Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyRejestracjaZaloguj

Share
 

 Dom na skraju lasu

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość


Dina Harlow

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 164
C. szczególne : brak
Galeony : 534
Dodatkowo : Pół wila
  Liczba postów : 571
https://www.czarodzieje.org/t17491-claudine-harlow#491028
https://www.czarodzieje.org/t17496-dina-harlow#491254
https://www.czarodzieje.org/t17497-pumpkin#491256
https://www.czarodzieje.org/t17493-dina-harlow#491062
Dom na skraju lasu - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Dom na skraju lasu - Page 2 Empty


PisanieTemat: Dom na skraju lasu   Dom na skraju lasu - Page 2 EmptyNie Lis 24 2019, 19:21

First topic message reminder :


Domek na skraju lasu




Dom przez wiele lat stał pusty, widać to po nim choć wciąż można zachwycić się jego wyzierającym spomiędzy drzew urokiem. Wystarczyło odnowić elewację, płot i zadbać o trawni by zaraz zainteresował kogoś swoją obecnością. Ojciec Diny czasem tu zaglądał pisać w ciszy swoje książki, ale nigdy nie miał ambicji zająć się renowacją. Podczas dłużącego się pobytu w szpitalu opowiedział najmłodszej córce o tym miejscu, o powodach przez które nikt z rodziny nie słyszał o domku. Opowiedział jej o Sebastianie Vertusie, wielkich przyjaźniach i obietnicach, których nigdy nie można złamać.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość


Dina Harlow

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 164
C. szczególne : brak
Galeony : 534
Dodatkowo : Pół wila
  Liczba postów : 571
https://www.czarodzieje.org/t17491-claudine-harlow#491028
https://www.czarodzieje.org/t17496-dina-harlow#491254
https://www.czarodzieje.org/t17497-pumpkin#491256
https://www.czarodzieje.org/t17493-dina-harlow#491062
Dom na skraju lasu - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Dom na skraju lasu - Page 2 Empty


PisanieTemat: Re: Dom na skraju lasu   Dom na skraju lasu - Page 2 EmptySro Sty 22 2020, 22:44

