Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 It hurts so bad I can’t breathe...

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość


Lexa Shelby

Mieszkaniec Hogsmeade
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 168
C. szczególne : Podłużna na siedem centymetrów blizna na prawym biodrze, wypalony znak pewnego psychopaty znajdujący się na lewym nadgarstku; wiecznie przykryty jest on warstwą białego bandażu.
Galeony : 204
  Liczba postów : 111
https://www.czarodzieje.org/t18543-lexa-t-shelby#528530
https://www.czarodzieje.org/t18559-lexa#529146
https://www.czarodzieje.org/t18545-lexa-shelby#528551
It hurts so bad I can’t breathe...  QzgSDG8




Gracz




It hurts so bad I can’t breathe...  Empty


PisanieIt hurts so bad I can’t breathe...  Empty It hurts so bad I can’t breathe...   It hurts so bad I can’t breathe...  EmptyPią 27 Mar - 18:55;


Retrospekcje

Osoby: Lexa Shelby i @Violetta Strauss
Miejsce rozgrywki: Pokój Lexy
Rok rozgrywki: 2017
Okoliczności: And that’s what I need. I just need the pain to be gone. It hurts so bad I can’t breathe. I can’t okay? I shouldn’t have to.


Wróciła do siebie.
Do domu.
Sama.
I to było paskudne uczucie, praktycznie nie do zniesienia. Dawno nie czuła takiego okropnego bólu w obrębie serca. Miała wrażenie, że przez całą drogę powrotną zaraz dostanie zapaści. Cała się trzęsła, ale nie z zimna, a z nienawiści do samej siebie. Z beznadziei sytuacji. Bo chociaż wiedziała co zrobiła i dlaczego, to w tej chwili nie chciała, aby to było prawdą. Największą ironią losu było to, że w tej chwili potrzebowała przy sobie kogoś, kogo odprawiła z kwitkiem. I nawet jeśli otwarcie przyznała, że przecież go kocha, to nie zmieniało to ich położenia, ani sytuacji w jakiej się znaleźli. Ani decyzji Lexy. Jednak obydwoje wiedzieli, że postępuje wbrew sercu. Niestety nie była na tyle silna, aby dalej przeciwstawiać się Lisie i jej psychopatycznym zapędom. Bo była nieprzewidywalna i niebezpieczna. I chociaż dotychczas nie zrobiła nic... dotkliwego fizyczne, tak Lexa była wyczerpana psychicznie. Bo ile można się stawiać kobiecie, która cię nienawidzi na tyle, że zniszczy szczęście własnego syna tylko po to, aby się ciebie pozbyć? Jak długo można być silnym zanim się całkowicie załamie? Ile minie czasu zanim można się poddać?
Lexa wytrwała dwa i pół roku.
I dalej czuła się paskudnie, że się poddała. Bo zostawiła człowieka, którego kochała całym swoim sercem tylko dlatego, że nie dała rady dalej walczyć. Czy to czyniło ją słabą? Czy przez to mogła nienawidzić samą siebie? Bo tak właśnie było, przez całą drogę jaką przemierzyła od tego nieszczęsnego parku do mieszkania w którym miała zasnąć sama, jako singielka. I nie byłoby w tym nic złego, gdyby faktycznie rzuciła kogoś do kogo nic nie czuła. Ale Aidena kochała, w dalszym ciągu. I w tym był problem, bo nawet Lisa nie była w stanie tego zmienić.
Była zmarznięta, zrezygnowana, kompletnie rozbita. Szurała butami przez całą drogę, zostawiając za sobą jakiś dziwny ślad, jak gdyby nie miała siły unieść dostatecznie nóg, aby postąpić krok do przodu. Wypłakała na tym moście chyba większość wody jaką miała w organizmie, jak gdyby czekając na to, aby Aiden wrócił. Ale tego nie zrobił. Musiała więc ostatecznie się wziąć w garść i wrócić, aby nie zamarznąć na śmierć w tę listopadową noc. A może byłoby to lepsze? Przynajmniej nie czułaby tego paskudnego bólu w okolicach klatki piersiowej, który nie chciał zniknąć i jedynie narastał z każdą kolejną chwilą. Ale sama sobie go zaserwowała. Nie mogła mieć żalu do nikogo innego jak do samej siebie.
Kiedy w końcu wróciła do domu, otworzyła drzwi i rozejrzała się po pomieszczeniu zupełnie nie wiedząc co ze sobą zrobić. Zamknęła za sobą wejście, po czym oparła się o nie plecami i zjechała w dół, czując jak kolejna fala żalu, smutku i rozgoryczenia w nią uderza. Zaczęła płakać. Skryła twarz w dłoniach i przeklinała samą siebie za to co zrobiła. Dlaczego nie była silniejsza? Przecież tyle walczyła. Mogła powalczyć jeszcze trochę, ale nie, ona się poddała. Tak zwyczajnie. Po prostu. Oddała to co najważniejsze w jej życiu. Walczyła, ale nie na tyle, aby wygrać. Bo miała wrażenie, że tej walki nigdy nie wygra.
Była załamana. Była zła, smutna i absolutnie zniszczona przez samą siebie. Świadomość, że zerwała z Aidenem, człowiekiem, którego kochała tak bardzo, że najchętniej spędziłaby przy nim całe życie, sprawiła, że nie potrafiła sobie poradzić. Chciała do niego napisać, przeprosić, ale wiedziała, że to byłoby cholernie żałosne i bolesne. Nie powinna się tak bawić czyimiś uczuciami. Dlatego postanowiła trwać w tej decyzji i... po prostu się nie odzywać, bo miała wrażenie, że każdy kontakt z nim będzie cholernie bolesny. I dla niej i dla niego. Bo to nie będzie to co kiedyś.
I tak trwała. Siedziała pod drzwiami i szlochała. Z bezsilności. Z żałości. Z tragiczności sytuacji. I to wszystko przez nią i jedną głupią decyzję jaką podjęła. Musiała sobie z tym poradzić. Sama, bo teraz nie miała Aidena, który by ją przytulił i powiedział, że przy niej jest i wszystko będzie dobrze. Nie było go, aby ją uspokoił i dodał, że jest obok. Bo go nie było i miało nie być. Już nigdy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Violetta Strauss

