Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 Mieszkanie nr 3

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 1 z 2 1, 2  Next
AutorWiadomość


Elijah J. Swansea

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 185 cm
C. szczególne : znamię na karku, na które nie działa metamorfomagia; okulary do czytania, na szyi drewniana zawieszka w kształcie aparatu fotograficznego
Dodatkowo : metamorfomagia, kapitan drużyny Krukonów
Galeony : 1677
  Liczba postów : 2759
https://www.czarodzieje.org/t16927-elijah-julian-swansea#471679
https://www.czarodzieje.org/t16932-jeczybula#471794
https://www.czarodzieje.org/t16933-elijah-j-swansea#471795
https://www.czarodzieje.org/t16919-elijah-j-swansea
https://www.czarodzieje.org/t18741-elijah-j-swansea-dziennik#537
Mieszkanie nr 3 QzgSDG8




Gracz




Mieszkanie nr 3 Empty


PisanieMieszkanie nr 3 Empty Mieszkanie nr 3  Mieszkanie nr 3 EmptyPon Maj 04 2020, 18:45;


Mieszkanie nr 3



Kuchnia


Kompaktowa, mieści więcej, niż na to wygląda. Połączona z salonem, pełni również funkcję jadalni.



Salon


Połączony z kuchnią, bardzo jasny, wypełniony roślinami. Duża kanapa jest rozkładana i może w kilka chwil stać się wygodnym łóżkiem.



Łazienka


Bardzo zwyczajna, mała łazienka, w której na styk mieszczą się wszystkie potrzebne rzeczy

kostka: 3 (wariant droższy)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


George Walker

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 35
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 177
C. szczególne : intensywny zapach cygara na ubraniu, dobrej jakości ubrania
Galeony : 102
  Liczba postów : 168
https://www.czarodzieje.org/t20293-george-walker#636736
https://www.czarodzieje.org/t20294-skrytka-pocztowa-g-w#636761
https://www.czarodzieje.org/t20292-george-walker#636733
Mieszkanie nr 3 QzgSDG8




Gracz




Mieszkanie nr 3 Empty


PisanieMieszkanie nr 3 Empty Re: Mieszkanie nr 3  Mieszkanie nr 3 EmptySob Lip 03 2021, 22:50;

To nie zdenerwowanie go tu gnało, a zaniepokojenie. Nie potrafił dojść do siebie po tym, co pamiętał z poprzedniego wieczoru. Jedni ludzie w takim stresie nieruchomieją i nie potrafią podjąć decyzji, tkwiąc w niemym szoku i niedowierzaniu. George działał bardzo aktywnie. Choć dopadł go ból głowy i same kłopoty od rana to nie pozostawał w bezruchu dłużej niż parę sekund. Wysyłał tony listów, teleportował się z miejsca na miejsce po całym Hogsmeade. Nie zjadł śniadania tylko pędził z miejsca na miejsce, przeklinając siebie w duchu za to, co uczynił. Martwił się o Theodore'a bowiem w jego przekonaniu skrzywdził go okrutnie. Nie potrafił w to uwierzyć, ale swój własny związany z tym ból pozostawił "na później". W chwili obecnej musiał za wszelką cenę dostać się do chłopaka i sprawdzić jak wielką wyrządził mu krzywdę, aby ocenić możliwości wynagrodzenia mu cierpienia. Miał ogromne wyrzuty sumienia. Nie rozumiał dlaczego zostali otruci, ale powikłania tego były po prostu tragiczne. Niestety, pamiętał zdecydowanie zbyt wiele z ostatniej nocy, aby rozumieć, że to nie są żarty. Najgorsze w tym wszystkim było to, że Theodore nie reagował na listy i wysłane patronusy. George został zmuszony wyciągnąć z jego CV adres zamieszkania i udać się do mugolskiej części Londynu. Tutaj niestety podróż wydłużyła się bowiem posiadał przy sobie tylko dolary, a podróż metrem w zatłoczonym wagonie nie należała do najprzyjemniejszych. Zamiast przybyć po obiecanych dwudziestu trzech minutach, przybył po czterdziestu siedmiu, zirytowany otrzymanym przez konduktora mandatem za przejazd bez ważnego biletu. Nie miał pojęcia co zrobi ani jak się zachowa. Najważniejsze upewnić się co Theo teraz czuje i czy istnieje możliwość rozwiązania tego problemu w jaki się niechcący wplątali. Manewrowanie po uliczkach było męczeństwem. Musiał poprosić jakąś nastolatkę, aby za pomocą GPSa w telefonie poinstruowała go gdzie ma dokładnie iść. Cieszył się, że miał w rodzinie mugolaków, którzy na bieżąco informowali go o nowinkach technicznych niemagicznego świata. Dzięki temu nie palnął żadnego głupstwa choć było widać w nim pewnego rodzaju spięcie podczas rozmowy z niemagicznymi osobami. W końcu dotarł pod wskazany adres i energicznie zapukał w drzwi. Nie jeden raz, a siedem. Modlił się w duchu do Morgany, aby chłopak był w domu bo inaczej będzie musiał zgłosić odpowiednim służbom przestępstwo - otrucie oraz zaginięcie. Czuł się za niego odpowiedzialny. Nie dotarła do niego ostatnia wiadomość chłopaka, bo był już w części mugolskiego miasta. Kiedy usłyszał kroki za drzwiami, spiął się i oparł rękę o framugę tuż obok drzwi. - Na brodę Merlina, jesteś. - odezwał się zanim jeszcze chłopak pojawił się w progu. Miał przed sobą cokolwiek bladego George'a, któremu daleko było teraz do poniedziałkowej elegancji godnej szefa biura rzeczoznawców artefaktów. - Musimy bardzo poważnie porozmawiać, właśnie teraz. Rozumiem, jeśli nie chcesz, ale wierz mi, lepiej będzie gdy to wyjaśnimy. - zarzucił go słowami, od razu lustrując go wzrokiem. Zaatakowały go wspomnienia z poprzedniej nocy i przez to wykrzywił usta w grymasie bólu. - Nie wiem jak prosić cię o wybaczenie. Nie rozumiem... - w głosie George'a pierwszy raz dało usłyszeć się błagalną nutę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Theodore Kain

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 178
C. szczególne : delikatne piegi na nosie i w okolicach oczu
Galeony : -51
  Liczba postów : 229
https://www.czarodzieje.org/t20346-theodore-kain#642305
https://www.czarodzieje.org/t20350-theodore-kain#642529
https://www.czarodzieje.org/t20349-theodore-kain#642528
https://www.czarodzieje.org/t20348-theodore-kain#642476
https://www.czarodzieje.org/t20351-theodore-kain-dziennik#642530
Mieszkanie nr 3 QzgSDG8




Gracz




Mieszkanie nr 3 Empty


PisanieMieszkanie nr 3 Empty Re: Mieszkanie nr 3  Mieszkanie nr 3 EmptySob Lip 03 2021, 23:24;

Kiedy teleportował się z mieszkania Georga i wreszcie przycupnął na kanapie w swoim salonie, zegar wskazywał godzinę dwudziestą trzecią. Wiedział, że nie zaśnie, więc krzątał się bez celu po kuchni, wreszcie wyciągając z szuflady swojego wizbooka. Zdążył jeszcze porozmawiać ze Skylerem i Mefistofelesem, przy okazji wysyłając im wyjca, bo nie potrafił w inny sposób opisać tego, co się wydarzyło. Potrzebował wsparcia jak nigdy dotąd, ale dopiero opowiadając swoją historię, zdał sobie sprawę z tego, że naprzykrzył się również swoim przyjaciołom, którzy zresztą i tak zareagowali względem niego dość łagodnie, po prostu wylewając mu kubeł zimnej wody na ten głupi łeb. Ich rady uzmysłowiły mu jednak również, że nie może dalej ukrywać się za murem złożonym ze swych wierutnych kłamstw i że na następny dzień czeka go najprawdopodobniej najcięższa rozmowa w jego życiu. Nic dziwnego, że zamiast ułożyć się grzecznie spać, sięgnął do lodówki po butelkę ognistej i wychylił niemal jednym haustem najpierw jedną, potem drugą szklankę, naiwnie wierząc, że gorzkawy smak alkoholu pozwoli mu zapomnieć tak o bólu fizycznym, jak i tym znacznie bardziej wyniszczającym – psychicznym - który zdawał się całkiem go obezwładniać.
Nie pamiętał nawet, kiedy położył się do łóżka, ale wypił zdecydowanie za dużo, o czym świadczyło jego koszmarne samopoczucie o poranku. Ptaki za głośno ćwierkały za oknem, a on wściekał się na siebie samego, że nawet tak prostą rzecz potrafił spierdolić. Chociaż chciał, nie mógł dalej wylegiwać się pod ciepłą kołderką. Miał przecież kilka rzeczy do załatwienia, a w szczególności tę jedną, najważniejszą. Wyciągnął pergamin i wyskrobał list do gazety z nadzieją, że ta nie opublikuje dyskredytującego artykułu na temat Walkera. Prawda była taka, że nieważne ile by nie zapłacił i jakich gróźb by nie wystosował, nie odwiódłby tych hien od zakomunikowania światu podobnego skandalu. Miał więc w tym przypadku trochę szczęścia w nieszczęściu. Szybko bowiem uzyskał odpowiedź, iż zdjęcie wykonane przez przyczajonego redaktora okazało się kompletnie niewyraźne i nie sposób było rozpoznać uwiecznionych na nim osób, a Walker teleportował ich z baru na tyle szybko, że obserwujący ich mężczyzna nie zdążył wykonać kolejnej fotografii. Chociaż tyle… Chociaż tyle udało mu się względnie naprawić, inna sprawa, że tak naprawdę nie była to jego zasługa.
Wspaniała wiadomość, to prawda, ale był to jedynie wierzchołek góry lodowej jego problemów. Miał dosyć, był zmęczony, a co gorsza nadal towarzyszył mu piekący ból tyłka, i to nie tylko w znaczeniu ściśle emocjonalnym. Kompletnie zrezygnowany rozłożył się ponownie na kanapie pod kocem, a ze snu wybudziło go dopiero stukanie sowiego dzioba o szybę w salonowym oknie. Przeczytał treść listu, która wyraźnie sugerowała mu, że jest kolejną już wysłaną mu wiadomością. Wcześniejszych po prostu musiał nie odebrać. Wystarczyło mu jednak to jedno zdanie, by chwycić naprędce po pióro i przyznać się do wszystkich swoich przewin. Kurwa mać, powinien odezwać się do George’a wcześniej, a teraz martwił się, czy mężczyzna zgłosił już gdzieś jego zaginięcie lub co gorsza, złożył skargę na Mefistofelesa. Łapiąc się za swą zmaltretowaną głowę, ze zniecierpliwieniem oczekiwał jego odpowiedzi, ale zamiast tego, po jakimś czasie, do jego uszu dobiegło donośne, nieprzerwane pukanie do drzwi. Nie mógł już dalej odwlekać tego, co nieuniknione…
Zwlókł się ze swojego barłogu, którego nawet nie uprzątnął i w pośpiechu nałożył na siebie wygniecione jeansy, ale nie zdołał odnaleźć już koszuli. Niemal pobiegł do drzwi, wiedząc że musi jak najszybciej wyjaśnić całe zajście. Przekręcił więc zamek i otworzył Walkerowi, świecąc przed nim nagim torsem. Przymknął przy tym przekrwione oczy na skutek znacznie jaśniejszego niż w mieszkaniu światła i oparł się łokciem o ścianę, by przypadkiem nie paść tutaj trupem. Wyglądał dokładnie tak, jak gdyby ktoś wyciągnął go z puszki Pandory, a potem pies chwycił go między swoje zębiska, przeżuł i wypluł; innymi słowy tragicznie. – Uwierz mi, że nie chcesz tego wyjaśniać. – Westchnął głośno, bo i tak wiedział, że do tego dojdzie. – Wejdź. – Zaprosił go również do środka wymownym gestem dłoni, bo jeśli już miał dostać w pysk, wolał nie czynić z tego mordobicia pożywki dla swoich sąsiadów. Podążył w głąb mieszkania, starając się na poczekaniu ogarnąć syf, który pozostawił w pokoju dziennym, co właściwie oznaczało tyle, że wyrzucił koc i całą resztę niepotrzebnych bibelotów na podłogę, żeby w ogóle mieli gdzie usiąść. – Nie odczytałeś mojego listu, prawda? – Nawet nie wyczekiwał na reakcję z jego strony. Nie mógł go otrzymać, skoro naiwnie prosił go o wybaczenie. Theo legł na narożniku kanapy, naprzeciw niego, opierając łokieć o kolano, i zasłonił dłonią twarz w jednoznacznym geście załamania. – To moja wina. Świadomie dolałem Ci afrodisii do kieliszka. – Niby mówi się, że najtrudniejszy krok, a ten miał już za sobą. Niestety nie czuł się wcale tak, jak gdyby kolejne miały przyjść mu z łatwością. Zanim jednak znów się odezwał, syknął z bólu, podkładając sobie pod lędźwie miękką poduszkę. – Nie wiem co mam Ci powiedzieć. – Mruknął zrozpaczonym tonem, łamiąc się bez reszty. Wykrzesał z siebie jednak odrobinę odwagi, bo odsunął dłoń i podniósł głowę, spoglądając mu prosto w oczy swymi zawilgotniałymi i przemęczonymi ślepiami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


George Walker

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 35
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 177
C. szczególne : intensywny zapach cygara na ubraniu, dobrej jakości ubrania
Galeony : 102
  Liczba postów : 168
https://www.czarodzieje.org/t20293-george-walker#636736
https://www.czarodzieje.org/t20294-skrytka-pocztowa-g-w#636761
https://www.czarodzieje.org/t20292-george-walker#636733
Mieszkanie nr 3 QzgSDG8




Gracz




Mieszkanie nr 3 Empty


PisanieMieszkanie nr 3 Empty Re: Mieszkanie nr 3  Mieszkanie nr 3 EmptySob Lip 03 2021, 23:55;

Gdyby Theo wykrzyczał, że nie chce go więcej widzieć to cóż... uszanowałby żądanie, ale wczorajsze wydarzenie stałoby się cieniem jego życia - kolejnym do kolekcji. Transportując się w tę okolicę wyobrażał sobie najróżniejsze scenariusze, a w żadnym z nich nie było pięknego zakończenia. On skrzywdził tego dzieciaka. Fakt, chłopak ma dwadzieścia trzy lata, ale był o dwanaście lat młodszy i taki... niewinny w swoim wydźwięku. George nie miał pojęcia, że to wszystko kłamstwo, zemsta, obłuda. Wierzył, że Theo jest ofiarą, która najbardziej ucierpiała z powodu otrucia tajemniczym eliksirem. George owszem, też został tym pokrzywdzony jednak doskonale pamiętał ten nieprzyjemny krzyk bólu, kiedy przestał dzielić ich najmniejszy skrawek ubrań. Pragnął schować twarz w dłoniach i jęknąć z rozpaczy, bo oto skrzywdził drugą młodą osobę. Najpierw własne dziecko poprzez brak udziału w jego życiu i wychowaniu, a teraz przy Theo, wyrządzając mu jedną z najgorszych krzywd. Nie mógł teraz się załamać bowiem należało wszystko wyjaśnić, szukać rozwiązania oraz szansy na wybaczenie. Na widok stanu chłopaka coś ścisnęło się w jego trzewiach. Nie był jednak moralizatorem, nie osądzał go ani nawet nie dziwił się, że ten sięgnął po alkohol. Doskonale znał zapach ognistej whiskey, a więc przekrwione oczy nie zostały od razu przypisane efektowi otrucia. Być może mógłby uznać to za powikłanie płaczu po tym, co mu zrobił... Mina George'a wyraźnie wskazywała na bardzo głębokie przejęcie i zmartwienie jego stanem. - Musimy to wyjaśnić. Przecież cię skrzywdziłem w najgorszy możliwy sposób. - wszedł za nim, zamknął drzwi lecz nawet nie rozglądał się po bałaganie. Nie potrafił oderwać wzroku od jego nagich pleców, które doskonale pamiętał jak dotykał, gładził, polewał ciepłą wodą. Powinien skrzywić się? Wzdrygnąć? Poczerwienieć? Nie był w stanie, bowiem bał się, że nie naprawi tego, co zrobił. Nie był w pełni winny, ale taki się czuł, bo jako ten starszy powinien dbać o bezpieczeństwo młodszych. Zawiódł. Nie siadał, stał naprzeciw tej kanapy i w odpowiedzi potrząsnął przecząco głową. - Dosyć długo zajęło mi przedostanie się tu tym mugolskim metrem. - wyjaśnił i wcisnął do kieszeni nabyty mandat, aby potem martwić się jego spłatą. Tak się doń pospieszył, że sowa nie zdążyła go odnaleźć. Psikus losu, co nie? - Co...? - nie spodziewał się tego usłyszeć. Gnał tu na łeb na szyję, stawiał pół Hogsmeade na nogi, bo go szukał, martwił się, przejmował, a teraz poczuł się jakby zderzył się z bardzo grubą ścianą i rozbił sobie przy tym głowę. Uniósł rękę do czoła, rozmasowując miejsce, które zapulsowało bólem - efektem po tym eliksirze. Nazwa kojarzyła mu się z działaniem, które wczoraj przeszedł. Tak go zatkało, że nie drgnął kiedy Theo dosyć wymownie usiadł na miękkiej poduszce, co było dowodem, że jeszcze cierpi. - Co ty właśnie powiedziałeś? - zimna bladość ustąpiła lodowatej wściekłości i niedowierzaniu. Nie było na nim teraz nawet śladu zmartwienia, a coś tak chłodnego, jak rzadko było to możliwe do spotkania w spojrzeniu drugiego człowieka. Ciemnozielone oczy George'a wydawały się teraz czarne jak noc. - Dolałeś... mi... afrodisi...? - podszedł do niego o jeden krok, a przy tym zauważył, że zacisnął mocno pięść. - I pozwoliłeś się zgwałcić? Czy ty słyszysz co właśnie mówię? - nie krzyczał, ale jego głos, jak i całe ciało, parowało od gniewu. Górował nad nim, a ta złość tak w nim zadrgała, iż magia płynąca w jego żyłach wywołała energiczne drżenie pustej butelki po whiskey. Chwilę później spadła z hukiem na podłogę i rozbiła swoją szyjkę. George nawet na to nie spojrzał. W jego wnętrzu zapanował chaos i wilgotne oczy chłopaka, zmęczenie czy wymalowany na jego twarzy ból był jedynie pyłkiem w porównaniu do tego, co działo się w Walkerze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Theodore Kain

