Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 Drzewo Zapomnienia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 1 z 6 1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
AutorWiadomość


Luke Gringott

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 26
Czystość Krwi : 100%
Dodatkowo : Legilimencja i oklumencja, teleportacja
Galeony : 292
  Liczba postów : 674
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1383-luke-gringott
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1419-luke-gringott
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1418-luke-gringott
http://www.lastfm.pl/user/hollywoodo
Drzewo Zapomnienia QzgSDG8




Gracz




Drzewo Zapomnienia Empty


PisanieDrzewo Zapomnienia Empty Drzewo Zapomnienia  Drzewo Zapomnienia EmptySro Lut 09 2011, 21:10;



Przy drodze prowadzącej do Hogsmeade znajduje się drzewo.  Jego widok niektórych odstrasza, a niektórych przyciąga. Jednak przechodniu, nie jest to zwykła roślina rosnąca przy dróżce. Podejdź i przyjrzyj się dokładniej. Widzisz tę dziurę w pniu ? Wrzuć tam rzecz, o której chcesz zapomnieć. Bądź ostrożny i pewny swej decyzji. Już nigdy jej nie odzyskasz. Magiczna siła wyrwie ci owe wspomnienie na zawsze. Gdy tylko zajrzysz do środka ujrzysz wielkie, zielone oko, które będzie cię nękać w najgorszych koszmarach.
Warto dodać, że jedyna rzecz wyróżniająca je od innych to ogromne rozgałęzienie, które zdoła zasłonić dwójkę ludzi.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Luke Gringott

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 26
Czystość Krwi : 100%
Dodatkowo : Legilimencja i oklumencja, teleportacja
Galeony : 292
  Liczba postów : 674
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1383-luke-gringott
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1419-luke-gringott
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1418-luke-gringott
http://www.lastfm.pl/user/hollywoodo
Drzewo Zapomnienia QzgSDG8




Gracz




Drzewo Zapomnienia Empty


PisanieDrzewo Zapomnienia Empty Re: Drzewo Zapomnienia  Drzewo Zapomnienia EmptySro Lut 09 2011, 21:54;

Czul wewnętrzną pustkę, lecz nie znał powodu jej obecności. Może to wszystko wina ponurej atmosfery panującej w grubych murach zamku ? Z pewnością. Postanowił wyjść na zewnątrz. Czasem warto poobserwować gwiazdy. Wtedy się człowiek uspokaja i zapomina o wszystkich troskach, powodach do narzekania i płaczu. Najlepsze lekarstwo na niepokój, który nie wiadomo dlaczego cię gnębi. Luke miał tę świadomość, że z pewnością w tym momencie ktoś umiera, ginie spod miecza czy tam różdżki, rodzi się, cierpi, przeżywa najlepszy moment swojego pieprzonego życia. Miał ją, jednak nie zdawał sobie sprawy z całej sytuacji. Tak się dzieje zawsze, żadna nowość. Warto jednak pomyśleć o innych, a nie być egoistą. Tak jak on.
Zabrał ze sobą pióro, pergamin i butelkę atramentu. Czas napisać kolejny list do Dziadka, który nie żyje już od dziesięciu lat. Uroczo.
Wyszedł. Na początku miał zamiar iść do Wrzeszczącej Chaty, gdzie na pewno nie kręci się żaden uczeń. Chyba właśnie dlatego tak lubił to miejsce. Cisza, spokój i ciążąca wkoło nieznana aura. Wszystko byłoby idealnie, gdyby na drodze prowadzącej do Hogsmeade nie dostrzegł drzewa. Nie był jakimś dzieckiem natury, jednak ono miało w sobie coś, co go przyciągnęło. Nic poza nim nie widział. Jedyne w swoim rodzaju, choć rosło pełnych takich wkoło. No ale jednak tak samo jest z ludźmi. Ta sama narodowość, ale inny charakter. Nie ma dwóch podobnych nocy, dwóch tych samych pocałunków, dwóch tych samych spojrzeń w oczy, nie, nie, nie, nie! Piękna piosenka mugolskiego zespołu. Swoją drogą muzyka to jedyna rzecz, za jaką podziwiał mugoli.
Podszedł więc pod ową roślinę i usiadł. Mruknął pod nosem Lumos, a z jego różdżki "wypłynęło" światło, którym zdołał oświetlić kartkę. Wziął pióro i zamoczył je w atramencie.
Dziadku!
Znowu do Ciebie piszę. Dzisiaj mija dziesięć lat odkąd umarłeś. Wtedy zostawiłeś mnie samego. Tego akurat nie umiem Ci wybaczyć. Byłeś jedynym człowiekiem, przed którym się otwarłem. Była jeszcze Anaid, ale ona mnie znienawidziła. Ciekawe dlaczego, skoro jestem niemożliwie piękny i wspaniały ? Dobrze, oszczędźmy sobie. Nie cierpię swojego egoizmu, ale nie umiem inaczej. Mam tylko duszę potwora i umysł Einsteina. Nic dziwnego, skoro wytłumaczyłeś mi legilimencję i oklumencję. Byłem wtedy taki mały i naiwny.
Teraz jest Lauren. Ale w zasadzie i ona się ode mnie odwróciła. Choć wiem, że mnie kocha. Tak często o tym myślała! Nie potrafię jej wybaczyć jednej rzeczy - że nie potrafi się do tego otwarcie przyznać. Druga kobieta, która wie, że gram na pianinie. Matki i służby nie liczę. One nie wliczają się do mojego serca. Jestem ciekaw czy je jeszcze mam. Sprawdziłbyś to jakoś ? Jesteś teraz w niebie czy gdziekolwiek. O, wśród aniołów, a one mają władzę. Większą od mojej, bo ja to.. Upadły Anioł.
Wkrótce napiszę do Ciebie. Tak cholernie za Tobą tęsknie. Zjadły Cię już robaki ? A niech to zrobią, bo jesteś jeszcze gorszy od Lorda Voldemorta. Ranisz jeszcze mocniej. Ale i tak Cię kocham.
Luke

Wziął głęboki oddech i oparł głowę o pień drzewa. Już wiedział co jest powodem pustki - odejście Lauren. Mimo wszystko jakoś ją czuł w sobie. Domyślał się, że ona czuje się tak samo. Ale Jej nie zmarła bliska osoba. Jej nie opuścił najlepszy Anioł. Ona nie stała się Upadłym Aniołem...
Tak bardzo pragnął być zwykłym, szarym człowiekiem. Sława jest okropna, zwłaszcza taka, że nie masz miejsca, aby w spokoju myśleć. Dom ? On nie miał domu. Było to tylko zwyczajne słowo, które nie kojarzyło mu się z kominkiem, w którym tańczą wesołe iskierki. Z ciepłą herbatą, nudnawą książką i swojską atmosferą. Pamiętał natomiast nieustanne pilnowanie się, aby mieć oczyszczony umysł. I powiedzcie ? Chcielibyście mieć taki dom ? Mieszkać w miejscu, gdzie dla nikogo nic nie znaczysz ? Jasna sprawa - nie. A on musiał. Choć był pełnoletni wiedział, że Orion go znajdzie i użyje najsilniejszej formy legilimencji, aby odkryć prawdę.
Co z tego, że był utalentowanym manipulatorem, skoro nie miał godnego wroga ? W Hogwarcie wszyscy byli zwykłymi dżdżownicami, które nie mają mózgu, które nie potrafią się przed niczym bronić. Nawet nauczyciele nie mieli pojęcia, że ten penetruje ich umysł.
Ale nie, nie odejdzie z tego świata. Poddają się tylko słabi, a on nim nie jest. Woli cierpieć niż nawet nie mieć pogrzebu. Choć sprawia wrażenie silnego wcale taki nie jest. Wszystko obecnie straciło sens. Nawet nie wyżywa się nad młodszymi. Nastały cudowne dni dla jego ofiar.
Jednak nadejdzie taki moment, kiedy on, Luke Abraxas Orion Gringott, powstanie z prochu, a obróci w niego wszystkich ludzi, którzy życzą mu źle. Bo wyrośnie jeszcze na człowieka. Stanie się bardziej ludzki...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 27
Czystość Krwi : 90%
Dodatkowo : Teleportacja
Galeony : 277
  Liczba postów : 381
Drzewo Zapomnienia QzgSDG8




Gracz




Drzewo Zapomnienia Empty


PisanieDrzewo Zapomnienia Empty Re: Drzewo Zapomnienia  Drzewo Zapomnienia EmptyCzw Lut 10 2011, 14:05;

Pamiętam tylko, że stałam nad brzegiem morza, zwiewną sukienkę szarpał mi wiatr. Spoglądałam na rozbijające się fale. Dla innych były one niczym, dla mnie symbolizowały życie. Na samym początku nie ma nic, później z niczego, powstaje coś. To coś rośnie, powiększa się, a na sam koniec uderza o brzeg i znika. To tak jak rodzenie się, dorastanie i umieranie. Czasami jednak ludzie nie mają okazji dorosnąć, spotkać swoją miłość, wychować dzieci. Giną w katastrofach lotniczych, giną, gdy dostaną jakimś zaklęciem. Tak więc trzeba doceniać to, że możesz witać każdy kolejny dzień. Czasami jednak, nie masz go witać z kim i dla kogo.
Bawełniana pościel i stary jasiek – tam ostatnie dnie spędzała Lauren Mallory, co było całkowicie żałosne, biorąc pod uwagę, że powodem tego załamania była płeć przeciwna. Codziennie witał ją ten sam ton budzika, bądź jej własny krzyk w środku nocy. Kompletna martwota, a jej jedyną namiętnością ostatnimi czasy stała się kawa (czymś trzeba było zastąpić Ognistą), oraz odrobina dobrej muzyki, która na samym początku niezmiernie ją irytowała. Zwłaszcza łagodne tony pianina. Wtedy właśnie przerzuciła się na metal i rock, który pozwalał się wyładować, ale też i odpocząć.
Ostatnio zmusiła się na to, aby obejrzeć rodzinny album. Na pierwszej stronie powitał ją radosny uśmiech dziecka o błyszczących oczach w okropnej, czerwonej sukience w białe groszki.
„Jak mogłam założyć tą koszmarną sukienkę?!” - przeleciało jej wtedy przez myśl. Jednak bardziej dziwiło ją to, jak diametralnie się zmieniła. Chodziło o ten blask, promienny uśmiech, którego nie miała w sobie już od miesiąca, trzynastu dni, siedmiu godzin i dwudziestu czterech minut. To już tyle czasu upłynęło? Tyle już trwała jej męka? Niebywałe. Podobno czas leczy rany. Jeszcze nie tak dawno zgadzała się z tym całkowicie, bo miała za sobą niemałe doświadczenie, ale w tym przypadku czas, który by złożył z powrotem puzzle o nazwie „serce ” nie raczył nadejść. Jeszcze nie teraz, nie w tej chwili.
Wstała z westchnieniem i spojrzała w małe lusterko, szukając jeszcze jakichś większych zmian.
Cholera.
- No i powiedz, mój drogi mężczyzno, jak tu cofnąć czas? - konwersacja z kotem była idealnym lekarstwem na retoryczne pytania.
Od tak długiego czasu nic nie zmieniała w swoim życiu. Nie miała sił, ani chęci. Nie może jednak przeleżeć całego swojego życia na łóżku, gapiąc się tępo w sufit, wyrywana czasami z zamyślenia przez jedną z Krukonek. Zmiany, zmiany, zmiany. Czas wziąć się za siebie, nie poddawać! On by tego nie chciał. Chyba...
Tak więc odłożyła lusterko w złotej ramie, spędziła godzinę nad starannym podkreśleniem oczu, doprowadziła do porządku swoje włosy i postanowiła wyjść na świeże powietrze, opuścić te przygnębiające mury, w których przebywa On. Na spotkanie z żywymi ludźmi, którzy pewnie by pytali, co jej było przez ten cały czas, nie miała jeszcze sił. Zarzuciła na siebie fioletowy płaszczyk z wielkimi guzikami i ruszyła w stronę błoni, zastanawiając się, od czego zacząć. Poprawa wizerunku, to na pewno. Częstsze uśmiechanie się. Odpisanie na tony listów, które nadeszły od przyjaciół, gdy tej nie chciało się wstawać. Trzeba ich poinformować, że jeszcze żyje, prawda?
Miała zamiar iść do Zakazanego Lasu, tam nie spotkałaby wielu ludzi, którzy by się darli wniebogłosy, jak to bywa w Trzech Miotłach. Tak, to by było idealne miejsce! Trochę adrenaliny, spokój i cisza, niekiedy przerywana jakimś świstem czy innym odgłosem, które wydają magiczne stworzenia. Przeszła więc przez Chatę Gajowego, prosto w stronę lasu, który napawał uczniów przerażeniem i grozą. Wrażenie te pogłębiały legendy i historie na temat tego miejsca, opowiadane przez nauczycieli, niekiedy uczniów. Jednak kto uwierzy w to, że w 1947 roku Anna Bunston została zaatakowana przez wielką, krwiożerczą pieczarę? Już miała przejść przez wielki krzew na drugą stronę, kiedy jej oczom ukazała się zakochana para, siedząca pod wielkim, starym drzewem i całująca się, cmokając przy tym przeraźliwie. Nabrała powietrza do płuc z ledwo słyszalnym świstem i zawróciła, potykając się o wystający korzeń. Ledwo utrzymała równowagę, inaczej by runęła jak długa. Nie miała chęci na oglądanie romantycznych scenek, akurat teraz, kiedy wracała do świata żywych. Przez cały ten czas unikała tego wszystkiego jak ognia i co z tego wyszło? Nie była gotowa spotkać się z czymś takim w życiu realnym. Oglądanie komedii romantycznych ( których swoją drogą nie znosiła) ją przerażało! To było gorsze niż horror! Ale to nieuniknione. Niedługo walentynki, których nienawidziła od dawna. I to nie dlatego, że nie miała z kim ich spędzać. Po prostu wkurzało ją wyrażanie sobie miłości naokoło, oraz te wszystkie serduszka, pluszaki i amorki z gołymi tyłkami. Jakby nie okazywano sobie miłości na co dzień!
Cóż, nie pozostawało jej nic innego jak wybranie się do Hogsmeade. Może odwiedziłaby Zonka? Tak, zdecydowanie potrzebowała rozrywki!
Mijała roześmiane dziewczęta, które wymieniały się najnowszymi plotkami, napakowanych Hogwarckich uczniów, którzy napinali mięśnie, kiedy tylko koło nich pojawiła się jakaś dziewczyna. Patrzyła na to wszystko z politowaniem. Miała dość. Chciała wrócić do swojej ciepłej pościeli. Ale nie mogła się poddać! Przecież sobie obiecała, że coś zmieni! Ruszyła dalej, w stronę drogi do Hogsmeade, lecz cała resztka entuzjazmu, która w niej pozostała po zobaczeniu kochanków z niej wyparowała. Nie odrywała wzroku od ziemi, zmarznięte dłonie schowała do kieszeni.
Nagła siła spowodowała, że nie chciała iść dalej. Nie miała pojęcia co się stało, ale wszystkie postanowienia z niej wyparowały.
- Hogsmeade straciło dla mnie cały swój urok. - mruknęła pod nosem, zgodnie z prawdą. Dlaczego? Ano, bo to miejsce kojarzyło jej się z Gringottem tak bardzo, że po pojawieniu się na głównej drodze, czuła gdzieś jego obecność. Dlatego często oglądała się za siebie, jakby ktoś ją śledził.
Poczłapała w stronę jednego z drzew i usiadła pod nim, zaraz obok wielkiego, grubego korzenia, który wystawał z ziemi. Drzewo było stare, na pewno. Widać to było po korze. Wydawało jej się piękne, ale zarazem niezwykle potworne, wręcz niebezpieczne. Nie wiedziała, skąd się u niej brało takie poczucie, ale dawało o sobie znać. Poczuła, że dreszcz przebiega przez jej ciało, mimowolnie się wzdrygnęła, ale nie miała zamiaru stamtąd odchodzić. Drzewo ją przyciągało tak, jak alkoholików przyciąga piwo. Było uzależniające. Nie miała pojęcia, że po drugiej stronie opiera się o nie Luke.


Ostatnio zmieniony przez Lauren Mallory dnia Pią Lut 18 2011, 22:52, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Luke Gringott

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 26
Czystość Krwi : 100%
Dodatkowo : Legilimencja i oklumencja, teleportacja
Galeony : 292
  Liczba postów : 674
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1383-luke-gringott
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1419-luke-gringott
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1418-luke-gringott
http://www.lastfm.pl/user/hollywoodo
Drzewo Zapomnienia QzgSDG8




Gracz




Drzewo Zapomnienia Empty


PisanieDrzewo Zapomnienia Empty Re: Drzewo Zapomnienia  Drzewo Zapomnienia EmptyPią Lut 11 2011, 22:34;

When I see your smile
Tears run down my face I can't replace
And now that I'm stronger I've figured out
How this world turns cold and breaks through my soul
And I know I'll find deep inside me I can be the one

Piosenka ta chodziła mu po głowie od dłuższego czasu. Widział w niej głębszy sens, bo... Słuchając jej czuł zapach Lauren. Kochał ją do cholery, na swój dziwny sposób! Wierzył, że nadejdzie ten dzień, kiedy będą już razem. Zwykły romans przestanie być flirtem. Nic nie znaczące pocałunki przeobrażą się w gorącą namiętność. Po prostu zostaną jedną osobą w dwóch ciałach. Ich dusze złączą się w jedną. Staną się nierozłączni. Jedna, malutka łza spłynęła po jego policzku. Nawet jej nie poczuł ani nie zauważył. Na chwilę obecną nie miał kontroli nad własnym ciałem.
Usłyszał, że ktoś się zbliża. Słuch miał naprawdę dobry. Hogsmeade straciło dla mnie cały swój urok? Poznałby ten głos wśród milionie innych. Ona... Co tak właściwie tu robi ? Dlaczego o tak późnej porze zmierza do miasteczka ? POWINNA SPAĆ.
And stars are falling all for us
Days grow longer and nights grow shorter
I can show you I'll be the one

Ona była jego gwiazdą, która świeciła najmocniej. Była tą najważniejszą, w którą wpatrywał się każdej nocy. LAU, POPATRZ NA MNIE, JA TU JESTEM. CHODŹ, CORAZ BLIŻEJ! Darł się, a jednak z jego ust nie wydobył się żaden dźwięk. Nic, kompletnie nic. Cisza, która była taka głośna. Dźwięczała mu w uszach, jak ostre tony gitary elektrycznej.
Teraz, w nocy, widać było tylko jego oczy. Obecnie były srebrne, bo odbijał się w nich księżyc. Czarne, żałobne ubrania doskonale go maskowały. Krukonka usiadła po drugiej stronie drzewa, nawet go nie zauważając.
Czuł się taki bezradny. Nic nie mógł poradzić na to, że zabrakło mu Abraxasa. Jego Anioła. Patrzcie jak cudnie - miał Anioła i Gwiazdę. Wiele osób by tak chciało. Ale w takim razie gdzie Słońce i Księżyc ? Gdzie jest Niebo, a gdzie Ziemia ? Podpowiem wam - on był Niebem. Na nim świeciła Lauren; w nim żył Dziadek. Słońcem Anaid, która jest przeszłością. Nie warto nią żyć. Ludzi nie da się zapomnieć. Na zawsze żyją w naszych wspomnieniach. I to od nas zależy czy będą one wyblakłe, czy też barwne jak tęcza... "Wspomnienia to skarb, lecz trzeba umieć je odkurzać."
Nie miał wglądu do jej myśli. Do tego był potrzebny kontakt wzrokowy, którego nie nawiązał. Nie miał jak. Musiałby się ujawnić. Pokusa stała się zbyt silna. Wstał i stanął tuż za nią. Bezszelestnie, niczym kot, nachylił się.
- Nikt o tej porze nie powinien kręcić się tutaj. Jesteś zupełnie sama. Nikt nie wie, że gdzieś wyszłaś - szepnął jej lodowatym głosem wprost do ucha. Nie będzie goło i wesoło, ale mrocznie. Był zjawą, jak to pisał do niej w liście. Wracał w najmniej oczekiwanym momencie. Przewijał się przez czyjeś życie, nic sobie z tego nie robiąc. Narobił tam rabanu i znikał. Obojętność to jego najgorsza wada.
I will never let you fall
I'll stand up with you forever
I'll be there for you through it all
Even if saving you sends me to heaven

Cudowny zbieg okoliczności - "nawet jeśli zbawiłabyś mnie w niebie". Zbawiłaby go w nim samym. Ach, jak poetycko. Stworzą razem bardzo romantyczną parę. Prawie jak Romeo i Julia. Ble, złe porównanie. Jak Flip i Flap! Tyle, że to Lau byłaby Flapem, ha ha ha. On by się nie zgodził na to, aby grać tego tłustego bezmózga w czymś co rzekomo jest kapeluszem. Ach, ta jego duma. Ciekawa jestem, droga Lau, za coś pokochała takiego egoistę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 27
Czystość Krwi : 90%
Dodatkowo : Teleportacja
Galeony : 277
  Liczba postów : 381
Drzewo Zapomnienia QzgSDG8




Gracz




Drzewo Zapomnienia Empty


PisanieDrzewo Zapomnienia Empty Re: Drzewo Zapomnienia  Drzewo Zapomnienia EmptyPią Lut 18 2011, 19:43;

