Share
 

 Salon wspólny

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 2 z 2 Previous  1, 2
AutorWiadomość


Mefistofeles E. A. Nox

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 185
C. szczególne : Tatuaże; kolczyki; zaostrzone kły; wilkołacze blizny; umięśniony; skórzana obroża
Galeony : 1996
Dodatkowo : Wilkołak
  Liczba postów : 3179
https://www.czarodzieje.org/t15136-mefistofeles-e-a-nox#403342
https://www.czarodzieje.org/t15139-kind#403356
https://www.czarodzieje.org/t15137-what-does-life-mean-to-me#403353
https://www.czarodzieje.org/t15134-mefistofeles-e-a-nox
https://www.czarodzieje.org/t18387-mefistofeles-e-a-nox-dziennik
Salon wspólny - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Salon wspólny - Page 2 Empty


PisanieSalon wspólny - Page 2 Empty Salon wspólny  Salon wspólny - Page 2 EmptyWto Lut 04 2020, 14:06;

First topic message reminder :


Salon wspólny

Ogromne, dobrze oświetlone pomieszczenie, w którym niemal nigdy nie jest pusto (a jednocześnie, nigdy nie jest głośno!). W salonie nie zabraknie miejsca - dla każdego znajdzie się fotel, kawałek kanapy, pufa, ława... Zaczarowane meble perfekcyjnie dopasowują się do gości, toteż łatwo utonąć pośród miękkich poduszek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość


Morgan A. Davies

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VI
Wiek : 17
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 162
C. szczególne : wisi nad nią (już słabnąca) klątwa zaklęć, o której nie ma pojęcia (kuferek)
Galeony : 231
Dodatkowo : Kapitan drużyny Gryfonów
  Liczba postów : 1879
https://www.czarodzieje.org/t17419-morgan-a-davies#488348
https://www.czarodzieje.org/t17421-listy-do-moe#488357
https://www.czarodzieje.org/t17423-znajomoesci#488376
https://www.czarodzieje.org/t17420-morgan-a-davies#488355
https://www.czarodzieje.org/t18298-morgan-a-davies-dziennik#5208
Salon wspólny - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Salon wspólny - Page 2 Empty


PisanieSalon wspólny - Page 2 Empty Re: Salon wspólny  Salon wspólny - Page 2 EmptySro Lut 19 2020, 01:22;

Początkowo najzwyczajniej nie potrafiła się napatrzeć na to, jakim sposobem figurki smoków były zdolne podpalić w środku walki swoje otoczenie i bez przejmowania wrócić do naparzania się, więc ucieszyła się, że Tarly zachował choć odrobinę więcej rozsądku niż ona i ugasił rosnące ognisko.
- Niedługo finał. - odparła bez krzty zmartwionego tonu w głosie, bo była przekonana o tym, że smoki w pewnym momencie musiały skończyć swoje boje w jakiś spektakularny sposób i wrócić po walce do swoich właścicieli. Ognistym pojedynkom nie było dotąd końca, być może ze względu na to, że w końcu po jednej ze stron znajdował się właśnie Ogniomiot. Chinol wyglądał jednak momentami dość blado (?) przy Antypodzie, co jednak nie skreślało go w ostatecznej bitwie. A przynajmniej Moe miała taką nadzieję.
I rzeczywiście do finału najwyraźniej doszło, bo jej smok poderwał się do lotu i rykiem wezwał Opalookiego do tego samego. Kiedy oba znalazły się w powietrzu, natychmiast rzuciły się ku sobie z wymalowaną na pyskach żądzą krwi, chcąc ostatecznie ustalić, który okaże się władcą stolikowych ziem po wsze czasy.
Rozpętało się piekło. Chińczyk potraktował Opala morderczym ciosem pazurami od szyi po brzuch, ten w odpowiedzi zionął w niego kulą ognia, wyblokowaną jednak osłonięciem się skrzydłem. Wtedy też Białas ruszył do ofensywy, chwytając Ogniomiota za łapę i wgryzając się w jego głowę, jakby z zamiarem zmiażdżenia jej. Otrzymał zionięcie prosto w zęby, co jedynie bardziej go rozwścieczyło, a jego oczy zawrzały złowieszczym szkarłatem. Rzucił się na Chińskiego i rozpoczęły się zapasy, w których to smok Bruna wyglądał na silniejszą stronę. Na tyle silniejszą, że szamotanina skończyła się tym, że Biały kurczowo chwycił stawiającego coraz mniejszy opór Żółtego Czerwonego, rozpędził się w stronę blatu i cisnął swoim wrogiem prosto w stolik. Gad Gryfonki został w ten sposób znokautowany, co jasno zasygnalizowało jego dalsze, pozbawione czucia koziołkowanie w kierunku zdruzgotanej Moe.
- Look how they massacred my boy… - rzuciła najoczywistszym cytatem, jaki jej się w tej chwili nasunął, nie przejmując się tym, czy ktokolwiek z magicznego środowiska mógł kojarzyć kontekst. Właściwie to ta wypowiedź brzmiała wystarczająco wymownie nawet bez tła w postaci Vito Corleone.

W tej turze: C: -3 HP, A: -0 HP
Chiński: 0/12 HP
Antypodzki: 5/12 HP
Moe: 0/4 przerzuty
Bruno: 4/5 przerzutów

______________________

Salon wspólny - Page 2 FEpqxeJ
Even if the sky is falling down
I know that we'll be
SAFE and SOUND
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Russell Alvarez

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 173 cm
C. szczególne : tatuaż na kostce
Galeony : 180
  Liczba postów : 245
https://www.czarodzieje.org/t18225-russell-alvarez#518736
https://www.czarodzieje.org/t18249-poczta-alvaro
https://www.czarodzieje.org/t18236-russell-alvarez
Salon wspólny - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Salon wspólny - Page 2 Empty


PisanieSalon wspólny - Page 2 Empty Re: Salon wspólny  Salon wspólny - Page 2 EmptySro Lut 19 2020, 12:34;

Trzeba przyznać, że dziewczyna ma naprawdę uroczy, przykuwający uwagę uśmiech. Gdyby tylko mógł, to wyciągnąłby teraz aparat i zaczął robić zdjęcia zafascynowany tym widokiem, ale wiedział, że to nie było na miejscu. Może kiedyś posunie się tak daleko, ale na razie nie było na to szans. Odwrócił wzrok, by nie patrzyć się tak długo na dziewczynę, jeszcze by pomyślała o nim coś złego i z koleżankami by miała ubaw. Do tego to już na pewno nie mógł dopuścić.
W Therię zdarzyło mu się za to grać tylko raz i to na urodzinach kolegi. Nigdy nie było zbyt dużo chętnych do grania, a i on jakoś się nie wywyższał. To dopiero była gra! Gdyby teraz dziewczyna ją zaproponowała, to pewnie by odmówił z obawy, że jej się coś stanie. Wydawała się taka delikatna i krucha. Nie pomógłby jej, bo takie są zasady, ale wierzył, że dałaby sobie radę sama. Na puchonkę to mu ona nie wyglądała.
- Czy wyglądam ci na kogoś, kto się boi? Jestem troskliwy i martwię się o zdrowie psychiczne innych. Zawsze - zaśmiał się. I mówi to największy pajac, jakiego mogła spotkać. O zdrowie fizyczne to on się nie martwił. Zresztą ona to na pewno wiedziała, skoro znała jego imię. Wpadał w kłopoty z taką łatwością, jak niejeden człowiek oddychał. Były pewne granice, to prawda, ale to o niczym nie świadczyło.
- Oficjalnie - parsknął śmiechem. - Jak tak bardzo chciałaś mnie poznać, to wystarczyło pewnego razu podejść. Nie wiedziałem, że mam takich fanów, ale przyrzekam, nie nie gryzę. Przynajmniej na początku. - on może i nie gryzł, ale to Kryśka była specem od gryzienia innych. Ile to razy wracał od przyjaciółki pogryziony? Jego to nie bolało jakoś zbyt mocno, miał wysoki próg bólu. Tyle dobrego. Jednak nie chciał teraz o niej myśleć.
- Cztery życia brzmi dobrze. Nie za długo i nie za krótko. No, chyba że ktoś będzie miał kartę, po której od razu przegra - powiedział, przechylając głowę nieco w bok. Jeśli skończą za wcześnie, to zawsze będą mogli rozegrać to jeszcze raz, prawda? Miał nadzieję na wygraną, ale nie chciał ustalać wszystko z góry. Co, jeśli dziewczyna była dobra w te klocki?
- Pozostaje jeszcze jedna sprawa. Co wygrany będzie z tego miał? - poruszył znacząco brwiami. Gdyby on wygrał, to mogłaby się z nim umówić na randkę czy coś, ale nie potrzebował absolutnie żadnych wygranych, by się z nią umówić, mógł zrobić to ot tak. To wszystko zależało wyłącznie od niej.
Kiedy ta wyciągnęła swoją kartę to i on wyłożył swoją na blat. Zerknął, jak rozgrywają ze sobą pojedynek, a jego kąciki powoli zaczęły unosić się ku górze.
- Chyba przynosisz mi szczęście .

kostka liczba:6
kostka tarot:Wieża - Nagle uderzają w Ciebie dwa pioruny. Doznajesz lekkiego wstrząsu, zaś twoje włosy, czy ubranie są odrobinę przypalone.
życia:4/4

@Olivia Callahan
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Bruno O. Tarly

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 183,5
C. szczególne : mocno zarysowane kości policzkowe, baran na głowie
Galeony : 957
  Liczba postów : 573
https://www.czarodzieje.org/t17773-bruno-o-tarly
https://www.czarodzieje.org/t17828-korespondencja-bruna#501992
https://www.czarodzieje.org/t17827-znajomkowie-bruna#501987
https://www.czarodzieje.org/t17803-bruno-o-tarly
Salon wspólny - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Salon wspólny - Page 2 Empty


PisanieSalon wspólny - Page 2 Empty Re: Salon wspólny  Salon wspólny - Page 2 EmptySro Lut 19 2020, 13:02;

Nie sądził, że modele smoków będą prowadzić ze sobą tak zażarte walki.
Obie strony pojedynku były nieugięte, piekliły się okropnie, żaden ze smoków nie chciał ustąpić i się poddać. Bruno nie przypuszczał nawet, że tak małe istoty posiadają w sobie tyle mocy. Jak mu nie wyjdzie z jego planem na przyszłość, to zostanie trenerem figurek, ot co. Może nie brzmi to najambitniej w świecie, ale hej - czy oni właśnie nie są świadkami epickiej walki? Szedł o zakład, że w tym salonie jeszcze czegoś takiego nie było.
Bitwa osiągała chyba kulminacyjny punkt, bo smoki zamieniły się w prawdziwe, krwiożerce bestie. Załadowały swoją super umiejętność i aż gotowały się do finałowego starcia. Morgan miała rację. Tarly przygryzł odruchowo dolną wargę swoich ust i zacisnął kciuki, kibicując swojemu podopiecznemu. Figurki wyglądały tak realistycznie. A walczyły na śmierć i życie! Co chwila na stolik spadały pojedyncze, błyszczące łuski, a zwierzątka wydawały złowieszcze pomruki i ryki. W ruch szły pazury i zęby, a ogień buchał jak z aktywnego wulkanu. Wow.
W pewnej chwili mały Ogniomiot opadł na stolik, brutalnie potraktowany przez swego rywala. Aż Gryfonowi zrobiło się żal malca. Czuł jednak swego rodzaju dumę i radość, że jego zawodnik wygrał to starcie. Wszak o to chodziło, czyż nie? Zgarnął Opalookiego do siebie i posadził go sobie na kolanie. Smok wydmuchiwał jeszcze nozdrzami czarne kłęby dymu i pofukiwał śmiesznie. A potem złożył swoje skrzydła i zwinął się w kłębek, jak mały kociak. Wyglądał rozkosznie i... niewinnie.
- To było niezłe. - podsumował po chwili i spojrzał na Davies, która zgarniała swoje smoczątko. Nie był pewny, czy zna ten cytat; coś obiło mu się o uszy, ale gdzie, skąd, kiedy? Nie pamiętał. Nie mniej jednak... zrobiło mu się trochę żal czerwonego jaszczura.
- Musi odpocząć i znów będzie jak mała zapalniczka. - uśmiechnął się do dziewczyny - To kiedy rewanż?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Olivia Callahan

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : V
Wiek : 16
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 173
C. szczególne : lekka wada wzroku; zmuszona jest przez nią nosić okulary, wąskie usta, gęste i długie włosy
Galeony : 237
Dodatkowo : Prefekt
  Liczba postów : 251
https://www.czarodzieje.org/t18233-olivia-callahan
https://www.czarodzieje.org/t18263-pegaz
https://www.czarodzieje.org/t18255-oli
https://www.czarodzieje.org/t18234-olivia-callahan
Salon wspólny - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Salon wspólny - Page 2 Empty


PisanieSalon wspólny - Page 2 Empty Re: Salon wspólny  Salon wspólny - Page 2 EmptySro Lut 19 2020, 15:39;