Dlaczego musiała zawsze wszystko gonić. Łapać. Trzymać choć palce marzną, słabe już i sine, trzymać mocno, żeby się nie rozpadło. Prosto stać i patrzeć z wyniosłością, dumy nie stracić mimo splunięć pod stopy. Mieszaniec, mieszaniec, zawsze nie do końca z szacunkiem. Szacunek trzeba zdobyć, wyrwać, wygryźć wściekle szarpiąc się coby nikt nie powiedział, że słaba. Stojąc na korytarzu oddziału zakaźnego patrzeć w przestrzeń z niewzruszoną miną słuchając medyka, nie drżeć, nie mrugać, ojciec widzi wszystko choć choroba toczy go już niemal do ostatniej granicy. Trzymać mocno, nie puścić, wszystko przecież ogarnie. Listy od matki pokryte plamami łez, siostry znające sekret broszki, pierwsza, druga, piąta fala pretensji, nos wyżej zadrzeć, wcale nie okazać jak bardzo to wszystko boli. Przyjaźń gasnąca, jedna, druga, wypalające się knoty świeczek relacji, które trzeba by osłonić przed wiatrem czasu ale dłonie przecież zajęte trzymaniem wszystkiego, nie wolno puścić nawet, by ten płomyk gasnący uchronić, trzymać, żeby się nie rozpadło. Minuty, godziny, dni wpatrywania się w notes, gówniany wynalazek wizzengera, czekać na dwa słowa, pięć, na zdanie, ale nie uginać się, dumnie wciąż, nie jesteś słaba. Przykryta nocą jak całunem wpatrywać się w sufit, dzień, dwa, pięć, cisza zimowej nocy w której nie ma nawet cykających świerszczy, tylko trzeszczenie desek starego domu jakby i on się trząsł z zimna. Pod grubą kołdrą z zimna drżeć ale tylko kiedy nikt nie patrzy, powoli pocierać ramiona i nogi w żałosnej namiastce dotyku za którym tęsknota stawała się nie do zniesienia, ale nie można o dotyk prosić. O nic nie prosić, Zosia-samosia wiecznie samowystarczalna. Zęby obnażyć na gesty bliskości, oczy mrużyć, kiedy ktoś jest blisko widzi wszystkie mankamenty, wszystkie wady, wszystkie słabości, a przecież nie można mieć słabości, nikt nie docenia słabości.
Prychnęła na jego słowa strzelając ostrym spojrzeniem. Nigdy się nie zastanawiała długo nad tym co mówiła. Albo milczała, albo mówiła celując prosto w serce. To, co wzburzyło go do tych granic możliwości było jedynie żartem, grą, zabawą na którą myślała, że może sobie pozwolić skoro dostała bilet, prowokacją, niczym czego chciałaby na stałe, a jednak wystarczyła ta drobna rysa by przestrzeń pękła między nimi niczym jątrząca się ropą rana. Może to znak, że napięcia powierzchniowe tego jajeczka faberge są zbyt wielkie, jest ono przepiękne ale zbyt kruche, zbyt nietrwałe by móc cieszyć czyjekolwiek oczy. W odpowiedzi na poruszenie jakim było jego wyjście z łóżka odpowiedziała jedynie jeszcze głębszym zakopaniem się w pielesze i schowaniem pod ciemną pościel nawet czubka głowy.
I tylko zimno, niekończące się, przejmujące zimno sięgające czubków palców, nosa, kolan, zimno na zewnątrz, pod kołdrą zimno, oddech zimny, jakby dotknięta niewdzięczną dłonią Królowej Śniegu, jak Kai, zmieniając się w samotnie stojącą bryłę pozbawioną wzruszeń, potrzeb, chęci towarzystwa, bryłę, która niczego już nie goni, nie musi łapać, trzymać, o nic się nie martwić, zostać w tej pościeli aż jednak już zaśnie, na rok, dwa, dziesięć lat, zamarznąć i obudzić się w innym czasie, najlepiej innym życiu. Nie tym. Nie tu. Nie teraz.
Siła z jaką brakowało jej oddechu sprawiała wrażenie, jakby się jej cała klatka piersiowa zapadła, implodowała pod wpływem absolutnego porzucenia. Serce z trudem rozpychając się pod ściśniętymi płucami ledwie pompowało krew, płuca porażone samoświadomością wieczystej samotności odmawiały posłuszeństwa i tylko kołdra wdzięczna przyjaciółka zagłuszała stęknięcia z którymi Harlow próbowała złapać oddech dusząc się powietrzem.
Ile tej wody upłynęło w kranie, litr? Dziesięć? Sto? Drzwi skrzypnęły kiedy ciągnąc za sobą ten żałosny tren weszła do łazienki trzęsąc się, jakby miała atak padaczki.
- Ja nie mam już siły. - powiedziała jedynie, nim opadła na kolana tuż przy jego nodze. Naciągnąwszy kołdrę na głowę, na jego kolana i nogi, jak worek ziemniaków zawisła na tym wąskim udzie i rozpłakała się tak strasznie jakby nigdy w życiu nie miała wcześniej prawa się rozpłakać. Rozpłakała się za te wszystkie dni, kiedy nie wolno jej było płakać, kiedy nie wolno jej było pokazywać słabości, ukryta pod płaszczem kołdry zwracała w spazmach wszystkie trzymane stanowczo zbyt długo łzy, te dla rodziny, te dla siebie samej, te dla sytuacji i te dla Cassiusa. Wszystkie oddać, niepotrzebne wcale, rzędami dzielnie maszerujące nieprzerwanym sznurem wprost na cienki materiał jego piżamowych spodni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Cassius Swansea

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 185cm
C. szczególne : niewielkie blizny łobuza weterana, dość często mam ślady farby na dłoniach
Galeony : 1812
  Liczba postów : 754
https://www.czarodzieje.org/t16705-cassius-swansea
https://www.czarodzieje.org/t16707-cham-prostak-i-idiota
https://www.czarodzieje.org/t16709-hyperion
https://www.czarodzieje.org/t16706-cassius-swansea
Dom na skraju lasu - Page 2 QzgSDG8




Moderator




Dom na skraju lasu - Page 2 Empty


PisanieTemat: Re: Dom na skraju lasu   Dom na skraju lasu - Page 2 EmptyCzw Sty 23 2020, 18:45

