Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 Wielka Sala

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 37 z 39 Previous  1 ... 20 ... 36, 37, 38, 39  Next
AutorWiadomość


Lily Black

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 27
Galeony : 114
  Liczba postów : 105
Wielka Sala - Page 37 QzgSDG8




Gracz




Wielka Sala - Page 37 Empty


PisanieWielka Sala - Page 37 Empty Re: Wielka Sala  Wielka Sala - Page 37 EmptySob Sty 01 2011, 22:12;

First topic message reminder :

- Widzę, że ty też nie grzeszysz nagannym humorem. - Powiedziałam, a po chwili obie śmiałyśmy się jak dwie szajbuski. Po chwili zdałam sobie sprawę, że wszyscy siedzący na sali patrzą na nas jak na ostatnie kretynki, a mój brzuch nadal szalał. No cóż, w końcu ta sałatka to moja dzienna porcja warzyw. Więcej już jeść nie będę, więc władowałam sobie ogromną ilość warzyw na talerz. Tak samo uczyniłam z talerzem siedzącej naprzeciwko Elliott, uśmiechając się do niej.
- Jesteś chuda jak patyk, dziewczyno. Powinnaś też coś jeść. - Dodałam, widząc jej zdezorientowaną minę. - A teraz, ładnie, siup. - Nabiłam na widelec sałatę i wcisnęłam jej do buzi. Sama później też sobie władowałam. Pewnie wyglądałyśmy teraz jak chomiki, z pełną ilością jedzenia zgromadzonego w policzkach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość


Effie Fontaine

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 27
Czystość Krwi : 100%
Dodatkowo : pół wila
Galeony : 4381
  Liczba postów : 2482
http://czarodzieje.forumpolish.com/t24-effie-fontaine
http://czarodzieje.forumpolish.com/t253-effie-fontaine
http://czarodzieje.forumpolish.com/t619-effie-fontaine
http://czarodzieje.forumpolish.com/t7168-effie-fontaine#204310
http://czarodzieje.forumpolish.com/forum
Wielka Sala - Page 37 QzgSDG8




Administrator




Wielka Sala - Page 37 Empty


PisanieWielka Sala - Page 37 Empty Re: Wielka Sala  Wielka Sala - Page 37 EmptyNie Cze 17 2012, 23:37;

Fontaine nie martwiła się, że pojawiłby się tu ktoś o kogo parę byłaby zazdrosna, kto w ogóle jakkolwiek wybiłby ją z rytmu. Była w naprawdę dobrym humorze, a i jednocześnie była wolna od relacji związanych zazdrością czy czymkolwiek jeszcze negatywnym. Było lekko. Nawet na owym balu nie pojawiła się tak naprawdę z nikim bliskim jej sercu. Bo mimo, iż Freddy się jej podobał, to przecież nie było między nimi głębszego uczucia. Właściwie po prostu przyjemnie się w swoim towarzystwie bawili.
Gdy chłopak wspomniał o filmach, dopiero Effka pokiwała głową ze zrozumieniem. O tym już jednak słyszała. To była taka mugolska wersja ich przedstawień, coś jakby przenoszone za pomocą dziwnych urządzeń, że każdy mógł oglądać to samo u siebie w domu. Z jednej strony wygodne, ale z drugiej to smutne, że oglądali za każdym razem wszystko zagrane identycznie. Na przedstawieniach wszakże każdy gest za każdym razem wygląda nieco inaczej!
- Ale dzięki temu pilnuję w codziennych sprawach, by ta cecha nie wymarła u mnie zupełnie – dodała jeszcze, wciąż stojąc przy swoim. Bo to uparte babsko w sumie było. Ale tak, wiedziała, że Freddy nie popiera picia alkoholu, natomiast dla niej było czymś co właściwie w tym roku jakby odkryła na nowo. Owszem, piła więcej, o wiele więcej niż wcześniej. Parę razy nawet całkiem mocno się poupijała robiąc jakieś głupoty. To chyba była jej słaba metoda na leczenie jakichś zadr.
Ruszenie na parkiet przyjęła z wesołym uśmiechem i bez wahania zarzuciła swe ręce na Ainsworthową szyję, jednocześnie przylegając do chłopaka. I nawet zanotowała, że tak ładnie pachniał. Potem wykonała za jego sprawą kilka obrotów, parę szalonych zawijasów, nie szczędząc sobie na śmiechu, przy mocniejszych ruchach. Naprawdę, świetnie się z nim bawiła!

I to było jak iluzja, to był omam wywołany alkoholem i zawrotami głowy. To była podświadomość dająca jej to, czego przecież wcale nie chciała.
W Wielkiej Sali stał Grigori Orlov.
Przytulona do Fredericka, tak, że ten nie widział jej twarzy, kołysząc się w jakiś spokojny rytm, wyzbyła się jakichkolwiek śladów po uprzedniej wesołości. Po prostu patrzyła, bo absolutnie nie wierzyła w to co widzi. Miliard pytań zrodził się w jej głowie, tony wątpliwości i niedowierzania. Ale tak, był tam prawdziwy, tańczący z Tamarą Markową. Jakiś strach ją obezwładnił, jakaś niepewność, coś jakby ją skruszyło. Nie, nie czuła tamtej starej złości, nawet nie pamiętała w tej chwili o co wtedy poszło. Ale i nie, wcale nie chciała go tu widzieć. Chyba. Przecież wtedy miało być ostatni raz, gdy stanął jej na drodze. Wyjechał do Rosji i miał tam zostać. Bo przecież tego chciała, prawda?
Tak bardzo, tak bardzo miała ochotę podejść do piromana, który dla niej był dokładnie taki sam jakim go zapamiętała. Takie same miał rozczochrane włosy, tak samo był chudy, tak samo patrzył swoim szalonym wzrokiem, tak samo biło od niego jakieś niebezpieczeństwo. To był ten sam Grig. Nie, tamten wyjechał, ten nie był jej Grigiem. I tak bardzo, bardzo chciała teraz do niego podejść i zapytać po co wyjechał wrócił, dodać żeby nigdy nie znikał się wynosił. Przecież nie chciała go w swoim życiu. Właśnie dlatego mocno zamknęła oczy, by dalej w tamtym kierunku nie zerkać, by udawać, że Grigori Orlov już nie istnieje, chociaż dudnienie jej ogłupiałego serca podpowiadało zupełnie co innego. Zupełnie nieświadomie wtuliła się Fredericka jakoś mocniej.

______________________

time is on my side
Go ahead, go ahead and light up the town. And baby, do everything your heart desires. Remember, I'll always be around. And I know, I know. Like I told you so many times before. You're gonna come back, baby. 'Cause I know You're gonna come back knocking. Yeah, knocking right on my door.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 26
Galeony : 46
  Liczba postów : 508
Wielka Sala - Page 37 QzgSDG8




Gracz




Wielka Sala - Page 37 Empty


PisanieWielka Sala - Page 37 Empty Re: Wielka Sala  Wielka Sala - Page 37 EmptyPon Cze 18 2012, 00:00;

Uwielbiałem kiedy miała lekko zachrypnięty głos, trudno było to wytłumaczyć wzbudzał we mnie tak przyjemne uczucie że czasami wyczekiwałem tego tonu jak kolejnego oddechu. Chciałem odpowiedzieć na zadane pytanie, ale kiedy moje usta lekko się rozwarły by wydobyć jakiś dźwięk, Płomyczek przybliżyła się do mnie uniemożliwiając mi to, no jak mogłem mówić kiedy byliśmy tak blisko i chłonęliśmy siebie nawzajem. Zacząłem tańczyć, no można w końcu tak to nazwać, trochę się podszkoliłem w tej kwestii. Nadal daleko mi było do Ukochanej lub większości z obecnych, ale przynajmniej wiedziałem jak się poruszać i była to zasługa osoby która była przede mną. Spoglądając na Marg odpowiedziałem po pewnym czasie.
- Dobrze, teraz już wyśmienicie. Choć minie trochę czasu zanim dojdę do siebie. A co z Tobą? - lekka nuta niepokoju rozbrzmiała w moim głosie. Ostatnie dni były dość dziwne i w pewien sposób męczące. Choć w tej właśnie chwili cieszyłem się każdą sekundą spędzoną z Płomyczkiem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Quentin Tricheur

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 29
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 329
  Liczba postów : 341
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2673-quentin-tricheur
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6043-quenio#171480
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6044-quentin-tricheur-zapraszam#171487
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7211-quentin-tricheur#204514
Wielka Sala - Page 37 QzgSDG8




Moderator




Wielka Sala - Page 37 Empty


PisanieWielka Sala - Page 37 Empty Re: Wielka Sala  Wielka Sala - Page 37 EmptyPon Cze 18 2012, 00:12;

Nie mógł na siebie zwracać uwagi. Musi wyglądać jak zawsze na takich balach, nie jakby miał zaraz ruszać w drogę. Zwlekał z tym zbyt długo. Zdecydowanie zbyt długo. Powinien zrobić to znacznie wcześniej. Głupi Quentin. Stał przed lustrem i wiązał swój czarny krawat. Podwinął rękawy fioletowej koszuli, poprawiał nawet spodnie byleby odwlec ten moment. Podszedł do swojego schowanego kufra. Wszystko spakowane. Tak jak zaplanowali. Deszcz może im pomóc, jak i przeszkodzić. Żadnych śladów, jakichkolwiek. Quentin zapoznał się już wcześniej z tajnym przejściem do Hogsmeade, którym mieli to zrobić. Wyjdą w Miodowym Królestwie w nocy, wykradną się, musi się udać. Przecież to nie pierwszy raz Tricheura, bogowie. On został stworzony do skradania się.
Musiał iść. Szedł w stronę Wielkiej Sali, uśmiechając się do swoich znajomych jak gdyby nigdy nic. Jak gdyby nigdy nic. Jego stała gra. Tylko zazwyczaj chciał coś ukraść, a nie uciekać z zamku.
Spokojnie.
Wielka Sala wyglądała ładnie, ale było już duszno. Mdły zapach przyprawiał go o zawrót głowy, miał wrażenie, że zaraz zwymiotuje, chociaż nic nie pił. Może powinien sięgnąć po alkohol? Na odwagę?
Nie musi mieć tej nocy całkowicie sprawny umysł. Chodził niespokojnie po pomieszczeniu szukając swojego przyjaciela. Znalazł go. Siedział na huśtawce z dziewczyną. Jakąś kolejną dziewczyną, którą Quentin nie kojarzył z imienia. Miał nadzieję, że chociaż Dex kojarzył. Podszedł szybko w ich stronę. Wydawało mu się, że jest jeszcze niższy niż zawsze. Że idzie nienaturalnie, a jego nogi plączą się odrobinę.
Uśmiechnął się do pary, kiedy w końcu stanął nad nimi.
- Wyglądacie świetnie. Mam nadzieję, że dobrze się bawicie, ale czy mogę zabrać na chwilę twojego partnera? – zapytał skłaniając lekko głowę w ich kierunku, by go usłyszeli. Posłał jeszcze jeden uśmiech do dziewczyny i odszedł z Dexterem na pewną odległość. Rozejrzał się nerwowo dookoła. Przejechał językiem po suchych wargach i rozluźnił krawat. Czemu tu było tak gorąco.
Uniósł głowę, by dobrze widzieć swojego przyjaciela.
- Dexter, nie jadę na Iteriusa- powiedział w końcu przybliżając się do Vanberga. Odwrócił po chwili wzrok na wirujące pary. Beztroskie. Pełne życia. Też tak mógł. Wirować teraz z Talą. Po raz ostatni patrzeć na jej słodki uśmiech. Wybrał jednak pożegnanie Dextera, nie Talaithy. Chciałby, żeby to zrozumiał. Chciałby, żeby wszystko było u niego tak proste jak u Vanberga. Mógłby zakochać się też w normalnej dziewczynie, która nie ma narzeczonego i wielkiej rodziny. Ale dla Quentina i tak to nie byłoby łatwe.
Po raz któryś pomyślał, że Vanberg nie docenia tego co ma.
Skoro nie może tego docenić, jak może go zrozumieć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Dexter Vanberg

