Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 Hipnoza

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość


Pazuzu VI Anunnaki

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 24
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 188
C. szczególne : Wężowa blizna :brew:
Dodatkowo : Hipnoza
Galeony : 127
  Liczba postów : 157
https://www.czarodzieje.org/t17926-pazuzu-vi-anunnaki#507892
https://www.czarodzieje.org/t17931-listy-pisane-pazurem#508005
https://www.czarodzieje.org/t17929-pazuzu-vi-anunnaki#507883
Hipnoza QzgSDG8




Gracz




Hipnoza Empty


PisanieHipnoza Empty Hipnoza  Hipnoza EmptyNie 8 Gru 2019 - 18:42;


Anomia

To nie tak, że ten pomysł pojawił się nagle. W pewnym sensie wiedziałem o tym od zawsze, ale brakowało mi wiedzy, aby nazwać to, czego potrzebowałem. Nie jestem w stanie wybrać momentu, w którym ta potrzeba zaczęła się krystalizować, ale dobrze pamiętam chwilę, w którym uświadomiłem sobie, że "coś" muszę zrobić.
Pamiętam odrazę i bunt, które się wtedy we mnie zrodziły, gdy spojrzałem na dziecięcy palec Sina, oskarżycielsko przekłuwający powietrze, aby wskazać w sam środek twarzy Erisuma. Brat przeciwko bratu... Nie, nawet gorzej. Zdrada od tego, z którym przez dziewięć miesięcy dzieliło się całym swoim światem, tworząc niemal jedność. Może fakt, że mieli wtedy zaledwie sześć lat powinno ich usprawiedliwić, jednak wcale nie łagodziło to w moich oczach tej zbrodni.
- Przestań - rozkazałem stanowczo, chwytając za uniesioną dłoń brata i opuszczając ją na siłę, spełniając rolę najstarszego z rodzeństwa, nie wiedząc czy robię to z przyzwyczajenia i wychowania, czy faktycznej chęci do ingerencji. Już wtedy czułem silną odpowiedzialność, która ciążyła na moich barkach, podszeptując mi wprost do ucha, że muszę dbać o dobre imię rodziny. Brat zawsze musi stać po stronie brata, umniejszać jego winie i wychwalać jego zasługi. Postawiony w roli najstarszego musiałem dojrzeć zdecydowanie zbyt wcześnie, co zapewne nadrabiam sobie teraz z nawiązką, nie mogąc odmówić sobie dobrej zabawy i tej pompującej krew adrenaliny. Już wtedy nie znosiłem sprzeciwu, na pewno nie w momentach, gdy złość pulsowała mi w skroniach, dopiero z czasem ucząc się, że rozkazy nie są wcale najskuteczniejszym sposobem, aby zmienić czyjeś zachowanie. Ludzki umysł jest jak glina. Trzeba nad nim stale pracować, powolnie, uważnie, aby ukształtować go w odpowiedni sposób. Rozkazy są jak walenie w nią młotkiem - daje efekt szybko, ale niezgrabny, jednorazowy, w żaden sposób niewyrafinowany. Nie można też pozostawić na dłuższy czas gliny, której się w pełni nie ukształtowało ani nie wypaliło, bo wyschnie i popęka, nie zachowując wcale kształtu, który do tej pory jej daliśmy. Czując wyrywającą mi się rękę Sina zdałem sobie z tego sprawę, choć oczywiście wcale nie w taki sposób, w jaki przedstawiam to teraz. Wtedy była to bardziej… intuicyjna chęć wytłumaczenia, a nie wytresowania. W końcu mowa o mojej rodzinie, a nie zwyczajnych ludziach, których spotykam na swojej drodze.


