zajęła miejsce obok Lennoxa z dzieckiem na kolanach, nie mogąc powstrzymać śmiechu na jego komentarz.
- Mam wprawę, jestem prawie najstarsza, więc od małego pomagam z dziećmi, żeby dorośli mogli odpocząć po pracy. To nie takie straszne bestie, jak znajdziesz sposób na każdego z osobna. - wytłumaczyła ze spokojem, odwzajemniając uśmiech w jakiś taki naturalny sposób, jakby rozmawiali tak od zawsze. Jakby zapomniała, jak bardzo się go wstydziła, przez chwilę nawet patrząc mu w oczy. Zaraz jednak ruchem głowy wskazała kraniec tarasu, gdzie był drugi stolik, a przy nim siódemka dzieci – w tym piątka z korytarza. Jeden z chłopców grzecznie czytał książkę na krześle, najdłużej skupiając na sobie uwagę puchonki. Nie powiedziała i nie zrobiła jednak niczego, bo Rosie pociągnęła ją mocniej za kolczyk, wywołując małe syknięcie.
- Powinni Ci już przebić uszy. Hmm? Tam chcesz? - mówiła do nich cicho, podążając za jej spojrzeniem. Ta wpatrywała się w Lennoxa z fascynacją, aż ślina pociekła jej z ust, jakby chciała go zjeść. Zaraz zaczęła pełzać w stronę jego kolan, wyciągać rączki.
- Rosie ce! Rosie tu! Oć wuja, oć! - wołała do niego, chcąc zwrócić na siebie uwagę. Próbowała ją powstrzymać, bo nie miała pojęcia, jak on zareaguje, jednak widząc podkówkę i łzy w oczach, jęknęła cicho i wsunęła mu ją na kolana, ukradkiem – na kilka sekund, ściskając jego dłoń. Nie miała pojęcia, jak inaczej dodać mu otuchy.
- Diego! Zobacz! Ona chyba ma słabość do blondynów! - krzyknęła matka dziecka ze śmiechem, przyglądajac się, jak wyciągała rączki do jego włosów, gładząc przy tym policzki. - Jak będzie Ci przeszkadzała albo gryzła, to ją wezmę. Nie wstydź się skarbie, to mały potwór.
- Po mamie.

- DIEGO! - ryknęła, tupiąc nogą z oburzeniem i podchodząc do męża, aby trzepnąć go w łeb. Ten jednak odstawił kufel, zamiast tego łapiąc ją w ramiona, obdarzając buziakiem. Flora uśmiechnęła się pod nosem, wygładzając sukienkę i wlewając sobie lemoniady.
- Flora? A gdzie jest Sol? - zapytała dziewczyna, która wcześniej przyniosła Lennoxowi kufel, rozglądając się dookoła. - Bez niej babcia nie pozwoli zacząć, a umieram z głodu. Potem umówiłam się z dziewczynami, no wiesz, przyjdzie też Enrico.
Wytłumaczyła zawstydzona, nachylając się w jej stronę tak, aby rodzice nie słyszeli. Na szczęście Emanuel był zbyt zajęty grillem, a jego małżonka przeżywaniem do staruszki tego, jak dzieci szybko rosną.
- Pewnie zaraz przyjdzie, Elena też już pewnie wraca ze sklepu.
- Znowu wyszła? Same problemy z tą dziewczyną! -
westchnął z rezygnacją elegancki, krótko obcięty brunet, siedząc wcześniej w milczeniu. Widocznie jej ojciec, załamany urodą córki i ilością chłopców w jej życiu. Kuzynka była bardziej rozrywkowa. - Powinna spędzać z Tobą więcej czasu Flors, dałabyś jej dobry przykład.
Dziewczyna zamrugała tylko w zaskoczeniu, przekręcając głowę i jakoś powątpiewając, czy byłaby dobrym przykładem dla kogokolwiek. W tym samym czasie pyzata ciocia wróciła i stanęła za Lennoxem, kładąc mu dłonie na ramionach.
- Pewnie jesteś głodny! Taka z Ciebie chudzinka, musisz dobrze podjeść. Jutro na śniadanie zrobię Ci placuszki!

______________________



___________________
Que la suerte sea suerte
Y no algo que no he de alcanzar
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Lennox X. Zakrzewski

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 156
  Liczba postów : 420
https://www.czarodzieje.org/t15432-lennox-zakrzewski
https://www.czarodzieje.org/t15448-ostrzy-sobie-pazury#414843
https://www.czarodzieje.org/t15445-nieprzyjemniaczek#414806
https://www.czarodzieje.org/t15438-lennox-zakrzewski#414740
Rezydencja Martellów QzgSDG8




Gracz




Rezydencja Martellów Empty


PisanieRezydencja Martellów Empty Re: Rezydencja Martellów  Rezydencja Martellów EmptyWto 21 Lip - 23:06;

Posiłki łączyły rodzinę. Potrafiły również ją dzielić. Jedzenie przy jednym stole miało wiele zalet, jak i wad. Niestety Lennox od zawsze kojarzył ten proces ze samotnością, chociaż przy stole znajdowało się bardzo wiele osób. Oczywiście brakowało tych najważniejszych, ale z tym można się pogodzić. Jedzenie zawsze stanowiło dla niego rodzaj przetrwania dnia następnego, znaczyło również jakąś nadzieję, nie dla siebie, ale dla innych. Tych, dla których wraz z Olie przygotowywał stół, potrawy, kąpiele, spanie. Teraz jego stół składa się z jednego miejsca, które zajmuje on sam. I chociaż samotność mu nie doskwiera, zawsze tam czegoś brakuje. Może życia.
Przepraszam bardzo, nie chadzał sobie w dresie... Tylko również w dżinsach zużytych i przetartych, które lata swojej świetności widziały lata temu. Ubrania nigdy nie stanowiły dla niego rzeczy istotnej, nawet podczas występów, to nie strój określał jego osobę i umiejętności. Jednak bardzo pomagał... I od momentu, w którym już nie występował, schludne ubranie nosi jedynie na swoich warunkach. Nawet dzisiaj.
Nie miała wyboru, to już chyba ustalili dawno temu, prawda? Odpowiedział jej jedynie wywróceniem oczyma, jakby odpowiadanie na to było bez sensu. Obydwoje mieli swoje spojrzenie na te sprawy. Mógł jedynie podejrzewać, jak zestresowana była jego wizytą w jej rodzinnym domu. I niech nie myśli, że skoro on czuł się kompletnie swobodnie (nie prawda, wierutne kłamstwo!), kiedy była u niego, nie wiedział, jak sama mogła to przeżywać. Przyprowadzenie kogoś kompletnie obcego do azylu, w którym ściągamy wszystkie maski, jest niebywałym wyróżnieniem dla tego, kto został zaproszony. Szanował to, chociaż musiał jej przyznać, że było w tym wiele podziwu. Zaprosiła Zakrzewskiego do własnego domu, szkolnego bandziora, który chodził zabandażowany lub pobity każdego dnia szkoły. To, że teraz jego buźka była nieskazitelna, mogła zawdzięczać maściom szefowej w Skrzydle Szpitalnym, której podkradł troszkę tego magicznego specyfiku. Jego łuk brwiowy jeszcze dwa dni temu krwawił... I to nie przez bójkę. Prawie.
Miłość. Troska. To wszystko, czym charakteryzowała się Flora biło od każdej osoby z osobna. Każdy robił to na swój sposób, czy to żartami, uszczypliwościami, śmiechem, spojrzeniem. Pamięta jak nieswojo czuł się kiedy sama okazywała mu zainteresowanie? Pamięta kiedy niemal warczał w jej kierunku, jak tylko chciała się do niego zbliżyć? Był jak zwierzę, które trzeba oswajać. I chociaż potrafił zachować się zajebiście w towarzystwie, to właśnie znowu się tak czuł. Jak zwierzę zapędzone w róg... Kiedy okazujesz mu za dużo, chce to tylko wykorzystać. Taka była jego natura, a może wyczona obrona. Jeszcze nie wiedział, czy to był dobry pomysł...
-Na moje rodzeństwo zawsze działała jedna rzecz. Byli jak zaczarowani zawsze kiedy...-Uśmiechnął się odległe, cały czas przyglądając się dziewczynce. Dopiero po sekundach zdał sobie sprawę ze swoich słów, a że Flora tłumaczyła wszystko co mówił, sama zamilkła. Chyba sama wiedziała, że powiedział (jak na siebie), za dużo.-Nie ładnie jednak byłoby tak zdradzić przed wszystkimi własnych tajemnic. Zbyt długo do tego dochodziłem.-Zaśmiał się lekko i puścił oczko niektórym ciociom, jakby wiedziały ile to trudu wymaga, aby opanować jedno, a co dopiero kilka dzieci. Upił łyk piwa, czując jak nagle zaschło mu w gardle. Gdzie jego whisky, kiedy jej potrzeba. Samoistnie zerknął ku stolikowi, który wskazała, również zwracając uwagę na najspokojniejszego z dzieci. Chłopiec jakby zdawał się odstawać od reszty, żył w swoim własnym świecie. Pomimo tego, że siedział tak blisko nich... Oddzielał się niewidzialną ścianą od reszty. Hm, czy to coś Ci przypomina, mój drogi?
I zwrócił na nią uwagę, omamiony jej wielkimi oczami, proszącymi o wzięcie na kolana. Uśmiechnął się szeroko, szczerze. I chociaż dla innych nie było różnicy, Flora mogła spokojnie to wyczuć. Podczas ich krótkiego zetknięcia dłoni, kiedy wyciągnął ręce po dziewczynkę, napięcie, które znajdowała się w jego barkach i dłoniach, zelżało. Czy to wpływ dziewczynki, czy może tego znikomego zetknięcia się ze skórą dziewczyny? Posadził Rosie na kolanach, zawijając palec na jeden z jej kucyków. Spojrzał na ciotkę Flory, kiedy ta zwróciła się do chłopaka. -Spokojnie, mam sposoby na takie potworki.-Mruknął, chociaż mała zasłoniła mu cały widok, sięgając do jego włosów. Znowu zapomniał je podciąć, dlatego mogła sobie poszaleć.
-Masz przecudne włosy... Co Ty na to, aby Lennox zrobił Ci przecudnego warkocza?-Uniósł lekko brwi, patrząc w oczy dziewczynki. Nie czuł już tego napięcia, jakby to właśnie jej duże oczy tak go odprężyły. Ukradkiem zerknął na Florę, która zdążyła jeszcze przetłumaczyć małej to, co powiedział. Rosie pokiwała niepewnie głową, na co chłopak jedynie się uśmiechnął, chcąc dodać jej otuchy. Dziewczynka przesunęła się przodem do stołu, a on z wprawą mistrza sztuk wiązania warkoczy, zdjął jej wstążki, aby zaczesać delikatnie jej włosy. Były miękkie i puszyste. Kolor jej włosów tak bardzo przypominał Beatrice, że niemal się zapomniał, gdzie dokładnie się znajdował. Spokojnie i ze skupieniem plótł warkoczyka, który zaczynał się na czubku głowy, a chociaż jej włosy nie były za długie, właśnie ten rodzaj wiązania był do tego idealny.
W momencie, w którym jeden z mężczyzn powiedział coś o Flor i braniu z jej przykładu, poruszył nogą pod stołem, delikatnie trącąc czubkiem buta, jej własny. Uśmiechnął się nieznacznie, chociaż wydawać się mogło, jakby skupiony był na swoim małym dziele.
Skończył w momencie, w którym poczuł dłonie na ramionach. Obejrzał się i uniósł wysoko brwi, tak, to na pewno wszyscy mogli spokojnie odczytać.-Śniadanie?-Musiał się jakoś zreflektować, dlatego odchrząknął.-Flor, powiedz cioci, że z chęcią jej pomogę. Uwielbiam gotować, a tak przynajmniej się odwdzięczę.-Powiedział, zerkając na dziewczynę. I chociaż się uśmiechał, jego spojrzenie rzucało niewymownym piorunem w jej stronę. Później się z nią rozprawi, mogła być tego pewna.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Flora J. Martell

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 155
C. szczególne : duże, błękitne oczy.
Galeony : 343
  Liczba postów : 406
https://www.czarodzieje.org/t17100-flora-joy-martell
https://www.czarodzieje.org/t17106-florkowa-sowka#477531
https://www.czarodzieje.org/t17113-kwiatki-flory#503135
https://www.czarodzieje.org/t17105-flora-j-martell
Rezydencja Martellów QzgSDG8




Moderator




Rezydencja Martellów Empty


PisanieRezydencja Martellów Empty Re: Rezydencja Martellów  Rezydencja Martellów EmptySro 22 Lip - 23:04;

Flora nie była w stanie nawet domyślać się, jak niewiele o Lennoxie jeszcze wiedziała. Miała wrażenie, że każde ich spotkanie dawało jej tylko jeden malutki puzzel do układanki, której we własnej głowie nie mogła dokończyć. Był pełen skrajności, był w teorii usposobieniem tego, czego najbardziej się bała, a jednak za nic w świecie by nie chciała go zmienić. Tworzył spójną całość. I chociaż z początku próbowała, szybko zrozumiała swój błąd, zwyczajnie chcąc go lepiej poznać i się z nim przyjaźnić. Taki był pierwotny plan. Bo przecież ktoś, kto ją uratował, nie mógł być zły. Nie przykładała też uwagi do ciuchów, nie miały znaczenia, zdobiły człowieka, ale nie zmieniały jego wnętrza. Koszule były jej małą słabością, a do tego zwyczajnie mu pasowały.
Skoro znał ją na tyle, a ona nie miała wyjścia i sobie z nim radziła, bo powinien wiedzieć, że opinia całego świata nie miała dla niej żadnego znaczenia. Wolała przekonywać się o takich rzeczach sama. Jeśli się bił, to w porządku – nie jej sprawa, tak długo, jak chodził do skrzydła i o siebie dbał. Nie chciałaby, żeby coś mu się stało, chociaż myśl, że zdążyła się w taki dziwny i złożony sposób do niego przyzwyczaić, była przerażająca. Jej rodzina mogła być dla Lennoxa przytłaczająca, ale nie mogła z tym nic zrobić, nawet jeśli chciała. Nie lubił ten atencji i chociaż miała nadzieję, że cały obiad nie będzie aż tak widocznie kręcił się dookoła niego, każdy był nim zainteresowany. Pewnie też dlatego, że byli ciekawi, dlaczego zaprosiła akurat jego. Dlaczego był drugą osobą, którą dopuściła do najważniejszego dla siebie stworzenia, chociaż Zakrzewski jeszcze o tym nie wiedział – do swojego brata.
Zacisnęła usta, gdy przetłumaczyła urwaną odpowiedź. Wpatrywała się w niego w milczeniu, nie wiedząc, co zrobić i jak wybrnąć. To było coś, co powiedział bez namysłu i od razu mogła zauważyć, że żałował. Jak miała niby go uratować?
- Zawsze, kiedy gotował spaghetti. Muszę przyznać, jest w tym dobry. To ten jego sekret. - dokończyła, chociaż wbrew własnej woli i właściwie instynktownie, mając potrzebę go uratować, chociaż pewnie tego nie potrzebował. Ciotki zaśmiały się serdecznie, kiwając z uznaniem głową. Wiedziała, że mu nie odpuszczą, dopóki im nie powie, nawet zasłaniając się sekretem, a puszczone przez niego oczko dodatkowo sprawiało, że jej słowa były z sensem. Odetchnęła bezgłośnie, zaciskając palce na materiale sukienki w zdenerwowaniu. Wujek wrzasnął akurat na grill, więc mieli chwilę czasu, bo jeszcze babcia poprosiła o trochę wody z cytryną, więc Maya z matką pobiegły do kuchni.
A potem Rosie wpadła w trans i się zakochała, wskakując na jego kolana. To, co zrobił Lennox i jak się zachował, sprawiło, że tylko przekręciła głowę na bok, wpatrując się w niego z delikatnie rozchylonymi ustami i błyszczącymi oczyma. Flora nie mogła uwierzyć, jak pasowała mu na kolanach ta dziewczynka. Jak delikatnie się z nią obchodził. Naprawdę go polubiła, a każdy z tą małą miał problem. Była charakterna. Martellówna poczuła pojedyncze, szybkie uderzenie i przesunęła paznokciami po udzie, odwracając spojrzenie i wbijając je w talerz. Nie powinna tak się gapić. Trudno jednak zaprzeczyć temu, że widok był naprawdę słodki.
- Koca? Koca cem! Nom! Leox! - powtórzyła zachwycona, zanim usiadła tak, aby mógł zająć się jej włosami. Korzystając z okazji, ukradła też łyżeczkę z jego zestawu i zaczęła obracać ją w dłoni, jakby chciała się przejrzeć w srebrnej powierzchni. Była wypolerowana, trochę było widać.
Czując kopnięcie pod stołem, wróciła do rzeczywistości, jakby wyrwana z transu. Kompletnie zignorowała wuja. Zgarnęła kosmyk włosów za ucho, upijając trochę lemoniady. Widząc warkocza, pozostałe trzy dziewczynki ze stolika dla dzieci podbiegły do nich, przyglądając się. Zaraz złapały chłopaka za ręce.
- Ja też chcę! Zrobisz mi tez takiego warkocza?
- Wyglądasz jak książę, możesz dotknąć moich włosów. - oznajmiła ośmiolatka, która była bardzo podobna do kuzynki Eleny. Wuj umiał robić tylko córki i jedna była gorsza od drugiej. Wtedy też zaatakowała ciocia, wspominając o śniadaniu. Flora zakrztusiła się, łapiąc oddech i rumieniąc, zaraz zerkając na Lennoxa. Zabije ją. Od tego spojrzenia aż ją przeszedł dreszcz, obydwie dłonie zacisnęła na sukience. Nie miała z tym nic wspólnego, co zresztą było widać po zawstydzonym i zagubionym spojrzeniu błękitnych tęczówek.
- C..Ciociu, może najpierw zapytajmy, czy ma ochotę i czy może u nas zostać? Nie możesz tak się narzucać.. - zaczęła cicho, ignorując już prawie wchodzące na niego dziewczynki i Rosie, która z zazdrością się obróciła, przytulając twarz do jego policzka i mówiąc, że jest jego.
- Florka kochanie, ale już przygotowałam sypialnie gościną! Tak mało mamy okazji, żeby poznać Twoch znajomych ze szkoły! I to jeszcze z Wielkiej Brytanii! Rosie, nie ślin go!
- Na miłość boską, co tu się dziej? -
donośny, nieco piskliwy głos sprawił, że brunetka odwróciła się w stronę wejścia do ogrodu, gdzie stała Soledad. Siostra jej matki, opiekunka. Samotna kobieta o przepięknej buzi, chociaż surowym spojrzeniu. Rzuciła torebkę na fotel, zdjęła szpilki i na boso do nich podeszła, mierząc wzrokiem całą gromadę i Lennoxa.- Dlaczego on pije jakieś piwsko, a nie whisky? Specjalnie kupiłam! Na Merlina, dziecko, poczekaj, bo przecież te potwory Cię zabiją! Diego, przynieś butelkę i szklanki z lodem. Ja też chcę, miałam okropny dzień w ministerstwie. Flora skarbie, dobrze się czujesz?
Dziewczyna zamrugała kilkakrotnie, kiwając ostatecznie głową i postanowiła uciec od całej sytuacji, zwracając się do dziewczynek.
- Znacie zasady. Po obiedzie, jeśli będziecie grzeczne i poprosicie, to Lennox zrobi wam warkocze, a teraz trzeba iść do stołu.
- Siostrzyczko, ale ja chcę teraz! Chcę spędzić czas z moim przyszłym mężem! Może zjeść z nami? Proszę?

- A chcesz denerwować babcię, Camila? - zapytała z ciekawością, przyglądając się młodszej siostrze Eleny, która zaraz pokręciła głową i z westchnięciem wróciła do stolika, zabierając ze sobą kuzynki. Odprowadziła je wzrokiem, ostatecznie wstając i idąc z nimi, aby zaczepić o coś zaczytanego chłopca. Korzystając z okazji, Soledad zajęła jej miejsce i spojrzała na ślizgona, kładąc przed nimi szklaneczki przyniesione przez brata, do których nadała whisky.
- Trzymasz się jakoś? To bywa męczące. - zapytała płynnym angielskim, uśmiechając się do niego krótko i mierząc nieco wzrokiem, jakby lepiej mu się przyglądała. Rosie nie wyglądała, jakby zamierzała schodzić z jego kolan. - Zabrać ją? Poślini Cię jeszcze bardziej! Mam nadzieję, że jesteś głodny, bo naprawdę nie miałam pojęcia, co Ci przygotować! Ona tak rzadko ma gości. Wiesz, że możesz czuć się jak u siebie? No, chociaż pewnie tam nie masz tego całego stada małych potworów.
Wywróciła oczyma, mając na myśli dzieciaki. Sama ich nie miała, nie licząc w pewien sposób Victora oraz Flory, nad którymi przejęła opiekę po śmierci ich mamy. Stuknęła się z nim szklaneczką, upijając solidnego łyka bursztynowego trunku. Flora natomiast wróciła do stołu, bez słowa całując kobietę w polik na przywitanie i już chciała zająć kolejne krzesło, które było wolne, gdy Sol wstała i wpuściła ją, głaszcząc po głowie i sama wtrąciła się z krzesłem zaraz obok, przesuwając Gabrielle oraz Maye nieco dalej.
- Miałam okropny dzień w Ministerstwie. Naprawdę. A gdzie jest, mój pożal się boże szwagier?

