Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 (I hope it will not be the) last christmas

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość


Emily Rowle

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 1,60
C. szczególne : Czerwone usta, zawsze!
Galeony : 1050
  Liczba postów : 1374
https://www.czarodzieje.org/t15867-emily-rowle
https://www.czarodzieje.org/t15996-sowa-emily-felicja#436128
https://www.czarodzieje.org/t15874-emily-rowle?highlight=Emily+Rowle
https://www.czarodzieje.org/t15872-emily-rowle
(I hope it will not be the) last christmas QzgSDG8




Moderator




(I hope it will not be the) last christmas Empty


Pisanie(I hope it will not be the) last christmas Empty (I hope it will not be the) last christmas  (I hope it will not be the) last christmas EmptySob Lut 01 2020, 23:23;


Retrospekcje

Osoby: Emily, @Dominik Rowle, @Charlie O. Rowle
Miejsce rozgrywki: dom rodziny Rowle
Rok rozgrywki: 2019
Okoliczności: Pierwszy dzień świąt. Poprzedniego dnia Emily pokłóciła się z braćmi i odjechała z Natem, żeby trochę ochłonąć. Teraz przyszedł czas na poważną rozmowę i chyba nie ma już od tego odwrotu.

______________________

Happiness is a choice



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


Emily Rowle

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 1,60
C. szczególne : Czerwone usta, zawsze!
Galeony : 1050
  Liczba postów : 1374
https://www.czarodzieje.org/t15867-emily-rowle
https://www.czarodzieje.org/t15996-sowa-emily-felicja#436128
https://www.czarodzieje.org/t15874-emily-rowle?highlight=Emily+Rowle
https://www.czarodzieje.org/t15872-emily-rowle
(I hope it will not be the) last christmas QzgSDG8




Moderator




(I hope it will not be the) last christmas Empty


Pisanie(I hope it will not be the) last christmas Empty Re: (I hope it will not be the) last christmas  (I hope it will not be the) last christmas EmptyNie Lut 02 2020, 00:49;

To miało być jedno z większych wyzwań w ostatnim czasie.
A to przecież nie było tak, że ostatnie miesiące były sielanką i byle trud na ich tle wypadał nieciekawie. Nie, nie. Ostatnie miesiące to były wieczne kłody pod nogami, złośliwości losu sypane z rękawa i dylematy, od których pękała głowa. A dzisiejszy dzień miał być swojego rodzaju wisienką na torcie i trudnością, której nie wyobrażała sobie póki co pokonać. Dla niewtajemniczonych - Emily nie była otwartą osobą. Była blisko z Dominikiem, czasem z innymi braćmi również, ale ich relację nie opierały się na zwierzeniach i wypłakiwaniu w ramię, przynajmniej nie z jej strony. Z Charliem wyznania były raczej podszyte drobnymi złośliwościami, z Dominikiem wszystko było jednak z zachowaniem pewnej dozy dystansu. Jednak, do tej pory życie Emily było typowe pod każdym względem, w większości nawet nastoletnie problemy ją omijały, bo była bardzo skryta i nie zwracała na siebie większej uwagi. Może jedynym takim elementem był moment, w którym dostała kosza od Terry'a i tyle, ale to też nie była informacja, bez której jej bracia usychali. Za to od zeszłej wiosny wydarzyło się tyle rzeczy, których nie powinna dusić w sobie i które wpływały na jej zachowanie i ich relacje. Pewne rzeczy trzeba było powiedzieć na głos.
Tylko dalej nie wiedziała, jak to ugryźć. Mogła albo powiedzieć o przysiędze wprost, ale nie zdradzać o kogo chodziło, ani nawet nie sugerować, na wszelki wypadek. Mogła też powiedzieć o Bloodworthie nie zdradzając dokładnych szczegółów, ale przynajmniej alarmując ich, że nie wszystko jest tak w porządku jak im się wydaje. Uwierzą jej bez konkretów? Miała nadzieje, że mimo wszystko, jeśli zdobędą się na szczerą rozmowę jej słowa będą miały większe znaczenie, niż to jakie wrażenie wywarła na nich ta pokręcona rodzina. Uznała, że zobaczy co jej ślina na język przyniesie. Jedyne o co musiała dbać, to o ostrożność, bo chociaż wiele rzeczy powinna powiedzieć, to zdecydowanie nie wszystko mogła i granica mogła być wyjątkowo cienka, zwłaszcza, że nie potrafiła dokładnie rozgryźć działania tej przysięgi.
Kiedy wróciła do domu, zastała Dominika i Charliego w salonie. Zgodnie z jej oczekiwaniami, ich ojca jeszcze nie było, więc usiadła na jednym z foteli i odłożyła torbę. Spojrzała to na jednego, to na drugiego, ale obiecała sobie że zacznie, więc nie czekała na żaden sygnał.
- Mam nadzieje, że czytaliście mój list? - zapytała jeszcze dla pewności, ale raczej mała szansa, żeby nie wpadł od Dominikowi pod nogi. - Dobra... nie wiem od czego zacząć. Nie jestem w tym dobra. Przykro mi, że ciągle na was warczę w ostatnim czasie, po prostu czuje się dziwnie. Wiem, że myślicie, że mam was gdzieś i że zupełnie was nie doceniam, ale to naprawdę nie tak. Prawda jest taka, że starałam się zdystansować bo stało się coś złego. Coś, o czym nie mogę wam powiedzieć. I naprawdę mam to na myśli. Nie mogę. Potem wyskoczyły te całe zaręczyny, które też w tej historii nie są bez znaczenia... i pewnie uznałam to za dobrą okazję, żeby się odciąć. Bo skoro nie mogę powiedzieć wam o tej jednej rzeczy, to lepiej nie mówić o wszystkich innych, na wszelki wypadek, ze strachu, bo nie umiem rozmawiać o poważnych sprawach? Sama nie wiem. W każdym razie sprawy są poważne. Są bardzo poważne i po prostu mnie to przerasta. Ciągle jestem wściekła. Na siebie, na wszystkich w okół, bo nie mogę z tym wygrać i to takie frustrujące - szepnęła, wiedziała, że to co mówi nie ma dla nich ładu i składu, ale jak mogła wyjaśnić to jaśniej, nie mogąc powiedzieć nic konkretnego? - I ciągle się boje. Prawdę mówiąc, jestem przerażona. Tym o czym nie mogę powiedzieć, tym co to ze mną robi i tym że to wszystko zdaje się nie mieć końca. Zaręczyny nie były tylko dotknęły mojej niezależności. Chodzi o to, z czym się wiążą i co oznaczają.

