Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 Dom Cassiusa i Lyalla

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 1 z 3 1, 2, 3  Next
AutorWiadomość


Cassius Swansea

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 185cm
C. szczególne : Niewielkie blizny łobuza weterana, dość często ma ślady farby na dłoniach. Na lewej dłoni nosi prostą i cienką złotą obrączkę.
Galeony : 2149
Dodatkowo : Hipnoza
  Liczba postów : 1027
https://www.czarodzieje.org/t16705-cassius-swansea
https://www.czarodzieje.org/t16709-hyperion
https://www.czarodzieje.org/t16707-cham-prostak-i-idiota
https://www.czarodzieje.org/t16706-cassius-swansea
https://www.czarodzieje.org/t18287-cassius-swansea-dziennik
Dom Cassiusa i Lyalla QzgSDG8




Gracz




Dom Cassiusa i Lyalla Empty


PisanieDom Cassiusa i Lyalla Empty Dom Cassiusa i Lyalla  Dom Cassiusa i Lyalla EmptyPią Mar 20 2020, 22:09;


Dom
Cassiusa i Lyalla

Parter

Kuchnia





Jadalnia (aneks)





Salon





Łazienka





Pracownia






Pokój do ćwiczeń






Korytarz



Pierwsze pietro


Pokój Cassiusa






Pokój Lyalla





Łazienka



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Charlie O. Rowle

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 188cm
C. szczególne : łobuzerski, i rozbrajający uśmiech. nadmiar energii, szerokie ramiona i plecy
Galeony : 889
  Liczba postów : 560
https://www.czarodzieje.org/t17714-charlie-oliver-rowle#498256
https://www.czarodzieje.org/t17716-cygaro#498257
https://www.czarodzieje.org/t17719-aniolki-charliego#498308
https://www.czarodzieje.org/t17715-charlie-oliver-rowle#498254
Dom Cassiusa i Lyalla QzgSDG8




Moderator




Dom Cassiusa i Lyalla Empty


PisanieDom Cassiusa i Lyalla Empty Re: Dom Cassiusa i Lyalla  Dom Cassiusa i Lyalla EmptyPon Mar 23 2020, 16:54;

@Cassius Swansea

Przeklął pod nosem, gdy to paskudne uczucie towarzyszące teleportacji rozniosło się po jego wnętrzu, powodując skręt żołądka i te krótkie mdłości. Przymknął powieki, łapiąc oddech, aby zaraz dłonią przesunąć po brązowych włosach, zgarniając je z bladej buzi, gdzie punktem najmocniej przykuwającym uwagę były podkrążone oczy i przekrwione białka. Zacisnął usta, zwilżając je jednak zaraz językiem i ruszył do przodu, rozglądając się po okolicy. Wkurwiała go myśl, że wszyscy jego znajomi zaczęli opuszczać dormitorium i za chwilę zostanie tam z jakimiś brudasami, tracąc zmysły. Nie było Finna, Cassius pałętał się swoimi ścieżkami, znikając na długo z pola widzenia, a zresztą chłopaków kontakty jakoś urwał — kilku też zamek opuściło. Pieprzone dorastanie! W irytacji kopnął kamień, zanim poprawił jeszcze kurtkę, chcąc wyglądać, jak człowiek, a nie jego wrak i zatrzymał się przed drzwiami domu, którego dokładny adres przesłał mu przyjaciel. Poprawił plecak zawieszony niedbale przez jedno z ramion i puknął dwukrotnie, znajdując przez chwilę radość w odgłosach stukających o siebie butelek, wypełnionych porządnym alkoholem. Byle gówna nie pił. Nie chciał zwracać głowy Dominikowi, który jak zwykle martwiłby się zbyt mocno, a Emily nie mógł powiedzieć. Nathaniela znał zbyt krótko. Został więc Cassius, chociaż już słyszał w głowie to charakterystyczne dla niego brzmienie głosu, obawiając się, że tylko go wkurwi bardziej. Rowle wiedział jednak, że musi z kimś porozmawiać, bo inaczej zwariuje i zabije w korytarzu jakąś paskudną szlamę, która i tak nie była nikomu potrzebna, trafiając do Azkabanu. Z drugiej strony, czy nie rozwiązywało to wszystkich jego problemów? Przełknął ślinę, znów przymykając na chwilę oczy, a gdy ślizgon otworzył mu drzwi, uśmiechnął się w charakterystyczny dla siebie sposób i zlustrował go wzrokiem, kiwając głową na przywitanie. - Swansea. Już prawie zapomniałem, jak wyglądasz, mordo.
Charlie zawsze był dość szczery, chociaż na tle inteligencji przyjaciela wypadał dość blado i słabo, nie mogąc chwalić się zawrotną bystrością. Na szczęście miał inne zalety, szkoda tylko, że nie aż tak doceniane przez świat. Spojrzał w błękitne oczy artysty, wzdychając ciężko. Łatwiej by było, gdyby po prostu dał mu te prochy bez zadawania pytań, dając odpocząć od wszystkiego dookoła. Źle sobie radził, jak chodziło o sprawy rodzinne. Całe szczęście, Cassius wyglądał lepiej od niego i nawet przeszła mu przez głowę myśl, że chociaż jego życie przestało być aż tak popierdolone. Przypominając sobie jego buzię z tej cholernej sauny, a teraz - no cóż, oby tak dalej. - Dzięki stary.

______________________


A leader is one who knows the way, goes the way, and shows the way.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Cassius Swansea

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 185cm
C. szczególne : Niewielkie blizny łobuza weterana, dość często ma ślady farby na dłoniach. Na lewej dłoni nosi prostą i cienką złotą obrączkę.
Galeony : 2149
Dodatkowo : Hipnoza
  Liczba postów : 1027
https://www.czarodzieje.org/t16705-cassius-swansea
https://www.czarodzieje.org/t16709-hyperion
https://www.czarodzieje.org/t16707-cham-prostak-i-idiota
https://www.czarodzieje.org/t16706-cassius-swansea
https://www.czarodzieje.org/t18287-cassius-swansea-dziennik
Dom Cassiusa i Lyalla QzgSDG8




Gracz




Dom Cassiusa i Lyalla Empty


PisanieDom Cassiusa i Lyalla Empty Re: Dom Cassiusa i Lyalla  Dom Cassiusa i Lyalla EmptyWto Mar 24 2020, 12:45;

Może trochę wstyd to przyznać, ale Cassius nieszczególnie wypatrywał wizyty Charliego. Nie dlatego, że nie chciał go dzisiaj widzieć, a raczej z tego powodu, że nie umówili się na jakąś super konkretną godzinę. Swansea był też akurat w trakcie terapii niepamiętania o Dinie. To znaczy, od kiedy wyjechała na dwa dni, żeby odwiedzić znajomego miał nagle zaskakująco dużo czasu. Zdążył już powspinać się z Lyallem i dopieścić zakupiony przed kilkoma dniami dom… a raczej swoją przestrzeń w rzeczonym domu. Jego współlokator już na wstępie okazał się być wyjątkowo trudnym do współpracy indywiduum i od samego początku wkurwiał go brakiem poszanowania dla jego potrzeby zapełnienia pustej przestrzeni tak jakby czymkolwiek. Nie zamierzał przesadzać, ale kilka obrazów z pewnością ociepliłoby wnętrze. Nie należało zapominać, że mimo wszystko Cassius był estetą i jakkolwiek nie ceniłby sobie porządku, ładu i skromności dekoracji, Morris przewyższał go pod tym względem o tysiąckroć. Na tyle, że jego pokój zmienił się nieomal nie do poznania. W domu rodzinnym zostawił prawie pustą przestrzeń, a w ten wypełnił setkami drobnostek, które miały dać mu poczucie, że jednak jest tutaj mile widziany i to miejsce jest tak samo jego jak Luja.
Trudne początki w nowym gniazdku.
Dzisiaj zaś chodził trochę jak na szpilkach, bo niby tego Ślizgona nie wypatrywał, a z drugiej strony nie potrafił skupić się ani na malowaniu, ani na szkicach. Poćwiczył sobie tylko, waląc przez dłuższy czas w worek, a potem wziął szybki prysznic, aby ostatecznie wylądować na swoim łóżku z wyrazem znużenia i zniechęcenia. Dlatego kiedy wreszcie ktoś uderzył kilka razy w drzwi wejściowe, Swansea wyskoczył ze swojej klatki i popędził otworzyć przybyszowi.
- Siema - rzucił w ramach powitania, szczerząc zęby do Charliego. Zdaje się, ze kompletnie zamienili się miejscami, tak w porównaniu do ich saunowania na wyjeździe, ale Cass na wstępie starał się tym kompletnie nie przejmować, bo jak sobie popalą i popiją to wszystkie smutki powinien szlag trafić, prawda? Będąc dzisiaj optymistą, zaprosił chłopaka do środka machnięciem ręki.
- Zdążymy z małym small talkiem czy aż tak ci się pali, żeby… palić? - Zapytał, nie mogąc powstrzymać się przed nieco prowokującym uniesieniem warg. Zamierzał obnosić się z tym, że nie rozumie pośpiechu Rowle’a tak długo, aż ten nie wyjaśni mu w końcu co takiego go gryzie.
- Chodź do salonu, mamy wolną chatę. Lyall pewnie poszedł zmiękczać znowu jakieś niewieście serca. - Oznajmił jeszcze ze wzruszeniem ramion i poprowadził kumpla w kierunku wygodnych, chociaż skromnych kanap, aby rozwalić się na nich i właśnie tam powoli przechodzić do sedna spotkania.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Charlie O. Rowle

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 188cm
C. szczególne : łobuzerski, i rozbrajający uśmiech. nadmiar energii, szerokie ramiona i plecy
Galeony : 889
  Liczba postów : 560
https://www.czarodzieje.org/t17714-charlie-oliver-rowle#498256
https://www.czarodzieje.org/t17716-cygaro#498257
https://www.czarodzieje.org/t17719-aniolki-charliego#498308
https://www.czarodzieje.org/t17715-charlie-oliver-rowle#498254
Dom Cassiusa i Lyalla QzgSDG8




Moderator




Dom Cassiusa i Lyalla Empty


PisanieDom Cassiusa i Lyalla Empty Re: Dom Cassiusa i Lyalla  Dom Cassiusa i Lyalla EmptySro Mar 25 2020, 02:58;

Nieważne, jak ułomny był — szczerze cieszył się z powodzenia i szczęścia najbliższych. Nic więc dziwnego, że widok Cassiusa sprawił, że kąciki ust drgnęły mu ku górze w pozytywnym zaskoczeniu. Trochę się bał tego spotkania, nie wiedząc, jak przyjaciel wygląda. Podczas ferii miał wrażenie, że szuka tylko odpowiedniego szczytu, aby się rzucić i nadziać na lodowe kolce. Wyglądał koszmarnie. I oczywiście nie spowiadał się, nie powiedział mu niczego, bo w całym swoim zajebistym jestestwie to Cassius nie umiał porozmawiać otwarcie o tym, co go bolało. Charlie też czasem tak robił, ale tylko na chwilę, żeby oswoić się z jakąś myślą lub jakimś działaniem, które się pojawiało i robiła mu bałagan w głowie.
- Dobrze Cię widzieć. - nie mógł powstrzymać tego krótkiego, jakże pozytywnego komentarza na ten szczery uśmiech, który mu podarował, a od którego się tak odzwyczaił. Powietrze uciekło mu spomiędzy warg, stuknął palcami w trzymane przez siebie ramiączko od plecaka. Przez chwilę na twarzy bruneta pojawiło się jakieś wahanie, czy aby na pewno Swansea jest odpowiednią osobą i czy w ogóle powinien zawracać mu dupę swoimi mało istotnymi problemami rodzinnymi, czy z babami, którym jakoś ostatnio odwaliło i mówiły w języku, którego nie rozumiał. Nie wiedział, czego od niego chciały. Dotyk Melusine wciąż palił jego skórę, ciemne tęczówki Gabrielle dostrzegał w lustrzanym odbiciu. Wisienką na torcie była jego narzeczona, Violetta. Wszedł po zaproszeniu, niedbale zsuwając buty i rozglądając się dookoła, zagwizdał. - Kurwa, jakbym wiedział, że tyle zarabiasz jako artysta, to sam bym w to poszedł. Zajebista miejscówka gratuluje stary usamodzielnienia.
Rzucił z uśmiechem, rozglądając się po dość surowym, ale ładnym wnętrzu. Charlie lubił, gdy było prosto i schludnie, bibeloty zbierały tylko kurz. Zaśmiał się na jego komentarz, świdrując go zielonymi oczyma. Jego głos jakoś sprawił, że pojawiło się w jego pustej głowie przeświadczenie, że dobrze wybrał. - Nie śpieszy mi się, jak Ty nie masz planów, to możemy najpierw pogadać. A co, potem będę się jąkał? Kurwa, nieważne. Musi mi głowa odpocząć. Mam też wódkę i burbon, nie wiedziałem, co wolisz.
Powiedział, zsuwając ostrożnie plecak i trzymając w dłoni za górną zawieszkę, powlókł się za ślizgonem, rozglądając się bezczelnie po wnętrzu. Dotarli do salonu, więc oparł plecak o kanapę i usiadł wygodnie, kładąc ręce na karku. Eleganckie siedzisko było na tyle głębokie, że rozłożył się niczym książę, zakładając nogę na nogę. Odwrócił głowę w kierunku gospodarza, posyłając mu pociągłe spojrzenie i krótki uśmiech, ukazujący zęby. - Też chyba powinienem pomyśleć nad mieszkaniem, czas dorosnąć. Serio, fajny styl. Lyall? To ten krukon? Kojarzę go, chociaż nigdy nie gadaliśmy. W porządku jest? Nie spodziewałem się, szczerze mówiąc, że się wyniesiesz z zamku i mnie tak kurwa zostawisz. To trochę słabe, ale rozumiem.
Wzruszył ramionami, bo wcale nie miał mu za złe, ale chciał jednocześnie, żeby Cassius wiedział, że bez niego poniekąd będzie czuł się strasznie samotny. Lubił czasem patrzeć, jak rysował w szale i pierdolił pod nosem w ten śmieszny sposób, na samo wspomnienie roześmiał się i pokręcił głową.
- Napijemy się? Opowiesz mi, co się takiego wydarzyło, że przypominasz prawdziwe słoneczko.

