Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 Fontanna (s)

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość


Dina Harlow

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 164
Dodatkowo : Pół wila, prefekt
Galeony : 916
  Liczba postów : 858
https://www.czarodzieje.org/t17491-claudine-harlow#491028
https://www.czarodzieje.org/t17497-pumpkin#491256
https://www.czarodzieje.org/t17496-dina-harlow#491254
https://www.czarodzieje.org/t17493-dina-harlow#491062
https://www.czarodzieje.org/t18297-dina-harlow-dziennik
Fontanna (s) QzgSDG8




Gracz




Fontanna (s) Empty


PisanieFontanna (s) Empty Fontanna (s)  Fontanna (s) EmptyCzw Kwi 09 2020, 22:39;


Fontanna


Niewielka fontanna w okolicach centrum parku. Otoczona jest kilkoma drewnianymi ławeczkami i alejkami, które rozchodzą się w różnych kierunkach. Latem szumi tu zawsze przyjemnie chłodna woda, zimną fontanna zaklęta jest w ten sposób, by wciąż zachwycać przechodniów i spacerowiczów skrzącymi się drobinami lodu osypującymi z kolejnych poziomów rzeźby centralnej.
Kości wydarzeń::
1 - Taki ładny dzień, że się nie chce siedzieć w domu. Siedząc na cembrowinie fontanny dostrzegłeś w wodzie pieniążek, niestety, kiedy po niego sięgnąłeś ktoś wepchnął Cie do wody! Jesteś kompletnie przemoczony.
2 - Patrząc w kolorowe rozbłyski, jakie rzuca woda odbijając światło słoneczne poczułeś się zainspirowany, masz ogromną ochotę usiąść i napisać list do tego dawno niewidzianego znajomego z dawnych lat…
3 - Co tu dużo mówić, niby park jak park ale się zgubiłeś. Stoisz przy fontannie jak słup soli i nie pamiętasz dokąd iść. To chyba jakaś przypadkowa klątwa zapomnienia, co Ty tu właściwie..? Kim jesteś? Dokąd zmierzasz? Chyba musisz poprosić przechodnia o pomoc w wyjściu z tego labiryntu.
4 - Nagle strasznie chce Ci się pić, nie trzeba było jeść tych ognistych fistaszków przed wyjściem z domu… Masz czelność i odwagę siorbnąć łyka z fontanny? Woda wygląda na krystalicznie czystą i kuszącą, nie możesz się teraz powstrzymać.
5 - Podbiega do Ciebie bombelek i usilnie prosi o pomoc w znalezieniu zgubionej zabawki, która wpadła mu do fontanny. Ty zasadniczo nie widzisz tam żadnej zabawki, odwracasz się, by powiedzieć dziecku, że chyba się pomyliło, a ono rozpływa się w powietrzu jak fatamorgana. Co to za duch..?
6 - W fontannie zalęgły się kaczomorany - niebezpieczne i złośliwe kuzynki zwykłych, pospolitych kaczek. Chciałeś je nakarmić chlebkiem, ale ostro Cię podziobały, a potem odleciały w dal głośno kwacząc! Czujesz już tę inspirację, by zapisać się do koła łowieckiego?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Leonardo Taylor Björkson

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 25
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 186
Galeony : 710
  Liczba postów : 716
https://www.czarodzieje.org/t8096-leonardo-taylor-bjorkson
https://www.czarodzieje.org/t8123-sowka-leosia#225778
http://czarodzieje.org/t8122-chodz-do-leosia
https://www.czarodzieje.org/t8124-leonardo-taylor-bjorkson
https://www.czarodzieje.org/t19087-leonardo-taylor-bjorkson-dzie
Fontanna (s) QzgSDG8




Gracz




Fontanna (s) Empty


PisanieFontanna (s) Empty Re: Fontanna (s)  Fontanna (s) EmptyPon Cze 08 2020, 22:03;

Leonardo spacerował dzisiaj po ulicach Londynu, uśmiechając się do siebie lekko. W kieszeni trzymał list, który dostał dzisiejszego ranka od jednej z mieszkanek Hogwartu. Nigdy w życiu ze sobą nie rozmawiali, ale pewnego dnia coś go podkusiło i wysłał do niej sowę. Na początku chciał się po prostu rozerwać. Obserwował ją kilkukrotnie na lekcjach, zastanawiał się, jaka jest naprawdę i czy zawsze wszystkiego się tak boi. Coś go w niej zafascynowało. Nie sądził, że list, który miał być jednym, niewinnym, przerodzi się w regularną korespondencję. Nie sądził, że w ogóle mu odpisze. Wyglądała na taką niewinną i nieśmiałą. Nie zdradził jej jeszcze kim jest i nie wiedział czy w ogóle kiedykolwiek to zrobi, jednak korespondowanie z nią dawało mu niespodziewaną jak na niego radość.
Spacerował więc po Pokątnej, aż dotarł do tego pięknego miejsca. Uwielbiał tą fontannę. Przysiadł na jej skrawku, rozglądając się dookoła. Pogoda rozpieszczała, słońce, lekki wiatr. Ubrany w białą koszulę z podwiniętymi do ramion rękawami, czarne spodnie i czarne buty, z marynarką przewieszoną przez ramię, zainteresował się leżącym na dnie fontanny pieniążkiem. Odłożył marynarkę na bok i obracając się przodem do fontanny wychylił się, sięgając w jego kierunku. Woda była przyjemnie chłodna. Już, już prawie miał go w ręku, gdy nagle poczuł uderzenie i.. nagle leżał w fontannie, próbując wynurzyć głowę z wody.
- Co do cholery.. - warknął pod nosem, gdy już udało mu się usiąść na dnie fontanny z głową ponad powierzchnią wody. Przeciągnął dłonią po włosach, odgarniając je z twarzy i starając się zobaczyć cokolwiek. Woda kapiąca z włosów sprawiała, że obraz był rozmazany. Nie mógł dostrzec, kto był sprawcą całego tego zamieszania. Pewnie i tak nic by to nie zmieniło. Siedział tak, próbując doprowadzić swoją twarz do jakiegokolwiek porządku i przeklinając pod nosem.

WYGLĄD
KOSTKI: 1
@Lara Burke
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Lara Burke

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 175 cm
C. szczególne : Kolczyk w nosie, oraz obok dolnej wargi, bardzo jasne włosy często ma przy sobie swojego nieśmiałka. Powoli wraca na właściwe tory
Galeony : 201
  Liczba postów : 586
https://www.czarodzieje.org/t18343-lara-burke#521843
https://www.czarodzieje.org/t18362-listy-lary#522823
https://www.czarodzieje.org/t18355-lara-i-jej-relacje#522683
https://www.czarodzieje.org/t18352-lara-burke#522441
https://www.czarodzieje.org/t18489-lara-burke-dziennik
Fontanna (s) QzgSDG8




Gracz




Fontanna (s) Empty


PisanieFontanna (s) Empty Re: Fontanna (s)  Fontanna (s) EmptyCzw Cze 18 2020, 15:42;


Kostki:piję wodę z fontanny...

Pojawienie się na Pokątnej, było dobrym rozwiązaniem. Miała zdecydowanie zbyt wiele na głowie. Codzienne kursowanie pomiędzy Londynem a Hogwartem, powoli doprowadzało ją do szaleństwa. Czuła, że jeszcze trochę, a sama stanie się jednym z pacjentów w Mungu, tylko tam, gdzie trochę się ludziom w głowach pokałapućkało. Dlatego uznała, że musi zrobić coś dla siebie. Inaczej, jeśli od tego wszystkiego nie odpocznie, niedługo skończy się to źle.
Po wizycie w szpitalu, przy łóżku umierającej matki, uznała, że czas najwyższy odwiedzić Pokątną. Miała kilka rzeczy niezbędnych jej do dalszej nauki, które musiała zakupić, a co odkładała już od naprawdę długiego czasu na dalsze tory. Jednak niemal wszystkie pióra były już kompletnie połamane, a tusz całkowicie wysechł. Nadrobienie zaległości wydawało się najlepszą opcją. Ciepła pogoda jeszcze tylko dodatkowo zachęcała do spaceru. Jak mogła sobie odmówić tego, aby choć na chwilę oderwać głowę od mrocznych wizji przyszłości, bez matki u swojego boku?
Taszczyła kilka toreb w których to próbowała zmieścić wszystkie swoje zakupy. Wyszło tego znacznie więcej, niż początkowo przypuszczała, że może być, ale delikatny uśmiech zdobił jej usta, więc chyba ostatecznie mogła uznać, że wszystko się udało, prawda? I to właśnie wtedy zobaczyła, jak do fontanny wpada jakiś chłopak. Niewiele myślała odnośnie tego, co to mogło oznaczać, czemu coś takiego miało miejsce. Jej jedyną myślą było to, że należało mu jak najszybciej i najsprawniej pomóc. Dlatego rzuciła wszystkie torby które miała w dłoni i czym prędzej ruszyła w kierunku fontanny, aby pomóc temu nieszczęsnemu chłopakowi.
Ej ty, mokry – rzuciła, jakby standardowe „cześć” już dawno wyszło z mody i powinna go jak najszybciej zaniechać. Podeszła bliżej, wyciągając w jego stronę dłoń, żeby pomóc mu wydostać się z objęć wody. – Wszystko ok? Nic ci się nie stało? – zapytała jeszcze po chwili, kiedy podeszła już na tyle blisko, że kolanami niemalże dotykała marmurowej krawędzi fontanny. Sprawa była dziwna i śmieszna, więc nic nie mogła poradzić na to, że jeden kącik jej ust mimowolnie powędrował ku górze, kiedy próbowała się nie roześmiać w głos.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Angel Price

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 1.83
C. szczególne : czarujący uśmiech, drobny kolczyk w lewym uchu, gładziutka twarz niczym pupa archanioła, czerwone usta o smaku truskawkowym
Galeony : 454
  Liczba postów : 157
https://www.czarodzieje.org/t16195-angel-price
https://www.czarodzieje.org/t16505-golab-pocztowy
https://www.czarodzieje.org/t16468-prawda-czy-wyzwanie
https://www.czarodzieje.org/t16193-angel-price
Fontanna (s) QzgSDG8




Gracz




Fontanna (s) Empty


PisanieFontanna (s) Empty Re: Fontanna (s)  Fontanna (s) EmptyPią Sty 22 2021, 21:07;