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 168cm
C. szczególne : blizny pokrywające lewą dłoń: kilka na palcach i wierzchu dłoni oraz jedna biegnąca w poprzek jej wnętrza
Galeony : 786
  Liczba postów : 1426
https://www.czarodzieje.org/t17878-violetta-strauss#504731
https://www.czarodzieje.org/t17893-viola#505013
https://www.czarodzieje.org/t17889-violka#504934
https://www.czarodzieje.org/t17884-violetta-strauss#504822
https://www.czarodzieje.org/t18567-violetta-strauss-dziennik#529
It hurts so bad I can’t breathe...  QzgSDG8




Gracz




It hurts so bad I can’t breathe...  Empty


PisanieIt hurts so bad I can’t breathe...  Empty Re: It hurts so bad I can’t breathe...   It hurts so bad I can’t breathe...  EmptyPią 27 Mar - 19:47;

O wszystkim dowiedziała się dość szybko, a przynajmniej wystarczająco, bo zdążyła już spędzić nieco czasu z Aidenem, który był niezwykle zdewastowany wiadomością o tym, że dziewczyna postanowiła go rzucić. Problem jednak polegał na tym, że Strauss doskonale znała sytuację, w której oboje się znajdowali. W końcu znała od dawna zarówno Ackermanna jak i Shelby, a i z Lisą łączyły ją całkiem bliskie stosunki. I to na tyle, że czuła jakby kobieta była jej drugą matką. Szanowała ją, liczyła się z jej zdaniem, a zwłaszcza, gdy chodziło o sprawy związane z Quidditchem w wypadku którego była dla niej Wyrocznią, której opinię przedkładała nawet nad własnej matki, która dla niej była bardziej stronnicza. A mimo wszystko dostrzegła wyraźnie to, że w jednej kwestii pani Hiiragi wyraźnie się myliła. Myślała, że jej synowi dużo lepiej będzie się żyło bez ukochanej dziewczyny przy boku. I z jednej strony potrafiła zrozumieć postawę, że relacja z Lexą mogłaby go odsuwać powoli od treningów i sprawiać, że chłopak nie skupiłby się na znalezieniu dobrej drużyny... i że nie przemyślałby spraw związanych z ewentualną przeprowadzką poza granice Wielkiej Brytanii, ale rozumiała też, że zmuszanie ich do podjęcia decyzji niezgodnej z ich wolą doprowadziłoby do złamanych serc i utraty pasji do tego co kochali. W przypadku Aidena mógłby być to spadek formy, bo kłopoty w strefie miłosnej mogłyby stać się zbyt wielkim problemem, który przysłaniałby mu całkowicie cel treningów i przekładał się na gorsze osiągi. Także paradoksalnie Lisa mogła samodzielnie doprowadzić do tego, że młody Ackermann zacząłby się oddalać od jej wizji idealnego sportowca.
Przede wszystkim jednak martwiła się o oboje. O ile zdawała sobie już sprawę z tego w jakiej rozsypce znajdował się chłopak to mimo wszystko chciała po rozmowie z przyjacielem i przynajmniej podjęciu prób uspokojeniu go i ulżenia w bólu sprawić jak też miewa się jego dotychczasowa dziewczyna. Doskonale wiedziała, gdzie powinna szukać Lexy. Nie zwracając wielkiej uwagi na panujące warunki pogodowe i inne nic nieznaczące w tej chwili pierdoły po prostu ruszyła w kierunki mieszkania Shelby. Nie obchodziło jej to jaki kawał drogi musiałaby pokonać. Po prostu musiała tam dotrzeć i tyle. Nie miała wątpliwości, że zraniona blondynka zaszyje się właśnie w swoim małym gniazdku. Kiedy znalazła się pod drzwiami jej mieszkania westchnęła ciężko i zaczęła nasłuchiwać, bo wydawało jej się, że dosłyszała coś zza drugiej strony drewna. Powoli uniosła dłoń i uderzyła dwa razy w jego powierzchnię, rozpoznając w końcu znajomy dźwięk szlochu. Teraz miała już pewność, co do tego, że dziewczyna znajduje się w środku.
- Lexa! - zawołała dosyć głośno, by mieć pewność, że ta ją usłyszy. Nawet nie wiedziała czemu, ale głos sam jej się załamał na ostatnim dźwięku jej imienia. To było głupie. Czemu przeżywała to wszystko razem z nimi, kiedy powinna być właśnie ich głosem rozsądku? Chyba ta cała dramowata atmosfera zaczęła jej się udzielać. Odchrząknęła szybko chcąc się pozbyć ze swojego głosu tego fałszywego łamliwego brzmienia i ponowiła swoje wołania. - Lexa, to ja, Viol. Otwórz. Wiem, że tam jesteś.
Miała nadzieję, że tyle wystarczy, by przekonać blondynkę do tego, żeby wpuściła ją do środka. Musiała z nią porozmawiać, zobaczyć jak ta się czuje i czy na pewno jakoś się jeszcze trzyma. Może i ledwo, ale zawsze byłą to jakaś pociecha w podobnych sytuacjach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Lexa Shelby