Olivia należała do dziewczyn, które zdawały sobie sprawę ze swojej urody, jednak rzadko kiedy wykorzystywała tą przewagę. W jej uśmiechach czy nieco zaczepnych spojrzeniach było wiele naturalności, tej wrodzonej, a nie nabytej na drodze nauk. Bo kto miał nauczyć ją bycia kobiecą, skoro jej matce daleko było to obrazu prawdziwej kobiety-damy?
Uwadze Gryfonki nie umknął fakt, że chłopak przygląda się jej nieco dłużej niż powinien, jednak wzruszyła ramionami, nie chcąc go spieszyć czy też zawstydzić zbędnymi pytaniami. Niemniej jednak Oli schlebiało jego zachowanie, gdyż zazwyczaj to ona wyglądała w podobny sposób oglądając się na korytarzu za Fillinem czy na boisku za Elijahem.
Theria była grą, w którą grali ludzie pragnący doświadczyć większych wrażeń, szukający adrenaliny i nawet jeśli ona czasem pakowała się w niebezpieczne sytuacje, tak rozgrywki, gdzie wydarzyć mogło się dosłownie wszystko nigdy by się nie podjęła. Była tego bardziej niż pewna, po części ludzi grających w Therie uważając za szaleńców, tym bardziej, że w przeciwieństwie do eksplodującego durnia była ona grą nielegalną i ciężką do zdobycia.
Panienka Callahan nie miała w sobie nic z puchoniastych klusek, których widok wywoływał cieplejsze uczucia na sercu. Oczywiście nie miała nic do osób przynależących do domu Helgi, niektórzy z nich byli naprawdę świetni, jednak ona sama nie odnalazłaby się wśród nich.
Zaśmiała się, sprawiając że przestrzeń wokół nich wypełnił dźwięczny śmiech dziewczyny.
- Dlaczego śmiem wątpić w twoje słowa? - zapytała, wpatrując się w niego przenikliwie, jednak wciąż z pewną dozą rozbawienia w niebieskich oczach.
Oli nie mogła powiedzieć czy Russell jest pajacem czy też nie. Osobiście go przecież nie znała, a usłyszane opinie na jego temat traktowała jako pół prawdę, wszakże ludzie często mają tendencje do przeistaczania rzeczywistości, czasem zbyt mocno ją podkoloryzowując lub odwrotnie.
- Skąd pomysł, że to ja właśnie chciałam cię poznać? - kolejne pytanie padło z ust brunetki. - Fanów może i masz, bardziej fanki, ale nie koniecznie we mnie - stwierdziła, nieco ochładzając jego zapędy, kiedy zaczął wybiegać trochę poza rzeczywisty stan rzeczy, choć wciąż wydawała się być rozbawiona każdym jego słowem.
-A może to ja gryzę? - zasugerowała, kłapiąc przy tym ze śmiechem zębami, niczym wampir. Gdyby Olivia potrafiła czytać w myślach, zapewne szybko podjęłaby temat Christiny, którą z resztą bardzo dobrze znała, więc dlaczego wcześniej nie dane było jej poznać oficjalnie Russella? To zabawne, jak czasem zbiegi okoliczności potrafią lawirować osobami, które łączy nie tylko wspólny dom, ale również znajomi nie doprowadzając do ich spotkania.
Klasnęła w dłonie, kiedy chłopak zgodził się na postawiony przez nią warunek brzmiący niczym propozycja, lecz taka, której nie mógł się sprzeciwić. Uniosła do góry brwi, słysząc o nagrodzie, która otrzymać miał wygrany. Pozwoliła sobie zabrać kilka sekund na zastanowienie
- A co proponujesz? -zapytała, kiedy pierwszym pomysłem jaki przyszedł byli wyjście na łyżwy, lecz uznała, że zbyt mocno by się wówczas przed chłopakiem skompromitowała. Oczywiście gest, który Gryfon wykonał brwiami nie dał jej jasno do zrozumienia, że ceną za przegraną miałaby być randka. Ona nie chodziła na randki - była na to za młoda, tak wciąż powtarzał jej Boyd. Z tego powodu tylko platonicznie mogła wzdychać do przystojniaków, czasem chcąc zrobić mu na złość oraz ponieść trochę ciśnienie specjalnie o nich mówiła, upajając się widokiem coraz to bardziej wkurzonego brata.
Westchnęła widząc kartę wyłożoną przez bruneta, marszcząc ze zdenerwowania nos, kiedy okazało się, że przegrała. Efekt rzuconej przez nią karty działać zaczął od razu. Olivia poczuła nagły przypływ mocy, wstała, zeskakując z kanapy na podłogę i zaczęła zwyczajnie tańczyć. To, że ćwiczyła taniec od dwóch lat, okazało się być pomocne, gdyż miała jako tako władzę nad własnym ciałem, choć nie potrafiła usiedzieć w miejscu.
- Całkiem możliwe - stwierdziła, sięgając po kolejną kartę, z nadzieją, że tym razem to jej dopisze szczęście.


Kostka liczba: 2
Kostka tarot 16 - Wieża - Nagle uderzają w Ciebie dwa pioruny. Doznajesz lekkiego wstrząsu, zaś twoje włosy, czy ubranie są odrobinę przypalone.
Życia: 3/4

@Russell Alvarez



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Russell Alvarez

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 173 cm
C. szczególne : tatuaż na kostce
Galeony : 180
  Liczba postów : 245
https://www.czarodzieje.org/t18225-russell-alvarez#518736
https://www.czarodzieje.org/t18249-poczta-alvaro
https://www.czarodzieje.org/t18236-russell-alvarez
Salon wspólny - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Salon wspólny - Page 2 Empty


PisanieSalon wspólny - Page 2 Empty Re: Salon wspólny  Salon wspólny - Page 2 EmptySro Lut 19 2020, 19:38;

Nie tylko dziewczyna zdawała sobie sprawę o swoim niesamowitym wyglądzie. Russell nie był inny. Doskonale wiedział, że nie był brzydki. Podobał się nie jednej dziewczynie. Odkąd tylko zaczął randkować, to również zaczął ćwiczyć. Boskie ciało nie bierze się znikąd. Nie raz można go zobaczyć biegającego na boisku szkolnym. W ciepłe dni to nawet pozwalał sobie biegać bez koszulki! No może do czasu aż jakiś profesor nie zbiegłby go upomnieć. Szlabanu za to rzecz jasna nie dostawał, ale nagana… dość często mu się zdarzała.
Czy za to chłopak miał jakieś wzorce w rodzinie? Nie, niezbyt szczególnie. O ile mu było wiadomo, to żadne z jego rodziców nigdy nie dbało o wygląd w jakiś szczególny sposób. Jego matka nigdy nie przejmowała się swoim wyglądem. Nie robiła sobie makijażu na co dzień, nie używała maseczek, nie chodziła na siłownię. Przynajmniej tak mu było wiadomo. Ojciec zaś jedynym sportem, jaki uprawiał, to było bieganie z aparatem fotograficznym, gdzie tylko się dało. Jego rodzice byli od zawsze ze sobą więc nie musieli się tak starać, jak on. Miało to swoje plusy. Czasami też by chciał się zakochać bezgranicznie i po prostu być. Inne czasy nastały.
Na jej słowa wzruszył obojętnie ramionami. Chyba nie do końca znał odpowiedź na to pytanie. Nie powinna w niego wątpić a co dopiero w jego słowa. Russell, jaki był to był, ale nie kłapał. Starał się nigdy nikogo nie oszukiwać, bo jaki byłby w tym cel? Zwłaszcza jej. Nowa znajomość, czysta kartka. Wydawała się nie oceniać nikogo z góry. Bardzo dobrze.
Zmrużył oczy, słysząc jej kolejne słowa. Dziwnie brzmiały. Zupełnie jakby miały jakieś drugie dno.
- Jak nie ty to kto? Może jeszcze nie jesteś moją fanką, nie musisz być, ale coś czuję, że mnie polubisz - może i ochłodziła go, ale nie czuł się urażony. Nikt nie był na początku znajomości jego tzw. fanem. To zaczęło się dziać z czasem. Musiała dać mu czas, a przede wszystkim sobie. Czasami może wspomni chwile wspólnie spędzone, usiądzie z nim przy stole i w ten oto sposób narodzi się nowa przyjaźń. Kolejna dla niego przyjaźń.
- Jeśli to ty gryziesz, to nie krępuj się. Powiedz, a nawet ułatwię ci zadanie.- zaśmiał się cichutko, wyobrażając sobie dziewczynę przyssaną do niego. To naprawdę był dziwaczny widok, który z chęcią wyparłby z pamięci. Miał ochotę nawet wspomnieć, że jest przyzwyczajony, ale źle to by brzmiało.
Gdyby tylko wiedział, że ona i Kryśka dobrze się znają, to inaczej by podszedł do tej znajomości. Kiedyś zawarł sam ze sobą taką umowę, że nie podrywa przyjaciółek swoich przyjaciółek, bo potem mogłoby być bardzo niezręcznie. Lepiej było tego uniknąć.
- Jeśli to ja wygram, to dasz mi szansę na kolejne spotkanie tym razem w bardziej sprzyjających warunkach - przechylił głowę w bok i nawet zaczął sobie ją wyobrażać wystrojona specjalnie dla niego. Nie, żeby teraz nie wyglądała źle. Nic z tych rzeczy! - Za to jeśli ty wygrasz, mogę zrobić, co tylko zechcesz. Nawet się odwalić
Nie mógł powstrzymać śmiechu, widząc dziewczynę tańczącą. Całkiem nieźle się poruszała. Było na czym oko zawiesić. Udało mu się. Naprawdę miał nadzieję na wygraną, ale to nawet nie połowa za nimi.
Również sięgnął po kolejną kartę ciekawy czy znów mu się uda. Dziewczyna naprawdę przynosiła mu szczęście. Kto by pomyślał.

kostka liczba: 6
kostka tarot:Gwiazda - Niespodziewanie na twą głowę wylewają się około 4 litry wody. Jesteś cały przemoczony.
życia: 4/4

@Olivia Callahan
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Olivia Callahan

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : V
Wiek : 16
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 173
C. szczególne : lekka wada wzroku; zmuszona jest przez nią nosić okulary, wąskie usta, gęste i długie włosy
Galeony : 237
Dodatkowo : Prefekt
  Liczba postów : 251
https://www.czarodzieje.org/t18233-olivia-callahan
https://www.czarodzieje.org/t18263-pegaz
https://www.czarodzieje.org/t18255-oli
https://www.czarodzieje.org/t18234-olivia-callahan
Salon wspólny - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Salon wspólny - Page 2 Empty


PisanieSalon wspólny - Page 2 Empty Re: Salon wspólny  Salon wspólny - Page 2 EmptyCzw Lut 20 2020, 11:22;

Olivia zawiesiła spojrzenie niebieskich oczu trochę dłużej mu się przyglądając; ciężko było nie zgodzić się z tym, że chłopak był zwyczajnie przystojny. Nie wątpiła w to, że wielu dziewczynom na jego widok miękły kolana, a usta opuszczał ten - czasem nieco irytujący - chichot. Niemniej jednak dla niej wygląd nie miał aż takiego znaczenia, ci przystojni - jak chociażby Elijah Swansea - szybko się jej nudzili. Panienka Callahan miała tendencję do zakochiwania się w jednym momencie, lecz jeśli nie dane jej było poznać czyjegoś charakteru szybko się odkochiwała.  
Russell należał jednak to tego typu chłopaków, którzy nawet jeśli się jej podobali - w pewnym okresie życia dziewczyny - to wówczas byli nie do ruszenia; nie mogła im słać miłych liścików czy wzdychać posyłając ukradkowe spojrzenia. Z przyjaciółkami miała taką niepisaną zasadzę, że jeśli któraś z nich upatrzy jakiegoś przystojniaka - reszta nie ma prawa go "tykać". Oczywiście brunetka trochę ubolewała wtedy nad tym, jednak była zbyt lojalna, aby łamać to prawo. Panicz Alvarez był tematem ich rozmów wielokrotnie, czasem nawet Oli zastanawiała się czy przez to nie pieką go uszy? Mimo to nie odmawiała sobie z koleżankami omawiania jego nowej fryzury czy umięśnionego ciała, gdy któraś z nich miała okazję zobaczyć go biegającego bez koszulki.
Jedynym wzorem do naśladowania dla Olivii był jej starszy brat, to on nauczył ją właściwie wszystkiego, a przede wszystkim wierzył, że każde z rodzeństwa zdolne jest do osiągnięcia większych sukcesów niż pozbawieni ambicji rodzice; Ci strofowali ich za każdym razem. Mimo wszystko sytuacja rodzinna Russella różniła się mocno od tej jaka panowała u Callahanów i lepiej, żeby zbyt szybko nie poznał prawdy. Oli zmarszczyła delikatnie czoło wciąż tańcząc w tylko sobie znanym rytmie piosenki, gdyż wokół panowała cisza przerywana jedynie ich wymianą zdań i odgrywanym przez karty pojedynkiem. Nigdy przedtem nie wstydziła się tego z jakiego domu pochodzi, więc dlaczego nagle przy Gryfonie chciała zachować to dla siebie? Wzruszyła ramionami, próbując skupić się na słowach wypowiadanych przez bruneta, co w obliczu tego, że wciąż musiała tańczy nie było sprawą prostą.
- A czy to ważne? - odpowiedziała pytaniem na pytanie z tym tajemniczym błyskiem w oku, po raz kolejny obdarzając go uroczym uśmiechem. w gruncie rzeczy mogła powiedzieć mu, która z jej koleżanek wodziła za nim tęsknym spojrzeniem, jednak nie czuła takiej potrzeby, Russell wydawał się jej być osobą, która lubi wyzwania, więc będzie miał pierwsze, nieświadomie rzucone przez nią - by samemu odkryć tożsamość tej dziewczyny.
- Może już cię polubiłam - zaśmiała się w odpowiedzi, puszczając mu oczko. Nie oceniała ludzi pochowanie, zawsze starała się ich najpierw poznać, a brunet od razu wydawał się jej być sympatyczny; gdyby było inaczej nie zaproponowałaby mu partyjki durnia. Bawiło ją trochę to jak pewny siebie był, choć wydawało się to być cechą każdego Gryfona, u niego była ona bardzo widoczna, nie tylko w słowach opuszczających jego usta, ale również postawie, nie mającej nic wspólnego z zawstydzeniem czy niepewnością.
Słysząc kolejne słowa opuszczające usta Russella wpierw zmarszczyła czoło tak mocno, że jej brwi znalazły się blisko siebie, a następnie zmierzyła go zaskoczonym spojrzeniem niebieskich oczu, w których malowało się również nieme pytanie.
- Masz jakiś taki fetysz? - zapytała nawiązując do gryzienia. Poruszyła zmysłowo biodrami, starając się - mimo absurdalności sytuacji w jakiej się znalazła - zachować spokój. Wzrok chłopaka wodził spojrzeniem po jej ciele, lecz ona starała się go ignorować,
Pewnych rzeczy lepiej było zwyczajnie nie wiedzieć. Często  owa wiedza hamowała ludzi, czy to w relacjach z innymi czy też w obieraniu własnej ścieżki życia. Niektórzy nawet powiadali "im mniej wiesz, tym lepiej śpisz" i zdarzało się, że Oli kierowała się tą zasadą w życiu; najczęściej przez swoje lenistwo.
- Masz na myśli randkę? - zapytała, otworzyła usta, aby od razu powiedzieć, że ona na randki nie chodzi, jednak zanim to zrobiła ugryzła się w język. Ahoj przygodo!? przeszło jej przez myśl, kiedy tym razem jej stopy zaczęły stepować, wywołując i niej śmiech rozbawienia.
- Od razu zakładasz, że chce się ciebie pozbyć. To nieuprzejme - stwierdziła, pochylając się nad nim delikatnie i dając pstryczka w nos, przy okazji naburmuszając się odrobinę jakoby była urażona jego słowami.
- To chyba jakiś żart - oburzyła się, kiedy i tym razem pojedynek kart wygrał Russell. Zdążyła na blat wyciągnąć kolejną kartę, gdy niewiadomo skąd uderzyły w nią dwa pioruny. Pierwszym co poczuła był dziwne otumanienie, a dopiero później dostrzegła przypalony materiał swetra i spodni. Ufff… Szczęście, że nie ucierpiały włosy pomyślała
 - A czy ty czasem nie oszukujesz? - zasugerowała, oczywiście ze śmiechem.