Podpisanie kontraktu z nową firmą zajęło mu trochę czasu. Chociaż on osobiście uważał, że był rozchwytywany. Nie miał zamiaru porzucić modelingu. Zarabiał na tym łatwe i przyjemne pieniądze. Uwielbiał to. Swoje początki zawdzięczał firmie Alter England, chociaż nie cieszył się długą pracą z nimi. Miał za dużo spraw na głowie szkoła i coś tam... po prostu zaniedbał modeling. Jednak wizbooka prowadził regularnie, co pozwoliło mu na niezniknięcie w tej cudownej branży, którą tak sobie cenił.
Udał się tym razem nie na pokaz, a sesję zdjęciową, która była w stylu zimowym. Futerka, golfiki, ciepłe skarpety. Kilka zdjęć w plenerze. Na miejscu zajęły się nim piękne wizażystki. Dostał również ciepłą kawę na rozgrzanie. Jak zwykle szło mu świetnie. Kilka doskonałych ustawień. Dłonie na biodrach. Trochę śniegu we włosach. Uśmiech, poważna mina i zaskakujące spojrzenie. Nie było czym się stresować. Jak zawsze Angel okazywał niezwykły profesjonalizm i zaangażowanie w swoją pracę. Nie było żadnych niespodzianek. Czas na przerwę odbył się punktualnie. Można było nieco odetchnąć i przygotować się do następnej sesji. Tym razem zdjęcia miały odbyć się w parach i grupach. Najpierw przydzielono mu śliczną rudowłosą dziewczynę. Price i Brook, bo tak miała na imię modelka, od razu się zgrali. Zdjęcia wchodziły świetnie. Fotograf był zadowolony, jak i mężczyzna nadzorujący całe to przedsięwzięcie. Nie zawsze było tak prosto i przyjemnie. Równie dobrze sesja zdjęciowa mogła trwać kilka godzin bez żadnej przerwy lub kilka dni, co męczyło wszystkich. Od razu pozbywano się zbędnych modeli, kiedy coś nie grało, ale nie zawsze można było sobie na coś takiego pozwolić. Liczył się czas i pieniądze jak to przeważnie w każdej branży.
Kilka ujęć w futrach, jednak Angel uważał, że najlepiej wyszedł w płaszczu. Przebierał się co chwila, potem zamiast zdjęć z Brook towarzyszył mu Thomas. Z Thomasem znał się jakiś czas. Kumplowali się i wspierali w modelingu niczym bracia, chociaż Price uważał, że chłopak traktuje zbyt poważnie tę pracę. Dla byłego gryffona modeling raczej stał się hobby, to nie znaczy, że nie angażował się, oczywiście starał się o każde zlecenie, które mógł mieć. Często rywalizował z Tomem, ale nie było w tym żadnej wrogości. Czasami do niektórych tematów sesji jeden się lepiej nadawał, a drugi nie — wtedy mogli liczyć na siebie.
Na koniec zrobiono kilka zdjęć w grupie. Dołączyli do nich jeszcze dwie modelki i model. Jednak Pirce niezbyt ich znał. Jedną dziewczynę kojarzył z innych sesji, ale nie mieli okazji się poznać. Fotografie miały trafić do katalogów, pism, gazet, a nawet książek, jeśli były potrzebne.
Miał już iść się przebrać i udać się do domu, kiedy postanowiono jeszcze zrobić kilka zdjęć dodatkowych. Głównie stawiano na naturalność, ale nie zabrakło zimowych rekwizytów. Temperatura nie była na minusie, ale nie wiało. Śnieg co jakiś czas prószył, ale tak to można było liczyć na przyjazne warunki.
Price skończył prace dość późno, ale nie dokuczało mu zmęczenie. Czuł się całkiem dobrze, a także postanowił umówić się z Tomem na piwo. Zarzucił na siebie swoją czerwoną kurtkę, która odznaczał się na szarym pogodowym tle i ruszył.

| zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Shawn E. Reed

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 30
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 184 cm
C. szczególne : Tatuaże, magiczna metalowa proteza prawej ręki, Gwiazda Południa zawieszona na łańcuszku na szyi.
Dodatkowo : magia bezróżdżkowa
Galeony : 750
  Liczba postów : 1194
https://www.czarodzieje.org/t13596-shawn-e-reed?highlight=Shawn
https://www.czarodzieje.org/t13600-wrona-shawna
https://www.czarodzieje.org/t13598-shawn
https://www.czarodzieje.org/t13601-shawn-e-reed?highlight=Shawn
Fontanna (s) QzgSDG8




Gracz




Fontanna (s) Empty


PisanieFontanna (s) Empty Re: Fontanna (s)  Fontanna (s) EmptySob Mar 06 2021, 19:56;


W głowie mężczyzny przestawił się jakiś trybik odpowiadający za sposób spędzania przez niego czasu. W ciągu ostatniego tygodnia, wyszedł z domu w celu innym niż biznesowym częściej niż w ciągu całego ostatniego roku, jako że tak się zdarzało, że jeśli już widział się z Nessą, to zwykle było to właśnie u niego w Domu. Dziś zaś po pracy w Borginie, ruszył londyńskimi uliczkami, mijając tłumy mugoli zajętych swoimi sprawami, czytających przeróżne informacje na smarfonach i innych sprzętach, z którymi nie był już tak zaznajomiony, zatrzymując się kilka lat temu, kiedy to jeszcze był bardziej aktywny w mugolskim świecie. Billboardy raziły go po oczach, prezentując coraz to agresywniejsze reklamy na temat przeróżny – od mody, kończąc na lekach i innych ziółkach. Reed teoretycznie mógł się przeteleportować, wolał jednak już przebywać jako czarodziej wśród mugoli niż używać teleportacji wtedy, kiedy tego sytuacja nie wymuszała. Nienawidził charakterystycznego kręcenia się w głowie podczas deportacji do takiego stopnia, że był oficjalnym hejterem tego środka transportu, nawet jeśli był najbardziej uniwersalny na średnie odległości.
Żeby chwile odetchnąć, Shawn skręcił w inną uliczkę, kierując się do Hyde Parku, gdzie mógł chwile odpocząć i poczekać na przyjazd Błędnego Rycerza. Było już ciemno, choć temperatura wciąż była na plusie, nie było tak zimno, jak na przykład miesiąc temu, gdzie wolałby już się chwile pokręcić i od razu pojawić się w ciepłym domku ogrzewanym magicznie, aniżeli stać na chłodzie i marznąć. Teraz nie było tragedii, dlatego pospacerował sobie jeszcze chwilkę po parku, żeby ostatecznie usiąść na murku od fontanny, w której o dziwo była woda o tej porze roku. Zapalił sobie szlugasa i popatrzył tak o na tafle wody, myślami uciekając gdzieś indziej. Uwagę przykuła dopiero błyszcząca na złoto moneta, która wyglądała jak galeon, co się nie zdarzało często w takim miejscu jak to. Już miał sięgnąć swoją srebrną ręką, gdy poczuł na sobie kilka dłoni jednocześnie pchających go do środka fontanny. Tam też skończył i jedyne co Reed poczuł to mieszający się okropny gniew z lodowatym zimnem, które natychmiastowo przebiło się przez wszystkie mokre warstwy ubrań. Natychmiastowo wstał i wyskoczył z fontanny i rozejrzał się z furią w oczach. W oddali zobaczył dwójkę małych urwisów-dzieciaków, którzy najprawdopodobniej byli sprawcami całego wypadku. Westchnął ciężko, machając już na to ręką i przeteleportował się, uznając, że było mu już za zimno, nawet jeśli osuszył ubrania magią.

| zt

______________________


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Nessa M. Lanceley

Nauczyciel
Wiek : 22
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 158
Dodatkowo : animag
Galeony : 1336
  Liczba postów : 3653
https://www.czarodzieje.org/t15974-nessa-m-lanceley
https://www.czarodzieje.org/t15976-freya-i-korespondencja-dla-panny-lanceley#434018
https://www.czarodzieje.org/t15977-czerwone-nici-nessy#434024
https://www.czarodzieje.org/t15975-nessa-m-lanceley#433995
Fontanna (s) QzgSDG8




Moderator




Fontanna (s) Empty


PisanieFontanna (s) Empty Re: Fontanna (s)  Fontanna (s) EmptyWto Cze 29 2021, 19:29;

Kostka: [url=3]3[/url]
@Egon Franke

Pośpiech.
To było słowo, które doskonale oddawało czerwiec. Napięty grafik powodował, że nie miała czasu absolutnie na nic, pędząc z miejsca na miejsce. Korepetycje, raporty, lekcje, pomoc Reedowi czy Profesor Bennett, a do tego zamówienia na koncerty skrzypcowe, pomoc w rodzinnym sklepie i jakiekolwiek próby opanowania w lepszym stopniu magii bezróźdzkowej, nad którą od niemalże roku pracowała. Zerknęła na zegarek, przeklinając cicho pod nosem. Nienawidziła się spóźniać, a obiecała odwiedzić biuro ojca i dostarczyć kilka papierów z Londynu, które tkwiły bezpiecznie w przerzuconej przez ramie torebce, wypchanej po same brzegi. Całe szczęście, że magicznej, bo w innym wypadku by jej chyba nie uniosła. W jednym ręku trzymała futerał ze skrzypcami.
Droga przez park wydawała się jej skrótem, miłą ucieczką od zgiełku Pokątnej i tłumów, które podążały na letnie wyprzedaże — zwłaszcza te na ubrania. Wszyscy szykowali się już na wakacje, chociaż to była ostatnia pozycja na liście rudowłosej. Nie miała nawet pojęcia, czy na nie jedzie, bo z Shawnem nie miała czasu się spotkać od dobrych dwóch miesięcy, asystując mu tylko na lekcjach i mijając go w korytarzu. Karmelowe ślepia śledziły wzrokiem niewielkiego ptaka, skaczącego leniwie po zielonej gałęzi drzewa. Gdy uszu dobiegł szum wody z tutejszej fontanny, zatrzymała się i spojrzała w tafle, dostrzegając swoje blade i drobne odbicie, kontrastujące podkreślonymi czerwoną pomadką ustami. Odkąd Zazu wspomniał o tym kolorze, zdejmowała go niezwykle rzadko z warg. Ruchem głowy zgarnęła niesforny, wijący się kosmyk włosów w odcieniach miedzi na bok, bo jakimś cudem uciekł z wysokiego kucyka.
Czarna dziura.
Zamrugała zaskoczona, rozglądając się dookoła, kompletnie głupiejąc. Szalony pociąg myśli — pośpieszny rzecz jasna, zdążył odjechać, a Lanceley kompletnie nie wiedziała, co tu robi i po co tu przyszła, nie wspominając już o tym, że wszystkie parkowe aleje wyglądały tak samo, co zauważyła z westchnięciem niezadowolenia. Nie miała pojęcia, gdzie, a raczej która, prowadziła do bramy wyjściowej. Oczywiście mogła się też teleportować, gdyby tylko wiedziała gdzie.. Niby to przypadkiem wygładziła materiał sukienki, ukrywając tym samym poirytowanie, które objawiało się nerwowym stukaniem paznokci. Ludzie przechodzili zajęci swoimi sprawami, kompletnie (może na szczęście?) nie zauważając zagubionej asystentki z Hogwartu, która chyba nie wiedziała, co ze sobą zrobić przez ten nagły obrót spraw.
Chyba pośpiech był jej niezbędny do życia.

