Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 Brzeg rzeki (s)

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 1 z 3 1, 2, 3  Next
AutorWiadomość


Dina Harlow

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 164
Dodatkowo : Pół wila, prefekt
Galeony : 916
  Liczba postów : 858
https://www.czarodzieje.org/t17491-claudine-harlow#491028
https://www.czarodzieje.org/t17497-pumpkin#491256
https://www.czarodzieje.org/t17496-dina-harlow#491254
https://www.czarodzieje.org/t17493-dina-harlow#491062
https://www.czarodzieje.org/t18297-dina-harlow-dziennik
Brzeg rzeki (s) QzgSDG8




Gracz




Brzeg rzeki (s) Empty


PisanieBrzeg rzeki (s) Empty Brzeg rzeki (s)  Brzeg rzeki (s) EmptyCzw 9 Kwi - 22:32;


Rzeka


Niedaleko centrum przez miasteczko przepływa niewielki strumyk, który jedynie nadaje uroku okolicy. W ciepłe dni, aż do późnej jesieni, często można zaobserwować ludzi piknikujących przy brzegu wody. Jest to okolica bardzo przyjemna do spacerów zarówno w dzień jak i wieczorami, tak urzekająca, że czasem nawet można zaobserwować tu, zachęcone przyjemnym cieniem i wysokimi trawami, dzikie zwierzęta podchodzące do wodopoju.
Kości wydarzeń::
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Aleksander Cortez

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 23
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 194
C. szczególne : Kruczoczarne, kręcone, długie włosy (od ostatniego pobytu w szkole jeszcze dłuższe) luźno opadające. Ubrany w wszystko co wygodne i swobodne - brak garniturów. Karnacja skóry znacznie ciemniejsza. Opalił się w tym Meksyku.
Galeony : 148
  Liczba postów : 901
https://www.czarodzieje.org/t13688-aleksander-cortez
https://www.czarodzieje.org/t13741-cortez-aleksander-korespondencja
https://www.czarodzieje.org/t13705-anty-temat-z-relacjami
https://www.czarodzieje.org/t13704-aleksander-cortez
https://www.czarodzieje.org/t18718-aleksander-cortez-dziennik#53
Brzeg rzeki (s) QzgSDG8




Gracz




Brzeg rzeki (s) Empty


PisanieBrzeg rzeki (s) Empty Re: Brzeg rzeki (s)  Brzeg rzeki (s) EmptyCzw 7 Maj - 16:45;

@Shawn E. Reed

Polubił już te samotne spacery, czas kiedy to mógł się wyciszyć, poukładać wszystkie sprawy w głowie, pozwiedzać. Wybierał miejsca w których to jeszcze nie był, albo jego ostatnia wizyta była tak dawno temu, że spodziewał się wielkich zmian w danych miejscach. Tak było i tym razem. Idąc wzdłuż rzeczki wsłuchując się w jej szum obserwował niewielkie grupki osób. Ładna pogoda spowodowała wysyp wszelkiej maści ludzi w różnej kategorii wiekowej. Jego wzrok przykuła nowa atrakcja w tym miejscu - kącik relaksu. Leżaczek wydawał mu się być ciekawszą opcją niż siedzenie na ziemi. Ruszył więc w tamtym kierunku i jak się okazało, po zajęciu jednego z nich zaproponowano mu nawet kupno jakiegoś drinka. Wyciągnął więc parę galeonów i kupił sobie ognistą rudą po czym upijając parę łyczków wbił wzrok w płynącą wodę, popadając w zadumę.


Kostka: trójeczka
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Shawn E. Reed

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 31
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 184 cm
C. szczególne : Tatuaże, magiczna metalowa proteza prawej ręki, Gwiazda Południa zawieszona na łańcuszku na szyi.
Dodatkowo : magia bezróżdżkowa
Galeony : 752
  Liczba postów : 1198
https://www.czarodzieje.org/t13596-shawn-e-reed?highlight=Shawn
https://www.czarodzieje.org/t13600-wrona-shawna
https://www.czarodzieje.org/t13598-shawn
https://www.czarodzieje.org/t13601-shawn-e-reed?highlight=Shawn
Brzeg rzeki (s) QzgSDG8




Gracz




Brzeg rzeki (s) Empty


PisanieBrzeg rzeki (s) Empty Re: Brzeg rzeki (s)  Brzeg rzeki (s) EmptySob 9 Maj - 19:52;

Reed zupełnie nie wiedział, co go przekonało do wycieczki do drugiego magicznego miasteczka, niekoniecznie bliskiego jego serca. Hogsmeade było dla niego gorszym miejscem od doliny, pełno w nim było typowo komercjalnego stylu, który miał zachęcić uczniów i studentów do kupna ich produktów.
Skąd więc taka decyzja? Mężczyzna zaginiony w własnych myślach o sklepie, wszedł do Błędnego Rycerza i pognał do Hogsmeade, dopiero po drodze w pełni uświadamiając sobie kierunek swojej dzisiejszej wycieczki.
Długo wałęsał się po miasteczku, co rusz widząc młodych czarodziei, ekscytujących się nowym zestawem smakołyków w Miodowym Królestwie, albo różnymi zabawkami u Zonka. Nie patrzył na nich krytycznie, jego wzrok był pełen neutralizmu – każdy w wieku tych trzynastu lat był równie zajarany tymi magicznymi przedmiotami, które pomagały zapomnieć na chwile o szkolnych obowiązkach.
Tym razem jednak Reed nie zabawił długo w mieście, mijając strefę mieszkalną, nieświadomy, że tam też był dom, w którym mieszkała Nessa i może właśnie była w swoim mieszkanku, o ile nie dawała korepetycji właśnie dziesiątemu z kolei uczniowi, który oczywiście miał lekcje, jej czas i energię w pełni za darmo. Zamiast tego, jego nogi zawędrowały poza miasteczko, nad strumyk, szukając miejsca do odpoczynku i refleksji nad swoimi sprawami. Shawn zobaczył, że coś się działo w tym miejscu, a był to kącik relaksu, gdzie postawione zostały leżaczki do odpoczynku. Reed runął na jeden, leżący obok zajętego przez chłopaka, którego wydawało mu się, że skądś kojarzy. Przyglądając mu się z ukosa, również kupił sobie drinka. Nie mając jednak żadnego motywu do zaczepienia, odwrócił wzrok, poprawiając się w leżaku i przymykając oczy, próbując w myślach znaleźć odpowiedni moment, z którego mógłby kojarzyć chłopaka.

@Aleksander Cortez
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Mia Marcello

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VI
Wiek : 18
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 165
C. szczególne : Czarna skóra, oraz długie czarne, gęste włosy.
Galeony : 254
  Liczba postów : 135
https://www.czarodzieje.org/t19229-mia-marcello
https://www.czarodzieje.org/t19259-green
https://www.czarodzieje.org/t19258-mia
https://www.czarodzieje.org/t19228-mia-marcello
Brzeg rzeki (s) QzgSDG8




Gracz




Brzeg rzeki (s) Empty


PisanieBrzeg rzeki (s) Empty Re: Brzeg rzeki (s)  Brzeg rzeki (s) EmptySob 4 Lip - 22:52;

Hogsmeade. Miejsce przepiękne. Mia zakochała się w wiosce od pierwszego wejrzenia. Uwielbia tutaj przychodzić i jak tylko ma czas to zawsze bardzo chętnie tutaj uczęszcza. Próbowała wyrwać Olivię, ale ta jednak była zbyt bardzo pochłonięta nauką więc nie chciała na nią naciskać. Wybrała się tam z koleżanką z Ravenclaw, ale ta miała zamiar iść w określonym celu, dlatego jej też nie zamierzała zabierać czasu. Jednakże towarzyszyła jej do czasu gdy doszły do wioski. Była nawet sympatyczną osobą, ale wkurzała ją. Czym? Tym, że była bardzo przepisową osobą i wyrwać ją gdzieś nielegalnie nie wchodziło w grę. Była zwyczajnie nudna dla niej. Ona wolała osoby bardziej wyrywne po których nie wiedziała czego się spodziewać.
Gdy tylko się rozstały postanowiła przejść się po okolicy, być może trafi gdzieś gdzie jeszcze nie była? Lubiła ryzyko więc pójście gdzieś gdzie mogłoby być niebezpiecznie to ją bardziej nakręcało niżeli odtrącało. Szła przed siebie aż w końcu doszła do rzeki. Już kilka razy tutaj była więc nie było to jakimś nowym miejscem, ale bardzo sympatycznym i wartym odwiedzenia za każdym razem. Jednakże spędziła już wiele czasu i miała zamiar wracać do zamku. Jednakże miejsce którym chciała na skróty udać się do zamku zostało zamknięte. Sama nie wiedziała dlaczego, ale nie byłaby sobą gdyby nie sprawdziła co tak naprawdę się wydarzyło. Otóż chochliki kornwalijskie postawiły zrobić sobie biesiadę w krzakach. Kilku czarodziejów zostało oddelegowanych właśnie tutaj by zrobić z tym porządek. Przyglądała się ich poczynaniom z bliska gdy jeden z nich widząc ją zapytał czy byłaby chętna im pomóc. Sama nie wiedziała jak miałaby pomóc w tej sytuacji, ale kiwnęła głową potakując. Ona była zawsze skora do pomocy dlatego bez żadnego zawahania podeszła bliżej by temu przyjrzeć.

@Felinus Faolán Lowell
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Nauczyciel
Wiek : 22
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Zawsze nosi czarną bluzę z haftem tańczącego Derwisza z tyłu wraz z kojotem i wilkiem z przodu na rękawach, pisze lewą ręką, rzuca zaklęcia prawą, na której palcach nosi Sygnet Myrtle Snow, Pochłaniacz Magii i Pierścień Sidhe. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 1778
  Liczba postów : 7331
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Brzeg rzeki (s) QzgSDG8




Gracz




Brzeg rzeki (s) Empty


PisanieBrzeg rzeki (s) Empty Re: Brzeg rzeki (s)  Brzeg rzeki (s) EmptySob 4 Lip - 23:53;

Osobiście, jak również podczas przemyśleń, Hogsmeade stanowi dla niego pewnego rodzaju ostoję, tudzież ucieczkę przed rzeczywistością, ale także miejsce, do którego nie chciał przynależeć na zawsze.
Niezwykle przyjazne miasteczko, w którym to uczniowie i studenci mogą czuć się w miarę bezpiecznie. Niestety, wszystko ma swój termin ważności. Śmierć ministra zaczęła wnosić ze sobą coraz to więcej niepewności oraz wątpliwości, które to zaczęły działać niczym pasożyty, zyskując myślach, które w każdym człowieku przepływają w mniejszych lub większych ilościach. Ostatnio cała Wielka Brytania chodziła poddenerwowana, skutecznie oznajmiając samemu Felinusowi, że na razie należy być czujnym i nikomu do końca nie ufać. Nie bez powodu trzymał się trochę tejże zasady, niemniej jednak, jeżeli miałby się zabarykadować w nowo co wykupionym domu, na pewno nie wyszłoby mu to na dobre. Człowiek od czasu do czasu potrzebuje spaceru, który pozwoli mu odetchnąć pełną piersią i przemyśleć parę spraw.
Akurat, kiedy chciał przejść na skróty, zauważył, że coś się dzieje. Tłum, który składał się z niewielkiej ilości ludzi albo reagował niecierpliwie, albo wyrozumiale. Nie bojąc się, Felinus podszedł, przygotowując na wszelką ewentualność różdżkę. Jak się okazało, były to chochliki; o ile nie został poproszony o pomoc, o tyle jednak zauważył, że trochę długo potrwają problemy ze stworzeniami. Które, o dziwo, jeszcze nie czyniły żadnych psot.
Może mam w czymś pomóc? — zapytał się czarnoskórej dziewczyny, która najwidoczniej brała udział w tymże całym przedsięwzięciu. Nie wiedział, w jaki dokładnie sposób, wszak na razie magiczne stworzenia zachowywały się wyjątkowo spokojnie, no ale wystarczy jeden gest, by rozniosły całe zgromadzenie w drobny mak.

@Mia Marcello
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Mia Marcello

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VI
Wiek : 18
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 165
C. szczególne : Czarna skóra, oraz długie czarne, gęste włosy.
Galeony : 254
  Liczba postów : 135
https://www.czarodzieje.org/t19229-mia-marcello
https://www.czarodzieje.org/t19259-green
https://www.czarodzieje.org/t19258-mia
https://www.czarodzieje.org/t19228-mia-marcello
Brzeg rzeki (s) QzgSDG8




Gracz




Brzeg rzeki (s) Empty


PisanieBrzeg rzeki (s) Empty Re: Brzeg rzeki (s)  Brzeg rzeki (s) EmptyNie 5 Lip - 0:14;

Jeżeli chodzi o Mię to kochała świat mugoli. Wcale jej on nie przeszkadzał, wręcz przeciwnie. Miała tam wielu przyjaciół z którymi musiała się niestety rozstać. Bolało ją to, że wielu osobom nie mogła powiedzieć dokąd się wybiera i że jest czarownicą. Sama nie wiedziała gdzie chciała ostać się na zawsze. Świat czarodziejów był dla niej czymś wyjątkowym, ale czy nie chciałaby wrócić do świata mugoli zaraz po skończeniu szkoły? Wiadomo czarów nigdy się nie wyprze i zawsze będzie skora do pomocy i używania ich, ale na tyle przyzwyczaiła się do życia w świecie mugoli, że chciałaby tam wrócić jak tylko skończy studia, ale co los przyniesie tego nie mogła wiedzieć. W późniejszym czasie to nie tylko od niej będzie zależało, ale jeszcze od osób z którymi będzie bardzo blisko. Doskonale zdawała sobie sprawę, że świat niemagiczny dla niej jest o wiele bezpieczniejszy, dobrze że rodzice wszystkiego nie wiedzieli, bo gdyby wiedzieli że jest niebezpiecznie w świecie czarodziejów kazaliby jej wracać. Teraz musiała się ich słuchać, ale nigdy nie zgodziłaby się, żeby porzucić wszystko i ot tak wrócić sobie do domu. Nie, to było wykluczone. Bardzo zżyła się z tymi ludźmi, z lekcjami, z czarami, że nie potrafiłaby sobie tak po prostu wszystko zostawić i wrócić. Co prawda bardzo tęskniła za mugolskimi zwyczajami i normalnym życiem, ale to co miała teraz było dla niej o wiele ważniejsze z czego nie mogła zrezygnować.
- Sama nie wiem... Mnie też poproszono o pomoc, a za bardzo nie wiem jak im pomóc. To chochliki z tego co zdążyłam zauważyć. - powiedziała do nieznajomego chłopaka. Gdzieś jego twarz widziała, ale nie mogła zlokalizować kiedy i jak się to odbyło. Był zdecydowanie starszy od niej więc pewnie miał większe pojęcie na temat tego jak poskromić te stworzenia, ale przecież mieli do czynienia również z czarodziejami, którzy zostali wezwani na interwencje nie bez powodu.