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 29
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2342
  Liczba postów : 1898
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2680-dexter-vanberg#91111
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2721-dexterkowe-lisciki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2696-laboratorium-dextera
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7160-dexter-vanberg#204285
Wielka Sala - Page 37 QzgSDG8




Administrator




Wielka Sala - Page 37 Empty


PisanieWielka Sala - Page 37 Empty Re: Wielka Sala  Wielka Sala - Page 37 EmptyPon Cze 18 2012, 00:42;

Vanberg tylko cicho się zaśmiał na to jej pogrożenie palcem i obietnice trucia by pisał. Rozłożył jeszcze ręce na boki, jako znak, że nie ma nic na swoje usprawiedliwienie, więc nie będzie się ani sprzeciwiać. Tak, doskonale przecież wiedział, że musi go coś kopnąć do pracy. Tylko w sumie potrzebował do tego czegoś mocnego. Bo to nie obowiązek go motywował tak naprawdę, a jakieś wydarzenie, które dawało podłoże do pisania, tworzenia, zatapiania się w muzyce. Przecież obowiązki nigdy go nie interesowały. Nigdy nie obchodziło go to co musiał. Muzykę po prostu chciał tworzyć, tylko ostatnio jakoś, powiedzmy, że nie było okazji. Popijając kolejne łyki ginu słuchał jej słów adekwatnie tej piosenki.
- Nie, ale wierzę, że coś takiego przytrafia się jakimś ludziom i na pewno ktoś to rozumie – odparł na jej słowa. Piosenka dotyczyła momentu, gdy ktoś cie zostawia bez powodu, a ty nie wiesz czy w ogóle komukolwiek znów zaufasz. Dextera Vanberga przecież nikt nie zostawia. Dexter Vanberg się nie przywiązuje, nie tworzy z nikim związków, na nikim mu nie zależy, nikt go więc nie może zostawić. Jest w tym taki bezpieczny. Absolutnie nie rozumiał o czym mówi dziewczyna. Przecież on nigdy nikogo nie stracił! I twierdził, że to jego sprawa, na ile rzeczywiście to był prawdą.
Niespodziewanie pojawił się Tricheur. I co Dex nawet zauważył, jakiś był spięty. W pierwszej chwili w jego myślach zakiełkowało, że może znów jakiś dyrektor posądził go o kradzież, że może znów narobił sobie jakiegoś dziadostwa, a teraz chcą by zamieszkał z dementorami. To było bardzo prawdopodobne. Dlatego rzeczywiście opuścił na jakiś czas towarzystwo Rosy, idąc za Tricheurem nieco dalej.
- Co znów odjebałeś skoro pojawiasz się na balu jak poparzony i nawet nie jesteś z laską, jakąś Beatriz czy kimś tam – gadał pod nosem, idąc zaraz za Tricheurem. Właściwie nie był pewnym czy ten słyszał jego słowa, poprzez ryki wokalistki, która śpiewała coś na temat sadomaso. Wcześniej bogato sobie nalał ginu, więc popijając czekał na ten wielki sekret przyjaciela. Nawet wygodnie oparł się o stolik.
- I co, jedziesz na rok do Tajlandii podrywać ciemnowłose dziewczyny na plażach? Tam jest pełno transwestytów – odparł zupełnie niepoważnie. Bo jak miał niby traktować jego wyznanie „Nie jadę na Iteriusa”. No to gdzie zaś wymyślił, że jedzie? Patrzył na niego z niezupełną powagą, aż w końcu idąc za wzrokiem kumpla też zaczął patrzeć po sali. Tylko, że nie zwracał uwagi na pary, a po prostu na ładne dziewczyny, zwłaszcza te których jeszcze nie znał. - Co znów zrobiłeś? - Zapytał w końcu, chcą się dowiedzieć o co na prawdę chodzi. Ta wersja z dementorami za przyszłych współlokatorów zaczynała dziwnie pasować!
E tam, Dexter wcale nie miał tak wiele.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Quentin Tricheur

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 29
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 329
  Liczba postów : 341
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2673-quentin-tricheur
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6043-quenio#171480
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6044-quentin-tricheur-zapraszam#171487
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7211-quentin-tricheur#204514
Wielka Sala - Page 37 QzgSDG8




Moderator




Wielka Sala - Page 37 Empty


PisanieWielka Sala - Page 37 Empty Re: Wielka Sala  Wielka Sala - Page 37 EmptyPon Cze 18 2012, 00:58;

Quentin naburmuszył się słysząc jego słowa. Dexter zdecydowanie za dobrze go znał. Ciekawe czy wie jak się zachowuje kiedy zamierza coś ukraść? W zasadzie miał zamiar o to zapytać i otwierał buzię, ale po chwili zamknął ją szybko.
Nie po to go odciągał od dziewczyny.
Kiedy nareszcie stanęli jego wyznanie Dexter skwitował żartem. No tak, w sumie czego spodziewał się Quentin? Faktycznie jego deklaracja wydawała się wręcz niepoprawna. Jednak dzięki tym lekkim kpinom Tricheur rozluźnił się zdecydowanie i uśmiechnął się nawet lekko, całkiem szczerze do przyjaciela.
- Więc muszę chyba szybko zmieniać plany. Dobrze, że mi powiedziałeś – stwierdził odwracając w jego kierunku głowę. Oparł się plecami o ścianę. Wzruszył ramionami na pytanie Vanberga.
- Nic nie zrobiłem – odpowiedział zgodnie z prawdą. Jeszcze. Ponownie miał sucho w ustach. Nie miał ochoty się tłumaczyć przed nim. Dexterowi nigdy nie zależy na dziewczynach, a Quentin miał zamiar rzucić doskonale rokującą dla niego wymianę dla kobiety.
- Wyjeżdżam z Talą. Jeszcze nie wiemy gdzie. Może wrócimy na początek do Berna, a potem pomyślimy. Gdybym nie wyjechał z nią, ona musiałaby wrócić do rodziny już w tym roku. I nigdy bym jej nie zobaczył. Bo ona ma narzeczonego. Tam u siebie. We Francji. I musimy się wymknąć. Claude nie będzie zadowolony. Miał jej tu pilnować.
Kiedy chaotycznie tłumaczył o co mu chodzi wyjmował papierośnicę z kieszeni i wyciągnął papierosa, by odpalić go. Szybko zaciągał się używką. Kiedy skończył spojrzał w końcu na Vanberga.
- Nie żartuję Dex, to byłby kiepski żart nawet na mnie - dodał jeszcze szybko po swoim kiepskim monologu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Annelise Harding

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 26
Czystość Krwi : 50%
Dodatkowo : teleportacja, wilkołak lunarny
Galeony : 209
  Liczba postów : 292
Wielka Sala - Page 37 QzgSDG8




Gracz




Wielka Sala - Page 37 Empty


PisanieWielka Sala - Page 37 Empty Re: Wielka Sala  Wielka Sala - Page 37 EmptyPon Cze 18 2012, 01:03;