______________________

The thing women have yet to learn is nobody gives you power. You just take it.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Egon Franke

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 198
C. szczególne : charakterystyczny, niemiecki akcent
Dodatkowo : Jasnowidz
Galeony : 268
  Liczba postów : 54
https://www.czarodzieje.org/t20409-egon-franke#645703
https://www.czarodzieje.org/t20411-krokiet#645809
https://www.czarodzieje.org/t20408-egon-franke#645699
Fontanna (s) QzgSDG8




Gracz




Fontanna (s) Empty


PisanieFontanna (s) Empty Re: Fontanna (s)  Fontanna (s) EmptyWto Cze 29 2021, 19:54;

5

Wszystko w Londynie wyglądało kuriozalnie. Zarówno obco jak i znajomo. Wydawało mu się przez chwilę, że może to kwestia starych Europejskich miast, jednak jakiś honor lokalnego patrioty (do którego by się zapytany wcale nie przyznał) naciskał go do twierdzenia, że w Niemczech wszystko było lepsze. Drogi jakieś szersze, chodniki czystsze, ludzie schludniejsi, znaki kierunkowe jakieś bardziej logiczne i w zasadzie nawet samo powietrze. Pozwolił sobie w chwili wolnego przejść się po mugolskiej dzielnicy, bo zawsze fascynowało go, jak to jest możliwe, że ci ludzie istnieją tuż obok magicznego świata, nie mając o niczym pojęcia, szybko jednak uciekł na powrót przez granicę magicznej dzielnicy.
Turystyka mugolska brzmiała fascynująco i choć zawsze łaknął łakomie nowej wiedzy i doświadczeń to jednak dystansował się, czując z tyłu presję zbliżającej się migreny.
Powolne kroki skierował w stronę parku, szum fontanny w oddali obiecywał chłodną bryzę w ten wcale upalny dzień. Zatrzymał się na chwilę przy krawędzi cembrowiny, obserwując błyski słonecznego światła przedzierającego się z bezchmurnego nieba pomiędzy liśćmi drzew, przemieniając aleję w upstrzoną migotliwymi kolorami mozaikę.
- Proszę pana, moja laleczka. - usłyszał za plecami.
Laleczka?
Odwrócił powoli głowę, za głową ramiona, wszystko jakoś przesadnie flegmatycznie, bo choć uprzejmość Hilda zdążyła mu klątwą wypalić w czaszce, to ostatnie czego chciał, żeby mu jakiś kaszojad psuł nastrój artysty, albowiem owszem. Przez chwilę, doceniając widok fontanny latem, poczuł się nawet całkiem artystycznie.
Bombelek miał może z siedem, może z pięć lat. Tak trochę ponad kolano. Egon w zasadzie widział psy większe od tego dziecka, ale przy jego wzroście wszystko wydawało się sehr klein.
- Laleczka? - uniósł brwi.
Dziecko, które dopiero po chwili analizy po kucykach określił płcią dziewczęcą, wskazało rączką fontannę, tupiąc nóżkami.
- Moja laleczka! - zaczęło płaczliwie.
Poczuł dreszcz na karku, wszystko tylko nie płacz dziecka. Ile razy w nocy śniły mu się wyjące dzieci, będące echem jakiejś niespełnionej przepowiedni Hildy nie umiałby zliczyć, prędko więc odwrócił się i z uwagą przestudiował powierzchnię wody w fontannie. Żadnej laleczki. Tylko gęsto usiane fale i zaburzony obraz wypłowiałego w słońcu dryblasa. Zauważył kątem oka i szybko zignorował, jak straszne zmęczenie maluje się na jego twarzy.
Powinien się lepiej wysypiać.
Dobry żart.
Skrzywił się, bo na samą myśl o powracających koszmarach sennych ścisnęło go w skroniach. Uniósł dwa palce, by ucisnąć sobie nimi kąciki oczu i zwrócił się do dziewczynki.
- Tu nie ma żadnej laleczki. - i jakieś to były prorocze słowa. Ani laleczki, ani dziewczynki. Zamrugał baraniejąc, co to za widma i rozejrzał się w poszukiwaniu gnojka. Nigdzie w zasięgu wzroku. Albo biegała szybciej niż jackalope, albo miał już poważne omamy wzrokowo-słuchowe.- Halo? - przebąknął z silnym, niemieckim akcentem na 'o' robiąc kilka kroków wokół fontanny z nadzieją, że gdzieś dostrzeże dziewczynkę i będzie mógł uspokoić sumienie, że to nie z przemęczenia i jeszcze nie jest wariatem. Było mu to przecież pisane - oszaleć. Tak jak Hilda. Dzięki temu przekleństwu, które czarodzieje nazywali darem widzenia.
Szkoda, że nie przewidział przed sobą jakiegoś rudego gnoma, na którego wpadł jak ten pociąg pospieszny, który odjechał z torów jej myśli.
- Humpf..! - sapnął niemalże wpychając ją do wody i łapiąc za ramię w ostatniej chwili. Dostrzegł jedynie jak pasek torby zsuwa jej się siłą impetu z ramienia i karkołomnym wyczynem cyrkowca magika drugą ręką złapał neseser, zanim i ten zdecydowałby się podzielić los niewidzialnej lalki.
- Entschuldigung liebes... - powiedział cicho, właściwie za cicho, bardziej w odpowiedzi swoim myślom niż dziewczynie, którą staranował niczym buchorożec. Pulsujący ucisk w czaszce nasilił się gwałtownie, przez co skrzywił się nieprzyjemnie.- Wszystko w porządku? - wydukał, starając się zamaskować brzydką minę, jaką ją poczęstował.
W podświadomości jakaś myśl śpiewnie wplotła w rzeczywistość melodię wspomnienia czasów młodości. I innego zupełnie rudego gnoma. Równie nierozgarniętego, choć niemniej szykownego. Jasne oczy ześlizgnęły się z płomiennych włosów na futerał skrzypiec, ze skrzypiec na eleganckie obuwie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Nessa M. Lanceley

Nauczyciel
Wiek : 22
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 158
Dodatkowo : animag
Galeony : 1336
  Liczba postów : 3653
https://www.czarodzieje.org/t15974-nessa-m-lanceley
https://www.czarodzieje.org/t15976-freya-i-korespondencja-dla-panny-lanceley#434018
https://www.czarodzieje.org/t15977-czerwone-nici-nessy#434024
https://www.czarodzieje.org/t15975-nessa-m-lanceley#433995
Fontanna (s) QzgSDG8




Moderator




Fontanna (s) Empty


PisanieFontanna (s) Empty Re: Fontanna (s)  Fontanna (s) EmptyWto Cze 29 2021, 21:46;

Ludzi w parku było wielu i chociaż przez chwilę jej spojrzenie przesunęło się po sylwetce wysokiego młodzieńca, nie miała w zwyczaju się gapić. Pewnie nie zwróciłaby na niego uwagi, gdyby nie to, że przypominał rosłe drzewo — przez co przez ułamki sekund w jej głowie przemknęła samotna myśl, czy sięga mu do ramienia, chociaż, czy tylko do klatki piersiowej? Wróciła jednak do swojej pustki i braku pośpiechu, które od dobrych kilkunastu sekund wprawiały ją w osłupienie, zmieniając w słup soli przy tej nieszczęsnej fontannie. Jej szum był kojący, w parku unosił się aromat kwiatów i magicznego popcornu z wózka nieopodal, chyba też precli, ale na Merlina, co ona miała zrobić? Irytacja przemknęła już widoczniej po jej twarzy, gdy przygryzła dolną wargę w pełnym skupieniu, zaciskając na chwilę oczy. Myśl dziewczyno, co miałaś zrobić? Przecież nie miałaś wolnego popołudnia aż niedzieli!
Słyszała gdzieś w tle "laleczka" wypowiadane dziwnym akcentem, znajomym, chociaż wciąż niepołączonym z osobistością, do dziecka, którego wcale nie było, ale tego już nie widziała, zaabsorbowana własnymi sprawami. Wzruszyła ramionami ze zrezygnowaniem, przecierając ostrożnie oczy tak, aby nie rozmazać pokrywającego rudawe rzęsy tuszu. Trudno. Teraz trzeba po prostu wyjść z tego cholernego parku, udać się po kalendarz i sprawdzić. Rudy gnom wyglądał, jakby prowadził ze sobą wewnętrzny monolog, co właściwie miało miejsce, potwierdzone dodatkowym kiwnięciem głowy. Obróciła się nieco, chcąc ruszyć przed siebie i zapytać jakiegoś przechodnia o to, gdzie jest brama wyjściowa lub ewentualnie, żeby nie robić z siebie już większego pośmiewiska — użyć zaklęcia czterech stron świata.
Ten właśnie zadrżał, a ona nie zdążyła nawet zrobić kroku do przodu.
Zachwiała się, czując silne uderzenie pozbawiające ją równowagi, co właściwie nie było trudne, gdy miało się jej gabaryty. Niewypowiedziane przekleństwo przeistoczyło się jedynie we westchnięcie, gdy zacisnęła oczy gotowa do oszałamiającego finału swojego zagubienia, jakim było wpadnięcie w parkową fontannę z nieznanych jej jeszcze przyczyn. Jak można mieć takiego pecha? Próbowała trochę nieporadnie łapać swoją cenną torbę, jednak na próżno, zaciskając jedynie na czymś miękkim palce, co chyba było fragmentem materiału. Oczekiwała chłodu i pluśnięcia, a nic takiego się nie wydarzyło.

- Co do... - szepnęła pod nosem, przesuwając spojrzeniem przed siebie, jednak nie dostrzegając twarzy. Uniosła brew, zadzierając głowę. Wyżej, wyżej, wyżej.. Czy to było drzewo? Zamrugała zaskoczona, dopiero teraz dostrzegając rękę trzymającą jej ramię. Ten akcent, skąd go znała? - Słucham?
Odpowiedziała elokwentnie na jego niezrozumiałe mruknięcie w twardym języku, którego poza dzień dobry, to chyba nie znała. Kojarzyła oczywiście brzmienie, ale powiedział tak cicho, że nie była w stanie określić, czy dobrze słyszała. - Ah.. Tak, tak.. Przepraszam, zagrodziłam Panu Drogę.
Jak można być tak wysokim? Dobrą chwilę nie mogła skupić się na niczym innym, tkwiąc jeszcze w ten dziwacznej pozycji naruszającej jej przestrzeń osobistą, zanim cofnęła się, obdarzając go przelotnym uśmiechem. Tak było grzeczniej. Przypomniała sobie o trzymanym futerale, na którym mocniej zacisnęła drobne palce, upewniając się, że instrument był nietknięty.
- Wszystko w porządku? - powtórzyła jego śladem, zdając sobie sprawę, że też w jakiś sposób mogła uszkodzić jego lub jego mienie, wyciągając dłoń po odebranie swojej torby. Kompletnie nie zwróciła uwagi na jego spojrzenie przesuwające się po kosmykach włosów, drewnianej skrzyni i w końcu czarnych butach na obcasie. Złapała w palce pasek od swojego tobołka, zerkając do środka, aby upewnić się o dobrym stanie zawartości, zanim powrócił na jej ramię. Przez chwilę na niego nie patrzyła, licząc, że nagły zwrot wydarzeń sprawi, że przypomni sobie, dokąd właściwie miała pójść, ale niestety nic takiego się nie wydarzyło i jego buchorożcowe uderzenie nie sprawiło, że dostała olśnienia. Wyprostowała się więc z odrobiną rozczarowania w oczach, zadzierając głowę i kolejny raz obdarzając go spojrzeniem, miała w końcu lepszą okazję przyznać się twarzy. Głos, akcent, twarz.. Czy ona dostała eliksir zapomnienia do śniadania? Skrzaty się pomyliły i dolały do kawy, zamiast odrobiny śmietanki?
- Jeśli tak, pójdę już. Przepraszam za kłopot. - brzmiała już charakterystycznie dla siebie, spokojnie i neutralnie. Nie było sensu zabierać mu czasu. Wysiliła się jednak na kiwnięcie głową, posyłając mu jeszcze bezpośrednie spojrzenie, zanim zrobiła kilka kroków w prawo, a potem w lewo. Zatrzymała się znów, zamykając oczy z irytacją. - No tak, brama..
Mruknęła pod nosem do samej siebie, kręcąc głową z niedowierzaniem na własną głupotę, jawnie bijącą rekordy dzisiaj. A podobno blondynki są głupie.

