Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 Polana

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 13 z 15 Previous  1 ... 8 ... 12, 13, 14, 15  Next
AutorWiadomość


Elijah J. Swansea

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 22
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 185 cm
C. szczególne : znamię na karku, na które nie działa metamorfomagia; okulary do czytania, na szyi drewniana zawieszka w kształcie aparatu fotograficznego. Na prawym przedramieniu wielka i paskudna blizna, ukrywana metamorfomagią i ubraniami
Dodatkowo : metamorfomagia
Galeony : 1578
  Liczba postów : 2898
https://www.czarodzieje.org/t16927-elijah-julian-swansea#471679
https://www.czarodzieje.org/t16932-jeczybula#471794
https://www.czarodzieje.org/t16933-elijah-j-swansea#471795
https://www.czarodzieje.org/t16919-elijah-j-swansea
https://www.czarodzieje.org/t18741-elijah-j-swansea-dziennik#537
Polana - Page 13 QzgSDG8




Gracz




Polana - Page 13 Empty


PisaniePolana - Page 13 Empty Polana  Polana - Page 13 EmptyNie Gru 22 2019, 18:05;

First topic message reminder :


Polana

Jasne miejsce na plamie gęstego lasu przy Hogsmeade. Znajduje się stosunkowo głęboko i właściwie niewiele osób wie, że w ogóle tam jest. Okalają ją drzewa, a z jednej strony graniczy z jeziorem. Poza innymi gatunkami zwierząt, polanę licznie zamieszkują ogniki, które nocą rozświetlają ją swoim blaskiem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość


Felinus Faolán Lowell

Nauczyciel
Wiek : 22
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Zawsze nosi czarną bluzę z haftem tańczącego Derwisza z tyłu wraz z kojotem i wilkiem z przodu na rękawach, pisze lewą ręką, rzuca zaklęcia prawą, na której palcach nosi Sygnet Myrtle Snow, Pochłaniacz Magii i Pierścień Sidhe. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 1778
  Liczba postów : 7331
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Polana - Page 13 QzgSDG8




Gracz




Polana - Page 13 Empty


PisaniePolana - Page 13 Empty Re: Polana  Polana - Page 13 EmptyPią Gru 25 2020, 22:52;

Sam niespecjalnie przejawiał emocje wobec mniej znanych przez siebie ludzi. Owszem, zgadzał się na serdeczne podnoszenie kącików ust do góry w widocznym, delikatnym rozbawieniu czy chociażby na drobne zaintrygowanie, aczkolwiek, koniec końców, niespecjalnie emanował emocjami. Jakoby ukrywając je, niczym swój największy skarb, nie zamierzał ich udostępniać większej, szerszej publiczności. Wiedział, że odkrywanie pewnych, własnych słabości, wiąże się z ryzykiem wbicia noża w plecy - a tego ewidentnie wolałby uniknąć, kiedy to już zdołał się parę razy skłuć na potencjalnie zbyt ufnej naturze innych ludzi. Czy chociażby dzieląc się pewną namiastką troski wobec Maximiliana w liście do Skylera, co objawiło się koniecznością obsługiwania prefekta naczelnego we własnym domu. Nie bez powodu zatem słowa, które to dobierał, były ostrożne, pozbawione natarczywości, a przede wszystkim... neutralne. Widziane zgodnie z tym, jak rozmówca chciał - umiejętności adaptacyjne, mimo zdobycia wielu znajomości i tak naprawdę powolnego odkrywania prawdziwego ja, potrafiły spowodować u niego pewną namiastkę... sprzecznych ze sobą działań. Wcześniej zależało mu na zysku, teraz prędzej zależało mu na możliwości uzyskania stabilności, której to potrzebował celem bezpieczniejszego życia. Unikanie sytuacji, w których to mógł potencjalnie uzyskać obrażenia, było najlepszym lekarstwem. A z czasem, gdy tych sytuacji było w jego życiu po prostu mniej, nie ciągnęło go już aż tak do nich.
Zaskoczę cię, jeżeli powiem, że w samochodzie masz mniejsze ryzyko śmierci, aniżeli na miotle? — mruknąwszy, zauważył jej delikatny uśmiech, ale też, nie chciał, by ta czuła się tak, jakby miała poruszać się czymś, co może ją na każdym kroku zabić. Miotły są ciekawe, miotły pozwalają na osiągnięcie pełnej prędkości, ale nie mają ani poduszek powietrznych, ani ogrzewania, ani żadnych bardziej zaawansowanych mechanizmów, dzięki którym latanie na nich jest znacznie bezpieczniejsze. A przynajmniej zmniejsza ryzyko potencjalnej kolizji. Lowell nie przepadał jakoś szczególnie za Quidditchem, w związku z czym również nie latał na miotłach zbyt często, niemniej jednak, gdyby musiał, to jakoś dałby sobie z tym wszystkim rady. Jakoś.
Elaine miała w sobie coś, co go intrygowało, ale nie mógł wskazać, co konkretnie. Może rzeczywiście przynależność do domu Kruka udowadniała pewne namiastki z jej zachowania, aczkolwiek sam jakoś nie wierzył w brednie powiązane z przynależnościami do danego ugrupowania. Prędzej... trzymała w sobie harmonię i tym samym spokój, który działał kojąco na jego myśli. A przynajmniej nie musiał trzymać przez cały czas ostrożności, kiedy to wiedział, iż na obecną chwilę nic nie powinno się tak naprawdę złego stać. Liczył na to ułaskawienie od losu - liczył, że w jakiś sposób będzie mógł rzeczywiście poddać się braku pechowych sytuacji, aniżeli musieć ponownie znajdować rozwiązanie względem kolejnych ran i kolejnych wytłumaczeń. Bliscy mieli za dużo z nim problemów, a on chciał... ulżyć im w tym wszystkim.
Wyraźny smutek nie przeszedł obojętnie obok Felinusa, kiedy ten podszedł do sytuacji w dość specyficzny dla siebie sposób. Może nie do końca odcinając się od siebie, ale ogarniając część emocji na tę bezpieczniejszą stronę, kiedy to musnął dłonią metaforycznie sierść środkowego wilczura, jednego z najspokojniejszych. Liczył na błogosławieństwo jego stabilności, kiedy to wiedział, ze tak naprawdę każdy z nich zmaga się z pewnymi problemami. Z pewnymi sytuacjami, które wpłynęły na postrzeganie rzeczywistości, stającej się poniekąd zwierciadłem własnej, duchowej strony. Tej psychicznej - jeżeli stan tego zdrowia ulega podniszczeniu, tak samo podejście do realności sytuacji, w której dana jednostka się znajduje, ulega zniekształceniu.
Nikt go tak naprawdę nie okłamie. Wizerunek można zmienić, ale skrzywienia pozostaną. Z czasem jednak zaczną zarażać kolejne tkanki. — wymruczał, jakoby w zastanowieniu, kiedy to spojrzenie spokojnych tęczówek barwy brązu, okalających źrenicę, wylądowało wprost na twarzy panny Swansea.  Czasami... można płakać. Można krzyczeć i przeklinać, gdy gardło będzie się buntować i pękać. Można modlić się, ile ktoś chce, ile razy i ile minut, ile godzin i ile dni, do każdego z bogów, sądząc, że jakikolwiek z nich wysłucha. I nie zmienia to absolutnie nic. Był tego świadom, a ta świadomość go poniekąd dobijała, bo dotyczyła także jego losu. Wiele lat skrywał się pod względem własnego samopoczucia, ale też, nie chciał pokazywać tego na żaden ze sposobów. Próba przemalowania samochodu, który rdzewieje, nic tak naprawdę nie da - zaraza będzie postępować. Na jej kolejne słowa nie bez powodu kiwnął tylko i wyłącznie głową, przeczuwając, że brnięcie w ten temat może dla nich obu skończyć się w niezbyt przyjemny sposób. Nie mieli żadnych powodów do celebrowania.
Fotogeniczna pamięć? — powiedziawszy, zelżał poniekąd z własną postawą, kiedy to wiedział, że charakterystyczne spięcie nie wydostało się na zewnątrz, a prędzej pozostało właśnie w jego głowie. Wkurzało go to, jak jest wiele rzeczy, na które nie ma wpływu, a które to niszczą czasami podwaliny jego działań. Wypadek w Luizjanie razy dwa, na Nokturnie razy dwa, a teraz doszedł ten cholerny, Zakazany Las. Nie bez powodu miał ochotę często wtapiać się w tło czy chociażby pozostawać rozpoznawalnym tylko i wyłącznie dla bliskich. Nie zawsze jednak można osiągnąć zamierzony skutek w danym temacie - czasami musiał pogodzić się z porażką. Często. Koniec końców nie ma tak naprawdę kogokolwiek oskarżać. Nie ma gdzie iść, wiedząc, że nie wszędzie będzie witany z otwartymi rękoma. Jedynie los go chciał, by wykorzystać tym samym jego sylwetkę jako szmacianą laleczkę do odrywania kolejnych części z jego życia. — Transmutacja... Tworzenie różdżek? Najlepiej byłoby połączyć tę dziedzinę z innymi, jak chociażby zaklęcia i OPCM. — mruknąwszy, sam nie wiedział, jaki zawód byłby tak naprawdę dla Elaine najlepszy. Nie miał prawa wiedzieć - mógł jedynie snuć domysły, ale też, transmutacja to jest dość specyficzny przedmiot, który może nie ma wielu zastosowań względem wykonywania zawodu, aczkolwiek wiąże się z nim dość spora odpowiedzialność.
Nie sposób było jednak nie podnieść kącików ust do góry w ostrożnym tego typu geście, kiedy zauważył reakcję dziewczyny na odpalenie silnika. Zapłon nastąpił wręcz gładko i przyjemnie i chociaż dźwięk początkowo był najgłośniejszy, mimo wrzucenia na luz, tak naprawdę nie był w stanie nic zrobić.
Tak, będę jechał powoli. Nie martw się o to. — powiedziawszy do niej łagodnie, zaprosił ją do środka, by tym samym powoli przerzucić na odpowiedni bieg samochód i tym samym włączyć latanie. Nie ruszał jednak z miejsca - nie zamierzał, dopóki dziewczyna w pełni się nie przygotowała, a on sam o mało co nie zapomniał o najważniejszych aspektach. — W samochodzie niczego nie musisz się tak naprawdę trzymać. Po swojej stronie — wskazał dłonią na gruby materiał, z którego zostały wykonane pasy bezpieczeństwa — masz taki oto element, który musisz wsadzić końcówką do odpowiedniego zapięcia. Pasy muszą przylegać dobrze do ciała i nie być skręcone. To tyle. — wskazanie na miejsce, gdzie dziewczyna musiała wsadzić metalowy element pasów, a sam to zrobił, by tym samym zademonstrować, ażeby panna Swansea nie miała z tym żadnego większego problemu. — Kierowca zajmuje się wszystkim innym. — powiedział, a gdy dziewczyna była już w miarę przygotowana, Lowell nie bez powodu wzniósł w miarę gładko pojazd ponad powierzchnię łąki, by tym samym spokojnie jechać do przodu. Warkot silnika zmieniał się w zależności od prędkości, a czasami wytracał, zgodnie z zasadami ekonomicznej jazdy. Jazda była gładka i pozbawiona jakichkolwiek problemów - sam Puchon czuł się swobodnie za kierownicą, chociaż musiał i tak czy siak patrzeć do przodu, by móc kontrolować sytuację - nawet jeżeli nikogo nie było. — Jak będziesz chciała i będziesz miała czas, to dam Ci się nim przejechać na jakimś placu manewrowym. — zaproponował, bo o ile się nie martwił, o tyle jednak lubił pokazywać nowe rzeczy, które mogły być dla innych w pewien sposób szokujące.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Elaine J. Swansea

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 168 cm
C. szczególne : pomalowane usta, wyprostowane plecy, rażąco stonowana mimika
Dodatkowo : metamorfomag
Galeony : 523
  Liczba postów : 1395
https://www.czarodzieje.org/t16910-praca-wre
https://www.czarodzieje.org/t16935-syczek-jeczybula#471819
https://www.czarodzieje.org/t16911-elaine-swansea#471382
https://www.czarodzieje.org/t18301-elaine-j-swansea-dziennik
Polana - Page 13 QzgSDG8




Gracz




Polana - Page 13 Empty


PisaniePolana - Page 13 Empty Re: Polana  Polana - Page 13 EmptySob Gru 26 2020, 20:38;

- Dlaczego od razu mowa o śmierci? - rozłożyła ręce na boki ale nie oczekiwała od Felinusa odpowiedzi. Zdecydowanie wolała trzymać się z daleka od wszelkich sytuacji kiedy groziłaby komuś śmierć. Niestety odwaga przychodziła jej z wielkim trudem; zdecydowanie wolała ukryć się w cudzych ramionach bądź za czyimiś plecami. Nie znaczy to, że stchórzy przed wejściem do auta. To było nowe doświadczenie, którym choć odrobinę się stresowała tak była w stanie to przeskoczyć. Skoro będą jechać powoli i zapewne krótko to warto urozmaicić sobie w ten sposób poranek. Co złego mogłoby się wydarzyć?
Na twarzy dziewczyny pojawiło się zdziwienie jednak zabarwione nieprzyjemnym zaskoczeniem. Jak wcześniej w jej mimice gościła naturalna łagodność tak teraz nie było jej widać gołym okiem bowiem została zastąpiona pewną dozą konsternacji. Przez jej ciało przebiegł zimny dreszcz i nie była pewna czy wiązało się to z mokrymi kroplami deszczu opadającymi na ich płaszcze czy może to wina słów Puchona. - Mówisz w bardzo pesymistyczny sposób. - oznajmiła to, co od niego odebrała. Zachował się jakby nie brał pod uwagę "naprostowania skrzywień" o których napomknął. - Jakiekolwiek zmiany nie muszą być przecież trwałe. Choć jest mi źle to nie zamierzam zostać w innej skórze do końca życia. Wiem, że to z czasem przeminie. - zmianie uległa też nuta w jej głosie, a była to jej dawna i pierwotna wiara w dobro człowieka. W tej sytuacji przejawiała się ona resztkami optymizmu. Nie miała określonego czasu utrzymywania swojego "skrzywienia", które było jedynie zasłoną dymną jednak z pewnością nie będzie się chować w tej skorupie do końca swych dni. Felinus zabrzmiał znowuż jakby "skrzywienia" były jednoznacznie wyrokiem, nieuleczalną chorobą. Z tym zgodzić się nie mogła, dlatego też uderzył ją widoczny w jego wypowiedzi pesymizm. Skinęła głową gdy zapytał o fotogeniczną pamięć. Opuściła dłoń wzdłuż ciała i spoglądała na chłopaka z większym dystansem. Bardzo wyraźnie wzdrygnęła się, uniosła barki i na moment zgarbiła je kiedy zapytał o tworzenie różdżek. Nieświadomie trafił w naprawdę czuły punkt, który wywoływał w niej solidny kopniak wewnętrznego bólu. Pokręciła gwałtownie głową. - Nic z tych rzeczy. Transmutacja opiera się na wielu czynnościach życia codziennego, jak chociażby zdejmowanie ich skomplikowanych zaklęć z zaczarowanych obiektów. - byleby jak najdalej od "tworzenia różdżek", od tematów zbyt bliskich i co za tym idzie zbyt bolesnych. Nabrała chłodnego powietrza do płuc aby się otrząsnąć i nie patrzeć na świat przez pryzmat sowich przykrych doświadczeń. Po chwili siedzieli już w aucie i mogła dyskretnie odetchnąć z ulgą. Da stopom odpocząć bowiem czuła, że jeszcze trochę a kolana jej zmiękną, a tego wolałaby uniknąć. Słuchała instrukcji Felinusa i z uwagą przyglądała się jak zapina pas. Nie miała problemu z powtórzeniem po nim tego gestu, a więc po chwili też była przypięta do fotela. Nie mogła niestety powściągnąć swojej odruchowej reakcji - cichego pisku, zafalowania włosów z bursztynowego blondu do bieli, przytrzymania się drzwiczek i łokcia Felinusa kiedy ten wzbił się autem w powietrze. Nie została uprzedzona, że do tego dojdzie i że przez chwilę siła grawitacji przyciśnie ją do fotela. Po chwili zorientowała się, że jej reakcja była przesadzona. - Przepraszam. Myślałam, że pojedziemy. Kołysze inaczej niż na miotle. - dotknęła swoich włosów i od razu poprawiła je do należytego koloru. Cofnęła dłoń z jego łokcia i zacisnęła palce na torebce. - Dziękuję, ale chwilowo pozostanę przy miotłach. - roztarła gęsią skórkę na swoim ramieniu. - Nie ufałabym sobie w kwestii prowadzenia tej maszyny. - doceniała jego szczodrość. Pochyliła się w kierunku bocznego okienka i wyjrzała przez nie na polanę. - Kto by pomyślał, latające auto. - mruknęła sama do siebie i oparła dłoń o zimną szybę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Nauczyciel
Wiek : 22
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Zawsze nosi czarną bluzę z haftem tańczącego Derwisza z tyłu wraz z kojotem i wilkiem z przodu na rękawach, pisze lewą ręką, rzuca zaklęcia prawą, na której palcach nosi Sygnet Myrtle Snow, Pochłaniacz Magii i Pierścień Sidhe. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 1778
  Liczba postów : 7331
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Polana - Page 13 QzgSDG8