A jednak! Choć ten z pozoru nieczuły egoista zachowywał się tak, jakby mu na niej w ogóle nie zależało, czuł coś. Coś silnego, mocnego. Coś, co potrafiło wszystko naprawić, a zarazem wszystko spieprzyć. Jednak nie chciał się do tego przyznać, za każdym razem przybierał maskę, maskę istoty oziębłej, nieczułej, zamkniętej. Manipulował ludźmi jak nikt inny, ba, potrafił zmanipulować nawet tych, których kochał. Takich ludzi powinno się nienawidzić, uciekać przed nimi jak najdalej. Każdy normalny człowiek by tak zareagował na spotkanie z tymże niebezpiecznym osobnikiem.
Jednak ona nie była normalna. Ciągnęło ją do Jego tajemniczych, lodowatych oczu, które potrafiły stopnieć. Dla niej. Ciągnęło ją do Jego ust, ramion. Pociągał ją Jego głos, zapach. Tak, jakby ktoś związał ich kajdankami, które potrafiły się rozciągnąć, lecz nigdy do końca nie puściły. Mogli nie wiadomo jak się od siebie oddalić, a i tak byli ze sobą skuci. Kochali się, a zarazem nienawidzili. On, za to, że pozwolił jej wejść do swojego świata, powoli uchylał przed nią drzwi, aby całkowicie pozwolić jej wejść. Za to, że wiedziała o nim więcej, niż inni, a nie zdawała sobie z tego do końca sprawy. A może zdawała? W każdym bądź razie, czuł, że przy niej robi się inny, bał się tego, że się zmieni, że zmięknie. Nie do tego był przyzwyczajony. Bał się, że ktoś może zapanować NAD NIM, nie odwrotnie.
Ona nienawidziła go za to, że tak po prostu odszedł, że przy niej był najwspanialszą istotą na świecie, ale miała wrażenie, że jakby tylko ktoś stanął koło nich, zaraz zachowywałby się względem niej inaczej. Nienawidziła go za wszystkie nieprzespane noce, za sińce pod oczami, idealnie ukryte pod warstwą pudru ( korektor i fluid jest fu), za łzy, które lały się całymi dniami, za potargane włosy, za to, że jej serce zostało całkowicie połamane na kawałeczki, i nie wiadomo, czy kiedykolwiek wróci do wcześniejszego stanu. Za co go w takim razie kochała? Potrafił się zmienić, dla niej. Powoli, lecz skutecznie, stawał się inny, pokazywał swą drugą naturę. Głęboko wierzyła w to, że był taki zawsze, tylko, nie potrafił tego ukazać przez dyktaturę ojca. Tak, bardziej nienawidziła jego rodziny, ale to wynikało tylko z jego opowieści. Może jakby sama raczyła poznać tychże ludzi, jej zdanie uległoby zmianie? Wątpliwe.
Czyli on dalej traktował to jak zwykły romans? Zwykły romans skończył się już dawno. Dla niej ważny był każdy jego pocałunek, dotyk dłoni, każde spojrzenie ( nie licząc tego spojrzenia, kiedy stwierdził, że Lau jest dla niego zbyt brzydka, po czym po prostu wstał i wyszedł. A może to było właśnie jedno z tych ważniejszych?), wszystko, co miało z nim jakikolwiek związek. Boże, nawet jakby ją uderzył to wspominała by to z rozczuleniem!
Siedziała dalej pod drzewem. Drzewem, od którego nie miała siły odejść, choć siedzenie przy nim sprawiało jej... ból? Przykrość? Na pewno wesoła nie była. Zanurzała się w czymś, z czego miała zamiar się wyleczyć. Czy nie po to wstała dzisiaj z łóżka? Czy nie po to spotkała się wczoraj z Lene? Przecież to dzięki niej wróciła do żywych, ona odsztyftowała dziewczynę, mimo wszelakich wrzasków, warknięć i jęków słabości. Lauren była Lence wdzięczna, dozgonnie.
Ona również całymi dniami wpatrywała się w gwiazdy. Przypominało jej się wtedy jedno z ich pierwszych spotkań, pod wierzbą. Zaraz, zaraz, czy i wtedy jej nie zostawił? Nie pamiętała dokładnie. W jej pamięci utrwalił się jedynie jego wzrok i tajna misja w poszukiwaniu Oriona.
Była pewna, że gdyby tylko usłyszała jego wołanie, natychmiast by zaczęła biec, rzuciłaby się w ogień, zrobiłaby wszystko, aby być przy nim. Nawet, jeżeli wołałby ją, aby tylko podała mu pilot od telewizora, leżący 30cm od niego. Merlinie, w tej chwili przyleciałaby samolotem z Los Angeles do Londynu, czy Francji, aby mu tylko go podać! Miłość sprawia, że ludzie stają się nienormalni.
Coś ją ścisnęło w środku. Ostatnio nie otrzymywała wiadomości od rodziców. W ogóle. Jedyna wiadomość, jaką dostała w ciągu tego okropnego miesiąca była dość ważna, a jednak strasznie zwięzła. Laurene, na świat przyszła Charlotte. To wspaniała wiadomość, prawda? Tak się cieszymy! Mam nadzieję, że niedługo raczysz ją zobaczyć na żywo. Na razie dołączamy zdjęcie. Jest taka urocza! Zupełnie jak Ty, jednak diametralnie będziecie różniły się wyglądem. Choć mam nadzieję, że osobowość macie podobną, bo Ty nie sprawiałaś nigdy żadnych problemów. Niedługo się spotkamy, mam nadzieję. Całuję.
Przyglądała się codziennie w pokoju tej małej istocie, na czarno-białej fotografii. Dziewczynka, pfu! jej siostra, miała jasne włosy, to było widać. Ale mogły ściemnieć. W sumie, to niewiele widziała na tym zdjęciu. Gdyby jednak porównać jej zdjęcie, jako niemowlaka, od razu w oczy rzucały się różnice między nimi. Krukonka już jako dziecko miała długie, zalotne rzęsy. Pewnie siostra będzie jej tego zazdrościć. Więcej, Lau urodziła się z czarnymi oczami, co jest naprawdę niespotykane, bo dzieci zawsze rodzą się z błękitnymi, a dopiero po jakimś czasie im ciemnieją. Jednak patrząc na to niemowlę, nie sposób było go nie pokochać. Mallory obiecała sobie, że nędzne resztki miłości, która w niej została, w całości przeleje na tą cudowną dziewczynkę. Tak chciałaby dotknąć jej delikatnych stópek, paluszków, pogładzić po główce, przytulić! Boże, ona ma siostrę! To coś wspaniałego. Możliwe, że byłaby to jedna z piękniejszych chwil w jej życiu, gdyby nie czuła się tak okropnie. On ukradł trzy czwarte Krukonki, ciekawe, czy miał zamiar zwrócić jej duszę, posklejać serce i oddać to wszystko? Narobił szkód i poszedł. Nie miał zamiaru po sobie sprzątać. To zadanie należało do niej, a ona sobie z nim kompletnie nie radziła. Przez ostatni miesiąc nic nie miało dla niej sensu, zupełnie nic. Schudła trochę, bo nie mogła jeść. Nie mogła oddychać, bo on był jej powietrzem, powietrzem, które zniknęło, najnormalniej w świecie. Nikt nie pozwolił jej iść na odwyk, tylko sprzątnął jej coś sprzed nosa bez słowa. Tak się nie robi.
Dalej siedziała w ciemnościach, jednak nie odczuwała strachu. Ból był na pierwszym miejscu. Usłyszała kroki. Nie bała się, że to jakiś psychopata z nożem, nie bała się, że ktoś ją zamorduje. Więcej, błagałaby mordercę, o to, aby przyłożył sztylet do jej szyi i pociągnął w swoją stronę, aby przebił ją nożem na wylot, aby zacisnął na jej szyi pętlę, tak by chciała, aby ktoś skrócił jej cierpienia! Jednak nie przyznawała się do tego przed sobą. Siła, siła, siła. Ona słaba nie jest.
- Nikt o tej porze nie powinien kręcić się tutaj. Jesteś zupełnie sama. Nikt nie wie, że gdzieś wyszłaś. - usłyszała przy swoim uchu.
Co się teraz działo w jej głowie? To nie do opisania. NIE-DO-OPISANIA. Chciała się drzeć, ryczeć ze szczęścia, zamordować go, rozpłakać ze złości, przywalić mu w łeb, wtulić się w niego, zastrzelić go, pocałować, zabić, zmasakrować, opluć, podeptać, poskakać po nim, zakopać. Lecz nie mogła zapomnieć. Za nic. Nigdy, przenigdy. Nawet nie próbowała. No, nie na poważnie.
- Dlaczego nie? To nie tylko twoje terytorium. I co z tego, że nikt nie wie, gdzie wyszłam? - mówiła powoli i cicho, z wielkim spokojem. Gdyby powiedziała coś głośniej, chybaby go zabiła. - A może ktoś wie, gdzie jestem ? A może mogę robić, co chcę? Nikt mi nie będzie rozkazywał, ani nic zakazywał. - stopniowo podnosiła głos.
- KURWA, LUKE'A, CO TY DO CHOLERY SOBIE MYŚLAŁEŚ?! CO TY TUTAJ ROBISZ? CO CIEBIE OBCHODZI, CO JA TU ROBIĘ? W OGÓLE, CO CIEBIE... KRETYN... - darła się teraz, i jednocześnie dziękowała Bogu, że nikt nie usłyszy jej wrzasków. Dziękowała też, że dane jej było go zobaczyć. Aby nie połamać tegoż drzewa, nabrała śnieg w garść i cisnęła nim w niego z całej siły.
- GDZIE JEST MOJA RÓŻDŻKA?! - krzyczała, szukając w kieszeniach. Po chwili przypomniała sobie, że zostawiła ją w domu. Wiedziała, że zachowuje się jak totalna debilka, ale nie mogła nic na to poradzić. Nic, a nic.
- JAK ŚMIESZ SIĘ DO MNIE ODZYWAĆ PO TYM WSZYSTKIM?! JAK MOGŁEŚ?! - krzyczała, a łzy wściekłości i szczęścia cisnęły jej się do oczu. Boże, Boże, jak ja się cieszę! Ty nie byłeś tylko snem, wymysłem! Istniejesz naprawdę! - Idź stąd! Nie chcę Ciebie nigdy więcej widzieć. - powiedziała, kopiąc go w kostkę i rzucając mu się w ramiona na przemian. Tak, wydawało się, że biedna niewiasta zwariowała, ale to nieprawda. Wreszcie zaczęła coś czuć, poza bólem! Wróciły do niej wszelakie uczucia i emocje! Jednak to nie naprawi jej serca, które pękło jak lód, jak lustro. Chciała go pocałować, zrobić cokolwiek, zmusić swoje ciało, aby przestało się zachowywać tak, jak się zachowuje, lecz nie mogła. Jej podświadomość chciała mu zadać zarówno tyle samo bólu fizycznego, co psychicznego, słowami i czynami. Tak, jak on zrobił to jej, po prostu wychodząc, zostawiając ją, później się nie odzywając. Nie liczmy tych okropnych listów. Nie kontrolowała swojego ciała. W końcu to podświadomość. Jednak błagała zarazem, aby On jej wybaczył. By zrozumiał, co się pod tym kryje. By coś zrobił, cokolwiek. Ona nie chciała pozostawiać części swojej duszy już nigdy. A tylko on ją posiadał. Nikt inny. I to on decydował, co z nią zrobi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Luke Gringott

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 26
Czystość Krwi : 100%
Dodatkowo : Legilimencja i oklumencja, teleportacja
Galeony : 292
  Liczba postów : 674
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1383-luke-gringott
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1419-luke-gringott
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1418-luke-gringott
http://www.lastfm.pl/user/hollywoodo
Drzewo Zapomnienia QzgSDG8




Gracz




Drzewo Zapomnienia Empty


PisanieDrzewo Zapomnienia Empty Re: Drzewo Zapomnienia  Drzewo Zapomnienia EmptyWto Lut 22 2011, 14:50;

O tak, nienawidził jej za to. Jak ktoś tak śmiał go znać ?! On jest Panem Życia i Śmierci. Mimo wszystko chciał, aby Lau poznała wszystkie tajemne przejścia w jego duszy i umyśle. Bo na tym polega miłość. Nie na byciu razem, ale na zaufaniu, wierności (tutaj będą ogromne problemy, ale na szczęście w Hogwarcie jest mało czarnowłosych dziewczyn) i odkrywaniu się. Lauren powoli układała puzzle, które po ułożeniu będą przedstawiały prawdziwe oblicze Luke’a. Jednak on stawał się jeszcze większym potworem przy niej, a raczej bez niej.
Byli złączeni kajdankami, owszem. Gringott to cela, a Mallory więzień. Skarbie, czeka cię dożywocie, pomyślał z ironią.
Zastanawiała go jednak jedna, dosyć istotna sprawa. Oczywiście wszyscy są w porządku oprócz Luke’a. ON nigdy nie cierpiał. ON nigdy nie czuł bólu, tego fizycznego, jak i psychicznego. Jest potworem. Ale czy nikt nie wpadł na to, że i ten Gryfon (Tiara naprawdę się wypaliła) ma uczucia ? Do cholery, kiedyś cierpiał, czuł ból fizyczny. O psychicznym nie wspomnę! Jak każdy jest człowiekiem, popełnia błędy, choć wydawałoby się, że nie. Że jest idealny. Nikt nie pomyślał, że i Luke ma jakieś słabości, nad którymi nie potrafi zapanować. Też ma duszę, jednak zupełnie inną. Oryginalną na swój sposób. W-Y-J-Ą-T-K-O-W-Ą.
Kochał, a raczej kocha tylko trzy osoby. Dziadka, Lauren i… Siebie. Ogromna niespodzianka, co ? Narcyzm to jego jedna z najgorszych wad. Jednakże.. jest jeszcze gorsza, siejąca spustoszenie w jego sercu. Panująca nad nim, tak jak on to robił z innymi. Wręcz manipulująca. Obojętność.
I on siedział pod tym niezwykłym drzewem. Nie czuł nic, co jest dosyć straszne. Wszystkie emocje zostały doskonale ukryte gdzieś głęboko. Daleko, tam, gdzie nikt nie ma wglądu. Nawet ojciec ze swoją perfekcyjną legilimencją.
I znowu wracamy do głównego tematu – Dziadek. Nikt nie wie, jak bardzo tęsknił. Nie miał nikogo, komu mógłby opowiedzieć o swoich problemach (nawet on je miał). Przyjaciele ? Pieprzyć ich. Uciekają, gdy są potrzebni. Wślizgują się do swoich norek. Tchórze. Nie miał ich wielu, bo i tak nie byli prawdziwi. Może oni go uważali za Best Frienda, on nie. Miał tylko siebie.
Doskonale pamiętał zapach tytoniu, mięty i jabłka. Starą, pomarszczoną twarz i spracowane ręce. Bo choć Abraxas był Gringottem to szanował innych ludzi, ich pracę. Sam chodził do roboty. Nie siedział jak Orion i krytykował każdy, nawet najmniejszy błąd. Był najlepszym człowiekiem, jakiego kiedykolwiek Luke znał. Zapamiętał nawet te drobniutkie okulary, znad których wyglądały duże, zielone oczy. Takie, jakie ma teraz jego ojciec…
Pytanie – czy potrafi o tym zapomnieć ? Czy kiedykolwiek tęsknota i ból miną ? Nie, nigdy. Za bardzo był przywiązany do tego siwego, energicznego staruszka, który spełniał każdą zachciankę Luke’a. Który potrafił odpowiedzieć na każde pytanie. Wiadomo – był Aniołem.
Dzieci. Na samą myśl o śliniących się maluchach Gringott prychał z pogardą. Wątpliwe, aby kiedykolwiek został ojcem. Chyba, że z przypadku. Ale to tylko i wyłącznie biologicznym. Nie miał zamiaru wychowywać syna czy tam córki. Nie było takiej opcji. On, wielki Luke Abraxas Orion Gringott ? Litości. Gdyby tylko wiedział, jak w najbliższym czasie zmienią się jego poglądy. Odnajdzie swój Księżyc. Będzie to owa, malutka siostrzyczka Lau. Charlotte. Rozkoszne imię, które można tak cudownie zdrabniać! Char, Lotte, Lot, Charlotka, Cher, Ot… Ach! Aż chcę się żyć mając taką istotkę. Ale jemu się nie chciało. Powoli, pomału umierał śmiercią naturalną. A może nienaturalną ? Mniejsza o to. Ginął. Zatapiał się w to, z czego chciał zrezygnować.
Tak samo z małżeństwem. Rodzina ma nieco inne poglądy niż on – mają być z tego korzyści, czysta krew, pieniądze i przetrwanie rodu. A on miał to w dupie. Wolał piękną żonę, którą by kochał. W zasadzie to na męża się nie nadaje, ale pomińmy to. Można sobie pomarzyć, prawda ? Lepsze jest samotne życie. Zawsze jest możliwość wyrwania jakiejś laski, no nie ? He he.
- Owszem, nie moje. Twoje również – warknął. Jak śmiała mu coś wypominać ?! – Obchodzi mnie to, bo byłbym pierwszym podejrzanym o twoje morderstwo – prychnął. Już widział jak ta podła reporterka obsmarowuje go w gazecie i wciska innym kłamstwo, że zabił niewinną Krukonkę, bo mu się znudziła. Ciekawe dlaczego…? Oparł się o drzewo i wysłuchiwał jej wywodu. Było mu wszystko obojętne. Miał to gdzieś co ona czuła. Ważne, że ją już spotkał, poczuł zapach, usłyszał. Znów może zniknąć na miesiąc… Na tyle mu wystarczą te wspomnienia. Potwór, naprawdę. Powoli się wyłączał. Jednym uchem wlatywało i świszczało gdzieś w drugim. Jednak nie wyleciało. Zapamiętał jej słowa, aby potem wszystko wykorzystać przeciwko niej. Dbał o swoje interesy, to chyba dobrze, nie ?
Dopiero gdy poczuł, że nad głową przelatuje mu coś zimnego, ocknął się. Co ta wariatka wyprawia ?!
- Ja mam stąd iść, skarbie ? – zaśmiał się ironicznie. – Po pierwsze – kto pierwszy, ten lepszy – sprytnie zacytował podwórkowe powiedzenie – a po drugie – sama powiedziałaś, że nikt ci nie będzie nic nakazywał, ani zakazywał. Myślisz, że cię posłucham i spokojnie wrócę do zamku ? Mylisz się, mam takie samo zdanie jak ty – posłał jej wredny uśmieszek. Czuł ból jaki mu sprawiała, ale był na niego obojętny. Patrzył na nią pustym wzrokiem, co mogło być dla dziewczyny strasznym przeżyciem. Lekko się zdezorientował, gdy najpierw go kopnęła, a potem wtuliła się w czarną kurtkę (nie zapominajmy, że przeżywał swą osobistą żałobę). Odepchnął ją i odsunął się. Wiedział, co to oznacza – miłość. Kochali się, a jednocześnie byli wrogami. Jakie to romantyczne…
- „Choćbyś swą głowę schował pod pachę albo w piasek i tak poznam kim jesteś, bo dla mnie nie ma masek” – wymówił cicho ostatnie słowa Dziadka. Nie zauważył, gdy list, który kurczowo trzymał w dłoni upadł mu i poleciał pod nogi Mallory. Jedyne co zdążył zarejestrować to to, że właśnie wylał się atrament. Wspomnienie tych słów było dosyć trudne, tym bardziej, że kiedyś zostały skierowane do niego. Jednak to nie wszystko. Na końcu Abraxas zdołał rzec „Bądź idealny, ale…”. Nigdy nie dokończył, a Luke nie wie co stary człowiek miał na myśli. Jedyne, co się potem dowiedział to historię, dlaczego nazywa się Luke. Po prostu jego babcia Adáele miała sen; niezwykle dziwaczny. Coś, jakby przepowiednia. Ad miała męża, który był niemowlakiem (mówiłam, że dziwny). To nie był nikt inny, jak L. I właśnie dlatego został Lukiem, a nie Mikem, Moralitetem (tu nie ma żadnej aluzji, T!) czy też Johnem.
Blondyn bardzo wziął sobie do serca te słowa. Na siłę był idealny. Choć do ideału dużo mu brakowało…
- A ponoć jest taka akcja „Kocham – nie biję” – mruknął pod nosem. Z ledwością powstrzymał złośliwy uśmiech. – Dobra, teraz ja ci coś powiem, okej ? O ile masz coś do gadania. Jak śmiesz na mnie wrzeszczeć ? Zapomniałaś z kim rozmawiasz ? – szeptał. Miał dość krzyków, wysłuchał się ich już wystarczająco dużo. Wtedy przypomniał sobie pewną, ważną rzecz. Teraz wiedział, że stoją pod Drzewem Zapomnienia. – Wiesz co to za miejsce ? Musimy zapomnieć, Mallory. O tym, że cokolwiek nas kiedyś łączyło. Chociażby ten pusty romans. Rozumiesz ? Jeśli ma to dla ciebie jakiś sens to ciągnij to wszystko dalej. Karm się złudzeniami. Ja już nie umiem. A może zapomnimy, że wątpiliśmy w nasze uczucia ? To jest odpowiedni moment. Będzie lepiej, uwierz. Do cholery, kocham cię, kretynko! Pamiętasz moje listy ? Hm, jak mogłabyś o nich zapomnieć ? Pisałem tam, że jestem koszmarem i zjawą. Więc dlaczego uważasz mnie za widmo ?! – podniósł głos. – Pokazałem ci przyszłość i przeszłość ?! Nie, bo to nie jest gówniana „Opowieść wigilijna”. Sądzisz, że jestem inny ? Masz rację, tylko ci się wydaje. Mam do ciebie żal. Niby mnie kochasz, a chcesz mi sprawić ból ? Jeśli chcesz się na kimś wyżyć to proszę, Hogwart stoi przed tobą otworem. Łapy precz ode mnie – syknął. Jego postawa przeszła najśmielsze oczekiwania. Przeszedł sam siebie. Stał się jeszcze większym potworem. Powoli dorównuje szatanowi.
Bo życie to złudna gra pozorów, a Lau dała się w nią wciągnąć. Uwierzyła we wszystkie kłamstwa, a zignorowała prawdę. Wmówiła sobie, że on jej nie kocha. A to tylko bzdura. Plotka, jaką puścił wkoło.. sam Gringott. Zapadła cisza. Uparcie wpatrywał się w gwiazdy. Nie obchodziły go myśli Lauren. Odezwał się dopiero po chwili. – Jak tam twoja ulubiona błyskotka ? Dalej przenosi cię do innych staruszek ? – zakpił.
Nie potrafił się powstrzymać. Chciał ją upokorzyć, zmieszać z błotem. Sprawić, by poczuła się jak śmieć. Miłość nie jest narkotykiem. Bo środki odurzające można rzucić, a z miłości nie da się wyleczyć. Można jedynie umrzeć. Gringott, miękniesz ? Oczywiście, że nie! Jestem od niej silniejszy, lepszy, inteligentniejszy. Z pewnością, Luke. Ale czy ona nie jest bardziej ludzka ? Och, zamknij się, durniu!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 27
Czystość Krwi : 90%
Dodatkowo : Teleportacja
Galeony : 277
  Liczba postów : 381
Drzewo Zapomnienia QzgSDG8




Gracz




Drzewo Zapomnienia Empty


PisanieDrzewo Zapomnienia Empty Re: Drzewo Zapomnienia  Drzewo Zapomnienia EmptyWto Lut 22 2011, 18:06;

