Share
 

 dom Valerii

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość


Valeria Albescu

Nauczyciel
Wiek : 31
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 175 cm
C. szczególne : przenikliwe spojrzenie, bladość, silna obecność pomimo milkliwości, ciężki akcent
Galeony : 619
Dodatkowo : jasnowidzenie
  Liczba postów : 227
https://www.czarodzieje.org/t18210-valeria-albescu
https://www.czarodzieje.org/t18238-valerii#518607
https://www.czarodzieje.org/t18237-i-m-tickling-the-stars-to-try-and-make-them-tell-the-truth#518604
https://www.czarodzieje.org/t18231-valeria-albescu
https://www.czarodzieje.org/t18382-valeria-albescu-dziennik#5232
dom Valerii QzgSDG8




Gracz




dom Valerii Empty


Pisaniedom Valerii Empty dom Valerii  dom Valerii EmptyPon Kwi 06 2020, 13:43;


Dom Valerii Albescu


Odsunięty od reszty dom z ciemną elewacją otacza stary płot, który wygląda, jakby miał się rozpaść pod wpływem najdelikatniejszego wiatru. Zaraz za jego linią rozpościera się łąka otaczająca budynek – Valeria umyślnie nie strzyże trawników, pozwalając dzikim kwiatom i roślinom wkradać się na swoje podwórko. Na pierwszy rzut oka dom wydaje się przez to zaniedbany, ale przejść kawałek wzdłuż ogrodzenia, żeby zobaczyć wyraźnie dopilnowany ogródek kwiatowo-warzywny znajdujący się na jego tyłach.


parter



Salon


Zawsze pachnący białą szałwią i paloną sosnową żywicą pokój pomimo ciemnego wnętrza jest przytulny – może to kwestia roślin wypełniających wszystkie jego zakamarki, może suszonych kwiatów wyeksponowanych na ścianie, a może kominka, wokół którego zorganizowana jest przestrzeń. Na okrągłym stole przez większość czasu zastać można kryształową kulę w towarzystwie kryształów i książek, z których większość jest otwarta albo założona przypadkowymi przedmiotami, których nigdy wcześniej nie wyobrażałeś sobie w roli zakładki, jak sztućce, mniejsze książki albo ogarki świec. Miejsce w kącie zajmuje mały stolik z gramofonem, a umieszczona obok niego kanapa rozkłada się w łóżko do dyspozycji gości.



oranżeria


Z salonu przejść można prosto do oranżerii. To tutaj Valeria wypija rano kawę i podejmuje trudne decyzje. Jest to również miejsce medytacji. Niemal każdy mebel w tym pomieszczeniu służy do przytrzymywania roślin. W kredensie w kącie znaleźć można akcesoria przydatne do opieki nad nimi.



kuchnia


To najlepiej zorganizowane pomieszczenie w całym domu, ale i tu przecieka esencja chaosu Albescu – talerze i kubki to zbieranina przedstawicieli różnych zastaw, nie znajdzie się wśród nich ani jedna para. W powietrzu unosi się zapach świeżych ziół. Znaleźć tu można bogatą kolekcję herbat i dużo mniejsza ziarnistej kawy z różnych zakątków świata, eksponowana w szklanych słojach.


piętro


sypialnia


Zacienione, pachnące kadzidłem pomieszczenie, tak jak prawie wszystkie inne zakątki tego domu, wypełniają książki, tu jednak dla odmiany znaleźć można przeważnie te fabularne, zamiast naukowych pozycji. Jeśli Valeria nie spodziewa się gości, łóżko jest najprawdopodobniej niezaścielone, a liczne poduszki porozrzucane po podłodze. Oprócz tego w pomieszczeniu panuje stan, który nazwać by można było "ładnym chaosem" – chociaż nic nie jest tutaj zorganizowane, to nie można też nazwać tego bałaganem. Po prawej stronie od wejścia znajduje się biurko z krzesłem, a na nim akcesoria wróżbiarskie, w których przeważają karty tarota



łazienka



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Dragos Fawley

Nauczyciel
Wiek : 30
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 185
C. szczególne : agresywne rysy twarzy, poparzone prawe ramię, blizna na lewej łopatce, czasami dziwny akcent
Galeony : 71
  Liczba postów : 183
https://www.czarodzieje.org/t18227-dragos-fawley#518318
https://www.czarodzieje.org/t18241-poczta-dragosa#518798
https://www.czarodzieje.org/t18240-dragos-fawley#518784
https://www.czarodzieje.org/t18230-dragos-fawley#518391
https://www.czarodzieje.org/t18379-dragos-fawley-dziennik#523227
dom Valerii QzgSDG8




Gracz




dom Valerii Empty


Pisaniedom Valerii Empty Re: dom Valerii  dom Valerii EmptyPon Maj 18 2020, 01:47;