Gracz




Polana - Page 13 Empty


PisaniePolana - Page 13 Empty Re: Polana  Polana - Page 13 EmptyNie Gru 27 2020, 15:14;

Spojrzawszy na nią, nie bez powodu czekoladowe tęczówki zlustrowały jej sylwetkę w spokojny sposób, jakoby w próbie wyłapania czegoś, co mogłoby mu dać jakiekolwiek możliwe, tudzież istniejące wskazówki. Postawa chłopaka była przede wszystkim zrównoważoną i pozbawiona negatywnych emocji, które to skrywał pod własną membraną skóry - pełzające, niczym ostatnie możliwe do wykrycia istoty poddane zgorszeniu, nie miały prawa tak naprawdę wydostać się na zewnątrz. Nie bez powodu - karmiąc przez wiele lat tego złego wilka, gdzieś ta niezbyt pozytywna natura się w nim ostała. A raczej... pesymistyczna. Niezbyt napawająca optymizmem, aczkolwiek istniejącą, niczym ziarno przedzierające się przez zębatki i powodujące ich nieprawidłowe działanie.
Bo wiele osób boi się, że przez jazdę samochodem można z łatwością stracić życie. — odpowiedział, wiedząc doskonale, że wiele osób, przynajmniej ze świata magicznego, bardziej preferuje teleportację. Ta jednak zdawała się nie mieć zbyt dobrego końca w jego przypadku, kiedy to był świadom własnej, ludzkiej ułomności w tym przypadku. Może nie uciekł przed demonami przeszłości i wydarzeń, których obecnie nie może zmienić, aczkolwiek zdołał je tym samym oswoić - by nie czyniły żadnej krzywdy. Samochód nie pławi się jako ten bezpieczny środek transportu, niemniej jednak, wynika to głównie z postępującej w młodym wieku brawury i poczucia kontroli nad pojazdem. Na szczęście, nie mając żadnego wypadku na koncie, mógł odetchnąć z ulgą - posiadanie uszkodzonego częściowo kręgosłupa nie widziało mu się jakoś specjalnie w tych kolorowych barwach. Prędzej szarych.
Każdemu się zdarza. — mruknięcie na jej słowa było spokojne, a kąciki ust uniosły się mimowolnie do góry, jakoby nie tyle w radości, a prędzej... świadomości. Świadomości, że jego słowa nie były zbyt stosowne, kiedy to część jego melancholijnych struktur przeszła przez struny głosowe, dając tym samym pewną cząstkę własnego jegomostwa. Nie powinien - koniec końców, nie powinien poddawać się gorszym sytuacjom, skoro zdołał tyle razy oszukać przeznaczenie, które chciało go zniszczyć, rozdeptać, jak również na zwłokach zatańczyć w sztuce zwanej niszczycielstwem. Każdy z nich posiada pewne rzeczy wpływające bardziej, niż by tego chcieli. — To prawda. Z czasem przemijają, powodując, że stajemy się silniejszymi ludźmi. — każda sytuacja, jaka ma miejsce w ich życiu, podyktowana jest przede wszystkim zdobywaniu doświadczenia. Jedynie silny umysł jest w stanie przetrwać więcej, ale nic nie dzieje się bez przyczyny - za każdym wydarzeniem płynie jakaś nauka, z której można coś wyciągnąć, o ile człowiek ma zamiar. Albo siły na dnie okrytym mułem. Choć pewne skrzywienia pozostają i o ile ktoś nie nauczy się ich przekuć w coś, czego nie należy się wstydzić, a nad czym należy popracować - wyciągnie z siebie znacznie większą moc, aniżeli poprzez stagnację i tym samym wykonywanie paru kroków do tyłu.
Nie wiedział, że trafił w czuły punkt - nie wiedział, iż pewnego rodzaju obecne zachowanie Elaine wynika z przeszłości, w której to pewne elementy układały się w jedną całość, a serce, mimowolnie mogło zaboleć. Przyczynić się do większego koszmaru, jakoby skrywanego pod łóżkiem, a wyciągniętego w dość niefortunny sposób; nie westchnął, a zamiast tego przemilczał tę kwestię, przypominając sobie jej poprzednie słowa. W ostatecznym rozrachunku to nie jest jego sprawa, a szacunek dla prywatności innych po prostu miał. Chyba że byłaby to sprawa życia i śmierci - wtedy byłby w stanie przycisnąć do muru i wydobyć to, co mogłoby się przyczynić do rozwiązania całej zagadki.
To można poszukać czegoś w tym kierunku. Byleby ci to sprawiało przyjemność, aniżeli było przymusem i koniecznością. — powiedziawszy, Lowell był w pełni świadom, pod kopułą własnej czaszki, iż wykonywanie zawodu, który nie jest poniekąd pasją, wiąże się z narastającym zdenerwowaniem, niemożliwym do zlikwidowania. O ile można faszerować się eliksirami spokoju, o tyle jednak na dłuższą metę może to wiązać się z dość nieprzyjemnymi konsekwencjami. W nadmiarze wszystko szkodzi - nawet tlen. Nie bez powodu wszedł do samochodu w widocznym zamyśleniu, które to wynikało z zastanawiania się nad potencjalnie dobrą pracą dla panny Swansea, aczkolwiek jego wiedza w tym zakresie była dość nikła. Z innymi dziedzinami lepiej sobie radził, dlatego na rynku pracy nie zwracał zbytnio uwagi na zawody wymagające dobrej znajomości transmutacji; ruszenie z miejsca było pozbawione potencjalnego wstrząsu. Spokojne opuszczanie sprzęgła i dodawanie gazu pozwalało mu wznieść się do góry, niezbyt wysoko, aczkolwiek na tyle, by potencjalny kamyk nie uszkodził podwozia, które było zbyt delikatne. Jego uszom nie umknął pisk, jak również chwycenie lewego ramienia; na szczęście nie potrzebował dostępu do wajchy od skrzyni biegów, w związku z czym, jako że miał okazję, spojrzał na nią i się uśmiechnął ostrożnie, aczkolwiek w widoczny sposób. Blond włosy zmieniły się na śnieżną biel, przypominającą krajobraz za szybą, która została szybko zabita od zarodka i tym samym kosmyki przywróciły się do pełnej, zdrowszej barwy. Felinus jednocześnie włączył ogrzewanie, by nikomu z nich nie było zimno.
Ogniomioty są dość wrażliwe na uszkodzenia. Gdybym uderzył w jakiś większy kamień, mógłbym mieć problem z dopchaniem maszyny aż do Londynu. — prosta odpowiedź wydostała się z jego ust, kiedy to lecieli spokojnie, bez żadnego pośpiechu. Obecnie, gdyby miał egzamin, za utrudnianie ruchu drogowego otrzymałby dość nieprzyjemną notkę, aczkolwiek umożliwiającą dalsze zdawanie egzaminu celem otrzymania uprawnień. — Nie ma co się dziwić - jesteś przyzwyczajona do miotły, ja natomiast za nimi nie przepadam. Nigdy jakoś nie ciągnęło mnie do Quidditcha. — mruknawszy, delikatnie przyspieszył, a następnie przestawił wajchę od skrzyni biegów, powodując zmniejszenie głośności warkotu silnika. Robił to w sposób subtelny, aby dziewczyna nie przestraszyła się gazu dociśniętego do podłogi; stopa subtelnie naciskała na pedał w taki sposób, by pojazd nie wytrącił prędkości, a tym samym nie zgasł. — Nie bez powodu początkowo, przystępując do uprawnień, uczysz się o tym, jak to wszystko działa i do czego służy. Dopiero potem, wraz z instruktorem, który ma możliwość znaczącej kontroli pojazdu, wyjeżdżasz. — mruknąwszy, zbliżył się do ścieżki w dość prosty sposób, by następnie subtelnie wylądować, ażeby zrobić to w poprawny sposób. Kiedy koła dotknęły delikatnie ziemi, okrytej częściowo śniegiem, zatrzymał tym samym pojazd. — Każdy się na początku boi. Tak samo jest z miotłami. — dodawszy, zaciągnął ręczny na trzy strzyknięcia zębatki, by pojazd nie poczuł się przypadkiem uprawniony do poruszania w jakąkolwiek stronę, a nogę, po zarzuceniu luzu, odsunął od lewej części, kładąc ją na specjalnym do tego podnóżku. — Podróż zakończona... Chyba że twoje miejsce docelowe znajduje się gdzieś dalej. Dla mnie to nie problem zaoferować podwózkę, w szczególności, gdy na zewnątrz jest trochę chłodno. — mruknawszy do niej, dał jej możliwość wyboru.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Elaine J. Swansea

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 168 cm
C. szczególne : pomalowane usta, wyprostowane plecy, rażąco stonowana mimika
Dodatkowo : metamorfomag
Galeony : 523
  Liczba postów : 1395
https://www.czarodzieje.org/t16910-praca-wre
https://www.czarodzieje.org/t16935-syczek-jeczybula#471819
https://www.czarodzieje.org/t16911-elaine-swansea#471382
https://www.czarodzieje.org/t18301-elaine-j-swansea-dziennik
Polana - Page 13 QzgSDG8




Gracz




Polana - Page 13 Empty


PisaniePolana - Page 13 Empty Re: Polana  Polana - Page 13 EmptyPon Gru 28 2020, 10:32;

Popatrzyła z większą uwagą na maszynę będącą autem. Wyglądało dosyć niepozornie a więc ciężko było jej uwierzyć, że ktoś mógłby w tym zginąć. Felinus musiałby rozpędzić się do niebotycznych prędkości i przede wszystkim lecieć wprost powiedzmy na słup. Trochę zwątpiła, ale skoro uzyskała dwukrotną gwarancję, że będą jechać powoli to nie ma co się na zaś stresować. Lekka rozmowa z Felinusem dostarczała jej kilku informacji - uprzejmie zdystansowany jednak dbał o to aby rozmówca nie czuł się przy tym źle. Nie widziała w nim fałszu, a trzeba przyznać, że Elaine potrafiła czytać z ludzi jeśli wystarczająco długo z takowym przebywała. Czyż jej notes nie był pełen portretów, szkicowanych namiętnie o różnych porach dnia i nocy? Lubiła to zajęcie, ale zarabiać poprzez ten zawód... nie była pewna czy to jest jej przeznaczone. Nie potrafiła znaleźć sobie miejsca w świecie. Jeszcze rok temu była przekonana, że zawsze, ale to zawsze będzie u boku ukochanego chłopaka. Jaka była naiwna!
- Oczywiście, nie zamierzam zajmować się czymś, czego nie czuję. Mam kilka możliwości ale nie wiem jeszcze w której się ostatecznie odnajdę. Gdy byłam zdecydowanie młodsza byłam przekonana, że zostanę sławną portrecistką. - tutaj na jej ustach pojawił się cieplejszy uśmiech lecz skierowany do samej siebie z przeszłości. - Co się stało z tymi dziecięcymi marzeniami? Gdzieś je po drodze zagubiłam. - wzruszyła ramionami bo też odnalezienie ich nie było proste. Powinna skoncentrować się na realnych krokach i najlepiej zacząć od zapisania się na kurs jubilerski... choć też nie miała pojęcia czy zostanie w tej pracy na dłużej. Porzuciła jednak te troski na rzecz skoncentrowania się na odbieraniu bodźców związanych z podróżą. Przestało już szarpać i trząść, a warkot silnika przypominał niekiedy mruczenie ogromnego kota, co pozwoliło Elaine rozluźnić ramiona i nie przypominać napiętej struny. - Nie myślałeś, aby mechanik go wzmocnił? Z pewnością są zaklęcia osłaniające... obudowę tej maszyny. - poklepała palcami drzwiczki bowiem nie znała jeszcze słowa "karoseria". Należała do domu Ravenclaw, ale o autach wiedziała naprawdę niewiele i nie kryła się ze swoją niewiedzą. Wyznawała zasadę, że człowiek uczy się całe życie. Oparła plecy w fotelu. - W quidditchu zdania są podzielone. Jedni uważają to za brutalny sport, inni kochają tę adrenalinę i rywalizację. Dla mnie to bardziej hobby. - wszak wiele, wiele lat grała jako pałkarka w duecie z Elijahem, a na meczu finałowym złapała złotego znicza. Gdy tak popatrzyła na to z dystansu to była zaskoczona, że tego tak nie przeżywała jak powinna. Ach, tamtego czasu chorowała, a i była przybita po porzuceniu. To wszystko wyjaśnia. - Zdecydowanie łatwiej jest wyhamować wąską miotłą niż taką maszyną. Jestem o tym przekonana. - wyraziła swoje zdanie i poprawiła pas uwierający ją w obojczyk. Opuściła wzrok na swoje dłonie i jakoś tak odruchowo wyrównała koloryt ich skóry. - Masz rację. Mój brat z pewnością zainteresowałby się takim autem. - uśmiechnęła się czulej na wspomnienie Elijaha. - Nie uwierzy, że do takowego wsiadłam. - przymknęła na moment oczy jak zawsze rozczulona gdy napominała w rozmowie o swojej rodzinie z którą była bardzo, ale to bardzo zżyta. Zaskoczona rozejrzała się, że podróż już skończona. Rozmowa szybko wypełniła te kilka minut lotu. - Tylko jeśli zapłacę ci za ee... paliwo? Mieszkam daleko, w Dolinie Godryka i chętnie skorzystałabym z twojej oferty, ale w ramach tankowania na mój koszt, aby było uczciwie. Co o tym sądzisz? - gdy wyobraziła sobie, że tuż przed swoim domem wysiada z auta... jakoś to ją tak rozweseliło, co było zaskakujące zważywszy na żal, który non stop nosiła w sercu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Nauczyciel
Wiek : 22
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Zawsze nosi czarną bluzę z haftem tańczącego Derwisza z tyłu wraz z kojotem i wilkiem z przodu na rękawach, pisze lewą ręką, rzuca zaklęcia prawą, na której palcach nosi Sygnet Myrtle Snow, Pochłaniacz Magii i Pierścień Sidhe. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 1778
  Liczba postów : 7331
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Polana - Page 13 QzgSDG8