______________________

The thing women have yet to learn is nobody gives you power. You just take it.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Egon Franke

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 198
C. szczególne : charakterystyczny, niemiecki akcent
Dodatkowo : Jasnowidz
Galeony : 268
  Liczba postów : 54
https://www.czarodzieje.org/t20409-egon-franke#645703
https://www.czarodzieje.org/t20411-krokiet#645809
https://www.czarodzieje.org/t20408-egon-franke#645699
Fontanna (s) QzgSDG8




Gracz




Fontanna (s) Empty


PisanieFontanna (s) Empty Re: Fontanna (s)  Fontanna (s) EmptyWto Cze 29 2021, 22:39;

Jest coś takiego we wspominaniu dzieciństwa, że kiedy wiesz, że byłeś gnojem, to dorastając, niechętnie je wspominasz. Oczywiście jeśli wyrobi Ci się z wiekiem jakikolwiek kompas moralny. Egon był na dobrej drodze ku temu, żeby takowy posiąść, wciąż jednak za blisko mu było do nastolatka, a za daleko go dojrzałego dżentelmena. Nie miał nawet ćwierć wieku, chętniej rzucał się w wir przygód niż w zacisze i spokój własnych czterech ścian. Może to właśnie dlatego wcale nie daleko gmerał w pamięci, by skojarzyć te włosy, karłowaty wzrost pigmeja i charakterystyczne spojrzenie osoby nazbyt dojrzałej, zbyt ułożonej, osoby, która wydawała się niemal przymuszona do bycia najdoskonalszą wersją siebie.
Bardzo ciekawym jest proces odkurzania w pamięci takich wspomnień, bardzo przyjemnie zebrać warstewkę zapomnienia z tych przebłysków chwil fajnych i wesołych, mieć świadomość, że jednak kiedyś było całkiem nieźle i wcale dobrze w tym egonowym życiu. Problem pojawiał się w momencie, w którym ta fantazji przyjemność zderzała się z rzeczywistością, w której, jakby nie patrzeć, stał jak baran, patrząc na nią niczym w katedralne malowidło, wzrokiem kompletnie pozbawionym świadomości, ni to się krzywiąc, ni uśmiechając przepraszająco.
- Co? - walnął jak w gong na jej słowa, ostatni, skończony cham. Odchrząknął więc prędko- Ależ proszę, nie. - ale proszę nie co? Puścił w końcu jej ramię, podając torbę z ostrożnością. Neurony z wysiłku trzaskały wesoło niczym iskry w domowym kominku zimową nocą, no dalej Egon, myśl. Futerał. Czarne trzewiki. Rude loki. Karzeł.
- Mhm. - przytaknął na jej pytanie prostując się i niemal zasłaniając padające na nią słońce. Słońce odbijające się w jej rudych włosach. Śmiał się kiedyś z głowy w ogniu, z takich samych rudych włosów, w których odbijało się słońce - To zabawne, przypomina mi Pani... - zaczął niewyraźnie, masując palcami dokazującą skroń, najpewniej za cicho by ją zainteresować swoim bezcelowym wywodem. Wyglądała na zafrasowaną czymś i poszukującą... no właśnie, czego? Celu?
Skrzyżował ramiona na piersi i jako ten z tej dwójki, któremu klątwa nie narobiła psikusa i nie namieszała w głowie, zanurzył się na chwilę w tej swojej wątpliwości, szukając odpowiedzi na swoje własne, niezadane nigdy pytania. Bez ruchu obserwował, jak przedreptała przed nim kilka kroków w lewo, potrząsnęła głową, jakby prowadziła ze sobą żarliwą dyskusję czy woli iść dziś w stronę centrum, czy na obrzeża, zawróciła i przedreptała kilka kroków w prawo. Po to jedynie, by znów się zatrzymać.
No raz kozłu śmierć. Lepiej prędzej niż później, żaden nie chce zostać capem.
- Kasztanek?
Na dwoje babka wróżyła, albo mógł trafić, albo trafić jak kulą w płot. Plus był taki, że przewyższał karła i zanim zamachnęłaby się, żeby dać mu w mordę zdążyłby się odchylić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Nessa M. Lanceley

Nauczyciel
Wiek : 22
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 158
Dodatkowo : animag
Galeony : 1336
  Liczba postów : 3653
https://www.czarodzieje.org/t15974-nessa-m-lanceley
https://www.czarodzieje.org/t15976-freya-i-korespondencja-dla-panny-lanceley#434018
https://www.czarodzieje.org/t15977-czerwone-nici-nessy#434024
https://www.czarodzieje.org/t15975-nessa-m-lanceley#433995
Fontanna (s) QzgSDG8




Moderator




Fontanna (s) Empty


PisanieFontanna (s) Empty Re: Fontanna (s)  Fontanna (s) EmptySob Lip 03 2021, 19:50;

Starała się pamiętać ludzi oraz ich twarze. Nie zawsze było to proste, zwłaszcza gdy były to spotkania jednorazowe lub krótkie, wakacyjne wyjazdy. Wychodziła jednak z założenia, że to forma pewnego rodzaju szacunku, co miała wpojone przez rodziców do głowy. Były jednak jednostki charakterystyczne, kolorowe, wyróżniające się na tle szarej masy unikalnością. Czasem był to błysk w oczach, czasem akcent, a niekiedy opadający kącik ust pomimo dołeczka w policzku. Wiele osób na swojej drodze mogła nazwać olbrzymami, wysokimi niczym dęby, bo przecież sama była niewyrośnięta i wciąż bywały chwile, że zastanawiała się nad dodaniem sobie kilku centymetrów za pomocą transmutacji, ale Egon miał w sobie coś poza elementami wizualnymi. Pewien talent. I chociaż coś w pustej, ogarniętej zapomnieniem głowie coś zaczęło świtać, wciąż nie była pewna, nie kojarzyła faktów. Blondyn pozostawał nieznajomym, dziwnie znanym.
Na jego wymowne i elokwentne "co" - pokręciła jedynie głową, uznając go we własnych myślach za odrobinę oderwanego od rzeczywistości. Być może turystę, który miał problem ze zrozumieniem języka angielskiego? Miał szczęście, że nie umiała czytać w myślach, bo za epitety użyte do określenia jej z pewnością trzepnęłaby go tym trzewikiem prosto w kolano. Biedak. Zaginiony w Londyńskich ulicach czarodziej. Nie zamierzała mu przeszkadzać, mając swoje sprawunki na głowie. Wciąż nie wiedziała, po co i dlaczego znalazła się w tym miejscu, ale czerwona lampka mrugała gdzieś w odmętach świadomości, nie dając jej spokoju. Było to uczucie doprowadzające Nessę do pasji, brukające jej doskonały wizerunek, bo przecież nigdy nie ignorowała i nie zapominała o obowiązkach, przekładając je nad życie prywatne. Nie było to może zdrowe, ale to była jej metoda na przetrwanie. Nie usłyszała, jak mówił o przypominaniu kogoś, żegnając się z nim krótko i obdarzając leniwym, krótkim uśmiechem, ruszyła do przodu.Była zmotywowana do przypomnienia sobie, zostawiając zasłaniający słońce, wysoki posąg o jasnych włosach za plecami.
Prawo? Lewo? Uniosła delikatnie dłoń, wypuszczając leniwie powietrze spomiędzy karminowych warg i skupiając tym samym energię magiczną, poczuła iskierki między palcami. Nie chciała robić z siebie jakiegoś pośmiewiska czy też wyjmować z torebki różdżki, więc wybrany przez nią gest do skorzystania z magii bez transmutatora musiał być dyskretny. Raptem poruszenie palcem przy zgarnianiu kosmyka za ucho, a zaklęcie czterech stron świata zostało niewerbalnie rzucone. Palec drgnął we właściwym kierunku w tym samym momencie, gdy to jedno słowo dotarło jej uszu.
Kasztanek.
Zamrugała kilkakrotnie już całkiem zbita z tropu, marszcząc brwi. Jakby ktoś otworzył jej przed oczyma album ze zdjęciami, które szybko wertowała, przypominając sobie kolejne chwile z przeszłości. Wysoki nastolatek o zawadiackim uśmiechu, egoista, absolutnie nieznośny. Taki chłopiec, do którego wzdychały koleżanki, a on absolutnie niczego z tego sobie nie robił, wciąż czując się jakby lepszym, złotym dzieckiem. Mógł wszystko. I ten twardy akcent. Westchnęła, uśmiechając się pod nosem i przymykając na chwilę oczy, opuściła dłoń.

- Nieprawdopodobne. - zaczęła, odwracając się przodem do niego, prostując głowę i obdarzając go spojrzeniem, pokręciła głową, wprawiając w ruch marchewkowe włosy. - Wciąż umiesz zirytować mnie jednym słowem, chociaż minęło ile... Pięć? Sześć? Siedem lat? Co Ty właściwie robisz w Anglii, Egonie?
Zakończyła, poprawiając ramieniem pasek od torebki i łapiąc futerał w obydwie dłonie, oparła go o swoje uda oraz kolana. Byli dorosłymi ludźmi, rzucanie trzewikiem trzeba było odłożyć na później. Był ostatnią osobą — poza Holdenem rzecz jasna, którą spodziewała się spotkać. Już prędzej Caesar by wyrósł z podziemi.