______________________


A leader is one who knows the way, goes the way, and shows the way.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Cassius Swansea

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 185cm
C. szczególne : Niewielkie blizny łobuza weterana, dość często ma ślady farby na dłoniach. Na lewej dłoni nosi prostą i cienką złotą obrączkę.
Galeony : 2149
Dodatkowo : Hipnoza
  Liczba postów : 1027
https://www.czarodzieje.org/t16705-cassius-swansea
https://www.czarodzieje.org/t16709-hyperion
https://www.czarodzieje.org/t16707-cham-prostak-i-idiota
https://www.czarodzieje.org/t16706-cassius-swansea
https://www.czarodzieje.org/t18287-cassius-swansea-dziennik
Dom Cassiusa i Lyalla QzgSDG8




Gracz




Dom Cassiusa i Lyalla Empty


PisanieDom Cassiusa i Lyalla Empty Re: Dom Cassiusa i Lyalla  Dom Cassiusa i Lyalla EmptySro Mar 25 2020, 19:39;

Prychnął po jego komentarzu, kierując oczy ku sufitowi.
- Już nie mów, że nie wiedziałeś. Myślisz, że skąd Swansea mają kasę na utrzymanie takiej chaty w Dolinie? - Mówiąc te słowa uniósł jednocześnie brwi ku górze. Czasem bawiło go to jak bardzo Charlie jest nieświadom praw, jakimi rządzi się ludzkość. Artysta przymierający głodem to tylko durny mit, który powielają ci, jacy nie potrafią utrzymać pędzla między palcami, a jedynym wytworem ich rąk jest artystycznie rozpaćkany na blacie ketchup.
- Jak ładnie poprosisz to podszkolę cię w śpiewaniu. Będziesz mógł serenadami śpiewanymi pod balkonami kusić kolejne niewiasty. - Zaproponował, ale niezbyt poważnie. Cassius, chociaż potrafił śpiewać, czuł się jednak zdecydowanie lepiej przed sztalugą. Nie miał też kompletnie doświadczenia w nauczaniu innych. Mówi się, że jeśli nie potrafisz czegoś wytłumaczyć to tak naprawdę tego nie rozumiesz. W takim wypadku on ewidentnie nie pojmował życia. Wszystko działo się samo, ale czy to w jakimś stopniu przeszkadzało? Jemu pewnie nie.
Wyciągnął rękę, aby zbić z Charlim piątkę zanim poprowadził go w głąb domu. Wybrał sobie narożnik kanapy, wciskając się na swoje ulubione poduszki, którymi Luj tak bardzo gardził i non stop układał je w pedantycznym układzie, którego Swansea nie ogarniał. Przesunął kilka z nich kopnięciem, robiąc jednocześnie miejsce dla Rowle’a i podkurczając nogi, z których wcześniej skopał klapki. Był u siebie i czuł się tutaj swobodnie. Wiedział też, że Ślizgon pamięta, iż i on w jego przestrzeni również może sobie na tę swobodę pozwolić. Zwłaszcza, jeżeli nie miał w planach korzystać z jego rzeczy, a wyłącznie uwalić się na kanapie. Cass skierował różdżkę, zgarniętą ze stolików w kierunku kuchni, aby prostym zaklęciem przywołać szklanki i kieliszki. Nie chciał wykorzystywać do tego biednego Gwasza - skrzata domowego, którego przywlókł tutaj od rodziców, a jaki od lat towarzyszył mu przy ogarnianiu najprostszych ludzkich potrzeb, takich jak jedzenie. Nie musiał po nim sprzątać, usługiwać mu również nie. Cassius był osobą, która w swoim otoczeniu utrzymywała pedantyczny porządek kompletnie samodzielnie. Bardziej zagracone przestrzenie go przytłaczały, toteż Gwasz nieszczególnie miał tutaj co robić. W tej chwili najpewniej był na zakupach, miał dziś jedno zadanie - przygotować dwójce pijaków jakieś fajne przekąski pod wódeczkę.
- Ostatnio tylko single malt, ale Bourbon będzie git. - Odpowiedział na jego słowa i złapał szkło, które zawisło przed nimi w powietrzu, aby odstawić je na stolik kawowy. Nie spieszył się do rozlewania, do proponowania palenia również nie. Miał wrażenie, że Charlie tak naprawdę nie potrzebuje się ani napierdolić, ani zjarać, a raczej po prostu pogadać. Cóż, nie wygrał życia, kiedy wybrał sobie Swansea za powiernika, bo on rozmawiać nieszczególnie potrafił. Umiał jednak słuchać, gdy bardzo tego chciał, dlatego może nie miał aż tak najgorzej się dzisiaj sprawdzić? Chociaż próbował, to było warte całkiem sporo.
- Stary, polecam swój kwadrat. Lyall doprowadza mnie do pierdolonej gorączki, ale i tak lepiej z nim, niż w rodzinnym gniazdku, gdzie jebany Elio nakurwia migawką tak, że aż oczy bolą, a kuzynki i Chloé non stop biegają za chłopakami. - Wywrócił przy tych słowach oczami, jakby był najmniej inwazyjnym współlokatorem, podczas gdy zapewne było totalnie odwrotnie. Miewali z Diną takie dni chandry, kiedy to potrafili parzyć się jak króliki, potem nawalić i kłócić tak głośno, że słyszało ich pewnie pół rezydencji. Wyprowadzka z domu rodzinnego chociaż zdjęła mu z głowy zmartwioną matkę.
- Morris. - Sprecyzował, żeby może prościej było Rowle’owi odnaleźć właściwego Luja w Krukolandzie i przypisać do niego tę paskudnie przystojną gębę. - Spoko z niego morda, może kiedyś da się namówić to zachlejemy we troje, co ty na to? - Zaproponował, skoro już byli w trakcie wyciągania Charliego z jego depresyjnej nory, w jakiej zapewne się znalazł. - Mało mnie tam było ostatnio i tak. - Zauważył na jego słowa o opuszczeniu zamku, jednocześnie wzruszając ramionami. Kiedy tylko mógł to i tak sypiał w domu rodzinnym. Dormitoria były kompletnie odarte z prywatności, a Cassius lubił stanąć przed sztalugą nawet i w środku nocy, żeby kompletnie nago malować różne elementy ludzkiego ciała. Nie wszystkim się to podobało.
- Jasne - odpowiedział na jego słowa, wyciągając rękę po butelki. - Co ci polać? - Zapytał tak grzecznie i kulturalnie, sobie szczodrze lejąc Bourbona. Potem zaś uniósł nieco brwi, widocznie niechętny do opowiadania co tam u niego. Pod tym względem nigdy nie miał się zmienić.
- Byłem w Vegas - oświadczył, obserwując uważnie twarz Ślizgona, aby wyłapać na niej jakąkolwiek zmianę. Jednocześnie wsunął lewą dłoń we własne włosy, odginając łokieć w tył, aby ukryć na moment złotą obrączkę przykrytą czarnomagicznym pierścieniem. - Wygrałem trochę kasy, byłem w areszcie. Pogodziłem się z Harlow. - Ostatnie zostawił na koniec czując, że to ono wywoła największe zainteresowanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Charlie O. Rowle

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 188cm
C. szczególne : łobuzerski, i rozbrajający uśmiech. nadmiar energii, szerokie ramiona i plecy
Galeony : 889
  Liczba postów : 560
https://www.czarodzieje.org/t17714-charlie-oliver-rowle#498256
https://www.czarodzieje.org/t17716-cygaro#498257
https://www.czarodzieje.org/t17719-aniolki-charliego#498308
https://www.czarodzieje.org/t17715-charlie-oliver-rowle#498254
Dom Cassiusa i Lyalla QzgSDG8




Moderator




Dom Cassiusa i Lyalla Empty


PisanieDom Cassiusa i Lyalla Empty Re: Dom Cassiusa i Lyalla  Dom Cassiusa i Lyalla EmptyNie Mar 29 2020, 03:59;

Zaśmiał się i uniósł brwi na jego słowa.
- Cassius. Wyobraź sobie, że nie poświęciłem ostatniego roku nad kontemplowaniem na temat waszej płynności finansowej. Wybacz. - uśmiechnął się, pokazując rząd białych zębów i zlustrował go wzrokiem z największą niewinnością. Swansea miał rację, gówno go obchodziły prawa rządzące światem, skoro jego własny rozpadał się i wymykał mu z rąk, a on nie lubił tracić kontroli. O sztuce nie miał pojęcia, grywał tylko na perkusji w ramach rozładowania olbrzymich pokładów agresji. Uniósł obydwie dłonie, broniąc się nimi i pokręcił gwałtownie głową, wprawiając w ruch przydługie pasma brązowych włosów. - Nie, dziękuje. Bokiem mi teraz niewiasty wychodzą, weź se wszystkie.
I z tym zamysłem opuścił dłonie, raz jeszcze przesuwając zielonymi oczyma po jego twarzy, aby zaraz rozejrzeć się po surowym wnętrzu. To nie było normalne, że on tak mówił — lubił podrywy, chociaż w rzucaniu w pościel to z nich dwóch Cassius był specjalistą. Seks był odrobinę przerażający, wiązał się z naruszeniem strefy wewnętrzne, której odkrywać nie chciał. Bo na chuj mu przywiązanie czy miłość. Przybili piątkę, a on raz jeszcze się do niego uśmiechnął.
Rozsiadł się wygodnie, odkładając plecak. Na szczęścia Panowie mieli gust i postawili na minimalizm, na próżno szukać było dookoła bibelotów łapiących kurz, chociaż kilka obrazów na ścianach ociepliłoby wnętrze. Zwłaszcza że ślizgon zajebiście malował, chociaż Rowle mu tego nigdy nie powiedział. Westchnął, przesuwając dłonią po swojej nieogolonej mordzie. Uderzał stopą o ziemie, ręką o nogę — wciąż tkwiły założone jedna na drugą. Nie potrzebował pozwolenia, żeby się odrobinę rządzić, chociaż na razie nie chciało mu się ani iść do łazienki, ani po piwo do lodówki, bo przecież przytargał ze sobą znacznie lepsze alkohole. Gdy szklanki przyleciały, klasnął w dłonie ożywiony i odpiął swój tobołek, wyjmując wybrany przez niego napój, który zaraz oporządził, rozlewając i podając gospodarzowi, samemu też trzymając w dłoni szklankę. Rozsiadł się znów, stukając palcami o szkło. Chuj wiedział, czy faktycznie potrzebował pogadać, czy na chwilę wyłączyć mózg, żeby się przespać i odpocząć. Stuknęli sobie zdrówko, upił i właśnie pozbywał się resztki burbona z warg, parskając zaraz śmiechem na jego wyznanie.
- A co odpierdala Lyall, że tak Cię wkurwia? Wygląda na fajnego kolesia, krew też chyba przyzwoita, nie? Żadna szlama. Cała Twoja rodzina to jacyś geniusze artystyczni, powinieneś do tego przywyknąć. Muszę Ci jednak przyznać, że siostry i kuzynki masz z najwyższej ligi. Chloé chyba nawet próbowała mnie czarować, ale kodeks i nasza przyjaźń najważniejsza. Chociaż z drugiej strony, bylibyśmy szwagrami. Wyobrażasz sobie kurwa? - oczywiście żartował, co mógł z łatwością Cassius wychwycić z brzmienia jego głosu. Charles może był pół mózgiem, ale nigdy żadnej Swansea nie tknął i by tego nie zrobił, wiedząc, jak rodzina jest dla przyjaciela ważna. A on był zawsze ponad baby, których przecież było pod dostatkiem — chętnych na pocałunki czy chowanie się po schowkach. Szkoda, że tym razem nawet to nie pomagało w walce z jego problemami, a wręcz było ich powodem. Upił kolejnego łyka. - Pewnie, chętnie poznam bliżej Twojego współlokatora przy wódeczce.
Odparł ze wzruszeniem ramion, nie widząc problemu w kolejnym spotkaniu w męskim gronie, które przecież tak uwielbiał. Ostatnio jakoś wszystko się wykruszyło, połowie ich bandy gdzieś wywiało, co też odrobinę wkurwiało bruneta, jednak nie mógł nic z tym zrobić. Poprawił palcami bluzę, przesuwając je zaraz na swój zarost i usiadł po ludzku — jak facet w lekkim rozkroku, opierając się łokciami o kolana i nachylając do przodu. Każdy miał swoje fetysze, on spał jak zabity, więc napady inwencji twórczej przyjaciela mu wcale nie przeszkadzały. Dopili resztę i tym razem poprosił kumpla, aby polał — wybierając również burbon, aby na razie nie mieszać. Szybko opróżniali te szklaneczki. Wiedział, że Cassius nienawidził mówić o sobie i swoim życiu — nawet jemu. Był zamknięty lepiej niż skrytki w banku gringota i wydawać się mogło, że tylko odpowiedni palec goblina poradzi sobie z zabezpieczeniami. Charles był czasem takim palcem, jednak bardzo okazjonalnie. Gdy się już jednak udało, czuł się jakoś wewnętrznie lepiej i miał dziwną satysfakcję, że mógł też coś czasem dla niego zrobić. Kiwnął głową z uznaniem.
- Brzmi zajebiście. Kasyna, piękne kobiety, alkohol. Kurwa, mogłeś mnie zabrać. - zajęczał niczym obrażony dzieciak, zaciskając na chwilę usta. Wszystko to było oczywiście udawane, cieszył się, że przyjaciel odsapnął, każdy czasem potrzebował takiej ucieczki. I przez myśl mu przeszło, że może on też. Upił burbona, czując cierpki, wyrazisty smak w ustach. - No to całkiem zajebista przygoda. Za co Cię posadzili? Mugolskim czy normalnym, naszym? Ty i Harlow to materiał na operę mydlaną stary. Mam jednak wrażenie, że gdy jesteście pogodzeni, lepiej Ci z oczu patrzy. Piękna z niej kobieta, ma silny charakter. Pasuje.
Skomentował ze wzruszeniem ramion, wypowiadając swoje przemyślenia bez większego skrępowania. Nigdy nie przyjaźnili się z Diną mocno, miał jednak okazję z nią pić i kilka razy pogadać. Zawsze wydawała mu się konkretną i upartą babką. Może takiej właśnie Swansea potrzebował? Stawiającej wyzwania. Niewiele znał się na związkach, więc machnął ręką. - Zresztą, ja się nie znam. Nie słuchaj mojego pierdolenia. Najważniejsze w tym wszystkim, żebyś Ty był po prostu kurwa zadowolony!
Zakończył pewnym siebie głosem, wbijając w niego wzrok i drapiąc się palcami po karku. Cassius był jeszcze częścią świata, która trochę go obchodziła. Życzył mu jak najlepiej i bez problemu obiłby komuś mordę za jego dobre imię. Widocznie teraz i za Harlow będzie musiał, zapamięta.