Gracz




Polana - Page 13 Empty


PisaniePolana - Page 13 Empty Re: Polana  Polana - Page 13 EmptyPon Gru 28 2020, 16:33;

A jednak i tacy wariaci się znajdą, którzy na pełnej prędkości postanowią wjechać w słup, by zobaczyć, czy pancerność karoserii jest w stanie cokolwiek zdziałać w związku z niezaprzeczalnymi prawami fizyki. Które to, przynajmniej w czarodziejskim świecie, stanowią poniekąd zagadkę, jako że zaklęcia łamią je i przyczyniają się do wynoszenia nowych wniosków... a raczej braku możliwości stwierdzenia, jak to wszystko dokładnie działa. O ile Lowell był świadom istnienia rdzenia magicznego u każdego czarodzieja, o tyle jednak nikt nie przeżył próby jego wydobycia. Zawsze kończyło się to śmiercią, jakoby struktury tkanek były nieustannie połączone z tym elementem, który to nie mógł zostać w jakikolwiek sposób zbyty. Zastanawiało go to, kiedy to wchodził do samochodu i odpalał silnik, przyglądając się uważnie Elaine, która pierwszy raz miała do czynienia ze samochodem. Zawsze musi być ten pierwszy raz i nie ma w sumie człowieka, który byłby w stanie mieć styczność ze wszystkim, bo kończyłoby się to w niezbyt przyjemny sposób. Znajdowanie się pięć metrów pod ziemią, w celu gryzienia przysłowiowego piachu, nie zawsze należało do tych miłych przyjemności, choć, być może, wystarczająco odprężających. Jego wzrok pozostawał nadal spokojny, co nie zmienia faktu, iż był ciekaw reakcji dziewczyny. Zawsze było to albo miłe, albo zabawne, kiedy wiedział, że znaczna część czarodziejskiego społeczeństwa nigdy nie przejechała się taką maszyną w swoim życiu. Znaczne różnice powodowały zazwyczaj zdziwienie, strach, a także liczne odmęty pytań, na które, w szczególności, nie mogli znaleźć odpowiedzi.
Temat pracy pozostawał dość specyficzny, jakoby połączony z enigmatycznymi przeczuciami, co powinno się robić w życiu, a czego znacząco unikać. Nie bez powodu, kiedy to spokojnie kierował, wiedział, że temat ten może być wyjątkowo trudny, a przede wszystkim ciężki. Sam rok temu nie wiedział, co będzie chciał robić, a teraz, o zgrozo i na litość starego dziada pierdzącego w stołek, zamierzał pozostać asystentem nauczyciela. Przynajmniej na razie, choć nie mógł odmówić frajdy, jaką dawało mu nauczanie.
Zawsze możesz spróbować paru rzeczy po kolei i stwierdzić, która z nich będzie dla ciebie najodpowiedniejszą. — mruknąwszy, puścił na chwilę kierownicę, by tym samym wyciągnąć z kieszeni etui na okulary, o których to zapomniał. Powinien je nosić, a jednak dość często zapominał, kiedy to siadał za kółko. Nie bez powodu zrobił to zatem wystarczająco szybko, byleby nie odwracać wzroku od drogi, która pozostawała pusta i tym samym przyczyniała się w pewnym stopniu do zmniejszenia ostrożności. Dopiero po założeniu ich na nosie, dłonie powróciły w stronę kierownicy, którą to nie poruszał gwałtownie, od czasu do czasu korygując potencjalny błąd wynikający z czystego zastanowienia. — Wszyscy je po drodze zgubili. Ja myślałem, że zostanę uzdrowicielem, ale z czasem przestało mi się to podobać. — odpowiedź była prosta - za duże poświęcenie. Wypłata byłaby całkiem dobra, ale Lowell nie zamierzał w pełni poświęcać swojego życia celem ratowania innych ludzi. Wolał robić coś, co sprawiało mu radość, aniżeli coś z czystego przymusu, jako że jego umiejętności w tym zakresie były dobre i nie powinny się marnować. A jednak zdecydował się na całkowicie inną ścieżkę, która mogła zastanawiać, aczkolwiek... to on buduje własne życie i to on za nie odpowiada. Świadomość odpowiedzialności wobec własnego losu zdawała się przedzierać przez tkanki bardziej, aniżeli mógł się tego spodziewać. I wolał skończyć w taki sposób, aniżeli pod mostem.
Myślałem o tym, ale podejrzewam, że dość sporo by mnie to kosztowało. Każde takie potencjalne wzmocnienie to mniej roboty dla mechanika, a tym samym mniejszy popyt na usługi naprawcze. — nie posiadał obecnie zbyt dużej ilości pieniędzy, które pochłaniało w jakiejś części paliwo, ale też, jeździł w miarę ostrożnie, więc nie poczuwał się obecnie do wzmocnienia tego. Mogłoby mu się to przydać, aczkolwiek nie wiedział, do kogo ma się potencjalnie zgłosić, a wolałby nie zostać wydymany na dodatkowe pieniądze, w związku z czym przekładał tę myśl raz po raz, odsuwając ją w międzyczasie w zapomnienie. Jakoś obecnie mu się to nie widziało. — Trudno zaprzeczyć. — uśmiechnął się ostrożnie pod nosem, kiedy to poprawił własne okulary. — Staram się podchodzić do niego neutralnie, bo to, że do mnie nie przemawia, nie oznacza, że mam zniechęcać innych, skoro wiem, iż dla niektórych może to być całe życie. — podzielił się swoim zdaniem. Nie zabraniał nikomu udziału, skoro wiedział, że dla wielu jest to nie tylko dzieciństwo, ale też i sposób na zarobek. Zdrowy? Być może. Powiązany ze sprawnością fizyczną, aczkolwiek również potencjalnymi urazami, zdaje się być właśnie, jak to wspomniała wcześniej panna Swansea, brutalny sport. Zdecydowanie Felinus wolał te bardziej spokojne dyscypliny, jak chociażby siatkówkę, która wywodzi się ze świata mugolskiego.
Mam możliwość wbicia hamulca do podłogi. Kusisz. — powiedział, aczkolwiek nie zamierzał przetestować jej tezy, kiedy to wiedział, że mogłoby się to spotkać z niemiłym przytykiem. Obiecał jej spokojną jazdę, także i tej postanowił dopełnić, w związku z chęcią nierzucania słów na wiatr. Gdyby wbił hamulec do podłogi, zapewne szarpnęłoby nimi nieźle do przodu, a i tarcze nie byłyby z tego faktu zadowolone, rozgrzewając się do znacznie większej temperatury. I chociaż nie wątpił w ich działanie, to wolał postawić na stopniową eksploatację elementów, aniżeli gwałtowną, nastawioną na większe ryzyko innych uszkodzeń. — Elijah? — mruknąwszy pod nosem, mógł nie do końca wiedzieć o wszystkich powiązaniach rodzinnych Swansea, dlatego rzucił tym pytaniem w dość prosty sposób. Może dziewczyna miała znacznie bardziej rozbudowane rodzeństwo? — A jednak wsiadłaś. Mógłbym nawet za to poręczyć. — zaśmiawszy się ostrożnie, wolałby jednak nie wdawać się z kimkolwiek innym w konfrontację. Opinia o nim jest tak cholernie zszarpana, że sam nie wiedział, jak zareagowałby jej brat, gdyby powiedziała mu, że wsiadła do jego samochodu. Dowodem było to, jak wiele nieszczęść do siebie przyciągał, jak również to, z kim się w międzyczasie zadawał. Pewnego człowieka nie stanowił, dlatego mogłoby się to spotkać z dezaprobatą. — Wolałbym podwieźć za darmo — i wolałaby się w tej kwestii nie targować — ale... stoi. Dwa galeony w zupełności wystarczą - więcej nie potrzebuję. — przyznawszy, ruszył w dalszą podróż, tym razem jednak trochę bardziej przyspieszając, kiedy to ponownie wzbił się w powietrze w dość subtelny sposób. — Mieszkam w Londynie, więc w sumie mam trochę po drodze. O potencjalne koszty się nie martw. — powiedziawszy, wiedział, że mogło to być dziwne, aczkolwiek nie przeszkadzało mu to, kiedy wiedział, że jego mugolskie pochodzenie jest czymś naturalnym. Nazwisko nie figurowało w jakichś rodach czarodziejskich, a gałąź od strony dziadka została oderwana i tym samym wydziedziczona.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Elaine J. Swansea

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 168 cm
C. szczególne : pomalowane usta, wyprostowane plecy, rażąco stonowana mimika
Dodatkowo : metamorfomag
Galeony : 523
  Liczba postów : 1395
https://www.czarodzieje.org/t16910-praca-wre
https://www.czarodzieje.org/t16935-syczek-jeczybula#471819
https://www.czarodzieje.org/t16911-elaine-swansea#471382
https://www.czarodzieje.org/t18301-elaine-j-swansea-dziennik
Polana - Page 13 QzgSDG8




Gracz




Polana - Page 13 Empty


PisaniePolana - Page 13 Empty Re: Polana  Polana - Page 13 EmptyPon Gru 28 2020, 17:34;

Na całe szczęście Elaine nie cierpiała na lęk wysokości ani na klaustrofobię. Nie mogłaby nabyć takich fobii skoro jeszcze za dzieciaka śmigała na zabawkowej miotle z Cassiusem za plecami, a Elijahem po swoim prawym boku kiedy próbował ich prześcignąć. Przebywanie w aucie okazywało się przyjemnym doświadczeniem - ani nie trzęsło, ani nie wykonywało gwałtownych zwrotów a więc pierwsze wrażenie związane z tą maszyną można zaliczyć do doświadczeń pozytywnych. Z całą pewnością ten poranek zapadnie jej w pamięć tak jak wszystkie "pierwsze życiowe razy" kiedy człowiek poznaje to, czego nigdy nie zaznał. Pokiwała głową na znak pełnego poparcia i zgodzenia się w kwestii wyboru zawodu. Jeśli przyszłość związana z transmutatorstwem stanie się uciążliwa to zawsze może wybrać studia zaoczne albo się przekwalifikować. Nie narzekała na brak majątku choć doceniała każdego wydawanego knuta.
- Im bliżej podjęcia decyzji wyboru zawodu tym więcej nachodzi wątpliwości? - uśmiechnęła się niezwykle delikatnie. - Doskonale to rozumiem, Felinusie. Kto wie gdzie nas posieje za dziesięć lat. - nie wnikała dlaczego nie podobał mu się już zawód uzdrowiciela bowiem nie jest to miejsce na takie rozmowy - przejażdżka niedługo się skończy, a choć miło było z nim dyskutować tak zaraz rozbiją się o milion wątków i nie będą w stanie przestać rozmawiać. To przyjemne doświadczenie! Właśnie dzisiaj odkryła kolejną osobą z którą miło jest zamienić kilka słów. Nie znała niestety plotek i nie wiedziała o Puchonie nic oprócz tego, co sobą teraz prezentował. To dobry początek znajomości, spoglądać na rozmówcę bez wszelkich uprzedzeń. Nie wiedziała jednak jak się zachowa kiedy pozna plotki dotyczące jego osoby. Może zachowa ostrożność, a może właśnie odwrotnie, zignoruje to, co nie zostało przezeń potwierdzone? Elaine należała do bardzo wyrozumiałych osóbek.
- Hmm... masz rację. Takie wzmocnienia to z pewnością droższa sprawa. Szkoda jednak by takie ładne autko miało się zniszczyć po wjechaniu na kamień. - czyżby ta maszyna zyskiwała sobie jej sympatię? Dziewczyna przeszła milczący mały zawał serce kiedy Felinus jak gdyby nigdy nic zdjął dłonie z kierownicy i założył okulary. Posłała mu spojrzenie pytające "oszalałeś?!", ale wykonał ten ruch na tyle szybko, że nie zdążyła popaść ani w panikę ani tym bardziej w odrętwienie. Auto nawet nie drgnęło, a więc mogła dyskretnie odetchnąć z ulgą.
- Jeśli to zrobisz będziesz mieć na głowie rozhisteryzowaną mnie. - uśmiechnęła się do niego nieco szerzej i nie pozwoliła się niegroźnie nastraszyć. - A zazwyczaj uspokajam się po dwudziestominutowym przytulaniu. - dodała jako "zniechęcenie" do szaleństw. Uśmiechała się, a więc niełatwo było stwierdzić czy mówi poważnie czy jednak postanowiła zażartować. Pokiwała głową na znak, że chodzi jej o Elijaha. Posiadała tylko jednego brata, a reszta to było kuzynostwo. Nie oczekiwała, że świat będzie nadążał za pokrewieństwem wszystkich Swansea, bo było ich naprawdę wiele. - Byłoby wspaniale. - zareagowała na jego gotowość poręczenia za nią. Elijah uwierzyłby jej, ale potwierdzenie u kierowcy z pewnością nie zaszkodzi. Popatrzyła na chłopaka uważniej. - Masz szczęście, że nie znam się na cenie paliwa dlatego umowa stoi... ewentualnie mogę dorzucić jeszcze zaproszenie na gorącą herbatę. Jest coraz zimniej, a herbat mamy pełną szafkę. - szczerość w jej spojrzeniu mówiła jasno, że za zaproszeniem kryje się jedynie życzliwość i nic więcej. Nie w głowie było jej flirtowanie, jeszcze nie podniosła się po złamaniu serca.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Nauczyciel
Wiek : 22
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Zawsze nosi czarną bluzę z haftem tańczącego Derwisza z tyłu wraz z kojotem i wilkiem z przodu na rękawach, pisze lewą ręką, rzuca zaklęcia prawą, na której palcach nosi Sygnet Myrtle Snow, Pochłaniacz Magii i Pierścień Sidhe. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 1778
  Liczba postów : 7331
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Polana - Page 13 QzgSDG8




Gracz




Polana - Page 13 Empty


PisaniePolana - Page 13 Empty Re: Polana  Polana - Page 13 EmptyWto Gru 29 2020, 15:42;

