Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 Dom nr 15

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 13 z 13 Previous  1, 2, 3 ... 11, 12, 13
AutorWiadomość


Felinus Faolán Lowell

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 21
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Pisze lewą ręką, rzuca zaklęcia prawą, na której palcach nosi Sygnet Myrtle Snow, Pochłaniacz Magii i Pierścień Sidhe. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 507
  Liczba postów : 6062
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Dom nr 15 - Page 13 QzgSDG8




Gracz




Dom nr 15 - Page 13 Empty


PisanieDom nr 15 - Page 13 Empty Dom nr 15  Dom nr 15 - Page 13 EmptyPią Lip 03 2020, 00:07;

First topic message reminder :


Newport Road 6/15



Dom


Tutaj umieść opis lokacji. Zwykle kilka zdań, czy wyjaśnień.



Salon


Tutaj umieść opis lokacji. Zwykle kilka zdań, czy wyjaśnień.



Kuchnia


Tutaj umieść opis lokacji. Zwykle kilka zdań, czy wyjaśnień.




Łazienka


Tutaj umieść opis lokacji. Zwykle kilka zdań, czy wyjaśnień.




Pokój Lydii


Tutaj umieść opis lokacji. Zwykle kilka zdań, czy wyjaśnień.




Pokój Felinusa


Tutaj umieść opis lokacji. Zwykle kilka zdań, czy wyjaśnień.


______________________



Nie wiemy, dokąd idziemy
i nikt nie chce nas słuchać, gdy wszyscy święci balują sobie w piekle na prochach, a księżyc w nowiu znów nas śledzi na pokaz...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość


Felinus Faolán Lowell

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 21
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Pisze lewą ręką, rzuca zaklęcia prawą, na której palcach nosi Sygnet Myrtle Snow, Pochłaniacz Magii i Pierścień Sidhe. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 507
  Liczba postów : 6062
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Dom nr 15 - Page 13 QzgSDG8




Gracz




Dom nr 15 - Page 13 Empty


PisanieDom nr 15 - Page 13 Empty Re: Dom nr 15  Dom nr 15 - Page 13 EmptyWto Mar 30 2021, 16:31;

Warzenie eliksiru wiggenowego
Użyte składniki: x1 Kora drzewa wiggen, x1 tojad.
Posiadany sprzęt: Srebrny kociołek.
Ilość porcji: 3

Wyczyszczony wcześniej kociołek Lowell postawił na odpowiednim stanowisku, które z powrotem przygotował; nie była to zbyt intrygująca robota, aczkolwiek pozwalała wysunąć pewne wnioski, kiedy to zapisywał od czasu do czasu odpowiednie notatki za pomocą lewej ręki. Powoli, skrupulatnie, dochodząc do rzeczy, które pozwoliły mu lepiej zrozumieć naturę wiggenowego, kiedy to z powrotem siekał na drobne części zarówno tojad, jak i kręgosłupy skorpeny, przygotowując w odmierzonych wcześniej porcjach sok z chrobotka i śluz gumochłona, które to miały złączyć wszystko w jedną całość. Z powrotem zalał, jak to zawsze było, na samym początku odpowiednio rozdrobnioną korę drzewa wiggen, która powoli zabarwiała wodę na odpowiedni kolor. Ciepły słoiczek z przygotowanymi rzeczami w środku, kiedy to dodał tojad, odstawił z powrotem na stolik, kilka razy potrząsając. Usunięty wcześniej pył z kory schował do słoiczka, zastanawiając się nad tym, co mógłby z nim tak naprawdę zrobić, niemniej jednak obecnie nie wiedział.
W międzyczasie, gdy woda się nagrzewała, Lowell wypalił poprzez dostęp do okna jednego szluga, zastanawiając się nad tym, jak teoretycznie Aceso powinien wyglądać. Niby proces ten sam, ale jednak trochę inny. Parę rzeczy zdołał już sprawdzić, zaobserwować, zatwierdzić, ale nadal - nie chciał ryzykować wybuchu kociołka, w związku z czym się wstrzymywał. Kochał Maximiliana i zaczął pojmować, że jeżeli chce liczyć na podobną gamę uczuć w stosunku do niego samego, pierwsze musi zacząć się szanować. Dlatego, trzymając się receptury, dokładał wszelkich starań, by posiekana na drobno mięta przed procesem wrzucenia do kociołka została dokładnie obmyta czystą wodą.
Do kociołka Felinus dodał tym samym odpowiednie składniki w prawidłowej dla receptury kolejności. Standardowo wyliczone ilości krwi salamandry w odstępach czasowych, dodawane z dość niewielkiej odległości, ażeby nie doszło do nagłego procesu spowodowanego niezbyt subtelnym dodaniem do środka posoki jaszczurki. Następnie, gdy barwa cieczy zmieniła się na czerwoną, Lowell dodał śluz gumochłona i liście mięty, z których wydobywał się olejek o niezwykle charakterystycznym zapachu. Zamieszanie mikstury zgodnie z ruchem wskazówek zegara było proste, a wiggenowy zaczynał naprawdę przypominać eliksir wiggenowy, kiedy to ogień muskał dno kociołka od jego zewnętrznej strony. Temperatura była prawidłowo utrzymywana, w związku z czym ingrediencje tworzyły powoli jedną, widoczną całość - w szczególności wtedy, gdy dodał spreparowane odpowiednio, połączone ze sobą, tojad i korę drzewa wiggen. Kwarcowa barwa, w stosunku do poprzednich z początkowej gamy kolorów, była tą prawidłową.
Ciecz została jeszcze raz zamieszana, aczkolwiek w przeciwnym kierunku wskazówek zegara. Po tym płomień zgasł, a w pomieszczeniu zapanował częściowy półmrok; dopiero gdy mikstura ostygła, był w stanie ją podzielić na porcje i wlać do poszczególnych flakoników z należytą dozą ostrożności. Tym samym, kończąc na dzisiaj pracę, rozpoczął czyszczenie dna kociołka zarówno za pomocą magii, jak i mugolskich sposobów.

[ zt ]

______________________



Nie wiemy, dokąd idziemy
i nikt nie chce nas słuchać, gdy wszyscy święci balują sobie w piekle na prochach, a księżyc w nowiu znów nas śledzi na pokaz...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 21
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Pisze lewą ręką, rzuca zaklęcia prawą, na której palcach nosi Sygnet Myrtle Snow, Pochłaniacz Magii i Pierścień Sidhe. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 507
  Liczba postów : 6062
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Dom nr 15 - Page 13 QzgSDG8




Gracz




Dom nr 15 - Page 13 Empty


PisanieDom nr 15 - Page 13 Empty Re: Dom nr 15  Dom nr 15 - Page 13 EmptyWto Kwi 06 2021, 22:08;

Warzenie eliksiru wiggenowego
Użyte składniki: x1 Kora drzewa wiggen, x1 tojad.
Posiadany sprzęt: Srebrny kociołek, samoodmierzający flakonik.
Ilość porcji: 3

Nie ma to jak swoiste, ludzkie zawieszenie za głupotę - pomyślał, kiedy to kroił sobie na spokojnie kręgosłupy skorpeny, spoglądając na to, jak zaczynają przypominać częściowo to, co miał osiągnąć. Naprawdę, Lowell czasami zastanawiał się, czy w ogóle jest sens kończyć te studia, skoro w jednym przypadku starał się poprawić, w drugim natomiast ktoś podsycał to, przed czym starał się uciec, w związku z czym i tak czy siak wracał do pierwotnych korzeni.
Korę drzewa wiggen ponownie zalał ciepłą wodą destylowaną, by zafarbowała ją na specyficzny, brązowy kolor. Do mieszanki, kiedy to tojad został przygotowany w odpowiedni sposób, ażeby zniwelować działanie toksyn, dodał roślinę, wstrząsając słoikiem parę razy. Teraz, głównie w tej kwestii oczywiście, pozostawało tylko czekać określoną w recepturze ilość czasu, ażeby wszystko stanowiło jedną, perfekcyjną całość.
Pod kociołkiem powstał ogień, aczkolwiek w głowie Lowella powstała częściowa burza myśli, bardziej intensywna od języków, które muskały dno od zewnętrznej strony naczynia. Niby tylko dwa miesiące, a tak naprawdę zdawały się być one katorgą do przetrwania. Nie, w sumie tylko jeden w szkole, bo ten jeden, jak się okazywało, były przymusowymi wakacjami, podczas których powrócił do tworzenia eliksirów i ogólnego zajmowania się tym, by w jakiś sposób zarobić. Bo ciągłe łażenie po barach i wynajmowanie pokoi zwyczajnie go kosztowało, więc częściowo był spłukany, choć na najważniejsze wydatki pieniądze po prostu posiadał.
Gdy woda osiągnęła prawidłową ilość stopni - to znaczy się - odpowiednią do uwarzenia eliksiru wiggenowego, do środka trafiła krew salamandry w najróżniejszych ilościach, zgodnie z pierwotnym przepisem. W notatkach pojawiało się więcej informacji na temat interakcji poszczególnych składników w tejże recepturze, co umożliwiało mu tym samym osiągnięcie pewnych efektów i skutków. Na razie jednak nie zajmował się Aceso; nie posiadał aż nadto takiej wiedzy, poza tym na razie rozmyślał na temat tego, co w tym miesiącu może się wydarzyć. Noc Celtycka niespecjalnie go interesowała. Prędzej, kiedy to eliksir przybrał pomarańczowy odcień w wyniku dodawania kolejnych składników, myślał nad tym, czy ponownie go coś ciekawego nie spotka. Nie brakowało mu jednak wrażeń w życiu; obecnie interesowały go wiggenowe... i to, że spierdolił zbyt wiele.
Dodając kolejne składniki, eliksir przechodził przez gamę barw. Liczne mieszanie zgodnie ze wskazówkami zegara, w tym połączone również z dodawaniem posiekanych liści mięty i śluzem z gumochłona, by pod koniec warzenia dorzucić mieszankę tojadu i kory drzewa wiggen, zaowocowały w pełni sprawnym eliksirem, który to poddał ostygnięciu, a następnie, po odpowiedniej ilości czasu - rozlał do flakoników.

[ zt ]

______________________



Nie wiemy, dokąd idziemy
i nikt nie chce nas słuchać, gdy wszyscy święci balują sobie w piekle na prochach, a księżyc w nowiu znów nas śledzi na pokaz...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 21
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Pisze lewą ręką, rzuca zaklęcia prawą, na której palcach nosi Sygnet Myrtle Snow, Pochłaniacz Magii i Pierścień Sidhe. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 507
  Liczba postów : 6062
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Dom nr 15 - Page 13 QzgSDG8




Gracz




Dom nr 15 - Page 13 Empty


PisanieDom nr 15 - Page 13 Empty Re: Dom nr 15  Dom nr 15 - Page 13 EmptyWto Kwi 06 2021, 22:08;

Warzenie eliksiru wiggenowego
Użyte składniki: x1 Kora drzewa wiggen, x1 tojad.
Posiadany sprzęt: Srebrny kociołek, samoodmierzający flakonik.
Ilość porcji: 3

Kolejne warzenie - kolejne przygotowanie kociołka w celu uzyskania odpowiedniej ilości porcji, jak również działanie zgodnie z tym, co miały mu do zaoferowania składniki, pozwalało mu dostrzegać jeszcze więcej rzeczy, by tym samym wyciągnąć znaczną część wniosków, które pozostawały wcześniej poza zasięgiem jego wyciągniętej do przodu ręki. Czekoladowe spojrzenie powiodło po wodzie, która to się gotowała do odpowiedniej wedle przepisu temperatury; rozdrobniona kora wiggen w postaci częściowego proszku, kiedy to moździerzem podjął się próby jej prawidłowego przygotowania, została zalana destylowaną wodą. Po tym, jak odstała przez krótki moment, a kiedy to palce skrupulatnie chwytały za ostrze, by rozdrobnić spreparowany wcześniej tojad, dodał jego części do słoiczka, zamykając go i potrząsając parę razy. Standardowy, ludzki proces przygotowywania składników zdawał się ciągnąć w nieskończoność.
Tak samo jak płomienie, które podgrzewały ciecz znajdującą się w srebrnym kociołku. Samoodmierzająca fiolka pomagała mu tym samym odpowiednio, wedle przepisu, dobrać składniki; nie musiał zatem własnoręcznie odmierzać poszczególnych kropel śluzu gumochłona. Owszem, miętę musiał rozdrobnić, by wypuściła olejek, ale nie sprawiło mu to żadnego, większego problemu. Największą wygodę to narzędzie stanowiło podczas dolewania kolejnych porcji krwi salamandry, kiedy to barwa eliksiru nieustannie się zmieniała, powodując istną tęczę składającą się ze specyficznych kolorów. Delikatny pomarańcz, kiedy to wrzucił następnie kręgosłupy skorpeny.
Pierwsze składniki roślinne przyczyniały się do żółtej barwy, a kiedy to dodawał sok z chrobotka i śluz z gumochłona, wszystko łączyło się w perfekcyjną, jedną całość.
Pod koniec, jak to miał w zwyczaju, co wynikało głównie z receptury danego eliksiru, wymieszał raz jeszcze znajdujący się w słoiczku akonit z korą drzewa wiggen, dokładnie przyglądając się temu, czy osiągnął zamierzony efekt. I jak się okazało - składniki były świeże, a przede wszystkim na tyle dobrze przygotowane, że woda zabarwieniem odpowiadała podręcznikowemu przykładowi. Nie bez powodu zatem przed procesem Lowell jeszcze raz podjął się połączenia tego wszystkiego w jedną całość, zanim wylądowało to do kociołka. Barwa eliksiru zmieniła się, wraz z mieszaniem w kierunku odwrotnym do wskazówek zegara, w kwarcowy.
Następnie przyglądnął się okazjonalnie własnym notatkom, kiedy to płomienie zostały zgaszone odpowiednim ruchem nadgarstka prawej dłoni, wszak w niej trzymał własny drewniany kijek, by tym samym odczekać stosowną ilość czasu, zanim to nie przelał wszystkiego skrupulatnie do flakoników. Musiał uzupełnić zapasy, rzecz jasna. Niemniej jednak to nie był koniec jego pracy na dzisiaj.