______________________



___________________
Que la suerte sea suerte
Y no algo que no he de alcanzar
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Lennox X. Zakrzewski

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 156
  Liczba postów : 420
https://www.czarodzieje.org/t15432-lennox-zakrzewski
https://www.czarodzieje.org/t15448-ostrzy-sobie-pazury#414843
https://www.czarodzieje.org/t15445-nieprzyjemniaczek#414806
https://www.czarodzieje.org/t15438-lennox-zakrzewski#414740
Rezydencja Martellów QzgSDG8




Gracz




Rezydencja Martellów Empty


PisanieRezydencja Martellów Empty Re: Rezydencja Martellów  Rezydencja Martellów EmptySob 25 Lip - 11:15;

Nie przetrwałaby długo na przyjaźni z nim. Niewielu się udawało, bo trzeba do tego naprawdę mocnych nerwów. Jak wiele mogła znieść? Chociaż nie wiedział, czy rola, którą sobie teraz obrała, jakakolwiek ona jest, nie jest jeszcze bardziej wymagająca. Miał paskudny, zmieniający się charakter. Raz może być naprawdę zaskakującym, pozytywnym człowiekiem, a innego, zrobi wszystko, abyś poczuła się nieistotną postacią, która bez celu chodzi po tym świecie. Łatwo manipulował swoim otoczeniem, jeżeli już je wybrał. Puchonka posiadała jednak niebywały dar wpływania na jego nastrój, czy tego chciał, czy nie. I może sama nie wiedziała, jak ten wpływ wygląda i co przyniesie w konkretnej minucie, coś zmienia na pewno.
To nie byłaby opinia całego świata. Tylko jej najbliższej rodziny, bliskich, krwi. Jeżeli człowiek był tak blisko z własnymi krewnymi, ich opinia ma niebywałe znaczenia. Nawet jeżeli się z nią nie zgadzamy, nawet jeżeli wybieramy to, czego sami pragniemy... W tyle głowy siedzi nam to, co nie pasuje do pięknego i pełnego obrazu, który sobie zbudowaliśmy. Jest wiele możliwości, żadna jednak nie jest w pełni satysfakcjonująca.
Nie wiedział. Świadomość powodu, dla którego go tu zaprosiła, również znajdowała się poza jego zasięgiem. Tak naprawdę będąc tutaj, siedząc przy tym stole, uświadomił sobie... Iż niewiele wiedział o Florze i jej życiu. Kim był mężczyzna siedzący nieco dalej? Jakie relacje łączyły ją z kuzynkami zbliżonymi do niej wiekiem? Kim była, kiedy przekraczała próg tego domu? I zamiast wycofać się, jak to zrobiłby w innych okolicznościach, chciał wiedzieć więcej. Zostać. Nawet jeżeli miałby zostać do dnia następnego. Bariera językowa, czy jego własne upośledzenia nie miały znaczenia.
Chociaż faktycznie, musiała go w tym momencie uratować. Nigdy nikt nie ciągnął go za język, nie był ciekawy dokończenia historii... Nie wiedział dlatego, na co tak naprawdę się w tym momencie skazał. Uśmiechnął się przepraszająco i wzruszył ramionami, jakby nawet nie chciał potwierdzić słów Flory, nie chcąc w stu procentach zdradzić swoich własnych tajników. Tylko na ułamek sekundy posłał jej spojrzenie... Tak bardzo charakterystyczne dla niego samego.
Było to dla niego bardzo naturalne, wręcz instynktowne. Nie czuł skrępowania, znajdując się w kompletnie obcym dla siebie miejscu. Jedyna osoba, która pozostawi sobie ten obraz w pamięci, była ona. Zerknął na Florę i posłał jej krótkie, pełne entuzjazmu spojrzenie. Wiedział, że nie martwiła się o dziewczynkę, o to, że zacznie zsuwać się z jego kolan, a on nie zdąży jej złapać. Jeszcze nie do końca odgadnął to, co malowało się na lekko zaróżowionych policzkach, ale na pewno do tego dojdzie.-Ty również chcesz podobnego warkocza?-Spytał szeptem, a chociaż miało mieć to żartobliwy wydźwięk, wcale tak nie wyszło, wyszło wręcz tak, jakby proponował jej coś niemalże niemoralnego.
Kiedy skończył, był cholernie dumny ze swojego dzieła... Najwidoczniej inni, a raczej tłum dziewczynek, również uważał, że efekt jego pracy jest niczego sobie. Dlatego po chwili poczuł pociągnięcia za rękawy koszuli. Obejrzał się na nie wszystkie, uśmiechając się szeroko, a nawet śmiejąc pod nosem. Rosie zaczęła niespokojnie wiercić się na jego kolanach, chcąc uczestniczyć w tym zamieszaniu, które obydwoje wywołali. Jakby doskonale zdawała sobie z tego sprawę, podciągnęła się i przytuliła do jego policzka, chcąc zgarnąć go tylko dla siebie. Orzeźwiające było to, jak głośno i ruchliwie się tutaj zrobiło. Ponownie spojrzał na Florę, a później na ciocię, która oznajmiła, że tu przenocuje. Po chwili jednak przeniósł spojrzenie na błagające, lśniące oczęta. Jak mógłby je zignorować?-Zrobię warkocza każdej po kolei, ale będziecie musiały wykonać kilka zadań. -Pochylił się nad nimi konspiracyjnie, mając jedynie nadzieję, że Flo bardzo szybko im to przetłumaczy, zanim wybiją mu jakieś oko.-Najpierw trzeba zjeść, a później grzecznie prześpicie całą noc. Rano zaraz po śniadaniu zerwiecie bardzo ładne kwiatki, które później spleciemy z warkoczem. Każda księżniczka powinna mieć odpowiednie uczesanie.-Uśmiechnął się do nich pogodnie, mając nadzieję, że to w jakiś sposób oderwie ich myśli od nagłej chęci zrobienia im warkocza. Tak będą zastanawiały się nad tym, jaki kolor kwiatów chciałyby widzieć w swoich włosach. Uniósł lekko głowę.-Skoro Twoja ciocia zadała sobie tyle trudu, nie mogę odmówić takiej propozycji.-Powiedział spokojnie, patrząc wprost na Puchonkę.-Oh, nie do końca z Wielkiej Brytanii. Tylko tu mieszkam. Mam francusko-polskie korzenie.-Powiedział i uśmiechnął się lekko do ciotki Flory.
Wyprostował się, słysząc kolejny, donośny głos. Był najbardziej wyraźnym z wszystkich pozostałych i nie wiedział, czy to dlatego, że zagłuszał resztę, czy faktycznie inni zamilkli, widząc kobietę, która do nich zmierzała. Biła od niej siła i bezpośredniość, coś, co bardzo cenił. Widział jak wszystkie dziewczynki wokół niego, jak zaczarowane patrzyły na kobietę, która teraz stanęła dostatecznie blisko, aby mógł się jej przyjrzeć. Nie wiedział, czy udało mu się to zrobić, czy wyszedł na dziwaka, ale podziękował jej spojrzeniem. Piwo faktycznie było mocne i z pewnością by je wypił, nic jednak nie przebije smaku whisky. Tak, potrafił być wdzięczny.
Zaśmiał się lekko.-Pierścionka na moim palcu nie widzę. Nie wiem, czy możemy mówić o małżeństwie.-Powiedział, puszczając do niej perskie oczko. Odprowadził je wszystkie spojrzeniem. Przeczuwał również, że to plecenie warkocza było jego najgorszym pomysłem, a raczej takim, który może faktycznie go pogrążyć. Podrzucił Rosie lekko na kolanach, która jako jedyna została przy nim z tego towarzystwa. Czyżby chciał dać jej tym znać, że zwyciężyła? Obejrzał się na kobietę, dziękując skinieniem głowy za szklaneczki z trunkiem.-Odzwyczaiłem się od takich zgromadzeń, to raczej orzeźwiające, niżeli męczące.-Powiedział spokojnie, rozglądając się po zgromadzonych tutaj osobach. -Nie, nie. Nie jest taka straszna, jak ją przedstawiacie.-Uśmiechnął się, lekko łaskocząc Rosie, która zaczęła się wiercić i śmiać.-Jestem wdzięczny za gościnę i jestem raczej wszystkożerny, dlatego tym nie trzeba się przejmować.-Powiedział.-Próbowanie prawdziwej hiszpańskiej kuchni to nie codzienność.-Nigdy nie miał szczególnych upodobać względem kuchni i potraw. Zawsze wychodził z założenia, że nie zjadł jeszcze wszystkiego, co mogło powstać... A warto skosztować wszystkiego. Zaśmiał się.-Mieszkam praktycznie sam, więc owszem, nie ma komu biegać i hałasować wokół stołu.-Powiedział, przypominając sobie, kiedy faktycznie takie czasy były. I złapał się na tym, że zaczynał powoli zapominać...
Uniósł szklaneczkę do góry i po stuknięciu, sam upił łyk z naczynia, chociaż nie tak porządnego, jak jego towarzyszka w degustacji whisky. Faktycznie musiała mieć męczący dzień w Ministerstwie, co całkowicie mógł zrozumieć, bo sam czuł, że wieczorem padnie i zaśnie od razu... Chociaż sen nie był jednym z jego najlepszych przyjaciół. Przez moment obserwował Florę, kiedy do nich podchodziła i zasiadła na swoim poprzednim miejscu. Jego lekko uniesiona brew mogła wiele sugerować, jakby coraz więcej pytań kłębiło się pod jego blond czupryną.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Flora J. Martell

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 155
C. szczególne : duże, błękitne oczy.
Galeony : 343
  Liczba postów : 406
https://www.czarodzieje.org/t17100-flora-joy-martell
https://www.czarodzieje.org/t17106-florkowa-sowka#477531
https://www.czarodzieje.org/t17113-kwiatki-flory#503135
https://www.czarodzieje.org/t17105-flora-j-martell
Rezydencja Martellów QzgSDG8




Moderator




Rezydencja Martellów Empty


PisanieRezydencja Martellów Empty Re: Rezydencja Martellów  Rezydencja Martellów EmptySob 25 Lip - 21:33;

Nie wiedziała, jaka jest jej rola w jego życiu i czy miała jakikolwiek talent, jednak nie zamierzała rezygnować, dopóki on sam wprost jej nie odrzuci. Nie był łatwym człowiekiem, ale Flora dostrzegała w nim wiele zalet i talentów, chociażby do gotowania czy jak miała okazję przekonywać się dziś – do dzieci. Była w stanie naprawdę wiele wytrzymać, taki był już jej urok. Zwykle nie pokazywała przecież innym, że coś się u niej działo, wierząc, że mogło to tylko prowadzić do kłopotów. Tak, jak ona miała talent do jego nastrojów, tak on miał talent do dodawania jej pewności siebie i pokazywania świata w kolorach, których drobna brunetka nie znała. Opinia jej rodziny była ważniejsza, niż reszty świata, ale gdy się na coś lub na kogoś uparła, trudno było zmienić jej zdanie, nawet jeśli miałaby się przeciwstawiać.
Nie podejrzewała go o to, że chciał ją poznać i że chciał zostać. Była przekonana, że przyjechał, bo ona myślała, że tego nie zrobi. I tyle. Za jej przypuszczeniami nie kryło się nic głębszego. Wbrew swojej łagodności, Flora nie była zbyt otwarta, chociaż też nie kłamała i nie unikała odpowiedzi, raczej nikt nie zadawał pytań. On z kolei tych pytań nie lubił. Sam decydował, kto i w jaki sposób ma dostęp do jego życia – tego zdążyła się już nauczyć, więc wymówka dla ciotek o spaghetti, wydała się jej najbardziej naturalną możliwością. Ich spojrzenia spotkały się na chwilę, a Martellówna zdołała wstrzymać na te sekundy oddech.
Ufała mu, nie skrzywdziłby Rosie. Mógł lać się ze szkolnymi łobuzami, ale ona doskonale wiedziała, że miał w sobie pokłady delikatności, gdy tylko chciał. Pomijając, że był chyba również magnezem na dzieci. Dlatego nie martwiła się wcale, pesząc jedynie, gdy tylko szept dotarł jej uszu. Instynktownie przesunęła dłonią po swoim warkoczu, opadającym leniwie na ramię i nieco poczochranym przez dziecięce rączki. Kiwnęła głową, przekręcając ją na bok. - Może bym chciała. A zrobisz mi? - odparła cicho, patrząc na niego z ciekawością i chociaż dosłyszała tę dziwną, niemoralną wibrację w brzmieniu jego głosu, nie zwróciła na nią uwagi – a przynajmniej tak udawała, bo w gruncie rzeczy serce waliło jej, jak oszalałe. Zagłuszone na szczęście krzykiem i rozmowami.
Wyglądał tak naturalnie. Nawet śmiech brzmiał tak, jakby faktycznie, sprawiło mu to przyjemność. Ten zachwyt w ich oczach, dziecięca radość. To też udawał? Nie mogłaby uwierzyć, nawet gdyby kiwnął głową, że tak. Wbiła wzrok w swoją szklankę, dopijając lemoniady. A więc jednak zostanie? Czy te pioruny w spojrzeniu, które wcześniej jej posłał, trafią ją nazajutrz czy wieczorem? Zacisnęła usta, słuchając, jak radził sobie z dziewczynami i była pod wrażeniem, jak to wymyślił.
- Też mam zrywać kwiatki? - zapytała go cicho, nawiązując do swojego warkocza, bo wcale za księżniczkę się nie uważała, raczej Elena zasługiwała na to miano. Swoją drogą, dziewczyna wróciła tak niepostrzeżenie, że już siedziała przy stole, zerkając w ich stronę z uśmiechem.
- Francusko-polskie? To takie romantyczne. - westchnęła dziewczyna, posyłając mu czarujący uśmiech. Widocznie była jedną z tych, które śniły o różach, na szczycie wierzy w Paryżu. - Opowiesz nam o tym więcej? Jak chcesz, mogę Ci pokazać jutro z Florką nasze miasto, chociaż tutaj, na przedmieściach – jest znacznie ładniej! Prawda tatku?
- Jeśli się lubi dziką przyrodę i spokój, to tak. Długo byłaś w sklepie.

Brunetka milczała, przysłuchując się ze spokojem konwersacji. Łatwo było zauważyć, że nawet w gronie rodzinnym nie była aż tak rozmowna, jak pozostali. Poradziła sobie jednak z dziewczętami, idąc śladem Lennoxa, tylko wspominając jeszcze o babci. Nikt nie chciał jej denerwować, bo wyglądało na to, że to najważniejsza osoba w tym domu.
- Głuptasie! Musisz poczekać, aż skończę szesnaście lat i wtedy mi się oświadczyć! - odparła jeszcze rezolutna Camila, zarumieniona jego gestem i patrząca na niego, jak w obrazek, zanim Flora odprowadziła je do stołu.
Ciotka parsknęła rozbawiona, machając dłonią.
- Ja też się od nich odzwyczajam, a potem wracam tutaj. I widzisz? Wykończyć się idzie. - odparła, upijając kolejny łyk alkoholu i puszczając mu oczko. Spojrzeniem pogoniła Emanulea do grilla. - Gdybyś był tutaj codziennie lub w każdy weekend, to by Ci szybko przeszło. Nie jest potworem, bo Cię lubi! Matka cała pogryziona, ja jej nie mogę brać na ręce, bo zaraz płaczę. Tak? Więc jedz kochanieńki, jedz i próbuj wszystkiego! Podrzucę Ci moje ulubione kąski.
Wyglądała na zadowoloną, chociaż nadal lustrowała go wzrokiem – pewnie przez to, że naprawdę nie znała nikogo praktycznie z grona znajomych swojej siostrzenicy. Chłopak był konkretny, a to Soledad imponowało. Rosie natomiast śmiała się i przytulała do niego, trąc powoli oczka, jednak cały czas zerkała w stronę talerzy i mówiła mu, że jest głodna. Zachwycała się też warkoczem, co rusz dotykając go rączką. Gdy brunetka wróciła, kobieta założyła nogę na nogę po zmianie miejsca i zapytała o szwagra, co sprawiło, że głosy nieco ucichły. Siedząca na wózku babcia westchnęła, przenosząc na nią spojrzenie.
- Sol, to rodzina. Nie mów tak. Musimy sobie wybaczać, być razem. Rodzina jest najważniejsza. Leon pewnie pracuje.
- A co on innego robi? - prychnęła pod nosem, uśmiechając się jednak do matki i kiwając głową, bo nie chciała się z nią kłócić. Emanuel wybrał doskonały moment, bo grillowane mięsa i owoce morza wleciały na stół, a pozostałe ciotki oraz dziewczęta zaczynały zasypywać stół innymi dodatkami, chociaż sałatki i taco były już wcześniej. Każdemu pojawiło się na talerzu małe naczynie z gazpacho z grzankami, były też półmiski z patatas bravas z głębokiego oleju i do nich sosy, Była też paella z królikiem oraz kurczakiem, bogata w ryż i szafran. Deski z serami i różnymi odmianami serrano, Były też dania z owoców morza.
- Podziękujmy myślami Panu za posiłek kochani, że mogliśmy zebrać się wszyscy razem. Pamiętajmy też o tych, którzy nie mogą dziś z nami zjeść lub już ich z nami nie ma. Smacznego. - babcia klasnęła w dłonie, sięgając po ziemniaczka, bo porcje już nakładała jej Maya. Emanuel podleciał do Lennoxa z tacką.
- Mam dla Ciebie ośmiorniczkę, jest też baranina. Może być? - nie czekając na odpowiedź, nałożył mu i tego i tego. Stanął też przy Florze, wrzucając jej na talerz mały kawałek baranich żeberek i wyszczerzył się, unosząc brwi. - Zrobiłem Ci w marynacie z papryczek, jak lubisz. Tylko niech Rosie Ci nie ukradnie, bo będzie zadyma.
Szepnął konspiracyjnie, na co brunetka pokiwała głową i obdarzyła go uśmiechem. Lubiła ostre jedzenie. Rozejrzała się, łapiąc za sałatkę i wrzucając ją na talerz, a także kilka ziemniaków. Przez chwilę irytowała się z widelcem, ostatecznie jedząc rękoma, jak połowa osób przy stole – które miały żeberka lub mięsa z kością. Zwilżyła usta, czując mrowienie, policzki się zaróżowiły.
-Mmm.. Lennox? Powinieneś spróbować patatas, są naprawdę dobre. - rzuciła w jego stronę, zerkając też na Rosie, która nakłuwała łyżeczką ego kawałek baraniny, zostawiając ośmiorniczkę w spokoju.
Soledad natomiast jadła Gazpacho, które Flora całkiem pominęła na rzecz rarytasu od wuja. Przyglądała się jej badawczo, wcześniej zerkając na Victora, który z zaangażowaniem nadziewał na widelec kawałki króliczek mięsa.
- Widziałaś ojca dziś, Flora?
- Nie. Rozmawiałam z nim dwa dni temu, dlaczego ciociu? Miał coś do załatwienia w Madrycie.

Odparła ze wzruszeniem ramion, siląc się nawet na uśmiech. Kobieta kiwnęła głową, nie ciągnąc jej za język, bo znała siostrzenicę na tyle, że doskonale wiedziała, że nie miała ochoty o tym rozmawiać. Rosie otworzyła usta, patrząc wyczekująco na ślizgona.
- Mniam, mniam!

______________________



___________________
Que la suerte sea suerte
Y no algo que no he de alcanzar
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Lennox X. Zakrzewski

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 156
  Liczba postów : 420
https://www.czarodzieje.org/t15432-lennox-zakrzewski
https://www.czarodzieje.org/t15448-ostrzy-sobie-pazury#414843
https://www.czarodzieje.org/t15445-nieprzyjemniaczek#414806
https://www.czarodzieje.org/t15438-lennox-zakrzewski#414740
Rezydencja Martellów QzgSDG8




Gracz




Rezydencja Martellów Empty


PisanieRezydencja Martellów Empty Re: Rezydencja Martellów  Rezydencja Martellów EmptyNie 26 Lip - 0:01;

Uporczywość. Czy naprawdę myślała, że różniła się czymś od ludzi, którzy tutaj byli? Posiadała w sobie tyle energii i żaru, że wielu by zdziwiła. Nie jego. Lennox jedynie czekał na sposobność, aby jej to wszystko pokazać. Wiedział, ile mogła w sobie chować, jak wiele marnowała... A to, czy robił to z myślą o niej, czy o sobie i własnych, dziwnych pobudek... To kwestia, której tutaj nie rozpatrujemy. Do niczego przecież jej nie zmuszał, w jakikolwiek sposób na nią wpływał, sama tego chciała i na siebie zrzuciła (dobra, może delikatnie nie dał jej wyboru).
Dobrze go znała. To naprawdę był jego pierwszy powód, dla którego tu się pojawił. Aby jej udowodnić, że mógł to zrobić... I zrobił. I zostaje na noc. I wplątał się w robienie warkoczy z kwiatami we włosach. Dynamiczność tego miejsca i jego własnego nastroju w tym miejscu, kompletnie mu nie przeszkadzała. A nawet chciał dowiedzieć się więcej, zobaczyć więcej. Ponownie, próbował nie tylko swoich granic, ale granic Flory i ich wspólnej relacji.
Był jedynie świeżym okazem. Jak nowa zabawka, która po godzinnej zabawie już się nudzi. Była też druga opcja, w której dzieci zwyczajnie wyczuwały coś, co było niewidocznie gołym okiem, do jednych przekonując się po sekundach, a do innych nigdy. Nie chciał mówić, że dwulatka kompletnie fatalnie wybrała... -Dla Ciebie mam coś specjalnego.-Odpowiedział Florze, chociaż na nią nie spojrzał. Wiedział, że gdyby to zrobił, jego myśli mogłyby ujrzeć światło dzienne.
Jeżeli spyta go o to pod koniec dnia, a miał cichą nadzieję na, chociaż kilka minut spędzonych wyłącznie w jej towarzystwie, odpowie jej całkowicie szczerze. Iż ten śmiech, ta lekkość w rozmowie z dziewczynkami, czy w zajmowaniu się Rosie... To wszystko jest autentyczne, chociaż wychodzące z jakichś czeluści dawnego człowieczeństwa, którego miał w sobie bardzo wiele. Coś się budziło, dawało znak o swoim istnieniu. Zobaczymy, co się stanie, kiedy ta świadomość naprawdę w niego uderzy. Czy będzie z nią tak całkowicie szczery?
Pioruny uderzą w nią w najmniej spodziewanym momencie, powiedziałby nawet, że nie musiał być przy niej, aby to nastało. Lennoxowa zemsta jest zawsze powolna i długa, dlatego lepiej nie naciskać mu na odcisk lub nie tworzyć nowego. Są jednak sposoby na obniżenie kary, a przynajmniej złagodzenie jego osądu. Dotknął dwoma palcami dolnej wargi, w geście zastanowienia się nad odpowiedzią dla niej. Po chwili wyprostował się i spojrzał na nią.-Bardzo tego chcesz, co?-Powiedział poważnie, nawet nie poruszając brwią.
Spojrzał na kuzynkę Flory, która do nich wróciła. Nie powiedziałby, że mieszanka jego korzeni jest romantyczna... Lepiej było siedzieć cicho i zwyczajnie pokiwać głową, w końcu bardziej związany czuł się z Jo niżeli z którymkolwiek ze swoich biologicznych rodziców.-Zależy, co dokładnie chcesz wiedzieć.-Spojrzał na Puchonkę.-Właśnie, o ile dobrze pamiętam, obiecywałaś pokazanie okolicy plus troszkę historycznych i architektonicznych ciekawostek.-Mruknął. Oczywiście nie był fanem historii, jak i architektury, jak również żadna rozmowa z Florą nie miała wcześniej miejsca. Nadzieja pozostaje jedynie w Elenie, która również nie była tymi rzeczami zainteresowana. Czy Puchonka zrozumie, co zamierzał?
Nie zdążył jej odpowiedzieć, kiedy Flo zabrała dziewczynkę z dala od jego miejsca. Raczej krzyczenie przez stół, że sama powinna zadbać o swojego faceta i wręczyć mu pierścionek, nie wchodziło w grę. -Oh, jestem tylko nowym okazem, znudziłbym się po jakimś czasie.-Uśmiechnął się lekko, podnosząc szklankę i upijając łyk chłodnego napoju. Bogowie, dzięki wam.-Wszystkie sztuczki kończą się przy którymś razie.-Dodał spokojnie, odwzajemniając na moment spojrzenie ciotki Flo. Przyzwyczaił się do tego, że był tutaj okazem, który zostaje poddany poprawnym i dokładnym oględzinom. I był w jakiś pokrętny sposób do tego przyzwyczajony. Wiedział o tym i uważanie na każdy swój gest czy słowo nie miało żadnego sensu. Nie miało kiedyś, nie miałoby zastosowania i tutaj. Zajmował się Rosie i próbował ją jakoś zabawić, cały czas przysłuchując się rozmowie obok. Nie wiedział dokładnie, o co chodziło, bo gdzieżby mógł zdawać sobie sprawę z ich rodzinnych problemów, czy sporów. Nawet nie spojrzał na Florę, chcąc doszukać się odpowiedzi... Pewnych rzeczy było lepiej nie rozgrzebywać. Sam miał wiele trupów w szafie, a nawet w ogrodzie. Nigdy nie musiał czekać, domagać się, nawet zastanawiać nad czymś... Wychodził z czystego założenia, że gdy będzie chciała, rozpocznie z nim rozmowę.
Kiedy pojawiło się jedzenie, dziecko na jego kolanach się ożywiło. Sam również wyciągnął głowę znad jej własnej, aby zerknąć, co takiego zostało przyniesione. Nie wiedział, że był głodny, do momentu, w którym nie poczuł ścisku w żołądku. A może to na zapachy, które dostały się do jego nozdrzy? Wszyscy czekali, aż najstarsza z kobiet, która znajdowała się na wózku, skończy mówić i jako pierwsza sięgnie po jedzenie na stole. Dopiero teraz zorientował się, że to jest ta babcia, której nie wolno denerwować...
-Jak najbardziej.-Odpowiedział, niemal wyciągając talerz po dobroci, którego go czekały. Postawił talerz przed sobą i Rosie, przyglądając się temu, co tam było. Widział, że i dziewczynce ślina naciekła do ust, cóż, przynajmniej większa niż wcześniej. Ponownie, instynktownie chwycił za serwetę i ją rozłożył, zakładając za kołnierzyk jej sukienki. Dziewczynka zaczęła pałaszować ich wspólny talerz, dlatego nawet nie zauważyła tego, co zrobił... W innych wypadku zapewne szybko by go zdjęła. Sięgnął po sałatkę i nałożył na talerz, sięgnął po widelec i przysunął się nieco bliżej, aby obydwoje mieli lepszy dostęp do talerza. Nachylił się, jednak zamarł, widząc z boku Florę i to, z jaką pasją zabrała się za swoją baraninę. Nie ukrywał swojego rozbawienia i zdziwienia jednocześnie. Pozwolił sobie na uśmiech lewym kącikiem ust, a kiedy podniosła głowę i otworzyła usta, aby zaproponować mu patatas, wiedziała. Wiedziała, że cały ten czas ją obserwował. Oh, na pewno o tym później wspomni, kiedy nadarzy się okazja. Cały czas z tym dziwnym uśmiechem, sięgnął po polecany przez nią przysmak. Nałożył ich na talerz i dopiero teraz zaczął jeść, częstując się łaskawie zostawioną tam ośmiorniczką. Rozpływała się w ustach w momencie, w którym lądowała w ustach. Hm. Przez dłuższy moment rozpływał się nad nowymi potrawami, które nawet przyrządzone według najlepszego i oryginalnego przepisu, nie dorównywały temu, co znajdowało się tu na stole.
Zerknął kątem oka na Florę i jej ciotkę, które przez moment ponownie zaczęły wymieniać zdania dotyczące ojca dziewczyny. Hm. Nie powinno Cię to interesować. Dzięki Merlinowi za Rosie, która niedyskretnie odciągała jego uwagę. Odchylił się lekko i spojrzał na umorusaną buzię Rosie, pokręcił głową. Wiedział, że to prędzej czy później by się wydarzyło. Wytarł jej buzię o serwetę, która jakimś cudem jeszcze się tam znajdowała. Szok na jej pyzatej buzi rozbawił go do tego stopnia, że zaśmiał się pod nosem. Chwycił łyżkę, w której wcześniej przeglądała się dziewczynka i nałożył na nią, wcześniej podaną paellę. Rosie przyjęła jego dar i połknęła zawartość łyżki niemal w całości, nawet nie gryząc. Nie posiadała dna żołądka? Jeszcze chwilę temu tarła oczy, ciekawe na ile starczy jej spożyta teraz energia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Flora J. Martell