@Felinus Faolán Lowell
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Nauczyciel
Wiek : 22
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Zawsze nosi czarną bluzę z haftem tańczącego Derwisza z tyłu wraz z kojotem i wilkiem z przodu na rękawach, pisze lewą ręką, rzuca zaklęcia prawą, na której palcach nosi Sygnet Myrtle Snow, Pochłaniacz Magii i Pierścień Sidhe. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 1778
  Liczba postów : 7331
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Brzeg rzeki (s) QzgSDG8




Gracz




Brzeg rzeki (s) Empty


PisanieBrzeg rzeki (s) Empty Re: Brzeg rzeki (s)  Brzeg rzeki (s) EmptyNie 5 Lip - 22:15;

Świat mugolski nie bez powodu nie był mu obcy; przecież się w nim wychowywał. Co prawda na wsi, ale jednak, pod kloszem kochającej, aczkolwiek wyjątkowo wyczerpanej matki. Teraz mógł żyć spokojnie... ale czy do czasu? Tego nie wiedział, co nie zmienia faktu, że zwyczajnie nie mógł do końca uważać, że problem został rozwiązany. Nawet jeżeli dziwny, błogi spokój opanowywał jego ciało i duszę, dając wyzwolenie od panującego zgiełku, surowości w jego zachowaniu i tym samym myśli, przez które często się załamywał. A pogoda obecnie nie zdawała się być czynnikiem przeszkadzającym; jasne promienie słońca przebijały się przez płynące na niebie obłoki - leniwe, białe, być może zapowiadające późniejszą, gorszą pogodę.
Wiedząc, jak świat czarodziejski potrafi dać w kość, starał się nie wychylać, by przypadkiem nie oberwać. Owszem, może zapuszczać się w mniej znane tereny, ale czy to nie byłaby jawna próba samobójcza? Kto wie. Niemniej jednak niebezpieczeństwa, jakie w nim czyhają, są w stanie poniekąd zastanowić mugoli nad tym, czy wtrącanie się z butami w sprawy czysto magiczne to aby na pewno bardzo dobry pomysł. Po coś ustawa o tajności była, a gdyby nie ona... doszłoby do zderzenia dwóch światów, dwóch ideologi, dwóch typów ludzi. A nad chaosem trudno byłoby wówczas zapanować.
Psotliwe, ale proste do zatrzymania przy pomocy zaklęcia Immobulus. — powiedział, spoglądając na nią ze spokojem, ale jednak z pewną dozą ciekawości. Skądś ją kojarzył, tak samo zapewne ona, jednak obecnie mieli inny problem - chochliki kornwalijskie. Nim się obejrzeli, te najwidoczniej się zdenerwowały... albo zadecydowały, że to idealny czas do psot. Nim zostali dopuszczeni do nich, mogli obserwować to, jak z łatwością stworzenia magiczne wprowadzają chaos. Chwytały za uszy bliżej znajdujące się osoby, natomiast u innych zdecydowały się podkraść przedmioty. — Niezbyt ciekawie. Bardzo niezbyt. — powiedział, przygotowując własną różdżkę, ale czy ta znowu nie odmówi posłuszeństwa? Tego nie wiedział. Drewniany patyczek wcześniej obracał kilka razy wokół jego własnej osi, a teraz z odpowiednią dozą cierpliwości go trzymał, mając nadzieję, że niczego nie zepsuje.

Kostki
Rzuć kostką k6 na powodzenie zaklęcia u Felinusa. Od tego zależy to, jak dalej potoczy się całokształt fabuły.

1, 2, 4, 6 — zaklęcie się udaje, a chochliki kornwalijskie zostają zatrzymane w dość prosty, ale skuteczny sposób na danym obszarze. Nadal, przydałoby się trochę coś temu zaradzić; jeżeli chcesz, to rzuć zaklęciem Immobulus w ich stronę, by pomóc w zatrzymaniu przenoszącej się plagi magicznych stworzeń.

3, 5 — zaklęcie nie wykazuje żadnego efektu, natomiast chochliki kornwalijskie znajdują sobie w Was idealny obiekt do zabaw. Rzuć literką:

A, B, E, G — na razie udaje się Wam uniknąć jakichkolwiek problemów powiązanych z powieszeniem na drzewie lub zabraniem przedmiotu, niemniej jednak chaos na tyle się rozprzestrzenia, iż nadal, przydałoby się coś z tym zrobić. Może wspomniane przez chłopaka zaklęcie zadziała w Twoim wykonaniu?

C, D — może mieliście różdżki na widoku, w gotowości, kto wie. Chochliki upatrzyły sobie właśnie te drewniane patyczki.
Jeżeli wylosowałaś C, Felinus traci własną różdżkę, która została siłą wyrwana z jego ręki.
Jeżeli wylosowałaś D - Mia traci swój drewniany patyczek do rzucania czarów. Niezbyt przyjemna sytuacja, prawda?
(oczywiście do odzyskania na tej fabule, spokojnie love)

F, H — najwidoczniej plaga chochilików przejęła kompletnie inną taktykę - zamiast wieszać na drzewach, skupiają się na przenoszeniu osób i wrzucaniu ich do wody. Jeżeli myślicie, że to Was szczęśliwy dzień, to się mylicie.
Jeżeli wylosowałaś F, to Felinus zalicza kąpiel w niezbyt przyjemnie chłodnej wodzie (przynajmniej dla niego).
Jeżeli wylosowałaś H - to właśnie Ty stajesz się miss mokrego podkoszulka. Jak reagujecie?

I, J — chochliki kornwalijskie mają w zwyczaju wieszanie ludzi na gałęziach drzew.
Jeżeli wylosowałaś I, to Felinus zostaje podniesiony przez jednego wyjątkowo psotliwego chochlika i powieszony na jednej z gałęzi.
Jeżeli wylosowałaś J, to Ty lądujesz niefortunnie na drzewie. Czy to wystarczy, by wytrącić Was z równowagi?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Mia Marcello

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VI
Wiek : 18
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 165
C. szczególne : Czarna skóra, oraz długie czarne, gęste włosy.
Galeony : 254
  Liczba postów : 135
https://www.czarodzieje.org/t19229-mia-marcello
https://www.czarodzieje.org/t19259-green
https://www.czarodzieje.org/t19258-mia
https://www.czarodzieje.org/t19228-mia-marcello
Brzeg rzeki (s) QzgSDG8




Gracz




Brzeg rzeki (s) Empty


PisanieBrzeg rzeki (s) Empty Re: Brzeg rzeki (s)  Brzeg rzeki (s) EmptyPon 6 Lip - 18:36;

Czarodziejski świat był dla niej zawsze wielką niewiadomą. Kompletnie nie miała pojęcia jak zachować się w niektórych sytuacjach, ale zawsze mogła liczyć na swoje czasami egoistyczne zachowanie. Z czarodziejami czystej krwi często nie miała o czym rozmawiać, wydawało jej się jakby pochodzili z innego świata, owszem pochodzili i to ją bardzo irytowało. Kpili z niej, że jej rodzice to mugole, że nie wiedzą co to magia, że nie znają czarodziejskich zwyczaj i takie inne bzdety, którymi ona nigdy by się nie zajmowała. Czasami bolało ją to, ale nie mogła się wyrzec swojej rodziny, bo ich bardzo kochała. Poza tym jaki byłby wtedy z niej człowiek? Ona nie potrafiłaby sobie później spojrzeć w lustro, gdyby wyparła się swojej matki i ojca. To było dla niej nie dopuszczalne.
Mia tak naprawdę nie poznała jeszcze tego niebezpiecznego świata czarodziejów. Nie mogła praktycznie wychodzić nigdzie, nie mogła się teleportować co już było dla niej olbrzymim utrudnieniem. Znając ją i jej zachowanie to pewnie jak tylko będzie mogła wpadnie w poważne tarapaty, bo nie uważała, żeby jakoś dorosła do tego czasu i stała się odpowiedzialną czarownicą. To kompletnie do niej nie pasowało, pewnie dopiero jak urodzi dziecko stanie się troskliwą i kochającą matką, która jest odpowiedzialna za swoje potomstwo inaczej to nie widziała tego.
Znała to zaklęcie prawdę mówiąc, jednakże zaklęcie zostało przez nią zapomniane, gdyż dawno temu o nim słyszała i uczyła się go. A ona nie potrafiła dość szybko złożyć wszystkie fakty do kupy. Bardziej była zainteresowana tym co zdążą napsocić niżeli, żeby je przed tym powstrzymać. - Jasne, immobulus. - wystawiła wskazującego palca ku górze tak jakby to ona wpadła na ten genialny pomysł, ale niestety to nie była ona, a puchon, którego nie znała. Nim zdążyła zareagować chochliki już zaczęły działać, pewnie ludzie którzy się obok nich zjawili je zdenerwowały.
Zauważyła jedynie smugę zaklęcia które rzucił chłopak, by po chwili chochliki zostały sparaliżowane. Wyglądały dość dziwnie patrząc na ich niektóre pozy. Jednakże po chwili kolejna chmara stworzeń wyleciała z krzaków, ta nie czekając dłużej rzuciła takie samo zaklęcie skoro zauważyła, że przynoszą odpowiedni skutek. - Immobulus! - rzuciła odpowiednie zaklęcie.

Kostka: 2

Kostki
Rzuć kostką k6, by sprawdzić powodzenie zaklęcia u Mii.

2, 5, 6 - zaklęcie się udaje i chmara chochlików została zatrzymana przez dziewczynę.

1, 3, 4 - zaklęcie kompletnie się nie udaje. Dziewczyna najwidoczniej nie skupiła się na rzucanym zaklęciu. Chochliki widząc, że różdżka została skierowana w ich stronę wkurzyły się i bez wahania rzuciły się na Mię targając ją za włosy by po chwili unieść ją w powietrze śmiejąc się przy tym.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Nauczyciel
Wiek : 22
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Zawsze nosi czarną bluzę z haftem tańczącego Derwisza z tyłu wraz z kojotem i wilkiem z przodu na rękawach, pisze lewą ręką, rzuca zaklęcia prawą, na której palcach nosi Sygnet Myrtle Snow, Pochłaniacz Magii i Pierścień Sidhe. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 1778
  Liczba postów : 7331
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Brzeg rzeki (s) QzgSDG8




Gracz




Brzeg rzeki (s) Empty


PisanieBrzeg rzeki (s) Empty Re: Brzeg rzeki (s)  Brzeg rzeki (s) EmptyPon 6 Lip - 20:19;

Standard działania ludzkiego umysłu - czystość krwi nadal ceniona jest w rodach wysoko postawionych, gdzie stanowi ona jedyną słuszną wartość, przez którą następuje wyjątkowo wiele wydziedziczeń. Wystarczy jednak spojrzeć, jak dokładnie wyglądają korzenie takich rodzin - oraz to, czy przypadkiem w starożytności nie było kogoś, kto postanowił mieć kochającą, mugolską żonę. Umowna, stuprocentowa czystość krwi nigdy nie istnieje - nawet udowodniona poprzez liczne drzewa genealogiczne - gdyż nie można odczytać przeszłości znajdującej się znacznie dalej, niż jest w stanie dosięgnąć ludzka ręka.
Na szczęście nigdy nie miał problemów z tym, że ktoś wyzywał go od szlam bądź innych tego typu rzeczy. Nawet jeżeliby do tego doszło, nie przejmowałby się tym jakoś szczególnie. Często czystokrwistym osobom wydaje się, że wiedzą i widzą więcej, a tak naprawdę jedynie kierują się swoimi zaślepionymi, wpojonych od dzieciństwa, zasadami. Pustymi, ukierunkowanymi w złą stronę.
Sam troszeczkę liznął tego, jak świat magiczny jest niebezpieczny, dlatego bezpiecznie siedział, okryty własnymi murami, a nawet zarobił na swój własny dom. Po dość ciężkiej pracy, ale opłacało się - wreszcie może odetchnąć ze spokojem. Mógł poczuć, jak ciężki kamień spada z jego serca i tym samym pewnego rodzaju problemy się rozwiązują. Nie wszystkie, ale jednak część z nich.
Rzucił zaklęcie niewerbalne, w związku z czym z mniejszą siłą, ale wystarczającym samozadowoleniem dla samego Puchona. Być może powoli powracał do swojej formy. Być może to właśnie wszechobecny stres uniemożliwiał mu rzucanie prawidłowo zaklęć; tego nie wiedział, ale w tym przypadku mu się to zwyczajnie udało. Mógł rozpocząć własną, swoistą celebrację.
Kto by pomyślał, że akurat tutaj i akurat dzisiaj postanowią coś zepsuć. — mruknął w jej stronę, wiedząc, że to nie jest koniec problemów. Inni, bardziej dojrzali czarodzieje również dawali sobie z tym rady, co nie zmienia faktu, iż stworzenia te stawały się wyjątkowo nieznośne, a w celach solidarnościowych zwyczajnie wyłaziły z krzaków jedne po drugim. Przyjrzał się jej dokładnie, ale jednocześnie nie gubił wzroku wśród latających, wkurzających, niebieskich istot. — Poza tym... skądś cię kojarzę. Uczennica ze szkoły, zgadza się? — zapytał się, ofiarując jednemu z psotników soczystą Drętwotę.