Kostka liczba: 6
Kostka tarot 16 - Wieża - Nagle uderzają w Ciebie dwa pioruny. Doznajesz lekkiego wstrząsu, zaś twoje włosy, czy ubranie są odrobinę przypalone.
Życia: 2/4

@Russell Alvarez
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Russell Alvarez

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 173 cm
C. szczególne : tatuaż na kostce
Galeony : 180
  Liczba postów : 245
https://www.czarodzieje.org/t18225-russell-alvarez#518736
https://www.czarodzieje.org/t18249-poczta-alvaro
https://www.czarodzieje.org/t18236-russell-alvarez
Salon wspólny - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Salon wspólny - Page 2 Empty


PisanieSalon wspólny - Page 2 Empty Re: Salon wspólny  Salon wspólny - Page 2 EmptyCzw Lut 20 2020, 12:45;

Chłopak, żeby szybko się odkochać, potrzebował najpierw prawdziwej, niesamowitej miłości, a do tego zawsze mu było daleko. Nie potrafił się zakochać poprzez jedno spojrzenie na dziewczynę. To dla niego mogło być jedynie zauroczenie. Do miłości przynajmniej dla niego potrzebował czasu. Musiał się przywiązać, przyzwyczaić do całej sytuacji. Najczęściej już na samym początku zaliczał dziewczynę, a z tego zaczynały się robić ukradkowe spotkania polegające tylko na seksie. Nie narzekał. Miał to, co chciał. Było mu zawsze niesamowicie przyjemnie.
Lubił to. Lubił czuć na sobie wzrok dziewczyn, lubił, jak ktoś do niego wzdycha czy nawet zagadywał. Lubił, kiedy zbierał się tłumek dziewczyn, kiedy to znowu wpakował się w jakąś bijatykę. Było to naprawdę miłe. Czuł się dwa razy atrakcyjniejszy, niż był w rzeczywistości. Komu by to nie podobało się z resztą? Jednak to nie wszystko. Chłopak czasami po prostu czuł się przytłoczony. Nie był dobrym uczniem ani żadnym kapitanem drużyny. Ba! Nawet nie był żadnym przewodniczącym żadnego kółka zainteresowań. Był zwykłym szarym chłopakiem.
- Masz rację, to nie ma żadnego znaczenia. Podczas tych ferii wszystko może się zmienić. Te ferie mogą być naprawdę wyjątkowe, jeśli tylko tego zechcesz - powiedział, a na jego ustach znów pojawił się szeroki uśmiech. Nie było powodu się zadręczać. Jeśli nikt nie miał do niego odwagi podejść i zagadać to widocznie nie było to nic szczególnego. Nic wartego uwagi. Teraz oboje byli tutaj i powinni cieszyć się chwilą. To od nich zależało czy ferie będą nudne, czy będą je wspominać po latach. Leżąc tutaj, nic to nie da. Przynajmniej takie miał zdanie.
Jeśli zaś chodziło o zaklepanie jakiegoś faceta, to nie miało dla niego najmniejszego sensu. To już mężczyzna nie miał wyboru? Co, jeśli dany chłopak zakocha się w przyjaciółce zaklepującej? Kobieca logika go czasami przerastała. Załamałby się naprawdę, gdyby tylko usłyszał myśli dziewczyny. Jedna z nich zaklepie chłopaka, ale nic z tym nie zrobi a inne miały z tego powodu cierpieć.
- Jeśli to prawda to bardzo mnie to cieszy - powiedział uśmiechnięty, a jeszcze jak mu puściła oczko, to całkowicie osłupiał. Takie zachowania ze strony dziewczyn nie zdarzało mu się często. Zazwyczaj to on puszczał oczka, poruszał znacząco brwiami czy inne odruch, na których widok dziewczyny wybuchały głośnym śmiechem albo po prostu miały go za ostatniego kretyna. To było dość nietypowe i jednocześnie imponujące.
- Fetysz? No proszę, nie żartuj sobie. Na pewno nie taki - nie miał nic przeciwko przygryzaniu wargi przez inną osobę czy inne mniej lub bardziej sprośne rzeczy, ale gryzienie ręki czy innej odsłoniętej części ciała? To zdecydowanie nie był żaden fetysz. Da się jednak przyzwyczaić. Wiedział, że jedna i druga dziewczyna była w zupełności zdrowa więc nic mu nie szkodziło.
- Tak, mam na myśli randkę - przyznał, zupełnie poważnie patrząc jej prosto w oczy. Jej ruchy ciała bardzo silnie na niego odwołały. I pomyśleć co mogłaby z tym energicznym młodym ciałem robić w łóżku. W każdym razie nie chciał jej wykorzystywać.
Kiedy dziewczyna nad nim się pochyliła, miał wrażenie, że jego serce po prostu stanęło, a potem gwałtownie przyspieszyło. Można by rzec, że połowa gry już za nimi.
- Czy wyglądam ci na kogoś, kto oszukuje?- naprawdę współczuł dziewczynie. Ubrania, które miała na sobie, wydawały się dość kosztowne. Na szczęście jej samej nie stało się nic kosztownego.
No i nadeszła następna tura. Kiedy tylko położył kartę na blat, wiedział, że czeka go porażka, ale nie wiedział, że aż taka. Amortencja? Serio? Już teraz czuł się jak głupek, ale chociaż będzie miał wymówkę.
- Sama widzisz, że nie - powiedział i poczuł silną potrzebę bycia blisko niej, dotknięcia jej dłoni, dotknięcia policzka, poczucie jej oddechu na sobie! Bez zastanowienia wstał i złapał ją za wolną dłoń i splótł ich palce razem, przybliżając się blisko. Również delikatnie zaczął tańczyć podekscytowany jej bliskością.
- Jesteś bardzo seksowna, wiesz? To wina amortencji - ach, a może to jego? I miał do końca gry być w niej zakochany? Trochę to potrwa.

Kostka liczba:4
Kostka tarot:Cesarzowa - Niewidzialny zastrzyk amortencji. Zakochujesz się w swym karcianym przeciwniku, jeśli gra was więcej, wylosuj kogo pokochasz do końca gry.
życia:3/4

@Olivia Callahan
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Olivia Callahan

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : V
Wiek : 16
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 173
C. szczególne : lekka wada wzroku; zmuszona jest przez nią nosić okulary, wąskie usta, gęste i długie włosy
Galeony : 237
Dodatkowo : Prefekt
  Liczba postów : 251
https://www.czarodzieje.org/t18233-olivia-callahan
https://www.czarodzieje.org/t18263-pegaz
https://www.czarodzieje.org/t18255-oli
https://www.czarodzieje.org/t18234-olivia-callahan
Salon wspólny - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Salon wspólny - Page 2 Empty


PisanieSalon wspólny - Page 2 Empty Re: Salon wspólny  Salon wspólny - Page 2 EmptyPią Lut 21 2020, 16:46;

Ona nigdy nie przywiązywała dużej wagi do uczuć, wystarczyło jej jedno spojrzenie, aby zatraciła się całkowicie w "miłości" do danego chłopaka, która najczęściej była zwykłym zauroczeniem trwającym najczęściej kilka dni lub tygodni. W gruncie rzeczy Oliv nie miała pojęcia, jak to jest przeżywać prawdziwą miłość, sama zaś uchodziła za dość kochliwą dziewczynę, która nie szukała stałego uczucia. Było to determinowane głównie wiekiem dziewczyny, dla którego charakterystyczne było zakochiwanie się i odkochiwanie w jednej chwili. Szukanie tego jedynego, na całe życie już teraz jawiło się dziewczynie jako szaleństwo, była zbyt młoda, nie sprawdziła wszystkich opcji, właściwie to nawet nie umawiała się randki. Żaden z obiektów jej westchnień - może poza Fillinem - nawet nie wiedział o jej zainteresowaniu jego osobą pomimo wysyłania uroczych listów; te zawsze były ignorowane. To sprawiało, że panienka Callahan trwała w tym dziwnym stanie, który był na tyle wygodny, że nie potrzebowała, aby zachodziły w nim jakieś zmiany.
Czasem zastanawiała się, czy gdyby obiekt jej westchnień nagle się nią zainteresował ona stałaby się bardziej otwarta czy po prostu dałaby sobie z nim spokój. Zdecydowanie bardziej lubiła gonić za króliczkiem niż go złapać, może właśnie dlatego tak często zmieniała swoich ulubieńców?
Podobnie, jak Russell Gryfonka lubiła czuć na sobie spojrzenia innych, jednak im dłużej ten proces trwał, tym ona sama stawała się pewniejsza, a przez to szybko potrafiła wytknąć ten fakt drugiej osobie, bezpośrednio pytając, dlaczego wciąż się w nią wpatruję. Niezwykle rzadko wiązała to z tym, że wyróżnia się na tle innych dziewczyny, chociażby uroczym, szczerym uśmiechem. Pochodząc z biedniejszej, wręcz ubogiej warstwy społecznej, nie sądziła, że przykuwać wzrok innych może coś innego niż jej ubrania, które najczęściej pochodziły z drugiej ręki. Nawet jeśli poprzez własne poprawki brunetka próbowała zataić to przed innymi, to nieraz zdarzały się jej wpadki, z czym się liczyła. Można by było posadzić ją o brak wiary w siebie, co było kompletnym kłamstwem, po prostu czasem przemawiał przez nią zwykły strach.
Faceci mieli do tego zupełnie inne podejście, nie posiadali tak wielu kompleksów co dziewczyny, a w dodatku lepiej sobie z tym radzili. Zupełnie jakby to była jakaś super moc, dostępna jedynie dla płci męskiej. Nawet jeśli Russell był zwykłym, szarym uczniem to i tak musiał coś w sobie mieć skoro zwracał uwagę dziewczyn; tego Oli była bardziej niż pewna. Nie zawsze trzeba było być kapitanem drużyny, prefektem czy przewodniczącym koła. Ona sama nie wyrównała się na tle innych dziewczyn, jak chociażby taka Levasseur, za którą biegało pół Ślizgonów, czy Harlow przy której każda inna wygląda jak Kwazimodo albo goblin. A jednak czasem udawało jej się zwrócić uwagę przedstawicieli płci przeciwnej; czy to za pomocą zwykłego uśmiechu czy swojej gadatliwości.
- Co masz na myśli mówiąc wyjątkowe? - dociekała, gdyż jej poza obitym tyłkiem nie spotkało jeszcze nic wyjątkowego - poza ich rozgrywką, która w murach szkoły może nawet nie doszłaby do skutku. Tu łatwiej było o takie rzeczy. Uśmiech chłopaka powinien dać jej trochę do rozumienia, lecz zamiast się nad nim zastanawiać odpowiedziała mu tym samym. Zupełnie nie spodziewała się tego, że poza pojedynczą rozgrywką ten będzie oczekiwał czegoś więcej. Niemniej jednak schlebiało jej to w jakiś sposób, będąc jednocześnie zaskoczeniem. Musiała zwyczajnie oswoić się z tą myślą, która wywoływała w niej dziwne emocje - mieszankę ekscytacji i paniki.
Dziewczyny miały zupełnie inny system wartości oraz podejście do pewnych spraw, z natury lubiły wszystko utrudniać, aby później móc zwyczajnie sobie pomarudzić nad własnym losem. Ich skomplikowana konstrukcja dalece odbiegała od prostego podejścia facetów, które mimo logiki, jaką w sobie miało dla kobiet wydawało się groteskowe. Z racji tego, że Oliv nigdy nie znalazła się w sytuacji w której jej ulubieniec nagle zakochuje się w jej koleżance nie była w stanie przewidzieć co stałoby się w takiej sytuacji, jednak wychodziła z założenia, że szczera rozmowa pozwoliłaby rozwiązać ewentualny konflikt interesów. Przecież nie mogła robić komuś problemów skoro dany chłopak wybrać kogoś innego, zamiast niej,byla zbyt lojalna wobec przyjaciół, nigdy kogoś obecnego - nawet jeśli była kimś takim zauroczona mocno - nie stawiała ponad przyjaźń.
- Musisz zapamiętać jedno, jeśli nasza znajomość ma przetrwać - zawsze jestem szczera - oznajmiła, po raz kolejny się uśmiechając. Czy właśnie dawała mu nadzieję na rozwój teraz przypadkowej relacji? Nie miała nic przeciwko, zwłaszcza, że kojarzyła go z Pokoju Wspólnego Gryfonów,  a to już było duże ułatwienie - trudniej było się mijać czy unikać, więc siłą rzeczy i tak w pewnym sensie byliby na siebie skazani.
Dostrzegła zaskoczenie malujące się na twarzy bruneta, w momencie, gdy puściła mu oczko. Uniosła do góry brew w pytającym geście, choć nie oczekiwała uzyskania odpowiedzi, może chłopak pierwszy raz spotkał się z takim zachowaniem ze strony dziewczyny? To było prawdopodobne, gdyż większość z nich wolała być zdobywana niż zdobywać - Olivia była wyjątkiem.
- No wiesz… Nic nigdy nie wiadomo, a może ty lubisz być gryziony - zaśmiała się. Oczywiście nie zamierzała tego w żaden sposób oceniać, ot interesująca ciekawostka odkryta przypadkiem. Ona być może też miała jakieś dziwne fetysze, o których jeszcze nie miała pojęcia, chociaż podczas pocałunków z chłopakami - było ich niewiele, ale zawsze! - lubiła wczepiać dłonie w ich włosy oraz wbijać paznokcie w kark.
Kiedy potwierdził przypuszczenia dziewczyny, otworzyła ona usta, by sekundę później je zamknąć bez wypowiedzenia chociażby słowa. Skinęła głową, przystając na jego propozycję, w jej niebieskich tęczówkach dostrzec mógł chwilowe wahanie, wywołane zwyczajnie przeświadczeniem Oli, że nienadawała się do chodzenia na randki. Co miała wtedy na siebie włożyć?! To wymagało pewnego rodzaju zaangażowania, a w tym była średnia.
Gdyby tylko miała świadomość tego, jak wpływa na chłopaka zapewne zachowywała by więcej dystansu z obawy, że może zejść na zawał lub wywołać inne, nieporządane skutki swoim zachowaniem, jednak nie miała o tym najmniejszego pojęcia, więc była typową sobą.
Dźwięczny śmiech brunetki wypełnił przestrzeń między nimi, lecz nie odpowiedziała na zadane pytanie, wiedząc, że chłopak miał zwyczajnie dużo szczęścia, którego jej dziś brakowało. Czy to była karma? Za to, że postąpiła egoistycznie względem swojego rodzeństwa? Starała się tak o tym nie myśleć.
Klasnęła w dłonie widząc, że tym razem to ona wygrała, choć czy to była prawda? Spojrzała przerażona na chłopaka zdając sobie sprawę, jakie konsekwencje niesie za sobą karta cesarzowej. Oczy chłopaka zaszły lekką mgiełka, a wzrok utkwiony był bezpośrednio w niej, wywołując na ciele gęsią skórkę.
To był akurat ten moment, w którym dłonie dziewczyny zaczęły wolno przechodzić z jej ud, na brzuch, dekolt i szyje. Spojrzała na otaczającego ją Gryfona z błyskiem w oku i subtelnym choć jednoznacznym uśmiechem. Kiedy złapał za jej dłoń, podchodząc bliżej mimowolnie położyła mu dłoń na torsie, zupełnie jakby chciała jeszcze chwile potrzymać blondyna na dystans. Lecz on szybko ten dystans między nimi zmniejszył. Postanowiła to wykorzystać; oparła nogę o jego udo i zmusi) a to do tego, aby okręcili się razem kilka razy. Gwałtownie go zatrzymała, dziewczyna wygięła się w tył, przytrzymywana przez bruneta. Powoli kołysząc biodrami i ręką wędrowała w stronę jego karku, lekko wyginając się w tył. Zarzuciła mu dłoń na karku zatapiając palce w jego miękkich włosach.
Zignorowała jego pytanie, w którym zawarty był również komplement, nie dlatego, że się z nim zgadzała. Wzbudzały w niej swego rodzaju zawstydzenie, którego wcześniej nie czuła.
- Jasne, amortencja - zażartowała patrząc na niego wymownie, chociaż doskonale zdawała sobie sprawy z działania karty. Uśmiechnęła się do niego szeroko, dając całusa w nos, po czym odeszła kawałek, by rzucić kolejną kartę.