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 178
C. szczególne : delikatne piegi na nosie i w okolicach oczu
Galeony : -51
  Liczba postów : 229
https://www.czarodzieje.org/t20346-theodore-kain#642305
https://www.czarodzieje.org/t20350-theodore-kain#642529
https://www.czarodzieje.org/t20349-theodore-kain#642528
https://www.czarodzieje.org/t20348-theodore-kain#642476
https://www.czarodzieje.org/t20351-theodore-kain-dziennik#642530
Mieszkanie nr 3 QzgSDG8




Gracz




Mieszkanie nr 3 Empty


PisanieMieszkanie nr 3 Empty Re: Mieszkanie nr 3  Mieszkanie nr 3 EmptyNie Lip 04 2021, 01:15;

Nie mógł znieść tego jego przejętego tembru głosu, czy zmartwienia i troski, których wcale nie był przecież godzien. W szczególności nie mógł jednak słuchać tych skończonych bzdur i jego naiwnego wywlekania na wierzch nie swoich brudów. Wściekły był na niego jak diabli, że tak powolnie łączył wątki w jedną kompletną całość i że nadal usilnie starał się uwierzyć, że rozmawia z pokrzywdzonym, niewinnym chłopakiem, którego swymi czynami doprowadził do tak opłakanego stanu. Walker może i był inteligentnym mężczyzną, w to nigdy nie wątpił, ale przede wszystkim kierował się swą łagodnością i dobrym sercem, co denerwowało go o tyle, że w jego obliczu wyglądał na jeszcze większego okrutnika. Zalety George’a po prostu brutalnie uwydatniały wszystkie jego wady, co bolało go niemiłosiernie, bo do tej pory nie pogodził się z tym, co wydarzyło się wczorajszego wieczoru, a w związku z tym patrzył na swoje odbicie w lustrze z jawnym obrzydzeniem. I bynajmniej nie chodziło tutaj o to, że dał się zaciągnąć pod prysznic, czy przyprzeć ciałem do ściany, bo akurat to nie miało dla niego aż tak wielkiego znaczenia. Wręcz przeciwnie, akurat tę jednonocną przygodę najpewniej wspominałby mile i z chęcią by ją powtórzył, gdyby nie kontekst, w którym się jej dopuścił… raniąc kogoś, kto traktował go z uznaniem i szacunkiem, i wykorzystując to, że ten ktoś nie może przeciwstawić się bezlitosnym skutkom pochłoniętego wraz z tequilą eliksiru.
- Dolałem Ci kilka kropel afrodisii do kieliszka, a wcześniej zawiadomiłem prasę, żeby ich gończy piesek miał szansę strzelić nam gorącą fotkę. – Jeszcze wczoraj nie spodziewałby się po sobie takiego napadu szczerości, ale teraz powtórzył swoje przyznanie do winy o wiele wyraźniej, dodając do tego jeszcze jedną okoliczność, o której wcześniej nie raczył wcale wspomnieć. Bezmyślnie uwierzył, że jeśli wypowie te słowa na głos i będzie uczciwy z nim i z samym sobą, łatwiej będzie mu zaakceptować to, że tak naprawdę, zgodnie z definicją wizengamotu, dopuścił się napaści na tle seksualnym. – Ale spokojnie, nie zrobił jej. Żadnego artykułu nie będzie. Chociaż tyle zdołałem się dzisiaj dowiedzieć. – Rzucił po krótkiej przerwie, bo spostrzegł nagle pośród innych leżących na podłodze szpargałów swoją koszulę, którą w międzyczasie nałożył na ramiona. Nie dlatego, że wstydził się swojej nagości, wszak i tak jego szef oglądał go w całej okazałości. Po prostu chciał choćby na chwilę uciec wzrokiem gdzieś indziej, bo wiedział, że jeśli spojrzy na niego raz jeszcze, łzy żałośnie pociekną mu po policzkach. Tak czy inaczej, opowiadał to wszystko z taką nonszalancją w głosie, jakby w ogóle nie docierała do niego waga jego złego uczynku i jak gdyby w ogóle nie obchodziło go to, co się między nimi wydarzyło. Prawda była jednak zgoła inna. Docierało to do niego aż nadto, a przez to poczucie godności i honoru nie pozwalało mu płaszczyć się przed nim i błagać o przebaczenie, na które wiedział, że w życiu sobie nie zasłuży. Nienawidził samego siebie za to, co zrobił, i prowokował George’a wyłącznie po to, by wreszcie doprowadzić go do wściekłości, i w ten sposób w pełni świadomie wymierzyć sobie odpowiednią karę.
Przez cały ten czas nie poruszył się nawet z miejsca, ale po kolejnych słowach swojego przełożonego ruszył się z kanapy i zaczął nerwowo kręcić się po salonie. – Błagam Cię, to nie był gwałt, skoro sam tego chciałem. – Tym razem nie mógł już skutecznie utrzymać przybranej wcześniej maski obojętności. Nawet niewprawne oko dostrzegłoby, że zgrywa chojraka, podczas gdy naprawdę cierpiał każdym milimetrem swojego ciała. Wystarczyło, że ten jeden raz, przypadkiem, spojrzał na jego twarz, kiedy całkiem się rozkleił. Odwrócił szybko wzrok, ocierając rękawem zawilgotniały od łez policzek i zrezygnowany oparł się plecami o ścianę. – Po prostu uderz mnie i miejmy to już za sobą. – Chciał rzucić pewnym tonem, ale słychać było, że głos mu się łamie i że kompletnie nie potrafi poradzić sobie z targającymi nim emocjami. Nawet nie zauważył, że po drodze trącił bosą stopą rozbity kawałek szkła, rozcinając skórę i plamiąc podłogę krwią.
- Przepraszam, nie mogę… - …głównie to złapać oddechu. Po raz pierwszy wypowiedział to słowo szczerze, na głos, a nie w nic nieznaczącym liście. Mimo tego nie dokończył nawet swej myśli, zdradzając jednak, że jego odczucia względem wyrządzonej Walkerowi krzywdy są znacznie intensywniejsze niż mogłoby się po jego uprzednim zachowaniu wydawać. Zatoczył się, próbując uspokoić zapalczywe, niezrównoważone bicie serca i odchylił głowę w tył, przymykając oczy, jakby w gotowości na przyjęcie należącego mu się ciosu. – W poniedziałek złożę wypowiedzenie, żebyś nie musiał mnie więcej oglądać i żebyś nie musiał nikomu tłumaczyć, dlaczego postanowiłeś mnie wyrzucić. – Dodał na sam koniec, kiedy choć w niewielkim stopniu powściągnął emocje i wreszcie zdołał zaczerpnąć powietrza. Niezbyt zresztą świeżego, bo po gwałtownej reakcji Walkera w całym salonie unosił się zatęchły i duszący smród alkoholu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


George Walker

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 35
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 177
C. szczególne : intensywny zapach cygara na ubraniu, dobrej jakości ubrania
Galeony : 102
  Liczba postów : 168
https://www.czarodzieje.org/t20293-george-walker#636736
https://www.czarodzieje.org/t20294-skrytka-pocztowa-g-w#636761
https://www.czarodzieje.org/t20292-george-walker#636733
Mieszkanie nr 3 QzgSDG8




Gracz




Mieszkanie nr 3 Empty


PisanieMieszkanie nr 3 Empty Re: Mieszkanie nr 3  Mieszkanie nr 3 EmptyNie Lip 04 2021, 08:07;

Połączyłby fakty, dodałby dwa do dwóch gdyby Theodore zdradził się choć jeden jedyny raz. Sęk w tym, że najwyraźniej dobrze kłamał, potrafił wyślizgiwać się z niebezpiecznej sytuacji niczym wąż, byleby nie padły na niego podejrzenia. Z drugiej strony Theo nie dał mu żadnego powodu, aby mu nie ufać. To sprawia, że chłopak jest dwulicowy, a twardo stąpający po ziemi George znowuż jest naiwny. Co jest prawdą a co obłudą? Kłamstwem było pożądanie go, bowiem to nie Walker pragnął całym ciałem chłopaka; eliksir wmówił mu to pragnienie. Teraz, gdy patrzył na Kaina to nie miał pojęcia co myśleć. Spozierała z niego chłodna niczym ciekły lód złość, a im więcej chłopak mówił tym świat Walkera dosyć niebezpiecznie trząsł się w posadach. Nie stosował przemocy, gdy nie było to potrzebne jednak w chwili obecnej został powiadomiony, że chłopak chciał mu zniszczyć życie. Ot tak. Skompromitować, odebrać mu poważanie, zniszczyć karierę, której poświęcił piętnaście lat życia. Odebrać pracoholikowi to, co najcenniejsze. Na jego skroniach uwydatniły się fioletowawe żyłki. - Chciałeś zniszczyć mi ... życie? - wydusił z siebie, a czuł się jakby właśnie przebiegł po nim rogogon węgierski. Zgłupiał bo nie potrafił odnaleźć w sobie powodu, który sprowokowałby w chłopaku taką chęć niszczenia. Teraz nie wierzył jego mimice, tej udawanej nonszalancji, emocjom w spojrzeniu zbierającym się pod postacią bezbarwnej wilgoci. Nie wierzył tym łzom nawet jeśli wydawały się bardzo szczere i w innej sytuacji zmieniłyby jego ton. Owionął go chłód na myśl o jakimś artykule w Proroku Codziennym. Powstrzymywał się, aby nie doskoczyć do Theo i nim nie potrząsnąć, wymuszając więcej odpowiedzi. Zaczynał go nienawidzić, a uczucie to było nader destrukcyjne. Zmiotło z powierzchni ziemi cały niepokój o zdrowie chłopaka, całą sympatię jaką doń żywił. Wszystko, co dobrego o nim myślał właśnie teraz zostało brutalnie zamordowane. Kiedy ten wstał, drgnął jakby chciał dopaść do niego lecz powstrzymał się, zmuszając do stania w miejscu. Otworzył szerzej oczy kiedy ten głośno przyznał, że świadomie chciał pójść z nim do łóżka, a to oznaczało, że nie był otruty i to wszystko, co się wydarzyło poprzedniej nocy, z jego strony było szczerą chęcią. Pod tą fasadą wściekłości poczuł ulgę - wyrzuty sumienia całkowicie zgasły bowiem okazało się, że wcale nie skrzywdził Theodore'a. Zdjęto z jego barków spory ciężar, co nie znaczy, że był mu w jakikolwiek sposób wdzięczny. Kiedy ten oparł się o ścianę i oczekiwał uderzenia, dopadł do niego w dwóch susach, grubą podeszwą butów depcząc odłamki rozsypanego szkła. Zacisnął palce na materiale jego koszuli - na Merlina, tej samej, co wczoraj - a szczękę miał przy tym tak mocno zaciśniętą, że wypowiadane słowa były tak naprawdę cedzone. Nie obchodziły go jego łzy. To było kłamstwo, cały czas sobie to powtarzał. - Jak śmiałeś? Co ja ci, do kurwy nędzy, zrobiłem, że chcesz mnie zniszczyć? Co to ma, do jasnej avady, znaczyć, że "chciałeś" się ze mną przespać? - to nawet nie było zwyczajne cedzenie, to był syk bowiem ledwie otwierał usta, a wypowiadane słowa nasączone były gniewem. - Jestem twoim szefem! - wyrzucił mu prosto w twarz, szarpiąc mocniej jego koszulę i przyciskając pięść do jego obojczyka. - Daj mi choć jeden powód, abym nie zawlókł cię teraz do biura aurorów. Otrułeś mnie, naraziłeś na szwank moje imię... - głos mu się załamał, bo nie wiedział jak ma opisać fakt uprawiania seksu. Patrzył na niego z niechęcią, ale przy tym wwiercał się weń spojrzeniem. - To ja cię szanowałem, ceniłem, uważałem za wartościowego człowieka, a ty dla seksu i zniszczenia mi kariery postanowiłeś wbić mi avadę w plecy? - puścił go, cofnął się, złapał za głowę, pulsującą teraz synchronicznym bólem. Deptał szkło, nieświadomie roznosił je po mieszkaniu. Drgnął, słysząc kwestię złożenia wypowiedzenia. Posłał mu rozjuszone, lodowate spojrzenie jakby rzucanie pracy było dolewaniem oliwy do ognia. W chwili obecnej nie miał pojęcia "co z nim zrobi". - Wierz mi, że jeśli w świecie pojawi się chociaż najmniejsza plotka na mój temat to pociągnę cię za sobą. Przysięgam ci, że zadbam o to, żebyś zbierał konsekwencje tego do końca życia. - wycelował w niego palec, a determinacja jaka z niego spozierała przeczyła temu jakoby miał kiedyś wychowywać się wśród wartości Helgi Hufflelpuff. Musiał jakoś zabezpieczyć swoją przyszłość. Jeśli straci pracę, poruszy niebo i ziemię, aby Kain nigdy nie mógł jej już znaleźć. Dla pracoholika bezrobotność była niczym czarnomagiczna rozległa rana, niemalże nieuleczalna. Czym sobie na to zasłużył? Szukał w sobie winy, ale nie mógł jej odnaleźć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Theodore Kain

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 178
C. szczególne : delikatne piegi na nosie i w okolicach oczu
Galeony : -51
  Liczba postów : 229
https://www.czarodzieje.org/t20346-theodore-kain#642305
https://www.czarodzieje.org/t20350-theodore-kain#642529
https://www.czarodzieje.org/t20349-theodore-kain#642528
https://www.czarodzieje.org/t20348-theodore-kain#642476
https://www.czarodzieje.org/t20351-theodore-kain-dziennik#642530
Mieszkanie nr 3 QzgSDG8




Gracz




Mieszkanie nr 3 Empty


PisanieMieszkanie nr 3 Empty Re: Mieszkanie nr 3  Mieszkanie nr 3 EmptyNie Lip 04 2021, 15:08;