Kostka: 2

@Mia Marcello
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Mia Marcello

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VI
Wiek : 18
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 165
C. szczególne : Czarna skóra, oraz długie czarne, gęste włosy.
Galeony : 254
  Liczba postów : 135
https://www.czarodzieje.org/t19229-mia-marcello
https://www.czarodzieje.org/t19259-green
https://www.czarodzieje.org/t19258-mia
https://www.czarodzieje.org/t19228-mia-marcello
Brzeg rzeki (s) QzgSDG8




Gracz




Brzeg rzeki (s) Empty


PisanieBrzeg rzeki (s) Empty Re: Brzeg rzeki (s)  Brzeg rzeki (s) EmptyPon 6 Lip - 21:30;

Pewnie, że tak. Ona również uważała, że stu procentowa czystość krwi nie istniała i nie istnieje. Każdy w rodzinie miał kiedyś mugola, bo to jest niemożliwe, żeby nie miał. Nigdy jakoś specjalnie się w to nie zagłębiała, bo po co skoro ją to kompletnie nie dotyczyło? Pochodziła z rodziny mugolskiej i uważała to za zaszczyt niżeli żeby się tego wstydzić, a jeżeli komuś to przeszkadzało to nie mieli o czym rozmawiać. Jednakże jakoś specjalnie nie trafiła nigdy na kogoś kto by ją w ten sposób gnębił, owszem zdarzały się uszczypnięcie, ale dość szybko dana osoba przychodziła po rozum do głowy i nie drążyła tego tematu.
Sama się lekko zdziwiła, że jej zaklęcia tak od razu zadziałało, można powiedzieć, że uważała iż w ten sposób zaimponowała starszemu od siebie koledze. Dziewczyna miała to do siebie, że bardzo umiejętnie chłonęła wiedzę. Czasami nie potrzebowała się uczyć by pamiętać to co słyszała na lekcji. Wiadomo takie osoby mają o wiele łatwiej nie muszą aż tak długo siedzieć przed książkami. Z zaklęć jednak nigdy nie uważała siebie za kogoś wybitnego, bo nie zawsze zaklęcia które rzucała odnosiły pozytywny skutek. Ale na szczęście teraz jej się to udało i nie musiała się za siebie wstydzić, bo jednak lubiła gdy mogła się czymś szczycić i poczuć, że jest dobra.
- No właśnie. Ciekawe w ogóle skąd one się tutaj wzięły... - spojrzała na niego jakby to od niego oczekiwała jakieś odpowiedzi. Ale może chłopak ją zaskoczy i coś na ten temat jej powie. Ona nie miała bladego pojęcia gdzie urzędują te stwory, bo nigdy się tym nie interesowała, ale na szczęście nie była tutaj sama, bo rozniosłoby ją w drobny mak i nie wiedziałaby gdzie się znajduje. Dlatego wrócąc do zamku na pewno zainteresuje się tymi stworami i dowie się jak skutecznie je obezwładnić, żeby móc na przyszłość sama o siebie zadbać. Pamięta jak miała o nich lekcje to nie wyglądały na takie groźne, owszem zrobiły wtedy trochę bałaganu, ale żaden uczeń wtedy przez nie nie ucierpiał.
- Tak, tak. Jestem z Gryffindoru. - powiedziała do niego i dopiero po chwili doszło do niej, że nawet się jeszcze nie przedstawiła. - Mia. Miło mi. - uśmiechnęła się do niego. Wyglądał na bardzo sympatycznego chłopaka jednakże uważała, że był grubo starszy od niej i pewnie nie będą mieć wspólnych tematów do rozmów, ale jednak postanowiła wykorzystać moment, że jednak ciągnął tę konwersacje dalej.

@Felinus Faolán Lowell
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Nauczyciel
Wiek : 22
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Zawsze nosi czarną bluzę z haftem tańczącego Derwisza z tyłu wraz z kojotem i wilkiem z przodu na rękawach, pisze lewą ręką, rzuca zaklęcia prawą, na której palcach nosi Sygnet Myrtle Snow, Pochłaniacz Magii i Pierścień Sidhe. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 1778
  Liczba postów : 7331
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Brzeg rzeki (s) QzgSDG8




Gracz




Brzeg rzeki (s) Empty


PisanieBrzeg rzeki (s) Empty Re: Brzeg rzeki (s)  Brzeg rzeki (s) EmptyWto 7 Lip - 23:43;

A jednak znajdą się i tacy, którzy uważają, że czystość krwi powinna stanowić jednoznacznie to, co wyróżnia danego człowieka i jaka jest jego dokładna wartość. Na szczęście uszczypnięć jako tako nie zaliczał, mimo swojego równie dość mugolskiego pochodzenia, co nie zmienia faktu, iż ostatecznie starał się mieć gdzieś te walki... Co stało się jednak wyjątkowo trudne, zważywszy na fakt zabicia Ministra Magii i tym samym objęcia jego posady przez osobę wspierającą mugoli. Wszystko pozostawało poza zasięgiem ich oczu; nikt tak naprawdę nie wie, kto spowodował śmierć tego człowieka i z jakich przyczyn, co nie zmienia jednej, ważnej rzeczy - nastają coraz to niebezpieczne czasy. Być możliwe odmiana tego, z czym mieli do czynienia - bunt osób o niskim statusie krwi wobec elit, jakoby przewodzeni przez samą Minister Magii.
Sam Felinus miał problem ze rzucaniem prostych zaklęć z zakresu zwykłych, zatem każda forma pomocy zdawała się być tą przydatną. Tym razem jednak odpowiednio się skupił, wystawiając drewniany kijek i tym samym wyzwalając z niego magiczną energię, która spowodowała wręcz zamrożenie chochlików. Umożliwiło to innym czarodziejom umieszczenie ich w klatce i tym samym częściowe zażegnanie problemu... częściowe. Czy czuł się na siłach, by rzucać kolejne zaklęcia? Wolałby tego uniknąć, zważywszy na fakt, iż bardziej interesowały go zdania wpisane w księgę niż czyny przyczyniające się do uratowania różnych sytuacji... a między innymi właśnie tej.
Może komuś uciekły? Ktoś miał może hodowlę i postanowiły wykorzystać okazję, tudzież moment...? — mruknął w jej stronę, wiedząc, że te istoty pochodzące z Kornwalii (nie bez powodu posiadające w swojej nazwie taki przymiotnik), są wyjątkowo psotliwe oraz trudne do wytrzymania z nimi na dłuższą metę. Lekcję z nimi miał dość dawno, ale nadal - przecież tak niedawno obserwował koleżankę, która rzuciła Immobulus właśnie na patronusa w kształcie konia, by móc pochwycić od niego wstążkę. Niezwykle przydatne zaklęcie w poszczególnych sytuacjach.
Tak jakoś myślałem. — powiedziawszy, skierował spojrzenie czekoladowych oczu w jej stronę, zanim sytuacja uspokoiła się. Czarodzieje przygotowali klatki oraz pozbyli się tego ustrojstwa, zaklęciem umieszczając magiczne istoty do miejsca, w którym znowu będą ściśnięte i nieporadne. — Hufflepuff, Felinus. Również mi jest miło. — i chociaż czasami rzygał od tych uprzejmości i gościnności, o tyle jednak teraz nie miał z tym problemu. Spokój duszy powodował, że czuł się o wiele lepiej, ale nadal, jasna cera dawała się we znaki, w szczególności po ostatnim krwotoku. — Idziesz w stronę zamku? — zapytawszy się, tuż nieopodal nich jeden ze sprzedawców otworzył magicznym sposobem leżaki oraz przygotował swój mały barek. Magia płynąca w powietrzu pozwoliła na przyciągnięcie na razie niewielkiego tłumu ludzi do niego - serwowane, kolorowe drinki zachęcały kuszącymi smakami, przypominającymi tropikalne wakacje, które przecież ledwo co się rozpoczęły. Odwrócił głowę w stronę wydarzenia, dając charakterystyczny znak dziewczynie, by wykonała coś podobnego.
Zamierzają tu zostać czy pójdą do Hogwartu?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Mia Marcello

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VI
Wiek : 18
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 165
C. szczególne : Czarna skóra, oraz długie czarne, gęste włosy.
Galeony : 254
  Liczba postów : 135
https://www.czarodzieje.org/t19229-mia-marcello
https://www.czarodzieje.org/t19259-green
https://www.czarodzieje.org/t19258-mia
https://www.czarodzieje.org/t19228-mia-marcello
Brzeg rzeki (s) QzgSDG8




Gracz




Brzeg rzeki (s) Empty


PisanieBrzeg rzeki (s) Empty Re: Brzeg rzeki (s)  Brzeg rzeki (s) EmptySro 8 Lip - 19:34;

O śmierci Ministra Magii słyszała i czytała w gazetach, ale jako że zatrzęsło do całym światem czarodziei to ona się tym nie przejmowała. Na pewno była to podejrzana sprawa, ale skoro jej nie dotyczyła to co ją to miało obchodzić? Słyszała wiele plotek na ten temat, ale sama nie wiedziała w co wierzyć a w co nie.
Miała niejaką pewność, że puchon będzie w stanie jej pomóc, był przecież sporo starszy i dobrze znał się na zaklęciach z tego co zauważyła, oraz szybko i przejrzyście przejrzał sytuacje. Mia zanim by się zastanowiła jakiego zaklęcia użyć pewnie pół wioski przestawiłyby do góry nogami. Ale na szczęście był w pobliżu i pomógł młodej gryfonce mimo iż wcale nie musiał tego robić. Miała wrażenie że do tej sprawy wysłali dość nieumiejętnych czarodziejów, skoro dwójka osób uczących się w Hogwarcie ich poskromiła niżeli oni sami. Ale nie miała zamiaru się nad tym dłużej zastanawiać. W końcu poprosili ją o pomoc i pomogła, a że w pobliżu był akurat Felinus to tym lepiej dla nich i dla najbliższego otoczenia. Mia akurat bardzo lubiła takie sytuacje, bo bardzo lubiła pomagać ludziom. Pewnie koło nikogo by tak sobie nie przeszła jakby wiedziała, że dana osoba jej potrzebuje. Nawet najgorszy wróg zasługuje na jej pomoc i tego w sobie nigdy chyba nie zrozumie, ale taka już była.
- No pewnie masz rację, według mnie są dość niebezpieczne. - powiedziała do niego przytakując. Nigdy nie miała z nimi styczności, ale dobrze, że ta akcja miała miejsce przez co dziewczyna była trochę mądrzejsza i w późniejszym czasie wiedziałaby jak zareagować. Była bardzo dumna, że jej nauka zaklęć nie poszła w las i zaklęcie jej się udało. Nie ważne było to, że sama by na nie pewnie nigdy nie wpadła. Albo po takim czasie, że byłoby już stanowczo za późno. Kiedyś miała lekcje o tym zaklęciu, ale pewnie było to dość dawno, a ona pewnie uważała że to zaklęcie do niczego jej się nie przyda, a jednak.
Uśmiechnęła się jedynie nawet zalotnie do puchona. Zawsze kręciły ją starsze osobniki, był taki poważny i męski, przynajmniej tak uważała na tę chwilę. Dobrze wiedziała, że nie ma na co liczyć u niego, ale przecież mogła sobie o nim myśleć co tylko chciała, tak? Ten pewnie i tak by tego nie zrobił. Ale z pewnością będzie miała co opowiadać pannie Callahan.
- Ooo Hufflepuff. - mruknęła. Od samego początku bardzo lubiła dom Helgii, gdzieś tak przypadł jej do gustu. Owszem uważała, że uczniowie z tego domu są zbyt lekkomyślni, ale wcale jej to nie przeszkadzało. Ale puchoni byli słodcy, a właśnie takie osobniki jakim był Felinus. Dojrzali, przystojni, a przede wszystkim słodcy. Ale pomarzyć sobie zawsze mogła, a ten nie musiał wiedzieć co ona na jego temat teraz akurat myślała. Może będzie dane im jeszcze się kiedyś spotkać.
- Szczerze to sama nie mam żadnego pomysłu na spędzenie samej czasu, więc jeżeli wracasz to mogę Ci potowarzyszyć... - wzruszyła ramionami. Niby szła tutaj, aby przejść na dróżkę prowadzącą do szkoły, ale i tak nie miała żadnych planów, więc jeżeli puchon miał ochotę jej coś zaproponować pewnie dziewczyna skakałaby w środku z radości. Podobał jej się jak to młodej dziewczynie podobają się starsi faceci nic w tym przecież dziwnego. Pewnie pomyśli o nim dwa, trzy dni i zapomni, ale bardzo lubiła takie uczucie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Nauczyciel
Wiek : 22
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Zawsze nosi czarną bluzę z haftem tańczącego Derwisza z tyłu wraz z kojotem i wilkiem z przodu na rękawach, pisze lewą ręką, rzuca zaklęcia prawą, na której palcach nosi Sygnet Myrtle Snow, Pochłaniacz Magii i Pierścień Sidhe. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 1778
  Liczba postów : 7331
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Brzeg rzeki (s) QzgSDG8




Gracz




Brzeg rzeki (s) Empty


PisanieBrzeg rzeki (s) Empty Re: Brzeg rzeki (s)  Brzeg rzeki (s) EmptyCzw 9 Lip - 14:22;