______________________

The thing women have yet to learn is nobody gives you power. You just take it.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Egon Franke

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 198
C. szczególne : charakterystyczny, niemiecki akcent
Dodatkowo : Jasnowidz
Galeony : 268
  Liczba postów : 54
https://www.czarodzieje.org/t20409-egon-franke#645703
https://www.czarodzieje.org/t20411-krokiet#645809
https://www.czarodzieje.org/t20408-egon-franke#645699
Fontanna (s) QzgSDG8




Gracz




Fontanna (s) Empty


PisanieFontanna (s) Empty Re: Fontanna (s)  Fontanna (s) EmptySob Lip 03 2021, 20:56;

Obserwował ją. Tak jak zawsze lubił obserwować ludzi - jeszcze parę lat temu była to cecha pyszałkowatego smarka, który uważał się za po prostu lepszego człowieka. Dzisiaj ta cecha wypłukała się, wyblakła w świetle słońca, stała się po prostu ciekawością. Był zainteresowany życiem, frapowali go ludzie, zmarszczka, która kreśliła się na jej czole, kiedy dreptała w jedną i drugą. Dlaczego była taka zgubiona? W zasadzie przecież to on tu był przyjezdny.
Na jej miły, choć ulotny uśmiech grzecznościowy odpowiedział równie łagodnym i równie nic nieznaczącym uśmiechem. Dopiero granat w postaci kasztanka mógł wzruszyć te chłodne i martwe wody społecznych uprzejmości. Z trudem powstrzymywał debilny uśmiech, kiedy zatrzymała się w pół kroku. Ze śmiertelną powagą na twarzy przyglądał się temu jakże znajomemu gestowi zadarcia brody (prawdopodobnie dlatego, że był wielki, a nie dlatego, że Lanceley zadzierała nosa), miedziane włosy zafalowały na wietrze, łapiąc jeszcze więcej ognistych błysków pomiędzy swoje nitki.
Powoli i z powagą uniósł obie ręce w poddańczym geście, prawie jak gdyby celowała do niego z różdżki. Rozchylił powoli usta, droczenie się z nią było jego ulubioną rozrywką, szczególnie kiedy rzadko to rzadko, ale udało mu się doprowadzić ją do stanu, w którym ta jasna skóra twarzy zaogniała się rumieńcem gniewu.
Zrobiłbym tak wiele, bylebyś coś poczuła, Lanceley.
Nigdy właściwie jej tego nie powiedział, ale zawsze dostrzegał w niej tego pięknego ptaka w złotej klatce. A czego jak czego, ograniczeń Franke nienawidził najbardziej w świecie.
Żadne jednak złośliwe przytyki z jego ust nie padły, bo i nie utrzymał powagi na twarzy. Wybuchł ciepłym, niskim śmiechem również kręcąc głową i podpierając się pod boki.
- Ty za to nie urosłaś ani o centymetr. -przechylił rozbawiony głowę, pozwalając sobie jedynie lekko odbić piłeczkę - Prawie zapomniałem, że jednak mam znajomych w tym Londynie. Dobrze Cie widzieć, Nessa. - podszedł bliżej i choć jego podświadomość zauważyła gest umieszczenia futerału niczym tarczy oddzielającej ją od niego, to przecież, choć dorósł i zmądrzał wciąż był Egonem Franke. Pochylił się i objął ją lekko, znów się śmiejąc.
- Taka sama malutka i kasztanowa. - dodał, puszczając ją i choć odchylił się lekko, to jednak przez chwilę pozwolił sobie zwrócić uwagę na zapach jej perfum, miękką linię rubinowej pomadki okalającej usta, dostrzec odbicie samego siebie w wilgotnych taflach jej oczu. Poruszył lekko głową, próbując odepchnąć od siebie uczucie metalowej klamry zaciskającej się na skroniach.
Zawsze miał w sobie coś z łobuza, prowokował niepotrzebne domysły i niczego nie mówił wprost. Trzymał dłoń na jej ramieniu odrobinę za długo na przypadek, ale i za krótko, by to skomentować. Uniósł dłoń do twarzy, by raz jeszcze dziś ucisnąć lekko kąciki oczu.
- Nie chciałbym Cię zatrzymywać, widzę, że się spieszysz, choć... sama nie wiesz dokąd? - uniósł lekko brwi, by zamaskować dyskomfort i uśmiechnął się ponownie. Robił to z pewnością częściej niż za młodu. I twarz mu jeszcze nie pękła!
- Może wysupłasz kiedyś chwilę na jakiś lunch, czy kawę? - ojciec zawsze uczył go, że kobiety nie zaprasza się ot tak na kolacje. Kolacja pozostawia niewypowiedzianą niezręczność i sugestię kontynuacji wieczora. Kobietę zaprasza się na śniadania, na lunche, by umilić jej czas i poprawić nastrój na resztę dnia. Tylko wtedy ma to sens i nawet jeśli większość życia ignorował mądrości starego cukiernika (obeznanego w temacie poprawiania nastroju swoimi magicznymi ciasteczkami), tak z wiekiem coraz częściej łapał się na tym, że zaczynał wcielać w swoje życie jego nienachalne rekomendacje.
Choć wciąż nie zdawał sobie sprawy z tego, że to po prostu dorastanie.
Lepiej późno niż wcale.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Nessa M. Lanceley

Nauczyciel
Wiek : 22
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 158
Dodatkowo : animag
Galeony : 1336
  Liczba postów : 3653
https://www.czarodzieje.org/t15974-nessa-m-lanceley
https://www.czarodzieje.org/t15976-freya-i-korespondencja-dla-panny-lanceley#434018
https://www.czarodzieje.org/t15977-czerwone-nici-nessy#434024
https://www.czarodzieje.org/t15975-nessa-m-lanceley#433995
Fontanna (s) QzgSDG8




Moderator




Fontanna (s) Empty


PisanieFontanna (s) Empty Re: Fontanna (s)  Fontanna (s) EmptySob Lip 03 2021, 21:52;

Ludzie lubili się wzajemnie obserwować. Czasem porównywać, czasem, aby wzdychać w tajemnicy lub żeby poczuć się lepszymi od tego, kogo świdrowali spojrzeniem. Taki był ich urok, nie widziała w tym nic złego, ale może też dlatego, że nigdy tego nie analizowała i nie przypasowywała konkretnych powód. Nie było sensu, nie miała na to czasu. Stąd nie dostrzegała jego powodów zerkania w stronę innych, chociaż egoistą wydawał się po prostu z gestów i zachowania. Wtedy, gdy byli młodsi. On był turystą, ona grywała w tym parku. A jednak to Nessa nie potrafiła określić ścieżki prowadzącej do bramy, co tworzyło jakąś ujmę na jej honorze. Nie dawała oczywiście po sobie poznać wewnętrznej irytacji nagłym zapominalstwem.
Pojawił się kasztan. Taki niewinny, niepozorny kasztanek. Nie słyszała tego określenia od lat i Merlin jej świadkiem, że tylko jedna osoba w całym wielkim świecie miała czelność zwracać się do niej w ten sposób. Podobnie było z klasyczną, jakże "pieszczotliwą" wszą strony jej starego przyjaciela. Jedno słowo, dookoła którego budowało się cały obraz używającej go persony. Dodawało epitety, skojarzenia, które uwalniały kolejne obrazy. Wspomnienia-czasem lepsze, czasem gorsze. Nie mogła uwierzyć w obrót wydarzeń i zawiłości losu oraz czerwonych nici przeznaczenia. Myślała przecież, że już nigdy tego bezczelnego chłopaka nie spotka, a pojedyncze ciągnięcie za warkocze czy prztyczki w kierunku jej wzrostu odejdą wraz z czasem w zapomnienie, podobnie jak wyraźność jego twarzy. Czas bywał pod względem bezlitosny. Z trudem powstrzymała prychnięcie na widok jego miny i poddańczego gestu, który wcale nie pasował do jego postury i zapamiętanego przez nią sposobu bycia. Nie wiedział, że teraz wcale nie potrzebowała różdżki, aby w niego celować — gdyby doprowadził ją na kraniec cierpliwości, jak robił to wiele razy w przeciągu lat, gdy mieli okazję się widzieć. Na jego szczęście, praca z uczniami oraz studentami, a także pomoc w prowadzeniu rodzinnego sklepu nauczyły ją cierpliwości. Być może dosięgała stanu, gdzie nie było jej kresu? Teraz jednak zaintrygowane spojrzenie wbite było bezpośrednio w niebiesko-szare spojrzenie. Salwa śmiechu nie była tym, czego by się po nim spodziewała i trzeba przyznać, że uśpił jej czujność. Wzmianka na temat wzrostu sprawiła, że wzruszyła jedynie bezradnie ramionami, nie mając w głowie żadnego elokwentnego komentarza — przynajmniej w pierwszych sekundach, aby zaraz jednak dorzucić swoje dwa knuty.

- Widocznie stojąc w kolejce po wzrost, zabrałeś cały. Na szczęście, mi zostawiłeś rozum. - uśmiechnęła się uroczo, przekręcając głowę na bok, instynktownie przechodząc do jakieś formy obrony i próby przejęcia kontroli, do czego przecież ją przyzwyczaił. Zawsze musiała uważać. Zresztą, nie była to tylko zasługa Egona. Zastygła w bezruchu, odzwyczajona od naruszania jej prywatnej przestrzeni, czego nie omieszkał zrobić. Pilnowała tego mocniej, nie chcąc żadnych plotek w pracy. I faktycznie, futerał był przenośną tarczą postawioną automatycznie przez byłą Ślizgonkę, całkiem nie zauważyła zaciśniętych mocniej na rączce palców.
- Mhm... - mruknęła najpierw jedynie, mrugając ze wbitym w jego strój spojrzeniem, jakby analizowała fakturę materiału oraz zapach perfum, który wdzierał się jej do nosa. Teraz już całkiem przysłaniał słońce, ale też resztę świata i skryty w skrzyni instrument wcale nie pomógł się jej przed tym obronić. - Tak samo wielki i jasny.
Odpowiedziała, podążając za nim spojrzeniem i przypominając sobie o oddychaniu, dopiero gdy ją puścił. Całkiem odzwyczaiła się od takich nieformalnych gestów, chyba że wychodziły od strony Trice.
- To, co właściwie tutaj robisz? Jestem przekonana, że znasz więcej osób, niż małego kasztana. Mogłeś napisać, a nie gubić się od razu w parku.
Zauważyła jeszcze, starając się ignorować dłoń na ramieniu, jakby było to normalne zachowanie wśród ludzi. Pewnie tak było. Przystąpiła z nogi na nogę, ruchem głowy zgarniając rude pukle do tyłu, pozwalając sobie przesunąć spojrzeniem po jego sylwetce. Zmężniał, odkąd widziała go ostatni raz. Zachowanie może wciąż naprowadzało na nastoletni wiek, ale postura i tężyzna przywodziły na myśl już mężczyznę, a nie chłopca. Kolejny raz pomyślała o tym, jak szybko upływał czas, a skryte w torbie sprawunki już całkiem odeszły w zapomnienie, albowiem lampka zgasła. Na jego słowa zamrugała kilkakrotnie, rozchylając usta. Nie lubiła, gdy ktoś wytykał jej takie rzeczy będące w rzeczywistości jakąś formą rysy na szkle. Nie wiedziała, co powiedzieć, bo przecież zawsze w kłamaniu była beznadziejna. Musiała więc wybrać okrężną drogę powiedzenia prawdy, która brzmiała tak źle i banalnie..
- Wiesz, mam sporo obowiązków i po prostu nie mogła zdecydować, od czego zacząć. Korepetycje, dyplomy, protokoły, listy, sklep. - wzruszyła ramionami, zwilżając usta i uśmiechając się krótko, zakryła odrobinę zawstydzenia, które wywołał poprzez wytknięcie jej niedoskonałości. Te drobne zmiany dla osób, które nie były z nią blisko, były jednak trudne do wychwycenia.
- A więc zostajesz na dłużej w Anglii? Zaskakujące. Nie sądziłam, że zdecydujesz się przenieść tutaj ze swojego kraju, skupiając się tam na karierze. - powiedziała tym swoim neutralnym tonem, całkiem szczerze. Był zdolny pomimo swojej wrodzonej złośliwości i egoizmu, który kiedyś tak mocno nim kierował. Prawda była jednak taka, że opinia nastolatki mogła różnić się od rzeczywistości, być niewłaściwie interpretowana. Nawet jeśli tym podlotkiem była ona. - Zaczęły się wakacje, a szkoła organizuje wyjazd, gdzie jadę jako opiekun w ramach pracy. Mam jeszcze trochę czasu, więc jeśli masz chęć, możemy się spotkać.
Nie była dobra w przyjmowaniu zaproszeń gdziekolwiek. Łatwo było zauważyć, że tego typu interakcje nie przychodziły jej łatwo, zwłaszcza przez dość oficjalną formę odpowiedzi. Przesunęła palcami po rączce futerału, odrywając jedną dłoń od rozgrzanej skóry i przysunęła bliżej twarzy, zgarniając rudy pukiel za ucho. Nie bardzo wiedziała, jak się zachowywać, brakowało w tym wszystkim jakieś swobody. Miała problem z określeniem ich stosunku do siebie, jego koloru, swojej własnej opinii. Nie mogła przecież sugerować się tym, co było w szkole.
- Wciąż tak lubisz karmelki?
Zapytała ni stąd, ni zowąd, gdy samotne wspomnienie przemknęło przez jej głowę, przywołując na twarz cień jakieś nostalgii. Z tym też się jej kojarzył, bo przecież miał słabość do słodyczy i chował cukierki po kieszeniach.