[ zt ]

______________________



Nie wiemy, dokąd idziemy
i nikt nie chce nas słuchać, gdy wszyscy święci balują sobie w piekle na prochach, a księżyc w nowiu znów nas śledzi na pokaz...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 21
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Pisze lewą ręką, rzuca zaklęcia prawą, na której palcach nosi Sygnet Myrtle Snow, Pochłaniacz Magii i Pierścień Sidhe. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 507
  Liczba postów : 6062
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Dom nr 15 - Page 13 QzgSDG8




Gracz




Dom nr 15 - Page 13 Empty


PisanieDom nr 15 - Page 13 Empty Re: Dom nr 15  Dom nr 15 - Page 13 EmptyWto Kwi 06 2021, 22:08;

Warzenie eliksiru wiggenowego
Użyte składniki: x1 Kora drzewa wiggen, x1 tojad.
Posiadany sprzęt: Srebrny kociołek, samoodmierzający flakonik.
Ilość porcji: 3

Ostatnia partia na dzisiaj - mógł sobie pomyśleć, kiedy to popijał kawę znajdującą się na stoliku, gdzie to były jeszcze inne przedmioty. Noże do siekania poszczególnych składników, chusteczki, szmatki, płyny do usuwania wcześniejszych składników; to wszystko wskazywało na dość ciekawe stanowisko do tworzenia poszczególnych eliksirów. A i tak czy siak robił na razie tylko i wyłącznie wiggenowe, prawie wręcz mechanicznie. Przepis znajdował się pod kopułą czaszki wyryty w tak perfidny sposób, że aż wręcz niezmazywalny, kiedy to rozpoczął siatkowanie ponownie kręgosłupów skorpeny. Raz po raz, ażeby te były w odpowiednich kawałkach, następnie zalał podgrzaną wodą korzeń drzewa wiggen, którą to wcześniej rozdrobnił na mniejsze części przy pomocy moździerza.
Pod kociołkiem pojawiły się spragnione strawy płomienie ognia - tańczące skrupulatnie zgodnie z rytmem powietrza, które to znajdowało się w pokoju Lowella - kiedy ten otworzył okno. Następnie do słoiczka dodał odpowiednią ilość akonitu, który to wymieszał wraz z korą drzewa, ażeby puścił w prawidłowej ilości soki. Wymieszawszy parę razy zawartość, odstawił ją na parapecie, by tym samym, po wlaniu odpowiedniej ilości wody do kociołka, rozpocząć przygotowywanie eliksiru wiggenowego.
Samoodmierzająca fiolka idealnie spełniała swoją funkcję, dodając raz po raz krople krwi salamandry, które to były odpowiednio mieszane w naczyniu. Raz po raz barwa cieczy zmieniała się, a kiedy to języki niszczycielskiego żywiołu zostały zmniejszone, by temperatura nie szła gwałtownie do góry, końcową barwą, po dodaniu wszystkich porcji pierwszego składnika, była delikatna pomarańcz. Następnie, po odliczeniu odpowiedniej ilości minut i sekund, wszak proces ten był długotrwały, do kociołka został dodany śluz z gumochłona. W międzyczasie również Lowell robił notatki, by móc z nich wyciągnąć jeszcze więcej, choć nie podejrzewał, by to było możliwe bez podejmowania się modyfikacji na tym polu. Ciche westchnięcie wydobyło się z jego ust, kiedy to sok z chrobotka ponownie zmienił kolor cieczy znajdującej się w kociołku, a następnie zamieszał raz, zgodnie ze wskazówkami zegara, gotujący się powoli eliksir.
Proces ten był na szczęście wyuczony; pod koniec, kiedy to wszystkie pozostałe składniki pojawiły się w garnku, Felinus mógł skupić się na ostatnich, najważniejszych rzeczach. Dłonią chwycił za słoik i wymieszał jego zawartość parę razy, zanim to nie dodał posiekanej drobno mięty do kociołka. Następnie, po upewnieniu się, że wszystko jest w jak najlepszym porządku, do środka trafił tojad i kora drzewa wiggen, które połączyły się w jedną, subtelną całość. Odliczanie rozpoczęło się niemal natychmiastowo; kiedy barwa substancji zmieniła się na kwarcowy, zdjął kociołek z ognia, by tym samym odczekać do ostygnięcia, zanim to nie rozlał wiggenowego do podpisanych wcześniej fiolek.
A następnie rozpoczął sprzątanie - raz po raz w ruch szły zaklęcia czyszczące, które umożliwiły mu przywrócenie wszystkiego do stanu początkowego. Czy to poprzez szorowanie, czy to poprzez zaklęcia - to wszystko pozwoliło mu zająć wolne chwile oraz czas.

[ zt ]

______________________



Nie wiemy, dokąd idziemy
i nikt nie chce nas słuchać, gdy wszyscy święci balują sobie w piekle na prochach, a księżyc w nowiu znów nas śledzi na pokaz...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 21
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Pisze lewą ręką, rzuca zaklęcia prawą, na której palcach nosi Sygnet Myrtle Snow, Pochłaniacz Magii i Pierścień Sidhe. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 507
  Liczba postów : 6062
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Dom nr 15 - Page 13 QzgSDG8




Gracz




Dom nr 15 - Page 13 Empty


PisanieDom nr 15 - Page 13 Empty Re: Dom nr 15  Dom nr 15 - Page 13 EmptyWto Kwi 27 2021, 21:46;

Wynalezienie zaklęcia
Esnaro, etap I, post pierwszy, parę dni po zawieszeniu

Pokaż kotku, co masz w środku...
Nie no, tak naprawdę to tak nie wyglądało. Prędzej skupił się na tym, by zajrzeć jeszcze raz do dziennika, wszak nie miał niczego innego do roboty. Zauważał, że pewne rzeczy, w szczególności po utracie praw studenta, pozostawały niewyjaśnione, a samemu musiał zapełnić umysł czymś innym. To właśnie prezent od Julki, jakoby magiczny notes, pozwalał mu wyzwolić pewnego rodzaju kreatywność, do której to się posuwał coraz bardziej. Wolne chwile chciał spędzić na czymś więcej, niż tylko i wyłącznie gdybaniu o własnej przeszłości. I powolnemu oddawaniu się pracy dyplomowej, na której to widok nie chciało mu się robić nic. Nie bez powodu zatem spędzenie czasu na własnych notatkach dotyczących Aceso mogło przynieść mu pewnego rodzaju ukojenie. Trudno było nie zauważyć także drobnych pomysłów, które to notował raz po raz, gdy tylko zauważał ich potencjał. I wśród paru z nich znalazł zagadnienie dotyczące zaklęcia stosowanego w ramach zabezpieczania terenu bądź defensywy, które - w jego mniemaniu - miało znacznie większy potencjał.
A gdyby tak Tonitrus Esnaro zmodyfikować do tego stopnia, by nie opierało się tylko i wyłącznie na jednym żywiole?
Palce świadomie dotknęły struktury papieru, z którego wykonane było tomiszcze, w którym umieszczał naprawdę wiele pomysłów. Zastanowił się nad tym bardziej, wszak znał czar doskonale, ale nakierowane było tylko i wyłącznie w jedną stronę. Jakoby wcześniejsze jego tworzenie opierało się tylko i wyłącznie na jednym celu, czyli spętaniu przeciwnika piorunowymi linami. Zmarszczywszy brwi, Lowell świadomie wziął głębszego łyka znajdującej się na stole kawy, opierając się plecami o siedzisko. Z przemyśleń zaczął aż przegryzać wargę, aczkolwiek nie zamierzał tego dokańczać, doskonale widząc problem; nie po to miał pisaki na biurku, by z nich nie korzystać. Lewa dłoń poszła w ruch, a samemu oddał się rozmyśleniu, pomysłom i przede wszystkim własnej, wewnętrznej kreatywności. Eliksir nie mógł być obecnie dokończony, w związku z czym musiał skupić się na czymś innym.
Felinus zaczął się zatem zastanawiać nad tym, która opcja umożliwiłaby wydobycie poszczególnych żywiołów i efektów; chwyciwszy za podręczniki, nie miał ich zbyt wiele, w związku z czym wykonał niespecjalnie przyjemny grymas. Inkantację doskonale znał i pierwszy człon nadawał właśnie tej specyfikacji rażenia prądem. Minęło kilkadziesiąt porządnych minut na rozmyślenia. Oznaczałoby to konieczność wyrzucenia jej, chociaż mogło to być trudne do zrobienia bez zastępczego elementu. Musiał się skupić, zwróciwszy uwagę na wszelkie zaklęcia magii żywiołów, choć one również opierały na umieszczeniu nazwy danego elementu w wymowie. Nie świadczyło to o niczym dobrym, dlatego student (były?) jeszcze raz spojrzał na notatki, skupiając się na działaniu zaklęcia.
- Tonitrus Esnaro. - wykonał ruch nadgarstkiem prawej ręki, w której to dzierżył własny, drewniany patyczek. Kontrolując w prawidłowy sposób magię, na podłodze pojawił się glif w kształcie błyskawicy, który świadczył o żywiole, jaki to będzie działał. Zanotowane, proste do zrozumienia, ale jak musiałoby to wyglądać w przypadku innych efektów? No właśnie, musiał znaleźć coś innego, co mogłoby mu tym samym znaleźć jakiś dobry kompromis. Glif kojarzył mu się z... runami. Faolán spojrzał jeszcze raz na podłogę, odsuwając Łupa, Bupa i Cupa od potencjalnego miejsca zagrożenia, wycofując czar za pomocą Finite. Podniósłszy brwi do góry, oznaczało to, iż musiałby znać się dość porządnie na innym aspekcie dziedzin...
A gdyby tak czerpać moc żywiołów z liter alfabetu futharku starszego?
I jak się okazało, to wydawało się być najodpowiedniejszą opcją. Ale jak? Tego jeszcze nie wiedział, choć do dziennika wpisał i podkreślił parokrotnie, iż to mogłoby rzeczywiście zadziałać. Kąciki ust mimowolnie podniosły się do góry, ale też, teraz pozostawała kwestia działania poszczególnych run. A chociaż się nimi interesował, nie posiadał tak naprawdę informacji na temat ich dokładnego działania. Oznaczało to konieczność wykonania kolejnego researchu, ale i tak czy siak jakiś mały krok wykonał, bo przynajmniej wiedział, na czym stoi.

[ zt ]

______________________



Nie wiemy, dokąd idziemy
i nikt nie chce nas słuchać, gdy wszyscy święci balują sobie w piekle na prochach, a księżyc w nowiu znów nas śledzi na pokaz...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 21
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Pisze lewą ręką, rzuca zaklęcia prawą, na której palcach nosi Sygnet Myrtle Snow, Pochłaniacz Magii i Pierścień Sidhe. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 507
  Liczba postów : 6062
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Dom nr 15 - Page 13 QzgSDG8




Gracz




Dom nr 15 - Page 13 Empty


PisanieDom nr 15 - Page 13 Empty Re: Dom nr 15  Dom nr 15 - Page 13 EmptySob Maj 01 2021, 17:21;

Warzenie eksperymentalne eliksiru
Aceso, etap II, post pierwszy
Kostki: 5 (nieparzysta)
Ekwipunek: srebrny kociołek, samoodmierzająca fiolka


Ostatnio Felinus zajmował się innymi rzeczami niż eliksir, do którego to brnął już w sumie od ferii. Za każdym razem, gdy znajdował wolną chwilę, starał się opracować w jakiś sposób miksturę leczniczą, ażeby uniknąć potencjalnych skutków ubocznych, w związku z czym analizował spore ilości podręczników i naprawdę starał się zrozumieć jakoś te tematy. Z czasem zdawało się to być łatwiejsze, ale nadal, jego wiedza w tym temacie nadal nie równała się chociażby z dorobkiem nauczyciel od eliksirów, w związku z czym musiał uważać. Mimo to brakowało w jego eksperymentach jednej rzeczy - warzenia eliksiru. Owszem, miał zapisany zmodyfikowany przepis, który to starał się poprawiać zgodnie z tym, o czym wiedział, ale nadal, nie szło mu to zbyt dobrze. Asfodelus rzeczywiście stanowił pewnego rodzaju "tunel", gdyż, odpowiednio użyty, mógł zarówno przyczynić się do leczniczych właściwości wiggenowego lub odczytać z krwi poszczególne rzeczy. Do tego, co było dziwne, działał także w postaci wywaru żywej śmierci, który to powodował udawaną śmierć delikwenta, który go zażył. Kora drzewa wiggen pozostawała konieczna, ażeby utrzymać te odpowiednie właściowści lecznicze, ale nadal, brakowało pewnego stabilizatora, który powodowałby uaktywnianie się działania eliksiru. Nie bez powodu zatem Lowell postawił w sumie na dwa różne składniki - zarówno krew salamandry, jak również księżycową rosę.
Początkowo brnąłby w składnik odzwierzęcy, powoli przygotowując się do pierwszego eksperymentu, niemniej jednak podejrzewał, że nie jest on zbyt... skuteczny. To znaczy się, to prawda, dzierżył w sobie ogromne właściwości uzdrawiające, ale problem polegał na tym, iż w konsolidacji z korą drzewa wiggen mogło dość do osiągnięcia odwrotnych efektów. Spędzając wcześniej sporo czasu w bibliotece w Hogsmeade, coraz to bardziej przychylał się do zastosowania księżycowej rosy, która, poprzez bycie składnikiem pochodzenia roślinnego, była znacznie łatwiejsza do ustabilizowania. To właśnie na nią Lowell postanowił postawić dzisiaj wszystkie karty, wyciągając tak niedawno zdobyty składnik na oczyszczony blat stołu.
Eliksir wymagał jednak innego spreparowania. Owszem, wyciągnięcie soków z kory drzewa wiggen było konieczne, ale, poprzez wymaganie sterylności, wszak eliksir mógłby zostać przyjęty tylko drogą dożylną, musiał zadbać o jej czystość. Nie bez powodu zatem została obmyta w temperaturze sześćdziesięciu stopni, ażeby zabić większość drobnoustrojów, które mogły się w niej kryć. Powoli, ostrożnie, bez pośpiechu, by tym samym zalać ją w słoiku odpowiednią ilością destylowanej wody połączonej z niewielką ilością soli fizjologicznej, co miało wyrównać współczynnik pH, ażeby był jak najbardziej obojętny. Poza tym, sprawdzając następnie odczyn, wszystko wyglądało na dopracowane i dopieszczone.
Pod kociołkiem zaistniał płomień, który powoli podgrzewał odpowiednie jednostki wody, wedle zmodyfikowanego przepisu eliksiru wiggenowego. Pewne rzeczy musiały jednak ulec zmianie, o czym doskonale wiedział. Wcześniej chłopak wyczyścił garnek, by mieć pewność, że nic nie wpłynie na działanie Aceso w negatywny sposób. Skupienie szło w parze z determinacją, dlatego, zgodnie z pierwszą częścią receptury, odpowiednio dodał niewielkie ilości krwi salamandry, które znajdowały się w takich ilościach, ażeby nie stać się głównym składnikiem, stanowiąc prędzej poboczny. Odpowiednie mieszanie, kontrola temperatury, a przede wszystkim notowanie wszystkich reakcji, zdawały się być poprawnymi. Przynajmniej w teorii, bo jego własne doświadczenie nie pozwalało na to, by samemu osiągnąć pewnego rodzaju współmierne efekty.
Księżycowa rosa wymagała kompletnie innego zastosowania, czego doskonale był świadom. Musiał wydobyć z niej soki oraz olejek, co wykonał poprzez użycie dostosowanego do tego zaklęcia. Ostrożnie, powoli, patrząc dokładnie, jak ciecz spływała powoli do flakonika, księżycowa rosa miała bardzo przyjemny, łagodzący wręcz myśli zapach. Jakby była w stanie uzdrowić nawet poprzez same drogi oddechowe, aczkolwiek to oznaczało tak naprawdę konieczność uważania. Raz po raz czekoladowe tęczówki monitorowały ten przebieg, by następnie ten olejek podgrzać do temperatury trzydziestu dwóch stopni, co miało stymulować działanie magicznych właściwości. Odstawiwszy olejek, dokładnie go jeszcze raz przemieszał poprzez wykonanie odpowiednich obrotów nadgarstkiem, kiedy to zamknięta fiolka znajdowała się między palcami.
Przeciwnie do ruchów wskazówek zegara; przeciwnie do tego, co samemu reprezentował, podchodził do tego ze wszelką możliwą ostrożnością, mając pod dłonią potencjalnie własną różdżkę, ażeby móc jakoś postawić mur, cokolwiek. Lowell wolał uniknąć potencjalnych obrażeń, kiedy to spoglądał raz po raz na bulgoczącą w garnku ciecz, zmniejszając spragnione czułości języki ognia, które to prowadziły swój własny, dość ulotny żywot pod kociołkiem. Większość rzeczy, zgodnie z tym, co zapisał, szła dobrze i nie wiązało się to z żadnymi obrażeniami, w związku z czym mógł być dumnym z takiego przebiegu zdarzeń. Tym bardziej, że rzeczy przebiegały bez wybuchu i fajerwerków, a samemu odczuwał, że może to być jakiś krok w celu uzyskania wymaganego rezultatu, gdy wymieszał tym razem zalaną wcześniej korę drzewa wiggen, która to nie została potraktowana moździerzem, a zamiast wylądować w miksturze, została odpowiednio przelana przez sitko. Chodziło tutaj tylko i wyłącznie o wydobycie jej magicznych właściwości w formie ciekłej, a nie stałej. Jakiekolwiek elementy, które się nie rozpuszczały i stanowiły osad, nie były jednak mile widziane; mogły przyczynić się do problemów poprzez dożylne podanie.
Pod koniec, w ostatniej fazie tworzenia eliksiru, do gotującego się wywaru został dodany olejek z księżycowej rosy. Ten przyczynił się do lekko białej, lekko czerwonej, ale, przede wszystkim, czerwonej barwy Aceso. Odstawiwszy odpowiednio garnek na bok, pozostawało nic innego, po zgaszeniu ognia, jak po prostu czekać, aż ten ostygnie. I tym samym go przetestować, kiedy po ostygnięciu do temperatury pokojowej Lowell dotknął kociołka końcem różdżki, co miało zwieńczyć ostatecznie proces tworzenia wywaru.
O szczury w domu trudno nie było, skoro budynek, mimo przytulnego wnętrza, był tak naprawdę wieloletni i wymagał jeszcze kilku dodatkowych prac. Dwa z nich czekały w niewielkiej klatce, którą to przygotował; ciche westchnięcie wydobyło się spomiędzy jego własnych ust, co miało oznaczać również nieme "Przepraszam", jakoby samemu nie chciał decydować o dalszym losie gryzonia. Taki był krąg życia, dlatego zbyt długo się nie zastanawiał, jeszcze raz sprawdzając stan zdrowia szczurów, ażeby mieć pewność, że w ich przypadku przyczyną niepoprawnego testu nie będą jakieś ukryte choroby lub pasożyty. Jak się okazało, wszystko było w należytym porządku, w związku z czym mógł przystąpić do fazy testów. Felinus skorzystał z tradycyjnej metody w postaci iniekcji, kiedy to, poprzez tłok, wprowadził do strzykawki odpowiednią dawkę, nakładając tym samym z odpowiednim fachem igłę. Następnie, przetrzymując szczurka w jednej pozycji, wstrzyknął obu miksturę; jednemu w żyłę, drugiemu w mięsień. Doświadczenie w tym już posiadał, w związku z czym wziął głębszy wdech, jakoby to miało mu w tym wszystkim pomóc.
Początkowo wszystko zdawało się działać w odpowiedni sposób, kiedy to za pomocą Scalpello przeciął w delikatny sposób skórę gryzonia z eliksirem wprowadzonym dożylnie; w przypadku tego z iniekcją domięśniową nic się nie wydarzyło. Dopiero później, jak zauważył, z rany krew zaczęła cieknąć bardziej, zamieniając się w nieprzyjemną, ciemną maź, a piski stworzenia dotarły do jego uszu, zakłócając tym samym spokój. Najwidoczniej rzeczywiście jedynym podaniem jest sposób dożylny, a kiedy to szczurek przewrócił się na bok, wypluwając z siebie resztki krwi, Felinus westchnął, zakładając rękawiczki ze skóry węża morskiego, by go przesunąć. Potem zajmie się sekcją; w międzyczasie skupił się przede wszystkim na delikwencie, który jeszcze przeżył. I, jak się okazało, przecięcie powoli się zasklepiło, ale w sposób niekompletny, a samo leczenie sprawiało mu dość spory ból. I chociaż wydawać się mogło, że po jakimś czasie rana zanikła w eterze wspomnień, po czasie z powrotem się otworzyła, wylewając z siebie dość sporą ilość krwi. Asfodelus musiał jakoś zostać chyba źle przygotowany... albo księżycowa rosa? Lowell zastanawiał się raz po raz, przyglądając się temu, jak kolejny szczurek przeszedł z życia do śmierci, zostając pochłoniętym przez eksperyment. Student nie czuł się z tym dobrze, ale nie miał koniec końców wyjścia, w związku z czym nie pozostawało nic innego, jak przeanalizować obrażenia, z którymi te miały do czynienia.
A te wskazywały na dość ciekawe wyniki, bo eliksir w przypadku szczurka z podaniem w mięśniu doszło do wystąpienia pewnego rodzaju nietolerancji przez tkanki i jakoby chęci wyrzucenia tego w wyniku nieprawidłowego przyswojenia. Organizm starał się z tym walczyć w dość prosty sposób, wyrzucając niepożądane w strukturze mięśnia substancje poprzez maź, ale też, organy siadły przy ich usuwaniu, więc nie było to zbyt dziwne. W przypadku szczurka o dłuższym czasie przeżycia... wątroba została obciążona w mniejszy sposób, ale nadal, coś musiało wpływać na potencjalną szkodliwość i Lowell zamierzał to wybadać. Tkanki starały się zasklepić, ale nie mogły, a do tego jeszcze ciałko postanowiło odmówić posłuszeństwa w wyniku działania  toksyn. Musiał się nad tym bardziej zastanowić, a im dokładniej kroił truchła poprzez użycie Scalpello, tym bardziej do dziwnych wniosków dochodził...