Wsłuchiwał się w szum bezmyślnie marnowanej wody, jakby wypatrywał śladów jedynych słusznych odpowiedzi. Wciąż łudził się, że rozwiązania tak po prostu potrafią czasami spaść człowiekowi z nieba. Wystarczy się nie zastanawiać, a wtedy dzieją się cuda. Pytania przestają wyrastać na tej niepodatnej na zrozumienie ziemi. Wypalony grunt wyrzuca z siebie jedynie powykrzywiane sukulenty - marną namiastkę istnego roju trujących grzybów, jakie teraz pokrywały ten kawałek lasu, który zajmował Swansea. Taki ogród łatwo byłoby mu pielęgnować. Zajrzałby do niego raz na miesiąc, przekopał kamień, napluł w tego kaktusa czy inny aloes i jeszcze cieszył się, że zrobił coś dobrego. Problem zaczynał się w momencie, w którym uświadomił sobie, że jego rosiczka potrzebowała trochę więcej uwagi od byle kłującego, pustynnego mieszkańca. A już chyba najbardziej przerażało go to, że faktycznie chciał polewać ją świeżą wodą, dostawiać ją do słońca i doglądać po kilka razy dziennie tylko po to, aby chociaż przez moment móc obserwować jej, niemożliwy do tak szybkiego zaobserwowania, wzrost. Zamiast tego zakopał się w milczeniu i próbował sobie wmówić, że doskonale sobie radzi. Nie tylko z emocjami, ale i z tą relacją. To, że z Diną sobie nie radził było już swego rodzaju tradycją. Ona nie ogarniała jego, on jej i wszystko to jakoś funkcjonowało. Od jakiegoś czasu coraz bardziej przestawało. Zaprzestał okazjonalnego wiązania jej wbrew jej woli, nie podkładał jej też nóg na korytarzach, aby obserwować czy wywinie orła. Zamiast tego podawał jej rękę, wysyłał prezenty na święta, „kochał się” zamiast bezmyślnie wykorzystywać. I chociaż już samo w sobie to było dziwne i tak niezbadane dla Cassiusa, prócz tego wielkiego zaskoczenia, miał on jeszcze kilka kolejnych. I po tych kilku minutach ciszy był absolutnie pewien, że źle dzisiaj zrobił. Powinien zostawić ją w spokoju, głównie dla jej własnego dobra. Nie wychodził jeszcze. Pomimo podjęcia właśnie jakiejś decyzji, siedział wciąż na brzegu jej wanny, wsuwając jeszcze wszystko w odpowiednie miejsca na półeczkach. Nie podejmował tak rozsądnych decyzji zbyt często, więc chociaż starał się dbać o to by, gdy już się one przytrafią, zostały potraktowane należycie poważnie. I po cóż były wszystkie jego starania, knowania i prawdziwe myśli o wyższych dobrach, skoro nagle do łazienki wkroczyła blondwłosa buka? Zawinięta w tę kołdrę jak jakaś parodia pewnej maskotki ze stacji paliw pewnie wzbudziłaby jego wesołość, gdyby tylko Cass był teraz skłonny do naigrywania się z niej. To, że nawet powieka mu nie zadrżała wymownie zdradzało jego aktualny nastrój. Mimo tego coś mu się nie zgodziło. Wystające spod całunu zapuchnięte, czerwone oczy i drążące ramiona. Nigdy jej takiej nie widział. I chociaż z początku spoglądał na nią spode łba, teraz w istocie niemalże wytrzeszczał ślepia. Nie pytał do czego nie ma siły, nie musiał. Zrobił jedyną rzecz, którą rozumiał, a jaką robił zawsze, ilekroć tylko jego siostry czy kuzynki znalazły się w stanie wskazującym na niedobór hormonu szczęścia. I chociaż nie zawsze to działało, zawsze próbował. Nie pozwolił jej smarkać mu na kolano. Machinalnym ruchem nadgarstka zakręcił tę wodę, aby nie wystawiła mu rachunku, jeśli zamierzała ryczeć dłużej, niż dwie minuty, a potem zsunął się po krawędzi pokrytej emalią wanny, aż na podłogę. Wsunął ręce wprost pod kołdrę i wymacał jej pachy. Nie zważając na łzy cieknące jej po twarzy, pociągnął ją w swoją stronę, prawie wyciągając ją spod kryjówki, jaką sobie uszyła z tego fragmentu ciepłego okrycia.
- Przepraszam - szepnął, a słowo to, chociaż brzmiące mu bardzo obco i drapiące go w gardło, jednak się z niego wydostało. Pocałował ją w skroń, biorąc na ręce jak dziecko. Przytulając do swojej piersi, otaczając bladymi ramionami. Myślał, że płacze wyłącznie przez niego. Przez jego humory, sprzeczne sygnały, tysiące słów, które kiedyś tam powiedział i trzy tysiące tych, jakie powiedzieć powinien. A potem milczał. Nie pytał, bo nie był tego nauczony. Elaine czy Chloé (jeśli już zwracały się ze swoją trudności do niego) zawsze wyrzucały z siebie wszystkie żale zupełnie bez zachęty. On miał być jedynie dobrym słuchaczem. Nie uciszał jej więc i pozwolił, aby sama podjęła tę decyzję. W międzyczasie zaczął machinalnie i uspokajająco gładzić ją po włosach.

______________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Dina Harlow

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 164
C. szczególne : brak
Galeony : 534
Dodatkowo : Pół wila
  Liczba postów : 571
https://www.czarodzieje.org/t17491-claudine-harlow#491028
https://www.czarodzieje.org/t17496-dina-harlow#491254
https://www.czarodzieje.org/t17497-pumpkin#491256
https://www.czarodzieje.org/t17493-dina-harlow#491062
Dom na skraju lasu - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Dom na skraju lasu - Page 2 Empty


PisanieTemat: Re: Dom na skraju lasu   Dom na skraju lasu - Page 2 EmptyPią Sty 24 2020, 17:24