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 155
C. szczególne : duże, błękitne oczy.
Galeony : 343
  Liczba postów : 406
https://www.czarodzieje.org/t17100-flora-joy-martell
https://www.czarodzieje.org/t17106-florkowa-sowka#477531
https://www.czarodzieje.org/t17113-kwiatki-flory#503135
https://www.czarodzieje.org/t17105-flora-j-martell
Rezydencja Martellów QzgSDG8




Moderator




Rezydencja Martellów Empty


PisanieRezydencja Martellów Empty Re: Rezydencja Martellów  Rezydencja Martellów EmptyNie 26 Lip - 21:16;

To było najbardziej przerażające w ich relacji. Ślizgon sprawiał, że odkrywała w sobie emocje i myśli, których nigdy wcześniej nie było. Te część Flory, którą chowała przed światem i sobą, która była przerażająca w swoim egoizmie i zachłanności, która nie wstydziła się robić rzeczy, których pannie nie przystoi. I nawet jeśli chciała, nie zawsze panowała w jego towarzystwie nad swoimi słowami czy gestami, nie zawsze poskramiała coraz to głośniejsze myśli. To przypominało balansowanie na linie, przechodzenie nad przepaścią. Adrenalina na swój sposób uzależniała i nie mogła zrezygnować, chociaż upadek mógł się skończyć tragicznie. Jak w padnie w Lennoxową przepaść, to będzie po niej.
Zaskakujące, że ktoś umiał wpasować się tu tak łatwo. Że on się tu wpasował tak łatwo. Ciotki patrzyły z uwielbieniem, jak okiełznał Rosie oraz pozostałe dzieciaki, wujowie byli pod wrażeniem dobrego wychowania, uśmiechu i spokoju. To była też jego maska, czy też fragment twarzy, której nie chciał pokazać. Warkocz był jednak kuszący, zwłaszcza że ona lubiła, gdy ktoś bawił się jej włosami. Zawsze kojarzyło się jej to z mamą, bo ta zaplątywała jej włosy w rozmaite upięcia, gdy jeszcze żyła. Nie mógł całkiem kłamać, dzieci zawsze wiedziały i znały prawdę. Nie bez powodu był dla nich atrakcyjny niczym beza z owocami. Czy powinna obawiać się tych specjalnych rzeczy? Dreszcz niepewności przebiegł po ciele, niknąc pod materiałem czerwonej sukienki w drobne kwiatki. Wygładziła jej materiał dłońmi, kiwając jedynie głową, chociaż nie miała pojęcia, czy widział. Zerknęła jeszcze raz na niego oraz na Rosie, wzdychając cicho i upijając lemoniady. Nie ma co gdybać i się zastanawiać, nie było sensu panikować. - Mhmm... To zależy, czy Ty będziesz miał ochotę. Bo jak na siłę, to wcale nie chce.
Odparła cicho, zerkając w jego stronę i wzruszając delikatnie ramionami, bo jak wiedział, nienawidziła go do czegokolwiek zmuszać lub na niego naciskać. Zwłaszcza że wyglądał, jakby dobrze się bawił, zaplątując krótkie włosy dziecka, gdy robił to sam z siebie. Skoro byli... Przyjaciółmi? Towarzyszami? Skoro mieli więź, relacje – zależało jej, żeby zawsze robił to, co miał ochotę i uśmiechał się przy tym szczerze, niż żeby sprawiał jej przyjemność na siłę i wbrew sobie. Z zamyślenia wyrwał ją głos Eleny. Nawet nie zauważyła, jak wbiła paznokcie w udo pod stołem, zaskoczona zaproszeniem kuzynki. Nie była typem zwiedzającym. Spodobał się jej? Przesunęła po niej spojrzeniem jasnych oczu, uśmiechając się jednak i maskując to dziwne ukłucie niepokoju, które pojawiło się gdzieś w klatce piersiowej. To dobra dziewczyna, ładna. Nie nudziłby się z nią.
Pokręciła głową do własnych myśli, zgarniając luźny kosmyk włosów za ucho.
- Hmm? - odwróciła głowę w jego stronę, pośpiesznie nią kiwając. - Tak, oczywiście. Zabiorę Cię do muzeum, pokaże Ci pomniki i pójdziemy na ten zabytkowy cmentarz.
Nie mogła powstrzymać potoku bredni, które opuściły jej usta, nie dowierzając w samą siebie. Dlaczego tak zrobiła? Przełknęła ślinę, spoglądając na kuzynkę z uśmiechem. - Jeśli chcesz, to możesz iść z nami. Pe.. Pewnie tez chciałabyś mu pokazać to i owo, od siebie.
- Nuda. Dlaczego wybieracie same te nudne miejsca? Mam lepszy pomysł, ale to tajemnica. Później wam powiem! - oznajmiła z diabelskim uśmiechem, puszczając Zakrzewskiemu oczko i przykładając palec do ust, a na spojrzenie ojca – które było wywróceniem oczyma, wzruszyła niewinnie ramionami.
Ulżyło jej, że ciotka tak swobodnie z nim rozmawiała. Nie była złą osobą, była po prostu surowa. Zawsze miała jednak słabość do niebieskich oczu i może to sprawiało, że łagodniej spoglądała na gościa, zaczepiając go i polewając mu specjalnie zakupioną whisky, bo Flora wspomniała, że takową lubi. Byli już dorośli, nawet ona mogła się napić, jednak z przyzwyczajenia sięgała po ulubioną lemoniadę. Poprawiła się na krześle, zerkając jeszcze na Victora i posyłając mu uśmiech, a potem zaczął się obiad.
Jedzenia jak zwykle było zbyt wiele, każdy w tej rodzinie miał jakieś zdolności kulinarne, a zwłaszcza ciotki i wuj Emanuel, który robił doskonałe marynaty. Babcia zawsze mówiła kilka słów przed wspólnym obiadem, była wierząca i zależało jej, aby rodzina w jakiś sposób to szanowała. Jednak gdy kobieta zajadała się już ziemniakami, wszyscy skupili się na swoich talerzach.
- I jak Flo? Wystarczająco? - zagadnął wujek z końca stołu, na co kiwnęła głową. Nie szkodzi, że trochę zaszkliły się jej oczy, wciąż było przepyszne, chociaż normalni ludzie twierdzili, że taka ostrość zabija cały smak. - Myślałem, że tym razem mi się uda.
- Jesteś całkiem blisko, wujku. - odparła, wycierając palce oraz usta w serwetkę i sięgając po lemoniadę, bo gardło paliło niemiłosiernie. Szkoda, że nie była fanką mleka. Cały czas czuła na sobie jego spojrzenie, chociaż sama nie była lepsza i zerkała w jego kierunku. Wyglądał na zadowolonego, nie wspominając o Rosie, która walczyła z nabraniem pomidorka na łyżeczkę, aby zaraz odwrócić się do ślizgona i podsunąć mu ją do ust, krzycząc, żeby zrobił „aaa”, bo też chciała go nakarmić. Lubiła to warzywo, więc brunetka uśmiechnęła się pod nosem, dojadając tylko sałatkę i nie mając już miejsca na ziemniaczki, odsunęła talerz.
Soledad na szczęście nie naciskała, wywracając jedynie oczyma i wracając do Gazpacho, popiła je alkoholem. Lennox i Rosie karmili się wzajemnie, co było urocze, wywołujące głośne westchnięcia ciotek oraz ojca dziewczynki.
- Może powinien ją adoptować?
- Też jestem zaskoczona, że tak go polubiła! To musi być dobry chłopiec. Zobacz, ile jedzenie sprawiała mu przyjemności. - odparła mężczyźnie żona, nakładając sobie kolejne udko z królika i komentując, że młodzież coraz mniej je, bo także Elena odłożyła sztućce, skupiając się na lemoniadzie. Posiłek trwał w najlepsze jeszcze kilkanaście minut, ciągle Zakrzewskiego zagadywali i dokładali mu rzeczy na talerz. Potem Maya i Flora zaczęły sprzątać stół, wujek wygasił palenisko w grillu, a Soledad wstała, łapiąc za babciny wózek.
- Uprzątnijcie tutaj dzieciaki. Elena, pomóż siostrom. Quentin, Ty też. - zwróciła się w stronę chłopaka nieco starszego od puchonki, który wciąż podjadał ziemniaki. Grzecznie kiwnął głową. - My zaraz mamy nowy odcinek „Miłości w pełnie księżyca”, więc sami rozumiecie. Lennox skarbie, Ty odpocznij po jedzeniu. Co z Rosie?
- Idziesz do mamy, skarbie? - kobieta kucnęła przed nimi, wyciągając ręce, jednak po chwili namysłu, dziewczynka pokręciła głową i przytuliła chłopaka, wywołując westchnięcie. - Nie przeszkadza Ci, że z Tobą zostanie? Niedługo powinna iść spać.
- Dlaczego tylko Rosie może być u niego na kolanach? - zapytała Camila, podbiegając i siadając na Florkowym krześle, które przysunęła w stronę gościa, a także obróciła głowę, patrząc na swojego przyszłego męża wymownie. Podbiegł również jakiś chłopiec.
- Zagrasz z nami i z Quentinem w piłkę?
Victor natomiast wciąż siedział na miejscu, sprzątając stół dookoła swojego talerza i zerkając w stronę siostry, czy do niego podejdzie. Brunetka uśmiechnęła się tylko, czując na sobie spojrzenie dziecka i z tacą podeszła, zabierając się za sprzątanie dziecięcego stołu, co na chwilę wywołało uśmiech na jego twarzy.
- Zjadłeś?
- Tak.
- A warzywa?
- Tylko trochę. Resztę schowałem dla żółwia. - wyjaśnił ze spokojem, kładąc sobie na kolanach wcześniej czytaną książkę, jednak spojrzenie wciąż miał utkwione w starszej siostrze, jakby chciał ją coś zapytać, ale nie wiedział jak.
- Hmmm? Nie chcesz zagrać w piłkę?
- Nie. Przejrzysz ze mną książkę przy deserze? Muszę Ci pokazać, co znalazłem.
- Tylko skończymy sprzątać. - potargała go po włosach, łapiąc tace w dwie ręce i kierując się do kuchni, zostawiła ogród za sobą. Zaraz za nią poszła Elena ze szklankami oraz pustymi dzbanami, a Maya wciąż składała rzeczy. Quentin natomiast wyrzucał śmieci.
- Uja! Aciu? Leox?-zapytała Rosie, wskazując na ziemię i chcąc się zsunąć z jego kolan, aby trochę pobiegać. Widocznie dziecko odzyskało energię. Wyszczerzyła buzię, patrząc mu w oczy, gdy o mało nie spadła z kolan.

______________________



___________________
Que la suerte sea suerte
Y no algo que no he de alcanzar
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Lennox X. Zakrzewski

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 156
  Liczba postów : 420
https://www.czarodzieje.org/t15432-lennox-zakrzewski
https://www.czarodzieje.org/t15448-ostrzy-sobie-pazury#414843
https://www.czarodzieje.org/t15445-nieprzyjemniaczek#414806
https://www.czarodzieje.org/t15438-lennox-zakrzewski#414740
Rezydencja Martellów QzgSDG8




Gracz




Rezydencja Martellów Empty


PisanieRezydencja Martellów Empty Re: Rezydencja Martellów  Rezydencja Martellów EmptySro 29 Lip - 22:48;

Nieznane, nowe, nieograniczone, niebezpieczne... Miała całkowitą rację. Niewiedza była przerażająco, to, że nie wiedzieli dokąd, dokładnie zmierzali... Kim dla siebie byli. Lennox jedynie przyjmował to, co działo się tutaj. Każde spotkanie dawało mu coś nowego, jakąś informacje... On również poznawał się na nowo. Jeszcze godzinę temu wyśmiałby, a zapewne jeszcze przywaliłby temu, kto zasugerowałby, iż będzie tak czule zajmować się małą dziewczynką. Nie pamiętał już, kiedy ostatnim razem trzymał dziecko, nie pamiętał, kiedy ktoś patrzył na niego w ten szczególny, szczery i przeszywający sposób. Był to zupełnie inny rodzaj "przeszywania" niż sam praktykował. W jego oczach kryło się tak wiele, że nie wiadomo było dokładnie co. Gdyby wypuścił chociaż jedną rzecz, nie wiedział, czy znalazłaby się osoba zdolna do rozszyfrowania tego, co oferował.
Wysoko uniesione brwi, lekka, ale jednak widoczna, obraza wyrażona w jednym, krótkim spojrzeniu. Naprawdę? Reprymenda, którą mogła dostrzec w kącikach jego warg, lekko drżących... Powstrzymujących się przed grymasem. -Zazdrosna o kilka dziewczynek? Chyba musimy popracować nad Twoją pewnością siebie.-Powiedział spokojnie, cicho, tak, aby mogła tylko ona go usłyszeć. Czy właśnie sobie zagrabiła? A owszem. Sielanka mogła trwać tylko moment... Przecież chciała prawdziwego Lennoxa. Zamierzał więc go jej ofiarować.
Czemu zadręczała się tymi wszystkimi myślami? Ile razy ma powtarzać, że gdyby czegoś kurwa nie chciał, nie robiłby tego, nie mówiłby tych wszystkich rzeczy...Był człowiekiem, który rzadko kiedy się do czegoś zmusza... Wszystko zależy od tego, co miało znajdować się na samym końcu danej drogi.
Głupie gadanie, naprawdę myślała, że takie dziewczyny mu się podobały? Zabiegające o jego uwagę, kręcące się wokół niego, jasno dające mu znać, że się im podobał? I niech mi powie, że to jego charakter zainteresował Elenę, co? Flora Martell, podobno była inteligentnym stworzeniem. Nie wiedział, czy załapała to, co zamierzał tutaj zrobić, ale najwidoczniej coś tam zaświeciło. Nie mógł powstrzymać lekkiego uśmieszku, słysząc jej ostatnie zdanie. Niemal prychnął, jednak dłoń powędrowała do góry, jakby chciał podrapać się po policzku. Zasłonił jednak rozbawienie, może prawdziwe swoje oblicze... Więc jednak Puchonka potrafiła używać docinków, o ile jej kuzynka się zorientowała, nie dała tego po sobie poznać. Poprawił się na krześle, przytrzymując Rosie, której nie spodobał się nagły ruch.
-W sumie to na moje życzenie. Flora wie, że uwielbiam takie nudne miejsca...-Wzruszył lekko ramionami, ignorując jej obietnicę niespodzianki, jak i sam sposób zwrócenia się w jego kierunku. Czy on również tak wyglądał, kiedy puszczał ludziom oczko? Chyba tego zaprzestanie.
Najwidoczniej upodobania do płci przeciwnej była kwestią przekazywaną z pokolenia na pokolenie, bo chyba nie tylko jej ciotka miała słabość do mężczyzn podobnej aparycji. Chociażby wiele by tu mówić o upodobaniach. Sztywność, którą znała w jego wykonaniu, kompletnie nie pasowała do miejsca, w którym się znajdował. Był jak kameleon, czasem, kiedy sytuacja tego wymagała. Potrafił wtopić się w tłum, potrafił wystawać poza niego... Mógł być kimkolwek tylko by, zapragnęła. Nie widział powodu, aby przypodobać się tym ludziom, jednak chciał, aby Flora nie żałowała nawet przez sekundę tego, że go tutaj zaprosiła.
Dziewczynka pochłaniała jego uwagę, a przynajmniej to 80%, bo reszta krążyła wokół stołu. Szczególnie przy tej szczęści, która znajdowała się najbliżej. Czy widział szepty wuja i Flory? Jej zaczerwienione policzki i łzy w oczach zaraz po zjedzeniu tego, co otrzymała na talerz? Był ciekawy tych długich spojrzeń w kierunku stołu dzieciaków. Sam spojrzał tam kilka razy, akurat, kiedy Rosie wyciągała do niego sztućce z jedzeniem nałożonym specjalnie dla niego. Nie miał serca mówić jej, że był przepełniony... Jedzenie było pyszne, jej uśmiech rozbrajający, a oczy rozjaśniały się za każdym razem, kiedy połykał nowe to porcje bez słowa sprzeciwu. Popijanie alkoholem wcale nie zrobi miejsca w jego żołądku, ale za to przyjemnie drażniło podniebienie, dając chwilowej i upragnionej ochłody.
Zaśmiał się kilka razy, kiedy jakaś ciotka czy wujek żartowali na temat jego ręki do dzieci, czy kiedy zadawali pytania, które na kilka sekund wytrącały go z równowagi. Ciotka Flory czasem coś tłumaczyła, czasem dopowiadała coś od siebie po angielski. Jego głowa biegała między lewo, a prawo, zezując na środku, gdzie znajdował się mały potwór w postaci Rosie, która najwidoczniej odzyskała siły.
-Nie wiem, czy siedzenie pomoże w ułożeniu się tego wszystkiego, co zjadłem.-Uśmiechnął się leniwie, przytrzymując Rosie, która lekko się wspięła i go objęła, kiedy jej mama chciała ją zabrać. -Nie ma problemu. Flora najwyżej pomoże mi ją położyć, jak mała przyśnie.-Powiedział spokojnie, posyłając kobiecie uspokajający uśmiech.
Powiódł wzrokiem za Florą, która zaczęła pomagać w sprzątaniu... Nie zdążył odpowiedzieć starszej dziewczynce, która do niego podeszła, kiedy znikąd pojawił się chłopak. Był jak zbawienie, chociaż mógł nie zdawać sobie z tego sprawy, nie wiedział bowiem jak mógł sprytnie odpowiedzieć Camilii. -Jasne.-Zawołał, powoli się odsuwając i przytrzymując wierzgającą Rosie... Palącą się najwidoczniej do biegów. Uniósł nieznacznie brwi, z podziwem dla dziecięcej regeneracji. Odprowadził dziewczynkę wzrokiem, czy aby przypadkiem nie wpadnie zaraz na jakieś krzesło, czy Merlin wie w co innego.-Wybacz Cami, ale czas dla Ciebie już zarezerwowałem na jutrzejszy poranek. Nie zapomnij o kwiatach.-Powiedział spokojnie, uśmiechając się lekko dla pocieszenia dziewczynki. Przeciągnął się i zwrócił do chłopaka.-Prowadź.-Powiedział, a ten zaprowadził go na ogród, do którego musieli zejść po schodach. Chłodniejsze powietrze ostudziło jego rozgrzaną twarz, a te kilka szybkich kroków po schodach pozwoliło rozprostować kości. Nie zdawał sobie sprawy, że pomimo lekkości, nawet dziecko potrafi z czasem ciążyć.
Nim się zorientował, chłopak w jego wieku rzucił w jego kierunku piłkę. Pobiegł kilka metrów do tyłu, próbując przyjąć piłkę piersią, co by wyszło, gdyby nie poczuł uderzenia w prawym ramieniu. Piłka odbiła się i poleciała w dół, dlatego szybko wyciągnął kolano. Odbiła się raz i drugi, a później Lenny ją kopnął. Niewymowne zasady podwórkowej piłki, każdy gra do własnej bramki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Flora J. Martell

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 155
C. szczególne : duże, błękitne oczy.
Galeony : 343
  Liczba postów : 406
https://www.czarodzieje.org/t17100-flora-joy-martell
https://www.czarodzieje.org/t17106-florkowa-sowka#477531
https://www.czarodzieje.org/t17113-kwiatki-flory#503135
https://www.czarodzieje.org/t17105-flora-j-martell
Rezydencja Martellów QzgSDG8




Moderator




Rezydencja Martellów Empty


PisanieRezydencja Martellów Empty Re: Rezydencja Martellów  Rezydencja Martellów EmptyCzw 30 Lip - 19:45;