Tiara przydziału prawdopodobnie nie myliła się, kiedy po krótkiej analizie przypasowała charakter młodziutkiego wówczas chłopaka do salazarowej ojczyzny. Gdyby nie brudna krew, niewykluczone że skończyłby z emblematem węża na piersi, ale niestety już wtedy brutalnie przekonał się o tym, że jego pochodzenie niejednokrotnie utrudni mu łagodne przejście przez życie. Ostatecznie zagrzał miejsce w Hufflepuffie, kierowany wartościami wyznawanymi przez dobrotliwą, pracowitą i przyjazną światu Helgę, i być może dzięki temu nauczył się wytrwałości, determinacji i ciężkiej harówki. Z drugiej strony czy rzeczywiście kolor krawatu miał jakiekolwiek znaczenie… Przecież to nie tak, że do Slytherinu trafiali sami łajdacy, nawet jeśli statystycznie dom ten wychował najwięcej czarnoksiężników. Nikt nie rodził się zły, tak jak i Theo; to po prostu suma przykrych doświadczeń i spychanie przez innych poza margines społeczny wywoływała takie, a nie inne, patologiczne reakcje. Wewnętrzny bunt. Nie zdziwiłby się nawet, gdyby to właśnie zła sława, która bezustannie ciągnęła się za hogwarckim Domem Węża w rzeczywistości przyczyniała się do pogłębiania podobnych problemów niesprawiedliwego traktowania i psucia ślizgońskiej młodzieży.
Kain milczał uparcie rugany przez rozwścieczonego przełożonego, który nawet w obliczu tak popieprzonej otoczki wydarzeń nie podnosił głosu. Odnosił wrażenie, że George nigdy nie podnosił głosu, nigdy nie krzyczał, co mogło wydawać się dziwne, a jednak okazywało się, że ten chłodny ton jeszcze dobitniej wwiercał się w mózg, mrożąc zarazem krew w żyłach jego ofiary. Wróć, odbiorcy. To było lepsze słowo, bo przecież obaj doskonale zdawali sobie sprawę, do którego z nich przywarła łatka ofiary i na pewno nie był to Theo. Nie zamierzał sobie zresztą takiego przymiotu przypisywać, nawet jeśli jego dusza rozerwana została właśnie na pół i nawet, jeśli serce mu się krajało na widok spojrzenia szefa, przepełnionego żywą wręcz nienawiścią do jego osoby.
Paradoksalnie poczuł pewną ulgę, kiedy mężczyzna doskoczył do niego i szarpnął za materiał jego koszuli. Czekał z niecierpliwością na uderzenie jego pięści, którą wcześniej Walker zaciskał giewnie, jakby w nadziei, że piekący ból twarzy choć w niewielkim stopniu przyćmi ból istnienia. Chciałby mu wytłumaczyć, dlaczego tak postąpił, ale nie potrafił uzasadnić tego w kilku prostych zdaniach. George musiałby włożyć jego buty, wcielić się w jego skórę, by zrozumieć wzbierającą się w nim przez długie lata frustrację, która zresztą i tak nie usprawiedliwiała tego, czego się dopuścił. Marna to okoliczność łagodząca, skoro największym winowajcą i tak okazał się jego kompletny brak pomyślunku i opanowania. Niestety jego szef nie podniósł nawet dłoni, za to z jego ust wydobył się nagle niespodziewany krzyk, po którym Theo miał ochotę skulić się kłębek i zniknąć z tego świata. Słowa mężczyzny głośno wybrzmiewały w jego uszach i jak ostrze noża wrzynały się w jego ciało, co całkiem odbierało mu mowę. Powinien wreszcie zareagować, ale z czasem czuł się coraz gorzej, nie tylko psychicznie. Wykończony do cna słabł z każdą kolejną minutą.
- Nie chodziło o żaden seks. – Odezwał się wreszcie, odpychając rękoma od ściany, ale już nie raczył się odnieść do zniszczenia jego kariery. – Nie zrobiłeś niczego złego, wręcz przeciwnie byłeś chyba jedynym, który potrafił mnie docenić i nie spoglądał na mnie z góry. – Zapewnił go, ale niewątpliwie nie mogło to być dla niego żadnym pocieszeniem. Właściwie ta szczerość tylko ciągnęła Kaina w dół, bo skoro Walker nie wyrządził mu żadnej krzywdy, to trudno było odnaleźć racjonalny powód, dla którego chłopak zechciał zmieszać go z błotem. – Po prostu znalazłeś się w złym miejscu i złym czasie. Dlatego tego nie zrozumiesz, bo to w ogóle nie była Twoja wina. – Znów westchnął głośno, bo nigdy nie lubił się uzewnętrzniać, a ujawnienie choćby skrawka swojej duszy było dla niego o wiele bardziej krępujące niż ukazanie nagości ciała. Przynajmniej zdołał opanować cisnące się do oczu łzy, ale i tak już jakby z przyzwyczajenia otarł dłonią twarz. – Nie zrozumiesz, bo sam uświadomiłem to sobie, kiedy było już za późno. Zdałem sobie sprawę z tego, że mimo czystej krwi daleko Ci do wszystkich tych, którzy przez całe życie rzucali mi kłody pod nogi. – Kontynuował swój wywód wyjątkowo, nienaturalnie wręcz spokojnym tonem, bo po prostu nie miał już sił krzyczeć. Wystarczyło, że krzyczał samym sobą, a do tego słyszał jak żałośnie brzmi to jego żenujące wytłumaczenie. Musiałby opowiedzieć mu całą swoją pierdoloną przeszłość, żeby nadać tym słowom jakikolwiek sens, a nie miał przecież takiej możliwości, skoro George ze wściekłością wypisaną na twarzy i palącym ogniem w oczach wskazywał na niego palcem, przysięgając mu, że jeśli tylko zajdzie taka konieczność, pociągnie go za sobą na samo dno. Nie dziwił mu się, bo na jego miejscu pewnie sam by swojego niewdzięcznego asystenta zamordował albo zakopał żywcem w lesie.
- Miałem już tego dosyć. Pragnąłem zemsty i wybrałem Ciebie, bo byłeś najbliżej, mimo że wcale sobie na to nie zasłużyłeś, a teraz cholernie tego żałuję i nawet nie wiem jak mam Cię przeprosić. To niemożliwe. – Rzucił ze słyszalną nutą smutku i rozczarowania w głosie, nie przestępując nawet o krok. Zebrał w sobie na tyle odwagi, by stanąć parę metrów przed nim i patrzeć mu w oczy przez ten cały czas, kiedy spowiadał się ze swoich grzechów. – Po prostu chciałem, żebym chociaż raz to ja był na na górze, ale jak sam widzisz, nawet to koncertowo udało mi się spieprzyć. – Po raz pierwszy otwarcie odniósł się do ich łóżkowych ekscesów, bo wcześniej świadomie omijał ten temat. Łatwiej było mu skwitować ten fakt gorzkim, zupełnie nieśmiesznym żartem niż otwarcie przyznać się do tego, że po tym co zrobił, i tak lgnął do niego jak rzep i że dopiero po szkodzie zrozumiał, że mógłby nawet żywić do niego coś więcej niż tylko nikły cień sympatii. Oczywiście poprzedniego wieczora kierowało nim jedynie puste pragnienie spełnienia, ot silne, acz naturalne, nic nieznaczące zauroczenie jego krasą. Nie znali się również na tyle, by mógł w ogóle właściwie zinterpretować swoje uczucia, w których sam zdołał się już przynajmniej kilka razy pogubić. Mimo tego wiedział, że chciałby zadbać o rozwój tej znajomości, gdyby nie to, że przedtem tak perfidnie go wykorzystał, zatracając tym samym szansę na jakkolwiek pozytywną relację. Zdawało mu się to jeszcze bardziej żałosne niż przygotowywany przez długie miesiące plan zemsty i chyba wolał udawać, że to wszystko nigdy nie miało miejsca. Nie chciał w ogóle przyznawać się do tego, co czuje, bo ciążyło mu to bardziej niż kamień u szyi.
- Pozwól mi… – … się wytłumaczyć. Poddał się w tej całej swojej złości i nonszalancji, ale przede wszystkim rozpaczy, bo nie potrafił dalej udawać zobojętniałego. Nie dokończył jednak, bo nagle poczuł bolesne ukłucie w okolicach mięśnia sercowego i przestępując kilka kroków bliżej George’a, słaniając się jednocześnie na nogach, ostatecznie osunął się bezwładnie na podłogę, lądując pośród odłamków rozbitego szkła, które raniły jego delikatną skórę. Nie chciał robić z siebie ofiary, ale tym razem to przekorny los postanowił podjąć decyzję za niego. Już wcześniej wiele razy rezygnował z niezbędnego, regenerującego snu, faszerując się niezdrową ilością kofeiny, a także liśćmi raptuśnika i oprylaka. Do tego doszła kolejna nieprzespana noc, przed którą w krótkim czasie wychylił sam niemal całą butelkę ognistej, zszargane nerwy, a to z kolei wywołało bunt zmaltretowanego ciała, który niechybnie doprowadził go do utraty przytomności. A może to i lepiej, że wreszcie się zamknął? Teraz rozłożony na ziemi, pośród kawałków kolorowego szkła, wyglądał tak czysto, bezbronnie i niewinnie… Szkoda, że nie mógł pozostać w tej pozie na wieczność, przynajmniej wtedy nikogo by nie zranił.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


George Walker

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 35
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 177
C. szczególne : intensywny zapach cygara na ubraniu, dobrej jakości ubrania
Galeony : 102
  Liczba postów : 168
https://www.czarodzieje.org/t20293-george-walker#636736
https://www.czarodzieje.org/t20294-skrytka-pocztowa-g-w#636761
https://www.czarodzieje.org/t20292-george-walker#636733
Mieszkanie nr 3 QzgSDG8




Gracz




Mieszkanie nr 3 Empty


PisanieMieszkanie nr 3 Empty Re: Mieszkanie nr 3  Mieszkanie nr 3 EmptyNie Lip 04 2021, 15:48;

Krzyk opuszczał jego gardło w bardzo rzadkich momentach. Takowy teraz nastąpił kiedy uzmysłowił sobie, że ktoś mógł go zniszczyć. Nie miał bladego pojęcia, że w człowieku może mieścić się tyle zawiści. Co zrobić w takiej sytuacji? Miał przed sobą człowieka, który dopuścił się na nim przestępstwa (które trudno będzie udowodnić, niestety), a który zarzekał się, że tego żałuje. To było tak poplątane iż niemożliwe do ogarnięcia umysłem. Powinien teraz nabrać tchu, opanować emocje i zrobić coś w kierunku tego, aby chłopak tutaj nie wyzionął ducha. Wyglądał naprawdę źle, co tylko dowodziło, że coś w nim pękło. Jak jednak George ma to respektować skoro został tak przez niego potraktowany?
- Widzisz Merlinie i nie grzmisz... - cedził, rozzłoszczony jego słowami, którymi zapewniał, że George jest niewinną i przypadkową ofiarą. To niewiele zmienia, bo krzywda została wyrządzona i teraz pozostaje kwestia tego czy uda się to jakoś rozwiązać. Powinien go ukarać zabraniem do Biura Aurorów, nałożyć na niego zwolnienie dyscyplinarne, wyrzucić go całkowicie z pamięci, ale... to nie było takie proste. Żywił wobec niego gniew i nienawiść, ale łatwiej byłoby to praktykować gdyby ten nie wyglądał tak słabo i przygnębiająco. Czy jego żal za grzechy cokolwiek tu zmienia? Kolejne słowa chłopaka podpowiadały jakie puzzle ułożyć w brakujące miejsca układanki. - A potwierdziłeś chociaż informację o mojej domniemanej czystości krwi? A wpadłeś na to, że możesz się mylić? - rzucił w jego stronę, krzywiąc usta w grymasie niechęci. - Mówisz zatem, że mściłeś się na mnie za krzywdę, którą wyrządził ci ktoś inny? Czy ty widzisz w tym jakikolwiek sens? Karać obcą osobę za własny ból? - zarzucił go pytaniami na które odpowiedzi były oczywiste. Przynajmniej teraz mniej więcej orientował się w jego pobudkach. Niestety nie stanowiły żadnego usprawiedliwienia ani powodu do wybaczenia. - Nie istnieje takie słowo, które to naprawi. - zapewnił go gorzkim tonem. - Doceniam jedynie, że się przyznałeś. Przynajmniej na to miałeś odwagę. - trzeba przyznać, że niewiele osób na jego miejscu byłoby w stanie zebrać się w sobie i wyspowiadać ze swoich występków. To szczerość, a akurat ją sobie cenił. Mimo wszystko musiał pamiętać, że został solidnie okłamany i wykorzystany dla cudzej satysfakcji. Stłumił w sobie jęk rozpaczy. Zasłonił swoje usta, rozmasował je wnętrzem dłoni, jakby próbował zetrzeć z nich wspomnienia nocy. - Poprzez eliksir zmusiłeś mnie do seksu z mężczyzną. Lepiej nic więcej nie mów bo tylko pogorszysz swoją sytuację. - warknął, na nowo zaciskając pięści. Gdzieś na dnie jego duszy pojawiła się maleńka, nieśmiała myśl, że pierwszy raz od wielu wielu lat czuł się tak lekko. W tamtej chwili kiedy nie dzieliło ich nic czuł się wolny, choć zmuszony przez eliksir do działania. Nie pamiętał czy kiedykolwiek indziej towarzyszyło mu takie uczucie, gdy współżył ze swoją byłą małżonką. To było tak dawno temu, a on nigdy w tych latach nie szukał romansu, zbyt zajęty pracą. Ta noc była bardzo gorąca, pokazała jak ciała mogą do siebie idealnie pasować, ale przecież, na Merlina, nigdy nie interesował się tą samą płcią. Odwrócił wzrok od chłopaka i popatrzył na rozbite szkła. Naprawdę nie wiedział co ma z tym zrobić. Nie chciał Theo nigdy więcej widzieć, ale z drugiej strony odnosił wrażenie, że całe to docenianie, dawanie mu szans na rozwój w zawodzie, wszystkie te miłe rozmowy zostaną zaprzepaszczone. Jak długo kłamał i kim tak naprawdę jest Theo? Nie patrzył na niego, a więc nie zorientował się, że ten jest na granicy omdlenia. Dopiero gdy leciał w kierunku szkła, poruszył się gwałtownie w jego stronę by go złapać. Niestety nie udało mu się, powikłania eliksiru dosyć mocno spowolniły czas jego reakcji. Powinien odpłacić się mu pięknym za nadobne i go tutaj tak zostawić, odwrócić się plecami i zapomnieć o jego istnieniu. Nie potrafił być jednak takim zimnym draniem. Przyklęknął przy nim i sprawdził jego puls, słabszy niż normalnie, ale wyczuwalny. Nie chciał go jednak dotykać bardziej niż w ten sposób bo miał w pamięci to, co się między nimi wydarzyło. Nie przyglądał się też jego twarzy czując, że to, co na niej ujrzy może go zmiękczyć. Z pomocą różdżki i magii niewerbalnej uniósł chłopaka w powietrze i przeniósł na łóżko. Bezdotykowo i magicznie oczyścił go z odłamków szkła lecz nie opatrzył ran - nie były głębokie, a on nie chciał się teraz nim opiekować bowiem czuł do niego zbyt wielką złość. Zakrył go zmiętoszonym kocem, usunął pustą butelkę i jej odłamki z podłogi, otworzył na szerz okno i znieruchomiał na środku tego mieszkania. Powinien wyjść i nigdy tu nie wracać lecz coś mu na to nie pozwalało. Usiadł na krześle na drugim końcu pomieszczenia i zapaliwszy cygaro, patrzył chłodno na nieprzytomnego chłopaka. Nie martwił się o niego bowiem wiedział, że to zasługa wypitej ognistej whiskey. Po namyśle stwierdził, że poczeka na jego przebudzenie aby przekazać mu ostatnią informację, a potem zniknie stąd. Układał sobie myśli i swoje uczucia. Wychodziło na to, że nienawidzi go za to, co zrobił, ale jednocześnie nie potrafi zobojętnieć się na jego żal za ten grzech. Musiał dowiedzieć się ile było w nim prawdy, a ile kłamstwa. Założył nogę na nogę, oparł się wygodnie na krześle i palił powoli cygaro, którego zapach mieszał się z aromatem ozonu. Okno było otwarte na oścież i padał przyjemny acz intensywny deszcz. Słyszał mugoli kręcących się po ulicy, przelatujące po niebie samoloty, trąbienie samochodów czy skrzypienie metalowych huśtawek. Te obce dźwięki koiły nerwy. Oparł policzek o kilka palców, łokieć o stolik i czekał aż chłopak się ocknie. Nie liczył czasu bowiem miał go aż zanadto.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Theodore Kain

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 178
C. szczególne : delikatne piegi na nosie i w okolicach oczu
Galeony : -51
  Liczba postów : 229
https://www.czarodzieje.org/t20346-theodore-kain#642305
https://www.czarodzieje.org/t20350-theodore-kain#642529
https://www.czarodzieje.org/t20349-theodore-kain#642528
https://www.czarodzieje.org/t20348-theodore-kain#642476
https://www.czarodzieje.org/t20351-theodore-kain-dziennik#642530
Mieszkanie nr 3 QzgSDG8




Gracz




Mieszkanie nr 3 Empty


PisanieMieszkanie nr 3 Empty Re: Mieszkanie nr 3  Mieszkanie nr 3 EmptyNie Lip 04 2021, 20:04;

Niewykluczone, że nie skumulowałby w sercu takich pokładów zawiści, nienawiści, gniewu, i nie urosłyby one do tak niebezpiecznego stopnia, gdyby w przeszłości częściej pozwalał im przejąć nad sobą kontrolę. Czasami człowiek po prostu musiał wybuchnąć, rzucić wiązanką niecenzuralnych przekleństw, uderzyć kogoś w twarz lub najzwyczajniej w świecie, wydrzeć się głośno, by dać ujście tym wszystkim negatywnych emocjom. Theo zaś przez długie lata nie potrafił nawet skutecznie zawalczyć o swoje. Ot, robił dobrą minę do złej gry, pozwalając ludziom wykorzystywać swoje słabości, z których tymi największymi były z pewnością przewrażliwienie na swoim punkcie i gołębie serce. Tak, on naprawdę był dobrym chłopakiem, uczynnym, zawsze gotowym do udzielenia znajomym niezbędnego wsparcia. Po prostu mimowolnie rozpamiętywał wszystkie przykrości, które kiedykolwiek mu sprawiono i zamiast od razu rozprawić się z ich prowodyrami, pielęgnował w sobie poczucie krzywdy i niesprawiedliwości otaczającego go świata. Totalny weltschmerz. Niestety każdy miał swoje granice – jego zostały przekroczone wielokrotnie, ale zatracił samego siebie dopiero wtedy, kiedy trzeźwe spojrzenie zupełnie przesłoniło mu rozdzierające od środka pragnienie zemsty. Potem układał już tylko w głowie swój misterny plan, naiwnie wierząc, że jego realizacja ukoi jego ból i sprawi, że wszystko jakoś się ułoży…
Cierpiał na skutek jego pełnych złości spojrzeń i wycedzonych w gniewie słów, ale mimo to znosił je dzielnie, skoro sam je przecież sprowokował. Dopiero po chwili spojrzał na niego oniemiały, bo nie mógł uwierzyć w to, że pomylił się już nawet co do jego statusu. – O czym Ty do mnie mówisz? – Wtrącił tylko głupio, ale zaraz pokręcił głową ze zrezygnowaniem, bo jakie to teraz miało znaczenie. Nie miało wcale, bo nie było na całym świecie żadnego argumentu, który jakkolwiek mógł usprawiedliwić jego postępowanie. George nie musiał mu nawet tak dobitnie o tym przypominać. Od wczoraj Theo zdążył sobie zadać te same pytania co najmniej kilkaset razy, straszliwie żałując, że nie wybrzmiały one w jego głowie tak donośnie zanim dolał szefowi eliksiru do kieliszka i wcisnął się pomiędzy jego umięśnione ramiona. – Wiem o tym. – Nie miał żadnej dobrej odpowiedzi, bo taka nie istniała, i nie mógł takowej stworzyć, nieważne jak bardzo by tego zapragnął.
Kiedy tylko Walker wspomniał jednak o tej ich upojnej nocy, korciło go okrutnie, by jakoś włączyć się w dyskusję. Zapytać jak mu się podobało, przypomnieć o tym zewie namiętności, któremu tak gorliwie dali się porwać. Czuł bowiem gdzieś w duchu, że wczorajsze zachowanie jego szefa ujawniło coś wiarygodnego i autentycznego, że to naturalne pragnienie tkwiło w nim już wcześniej, a afrodisia jedynie podsycała jego uśpione potrzeby. Nie był jednak aż takim skurwielem i nie miał czelności czynić mu podobnych uwag. Nie odezwał się zresztą już ani słowem, bo nagle pogrążył się w bezkresnej ciemności.