Mieszkaniec Hogsmeade
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 168
C. szczególne : Podłużna na siedem centymetrów blizna na prawym biodrze, wypalony znak pewnego psychopaty znajdujący się na lewym nadgarstku; wiecznie przykryty jest on warstwą białego bandażu.
Galeony : 204
  Liczba postów : 111
https://www.czarodzieje.org/t18543-lexa-t-shelby#528530
https://www.czarodzieje.org/t18559-lexa#529146
https://www.czarodzieje.org/t18545-lexa-shelby#528551
It hurts so bad I can’t breathe...  QzgSDG8




Gracz




It hurts so bad I can’t breathe...  Empty


PisanieIt hurts so bad I can’t breathe...  Empty Re: It hurts so bad I can’t breathe...   It hurts so bad I can’t breathe...  EmptyPią 27 Mar - 20:14;

To wszystko było cholernie ciężkie. I Lexa myślała, że sama sobie poradzi z problemami, które sama stworzyła, bo jednak skoro naważyła piwa, to teraz musiała je wypić, ale było ono tak cholernie gorzkie w smaku, że dławiła się nim już na samym początku. Dlatego też zrezygnowała przy pierwszej próbie i po prostu poddała się wszystkim emocjom, które nią targały. Wpierw płakała długo na tym cholernym moście na którym wszystko się skończyło, a potem zrobiła sobie piekielnie długi spacer obrzeżami i wszystkimi najdłuższymi drogami, które prowadziły do domu. Bo nie chciała tam teraz być. Nie chciała być sama w miejscu, które w pewnym stopniu sprawiało, że czuła się jeszcze gorzej. Na dworze przynajmniej towarzyszyło jej zimno, które uderzało w nią szpilami. I mogła nawet złapać zapalenie płuc, absolutnie ją to nie obchodziło, bo teraz nie chciała wracać do siebie. Błądziła więc po dworze tak długo, dopóki nie było jej tak piekielnie zimno, że miała wrażenie, że zaraz zamarźnie.
I potem wróciła do domu i płakała. Płakała długo, na tyle ile starczyło jej sił. Oraz na tyle długo, dopóki za jej drzwiami nie nastąpiła pukanie. Miała gości. Nie miała pojęcia na dobrą sprawę kto to, ale nie potrzebowała dodatkowych ludzi. Chciała być sama, a przynajmniej tak jej się wydawało. Bo nie zasługiwała na pocieszenie. Nie zasługiwała na obecność kogoś, kto by się nią przejął, zwłaszcza, że sama sobie na to wszystko zapracowała. Usłyszała jednak głos, który był jej doskonale znany i... na dobrą sprawę nawet nie zastanawiała się skąd dziewczyna wie. Przypuszczała, że będzie pierwszą osobą, która się dowie, ale nie sądziła, że jej reakcja będzie aż taka szybka. I to chyba sprawiło, że jak usłyszała jej głos, jej szczątki serca, które ledwo biło pękły jeszcze mocniej. Bo to była taka reakcja wbrew jej. Kiedy się okazywało, że kogoś obchodził twój los, robiło ci się jeszcze smutniej. Tak samo było z przytulaniem, które burzyło wszystkie bariery. Było się silnym, dopóki ktoś cię nie przytulił. Wtedy wszystko pękało i cała tama uczuć, które wcześniej się wstrzymywało, nagle puszczały i zalewały cię całą.
Schowała bardziej twarz w kolanach starając się uspokoić i chyba mając nadzieję, że dziewczyna sobie pójdzie... ale szloch Lexy był zbyt słyszalny, bo nie potrafiła go opanować. Powracał silniejszy za każdym razem jak tylko przypomniała sobie to, czego się dopuściła. To, że jest sama. Nieodwracalnie. Uniosła w końcu twarz i gestem dłoni otarła mokrą od łez twarz, aby dopiero po dłuższej chwili odpowiedzieć na prośbę Violi. Wstała więc z podłogi i zanim otworzyła drzwi, zawahała się jeszcze jeden raz, trzymając dłoń na klamce. Wzięła jeden głębszy oddech na uspokojenie, jak gdyby miało to coś dać i otworzyła drzwi, aby spotkać się w nich z widokiem Straussównej. I jak tylko ją zobaczyła, na nowo poczuła przypływ żałości i cholernego smutku, który ją mordował od środka.
- Zrobiłam coś cholernie głupiego... - przyznała się, załamującym się głosem, ale była raczej świadoma, że Viola już wiedziała co się odjebało. I kiedy tylko to powiedziała, na nowo z jej zaczerwienionych od płaczu oczu na nowo pociekły łzy, których nie mogła powstrzymać nawet jeśli chciała. A chciała, bo przecież to jej decyzja i nie miała jej żałować, ale cholernie żałowała. Złamała sobie serce i teraz musiała z tym żyć.
Zakryła twarz jedną z dłoni i wycofała się kilka kroków, aby spotkać się plecami z jedną z komód stojących w pokoju. Nie mogła na siebie patrzeć. Nie mogła patrzeć też na Violę. Jedyne co czuła w tej chwili to paskudny ból, który rozrywał jej serce i powodował, że cierpiała bardziej niż kiedykolwiek.
- Już nie miałam siły, Viola...- powiedziała, jak gdyby chcąc się wytłumaczyć, ale co to była za wymówka. Wcześniej wydawała się logiczna, bo jednak niewiele osób byłoby w stanie przetrwać te wszystkie zamachy teściowej na ich związek, zwłaszcza, że każdy jeden był gorszy od poprzedniego. - To tak bardzo boli, chcę aby już przestało... nie chcę już czuć. - najlepiej czegokolwiek, bo to by niesamowicie ułatwiło jej sprawę. Jakby nie mogła czuć tego zażenowania, tej nienawiści do samej siebie i jednocześnie miłości do Aidena, która sprawiała, że miała ochotę po prostu coś sobie zrobić, aby przestać się czuć tak paskudnie. Nie potrafiła mimo wszystko spojrzeć na dziewczynę, jak gdyby wyczuwając, że będzie ją osądzać i opieprzać za to co zrobiła. Bo była szczęśliwa. I wszystko zniszczyła jedną decyzją.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Violetta Strauss