______________________

Happiness is a choice



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


Charlie O. Rowle

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 188cm
C. szczególne : łobuzerski, i rozbrajający uśmiech. nadmiar energii, szerokie ramiona i plecy
Galeony : 1063
  Liczba postów : 547
https://www.czarodzieje.org/t17714-charlie-oliver-rowle#498256
https://www.czarodzieje.org/t17716-cygaro#498257
https://www.czarodzieje.org/t17719-aniolki-charliego#498308
https://www.czarodzieje.org/t17715-charlie-oliver-rowle#498254
(I hope it will not be the) last christmas QzgSDG8




Moderator




(I hope it will not be the) last christmas Empty


Pisanie(I hope it will not be the) last christmas Empty Re: (I hope it will not be the) last christmas  (I hope it will not be the) last christmas EmptyNie Lut 02 2020, 23:53;

Był zmęczony. Wczorajszy dzień dał mu ostro popalić i po wyjściu Dominika, wczołgał się na łóżko i zasnął niemalże natychmiast. O dziwo, nie odwiedziła go we śnie ani Pani w bikini, ani też koszmarna południca rodem z piekła. Spał spokojnie, widocznie zbyt wykończony emocjonalnie. Nic więc dziwnego, że gdy obudził się następnego ranka, wzdrygał się na własne odbicie w łazienkowym lustrze. Miał krew na twarzy, spuchnięte i również pokryte zaschniętą krwią dłonie. I do tego te roztrzepane włosy! Przeklął pod nosem, bo wcale nie był zadowolony ze swojej aparycji. Zrzucił więc ubrania, idąc do przynależącej do pokoju łazienki i wziął prysznic, mający na celu poprawę wizerunku, jak i pobudkę. Przeklinaniu nie było końca, gdy gorąca woda i mydło zetknęło się z pościeraną i poranioną skórą.
Nie spodziewał się tego, że Emily wróci tak szybko do domu i faktycznie dotrzyma słowa. Siedział jednak w milczeniu na kanapie, wpychając sobie do ust suchego tosta i popijając szklanką soku. Nie był zbyt rozmowny, zerkał tylko na Dominika z przekąsem, sugerując mu tym samym, że pewnie nastąpi powtórka z rozrywki, znów będą się kłócić. Gdy weszła, zmierzył ją beznamiętnym spojrzeniem i obserwował, jak siada, odkłada torbę i wlepia w nich wzrok. Zaprzeczył, bo listu nie czytał — zapewne w przeciwieństwie do Dominika. Dojadał pierwsze śniadanie, gdy mówiła, patrzył i słuchał. Brew mu jednak nawet nie drgnęła, chociaż przy strzepywaniu z siebie okruszków pieczywa, mogli być pewni, że robił to znacznie mocniej, niż powinien. Każde zgięcie palców, zaciśnięcie pięści — ozdobione było bezgłośnym jęknięcie. Niedbale obowiązane miał ręce bandażami, jednak zaklęć nigdy nie stosował, bo ból pozwalał na utrzymywanie w ryzach temperamentu. Cholernie mu się nie podobało, co mówiła. Brwi się uniosły, gdy skończyła. Panowała cisza, słyszał ich oddechy, swoje bicie serca. Podniósł się z kanapy, odkładając pustą szklankę i podszedł do fotela, na którym siedziała. Bezceremonialnie wziął ją na ręce — tym razem bardziej, jak księżniczkę, niż worek kartofli i nie zważając na ewentualne protesty, wrócił na kanapę. Posadził sobie siostrę na kolanach, obejmując ją w pasie i kładąc głowę na jej plecach. Nie dał jej uciec. Charlie był zawsze nienormalnie do niej przywiązany, byli w podobnym wieku i zajmował się nią od małego. Razem się bawili i zawsze się dziwił, że gdy dorośli, to tak źle się dogadywali. Chociaż mogła z nim robić, co tylko chciała, o ile zniosłaby wady. Nie wiedział co powiedzieć, nie miał siły się pieklić. Przymknął oczy, czując w nozdrzach znajomy zapach, kojarzący się z domem. Nie zważał na ból rąk przez to, że były zaciśnięte na jego nadgarstkach. Co miał jej właściwie powiedzieć? Nie był w tym dobry, nie umiał rozmawiać o tak poważnych emocjach. Nie czuł praktycznie strachu, nie był nigdy w kropce. Cały czas dudniły mu w głowie jej słowa. Nieważne, w co się wplątała i co trzeba było zrobić — ważne, że miała problem i musieli go rozwiązać, demolując resztę świata, jeśli byłoby trzeba.
- Dlaczego wolałaś się odciąć, niż nam powiedzieć, że masz problem i sama nie możesz sobie poradzić? Od tego kurwa są bracia, żeby Cię chronić. - rzucił w końcu zachrypniętym od wczorajszych krzyków i alkoholu głosem, unosząc powieki i odwracając głowę tak, aby spojrzeć na Dominika. On był w tym lepszy, delikatniejszy. Ślizgon brzmiał na obrażonego, pełnego pretensji. Brunet nawet nie czuł, że kolana mu chodziły, całe stopy odrywały się od ziemi i opadały miarowo, jakby równo z przyśpieszonym oddechem. W tym trio, to on był siłą, a starszy brat sercem, które teraz musiało przejąć kontrolę. Bo co jej powie? Żeby pokazała palcem, kto ją do tego doprowadził, a on go zabije gołymi rękoma? Byłaby wściekła.
- Oznaczają ślub?
Wypalił inteligentnie, na jej ostatnie słowa, bo nic innego nie przychodziło mu do głowy. Nie wpadłby w życiu na to, jakie problemy do jej życia sprowadził Nathaniel.