KOSTKA LICZBA: 4 - > 4
KOSTKA TAROT:Cesarzowa - Niewidzialny zastrzyk amortencji. Zakochujesz się w swym karcianym przeciwniku, jeśli gra was więcej, wylosuj kogo pokochasz do końca gry.
ŻYCIA: 2/4

@Russell Alvarez
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Russell Alvarez

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 173 cm
C. szczególne : tatuaż na kostce
Galeony : 180
  Liczba postów : 245
https://www.czarodzieje.org/t18225-russell-alvarez#518736
https://www.czarodzieje.org/t18249-poczta-alvaro
https://www.czarodzieje.org/t18236-russell-alvarez
Salon wspólny - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Salon wspólny - Page 2 Empty


PisanieSalon wspólny - Page 2 Empty Re: Salon wspólny  Salon wspólny - Page 2 EmptySob Lut 22 2020, 18:52;

Chłopak podobnie tak jak dziewczyna nie szukał miłości na całe życie. Przynajmniej nie teraz. Żył chwilą i cieszył się tym, co ma. Prowadził z pozoru szczęśliwe życie. Piał kilka prawdziwych przyjaciół, którym dokuczał częściej niż innym. Miał ojca, który siedział w domu i gdzieś w głębi siebie naprawdę kochał swojego syna. Miał swój świat, w którym żył od jakiegoś czasu. Sprawiał innym żarty, umawiał się na randki, uczył się czy leczył rany. Szkoda tylko, że jednej rany nie mógł uleczyć. Złamanego serca, które tkwiło w nim od dwóch lat. Czasami po prostu przybierał maskę i udawał kogoś innego, kogoś szczęśliwego, by tylko nie tłumaczyć, co mu jest. Zawsze tak było. Innym poprawiał humory, ale nigdy nie pokazywał, że on sam w głębi cierpi.
Słyszał, że bywają takie rodziny, w których to rodzice z góry ustalają małżeństwa. Zazwyczaj to było stosowane w rodzinach czystokrwistych, ale gdyby go to spotkało, to chyba by oszalał. To już oni, nowe pokolenie nie miało prawa zdecydować? Czy nie powinno się z kimś wiązać z miłości? Naprawdę współczuł z całego serca uczniom, którzy do dzisiaj musieli się rodzicom podporządkować.
A czy Russell wolał gonić króliczka, czy go łapać? Króliczki zazwyczaj same pchały mu się w ręce, a on nie miał odwagi zazwyczaj odmawiać. Nigdy jakoś bardzo się nie wysilał. W najgorszej sytuacji musiał powiedzieć parę komplementów czy wyrzec się na tydzień kobiet by ta jedyna uwierzyła, że naprawdę się zmienił. Potem…  Jemu się nudziło. Wszystko było takie monotonne i przewidywalne. Zostawiał partnerkę, nic nie mówiąc. Na szczęście większość z nich nie oczekiwała wyjaśnień.
Czy Russell posiadał kompleksy? Tak jak każdy człowiek na ziemi. Jednak co do tego miał zupełne inne podejście. Jeśli mu się coś nie podobało, to starał się to zmienić. Jeśli czuł się gruby czy ze słabą kondycją to zwyczajnie zaczynał ćwiczyć i przechodzić na dietę. Jeśli chodziło o włosy, to zwyczajnie zaczynał je bardziej pielęgnować. Zbyt duży nos? Zamieniał to coś dobrego i miał gdzieś opinię innych. A co jeśli to jego duży nos był całkiem spoko a innych nosy takie… same, niczym się niewyróżniające? Prawie wszystko można było zamienić na pozytyw, o ile się w ogóle chciało. Gdyby tylko dziewczyna chciała, to by pozbyła się kompleksów. To siedziało tylko wyłącznie w jej słowie.
Chłopak uważał, że nie powinna mieć żadnych kompleksów. Była śliczną dziewczyną o nieziemskim uśmiechu, w którym można było się zakochać oraz pięknych zadbanych długich włosach. Ciało też miała niczemu sobie. W ogóle by nie pomyślał, że ktoś taki jak ona może mieć jakikolwiek kompleks. To było zupełnie nie do pomyślenia dla niego. Lubiła gadać? To dobrze, Russell lubił, jak jakaś dziewczyna ma coś do powiedzenia. Lubił, jak ktoś otwarcie wyrażał swoje zdanie. Nie przepadał za takimi, które nie mają nic do powiedzenia albo tylko przytakują. To bywało niesamowicie irytujące.
A czym on właściwie przykuwa uwagę u innych osób? Możliwe tym, że umie poprawić humor jak mało kto albo pakuje się w bójki. Albo tym, że przez niego i jego szlabany tracą sporą liczbę punktów. Nie, to na pewno nie to.
Co miała na myśli, mówiąc, że te ferie mogą być wyjątkowe? Naprawdę pytała o takie podstawowe rzeczy jak to? Głupio się czuł, musząc jej o tym mówić. Właściwie to nawet nie wiedział, co powinien powiedzieć. Że mogłaby coś do niego poczuć? Przecież to nie tak. Była zbyt dobra, by być jego kolejną zabawką. Nie miał zamiaru jej zranić.
- Co tylko chcesz. Pamiętaj, że to ty tworzysz wspomnienia. Jeśli będziesz całe ferie siedzieć i tylko narzekać na zimno, na mokro, na ludzi wokół to jasne, że nie będzie w tym nic wyjątkowego. Natomiast jeśli postanowisz wyjść z kimś i połazić po okolicy, zgubić się i znaleźć niesamowite miejsce, w którym kogoś przytulisz bardzo mocno, to już będą zupełnie inne ferie.- zaczął się na głos zastanawiać. Czuł się jak kretyn, ale jego oczy aż błyszczały w podekscytowaniu. Na feriach liczyła się zabawa i trochę integrowanie się ze sobą nawzajem. Nie miało żadnego znaczenia czy się zgubi, czy nie, to chłopak był od tego specem.
Rozmowa w takiej sytuacji to chyba jedyne wyjście. Zazwyczaj to właśnie rozmowa rozwiązywała pewne konflikty i nieporozumienia. Sam Russell rzadko tak rozwiązywał sprawy. Wolał zwyczajnie podwinąć rękawy i inaczej zająć się sprawą, ale gryfon często działał zbyt pochopnie. Był narwany niepotrzebnie i bił się za kogoś. Bił sie nawet jeśli jego to nie dotyczyło. Niektórzy pomyśleliby, że u niego tak się rozwiązywało problemy. Nie, nie było tak. Nikt w domu nigdy nikogo nie uderzył. Chłopak był taki z natury. Już w muglolskiej szkole zaczynał wpadać w bójki, a potem matka wymyśliła coś takiego jak boks. Wyobrażacie sobie? Myślała, że bije się, że to lubi! Nie, bił się, bo czuł taką wewnętrzną potrzebę, czuł, że musi stanąć po czyjejś stronie.
- Szczera?- mruknął bardziej do siebie niż do niej - Czyzbyś była gryfonką?- odparł głupio. O ile pamiętał z zajęć historii magii, to właśnie gryfonom przypisywano rangę tych dzielnych, szczerych. Starał się sobie nawet przypominać czy nie widział jej gdzieś w pokoju wspólnym, ale w głowie miał pustkę. Ferie zimowe najwyraźniej źle na niego wpływały. Czy jeszcze bardziej mógł się upokorzyć przed dziewczyną? Grali właśnie w durnia, nazwa adekwatna do tego co teraz czuł. - Tak czy inaczej jestem gotowy na twoją szczerość. Mnie to nawet pasuje- wzruszył obojętnie ramionami. Lubił, jak ktoś był w stosunku do niego szczery. Po co plotkować gdzieś za plecami skoro można przykrą prawdę powiedzieć prosto w twarz.
- Uwielbiam- zakpił. Czy istniała jakaś osoba na świecie, która lubiła być gryziona? Nie jakoś tak zaczepnie, ale tak naprawdę, aż do krwi. Chyba powinien o to spytać rodzinę Kryśki. Może któreś z nich polubiło ten odruch? Czy da się  do czegoś takiego przyzwyczaić w ogóle? On sobie tego nie mógł wyobrazić, ale kto to wie? Nigdy nie miał żadnych fetyszy, a przynajmniej nie wiedział, że je ma. Nikt go nie nauczył odróżniać fetyszu od normalnego zachowania. Może powinien potem kogoś zapytać o to? Nie miał dużego grona przyjaciół, więc sam nie wiedział kogo. Może powinien zagadać o Elizy? Wydawała mu się na tyle cierpliwa na to zadanie.
Zauważył jej reakcje na wieść o randce i uśmiechnął się nieśmiało. Może nie powinien tego robić? Czy w ten oto sposób zmuszał dziewczynę na coś, co nie miała ochoty robić? Nie miał takiego zamiaru, więc pospieszył z wyjaśnieniami.
- Oczywiście jeśli nie zechcesz, to zrozumiem to. Nie bój się- jeśli nie wiedziała co na siebie ubrać, to zawsze mogła się zwrócić do jakiejś przyjaciółki, prawda? Czy tego właśnie kobiety nie robiły? Zawsze miał przynajmniej takie wyobrażenie. Wspólne ciuszki, makijaż jedna drugiej, słowa wsparcia, a potem ploteczki. Czy to było tylko w filmach, które oglądał w rodzinnym domu? No proszę.
Gdyby w tym momencie dziewczyna zachowała więcej dystansu, to pewnie chłopak pomyślałby, że ją czymś uraził. Nie raz już miewał tak. Potem całe noce zastanawiał się, co takiego zrobił. Męczył swoje koleżanki pytając, co zrobił nie tak. Przecież były dziewczynami, więc powinny wiedzieć. Dlatego też dobrze, że była po prostu sobą.
Nie wierzył w karmę. Nie do końca wiedział jakiej religii powinien się wystrzegać, ale buddyzm czy hinduizm na pewno to nie było to. Karma dla niego nie istniała i już. To było zwykłe zrzędzenie losu.
- Gdybym wiedział, że tyle radości sprawi ci moja przegrana, to robiłbym to częściej.- szepnął, zerkając to w jej oczy to na jej usta. Wydawały się być takie miękkie. I ten zapach! Nie mógł się od niej oderwać. Z chęcią teraz porobiłby coś innego niż gra, ale doskonale wiedział, że to była tylko wyłączna wina tego, że udało mu się raz przegrać. Czy on zawsze musiał trafiać na najgorsze karty? Dlaczego nie dostał piorunem? Nie wiedział, jak koszmarnie musi wyglądać w oczach dziewczyny.
Tańczyli, nawet nie zwrócił szczególnej uwagi na to, że zmusiła go, by się odkręcili kilka razy w tańcu. Teraz to było dla niego nieistotne. Ważne było, że byli blisko niego i że czuł ciepło jej ciała. Starał się nie prawić jej komplementów, bo by pogorszyło tylko sprawę. Kiedy tylko zarzuciła mu rękę na karku i dotknęła jego włosów, westchnął lekko. Jakież to było przyjemne uczucie! Chciałby, by ta robiła to częściej.
Kiedy tylko położyła kolejną kartę na stole, zbliżył się do niej niebezpiecznie blisko. Taką cholerną ochotę miał ją pocałować. Naprawdę nie mógł się powstrzymać, ale nie chciał jej napastować w żaden sposób, skoro mieli szansę na przyjaźń. To by przecież przekreśliłoby wszystko. Rzucił również swoją kartę, nie patrząc nawet na nią.
- Bum- powiedział, nie odsuwając się od niej. Lekko się poruszał, a ich ciała były niemalże złączone. Patrzył w jej niebieskie oczy z utęsknieniem, aż w końcu je lekko musnął gotowy na spoliczkowanie.