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 168cm
C. szczególne : blizny pokrywające lewą dłoń: kilka na palcach i wierzchu dłoni oraz jedna biegnąca w poprzek jej wnętrza
Galeony : 786
  Liczba postów : 1426
https://www.czarodzieje.org/t17878-violetta-strauss#504731
https://www.czarodzieje.org/t17893-viola#505013
https://www.czarodzieje.org/t17889-violka#504934
https://www.czarodzieje.org/t17884-violetta-strauss#504822
https://www.czarodzieje.org/t18567-violetta-strauss-dziennik#529
It hurts so bad I can’t breathe...  QzgSDG8




Gracz




It hurts so bad I can’t breathe...  Empty


PisanieIt hurts so bad I can’t breathe...  Empty Re: It hurts so bad I can’t breathe...   It hurts so bad I can’t breathe...  EmptySob 28 Mar - 5:25;

Miała nadzieję, że dziewczyna otworzy drzwi i wpuści ją do środka z własnej woli. Dała jej na to czas. Wiedziała, że Lexa go potrzebowała, żeby zebrać się w sobie i zdecydować na ten krok. Jeśli jednak pozostawałaby głucha na jej prośbę i kazała jej tym samym tkwić pod jej mieszkaniem to z pewnością nie miałaby oporów przed tym, by sięgnąć po różdżkę samej zapewnić sobie wejście do mieszkania przy pomocy zaklęć. Nie zamierzała w tej chwili pozwolić na to, żeby Shelby była sama. Tym bardziej, że słyszany przez nią płacz jedynie przybierał na sile i niepokoił ją jeszcze bardziej. Zdecydowanie nie mogła jej teraz zostawić.
W końcu jednak usłyszała ruch za drzwiami oraz po chwili pewnej niepewności klamka w końcu się ruszyła i Strauss mogła w końcu zobaczyć skrywającą się w mieszkaniu blondynkę, a był to iście tragiczny widok. Lexa wyglądała jak siedem nieszczęść chociaż gdyby było ich więcej to pewnie też by je przypominała. Młodsza dziewczyna jedynie wyminęła ją w wejściu czując jak serce ściska jej się w piersi na ten widok. Nie można było zaprzeczyć temu, że również przeżywała jej rozstanie z Aidenem. W końcu oboje byli jej naprawdę dobrymi przyjaciółmi i swego rodzaju mentorami. On trenował z nią Quidditcha, Lexa czuwała, żeby sobie niczego nie zrobiła i jeśli tylko miała jakiś problem z pewnością mogła się udać czy to do jednego czy drugiego. Poza tym... ta dwójka była dla siebie stworzona. Byli niesamowicie zgraną parą jakich naprawdę mało na świecie. Temu nie można było zaprzeczyć. Widziała jak długo Ackermann się w niej podkochiwał nim w końcu udało im się zejść. I teraz to wszystko miałoby być zaprzepaszczone? Jak?
Zamknęła za sobą drzwi, starając się nie popaść w ciąg myśli, które odciągnęłyby jej uwagę od Shelby. Teraz to na niej musiała się w pełni skupić. Widziała jak blondynka wycofuje się i opiera w końcu plecami o stojącą za nią komodą. Strauss jeszcze bardziej ścisnęło się serce. To był naprawdę okropny widok. Zebrała się jednak w sobie i podeszła do dziewczyny by spokojnie i delikatnie ująć ją za ramię. Nie chciała jej teraz wystraszyć swoim dotykiem lub nieodpowiednio potraktować. Obchodziła się z nią jakby była wykonana z porcelany choć zapewne, gdyby przyjaciółka stawiała jej opór to nie zawahałaby się przed użyciem odrobiny więcej siły.
- Wiem... - odniosła się jeszcze do jej poprzednich słów. Aiden już wszystko jej powiedział, ale nie musiała tego dodawać. Do tego wniosku blondynka zapewne mogła dojść sama. W końcu jak inaczej tak szybko ogarnęłaby całą sytuację.
- Chodź... - tak brzmiało kolejne pojedyncze słowo, które padło z ust brunetki, gdy ułożywszy dłoń w dole pleców Lexy starała się ją zaprowadzić wgłąb mieszkania i w miarę możliwości usadowić na kanapie. Nie mogły wiecznie tkwić pod drzwiami i tam się wypłakiwać. Lepiej, żeby miały do tego odpowiednie warunki. Dopiero po dotarciu do mebla Violetta otoczyła ją ramieniem, czując jak ciałem starszej Krukonki wciąż wstrząsa szloch. - Wiem, skarbie. Wiem...
Zapewne nikt nie spodziewałby się po niej takiej delikatności i wyczucia, ale jednak dla osób, które były jej naprawdę bliskie potrafiła się wykazać i odnaleźć w sobie jakąś cząstkę empatii, która na co dzień należała do tych upośledzonych. W końcu nie bardzo umiała w uczucia i starała się je w sobie zabijać, gdy tylko uznała je za niepotrzebne i przysłaniające jej trzeźwy osąd. Teraz jednak trzymała Lexę w swoich ramionach i starała się ją jak najlepiej zrozumieć. Wciąż nie mogła pojąć czemu zerwała z Aidenem, dlaczego akurat teraz, ale nie zamierzała jej zasypywać podobnymi pytaniami dopóki dziewczyna się nie uspokoi, bo nie miało to chwilowo większego sensu. Po prostu przyciskała ją do siebie i szeptała jej raz po raz coś uspokajającego na ucho licząc na to, że może po dłuższym czasie te głupoty w końcu zadziałają. Ewentualnie mogła zrobić to w ciszy, licząc na to, że Shelby w końcu dzięki temu się wyciszy. Opcji było wiele, ale wpierw musiała ustabilizować pacjenta.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Lexa Shelby