[ zt ]

______________________



Nie wiemy, dokąd idziemy
i nikt nie chce nas słuchać, gdy wszyscy święci balują sobie w piekle na prochach, a księżyc w nowiu znów nas śledzi na pokaz...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 21
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Pisze lewą ręką, rzuca zaklęcia prawą, na której palcach nosi Sygnet Myrtle Snow, Pochłaniacz Magii i Pierścień Sidhe. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 507
  Liczba postów : 6062
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Dom nr 15 - Page 13 QzgSDG8




Gracz




Dom nr 15 - Page 13 Empty


PisanieDom nr 15 - Page 13 Empty Re: Dom nr 15  Dom nr 15 - Page 13 EmptySro Maj 05 2021, 19:20;

Dom stanowił poniekąd miejsce, w którym to właśnie żyje - w którym to, mimo ostatnich problemów, stara się jakoś funkcjonować. Problemy na tle politycznym ucichły, co nie zmienia faktu, iż Lowell postanowił i tak w jakiś sposób zabezpieczyć obiekt mieszkalny. W nocy zatem, kiedy okolica spała, dzień przed przyjściem Robin, postanowił przetestować jedną z mocniejszych form magii defensywnej; ustawiwszy się odpowiednio, mając na sobie luźną bluzę i dresowe spodnie, musiał się porządnie skupić. Nie chciał popełnić błędu, tudzież czuł się zobowiązany do tego, by uniknąć potencjalnego ujawnienia świata magicznego przed mugolami, dlatego starał się podejść do kwestii zabezpieczenia w jak najbardziej delikatny sposób. Kiedy to światła zgasły wszędzie, a ludzie ułożyli samych siebie do snu pod pierzyną, różdżka poszła w ruch; odpowiedni kierunek, tudzież odruch nadgarstkiem, trzymanie w prawej dłoni drewnianego patyczka, należyte skupienie. Wiatr raz po raz muskał jego włosy, powodując, iż te zmieniały się w składzie i nieładzie, co oznaczało przybycie kolejnej, no cóż, nieprzyjemnej nocy.
Niewerbalny sposób pozwalał mu zachować należytą ciszę; Tueri Abi przeszyło powietrze, niewielka iskra przedostała się z końca przedmiotu o właściwościach magicznych, a z odpowiednim natężeniem myśli o przekierowaniem drzemiącej cząstki czarodziejstwa, raz po raz dom był subtelnie zabezpieczany. Pod płaszczem mroku, bez jakiejkolwiek żywej duszy w okolicy; proces ten trwał niewielką chwilę, ale za to zapewnił jedną, prawidłową rzecz - odpowiednią ochronę wobec potencjalnych włamywaczy. Czy to tych niemagicznych, czy to jednak tych z ciążącym na duszy brzemieniem magii. Kiedy Felinus zakończył pod tym względem pracę, nie bez powodu wziął prysznic i ułożył się do snu, ściągając zbędne odzienie; czuł się zmęczony, a sen zdawał się być pewnego rodzaju zbawieniem.
Lowell wstał trochę później, około dziewiątej; zrobiwszy sobie na szybko śniadanie, nie bez powodu zajął się przede wszystkim drobnymi zleceniami, które mogły przynieść mu potencjalny zarobek galeonów. Mając ogromne pokłady czasu, trudno było tego nie połączyć z wymyślaniem czegoś nowego; szczurki już wcześniej obejrzał dokładnie, zapoznając się z występującymi w ich ciałkach zmianami, które umieścił we własnym dzienniczku. Jeszcze starał się coś zrobić w przypadku zaklęcia Esnaro, by ustabilizować przepływ magii runicznej, ale nadal, musiał dowiedzieć się większej ilości rzeczy, ażeby osiągnąć w tym przypadku sukces. Niemniej jednak - dzień miał całkiem pokaźny, znajdując sobie raz po raz nowe zajęcia. Spacery z Hinto, który to znajdował zainteresowanie we wszystkim i we wszystkich, by następnie położyć się na miękkim dywanie i zasnąć, były dziwnie relaksujące; dlatego, zakończywszy kolejny wypad na pieszą wędrówkę, Felinus czekał w kuchni na przyjaciółkę, zgodnie z umówioną godziną. Jednocześnie przyszykował wodę na potencjalne napoje, samemu żłopiąc zieloną herbatę.


______________________



Nie wiemy, dokąd idziemy
i nikt nie chce nas słuchać, gdy wszyscy święci balują sobie w piekle na prochach, a księżyc w nowiu znów nas śledzi na pokaz...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Robin Doppler

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 166 cm
C. szczególne : Podobnież duże oczy, trzy podłużne blizny po pazurach od lewego nadgarstka aż do łokcia
Galeony : 1011
  Liczba postów : 860
https://www.czarodzieje.org/t19800-robin-doppler#600127
https://www.czarodzieje.org/t19810-robin-i-jej-sowa#600759
https://www.czarodzieje.org/t19811-robin#600760
https://www.czarodzieje.org/t19808-robin-doppler#600671
Dom nr 15 - Page 13 QzgSDG8




Gracz




Dom nr 15 - Page 13 Empty


PisanieDom nr 15 - Page 13 Empty Re: Dom nr 15  Dom nr 15 - Page 13 EmptyCzw Maj 06 2021, 11:49;

Po części bała się i się nie bała spotkania z Felinusem. Wiedziała, że nie będzie ono należało do łatwych, niemniej większość rzeczy, których ostatnio Robin się podejmowała, do takich nie należała. Pocieszała się myślą, że w towarzystwie Felinusa, nie ma się czego obawiać. Chłopak ją znał jak mało kto. Wiedział, co zamierza zrobić i mimo to, przystawał na ten fakt.
Miała serdecznie dość ciągłego zapoznawania się z zagadnieniami teoretycznymi. Przerobiła już ponad połowę książki, którą udało jej się pozyskać w Norwegii i miała wrażenie, że jej głowa jest przesiąknięta informacjami na temat hipnozy. Czasami myślała, że za chwilę oszaleje, jeśli przeczyta choć jedną więcej stronę. A potem ją czytała i okazywało się, że wcale jednak nie oszalała. Aż pewnego pięknego popołudnia cisnęła książką o ścianę uświadamiając sobie, że teoria bez nawet grama praktyki jest nic nie warta. Musiała to zmienić. I to czym prędzej. Więc oczywiście potrzebowała w tym celu pomocy. Wiedząc, jakie nastawienie względem takich jej działań, posiada Hunter, postanowiła tym razem go w to nie mieszać. Na pomoc Eskila nie mogła liczyć, bo przecież nie rozmawiali ze sobą od dłuższego czasu, co powoli zaczynało ją wkurwiać. Kiedy pomyślała nad tym mocniej, Felinus wydawał się być najrozsądniejszą opcją. Gdyby jednak, cokolwiek miało jej z tego wyjść, chłopak był oklumentą. Na pewno byłby w stanie odeprzeć tak laicki atak na swój umysł. Niewiele myśląc, napisała do niego odpowiedni list. I umówiła się na kolejny dzień, bo nie zamierzała czekać.
Jak zwykle, kiedy na coś oczekiwała z niecierpliwością, to czas jak na złość wlókł się niemiłosiernie wolno. Zajęcia dłużyły się i to jeszcze bardziej i bardziej, aż w końcu zabrzmiał upragniony dźwięk dzwonka obwieszczającego koniec lekcji. Robin od razu pobiegła do mieszkania które dzieliła z wujkiem w Hogsmeade i zebrała wszystkie potrzebne w jej odczuciu graty na spotkanie z Felinusem. Książki, jej własne notatki, pióra, kałamarze i oczywiście różdżkę. Nie podejrzewała, że ta będzie jej potrzebna, ale nigdy się z nią nie rozstawała. Tak przygotowana udała się do Londynu, gdzie miał oczekiwać na nią Feli.
Widząc w oddali znajomy kształt drzwi, uśmiechnęła się pod nosem. Zapukała głośno w drewnianą strukturę i nie czekając na oficjalne zaproszenie, nacisnęła na klamkę. Chłopak spodziewał się jej, więc czuła się zaproszona nawet bez oficjalnych słów.
– Feli! Jestem już! – zawołała, przystając na progu i rozglądając się dookoła. Nie widziała nigdzie gospodarza, więc postanowiła poczekać. A nóż za chwilę pojawi się na horyzoncie a wtedy będzie jej głupio, że sama się wtarabaniła gdzieś dalej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 21
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Pisze lewą ręką, rzuca zaklęcia prawą, na której palcach nosi Sygnet Myrtle Snow, Pochłaniacz Magii i Pierścień Sidhe. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 507
  Liczba postów : 6062
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Dom nr 15 - Page 13 QzgSDG8




Gracz




Dom nr 15 - Page 13 Empty


PisanieDom nr 15 - Page 13 Empty Re: Dom nr 15  Dom nr 15 - Page 13 EmptyCzw Maj 06 2021, 17:40;

Spokojnie, raz po raz - jakby spotkanie, z którym to przyjdzie mu się zmierzyć - było tylko i wyłącznie czymś, z czym raczej da sobie rady. Zatem bez problemu sięgał po kolejne łyki zielonej herbaty, której to naczynie trzymał przy pomocy własnych palców prawej dłoni. Te już były w znacznie lepszym stanie, ale nadal, brakowało im do perfekcyjnego działania. Poza tym, ciągle zdawały się być zimne bądź przemarznięte, mimo że, dotknąwszy je lewą ręką, wcale takie nie były. Pozostawało zatem studentowi nic innego, jak zmagać się ze skutkami własnych działań - a co do nich mowa - ostatnio podejmował się znacznie mniejszego ryzyka. Jakoś nie chciał, ażeby ponownie dawać powody komukolwiek w powątpiewanie w jego własną wiarygodność, w związku z czym działał ostrożniej i nie angażował się w rzeczy, które mogły przyczynić się do bezpośrednich, namacalnych problemów - zarówno zdrowotnych, jak i życiowych. Za dużo ostatnio się wydarzyło, by mógł z łatwością porzucić te dwa miesiące nauki życia z samym sobą w błoto.
Na dźwięk zaciskającej się klamki, co świadczyło o osobie, którą Lowell chciał wpuścić, Hinto podniósł własne uszy, wykonał nimi charakterystyczny ruch, by tym samym rozciągnąć swoje krótkie łapki do przodu, zauważywszy mniej znajomą sylwetkę. Psiak od razu, jak gdyby nigdy nic, postanowił wstać na własne kończyny, merdając ogonkiem na lewo i prawo. Ten zaczynał powoli przypominać wiatraczek, a miłe, uszczęśliwione tęczówki zwierzak wlepiał w sylwetkę blondwłosej dziewczyny, jakoby oczekując zaprzyjaźnienia się z nią. Zresztą, od razu pobiegł w jej stronę, by tym samym zaznajomić się z zapachem, jaki wokół siebie roztaczała. Stukot poduszeczek zdawał się przedostawać między pomieszczeniami, bo właśnie z kuchni - po głosie, który to usłyszał - wyłonił się Felinus, dzierżąc w dłoni kubek z ulubioną herbatą.
- Hej! - powiedziawszy, zacmokał w kierunku ciekawskiego magicznego szczeniaka, który pobiegł w stronę właściciela, by zostać tym samym pogłaskanym z czterech stron świata. Wcześniejsza energiczność, mimo zmęczenia, zdawała się powrócić w dość szybki sposób. - Sorka za niego, ta rasa ogólnie jest nastawiona na przyjaźń ze wszystkim i wszystkimi, więc... - chciał się trochę wytłumaczyć, ale koniec końców machnął na to ręką, poprawiając płachty bluzy, którą to miał na sobie. Usiadłszy na kanapie, wziął zwierzaka na ręce, by następnie, w siadzie tureckim, odpowiednio położyć go na własnych nogach, gładząc jego miękkie futro. - Chcesz coś do picia? Kawy, herbaty, zanim przejdziemy do ćwiczeń? - jak żeby inaczej, gościnność była ważna, więc również - jeżeli Doppler chciała, to bez problemu był w stanie jej coś przygotować.
- Co konkretnie zdołałaś wyczytać na temat hipnozy? - niby proste pytanie, ale mogło być skomplikowane pod względem udzielenia na niej jakiejkolwiek odpowiedzi. Mimo to Felinus był ciekaw, czy wiedza teoretyczna przełoży się na jakiekolwiek skutki w praktyce, w związku z czym był gotów wysłuchać tego, co przyjaciółka ma do powiedzenia - o ile zechciała się tym podzielić.