Ann wiedziała, że Lizard nie mówił prawdy w stosunku do Finna. Znała go dobrze. Była wręcz pewna, że będzie chciał sprawdzić chłopaka po swojemu. Cóż... nie będzie mu przeszkadzała dopóki nie przekroczy pewnej granicy.
Gdy poczuła rękę na talii poczuła charakterystyczny dreszcz na ciele. Oczywiście, że to lubiła, ale to traktowała jako gest w stylu brat-siostra. Lizard był dla niej jak brat. Dobrze pamięta jak przeżywała, gdy dowiedziała się, że rzekomo umarł. To było bolesne. Wciąż nie mogła pogodzić się z jego przemianą, ale i tak traktowała go jak wcześniej. Jak brata. Trochę się zmieniło. Nigdy wcześniej nie zachowywał się tak, nie dotykał, nie całował i nie mówił takich rzeczy. Musiała się przyzwyczaić do nowego Jaszczurka. W sumie to jej coraz mniej przeszkadzało. Przynajmniej zaspokajała swoje potrzeby. Nie mówię tu o niczym poważnym. Chodziło raczej o to, że te gesty sprawiały, że Ann czuła się szczęśliwsza. Oczywiście utrzymywała dystans, a raczej trzymała chłopaka przed granicą. Nie chciała by ich relacje się zmieniły. Chciała by takie pozostały.
Troszkę posmutniała jak poszedł z Cornelią. Cóż... takie miał losowanie. Ann wolała nie być w losowaniu. Nie chciała zepsuć imprezy osobie wylosowanej, bo na pewno by to zrobiła. Jak? Zwiała by, unikałaby, albo zaczęła się jąkać i przewracać, a tak... Tak było lepiej.
Spojrzała ponownie na Yvesa. Czym dłużej tam patrzyła tym bardziej była wściekła. O nie! Dzisiaj nie będzie tej Ann, która unika ludzi, ciągle robi się czerwona i jest nieśmiała. Nie! Dzisiaj zrobi coś na co miała ochotę już dawno temu. Postawi się i wygarnie co myśli o tej sytuacji.
-Przepraszam, ale muszę załatwić pewną sprawę.
Mruknęła przez zęby.
Zaczęła kierować się w stronę puchona i jego partnerki.
Po drodze zabrała komuś napitek. Pies wie co tam w środku było. Ważne, że płynne. Podeszła do nich i niby to przypadkiem wylała zawartość kieliszka na białą sukienkę Ag.
-Ups...
Powiedziała z miną niewiniątka.
-To ty jesteś tą dziewczyną z którą zabawiał się Yves?
Zapytała tonem jakby pytała o pogodę.
Spojrzała na Yvesa i upuściła kieliszek. Był taki gwar, że nie było słychać tłuczonego szkła.
-A więc to tak...
Warknęła do chłopaka. Po chwili spoliczkowała chłopaka najmocniej jak potrafiła, czyli tak.
Żeby tego było mało... Obcasem nadepnęła go mocno na stopę po czym odwróciła się napięcie i wróciła do swoich z miną satysfakcji.
-Uff... Ma ktoś ochotę się napić? Bo ja tak.
Powiedziała hardym tonem, choć wewnątrz jej wszystko zaczęło się burzyć. Była tak wściekła, że nawet nie zauważyła jak bardzo bolał ją ten widok. W dodatku z tą samą dziewczyną. Pewnie całował się z nią nie raz. Ann postanowiła dzisiaj się uchlać. Pierwszy raz w życiu porządnie się napije, aż urwie jej się film i będą musieli ją nieść, bo sama nie będzie wstanie chodzić. Co do chłopaka... On już raczej nie miał szans na przebaczenie. Nie po tym co zrobił... Ann zapragnęła usunąć go ze swojego życia. Szkoda tylko, że się w nim zakochała. Przynajmniej tak jej się zdawało. Silne uczucie kazało jej odwrócić wzrok i spojrzeć na reakcję chłopaka, ale umysł wyjątkowo trzeźwy dzisiaj nakazał patrzeć na znajomych. Nie wiadomo co zacznie robić. Pewnie by się rozpłakała, ale nie... Nie da tej satysfakcji. Oczy zaszkliły jej się. Zaczynała wyglądać jakby chciała się rozpłakać. Oby przyjaciele zaczęli działać, bo inaczej znowu będzie robiła za fontannę i całe przygotowania na bal diabli wezmą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Twan Nguyen

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 25
Czystość Krwi : 50%
Dodatkowo : wilkołak lunarny
Galeony : 237
  Liczba postów : 511
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1020-twan-nguyen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1021-twanowa-poczta
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1029-relacje-tlana-n
Wielka Sala - Page 37 QzgSDG8




Gracz




Wielka Sala - Page 37 Empty


PisanieWielka Sala - Page 37 Empty Re: Wielka Sala  Wielka Sala - Page 37 EmptyPon Cze 18 2012, 01:29;

Twan czekał na Angie przy drzwiach z wielkim uśmiechem na twarzy. Mimo ostatnich wydarzeń, wręcz nie umiał go powstrzymać, kiedy widział puchonkę tak pięknie wyglądającą - a przede wszystkim mogąc jej dotknąć, poczuć, po raz pierwszy od jakiegoś czasu. Mało było ostatnio okazji do spotkania się, a listy zdecydowanie nie wystarczały.
Słuchał Angie, nie mówiąc tak dużo jak zwykł robić to zazwyczaj, raczej wtrącał pojedyncze uwagi, a jak tańczyli, objął ją pewnie i chociaż sam mistrzem tańca nie był, to kołysali się całkiem przyjemnie, w rytm muzyki, bez względu jaka by nie była. Raczej patrzył, niż słuchał, a miał czym cieszyć oczy, prawda?
Po jakimś czasie zeszli z parkietu w pobliże stołów gdzie roiło się od przekąsek i napoi. Nalewał ponczu o dziwnym kolorze, podczas gdy Annelise urządziła szopkę z Jak-Mu-Tam w roli głównej, Twan patrzył na całe zajście z zaciekawieniem, międzyczasie podając Angie szklankę z napojem, drugą biorąc dla siebie.
- Powinienem coś zrobić... nie uważasz, że to okropne, ten chłoptaś? - spojrzał na puchonkę na chwilę, odrywając wzrok od tamtej dwójki. Raczej nie zdawał sobie sprawy, że mało co można było zrozumieć z jego wypowiedzi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Dexter Vanberg

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 29
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2342
  Liczba postów : 1898
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2680-dexter-vanberg#91111
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2721-dexterkowe-lisciki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2696-laboratorium-dextera
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7160-dexter-vanberg#204285
Wielka Sala - Page 37 QzgSDG8




Administrator




Wielka Sala - Page 37 Empty


PisanieWielka Sala - Page 37 Empty Re: Wielka Sala  Wielka Sala - Page 37 EmptyPon Cze 18 2012, 01:57;

Właściwie Dexter go nie obserwował aż tak dokładnie, gdy ten kradł. On przecież w tym czasie zwykle zajęty był skupianiem na przykład uwagi na sobie, albo rozmawiał z jakimiś dziewczynami, albo robił jeszcze inne typowe dla niego rzeczy. A wtedy Quentin właśnie kradł. Chyba więc nie wiedział, jak się wtedy zachowuje, ale na pewno wiedział, jakie okazje wykorzystuje. Wiedział też, że jego przyjaciel zachowuje zimną krew, a dziś się nią nie wykazywał wystarczająco.
- To może Wolfa uda Ci się wziąć ze sobą - dodał tak adekwatnie ich wiecznie nieobecnego przyjaciela i wyjazdu do Tajlandii. Właściwie brać Schlossera na wycieczkę, to jak zabierać zbędny bagaż, który potem postawi się w kącie pokoju i pożytku z niego żadnego nie ma. Ostatnio ich przyjaciel był chyba jeszcze mniej ruchliwy. Jedynie jego aktywność, wydawało że się zwiększyła w kwestii sięgania po strzykawkę. Oczywiście na to "nic nie zrobiłem" Dexter spojrzał na niego z jakimś politowaniem. To było absurdalne, coś na sumieniu jednak musiał mieć. Wyczekując tej reszty owej prawdy, wypił resztę swojego alkoholu.
Wyjazd. Tala. Szwajcaria.
No ja pierdolę.
Tak, dobrze, że dodał, iż nie żartuję, bo brzmiało to tak absurdalnie, że nawet nie chciał w to wierzyć. To był jego przyjaciel, potrzebował go tutaj przecież. Jakiś skrzydłowy, czy jak to tam jeszcze nazwać. Zawsze robili razem najlepsze imprezy, razem wyrywali najładniejsze laski, cholera, nawet się nimi wymieniali. Mieli pięknie jeszcze rok Iteriusa, z którego planowali razem nieźle skorzystać. Taki ostatni w sumie rok. A tu teraz pieprzone "wracam do Szwajcarii". Kurwa. Po co przerywać podbijanie Europy? I do cholery, kto to w ogóle była ta Tala?
I co zrobił Vanberg na to całe przeklinanie w myślach? Imponująco wprost, wzruszył ramionami.
- Jasne to jest twój wybór, nie wpierdalałeś się do moich decyzji, więc przemilczę moją opinię, z resztą i tak ją znasz - odparł wcale nie pokrzepiająco, bo był właściwie zirytowany tym nagłym, totalnie głupim pomysłem. No ludzie, jak to brzmi. Tricheur poznał kolejną laskę i pewnie od razu uznał, że to wielka miłość, teraz rzucał szkołę, rzucał Iteriusa, do którego o przyjęcie się starał, żeby dziś w zamian za to zamieszkać z dziewczyną w Szwajcarii, państwie które go nudzi. Gdzie tu sen i logika? Nie rozumiał po co wyzbywa się życia, które było ciekawsze, po co rezygnuje z tej ich wspólnej zabawy. Trochę by się chyba w duchu z tego śmiał, gdyby nie był skupiony na wymyślaniu w myślach przekleństw na temat logiki u swojego przyjaciela. Z resztą to wszystko wiązało się także z tym, że musiał podjąć decyzję co z nim samym. Jiri tu pozostawał, czyli wychodziło na to, że jeśli pojechałby z Iteriusem, to bez swojej bandy.
- To ja tu zostaję - o to proszę, szybka decyzja. Jeszcze wczoraj jechał na Iterius, dziś już zostaje w Hogwarcie. Tak decyzje podejmuje Vanberg! - Rób co chcesz, tylko nie wpierdol się w jakieś bagno, chociaż dobrze z nią uciekaj - dodał w końcu już sam nie wiedząc co ma mówić. Z resztą to bez różnicy, Quen wyjeżdżał, Dex zostawiał. Świat się jeszcze nie kończy.
Tylko gdzie to całe, Dextera Vanberga się nie zostawia? I dlaczego miał jakąś paskudną ochotę przypieprzyć byle komu w buźkę?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Cornelia Somerhalder

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 25
Czystość Krwi : 100%
Dodatkowo : teleportacja, wilkołak
Galeony : 1616
  Liczba postów : 2144
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2503-cornelia-somerhalder
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4053-corin-somerhalder#120896
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4052-nowe-powiazania-nowej-corin#120887
Wielka Sala - Page 37 QzgSDG8




Gracz




Wielka Sala - Page 37 Empty


PisanieWielka Sala - Page 37 Empty Re: Wielka Sala  Wielka Sala - Page 37 EmptyPon Cze 18 2012, 07:14;