Kostka liczba:4->6
Umiarkowanie - W twojej szklance nagle znika napój, który dziś sączyłeś. Do końca gry, bez względu ile napoju dolejesz, ten zniknie. Jeśli zaś nic nie pijesz, to samo spotka twoje jedzenie, ewentualnie zniknie po prostu zawartość twoich kieszeni.
życia:3/4

@Olivia Callahan
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Morgan A. Davies

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VI
Wiek : 17
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 162
C. szczególne : wisi nad nią (już słabnąca) klątwa zaklęć, o której nie ma pojęcia (kuferek)
Galeony : 231
Dodatkowo : Kapitan drużyny Gryfonów
  Liczba postów : 1879
https://www.czarodzieje.org/t17419-morgan-a-davies#488348
https://www.czarodzieje.org/t17421-listy-do-moe#488357
https://www.czarodzieje.org/t17423-znajomoesci#488376
https://www.czarodzieje.org/t17420-morgan-a-davies#488355
https://www.czarodzieje.org/t18298-morgan-a-davies-dziennik#5208
Salon wspólny - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Salon wspólny - Page 2 Empty


PisanieSalon wspólny - Page 2 Empty Re: Salon wspólny  Salon wspólny - Page 2 EmptySob Lut 22 2020, 22:55;

Walka robiła wrażenie i Moe, już po wszystkim, głaszcząc sponiewieranego Ogniomiota zastanawiała się, czy na dłuższą metę smoki nie byłyby w stanie faktycznie zrobić sobie jakiejś większej krzywdy.
- Pewnie go podtrułeś przed walką. - rzuciła zaczepnie, choć bardzo ugodowym tonem, tak naprawdę nie mając na myśli żadnego wypominania ewentualnych wyrządzonych krzywd. W końcu sam Tarly nie miał pojęcia, na którego smoka zdecyduje się Gryfonka i w którym momencie zaczną pojedynek.
- Rewanż? Może jak już zrobimy z tego dyscyplinę olimpijską? Spotkałeś się kiedyś z takimi walkami? - całe to przedsięwzięcie miało spory potencjał, a Moe, jako osoba ze sportu i fanka różnorakich konkurencji widziała w tym wszystkim ogromny potencjał. Widowisko było przecież przednie. Nie trzeba było wiele - być może parę zniszczalnych elementów otoczenia, czy czarodziejskich pomocy, aby taki bój stał się wydarzeniem na skalę co najmniej szkolną. Po tej pierwszej próbce sama bardzo chętnie zobaczyłaby takich bitew więcej. Uśmiechnęła się pod nosem.
- Na szczęście nie było żadnego zakładu. Ale mam coś dla Ciebie. - zapowiedziała po chwili namysłu i zaczęła grzebać w swoim nieodłącznym plecaku, co jakiś czas posyłając roześmiane spojrzenie Tarly'emu, gdy nie mogła odnaleźć, czego chciała i trafiała na kompletnie zapomniane przez świat szpargały. Wreszcie dopadła, czego chciała.
- Gdybym przypadkiem nie towarzyszyła Ci na trybunach. Obserwuj szukającego. - podała mu swoje omnikulary i tajemniczym uniesieniem jednej brwi poniekąd zasugerowała, że wokół jej ewentualnego zastępcy mogłoby się dziać coś ciekawego. Potem uciekła, nie chcąc się tłumaczyć z żadnego ze swoich pomysłów, czy zamiarów względem rozgrywki ze Ślizgonami.

______________________

Salon wspólny - Page 2 FEpqxeJ
Even if the sky is falling down
I know that we'll be
SAFE and SOUND
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Bruno O. Tarly

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 183,5
C. szczególne : mocno zarysowane kości policzkowe, baran na głowie
Galeony : 957
  Liczba postów : 573
https://www.czarodzieje.org/t17773-bruno-o-tarly
https://www.czarodzieje.org/t17828-korespondencja-bruna#501992
https://www.czarodzieje.org/t17827-znajomkowie-bruna#501987
https://www.czarodzieje.org/t17803-bruno-o-tarly
Salon wspólny - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Salon wspólny - Page 2 Empty


PisanieSalon wspólny - Page 2 Empty Re: Salon wspólny  Salon wspólny - Page 2 EmptyPon Lut 24 2020, 00:10;

Popatrzył z troską na małego Ogniomiota. Bądź co bądź - jeszcze niedawno był to jego smoczek, więc przegrana w pewnym stopniu dotknęła i jego. Był jednak pewny, że się z tego wykaraska, że szybko dojdzie do siebie i będzie na nowo tą wspomnianą zapalniczką.
Wziął w dłonie swoją białą jaszczurkę, która nawet na ten ruch nie zareagowała. Antypodzio drzemał sobie w najlepsze, mając głęboko w poważaniu to, czy ktoś go podnosi. Ostrożnie przełożył żywą (lecz śpiącą) figurkę na górę swojej otwartej torby. Jeszcze nie wiedział do końca tego, jak powinien obchodzić się z modelami smoków. A miał w planach zakup kolejnego; widział piękny okaz w jednym ze sklepików w centrum miasteczka.
Obdarzył ją wielce oburzoną miną na jej wspominkę o nieczystych zagraniach. Szybko jednak się uśmiechnął, dając jej do zrozumienia, że tylko się z nią droczy. Wyciągnął rękę w kierunku czerwonego smoka i poklepał go delikatnie po łepetynie, trochę w geście pożegnania. Był w dobrych rękach.
- Osobiście? Nie. To był mój pierwszy raz i to z Tobą... - wymruczał ostatnie słowa, by dobitnie podkreślić ich dwuznaczność. Nie mógł sobie tego odpuścić, gryzienie się w język nie wchodziło w grę, oj nie.
Uniósł brew w niemym zdziwieniu, gdy Morgan zaczęła grzebać w swoich rzeczach i namiętnie szukać dla niego tego czegoś. Nie spodziewał się, że cokolwiek otrzyma, było mu nawet trochę głupio, bo przecież to on powinien się jakoś odwdzięczyć za zadanie domowe. Lubił prezenty (kto nie lubi!), ale wolał obdarowywać innych niż brać samemu. Po chwili zagadka została rozwiązana i Tarly wiedział już, co trzyma w dłoni Davies. Oczy mu się zaświeciły, bo jeszcze nie posiadał tego bajeranckiego gadżetu. Wziął omnikulary w dłoń, jednocześnie analizując w głowie sens słów dziewczyny. Wymamrotał niezręczne podziękowania, z zachwytem oglądając przedmiot z każdej strony. W tym czasie dziewczyna zerwała się do opuszczenia salonu, co na chwilę wprowadziło go w głęboką konsternację. Z wymalowaną głupawą miną zerknął za nią, chcąc zapytać o to, co miała dokładnie na myśli.
- Hej, czyli jednak..? - nie dokończył, bo Moe szybko uciekła z jego zasięgu, a nie chciał się wydzierać na cały salon. On też uniósł brew, odprowadzając Gryfonkę wzrokiem. A potem pokręcił głową z niedowierzaniem i uśmiechnął się pod nosem. Schował do torby omnikulary, upewnił się, że smok jest także bezpieczny w jej wnętrzu i... ruszył do drzwi wyjściowych.
Zapamięta to smocze starcie na długo.

|zt x2 Bruno i Moe
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Olivia Callahan

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : V
Wiek : 16
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 173
C. szczególne : lekka wada wzroku; zmuszona jest przez nią nosić okulary, wąskie usta, gęste i długie włosy
Galeony : 237
Dodatkowo : Prefekt
  Liczba postów : 251
https://www.czarodzieje.org/t18233-olivia-callahan
https://www.czarodzieje.org/t18263-pegaz
https://www.czarodzieje.org/t18255-oli
https://www.czarodzieje.org/t18234-olivia-callahan
Salon wspólny - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Salon wspólny - Page 2 Empty


PisanieSalon wspólny - Page 2 Empty Re: Salon wspólny  Salon wspólny - Page 2 EmptyCzw Lut 27 2020, 22:20;

Byli zbyt młodzi, aby skupiać się konkretnie obranej ścieżce, byli zbyt młodzi, aby skupiać całą swoją uwagę na jednej konkretnej osobie - byłoby to z ich strony głupotą, patrząc nie tylko przez pryzmat wieku, ale również możliwości jakie dawało im życie. Oli należała do osób, które nie lubiły się ograniczać, stawiać sobie granic, które jedynie tłamsiły. Dużo mocniej pociągała ją niezależność, lubiła czuć władze nad własnym życiem, choć często to wszystko czego pragnęła najbardziej tłamszone było przez rodzicieli. Początkowo z tym walczyła, wychodząc im na przeciw, lecz widząc, jak cierpi na tym jej rodzeństwo szybko temu zaprzestała.
W przeciwieństwie do Russella nigdy nie udawała nikogo, nie zakładała maski, dlatego zawsze łatwo - poprzez spojrzenie na twarz brunetki - można było odgadnąć drzemiące w niej uczucia. Uważała, że ludzie, którzy zakładają maski są po prostu słabi, bo łatwiej było ukryć się za uśmiechem niż pokazać prawdę innym. Czasem tego nie rozumiała, w innych wypadkach starała się na swój sposób usprawiedliwiać, każdy przecież miał własne powody do ukrywania przed światem pewnych rzeczy, nie można było tego oceniać negatywnie, jeśli znało się jedynie część prawdy. To samo tyczyło się ustawianych zaręczyn - głównie w rodach czystokriwstych - czy też podporządkowywania się rodzicom, nawet ona musiała to robić dla dobra swojego i rodzeństwa, za które niejako czuła się odpowiedzialna. Z własnego doświadczenia wiedziała, że zawsze istnieją dwie strony medalu.
Olivia miała powodzenie u chłopców, jednak rzadko kiedy przywiązywała do tego wagę, zupełnie jak do swoich obiektów westchnień, którzy zmieniali się czasem szybciej niż pory roku. Nie wynikało to jednak z faktu, że z czasem któryś z chłopaków jej się nudził, wszakże nie mogła określić jacy byli gdyż rzadko - poza Fillinem - znała jakiegoś osobiście, po prostu miała tendencję do częstej zmiany zdania; to sprawiało, że była osobą nieprzewidywalną.
W oczach Gryfonki chłopak nie wyglądał jakby miał kompleksy, lecz pozory potrafiły mylić, czego była doskonałym przykładem. Znajomi znali jej sytuację materialną, lecz jeśli ktoś jej nie znał mógł sądzić, że wywodzi się z klasy średniej. Robiła dobre wrażenie, zwłaszcza u nieznajomych, a przy bliższym poznaniu zyskiwała dodatkowo. Tak przynajmniej się jej wydawało, zwłaszcza, że ludzie do niej z jakiegoś powodu lgnęli. Mimo tego były w niej rzeczy, które uznać można było za wady, a największą z nich było lenistwo. Na szczęście próbowała nad tym pracować - wychodziło różnie.
Włosy zdecydowanie były czymś na punkcie czego Olivia miała swego rodzaju obsesję. Pojawiła się ona po tych wszystkich latach w czasie trwania których matka zawsze obcinała ją na chłopaka, co w połączeniu ze skróconym do trzech liter imieniem często sprawiało, że niektórzy brali ją za przedstawiciela płaci męskiej. Brunetka długo pracowała na to, aby jej włosy wyglądały tak jak teraz, lecz nigdy nie posiłkowała się w tej kwestii magią.
Mimochodem włosy, które opadły jej na twarz przeczesała palcami odgarniając je do tyłu. Uśmiechnęła się uroczo do Russell, wpatrując się w niego intensywnie niebieskimi tęczówkami.
- To oczywiste - stwierdziła - Jednak kto bylny na tyle głupi, żeby odwiedzać takie miejsce, żeby tylko narzekać? Przecież to idiotyzm - dodała, kręcąc z niedowierzaniem głową. Ona sama zamierzała korzystać z tego wyjazdu jak najwięcej i nie zamierzała ograniczać się do przebywania jedynie w resorcie, choć ten był wprost jak z bajki. Nie sądziła, że jej pytanie może wywołać u bruneta zmieszanie czy inne negatywne uczucie, chociażby z tego względu, że dla Olivi było zwyczajne.
Rozmowa. Według Callahan była najlepszym sposobem rozwiązywania problemów, jednak gdyby zmuszona była użyć pięści zapewne nie zawahałaby się. Może i wyglądała na bardzo delikatną dziewczynę, lecz w gruncie rzeczy była naprawdę silna i wojownicza. Prawdopodobnie była taka dzięki Boydowo, bo to właśnie on uczył jej wszystkiego, wpajał wartości oraz rozbudzał w niej ambicje, których ich rodzicom brakowało. Na szczęście nie była tak narwana, jak Russell, była to cecha w większości przypisywana chłopakom, zupełnie jakby nie potrafili oni panować nad własnymi emocjami, a niby to kobiety miały z tym większy problem.
Uniosła do góry brew słysząc pytanie, zmrużyła delikatnie oczy, wciąż poruszając się w rytm muzyki słyszanej jedynie przez nią samą.
- A jeśli jestem, to co? Masz coś do Gryfonów? - zapytała, choć w jej tonie głosu ciężko było doszukiwać się nawet odrobiny złości, wydawała się być nieco rozbawiona, jednocześnie mając minę zabójcy, a przynajmniej starała się ją mieć; tego typu zagrania nigdy nie wychodziły jej zbyt dobrze. Nie była urodzoną aktorką, nie potrafiła zbyt dobrze kłamać, ceniąc szczerość. Sama również próbowała w pamięci odnaleźć twarz chłopaka, co wydawało się jednocześnie łatwe, jak i trudne. Był kimś znajomym, wiele razy jego osoba stanowiła temat jej rozmowy z koleżankami, mijała go na korytarzach, widywała podczas lekcji. Pokój Wspólny był miejscem, gdzie zawsze było osób, nic więc dziwnego, że nie dane było im się tam wcześniej spotkać i porozmawiać.
- Lubisz szczere osoby? Nie wolisz pięknego kłamstwa? - pytanie za pytaniem opuszczały usta dziewczyny, których kąciki wciąż uniesione były subtelnie ku górze. Każdy kolejne pytanie służyło temu, aby lepiej poznać chłopaka, na czym Oli - o dziwo! - zależało. Było to dla niej zaskakujące, jednak z drugiej strony właściwie naturalne, gdyż już byli umówieni na randkę. Z jakiegoś powodu Olivia trochę wątpiła, że tego typu spotkanie w ich wykonaniu dojdzie do skutku.
Nie skomentowała kolejnej odpowiedzi Russella, ale uśmiechnęła się, wiedząc, że słowa te wypowiedziane były z kpiną. Nie miała właściwie pojęcia czego dotyczyło owe gryzienie, jeśli nie było ono fetyszem chłopaka, to czym? Nie zamierzała zastanawiać się nad tym zbyt długo, zamiast tego skupiając się na tym co mówił dalej, co stanowiło dla niej wyzwanie. Działająca "kara" w postaci ciągłego tańca zmuszała ciało dziewczyny do ciągłego ruchu. W duchu dziękowała za to, że jakiś czas temu wpadła na pomysł, by choć trochę opanować podstawowe ruchy tańca, gdyby tego nie potrafiła to teraz zapewne wyglądałaby jak paralityk podczas ataku.
- Oczywiście, że zgadzam się na taką wygraną - oznajmiła, nawet jeśli przed nią rozpiścierało się widomo porażki.
Później wszystko potoczyło się tak szybko, nie potrafiła zapanować nad tym uczuciem, które całkowicie nad nią zapanowało - chciała mieć chłopaka jak najbliżej siebie. To pragnienie sprawiło, że w swoim tańcu stała się śmielsza, zachęcając swoimi ruchami Russella do tego, żeby się do niej zbliżył. W ich ruchach - przede wszystkim dziewczyny - było coś erotycznego, co przyciągało nie tylko wzrok, ale sprawiało, że chłopak nie mógł oderwać od niej swoich dłoni. Kolejne karty wylądowały na stole, zwiastując kolejną przegraną, a wówczas emocje osiągnęły punkt kulminacyjny. Olivia poczuła wokół siebie znajomy zapach, więc kiedy Russell musnął jej wargi swoimi, zamiast dać mu w twarz odwzajemniła ten gest łącząc ich usta w pocałunku. Po raz kolejny wplątała palce w jego włosy, wciąż wijąc się przy jego ciele rozpoczęła namiętny taniec ich języków. Drugą dłoń zarzuciła mu na kark, stając delikatnie na palcach byleby tylko pogłębić ich pocałunek. W oczach innych musieli wyglądać jak napalona parka, jednak Olivia miała to gdzieś. Nie była pewna, jakim cudem, ale udało jej się rzucić kolejną kartę na stół, przerywając ich pocałunek, aby złapać tchu.