______________________

The thing women have yet to learn is nobody gives you power. You just take it.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Egon Franke

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 198
C. szczególne : charakterystyczny, niemiecki akcent
Dodatkowo : Jasnowidz
Galeony : 268
  Liczba postów : 54
https://www.czarodzieje.org/t20409-egon-franke#645703
https://www.czarodzieje.org/t20411-krokiet#645809
https://www.czarodzieje.org/t20408-egon-franke#645699
Fontanna (s) QzgSDG8




Gracz




Fontanna (s) Empty


PisanieFontanna (s) Empty Re: Fontanna (s)  Fontanna (s) EmptySob Lip 03 2021, 22:39;


Nie mógł o niej tego wiedzieć. Nie mógł tego po niej poznać. Choć znali się intensywnie, to przecież krótko. Choć zdawało mu się, że czasem dostrzegał pomiędzy fasetami tego diamentu przebłyski samotności i zmęczenia, to mogły być jego domysły. Kreował sobie, dokładnie tak jak ona, wizję jej osoby wokół tego, co zdołał zapamiętać z czasów ich nastoletnich dokazywań.
- I całe szczęście. - odpowiedział z pełną powagą- Ja bym pewnie nic z tym rozumem nie zrobił. - stuknął się palcem w czoło. Wcale nie, dobrze wiedziała, że głupi nie był. Braki w wiedzy nadrabiał sprytem i rezolutnością, poza tym - zawsze miał gadane. Może nieprzyjemne i dość aroganckie, ale nawet wściekły pies na swój sposób wychodzi z opresji.
To nie tak, że nie dostrzegał jej dyskomfortu swoim gestem. Nie był emocjonalnie upośledzony - jedynie wybierał nic sobie z tego nie robić. Egon Franke od kiedy nauczył się chodzić, szedł przed siebie jak lodołamacz ze zwichrowanym sterem. Dokładnie tam gdzie chciał. Zrobił usta w lekki dzióbek, unosząc w rozbawieniu brwi:
- Nazwij mnie szalonym, ale wygląd na to, że to nie ja z naszej dwójki się zgubiłem. - puścił jej oko. Przez chwilę myślał, by podrążyć temat tylko dla żartów, w końcu nie podejrzewał jej wcale o bycie zagubioną albo jakąś zapominalską, szybko jednak zaczęła się tłumaczyć, rzucając całą listą swoich obowiązków niczym serią z różdżki maszynowej, na co jego brwi zmarszczyły się lekko i swój komentarz zachował dla siebie.
Przed czym się tak chowasz w tych wszystkich swoich obowiązkach?
Ciekawość była najsilniejszym motywatorem jego życia. Z ciekawości odrzucił karierę w rodzinnej branży, bo nie chciał uschnąć w monotonii kręcenia pralin. Chciał przecież wszystkiego. Znanego i nieznanego.
Gdzieś na chwilę zmatowiał ten szelmowski uśmiech, choć usta pozostały wygięte w łuku to oczy, jednak zdawało się zamigotały jak źle dostrojony odbiornik. Cień myśli o tym po co właściwie tu przyjechał i czym to było spowodowane, echo pogrzebu matki i rozłam w rodzinie jak chmura przysłaniająca słońce - jedynie przez krótką chwilę - przysłoniła i jego. Uśmiechnął się jednak znów, całkiem wesoło:
- Karierę można robić wszędzie. - wzruszył lekko ramionami. Czy zdawała sobie z tego kiedykolwiek sprawę? Czy kiedykolwiek dopuściła w głowie myśl o tym, by wyjechać? Neutralność jej głosu spłynęła po nim, jak woda po kaczce. Nigdy specjalnie nie przejmował się konwenansami, zawsze brał garściami wszystko co chciał. Nawet teraz kiedy witał się z nią znacznie czulej, niż Anglicy mieli w zwyczaju. Taki kaprys księcia. Co zrobisz? Nic nie zrobisz.
- Jeśli tak, to będzie mi bardzo miło. Zostaje na stałe, przynajmniej póki co. Mam parę rzeczy do załatwienia. Całkiem nudnych, nic ciekawego. Z pewnością bez porównania z... wyjazdem wakacyjnym, dyplomami, protokołami, sklepem... - zaczął wyliczać z pamięci na palcach, choć całkiem w żartobliwy sposób ją lekko przedrzeźniając.- Wydawało mi się, że widziałem w mugolskiej dzielnicy taką świetną kawiarnię z gramofonem w logo. Może uda nam się do niej trafić? - w kawiarni grały płyty winylowe, lekki blues, trochę jazzowej trąbki. Egon lubił czasem zafascynować się tym, jak technologia rozwija się u niemagicznych. Społeczeństwo czarodziejskie zdawało mu się wręcz zacofane względem tego niemagicznego. Opierali się od dawna na czarach jedynie, a każdy postęp wynikał z postępu u sąsiadów bez różdżek. Kradli ich technologie i adaptowali je pod własne potrzeby.
Jak na tak potężnych czarnoksiężników, to trochę żałosne.
Niemniej jego twarz rozpromieniła się lekko, a wielka dłoń potarła kark kiedy kręcił głową.
- Ze wszystkich możliwych cech, zapamiętałaś akurat tą? - włożył jednak rękę do kieszeni i wyciągnął zawiniętego w szeleszczącą folię karmelka.- Chcesz?
Durny karmelek. A jednak to spotkanie jak magicznym zaklęciem zdjęło mu z barków zmęczenie, które przyszedł rozchodzić w tym parku. Zapomniał już o widmie dziecka, które gdzieś tam mu zamajaczyło zapewne z niedospania, zapomniał o bólu głowy - przynajmniej na chwilę. To może jednak ten karmelek nie taki durny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Nessa M. Lanceley

Nauczyciel
Wiek : 22
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 158
Dodatkowo : animag
Galeony : 1336
  Liczba postów : 3653
https://www.czarodzieje.org/t15974-nessa-m-lanceley
https://www.czarodzieje.org/t15976-freya-i-korespondencja-dla-panny-lanceley#434018
https://www.czarodzieje.org/t15977-czerwone-nici-nessy#434024
https://www.czarodzieje.org/t15975-nessa-m-lanceley#433995
Fontanna (s) QzgSDG8




Moderator




Fontanna (s) Empty


PisanieFontanna (s) Empty Re: Fontanna (s)  Fontanna (s) EmptyNie Lip 04 2021, 00:42;

Z pewnością ich nastoletnie wersje siebie różniły się od tego, co prezentowali sobą w tym momencie. Każde z nich poszło wybraną drogą, znosząc jej konsekwencje, a przynajmniej tak postrzegała dorosłość Nessa. Chociaż znali się tak, że praktycznie wcale — wiedząc jedynie drobiazgi, to wciąż dobrze pamiętała to przekomarzanie się, drobne złośliwości i towarzyszące jej tak często przy nim złość lub oburzenie. Gdy była młodsza, bardzo łatwo szło ją irytować, co zmieniło się chyba dopiero z rozpoczęciem studiów, większą odpowiedzialnością związaną z rodziną oraz historiami pełnymi ludzi, których nie było już jej w życiu. Była pewna, że on również takie miał. Lepsze, gorsze, niezależnie od ich przebiegu, to każda miała wpływ na to, kim był ten Egon stojący teraz przed nią, wysoki jak ten cholerny dąb przy starym, poczciwym Hogwarcie.
Wywróciła oczyma, tym razem autentycznie prychając, niczym ten ryś będący jej duchowym opiekunem i jednocześnie zwierzęcą formą.
- Aż nie pasuje do Ciebie ta skromność. Co zrobiłeś z samym sobą?
Zapytała jedynie retorycznie, zaskoczona dystansem do siebie. A może oczekiwał pochwały? Był mądry, a przede wszystkim zaradny. Szczerze mu zazdrościła za dzieciaka umiejętności manewrowania słowami tak, że zawsze wychodziło na jego. Radził sobie, co było bardziej pożądanymi cechami charakteru, niż zwykła mądrość. Ona nie zawsze była kluczem do sukcesu. Gdy czegoś potrzebował, zawsze znał odpowiedź. A gdy jej nie znał, tworzył pasującą i poniekąd prawdziwą w jakiś magiczny sposób. Kolejny jego talent. Złotousty Egon. Bezczelny Egon. Egoistyczny Egon. Wielki dąb Egon. Irytujący Egon. Karmelowy Egon. Kolejne epitety przemykały w jej myślach, chociaż jej twarz nie zdradzała tak dokładnych kontemplacji na temat blondyna.
W przeciwieństwie do Nessy, która upośledzona emocjonalnie była i zdawała sobie z tego sprawę, dawno stawiając wiedzę oraz karierę ponad życie prywatne, oraz ludzi. Coś kosztem czegoś, jak to kiedyś wspomniał jej jeden z nauczycieli, gdy była jeszcze na siódmym roku — nie mogła mieć wszystkiego. Niemiec też nie, chociaż może nie zdawał sobie z tego jeszcze sprawy i wciąż gonił, niczym za dmuchawcem na wietrze. Był lodołamaczem, radził sobie z ludźmi oraz z życiem. To było widać nawet w drobnych gestach z jego strony. I było to trochę przerażające.
Zacisnęła na chwilę usta, gdy zmarszczył brwi po rozmowie o zagubieniu, która tak bardzo do niej nie pasowała. Przysięgłaby mu, że nigdy wcześniej się to jej nie zdarzyło, ale szczerze wątpiła, czy by uwierzył. Przecież nie widzieli się od lat, a ludzie podobno się zmieniają, chociaż zdaniem Lance główne cechy w charakterze i nawyki pozostawały dokładnie takie same. Nie skomentowała już tego dalej, uznając, że jej odpowiedź jest wystarczająca. Zresztą, była dość małomówna — znacznie cichsza, niż kiedyś.
Przyglądała się jego twarzy, zmieniającej się mimice i iskrzącym, jasnym oczom. Każdy miał swoje sekrety, nie zamierzała grzebać w jego, chociaż odpowiedź chłopaka przyjęła z odrobiną niedowierzania. Faktycznie, mało wpasowywał się w schemat pełnych dobrych manier, zasad oraz etykiety Brytyjczyków. A mogło się jednocześnie okazać, że reprezentował sobą wszystko to, czego im brakowało.