Od czasów Celtyckiej Nocy żyło mu się beztrosko. Dni leniwie przepływały między palcami, a Dragos powoli zaczął odzyskiwać jakąkolwiek wolę i chęci do życia, odnajdując w sobie nieznane dotąd pokłady siły. Na samo wspomnienie wieczoru w Dolinie Godryka, kąciki ust mimowolnie unosiły się ku górze, a serce zaczynało szybciej bić. To, co się wtedy wydarzyło, stanowiło główne źródło ciepła w jego życiu (zapomniał jak to jest czuć przyjemne łaskotanie w okolicach żołądka). Ale jeszcze nie miał tyle odwagi, by się z tym wszystkim zmierzyć i to przeanalizować, toteż zajmował głowę najdrobniejszymi pierdołami – byleby nie myśleć. Wiedział, że nadejdzie odpowiedni moment na rozmowę (oby jak najpóźniej) i przyznanie się przed samym sobą co to oznaczało. A przynajmniej tak sobie wmawiał, spychając szalejące wewnątrz uczucia poza główną mapę pompującą krew.
Po dość intensywnym dniu w pracy wypełnionym łataniem zepsutych kładek i pomostów, z ulgą powrócił do swojego mieszkania, wciąż zawalonego remontowymi akcesoriami. Powoli miejsce to zaczynało nabierać charakteru oraz jawić się w jego sercu jako dom. Pierwszy od kilku lat; dreszcz podniecenia przebiegał mu przez kręgosłup, gdy napełniała go świadomość, że zaczyna sobie wszystko układać. Niedbale rzucił kurtkę na kanapę i od razu ruszył do wciąż niezagospodarowanego pokoju, który podświadomie robił z myślą o Loreen. Reszta popołudnia upłynęła mu na układaniu paneli w rytm piosenek z płyty, którą jakiś czas temu zakupił w antykwariacie, gdy szukał dodatków do domu (w życiu się nie spodziewał, że będzie tak zaaferowany wypełnianiem pustej przestrzeni).
Dopiero późnym wieczorem pozwolił sobie na zasłużony odpoczynek w postaci jebnięcia się na kanapę z drinkiem. Nie zdążył się dobrze usadowić, a malutka, sędziwa sowa zapukała w szybę, domagając się przejęcia korespondencji. Zdziwiony podniósł się z sofy i odebrał od niej świstek papieru, nie rozpoznając ani ptaka ani charakteru pisma – mało kto wiedział o nowym adresie, toteż nieufnie spojrzał na kartkę i zaczął przeglądać jej treść. Krzyk ugrzęzł w gardle, a krew w żyłach zastygła.
Z każdym kolejny słowem, które czytał, robiło mu się coraz bardziej słabo.
Z każdym kolejnym słowem tracił grunt pod nogami.
Z każdym kolejnym słowem ulatywała z niego wola walki i motywacja do czegokolwiek.
Miał wrażenie, że dosłownie wszystko stanęło w miejscu – czas, jego procesy myślowe, serce. Wyrazy wirowały mu przed oczami i miał problem ze złapaniem oddechu; nie miałby nic przeciwko, gdyby po prostu udusił się i tak jak Rose był martwy. Skamieniał na moment (sam nie wiedział ile to trwało, równie dobrze mógłby tak stać kilka dni i nie zauważyłby różnicy), utrzymując równowagę tylko dzięki oparciu się o parapet. Jego kant boleśnie wbijał mu się w plecy, ale w żaden sposób tego nie odczuwał. Jakby nagle całe ciało zostało pozbawione receptorów czucia. A może tak było od zaginięcia Lor (samo wspomnienie jej imienia było niczym wbicie w obolałe dłonie miliona rozżarzonych noży) i dopiero teraz ten fakt zarejestrował?
Przez te siedemnaście lat życia utwierdzał się w przekonaniu, że informacja, która wynikała z listu, jest prawdopodobna (minęło zbyt wiele czasu) i jeśli takową usłyszy to poczuje w pewnym stopniu ulgę, bo przynajmniej będzie cokolwiek w i e d z i a ł. Niejeden raz w jego głowie pojawiła się myśl (za którą się przeklinał), że tak byłoby łatwiej – miałby wreszcie sposobność przejść żałobę, a nie tkwić w martwym oczekiwaniu na coś, co nigdy nie nadejdzie. Teraz natomiast powtarzał jak mantrę, że to tylko żart. Nikt nie miał na tyle twardego szkieletu, aby przyjąć taki cios z godnością. Niepewność była jednak łatwiejsza do przetrawienia niż informacje, które otrzymał w liście.
Milion obrazów przelatywało mu przez głowę. Począwszy od tych pierwszych wspomnień wspólnych zabaw i nauki życia (był najdumniejszym bratem na świecie, gdy objawiła się u niej magia albo gdy po raz pierwszy jej się coś udawało), kończąc na tych ostatnich, oblepionych gęstą mgłą wyparcia (gdy kroczyli razem po szkolnych korytarzach, szczęśliwi, bo odbębnili pracę domową ze starożytnych run i mieli całe popołudnie dla s i e b i e). Śmiech Rose rozbrzmiewał echem w pamięci niczym najpiękniejsza melodia, przeplatany słowami nie żyje, które niczym sztylet przebijały jego obumarłe serce. Oddałby wszystko, żeby raz jeszcze usłyszeć ten słodki głos w wersji „na żywo”. Żeby mieć jakąkolwiek szansę na pożegnanie i powiedzenie jej ile dla niego znaczy(ła). Ile dała mu jej obecność i ta nierozerwalna więź, którą zdążyli stworzyć przez trzynaście lat. Ostatecznie nie miał nawet sposobności rozsypania po rodzinnej Transylwanii gwiezdnego pyłu, który po sobie zostawiła.
Teraz nie miał nic.
Stado uczuć staranowało mu wnętrze, niszcząc wszystko to, co do tej pory sobie poukładał. Upływające minuty (i alkohol z butelki, którą coraz chwiejniej przykładał do zagryzionych do krwi warg) oraz kolejne zerknięcia na treść listu stopniowo wprawiały go w marazm i spychały na samo dno (jeszcze rano mógłby przysiąc, że już tam jest, obecnie nie miało to żadnego porównania). Wszystkie ruchy wykonywał automatycznie, bez udziału świadomości – stracił rachubę czasu, beznamiętnie wpatrując się w ścianę i uparcie zaciskając drżące palce na szyjce Ognistej.
Pustkę jednak powoli zaczynała wypełniać niewyobrażalna złość, bulgocząca jak kocioł wypełniony trującym jadem, szukająca ujścia. Kilka miesięcy temu pogodził się, że Loreen może nie żyć. Ale Valeria otworzyła w nim wrota, strzegące mocno wypieranej nadziei. I nie mógł nie przyznać sobie w myślach racji, że powinna wciąć za to odpowiedzialność. Krótkie spojrzenie na amulet, który mu dała (kolejne drgawki przeszły mu po kręgosłupie na sam widok tych przeklętych inicjałów), było wystarczającym bodźcem, aby napisać jej wiadomość. Nie wiedział co zamierzał Albescu powiedzieć albo zrobić. Wszystko wydawało mu się niewystarczająco bolesne, przeszywające na wskroś i wypalające do cna. Nic nie było nawet w jednym procencie porównywalne do jego straty. Nawet jeśli się przyjaźniły, nigdy nie było między nimi bliźniaczej nici porozumienia. I już nigdy nie będzie.
Zapewniała go, że musi wierzyć i uparcie szukać dalej, a wszystko się naprostuje. Zapewniała, że niebawem będzie dobrze. Zapewniała, że ta dobra karma wróci. Niejeden raz dawała do zrozumienia, iż nie jest sam – dlaczego więc czuł się zupełnie na odwrót? A po drugie, dlaczego karmiła go kłamstwami i tuliła do snu opowieściami o walce, którą należy podjąć, kiedy sama uciekała w najgorsze z możliwych kłamstw? Jaki miała cel w napędzaniu jego serca złudą i jakąkolwiek perspektywą? Czy naprawdę była aż tak naiwna i.. Westchnął ciężko, próbując pozbyć się tych wszystkich wątpliwości i nieznanych dotąd emocji. Przetarł zmęczone oczy i przełknął gulę rosnącą w przełyku. Już dawno oduczył organizm płaczu jako reakcji obronnej. Miał wystarczająco wiele okazji w życiu, aby wytrenować układanie rysów twarzy w zastygłą maskę. Zdradzały go jedynie głębokie cienie pod oczami i spojrzenie pozbawione tej płonącej iskry, która wbrew wszystkiemu błyszczała w szaroniebieskich tęczówkach. Nie tym razem i nie dzisiaj; prawdopodobnie już nigdy więcej.
Zanim się teleportował do Doliny Godryka, w ostatnich przebłyskach świadomości narzucił na siebie bluzę, w której kieszeń wrzucił zmięty list, różdżkę i amulet, a następnie podjął pijacką próbę użycia globu zaginionych. Wpatrywał się w globus dobrych kilka minut, ale obyło się bez zaskoczenia – Loreen Fawley była nieuchwytna. I martwa. Z trudem powstrzymał mdłości i przeniósł się pod mieszkanie kobiety.
Czas mijał, a on sterczał pod domem Valerii, odpalając papierosa od papierosa, nie zwróciwszy nawet uwagi na krwawiące ramię (ból, który go przeszywał, traktował jako informację, że wciąż ma, niestety, żywe ciało), częściowo rozszczepione w trakcie teleportacji. Robił się coraz bardziej znużony, ale rozsadzająca go od środka bezradność i żal nie pozwalały mu stracić czujności nawet na sekundę. Miał jeszcze jedną batalię do stoczenia zanim się rozpadnie. A Valeria Albescu powinna rozpaść się razem z nim, nie w poczuciu jedności (o które jeszcze niedawno tak bardzo zabiegał i wydawało mu się, że są w stanie je wspólnie stworzyć, zwłaszcza po Celtyckiej Nocy), a ze zwykłej, ludzkiej zemsty i bezsilności.
Na trzask aportacji zareagował jedynie zobojętniałym spojrzeniem na kobietę (która niczego nieświadoma zmierzała w jego kierunku), wbiciem peta butem w ziemię i odpaleniem kolejnego papierosa zdezelowaną smoczą zapalniczką. Widok smoka tylko spotęgował ból i dzieliły go już sekundy od czynów, których konsekwencje obejmowały bilet w jedną stronę do Azkabanu. Schował dłoń w kieszeni, kurczowo ściskając różdżkę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Valeria Albescu