Heteronomia

Teraz widzę, że poza surową dyscypliną narzuconą podczas nauki, to  byłem zdecydowanie zbyt rozpieszczony. Często ustępowano mi, spełniano moje zachcianki i dopiero podczas pierwszych dni w Hogwarcie zdałem sobie sprawę, że nie zawsze dostanę to, czego w danej chwili chcę. Paradoksalnie właśnie wtedy poczułem prawdziwą przyjemność z posiadania. Z posiadania rzeczy, kontaktów, wiedzy, a przede wszystkim ludzi, którzy gotowi byli zrobić wszystko, o co ich tylko poproszę. "Poproszę", a nie "rozkażę". Wtedy rozumiałem to już w pełni, każdego dnia ucząc się jak skutecznie schować tę część siebie, na którą ludzie nie byli gotowi. Prawda boli, a nikt przecież nie lubi, gdy patrzy się na niego z góry, więc musiałem nauczyć się zniżać do ich poziomu, wyrównywac linię wzroku, pokazując tylko ludzkie, przyjazne oblicze.
Moje, po części wrodzone, po części wyuczone umiejętności wystarczały mi zupełnie w kontaktach z rówieśnikami, jednak wraz z wiekiem, wzrastała we mnie świadomość, że moje ambicje sięgają dużo dalej. W szkole przekonałem się jak absurdalne potrafią stać się plotki ze zwykłej ludzkiej zawiści i jak potrafią mylnie zaważyć na wizerunku. Nie byłem w stanie przestać myśleć o tym, że jeden cichy szept mógłby lawinowo spowodować upadek reputacji rodzinnej firmy, ale również splamić honor naszego dumnego nazwiska. Mogłem kontrolować siebie, ucząc się rozważniej dobierać zaufane osoby i nie angażować się w zbyt żarliwe romanse, jednak na swoich braci nie miałem nigdy aż tak dużego wpływu, jaki chciałbym mieć. Martwił mnie zwłasza Sin, przez brak umiejętności walczenia tak potrzebnym w życiu orężem, jakim jest kłamstwo. Zresztą przed nimi sam nie mogłem i nie chciałem grać. Nawet najlepszy aktor musi w końcu zdjąć maskę - mogłem im doradzać, ale nie mogłem nimi manipulować, skoro traktowałem ich jako byty na równi ze mną wartościowe. Pozostawało mi jedynie wpływanie na innych, aby zakrzywiać to, co zrobili czy powiedzieli moi bracia.
Ojciec stopniowo wprowadzał mnie w świat biznesu i choć stale powtarzał jak ważny jest uczciwy handel czy dobre imię, to łagodnie nakierował mnie też na to, kiedy należy przymknąć oko na zasady, jednocześnie konsekwentnie zamykając też usta, jeżeli przyniesie to ze sobą odpowiednio wysokie zyski. Od tego momentu byłem już pewien - potrzebowałem czegoś więcej, potrzebowałem zabezpieczenia, że jeżeli ktoś postanowi przewrócić pierwsze domino, to ja będę w stanie zatrzymać tę falę już na drugim bądź trzecim. Nigdy też nie wątpiłem, że muszę to być ja, jako główny spadkobierca firmy i nie zamierzałem z nikim dzielić się tym zmartwieniem. Od tego czasu w każdym moim kroku poszukiwałem rozwiązania, na które natknąłem się przypadkiem. O Historii Magii, artefaktach i relikwiach uczono nas systematycznie, choć wcale nie surowo. Sam musiałem rozbudzać w sobie ambicję do nauki, która przerodziła się w prawdziwą fascynację, gdy na polecenie matki przerabiać zaczeliśmy również wiedzę o czarnej magii. Oczywiście chodziło jedynie o zrozumienie jej, aby móc w przyszłości ściągać czarnomagiczne klątwy, a nie paranie się jej czystą formą. Księgi zakazane, starannie zachowane rękopisy, kopiowane pergaminy, zawierające spisy antycznych ekwipunków - wszystko to spędzało mi sen z powiek, a ja ze słownikami starożytnych alfabetów ślęczałem po nocach w zaciszu domowej biblioteki. Oczywiście ojciec mógłby podarować nam wiele tłumaczeń jak na tacy, jednak zawsze podkreślał, że wiedza “odkryta” jest więcej warta od tej “podanej”, a wartość relikwii tkwi w jej szczegółach, które umknąć mogą w tłumaczeniu. Przez pierwsze dwa lata poświęcałem się samej teorii, kompletnie zafascynowany artefaktami, które zasypane zostały kurzem przez mijający czas, ale wciąż istniała szansa na ich odnalezienie. W wielu z nich dostrzegałem szansę na rozwiązanie mojego problemu i choć wielokrotnie fantazjowałem o odnalezieniu np. heki Ramzesa II, która podobno mogła umożliwić narzucanie swojej woli nawet grupie liczącej kilkuset osób, to wciąż, mimo zachwycającej potęgi przedmiotu, wydawało mi się to za mało… wyrafinowane i subtelne, aby mogło mnie usatysfakcjonować. Dzięki znajomościom uzyskałem dostęp również do działu ksiąg zakazanych w Hogwarcie, którego zbiór wprowadzał miłą różnorodność w mojej nauce, nie będąc tak ukierunkowanym tematycznie jak ten znajdujący się w naszej posiadłości. To tam pierwszy raz przeczytałem o hipnozie - irytująco wręcz mało, bez koniecznych do prób szczegółów czy wskazówek, tym bardziej jednak wystarczająco, aby zaszczepić we mnie silną potrzebę zgłębienia tematu. To wtedy zdecydowałem, że przerwa w nauce w Hogwarcie będzie konieczna, aby zdobyć wiedzę i możliwości, których ta szkoła nie może mi zapewnić. Był to zresztą ostatni rok mojej nauki w szkole, a zarazem pierwszy rok nauki, podczas której przyjmowałem co weekend w Hogsmeade (po moich wielokrotnych prośbach) opłacane przez ojca korepetycje ze ściągania klątw czarnomagicznych. “Praktyką” ciężko było to wtedy nazwać, bo sam nie miałem prawa rzucać żadnych zaklęć, jednak mogłem obserwować, notować, doświadczyć na własne oczy jak zachowuje się czarna magia, którą próbuje się poskromić, a przede wszystkim - wysłuchać komentarza kogoś, kto był w tej dziedzinie ekspertem i wiedział na co skierować moją uwagę. Były to przeżycia zupełnie odmienne i o wiele bogatsze, niż rozszyfrowywanie kolejnych stronic suchej teorii, więc i rozwijające moją fascynację o wiele szybciej, zupełnie jakby ledwo tlącemu się płomieniowi dostarczono suchego drewna i ożywczej dawki powietrza.