Obydwoje należą do świata czarodziejów, zachowując poniekąd swoje mugolskie korzenie - dla Felinusa nie oznaczało to porzucenie jednego miejsca dla drugiego. Sukcesywnie łączył obydwa pierwiastki, wiedząc, że przyniesie mu to wiele korzyści. Każda informacja jest dla niego cenna, dlatego nie ograniczał się w żaden szczególny sposób pod względem tego, gdzie powinien się znajdować. Dla niego obydwa światy były bliskie jego sercu i nie mógł z nich zrezygnować jednym pstryknięciem palców. Jednocześnie, czułby wówczas pustkę polegającą na wyrwaniu jednej, ważnej części siebie; a tego nie zamierzał robić. Rzucić na siebie Obiviliate, żeby zapomnieć o tym, jakiego człowieka reprezentuje w magicznej części świata? Tego nie chciał. Zbierał zatem informacje i łączywszy je w jedną, spójną całośc, dochodził do odpowiednich wniosków. Dla niego świat czarodziejski był zacofany pod względem automatyzacji działań, ale stał się pionerem w zakresie dbałości o tereny i stworzenia. Z tradycjami oraz z pokorą podchodzący do tego, co ma dla nich świat do zaoferowania. Niemniej jednak chciałby, by pewnego dnia nie musiał przeglądać każdej, sporej książki, która przeleżała kilkadziesiąt lat w jednym miejscu, by znaleźć to, czego będzie wymagał. Na szczęście narzędzia mugolów, pozwalające na wyszukanie dowolnej informacji za pomocą telefonu, są zbawienne.
Jak się nie mylę, to ich klasyfikacja to XXX. Odpowiedzialny czarodziej powinien dać sobie radę. — spojrzał na innych, którzy próbowali wówczas ogarnąć wszechobecny chaos i trochę się zdziwił. No cóż, może nie trafili na magizoologów, a jedynie chętnych, zebranych pod wpływem działania okolicznych krzyków i próśb. Nie zmienia to faktu, że dopiero po dłuższym czasie udało im się zażegnać problem. — Ale tak, są niebezpieczne, wieszając na drzewach innych ludzi. — sam nie chciałby być w takiej sytuacji, a przecież spadając z takiej wysokości można sobie coś złamać. Po co one w ogóle istnieją? Nie miał bladego pojęcia. Pewnie co najwyżej jako przekąska dla magicznych, drapieżnych stworzeń.
Taka niezwykłość, tudzież zagrożony gatunek? — podniósł brwi do góry w improwizowanym zaskoczeniu połączonym z ironicznym wypowiedzeniem tych słów. Hufflepuff mało co lubił i wolałby należeć do innej działki, do innego ugrupowania, gdzie mógłby rozwinąć własne skrzydła, a zamiast tego, no cóż. Musiał zbierać gałązki na lekcji Opieki Nad Magicznymi Stworzeniami, gdy inne domy zajmowały się ciekawszymi rzeczami.
Szkoda, że ich umiejętności porównywane są tylko i wyłącznie do drobnej pomocy, nienadwyrężającej ich urokliwości. Wstyd, hańba, aż czuł się jak obcy, widząc to, z jaką nieporadnością traktują ich nauczyciele.
Blada skóra przewijała się poza płachtami ubrań, jakie miał na okazję zwyczajnego zwiedzania okolicy Hogsmeade, a spojrzenie czekoladowych oczu wylądowało na Gryfonce. Ubrany był na czarno, ale ewidentnie, może zasłużył na jakieś dobre punkty znajomości u Mii, skoro jakoś pomógł okolicznym osobom w pożegnaniu problemu. Dobrze, że nie wiedziała o jego papraniu się Czarną Magią, podcinaniu sobie tętnic i innych tego typu rzeczach, bo pewnie uciekałaby tam, gdzie pieprz rośnie. Stabilny nie był, choć powoli tę stabilność osiągał.
Dobrze zatem, wróćmy. — spojrzał na odblokowaną ścieżkę, przez którą to mogli przejść. Jako że był od niej wyższy, na początku w starał się dobrać odpowiednią ilość i długość kroków, by przypadkiem nie zostawić jej w tyle; nawet te drobne różnice były w stanie wpłynąć na satysfakcję ze spaceru. Drobne promienie słońca oświetlały jego skórę, bladą i niezbyt ciekawą. Bandażu na szczęście już nie miał na nadgarstku, niemniej jednak monitorował go dość często. — Wybierasz się na wycieczkę szkolną w tym roku? — jakoś temat trzeba rozpocząć, a skoro mieli taką możliwość, to czemu nie? Zanim zobaczą zamek, minie trochę czasu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Mia Marcello

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VI
Wiek : 18
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 165
C. szczególne : Czarna skóra, oraz długie czarne, gęste włosy.
Galeony : 254
  Liczba postów : 135
https://www.czarodzieje.org/t19229-mia-marcello
https://www.czarodzieje.org/t19259-green
https://www.czarodzieje.org/t19258-mia
https://www.czarodzieje.org/t19228-mia-marcello
Brzeg rzeki (s) QzgSDG8




Gracz




Brzeg rzeki (s) Empty


PisanieBrzeg rzeki (s) Empty Re: Brzeg rzeki (s)  Brzeg rzeki (s) EmptyCzw 9 Lip - 19:35;

Nigdy się nie zastanawiała co by wybrała jakby musiała. Czy świat mugoli który był bardzo jej bliski czy świat czarodziei gdzie tak naprawdę nie miała nikogo. Owszem była Olivia, ale to była przyjaciółka z którą mogła o wszystkim pogadać, ale rodziny ze świata czarodziei nie posiadała, a to naprawdę wiele znaczy więc z pewnością wybrała świat bardziej jej znany i bardziej kochany. Czarować, patrzeć na dziwne magiczne stworzenia z pewnością należało do jej ulubionych hobby, gdyż cały czas dla niej to była jakaś nowość, nie raz leżąc w łóżku patrzyła na swoją różdżkę i zastanawiała się jak to jest możliwe, że ona potrafi tak wiele zdziałać. Gdyby jej ktoś powiedział w mugolskim świecie o czymś takim pewnie uznałaby to za dobry żart. Wiadomo w jej życiu działo się wiele dziwnych, niewyjaśnionych rzeczy, które sama dokonała siłą woli, ale nigdy nie tłumaczyła tego, że może być czarownicą.
- No wiesz... Nie obrażaj mnie... - zaśmiała się przypominając mu tym samym, że sama nie potrafiła tego uczynić, ani Ci panowie, którzy wcześniej z nimi walczyli. Ona jak ona, była jeszcze młodą czarownicą i tak naprawdę jeszcze cała nauka zaklęć jest jeszcze przed nią. Ale oni powinni bez problemu sobie z nimi poradzić skoro puchon mówił, że te stworzenia nie są aż tak groźne dla odpowiedzialnego czarodzieja. No cóż. Może akurat trafili na nieudaczników. Sama nie wiedziała co by zrobiła gdyby ten się nie zjawił, może akurat przypomniałaby sobie o tym zaklęciu? Nie chciała siebie w żaden sposób chwalić, ale nikt nie wie co by się wtedy wydarzyło. Z pewnością trzeba było działać szybko, a przez puchona nawet nie zdążyła zareagować na to całe zdarzenie. - No patrząc na po czynienia tych panów to pewnie i mnie by to czekało... - oznajmiła przewracając oczami. Sama nie chciałaby być w takiej sytuacji, bo kto wie jakby to zdarzenie się skończyło czy aby nie musieli ją odsyłać do Munga. A wtedy rodzice by chyba się wściekli za to, że jest nieodpowiedzialną czarownicą.
- Eno wydaję mi się że trochę przesadzasz. Puchoni są super. - powiedziała i puściła mu oczko. Z pewnością nie brała ich za swoich wrogów, ani nie odpychali jej od siebie. Z każdym z nim próbowała nawiązać pozytywne relacje i tak też chciała uczynić z tym o to już mężczyzną, ale co z tego wyniknie to wszystko wyjdzie w praniu. Jeżeli tylko chciał to niemożliwe, żeby to przez ugrupowanie do jakiego trafił nie mógł tego zrobić. Dla chcącego nic trudnego, tak? Nie znała go i tak naprawdę nie wiele o nim mogła powiedzieć.
Z tego co pamiętała to zawsze nauczyciele nie traktowali ich poważnie, a śmiem wątpić że nie jeden uczeń czy student potrafiłby zrobić więcej niż wykształcony profesor. Ale to było tylko i wyłącznie jej zdanie którym nie chciała się dzielić, bo co to da?
Z pewnością puchon jej bardzo zaimponował, na ten moment pragnęła jego towarzystwa jak ćma światła, ale nie mogła o tym powiedzieć głośno bo sam pewnie uciekłby od niej jak najszybciej, bo co sobie ta gówniara w ogóle wyobraża, nie? Chociaż w głębi serca liczyła, że żegnając się ten zaprosi ją gdziekolwiek, ale to tylko jej ciche i skromne marzenie, które być może się spełni. Na ten moment kompletnie zapomniała o Solbergu, który od jakiegoś czasu krzątał się po jej głowie, a ślizgona zastąpił właśnie pan Lowell.
Przytaknęła jedynie głową na to, że jednak chłopak zdecydował się wrócić z nią do Hogwartu. Zawsze to coś, choć nie ukrywała że była tym nieco zawiedziona, ale cóż poradzić. - Pewnie że się wybieram, a Ty? - zapytała. Nie wyobrażała sobie nie jechać na wycieczkę, którą sponsorował im Hogwart. Tym bardziej, że to była jej pierwsza do tego czasu i tak naprawdę nie mogła się jej doczekać. Miała jedynie nadzieję, że na trafi na lokum z kimś wartym uwagi, ale cicho liczyła, że jednak będzie dzielić je z Olivią, bądź Maxem, ale czas pokaże.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Nauczyciel
Wiek : 22
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Zawsze nosi czarną bluzę z haftem tańczącego Derwisza z tyłu wraz z kojotem i wilkiem z przodu na rękawach, pisze lewą ręką, rzuca zaklęcia prawą, na której palcach nosi Sygnet Myrtle Snow, Pochłaniacz Magii i Pierścień Sidhe. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 1778
  Liczba postów : 7331
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Brzeg rzeki (s) QzgSDG8




Gracz




Brzeg rzeki (s) Empty


PisanieBrzeg rzeki (s) Empty Re: Brzeg rzeki (s)  Brzeg rzeki (s) EmptyPon 13 Lip - 14:17;

W świecie mugolskim posiadał jedynie swoją matkę - świat czarodziejski, składający się z prawdziwego ojca, nie miał dla niego żadnego znaczenia pod względem prawdziwej rodziny. Czy prawdziwym ojcem można nazwać tego, który pozostawia wcześniej uwiedzioną kobietę bez jakiejkolwiek pomocy? Czy brak jakiegokolwiek zainteresowania z jego strony można nazwać odpowiedzialnością? Nie podejrzewał. Tym bardziej, że ostatnia próba kontaktu miała miejsce dość dawno temu, bo w tamtym roku. I tak szybko do niej powracać nie zamierzał; stanowi to rozdział stary, niezbyt lubiany, a przede wszystkim nie widział samego siebie z nazwiskiem Greenwood. O gałęzi, z jakiej to wywodzi się jego ojciec, również nie czytał, ale nie podejrzewał, by ta była jakoś szczególnie zachwycająca. Po prostu - zamknąwszy jeden rozdział we własnej książce zwanej życiem, rozpoczynał przede wszystkim drugi. Otworzenie poprzedniego jest możliwe, ale czy aby na pewno konieczne? Czy nie właśnie po to zbierał pieniądze na dom, wyrywając matkę z piekła pod nieobecnością ojczyma, by ponownie rozdrapywać stare rany i patrzeć, jak krew sączy się powoli po ramieniu, uderzając kropelkami następnie o podłogę zabitą drewnianymi deskami we własnym pokoju? Nie zamierzał być aż takim głupcem - respekt wobec swojej pracy posiada.
Czarodzieje skutecznie nie lubili się z zasadami fizyki, matematyki i innego tego typu. Magia stanowi nadal niewyjaśnioną jednostkę, zależną lub niezależną od mocy samego jego posiadacza. Dziwne, że taka różdżka, posiadająca w środku magiczny rdzeń, jest w stanie bez problemu wywołać ruch, wydobyć wodę, poparzenia, a także ukojenie dla ran. Skąd to się tak naprawdę bierze? Nie wiedział. Podobno istnieje sygnatura magiczna, ale czy to prawda? Mógł się jedynie podrapać w geście zastanowienia po głowie i ostatecznie zmusić do przeszukania informacji na ten temat, co nie zmienia faktu, iż wymagałoby to od niego nieco większego wysiłku.
Nie miałem takiego zamiaru. — odpowiedział spokojnie, jak to na niego przystało. Zawsze zachowywał się wyjątkowo spokojnie - niczym zwierzę, które ukrywa swoje prawdziwe intencje, by nastepnie zaatakować. Obecnie nie sprawiał takiego wrażenia, co nie zmienia faktu, iż potrafił taki być. Ale nigdy nie spuszczał psów ze smyczy, emocji i gwałtowności, które od czasu do czasu ciągnęły mocniej za łańcuch przykuty do żelaznej smyczy. Ich szyje już dawno były poobdzierane - teraz jednak spały i leżały spokojnie, nierozjuszone, pozbawione czynnika agresji. Na jak długo jednak? Tego nie wiedział, dlatego musiał działać przede wszystkim w sposób racjonalny. Zwrócił spojrzenie mętnych, czekoladowych tęczówek w stronę osób wiszących na drzewie. Ups. — Może by nie spotkało, zważywszy na fakt, iż to nie jest głównie nasza zasługa. — powiedziawszy te słowa, rozejrzał się po innych czarodziejach i czarownicach, którzy znajdowali się właśnie tutaj. Oni dołożyli jedynie cegiełkę do pomocy w pozbyciu się problemu - a teraz razem posiadali wolną drogę.
Puchońskie kluchy są super. Dobre sobie, zważywszy na to, że ponownie nie udało im się uzyskać Pucharu Domów. O ile nie zależało mu na tym, o tyle mimo wszystko i wbrew wszystkiemu chodził na lekcje. I co? Mimo zdobytych punktów w pojedynkę, poprzez odrabianie zadań domowych w większości, Puchoni wylądowali znów ostatni w rankingu. Gratulacje pracowitym uczniom przynależącym do tego całego zgiełku. Był z nich dumny w cholerę.
Cieszę się, że tak sądzisz. — podniósł kąciki ust do góry w mimowolnym, delikatnym uśmiechu. Sam nie był w stanie określić wychowanków Helgii Hufflepuff jako tych fajnych, ciekawych. Tiara Przydziału już dawno się zepsuła, w związku z czym czuł się wyobcowany w miejscu, do którego został przydzielony. Przynajmniej Puchonów osądza się jako ostatnich o praktykowanie Czarnej Magii, więc mógł czuć się tam bezpiecznie - dopóki ktoś czegoś nie odkryje. — Dla mnie ciekawsi są Gryfoni. — nie podał konkretnego powodu, choć tak uważał. W sumie wszyscy byli dla niego ciekawi, ale nie ci, którzy dumnie reprezentują na piersi barwę żółtą. Prawdopodobnie ceni sobie inne wartości w życiu. A raczej... tak, ceni sobie inne wartości w życiu.
Maximilian Felix Solberg... jak dawno nie miał z nim kontaktu. Nie żeby jakoś go interesowały losy Ślizgona, co nie zmienia faktu, że nadal przechowywał jego zagubione, zapomniane wspomnienie. I nadal nie zamierzał go wydać - a przynajmniej jeszcze. Niestety, dobrym duszkiem towarzystwa Felinus nie był. Preferował od początku do końca samotność, niemniej jednak dotrzymywał towarzystwa Mii, kiedy to promienia słońca oświetlały ich drogę, zapewne będąc zapowiedzią przed kolejną, nieprzyjemną burzą.
Powoli przemierzali ścieżkę. Okazało się, że nie tylko w przy samym brzegu rzeki otworzyli leżaki, lecz także, ze względu na uczniów, na ścieżce prowadzącej do Hogwartu. Magia płynie po prostu wszędzie - a ta nie za bardzo lubi się z urządzeniami elektronicznymi. Był tego świadom doskonale, zważywszy na fakt używania jej już podczas wakacji tamtego roku. — Tak, pierwszy raz od wielu lat. Liczę na jakieś ciekawe miejsce, gdzie nie będę się nudzić. A ty, jak myślisz - gdzie się znajdziemy? — zapytał się, idąc w stronę stoiska z napojami. Wyjątkowo tanie, ze mógłby zrezygnować z paru sykli. — Masz ochotę na jakiś napój? — czyta uprzejmność, a może karma mu się zwróci.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Mia Marcello