Nauczyciel
Wiek : 31
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 175 cm
C. szczególne : przenikliwe spojrzenie, bladość, silna obecność pomimo milkliwości, ciężki akcent
Galeony : 619
Dodatkowo : jasnowidzenie
  Liczba postów : 227
https://www.czarodzieje.org/t18210-valeria-albescu
https://www.czarodzieje.org/t18238-valerii#518607
https://www.czarodzieje.org/t18237-i-m-tickling-the-stars-to-try-and-make-them-tell-the-truth#518604
https://www.czarodzieje.org/t18231-valeria-albescu
https://www.czarodzieje.org/t18382-valeria-albescu-dziennik#5232
dom Valerii QzgSDG8




Gracz




dom Valerii Empty


Pisaniedom Valerii Empty Re: dom Valerii  dom Valerii EmptyPon Maj 18 2020, 02:27;

Odkładała w czasie ten moment najdłużej, jak się dało – ale obraz, który widziała jakiś czas temu powracał do niej w najmniej spodziewanych momentach, próbując zwrócić na siebie jej uwagę. Odłamki roztrzaskanej szklanej kuli wrzynały się w mózg, zielone światło paliło w oczy. Twarz Vladyslavy unosiła się nad tym wszystkim jak widmo.
Valeria od zawsze miała problem, żeby się z nią porozumieć. Kiedy osiągnęła wiek dorosły, Vlada zaczęła wreszcie rozmawiać z nią jak z równą sobie – ale chociaż Albescu potrafiła docenić jej rozległą wiedzę wróżbiarską i stale uczyła się od niej czegoś nowego, to ciągle coś zgrzytało. I nie chodziło tylko o to, że Vlada nie podzielała jej podejścia do większości kwestii dotyczących stylu pracy wróżbity czy też wykorzystania daru jasnowidzenia. Coś innego było na rzeczy.
Ciągle dobrze pamietała momenty z dzieciństwa, w których Vladyslava zwyczajnie ją przerażała – ale powody były tak ulotne i nieokreślone, że mimo upływu lat i wzrastającego doświadczenia w sprawach intuicji, Valeria wyrzucała ten obraz z głowy. To była jedyna rodzina, jaka jej jeszcze została – ta część łaknąca bliskości kogoś, kto rozumie dar, kto go lepiej zna, a przy okazji zna też Albescu, nie pozwalała do końca przyswoić scenariusza, w którym okazałoby się, że te obawy były w pełni uzasadnione.
Zdawało jej się teraz, że tamta wizja zbliżała się do niej wielkimi krokami przez całe dotychczasowe życie.
Mniej więcej w tym samym momencie, w którym Albescu pokazano twarz babci w wizji, ta opuściła bez uprzedzenia swój dom w Dolinie Godryka, wysyłając wnuczce jedynie zdawkowy list – pojechała do Rumunii, miała tam coś do załatwienia. Tylko tyle. I ani słowa od tamtej pory.
I tak nie miała zamiaru pytać jej o to, co zobaczyła – intuicja głośno sprzeciwiła się tej przelotnej myśli, ale nawet i bez tego alarmu Valeria nie brała pod uwagę podobnego kroku. Musiała działać mądrze w tej kwestii.
Nie wiedziała od czego zacząć – i bała się tego, co znajdzie. Próbowała wywołać wizję – prosiła Akaszę o jakąś dodatkową poszlakę, cokolwiek, czego mogłaby się złapać, od czego mogłaby się odbić, ale kapryśny dar pozostawał obojętny na jej starania. Tylko tyle miała – rozbita kula i zielone światło. A pośród tego Vlada.
Nie mogła powiedzieć, żeby kiedykolwiek darzyła babcię szczególnym zaufaniem – ale nigdy nie spodziewała się ujrzeć jej w takim zestawieniu, w wizji wywołanej atmosferą nieprzychylności i niepokoju.
Nie mogła na razie liczyć na to, że podpowiedź napłynie z eteru, umości się pośród szeptów i obrazów, pozwoli się złapać jeśli nie w słowa, to chociaż w myśl – ale nie mogła usiedzieć na miejscu i po prostu czekać na rozwój wypadków. Tego wieczora przelała się w niej czara zniecierpliwienia, gdy po raz setny ta sama sekwencja obrazów zasłoniła drobny druk czytanej książki. Ból promieniował od zmęczonych oczu wgłąb czaszki, nie pozwalając się skoncentrować na tańczących literach. Podjęła szybką decyzję – wstała, napisała list zapowiadający swoją wizytę, po czym narzuciła na głowę kaptur. Vlada miała znajomości w wielu miejscach – Valeria postanowiła zacząć poszukiwania od tych na Śmiertelnym Nokturnie.
Nie zapuszczała się często w tamte okolice – i tak samo bezradna, jak czuła się, wkraczając na tę ulicę, czuła się w drodze powrotnej – z pustymi rękami, z samymi „nie wiem” w odpowiedzi na jej pytania. Jakie sprawy miała do załatwienia Vlada? Gdzie dokładnie była? Czy dało się z nią skontaktować? Kiedy wróci? „Nie wiem.”
Coś kłującego pod mostkiem podpowiadało: to nieprawda. Vladyslava po prostu nie chciała zostać przez nią znaleziona. Dlaczego?
Czy już wiedziała, że Valeria zobaczyła coś, czego nie powinna oglądać?
Gdy wróciła do swojego gabinetu, czekał na nią list od Dragosa. Uśmiechnęła się, widząc jego sowę. W całym zgiełku dotyczącym babci myśl o wydarzeniach z Celtyckiej Nocy trzymała ją przy zdrowych zmysłach, dając przynajmniej jeden powód do wygięcia ust ku górze, napełniając od nowa elektrycznością pożyczoną dotykiem Fawleya. Samo wspomnienie rozgrzewało ją od środka. Przynajmniej między nimi w końcu coś się układało.
Prawda?
Uśmiech jej zrzedł, kiedy tylko dotknęła opuszkami palców pergaminu – zalała ją fala szalejących emocji, nie własnych. Rozpacz, żal i wściekłość, które znalazły odzwierciedlenie w napisanych dłonią Dragosa słowach. Zbladła. Jeszcze nie widziała co – ale musiało wydarzyć się coś bardzo złego.
Nie miała pojęcia, jak dawno temu przyleciała sowa – na pewno minęło więcej czasu, niż pięć minut. Valeria nie zwlekała. Zbiegła z wieży, a gdy tylko znalazła się za murami Hogwartu, teleportowała się pod swój dom. Dopiero wtedy odrzuciła kaptur skrywający jej twarz w półmroku. Jedno spojrzenie na jego twarz wystarczyło, żeby coś przewróciło jej się w żołądku. Jeśli coś się układało – to najwyraźniej runęło, zanim konstrukcja zdążyła nabrać jakikolwiek kształt. Valeria spięła wszystkie mięśnie, przygotowując się na to, co mogło nadejść.
Szkarłat rozlewający się na ramieniu Fawleya zwrócił jej uwagę. Gwałtownie nabrała powietrza w płuca.
Oh dracu. – Ojczysty wulgaryzm wymalował jej usta, gdy szybkim krokiem przemierzała odległość do drzwi, pod którymi stał Dragos. Kątem oka dostrzegła kupkę petów na swoim podwórku (w normalnych warunkach zbeształaby go za to, ale to nie był odpowiedni moment) – musiał być tu już od jakiegoś czasu. Kiedy się zbliżyła, uderzył ją zapach alkoholu. Z rozmachem otworzyła drzwi. – Do środka – zarządziła twardo, próbując zignorować wrogość w jego postawie. Zaraz i tak powie jej, o co chodzi, zapewne dobitnie, ale w tym momencie interesowało ją bardziej jego zranione ramię, któremu chciała przyjrzeć się w dobrym świetle. Nie czekając na jego ruch, sama wparowała do wnętrza. Zapaliła światło i odwróciła się, żeby jeszcze raz spojrzeć na jego rękę.
Rozszczepił się.
Czyś ty zgłupiał, żeby teleportować się w takim stanie? Siadaj – rozkazała mu znowu tonem nieznoszącego sprzeciwu generała. Nie czekała, aby sprawdzić, czy jej posłuchał. Zostawiła go w salonie, kierując się do kuchni, w której trzymała apteczkę. Przez chwilę szukała odpowiedniego eliksiru. W końcu złapała fiolkę Szkiele-Wzro i wróciła z nią do głównego pomieszczenia. Wyciągnęła ją w stronę Dragosa. – Wypij to – powiedziała.
Dopiero teraz uważniej przyjrzała się jego twarzy. Nie było w niej śladu po czymkolwiek, co dowodziłoby tego, co wydarzyło się między nimi podczas Celtyckiej Nocy. Nie było śladu po błysku w jego oku, nie mówiąc już o tym, że patrzył na nią wrogo, zdystansowany, schowany w sobie. Poczuła ukłucie w piersi.
Co się wydarzyło?
Wyglądał, jakby chciał ją zabić. Ale przecież nie widzieli się przez cały ten czas, nie miała nawet okazji zrobić czegokolwiek, co mogłoby go aż tak urazić, doprowadzić do takiego stanu. Dlaczego czuła się pod jego spojrzeniem, jakby była winna? Co takiego jej zarzuci?
Przygotowywała się w duchu na jego atak, chociaż jednocześnie czuła, że to nie było starcie, na które kiedykolwiek będzie gotowa. Niepewność dodatkowo rozszczelniała tę zbroję, którą próbowała przywdziać. Serce łomotało jej w piersi, jakby próbowało się wyrwać, uniknąć zostania roztłuczonym obcasem na nikły pył.
Wybuch nastąpi za trzy,
dwa,
jeden.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Dragos Fawley