Socjonomia

Po zakończeniu szkoły, pod okiem znanego mi już mistrza, mogłem stopniowo rozpocząć praktykę w poprawnym tego słowa znaczeniu. Mój ojciec płacił mu zdecydowanie zbyt dużo, więc nie chcąc ryzykować dawał mi irytująco proste zadania, które w swojej (słusznej) arogancji lekceważyłem, awanturując się z nim, by postawił przede mną większe wyzwanie. Byłem ambitny, a przez to również zachłanny, a ciągle hamowany potencjał chciał wybuchnąć za każdym razem, gdy tylko trzymałem w dłoni różdżkę. Przyzwyczajony do szkolnego trybu życia nie potrafiłem z cierpliwością czekać na kolejną lekcję, chcąc zapełnić czas nauką, która miała dać mi potęgę. Zacząłem ćwiczyć sam, ale nie mając żadnych przeklętych przedmiotów do praktyki, zdecydowałem się w tajemnicy rzucać proste zaklęcia czarnomagiczne, aby lepiej zrozumieć swojego wroga, wyczuć jego potęgę, ale i słabości. Najbardziej kusiły mnie zaklęcia manipulujące jak Imperius, Defigo czy Insania Amentia, jednak na tamten moment musiałem zadowolić się nauką tych podduszających np. Aquasudo, Cistam Dolorum czy Collardo. Zaklęcia łamiące kości, rozcinające skórę czy w jakikolwiek inny sposób trwale raniące obiekt zupełnie mnie nie interesowały, ale były też zresztą poza moimi możliwościami.  Moim celem było opanowanie tych, które chociaż częściowo zbliżały mnie do zawładnięcia czyjąś wolą, ugięcia jego chęci do moich potrzeb.
Cały czas wiedziałem jednak, że nie wszedłem wciąż na odpowiednią drogę, a jedynie na ścieżkę do niej prowadzącą. Czekałem tylko na odpowiednią chwilę, potwierdzenie kilku źródeł, aby skorzystać z systematycznie odkładanych oszczędności i przenieść się na Bali. Oczywiście musiałem to odpowiednio wytłumaczyć rodzinie chęcią rozwoju, potrzebą spojrzenia w głąb siebie, zawalczenia ze swoimi demonami i tego typu stekiem bzdur. Miejsc, w których nauczano hipnozy, nie było wcale wiele na świecie, a mimo to wybór nie był prosty. Zdecydowałem się na świątynię Brahmavihara-Arama w Banjar, kierowany przekonaniem, że żeby siłą woli zmusić kogoś do pokory, muszę najpierw sam zrozumieć to uczucie i faktem, że w świątyni przetrzymywane były artefakty o sławie ogólnoświatowej. Skromny, surowy tryb życia, oparty na buddystycznym odrzuceniu materialności zupełnie do mnie nie pasował i tylko systematyczne ćwiczenia fizyczne pozwalały mi rozładować całą kumulującą się we mnie frustrację, aby nie wybuchnąć w pełnej sile buntu swoich przyzwyczajeń. Większości dawanych mi zadań nie rozumiałem, ale wykonywałem je, mimo silnego przekonania, że nie są godne mojej uwagi. Prawdopodobnie gdyby nie mała klasztorna biblioteka, w której zbiorach pozwalano mi zaczytywać się nocami, nie wytrzymałbym tych bezużytecznych trzech miesięcy, w których o hipnozie nie usłyszałem ani słowa, w pewnym momencie będąc nawet przekonany o tym, że naiwnie dałem się oszukać. Wciąż eksperymentowałem wtedy z rzucaniem prostych zaklęć czarnomagicznych, choć niestety z bardzo nierównymi wynikami. Przyszedł jednak i dzień, gdy usłyszałem, że proces nawadniania został zakończony i teraz należy mnie wycisnąć, abym mógł później chłonąć wiedzę. Jak widać Hoga, mój mistrz, nie był