Lennox był Lennoxem. Flora była Florą. Ich relacja po prostu była. Nie mogła nad tym gdybać dłużej, a przynajmniej nie teraz, gdy siedział z niewinną miną, trzymając na kolanach jej małą kuzynkę. Zaprosiła go tu, bo lubiła spędzać z nim czas pomimo tego, że każde spotkanie było nieprzewidywalne. Nigdy nie potrafiła przewidzieć tego, co Ślizgon zrobi lub powie. Zaprosiła go, bo chciała się z nim na wakacjach zwyczajnie zobaczyć, zwłaszcza że wesele jego mamy wciąż było aktualne, ciotka się uparła. Zaprosiła go, bo była ciekawa. Bardziej i bardziej.
Na jego słowa rozchyliła wargi, kręcąc głową i rumieniąc się delikatnie, zaprzeczyła.
- Oczywiście, że nie jestem zazdrosna! Głupek.- szepnęła z nutą oburzenia, czując, jak prąd przebiega po jej ciele, a w klatce piersiowej pojawiał się uścisk. Nie była. Nie mogła być o niego zazdrosna. Prychnęła cicho, sięgając po szklankę i dopijając napój. Zapominała czasem, jaki był bezczelny. Skoro jej brakowało pewności siebie, to Zakrzewski miał jej nadmiar. Byli przecież.. Byli przecież przyjaciółmi, a oni nie są o siebie zazdrośni. Zerknęła w jego stronę, wzdychając cicho. Nigdy za nim nie nadąży. I ta cała wymiana zdań z Eleną, która chyba naprawdę upodobała sobie błękitnookiego studenta, puszczając mu nawet oczko. Były kuzynkami, on nie był jej, nie było w tym nic złego, a jednak.. Jednak nie ugryzła się w język, czując nieprzyjemne ukłucie. Czy to były wyrzuty sumienia, że zagrała tak, jak sobie wymyślił? A może coś innego? Może kiedyś Ela jej za to podziękuje. Czy wtedy też powie sobie, że nigdy nie będzie żałowała, że go tu zaprosiła? Chociaż wydawała się taka jak zwykle, bawiła się z nim naprawdę dobrze.
Obiad się skończył, telenowela zaczęła, wujkowie zajęli się piciem i sportem. Klasyczne popołudnie. On z kolei był rozchwytywany przez dzieciaki, ku niezadowoleniu Rosie, która chciała wyciągnąć go chyba na spacer. Nie obawiała się jednak, że nawet jeśli zostanie sam z dzieciakami, coś się wydarzy. Nie bez powodu tak go oblegały. Mogła być spokojna. Dlatego wróciła do sprzątania, wynosząc rzeczy razem z kuzynkami.
Wróciła po kilku minutach dość nieswoja, zamyślona – co poznałby tylko biegły obserwator, za to Elena uśmiechała się od ucha do ucha, podjadając winogron i kolorując obrazki. Stół zastawiony był ciastkami oraz słonymi przekąskami, było mnóstwo owoców oraz soków, jakieś napoje czy zwykła woda z miętą. Flora nałożyła na talerz trochę obranych mandarynek, pomarańczy i truskawek, po czym skierowała się do schodów prowadzących z tarasu do głównej części ogrodu, biorąc pod pachę Rosie. Poszła do Victora siedzącego na huśtawce i czekającego z książką. Była taka godzina, że mała zaraz uśnie – zwłaszcza po adrenalinie dostarczonej przez Lennoxa. Posadziła ją więc na sobie, głaszcząc po plecach i kołysząc bujaczką, słuchając jednocześnie opowieści brata o tym, że przeczytał nową książkę o zwierzętach i specjalnie dla niej dowiedział się więcej na temat pingwinów. Brunetka lubiła je, jak i wieloryby, orki oraz delfiny. Zagadywała go, podsuwając owoce, a jednocześnie obserwując z zainteresowaniem grę w piłkę, która rozkręciła się na nowo. Popijała właśnie wodę, bo zaschło jej w gardle od nucenia kołysanki śpiącej już Rosie, gdy jej gość zdecydował się ostentacyjnie ściągnąć koszulę, co wywołało zachwyt w oczach Camili, Eleny i pokrycie się solidnymi wypiekami policzków Flory. Zwariował?
- Wyglądasz, jakbyś miała temperaturę. Chcesz się położyć? Masz, zjedz. Mają witaminy. Zawsze tak mówisz. Wiedziałaś, że jak jeden pingwin jest chory, to drugi się nim opiekuje? - chłopak przekręcił głowę, podsuwając siostrę ręką talerz. Nie chciał ubrudzić rąk, żeby książka pozostała czysta. Posłała mu pociągłe spojrzenie, odstawiając szklankę i wsuwając sobie faktycznie truskawkę do ust, uśmiechnęła się, kręcąc szybko głową.
- Jest po prostu gorąco. Pingwiny są bardziej ludzkie, niż niektórzy z nas wychodzi na to. - odparła z delikatnym wzruszeniem ramion, poprawiając sobie śpiącą dziewczynkę na kolanach. Leżała na niej w całości, sprawiając, że Flora nie mogła się ruszyć. Nie przeszkadzało jej to, wciąż głaskała ją po plecach, podtrzymując, żeby nie spadła. Victor też mówił ciszej, nie chcąc jej obudzić. Oparł się bokiem o siostrę, pokazując kolejne obrazki z książki.
Dziewczynki kibicowały drużynie Lennoxa z koca na trawie, a Maya i Elena plotkowały nad ciastem, szepcząc w podekscytowaniu. Quentin natomiast co rusz go zaczepiał, podając mu piłkę i dokuczając młodszym, którzy krzyczeli między sobą, jakby to był mecz ich życia. Wyglądali, jakby dobrze się bawili. Westchnęła cicho, śledząc wzrokiem chłopaka, nie mogąc powstrzymać łagodnego uśmiechu na ten widok. Kto by pomyślał, że szkolny łobuz ot tak bawi się z dziećmi? Coś jednak nie dawało jej spokoju. Odchyliła głowę do tyłu, patrząc na pokryte białymi obłokami niebo.

______________________



___________________
Que la suerte sea suerte
Y no algo que no he de alcanzar
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Lennox X. Zakrzewski

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 156
  Liczba postów : 420
https://www.czarodzieje.org/t15432-lennox-zakrzewski
https://www.czarodzieje.org/t15448-ostrzy-sobie-pazury#414843
https://www.czarodzieje.org/t15445-nieprzyjemniaczek#414806
https://www.czarodzieje.org/t15438-lennox-zakrzewski#414740
Rezydencja Martellów QzgSDG8




Gracz




Rezydencja Martellów Empty


PisanieRezydencja Martellów Empty Re: Rezydencja Martellów  Rezydencja Martellów EmptyCzw 30 Lip - 21:11;

Zaśmiał się, głaszcząc Rosie po głowie, a raczej próbując okiełznać włoski, które wchodziły jej do oczu. -Zazdrośnica.-Mruknął w swoim ojczystym języku, a choć Flora nie mogła wiedzieć, co powiedział, był przekonany, że mogła to łatwo wychwycić. Po brzmieniu tego słowa, które niemal wyrzucił z ust, krztusząc się własnym śmiechem... Po uśmieszku, który czaił się w lewym kąciku jego ust.
Czy to byłoby takie straszne, gdyby faktycznie tak było? I właśnie do tej dziury go wepchnęła? Nie sądził, że upadł tak nisko. Jej przyjacielem był Skyler, a na pewno nie powinni tam siedzieć we dwójkę, zapewne szybko dostałby jakiś zabójczy eliksir... Czy inne świństwo, kończące bardzo efektywnie jego życie. Nie chciał być jej przyjacielem, a przynajmniej nie tylko nim... Nie przyszedł tutaj dlatego, aby właśnie tak go nazywała. Aby ograniczyła go do tego pola, który jest dla niej wygodny! Nie tolerował tchórzostwa.
Zdążył jeszcze schować magiczne słuchawki do kieszeni, aby przypadkiem nie wypadły gdzieś podczas gry. Nie chciał, aby prezent oraz jednocześnie wielka pomoc w komunikacji, gdzieś się zapodziała. Gra wprawiła w ruch jego zasiedziałe kości i sprawiła, że pot wystąpił na jego czole. Czuł jak, koszula przykleja mu się do ciała, a kiedy wylądował kilkukrotnie na ziemi, aby zdążyć przed wbiciem mu kolejnego gola, urwał jeden z górnych guzików swojego odzienia. Po kilkunastu minutach zatracony w rywalizacji... Cholera, stęsknił się chyba za swoim boiskiem i miotłą, wbijającą się w no wiadomo gdzie. Nie był nawet świadom widzów, którzy od czasu do czasu przyglądali się ich grze. Czy dlatego zdecydował się na zdjęcie górnej części swojego ubioru? Gdzieżby znowu. Zwyczajnie za bardzo mu przeszkadzała w wykonywaniu ruchów, w biegu... I niestety, sprzyjała młodszemu z chłopaków, kiedy próbował odciągać go od piłki. Śmiał się za każdym razem, kiedy czuł pociągnięcie za materiał.
W pewnym momencie nie mógł wytrzymać i chwycił chłopaka, podnosząc go do góry i zawieszając go sobie na ramieniu. Zakręcił nimi, aż nie poczuł na skórze uderzeń średniej wielkości pięści i kilka krzyków przez śmiech. Może nie miał słuchawek, ale doskonale wiedział, co oznaczały niektóre słowa.
Wskazał chłopakom, że potrzebuje chwili, aby złapać oddech i wziął koszulę z ziemi. Zakładając ją, zobaczył, że kuzynka Flory do niego podeszła. Wsadził słuchawki do uszu, chociaż Elena mówiła całkiem nieźle po angielsku. Nie zdążył się zapiąć, kiedy wcisnęła mu w dłoń ociekającą wodą szklankę. Nie zastanawiał się długo, tylko wypił wszystko duszkiem. Uniósł wysoko brwi, kiedy usłyszał to, co miała do powiedzenia. Jego wzrok automatycznie powędrował w kierunku Flory, odnajdując ją przy cichym chłopaku oraz z Rosie na kolanach. -Pogadam z nią. Jasne.-Powiedział i już miał odchodzić, kiedy odwrócił się do niej.-Skoro robimy to w tajemnicy, musisz mi powiedzieć, gdzie jest jej pokój.-Powiedział spokojnie, przypominając sobie, że to właśnie pod drzwiami Flory mieli się spotkać. Z jej balkonu mieli się wymknąć na zewnątrz. Oczywiście to czysta podpucha, aby w ogóle dowiedzieć się, gdzie ów pokój się znajdował. Uśmiechnął się do Eleny uroczym uśmiechem, a później pomachał do chłopaków, że wraca...
Nie wrócił, bo Soledad go zawołała. Podbiegł do niej truchtem i dopiero kiedy go uświadomiła, że zrobiło się późno. Spojrzał na niebo, jakby nie wierzył jej słowom. Zawołała innych, żeby już wracali do domu, a jego zaprowadziła osobiście, chcąc pokazać mu jego pokój. Kiedy wszedł do pomieszczenia, na stoliku już leżały napoje i przekąski, na które zaświeciły mu się oczy. Podziękował kobiecie, śmiejąc się, że faktycznie trening opróżnił jego żołądek.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Flora J. Martell

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 155
C. szczególne : duże, błękitne oczy.
Galeony : 343
  Liczba postów : 406
https://www.czarodzieje.org/t17100-flora-joy-martell
https://www.czarodzieje.org/t17106-florkowa-sowka#477531
https://www.czarodzieje.org/t17113-kwiatki-flory#503135
https://www.czarodzieje.org/t17105-flora-j-martell
Rezydencja Martellów QzgSDG8




Moderator




Rezydencja Martellów Empty


PisanieRezydencja Martellów Empty Re: Rezydencja Martellów  Rezydencja Martellów EmptyCzw 30 Lip - 21:45;

Gdyby tylko lepiej rozumiała ludzi, a przede wszystkim siebie.. Zacisnęła usta, widząc, jak Elena ze świecącymi oczyma podbiega do niego z wodą i szepcze mu coś na ucho. A jednak się zdecydowała? Dłoń zatrzymała się na plecach Rosie, a błękitne ślepia wbiły się w jej zaspaną, odrobinę zaślinioną twarz. Przytakiwała głową na słowa Victora, sięgając po kolejną truskawkę. Najważniejsze, że dobrze się Lennox bawił, reszta przecież nie miała znaczenia. Ze spokojem dopiła lemoniadę, odprowadzając ciotkę i chłopaka wzrokiem – słyszała jej stanowczy głos, na który posłała tylko jej karne spojrzenie, że zaraz obudzi małą. Miała rację, robiło się coraz później. Zanim wszystkie dzieciaki się przygotują do spania, zanim Flora uprzątnie taras oraz kuchnie.. Quentin podszedł do kuzynki z uśmiechem, zdyszany i zadowolony, rzucając kilka komplementów na temat nowego zawodnika w ich drużynie, po czym zabrał ostrożnie małą, wiedząc, że drobnej puchonce może być ciężko, aby zabrać ją na górę. Przesunęła dłońmi po udach oraz kolanach, zgarniając niezadowolonego Victora w stronę domu.
Nie miała pojęcia, czy minęły dwie, czy trzy godziny. Wieczór był zawsze pracowity, bo we wszystkim pomagała. Jej rutyną było uprzątnięcie dokładnie używanych pomieszczeń czy pomoc przy maluchach. Czesała włosy dziewczynkom, dawała buziaki na dobranoc w czoło i czytała krótkie bajki, zostawiając im wątłe światełko w pokojach, gdy zamykała drzwi. Na dworze było ciemno, a dom był duży – schody czasem skrzypiały, a dziewczęca wyobraźnia była naprawdę bujna. Większość dorosłych wyszła do pubu, jedna ciotka szydełkowała w salonie z lampką winą, a jej mąż czytał książkę. Musiała też zajrzeć do babci – robiła tak zawsze przed spaniem, gdy była w domu. Upewniała się, że kobieta wzięła leki oraz przynosiła jej świeżej wody z cytryną, nastawiała ulubione radio i zawsze chwile rozmawiały, chociaż coraz częściej myliła ją z jej matką, czego wcale nie uważała za złą rzecz. Zdała raport ciotce, zanim ta wyszła na jedną ze swoich szybkich randek i pożegnała się jeszcze z Mayą, która jak zwykle zamierzała utonąć w książce. Uśmiech Eleny mijanej na korytarzu sprawił, że brunetkę naszły złe przeczucia. W milczeniu z uśmiechem wspinała się na górę, kierując na poddasze, gdzie był krótki korytarz i tylko trzy pokoje, w tym jej sypialnia. I chociaż zatrzymała się na chwilę przed drzwiami Lennoxowego pokoju, uznała, że chłopak jest wykończony i poszedł spać, nie chciała przeszkadzać.
Masując ramiona, westchnęła, opierając się na chwilę o jasne drzwi sypialni. Wnętrze było przytulne i stonowane. Dominowały tu biele oraz łagodne, piaskowe kolory w akompaniamencie drewna. Na biurku leżały podręczniki z uzdrawiania oraz notatki, kilka dziewczęcych dupereli. Koło łóżka stał wiklinowy kosz pełen pluszaków od Skylera, a pingwin oraz maskotka wieloryba siedziały na szafce nocnej. Uchyliła balkon, pozwalając, aby chłodne powietrze wpadło do pokoju i płynnym ruchem zsunęła z warkocza gumkę do włosów, rzucając ją do małego koszyczka na regale, zaraz obok kasetki na biżuterię. Nad nim tkwiła żyłka z poprzyczepianymi zdjęciami, były też książki kucharskie na półkach czy drobne bibeloty. Do sypialni należała niewielka łazienka, do której skierowała kroki.
Nie marzyła tak o niczym, jak o chłodnym prysznicu. Woda zdawała się koić rozgrzaną skórę, a migdałowy zapach żelu pod prysznic sprawiał, że mogła się zrelaksować. Para otoczyła pomieszczenie niczym mgła, w lustrze nic nie było widać. Stała oparta o kafle, mając skrzyżowane ręce na piersiach i znów myślała nad całym tym dniem, nad tym wszystkim, co się w niej działo. Minęło dziesięć, może piętnaście minut? Nie miała pojęcia. Z westchnięciem wyrżnęła z włosów nadmiar wody, rozpuszczając proste, sięgające pasa kaskady na plecy i owinęła się ręcznikiem, bo jak zwykle, zapomniała zabrać z sypialni piżamy. Nucąc pod nosem, pozwalając, aby krople wody spływały po skórze – weszła do pokoju, zostawiając otwarte na szerz drzwi od łazienki. Dłonią przeczesywała włosy i zauważyła stojącą w pokoju postać dopiero wtedy, kiedy prawie na nią wpadła. Tłumiąc pisk, mocniej złapała ręcznik i odskoczyła do tyłu, unosząc głowę i obdarzając go pociągłym, zdziwionym spojrzeniem, rozchyliła usta w zaskoczeniu.
-c....C....Lennox? - zapytała tonem, jakby co najmniej rozważała halucynacje, zanim schowała się za winkiel łazienki, łapiąc oddech. Dlaczego? Z zawstydzenia chyba umrze, serce waliło jej, jak oszalałe. - Co.. Co Ty tutaj robisz?
Zapytała jeszcze, wyglądając nieśmiało w jego kierunku, chociaż nie potrafiła spojrzeć mu na twarz, a co dopiero w oczy. Paznokcie z olbrzymią siłą wbijały się w ręcznik. Gdy usłyszała imię kuzynki i to, że go gdzieś zaprosiła – całkiem zignorowała resztę, przygryzając dolną wargę. A jednak! Przełknęła ślinę, kręcąc głową z niedowierzaniem.
- To.. Powinieneś i... - zamilkła w pół słowa, chociaż dość głośno i odważnie zaczęła. Wtedy też przed oczyma pojawiła się jej sytuacja z kuchni, słowa oraz gesty. Miała rację. Odtwarzała to niczym w transie, wychodząc z łazienki i przez chwilę opierając się o framugę drzwi, spojrzała na siedzącą na łóżku postać z dezorientowaniem. Niczym w transie, ruszyła do przodu i oparła się kolanem o materac obok jego uda, niemalże siadając mu na kolanach. Praktycznie zapomniała o tym ręczniku, zachowywała się, jakby kompletnie nic nie miało znaczenia. Wyprostowała głowę, przesuwając palcami po jego policzku, lustrując wzrokiem jaśniejsze kosmyki włosów, usta, aż wreszcie trafiła na oczy. Na chwilę w nich zatonęła, tracąc oddech.
- Bo wiesz, mamy problem. Kompletnie nie wiem, co mam robić. - wytłumaczyła cicho, gładząc kciukiem skórę na jego twarzy, pozwalając sobie przesunąć dłonią w dół bardzo powoli– badając szyję, materiał ubrania, aż w końcu zatrzymała ją na torsie ślizgona, łapiąc głębszy oddech. Jedną ręką wciąż trzymała ręcznik, a z włosów i ze skóry spływały jej krople wody, na co kompletnie nie zwracała uwagi. - Nie mogę być dla Ciebie dobrą przyjaciółką. Jak mam nią być, kiedy faktycznie.. - zamilkła, jakby brakło jej słów. Jakby nie umiała wypowiedzieć na głos tego, co siedziało jej na końcu języka. Wciąż patrzyła mu w oczy i był to chyba ich najdłuższy kontakt wzrokowy. Na pewno zwariowała, tylko to jeszcze do niej nie dotarło. - Dobra przyjaciółka nie powinna czuć tego ukłucia, o tutaj – klepnęła dłonią klatkę piersiową studenta, zaciskając mocniej palce. - Gdy widzi Cię z inną dziewczyną. To paskudne zachowanie, byłam dla niej niegrzeczna.. Bo widzisz..
I wtedy właśnie drgnęła jakby wybudzona z transu. Zapomniała, jak się oddycha, gdy uświadomiła sobie, co robi, jak blisko niego jest. Jak zapach wdziera się do nozdrzy, jak ciepło bijące od jego ciała zostawia na wilgotnej skórze dreszcz. Była tak zszokowana i przerażona, że nie mogła się ruszyć – ale chyba bardziej sobą, niż całą resztą. Najświeższe maliny miały kolor bledszy niż jej policzki.
- Ja.. Pr.. Przepraszam, nieważne.. - mruknęła tylko, niemalże bezgłośnie, zaciskając powieki i chcąc zejść mu z kolan, a jednocześnie modląc się, aby od zaciskania tego ręcznika w pięści i wbijania w niego paznokci, materiał nie pękł. Na Merlina, mogło być gorzej? Co ona najlepszego zrobiła

______________________



___________________
Que la suerte sea suerte
Y no algo que no he de alcanzar
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Lennox X. Zakrzewski

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 156
  Liczba postów : 420
https://www.czarodzieje.org/t15432-lennox-zakrzewski
https://www.czarodzieje.org/t15448-ostrzy-sobie-pazury#414843
https://www.czarodzieje.org/t15445-nieprzyjemniaczek#414806
https://www.czarodzieje.org/t15438-lennox-zakrzewski#414740
Rezydencja Martellów QzgSDG8




Gracz




Rezydencja Martellów Empty


PisanieRezydencja Martellów Empty Re: Rezydencja Martellów  Rezydencja Martellów EmptyCzw 30 Lip - 23:03;