Nauczyciel
Wiek : 30
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 185
C. szczególne : agresywne rysy twarzy, poparzone prawe ramię, blizna na lewej łopatce, czasami dziwny akcent
Galeony : 71
  Liczba postów : 183
https://www.czarodzieje.org/t18227-dragos-fawley#518318
https://www.czarodzieje.org/t18241-poczta-dragosa#518798
https://www.czarodzieje.org/t18240-dragos-fawley#518784
https://www.czarodzieje.org/t18230-dragos-fawley#518391
https://www.czarodzieje.org/t18379-dragos-fawley-dziennik#523227
dom Valerii QzgSDG8




Gracz




dom Valerii Empty


Pisaniedom Valerii Empty Re: dom Valerii  dom Valerii EmptySro Maj 20 2020, 12:17;

Mierzył ją wzrokiem i uważnie obserwował każdy krok; była gorsza niż ten przeklęty rogogon węgierski pozbawiający go matczynej miłości. Przywróciła jego sercu naturalny rytm, przewracała wnętrzności w żołądku i otworzyła wszystkie kufry, w których pozamykał każdą pojedynczą traumę. Jeszcze kilka godzin temu był jej za to wdzięczny – teraz czuł tylko złość. Gęstą, pulsującą, rozrywającą od środka złość.
Gdy odrzuciła kaptur i dostrzegł twarz Valerii, skąpaną w świetle ulicznej latarni, coś w nim pękło. Rysy jej twarzy zawsze były tym elementem w jego życiu, który budził w nim siłę (wniosek ten niedawno powodował migotanie przedsionków, obecnie miał ochotę zapaść się pod ziemię). Dzisiaj już tylko burzyły tamę, oddzielającą wyschnięte spojówki od łez, które zaszkliły się w oczach. Zamrugał kilkukrotnie, próbując ukryć rzekomą oznakę słabości; tak jak zadeptywał wcześniej wypalone papierosy, tak wbijał butem w ziemię ostatnie pozytywne uczucia, które żywił względem kobiety. I nic nie było w stanie tego zmienić.
Przekleństwo w rodzimym języku przywróciło go do pionu – automatycznie się wyprostował, po raz kolejny dręcząc obolałe płuca nikotynowym wdechem. Czekał aż podejdzie bliżej, żeby siła rażenia (zaklęcia albo spojrzenia) powaliła ją na kolana, uniemożliwiając jakikolwiek ruch. Nie zdążył jednak zareagować. Valeria szybkim ruchem otworzyła drzwi i zarządziła wejście do środka. Z przyzwyczajenia wypełnił rozkaz, apatycznie przekraczając próg jej mieszkania. Wydawało mu się, że przebywał w towarzystwie Albescu na tyle często, iż zdążył się przyzwyczaić do zapachu kadzideł (zwłaszcza tych różanych). Przeliczył jednak swoje możliwości – kolana się pod nim ugięły, gdy jego styraną głowę zalała kolejna fala wspomnień.
Rose z miną chojraka stała obok miotły pożyczonej od niego, przekonując samą siebie na głos, iż kolejna próba latania po rodzinnym ogródku to świetny pomysł. Zachęcał ją swym spojrzeniem i dopingował głośno, że to najwyższa pora nauczyć się pokonywać własny strach. Nie musiał długo czekać na reakcję bliźniaczki, która po kilku głębokich wdechach wsiadła na miotłę i rozpoczęła okrążenie – ku glorii i chwale, niesiona niewyczerpanymi pokładami odwagi i jego wsparcia.
Przerwanie tej retrospekcji kosztowało go więcej sił niż się spodziewał; chwiejnym krokiem poszedł za Valerią do salonu, starając się wstrzymywać oddech. Był na skraju wytrzymałości, gdy ociężale opadł na kanapę. Wszystkie ruchy ograniczał do minimum, bo ból odbijał się echem w czaszce. Z trudem powstrzymywał krzyk – spowodowany nie tyle rozszczepionym ramieniem, co paradoksem sytuacji. Siedział w domu osoby, którą jednocześnie nienawidził i.. Nawet w myślach nie potrafił się otwarcie przyznać co ich relacja dla niego oznaczała. Kolejna fala goryczy ścisnęła mu trzewia.
Wpatrzony w kominek, próbował wyregulować oddech i opanować drżenie całego ciała. Potrzebował jej troski, jednocześnie powtarzając w głowie wszystkie klątwy, które znał. Kiedyś sądził, że starcie ze smokiem to najtrudniejsza rzecz z jaką się zmierzy. Nie przewidział nigdy, iż przyjdzie mu walczyć ze sobą, swoimi uczuciami i stratą, niosącą ze sobą konsekwencje, na które nie był przygotowany. Konsekwencje, które paliły bardziej niż ziejący lawą długoróg rumuński.
Przeniósł zrezygnowany wzrok na Valerię, sterczącą przed nim z fiolką z nieznaną zawartością. Podniósł zdrowe ramię i zabrał od niej eliksir. Gdy ich palce zetknęły się ze sobą, gwałtownie zabrał dłoń. Dotyk kobiety był niczym kwas, ścierający linie papilarne i resztki zdrowego rozsądku. – Mam nadzieję, że to wywar żywej śmierci – luźna prośba opuściła jego usta, po czym bez większego zastanowienia wychylił fiolkę. I że też go wypijesz, dodał w myślach. Miał nadzieję, że to ostatnia rzecz, jaką robi w życiu. Nie chciał już zemsty i sprawiedliwości – pragnął wiecznego spokoju i odnalezienia Loreen w innym wszechświecie. Serce ścisnęło mu się od natrętnej koncepcji, że może jej już nigdy nie znaleźć, nawet w usłanym gwiazdami niebie.
Ogień zaczął wypełniać mu przełyk, a poczucie duszenia się narastało. Torsje przebiegły zmęczone ciało, gdy kaszel, spowodowany miksturą, wykańczał półmartwy organizm. Eliksir krążył po krwiobiegu, powodując ból i rekonwalescencję rozszarpanego ramienia.
Posłał jej mordercze spojrzenie, bo choć naprawdę miał nadzieję, że zawartością fiolki była trucizna, nie zrobił jeszcze tego, po co tu przyszedł. Nie zniszczył jej. Stała przed nim wyprostowana, przybierając obronną pozę (mimo wszystko naznaczoną dumą i pewnością siebie). Chciał ją roztrzaskać, tak jak treść listu roztrzaskała jego życie.
Żadne słowa nie umiały jednak opuścić bladych ust Dragosa, który powoli zaczynał się dusić od nadmiaru niewypowiedzianych. Miał opóźnioną reakcję – dopiero po kilku sekundach zorientował się, że skulił się w sobie, chowając dłonie w rękawach bluzy.
Nie wiedział ile tak siedział i czy Valeria coś do niego w tym czasie mówiła; jeśli tak to jej uwagi odbijały się od jego pancerza, nie przebijając się przez powłokę świadomości. Brakowało mu nie tyle odwagi, co siły na zmierzenie się z tym, co przygotowywał na to spotkanie.
Wyciągnął z kieszeni zmięty kawałek pergaminu. Sam widok listu powodował kolejne fale bólu, ale nie mógł się przed nią rozkleić. Drżącym ruchem podał kobiecie kartkę z nadzieją, że zapisane na nim informacje ją zabiją. Tak jak zabiły jego. Nie czekając na jej reakcję wstał i podszedł do okna, chcąc zwiększyć między nimi dystans. Otworzył je, próbując zaczerpnąć świeżego powietrza.
Wdech.
I wydech.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Valeria Albescu

