Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 Brzeg rzeki (s)

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 2 z 3 Previous  1, 2, 3  Next
AutorWiadomość


Dina Harlow

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 164
Dodatkowo : Pół wila, prefekt
Galeony : 916
  Liczba postów : 858
https://www.czarodzieje.org/t17491-claudine-harlow#491028
https://www.czarodzieje.org/t17497-pumpkin#491256
https://www.czarodzieje.org/t17496-dina-harlow#491254
https://www.czarodzieje.org/t17493-dina-harlow#491062
https://www.czarodzieje.org/t18297-dina-harlow-dziennik
Brzeg rzeki (s) - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Brzeg rzeki (s) - Page 2 Empty


PisanieBrzeg rzeki (s) - Page 2 Empty Brzeg rzeki (s)  Brzeg rzeki (s) - Page 2 EmptyCzw 9 Kwi - 22:32;

First topic message reminder :


Rzeka


Niedaleko centrum przez miasteczko przepływa niewielki strumyk, który jedynie nadaje uroku okolicy. W ciepłe dni, aż do późnej jesieni, często można zaobserwować ludzi piknikujących przy brzegu wody. Jest to okolica bardzo przyjemna do spacerów zarówno w dzień jak i wieczorami, tak urzekająca, że czasem nawet można zaobserwować tu, zachęcone przyjemnym cieniem i wysokimi trawami, dzikie zwierzęta podchodzące do wodopoju.
Kości wydarzeń::
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość


Maelynn Breeden

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 165 cm
C. szczególne : Bardzo często nosi ze sobą pluszowego lisa o imieniu "Malia", miewa napady lękowe i ataki paniki
Galeony : 147
  Liczba postów : 154
https://www.czarodzieje.org/t19754-maelynn-breeden#594818
https://www.czarodzieje.org/t19764-reyna#595583
https://www.czarodzieje.org/t19128-maelynn-breeden#557047
Brzeg rzeki (s) - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Brzeg rzeki (s) - Page 2 Empty


PisanieBrzeg rzeki (s) - Page 2 Empty Re: Brzeg rzeki (s)  Brzeg rzeki (s) - Page 2 EmptyNie 25 Paź - 12:36;

Kostka: 2

Ostatnia wyprawa zielarska okazała się wielkim fiaskiem, więc potrzebna była druga. Tym razem postanowiła nie zapuszczać się w możliwie niebezpieczne okolice i poszukać roślin w okolicy wioskowej rzeki. Pokrzywa lekarska, będąca celem jej poszukiwań, nie powinna być trudna do odnalezienia, ba, z tego co wiedziała, był to chwast rosnący niemalże wszędzie. Pomimo zwiększenia bezpieczeństwa miejsca i tak umówiła się bardziej doświadczonym kolegą. Co dwie głowy to nie jedna, a i będzie się czuła bezpieczniej, wiedząc, że przy ewentualnym powtórnym ataku ktoś jest obok niej. O małej wycieczce do Munga, póki co wiedział tylko Felinus, jej magomedyczka i opiekunka domu, ale miała wrażenie, że prędzej czy później ta informacja ujrzy światło dzienne. Zawsze tak było.
Przybywszy na miejsce spotkania, uśmiechnęła się widząc czekającego na nią @Maximilian Felix Solberg i uniosła prawą rękę w geście przywitania. Słysząc pytanie, przewróciła oczami i pokręciła głową z widocznym rozbawieniem.
-Jakbym sobie nie radziła, to skorzystam z twoich zdolności.
Spuściła wzrok i spojrzała na swoje skórzane rękawiczki, które miały zapewnić jej ochronę przed piekącym działaniem pokrzywy. Mały nożyk i wielka różdżka dopełniała wyposażenie bojowe puchonki. Powracając wzrokiem na ślizgona ujrzała, że ten trzyma worek na śmieci i jest nagabywany przez jakiegoś dzieciaka. Przekrzywiła głowę i uśmiechnęła się, wydając z siebie "ooooo", uważając tą scenę za bardzo uroczą. Tym bardziej że Max zgodził się na pomoc.
-Tylko mi się tam nie utop, bohaterze. Mam swoją laskę i znam tylko podstawowe zaklęcia leczące, więc nie spodziewaj się cudów.
Podeszła bliżej niego, urwała nieco dłuższej trawy i założyła mu ją za ucho.
-Na szczęście.
Zacisnęła usta, które zadrżały w powstrzymanym uśmiechu i odeszła nieco na bok, rozglądać się za pokrzywą. Zamiast tego natknęła się na biedną kaczuszkę, której nóżki utknęły w stercie błota. Musiała być wyczerpana próbą wydostania się, bo nie wydawała żadnego dźwięku i widać było, jak bardzo szybko oddycha. Podeszła do niej powoli i delikatnie odgarnęła warstwę błota, by nie zrobić zwierzęciu krzywdy. Po uwolnieniu kaczki wzięła ją do rąk i podniosła do góry. Rozejrzała się za Maxem, kciukiem gładząc ciało kaczki.
-Max! Mam zwierzątko w opałach!
Ruszyła w jego kierunku, brudząc swoje buty i spodnie w błocie. Pokrzywa musiała zaczekać, miała życie do uratowania!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Felix Solberg

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : leworęczność, dupa nie zaklęciarz, Znak zorzy w postaci czerwonej kreski na palcach lewej dłoni, tatuaż kojota na lewym ramieniu
Galeony : 1162
  Liczba postów : 8676
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18542-relacje-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Brzeg rzeki (s) - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Brzeg rzeki (s) - Page 2 Empty


PisanieBrzeg rzeki (s) - Page 2 Empty Re: Brzeg rzeki (s)  Brzeg rzeki (s) - Page 2 EmptyNie 25 Paź - 16:20;

Zdolności zielarskie Solberga... To brzmiało jak mało śmieszny żart, chociaż trzeba było przyznać, że od wizyty w jaskini z Saskio naprawdę wziął się do roboty i zaczął przykładać do tego przedmiotu. Sam był nawet zdziwiony, że egzamin końcowy poszedł mu tak dobrze. Nadal jednak, nie miał tego samego toku rozumowania, co przy pracy z kociołkiem i najzwyczajniej w świecie nie myślał aż tak o BHP, co poskutkowało tym, że zapomniał swoich rękawic.
-Mądry ruch. Powinienem też o tym pomyśleć. Miejmy nadzieję, że nie będą mi potrzebne. - Waleriana raczej nie sprawiała tylu urazów, co pokrzywa lekarska, ale po drodze do niej mógł naciąć się na mniej przyjemne rzeczy.
Posłał puchonce rozbawione spojrzenie, gdy ta rozpływała się nad widokiem Solberga z dzieckiem i workiem na śmieci. Wyobrażał sobie wiele bardziej uroczysz scenerii, ale faktycznie mógł teraz wyglądać jak starszy brat gotowy nieść pomoc smarkaczowi.
-No to módl się do Helgi żebym wrócił cały. - Już miał ruszać w kierunku rzeki, gdy dziewczyna założyła mu kawałek trawy za ucho. -Z takim talizmanem na pewno wrócę cały i zdrowy. Jakby coś się działo to krzycz. - Powiedział i zaczął swoją misję odśmiecania wody.
Jeden po drugim wyciągał papierki, puszki i inne syfy z dna rzeki, robiąc to raczej w sposób mugolski. Nie przeszkadzało mu, że całe ubranie zostało zmoczone, a jego ciało i ubrania pokryły się mułem. Chciał wykonać swoją robotę i wrócić do tego, po co tutaj tak naprawdę przyszedł.
Nagle usłyszał wołanie Mae o pomoc. Odwrócił się w jej kierunku i zostawiając worek ze śmieciami na brzegu rzeki, ruszył w stronę dziewczyny i jej małego pacjenta. Pech chciał jednak, że wspinając się po brzegu, potknął się i upadł prosto w pokrzywy.
-Hej, Mae, znalazłem to, czego szukasz! - Zaśmiał się wstając i otrzepując lekko z brudu. Skóra piekła go od spotkania z rośliną, ale otrzepał się tylko z piachu i podszedł do dziewczyny.
-Pokaż mi, co tutaj mamy. - Obejrzał trzymaną w rękach puchonki kaczuszkę i dostrzegł niewielką drzazgę między jej piórami.
-Gotowa zabawić się w magiweterynarza? Astral Forcipe powinno sobie poradzić tutaj idealnie. - Zaproponował użycie jednego z prostszych zaklęć służących do wyjmowania ciał obcych z organizmu. Mogli to zrobić oczywiście i bez użycia magii, ale zawsze warto było wprawiać się w pierwszej magicznej pomocy. Uśmiechnął się pod nosem, wspominając zajęcia z WDŻ, gdzie musiał ćwiczyć właśnie to zaklęcie i był z siebie naprawdę dumny, gdy wyszło mu za pierwszym razem i to jeszcze niewerbalnie.

______________________



 
I thought that I could walk away easily
But here I am, falling down on my knees
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maelynn Breeden

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 165 cm
C. szczególne : Bardzo często nosi ze sobą pluszowego lisa o imieniu "Malia", miewa napady lękowe i ataki paniki
Galeony : 147
  Liczba postów : 154
https://www.czarodzieje.org/t19754-maelynn-breeden#594818
https://www.czarodzieje.org/t19764-reyna#595583
https://www.czarodzieje.org/t19128-maelynn-breeden#557047
Brzeg rzeki (s) - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Brzeg rzeki (s) - Page 2 Empty


PisanieBrzeg rzeki (s) - Page 2 Empty Re: Brzeg rzeki (s)  Brzeg rzeki (s) - Page 2 EmptyNie 25 Paź - 18:06;

Kątem oka obserwowała idącego w jej kierunku Maxa, więc kiedy ten się przewrócił, parsknęła śmiechem. Cały przemoczony i ubrudzony, zamiast wzbudzać współczucie u puchonki, z niewiadomej przyczyny ją jedynie rozbawił. Spotkanie z pokrzywą wywołało kolejne parsknięcie, tym razem połączone z mimiką twarzy ukazującą zmartwienie.
-Bardzo się spiekłeś? Chyba jesteś już na tyle wysoki, że nie musisz jeść pokrzywy!
Rzuciła żartobliwie, a gdy ślizgon do niej prawą rękę kaczkę i sięgnęła po różdżkę.
-Levatur dolor!
Rzuciła proste zaklęcie zmniejszające ból, kierując je w miejsce, które zaczerwieniło się najbardziej. Uśmiechnęła się i odczekała chwilę na dokończenie oględzin przez Maxa. Słysząc o użyciu zaklęcia na biednej kaczce, już nie była taka do przodu. Chrząknęła i spojrzała na swoją różdżkę, a następnie na zwierzątko, jakby porównując ich wielkość.
-Wiesz co...nie chce jej zrobić większej krzywdy.
Schowała różdżkę, ponownie złapała kaczkę oburącz i wyciągnęła ją w kierunku Maxa.
-Może ty to zrób, a ja popatrzę, jak robi to ktoś bardziej doświadczony.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Felix Solberg

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : leworęczność, dupa nie zaklęciarz, Znak zorzy w postaci czerwonej kreski na palcach lewej dłoni, tatuaż kojota na lewym ramieniu
Galeony : 1162
  Liczba postów : 8676
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18542-relacje-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Brzeg rzeki (s) - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Brzeg rzeki (s) - Page 2 Empty


PisanieBrzeg rzeki (s) - Page 2 Empty Re: Brzeg rzeki (s)  Brzeg rzeki (s) - Page 2 EmptyNie 25 Paź - 18:31;

Sam uśmiał się ze swojej spektakularnej gleby. Jedyna godność podczas poruszania się zostawała mu ewentualnie na miotle, chociaż podczas ostatniego meczu z gryfonami zawiódł sam siebie.
-Nie jest źle. A wzrostu nigdy za mało. Jeszcze opiekuna gryfonów nie przerosłem. - Prawda, był jednym z najwyższych uczniów chociaż wciąż złoty medal za bycie żyrafą należał do misiowatego Leonardo.
-Dzięki. Od razu lepiej. Ale zajmijmy się najpierw kaczką. - Powiedział, uśmiechając się w podziękowaniu do puchonki. Faktycznie złagodzenie poparzeń pozwalało mu się nieco lepiej skupić i przez to mógł bardziej precyzyjnie zająć się ich kaczym pacjentem.
-Jesteś pewna? - Skoro jednak dziewczyna nie chciała ryzykować, Max machnął różdżką i delikatnie usunął z niej drzazgę. Jednak zamiast wrócić do poszukiwania roślin, wziął drzazgę i wbił ją sobie lekko w palec.
-Spróbuj w takim razie usunąć ją z mojej ręki. Nie martw się, jak nie wyjdzie, znieczulę się i w razie czego uleczę. - Uspokoił ją, po czym rzucił na swój palec Durito. -To teraz na spokojnie Astral Forcipe. - Zachęcił puchonkę do działania, wierząc, że poradzi sobie z jednym z prostszych zaklęć uzdrawiających.