Jeżeli chciał, aby poznała całą Jego Szanowną Osobę, mógłby się nie zamykać. Jednak to nie było możliwe. Robił to za każdym razem, bez wyjątku, zostawiając ją nienasyconą. Gdy już tylko udało jej się uchylić drzwi, widziała za nimi ciemność. Tak, jakby ktoś powiesił przed nią czarną, masywną kurtynę, której za nic nie mogła rozsunąć. Dlaczego? Bo tu była potrzebna pomoc, były tu potrzebne dwie osoby. Jedna, która by ją przesunęła, druga - która pozwoliłaby jej iść dalej. I nie tylko. Podtrzymywałaby ją na duchu, pomagałaby pokonać wszelkie przeciwności. Po prostu by była. W każdym momencie. Byłaby oparciem w trudnych momentach. Tak, jak w zaufaniu. Bo ona pozwoliłaby się mu prowadzić, nawet, jakby zamierzał zrzucić ją z wieży. Tylko, że zaufanie powinno działać w dwie strony, prawda? Tak naprawdę, nie zawsze tak jest. To nie zawsze idzie w parze.
Drogi Luke'u, miłość także polega na byciu razem. Zawsze i wszędzie. Chociaż również masz rację, będąc razem, automatycznie opierasz się na zaufaniu i wierności. Jeżeli jednego czynnika brakuje, to koniec. Ale należy też tutaj wstawić szacunek. Tak, właśnie tak. Swoją drogą, kto by się spodziewał, że Pan Gringott posiada wiedzę na ten temat? Przecież on jest na wszystko obojętny, wręcz nieczuły. Jest Potworem. Tak, właśnie. Sam tak o sobie mówi. A Lau potrafiła dojrzeć w nim coś więcej. Ciekawe, czy po tej scence coś jej się zmieniło? Czy uznała, że On naprawdę jest Potworem? Tak jak mówił przez cały ten czas? Bo mówił. Ostrzegał. Ona to olała. Uwierzyła, że jest dobry, gdzieś tam, głęboko. Ale nie jest. Nie teraz.
Tak, czekało ją dożywocie. Nawet, jeżeli nie spędziliby ze sobą reszty życia. Byłaby nadal w zamkniętej klatce, bo wspomnienia, które w sobie ma, nigdy nie znikną. Nawet po pięćdziesięciu latach na myśl o tym będzie czuła silny ból. Nawet przytulając się do innego, gdzieś tam w niej będzie żył On. Potwór. Na wieki wieków. Amen. To się nigdy nie zmieni.
A czy uczucia nie idą w parze ze szczęściem, bądź bólem? Tak bynajmniej jest u każdego normalnego człowieka. Pod tym względem był wyjątkowy. Jakby nie patrzeć, w tej chwili Krukonka zazdrościła mu tej cechy. Może wtedy by tak nie przeżywała? Nie! Wtedy nie byłaby człowiekiem. Nie byłaby tą osobą, którą jest teraz. Nie odczuwałaby bólu, ale nie miałaby też żadnych emocji. Pod tym względem wolała się dostosować do świata. Nie warto było tego zmieniać.
Ludzie go podziwiali, owszem. Ale zarazem czuli przed nim pewien respekt, czasami strach. Bo tylko on potrafił schować wszystkie swoje emocje. Tylko on potrafił tak manipulować innymi. Sztuką było wymknięcie się z jego szponów. Lauren zastanawiała się, jak to można zrobić? Chyba jedyną możliwą alternatywą jest śmierć. Nie ma innego wyjścia. Wtedy zapomni i tyle, będzie żył dalej. A jego wrodzona obojętność sprawi, że nawet się tym nie przejmie.
Dziewczyna wiedziała, że On jest skomplikowaną postacią. Niby nie ma uczuć, momentami w ogóle nie jest ludzki, ale to nie prawda. Tak, NIE PRAWDA! Trochę już go rozgryzła, bo miała mnóstwo czasu na myślenie przez ten cholerny miesiąc. Czy gdyby naprawdę był takim potworem, to potrafiłby tęsknić? Chyba nie. Bo tęsknota świadczy o miłości. Miłości do czegoś, kogoś. To jest całkowicie ludzkie, wręcz piękne, ale zarazem smutne, bo czasami tak jest, że coś już nie wróci. I nikt nie może mieć na to wpływu. Mógłby opowiedzieć o swoich problemach jej, ona by go wysłuchała. Ale widocznie nie ufał jej do końca. Może nie chciał? Może się bał? Ale nie, przecież on w ogóle nie czuje strachu...
Gdyby dziewczyna tylko mogła usłyszeć tą wzmiankę o Abraxasie, to z pewnością by uznała, że to musiał być wspaniały człowiek. Pewnie by go pocieszyła, że jest on gdzieś tu, niedaleko, patrzy na niego i czuwa, pilnuje. Czasami się cieszy i chwali za jego postępki, czasami patrzy ze zgorszeniem na to, co wyprawia, na to, jak traktuje innych, w tym ludzi, na których mu podobno zależy. Luke, czy naprawdę chcesz być taki, jak Twój Ojciec?
Gryfon o ślizgońskim charakterze prawdopodobnie nie zdawał sobie sprawy, że patrząc w gwiazdy rozmawia z Dziadkiem. On wtedy miał wgląd w jego myśli, i żadna oklumencja nic tutaj nie da. Był Aniołem. Potrafił wszystko to, czego inni nie potrafili. Wystarczy uwierzyć.
Tak czy owak, Luke był synem swych rodziców. Może i nie były najważniejsze dla niego pieniądze (i tak je miał), ale za to piękna żona, już jak najbardziej! A gdzie charakter? No przecież tenże Idealny Piękny Potwór nie może wyjść za byle kogo. Ewentualne dzieci (z przypadku, oczywiście) muszą być idealnie piękne. Jak rodzice. Potem zajmie się nimi niańka. Ty dajesz tylko kasę.
Boże, skoro dostrzegła w nim tyle wad, to dlaczego go kochała?! Proste - dał jej się poznać. Nigdy nie owijał w bawełnę, mówił, że ciężko jest z nim wytrwać. Miał rację. Przecież on zna siebie najlepiej. W ogóle, co to za połączenie? Narcystyczny egoista, kipiący sarkazmem, mówiący ironicznie, nieczuły facet z urodą Anioła oraz urocza niewiasta z wampajerową cerą o hebanowych włosach i oczętach, wrażliwa na piękno, znajdująca zalety tam, gdzie nikt się ich nie spodziewa? Przeciwieństwa się przyciągają. A później się uzupełnia. Powstaje idealna całość.
Tak pragnęła usłyszeć jego głos, że nie zwróciła zbytniej uwagi na jego ton. Uu, ostro. Rozwścieczyła go? Trudno. Bywa. I jeszcze tak będzie. Chyba, że wcześniej skoczy z Gryfoniastej wieży.
- O, teraz masz zamiar mnie zabić? Gołymi rękoma, czy masz jakiś ciekawszy pomysł? - spytała z sarkazmem. Tak, ona też potrafiła! Jednak wcześniej nie używała tej umiejętności tak często, jak teraz. Skąd to się mogło wziąć?
Kłamstwo, że zabił niewinną Krukonkę, bo mu się znudziła? Jakie kłamstwo? Toż to czysta prawda! Ach, no tak. Ucierpiałaby reputacja, prawda? Tatuś byłby niepocieszony... Czysta krew zostałaby przelana... No, i w sumie to Krukonka nie była taka bez winy. Wkurzyła go, mówiąc coś o terytorium, które do niego nie należy i nie będzie. Pieniądze to nie wszystko? Ładny nagłówek.
Na miesiąc? Kolejny miesiąc? Nie ma co, był silniejszy od niej. Dla niej ten miesiąc to była czysta męka. Coś okropnego, do czego w życiu nie chciałaby wracać. Ale jej czas się dłużył, mu wręcz przeciwnie. Kto wie, może przez ten czas zabawiał się z jakąś inną brunetką? A może tak już jest od dłuższego czasu? Każdą odstawia na miesiąc, aby spotkać się z tą drugą? Ciekawe, czy tamte radzą sobie lepiej, niż ona...
- Tylko nie skarbie, ty okropny chamie... - mruknęła. Nie pozwoli, aby aż tak ją poniżył. Pewnie świetnie się bawił brnąc w to. Cóż za ironia! Dzisiaj po raz pierwszy wyszła z zamku, i od razu się na niego napatoczyła! To jest po prostu pech. Życie jej nie popuści. Chce, aby dziewczyna dalej siedziała z nerwicą w pokoju. Aż do usranej śmierci. Okrutne. Czy już nikt nie jest po jej stronie?! Widocznie nie. Smutne, ale prawdziwe. - Chociaż w jednym się zgadzamy. - dodała. Słowa, które dobrze znała z wczesnego dzieciństwa uczciła uroczystą ciszą. Teraz dla niej nabrały nowego znaczenia. To już nie była bitwa z serii ; ostatni kawałek tortu na stole. Podziel się! Nie! Dlaczego? Kto pierwszy, ten lepszy, takie jest prawo!
Nie zauważyła wrednego uśmieszku. Przez cały ten czas atakowała, ale widząc pusty wzrok chłopaka chciała zniknąć. Nie mogła tego znieść. Ten mężczyzna, który jeszcze tak niedawno (no dobra, dawno temu. Zważając na okoliczności...) patrzył na nią z czułością, teraz nie czuł nic. Absolutnie nic. Jeszcze nie. Zaraz poczuje do niej głęboką nienawiść.
Teraz już bez większego entuzjazmu robiła to, co robiła dotychczas. Nie przestawała walczyć. Nie mogła się poddać, bo ten zaraz by to zauważył. Przy jednym z tych rytuałów, nad którymi absolutnie nie panowała, poczuła pchnięcie. Tak, wiedziała, że to nastąpi, spodziewała się tego. Liczyła wręcz na to. I miała nadzieję, że jak teraz to sobie uświadomi, to tak nie zaboli. Myliła się. Jak to możliwe, że ona jeszcze odczuwa ból, skoro nie ma już serca? Do tej pory miała nędzne okruszki, jakby odłamki lodu, którego jedną tysięczną ułożyła już Marlene. Teraz nie miała nic. Nie dość, że wszystko rozpadło się na nowo, to jeszcze zniknęło. Czy kiedykolwiek wróci? Boże, żeby on wiedział, jak teraz ją zranił! Ale czy ona nie raniła mniej? Mówcie co chcecie, ale Romeo i Julia przy tym wymięka. Ta powieść to nic, przy tej dawce emocji. Tu nic nie dzieje się prędko. Happy end nie nastąpi tak szybko, bo tak nie ma w prawdziwym życiu. Życie to pasmo niespodzianek, niekoniecznie tych dobrych. Dążysz tym tunelem, i nagle trach! wyskakuje coś, czego najmniej się spodziewałaś. I tu pojawia się problem: jak to ominąć?
Kiedy ją odepchnął, potknęła się, lecąc do tyłu, lecz ostatecznie udało jej się utrzymać równowagę. Przymknęła oczy i spuściła głowę, jednak tym razem nie udało jej się powstrzymać łzy, która spłynęła po jej policzku i zniknęła w kawałku pergaminu. Słyszała, że Luke coś mruczy pod nosem, jednak nie bardzo interesowało ją co. Była wykończona. To koniec. Koniec wszystkiego. Zsunęła się na kolana i podniosła pergamin. Przebiegła wzrokiem po liście, jak się później okazało. Na początku nic nie rozumiała, nie docierał do niej sens tych słów. Widziała tylko idealnie wykaligrafowane litery, pismo, które znała. Już wiedziała, czyja to własność. Trzeba przyznać, że odrobinę się bała. To była prywatna rzecz istoty, która miała jej dość. Wiedziała, że jak to przeczyta, chłopak wpadnie w szaleńczą wściekłość, a nuż postanowi wtedy ją zabić? Przyjęła tę wieść ze stoickim spokojem. Wtedy skończyłyby się jej męki. Niemalże odetchnęła z ulgą.
Za moment w jej uszach zaczął dźwięczeć melodyjny głos. Schowała kartkę szybko do kieszeni fioletowego płaszcza. W głowie nadal szumiały jej niewypowiedziane słowa, które zostały zawarte na kawałku pergaminu.
Nic dziwnego, skoro wytłumaczyłeś mi legilimencję i oklumencję. Legilimenta... wiedział wszystko. Wiedział dosłownie wszystko, przez cały ten czas, więc po cholerę w to gra?! Merlinie, i przez cały ten czas ani razu się nie zająknął na temat swoich umiejętności?! Jakie szczęście, że nadal patrzyła na kawałek ziemi, na której nadal siedziała. Jak dobrze, że siedziała, bo inaczej by opadła całkowicie z sił. Zero kontaktu wzrokowego... Spokojnie, wdech i wydech. To on nie był fair. Ona po prostu nie mogła uwierzyć w to, że Luke wszystko wiedział, wiedział, co ta do niego czuje, ale potrzebował słów. Czy ona kiedykolwiek wyznała mu miłość? Nie mogła sobie przypomnieć na tą chwilę, ale obiecała, że jeżeli przeżyje i dojdzie do zamku, to to zrobi. Zresztą... czy on kiedykolwiek powiedział jej wprost, że ją kocha? Czy tutaj naprawdę były potrzebne słowa?! Jaki on nierozumny! Ale przecież wychowywał się w domu bez miłości... Nie mogła też sobie przypomnieć, w jakim momencie się od niego odwróciła. Nie zdawała sobie sprawy, że rani. I to tak mocno. I jeszcze Anaid. Za co go znienawidziła?
Tyle myśli kłębiło się w jej głowie... Ale w końcu zrozumiała. On ją kochał. Na swój sposób, ale kochał. A ona tego nie potrafiła zrozumieć. Jednak teraz na pewno to uczucie zniknęło. Nic dziwnego. Po tym, co przed chwilą odwaliła? Jeszcze dodając te słowa, które wypłynęły z jego ust, słowa, których Lauren jeszcze nie słyszała, na swoje szczęście. Jednak czas biegnie nieubłaganie i nadszedł ten moment. Moment prawdziwego piekła. I to niby horrory są straszne?
Kocham - nie biję? Cholera, czyli ty wiesz! Ty podły draniu! Wiesz wszystko, ale tobie to nie wystarczy! Nie miała siły mówić. Teraz rozmawiała tylko ze sobą. Dlaczego nikt nie potrafił wyłączyć jej myślenia?! Dlaczego musi tak cierpieć?! I to w takim wieku? O tym, że cokolwiek nas łączyło... Czy ja już kiedyś tego nie słyszałam? Koniec. Tak właśnie zakończyła się jej wielka miłość. Cudownie. Teraz będzie tutaj przychodziła i stawiała znicze pod to drzewo. Co miesiąc, o tej samej porze. Właśnie wtedy wygasły w niej jakiekolwiek uczucia i emocje. Nie ma serca. Została tylko więzienna cela, która zniszczy ciało myślami. Piękny koniec, Mallory. Drzewo Zapomnienia. Tylko dlaczego nie da jej zapomnieć? Bo może nie należy zaliczać jeszcze tego do wspomnień? To jakaś wielka bujda...
Trzęsąc się cała i nie nawiązując kontaktu wzrokowego stwierdziła, że teraz jej kolej. Teraz ona musi coś powiedzieć.
- Nie będę karmiła się złudzeniami. Już dość tego. - udało jej się wykrztusić. Mówienie sprawiało jej wielki ból, lecz nie większy niż ten, który spowodowały jego słowa. - Jestem tylko nędznym człowiekiem. Masz rację, ten romans mnie przerósł. Za bardzo się zaangażowałaś, to teraz cierp, prawda? Jednak jak wspominałam, jestem człowiekiem, mam uczucia, nie zapominam tak łatwo. Nie tak, jak inni - wykrztusiła z ponurą satysfakcją - jakbyś nie zauważył, nigdzie nie przyklejam swoich łap, które na szczęście nie są pokryte szlamem.
Miała dość. Wiedziała, że zaraz popadnie w nicość, zemdleje jak debilka, albo umrze z bólu. Nie chciała podnosić wzroku, bo wtedy wyczytałby jej myśli. Ale musiała. Chciała, aby się w końcu dowiedział, aby dostał to, co chciał. Potem może odejść. Obróciła głowę, aby spojrzeć w jego oczy. Miała nadzieję, że jego umiejętność zadziała i teraz.
- A więc możesz opowiedzieć dziadkowi jeszcze historyjkę o tym, jak wykończyłeś kolejną, nic nieznaczącą dla ciebie osobę. Możesz mu napisać, że zaraz masz spotkanie ze swoim funclubem, i im opowiesz, o nijakiej Lauren Mallory, która dostąpiła zaszczytu spotkania się z Gringottem, aby oni mogli się ponabijać. Wiem wszystko, Luke. Więcej, niż myślisz. Szkoda, że nie potrafiliśmy ze sobą rozmawiać. Obojgu nam na tym zależało, ale nikt z nas nie zdobył się na odwagę, prawda? Cóż, może jeszcze wyślesz telegramik do ukochanego ojczulka? Odeśle ci gratulacje. Nie wiedziałam, że masz problemy. Niby każdy je ma, ale wydawało mi się, że Ty jesteś taki... ponad to. Wybacz mi, jeżeli umiesz, ale nie jestem jedyną osobą, która tak myśli. Teraz mam Charl. Wiem, że nic Ciebie to nie obchodzi... ale mam zamiar przelać na nią całą nędzną resztkę miłości, która mi została. Dlaczego? Bo wszystkie moje uczucia, cała ta miłość, którą mam jest Tobą. Oddałam ją Tobie, i ani trochę nie żałuję. Kocham Cię, Luks. Wiem, że trochę za późno na takie wyznania, ale lepiej późno, niż wcale. I nie, nie zrobiłam tego, bo czułam się zobowiązana po przeczytaniu listu. To prawda. Jesteś miłością mego życia. Wiem, brzmi to żałośnie, jak z jakiejś komedii romantycznej, ale tak jest.
Tak, trochę jej ulżyło, ale ból nie odchodził. Wiedziała, że zaraz zmrozi ją w środku, kiedy usłyszy śmiech Luke'a. To było pewne. Wyśmieje ją. Powie, że list to zabawa, kłamstwo. Ale trudno. Nic ją to już obchodziło. Niech się dzieje, co chce. Wyjęła z kieszeni pergamin i położyła na śniegu, który wcale jej nie przeszkadzał. Nie czuła zimna spowodowanego temperaturą. Czekała na śmierć z jego ręki. I nie nawiązała już z nim żadnego kontaktu. Zrobi to, gdy będzie odchodziła z tego świata. A jakie słowa wtedy wypowie? To oczywiste. Dwa takie proste, których wcześniej się nie odważyła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Luke Gringott

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 26
Czystość Krwi : 100%
Dodatkowo : Legilimencja i oklumencja, teleportacja
Galeony : 292
  Liczba postów : 674
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1383-luke-gringott
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1419-luke-gringott
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1418-luke-gringott
http://www.lastfm.pl/user/hollywoodo
Drzewo Zapomnienia QzgSDG8




Gracz




Drzewo Zapomnienia Empty


PisanieDrzewo Zapomnienia Empty Re: Drzewo Zapomnienia  Drzewo Zapomnienia EmptySro Mar 02 2011, 20:10;

"- Ci, którzy kochają ból i cierpienie innych. Mają wiele twarzy, wiele masek, ale tylko jedno wspólne miano: zło. Nie da się go zrozumieć. Możemy jedynie opłakiwać ofiary i uczcić ich pamięć."

Bycie razem ? Nie, nie. Nie wszędzie. Luke nie miał zamiaru zabierać Krukonki do swojego domu. Automatycznie skazałby ją na śmierć, albo dokładne spenetrowanie umysłu. Po drugie – Gringott cenił sobie swobodę. Jeśli myśleć to tylko w samotności. Nie mógł inaczej, jak z dala od ludzi, na pustkowiu. Hm, typ samotnika ? Nie, ostrożny człowiek.
Nie, nie chcę być taki jak ojciec. On mnie nienawidzi. Chce zrobić swą drugą kopię. Nie jestem do końca przeżarty złem, Lau. Chcę się zmienić, ale nie umiem.
Uwierzyć ? W Anioły ? Rozmowę z nimi ? Nie, Luke nie ma aż takiej wyobraźni. Mógł patrzeć na jakąś gwiazdę i marzyć, że zaraz spadnie tu, obok niego. I będzie to Dziadek. Powie mu co ma zrobić, dokończy swoje ostatnie słowa. Mam być idealny, ale.. Ale co ? Dziadku, pomóż! Co mam jej powiedzieć ? Nie powiem, że ją kocham. Znowu ukazać swą słabość ? NIGDY!
- Zdecydowanie wolę najpierw uwodzenie, potem odejście, a resztę ofiary robią same. Wiesz, samobójstwa, ucieczki, depresje. Choć, do cholery, słuchasz mnie w ogóle ? Wyraźnie mówiłem, że byłbym pierwszym podejrzanym, a nie, że mam zamiar cię zabić. Mam uśmiercić samego siebie ? - zakpił. Patrzył z obojętnością na to, jak Lauren opada na śnieg. Było mu wszystko jedno. Chciał po prostu to zakończyć, a zarazem rozpocząć coś nowego, poważniejszego. Cała sytuacja go przerosła. Stał się teraz małym, bezbronnym robakiem, którego ktoś mógł nadepnąć. Zamknął oczy. Usłyszał szelest pergaminu. PIEPRZONA MALLORY CZYTA LIST! DO DZIADKA! Był teraz niesamowicie zdenerwowany. Mógłby ją rozszarpać, jednak nie miał na to siły. Sam zadałby sobie cios. - Dobrze się bawisz ? - szepnął. - Lubisz czytać czyjeś listy, prawda ? - uparcie na nią patrzył. Cholera, pisałem tam o legilimencji! O tym, że coś dla mnie znaczy... - Lepiej ci ? Zaraz polecisz do swoich przyjaciółek i im o wszystkim opowiesz ? O tym, jak to "sprytnie" przeczytałaś list, który ZAADRESOWANY BYŁ DO DZIADKA! - wrzasnął. Nie panował już nad głosem. Sam nie wiedział, jak to się stało. Po prostu emocje robiły swoje. – Ale on już odszedł… Zostawił mnie. – Usiadł na swoim poprzednim miejscu. Oparł głowę o pień drzewa, ale obrócił ciało w ten sposób, aby dobrze widzieć dziewczynę. Zamknął oczy z bólu, jaki wywołał. Pierwszy raz przyznał się na głos, że jest sam. Że nie ma nikogo. – Wiesz już. Wiesz dlaczego się taki stałem. Zamknąłem się na wszystkich ludzi, wypiąłem na świat, bo… Bo to zasrane gówno czy świat, mniejsza o to, jak to nazywacie, dla mnie już nie istnieje. Dziadek zabrał całe moje szczęście na tamtą stronę. I go nie odzyskam, bo nie mam szans, aby tam trafić – otwarł oczy. Podniósł wzrok i patrzył na duży, srebrny księżyc, który próbowały zasłonić siwe kłęby. Oficjalnie była noc, jednak dla Luke’a nie miało to najmniejszego znaczenia. Równie dobrze mógł być środek dnia, rano, wieczór. Obojętność na wszystko.
- Wiesz dlaczego napisałem ten list, prawda ? – spytał lodowatym głosem. Cóż, nie umiał zmienić jego „temperatury”. – Bo dziesięć lat temu… Och. – Odwrócił się, aby Lau nie zauważyła grymasu na jego twarzy. To zbyt upokarzające. Zbyt żałosne.
Co ona mówi ? Mam napisać do Dziadka o wykończeniu kolejnej osoby ?! Czy ta kretynka naprawdę myśli, że rozmawiam z nim o takich głupotach ? W ogóle, czy ona umie czytać ? Pisałem… Kurwa, czy ja strzępię język na darmo ? – Nie mów mi co mam robić – warknął cicho. – Jak w ogóle śmiesz się do mnie odzywać ? Wiesz teraz o wiele za dużo, ale nie panuję nad głupotą innych – grymas przemienił się w ironiczny uśmiech. CO ?! Telegram do ojca ? Abraxasie, ześlij na nią rozum. Jak ona mogła trafić do Ravenclawu ? Doskonale wie, że go nienawidzę. Pominął więc tą wypowiedź. Nie spotykam się ze swoim funclubem. Jeszcze by mnie ktoś dotknął, fu! Poza tym, to dla nich zbyt wielki zaszczyt.
Wstał. Wyciągnął różdżkę i przyłożył ją sobie do głowy. Wszystko robił pod wpływem emocji. Po chwili na jego ręce spoczywało coś, podobne do srebrnej nici. Było to jego wspomnienie, którego chciał się pozbyć. Zapomnieć o nim. Miał zamiar zrobić najstraszniejszą rzecz. A mianowicie – wrzucić je do Drzewa Zapomnienia. Chyba nie muszę mówić kogo dotyczyły ta myśl ? Chyba oczywiste, że Lauren. Spojrzał na nią po raz ostatni. Za chwilę miał jej nie pamiętać. Zapomnieć o wszystkim. O spotkaniach, pocałunkach, każdym dotyku, wzroku czarnych tęczówek. O wszystkim.
I wtedy wszystko usłyszał. Wiem wszystko, Luke. Więcej, niż myślisz. Szkoda, że nie potrafiliśmy ze sobą rozmawiać. Obojgu nam na tym zależało, ale nikt z nas nie zdobył się na odwagę, prawda? Nie wiedziałam, że masz problemy. Niby każdy je ma, ale wydawało mi się, że Ty jesteś taki... ponad to. Wybacz mi, jeżeli umiesz, ale nie jestem jedyną osobą, która tak myśli. Teraz mam Charl. Wiem, że nic Ciebie to nie obchodzi... ale mam zamiar przelać na nią całą nędzną resztkę miłości, która mi została. Dlaczego? Bo wszystkie moje uczucia, cała ta miłość, którą mam jest Tobą. Oddałam ją Tobie, i ani trochę nie żałuję. Kocham Cię, Luks. Wiem, że trochę za późno na takie wyznania, ale lepiej późno, niż wcale. I nie, nie zrobiłam tego, bo czułam się zobowiązana po przeczytaniu listu. To prawda. Jesteś miłością mego życia. Wiem, brzmi to żałośnie, jak z jakiejś komedii romantycznej, ale tak jest.
Nikt nie wie co się działo w jego sercu. Tak, jakby przez moment roztopił się jego lód. Jakby nastała przez chwilę wiosna. Tylko przez moment, gdyż szybko się zorientował, że nie jest ‘legilimentą’. – Teoria różni się od praktyki – rzekł cicho. – To, że Dzia… Ych, Abraxas pragnął mnie nauczyć sztuki legilimencji, ale nie zdążył. Zmarł. Zresztą, nawet dziecko o umyśle Einsteina w wieku siedmiu lat nie pojmie tej sztuki, więc nie musisz patrzeć na boki.
Szkoda, ale zawsze można spróbować jeszcze raz. No wybacz, ale nie jestem jakimś herosem. Kłopoty dopadają i tych najpiękniejszych, złotko. To, że mam na nazwisko Gringott nie oznacza, że posiadam inne przywileje. Nie, jam taki sam, jak reszta. No, może bardziej wyjątkowy, bo nie łatwo mnie otworzyć. Nienawidzę komuś zaufać, ale to robię. Nie pamiętasz ? Kim do cholery jest Charl ? Twoja córka ?! No to gratulacje, w tak młodym wieku… Tylko czemu mi nie powiedziałaś, że zostałem ojcem ?! Nie przypominam nic sobie, no ale zdarzają się wypadki. Nie, nie jest za późno. A przeczytania listu Ci nie wybaczę.
Tak to mniej więcej wyglądało. – Ty NIC nie rozumiesz. Masz wszystko. Miałaś normalne dzieciństwo, kochających rodziców, którzy są RAZEM. Nawet najprawdopodobniej jakieś rodzeństwo, o ile słowa, jakie wypowiedziałaś w Trzech Miotłach były prawdziwe. A ja, do cholery, nie mam nic. Moją własność odebrano mi dziesięć lat temu. Dziwię się, że jeszcze żyję. Może karą za mój charakter, który otrzymałem w genach ma być wieczny smutek i tęsknota ? Ale ciebie i tak to gówno obchodzi. Stwierdziłaś, że ja jestem wszystkiemu winien, a uprzedzałem. Na samym początku mówiłem, że ze mną nie będzie łatwo. Że drzemie we mnie potwór. Podziękuj Orionowi. Dałaś się w to wciągnąć. I chyba muszę powiedzieć „dziękuję”.
Spojrzał na nią ostatni raz. Szepnął cichutko słowo, którego się wyrzekał – owe „dziękuję”. Wziął wspomnienie i wrzucił je do Drzewa Zapomnienia. Sądził, że coś zacznie się dziać. Że jakaś magiczna siła wydrze z jego głowy wszelkie rzeczy związane z Krukonką. Nic. Cisza. Spokój. Żadnych reakcji. Tylko natłok chaotycznych myśli ogarnął jego umysł. Co się dzieje ? A raczej, dlaczego się nic nie dzieje ? JA CHCĘ ZAPOMNIEĆ! Taa.. I zrobić najgorszą rzecz w swym życiu. Zamknij się, idioto! Sam się zamknij. Jesteś chory. Sam jesteś chory, pff. Nie umiesz przyjąć do wiadomości, że jakaś kobieta COŚ dla ciebie znaczy. A widzisz ? Milczysz. Spieprzaj!
Popatrzył na ofiarę. Sądził, że nie będzie już jej znać. A jednak. Stało się. Hm, raczej nie stało się. Czuł lekkie drżenie ziemi. Usłyszał cichy świst. Zdezorientowany rozejrzał się wkoło. Z Drzewa wyleciało jego wspomnienie. Zguba. Najcenniejsza rzecz. Otóż pewnie się zastanawiasz, drogi czytelniku (o ile tacy są) dlaczego tak się stało. Chodzi o to, że… Luke kierował się czystą nienawiścią. Nie był pewien swej decyzji. Chyba całe szczęście, prawda ?
- Idź, uratuj swoje życie. Na moje już o wiele za późno. Jeśli naprawdę mnie kochasz to odejdź. Zrób dla mnie ostatnią rzecz, okej ? – spytał cicho. Świdrował ją stalowym spojrzeniem. Nie chciał wejrzeć w jej myśli, ale po prostu patrzeć. Pożegnać.

„Jestem
Powątpiewaniem w sens
Formą ponad treść
Bywam protestem, planem B
I wlepką w metrze”
Luke niejedno ma imię. Różnie na niego mówią. Diabeł. Szatan. Zło. A nawet Cud. Jednakże chyba najlepiej opisuje go powyższy cytat. Nigdy nie będziesz wiedział, czego się po Nim spodziewać. Wątpi w rzeczy prawdziwe, a wierzy w te nierealne. Jest człowiekiem, a zarazem formą ponad treść. Nie jest za tym, za czym inni. Protestuje. Wszyscy układają plan A ? On zostanie planem B. I po prostu będzie wlepką w metrze. Reklamą. Zwykłą ulotką, którą czyta milion ludzi…
„Zobacz to ja, górski szlak i drogi kręte. Zobacz to ja, jestem tam...”
- Gwiazdy nie mogą żyć z Upadłymi Aniołami – szepnął i obrócił się. Nie chciał patrzeć na jej odejście. Nie słuchaj mnie, kur*a! To znaczy nie mnie, ale mojej Gorszej Strony. Ona nade mną zapanowała! Zostań. Usiądź obok. Obejmij. Pozwól zapomnieć o problemach. Pozwól normalnie oddychać. Pozwól…
Anioły dzielą się na pozytywne i negatywne. Negatywne to czyste wcielenie zła. Te, które odwróciły się od Boga. A pozytywne to takie, które Mu pomagają. Są przy Nim. Natomiast te upadłe są na granicy. Dryfują między otchłanią życia, a piekła, gdzie ono się kończy. Chodził po chwiejnej linie, z której w każdej chwili mógł spaść. W dół. W pustkę. Potrzebował pomocy. Nikt nie chciał jej udzielać. Ludzie są wtedy, gdy ich nie potrzebujemy. A gdy już nie mamy innego wyjścia, jak poczekać na wybawiciela, to wszyscy znikają. Rozpływają się. To przykre…

”Miłość zaczyna się rozwijać dopiero wówczas, gdy kochamy tych, którzy nie mogą nam się na nic przydać.”