Nauczyciel
Wiek : 31
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 175 cm
C. szczególne : przenikliwe spojrzenie, bladość, silna obecność pomimo milkliwości, ciężki akcent
Galeony : 619
Dodatkowo : jasnowidzenie
  Liczba postów : 227
https://www.czarodzieje.org/t18210-valeria-albescu
https://www.czarodzieje.org/t18238-valerii#518607
https://www.czarodzieje.org/t18237-i-m-tickling-the-stars-to-try-and-make-them-tell-the-truth#518604
https://www.czarodzieje.org/t18231-valeria-albescu
https://www.czarodzieje.org/t18382-valeria-albescu-dziennik#5232
dom Valerii QzgSDG8




Gracz




dom Valerii Empty


Pisaniedom Valerii Empty Re: dom Valerii  dom Valerii EmptySro Maj 20 2020, 19:29;

Opamiętaj się – powiedziała na jego słowa, wciąż używając tego samego rozkazującego tonu. Wykonał wszystkie poprzednie polecenia bez słowa – była wręcz zaskoczona, że poddał się jej opiece bez sprzeciwu. Aż... nie przypominał siebie. Szczerze mówiąc, Valeria już wolała, żeby rozpoczął swoją szarżę, zamiast tylko mordować ją spojrzeniem – pewnie jeszcze to odszczeka, ale miałaby przynajmniej sygnał świadczący o tym, że to wciąż był Dragos. Póki co – widziała tylko jego cień, dlatego miała nadzieję, że i to polecenie wykona – ale jednocześnie nie liczyła na to, że zachowa zimną krew. Kłębiące się w nim emocje zdawały się wyciekać przez tęczówki i roznosić po pomieszczeniu gęstą, zawiesistą aurą utrudniającą spokojne oddychanie. Aż czuła, jak jej dłonie wpadają w rezonans z tą niemą siłą, drżąc nerwowo.
Tylko dwa razy widziała go w podobnym stanie – tuż po zaginięciu Rose i na pogrzebie Oany.
Na chwilę zamarła, kiedy logika podsunęła pierwszą teorię; sama myśl ją zmroziła. Quentin...?, zapytała cicho w myślach, nie będąc nawet w stanie dokończyć zdania. Ale Akasza nie musiał się odzywać – puzzel nie pasował do układanki. Bo skąd wtedy ta cała wściekłość kryjąca się za lustrami jego oczu, ewidentnie ukierunkowana na Valerię? Żyje, potwierdził głos w jej głowie.
Im dłużej Dragos zwlekał z jakimkolwiek ruchem, tym więcej nerwowości wkradało się do jej gestów. W końcu jednak postanowił ją oświecić; chwyciła wygnieciony pergamin i natychmiast zamarła, rozpoznając charakter pisma babci. Dreszcz przeszedł jej po plecach. Nic dziwnego, że to akurat dzisiaj Valeria nie mogła uwolnić się od obrazów przedstawiających Negrescu.
Ale w jakiej sprawie Vlada chciałaby kontaktować się z Dragosem?
I co takiego mogła mu napisać, co doprowadziłoby go do takiego stanu?
Vlada, w co ty pogrywasz?
Jej wzrok z trudem przedzierał się przez tekst. Z każdym kolejnym słowem było jej coraz bardziej niedobrze. Odwróciła się plecami do Dragosa, gdy przeczytała o przedsięwzięciu popartym jedynie argumentami tęsknoty i ślepej wiary. Zbladła przy poszukiwana nie żyje, a przy zbyt wiele zamętu wprowadzają do wizji jej własne emocje, które sprawiają, że widzi w nich jedynie to, co chce zobaczyć, jej ręce zaczęły drżeć tak, że ledwo udało jej się doczytać do końca.
Zgniotła pergamin, gorączkowo zaciskając na nim dłoń w pięść. W pierwszym odruchu miała ochotę wrzucić go do kominka, zobaczyć jak czernieje i rozwiewa się w pył – ale to nie wymazałoby jego treści już zakotwiczonej w głowie Fawleya.
I uwierzyłeś jeja nie mnie, zawisło w powietrzu. Rozczarowanie drżało w głosie. Po tym wszystkim, po całym tym trudzie, który włożyła w to, żeby chociaż trochę zaufał jej i jej umiejętnościom – i po Celtyckiej Nocy – tak łatwo uwierzył Vladzie. Tak łatwo odrzucił wszystko, co zdążył za zachętą Valerii w sobie odbudować. Tak chętnie wskoczył prosto w rozpacz, głową do przodu, bez żadnej asekuracji. Tak chętnie ją znienawidził.
Vladyslava była doskonałą manipulantką. Kłamstwo, które uplotła, trafiało dokładnie tam, gdzie powinno trafić, podkreślając każdą słabość Valerii, uwydatniając je w tej historii tak, żeby pozbawić ją jakiejkolwiek wiarygodności. Zapełniła każdy jeszcze brakujący kontekst tej układanki ciemną, lepką mazią obłudy. Celnie namierzyła każdą wątpliwość, podsycając ich żar.
Albescu widziała, z jakiego powodu to kłamstwo było łatwe do połknięcia, ale i tak świadomość, że akurat on – człowiek, który znał ją lepiej, niż ktokolwiek inny – zrobił to bez mrugnięcia okiem, zapiekła ją dotkliwie. Gdyby tylko opowiedziała mu o wizji, która zmiażdżyła te niewielkie pokłady zaufania, którymi darzyła babcię... ale kiedy miała mu o tym powiedzieć? Czy chciałby jej w ogóle słuchać, gdyby choć jeszcze jeden raz wypowiedziała przy nim słowo "wizja"?
Babciu, jaki masz w tym cel?
Tego nie rozumiała najbardziej. Dlaczego Vladyslava próbowała stanąć na drodze w odnalezieniu Rose?
Kryształowa kula pęka w drobny mak.
Przez chwilę Valeria trwała w bezruchu, zaciskając mocno powieki. Kanty zgniecionego pergaminu wrzynały się w dłoń, palce zbielały od wysiłku. Jeśli Vladyslava spodziewała się, że po czymś takim Albescu wycofa się, złoży broń i pozwoli Dragosowi żyć w przekonaniu, że jego siostra już nigdy nie wróci, że po prostu się podda – myliła się. Grubo się myliła.
Nie miała zamiaru tak po prostu zrezygnować – nawet jeśli miałoby to ją kosztować życie, odebrane rękami, których czuły dotyk jeszcze pamiętało jej ciało. Chociaż właściwie – właśnie przez to wspomnienie – zdawało jej się, że życie wcale nie byłoby najdotkliwszą stratą, jaka mogła czekać ją w tej potyczce.
Gdy w końcu odwróciła się w jego stronę, jej oczy płonęły determinacją.
Moja babcia nie jest kimś godnym zaufania – powiedziała cicho, ale dobitnie. W jej głosie drzemała cicha furia, skoncentrowana na słowie "babcia". Kobieta, z którą dzieliła krew. Po tym, co przeczytała, już nie była w stanie nazwać jej rodziną.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Dragos Fawley