______________________


A leader is one who knows the way, goes the way, and shows the way.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Dominik Rowle

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 187
Galeony : 810
  Liczba postów : 239
https://www.czarodzieje.org/t16222-dominik-rowle
https://www.czarodzieje.org/t16225-ingrid#444516
https://www.czarodzieje.org/t16224-domino#444511
https://www.czarodzieje.org/t16223-dominik-rowle
(I hope it will not be the) last christmas QzgSDG8




Gracz




(I hope it will not be the) last christmas Empty


Pisanie(I hope it will not be the) last christmas Empty Re: (I hope it will not be the) last christmas  (I hope it will not be the) last christmas EmptyWto Lut 04 2020, 23:46;

Reszty dnia i nocy Dominik nie mógł nazwać spokojną. Właściwie cały ten czas przesiedział w pokoju, nie bardzo odczuwając upływ czasu i nie zajmując się niczym konkretnym. Niedługo po wyjściu z pokoju Charliego pod jego drzwi wleciał list. Dominik złapał go, rozłożył i zaczął czytać. Westchnął ciężko, gdy dotarł do ostatniej linijki. Przynajmniej Emily napisała do nich z wyjaśnieniem, że wychodzi. Dawało to jakąś nadzieję. Tylko na co?
Podejrzewał, że po takim wybuchu emocji Charlie prześpi wiele godzin, nie zamierzał mu przeszkadać i informować o treści listu. Zresztą nie miałoby to sensu w tym dniu. Powie mu jutro.
Następnego dnia jednak Dominik wstał przed Charliem i po śniadaniu zasiadł w salonie, nie bardzo wiedząc, co ze sobą począć. Był pierwszy dzień świąt, a nic nie wyglądało tak, jak powinno. Ojciec był w pracy, Emily nie wróciła na noc, Charlie spał zmęczony, a Dominik nie mógł dalej spać i siedział bez celu w salonie, zamiast przy świątecznym stole. Panowała nienaturalna cisza i Rowle poczuł się dziwnie niezręcznie, jakby siedział w cudzym domu pod nieobecność właściciela. Już miał wstać i spróbować czymś się zająć, gdy do salonu wszedł Charlie ze śniadaniem w ręku. Dominik został wobec tego z bratem, ale nawet nie mieli sobie za dużo do powiedzenia. Obaj byli zmęczeni, a poza tym za kilka minut do salonu weszła Emily. Dominik ucieszył się na jej widok, a jednocześnie ścisnęło go w dołku, bo przeczuwał, że coś się wydarzy. Rzucił okiem na Charliego, ale brat nie wyglądał, jakby chciał się rzucić na siostrę, więc Dominik przyjął to za dobrą monetę. On jednak przytaknął, kiedy zapytała o list. Potem już słuchał w milczeniu potoku jej słów i z jednej strony było mu przykro z jej powodu i kłopotów, ale gdzieś wewnętrznie odczuwał radość, że w końcu postanowiła z nimi porozmawiać. Może w końcu pomyślała o nich jako o sojusznikach? Jak o rodzinie?
Nie odzywał się, ale jak przy pierwszych słowach zmarszczył brwi, tak zostało mu to do końca jej wypowiedzi. Stało się coś złego? Poważne sprawy? Jest przerażona? Brzmiało to naprawdę niepokojąco i okropnie. Rzeczywiśnie, słowa Emily brzmiały bardzo zawile i właściwie nie powiedziała im nic konkretnego, ALE! Powiedziała. Zaczęła z nimi rozmawiać, dowiedzieli się, że dzieje się coś złego, z czym siostra nie może sobie poradzić. Dominik, mimo całej złości, podejrzewał, że Emily nie zachowuje się w ten sposób bez powodu. Mimo faktycznego rozpieszczania jej (nikt tu nie zaprzeczy!) był zdziwiony, że to mogłoby aż tak wpłynąć na jej zachowanie. Czuł się za to osobiście odpowiedzialny, dlatego odczuwał frustrację i w końcu złość na siostrę. Jednak rzeczywiście kryło się za tym coś innego. Pytanie co i pytanie czy w ogóle się tego dowiedzą.
Emily w końcu zrzuciła maskę, którą ukazywała im każdego dnia. W końcu Dominik widział, że jest zagubiona i nie umie sama poradzić sobie z problemem, z którym się boryka. Jednocześnie odczuł ulgę, że dziewczyna wraca do nich, współczucie i czułość. Miał ochotę od razu podejść do niej i wziąć oboje, brata i siostrę, w ramiona. Charlie jednak wyprzedził go i przyniósł do nich Emily. Dominik widząc to poczuł jak gardło dziwnie mu się zaciska. Przynajmniej oczy nie zaszły mu łzami, bo tego by nie zniósł, mimo że byłoby to całkiem na miejscu. W końcu mur między nimi runął, a więź, którą zawsze odczuwali znowu dawała o sobie znać. Przysunął się do nich i objął oboje, wzdychając cicho. Potem odsunął się lekko, żeby na nich spojrzeć. Parsknął niekontrolowanym śmiechem na ostatnie słowa Charliego.
- Choć powiedziane brutalnie, Charlie ma rację - powiedział Dominik, komentując pierwsze słowa brata. Uniósł dłoń i pogłaskał Emily po policzku, tak, jak robił to, kiedy przychodziła do niego z bardzo ważnym problemem wieku dziecięcego.
- Po pierwsze nawet nie wiesz, jak bardzo się cieszę, że zdobyłaś się na to, żeby przyjść do nas i porozmawiać. Ostatnie miesiące były dla nas wszystkich bardzo męczące i dopiero potrafię docenić, jak bardzo ważne jest mieć rodzinę, na którą można liczyć. I która jest czymś stałym w życiu. Kiedy panowało tu takie napięcie czułem, jakby ktoś pozbawił mnie korzeni i bezpiecznej przystani, do której zawsze mogę wrócić i która zawsze będzie na mnie czekać - pokręcił głową, zawieszając się na chwilę. - Po drugie... Twoja sprawa. To, co mówiłaś bardzo mną wstrząsnęło i brzmi to przerażająco. To jest jedna z rzeczy, których zawsze się obawiałem. Że moje rodzeństwo wplącze się w coś niebezpiecznego, a ja nie będę umiał pomóc - westchnął, bo podejrzewał, że właśnie taki przypadek spotkał Emily. Spojrzał na nią pytająco. - Bo tak jest, prawda? To nie jest nic błahego. Przyznam, że wyjaśnienia są dość mętne, ale jest coś, co powstrzymuje cię przed powiedzeniem wszystkiego? - zgadywał, choć nawet nie wiedział, jak poważne jest to coś. - Bardzo chcielibyśmy ci pomóc - powiedział i za siebie, i za Charliego. - Tylko czy się da? Powiedz nam wszystko, co możesz, może razem uda nam się dojśc do jakiegoś rozwiązania, aby ta sprawa nie zatruwała ci życia. Bo przecież, patrząc na ciebie, nie da się z tym normalnie żyć - powiedział, patrząc na siostrę z ogromną troską. Co takiego się u niej wydarzyło, że wpływa na jej codzienne życie?
- I wiedz - i pamiętaj o tym! - że zawsze jesteśmy, aby cię wysłuchać i pomóc. Jesteśmy braćmi, którzy kochają cię nad życie i mimo wszystkich wad nie zasługują na złe traktowanie i brak zaufania - powiedział i urwał, bo głos mu się lekko załamał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Emily Rowle