- Tak. Miejsce nie ma znaczenia w szczeblach kariery, chociaż przyznać trzeba, że dużo łatwiej robić to w ojczystym języku. Twój angielski brzmi naprawdę dobrze. - pochwaliła go, chociaż brzmiało to bardziej, jakby zauważyła fakt. Czy myślała o wyjeździe? Nie. Nie mogła zostawić rodziców i wszystkiego, czym się tu zajmowała. Chociaż wciąż nie była pewna wybranej przez siebie kariery, była stabilna i pasowała do niej. Spełniała poniekąd oczekiwania. Zamrugała kilkakrotnie, kręcąc jedynie głową. - Każdy ma swoje sprawy Egonie, każde są ważne. Jestem przekonana, że Twoje zajęcia są również zajmujące.. Na stałe? Kolejne zaskoczenie dzisiejszego dnia.
Odpowiedziała ze wzruszeniem ramion, nie mając na celu wcześniej go przytłoczyć czy obrazić, co miała wrażenie, że trochę zrobiło. Nie było jednak sensu kwestionować braku umiejętności socjalnych, robiła to wcześniej wiele razy i nigdy nie odkryła czegoś nowego. Wydała z siebie mruknięcie, kucając zaraz i odstawiając futerał na bok. Zsunęła z ramienia torebkę, otwierając ją i grzebiąc wewnątrz, aby ostatecznie wyciągnąć ciężki i duży notes w ciemnozielonej okładce. Odszukała właściwego dnia pośród ciasno zapisanych stron — zawsze była zorganizowana, punktualna i systematyczna. Brakowało jej spontaniczności. Przesuwając czerwonym paznokciem po godzinach, zerkała w milczeniu na wskazówki zegarka na nadgarstku. - Chcesz iść na kawę teraz? Następne korepetycje mam za dwie godziny, a dostawę do sklepu mogę zrobić po zajęciach.
Zapytała, ignorując wcześniejsze przedrzeźnianie, zerkając na niego z dołu. Był sam w obcym miejscu, sam wspomniał o braku przyjaciół i jej wdrążone zachowania prefekta sugerowały, że powinna spędzić z nim trochę czasu. Zmiana otoczenia nie była łatwa. Nigdy nie była dobra w mugolskim świecie, chociaż Shawn sporo o nim opowiadał, Holden też. Skrywał jednak wiele tajemnic, niezrozumiałych dla niej wynalazków i pysznych łakoci, których czarodzieje nie mieli. Nigdy nie ukrywała też szacunku do ciężkiej pracy ludzi bez magii oraz ich osiągnięć. Czarodzieje w tych czasach ze wszystkim szli na łatwiznę. Uśmiechnęła się na jego reakcje z odrobiną rozbawienia, kiwając jedynie głową na pytanie o zapamiętanie konkretnej informacji. Wsunęła notes do torby, wstając i wygładzając sukienkę, doprowadziła się do porządku. Torba wróciła na ramię, futerał jednak wciąż tkwił przy jej nogach.
- Tak wyszło. Poproszę. - odpowiedziała w końcu, wysuwając dłoń po cukierka. Przesunęła na niego spojrzenie. Ten sam papierek od tylu lat! To musiała być jego stała miłość, słabość. Każdy miał chyba takie smaki i przyzwyczajenia, które ciężko było zmienić. Dla niej cynamonowe ślimaki z kawiarni w Hogsmeade zawsze będą najlepsze, a kawa to z małej kawiarenki w Dolinie. Jej rodzice zawsze tam ją kupowali. - Musisz mieć u nich chyba kartę złotego klienta.
Zauważyła, odwijając cukierka i wsuwając sobie do ust, zerkając wciąż na trzymany papierek oraz jego twarz, która wydawała się jej nieco blada i zbyt jasna przez promienie słońca wychylające się zza jego pleców.

______________________

The thing women have yet to learn is nobody gives you power. You just take it.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Egon Franke

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 198
C. szczególne : charakterystyczny, niemiecki akcent
Dodatkowo : Jasnowidz
Galeony : 268
  Liczba postów : 54
https://www.czarodzieje.org/t20409-egon-franke#645703
https://www.czarodzieje.org/t20411-krokiet#645809
https://www.czarodzieje.org/t20408-egon-franke#645699
Fontanna (s) QzgSDG8




Gracz




Fontanna (s) Empty


PisanieFontanna (s) Empty Re: Fontanna (s)  Fontanna (s) EmptyNie Lip 04 2021, 03:53;

Z jego gardła wydobył się niski pomruk będący maskowanym usilnie śmiechem. Parsknięcie polnej myszy, przynajmniej w jego oczach. Uszach?
- kto wie, może rzeczywiście zdurniałem. - rozłożył bezradnie ręce- Nie pasuje? Postaram się od tej chwili być znacznie bardziej zadufany i arogancki. - palcem narysował na piersi krzyżyk, symbolicznie podpisując obietnicę, mrużył jednak jedno oko, więc któż to mógł przewidzieć, co ten człowiek następnie zrobi.
A może oczekiwał pochwały. A może był zdystansowany. A może należało go po prostu nie analizować tylko brać takim człowiekiem, jakim był. Sam rzadko bawił się w jakieś dyrdymały typu zawoalowanych sugestii i aluzyjnych agitacji. W świecie osoby pchającej się przed siebie nie było miejsca na oglądanie się przez ramię. Podejmował decyzje i musiał nauczyć się robić to sprawnie, bo zależnie od ich wyniku zawsze ponosił konsekwencje. Kolej losu i życia toczyła się zawsze tym samym kołem zdarzeń. Każda akcja ma swoją reakcję, trzecia zasada dynamiki Newtona. Ilu czarodziejów znało się na zwykłej fizyce?
Zazwyczaj nie bał się konsekwencji. Bał się niewykorzystanych okazji. Jedyną konsekwencją, która zbierała żniwo w jego głowie, była ta, przed którą uciekał i uciekł aż do Londynu. Konsekwencja posiadania daru.
Fakt i świadomość, że nie mógł posiadać wszystkiego, nie powstrzymywało go specjalnie przed no cóż, zwykłym ludzkim chceniem. Okazywało się bowiem, że można znacznie więcej, jeśli tylko się bardzo chce. Wiele ograniczeń tworzyli sobie sami, doszukując się w ostrożnie niepodjętych decyzjach różnych konsekwencji, które w rzeczywistości mogłyby wcale ich nie dotyczyć. Być może dlatego, że dorastał opierzony w jaskrawe pióra egoizmu, nauczył się teraz, że by żyć, musiał żyć dla siebie.
Dlatego wylądował tu.
- A dzięki. Moja babka jest angielką, uparcie chcąc nauczyć mnie języka. mówiła do mnie tylko po angielsku. - uniósł brwi - Ale dobrze się maskuje, prawda jest taka, że po dziś dzień mam problemy z rozróżnianiem niektórych słów. - zamyślił się na chwilę, pocierając palcem podbródek - Eteryczny i ezoteryczny. Adaptować i adoptować. Fe-le-rny i fe-ral-ny. - uśmiechnął się rozbrajająco, po czym dodał dziarsko - Na szczęście nie mam akcentu. - oczywiście był to dowcip. Miał straszny akcent.
Westchnął i przyglądał jej się chwilę bez słowa. Pomimo słów, którymi się dzieliła, pomimo wyznania, że to kolejne zaskoczenie tego dnia, wydawała się być tylko wydmuszką, pustą damą z ograniczoną pojemnością emocjonalną. Mówiącą poprawnie, zachowującą się należycie, nawet o niespodziankach traktującą niemalże monotonnym, acz wielce uprzejmym tonem. Jak przez mgłę przypominało mu się. dlaczego właściwie tak ją prowokował, zawsze przecież cieszył się, kiedy w tej chodzącej oazie zapłonął choćby płomyk jakichś pasji.
- Ależ sprawi mi to ogromną przyjemność. - skinął głową.- Dwie godziny to masa czasu. Może nawet uda nam się znaleźć tę kawiarnię?
- puścił jej oko i obejrzał się, by zdecydować, którym wyjściem powinni się udać w stronę mugolskich dzielnic.
Kiedy odwrócił się od niej twarz jakby mu przygasła, spojrzenie nabrało chłodu. a usta odpuściły sobie uśmiech. Dopiero z dystansu było widać, że stał się poważnym człowiekiem. Pomimo młodego wieku nosił w sobie starość, piętno utraty czegoś, strachu przed czymś, poczucia winy. Wyraźnie starał się nie okazywać tego w towarzystwie, zdarzały się jednak w jego życiu chwile takie jak ta, kiedy pomiędzy maską, a prawdziwym obliczem pojawiała się szczelina. Pęknięcie. przez które było widać jego szare, pochmurne wnętrze.
- Złotego klienta. - uśmiechnął się znowu, reflektując w sytuacji- Muszę mu to zasugerować. Robi je mój ojciec. Od trzydziestu lat. Te same karmelki. - pokręcił głową.
Był w stanie docenić i podziwiać samozapał, przedsiębiorczość i umiejętność tkwienia w pewnej bezpiecznej rutynie, jakie preferował i prezentował jego ojciec. Niestety, na samą myśl o wpadnięciu do cukierkowego dołka rodzinnego biznesu marzył tylko o tym, by rzucić się z klifu. Karmelki, uwielbiał. Ale robić je przez pół życia? Absolutnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Nessa M. Lanceley

Nauczyciel
Wiek : 22
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 158
Dodatkowo : animag
Galeony : 1336
  Liczba postów : 3653
https://www.czarodzieje.org/t15974-nessa-m-lanceley
https://www.czarodzieje.org/t15976-freya-i-korespondencja-dla-panny-lanceley#434018
https://www.czarodzieje.org/t15977-czerwone-nici-nessy#434024
https://www.czarodzieje.org/t15975-nessa-m-lanceley#433995
Fontanna (s) QzgSDG8




Moderator




Fontanna (s) Empty


PisanieFontanna (s) Empty Re: Fontanna (s)  Fontanna (s) EmptyNie Lip 04 2021, 22:22;