Nauczyciel
Wiek : 30
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 185
C. szczególne : agresywne rysy twarzy, poparzone prawe ramię, blizna na lewej łopatce, czasami dziwny akcent
Galeony : 71
  Liczba postów : 183
https://www.czarodzieje.org/t18227-dragos-fawley#518318
https://www.czarodzieje.org/t18241-poczta-dragosa#518798
https://www.czarodzieje.org/t18240-dragos-fawley#518784
https://www.czarodzieje.org/t18230-dragos-fawley#518391
https://www.czarodzieje.org/t18379-dragos-fawley-dziennik#523227
dom Valerii QzgSDG8




Gracz




dom Valerii Empty


Pisaniedom Valerii Empty Re: dom Valerii  dom Valerii EmptyWto Maj 26 2020, 21:21;

Opamiętaj się. Cały się spiął, z trudem powstrzymując krzyk i pięści lecące w jej stronę. Nie tak to chciał załatwić, nie tak chciał ją zniszczyć. Takie wyjście byłoby zbyt proste i szybkie. Cały ból, który w sobie chował, cierpienie i żal miało się odbić od niej z dokładną precyzją i zawrotną prędkością, pozbawiając jej płuc tlenu, a spojrzenia jakichkolwiek wątpliwości – wszystko, co między nimi zaczęło kiełkować, zostało spalone.
Bezpowrotnie.
Nie mógł się powstrzymać i obrócił się przez ramię, obserwując jej reakcję na treść listu. Gdy Valeria odwróciła się do niego plecami, zaczynał mieć bardzo nieprzyjemne przeczucie, że to, co zaraz nastąpi, zdecydowanie nie będzie się pokrywało z tym, jak to sobie wszystko wyobrażał. Zadrżał, gdy zmięła pergamin i wyciągnęła dłoń w kierunku kominka. Paradoksalnie, list ten jawił się w jego głowie jako najcenniejsza rzecz. Pochyłe słowa odciśnięte na pożółkłej kartce (przesiąkniętej zapachem ciężkiego piżma i dymu papierosowego) stanowiły dla niego jedyne źródło informacji o stanie siostry. A przez te siedemnaście lat nie uzbierał ich zbyt wiele – strzępki dywagacji, niepewne tropy sprawdzane po kilkanaście razy, ścieżki prowadzące donikąd.
- Tobie też wierzyłem – przypomniał cicho, z trudem kontrolując głos, tak samo drżący jak jej. – Wszystkie mechanizmy obronne podpowiadały mi, że to błąd. Ale ja uparcie, na przekór sobie, zaufałem ci, że – urwał na chwilę, powstrzymując torsje ogarniające wyczerpane ciało. Zaufałem ci, że będzie dobrze. – razem – niemal wypluł to słowo – sprowadzimy ją do domu – knykcie zbielały mu od gorączkowego zaciskania dłoni w pięść. – Że sprowadzimy ją tutaj – poprawił się szybko, bo pojęcie dom bardzo prędko uległo przewartościowaniu w ostatnich godzinach.
Wbijał spojrzenie w jej plecy, wymuszając na niej obrócenie się. Chciał dostrzec w oczach Valerii ból, taki sam, który odczuł on po przeczytaniu listu. Spodziewał się każdej emocji tańczącej w jej tęczówkach, ale nie… Determinacji? Zjeżył się cały, bo fakt, iż słowa nabazgrane na pergaminie nie zrobiły na niej najmniejszego wrażenia (a tak to z jego perspektywy wyglądało), dobitnie dawał mu do zrozumienia, że Albescu nigdy tak naprawdę nie chciała odnaleźć Rose. Albo że doskonale wiedziała, że jego bliźniaczka nie żyje i karmiła go złudną nadzieją, mając w tym jakiś chory cel. Puścił bezradnie ręce wzdłuż ciała, bo dzisiaj stracił dwie najważniejsze osoby w swoim życiu. Ciche parsknięcie opuściło jego usta, gdy uzmysłowił sobie, że umiejscowił kobietę tak wysoko, a w zamian nie dostał nic. Kolejne zdanie podszyte kłamstwem, zwalające całą winę na babcię, która nie miała w tym momencie możliwości sprostowania słów wnuczki.
- Najwidoczniej to u was rodzinne – odwzajemnił jej spojrzenie z równie dużą determinacją. Zrobiło mu się niedobrze, gdy obserwował twarz Valerii, która jeszcze rano była powodem, dla którego wstał z łóżka, cicho pogwizdując. Nie spodziewał się, że ich relacja się tak rozwinie – i jak szybko przeszli od spierdalaj do pocałunku (przejechał palcem po wargach, które piekły na samo wspomnienie Celtyckiej Nocy), aż do etapu zgiń.
Musiał wyjść. Między nimi nie było już tej przyjemnie łaskoczącej elektryczności; teraz powietrze gęstniało od nadmiaru zwątpienia, rezygnacji, z burzą wiszącą nad Doliną Godryka. Bez słowa skierował swoje kroki przed jej dom, drżącą ręką odpalając kolejnego papierosa.
Czuł się tak żałośnie mały i zmęczony. Nie miał sił przykładać filtra do ust, papieros wydawał mu się cholernie ciężki, a ciało odmawiało posłuszeństwa. Obecność Valerii, niegdyś tak kojąca rozedrgane organy, teraz boleśnie zalewała jego wnętrze lawą.
Twarz obleczona dymem. Serce ścisnęło mu się na wspomnienie ich pierwszego po latach spotkania pod Dziurawym Kotłem. – Już mnie z nią nie pomylisz – rzucił w eter, gdy usłyszał za sobą jej kroki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Valeria Albescu