Kostka liczba: 5
Kostka tarot słońce
Życia: 1/4

@Russell Alvarez

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Leonardo O. Vin-Eurico

Nauczyciel
Wiek : 24
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 217
C. szczególne : Blizny na udzie i łopatce; umięśniony
Galeony : 2395
Dodatkowo : animag (grizzly)
  Liczba postów : 1834
http://czarodzieje.forumpolish.com/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://czarodzieje.forumpolish.com/t13807-love-letters#365644
http://czarodzieje.forumpolish.com/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://czarodzieje.forumpolish.com/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640
https://www.czarodzieje.org/t18322-leonardo-o-vin-eurico-dzienni
Salon wspólny - Page 2 QzgSDG8




Moderator




Salon wspólny - Page 2 Empty


PisanieSalon wspólny - Page 2 Empty Re: Salon wspólny  Salon wspólny - Page 2 EmptyPią Lut 28 2020, 18:56;

- Profanacja - powtórzył uparcie, kręcąc głową w wyrazie pełnej pewności. Oczywiście, cenił umiejętność gry w szachy, lub tym podobne rozrywki. Nie zmieniało to faktu, że sam się do tego nie nadawał... I nie wiedział co w tym ma być niby sportowego. Poza szczęściem, będącym istotnym czynnikiem przykładowych karcianek (i typowych sportów również, bo czy nie całego życia?), wymagało to... cóż, nie tego, co miał Leo.
- Brzmi naciąganie... Ale uznajmy, że ci wierzę - odparł ze śmiechem, samym ruchem swojego ciała rozsyłając na boki kilka kropelek zimnej wody. Vin-Eurico był szalenie dumny ze swojego pochodzenia i ani myślał kiedykolwiek się go wyrzec... Acz z samym wzrostem miał wiele przemyśleń. Oczywiście, swego czasu marzył o byciu wyższym - w końcu różnica między nim, a ojcem, była co najmniej znacząca. Wychowywanie w domu pełnym półolbrzymach nie było łatwe nawet dla ćwierćolbrzyma, który chętnie dorównałby własnemu ojcu. Leo myślał też o byciu niższym (ba, zdarzyło mu się wypić eliksir zmieniający wzrost!), może nawet trochę częściej. Czasem łamało go w karku i plecach trochę za mocno, czasem zwyczajnie nie chciał się wyróżniać z tłumu. Zawsze i tak dochodził do wniosku, że nie chce wprowadzać żadnych większych zmian.
- Aj, szczęście... Tego w moim życiu za dużo nie ma... - Niekiedy potrafił stanowić za prawdziwą definicję słowa "nieszczęście", chociaż trzeba przyznać, że z biegiem lat było coraz lepiej. Może to i kwestia nastawienia, kto wie? - Ale! Musimy się kiedyś zgadać, my. Jak ja też będę miał wszystkie przybory i będziemy mogli zrobić sobie taki wieczorek z drutami, plotkami... I jedzeniem. I alkoholem? - Puścił jej oczko zupełnie, zupełnie niewinnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Russell Alvarez

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 173 cm
C. szczególne : tatuaż na kostce
Galeony : 180
  Liczba postów : 245
https://www.czarodzieje.org/t18225-russell-alvarez#518736
https://www.czarodzieje.org/t18249-poczta-alvaro
https://www.czarodzieje.org/t18236-russell-alvarez
Salon wspólny - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Salon wspólny - Page 2 Empty


PisanieSalon wspólny - Page 2 Empty Re: Salon wspólny  Salon wspólny - Page 2 EmptyNie Mar 01 2020, 18:47;

Czy Russell czuł władzę we własnym życiu? Czy czuł się kowalem własnego losu? Właściwie to tak. Nie był w żaden sposób tłamszony przez swoich rodzicieli, a właściwie to ojca. Wiedział, że ten by się pogodził ze wszystkimi jego decyzjami. I nieważne był czy to były dobre, czy też złe decyzje. Owszem, był zły na syna, ale był ego jedynym synem, jedyną rodziną, jaka mu pozostała. W gruncie rzeczy to trzymałby się go jak ostatniej deski ratunku. Tylko on mu pozostał po zmarłej małżonce. I to w dodatku z połową jej genów. Czy mogło być dla niego coś lepszego, a zarazem gorszego? To była dość skomplikowana sytuacja, o której gryfon nawet nie chciał mówić nikomu.
Nie lubił siebie z tego powodu. Czuł się tak, jakby wszystkich wokół okłamywał. Nie ważne było czy akurat znał tę osobę, czy też nie. Robił to dla ich dobra. A właściwie to dla swojego. Ne chciał ciągłych pytań, co mu się stało i czemu stał się ponury i drażliwy. Żył w swojej strefie komfortu, z której nie chciał wychodzić. Tak mu było dobrze. Czasami zastanawiał się, czy tylko on udawał, czy jest więcej takich ludzi. To w sumie było trochę smutne, ale nie zamierzał się nad sobą litować.
Podporządkowanie się rodzicom? Dla siebie? Raczej nie. Gdyby miał się podporządkować, to zrobiłby to tylko dla ojca, a sam by w głębi duszy zastanawiał się, co by było, gdyby nie rzucił szkoły i wybrał własną ścieżkę życia. Co prawda ojciec miał swoje lata i mógłby zostawić fotografię i zająć się kawiarnią. Albo kawiarnia w dzień a fotografowanie wesel nocą. Czuł, że to tylko wymówki. Nie miał niczego na sumieniu.
Russel był tym typem faceta, który lgnął do ludzi, jak się tylko dało. Nie ważne czy ktoś potrzebował jego towarzystwa, czy też nie. Po prostu nie bardzo rozumiał słowo „nie”. Czy to była wada? Na różny sposób można by to było interpretować. Czasami dobrze z nim spędza się czas, bywał przydatny, ale czasami kiedy chciało się pobyć samemu, to nie dało się rady z nim. Nigdy nie odpuszczał sobie. Tego nauczył go między innymi ojciec. Jeśli zaś chodziło o jego powodzenie względem kobiet, to każdy wiedział co i jak. Czasami informacje były błędne, ale nie narzekał. Kobiety, mimo że wiedziały, że zostaną porzucone to i tak lgnęły do niego. Chyba po prostu myślały, że to one go zmienią, że to dla nich porzuci podrywanie innych i skupi się w pełni na jednej z nich. Chciały być wyjątkowe. Russell czasami też by chciał, by tak było. Chciałby mieć jedną i nie latać za kolejnymi, ale to było bardziej skomplikowane. Dlatego od trzech dni nie chciał się pakować w żadne związki. Robił postępy!
Obsesja na punkcie włosów? On to rozumiał. Może i nigdy nie zapuścił sobie tak pięknych i długich jak ona, ale naprawdę kiedyś miał hopla na punkcie swoich kudłów. Dużo z nimi eksperymentował. Krótko ścięte, zgolone na bokach, irokez, zielone końcówki. Przez to wszystko przeszedł tuż przed śmiercią matki. Nie wiedział jaki styl preferuje, szukał siebie, swojego ja. I oto był. Włosy nieco przydługie, roztargane na wszystkie strony. Niby to artystyczny nieład a tak naprawdę po prostu czasami zapominał się uczesać po spaniu. Brak jakiejkolwiek magii.
- Wierz mi czy też nie, ale są tacy ludzie. Przez ten krótki czas zdążyłem kilka osób wyprowadzić na zewnątrz i obrzucić śniegiem tylko by przestały narzekać- przyznał. To nie było zbyt miłe z jego strony, ale ważne, że poskutkowało i na twarzy takich osób zagościł nieśmiały uśmiech. Uważał, że to był uśmiech wdzięczności. Bez znaczenia czy znał osoby, czy nie. Oli też przed chwilą nie znał, a teraz grali w durnia jak dobrzy starzy znajomi. Taki był i już.
Russell nie miał żadnego rodzeństwa, więc nie miał też kto go nauczyć niektórych rzeczy. Czasami go to smuciło kiedy widział silną więź między rodzeństwem. Do niego nawet ojciec listów nie chciał pisać, przez co czuł się bardzo samotny, ale nie narzekał. Miał siebie i tylko na siebie mógł liczyć. Nikt go nie denerwował, nie kradł jedzenia, nie robił kłótni, nie kradł ubrań, a na święta nawet nie musiał nikomu kupować prezentu. Powiecie mi, że został jeszcze ojciec, ale faktem oczywistym jest, że odkąd umarła jego matka, to nie wraca do domu nawet na święta. Oszczędzał pieniądze i nerwy. Żyć nie umierać.
- Prawda zawsze wychodzi na jaw więc po co oszukiwać siebie nawzajem? Słodkie kłamstwa mogą czasami nawet wyrządzić krzywdę- powiedział szczerze. Taka była prawda. Załóżmy, że chłopak chciałby pójść na zajęcia w różowej koszulce i dziewczyna powiedziałaby (a raczej skłamała), że naprawdę wygląda super, a potem wszyscy by się z niego śmiali. Cierpiałby. Czy zaufałby ponownie dziewczynie po czymś takim? Czy zaufałby jej w innej sprawie, skoro raz go okłamała? Ciężko by było, ale Russell jest dość ufny. Wierzy, że z reguły ludzie nie mają intencji kłamać. No, chyba że są patologicznymi kłamcami i nie potrafią rozróżnić rzeczywistości. To była inna sprawa.
Dziewczyna zaczęła go zmuszać do tańca, a on nawet nic złego w tym nie widział. Robił takie ruchy, że nie wiedział, że kiedykolwiek był zdolny do czegoś takiego. Był w szoku. Jutro z całą pewnością będzie miał zakwasy i będzie się zastanawiał po czym, to może być. Czy to znaczy, że teraz miał jakieś wyrzuty sumienia? W żadnym wypadku. Tańcząc z Oli, świetnie się bawił. Chłopak uwielbiał tańczyć, ale tak naprawdę nie było zbyt dużo okazji. Nad czym ubolewał. Były różne zajęcia pozalekcyjne, na które zresztą uczęszczał, ale nic związanego z tańcem. Ba! Nawet było coś o teatrze. Czy tam tańczono? Raczej nie. Uczniowie sprawdzali się w roli aktorskiej.
- w takim razie muszę wygrać- oznajmił z należytą powagą. Miałaby go ominąć randka z tak piękną dziewczyną? I to tylko dlatego, że przegra w durnia? Nic z tego! Musiał się bardziej postarać.
Poczuł się naprawdę dziwnie kiedy dziewczyna odwzajemniła jego pocałunek. Nie spodziewał się tego. Był mile zaskoczony. Na tym się jednak nie kończyło- pragnął więcej i więcej. Kiedy tylko wsunęła dłoń w jego włosy, aż jęknął z zachwytu. Jakież to było przyjemne uczucie! Tego mu było trzeba. W wyobraźni miał nawet jak pozbywa się jej dżinsowej koszuli. Na pewno jej było gorąco w tym energicznym zmysłowym tańcu.
Kiedy na chwilę oderwali się od siebie i położyli oboje karty na blat, aż westchnął.
- Czy serio właśnie pozbyłem się swojej ostatniej żaby? Oh, warto- mruknął i powrócił to jej ślicznych różowych ust. Trochę szkoda było mu ostatniej żaby. Teraz cały wyjazd nie będzie ich miał. Może gdzieś tu w pobliżu jest jakiś sklep i będzie mógł się zaopatrzyć? Kto wie.