Dziewczyna – o dziwo – niezręcznie czuła się w towarzystwie tylu ludzi naraz. Owszem, kochała tłumy... Ale tylko, jeśli to ona była w centrum uwagi, a nie gdy wszyscy doskonale się znali i dogadywali ze sobą, a Corin stała grzecznie z boku jak słodka, malutka owieczka, która nie wie co ze sobą począć. Dlatego też stała tak czekając na odrobinę zainteresowania z jakiejkolwiek strony. Mało brakowało, żeby wywiesiła transparent nad głową: „Halo, ja też tu jestem”.
Nie miała zamiaru dręczyć Ann, bo też nie po to tu przyszła. Odbije sobie w przyszłym roku szkolnym ze zdwojoną siłą, jeśli akurat przyjdzie jej na to ochota a przypomni sobie, że na balu dała jej spokój. Choć to okropne marnować taką okazję! W końcu dziewczyna wydawała się nabuzowana, a kiedy powodziła za jej wzrokiem i zobaczyła Agavaen z Yvesem... No szkoda gadać. Sama Gryffonka mogłaby podejść w każdej chwili i z klasą odebrać jej partnera byle by tylko denerwująca Wanna pozostała sama. No, ale nie ma sensu, skoro ma lepszego partnera no i może dziewczyna robiąca za pomidora pójdzie wydrapać jej oczy. O! Może będzie walka kocic w budyniu? Mrau... Uh nie, fuj. Bez Corn takie zapasy nie miałyby większego sensu i wyrafinowania.
Co do Finna? Jedynie się do niego delikatnie uśmiechała. Trochę smutno, ale mimo wszystko to był szczery uśmiech. Nie miała zamiaru skomentować tego, że on i Tim są razem, bo od zawsze widziała, że ów krukon leci na puchona jak pszczoła do nektaru. W wakacje przecież – nawet wtedy, gdy Finn i Corek byli tylko przyjaciółmi – okazywał swoją zazdrość o czas pana Visse. Mniejsza jednak o to, bo jak wspomniałam nie będzie się wtrącać. Przecież i tak chciała zostać bez przyjaciół, to co za różnica?
I w końcu jej jakże uroczy partner, któremu czasem wyrwałaby język zwrócił na nią uwagę. Spodziewała się, że pójdą na bok. Nie była mile widziana tam, gdzie jest Finn... Pozwoliła się zabrać bez słowa chcąc zachować jakiś procent, w którym ten wieczór będzie miły i przyjemny zanim się spije i przeleci w sali obok pierwszą, lepszą osobę, która jest płci męskiej i nie jest młodsza.
- Twoje EGO zdecydowanie nie może już urosnąć – Odpowiedziała wytykając język w jego stronę pomiędzy pomalowanymi na czerwono wargami. Następnie uśmiechnęła się i przewracając przy kolejnych słowach oczami powiedziała – Jestem oczywiście zachwycona – Dłoń, która była na jego karku lekko wbiła pazurki w jego skórę natomiast druga wylądowała na jego torsie.
- Nie no, bujamy się trochę jak w pierwszej klasie – Zaśmiała się zastanawiając jak komicznie muszą wyglądać z pozycji trzeciej osoby. Ogólnie zawsze miała wrażenie, że kiedy są razem wyglądają głupio i dlatego nie powinni się przy sobie pokazywać. Co nie zmienia faktu, że między nimi jak zwykle iskrzyło i miała ogromną nadzieję, że płomień się nie zapali.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Dracon Nicholas Uchiha

Student Slytherin
Wiek : 30
Czystość Krwi : 100%
Dodatkowo : Teleportacja
Galeony : 222
  Liczba postów : 241
Wielka Sala - Page 37 QzgSDG8




Gracz




Wielka Sala - Page 37 Empty


PisanieWielka Sala - Page 37 Empty Re: Wielka Sala  Wielka Sala - Page 37 EmptyPon Cze 18 2012, 07:35;

Nu-dy! Nie było porządnego alkoholu, którym mógłby się doprawić dla lepszego humoru. Nie było nikogo interesującego – a przynajmniej nikogo nie widział, co może mieć związek z tym, że niemal w ogóle się nie rozglądał. Chodził tylko po sali gapiąc się to w ziemię, to w sufit, to w 'oczy' przechodzącej obok laluni... I w taki właśnie sposób nie zauważył dziecka, które miało chyba metr dziesięć wzrostu i na które wpadł przewracając ją na ziemię.
W pierwszej chwili spojrzał troszkę niżej, jednak nic nie dostrzegając pochylił się wręcz, by dostrzec to, co nie potrafi chodzić i dlatego zderzyło się głową z jego kolanem. Jak widać Draco ubarwiał sobie pojęcie o swoim wzroście. W końcu dlaczego miałby tego nie robić? W końcu w swoim mniemaniu jest dla świata niczym Bóg. Seksu i pożądania przede wszystkim.
Kiedy dostrzegł twarz nieznajomej na chwilę każdy mięsień jego ciała spiął się, by potem gwałtownie rozluźnić. Był to moment, kiedy zrozumiał, że ten kurdupel ma twarz Lilly i gdy przypomniał sobie, że Ikuto wspominał coś o klonie chodzącym po szkole i straszącym małe dzieci, które uparcie twierdzą, że jest duchem. Dracon też z początku zakładał tą tezę i coraz bardziej w nią wierzył. W końcu były identyczne! Nie mógł dostrzec niewielkich różnic, bo on na takie szczegóły nie zwracał uwagi chyba, że jakaś dziewczyna w danym momencie wiecznie robiła „Ekhem” i insynuowała mu, że coś powinien zauważyć. Wtedy się przyglądał i mówił „Taa, ładnie” i tak nie wiedząc o co chodzi.
Zauważył coś jeszcze... Przypinkę w kształcie węża. Bliźniaczkę tej, którą miał przypiętą na nadgarstku. Szczerze mówiąc tego się nie spodziewał... Ludzie, to on ma przelecie... Zająć się dzisiejszego wieczoru kimś, kto łudząco przypomina mu dziewczynę jego kumpla, z której powodu zmienił szkołę? Przesrane. I na dodatek nic mu tego nie wynagrodzi, bo to dziecko nawet piersi nie ma. I słowa „szparka to szparka” ani trochę nie pozytywizowały pierwszego wrażenia!
- Czyli to ty kaleko jesteś moją parą... No popatrz jakim cię los szczęściem obdarzył – Skomentował wystawiając do niej rękę, ale nie podając jak damie, bo to nie w jego stylu, tylko łapiąc ją za nadgarstek i brutalnie podnosząc z ziemi i stawiając na dwóch nogach. To teraz wystarczy ją spić... Sytuacja nie najwygodniejsza, ale może być całkiem zabawnie. I warto też wspomnieć, że mimowolnie zerkał raz na jakiś czas na boki, jakby szukał kogoś jeszcze...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 25
Czystość Krwi : 100%
Dodatkowo : teleportacja
Galeony : 363
  Liczba postów : 382
Wielka Sala - Page 37 QzgSDG8




Gracz




Wielka Sala - Page 37 Empty


PisanieWielka Sala - Page 37 Empty Re: Wielka Sala  Wielka Sala - Page 37 EmptyPon Cze 18 2012, 07:56;

Od przyjścia Corin ciężko było mu się na czymkolwiek skupić. Wciąż powtarzał sobie, że już nic do niej nie czuje, że jej nie kocha i jest mu obojętna. Przecież ma teraz Tima, wszystko powinno być w porządku. Więc czemu na jej widok wciąż skręcało go w żołądku? Znowu czuł te głupie motylki, gule w gardle, drżenie rąk... Trudno było mu nawet na nią spojrzeć, by się nie rozkleić. Czy ona naprawdę nie wiedziała, jak na niego działa? Przypominała mu te wszystkie wspólnie spędzone chwile, te dobre i te złe. Każdy pocałunek i ich pierwszy raz, który- mimo iż był zalany w trupa- zostawił na nim ślad. Mieli mieć dziecko. Łączyło ich wszystko i nie da się tego tak szybko zapomnieć. Przynajmniej on nie mógł.
Mieliśmy się dobrze bawić, przemknęło mu przez myśl i raz jeszcze ścisnął dłoń Tima po czym puścił ją ostrożnie. Chciał skierować się w stronę bufetu, czy czegokolwiek, co tam mieli. Chciał się upić i zapomnieć o niej, chociażby na chwilę. Powinien to zrobić. Nie chciał zepsuć zabawy Timowi i sobie. Zrobił krok w przód i wtedy też Jaszczur się do niego odezwał. Słuchał go tylko jednym uchem i skinął głową, nawet nie wiedząc na co ewentualnie się godzi. Co on tam pieprzył? Nieważne.
-Czesć- mruknął tylko, spoglądając na Corin ostatni raz. -Chodź ze mną się napić- poprosił Tima, kładąc dłoń na jego ramieniu i delikatnie ciągnąc go w stronę stolika z przekąskami. Pomachał An, która też nie wyglądała najlepiej i gestem przywołał ją do siebie, a gdy już podeszła uśmiechnął się, o dziwo szczerze i rozłożył ramiona, jakby chciał objąć owy stół.
-Mam ochotę zalać się dziś w trupa- powiedział swobodnie i wyszczerzył się do znajomych szczerze. Spojrzał jeszcze na Gryfonkę i ją także zaprosił do stołu. Po co Kostka miała siedzieć tam sama? Noc jest wciąż młoda i młoda pozostanie jeszcze długo, więc trzeba było wykorzystać ją maksymalnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Jiro Moore

Student Gryffindor
Rok Nauki : III
Wiek : 28
Czystość Krwi : 75%
Dodatkowo : teleportacja
Galeony : 326
  Liczba postów : 379
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3778-jiro-izo-moore
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5555-zla-sowa#160908
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5554-i-dziro-tez#160904
Wielka Sala - Page 37 QzgSDG8




Gracz




Wielka Sala - Page 37 Empty


PisanieWielka Sala - Page 37 Empty Re: Wielka Sala  Wielka Sala - Page 37 EmptyPon Cze 18 2012, 08:06;

Nie lubił, gdy ktokolwiek się z nim drażnił. Jej jednak był w stanie to wybaczyć, jeśli w przeprosinach serwowała mu ten piękny uśmiech, urocze spojrzenie i muśniecie warg. Była niemalże jego ideałem, którego za nic w świecie nie mógł dotknąć. Nie tak, jakby chciał. Nie mógł się nią pochwalić kolegom, nie mógł przedstawić jej rodzinie, by nie wzbudzić podejrzeń, nie mógł trzymać za rękę na szkolnych korytarzach. I chyba to go tak bardzo w niej pociągało. Wiedział, że mógłby mieć ją na własność, gdyby nie... No właśnie. Nie mógł, przynajmniej nie teraz. Ale już niedługo. Zbliżają się wakacje i Jiro miał zamiar w pełni je wykorzystać.
Dlaczego więc jego spojrzenie zaczęło błądzić w okolice grupki młodych uczniów? Lizard w tym smokingu wyróżniał się aż zanadto i Jiro przeklął w myślach, znów wracając do Gianny.
Pochylił się nad stołem, odpinając od kieszeni marynarki srebrną przypinkę w kształcie prostokąta i przypiął ją ostrożnie do sukienki kobiety.
-Teraz jesteś moją parą. Tak więc... Jesteś mi dłużna taniec- wykonał delikatny ukłon w jej stronę, wyciągając dłoń przed siebie, by mogła ją ująć. Gdy już to zrobiła, wyprowadził ją na parkiet powoli i grzecznie, zachowując dystans uczeń-nauczyciel położył jedną dłoń na jej ramieniu, a drugą wciąż trzymał za rękę. Zapewne wyglądali jak w podstawówce, co śmieszyło niejednego, ale teraz mało go to obchodziło. Za to zaczęło go obchodzić to, że Lizard też z kimś tańczy. Uśmiechnął się pod nosem widząc, kto to taki. Poczuł nagłą chęć pokazania, kto jest lepszy. Dziwne, dziecinne, ale taki miał kaprys.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Ariena Michelle Fealivrin