Nauczyciel
Wiek : 31
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 175 cm
C. szczególne : przenikliwe spojrzenie, bladość, silna obecność pomimo milkliwości, ciężki akcent
Galeony : 619
Dodatkowo : jasnowidzenie
  Liczba postów : 227
https://www.czarodzieje.org/t18210-valeria-albescu
https://www.czarodzieje.org/t18238-valerii#518607
https://www.czarodzieje.org/t18237-i-m-tickling-the-stars-to-try-and-make-them-tell-the-truth#518604
https://www.czarodzieje.org/t18231-valeria-albescu
https://www.czarodzieje.org/t18382-valeria-albescu-dziennik#5232
dom Valerii QzgSDG8




Gracz




dom Valerii Empty


Pisaniedom Valerii Empty Re: dom Valerii  dom Valerii EmptySro Maj 27 2020, 00:37;

Pokręciła głową na jego słowa. Jej twarz zastygła w wyrazie dziwnej zadumy, w czasie gdy umysł kalkulował, analizując wszystkie fakty.
Wynik tych działań niemal zgiął ją w pół. – Nigdy nie wierzyłeś mi tak naprawdę – powiedziała powoli. Aż cofnęła się o krok, jakby odrzucona siłą tej rewelacji, stopniowo pożerającej jej wnętrzności. Valeria poczuła się pusta – zupełnie wydrążona od wewnątrz. Determinacja w jej spojrzeniu nie gasła – ale zmieszała się z rozpaczą.
Niebezpieczne połączenie.
Zaśmiała się krótko, ale nie było w jej śmiechu wesołości.
Gdybyś naprawdę mi wierzył, gdybyś naprawdę we mnie wierzył, to przyszedłbyś tu z pytaniami, a nie oskarżeniami – powiedziała powoli, rozwiązując dalej to równanie, które ułożył przed nią Dragos. – Gdybyś naprawdę mi wierzył, to nie uwierzyłbyś kobiecie, którą widziałeś, ile, może trzy razy w życiu? Nie masz najbledszego pojęcia, kim jest, jaka jest moja babcia. – Rozgoryczenie wybrzmiało w jej głosie. Okazywało się, że sama nie miała o tym zbyt dobrego pojęcia, chociaż nawet gdyby nie ostrzeżenie, które otrzymała jakiś czas temu, wiedziała wystarczająco, żeby wiarygodność listu była zerowa.
To u was rodzinne. Jego słowa odbijały się echem w jej głowie. Wszystko w jej wnętrzu buntowało się na to porównanie – krew Negrescu paliła ją w żyłach jak jeszcze nigdy. W istocie bywały takie momenty, w których Vladyslava i Valeria były do siebie bardzo podobne – Albescu nigdy nie przyznawała tego chętnie, ale pod tym względem zwłaszcza chciała różnić się od swojej babci. I różniła się. Wiedziała to.
Dlaczego nie wiedział tego Dragos?
Zawsze widziałeś we mnie to, co akurat chciałeś zobaczyć. A to, co nie pasowało ci do tego obrazu, omijałeś spojrzeniem. – To była jedyna odpowiedź na to pytanie, jaką w tym momencie potrafiła znaleźć. Zwłaszcza, że czuła tak już wcześniej – ile w końcu razy widziała niechęć w jego oczach, gdy tylko wspominała coś na temat swojego daru? Po prostu nie chciała tego widzieć, upierając się sama przed sobą, że coś się tu zaczyna, że jeśli pozwoli temu zapuścić korzenie, może jego spojrzenie kiedyś się zmieni – z lekceważenia albo strachu na... na co? Na co liczyłaś, Valeria?
Z momentem, w którym wypowiedziała te palące w przełyku słowa, coś w niej pękło. Nie odwróciła od niego wzroku, chociaż oczy jej się zeszkliły. Nie czuła już potrzeby, żeby ukrywać przed nim swoją słabość – to było aż głupie i naiwne, patrząc z perspektywy czasu, jak bardzo starała mu się kiedyś zaimponować siłą i niezłomnością, chociaż jeszcze wtedy nie chciała przyznać się sama przed sobą, że taka intencja wkradała się w jej wybory.
Zaczęła w niej rosnąć wściekłość zranionej kobiety.
Nie zawsze mówiłam wszystko, co trzeba i kiedy trzeba, ale ani razu cię nie okłamałam, Dragos. Ani razu. Za to ty... – urwała na moment, bo w jej oczach zebrało się wystarczająco wilgoci, by z każdego stoczyła się jedna łza. Ale zignorowała to, nawet nie wyciągnęła dłoni, by wytrzeć twarz. Było jej wszystko jedno. A jeśli miał mieć z tego satysfakcję? Niech ma. Niech ma chociaż tę jedną rzecz, skoro całą resztę postanowił wyrzucić. – Za to ty pozwoliłeś mi myśleć, że naprawdę mnie widzisz – dokończyła, wbijając wzrok gdzieś w bok, bezwiednie unosząc dłoń do swoich ust. Czuła się teraz, jakby każdy pocałunek, który na nich złożył, był najobrzydliwszym kłamstwem, jakie jej kiedykolwiek powiedziano.
Kiedy wyszedł, w pierwszej chwili pomyślała, że wraca do siebie, że skończył ich rozmowę w połowie. Dopiero po sekundzie coś ją tknęło. Mimo wszystko – znów przemówiła przez nią troska. – Jak Merlina kocham, jeśli znowu spróbujesz się teleportować w tym stanie, to ci kurwa... – urwała, widząc go na ganku z odpalonym papierosem, zatrzymując się w pół kroku. Czyli jednak nie spieprzał przed nią jak tchórz?
Przywołane przez niego wspomnienie zapiekło.  
Nie, nie pomylę. Nie jesteście do siebie aż tak podobni, jak myślałam, bonie mów tego, Valeria, ostrzegała samą siebie w myślach – ona nie poddałaby się tak łatwo, gdyby chodziło o ciebie.
Powiedziała to. I natychmiast poczuła wstyd, bo chociaż właśnie tak pamietała Rose – nie powiedziała niczego, w co by nie wierzyła – to powiedziała to po to, żeby go zranić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Dragos Fawley

Nauczyciel
Wiek : 30
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 185
C. szczególne : agresywne rysy twarzy, poparzone prawe ramię, blizna na lewej łopatce, czasami dziwny akcent
Galeony : 71
  Liczba postów : 183
https://www.czarodzieje.org/t18227-dragos-fawley#518318
https://www.czarodzieje.org/t18241-poczta-dragosa#518798
https://www.czarodzieje.org/t18240-dragos-fawley#518784
https://www.czarodzieje.org/t18230-dragos-fawley#518391
https://www.czarodzieje.org/t18379-dragos-fawley-dziennik#523227
dom Valerii QzgSDG8




Gracz




dom Valerii Empty


Pisaniedom Valerii Empty Re: dom Valerii  dom Valerii EmptySro Maj 27 2020, 15:21;