Ani on.
Jedyne lęki, które obecnie posiadał, mogły stać się jego boginem - nadal pamiętał ten lodowaty uśmiech, przeszywające tęczówki i przede wszystkim zaklęcie duszące, rzucone wprost na niego. Już nie samo czytanie myśli zdawało się być jego największym strachem, a właśnie ten człowiek - charakterystyczny, nastawiony przede wszystkim na jego krzywdę. I o ile zdołał się obronić, o tyle nikt nie odzyskał tam jego dumy ani godności, kiedy to klątwa zaczęła działać i zbierać żniwa, powodując nieokreślone szaleństwo. Gdyby nie pewna osoba, być może ktoś by się nim rzeczywiście zainteresował - gdyby nie tajemnicza siła, która trzymała go na tym świecie, już dawno gryzłby piach pięć metrów pod ziemią, dosłownie się nim dławiąc. Nawet sam odór własnych zwłok zdawał się być lepszą opcją; nie zamierzał jednak tak łatwo się poddawać. Pewne rzeczy ukształtowały go na znacznie silniejszego człowieka - kto wie, czy gdyby nie one, stałby tam, gdzie obecnie stoi. Zwarty, może nie do końca w pełni zdrowy, ale o zdrowszym kolorycie skóry, z większymi nadziejami. Jeżeli los chciał się przyczynić do jego wewnętrznego złamania, zrobił to tylko i wyłącznie na chwilę. Z czasem Lowell przekuł to wszystko w siłę, z której to zamierzał czerpać nie tylko doświadczenie, lecz także możliwość, poprzez poprzednie sytuacje, obrony bliskich przed tymi o złych zamiarach. I liczył na to, że kiedy umieści ich pod własnymi skrzydłami, uda mu się zminimalizować czekającą na nich krzywdę.
Zawsze tak jest. Ale jakoś nigdy nie ciągnęło mnie zbyt mocno do tego zawodu. — mruknąwszy, spokojnie kierował pojazdem, zachowując rozluźnioną postawę ciała. Tyle razy prowadził samochody, do tego znacznie cięższe, iż czuł się pewnie za kierownicą, ale też, pewność ta nie przeistaczała się w ignorancję, która mogłaby potencjalnie do czegoś doprowadzić. Sam jakoś nie widział siebie na stanowisku magicznego lekarza, ale też, inny kierunek nie pozwalał mu tak naprawdę na brnięcie w tym wszystkim i zdobywanie należytej wiedzy. Nie pozostawało mu nic innego, jak przejść przez te studia, aczkolwiek podejmując się ciut innego zawodu. Koniec końców miał w planach podjęcie się zawodu nauczyciela, a przed nim jeszcze długa droga, zanim zyska kogokolwiek zaufanie w tychże postanowieniach. Nie wiedział natomiast, co może być za dziesięć lat - o ile dożyją, bo SLM nie wygląda na takie, które chciałoby, by ktokolwiek z nich znajdował się poza stanem zagrożenia życia. Jeżeli chcą przeżyć, to muszą uważać.
Pomyślę nad tym po wypłacie. — tyle dobrze, że zbliżał się koniec miesiąca, a wraz z nim wypłata, dzięki której mógłby zażegnać pewnego rodzaju problemy. Nie zamierzał od razu jej wykorzystywać, niemniej jednak część galeonów musiała iść na podstawowe, ludzkie potrzeby. Na szczęście zawsze mu coś tam pozostawało - coś, co mogłoby wystarczyć nie tylko na wzmocnienie karoserii, lecz także dokupienie czegoś nowego. Przykładowym sposobem na wjechanie w kamyczek mogło być właśnie puszczenie w pewnym momencie kierownicy, celem założenia na własny nos okularów. Nie zamierzał ryzykować gorszego wzroku za kółkiem, dlatego nie bez powodu odważył się na taki krok, choć na miejsce by tego po prostu nie zrobił. Nie wiedział, że z tego powodu panna Swansea może też przeżywać zawał, jako że mógł wyhamować, gdyby zaszła taka potrzeba. — Masz przed sobą Puchona, który przytulania raczej się nie boi. — dodał, całkiem rozbawiony, choć nie przeszkadzałoby mu to jakoś specjalnie. Owszem, pewnego rodzaju spięcie mogłoby opanować jego ciało przez krótki moment, jako że do siebie dopuszczał osoby, które bardziej zna, aczkolwiek i tak progres w jego przypadku był całkiem spory. Wcześniej reagował agresją, teraz... teraz sobie z tego żartował. Nie bez powodu zatem jechał dalej, nie hamując tym samym gwałtownie, a prędzej dostosowując prędkość stopniowo, w odpowiedni sposób. — Masz to zatem jak w banku. — mruknąwszy pod nosem, poruszał maszyną w sposób subtelny, jakoby przez jego postawę ciała nie przejawiał się stres, a prędzej wyniesione doświadczenie, które powodowało, że za kółkiem czuł się całkiem swobodnie. — Jeżeli niekoniecznie dzisiaj, to bardzo chętnie. Zawsze przytulę dobrą herbatę. — Lowella można zaciągnąć do siebie na trzy rzeczy - dobrą herbatę, mleczną kawę i kakao, z którym to czuł się niezwykle zżyty. Nie bez powodu. Ostatnimi czasy naprawdę o siebie dbał, a wychudzona sylwetka ciała stała się szczupła w odpowiednim tego słowa znaczeniu. Poza tym, towarzystwo Elaine nie przeszkadzało mu w żadnym stopniu - widział w niej serdeczną osobę, choć nie na tyle entuzjastyczną, by pałała do wszystkich każdą ze swoich emocji.
Kiwnąwszy głową, wzbił się z powrotem w powietrze i tym samym ciut przyspieszał, by nagła zmiana prędkości nie była czymś, co mogłoby zniechęcić dziewczynę do dalszej jazdy. Musiał dobić trochę gazu, by znaleźli się w wymaganym miejscu w ciągu kilkudziesięciu minut, a nie paru godzin. Cała podróż minęła w dość przyjemnej atmosferze, kiedy to krajobrazy brytyjskich wzniesień i wód zdawały się potęgować pewnego rodzaju wrażenie, iż podróż ta wiąże się nie tylko z odstawieniem panny Swansea do domu, lecz także z możliwością przyglądania się okolicznym krajobrazom. W ciepłym, klimatyzowanym wnętrzu pojazdu.

[ zt x2 ]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Nauczyciel
Wiek : 22
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Zawsze nosi czarną bluzę z haftem tańczącego Derwisza z tyłu wraz z kojotem i wilkiem z przodu na rękawach, pisze lewą ręką, rzuca zaklęcia prawą, na której palcach nosi Sygnet Myrtle Snow, Pochłaniacz Magii i Pierścień Sidhe. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 1778
  Liczba postów : 7331
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Polana - Page 13 QzgSDG8




Gracz




Polana - Page 13 Empty


PisaniePolana - Page 13 Empty Re: Polana  Polana - Page 13 EmptyPon Mar 01 2021, 16:16;

Zbieranie składników
Krew salamandry: x1.
Moje kochane mini-kostki: 6, G, 5

Wydarzenie:

Ilość poparzeń:

Zima nie sprzyjała ani kolejnym wyprawom, które to sobie organizował, nikogo nie powiadamiając, ani to nie sprzyjała dłuższym schadzkom, kiedy to śnieg w butach witał znacznie częściej, niż podczas statystycznego, ludzkiego lata. No cóż, nie wszystko było idealne, kiedy to pakował sprzęt do torby, nie chcąc tym samym pozostać bez jakichkolwiek szans na przeżycie pożartym przez magiczne stworzenia. Może nie wybierał się w stronę terenów wysoce niebezpiecznych, co nie zmienia faktu, iż pewne rzeczy bywały w jego przypadku nawet przyjazne, dopóki los się z niego nie postanowił wyśmiać, udowadniając, że jednak nie powinien się niczym poważniejszym zajmować. Jednak, przyszykowany, kiedy to zapakował dwa noże, zapalniczkę, paczkę fajek (a jak żeby inaczej), magiczny dziennik i eliksiry wiggenowe, gdyby zaszła konieczność ich realnego użycia, nie zamierzał się cofnąć z własnej decyzji. Z prostych wniosków wynikało, że jednym ze składników Aceso, który to szykował powoli, czując motywację do osiągnięcia czegoś całkowicie nowego, była właśnie krew salamandry. Z magicznymi, leczniczymi właściwościami, zdawała się być czymś w rodzaju stabilizatora, który rzeczywiście mógłby podołać postawionemu zadaniu. Mimo to nie miał stuprocentowej pewności, wszak cała receptura wymagała pod tym względem mniejszych lub większych poprawek, a z własnym doświadczeniem do mógł sobie papierkiem z egzaminów co najmniej podetrzeć własną dupę.
Nawet pracowanie w aptece nie zezwoliło mu uzyskać odpowiednich składników. Musiał zatem, kiedy to zbliżała się ciut cieplejsza pora dnia, skupić się na podróży poprzez polanę, otoczoną dookoła lasem, by odnaleźć stworzenia, które to jednak niosły ze sobą to, co go najbardziej interesowało - krew. Nie wziął jednak ze sobą rękawiczek, nie chcąc krępować ruchów własnych placów, w związku z czym był potencjalnie przygotowany na wszelkie poparzenia wynikające z głupoty, jaką to reprezentował. Okolica była spokojna, choć zaśnieżona w taki sposób, iż trudno było tak naprawdę cokolwiek zobaczyć. Na warstwie białego puchu znajdowały się charakterystyczne ślady, ale nie należały one do tych istot, na których to mu w szczególności zależało. Musiał się skupić, mrużąc oczy, wszak śnieg był na tyle oczojebny, iż uniemożliwiał początkowe, prawidłowe namierzenie potencjalnego legowiska salamandr.
Dopiero po godzinie udało mu się natrafić na pewien trop - łapki, odciśnięte w śniegu, zgadzały się z podręcznikowym przykładem. Idąc ich śladem, zauważył wyrwę w kamieniu, gdzie to, jak się okazało, znajdowało się małe stadko istot. I chociaż nie chciał ich do końca krzywdzić, musiał to zrobić; wepchnąwszy rękę popełnił jednak kategoryczny błąd, doznając bolesnych oparzeń drugiego stopnia, kiedy to pojawiły się na skórze charakterystyczne bąble, a sama tkanka zdawała się być przypalona. Szlag by to - zacisnąwszy zęby, nie bez powodu zabrał rękę dość szybko, zostawiając przerażone miejsce z powrotem w ich małym legowisku. Dopiero później, kiedy to jeszcze raz podjął się próby (i porządnie poparzył palce, postanowił użyć do tego zaklęcia, umieszczając istotę na materiale własnej kurtki, która to zaczęła się fajczyć, a istotka tak przebierała nogami, jakby chciała rzeczywiście uciec. No zajebiście, smród idealny. Mimo to Lowell naprędce chwycił jeszcze raz istotę, ponownie mając do czynienia z urazami od wysokiej temperatury, by tym samym, poprzez Duritio, znieczulić płaza, skupiając się na wyciągnięciu krwi za pomocą czarnomagicznego zaklęcia Sitienti Sanguisugae. Liczył na to, iż wcześniejszy czar zdoła zmniejszyć doznania bólowe, kiedy to prawidłowo podstawił niewielką fiolkę pod strumyk małej ilości krwi, by tym samym ją odpowiednio zebrać, bez skażenia jej w wyniku kontaktu z czymkolwiek innym. Kiedy charakterystyczna posoka wypełniła naczynie zrobione ze szkła odpornego na działanie wyższej temperatury, czując ból na dłoni, w okolicy również tej nowej kreski z rytuału, odstawił zwierzę, wcześniej je zaleczając. Te, przestraszone i kompletnie niczemu niewinne, umknęło do swojego legowiska, nie zamierzając wychylać się na żaden ze szczególnych sposobów. W sumie to nie dziwił się.
Samemu musiał jednak zaleczyć, poprzez prawidłowe użycie zaklęć uzdrawiających, powstałe obrażenia. Skóra go piekła; nawet jeżeli był przyzwyczajony do bólu i mógł tak poperniczać, o tyle jednak nie chciał, pozwalając na to, by rozsądek przejął kontrolę nad jego umysłem. Fringere pozwoliło znacząco schłodzić powstałe rany, natomiast dzierżony w torbie eliksir wiggenowy zaleczył rany, choć nie do końca. Nie były one aż tak poważne, niemniej jednak pozostawały, poprzez działanie magii salamandr, pod wpływem działania czegoś znacznie silniejszego. Czerwone plamy nie zamierzały odpuścić, a on... no cóż. Nie zamierzał tego leczyć na siłę, postanawiając dać własnemu organizmowi trochę należytego czasu, kiedy to udawał się z powrotem do zamku. We własnym, ludzkim tempie.

[ zt ]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Nauczyciel
Wiek : 22
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Zawsze nosi czarną bluzę z haftem tańczącego Derwisza z tyłu wraz z kojotem i wilkiem z przodu na rękawach, pisze lewą ręką, rzuca zaklęcia prawą, na której palcach nosi Sygnet Myrtle Snow, Pochłaniacz Magii i Pierścień Sidhe. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 1778
  Liczba postów : 7331
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Polana - Page 13 QzgSDG8




Gracz




Polana - Page 13 Empty


PisaniePolana - Page 13 Empty Re: Polana  Polana - Page 13 EmptyNie Mar 28 2021, 00:18;

Zdobywanie składników
x1 Księżycowa rosa

Na zewnątrz panował półmrok - charakterystyczny stukot podeszwy przedzierał się poprzez okoliczne tereny, kiedy to Lowell przygotował się do tej krótkiej wyprawy, by tym samym zdobyć to, na czym mu po prostu zależało. Na ramieniu znajdował się niewdzięczny kruk imieniem Equinox, który, być może - jak się to w ogóle okaże - zechce mu pomóc poprzez ogólnie lepsze zmysły i ostrzeganie przed niebezpieczeństwem. Tak niedawno powrócił do domu; być może ta wyprawa nakierowana była adrenaliną. A może po prostu ostrożnością i prawidłowym przygotowaniem, dzięki któremu dożyje następnego dnia.
Co nieco wiedział na temat tego, gdzie znajduje się roślina, którą chciał zdobyć - i co nieco o niej przeczytał przed wyjściem z domu, gdzie w ogrodzie pozostawił jedynie ciepłą wodę, która to miała stać się wodą księżycową po nocy spędzonej na zewnątrz w świetle naturalnej satelity planety. Księżycowa rosa - roślina o silnych właściwościach uzdrawiających - musiała znajdować się nieopodal lasu w Hogsmeade, na jednej z łąk, do których to zmierzał. Kwiatostan tego magicznego przedstawiciela flory charakteryzował się wyglądem niezwykle podobnym do stokrotki, niemniej jednak posiadał część cech, które przyczyniały się do posiadania właściwości typowo czarodziejskich. W bezdennej torbie natomiast chłopak posiadał najróżniejsze rzeczy, które mogłyby mu się przydać - odpowiedni pojemniczek na kwiaty, coby te nie uległy jakimkolwiek uszkodzeniom, jak również na piersi dzierżony był krzyż Dilys, z którym to się nigdy nie rozstawał. W międzyczasie na dłonie założył rękawiczki ze skóry węża morskiego - samemu nie zamierzał popełnić kolejnych błędów, które mogłyby się przyczynić do powstania obrażeń.
Felinus pomagał sobie w wędrówce poprzez odpowiednie zastosowanie niektórych zaklęć. Jednocześnie pozostawał maksymalnie ostrożny - wiedział, że w nocy część rzeczy może mimo wszystko i wbrew wszystkiemu zaskoczyć. Pozostawał na tyle uważny, by tym samym światło, które wydobywało się poprzez Lumos Sphaera nie przyczyniło się to zbytniego zwracania uwagi - nie było blade, prędzej ciemnoniebieskie i o barwie przypominającej otoczenie. Student wiedział, że nie może sobie pozwolić na żadne potknięcie, kiedy to przyglądał się uważnie okolicy, mając nadzieję na znalezienie poszukiwanego składnika. Dłoń od czasu do czasu odsuwała gałęzie krzewów, które rosły wyjątkowo gęsto, niemniej jednak nic to nie dawało mimo wcześniejszych poszlak. Nie zamierzając się jednak poddać, Faolán ruszał dalej. Przemierzał poprzez mniej lub bardziej błotniste tereny, czasami o mało co się nie wywalając w wyniku śliskiej nawierzchni. Przeskakiwał ostrożnie parę przeszkód, w tym większe kamienie prowadzące do lasu. Mimo to nie czuł, by to była dobra opcja - nie zamierzał się przecież narażać na jakiekolwiek większe niebezpieczeństwo, kiedy to palcami trochę mocniej ściskał różdżkę, ale nadal nie na tyle, by być z tego dumnym. Przywrócenie sprawności w prawej ręce nie było takie proste, jak z początku chciał zakładać.
Dopiero po kilkudziesięciu minutach aktywnej eksploracji udało mu się dostrzec na ziemi kwiat łudząco przypominający stokrotkę, aczkolwiek różniący się ilością płatków przy kielichu. Był to strzał w dziesiątkę - kruk odezwał się parę razy, zatrzepotał skrzydłami, wzlatując w powietrze. Lowell tym samym mógł przystąpić do powolnego zbierania rośliny - nożykiem bardzo ostrożnie odcinał łodygę na odpowiedniej wysokości, by tym samym nie doprowadzić do uszkodzenia cennego składnika. Funkcjonował głównie lewą dłonią, prawą prędzej utrzymując stabilizację tego, by przypadkiem nie ciachnąć w zły sposób. Każdy z kwiatów lądował ostrożnie do przygotowanego wcześniej miejsca, a cały proces, ze względu na dość niewielką ilość, trwał maksymalnie kilkanaście minut. Po tym - gdy wreszcie zakończył poszukiwania - teleportował się do Londynu.