______________________


A leader is one who knows the way, goes the way, and shows the way.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Cassius Swansea

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 185cm
C. szczególne : Niewielkie blizny łobuza weterana, dość często ma ślady farby na dłoniach. Na lewej dłoni nosi prostą i cienką złotą obrączkę.
Galeony : 2149
Dodatkowo : Hipnoza
  Liczba postów : 1027
https://www.czarodzieje.org/t16705-cassius-swansea
https://www.czarodzieje.org/t16709-hyperion
https://www.czarodzieje.org/t16707-cham-prostak-i-idiota
https://www.czarodzieje.org/t16706-cassius-swansea
https://www.czarodzieje.org/t18287-cassius-swansea-dziennik
Dom Cassiusa i Lyalla QzgSDG8




Gracz




Dom Cassiusa i Lyalla Empty


PisanieDom Cassiusa i Lyalla Empty Re: Dom Cassiusa i Lyalla  Dom Cassiusa i Lyalla EmptyNie Kwi 05 2020, 14:23;

Odpowiedź Charliego była dla niego bardzo dziwna i jakby odrobinę nie na miejscu. Zmarszczył brwi, spoglądając na niego nie tyle uważnie co po prostu z pewnym niepokojem. Cass miewał problemy z okazywaniem zaangażowania w relacje, co też mogłoby tłumaczyć dlaczego nie rozwiązuje nieporozumień w normalny sposób. Teraz jednak nie miał kogo zapytać, więc musiał walić bezpośrednio do źródła, jakie budziło w nim bliżej nieokreślony niepokój.
- Jak to ci bokiem wychodzą? Charlie Rowle oddaje mi swoje dupeczki? Chyba się przesłyszałem. - Specjalnie wyolbrzymił, unosząc brwi w zdziwieniu tak ogromnym, że nie sposób było poznać, iż pod jego mimiką kryje się spora doza niepokoju. Przynajmniej tak długo, aż wreszcie nie zdjął z siebie maski aktora i nie ujawnił, że patrzy na niego trochę zbyt intensywnie i pytająco. Obchodziło go to. Jakim byłby kumplem, gdyby to olał?
Cmoknął na wzmiankę o Lyallu, machnąwszy przy tym ręką.
- Lyall to świr. Dlatego go lubię. - Odpowiedział enigmatycznie. Świr to może nie było całkowicie adekwatne słowo, ale trudno było zamknąć Morrisa w jedynie kilku wyrazach, kiedy jego sposób bycia był dla niego jednocześnie absolutnie zrozumiały jak i kompletnie bezsensowny. - Kiedyś zobaczysz. - Powiedział tylko, bo był absolutnie przekonany, że zdarzy się taki dzień, kiedy Charlie będzie świadkiem docinków dotyczących cassiusowego stylu bycia. Nie przejmowania się niczym, zagracaniem jego przestrzeni trochę za bardzo, niżby sobie Krukon tego życzył. Potrafili jednak iść na kompromis, to z pewnością było ważne podczas wspólnego mieszkania. Zmarszczył zaś lekko brwi, kiedy Rowle nawiązał do jego sióstr. To był niebezpieczny temat, zwłaszcza gdy rozmawiało się o Chloé.
- Nie jestem pewien czy którykolwiek z nas by to przeżył. - Odpowiedział z westchnieniem, sięgając chętniej po szklaneczkę z alkoholem. Nie obawiał się Charliego jako szwagra. Obawiał się jedynie swojej wyobraźni dotyczącej tego co jako szwagier by z nią robił jego kumpel oraz co on mógłby zrobić jemu, gdyby kiedykolwiek skrzywdził jego młodszą siostrzyczkę. Przy porywczości Cassiusa pewnie nie skończyłoby się wyłącznie na zerwaniu znajomości… a pewnie wszystkich ścięgien.
Opuścił rękę, błyskając obrączką w przytłumionym świetle rozpraszającym mroki salonu i popatrzył na Charliego dłużej, unosząc pytająco jedną z brwi.
- Stary, tak się spiłem, że nie wiem czy chciałbyś być tam ze mną. - Nie było to kłamstwo. Doprowadzanie narąbanego Cassiusa do porządku przypadło Dinie, a to z pewnością nie było nic przyjemnego. Zwłaszcza, że obojgu pękały głowy i żołądek podchodził do gardła.
- Dina skopała jakiś śmietnik, a ja obrzygałem psom buty. Chyba świeżo wypastował. - Odpowiedział ze wzruszeniem ramion, chociaż na jego ustach pojawił się rozbawiony uśmiech. Nie za bardzo znał się na mugolskim prawie, ale tak po fakcie uważał, że ich reakcja była zdrowo przesadzona. Nadawali się raczej na izbę wytrzeźwień, aniżeli na nockę w areszcie. Niemniej, całe szczęście, że udało im się wcześniej wydostać, nawet jeśli sposób w jaki dokonali tej ucieczki mógł być lekko… dyskusyjny.
- Pasuje do czego? Do mnie? - Zapytał lekko zaskoczony, unosząc brwi jeszcze wyżej i dopijając alkohol, aby zmyć z języka realną nutę zwątpienia. Po tylu latach kąsania się i spierania na różnych polach, Swansea naprawdę uważał, że nie mają z Diną absolutnie nic wspólnego. Kiedy jednak łączyli się we wspólnej nienawiści i tworzyli tę porąbaną relację, okazało się, że naprawdę są dwiema połówkami jabłka. Niekoniecznie tego samego, ale pasującego zaskakująco dobrze. Szkoda, że on wciąż to z siebie wypierał. Przyznał jej się, że ją kocha, ale czy był gotów powiedzieć to Charliemu? Zapragnął nagle zmienić temat, dlatego resztę po prostu przemilczał, jeszcze gorliwiej wypełniając ich szklanki Bourbonem.
- Opowiedz mi o tych wychodzących ci bokiem babach. - Poprosił, zdecydowanie lepiej czując się jako przesłuchujący, niż przesłuchiwany.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Charlie O. Rowle

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 188cm
C. szczególne : łobuzerski, i rozbrajający uśmiech. nadmiar energii, szerokie ramiona i plecy
Galeony : 889
  Liczba postów : 560
https://www.czarodzieje.org/t17714-charlie-oliver-rowle#498256
https://www.czarodzieje.org/t17716-cygaro#498257
https://www.czarodzieje.org/t17719-aniolki-charliego#498308
https://www.czarodzieje.org/t17715-charlie-oliver-rowle#498254
Dom Cassiusa i Lyalla QzgSDG8




Moderator




Dom Cassiusa i Lyalla Empty


PisanieDom Cassiusa i Lyalla Empty Re: Dom Cassiusa i Lyalla  Dom Cassiusa i Lyalla EmptyPon Kwi 06 2020, 04:33;

Nic dziwnego, że reakcja Cassiusa była taka, a nie inna. Rowle sam się nie spodziewał, że podobne słowa kiedykolwiek padną z jego ust, jednak mógł tymi kobietami podzielić się właśnie z nim. Jakkolwiek dziwnym i trudnym człowiekiem nie był, ufał mu bezgranicznie. Być może głupio i naiwnie, ale nie mógł nic z tym zrobić. Zielone tęczówki przesunęły się po twarzy ślizgona, a on sam wzruszył delikatnie ramionami, jakby obrażony na wszystko, co znajdowało się poza ścianami tego domu.
- Weź je sobie. Każda jest sępem emocjonalnym, chcą zaangażowania. Na chuj im to, powiedz mi? Życie jest prostsze, gdy nie komplikujemy go sobie tą całą zasraną miłością, która nas tylko ogranicza. - wytłumaczył dość dosadnie, zaciskając usta na tyle mocno, że drgnęła mu cała szczęka. Swansea wiedział, że Charles był chłopakiem wychowywanym bez matki i musztrowanym przez ojca. Był niedorozwinięty emocjonalnie, mało wrażliwy — nie miał kto mu tego wszystkiego pokazać. Jedyne, czego oczekiwał od niego stary to nienawiść do mugoli, posłuszeństwo, ambicja, zachowywanie na samca alfa oraz dbanie o Emily, która była chyba największym skarbem ich rodu. Nie miał tyle swobody, co przyjaciel. Machnął ostentacyjnie ręką, przesuwając nią następnie po brązowych włosach i zaczesując je do tyłu. Nie radził sobie.
Na szczęście zmienił temat i aż roześmiał się na odpowiedź na temat Morrisa, która wydała mu się dość intrygująca. Nieczęsto bowiem ślizgon używał tego określenia względem kogokolwiek. Zerknął na stół, zaraz potem rozglądając się po wnętrzu raz jeszcze, całkiem zaciekawiony rekomendacją krukona. Ważne było, aby mieć swojego własnego świra. Może też powinien skorzystać? - Chcę go poznać. Zaciekawiłeś mnie.
Skwitował tylko, opierając się wygodnie o kanapę. Charlie wiedział, że rodzina jest dla przyjaciela wszystkim, dlatego zawsze był w tych kwestiach z nim absolutnie szczery. Gdy czegoś chciał od jego sióstr, upewniał się, że Cassius o tym wiedział. Powiedział mu nawet o balu, który miał okazję spędzić w towarzystwie Celestyny, pomijając jednak jej sekretne wyznanie na temat profesora. Musiałby być chyba pod wpływem klątwy, aby z pełną świadomością naruszyć zasady, które mieli ustaleni. Żadna baba nie była warta ich przyjaźni i miał nadzieję, że błękitnooki o tym wiedział.
- Trochę optymizmu. Ja bym Cię widział z Emily, gdyby nie Nathaniel. Byłbym spokojny, gdyby miała Cię obok. - uniósł brwi z udawanym oburzeniem oraz obrazą, uśmiechając się zaraz i wzruszając niewinnie ramionami, również sięgnął po szklaneczkę z alkoholem, upijając trochę. Cierpki smak cudownie pobudzał jego umysł — przynajmniej, dopóki nie przesadził z jego ilością. Miał coś powiedzieć, jednak błysk skoncentrował na sobie jego uwagę. Zmarszczył brwi zaniepokojony, zbladł i wbił w niego oczy, wyciągając dłoń i bezceremonialnie łapiąc go za rękę, zlustrował wzrokiem obrączkę, rozszerzając usta jak wigilijny karp, patrząc na niego w osłupieniu.
- Cassius, czy to jest obrączka? Czy ja o czymś nie wiem? Czy Ty oszalałeś? - zaczął niezbyt elokwentnie, cofając się w głąb miękkiego mebla, łapiąc za szklankę i duszkiem opróżniając jej zawartość, dostał wypieków na policzkach. Nie dość, że wyniósł się z dormitorium, to jeszcze wziął ślub. Aż mu się we łbie zakręciło i nie zrozumiał ani słowa z tego, co do niego mówił. Uświadomił sobie większy problem. - Dlaczego kurwa nie byłem Twoim drużbą Swansea? Czy Ty zostałeś mężem Harlow? O boże, chyba nie jakieś laski z kasyna?
Mówił dość śmiesznie, bo panika mieszała się z wyrzutem. Widać było, że biedny brunet jest przytłoczony informacjami i powoli je przetwarza, nerwowo zwilżając usta językiem, stukając palcami o szklankę. Potrzebował jednak chwili, kilku myśli, które zaczęły tworzyć spójną całość. Kompletnie więc zignorował jego pytanie — bo okazało się, że wychodzące bokiem baby są niczym przy tych rewelacjach. Przysunął się do niego, naruszając jego przestrzeń osobistą i kładąc mu dłonie na ramionach, klepnął w nie lekko, kiwając głową z powagą w spojrzeniu. Kryła się tam jeszcze troska i radość, bo niezależnie co głupiego lub mądrego Swansea robił, Rowle zawsze trzymał jego stronę. Obiłby wszystkie mordy dla swojego przyjaciela. - Gratuluję. Musimy to opić! To Ci dopiero nowina. Twoi starzy wiedzą? Mój to by pewnie zszedł na serce. Ah, skoro rozmawiamy o biżuterii na rękę — mam narzeczoną. Zajebiście, nie?
Ostatnie słowa wypowiedział dość ironicznie, być może z odrobiną złości. Odsunął się, wzdychając ciężko i nachylił się do stolika, polewając im jeszcze po drineczku, bo dlaczego nie? Taka okazja! Uśmiechał się pod nosem, mamrocząc coś o życiu pełnym niespodzianek i chujowej karmy. Przynajmniej zapomniał o własnych problemach.

______________________


A leader is one who knows the way, goes the way, and shows the way.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Cassius Swansea

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 185cm
C. szczególne : Niewielkie blizny łobuza weterana, dość często ma ślady farby na dłoniach. Na lewej dłoni nosi prostą i cienką złotą obrączkę.
Galeony : 2149
Dodatkowo : Hipnoza
  Liczba postów : 1027
https://www.czarodzieje.org/t16705-cassius-swansea
https://www.czarodzieje.org/t16709-hyperion
https://www.czarodzieje.org/t16707-cham-prostak-i-idiota
https://www.czarodzieje.org/t16706-cassius-swansea
https://www.czarodzieje.org/t18287-cassius-swansea-dziennik
Dom Cassiusa i Lyalla QzgSDG8




Gracz




Dom Cassiusa i Lyalla Empty


PisanieDom Cassiusa i Lyalla Empty Re: Dom Cassiusa i Lyalla  Dom Cassiusa i Lyalla EmptyPon Kwi 06 2020, 18:46;

Nie powtrzymał się, prychnął cicho i wywrócił oczami.
- Nie wiesz na jakie męki skazałbyś wtedy własną siostrę. Rodzina jest święta, lepiej żebyśmy nie mieszali się wzajemnie w swoje własne. - Odpowiedział mu na to wyznanie, bo chociaż bardzo mu tym schlebiał, Cassius doskonale zdawał sobie sprawę z tego jak chujowym jest chłopakiem, jak tragicznym będzie mężem i jak beznadziejnym ojcem się zapowiadał. Jedyne co potrafił dało się zamknąć w wąskiej sferze „technicznej”, bo czy umiejętności malarskie i stawiania na swoim w jakikolwiek sposób rekompensowały emocjonalne upośledzenie? Czy był jakkolwiek lepszy od przystojnego Bloodwortha? Szczerze w to wątpił, ale nie wprowadzał w to Charlesa szerzej. Lepiej było mu nie wiedzieć co robili z Diną… zwłaszcza jak wykręcał jej dłonie na plecy, jak chciał dominować nad nią na każdej życiowej płaszczyźnie, oferując jej w zamian jedynie stos galeonów i namiętność, a także swoją podzielną uwagę.
- Jeżeli kiedyś poczujesz miętę do mojej siostry, daj mi znać, żebym nie musiał obrywać cię ze skóry. - Powiedział jeszcze, ale tak lekko i tak mimochodem, że ciężko było wziąć to na poważnie. Jeśli jednak Charlie się wsłuchał, z pewnością dosłyszał w jego głosie bliżej niezidentyfikowaną ostrość kryjącą się gdzieś w ostatnich słowach. Nie była to powaga, to po prostu wyraz niepisanej zasady, jaka między nimi istniała. Bros before hoes. Zawsze. Dlatego niezależnie od tego jak źle było z nim na Mount Blanc, nie chciał go w to wszystko mieszać. Nie chciał spychać na jego barki ciężaru własnej niedyspozycji, bo to zawsze on był z nich dwojga tym, który brał na siebie wszystko to, z czym nie chciałby sobie radzić dobrze wychowany, chociaż narwany Rowle. Nie pozwalał mu na stracenie twarzy, w zamian chętnie uszczuplając swoją własną reputację. Nie zezwalał mu również na zamartwianie się, zwłaszcza sobą. Dbaj o siebie, a zadbasz wtedy o innych.
Łatwo było o niej zapomnieć. Ukryta pod pierścieniem, błyszczała tajemniczo nie wskazywała jednoznacznie co tam robiła. Ciężko było ją dostrzec, ale Cass spodziewał się, że Ślizgon prędzej czy później będzie musiał się dowiedzieć. Nie wiedział tylko co powinien mu odpowiedzieć. Czy się tym chwalić? Czy temu zaprzeczać? Czy temu umniejszać czy wynosić na piedestał?
- Mówiłem ci, że wracaliśmy najebani i zgarnęły nas pały. - Powiedział, wzruszając przy tym ramionami jeszcze przed tym, zanim Charlie go za nie złapał. Chciał kontynuować, ale najpierw go wysłuchał. Rozchylił usta, potem je zamknął, przyciskając wolną wargę zębami. W jego wyrazie twarzy coś się zmieniło. Zniknęła z niego buta i nonszalancja. Pojawił się za to Cassius, którego ostatnimi czasy tak często widywała Dina Harlow. Ten Cass, który uczył się, jak małe dziecko, dobierania odpowiednich słów do tego co czuł.
- Ja… - chciał mu powiedzieć. Chciał opowiedzieć mu wszystko o tym co do niej czuje. Jak zastanawia się czy nie powtórzyć ślubu, który z technicznego punktu widzenia był nieważny. Podzielić się z nim tym jakie emocje wywoływała w nim myśl, że mogłaby nosić jego nazwisko, ale wtedy on powiedział coś, co zupełnie go zmieszało i wybiło z tego stanu. Spuścił wzrok, zamykając w sobie tę szufladkę z wyznaniami jeszcze zanim coś z niej wyskoczyło.
- Narzeczoną? - Zapytał głupio, jakby nie rozumiał dlaczego nie powiedział mu o tym od razu. To musiało straszliwie go gryźć. - Kogo? - Dopytał, bo doszukując się u tej samicy walorów pewnie prościej będzie mu przekonać Rowle’a, że jego życie właśnie się nie kończyło.
Kiedy on sam nigdy nie wyobrażał sobie nawet chodzenia razem za rączki…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Charlie O. Rowle