Mieszkaniec Hogsmeade
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 168
C. szczególne : Podłużna na siedem centymetrów blizna na prawym biodrze, wypalony znak pewnego psychopaty znajdujący się na lewym nadgarstku; wiecznie przykryty jest on warstwą białego bandażu.
Galeony : 204
  Liczba postów : 111
https://www.czarodzieje.org/t18543-lexa-t-shelby#528530
https://www.czarodzieje.org/t18559-lexa#529146
https://www.czarodzieje.org/t18545-lexa-shelby#528551
It hurts so bad I can’t breathe...  QzgSDG8




Gracz




It hurts so bad I can’t breathe...  Empty


PisanieIt hurts so bad I can’t breathe...  Empty Re: It hurts so bad I can’t breathe...   It hurts so bad I can’t breathe...  EmptySob 28 Mar - 12:51;

Nie chciała towarzystwa.
Ale go potrzebowała.
Miała jednak wrażenie, że będzie srogo oceniana przez ich wspólnych znajomych. Że będą wieszać na niej koty za to, że zostawiła Aidena. Bo przecież byli dla siebie stworzeni. I każdy to wiedział, każdy to widział. Raczej mało kto by się spodziewał, że się rozstaną, kiedykolwiek. A jednak, Lexa podjęła jedną z najcięższych decyzji z jaką przyszło jej się zmierzyć i opuściła człowieka, którego przecież szczerze kochała. Bo nie zostawiła go dlatego, że uczucie wygasło. Nie zostawiła go, bo się znudziła czy nie widziała dla nich przyszłości. Zostawiła go mimo tego, że jej serce należało do niego, przez co właśnie tak cholernie cierpiała. A dlaczego? Bo była słaba, bo nie miała siły. Bo nie potrafiła dłużej przeciwstawiać się Lisie i jej psychopatycznym zapędom. Bo już straciła nadzieję, że kobieta kiedykolwiek sobie daruje zamachy na ich związek. A nie chciała się bać, nie chciała dłużej żyć w stresie co przyniesie kolejny dzień. Ta kobieta była nieprzewidywalna, nieobliczalna i całkowicie nieludzka.
Wpuściła Violę, bo chyba podświadomie wiedziała, że dziewczyna i tak tu wejdzie, po dobroci czy też nie. A wolała oszczędzić swoim drzwiom wymiany, bo jednak były całkiem ładne i zadbane. No i nie chciała się tłumaczyć ślusarzowi w jaki sposób zostały one wyjebane z zawiasów. I szczerze mówiąc bała się tego jak Viola zareaguje i co powie, bo musiała już wiedzieć skoro tu była. Ale bardziej niż to, martwiło ją jej złamane serce, które ledwo już biło. Tak cholernie ją ono bolało, tak strasznie cierpiała, że nie potrafiła złapać normalnego oddechu. Cała się trzęsła, bo nie umiała zapanować nad reakcjami własnego ciała na to, co się właśnie stało. Na jej własne, wyraźne życzenie.
Praktycznie nie czuła jej dotyku. Była kompletnie znieczulona na wszystko co się działo dookoła, bo skupiała się głównie na tym paskudnym bólu, który odbierał jej dech. Wpadała w histerię, zwyczajnie nie mogła się opanować. Zupełnie sobie nie radziła z tym co się stało. Opłakiwała kogoś, kto przecież żył. Tylko, że sama postanowiła go zostawić. Sama sobie zadała to cierpienie i właśnie piła piwo, którego sama naważyła. I było paskudne.
Poddała się Violi, kiedy ta ją zaprowadziła wgłąb mieszkania, aby posadzić na kanapie, szorując nogami po podłodze, bo nie miała sił, aby je nawet normalnie podnieść. Oczy miała tak zaszklone, że ledwo co widziała na oczy. Zachowywała się tak, jakby zaraz miała wpaść w stan przedzawałowy. Tak się też czuła. I słysząc słowa Violi, wyjątkowo ciepłe i cierpliwe, kiedy poczuła jej obecność i wsparcie, poddała się swoim paskudnym uczuciom. Wtuliła się w dziewczynę i zwyczajnie zaczęła się jej wypłakiwać w koszulkę. I płakała długo nie potrafiąc się uspokoić. Ściskała między palcami materiał odzieży dziewczyny, wtulając się w nią jeszcze mocniej, aż wszystkie siły niemalże z niej nie odpłynęły. Dopiero wtedy była w stanie się nieco ogarnąć. Dopiero wtedy mogła złapać spokojniejszy oddech. Dopiero wtedy mogła spojrzeć na oczy, bo cała woda jaką miała w organizmie została wypłakana. Otworzyła więc szerzej usta, aby móc złapać większe uspokajające oddechy i ostatecznie oderwała się od krukonki, aby przenieść wzrok na swoje trzęsące się w dalszym ciągu ręce. Nie wiedziała ile czasu minęło odkąd Strauss pojawiła się w jej mieszkaniu, ale pewnie trochę już tu musiała siedzieć póki Lexa się nie uspokoiła na tyle, aby móc jakoś funkcjonować.
Raz za razem przejeżdżała palcami po miejscu na palcu lewej ręki, gdzie jeszcze niedawno znajdował się pierścionek z białego złota, który wręczył jej Aiden w miesięcznicę; pierścionek, który wiązał się z obietnicą, że kiedyś spocznie tam inny, zaręczynowy. I teraz go nie było, bo zniszczyła wszystko dlatego, że już nie miała siły na dalszą walkę.
- Czuję się, jakby już nigdy więcej miała nie być szczęśliwa... i każdego dnia będzie tylko gorzej i gorzej. - wymruczała zachrypniętym od płaczu głosem. - I nie wiem czy sobie z tym poradzę... ale to wszystko moja wina. Zasługuję na to, aby się tak czuć. - dodała ledwo słyszalnie, pociągając przy tym nosem.
Zamilkła, raz jeszcze odgrywając tą samą scenę na cholernym moście, raz za razem. Jak gdyby się zastanawiając czy na pewno miała ona miejsce, czy jednak był to paskudny koszmar z którego jeszcze się nie wybudziła. Po jakimś czasie w końcu przeniosła obolałe spojrzenie ze swoich dłoni, na Violę.
- Rozmawiałaś z nim?- spytała, a samo słowo „nim” niemalże raz jeszcze ukuło ją w resztki złamanego serca, które jeszcze funkcjonowały. Musiała wiedzieć jak się czuł, co z nim, czy... czy bardzo jej nienawidzi. Jak bardzo przez nią cierpi. Bo nigdy nie chciała mu tego zrobić, ale po prostu nie miała siły na dalszą walkę. Przeprosiła go za to, ale to chyba rzecz, której nie da się wybaczyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Violetta Strauss