______________________



Nie wiemy, dokąd idziemy
i nikt nie chce nas słuchać, gdy wszyscy święci balują sobie w piekle na prochach, a księżyc w nowiu znów nas śledzi na pokaz...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Robin Doppler

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 166 cm
C. szczególne : Podobnież duże oczy, trzy podłużne blizny po pazurach od lewego nadgarstka aż do łokcia
Galeony : 1011
  Liczba postów : 860
https://www.czarodzieje.org/t19800-robin-doppler#600127
https://www.czarodzieje.org/t19810-robin-i-jej-sowa#600759
https://www.czarodzieje.org/t19811-robin#600760
https://www.czarodzieje.org/t19808-robin-doppler#600671
Dom nr 15 - Page 13 QzgSDG8




Gracz




Dom nr 15 - Page 13 Empty


PisanieDom nr 15 - Page 13 Empty Re: Dom nr 15  Dom nr 15 - Page 13 EmptySro Maj 12 2021, 10:38;

Nie spodziewała się tego, że na samym wstępie zostanie zaatakowana przez... psa.  Słysząc natarczywe ujadanie mimowolnie wyciągnęła przed siebie swoją torbę, aby w razie czego ocalić kostki swoich stóp przed zagładą ze strony krwiożerczego puchatego stworzonka. Kiedy je już dostrzegła, ciepły uśmiech rozlał się na jej ustach i nic nie mogła na to poradzić. Już kucała aby pogłaskać sierściucha, kiedy ten raptownie się wycofał w stronę swojego właściciela.
- Feli, nie wiedziałam, że masz psa! - rzuciła z lekkim wyrzutem w głosie, gotowa obsypać zwierzątko miłością w ilości wręcz zatrważającej. Jednak zamiast tego weszła za właścicielem do dobrze jej znanego domu. Rozglądała się, ale tym razem nie dostrzegła żadnych wyraźnych zmian w wystroju czy w samym Felinusie. Rzuciła swoją torbę na ziemię i zajęła jakieś wolne miejsce. - Na razie podziękuję, chociaż nie wykluczam, że jak się zmęczę to będę potrzebowała dużo wody - powiedziała, machając jakby od niechcenia ręką na własne stwierdzenie.  W sumie nie miała pojęcia, jak będzie się czuła po takiej praktyce, ale musiała zakładać każdy wariant. Nawet ten, że Feli zostanie zobligowany do odstawienia jej zwłok do domu. Nie chciałaby być wtedy na jego miejscu, kiedy przyjdzie mu zmierzyć się z Georgem...
Westchnęła i odpowiednim zaklęciem przywołała do siebie z torby książkę pozyskaną w Norwegii oraz prywatne zapiski. Zaczęła je czytać pobieżnie celem przypomnienia. Mniej więcej wiedziała, co się w nich znajduje, przerabiała je już tyle razy, że niektóre fragmenty mogłaby recytować z pamięci. Dopiero po dłuższej chwili podniosła ponownie wzrok na Lowella.
- W bardzo dużym skrócie, bo sam widzisz, że jest tego sporo, hipnoza przede wszystkim polega na ataku mentalnym na umysł drugiej osoby. Dlatego jesteś dla mnie świetnym partnerem do ćwiczeń, bo w najgorszym wypadku masz możliwość obronienia się przed tym. - ponownie spojrzała w swoje notatki. Palcem wskazującym prawej dłoni śledziła czytane linijki tekstu. - Tu jest napisane, że bardzo ważne dla początkujących hipnotyzerów jest utrzymanie kontaktu wzrokowego. Dzięki temu ma się sposobność dokładniejszego przekazania swoich żądań. Na początek myśli muszą być proste, nieskomplikowane. Należy jak najbardziej odciąć się od wszystkiego, co jest wokół, aby ta jedna myśl, rozkaz, jak najbardziej miała okazję wybrzmieć - przygryzła na chwilę wewnętrzną stronę policzka, jakby zastanawiała się nad czymś bardzo głęboko.
- Z tego, co wiem, nie ma żadnych zaklęć, które mogłyby to wspomóc, ale mogę się mylić, mam pewnie jeszcze spore braki w wiedzy. - podniosła wzrok na chłopaka i przyglądała mu się przez chwilę z nieskrywaną wątpliwością. Nie chciała go narażać. Bała się, że zrobi mu krzywdę, a tego by nie zniosła. -Feli... na pewno chcesz to zrobić?- zapytała po chwili nieco cichszym tonem. Jakby dawała mu ostatnią szansę na wycofanie się.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 21
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Pisze lewą ręką, rzuca zaklęcia prawą, na której palcach nosi Sygnet Myrtle Snow, Pochłaniacz Magii i Pierścień Sidhe. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 507
  Liczba postów : 6062
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Dom nr 15 - Page 13 QzgSDG8




Gracz




Dom nr 15 - Page 13 Empty


PisanieDom nr 15 - Page 13 Empty Re: Dom nr 15  Dom nr 15 - Page 13 EmptySro Maj 12 2021, 12:22;

Hinto zdawał się być zaciekawionym (jeszcze!) szczeniakiem leprehau, który to znajdował w każdym człowieku potencjalny obiekt zainteresowań. Kręcił własnymi czterema literami z radością, futerko zdawało się kiwać na boki, a sam pysk zwierzęcia wyglądał na uśmiechniętą mordeczkę, która gotowa jest zaprzyjaźnić się z każdym, kto nawinie się pod czarny nos. Lowell pogłaskał zwierzaka, spoglądając tym samym na Robin, która najwidoczniej nie wiedziała o posiadanym psie. No cóż, nie miała prawa wiedzieć - zakupił go parę dni temu, stosunkowo niedawno, więc siłą rzeczy trudno było o inny scenariusz. Też, Felinus nie był w żaden sposób wylewny pod względem własnego prywatnego życia, dlatego na Wizbooku nie zamieścił żadnej stosownej informacji. Ani zdjęcia pupila, bo nie po to on był w jego życiu, ażeby stawał się gwiazdą magicznej społeczności.
- Od stosunkowo niedawna... jest jeszcze młody, sprawia trochę problemów i wpycha swój nos tam, gdzie nie trzeba. - prychnął, choć wbrew pozorom był to ciężki bochenek chleba, ponieważ wiązało się to z koniecznością monitorowania przez cały czas (albo większość) uroczej kluski w domu. Na spacerach pozostawał czujny i dokładniej pilnował magiczne stworzenie, więc raczej udawało się uniknąć nieprzyjemnych scenariuszy. Nie zmienia to faktu, że wraz z nadejściem bardziej korzystnych dni... leprehau próbował nawet zjeść bzyczka. - A to bez problemu, przygotuję. - oznajmił, popijając własny napój. Spojrzawszy na krótki moment tęczówkami barwy czekoladowej w stronę zwierzęcia, Lowell nie potrafił się na niego w jakikolwiek sposób gniewać lub wściekać. Aparycyjnie był on bardzo radosny i niewinny, więc w sumie nie przewidywał żadnych kar za takie zachowanie. Też, zostało ono wbite w jego geny, więc nie podejrzewał, by jakkolwiek zdołał je wyplenić. Ograniczyć - owszem, ale ziarenko zaintrygowania zawsze będzie przejmowało kontrolę nad nim w najmniej spodziewanych sytuacjach.
Jednocześnie Felinus nie był świadom, iż mężczyzna, którego to spotkał w Dolinie Godryka, był tym samym wujkiem Robin. Samemu nie chciałby być postawionym w sytuacji, gdzie transportowałby zwłoki dziewczyny do jej rodziny... albo jakiekolwiek zwłoki.
- To prawda. Trochę doświadczenia już mam, więc nie powinienem mieć z tym problemu. - odpowiedziawszy, przypomniał sobie o nieprzyjemnej sytuacji na Nokturnie, gdzie jego prywatność została dosłownie pogwałcona, by następnie wziąć głębszy wdech, popijając tę sytuację przy pomocy naparu z suszu. Wsłuchując się w słowa Doppler, analizował każdą jedną sentencję, by móc wynieść z niej jak najwięcej informacji. Czarna magia nie pozostawała mu jednak obca. - To jest właśnie to, co najbardziej różni legilimencję od hipnozy. Hipnozę wyprowadzasz poprzez kontakt wzrokowy, legilimencję - poprzez zaklęcie. Dopiero z czasem można odczytać myśli poprzez wzrok, ale wiem, że jest to dość trudna sztuka. - odpowiedział zgodnie z posiadanymi przez siebie informacjami, by tym wziąć głębszy wdech, skupiając się na oczyszczeniu własnych myśli. Leprehau postanowił położyć na podłodze; bochenek chleba ruszył na swoich krótkich łapkach, merdając ogonkiem i stając nieopodal Robin, jakoby znajdując w niej element własnego zainteresowania.
Usłyszał pytanie, które zaczęło rozbrzmiewać pod kopułą jego własnej czaszki. Spojrzawszy na blondwłosą przyjaciółkę, trudno było nie odnieść wrażenia, że słowa, które wypowiedziały, mogły być tym samym naznaczone stosowną, odpowiednią troską. Nie dziwił się; igranie z czarną magią zawsze było ryzykiem, ale miał ku temu swoje własne, mniej widoczne powody.
- Nie widzę żadnych przeciwwskazań, Robin. - odpowiedział z początku prosto, by potem wziąć łyk herbaty. - Dla mnie nawet lepiej, jeżeli postanowisz potrenować w moim towarzystwie. Ciężko jest znaleźć kogoś z tą umiejętnością o... no, zamiarach typowo ludzkich. Mam gwarancję, że nic ci się nie stanie. - Felinus przeniósł tęczówki na jej twarz, jakoby się zastanawiając nad tym wszystkim. Odpowiednio stawiał bariery, o których to nie zapominał, stosując się do nich przez cały czas. Wiedział jednak, iż teraz odbędą się ćwiczenia, które mogą wnieść realne ryzyko, więc nie bawił się w półśrodki, raz po raz chowając skrzętnie własne emocje. Chciał ją jednocześnie chronić, a zgoda na przeprowadzenie ćwiczeń w jego towarzystwie zdawała się być tym samym możliwością uniknięcia tragedii w wyniku trenowania na mniej przystosowanej ku temu osobie lub... wchodzenia na szemrane uliczki Śmiertelnego Nokturnu.
- Jestem gotowy. - zapewniwszy, wyprostował się, zachowując charakterystyczny, harmonijny spokój.


______________________



Nie wiemy, dokąd idziemy
i nikt nie chce nas słuchać, gdy wszyscy święci balują sobie w piekle na prochach, a księżyc w nowiu znów nas śledzi na pokaz...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Robin Doppler

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 166 cm
C. szczególne : Podobnież duże oczy, trzy podłużne blizny po pazurach od lewego nadgarstka aż do łokcia
Galeony : 1011
  Liczba postów : 860
https://www.czarodzieje.org/t19800-robin-doppler#600127
https://www.czarodzieje.org/t19810-robin-i-jej-sowa#600759
https://www.czarodzieje.org/t19811-robin#600760
https://www.czarodzieje.org/t19808-robin-doppler#600671
Dom nr 15 - Page 13 QzgSDG8




Gracz




Dom nr 15 - Page 13 Empty


PisanieDom nr 15 - Page 13 Empty Re: Dom nr 15  Dom nr 15 - Page 13 EmptyNie Maj 30 2021, 20:45;

Robin naprawdę lubiła zwierzęta. Większość z nich była dla niej naprawdę ważna, chociaż same zwierzęta niespecjalnie przepadały za nią. To dziwne, że jej własne jeszcze cały czas żyły, ba, zdawały się dobrze funkcjonować w towarzystwie Robin. Zarówno sowa, jak i feniks, a także puszek pigmejski i kot wciąż jeszcze oddychały i miały się zaskakująco dobrze, jednak obce stworzenia, zarówno te niemagiczne, jak i magiczne, nie przepadały za nią. Więc niespecjalnie przejęła się faktem, że ten uroczy piesek wolał swojego właściciela, niż jej towarzystwo.
- Wygląda na naprawdę słodkie stworzonko - przyznała po wysłuchaniu słów Lowella. Dalej przyglądała się z zainteresowaniem psiakowi, po którym było ewidentnie widać, że jeszcze wiele życia przed nim, a tym samym wiele nauki. A skoro o nauce mowa...
Przyszła tutaj w konkretnym celu, więc zamierzała przejść do rzeczy. Po części byłoby kłamstwem, gdyby powiedziała, że wyłącznie obawiała się tego wszystkiego. Czuła też pewnego rodzaju ekscytację, że w końcu podejmie się praktycznej próby zdziałania czegoś bardziej konkretnego względem tego, co do tej pory się nauczyła.
- Tak... - przyznała nieśmiało, kiedy powiedział wprost to, czego ona wprost powiedzieć nie mogła. Felinus bezsprzecznie był idealnym kandydatem do tego typu ćwiczeń. Miał możliwość obronienia swojego umysłu w przypadku, gdyby coś poszło nie do końca tak, jak pójść powinno. Słuchała kolejnych jego słów w zamyśleniu, kontemplując je w ciszy. - Z tego co mi osobiście wiadomo, to tak, do hipnotyzowania innych ludzi na pewno w początkowej fazie nauki, niezbędny jest kontakt wzrokowy. Niemniej w tej książce jest wspomniane, że - chwyciła w dłoń swoje notatki i zaczęła je szybko kartkować. Znała je niemalże na pamięć, więc znalezienie odpowiedniego ustępu było kwestią kilku chwil intensywnego poszukiwania. -" co bardziej doświadczony hipnotyzer ma możliwość stosowania umiejętności w sposób nieoczywisty. Oznacza to, że czasami wystarczy odpowiednie skupienie na osobie, bez konieczności zmuszania jej do bezpośredniej interakcji czy kontaktu" - przeczytała odpowiedni fragment, po czym podniosła swoje czekoladowe tęczówki na Felinusa. - Nie ma co ukrywać, na pewno jeszcze wiele lat minie nim osiągnę podobny poziom, więc muszę próbować w bardzo tradycyjny sposób - podsumowała to wszystko nieco kulawo.
Chyba coś w tym, co powiedział Felinus ostatecznie musiało ją przekonać, bo w końcu delikatnie pokiwała głową, jakby podjęła jakąś bardzo ważną decyzję. Wzięła głęboki oddech i powoli wypuściła powietrze z płuc. - Dobrze. W takim razie spróbujmy - powiedziała w końcu. Przetarła oczy grzbietem dłoni. Usadowiła się wygodniej. A potem spojrzała prosto w oczy Felinusa.
Zgodnie z tym, co do tej pory czytała, próbowała zastosować się do wszystkich wskazówek, jakie znajdowała w tej dziwnej książce służącej jej za poradnik. Spróbowała oczyścić swój umysł ze wszystkich zbędnych myśli. Odgonić to, co kompletnie nie potrzebne. Skupić się na każdym detalu postaci, która znajdowała się przed nią. Dostrzec to, czego dotychczas nie widziała w swoim przyjaciele. Wpatrywała się w niego, próbując skupić swoje myśli wokół jego ciała, jego twarzy, oczu, jego umysłu skrytego gdzieś w odmętach mózgu.
- Felinus, podaj mi swoją herbatę - powiedziała w końcu, bardzo spokojnym i wyważonym głosem. Skupiała całą swoją uwagę na tym, aby w te słowa włożyć jak najwięcej zachęty. Aby Felinus poczuł ucisk na swój mózg spowodowany jej naporem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 21
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Pisze lewą ręką, rzuca zaklęcia prawą, na której palcach nosi Sygnet Myrtle Snow, Pochłaniacz Magii i Pierścień Sidhe. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 507
  Liczba postów : 6062
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Dom nr 15 - Page 13 QzgSDG8




Gracz




Dom nr 15 - Page 13 Empty


PisanieDom nr 15 - Page 13 Empty Re: Dom nr 15  Dom nr 15 - Page 13 EmptyNie Maj 30 2021, 22:02;