On już nie miał jak jej wykorzystać. Zranił – nie zrobi tego po raz drugi. Odszedł – nie umie kolejny. Upokorzył – i tak odejdzie. Nie będzie miał nawet okazji, aby zrobić cokolwiek. Nawet odpowiedzieć „cześć”. Bo jeśli Mallory się odsunie to wytrwa jedynie do końca roku szkolnego. Potem wraca z powrotem do Rosji. Jest pełnoletni, nikt mu nie może przeszkodzić. Tak zadecydował. Choć zyskał już podziw wielu uczniów nie potrafił wieść takiego życia. Czyżby jakiś przełom ? Możliwe. Dorosłość polega na świadomych i odpowiedzialnych decyzjach. On sam nie wiedział czy ta jest odpowiedzialna, jednak była świadoma. Wkroczył w świat dorosłych i nie było odwrotu. Nie mógł stać się na nowo nastolatkiem. Mógł tylko kroczyć z dumnie uniesioną głową i uśmiechać się wrednie do każdej napotkanej osoby… Życie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 27
Czystość Krwi : 90%
Dodatkowo : Teleportacja
Galeony : 277
  Liczba postów : 381
Drzewo Zapomnienia QzgSDG8




Gracz




Drzewo Zapomnienia Empty


PisanieDrzewo Zapomnienia Empty Re: Drzewo Zapomnienia  Drzewo Zapomnienia EmptyPią Mar 04 2011, 20:52;

Cóż, jakby nie było, jej umysł i tak był już penetrowany i to z niemałą dokładnością, prawda? Więc cóż to za różnica... Ciekawe, dlaczego rodzina Gringotta miałaby być do niej od razu tak źle nastawiona, ale nie wnikajmy w to. Sama Lau nie miała zamiaru się wpychać tam, gdzie jej nie chciano. Po co miałaby narażać siebie i Luke'a na niepotrzebny stres?
Może i Luke'owi wpajano, że miłość to nic nieznaczące uczucie. A może nie tyle wpajano, co tak go wychowano. Bo kto go miał tą miłością obdarzyć, kto miał go jej nauczyć? Niańki? Więc nie ma się co dziwić, że wyrósł na takiego, a nie innego człowieka. Należy mu jedynie współczuć, współczuć najbardziej, jak się da, bo to po prostu biedny człowiek. Nie w sensie materialnym, a emocjonalnym. Nie posiada w sobie najważniejszej cechy człowieczeństwa, a że jest starszy, to trudniej go jej nauczyć, przekonać go, że to nic złego, że da się radę z tym żyć.
- Zawsze wybierasz sobie takie słabe ofiary? Sprawia ci przyjemność to, że ludzie zabijają się z twego powodu? Ja bym tam ich miała na sumieniu... no wiesz, rodziny tych dziewcząt pewnie bardzo cierpią, bo KOCHAŁY swoją córkę, czy tam kogo... - odparła zgryźliwie. - Dobrze ciebie słucham. Zastanawia mnie to, czemu miałabym po prostu dzisiaj umrzeć. Nic innego mnie nie zabije, oprócz ciebie, prawda? - dodała szybko, rzucając lekką aluzję.
Siedziała z listem w kieszeni płaszcza, nie zwracając uwagi na słowa Luke'a, które już nie miały czego parzyć, niszczyć, zabijać. Nie mógł sprawiać jej bólu, bo serca już nie miała. Nie miała też szans go odzyskać. Tylko list palił jej ciało w niewyjaśniony sposób. Był jakby własnością szatana. Kiedy usłyszała, jak Luke na nią wrzeszczy zrobiło jej się tak wstyd, jak jeszcze nigdy w życiu. Zaczęła się dusić, popadła w nagłą histerię, dostała drgawek na całym ciele. Już wiedziała, co to za drzewo. A jakby tak wlazła do środka? Nie tylko spojrzała prosto w legendarne, zielone oko, a wpakowała się tam? Może zostałaby zapomniana przez świat? Może sama by wszystko pozapominała? Najlepiej by było, jakby zniknęła, ot tak, po prostu, jak te wszystkie wspomnienia, które zostały tam wcześniej wrzucone. Ta podróż ją przerosła, jednak na początku wszystko toczyło się zgodnie z planem. Później trafiła na drogowskaz i musiała się zastanowić, czy iść w tę stronę, czy tę. Okazało się, że jej wędrówka zamieniła się w prawdziwe piekło, jednak nie mogła się cofnąć, bo ktoś postawił wielki mur na drodze ewakuacyjnej. Do przeszłości nie powrócisz ciałem, lecz umysłem, a raczej, wspomnieniami.
Słyszała, że Luke mówi teraz coś o liście, o Abraxasie. Wiesz dlaczego napisałem ten list, prawda ? Słyszała wszystko bardzo wyraźnie, jednak sens tych wszystkich słów do niej nie docierał. Była oszołomiona tym, że on o wszystkim wie, do cholery jasnej, ale nie, to za mało! Może czekał na jej samobójstwo? Uwiódł, więc teraz powinien zniknąć. Coś mu nie wychodzi, bo nadal siedział w myślach Krukonki. Siedziałby w sercu, ale go nie miała, jak już wyżej zostało wspomniane. On jest jej sercem, wyrwanym z klatki piersiowej. Przez to nie mogła oddychać, nie mogła nabrać powietrza, bo on nim był i nie pozwalał jej go wdychać. Jednak nie mogła dłużej milczeć. Nie chciało jej się zupełnie nic, nie chciało jej się odzywać. Ale nie dlatego, że nie miała o czym rozmawiać, nie wiedziała, co powiedzieć, tylko dlatego, że nie miała po prostu sił. Na nic. Nie miała sił żyć, a nie chciała znowu wylądować w łóżku na ileś miesięcy, bądź nawet lat. Dostanie to, czego tak pragnął, powie mu wszystko, lecz niech to doceni, o ile umie. O ile się z nią liczy, o ile ją rozumie, o ile jej ufa. Jeżeli ją kocha.
Chwila, co? Nie mów mi co mam robić? A czy ona dyktowała mu jakieś warunki? Nie mogła sobie nic przypomnieć. Kompletna pustka. Zastanawiała się, jak wróci do zamku. Serio, właśnie w tej chwili takie nieistotne myśli przychodziły jej do głowy, bo były łatwiejsze do zniesienia. Może ktoś ją znajdzie i zaniesie? Nie, raczej nie. Pewnie spędzi tu kilka dni. A może Luke się zlituje i ją zabije? Tutaj, zaraz, teraz? Przynajmniej miałaby świadomość, że zginęła z rąk ukochanej osoby. Choć, czy nie lepiej byłoby oddać życie za kogoś? To bardzo szlachetny występek, odważny i znaczący, zarazem piękny. To byłaby dobra śmierć. Coś znaczącego.
- Jak śmię się do ciebie odzywać... - powtórzyła tępo, nie zdając sobie nawet z tego sprawy. Myślami była gdzieś hen daleko. Głupotą innych? O czym ty gadasz? Ja jestem w Ravenclawie, IDIOTO! To chyba coś mówi? Dobrze wiem, że nienawidzisz Oriona, więc powiedziałam to SPECJALNIE. Tak, jak ty specjalnie kpisz sobie ze mnie.
Skupiła całą swoją resztkę sił, całą energię (dlaczego przez cały ten czas żywiłam się jogurtem?!) na tym, aby go wysłuchać. Kto wie, może to ostatnie tony, jakie usłyszy w swoim życiu? Warto więc zamienić się w słuch. On na to zasługuje. Tak więc, choć kosztowało ją to wiele wysiłku, cała zamieniła się w słuch...
I źle zrobiła.
Nie był legilimentą... Jak to?! Czyli jej nie usłyszał. Czyli to koniec. Czyli już po wszystkim. Nie ma już nadziei na nic. Czas odejść, dać sobie spokój, zniknąć z jego życia i zapomnieć. Iść na odwyk. Pewnie będzie cierpiała kilka miesięcy, może lat, ale w końcu sobie poradzi. Bez serca, bez umiejętności kochania, ale da sobie radę. Co w tej chwili najbardziej ją przerażało? Że jak się z kimś zwiąże, to nie będzie potrafiła pokochać swego męża, ojca swoich dzieci, tak naprawdę. Że będzie w nim widziała Luke'a i tylko jego. Że obdarowując swego męża pocałunkiem w jej głowie będzie twarz pewnego Gryfona. Że każdej nocy na jej twarzy będą lśniły łzy. Bała się, że w świetle księżyca jej przyszły... mąż, zobaczy jej cierpienie. A wtedy zapyta co się stało. Nie będzie mogła mu odpowiedzieć, nie będzie wiedziała jak. Po prostu, nie będzie potrafiła...
Chciała coś odpowiedzieć na jego wywód, w którym powiedział jej wprost, jakie to ona ma szczęście. A on? Jak to nie ma nic? Miał ją (pomińmy to, że teraz prawdopodobnie jej nie chciał. Znaczy, wnioskując z wypowiedzianych słów). Miał przyjaciela, o ile to prawda. Miał Kath, tylko musi nauczyć się z nią żyć. Miał serce. I wiecie co? Gdyby sytuacja była inna niż jest, i usłyszałaby wzmiankę o Charlotte, która jest jej córką zapewne by się roześmiała i rzuciła jakąś fajną, zabawną uwagę. Lecz teraz, nawet gdyby to usłyszała, to nie miałaby siły powiedzieć: Charlotte to moja siostra. Nie martw się, ze mną nie wpadłeś. Ciekawe czy z innymi tak? Na przykład z jakąś długonogą blondi, która się zmyła i zataiła przed tobą ten fakt.
Co on tam mówił dalej? Bo mówił do niej, tak? To, co on czuje ją gówno obchodzi?! O nie, tego już za wiele! tego nie wytrzyma! Niech do cholery jasnej, nie robi z niej potwora, bądź drugiego Oriona!
Nabrała więc powietrza, co i tak było przerywane wewnętrzną rozpaczą i wyszło jej coś na wzór płaczu, którego nie mogła dłużej w sobie tłumić. Dziękowała Bogu, że nie dane jej było jeszcze wylewać tutaj łez! Wiedziała, że ten moment nadejdzie, ale miała nadzieję, że jeszcze nie teraz.
- Przecież... ja ciebie... za nic... nie obwiniam. - wykrztusiła ledwo. Pięknie! Trzeba było milczeć, a nie robić z siebie umierającą idiotkę. Najlepiej się w ogóle zakopać żywcem.
Nie widziała, jak Luke wydobywa z siebie wspomnienie, nie widziała, jak je wrzuca do drzewa, nie widziała, jak próbuje zapomnieć. Po wieści, że nie jest legilimentą poczuła się jeszcze gorzej, niż jak się dowiedziała, że nim "jest". Po prostu złapała się całą sobą tej jedynej nadziei, że ją usłyszy, a gdy tak się nie stało, zaczęła spadać z ogromnej wysokości. Spadała i spadała... Nie miała pojęcia ile jeszcze spadać tak będzie. Po prostu cała się trzęsła i tak mocno zaciskała dłonie, że zaczęły jej lecieć strużki krwi.
- Idź, uratuj swoje życie. Na moje już o wiele za późno. Jeśli naprawdę mnie kochasz to odejdź. Zrób dla mnie ostatnią rzecz, okej ? – spytał cicho. Czuła, że świdrował ją stalowym spojrzeniem. Wiedziała, że musi wykonać jego ostatnie polecenie, że musi się posłuchać, bo naprawdę tego chce. Nie go zostawić, a spełnić jego prośbę. Kocha go. To był idealny rodzaj manipulacji. Zrób coś dla mnie, jeżeli mnie kochasz. Boże, jak ona chciała wstać i odejść, lecz nie miała SIŁ. Cała się trzęsła, drżała dosłownie na całym ciele, wyglądało to tak, jakby miała drgawki. Do tego pojawiły się cholerne łzy. Jednak złapała się wystającej gałęzi i powoli się podnosiła. Czuła, że nadal spada. Potykając się, chwiejąc i dusząc przeniosła na niego wzrok, po raz pierwszy od chwili odczytania listu. Nic nie mogła poradzić na to, że łzy palą jej policzki, nie mogła nic poradzić na to, że zaraz umrze. Śmierć zaciskała pętle na jej ciele. Duszę zapisuje w spadku Upadłemu Aniołowi. Obiecaj mi, że się nią zaopiekujesz. A jak się już spotkamy, to udowodnij mi, że przez cały ten czas była z Tobą.
- Nie... - szepnęła tylko i stwierdziła, że jest beznadziejna. Musiała się postarać. Teraz, albo nigdy. Musiała powiedzieć wszystko, lecz nie wiedziała jak. Umrze i tak, i tak.
- Nie możesz mnie teraz zostawić... Ja bez ciebie umrę, nie przeżyję ani sekundy dłużej. Jestem wrakiem człowieka, staczam się w przepaść, nie widzisz tego? Jesteś mym powietrzem, Słońcem w dzień i Księżycem w nocy... Istnieję, bo istniejesz i ty. - mówiła stanowczo, choć nieco piskliwie. Dopadała ją histeria. Łzy lały się strumieniami. Jej wzrok chciał znów mieć randkę z jego tęczówkami. - Nie przeżyję bez ciebie. Nie możesz mnie zostawić... Co się ze mną stanie? - szeptała tylko, powtarzając w kółko to samo. - Ty... nie chcesz mnie? Już nic dla ciebie nie znaczę? To koniec? - spytała histerycznie. - Błagam... błagam, nie odchodź... Ja ciebie tak cholernie kocham! Nie mam już serca... Nie mam nic...
Stopniowo się do niego zbliżała, chwiejąc się i potykając co chwilę. Każdy by stwierdził, że jest teraz w okropnym stanie psychicznym, w stanie, który nie ma szans się już poprawić. Tak chciała go dotknąć, nawet, jeżeli ją odepchnie! Chciała się do niego ostatni raz przytulić, poczuć jego zapach i z nim odejść w nicość. Musiała to zrobić. Wtedy byłaby pewna, że jej życie było wspaniałym doświadczeniem, bo przez krótki czas Bóg sobie o niej przypomniał i podarował jej największe szczęście. Nie starała się być nawet ostrożna, przecież mógłby ją pchnąć, a wtedy ona by upadła i rąbnęła głową o coś ostrego. Mogłaby tak zginąć. Cieszyłoby ją to. A wtedy patrzyłaby na niego z miejsca, w którym by się znalazła i pilnowała na każdym kroku. Zniosłaby nawet jego nową żonę, jeżeli to spowodowałoby, że ma być szczęśliwy.
Nie przejmując się już niczym wtuliła się w swego Anioła o pięknym wnętrzu, którego nie umiał pokazać. Zamknęła oczy i modliła się, aby pozostać w jego ramionach. Modliła się do Wspaniałego Człowieka, aby pozwolił jej kroczyć dalej. Abraxasie, błagam, otwórz mi bramy do Jego królestwa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Luke Gringott

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 26
Czystość Krwi : 100%
Dodatkowo : Legilimencja i oklumencja, teleportacja
Galeony : 292
  Liczba postów : 674
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1383-luke-gringott
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1419-luke-gringott
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1418-luke-gringott
http://www.lastfm.pl/user/hollywoodo
Drzewo Zapomnienia QzgSDG8




Gracz




Drzewo Zapomnienia Empty


PisanieDrzewo Zapomnienia Empty Re: Drzewo Zapomnienia  Drzewo Zapomnienia EmptySob Mar 05 2011, 21:40;

Czepiacie się go. Znów. Taki już był. Nie potrafił inaczej. Nie był dobry w odszyfrowaniu emocji z ludzkich twarzy, gestów, słów. Właśnie dlatego wykorzystywał legilimencję. Chciał dobrze zrozumieć tok rozumowania Lau i wiedzieć, jak ma z nią postępować. Irytował go fakt, że gdyby tylko inni dowiedzieli się o tym, odwróciliby się od niego. Jesteście źli, tak ? Na pocieszenie powiem wam, że gdzieś w głębi, w środku również czuł, że nie jest to najlepsze rozwiązanie. Jednak lepiej jakieś mieć, prawda ?
Wpajano mu, ale on wiedział swoje. Bał się go i tyle. Nienawidził myśli, że ktoś mógłby nad nim zawładnąć. A co dopiero coś ? Uczuć trzeba się nauczyć samych. Żaden człowiek nie mógł go nauczyć trudnej sztuki kochania. Musiał to opanować sam. Odnaleźć we własnej duszy, która jest tunelem. Labiryntem, w którym łatwo się zgubić. On jednak posiadał przewodnika – rozum. Wiedział jak się znaleźć w takim, a takim miejscu. Nie było mowy o zgubieniu. Zresztą, drogę wyznaczamy sobie sami. NIKT nie ma prawa nam zarządzić, którędy mamy iść. NIKT nie może za nas decydować. I Luke o tym doskonale wiedział.
I znowu współczucie. Wszędzie się o nie potyka. Jednak nigdy nie upadł. Cholerna rzecz. Współczucie nie pomoże. W niczym. Może jedynie udowodnić, że jakiś człowiek coś dla nas znaczy, bo mu WSPÓŁCZUJEMY. Ale trzeba tego chcieć. Należy to robić szczerze, bo fałszywość w tym wypadku jest gorsza od obojętności.
- Na to pytanie odpowiedz sobie sama. Uważasz się za słabą ofiarę ? – zapytał retorycznie. Był niemal w stu procentach pewny, że Lauren uważa się za dziewczynę silną, której nic nie może złamać. Oprócz Luke’a. Tylko on miał taką władzę. Tylko on otrzymał taki przywilej. Tylko on potrafił. Tylko on nie miał skrupułów. No, i o ile Mallory uznamy za ofiarę. – Jeszcze nikt z mojego powodu się nie zabił – wycedził. Tego akurat by sobie nie wybaczył. Choć rzekomo jest człowiekiem bez uczuć to sumienie posiada. I ono odzywa się baaardzo często, ale jest skutecznie zagłuszane. – Oczywiście, że nic innego. Ja posiadam taką władzę, jako Pan Życia i Śmierci. A umrzesz, bo sama tego chcesz. Z własnej winy. Pokochałaś niewłaściwego człowieka. Nie musisz tego mówić. Rozum nie idzie w parze z sercem. U ciebie liderem jest serce. Zdradziło cię.
To z jego ust wyszły takie słowa ? Niemożliwe. Nie mieści mi się to w głowie, aby Luke mógł powiedzieć coś tak... Pasującego ? Odpowiedniego ? Prawdziwego ? Szczerego ? Sama nie wiem jak to nazwać. Dorasta mi chłopak, hy hy.
Gringott nie wiedział, że dziewczyna przywłaszczyła sobie jego rzecz. Gdyby się o tym dowiedział, jak nic po prostu wpadłby w szał. Ale nie wiedział. Nie był tego świadomy. I mógł sprawić jej ból. Mógł sparzyć, zniszczyć, zabić. Gdyby chciał… A jego umysł mówił całkiem co innego. Bronił się przed własnym Ja. Przed egoizmem, który wrósł w niego jak chwast. A że nie miał fachu ogrodnika to ten sobie rósł, i rósł, i rósł.
Doceniłby. Bo kochał, bo ufał, bo uparcie wierzył. Bo miał cholerną nadzieję, która była jego matką. Wychowała go. Wykarmiła swoim ‘ciałem’. Wyrósł tylko dlatego, iż miał nadzieję na lepsze jutro. Na bardziej odpowiednie życie. Na.. miłość ? Dziękował jej za wszystko. Za to, że pobłądziła. Dla niego. Za to, że również uwierzyła. W niego. Za to, że pokochała mimo wad. Jego.
Luke stwierdził, że Lau musi być naprawdę głupia, skoro powtarza po nim zdania. Czyżby trzeba byłoby ją nauczyć mówić ? Jakie to urocze. Kretynka w Ravenclawie. Słodko. Gorzko-słodko. Idiotycznie. A może kwaśno ? Nie, nie pasuje. Po prostu źle i już. ONA POWINNA BYĆ TAM GDZIE JA. Nie wiem czy pasuje do Gryffindoru, gówno mnie to obchodzi. Ale widziałbym ją o wiele częściej. Nawet mógłbym ją PRZYPADKOWO dotknąć.
Jak to po wszystkim ? Przecież są słowa. Wszystko można powiedzieć. To chyba bardziej romantyczny sposób. Tak powinno się rozwiązywać różne sprawy, a zwłaszcza tak ważne. A jakby naprawdę nim nie był ? Nigdy by się nie dowiedział, że oddała mu duszę, serce. Ciała nie mogła. A nadzieja zawsze jest. Chociaż nawet ta malutka, maluteńka. I warto się jej złapać. Odwyk nie pomoże w zapomnieniu. Pozwoli jedynie normalnie funkcjonować, a raczej stwarzać takie pozory. Ukoi ból, ale ran nie wyleczy. Na to już zdecydowanie za późno. Trzeba było pomyśleć wcześniej, nie pakować się do jego życia. Mimo wszystko jednak chyba inaczej się nie dało…
On myślał podobnie. Wiedział, że gdy już wybiorą mu żonę i będzie musiał ją poślubić zrobi to z przymusu. Chyba, że odejdzie. Odsunie się od swej rodziny, która nią była czy tego chciał czy nie. A nie miał takiego zamiaru. Przyzwyczaił się do ciągłych kłótni, wrzasków, bądź… Dni ciszy. Wiedział, że będzie tak samo jak u niej. W zasadzie to nawet nie byłoby pocałunków, wspólnych nocy. Małżeństwo jedynie na świstku papieru. Nigdzie więcej. To chyba świadczyło o jego miłości.
Miał. I ją, i przyjaciół, i Kath. Ale wyrzekał się ich. Co do Kath.. Dogadywali się. O wiele lepiej niż na początku. Nie było nienawiści, ale jakaś cieniutka nić porozumienia. Ufał jej, bo ona starała się zaufać jemu. Pokazał jej wspomnienie dotyczące matki, choć obiecał, że zachowa je dla siebie. Traktował ją jak siostrę. Nie przyrodnią, ale taką zupełnie bliską. Zazdrościł jej ojca, który był o wieeele spokojniejszy od Oriona.
Nie przypominał sobie, aby wpadł z jakąś blondi. Tym bardziej długonogą. Był niemal pewny, że po pijaku nie podjął żadnej pochopnej decyzji. Ale nie zagłębiajmy się w jego sprawy intymne. NIE MA co opowiadać. Pojmujesz aluzję ?
Taa, jasne. O nic mnie nie obwiniasz. Tylko o to, że się urodziłem taki, jaki jestem. O to.. Cholera, o wszystko! Wiecznie winny Gringott. Kurde, nie ma innych osób na tym świecie ?! Jestem INNY. Lepszy!
- Muszę, Lau. MUSZĘ, rozumiesz ? Masz przyjaciół, pomogą ci. Ja radzić muszę sobie sam. Słońca nie ma, Księżyca też. Zapomnij, cholera! TYLKO O TO CIĘ PROSZĘ. Tak, to ko.. – przerwał, gdy usłyszał, że ona go kocha. Po raz drugi tego dnia, a raczej nocy. A jednak odważyła się powiedzieć to na głos. Świat zawirował, a on dalej stał w miejscu. Odrętwiały, zamroczony, bo „kocham” wypowiedziane głośno miało całkiem inny wymiar. Głębszy i znacznie poważniejszy. Zamknął oczy. Wiedział, że nie ma innego wyjścia, jak odejście. Ale nadal się łudził. Ledwo nad sobą panował. Stracił ster, gdy Lauren się w niego wtuliła. Nie potrafił jej odepchnąć, choć musiał. Zrobił całkiem coś innego, nieprzewidywalnego. Również ją objął. Każdy wdech jej zapachu sprawiał mu niewyobrażalny ból. Rozumiecie ? Nie.wy.o.bra.żal.ny. Tym bardziej, że miał świadomość, iż niedługo to się skończy. Ona się odsunie i wróci do zamku. A on tu zostanie i… Zrówna się z czarną ziemią.
Zbliżył się do jej twarzy, mimo protestów rozumu, i popatrzył w oczy. Nie tylko po to, aby wyczytać z nich emocje, ale po prostu, ot tak. Odgarnął jej włosy z czoła. Powoli, delikatnie przybliżył swoje usta do niego i przymknął powieki. Wsłuchał się w ciszę i zrobił rzecz, na którą czekał od kilku dni. O której śnił. Pocałował jej czoło, tak, jakby został mianowany na jej Anioła Stróża. – Odejdź, proszę – szepnął wtulony w czarne kosmyki. – Tak będzie lepiej. Najlepiej. I dla mnie, i… Dla ciebie również – dodał stanowczo. Powiedział to wbrew sobie, swoim uczuciom. Wbrew całemu światu i naturze. Zabił ostatnią nadzieję kłamstwem. Bo wiedział, że może i tak będzie lepiej dla jego rozumu. Ale nie dla serca. To mówiło co innego. Dyktowało inne warunki. Chciało więcej. Domagało się więcej uczucia.
Puścił ją, ale nie tak brutalnie jak wcześniej. Oparł się o pień. – Cholera, sam nie wiem czego chcę. – Był pewny, że dziewczyna już poszła. Że go nie słyszy i że jest sam. Mylił się. – Dziadku, pomóż. Niech Ona wróci, tu, do mnie. Potrzebuję jej… I Ciebie też. Ześlij mi więcej nadziei, bo tracę zmysły. Egoizm próbuje mnie obalić. Ja.. proszę – spojrzał błagalnie w kierunku nieba. Oczekiwał na jakiś znak. Choćby najmniejszy. Czy to była modlitwa ? Być może.