Zmarszczyła brwi tak, jak on zwykle to robił w ramach reakcji na jego reakcję. Pomimo upływu lat, wciąż była przekonana o tym, jak różni są i odmiennie myślą. Nawet jeśli by próbowała i chciała, wiedziała, że nie będzie w stanie odczytać jego przemyśleń lub przewidzieć kolejnego ruchu. Był typem osoby przypominającej tornado. Nieuchwytnej. W sumie to dobrze, bo ludzie powinni być różni.
- Wystarczy, że będziesz po prostu Egonem. To Ci wychodzi najlepiej. Może ten arogancki Egon, którego pamiętam, faktycznie wydoroślał? - odpowiedziała nieco ciszej, jakby częściowo tylko jemu, a tak naprawdę to sobie. Pokręciła jednak zaraz delikatnie głową do własnych przemyśleń, uznając, że nie mają żadnego znaczenia. Personą gdybającą nigdy nie była i starała się akceptować, przyjmować świat i rzeczywistość w kolorach, w których faktycznie się malowała. Jego mogły się zmienić. Poświęciła mu w swojej głowie i tak dość dużo czasu.
Obydwoje nie bali się konsekwencji, stanowczo podejmując decyzję, chociaż robili to z całkiem odmiennych pobudek i z innym podejściem. O niewykorzystanych okazjach nigdy nie myślała, uznając, że nie mają znaczenia — już dawno temu. Kiedyś przecież wierzyła, że żałowanie to coś złego i powinno się tego unikać, a teraz po prostu unikała sytuacji, które sprowadzałyby jej myśli, chociaż odrobinę w kierunku tego typu konsternacji. Przestała świdrować go wzrokiem, a karmelowe tęczówki utknęły gdzieś w materiale jego stroju. Nie umiała określić, jakie rodzaju była cisza, która pomiędzy nimi zapadła. Męcząca? Dobra? Irytująca? Złapała głębszy oddech, odchylając głowę i chcąc widocznie ją przerwać w momencie, gdy zaczął mówić. Więc po prostu zaczęła słuchać, będąc w tym znacznie lepsza niż w prowadzeniu konwersacji.

- To podobne słowa, ale gwarantuje Ci, że jak się przyzwyczaisz do tego kraju i zaczniesz wychodzić ze znajomymi, do pubów.. Z takimi podstawami, bardzo szybko nauczysz się mówić perfekcyjnie wszystko. Nie wiedziałam, że masz Brytyjską krew, to trochę wyjaśnia.
Zaśmiała się na komentarz o akcencie, wzruszając jedynie ramionami na znak, że wcale nie zauważyła. Twardo wypowiadane słowa trochę kaleczyły łagodność angielskiego, ale pierwotnie — jej Szkockie korzenie też utrudniały rozmowę. Przez styl życia oraz naukę w Hogwarcie, całkiem o tym zapomniała, przypominając sobie o ojczystych stronach dzięki niemu.
Nie zauważyła jego westchnięcia, nie byłaby w stanie i tak go zinterpretować. Jego ocena była jednak trafna, a do tego stanu doprowadziło wiele wydarzeń w ciągu ostatnich lat. Kłamstwem byłoby stwierdzenie, że życie w ten sposób jest trudne — wręcz przeciwnie, zwłaszcza gdy skupiało się w takim stopniu na swojej karierze, którą emocje mogły tylko komplikować. Czasem o nich zapominała, pracując i funkcjonując zadaniowo, wedle grafiku. Były też chwile z Trice, chociażby, gdzie z łatwością można było udowodnić, że to wszystko wciąż gdzieś w niej tkwiło. Głęboko, być może trochę martwe i zakurzone, ale było — no, może nie wszystko. Grzebała w torebce, sprawdzała notes, wykonywała czynności z naturalną dla siebie dozą spokoju i chłodnej kalkulacji. Zaproponowała mu kawę, bo miała wrażenie, że był w tym wielkim mieście samotny. A przecież się znali, nawet jeśli nie była jego ulubionym towarzystwem, stanowiła początek. Mogła też przedstawić mu Trice, Cama.. Może byłoby mu łatwiej? Niestety, myśli miały pozostać tylko myślami, bo nie miała w zwyczaju narzucania się czy proponowania tego typu rzeczy, nawet jeśli wydawały się jej właściwie.

- Dobrze, poszukajmy. W Mugolskiej dzielnicy.. Musimy więc przejść przez dziurawy kocioł. - zaczęła, wstając po schowaniu rzeczy i otrzepując sukienkę, przewiesiła torbę przez ramię. Jej spojrzenie utknęło w futerale, który w tych okolicznościach tylko wadził. Sięgnęła po różdżkę, mimowolnie, chociaż mogła skorzystać przecież z gestu, zmniejszając go i wrzucając do torebki, niczym breloczek. Magiczny patyk też tam wrócił, tyle, że miał osobną kieszonkę.- Tak będzie wygodniej.
Mruknęła pod nosem, unosząc spojrzenie na towarzyszącego jej młodzieńca, którego twarz nagle się zmieniła. Puszczone oczko odeszło w zapomnienie, podobnie, jak błysk w oczach. Pojawił się jakiś mrok, którego nie umiała interpretować i chyba nawet nie powinna, bo stanowił część jego prywatnego świata. Było to coś, co do niego nie pasowało. Coś, przez co szaro-niebieskie tęczówki ciemniały, nabierając jakby burzowego koloru, chociaż mogła to być płatająca figle wyobraźnia. Też miał rysy na szkle.
- Twój tata? Naprawdę? - zapytała z odrobiną niedowierzania, przenosząc wzrok na papierek od cukierka, którego chwilę wcześniej wsunęła do ust. Pachniały, smakowały wciąż tak samo. Były idealnie wywarzone w smaku, miały doskonałą strukturę. - To bardzo zdolny rzemieślnik cukierniczy. Też umiesz je robić, Egonie? Chociaż całkiem nie wyobrażam sobie Ciebie przy piecu lub tworzącego czekoladki z czapką. Przepyszne są.
Uwielbiała taką rutynę. Była bezpieczna, miała ją pod kontrolą i to ona tworzyła zasady. A Nessa czuła się paskudnie, gdy panował chaos i traciła panowanie. Ruchem dłoni wskazała na jedną z alejek, która prowadziła w stronę barów — a przynajmniej tak dosłyszała z rozmowy jakichś przyjaciółek, przechodzących obok. Leniwie zaczęła iść, o dziwo ciesząc się spacerem.
- Znalazłeś sobie jakieś lokum? Londyn ma ciekawe oferty wynajmu. Jeden z moich studentów też ostatnio czegoś szukał..
Zaczęła temat, chociaż znów dość formalnie i grzecznie, ale taka już chyba po prostu była. Nie zadzierała też ciągle głowy, nie odwracała jej, aby nieprzerwanie świdrować go spojrzeniem karmelowych tęczówek, które podobnie, jak właścicielka, umiały być przytłaczające. - Trudno mi uwierzyć, że akurat Ty przeniosłeś się do Londynu. To wciąż abstrakcyjne.

+

______________________

The thing women have yet to learn is nobody gives you power. You just take it.

___________________


Ostatnio zmieniony przez Nessa M. Lanceley dnia Sro Lip 21 2021, 15:08, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Egon Franke

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 198
C. szczególne : charakterystyczny, niemiecki akcent
Dodatkowo : Jasnowidz
Galeony : 268
  Liczba postów : 54
https://www.czarodzieje.org/t20409-egon-franke#645703
https://www.czarodzieje.org/t20411-krokiet#645809
https://www.czarodzieje.org/t20408-egon-franke#645699
Fontanna (s) QzgSDG8




Gracz




Fontanna (s) Empty


PisanieFontanna (s) Empty Re: Fontanna (s)  Fontanna (s) EmptyPon Lip 05 2021, 15:46;

Chwycił się dramatycznie za pierś, słysząc jej słowa. Cios prosto w serce! On? Arogancki? Pokręcił z rozbawieniem głową. Z pewnością taki był, kto wie, może nadal taki jest, tylko nauczył się ukrywać swoje ostre krawędzie znacznie bardziej pod pierzynką eleganckich gestów, wyszukanych słów i czarującego uśmiechu, który zdołał wyrobić na przestrzeni lat.
Zdawało się, że w odróżnieniu od niej w jego głowie panował cichy spokój. Nie próbując analizować wszystkiego, doszukiwać się powodów i konsekwencji czuł, że może rozłożyć wszystkie żagle, że podbój oceanu możliwości jest całkiem realny. Zapominał czasem o ciężkiej kotwicy przytwierdzonej żeliwnym łańcuchem do nogi, przez co często kiedy się rozpędził przewracał się, by rozkwasić sobie nos o asfalt.
Tyle lat wypierał posiadanie daru, że magia niczym obrażona kochanica teraz mściła się na nim każdego dnia.
- Wyjaśnia? - uniósł brwi z zaciekawieniem, choć właściwie nie był zaciekawiony. Nie interesowało go praktycznie nic, co było związane z Hildą. Trauma dzieciństwa spędzonego w cieniu jej despotycznej osobowości wciąż kładła się cieniem na nawet najzieleńsze pola rozkosznej błogości, po których błądziły jego myśli. Odruchowo się wzdrygnął, choć sam nawet tego nie zauważył. Jak piętno wypalone na hodowlanym bydle, czarne i zagojone grubą blizną, nosił na sobie spojrzenie Hildy. Czarne. Gojące się blizną.
- Dziurawy kocioł it is. - rozporządził więc. Nawet gotów był ponieść jej te skrzypce, ale szybko uporała się z nimi zaklęciem transmutacyjnym, co jedynie wzbudziło w nim wątpliwość, dlaczego od razu tak nie uczyniła.
Skierowali się spokojnym krokiem w stronę wyjścia z parku, choć Franke nie był lokalsem zapamiętywał z łatwością swoje położenie w przestrzeni. Dziurawy Kocioł, niestety, w swojej głowie zapamiętując jako dość cuchnącą duchotą spelunę, pełna przedziwnych indywiduów.
W Düsseldorfie było wiele punktów pozwalających czarodziejom przemieszczać się między dwoma światami - budki telefoniczne, kabiny łazienkowe, ukryte przedziały metra, kojarzył nawet lodziarnię sprytnie maskującą przejście w eleganckim, wielkim lustrze w korytarzu na zaplecze.
- Mhm. - potwierdził kiwnięciem głową. Patrzył na nią przez chwilę z dziwnym uśmiechem, zastanawiając się, czy się właśnie odrobinę nie ożywiła, mówiąc o słodyczach?
- Trochę próbował mnie uczyć swojego fachu, ale zawsze interesowało mnie wszystko inne, niż siedzenie na zapleczu cukierni. - uniósł brwi. Psy sąsiadów, wyścigowe miotły, zakłady o to kto czego nie zrobi, potem bójki, majtki koleżanek, używki, studia. Może i by żałował, że nie umiał wtedy doskonalić jakichś umiejętności kulinarnych, ale przecież nie oglądał się za siebie. Co było, to było. - Coś tam umiem. - przyznał z rozbawieniem - Ale się nie umywam do tego co on potrafi.
Pogrążeni w dalszej, lekkiej rozmowie opuścili park.

2 x zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Fontanna (s) QzgSDG8








Fontanna (s) Empty


PisanieFontanna (s) Empty Re: Fontanna (s)  Fontanna (s) Empty;

Powrót do góry Go down
 

Fontanna (s)

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Fontanna (s) JHTDsR7 :: 
londyn
 :: 
Ulica Pokatna
-