Drzwi zamknęły się lekko za ciotką Flory, a on podszedł do stolika z przekąskami, aby chwycić kilka truskawek. Podniósł jedną do góry i rozejrzał się po pomieszczeniu, jakby w ścianach miały ukrywać się specjalne otwory, przez które mogłyby obserwować go ciekawskie spojrzenia. A może to jego zboczenie po tym, co przeżył dzisiejszego dnia... Już dawno nie czuł na sobie tylu par oczu. Zapomniał jakie to uczucie, kiedy coś przechodzi po kręgosłupie i ostaje na samym dole. Podszedł do okna i obserwował widok, który rozpościerał się za bramami posiadłości... Dawno nie był w podobnym miejscu, w otoczeniu ludzi, od których biła jedynie szczera energia. Przez jego myśli przelatywały poznane dzisiaj twarze, szczególnie te, które najgłośniejszej i najszczerzej się uśmiechały. Przyłapał się na tym, że sam uśmiechał się do tych paru chwil, które pojawiały się przed jego oczami. Zjadł ostatnią truskawkę, wycierając ręce o koszulę i oparł je po chwili na biodrach. I dopiero wtedy poczuł unoszący się nieprzyjemny zapach, wniosek był taki, że to jego własny zapach. Koszula była przepocona i brudna od trawy oraz ziemi. Pospiesznie ją ściągnął, chociaż zaledwie trzy guziki były zapięte i to w dodatku w złych miejscach. Później zajmie się doprowadzeniem jej do porządku. Podszedł do drzwi do łazienki i otworzył je, zaglądając do środka. I chociaż nigdy nie był zwolennikiem wanien, to właśnie przykuło jego uwagę. Był wykończony bieganiem oraz jedzeniem, dlatego szybko pozbył się reszty ubrań i wszedł do wody, które temperatura mogła dorównać górze lodowej. Przez moment czuł, jak przez ciało przechodzi milion ostrych igieł, później było znacznie lepiej. Wiedział, że to pozbawi go zakwasów na drugi dzień. Przymknął oczy, dopiero teraz dopuszczając do siebie wspomniane przez Elenę słowa. Powinien się pospieszyć i pójść do Flory, która prawdopodobnie już o wszystkim wiedziała. Tak przynajmniej myślał, sugerując się słowami jej kuzynki.
Przysnął, o czym zdał sobie sprawę w dość dziwny sposób. Zza drzwi od pokoju, nie słyszał już hałasów. Żadnych rozmów, chichotów, czy odgłosów bieganiny. Wstał i owinął pas ręcznikiem. Wychodząc z łazienki, zauważył na łóżku stosik świeżych ubrań, za który odpowiedzialna musiała być Soledad. Musiały to być ubrania Quentina, bo jako jedyny nosił tutaj jego rozmiar. Ubrał koszulę, która była niemal identyczna do tej, którą miał wcześniej, z taką różnicą, że miała wszystkie guziki. Nie pofatygował się, aby zapiąć je wszystkie, było gorąco, a choć noc mogła być chłodna, na razie się na to nie zapowiadało. Wszedł w spodnie, jedynie odrobinkę za krótkie od jego własnych, również czarnych. Odłożył swoje zniszczone rzeczy do łazienki na krzesło. Później się tym zajmie. Chwycił buty i na boso wyszedł z pokoju, aby przypadkiem nie narobić hałasu stukaniem. Na razie musiał dostać się do Flo. Nie wiedział ile dokładnie minęło, gdyż przyśnięcie w wannie nieźle go zdezorientowało, dlatego najciszej jak się dał, zastukał w odpowiednie drzwi. Dzięki za instrukcje, Elena. Pomyślał, kiedy drzwi ustąpiły, a on wsunął się do środka niemal bezszelestnie.
Nie chcąc narobić jakiegoś hałasu i cały czas obserwując swoje stopy, szedł dalej. I kiedy już miał podnieść głowę, aby zwrócić się do dziewczyny po imieniu, zobaczył jej postać obok siebie. Buty wypadły mu z rąk, bo przestraszył się jej równie mocno, jak ona jego... Chociaż wiedział, że to właśnie jej pokój. Kurwa. Nie odwrócił wzroku, a raczej prześlizgnął się nim po drobnej sylwetce owiniętej tylko w ręcznik. Tylko?!
Zamrugał kilka razy, próbując dojść do siebie.-Myślałem, że Elena Ci powiedziała o swoim pomyśle z wyjściem... Miałem do Ciebie pójść i najpierw z Tobą pogadać, ale... Miałaś swoje obowiązki.-Nie zwalał winy na nią, gdzieś tam Merlinie... Słowa same wychodziły z jego ust, nie chcąc, aby pomyślała, że zrobił to wszystko z czystą premedytacją. Zrobił kilka kroków do tyłu, uświadamiając sobie, że naprawdę nic nie wiedziała. Odwrócił wzrok, chociaż nie dlatego, że nie chciał na nią w tym momencie patrzeć... Zwyczajnie musiał ochłonąć. Uderzył łydką w łóżko i bez zastanowienia na nim usiadł. Świst uciekł spomiędzy jego warg, a dłoń przeczesała jeszcze mokre włosy.
I wtedy ruch odwrócił jego uwagę. Nie spodziewał się tego, dlatego jego twarz wyrażała kompletny szok. Jego jasne oczy były szeroko otwarte, a usta lekko rozchylone, jakby chciał coś powiedzieć... Tylko nie wiedział co. Wiedziała, że była w samym ręczniku, prawda? Woda kilkoma kroplami przesunęła się po nagiej skórze uda, które teraz było jeszcze bardziej uwydatnione, bo to skąpe odzienie podjechało do góry wraz z jej nagłym ruchem. Był tego wszystkiego boleśnie świadomy, pomimo spojrzenia utkwionego w jej własnym.
Wiedziała, że ten dotyk był zgubny? Czy nie pamiętała, jak za każdym razem reagował, jak tylko robiła w jego kierunku krok? Tak. Jedne krok, aby później wykonać dwa do tyłu. W co ona do cholery z nim grała? I ta myśl, niepożądana, pewnie nie bezpodstawna, zagościła w jego myślach. Jednak pozwolił jej mówić dalej, oczarowany tym, co w tym momencie z nim robiła.
Przymknął na moment oczy jak wtedy w wannie. I tym razem przydałaby mu się zimna kąpiel, bo świadomość rozrywała go na kawałeczki. Wiedział, o czym mówiła? Sam spojrzał na jej dłoń, która znalazła się na jego piersi, odkrytej, bo nie raczył zapiąć tych wszystkich cholernych guzików. Potem podniósł powoli głowę, a przede wszystkim spojrzenie, mogące rozkleić samego Lennoxa, gdyby tylko je ujrzał.
Słuchał jej, naprawdę chcąc wiedzieć... Poznać jej myśli, to cholerne zagmatwanie, motywy, dla których robiła to wszystko. Oczy zaczęły biegać od jednego punktu na jej twarzy, po drugi, po piegi, które wyszły wraz z mocniejszymi, letnimi promieniami. Uniósł dłoń do góry, milcząc, chcąc dać jej czas na wyrzucenie z siebie tego wszystkiego, co mogło tam siedzieć od dłuższego czasu. I już w momencie, w którym czuł na palcach jej mokre włosy, odsunęła się.
Ponownie się wycofała, a było to jak uderzenie w policzek. Mocne, otrzeźwiające. Chwycił mocno jej wolną dłoń, nie pozwalając jej odsunąć się nawet o ten nieszczęsny milimetr. Między brwiami pojawiła się zmarszczka, tak głęboka, że czuł, jak wrasta w jego skórę na dobre.-Myślałaś, że kim jesteśmy...-Mruknął, chociaż były to słowa wypowiedziane przez zaciśnięte zęby.-Na tym cholernym przyjęciu... Myślisz, że dlatego poszedłem wtedy za tym głupim Ślizgonem.-Całe to niezrozumienie, wściekłość... Gotowała się w nim, wrzała i powoli zaczynała uchodzić.-Myślisz, że przyjaciółce mówiłbym, że nie chce, aby inni faceci się za nią oglądali? Myślisz, że tak uporczywie pragnąłbym jej dotyku i wracał do paru pieprzonych, dobrych chwil w jacuzzi?-Wstał, sprawiając, że musiała zrobić krok w tył. Jednak nie puścił jej nadgarstka, jakby to połączenie jeszcze nie mogło zostać zerwane. -Nie jestem aż tak pieprzonym masochistą. Nie zadręczam swoich myśli dziewczynami... I jak... -Przetarł wolną dłonią usta, mocno chwytając się za brodę. Musiał ją puścić, nie chcąc zrobić jej krzywdy. Widział czerwony ślad na jej nadgarstku, wiedział, że chwycił ją za mocno... -Zdecyduj się Martell! Nie będę znowu błądził. Obiecałem sobie, że już więcej tego nie zrobię... Nie będę tego, co jeszcze ze mnie zostało, tracił na zabawy w podchody.-Głos mu się załamał w pewnym momencie, zapewne w tym, w którym zdał sobie sprawę z wypowiedzianych słów. I nie, nie chciał ich cofnąć. Chciał, aby poczuła ich smak, ich gorzkość... Jak ten przedziwnie świetny dzień zmienił się w to? Niesmak pozostawiony po starych przeżyciach jednak wciąż się w nim tlił. Był człowiekiem złamanym na wiele sposobów, do tej pory udawało mu się to wszystkie zebrać i poukładać, we własny, nieudolny sposób. Nie pozwoli, aby ponownie do tego doszło. Nie miał na to czasu, ani sił. Czy to dlatego pierwszym, co przyszło mu na myśl, kiedy rozpoczynał z nią znajomość, była czysta zabawa jej emocjami? Jej reakcjami, jej granicami. Bo ktoś kiedyś zrobił to samo?
Sam był sobie kurwa winien.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Flora J. Martell

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 155
C. szczególne : duże, błękitne oczy.
Galeony : 343
  Liczba postów : 406
https://www.czarodzieje.org/t17100-flora-joy-martell
https://www.czarodzieje.org/t17106-florkowa-sowka#477531
https://www.czarodzieje.org/t17113-kwiatki-flory#503135
https://www.czarodzieje.org/t17105-flora-j-martell
Rezydencja Martellów QzgSDG8




Moderator




Rezydencja Martellów Empty


PisanieRezydencja Martellów Empty Re: Rezydencja Martellów  Rezydencja Martellów EmptyPią 31 Lip - 17:18;

Odgłos upadających w pomieszczeniu butów był jednym dźwiękiem, który dobiegł jej uszu. Cisza, która pomiędzy nimi zapanowała, pełna była zaskoczenia, może też trochę nieśmiałości. Przesunęła spojrzeniem po jego torsie, niedopiętej koszuli i dopiero potem napotkała twarz, głębokie, błękitne spojrzenie. Czy on się zarumienił? W całym tym festiwalu wstydu pomyślała, że wyglądał uroczo. Nie uciekł spojrzeniem. Omiótł jej sylwetkę, sprawiając, że policzki obrały się szkarłatnym rumieńcem. Pokręciła przecząco głową. Nic nie wiedziała o imprezie, chociaż Elena wspomniała, że będzie z nim o czymś rozmawiała, jednak w głowie brunetki było to coś zupełnego innego. Zacisnęła usta, czmychając do łazienki, odnajdując ukojenie w zimnych kaflach. Przyłożyła dłoń do piersi, gdzie serce biło, jak oszalałe.
A potem wszystko działo się jak w transie. Kompletnie zapomniała, gdzie jest i co robi, liczyło się tylko jego spojrzenie i myśli kłębiące się w jej głowie. Musiała spróbować to z siebie wyrzucić, targały nią przecież tak silne emocje, jakich nigdy wcześniej nie czuła i nie miała pojęcia, jak sobie z nimi poradzić. Dlaczego jednak uznała, że on jest bardziej doświadczony? Błądziła dłonią po jego ciele, mówiąc nieśmiało i cicho. Lennox nie mógł wiedzieć, że musiała dorosnąć bardzo szybko i poświęcała własny czas i uczucia dla rodziny, nie miała w sobie ani krzty egoizmu. Było jej głupio chcieć go, a jednocześnie nie miała odpuścić i go odrzucić. Nie wiedziała, kiedy stała się od niego taka zależna, kiedy tak się uzależniła od jego dotyku i towarzystwa. Każde spojrzenie, które posyłał w jej kierunku, sprawiało, że kręciło się jej w głowie. Każdy pocałunek, który jej podarował, sprawiał, że chciała więcej. Nie miała pojęcia, jak to okazać. Nie wiedziała, jak pokazać to wszystko, co tliło się w jej sercu i głowie. Sama świadomość, że myślała o kimś, tak samolubnie sprawiała, że zasychało jej w gardle. Zupełnie tak, jakby sądziła, że nie ma prawa do szczęścia. A jednocześnie sam ślizgon był tak płochliwy i nieprzewidywalny, że bała się wszystkiego, co w jego kierunku robiła.
Teraz też popełniła błąd. Świat znów ruszył, a ją ogarnęła fala wstydu tak silna, że chciała umrzeć. Poczucie winy, że go zmusiła do słuchania, że zrobiła sobie z niego siedzisko. Gdy złapał jej dłoń, przygryzła dolną wargę, przenosząc spojrzenie gdzieś w dół. Nie bała się go, ani też tego, co mógł jej zrobić – były gorsze rzeczy, niż siniak, odrzucenie. Bała się tego, że to nie on złamie jej serce, tylko ona jemu, a przecież nie wybaczyłaby sobie, gdyby go skrzywdziła. I z każdym jego słowem była o tym bardziej przekonana, każda kolejna litera wrzucała jakiś niewidzialny ciężar na jej ramiona. Tkwiła w miejscu, oddychając szybko, próbując skupić się na nim, a nie na tych wszystkich bodźcach, nie na bólu, nie na sercu, nie na zapachu, nie na cieple. Zadrżała, o mało nie tracąc równowagi, gdy wstał. Nie rozumiał, że ponad wszystko chciała być jego przyjaciółką i osobą, której ufał? Kiedyś naiwnie wierzyła, że same iskry wystarczą, że uczucia poradzą sobie z przepaścią pomiędzy dwójką ludzi, dopóki nie wyszły na jaw romanse jej ojca. A przecież kochał jej matkę, tylko się nie przyjaźnili. Nie dzielili dobrych i złych chwil, nie zajmowali się razem błahostkami. Żyli razem, ale osobno i Flora za nic nie chciała tak skończyć. Zdawać by się mogło, że wytrzeszczyła nieco oczy, gdy dotarł do niej sens jej własnych myśli.
Nie widział, że była zdecydowana? Nie wiedział, że...
Wyprostowała głowę, pozwalając, by mokre włosy opadły do przodu. Opuściła trzymaną w górze dłoń, którą chwilę wcześniej puścił i z trudem powstrzymywała cisnące się do oczu łzy. Nigdy nie była w sytuacji, gdzie uczucia przejmowały nad nią kontrolę. Nie miała instrukcji obsługi, jak postępować z chłopakiem, którego lubiła, którego.. Przestała maltretować dolną wargę, łapiąc oddech i przesuwając wzrok na swoje dłonie, palcami przesunęła po zaczerwienionym nadgarstku. Miał dużo siły.
- Przepraszam. - wyrzuciła w końcu cicho, chociaż mało wyraźnie, jakby w chwilę zapomniała, jak poprawnie mówić po angielsku. Spojrzała na jego twarz, chociaż nie miała odwagi spojrzeć w oczy, bo przecież nie robiła nic innego, poza denerwowaniem go. Pewnie miał jej dość. Pewnie jej nie lubił. Pewnie jej nie chciał. Zacisnęła mocno palce na skórze, wbijając w zaczerwienie dodatkowo paznokcie, kontynuując. - Przepraszam, że jestem taka głupia, że musiałeś.. Musiałeś trafić na mnie, Lenny. Przepraszam, że nie mam pojęcia, jak pokazać Ci, jak ważny dla mnie jesteś. Przepraszam, że nie wiem, jak się z Ciebie wyleczyć. Rozlewasz się w moim ciele, jak taki eliksir i mojej głowie też,tak że nie mogę przestać o Tobie myśleć, patrzeć w Twoją stronę. Chcę Cię lepiej znać. Nie wiem, co mam zrobić z tym wszystkim, co się ze mną dzieje, gdy jesteś obok. Przepraszam, że ciągle tylko Cię denerwuje i sprawiam Ci kłopoty, ale nie mogę nic z tym zrobić, że nawet jeśli to nie mądre, to za każdym razem, gdy patrzysz mi w oczy, uświadamiam sobie, jak bardzo...
Zamilkła, rozluźniając dłonie, aby palcami przesunąć po policzku. To krople włosów czy może łzy? Nie zwróciła nawet uwagi, kiedy zaczęła płakać. Cofnęła się, ostatecznie wbijając wzrok w podłogę i szybkim krokiem znalazła się w łazience, przymykając za sobą drzwi. Złapała oddech, czując, jak wciąż gorące od pary powietrze uderza w jej skórę. Odkręciła wodę pod prysznicem, ostatecznie jednak opierając się dłońmi i zlew i patrząc na swoje odbicie w lustrze. Nie lubiła przed kimś płakać, to tylko pokazywało, jak słabym człowiekiem była. Nie potrafiła jednak przestać, gdy dotarło do niej, w jakiej sytuacji się znalazła. Kiedy tak nagle pojawił się w jej życiu, wcale go w nim nie chciała – był przerażający, inny, dziki. A teraz? Teraz nie wyobrażała sobie, żeby z niego zniknął. Od jak dawna tak było? Pewnie dłużej, niż się do tego przyznawała. Zacisnęła ręcznik na ciele, wchodząc w nim pod prysznic i oparła się plecami o mokre kafle, czując, jak ciepła woda uderza w jej skórę, jak obciążą materiał na ciele. Zsunęła się w dół, siadając i obejmując rękoma kolana, zacisnęła na nich palce. Zerkała w stronę tego śladu na nadgarstku, powtarzając sobie, że powinna przestać płakać i coś zrobić, tylko nie miała pojęcia, co. Westchnęła, przesuwając dłonią po oczach, pozbywając się słonych kropel poprzez wymieszanie ich z tymi ciepłymi, lecącymi z góry.

______________________



___________________
Que la suerte sea suerte
Y no algo que no he de alcanzar
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Lennox X. Zakrzewski

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 156
  Liczba postów : 420
https://www.czarodzieje.org/t15432-lennox-zakrzewski
https://www.czarodzieje.org/t15448-ostrzy-sobie-pazury#414843
https://www.czarodzieje.org/t15445-nieprzyjemniaczek#414806
https://www.czarodzieje.org/t15438-lennox-zakrzewski#414740
Rezydencja Martellów QzgSDG8




Gracz




Rezydencja Martellów Empty


PisanieRezydencja Martellów Empty Re: Rezydencja Martellów  Rezydencja Martellów EmptyPią 31 Lip - 18:14;

Czy się zarumienił? Jego twarz zawsze niewiele wyrażała, bo nauczył się naprawdę dobrze wszystko ukrywać. Czy całkowicie wyłączyć, uznając, że lepiej wyzbywać się niepożądanych reakcji. Takich, które mogłyby pokazać, że jeszcze czuje, że coś faktycznie może na niego wpłynąć. Nienawidził swojego ciała, tego, jak spojrzenie nie mogła zwyczajnie zwrócić się w innym kierunku. Nie mógł oszukać siebie samego, chciał ją widzieć. Chciał poznać smak jej mokrej skóry na swoich ustach i wiedział, że było to widać w jego spojrzeniu, pociemniałym, spragnionym. W rozchylonych ustach, w ciężko przełykanej ślinie.
Nie mógł o tym wiedzieć, kiedy nie powie mu tego wprost. Nie umiał czytać w myślach, nawet lepiej, jeżeli nie będzie nawet próbował zgadywać, bo może wyjść jeszcze gorzej. Mieli jednak czas na poznanie siebie i swoich tajemnic, tego, ile obydwoje poświęcili w swoim życiu, jakie trupy znajdowały się w ich szafach. Czy obydwoje przypadkiem nie chcieli wsadzać się do worków? Szufladkować relacji, które kiełkowała powolutku... A teraz wyskakiwała z przyjaźnią? To jedno wielkie, cholerne ograniczenie. Nie wiedział o jej rodzicach, bo skąd mógł wiedzieć! Skąd mógł wiedzieć, że zależało jej na zapewnieniu o jego osobie w postaci przyjaciela. Nie byli jej rodzicami, nie byli nikim innym... Powinna przestać ich powstrzymywać, powstrzymywać siebie.
Naprawdę chciał w to wierzyć. W to, że obydwoje byli zwyczajnie zjebani w tych sprawach. Nie potrafili rozmawiać, nie umieli swoich myśli przelać w słowa, nawet w spojrzenia, które ukradkiem sobie rzucali. Tylko jedno do niego nie dochodziło, naprawdę nie zauważyła, że robił wszystko, co mógł? A może ona robiła to samo... Może na więcej nie było jej stać, a to, co mu oferowała, na ten moment, mu nie wystarcza? Nie mierzył ich równymi siłami.
Nie sądził, że te słowa kiedykolwiek ujrzą światło dzienne. To oznaczało, że się przyznawał do popełnionych błędów, tego, że został skrzywdzony... Iż jednak miał te nieszczęsne uczucia. Był podatny, był słaby. Był tylko człowiekiem. To niemal bolesna świadomość, którą musiał zwyczajnie przełknąć.
I wtedy zobaczył w jej spojrzeniu swoje odbicie, jakiegoś tyrana... Niezrównoważonego człowieka. Nie mogła dostrzec tego, co on. Nie widziała sposobu, w którym chwyciła wcześniej ściśniętą przez niego dłoń. I musiał się starać, aby odrzucić od siebie ten scenariusz. Jej łzy, które widniały w kącikach oczu... Ponownie przełknął ślinę, ledwo przeciskając się przez zaciśnięte gardło. Nienawidził brzmienia tego słowa. Tego, z czym się wiązało, z czym kojarzyło. Jakby faktycznie zrobiła coś złego... Kurwa, Lennox, tak to właśnie przedstawiłeś... Jakby zrobiła coś kurewsko dla ciebie trudnego. Nie spodziewał się tego, co usłyszał dalej. I stał, wbity w ziemię, przez ciężar słów, które na niego padły. Przyciskały go do ziemi... Świadomość tego, że w końcu otworzyła usta i wypuściła to, co w niej siedziało. Zmusił ją do tego, do tego, aby niemal wykrzyczała mu to w twarz.
Zauważył płynące łzy jeszcze zanim sama się zorientowała, co się dzieje. Chciał do niej podejść, ponownie szeroko otwierając oczy. Podejść, objął, wytrzeć łzy... Nie chciał ich oglądać, nie był na to przygotowany. Nie potrafił patrzeć na nią niewzruszenie, jakby nic go to nie obchodziło. Nie dotyczyło. Jakby to nie była jego wina... Była. Kurwa, była. Uciekła do łazienki, a jego ogarnęła chwilowa bezradność. Chwilowa, bo po dosłownie sekundach się ocknął i ruszył pospiesznie za nią, uderzając otwartą dłonią w drzwi. Musiała wyjść. Nie mogła się od niego odwrócić, po tym, co właśnie mu powiedziała.
Tym razem uderzył lekko czołem w drzwi i tak został, opierając się niemal całym ciałem. Nie wiedział, czy go usłysz... Nie wiedział, czy jego słowa dotrą przez grube drewno i odgłos prysznica.-Proszę... Wyjdź.-Jęknął, czując jak drzwi drżą od jego głosu. Nie używał tych sformułowań... Szczerze nimi pogardzał, jednak teraz były jedynymi, które mogły wyjść z jego ust. Przesunął dłoń na klamkę, doskonale wiedząc, że ich nie zamknęła dosłownie. Zawahał się.-To ja jestem skończonym dupkiem.-Powiedział spokojnie, odsuwając się o krok i rozglądając po pomieszczeniu. Podszedł do jednej komody, później do drugiej, zajrzał do szafy. Nie był dobrym mówcą, o wiele lepiej wychodziło mu działanie. Musiał działać, nie mógł zgnieść gotujących się w jego głowie myślach... Wyobrażeniach. Ciągle powtarzał jej słowa, widział jej twarz. Wyciągnął z szafy wieszak, na którym wisiała sukienka i podszedł do drzwi.-Wchodzę.-Powiedział głośno, naciskając klamkę i wsuwając się do środka. Zobaczył ją pod prysznicem. Czy sam wielokrotnie nie wyglądał podobnie? Bez łez. Tylko siedział i czekał, aż zacznie drżeć z zimna, chociaż woda była gorąca. Westchnął.-Cieszę się, że na Ciebie trafiłem... Wtedy, na dziedzińcu. A później w Skrzydle.-Powiedział cicho, kucając i odkładając sukienkę na krzesło.-Wyjdź ze mną. Zostawmy Elenę w domu. Chcę pójść z Tobą... -Dodał cicho, wyciągając w jej kierunku dłoń. Uśmiechnął się zachęcająco... I chociaż pragnął powiedzieć jej o wiele więcej, uznał, że to nieodpowiednia chwila. Najpierw musiał ją stąd wybawić. Jak bardzo przypominała jego samego w tym momencie? Zaciągniętą w róg, obnażoną, złamaną... Był potworem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Flora J. Martell

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 155
C. szczególne : duże, błękitne oczy.
Galeony : 343
  Liczba postów : 406
https://www.czarodzieje.org/t17100-flora-joy-martell
https://www.czarodzieje.org/t17106-florkowa-sowka#477531
https://www.czarodzieje.org/t17113-kwiatki-flory#503135
https://www.czarodzieje.org/t17105-flora-j-martell
Rezydencja Martellów QzgSDG8




Moderator




Rezydencja Martellów Empty


PisanieRezydencja Martellów Empty Re: Rezydencja Martellów  Rezydencja Martellów EmptyPią 31 Lip - 22:00;