„Ciągle mamy nadzieję – i we wszystkich sprawach lepiej mieć nadzieję niż ją stracić.”
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 27
Czystość Krwi : 90%
Dodatkowo : Teleportacja
Galeony : 277
  Liczba postów : 381
Drzewo Zapomnienia QzgSDG8




Gracz




Drzewo Zapomnienia Empty


PisanieDrzewo Zapomnienia Empty Re: Drzewo Zapomnienia  Drzewo Zapomnienia EmptyNie Mar 06 2011, 01:12;

Ona by się nie odwróciła. Skoro wykorzystywał legilimencję w takim celu... Choć, inni potrafili sobie radzić i bez tego. Ale nie mówmy już o tym, jaki jest Luke, bo zostało to idealnie wyjaśnione, a Lau zaakceptowała jego charakter w całości, także nie ma o czym mówić. Ślepa miłość, tak to się zwie. I choć dziewczyna doskonale wiedziała, że padła jej ofiarą, pogodziła się z tym.
- Cóż, nie. - odpowiedziała, może trochę... zbyt szybko ? Nieważne. Wiadomo, że to pytanie retoryczne, ale kto powiedział, że i na takie nie można udzielać odpowiedzi ? Nikt. Nie uważała siebie za osobę słabą, bo CHCIAŁA walczyć. Po prostu czasami się gubiła, ale nigdy nie poddawała. Co do tego, że jedyną rzeczą, a raczej osobą, która mogła ją złamać był Luke miała sto procent pewności. Zaś tą jedyną rzeczą, jaka mogła ją zabić była miłość. A on o tym wiedział. To właśnie dlatego Krukonka zmieniła się tak ogromnie podczas tego ostatniego miesiąca. Dawniej chodziła uśmiechnięta, tryskała pozytywnym humorem i trzymała pion. Nie łamała się nigdy, choć wiedziała, że niektóre przeszkody, z którymi przyjdzie jej się zmierzyć będą wymagały od niej mnóstwa wysiłku. Do tej pory udawało jej się je zwalczać. Właśnie, do tej pory. W końcu musiał nadejść ten pierwszy raz. I choć była urodzoną realistką, gdzieś w środku miała w sobie nadzieję, której nie pozwalała dojść do głosu. Ta nadzieja mówiła, że pokona i to, a jak to się stanie, to będzie już bezgranicznie szczęśliwa. Choć to zadanie wymagało od niej o wiele więcej. Były tu ważne emocje, jej osobowość, charakter, upartość, wiara i zaufanie. Nie tylko wysiłek i siła, choć one również grały tu jedną z głównych ról. Nadzieja też miała tutaj swoje miejsce, dość znaczące, jak się okazuje. Bo to właśnie ona motywowała do dalszej walki, i choć skryta gdzieś tam głęboko, była wielkim przewodnikiem całej reszty. To właśnie przez nią ludzie posuwają się do haniebnych czynów, których się później wstydzą, czasami nawet i trochę żałują, ale nie do końca.
- Wcale nie mam zamiaru umierać. Sama się nie zabiję, zrobią to za mnie myśli, choć i te staram się... staram... się nie myśleć...? - no proszę, znowu palnęła jakąś głupotę! Choć nie, w sumie to była prawda. Ale wiecie, że tak się nie da ? Im bardziej starasz się nad czymś nie myśleć, tym bardziej te myśli ciebie męczą, nie pozwalają zniknąć i siedzą w tobie, mimo twego całkowitego sprzeciwu. - Nic mnie nie zdradziło. - chciała tutaj jeszcze dodać, że serca nie ma. To znaczy, ono w niej jest, ale to tylko zwykły organ. Nic znaczącego. To właśnie w rozumie, a raczej w mózgu posiadasz wszystkie myśli, uczucia i emocje, więc kto wymyślił powiedzonko kierować się sercem ? No tak, serce kojarzone jest z MIŁOŚCIĄ Mallory! I jakby nie patrzeć, nie mam już serca brzmi o wiele lepiej niż nie mam mózgu.
U niej liderem jest serce. U niego rozum. A jakby tak połączyć serce z rozumem ? Tworzylibyśmy jedną całość, co z kolei stanowiłoby równowagę między tymi organami! I żadne z nas nie miałoby problemu z jednym, bądź drugim. Idealny plan wymyślony przez INTELIGENTNĄ DZIEWCZYNĘ Z RAVENCLAWU, niestety, potrzebujący zgody obydwu osób.
Skoro by docenił, to dlaczego utrudniają sobie życie ? Zależy im na sobie, a i tak zachowują się jak para drugoklasistów, którzy dokuczają jeden drugiemu, aby nie pokazać co naprawdę o sobie myślą. Choć Lauren powoli się przełamywała. Zaczynała się otwierać, a raczej mówić na głos o swoich uczuciach, bo po co ma coś ukrywać ? Jeżeli jest pewna tego, co czuje, to niech o tym mówi. Ta, trudniej naprawdę to zrobić. Choć jej się udało, jak zostało to wspomniane we wcześniejszym poście, i w tym również jeszcze będzie.
Słowa bardziej romantycznym sposobem ? Ona nie jest jedną z dziewoj, które całują się z chłopakami, o tak se, dla przyjemności, z nudów, bo nie ma się co robić. Jeżeli traktuje kogoś w taki sposób, to naprawdę go kocha. Dla niej to, co robiła świadczyło dogłębnie o tym, że go otacza miłością, że uważa go za wyjątkowego. Dlatego nic nie mówiła. Była pewna, że to oczywiste, a że łatwiej jej było się w niego wtulić, niż wypowiedzieć te dwa słowa, to... Po prostu miała w sobie jakąś blokadę. Okazywała miłość w inny sposób, nie myśląc wtedy jeszcze, że musi jasno powiedzieć, co czuje. Dla niej wyznanie miłości na głos było po prostu zwykłymi słowami, choć prawdziwymi. Mowa rani, to właśnie tym sposobem przekazywane są kłamstwa, wyzwiska, kpiny. Lecz poświęcenie to czyn szlachetny, a skoro i tak już okazywała mu swoją miłość w różny sposób, to i mogła się zdobyć na to wyznanie, ot co!
Jednak nawet po dobrym odwyku, można nauczyć się funkcjonować. I o to właśnie chodzi. Chciała nauczyć się żyć na nowo, w razie, gdyby coś poszło nie po jej myśli. Mogłaby się nauczyć chodzić, nawet oddychać, mogłaby sprawiać wrażenie w miarę normalnej wśród ludzi. Nikogo by nie obchodziło to, co się z nią dzieje naprawdę, tam w środku, co przeżywa podczas nocy, takich jak ta. Ważne, że byłaby otoczona ludźmi, a dokładniej, ważne, że nie bałaby się przebywać wśród nich. Nie tak bardzo, jak przed ewentualnym odwykiem, na który nie miała zamiaru iść.
Jaka szkoda, że nie dane jej było usłyszeć tegoż wyznania! Choć, gdyby usłyszała znaczną część tych wszystkich myśli, które zaprzeczają akcji: Nie możemy być razem, sytuacja nie wyglądałaby tak, jak wygląda. Wszystko byłoby takie łatwe, strasznie proste i ogólnie, jak w tych wszystkich tasiemcach czy komediach romantycznych. Czyli żadne z nich nie miało łatwo. Żadne z nich nie wyobrażało sobie życia bez drugiego. Ale musieli się tego nauczyć, prędzej, czy później, z naciskiem na później (tu ze względu na Luke'a, co nie, K? Gdyby nie Ty, byłabym gotowa wydać już Lau za mąż! Chociaż nie, jednak nie! Nie lubię strasznie szybkich akcji).
Aluzję pojmuję, więc spokojna głooowa! Doskonale wiem, co próbujesz mi powiedzieć! Luks jest. Fajny. Jest. Choć muszę przyznać, że nieźle Lau nastraszył listem, w którym zawarł informację o długonogiej blondynce! Mam nadzieję, że to nikt konkretny, bo może niedługo zostać rozszarpany i z poobgryzanymi palcami! Irosław pomoże, prawda? A wiesz, że inny nie zawsze oznacza lepszy? (Tak, wiem, że inny nie zawsze znaczy gorszy, ale cii!)
- Nic nie musisz, wcale nie. Kłamstwo, kłamstwo... kłamiesz. Co prawda tylko co do tego, że musisz, ale to też jest kłamstwo. Nie łatwiej powiedzieć, że chcesz zapomnieć? - mówiła kręcąc głową i błyszcząc oczętami pełnymi łez. Chce zapomnieć, aby oszczędzić bólu sobie... i mnie. Nic dziwnego, chyba nigdy nie trafiła mu się taka męcząca osoba, w jego licznych romansach. Odrzucenie bolało, i to cholernie. Nawet jeżeli przesiąknięte było kłamstwem. Teraz przynajmniej głos się jej nie łamał... No, przynajmniej nie tak, jak wcześniej. Potrafiła powiedzieć coś płynnie na jednym wdechu, o! Dalej musiała chwilę odczekać, zakrztusić się powietrzem, nabrać go znowu i starać się mówić dalej. - Przyjaciele? Jak mam z nimi później rozmawiać? Jak mam rozmawiać z kimkolwiek? Jak mam zapomnieć? Wlazłeś do mego życia, odcisnąłeś na nim piętno i chcesz zniknąć? Chcesz...potraktować mnie jak kolejną ofiarę? Ja...jestem nią? - mówiąc to, znowu popadała w kolejną, silną histerię. Wywnioskować to można było z coraz piskliwszego tonu i załamującego się głosu oraz nagłych wdechów. No i postawy. Mówiąc to trzymała się z całych sił w okolicach, w których niegdyś było serce. Prosisz TYLKO o to? Chyba AŻ o to. Powinieneś uważniej dobierać słowa, widząc, w jakim jestem stanie. No, chyba że robisz to celowo...
Kiedy tak była w jego ramionach, czuła się naprawdę bezpieczna. Tak, to dziwne, zważając na to, że przecież był to jej jedyny, i to do tego, największy wróg. Tylko On potrafił ją skrzywdzić, i to tak dotkliwie. Czekała na kolejną falę bólu, spowodowaną odrzuceniem, odepchnięciem, po raz kolejny tejże piekielnej nocy. Jak to możliwe, że akurat dzisiaj gwiazdy świeciły tak jasno, tak pięknie? To w ogóle nie pasowało do tejże sytuacji... Widocznie zmarli ich obserwowali. Pamiętacie, jak wspominałam, że oczy Lau chciały mieć randkę ze stalowymi tęczówkami Luke'a? Miały. Tylko dlaczego, do cholery jasnej, ostatnią? A bynajmniej tak się jej wydawało. Nie wiedziała, czy dostrzegł w jej czarnych oczach (z odrobiną zieleni, oczywiście) ból, który odczuwała. Czy zobaczył w nich to cierpienie, okropną tęsknotę? A nadzieję? Czy ją ujrzał?
Kiedy tylko poczuła jego usta, odruchowo zamknęła oczy. Panowało w niej milion sprzecznych uczuć. Jego wzrok mówił jej, że to koniec, ale w swoim pocałunku zawarł całkowicie co innego. To, że ją kocha. To, że jej ufa. To, że robi coś wbrew sobie, ale nie potrafi nad tym zapanować, bo taki jest. Taką ma osobowość, boi się zmian. Czy kiedyś nie powiedział jej, że się boi? A właśnie, że On nie zataił przed nią tak ważnej informacji, jasno określił wszystko, jeszcze w lodowej komnacie. Więc dlaczego akurat tą wiadomość schowała gdzieś daleko, z tyłu swojego mózgu? Dlaczego się tym nie przejęła?
Miano Anioła Stróża miał już zaklepane. Daawno temu. Nawet, jeżeli o tym nie wiedział nikt inny, poza nimi dwojga. Nawet, jeżeli On o tym nie wiedział.
- Naprawdę wierzysz, że tak będzie najlepiej? - wyszeptała. Może i będzie, ale tylko i wyłącznie dla Niego. Na pewno nie dla niej. Ona nie wytrzyma tego wszystkiego. Jej dusza nie przeżyje Jego odejścia. Będzie żyła, ale tylko ot tak, w środku będzie pustym pojemnikiem, nikomu niepotrzebnym, całkowicie bezużytecznym. Ale jak Go zabraknie na tym świecie, to ona sama z niego odejdzie, w końcu stanie się wolna. I spotka się z Nim. A może nawet i z Abraxasem? Bo przez cały ten czas będzie żyła tylko i wyłącznie dla Niego. Bo nie chce, aby miał ją na sumieniu. Nie, nie chciała się zabić, bo martwa już miała być, po Jego odejściu. Teraz pozostała jej tylko walka, którą miała toczyć ze samą sobą. I miała zamiar wygrać. Wiecie co? Chyba właśnie tego Luke ją nauczył. Aby nigdy, przenigdy się nie poddawać, walczyć o swoje. Bo zawsze można zwyciężyć.
Nadszedł czas spełnienia prośby, czas odejścia. Nie czuła już nic, zupełnie nic. Po tym, jak się odwrócił cofnęła się tylko kilka kroków, a że o niczym nie myślała, on nie mógł jej usłyszeć. Słysząc kroki był pewny, że odeszła. Nie wiedział, że każde wypowiedziane przez niego słowo było jeszcze dokładnie przez nią słyszane.
– Dziadku, pomóż. Niech Ona wróci, tu, do mnie. Potrzebuję jej… I Ciebie też. Ześlij mi więcej nadziei, bo tracę zmysły. Egoizm próbuje mnie obalić. Ja... proszę.
Nagle po prostu się osunęła. Nogi odmówiły jej posłuszeństwa, przez moment miała ciemno przed oczami. Ale tylko przez krótką chwilę. Na oślep złapała się wystającej gałęzi, tej, co wcześniej,a by się podnieść. Wzięła kilka większych wdechów, łapczywie łapała powietrze. Była pewna, że Luke to słyszy. Nawet głuchy by usłyszał, jak walczy o to, aby utrzymać się na nogach. I... chyba pierwszy raz dotarło do niej, a raczej, w jej głowie zaświtała myśl, że on walczy sam ze sobą. Że walczy ze swoją Drugą Stroną. Nie śmiała nazwać jej Gorszą. Nagle nadzieja wypełniła ją całą. Od niego zależało to, co się z nią później stanie. Nie odzywała się, bo nie wiedziała co powiedzieć. Czuła tylko i wyłącznie to, że jego wzrok skierowany jest na nią. Mówiłeś, że nie ma Księżyca, ani Słońca. Nie ma więc też Dnia, ani Nocy. W związku z tym nie ma też Początku, ani Końca...

Nie wierzę w nic, ani w koniec, ani w początek
Nie wierzę w nic, ani w ziemię, ani w gwiazdy
Nie wierzę w nic, ani w dzień, ani w ciemność
Nie wierzę w nic oprócz bicia naszych serc
Nie wierzę w nic - sto słońc, zanim się rozdzielimy
Nie wierzę w nic, ani w grzech, ani w Boga
Nie wierzę w nic, ani w pokój, ani w wojnę
Nie wierzę w nic oprócz prawdy i tego, kim jesteśmy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Luke Gringott

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 26
Czystość Krwi : 100%
Dodatkowo : Legilimencja i oklumencja, teleportacja
Galeony : 292
  Liczba postów : 674
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1383-luke-gringott
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1419-luke-gringott
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1418-luke-gringott
http://www.lastfm.pl/user/hollywoodo
Drzewo Zapomnienia QzgSDG8




Gracz




Drzewo Zapomnienia Empty


PisanieDrzewo Zapomnienia Empty Re: Drzewo Zapomnienia  Drzewo Zapomnienia EmptyPon Mar 07 2011, 12:35;

„Śpij, śpij, śpij, kochanie. Śpij, śpij, mon cheri.
Zaśnij, bo opowiem mamie co się Tobie w nocy śni.”



Retrospekcja: Miałem kompletny chaos w głowie. Na zmianę widziałem potężny zamek Durmstrangu z delikatną twarzyczką Anaid, która w kółko szeptała „Jesteś nikim.”. Oczywiście były to tylko moje chore wyobrażenia, ale aż tak bardzo nie mijały się z prawdą. A ta jest taka, że Ona ma rację. Charakteru może mi pozazdrościć sam szatan. Bez namysłu spakowałem swoje rzeczy, i tak za tydzień koniec roku, oraz skierowałem się w kierunku gabinetu Larse’a. Powiedziałem mu tylko, że wyjeżdżam, a on zgodził się mnie kryć i przed nauczycielami i przed ojcem, który i tak się później wszystkiego dowiedział. Cholera, tylko skąd ?!
Pojechałem… nad morze! Usiadłem na piasku. Lekki wietrzyk mierzwił mi włosy, a ja tonąłem w rozpaczy. Pokochałem niewłaściwą osobę. To takie żałosne. Było lato, więc powoli zjeżdżali się turyści. Małżeństwo z dziećmi, para staruszków i młodzi zakochani… Wszystko mi się z Nią kojarzyło. Byłem wściekły. Na siebie oczywiście, bo przez swoją dumę straciłem najważniejszą rzecz. Mój mózg funkcjonował całkiem inaczej. Odbierał zupełnie inne bodźce. I wtedy zapragnąłem jednej rzeczy.
Aby fale obmyły ze mnie złe wspomnienia.
Piasek wypełnił pustkę.
A muszle dokładnie osłoniły to, co jeszcze pozostało we mnie dobrego.
Czy się spełniło ? Nie pamiętam.


Wtedy, parę lat temu sądził, że bardziej nie można się pogrążyć we własnej duszy. Otóż można. I właśnie dzisiaj tego dowiódł. Zapadał się przez jakąś cholerną dziewczynę. Nie potrafił sobie uświadomić, że się zmienia. Że przechodzi wewnętrzną metamorfozę.. na lepsze. Że nareszcie zaczyna kochać i to osobę, która zaakceptowała wszystko. Jego wady, jak i zalety (o ile jakieś miał). Dobrą i Gorszą Stronę. Dobro i Zło drzemiące w nim. Miłość potrafi namieszać ludziom w głowie i Luke jest tego najlepszym przykładem.
- Owszem, zdradziło cię i nawet o tym nie wiesz – powiedział nieco inaczej. Łagodniej ? Nie wiem, ale w dalszym ciągu można było usłyszeć kpinę. Na tyle silną, że „umierająca” Lauren mogła zarejestrować tylko ją.
Nie potrzebuję twojego serca. Muszę odnaleźć swoje. Jest, gdzieś w głębi, ale jest. Mam zamiar go kiedyś poszukać. KIEDYŚ NA PEWNO. I po co się oszukujesz, Gringott ? Spadaj. Spadnę, jeśli i ty to zrobisz. Znowu milczysz. Nie dasz rady pokonać własnego Ja. Swojego egoizmu, który sam wyhodowałeś. O nie, nie zgadzam się! A ty, rzekomo Lepsza Strono, po jakiego się odzywasz ?! Pff, mam tu takie same prawa jak ty, cholero jedna. Jakoś nie widzę, abyś moralizowała Luke’a. Bo… Bo on tego nie chce. Jestem przegrana.
I znowu temat kochania. Pocałunek nie świadczy o czyjejś miłości, naprawdę. To znaczy zależy jaki on ma wymiar. Bo na przykład dla Luke’a one NIC nie znaczą. Robi to po to, aby wyrzucić z głowy dwie twarze, pomiędzy którymi nie potrafi wybrać. Tutaj trzeba zrozumieć niektóre czyny, bo to ważne.. w pieprzonej miłości. Ja mam nieco inne zdanie od pana Gringotta. On uważa, że ta nie istnieje. A ja po prostu nie mam pojęcia co o niej myśleć. Nie dlatego, że jej jeszcze nie przeżyłam, a przez to, że mam oczy i umiem obserwować. Niby z jakich powodów są na świecie wojny ? No właśnie, nie z miłości. Gdyby ta istniała to z pewnością byłoby o wiele lepiej. Choć… Skoro w nas żyje nienawiść to musi, po prostu musi być… Ale nie ma. Nikt nie potrafi dokładnie sprecyzować czy woli kochać, czy też nienawidzić. I w zasadzie zawsze wybieramy tą złą decyzję. Ludziom łatwiej jest nie wierzyć w te pozytywne uczucia, wyzbyć się totalnie. Bo tak łatwiej, prościej. Lepiej nam się funkcjonuje. Piekielnie głupia sprawa z tą miłością, co ?
Tak, tak. Obiecuję, że ten potwór zrozumie kiedyś, że nie może jej opuścić. A ja nie mam zamiaru wydawać Luke’a za.. żonę, bo po prostu to do niego niepodobne. Jest zbyt skomplikowany, zbyt trudny i zbyt nieczuły na małżeństwo. Chyba, że Lau lubi prać skarpetki i będzie mu podawała kubek z kawą, który leży tuż obok jego ręki to okej. Sprawę męża masz załatwioną. Swoją drogą, Lauren musi trochę poczekać, bo u niego tak niebanalne procesy trwają znacznie dłużej niż u innych facetów. On musi wszystko przeanalizować, wykryć wszystkie dobre strony dla siebie i dokładnie pomyśleć czy mu się to opłaca. Dureń, ale… Nie mam zamiaru narzucać mu własnych racji, ot co.
- A ty nie chcesz zapomnieć, Lau ? Nie chcesz żyć normalnie ? Radzę ci, abyś mnie posłuchała – rzekł. Czy on do cholery musiał podejmować za nią wszystkie decyzje ? Po raz kolejny wmawiać jej, że to jest dobre, a to złe i słuchaj Wujka Luksa. On wie wszystko najlepiej.
Pogubił się. Nie miał pojęcia co jej odpowiedzieć. Szczerze, tak jak ze mną. Kath ci pomoże, to dobre stworzenie. Hm, w zasadzie ty RÓWNIEŻ mogłabyś jej pomóc, bo ja nie znam się na damskich chorobach psychicznych. W ogóle, czego wy ode mnie wymagacie ?! Że rozszyfruję psychikę kobiet ? Pff. Tak jak mówiłem wcześniej nie chcę, ale muszę. Wiesz, że będzie lepiej.. beze mnie. Zaczniesz wieść lepsze życie. – Sama sobie odpowiedz czy nią jesteś. Naprawdę sądzisz, że po tylu chwilach będę potrafił nazwać cię ofiarą ?! – krzyknął.
Proszę tylko o to. Mógłbym zażądać więcej, ale nie chcę. Marzę o tym, abyś po prostu poszła. Podpowiem ci – obrót i krok. Potem już cię nogi same poniosą. No, idź! Jeszcze tu stoisz ? Wyn… Wynoś się, cholera.

„Tak, zawsze genialny,
Idealny muszę być.
I muszę chcieć, super luz i już,
Setki bzdur i już, to nie ja.”

Gwiazdy świecą zawsze. Nawet w dzień, tylko my ich nie widzimy. Jesteśmy zbyt zajęci sobą, własną karierą czy innymi duperelami. Nie potrafimy dostrzegać piękna. Zarówno tego w naturze, jak i w drugim człowieku.
Ale on spróbował. Bez użycia legilimencji wpatrywał się w jej czarne oczy z domieszką zieleni i czytał. A jakby sprostować to dopiero się uczył, jak dzieci w przedszkolu. Bo nigdy specjalnie się nie starał, gdyż wiedział, że legilimencja mu pomoże. Widział ból, który sam wywołał. Jakoś specjalnie się tym nie zmartwił, bo drzwi, które na chwilę otworzył i powiedział o wiele za dużo, znów się zamknęły. Tęsknota. Za czym ona może tęsknić ? Czy kogoś straciła oprócz Luke’a ? Nie. I tak, dostrzegł własną matkę, czyli nadzieję w jej tęczówkach. Starał się, ale nikt nie potrafił tego docenić, bo nie wiedzieli. Nie domyślali się, że on wie o nich wszystko, choć nie pisnęli nawet słówka!
Ach, pamiętam pamiętny moment w Lodowej Komnacie. Tej, gdzie jest ciepło, ale i zimno. Spytał się wtedy „czy TEŻ się boi”. Bała się, ale mniej od Luke’a. A on był wręcz przerażony wizją, że coś zaczyna pękać. Że lody topnieją. Że zbliża się wiosna. Że staje się innym człowiekiem. Lepszym… To smutne. Bo nie chciał się zmieniać. Podobała mu się ta sztuka teatralna, której był reżyserem, o czym również pisałam w LK. Gdzieś, w aluzjach umieścił, że nie chce jej zranić. Ale wszyscy zapomnieli. O jego obawach, uczuciach. Dzisiaj każdy jest egoistą. W mniejszym lub większym stopniu, ale jest. Nie wiem jak było kiedyś, ale podoba mi się wizja lepszego wczoraj.
Jeszcze kilka chwil. Sekundy pulsowały mu w głowie. Trząsł się na myśl, że po raz kolejny coś spieprzył. Na samym początku wspominał An. Za kilka lat będzie tak samo, tyle, że z Lauren. Nie są dla siebie stworzeni ? Bzdura!
- Wierzę.
Wsłuchiwał się w ciszę, którą sam stworzył. Przeszył ją dźwięk upadku. Myślał, że jest sam. Na samym początku ucieszył się, że to z nieba spada Anioł – jego Dziadek. Mylił się. Była to Lauren, która wszystko słyszała. Usiadł na ziemi, nie zważając na to, że jest środek zimy. Jedna kropla. Smutek. Druga kropla. Żal. Trzecia kropla. Miłość. Czwarta kropla. Śmierć.
Tak, walczył sam ze sobą, ale przegrywał. Mówiąc całą prawdę Abraxasowi, powiedział ją również L. Nie czuł się z tego powodu jakoś specjalnie dumny. Ponownie opętała go obojętność i jakiś dziwny stan otępienia. Patrzył przed siebie. Obłąkanym wzrokiem pragnął objąć linię horyzontu.
Wszystko teraz zależało od Krukonki. Od tego, jak zareaguje na jego słowa. Jak się zachowa.
Wobec tego nie ma nic. Ani Ciebie, ani Mnie. Rudych kotów, lizaków, czerni. Jest sama pustka. A jednak w niej żyjemy. Chcemy się zatapiać w.. niczym.
A ja wierzę. I w początek, i w koniec.
W ziemię, w gwiazdy.
W dzień i w ciemność.
Ale nie w bicie naszych serc.
Wierzę w sto słońc.
Wierzę w grzech i wierzę w Boga.
Wierzę w pokój i w wojnę.
Nie wierzę jednak w prawdę i to, kim jesteśmy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 27
Czystość Krwi : 90%
Dodatkowo : Teleportacja
Galeony : 277
  Liczba postów : 381
Drzewo Zapomnienia QzgSDG8




Gracz




Drzewo Zapomnienia Empty


PisanieDrzewo Zapomnienia Empty Re: Drzewo Zapomnienia  Drzewo Zapomnienia EmptyPon Mar 07 2011, 17:46;

Może być źle, ale powinno być właściwie,
Może być źle, gdy pozwolimy naszym sercom zapłonąć.
Może być źle, to wymyka się spod kontroli.
Może być źle, to nie może minąć.
Może być źle, trzeba to szybko zakończyć.
Może być źle, ale powinno być właściwie.
Może być źle...