______________________



 
I thought that I could walk away easily
But here I am, falling down on my knees
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maelynn Breeden

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 165 cm
C. szczególne : Bardzo często nosi ze sobą pluszowego lisa o imieniu "Malia", miewa napady lękowe i ataki paniki
Galeony : 147
  Liczba postów : 154
https://www.czarodzieje.org/t19754-maelynn-breeden#594818
https://www.czarodzieje.org/t19764-reyna#595583
https://www.czarodzieje.org/t19128-maelynn-breeden#557047
Brzeg rzeki (s) - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Brzeg rzeki (s) - Page 2 Empty


PisanieBrzeg rzeki (s) - Page 2 Empty Re: Brzeg rzeki (s)  Brzeg rzeki (s) - Page 2 EmptySro 28 Paź - 19:36;

Na wzmiankę o opiekunie gryfonów wyobraziła sobie siebie stojącą obok nauczyciela. Mała Mae zadzierająca głowę do tyłu, by móc ujrzeć brodę mężczyzny. Wyglądaliby niczym ojciec i córka.
-Mhm, tylko jak zaczniesz rosnąć to by móc poczochrać ciebie po głowie będę musiała nosić ze sobą drabinę. Gdzie tu ta doza niepewności i zaskoczenia, kiedy to zrobię?
Stanęła na palcach i zmierzwiła włosy ślizgona, uśmiechając się szeroko i śmiejąc. Gdy ten zajmował się kaczką, złączyła ręce przed sobą, obserwując go z zagryzioną wargą i kiwając się lekko na boki. Odetchnęła z ulgą po uratowaniu biednej kaczki od drzazgi, zaraz niemalże zapowietrzając się, widząc, co Max robi. Równoczesne przewrócenie oczami, westchnięcie, jęknięcie i uderzenie się rękami w twarz...no po prostu się załamała.
-Jesteś głupi, wiesz o tym?
Ponownie westchnęła, przesuwając palce w dół swojej twarzy. Chwyciła pewniej różdżkę i przystawiła jej koniec blisko zranionego palca. Machnęła nią kilka razy, jakby mierząc i wykonując odpowiedni ruch ręką, wypowiedziała zaklęcie.
-Astral Forcipe!
Drzazga wystrzeliła z palca ślizgona i poleciała w siną dal, spadając w jakieś krzaki. Dziewczyna zamrugała kilka razy i odwróciła głowę, rumieniąc się niczym burak.
-To ja...zobaczę na tą pokrzywę.
Wymamrotała, ominęła Maxa i podeszła bliżej pokrzywy, obok której kucnęła. Wyciągnęła nożyk i powoli zaczęła ucinać liście, obcinając roślinę w dół.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Felix Solberg

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : leworęczność, dupa nie zaklęciarz, Znak zorzy w postaci czerwonej kreski na palcach lewej dłoni, tatuaż kojota na lewym ramieniu
Galeony : 1162
  Liczba postów : 8676
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18542-relacje-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Brzeg rzeki (s) - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Brzeg rzeki (s) - Page 2 Empty


PisanieBrzeg rzeki (s) - Page 2 Empty Re: Brzeg rzeki (s)  Brzeg rzeki (s) - Page 2 EmptyCzw 29 Paź - 18:31;

Leo zdecydowanie wyglądał jak olbrzym przy większości rezydentów Hogwartu. Nic dziwnego, że jako zwierzak przybierał formę niedźwiedzia. Max często zastanawiał się, jak sam wyglądałby gdyby nagle postanowił zostać animagiem.
-No tak, nie mam serca odbierać Ci tej zabawy. - Zaśmiał się, by sekundę później poczuć jej dłoń na swoich włosach. Lubił ten gest, który sam często stosował wobec swojego przybranego brata. Do tego podziwiał każdego, kto zadał sobie trud, by dosięgnąć czubka jego głowy.
-Powiedz mi coś, czego nie wiem. - Wyszczerzył się do niej patrząc, jak dziewczyna sprawnie wyciąga zaklęciem drzazgę. Kropelka krwi popłynęła z dziury po obiekcie.
-No i widzisz! Wyszło Ci bezbłędnie. Następna ranna kaczuszka będzie Ci wdzięczna. - Uśmiechnął się do niej, po czym Mae przypomniała mu, po co tak naprawdę tutaj się spotkali.
-Na prawo od mojego worka na śmieci masz okazałą kępkę! - Rzucił puchonce wskazówkę, a sam poszedł szukać waleriany. Spacerował wzdłuż brzegu ostrożnie przyglądając się każdemu zielsku, jakie napotkał. Wiele cennych składników na eliksiry mignęło przed jego oczami, ale żaden nie był tym, którego obecnie potrzebował.

______________________



 
I thought that I could walk away easily
But here I am, falling down on my knees
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maelynn Breeden

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 165 cm
C. szczególne : Bardzo często nosi ze sobą pluszowego lisa o imieniu "Malia", miewa napady lękowe i ataki paniki
Galeony : 147
  Liczba postów : 154
https://www.czarodzieje.org/t19754-maelynn-breeden#594818
https://www.czarodzieje.org/t19764-reyna#595583
https://www.czarodzieje.org/t19128-maelynn-breeden#557047
Brzeg rzeki (s) - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Brzeg rzeki (s) - Page 2 Empty


PisanieBrzeg rzeki (s) - Page 2 Empty Re: Brzeg rzeki (s)  Brzeg rzeki (s) - Page 2 EmptyCzw 29 Paź - 21:55;

Obcinając liście kątem oka obserwowała poczynania Maxa, gdy ten nie był zasłonięty roślinnością. Zastanawiała się, czy znowu nie wpadnie w jakąś pokrzywę lub w coś bardziej niebezpiecznego dla jego zdrowia. Wzdychała sobie cicho, pakując zdrowe liście do woreczka, a pozostałe odkładając na bok. Gdy skończyła podeszła powoli do kępki wskazanej przez ślizgona, uważając, by nie wdepnąć w jakąś ranną kaczuszkę lub dziwaczną rzecz. Obcięła jeszcze kilka liście, następnie ucięła całą pokrzywę, robiąc to najniżej, jak mogła. Worek z liśćmi schowała do torby, a uciętą pokrzywę owinęła w kawałek pergaminu i też wrzuciła do torby. Schowała nożyk i podeszła po worek na śmieci pozostawiony przez Maxa. Wyciągnęła go na brzeg i zaczekała chwilę, aż dzieciak po niego się zjawi. Odprowadziła go wzrokiem, uśmiechając się przy tym lekko i ruszyła w stronę ślizgona, rozglądając się za jego walerianą.
-Hej, Max! Znalazłeś coś?
Powiedziała głośno, ściągając na siebie uwagę wszystkich Maxów w okolicy. Uśmiechnęła się pod nosem, czując na sobie obce spojrzenia i pochyliła głowę, skupiając swoją uwagę na to co znajdowało się na ziemi. Wśród rzecznych krzaków i chwastów trudno było dostrzec pożyteczne rośliny, co utrudniało poszukiwania.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Felix Solberg

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : leworęczność, dupa nie zaklęciarz, Znak zorzy w postaci czerwonej kreski na palcach lewej dłoni, tatuaż kojota na lewym ramieniu
Galeony : 1162
  Liczba postów : 8676
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18542-relacje-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Brzeg rzeki (s) - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Brzeg rzeki (s) - Page 2 Empty


PisanieBrzeg rzeki (s) - Page 2 Empty Re: Brzeg rzeki (s)  Brzeg rzeki (s) - Page 2 EmptyCzw 29 Paź - 23:02;

Po krótkiej wyprawie w końcu zobaczył to, czego potrzebował. Kilka sztuk waleriany rosło sobie beztrosko pod murem i czekało aż ślizgon się do nich dobierze. Wyciągnął nóż z kieszeni i powoli zaczął obrabiać roślinę. Miał na tę okazję przyszykowane trzy woreczki. Do jednego trafiały kwiaty, drugi Max zapełniał liśćmi, a do ostatniego wrzucał łodygi. W ten sposób miał już przygotowaną roślinę do wstępnej obróbki i nie musiał tracić na to czasu podczas warzenia danego eliksiru.
Odwrócił się słysząc wołanie puchonki przy okazji przypadkowo zahaczając ostrzem o dłoń i powodując jej krwawienie. Szybko odsunął ją od rośliny, by przypadkiem się nie zabrudziły przy okazji tracąc swoje właściwości. Dbałość o składniki była równie ważna, co odpowiedni przepis podczas przyrządzania eliksiru.
-Tak, mam, ale nie wiem czy to wystarczy. - Przyznał szczerze, wskazując Mae swoją lokalizację i przede wszystkim lokalizację zielska.
-Jakbyś jeszcze coś zauważyła to weź mi krzyknij. - Poprosił samemu powracając do waleriany, chociaż uprzednio wyleczył skaleczenie szybkim zaklęciem. BHP to podstawa. Czy coś takiego.
W końcu wszystkie sztuki waleriany zostały odpowiednio rozłożone do woreczków i Max podniósł się, by ponowić swoje poszukiwania. Wtedy też podbiegł do niego dzieciak, który zaciągnął go do sprzątania rzeki.
-Zostawiłem pełen worek o tam, koło tej miłej dziewczyny. - Wskazał małolatowi kierunek licząc, że ten da mu w spokoju skończyć to, po co szwendał się na brzegu rzeki. Nie miał całego dnia, a chciał jeszcze zdążyć na kolację w Wielkiej Sali. Powoli wracał mu apetyt, co naprawdę dobrze wróżyło.

______________________



 
I thought that I could walk away easily
But here I am, falling down on my knees
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maelynn Breeden

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 165 cm
C. szczególne : Bardzo często nosi ze sobą pluszowego lisa o imieniu "Malia", miewa napady lękowe i ataki paniki
Galeony : 147
  Liczba postów : 154
https://www.czarodzieje.org/t19754-maelynn-breeden#594818
https://www.czarodzieje.org/t19764-reyna#595583
https://www.czarodzieje.org/t19128-maelynn-breeden#557047
Brzeg rzeki (s) - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Brzeg rzeki (s) - Page 2 Empty


PisanieBrzeg rzeki (s) - Page 2 Empty Re: Brzeg rzeki (s)  Brzeg rzeki (s) - Page 2 EmptyCzw 29 Paź - 23:26;

Poszukiwania waleriany urozmaiciła sobie zbieraniem śmieci. Skoro młodziaki zbierały pozostałości po niekulturalnych czarodziejach, a co jakiś czas kopała puszkę lub odnajdywała papierem w trawie, to dorzuciła swoje trzy grosze. Podrzuciła swoje znaleziska pobliskiemu chłopakowi, obdarzając go słodkim uśmiechem. Wszyscy byli tacy młodzi i trochę przypominali Calię. Na wspomnienie o zmarłej siostrze momentalnie posmutniała i musiała odwrócić wzrok, by zakryć nieposłuszną łzę, płynącą po policzku. Szybko ją wytarła i wróciła do poszukiwań. Zerwała kilka ładniejszych dzikich kwiatów i włożyła je sobie za lewe ucho. Chodząc niczym żuraw na polowaniu, nuciła sobie bliżej nieokreśloną piosenkę, chcąc umilić sobie czas. Po dłużej chwili wyprostowała się, widocznie zawiedziona. Udało jej się znaleźć małą walerianę, widocznie zdominowaną przez chwasty. Ucięła ją od spodu i całą zaniosła Maxowi. Zatrzymała się obok ślizgona, przyglądając się jego zdobyczy.
-No, zebrałeś więcej niż ja.
Zagryzła wargę, wbijając wzrok w Maxa i zakołysała torbą, ruszając się na boki. Złączyła ręce przed sobą, przystając w stosunkowo uroczej pozycji.
-Wracając do czegoś, czego nie wiesz...zaimponowałeś mi swoją pomocą. Sporo panów, których znam, wskoczenie do rzeki za śmieciami uznałoby za coś poniżej ich godności. Miło było patrzeć, jak okazujesz dobroć, kiedy starsi i podobno mądrzejsi od nas skaczą sobie do gardeł. Powinni zachowywać się tak jak ty i jednoczyć się w zapewnieniu dobra nam wszystkim, a nie skupiać swoje siły na bezsensownych utarczkach.
Uśmiechnęła się lewym kątem ust i wystawiła przed siebie zerwaną walerianę.

Łagodzenie sytuacji między domami: 3/4
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Felix Solberg

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : leworęczność, dupa nie zaklęciarz, Znak zorzy w postaci czerwonej kreski na palcach lewej dłoni, tatuaż kojota na lewym ramieniu
Galeony : 1162
  Liczba postów : 8676
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18542-relacje-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Brzeg rzeki (s) - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Brzeg rzeki (s) - Page 2 Empty


PisanieBrzeg rzeki (s) - Page 2 Empty Re: Brzeg rzeki (s)  Brzeg rzeki (s) - Page 2 EmptyPią 30 Paź - 11:45;

Postanowił poświęcić swój nienaganny styl i ryzyko przeziębienia i zaczął poszukiwać rośliny brodząc po kostki w wodzie. Liczył, że dzięki temu będzie miał dużo lepsze rozeznanie terenu i szybciej dostrzeże interesującą go roślinę. Przy okazji podniósł jeszcze puszkę, czy cztery, na które się natknął.
W końcu odnalazł jeszcze dwa zagubione przy brzegu okazy waleriany i również schował je do swojej torby.
-Dzięki! Każda sztuka jest na wagę złota. - Uśmiechnął się gdy Mae podeszła do niego z dodatkową roślinką. Może i tracił czas, zamiast iść do apteki i zakupić odpowiednie składniki, ale przecież miał aż nadto wolnego czasu, a do tego co świeży kwiat, to świeży.
-To nic takiego. Czasem nawet niedobry ślizgon potrafi okazać serce. - Zaśmiał się, chociaż szczerze zrobiło mu się miło. Nigdy nie uważał, że robi coś wyjątkowego, ale ciężko było mu przejść obojętnie, gdy proszono go o pomoc. Szczególnie miał słabość do młodszych członków społeczeństwa.
-Masz rację co do bezsensownych sporów, ale sam święty nie jestem. - Puścił jej porozumiewawcze oczko i odebrał z rąk puchonki roślinę, którą szybko podzielił na odpowiednie części i pochował je do woreczków.