[ zt ]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Nauczyciel
Wiek : 22
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Zawsze nosi czarną bluzę z haftem tańczącego Derwisza z tyłu wraz z kojotem i wilkiem z przodu na rękawach, pisze lewą ręką, rzuca zaklęcia prawą, na której palcach nosi Sygnet Myrtle Snow, Pochłaniacz Magii i Pierścień Sidhe. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 1778
  Liczba postów : 7331
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Polana - Page 13 QzgSDG8




Gracz




Polana - Page 13 Empty


PisaniePolana - Page 13 Empty Re: Polana  Polana - Page 13 EmptyCzw Kwi 08 2021, 18:55;

Trenowanie jackalope
1/2 - jednopostówka

Czy w ogóle powinien się tym zajmować? Jakimś cudem udało mu się ogarnąć jackalope od profesora Swanna, który może spojrzał mniej lub bardziej przychylnym okiem - tego nie wiedział. Starał się jednak go wytresować, w związku z czym z początku dawał zapoznawać się z własnym zapachem, mową, stylem wypowiedzi i ogólnie... aparycją. By ten pasztet królik zapamiętał jak najwięcej, wszak nic nie dawało tak sporej satysfakcji jak to, że zwierzę zwyczajnie wykonywało jego polecenia. Ale, zanim do tego doszło, okraszone to było wieloma staraniami i próbami, kiedy to jackalope wykazywał własny charakter i udowadniał, że jednak preferuje chodzenie własnymi ścieżkami.
Wiedział jednak, że z pewnymi umiejętnościami, jakie to zdobył na przestrzeni naprawdę wielu lat spędzonych w Hogwarcie, może uda mu się coś zdobyć z tego wyścigu. Albo zwyczajnie zobaczyć, jak bawią się inni, wszak rywalizacja od zawsze była przyczyną sporów, o ile dotyczyła oczywiście momentu, gdy to głowy poszczególnych miejsc zwyczajnie postanawiają sięgnąć po więcej. On natomiast - no cóż - starał się coś ze sobą zrobić. I z pożyczonym od profesora ONMS jackalope, żeby ten się jakoś specjalnie nie zakurzył. Mnogość czasu, jaką to uzyskał, przyczyniała się do częściowego braku zrozumienia, jak te minuty, godziny i dni może wykorzystać. I o ile chodził do pracy zaocznie, i o ile starał się chwytać za dodatkowe zlecenia, o tyle jednak nie dostawał niczego szczególnego do domu. No, oprócz słodkiego magicznego stworzenia, którego miał zamiar nazwać Pasztet, ale wycofał się z tego pięknego, kreatywnego wręcz pomysłu.
Do bezdennej torby zapakował zatem najróżniejsze małe przekąski nagrody, kiedy to akurat przebywał w domu. Equinox trochę go znienawidził za pozostawienie samemu sobie, natomiast puszki pigmejskie, jak to miały w zwyczaju, zjadały dosłownie każdy kurz i każdą pajęczynę. Bup był najkrnąbrniejszym ze wszystkich trzech. Łup również wariował, a chyba tylko Cup postanowił naprawdę grzecznie się zachowywać, choć trochę szalał na widok właściciela. I jak się okazało - przydawały się one dość widocznie, kiedy to starał się przeprowadzić istotę przez prowizoryczny tor, by poprawić jej sprawność.
A tak naprawdę to samemu powinien tak pobiegać, naprawdę.
Co wiązało się również z nawiązaniem pewnej więzi. Początki są zawsze najtrudniejsze, czasami ciągną się w nieskończoność, ale kiedyś prędzej czy później ulegną przedawnieniu. Nie bez powodu zatem na samym starcie ciężko było się dogadać z pasztetem jackalope, który to zwyczajnie miał go gdzieś. Lowell nie wiedział, od czego to może zależeć - czy od podejścia, od zapachu, od tonu głosu? Wszystko starał się z początku dostosowywać, ale problem był taki, że po prostu królik był częściowo wrzucony na głęboką wodę, w związku z czym musiał go początkowo oswoić. Nie bez powodu zatem polegało to na spędzaniu kilkudziesięciu minut, byleby zdobyć częściowo jakoś zaufanie zwierzaka z dnia na dzień. Dopiero od niedawna Lowell miał możliwość zabrania go na różnorakie mini-tory, by tym samym sprawdzić jego sprawność. A polana przy Hogsmeade nadawała się do tego znakomicie, kiedy to raz po raz, niewielkimi krokami, mimo wcześniejszych problemów, istota zaczęła się do niego powoli przyzwyczajać.
Dlatego raz po raz biegał - zaprowadzał na tor, pomagał ewentualnie, jeżeli znajdowały się problemy, by tym samym nagrodzić zwierzę dodatkowymi smakołykami. Był to satysfakcjonujący widok - mimo to wymagający wielu powtórzeń, ażeby osiągnąć wymagany efekt... a może zwyczajnie spędzić czas w inny sposób? Tego nie wiedział. Mimo to starał się, jakoby udowadniając częściowo, że jeżeli chce - potrafi częściowo przejąć kontrolę nad pewnymi aspektami. Nawet jeżeli jest to tylko i wyłącznie królik.
Po skończonym treningu Lowell, jak i jackalope, teleportowali się z powrotem do domu na Newport Road, by tym samym odpocząć; zaczęło się ściemniać, a przyjemne promyki słońca skryły się za chmurami kryjącymi tak naprawdę burzę. Wtedy runął deszcz.

[ zt ]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Nauczyciel
Wiek : 22
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Zawsze nosi czarną bluzę z haftem tańczącego Derwisza z tyłu wraz z kojotem i wilkiem z przodu na rękawach, pisze lewą ręką, rzuca zaklęcia prawą, na której palcach nosi Sygnet Myrtle Snow, Pochłaniacz Magii i Pierścień Sidhe. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 1778
  Liczba postów : 7331
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Polana - Page 13 QzgSDG8




Gracz




Polana - Page 13 Empty


PisaniePolana - Page 13 Empty Re: Polana  Polana - Page 13 EmptyPią Kwi 09 2021, 15:12;

Trenowanie jackalope
2/2 - jednopostówka

Za niedługo miał się rozpocząć wyścig - w sumie, tak naprawdę to nie za niedługo, a prędzej za parę dni. Nim się obejrzał, a dni leciały nieustannie, jakoby udowadniając, że czas podlega tak naprawdę śmierci, ale nigdy nie da się go wskrzesić. Stety niestety; nim się obejrzał, a dni w kalendarzu szły do przodu tak szybko, że samemu nie był w stanie tego zrozumieć. Ciche westchnięcie wydostało się zatem z ust; niepokalane, przepełnione pewną dozą zrozumienia, kiedy to musiał mimo wszystko i wbrew wszystkiemu skupić się przede wszystkim na poprawieniu samego siebie... i nauce jackalope, tudzież jego wytresowania. Bo z dnia na dzień było lepiej, ale nigdy jakoś szczególnie się do tego nie przyłożył. Dopiero dzisiaj, jako że nie widział innej opcji, starał się jakoś nawiązać tę niematerialną więź z rozumiejącym go zającem. Przynajmniej na jakimś polu mógł udowodnić, przynajmniej dotychczas, że potrafi przejąć odpowiedzialność. W jakimś stopniu.
Lowell zajął się zatem transportem Ozzy'ego do polany, gdzie wcześniej miał okazję nieco go wytresować. Do torby tym samym zapakował najróżniejszego rodzaju przekąski, które, zgodnie z przeznaczeniem, miały zachęcać magiczne stworzenie do pokonywania tras i tym samym wypełniania pewnych poleceń. System nagród zdawał się działać w tymże przypadku całkowicie. Nie zauważał większych problemów, choć początkowo te istniały. Teraz jednak, kiedy to raz po raz ruszał z pożyczonym futrzakiem do przodu, poniekąd się ścigając, mógł wyładować nie tylko własną agresję, ale także chęć do odwalania dziwnych rzeczy. Bo kiedy to tak się skupiał na czymś innym, na kimś innym... było łatwiej. A na pewno przez umysł przedzierała się myśl, że ma dla kogo walczyć. I znał te przyczyny doskonale.
Ozzie, Ozzy, nazywał go tak naprzemiennie, zdawał się natomiast zdobywać na sprawności z dnia na dzień. Zachęcany różnymi smakołykami, biegał albo szybciej, albo wolniej, by tym samym wytargować ich większą ilość. Felinus jednak pozostawał świadom tego, że nie powinien w żaden szczególny sposób paść królika na pasztet, w związku z czym nie zawsze wypełniał jego wolną wolę. Czasami sierść się najeżała, niemniej jednak na bardzo krótki moment; gdzieś granice trzeba było ustawiać, dlatego chłopak przygotował się na ewentualne sprzeciwy, choć dzień był słoneczny i przede wszystkim w pewien sposób... przyjemny. Wiatr w miły sposób muskał skórę na jego twarzy. Dawało mu to poniekąd poczucie dziwnej nadziei.
Dlatego zatem trenował - wraz z jackalope - by w pewien sposób również samego siebie wymęczyć. Współpraca na początku nie była przyjemna, ale z czasem zaczynała przypominać całkiem dobrą i owocną. Co prawda dość sporo problemów wynikało zapewne z podejścia obu z nich, ale i tak było lepiej. Raz po raz, czując również to dziwne, przyjemne zmęczenie. Z pożądanymi efektami, kiedy to wraz z Ozzy'm wrócił do domu, by wziąć prysznic i zwyczajnie... odpocząć.

[ zt ]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Darren Shaw

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 184cm
Dodatkowo : Mistrz Pojedynków I Edycji Profesjonalnej Ligi, Prefekt naczelny
Galeony : 2406
  Liczba postów : 2743
https://www.czarodzieje.org/t18607-darren-shaw
https://www.czarodzieje.org/t18609-skrzynka-darrena#532211
https://www.czarodzieje.org/t18610-darren-shaw#532213
https://www.czarodzieje.org/t18608-darren-shaw#532138
https://www.czarodzieje.org/t18612-dziennik-darren-shaw#532281
Polana - Page 13 QzgSDG8




Moderator




Polana - Page 13 Empty


PisaniePolana - Page 13 Empty Re: Polana  Polana - Page 13 EmptySob Kwi 17 2021, 15:55;

@Julia Brooks

  Niespodzianka - kto by się spodziewał, że kiedy Shaw umówi się z Brooks na wspólną naukę - jeśli tak można nazwać ciskanie w siebie zaklęciami - będzie ona polegała na pojedynku związanym z czarami i urokami, nie miotłami i tłuczkami.
  Czekając na przyjście dziewczyny, Darren nie próżnował. Trenował wyuczone jakiś czas temu z Lanceley Turbonis. Co prawda skupiał się na razie na ugruntowaniu podstaw, a więc wyczarowywaniu zwykłej trąby powietrznej, bez wplatania w nią języków płomieni, wodnych fal czy elektrycznych biczów, które dla czarodzieja o odpowiednich umiejętnościach stanowić mogły banał, jednak dla niewytrenowanego studenta były zapewne równie groźne co spotkanie z ponurakiem w norweskim lesie.
  Shaw rozgrzewał się więc w nieco 'ekstremalny' sposób, a więc posyłając po polanie świszczące wściekle tornada, z których spora część rozwiewała się jeszcze w pół drogi - jednak te udane zostawiały za sobą niszczycielski pas wyrwanej trawy i zrytej ziemi, rozrzucając darń i kwiaty we wszystkich kierunkach. Oczywiście Darren starał się trąby kierować mniej więcej tym samym torem, by zniszczyć jak najmniej lokalnej flory - postęp wymagał jednak ofiar, a tym razem za rozwój mężczyzny zapłacić miało nieco zielonych źdźbeł i drobnych stokrotek.

______________________

An investment in knowledge pays the best interest.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Julia Brooks

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 170
C. szczególne : Ciemna grzywka, tatuaże, oburęczność, zapach lawendy, perfekcjonistka
Dodatkowo : Kapitanka Drużyny Krukonów
Galeony : 1413
  Liczba postów : 3961
https://www.czarodzieje.org/t19470-julia-brooks
https://www.czarodzieje.org/t19475-julia-brooks
https://www.czarodzieje.org/t19471-julia-brooks#576533
https://www.czarodzieje.org/t19697-julia-brooks-dziennik#589978
Polana - Page 13 QzgSDG8




Gracz




Polana - Page 13 Empty


PisaniePolana - Page 13 Empty Re: Polana  Polana - Page 13 EmptyWto Kwi 20 2021, 08:53;

Niespodzianka - kto by się spodziewał, że kiedy Brooks umówi się z Shawem na wspólną naukę - jeśli tak można nazwać ciskanie w siebie zaklęciami - będzie ona polegała na pojedynku związanym z czarami i urokami, nie miotłami i tłuczkami. A jednak. Okazało się, że nie samym pałowaniem Krukonka żyje i niekiedy stara się rozwijać również w innych dziedzinach. Z zaklęciami radziła sobie całkiem nieźle. Przynajmniej w teorii. Kiedy miała czas, nie miała większych problemów z wyczarowaniem większości zaklęć, również tych bardziej zaawansowanych. Kiedy jednak dochodziła presja i stres, jak w czasie pojedynków, z dziewczyny wychodził derp. Zamiast narzekać na taki stan rzeczy, postanowiła, swoim zwyczajem, zakasać rękawy i po prostu wziąć się za robotę. A czy do wspólnego rzucania zaklęciami, ktoś nadawał się lepiej od Shawa? Chłopak pracował w ministerstwie i z tego, co zdążyła zauważyć przez te wszystkie lata, w posługiwaniu się różdżką, nie miał sobie równych.

Kiedy dotarła na miejsce, Krukon już na nią czekał i rozgrzewał się intensywnie, posyłając przez polankę kolejne trąby powietrzne, a właściwie ich namiastkę. Mimo to i tak była pod wielki wrażeniem. Ona to by mogła wypuścić co najwyżej drobny zefirek.

- Proszę proszę. Kogo moje oczy widzą. Avatar Aang, ostatni władca wiatru we własnej osobie
– uśmiechnęła się szeroko, machając mu na powitanie. Po chwili dołączyła zaś do rozgrzewki, ale zamiast skupiać się na machaniu czarodziejskim kijaszkiem, zaczęła się rozciągać, jak gdyby miała zaraz biegać.

- Dobra, ja zacznę, ok? – zaproponowała, po czym zrobiła kilka kroków wstecz, oddalając się na odpowiednią odległość. Różdżka zawirowała w powietrzu, a w kierunku prefekta poleciała niewerbalna drętwota.

PROGI:
kostka: 71+38 = 109 (drugi próg)

______________________

It's Soton baby!
There's no mountain I can't climb, there's no tower too high, no broom that I can't learn how to fly.