Nigdy jeszcze nikt nie patrzył tak na Florę, jak w tych krótkich sekundach Lennox. I chociaż było to onieśmielające, sprawiło, że kolejny raz w ciągu tego dnia serce zabiło jej szybciej, chyba nawet zakręciło się jej w głowie. Kłamstwem byłoby stwierdzenie, że ten rodzaj spojrzenia z jego strony jej przeszkadzał, wręcz przeciwnie, odczuwała to jako komplement, chociaż nie miała (miała, tylko się nie przyznawała przed samą sobą) pojęcia dlaczego. Chociaż podświadomie przyznałaby mu rację, bo nienawidziła kategoryzować, nie mogła powstrzymać strachu, który pozostał po zrujnowanej wizji małżeństwa i relacji jej rodziców. Poniekąd bała się otwarcie kochać, bo pod tym względem przypominała swoją mamę, a ta nie miała w tym żadnych limitów. Pamiętała, że momenty, w których całowała ojca w kuchni ,były nasycone uczuciem i oddaniem tak silnym, że prawie namacalnym. Kochała naiwnie i ślepo, a brunetka nie chciała być głupią, naiwną gęsią. Gdyby Carmen wiedziała, pękłoby jej serce, umarłaby wewnętrznie. Cały czas ciotka, a nawet sama Flora przestrzegała się przed tym w myślach i nawet działało, dopóki Lennox się nie pojawił. Niczym orzeźwiający deszcz, za którym czaiła się jednak prawdziwa burza, pełna błyskawic. A jednak chciała wpaść w jej środek, nawet jeśli o tym nie wiedziała. Miała wrażenie, że jego słowa odbijają się echem w jej głowie w nieskończoność. Postrzegała go jako znacznie silniejszego od siebie, doświadczonego. Dla niej wszystkie pierwsze razy były właśnie ze stojącym przed nią ślizgonem, którego dłoń zaciskała się na jej nadgarstku. Nie spodziewała się po nim takiej wylewności, bo wbrew wszystkiemu ton głosu czy drobne drżenie ciała, błysk w ślepiach zdradzał, że wcale nie był tak bezduszny, za jakiego się uważał. Czy to, że budziła w nim takie emocje, znaczyło, że mu na niej zależało? Może dlatego była w stanie powiedzieć cokolwiek, napędzana pojedynczą iskrą z jego strony, a nie tylko uciec. Trzymała się dzielnie, najlepiej, jak umiała, nie chcąc płakać i stawiać go w złej sytuacji. Faktycznie, nie w ten sposób wyobrażała sobie ten moment, nie w otoczeniu tkwiącej w nim irytacji i złości na jej zachowanie. Miała też wrażenie, że żadne „przepraszam” nie wynagrodzi mu tego, co zrobił i jak się dla niej poświęcił. Nie podejrzewała, że to wszystko kosztowało go aż tyle i z ich dwójki, to ona czuła się jak potwór. Łazienka była schronieniem. Bała się też odrzucenia, wypowiedzianych słów, które sprawią, że już kompletnie się rozsypie i nie będzie mogła przestać płakać, bo teraz już całkiem nie zakładała innego scenariusza. Na pewno miał jej dość.
Dlaczego musiała się rozpłakać?
Odchyliła głowę do tyłu, czując na ustach gorącą wodę. Przyjemnie szumiała, a para wraz z mokrym ręcznikiem otulała jej ciało. Uciekła, jak tchórz. Zawsze była wobec niego szczera i poniekąd tego sama oczekiwała, dlaczego więc bała się tak mocno tego, co mógł jej powiedzieć? Chociaż słyszała jakieś szmery, być może i podszepty, woda uniemożliwiała rozróżnienie słów. Na pewno, gdy wyjdzie, jego już nie będzie. Przetarła oczy, zwilżając wargi i przerzucając mokre pasma na bok, odetchnęła cicho, łapiąc oddech. Chociaż drżący, znacznie stabilniejszy niż kilka sekund wcześniej, gdy tłumiła szloch. Głupia gęś.
Odgłos otwieranych drzwi sprawił, że uniosła głowę i spojrzała w ich stronę, czując niedowierzanie rosnące na twarzy. Nie miała odwagi spojrzeć mu w oczy, ale śledziła jego ruchy, wbijając paznokcie w odkrytą skórę kolan, zostawiając wyraźne ślady. Największym zaskoczeniem było jednak to, że wcale nie brzmiał tak, jakby jej nienawidził. Przesunęła błękitnymi ślepiami po jego dłoni, pnąc się ku górze i napotykając spojrzenie. Przetarła dłonią swój policzek, zaczesała do tyłu ciemne, lepiące się do skóry pukle. Czy czuła się zapędzona w róg i obnażona? Nie. Czuła się winna, że zrobiła mu krzywdę i nie uważała jego za potwora, bo po tych wszystkich uśmiechach i gestach, które u niego widziała, trudno byłoby go w ten sposób oceniać. Nie żałował, że ją spotkał? Tylko go denerwowała. Chociaż wiedziała, że tylko chciał się bawić na początku i ją złamać, wykorzystać lub cokolwiek innego, pozwoliła mu, dla niepoznaki przez ułamek sekundy zdecydowała się na obronę. Bezskuteczna. Nawet jeśli chciała, nie mogła sprawić, że łzy przestały jej lecieć – trudno było określić, czy były przesłaniem ulgi, radości, czy żalu.
Czy znów chciała uciec?
Wahała się, jednak jej dłoń niezauważalnie i wbrew woli wystrzeliła w jego stronę, zaciskając palce na jego własnej. Podtrzymując ręcznik, podniosła się z podłogi na kolana, przesuwając zaraz dłoń wyżej i podobnie, jak on wcześniej, zacisnęła ją na jego nadgarstku, przyciągając go do siebie tak, że oparła swoje czoło o jego, przymykając oczy. Znajomy zapach uderzył w nozdrza, ciało przeszył dreszcz i to wystarczyło, żeby zrobiło się jej lepiej i cieplej. Nie wiedziała, jak mu wynagrodzić to, że tak się przez nią poczuł. Przesunęła mokrymi palcami na jego kark, kręcąc delikatnie głową. Nawet nie była na niego zła, dlaczego więc zachowywał się tak, jakby myślał, że jest? Głupek.
- Nie jestem w tym wszystkim dobra.. Pewnie tysiąc razy Cię rozzłoszczę.. Jednak wiesz Lennox? Nie mogę sobie wyobrazić, żeby to był ktokolwiek inny, niż Ty. Jesteś jak mój deszcz. A może, jak śnieg? Zastanawiałeś się, co jest po śniegu? - mówiła cicho, pół po hiszpańsku i pół po angielsku, chaotycznie. Nie miała pewności, czy ją zrozumie. Nie przestawała gładzić jego karku, tym razem jednak odsunęła się tylko odrobinę, bo mokry ręcznik usilnie chciał jej zlecieć. Podniosła spojrzenie tak, aby zerknąć je ze wzrokiem Zakrzewskiego, chociaż nie trwało to długo. Zignorował rumieńce, zignorowała wyrzuty sumienia, starała się nawet ignorować te wszystkie myśli, które kręciły się jej w głowie. Czuła się, jak dziecko we mgle i nawet jeśli był zły, nie mogła poradzić sobie z wizją, że mógł jej nienawidzić. - Nie możemy. Elena się bardzo ucieszyła, że pójdziesz. I Quentin też,a poza tym... Mogę iść z Tobą.. Jeśli chcesz i.. I potem możemy iść, gdzie chcesz..
Nie dość, że tkwiła z chłopakiem w łazience i to częściowo pod prysznicem, zakryta jedynie ciężkim ręcznikiem, to jeszcze zgodziła się na wyjście bez zgody ciotki nie tylko na imprezę, ale również z nim. Była dorosła, a jednak nigdy wcześniej nie postępowała tak nierozsądnie. Jednak słowa „Chcę pójść z Tobą” sprawiły, że nawet na chwilę nie chciała go zostawić samego. Zupełnie jakby myślała, że rozpłynie się w powietrzu i zniknie.

______________________



___________________
Que la suerte sea suerte
Y no algo que no he de alcanzar
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Lennox X. Zakrzewski

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 156
  Liczba postów : 420
https://www.czarodzieje.org/t15432-lennox-zakrzewski
https://www.czarodzieje.org/t15448-ostrzy-sobie-pazury#414843
https://www.czarodzieje.org/t15445-nieprzyjemniaczek#414806
https://www.czarodzieje.org/t15438-lennox-zakrzewski#414740
Rezydencja Martellów QzgSDG8




Gracz




Rezydencja Martellów Empty


PisanieRezydencja Martellów Empty Re: Rezydencja Martellów  Rezydencja Martellów EmptyPią 31 Lip - 22:41;

Pewnie sam nie mógłby jej tego dobrze wyjaśnić. Nie był specem w kwestii ludzkiego przyciągania, tego, jak czasem niewielkie rzeczy mogły człowiekowi zawrócić w głowie. Raczej nigdy jej tego nie powiedział, jednak na pewno dał jej odczuć, że nie patrzy na nią tak, jak ona uważa, że większość to robi. Jak na dziewczynę, która ginie gdzieś w tłumie, kompletnie niezauważona. Uważała, że nie była nikim specjalnym, ot, prostą dziewczyną z marzeniami, do których twardo dążyła. Lennox widział w niej kobietę, którą była, gdzieś w środku, nieświadomie. Naprawdę nie zdawała sobie sprawy, jak mogła wyglądać w oczach innych ludzi, przede wszystkim mężczyzn. Jego spojrzenie nie zmienia się, kiedy przywdziewa te swoje sweterki pod samą szyję. Równie mocno zauważał ją w odważniejszym wydaniu. Jednak nigdy, naprawdę nigdy... Nie wyobrażał jej sobie tak. Wspomnienia z ferii, podczas których wszystko się zmieniło, nabierając pełniejszych i cholernie barwniejszych kolorów, nie przewyższały tego, co się działo teraz... Jej twarz pozostawała niezmieniona, chociaż tak wiele już się zmieniło. Jak na przykład jej świadomość, świadomość rzeczy, do których była zdolna, a o których nie wiedziała, że może zrobić.
Przerażające, prawda? Pomimo kompletnie różnych historii i przeżyć, pomimo miejsc, w których stali... Byli do siebie niesamowicie podobni. I chociaż Lennox parł do przodu jak burza, nie zważając na to, co po sobie pozostawi. On również czegoś się bał. Powiedziałby nawet, że wielu rzeczy. Jednak nigdy otwarcie o tym nie mówi. I były to prozaiczne rzeczy, nawet niedotyczące sfery jego nędznych uczuć. Przedmioty napawały go lękiem. Sen napawał go lękiem, bo ilekroć zamykał oczy, tracił kontrolę, tak skrupulatnie opanowywaną. Poznawali się na nowo, chociaż byli w swoich myślach od dłuższego czasu. Czemu nie wiedział, że na dole był jej brat? Czemu nie zdawał sobie sprawy z tego, w jakiej sytuacji była? Flora otaczała się tymi wszystkimi ludźmi, jednak wydawała się tam jeszcze bardziej osamotniona. Jak on, tylko z tym wyjątkiem, że dosłownie i w przenośni, zamknął się na wszystkich innych.
I otwiera się, powolutku, odrobinę. Światło niemiłosiernie go razi, ale z czasem zaczął przyzwyczajać się do oparzeń. Mógł z nimi żyć jak z wieloma innymi bliznami na swoim ciele. Chciał tego. Chciał czuć cokolwiek, aby ponownie zobaczyć... Przekonać się, że potrafił. Żyć. Myślała, że dlaczego się bił? Dlaczego łapał każdy ostatni oddech? Dlaczego pozwalał ustom wypełnić się własną krwią? To sprawiało, że czuł się bardziej żywy, niż przez pierwsze trzynaście lat swojego życia.
Jak mógłby ją nienawidzić? Kiedykolwiek? Jego wypowiedź nie miała sugerować czegoś podobnego. I właśnie w tym momencie, powinien się obwiniać o to, że do tego doprowadził? Do tego, że tak pomyślała? Później ona, kierowana tym samym, będzie zrzucała winę na siebie? Jaki był sens we wzajemnym umartwianiu się i zwalaniu na siebie winy? Nie mieli na to czasu, on zdecydowanie nie miał na to sił. A raczej, uważałby to za wielkie marnotrawstwo. Pewnie, gdyby nie wywoływała w nim skrajnych emocji, nigdy by tutaj nie przyszedł. Nigdy nie nawiązałby z nią relacji, chociażby czysto przyjacielskiej. To nie było pragnienie zaspokojenia ciekawości, czy wypełnienia nudy... Poznała go w najgorszym momencie, w jakim się wtedy znajdował. Pragnął wypełnienia.
Nie wiedział, że wstrzymywał oddech, do momentu w którym, nie ujęła jego wyciągniętej dłoni. Zacisnął mocno palce, jakby obawiał się przed jeszcze szybszym wyślizgnięciem się jej mokrej dłoni. Nie powiedział nic, tylko pozwolił zrobić jej to, czego w tym momencie potrzebowała. Przymknął na moment powieki, czując jak, woda spływa z jej włosów, na jego twarz. Prychnął cicho, kręcąc lekko głową.-Nie mogę pozwolić sobie na obawę, że gdy zobaczysz moje najgorsze oblicza, z Twoją, czy bez Twojej pomocy... Tego, że zaraz uciekniesz.-Mruknął, łapiąc ją lekko za ramiona i podnosząc do góry. Owszem, nie wszystko, co powiedziała w pełni do niego dotarło, słuchawki miał w kieszeni i wiedział, że na razie ich nie potrzebował. Najwidoczniej, popełnił duży błąd. Wyprostował się i spojrzał na nią, zaczesując kilka przyklejonych do skóry włosów.-Nie wiem, Flora... Ale czy ta niewiedza, nie jest, chociaż odrobinę kusząca?-Nie byłby sobą, prawda? Odwrócił się na moment, aby odszukać wzrokiem jakiś suchy ręcznik. Nie puścił jej dłoni, tylko zrobił dwa duże kroki i sięgnął po te, które leżały nieopodal. Najpierw jeden włożył na jej głowę, starannie i z niewiarygodną delikatnością owijając jej włosy. Drugi owinął wokół jej ciała, aby mogła puścić ten mokry i zapewne ciążący. Cały czas patrzał wprost na nią, nie chcąc stracić tego, co udało mu się dokonać. -Znam kilka sposobów, na bezszelestne i nieświadome zniknięcie w towarzystwie. Z chęcią Cię ich nauczę.-Powiedział cicho, tuż nad jej czołem. Kiedy odsunął się na moment, uśmiechnął się lekko. Czy on również zdawał sobie sprawę z tego, co Flora robiła? Ustalili to już dawno temu. Wspólnie przekraczali granice, które sobie wyznaczyli... No, przede wszystkim on lekko popychał ją, aby robiła to w swoim imieniu.-Czy mam pomóc Ci się przebrać? Strój Ci już wybrałem.-Wskazał głową sukienkę, wiszącą na oparciu krzesła. Przez moment się wahał, jednak po chwili złożył na jej skórze lekkie muśnięcie i pospiesznie wymaszerował z łazienki, zamykając za sobą drzwi i opierając się o nie.
Zaczerpnięcie świeżego powietrza było dobrym pomysłem, dlatego podszedł do balkonu i otworzył drzwi, wpuszczając do pomieszczenia blask księżyca i powiew ciepłego powietrza.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Flora J. Martell

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 155
C. szczególne : duże, błękitne oczy.
Galeony : 343
  Liczba postów : 406
https://www.czarodzieje.org/t17100-flora-joy-martell
https://www.czarodzieje.org/t17106-florkowa-sowka#477531
https://www.czarodzieje.org/t17113-kwiatki-flory#503135
https://www.czarodzieje.org/t17105-flora-j-martell
Rezydencja Martellów QzgSDG8




Moderator




Rezydencja Martellów Empty


PisanieRezydencja Martellów Empty Re: Rezydencja Martellów  Rezydencja Martellów EmptyPią 31 Lip - 23:54;

Dziewczynka, którą Flora istotnie była – ta, która musiała zapomnieć o sobie i skupić się na rzeczach ważniejszych. Ta, która faktycznie uwielbiała sweterki i golfy, sięgające kolan spódnice i naturalny wygląd twarzy w towarzystwie dwóch warkoczy powoli milkła na rzecz tej drugiej, znacznie bardziej egoistycznej strony. Brunetka nie była chciwa, nie szukała atencji czy uwielbienia, nie chciała być popularna, nie chciała być rozchwytywana. Gdzieś w środku wiedziała jednak, że chciała, aby on jeden na nią patrzył. Żeby zawsze zauważył ją w tłumie, gdy udawała niewidzialną. Nie rozumiała bardzo długo, dlaczego tego potrzebowała, dlaczego coś tak banalnego i głupiego tliło się w jej głowie, gdy spoglądała w jego stronę. Nigdy nie wierzyła, że będzie w stanie sama kogokolwiek pocałować, że ktokolwiek będzie chciał całować ją. W jej marzeniach jawiła się wizja kariery, samotnego życia, poświęconego pewnie dzieciakom, z którymi chciała pracować. Tymi z wyrokiem, tykającym zegarem za plecami, wyniszczając się powoli od środka, bo z jej charakterem do niczego innego to nie mogło doprowadzić.
Byli beznadziejni. Nie umieli rozmawiać, głupio wierząc, że jedno spojrzenie i mały gest załatwi sprawę, uciszy te wszystkie słowa i niewypowiedziane historie, które mogły mieć wpływ na rozwój ich relacji. Byli podobni, jednak nie umiała tego jeszcze dostrzec. W chaosie myśli skupiała się głównie na nim, nie porównywała i nie szukała niczego osobie, będąc zwyczajnie ślepą na to, jak mogła być samotna. To była stłamszona iskra, dawno zapomniana. Do momentu, aż pojawił się deszcz i pchnął w nią jakieś życie. Zabawne, ktoś, kto na początku ją tak przerażał był tym, dzięki któremu nie czuła się tak pusto i martwo, tkwiąc w rutynie i zasadach.
Żaden człowiek nie był na tyle silny, aby żyć bez uczuć. Zawsze ten gatunek dążył do wzajemnego zrozumienia, znalezienia tej brakującej części, uzupełnienia samych siebie. Jak długo mógł się oszukiwać, że to, co miał i co czuł podczas bójek, mu wystarczało? Jak długo ona mogła siebie okłamywać, że niczego nie potrzebuje i wystarczy jej, że może zrobić coś dla innych?
Dopowiadała sobie. Lubiła się chyba tak zamęczać, analizować, obwiniać. Mogło też chodzić o strach. Tak, jak jego paraliżował sen, ją przerażało, że mogło przestać padać. Wybrał ją, ale wierzyła, że mógł trafić lepiej i mogła mu się odwidzieć. Wywoływała u niego kalejdoskop zachowań tak skrajnych, że bardzo szybko docierało do jej głowy, że go nie rozumie. Chciała rozumieć. Były to jednak przeżycia intensywne, emocje tak silne, jakich nie miała okazji jeszcze doświadczyć.
Dlaczego jej pozwalał robić to, co chciała? Czuł wyrzuty sumienia, wstydził się? To nie byłoby w jego stylu. To krótkie milczenie, gdy ich czoła stykały się ze sobą, sprawiały, że jej poprzednia wypowiedź rozbrzmiewała echem w głowie. Bardziej nie mogła uwierzyć w okoliczności, w to, że ją zmusił do przyznania się czy może faktycznie do tego, że zależało jej na nim w sposób, którego nawet nie potrafiła nazwać. Mógł ją skrzywdzić, nie miało to znaczenia. W jakiś sposób wierzyła, że nawet krótkie wspomnienie, które razem tworzyli, było warte tego, jak jej gęsie serce mogło pęknąć. Chociaż z drugiej strony to była po prostu szczerość. Nie mówił wiele, ale zawsze, gdy otwierał przed nią ten maleńki fragment własnej duszy, wiedziała, że mówił prawdę. A ta była najbardziej krzywdząca, tworzyła największe ryzyko. Nie powie mu przecież, tych wszystkich głupot, które chodziły jej po głowie.
Skończyła analizować i gdybać, chociaż na chwilę, skupiając się na jego głosie, czując, że z oczu nie leciały jej już łzy. Trzęsło ją w środku, ale ciepły kark Lennoxa i nawet to jego pretensjonalne prychnięcie sprawiało, że świat znów potrafił się na chwilę zatrzymać.
- Jest już za późno, żebym uciekła. Niezależnie od tego, co mi pokażesz.
Odparła cicho, wstając grzecznie i spuszczając wzrok na wysokość jego szyi, zatrzymując tęczówki na wystającym spod koszuli fragmencie torsu. Nie trwało to jednak długo, bo zaraz zarumieniła się i spojrzała na bose stopy. Była. Miał rację.
Gdy się odwrócił, mocniej zacisnęła palce na jego dłoni, czując, jak zastygają jej mięśnie w chwili niepewności. Dlaczego miała wrażenie, że gdy wyjdą z tej łazienki, to będzie tak, jakby nigdy się nic nie wydarzyło? Jakaś maleńka, wystraszona i krzycząca dziewczynka w środku tego chciała, jednak głos ciekawości był silniejszy.
Zmrużyła oczy, zadzierając nieco głowę i obdarzając go pociągłym spojrzeniem znad zarumienionych okazaną przez niego delikatnością policzków. Mokry materiał ciążył, robił się coraz zimniejszy i z każdym oddechem sprawiał, że na skórze tańczyła jej gęsia skórka. Wszystko to robił, nie spuszczając z niej wzroku. Nie skomentowała jego słów, przygryzając tylko na chwilę dolną wargę, co było próbą powstrzymania rozbawienia, które próbowało zatańczyć na jej buzi. - Mhm, tylko nie jestem pewna, czy moje kuzynostwo da Ci spokój. Jednak jeśli zniknę z Tobą na próbę, zanim przejdziemy do nauki...
Zamilkła, wzruszając ramionami i tym samym dokańczając, że nie miałaby nic przeciwko. Właściwie to nawet nie mieli okazji do normalnej i swobodnej rozmowy w ciągu dnia, bo te sprzed kilku minut musiała zamknąć gdzieś z tyłu swojej głowy w szafie, bo inaczej nieprzetrawione emocje i setki myśli sprawiłyby, że nie było z niej żadnego pożytku. A tymczasem Flora za jego radą, chciała przestać, chociaż na chwilę kierować się rozsądkiem. Może na jeden wieczór mogła sobie pozwolić, żeby ten gdzieś zniknął, a jego miejsce zajęła ciekawość, zaprzestanie ograniczania samej siebie. Nie była pewna, czy umiała, ale te jego błękitne oczy mogły być niezwykle przekonujące. Odprowadziła go wzrokiem z łazienki, a gdy drzwi się tylko zamknęły, bezgłośnie kucnęła, przykładając dłoń do piersi. Suchy ręcznik był taki miły.
- Jak możesz mówić takie rzeczy z taką łatwością..? - szepnęła po hiszpańsku pod nosem, czując wypieki na twarzy i podekscytowanie, które wywołał tym krótkim muśnięciem jej rozgrzanej od prysznica skóry. Przesunęła wzrok na sukienkę – czerwoną i zapinaną na guziki, utrzymującą się na cienkich ramiączkach, sięgającą połowy uda. - A co, jeśli dziś zaryzykuje i się całkiem w Tobie zatracę Lennox? Nie będę mogła wrócić.
Dodała już praktycznie bezgłośnie, wstając i zsuwając z siebie ręczniki, aby spojrzeć następnie w lustro, które niedbale wytarła dłonią. Śniada buzia pokryta była kilkoma piegami, oczy miała wciąż przeszklone i podkrążone, a brązowe włosy układały się w łagodne, naturalne fale pod wpływem wilgoci. Przesunęła palcem po linii swojego obojczyka, zadając sobie szereg niemych pytań, zanim sięgnęła po przygotowaną wcześniej bieliznę.
Nie była dziewczyną, która szykowała się długo. Poprawiała właśnie materiał sukienki, gdy do jej sypialni weszła Elena, której głosu nie dało się pomylić z niczym innych, zagadująca zaraz ślizgona podekscytowanym szeptem. Była prawdziwą królową imprez. Westchnęła, sięgając jeszcze po szczotkę do włosów i przesunęła nią po suchych już włosach, wpinając na bok czerwonego kwiatka, wyjętego z szuflady umywalki. Zrobiła też makijaż, podkreśliła rzęsy oraz oczy, karminową szminką zakryła usta. Z początku miała ubrany biustonosz, jednak piersi były na tyle podkreślone przez krój dekoltu, że ostatecznie z niego zrezygnowała, pozwalając, aby wrócił do szuflady. Wyszła z łazienki, gdy kuzynka stała obok Zakrzewskiego, opierając się o niego i widocznie coś mu tłumacząc na temat tego, gdzie i do kogo jadą. Nie skomentowała jednak, wsuwając buty na podwyższeniu i zgarniając z klamki od szafy małą torebkę, gdzie miała kilka potrzebnych drobiazgów. Zmieniła też perłowe kolczyki na cienkie, wiszące i łaskoczące ją po szyi.
- Nie mogę uwierzyć, że się zgodziłaś! Będzie cudownie! Chodźcie, Quen czeka z autem! - klasnęła w dłonie, lustrując Florę wzrokiem i sama poprawiła swoje krótkie szorty i równie krótką bluzkę, która utrzymywała się tylko na piersiach. Włosy miała spięte w koka. Weszli na balkon, gdzie od dawien dawna tkwiła przymocowana linkowa drabina, której Elena notorycznie używała do ucieczek z domu. Gdy wymknęli się prawą stroną dziedzińca i zniknęli za bramą, ruszyli kilka metrów w ciszy przed siebie, skręcając w końcu w jedną z uliczek, gdzie w czerwonym kabriolecie siedział jej kuzyn, poprawiający właśnie koszulę. Zmierzył ich wzrokiem, poruszając brwiami na kuzynki i zawołał ręką. Elena usiadła z przodu, a Lennoxa i Florę posadzili na tylnej kanapie. Przez kilka sekund jechali w ciszy, opowiadając jedynie dwójce na tyłach, że jadą do południowej części przedmieść i że przejadą przez centrum miasta, bo wyglądało nocą naprawdę zjawisko. Zaraz rozbrzmiała głośna muzyka, Elena śpiewała i machała do przechodniów oraz kierowców, śmiejąc się wesoło, a Quen dyskutował, skupiając jednak wzrok na drodze. Flora w tym czasie westchnęła w dziwnym poddenerwowaniu, wygładzając dłońmi materiał sukienki. Odwróciła głowę w stronę Lennoxa, przesuwając wzrokiem po jego profilu, aż w końcu skupiła błękitne ślepia na jego dłoni. Wyciągnęła palce, zaplątując je z jego własnymi i zostawiając gdzieś na jego udzie, a sama, jak gdyby nigdy nic, spojrzała na bok, podziwiając niby widoki. Pewnie była czerwona, jak karoseria tego auta, ale do tego student był pewnie przyzwyczajony.
- Staniemy jeszcze w sklepie! Quen, no chodź, proszę, proszę!
- Jesteśmy ju...
- No weź! Załatwiłam Ci, że Jenny będzie!
- Staniemy w sklepie Elena.