Kiedy nie stawiała oporu była taka lekka, tak łatwo było ją podnieść z miejsca i pociągnąć kiedy ustępowała bezwolnie jego ramionom. Próbowała jeszcze chwile przestać beczeć jak dziecko, była przecież dorosłą dziewczyną ale kiedy ucałował jej skroń poczuła, jakby ktoś jej w końcu pozwolił, jakby to był wyznacznik, jakby tego właśnie potrzebowała, żeby samej sobie dać zgodę na słabość. Złapała się jego ramion wspinając zachłannie w jego objęcia i kuląc chowając twarz w jego torsie.
- Nie zostawiaj mnie. - powiedziała cicho w przerwach między płaczliwymi spazmami.
Długi czas, wiele lat pracowała na swój wizerunek dziewczyny drobnej ale kruchej jedynie pozornie. Osoby, która mimo niewielkiej postury stanowiła poważne zagrożenie zdrowia nie tylko fizycznego, a głównie psychicznego. Dbała o to, by nikt nigdy nie założył, że jest słaba, nikt nie wykorzystał nawet cienia jej niedyspozycji przeciwko niej. Skąd to wyniosła? Z kochającego domu? Ze szkoły pełnej wyrozumiałych pedagogów? Z życia w którym przecież i tak nigdy nikogo nie było kto mógłby ją zranić? A jednak głęboko zakorzeniony lęk przed porzuceniem owocował twardą skorupą izolacji przed wszelkim przywiązaniem. I może w tym szaleństwie była metoda, że skoro nie dało się po dobroci to tylko ta zakuta pała mogła młotkiem swojej równie zatwardziałej osobowości przebić się do tej resztki niewielkiego rozumku kwitnącego słabo gdzieś w środku, w dyni.
Trudno powiedzieć ile minęło czasu zanim się w końcu uspokoiła. Ani była specjalnie wylewna ani naturalnie szczera, a choć w innych sytuacjach nie szczędziła słów to teraz byli znacznie głębiej niż kiedykolwiek w inny życia momencie. Była zmęczona i słaba i świadomie podjęła decyzje by mu to pokazać, ze strachem i niedowierzaniem licząc na to, że jej nie skrzywdzi i ie zostawi, jednocześnie po raz pierwszy chyba w życiu opuszczając gardę pomimo lęku przed tym, że dokładnie teraz, w tej chwili, mógłby ją absolutnie zniszczyć.
Odsunęła się w końcu od jego ciała, drżąca bardziej ze zmęczenia niż rzeczywiście zimna bo aż ramiona miała zaróżowione od tego gorącego płaczu. Otarła policzki wierzchem dłoni i wbiła spojrzenie w fugi podłogowych kafelków.
- Ale ze mnie frajer. - powiedziała z cichym westchnieniem, choć bez goryczy, a raczej z rezygnacją- Nic nie umiem zrobić dobrze. Nawet ugościć Cię tak, jak powinno się gościć kogoś kto jest ważny. - skuliła się znów, chowając w cassiusowe ramiona i zamknęła oczy wtulając głowę pod jego brodę jak jakiś dziwny kot skrzyżowany z warzywem strączkowym- Nie masz tego dość? - zapytała głosem zachrypniętym od stanowczo zbyt długiego płaczu. Całą buzie miałą spuchniętą, a oczy czerwone jakby paliła śmieszne papierosy przez ostatnich pięć godzin. O co pytała, trudno zgadnąć. O sytuacje, o siebie, o nich? O ten w życiu moment? O nie decyzyjność jego samego? O jej wieczną niewygodę i ciągnącą się za nimi niepewność?
- Zależy mi na Tobie. - powiedziała w końcu, odsuwając się lekko i spoglądając mu w twarz. Uniosła jasną dłoń i dotknęła jego policzka z pewną troską wypisaną w oczach ale również jakimś nieznanym bólem ukrywającym się gdzieś na dnie tych zaczerwienionych oczu. Wydawała się jeszcze bardziej zmęczona niż wcześniej, a z końcówek rzęs dawno umknęły te zaczepno-zadziorne iskry irytacji. Zdjęła maskę ujawniając każdy skrawek tego jak się czuła, nie było już sensu się ukrywać i tak widział już wszystko - Ale jestem w takim momencie życia, że nie umiem sobie z tym poradzić. Jednocześnie nie umiem prosić o pomoc. Bo w sumie tu się nie da pomóc. - z każdym kolejnym słowem frustracja wzbierała w jej głosie, kiedy znów jej myśli zapętlały się w spirali spierdolenia uświadamiając blondynkę w jak chujowym znajduje się położeniu. Może nie teraz w ramionach Swansea, ale ogólnie we wszechświecie. Wplotła palce w jego ciemne włosy z taką dedykacją, jakby szukała w nich odpowiedzi na wszystkie problemy świata.
- Bear with me… - westchnęła, choć nie mogła mu zaoferować nic w zamian za to, że będzie ją znosił.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Cassius Swansea