Stosunkowo szybko wybudził się z tego niespodziewanego omdlenia, ale był zbyt wyczerpany, by podnieść się z kanapy. Traktowany przez niego w ostatnim czasie dość brutalnie organizm domagał się choćby odrobiny snu. Odrobiny, która rozciągnęła się na kilka długich godzin, podczas których Theo wreszcie zaznał spokoju i pozwolił sobie normalnie zasnąć. Względnie normalnie, bo co jakiś czas z jego ust wydobył się niezidentyfikowany jęk, a jego mięśnie poddawały się niekiedy gwałtownym skurczom, jakby w odpowiedzi na towarzyszące mu koszmary. I tak nie był jednak w stanie zapamiętać, z kim tak zaciekle walczył w swoich sennych marach. Być może z samym sobą.
Wreszcie otworzył oczy i rozmasował dłonią policzek, nieświadomie rozmazując malutką strużkę krwi pozostałą po zderzeniu ze szkłem. Nie miał pojęcia, skąd wziął się ten szkarłat na jego dłoniach i koszuli, bo nie pamiętał tak dokładnie momentu upadku. Na razie nie miał jednak czasu i sił, żeby się przy przejąć. Rozejrzał się po pokoju, a kiedy dotarło do niego, że nie jest tutaj sam, niemal wyskoczył z kanapy, jakby ktoś go raził prądem. Potrzebował dłuższej chwili, by zorientować się w sytuacji, ale wreszcie omiótł towarzysza nieco zaspanym jeszcze spojrzeniem. – Powinieneś mnie zostawić. – Zauważył tylko zgodnie z prawdą. Zdołał sobie również w tym czasie przypomnieć, co się wydarzyło i powiedzmy sobie szczerze, doskonale wiedział, że nie był w aż tak opłakanym stanie, żeby George musiał się nim zajmować. Jasne, doprowadził swoje ciało na skraj wytrzymałości, dopieprzając mu jeszcze solidną dawką alkoholu, ale nie było to nic, co zagrażałoby jego zdrowiu czy życiu, a tym samym wymagało jak najszybszej wizyty w szpitalu św. Munga. A jednak… Walker przez cały ten czas nie ruszył się z miejsca. Theo podparł się jedną dłonią o stolik, drugą zaś wciskając w koc, po czym usiadł nieszczęście na kanapie, nie wiedząc co ma ze sobą najlepszego zrobić. Wcale nie chciał zostać tutaj sam, ale obecność jego przełożonego była równie, o ile nie bardziej, niekomfortowa.
- Naprawdę, George. Strasznie Cię przepraszam. Mogę się tylko domyślać, jak bardzo Cię zawiodłem. – Powtórzył to tylko raz jeszcze, zdając sobie sprawę z tego, że jego słowa i tak niczego nie zmienią. Czasu cofnąć nie mógł, a jedyne co mu pozostało, to wyrażenie skruchy i modlitwa o to, by jego szef nie zdecydował się zgłosić popełnionego przez niego przestępstwa do któregoś z pełniących służbę aurorów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


George Walker

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 35
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 177
C. szczególne : intensywny zapach cygara na ubraniu, dobrej jakości ubrania
Galeony : 102
  Liczba postów : 168
https://www.czarodzieje.org/t20293-george-walker#636736
https://www.czarodzieje.org/t20294-skrytka-pocztowa-g-w#636761
https://www.czarodzieje.org/t20292-george-walker#636733
Mieszkanie nr 3 QzgSDG8




Gracz




Mieszkanie nr 3 Empty


PisanieMieszkanie nr 3 Empty Re: Mieszkanie nr 3  Mieszkanie nr 3 EmptyNie Lip 04 2021, 20:21;

Miał wiele powodów aby stąd odejść i ani jednego, aby zostać. Miał pełne prawo do egoizmu i nikt nie mógłby mieć mu za złe, że zlekceważył nieprzytomnego chłopaka. Z jakiejś niewyjaśnionej przyczyny został tutaj i przez ten czas próbował opanować rozdzierającą go od wewnątrz złość oraz nienawiść względem Thedore'a. Nie chciał tracić pracownika, ale jak ma mu jeszcze kiedykolwiek zaufać? Jakim cudem ma powierzyć mu cokolwiek cennego skoro został przez niego tak bezczelnie okłamany i skrzywdzony? Obojętnym wzrokiem patrzył na jego odsłonięte ramię kiedy ten spał. Jak ma udowodnić w Biurze Aurorów wyrządzoną krzywdę? Nawet veritaserum niewiele tu pomoże, a i już za późno, aby udać się do uzdrowicieli na badania względem posiadanych w organizmie toksyn - jego chrześnica z chłopakiem zadbali, aby pozbyć się z jego żył tajemniczej substancji. Tak na dobrą sprawę mógł go jedynie zwolnić i na tym kończą się możliwości. Z drugiej strony trudno było o dobrego rzeczoznawcę, a Kain został już przez niego osobiście sprawdzony i uczciwie przyznając, nadaje się nawet na awans. Jak oddzielić własny żal od profesjonalnego podejścia przełożonego? Skończył palić cygaro, zamknął oczy i siedział nieruchomo dłuższy czas aż można było przypuszczać, że zamienił się w posąg. Otworzył oczy dopiero kiedy Theo poderwał się gwałtownie do siadu. Słysząc jego pierwsze słowa podniósł się do pionu, wyraźnie zirytowany tą uwagą. - Nie martw się, zostaniesz sam wedle swojego życzenia. - odparł doń oschle bo przecież nie wiedziałby jak wyjaśnić fakt, że tu został. Posprzątał nawet najmniejszy ślad popiołu cygara, strącając go na swoją dłoń i pozostawiając blat stolika w stanie nienaruszonym. - Bądź łaskaw przestać mnie przepraszać, bo te słowa niewiele zmieniają. - co mu po tym? Podszedł do okna i rozmasował swoje czoło. Ignorował ślad krwi na jego policzku. - Odkąd się dzisiaj rano obudziłem byłem przekonany, że wyrządziłem ci straszliwą krzywdę. Postawiłem połowę Hogsmeade na nogi byleby cię namierzono. - nie rozumiał po co mu to mówi. Spoglądał przez okno na mugolską dzielnicę, taką spokojną, niemalże sielankową. - Dowiaduję się, że wbiłeś mi nóż w plecy bo ubzdurałeś sobie, że pochodzę z czystokrwistej rodziny. Czy masz w zanadrzu jeszcze jakieś plany niszczenia mnie? - popatrzył na niego przez ramię. - Jak ty chcesz to naprawić? - coś błysnęło w jego spojrzeniu, co mogło sugerować pewien pomysł, który należał do grona bardzo szalonych, niebezpiecznych, ale przynajmniej pewnych realizacji. Odwrócił wzrok z powrotem w kierunku okna, ale tym razem patrzył w swoje blade odbicie. Cicho westchnął. Największy gniew z niego opadł, choć serce ściśnięte boleśnie przypominało o tym jak zostało dzisiaj potraktowane. Splótł ręce za swoimi plecami i wydawał się tak bardzo nie pasować do tego mugolskiego mieszkanka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Theodore Kain

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 178
C. szczególne : delikatne piegi na nosie i w okolicach oczu
Galeony : -51
  Liczba postów : 229
https://www.czarodzieje.org/t20346-theodore-kain#642305
https://www.czarodzieje.org/t20350-theodore-kain#642529
https://www.czarodzieje.org/t20349-theodore-kain#642528
https://www.czarodzieje.org/t20348-theodore-kain#642476
https://www.czarodzieje.org/t20351-theodore-kain-dziennik#642530
Mieszkanie nr 3 QzgSDG8




Gracz




Mieszkanie nr 3 Empty


PisanieMieszkanie nr 3 Empty Re: Mieszkanie nr 3  Mieszkanie nr 3 EmptyNie Lip 04 2021, 21:26;

Chyba pierwszy raz w życiu czyiś chorobliwy pracoholizm ratował mu tyłek. Nie był nawet świadomy tego, co rozgrywa się w głowie jego szefa, ale jego samego nie byłoby chyba w tych okolicznościach stać na podobne analizy. Nie dałby rady spojrzeć w twarz komuś, kto tak dotkliwie go zranił i nawet jeśli nie dokonałby swej zemsty, najprawdopodobniej sam usunąłby się takiej osobie z pola widzenia. Chyba, bo właściwie nie mógł być w stu procentach pewien, co zrobiłby na jego miejscu. Nie istniało żadne zaklęcie, które pozwalałoby odczuć emocje i myśli drugiego człowieka w takim samym kształcie, w jakim towarzyszyły one jemu samemu, a szkoda, bo z pewnością ułatwiałoby ono rozwiązywanie wszelkich niesnasek w prywatnych relacjach. Na ten jednak moment, tak jak on nie był w stanie w pełni zrozumieć pobudek Walkera, tak i George prawdopodobnie nie do końca pojął, dlaczego jego młodziutki asystent nosił w sercu tak wielką nienawiść do świata. Nie wszystko można przecież opisać prostymi słowami.
Słysząc jego oschły ton, Theo obdarował go spojrzeniem smutnym, osowiałym, a z jego ust wydobyło się słowo zaprzeczenia, urwane wpół, bo w porę zorientował się, że nie wypada mu w tym momencie oponować. To jego szef decydował teraz o ich losie, a jego moralnym obowiązkiem było mu w tym nie przeszkadzać. Nie powinien również nadużywać słowa „przepraszam”, bo i tak zbyt wiele rady padło dzisiaj z jego ust, a przecież póki co była to jedynie pusta, niepoparta niczym szczególnym, obietnica. Człowieka należało zaś oceniać przede wszystkich po czynach. Problem w tym, że Kain nie wiedział, czy w ogóle będzie mu dane udowodnić swoją poprawę. Liczył na to w głębi serca, ale póki co milczał posłusznie, nie mogąc nawet podzielić się z George’em swoją wdzięcznością, kiedy ten przyznał, że postawił połowę magicznej wioski, byleby tylko go odnaleźć. – Naprawdę nie pochodzisz z czystokrwistej rodziny? – Prawdopodobnie niestosowne wtrącenie, ale czuł niepohamowaną potrzebę, by się odezwać, a było to jedyne neutralne pytanie, jakie w ogóle przyszło mu na myśl i które nie wiązałoby się znowu z przeprosinami. – Nie mam. Przysięgam. – Cóż, „przysięgam” to nie „przepraszam”, ale niewątpliwie oba te wyrażenia leżały na tej samej półce, a on zbyt późno ugryzł się w język. Na szczęście tym razem jego przełożony nie zwrócił mu już uwagi.
Korzystając z tego, że jego gość raczył się widokami rozpościerającymi się z salonowego okna, wstał z kanapy i uprzątnął trochę wszechobecny bałagan, w szczególności zaś złożył w kostkę wykrochmalony do granic koc. Dopiero po chwili odwrócił się przodem do George’a, a w jego spojrzeniu dostrzegł coś innego niż diabelską złość i chęć mordu. Nie wiedział, co oznacza ten błysk w oku, ale z jakiegoś powodu dawał mu on nadzieję na poprawę i tak wyjątkowo tragicznej sytuacji. – Nie wiem, szefie… – Skruszony nieświadomie powrócił do tej grzecznościowej formy. – …ale zrobię wszystko, co będzie trzeba, żeby zmazać z siebie ten wstyd i choćby spróbować naprawić szkody, które wyrządziłem. – Przyznał szczerze, bo nie potrafił sobie wyobrazić niczego gorszego niż ten piekielny żal, który władał nim od samego poranka, a właściwie już od wczorajszego wieczora. Gotów był błagać na kolanach, byleby tylko odrzuć w niepamięć, to co zaszło, i choćby w części pozbyć się tego przeklętego, wyniszczającego uczucia rozczarowania samym sobą.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


George Walker

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 35
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 177
C. szczególne : intensywny zapach cygara na ubraniu, dobrej jakości ubrania
Galeony : 102
  Liczba postów : 168
https://www.czarodzieje.org/t20293-george-walker#636736
https://www.czarodzieje.org/t20294-skrytka-pocztowa-g-w#636761
https://www.czarodzieje.org/t20292-george-walker#636733
Mieszkanie nr 3 QzgSDG8




Gracz




Mieszkanie nr 3 Empty


PisanieMieszkanie nr 3 Empty Re: Mieszkanie nr 3  Mieszkanie nr 3 EmptyNie Lip 04 2021, 21:48;

Nic go tu nie trzymało. Została w nim wydrążona wielka dziura, która będzie mu towarzyszyć miesiącami aż czymś ją zapełni, aby tak nie bolało. Powinien w końcu przyznać się sam przed sobą, że zaczął żywić do tego chłopaka dziwną słabość już na początku, kiedy został mu przydzielony jako asystent. Rezygnowanie z niego stanowiło porzucenie dotychczasowej pracy. Nie wiedział co ma z nim zrobić, ale gdy pomyślał o całej tej aferze jaka wybuchłaby gdyby udał się do Biura Aurorów... Lubił spokój, rutynę i harmonię życia. Nie potrafił machnąć ręką na to, do czego między nimi doszło bowiem za dużo się wydarzyło. - Jeśli to zniechęci cię do kontynuowania zemsty to dla twojej wiadomości: pochodzę z bardzo mieszanej rodziny. Są w nich osoby o różnym statusie krwi lecz nikt nie zawraca sobie głowy taką pierdołą. - i choć poznał oba światy to jednak lepiej czuł się pośród znajomej magii, a nie tutaj, w blokowisku, gdzie wydostanie się do magicznej sfery będzie stanowić małe wyzwanie. Splótł ciasno ręce za plecami, ściskał swoje palce aż skóra nieco pobielała. - Co za ironia, że użyłeś akurat tego słowa. - mruknął bardziej do siebie aniżeli do niego. Zerknął na niego kiedy sprzątał, a wyglądał przy tym dalej jak przeżuty przez rogogona węgierskiego i w dodatku cały czas z rankami ubabranymi zakrzepłą krwią. Powoli odwrócił się do niego przodem, a tyłem do okna. - Jak już wspomniałem, nie naprawisz tej zdrady. Tak, czuję się przez ciebie zdradzony. - dokładał mu coraz więcej, ale czuł, że ma do tego prawo. - Jeśli jednak mam zostawić cię na stanowisku... - a nie potrafił nawiązać do ich prywatnej relacji bo nie wiedział czy bądź kiedy przeminie mu ten gniew - ... to oczekuję, że zrobisz jedną ważną rzecz.- mówił tonem pewnym siebie, spokojnym, a ciemnozielone oczy płonęły determinacją. Podszedł bliżej niego, powoli, niespiesznie stawiając kroki. - Chcę twojej Przysięgi Wieczystej. - mówił teraz głośniej, bardzo wyraźnie, aby nie umknęło mu żadne słowo. - Chcę, żebyś na oczach wybranego przeze mnie Gwaranta przysiągł mi, że nigdy nie dopuścisz się świadomego kompromitowania mnie oraz ośmieszania. - bo to oznaczało, że porzuci zemstę na jego osobie. Jego obietnice niewiele teraz znaczyły. Aby mu uwierzyć i jakimś cudem (bo do tego potrzebny był niestety cud) zachować go w swoim pobliżu potrzeba było niezawodnego zabezpieczenia magicznego. Żądał naprawdę bardzo wiele, żądał czegoś za co złamanie można zapłacić życiem. Nie ma wtedy odwrotu, nie można cofnąć przypieczętowanego czaru. Nigdy w życiu nie oczekiwałby tak potężnej deklaracji od drugiej osoby ale tutaj... nie miał pojęcia czy istnieje coś innego poza jego ukrytą słabością, aby mieć powód, by go kiedykolwiek jeszcze zobaczyć. Mógłby porzucić to wszystko i odejść, miał do tego prawo. Sęk w tym, że gdy o tym pomyślał to coś w nim niespokojnie drgało. - To nie znaczy, że ci wybaczę, Theodore, ale sprawi, że nie potraktuję cię jak wroga. - stał przed nim, wyprostowany i dumny, przypominający tak bardzo czystokrwistego czarodzieja, a będący zaledwie mieszanką szalonych osób. Oczekiwał jego reakcji albo decyzji. Nie miał innego pomysłu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Theodore Kain

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 178
C. szczególne : delikatne piegi na nosie i w okolicach oczu
Galeony : -51
  Liczba postów : 229
https://www.czarodzieje.org/t20346-theodore-kain#642305
https://www.czarodzieje.org/t20350-theodore-kain#642529
https://www.czarodzieje.org/t20349-theodore-kain#642528
https://www.czarodzieje.org/t20348-theodore-kain#642476
https://www.czarodzieje.org/t20351-theodore-kain-dziennik#642530
Mieszkanie nr 3 QzgSDG8




Gracz




Mieszkanie nr 3 Empty


PisanieMieszkanie nr 3 Empty Re: Mieszkanie nr 3  Mieszkanie nr 3 EmptyNie Lip 04 2021, 22:33;