Lowell raz po raz głaskał psa, kiedy to jeszcze miał go odpowiednio na własnych kolanach. Zwierzęta lubił, koty normalnie przejmowały kontrolę nad jego czynami, ale też, wiedział doskonale o tym, że te za nim przepadają różnie. Zależnie od tego, jak im leży, w związku z czym interakcje z nimi były naprawdę specyficzne i pozbawione łatki przewidywalności. Zapewne wyczuwały efekty dawnych lat, kiedy student zajmował się, no cóż, obróbką zwierząt na mięso. Życie na wsi raz po raz go zaskakiwało i jakoś teraz nie potrafił się przeboleć do pełnego oddania tejże pracy, jakoby podchodząc do tego w bardziej racjonalny, ludzki sposób. Trzeba było obecnie modlić się, by to go nie zgubiło, dlatego też, potrafił się odciąć od własnych emocji, gdy tylko istniała taka potrzeba. Stawiał bariery, nie negując tym samym zdolności wyrażania własnego ja.
Uczył się wiele rzeczy, ale szło mu to coraz lepiej, a z każdym tygodniem zauważał u siebie widoczną poprawę. Mogło być gorzej, a jednak zwrócił się po pomoc. Znajdując się pod stałą opieką lekarską, mógł kroczyć do przodu, nie krzywdząc innym swoim zachowaniem... i to napawało go pewnego rodzaju dumą, dlatego nie bez powodu uśmiechnął się lekko na słowa dotyczące leprehau. Rzeczywiście, wygląda na uroczego, no i jest uroczy. Młody co prawda, dużo jeszcze przed nim nauki, ale nadal - na swój sposób specyficzny i unikalny. Przywiązanie się do takiego malucha było proste i przyjemne.
Pierwsza próba mogła nie być sukcesywna, czego Felinus był świadom, kiedy to trzymał kubek z ulubioną herbatą. Zastanawiał się - ogromnie się zastanawiał, jak to wszystko pójdzie, dlatego nie bez powodu pozwolił sobie na krótkie wytłumaczenia. A to, że był dobrym kandydatem, o tym doskonale wiedział. Pozostawał też tą bezpieczną opcją, dzięki której Robin będzie mogła poczuć się bezpiecznie, nie pytając randomowych osób z Nokturnu o pomoc, a też, to było na ogromny plus. Przynajmniej Puchon mógł spać spokojnie, wiedząc, że to właśnie dzięki niemu Doppler podszlifuje własne umiejętności, które obecnie znajdowały się w fazie czysto teoretycznej.
- Nawet ten tradycyjny sposób może ci uratować kiedyś cztery litery. Mało kto jest świadom tego, że prosty kontakt wzrokowy potrafi zahipnotyzować. - odpowiedziawszy zgodnie z własnymi przekonaniami, rozsiadł się wygodnie, wyciszając swój umysł w taki sposób, by nie niósł ze sobą żadnych niepożądanych informacji. Bariery podreperował, by były silniejsze i skuteczniejsze, wszak działanie niepoprawnej iluzji mogłoby nieść ze sobą tragiczne skutki. Nastawiony był na wyczucie tych charakterystycznych wibracji i prób przedostania się przez te mury, dlatego, znajdując się w świadomości własnych poczynań, pozostawał spokojny. I ostrożny, kiedy to kiwnął głową na rozpoczęcie, a samemu siedział w ten charakterystyczny, harmonijny sposób.
Mimika Lowella podczas używania w pełni oklumencji różniła się dość mocno. Co prawda samemu tego nie zauważał, ale twarz nie zdradzała zbyt wielu informacji. Pozostawała w pewnym tego twierdzeniu obojętna, choć można było też powiedzieć, iż pogodna. Tęczówki były tym, co pozostawało odcięte od reszty ciała. Autentycznie nie posiadały drugiego dna - ani blasku, ani matowości. Symetryczna naturalność zdawała się przez nie przedzierać w taki sposób, jakby nie pozostawały niczym zabarwione. Ani złością, ani podekscytowaniem. Ani smutkiem, ani radością. Czysty, swoisty stan - złoty środek - pozwalał mu na osiągnięcie wymaganego skutku.
Nie spojrzał na kubek. Wyważony głos różnił się od poprzedniego, ale nie zachęcił w taki sposób, żeby mógł oddać ulubiony wywar znajdującej się nieopodal Ślizgonce. Żadnym gestem nie zdradził własnej postawy, ale dziewczyna musiała naprawdę mocno się postarać, by wywrzeć na chłopaku iskrę presji. Siła, której to użyła, zdawała się być zbyt lekka, no ba, samemu nie odczuł niczego, co mogłoby się na to przekładać.
- Czemuż miałbym to zrobić? - odpowiedział zgodnie z prawdą, by następnie poprawić własne ręce, nadal trzymając ten upragniony cel - naczynie z herbatą. Dał jej jasno do zrozumienia, że moc nie jest wystarczająca, by mógł uznać to za sukcesywną próbę, dlatego chciał, by w swoim poleceniu Robin użyła lepszej argumentacji. Albo wpływu na drugiego człowieka.


______________________



Nie wiemy, dokąd idziemy
i nikt nie chce nas słuchać, gdy wszyscy święci balują sobie w piekle na prochach, a księżyc w nowiu znów nas śledzi na pokaz...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Robin Doppler

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 166 cm
C. szczególne : Podobnież duże oczy, trzy podłużne blizny po pazurach od lewego nadgarstka aż do łokcia
Galeony : 1011
  Liczba postów : 860
https://www.czarodzieje.org/t19800-robin-doppler#600127
https://www.czarodzieje.org/t19810-robin-i-jej-sowa#600759
https://www.czarodzieje.org/t19811-robin#600760
https://www.czarodzieje.org/t19808-robin-doppler#600671
Dom nr 15 - Page 13 QzgSDG8




Gracz




Dom nr 15 - Page 13 Empty


PisanieDom nr 15 - Page 13 Empty Re: Dom nr 15  Dom nr 15 - Page 13 EmptyPon Maj 31 2021, 11:21;

Musiała się skupić. Wiedziała o tym doskonale. Bez tego na pewno nic się jej nie uda, a przecież miała wiele do zrobienia. Zaatakowanie cudzego umysłu nie było prostym zadaniem, a mimo tego chciała się go podjąć. Musiała skupić się tylko na tym. Jej wiedza teoretyczna była dosyć dobra. Na pewno jeszcze wiele jej brakowało i doskonale zdawała sobie z tego sprawę, niemniej chciała przetestować to, co do tej pory udało jej się nauczyć. Dlatego po raz pierwszy spróbowała nacisku na cudzy umysł.
Dokładnie obserwowała Lowella, próbując dostrzec wszystkie niuanse. Widziała, jak wyraz jego twarzy zaczął się zmieniać, kiedy podniósł bariery wokół własnego umysłu. Stał się bardziej skupiony na czekającym go zadaniu i tym, co Robin mogłaby uczynić. Zaskoczyło ją to. Wyraz pewnego rodzaju konsternacji odmalował się na jej twarzy. Jednak nie wiedziała, co jeszcze mogłaby zrobić. Usłyszała jego pytanie, które kompletnie zbiło ją z pantałyku. Zamrugała kilkakrotnie i wzięła głęboki oddech.
- Dobra, krótka przerwa - zawyrokowała. Zakryła twarz dłońmi i pochyliła się do przodu. Wzięła jeszcze jeden duży oddech, który miał jej pomóc się uspokoić. W końcu oderwała dłonie od swojej twarzy i spojrzała na przyjaciela. - To była porażka - stwierdziła z lekkim zażenowaniem w głosie. Odchyliła się do tyłu, pozwalając tułowiowi opaść na oparcie kanapy. Przyglądała się chłopakowi bez cienia uśmiechu na twarzy. Naturalny optymizm poszedł w odstawkę, na jej licu pozostało tylko wyjątkowo mocne skupienie.
- W jaki sposób stawiasz bariery wokół swojego umysłu? - zapytała po chwili, dalej mu się przyglądając. Chciała zrozumieć, w jaki sposób on to robi. MIała dziwne wrażenie, że gdyby coś podobnego wiedziała, mogłaby wtedy zadziałać lepiej. Z tego, co do tej pory wiedziała, sama musiała oczyścić umysł. Skupić się na tym, co miało stać się jej pragnieniem. A w tamtym momencie chciała wywrzeć jakikolwiek wpływ na Felinusa. Aby odczuł choćby minimalną chęć zrobienia tego, o co go poprosi.
- Dobra, jeszcze raz - oznajmiła w końcu. Ponownie wzięła głęboki oddech. Otworzyła oczy i skupiła się ponownie na swoim przyjacielu. Dobra Robin, ogarniesz to, skup się, upomniała się w myślach. Przecież mogła to zrobić. Wystarczyło zastosować się do wszystkich instrukcji, które do tej pory przeczytała. Oczyścić umysł ze zbędnych informacji. Zapanować nad sobą i swoimi odruchami. Pomyśleć nad tą jedną, konkretną rzeczą, którą chce uzyskać od Lowella. Proste. No i użyć nieco naturalnego daru przekonywania. To powinno przyjść jej bez najmniejszego nawet problemu. Miły, czarujący uśmiech pojawił się na jej wargach. Taki który to powinien zachęcać do działania. Tym razem postanowiła użyć czegoś jeszcze. Bezpośredniego nacisku na umysł.
Felinusie, wiem, że tego chcesz. Felinusie przecież to nic cię nie kosztuje…
- Feli, chce mi się pić. Daj mi swoją herbatę - wystosowała kolejny nacisk, skupiając się na tym cholernie mocno. Dalej uśmiechała się w zachęcający sposób. Jakby przynajmniej próbowała go kokietować. Pokazać, że to, czego ona od niego pragnie, wcale nie jest niczym złym a i jemu samemu sprawi nie mało przyjemności.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 21
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Pisze lewą ręką, rzuca zaklęcia prawą, na której palcach nosi Sygnet Myrtle Snow, Pochłaniacz Magii i Pierścień Sidhe. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 507
  Liczba postów : 6062
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Dom nr 15 - Page 13 QzgSDG8




Gracz




Dom nr 15 - Page 13 Empty


PisanieDom nr 15 - Page 13 Empty Re: Dom nr 15  Dom nr 15 - Page 13 EmptyPon Maj 31 2021, 12:52;

Wiedza teoretyczna jest ogromnym plusem, jeżeli człowiek ma możliwość spotkania się z potencjalnym hipnotyzerem. Wie, czego unikać i w jaki sposób nie poddać się częściowo temu, jaki wpływ może wywrzeć taka osoba.
Skupienie się na tym pozostawało kluczem do potęgi, ale zdobycie odpowiedniej wiedzy praktycznej - sprawiało, że jednostka mogła nie tylko się bronić, ale także i atakować. Co było niezwykle ważne, choć samemu Felinus nie chciał ingerować w sprawy ludzkiego umysłu, wszak ten powinien pozostać czymś prywatnym, do czego nikt nie powinien mieć dostępu. A przynajmniej nie bez odpowiedniej zgody, która wywarta jest czystą chęcią i własną wolą, a nie przyduszeniem w czterech ścianach, gdzie człowiek - nie mając wyjścia - decyduje się na bardziej radykalne kroki niż zazwyczaj.
Też, gdyby tylko chciał, nauczyłby się również legilimencji, ale dwie rzeczy nie działały na korzyść podjęcia się takiej aktywności. Pierwsza sprawa - odczytywanie umysłu było bezpośrednim pogwałceniem prywatności. Sam miał okazję tego doświadczyć i nie zamierzał stawać się koszmarem dla innych. Druga - skupienie się na dwóch czynnościach jednocześnie mogło obniżyć sprawność jednej z umiejętności. Student miał zamiar obecnie skupić się tylko i wyłącznie na oklumencji, szlifując ją ostrożnie i delikatnie, niczym najdroższy z kamieni szlachetnych. Każdy trening był na wagę złota i choć było możliwe podjęcie się go bez osób trzecich, dodatkowa motywacja zawsze pozostawała czymś korzystnym. Dlatego skupił się na tym, by postawić te bariery - odciąć umysł od potencjalnych wpływów przy pomocy zapomnianej magii, jak również wyciszyć własne emocje, które zdawały się ostatnio wieść prym. Nie odcinał się od nich kompletnie, jak to robił na początku, pozostając prędzej pustym naczyniem, którego ścianki zostały wyczyszczone z potencjalnego brudu.
Na krótką przerwę kiwnął głową, popijając ponownie herbatkę, której zawartość powoli zdawała się kurczyć. Był zmartwiony, kiedy to powoli powracał do bardziej ekspresyjnego sposobu bycia, dlatego nie bez powodu pogładził Robin po ramieniu w ramach prostego, przyjacielskiego wsparcia.
- Pierwsze próby zawsze takie są, nie ma co się tym przejmować. - przyznał szczerze, bo samemu nie miał kolorowych początków, nie mając nikogo do rzeczywistego trenowania umiejętności oklumencji. Z nauczycielami byłoby łatwiej, ale nadal, ich znalezienie znajdowało się pod znakiem zapytania. Były to albo szemrane typki z Nokturnu, albo ludzie pracujący w Ministerstwie Magii. Na kolejne słowa poniekąd się zastanowił, ażeby ubrać kwintesencję zamykania umysłu na wrażenia z zewnątrz w coś, co byłoby zrozumiałe. Zarówno dla niego, jak i dla niej. Wbrew pozorom określenie tego nie było takie proste, jak z początku mogłoby się wydawać - sztuka ochrony myśli stanowiła bardziej skomplikowany proces. - Ogólnie nie jest to jednorazowy proces. Są różne metody, zależnie od tego, jaki efekt chcesz uzyskać. W moim przypadku... staram się wyciszyć emocje do tego stopnia, by były neutralne i nie wyróżniały się na tle całych myśli. - zamyślił się, dlatego nie bez powodu przyłożył palec do własnego podbródka. - Do tego też, ograniczam ich natłok do minimum, a te konieczne pozostają właśnie za barierą, którą to tworzę. To tak, jakby rzucić Accenure, ale działa kompletnie inaczej i jest odporne na ataki z różnych stron. - nawet z góry. Odpowiedział zgodnie z prawdą, by dać Robin parę wskazówek, żeby ta mogła łatwiej zrozumieć, jak w tym przypadku należy działać.
Przytaknąwszy, zgodził się na kolejną próbę, która miała na celu wydobyć z dziewczyny krztę hipnozy, która to niosła ze sobą znacznie większe prawdopodobieństwo jakiegokolwiek zadziałania. To prawda, początki są ciężkie, ale nie należy się zrażać po nieudanych próbach, dlatego nie wyśmiewał dziewczyny i pozwalał jej działać zgodnie z własnym rytmem oraz staraniami. Na salony znów weszło swoiste zamknięcie; tęczówki stały się mniej przewidywalne, ciało również nie zdradzało niczego więcej. Złoty środek został osiągnięty łatwiej, szybciej, gdy zdołał się wkręcić na dobre w trening, który był korzystny zarówno dla przyjaciółki, jak i dla niego samego. Tym razem to różniło się od poprzedniej próby; uśmiech dla nieświadomej osoby działał na korzyść, natomiast on był świadom, co się szykuje.
Usłyszał te słowa, ale jeszcze żadnego naporu nie wyczuł. Kokietowanie na niego nie działało z dwóch względów - nie podchodził do ludzi w sposób czarujący, a też, pozostawał obojętny na takie zagrywki, co nie było przyczyną oklumencji, a zwyczajnego podejścia i własnej osobowości. Trudno jest go urobić na cokolwiek, w szczególności w taki sposób; skupienie dziewczyny było widoczne, ale nadal - trzymał herbatę i jak gdyby nigdy nic wpatrywał się w ciemne obrączki źrenic Doppler własnymi. Nie drgnął, nie wykonał żadnego nerwowego czy rozluźnionego ruchu.
- Hmm... może wyobraź sobie, jakbym podawał ci tę herbatę, a następnie byś się jej napiła? To może trochę pomóc. - odpowiedział zgodnie z własnymi przekonaniami, bo skoro to działało w przypadku zaklęć - być może zadziała również w przypadku hipnozy? Tego nie wiedział, ale nic nie stało na przeszkodzie, by spróbować.