______________________



 
I thought that I could walk away easily
But here I am, falling down on my knees
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maelynn Breeden

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 165 cm
C. szczególne : Bardzo często nosi ze sobą pluszowego lisa o imieniu "Malia", miewa napady lękowe i ataki paniki
Galeony : 147
  Liczba postów : 154
https://www.czarodzieje.org/t19754-maelynn-breeden#594818
https://www.czarodzieje.org/t19764-reyna#595583
https://www.czarodzieje.org/t19128-maelynn-breeden#557047
Brzeg rzeki (s) - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Brzeg rzeki (s) - Page 2 Empty


PisanieBrzeg rzeki (s) - Page 2 Empty Re: Brzeg rzeki (s)  Brzeg rzeki (s) - Page 2 EmptyPią 30 Paź - 23:18;

Przekazawszy walerianę, rozejrzała się jeszcze raz dookoła, szukając w chaszczach czegoś interesującego. Wpadło jej w oko kilka kwiatów, które widziała pierwszy raz na oczy. Nieco niepewnie kucnęła obok nich i dźgnęła palcem, nie wiedząc, czego się ma spodziewać. Po chwili zaryzykowała i zerwała jeden kwiatek. Westchnęła z ulgą, widząc, że nic się nie stało i z głupim uśmieszkiem zerwała jeszcze kilka kwiatów, które następnie delikatnie ze sobą złączyła i splotła przy użyciu sznurka. Prowizoryczny wianek, trzymający się na słowo honoru, przy pomocy zaklęcia przeniosła na głowę Maxa.
-Aureola to nie jest, ale musi ci wystarczyć, aniołku.
Wysunęła język i zapięła torbę, zabezpieczając jej zawartość przed podróżą. To, co zebrała, powinno wystarczyć na uwarzenie mikstury, a pozostałe składniki kupi w sklepie. Otrzepała swoje ubranie i nieco wyczyściła z błota i kawałków trawy i liści. Wyglądała na zadowoloną i rozluźnioną, wyprawa się udała i pozwoliła jej przynajmniej na chwilę myśleć o czymś innym niż szkoła i mrok, który wciąż czaił się w zakątkach jej umysłu. Odczekała chwilę, aż Max był gotowy do powrotu i razem z nim udała się w kierunku zamku.

z/t x2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Alise L. Argent

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 171 cm
C. szczególne : dołeczki w policzkach przy uśmiechu, zawsze nosi bransoletkę ze smoczym akcentem i łańcuszek z zawieszką z Irlandzką Koniczynką
Dodatkowo : Prefektka
Galeony : 1281
  Liczba postów : 985
https://www.czarodzieje.org/t16073-alise-lauren-argent#440125
https://www.czarodzieje.org/t16093-shea#440127
https://www.czarodzieje.org/t16089-alise-l-argent#440019
https://www.czarodzieje.org/t18311-alise-argent-dziennik#521059
Brzeg rzeki (s) - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Brzeg rzeki (s) - Page 2 Empty


PisanieBrzeg rzeki (s) - Page 2 Empty Re: Brzeg rzeki (s)  Brzeg rzeki (s) - Page 2 EmptySro 7 Kwi - 4:04;

Kostka: 5 - rozegram w następnych postach.

Nim się spostrzegła, nastał kwiecień. Marzec uciekł jej pomiędzy palcami, ciągle za czymś goniła. Lekcje, praca, życie towarzyskie, dom, Max, Lucas... Brakowało jej czasu dla siebie, jakieś beztroski. I chyba trochę przerażała Ali myśl, że tak mogło wyglądać dorosłe życie. Pełne grafików, odpowiedzialności, do czego nie była gotowa. Była wdzięczna za wszystko i wszystkich dookoła, uwielbiała pracę w klinice i starała się uczęszczać na wszystkie zajęcia, ale gdzie w tym całym biegu ona sama? Dlatego skróciła dyżur, zignorowała popołudniową historię magii i przeprosiła przyjaciółki za brak spotkania i zdecydowała zrobić coś dla siebie. Spakowała niewielki, wysłużony nieco plecak z brelokiem smoka i teleportowała się sprzed bramy zamkowej gdzieś poza centrum Hogsmeade, ruszając na spacer.
Pogoda była piękna, słońce tkwiło wysoko na niebie i chyliło się ku zachodowi, ale wciąż miała przynajmniej półtorej godziny. Ludzi było trochę mniej na ulicach, bo pora podwieczorku zachęcała do odwiedzenia kawiarni. Krukonka leniwie szła przed siebie, obserwując tkwiące na wodzie kaczki oraz łabędzie, schodząc z brukowanej ścieżki na zieloną trawę i zbliżając się do linii brzegu, uśmiechnęła się pod nosem w poszukiwaniu odpowiedniego miejsca, aby usiąść i odetchnąć. Miała kilka łakoci, książkę oraz druty z włóczką, bo pracowała nad nową maskotką, którą chciała dać do kliniki, bo mali pacjenci bez matek często potrzebowali substytutu.
- Hmm? - ciche mruknięcie opuściło jej usta, gdy dostrzegła siedzącą na skraju sylwetkę. Im dłużej badała go wzrokiem, tym łagodniej się uśmiechała, nie mogąc się jednak ruszyć z miejsca. Boyd był dla niej ważny i zdawała sobie sprawę, jak trudny był dla niego ostatni czas. Słyszała o wyjeździe. Gryfon miał pełne prawo nie być sobą, nie mieć ochoty na towarzystwo, a jednak nie umiała odwrócić się i odejść, zostawić go. Chciała się upewnić, że wciąż pozostawał tym samym, wesołym i nerwowym chłopakiem o niesfornych, brązowych włosach opadających na czoło. Nie zamierzała pytać, oceniać go. Pokłady entuzjazmy, empatii i być może głupoty, pchnęły ją na przód. Kucnęła obok, przesuwając spojrzeniem po jego profilu. - Cieszę się, że Cię widzę! Było bez Ciebie pusto na korytarzach. Mogę?
Ruchem głowy wskazała na trawę, nie chcąc wciskać mu towarzystwa na siłę. Nie wiedziała, czy był tu sam, czy może na kogoś czekał. Nie kłamała, pomimo pewnych lisich cech charakteru, wciąż w mijaniu się z prawdą była beznadziejna. Uniosła dłoń, zgarniając jasny kosmyk włosów za ucho, a lądująca na wodzie kaczka, skupiła na sobie jej uwagę. Odetchnęła głębiej, uśmiechając się mimowolnie pod nosem. Świat w końcu zwolnił, chociaż na chwilę.

@Boyd Callahan
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar

Student Gryffindor
Dodatkowo : bardzo kocha Fillina
Galeony : 519
  Liczba postów : 1549
Brzeg rzeki (s) - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Brzeg rzeki (s) - Page 2 Empty


PisanieBrzeg rzeki (s) - Page 2 Empty Re: Brzeg rzeki (s)  Brzeg rzeki (s) - Page 2 EmptyCzw 8 Kwi - 18:47;

Świat w jego przypadku zwolnił tak bardzo, że prawie stanął w miejscu, co było ogromną odmianą od tego, co fundował sobie wcześniej - dni całkowicie wypełnione zajęciami, treningami, spotkaniami - i, choć początkowo uważał tę bezczynność za ogromną tragedię i nie potrafił się do niej przyzwyczaić i z niej korzystać, zamiast tego pogrążając coraz głębiej w rozpaczy, to chyba w końcu się z nią oswoił i zaczął traktować jak coś, co jest całkiem miłe. Powoli zaczynał wypełniać sobie czas małymi rzeczami, sprawiającymi, że nie czuł się aż tak beznadziejny i bezużyteczny jak dotychczas. Nie zrywał się rano na trening, ale zamiast przewracać się w pościeli do popołudnia, chodził do piekarni po świeże pieczywo na śniadanie dla Fillina; prawie nie pojawiał się na zajęciach w zamku, ale codziennie przeznaczał jakiś czas na ćwiczenia czarów, żeby wzmocnić je w niemagicznej ręce; nie miał nowej pracy, ale intensywnie takowej szukał i codziennie pracował ciężko nad tym, żeby ich mieszkanie lśniło czystością. Zasadził nawet czerwone pelargonie w doniczce na balkonie i okropna, stara sąsiadka z mieszkania obok, ta która zawsze miała pretensje, że są za głośno, kiedy zapraszają gości, pochwaliła je, że są ładne. Naprawdę nie było źle. Popołudniami, jak już wykonał wszystkie obowiązki przykładnego męża i pozostawało mu tylko czekanie aż Fillin wróci wieczorem do domu, starał się wychodzić na spacery i zwiedzał okolice Hogsmeade, które okazały się bardzo przyjemnym miejscem nie tylko do przemierzania biegiem o piątej rano, ale też do bardziej uważnego eksplorowania; lubił przychodzić nad rzekę, od paru dni miał taki zwyczaj, że przychodził nad nią aż z centrum, a potem siadał na chwilę nad brzegiem w towarzystwie kaczek. Nigdy nie lubił zwierząt, teraz ich obecność zdawała się być w jakiś sposób kojąca - lubił je obserwować, zauważać powtarzające się schematy i po jakimś czasie nawet odróżniać je od siebie, chociaż na pierwszy rzut oka wszystkie wyglądały jednakowo. Czasem zabierał ze sobą ghula, który też lubił spacery, ale tego dnia wolał pobyć sam; Junior był spoko kompanem, ale czasem zbyt energicznym i wymagającym uwagi, on zaś potrzebował spokoju, bo wieczorem planowali z Fillinem wyjść do pubu i trochę chciał się wyciszyć na zapas przed nadchodzącym zamieszaniem. Drgnął, zaskoczony, kiedy ktoś pojawił się obok, bo zupełnie nie zauważył zbliżającej się dziewczyny i nie spodziewał się towarzystwa. A już na pewno nie Alise, której nie widział od... sam nie pamiętał, kiedy; nic dziwnego, najczęściej mijali się na szkolnych korytarzach, a ostatnio bywał w nich naprawdę rzadko. - No tak, w końcu zajmuję sporo miejsca - zauważył, wykazując się krukońską wręcz bystrością i machnął ręką obok siebie przyzwalającym gestem. Nie marzył w tej chwili o towarzystwie, ale przecież miłej Alince nie mógł tak po prostu odmówić. Nie chciał. - Jasne, siadaj. Tylko nie wydzieraj się za bardzo, bo mi kaczki spłoszysz - upomniał ją żartobliwie, bo z ich dwójki zdecydowanie to nie Alise była tą ze skłonnościami do wydzierania się; uśmiechnął się do dziewczyny i przeniósł wzrok na rzekę - Tamten kaczor - wskazał na ptaka - to straszny skurwol, dziobie każdego kto przypłynie za blisko. O, a ten to odkąd tu przyszedłem z godzinę temu tak pływa za tą kaczką, a ona go totalnie zlewa. Nie wiem czy to ona taka bez serca, czy może z nim coś jest nie tak - podzielił się z nią swoimi fascynującymi obserwacjami, absolutnie świadomy tego, że gadając o kaczkach nie jest w żaden sposób interesującym rozmówcą, ale nie miał zamiaru się tym przejmować. Już niczym się nie przejmował. Zakończył swoją niesamowitą opowieść i zerknął na dziewczynę. - Co tam?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Alise L. Argent

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 171 cm
C. szczególne : dołeczki w policzkach przy uśmiechu, zawsze nosi bransoletkę ze smoczym akcentem i łańcuszek z zawieszką z Irlandzką Koniczynką
Dodatkowo : Prefektka
Galeony : 1281
  Liczba postów : 985
https://www.czarodzieje.org/t16073-alise-lauren-argent#440125
https://www.czarodzieje.org/t16093-shea#440127
https://www.czarodzieje.org/t16089-alise-l-argent#440019
https://www.czarodzieje.org/t18311-alise-argent-dziennik#521059
Brzeg rzeki (s) - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Brzeg rzeki (s) - Page 2 Empty


PisanieBrzeg rzeki (s) - Page 2 Empty Re: Brzeg rzeki (s)  Brzeg rzeki (s) - Page 2 EmptySro 14 Kwi - 1:00;

Nie potrafiłaby postawić się w jego miejscu, nawet gdyby chciała. Nie brakowało jej empatii, ale Boyd musiał sam to przejść. Sytuacja z ręką, jego pasja do Quiddticha... Wszystko to musiało być przytłaczające, odbierające chęci do czegokolwiek. Nie chciała sobie nawet wyobrażać tego, co działo się w głowie bruneta, bo gdyby ona miała stracić swoją pasję. Czas leczył jednak rany. Argent uważała, że dystans od tego wszystkiego, wyjazd, odcięcie się — były czymś, czego potrzebował, co pozwoli mu spojrzeć z innej perspektywy i dostrzec nowe możliwości. Westchnęła bezgłośnie, przyglądając się jego twarzy. Brązowe oczy Gryfona nie były już tak zrozpaczone, chociaż daleko im było do stanu sprzed serii niefortunnych zdarzeń. Nie mogła sobie odpuścić zaczepienia go, chociaż drgnięcie jego ciało sprawiło, że posłała mu przepraszający uśmiech.
- Nie chciałam Cię wystraszyć!- rzuciła, mimowolnie składając dłonie ze sobą. Kiwnęł głową, rozluźniając się i siadając obok niego, trącając go zaczepnie ramieniem. Wyprostowała nogi, plecak rzucając niedbale koło swoich nóg. - No tak, to od tych wafelków. Trochę się roztyłeś.
Przytaknęła z powagą, odwracając twarz w jego stronę, zaraz parskając śmiechem. Dla niej ich podstawowa relacja w żaden sposób się nie zmieniła, nawet jeśli widziała go głównie w korytarzach. Wciąż lubiła jego towarzystwo, był zabawny, mieli piękne wspomnienia, a koniczynka wywoływała u niej uśmiech. - Oh, obserwujemy kaczki? Odkryłeś miłość do ONMS? Jestem dumna.
Przeniosła spojrzenie na tafle wody, gdzie faktycznie pływało stado kaczek, jednak zbyt zajętych sobą, aby zwrócić na nich uwagę. Słuchała go z uwagą, podążając wzrokiem na wskazane zwierzę. Agresywny kaczor, zalotnik kaczor i ignorantka! Nie wiedziała dlaczego, ale sposób, w jaki mówił był naprawdę uroczy, idealnie wpasowujący się w chłopaka, którego pamiętała z resortu w górach. Ulżyło jej, że wciąż potrafił być beztroski.
- Ona gra niedostępną, bo chce najlepszego samca dla siebie. Kobiety tak podobno robią. - zaczęła z delikatnym wzruszeniem ramion. Nie mieli wielu kaczek w klinice, więc aż takiej styczności z ich zachowaniem nie miała. No i była też tą od smoków, nie ptactwa. - Właściwie to niewiele. Trochę monotonnie, mam wrażenie, jakbym obserwowała samą siebie z boku. A Ty? Jak po powrocie? Ponuro było w szkole bez Ciebie i Fillina w duecie, on też chodził przygnębiony.
Zakończyła, podkulając nogi i obejmując je rękoma, oparła brodę na kolana, odwzajemniając jednak spojrzenie Callahana, posyłając mu spokojny i łagodny uśmiech. Nie chciała go zamęczać pierdołami, ale nie chciała też go pytać, pocieszać czy sprawdzać, jak się trzymał, bo była przekonana, że każdy obchodził się z nim, jak ze szklanym jajkiem. A on nie wcale się Ali takowym nie wydawał, pomimo tych nieszczęść. - A właśnie! Wiesz, że znalazłam w sklepie nieopodal pracy inny smak wafelków? Tamtych dobrych, co mi kiedyś dałeś.