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VI
Wiek : 18
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 165
C. szczególne : Czarna skóra, oraz długie czarne, gęste włosy.
Galeony : 254
  Liczba postów : 135
https://www.czarodzieje.org/t19229-mia-marcello
https://www.czarodzieje.org/t19259-green
https://www.czarodzieje.org/t19258-mia
https://www.czarodzieje.org/t19228-mia-marcello
Brzeg rzeki (s) QzgSDG8




Gracz




Brzeg rzeki (s) Empty


PisanieBrzeg rzeki (s) Empty Re: Brzeg rzeki (s)  Brzeg rzeki (s) EmptyPon 13 Lip - 19:39;

Ona nic tak naprawdę nie mogła powiedzieć o jakiś skomplikowanych relacjach rodzinnych gdyż uważała, że jej rodzina była idealna. Nie mogła sobie ich lepszych wymarzyć i zawsze mogła na nich liczyć. Mogła się do nich zwrócić z każdym problemem i była pewna, że nie zostawią tego jej samej tylko będą szli z pomocą. Owszem w Hogwarcie mogła jedynie liczyć tylko na sobie, nie chciała ich gnębić tym, że ma problem z jednym z przedmiotów, bo w jaki sposób by jej mogli w tym pomóc? W żaden. Byli mugolami i na temat zajęć w szkole nie mieli bladego pojęcia czasami tego jej właśnie brakowało, bo nie mogła się ojca zapytać jak stworzyć pewien eliksir, żeby zaimponować profesorce, a matki jak opiekować się magicznymi stworzeniami. Wiele osób mogło się z tym zwrócić do swoich rodziców, ona nie miała do kogo. Musiała sobie radzić sama i to było wielkie utrudnienie dla uczniów jej pokroju. Ale Mia nigdy się nie poddawała i zawsze starała być najlepsza we wszystkim.
Dla niej pierwszy rok w szkole był bardzo satysfakcjonujący. Wszystko ją ciekawiło praktycznie trudno ją było zwołać do łóżka, żeby położyła się spać. Czego by się nie dotknęła ruszało się, obrazy z nią rozmawiały i często to z nimi robiła przez pierwsze lata nauki. Latające talerze, miotła na której mogła usiąść i lecieć co widziała tylko w bajkach w telewizji i uważała to za kompletną żenadę, a to okazało się prawdą. Mając to co za dziecka uważała za bajki i niestworzone rzeczy potrafiła uwierzyć w praktycznie wszystko. Przez to że wylądowała w szkole magii uważała, że wszystko jest możliwe, że człowiek wszystkiego może dokonać jak tylko tego będzie chciał. Z wielką satysfakcją wracała w każde wakacje do domu, żeby opowiadać rodzicom co tak naprawdę się wydarzyło jakich zaklęć się nauczyła i pokazać im swoje oceny. Nie były one wybitne i była pewna że co roku stać ją na więcej, ale nie uważała tego za coś czego powinna się wstydzić. Według niej całkiem dobrze sobie radziła.
Dobrze zdawała sobie sprawę, że pan Lowell nie mógł być taki na co dzień, taki miły i uprzejmy. W każdym tkwi diabełek, który ukazuje się praktycznie każdego dnia. Jej pewnie nie będzie dane tego zauważyć u puchona, bo mało go znała, a skoro kogoś się nie zna a dopiero poznaje człowiek całkiem inaczej do tego kogoś podchodzi. Mimo iż nie ma humoru potrafi się uśmiechnąć, powiedzieć coś miłego. Jednakże jak humor nie dopisuje przy kimś kogoś się dobrze zna można powiedzieć i zrobić praktycznie wszystko niezależnie od tego co dana osoba sobie o Tobie pomyśli, bo dobrze wie że taka jesteś i zaraz Ci przejdzie. - Możę i masz rację... - oznajmiła i przytaknęła mu. Z pewnością nie tylko oni zasłużyli w tej sytuacji na pochwałę, Ci czarodzieje również zrobili to co powinni i to na co było ich stać. Najważniejsze, że zagrożenie zostało zażegnane, jednakże w głowie się nie mieści, żeby takie małe stworzonka mogły wyrządzić tak wiele szkód. Tym bardziej, że wyglądały naprawdę przeuroczo, jednakże jakby przyjrzeć się dokładnie ich twarzą można było stwierdzić, że krył się tam diabeł, który tylko czekał by zrobić coś nielegalnego.
- Bo to tak zawsze jest, że człowiek nie docenia tego co ma i chce być kimś innym niż jest teraz. - powiedziała co zawsze powtarzała jej jej matka. Mówiła, że nie warto przejmować się tym co nigdy nie będzie miało miejsca. Skoro Felinus należał do pucholandu musiał czuć się wyjątkowy i najlepszy nie ważne, że pochodzi z domu gdzie ludzie uważani są za leniwych. Przecież nie każdy taki jest. Ona nigdy nie żałowała tego że wylądowała w Gryffindorze, uważała ten dom za wyjątkowy jak i każdy jeden. Każdy z pewnością ma coś w sobie, ale coś w tym jest, że mimo iż puchoni słyną z pracowitości to jednak byli ostatni w rankingu domów, no tak bywa niestety. - No ja jestem Gryfonką i uważasz mnie za ciekawszą? - zapytała unosząc brew. Była szczerze powiedziawszy bardzo ciekawa jego odpowiedzi, chociaż czego mogła się spodziewać? Praktycznie jej nie znał i pewnie nic konkretnego nie powie.
Gdy tak szli przed siebie zauważyła kątek oka stoisko z napojami już miała zaproponować mu coś do picia, ale ten zaczął temat wakacji.
- Sama nie wiem... Długo się nad tym ostatnio zastanawiałam, ale nie mam żadnego pomysłu gdzie tym razem Hogwart nas zabiera. Ale z pewnością będzie to jakieś wyjątkowe miejsce. - powiedziała. Z tego co słyszała każde wakacje były wybitne więc z pewnością i te takie będą. Tym bardziej na to liczyło, że wybierała się dopiero pierwszy raz i nie chciałaby się do nich zniechęcać tym bardziej, że przed nią jeszcze wiele takich atrakcji.
- Pewnie, że tak, ale pozwól, że ja kupię. W końcu muszę Ci się jakoś odwdzięczyć za pomoc. - oznajmiła patrząc na puchona. Była mu wdzięczna, że jednak podszedł i pomógł, bo nie każdy by tak postąpił jak on, pewnie wiele osób spieprzyłoby z tego miejsca, żeby nie mieć z tym żadnej styczności. Ale on jednak się nie przestraszył i był gotów poświęcić swoje zdrowie, bo jednak chochliki mogłyby mu narobić wiele szkód.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Nauczyciel
Wiek : 22
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Zawsze nosi czarną bluzę z haftem tańczącego Derwisza z tyłu wraz z kojotem i wilkiem z przodu na rękawach, pisze lewą ręką, rzuca zaklęcia prawą, na której palcach nosi Sygnet Myrtle Snow, Pochłaniacz Magii i Pierścień Sidhe. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 1778
  Liczba postów : 7331
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Brzeg rzeki (s) QzgSDG8




Gracz




Brzeg rzeki (s) Empty


PisanieBrzeg rzeki (s) Empty Re: Brzeg rzeki (s)  Brzeg rzeki (s) EmptyCzw 16 Lip - 12:18;

Niestety, sam student, który obecnie stoi przed Mią, pochodzi z ubogiej, rozbitej rodziny, polegającej przede wszystkim na pozostawianiu bliskich samym sobie. On taki nie zamierzał być - nie bez powodu wziął matkę pod własne skrzydła, uwalniając ją od ojczyma. Chociaż zaczął podejrzewać, że mężczyzna postanowi jednak ją odnaleźć... tym bardziej, że rozwód będzie trwał dość długo, zważywszy na to, jak wygląda obecnie ich wspólna sytuacja. A na majątku samej Lydii już w ogóle nie zależało ani jej, ani jemu. Mogli to pozostawić, by rozpocząć nowe życie i rozpocząć nowy rozdział w książce, pisząc go bez problemu przy pomocy długopisu, który jest w stanie kreślić litery i działać, dopóki tusz się w nim nie skończy. Albo dopóki ktoś go im nie odbierze i nie postanowi ponakreślać czegoś przeciwnego do ich wcześniejszej wizji, tudzież malunku, na którym im po prostu zależy.
System oceniania dość mocno różnił się w Hogwarcie od tego mugolskiego. On sam na początku go nie pojmował, dlatego miał problemy z własną klasyfikacją pod względem tego, czy otrzymana ocena jest dobrą oceną, czy jednak można ją podciągnąć ciut wyżej. Matce zatem nie chwalił się ocenami podczas roku szkolnego; dopiero wracając na wakacje, mógł podzielić się dobrymi wynikami z poszczególnych dziedzin, bo z każdym rokiem jednak się gubił w tym wszystkim i praktyka mu nie szła tak, jak chciałby, by ta szła. Wiedzę teoretyczną przyswajał łatwiej. Jedynie uzdrawianie nie stanowiło dla niego problemu pod względem rzucania zaklęć i naprawdę czuł się tym po prostu dobrze ze samym sobą. Zaklęcia przewalywał, a ostatnimi czasy jeszcze bardziej.
Magię uznawał za coś wyjątkowego, ale również, pozwalającego zastanowić się nad tym, jaki jest tak naprawdę porządek wszędzie. Mugole radzą sobie bez niej, a kiedy czarodziej straci swój drewniany patyczek z wyjątkowym dla niego rdzeniem, praktycznie niczego nie potrafi. Widział to w szczególności w rodzinach czystokrwistych. Nie bez powodu także odbierana jest różdżka na czas wykonywania szlabanu - chociażby po to, by nauczyć szacunku do tego, jaką moc w sobie drzemią wszyscy, którzy mogą korzystać z zaklęć. I jak są bez nich bezużyteczni w niektórych momentach.
Każdy w sobie drzemie parę demonów, które wyzwala wtedy, gdy nadejdzie taka potrzeba. Felinus nie pojmował ich ogólnie, nie nadawał im imion, ale wiedział, że u niego prym wiodą przede wszystkim emocje, nad którymi panuje już od paru ładnych lat. A przynajmniej powoli nauczył się nad nimi panować, kiedy to dostał się do szkoły magii bez jakiejkolwiek zapowiedzi. Nie był na to przygotowany, a rozłąka z matką tylko dla wypełnienia obowiązku nauczania przez dziesięć miesięcy była dla niego na początku katorgą. Nie bez powodu zawiązał rwące się psy na grubym, silnym łańcuchu, ucząc ich przy okazji pokory. A przede wszystkim posłuszeństwa.
Może i miał rację... to byłoby zbyt piękne, gdyby byli bohaterami w tejże całej sytuacji. Aż nazbyt. Nie wierzył we własne zdolności rzucania zaklęć, dlatego ostatecznie, mimo posiadanego ryzyka w zakresie pogorszenia tego całego zgiełku, postanowił pomóc. I najwyraźniej jego chęci nie poszły na marne, bo razem z Mią oraz innymi czarodziejami dali sobie radę z istniejącym problemem.
Trudno zaprzeczyć. — powiedział w jej stronę, zastanawiając się jeszcze raz nad tymi słowami. No cóż. Może nie miał najlepiej w życiu, ale przynajmniej się jakoś ustatkował, prawda? Co nie zmienia faktu, że mogło być przecież jeszcze lepiej, a jednak nie było. Frustracja w tym przypadku czasami sięgała zenitu, ale tym razem wewnątrz jego duszy nie buzowały żadne z negatywnych emocji, skoro rozpoczął nowy rozdział w swoim życiu. Dom przyjemny, przytulny, przypominający poniekąd to, jak wyglądało kiedyś to dobre, pozbawione trosk życie. Teraz tylko to utrzymać. — Na pewno jest to odmiana w stosunku do mieszkania w dormitorium z kolegami z tego samego domu. — przyznał, spoglądając w stronę Mii czekoladowymi oczami, z wymalowanym spokojem, ale też i poniekąd zastanowieniem. Nie bez powodu pojawiły się plotki u puchońskich orgiach, które teraz będzie musiał przyjmować ze względu na to, że ktoś inny narozrabiał. Może nie aż tak, jak wskazuje na to Obserwator, ale nie bez powodu takie informacje zwyczajnie się pojawiają, prawda? — Poza tym, Gryfoni preferują dynamiczne życie, a Puchoni w większości przypadków ciche i spokojne. — może nie patrzył dokładnie przez pryzmat przesądów, co nie zmienia faktu, że obserwował jej reakcję.
Rok temu była Sahara, dwa lata temu Meksyk, więc może tym razem nie będziemy żyć samym piaskiem. — trochę prychnął, wszak przecież nie zdecydowaliby się na pewno na ponowne odwiedzenie terenów suchych oraz gorących. Liczył na jakieś z okoliczną wodą oraz jeziorami. W końcu chciał odpocząć, prawda?
Pozwól, że ja kupię. — oznajmił w jej stronę. Była młoda, nie zarabiała pieniędzy, dlatego wiedział, że u niej problem z brakiem galeonów może być relatywnie większy. — Sam ją zaproponowałem w sumie. — gdyby go poprosiła wcześniej, to może by się zgodził na taki układ - w takim przypadku postanowił, że nie będzie przyjmować czegoś od niej. Sam się wepchnął, być może pomagając, ale nikt to przecież o to nie błagał. — Masz ochotę na coś konkretnego, zanim wrócimy do zamku? — zapytawszy się, obserwował różne, kolorowe drinki z różnymi nazwami. Możliwe, że alkoholowe. A może bez? Jeżeli z alkoholem, to oficjalnie będzie mógł uznać się za osobę, która powoduje staczanie w dół społeczność Hogwartu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Mia Marcello