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 1,60
C. szczególne : Czerwone usta, zawsze!
Galeony : 1050
  Liczba postów : 1374
https://www.czarodzieje.org/t15867-emily-rowle
https://www.czarodzieje.org/t15996-sowa-emily-felicja#436128
https://www.czarodzieje.org/t15874-emily-rowle?highlight=Emily+Rowle
https://www.czarodzieje.org/t15872-emily-rowle
(I hope it will not be the) last christmas QzgSDG8




Moderator




(I hope it will not be the) last christmas Empty


Pisanie(I hope it will not be the) last christmas Empty Re: (I hope it will not be the) last christmas  (I hope it will not be the) last christmas EmptyPon Lut 10 2020, 21:29;

Była w tym wszystkim strasznie zagubiona. Dalej oczywiście uważała, że ma powód, żeby złościć się na Charliego i ten temat nie był zamknięty, po prostu nie wiedziała, jak go ugryźć. Bo widocznie to, jak zachowywała się do tej pory przynosiło skutek odwrotny do zamierzonego. Teraz jednak, przynajmniej w jakimś stopniu, potrzebowała przy sobie obu braci, potrzebowała więcej zrozumienia i wsparcia, którego przecież nie mogli jej dać, zupełnie nie wiedząc co się u niej dzieje. Po zaręczynach była dla nich niesprawiedliwa - obwiniała ich, chociaż wina nie leżała po ich stronie, nawet pewnie tego dla niej nie chcieli, dyskusja z ojcem była od początku przegraną sprawą. Jednak widząc, jak Charlie dogaduje się z Natem, jak ten z łatwością wkupuje się w łaski rodziny, od której ona jednocześnie się oddala, czuła, jakby okradał ją nawet z tego. Czekała w ciszy na ich reakcję i o dziwo, pierwszy odezwał się Charlie, uniosła na niego spojrzenie i z zaskoczeniem przyjęła to, że zaraz podniósł ją z fotela i zabrał na kanapę po to, żeby zdecydowanie do siebie przytulić. Skłamałaby, mówiąc, że tego nie potrzebuje, więc wtuliła się w niego chętnie. Słuchała spokojnie, co bracia mają jej do powiedzenia i zastanawiała się, co teraz. Co więcej mogła powiedzieć, żeby nie pójść za daleko. Ścisnęła dłoń Dominika i westchnęła cicho.
- Chodzi o to, że z Bloodworthami mam przeszłość. Miałam przed zaręczynami. Z Natem, z jego ojcem. To wszystko jest ze sobą połączone, a Nate... naprawdę niewiele mogę powiedzieć, ale kiedy okazało się, że przy tym wszystkim mam być jeszcze jego narzeczoną, że wy się tak dobrze dogadujecie, to było naprawdę trudne. Dlatego jestem jeszcze bardziej nerwowa w jego obecności. No i nie chodzi o ślub sam w sobie, chodzi o to, że te zaręczyny to takie kolejne uzależnienie od rodziny, która już zrobiła mi krzywdę i teraz będzie mnie tylko bardziej kontrolować. Wmawiając mojemu ojcu i braciom dobre intencje. Czułam się strasznie niezrozumiana, ale wiem, że nie mogliście mnie zrozumieć. Pewnie dalej nie możecie, skoro prawie nic nie mogę powiedzieć - powiedziała na jednym tchu, plącząc się w słowach jeszcze bardziej i sprawiając, że ta dyskusja z całą pewnością nie była dla niej łatwa do zinterpretowania. - Ale tak, jest coś, co mnie naprawdę powstrzymuje - dodała, mając nadzieje, że zrozumieją, że to czynnik, który jest od niej faktycznie niezależny i nie jest jakimś wymyślonym widzimisię.