@Boyd Callahan
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Nauczyciel
Wiek : 22
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Zawsze nosi czarną bluzę z haftem tańczącego Derwisza z tyłu wraz z kojotem i wilkiem z przodu na rękawach, pisze lewą ręką, rzuca zaklęcia prawą, na której palcach nosi Sygnet Myrtle Snow, Pochłaniacz Magii i Pierścień Sidhe. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 1778
  Liczba postów : 7331
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Brzeg rzeki (s) - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Brzeg rzeki (s) - Page 2 Empty


PisanieBrzeg rzeki (s) - Page 2 Empty Re: Brzeg rzeki (s)  Brzeg rzeki (s) - Page 2 EmptySob 3 Lip - 19:41;

Mówią - bierz życie za rogi - ale czy na pewno tak powinno być? Przecież z tym wiąże się ryzyko, z tym można mieć jeszcze większy bagaż problemów! Pora dnia, poniekąd popołudniowa, kiedy ludzi było trochę mniej niż zazwyczaj, wszak praca w tygodniu potrafi odciąć skrzydła, zdawała się nieść ze sobą bagaż znacznie większej energii. Spoglądając dookoła, z czym tak naprawdę miał do czynienia? Ławeczka nieopodal długiej, zdającej się iść w nieskończoność rzeki, wydeptana ścieżka i narastające ambicje do poznania tego świata. Tego, że może wpaść w kłopoty, Hinto w ogóle nie wiedział, ale jedno było w stu procentach prawidłowe - wydostanie się z łatwością z obroży nie stanowiło dla niego większego problemu, gdy właściciel na krótki moment zajął się, jak żeby inaczej, Wizzengerem (na ułamek sekundy), w którym to ostatnio maniakalnie siedział. Nie dbając zatem o to, że nie powinien tego robić, z dziecięcą łatwością, nawet się nie szarpiąc, zwyczajnie prostym ruchem głowy odrzucił zbędny balast, jakim była smycz połączona z dekoracją przeznaczoną na szyję, by tym samym małymi, krótkimi łapkami gdzieś pognać.
Siną w dal, ku nowej przygodzie i nowym kolegom, którym, jak miał nadzieję w swoim radosnym biegu, jaki to rozpoczął wraz z mijającym czasem - będzie mógł udowodnić, że ich lizanie wcale nie jest oznaką wrogości, a zwyczajnej, psiej przyjaźni.
Na pierwszy strzał poszły, jak żeby inaczej, bzyczki. Leprehau spoglądał na nie z widoczną ciekawością w ciemnych tęczówkach, prawie wręcz przypominających węgliki, gdy jeden z nich osadził się na dojrzałym kielichu, chcąc zebrać trochę pyłku. Przyjazna mordka nie mogła odpuścić sobie przybliżenia nosa i powąchania tychże magicznych istot, zastanawiając się nad tym, jak zareagują na liźnięcie mokrym językiem. I zanim jakkolwiek zdołał przekalkulować straty i zyski, po prostu to zrobił - obślinił skrzydełka należące do owada, by ten następnie poczuł się trochę zagrożony i, no cóż, wysłał w świat nieprzyjemny zapach, który go odtrącił na dłuższy moment. Hinto kichnął parę razy, kompletnie nie wiedząc, dlaczego to musiało mieć miejsce, skoro niczego złego nie zrobił; zmarszczywszy nos i oparłszy się łapami przy tym, żeby nie stracić równowagi, potrzebował głębszego wdechu. Otrzepał się z tego wszystkiego, jakby miał w swojej sierści za dużo wody - choć obecnie by nią nie pogardził - by pognać dalej. Ten dzień był przecież dla niego jednym z kolejnych, najszczęśliwszych dni w jego życiu. Kompletna swawola i możliwość eksploracji terenu - czego więcej chcieć? Merdając ogonem raz na lewo, raz na prawo, krótkie, urocze łapki, które ciągnęły niewielki brzuch (wielki, bo okryty widocznym futerkiem), pozwoliły mu zawędrować jeszcze dalej - wzdłuż rzeczki.
I w tym momencie zauważył nieznajomego, do którego od razu wystawił język, pokazując własne rozluźnienie, by tym samym usiąść na ziemi i zamerdać parę razy ogonem. Ekscytacja była jednak zbyt duża - bo to człowiek, młody człowiek! - żeby zareagować normalnie. Dlatego, nie zważając na to, co ten miał do powiedzenia, zwyczajnie do niego podszedł, odpalając wiatraczek na pełne obroty, obwąchując nagminnie nogawkę i domagając się atencji. Wierzył w swoim psim serduszku, że nic się nie zdarzy, kiedy to brak ziarenka niepewności przyczyniał się do takiego, a nie innego zachowania. Nie był agresywny - był przyjazny przecież. Należało mu się głaskanko po głowie, prawda? I nawet jeżeli ten chciał pójść, to nie odpuszczał, kręcąc się dookoła z widoczną ekscytacją, jakby pierwszy raz w życiu widział człowieka.
Dopóki nie rozniósł się wołający go głos, na który, jak żeby inaczej, nie reagował. Nie wiedział, po jakim czasie, ale na pewno chciał pobyć z kimś nowym na dłuższy moment, mając nadzieję, iż ten postanowi potraktować go dłonią, która zanurzyłaby się w miękkiej, zadbanej sierści.
- Hinto! - raz po raz Felinus go wołał, nie mogąc tym samym ogarnąć, kiedy doszło do momentu, w którym leprehau stał się uciekinierem, a on musiał go szukać. Pokręciwszy głową, chłopak raz po raz rozglądał się po otoczeniu, nie widząc jeszcze, w jakim to miejscu utknął jego psiak, gdy kroki, które wykonywał, były większe i bardziej skoncentrowane na znalezieniu zwierzęcia. Ubrany standardowo w białą koszulę i puchoński krawat, choć na nosie znajdowały się okulary przeciwsłoneczne, chodził po okolicy i szukał zguby, ponawiając zawołanie.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Ace Taylor

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 174
C. szczególne : nowojorski akcent
Dodatkowo : jasnowidz
Galeony : 23
  Liczba postów : 38
https://www.czarodzieje.org/t20413-ace-taylor#646347
https://www.czarodzieje.org/t20417-ace#646360
https://www.czarodzieje.org/t20412-ace-taylor
Brzeg rzeki (s) - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Brzeg rzeki (s) - Page 2 Empty


PisanieBrzeg rzeki (s) - Page 2 Empty Re: Brzeg rzeki (s)  Brzeg rzeki (s) - Page 2 EmptySob 3 Lip - 22:09;

Nigdy nie był człowiekiem szczególnie związanym z naturą, a w kategorii: rozrywka na świeżym powietrzu zdecydowanie wolał gubienie się wśród wysokich budynków i niezliczonych skrzyżowań nowojorskich ulic niż spokojne spacery brzegiem rzeki; Nowego Jorku jednak pod ręką obecnie nie miał, Londyn, choć bliżej, również pozostawał poza jego zasięgiem, a że piękne, słoneczne popołudnie zdecydowanie zniechęcało do marnowania go w murach zamku, postanowił że wybierze się do Hogsmeade, gdzie nogi same zaprowadziły go nad lokalny strumień, o którego istnieniu dowiedział się właśnie teraz, zupełnym przypadkiem. Szedł niespiesznie, bez celu, żując sobie malinową gumę, do którego to przysmaku wielką miłość odczuwał od najmłodszych lat i wciąż mu nie przeszło; nie zaprzątał sobie głowy zupełnie niczym istotnym, raz na jakiś czas kopał lekko leżące na ścieżce kamyczki i bezmyślnie obserwował, jak powoli się toczą, zwykle nie w tym kierunku, w które planował je skierować. Jego spokój, a może i nawet lekka nuda, nie trwały jednak zbyt długo - zostały zakłócone w momencie w którym najpierw w pole widzenia, a następnie w granice przestrzeni osobistej, wszedł mu pies. Na pierwszy rzut oka przemiły zwierzak o trochę pokracznych, krótkich nóżkach, merdający ogonem i nie mający żadnych innych zamiarów poza obwąchaniem mu nogawek dżinsów, proszący się wręcz o to, żeby zanurzyć dłonie w puchatej sierści i podrapać za uszkiem; doświadczenie, niosące ze sobą liczne wspomnienia nieprzyjemnych spotkań z przedstawicielami różnych ras i gatunków, podpowiadało mu jednak, że pierwsze wrażenie bywa zdradzieckie. I że zwierzęta najzwyczajniej w świecie z jakiegoś powodu go nie lubią i traktują jak wroga, choć przecież sam nigdy nie zrobił żadnemu z nich nic złego. Pobudzony piesek nie chciał odstąpić go ani na krok, domagając się najprawdopodobniej atencji, której Ace nie zamierzał mu ofiarowywać, bo naprawdę nie miał ochoty ryzykować że próba nawiązania z nim kontaktu przeobrazi się w krwawą jatkę gdzieś w okolicy jego odzianej we frywolną kolorową skarpetę kostki; dyskomfort narastał z każdym kolejnym trąceniem jego spodni przez psi nos, właściciel małego zawadiaki się nie pojawiał, nie widział więc innej opcji niż: zasadzić psu kopa albo ratować się ucieczką. Pierwsze naturalnie odrzucił natychmiast z przyczyn moralnych, decydując się na brawurowy skok na najbliższą ławkę, gdzie jego kostki były - przynajmniej chwilowo - bezpieczne. Pięknie po prostu, spierdolił przed karłowatym leprehau, miał nadzieję że gdzieś zaraz będą rozdawać nagrody Samca Alfa 2021, bo z pewnością za taki akt męstwa i odwagi należałaby mu się pierwsze miejsce; no, nic dziwnego że Tiara Przydziału nawet nie brała pod uwagę, by zrobić z niego członka domu Gryffindora. Rozmyślania o własnej żałości przerwał mu nadchodzący zza rogu chłopiec, wyglądający jakby czegoś szukał i ewidentnie niosący w ręku smycz. Czyżby ratunek? - H-hej, przepraszam, to twój pies może przypadkiem jest? - zawołał z desperacją, bo naprawdę nie chciał teraz ściągać na siebie niczyjej uwagi, ale chyba nie miał wyjścia. Prędzej czy później i tak przecież typ by go zauważył. - Mógłbyś... mógłbyś go zabrać? Wygląda na przeuroczego, nic mi nie zrobił, ale nie mam najlepszej historii z psami. Raz prawie zeżarł mnie czilala, te niepozorne to bywają bardziej krwiożercze niż ten wasz profesor transmutacji - wyjaśnił pospiesznie i prawie przepraszająco, nie chcąc by nieznajomy odebrał jego prośbę jako pretensje i z jakiegoś powodu stwierdzając, że przyznanie się do tego, że przegrał w starciu nawet z najmniejszym kundlem świata w jakiś sposób poprawi jego sytuację. Uśmiechnął się mocno zakłopotany do rozmówcy, modląc się w duchu, żeby ten okazał się być miły i go nie obśmiał, bo jeśli nie, to po prostu spali się ze wstydu i nada już tylko do przemielenia na psie chrupki i tyle będzie z jego popołudniowego spaceru i życia w ogóle.

@Felinus Faolán Lowell
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Nauczyciel
Wiek : 22
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Zawsze nosi czarną bluzę z haftem tańczącego Derwisza z tyłu wraz z kojotem i wilkiem z przodu na rękawach, pisze lewą ręką, rzuca zaklęcia prawą, na której palcach nosi Sygnet Myrtle Snow, Pochłaniacz Magii i Pierścień Sidhe. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 1778
  Liczba postów : 7331
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Brzeg rzeki (s) - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Brzeg rzeki (s) - Page 2 Empty


PisanieBrzeg rzeki (s) - Page 2 Empty Re: Brzeg rzeki (s)  Brzeg rzeki (s) - Page 2 EmptySob 3 Lip - 23:53;