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 185cm
C. szczególne : niewielkie blizny łobuza weterana, dość często mam ślady farby na dłoniach
Galeony : 1812
  Liczba postów : 754
https://www.czarodzieje.org/t16705-cassius-swansea
https://www.czarodzieje.org/t16707-cham-prostak-i-idiota
https://www.czarodzieje.org/t16709-hyperion
https://www.czarodzieje.org/t16706-cassius-swansea
Dom na skraju lasu - Page 2 QzgSDG8




Moderator




Dom na skraju lasu - Page 2 Empty


PisanieTemat: Re: Dom na skraju lasu   Dom na skraju lasu - Page 2 EmptyNie Sty 26 2020, 18:25

Ta sytuacja zdecydowanie wymykała się spod jego kontroli. Nienawidził, gdy życie przywoływało takie scenariusze. Niespodzianki były cudowne, dopóki nie dotyczyły jego samego. Potrzeba jasnego wpływania na rzeczywistość zbyt dobrze robiła mu na głowę, aby łatwo było mu z tego zrezygnować. Tymczasem dzisiaj kompletnie niczego nie dało się przewidzieć. Zupełnie tak, jakby ich życie było takim gorącym ziemniakiem. Chwytał go w dłonie, gdy ktoś mu go rzucił, aby wierzgać i kicać przez chwilę w miejscu, pozwalając aby parzył go w palce, zanim odrzuci go ponownie swojemu warzywu strączkowemu. Tak się czuł, tak myślał że było. Dlatego o wiele prościej było mu dzielnie „znosić” jej płacz i milczeć. Po prostu dotykiem muskać jej włosy, plecy, twarz. Brakiem słów wypełniać jej potrzebę wylania łez. Starczyło mu jedno, aby wyczerpać jego limit wyznań na dziś dzień, bo chociaż Cassius uzewnętrzniał się szczerze i chętnie to nigdy nie w takich sprawach. Zbyt złożony mechanizm nakazywał mu kisić w sobie głębsze uczucia i emocje, aby można to było pojąć, rozpracować i zaakceptować. Dlatego tak wygodnie było po prostu ją do siebie tulić i udawać, że wcale nie porusza go jej skulona postawa, zaczerwienione oczy i pochlipywanie. Prawda jednak, jak zawsze, była zgoła inna. Chociażby miał dać się pochlastać żywcem sectumsemprą, nie chciałby się do tego przed kimkolwiek przyznać, a jednak dzisiaj… dzisiaj musiał. Z jakiegoś powodu uznał, że może w końcu warto? Wyjść naprzeciw temu co ważne i podjąć wyzwanie, jakim było spojrzenie jej w tym momencie w te przeraźliwie błękitne oczy. Widząc jak drży, przytrzymał mocniej jej ramię, jakby to miało w czymkolwiek jej pomóc. Patrzył na nią przez cały ten czas i nawet teraz nie uciekał spojrzeniem. Jego twarz była nieporuszona, jakby oglądał kobiece łzy codziennie, a jednak wreszcie coś pękło. Nie po jej pierwszych słowach. Im dalej tym było ciężej. Mówiła szybko i działała szybko. Uciekła twarzą pod jego brodę, a on westchnął cicho, kiedy podrażniła w ten sposób miejsce, które nawet on miał wrażliwe na czyiś dotyk. Zapewne nie zdawała sobie z tego sprawy, a może zrobiła to z premedytacją? Spróbował skupić się na jej pytaniu.