______________________

Happiness is a choice



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


Charlie O. Rowle

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 188cm
C. szczególne : łobuzerski, i rozbrajający uśmiech. nadmiar energii, szerokie ramiona i plecy
Galeony : 1063
  Liczba postów : 547
https://www.czarodzieje.org/t17714-charlie-oliver-rowle#498256
https://www.czarodzieje.org/t17716-cygaro#498257
https://www.czarodzieje.org/t17719-aniolki-charliego#498308
https://www.czarodzieje.org/t17715-charlie-oliver-rowle#498254
(I hope it will not be the) last christmas QzgSDG8




Moderator




(I hope it will not be the) last christmas Empty


Pisanie(I hope it will not be the) last christmas Empty Re: (I hope it will not be the) last christmas  (I hope it will not be the) last christmas EmptySob Lut 15 2020, 21:26;

Nie był mistrzem takich spotkań, pełnych uczuciowych wulkanów i wylewnych momentów. Nie znał się na tym pokręconym świecie odczuć wewnętrznych i nie był pewien, czy był w stanie zrozumieć do końca to, o co im chodziło. Dla młodego Rowlea wszystko miało dwa kolory, szary występował bardzo okazjonalnie, a o jakimkolwiek innym nie było nawet mowy. Dlatego milczał, nie bardzo wiedzieć co mówić i co zrobić. Słuchał, chociaż wypowiadane przez blondynkę słowa wcale mu się nie podobały. Po prostu ją obejmował, mocno i pewnie. Jakby chciał pokazać jej poprzez czyny, że nie pozwoli, aby cokolwiek się jej stało i że zawsze mogła na niego liczyć. Zrobiłby dla niej wszystko i zajebał każdego, kto doprowadziłby jego małą siostrę do łez. Przesunął czołem po jej plecak, mając zamknięte powieki, czując dudnienie wewnątrz siebie. I chociaż gotowała się w nim złość, obecność rodzeństwa obok wpływała na niego kojąco. Czując na sobie rękę starszego brata, uśmiechnął się krótko i nad wyraz ciepło pod nosem, pozwalając sobie na chwilę jedną dłoń od Emily zabrać i zacisnąć na ręku Dominika. Nie trwało to długo, bo przecież byli facetami i miękkie pały za nic nie pasowały do ich nazwiska, jednak w ten sposób chciał mu przekazać, że cieszy się, że jest. Że są tu razem, we trójkę. I może wymyślą, jak sobie poradzić z tym problemem, który miała ślizgonka. Wystarczy, że oni będą snuć plany, a on odwali brudną robotę, w tym był najlepszy. Parsknął krótko rozbawiony na stwierdzenie Dominika, bo nie często się zdarzało, żeby akurat Charles miał rację. Wiedział jednak, że to nie koniec i zaraz pojawi się monolog, którego potrzebowali może bardziej, niż kiedykolwiek wcześniej. A on był w tym najlepszy. Nikt nie potrafił tak wpływać na bruneta, jak starszy brat. Obrócił głowę w jego stronę, patrząc spod wpółprzymkniętych powiek.
- Wystarczy, że nas nakierujesz. Rozpierdolę każdego, kto sprawił, że byłaś smutna. Daj mi tylko wskazówkę, a zresztą sobie poradzę. - wtrącił tylko pewnym, niskim głosem — pomiędzy zdaniami wypowiadanymi przez tego mającego serce i rozum, bo awanturnik dostał w przydziale siłę i pięści. Brzmiał całkiem poważnie, gotowy nawet pójść do Azkabanu za morderstwo. Gdy była w takim stanie, na bok odchodziły wszystkie ich poprzednie sprzeczki i kłótnie. Mogli się nie dogadywać, ale jak Dominik mówił — powinni zawsze móc do siebie wrócić i na siebie liczyć, odtrącając całą resztę. Nie mieli matki, ojciec wiecznie pracował i właściwie co im zostało, poza nimi samymi? Te ściany pełne kłamstw i fasady stworzonej na potrzeby społeczeństwa, że byli idealną rodziną? Chuj z tym. Wolną dłonią przesunął po włosach, odchylając się od tyłu — wcześniej jednak muskając jej kark wargami. Przeszła go kolejna fala dreszczy, złości. Już mu chodziły ręce, zaciskały się w pięści. Patrzył beznamiętnie, chociaż jego umysł starał się najlepiej, jak mógł nadążać za tą rozmową.
- Nate? Bloodworth? Czyli mam iść ukatrupić Twojego przyszłego męża i jego rodzinę? - zapytał nieco zmieszany, zaskoczony. Prawda byłą taka, że szwagra naprawdę lubił. Brakowało mu dookoła osób, które dzieliłby jego poglądy, potrafiły go w jakiś sposób zrozumieć. Był sam w tym paskudnym świecie miłości do mugoli, któremu królowała jego siostra. Westchnął tylko, łapiąc ją znów na ręce. Wstał, sadzając ją na kolanach Dominika i cofnął się o krok, unosząc dłonie do góry. Przeciągnął się, strzelając karkiem i kośćmi w dłoniach — tak często połamanych, wciąż noszących ślady wczorajszego wybuchu. Za nic jednak miał ten ból, pieczenie. Skrzyżował ręce na torsie, patrząc na nią z góry.
- Głupia jesteś Emily, naprawdę. Nigdy nie zajęliby Twojego miejsca. On mieszka w tej kamienicy, co Ty? Zaraz go naprawimy. Nie będzie Cię nikt w ten sposób traktował, a już na pewno nie będzie Cię kontrolował. Z jednym masz jednak rację — nie rozumiem.
Starał się mówić spokojnie, chociaż drżał mu głos. Oczy odrobinę zmętniały, a on zwilżył usta, przesuwając palcami po kieszeniach, jakby chciał sprawdzić, czy miał tam różdżkę. Dla niego nie miało absolutnie nic znaczenia, jeśli miał bronić kogoś, kogo kochał. Nie było granic, nie było prawa, nie było zasad. A przy tym wszystkim był niesamowicie uparty i jak raz sobie coś wymyślił, odciągnięcie go od tego graniczyło z cudem. Zacisnął palce na swoim magicznym patyku, robiąc kilka kroków w stronę drugiego z salonowych foteli, gdzie chyba była jego bluza. Nie mógł zrobić nic więcej, jak tylko o nią walczyć i wyeliminować zagrożenie. Tylko to potrafił. Nie umiał dać jej pocieszenia słownego i konwersacji, dobrej rady, jak Dominik.