Lipiec zdawał się nieść ze sobą więcej słońca niż jakiekolwiek inne miesiące. Noce nadal były ciężkie, jakoby podobne do wylewającego się wina na dywan, które z łatwością plamiło materiał, z jakiego ten został zrobiony. Wydarzenia naznaczyły poniekąd jego obecne podejście, aczkolwiek ostatnie dni były po prostu przyjemne. Tym bardziej, że znajdował się poza domem, gdzie mógł zaznać odrobiny spokoju.
Wysyłane raz po raz listy, kolejne troski i problemy zdawały się nieść ze sobą znacznie większe obciążenie, niż z początku mógłby się tego w rzeczywistości spodziewać. Z jednej strony ogromnie miał nadzieję na to, iż uda mu się dostać do wymarzonej pracy - z drugiej strony wiązało się to z koniecznością odpowiedniego rozdysponowania czasu między obowiązkami: opieką nad domem, doglądaniem Lydii, która zdawała się zaakceptować wiadomość z listu, opieką nad zwierzętami (co teraz czynił) oraz spotkaniami z ukochanym. Na razie nadal czekał na informacje od dyrektora Hogwartu, ale i tak czy siak wszystko zdawało się kumulować, powodując mniejszą ilość energii. Nie było to szkodliwe, owszem, ale potrzebował chwili odpoczynku. Powiewu świeżości. Wyjścia z ogólnie przyjętych schematów, jakoby teraz miał kupić nie mugolskie Rothmansy, a prędzej magiczne, czarodziejskie feniksowe bądź inne tego typu.
A pies przyglądał się delikwentowi - raz po raz udowadniając, że nie ma złych zamiarów, choć przepędził biednego wychowanka domu Helgi Hufflepuff wprost na ławkę. Brawurowy skok nie mógł zostać jednak prawidłowo odtworzony, gdyż leprehau, mimo sporych chęci i starań, jedyne, co zdołał osiągnąć, to oparcie się przednimi łapkami o krawędź dekoracji, która znajdowała się nieopodal brzegu rzeki. Zachęcając do rekreacji, choć ewidentnie przyczyna tutaj była inna i nieznajomy zapewne nie chciał stać niczym słup soli, zastanawiając się, czy przypadkiem magiczny przedstawiciel corgi nie zdecyduje o tym, żeby ugryźć jego nogę. Wbrew wszystkiemu miał dobre zamiary - pomizianie za uszkiem zapewne zapewniłoby mu znacznie więcej radości niż bieganie za delikwentem i zachęcanie do tego poprzez wpychanie czarnego, wilgotnego nosa w nogawkę. Opierał się zatem i merdał ogonkiem, choć spojrzenie ewidentnie posmutniało - no bo jak to nie chciał go pogłaskać?
Właściciel również wyłonił się z drogi, kiedy to szukał zwierzęcia poprzez donośne wołanie, choć starał się nie zwracać przy tym szczególnej uwagi. Wystarczyło to jednak, by okazało się, że zguba - wyjątkowo atencyjna - została dostrzeżona przez parę czekoladowych oczu, które to wyłoniły się zza okularów przeciwsłonecznych. Te wylądowały na głowę, by były student mógł mieć do nich wręcz bezpośredni dostęp, gdyby promienie słoneczne raziły go bardziej, a zerkanie w dal sprawiało dodatkowe problemy.
- Tak, tak, to jest mój pies! Sorki za kłopot. - uśmiechnął się lekko, choć był zdziwiony, że młodzieniec zdecydował się uciec przed taką kruszyną wprost na ławkę. Hinto, poprzez zawołanie i cmoknięcie, odwrócił się w kierunku Lowella, pokazując przy tym puszyste futerko przy tyłku. Wiele dziewczyn mogłoby mu pozazdrościć tej figury i krągłości. - No co ludzi zaczepiasz, atencjuszu mały… - podrapał go za uszkiem, wtapiając palce w miękkie futerko. - Czilala? A myślałem, że nie są takie groźne… - zastanowiwszy się, trudno było nie podnieść brwi do góry w zaskoczeniu. Nie spodziewał się ataku od magicznych stworzeń w kierunku kogoś, kto nie wyglądał na osobę, która mogłaby zrobić komuś większą krzywdę. Poza tym, skądś go kojarzył - głównie poprzez fakt, iż starał się każdego Puchona zapamiętać - aczkolwiek jeszcze nie uporządkował informacji na tyle, by móc z nich jakkolwiek skorzystać.
- Patton… postrach każdego ucznia. Ciekawe, kto go dopuścił do roboty. - nikt nie lubił tego starego pierda i w sumie nie przejmował się tym, że ktoś mógłby donieść, co on na jego temat sądzi. - Ale w starych panach z rozwodem i dzieciakami na głowie oraz kredytem nikt go nie przebije. Spójrz na przykład na takiego Shercliffe'a lub Voralberga - są nudniejsi niż gumochłony, którymi każą nam się opiekować. - trudno było nie odnieść takiego wrażenia. Zachowywali się tak, jakby nie przejawiali żadnych większych emocji, posiadając swoisty parasol w dupie, który chyba przydałoby się rozłożyć. Mało kto w murach Hogwartu posiadał bardziej luźną postawę i, jeżeli uda mu się zdobyć posadę asystenta, będzie mógł odetchnąć w duchu, jeżeli przyjdzie mu pracować z Williamsem. Co jak co, może tego człowieka aż nadto nie znał, co nie zmienia faktu, iż nie robił z siebie autorytetu i podchodził do drugiego człowieka odpowiednio. Bez wywyższania się, bez udawania twardziela bez emocji. I to w sumie cenił w ludziach - swoistą szczerość, której ostatnio po prostu brakowało.
Lowell posłał pokrzepiający uśmiech nieznajomemu. Nie oceniał go pochopnie i nie zamierzał sądzić nic na jego temat poprzez fakt znalezienia go w dość widocznej niechęci do zwierzęcia. Każdy miał prawo lubić coś mniej lub bardziej, ale Felinus, jako że akceptował ludzi i ich decyzje, nie zamierzał się z tym wykłócać. To Ace'owi miało być wygodnie w tym miejscu, bez zbędnych problemów oraz ewentualnych traum. Bo skoro czilala był w stanie się na niego rzucić, to cholera wie, czy inne zwierzęta nie ustawiły się w kolejce swoistego manta.
Na krótki moment się zastanowił, spoglądając w jego stronę. Dopiero teraz szare komórki zaczęły działać i funkcjonować w bardziej logiczny sposób, układając elementy zagadki w jedną, logiczną i spójną całość. Uśmiechnąwszy się szerzej, kiedy to poprawił własną bluzę, na której zawsze nosił rzucone zaklęcie Protego poprzez Absorptio, powoli zaczynał go rozpoznawać, głównie poprzez właśnie wysyłanie listów Badgers Assemble. Musiał przecież znać każde imię i nazwisko, jeżeli chciał, by wiadomość dotarła do odpowiedniego odbiory. Nie bez powodu schował zatem psa do bezdennej torby, która pozostawała otwarta, a ten wystawał z niej pyskiem i łapami, widocznie zadowolony z takiego obrotu spraw.
- Ace… - zastanowił się na krótki moment. - Ace Taylor, zgadza się? - wysunął dłoń do przodu, o ile ten nie znajdował się nadal na ławeczce i nie przyczyniał koniec końców do stania bez większego polotu, by się zwyczajnie przywitać. Uścisk ręki nie miał mocny, prędzej stabilny i pewny. - Jestem Felinus. Dziwne, że przez tyle czasu nie miałem okazji, by z tobą porozmawiać. - uśmiechnąwszy się, nie narzekał ostatecznie, bo przecież jeszcze na stanowisku asystenta, o ile go przyjmą, będzie miał okazję zadbać o Hufflepuff. - Jesteś w Hogwarcie dopiero od połowy tego roku szkolnego, zgadza się? No, poprzedniego już w sumie. Jak pierwsze wrażenia? - intrygowało go to, wszak nowych nie przybywało aż nadto, a więc opinie naprawdę potrafiły wnieść wiele do tego, co należy zmienić. A też - nie widział nic przeciwko, by porozmawiać z wychowankiem domu, do którego wcześniej przynależał.
No, dopóki nie dotrze do nich zapach rozkładających się zwłok, które znajdowały się pod powierzchnią podwyższonego poziomu rzeczki.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Ace Taylor

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 174
C. szczególne : nowojorski akcent
Dodatkowo : jasnowidz
Galeony : 23
  Liczba postów : 38
https://www.czarodzieje.org/t20413-ace-taylor#646347
https://www.czarodzieje.org/t20417-ace#646360
https://www.czarodzieje.org/t20412-ace-taylor
Brzeg rzeki (s) - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Brzeg rzeki (s) - Page 2 Empty


PisanieBrzeg rzeki (s) - Page 2 Empty Re: Brzeg rzeki (s)  Brzeg rzeki (s) - Page 2 EmptyNie 4 Lip - 11:54;

Odetchnął z ulgą, kiedy właściciel tej strasznej, groźnej bestii okazał się być prawdopodobnie równie nieszkodliwy i sympatyczny co jego podopieczny i prędko uwolnił go z piedestału ławki, skutecznie odwracając uwagę zwierzęcia zawołaniem go do siebie. Zszedł więc na ziemię, dużo spokojniejszy i całkiem zadowolony, że udało mu się tak szybko i sprawnie pozbyć puchatego intruza. - Dzięki. Uff. Przekaż mu, że to nic osobistego, dobra? Nie chcę żeby się biedak zmartwił, że jakiś burak w parku nie chciał go miziać. Jeszcze mu samoocena spadnie. - poprosił, mimo wszystko troszcząc się o dobro pieska, który ewidentnie na moment posmutniał na pysku, choć żal zapewne zniknie za sekundę z kolejnym machnięciem ogona. - Wiesz, jak się ma wystarczającego pecha, to spotkanie z puszkiem pigmejskim może być opłakane w skutkach. - stwierdził ze śmiechem, bo chociaż to była prawda, zdawał sobie sprawę, że dosyć niedorzeczna i chcąc nie chcąc zabrzmiał jakby sobie żartował; bo czy była na tym świecie inna osoba która kiedyś została prawie uduszona przez jedną puchatą, różową kulkę, a później dosłownie zepchnięta ze schodów przez inną, gdy ta wtoczyła się podstępnie tuż pod jego stopy? No nie sądził. Kolejny komentarz chłopca - Puchona, i to bardzo przykładnego, co ewidentnie demonstrował zdobiący koszulę krawat - tylko utwierdził go w przekonaniu, że to musi być swojski gość i z pewnością rozmowa z nim nie będzie niczym innym poza przyjemnością, o ile (co, znając jego szczęście, byłoby możliwe) zaraz nie zaatakuje ich jakiś gang biedronek albo nie zostaną świadkami jakiegoś tragicznego wypadku. Pokiwał głową na potwierdzenie jego słów i choć obgadywanie nauczycieli, dbających o ich edukację i wychowanie itp itd, nie było obiektywnie zbyt miłe, to... ciężko było się powstrzymać od dorzucenia swoich trzech knutów. - Racja, z dwojga złego już lepszy sadysta niż nudziarz... - ocenił, bo choć sam również nie lubił tego starego pierda, to nie sposób było mu odmówić tempreamentu i charakteru, nawet jeśli trudnego, to przynajmniej wyrazistego; a czy jest w życiu coś gorszego od nudy? - U niego na lekcjach przynajmniej coś się dzieje, nigdy nie wiadomo, czy wyjdziesz z nich z płaczem czy ze szlabanem. Shercliffe za to na każdej lekcji sprawiał, że czułem się na jakiejś bardzo nudnej rozprawie sądowej. Jakim cudem W h i t e h o r n na niego poleciała? A Voralberg... przysięgam, ja przez pierwsze dwa miesiące myślałem że on jest jakimś magicznym humanoidalnym robotem. Wygląda jakby kompletnie żadnych emocji nie odczuwał. - trochę się rozgadał, ale przecież nic tak nie łączy ludzi jak dzielona niechęć czy sympatia do nauczycieli, w dodatku opinie na ich temat wygłaszało się dosyć łatwo, trochę jak w przypadku celebrytów, o których pozornie wie się mnóstwo, choć tak naprawdę wcale ich nie zna. Kiedy rozmówca najwyraźniej zastanawiał się nad tym, czy się znają, on sam zagapił się na kusząco miękkie uszka i poczciwe spojrzenie ukrytego w torbie psiaka. Kusiło, żeby pogłaskać, jednak uprzedzenie było silniejsze; podniósł wzrok na chłopca, gdy ten znienacka wypowiedział jego imię i bardzo szczerze się zdziwił, że tamten tak szybko go skojarzył. Wydawało mu się, że jest raczej incognito pośród osób, z którymi nie miał okazji rozmawiać osobiście. - To ja. Tak. - potwierdził, starając się ścisnąć jego dłoń w ramach powitania równie pewnie, choć w tym momencie miał ochotę raczej klepnąć się nią w czoło, bo gdy rozmówca się przedstawił, skojarzył fakty, a imię z twarzą i osobą. - Felinus! No przecież! To ty wysyłałeś te listy motywacyjne. Świetna sprawa, moją ulubioną częścią zawsze była ta o fazach księżyca. - pochwalił szczerze inicjatywę chłopaka, która nie raz zachęciła go do wzięcia udziału w jakichś dodatkowych zajęciach czy wykonania pracy domowej, którą początkowo planował sobie odpuścić. Teraz miał już absolutną pewność, że trafił na kogoś, z kim warto będzie zacieśnić więzy. Po pytaniu o wrażenia po zmianie szkoły zastanowił się chwilę, choć teoretycznie powinien mieć odpowiedź przygotowaną jak na tacy, w końcu ludzie często zagadywali go w ten sposób; nic dziwnego, sam też zawsze był ciekaw opinii uczniów przybywających do Ilvermorny zza granicy. Miał całkiem sporo do powiedzenia, ale postarał się wypowiedzieć zwięźle z obawy, żeby rozmowa nie zmieniła się w monolog. Jak tutaj było? Lepiej? Gorzej? - No wiesz, jest... inaczej? Brzmicie inaczej, żartujecie inaczej, jecie inaczej, mieszkacie inaczej... ale chyba nic, do niczego nie można się szybko przyzwyczaić. A szkoła, jak szkoła, nawet podobny podział na domy mamy. O, wiesz co mnie tylko, kurczę, zszokowało? Ten cały Slytherin. Jakim w ogóle prawem czystość krwi się tam uznaje za cechę warunkującą przyjęcie do domu? Że jakiś stary dziad tysiąc lat temu sobie tak wymyślił, to rozumiem, ale że nikt jeszcze nic z tym nie zrobił, to mi się w głowie nie mieści. Mamy XXI wiek, na litość merlinią. - wyraził całkiem, jak na siebie, dobitnie, swoje zdanie, kręcąc głową z oburzeniem bo na samą myśl o tak obrzydliwym, jawnym zachęcaniu do tego typu podziałów. Już prawie byłby się rozgorączkował, na szczęście akurat obudził się delikatny wiaterek, lekka bryza znad rzeczki, przyjemne ochłodzenie owiewające ich twarze i niosąca ze sobą rześki zapach świeżego powietrza... no, nie do końca. Zmarszczył nos, zdegustowany, bo nadciągająca w ich stronę woń była co najmniej obrzydliwa. - Ekhm... Czujesz? Cuchnie gorzej niż rasizm, naprawdę.