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VI
Wiek : 18
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 165
C. szczególne : Czarna skóra, oraz długie czarne, gęste włosy.
Galeony : 254
  Liczba postów : 135
https://www.czarodzieje.org/t19229-mia-marcello
https://www.czarodzieje.org/t19259-green
https://www.czarodzieje.org/t19258-mia
https://www.czarodzieje.org/t19228-mia-marcello
Brzeg rzeki (s) QzgSDG8




Gracz




Brzeg rzeki (s) Empty


PisanieBrzeg rzeki (s) Empty Re: Brzeg rzeki (s)  Brzeg rzeki (s) EmptySob 18 Lip - 12:24;

Doskonale wie, że los nie dla wszystkich jest łaskawy. Mieszka w dzielnicy mugolskiej i dobrze wie jakie sytuacje spotykają niektórych. Jej przyjaciółka Diana należała właśnie do rodziny mocno patologicznej. Zawsze jej współczuwała, była jej przyjaciółką a zarazem siostrą. Zawsze były ze sobą bardzo blisko. Jej ojciec był alkoholikiem, który nigdy nie wylewał za kołnierz, ale też znęcał się nad całą rodziną, a miał nad kim, gdyż Diana miała pięcioro rodzeństwa. Nie raz dziewczyna u niej nocowała gdyż bała się wrócić do domu. Jej matka była dość dziwną osobą, która przez męża straciła zdrowy rozsądek i nie robi nic by zapobiec wydarzeniom, które mają miejsce w ich domu. Bardzo żałowała dziewczyny, ale nic nie mogła poradzić. Bardzo bolało ją to, że co rok musi ją opuścić by wrócić do szkoły, a dziewczyna nie wiedząc kim naprawdę jest straciła wiarę w ich przyjaźń.
Jej rodzice nigdy nie przykuwali zbytniej uwagi jej ocenom, bo zdawali sobie sprawę z tego, że dla dziewczyny to wszystko były nadal nowe. Oni nie mogli mieć pojęcia o przedmiotach, które są nauczane w Hogwarcie, więc zdarzało się, że dziewczyna jednak wiele rzeczy wyolbrzymiała by tylko to wyszło na jej korzyść. Co prawda i tak nie uczyła się źle, ale wie że zawsze mogłoby być lepiej. Wiele przedmiotów sprawiało jej olbrzymią przyjemność i satysfakcje, a wiele książek przeglądała jakby to nie była książka do konkretnego przedmiotu, a ulubiony kryminał. Więc wiele razy naukę traktowała jak jedną z ulubionych rzeczy które robiła.
Tak wiele czarodziejów uważa swoją różdżkę za coś bez czego nie daliby sobie rady w życiu. Mia często całkowicie o niej zapominała i mimo iż z jej pomocą o wiele szybciej poradziłaby sobie z jakąś sytuacją to jest nauczona robienia tego bez magii. Taki plus pochodzenia z rodziny mugoli. Zdawało jej się, że czarodzieje są o wiele bardziej leniwi od mugolów. Mugole do wszystkich rzeczy używają kończyn czy górnych czy dolnych. Bycie raz w domu czarodziejów czuła się jak w kinie czy w teatrze do którego bardzo często wybierała się z rodzicami. Lewitujące talerze, sztućce czy gotowanie potraw bez używania patelni czy gazu. Dla niej to była lekka przesada i była pewna, że gdyby nie jednego czarodzieja wpuścić w świat mugoli zgłupiałby i nie wiedziałby jak się odnaleźć. Z pewnością uważała, że życie czarodzieja jest o wiele łatwiejsze i bardziej proste, jeżeli chodzi o zwykłe domowe sprawy.
Ją późniejsze i dorosłe życie przerażało, często o tym myślała co będzie jak skończy Hogwart. Z pewnością chciałaby wrócić do świata mugoli, ale na pewno będzie jej bardzo ciężko pozbyć się tego wszystkiego co dostała od losu. Bycie czarownicą zawsze uważała za coś pięknego i wyjątkowego. Bo przecież nie każdy może czarować, a wiele osób zwłaszcza jej znajomych, sąsiadów znali czary jedynie ze szklanego ekranu. Nie raz nie dwa miała ochotę stanąć na środku ulicy i wykonać kilka zaklęć by pokazać jaka jest silna, jaka jest wyjątkowa. Ale na całe szczęście zawsze wtedy przychodzi po rozum do głowy, żeby jednak nie robić tego, bo miałaby olbrzymie kłopoty, a z pewnością straciłaby prawo do nauki w szkole magii i czarodziejstwa, a tego nigdy by sobie nie darowała. - No na pewno. Zawsze to na swoim. Jednakże nie wiem jak Ty, ale mi mieszkanie w dormitorium bardzo się podoba i nie chciałabym szybko z tego zrezygnować. - powiedziała. Gdy sobie wspomni to wszystko co się wydarzyło uśmiech pojawia się na jej ustach. Często mieszkanie w dormitorium uważała bardziej za biwak, wyjazd z przyjaciółmi na wakacje niżeli szkołę. Nie wyobrażała sobie, żeby miało w jej życiu tego zabraknąć. Ale dobrze wie, że każdy człowiek jest inny, każdy potrzebuję czegoś innego. Być może Felinus bardziej potrzebował stabilizacji i spokoju, a ona z tymi cechami byłaby bardzo nieszczęśliwym człowiekiem. Nie wyobrażała sobie mieszkać w czterech kątach sama.
- To są dopiero moje pierwsze wakacje więc dla mnie mogłyby być i takie klimaty. - powiedziała do wzruszyła ramionami. Znając Mię to i tak nie będzie się nudziła mimo iż wylądowaliby na zupełnym pustkowi, ale wierzyła w Hogwart i na pewno zapewnią im worek pełen atrakcji.
Kiwnęła jedynie głową potakując. Skoro chciał kupić to ona nie miała zamiaru się z nim wykłócać tym bardziej, że tutaj nie chodziło o grube pieniądze, a jedynie o drobne, które i tak pewnie nie grały większej roli. - Nie mam większych wymagań... - zwróciła się do niego. Sama nie wiedziała co tutaj tak naprawdę podają, więc liczyła na to, że Felinus trafi w jej gusta, a jak nie pocieszy się tym co puchon jej zaoferuje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Nauczyciel
Wiek : 22
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Zawsze nosi czarną bluzę z haftem tańczącego Derwisza z tyłu wraz z kojotem i wilkiem z przodu na rękawach, pisze lewą ręką, rzuca zaklęcia prawą, na której palcach nosi Sygnet Myrtle Snow, Pochłaniacz Magii i Pierścień Sidhe. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 1778
  Liczba postów : 7331
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Brzeg rzeki (s) QzgSDG8




Gracz




Brzeg rzeki (s) Empty


PisanieBrzeg rzeki (s) Empty Re: Brzeg rzeki (s)  Brzeg rzeki (s) EmptyNie 19 Lip - 15:12;

Nie ufał obecnemu systemowi edukacyjnemu.
Nie wierzył w niego, spoglądając na to, jak wywraca do góry nogami życie osób niemagicznych. Nie mógł pozostać w cieniu, musiał z niego po prostu wyjść; musiał poczuć na własnej skórze, jak to jest być rozdzielonym na dziesięć miesięcy tylko i wyłącznie z powodu bycia czarodziejem. Owszem, wracał na święta, ale na początku ta sytuacja była dla niego kompletnie niepojęta. Dlaczego musi zmagać się z problemami, z którymi nie zamierza się zmagać? Dlaczego został wydarty z własnego, bezpiecznego miejsca, by spełnić wymagania tych, którzy znajdują się wyżej? Dlaczego, do jasnej cholery, Ministerstwo Magii uznaje za dobre zabieranie rodzicom mugolskich ich dzieci do szkoły magii? Owszem, płynącą w nich moc trzeba okiełznać, ale życie wywraca się kompletnie do góry nogami, zabierając marzenia o mugolskich zawodach, mugolskich miejscach, na rzecz czarodziejskich. I o ile łatwo jest przekonać do tego jedenastoletnie dziecko, o tyle gorzej by było, gdyby w wieku piętnastu lub szesnastu lat dowiedziałoby się o własnych, magicznych zdolnościach. Zapewne tak skore do opuszczenia własnej kultury po prostu nie byłoby.
Magia potrafi jednak rozleniwić. Zamiast popchnąć do nauki, może przysporzyć większego lenistwa, niż kiedykolwiek drzemało w danym człowieku, w danej jednostce. W ramach możliwości starał się wykonywać większość obowiązków na Świętym Mungu za pomocą własnych rąk oraz mięśni, co nie zmienia faktu, iż używanie do tego magii wydawało się być znacznie wygodniejszym rozwiązaniem. Całe szczęście, że na gospodarstwie średnio mógł jej używać - ojczym przecież nie wiedział, że jest czarodziejem. I nie miał prawa się dowiedzieć, wszak matkę poprosił, by ta utrzymała to wszystko w tajemnicy. Teraz, całe szczęście, mógł odetchnąć po prostu z ulgą, znajdując własne cztery ściany i tym samym posiadając pewnego rodzaju zabezpieczenie na przyszłość.
Myślę, że to zależy od osobowości. Osobiście wolę mieszkać na własnym mieszkaniu, bez żadnych ograniczeń ze strony szkoły. — no tak. Palenie papierosów - nie da się. Picie alkoholu - też średnio. Poza tym, gdzie ta doza prywatności? Gdyby kiedykolwiek zamierzał powiązać się z daną osobą, znajdując jakkolwiek drugą połówkę (o ile by to było możliwe), do pewnych rzeczy również potrzebowałby czterech ścian. Chociaż nie podejrzewał, by to miało dość szybko nadejść, zważywszy na fakt tego, iż do takich rzeczy po prostu go nie ciągnęło. — Zawsze, gdy będziesz na studiach, możesz wynajmować mieszkanie z paroma innymi osobami. — zaproponował, wszak lepiej jest wynajmować i mieć pewną dozę prywatności, aniżeli martwić się tym, czy nauczyciel ich na czymś przyłapie bądź też i nie.
Ewentualnie wakacje w Grenlandii. — czemu nie, śniegu im też nie powinno zabraknąć, co nie zmienia faktu, że osobiście Lowell nie przepadał za zimnem. Wolał przede wszystkim ciepło oraz brak jakichkolwiek wskazań do noszenia płaszczy bądź kurtek.
Powoli spojrzał do podawanych napoi i postanowił jakikolwiek wybrać. Jakikolwiek, bo ich w ogóle nie znał i nie kojarzył. Jakiś prawie bezalkoholowy, coby przypadkiem nie wydało się, że to on jej kupił. Jakiś ładny, żeby wyglądał na atrakcyjny do wypicia. Skusił się na jakiś nowy, orzeźwiający smak wiśniowy z nutą mięty i małym dodatkiem alkoholowym. Ot, to, co jest w stanie zaoferować sprzedawca. Wręczył mu odpowiednią ilość sykli, a sam natomiast kupił sobie mrożoną herbatę, bo czemu nie? Napój wręczył dziewczynie. — Nie wiem, jakie to jest w smaku, ale mam nadzieję, że będzie dobre. — powiedział, spoglądając na nią. — Pochodzisz z Wielkiej Brytanii? — zapytał się, tak po prostu ciekawsko, zanim, kiedy przybyli do Hogwartu, kompletnie się rozstali i zniknął gdzieś w odmętach korytarzy, sali; nawet schody wydawały mu się być posłuszne.

[zt]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Perpetua Whitehorn

Nauczyciel
Wiek : 43
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 161
C. szczególne : Styl vintage i aura wesołości | Wspiera się na artefakcie: Jarzębinowej Feruli | Na lewym nadgarstku - srebrna bransoletka z tancerką zmieniającą się w łanię; na prawym - bransoleta Wielkiej Wezyrki | Gdy Hux jest obok - mimowolnie roztacza wokół urok
Dodatkowo : Półwila
Galeony : 818
  Liczba postów : 1545
https://www.czarodzieje.org/t18317-perpetua-whitehorn#521196
https://www.czarodzieje.org/t18325-sowiszcze-pet#521411
https://www.czarodzieje.org/t18326-relacje-pet#521412
https://www.czarodzieje.org/t18316-perpetua-whitehorn#521191
https://www.czarodzieje.org/t18547-perpetua-whitehorn-dziennik#5
Brzeg rzeki (s) QzgSDG8




Gracz




Brzeg rzeki (s) Empty


PisanieBrzeg rzeki (s) Empty Re: Brzeg rzeki (s)  Brzeg rzeki (s) EmptySro 23 Wrz - 12:18;

Kostka: 2
Przechadzając się wzdłuż rzeki dostrzegasz, że w błocie przy samej wodzie straszliwie utknęła kaczuszka. Pomożesz ptaku czy zgłosisz to odpowiednim służbom?