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VI
Wiek : 25
Czystość Krwi : 75%
Dodatkowo : teleportacja
Galeony : 98
  Liczba postów : 233
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3975-ariena-michelle-fealivrin
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5012-skrytka-arjenki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3977-afiliacje-panny-arieny
Wielka Sala - Page 37 QzgSDG8




Gracz




Wielka Sala - Page 37 Empty


PisanieWielka Sala - Page 37 Empty Re: Wielka Sala  Wielka Sala - Page 37 EmptyPon Cze 18 2012, 08:34;

Nje. Zakochiwać to się chyba jeszcze nie będziemy, prawda Aria? Chociaż nie obiecuję, ona jest taka nieusłuchana, że na nic moje gadanie się zdaje. Także tego..
- Nie, dziękuję. Na razie nie jestem jeszcze spragniona.. - powiedziała już nieco głośniej i pewniej niż poprzednio. Jej odwaga jakby zaczęła wracać. Ano, bo Fealivrinówna nie należy do jakichś tam dziewczynek, które głupieją na widok faceta. Eee.. Tak mi się przynajmniej do tej pory wydawało. Nie no, nie. Nie należy i już. Miała może chwilowe niedotlenienie mózgu i nic poza tym. A to, że facet jej się spodobał, to chyba nie dziwota? W końcu była tylko człowiekiem i w dodatku kobietą, o!
- Tak, Puchonka w stu procentach.. - dodała po chwili, kiwając przy tym twierdząco głową, gdyby czasem jej słowa nie dotarły do chłopaka. W końcu był tu taki ruch, szum i harmider, że ledwo słyszała swoje myśli, a co dopiero gdy chodziło o to, aby ktoś usłyszał jej słowa. Miała delikatną barwę głosu i nie przywykła do przekrzykiwania nikogo. Chyba, że znajdzie się w jakiejś krytycznej sytuacji, to wtedy udrze gębę.
- Ty równie, prawda? - zapytała, aby jakoś wlec tą rozmowę. Nie wiedziała co ma mówić, była troszkę onieśmielona. Kurna Aria, nie poznaje Cie.
- Mignąłeś mi kilka razy przed oczami, w puchońskiej szacie. Musisz być studentem, bo inaczej na pewno lepiej bym Ciebie kojarzyła.. - odparła, po czym rzuciła ponownie okiem po sali. Tak po prostu, nikogo nie wypatrując. Zakołysała do tego delikatnie biodrami, co mnie zdziwiło. Aria, cholera, Ty chyba nie chcesz tańczyć?!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : III
Wiek : 29
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 556
  Liczba postów : 908
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1486-tamara-markowa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2938-tamara-markowa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1496p45-tamara-markowa#212459
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7613-tamara-markowa#212364
http://www.lastfm.pl/user/gabrielle_lucy
Wielka Sala - Page 37 QzgSDG8




Gracz




Wielka Sala - Page 37 Empty


PisanieWielka Sala - Page 37 Empty Re: Wielka Sala  Wielka Sala - Page 37 EmptyPon Cze 18 2012, 08:38;

Tamara zdążyła nalać sobie ponczu i upić kilka łyków, kiedy usłyszała głos, o którym myślała, że będzie już tylko brzmieniem przeszłości i halucynacją wytwarzaną przez jej umysł po to, by wytrącić z ją ze stanu równowagi psychicznej. Jednak dotyk, jaki czuła na ramieniu, ciepło dłoni, jak i odebranie jej kubka z ponczem potwierdzały obecność Orlova na sali, Orlova, który zaczepił ją w nieznanym jej celu. Z jednej strony nie wierzyła w to, co się teraz działo, a z drugiej stała się, jakby kierowana przez podświadomość, czujna i spięta, czekająca na atak. Bo po co miałby wracać, duchy przeszłości najczęściej wracają po to, by tylko męczyć cię, gdy myślisz, że już się z nimi uporałeś.
Atak jednak nie nadszedł. Było za to polecenie, które miała wykonać. I nie zdążyła zareagować, bo Grigori zrobił wszystko, by tylko stało się to, co zechciał. Nie pytał o żadną zgodę, ale nie potrzebował jej, wcześniej też nie prosił.
Nie spodziewała się, że Orlov tak po prostu zamknie ją w silnych objęciach. Nie wyrywała się, pojmowała, że to nie miało najmniejszego sensu.
Gdyby rok temu przyszedł do niej i wykonał ten gest, może jej los potoczyłby się inaczej. Ale tak się nie stało. I nie miała mu nic za złe, już nie. Wiedziała, że do zrozumienia i wybaczenia potrzeba czasu, tego nie da się zrobić w jeden dzień.
- Przepraszam - powiedziała w końcu to, co powinna była zrobić dawno. - Przepraszam - powtórzyła jeszcze, jakby bała się, że za pierwszym razem jej głos mógł się stopić z muzyką.
Gdy poczuła w końcu znajomy zapach dymu, rozluźniła się i spokojnie czekała, co jeszcze powie Grigori. Odetchnęła z ulgą po jego słowach, nareszcie. Nareszcie była wolna od poczucia winy; niejednej nocy nie przespała z powodu dręczących jej myśli, że Dimitri przez nią cierpiał. A teraz już był koniec, mogła normalnie żyć. Przynajmniej chciała.
- To dobrze, oby z nią zaznał więcęj szczęścia - wyraziła swoje życzenie.
Naprawdę tego chciała. Bo nie była tyle warta, by przez nią cierpieć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Konstantia Jokinen

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 27
Czystość Krwi : 90%
Dodatkowo : teleportacja
Galeony : 41
  Liczba postów : 81
Wielka Sala - Page 37 QzgSDG8




Gracz




Wielka Sala - Page 37 Empty


PisanieWielka Sala - Page 37 Empty Re: Wielka Sala  Wielka Sala - Page 37 EmptyPon Cze 18 2012, 09:49;

Ależ tu było dziwnie. Nie powiem, że Jokinen w niektórych momentach, po prostu gapiła się na swoich przyjaciół i znajomych, ze swoimi, ciemnymi, szeroko otwartymi oczami i z mina, która wskazywała kompletny brak orientacji. Coś w stylu „Eee, o co wam chodzi? Co tu się w ogóle dzieje? SOS dla ludzi bez tytoniu!”. Co ja w ogóle opowiadam, przez chwilę jej wzrok skupił się na splecionych dłoniach Krukona i nowo poznanego chłopczyka. Ok., ok. no co? Każdy ma swój świat i swoje miłostki, nikomu, kompletnie nic do tego. Jak dobrze, że ona była choć trochę tolerancyjna, przecież innym, mogło nie spodobać się zachowanie serwowane, przez nią. Nieważne, znów skupiła się na Lizardzie, posyłając mu pogardliwe spojrzenie, kiedy ten wybuchnął tym swoim przeuroczym śmiechem.
- Nie, po prostu jesteś niezwykle samolubny i wcale o mnie nie dbasz. - dodała takim obojętnym głosem i nawet wzruszyła ramionami, będąc niezwykle rozczarowana, faktem, że biedaczka, kompletnie nic nie znaczy, dla wystrojonego Ślizgona, ależ to było przykre. Jej serduszko, niemalże krwawiło, dzikimi strumieniami czerwonawej cieczy. Pf, niewdzięcznik. Humor, humorem. Kostka, wiadomo było podenerwowana, trochę cięta, albo jak to zauważył Ślizgon, po prostu spięta. Cóż poradzić? Jej się to niemożliwe podobało i właśnie w takim nastroju i zapewne w tym miejscu spędzi resztę wieczoru, to przykre – niewątpliwie.
- Nie musisz mi tego mówić, twoje wielkie uczucie względem mnie, powinno i jest widoczne odkąd twoje życia nabrało sensu. Czyli, wtedy, kiedy poznałeś mnie. A teraz dziękuj i padaj na kolana! – uwielbienie do bólu, mówisz? Ok., ok. dzięki, trzeba będzie to wykorzystać. Kiedyś tam, w niedalekiej przyszłości. Ale racja, jak na razie cicho. Na temat słodkości nie dodała już nic, jej środkowy palec wystawiony w jego stronę, powinien wytłumaczyć i zastąpić, wszystkie, niepotrzebne dotychczas słowa. I jeszcze śmiał, dotykać jej włosów! Gdyby tylko nie byli sami, Ślizgon zapewne leżałby na podłodze i miotał się w spazmach bólu, które zaserwowałaby mu Gryfona. Ale na to też przyjdzie czas. Skupmy się na reszcie.
Nazbierało się – kółko różańcowe. Większość osób okrążyła Kostkę wraz z Lizardem, która kompletnie nie miała zamiaru ruszać się z miejsca. Wodziła tylko wzrokiem po każdym z nich, wyłapując ich ważniejsze wypowiedzi i układając sobie w głowie pewne sprawy, w których oni, byli w centrum uwagi. Szczerze, nie mogła powstrzymać śmiechu, ewentualnie, niezwykle wkurzającego chichotu, kiedy Lizard przemawiał, swoim jakże męskim głosem, w stronę Puchona. No co? Podlizywał mu się, to było widać na kilometr. Tfu. Reszta, poszła już szybko. Przyszła, Ann. Ślizgom, zabrał ze sobą tą przeuroczą Gryfoneczke, na co Kostka zareagowała tylko, krzycząc za nimi:
- Tak, tak! Idź sobie ty zdrajco, zostaw mnie tu. Na pastwę… - nie dokończyła. Przepraszam, czy coś ją ominęło? Sytuacje na tym balu, działy się niezwykle szybko. Jej kochana Ann, jeszcze przed chwilą stała w jej uścisku, a teraz? Wykonywała swoją najokrutniejszą misję, na którą Kostka patrzyła z oczami, wielkości 5złotówek. Nawet podniosła się z krzesła, żeby mieć lepszy widok, na scenę, w której twarz puchona, odkręca się pod wpływem okrutnego ciosu.
- Widzicie to? To moja krew! – ależ była z niej dumna, to niemożliwe! A ile śmiechu przysporzyła jej ta cała sytuacja, to takie słodkie, rodem z amerykańskich filmów. Oczywiście, że to ona uczyła ją, jak postępować z takimi wstrętnymi gnojkami. Śmieszne, nie potrafiła pomóc sobie, a często obsypywała ludzi złotymi radami. Klaszcząc w dłonie z zachwytu, dała się zaciągnąć do podłużnego stołu, wraz z Puchonem i jej Tim’em. No co? Mogła go tak nazwać, był przecież kumplem. Biorąc serwetkę do ręki, dawała znaki dymne Anielicy, żeby przysiadła się właśnie do nich, szykując już pod nosem formułkę, która miała na celu wychwalenie Gryfonki do niebios. Porwała oczywiście jakąś kolejną, słodką przekąskę, pochłaniając ją ze smakiem, kompletnie zapominając przy tym o towarzyszach. Co jedzenie, może zrobić z człowiekiem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Marvel Marsden