Zaśmiała się pod nosem, kręcąc z niedowierzaniem głową na dwójkę z przodu. Aż dziwne, że byli tylko kuzynostwem. Brunetka na przednim siedzeniu przechyliła się, całując grzecznie kierowcę w polik i zaraz wróciła do śpiewania. Flora za to spoglądała na pogrążone w nocnym chaosie ulice, nucąc pod nosem i kciukiem gładząc jego dłoń.

______________________



___________________
Que la suerte sea suerte
Y no algo que no he de alcanzar
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Lennox X. Zakrzewski

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 156
  Liczba postów : 420
https://www.czarodzieje.org/t15432-lennox-zakrzewski
https://www.czarodzieje.org/t15448-ostrzy-sobie-pazury#414843
https://www.czarodzieje.org/t15445-nieprzyjemniaczek#414806
https://www.czarodzieje.org/t15438-lennox-zakrzewski#414740
Rezydencja Martellów QzgSDG8




Gracz




Rezydencja Martellów Empty


PisanieRezydencja Martellów Empty Re: Rezydencja Martellów  Rezydencja Martellów EmptySob 1 Sie - 11:33;

Bez jego świadomości, wdarła się do jego myśli. I chociaż nie wyszukiwał jej twarzy na szkolnym korytarzu, to faktycznie mógł zobaczyć ją w tłumie, o ile tam się pojawiała. Zawzięcie przedzierając się przez innych, w swoim własnym kierunku, nieznanym innym czy mu.
Jeszcze zobaczymy. Nie odpowiedział jej, bo nie widział sensu w psuciu tego, co udało im się osiągnąć. Nie wyglądała bowiem, jakby chciała wychodzić spod tego prysznica. Musiał naprawić kilka swoich fatalnych posunięć i uznał, że wyjście z tego miejsca będzie najlepszym rozwiązaniem. Wyjść z tego z domu, chociaż będącym w jakiś sposób azylem dla dziewczyny. Czy długie rozmowy zapewnią im obojgu pewność? Wątpił w to. Po drugie, na bolesne i długie rozmowy mieli czas.
Brakowało tego, aby mu się tu rozchorowała, siedząc w tych przemoczonych... Rzeczach. Musiał działać szybko, zanim jeszcze zdąży zmienić zdanie i stwierdzić, że wychodzenie gdziekolwiek, z nim, nie miał sensu. Może faktycznie łudził się, że to cokolwiek zmieni. Pokaże jej jego własne uczucia, tę drobną zmianę, którą wywołała ta rozmowa. Chociaż nie nazwałby tego rozmową, raczej wymianą dwóch spojrzeń. I tyle. Refleksje mają nadejść teraz. Zdążył tylko powiedzieć, aby zostawiła wszystko w jego rękach.
I tego dla niej chciał, chciał, aby poczuła, chociaż na jeden krótki wieczór, to przejmujące rozluźnienie. Nie mogła ciągle się zamartwiać, nosić na swoich barkach zła całego świata. Miała zostawić to, co nie daje spokoju jej myślom tutaj, w domu, w tej łazience. I nie, nie mówił tutaj o ich rozmowie, o tym, co mu wyznała. Wychodzenie ze swojego bezpiecznego kokonu nie było czymś złym. Bycie egoistą nie było czymś złym. Każdy z nas był, trzeba tylko widzieć ten moment, w którym jest to jeszcze zdrowe.
Będąc poza zasięgiem jej spojrzenia, mógł głośno wypuścić powietrze. Nie miał żadnego planu, był raczej kierowany chwilą i nadarzającymi się możliwościami. Podszedł do swoich butów i nie śpiesząc się, wsunął je na nogi. I wtedy w drzwiach pojawiła się Elena, bez zaproszenia, czy wcześniejszego pukania. A co gdyby... Lennox. Chyba sobie żartujesz, szybko pozbądź się tych myśli... Z obrazami było cholernie trudniej.
Postanowił podnieść się z łóżka, aby przypadkiem nie pomyślała, aby do niego tam dołączyć. Stanął w drzwiach balkonu, a ona powędrowała za nim. Przerażające, bo kiedy się odwrócił, aby na nią spojrzeć, stała niecałe dwa centymetry od niego. Sam zapragnął pospiesznie się stąd ulotnić. Niezobowiązujące rozmowy nie były jego domeną, dlatego tylko kiwał głową i udawał zainteresowanie, cały czas spoglądając na drzwi. Obawiał się, że Flora jednak zmieniła zdanie?
Kiedy dopytywał o jakieś nieznaczące szczegóły, dziewczyna postanowiła wyjść i im się pokazać. Uniósł jedną brew do góry, co umknęło uwadze Eleny, która podeszła do kuzynki.[i] I to zamierzasz ubrać?[/b] To mówił wyraz jego twarzy. Owszem, wybrał jej sukienkę, ale była to rzecz, która po prostu wyróżniała się w szafie. I czy zauważył, że zapomniała o górnej części bielizny? Ten fakt sprawił, że zawiesił się na dwie sekundy.
Linkowa drabina sprawiła, że ucieczka z domu nadawała zupełnie innego wyrazu. Kuzynka Flory była doskonale przygotowana, wiedząc, o której godzinie powinni wyjść i jaką drogą się udać, aby pozostać niezauważonymi. Jego ucieczki raczej nie wyglądały, jakby były wyciągnięte rodem z filmu akcji. Uważał to za niezwykle zabawne, dlatego, kiedy dostali się do auta, przywitał Quentina uśmiechem, wskazując na ciuchy i dziękując mu kiwnięciem głowy. Usiedli, a on skupił się na obrazie za oknem. Z boku wyglądał jak posąg, który nie reaguje na zbyt głośne brzmienie głosu z przodu i fałsz, wychodzący spomiędzy ust kuzynki Flo. Nikt nie mógł sobie zdawać sprawy, jakie katusze w tym momencie przechodził, czując, jak bębenki zaczynają pękać. Co innego znajdować się w głośnym klubie, a co innego słuchać głośnego śpiewu w zamkniętej puszce. I wtedy poczuł na dłoni dotyk. Nie odwrócił głowy, wyglądał raczej tak, jakby wcale niczego nie poczuł... Jednak jego dłoń zacisnęła się lekko, przysuwając drobne palce ku sobie. Nie mogła wiedzieć, a jednak... Poczuł powiew otuchy i jakieś nadziei na to, że ten koszmar zaraz się skończy, bo faktycznie dojeżdżali do miejsca ich wyprawy.
Sklep faktycznie znajdował się blisko, dlatego, kiedy tylko zaparkowali, wyszedł wraz z Eleną do sklepu, bo sam również chciał coś kupić. Skończyło się na o wiele większej ilości alkoholu, niż potrzebowali. Ktoś jednak powiedział, że nie można przyjść z pustymi rękoma, reszta na pewno się ucieszy. Zapakowali wszystko i wgramolił się na swoje miejsce z jedną butelką alkoholu, która wędrowała między ich trójką. Bez słowa zgarnął dłoń, która wcześniej również znajdowała się na jego nodze.
Kiedy dotarli, odwrócił się do Flory i nieznacznie uniósł brwi, czy to znak, że czas najwyższy się ulotnić? Czy to ukłon podziwu dla rozmachu tej imprezy? Nie nazwałby tego domem, ale willą. Z każdego okna wychodzącego na podwórze, świeciły kolorowe światło. I chociaż zaparkowali przed bramą, muzyka dochodziła aż tutaj, niemal jakby znajdowali się przynajmniej kilka metrów od drzwi wejściowych. Mógł spokojnie powiedzieć, że był to pierwszy raz, kiedy był na podobnej imprezie. Wraz z Quentinem wzięli rzeczy z bagażnika, a kiedy ruszyli ku wejściu do posiadłości, bezceremonialnie chwycił dłoń Flory, splatając ich palce ze sobą... Nie tylko dlatego, że Elena sama chciała pociągnąć go dalej, aby szli przed resztą. -W tak wielkim domu, na pewno uda nam się zniknąć.-Nachylił się nad Florą i szepnął jej tych kilka słów, tak, aby reszta nie mogła ich usłyszeć. Weszli do środka przez szeroko otwarte drzwi, które zapraszały każdego przechodnia do środka. Postawili rzeczy na długim blacie w kuchni, który robił za magazynek alkoholowy. Pierwsze co zrobił Lenny, to chwycił kubki i polał im wszystkim, chociaż kuzynowi Flory oszczędził procentów. Minus przyjechania tu samochodem był taki, że ktoś będzie musiał nim wrócić, skoro to nielegalna eskapada... Chociaż Lennox znalazłby wiele sposobów rozwiązania tego problemu. Obserwował jak, Flora sięga po swój kubek i uchyla go lekko, próbując drinka. Tak, jej również dolał nie tylko procentów, ale i napoju, aby nie zeszła mu tu za szybko. Wdał się w krótką rozmowę z Quentinem, która dotyczyła dziewczyny, o której wcześniej wspomniała Elena. Chłopak tłumaczył Lennoxowi, jak ona wygląda, aby i ten mógł pomóc odszukać ją wzrokiem. Najwyraźniej bardzo mu się spieszyło, aby zniknąć razem z nią w tłumie... Chociaż z tego co zrozumiał Zakrzewski, ona ledwo zdawała sobie sprawę z tego, jak wodził za nią maślanym spojrzeniem. Jak się okazało, Jenny była długonogą, opaloną blondyneczką, która stała z koleżankami w innym pokoju, tym, który był za dnia ogromnym salonem, z wysokimi sufitami. W nocy? Był to parkiet, rojący się od spoconych i wciętych nastolatków. Szepnął coś chłopakowi na ucho, a sam skierował się do Flory i jej kuzynki, która zdążyła zagadać dwóch chłopaków.-Pomogę Twojemu kuzynowi i zaraz do Ciebie wracam, nie uciekaj.-Powiedział i pocałował ją lekko w usta, unosząc jej brodę. Uśmiechnął się nad jej ustami. Odwrócił się pospiesznie i poszedł z chłopakiem do dziewczyn, a raczej Jenny, która najwidoczniej nie ruszała się bez swojej świty. Przez trzy minuty rozmawiali, Quentin zapoznał ich wszystkich ze sobą, co dało pole do popisu Lennoxowi. Miał odwrócić uwagę dwóch koleżanek dziewczyny, aby ten niepostrzeżenie skradł uwagę Jenny. Zakrzewski nawet lekko odwrócił się do nich plecami, dając im więcej swobody... Czujne spojrzenia koleżanek to naprawdę uciążliwa sprawa, kiedy chce się spokojnie zwrócić uwagę jednej konkretnej dziewczyny. Kiedy tak niezobowiązująco się uśmiechał, bredził, chcąc zwrócić na siebie jak najwięcej uwagi. Był wyśmienitym aktorem, nikt nie spostrzegłby się, że tak naprawdę nie wiedział, o czym rozmawiali. I, że faktycznie nie interesuje go to, co same miały mu do powiedzenia. Miał jednak grać czarującego obcokrajowca, a to przecież nic trudnego. Ręce miał skrzyżowane z tyłu, a lekko zgięta postawa sugerowała, że uważnie nasłuchiwał... Jednak kiedy poczuł na wyprostowanej dłoni uderzenie, wiedział, że to koniec jego czasu. Misja wykonana, dziewczyna zdobyta. Dał więc Quentinowi chwilę, aby ten mógł odejść z Jenny. I tak po dziesięciu sekundach przeprosił grzecznie dziewczyny, serwując im tekstem, który wywołał salwę śmiechu. Wycofał się, kierując do miejsca, w którym była Flo. Przystanął, widząc, że to wszystko obserwowała. Wzruszył lekko ramionami i stanął przed nią, a, że parkiet był o jeden duży stopień niżej, znajdowała się wyżej niż zwykle.-Męska solidarność, sama rozumiesz.-Mruknął, próbując przekrzyczeć muzykę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Flora J. Martell

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 155
C. szczególne : duże, błękitne oczy.
Galeony : 343
  Liczba postów : 406
https://www.czarodzieje.org/t17100-flora-joy-martell
https://www.czarodzieje.org/t17106-florkowa-sowka#477531
https://www.czarodzieje.org/t17113-kwiatki-flory#503135
https://www.czarodzieje.org/t17105-flora-j-martell
Rezydencja Martellów QzgSDG8




Moderator




Rezydencja Martellów Empty


PisanieRezydencja Martellów Empty Re: Rezydencja Martellów  Rezydencja Martellów EmptySob 1 Sie - 13:53;

Nie byli dobrzy w rozmowach, więc jak mogłoby godziny spędzone właśnie na nich pomóc? Miała wrażenie, że to kompletnie nie dla nich. Chociaż takie rzeczy też były bardzo ważne, Lennox opierał się znacznie mocniej na czynach niż słowach. Nie musiał ubierać w kolorowe szaty najmniejszego dotyku czy spojrzenia. Nieważne, jak wielkim łobuzem by nie był, biła od niego szczerość i nigdy nie wątpiła w jego intencje. Przecież doskonale wiedziała, że była na początku tylko rozrywką, ale teraz? Gdy pojawił się tej zaparowanej, pachnącej migdałami łazience i wyciągnął dłoń w jej stronę, wiedziała, że to nie był element gry prowadzonej przez tego chłopaka sprzed miesięcy. To było coś nowego. Jakkolwiek irracjonalne to zaufanie było, którym go darzyła – dość silne, aby zgodziła się wyjść, chociaż jeszcze kilka sekund wcześniej sądziła, że spędzi tu pół nocy, a potem zakopie się w kołdrę, przytulając pluszowego pingwina albo wieloryba i starając się wyciszyć.
Chciała trzymać jego dłoń i zobaczyć świat w kolorach, które on dostrzegł, nawet jeśli nie miała pojęcia, czy poradzi sobie z porzuceniem własnej skromności i samooceny, brakiem pewności siebie, być może nawet z własnym kręgosłupem moralnym. Przymknęła powieki, gdy drzwi się zamknęły, wciąż pytając siebie i własną podświadomość, czy to była na pewno słuszna decyzja. Odpowiedzi udzielonej jej własnym głosem jednak nie było, zamiast tego w uszach rozbrzmiał śmiech jej mamy, która mówiła, żeby się nie bała, bo jeśli nic od siebie nie da i będzie tylko liczyła, że ludzie będą robić wszystko za nią, to naprawdę będzie sama. Nawet jeśli pozornie było Florze tak wygodnie, to czy mogła nazwać ten stan tym, czego naprawdę chciała?
Elena była w doskonałym humorze. Wyglądała przepięknie, a bijąca od niej aura sprawiała, że dawała wrażenie doskonałej liderki i duszy towarzystwa. Traktowała Lennoxa tak, jakby znali się od zawsze – tu go objęła, tu dała mu całusa w polik, tu mu podokuczała i snuła domysły, jakim cudem sprawił, że Flora zgodziła się wyjść. Była wesoła, ciągle śmiała i cały pokój zdawał się przesiąknąć jej osobą.
Gdy tylko wyszła, Elena zlustrowała ją wzrokiem i zaczęła coś mówić, chociaż nie całkiem rozumiała, o czym. Uniesiona brew studenta sprawiła, że przekręciła głowę na bok, posyłając mu pytające spojrzenie, bo przecież sam wybrał jej sukienkę. Nie mogła jednak dłużej zadawać mu niemych pytań, bo kuzynka zaczęła przedstawiać im plan działania, a ona korzystając z okazji, zgarnęła torebkę i kilka drobiazgów.
- Zawsze używa mojego pokoju, żeby wyjść. Jej ojciec żyje w błogiej nieświadomości, że jego córka jest gościem każdego przyjęcia. - wytłumaczyła, gdy brunetka ochoczo rozwijała drabinę, chichocząc pod nosem w konspiracji i podekscytowaniu. Bawiła się nazbyt dobrze.
Śpiewała jednak gorzej, zakłócając brzmienie przyjemnej dla ucha, popowej piosenki. Hiszpańska muzyka miała to do siebie, że zawsze dawało się do niej tańczyć i brzmiała dobrze, nawet jeśli tekst zdawał się głupi. Poprawiła się na siedzisku kabrioletu, przesuwając spojrzeniem po szyldach mijanych sklepów, neonowych oznaczeniach barów czy śmiejących się i pijących w ogródkach na brukowanych placach ludzi. Huesca była połączeniem starego z nowym, otoczona górami i mająca dostęp do rzeki, cieszyła się popularnością wśród turystów przez swoją historię, która sięgała dwóch tysięcy lat. Noc była ciepła, kolejny podmuch wiatru potargał jej włosy, zwiększony prędkością, bo Quen chciał zdążyć na światłach. Uśmiechnęła się nieśmiało pod nosem, czując ucisk na dłoni i spoglądając dalej za okno, przysłuchiwała się dyskusji kuzynostwa.
- Mam wrażenie, że przesadzą. Podekscytowała się, że jedziesz. - mruknął z rezygnacją chłopak, poprawiając ruchem dłoni włosy. Nie zgasił silnika, ściszył jednak radio. Brunetka spojrzała na niego, wzruszając delikatnie ramionami.
- Możliwe. A Ty nadal nie umiesz jej odmawiać, co?
- Skoro mówi, że tylko najlepsze towarzystwo się spóźni.. Może Jenn mnie doceni. -
parsknął z rozbawieniem, nie mogąc nic poradzić na urok osobisty Eleny. Każdy wiedział, że miał do niej słabość od małego. Szelest siatek sprawił, że przesunęła po nich spojrzeniem, nieco zaskoczona olbrzymią ilością alkoholu, były też jakieś papierosy i chyba chipsy, ale to pewnie dlatego, że jej kuzynka była ich fanką. Zakrzewski z siedząca z przodu brunetką szybko zaczęli i chociaż butelka trafiała również do dłoni Flory, ta tylko moczyła usta lub udawała, że pije, dochodząc do wniosku, że to cholernie cierpki trunek. Wróciła jednak do gładzenia jego dłoni kciukiem, nawet w stronę jego uda nie patrząc.
Dom był olbrzymi. Na przedmieściach, faktycznie żyli dość majętni ludzie lub rody mieszkające w okolicy od stuleci. Znała ich sporą część, chociaż nigdy nie przykładała się do nawiązywania z nimi relacji. O ile pamięć jej nie myliła, był to dom bliźniaków, dwa lata starszych od nich. Dudniąca muzyka, światła, zapach alkoholu uderzył w nią tylko, gdy wysiedli z samochodu. Narzuciła torebkę, ruchem głowy zgarniając włosy do tyłu, zastanawiając się, jak wiele osób musiało być w środku, skoro śmiech i krzyki były dobrze słyszalne nawet tu?
- Mają basen, jacuzzi! Mój Nick dziś jest odpowiedzialny za muzykę! Muszę Cię wszystkim przedstawić! Jestem pewna Lennox, że Cię pokochają!- ekscytowała się Elena, nakładając błyszczyk na usta i poprawiając bluzkę, na co brunetka zerknęła z odrobiną przerażenia, bo obfity biust prawie się z niej wylewał. Gdy Lennox złapał jej dłoń tak bezceremonialnie, zastygła na chwilę w bezruchu i w bezdechu, przyglądając się temu z jakimiś rumieńcami i oczarowaniem. Trzeba przyznać, że takie drobne rzeczy robiły na niej największe wrażenie i chociaż przez chwilę zastanawiała się znów głupio, czy na pewno nie popsuje mu sobą wieczoru, pokręciła zaraz głową, uśmiechając się pod nosem i zerkając w jego stronę, poczuła, jak przyjemne ciepło rozlewa się jej po ciele. Szept tylko to spotęgował.
Gdy weszli do kuchni po tej długiej drodze, gdzie każdy się witał z Eleną, Quennem i dziwił się, że widzi tu Florę, nieco odetchnęła. Nie była przyzwyczajona do takich tłumów, a skąpo ubrane i tańczące w ogrodzie dziewczęta, na których widok ślinili się ociekający piwem chłopcy, sprawiał, że czuła się trochę nieswojo. Otrzymany od ślizgona napój był łagodniejszy, niż to, co pili w samochodzie, więc podziękowała i upiła, cały czas jednak trzymając się blisko niego. Zupełnie, jakby był źródłem jej odwagi.
- Huh? - zamrugała zaskoczona, czując na ustach miękki dotyk, wcześniej uprzedzony zadarciem jej podróbka do góry. Zadrżała, słysząc walące w piersi serce, chyba zaskoczona tak, że przy tych wszystkich ludziach... Kiwnęła głową, upijając zaraz drinka i niby to poprawiając kolczyki, ścisnęła na nich dłonie.
Nawet nie zauważyła, jak zaczęła stukać palcami w kubeczek, obserwując, jak koleżanki podrywanej przez kuzyna blondynki chichoczą do Lennoxa, co rusz zaczepiając go palcami i nachylając się, żeby coś mu powiedzieć. Nie robił nic złego, a jednak poczuła to charakterystyczne ukłucie, nieprzyjemny uścisk, które sprawiły, że przywarła mocniej plecami do ściany. Nie chciała patrzeć, bo na dobrą sprawę to chyba nie była jej sprawa, chociaż wszystko w środku krzyczało, że była, ale nie mogą odwrócić wzroku.
- Próbujesz je zabić wzrokiem czy raczej jego? - aż podskoczyła w miejscu na dźwięk głosu Eleny, która z rozbawieniem popijała drinka, opierając się o nią ramieniem. Przekręciła głowę w jej stronę, kręcąc jedynie głową, zaprzeczając. Może w pół mroku nie zauważyła, jak ją zawstydziła. Kuzynka wywróciła oczyma. - Od rana zerkasz w jego stronę, mam Ci bardziej pomóc, żebyś zrozumiała?
- Nie bądź głupia, to ni... No dobra, może patrzą na niego, jakby mieli zaraz robić bardzo nieprzyzwoite rzeczy i może faktycznie trochę niepokoi mnie długość nóg tej na prawo..
- Masz na myśli seks? Uprawiać z nim seks? -
przerwała jej, unosząc brew, na co Flora o mało nie zakrztusiła się własną silną, posyłając jej zawstydzone i mordercze spojrzenie, sugerujące, że ona wcale nie ma niczego na myśli, zaciskając palce na kubeczku, którego zawartość momentalnie wypiła. - Kocham Twoją niewinność, naprawdę. Jesteś urocza, przesłodka i mogłabyś zostać taka na zawsze, ale wtedy wszystko Ci ucieknie między palcami.. Seks to dobra zabawa. To nic złego, a tym bardziej zawstydzającego. Zaufaj mi.
- Nie jestem pewna, czy to dobry pomysł.