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 188cm
C. szczególne : łobuzerski, i rozbrajający uśmiech. nadmiar energii, szerokie ramiona i plecy
Galeony : 889
  Liczba postów : 560
https://www.czarodzieje.org/t17714-charlie-oliver-rowle#498256
https://www.czarodzieje.org/t17716-cygaro#498257
https://www.czarodzieje.org/t17719-aniolki-charliego#498308
https://www.czarodzieje.org/t17715-charlie-oliver-rowle#498254
Dom Cassiusa i Lyalla QzgSDG8




Moderator




Dom Cassiusa i Lyalla Empty


PisanieDom Cassiusa i Lyalla Empty Re: Dom Cassiusa i Lyalla  Dom Cassiusa i Lyalla EmptySob Kwi 11 2020, 15:25;

Uniósł brew na jego słowa i prychnięcie, niezbyt rozumiejąc, co przyjaciel miał na myśli. Oczywiście zdawał sobie sprawę z jego wszystkich wad, jednak tak naprawdę nie wiedział o jego sadystycznej stronie, mogąc pchać Emily w jego kierunku — gdyby nie Nathaniel, którego zaakceptował, jako szwagra. Chociaż mu nie wierzył i machnął ostentacyjnie dłonią, trudno było nie zgodzić się ze stwierdzeniem o świętości rodziny.
- Głupoty gadasz, nie skrzywdziłbyś mojej królowej dramatu, a ja nie skrzywdziłbym ani Chloé, ani Celestyny. Twoje siostry poniekąd staram się traktować, jak własną. - odparł ze szczerością i wzruszeniem ramion. Naprawdę się starał, a dodatkowo z obydwiema całkiem ewentualnie się dogadywał. Tak, jak za ślizgona, tak i za dwie młodsze Swansea sprałby komuś mordę. Taki już Rowle był. Siedzący obok przyjaciel wiedział, że Charlie był z jego ukochaną siostrą na balu i nie zrobił niczego, poza tańcem i dotrzymaniem jej towarzystwa, bo była wtedy dość przygnębiona zachowaniem jednego z profesorów. Był to jednak sekret, który obiecał zachować dla siebie. A obietnice dla niego były ważne. Nie miał pojęcia, że w pewien sposób Cassius był równie upośledzony emocjonalnie, jak on sam, tyle że na innych płaszczyznach. Nigdy by jednak go nie ocenił, zbyt wiele lat się znali i nie wtrącałby się w jego życiowe wybory tak długo, jak nie prowadziłby bezpośrednio do Azkabanu lub nie krzywdziły osób, których nie chciałby krzywdzić. Nie wiedział, nie znał przecież historii z Diną, ale może to i lepiej, bo by go zabiły wyrzuty sumienia. Zmarszczył brwi, patrząc na niego ciemnozielonymi oczyma i chociaż chciał coś powiedzieć, kiwnął głową.
- Jeśli kiedykolwiek będę w stanie kogoś pokochać i padnie na Celestynę albo Chloé, powiem Ci, zanim cokolwiek zrobię — chociaż nie zrobię pewnie nic. Pojebało Cię? Jesteś moim przyjacielem, nie zdradziłbym Cię i nie zrobił czegoś, co mogłoby Cię zaboleć. Bo wkurwiam to Cię pewnie notorycznie. - mówił pół żartem i pół serio jednocześnie, wolną dłonią mierzwiąc brązowe włosy i posyłając mu nonszalancki uśmiech. Wiedział, że Swansea miał lepszych przyjaciół od niego i czasem go irytowało to, jak nierówno na sobie polegali, ale prawda była taka, że przez te lata go trochę poznał i widział więcej, niż on chciał pokazać. Charlie lubił, gdy ktoś na nim polegał. Czasem miał wrażenie, że byli równie upośledzeni, krzywdząc najbardziej z całego świata samych siebie.
Obrączka była chyba odkryciem tego roku. Kto jak kto, ale rzucający w pościel Cassius? Tego się kompletnie nie spodziewał. Gdyby znalazł ją w szufladzie lub na szafce nocnej, pewnie by się nabijał i mu dokuczał, ale że ją nosił, to Rowle nie mógł być nawet tak do końca zły. Widocznie ślizgonowi zależało. Upił trochę ze szklanki, prychając.
- Ktoś mi kiedyś powiedział, że pijani jesteśmy ze sobą szczerzy, bo upadają te rzeczy, które nas przerażają. Jeśli zgodziłeś się po pijanemu i nosisz krążek, to znaczy, że tego chciałeś stary. I chcesz. To przecież nic złego. Dobrze wziąć ślub z kimś, na kim Ci zależy. - zabłysnął chyba teraz jakąś inteligencją czy elokwencją, zaskakując samego siebie. Nie znał miłości i nie potrafił w te wszystkie romantyczne, uległe pierdoły, ale pewnych rzeczy po prostu się domyślał. Może gdyby miał matkę, która nauczyłaby go wrażliwości — umiałby mówić o tym subtelniej. Obserwował jego twarz w zdziwieniu, chociaż na ustach błąkał mu się jakiś uśmiech. Chciałby, żeby chociaż jeden z nich był szczęśliwy. Żeby znalazł się ktoś, kto go zaakceptuje takim, jakim jest i pokaże mu, że jego też można kochać. A był pewien, że Cassius jest w te rzeczy dobry, miał przecież normalną rodzinę, kochające siostry i kuzynki. - Ty co? Mów, jak zacząłeś.
Pogonił go trochę, widocznie zaintrygowany zmianą w spojrzeniu, wygodniej opierając się o kanapę. Zepchnięcie na bok myśli o całym swoim syfie poprawiło mu humor, a w głowie wciąż roznosiło się echem "Dina i Cassius". Chrząknął, prostując się nagle, wtrącając jeszcze swoje trzy grosze, bo uświadomił sobie, że powinien i o tym go zapewnić, nawet jak wiedział. - Kochasz ją? Harlow jest fajną dziewczyną, charakterna, lubię ją. Jak zobaczę, że ktoś się do Twojej żony przypierdala to dam mu w ryj. Nie martw się.
Zapewnił męsko, klepiąc się nawet po piersi, jakby składał uroczystą przysięgę. Jęknął na jego pytanie, nie dostrzegając wcześniejszej zmiany na jego buzi i spuszczenia wzroku. Kurwa. Przełknął ślinę, sięgając po szklankę i robiąc kilka łyków. Ślizgon był pierwszą osobą, z którą normalnie o tym rozmawiał i to dlatego, że sam chciał. Komu jak nie jemu? Nie mógł przecież rodzeństwu. - Ano, narzeczoną. Mój stary robi interesy ze Straussami. Mają dwie córki. Krukonka ma być moją żoną, wyobraź sobie. Violetta. - zaczął ze wzruszeniem ramion, a przed oczyma stanęła mu sylwetka ładnej i czystokrwistej czarownicy. Pewnie nie miałby nic przeciwko pójściu z nią do schowka, ale od razu wskakiwać w pierścionki? To było kompletnie nie w jego stylu. Przygryzł dolną wargę, przymykając oczy i wzdychając ciężko, pokręcił głową. Oczywiście, że jego życie się skończyło. - Ten stary skurwysyn złamał obietnicę. Miał tylko wrabiać Emily i Dominika. Są lepsi niż ja i zdrowsi, mniej niebezpieczni. Prędzej skoczę z mostu, niż wezmę ślub Cassius, a jednocześnie nie mogę narazić nazwiska. Chujnia po prostu. Przynajmniej moja przyszła żona ma podobne zdanie i też nie jest zachwycona.

______________________


A leader is one who knows the way, goes the way, and shows the way.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Cassius Swansea

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 185cm
C. szczególne : Niewielkie blizny łobuza weterana, dość często ma ślady farby na dłoniach. Na lewej dłoni nosi prostą i cienką złotą obrączkę.
Galeony : 2149
Dodatkowo : Hipnoza
  Liczba postów : 1027
https://www.czarodzieje.org/t16705-cassius-swansea
https://www.czarodzieje.org/t16709-hyperion
https://www.czarodzieje.org/t16707-cham-prostak-i-idiota
https://www.czarodzieje.org/t16706-cassius-swansea
https://www.czarodzieje.org/t18287-cassius-swansea-dziennik
Dom Cassiusa i Lyalla QzgSDG8




Gracz




Dom Cassiusa i Lyalla Empty


PisanieDom Cassiusa i Lyalla Empty Re: Dom Cassiusa i Lyalla  Dom Cassiusa i Lyalla EmptyPon Kwi 13 2020, 00:14;

Nie poruszał już więcej tematu sióstr, tak było lepiej i bezpieczniej. Chociaż ufał Charliemu na tej płaszczyźnie, to jakoś nie był przekonany co do tego czy powinien ufać także samemu sobie. Zbyt wiele razy zaskakiwał samego siebie, głównie negatywnie, aby być w stanie wziąć za pewnik, że kiedyś mu nie przypierdoli za sam fakt, iż Ces będzie miała przez niego zły humor. Był czasami bardziej porywczy, niż grupa nastolatek widzących Biebera wychodzącego z hotelu, a później, gdyby sytuacja się wyjaśniła trochę głupio byłoby mu klepnąć go w ramię i przeprosić. Pewnie dlatego, ze w żadnym razie by tego nie żałował, a wprost przeciwnie. Chętnie by to powtórzył, tak wiele razy ile byłoby trzeba.
Rozmowa o małżeństwie była dla niego bardzo trudna. Zawiercił się nerwowo na kanapie, przytulając do siebie szklaneczkę jakoś tak zaborczo i przez dłuższą chwilę po prostu milcząc na to co mówił on. Nie wiedział co powinien mu odpowiadać. Zwierzanie się z takich spraw było wskazane. Pozwalało spojrzeć na cała sytuację z szerszej perspektywy, ale z drugiej strony jak kurwa ocenić fakt, że wziął pijacki ślub w Vegas… a w dodatku rozważał ponowienie go. ON, który tak jak Charles sądził zawsze, że nie weźmie ślubu i będzie wolnym ptakiem do końca swoich dni.
- Charlie - zastopował go, kiedy zaczął mówić o tym komu zależy, a komu nie lub czego chce. To wcale nie było takie proste. Opróżnił szklankę kilkoma pospiesznymi łykami, najwidoczniej chcąc dodać sobie odwagi zanim to wszystko z siebie wypluje. Bo wypluć zamierzał, co do tego nie było wątpliwości. Jednakże to od Rowla zależało jak bolesne miało to być dla ich dwojga.
- Nie wiem czy jestem wystarczająco pijany na te odpowiedzi. - Odparł na jego pytanie o kochanie, bo kompletnie czym innym było szeptać Dinie w Las Vegas, że ją kocha od pogaduszek przy alkoholu z przyjacielem. To był kompletnie inny poziom trudności w rozmowie, jakkolwiek nielojalnie by to nie zabrzmiało. Charlie w miłość nie wierzył, Cassius również. Jakże mógłby mu więc mówić, że się zakochał, skoro do niedawna dostawał jakiejś padaczki nie mogąc zrozumieć dlaczego go tak w żołądku ściska na widok Harlow.
- Nieważne. - Postanowił zmienić temat, bo i tak było już za późno. Iskierka potrzeby wypowiedzenia się szczerze kompletnie rozpłynęła się w powietrzu. Został jedynie zapach potencjalnego zagrożenia. - To po prostu skomplikowane. - Odpowiedział za to, dolewając im obu alkoholu i to szczodrze. Sam od razu wypił kolejne pół porcji. Zaczerwieniły mu się już policzki i od tempa picia zaszumiało nawet w głowie. Najpierw zajmą się problemami Charlesa, tak.
- Ta chuda, czarna? - Zapytał, przechylając głowę lekko w bok jakby oceniał Violkę w swojej pamięci. Obiektywnie rzecz ujmując mogła być piękną dziewczyną, ale jego z jakiegoś powodu nie pociągała zupełnie. Czy ten Swansea zachorował poważnie, czy co?
- Nago pewnie wygląda nieźle. Nie łam się stary, może chociaż będzie niezła w łóżku. Te czarne zwykle są dzikie. - Czy to w ogóle było pocieszające? Pewnie nie, ale no cóż poradzisz, nie ma rady na Cassa, zwłaszcza skoro ten jest tak beznadziejny w pocieszaniu. - To żonka i tak tylko na papierze. Wciąż możesz pić eliksir z wielu kociołków. - Spróbował zaapelować do jego rozsądku jako, że do niedawna rozwiązłość w oczach Cassiusa nie była przecież niczym szczególnie dziwnym czy nieodpowiednim.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Charlie O. Rowle

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 188cm
C. szczególne : łobuzerski, i rozbrajający uśmiech. nadmiar energii, szerokie ramiona i plecy
Galeony : 889
  Liczba postów : 560
https://www.czarodzieje.org/t17714-charlie-oliver-rowle#498256
https://www.czarodzieje.org/t17716-cygaro#498257
https://www.czarodzieje.org/t17719-aniolki-charliego#498308
https://www.czarodzieje.org/t17715-charlie-oliver-rowle#498254
Dom Cassiusa i Lyalla QzgSDG8