Lauren właśnie tak zinterpretowała tenże „pocałunek”. Na swój sposób. Może chciała, aby tak się wydarzyło, może nadzieja, która z czasem się powiększała sięgnęła zenitu? A może zgłupiała z tej miłości? W każdym bądź razie, wniosek, jaki wysunęła był prawdziwy. A ona... ona miała tylko tego ogólny zarys, nie potrafiła uwierzyć w to stuprocentowo, choć była już coraz bliżej prawdy, ba, była bardzo blisko. Dlaczego nie wierzyła w to całkowicie? Cóż, a kto by uwierzył po tych wszystkich słowach, którymi oberwała od Luksa? To wszystko... to było całkowitą sprzecznością. Ta sytuacja była skomplikowana. Ona sama myślała, że już wyszła z labiryntu i teraz będzie dobrze. I co? Prosto z labiryntu wpadła w nieznane jej sidła. Tymi sidłami, jak się później okazało, było jej ciało, bo to właśnie w nim była uwięziona. Do tej pory jej to nie przeszkadzało, ale zaczęło, gdy pod wpływem emocji zaczęły lecieć łzy, wzrok zaczął szwankować, nogi odmawiały posłuszeństwa. Ale to wszystko działo się przez to, co ona odczuwała tam, w środku. Tak wpływała na nią dusza, czy jak to tam zwiecie. Emocje i uczucia. Serio odpowiedzialny jest za to rozum?
Wojny... Cóż, to na pewno nie powód do radości. Ale nie wszyscy ludzie są źli. Wystarczy taki jeden z umiejętnością manipulacji, który nawciska innym różne bzdury z serii: po wszystkim będzie żyło się lepiej, to tamci drudzy są źli i coś knują przeciwko nam, chcą nas zaatakować, zabrać nam coś, a my musimy się bronić! Tacy właśnie ludzie, którzy potrafią wszystko „ładnie” opowiedzieć, najczęściej dorastali w domu, gdzie nie było miłości, ani innych takich dobrych czynników. Pochodzą z domów, w których panowały srogie zasady, gdzie sortowano ludzi na „gorszych” oraz „lepszych”
I nie zgodzę się też z tym, że wyzbywając się dobrych, pozytywnych uczuć, żyje się lepiej, łatwiej, czy tam prościej. Kiedy jesteś zły, nie masz przyjaciół. Nie masz nikogo bliskiego. Co za tym idzie? Jesteś samotny, nie masz się do kogo odezwać. Popadasz w dół, bądź wręcz przeciwnie, uważasz, że nikt nie jest godny kontaktu z tobą. Czujesz się najlepszy we wszystkim, co jest całkowitą iluzją. Ludzie przez to nie postrzegają ciebie jako idola. Częściej twierdzą, że się izolujesz. I teraz właśnie mi przyszło do głowy, że Luke posiada niektóre z wyżej wymienionych cech, ale to inna postać! On w środku jest dobry i zaczyna to okazywać. Boi się, ale jakoś brnie w to dalej, może nie zdając sobie z tego do końca sprawy. Inni też mają w sobie dobro, tylko czasami nie potrafią go dojrzeć i zostają tacy zamknięci w sobie, nie potrafiąc go okazać społeczeństwu.
Ależ ja nie nalegam, aby brali ze sobą ślubu! Jest dobrze tak, jak jest. Luke jest osobliwą postacią, oryginalną i wspaniałą, wyjątkową, jak to już nie raz mówiono, choć jest wrednym, aroganckim, egoistycznym, okrutnym, chamskim i w ogóle zadufanym w sobie Zgredem! Ale przynajmniej ma jakiś inny charakter, no nie? . Zresztą... ich ślub byłby zdecydowanie za szybki. No i w wieku siedemnastki? Matka Lau jak nic na wieść o czymś takim zareagowałaby pytaniem – Wpadłaś? No to pięknie! I co my powiemy ojcu? Co powiemy innym? Co ty w ogóle teraz zrobisz? Trzeba było uważać, do cholery! Wiesz, jaki to obowiązek?! A nauka? Pieniądze? Boże... Jak to się stało? I z kim tak w ogóle?! Ojciec go zabije, zobaczysz! Później wkroczyłby ojciec Lau i nie zdołaliby wyjaśnić tego nieporozumienia. Po co ich narazić na takie nieprzyjemności? Wyobraźnia matki Lauren przeraziłaby istoty, które jej nie znają...
- Chcę. To znaczy, chcę żyć normalnie... Ale jak mam zapomnieć? Tu nic nie pomaga! Jak znasz jakiś sprawdzony sposób, to mi go wręcz. No, powiedz mi, Gringott, jak takie cholerstwo jak ty usunąć z pamięci?! Sam powiedziałeś: Jestem senną zjawą, koszmarem, przewijającym się przez życie. Powracam w najmniej oczekiwanym momencie, zapamiętaj. – cytowała list z sarkazmem. Inaczej się nie dało. Musiała wszystko wyjaśnić. Powiedziała mu wprost, że go kocha. On sam powiedział Dziadkowi, że zależy mu na niej. Kij z tym, czy to prawda, czy kłamstwo! Nie ważne, że nie powinna tego słyszeć. A skoro już zaczęła mówić, to kontynuowała – I co? Co do tamtego dotrzymałeś słowa. Więc dlaczego nie dotrzymałeś go też pisząc: Chociaż mnie już raczej nie zobaczysz. No, chyba że na korytarzu bądź w jakiejś pustej klasie. Ja pamiętam wszystko, Gringott. Wszystko, co ma z tobą jakikolwiek związek. - mówiąc to wyciągnęła z drugiej kieszeni płaszcza (w pierwszej nadal siedział list) kawałek fioletowo-czarnej koszuli w kratkę. Tak naprawdę, to NIE CHCĘ zapomnieć. I masz rację, jeżeli nie możemy być razem, to lepiej by było dla mnie, gdybym nie pamiętała... Ale ja po prostu nie mogę. Nawet jakbym chciała zapomnieć o tych wszystkich sytuacjach, to nie chcę zapomnieć Twoich blond włosów, stalowego wzroku, łobuzerskiego uśmiechu, który widzę za każdym razem, gdy zamykam oczy... Mam znaleźć sobie innego Anioła Stróża? Tego chcesz, prawda? To twoja prośba. Chcesz, abym odeszła. Rozumiem... Tak więc, niech w Twojej pamięci pozostanie tylko Anaid. Wygrałeś tą wojnę. Pamiętała, że napisał w jednym z ponurych listów, iż BYŁ do tego przywiązany. Ciekawe, czy na widok kawałku materiału wybuchnie niepohamowanym śmiechem? A może zażąda zwrotu jego własności? Nie ma problemu. Czas zapomnieć.
Przegrałam...
On wiedział wszystko najlepiej. Wiedział, co jest dla niego dobre. Tego naprawdę chciał? Dobra. Chciał zapomnieć? W porządku. Czas odejść.
- Nie krzycz na mnie. Ile razy mam ci to mówić?! - wyszeptała, odsuwając się trochę. Istotnie, kiedyś już wspominała, aby nie podnosił na nią głosu. Kiedy to było? A, w Trzech Miotłach! Tyle, że tam było szczęśliwe zakończenie. Tu go nie będzie. Czy to nie dziwne, że właśnie teraz zaczęło jej się przypominać WSZYSTKO? Jak przed śmiercią. Ich spotkanie w Trzech Miotłach, w Lodowej Komnacie, która na zawsze pozostanie miejscem „zimnym, ale ciepłym”, lecz będzie w niej brakowało jednej rzeczy, której odzyskać się już nie da. I, o dziwo, tej nocy gwiazdy błyszczały na niebie jak podczas jednego z ich pierwszych spotkań. Było to dokładnie pod Wielkim Dębem.
Spojrzała mu ostatni raz w stalowe tęczówki. Chciała poszukać tam Jej Luke'a. Wiedziała, że on tam jest, ale schowany gdzieś głęboko, gdzie nikt nie miał wglądu. Łez już nie było. Dzisiaj wylała wszystkie. Pewnie przez to tak ją piekły. Ból uciskał żołądek. Dłonie drżały. Jednak stała. Za moment miała się odwrócić i ruszyć przed siebie. A raczej, cofnąć się do tyłu. Bo tu, gdzie właśnie stała miała być jej przyszłość, do cholery! Ale... on jej nie chciał, a taki związek nie ma sensu. Zapomniała już nawet, na czym go nakryła. Miało to wrócić później, w postaci koszmarów sennych, bo wiedziała, że tak łatwo nie zapomni. Może jutro wróci do tego drzewa? Może dzisiaj nogi zaniosły ją tu w określonym celu?
Zaczęła się cofać, ale nie spuszczała z niego wzroku. Idealne kości policzkowe, idealnie długie rzęsy, idealnie skrojone usta, idealna cera, idealny dotyk, idealna całość.
Której miała już nigdy nie zobaczyć.
- Żegnaj... - wyszeptała cicho, lecz stanowczo. Oczy jej się zaszkliły, kolejny raz tej nocy. Przymknęła je więc, odwróciła się i ruszyła przed siebie. Wiedziała, że jak znowu znajdzie się w dormitorium, będzie już ledwo przytomna. Popadnie znowu w całkowite otępienie. Nie, będzie jeszcze gorzej. Bo teraz wszystko było jasne – koniec.
Dlaczego to robię? Z oczywistych powodów.
-Chcę, żebyś był szczęśliwy...

Noc dobiegła końca,
Nie możemy udawać.
Musimy uciec,
Musimy uciec,
Najwyższy czas na ucieczkę,
By zabrać nas daleko stąd,
Ochronić nas przed kolejnymi stratami.
Odporność...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Luke Gringott

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 26
Czystość Krwi : 100%
Dodatkowo : Legilimencja i oklumencja, teleportacja
Galeony : 292
  Liczba postów : 674
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1383-luke-gringott
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1419-luke-gringott
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1418-luke-gringott
http://www.lastfm.pl/user/hollywoodo
Drzewo Zapomnienia QzgSDG8




Gracz




Drzewo Zapomnienia Empty


PisanieDrzewo Zapomnienia Empty Re: Drzewo Zapomnienia  Drzewo Zapomnienia EmptyWto Mar 08 2011, 10:18;


Owszem, nie wszyscy. Ale ci, którzy są, zostali wychowani w domu bez miłości i potrafią manipulować ? Czy każda wojna jest przez nich ? Luke walczył jedynie sam ze sobą. Chciał obalić to, co najgorsze. Bo gdzieś, w podświadomości wiedział, że jeśli tego nie zrobi to po prostu zginie. Zostanie zrównany przez własne Ja. Głupie, egoistyczne i władcze Ja. A nie chciał.
Cóż, matka Lau zareagowałaby przynajmniej normalnie. Droga T, wyobraź sobie szanownego Oriona, gdy dowiaduje się, że jego syn się żeni - Lauren zostałaby wdową dzień po ślubie. I to dosłownie. Ojciec Luke’a jest zdecydowanie jeszcze gorszy. I to nie dlatego, że został wychowany tak samo, jak on teraz wychowuje własnego syna. On chce. Kocha zło, uważa je za swoją żonę. Zobacz, piękny (jeszcze ładniejszy od samego Luke’a!), mądry, bogaty… Która by go nie chciała ? I właśnie tu zaczynają się schody. Natura wiedziała. Wiedziała już, że popełniła błąd stwarzając kogoś takiego. Musiał charakterkiem nadrobić, co nie ?
- Po prostu się postaraj. Mówisz, że jesteś silna. Udowodnij to. A sposobu muszę poszukać sam… - powiedział. Wsłuchiwał się dokładnie w ton jej głosu. Drżała, ale starała się to ukryć. Wyczuwał, że w końcu spełni jego prośbę. Że naprawdę odejdzie, mimo że oboje nie chcą. Jakie to życie jest dziwne. – Dotrzymałem. Tylko nasza podświadomość nas tu przywiodła. Aby się należycie pożegnać i jeszcze bardziej cierpieć. Bo sami tego chcieliśmy. I nie sądzę, aby to był przypadek. Chciałem sobie oszczędzić twojego widoku. Zamknij te piekielne oczy, bo czuję ból! I tobie mojego. Co za cholerny idiota z góry zapragnął, abyśmy się spotkali ? Nie wiem. Ważne, że to się kończy.
Ja też wszystko pamiętam. Sny nie pozwalają mi zapomnieć. Kath również. Wiesz, że ciągle o Tobie gada ? Ona cierpi, ja cierpię, ty cierpisz. Jaki to ma sens ? Gówno mnie to obchodzi. Dajmy sobie spokój. Rozum mówi mi jedno – żeby odejść. Serca nie znalazłem, więc mam tylko to wyjście. Posłuchać tego, który mnie nigdy nie zawiódł. Ja nie mogę być Twym Stróżem. Oni muszę mieć czyste sumienie. A nie mam. I proszę, nie myśl o Anaid. Ona jest przeszłością, tak, jak i za chwilę Ty…
Ujrzał kawałek swojej ulubionej koszuli. Przesłał go, bo myślał, że to kończy. A wtedy był początek końca. Dziś jest jego ostateczny koniec. Nie zapominajmy jednak, że zawsze można zacząć wszystko od początku. Z tym, że będzie łatwiej, bo nie popełnimy już tych samych błędów, co kiedyś. Poczuł jakiś dziwny skurcz w okolicy żołądka. – Nosisz ją ze sobą ? – spytał cicho, aby nie wyczuła czegoś w rodzaju… Wzruszenia ? Tak, to dobre określenie. Wzruszył się, bo ona nosiła jego cząstkę jak talizman. Jemu wystarczą wspomnienia.
Może i wygrałem. Ale to teoretycznie i w Twoim mniemaniu. Ja stwierdzam, że przegrałem. Sam ze sobą. Ze swoimi słabościami.
- Nie musisz się powtarzać – zakpił.
Napotkał jej tęczówki. Czarne węgielki pokazywały miłość. A ta zimna stal ? Robienie coś wbrew sobie. Natychmiast je zamknął. Nie potrafił już dłużej udawać, że wszystko jest w porządku. Zużył cały zestaw masek. Gdy już otworzył, spostrzegł, że odchodzi… ODCHODZI! Cholera jasna, ma za swoje! A więc ostatnie słowa jakie do niej wypowiedział to „Nie musisz się powtarzać”. Nie tak miało być. Nie taki scenariusz sobie napisał. Nie tak kończy się miłość! A więc spektakl się nie udał, bo reżyser wszystko zawalił. Bo choć ustalał, jak to wszystko ma wyglądać, musiał również współpracować z aktorką, która właśnie odeszła. Zapomniał, że muszą stanowić jeden, niezniszczalny duet, jeśli chcą pokonać konkurencję. Mylił się, myśląc, że sam da radę.
Usiadł po turecku, ukryty w kurtynie nocy. Schował twarz w dłoniach. Dopiero teraz i do niego wróciły wspomnienia, ale wszystkie od końca. Tempo filmu było dość szybkie, więc starał się skupić. Bo po raz ostatni go ogląda.

Drzewo Zapomnienia… Koniec. Przyszedł tutaj, aby w spokoju odbyć żałobę. Gdy odejdzie, będzie odczuwał jeszcze większą. I po Dziadku i po miłości. Zobaczyli się po długiej rozłące. Spragnieni siebie zapomnieli, że muszą sobie wiele wyjaśnić. Spragnieni zemsty zapomnieli, że się kochają. Spragnieni spokoju zapomnieli, że się nawzajem potrzebują.

A miało być tak pięknie.
Miało nie wiać w oczy im.
I ociekać szczęściem.
Miało być sto lat, sto lat!*


Lodowa Komnata… Tam Luke uświadomił sobie, że coś zaczyna odczuwać. Jakieś dziwne, ciepłe uczucie, które skądś już znał. I po kilku minutach obserwacji wyszedł. Przerażony i zagubiony, ale doskonale ukryty pod maską obojętności. Nie wiedział, że ją zranił. Nie miał takiego zamiaru. Ale nie mógł też powiedzieć, że boi się miłości.

Świat wypadł mi z moich rąk,
jakoś tak nie jest mi nawet żal.
Czy ty wiesz jak chciałbyś żyć, bo ja też…
Chyba tak chciałem przez cały czas, lecz…
Jeśli muszę i wybrać będę mógł jak odejść,
to przecież dobrze, dobrze o tym wiem.
Chciałbym umrzeć przy tobie!**


Trzy Miotły… Odmienione role. Ona wściekła, a On w dość dobrym humorze. Zbyt wiele się nie działo. Rozmowa pustych krzeseł. Poznał ją wtedy z całkiem innej strony. Potrafiła okazać złość. Wymawiał się pracą domową. W rzeczywistości walczył z rozumem, który go wręcz błagał, aby dał sobie spokój.

Horyzont tonie w mroku, nadchodzi piękny koniec…
Zabrakło słów, zabrakło znaczeń. Na pewno będzie wojna,
nNa pewno coś się stanie – niepokój rośnie w moich snach.
Zwycięży paranoja, zabierze całą wiarę…
…jak mam ocalić się od zła… ?***


Pod Wielkim Dębem… Również noc, gwiazdy i dwójka ludzi. Jeszcze nie wiedzą, że coś się rodzi. Dopiero tworzą między sobą cienką nić, która potem przemieni się w sznur, którym będą splątani. Najspokojniejsze spotkanie. Wpatrywanie się w niebo i szukanie różnych konstelacji gwiazd. Poszukiwanie sensu własnego istnienia.

Nim zamienię się w kamień,
rozrzucę na wiatr,
moje listy z wierszami.
Moją wiarę i czas…
Nim zamienię się w kamień,
wykrzyczę do gwiazd,
że nikogo z nas nie minie…
…strach.***


- Wszystko spieprzyłem – szepnął do siebie.

###

Nie wiadomo ile jeszcze tam siedział. Patrzył otępiały na swoje nadgarstki. Powoli świtało, a on nadal był. Zagubiony, wyciszony i pewny, że właśnie skończył się świat. A czy się skończył...? Dla niego tak. When the love falls...

* Happysad - A miało być tak pięknie
** Myslovitz - Chciałbym umrzeć z miłości
*** Coma - Wrony
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 27
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1125
  Liczba postów : 2118
Drzewo Zapomnienia QzgSDG8




Gracz




Drzewo Zapomnienia Empty


PisanieDrzewo Zapomnienia Empty Re: Drzewo Zapomnienia  Drzewo Zapomnienia EmptyWto Maj 10 2011, 18:58;

Wracała do Hogwartu tylko po to, by zaraz znowu z niego wyjechać. Nie miała wcale na to chęci, bo wolała być teraz tam, gdzie znajdowała się jej matka, a raczej jej ciało - czyli na cmentarzu. Wyzionęła w końcu, przed kilkoma dniami, ducha, po prawie dwóch latach męczarni, na którą sama się po części skazała. Ale nie to było teraz najważniejsze w tym wszystkim. Najważniejsze, ale i najgorsze było to, że odeszła najważniejsza osoba w życiu Gabrielle i choć dziewczyna mogła się tego spodziewać i po części spodziewała, to i tak była to dla niej przeogromna strata, z którą sobie nie mogła poradzić. Obecność tych kilku osób, które w tym czasie były jej bliskie, pomagała tylko połowicznie. Bo z pewnymi rzeczami musiała sobie poradzić sama. I nikt nie mógł w tym przypadku pomóc, choćby chciał, bo musiała sobie pomóc w tym sama. Ale trzymała się, trzymała zewnętrznie, wbrew pozorom. Udawała, tak. Na coś się wreszcie przydały te zdolności metamorfomagiczne, dzięki którym mogła zakryć cienie pod oczami, powstałe z niewyspania. Ale czemu się dziwić, skoro nawiedzały ją koszmary. Albo szlochała potajemnie. Bo na zewnątrz nie płakała prawie wcale. Zresztą, ten, kto zbyt namiętnie łzy wylewa, zapomina. A ten, kto ich szczędzi, pamięta.
A ona nie chciała zapomnieć.
Jakże więc stało się, o ironio, że znalazła się pod Drzewem Zapomnienia?
Wracała właśnie do Hogwartu po to, by porozmawiać z dyrektorem o tym, że miałaby już nie wrócić do końca roku szkolnego do zamku. Nie miała w ogóle siły na to, by chodzić na lekcje i się uczyć, poza tym uważała, że zatruwanie życia swą ponurą osobą nie ma w tym momencie największego sensu. I nie chciała też widzieć tych litościwych spojrzeń, tych obłudnych słów wszystko będzie dobrze.
Teleportowała się niedaleko stąd, a że miała obecnie problemy z tym środkiem transportu, to zaraz zaczęło jej się kręcić w głowie. Dlatego też podeszła do tego drzewa, by trochę ochłonąć i by choć fizycznie poczuć się lepiej. I nawet nie wiedziała, że to jest akurat te wyjątkowe drzewo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Samael Yehl

Uczeń Ravenclaw
Wiek : 27
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 262
  Liczba postów : 365
http://czarodzieje.my-rpg.com/t987-samael-yehl
http://czarodzieje.my-rpg.com/t988-samael-yehl
Drzewo Zapomnienia QzgSDG8




Gracz




Drzewo Zapomnienia Empty


PisanieDrzewo Zapomnienia Empty Re: Drzewo Zapomnienia  Drzewo Zapomnienia EmptyWto Maj 10 2011, 19:59;

Nie wiedział, gdzie jest. Te wszystkie pieprzone zmiany, nagły wysyp obcych akcentów robiących zamieszanie na korytarzach; w szkole rozlegało się nieustanne brzęczenie, które już na stałe wpisało się w jego odczuwanie, w jego odbieranie świata. Nocami nie mógł spać, gdyż czaszkę rozsadzało mu nieprzerwane nagromadzenie szumów, pisków, wibrujące w swojej dźwięczności, bełkotliwe życie ludzkie. Zabijało go to, uczyniło jeszcze bardziej mrukliwym, opryskliwym i okrutnym. Przestał wychodzić nawet z pokoju, bo w Pokoju Wspólnym nawet najbardziej tolerancyjni Krukoni nie mogli ścierpieć jego obecności.
Wyszedł z zamku, gdy dowiedział się o zadaniu.
ZADANIU! pfeeh... najlepiej to jakby wszyscy pozdychali, chuje, chuje, chuje
Ale najgorsze było to, że Samael nie mógł już wytrzymać sam ze sobą. Do dzikiego szału doprowadzał go dźwięk własnego głosu, tempo własnego oddechu, miękkość własnych kroków, stukot laski, gdy przemierzał korytarze. Zabijało go to wszystko, szalik uwierał, blizny paliły, powieki paliły. Nienawidził rodzaju ludzkiego tak bardzo, że wyklął samego siebie.
Dlatego teraz szedł krokiem jeszcze bardziej chwiejnym niż zawsze, plącząc się o własne nogi i potykając co jakiś czas. Krzyczał. Po prostu. Miał otwarte usta i nie potrafił zatrzymać wycia wydobywającego się z czeluści czegoś, co chyba zwie się duszą. Ale on nie wiedział, czy ma duszę. Miał w sobie dużo krzyku.
Tak cholernie dużo krzyku.
Musiał wyglądać przeuroczo. Samael Yehl, zataczający się i drący mordkę bez powodu. Stopień psychopatyczności przekroczony o jakieś trzy poziomy.
W końcu ochrypł i się zamknął. Napotkał przeszkodę na swej niewiadomej drodze, w postaci drzewa. Zaczął więc rozpaczliwie i bezsilnie okładać drzewo laską, aż dygot opanował jego mięśnie, a on oparł się plecami o drzewo. Był tak bezsilny, że miał aż dreszcze. I jeszcze sekunda, a wybuchnąłby chyba szlochem, rozpłakał się jak dziecko;
zamarł. Ktoś tu był. Słyszał czyjś oddech, tak blisko. I on/ona to widział/a. O Merlinie. Przygryzł wargę. Ona. Perfumy.
I chyba znał te perfumy. Nie miał okazji ich poczuć już od miesięcy.
Bał się cokolwiek powiedzieć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 27
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1125
  Liczba postów : 2118
Drzewo Zapomnienia QzgSDG8




Gracz




Drzewo Zapomnienia Empty


PisanieDrzewo Zapomnienia Empty Re: Drzewo Zapomnienia  Drzewo Zapomnienia EmptyWto Maj 10 2011, 20:39;

Nic nie będzie dobrze, do cholery jasnej! Nawet nie próbowała sobie wmawiać, ze tak będzie, bo doskonale wiedziała, że tak się nie stanie. Nigdy. Przenigdy. Martwego nie można ożywić w taki sposób, by był normalnym człowiekiem. A nekromancja była zła, bardzo zła. I zakazana. A ona nie miała w sobie tyle siły, by łamać zasady. Zresztą, nawet nie potrafiła się posługiwać tą dziedziną magii. I nie chciała. Bo to straszna rzecz. Tak naprawdę to nawet przez myśl dziewczynie nie przeszło, by się tym posłużyć. Miała inne problemy na swej głowie.
Jednak i tak pragnęła, by matka była cała i zdrowa!
Marzenie nie do spełnienia. Już za późno.
Ciągle jeszcze łudziła się, że ona jest, chora, ale jest, żyje, że będzie mogła się z nią zobaczyć, rozmawiać z nią. Że usłyszy te karcenie, ale i pochwały, że... Ale pomarzyć sobie można, gdy twoja rodzicielka znajduje się sześć stóp pod ziemią.
Ale widziała ją w snach, widziała, słyszała. Jednak to było straszne. Bo raz była pięknym aniołem. Ale innym razem też upiorem. A innym... pokutującą duszą, cierpiącą za swe grzechy. I nie wiedziała, co było najgorszym. Bo to, co z pozoru dobre, mogło się okazać czymś strasznym. I odwrotnie.
Siedziała krótką chwilę, gdy usłyszała krzyk, który dotarł wprost do jej duszy i wrzynał się w nią, wpijał i zagłębiał się w niej, rozrywając ją na strzępy. Im był silniejszy, tym te odczucie był mocniejsze i sprawiało, że ona miała również ochotę krzyczeć, bo...
Cierpiała.
Nawet jeśli inaczej. Chociaż nie, podobnie.
Ale nie potrafiła wydusić z siebie ni jednego dźwięku, ni słowa.
A najgorsze było to, że wiedziała, kto krzyczał. Wiedziała, a to dobijało ją jeszcze bardziej, bo nie mogła nic z tym zrobić.
I dobrze, że nie widziała. Bo zamknęła wcześniej oczy. I nie otwierała ich. Nie potrafiła, nie chciała. Zbyt dużo widziała w ostatnich dniach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Samael Yehl