Kostka liczba:3
Kostka tarot:umiarkowanie
Życia:2/4

@Olivia Callahan
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Olivia Callahan

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : V
Wiek : 16
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 173
C. szczególne : lekka wada wzroku; zmuszona jest przez nią nosić okulary, wąskie usta, gęste i długie włosy
Galeony : 237
Dodatkowo : Prefekt
  Liczba postów : 251
https://www.czarodzieje.org/t18233-olivia-callahan
https://www.czarodzieje.org/t18263-pegaz
https://www.czarodzieje.org/t18255-oli
https://www.czarodzieje.org/t18234-olivia-callahan
Salon wspólny - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Salon wspólny - Page 2 Empty


PisanieSalon wspólny - Page 2 Empty Re: Salon wspólny  Salon wspólny - Page 2 EmptyPon Mar 02 2020, 17:58;

Kreowanie własnego życia bez zbędnego balastu w postaci rodzicieli, którzy zamiast wspierać - rzucali kłody pod nogi, często takie, których nie dało się przeskoczyć przed ukończeniem pełnoletności było marzeniem Olivii. Russell mógł uważać się niejako za szczęściarza; miał wsparcie we własnym ojcu, który akceptował każdą jego decyzję, nie musiał stawiać mu czoła w walce o swoje racje (ta walka w rodzinie Oli zazwyczaj z góry skazana była na porażkę). Właściwie gdyby miała takiego ojca, jak Gryfon, wcale nie odczuwałaby braku matki, mialaby chociaż jednego normalnego rodzica, zamiast dwóch, których nie mogła określić innym mianem niż rodziciele. Państwo Callahan dali jej życie, jednakże dziewczyna właściwie wychowywała się sama pod nadzorem starszego brata i życzliwych sąsiadów.
Patrząc w oczy bruneta, dziewczyna bez problemu mogła dostrzec, że jego życie nie było tak kolorowe jakby się wydawać mogło, skupiając uwagę jedynie na uśmiechniętych ustach. Drgnięcie warg, unoszące kąciki ust ku górze potrafiło być świetną maską dla wielu innych emocji drzemiących w człowieku; ludzie często usmeichalo się kiedy było im smutno, usmeichali się kiedy byli źli, często przeżywając gdzieś w sercu własny dramat. Gryfonka znała to doskonałe z autopsji, gdyż zdarzało jej się stosować ten sam chwyt, byleby tylko uniknąć zbędnych pytań, na szczęście należała do osób, które prędzej czy później i tak wyjawiły prawdę, nie mogąc utrzymać kłamstwa w ryzach. Nie potrafiła, jak Russell trwać w zamknięciu, udając przed innymi; niby potrafiła kłamać i była dość dobrą aktorką, jednak nigdy nie wykorzystywała tego przeciwko innym ludziom, może poza Boydem, lecz rodzeństwo łączyła zupełnie inna więź. Niemniej jednak chłopak nie powinien mieć aż tak dużych wyrzutów sumienia, wiele osób postępowało w podobny sposób, czasem nawet ubarwiając wiele innych spraw, nie był wyjątkiem, a jedynie jednym z wielu. Czasem to był jedyny sposób, dzięki któremu rzeczywistość nie wydawała się być taka beznadziejna, wprowadzał w życie pewnego rodzaju spokój, nawet jeśli był on jedynie ułudą. Człowiek w otaczającej go rzeczywistości potrzebował harmonii, tego poczucia, że pośród szalejącego sztormu obrać może odpowiedni kurs, gdzie odnajdzie upragniony kawałek lądu, który uratuje jego życie. Wewnętrzna harmonia była niezwykle ważna, chociażby dla zdrowia psychicznego. Jedni zyskiwali ją w samotności, inni czyli potrzebę przebywania wśród ludzi i właśnie do tej grupy należał nie tylko Alvarez, ale również Liv. Ona również czuła się dobrze wśród innych, często narzucając swoją obecność, jednak nigdy dotąd nie spotkało się to z negatywnym odbiorem, wręcz przeciwnie - dziewczyna miała w sobie coś, co sprawiało, że inni również chcieli przebywać w jej towarzystwie, może to ten uroczy uśmiech?
Olivia nie lubiła tego typu chłopaków, którzy bawili się dziewczynami, wolała z góry klarowne sytuacje, z tego też względu najczęściej od razu mówiła tej drugiej osobie, że na nic nie może liczyć jeśli naprawdę tak czuła. Nie dawała złudnych nadziei, a przekonanie, że można zmienić się pod wpływem drugiej osoby było błędne. Jak ktoś kogo charakter kształtował się na przestrzeni lat, pod wpływem wielu wydarzeń, o których często druga osoba nie ma pojęcia może nagle ulec zmianie? To tak, jakby dementor nagle stał się potulnym pufkiem - niemożliwe. Nie było to jednak równoznaczne z tym, że w oczach tego jedynego nie chciała być wyjątkową, skłamałaby mówiąc, że nie, lecz na ten moment byla zbyt młoda, aby myśleć stałym związku, wolała się bawić. Gryfonka była zdania, że w życiu przyjdzie czas na wszystko, wówczas można krzyczeć, próbować się przeciwstawiać, bić pięściami, można walczyć jednak wtedy okaże się to trudem nadaremnym, bo przeznaczenia nie można zmienić.
Zabawne, jak podobni do siebie byli, choć ironią losu należało określić fakt, że poznali się dopiero na szkolnej wycieczce nawet jeśli mijali się wcześniej wielokrotnie na korytarzach, w Wielkiej Sali czy pokoju wspólnym. Przewrotne fatum lubi czasem płatać figle. Jednak w przeciwieństwie do Russella, Oli nie eksperymentowała z wlpsami, wciąż miała swój naturalny kolor, który był na tyle wyjątkowy - ulegał zmianie od jasnego do ciemnego brązu zależnie od pory roku - że nie potrzebowała używać magii, aby coś w nich zmieniać.
Uniosła do góry obie brwi słysząc słowa chłopaka, które wywołały u niej zaskoczenie; naprawdę nie przypuszczała, że osoby z takim nastawieniem zdecydują się na podobny wyjazd, jednak życie potrafiło zaskakiwać.
- W takim razie nie wiem, kto jest bardziej szalony: czy oni, bo narzekali czy ty skoro postanowiłeś im wyperswadować takie zachwianie dość… dotkliwie - zaśmiała się, drżąc lekko na samą myśl wyładowania lub oberwania zimnym śniegiem; kontrolowana bitwa na śnieżki - owszem, oberwie od kogoś w celu wywołania określonej reakcji - zdecydowane nie.
- Ale właściwie to liczy się efekt, co nie? - zapytała, wzruszając ramionami, gdyż nie czuła się osobą, która powinna oceniać jego czyny, skoro uważał go za słuszny.
Nieznajomi. Były to jednostki bardzo często obecne w życiu Olivi, gdyż z reguły była osobą otwartą, a jeśli z kimś załapała dobry kontakt - tak jak to było w przypadku Russell - nie miała wówczas nic przeciwko chociażby grze w durnia, która swoją drogą obrała całkiem zaskakujący zwrot akcji. Ludzi byli różni, jedni zamykali się w dobrze znanym sobie środowisku, inni przeciwnie - wciąż szukali nowych znajomych, przyjaciół, osób które wprowadzą w ich życie coś nowego i właśnie do tej drugiej grupy należała Callahan. Być może niejako wynikało to właśnie z faktu, że miała dużo rodzeństwa, była przyzwyczajona do obecności wielu ludzi w swoim otoczeniu. Nie wiedziała, że życie Gryfona wygląda zgoła odmiennie, jednak jeśli chciał poczuć się jak to jest, gdy ktoś kradnie jedzenie, zabiera ubrania czy denerwuje, daleko szukać nie musiał, bo właśnie stała przed nim naczelna istota stworzona do robienia właśnie tych rzeczy.
Uśmiechnęła się uroczo słysząc słowa opuszczające jego usta, wywołały w niej radość, gdyż ceniła ludzi z takim podejściem, które było takie samo jak jej.
- Właśnie nie mam pojęcia, co ludzie chcą osiągnąć kłamstwem i masz rację oni zawsze wychodzi na jaw, a kiedy to robi, najczęściej sieje zniszczenie - przyznała mu rację. Nie mogąc zrozumieć, dlaczego nie poznała chłopaka wcześniej, wszakże mieli podobne podejście do życia oraz poglądy, już dawno powinni zostać przyjaciółmi albo chociaż znajomymi, no chyba, że los ma wobec nich zupełnie inne plany.
Nie skomentowała już kolejnych słów, skupiając się całkowicie na tańcu, gdyż intuicja podpowiedziała jej, że w dzisiejszym rozdaniu durnia jest już stracona, jednak wcale nie czuła się z tego powodu zła czy smutna. Z ogromną chęcią - prawdopodobnie również przy pomocy działania kart - oddała pocałunek, napawając się chwilą bliskości chłopaka. Odrywając się od jego warg, przygryzła tą dolną, uśmiechając się przy tym. Nie miała wątpliwości, że jej gest wywołał zaskoczenie u Russella, czuła je w pierwszej sekundzie, gdy taniec ich języków się rozpoczął, jednak Gryfon szybko odzyskał rezon.
Popatrzyła na niego zaskoczona, kiedy wspomniał o żabie, zbyt pochłonięta jego osoba, ciężej kojarzyła fakty. Westchnęła, kiedy wrócił do jej ust, po raz kolejny oddając pocałunek, a kiedy rzucili ostatnie karty, każdy z efektów minął, a ona okazała się przegraną. Po raz kolejny pozbawiła się dotyku warg chłopaka. Oblizała usta.
- Więc… Przegrałam - stwierdziła, uśmiechając się przy tym niewinnie, lecz zamiast wrócić do danej pozycji, gdyż nie była już zmuszona tańczyć ani robić niczego innego, ciałem przylgnęła do ciała chłopaka, łącząc ich usta w pocałunku; ten był subtelniejszy, nie taki zaborczy, nie było w nim krzty pożądania, które towarzyszyło działaniu amortencji.
- Więc kiedy ta randka? - zapytała, po kilku chwilach, jak gdyby nigdy nic zbierając karty ze stołu.


Kostka liczba: 1  
Życia: 0

Przegrana

@Russell Alvarez
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Liselotte Merricks

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 29
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 159 cm
Galeony : 67
  Liczba postów : 22
https://www.czarodzieje.org/t18140-liselotte-merricks#516681
https://www.czarodzieje.org/t18250-babelki#519242
https://www.czarodzieje.org/t18141-liselotte-merricks#516682
Salon wspólny - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Salon wspólny - Page 2 Empty


PisanieSalon wspólny - Page 2 Empty Re: Salon wspólny  Salon wspólny - Page 2 EmptyPon Mar 02 2020, 18:53;

 Westchnęła tylko w wyrazie rezygnacji dla oślego uporu swojego rozmówcy. Niech więc mu już będzie, jak chce to wcale nie musi uznawać słuszności sportów intelektualnych. Dla Lise też zresztą nie było zbyt istotne, czy brydż albo szachy znajdują się w panteonie olimpijskim, bo grała i tak wyłącznie dla zabawy — nawet nie na pieniądze, bo z reguły prześladował ją pech. Jej dziadek zwykł mawiać, że kto nie ma szczęścia w kartach, ten ma je w miłości; standardową odpowiedzią było tu fatalistyczne stwierdzenie, że niektórym nie dostało się ani jedno, ani drugie i na grząski temat lepiej nie wchodzić. Nie ma przecież nic gorszego niż staruszek i jego bracia żartujący sobie przy kartach ze starej panny. Ugh. Przecież nie była wcale stara.
 — To raczej ty jesteś naciągany... albo rozciągany. Podsypywany nawozem? Na czymś w końcu tak urosłeś — odgryzła się z miejsca. Na szczęście każde z nich było odpowiednio pogodzone z wyborem Matki Natury, która jedno obdarzyła nikłym, a drugie imponującym wzrostem. Mogli sobie przynajmniej swobodnie pożartować, a może i zastanowić, jak wyglądałaby sytuacja odwrotna. Lise jako tyczkowata chudzina jak z wybiegów musiałaby wyglądać niezwykle śmiesznie, podobnie jak Leonardo krótszy o połowę. Samo wyobrażenie takiego stanu rzeczy wyczerpywało limit absurdu i zmuszało do powstrzymania śmiechu.
 — Szczęściu trzeba pomagać! A my na pewno musimy się kiedyś umówić. Bardzo mi ten pomysł pasuje — potaknęła pomysłowi rozmówcy. — Tylko nie szalej za bardzo z tym alkoholem... albo zobaczymy jakie dzieło wydziergasz pod wpływem. — Zachichotała bezgłośnie na myśl o tym, jak okropny gniot musiałby wyjść z takiego przedsięwzięcia. W najgorszym wypadku nie powstałoby nic, ale z drugiej strony kiepska to zabawa; tymczasem próba robienia na drutach w stanie upojenia mogłaby okazać się całkiem zabawna, byleby tylko nikt sobie przypadkiem oka nie wydłubał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Russell Alvarez