- Czego? Rzucania kubkami czy uciekania od siebie do łazienki? - Zapytał zaczepnie, unosząc jeden kącik ust ku górze w uśmiechu, który zgasł na jego twarzy jak ręką odjął. To wszystko za sprawą jej kolejnych słów. Przebiegł go zimny dreszcz, ale zdołał się nie wzdrygnąć. Dziwnie było słyszeć te słowa od niej. Spojrzała znów na niego, uniosła dłoń, aby dotknąć jego policzka. Zmrużył nieco oczy, a potem je zamknął. Zakotłowały się w nim dwa uczucia. Pierwsza była paląca potrzeba ucieczki od takiego wyznania. Cassius nie był nauczony tego, jak powinno reagować się na podobne deklaracje. Jego dusza był prawdziwie wolną. Rzadko kiedy przywiązywał się do rzeczy czy ludzi. Żył tak, jakby jutra miało nie być, aż tu nagle słyszy, że Dinie Harlow na nim zależy. Potem pojawiło się coś, czego z początku nie potrafił zidentyfikować. Smutek? Półświadomość, że chciałby, aby mówiła mu takie słowa była następna w kolejce. Zrobiło mu się piekielnie zimno, a niepewność rąbnęła go w twarz z siłą pędzącego pociągu. Powoli otworzył oczy. Wyglądał na zmieszanego, ale nic w tym dziwnego. Wiedziała przecież jaki on był. Konieczność stawienia czoła czyjemuś przywiązaniu była trudna nawet wówczas, gdy ktoś był normalny. Ona jednak mówiła dalej, więc on w spokoju mógł wciąż milczeć i szykować w głowie słowa, którymi mógłby odbić od siebie konieczność udzielania odpowiedzi.
Tylko czy naprawdę wciąż chciał robić uniki?
- Wiesz, że chujowy ze mnie pomocnik. - Odpowiedział na jej sygnalizację, że faktycznie tej pomocy potrzebuje. Chociaż te słowa brzmiały jak odmowa, odmową nie były i mówiło o tym jego spojrzenie. Było intensywne. Dawno tak na nią nie patrzył. Jakby była czymś cennym, a nie tylko mieszańcem, jak to ją kiedyś nazwał. Suką, śmieciem, kurwą. Miał wiele określeń dla Diny Harlow. Nigdy jednak nie nazwałby jej przyjaciółką. To nie był ten rodzaj relacji. I chociaż w pewnym stopniu jej ufał, to w innych sprawach kompletnie nie mógłby tego zrobić, a przynajmniej na pewno nie teraz. Jednak to nie był koniec. Rozchylił wargi, aby mówić dalej.
- Ja… - zaczął, ale widać było, że ciężko jest mu znaleźć słowa. Uciekł od niej spojrzeniem, szukając odpowiedzi gdzieś w okolicy jej szyi. Przesunął po niej palcem. Wciąż pamiętał jak zaciskał na niej całą dłoń. - Tobie zależy, a ja mam tutaj coś dziwnego. Co dusi mnie, gdy długo nie spędzam z tobą czasu. - Miał świadomość jak bardzo kulawe jest to wyznanie, a jednak otworzył się na nią najbardziej szczerze jak tylko potrafił. Mówiąc, musnął drugą ręką okolice swojej klatki piersiowej. Nakreślając serce, jednoznacznie wskazywał co miał na myśli. Jednocześnie coś w jego twarzy się zmieniło. Przygryzł nerwowo wargę, jedynie na moment, ale w połączeniu z nieco niepewnym tonem głosu (!) wyraźnie można było odczytać, że jest to dla niego ogromny wysiłek, tak uchylić jej rąbka prawdziwego siebie. A kiedy to analizował, zdawał sobie sprawę, że to wcale nie jest coś duszącego, a coś o wiele większego, czego nie umiałby nazwać słowami. Nie teraz. Wciąż jeszcze nie rozumiał tego wystarczająco dobrze.
- Może to gnębiwtrysk? - Zapytał poważnie, chociaż ewidentnie potrzebował rozładować nagłą, ciężką atmosferę, która go przytłaczała. Przy okazji pochylił się, mając nadzieję że jednocześnie pociągnie go wtedy za włosy i natarczywie wpił usta w jej wargi. Nie po to by przerwać rozmowę. To była czysta, biochemiczna potrzeba, jakiej nie potrafił w sobie stłamsić - przykryć te przykre emocje czymś, co chyba jako jedyne pojmował w stu procentach. Cofnął się o kilka centymetrów, zanim mogłaby uznać to za ucieczkę od tematu.