Przewinienie Theo było zbyt poważne, by ot tak, machnąć na nie ręką. Prawdę mówiąc, chłopak do tej pory nie mógł uwierzyć, że mężczyzna nie zdecydował się rzucić go smokom na pożarcie, a co więcej nadal tkwił w jego mieszkaniu, najwyraźniej przez wzgląd na jego wcześniejsze omdlenie. Walker miał zdecydowanie za dobre serce, tak mu się przynajmniej wydawało, bo nie potrafił odnaleźć żadnego innego racjonalnego powodu, dla którego mogłoby mu na nim jeszcze w jakimkolwiek stopniu zależeć. Ah, tak, zapomniał o jednym. W końcu mógł o sobie powiedzieć jednak coś pozytywnego. W pracy popisał się wszak całkiem sporą wiedzą i zasługującym na aprobatę zaangażowaniem i niewykluczone, że to właśnie - i wyłącznie -dlatego George, jako szef bankowej jednostki organizacyjnej, gotów był nadal obcować w jego towarzystwie. Pracowitość i ambicja popłaciły, szkoda tylko że poza nimi tak bardzo zdążył mu się już naprzykrzyć.
- Nie wiedziałem… – Mruknął pod nosem z cichym westchnięciem, kiedy jego szef oznajmił mu, że pochodzi z mieszanej rodziny i że nigdy nie zwracał uwagi na tak nieistotne szczegóły. Chyba dopiero teraz definitywnie dotarło do niego, że pokrzywdzony patrzeniem na niego przez innych z góry, sam zaczął zachowywać się podobnie, nieustannie szufladkując ludzi, do tego jeszcze błędnie i niesprawiedliwie. Może potrzeba była w jego życiu tak bolesnego doświadczenia, które zainicjowałoby jego duchową przemianę. Tylko dlaczego musiał wszystko spieprzyć akurat teraz i dlaczego na swoją ofiarę musiał wybrać tak poczciwego człowieka… Przystanął nagle w bezruchu, spoglądając na niego z zaciekawieniem, bo nawet nie był pewien, o jakie słowo mogło mu chodzić. – Hm? - Oczekując jego odpowiedzi, odruchowo wsunął ręce do kieszeni jeansów, chociaż nie miało to niczego wspólnego z brakiem szacunku. Ot, naturalny gest, przed którym trudno było mu się powstrzymać.
Niestety na odpowiedź musiał jeszcze trochę poczekać, bo najpierw mężczyzna ponownie zmusił go do wysłuchania tyrady na temat zdrady i jego błędów. Przymknął oczy, jakby to miało uchronić go przed bolesnymi jak brzytwa słowami, ale niestety to tak nie działało. Nie mógł jak struś schować głowy w piach i udawać, że nic się nie stało. Nie mógł również go uciszyć. George, jeśli tylko tego zapragnął, mógł go teraz zmieszać z błotem, przeżuć pięć razy i wypluć, a i tak byłoby to niczym w porównaniu z tym, czego Theo dopuścił się względem niego. W końcu jednak jego przełożony przestał mu dokładać, a nawet podszedł bliżej niego. Problem w tym, że wspomniał jednocześnie o zaklęciu, którego obawiała się większość czarodziejów o zdrowych zmysłach. Mina Kaina z pewnością zdradzała podenerwowanie, ale nie odezwał się, uważnie słuchając jego propozycji. – Złamanie przysięgi sprawi, że zginę, prawda? – Nie wiedział, po co to zapytał, chyba tylko po to, żeby się upewnić. Przecież doskonale znał to zaklęcie, a to sprawiało, że poczuł nieprzyjemną gulę w gardle, a jego twarz pobladła z przerażenia.
Przez chwilę milczał, zastanawiając się, czy George mówi poważnie, ale jego zachowanie nie wskazywało wcale na to, by żartował. Co więcej, uprzedził go, że nawet jego zgoda nie równa się przebaczeniu, a jedynie szansie wyjścia z tego zajścia z twarzą i być może dalszej współpracy. Tak przynajmniej to zrozumiał. Otulił czoło dłonią, znów kręcąc się niespokojnie po salonie, bo chyba mało kto gotów byłby sprostać wymaganiom Walkera, nawet będąc święcie przekonanym o tym, że nie złamie obietnicy. Mimo wszystko wiązała się ona z ogromnym ryzykiem… Widać było, że targają nim wątpliwości, ale z drugiej strony… przecież i tak już umierał od środka, a skoro to była jego jedyna nadzieja na naprawienie tego, co zniszczył… Wiedział, że nie ma już mowy o powrocie do tego, co było, a jednak stanął wreszcie przed nim, patrząc śmiało w jego ciemnozielone oczy. – Dobrze. Zgadzam się. – Odpowiedział stanowczo, mimo że nie poświęcił wiele czasu na podjęcie tej decyzji. Chciał tym samym pokazać swojemu szefowi, że to wszystko, co dzisiaj powiedział, to nie były jedynie puste słowa.
Czy wtedy... będziesz w stanie mi jeszcze kiedyś zaufać? – Nie powinien zadawać takiego pytania, ale już od dłuższego czasu samo cisnęło mu się ono na usta. Pragnął usłyszeć z jego ust cokolwiek, co oddalałoby od nich widmo ostatnich wydarzeń i pozwalało mu z optymizmem spojrzeć w przyszłość. Potrzebował tej iskierki nadziei jak świeżego powietrza, nawet jeśli sobie na nią nie zasłużył.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


George Walker

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 35
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 177
C. szczególne : intensywny zapach cygara na ubraniu, dobrej jakości ubrania
Galeony : 102
  Liczba postów : 168
https://www.czarodzieje.org/t20293-george-walker#636736
https://www.czarodzieje.org/t20294-skrytka-pocztowa-g-w#636761
https://www.czarodzieje.org/t20292-george-walker#636733
Mieszkanie nr 3 QzgSDG8




Gracz




Mieszkanie nr 3 Empty


PisanieMieszkanie nr 3 Empty Re: Mieszkanie nr 3  Mieszkanie nr 3 EmptyNie Lip 04 2021, 22:55;

Usłyszał swoje własne głębokie westchnięcie. - Następnym razem jak coś cię bardzo ciekawi to po prostu mnie o to zapytaj. Na brodę Merlina, to przecież takie proste. - popatrzył na niego z taką dziwną bezradnością. Wskazywał mu najłatwiejsze rozwiązanie, które pomoże mu uzyskać odpowiedź bez całej tej otoczki zemsty, kłamstw, krzywd i trudnej do zniesienia zmysłowości. Być może nie powinien proponować Wieczystej Przysięgi. To naprawdę okrutne żądanie jednak z ręką na sercu trudno było mu znaleźć inne rozwiązanie. Nie potrafił mu zaufać, bo został przez niego zdradzony. Walker nigdy nie dawał drugiej szansy do momentu aż sam jej potrzebował. Poprzez tę lekcję nauczył się, aby jednak wysłuchać drugiej strony do końca i próbować spojrzeć na problem z drugiej strony. Świadomość, że wszystko leży teraz w jego rękach była dosyć krzepiąca. Poczucie władzy nad rozwiązaniem problemu to co innego niż odpowiedzialność za badania nad czarnomagicznymi artefaktami. Ilekroć patrzył na Theo to widział dwie różne twarze. Raz tę wykrzywioną bólem, kiedy wbrew obietnicą nie zachował delikatności, a raz tą z łzami na policzkach kiedy ten nie dawał sobie rady z uczuciami. A on mu dokładał, kazał mu jeszcze bardziej cierpieć za ten występek. Czy nie był zbyt brutalny? Czy Theo zasługiwał na takie kopniaki? Walker bywał zbyt miękki bowiem cudze uczucia do niego przemawiały jeśli widział, że są szczere. Nie powinien mu tego wybaczać, ale egoistycznie próbował go jakoś zatrzymać, bo... bo nie mógł pozbyć się tego wrażenia prawdziwej wolności. Przyjdzie dzień kiedy będzie musiał przeanalizować swoje zachowanie lecz póki co bronił się przed tym, aby nie wyciągnąć nieprzyjemnych wniosków. Bladość chłopaka była wymowna i tak na dobrą sprawę nie spodziewał się uzyskać jego zgody. To może był jakiś test? Choć tak naprawdę Przysięga może choć trochę zaleczyć tę dziurę, którą Theo wydrążył w jego duszy. Dawał mu czas na analizę, a miał przy tym zaciętą minę. Skoro chłopak nie potrafił podsunąć żadnego innego rozwiązania to trzeba przyjrzeć się temu najgorszemu. - Jeśli świadomie złamiesz przysięgę to tak. Myślę, że jeśli jesteś szczery w swoim żalu i przeprosinach to nie będzie dla ciebie problemem porzucić zemstę i przestrzegać treści przysięgi. Nie jesteś dzieckiem. Weź za to odpowiedzialność. - nakładał na jego barki jeszcze większy ciężar, jeśli nie powiedzieć - łańcuch. To było okrutne, ale przynajmniej w ten sposób odpłacał mu się za zdradę. Obaj będą musieli z tym żyć. Rozmasował swój kark i widać było, że nie spodziewał się usłyszeć od niego zgody. - Zastanów się, gdy mnie tu nie będzie i daj mi znać do poniedziałku. - odroczenie zgody pozwoli mu ułożyć myśli i zrozumieć na co właśnie się zgadza. Gdy zapytał o zaufanie... jakoś tak jego barki lekko się przygarbiły, a wyprostowana sylwetka straciła swój autorytarny wydźwięk. Okazało się teraz, że był tak bardzo zmęczony... Posłał mu smutne spojrzenie. - Nie wiem. Muszę to... - przesunął ręką jakieś dwa centymetry od jego skóry, wzdłuż szczupłego barku aż do nadgarstka, wskazując jego osobę i nakreślając gestem do czego nawiązuje. - Muszę to przemyśleć. Nie wiem co o tym sądzić. - bo gdy tylko wspomniał samo zbliżenie to nie mógł w tym znaleźć jakiegokolwiek śladu niechęci. - Mam w sobie bardzo wiele sprzecznych myśli. Nie mam pojęcia dlaczego próbuję dać ci szansę. - te słowa niemal wyszeptał. Pytał samego siebie czy powinien. Zacisnął usta w bladą linię i na moment zastygł, aby w ciszy swojego umysłu odgrodzić się murem od swych emocji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Theodore Kain

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 178
C. szczególne : delikatne piegi na nosie i w okolicach oczu
Galeony : -51
  Liczba postów : 229
https://www.czarodzieje.org/t20346-theodore-kain#642305
https://www.czarodzieje.org/t20350-theodore-kain#642529
https://www.czarodzieje.org/t20349-theodore-kain#642528
https://www.czarodzieje.org/t20348-theodore-kain#642476
https://www.czarodzieje.org/t20351-theodore-kain-dziennik#642530
Mieszkanie nr 3 QzgSDG8




Gracz




Mieszkanie nr 3 Empty


PisanieMieszkanie nr 3 Empty Re: Mieszkanie nr 3  Mieszkanie nr 3 EmptyPon Lip 05 2021, 00:10;

Czasami najłatwiejsze rozwiązania okazywały się również i tymi, na które najtrudniej było wpaść. Zdarzało się również i tak, że człowiek był tak święcie przekonany o swej nieomylności, że najzwyczajniej w świecie odrzucał je jako zbędne. A to zabawne, że wystarczyłoby to jedno jedyne pytanie Theo, by to wszystko, co zaszło pomiędzy nimi, nigdy nie miało miejsca. Poważnie, ironia losu… Skinął mu głową ze zrozumieniem, po raz pierwszy od dawna czując się tak, jakby… było mu lżej na sercu? Zdawało mu się nawet przez chwilę, że George zapomniał o swojej złości i mówił do niego tak jak gdyby nigdy nie spotkali się w Lumosie i nigdy nie trafili przypadkiem do jego mieszkania – tym łagodnym tonem, któremu towarzyszyło cieplejsze, choć może trochę bezradne spojrzenie. Nie był jednak pewien, czy właściwie go rozczytał, a i nie miał szans przeanalizować dokładniej jego zachowania, skoro Walker poruszył tak ważki temat jak złożenie wieczystej przysięgi.
Czy było to żądanie okrutne? Co do tego nie miał żadnych wątpliwości, ale jednocześnie był w stanie zrozumieć jego motywację. Zamiast wyrzucić na zbity pysk wydajnego i dobrze przygotowanego do zawodu pracownika wolał po prostu uwiązać go na smyczy jak psa dla własnej pewności, że nie wykręci mu już więcej podobnie podłego numeru. Ale czy aby na pewno chodziło mu tylko o to? Kain prawdopodobnie nie wpadłby na tak ryzykowne rozwiązanie. Ba, nie potrafił nawet przedstawić szefowi żadnej alternatywy, a przecież to jemu winno najbardziej zależeć na odbudowaniu zrujnowanego zaufania. O ile więc wieczysta przysięga faktycznie dawała największe gwarancje zażegnania problemu nieposłuszeństwa asystenta, tak Theo i tak się nie mógł George’owi nadziwić, że ten tak usilnie próbuje zatrzymać go przy sobie. Czy był wart dla niego więcej niż inny, być może nawet potencjalnie lepszy, rekrut?
W końcu nadszedł jednak ten moment, kiedy pierwszy raz można byłoby chyba cokolwiek Walkerowi wytknąć. Mając w świadomości wszelkie niebezpieczeństwa wiążące się ze związaniem węzłem wieczystej przysięgi, nie powinien raczej wywierać na tak młodym człowieku jak Kain tak ogromnej presji. Jasne, Theo nie był dzieckiem i nie zamierzał wcale uciekać przed widmem ciążącej nad nim odpowiedzialności, ale akurat to zaklęcie zdawało się o wiele gorsze niż zakucie dłoni w kajdany. Z drugiej strony chłopak dopuścił się tak naprawdę przestępstwa, a jego wiek pozwalałby odpowiadać mu za nie przed Wizengamotem. Cóż, i tak daleki był od tego, żeby go oceniać, skoro gotów był przyjąć ten ciężar na swoje barki niezależnie od słów Walkera i czasu udzielonego mu przez niego na podjęcie decyzji. – Wiem i nie mam zamiaru jej unikać. – Utwierdził zresztą swojego szefa w przekonaniu, że nie rzuca swoich słów na wiatr i nie zamierza zmieniać zdania. Nie kłócił się z nim jednak, kiedy ten wyznaczył mu termin do poniedziałku. Potraktował jedynie jego wypowiedź jako znak tego, że rzeczywiście przystąpią jeszcze do wspólnej pracy, za którą… chyba zdążył zatęsknić.
Wracając zaś do tego pytania, które w ogóle nie powinno paść z jego ust, a które zadał jednak na sam koniec rozmowy o wieczystej przysiędze, nie spodziewał się wcale takiej reakcji ze strony swego towarzysza. Mężczyzna jakby nagle stracił swój rezon; zastanawiające było również to jego smutne spojrzenie. Ale… przede wszystkim zaskoczyło go to, co zrobił później. Nagle przesunął bowiem dłonią wzdłuż jego barku aż do nadgarstka, a chociaż ani razu nie dotknął jego skóry, musnął meszek włosów na jego przedramieniu, co wywołało w nim gęsią skórkę i przyjemne uczucie mrowienia. Mimowolnie przymknął oczy, łapiąc nieco głębszy oddech, a kąciki jego ust same uniosły się ku górze. Nie kontrolował tego i dopiero gdy kątem oka przyuważył wskazywany przez mężczyznę gest, a do jego uszu dobiegły jego słowa, prędko pozbył się tego zupełnie nieplanowanego i niestosownego uśmiechu, chociaż nadal stał przed nim nieruchomo, jak wryty. Odezwał się dopiero po dłuższej chwili, próbując połapać się w tej nader skomplikowanej relacji. – Ja wiem dlaczego, George. – „bo masz do mnie słabość”, chciałby tak dopowiedzieć, ale tym razem posilił się jednak o bardziej dyplomatyczny komentarz, nie chcąc nadwyrężać nerwów i tak skołowanego i niestety zdradzonego przez niego przełożonego. – Po prostu jesteś dobrym człowiekiem. – Dokończył, nie dopowiadając jednak ani słowa więcej. Nie chciał, by Walker pomyślał, że na siłę stara mu się teraz przymilać. Dlatego też, przez cały ten czas patrzył mu prosto w oczy tymi błyszczącymi ślepiami, w których tym razem na próżno było szukać choćby nikłego cienia kłamstwa.
- Ah, i George... - Rzucił jeszcze, unosząc rękę, ale na szczęście w porę ugryzł się język. - Zresztą nieważne, nie powinienem do tego wracać. - Nie powinien. Nie mógł. Nie miał wręcz prawa mówić o wydarzeniach minionej nocy. To po prostu ta nietypowa reakcja Walkera, jego dłoń nakreślająca w powietrzu kształt jego ciała, wywołała akurat jedne z tych przyjemnych wspomnień, jak również potrzebę rozmowy na temat, który mimo wszystko, ze względu na okoliczności, winien pozostać tematem tabu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


George Walker

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 35
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 177
C. szczególne : intensywny zapach cygara na ubraniu, dobrej jakości ubrania
Galeony : 102
  Liczba postów : 168
https://www.czarodzieje.org/t20293-george-walker#636736
https://www.czarodzieje.org/t20294-skrytka-pocztowa-g-w#636761
https://www.czarodzieje.org/t20292-george-walker#636733
Mieszkanie nr 3 QzgSDG8




Gracz




Mieszkanie nr 3 Empty


PisanieMieszkanie nr 3 Empty Re: Mieszkanie nr 3  Mieszkanie nr 3 EmptyPon Lip 05 2021, 08:57;

Trudna sytuacja wymagała trudnych rozwiązań. Brak alternatywy dawał prawo, aby to uczynić choć obciążał chłopaka do końca jego życia. Czy za dziesięć lat będzie go za to nienawidzić? Podsuwając mu weekend do namyślunku dawał i sobie czas na przemyślenie pomysłu. Uzyskał jego zgodę na związanie się magicznym łańcuchem - czy to nie jest już wystarczająca deklaracja? Z drugiej strony, co jeśli za parę lat ten postanowi znowu go zdradzić? Teraz należało przyjrzeć się swojej moralności i sprawdzić czy granica zaufania, a naiwności nie została naruszona. Czasami żałował, że potrafił zmięknąć na widok czyjejś skruchy. W zawodzie wykazywał się okrutną surowością, a więc w życiu prywatnym łagodniał szybciej niż zazwyczaj. Autentyczne uczucia wymalowane na twarzy chłopaka poruszały go, choć nie chciał dać tego po sobie poznać. Emocje już go tak nie dławiły choć ich wspomnienie od razu je wybudzało, tytoń w płucach ukoił zszargane nerwy, a i postawa chłopaka nie podjudzała do popadnięcie w błędne koło nienawiści. Pokiwał głową na znak akceptacji jego ugodowości w kwestii przyjęcia odpowiedzialności za swój uczynek. Dosyć brutalnie mu o tym przypomniał, ale ten nie protestował, zgadzał się niemal ślepo na każde wypowiedziane przez niego słowo byleby to naprawić. Chrząknął i próbował wyrwać się z tego procesu mięknięcia. Nie umknął mu ten jego uśmiech kiedy zbliżył dłoń do jego ręki. Nie było w tym dotyku skóry, a delikatny dotyk ciepła. Szczerze mówiąc docelowo rękę miał unieść znacznie dalej od jego ciała, ale wyszło jak wyszło. Ten uśmiech mówił więcej niż trzeba, co George'a skołowało, bo bądź co bądź, miał w myślach jego słowa, że ten bardzo chciał się z nim przespać. Nie rozumiał dlaczego, przecież na Merlina, jest jego szefem. Pewne odczucia nie mają prawa bytu… albo ten trzydziestopięcioletni tak naprawdę nie zna życia? Co on może wiedzieć o cudzych uczuciach? Pożądaniu? Czy nie tłumił w sobie potrzeb poprzez jeszcze cięższą pracę? Odnosił wrażenie, że przez zdradę Theo będzie mu teraz trudniej ignorować pragnienia swojego ciała. Zburzył mu ten spokój, przypomniał to uczucie cudownej młodości gdzie można było całymi dniami leżeć w łóżku i cieszyć się ciałem drugiej osoby. Nie powinien o tym myśleć. Oparł się o okno po to, aby wyciągnąć cygaro. Nie zapalił go jednak, a trzymał między palcami. - Być może. - nie przyjął jego komplementu oraz jednocześnie opinii ale też temu nie zaprzeczył. Uważał siebie za dobrego człowieka, ale czy to był powód dla którego szukał drugiej szansy dla zdrajcy? Popatrzył w jego oczy aby sprawdzić co w nich zobaczyć, a blask jego tęczówek osiadł ciężkością na klatce piersiowej. Przygryzł kącik ust i nabrał czynności, choć dalej było po nim widać zmęczenie. - Jeśli zaczynasz myśl to ją dokończ. Nie lubię niedopowiedzeń. Dobrze o tym wiesz. - zwrócił mu uwagę. Obracając w palcach zgaszone cygaro czuł, że czas już się zebrać, zostawić go samego i udać się gdzieś, gdzie serce i mózg będą mogły debatować i podejmować słuszne decyzje. Wystarczyło jeszcze jedno zerknięcie na jego twarz, a odczytał z niego który temat chciał poruszyć. - Ach.- stłumił w gardle jęk i zamknął oczy, rozmasowując powieki palcami. Nie wiedział czy chciał wiedzieć co chodzi mu po głowie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Theodore Kain