Ostatnio zmieniony przez Julia Brooks dnia Wto Kwi 20 2021, 22:00, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Darren Shaw

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 184cm
Dodatkowo : Mistrz Pojedynków I Edycji Profesjonalnej Ligi, Prefekt naczelny
Galeony : 2406
  Liczba postów : 2743
https://www.czarodzieje.org/t18607-darren-shaw
https://www.czarodzieje.org/t18609-skrzynka-darrena#532211
https://www.czarodzieje.org/t18610-darren-shaw#532213
https://www.czarodzieje.org/t18608-darren-shaw#532138
https://www.czarodzieje.org/t18612-dziennik-darren-shaw#532281
Polana - Page 13 QzgSDG8




Moderator




Polana - Page 13 Empty


PisaniePolana - Page 13 Empty Re: Polana  Polana - Page 13 EmptyWto Kwi 20 2021, 21:57;

Obrona: 85 + 78 = 163, III próg
Atak: 16 + 78 = 94, I próg

  Różnica pomiędzy dwoma pojedynkowiczami w kategorii zaklęć nie była aż tak znacząca jak pod względem śmigania na miotle, jednak Darren nie miał złudzeń, że na tym polu to jednak on miał przewagę. Pokłonił się delikatnie przed cofającą się Brooks, zachowując wszelkie kurtuazje związane z pojedynkami - przynajmniej tymi, które nie odbywały się w ciemnych zaułkach albo na wiecach partyjnych - odpowiadając jedynie lekkim kiwnięciem głowy na propozycję, by to Julia zaczęła ich wymianę zaklęć. Nie miał problemów z bardziej defensywną postawą, szczególnie że podczas lekcji obrony przed czarną magią z Reedem zepchnął Violkę praktycznie do całkowitej obrony, zasypując ją gradem mniej lub bardziej skutecznych uroków.
  Na promień Drętwoty, który pomknął w jego stronę, Shaw odpowiedział smagnięciem różdżki i postawieniem przed sobą także niewerbalnego Protego. Tarcza bez większego problemu zbiła urok gdzieś na bok.
  Przechodząc do kontrataku, Darren nie miał zamiaru wynajdować na nowo koła - przynajmniej nie w początkowej fazie pojedynku. Krukon wywinął Mizerykordią drobnego młyńca, a z końca winoroślowej różdżki wystrzeliły błyszczące, niebieskie promienie, mające na celu spętanie Julii i utrudnienie lub nawet uniemożliwienie jej dalszej walki. I choć miały one w gruncie rzeczy poprawną formę, to na pierwszy rzut oka widać było, że zarówno ich jakość, jak i moc pozostawiały wiele do życzenia.

______________________

An investment in knowledge pays the best interest.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Julia Brooks

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 170
C. szczególne : Ciemna grzywka, tatuaże, oburęczność, zapach lawendy, perfekcjonistka
Dodatkowo : Kapitanka Drużyny Krukonów
Galeony : 1413
  Liczba postów : 3961
https://www.czarodzieje.org/t19470-julia-brooks
https://www.czarodzieje.org/t19475-julia-brooks
https://www.czarodzieje.org/t19471-julia-brooks#576533
https://www.czarodzieje.org/t19697-julia-brooks-dziennik#589978
Polana - Page 13 QzgSDG8




Gracz




Polana - Page 13 Empty


PisaniePolana - Page 13 Empty Re: Polana  Polana - Page 13 EmptySro Kwi 21 2021, 08:16;

obrona1: 20+38=58 (poniżej pierwszego progu)
atak: 18+38=56 (poniżej pierwszego progu)
obrona2: 94+38=132 (drugi próg)

Nawet najszczersze chęci nie były w stanie zakopać przepaści, pomiędzy Krukonami. I choćby Brooks spędzała długie godziny nad nauką zaklęć (czego i tak nie robiła, bo nie cierpiała na nadmiar wolnego czasu), to nie zmieniłoby to faktu, iż nie była naturalnie predysponowana do tej dziedziny magii, w przeciwieństwie do Darrena, który musiał urodzić się z różdżką w ręce. Dziewczyna odpowiedziała na kurtuazyjny ukłon i zaatakowała. Zaklęcie ruszyło z pełną mocą w kierunku chłopaka, ale jak się można było domyślić, ten był na to przygotowany. Delikatny ruch różdżką przypominał bardziej odganianie natrętnej muchy, niż obronę przed petryfikującym zaklęciem. Efekt był taki, że zaklęcie odbiło się od niewidzialnego muru i Krukon mógł przejść do kontrataku. Nim Brooks zdążyła choćby pomyśleć o inkantacji, już leżała na ziemi, spętana świetlistymi obręczami.

- Merde – mruknęła wściekle pod nosem, kiedy chłopak łaskawie ją uwolnił z okowów jej zaklęciowej nieudolności.

Nieco rozdrażniona ponownie przeszła do natarcia. Niestety Fallo, na które postawiła, okazało się niewypałem. I to dosłownie. Różdżka zaiskrzyła się jedynie i wypuściła świetlistego pierda, który nawet nie doleciał do chłopaka. Przygotowana na szybką kontrę, postanowiła zadziałać zawczasu, rzucając na siebie Metusque.

______________________

It's Soton baby!
There's no mountain I can't climb, there's no tower too high, no broom that I can't learn how to fly.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Darren Shaw

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 184cm
Dodatkowo : Mistrz Pojedynków I Edycji Profesjonalnej Ligi, Prefekt naczelny
Galeony : 2406
  Liczba postów : 2743
https://www.czarodzieje.org/t18607-darren-shaw
https://www.czarodzieje.org/t18609-skrzynka-darrena#532211
https://www.czarodzieje.org/t18610-darren-shaw#532213
https://www.czarodzieje.org/t18608-darren-shaw#532138
https://www.czarodzieje.org/t18612-dziennik-darren-shaw#532281
Polana - Page 13 QzgSDG8




Moderator




Polana - Page 13 Empty


PisaniePolana - Page 13 Empty Re: Polana  Polana - Page 13 EmptySob Kwi 24 2021, 10:25;

Atak I: 76 + 78 = 154, III próg
Atak II: 55 + 78 = 133, II próg

  Pierwsza runda trafiła na konto Darrena, choć w nieco koślawy sposób. Jego Orbis nie było idealne i to najprawdopodobniej jedynie nierozgrzanie Julii pozwoliło mu na trafienie dziewczyny pnączami - nierozgrzanie tym bardziej widoczne, że kolejne zaklęcie ofensywne Brooks wyglądało jeszcze gorzej niż atak chłopaka. Korzystając z okazji i nie namyślając się zbyt długo, Krukon wystrzelił własne zaklęcie - Contractio - które na celu miało przebicie się przez tworzoną przez Julię piaskową skorupę i otwarcie kolejnego wyłomu w defensywie dziewczyny. Okazja taka nadarzyła się od razu - Metusque, mimo solidnej grubości, nie mogło mierzyć się z zaklęciem Darrena, które było prawdziwym creme de la creme uroków i ugodziło Brooks w ramię, powodując bezwładne poderwanie się dłoni trzymającej różdżkę gdzieś w górę i tym samym otwarcie pałkarki - a może już szukającej? - Harpii na kolejny atak. Shaw, przechodząc najwyraźniej (jak na lekcji obrony przed czarną magią) do totalnej ofensywy oraz bardziej zaawansowanych czarów, tym razem śląc w kierunku Julii srebrzysty promień zaklęcia Poena Inflicta. Ból głowy powinien utrudnić Brooks rzucanie niewerbalnych zaklęć - i choć Shaw nie wątpił że i tak się jej to uda, to podczas pojedynków Darren lubił przygotować sobie nieco grunt w taki właśnie sposób przed wytoczeniem cięższych dział. Na razie Krukonowi pozostało przygotować się na odpowiedź Brooks - jeśli takowa w ogóle nadejdzie.

______________________

An investment in knowledge pays the best interest.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Julia Brooks

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 170
C. szczególne : Ciemna grzywka, tatuaże, oburęczność, zapach lawendy, perfekcjonistka
Dodatkowo : Kapitanka Drużyny Krukonów
Galeony : 1413
  Liczba postów : 3961
https://www.czarodzieje.org/t19470-julia-brooks
https://www.czarodzieje.org/t19475-julia-brooks
https://www.czarodzieje.org/t19471-julia-brooks#576533
https://www.czarodzieje.org/t19697-julia-brooks-dziennik#589978
Polana - Page 13 QzgSDG8




Gracz




Polana - Page 13 Empty


PisaniePolana - Page 13 Empty Re: Polana  Polana - Page 13 EmptyWto Kwi 27 2021, 08:27;

obrona: 98+38=136 (II próg)
atak: 19+38=56 (poniżej pierwszego progu) XD
Pojedynek Darrena z Brooks, zaczynał przypominać starcie Dawida z Goliatem. Z tą różnicą, że tym razem Dawid był bez szans i zbierał zasłużony wpierdol od olbrzyma. Julka mogła dwoić się i troić, ale jej zaklęciarskie „talenty”, nijak się miały przy wprawie w dłoni prefekta. Ministerialny pracownik Biura Bezpieczeństwa, takie płotki jak angielka, to wciągał na śniadanie. I po śniadaniu, jak dzisiaj, również.
Pałkarka starała się obronić przed atakiem chłopaka za pomocą protego maxima. Ku jej zdziwieniu, zaklęie, choć skomplikowane, udało jej się rzucić w wyjątkowo mocnej postaci. Czy to wystarczyło? Oczywiście, że nie! Pan Shaw nic sobie nie zrobił z potężnej tarczy ochronnej i przebił się przez nią, bez zdawałaby się, najmniejszego problemu. I choć dziewczyna nie odczuła zaklęcia w pełni, to jednak nie dało się ukryć, że dostaje porządny oklep.

- No kurwa! – zapiekliła się, a czarne brwi złączyły się w jedną. – Co zrobiłam źle? – zapytała bardziej siebie, choć nie miałaby nic przeciwko odpowiedzi, która nakierowałaby ją na właściwe tory.

Kiedy przyszło do ataku, postanowiła wykorzystać zaklęcie, z którego nie korzystała do tej pory. Serpensortia miał w teorii wyczarować węża. No właśnie, w teorii, bowiem w praktyce różdżka dziewczyny jedynie zaiskrzyła, a węża jak nie było, tak nie ma.

______________________

It's Soton baby!
There's no mountain I can't climb, there's no tower too high, no broom that I can't learn how to fly.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Nauczyciel
Wiek : 22
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Zawsze nosi czarną bluzę z haftem tańczącego Derwisza z tyłu wraz z kojotem i wilkiem z przodu na rękawach, pisze lewą ręką, rzuca zaklęcia prawą, na której palcach nosi Sygnet Myrtle Snow, Pochłaniacz Magii i Pierścień Sidhe. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 1778
  Liczba postów : 7331
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Polana - Page 13 QzgSDG8




Gracz




Polana - Page 13 Empty


PisaniePolana - Page 13 Empty Re: Polana  Polana - Page 13 EmptyWto Kwi 27 2021, 13:45;

Zdobywanie składników
x1 Księżycowa rosa
Inny czas (przepraszam, nie jedzcie mnie Polana - Page 13 3094467927)

Kolejna pełnia - w tym miesiącu będąca pierwszym superksiężycem ogólnie w całym roku - pozostawała charakterystyczna dla Lowella. Może nie był wilkołakiem, może nie lubował się w podróżach nocnych, aczkolwiek samemu wiedział, iż jest to dla niego okazja do znalezienia pożądanego w celu wynalezienia Aceso składnika. Obecnie miał jedną porcję do wykorzystania, aczkolwiek, w ramach gromadzenia zapasów, gdyby te nie okazywały się wystarczające, wszak ludzkie czyny, w szczególności na samym początku, obarczone są błędami, chciał znaleźć jej więcej. Niestety, ta kwitnie tylko i wyłącznie podczas pełni naturalnego satelity, w związku z czym musiał początkowo czekać.
Raz po raz wypatrywał kolejnych dni w kalendarzu, aż ten dotarł do dwudziestego siódmego kwietnia. To wtedy student zaczął przygotowywać się do wyprawy; z drobnym bagażem, ze specjalnymi przedmiotami do przechowywania składników, a przede wszystkim z rozwagą i wiedzą, że nie należy bezpośrednio wchodzić w jakąkolwiek konfrontację, czekał. Było ciemno, może trochę ponuro, ale za to znacznie cieplej niż te parę miesięcy temu.
Przybliżywszy do siebie płachty bluzy, którą miał narzuconą, wyruszył ponownie do Hogsmeade na łąkę, gdzie to zazwyczaj rosło sporo rodzaju roślin magicznych, które pozostawały poza zasięgiem jego własnych oczu. Dopiero rzucenie Lumos Sphaera pozwoliło mu na uzyskanie prawidłowej widoczności; odzyskawszy wizję, chłopak raz po raz przyglądał się uważnie najróżniejszej roślinności, przechadzając się wcześniej wydeptanymi ścieżkami. Nie chciał zbaczać z trasy, w związku z czym pozostawał w gotowości do odparcia jakiegokolwiek ataku bądź wykorzystania własnej różdżki i nadgarstka. Korzystanie z prawej ręki szło coraz to lepiej, ale nadal, to wysoce precyzyjnych rzeczy palce zwyczajnie się nie nadawały. Felinus wiedział jednak, iż jest to kwestia czasu, zanim zdoła w pełni odzyskać nad nią władzę, w związku z czym nie poddawał się i stawiał kroki dalej, z podniesionym od czasu do czasu spojrzeniem czekoladowych tęczówek. Księżycowa rosa pozostawała trudniejsza do rozróżnienia, gdy na polanie znajdowały się całkiem podobne do niej egzemplarze.
Faolán przeskoczył parę zawalonych drzew, poprzez oparcie ciężaru na lewej ręce i zwyczajne odbicie. Wypatrywał pożądanej przez niego rośliny. Wszystko, co znajdował przez większość czasu nie była jednak tym, czego potrzebował w celu wytworzenia własnego eliksiru. Mimo to nie poddawał się, starając jednocześnie zachowywać ostrożnie i nie zwracać na siebie nadmiernej uwagi, choć sam fakt użycia zaklęcia oświetlającego zdawał się mu w tym momencie nie pomagać. Zmniejszywszy intensywność padającego światła poprzez wykonanie prawidłowego ruchu prawym nadgarstkiem, ruszył dalej. Uważając na to, gdzie stawia kroki, ażeby nie wpaść w jakąś pułapkę, chodził raz po raz, przyciągając do siebie ciut bliżej torbę znajdującą się na ramieniu niemagicznej ręki.
Dopiero półtoragodzinna podróż pozwoliła mu tym samym odnaleźć roślinę o silnych właściwościach uzdrawiających. Zastępstwo dla krwi salamandry, która mogła być niestabilna w połączeniu z korą drzewa wiggen i asfodelusem, bywało czymś koniecznym. Samemu wolał osobiście sprawdzić najróżniejsze opcje, gdyby jednak nie zdołał opanować składnika odzwierzęcego. Westchnąwszy głęboko, wszak powoli czuł narastające zmęczenie po takiej podróży (ile to kroków zdołał zrobić), przykucnął i tym samym wyciągnął nóż w celu ostrożnego wydobycia księżycowej rosy. Spokojnie, raz po raz, ażeby niczego nie uszkodzić, jego ruchy lewą dłonią były precyzyjne i pozwoliły tym samym na umieszczenie składnika w niewielkim pojemniczku, ażeby nie doszło do jego uszkodzenia. Nie chciał go przypadkiem zmarnować, tym bardziej że poszukiwania trwały całkiem długo i pozostawały obarczone pewnego rodzaju niepewnością.
Ruszył tym samym dalej; miał zamiar jeszcze znaleźć dodatkowe ilości, ażeby nie martwić się o potencjalne konsekwencje, gdyby jednak doszło do ich uszkodzenia lub zostały zmarnowane podczas nieudanych prób stworzenia eliksiru.