@Felinus Faolán Lowell
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Nauczyciel
Wiek : 22
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Zawsze nosi czarną bluzę z haftem tańczącego Derwisza z tyłu wraz z kojotem i wilkiem z przodu na rękawach, pisze lewą ręką, rzuca zaklęcia prawą, na której palcach nosi Sygnet Myrtle Snow, Pochłaniacz Magii i Pierścień Sidhe. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 1778
  Liczba postów : 7331
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Brzeg rzeki (s) - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Brzeg rzeki (s) - Page 2 Empty


PisanieBrzeg rzeki (s) - Page 2 Empty Re: Brzeg rzeki (s)  Brzeg rzeki (s) - Page 2 EmptyNie 4 Lip - 13:03;

Straszna, groźna bestia bez skrupułów wylądowała w bezdennej torbie, która, na szczęście, nie miała problemu z pomieszczeniem jej gabarytów. Potężne, silne łapy, gruba sierść chroniąca przed złymi warunkami atmosferycznymi; ogromny łeb będący w stanie zjeść człowieka za pierwszym zamachem, a do tego ta niebezpieczna aparycja, która od razu zapalała w głowie lampkę każącą uciekać. Nie, to nie ta bajka, ale i tak czy siak stworzenie było niewinne i prawdopodobieństwo, że ugryzie kogokolwiek, wynosiło praktycznie zero procent. W całej historii tej rasy nie został udokumentowany żaden atak, skutecznie udowadniając, iż leprehau są pacyfistami, a nie wojownikami gotowymi zedrzeć skórę z wrogich jednostek.
- Spoczko, przekażę mu i pogłaszczę przy okazji. - uśmiechnąwszy się, pomiział jeszcze pieska, coby mu samoocena nie spadła, bo szkoda, by jego psychika uległa jakieś degradacji. Może była to zwykła chwila w Hogsmeade, poświęcona głównie szukaniu zwierzaka, który uznał, iż wydostanie się ze smyczy to bardzo dobry pomysł, ale nic nie działo się w sumie przypadkiem. - Nawet z gumochłonem, który przecież siedzi i nic nie robi. - zaśmiał się w widoczny sposób, bo znał przypadki, w których to nawet proste wycieczki na okoliczne błonia miały opłakane skutki. Mimo to nie sądził, by ktoś miał na każdym kroku ogromne nieszczęście, gdyż z czasem życie udowadniało, że mimo podkładanych raz po raz nóg czasami można dostać taryfę ulgową. A innym razem znacznie większy wpierdziel, ale Lowell nie sądził, by to było coś, na czym powinien się skupiać. Bo w większości przypadków rany i obrażenia, które otrzymywał, powstały głównie z jego winy.
Chłopak wcześniej chodził całkowicie na czarno, co powodowało, iż mało kto podejmował się z nim rozmowy na start. Ot, nie był wówczas wyjątkowo zachęcający do konwersacji, prędzej odtrącając. I też - skoro nosił się na czarno, to wiele osób mogło zacząć jednogłośnie uważać, że jest niebezpieczny. Dopiero od niedawna, no ba - od pamiętnej wycieczki na Bari z szefem Biura Bezpieczeństwa - postanowił coś w sobie zmienić. Czarne spodnie jeansowe i biała koszula, wraz z dość luźno zawiązanym krawatem, którego materiał był stosunkowo cienki, by mógł być niesiony wraz z podmuchami wiatru, zdawała się spowodować jego "złagodnienie". Jakby nie było, w bluzie też posiadał pewne cechy przynależności do określonego domu; zdobiąca od środka kratka przeplatająca się czarnymi liniami i żółtym tłem ewidentnie wskazywała na to, po której stronie się znajduje.
- A najlepiej, gdy w sumie jest spoko nauczyciel, który nie ma kija w dupie i nie stanowi jakiegoś androida. - wzruszył ramionami i się uśmiechnął, bo o ile nie plotkował aż nadto, o tyle po prostu stwierdzali fakty. - Och, nie ma to jak oficjalna atmosfera na jego lekcjach. Jeszcze tylko brakowało, by cię określił jako oskarżonego i już mógłbyś szykować hektolitry kawy, byleby nie zasnąć podczas długich wywodów. - widocznie prychnął, bo przecież inaczej nie mógł określić tego typa. Owszem, zorganizował na początku roku spotkanie, podczas którego miał okazję latać na pegazach, ale i tam wydawał się być sztywny. - Nie wiem, ale wiem, że Perpetua to złota kobieta i być może znajdzie sobie kogoś lepszego. - w sumie, jakby tak się bardziej zastanowić, kiedy miał okazję być na balu, to właśnie z Huxem była szczęśliwa i się uśmiechała. Może to czas, by zacząć stwierdzać, że są razem? W sumie, urocza parka, naprawdę by do siebie pasowali - przynajmniej w opinii Lowella. - Spoko, ja się dowiedziałem, że nie jest humanoidalnym robotem dopiero wtedy, gdy miał okazję opierdolić trochę asystenta za to, że gdy leżałem w łazience i potrzebowałem pomocy, to ten cykał mi fotki i szykował tren. - pamiętał może nie jego minę, a to, że wrzawa, jaka się przy tym zrobiła - gdy stracił przytomność - ewidentnie wskazywała na widoczne napięcie.
Znajdujący się w torbie leprehau wywieszał raz po raz długi, różowy jęzor, wpatrując się czarnymi węglikami w chłopca, jakoby z niemą nadzieją, iż ten postanowi przybliżyć dłoń i go pogłaskać, kiedy to Felinus się z nim przywitał. Wbrew pozorom starał się zapamiętać każdego wychowanka Hufflepuffu, więc przynajmniej wobec niego Taylor nie był kompletnie anonimowy.
- Czyli udało mi się skojarzyć fakty. - ucieszył się z tego powodu, bo czasami pamięć potrafiła zawodzić, a jednak się nie pomylił. Na kolejne słowa lekko się zaśmiał, bo w sumie reakcja była przednia, choć nie zrobił tego w ramach wyśmiania, a prędzej zaskoczenia i czystego, ludzkiego gestu. - Tak, choć nie spodziewałem się, by ktoś czytał ten fragment o fazach księżyca, serio. Myślałem, że po prostu wszyscy przez to przeskakują i lecą do najważniejszych informacji, a tu proszę. - podniósł kąciki ust. W sumie momentami się zastanawiał, czy kogoś to interesuje, ale najwidoczniej miał powód, ażeby to dalej kontynuować. No, o ile to będzie możliwe z poziomu asystenta. Bo opiekunem być nie mógł, choć dom ten, mimo iż miał wątpliwości od samego począktu, stał się naprawdę czymś, co zaczął doceniać. Może nie należał do idealnych osób, bo swoje za uszami miał, ale starał się poprowadzić Puszki do przodu i udowodnić, że nie ma rzeczy niemożliwych.
- Humor to mamy na miarę Monty Pythona, ale tak, podejrzewam, że musi być inaczej, a też, nie da się przyzwyczaić w tak krótkim czasie do tego, jak wygląda kultura na Wyspach Brytyjskich. - kiwnąwszy głową, gdy wsłuchał się w to, co miał do powiedzenia chłopak, wsłuchał się w kolejne słowa, które opuściły jego wargi. - Ja w ogóle to się zastanawiam, że po co są te domy, serio. Wpakowywać tak samo porąbanych ludzi do jednej paczki to jak strzał w kolano. - przyłożył rękę do własnego pobródka i na chwilę przerwał. - Ale tak, Slytherin pod tym względem jest dość specyficzny. Po latach nauki jestem jednak w stanie stwierdzić, że mało kto jest tam wyznawcą ideologii czystej krwi i naprawdę można spotkać w nim spoko ludzi. Gdybym miał być szczery, to większość moich znajomości opiera się właśnie na tym domu. - odpowiedział szczerze, wpatrując się czekoladowymi tęczówkami w reakcję Ace'a - oczywiście bez nachalności, bo nie chciał, by ten sobie coś złego pomyślał.
Delikatny wiatr zdawał się być kojący, ale do czasu, dopóki smród - tak charakterystyczny, który Lowell znał - przedostał się do ich nozdrzy, niepotrzebnie wywołując w nich chęć skręcenia chwilowo żołądka. Rozkładające się cokolwiek śmierdziało mocno i Felinus nie potrzebował ku temu zapewnienia, bo po prostu wiedział. Praca na gospodarstwie od razu wstąpiła na salony myśli, co nie było ani miłe, ani przyjemne, ale tego osobiście nie pokazał.
- Tak… coś się… rozkłada. - zmarszczył nos, widocznie odwracając się w stronę rzeczki, gdzie im bliżej się znajdował, tym zapach był bardziej intensywny. Nie zapomniałby tego zapachu, a doświadczenie mówiło mu, że może nie powinien tego sprawdzać, ale wykonanie czynności obywatelskiej niosło ze sobą konieczność zidentyfikowania źródła smrodu. Hinto szczeknął raz, nie machając już ogonem w torbie, a język, jak był wcześniej wywieszony, tak zniknął w odmętach pyska. Były student mimowolnie chwycił za różdżkę, która lekko zadrżała i pokazała, że to, co ma tutaj miejsce, nie jest pozytywne w żadnym stopniu. - Coś jest nie tak. - wypowiedział, kiedy to przybliżył się z chłopakiem do brzegu, choć prostym gestem dłoni poprosił go, by aż nadto się nie zbliżał. Z początku nic w niej przecież nie było…

Kostki:

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Ace Taylor

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 174
C. szczególne : nowojorski akcent
Dodatkowo : jasnowidz
Galeony : 23
  Liczba postów : 38
https://www.czarodzieje.org/t20413-ace-taylor#646347
https://www.czarodzieje.org/t20417-ace#646360
https://www.czarodzieje.org/t20412-ace-taylor
Brzeg rzeki (s) - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Brzeg rzeki (s) - Page 2 Empty


PisanieBrzeg rzeki (s) - Page 2 Empty Re: Brzeg rzeki (s)  Brzeg rzeki (s) - Page 2 EmptyNie 4 Lip - 21:13;

- No, zdecydowanie. Taki Williams na przykład wydaje się być bardzo w porządku. I o Walshu dużo słyszałem dobrego, chociaż nie mogę powiedzieć żebym często bywał na miotlarstwie... Perpetua, tak... Merlinie, serce mi pękło jak usłyszałem że rezygnuje z bycia naszym opiekunem, chociaż to logiczne, dziecko i w ogóle... No, w każdym razie totalnie powinna rzucić tego bubka i znaleźć sobie kogoś fajniejszego. - wyraził dla odmiany również pochlebne opinie o części ciała pedagogicznego, żeby było sprawiedliwie i żeby nie poprzestawać tylko na krytyce tych mniej lubianych. A tym, że wtrącanie swojego nosa w prywatne sprawy profesorów było zupełnie nie na miejscu, absolutnie nie miał zamiaru się przejmować, choć po chwili jego uwagę od tego tematu odwróciła kolejna wypowiedź chłopaka, opisująca dziwaczną - a przynajmniej tak brzmiącą - przygodę z udziałem łazienki, Voralberga i jakiegoś tajemniczego asystenta. - Fotki... tren... S ł  u c h a m? Co tam się odmerliniło? K-który to asystent taki dziki, że aż wybudził Alexa z letargu? - zainteresował się natychmiast, zerkając na Felinusa oczami jak pięć galoenów, zbyt zaintrygowany tą sytuacją by silić się na większą dyskrecję w wypytywaniu. W końcu nie codziennie można usłyszeć takie rewelacje, w dodatku z pierwszej ręki. A skoro już o ręce mowa, nie zdecydował się na wyciągnięcie swojej w kierunku zachęcająco wyglądającego z torby pieska, w którym chyba na nowo rozbudziła się nadzieja otrzymania głasków; posłał mu za to uśmiech - tak jakby zwierzę miało zrozumieć cokolwiek z tego gestu - by zaraz skierować swą uwagę znów na śmiejącego się Felinusa. - Poważnie! Dodawaj je tam koniecznie też w przyszłym roku. - poprosił, nie mając pojęcia, że kolega właśnie zakończył edukację i od teraz w szkolnych murach zawita już nie jako student, a być może nauczyciel; wiedział, że Puchon jest na pewno z jakiegoś wyższego rocznika, ale jakoś nie skojarzył, że już ostatniego, bo sam przecież raczej obracał się w towarzystwie uczniów niż studentów. Zastanowił się chwilę nad słowami Felinusa o bezsensie podziału na domy, i choć do tej pory nie poświęcał samej zasadności ich istnienia zbyt wiele rozmyślań, teraz musiał przyznać, że kolega zdecydowanie ma rację. Skinął głową, wyrażając aprobatę. - Rzeczywiście. To tylko sprzyja powstawaniu stereotypów: że gryfoni narwani, krukoni to kujony, ślizgoni wredni a w dodatku rasiści, a puchoni... - zawahał się chwilę, ale cóż, nie miał wątpliwości, bo sam słyszał, co często mówiono - ...głupi. I czemu to ma służyć? - mimo wszystko skwitował tą przykrą refleksję uśmiechem, trochę porozumiewawczym, w końcu jeśli chodziło o wózek stereotypów, to w tym przypadku jechali z Felinusem na jednym. Obaj należeli do tego ostatniego domu, do którego łaskawa Helga postanowiła z otwartymi ramionami przyjąć wszystkich tych, którzy nie posiadali cnót i zalet wychwalanych przez pozostałych założycieli. Osobiście Ace nie czuł się mocno poszkodowany tym wyborem, bo generalnie było mu to wszystko jedno i mógłby należeć nawet do domu Babci Klozetowej, gdyby tylko taka była wola Tiary Przydziału; nie potrafił jednak pozbyć się wrażenia, że cały ten podział i zasady według których się odbywał raczej nie wychodzą ogółowi na dobre. Chętnie pewnie perorowałby sobie dalej na ten temat, przy okazji zapewne wyciągając i inne niepokojące go, związane ze szkołą aspekty (a gdyby się głębiej zastanowił, z pewnością znalazłoby się kilka), gdyby nie ten smród okrutny, który sprawił, że odechciało mu się nie tylko dalszego mówienia, ale i w ogóle oddychania. Zapach padliny był tak charakterystyczny, że nie sposób było go pomylić z niczym innym i nawet Ace zorientował się co musi być jego przyczyną, choć nie odważył się powiedzieć tego na głos. Felinus zrobił to za niego, a w dodatku odważnie skierował swoje kroki bliżej źródła. Podreptał więc posłusznie, choć niezbyt chętnie, za starszym chłopakiem, również czując się zwyczajnie w obowiązku po prostu upewnić się, że to po prostu jakieś zwierzę zdechło przy rzece i wszystko jest w porządku. Przykre, ale w porządku. Przystanął tuż za nim, gdy zbliżyli się do brzegu i choć spanikowany głos w głowie krzyczał mu, żeby nie patrzył zbyt uważnie a najlepiej to w ogóle zamknął oczy albo się odwrócił, zignorował go i znad ramienia Felinusa zaczął przeczesywać wzrokiem rosnące przy wodzie zarośla, dosłownie modląc się w duchu, żeby to była kaczka albo pies albo cokolwiek właściwie, co nie było człowiekiem. I wtedy coś, co przez ułamek sekundy wydawało mu się być dziwnie wygiętym korzeniem, ewidentnie przybrało kształt ręki. Martwej. Ludzkiej. Ręki. Niby powinien był się tego właśnie spodziewać, ale zarazem nie spodziewał się zupełnie, że ten widok tak na niego zadziała. Wydał z siebie coś pomiędzy zduszonym okrzykiem a przekleństwem, natychmiast patrząc gdzieś w bok, co na niewiele się zdało, bo nadal miał widok rozkładających się, gnijących tkanek przed oczami; trochę bezwiednie zacisnął palce na ramieniu Felinusa, jednocześnie chcąc siebie pokrzepić i zwrócić jego uwagę na znalezisko. - Feli- to jest... t-tam jest... - nic więcej z siebie nie wykrzesał,  nie był w stanie; miał tylko nadzieję, że Lowellowi lepiej wyjdzie zachowanie zimnej krwi i że będzie wiedział, co powinni teraz robić, bo sam nagle miał taką pustkę w głowie, że nic sensownego by nie wymyślił.