______________________



Nie wiemy, dokąd idziemy
i nikt nie chce nas słuchać, gdy wszyscy święci balują sobie w piekle na prochach, a księżyc w nowiu znów nas śledzi na pokaz...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Robin Doppler

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 166 cm
C. szczególne : Podobnież duże oczy, trzy podłużne blizny po pazurach od lewego nadgarstka aż do łokcia
Galeony : 1011
  Liczba postów : 860
https://www.czarodzieje.org/t19800-robin-doppler#600127
https://www.czarodzieje.org/t19810-robin-i-jej-sowa#600759
https://www.czarodzieje.org/t19811-robin#600760
https://www.czarodzieje.org/t19808-robin-doppler#600671
Dom nr 15 - Page 13 QzgSDG8




Gracz




Dom nr 15 - Page 13 Empty


PisanieDom nr 15 - Page 13 Empty Re: Dom nr 15  Dom nr 15 - Page 13 EmptyPon Cze 07 2021, 10:09;

Doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że wiedza teoretyczna jest ważna, jednak nie zapominała o tym, że wcale nie była ona najważniejszą. Robin uwielbiała myśleć o teorii jak o uniwersalnym kluczu do osiągnięcia sukcesu. Problem polegał na tym, że uniwersalność bardzo często nie była odpowiednim rozwiązaniem. Bo kiedy przychodziło do skoordynowania wiedzy teoretycznej z praktyką, bardzo często okazywało się iż ta uniwersalność jest tylko i wyłącznie kulą u nogi. Każdy czarodziej działał indywidualnie. Każdy posiadał inne predyspozycje, percepcję, czy nawet różdżkę. Więc logicznym było, że uniwersalność nie była rozwiązaniem.
Dlatego właśnie Doppler zdecydowała się na pierwszą próbę praktyczną nawet pomimo tego, co mówiła jej Irvette. Ponieważ uważała, że bez praktyki nie osiągnie nic. A skoro mogła to robić w najbardziej kontrolowanych warunkach, jakie tylko były możliwe, dlaczego by nie spróbować? Jeśli cokolwiek miałoby jej z tego wyjść, zapewne ledwie pomuskałaby umysł Lowella. A w przypadku kiedy miała do czynienia z oklumentom, ryzyko jakiegokolwiek zranienia chłopaka, było praktycznie równe zeru.
Chwilę kontemplowali nad jej pierwszą próbą, która okazała się być spektakularną klapą. Nie przejmowała się tym ponieważ doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że jeszcze wiele przed nią. Zamiast tego wolała się skupić na tym, jak Feli opowiadał odnośnie swojego sposobu chronienia umysłu przed atakiem. Kiwała głową w rytm tylko sobie znanego dźwięku. Przyjmowała do wiadomości to, co przedstawiała by ostatecznie uznać, że wiele z tego mogłoby mieć zastosowanie w przypadku jej prób hipnozy. Dlatego też przy kolejnej próbie postanowiła bardziej skupić się na oczyszczeniu własnego umysłu, co, jak sądziła, miało być bardzo poważnym podejściem do tematu. Chciała, aby w jej głowie pozostała tylko ta bardzo ważna świadomość tego, co zamierza zrobić. Że chce sprawić, aby Felinus poczuł dotyk jej własnego umysłu na swoim. Odcinała się od wszystkiego co zbędne. Odłączała wszelkie niepotrzebne bodźce, które wciąż odbierał jej mózg. Ten proces nie był łatwym zadaniem. Atakowana ze wszystkich stron nie mogła nagle zapomnieć o tym. Zmysły działały w najlepsze, lecz mimo to, Robin starała się je usidlić, poskromić.
Słysząc zadziwiająco normalne słowa ze strony przyjaciela, nie przerwała położonego nacisku. Nie mogła się dekoncentrować, co chwilę rozpoczynać cały proces od nowa. Delikatnie kiwnęła głową, kompletnie nieświadoma tego gestu. Miły uśmiech na jej ustach stał się jeszcze milszym, gdy wciąż próbowała wywierać na nim nacisk. Zgodnie z jego zaleceniem postanowiła jeszcze bardziej dołożyć starać. Zaczęła wizualizować sobie gest podawanego kubka z herbatą. Próbowała zauważyć oczami wyobraźni coś, do czego w realnym życiu chciała doprowadzić. Daj mi swoją herbatę. Daj mi ją. Ty mi ją dajesz. Powtarzała w myślach niczym mantrę, nawet na chwilę nie tracąc kontaktu wzrokowego z Puchonem, próbując zajrzeć w głąb jego samego i właśnie tam zasiać ziarno tego, że chłopak rzeczywiście zechce to uczynić.
- Feli, proszę, daj mi swoją herbatę - powiedziała cicho, choć dźwięk jej słów rozbrzmiał w pomieszczeniu niczym krzyk. Prawa dłoń zaczęła drżeć na skutek wysiłku psychicznego, jaki wkładała w to, co teraz robiła. Ale nie odpuszczała. Nie mogła tego zrobić w takim momencie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 21
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Pisze lewą ręką, rzuca zaklęcia prawą, na której palcach nosi Sygnet Myrtle Snow, Pochłaniacz Magii i Pierścień Sidhe. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 507
  Liczba postów : 6062
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Dom nr 15 - Page 13 QzgSDG8




Gracz




Dom nr 15 - Page 13 Empty


PisanieDom nr 15 - Page 13 Empty Re: Dom nr 15  Dom nr 15 - Page 13 EmptyPon Cze 07 2021, 11:45;

W jego przypadku uzyskanie umiejętności oklumencji wiązało się ze sporym skrzywieniem, jakiego doznał na psychice w wyniku własnych, nieprzemyślanych działań. Nauka praktyczna tej umiejętności w warunkach niekontrolowanych wiązała się z ciągłym krzywdzeniem samego siebie, aczkolwiek, wraz z biegiem czasu, kiedy wrażliwość zaczynała się wysuwać na pierwszy plan, możliwość odcięcia się od wewnętrznego zgiełku naprawdę pomagała. Wystarczyło spojrzeć na to, co się działo w jego własnej głowie. Wiele rzeczy miał okiełznanych, ale nadal wymagały doszlifowania i realnego podejścia do problemu, z jakim się boryka od dłuższego czasu. Co prawda jakoś udawało się to poustawiać, by wszystko funkcjonowało w prawidłowy sposób, ale tak naprawdę demony przeszłości nie są litościwe i z czasem - gdy człowiek zwraca najmniej w ich stronę uwagi - postanawiają zaatakować ze wzmożoną siłą.
Na szczęście pod koniec nie było aż tak źle. Mógł tutaj udowodnić Robin, że nie ma sensu szlajać się po mniej bezpiecznych miejscach, skoro to właśnie on - zgodnie z własną wolą - zdecydował, że pomoże i pozwoli na to, by została na nim poćwiczona hipnoza. Stawianie kolejnych barier we własnym umyśle nie sprawiało mu większych problemów, gdyż, mimo że nadal się uczył i nadal musiał wielu rzeczy się dowiedzieć, z każdą praktyką, jakiej to się podejmował w wolnym czasie, stawał się w tym znacznie bardziej doświadczony. Może nie na tyle, by móc uznać, że dałby radę z doświadczonym legilimentą, ale - spoglądając na to wszystko z odpowiednią rezerwą względem posiadanych umiejętności - na pewno na tyle, by móc się jakoś wybronić podczas zagrożenia. Czy to ze strony magicznego stworzenia, czy jednak ze strony człowieka, który, poprzez dozę słów bądź kontaktu wzrokowego, zechce się przedrzeć przez stawiane mury, których to kostka pozostawała niewrażliwa na inne czynniki.
Spoglądał w te ciemne, unikalne wręcz tęczówki, widząc w nich przyjaciółkę, ale tym razem nastawioną na przymuszenie go do zrobienia jakiejś rzeczy. Trzymana w dłoni skrupulatnie herbata nie zmieniła swojej pozycji - co prawda była pita zgodnie z umiarem, ale też nie wykonał żadnego gestu, który pokazywałby, że w sumie to chętnie przekazałby jej ten napój. Słowa, które natomiast wystosował na temat wykorzystywanej magii, mogły pomóc dziewczynie ze skupieniem własnych myśli wokół jednego, określonego wcześniej celu. Odłączanie niepotrzebnych bodźców pozwalało mu na osiągnięcie stanu pozwalającego na wyczyszczenie umysłu, choć nadal pozostawał ostrożny i rozważny w swych działaniach. Zaczynał przypominać tego samego Felinusa, który unikał kontaktu z innymi ludźmi. Trochę chłodny, choć harmonijny. Człowiek, który nie widzi swojego odbicia w drugim człowieku, nie bez powodu zaczyna uznawać jednostkę za pozostawioną w pewnym stopniu bez jakichkolwiek uczuć, które są uznawane za ludzki odruch. I takie wrażenie, jeżeli Robin chciała się nad tym zastanowić, ta mogła odnieść, spoglądając na twarz przesiąkniętą brakiem czegokolwiek więcej. Pozostawał wewnątrz pusty - choć czy teraz nie przedstawiało to dokładnie tego, z czym borykał się na co dzień? Uśmiechem kamuflował wewnętrzne problemy, starając się je rozwiązać, chłonąc każdą z możliwych emocji, choć nie emanując tymi negatywnymi. Zawsze do przodu, zawsze bez problemów. Pustka w głowie działała kojąco na to, co wcześniej miało miejsce i pozwalała na naprawdę zaciągnięcie jakiegoś głębszego wdechu chłodnego powietrza, umożliwiając na spokojne podejście do wewnętrznych konfliktów.
Cichy głos krył w sobie znacznie więcej, niż Lowell na początku mógłby się spodziewać. Poczuł to - próbę zasiania ziarna, którą odbił obronną ręką bez żadnych problemów, gdyż poziom - i różnica w posiadanym doświadczeniu - polegały przede wszystkim na prawie jednorocznej różnicy treningów. Głównie praktycznych. Był cholernie dumny z tego, co dziewczyna zdołała osiągnąć, choć tego z początku nie okazał, chowając wszystko pod kopułą czaszki. Trzęsące się dłonie wcale nie były dobrą oznaką, a umiar w treningu miał znaczenie; student odetchnął. Wyglądało powoli na to, że zbliżają się do końca treningu, choć jeszcze go nie zakończył. Tę decyzję pozostawił dziewczynie, by sama określiła własne siły i zamiary, ażeby nie stały się zbyt ciężkie do udźwignięcia.


______________________



Nie wiemy, dokąd idziemy
i nikt nie chce nas słuchać, gdy wszyscy święci balują sobie w piekle na prochach, a księżyc w nowiu znów nas śledzi na pokaz...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Robin Doppler

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 166 cm
C. szczególne : Podobnież duże oczy, trzy podłużne blizny po pazurach od lewego nadgarstka aż do łokcia
Galeony : 1011
  Liczba postów : 860
https://www.czarodzieje.org/t19800-robin-doppler#600127
https://www.czarodzieje.org/t19810-robin-i-jej-sowa#600759
https://www.czarodzieje.org/t19811-robin#600760
https://www.czarodzieje.org/t19808-robin-doppler#600671
Dom nr 15 - Page 13 QzgSDG8




Gracz




Dom nr 15 - Page 13 Empty


PisanieDom nr 15 - Page 13 Empty Re: Dom nr 15  Dom nr 15 - Page 13 EmptySro Cze 09 2021, 10:21;

Gdyby miała w jakikolwiek sposób uargumentować to, dlaczego podjęła się nauki hipnozy, naprawdę ciężko by jej było podać jeden, bardzo konkretny powód. Miała ich wiele i każdy z nich wydawał się być dla niej równie ważnym. Chciała chronić siebie, chciała chronić swoich przyjaciół i znajomych. Chciała umieć zmusić inną osobę do zaniechania ataku. Bycie bezbronną i zlęknioną dziewczynką nigdy nie wpisywało się w jej standardy. Zawsze chciała próbować zadbać sama o siebie, choć nie zawsze miała taką możliwość. Teraz jednak była przekonana, że hipnoza otwiera przed nią nowe możliwości i naprawdę chciała je wykorzystać najlepiej, jak tylko się da. Pewnie dlatego tak zawzięcie próbowała swoich sił. Siedziała godzinami nad odpowiednimi tomami książek jak i własnymi notatkami. Analizowała własne spostrzeżenia, by dzięki temu skupić się na jeszcze skuteczniejszej metodzie nauki. Uporczywie powtarzała otrzymaną już wiedzę. Aż w końcu uznała, że bez wiedzy praktycznej niewiele zdziała w tym temacie.
Niezmniernie doceniała fakt, że to właśnie Felinus zgodził się trenować z nią po raz pierwszy. Sama nie była kompletnie pewna tego, co jest w stanie osiągnąć i wiedziała, że musi bardzo skupić się na zadaniu, które przed sobą postawiła. Świadomość tego, że Felinus z pewnością odeprze ewentualny atak, dodawała jej odwagi, której tak bardzo w tamtym momencie potrzebowała. Dzięki temu mogła faktycznie skupić się na ćwiczeniu nowej umiejętności bez ryzyka ewentualnego skrzywdzenia kogokolwiek. Poza tym, dla samego Lowella z pewnością miał to być niezły trening. Nawet minimalny atak nałożony na jego umysł to jednak konieczność wzmocnienia bariery.
Skupiała się na swoim zadaniu. Powoli i skutecznie odłączała się od wszelakich zewnętrznych bodźców, które próbowało dostarczyć jej otoczenie. Zapewne w normalnych okolicznościach zauważyłaby to, jak Felinus odcinał się od świata, zamykał za szczelnym murem zbudowanym wokół własnego umysłu. Teraz jednak nie zwracała na to kompletnie uwagi, zbyt skupiona na postawionym przed samą sobą zadaniu. Im dłużej próbowała wywrzeć na niego nacisk, tym bardziej odłączała się od wszystkiego wokół, ale jednocześnie czuła coraz większe zmęczenie. Wciąż wizualizowała w swojej głowie to, jak Felinus ochoczo podaje jej kubek zawierający herbatę. Skupiała się na tym, próbując przesłać do jego umysłu wizję, która w jej własnym mózgu stawała się tak realna. Wyobrażała sobie zapach tej herbaty, widziała jej kolor. Ręka zaczynała jej drżeć coraz mocniej, a Puchon wciąż nie wykonywał żadnego ruchu w jej stronę, który mógłby sugerować, że choć w minimalnym stopniu podołała. Nawet nie zauważyła w którym momencie pot zaczął zraszać jej czoło. Nie zauważyła faktu, jak gorąco się jej zrobiło. Chciała tylko tej zasranej herbaty i na tym przede wszystkim się skupiała.
Aż w końcu nie wytrzymała. Zjedzony wcześniej posiłek podjechał jej do gardła, jednocześnie zmuszając do przerwania swoich działań. W momencie skuliła się, wkładając głowę między swoje kolana, bardzo bliska silnych torsji. Oddychała płytko, łapczywie łapiąc powietrze. Czuła się tak, jakby właśnie przebiegła kilka mil. Dłonią próbowała odgarnąć z twarzy kosmyki blond włosów, które okazały się być wilgotne. Dłoń wciąż drżała, gdy sięgała nią w stronę własnej głowy.
- To była katastrofa - wyszeptała bardzo zmęczonym głosem, po dłuższej chwili, kiedy upewniła się, że nie grozi jej już zwrócenie posiłku. Bardzo powoli podniosła głowę do góry i kompletnie wyczerpana oparła się plecami o kanapę, na której siedziała. Przymknęła powieki niezdolna nawet do odczuwania jakiejkolwiek złości. Była wyczerpana. Ale przecież nikt nie powiedział, że będzie łatwo...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 21
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Pisze lewą ręką, rzuca zaklęcia prawą, na której palcach nosi Sygnet Myrtle Snow, Pochłaniacz Magii i Pierścień Sidhe. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 507
  Liczba postów : 6062
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Dom nr 15 - Page 13 QzgSDG8




Gracz




Dom nr 15 - Page 13 Empty


PisanieDom nr 15 - Page 13 Empty Re: Dom nr 15  Dom nr 15 - Page 13 EmptySro Cze 09 2021, 11:40;