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 173 cm
C. szczególne : tatuaż na kostce
Galeony : 180
  Liczba postów : 245
https://www.czarodzieje.org/t18225-russell-alvarez#518736
https://www.czarodzieje.org/t18249-poczta-alvaro
https://www.czarodzieje.org/t18236-russell-alvarez
Salon wspólny - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Salon wspólny - Page 2 Empty


PisanieSalon wspólny - Page 2 Empty Re: Salon wspólny  Salon wspólny - Page 2 EmptyNie Mar 08 2020, 18:06;

Gdyby tak na to patrzeć to faktycznie chłopak nie miał tak najgorszego życia jak inni ludzie, ale każdy miał swoje własne demony, z którymi się każdego dnia zmagał. Chłopak nie zamierzał porównywać ich przypadków, bo to nie miało najmniejszego sensu. Oboje mieli problemy w domu, oboje zmagali się z młodzieńczymi przeżyciami i nie tylko. On osobiście wolałby by jego matka była na świecie razem z innymi. Wolałby ją widzieć chociaż raz na rok i mieć świadomość, że krząta się po mieszkaniu i życzliwie zajmuje się klientami zadowolona ze spełniających się marzeń. Mógł żyć wspomnieniami całe życia, ale co mu to dało. Trzeba było się pogodzić i żyć dalej jak gdyby nigdy nic. Trzeba było cieszyć się żywymi wokół ludźmi a martwych pozostawić w spokoju.
To była sama prawda. Chłopak, obserwując niektórych ludzi, też widział sprzeczne informacje, sprzeczne gesty. Mimo że w większości przypadków usta się śmiały, to oczy nadal były smutne. To była przykra sytuacja dla kogoś stojącego wokół. Nie od dziś było wiadomo, że gryfon lubił rozśmieszać ludzi zazwyczaj swoim kosztem, ale oczekiwał od nich naturalności. Nie wymuszał od nich śmiechu czy wspólnych żartów. Robił to, bo naprawdę lubił innym sprawiać przyjemność. Jeden uśmiech więcej dużo dla niego znaczył.
Popatrzył na dziewczynę, która tańczyła. Nie tak dawno zastał ją smutną i zmartwioną czymś, a teraz? Tańczyła pod przymusem, ale czy aby na pewno jej się to nie podobało. Nie wyglądała na nieszczęśliwą, a bardziej jakby wróciła do chwil kiedy to częściej tańczyła, ale nie chciał jej ot tak teraz oceniać. Jemu taniec też sprawił przyjemność, mimo że był chaotyczny. Może trochę tak jakby prąd go poraził. Czasami były też momenty spokojne. Oboje się zgrali, mimo że żadne z nich nie słyszało żadnej muzyki. Synchronizacja.
Chłopak był zdania, że człowiek był stworzeniem stadnym i każdy z nich pragnął uwagi innego człowieka. Nawet ci najgorsi samotnicy mieli choć jednego przyjaciela, znajomego, z którym się trzymali. Czym byłoby życie w samotności? Ba! Jemu to nawet ciężko byłoby sobie wyobrazić. Człowiek po pewnym czasie by zwariował i zacząłby mówić do siebie.
Czy zamierzał się bawić dziewczynami? Nie miał nic takiego w planach, nie był bezdusznym dupkiem, ale kiedy już się spotykał, to coś się psuło. Albo jakieś kłótnie, albo mu się nudziło i nie mógł wytrzymać w takowym związku. Wolał od razu skończyć niż niepotrzebnie przedłużać związki. Miał dawać złudne nadzieje i męczyć podczas awantur? To nie było dla niego. Wolał być sobą, bolał być przede wszystkim ze sobą szczerym. Czyż to nie było najważniejsze? By być szczęśliwym człowiekiem?
Był pewien, że dziewczyna nie miała takich problemów ze związkami. Nie było jej szkoda nikogo zostawić jak jakiegoś psa, nie miała też wyrzutów sumienia. I to wcale nie dlatego, że nie miała chłopaka, on nawet nie był tego świadomy. Po prostu wydawała mu się taka poukładana i porządna. Pewnie każdą decyzję musiała przemyśleć pięć razy. Znał takie osoby, a i sam nie był lepszy. A co jeśli swoją miłość przegapił? Albo jego miłość stała właśnie przed nim.
- Jeszcze mnie nie poznałaś dobrze, ale wiedz, że to ja jestem szalony. Przyznaję się- zaśmiał się, patrząc jej prosto w oczy. Mógłby się na nie patrzeć godzinami. Miały niezwykły kolor. Chciałby jej to powiedzieć, ale czuł, że dziś wystarczająco się wygłupił. Miał tylko nadzieję, że ta to zrozumie i nie da mu kosza przed samą randką. - W narzekaniu swoją drogą nie ma nic szalonego. Każdemu zdarza się narzekać w różnych sprawach- wzruszył obojętnie ramionami. A jak jemu się zdarzało narzekać! To był szok. Nikt nie był idealny.
Nim się zorientował, a gra dobiegła końca. Nie wiedział kiedy to się stało. Dopiero co zaczęli grę, a okazało się ze to już koniec. Myślał, że to on przegra, ale jednak dawała mu szczęście. Kto by pomyślał, że ta mogła przynosić mu szczęście. Częściej będą musieli grywać w takie gierki. Może i nie na randce, która czekała ich niebawem, ale po dłuższej relacji kto wie?
Kiedy to już nie musieli tańczyć, objął ją ramionami, przyciągając do siebie bliżej, a jego usta uniosły się do góry. Musnął jej usta i nie odsunął się nawet o milimetr.
- Przegrana nie zawsze oznacza przegraną. Masz przed sobą wyjątkową randkę- czy była na pozycji przegranej? On by na to tak nie patrzył. Wciąż przed sobą miała jego. Był na wyciągnięcie reki i nie dało się ukryć, że starał się o nią.
- Hm… Może tuż po powrocie do Hogwartu?- powiedział, zastanawiając się głośno. Nie chciał się jej przyznać głośno, że miał słabą orientację w terenie i po prostu bał się zgubić na pierwszej randce, która miała być wyjątkowa.
- Jeszcze sobie uzgodnimy szczegóły, nigdzie nie uciekam- mruknął. Będzie naprawdę się postarać by atmosfera im sprzyjała. W głowie nawet układał mu się plan. Musiało być romantycznie!
Kiedy ta zaczęła zbierać karty, podszedł do niej i dał całusa w policzek.
- A jak na razie się zwijam. Pogadamy potem- czuł się nieco dziwnie po tym, co przed chwilą sie wydarzyło. Gdyby tylko mógł, to zerwałby z niej ubrania. Musiał wyjść.

Kostka liczba 5
Życia2/4
wygrana
@Olivia Callahan

/zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Olivia Callahan

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : V
Wiek : 16
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 173
C. szczególne : lekka wada wzroku; zmuszona jest przez nią nosić okulary, wąskie usta, gęste i długie włosy
Galeony : 237
Dodatkowo : Prefekt
  Liczba postów : 251
https://www.czarodzieje.org/t18233-olivia-callahan
https://www.czarodzieje.org/t18263-pegaz
https://www.czarodzieje.org/t18255-oli
https://www.czarodzieje.org/t18234-olivia-callahan
Salon wspólny - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Salon wspólny - Page 2 Empty


PisanieSalon wspólny - Page 2 Empty Re: Salon wspólny  Salon wspólny - Page 2 EmptySro Mar 11 2020, 18:31;

Ona również nie miała zamiaru licytować się czyje życie jest bardziej do dupy, gdyż każdy człowiek w swojej egzystencji znajdował rzeczy, które mu nie odpowiadały lub przyprawiały o czarne myśli. Każdy miał jakiś problem, z którym sobie radził bardziej lub mniej, ktoś inny czasem poddawał się bez walki, jednak na szczęście ani Russell ani Olivia nie należeli do tej grupy; w innym wypadku już dawno nie byłoby ich w tym miejscu w jakim są teraz. Oboje wychodzili naprzeciw każdej trudności jaką zgotował im los, gdzieś w głębi serca wierząc, że postępują słusznie. Nikt nie mógł nazwać żadnego z nich wyrodnym dzieckiem, ponieważ bez względu na wszystko wciąż trwali przy swoich rodzicach, w tych krytycznych momentach niosąc pomoc, nawet jeśli sami często czuli się bezsilni. Działo się tak najczęściej, wtedy gdy na raz zbyt wiele spraw spadało im na barki; nauka w Hogwarcie sama w sobie była trudna, a do tego problemy w domu, to skutecznie odbierało siły. Najważniejszych jednak było to, aby wciąż iść na przód i nie oglądać się przez ramię, wynosząc naukę z popełnianych błędów, bo mieli do nich prawo.
Olivia nie znała tak dobrze Russella, by móc wyciągnąć na jego temat już pewne wnioski, widziała jedynie maskę, którą jej prezentował skrywając drzemiące w nim uczucia za uśmiechem, od którego miękły kolana. To nigdy nie było łatwe - uśmiechać się mimo wszechogarniającego smutku - trudna sztuka ukrywania emocji była Oli obca, patrząc na nią łatwo było odczytać, co czuje w danym momencie, jednak bywały i takie chwile, w których potrafiła łgać niczym wprawny kłamca czy bajkopisarka - najczęściej w obecności Boyda, byleby tylko zrobić mu na złość. Uwielbiała tą rolę młodszej, wkurzającej siostry, choć tak naprawdę bardzo kochała brata. Mieli kilka niepisanych zasad, które ona notorycznie łamała, a to sprawiało jej największą frajdę. Na szczęście posiadała tak duże pokłady uroku, że Boyd szybko wybaczał jej kolejne wybryki, chociaż przy przepraszaniu zawsze musiała mieć ze sobą jakiś smakołyk, by łatwiej przekupić chłopaka.
Emocje targające ciałem Liv zmieniały się bardzo szybko, w jednej chwili potrafiła zanosić się płaczem, by zaledwie kilka sekund później śmiać się głośno, nie dając po sobie poznać, że coś było nie tak. Choć wciąż wyglądała jak dziewczynka, była kobietą, zmienną i nieprzewidywalną jak pogoda. Ta cechą charakteru mocno wyróżniała Gryfonkę i trzeba było ją zaakceptować, jeśli chciało się, by należała do grona znajomych. Brunetka często bywała nieobliczalna i potrafiła zaskakiwać, co czyniło z niej ciekawą osobę. A Russell chociaż był nowo poznaną osobą, świetnie potrafił wpasować się w to wszystko, czerpiąc dużo z ich przypadkowego spotkania, co w pewien sposób imponowało Oli; w dodatku potrafił tańczyć.
Ona nie lubiła być sama, dlatego wciąż lgnęła do ludzi często nie bacząc na to czy chcą jej towarzystwa. Dla jednych było to wadą, dla innych zaletą, sama Olivia miała do tego mało krytyczne podejście, jednak wiedziała kiedy granic nie należy przekraczać. Samotność bywała straszna, człowiek wówczas pozostawiony sam sobie często dokonywał złych wyborów, a jego umysł kształtował jedynie myśli często wykraczające poza obowiązujące normy. Nikt nie powinien doświadczać czegoś takiego, jak samotność i Oliv za wszelką cenę starała się do tego nie dopuszczać.
Związki nie były dla Oli, nie lubiła tego ograniczenia, które pojawiało się zaledwie sekundę po tym, gdy postanawiasz się z kimś związać. Nie można wówczas spoglądać na innych chłopaków, nie można całować innych ust, które wtedy kuszą jeszcze bardziej, pojawia się zazdrość, będąca destrukcyjnym uczuciem - nie chciała czegoś takiego, była zbyt młoda i jeszcze zbyt wielu rzeczy chciała, a ponadto musiała spróbować. I brak tej przysłowiowej smyczy czyniło ją szczęśliwą, więc tak najważniejsze było, by być szczęśliwym i podążać za głosem serca, w zgodzie z sobą samym.
- Dobrze, że chociaż się do tego przyznajesz - powiedziała, również się śmiejąc, jednak szczerość chłopaka mocno ją intrygowała. W ostatnim czasie rzadko spotykała na swojej drodze osoby, które charakteryzowała ta cecha, częściej ludzie po prostu ją okłamywali, choć kłamstwo i tak zawsze wychodziło na jaw.
Miał rację,dlatego słowa Gryfona skomentowała jedynie uśmiechem. Kolejne karty zostały rzucone, tym samym kończąc ich rozgrywkę, którą dziewczyna zwyczajnie przegrała. Na szczęście - mimo dużego ducha rywalizacji - nie była z tego powodu zła, a nawet wręcz przeciwnie - cieszyła się, gdyż kara za przegraną tak naprawdę była nagrodą. Gdy wszystkie efekty gry przestały działać, poczuła jak ręce chłopaka zaciskają się na jej drobnym ciele, co wywołało u niej zaskoczenie. Spojrzała na niego, kiedy ten musnął subtelnie jej wargi z wyraźnym, triumfalnym uśmiechem. Nie potrafiła powstrzymać tego, który również mimowolnie uniósł kąciki jej ust ku górze.
- Naprawdę na to liczę - odparła na jego słowa, ponownie go całując i nie mając pojęcia co przyniesie nowy dzień cieszyła się daną im chwilą. Na każdą jego propozycje i słowa kiwała jedynie głową, co i raz muskając jego wargi swoimi, aż w końcu to on przewał ten zaskakujący moment, zwyczajnie odchodząc, co wywołało śmiech Oli. Odczekała jeszcze chwilę, poprawiła ubranie i sama również udała się na dalsze zwiedzenie.

Zt



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Salon wspólny - Page 2 QzgSDG8








Salon wspólny - Page 2 Empty


PisanieSalon wspólny - Page 2 Empty Re: Salon wspólny  Salon wspólny - Page 2 Empty;

Powrót do góry Go down
 

Salon wspólny

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Salon wspólny - Page 2 JHTDsR7 :: 
reszta świata
 :: 
Masyw Mont Blanc
 :: 
Resort
 :: 
Skrzydlo mieszkalne
-