To był jeden z tych piękniejszych wrześniowych dni - któremu zdecydowanie bliżej było już do jesieni aniżeli lata, pomimo śmiało oświetlającego Hogsmeade Słońca. Powietrze już straciło ciężkość typową dla ciepłych dni - było rześkie, nawet odrobinę chłodne, choć po upalnym lecie (a zwłaszcza luizjańskim ukropie) stanowiło wyłącznie wytchnienie. Zielone tereny szkockiego miasteczka zasnuwały się już złotem - Perpetua właśnie w takie dni absolutnie nie żałowała zakupu domku w tej części kraju. Nie tęskniła nawet za londyńskim gwarem - mogąc tak przechadzać się powoli alejkami Hogsmeade. Ciągle odkrywała uroki tego miejsca.
Tym razem także zdążyła zawędrować w nowe okolice - tuż nad rzekę, gdzie pomimo wczesnej godziny zdołała już minąć paru rannych ptaszków, takich jak ona. Zapewne gdyby mogła - biegałaby tędy codziennie rano, tymczasem musiał wystarczyć jej spokojny spacer. Wystarczająco nadwyrężyła ostatnio swoje biodro - nie była w stanie aktualnie poruszać się bez laski, jeśli nie chciała nadużywać przeciwbólowych.
Pozwoliła myślom płynąć swobodnie, zwyczajnie ciesząc się tym złotym porankiem - kiedy kątem oka dostrzegła poruszenie na brzegu rzeki. Trzepot skrzydeł - a raczej skrzydła. Od razu podążyła w tamtym kierunku.
Kruszynko, co tu się stało... — mruknęła ze szczerym zatroskaniem, mając przed oczami kaczkę - pospolitą krzyżówkę, na którą widocznie osunął się błotnisty brzeg. Ptak rozpaczliwie próbował wydostać się spod wału ziemi i gliny, widocznie jednak opadał z sił - musiał już walczyć tak dłuższą chwilę. Złotowłosa właściwie bez zawahania - odłożyła ferulę, zrzuciła buty i zakasała spódnicę, zsuwając się zaraz obok stworzenia w chłodną wodę, która obmyła jej łydki.
Shhh... Już pomagam maleństwo, spokojnie... Spokojnie... — szeptała uspokajająco, jedną dłonią podtrzymując wolne skrzydło krzyżówki, kiedy drugą powoli odgarniała ziemię, żeby wydostać resztę jej ciałka. Kaczka wydawała się zaskakująco spokojna - na co Whitehorn uśmiechnęła się półgębkiem. Zwierzęta były o wiele łatwiejsze w obejściu niż ludzie - i reagowały na jej aurę znacznie wyraźniej. Z drugiej strony - przy nich nie musiała trzymać uroku w ryzach.
Gotowe, kruszyno! — oznajmiła niemal z dziecięcą radością, układając wolną już krzyżówkę na spokojnej tafli zatoczki, gdzie prąd rzeki był łagodny. Pogładziła jeszcze łepek ptaszyny, nim ta - zadziwiająco nie przejmująca się obecnością Perpetuy - nie zaczęła czyścić swoich piór. Złotowłosa zachichotała.
Urocza.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Antosha Avgust

Nauczyciel
Wiek : 44
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 185
C. szczególne : rosyjski akcent
Galeony : 22
  Liczba postów : 178
https://www.czarodzieje.org/t19662-antosha-avgust#587797
https://www.czarodzieje.org/t17516-poczta-profesora-antoshy-avgusta#491595
https://www.czarodzieje.org/t19663-antosha-avgust
Brzeg rzeki (s) QzgSDG8




Gracz




Brzeg rzeki (s) Empty


PisanieBrzeg rzeki (s) Empty Re: Brzeg rzeki (s)  Brzeg rzeki (s) EmptySro 23 Wrz - 13:31;

Kiedy ostatni raz spacerował brzegiem rzeki w Hogsmeade kilka miesięcy temu, był przekonany, że robi to po raz ostatni w życiu, planował przecież wrócić do Rosji i raczej nie miał powodu, by jeszcze kiedykolwiek zawitać w tej wiosce; los tymczasem sprawił, że oto znalazł się z powrotem w tym samym miejscu, nad leniwym strumykiem, który w ciągu ostatniego roku zdążył bardzo polubić i który odwiedził jako ostatnie miejsce tuż przed wyjazdem w czerwcu, żeby pożegnać się z Wielką Brytanią. Rok szkolny dopiero powoli ruszał, a samo rozpoczęcie go ominęło, więc Limier i Walsh zdążyli się już uporać z towarzyszącą mu papierologią, tym samym nie pozostawiając mu zbyt wiele do roboty. Wstawał wcześnie - im starszy się robił, tym mniej problemu mu to sprawiało, a wręcz czasem przewracał się w pościeli od świtu, marząc, by ukraść jeszcze trochę snu - a ponieważ poranek był piękny (tak, Antosha Avgust doceniał coś takiego jak piękno przyrody), postanowił wykorzystać go na przywitanie się ze starym, dobrym Hogsmeade. Wyjątkowo ciepłe - nawet na Syberii - lato wymęczyło go okrutnie, więc teraz, idąc, niemalże z wdzięcznością chłonął rześki powiew przyjemnego jesiennego wiatru. Szedł niespiesznie, raz nawet przysiadł na chwilę na jakiejś ławeczce, trochę oglądając okolicę, trochę rozmyślając o tym, co powinien teraz zrobić - czy do przeżycia wystarczy mu szkolny gabinet czy powinien jednak rozejrzeć się za jakimś mieszkaniem? Czy zostanie tu na długo? Czy uda mu się całkiem nie osiwieć podczas prób zrobienia z hogwartczyków prawdziwych graczy? Wyszedł zza miejsca, w którym rzeczka zakręcała, i dopiero po chwili do jego oczu dotatł dość nietypowy widok: kobieta stojąca w wodzie. Zdziwiło go to, a gdy znalazł się bliżej, rozpoznał w niej znajomą postać. Gdyby to był ktokolwiek inny, obcy czy znajomy, pewnie nie zainteresowałby się tym dość osobliwym sposobem spędzania czasu - bo co mu do tego - ale, na gacie Rasputina, przecież obok Perpetuy Whitehorn nie można było tak po prostu przejść obojętnie. A przynajmniej on nie potrafił. Widział w życiu mnóstwo urodziwych kobiet, jednak Perpetua była nie tylko oszałamiająco piękna (jak smukła, elegancka Błyskawica), ale i wyjątkowo ciepła, serdeczna, delikatna. Urocza. Była jak ten jesienny poranek, a on uwielbiał jesienne poranki. Jak miał się więc nie uśmiechnąć, jak miał nie zagadać? - Jak ty miała ochota na kąpiel, to nie wolała do jezioru? - spytał tak sympatycznie, że sam się zdziwił, że jeszcze tak potrafi, podchodząc do brzegu; dopiero teraz zauważył, że kobiecie towarzyszy ptak i że najwyraźniej coś do niego mówiła - O. Ty umisz rozmawiać z kaczki? - dodał, trochę rozbawiony, ale ciszej i już bardziej konspiracyjnym tonem, żeby nie spłoszyć stworzenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Perpetua Whitehorn

Nauczyciel
Wiek : 43
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 161
C. szczególne : Styl vintage i aura wesołości | Wspiera się na artefakcie: Jarzębinowej Feruli | Na lewym nadgarstku - srebrna bransoletka z tancerką zmieniającą się w łanię; na prawym - bransoleta Wielkiej Wezyrki | Gdy Hux jest obok - mimowolnie roztacza wokół urok
Dodatkowo : Półwila
Galeony : 818
  Liczba postów : 1545
https://www.czarodzieje.org/t18317-perpetua-whitehorn#521196
https://www.czarodzieje.org/t18325-sowiszcze-pet#521411
https://www.czarodzieje.org/t18326-relacje-pet#521412
https://www.czarodzieje.org/t18316-perpetua-whitehorn#521191
https://www.czarodzieje.org/t18547-perpetua-whitehorn-dziennik#5
Brzeg rzeki (s) QzgSDG8




Gracz




Brzeg rzeki (s) Empty


PisanieBrzeg rzeki (s) Empty Re: Brzeg rzeki (s)  Brzeg rzeki (s) EmptySro 23 Wrz - 16:37;

Ze szczerym zaintrygowaniem obserwowała dryfującą na wodzie krzyżówkę, która zdawała w ogóle nie zauważać jej obecności - jakby we wdzięczności za uratowanie spod wału ziemi dawała się właśnie obserwować. To i tak było niezwykłe - Perpetua sądziła, że kiedy tylko zwolni chwyt z jej skrzydeł, kaczka wystrzeli przed siebie lub chociaż ewakuuje się na drugą stronę strumienia. Tymczasem mogła swobodnie policzyć wszystkie białe plamki na jej brunatnych piórkach...
Dopóki nie usłyszała znajomego głosu - choć w zupełnie innym wydaniu niż zwykła go słyszeć. Obróciła się przez ramię w kierunku wcale nie tak dalekiego brzegu, jednocześnie odgarniając złote pukle za ucho, by nie przysłaniały jej widoku.
Antosha! — rozpromieniła się w uśmiechu na widok kolegi po fachu, aż niebieskozielone oczy puściły radosne iskry. To spojrzenie nie mogło kłamać, naprawdę ucieszyła ją ta - zaskakująca - obecność Avgusta w Hogsmeade. Zupełnie jakby z rana otrzymała całkiem miłą niespodziankę na rozpoczęcie dnia. Z rozbawieniem przyjęła uwagę Rosjanina. — Rano kąpię się w rzece, jezioro zostawiam na wieczór!
Obróciła się w kierunku mężczyzny, zostawiając niewzruszoną kaczuszkę samej sobie - która nawet nowo wzburzonymi falami zdawała się nie przejmować, dalej zapamiętale czyszcząc pióra. — Nie umiem, ale lubię. I one chyba też... — wzruszyła ramionami, uśmiechając się delikatnie, kiedy rzucała okiem na ptaszynę. Zaczęła powoli brodzić w kierunku brzegu, przytrzymując jedną ręką spódnicę - kiedy drugą trzymała w powietrzu, jako swoistą równoważnię dla swojego kulawego kroku.
Brzeg się na nią osunął, pomogłam jej — wyjaśniła, wskazując podbródkiem miejsce, tuż obok mężczyzny, gdzie krzyżówka wcześniej utknęła. Podniosła wzrok, by podłapać niebieskie spojrzenie miotlarza. — Szkocja jednak ma swoje uroki, prawda?
Oczywiście nawiązywała do powrotu Rosjanina do Anglii - po tym jak właściwie pożegnał się już z Wyspami i Hogwartem. Whitehorn przyjęła powrót Antoshy z większym entuzjazmem niż reszta kadry - doskonale zdając sobie sprawę, że pomimo surowego obejścia, był przede wszystkim profesjonalistą. Pracowała połowę życia z zawodnikami Quidditcha, pochodziła z rodziny producentów mioteł - wiedziała z jakimi wyrzeczeniami wiąże się ta kariera. I przygotowanie do niej młodych.
Naprawdę dobrze Cię widzie-
Przerwała nagle - tracąc równowagę i uśmiech, kiedy przez biodro przeszedł jej gwałtowny dreszcz bólu, gdy jedna ze stóp zapadła się głębiej w rzeczny muł. Jasne oczy rozszerzyły się w krótkiej panice - kiedy nie mogąc odzyskać już raz straconej równowagi, przechyliła się w tył, by zaraz opaść prosto w chłodne objęcia wody.
I usiąść, z wodą sięgającą talii i dryfującą wokół czerwoną spódnicą.
Jak już mówiłam - rano rzeka — roześmiała się perliście, zupełnie nieprzejęta sytuacją w jakiej się znalazła, pomimo przemoczonych ubrań i chłodu wgryzającego się w jej skórę. Mokrymi dłońmi odrzuciła złote loki na plecy, podnosząc wzrok na Avgusta. — Podasz mi laskę? Kiepsko bez niej idzie mi chodzenie...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Antosha Avgust

Nauczyciel
Wiek : 44
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 185
C. szczególne : rosyjski akcent
Galeony : 22
  Liczba postów : 178
https://www.czarodzieje.org/t19662-antosha-avgust#587797
https://www.czarodzieje.org/t17516-poczta-profesora-antoshy-avgusta#491595
https://www.czarodzieje.org/t19663-antosha-avgust
Brzeg rzeki (s) QzgSDG8




Gracz




Brzeg rzeki (s) Empty


PisanieBrzeg rzeki (s) Empty Re: Brzeg rzeki (s)  Brzeg rzeki (s) EmptyCzw 24 Wrz - 12:08;

Miał wrażenie, że Perpetua jest jedną z niewielu osób z najbliższego otoczenia, znających go prywatnie, która reaguje entuzjastycznie na jego widok jako zwyczajnej osoby a nie tylko quidditchowego autorytetu; choć szczerze mówiąc, to nieszczególnie mu przeszkadzał brak aprobaty reszty współpracowników, bo byli mu raczej obojętni, nie zabiegał wcale o ich przyjaźń. Nie mieli tego czegoś, co sprawiało, że miałby na to ochotę; a może mieli, tylko jeszcze nie dane było mu to dostrzec? Nie zastanawiał się nad tym. - Bardzo ekologiczni. - skomentował jej słowa, gdy podchwyciła żart o kąpieli, a potem z powagą pokiwał głową, jak wyjaśniła, skąd wzięła się jej znajomość z kaczką. - Ach tak, pani uzdrowiciel, nie zostawiłaby nikogo w potrzebi. - odpowiedział, uśmiechając się lekko, bo choć jej gest nie wymagał jakiejś wielkiej odwagi czy poświęcenia, to z pewnością trochę fatygi (mało kto miałby ochotę, żeby ładować się do zimnego strumienia na pomoc kaczce) - i wrażliwości na cudzą krzywdę. Komu jak komu, ale Perpetui, która, jak zdążył zauważyć, nawet po dniu pełnym zajęć, z zaangażowaniem niosła pomoc poszkodowanym uczniom w skrzydle szpitalnym, z pewnością tego nie brakowało. Tak samo jak cierpliwości, gdy dzień w dzień zjawiał się w progu jej przybytku z kolejnym uczniem-łamagą, który za bardzo się poturbował na jego zajęciach. Doceniał jednak, że choć młodzi miotlarze trafiali do niej w różnym stanie, nigdy nie krytykowała jego metod ani podejścia do wychowanków - zupełnie jakby rozumiała. Rozejrzał się po urokliwej okolicy, gdy Perpetua wspomniała o urokach Szkocji, jakby chciał je przez chwilę popodziwiać, ale zaraz wrócił wzrokiem do oczu kobiety. - Ja tu przyjechał dla pracy, nie dla uroki, ale prawda to. Ma jeden dużi urok, którego nie ma nigdzi indziej. - no, nie taki duży, na oko z metr sześćdziesiąt, ale tego już nie dodał. Rzeczywiście, z powrotem przygnały go bardziej względy praktyczne niż sentymenty, ale o dziwo nie miał nic przeciwko temu; naprawdę zdążył w ciągu tego roku przyzwyczaić się do czarodziejskich uliczek i urokliwej przyrody w Hogsmeade, do rozległych hogwarckich błoni, tak różnych od tych otaczających Durmstrang, które niemal całym rokiem były pokryte śniegiem, nawet do tego miniaturowego (w jego odczuciu) szkolnego boiska. Nie planował powrotu, ale nie żałował go - przynajmniej nie w tej chwili. Ale, ale! Sympatyczna pogawędka została niespodziewanie przerwana, gdy twaraz Perpetuy wykrzywił grymas, a cała postać zachwiała się. - Ostorozhno! - zawołał odruchowo, choć było już przecież za późno; kobieta wylądowała w wodzie. Gdyby to był jeden z jego uczniów, huknąłby: "wstawaj pajacu!!!" i zdzielił go pałką w łeb, ale ponieważ to była Perpetua, to oczywiście się zmartwił. Skoro się śmiała, to chyba znaczyło, że nic strasznego się nie stało, ale i tak popędził prosto do rzeki, żeby pomóc jej wstać, ignorując zupełnie prośbę o podanie laski. - Perpietua! Wszystki w porządku? Widzisz, ty wyjęła kaczkę, to ja wyjmę cjebie. - oświadczył, brodząc w wodzie, by podać jej rękę. I... tak się spieszył, by przyjść z pomocą, że nieuważnie nastąpił na wyjątkowo śliski kamień. Czy to już starość, skoro nie miał tyle refleksu i równowagi, by utrzymać się na nogach? Bardzo możliwe. Wylądował z pluskiem w wodzie, a dokładniej prosto w Perpetui*. Znaczy, na niej.