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 178
C. szczególne : delikatne piegi na nosie i w okolicach oczu
Galeony : -51
  Liczba postów : 229
https://www.czarodzieje.org/t20346-theodore-kain#642305
https://www.czarodzieje.org/t20350-theodore-kain#642529
https://www.czarodzieje.org/t20349-theodore-kain#642528
https://www.czarodzieje.org/t20348-theodore-kain#642476
https://www.czarodzieje.org/t20351-theodore-kain-dziennik#642530
Mieszkanie nr 3 QzgSDG8




Gracz




Mieszkanie nr 3 Empty


PisanieMieszkanie nr 3 Empty Re: Mieszkanie nr 3  Mieszkanie nr 3 EmptyPon Lip 05 2021, 10:09;

Niemal zdołał zapomnieć o złości swojego towarzysza i o wieczystej przysiędze, zwiastującej tak niebezpieczne, śmiertelne wręcz w skutkach konsekwencje swoich własnych, wyjątkowo okrutnych czynów. Ledwie wyczuwalny ruch powietrza, bijące od mężczyzny ciepło, to wszystko przypominało mu bowiem jedynie jak bardzo łaknął jego dotyku i jak mocno pragnął, by jego dłoń znalazła się nieco bliżej. Niestety subtelny, przyjemny dreszcz targający jego ciałem przerwany został wpół, zdecydowanie przedwcześnie, a tuż po jego zniknięciu na jego twarz wpełzł ten nieszczęsny wyraz zakłopotania. Theo nie musiał również patrzeć w lustro, by oczyma wyobraźni dojrzeć swe delikatnie zaróżowione policzki i smutny, zawstydzony niekontrolowaną reakcją organizmu wzrok. Nauczył się żyć samotnie i nie pamiętał już nawet tak dobrze tego uczucia tęsknoty za drugim ciałem i palącej potrzeby skrócenia dzielącego go z nim dystansu. Nie zdawał sobie chyba sprawy z tego, jak wiele szkód może wyrządzić świadome unikanie intymnych relacji, zduszanie swych emocji już w samym zarodku i sztucznie utrzymywany przez dłuższy czas celibat. Dopiero teraz przypomniał sobie do jakiej skali może urosnąć ten głód, a z tego względu wrażliwie i żywo celebrował każdą, nawet najdrobniejszą pieszczotę, jak gdyby nigdy więcej nie było mu dane jej zaznać. Nie potrafił zarazem wytłumaczyć, dlaczego tym żarliwym pragnieniem zapłonął akurat w stosunku do swojego szefa, do tego tak brutalnie przecież przez niego zdradzonego. Najwyraźniej los lubił płatać ludziom figle albo to Kain miał tendencję do wiecznego komplikowania sobie życia. A jednak, niezwykle trudno było mu zachować trzeźwość umysłu na widok tych ciemnozielonych tęczówek i na wspomnienie wczorajszej nocy, podczas której obaj dali się ponieść zwierzęcemu wręcz pożądaniu.  
Naprawdę żałował, że nie może otrzymać od niego niczego więcej. Mężczyzna naprędce odsunął się od niego, opierając o okienny parapet. Wolał zająć ręce przytrzymywanym między palcami cygarem. Nie mógł mu się jednak dziwić. Uszanował również jego decyzję, nie kusząc go nawet jednym, niewinnym gestem. Mimo jego niepewnego głosu, wiedział natomiast, że ma rację. Być może i pomylił się w kwestii jego pochodzenia, ale dość skutecznie radził sobie z rozczytywaniem ludzkich charakterów i emocji. Dlatego wiedział, że nawet w obliczu tak niesprzyjających okoliczności, za tym mrożącym krew w żyłach spojrzeniem, Walker zdołał również skryć niezgasły jeszcze względem niego promyk sympatii.
Przestąpił nieco tylko bliżej, kiedy George próbował wymusić na nim odpowiedź, ale zaraz zatrzymał się, uzmysławiając sobie, że nie może wypowiedzieć na głos swoich myśli. Czasami, żeby zrobić dwa kroki do przodu, najpierw trzeba było zrobić jeden krok w tył. – Po prostu chciałem Ci podziękować, że się o mnie martwiłeś, nawet jeśli nie było ku temu żadnych powodów… I dziękuję, że mimo wszystko nie zostawiłeś mnie samego, kiedy zaryłem twarzą o podłogę. – Wybrnął z sytuacji, posyłając mu jednocześnie jeden z tych cieplejszych, przepełnionych wdzięcznością uśmiechów. Właściwie te słowa i tak powinny wreszcie paść z jego ust. Nie pozostawał wszak obojętny na opowieści mężczyzny o tym, jak postawił na nogi pół Hogsmeade tylko po to, żeby go odnaleźć. Wcześniej jednak słuchał ich z przestrachem, niezdolny do wypowiedzenia nawet słowa. Teraz zaś czuł się już znacznie lepiej, kierowany tą maleńką iskierką nadziei, podpowiadającą mu, że jakoś uda mu się jeszcze to wszystko poukładać. - Mam nadzieję, że kiedyś będę miał szansę Ci to wszystko wynagrodzić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


George Walker

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 35
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 177
C. szczególne : intensywny zapach cygara na ubraniu, dobrej jakości ubrania
Galeony : 102
  Liczba postów : 168
https://www.czarodzieje.org/t20293-george-walker#636736
https://www.czarodzieje.org/t20294-skrytka-pocztowa-g-w#636761
https://www.czarodzieje.org/t20292-george-walker#636733
Mieszkanie nr 3 QzgSDG8




Gracz




Mieszkanie nr 3 Empty


PisanieMieszkanie nr 3 Empty Re: Mieszkanie nr 3  Mieszkanie nr 3 EmptySro Lip 07 2021, 07:01;

Przede wszystkim słuchał rozsądku choć trzeba przyznać, że serce też chciało dojść do głosu. Najpierw słowem gniewu, potem wyrzutu, a na końcu zamiast wyjść stąd i nigdy nie wracać, podniósł rękę. Nakreślił go w powietrzu bo struny głosowe zawodziły, a wspomnienie nocy i przede wszystkim uczuć sprawiły, że nie mógł się odnaleźć w sytuacji. Jeśli postawić go przed decyzją dotyczącą artefaktu czarnomagicznego to podejmie ją po krótkim acz intensywnym pomyślunku. Kiedyś zaś postawić go przed skruszonym Theo, który chwilę później uśmiecha się ciepło acz zakłopotaniem to coś się w jego trzewiach przewraca i uniemożliwia podjęcie pewnej siebie decyzji, która maksymalnie zaważy na dalszych losach tej relacji. Być może będzie rozczarowany jego zachowaniem przez lata, ale nie był przekonany czy usunięcie go z Banku Gringrotta (a co za tym idzie, z własnego otoczenia) rozwiązałoby wydarzenia. Podrapał się po policzku kiedy ten podziękował, wcześniej robiąc te pół kroku naprzód. Powinien czuć odrazę wobec jego potencjalnego dotyku lecz sęk w tym, że nie mógł się tego w sobie doszukać. Próbował, ale zamiast tego zauważył jego zaróżowione policzki, gdzie jeden dalej był porkyty zakrzepniętą krwią. Zacisnął zęby, odłożył cygaro na parapet i podszedł w stronę Theo, celując palcem w okolice obojczyka. - Zostałem tu tylko po to, aby raz na zawsze uzmysłowić ci, że nie masz prawa wrzucać mnie do jednego worka z tymi, przez których pochłonęła cię nienawiść. - mówił cicho, ale w każde słowo wkładał bardzo dużo mocy swojego wieku i bądź co bądź, autorytetu. Opuścił rękę i pozwolił sobie na głębsze zaczerpnięcie powietrza. Wyciągnął z kieszeni maleńką sakiewkę z ziołami. Uniósł ją w kierunku chłopaka. - To słabszy zamiennik Dictum. Ogarnij się i widzę cię w poniedziałek w banku. Miej się na baczności. - gdy tylko mu to podał, odwrócił się najpierw doń bokiem, a potem tyłem, bowiem uczynił trzy kroki w kierunku wyjścia z mieszkania. - Gdzie jest najbliższy kominek podłączony do sieci Fiuu?- zapytał na sam koniec lecz już na niego nie patrzył. Czas odejść.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Theodore Kain

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 178
C. szczególne : delikatne piegi na nosie i w okolicach oczu
Galeony : -51
  Liczba postów : 229
https://www.czarodzieje.org/t20346-theodore-kain#642305
https://www.czarodzieje.org/t20350-theodore-kain#642529
https://www.czarodzieje.org/t20349-theodore-kain#642528
https://www.czarodzieje.org/t20348-theodore-kain#642476
https://www.czarodzieje.org/t20351-theodore-kain-dziennik#642530
Mieszkanie nr 3 QzgSDG8




Gracz




Mieszkanie nr 3 Empty


PisanieMieszkanie nr 3 Empty Re: Mieszkanie nr 3  Mieszkanie nr 3 EmptySro Lip 07 2021, 14:03;

Wczorajszego wieczoru, zanim zasnął, wiele razy próbował zwizualizować sobie potencjalny przebieg rozmowy ze swoim szefem, ale w żadnym ze scenariuszy nie przewidział tego, co wydarzyło się naprawdę. Chyba obaj byli jeszcze skołowani, a na myśl o wieczystej przysiędze, Theo doznawał nieprzyjemnych dreszczy, tak odmiennych od tych, które towarzyszyły mu, kiedy George podszedł kilkukrotnie o te kilka kroków za blisko. Nie był pewien, co o tym wszystkim myśleć. Prawdopodobnie powinien teraz po prostu poczekać na rozwój wydarzeń, nie próbując co rusz analizować zachowania swego przełożonego. Nie mógł na ten moment w pełni zaufać swym instynktom, skoro wspomnienie tej namiętnej nocy całkiem przesłaniało mu trzeźwe spojrzenie na łączącą ich relację. Nie mógł przede wszystkim z całą stanowczością określić powodów, dla których Walker ostatecznie zmiękł, ani też tego, czy w jego zachowaniu faktycznie skrywał się ten cień sympatii, o którą tak usilnie teraz zabiegał. Chciał poznać na raz wszystkie odpowiedzi, ale to nie było możliwie. Musiał dać trochę czasu i jemu i sobie samemu, obmyć ciało z zastygłej krwi i duszącego zapachu alkoholu i ze spokojem podejść do kolejnego tygodnia pracy.
- Nigdy nie powinieneś się tam znaleźć. To był błąd… – Znów niepotrzebnie się odezwał, próbując to wszystko naprawić. Zamilknął więc szybko, przyglądając się tylko palcom mężczyzny celującym wymownie w jego obojczyk i wskazującym tym samym jedynego winnego. Nie zrobił poza tym nic, po prostu patrząc na niego i oczekując tego niezbyt miłego dla niego pożegnania. A jednak, nawet na odchodne George postanowił okazać mu dobre serce i podzielił się z nim prozdrowotną mieszanką ziół, dzięki której szybciej miał pozbyć się wyniszczającego kaca. – Dzięki. – Rzucił niemal szeptem, sięgając po sakiewkę, a zaraz po tym odprowadzał go już do drzwi, tłumacząc po drodze, w jaki sposób może wydostać się z mugolskiej dzielnicy. Znał dobrze wszystkie połączenie kominków sieci Fiuu i bez problemu wskazał mu wszelkie punkty rozpoznawcze, jakie minie na swej ścieżce.
Kiedy Walker zamknął za sobą drzwi, zawładnęło nad nim dojmujące poczucie pustki. Wiedział jednak, że tak będzie najlepiej. Zresztą musiał zająć się teraz sobą, odsunąć jak najdalej od siebie wszelkie oznaki tego, w jakiej rozsypce się znalazł. Przygotował sobie lżejszy zamiennik dictum otrzymany od szefa, a w międzyczasie wziął zimny prysznic, który choć w niewielkim stopniu ukoił towarzyszące mu nerwy. Może kiedy w poniedziałek wróci do banku i zajmie się pracą, łatwiej będzie mu się uwolnić od natłoku natrętnych myśli? Po raz pierwszy udało mu się to dopiero późnym wieczorem, kiedy wreszcie zamknął oczy i korzystając z łapacza snów, pozwolił sobie na kilka godzin relaksu i niemyślenia o tym, co będzie jutro.

zt. x2

+
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


George Walker

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 35
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 177
C. szczególne : intensywny zapach cygara na ubraniu, dobrej jakości ubrania
Galeony : 102
  Liczba postów : 168
https://www.czarodzieje.org/t20293-george-walker#636736
https://www.czarodzieje.org/t20294-skrytka-pocztowa-g-w#636761
https://www.czarodzieje.org/t20292-george-walker#636733
Mieszkanie nr 3 QzgSDG8




Gracz




Mieszkanie nr 3 Empty


PisanieMieszkanie nr 3 Empty Re: Mieszkanie nr 3  Mieszkanie nr 3 EmptyCzw Lip 22 2021, 21:04;

Minęło parę dni. Wycofał się towarzysko, a większość zadań rozdzielał pośród podwładnych, samotnie zajmując się tymi rzeczami najgorszego sortu - papierologią. Rzeczoznawcy zachwyceni bo nie musieli tonąć w aktach, a jeździli po wielu punktach świata za ciekawszymi zajęciami. George zapadał się pośród pergaminów i dzięki temu łatwiej było ułożyć myśli. Uspokoił się, wyciszył, na nowo złagodniał, odzyskał formę… wydawać by się mogło, że wszystko jest w porządku. A on pracował po to, aby dnia dzisiejszego podjąć ważną decyzję. Wysłał do Theodore'a wezwanie na spotkanie służbowe jednak okazało się, że ten zdążył wyjść już do domu. Mógłby wysłać wiadomość patronusem jednak obecnie nie był na tyle wypoczęty, aby czar zadziałał, a wysyłanie pocztą tak ważnych dokumentów nie miało sensu. Nie chciał czekać do jutra, a wiedział też, że chłopak chciałby pogadać o tym, co zaszło. Z tego też powodu zamiast załatwić wszystko służbowo, zostawił czarodziejską szatę w domu (aby wyglądać… mniej magicznie?) i ruszył w odpowiednie dzielnice mugolskiego Londynu. Tym razem miał bilet do metra więc nie dostał mandatu od konduktora. Niestety kolejny raz nie zapamiętał drogi do domu chłopaka (co mu po adresie skoro nie ma mapy) więc posilił się wsparciem jakiegoś przechodnia. Z godzinnym opóźnieniem dotarł do celu, co wystawiło jego cierpliwość na próbę. Trochę zmęczony wszedł przez klatkę schodową i odnalazł mieszkanie z numerem trzy. Nie wiedział co mu powie poza przekazem służbowej dokumentacji jednak nie zastanawiał się nad tym. Żadne rozważania nie przyniosą mu teraz rozwiązania. Chciał go zobaczyć poza pracą, a może wtedy (czyli za chwilę) olśni go co dalej uczynić. Zapukał dwukrotnie, a gdy drzwi się otworzyły to nie uśmiechnął się. - Przyniosłem ci coś ważnego. - odezwał się zamiast powitania. Z jednej strony chciał mieć to już za sobą, a z drugiej serce biło nieco szybciej. Theo w pracy wyglądał inaczej niż Theo poza nią. Powinien się na niego gniewać, ale nie miał teraz na to sił. Nie lubił destrukcyjnych emocji, męczyły i odbierały chęć do rozmowy. Miał mu tak wiele za złe, powinien wyrzucić go ze swojego życia, a teraz patrzył prosto w jego oczy i wszedł do środka mieszkania kiedy tylko dostał na to przyzwolenie. Zrobił ten krok choć wcale nie powinno go tu być. Wyciągnął w jego stronę dłoń z teczką. - To twoja szansa na sukces.- a w aktach znajdowało się skierowanie pod miesięczny patronat innego rzeczoznawcy, którego ocena pracy Theo będzie zależeć od awansu chłopaka. Jeśli się wykaże, opuści grono asystentów, a zacznie dostawać poważne zadania, które nie będą obejmować tylko obserwacji i notatek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Theodore Kain

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 178
C. szczególne : delikatne piegi na nosie i w okolicach oczu
Galeony : -51
  Liczba postów : 229
https://www.czarodzieje.org/t20346-theodore-kain#642305
https://www.czarodzieje.org/t20350-theodore-kain#642529
https://www.czarodzieje.org/t20349-theodore-kain#642528
https://www.czarodzieje.org/t20348-theodore-kain#642476
https://www.czarodzieje.org/t20351-theodore-kain-dziennik#642530
Mieszkanie nr 3 QzgSDG8




Gracz




Mieszkanie nr 3 Empty


PisanieMieszkanie nr 3 Empty Re: Mieszkanie nr 3  Mieszkanie nr 3 EmptyCzw Lip 22 2021, 21:45;