@Felinus Faolán Lowell
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Nauczyciel
Wiek : 22
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Zawsze nosi czarną bluzę z haftem tańczącego Derwisza z tyłu wraz z kojotem i wilkiem z przodu na rękawach, pisze lewą ręką, rzuca zaklęcia prawą, na której palcach nosi Sygnet Myrtle Snow, Pochłaniacz Magii i Pierścień Sidhe. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 1778
  Liczba postów : 7331
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Brzeg rzeki (s) - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Brzeg rzeki (s) - Page 2 Empty


PisanieBrzeg rzeki (s) - Page 2 Empty Re: Brzeg rzeki (s)  Brzeg rzeki (s) - Page 2 EmptyNie 4 Lip - 21:53;

Prowadzenie konwersacji nie sprawiało mu żadnego problemu - no ba - było przyjemne i pożyteczne. Nie ma to jak plotkowanie o całej kadrze Hogwartu, a jak się okaże, za niedługo to o nim pojawią się wszelkie możliwe plotki. Felinus nie przejmował się tym jednak, skupiwszy się w pełni na tym, co chłopak miał do przekazania na temat obecnych pracowników średniowiecznego zamku.
- Williams jest w porządku. Taki luźny, normalny nauczyciel. - lekko się uśmiechnął, bo jednak jakby nie było, to dzięki niemu posiadał jądra i nie musiał się obawiać tego, że zostanie wyśmiany. Raz po raz przypominał sobie, iż Brooks świadomie odwoływała się do tej dysfunkcji, co go denerwowało z początku, ale koniec końców miał to gdzieś. Był taki, jaki był. Siebie nie zmieni, więc pozostaje niektóre fakty zwyczajnie zaakceptować. - Walsh podobno też, ale... no, ja też nie bywałem zbyt często na miotlarstwie. Praktycznie w ogóle. - przekazanie tego faktu mogło zostać odebrane jako brak szacunku dla narodowego, magicznego sportu, ale osobiście miał to gdzieś. - No, ja sam bym nie miał czasu i siły na opiekowanie się nie tylko swoim dzieckiem, ale także gromadą cudzych, które uczęszczają na lekcje... - co prawda ominął fakt, że dzieci nigdy nie będzie miał, ale nic nie stało na przeszkodzie, by z czasem - gdy jednak wszystko się odpowiednio poukłada i poczuje tę chęć bycia ojcem - zwyczajnie jakieś adoptować. Z drugim facetem raczej w ciążę nie zajdzie. - Ty, może by tak spiknęła się z Williamsem? Co sądzisz? Obydwoje nauczają uzdrawiania, do tego spędzają ze sobą czas... kto wie, może to JUŻ się dzieje? - rzucił swoimi podejrzeniami, bo w sumie na balu wyglądali na szczęśliwych. A przynajmniej Perpetua odzyskała dawny wigor i radość ducha.
- A szkoda gadać... - na chwilę przerwał tę wypowiedź, spoglądając w stronę Puchona. Jezu, jak rzadko miał okazję z innymi przedstawicielami domu Helgi Hufflepuff rozmawiać. Na Merlina, mógłby policzyć to chyba na palcach jednej ręki. - Viro Rowle. Nie polecam, w ogóle nie wiem, co on robi w tej szkole. - ani nie przypominał sobie lekcji, na której ten był, ani nie nadawał się na nauczyciela. Serio, kto wymyśla tren, zamiast pomóc zakrwawionemu uczniowi? Tego nie wiedział, ale chłop musiał mieć coś zjebane pod kopułą czaszki; pies natomiast wdzięcznie się uśmiechał w stronę Taylora, jakoby cicho wołając "Ej, pogłaszcz mnie, no pliss!!", ale najwidoczniej to nie zadziałało. - Ach, w przyszłym roku... no, już tak jakby skończyłem studia. - przepraszająco się uśmiechnął w jego stronę. - Ale, jak się uda, to będę asystentem, więc w sumie, jak mi się uda, to powysyłam jeszcze listy motywacyjne. - w sumie, bo kto mu zabroni?
- Nie wiem, ale wiem, że Hampson rozdaje karty i pewnie patrzy na nasze małe bitwy jakby był największym strategiem w Wielkiej Brytanii. - prychnął z widocznym rozbawieniem, bo jednak na to wyglądało. Jeden dom walczył z drugim, drugi chciał być inny, trzeci odkręcał bycie rasistami, a czwarty... starał się udowodnić, iż nie wypełnia dziury w ścianie.
Dłuższe przyjrzenie, odór był okropny. Czekoladowe tęczówki wyjrzały zza wyczyszczonych okularów, które zdjął na bardzo krótki moment i potraktował zaklęciem czyszczącym. Coś mu tu cholernie nie pasowało, nawet jeżeli trzymał różdżkę, która zdawała się raz po raz wydobywać z siebie odczuwalne wibracje ostrzegające przed czymś niebezpiecznym. Wiedział, iż nic nie jest w porządku, ale w takim razie co powodowało ten okropny zapach, który przypominał zwłoki pozostawione w mieszkaniu, które zaczynały przenikać do pomieszczeń znajdujących się tuż obok, a w następstwie na klatkę schodową? Na początku nie mógł niczego dokładnie dostrzec. Być może był ślepy, a może jednak powinien ponownie udać się na badania, ale nie to było najważniejsze, gdy zapach wręcz prosił o to, by zmienić go w coś znacznie bardziej przyjemnego. Mimo to mieszanka zaklęcia powodującego rozpylenie bardziej przyjaznego zapachu oraz śmierdzącej woni... no cóż. Nie byłby czymś równie idealnym. Już prędzej to powodowałoby odruch wymiotny.
I zauważył. Ciemne obrączki źrenic mimowolnie zostały pożarte przez adrenalinę, która wstąpiła do organizmu, powodując chwilowe, nieme stanie. Ludzka, zmarszczona, gnijąca ręka, wystająca z dna i wtapiająca się z początku - poprzez bladą, prawie wręcz niebieskawą barwę - w tło. Znieruchomiał momentalnie, bo wszystko wskazywało na to, iż nie był to żart, a realne zwłoki, z którymi przyszło im się zmierzyć. Tsunami myśli opanowało jego umysł; sam na chwilę wstrzymał oddech, dopiero po czasie orientując się, jak bardzo brakuje mu powietrza. Jakby sam znajdował się pod wodą i nie mógł w żaden sposób wydostać się na powierzchnię, czując wodę zalewającą płuca, krztuszenie się. Znalezienie w tak urokliwym miejscu gnijącego ciała, być może fragmentu, nie należało do czegoś, z czym chciał mieć do czynienia. 
- Co do... - zdołał powiedzieć, zanim to nie zaczął bardziej racjonalnie podchodzić do sprawy. Ciało już miał okazję widzieć, no ba - zostało ono porażone prądem na jego własnych oczach - ale przecież, do diaska, kto pozostawia sylwetkę w takim miejscu, kompletnie nieżywą, przejętą poprzez śmierć, która ewidentnie nie była naturalna? Nie wiedział, nie był świadom, czym mógł się ktoś kierować, aczkolwiek jedno było pewne - że nie jest to normalne. Na ścisk ramienia nie zareagował gwałtownie, prędzej wiedząc, że dla chłopaka taki widok nie mógł być niczym przyjemnym. Zacisnąwszy mocniej palce na własnej różdżce, potrafił na szczęście zachować zimną krew. Wśród zarośli, które osadziły się w rzece, znajdowała się część ciała - jakoby pozbawiona tchu i życia - udowadniając, iż pora dnia oraz miejsce, w którym przyszło im się spotkać, wcale nie należało do najprzyjemniejszych. Na szczęście potrafił podejść do tego bardziej racjonalnie, pierwsze patrząc tęczówkami w stronę Puchona, by mieć pewność, iż ten zaraz nie zemdleje. - Odwróć się, proszę. I nie patrz. - polecił, tudzież zalecił, by tym samym, gdy ten wykonał polecenie, zająć się czynnościami, które miały na celu na pewno upewnić się, iż nie jest to żaden żart, a realna sprawa, która wymagała interwencji. Mimo wszystko i wbrew wszystkiemu załatwienie czegoś, co wyglądało na martwe, gnijące tkanki - ludzkie tkanki - w świecie czarodziejów nie stanowiło żadnego problemu. Tylko jeżeli ktoś chciał pozbyć się ciała, to dlaczego go nie spalił? Nie wiedział, ale nie chciał narażać młodego człowieka na taki widok, w związku z czym upewniał się, czy ten przypadkiem nie zerka z dziwnej, nieokreślonej ciekawości.
Nie powinien dotykać dowodów zbrodni, ale obecnie nie miał wyjścia; Mobilicorpusem bardzo ostrożnie, by nie spowodować zatarcia żadnych poszlak, zdecydował się podnieść rękę. Po tym - jak się okazało - gdy ta poszła do góry, za nimi poszła również pozostała część korpusu, którą postanowił pozostawić jednak w wodzie. To był prawdziwy człowiek, najprawdziwszy, choć blady i z czasem pozbawiony już skóry, zakonserwowany wręcz. Odór uderzył w ich stronę z niepohamowaną siłą; woda zabarwiła się na nieprzyjemny kolor, a sylwetka mężczyzny, który ubrany był w poniszczone już ubrania, jakoby przeżarte czasem. Zacisnąwszy mocniej zęby, wyglądało na to, iż mają do czynienia z potencjalnym zabójstwem, choć obecnie nie powinien już na samym starcie dotykać tych zwłok. - Cholera... - nie powiedział przekleństwa, choć na początku go kusiło.
- Expecto Patronum. - ciężko było się skupić na przyjemnych wspomnieniach, gdy zapach dostawał się do ich nozdrzy i uniemożliwiał prawidłowe funkcjonowanie, ale nie miał wyjścia, kiedy to odwrócił się do Ace'a, spoglądając na niego z widoczną troską; przed nimi stanęła świetlista sylwetka kształtującego się wilka, który następnie zawył i pojawił się na wyznaczonym miejscu, emanując odczuwalnym, ludzkim ciepłem. Zakomunikował wiadomość, która następnie - zgodnie z jego własną wolą - powędrowała do Biura Aurorów, gdzie, jak miał nadzieję, dość szybko postanowią zająć się tą sprawą. Miał tam parę znajomości, choć nie wiedział, czy te będą akurat dostępne, choć liczył na to, że pomoc - i odpowiedni fachowcy - pojawią się bez zbędnej zwłoki, która mogła mieć kluczowe znaczenie. Nie na co dzień znajduje się zwłoki i choć natłok myśli w głowie był odczuwalny, nie zamierzał dać ponieść się powszechnemu przerażeniu, który towarzyszyłby każdej duszy, jaka to miała okazję zobaczyć taki widok. - Oby pojawili się dość szybko... - mruknął jakby sam do siebie, podnosząc spojrzenie na Taylora. - Chodź, odsuńmy się na krótki moment. Nie myśl o tym. - zaproponował, obejmując go ramieniem i kładąc rękę na barku, mając nadzieję, iż ten nie będzie stał w jednym miejscu i pójdzie w ustalonym przez niego kierunku.
Zabrał go tym samym na oddaloną o kilkanaście metrów ławkę, znajdującą się nie przy rzece, a po drugiej stronie wydeptanej, żwirowej ścieżki. Obserwując uważnie jego stan, nie wiedział, czy był to dla niego spory szok, czy jednak coś, co z łatwością przetrawi. Wbrew pozorom go nie znał na tyle, by móc stwierdzić, jak dokładnie wpłynie ta sytuacja na jego zachowanie, w związku z czym wyciągnął tym samym z torby, mniejszej przegródki, butelkę wody i podał ją uczniowi, by ten mógł ugasić swoje pragnienie. Bądź przez to się bardziej uspokoić.
- Jak się czujesz? - zapytawszy, uważnie, jakoby uzdrowicielskim okiem, starał się stwierdzić, czy wszystko jest w porządku, czy jednak należy interweniować. Czy jednak wiggenowe by go uspokoiły? Nie podejrzewał, w związku z czym głos miał spokojny, z widoczną troską - nie nachalną, a prędzej lekką, coby ten się potencjalnie nie speszył. - Wezwałem aurorów. - zaczął ostrożnie i powoli, nie chcąc wpychać go na głęboką wodę, kiedy cisza zaczynała być przeszkadzająca, a sam nie chciał, by ten rozmyślał aż nadto w swojej samotni. - Za niedługo się pojawią i zapewne będą chcieli, byśmy złożyli zeznania. Jesteś pełnoletni, prawda? - nie wiedział o tym i wolał się upewnić. Wbrew pozorom, gdyby ten nie był, powinien pojawić się wówczas opiekun prawny.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Cassandra Walker

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 1.71 m
C. szczególne : włosy przeważnie układają się w fale, kolczyki w uszach i pomalowane usta
Galeony : 278
  Liczba postów : 153
https://www.czarodzieje.org/t20559-cassandra-walker
https://www.czarodzieje.org/t20560-poczta-cassie
https://www.czarodzieje.org/t20561-relacje-cassie#650351
https://www.czarodzieje.org/t20558-cassandra-walker
Brzeg rzeki (s) - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Brzeg rzeki (s) - Page 2 Empty


PisanieBrzeg rzeki (s) - Page 2 Empty Re: Brzeg rzeki (s)  Brzeg rzeki (s) - Page 2 EmptySob 21 Sie - 10:30;

Kostka na Wydarzenie: 1

Musi wyjść z domu. Pochodzić. Przejść się, jak to ma w zwyczaju, gdy cały świat wydaje się walić jej na głowę. Za dużo myśli przedziera się, tworząc niezrozumiały bełkot. Jest już spokojniejsza po rozmowie z Theo, ale nadal czuje się bezradna i słaba. Tato miał poważny wypadek w pracy, będzie potrzebował odpoczynku i opieki, a niedługo szkoła. Jak ma o niego dbać poza domem? Teraz nauka w ogóle nie wydaje jej się ważna. Jeszcze musi zrobić zakupy do Hogwartu, książki, pergaminy, tusze i te wszystkie inne potrzebne rzeczy. Nie ma do tego głowy.
Niedaleko centrum Hogsmeade przepływa niewielki strumyk, dlatego nic dziwnego, że w ciepłe lato właśnie jest tu sporo ludzi. Odpoczywają. Walker również tego potrzebuje — odetchnąć. Wybrała się tu raczej na spacer niż na piknikowanie, więc idzie wzdłuż brzegu, rozmyślając, ale jednocześnie starając się nie poddać czarnym myślą i zmartwieniom, które właśnie chcą ją dopaść, kiedy walczy z nimi sama.