______________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Dina Harlow

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 164
C. szczególne : brak
Galeony : 534
Dodatkowo : Pół wila
  Liczba postów : 571
https://www.czarodzieje.org/t17491-claudine-harlow#491028
https://www.czarodzieje.org/t17496-dina-harlow#491254
https://www.czarodzieje.org/t17497-pumpkin#491256
https://www.czarodzieje.org/t17493-dina-harlow#491062
Dom na skraju lasu - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Dom na skraju lasu - Page 2 Empty


PisanieTemat: Re: Dom na skraju lasu   Dom na skraju lasu - Page 2 EmptyPon Sty 27 2020, 20:34

Wpatrywała się w niego z pełną uwagą, nie było już sensu przybierać póz i masek, kokietować zaczepnością bądź odpychać chłodem wyniosłości. Choć nie po raz pierwszy siedziała przed nim naga, to pierwszy raz była prawdziwie obnażona, po prostu taka, bez wysublimowanych gestów, wypracowanych min i wiecznie parującej maszyny w głowie obracającej analitycznie każdą sytuację w taki sposób, by nie okazać się w tym układzie ofiarą. Poniekąd, choć sama by się do tego nie przyznała, czuła się gotowa na swoją ofiarność - wiedziała, że dużo dłużej nie dadzą rady, że ona nie da rady tak balansować na krawędzi ciągłej niepewności. Pewne decyzje zostały podjęte w tej tu łazience, nie wiązało ich jednak żadne formalne czy nieformalne zobowiązanie. Choć najwyraźniej oboje odczuwali co najmniej dyskomfort fizyczny będąc od siebie z daleka, żadne z nich nie dążyło nachalnie do przebywania w swoim towarzystwie dystansując się w tym samym lęku, za swoimi barykadami, płotkami, wąwozami i fosami pełnymi krokodyli.
Patrzyła z jakim trudem składał słowa i nie było w niej ani grama zdziwienia, znała go przecież, choćby się oboje tego wypierali. Nawet jeśli w innych sferach życia bez trudu uzewnętrzniał swoje emocje i jasno wyrażał opinie, nawet w tych najgorętszych i najintymniejszych to jednak rozmawianie o uczuciach było stanowczo ponad jego możliwości. Ponad jej możliwości. Mogli jedynie nieudolnie próbować.
Kiedy dotknął dłonią swojego torsu podniosła drugą rękę i ujęła jego palce. Pewnych rzeczy nie trzeba było artykułować, na przykład takich o jakich mówiło jej spojrzenie.
Przyjęła jego pocałunek łapczywie jak spragniony wody, jakby to była pieczęć pod tymi wiecznie niewypowiedzianymi wyznaniami, zaciskając palce na jego ciemnych włosach przesunęła się tak, by usiąść okrakiem na jego wąskich biodrach. Potrzebowała czuć drżenie jego ciała, to, którego cień zdawało się jej wychwyciła chwilę temu. Chciała fizycznie zmierzyć rosnącą temperaturę, którą zdradzał żywszy kolor pojawiający się na jego twarzy. Językiem badając zachłannie wnętrze jego ust próbowała znaleźć smak tych słów, którym nie dał nigdy wybrzmieć, jakby wierzyła naiwnie, że one przecież się tam czają.
- To na pewno gnębiwtrysk... - szepnęła jedynie gdy się od siebie oderwali na moment. Cień uśmiechu zatańczył na jej ustach, zbyt krótko jednak trwała ta przerwa by móc się go dopatrzeć. Ciągnąc go za włosy w bok ucałowała kącik jego ust, krawędź nieprzyzwoicie symetrycznej żuchwy i przygryzła płatek jego ucha. Druga dłoń niecierpliwie podążyła w dół po tym zwartym, smukłym torsie by przesunąć palcami po jego kroku w poszukiwaniu potwierdzenia jego zainteresowania. Nie byłoby większego faux pas niż proponować mu gorące igraszki w momencie, w którym absolutnie nie miałby do tego nastroju.
Sam ją tego nauczył, a ona jak posłuszna, mała ladacznica przyjęła tę lekcje z pokorą - najtrudniejsze emocje przykryć emocjami silniejszymi, nigdy niegasnącym ogniem pragnienia i czystej, fizycznej przyjemności będącej lekarstwem na wszystko. Powolnymi pocałunkami podążyła wzdłuż bladej szyi zostawiając rubinową malinkę po drodze. Jego skóra smakowała zimnem i daleką nutą płynu pod prysznic, który brał przecież nie tak dawno temu, a który zaraz miał być mglistym wspomnieniem czystości naprzeciw nieprzyzwoitym scenom mającym wydarzyć się w tej łazience.
Wsunęła zimne dłonie pod linię jego piżamowych spodni odsuwając się i klękając z głową błądzącą coraz niżej. Zatrzymała się jednak nieco poniżej jego pępka i spojrzała na niego z dołu zębami drażniąc lekko tę wrażliwą skórę na podbrzuszu.
Na co czekała? Na zaproszenie? Na pozwolenie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Cassius Swansea

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 185cm
C. szczególne : niewielkie blizny łobuza weterana, dość często mam ślady farby na dłoniach
Galeony : 1812
  Liczba postów : 754
https://www.czarodzieje.org/t16705-cassius-swansea
https://www.czarodzieje.org/t16707-cham-prostak-i-idiota
https://www.czarodzieje.org/t16709-hyperion
https://www.czarodzieje.org/t16706-cassius-swansea
Dom na skraju lasu - Page 2 QzgSDG8




Moderator




Dom na skraju lasu - Page 2 Empty


PisanieTemat: Re: Dom na skraju lasu   Dom na skraju lasu - Page 2 EmptyPon Sty 27 2020, 23:37


______________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Dina Harlow

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 164
C. szczególne : brak
Galeony : 534
Dodatkowo : Pół wila
  Liczba postów : 571
https://www.czarodzieje.org/t17491-claudine-harlow#491028
https://www.czarodzieje.org/t17496-dina-harlow#491254
https://www.czarodzieje.org/t17497-pumpkin#491256
https://www.czarodzieje.org/t17493-dina-harlow#491062
Dom na skraju lasu - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Dom na skraju lasu - Page 2 Empty


PisanieTemat: Re: Dom na skraju lasu   Dom na skraju lasu - Page 2 EmptyPią Sty 31 2020, 17:29

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Cassius Swansea

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 185cm
C. szczególne : niewielkie blizny łobuza weterana, dość często mam ślady farby na dłoniach
Galeony : 1812
  Liczba postów : 754
https://www.czarodzieje.org/t16705-cassius-swansea
https://www.czarodzieje.org/t16707-cham-prostak-i-idiota
https://www.czarodzieje.org/t16709-hyperion
https://www.czarodzieje.org/t16706-cassius-swansea
Dom na skraju lasu - Page 2 QzgSDG8