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 168cm
C. szczególne : blizny pokrywające lewą dłoń: kilka na palcach i wierzchu dłoni oraz jedna biegnąca w poprzek jej wnętrza
Galeony : 786
  Liczba postów : 1426
https://www.czarodzieje.org/t17878-violetta-strauss#504731
https://www.czarodzieje.org/t17893-viola#505013
https://www.czarodzieje.org/t17889-violka#504934
https://www.czarodzieje.org/t17884-violetta-strauss#504822
https://www.czarodzieje.org/t18567-violetta-strauss-dziennik#529
It hurts so bad I can’t breathe...  QzgSDG8




Gracz




It hurts so bad I can’t breathe...  Empty


PisanieIt hurts so bad I can’t breathe...  Empty Re: It hurts so bad I can’t breathe...   It hurts so bad I can’t breathe...  EmptyNie 5 Kwi - 10:08;

To wszystko mogło wyglądać zupełnie inaczej. Mogła w ogóle nie przychodzić do Lexy jeśli ta zerwałaby z Aidenem z czystego kaprysu lub jakiegoś wymyślnego powodu, który sprawiałby, że to nie znajdowałaby się w rozsypce. Naprawdę nie spodziewała się, że nadejdzie dzień, gdy zacznie żałować, że jej przyjaciele byli zbyt idealną parą. Teraz oboje byli po tym wszystkim rozbici i musiała obserwować czy jedno i drugie nie zrobi w swojej rozpaczy jakiejś totalnej głupoty. I niestety sama nie mogła zrobić nic więcej poza dostarczaniem im jakiegoś wsparcia duchowego, co w gruncie rzeczy nie było niczym wielkim, ale jedynym, co mogła w tej sytuacji zaproponować.
To, że weszłaby tu tak czy siak nie ulegało wątpliwości choć raczej starałaby się nie uszkodzić przy tym drzwi. O ile nie zaszłaby taka uzasadniona potrzeba. Wtedy na pewno użyłaby wszelkich możliwych środków nawet jeśli niektóre z nich byłyby subtelne niczym mugolski granat ręczny. No, ale lepsze wyłamane drzwi niż to, żeby Shelby stała się jakaś krzywda, prawda? W końcu ludzie ze złamanym sercem robią wiele różnych głupot.
Tyle dobrego, że blondynka nie stawiała większego oporu i była na tyle otumaniona swoim wewnętrznym bólem, że dawała się łatwo prowadzić młodszej dziewczynie, która musiała jakoś opanować to wszystko. Nie musiała czekać długo na to, aż w końcu dziewczyna wtuliła się w nią i zaczęła wylewać swoje wszystkie żale. Strauss skupiła się na tym, by po prostu trzymać ją mocno przy sobie, by upewnić ją w tym, że jest przy niej i nie zamierza jej puścić. Chciała dać jej czas na to, by sama się uspokoiła nawet jeśli miało to zająć naprawdę sporo czasu. Niech się wypłacze, a jak jej ulży wtedy najwyżej mogą porozmawiać. Albo i nie, bo opcja cichego siedzenia na kanapie we dwójkę też jej w zasadzie odpowiadała. Najważniejsze, by Lexa miała zapewniony jako taki komfort.
Dopiero kiedy Szwedka odsunęła się od niej, Strauss zauważyła, że dziewczyna raz po raz przejeżdża palcami po miejscu, w którym jeszcze nie dawno znajdował się podarowany jej przez Aidena pierścionek. Niemalże odruchowo Violetta sięgnęła do jej dłoni, by ująć ją we własną i powstrzymać od tego gestu.
- Nie będzie. Wiecznie nie może być coraz gorzej - stwierdziła, bo nie bardzo wiedziała, co jeszcze mogłaby powiedzieć, by nie zabrzmiała nietaktownie. Nie chciała być niedelikatną i przysporzyć blondynce jeszcze więcej bólu. - I wcale na to nie zasługujesz.
Przynajmniej takie było jej zdanie. Naprawdę nie wiedziała czemu się tu zjawiła skoro jej umiejętności komunikacji i relacji międzyludzkich były na ujemnym poziomie. Ktoś inny z pewnością o wiele lepiej poradziłby sobie z pocieszaniem i podtrzymywaniem na duchu Shelby. Na pytanie o to czy rozmawiała z Ackermannem jedynie skinęła głową, a następnie potwierdziła to jeszcze słownie.
- Tak, a teraz jestem z tobą - powiedziała, jakby dając jej jeszcze do zrozumienia, że może z nią porozmawiać jeśli tylko tego chce. Chociaż nie zamierzała jej do niczego zmuszać i zrozumiałaby, gdyby Lexa wolała jedynie przemilczeć to wszystko. Nie chciała jej oceniać, bo w końcu sama nie była o wiele lepsza.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Lexa Shelby