Moderator




Dom Cassiusa i Lyalla Empty


PisanieDom Cassiusa i Lyalla Empty Re: Dom Cassiusa i Lyalla  Dom Cassiusa i Lyalla EmptySob Kwi 18 2020, 15:35;

Rozmowy o rodzinie były dla nich poniekąd codziennością, a poniekąd tabu. Cassius miał nadgorliwe i nadopiekuńcze podejście w stosunku do swoich sióstr, tutaj najczęściej objawiała się impulsywność bez pomyślunku i szczerze wierzył, że w przypływie furii Swansea mógłby zabić, zwłaszcza Celestynę. Charlie również bardzo kochał swoją Emily, zrobiły dla niej pewnie wszystko — ale zwykle stał z boku i się nie wtrącał tak długo, aż nie było to konieczne. Gdzieś tam w środku wiedział, że miała swoje życie i swój rozum, a on nie zawsze będzie w stanie być blisko niej, uratować ją. Musiała sobie radzić, pewnie też dlatego ich kontakt w ostatnim czasie tak osłabł. Ciemnozielone tęczówki przesunęły się po twarzy ślizgona z jakąś łagodnością i zrozumieniem, gdy Rowle poprawiał się na kanapie, przylegając plecami do miękkiej poduszki.
Z początku i on nie wiedział, jak mówić przyjacielowi o wszystkim — stopniowo się otwierał, powtarzał sobie, że przecież nie może być tak całkiem sam, chociaż nie do końca wiedział, dlaczego wybrał właśnie artystę z rodu Swansea. On wcale nie był dobry w uzewnętrznianiu się, był porywczy i chłodny, kontrastowali ze sobą na każdym kroku, a pomimo tego był jedyny. Obserwował, jak maltretuje szklankę i napił się ze swojej porządnego łyka, zanim zdecydował się kontynuować. Wierzył faktycznie, że spędzą razem całe życie jako dwaj kawalerowie bez zobowiązań, bawiąc się i ciesząc chwilą, a jednocześnie gorycz rozczarowania zasłaniał fakt, że ślizgon o pijackim ślubie wspomniał. To znaczyło, że mu na Dinie zależało, a skoro ją wybrał i dojrzał do tego, aby ją kochać i mieć na wyłączność ze wzajemnością, to co pozostało brunetowi poza wzniesieniem toastu. - Cassius. - odpowiedział z uśmiechem, zakrywając te resztki żalu i tłamsząc je gdzieś w sobie. Cóż, będzie musiał sobie jakoś radzić. Wzruszył ramionami, wciąż rozbawiony odpowiedzią chłopaka. Miłość istniała, musiała przecież, tylko po prostu nie wierzył w nią dla siebie. Nie chciał jej. Nie chciał być porzucony i skończyć, jak ojciec. Nie chciał użerać się z babami jak Dominik. Chciał po prostu żyć, dobrze się bawić. - Na miłość się chyba nigdy nie jest dość pijanym. Jednak ciesze się stary, ciesze się, jeśli da Ci to szczęście. To wcale nie jest skomplikowane, to jak z pączkiem — chcesz pączka, to bierzesz i go jesz. Ludzie sobie komplikują. Ważne, nieważne — zależy dla kogo, dla mnie tak.
Odparł, siląc się nawet na jakiś elokwentny wyraz twarzy, gdy tak przeczesał dłonią włosy, a następnie podrapał się po brodzie. Mówił czasem nieskładnie i chaotycznie, jednak Rowle zawsze wyrażał się dość szczerze, bo nie widział sensu zmiany bądź dostosowywania swoich uwag do reszty świata. Kiwnął głową w podziękowaniu za dolewkę i śladem przyjaciela, prawie opróżnił szklankę, kaszląc nawet trochę. Policzki oraz uszy mu poczerwieniały, serce zabiło szybciej, a przez ciało przebiegła fala znajomego mrowienia.
- Tak, to ona. Całkiem ładna, gdyby nie fakt, że jesteśmy zaręczeni. Melusine ma ładniejsze włosy, a Gabrielle ma ładniejsze oczy, za to Viola ma jakąś taką iskrę, dobry z niej kumpel. I podziela moje zdanie. - wyjaśnił mu jeszcze, nie omieszkując dodać od siebie kilku istotnych faktów. Każdy chłopak lubił ładne kobiety, każdy facet się za nimi oglądał — to było silniejsze od nich i nawet jeśli go nie pociągała, nie interesowała, a była zgrabna — to i tak patrzyli. Przynajmniej Charlie. Brew mu drgnęła o wzmiankę o seksie, odstawił szklankę niczym oburzony nastolatek i zasłonił twarz dłońmi, opadając miękko do tyłu i pokładając się nieco, pokręcił łbem, patrząc w sufit spomiędzy palców. Nie był w stanie się do takiej bliskości przełamać, przerażało go to. Nie chciał czuć tych wszystkich niedorzecznych, głupich rzeczy. Nie chciał się w żaden sposób angażować, a nawet jeśli chciał, to nie wiedział, jak.
- Dzika, niedzika. Cassius, na Merlina, nie chce z nią uprawiać seksu. - zaczął, przesuwając palcami po nosie, zsuwając się w dół i drapiąc szyję. Zwilżył usta, odwracając głowę w stronę przyjaciela, patrząc na niego. - Nie chce takiej żony. Jeśli kiedykolwiek wezmę ślub to dlatego, że sam tego chciałem i sam ją wybiorę — co się pewnie nigdy nie stanie. Tak, jak Ty z Diną. Niezależnie od swoich tłumaczeń, skoro wzięliście ten ślub po pijanemu, to znaczy, że siebie chcecie. Mogę pić z kociołków bez obrączki, to praktyczniejsze. Nie wiem, może uciec do Indii?
Zapytał całkiem poważnie, unosząc jedną z brwi i przestając w końcu tupać nogą o podłogę.

______________________


A leader is one who knows the way, goes the way, and shows the way.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Cassius Swansea

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 185cm
C. szczególne : Niewielkie blizny łobuza weterana, dość często ma ślady farby na dłoniach. Na lewej dłoni nosi prostą i cienką złotą obrączkę.
Galeony : 2149
Dodatkowo : Hipnoza
  Liczba postów : 1027
https://www.czarodzieje.org/t16705-cassius-swansea
https://www.czarodzieje.org/t16709-hyperion
https://www.czarodzieje.org/t16707-cham-prostak-i-idiota
https://www.czarodzieje.org/t16706-cassius-swansea
https://www.czarodzieje.org/t18287-cassius-swansea-dziennik
Dom Cassiusa i Lyalla QzgSDG8




Gracz




Dom Cassiusa i Lyalla Empty


PisanieDom Cassiusa i Lyalla Empty Re: Dom Cassiusa i Lyalla  Dom Cassiusa i Lyalla EmptyNie Kwi 26 2020, 14:01;

Jego odpowiedź sprawiła, że Cassius jeszcze gorliwiej upił ze swojej szklaneczki. Nie czuł się komfortowo podczas tej rozmowy. Wyciągnięty na kanapie we własnym salonie, ze swoim kumplem u boku, z alkoholem, a pomimo tego zwijał się wewnątrz z niepewności i głębokiej niechęci do udzielania odpowiedzi na wszystko to, co padało między nimi. Mimo, że przed momentem chciał zrobić to sam.
- Charlie. - Mruknął, dotykając jego przedramienia pojedynczym dotknięciem palców. - To jest skomplikowane w chuj. Zobaczysz sam. - Zaprzeczył jego słowom, aby po kilku sekundach wcisnąć kłykcie pięści wprost we własne oczodoły. - To po prostu jest coś innego, niż zwykle, rozumiesz? Szlag mnie trafia na myśl, że ona mogłaby… z kimś innym. Jak jej nie ma… czuje się dziwnie… - próbował, tego nie można było mu odmówić. Pomimo tego, że miotał się dziwnie między zeznaniami to i tak powiedział mu więcej, niż komukolwiek innemu. Odstawiając szklankę poczuł się bardzo, bardzo pijany, chociaż to był tak naprawdę dopiero początek wszystkiego. Jego drogi, zwierzeń, zakładania tej porąbanej rodziny, jaką mogliby razem stworzyć z Diną.
- Pierścionek na jej palcu przeszkadza ci w dostrzeżeniu w niej kobiety? - Zapytał, unosząc brwi, bo dla niego to było całkiem durne wytłumaczenie. A może po prostu nie rozumiał. - Skoro dobry z niej kumpel, to chociaż połowa sukcesu. Będziecie zgodni. Nie uprzykrzy ci życia. - Zauważył, widząc w tym pewną logikę. Gorzej byłoby, gdyby starzy wmanewrowali Charliego w małżeństwo z kobietą zawistną, która chciałaby go tylko dla siebie. Nie pociągałaby go i w dodatku robiła mu z tego powodu wyrzuty, ale jeśli Viola była dobrym kumplem… Nie kontynuował jednak, bo chłopak ewidentnie zaczął się frustrować, a przynajmniej tak widział to Cass. Uniósł kącik ust w bardzo ironicznym uśmiechu.
- Jeśli myślisz, że branie ślubu to kiedykolwiek będzie twój własny wybór… - Westchnął i uniósł szklaneczkę w bardzo sarkastycznym toaście. To nigdy nie jest świadoma decyzja. Zaręczyny pokierowane spontaniczną decyzją prowadzą do zerwania związku lub ślubu wbrew sobie. Na tym etapie Cassius wciąż był przerażony jakąkolwiek finalizacją. To czy kochał Dinę czy nie, nic nie zmieniało. Mogli być ze sobą do końca swoich dni bez obrączek. Ona nie wymagała tego od niego, a jednak z jakiegoś powodu to zrobił. To było silniejsze od niego.
- Wiesz co, pierdolić baby. - Zarządził jakże elokwentnie, ewidentnie już podchmielony. - Dzisiaj mamy męski wieczór. - W obliczu tej uwagi, nie pozostało im nic innego jak napić się ponownie. A potem zasnąć na kanapie pomiędzy drugą, a trzecią butelką.

| ztx2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Mithra Mahdavi

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Czystość Krwi : 10%
Wzrost : 189cm
C. szczególne : Cienie pod oczami wywołane chorobą; obwieszony błyskotkami jak król Albanii
Galeony : 567
Dodatkowo : Magia bezróżdżkowa
  Liczba postów : 140
https://www.czarodzieje.org/t18831-mithridates-mahdavi
https://www.czarodzieje.org/t18837-mirza
https://www.czarodzieje.org/t18835-relacje-mithry#541026
https://www.czarodzieje.org/t18820-mithra-mahdavi
https://www.czarodzieje.org/t18838-mithra-mahdavi-dziennik
Dom Cassiusa i Lyalla QzgSDG8




Gracz




Dom Cassiusa i Lyalla Empty


PisanieDom Cassiusa i Lyalla Empty Re: Dom Cassiusa i Lyalla  Dom Cassiusa i Lyalla EmptyWto Maj 12 2020, 21:08;

Wytrzymał jego spojrzenie. Ba, odpowiedział mu nawet lekkim uniesieniem brwi, bo co takiego dziwnego było w tym, że dorosły mężczyzna znalazł się w Dolinie Godryka?
- Spaceruje, Lyall. - Odpowiedział mu prosto i zresztą zgodnie z prawdą. Jednocześnie nie zdołał powstrzymać lekkiego uśmiechu, jaki wpełzł mu na twarz, kiedy rogi zaczęły im znikać. Chciałby móc mu powiedzieć coś więcej na temat powodów swojego spacerowania, ale w zasadzie nie był przekonany czy tak prozaiczne powody jeszcze kogokolwiek interesują. Mithra nie był człowiekiem, który niepytany udzielał odpowiedzi rozwijające wszystkie wątki. Nawet pytany konkretnie miewał z tym problemy. Dlatego po prostu szedł z nim dalej, aż po jego sugestii powstrzymał go lekkim pociągnięciem za rękę, gdy zwolnił kroku.
- Muszę nakarmić psa. - Odpowiedział, lekko przygryzając dolną wargę, bo zmartwił się przez moment, że zostanie to odebrane jako wymówka. - Przyjdę, daj mi dwadzieścia minut… i adres. - Poprosił, a potem spróbował się deportować. Może Lyall nie zauważył, że przy okazji zostawił za sobą trzy paznokcie i stróżkę krwi? Niezależnie od tego co tam wypatrzył a co nie, Mirek wylądował w swoim mieszkaniu lekko oszołomiony i skrzywiony z bólu. Nienawidził teleportacji tak bardzo, że gdyby nie zabiło to nastroju, poprosiłby go raczej o godzinę, wtedy może udałoby mu się dotrzeć z Doliny do Londynu i z powrotem. Teraz jednak nie miał wystarczająco wiele czasu, aby tak krążyć. Nakarmił psa, który powitał go wachlującym ogonem, chociaż jednocześnie nieco oklapniętymi uszami. Wiatr nie był nadzwyczaj towarzyski, a jednak Mithra ostatnimi czasy chadzał do miejsc, w których jego obecność nie byłaby do końca wskazana, dzięki czemu udało mu się go zaniedbać. Dlatego kiedy jeden z nich jadł, a drugi leczył paznokcie eliksirem uzdrawiającym, Mithra zawzięcie drapał owczarka za uszami zdrową dłonią. Zaczekał przy nim, aż skończy wylizywać miskę po porcji mięsa i witamin i dopiero wtedy przebrał się szybko i spakował sobie kilka eliksirów, które miały utrzymać go przy życiu do końca tego dnia. Zmęczony czy nie, nadal miał kłopoty z zaśnięciem, dlatego ta nieodłączna flaszeczka wiggenowego była jego zbawieniem. Ostatecznie spóźnił się o ponad kwadrans, co jego samego nieomal doprowadziło do białej gorączki. Jednak stawił się na progu z psem na niewidzialnej, zaczarowanej smyczy, którą ściskał w palcach i zastukał do drzwi, nie widząc nic odpowiedniego w ładowaniu się do środka z rozpędu.
- Przepraszam, nie mogłem nigdzie dostać świstoklika. - Przyznał na wstępie, kiedy tylko drzwi się uchyliły, a wiedziony ciekawością pies naprężył smycz, chcąc zajrzeć do środka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Lyall Morris

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 196
C. szczególne : blizna na dłoni, cierniowa bransoleta, złe intencje
Galeony : 366
  Liczba postów : 378
https://www.czarodzieje.org/t17873-lyall-everett-morris
https://www.czarodzieje.org/t17887-alma#504904
https://www.czarodzieje.org/t17877-lyall-everett-morris#504729
https://www.czarodzieje.org/t18495-lyall-morris-dziennik#526869
Dom Cassiusa i Lyalla QzgSDG8




Gracz




Dom Cassiusa i Lyalla Empty


PisanieDom Cassiusa i Lyalla Empty Re: Dom Cassiusa i Lyalla  Dom Cassiusa i Lyalla EmptyWto Maj 12 2020, 21:11;