______________________


A leader is one who knows the way, goes the way, and shows the way.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Dominik Rowle

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 187
Galeony : 810
  Liczba postów : 239
https://www.czarodzieje.org/t16222-dominik-rowle
https://www.czarodzieje.org/t16225-ingrid#444516
https://www.czarodzieje.org/t16224-domino#444511
https://www.czarodzieje.org/t16223-dominik-rowle
(I hope it will not be the) last christmas QzgSDG8




Gracz




(I hope it will not be the) last christmas Empty


Pisanie(I hope it will not be the) last christmas Empty Re: (I hope it will not be the) last christmas  (I hope it will not be the) last christmas EmptyNie Mar 01 2020, 20:56;

Dominik słuchał w milczeniu, z coraz bardziej zatroskaną i nieco przerażoną miną. Zdecydowanie nie brzmiało to wszystko dobrze. Nate Natem, ale co wspólnego Emily mogła mieć z jego ojcem? W co ona się wplątała, że przerażała ją myśl uzależnienia i kontrolowania przez rodzinę Bloodworthów? Szantażowali ją czymś? Co tu się dzieje?
Znał Charliego na tyle, że wiedział, że obietnica rozpierdolenia każdego, kto zrobił krzywdę Emily nie jest słowami rzuconymi na wiatr. A żeby nie wpakować jego ani całej rodziny w kłopoty trzeba trochę ostudzić jego zapał albo rozpierdolić kogoś po cichu. Zasępił się nieco na myśl, że to właśnie Nate jest źródłem kłopotów Em. Faktem było, że w pewnym momencie rozluźniły się im kontakty, ale przez te lata myślał, że chłopak nadal jest w porządku. Wygląda na to, że jednak nie bardzo. Rzeczywiście, sytuacja wyglądała dość słabo, jakby nie było dobrego wyjścia. Nawet jeśli Emily zerwałaby zaręczyny, to przecież jej problem zaczął się zanim ojciec wpadł na genialny pomysł. Problem więc nadal by pozostał, po prostu wróciłaby do punktu wyjścia. W tym momencie naprawdę zabrakło mu słów i pomysłów rozwiązania tego wszystkiego. Słuchał Charliego, sam nie widząc innej opcji niż morderstwo hehe. Brat posadził mu siostrę na kolanach i wstał. Obawiał się, że tym razem ich zawiedzie, nie znajdując żadnego rozwiązania problemu. Nie wiedział, że to będzie tak skomplikowane. Myślał, że gdy Emily powie im co się dzieje, to dalej będzie już z górki, a okazuje się, że jedyne, co mogła powiedzieć to to, że dzieje jej się jakaś krzywda ze strony Bloodworthów. I jeszcze nie może powiedzieć co. Dominik zmarszczył brwi.
- Obiecałaś im, że nic nie powiesz na ten temat? - domyślał się, choć nie sądził, że może to być coś tak poważnego jak wieczysta przysięga. - I kontrolują cię, abyś się nie wygadała? - pytał dalej. - Nie dość, że zrobili ci jakąś krzywdę, a sama myśl o tym mnie boli, to jeszcze nie mogę wiedzieć co to takiego, bo zabronili ci mówić. Co za... - urwał, bo nie potrafił znaleźć odpowiedniego słowa. - Chciałbym przynajmniej, żebyś mogła nie wychodzić za Nathaniela, skoro tego nie chcesz - dodał. Może on był najłagodniejszy z rodzeństwa, ale nie zgodziłby się wyjść za kogoś brew swojej woli. Em miała chyba zbyt mocno zakorzenione posłuszeństwo ojcu i bała się, żeby go nie denerwować. Z tego samego powodu Dominik milczał na temat narzeczeństwa siostry, zanim ta informacja poszła w obieg.
- Nie ma możliwości, żebyś się od nich zupełnie odcięła? - proponował rozwiązania po omacku, bo nie wiedział przecież o co tak naprawdę chodziło. Spojrzał na Charliego. - Może jednak pomysł pójścia i kulturalnego przyparcia do muru Bloodworthów nie jest taki zły? Może oni wyjaśnią nam, co ci zrobili. Przecież sami mogliśmy - i to zrobiliśmy - się domyślić, że coś jest nie tak, widać było to gołym okiem - Dominik wzruszył lekko ramionami. - Charlie ma rację, znowu, że nikt nie ma prawa cię kontrolować i ograniczać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Emily Rowle