Student Hufflepuff
Rok Nauki : X
Wiek : 25
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 80
  Liczba postów : 221
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3958-marvel-valentine-marsden
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3965-marvel
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3959-marvelkowo
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9085-marvel-valentine-marsden
Wielka Sala - Page 37 QzgSDG8




Gracz




Wielka Sala - Page 37 Empty


PisanieWielka Sala - Page 37 Empty Re: Wielka Sala  Wielka Sala - Page 37 EmptyPon Cze 18 2012, 13:14;

Patrzcie kto zjawił się na balu! Marsden lubił gdy coś się działo, toteż nie mógł tego sobie odpuścić. Wszyscy gadali o tym w co się ubiorą, z kim pójdą... Nic dziwnego, że jemu też się na to zebrało. Przynajmniej tutaj nie było tak mokro i wilgotno jak w domku puszków. W sumie prawie cały Hogwart znajdował się pod wodą... STOP! Marvel nie przesadzasz przypadkiem? Widzisz gdzieś tu, żeby ryby pływały? Ale ładne syrenki by się przydały, nie? Dobra, dobra my już swoje wiemy o tym puszku okruszku.
Ostatnio nic mu się nie chciało, opuścił nawet parę lekcji. Ano nie przejmował się tym. Może pożyczy od kogoś mądrego notatki? Candy, Kao? Trzeba będzie zrobić ładne oczka i wyżebrać co nieco. O i jakaś łzawa historyjka też by się przydała! Eee, nie będzie im mydlił oczu przecież! Jak nie dadzą to jakoś to przeżyje. Jeden troll w tą czy w tamtą. Co mu to robi? Jedną noga był już na wakacjach. Nie będzie się przejmował teraz sprawami związanymi ze szkołą. W końcu, teraz jest czas na zabawę, skarby!
Chcecie wiedzieć jak Marvcio się wystroił na bal? Nie? To macie problem, bo i tak wam powiem! Kiedyś jakaś niewiasta powiedziała, że chłopacy w garniakach są seksowni. A może mówiła, że wyglądają jak na stypie? Nieważne, Marsden zapamiętał tą pierwszą wersję. No, ładnemu we wszystkim ładnie! Ubrał zwykłą, ale jakże uwodzicielską, białą koszulę. Ta wiem, znów mnie ponosi. Do tego dobrze dopasowany czarny garnitur, bez większego szału. Żadnych cekinów, ćwieków bądź wstążek. Nic z tych rzeczy, stawiamy przecież na zwykłą elegancję! Aa, jeśli chodzi o elegancję... no musiałam, no! Marsden do całego stroju przemycił coś swojskiego i bez czego nie chciał się tutaj pojawić. Na nogach puszka widniały jego stare wysłużone, czarne glany. Glany i garniak? Dziwne, ale Marvciowi to nie przeszkadzało. Wisienką na torcie, a raczej dwoma były krawat i zielony melonik. To pierwsze było w odcieniu zgniłej trawy zmieszanej z odchodami naszych pupilków... dobra, żartuję! Miał ciemno zielony kolor i teraz starannie zawiązany (jeszcze!) wzbogacał strój Marsdenka. Potrzebował melonika, by znaleźć tajemniczą partnerkę na dzisiejszy wieczór. Kurde, kolor był robiony pod dom który wygrał? Tym razem udało się wygrać ślizgonom? Kruczki miały pecha... nie wspominając już o puchonach! Zajmowali niechlubne czwarte miejsce. Tak, to brzmi lepiej od 'ostatniego miejsca'.
Teraz zmierzał w stronę Wielkiej Sali. Omijał kałuże, które zrobiły się niedaleko jego dormitorium. Miał wielką ochotę wskoczyć w jedną i ochlapać przechodzące obok drugoklasistki. Jak w wieku dwunastu lat można się aż tak dostawić? Musiały chyba wykupić cały sklep z kosmetykami. A może jakieś zaklęcie kilkugodzinnej tapety? Jest takie? No Marvel nie wie z kilku powodów; po pierwsze nie jest mu potrzebne do szczęścia. Kto by widział by Marsden się malował! Prychnął tylko cicho wyprzedzając małolaty. Dochodząc do miejsca, w którym odbywał się bal zaczęło pojawiać się więcej uczniów. Jeśli miałby jakieś wątpliwości co do lokalizacji uroczystości, teraz się one rozwiały. Pomalutku mijał kolorowych uczniów Hogwartu, niektórzy odstawili się jak szczury na otwarcie kanału. Gdy był już blisko, porwał go tłum i razem wtoczyli się do sali. Na początku było trochę tłoczno, ale potem torował już sobie drogę depcząc glanami po szpilkach i innych eleganckich butach. Mówiłam, że się przydadzą! W końcu dotarł na środek sali. Od razu rzuciły mu się w oczy barwy pomieszczenia. No tak, ślizgoni mają się w końcu czym cieszyć. Co dziwne unosiła się jakaś dziwna mgła. To przez tą powódź, powstało to jakieś bagno? Po prostu jak z jakiegoś horroru! Zaraz wyskoczą gobliny i rozleje się krew! A wracając do rzeczywistości...
Chłopak rozglądał się za kimś kogo znał. Niby powinien za panienką w zielonym meloniku, ale co się będzie ograniczał! Kołysał się w ryt muzyki i zaskakująco dobrze omijał tańczące pary. Właśnie gdy przechodził obok jakiejś grupki ktoś dostał w twarz. Och! Musiało boleć, jeśli brać pod uwagę zaciętą minę dziewczyny. Wzruszył tylko ramionami i poszedł dalej. Jego oczom ukazała się bardzo dobra znajoma, wręcz przyjaciółka. Cendy stała i podpierała ścianę? Jeju, jakie to dziwne! Z wielkim uśmiechem ruszył ku puchonce. Zatrzymał się dopiero wtedy, gdy znalazł się przed nią. Matko, dalej od zabawy to już nie mogła się schować!
-Candy, świetnie wyglądasz!- uśmiechnął się czarująco (ha, Marsden też potrafi!) i przyjrzał dziewczynie.
Może pierwszy raz widział ją tak uroczo ubraną, bo ładna zawsze była. Wyglądała naturalnie, a zarazem inaczej. Co oczywiście wytrąciło go trochę z równowagi. To ją miał uczyć jeździć na desce?
-No w sumie, mam swoją partnerkę, ale...- uderzył palcami w śmieszny zielony melonik. - Nie mogę pozwolić byś siedziała tu jak jakiś nędzny kujon! To co, uda mi się Ciebie wyciągnąć na parkiet?
Miał ochotę się trochę powygłupiać, a Candy była doskonałym kompanem do takich rzeczy. A właśnie, gdzie jest Kao Kakao? Spojrzał na osobę stojącą obok. Jak miło się złożyło!
-Kao! Ty też musisz się rozerwać. Chyba nie muszę tobie też mówić, że ładnie Ci w tym wdzianku?- w jego głowie powoli kształtował się plan, wręcz szatański.- Liczę, że nie przyniesiecie mi wstydu i nie przesiedzicie całego wieczora.
Wymierzył palce w tą dwójkę puszków. Jeśli nie będą chcieli to ich zmusi. Zaciągnie siłą, zawlecze... cokolwiek. No, bo przecież rozsądek jest nudny! Jak słodko, znów ma dwójkę przyjaciół przy sobie. Ej, a może się im wtrącił w jakąś ważną rozmowę? Och, najwyżej Ci odmówią Marsden. Oni mają się bawić a nie gadać! Bo tak to mogą się umówić na herbatkę i ciasteczka niż marnować bal i taką dobrą okazję.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Candy Darkness

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 25
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 174
  Liczba postów : 224
Wielka Sala - Page 37 QzgSDG8




Gracz




Wielka Sala - Page 37 Empty


PisanieWielka Sala - Page 37 Empty Re: Wielka Sala  Wielka Sala - Page 37 EmptyPon Cze 18 2012, 13:55;

Na balu wszystko działo się szybko. Wydawało jej się, że dopiero co przyszła, a już u jej boku znalazł się Kao. Czyżby to on był jej partnerem? Najwidoczniej, skoro na nadgarstku dzielnie nosił zieloną chustę w węże. Nie mogli trafić lepiej. Bo, kto jak kto, ale oni zawsze się świetnie bawili. Nawet jeśli Kaoru ostatnio był przygaszony i smutny, a w głowie wciąż siedziała mu Lilly. Candy nie miała mu tego za złe, nie mogłaby. I wcale go nie pocieszała, nie mówiła, że będzie dobrze, bo nie będzie. Nigdy nie będzie tak samo, jak za życia jego ukochanej. Uważała, że czas nauczy go żyć bez niej i tyle w zupełności wystarczy. Nic na siłę, bez pośpiechu i nerwów, bo najadł się ich wystarczająco. Wszystko czego potrzebował to czas. Trochę więcej czasu. Może wraz z zakończeniem roku uda mu się odegnać złe wspomnienia? Choć na chwilkę. A Candy będzie czekać spokojnie aż jej przyjaciel dojdzie do siebie.
Oho, to brzmi jakby była w nim zakochana. Ale to nieprawda! Kochała Kao, jak brata, jak swego najlepszego przyjaciela i za nic w świecie nie chciała zmieniać ich relacji. Tak było dobrze. Przy nim mogła być sobą, bo on zawsze ją akceptował. Nie musiała się dla niego stroić i wątpię, by patrzała na niego jak na mężczyznę swego życia. I on, zapewne nigdy tak na nią nie patrzył.
Skoro był już jej partnerem spokojnie mogła obwiązać chustę wokół nadgarstka. Nie musiała już rzucać się w oczu, a koloru zielonego jakoś nie lubiła. Czyżby kojarzył się jej ze Ślizgonami? Całkiem możliwe. A ci zazwyczaj dogryzali jej przez jej styl, sposób zachowania i mówienia.
Czas płynął szybciej, gdy razem z Kao śmiała się z otaczających ich ludzi, gdy komentowali przebieg balu i pokazywali sobie zabawne osobowości. Candy ukradkiem wypatrywała pewnego chłopca, choć wiedziała, że i tak go nie pozna. Nie wiedziała jak wygląda, jak się nazywa. Nie wiedziała nic, a wciąż uparcie go wyglądała. Zamiast tego zobaczyła drugiego Puchona i uśmiech rozświetlić jej twarz. Chciała mu pomachać, ale ten ją uprzedził i szybko znalazł się obok nich. Musiała przyznać, że jego komplement mile połechtał jej ego.
-Ty także wyglądasz niczego sobie- posłała mu delikatny uśmiech i skinęła delikatnie głową. Podała mu rękę i spojrzała na Kao przepraszająco. On na pewno nie miał ochoty na tańce, a ona nie będzie go do tego zmuszać. Miała też nadzieję, że zrozumie i nie będzie zły, jeśli wyjdzie na parkiet z drugim Puchonem.
-Idziesz z nami?- zapytała jeszcze, nie chcąc być niegrzeczna i do niego także wyciągnęła dłoń.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Gianna Vittoria Sorrentin