dobrym mówcą, ale dostrzegłem to dopiero, gdy wróciłem do domu. Stojąc przed nim każde jego słowo wydawało się warte spisania, choć nie wiem na ile było to zasługą hipnozy, a na ile jego wrodzonej charyzmy. Musiałem przejść specjalny post, który wymagał ode mnie odrzucenia wszystkiego, co do tej pory uznawałem za własne, mówiąc oczywiście o duchowych wartościach, aby zmienić się w czysty materiał, gotowy do obróbki. Miałem zostać tylko ja i moja wola w najczystszej ze swoich postaci. Hoga uważał, że posty wzmacniają charakter i ktoś, kto nigdy żadnego nie przeszedł, nie będzie w stanie zawładnąć nad czyjąś wolą, skoro nie potrafi poskromić własnej. Oczywiście, że miałem ochotę wygarnąć mu, że jest obłąkanym staruchem, jednak sam wybrałem akurat tę drogę do hipnozy, więc musiałem zdusić w sobie ten bunt, który mistrz i tak dostrzegał w moich oczach. Nie przeszkadzało mu to jednak, bo powtarzał zawsze, że wola hipnotyzera musi być mu pokorna, ale butna wobec innych. Medytację aż do samego końca uważałem za stratę czasu, ale skutecznie starałem się udawać, że jest inaczej powtarzając “stałem się jednością ze światem, jestem sobą, Tobą, nimi, zwierzęciem, rośliną, jak i kamieniem. Jestem tym wszystkim, a więc mogę na wszystko wpłynąć”, widząc, że tego właśnie ode mnie oczekiwano
Wielu chwil z pierwszych miesięcy w ogóle nie pamiętam - jak się później dowiedziałem, było to spowodowane wpływaniem na mnie różnymi rodzajami uroków - od czaru wili, hipnozy, aż po niektóre zaklęcia zakazane. Dopiero wtedy mogłem przejść do świadomego zamykania się na ich wpływ, choć początkowo nie dawało to żadnych efektów. Dopiero gdy Hoga zauważył, że robię na tym polu postępy, zaczął opowiadać mi o hipnozie. Czasami bredził zupełnie i w życiu nie powtórzyłbym banałów i moralitetów, którymi mnie wtedy raczył, jednak w tamtym momencie wydawał mi się najinteligentniejszą, najbardziej świadomą istnienia osobą, którą w życiu poznałem. Oczywiście ciągle wydawało mi się, że wiem już wystarczająco, aby zacząć praktykę, a jednak nie dopuszczano mnie do niej, powtarzając, że nie jestem gotowy. Czy byłem? Teraz sam już tego nie wiem, jednak w dniu, w którym Hoga dopuścił mnie do ćwiczeń, zdecydowanie taki się czułem. Zaczynałem od małych dzieci, które powierzane były do klasztoru, bo ich wola nie była jeszcze w pełni ukształtowana, a więc łatwiej było na nią wpłynąć, choć z niesmakiem odkryłem, że i z tym miałem problemy. Nim minął mój ósmy miesiąc w klasztorze, potrafiłem w pełni kontrolować umysł do lat dziewięciu, z zainteresowaniem zauważając, że opór, jaki stawiały mi dziecięce umysły, był niezależny od stopnia ich magiczności. Zmienne były natomiast wszystko inne. Czasem musiałem niemal warczeć, wypowiadając rozkazy, aby się mnie usłuchano; innym razem konieczny był łagodny głos i wyrażenie prośby. Czasem musiałem dłużej porozmawiać z osobą, na którą chciałem wpłynąć; a czasami udawało mi się zahipnotyzować kogoś od pierwszego słowa, które z nim zamieniłem. Ta zmienność niepokoiła mnie i sprawiała, że moja moc słabła, jednak Hoga zapewniał mnie, że z czasem będę w stanie jedną metodą objąć każdy “zwyczajny” umysł.