@Owen Bronington
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Owen Bronington

Student Ravenclaw
Wiek : 20
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 183
Galeony : 29
  Liczba postów : 16
https://www.czarodzieje.org/t20627-owen-bronington#653186
https://www.czarodzieje.org/t20632-poczta-owena-broningtona#653590
https://www.czarodzieje.org/t20673-owen-bronington#656055
https://www.czarodzieje.org/t20628-owen-bronington#653273
Brzeg rzeki (s) - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Brzeg rzeki (s) - Page 2 Empty


PisanieBrzeg rzeki (s) - Page 2 Empty Re: Brzeg rzeki (s)  Brzeg rzeki (s) - Page 2 EmptyNie 22 Sie - 14:52;

Owen wyszedł właśnie z magicznej menażerii po swoim pierwszym dniu w pracy. Nie było dla niego zaskoczeniem, że będzie zmęczony, nawet pomimo tego, że nie działo się dużo, po prostu ze zwykłego nieprzyzwyczajenia do pracy. Uznał, że najlepszym rozwiązaniem będzie wybranie się jeszcze na spacer, zanim wróci do domu. Z początku miał w planie usiąść na jednej z ławek i nieco się pouczyć, ale już po kilku chwilach zdał sobie sprawę, że nie ma to sensu, ponieważ nie jest nawet w stanie myśleć, dlatego schował notatki do torby i chwilę siedział na ławce wpatrując się w strumyk, po czym wstał i zaczął się przechadzać ścieżką. Pogoda była przyjemna, dlatego na zielonej trawie wylegało się dużo osób. Miejsca w cieniach zajmowali rodzice, którzy mogli sobie wreszcie pozwolić na chwilę odpoczynku, wokół których biegały bawiące się dzieci. Pomimo że panował dosyć duży hałas, Owenowi to nie przeszkadzało, było to wręcz przyjemne dla ucha. Po kilku godzinach słuchania wrzawy zwierząt, odgłos zwykłej zabawy dzieci czy piknikowiczów nie był żadnym problemem.
Kiedy chłopak spacerował chwilę wzdłuż strumyka, zauważył nadchodzącą ciemnowłosą dziewczynę. Z początku nie rozpoznał jej, lecz kiedy się do niego zbliżyła, zauważył, że jest to Cassie. Zdał sobie sprawę, że dawno się z nią nie widział, natomiast w ciągu roku szkolnego skupiony był na nauce, a Cassie, zresztą, była od niego młodsza, dlatego nieczęsto mijali się na korytarzach. W ciągu wakacji, natomiast, Owen miał niewiele więcej czasu, niż w ciągu roku szkolnego.
Dziewczyna wydawała się poddenerwowana, zdecydowanie coś ją dręczyło, do takiego stopnia, że nawet nie zauważyła Owena.
-Cassie! - powiedział, kiedy byli w odległości około metra od siebie. -Wszystko w porządku? - uśmiechnął się do dziewczyny.

@Cassandra Walker
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Cassandra Walker

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 1.71 m
C. szczególne : włosy przeważnie układają się w fale, kolczyki w uszach i pomalowane usta
Galeony : 278
  Liczba postów : 153
https://www.czarodzieje.org/t20559-cassandra-walker
https://www.czarodzieje.org/t20560-poczta-cassie
https://www.czarodzieje.org/t20561-relacje-cassie#650351
https://www.czarodzieje.org/t20558-cassandra-walker
Brzeg rzeki (s) - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Brzeg rzeki (s) - Page 2 Empty


PisanieBrzeg rzeki (s) - Page 2 Empty Re: Brzeg rzeki (s)  Brzeg rzeki (s) - Page 2 EmptyWto 24 Sie - 18:10;

Czas się dla niej zatrzymał, na krótki moment, ale inni tego nie widzą. Są tacy szczęśliwi. Rodzice z dziećmi na piknikach. Piękna sceneria, w ogóle nieprzypominająca jej dzieciństwa. Taty nigdy nie było, a spędzanie czasu na trawie, kocyku, wśród krzyków i wrzasków innych, nie wpasowywało się to w jego grafik. Nic dziwnego, że mama miała dość. Obrazy idealnych rodzin, chociaż zapewne takie nie są, powoduje, że Cassie bardziej jest tym z dołowana, chociaż miło się patrzy na uśmiechnięte buźki dzieciaków. Od całujących się par odrywa szybko zawstydzona spojrzenie, jakby przyłapała siebie samą na czymś nieodpowiednim.
Nie spodziewa się tu spotkać znajomej twarzy, chociaż jest to możliwe. Dzieciaki wracają z gorącego Jamalu, wakacje powoli się kończą. Ostatnie dni wszyscy chcą spędzić w dom lub jego okolicach na świeżym, ciepłym powietrzu. Idzie trochę szybciej niż zamierza, jak gdyby szybki chód miał spowodować, że uczucia znikną, a przykre myśli rozproszą się lub przeszłość zmieni się i stanie się znowu beztroska, bez wypadku ojca.
Walker za bardzo wszystko przeżywa. Wie o tym, ale nic ta wiedza nie zmienia. Może jedynie ukryć się ze swoimi uczuciami lub ukazać je światu, a wtedy on wyśmieje ją. Jest trochę spokojniejsza. Wszystko będzie dobrze. Powtarza sobie, skupiając się na otaczającym ją krajobrazie. Natura zawsze ma dobry wpływ na nią, a także przyjaciele. Wpierw jednak nie zauważa Broningtona. Chłopak jest od niej starszy, ale Cassie nie patrzyła na wiek. To prawda, że ostatnio nie często ze sobą rozmawiali, ale Bronington zapewne miał dużo nauki, a także prace. Wkraczanie w dorosłe życie, zabiera dużo czasu.
- O, Owen! Przepraszam, zamyśliłam się. - Zmieszana, ale i zadowolona Cassie, cieszy się, że to właśnie krukona spotkała na swoim spacerze, na pewno spacerze niewolnym od zmartwień. Na Owena zawsze może liczyć. Pamięta, jak pomagał jej z ONMS, gdy narobiła sobie zaległości lub nie radziła z tematem.
- Tak, znaczy... - Nie ma pojęcia czy powinna swoimi problemami obarczać Broningtona. Nim jednak postanawia rozbudować swoją wypowiedź, nagle z magicznego gramofonu rozbrzmiewa jeden z gorszych kawałków Myrona Wagtaili. Gorszych? Dla Cassie ten magiczny artysta jest nie do słuchania.
- Na Merlina, tego się nie da słuchać. - Krzywi się pod wpływem głośnych dźwięków, wypatrując, z której strony rozbrzmiewa ten hałas.

@Owen Bronington
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Owen Bronington

Student Ravenclaw
Wiek : 20
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 183
Galeony : 29
  Liczba postów : 16
https://www.czarodzieje.org/t20627-owen-bronington#653186
https://www.czarodzieje.org/t20632-poczta-owena-broningtona#653590
https://www.czarodzieje.org/t20673-owen-bronington#656055
https://www.czarodzieje.org/t20628-owen-bronington#653273
Brzeg rzeki (s) - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Brzeg rzeki (s) - Page 2 Empty


PisanieBrzeg rzeki (s) - Page 2 Empty Re: Brzeg rzeki (s)  Brzeg rzeki (s) - Page 2 EmptySro 25 Sie - 18:23;

Kiedy dziewczyna zauważyła Owena i przywitała się z nim, od razu mógł stwierdzić, że coś nie jest w porządku. Przez chwilę poczuł pewnego rodzaju wyrzuty sumienia, że dziewczyna, z którą miał w pewnym momencie życia bardzo dobre relacje, czuła się tak źle, a on nawet o tym nie wiedział. Ta myśl mu jednak przeszła, ponieważ był pewny, że Cassie nie jest sama ze swoimi problemami i ma do kogo się odezwać, a teraz będzie miała też okazję wygadać się i jemu.
Puchonka przygotowywała się do odpowiedzenia na pytanie chłopaka, kiedy w tle zaczęła lecieć nieznana dla Owena piosenka. Nie był on raczej typem osoby, która przykładała dużą wagę do muzyki, oczywiście w wolnym czasie czegoś tam słuchał, ale nie było to dla niego coś obowiązkowego czy nadzwyczaj ważnego. Piosenki nie znał, ale kojarzył głos, chociaż był pewny, że w przeszłości nie słuchał na zabój żadnej z piosenek wykonawcy. Po mimice Cassie mógł stwierdzić, że jej też nie przypadły do gustu dźwięki wydawane w oddali.
-Kto to puszcza?! -zapytał bardziej retorycznie rozglądając się wokoło, żeby znaleźć źródło tej... anielskiej... muzyki. Na jednym z koców wylegiwała się grupa 3 znajomych, prawdopodobnie nieco młodszych od Owena, obok których leżał gramofon. Przyjaciołom zdecydowanie podobała się muzyka. Wszyscy wyśpiewywali razem tekst, niczym w chórze, jednocześnie głośno się śmiejąc. Ludziom wokoło, natomiast, podobnie jak Owenowi i Cassie muzyka już nieszczególnie pasowała. Co po niektóre rodziny patrzyły ze skrzywieniem, a wręcz ze zgrozą, na bawiących się nastolatków.
-Rozumiem, zabawa zabawą, ale ludzie tu próbują się zrelaksować! - powędrował wzrokiem w stronę dziewczyny. -Trochę szacunku...
Z jednej strony chłopak starał się zrozumieć chęć zabawy, ponieważ sam wie, jak to było, czasami nawet dalej jest, kiedy jest się ze znajomymi. Jednak z drugiej, Owen nigdy nikomu swoją zabawą nie przeszkadzał!

@Cassandra Walker
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Cassandra Walker

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 1.71 m
C. szczególne : włosy przeważnie układają się w fale, kolczyki w uszach i pomalowane usta
Galeony : 278
  Liczba postów : 153
https://www.czarodzieje.org/t20559-cassandra-walker
https://www.czarodzieje.org/t20560-poczta-cassie
https://www.czarodzieje.org/t20561-relacje-cassie#650351
https://www.czarodzieje.org/t20558-cassandra-walker
Brzeg rzeki (s) - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Brzeg rzeki (s) - Page 2 Empty


PisanieBrzeg rzeki (s) - Page 2 Empty Re: Brzeg rzeki (s)  Brzeg rzeki (s) - Page 2 EmptyCzw 26 Sie - 14:57;

Samotne przeżywanie problemów nie jest wpisane w jej naturę, dlatego zawsze szuka oparcia w innych, chociażby najmniejszego. Mimo swojej wrażliwości i czasami nadmiaru uczuć, które czasami zostają ukazane postronnym ludziom, Cassie nie jest histeryczką. Nie widziała się ostatnio z Owenem, ale zawsze mogła, na niego liczyć był dla niej dobry i taki miły. Zawsze służył pomocą, puchonka zastanawiała się często czy jest w stanie mu się odwdzięczyć. Bronington był starszy, a co za tym szło, posiadał większy zakres wiedzy ze szkoły, dlatego Cassie mogła mu jedynie pomóc z zapamiętywaniem trudnych dat z Historii Magii, z tym nie miała nigdy problemów, a właściwie świetnie się przy tym bawiła. Jednak reszta przedmiotów to ona zazwyczaj prosiła o pomoc. Lubiła ONMS, ale nie zawsze orientowała się w danym temacie, czasami też się obawiała i miała wątpliwości, gdy przychodziło zagłębić się w praktykę, dlatego też krukon zawsze służył dobrą radą.
Wrzaski nielubianego przez Cassie zespołu rozbrzmiewające nad brzegiem rzeki, a nawet jeśli lubianego to nikt nie powinien tak robić, gdzie ludzie chcą się zrelaksować, odpocząć i spędzić miło czas. To na pewno nie jest kulturalne. Również biegnie wzrokiem za Owenem, który wyłapuje spojrzeniem swoich piwnych oczu trzech dzieciaków, puszczających wrzaski Myrona Wagtaili.
- Nie lubię tej magicznej muzyki. - Walker słucha mugolskie zespoły, jak i te magiczne, ale na pewno nie Myrona. - Chodź, odejdźmy trochę od tego... wrzasku. - Wyciągnęła dłoń w stronę Owena i złapała go za rękę, jeśli ten na to pozwolił, ciągnąc go w stronę ławki, znajdującej się troszkę dalej od nieznośnych dzieciaków puszczających za głośno Wagtailie z gramofonu.

@Owen Bronington
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Brzeg rzeki (s) - Page 2 QzgSDG8








Brzeg rzeki (s) - Page 2 Empty


PisanieBrzeg rzeki (s) - Page 2 Empty Re: Brzeg rzeki (s)  Brzeg rzeki (s) - Page 2 Empty;

Powrót do góry Go down
 

Brzeg rzeki (s)

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 3Strona 2 z 3 Previous  1, 2, 3  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Brzeg rzeki (s) - Page 2 JHTDsR7 :: 
hogsmeade
 :: 
Okolice Hogsmeade
-