Rzeczywiście początkowo przeszła mu przez głowę myśl, że to wymówka, ale z drugiej strony on, gdyby mógł mieć i miał psa, wszystko by rzucił, żeby dać mu jeść. Ponadto trzeba było mu mówić wprost o swojej niechęci do teleportacji, Morris przecież nie był z tych, któzy by się dąsali i niecierpliwili w związku z czyimś spóźnieniem czególnie dobrze uargumentowanym. Rozstali sie na alejce i każdy udał w swoją stronę, Luj może i bez teleportacji bo w zasadzie miał blisko, a i tak szumiało mu w uszach od tego mleka, może to jakiś dziwny efekt uboczny kiedy się już zużywały jego wspaniałe właściwości, których sam Manx nie był świadom.
Dotarł do domu z pewną niewymowną ulgą, pustka przestrzeni i surowość wystroju zawsze i za każdym razem wpływały na niego bardzo kojąco, jakby po zbyt długim dniu na słońcu w końcu mógł schować się do zienia i zanurzyć w przyjemnie chłodnym źródełku w swojej ciemnej, zimnej jaskini. Z pewną ulgą zauważył, że Swansea wyjeżdżając nie narozpierdalał niczego niepotrzebnie (ostatnio zastanawiał się czasem, czy aby ślizgon nie robił tego specjalnie) i sam udał się wziąć prysznic, bo choć pozbył się rogów i udało mu się obsikać kamień chaosu, to od nadmiaru ludzi czuł się jakiś brudny, a nic nie działa lepiej niż palący żywym ogniem na skraju poparzeń, wrzący prysznic, podczas którego twardą jak pumeks gąbką mógł zedrzeć z siebie obecność innych ludzi, ich przypadkowy dotyk, brud dnia codziennego i tę lepką powłokę porażki, którą wydawało mu się hodował coraz grubszą z każdym kolejnym zmarnowanym dniem przed końcem roku. Zdążył ubrać się w jakiś domowy dres i zwykłą koszulkę, zejść boso do kuchni i zastanowić nad swoim życiem, nim rezolutnie jak na krukona przystało, w końcu do tego cymbała brzmiącego, dotarł wynik równania 1 + 1 w związku z tym, że bezcelowym będzie częstowanie gościa alkoholem. Zagotował wodę zaklęciem i otworzył jedną z szafek zaklętych magicznie w kamiennej ścianie w której przetrzymywał swoją niepoprawnie wielką kolekcję herbaty. Zastanawiał się nad tym którą wybrać tak długo, że nie zdecydował się na nic gdy do drzwi rozległo się pukanie.
Cały taki rumiany od tego wrzątku i drapania, z jeszcze wilgotnymi, już zwyczajnie blond kłakami opadającymi smętnie na czoło, poszedł otworzyć drzwi.
- Hm? - zdziwił się, bo w ogóle nie zauważył tego spóźnienia. Zauważył za to WIatr koło którego ukucnął by dać mu porcję miłości i głasków, plus ochoczych i bezcelowych pochwał typu "kto jest takim ładnym i mądrym pieskiem, ty jesteś", finalnie jednak zreflektował, że stoją w progu i wpuścił Mahdaviego do środka.
Dom jak dom, każdy odzwierciedlał poniekąd preferencje swojego właściciela, a Morris miał ten plus, że Swansea nie był jakimś chorym na zbieractwo cyganem. Zamknąwszy za nimi drzwi wrócił do kuchni, zachęcając gestem by się rozgościli na wielkich i płaskich sofach, kiedy on znów stał i krzyżując ramiona na piersi wpatrywał się w swoją kolekcję herbaty.
- Wolisz czarną, zieloną, białą czy czerwoną? - zapytał w końcu
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Mithra Mahdavi

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Czystość Krwi : 10%
Wzrost : 189cm
C. szczególne : Cienie pod oczami wywołane chorobą; obwieszony błyskotkami jak król Albanii
Galeony : 567
Dodatkowo : Magia bezróżdżkowa
  Liczba postów : 140
https://www.czarodzieje.org/t18831-mithridates-mahdavi
https://www.czarodzieje.org/t18837-mirza
https://www.czarodzieje.org/t18835-relacje-mithry#541026
https://www.czarodzieje.org/t18820-mithra-mahdavi
https://www.czarodzieje.org/t18838-mithra-mahdavi-dziennik
Dom Cassiusa i Lyalla QzgSDG8




Gracz




Dom Cassiusa i Lyalla Empty


PisanieDom Cassiusa i Lyalla Empty Re: Dom Cassiusa i Lyalla  Dom Cassiusa i Lyalla EmptyWto Maj 12 2020, 21:12;

Uśmiechnął się, tak po prostu. Zaskakująco łatwo było wzbudzić w nim zadowolenie czy pozorne wrażenie szczęścia. Wystarczyło tylko pozwolić sobie na chwilę próżnowania przy jego psie. Każde podrapanie za uszami i pochwała może były dla Wiatru nieco niecodzienne, ale z pewnością wywołały jego entuzjazm. Skoro tatko go zaniedbywał, to mógł przyjąć dzienną porcję miłości od tego tu pana, z którym pomimo ostatnich jęków, jego opiekun najwidoczniej utrzymywał dobre relacje. No i Lyall wciąż pachniał Mithrą. Żadna gąbka nie pozwalała nie wyczuć tego owczarkowi. Wcisnąwszy się przez drzwi do środka, może nie telepał się na lewo i prawo jak jakiś pozbawiony godności labrador, ale przysunął się do rąk Morrisa, aby śmiało wciskać łeb na jego kolana i sprzedać mu nawet buziaka w okolice przedramienia, kiedy to został pochwalony za samo istnienie. Mithra tymczasem nikogo nie pospieszał. Zauważywszy już wcześniej entuzjazm jasnowłosego względem psów, pozwolił im obojgu nacieszyć się tą chwilą, zanim gospodarz przypomniał sobie, że wypadałoby wpuścić go do środka. Różnica w przestrzeni pomiędzy ciasną klitką, w której mieszkał on, a miejscu, w jakim spędzał czas Morris, była zatrważająca. Czarnowłosy gwizdnął cicho, unosząc spojrzenie aż po sam sufit i ciesząc oczy wysokim sklepieniem. Mimo tego, że same wnętrza nie były urządzone z jakąś ogromną pompą, natychmiast dostrzegało się pewien luksus tych wnętrz. Materiał, z którego zrobiono sofy czy jakość drewna w aneksie jadalnym sprawiały, że Mithra miał pewne flashbacki, które niekoniecznie wywoływały w nim pozytywne skojarzenia. Jak to jednak było w jego zwyczaju, nie wyraził na głos swojej opinii, pozwalając sobie przeżywać w milczeniu swoją niewypowiedzianą zazdrość o możliwość życia w tak otwartej przestrzeni pełnej miękkich miejsc do siedzenia i odpowiednio ogrzanych w sezonie zimowym. Stąpał po tym wnętrzu cicho i ostrożnie. Szedł za gospodarzem, nie zamierzając nawet przez ułamek sekundy zostawać samemu w tych przestrzeniach. Nie chciał go w żaden sposób urazić, a wiedział, że mógłby to zrobić niemalże od razu, gdyby zostawił go samego. Nawet jedna, pierdolona lampka nocna wydawała się tutaj bardziej kosztowna od połowy mebli w jego domu, a Mithra… no cóż, jego kleptomania potrafiła być naprawdę szeroko posunięta. Dlatego wszedł za nim do kuchni, aby razem z nim rzucić okiem na herbatę, tuż po tym jak zagapił się na wielkie, piękne okno otwierające przed nimi wspaniały widok na jedno ze wzgórz, zamiast na okopconą uliczkę w Londynie. Różnica była niewyobrażalna.
- Poproszę twoją ulubioną. - Odpowiedział, czując, że to może być jedyny sposób na powolne dotarcie do jego wnętrza i poznanie go odrobinę mniej powierzchownie. To też nie tak, że Mahdavi zamierzał rozebrać jego duszę na części. To po prostu jego pokręcona potrzeba zdobywania wiedzy nie pozwoliła mu tak po prostu z tego zrezygnować. Nawet jeśli do tej pory między nimi było wyłącznie zlecenie. I cholernie przyjemny seks na kanapie.
- Mogę go rozpiąć? Nie gryzie, nie drapie, nie załatwia się wewnątrz. Obwącha każdy kąt i wróci. - Zapytał, po krótce przedstawiając mu zwyczaje Wiatru, który aż zakręcił mu smycz dookoła kolan, tak bardzo chciał zapoznać się ze stanem pomieszczeń.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Lyall Morris

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 196
C. szczególne : blizna na dłoni, cierniowa bransoleta, złe intencje
Galeony : 366
  Liczba postów : 378
https://www.czarodzieje.org/t17873-lyall-everett-morris
https://www.czarodzieje.org/t17887-alma#504904
https://www.czarodzieje.org/t17877-lyall-everett-morris#504729
https://www.czarodzieje.org/t18495-lyall-morris-dziennik#526869
Dom Cassiusa i Lyalla QzgSDG8




Gracz




Dom Cassiusa i Lyalla Empty


PisanieDom Cassiusa i Lyalla Empty Re: Dom Cassiusa i Lyalla  Dom Cassiusa i Lyalla EmptyWto Maj 12 2020, 21:12;

Aż stęknął boleśnie, bo nie miał przecież ulubionej herbaty. Stał tak i myślał, myślał i rozważał przesuwając różne mniej lub bardziej poobtłukiwane metalowe puszki, które zdradzały jedynie tyle, że były z tej szafki regularnie wyjmowane, otwierane i uzupełniane, aż w końcu wyciągnął zwykłego, aromatycznego Earl Grey'a, no bo przecież czym inny mógłby poczęstować goszczonego obcokrajowca, jak nie mocną bawarką, której robił sobie zawsze pół litra przed snem. Tylko pół, bo do pełnego litra brakowało mu jakiegoś kompana.
Obejrzał się na psa, którego mądre oczy śledziły każdy ruch w obcym miejscu.
- Oczywiście. - uśmiechnął się zaraz - Zawsze chciałem mieć psy. Są znacznie lepsze niż ludzie. - powiedział przyglądając się czarnemu kudłaczowi i powtarzając swoje własne słowa, tym razem na trzeźwo.
Nasypał herbaty do imbryka i zalał wrzątkiem o dokładnie określonej temperaturze, pewna chorobliwa precyzja dotykała wszystkich sfer jego życia. Dokładnie zamknął puszkę, ułożył ją pedantycznie w kamiennej szafce, która zamknęła się z kliknięciem znikając w ścianie. Odruchowo wytarł pozostałą na blacie kroplę wody, krytycznym wzrokiem dopatrując się pozostawionej po tym geście smugi, upewniwszy się, że blat nadal wygląda jakby nikt go nigdy nie używał przelał mocny napar do kubków, zalewając je jednocześnie mlekiem. Pękate i w śmieszne obrazki były bardzo inne od tych cool w motory, dodatkowo odcinając się niesamowicie od stylistyki i wystroju całego domu. Po jednym skakały renifery z mrygającymi nosami, drugi, równie pękaty, był jedynie jakąś reklamówką sklepu z kociołkami - zapewne to jakiś przyniesiony kubas przez te chudą blondi.
- Chcesz zostać w salonie? - zatrzymał się z dwoma kubkami w rękach z pewny wyrazem niepewności na twarzy- Nie miewam gości, nie wiem co się z wami robi. - przyznał z rozbrajającą szczerością, podając mu jeden kubek. Jak wyjątkowo nieśmiały pączek różany okrywający ledwie po kawałku swoje płatki, niby wiecznie taki oczywisty i otwarty, każdy wiedział o nim wszystko, niczego przed nikim nie ukrywał, zapraszał ludzi do swojego życia szturmem, mogli przychodzić i odchodzić kiedykolwiek mieli na to ochotę - pojawiały się jednak takie chwile jak ta, kiedy wychodził z niego ten mały lujek, który nigdy nie zapraszał kolegów na chatę i sam do nikogo na chatę nie chodził. Nie miewał posiadówek w domu, przyjęć, jeśli kogoś zapraszał to raczej nie po to, żeby pić herbatę, a jeśli miał być szczery wobec samego siebie to... wcale nie miał nic przeciwko temu, by się z Mithrą tej herbaty napić, zamiast bezmyślnie ciągnąć go w swoje pielesze.
- Taras? Mamy kawałek podwórka to Wiatr sobie... pohula. - rzucił suchym żartem machając na zaklętą szybę w kuchni, a w tej pojawiła się szczelina, po czym rozsunęła się na boki jak magiczne drzwi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Mithra Mahdavi

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Czystość Krwi : 10%
Wzrost : 189cm
C. szczególne : Cienie pod oczami wywołane chorobą; obwieszony błyskotkami jak król Albanii
Galeony : 567
Dodatkowo : Magia bezróżdżkowa
  Liczba postów : 140
https://www.czarodzieje.org/t18831-mithridates-mahdavi
https://www.czarodzieje.org/t18837-mirza
https://www.czarodzieje.org/t18835-relacje-mithry#541026
https://www.czarodzieje.org/t18820-mithra-mahdavi
https://www.czarodzieje.org/t18838-mithra-mahdavi-dziennik
Dom Cassiusa i Lyalla QzgSDG8




Gracz




Dom Cassiusa i Lyalla Empty


PisanieDom Cassiusa i Lyalla Empty Re: Dom Cassiusa i Lyalla  Dom Cassiusa i Lyalla EmptyWto Maj 12 2020, 21:13;