Autonomia

W Banjar zostałem jeszcze na rok, jednak do klasztoru już przychodziłem jedynie w ramach praktyk hipnozy, na co dzień zajmując się wykopaliskami i badaniem artefaktów. Gdyby nie motywacja, aby przed wyjazdem być w stanie zawładnąć wolą dowolnie wybranego mężczyzny z tłumu, prawdopodobnie wróciłbym do domu, ponieważ handel zabytkami był tam niezwykle niezadowalający - często trafiało się na bezwartościowe repliki, prawie nie mając szansy na odnalezienie przedmiotów objętych jakąś interesującą klątwą. Przyznaję, że przez ten rok żywo odbijałem sobie klasztorne życie, przy okazji ochoczo wykorzystując nowo nabyte umiejętności hipnozy na przypadkowo wybranych kobietach podczas licznych imprez, choć nigdy nie przekroczyłem w tym temacie granicy przyzwoitości. Szybko odkryłem, że hipnoza, mimo tego, że bardzo użyteczna, nie sprawia mi już wcale satysfakcji. Moje zdolności poprawiały się zadziwiająco szybko, jednak wciąż to te niemagiczne mieszanie w głowach było odpowiedzią na moje zachcianki, wydając mi się dużo bardziej satysfakcjonujące od błyskawicznego skorzystania z hipnozy.
Wracając do domu byłem już pewien, że ze względu na dobro rodziny, nie mogę zdradzić się co do zdobytych przeze mnie zdolności, wykorzystując je jedynie w wyjątkowych sytuacjach, traktując je jako zabezpieczenie, koło ratunkowe, a nie element swojej codzienności. Czasem, gdy wiem, że sytuacja jest bezpieczna, staram się kogoś zahipnotyzować, aby regularnie przypominać sobie jakie to jest uczucie, aby w chwili kryzysu nie okazało się, że straciłem lub osłabiłem tę zdolność. Zdarza się, że w silnych emocjach niekontrolowanie korzystam z hipnozy, jednak są to pojedyncze przypadki, a już na pewno nie mógłbym wykorzystać jej przeciwko członkom mojej rodziny. Czasem miewam też problemy z zahipnotyzowaniem kogoś, choć zależy to raczej od osoby i jej silnej woli, niż od mojego zaangażowania czy obecnego samopoczucia. Zazwyczaj jednak, jeżeli nie subtelną prośbą, to rozkazem, udaje mi się osiągnąć swój cel.

Hipnoza 1a95df087bcd481b9e7633c29c8df2beHipnoza 71b53dad51fb371107980125e832ca1dHipnoza 12b0c5498f509e49613605c34451ea6c
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Mefistofeles E. A. Nox

Mieszkaniec Doliny
Rok Nauki : X
Wiek : 24
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 185
C. szczególne : Tatuaże; kolczyki; wilkołacze blizny; bardzo umięśniony; skórzana obroża ze złotym kółkiem; od 14.02.2022 pierścionek zaręczynowy!
Dodatkowo : Wilkołak
Galeony : 3471
  Liczba postów : 4385
https://www.czarodzieje.org/t15136-mefistofeles-e-a-nox#403342
https://www.czarodzieje.org/t15139-kind#403356
https://www.czarodzieje.org/t15137-what-does-life-mean-to-me#403353
https://www.czarodzieje.org/t15134-mefistofeles-e-a-nox
https://www.czarodzieje.org/t18387-mefistofeles-e-a-nox-dziennik
Hipnoza QzgSDG8




Moderator




Hipnoza Empty


PisanieHipnoza Empty Re: Hipnoza  Hipnoza EmptyNie 8 Gru 2019 - 19:20;

Akceptuję wolf

______________________

Happiness is beautiful to see
Won't you box it up for me?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Eve Harlow

Nauczyciel
Wiek : 48
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 177cm
Galeony : 44
  Liczba postów : 31
https://www.czarodzieje.org/t17826-eve-harlow-budowa
https://www.czarodzieje.org/t17834-eve-harlow#502053
Hipnoza QzgSDG8




Gracz




Hipnoza Empty


PisanieHipnoza Empty Re: Hipnoza  Hipnoza EmptyNie 8 Gru 2019 - 20:15;

Akceptuję, otrzymujesz genetykę heart
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Hipnoza QzgSDG8








Hipnoza Empty


PisanieHipnoza Empty Re: Hipnoza  Hipnoza Empty;

Powrót do góry Go down
 

Hipnoza

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Hipnoza QCuY7ok :: 
rozwoj postaci
 :: 
Genetyki
-