Nauczyciel
Wiek : 32
Czystość Krwi : 0%
Dodatkowo : teleportacja
Galeony : 99
  Liczba postów : 85
Wielka Sala - Page 37 QzgSDG8




Gracz




Wielka Sala - Page 37 Empty


PisanieWielka Sala - Page 37 Empty Re: Wielka Sala  Wielka Sala - Page 37 EmptyPon Cze 18 2012, 15:47;

Marzyła wręcz o tym, by móc kiedyś śmiało przejść z nim po korytarzu i pozwolić na to, by widzieli ich uczniowie, studenci, nauczyciele, dyrektor a i niech minister magii się gapi. Pewnie kiedyś konsekwencje przestaną ją obchodzić, albo wytrzymają jeszcze jakiś czas, a kiedy Jiro skończy szkołę, przecież nic nie będzie im stało na przeszkodzie, prawda? W końcu to, że była odrobinę starsza nie robiło żadnych problemów. Wszystko byłoby idealnie gdyby nie to, że jest nauczycielką. Ale nie żałowała tego. Bo możliwe, że gdyby nią nie została, to nigdy by się nie poznali. A to byłaby największa strata w jej życiu.
Zdawało się, że Gryffon ma coś na sumieniu... Ale oczywiście jak zwykle ślepo wierzyła w to, że ten chłopak nie interesuje się nikim poza nią. A skoro tak, to przecież specyficzny sposób, w jaki popatrzył się na kogoś innego nic nie znaczy, lub jest tylko wytworem jej wyobraźni. Nie oznacza to, że nie była zazdrosna, ale te emocje starała się głęboko w sobie chować zapięte łańcuchem. Nie ma przecież prawa zrobić mu sceny, bo wtedy wszyscy by się dowiedzieli co i jak i wpakowaliby się w niezłe kłopoty.
Zamrugała zaskoczona widząc, co chłopak robi z przypinką. Jej twarz od razu rozjaśnił uśmiech zaraz po jego słowach. Więc nie czeka na swoją wylosowaną partnerkę? Naprawdę poczuła się dla niego ważna i jeśli miała dzisiaj jakiekolwiek wątpliwości, to odeszły one w niepamięć.
Jakże 'niepocieszona' tym, że uczeń zaprosił ją do tańca, a więc nie może odmówić nie będąc niegrzeczna, wyszła z nim na parkiet. Zaśmiała się cicho widząc, że Jiro robi wobec niej coś na kształt podchodów – jej się to skojarzyło z gimnazjum. Wzięła jego dłoń ze swojego ramienia i zsunęła na osią talie, by po chwili swoją dłoń położyć przy jego szyi i opuszkami palców gładzić kark. Jest takie zamieszanie, że w sumie i tak nikt na nich nie patrzy... Więc mogą pozwolić sobie na odrobinę swobody. Uniosła lekko twarz, by móc swobodnie patrzeć w jego oczy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Quentine Joselie Fennly

Student Hufflepuff
Wiek : 28
Czystość Krwi : 0%
Dodatkowo : Teleportacja
Galeony : 169
  Liczba postów : 514
Wielka Sala - Page 37 QzgSDG8




Gracz




Wielka Sala - Page 37 Empty


PisanieWielka Sala - Page 37 Empty Re: Wielka Sala  Wielka Sala - Page 37 EmptyPon Cze 18 2012, 15:50;

Quenia wprost uwielbia bale. O dziwo dawno na żadnym nie była. Tylko z kim tu miała iść? Na początku myślała o Spencerze - jej najlepszym oraz jakże uzdolnionym przyjacielu. Następny był Shane, który był już zajęty przez jakąś nauczycielkę. Swoją drogą nieco dziwnie by wyglądało to, że uczennica idzie z nauczycielem na bal. Chyba, że to ja jestem dziwna, no ale. W końcu został ON. A kim mowa? O Kevinie przecież. Tak o tym przeuroczym gryffiaku, który zaprosił Quenie (chyba, że to ona go zaprosiła, bez różnicy). Blondyneczka oczywiście bardzo się cieszyła, że z nim idzie. Przecież nie chciałaby sama spędzić tego balu. Tak więc ubrała się w tą wsiową kieckę, uczesała swoje blond włoski i ruszyła na bal. Oczywiście już na dole chłopak na nią czekał. Razem weszli do sali i już od razu zaproponował jej taniec. Zanim jednak ruszyli z oddali ujrzała Shane'a - jej ulubionego nauczyciela w towarzystwie jakiejś ładnej nauczycielki. Pomachała mu po czym rzekła:
-No jasnee - i ruszyła z Kevinem na parkiet. Ach czy ja wspominałam, że puchionka za grosz nie umie tańczyć? (czy jak tam się inaczej mówi)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Kamenashi Seo

Student Gryffindor
Wiek : 29
Czystość Krwi : 100%
Dodatkowo : teleportacja, wężoustość
Galeony : 903
  Liczba postów : 881
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4177-kamenashi-seo
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6949-kamenashi-seo
Wielka Sala - Page 37 QzgSDG8




Gracz




Wielka Sala - Page 37 Empty


PisanieWielka Sala - Page 37 Empty Re: Wielka Sala  Wielka Sala - Page 37 EmptyPon Cze 18 2012, 16:02;

Nie no Kame nie mógł uwierzyć własnym oczom. Astoria jak nic go wystawiła, albo po prostu się zniechęciła i poszła. Kame wzruszył ramionami. Teoretycznie mógł by wrócić do pokoju wspólnego, ale cóż taka impreza nie zdarza cię codziennie, więc w sumie dlaczego nie wypatrzeć kogoś kto może jest samotny i kogo może przyjąć pod swoje skrzydła. Rozglądał się na lewo i w prawo, a po chwili zaczął stawiać niepewne kroki przed siebie. Normalnie jak natrafi na Astorię to ją udusi własnymi rękami. No to on się martwił, że się spóźni i to ona go zostawi, a tutaj takie coś. Co jak co ale tego się nie spodziewał i to w zupełność.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Jiro Moore

Student Gryffindor
Rok Nauki : III
Wiek : 28
Czystość Krwi : 75%
Dodatkowo : teleportacja
Galeony : 326
  Liczba postów : 379
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3778-jiro-izo-moore
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5555-zla-sowa#160908
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5554-i-dziro-tez#160904
Wielka Sala - Page 37 QzgSDG8




Gracz




Wielka Sala - Page 37 Empty


PisanieWielka Sala - Page 37 Empty Re: Wielka Sala  Wielka Sala - Page 37 EmptyPon Cze 18 2012, 16:13;

Niech patrzy się też ten przeklęty Lizard. Za to co z nim zrobił miał ochotę co najmniej wytargać go za uszy, co w jego przypadku wcale nie byłoby miłe. Ale czy to nie było ze strony Jiro nieco dziennie? Nie przejmował się tym teraz.
Gdy kobieta przesunęła jego dłoń na swoją talię, zadrżał delikatnie, niczym gimnazjalista, którym teraz się właśnie czuł. Z nią wydawało mu się to nowe, obce, fascynujące. Przyciągnął ją bliżej, nieco zaborczo obejmując w tali, chcąc pokazać, że jest tylko jego i nikt inny nie ma nawet prawa na nią spojrzeć. Przy okazji, co dziwne, ukradkiem zerknął na Ślizgona. Czy chciał mu coś udowodnić? "Spójrz, jestem tak męski, że nawet nauczycielka mi uległa"? Czy to właśnie chciał mu przekazać? Kto go tam wie. Nawet ja, autorka, nie wiem co siedzi w jego głowie.
Spojrzał na nią i uśmiechnął się delikatnie, nawet całkiem słodko- jak na niego. Miał ochotę zgarnąć jej włosy z czoła i- patrzcie i mdlejcie!- zrobił to. Delikatnie, powoli uniósł dłoń w stronę jej twarzy i odgarnął ciemne kosmyki, które przesłaniały jej oko.
-Dzisiaj o północy spotykam się ze znajomymi- wypalił cicho, sam nie wiedząc dlaczego to mówi. Uznał to po prostu za ważne i miał ochotę się z nią tym podzielić. -Żałuję, że nie mogę cię zabrać- spuścił nieco głowę, wsłuchując się w melodię. Taniec dobiegał końca, ale mu wcale nie chciało się schodzić z parkietu. Nie mógł jej tu jednak zatrzymywać. Nie była jego partnerką... nie z nią tu przyszedł, czego w tej chwili nie mógł znieść.
W końcu zeszli z parkietu, a on, jak na prawdziwego dżentelmena przystało korzystając z okazji ucałował wierzch jej dłoni i "odstawił" pod stół z przekąskami. Znów rozejrzał się po sali, ale tym razem w poszukiwaniu swojej partnerki. Nie widząc jej jednak, wzruszył ramionami i znów wbił spojrzenie ciemnych oczu w Giannę.
-Moja partnerka chyba wyczuła z kim będzie miała do czynienia i postanowiła nie przyjść- wyszczerzył zęby w uśmiechu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Lizard Cordylid

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VI
Wiek : 28
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 107
  Liczba postów : 140
Wielka Sala - Page 37 QzgSDG8