Mieszkaniec Hogsmeade
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 168
C. szczególne : Podłużna na siedem centymetrów blizna na prawym biodrze, wypalony znak pewnego psychopaty znajdujący się na lewym nadgarstku; wiecznie przykryty jest on warstwą białego bandażu.
Galeony : 204
  Liczba postów : 111
https://www.czarodzieje.org/t18543-lexa-t-shelby#528530
https://www.czarodzieje.org/t18559-lexa#529146
https://www.czarodzieje.org/t18545-lexa-shelby#528551
It hurts so bad I can’t breathe...  QzgSDG8




Gracz




It hurts so bad I can’t breathe...  Empty


PisanieIt hurts so bad I can’t breathe...  Empty Re: It hurts so bad I can’t breathe...   It hurts so bad I can’t breathe...  EmptyPon 6 Kwi - 2:18;

W tej chwili nie dało się zrobić absolutnie nic poza byciem obok drugiej osoby i towarzyszeniem jej w tej rozsypce, a także trzymaniem skrawków, które ledwo się jeszcze trzymały. Jedyną osobą, która faktycznie, niezaprzeczalnie mogłaby jej pomóc, był właśnie Aiden, ale z wiadomych powodów nie mogła do niego pójść, aby jak zwykle poprawił jej humor, aby odwalił jakiegoś Franka Sinatrę, aby się uśmiechnęła. Wystarczyło, że widziała jego przygaśnięte oczy i wyraz twarzy, który mówił jej jak bardzo go zraniła. A nie chciała tego oglądać już nigdy więcej.
Trudno było jej się uspokoić, bo za każdym razem jak miała wrażenie, że jest lepiej, na nowo pierdolnęła w nią myśl, że już z nim nie jest. Że rano do niej nie napisze, że się nie zobaczą, że jej nie przytuli, nie pocałuje, nie uśmiechnie się, że już nie porozmawiają jak to mieli w zwyczaju, o ile w ogóle. Docierało do niej, że jej rutyna, że jej stała, że człowiek, który był przy niej każdego dnia... wszystko zostało utracone, a ona nie wie jak ma zacząć wszystko od nowa. Nie wiedziała co zrobić, jak wstać następnego dnia i iść na zajęcia. Wiedziała za to, że będzie o nim myśleć każdego dnia i nie przestanie dopóki się z niego nie wyleczy, a miała jakieś dziwne wrażenie, że będzie to o wiele trudniejsze zadanie niż walka z Lisą. No ale sama sobie to zafundowała, teraz cierp Lexa.
Przestała przejeżdżać kciukiem po miejscu na palcu, gdzie kiedyś był pierścionek dopiero w momencie kiedy Viola jej to uniemożliwiła. Nawet nie miała siły się stawiać. Po prostu słuchała jej, gryząc się w język w ostatniej chwili w język, przed dalszym zapytaniem co u niego, bo... no wiedziała raczej jak. A nie chciała dodatkowo słuchać tego jak źle z nim jest.
- Myślisz, że to co zrobiłam było głupie, prawda?- spytała pociągając nosem, aby na nią spojrzeć tym swoim zaszklonym spojrzeniem, uśmiechając się równie żałośnie i smutno. - Nie szkodzi, sama tak myślę...- dodała, opuszczając wzrok na dłoń Violi, którą schowała miejsce na którym znajdował się pierścionek. Wiedziała, że może być szykanowana przez ich wspólnych znajomych, że złamała mu serce. Że będą mówić rzeczy za jej plecami, wytykać palcami i twierdzić, że jest bezczelna, bo postąpiła tak, a nie inaczej, ale przecież nie chciała, aby do tego doszło. To była ostateczna ostateczność, kiedy nie miało się już walki na dalszą walkę z kimś, kto nie miał absolutnie żadnych skrupułów. Dlaczego nie mogła mieć normalnej teściowej?
Dłonią otarła sobie łzy, które mimo wyczerpania w dalszym ciągu stały w jej oczach, aby raz po raz zjeżdżać po jej policzkach. Bo była całkowicie zdruzgotana tym co zrobiła, nawet jeśli podjęła decyzję w pełni świadomie.
- Próbowaliśmy wszystkiego Viola, starałam się po dobroci, starałam się opierać, starałam się nie zwracać uwagi... ale ona przechodziła samą siebie, za każdym cholernym razem.- mówiła, a jej głos się zwyczajnie załamywał i nawet tego nie powstrzymywała. Nie zwracała na to uwagi, bo w tej chwili przecież nie musiała udawać, że jest silna, że jest szczęśliwa, bo nie była. Została złamana przez cholerną Lisę Hiragi. - Nawet nie wiem do końca za co mnie tak nienawidzi, przecież nic jej nie zrobiłam. Jedyną zbrodnią było to, że chciałam z jej synem spędzić resztę życia.- bo chciała, dalej chce, ale w tym momencie wszystko przekreśliła, bo osobiście mu powiedziała, że ma sobie iść. Odesłała go z kwitkiem. I już chciała do niego napisać, ale... no jak to zrobi, absolutnie nic się nie zmieni, a ona potrzebowała odetchnąć, tęskniła za spokojem, którego nie miała od kiedy tylko Lisa zaczęła knuć przeciwko nim. I z jednej strony czuła ulgę, ale ona była maskowana przez taki paskudny ból w sercu, który bolał bardziej niż łamanie wszystkich kości jednocześnie. A co gorsze od tego bólu, pojawiła się swego rodzaju pustka, której już nigdy nie wypełni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Violetta Strauss