[ zt ]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Nauczyciel
Wiek : 22
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Zawsze nosi czarną bluzę z haftem tańczącego Derwisza z tyłu wraz z kojotem i wilkiem z przodu na rękawach, pisze lewą ręką, rzuca zaklęcia prawą, na której palcach nosi Sygnet Myrtle Snow, Pochłaniacz Magii i Pierścień Sidhe. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 1778
  Liczba postów : 7331
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Polana - Page 13 QzgSDG8




Gracz




Polana - Page 13 Empty


PisaniePolana - Page 13 Empty Re: Polana  Polana - Page 13 EmptyWto Kwi 27 2021, 13:46;

Zdobywanie składników
x1 Księżycowa rosa
Kontynuacja poszukiwań

Wcześniej zdołał przygotować się do tej podróży, a połowa drugiej godziny pozwoliła mu tym samym na zdobycie jednej księżycowej rosy. Roślina pozostawała unikatowa i dość trudna do znalezienia, a narastające powoli zmęczenie, wszak samemu zmienił swój tryb życia bardziej na dzienny, zdawało się przejmować nad nim w niewielkim stopniu kontrolę. Parę głębszych wdechów, wykonanie dłuższych kroków, kiedy to stukot podeszwy przedostał się do jego uszu, a szelest trawy pobudził do kolejnego działania, pozwoliło mu tym samym na wytrwanie. Owszem, mógł wrócić, ale też, czując pewnego rodzaju sukcesywność w początkowych fazach znajdowania, nie widział w tym większego sensu. Schowanie noża do znajdującej się na ramieniu torby, jak również pojemnika, ażeby nie doszło do uszkodzenia znalezionej rośliny, było wręcz naturalnym odruchem. Chwała Darrenowi, dobremu ziomkowi prefektowi, który postanowił wręczyć mu bezdenną torbę, wszak ta naprawdę się przydawała i praktycznie się z nią nie rozstawał.
Nikłe światło, które to padało z rzuconego Lumos Sphaera, pozwalało mu na swobodną eksplorację terenu, jaki to mógł kryć w sobie wiele roślin, jak również wiele niebezpieczeństw. Musiał uważać, ale aż tak głupi nie był, w związku z czym rozważnie wybierał miejsce stawiania kolejnych kroków, tudzież susów, kiedy to trafiał na polany bez roślinności. Trawa nie była tym, czego osobiście szukał. Nie wiedział, która jest obecnie godzina, ale niespecjalnie się tym interesował, kiedy oddychał powoli i spokojnie, rozglądając się po otoczeniu. Za kamieniami, które to zdawały się być nader intrygujące, nic nie było. Praktycznie żadnej żywej duszy w postaci człowieka - owadów było jednak aż nadto, w związku z czym musiał czasami iść znacznie szybciej, ażeby uniknąć chmary komarów bądź innych istot, które widziały w nim potencjalnie dobrą pożywkę. Czasami zauważał biegnące między kolejnymi głazami salamandry, jak również parę płomieni, które zapewne były miejscem ich narodzin. Mimo to świadomość równowagi w przyrodzie nie opuszczała Lowella ani na krok. Wiedział o tym, że pozbawianie życia bez większego powodu bądź czynienie krzywdy nie ma większego sensu.
Musiał iść dalej, czując narastające zimno, które zaczynało przedzierać się przez kończyny. Te nie były odsłonięte, ale nadal. Upływający czas, jakoby będący piaskiem przesypywanym przez palce, zdawał się biec nieubłaganie. Człowiek znajdował najróżniejsze sposoby na zabicie go, aczkolwiek próba przywrócenia do życia... no cóż, nie pozostawała tak oczywista. Pewne prawa natury pozostawały niezmienne, a to, co człowiek zdoła wybudować, prędzej czy później runie. Nie skreślał tej myśli spod własnej kopuły czaszki, doskonale zdając sobie sprawę z tego, że człowiek, o ile zbuduje coś potężnego, nie wytrwa to w nieskończoność.
Faolán przybliżył torbę bardziej, ażeby mieć pewność, iż przez przypadek jej nie zgubi. Szkoda byłoby, tym bardziej, że dzierżył w niej jeszcze parę rzeczy, na których mu naprawdę zależało. Westchnąwszy ciężko, szedł dalej; jeszcze tylko wyciągnął butelkę z wodą, ażeby nawodnić swój organizm. Takie schadzki, mimo że był do nich całkowicie przyzwyczajony, prędzej czy później potrafiły zmęczyć. Nie bez powodu również poprawił bluzę, jakoby chciał strzepać z niej kurz, choć nie przerywał ciągłego marszu, wypatrując wymaganej do stworzenia eliksiru rośliny. Szkoda tylko, że początkowo znajdował to, co nie było mu potrzebne; nie pozostawało to zbyt pozytywną opcją, ale student nie zamierzał się poddawać, wiedząc doskonale, iż czekanie kolejny miesiąc... nie jest czymś, do czego to chciałby się dopuścić.
Ponownie zatem szedł; przeskoczył parę kamieni, zajrzał pod kłody, a czekoladowe tęczówki, kiedy to miał okulary na nosie, spoglądały po otoczeniu znacznie dokładniej, ażeby niczego nie ominąć. Czasami zwiększał intensywność światła, by móc bardziej przyjrzeć się stokrotkom, które to łudząco przypominały księżycową rosę. Nie była to dobra oznaka, niemniej jednak nie rezygnował ze swoich zamierzeń, skupiając się w pełni na wypełnieniu określonego celu.
I po kolejnych kilkudziesięciu minutach błąkania po polanie udało mu się dostrzec niewielką ilość księżycowej rosy wśród, o zgroza, roślin przypominających ją, aczkolwiek kompletnie innych. Ostrze raz po raz, z należytą dozą ostrożności, wszak nie chciał niczego marnować, przecięło delikatnie łodyżkę, a do pojemniczka dołączyły kolejne okazy, które to miały zostać wykorzystane w ramach tworzenia eliksiru. Lewa dłoń była precyzyjna, aczkolwiek ta prawa wymagała pod tym względem jeszcze... dopracowania. Nie bez powodu zatem, kiedy to po kilku minutach intensywnego rozmyślania i cięcia, udało mu się zakończyć dzisiejsze poszukiwania. Trochę zziębnięty, z gęsią skórką, chwycił mocniej torbę po schowaniu wszystkiego do niej i zwyczajnie się teleportował, by móc przemyśleć sprawę Aceso na spokojnie i nie martwić się, że kolejna taka okazja do zdobycia składników nastąpi dopiero za miesiąc. Chyba będzie musiał zażyć eliksir pieprzowy...

[ zt ]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Darren Shaw

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 184cm
Dodatkowo : Mistrz Pojedynków I Edycji Profesjonalnej Ligi, Prefekt naczelny
Galeony : 2406
  Liczba postów : 2743
https://www.czarodzieje.org/t18607-darren-shaw
https://www.czarodzieje.org/t18609-skrzynka-darrena#532211
https://www.czarodzieje.org/t18610-darren-shaw#532213
https://www.czarodzieje.org/t18608-darren-shaw#532138
https://www.czarodzieje.org/t18612-dziennik-darren-shaw#532281
Polana - Page 13 QzgSDG8




Moderator




Polana - Page 13 Empty


PisaniePolana - Page 13 Empty Re: Polana  Polana - Page 13 EmptyCzw Maj 06 2021, 15:24;

Atak: 8 + 78 = 86, I próg
Obrona: 65 + 78 = 143, II próg

  - Nic - odpowiedział Darren na wybuch dziewczyny dotyczący przebicia jej bariery - która rzeczywiście była w gruncie rzeczy bezbłędna - Po prostu ja zrobiłem do lepiej - dodał spokojnym tonem, krzywiąc się lekko kiedy najwyraźniej nerwy wzięły górę nad umiejętnościami dziewczyny i kolejne zaklęcie wytworzyło zaledwie snop niegroźnych iskier.
  W odpowiedzi Shaw uniósł różdżkę i posłał intensywnie czerwony promień zaklęcia Expulso, pędzący gdzieś w kierunku lewego boku Julii. Urok ten był jednak wyjątkowo niemrawy, choć udany. Nawet w przypadku trafienia Brooks, zapewne nie odepchnie ją na znaczącą odległość - dlatego też Krukon postanowił zawczasu przygotować się na ewentualną odpowiedź dziewczyny, rysując końcem różdżki poziomą linię w powietrzu, za którą podążyła od razu przezroczysta bariera niewerbalnego zaklęcia defensywnego, Accenure. Nie zamierzał zwalniać tempa i zaczął w głowie dobierać już powoli kolejny urok do ciśnięcia w kierunku Brooks, ale uznał też że nie musi go podkręcać - ani dla niego, ani dla Julii, nie wyniknie nic pożytecznego ze zbyt krótkiego pojedynku, a ostatecznie nie chodziło tutaj o zwycięstwo czy porażkę, ale o nauczenie się czegoś nowego, a jeśli któreś z Krukonów straciłoby różdżkę po pierwszej wymianie zaklęć, to równie dobrze mogli iść na suche herbatniki w bibliotece.

______________________

An investment in knowledge pays the best interest.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Julia Brooks

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 170
C. szczególne : Ciemna grzywka, tatuaże, oburęczność, zapach lawendy, perfekcjonistka
Dodatkowo : Kapitanka Drużyny Krukonów
Galeony : 1413
  Liczba postów : 3961
https://www.czarodzieje.org/t19470-julia-brooks
https://www.czarodzieje.org/t19475-julia-brooks
https://www.czarodzieje.org/t19471-julia-brooks#576533
https://www.czarodzieje.org/t19697-julia-brooks-dziennik#589978
Polana - Page 13 QzgSDG8




Gracz




Polana - Page 13 Empty


PisaniePolana - Page 13 Empty Re: Polana  Polana - Page 13 EmptyCzw Maj 06 2021, 18:13;

Obrona i Atak: Poniżej pierwszego progu

- To akurat zrozumiałe – uśmiechnęła się lekko, bo rzucenie zaklęcia od Brooks, nie było szczególnie ciężkie. Zwłaszcza, gdy było się spadkobiercą zaklęciarskiego tronu po Kruczym Ojcu tak jak Darren. Zresztą, co z tego, że technika była dobra, skoro rezultaty były żadne? Równie dobrze mogłaby nie mieć ręki, a efekt byłby identyczny. No, może nie do końca, bo akurat brak ręki jest lepszym wyjaśnieniem niepowodzenia, niż chujowe umiejętności.
Expulso, które poleciało w kierunku pałkarki, jak łatwo się było domyślić, doleciało do celu. Co prawda moc zaklęcia nie była jaka nadzwyczajna. Była za to wystarczająca. Krukonka oderwała się od ziemi, przeleciała w powietrzu trzy metry i wylądowała zgrabnie na trawie. Właściwie to rozbawiła ją jej nieudolność, a także fakt, że po widowiskowym fikołku wylądowała na kolanach, a nie zadku czy plecach.

- Widziałeś to? Jak kot! – zawyrokowała i podniosła się z klęczek, czyszcząc zaklęciem ubrudzony od trawy materiał spodni. – Dobra, uważaj – dodała jeszcze, kręcąc patyczkiem w powietrzu. I tym razem ofensywny czar z jej strony, nie miał nawet szansy dojścia do rywala, bo snopy iskier ledwo błysnęła, a już pożegnały się z życiem. - Eh, nawet nie było na co!

______________________

It's Soton baby!
There's no mountain I can't climb, there's no tower too high, no broom that I can't learn how to fly.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Nauczyciel
Wiek : 22
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Zawsze nosi czarną bluzę z haftem tańczącego Derwisza z tyłu wraz z kojotem i wilkiem z przodu na rękawach, pisze lewą ręką, rzuca zaklęcia prawą, na której palcach nosi Sygnet Myrtle Snow, Pochłaniacz Magii i Pierścień Sidhe. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 1778
  Liczba postów : 7331
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Polana - Page 13 QzgSDG8




Gracz




Polana - Page 13 Empty


PisaniePolana - Page 13 Empty Re: Polana  Polana - Page 13 EmptySro Maj 26 2021, 23:19;

Zdobywanie składników
x1 Księżycowa rosa
Kostka: 2
Księżycowa rosa - k6:

Każdego miesiąca pojawiała się ta jedna, specyficzna pora, podczas której księżyc widniał w swej pełnej krasie na niebie, wśród nie tylko gwiazd, ale także licznych chmur. Lowell próbował się jakoś zapoznawać z pogodą na poszczególnych terenach, ale żadne prognozy nie dawały widocznych, satysfakcjonujących zdolności przewidywania poszczególnych jej parametrów.
Raz po raz ludzie byli zaskakiwani nagłym deszczem, złowieszczo przewijającymi się chmurami barwy szarej, jak również porywami wiatru. To się pojawiały burze, za którymi nie przepadał, siedząc prędzej w domu. Te gp na szczęście nie dotknęły, gdy raz po raz przeskakiwał niepotrzebne konary bądź silne korzenie drzew, które wystawały. Każde wyładowanie atmosferyczne wprawiało go w swoiste skręcenie własnych jelit, które wcale nie były z tego wszystkiego zadowolone. Mimo minięcia prawie trzech miesięcy od tych wydarzeń, jakoś nadal robiło mu się słabo na widok piorunów sięgających ziemi. Kiedy pogoda nie szalała, kompletnie o tym zapominał, ale kiedy ponownie zbierały się te czarne chmury - odruchowo gładził prawą rękę przy pomocy lewej, jakoby chcąc dodać sobie otuchy.
Na szczęście podróż poprzez polanę nie przynosiła niczego zaskakującego. Mimo pełni, okolica pozostawała cicha i przyjemna, pozbawiona wiecznych komplikacji, z jakimi to nie chciał się w żaden szczególny sposób zmagać. Ciche westchnięcie, rozświetlanie okolicy przy pomocy Lumos Sphaera, przyszykowany nóż do odpowiedniego zebrania księżycowej rosy, która to miała znaczącą rolę w tworzeniu eliksiru... no i nie do końca. Ciągle znajdował tylko rumianki. A tak przynajmniej myślał, kiedy to umysł płatał mu figle, kiedy to ominął całkiem dorodny okaz rośliny poprzez złą klasyfikację. Spędził zatem na tej czynności znacznie więcej czasu, niż mógłby się spodziewać; błądził, szukał, choć nie zbaczał z głównej ścieżki, dopiero po kilkudziesięciominutowej przeprawie znajdując księżycową rosę, której to łodyżki bardzo ostrożnie przeciął ostrzem, by następnie schować jej kielich do odpowiedniego pojemniczka. Każdy kwiat był na wagę złota i Lowell nie chciał tego kwestionować, dlatego podejmował się tej czynności z należytą precyzją. Prawa dłoń zapełniała się zatem odpowiednią garścią magicznej rośliny, lewa - skrupulatnie zajmowała się prawidłowym podejściem do zbiorów. Student nie mógł sobie pozwolić na żaden błąd, który przyczyniłby się do utraty tak cennego składnika. Samemu znał jego wartość i wyjątkowość występowania, dlatego nie dopuszczał nieprawidłowego ruchu nożem bądź zbyt mocnego chwycenia za jeden z płatków księżycowej rosy.
Kiedy zakończył żniwa, wstał z przykucnięcia, jakie to było wymagane, ażeby dosięgnąć księżycowej rosy. Powoli schował tym samym narzędzia oraz odpowiednie ilości rośliny do bezdennej torby, skrupulatnie przechodząc przez kolejne ścieżki i zakamarki polany, która niosła ze sobą wiele korzyści, jak i potencjalnych kłopotów. Mimo to nie było aż tak źle, dlatego Felinus ruszył na dalsze poszukiwania, w duchu przypominając sobie wszelkie umiejętności uwolnienia się z potencjalnego uścisku przytłaczających problemów.