Po ostatnich wydarzeniach w domu Lanceley’ów kompletnie nie potrafił się pozbierać. Bezustannie analizował zachowanie George’a, jego słowa, a natrętne myśli niejednokrotnie sprawiały, że zasypiał zbyt długo czy nagle przebudzał się w nocy, co niewątpliwie nie pozwalało mu na zaznanie odpoczynku w pełni. Niby cieszył się, że nie złożył wieczystej przysięgi, ale w jego głowie cały czas rozbrzmiewał głos jego przełożonego. Nie chcę tego od ciebie. Nie wiedział, co mężczyzna dokładnie chciał przez to przekazać i to właśnie te wątpliwości spędzały mu sen z powiek. Próbował jakkolwiek poukładać ten bałagan w głowie, ale nie wychodziło mu to najlepiej. Nic więc dziwnego, że chodził rozdrażniony, bezradnie poszukując ukojenia w pracy. Stos materiałów o futharku starszym, atlas wszystkich magicznych roślin występujących na terenach przynależnych do Wielkiej Brytanii – czytał wszystko, byleby tylko zapomnieć o wściekłym spojrzeniu Walkera.
Tym razem sięgał akurat po opasłe tomiszcze opisujące najkrwawsze bitwy z czasów powstań goblinów, kiedy nagle po mieszkaniu rozległo się donośne pukanie do drzwi. Nie oczekiwał żadnych gości, dlatego zanim ruszył do korytarza narzucił na siebie dresowe spodnie i pomiętą, miodową koszulkę z nadrukiem borsuka, wcześniej zwisającą krzywo na oparciu krzesła. Wreszcie otworzył drzwi, opierając się łokciem o ścianę i musiał przyznać, że z początku nie do końca wierzył swoim oczom. – Yhm… George... – Mruknął nieco zakłopotany na powitanie, chyba bardziej do siebie niż do swojego gościa, bo powiedzmy sobie szczerze, Walker był ostatnią osobą, której by się tutaj spodziewał. I ostatnią osobą, którą chciałby przyjmować w tak niewyjściowym stroju. Kurwa. Na szybko starał się chociaż przeczesać dłonią swoją czuprynę, której ułożenie można by obecnie określić mianem artystycznego nieładu. Niestety nie zdążył przejrzeć się w lustrze, chociaż… wcale nie było tak tragicznie jak mu się wydawało. Rozmierzwione włosy dodawały mu jedynie nonszalanckiego uroku, a borsuczy dresik mimo wszystko leżał na nim całkiem nieźle.
Wpuścił mężczyznę do mieszkania, zamykając za nimi drzwi, ale nadal nie odezwał się ani słowem, starając się zrozumieć sens jego wizyty. Sam już nie był pewien, czy George jest nastawiony do niego wrogo, czy może zdecydował się machnąć ręką na ich kłótnię w obecności Nessy. Teoretycznie przekazywał mu jakieś dokumenty, nęcąc korzystną ofertę, co sugerowałoby że przychodzi w pokoju, ale jednocześnie jego twarz pozbawiona była choćby nikłego cienia uśmiechu. Czasami naprawdę trudno było go zrozumieć. – Herbaty, kawy? – Zaproponował, gestem dłoni zapraszając go do salonu, ale gościnność musiała ustąpić miejsca zwyczajnej, ludzkiej ciekawości. - Co to jest? – Zapytał więc chwile później, ale nie mogąc doczekać się odpowiedzi, od razu przesunął sznurek blokujący dostęp do cieniutkiej teczki i spojrzał na pierwszą stronę skrywanego w niej tekstu. Wystarczyło mu kilka pierwszych słów z kartki, by zapomnieć o tym, że Walker mówił coś o jego szansie na sukces. Patronat pod skrzydłami innego rzeczoznawcy. Czyli jednak. – Nadal jesteś na mnie zły… – Rzucił takim tonem, że nie sposób było jednoznacznie powiedzieć, czy było to pytanie, czy raczej stwierdzenie faktu. Dało się jednak słyszeć, że gdzieś w jego głosie czai się nuta rozczarowania.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


George Walker

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 35
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 177
C. szczególne : intensywny zapach cygara na ubraniu, dobrej jakości ubrania
Galeony : 102
  Liczba postów : 168
https://www.czarodzieje.org/t20293-george-walker#636736
https://www.czarodzieje.org/t20294-skrytka-pocztowa-g-w#636761
https://www.czarodzieje.org/t20292-george-walker#636733
Mieszkanie nr 3 QzgSDG8




Gracz




Mieszkanie nr 3 Empty


PisanieMieszkanie nr 3 Empty Re: Mieszkanie nr 3  Mieszkanie nr 3 EmptyCzw Lip 22 2021, 22:23;

W drodze tutaj obiecał sobie, że przychodzi tu ostatni raz. Całe życie kierował się rozsądkiem zamiast sercem i teraz próbował przekonać siebie, że to jedynie forma przekazania dokumentacji umożliwiającej awans, a przecież wiadomo, że nie o to chodzi. Te dni były takie chłodne, choć na niebie słońce bezlitośnie paliło. Czuł się jeszcze bardziej samotny niż zazwyczaj, a to też wiele mówiło o zachowaniu człowieka. Nie miał dużego grona znajomych bowiem większość ograniczała się do tych z banku Gringrotta. Theo był miłym wytchnieniem choć trzeba przyznać, że potrafił też odebrać dech w piersiach. Ileż emocji w nim wywoływał… burzył spokój samotnego rozwodnika. Niechaj ponosi konsekwencje… Widok nieogarniętego Theo roztopił tę nieruchomą mimkę na jego twarzy, coś w spojrzeniu Walkera błysnęło kiedy wchodził za nim do równie nieogarniętego mieszkania. Drzwi się zamknęły, a on stał na środku, czując się jakby znajdował się na wyciągniętej dłoni. Odnosił wrażenie, że w tym miejscu niemożliwym jest udawać. Obserwował lekkie zdezorientowanie chłopaka. Pomimo tego został tu wpuszczony, zaproponowano uprzejmości z których nie skorzystał. Odmówił unosząc dłoń w górę w geście "stop" i potrząsając głową. Splótł ręce za swoimi plecami i czekał aż chłopak obezna się z treścią. Arabia Saudyjska na cały miesiąc. Pobyt opłaca budżet bankowy. Żyć, nie umierać. Dziwnym trafem nie wiedział czy ma oczekiwać podziękowań czy może żalu za wysłanie w delegację z kimś obcym. - Dajesz mi ku temu powody ale mimo wszystko przyszedłem tutaj zamiast wysłać dokumenty sowią pocztą. - pozwolił sobie zauważyć, śledząc przy tym wzrokiem linię jego szczęki. Nie myślał nad tym co mu powie, a więc działał spontanicznie, co było doń niepodobne. - To twoja szansa na awans, przecież do tego dążysz, prawda? Ocenę twojego zaangażowania wystawi ktoś inny bo…- rozluźnił ręce, opuszczając je swobodnie wzdłuż ciała. - … ja nie jestem już względem ciebie obiektywny.- przyznał się bez bicia. Podszedł ku niemu, aby zaraz po muśnięciu jego dłoni, otworzyć trzymane przezeń akta na kolejnej stronie. - Arabia Saudyjska z Heffersonem. To doświadczony odkrywca. - zapach ubrań chłopaka wsiąkał w jego skórę, choć przecież cały czas stał w (jeszcze) przyzwoitej odległości. Czuł na języku smak tęsknoty. Przekartkował na sam koniec plików. - Tu złóż podpis, że się zgadzasz. Wyruszysz między pierwszym a siódmym sierpnia.- popatrzył w niebieskie oczy z lepszej odległości. Nie potrafił uwierzyć, że wysyła go tak daleko i na tak długo. Ogólnie kierował się jego dobrem, ale gdzie tu własne…? Wsunął palce na zewnętrzną stronę jego dłoni, tej, która trzymała teczkę z dokumentami. - Podpisz to i widzimy się za miesiąc. Mam nadzieję, że ty już jako pełnoprawny rzeczoznawca.- zachęcał bo choć się nie uśmiechał jakoś szczególnie to jego ciemnozielone oczy miały w sobie dziwny płomień. Oferował mu szansę o którą inny asystenci mogliby toczyć boje. - Zapomnij o tym, co się działo u Lanceleyów. Nie powinno się to nigdy wydarzyć. - dodał jeszcze, trochę ciszej, ale tyle dobrego, że cały czas patrzył w jego oczy, a im dłużej to trwało tym odległość sprawiała coraz silniejszy dyskomfort. Szukał czegoś w jego oczach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Theodore Kain

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 178
C. szczególne : delikatne piegi na nosie i w okolicach oczu
Galeony : -51
  Liczba postów : 229
https://www.czarodzieje.org/t20346-theodore-kain#642305
https://www.czarodzieje.org/t20350-theodore-kain#642529
https://www.czarodzieje.org/t20349-theodore-kain#642528
https://www.czarodzieje.org/t20348-theodore-kain#642476
https://www.czarodzieje.org/t20351-theodore-kain-dziennik#642530
Mieszkanie nr 3 QzgSDG8




Gracz




Mieszkanie nr 3 Empty


PisanieMieszkanie nr 3 Empty Re: Mieszkanie nr 3  Mieszkanie nr 3 EmptyCzw Lip 22 2021, 23:15;

Po raz kolejny już w towarzystwie George’a odnosił wrażenie, że wylądował na rozdrożu, i bynajmniej nie miał w tym przypadku na myśli jedynie tego, że mężczyzna odmówił proponowanego mu napitku i obaj - jak ci dwaj idioci - nadal stali przed sobą w ciasnym przedpokoju. Pewnie poczułby się trochę lepiej, gdyby dostrzegł błysk czający się w jego oczach, ale skupiony na przeglądaniu materiałów umieszczonych w teczce, chcąc nie chcąc musiał odwrócić od niego wzrok. Nie wiedział jeszcze, co ma o tym wszystkim myśleć. Chyba powinien się cieszyć, wszak  wielu początkujących asystentów prawdopodobnie marzyło o podobnej szansie, a jednak… nie potrafił. Nie potrafił się radować, kiedy wyobrażał sobie, że jego przełożony wysyła go na drugi koniec świata tylko dlatego, że jest na niego po prostu wściekły i że pragnie trzymać go od siebie jak najdalej. – Nie wiem czy mam Ci za to dziękować, ale powiedzmy, że doceniam. – Miał ograniczyć się jedynie do tego krótkiego, grzecznościowego zwrotu, ale jednak wątpliwości przemówiły za niego, co czyniło ich spotkanie jeszcze mniej komfortowym. Do tego stopnia, że miał szczerą chęć wyrzucić tę teczkę w kąt i rozłożyć się leniwie na kanapie, zapominając o wszelkich problemach. Niestety ostatnie dni uświadomiły mu, że nie jest to wcale takie proste. Wspomnienia i tak uderzały ze zdwojoną mocą, nie pozwalając na spokojny sen.
Oparł się plecami o ścianę, wertując dokumenty, ale nawet ślepy zauważyłby, że wcale nie skacze z radości. Właściwie ożywił się dopiero wtedy, kiedy Walker przyznał, że nie byłby względem niego obiektywny, a ukazując mu kolejną stronę tekstu, przypadkowo musnął palcami jego dłoń. Podniósł nawet głowę, spoglądając mu prosto w twarz, ale nagła wieść o wyjeździe do Arabii Saudyjskiej zmroziła mu krew w żyłach. Początkowo o tym drugim końcu świata myślał wyłącznie w kategoriach metaforycznych, a jednak okazywało się, że niewiele się pomylił. Potrzebował wakacji, ale nie tak je sobie wyobrażał, a co gorsza George nawet nie dawał mu czasu do namysłu, wywierając na nim presję i oczekując tego jednego, niezbędnego do sfinalizowania przedsięwzięcia podpisu. – Jasne, że do tego dążę, ale… – Wyciągnął długopis z kieszeni, ale zatrzymał się w pół drogi, co uświadomiło mu, że awans mocno spadł w jego tabeli priorytetów. Nadal był ważny, ale nie ważniejszy od tego przyjemnego dreszczu, jaki przemknął po jego ciele, kiedy mężczyzna ułożył swoje palce na jego dłoni. – Naprawdę tylko tyle masz mi do powiedzenia? Podpisz i widzimy się za miesiąc? – Wydusił z siebie spokojnie, acz chłodno, po czym najzwyczajniej w świecie zamknął teczkę, i wcisnął ją w ręce Walkera, odsuwając tym samym swoją dłoń. Nie zamierzał rezygnować, ale mimo wszystko czuł, że nie został przez niego sprawiedliwie potraktowany. Nie pod kątem zawodowym, rzecz jasna, bo akurat trudno było mieć do szefa pretensje o to, że pozwala mu się wykazać i uczciwie życzy mu awansu.
A jednak… patrzył smutnym wzrokiem w jego oczy, bo chociaż wydawało mu się, że widzi w nich jeszcze tlący się płomień, tak sam już nie był pewien, czy nie pada właśnie ofiarą własnej nadinterpretacji. Brakowało mu go. Jego uśmiechu, jego dotyku. Ale przecież to nie pierwszy raz, kiedy dawał mu nadzieję tylko po to, by niedługo po tym znów brutalnie ją odebrać. – Łatwo Ci mówić… – Westchnął w końcu głośno, niemalże teatralnie, bo nie wierzył, jak George może w takiej sytuacji zachowywać spokój. – Cały czas pamiętam, co się wydarzyło przy składaniu przysięgi. Cały czas też pamiętam naszą rozmowę w rezerwacie. – Mruknął po dłuższej chwili milczenia, kręcąc głową z wyraźnym zrezygnowaniem. – Poważnie możesz po tym wszystkim, ot tak przejść do porządku dziennego? – Nie dawał za wygraną, ale chyba nawet nie wiedział, co chce w ten sposób osiągnąć. Może po prostu potrzebował się wygadać, bo miał dosyć siedzenia w samotności w zaciszu własnego mieszkania i równie samotnego zmagania się z dręczącymi go uczuciami. Coraz częściej nachodziła go również ta myśl, że powinien go sobie odpuścić. Zdrowy rozsądek podpowiadał mu takie rozwiązanie, ale chyba nie chciał na nie przystać, jakby nadal wierzył, że serce zwycięży.
Daj to, podpiszę. Wiem, że na niego zasługuję. – Rzucił wreszcie nieskromnie, może nawet zbyt arogancko, chociaż nadal wyglądał na kogoś, kto cierpi mimo zderzenia się ze swą życiową szansą. Cóż, przynajmniej złożył ten cholerny podpis. – Eh, George. Awans to nie wszystko. Chociaż… może masz rację, może rzeczywiście lepiej, żebym wyjechał i zajął się pracą... – Nie podnosił głosu. Nie miał siły się na niego wściekać, zresztą czysto teoretycznie nie miał ku temu powodów. Może poza tym jak go pocałował, potem zignorował go, kiedy zatruty potrzebował jego pomocy, a na koniec wylał na nim swoją złość za to, że powiedział przy Nessie o te kilka słów prawdy za dużo... ale co to za powody. Kto by teraz o nich pamiętał. Po prostu było mu przykro. Po tym czułym, ciepłym pocałunku w szklarni chyba naiwnie uwierzył, że może łączyć ich coś więcej… Właściwie nadal w to wierzył, ale tym razem próbował zwalczyć w sobie to uczucie, przekonać samego siebie, że lepiej będzie jak zniknie mu z oczu. Może przynajmniej wtedy jego serce pozostanie w jednym kawałku.
Odwrócił się od niego i zaczął iść w kierunku salonu, ale zatrzymał się, opierając się barkiem o framugę. - Nie wiem co sobie myślisz... ale ja wolałbym nie wyjeżdżać... nie na tak długo, bo wiem, że będzie mi brakowało Twojego towarzystwa. - Nie wytrzymał zbyt długo w tym swoim postanowieniu, szczerze przyznając się do swojego bólu. Stał nadal w przejściu, znów na rozdrożu i nie patrzył na niego, bo nie był pewien, czy chce widzieć jego reakcję. W głębi duszy pragnął bowiem, żeby otulił go mocno swymi ramionami, powiedział że wszystko będzie dobrze, ale jakaś jego część obawiała się tego, że po prostu stąd wyjdzie, znów zostawiając go samego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


George Walker

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 35
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 177
C. szczególne : intensywny zapach cygara na ubraniu, dobrej jakości ubrania
Galeony : 102
  Liczba postów : 168
https://www.czarodzieje.org/t20293-george-walker#636736
https://www.czarodzieje.org/t20294-skrytka-pocztowa-g-w#636761
https://www.czarodzieje.org/t20292-george-walker#636733
Mieszkanie nr 3 QzgSDG8




Gracz




Mieszkanie nr 3 Empty


PisanieMieszkanie nr 3 Empty Re: Mieszkanie nr 3  Mieszkanie nr 3 EmptyPią Lip 23 2021, 06:21;