Uczeń Ravenclaw
Wiek : 27
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 262
  Liczba postów : 365
http://czarodzieje.my-rpg.com/t987-samael-yehl
http://czarodzieje.my-rpg.com/t988-samael-yehl
Drzewo Zapomnienia QzgSDG8




Gracz




Drzewo Zapomnienia Empty


PisanieDrzewo Zapomnienia Empty Re: Drzewo Zapomnienia  Drzewo Zapomnienia EmptyWto Maj 17 2011, 00:11;

- Dobra, koniec smętów - mruknął, tragicznie niezadowolony z faktu, że Gabrielle widziała go w takim stanie. A on jej nie widział. Chociaż odczuwał, że i jej stan nie jest zbyt jowialny. Ale to był ślepy strzał, hehe.
- Nie widziałem cię od dawna, Gabrielle. Gdzie ty się podziewałaś, do cholery?
Potrzebowałem ciebie. Czasami. Ale bardzo rzadko. Nie miałem do kogo otworzyć pyska, Gabrielle. Nikogo nie ma. Wszystkim się znudziło udawanie, że mnie znoszą....
- ... A może i tobie się znudziło, co? - wyrwało mu się na głos oderwane z potoku myślowego zdanie. Zabrzmiało jak atak, Samael wręcz spiął się w sobie i zmarszczył czoło. Zupełnie niepotrzebnie. Podkulił kolana pod brodę i objął je ręką. W drugiej wciąż trzymał laskę i bezmyślnie uderzał jej końcem w ziemię, miarowo, powoli, uderzał, jakby tliła się w nim chęć zniszczenia czegokolwiek. Westchnął.
I już. Erupcja. Wulkan Yehl wygasł. Chwilowa słabość, którą mógł okazać dopiero z dala od zamku, dopiero w totalnym zagubieniu i desperacji, skrajnej formie depresji. Ostatnio takie wybuchy zdarzały mu się zbyt często. Raz na kilka tygodni. Czasami wystarczyło krzyczeć w poduszkę tak długo, aż zdarł sobie gardło. Czasami nie. Czasami musiał zepchnąć kogoś ze schodów, a potem powiedzieć, że niechcący, nie zauważył przecież.
Przesunął palcem po spierzchniętej dolnej wardze.
- Gdzie byłaś, Gabrielle? - powtórzył cicho, ciszej. Powtórzył raz jeszcze, jeszcze jeden, aż w końcu usta poruszały się, układając się w nieme słowa, a on siedział bezgłośnie i nie pytał jej już, dlaczego jej nie było. Może nawet nie chciał wiedzieć. Może się bał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 27
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1125
  Liczba postów : 2118
Drzewo Zapomnienia QzgSDG8




Gracz




Drzewo Zapomnienia Empty


PisanieDrzewo Zapomnienia Empty Re: Drzewo Zapomnienia  Drzewo Zapomnienia EmptyWto Maj 17 2011, 14:28;

Ślepy strzał okazał się być strzałem w dziesiątkę. Patrzcie, jak niektórzy mogą mieć "szczęście".
Otworzyła w końcu oczy, choć wykonała to z wielkim trudem, w końcu przez tyle czasu zaciskała powieki tylko po to, by nie widzieć. Przez chwile mogła się poczuć jak on, mogła sobie chociaż spróbować wyobrazić jego sytuację. Choć to było raczej nie do wyobrażenia. Bo doceniasz coś dopiero, gdy to stracisz. I ona przekonała się właśnie na sobie, nawet jeśli chodziło o coś innego. A raczej - o kogoś.
Nie odpowiedziała od razu na pytanie z prostego powodu - nie miała pojęcia, jak odpowiedzieć. Wiedziała, o czym powinna powiedzieć, ale... nie potrafiła sformułować tych słów, jak należy. Wszystko, co przychodziło jej do głowy było cokolwiek nieodpowiednie. Po prostu... nie takie.
I Samael nawet nie wiedziała, jak chciała go zobaczyć. Ale, gdy go szukała, nie potrafiła znaleźć, zawsze jej się wymykał. A potem... jej nie było w zamku.
- NIE! - wyrwał się z jej gardła ten jęk rozpaczy, którego dziwność i niecodzienność potęgował jej ochrypły głos, który nie wiadomo dlaczego stał się takim. Bo przecież NIE krzyczała wcześniej. A może jednak?
Przysunęła się do niego bliżej. Zrobiła to powoli, ostrożnie, jak zazwyczaj. by mógł poczuć, że była przy nim. Ale, by nie być nachalną. Jak zawsze. Bo przecież mógł ją potraktować jak innych. Uderzyć laską tak, by zwijała się z bólu. Nawet jeśli jeszcze nigdy jej czegoś takiego nie zrobił. Prawdopodobieństwo i tak istniało.
Że miała jeszcze na to siłę. Jeszcze przed chwilą byłą tak słaba, że nie zrobiłaby nic. Skąd ona czerpała tę siłę życiową? Tego nawet ja nie wiem.
Jej wybuchy były inne. Płakała w najmniej oczekiwanych momentach, choć starała się robić to w samotności. Albo rozrzucała wszystko wokół, w przypływie złości. I bezradności. Bo stąd się to wszystko brało. Bo czuła swą niemoc.
- W domu. Z matką, która... nie żyje - odpowiedziała w końcu i aż zdziwił się, że tak łatwo było jej o tym powiedzieć. Że jemu. Ale... on też stracił najbliższą sobie osobę. I on wiedział, jak to było. Inni nie.
Ale to nie było szczęśliwym trafem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Cornelia Somerhalder

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 25
Czystość Krwi : 100%
Dodatkowo : teleportacja, wilkołak
Galeony : 1616
  Liczba postów : 2144
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2503-cornelia-somerhalder
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4053-corin-somerhalder#120896
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4052-nowe-powiazania-nowej-corin#120887
Drzewo Zapomnienia QzgSDG8




Gracz




Drzewo Zapomnienia Empty


PisanieDrzewo Zapomnienia Empty Re: Drzewo Zapomnienia  Drzewo Zapomnienia EmptyWto Kwi 10 2012, 16:44;

Drzewo zapomnienia. Czyż nie jest to idealne miejsce na spotkanie po wielu tygodniach? Dziewczyna nie pamięta jak to się stało, że umówili się właśnie tutaj. Lepiej, nie pamięta jak to się stało, że się umówili. Nie chciała go widzieć. Nie chciała z nim rozmawiać. Chciała po raz kolejny... Zapomnieć. Tak byłoby na pewno lepiej. Jednakże przed tym muszą sobie coś wyjaśnić. Ciekawość zjada ją od środka nie pozostawiając nawet okruszków. Gdzie był? Co robił? Ma kogoś? Z Lilly też będzie się spotykał? Jak chce się wytłumaczyć? Czy nadal kocha ją tak bardzo, jak to mówił wcześniej? Pytania nie pozostawiały na niej suchej nitki.
Ubrała się w długą, męską bluzę oraz czarne rurki. W iście zielonkawo ślizgońskim stylu ruszyła właśnie do tego drzewa. Przez myśl przeszło jej wspomnienie, kiedy to patrzyła na pewną rozwaloną korę, na której zaschły resztki krwi. Okropny widok. Pojawiał jej się w głowie bardzo często. Teraz dość uciążliwie dominował. Bo pamiętała dobrze dlaczego to zrobił. Pamiętała jak Lil opatrzyła jego zranione dłonie. Wszystko potoczyło się nie tak.
Stanęła przy ogromnej gałęzi, która wisiała dość nisko. Podniosła się na rękach, by po chwili usiąść na niej. Na jej kolanach począł się wesoło turlać szczurek. Nie chciał, by jego pani nadal miała taką minę. Taką pustą, nieobecną. Bez zazwyczaj przylepionego uśmiechu. Ale nie umiała inaczej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VI
Wiek : 27
Czystość Krwi : 0%
Dodatkowo : wilkołactwo, teleportacja
Galeony : 152
  Liczba postów : 136
Drzewo Zapomnienia QzgSDG8




Gracz




Drzewo Zapomnienia Empty


PisanieDrzewo Zapomnienia Empty Re: Drzewo Zapomnienia  Drzewo Zapomnienia EmptyWto Maj 01 2012, 20:56;

Nie wiem jak doszło do omówionego spotkanie jednakże to chyba pozostaje najmniej istotne w całej tej sytuacji. Zapewne ciekawi, co poniektórych, co działo się z naszym drogim Krukonem. Jako sobie radził? Przez co przechodził? I najważniejsze czy zapomniał czy sobie poradził?
Nie było łatwo odejść od tak po prostu zniknąć z czyjegoś życia nawet, jeśli miał swoje powody mniej lub bardziej osobiste to mimo wszystko w obecnej sytuacji nic go nie tłumaczy. Lecz czy aby na pewno? On doskonale wiedział, dlaczego to zrobił. Chciał ją chronić strzec ją przed wszystkimi a przede wszystkim przed samym sobą. W końcu nie można było się oszukiwać nie zależnie od tego jak bardzo by się starali i jak bardzo oszukiwaliby przeznaczenie prawda zawsze pozostanie prawdą. On jest wilkołakiem. Pół człowiekiem, któremu przyszło nad wyraz szybko dorosnąć i widzi wszystko w innych barwach. Nie koniecznie w tych złych, lecz ostrzejszych wyraźniejszych. Jest pozbawiony złudzeń i fikcji dotyczących samego siebie. Nie było tak od zawsze, bo kiedy spotkał właśnie ją chciał się zmienić uwierzyć w to, że i jemu jest pisane szczęście, lecz poznanie prawdy o samym sobie przyszło mu ciężej niż zawsze. Dowiedział się, że naprawdę jest potworem, że potrafi wpaść w szał tak straszny, że do tej pory miewam przez to koszmary. Bo przecież każdy z was pamięta cóż uczynił z drzewem w Słowacji i jak w tedy musiała go ratować bogu winna Lilli prawda? Szkoła życia nauczyła go jeszcze jednego a mianowicie nauka nigdy się nie kończy. To niekończąca się linia przeszkód, które przychodzi nam pokonać. A to jak sobie z daną przeszkodą poradzimy kształtuję nas samych. Ramiro po raz kolejny się zmienił, lecz niestety nie stała się to zmiana na lepsze. Jego kochany wujo zaopiekował się nim najlepiej jak tylko umiał nawet w czasie pełni księżyca jednak to było za mało. Nazbyt mało by stopić lód, który otoczył jego serce po odejściu. Prawda jest taka, że Ramiro zagubił się pośród samotnych świata stron. Wszystkie sny jej twarz wciąż śnią. On już wie. Już zrozumiał. Więc chciałby prosić dumnie księżyca by wróciła. Ona na zawsze dobrze wiem przecież znam go. Nic nie ważne, bo w ramionach Corin zaśnie. Jednak niestety było za puźno. A świadomość, że zrobił to by móc ją ochraniać wcale nie pomagała mu przejść przez to wszystko. Odwleczenie sprawy na potem też nie było mądrym posunięciem. Na im później decydujemy się odwlec sprawę tym większe zbierzemy ciosu. Nawet ktoś tak jak on. Ktoś, kto jest uznawany nie bez powodu za geniusza musi wciąż się uczyć. Niby nic dziwnego a jednak popełnił on błąd, który kosztował go nazbyt wiele. Zdrowie psychiczne i fizyczne podupadło. Można śmiało powiedzieć, że Ramiro zaczął zatracać się w mroku. Może jeszcze większym niż w tym, którym był przed laty. Pomimo że nigdy nie zaakceptował tego, czym jest teraz nie potrafi zaakceptować niczego. Ani przeszłości ani teraźniejszość a przyszłość dlań po prostu zniknęła z pola widzenia. Jednak każdy medal posiada dwie strony…
Jeśli go kochała, to czy potrafiła ułożyć sobie szczęśliwe życie bez niego? A jeśli potrafiła, to czy naprawdę go kochała? Jaką wartość ma miłość, jeśli można ją łatwo zastąpić inną miłością? A jeśli nie można jej zastąpić, to czy w ogóle warto ryzykować swoje uczucie?
Jedyne, co musiał zrobić to zachować się w porządku. Wyjaśnić jej, dlaczego postąpił tak a nie inaczej i dlaczego uważa takie zachowanie za słuszne. Później zatopi się w swym mroku. Samo detonującej się bombie nieskończonego oceanu uczucia. Uczucia, którego jako bestia nie powinien był poczuć jednak życie nigdy nie grało uczciwie zwłaszcza wobec jego osoby.
Ubrany w czarny strój, w którego w skład wchodziły czarne buty, spodnie i oczywiście koszula wyszedł z zamku. Zaatakowany świeżym powietrzem skierował swoje kroki ku Hogsmeade. Już z daleka zauważył jej delikatną posturę. Lecz czy sam teraz wyglądał lepiej? Co sobą prezentował? To już nie ta sama osoba. Brakowało u niego tej siły, jasnego spojrzenie i trzeźwego myślenia. Pomimo że jego ponad naturalna inteligencja nigdy nie zniknęła w jego umyślę to w oczach została przykryta przez mrok. Jak gdyby jego spojrzenie zostało spowite czarną mgłą. Postura już nie tak dumna jak u arystokraty, którym nigdy nie był. I pomimo że z całą pewnością wyglądał dużo lepiej niż w ostatnich miesiącach to nie był w stanie ukryć jak wiele go kosztowało ukrywanie bólu. Spojrzenie roztargnione i nie obecne. Włosy w nieładzie, choć robił, co się dało. Mimo wszystko podszedł najbardziej zdecydowanym krokiem, na jaki go było tylko stać. W ustach mu zaschło jak gdyby przegryzł wódkę, talkiem. Nie wiedział, co powiedzieć, jak zacząć ich rozmowę.
-, Co u ciebie? – Zapytał nawet na nią nie patrząc. Po prostu nie mógł. Czuł, że mógłby się rozpłakać jak małe dziecko. Głos miał zachrypnięty jak gdyby był nieużywany od czasów faraona. Oparł się plecami o drzewo i skupił swoje spojrzenie gdzieś w zamek, którego choć nie powinien widzieć, widział doskonale. Można powiedzieć, że już przyzwyczaił się do swych zdolności. Może nawet nauczył się je doceniać. Świat go zmienił, ukształtował jego osobę na nowo. Po woli, lecz skutecznie stawał się innym człowiekiem. Zagubił gdzieś po drodze to, kim jest zapominając o swych korzeniach o swych przyrzeczeniach i celach. Zgasło światło blady świt odebrał przyszłość, jednym ruchem przeciął fikcję w rzeczywistość. Wiara w miłość mu obrzydła sam na ziemi przed wami musi to przyznać. I choć wiedział o tym od początku gdzieś tam głęboko tliła się w nim nadzieje, że będzie inaczej. A kiedy w końcu tak się stało sam na siebie wydał wyrok podwójnego dożywocia. Dlaczego? Czy lubi odczuwać ból? Możliwe. Może to strach nim kierował. Bądź, co bądź nie znał niczego innego prócz bólu i upokorzenia. Prócz nienawiści i niechęci do samego siebie. Może to strach przed czymś nowym i nieznanym kazał mu postąpić tak a nie inaczej. To już pozostawało nie ważne. Nie można cofnąć i zmienić przeszłości, lecz nauczyć się z nią żyć wydawało się być czymś gorszym. Wracać do dawnego życia także nie zamierzał. Nic nie zamierzał. Chciał powoli egzystować jeszcze raz nauczyć się cieszyć z tego, że żyje nie chciał otaczać się ludźmi. To, co go zmieniło to miłość obrócona w pył, którym niczym feniks powstał na nowo, jako gniewny ocean nienawiści. Teraz pozostawała pustka. Czy odnajdzie w sobie, choć odrobinę siły by zbudować w tej pustce schronienie? Czy ktoś zechce wyciągnąć do niego jeszcze raz pomocną dłoń i czy on w końcu ją zaakceptuje? Czy w końcu nauczy się zaakceptować samego siebie i uwierzyć w dobroć ludzi? Choć sama wiara w ich dobro jeszcze nie czyni z nich dobrych to wydaję się to być dobrym początkiem. Przyjaciele to nie jest puste słowo, to nie jest także ogranicznik naszych możliwości. To osoby, które znają ciebie i twoje granice. Nie pozwalając ci ich przekroczyć i zapaść się w mroku. Bo bez nich stajesz się….. Pustą bestią….
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Cornelia Somerhalder

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 25
Czystość Krwi : 100%
Dodatkowo : teleportacja, wilkołak
Galeony : 1616
  Liczba postów : 2144
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2503-cornelia-somerhalder
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4053-corin-somerhalder#120896
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4052-nowe-powiazania-nowej-corin#120887
Drzewo Zapomnienia QzgSDG8




Gracz




Drzewo Zapomnienia Empty


PisanieDrzewo Zapomnienia Empty Re: Drzewo Zapomnienia  Drzewo Zapomnienia EmptyWto Maj 01 2012, 22:21;

Kiedy jest się zakochanym odlicza się każdą sekundą i każdą minutę do następnego spotkania z osobą, na której tak bardzo nam zależy. W tym przypadku minuty zamieniły się w kwadranse, te w godziny, te zaś w dni, a one w tygodnie. Nie miała pojęcia jak długo go nie było. Nie zastanawiała się nad tym i szczerze mówiąc i w tym momencie nie miała zamiaru tego robić. Jakie będzie miała korzyści z kolejnego liczenia momentów?
Momentów, w których powinien przy niej być była ogromna ilość. Może przedstawię ci panie wilkołaku co cię tak naprawdę ominęło, co spowodowałeś tym jednym nieprzemyślanym posunięciem. Przez wiele dni czuła się wręcz okropnie. Czekała, ale Ramiro nie pojawiał się ani na szkolnych korytarzach, ani gdziekolwiek indziej. Nie potrafiła myśleć o tym, że ją zostawił jednocześnie nie wierząc, że jednak został. Dobrze pamiętała to, jak walczyła z Lillyanne o jego serce. Uznała to już dawno temu za swój najgorszy błąd, zdawało jej się, że to właśnie dlatego odszedł. Z czasem zaczęła rozumieć, że to jednak nie jej wina.
Niech pomyślę, cóż jeszcze? On ją zostawił, a ona powoli przestała rozumieć takie pojęcia jak wierność, oddanie. Zdążyła przespać się z bardzo wieloma chłopakami z Howartu przez ten czas jakby chciała ukarać go za to, że śmiał ją zostawić. Oczywiście to było podświadome i nigdy w ten sposób o tym nie myślała, ale pokazywała sobie, że wcale jej nie zależało. Oh, jakie to były złudne głupoty.
Potrzebowała go strasznie w momencie, kiedy Elena prawie zabiła Lillyanne. Może gdyby wtedy się spotkali, a on pomógłby jakoś to wszystko rozwiązać, to nie zaatakowałaby tak bezmyślnie tej popieprzonej suki i nigdy nad nikim nie wisiałoby widmo śmierci z jej ręki. A po tym, jak już to zrobiła? Powinien przyjść do jej domu i ją przytulić. Chociaż tyle. Byli tam wszyscy. Dosłownie wszyscy, tylko nie on. Nie ta najważniejsza osoba, na której tak strasznie jej wtedy zależało. Chyba to był moment kiedy zrozumiała, że to jednak koniec. Że on już nie wróci.
To pewnie sprawiło, że miała nadzieję na poważny związek z Davidem. Mówiłam ci już, że po Ramim jeszcze bardziej się zawiodła? Wilkołak odszedł bez słowa, a woźny okazał się mieć dziewczynę w ciąży i najzwyczajniej w świeci strzelił dziewczynie, kiedy ta rzucała mu na ten temat uwagi. Potem chyba w końcu wszystko ucichło. Co nie zmienia faktu, że potrzebowała bliskości jeszcze wiele razy. Nie będę jednak tego wymieniać. To nieznaczące drobiazgi w jej życiu. Co to za różnica, że jest w ciąży z najlepszym przyjacielem, że okazała się pochodzić z arystokratycznej rodziny, że dla niej znosiła trudy przemienienia się w animaga, a jego nie było. Nic nie znaczące strzępki ogromnej księgi.
Może Ramiro cierpiał, może bolało go to wszystko, co się zdarzyło, ale jak ona cholera jasna miała się czuć, skoro jej zdaniem dobrze wiedział co robi, chciał najzwyczajniej w świecie złapać ją na haczyk i pozwolić, by zrobiła sobie krzywdę, a potem wypuścił patrząc, jak męczy ją dalsze pływanie tak czy siak prowadzące do katastrofy. Martwiła się o niego jak cholera, starała się za wszelką cenę znaleźć z nim jeszcze kontakt. Nie udało się.
A tak, poczekaj. Przypomniałam sobie jeszcze jedno. Może gdyby Rami tu był, to nie zostałaby tak brutalnie zgwałcona? A nawet jeśli, to nie bałaby się mu tego powiedzieć, bo byłaby pewna, że ktoś tak potężny, silny jak on jest w stanie dotkliwie zranić Daniela samemu przy tym nie cierpiąc? To też go ominęło, to też jest przecież takie nieważne.
Wrócił, cieszmy się ogromnie. Po takim czasie najpierw nie był w stanie powiedzieć jej nawet „Cześć”, a teraz rzucił takie proste „Co u ciebie?”. Słodko. Naprawdę słodko. Tylko o tym marzyła przez ten cały czas. Żeby usłyszeć takie pytanie. Może mu się wyspowiada ze tego wszystkiego, co się zdarzyło? Jednak po co. Jego to nie obchodzi. Nie obchodziły go jej listy, które wysyłała mu martwiąc się jak cholera. Zero jakiejkolwiek odpowiedzi, a wystarczyłaby pusta kartka podpisana jego imieniem, jego pismem.
- Nic – Krótka, jedna sylaba. Ostatnio cały czas właśnie tak się zachowywała, tak wyrażała siebie. Monosylaby, obojętne gesty i słowa. Zero przejęcia sprawami ważnymi, bagatelizowanie każdej wiadomości jaka do niej docierała. Myślała tylko o jednym i nie była w stanie tego wygonić ze swojej świadomości. I ludzie, który wiedzą o co jej chodzi pewnie ani trochę się nie dziwił, skoro co tydzień przeżywa te same okropności czasami o nasilonej sile rażenia.
- Tęskniłam za tobą, wiesz? - Powiedziała tak cicho, że zdawało się, że byle trzepotanie muchy może zagłuszyć jej słowa. Słowa, które mimo iż miały pozytywne znaczenie były pozbawione wszelkich uczuć i takie zimne. Nienaturalnie dla niej. Nawet, gdy była wściekła nie mówiła nic w taki sposób. Odkąd odszedł wszystko się zmieniło. Koniec z tą wesołą, swobodną we wszelkim działaniu Corin, która nie potrafi przestać się śmiać z głupich podtekstów, skacze po ludziach i przytula się do każdego, do kogo tylko może. Była obca dla świata. Obca dla przyjaciół. I wiecznie bez najmniejszej namiastki zaufania.
Mówisz tak, jakby Corn w ogóle go pokochała. Nie, inaczej. Źle to ujęłam. Mówisz to wszystko tak, jakby istniało takie uczucie, które śmiało można nazwać miłością. Skoro go nie kochała, bo nie ma czegoś takiego i nigdy nie będzie, to da radę ułożyć sobie życie. Czy ja wiem, czy będzie takie szczęśliwe. Życie, to życie. Ono nigdy nie może być pogodne. Zawsze będę żałosnym dramatem, zawsze źle się skończy – choćby mówiąc tutaj o śmierci. Nie zastąpiła niczego, niczym. To by było głupie. Zastąpiła pociąg psychiczny pociągiem fizycznym.
Zeskoczyła zgrabnie z gałęzi, by po chwili oprzeć się plecami o koronę drzewa. Szczurek, który to wcześniej tak wesoło biegał zniknął gdzieś, mniejsza o niego. Objęła samą siebie rękami. W końcu nikt jej teraz nie przytuli, a sama szczerze mówiąc nawet nie dałaby tego zrobić. Nie przepada ostatnimi czasu za fizycznym kontaktem z innymi ludźmi. Zdjęła z siebie zbyt ciepłą bluzę i położyła na ziemi. Nie była jej potrzebna w tym momencie. Będąc w jakiejś zwykłej bluzce z nadrukiem... Właściwie, to jaką wartość ma teraz w jej życiu wyglądanie idealnie. Pewne osoby ani trochę to nie obchodzi, więc i ją nie powinno. Zresztą, nie ma dla kogo.
- Mam wrażenie, że wróciłeś po coś konkretnego. Mylę się? - Zagadnęła spokojnie. Wrócił do niej, czy od tak sobie? To pytanie koczowało w jej głowie i nie spodziewała się żadnej odpowiedzi. Usiadła sobie na ziemi zginając nogi w kolanach i obserwując go dokładnie. Swoją drogą zdawało jej się, że i on się zmienił. Sama jego postać wskazywała na to. Jednakże jeszcze nie miała pojęcia co konkretnego jest inaczej. Przeczesała palcami włosy czekając na jakiekolwiek jego słowa. Ton ich nadal mile drażnił jej uszy, ale w obecnym wypadku słysząc jakże niskie, niesamowite oktawy, zachrypłe szepty czuła raczej mdłości niż podniecenie. Widziała bowiem przed oczami mężczyznę o obleśnym charakterze, który siedząc pod nią przyjmuje przedziwną minę zaraz potem spuszczając się... No dobra, ja już nic nie mówię. Za dużo już tego wszystkiego. Sprawy zaczynają ją przewyższać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VI
Wiek : 27
Czystość Krwi : 0%
Dodatkowo : wilkołactwo, teleportacja
Galeony : 152
  Liczba postów : 136
Drzewo Zapomnienia QzgSDG8




Gracz




Drzewo Zapomnienia Empty


PisanieDrzewo Zapomnienia Empty Re: Drzewo Zapomnienia  Drzewo Zapomnienia EmptyCzw Maj 03 2012, 10:28;