[ zt ]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Nauczyciel
Wiek : 22
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Zawsze nosi czarną bluzę z haftem tańczącego Derwisza z tyłu wraz z kojotem i wilkiem z przodu na rękawach, pisze lewą ręką, rzuca zaklęcia prawą, na której palcach nosi Sygnet Myrtle Snow, Pochłaniacz Magii i Pierścień Sidhe. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 1778
  Liczba postów : 7331
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Polana - Page 13 QzgSDG8




Gracz




Polana - Page 13 Empty


PisaniePolana - Page 13 Empty Re: Polana  Polana - Page 13 EmptySro Maj 26 2021, 23:20;

Zdobywanie składników
x1 Księżycowa rosa
Kostka: 3
[ Kontynuacja poszukiwań ]

Mimo wcześniejszej pomyłki, której nawet nie był świadom, Lowell szedł dalej, poprzez ciemną i gęstą polanę, po której poruszało się wiele insektów gotowych sprawdzić każdy zakamarek jego ubrania. Te musiał strzepywać w odpowiedni, pozbawiony szkodliwości sposób, choć najróżniejsze gatunki lgnęły do niego, nie dając mu spokoju. Raz po raz dłonią odtrącał potencjalne towarzystwo jegomości sprzed własnej twarzy, za innym razem poprawiając okulary, które to miał na nosie. Szedł zatem - poprzez żwirowaną ścieżkę, omijając początkowo potencjalne opady bądź zrywy wiatru, które mogły wpłynąć znacząco na poszukiwania składnika. Początkowo było spokojnie, początkowo nic się złego nie zapowiadało, a jedynie zmęczenie przedostawało przez twarz Felinusa, który to starał się wypatrzeć odpowiedniego zioła. Niestety - ciągle natrafiał tylko i wyłącznie na rumianek, co go nie napawało optymizmem, ale koniec końców musiało się to jakoś poprawić. A przynajmniej tak podejrzewał, gdy napił się wody z butelki, którą dzierżył w bezdennej torbie.
Lumos Sphaera umożliwiało mu na sprawdzanie poszczególnych zakątków bez konieczności używania do tego różdżki. Tę miał, jak żeby inaczej, w należytej gotowości, bo jednak nadal było ciemno i ponuro, a przezorny zawsze ubezpieczony. Na szczęście doświadczenie w tej kwestii już posiadał od dawna, w związku z czym pewne odruchy miał wyrobione, kiedy to poprawił płachty własnej bluzy, okrywając się nią szczelniej. Była grubsza od innych, ale nie krępowała ruchów w przeciwieństwie do kurtki, co sobie niezwykle cenił podczas konieczności posiadania pewnej zwinności własnych ruchów. Mógł przeskakiwać różne przewalone drzewa (bo i takie tutaj były) bez najmniejszych skrupułów, czekoladowymi tęczówkami przyglądając się tutejszej okolicy.
Porywy wiatru z czasem stały się silniejsze, a deszcz poczynał spadać z nieba, przyczyniając się do zamoczenia kosmyków włosów Felinusa. Użycie odpowiedniego zaklęcia nie było problemem, ale problem był z ogarnięciem okularów, bo nim to zrobił, a nagle poczuł gwałtowne uderzenie w twarz, gdy wykonał jeden krok do przodu. Nim się obejrzał, a samemu przyczynił się do złamania nosa, na co zacisnął zęby, odruchowo chwytając lewą dłonią tej części twarzy w taki sposób, by nie przyczynić się do pogorzenia jej stanu. Nie było to zbyt przyjemne - szkarłatna ciecz spływała z miejsca urazu, a dłoń od razu zapełniła się metaliczną posoką, której zapach nie pozostawał w żaden sposób obojętny dla oszołomionego z początku studenta. Chwila na ogarnięcie, Episkey w ramach swoistej powtórki uzdrawiania, zmniejszenie obrzęku, jak również przywrócenie jasności umysłu. Ruchy różdżką szły naturalnie, ale nie były w stanie przegonić do końca bólu, który przejawiał się poprzez nieprawidłowe potraktowanie nosa gałęzią. Levatur Dolor umożliwił na zmniejszenie tego uczucia, ale nadal - chwilę musiał odczekać, aż załzawione oczy powróciły do pierwotnego stanu.
Po tym ruszył dalej - ruszył, by znaleźć odpowiednie ilości księżycowej rosy, która nie ukrywała się zbytnio za kamieniami bądź czymkolwiek innym, o czym ta sobie mogła zamarzyć. Musiał się skupić, mimo nieprzyjemnego mrowienia w obrębie czaszki; szedł zatem, przeskakiwał kolejne kamienie, unikał przytulania w taki sposób znajdujących się niżej gałęzi poszczególnych drzew, ażeby czekoladowymi tęczówkami dostrzec należyte znalezisko. I tak oto się znajdowało - po znacznie dłuższej podróży - wymagające bardziej delikatnego podejścia. Tym razem Felinus posłużył się zaklęciem z różdżki, aby odpowiednio przeciąć łodyżkę, która oddzielała kwiat od korzeni umiejscowionych w ziemi. Założywszy wcześniej barierę Aexterioriem, mógł działać; każdy kwiat wymagał odpowiedniego osuszenia, czego nie odpuszczał. Ostrożnie i powoli, bez gwałtownych ruchów, usuwał niepotrzebne kropelki wody z płatków, które mogły obniżyć jakość końcową uzyskanej rośliny. A ta, jakby nie było, miała zostać wykorzystana w celu stworzenia eliksiru, który mógłby trochę dać mu jasności względem działania poszczególnych składników.
Po tym, jak student zdobył odpowiednią ilość kielichów, mógł się teleportować. Do domu, by tym samym się osuszyć i odpocząć, wszak ciało pozostawało zmęczone, wymagając należytego odpoczynku.

[ zt ]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Darren Shaw

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 184cm
Dodatkowo : Mistrz Pojedynków I Edycji Profesjonalnej Ligi, Prefekt naczelny
Galeony : 2406
  Liczba postów : 2743
https://www.czarodzieje.org/t18607-darren-shaw
https://www.czarodzieje.org/t18609-skrzynka-darrena#532211
https://www.czarodzieje.org/t18610-darren-shaw#532213
https://www.czarodzieje.org/t18608-darren-shaw#532138
https://www.czarodzieje.org/t18612-dziennik-darren-shaw#532281
Polana - Page 13 QzgSDG8




Moderator




Polana - Page 13 Empty


PisaniePolana - Page 13 Empty Re: Polana  Polana - Page 13 EmptyCzw Maj 27 2021, 00:46;

  Darren z uznaniem kiwnął głową na akrobacje Julii - choć to akurat nie było nic niespodziewanego, biorąc pod uwagę to, że na miotle potrafiła wywijać o wiele bardziej zaawansowane - i bardziej niebezpieczne - figury, nawet mimo tego że na pozycji pałkarki, a więc nominalnej Brooks, okazji do wykonywania takich popisów było względnie niewiele w porównaniu do, na przykład, ścigających.
  Nie byli tu jednak by oglądać jak dziewczynie idzie robienie fikołków - a przynajmniej nie za pomocą całego ciała, ale nadgarstka i różdżki. Z tym zaś Julia dzisiaj miała drobne problemy, które zaowocowały nietrafieniem Darrena nawet raz.
  Shaw podniósł różdżkę, kiedy Brooks zapowiedziała rzucanie kolejnego zaklęcia - jednak nie musiał stawiać nawet podstawowego Protego by osłonić się przed snopem iskier, który ledwo co wystrzelił z końca patyczka, a już zgasł w powietrzu. Mrugnął parę razy, postanowił jednak nie znęcać się już nad dziewczyną - nie byli przecież w siłowni na jakimś morderczym treningu.
- Wystarczy pojedynkowania na razie - powiedział, opuszczając Mizerykordię i krzyżując ramiona na piersi. Szczerze mówiąc, nie wiedział nawet sam co mógł poradzić Julii - wyglądało na to, że po prostu miała gorszy dzień, bo przyzwoite zaklęcia obronne Darrena nie miały nic do tego, że niektóre uroki Krukonki wywoływały jedynie pióropusz iskier.
  - Wszystko w porządku? - spytał, rozluźniając się nieco. Tak jak w sporcie, tak też w rzucaniu czarów stan psychiczny czarodzieja wpływał na jakość rzucanych przez niego zaklęć - a akurat Brooks na spokojne życie nie mogła narzekać, mniej lub bardziej dzięki samej sobie zresztą.

______________________

An investment in knowledge pays the best interest.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Nauczyciel
Wiek : 22
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Zawsze nosi czarną bluzę z haftem tańczącego Derwisza z tyłu wraz z kojotem i wilkiem z przodu na rękawach, pisze lewą ręką, rzuca zaklęcia prawą, na której palcach nosi Sygnet Myrtle Snow, Pochłaniacz Magii i Pierścień Sidhe. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 1778
  Liczba postów : 7331
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Polana - Page 13 QzgSDG8




Gracz




Polana - Page 13 Empty


PisaniePolana - Page 13 Empty Re: Polana  Polana - Page 13 EmptyPon Lip 05 2021, 21:32;

Samonauka
Dziedzina: OPCM
Zaklęcie: Bombarda Maxima

Trudno było odmówić komukolwiek pomocy. Mimo to nie przekładał jej ponad własny związek, choć ostatnio zdawał się chodzić niczym w zegarku. Zanim cokolwiek zdołał odpocząć, okazywało się, że tak naprawdę nie ma czasu dla siebie. Nie przeszkadzało mu to z początku, owszem, ale kiedy sekundy nieustannie mijały, a słońce świeciło za jasno, powodując iż źrenice momentalnie się skurczyły, gdy podróżował do wyznaczonego w liście miejsca, paląc papierosa, którego obłok rozchodził się po otoczeniu, zrozumiał jedną rzecz. Zaczynał powoli stresować się bagażem, jaki na siebie wziął, skoro zaczynał palić trochę więcej. Trochę, ale jednak. Gilza znajdująca się między palcem wskazującym a kciukiem udowadniała, iż uciekanie się do używek jest jednym z najprostszych mechanizmów ochronnych, choć nie chłonął nikotyny w taki sposób, by następnie wymiotować. Spadający na ziemię popiół pozostawiał niewielkie ślady, które może nie niosły ze sobą niczego szczególnego, aczkolwiek zahaczał również o białą koszulę, którą to miał na sobie. Nie zdziwiłby się, gdyby śmierdział tytoniem na kilometr, aczkolwiek starał się tym nie przejmować, gdy rzucił na siebie proste Chłoszczyść.
I tak to był lepszy zapach niż ten należący do rozkładających się zwłok. Niż dźwięki, stukotu większej ilości kroków, wyławianego ciała, zmarszczonego i poniszczonego, tudzież nadgniłego. Wszystko zdawało się nieść ze sobą więcej korzyści niż przebywanie przy brzegu rzeki, gdzie woń tkanek przedostawała się do nozdrzy i powodowała uczucie, jakby sam tym śmierdział. Mniej stresu, mniej wszystkiego. Brak konieczności czekania na aurorów, by potem odpowiadać raz po raz na pytania dotyczące, kiedy znalazł ciało mężczyzny, jak do tego doszło, czy byli jacyś świadkowie. Tamten dzień zdawał się być ciężki, aczkolwiek przez niego koniec końców przebrnął. To się obecnie liczyło.
Nie bez powodu zatem dzisiaj czuł się lepiej, gdy miał okazję trochę poćwiczyć przed realnym podejściem Drake'a do rzucenia Protego Maxima. Tak naprawdę Lowell ciągle trenował i nie odpuszczał sobie powtarzania nawet najprostszych zaklęć. Z czasem wyrobił sobie odruchy warunkowe, gdy podejmował się nauki z manekinami, które były gotowe rzucić na niego chociażby Drętwotę. Chodzenie natomiast z bluzą, na której znajdowało się Absorptio wydobywające moc Protego, znacznie zwiększało ogólne bezpieczeństwo. Jeżeli chciał się do czegoś pozytywnego przyczynić, to chociażby uniknięcia sytuacji, w której kolejny uczeń nie będzie mógł się uchronić przed wilkołakiem, by potem bać się samego siebie i przechodzić przez widoczny kryzys. Albo uchronić ukochanego - dlatego nie przerywał. Przyniósł manekina, owszem, ale nie podejrzewał, by się nadawał do trenowania tego określonego czaru. Zamiast tego zaczarował go w taki sposób, by mógł z siebie wydobyć trochę więcej magii; tarcza szła w ruch raz po raz, a inkantacje konkretnych czarów nie wydobywały się z ust byłego studenta, a zamiast tego przeistaczały się w czyny; czyny, dzięki którym wszystko zdawało się być bardziej realne.
Z czasem pojedynek stał się znacznie szybszy i nastawiony na zmniejszenie czasu reakcji do minimum. I tak wziął udział w tej małej, uroczej bitwie, choć z rzeczywistą możliwością oberwania zaklęciem.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Drake Lilac

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 209 cm
C. szczególne : Bardzo wysoki i barczysty. Praktycznie cały czas nosi na palcu pierścień tojadowy - tak na wszelki wypadek.
Dodatkowo : Wilkołak, prefekt naczelny
Galeony : 1207
  Liczba postów : 1414
https://www.czarodzieje.org/t20288-drake-lilac
https://www.czarodzieje.org/t20289-poczta-drake-a#636524
https://www.czarodzieje.org/t20286-drake-lilac#636463
https://www.czarodzieje.org/t20314-drake-lilac-dziennik#638560
Polana - Page 13 QzgSDG8




Gracz




Polana - Page 13 Empty


PisaniePolana - Page 13 Empty Re: Polana  Polana - Page 13 EmptyWto Lip 06 2021, 03:57;

Uczenie się nowego zaklęcia na prawdziwym świeżym powietrzu było naprawdę miłą odmianą. Nawet jeśli tym zaklęciem była Bombarda Maxima. Zaklęcie, które było znane z robienia dużego BUM! Wkroczył więc pewnie na polanę z różdżką w kieszeni. Ubrany był adekwatnie do pory roku. No, prawie bo t-shirt miał czarny, a wiadomo że ten kolor lubił się nagrzewać. Koszulka skutecznie zasłaniała blizny powilkołacze, co też mu odpowiadało. Do tego nosił też dżinsy i trampki. Wypatrzenie byłego Puchona na polanie nie należało do czegoś ciężkiego. W końcu obecnie nie kręciło się tu wiele ludzi.-Cześć Felinus. Jak tam po egzaminach? Jak Ci poszło?- Nieco go to ciekawiło, bo w końcu ten chyba już skończył szkołę. Drake za to na pewno nie chciał się chwalić tym jak mu uzdrawianie poszło. Chociaż jak zna siebie i tak to z siebie wyrzuci, kiedy tylko wejdzie na temat tego jak mu poszło. Miał małą nadzieję że podczas treningu i ćwiczeń nie zdarzy mu się rzucić przez przypadek to zaklęcie gdzieś w przestrzeń, przez co mógłby niechcący przyczynić się do zniszczenia jakiegoś ważnego miejsca. A tego oczywiście by nie chciał. Obserwował jeszcze przez moment batalię między borsukiem a zaczarowanym Ziutkiem i wyglądało to całkiem obiecująco. Oby tylko ta Bombarda nie rozerwała go na strzępy przy pierwszym rzuceniu tego uroku. Niby Reparo istniało, ale... Nie zawsze pojedyncze użycie wystarczało żeby coś poskładać. Ciekawe czy długo już się tak z tą kukłą męczył. Nie wiedział że da się fantoma tak zaczarować żeby ten faktycznie ciskał jakimiś czarami. Znając życie mógł rzucić tylko jakieś z góry ustalone uroki, które wcześniej się w niego wcisnęło. Ale tak czy siak, było to dosyć interesujące.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


Sponsored content

Polana - Page 13 QzgSDG8








Polana - Page 13 Empty


PisaniePolana - Page 13 Empty Re: Polana  Polana - Page 13 Empty;

Powrót do góry Go down
 

Polana

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 13 z 15Strona 13 z 15 Previous  1 ... 8 ... 12, 13, 14, 15  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Polana - Page 13 JHTDsR7 :: 
hogsmeade
 :: 
Okolice Hogsmeade
-