Nie ukrył rozbawienia, kiedy ta z pozoru niedbała uwaga aż tak zmusiła gospodarza do myślenia. Zaśmiał się krótko, obserwując z uwagą, jak trybiki pod lujową czaszką poruszają się gwałtownie i tak wiercą i kręcą dziko, aż nie podjął on wreszcie decyzji. Dostawszy pozwolenie na uwolnienie psa, niewerbalnym zaklęciem odpiął niewidzialną smycz i tym samym wpuścił Wiatr do domu. Dosłownie. Pies wyskoczył przed siebie z wywalonym jęzorem, pozostawiając po sobie jedynie… no cóż, wiatr i zaczął natychmiast myszkować po każdym kącie, który tylko dostrzegł, z nosem przy ziemi badając nowe terytorium. Tymczasem Mirek powolnym ruchem zwinął smycz i pomniejszył ją w palcach, przypinając do paska własnych spodni. I pozostawiając ich oboje samym sobie, sam również zaczął zaznajamiać się z otoczeniem, zerkając na Morrisa kątem oka, aby upewnić się jak sobie radzi. Dostrzegał jego precyzję i dość szybko zrozumiał, dlaczego w pomieszczeniu jest tak mało elementów świadczących o zwykłej, ludzkiej bytności. Mithra miał bardzo niewiele swoich sprzętów, ale i tak miał wrażenie, że w jego mieszkaniu jest ich dosłowne zatrzęsienie w porównaniu z tą sterylną, czystą powierzchnią. Przesunąwszy palcem po elementach w aneksie kuchennym i między wieloma szklankami nie znalazł nawet odrobiny kurzu. Mieli skrzata domowego czy to jego towarzysz tak odkażał wszystko wokół? Zdołało mu przejść przez myśl coś bardzo nie na miejscu, więc zachował to dla siebie. Niemniej zwątpienie, czy po dosłownie byciu w nim samym nie wyszorował się do krwi zalęgła mu się w głowie. Kiedy dostrzegł, że proces parzenia i wycierania dobiega końca, Mithra leniwym, kocim krokiem zakradł się z powrotem do kuchni, aby przyjąć od swojego towarzysza śmieszny kubeczek. Niepewność błąkająca się na twarzy Morrisa była bardzo intrygująca i urzekająca.
- Skąd ja to znam - zauważył, bo przecież dokładnie to samo powiedział mu w swoim własnym salonie. - Ostatnim razem znaleźliśmy sobie całkiem produktywne zajęcie. - Zauważył, wzruszając lekko ramionami, jak gdyby niekoniecznie brał to teraz pod uwagę, ale jego oczy go zdradziły. Patrzył na niego w taki sposób, że widać było już na pierwszy rzut oka, iż miło wspomina tamten czas. Powtórzenie go mógł mieć w planach, ale z pewnością nie w tym momencie. Uniósł za to kubek do ust, aby pociągnąć łyk ten dziwacznej, mlecznej herbaty, którą pijali Brytyjczycy.
- Dziękuję - szepnął, wyciągając dłoń w jego stronę, wnętrzem do góry, aby zaprosić go do ujęcia jej. - Pohulajmy wszyscy. - Odpowiedział zagadkowo na jego propozycję i kiedy pozwolił się wziąć za rękę, poprowadził go śmiało na jego własny taras, jak gdyby nie był tutaj gościem, a mieszkańcem. Wiatr nie poszedł szaleć z nimi. Jeszcze nie. Wyjątkowo zaaferował go dziwny zapach gdzieś w okolicach kanapy, gdzie Cassius i Charlie niedawno walili wódę. Wcisnął nos niemalże do środka poduszek i tyle było z psa.
- Dlaczego nie adoptujesz psa? - Zapytał Lyalla, kiedy przystanęli przy poręczy balkonu, dając uderzać się chłodniejszym, wieczornym podmuchom wiatru. Jak gdyby odruchowo, chcąc osłonić się przed chłodem, stanął bardzo blisko niego. - Czy to ma coś wspólnego z…? - Zawiesił głos, bo pomimo tego, że temat ten nie był między nimi zakazany, to Mithrę aż z ciekawości skręcało na myśl o rozwikłaniu zagadki tej cholernej, cierniowej bransoletki. Przesunął kciukiem po jego nadgarstku, jasnymi jak pogodne niebo oczyma szukając jego spojrzenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Lyall Morris

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 196
C. szczególne : blizna na dłoni, cierniowa bransoleta, złe intencje
Galeony : 366
  Liczba postów : 378
https://www.czarodzieje.org/t17873-lyall-everett-morris
https://www.czarodzieje.org/t17887-alma#504904
https://www.czarodzieje.org/t17877-lyall-everett-morris#504729
https://www.czarodzieje.org/t18495-lyall-morris-dziennik#526869
Dom Cassiusa i Lyalla QzgSDG8




Gracz




Dom Cassiusa i Lyalla Empty


PisanieDom Cassiusa i Lyalla Empty Re: Dom Cassiusa i Lyalla  Dom Cassiusa i Lyalla EmptyWto Maj 12 2020, 21:14;

Dłoń uwolniona od jednego z kubków całkiem naturalnie i bez żadnego wstydu zamknęła się na wyciągniętej, ozdobnej dłoni Mahdaviego.
- Jeśli wolisz możemy od razu iść do sypialni. - powiedział podążając za nim na taras- Albo na kanapę. - zasadniczo ta w salonie MOrrisa i Swansea była znacznie większa niż ta na której jakimś cudem mieścili się ostatnio w Londynie. Zatrzymał się tyłem do barierki opierając o nią tyłkiem i napił herbaty spoglądając na psa zaaferowanego kanapą. Nawet nie chciał myśleć co też Cassius tam porzucił, a co jego pedantyczne i chorobliwe manieryzmy pominęły przy kolejnym z serii, dogłębnym sprzątaniu.
Przeniósł wzrok na Mithrę, gdy ten zadał tak oczywiste pytanie i podążył za jego dotykiem, obserwując jak srebrna bransoleta, zupełnie niewinnie migocze w półmroku wieczora westchnął. To tylko symbol jego wiecznej pokuty, tylko drobiazg będący namacalnym dowodem narzuconych mu od urodzenia kajdan. Oblizał wargi podnosząc na syryjczyka wzrok i aż sam siebie zapytał, dlaczego był taki skłonny mu odpowiedzieć? Wypluć z siebie otwarcie wszelkie bolączki, wyrzygać się z każdej krzywdy? Na dobrą sprawę Mithra mógł równie dobrze być jakimś przydupasem Olafa i na jakieś jego debilne, psychotyczne zlecenie robić młodemu Morrisowi gówno z mózgu.
Prawdą było jednak to, że jedynym plusem bycia Lyallem Morrisem było to, że nie miał już nic zupełnie do stracenia.
- Chciałbym. - uśmiechnął się kącikiem ust, spoglądając w jego szczerze, jak mu się zdawało, zainteresowane oczy- Nawet kilka. Tylko... - spojrzał na mleczną herbatę w swoim kubku, mieszającą się leniwie zaklęciem rzuconym na te naczynia- Kto się nimi zajmie jak już mnie zabiorą. - zmarszczył brwi, bo zabrzmiało to strasznie żałośnie i patetycznie. Odchrząknął więc i napił herbaty, starając się wrócić do nieco mniej ponurego tonu rozmowy- Na pewno nie mój współlokator, jedyne zwierzęta jakie on toleruje to węże. Wąż. Jeden. Jego narzeczona. - uniósł brwi w geście rozbawienia.- Poza tym... - przygryzł wargę w jakimś zamyśleniu, po czym uśmiechnął się tak do siebie samego- ... nigdy nie miałem psa. Nie wiem jak się nimi zajmować.
To było aż trudne do uwierzenia patrząc po tym, jak doskonale dogadywał się z czworonogami. Zdradzało to jedynie tyle, że rozumiał się z psami na płaszczyźnie zupełnie innej niż właściciel - pan, widział w psach stworzenia w zupełnie innym miejscu na drabinie hierarchii i może to właśnie dlatego miał z nimi taki kontakt? Bo traktował je po prostu tak, jak sam chciałby być traktowany.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Mithra Mahdavi

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Czystość Krwi : 10%
Wzrost : 189cm
C. szczególne : Cienie pod oczami wywołane chorobą; obwieszony błyskotkami jak król Albanii
Galeony : 567
Dodatkowo : Magia bezróżdżkowa
  Liczba postów : 140
https://www.czarodzieje.org/t18831-mithridates-mahdavi
https://www.czarodzieje.org/t18837-mirza
https://www.czarodzieje.org/t18835-relacje-mithry#541026
https://www.czarodzieje.org/t18820-mithra-mahdavi
https://www.czarodzieje.org/t18838-mithra-mahdavi-dziennik
Dom Cassiusa i Lyalla QzgSDG8




Gracz




Dom Cassiusa i Lyalla Empty


PisanieDom Cassiusa i Lyalla Empty Re: Dom Cassiusa i Lyalla  Dom Cassiusa i Lyalla EmptyWto Maj 12 2020, 21:15;

- Cieszy mnie twój entuzjazm. - Odpowiedział na jego propozycję, wykrzywiając kącik warg w nieco zaczepnym wyrazie twarzy, a chociaż nie powiedział ani „tak”, ani „nie”, jego późniejsze działania pewnie miały odpowiednio ukierunkować tę konwersację. Zresztą, pokaz pod drzewem, chociaż wymuszony przez truskawkowe mleko w zasadzie nie był wcale tak daleki od tego, co pałętało mu się po głowie. Piękno było jedną ze stałych, które doceniał i pragnął posiadać.
Z początku nie okazał zdziwienia, chociaż nuta niepewności i tak ścisnęła mu trzewia. Spróbował podążyć jego tokiem rozumowania. Miał może gdzieś około dwudziestu kilku lat. Kto miał go zabrać? Mithra, niezależnie od tego jak wiele razy nie kładłby swojej opierścienionej łapy na czymś, co nie było jego, wyłącznie po to, aby oddać to Morrisom, nie miał bladego pojęcia co dzieje się w tej rodzinie. On był tylko jednym z pionków, ledwie fragmentem mapy, gdzie jako jedna z figur doskonale odnajdywał się w roli drobnego rzezimieszka, miłośnika brzęczącej wesoło sakiewki. Co mu powiedzieli, to uczynił to bez większego rozważania, czy odradzenie tego, czy tamtego w ogóle jest jakkolwiek moralne. W swoim własnym życiu się tym nie przejmował, czemu miałby robić to teraz?
- Gdzie cię zabiorą, Lyall? - Zdecydował się zapytać, ponownie śmiesznie akcentując to imię, bo pomimo usilnych starań nie potrafił tego rozpracować. Czyż nie każdy był kowalem wyłącznie własnego losu? W to właśnie wierzył on. Drobny złodziejaszek, Syryjczyk wychowany z daleka od Syrii, swoje tajemnice ubierający w kokony i rozwieszający je wyłącznie w pomieszczeniu, do którego inni nie mieli żadnego dostępu. Jeżeli ktokolwiek wiedział tak wiele o samodzielnym sterowaniu własnym życiem po intrydze, której doświadczył to właśnie on, który przybył do Wielkiej Brytanii, jak sądził, jedynie „przelotem”. Dla Flannery’ego. Dla swojej kapryśnej magii, którą poznawał każdy, kto miał z nim styczność dłużej, niż ledwie parę sekund. Nie powstrzymał uśmiechu, kiedy chłopak tak niepoprawnie założył, że nie potrafi zająć się zwierzętami.
- Nie słyszałem, żeby Wiatr narzekał. - Odpowiedział, bo chociaż nie tylko na pieszczotach opierało się opiekowanie zwierzęciem, to ten egzamin Krukon miał zaliczony w stu procentach. Wiatr pomykał po pomieszczeniu beztrosko i nie sprawiał wrażenia, jakby zajęcie się nim było nadzwyczaj skomplikowane.
- Karmisz, wyprowadzasz, kochasz. To proste… - dodał jeszcze, bo chociaż w swoim krótkim życiu zdołał przeżyć już całkiem sporo, tak nie wyobrażał sobie kolejnych dni bez tej lojalnej kupki futra, warczącej na niego, gdy głodnieje i wciskającej mu łeb pod ramię, gdy chciał się wybiegać. Psy były jedynymi towarzyszami, których na dłuższą metę tolerował Mahdavi. Puścił dłoń Lyalla, aby powoli przesunąć palcami wzdłuż jego ramienia. Dotknął jego barku, zatrzymując się na karku, który podrapał powoli, jak gdyby dotykał swojego owczarka. Sprawdzał pewną teorię, którą niejako potwierdzał już wcześniej.
- Nie czujesz się sam? Bez psa? - Spytał, a jego jasne oczy nieco się zmieniły. Pojawiła się w nich delikatna fala zrozumienia, bo wydawało mu się, że pod tym względem są bardzo podobni. Zdystansowani, na swój sposób cierpiący wewnątrz, chociaż nieskłonni do przyznania się do tego na głos. Jego palce wpełzły na potylicę Lyalla. Wplótł je w jego włosy i pociągnął delikatnie w bardzo subtelnej pieszczocie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Lyall Morris

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 196
C. szczególne : blizna na dłoni, cierniowa bransoleta, złe intencje
Galeony : 366
  Liczba postów : 378
https://www.czarodzieje.org/t17873-lyall-everett-morris
https://www.czarodzieje.org/t17887-alma#504904
https://www.czarodzieje.org/t17877-lyall-everett-morris#504729
https://www.czarodzieje.org/t18495-lyall-morris-dziennik#526869
Dom Cassiusa i Lyalla QzgSDG8




Gracz




Dom Cassiusa i Lyalla Empty


PisanieDom Cassiusa i Lyalla Empty Re: Dom Cassiusa i Lyalla  Dom Cassiusa i Lyalla EmptyWto Maj 12 2020, 21:15;

Milczał chwilę, sącząc herbatę, czują przyjemny dotyk palców bruneta na swoim nadgarstku. To było takie proste, Lyall lubił przecież kontakt fizyczny, jakikolwiek by nie był, intensywny czy łagodny, pełen pasji czy agresji. Odnajdywał się w tym, chłonął każdym porem, od wielu lat napełniał swoją głowę słodkimi wspomnieniami w których szaleństwo będzie mógł się osunąć, kiedy zabraknie już kogokolwiek w jego otoczeniu, kto dotknąłby go inaczej, niż zimne, kamienne ściany.
Milczał w odpowiedzi na jego pytanie odrobinę zbyt długo, zaciskając palce na krawędzi barierki w geście jakiejś wewnętrznej walki ze sobą. Patrzył na srebrną bransoletkę, niewzruszoną, tkwiącą na jego przegubie równie niewinnie i niepozornie co zawsze. Zastanawiał się nawet, czy wypada mu o tym mówić, czy wolno, czy któraś z zapieczętowanych w nim klątw nie obudzi się nagle i nie doprowadzi do jakiegoś gwałtownego gotowania się jego wnętrzności czy innej, czarnomagicznej formy zadawania cierpienia.
- Do więzienia, Mithra. - powiedział w końcu i uniósł kubek do ust.
Mógłby pozazdrościć tej wolności, umiejętności ucieczki, silnej woli i zdolności podejmowania takich a nie innych decyzji. Lyalla wychowano tak, żeby mu pomysł ucieczki nawet nie próbował w głowie zakwitnąć, a nawet jeśli - udowodnili mu wiele lat temu z jaką łatwością mogą go znaleźć i przypominali mu każdej zimny jak utalentowanymi tropicielami są Morrisowie, kiedy on sam w ich towarzystwie zabawiał się w polowania.
Wspomnienie psiaka zaraz rozpogodziło ten marsowy grymas, który wkradł się na lyallowe czoło. Uśmiechnął się prawie, że z pewnym... zawstydzeniem? Niepewnością? Były to emocje tak obce na jego twarzy, że trudno było je poprawnie rozczytać. Spojrzał za buszującym wewnątrz domu psem z taką czułością w oczach jaką tylko prawdziwie zakochany w psach człowiek mógłby mieć.
- Prawda? - przyznał mu. Karmisz, wyprowadzasz, kochasz. Proste. Ileż on by dał za tę prostotę. Może powinien rozważyć animagię? Bycie psem już na zawsze nie brzmiało jak najgorsza perspektywa. Wprost przeciwnie... Przymknął oczy pod dotykiem jego ciepłej dłoni, czując przyjemny dreszcz na ten gest. Milczenie było aż nazbyt wymowną odpowiedzią na zadane pytanie. Trudno było przyznać się do samotności, jeszcze trudniej nazwać ją i podkreślić, że nie ma innego wyjścia.
- ...taka moja rola. - przyznał popijając herbatę z zamkniętymi oczami i nadstawiając głowę bliżej i bardziej ochoczo jego dłoni. Prawie zadrżał taką był ciotą na zabawę włosami. Uchylił powieki odwracając twarz w stronę Mahdaviego i uniósł kącik ust- Dlaczego pytasz?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Mithra Mahdavi