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 1,60
C. szczególne : Czerwone usta, zawsze!
Galeony : 1050
  Liczba postów : 1374
https://www.czarodzieje.org/t15867-emily-rowle
https://www.czarodzieje.org/t15996-sowa-emily-felicja#436128
https://www.czarodzieje.org/t15874-emily-rowle?highlight=Emily+Rowle
https://www.czarodzieje.org/t15872-emily-rowle
(I hope it will not be the) last christmas QzgSDG8




Moderator




(I hope it will not be the) last christmas Empty


Pisanie(I hope it will not be the) last christmas Empty Re: (I hope it will not be the) last christmas  (I hope it will not be the) last christmas EmptyPon Mar 02 2020, 22:23;

Chciała to w końcu sobie ułożyć. I chociaż nie mogła zmienić wszystkiego co się działo wokół niej, to mogła chociaż spróbować zmienić myślenie. Im dłużej nie znajdowała magicznego rozwiązania swoich problemów, im dłużej skupiona na tym jednym polu pogrążała wszystko inne, tym głębiej w to wpadała, bardziej to rozpamiętywała i nie była w stanie nauczyć się z tym żyć. Minęło pół roku i to już był najwyższy czas wziąć się w garść. Wierzyła, że rozmowa z braćmi będzie krokiem do dobrego. Przede wszystkim miała nadzieje, że kiedy zdobędzie się na szczerość, zacznie się między nimi chociaż trochę układać. Zasługiwali na to, żeby poznać chociaż tyle prawdy, ile mogła zdradzić. Dotarło to do niej kiedy pękła i tak wiele powiedziała Eli, potem walczyła z tymi emocjami, ale rozmowa z Natem po świętach tylko utwierdziła ją w tym, że to był czas na krok w zupełnie inną stronę.
Tego, czego z całą pewnością nie chciała to gwałtownej reakcji braci. Wiedziała, że to fatalny pomysł, żeby szli do Nate'a, do jego ojca, do kogokolwiek. Oni naprawdę nie byli w stanie nic na to poradzić, a to mogło tylko sprowadzić dodatkowe kłopoty i na nią i na nich.
- Nie, nie... nie chce, żebyście cokolwiek z tym robili. Serio to nie takie proste. Chciałam tylko w końcu powiedzieć wam chociaż tyle ile mogę, to niewiele, ale chciałabym, żeby cokolwiek się zmieniło. Nie chce w tym wszystkim jeszcze bardziej podkopywać naszej relacji - przytuliła się lekko do Dominika, kiedy Charlie w nerwach wstał, ale westchnęła, patrząc na niego. - Nie ma, przynajmniej na razie. Może uda się, kiedy ojciec poczuje się lepiej? Nie mogę nic mu o tym powiedzieć, to by go wykończyło. Zresztą, z Natem jest lepiej. Mam do niego żal i to wszystko jest strasznie popieprzone, ale prawdę mówiąc, najgorszy w tym wszystkim jest jego ojciec i z takim rodzicem nie dziwie się, że to się tak skończyło - przyznała. - Poza tym wierze, że Nate żałuje. Niewiele to może zmienić, ale sprawy między nami są tak skomplikowane, że nie ma już sensu tego dłużej rozdmuchiwać. Chciałabym chociaż spróbować to zamknąć, przynajmniej na tyle, na ile to możliwe. Jego ojciec jest za to zdecydowanie zbyt niebezpieczny, żebyście mieli coś z tym robić, okej? - spojrzała na nich całkiem poważnie, bo zdała sobie sprawę, że strona w którą teraz idzie też może nie być dla nich najbezpieczniejsza. Przekierowała spojrzenie na Dominika, licząc, że on będzie tym rozsądnym bratem, który w razie czego powstrzyma Charliego przed zrobieniem ogromnej głupoty i zadzieraniem z dorosłym, potężnym czarodziejem. - Jak wróci tata spróbujemy spędzić te święta normalnie, dobrze? Nie może się domyśleć, że coś jest nie tak. Zresztą, naprawdę chce w końcu chociaż trochę normalności, wy pewnie też - zauważyła. To było więcej niż nadto kłótni, problemów, rozdrapywania tego wszystkiego. Nie zamierzała już poruszać tematu festiwalu, ani niczego innego. To z pewnością były rozmowy, które jeszcze musieli przeprowadzić, ale nie teraz. Teraz musieli chociaż spróbować naprawić atmosferę między sobą.

______________________

Happiness is a choice



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


Charlie O. Rowle

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 188cm
C. szczególne : łobuzerski, i rozbrajający uśmiech. nadmiar energii, szerokie ramiona i plecy
Galeony : 1063
  Liczba postów : 547
https://www.czarodzieje.org/t17714-charlie-oliver-rowle#498256
https://www.czarodzieje.org/t17716-cygaro#498257
https://www.czarodzieje.org/t17719-aniolki-charliego#498308
https://www.czarodzieje.org/t17715-charlie-oliver-rowle#498254
(I hope it will not be the) last christmas QzgSDG8




Moderator




(I hope it will not be the) last christmas Empty


Pisanie(I hope it will not be the) last christmas Empty Re: (I hope it will not be the) last christmas  (I hope it will not be the) last christmas EmptySro Mar 11 2020, 01:14;