Czy argumentacja pod tym względem była konieczna? Zastanawiając się nad tym, ludzie popełniają różne rzeczy bez posiadania konkretnego powodu. Wiele sytuacji dzieje się również bez niego - pozostawiony sam sobie, może dokładał cegiełkę, ale czasami wystarczy czyste zrządzenie losu, by wszystko okazało się być zgubne i pozbawione sensu, który napędza do działania. Stanowi istne paliwo napędowe, jakie to pobudza do podejmowania się kolejnych czynności. I choć nauka hipnozy wiązała się z wieloma pytaniami dotyczącymi moralności, nikt nie zabroni Robin tego, by uczyła się na własną rękę tejże umiejętności. By chłonęła odpowiednią wiedzę, udowadniając, że doświadczenie, jakie zyska, nie będzie na tyle bolesne, jak w przypadku przygód przeżytych przez samego Felinusa. Napawało go to poniekąd spokojem - to właśnie dzięki temu, że przyjaciółka do niego się zgłosiła po pomoc, a nie do kogoś innego, pozwalało na to, by forteca nie została poddana wątpliwościom. Życie bywało momentami zaskakujące - tym bardziej, że ich znajomość przed rozpoczęciem roku szkolnego zdawała się zaniknąć w odmętach zapomnienia, tudzież stagnacji, choć z nastawieniem na powolne wykonywanie kroków do tyłu.
Dlatego wzmacniał te bariery. Raz po raz dokładał własną cegiełkę do tego, by stały się silniejsze i znacznie bardziej nastawione na ochronę umysłu przed potencjalnym wpływem z zewnątrz. Dużo musiał się nauczyć, ale i tak taka praktyka bywała przydatniejsza od wiedzy podręcznikowej. Nastawił się na wykorzystanie posiadanych zdolności i nie zamierzał się z tego wycofywać, by chociażby dać Doppler minimalną szansę na jakiś sukces względem wpływu na umysł. Nie zamierzał. Cenił sobie własną prywatność, która już wcześniej została pogwałcona - i choć się do tego już przyzwyczaił, wiedząc doskonale, iż legilimenta był jedną z tych nielicznych osób, nie oznaczało to, że był jedyny. Lowell chciał chronić najbliższych przed zagrożeniami, jakie czekają poza murami zamku. To prawda, cierpiał wiele, mógł wycierpieć jeszcze więcej, ale aż tak go nie nosiło w stronę ponownego rozwalenia siebie w imię "odreagowania" względem przeszłości, z którą się zmagał praktycznie codziennie. Kiedyś korzystał przy każdej okazji z umiejętności wytworzenia tychże barier, ale teraz - kiedy nauczył się żyć z samym sobą i zrozumiał, że nie wszyscy chcą krzywdy innych - ograniczał się do podstawowej ochrony.
I siedząc tak z kubkiem z herbatą, która powoli ostygała w eterze mijających sekund - minuta po minucie, jakoby jedyne, co ją interesowało, to czas spędzony w pomieszczeniu, gdzie światło przedzierało się przez okno, a pogoda dopisywała jeszcze bardziej - przypatrywał się w ciemne oczy dziewczyny. Nie ścisnął mocniej palcami naczynia, a jedynie opuszkami zapoznawał się z jego strukturą, nie unikając w żaden sposób kontaktu wzrokowego. Treningi pod tym względem, dla osoby niedoświadczonej i pierwszy raz mającej styczność, potrafiły być iście wymęczające. Dopiero z czasem umysł uczy się pewnych schematów, które postanawia wpoić do naturalności odruchów ludzkiego ciała. Sam doskonale pamiętał własne początki, gdy samo czytanie ksiąg powiązanych z czarną magią zdawało się powodować ból przypominający wiercenie w czaszce i nieprzyjemne, niepokojące dudnienie, które przerastało się w echo samotności i sytuacji rodzinnej. Teraz te bariery nie powstawały z konieczności - powstawały w imieniu własnej poprawy i zdolności, jakie zaczął przejawiać, gdy uczył się tej umiejętności nie tylko do momentu, gdy uznał, że wreszcie coś potrafi. Człowiek przyjmuje naukę całe życie - i tak było tym razem, gdy przypominał sobie własne treningi. Bardziej bolesne od tych. Niosące pasmo nieszczęść, które udało mu się jakoś zażegnać. Lowell mógł czuć dumę z miejsca, w którym obecnie się znajdował, gdy postawione mury zdawały się przekształcać w znacznie większą siłę, niż tylko i wyłącznie zdolność wyciszenia samego siebie. Dlatego, gdy tęczówki barwy czekoladowej trwały nieustannie w ferworze trwającego nacisku - który pojawił się jednokrotnie i minimalnie - student pozostawał spokojny. Do czasu, gdy okazywało się, że dziewczyna uzyskiwała kompletnie odwrotny skutek własnych działań i wszystko doprowadzało do drżenia rąk oraz, koniec końców... przerwania całego eksperymentu.
Różdżka poszła w ruch - widząc charakterystyczny odruch ciała, nie chciał, by ta przypadkiem ozdobiła dywan przy pomocy zwrócenia posiłku. Robino de Picasso musiało zostać odwleczone w czasie, w związku z czym Kinetosis - mimo że powód był kompletnie odmienny - zostało rzucone bez większych skrupułów i w ramach czystej pomocy, a nie w ramach tworzenia kolejnych krzywd i skrzywień na własnej głowie. Chłopak naprędce nalał do pobliskiej szklanki wody za pomocą zaklęcia Aquamenti i podał ją przyjaciółce, jeżeli oczywiście chciała trochę nawilżyć lub przepłukać swoje gardło. Choć mogło dojść do ucisku, który zapewne nie pozwoliłby na przełknięcie nawet niewielkiej ilości zawartości naczynia.
- Dobrze ci poszło. - powiedział, siadając tuż nieopodal, by podciągnąć do siebie prawe kolano i położyć na nim własne przedramię, przyglądając się dziewczynie raz po raz, by mieć pewność, że przypadkiem nie chodzi o coś więcej pod względem występujących mdłości. Nie mógł powstrzymać tego odruchu - zawsze się troszczył. Student dokończył tym samym własną herbatę, odstawiając kubek na stolik. - Poczułem taki tyci, tyci nacisk na umysł. - palcami postanowił tym samym zademonstrować wielkość tego nacisku, podnosząc jeden z kącików ust lekko do góry. Był z niej dumny, bo i tak czy siak wysiłek, jaki w to włożyła, był spory, a samemu wiedział, że początki są zawsze najgorsze. Przestawienie się na kompletnie inne myślenie oraz podejście do sytuacji - także. Wbrew pozorom hipnoza, jak dobrze wiedział, pozostawała trudną do okiełznania sztuką, która polega nie tylko na zdolności wywierania wpływu, ale także na zdolności perswazji. Tutaj może wystarczyć umiejętność zadziałania w taki sposób, ale też, urok osobisty odgrywa znaczącą rolę. - Też wiem, że rozpocząć jest trudno, ale naprawdę dobrze ci poszło. Wiedzę teoretyczną już zapewne wystarczająco wałkowałaś, by cokolwiek rozpocząć pod względem praktyki. W moim przypadku będzie ci trudniej, ale też - myślę, że znajomość czarnej magii może ci znacząco pomóc. - kiwnąwszy głową, samemu posiadał dość pokaźną kolekcję do przyswajania tego typu wiedzy. - Pod koniec już... zdekoncentrowałaś się i moim zdaniem skutek był trochę... odwrotny od zamierzonego? - zastanowił się na krótki moment, przyglądając się pomieszczeniu, które niby niczym się nie różniło, a i tak odczuwał to charakterystyczne... napięcie. - Co parę dni przyda ci się taki trening. Musisz przystosować swój umysł i przyzwyczaić się do takiego myślenia, a potem będzie już znacznie łatwiej. - wiedział, że dziewczyna była wymęczona, więc nie wymagał od niej odpowiedzi, kiedy to przyglądał się w ramach czystej troski.


______________________



Nie wiemy, dokąd idziemy
i nikt nie chce nas słuchać, gdy wszyscy święci balują sobie w piekle na prochach, a księżyc w nowiu znów nas śledzi na pokaz...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Robin Doppler

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 166 cm
C. szczególne : Podobnież duże oczy, trzy podłużne blizny po pazurach od lewego nadgarstka aż do łokcia
Galeony : 1011
  Liczba postów : 860
https://www.czarodzieje.org/t19800-robin-doppler#600127
https://www.czarodzieje.org/t19810-robin-i-jej-sowa#600759
https://www.czarodzieje.org/t19811-robin#600760
https://www.czarodzieje.org/t19808-robin-doppler#600671
Dom nr 15 - Page 13 QzgSDG8




Gracz




Dom nr 15 - Page 13 Empty


PisanieDom nr 15 - Page 13 Empty Re: Dom nr 15  Dom nr 15 - Page 13 EmptyPią Cze 11 2021, 07:43;

Była naprawdę cholernie zmęczona. Siedziała na tej kanapie, nie zdolna do tego, aby zrobić cokolwiek. Wciąż czuła, jak mdłości czają się tuż za rogiem, gotowe zaatakować kiedy tylko zrobi jeden nieodpowiedni ruch. Nigdy nie sądziła, że taki wysiłek psychiczny może aż tak bardzo wyczerpać jej własne siły. Nawet nie wiedziała, z czym mogłaby to porównać. Czuła, że gdzieś tam, bardzo daleko zaczyna ją boleć głowa, co prawdopodobnie było skutkiem tego wszystkiego. NIemniej, nie czuła radości. Była zła, że tak to się wszystko poukładało. Na Merlina, przecież tyle czasu o tym czytała, wydawało jej się, że zna jakieś podstawy i będzie w stanie sobie z tym poradzić. No jak widać życie bardzo szybko zweryfikowało jej spojrzenie na hipnozę.
Dłonie i nogi wciąż jej się trzęsły, jakby dopiero co przebiegła cholernie długi dystans. Poczuła się lepiej, kiedy Felinus rzucił na nią zaklęcie, dzięki któremu mdłości odeszły w niepamięć. Prychnęła cicho słysząc jego słabe słowa pocieszenia.
- Akurat. To było beznadziejne i nie musisz kłamać - stwierdziła, bez cienia nawet wesołości w głosie. Była zła na samą siebie, na wszystko wokół. Spojrzała na Puchona, gdy ten zademonstrował jak wielki nacisk na jego umysł poczuł. - Nie musisz mnie pocieszać - w ogóle nie przyjmowała do wiadomości faktu, że może wcale nie było to takie straszne. Wręcz przeciwnie, dręczyła się tym, że zrobiła za mało. Kiedy wspomniał o wiedzy teoretycznej spojrzała na niego jak na idiotę.
- Gdybym jej nie posiadała, w ogóle nie brałabym pod rozwagę zaczynania tego. - oznajmiła z nutką ironii w głosie. - Feli, ja wiem, co powinnam robić, aby przyniosło mi to jakieś skutki. Skupić się na jednym, bardzo konkretnym pragnieniu. Zdefiniować to w swojej głowie. Uczepić się tej myśli tak, jakby nic innego kompletnie nie miało znaczenia. Odgonić od siebie wszelkie uczucia czy myśli, które mogłyby zdekoncentrować. Skupić się na tym, aby utrzymać w początkowej fazie hipnozy jak najlepszy kontakt z osobą, która jest twoim celem. I w ostatniej części wyczuwać umysł drugiej osoby, dzięki czemu masz możliwość zaczepienia w jej umyśle tej jednej, bardzo konkretnej myśli.- Westchnęła głęboko, jakby wyczerpana tym, co właśnie powiedziała. Odgarnęła wilgotne kosmyki z twarzy, przypatrując się Lowellowi. - Ja się nie zdekoncentrowałam, tylko nie miałam już siły na utrzymywanie tego. Nawet nie wiem, w którym momencie po prostu mój umysł stwierdził, że to już jego kres. Nie wiem czemu, po prostu czułam, że nie mogę już dłużej i mocniej tego utrzymać. Nie umiem tego wyjaśnić.
Znów przymknęła powieki na chwilę, słuchając tego, co mówił dalej. Potem pokiwała powoli głową. - Chcę to dalej trenować. Muszę to robić. A ty musisz mi pomóc - pozwoliła sobie nawet na blady uśmiech posłany w jego stronę w związku z tym. Nie widziała innej opcji. Skoro Lowell już się zadeklarował, to Robin bezczelnie zamierzała korzystać z jego pomocy.

/Zt. x2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 21
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Pisze lewą ręką, rzuca zaklęcia prawą, na której palcach nosi Sygnet Myrtle Snow, Pochłaniacz Magii i Pierścień Sidhe. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 507
  Liczba postów : 6062
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Dom nr 15 - Page 13 QzgSDG8




Gracz




Dom nr 15 - Page 13 Empty


PisanieDom nr 15 - Page 13 Empty Re: Dom nr 15  Dom nr 15 - Page 13 EmptyNie Lip 11 2021, 15:27;

Warzenie Eliksiru Dictum
Użyte składniki: x1 Składniki na Eliksir Dictum
Posiadany sprzęt: Srebrny kociołek, samoodmierzający flakonik.
Ilość porcji: 3

Do wyjazdu nie pozostało zbyt wiele czasu - no ba - zaledwie parę dni. Nim się obejrzał, a rzeczywiście, kiedy to przeglądnął własne zapasy w kuferku, okazało się, że nie jest przygotowany. Nie bez powodu zatem w kociołku gotowała się baza do eliksiru Dictum, z którego miał okazję dawno temu skorzystać. Zawsze wolał mieć coś na miejscu, na wyciągnięcie ręki - skąd miał wiedzieć, jakie są natomiast ceny najróżniejszych wywarów tam, gdzie mają jechać? No właśnie. Nie wiedział nawet, gdzie odbędzie się ten cały wyjazd, w związku z czym ryzykowanie w ciemno nie wchodziło w grę. Bo o ile nie musiał mieć wszystkiego od razu, o tyle pewne składniki z Wielkiej Brytanii mogły nie występować na biegunie północnym czy gdziekolwiek, gdzie będą mieli miejsce zawitać. Zastanawiał się nad tym, gdy ciągle korzystał z odpowiedniej receptury, raz po raz dodając odpowiednie ingrediencje, które wymagane były na samym początku.
Westchnąwszy ciężko, nie bez powodu wcześniej w ruch poszedł list do apteki, w której to pracował. Wydanie lekką ręką prawie dwustu galeonów nie było czymś przyjemnym, ale na pewno pozostawało konieczne, jeżeli znalazłby się w jakiejś sytuacji bez wyjścia. A zawsze lepiej jest być wcześniej przygotowanym, niż potem słać przekleństwa na samych bogów, że czegoś się nie zrobiło.
Dictum wymagał odpowiedniego doświadczenia w procesie przygotowywania składników. Księżycową rosę owszem, posiadał na własną rękę, niemniej jednak przeznaczona była do eksperymentowania z eliksirem Aceso, w związku z czym nie zamierzał jej tym razem wykorzystywać. Westchnąwszy ciężko, kiedy to wydobył cenny olej poprzez użycie odpowiednich narzędzi i moździerza, wszak kierowanie się przepisem było najważniejsze, następnie zajął się ślazem oraz odpowiednią ilością składnika usuwającego trucizny. Odpowiednie połączenie wymagało skupienia, w związku z czym zamknięty pokój oraz ściany ubrane w mniej krzykliwe, bardziej stonowane barwy, zdawały się działać na korzyść podczas warzenia.
Z czasem eliksir zaczął przybierać odpowiednie barwy, gdy płomienie radośnie tańczyły pod kociołkiem, utrzymując prawidłową temperaturę cieczy. Dodawszy ostatnie, zwierzęce składniki, za pomocą różdżki Lowell zgasił ogień i tym samym przygotował garnek do ochłonięcia. Wszystko wyglądało na to, iż było gotowe - dotknąwszy drewnianym patyczkiem brzegu naczynia, porozlewał następnie eliksir do odpowiednich flakoników, które to starannie oznaczył, zanim rozpoczął sprzątanie całego bałaganu.