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Czystość Krwi : 10%
Wzrost : 189cm
C. szczególne : Cienie pod oczami wywołane chorobą; obwieszony błyskotkami jak król Albanii
Galeony : 567
Dodatkowo : Magia bezróżdżkowa
  Liczba postów : 140
https://www.czarodzieje.org/t18831-mithridates-mahdavi
https://www.czarodzieje.org/t18837-mirza
https://www.czarodzieje.org/t18835-relacje-mithry#541026
https://www.czarodzieje.org/t18820-mithra-mahdavi
https://www.czarodzieje.org/t18838-mithra-mahdavi-dziennik
Dom Cassiusa i Lyalla QzgSDG8




Gracz




Dom Cassiusa i Lyalla Empty


PisanieDom Cassiusa i Lyalla Empty Re: Dom Cassiusa i Lyalla  Dom Cassiusa i Lyalla EmptyWto Maj 12 2020, 21:16;

Dziwnie było mu słuchać o tak absurdalnych planach. Jego brwi uniosły się wyżej, ale kiedy Lyall nic więcej nie dodał, powoli i swobodnie opadły znowu na swoje miejsce, ponad tymi błękitnymi oczami, niedopasowanymi do ciemnej oprawy rzęs, skóry i włosów, jaką podarowała im natura. Nie pytał, ani nie drążył. Chociaż ciekawy, potrafił powstrzymać słowa tam, gdzie nie były one potrzebne. Nie znali się długo. Nie byli przyjaciółmi, wobec czego Mithra nie zamierzał karmić go kłamstwami, że wcale tak się nie stanie. Niezależnie od tego jak miało do tego dojść, on nie był człowiekiem, który obiecywałby gwiazdki z nieba. Nie opowiadałby o wizjach przyszłości i możliwości plastycznego formowania swojego życia. Lyall był tylko kolejnym przystankiem na jego drodze. A mimo to popatrzył ponownie na jego dłoń jakby z sentymentem.
- Jeśli amputuję ci dłoń - zaczął, starając się pochwycić jego spojrzenie. Jednocześnie jego biodro oparło się nieznacznie o jego bok. - Uwolnię cię od tej przyszłości? - Pytał szczerze, z prawdziwą chęcią pomocy mu na tej materii. Nieszczególnie rozumiał, skąd brała się w nim ta pewność, że to rozwiąże jakikolwiek problem, ani ta, iż Lyall kiedykolwiek będzie chciał odwdzięczyć mu się za trud, z jakim przychodziła mu ta oferta. Mithra był interesowny. Nie proponował takich rzeczy zbyt często, ale czy on mógł o tym wiedzieć? Pewnie nie, może nigdy nie miał się dowiedzieć, skoro już Mahdaviemu zdarzyło się raz przy nim zmięknąć. Nie do końca pojmował, skąd się to w nim wzięło, ale jeżeli Morris miał wskazać mu, że nie jest to prawidłowy sposób rozwiązania problemu wtedy… no cóż, zapewne propozycja nie padnie już po raz drugi.
Zmiana na jego twarzy przy lekkiej korekcie tematu była rozczulająca. Nie mówił już nic, pozwalał mu przeżywać ten moment, a sobie cieszyć się zawstydzeniem, które zdołał u niego dojrzeć. Przemiana była zatrważająca. Czy to naprawdę był ten sam człowiek, który pijany rzucał w niego monetami i posyłał mu niechętne spojrzenia? Widząc, że sprawia mu przyjemność, poruszył palcami jeszcze gorliwiej, jednocześnie upijając kolejny łyk herbaty, zanim zaklęciem posłał kubek w powietrze. Nie odpowiedział mu, nie było takiej potrzeby. Zamiast tego naparł palcami na tył jego głowy, jednocześnie chwytając go drugą ręką za łokieć i przyciągając bliżej siebie. Po to, aby ustami sięgnąć do jego warg i pocałować go wreszcie miękko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Lyall Morris

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 196
C. szczególne : blizna na dłoni, cierniowa bransoleta, złe intencje
Galeony : 366
  Liczba postów : 378
https://www.czarodzieje.org/t17873-lyall-everett-morris
https://www.czarodzieje.org/t17887-alma#504904
https://www.czarodzieje.org/t17877-lyall-everett-morris#504729
https://www.czarodzieje.org/t18495-lyall-morris-dziennik#526869
Dom Cassiusa i Lyalla QzgSDG8




Gracz




Dom Cassiusa i Lyalla Empty


PisanieDom Cassiusa i Lyalla Empty Re: Dom Cassiusa i Lyalla  Dom Cassiusa i Lyalla EmptyWto Maj 12 2020, 21:17;

Westchnął z pewnym rozbawionym parsknięciem.
- Nie wiem. Nigdy tego nie rozważałem. - uśmiechnął się łagodnie. Perspektywa wolności była tak absurdalna, że choć czasem o tym marzył najebany czy naćpany nigdy w rzeczywistości nawet nie brał tego pod uwagę- Wiem, że nie mogę tego zrobić sam. Fizycznie nie mogę. A jeśli Ty spróbujesz... prawdopodobnie będę musiał stawiać opór. - podniósł lekko brwi i spojrzenie zbitego psa na jego przystojną twarz. Podejrzewał, że nawet wbrew swojej woli będzie musiał, związany magicznym zobowiązaniem, bronić trwałości umiejscowienia tego przedmiotu na swojej ręce. Dlaczego nie miał problemu z wystawieniem go na próbę kwasu? Kto wie, może wiedział podświadomie, że to nic nie da? - Zabezpieczyli się bardzo dobrze, żebym tego nie uniknął. - i to były te dwa słowa za dużo, wykraczające poza te niepisaną granicę tego co Morrisowi wolno było mówić, a czego nie. Co dotykało jego, a co jego rodziny, co postawione jako dowód mogło komu i w jakim stopniu zaszkodzić. Bransoleta jak srebrzysta żmija zacisnęła się na zgrubiałym od blizn nadgarstku w ostrzegawczym geście, a Luj przymknął oczy oddając się tej subtelnej i kojącej pieszczocie jaką obdarowywał go czarnowłosy gość.
- Pamiętam książkę, czerwoną, małą i grubą... Versilius. - powiedział marszcząc brwi. Wspomnienie tego tomiku w zamkniętej gablocie biura jego dziadka nie pozwalało mu spokojnie myśleć, a choć nie wiedział zupełnie co jest treścią tej książki nie mógł oprzeć się wrażeniu, że... kiedyś wiedział. Że ma luki w pamięci, czegoś mu w głowie brakuje, jakichś fragmentów wspomnień z nią związanych.
Poddał się naciskowi dłoni bez większych oporów, ale no to już było dość oczywiste, że oporów to on wielkich w życiu nie stawiał za bardzo w żadnej sferze swojego życia, nauczony pewnego posłuszeństwa i dostosowywania się. Oczywiście Cassius i jego tendencje bałaganiarskie mogłyby wyrazić ku tej teorii pewną wątpliwość, jednak jeśli chodziło o cielesność, Morris nie znał żadnych granic przyzwoitości. Obrócił się miękko prowadzony za łokieć i stawiając kubek w renifery na poręczy obrócił się przodem do ogrodu, opierając obie dłonie na barierce po obu stronach Mirka.
Pocałunki jakimi się dzielili były miłą odmianą, pozbawione pretensjonalności, pozbawione gwałtownej potrzeby napędzanej zazwyczaj alkoholem, bądź życiowymi niepowodzeniami. Uniósł dłoń, dotykając lekko barku mężczyzny i smakując jego wargi z subtelną czułością, tak nienaturalną ich dwójce, a jednak wiedział dobrze jak dawać czułość. Obracał w dłoniach kruche niewieście ciała, których nie wolno było kalać żadnym objawem brutalności, a jednak ten pocałunek nie był w ogóle podobny do tych, jakimi dzielił się z delikatnym kobiecym kwiatem. Był pocałunkiem lekkim jak wiosenny wiatr, jednocześnie równie jak ta pogoda zalotnym i całkiem zawadiacko zaczepnym. Palcami zjechał między jego łopatki przypierając go do swojej piersi w tak zwyczajnym przecież geście przytulenia, a jednocześnie tak spragnionym tego dotyku jak pustynny podróżnik wody. Zapadał się w te sentymenty, wiedział, że to wszystko straci a jednak wolał myśleć o tym, że te ostatnie dni nie będą wypełnione pustką, a czyimś oddechem, nawet jeśli było to naiwne pragnienie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Mithra Mahdavi

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Czystość Krwi : 10%
Wzrost : 189cm
C. szczególne : Cienie pod oczami wywołane chorobą; obwieszony błyskotkami jak król Albanii
Galeony : 567
Dodatkowo : Magia bezróżdżkowa
  Liczba postów : 140
https://www.czarodzieje.org/t18831-mithridates-mahdavi
https://www.czarodzieje.org/t18837-mirza
https://www.czarodzieje.org/t18835-relacje-mithry#541026
https://www.czarodzieje.org/t18820-mithra-mahdavi
https://www.czarodzieje.org/t18838-mithra-mahdavi-dziennik
Dom Cassiusa i Lyalla QzgSDG8




Gracz




Dom Cassiusa i Lyalla Empty


PisanieDom Cassiusa i Lyalla Empty Re: Dom Cassiusa i Lyalla  Dom Cassiusa i Lyalla EmptyWto Maj 12 2020, 21:18;


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Lyall Morris

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 196
C. szczególne : blizna na dłoni, cierniowa bransoleta, złe intencje
Galeony : 366
  Liczba postów : 378
https://www.czarodzieje.org/t17873-lyall-everett-morris
https://www.czarodzieje.org/t17887-alma#504904
https://www.czarodzieje.org/t17877-lyall-everett-morris#504729
https://www.czarodzieje.org/t18495-lyall-morris-dziennik#526869
Dom Cassiusa i Lyalla QzgSDG8




Gracz




Dom Cassiusa i Lyalla Empty


PisanieDom Cassiusa i Lyalla Empty Re: Dom Cassiusa i Lyalla  Dom Cassiusa i Lyalla EmptyWto Maj 12 2020, 21:19;


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Mithra Mahdavi

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Czystość Krwi : 10%
Wzrost : 189cm
C. szczególne : Cienie pod oczami wywołane chorobą; obwieszony błyskotkami jak król Albanii
Galeony : 567
Dodatkowo : Magia bezróżdżkowa
  Liczba postów : 140
https://www.czarodzieje.org/t18831-mithridates-mahdavi
https://www.czarodzieje.org/t18837-mirza
https://www.czarodzieje.org/t18835-relacje-mithry#541026
https://www.czarodzieje.org/t18820-mithra-mahdavi
https://www.czarodzieje.org/t18838-mithra-mahdavi-dziennik
Dom Cassiusa i Lyalla QzgSDG8




Gracz




Dom Cassiusa i Lyalla Empty


PisanieDom Cassiusa i Lyalla Empty Re: Dom Cassiusa i Lyalla  Dom Cassiusa i Lyalla EmptyWto Maj 12 2020, 21:20;

Miło było pozwolić sobie na tę chwilę idiotycznej bliskości. Jak gdyby pierwszy raz był niewystarczający po tych miesiącach zatwardziałej abstynencji, wywołanej żałobą za przyjacielem. Jak gdyby była to faktyczna potrzeba, a nie jedynie kaprys, któremu Mithra ulegał, bo miał ku temu zwyczajnie okazję. Potrzeba posiadania więcej i mocniej była w nim zakorzeniona tak głęboko, że gdy był tutaj, w tych ciepłych objęciach to nie potrafił tak zwyczajnie się wycofać. Nawet jeśli nie dążyło to do niczego więcej, jak tylko do prostego zaspokojenia zwierzęcej potrzeby bycia blisko. Blisko nie kogoś, na komu ci zależało, a kto po prostu był chętny, ładny, ciepły. Tak wbijał to sobie pod czaszkę. Że to nic takiego, ledwie kaprys, któremu mógł ulegać, bo było go stać na ten komfort z tym pustelniczym życiem i talentem do przywiązywania się wyłącznie do zwierząt. Więc brnął w to ślepo, kąsając go pocałunkami budzącymi w nim gorąc. Czując napór jego pożądania, uśmiechnął się pod jego ustami, gdyż wtedy jeszcze nie wiedział jak za chwilę… no cóż, odechce mu się jakichkolwiek amorów. Puścił jego szyję, aby spojrzeć na niego z niezrozumieniem. Zaraz jednak pojął, w czym rzecz i zdążył tylko spojrzeć w dół na wyszczerzone psie zębiska, nim coś przeciągnęło go przez gumową rurę. Szarpnięcie teleportacji wywołało w jego ciele gwałtowny sprzeciw. Nienawidził tego uczucia. Nienawidził tak bardzo, że byłby sprzedał nerkę, aby tylko móc nigdy więcej tego nie doświadczać. Fakt, że był prowadzony, tak naprawdę niewiele zmieniał. Samodzielnie rozszczepiłby się w tym momencie pewnie wprost na pół, tak że nie byłoby co zbierać. Z jego pomocą zdołał wylądować na miękkim łóżku… a w zasadzie na twardym ciele Morrisa i chociaż siła, z jaką na niego spadł, nie była duża, tak on przecież też nie warzył pięciu kilogramów. Bolesność tego zderzenia jednak była nieszkodliwa w porównaniu z innymi niedogodnościami. Zakręciło mu się w głowie. Nie było to jednak nic szczególnie szkodliwego w porównaniu z dzikimi tańcami, jakie odprawiały się w jego żołądku.
- Kurwa mać - zaklął, chyba pierwszy raz tak naprawdę wykazując się przy nim tak kompletnym brakiem kultury i zszedł z niego niepewnie, aby zejść na podłogę. Oparł się dolną częścią kręgosłupa o łóżko, a głowę wsunął pomiędzy kolana.
- Nienawidzę teleportacji - przyznał się wreszcie, kiedy dziki sztorm w żołądku zaczął przypominać jedynie lekkie kołysanie i był już prawie pewien, że gdy tylko rozchyli usta, to nie porzyga mu się na podłogę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Dom Cassiusa i Lyalla QzgSDG8








Dom Cassiusa i Lyalla Empty


PisanieDom Cassiusa i Lyalla Empty Re: Dom Cassiusa i Lyalla  Dom Cassiusa i Lyalla Empty;

Powrót do góry Go down
 

Dom Cassiusa i Lyalla

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 3Strona 1 z 3 1, 2, 3  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Dom Cassiusa i Lyalla JHTDsR7 :: 
Dolina Godryka
 :: 
Domy i mieszkania
-