*w Perpetule??? jak to się odmienia na boga


Ostatnio zmieniony przez Antosha Avgust dnia Czw 24 Wrz - 12:25, w całości zmieniany 1 raz (Reason for editing : powód edycji jest taki że przedtem upadłem w złe miejsce)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Perpetua Whitehorn

Nauczyciel
Wiek : 43
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 161
C. szczególne : Styl vintage i aura wesołości | Wspiera się na artefakcie: Jarzębinowej Feruli | Na lewym nadgarstku - srebrna bransoletka z tancerką zmieniającą się w łanię; na prawym - bransoleta Wielkiej Wezyrki | Gdy Hux jest obok - mimowolnie roztacza wokół urok
Dodatkowo : Półwila
Galeony : 818
  Liczba postów : 1545
https://www.czarodzieje.org/t18317-perpetua-whitehorn#521196
https://www.czarodzieje.org/t18325-sowiszcze-pet#521411
https://www.czarodzieje.org/t18326-relacje-pet#521412
https://www.czarodzieje.org/t18316-perpetua-whitehorn#521191
https://www.czarodzieje.org/t18547-perpetua-whitehorn-dziennik#5
Brzeg rzeki (s) QzgSDG8




Gracz




Brzeg rzeki (s) Empty


PisanieBrzeg rzeki (s) Empty Re: Brzeg rzeki (s)  Brzeg rzeki (s) EmptyCzw 24 Wrz - 22:53;

Nigdy nie krytykowała metod Antoshy - bo w istocie, rozumiała. Może nie do końca pochwalała - jako uzdrowicielka z syndromem nadopiekuńczości - ale nie zamierzała też podważać sposobów nauczania, jakby na to nie spojrzeć, gwiazdy Quidditcha. W każdym szaleństwie musiała być jakaś metoda, a Whitehorn doskonale zdawała sobie z tego sprawę. Poza tym wiedziała również, że Quidditch, bądź co bądź, należał do brutalnych sportów. Sama w końcu skończyła po jednym z meczów chodząc o lasce - i to jeszcze nie profesjonalnym, ligowym meczu, a szkolnym. Który - podobno - powinien mieć łagodniejszą odsłonę. Cóż, nie w jej przypadku - a mimo to dalej Quidditcha uwielbiała. I poza prywatnym spojrzeniem na Antoshę Avgusta - w końcu każdy miał swoją drugą, pozazawodową odsłonę - tak doskonale wiedziała z kim ma do czynienia.
Choć naprawdę miłym zajęciem było poznawanie właśnie tej prywatnej twarzy Rosjanina - zdawało się, że mniej surowej i chłodnej, niż zazwyczaj... Nie sądziła jednak, że pozna ją z tak bliska.
N-Nie musisz!
Już chciała powstrzymać Antoshę od wbiegania po nią w wodę, już miała wołać, że wystarczy tylko laska - ale było już za późno, bo mężczyzna nie zważając na nic, rzucił jej się na ratunek. I skwitowałaby to zapewne wdzięcznym uśmiechem - gdyby miotlarz w swym pośpiechu sam nie wywinął orła. I nie był to jeden ze sportowych zwodów czy kombinacji.
Jak w zwolnionym tempie - widziała rozszerzające się źrenice Rosjanina, kiedy stracił równowagę i przechylił się, prosto na nią. W pierwszym odruchu ciała, spróbowała się szarpnąć, by uniknąć zderzenia - biodro jej to jednak skutecznie uniemożliwiło, buntując się na tak gwałtowny ruch. Pozostało jej więc jedynie zacisnąć oczy i odruchowo wyciągnąć przed siebie dłonie.
I choć spodziewała się przygniatającego ją ciężaru (w końcu do rosłych kobiet nie należała) - nic takiego nie nastąpiło. Pod dłońmi poczuła jedynie przemoczony materiał koszulki - opinającej twarde mięśnie, a kiedy uchyliła powieki - wbiła jasne spojrzenie prosto w niebieskie tęczówki Avgusta. I uśmiechnęła się - bez skrepowania, zadziwiająco swobodnie. Nawet z lekkim zatroskaniem błyszczącym w niebieskozielonych oczach.
Zdradliwa ta rzeka, nie sądzisz? — zachichotała, lustrując z bliska twarz Antoshy, z niejakim zaciekawieniem - mogła policzyć wszystkie jego zmarszczki, które z miejsca uznała za dodające mu, wbrew pozorom, nie surowości a swoistej miękkości i uroku. Nieco automatycznym, nieprzemyślanym gestem - odgarnęła mu kosmyki z czoła, mrużąc oczy z rozbawieniem. — Obojgu nam lepiej w powietrzu niż w wodzie.
Przesunęła spojrzenie z twarzy mężczyzny, badając w jakiej pozycji się teraz znajdowali - Antosha, jakim cudem, nie wiedziała - zdążył wesprzeć się w upadku po obu stronach jej ciała. Bliskość, zwłaszcza taka przypadkowa, nigdy jej nie krępowała - bardziej podziwiała, że miotlarz miał na tyle refleksu, żeby nie zwalić się na nią jak kłoda.
Ze mną w porządku, a z Tobą? Nie skręciłeś kostki? — spytała, wychylając się znad ramienia Avgusta, jakby chcąc rzucić okiem na jego nogę. — Wyjdźmy stąd zanim oboje się przeziębimy. Tylko tym razem - powoli. Pomożesz mi wstać?
Wróciła spojrzeniem do oczu Rosjanina, uśmiechając się promiennie. Beztrosko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Antosha Avgust

Nauczyciel
Wiek : 44
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 185
C. szczególne : rosyjski akcent
Galeony : 22
  Liczba postów : 178
https://www.czarodzieje.org/t19662-antosha-avgust#587797
https://www.czarodzieje.org/t17516-poczta-profesora-antoshy-avgusta#491595
https://www.czarodzieje.org/t19663-antosha-avgust
Brzeg rzeki (s) QzgSDG8




Gracz




Brzeg rzeki (s) Empty


PisanieBrzeg rzeki (s) Empty Re: Brzeg rzeki (s)  Brzeg rzeki (s) EmptyPią 25 Wrz - 12:05;

Odkąd tylko zorientował się, że traci równowagę i jest już za późno, żeby powstrzymać ten proces i nie wpaść do wody, skupił się na tylko tym, żeby uratować chociaż Perpetuę, bo był przekonany, że gdyby upadł na nią z całym impetem, jej drobna postać zostałaby całkowicie zmiażdżona - a przecież nie wybaczyłby sobie, gdyby zrobił jej jakąkolwiek krzywdę, nawet w wyniku przypadku. Cudem udało mu się zamortyzować upadek, opierając na rękach (i przy okazji odkrywając, że warto zaczynać dzień od serii pompek nie tylko po to, żeby zwiększyć swoją skuteczność na boisku, ale też by ratować damy przed poturbowaniem); zważywszy na to, że wylądował w nieprzyzwoicie małej odległości od kobiety, to powinien natychmiast się zerwać i zacząć kajać za ten niefortunny wypadek. Nie zrobił tego jednak tak od razu, przez chwilę pozostając nieruchomo i być może wyglądał, jakby po prostu potrzebował chwili, by dojść do siebie po tak niespodziewanej zmianie pozycji na horyzontalną - prawda jednak była taka, że potrzebował chwili żeby oderwać się od oczu Perpetuy, które, oprócz tego że posiadały bezsprzecznie najpiękniejszy odcień błękitu, jaki widział w swoim prawie półwiecznym życiu, to zaskoczyły go absolutnym brakiem jakiegokolwiek zakłopotania w jasnym spojrzeniu. Gdyby jej nie znał, byłby gotów pomyśleć, że go kokietuje - tym beztroskim chichotem, tym odgarnięciem włosów delikatnym muśnięciem, tym ciepłym spojrzeniem - ale w ciągu minionego roku zdążył ją poznać na tyle, by wiedzieć, że tak zachowywała się naturalnie. I chyba właśnie dzięki temu tak go oczarowała swoją osobą. - Ano. Nie pomyślałby, że w rzeku się można tak z blisku poznać... - mruknął w odpowiedzi, zerkając na dłoń Perpetuy spoczywającą na jego torsie (nie miał nic przeciwko) i uśmiechnął się kącikiem ust na jej komentarz, jakże trafny - Następne spotkani na miotłach. - zarządził - Ze mną dobrze, ti o mnie się nie martw. Na pewno nie poturbował cię? Straszni przepraszam cię. - odpowiedział i wreszcie zebrał się do wstania, starając się zrobić to szybko i sprawnie, a jednocześnie ostrożnie, żeby już jej nie dotykać i nie naruszać więcej jej przestrzeni; nawet jeśli Perpetua niczym się nie przejmowała, to jemu jednak było trochę głupio. Upewnił się, że stoi stabilnie, że niestraszny mu ani grząski muł ani śliskie kamienie i podał rękę kobiecie, by pomóc jej wstać, a puścił dopiero, gdy już bezpiecznie stali na brzegu. Sięgnął jeszcze prędko po leżącą gdzieś nieopodal w trawie perpetuową laskę, by podać ją właścicielce w razie gdyby chciała się podeprzeć, stojąc, po czym wyjął swoją różdżkę. - Eh, gdyby ja nie był stary niezdara, to ti by teraz nie była cała mokra. - zauważył samokrytycznie, szczerze zmartwiony, ten sam niczym niewzruszony człowiek, mówiący małoletnim uczniom którym kazał ćwiczyć w rzęsistym deszczu czy wskakiwać do jeziora, że nie są z cukru i od wody się nie roztopią.  Gdyby którykolwiek z jego podopiecznych usłyszał, jak rozmawia z Perpetuą, z pewnością pomyślałby, że Antosha jest pod wpływem Imperiusa albo zastąpił go sobowtór. - Pozwoli, że ci rozgrzeje? - uzyskawszy aprobatę, rzucił na jej koszulę czar Silverto, by wysuszyć ją dokładnie i tym samym uchronić towarzyszkę od zapadnięcia na zapalenie płuc, no, albo przynajmniej od dyskomfortu przebywania w przemoczonych ubraniach na dość chłodnym wietrze. Swoim odzieniem się nie przejmował, zbyt przejęty Perpetuą i właściwie to przyzwyczajony do takich średnio wygodnych warunków. - A żeby się w środku rozgrzać, pójdziemi na coś ciepłego do napicia, co ti na to? - zaproponował po chwili, oczywiście mając na myśli względy zdrowotne i zbawienny wpływ gorącej herbaty na profilaktykę przeziębień. A może to były względy uczuciowe i zbawienny wpływ gorącej Perpetuy na jego osobę? Hm.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Felix Solberg

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : leworęczność, dupa nie zaklęciarz, Znak zorzy w postaci czerwonej kreski na palcach lewej dłoni, tatuaż kojota na lewym ramieniu
Galeony : 1162
  Liczba postów : 8676
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18542-relacje-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Brzeg rzeki (s) QzgSDG8




Gracz




Brzeg rzeki (s) Empty


PisanieBrzeg rzeki (s) Empty Re: Brzeg rzeki (s)  Brzeg rzeki (s) EmptyNie 25 Paź - 0:05;

Kostka: 4

Ostatnimi czasy sam nie do końca rozumiał, co chodziło mu po głowie. Miał nadzieję, że nie były to efekty dłuższego zażywania eliksirów, które trzymały go względnie przy życiu. Miał milion pomysłów, ale żaden nie do końca był dla niego tym, czego szukał. Dlatego też zajął się uzupełnianiem swoich zapasów składników i warzeniem eliksirów dla znajomych po kątach.
Umówił się w Hogsmeade. Nie odmawiał pomocy, a sam potrzebował waleriany, która rosła przy brzegu tutejszej rzeki. Wziął ze sobą swój wierny sztylet, różdżkę i kilka flakoników, by być przygotowanym na większość ewentualnych problemów. Ostrze schował za paskiem, by móc je w razie potrzeby szybko dobyć i już był w drodze do wioski. Roślina, której szukał mogła przydać mu się w dwóch naprawdę ważnych acz podstawowych eliksirach. Jako, że został zawieszony z funkcji przewodniczącego kółka, sam sobie przeprowadzał teraz eksperymenty, a te które miały cokolwiek wspólnego ze snem były dla niego najbardziej interesujące. Chciał sprawdzić, czy uda mu się zrobić eliksir, któremu będzie w stanie zaufać. Jakaś modyfikacja eliksiru Spokojnego Snu chodziła mu po głowie, chociaż nie wiedział do końca jak osiągnąć zamierzony efekt.
-Gotowa na kawał ciężkiej roboty? - Przywitał się radośnie z puchonką, która właśnie pojawiła się na umówionym miejscu. Dziewczyna mogła wyczuć żart czający się w jego słowach. W końcu zrywanie waleriany, czy innych roślin raczej nie powinno wiązać się ze szczególnie ciężkim zadaniem. Nim jednak udało mu się namierzyć to, czego szuka, podbiegł do niego jakiś dzieciak, który bezceremonialne wepchnął mu w ręce worek na śmieci i zaczął gadać coś o brudnej rzece i o tym, że boi się utopić. Max oczywiście potwierdził, że im pomoże, ale najpierw zwrócił się do Maelynn.
-Masz ze sobą różdżkę? Umiesz rzucać zaklęcia uzdrawiające? - Musiał wiedzieć, na czym stoi bo był pewien, że ze swoim szczęściem to potknie się o pierwszy kamień i umrze.

@Maelynn Breeden

______________________



 
I thought that I could walk away easily
But here I am, falling down on my knees
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Brzeg rzeki (s) QzgSDG8








Brzeg rzeki (s) Empty


PisanieBrzeg rzeki (s) Empty Re: Brzeg rzeki (s)  Brzeg rzeki (s) Empty;

Powrót do góry Go down
 

Brzeg rzeki (s)

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 3Strona 1 z 3 1, 2, 3  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Brzeg rzeki (s) JHTDsR7 :: 
hogsmeade
 :: 
Okolice Hogsmeade
-