- Z nas dwóch – ja się znam na tym lepiej. Jesteś zazdrosna, więc niech on też będzie. I to, że Veronica ma długie nogi, nie znaczy, że jesteś od niej gorsza. Tylko brakuje Ci pewności siebie. - wzruszyła ramionami, stając przed Florą i przyglądając się jej z błyskiem w oczach. Odstawiła jej pusty kubek, wyciągając ręce i rozpinając górny guzik sukienki, poprawiła też jej ramiączka. Zgarnęła kuzynce włosy do tyłu, odsłaniając wystający obojczyk i dekolt, a na nadmiar wszystkiego, pokryta matowe, czerwone usta delikatną warstwą błyszczyku, przykuwającego uwagę w tej grze świateł.
- Wcale nie jestem zazdrosna i Elena, co Ty robisz?
- Pozbywam się Twojej niewinności. -
skwitowała tylko, psikając w nią jakimś sprayem. Dała jej w dłoni swój kubek, zachęcając, aby napiła się porządnego łyka Tequili, wołając zaraz przechodzącego obok Nicka z kolegami i jego siostrą. Każdego z nich przywitała buziakiem, zaraz przedstawiając im kuzynkę.
- Nick skarbie, znasz już Florę, prawda? To moja siostra. A to Jerremy, Marcus i Isabella. - pokazywała jej każdego po kolei, nie zdając sobie sprawy, jak bardzo zapędzała ją w róg. Mocniej niż Lennox godzinę temu. Uznała, że alkohol się jednak przyda i zaraz po przywitaniu, upiła kilka łyków, dyplomatycznie trzymając kubeczek w okolicy dekoltu, mając nieodparte wrażenie, że tam spojrzenia najczęściej wędrują. Posłała Elenie wymowne spojrzenie, gdy ta odciągnęła na bok Nicka i zostawiła ją z trójką obcych ludzi, zerkając jeszcze w stronę Lennoxa. Pięknie.
- Chodzisz tu do szkoły? Nie widziałem Cię wcześniej. Zauważyłbym.
- Studiuje za granicą.. - odparła, siląc się na naturalne brzmienie, chociaż plecami znów przywarła do ściany, obdarzając nazbyt wysportowanego chłopaka krótkim spojrzeniem, stukając paznokciami w kubeczek, odpowiadając na pytania o edukacji, czy zainteresowaniach dość zdawkowo. W momencie, w którym Marcus zaprosił ją do tańca, zmniejszając nazbyt dystans pomiędzy nimi i wyciągnął dłoń w jej stronę, wrócił ślizgon, którego obdarzyła pociągłym spojrzeniem.
- Przepraszam, może później zatańczymy.. Miło było Cię poznać. - wydusiła z przepraszającym uśmiechem, podchodząc do Zakrzewskiego i łapiąc go pod rękę, umieściła ją tak, że tkwiła pomiędzy jej biustem, co miała nadzieję, nie dość, że będzie dość wymowne, to jeszcze alkohol sprawi, że nie będzie chciała umrzeć i zapaść się pod ziemie. Miała słabość do rumu, a tu było gorąco. Nie była pijana, jednak błyszczące ślepia sugerowały, że ostatnią dawkę rumu pochłonęła zbyt szybko. - Mhm... Dziękuje, że mu pomogłeś, długo próbował umówić się z Jenny.
Mruknęła tylko, dopijając zaraz drinka i odstawiając pusty kubek, złapała jego dłoń obiema swoimi, odsuwając się nieco, pociągnęła go w stronę parkietu. - Chodź. Z Tobą chcę zatańczyć.

______________________



___________________
Que la suerte sea suerte
Y no algo que no he de alcanzar
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Lennox X. Zakrzewski

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 156
  Liczba postów : 420
https://www.czarodzieje.org/t15432-lennox-zakrzewski
https://www.czarodzieje.org/t15448-ostrzy-sobie-pazury#414843
https://www.czarodzieje.org/t15445-nieprzyjemniaczek#414806
https://www.czarodzieje.org/t15438-lennox-zakrzewski#414740
Rezydencja Martellów QzgSDG8




Gracz




Rezydencja Martellów Empty


PisanieRezydencja Martellów Empty Re: Rezydencja Martellów  Rezydencja Martellów EmptySob 1 Sie - 16:47;

Był facetem, czy naprawdę myślała, że wiedział, co wyciąga z jej szafy? Poza tym, skąd u niej takie odważne sukieneczki, czyżby od jej kuzynki? Zerknął na Elenę, która swoim strojem oraz samą urodą, odwracała uwagę na pewno nie jednego chłopaka, czy mężczyzny... Nie tym razem, moi drodzy (zwyczajnie nie lubił głośnych ludzi, którzy zwracali na siebie niepotrzebnie uwagę). O wiele bardziej preferował sukienki, takie, które przywdziewała Flora. Czy to z głębokim dekoltem, czy długie aż po kostki. Teraz taka jedna zdecydowanie by się jej przydała... Chyba nie zapomniała jego słów, tego, że nie chciał, aby ktokolwiek się za nią oglądał. Było to jednak nie do powstrzymania. Wiele sprzecznych uczuć kłębiło się w jego piersi i na dnie żołądka.
Zaśmiał się, kiwając głową. Tak, mógł sobie jedynie wyobrażać spektakularne ucieczki z domu. Nie nazwałby tego ucieczkami, gdyż zawsze wracała, a wybierała się raczej do chłopaków czy na imprezy. Co innego, gdyby wykrzyczała rodzinie, że jej nienawidzi, spakowała kilka rzeczy i zwiała pod osłoną nocy. Nie wiedział czemu, ale czuł, że w tym miejscu nie byłoby to do pomyślenia oraz wykonania. Jakby pod drzwiami stała gwardia, która miałaby zapobiec czemuś podobnemu.
Nie wyglądał, jednak był mocno zaoferowany tym, co widział. To miejsce nie miało porównania do tego, co znał, czy do starego domu we Francji, czy w Anglii, gdzie spędził najwięcej swojego czasu. Zawsze podejrzewał, że nie zagrzeje miejsca w jednym miejscu. Nawet tutaj, zauroczony kolorami, ludźmi, jedzeniem, czy muzyką, która rozbrzmiewała w jego ciele. Lubił uderzenia, które wprawiały jego ciało w drżenie. Alkohol jedynie pomagał poddać się wewnętrznej potrzebie, która zachęcona brakiem sprzeciwu z jego strony, powoli zaczynała wychodzić na światło dzienne.
Chyba nie myślała, że impreza skończy się na alkoholu, prawda? Papieros był kwintesencją tego, co mógł przynieść wieczór. Nigdy nie ruszał się bez swoich osobistych, jednak specjalnie na przyjazd tutaj, nie zabrał ich ze sobą. Jeszcze tego by brakowało, że zostałby przyłapany na szybkim papierosku gdzieś za filarem. Flora przycinała w samochodzie, czego był całkowicie świadomy. Wyraz jej twarzy zmieniłby się charakterystycznie oraz ślina, którą połykała, na pewno szybciej wylądowałaby w żołądku. Obserwował. Zawsze.
-Taa, na pewno.-Wiedział, że z całej czwórki, tylko Elena nie wyczuwała, jak bardzo nie był tym zachwycony. Jej ekscytacja wcale nie zarażała, jeżeli chciała to właśnie osiągnąć. Zgromadzenia zawsze kończyły się źle, przynajmniej w jego przypadku. I nie chodziło o przesadzenie z alkoholem. Zwyczajnie nie dawało się ukryć, że jego dzika natura zaczyna walczyć z tą, która nie znosi takich rzeczy.
Był bardziej zmęczony po tych kilku minutach witania się ze wszystkimi niż całym popołudniem z rodziną Flory i zajmowaniem się Rosie. Jedynym pocieszeniem była dłoń, która sprowadzała go na ziemię. Nie było to takie trudne, prawda? Chwycić ją, pokazać, że tego właśnie w tym momencie chciał. Nie chodziło o zaznaczenie terenu, gdyby tak było, wystarczyłoby naciskać... Drastyczne, ale jakie skutecznie. Wymowne, ale działa. Pokazanie komuś, że patrzy tylko na ciebie, nie było najtrudniejszym zadaniem. Chyba że jesteś ułomnym człowiekiem, który nauczył zwracać uwagę jedynie na swoje własne potrzeby.
Jedyne co chciał tutaj ugrać, to czas dla jej kuzyna. Wiedział, że nie poradziłby sobie w pojedynkę, bo te hieny zjadłyby go żywcem, jeszcze zanim zdążyłby cokolwiek powiedzieć. Kobiety to przerażające stworzenia, jednak nie tylko one potrafiły manipulować. Lennox niemal czuł się jak w swoim żywiole, wodząc je za nos, aby ostatecznie pozostawić same. Niedosyt to na pewno było widoczne na ich twarzach, kiedy je opuszczał. Oh, gdyby tylko wiedział, o czym rozmawiała w tym momencie ze swoją kuzynką. Był jednak zbyt skupiony na swoim zadaniu, aby móc zarejestrować wszystkie zmiany zachodzące na twarzy Puchonki. Nawet nie dostrzegł, kiedy Elena zaczęła poprawiać wygląd swojej kuzynki... Kompletnie niepotrzebnie. Mógłby policzyć na palcach dwóch rąk, ilu obracało się z dziewczyną w czerwonej sukience.
Wycofując się, zgarnął kubek z niewielkiego stolika i nalał do niego to, co akurat obok leżało. Czy to wódka, whisky, wino. Po kolorze stawiał na coś, co bardziej wpadnie w jego gusta. Kiedy się odwrócił i ruszył w kierunku Flo, zobaczył, że nie była sama. I nie mówił tu o Elenie, której wpływ zdecydowanie nie służył jego Puchonce. Tak. Jego. Dokładnie słyszycie. Rościł sobie wszelkie prawa do jej osoby, duszy, ciała. Gdyby faktycznie on chciał wywoływać w niej zazdrość! Prychnął, oglądając się za znikającym Quentinem, który pokazał mu kciuk do góry. Kiwnął mu tylko głową w odpowiedzi, uchylając całą zawartość kubka. Dolał sobie ponownie, tym razem jednak odczekując z opróżnieniem zawartości. Obserwował to spokojnie, chcąc zobaczyć, dokąd to będzie zmierzało... Na pewno musiała zdawać sobie sprawę z tego długiego, przenikliwego spojrzenia, którym obdarzał jej osobę. Nawet się uśmiechał, jakby rzucając jakieś ciche wyzwanie. Sobie, czy jej?
Kiedy jeden z chłopaków próbował zatańczyć z Florą, postanowił wkroczyć do akcji... Dopiero teraz opróżniając swój kubek i odkładając go gdzieś na bok. Może i był specem w alkoholizacji, niegdyś całe wakacje i gorące dni spędzając na piciu whisky, jednak teraz nie było to wskazane.-Pamiętaj, ona jest tylko uprzejma-Puścił w jego kierunku perskie oczko, chociaż wyraz jego twarzy raczej mówił, aby pospiesznie stąd spierdalał, zanim podejdzie o krok bliżej. Skutecznie odwróciła jego uwagę, skupiając spojrzenie, które zaczęło łagodnieć. Zapomniał, z czym dokładnie tutaj przyszedł i co jeszcze zamierzał powiedzieć temu, który chciał wyciągnąć dziewczynę na parkiet. Gest był cholernie wymowny, a on nie wiedział, co ma począć. Czuł pod skórą, że jeden guzik zdecydowanie nie wykonywał swojego powołania. I nawet nie wie, jak bardzo mu to w tym momencie przeszkadzało. Jednak proszę, wystarczyło użyć jego własnej broni. Czy on wcześniej nie powiedział tego samego w jej kierunku?
Ruszył za nią, prowadząc się na parkiet, który był pełny ludzi. Muzyka była tu znacznie głośniejsza, chociaż bicie jego serca zdecydowanie wszystko mu zagłuszało. Duszno, tłoczno, a on jedyne co mógł widzieć to jej bystre spojrzenie, lekko zmącone alkoholem. Uniósł dłoń i wplótł w jej włosy, aby drugą chwycić za talię i przysuwając do siebie. W rytm muzyki poruszył jej ciałem, jakby to nie ona miała nim w tym momencie kierować. Choć był cholernie ciekawy tego, czego jeszcze mu nie pokazała. Do czego była zdolna, a wiedział, że chowała bardzo wiele asów w rękawie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Flora J. Martell

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 155
C. szczególne : duże, błękitne oczy.
Galeony : 343
  Liczba postów : 406
https://www.czarodzieje.org/t17100-flora-joy-martell
https://www.czarodzieje.org/t17106-florkowa-sowka#477531
https://www.czarodzieje.org/t17113-kwiatki-flory#503135
https://www.czarodzieje.org/t17105-flora-j-martell
Rezydencja Martellów QzgSDG8




Moderator




Rezydencja Martellów Empty


PisanieRezydencja Martellów Empty Re: Rezydencja Martellów  Rezydencja Martellów EmptySob 1 Sie - 20:25;

Nie była stworzona do takich wydarzeń. Ciasnota, zapach alkoholu, hałas, tłum – wszystko to sprawiało, że pomimo podwyższanych butów, wciąż czuła się przytłoczona. Na szczęście trzymana za rękę przez Lennoxa, mogła skupić się głównie na tym. Oczywiście witała się z ludźmi nieśmiałym uśmiechem, czasem coś odpowiedziała. Większość dzieciaków z przedmieść była blisko ze sobą i razem spędzali czas. Było tu też kilku czarodziejów, znakomicie wtapiających się w tłum mugoli. Właściwie Flora była tak skupiona na splecionych ze sobą palcach, że mogłaby znieść absolutnie wszystko. I nawet uśmieszek Quentina nie sprawił, że go puściła, bo Elena była zbyt zajęta ludźmi i przedstawianiem im biednego Zakrzewskiego. Hiszpanie byli otwarci. Ktoś taki, jak on, musiał czuć się naprawdę źle pod ciągłym spojrzeniem, zasypywany całusami i klepnięciami, a puchonka martwiła się tym znacznie bardziej, niż wszystkim innym.
Pewność siebie bijąca od koleżanek Jenn była tak silna, że nawet Flora zarumieniła się pod wpływem ich spojrzeń. Czy to dlatego, że patrzyła co rusz w stronę Lennoxa i nie mogła tego powstrzymać, stukania w kubeczek też nie. Wyglądał, jakby dobrze się bawił, a jednak wydawał się jej spięty w charakterystyczny sposób, kiedy to wcale nie odpowiadało mu to, co się działo. Quen za to skutecznie zagadywał, tu ją tryknął, tam się zaśmiał. Nie był brzydkim chłopakiem, miał dobre nazwisko – bywał tylko czasem nieporadny, bo miał dobrą i uczynną naturę. Nie było jednak dane jej dłużej nad tyn kontemplować, bo pojawiła się Elena ze swoimi domysłami i szatańskimi pomysłami, które wcale nie były w stylu dziewczyny. Znał się na rzeczy, ale były całkiem inne z charakteru i nawet jeśli chciała dobrze, to nie koniecznie było pozytywne rozwiązanie dla brunetki. Nie zwracała uwagi na nikogo, nawet jeśli ktoś się obejrzał. Zerkała tylko, czy jej kuzynostwo było w porządku, a tak całą jej uwagę miał błękitnooki. Mieli taką zasadę – nawet jeśli Elena wychodziła, Flora zawsze znała adres i wiedziała, gdzie jej szukać, z kim była. Dbali o siebie wzajemnie, tak ich uczono od małego. Nie było tu tak niebezpiecznie, jak w Madrycie lub Barcelonie, ale należało uważać.
Chcąc lub nie, skupiła się na nowo poznanych osobach, nieco przytłoczona ich ilością i zakrywaniem za pomocą kubka tego odpiętego guzika, który na pewno zapnie, gdy kuzynka odejdzie. Inaczej na pewno nie dałaby jej spokoju. Marcus był czarujący, starał się patrzeć jej w oczy i interesował się motoryzacją, był rok starszy. Znacznie wyższy i dobrze zbudowany. Może kiedyś uznałaby go za atrakcyjnego, jednak teraz wcale nie był w jej typie. Odpowiadała jednak grzecznie na pytania, starała się prowadzić konwersację z bezpiecznej odległości, przylegając do ściany i pomagając sobie alkoholem, bo niegrzecznie byłoby go tak zignorować. Nawet jeśli jej kuzynka uznawała zazdrość za dobrą metodę, dla niej to była niedorzeczne. Nie była taką dziewczyną, nie potrafiła w ten sposób postępować. Zresztą i tak zerkała w stronę chłopaka, który nagle zjawił się nieopodal i posłał jej jedno z tych swoich spojrzeń. A potem ten nieszczęsny taniec.
Na dźwięk głosu Lennoxa, bezgłośnie odetchnęła z ulgą, bo wcale nie miała ochoty spędzać czasu z kimkolwiek innym. Marcus uniósł brew na jego słowa, prychając cicho, jednak grzecznie pożegnał się z dziewczyną i odszedł gdzieś w tłum, dzięki czemu Flora odbiła się od ściany i z resztką trunku w kubku podeszła do jasnowłosego. Nie chciała go denerwować kolejny raz, a jednocześnie w jakiś sposób jej ulżyło, że nie był już zajęty ciemnowłosą koleżanką Jenn, która chyba nawet odprowadziła go perwersyjnym spojrzeniem. Zabawne, gdy coś wypiła, znacznie częściej i odważniej patrzyła mu w oczy, chcąc wyciągnąć go na parkiet. Zupełnie, jakby pękała skorupka.
Było tłoczno, jeszcze bardziej duszno. Zapach wymieszanych perfum był duszący, a od muzyki dudniło jej w uszach. Nie spuszczała z niego wzroku, mocno ściskając palce na jego dłoni. Nie chciała go zgubić, nie chciała, żeby znów gdzieś poszedł. Wydała z siebie głośniejsze westchnięcie, gdy przyciągnął ją do siebie i zacisnął palce na jej talii, czując przemykający przez ciało dreszcz. Oparła jedną dłoń o jego tors, drugą wciąż trzymając gdzieś w okolicy pasa, obejmując go nieśmiało z początku, jednak gdy zdała sobie sprawę, że jest tak blisko niego, zacisnęła palce na jego koszuli. I absolutnie się wyłączyła, jakby cały parkiet nie istniał. Nawet jeśli ktoś jej przypadkiem dotknął, wzdrygała się tylko nieświadomie i mocniej do niego przylegała, wyjątkowo nie uciekając spojrzeniem. Czuła, jak mrowią jej usta, jak alkohol sprawia, że wszystko wydawało się prostsze. Nie wyglądała, jakby jej to przeszkadzało. Jej palce przesunęły się wyżej, zahaczając obuszkami o kraniec jego koszuli przy szyi, jednocześnie poruszając ciałem w rytm lecącej piosenki. Była może i nieśmiała, ale nie było chyba w tym kraju dziewczyny, która nie lubiłaby i nie umiałaby w jakimś stopniu tańczyć. Wykorzystywano tu każdą okazję do dobrej zabawy. Było cholernie gorąco, pomimo opadających na plecy włosów, ciężko było oddychać. Kolejny obrót przywarła do niego plecami, przesuwając jego dłoń w okolice swojego lewego uda, odchylając głowę tak, aby spojrzeć na niego z dołu z niewinnym uśmiechem. Nie mogła powstrzymać tej cichej myśli, którą rozpoczęła jeszcze za dnia Camila, a potem podsyciła Elena. Naprawdę wyglądał jak Europejski książę na tyle tych wszystkich opalonych i ciemnowłosych chłopaków. Oczywiście nie powie mu tego na głos, chociaż znał ją na tyle, żeby po spojrzeniu poznać, że myślała o czymś absolutnie niedorzecznym. Kolejna zmiana rytmu sprawiła, że byli przodem do siebie, a Flora niewiele myśląc, pociągnęła go do tyłu, samej robiąc jakieś kroki w tył. Gdy poczuła za plecami chłód zapomnianego filaru, pod którym tańczyło znacznie mniej osób, dłonią złapała go za koszulę, przyciągając do siebie i całując. Krótko, chociaż dość namiętnie, przygryzając jeszcze jego dolną wargę dla zaczepki.
- Chcesz się napić czy zatańczyć jeszcze jedną? - zapytała cicho, rozluźniając palce i przez chwilę patrząc na jego twarz, jednak przez solidny rumieniec, właśnie na nie przeniosła spojrzenie. Drugą dłoń cały czas zaciskała na jego ręku, splątując ze sobą palce. Dobrze, że muzyka była tak głośna, nie słyszał tego, co działo się w jej klatce piersiowej. Apropo! Spojrzała w dół, na rozpięty dekolt. - Ups. Powinnam naprawić to, co Elena zepsuła?
Mruknęła cicho, trudno było stwierdzić, czy bardziej siebie, czy może jego. Zostawiła jego ubranie, wygładzając je jeszcze palcami, aby przysunąć dłoń do dekoltu i lewą ręką spróbować zapiąć rozpięty guzik.

______________________



___________________
Que la suerte sea suerte
Y no algo que no he de alcanzar
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Rezydencja Martellów QzgSDG8








Rezydencja Martellów Empty


PisanieRezydencja Martellów Empty Re: Rezydencja Martellów  Rezydencja Martellów Empty;

Powrót do góry Go down
 

Rezydencja Martellów

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Strona 1 z 2 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Rezydencja Martellów JHTDsR7 :: 
reszta świata
 :: 
Świstokliki
 :: 
Mieszkania
-