Nie miał pojęcia co chciał tym osiągnąć. Przecież nie przyszedł taki kawał drogi po to, aby dać mu dokumenty. Musiał sam przed sobą przyznać, że pobudki musiały być zgoła inne. Chciał go zobaczyć bo odrzucenie go było niczym zachmurzenie nieba i utrata szansy aby poczuć to ciepło jeszcze raz. Gdyby słuchał rozsądku to właśnie teraz wyszedłby z mieszkania rzucając krótkie "do zobaczenia", a jednak zostawał, patrzył, dotykał, stał blisko, odkrywając, że krótki przedpokój jest mu na rękę. - Nie cieszysz się.- to nie było pytanie. Choć dostał coś w stylu podziękowań to jednak nie zobaczył w nim ani cienia uśmiechu, a to mówiło samo za siebie. Może jednak pomylił się w ocenie i Theo nie zależy tylko na karierze tak, jak zależy George'owi? Przecież to nie wszystko, a jednak ciężko było mu wyrwać się z łańcucha pracy. Theo pokazał mu trochę wolności i przez to zaczynał tęsknić… Ścisnął przekazaną teczkę, będąc trochę w szoku, że Theo to zrobił. Zerknął z lekkim zadziwieniem na długopis (pierwszy raz widząc go na oczy), ale zaraz to zmarszczył brwi. - Nie. Przyszedłem też porozmawiać tylko przyznam szczerze, nawet się do tego nie przygotowałem. - a kto jak kto, George Walker zawsze chodzi przygotowany do niemal wszystkiego. Nie dawał się zaskoczyć, a jeśli już się to zdarzało to całkiem nieźle trzymał nerwy na wodzy. Cóż, ostatnio pokazał, że jednak jest w stanie zostać wytrąconym z równowagi jeśli wystraszy się, że straci pracę przez plotki o jego relacji z Theo. O losie, nawet trudno nazwać to romansem choć coraz bardziej to słowo rozbrzmiewało w jego myślach. Ściskał teczkę i patrzył na swoje zbielałe knykcie. - Nie przeszedłem z tym do życia codziennego tylko mówię, że tak będzie lepiej, dla oczyszczenia emocji. Nie chciałem podnosić na Ciebie głosu. Przepraszam, Theo.- wyciągnął rękę w kierunku jego łokcia, nieco spowalniając jego odsunięcie się wgłąb mieszkania, ale ostatecznie na to pozwolił kiedy jego dłoń zsunęła się z jego ciała. Kolejny raz. Chyba nie ma już odwrotu. Theo poddawał się jego zabiegom, tj. wysłaniu za granicę. Przyjmował awans, gotów był zrobić to, co George dla niego zaplanował. Czemu jednak brakowało tu jakiejkolwiek iskry radości? Ściskał teczkę i spoglądał na nią z wyrzutem, jakby to ona była winna całemu złu świata. Ruszył za Theo kiedy ten się odsunął, ale teczkę zamiast do jego rąk, odłożył na małą komódkę. - Theo, ja nie chcę się w ten sposób ciebie pozbywać.- głos jego złagodniał bo wyczuwał, że straci Theo zanim w ogóle mógł go mieć w ten prawdziwy sposób. Czyż nie słuchał jego słów? Przyszedł tu bez zastanawiania się co będzie dalej, a przecież to nie było doń podobne. - Chcę żebyś awansował, naprawdę. Tylko ja nie mogę wydać twojej rekomendacji.- dodał, zatrzymując się te pół metra przed nim. Czyżby grunt palił mu się pod stopami? Bardzo możliwe, bo nie wiedział już czy za moment nie popełni kolejnego błędu. Cóż, jeśli tak będzie to może Theo poczuje się w roli tego, który ma co poważnego wybaczać. Słysząc jego szczere słowa, przysunął się ku niemu, oplótł dłoń na jego ramieniu i przyciągnął go do siebie, pozwalając sobie, im na pierwsze takie prawdziwego zdarzenia chwilowe przytulenie. Oparł dłoń na jego plecach, a oddech przy tym wybił się z taktu, zaś ciepło i miły zapach rozlały się po jego ciele uzmysławiając mu, jak ciężko będzie stąd wyjść. - Będę tu czekać. Zostałem wezwany do Departamentu Tajemnic w jakiejś cięższej sprawie, więc w ciągu najbliższych tygodni i tak utknę w Ministerstwie.- wyjaśnił drugi powód przez który nie może jechać z nim do Arabii. Cóż, mało kto miał możliwość zejścia do tego Departamentu. Przesunął dłoń z jego pleców i na kark. Odsunął się po to, aby zerknąć do jego oczu. - Chyba przychodząc tu, tak naprawdę liczyłem, że uda mi się dostać chociszt jeden pocałunek. Nie mogę o nich zapomnieć, a choć przez chwilę chciałbym nie myśleć o tym szaleństwie. - słyszał swój głos, obdarty z wszystkich tej zasłony formalności. - Jest z tym ciężko, ale miałeś rację. Choć raz w życiu nie muszę się zastanawiać nad tym, co będzie. Postaram się zrobić sobie wolne od wszystkich analiz. Co ty na to?- proponował, szukając na wszelkie strony sposobu, aby jednak zostać blisko i nie musieć stąd wychodzić. To prawda, nie chciał się go pozbywać w żaden sposób choć nie miał gwarancji czy kiedykolwiek coś między nimi zakwitnie na tyle, aby drugi raz wywrócić ich życie do góry nogami. Zamiast się tym martwić mogli skoncentrować się na tym co jest tu i teraz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Theodore Kain

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 178
C. szczególne : delikatne piegi na nosie i w okolicach oczu
Galeony : -51
  Liczba postów : 229
https://www.czarodzieje.org/t20346-theodore-kain#642305
https://www.czarodzieje.org/t20350-theodore-kain#642529
https://www.czarodzieje.org/t20349-theodore-kain#642528
https://www.czarodzieje.org/t20348-theodore-kain#642476
https://www.czarodzieje.org/t20351-theodore-kain-dziennik#642530
Mieszkanie nr 3 QzgSDG8




Gracz




Mieszkanie nr 3 Empty


PisanieMieszkanie nr 3 Empty Re: Mieszkanie nr 3  Mieszkanie nr 3 EmptyPią Lip 23 2021, 23:49;

Rodzice od dziecka wpajali mu szacunek do ciężkiej pracy, przekonując że to właśnie dzięki niej można spełnić swe marzenia. Niestety rzeczywistość młodego Kaina okazała się bardziej brutalna niż przekazywane przez nich prawidła, a przez wzgląd na pochodzenie ludzie wielokrotnie z niego szydzili lub wytykali go palcami. Nigdy nie zapomniał o radach matki i ojca, ale nic dziwnego, że po tych wszystkich nieprzyjemnościach, całe swoje życie ślepo podążał za sukcesem zawodowym, prestiżem i kiesą wypchaną galeonami, naiwnie wierząc że te pozwolą mu wyrwać się ze społecznego marginesu i udowodnić, że brudna krew płynąca w żyłach nie czyni go czarodziejem gorszej kategorii. Pomimo że nie miał tak dużej styczności z magią co urodzeni w przepełnionym nią świecie, był naprawdę utalentowanym chłopakiem, rozwijał się w błyskawicznym tempie, prześcigając nawet wielu bogatych, szlachetnie urodzonych rówieśników. Trudno byłoby więc powiedzieć, że nie zależy mu na karierze i perspektywie awansu na samodzielnego rzeczoznawcę. Po drodze zdołał chyba jednak zrozumieć, że na pracy świat się nie kończy i że ta bezmyślna pogoń nie ma najmniejszych szans w walce z porywem serca. Nagle ta patologiczna potrzeba uznania i zyskania lepszego standardem stanowiska traciła na znaczeniu, a teraz zdawało się nawet, że pod wpływem chwili, burzliwych emocji, gotów byłby z podobnych korzyści zrezygnować dla większego dobra.
Nie odpowiedział, skoro jego przygnębiona mina okazywała się wystarczająco czytelnym sygnałem, że nie podoba mu się ten pomysł. Nie odezwał się również, gdy George przyznał, że nie przyszedł tu wyłącznie w celach zawodowych, chociaż po tych słowach przyglądał mu się już znacznie uważniej… acz nadal podejrzliwie. Zabawne, że mężczyzna zaczął się tłumaczyć tym, że nie przygotował się do rozmowy. Kain miał wrażenie, że momentami jest aż nazbyt ułożony. Musiał mieć wszystko dokładnie przemyślane, dopięte na ostatni guzik, a niestety takie podejście raczej nieczęsto sprzyjało rozwiązywaniu wystarczająco już skomplikowanych relacji. Do takich rozmów przede wszystkim nie dało się przygotować. Wiedział to z własnego doświadczenia, wszak wiele razy próbował zaplanować sobie, co dokładnie powie, a potem i tak nie potrafił utrzymać języka za zębami, popełniając kolejne błędy, które prowadziły jedynie do pogłębienia konfliktu. Nie było jednak takiego konfliktu, którego nie dałoby się zażegnać, a przeprosiny z ust Walkera podziałały na niego kojąco. – Ja też przepraszam za to, że powiedziałem o kilka słów za dużo. Byłem zdenerwowany. – Odwdzięczył się tym samym dopiero po dłuższej chwili namysłu, kiedy oddalił się od mężczyzny na, jak mu się wydawało, bezpieczną odległość. Nie zatrzymał się, pozwalając by dłoń George’a zsunęła się po jego łokciu. Starał się pozostać twardym i nieugiętym, ale już wtedy czuł, że nie zdoła zbyt długo wytrwać w tej nijak niepasującej do niego roli. Nie potrafił dystansować się od jego bliskości, a najdobitniej uświadomiły mu ten fakt jego kolejne słowa, które jednocześnie dawały mu nadzieję na to, że niepoprawnie zinterpretował jego „awansową ofertę”.
Jasne, rozumiem. – Odparł nadal tym samym oficjalnym tonem, ale jego rozgoryczenie gdzieś umykało, a on łagodniał podobnie jak i głos jego towarzysza. Mimo tego nie dawał tego po sobie poznać, jakby w oczekiwaniu na jego inicjatywę, której wreszcie się zresztą doczekał. Tym razem nie zamierzał mu się opierać. Wręcz przeciwnie, przylgnął ciasno do jego ciała, otulając rękoma jego plecy i układając podbródek na jego barku. Miło było przypomnieć sobie ten charakterystyczny dla jego ubrania intensywny zapach cygar i znów poczuć bijące od niego ciepło. – Departamentu Tajemnic? – Mruknął z pewną nutą obawy w głosie, bo akurat z tym działem ministerstwa nie miał zbyt dobrych skojarzeń. Zajmowali się samymi tajnymi projektami, a niektórzy urzędnicy znikali w tajemniczych okolicznościach. Nie chciał, by z Walkerem było podobnie… Mimo wszystko nie miał serca, by niszczyć tę intymną chwilę, dlatego postanowił nie kontynuować tematu. Nie teraz.  – Wybacz, myślałem, że chcesz… zresztą, nieważne co myślałem. – Również i na to machnął ręką, bo trudno było mu się skupić na tych wszystkich nieporozumieniach, kiedy mężczyzna przesunął dłonią po jego plecach i karku, a już na pewno nie mógł o nich myśleć wtedy, gdy ten wspomniał o pocałunku.
Liczyłeś tylko na jeden? – Początkowo może i miał ochotę go zamordować, ale wyglądało na to, że najwyraźniej nie umie się na niego zbyt długo boczyć. Na jego twarz znów wypłynął ten promienisty i zadziorny uśmiech, a serce zabiło szybciej na samą myśl o tym, że może jednak nie wszystko zostało stracone. – Myślałem, że stawiasz sobie wyższe wymagania. – Rzucił z udawanym rozczarowaniem tylko po to, by zaraz parsknąć pod nosem i musnąć delikatnie swymi ustami jego wargi, na razie wstrzymując się jednak od gwałtownych gestów. Zwodził go, ot taki mały akt zemsty. - Na analizy zostawmy sobie czas w pracy. – W dość jednoznaczny sposób pokazał mu, że zgadza się z nim w stu procentach, a dopiero po tych słowach zachęcająco przesunął czubkiem nosa po jego policzku, by wreszcie na dłużej skupić się na jego ustach, jak zawsze, odruchowo, przymykając przy tym ślepia. Nie przedłużył jednak pocałunku, właściwie przerwał go nawet dość szybko, znów spoglądając prosto w jego oczy. – Skoro nie możesz ze mną pojechać… to może zostaniesz ze mną chociaż dzisiaj? Mam jeszcze butelkę dobrego wina… i całkiem wygodną kanapę. – Zagalopował się, ale tak już miał w jego obecności. Trudno było mu trzymać emocje na wodzy. – Mogę też coś ugotować, a gotuję całkiem nieźle. Polecam. – Dodał więc naprędce, starając się jak najlepiej go ugościć, nawet jeśli nie miał jeszcze pewności czy w ogóle uzyska jego zgodę. Był chyba zbyt podekscytowany, by wziąć pod uwagę, że ten nadal może się wycofać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


George Walker

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 35
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 177
C. szczególne : intensywny zapach cygara na ubraniu, dobrej jakości ubrania
Galeony : 102
  Liczba postów : 168
https://www.czarodzieje.org/t20293-george-walker#636736
https://www.czarodzieje.org/t20294-skrytka-pocztowa-g-w#636761
https://www.czarodzieje.org/t20292-george-walker#636733
Mieszkanie nr 3 QzgSDG8




Gracz




Mieszkanie nr 3 Empty


PisanieMieszkanie nr 3 Empty Re: Mieszkanie nr 3  Mieszkanie nr 3 EmptySob Lip 24 2021, 10:40;

Dostrzegł pewnego rodzaju rezerwę bijącą ze strony Theo i nawet mu się nie dziwił. Nic między nimi nie było jasne, a kiedy mieli wejść na tor porozumienia to nagle coś się psuło. Który to już raz przerywał im wybuch negatywnych emocji? Musiał zaakceptować fakt, że Theo mówił czasem coś bez zastanowienia. To taka wadą jak każda inna, sam George mógł się poszczycić osobną listą cech, nad którymi warto popracować. Reagował emocjonalnie na wiele zachowań Theo z prostego powodu - chłopak posiadał niewątpliwy talent doprowadzania jego serca do ekstremalnego tempa pompowania tlenu do organizmu. Nie ważne o jakich emocjach mowa - udawało mu się to tak sprawnie jak nigdy. Mógłby to porównać jedynie do wpojonego w jego byt wiecznego niepokoju i zmartwienia się o swoje dzieci. Choćby nie wiadomo co zrobił, to uczucie zawsze będzie w nim tkwić. Tak jak i przy Theo, cokolwiek nie uczyni, ten zawsze wywoła w nim pewnego rodzaju nieporządek. A trzeba zauważyć, że Walker przepadał za dokładnym planowaniem dnia. Dzisiaj też zaplanował, że zostanie tu chociażby godzinę, aby porozmawiać, wyjaśnić, choć nie wiedział jakich słów używać. - Tamto spotkanie było niepotrzebne. Nie przyniosło niczego dobrego.- podsumował wizytę u Lanceleyów, a przez jego ciało przemknął zimny dreszcz gdy uzmysłowił sobie, że Nessa usłyszała to, co nie zostało przeznaczone dla jej uszu. Z jakieś przyczyny wstydził się przyznać sam przed sobą (a co dopiero mówić o przyznaniu się przed swymi dziećmi i Robin), że jest o pół kroku od gorącego romansu, którego pragnie całym sobą, choć rozsądek sugeruje się opamiętać. Sęk w tym, że tęsknił do przeżywania czegoś w nieodpowiedzialny i niesamowity sposób. Theo był obietnicą powtórki. Przytulenie go było dobrym krokiem ku nawiązaniu porozumienia. Na całe szczęście nie było w tym poczucia, że obejmuje syna, a kogoś równego sobie, którego wiek został zamieciony pod dywan, by nie wzbudzał przerażenia. Coś fiknęło w jego trzewiach kiedy ten tak do niego przylgnął. W odpowiedzi oplótł go mocniej ramionami, na moment przymykając oczy i delektując się tymi cennymi sekundami trzymania kogoś w ramionach. - Jakaś grubsza sprawa. Nie chcą nic mówić, jak to w Departamencie Tajemnic. Dowiem się wszystkiego na miejscu, ale zanim dostanę przepustkę to muszę poczekać. - dodał jeszcze, bez podawania szczegółów, których nie znał. Nie obawiał się zejścia do tajemniczego piętra Ministerstwa choć doskonale zdawał sobie sprawę, że nie jest tam bezpiecznie. Nie poświęcał temu wszystkich myśli skoro miał przy sobie Theo.
Chwilę później powiedział coś bez pomyślunku, używając w zdaniu słowa "pocałunek" w kontekście ich dwójki. To było niesamowicie nieodpowiednie względem charakteru George'a ale efekt jaki to przyniosło sprawił, że nie żałował tych słów. Theo rozjaśnił się w uśmiechu, jakby właśnie potrzebował usłyszeć od niego takiego wyrażenia. - Apetyt rośnie w miarę jedzenia… coś ci to mówi?- odparł, uśmiechając się pod nosem, że jednak Theo dał się "odratować" z tego przygnębienia. Zacisnął mocniej palce na jego tułowiu kiedy ten ledwie musnął jego wargi. - Czy ty nie wiesz jak wygląda porządny pocałunek?- perfidnie go podpuszczał, kryjąc w tych słowach znaczy niedosyt takiego zachowania. - Mhm, w pracy.- przytaknął, oczekując poprawy tego pseudo pocałunku. Ba, dostał powtórkę, odruchowo przysunął w jego stronę głowę, chcąc pocałować te miękkie usta z większą pasją. Ledwie je na swoich poczuł, a Theo się odsunął. George nie miał zbyt pociesznej miny. Zacisnął palce w pięść, potrząsnął głową i mimowolnie uśmiechnął się, wyczytując między wierszami akt zemsty ze strony Theo. Zasłużył sobie na to. Miło było jednak otrzymać propozycję pozostania tutaj. Na samą myśl uderzyła go fala gorąca, a przecież to tylko słowa. - Zostanę, jeśli obiecasz popracować nad całowaniem. - podsunął mu ultimatum, którym gwarantował sobie, że będą siedzieć blisko siebie. Czemu serce tłukło się tak w jego trzewiach? Słowa i uśmiech Theo ekscytowały go, zachęcały do jeszcze większej nieodpowiedzialności, której chciał się poddać. - Mamy na ósmą do pracy i chcesz poświęcić teraz czas na gotowanie zamiast coś zamówić? Mugole też mają swoje restauracje z dostawą. - tak naprawdę to nie chciał siedzieć sam w salonie, a z gotowania był upośledzoną amebą więc nie pomógłby mu w żaden sposób. Przesunął leniwie dłonią po bocznej stronie jego szyi. Ten dotyk był elektryzujący. - Ugotujesz coś, gdy wrócisz z Arabii.- dodał, aby ten nie myślał, że nie ufa jego kuchni. - Hogwart wyjechał tam na wakacyjną wycieczkę. Może spotkasz znajomych.- dodał jeszcze, pamiętając, że obecni studenci szkolni mogą być młodszymi znajomymi Theo. Nie wspominał, że mógłby spotkać tam jego bliźnięta.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Mieszkanie nr 3 QzgSDG8








Mieszkanie nr 3 Empty


PisanieMieszkanie nr 3 Empty Re: Mieszkanie nr 3  Mieszkanie nr 3 Empty;

Powrót do góry Go down
 

Mieszkanie nr 3

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Strona 1 z 2 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Mieszkanie nr 3 JHTDsR7 :: 
londyn
 :: 
Mugolskie miejsca
 :: 
londynskie mieszkania
-