Ramiro wpatrzony gdzieś w nicość słuchał jej spokojnego oddychania. Wąchał zapach jej ciała jak gdyby był w jakieś cudownej perfumerii. Spokojnie bez żadnej reakcji mentalnie obserwował całe to zdarzenie. Jak gdyby był widzem tego spotkania a nie głównym bohaterem? Z tego krótkiego „Nic” Zrozumiał więcej niż mogłoby się wydawać. Mógłby zapytać, o co tak naprawdę chodzi, lecz, po co? Przecież ona mu nie powie. Załatwi to w inny sposób po prostu po swojemu. Doskonale wiedział gdzie w Hogwarcie zapukać, do kogo się odezwać i jak zapytać. W Hogwarcie nie ma czegoś takiego jak tajemnice. To jest zaledwie fikcja. Ludzie myślą inaczej, bo nie wiedzą, z kim trzeba porozmawiać. Gdybyście wiedzieli ile jest duchów i innych stworzeń, które chętnie opowiedzą o tym, co kto robił z przerażenie przestalibyście wychodzić z dormitorium. Nie wiem czy Ramiro był jedyną osobą, która wiedziała gdzie trzeba szukać ów duchów chętnych do rozmowy lub innych małych stworzeń, które chętnie opowiedzą o tym wszystkim. Może i jego własna broń jest wykorzystywana przeciw niemu a on nie ma o tym pojęcia? Nigdy nad tym się nie zastanawiał i teraz także nie zamierzał.
Na jej kolejne słowa, choć wypowiedziane niemal bezgłośne Ramiro poczuł miłe ciepło. Niestety zaraz zostało zgaszone okrutnym lodem i poczuciem winy. Fakt, że nie powinien i nie chciał jej zostawiać niczego nie zmieniał. Zrobił to, co należało zrobić. Nie zależnie od tego wszystkiego on nadal będzie wilkołakiem poddanym na opinie innych ludzi. Właśnie dla tego nie może się nimi otaczać by w przyszłości jakaś bliska mu osoba nie ucierpiała przez niego. Nie myśl, że jesteś jedyna i pod tym względem wyjątkowa. Ramiro już nie jednokrotnie opuścił najbliższe mu osoby by je chronić. To go wyniszczało i coraz bardziej sprawiało, że zatapiał się w mroku. Teraz, kiedy nie ma już nikogo, kto zechciałby go ochronić stał się pustą kreaturą, za którą zawsze się uważał. Chociaż nadal odda życie za te kilka osób jak zawsze nie oczekuje niczego w zamian. Woli być biernym obserwatorem, który w cichy sposób załatwi czyjeś problemy. Chociaż nie zawsze może nie oznacza to, że zapomniał lub zniknął. Można go przestać widywać a nawet o nim cokolwiek słyszeć. Ale on zawsze jak duch czuwa nad tą osobą. Fakt, że pod jego nie obecność stało się wiele złego nie oznacza, że to właśnie on jest temu winny. Nie zapominaj, że ty wręcz otaczasz się przyjaciółmi. Lilli, Summer i twój nowy chłopak Finn. Nie wspominam o reszcie, bo i po co? Nie zapominaj, że Ramiro miał tylko ciebie i że odszedłby cię ochraniać przed samym sobą. Czy to aż tak trudno zrozumieć? Czy zapomniałaś, co jest w stanie zrobić, gdy wpadnie w szał? Zrobił coś, na co większość ludzi nie ma odwagi. Czasem, gdy kogoś się kocha należy pozwolić mu odejść. Jeśli kochasz to będziesz cieszyć się szczęściem innej osoby. Nawet, jeśli to nie ty dajesz jej szczęście. Taki właśnie był Ramiro. On nie mógł dać ci szczęścia. Nie, jako bestia, którą był.
Na jej następne słowa Ramiro zareagował spojrzeniem na nią. Wydawała się taka krucha i słaba. Jak gdyby to nie była ona? Bez żadnych emocji a czasami z nadmiarem tych negatywnych. Nie przeczę, że to wszystko musiało sprawić, że Corn zapada się w otchłani bólu. Jednak obarczanie o to Hiszpana nie jest najlepszym wyjściem. Winni są wszyscy. Z całą pewnością także on, lecz jak już mówiłem dowie się, co się działo i rozwiąże to po swojemu. Ramiro się zmienił bardziej niż to widać. Chociaż jego przemiana dopiero się kształtuje i nie do końca radzi sobie z samym sobą. Jednak na pewno nie jest już taki jak wcześniej. Zniszczył samego siebie. Nie jest w stanie naprawić przeszłości choćby się dwoił i troił. Ty Cornelio miałaś bogate życie. Ramiro od początku zmagał się z przeciwnościami losu. Już na pierdo*onym starcie. Melancholia, kiepski stan emocjonalny. Wywodzi się z biedy gdzie nosił za dużo lub za małe ubrania często podarte. Rodzina go nienawidziła i często był bity. Kiedy poszedł pierwszy raz do Hogwartu i zamieszkał u swego wuja myślał, że będzie dobrze? Mylił się. Była to zaledwie cisza przed burzą. Krok od śmierci, kiedy zostaje się powalonym przez ciężko bestię. Kiedy kły wbijają ci się głęboko w aortę zatrzymując krążenie krwi i akcje serca? Kiedy jad rozpala twe ciało i potęguje ból? Wyobraź sobie oberwaniem najgorszym Cruciatusem i spotęguj to razy tysiąc. Być może zbliżysz się, choć troszeczkę do jego bólu, jaki w tedy odczuwał. W tedy, kiedy wiedział, że umrze, że to już koniec. Był tylko dzieckiem! Później nie było lepiej, chociaż przeżył dzięki centaurowi, któremu nawet nie podziękował. Bo najzwyczajniej w świecie nie miał jak. Lecz obiecał sobie, że naprawi ten błąd. Myślisz, że to już koniec? Myślisz, że przemiana w wilkołaka jest taka łatwa i bezbolesna jak u animaga? Kiedy księżyc wychodzi za chmur twe ciało szaleje z głodu i bólu? Krew buzuje w twym ciele komórki DNA rozpadają się przetwarzając takie bólu, o jakim nie jestem w stanie pisać. Z początku do serca trafia dziewięćset igieł, które przebija je na wylot. Później sprawy mają się tylko gorzej. Przez ciało przechodzą miliony katan przebijając je. Przemiana trwa szybko, kiedy patrzysz na nią, jako obserwator. Podczas gdy jemu każda sekunda zdaje się być godziną. Ból rozrywa na strzępki jego stare ciało pokrywając je futrem. Jednak to tylko ból fizyczny. Ból psychiczny podczas każdej przemiany sprawił, że Ramiro stał się pustym. Być może na własne życzenie a być może wręcz przeciwnie. Może gdyby ktoś, chociaż przez chwilę złapał go w mocny uścisku i nie pozwolił odejść. Być może gdyby dla kogoś stał się epicentrum istnienia. Może było by inaczej. Niestety każdy dzień był kolejnym krokiem w mrok. Ty mówisz o samotności i bycia obcym dla świata? Nie będę zaprzeczał, że masz prawo tak mówić, bo z całą pewnością to, co cię spotkało musiała wywrzeć na tobie głębokie rany. Lecz teraz dopiero się zbliżasz do tego, co on czuje przez całe swe życie. Ty dopiero zrobiłaś kilka kroków, podczas gdy jemu schody w dół się już skończyły. A mimo tego wszystkiego troszczy się o ciebie, chociaż nawet nie jesteś w stanie tego zauważyć. Nawet sobie nie wyobrażasz, co zrobi, kiedy dorwie Daniela. Śmierć? Śmierć to wyzwolenie nie kara! Stałaś się jego epicentrum. Jedyną osobą, o której myśli i od której nie potrafił odejść. Nawet sobie nie wyobrażasz jak mu było cholernie ciężko by odejść. Lecz odszedł. Byś ty mogła zachować swą przyjaźń z Lilli zamiast rywalizować o niego. Odszedł. Byś byłą bezpieczna a nienarażona na to, co kiedyś może się z nim stać. Odszedł, lecz nigdy nie zostawił cię samą. Nawet nie masz pojęcia, co to jest samotność. Prawdziwa ciemność, kiedy nie ma nikogo dookoła. Znasz zaledwie przedsionek, podczas gdy to jego całe życie!
- Chciałem ci to wszystko wyjaśnić. Wiem, że nie pojmiesz moje postępowania. Tego, że tak było lepiej. Ale nie chce byś myślała, że się tobą bawiłem. Nie zależnie od tego jak mocno cię kocham nadal pozostaję wilkołakiem. Nadal jestem bestią i nigdy przy mnie nie będziesz bezpieczna. Nie mogę dać ci dziecka nie mogę zagwarantować ci szczęścia i bezpieczeństwa. Zasługujesz na kogoś, kto może spełnić te warunki. – Powiedział już mniej ochrypłym głosem. To dziwne jak szybko zaczynał się przyzwyczajać do normalnej mowy. Cały czas ją jednak obserwował wzrokiem pełnym miłości. Chciałby ją przytulić i spełnić każdą jej zachciankę. Zrobić wszystko, co by tylko zechciała. Jednak nie zasługiwał na to. Czy kiedykolwiek na to zasługiwał?
Stoję tu jak dawniej chciałbym cię przytulić kocham ciebie skarbie….
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Cornelia Somerhalder

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 25
Czystość Krwi : 100%
Dodatkowo : teleportacja, wilkołak
Galeony : 1616
  Liczba postów : 2144
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2503-cornelia-somerhalder
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4053-corin-somerhalder#120896
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4052-nowe-powiazania-nowej-corin#120887
Drzewo Zapomnienia QzgSDG8




Gracz




Drzewo Zapomnienia Empty


PisanieDrzewo Zapomnienia Empty Re: Drzewo Zapomnienia  Drzewo Zapomnienia EmptyCzw Maj 03 2012, 11:13;

Ta sytuacja była bardziej intymna niż mogło się wydawać. Gdyby wiedział o tym jakikolwiek duch, czy obraz wiedziałaby też cała szkoła. Dlatego wątpię, by Ramiro mógł zostać w jakikolwiek sposób poinformowany o tym, a nawet jeśli to czy byłaby w tej informacji chociaż niewielka cząstka prawdy. Wiele uczniów wiedziało, że w szkole nie da się nic ukryć, ale znało środki, by temu jak najbardziej zapobiec. Tym razem się udało. Nikt nie wiedział. Do czasu...
Mimo iż Cornelia ma wokół siebie naprawdę stado przyjaciół, to jednak wszystkich mogłaby odrzucić w okamgnieniu tylko dla niego – właśnie tak bardzo go kochała. Mimo krótkiego czasu bycia, albo nawet nie bycia razem to był jej bliższy niż ktokolwiek. Właśnie dlatego tak bardzo chciała, żeby był tylko jej, dlatego tak bardzo denerwowało ją to, że Lilly również jest w nim zauroczona. I wtedy jeszcze chciała walczyć o nich. Pragnęła, by Ramiro przestał myśleć nad tym, że jest bestią i zrozumiał, że to tylko podczas pełni, a na co dzień jest przecież istotą czującą, dobrą, kochającą.
Corin była całkiem inna. Nie pozwoliłaby mu odejść ani z inną, ani samemu, gdyby postawiono ją przed wyborem a nie czynem dokonanym. Koniecznie trzymałaby go przy sobie. Wszystko byłoby inaczej. Byłoby dobrze, na pewno! Zresztą nawet jeśli i tak to wszystko miało się skończyć w ten sposób, to przed odejściem mógł z nią chociaż porozmawiać. Lub nigdy nie mówić jej, jak bardzo ją kocha i jak bardzo mu zależy.
Dziewczyna zdecydowanie wolałaby mieć od dziecka przesrane, niż patrzeć jak w połowie nagle wszystko się zaczyna sypać. W pierwszym wypadku zdążyłaby się przyzwyczaić do tego, że zawsze musi być coś nie tak. A po dniach szczęścia tracąc bliskich jednego po drugim czy to rodzinę, czy przyjaciół, czy ukochanych... I może faktycznie nie jest to porównywalne z wilkołactwem, ale ta egoistka ma to w dupie. Może gdyby teraz byli sobie tak bliscy jak dawniej, to przez cały czas starałaby się jakoś sprawić, żeby jego życie było szczęśliwie. Pomogłaby mu w każdym celu. Robiłaby wszystko, żeby tylko zapomniał o tym, że jest potworem, a dopiero w momencie przemiany cierpiałby, bo taka jest naturalna kolej rzeczy. Rami nie dał jej szansy niczego zmienić.
- Masz rację. Nigdy nie pojmę tego. Odbieram to całkiem inaczej niż ty. Jak dla mnie jesteś po prostu tchórzem... Zwykłym tchórzem, który nawet nie starał się spróbować, bo z góry założył, że będzie źle. Gdybyś wtedy... Wolałabym, żebyś mnie zranił fizycznie, niż miał uciekać. Wolałabym nawet, żebyś mnie ugryzł i przemienił, niż żebym miała cię całkowicie utracić. Nie obchodziło mnie to, że nasze dzieci byłyby inne... Chciałam po prostu, żebyś był... - Wyszeptała nie odrywając ani na chwilę spojrzenia od niego i starając się mu patrzyć bezpośrednio w oczy, żeby nie mógł jej zarzucić kłamstwa. W końcu w jej tęczówkach tak jak kiedyś, tak i teraz widać dokładnie wszystkie uczucia.
- Nie mogę zrozumieć jednego... Dlaczego wróciłeś? - Spytała robiąc kilka kroków w jego stronę, choć nadal pozostając na pewien dystans. W końcu nadal się boi... Boi się całego życia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VI
Wiek : 27
Czystość Krwi : 0%
Dodatkowo : wilkołactwo, teleportacja
Galeony : 152
  Liczba postów : 136
Drzewo Zapomnienia QzgSDG8




Gracz




Drzewo Zapomnienia Empty


PisanieDrzewo Zapomnienia Empty Re: Drzewo Zapomnienia  Drzewo Zapomnienia EmptyCzw Maj 03 2012, 12:37;

Ramiro nigdy by nie wymagałby dziewczyna porzuciła kogokolwiek dla niego. O ile rzecz jasna by go z nim nie zdradzała. Oczywiście, że był zazdrosny jak każdy, gdy już kogoś pokocha. Zresztą wszyscy pamiętamy to, w jakiej pozycji znalazł ją i Finna czyż nie? Patrząc na to z perspektywy czasu to czyż jego zazdrość nie jest nieuzasadniona? Teraz, kiedy są razem? A chodzą też plotki, że jest z nim w ciąży, lecz czy to prawda…?
Przyzwyczaić się do bólu nigdy nie można. Nie zależnie czy masz szczęśliwe dzieciństwo czy nie wręcz przeciwnie! Dzieciństwo to najwspanialszy okres u dziecka. Jeśli zostaje ci on zabrany i zamieniony na rodziną tragedię. Jak można w tedy żyć pozytywnie na świecie bez miłości od bliskich ci osób? Czy Cornelia była by taka jak wcześniej gdyby miała taki dom jak on? Oczywiście, że nie. Była by mniej ufna i radosna. Z nieszczęśliwym dzieciństwem trudniej kroczy się przez świat. Trzeba wcześniej dojrzeć a co gorsza trudniej jest komuś zaufać. Ty nie musisz się w to wczuwać, jeśli miałeś fajny dom. Kiedyś spyta cię, co to znaczy mieć spokojne dzieciństwo…
Mimo wszystko tragedia, jaka spotkała Cornelie jest gorsza od nieszczęśliwego dzieciństwa. Z tym drugim można nauczyć się żyć. Uwolnić się od rodziny o ile ma się wystarczająco silną psychikę i pomocną dłoń drugiej osoby. W jej przypadku także to było możliwe o ile zechce sobie pomóc. Z każdej tragedii można wyjść z obroną ręką. Być może nawet się z tego śmiać w przyszłości, chociaż wątpliwe by tak było w jej przypadku. Mimo wszystko można to przetrwać odbudować się na nowo i pomóc innym z podobnym problemem. Lecz lekarstwem nie będzie duszenie tego w sobie. To nie rozwiązuję problemu a jedynie go pogłębia. W tedy jesteśmy na najlepszej drodze by zapomnieć o tym, że życie nie zawsze jest pasmem nieszczęścia. Jeśli komuś nie potrafimy zaufać i przyjąć pomocnych dłoni nie możemy mieć pretensji o to, że nikt nam nie pomógł. Kto, jak kto ale Ramiro na ten temat wie bardzo wiele. W końcu sam popełnił właśnie taki błąd. A teraz jedyne, co może zrobić to żałować swych błędów z przeszłości, lecz to nie przyniesie mu ukojenia.
Patrzył się na nią cały czas aż do momentu, kiedy złapała z nim kontakt wzrokowy. Doskonale wiedział, że Corin nigdy tego nie robi chyba, że na kimś lub na czymś bardzo jej zależało. A może to już się zmieniło? Tak czy owak patrzyli sobie głęboko w oczy. Widział w nich szczerość wypowiadanych słów. Jakieś nieokreślone ciepłe uczucie przysłonięte strachem i bólem. Być może to pierwsze sobie ubzdurał, bo chciałby tak było. Ale na pewno widział w tych oczach strach i ból. Lecz strach, przed czym? Przed nim? Nie wiedział do końca, lecz nie wykluczał właśnie takiej możliwości.
- Tchórzem? – Powtórzył niemal bezgłośnie.
- Tak masz rację. Jestem cholernym tchórzem. Bo boje się, że ciebie skrzywdzę. Boje się, że zmarnuje twój czas lub co gorsza życie. Boje się, że zrobię ci krzywdę. Boje się, że kiedyś zapomniałbym eliksiru z tojadu a ty byś była w pobliżu rozumiesz? Boje się, że mogłabyś się kiedyś rozmyślić. Boje się utracić cię… Tak jestem ty pieprzonym tchórzem! – Dokończył nie tyle, co głośniej, co mocniej. Nie przeczył, bo nie było, czemu. Zgadzał się z nią i pojmował jej tok myślenia. Ale w jego głowie tliło się zbyt wiele mrocznych scen tego, co może jej się przy nim stać. Nigdy w życiu nie chciał jej skrzywdzić. Nigdy nawet nie przyszło i nie przyjdzie mu to do głowy. Właśnie dla tego uciekł. Ze strachu… Ze strachu przed samym sobą…
Kiedy wstała i zbliżyła się. Ramiro wkleił swoje plecy do drzewa i objął je dłońmi wbijając w nie swoje pazury. Dlaczego? Być może dla tego, że tak strasznie chciał ją przytulić pocałować. Zamknąć ją w swoich ramionach i przyjąć na siebie każdy cios wymierzony w jej kierunku. Właśnie dla tego. A nie zasłużył na to i nie mógł tego zrobić tyle już zrozumiał. Mimo to cały czas patrzył jej się w oczy. Oczy, w które mógł się wpatrywać godzinami. W oczy, które tak często mu się śniły. W oczy, które były dla niego zbawieniem. Lekarstwem na wszelkie rany. Ukryta propozycja by i ją przemienić tylko dla tego by być z nim… To kompletnie zbiło go z tropu. Na to nie znajdował żadnego wytłumaczenie. I tylko jedna myśl w głowie. Jak on mógł to spieprzyć…?
- Wróciłem, bo chciałem cię zobaczyć. Usłyszeć twój głos. Już nie mogłem w takiej samotności żyć. Ta niepewność, co z tobą mnie dobijała. Nawet, jeśli mnie znienawidziłaś to i tak po prostu musiałem się z tobą zobaczyć. Muszę cię widzieć, bo inaczej zwariuję. Właśnie dla tego wróciłem. Stałaś się moim powietrzem, bez którego się duszę. Gdybym mógł chciałbym cofnąć czas…. Gdybym mógł chciałbym zacząć wszystko od początku… Jedyne zaś, co mogę to obiecać ci, że będę. Nawet, jeśli tego nie chcesz. Zawsze gdzieś w cieniu będę… Będę czekać na znak od ciebie… Nawet, jeśli nigdy to nie nastąpi…. Po prostu będę i nie odejdę dopóki istnieje, chociaż jedna tysięczna procenta tego, że kiedyś możesz mnie potrzebować. – Powiedział stopniowo ściszając swój głos, lecz cały czas patrząc jej się w oczy. Chciał zrobić krok na przód, lecz bał się, że ucieknie. Nie chciałby to zrobiła. Chciał jeszcze przez chwile ją widzieć, słyszeć i czuć jej zapach. Chciałby była. A przede wszystkim by była szczęśliwa nawet, jeśli nie przy nim. On sobie poradzi. Zawsze sobie radził w końcu samotność to jego świat. Jego rzeczywistość.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Cornelia Somerhalder

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 25
Czystość Krwi : 100%
Dodatkowo : teleportacja, wilkołak
Galeony : 1616
  Liczba postów : 2144
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2503-cornelia-somerhalder
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4053-corin-somerhalder#120896
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4052-nowe-powiazania-nowej-corin#120887
Drzewo Zapomnienia QzgSDG8




Gracz




Drzewo Zapomnienia Empty


PisanieDrzewo Zapomnienia Empty Re: Drzewo Zapomnienia  Drzewo Zapomnienia EmptyCzw Maj 03 2012, 13:47;

Tak jak to zobaczył wtedy... Może faktycznie wyglądało na coś na kształt zdrady. Ale wtedy nie było tak ani trochę. Cornelia nie myślała o Finnie jak o kimś, z kim mogłaby się kiedykolwiek związać. Robili sobie żarty z osób, które mówiły, że pasują do siebie idealnie i ignorowali wszystkie próby swatania. Wszystko zmieniło się przez to, że myślała, że jest w ciąży. Gdyby nie to, to na sto procent nigdy by się ze sobą nie związali i ona do dzisiaj czekałaby na Ramiro. Ale ile można czekać? Każdy potrzebuje trochę czułości, a jeśli jedyna osoba, która miała ją dawać zniknęła? W końcu zawsze trzeba przestać marzyć o powrocie i szukać dalej, jeśli się nie chce zostać starą panną z psami.
Teraz też jest mnie ufna i radosna. Thi, o czym ja w ogóle mówię. Nie ufa nikomu, a uśmiech na jej twarzy, który nie zawiera w sobie ogromnej ilości sztucznych ubarwień już się nie pojawiał tak często, jak zwykle. Nauczyła się być obojętną wobec wszystkiego. Uczyła się od Lillyanne przyjmować zimne maski, które nie pozwalały wyjść na wierzch kolejnej dawce łez, czy innego objawu cierpienia. Więc tak czy siak...
Od dawna przyzwyczaiła się dusić w sobie niektóre sprawy i emocje. Po prostu nie wszystko wymagało wyjścia na światło dzienne. Zazwyczaj uciekało z niej kiedy już narosło, w najmniej przewidywanym momencie. Choć tych emocji, jakie szalały w niej teraz już nigdy nie chciała wypuścić. Może nie wiesz, ale w tym momencie jej myśli przede wszystkim mają związek z Ramiro. I były tak różne, że tego nie opisze – zresztą jak wspomniałam Cornelia i tak nie chce o nich mówić.
Patrzy w oczy jeśli kogoś nie słucha... Lub właśnie, gdy naprawdę jej na kimś zależało, gdy kochała kogoś. Zazwyczaj, gdy łapało ją zauroczenie to cały czas topiła się w oczach osoby, do której ono się odnosiło. A ten strach... Nie przed nim, choć też w jakimś stopniu. Ważne, że nie trzęsie się i nie ucieka na jego widok.
- Nie powinieneś się o to bać. Ja się o to nigdy nie bałam, a przecież miałam tyle co ty do gadania w tej sprawie. Zresztą... Mogłeś mi cokolwiek powiedzieć... Ja... Cały czas myślałam, że zrobiłam coś źle. Albo, że tobie się coś stało. Nawet nie wiesz, jak cholernie się martwiłam szczególnie, że wysyłałam ci chyba dziesięć listów dziennie wszystkimi sowami, jakie miałam pod ręką i nie dostałam odpowiedzi na żaden! - Wypowiedziała mu wszystkie swoje bóle i uwagi dotyczące jego. Miała ochotę pójść sobie stąd. Strzelić mu, popłakać się i pójść. I o dziwo jej głos był teraz nacechowany emocjami, to nie było to co wcześniej. Ani trochę nie przypominało pierwszych słów, jakie dzisiaj do niego wypowiedziała. Po prostu przy nim nie umiała się hamować.
Nie wiem, jak mógł to spieprzyć. Wiem tylko tyle, że tego chyba się już nie da odbudować. Choć... Niby wszystko może się zdarzyć, jeśli naprawdę się człowiek stara. Jeśli naprawdę się kochali niegdyś, to może to uczucie śmiało przetrwać aż do teraz u niego jakże wyniesione na wyżyny, u niej w ruinach, szczątkowej formie. Ale każdy, nawet największy pałac, który został zniszczony można odbudować w nowej, większej, piękniejszej i bardziej monumentalnej formie.
- Nigdy bym nie mogła cię znienawidzić... - Wyszeptała niezmiernie cicho, by zaledwie chwilę później zrobić ten krok, który dla obu był naprawdę trudną decyzją. O dziwo zrobiła nawet jeszcze dwa kolejny, by w następnej chwili najzwyczajniej w świecie przytulić go. Tak po prostu, bez jakichkolwiek oporów, czy czegokolwiek innego. Chwilę trwała tak, by odsunąć się i pogłaskać go po policzku, a potem zrobić znów kroczek do tyłu, nim sam zdążyłby ją dotknąć. Przezorny zawsze ubezpieczony.
- Ale jeśli znowu znikniesz to przysięgam, że to zrobię... Chcę ci pomóc Rami. Jak tylko będę mogła... Bo zależało mi na tobie bardziej niż na kimkolwiek innym...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Drzewo Zapomnienia QzgSDG8








Drzewo Zapomnienia Empty


PisanieDrzewo Zapomnienia Empty Re: Drzewo Zapomnienia  Drzewo Zapomnienia Empty;

Powrót do góry Go down
 

Drzewo Zapomnienia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 6Strona 1 z 6 1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Drzewo Zapomnienia JHTDsR7 :: 
hogwart
 :: 
Okolice zamku
 :: 
droga do hogsmeade
-