To było zbyt skomplikowane. Wyraz twarzy brata wcale mu nie pomagał, wręcz przeciwnie. Był jeszcze bardziej skołowany, nie wiedząc, jak bardzo powinien się martwić. No, raczej wkurwiać. Nie był typem od gdybania i głaskania po głowie, raczej szedł niczym tajfun, chcąc rozwalić zagrożenie u źródła. Ze wskazówkami Emily niewiele jednak mógł zrobić. Bo co? Zabije ich wszystkich? Ojciec Nathaniela był potężnym czarodziejem, nawet z jego siłą i refleksem by przegrał, jedynie przy odrobinie szczęścia może trafiając go czymś w głowie. Już widział rozbryzgującą się na ścianie krew, tworzącą fikuśne wzory, dziwne kształty. Czuł sztywniejącą szyję pod palcami, widział bladość uwidaczniającą fiolet żył. Przymknął oczy, kręcąc głową. Tylko rodzina — walka o jej dobro — potrafiła wprawić go w tak olbrzymi trans, obudzić tak wielki mrok — że nie cofnąłby się przed niczym. Ojciec zawsze mu wpajał, że miał być silnym mężczyzną, zawsze chronić małą siostrę i pomagać bratu. Dominik był poważnym i elokwentnym, mistrzem kompromisu, ale to Charlie był dobrym i gwałtownym przywódcą, nieczującym strachu przed zagrożeniem i posiadającym tak słabo rozwinięte emocje, że nie mogły mu w niczym wadzić. Nie uległby pieniądzom, kobietom, seksowi — był doskonałą bronią w dobrych rękach. Odetchnął, zaciskając kolejny raz pięści i wbijając paznokcie w skórę. Po skroni spłynęła mu kropla potu, żyła widoczna na szyi drżała. Czuł, jak każde uderzenie serca roznosi mu kolejną falę adrenaliny i złości po ciele. Najgorzej, że Nathaniela naprawdę lubił i szanował. Wydawało mu się, że on jeden na całym świecie będzie w stanie go zrozumieć. Jak miał sobie poradzić z taką zdradą, zmuszaniem do czegoś Emily? Siedziała mu na kolanach, a on pomyślał, że znów jest tak mała, jak kiedyś.
Kurwa. Ja pierdole.
Przełknął ślinę, chodząc w kółko cały roztrzęsiony. Próbował myśleć, ale poza krwią i wypruwaniem flaków w głowie nie pojawiał się żaden inny obraz. Lubił zadawać i czuć ból, chociaż powinien — tak, jak Voldemort, załatwiać sprawy zaklęciem. Nie bez powodu chciał tatuować sobie znak morsmorde. Głos mężczyzny przerwał ciszę, a Charles zawiesił na nim spojrzenie.
- Czy pozbycie się Pana młodego rozwiąże Twój problem? - zapytał, chociaż nie wiedział, czy wcześniej podobne słowa już nie opuściły jego ust, nie pamiętał. Zacisnął je, prychając i krzyżując ręce na torsie, mimowolnie napinając mięśnie ramion. Musiał się trochę zmęczyć, zająć czymś i nie dać się porwać impulsowi, bo żadne z jego rodzeństwa nie byłoby dumne z wizji wpychania Nathanielowi do gardła pogrzebacza od kominka. Roześmiał się głośno, odrobinę szalenie. - Kulturalnego? Pojebało Cię stary? Zobacz, do czego ją doprowadzili, a Ty chcesz pokojowego rozwiązania. Lepiej pierdolnąć Avadą.
Wzruszył ramionami, oburzony naiwnością brata. Znów zaczął chodzić w kółko, bo się denerwował. Trzeba przyznać, że gdy brat mu przytaknął, daj rację — poczuł satysfakcję i dumę, że jednak nie był takim idiotą do końca. Blondynka wpadła w monolog, chociaż połowa słów wpadała mu do głowy i uciekała, bo skupiał się na liczeniu kroków, zaciskaniu pięści, wizjach morderstwa.
- Jak nasza relacja ma istnieć? Na kłamstwie? Ojciec zawsze mówił, że cokolwiek by się nie działo, rodzina jest najważniejsza i musimy być ze sobą szczerzy. - prychnął, wpadając jej trochę w słowo, jednak nie zdążył ugryźć się w język. Przygryzł dolną wargę tak mocno, że poczuł metaliczny posmak krwi w ustach. Nie patrzył na nią, nie mogąc jej niczego obiecać. Przechodząc obok litej, drewnianej szafki, uderzył pięścią w blat, żeby sobie ulżyć. Rodzeństwo Rowle też mogło być niebezpieczne, tylko jego pozostała dwójka o tym nie wiedziała widocznie. Brunet przeczesał włosy, wzdychając głośno. Zatrzymał się przed kanapą, opierając dłonie na biodrach.
- Jak przepraszam — mamy kurwa udawać, że jest normalnie, wiedząc, że jesteś pieprzoną niewolnicą czegoś chorego, o czym nie możesz nam powiedzieć, moja ukochana siostro? Być może Bloodworth jest silnym wrogiem, ale nie ma ludzi niepokonanych. Wystarczy dobry plan. A czasem najlepszy, to efekt zaskoczenia.
Uśmiechnął się krótko, szaleńczo nieco. Ujął jej twarz w dłonie i ucałował w czoło, wierząc, że Dominik się z nim zgadzał. Jak mogli jej obiecać, że nic z tym nie zrobią, skoro mieli siebie nie okłamywać? Charles na pewno tego w ten sposób nie zostawi. Nie chciało mu się wierzyć też, że starszy brat uszanuje jej prośbę przy zaistniałej sytuacji.
- Powinnaś bardziej na nas polegać, mała.

______________________


A leader is one who knows the way, goes the way, and shows the way.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

(I hope it will not be the) last christmas QzgSDG8








(I hope it will not be the) last christmas Empty


Pisanie(I hope it will not be the) last christmas Empty Re: (I hope it will not be the) last christmas  (I hope it will not be the) last christmas Empty;

Powrót do góry Go down
 

(I hope it will not be the) last christmas

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: (I hope it will not be the) last christmas QCuY7ok :: 
retrospekcje
-