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 168cm
C. szczególne : blizny pokrywające lewą dłoń: kilka na palcach i wierzchu dłoni oraz jedna biegnąca w poprzek jej wnętrza
Galeony : 786
  Liczba postów : 1426
https://www.czarodzieje.org/t17878-violetta-strauss#504731
https://www.czarodzieje.org/t17893-viola#505013
https://www.czarodzieje.org/t17889-violka#504934
https://www.czarodzieje.org/t17884-violetta-strauss#504822
https://www.czarodzieje.org/t18567-violetta-strauss-dziennik#529
It hurts so bad I can’t breathe...  QzgSDG8




Gracz




It hurts so bad I can’t breathe...  Empty


PisanieIt hurts so bad I can’t breathe...  Empty Re: It hurts so bad I can’t breathe...   It hurts so bad I can’t breathe...  EmptySob 11 Kwi - 16:05;

Wiedziała, że nie jest idealną kandydatką na pocieszycielkę, ale lepsze to niż nic, prawda? Nie mogła zostawić jej samej. Lexa znaczyła dla niej zbyt wiele jako przyjaciółka i nigdy nie wybaczyłaby sobie, gdyby ta coś sobie zrobiła. Z drugiej strony jednak był Aiden. Całe szczęście, że żadne z nich nie było takim typem, który próbowałby jej zabronić kontaktów z drugą stronę lub robić z tego powodu wyrzuty. Przynajmniej tyle dobrego.
Nie potrafiła sobie wyobrazić tego jak musiała się czuć Shelby w tym momencie. Nigdy nie znajdowała się w podobnej sytuacji. Owszem może i zdarzyło jej się, że kogoś miała, ale to nie był temat na teraz. Tym bardziej, że to wszystko w jej wypadku było całkiem błahe i niepoważne. W zasadzie nie wiedziała czy kiedyś byłaby w stanie zaangażować się w jakiś związek tak jak robiła to Lexa z Aidenem. I zgrać się tak idealnie z drugą osobą. Z pewnością utrata tej relacji musiała być dla niej ogromnym ciosem, tym bardziej bolesnym, że właściwie sama go sobie zadała.
- Trochę - przyznała, bo nie mogła tak po prostu zaprzeczyć, ale z drugiej strony skoro blondynka zdecydowała się na taki krok to raczej nie miała zanadto innego wyjścia, które pozostawiłoby mniej ofiar w tym konflikcie. Zresztą Strauss znała doskonale charakter Lisy, wiedziała jaka ona jest, gdy tylko postawiła sobie jakiś cel i nie wątpiła w to, że jeśli tylko tego chciała to mogła zamienić życie Szwedki w piekło.
- Lisa... jest jaka jest. Na swój pokrętny sposób zależy jej na Aidenie i jego karierze. Przede wszystkim na karierze. Przelewa na niego swoje niespełnione ambicje, a ma ich mnóstwo - stwierdziła chociaż chyba nie musiała tłumaczyć Lisy przed przyjaciółką. - Zapewne widziała cię jako zagrożenie i myślała, że Aiden zacznie cały swój czas poświęcać tobie zamiast treningom. Chyab się tego bała...
Próbowała zrozumieć. Jak zawsze, ale chyba nie bardzo jej to wychodziło. Nie potrafiła wczuć się w pełni w pełną emocji i wewnętrznego rozdarcia sytuację Lexy. Chyba naprawdę była beznadziejna w tym wszystkim. Westchnęła ciężko i zabrała dłoń z tej należącej do blondynki, by następnie wstać z kanapy. Chciała chociaż na chwilę odwrócić jej uwagę od tego wszystkiego i zadbać o to, by miała to, czego potrzebowała.
- Idę do kuchni. Chcesz się czegoś napić albo coś zjeść? - zapytała, bo przecież to było teraz takie naprawdę ważne. Serio Strauss? Na nic więcej cię nie stać? Nic dziwnego, że raczej nie była zapraszana na te wszystkie dziewczęce sleepovery. Jedynie zabiłaby ich atmosferę, bo nie mogłaby się wczuć w rozmowę o problemach z chłopcami i tym jaki projektant jest teraz najmodniejszy w tym sezonie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

It hurts so bad I can’t breathe...  QzgSDG8








It hurts so bad I can’t breathe...  Empty


PisanieIt hurts so bad I can’t breathe...  Empty Re: It hurts so bad I can’t breathe...   It hurts so bad I can’t breathe...  Empty;

Powrót do góry Go down
 

It hurts so bad I can’t breathe...

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: It hurts so bad I can’t breathe...  QCuY7ok :: 
retrospekcje
-