[ zt ]

______________________



Nie wiemy, dokąd idziemy
i nikt nie chce nas słuchać, gdy wszyscy święci balują sobie w piekle na prochach, a księżyc w nowiu znów nas śledzi na pokaz...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 21
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Pisze lewą ręką, rzuca zaklęcia prawą, na której palcach nosi Sygnet Myrtle Snow, Pochłaniacz Magii i Pierścień Sidhe. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 507
  Liczba postów : 6062
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Dom nr 15 - Page 13 QzgSDG8




Gracz




Dom nr 15 - Page 13 Empty


PisanieDom nr 15 - Page 13 Empty Re: Dom nr 15  Dom nr 15 - Page 13 EmptyNie Lip 11 2021, 15:29;

Warzenie Eliksiru Regenerującego
Użyte składniki: x1 Składniki na Eliksir Regenerujący
Posiadany sprzęt: Srebrny kociołek, samoodmierzający flakonik.
Ilość porcji: 3

Różne rzeczy mogą się dziać - jak również różne rzeczy mogą mieć miejsce bez nawet żadnego ostrzeżenia. Subtelnie przechodząc, niczym koci drapieżnik, by następnie szponami i ugryzieniem w kark odebrać zdolność do walki. Felinus doskonale o tym wiedział. I zawsze wolał być jakoś przygotowany, w związku z czym nie bez powodu, tuż po stworzeniu jednego eliksiru, rozpoczął tworzenie drugiego. Większość składników kupił na zapas, niemniej jednak momentami nie było czasu na tworzenie wywarów. Nie zamierzał tego w żaden sposób negować, dlatego, kiedy to starał się zająć swoje myśli czymś bardziej przyjemnym - ostatnio niestety za bardzo się przejmował wieloma sprawami - skrupulatnie w moździerzu przygotowywał odpowiednią papkę, kiedy do kociołka dodał odpowiednie ilości śluzu gumochłona.
Wbrew pozorom takie przygotowywania miały sens. Po pierwsze, było to kompletnie odmienne zajęcie od ciągłego stresu, z którym to miał ostatnio do czynienia, a dodatkowo, jakby nie było, pożyteczne. Z punktu widzenia opiekuna, jakim to miał pozostać, bycie przygotowanym na każdą okazję było po prostu dobrą cechą. Problemów z eliksirami leczniczymi nie miał żadnych, więc samo ich tworzenie było całkiem dobrą rozrywką. Z prawidłową ilością uwagi oczywiście, wszak nie zamierzał nikomu zaszkodzić.
Uważając na to, by nie dotknąć oczu poprzez krojenie papryczki Red Savina Habanero, pozostawał stosunkowo ostrożny. Nie chciał siebie oślepić, dlatego, kiedy udało mu się prawidłowo przygotować tenże składnik, nie bez powodu umył ręce. Czystek i pokrzywa lekarska zostały odpowiednio zalane gorącą wodą, a następnie odstawione, gdy baza w srebrnym kociołku jeszcze się przygotowywała.
Po tym - gdy minęła odpowiednia ilość czasu, a temperatura była jak najbardziej prawidłowa - Lowell przeszedł do procesu przygotowywania eliksiru regenerującego. Raz po raz, w odpowiednich odstępach czasowych, dodawał kolejne składniki pochodzenia roślinnego. Raz zamieszał zgodnie z kierunkiem wskazówek zegara, innym razem - wręcz przeciwnie. Kiedy jednak płyn pod wpływem odparowania wody zaczął gęstnieć, a z czasem przybrał ciemną barwę - były student Hufflepuffu odstawił zawartość do częściowego ostygnięcia, by potem, wlewając wywar do flakoników, odpowiednio go zabezpieczyć. Podpisując, by przypadkiem nie został pomylony z czymś innym.

[ zt ]

______________________



Nie wiemy, dokąd idziemy
i nikt nie chce nas słuchać, gdy wszyscy święci balują sobie w piekle na prochach, a księżyc w nowiu znów nas śledzi na pokaz...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 21
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Pisze lewą ręką, rzuca zaklęcia prawą, na której palcach nosi Sygnet Myrtle Snow, Pochłaniacz Magii i Pierścień Sidhe. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 507
  Liczba postów : 6062
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Dom nr 15 - Page 13 QzgSDG8




Gracz




Dom nr 15 - Page 13 Empty


PisanieDom nr 15 - Page 13 Empty Re: Dom nr 15  Dom nr 15 - Page 13 EmptyNie Lip 11 2021, 15:30;

Warzenie Eliksiru Spokoju
Użyte składniki: x1 Składniki na Eliksir Spokoju
Posiadany sprzęt: Srebrny kociołek, samoodmierzający flakonik.
Ilość porcji: 3

Dzień nadal trwał - co prawda nie w najlepsze, ale ciągle towarzyszył i ciągle dawał o sobie znać - w związku z czym, kiedy chłopak zarządził sobie przerwę, nie bez powodu w jego dłoni znajdowała się herbata. To zawsze koiło jego zszarpane ostatnio bardziej myśli, pozwalając tym samym na chwilę odpoczynku.
Wyczyszczony wcześniej garnek znowu został zalany odpowiednią bazą, której to płomienie powoli, acz widocznie, doprowadzały ciecz do temperatury osiemdziesięciu trzech stopni. Idealne wręcz warunki. Puszki pigmejskie leniwie leżały na łóżku, jeden na drugim, tworząc swoistą piramidę puchowatości; Hinto zauważał pewne napięcie i raz po raz zaczepiał właściciela, kiedy ten dokańczał własny napój. Na stoliku leżały odpowiednie narzędzia, w tym samoodmierzająca fiolka, która znacznie ułatwiała pracę. Cieszył się z tych wydanych galeonów, bo nie szły one na marne. Rzeczywiście to wszystko się przydawało i ułatwiało pracę z miksturami, co miało znacznie, gdzie nawet najmniejszy błąd mógł skończyć się katastrofą.
Być może się przejmował zbyt wieloma sprawami. A być może po prostu taki był i nie potrafił tego zmienić; nie potrafił cofnąć się do momentu, gdy był chłodny, a skóra, poprzez bladość, odpychała innych. Potrzebował się wyciszyć, a praca mu to umożliwiała - jakakolwiek czynność, dzięki której zapominał o samym sobie, w pełni przelewając ambicje na coś, co go interesowało. Może przedmiot ten nie był czymś, co zajmowało w całości jego serce, niemniej jednak powiązany pozostawał z uzdrawianiem - a jak wiadomo, nie wszystkie umiejętności można wyleczyć poprzez machnięcie drewnianym patyczkiem.
Eliksir spokoju nie był w swej strukturze zbyt skomplikowanym eliksirem. Bazując na bezpiecznych składnikach uspokajających, był w stanie w stosunkowo krótkim czasie przynieść należyte ukojenie. Mocnym plusem, kiedy wstał i przygotowywał prawidłowo składniki do wrzucenia ich do bazy, która miała idealną temperaturę, był fakt, iż wywar ten bazował na uzdrawianiu. Przy innych eliksirach nie miał tyle szczęścia, by móc stwierdzić, że idzie mu całkiem dobrze, bo szło mu po prostu raz bez najmniejszego szwanku, innym razem - coś musiało się zepsuć. Czasami, kiedy to obrabiał w moździerzu walerianę i melisę, czuł, że zapomniał o Aceso. Że powinien do niego wrócić, ale kojarzyło mu się to tylko z tym, że nadal zbyt mało wiedział z tej dziedziny, by móc jakkolwiek stwierdzić, iż jest w stanie wymyślić coś więcej.
Skrupulatnie wrzucał kolejne składniki zgodnie z przepisem, który miał otwarty. Pamięć go nie wodziła zazwyczaj za nos, ale nie zamierzał kusić losu, kiedy to przemieszał zawartość kociołka zgodnie z kierunkiem wskazówek zegara.
Składniki odzwierzęce zawsze były mocniejsze. Nie bez powodu lądowały na koniec, kiedy to płomienie radośnie tańczyły sobie poniżej dna garnka, skrupulatnie oddając ciepło. Jednak i one z czasem zostały zgaszone - eliksir łagodzący lęk i niepokój został doprowadzony do idealnej barwy i konsystencji, kiedy to Lowell zajął się sprzątaniem stanowiska. Po tym - jak żeby inaczej - zawartość kociołka została z największą dozą precyzji przelana do odpowiednich flakoników.
I pozostawiona na półkach.
Prowizoryczna, mechaniczna czynność.

[ zt ]

______________________



Nie wiemy, dokąd idziemy
i nikt nie chce nas słuchać, gdy wszyscy święci balują sobie w piekle na prochach, a księżyc w nowiu znów nas śledzi na pokaz...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 21
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Pisze lewą ręką, rzuca zaklęcia prawą, na której palcach nosi Sygnet Myrtle Snow, Pochłaniacz Magii i Pierścień Sidhe. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 507
  Liczba postów : 6062
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Dom nr 15 - Page 13 QzgSDG8




Gracz




Dom nr 15 - Page 13 Empty


PisanieDom nr 15 - Page 13 Empty Re: Dom nr 15  Dom nr 15 - Page 13 EmptyNie Lip 11 2021, 15:31;

Warzenie Eliksiru Słodkiego Snu
Użyte składniki: x1 Składniki na Eliksir Słodkiego Snu
Posiadany sprzęt: Srebrny kociołek, samoodmierzający flakonik.
Ilość porcji: 3

Czasami, kiedy to tak siedział samotnie, zastanawiał się nad tym, czy cokolwiek, co robi - nawet samo warzenie eliksirów - ma znacznie większy sens, czy jest jednak jedynie czymś, co ma na celu zapełnić jego wolny czas. Kiedy tak przygotowywał kolejną bazę, lecz tym razem pod Eliksir Słodkiego Snu, pod kopułą czaszki pojawiało się wiele scenariuszy. Theatrum mundi, gdzie życie jest jedynie przedstawieniem, a ktoś z góry monitoruje jego czynności - jak chociażby zalewanie wodą destylowaną waleriany i lawendy - zdawało się odbierać chęci. Przecież to człowiek ma nad sobą pełną kontrolę i potrafi wpłynąć na los. Czemuż to jasnowidzowie doskonale pokazywali, iż tak nie jest?
Zgubne nadzieje, porzucone ambicje. Mimo to nie tracił wiary. Jeżeli miał przed czymś siebie uchronić lub bliskich, nie mógł do tego dopuścić. Być może oddawanie się w pełni tworzeniu kolejnych mikstur nie było remedium na wszystkie bolączki tego świata, ale na pewno na jakieś znajdowało rozwiązanie. Chociażby sen - przecież wiele osób ma z nim problemy. Tutaj myślał również o Maxie, choć nic nie wskazywało na to, by ten mógł jeszcze korzystać ze wszystkiego bez najmniejszego skrępowania. Może to on samemu będzie miał problemy ze zaśnięciem? Tego nie wiedział, gdy raz po raz skrupulatnie sprawdzał jakość śluzu gumochłona, by przypadkiem nie doprowadziła do zmarnowania składników, które zakupił w ramach wysłania listu do apteki, w której to ma okazję jeszcze pracować. Jeszcze.
Ciche westchnięcie wydobyło się z ust Felinusa, gdy dwie krople zawitały w kociołku, a śluz gumochłona ponownie przyczynił się do zgęstnienia wywaru. Już parę razy go przygotowywał, dlatego mieszanka wyjątkowo przyjemnie pachnącej lawendy, która wymagała wcześniej odpowiedniej preparacji, nie stanowiła żadnego problemu. Posługiwanie się przepisem, dopóki było to coś, co rozumiał, miało na zadanie uniknąć potencjalnego błędu, do którego byłby w stanie się dopuścić.
Gdy czas ponownie płynął, a minuty mijały zgodnie z tyknięciami wskazówek zegara, z czasem wywar stał się czymś realnym, a nie tylko i wyłącznie cudzą myślą. Eliksir Słodkiego Snu, gdy przybrał odpowiednią barwę, kiedy ostatni składnik zawitał w kociołku, a płomienie zniknęły za pomocą odpowiedniego zaklęcia, był wówczas gotowy. Gotowy do przelania do flakoników i odstawienia; jak zwykle, zresztą.

[ zt ]

______________________



Nie wiemy, dokąd idziemy
i nikt nie chce nas słuchać, gdy wszyscy święci balują sobie w piekle na prochach, a księżyc w nowiu znów nas śledzi na pokaz...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 21
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Pisze lewą ręką, rzuca zaklęcia prawą, na której palcach nosi Sygnet Myrtle Snow, Pochłaniacz Magii i Pierścień Sidhe. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 507
  Liczba postów : 6062
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Dom nr 15 - Page 13 QzgSDG8




Gracz




Dom nr 15 - Page 13 Empty


PisanieDom nr 15 - Page 13 Empty Re: Dom nr 15  Dom nr 15 - Page 13 EmptyNie Lip 11 2021, 15:32;

Warzenie Eliksiru Czuwania
Użyte składniki: x1 Składniki na Eliksir Czuwania
Posiadany sprzęt: Srebrny kociołek, samoodmierzający flakonik.
Ilość porcji: 3

Wyczyszczony ponownie srebrny kociołek raz po raz poddawany był intensywnej eksploatacji, którą się jednak nie przejmował - zakup tego narzędzia bardzo mu pomagał i nie zamierzał tego w żaden sposób negować. Bo zwyczajnie nie było sensu, kiedy kolejna ilość odmierzonej cieczy pojawiła się w środku, a płomienie buchnęły radośnie, pokazując bycie zadowolonymi, kiedy to z powrotem pozostały powołane do życia. Urocze, subtelne, miłe. Jakby był kimś, kto dał im możliwość tańczenia i oddawania ciepła. Ognisko jest w stanie przyciągnąć sporą ilość osób - pożar, gdy zacznie pochłaniać wszystko dookoła, jest niebezpieczny.
Najważniejsza w tym wszystkim była równowaga, dzięki której osiągnięcie zamierzonego celu nie przyczyniała się do powstawania szkód. Liczył wręcz na to, że znalezienie złotego środka nie będzie wiązało się z kolejnymi złymi doświadczeniami, gdy do miseczki wylądowały kolejne składniki, a baza w kociołku zgęstniała pod wpływem najpopularniejszego stabilizatora. 
Tojad pozostawał silnie trującą rośliną, która, dzięki odpowiedniej obróbce, pozwalała nie tylko na stan pełnej świadomości bez zwracania uwagi na czynniki zewnętrzne, lecz także zyskanie pełnej świadomości przez osoby obarczone likantropią w trakcie pełni. Mimo to liczył w głębi serca, iż nie będzie mu dane spotkać się z tą krwiożerczą bestią w stanie chęci zajadania się ludzkim mięsem. Liczył na to - zresztą, to miały być spokojne wakacje, a nie pełne wrażeń, tudzież rozlanej krwi; palce ścisnęły mocniej naczynko, by tym samym czekoladowe tęczówki spojrzały w kierunku garnka, który za każdym dodanym składnikiem zmieniał swoją barwę. Powoli był zmęczony, a podkrążone oczy dawały o tym znać.
Korzystanie z podręcznika - jak dawno tego ostatnio nie robił - pozwoliło mu tym samym na dostrzeżenie powiązań między innymi składnikami. Dziedzina eliksirów posiadała w sobie ziarenko zaintrygowania, ale też, w przypadku wymyślania była skrajnie niebezpieczna. Może dlatego wolał oddać się odcedzaniu mieszanki, zamiast zainteresować z powrotem tym, co porzucił na przestrzeni ostatnich kilku miesięcy. Pod kopułą czaszki powstawało sporo pomysłów, a każda możliwość praktyki czegoś nowego niosła ze sobą widoczne skutki. Pozytywne, oczywiście. Od kiedy nie ryzykował, całe życie stało się jakieś spokojniejsze, ale próba dogodzenia każdemu i wszystkim powoli go wyczerpywała.
Ciche westchnięcie, odpowiednie skorzystanie z narzędzia do mieszania zawartości kociołka - odpornego na skrajnie wysokie temperatury oraz zasadowy lub kwasowy odczyn - pozwoliły mu tym samym w pełni powrócić do roboty. Pierwsze, jak zawsze, na warsztat szły składniki pochodzenia roślinnego - dopiero potem sprawdził jakość krwi salamandry, która miała to wszystko ze sobą połączyć. Na szczęście wszystko było świeże - może nie na tyle, by móc stwierdzić, iż ta jaszczurka znajdowała się w jego dłoniach - aczkolwiek na pewno nie wystąpiłby żaden efekt uboczny. Trzymając się przepisu, nie mogło do tego dojść - zepsucie tak prostego eliksiru było możliwe, dopóki pracował nad zwykłymi, a nie leczniczymi miksturami.
Na szczęście, gdy ostatnie składniki zostały poddane obróbce termicznej, zawartość kociołka przybrała odpowiedni kolor. Po tym męczącym dniu Lowell zadecydował, iż takie zapasy powinny wystarczyć, a w razie czego - na miejscu uda mu się coś dodatkowego dorobić. Liczył jednak, kiedy uważnie przelewał zawartość do fiolek, że nie będzie to potrzebne. Po tym, jak żeby inaczej, skrupulatnie - zaklęciami i mechanicznie - zaczął czyścić wykorzystywane podczas tego procesu narzędzia, by móc z nich skorzystać raz jeszcze, gdyby tylko zaszła taka potrzeba.

[ zt ]

______________________



Nie wiemy, dokąd idziemy
i nikt nie chce nas słuchać, gdy wszyscy święci balują sobie w piekle na prochach, a księżyc w nowiu znów nas śledzi na pokaz...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Dom nr 15 - Page 13 QzgSDG8








Dom nr 15 - Page 13 Empty


PisanieDom nr 15 - Page 13 Empty Re: Dom nr 15  Dom nr 15 - Page 13 Empty;

Powrót do góry Go down
 

Dom nr 15

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 13 z 13Strona 13 z 13 Previous  1, 2, 3 ... 11, 12, 13

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Dom nr 15 - Page 13 JHTDsR7 :: 
londyn
 :: 
Mugolskie miejsca
 :: 
londynskie mieszkania
-