Atak nadszedł znienacka.
Tak naprawdę. Zabolało go to bardziej niż się spodziewał. Zawsze reagował impulsywnie i negująco na jakiekolwiek oznaki związane z wróżbiarstwem. Zawsze uparcie się przed nimi bronił – zarówno anty-postawą, wykrzywieniem ust w ironicznym uśmiechu, jak i lekceważącymi słowami. Pokazywał jej aż zbyt dobitnie jak bardzo źle jest nastawiony do tej dziedziny magii. Skąd więc mogła wiedzieć, że stopniowo zmieniał o niej zdanie, pokornie przyjmując wizje Valerii i analizując je o wiele dłużej niż robiłby to ktoś, niemający żadnego zaufania do jasnowidzów. Ale ufał jej w stu procentach; niekoniecznie się z tym zgadzał, jednak na swój sposób szanował. Nie miał okazji się z nią tym podzielić, jednocześnie dając jej do zrozumienia, że bardzo powoli wraca na dobry tor w swoim życiu. Dzięki niej. Rozczarowanie przebijało się przez szaroniebieskie tęczówki Fawleya, niepotrafiącego tego ukryć. Było mu już wszystko jedno.
Zadrżał, widząc wybuchową mieszankę w spojrzeniu Albescu. Armagedon w gabinecie zaczął się podobnie, ale miał niejasne wrażenie, że dzisiaj będzie o wiele, wiele gorzej. Że oboje wbiją sobie noże tam, gdzie boli najbardziej. Że zetrą się w pył; jak gdyby nigdy nic między nimi się nie wydarzyło. A co się wydarzyło, Dragos?
Gdybyś naprawdę we mnie wierzył. Wziął głęboki wdech, wciąż powstrzymując jad zbierający się w ustach, wycelowany w Valerię. W kogo miał wierzyć, jak nie w nią? W siebie? Zaśmiał się w duchu. Należał do tej grupy osób, które pomimo wszystkiego, zawsze stawiały na pierwszym miejscu siebie i swoje umiejętności. Które choćby się waliło i paliło – znajdą w sobie pokłady siły, wstaną i z wysoko podniesioną głową pójdą dalej. Należał. Ostatnie tygodnie pokazały mu jak wiele wątpliwości skrywa jego wątły szkielet i całą wiarę przelał na nią. Był w tym momencie bardzo wdzięczny, że postanowił zachować to dla siebie.
Nie tylko Valeria kalkulowała wszystko w głowie. Przez umysł Dragosa przelatywało mnóstwo myśli; rozbijał na najdrobniejsze atomy i cząsteczki jej słowa, ważył je i układał fakty, które do niego docierały. – Mam w takim razie jedno pytanie, Val – zaczął, starając się zabrzmieć jak najbardziej obojętnie. Gdyby tylko pozwolił sobie na podniesienie tonu, skończyłoby się to wrzaskiem. – Jaki cel w tym wszystkim ma kobieta, która widziała mnie trzy razy w życiu? Nie widzę żadnych powodów, dla których miałaby mnie okłamać. Za to ty – zasilił płuca dodatkową porcją tlenu – ty masz ich bardzo dużo – powiedział, zanim zdążył się zastanowić nad tym, jak wybrzmi owa wypowiedź. Po co to robisz, durniu?
Poruszył temat (choć nie chciał), który tłukł się w jego głowie od momentu, kiedy zaczął kalkulować powody kobiety. I nasuwał mu się tylko jeden – robiła to po to, aby mieć go blisko. I jego spojrzenie nadawało dokładnie ten komunikat. Działał coraz bardziej pochopnie, jakby automatycznie i pozbawiony wolnej woli. Wracał do tego, co się wydarzyło po zaginięciu Rose, a później śmierci matki. Nawet nie próbował nad tym zapanować, choć dysponował odpowiednimi zasobami. Zapadał się w wewnętrznej żałobie, ignorując podszepty tej części siebie, odpowiedzialnej za coś więcej niż pustą egzystencję. Tak było łatwiej.
Omijałeś spojrzeniem. Nie mógł się z tym stwierdzeniem nie zgodzić. Nie dlatego, że nie umiał zaakceptować jej w całości, taka jaka była – robił to po to, aby mieć przed oczami obraz Valerii nieskażonej czymś, co powodowało u niego przewrót żołądka. Po to, aby rozgoryczenie nie zniekształcało mu kobiety (wspomnieniem zaginionej siostry. Teraz martwej). Coraz bardziej kręciło mu się w głowie; rachunki, które wykonywał, kosztowały go więcej niż był w stanie udźwignąć. Dlaczego dopiero w takich okolicznościach uświadamiał sobie co się właściwie między nimi działo? Czas przeszły tych rozmyślań był jednak niczym strumień Aquamenti – umiejscowił Dragosa w odpowiedniej pozycji: obronnej i b e z p i e c z n e j. Jej łzy łamały mu serce. Widok rozbitej i pustej Vlaerii pulsował złowrogo pod skórą, ale to nie był wystarczający sygnał, aby się wycofać. To nie był nawet zalążek komunikatu, aby wprost przyznać jak bardzo go to bolało. Mogła to jednak wychwycić w skrzywionej postawie i mętnym oceanie cierpienia w oczach. Pytanie tylko - czy chciała to zobaczyć? I odpowiednio zinterpretować?
Zaśmiał się głośno, w ramach komentarza na ani razu cię nie okłamałam. Jakie to było bezczelne kłamstwo. Jak długo Valeria zamierzała jeszcze z nim pogrywać? Jak długo planowała go katować fałszem i obłudą, siejąc w jego wnętrzu ziarno niepewności? Pokręcił mocno głową, uparcie milcząc. Nie znalazł odpowiedniego komentarza na te słowa. Nie znalazł w sobie nic wartościowego, czym mógłby się z nią podzielić. A jeszcze niedawno planował jej tyle opowiedzieć. Przetransferować wszystkie smutki i złe emocje – bo wiedział, że ona go zrozumie i pomoże mu się z tym zmierzyć. Teraz nie miał wątpliwości, że został z bagażem emocji sam. Ogarniało go obrzydzenie na samą myśl współdzielenia z Valerią jakichkolwiek uczuć, strachu i niestabilności, która od dłuższego czasu gościła w jego wnętrzu. I odwrotnie - był także gotów przyjąć jej wszystkie niewypowiedziane. B y ł.
Katował płuca kolejną dawką gryzącego dymu, która w teorii miała choć odrobinę ukoić żal i odciągnąć myśli od tego, co przeczytał. Nie spodziewał się, iż Albescu po prostu na to nie zareaguje. I że pójdzie za nim (zignorował przejaw jej troski), wbijając mu sztylet w plecy. Zachłysnął się; nie wiedział czy to przez nikotynę czy przez to, co powiedziała. Obrócił się gwałtownie, stojąc z nią twarzą w twarz. Zacisnął szczękę, wstrzymując jeszcze chwilę wybuch. Zmniejszył dystans między nimi; oddzielało ich tylko kilka warstw bawełny. Uniósł jej podbródek (dłonią, w której trzymał żarzącego się papierosa), zmuszając ją do spojrzenia prosto w swoje oczy. Trafiła w punkt. Trafiła tam, gdzie nikt inny z taką precyzją nie wbiłby mu szpilki. Trafiła dokładnie w epicentrum burzy. I dobrze o tym wiedziała. – Nie przestałem cię widzieć aż do teraz – nawiązał do tego, co przed chwilą oznajmiła, tchórzliwie odwracając wzrok. - To ty, Valerio, właśnie tym zdaniem sprawiłaś, iż przestałaś dla mnie jakkolwiek istnieć.
Pstryknął palcami, odrzucając papierosa na bok, wciąż podtrzymując jej brodę i taksując ją spojrzeniem odzwierciedlającym to, co właśnie powiedział. – Mam nadzieję, że jesteś z siebie dumna – dodał cicho z rozżaleniem, zanim zdążyć to przeanalizować.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

dom Valerii QzgSDG8








dom Valerii Empty


Pisaniedom Valerii Empty Re: dom Valerii  dom Valerii Empty;

Powrót do góry Go down
 

dom Valerii

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: dom Valerii JHTDsR7 :: 
Dolina Godryka
 :: 
Domy i mieszkania
-