Gracz




Wielka Sala - Page 37 Empty


PisanieWielka Sala - Page 37 Empty Re: Wielka Sala  Wielka Sala - Page 37 EmptyPon Cze 18 2012, 16:26;

Mrużył nieco czarne ślepia.
- Owszem może, ale to będzie już niebezpieczne. Niedawno wynająłem nowego ogrodnika do jego rezydencji. – odparł zagadkowo zerkając kątem oka na Jiro jakby to jego miał na myśli. Ojej… tańczył z nauczycielką…? Cudownie, ciekawe tylko czy ze sobą sypiają. Ale nie ważne, teraz Jaszczur musiał skupić się na swojej Księżniczce nim po 1:00 w nocy nie zmieni się w przebrzydłego Księcia.
Zamruczał gardłowo czując jej długie, zapewne stylowo pomalowane paznokcie zatapiające się drapieżnie w jego skórę i kłapnął zębami tuż przy jej ustach, mimo to nie posunął się do pocałunku, ani nawet boleśniejszego przygryzienia wargi, choć jak zwykle jego twarz znajdowała się bliżej, niż wymagała tego pomniejsza, moralna granica.
- Postanowiłem dać ci na początek trochę odpocząć nim nie pozdzierasz sobie obcasów na parkiecie. – tym razem to jego czubek języka wysunął się spomiędzy matowych warg. W końcu odsunął się na te niezbędne kilka centymetrów, kiedy rozpoczęła się nowa, nieco bardziej zmysłowa piosenka i powoli zdjął po-drapującą go dłoń Corneli z karku i to właśnie nią posłużył się, by okręcić dziewczyną i złapać z powrotem w ramiona, akurat, jak cofał się o krok i byłą zmuszona wyciąć się nieco i oprzeć na nim całym ciałem, a on przyciągnął ją z powrotem jak najcenniejszy sercu skarb, pomimo wcześniejszego potraktowania jak zabawki, Jakby odnajdywał idealną symbiozę pomiędzy takimi zrachowaniami. I co najbardziej denerwujące – nie przestawał zaglądać jej głęboko w oczy, a spojrzenia krzyżowały się niemal cały czas, zwłaszcza jak, gdy tylko znalazła się znowu bardzo blisko dopiero i jego nogi poszły w ruch i wykonał kilka rytmicznych kroków do tyłu zupełnie mając gdzieś czy na kogoś wpadnie, czy nie, ale o dziwo – głupi miał szczęście.
- Czarująco wyglądasz. – odparł znienacka nie przerywając co jakiś czas obracać partnerką, albo przesuwać dłonią po jej zgrabnej talii. – Co cię skłoniło, by zamiast przebierać w liście swoich wielbicieli oddać swój wieczór w ręce losu i loterii?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Rosaline Nightshade

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 25
Czystość Krwi : 75%
Dodatkowo : teleportacja
Galeony : 148
  Liczba postów : 386
Wielka Sala - Page 37 QzgSDG8




Gracz




Wielka Sala - Page 37 Empty


PisanieWielka Sala - Page 37 Empty Re: Wielka Sala  Wielka Sala - Page 37 EmptyPon Cze 18 2012, 16:29;

Doskonale wiedziałaś, że nie wpłyniesz na Vanberga. Nic nie pomoże twoje gadanie, namawianie, trucie nad głową. Chłopak nie zacznie pisać, dopóki nie poczuje wewnętrznej potrzeby. Nie przeszkadzało ci to jednak w rzucaniu słów na wiatr i grożenia mu, że będzie narażony na twoje towarzystwo częściej, niż to konieczne.

Wiedziałaś, że Dexter nie zna tego uczucia. To zawsze on zostawiał, nie na odwrót. Jednak... Miałaś nadzieję, że twoje słowa w pewnym stopniu przybliżą mu to uczucie, że wyczyta z twojego głosu i z twoich oczu, jak boli porzucenie. Przecież ty też do pewnego czasu nie wiedziałaś, czym tak naprawdę jest samotność. Nieprzyjemne uczucie, musisz przyznać. Kochałaś tylko raz. I tylko raz to chłopak zerwał z tobą. O ten jeden raz za dużo.

- W takim razie ci zazdroszczę - odpowiadasz w końcu i wbrew sobie, w twoich oczach pojawia się smutek. Z ust schodzi delikatny uśmiech, odwracasz głowę, by tylko Dexter nie zobaczył w wyrazie twojej twarzy czegoś ponadto, na co mu pozwalasz.

Chciałaś później coś jeszcze dodać, ale przy waszym stoliku nagle pojawił się jakiś chłopak. Nie znałaś go osobiście, tylko kilka razy w jego towarzystwie widziałaś Vanberga. Uśmiechnęłaś się lekko do niego, a na pytanie, czy może na kilka słów prosić twojego partnera, kiwnęłaś głową. I potem odprowadziłaś Dextera wzrokiem gdy ten oddalał się od waszego stolika.

Nie czułaś potrzeby śledzenia wzrokiem Vanberga. Nie byliście parą. I nawet się na to nie zapowiadało. Ufałaś mu i miałaś nadzieję, że nie zostawi cię na początku balu na pastwę ginu stojącego na stoliku. A skoro mowa o alkoholu... Sięgnęłaś po butelkę i napełniłaś szklaneczkę trunkiem, kolejną już. Nie przeszkadzało ci, że w głowie zaczynało ci szumieć, miałaś głęboko w poważaniu to, jak skończy się ten bal. Bylebyś nie obudziła się w łóżku zupełnie obcego faceta, czyż nie, Rosie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Angelique Marvillosa

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VI
Wiek : 26
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 198
  Liczba postów : 193
Wielka Sala - Page 37 QzgSDG8




Gracz




Wielka Sala - Page 37 Empty


PisanieWielka Sala - Page 37 Empty Re: Wielka Sala  Wielka Sala - Page 37 EmptyPon Cze 18 2012, 16:33;

Dziewczyna szła przed siebie nie zwracając na nic uwagi. W końcu jej nieuwaga sprawiła, że uderzyła w coś i… upadła na ziemie.
- Boli – wyszeptała z łezkami w oczach. No cóż mam powiedzieć, to zderzenie było tak niespodziewane, że nie wiedziała co się stało. Kiedy otworzyła oczy i zobaczyła dużego chłopaka, który ku jej nieszczęściu okazał się być jej partnerem. Moment, kiedy chłopak złapał ją za nadgarstek był okropny. To bolało bardziej niż upadek. W momencie zawisła w powietrzu, ale już po chwili mogła dotknąć swobodnie ziemi. Nie podobały się jej jego słowa.
- Puść! – powiedziała dosyć głośno próbując wyrwać rękę, co nie za bardzo jej wychodziło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Kevin Fleetwood

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 27
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 143
  Liczba postów : 182
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4061-kevin-meredith-fleetwood#121353
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4062-poczta-kevina-d#121439
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4063-kevin-szuka#121440
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7654-kevin-meredith-fleetwood#212871
Wielka Sala - Page 37 QzgSDG8




Gracz




Wielka Sala - Page 37 Empty


PisanieWielka Sala - Page 37 Empty Re: Wielka Sala  Wielka Sala - Page 37 EmptyPon Cze 18 2012, 16:41;

Nieważne w tej chwili, kto kogo zaprosił (choć raczej był to Kevin, bo wolał nie być zapraszany przez dziewczyny, zresztą miał potwierdzenie po sytuacji z Hyacinth, że to nie była taka łatwa decyzja, dać odpowiedź!). Ważne, że tu byli dzisiaj razem i zamierzali dobrze się ze sobą bawić. A propos Hyacinth, gdzieś mu mignęła i nie mógł wyzbyć się wrażenia, że lepiej, żeby się nie spotkali w tej chwili, nie tutaj, bo nie wiedział, jak się odnieść do zdarzeń w bibliotece. Postanowił dobrze bawić się w towarzystwie Queni, a dodatkowo trochę podrasować poncz (o czym pewnie nie on jeden pomyślał, ale cicho tam). Znaczy w tym momencie zaczął tańczyć z dziewczyną jakiś taniec-połamaniec, bo najwyraźniej żadne z nich nie umiało tak naprawdę tańczyć. Dobrali się jak w korcu maku!
A poncz poczeka. Aby nie zgubił piersiówki, podwędzonej kiedyś ojcu!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Kamenashi Seo

Student Gryffindor
Wiek : 29
Czystość Krwi : 100%
Dodatkowo : teleportacja, wężoustość
Galeony : 903
  Liczba postów : 881
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4177-kamenashi-seo
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6949-kamenashi-seo
Wielka Sala - Page 37 QzgSDG8




Gracz




Wielka Sala - Page 37 Empty


PisanieWielka Sala - Page 37 Empty Re: Wielka Sala  Wielka Sala - Page 37 EmptyPon Cze 18 2012, 16:41;

Kame sobie przemierzał spokojnie salę w poszukiwaniu kogoś kto się nudzi tak samo jak on. Kiedy miał już wracać do jego uszu doszły piski, które raczej do radosnych nie należały. Odwrócił się gwałtownie i zobaczył dziewczynę która dosłownie dynda w powietrzu i chyba nie jest zadowolona z tego faktu.
- Ech...czy nikt już naprawdę nie ma przynajmniej podstaw kultury - Mruknął do siebie potargał lekko swoje włoski s tyłu głowy. Po chwili chciał już ponownie ruszyć przed siebie jednak ponownie jego natura, albo może raczej stare przyzwyczajenia nie pozwalały tak jej zostawić.
- Ehh...Kame kiedyś sam wpakujesz się w swój własny grób - Mruknął ponownie do siebie i podszedł do Draco i do Angeliqu'i. Po patrzył na to jak na razie spokojnym głosem.
- Jak to jest twoja partnerka to powinieneś był chyba o nią bardziej zadbać a nie ściskać tak jej nadgarstek, że ta prawie go nie czuje - Mruknął i popatrzył najpierw w oczy chłopaka a potem na dziewczynę.


Ostatnio zmieniony przez Kamenashi Seo dnia Pon Cze 18 2012, 16:51, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Wielka Sala - Page 37 QzgSDG8








Wielka Sala - Page 37 Empty


PisanieWielka Sala - Page 37 Empty Re: Wielka Sala  Wielka Sala - Page 37 Empty;

Powrót do góry Go down
 

Wielka Sala

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 37 z 39Strona 37 z 39 Previous  1 ... 20 ... 36, 37, 38, 39  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Wielka Sala - Page 37 JHTDsR7 :: 
hogwart
 :: 
Parter
 :: 
wielka sala
-