Moderator




Dom na skraju lasu - Page 2 Empty


PisanieTemat: Re: Dom na skraju lasu   Dom na skraju lasu - Page 2 EmptyPią Lut 07 2020, 20:51



______________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Dina Harlow

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 164
C. szczególne : brak
Galeony : 534
Dodatkowo : Pół wila
  Liczba postów : 571
https://www.czarodzieje.org/t17491-claudine-harlow#491028
https://www.czarodzieje.org/t17496-dina-harlow#491254
https://www.czarodzieje.org/t17497-pumpkin#491256
https://www.czarodzieje.org/t17493-dina-harlow#491062
Dom na skraju lasu - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Dom na skraju lasu - Page 2 Empty


PisanieTemat: Re: Dom na skraju lasu   Dom na skraju lasu - Page 2 EmptyPią Lut 07 2020, 21:12

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Cassius Swansea

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 185cm
C. szczególne : niewielkie blizny łobuza weterana, dość często mam ślady farby na dłoniach
Galeony : 1812
  Liczba postów : 754
https://www.czarodzieje.org/t16705-cassius-swansea
https://www.czarodzieje.org/t16707-cham-prostak-i-idiota
https://www.czarodzieje.org/t16709-hyperion
https://www.czarodzieje.org/t16706-cassius-swansea
Dom na skraju lasu - Page 2 QzgSDG8




Moderator




Dom na skraju lasu - Page 2 Empty


PisanieTemat: Re: Dom na skraju lasu   Dom na skraju lasu - Page 2 EmptySob Lut 08 2020, 18:35


- Chcesz się wykąpać? - Zapytał jej ucho, jakby była to informacja przeznaczona wyłącznie dla niej i musiała zostać ukryta przed wścibstwem czterech ścian łazienki. To pytanie nie oznaczało jednak wyłącznie samodzielnej kąpieli. Zdradzały to jego oczy, lśniące w mdłym świetle jak dwa szafiry, które spojrzały na nią wyzywająco tuż po tym jak odsunął się na kilka centymetrów, aby zbadać jej reakcję. Czułym ruchem odgarnął jej sklejone od potu włosy za ucho.

______________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Dina Harlow

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 164
C. szczególne : brak
Galeony : 534
Dodatkowo : Pół wila
  Liczba postów : 571
https://www.czarodzieje.org/t17491-claudine-harlow#491028
https://www.czarodzieje.org/t17496-dina-harlow#491254
https://www.czarodzieje.org/t17497-pumpkin#491256
https://www.czarodzieje.org/t17493-dina-harlow#491062
Dom na skraju lasu - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Dom na skraju lasu - Page 2 Empty


PisanieTemat: Re: Dom na skraju lasu   Dom na skraju lasu - Page 2 EmptySob Lut 08 2020, 19:03


W odpowiedzi na jego pytanie pokiwała jedynie twierdząco głową, choć tkwiła w bezruchu, bezwładnie w jego ramionach jeszcze przez kilka długich i leniwych chwil pozwalając sobie napawać się satysfakcją i przyjemnością tego łazienkowego ekscesu.
Podniósłszy się z ziemi odkręciła kurki w wannie i wysypała do niej zawartość jednego ze stojących na drewnianej szafce słoików. Mieszanka dziwnych ziół, soli i aromatów, która w Aptece Pod Tymiankiem sprzedawana była jako remedium na stres i bezsenność. Nigdy jej nie pomogła, ale kto wie, może dlatego, że brakowało w tym wszystkim głównego składnika. Tego, który dziś dostarczył się jej sam, bosy i pół nagi, wprost na wycieraczkę.
Chwilę krzątała się przy szafce by wyjąć z niej puchate, miękkie ręczniki, jeden z niewielu elementów życia codziennego, który można było zastać w tym pustym domu i rzuciwszy je na krzesło zwaliła z niego stos starych gazet.
- Cassius. - powiedziała wchodząc do wanny jedną nogą i zatrzymując się nagle w pół kroku z wzrokiem wpatrzonym w jego twarz. Wciąż mogła dostrzec powoli blednące na jego policzkach rumieńce podniecenia. Milczała stanowczo zbyt długo, by w końcu potrząsnąć głową odganiając od siebie tę absurdalną myśl i wejść do przyjemnie gorącej wody pachnącej lawendą, bławatkiem i czymś czego jeszcze nie umiała nazwać, a co wprawiało najmniejsze nerwy jej ciała w mrowienie. Podkuliła nogi podsuwając się do krawędzi wanny by zrobić mu trochę miejsca i objąwszy kolana ramionami spojrzała na niego wyczekująco.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Cassius Swansea

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 185cm
C. szczególne : niewielkie blizny łobuza weterana, dość często mam ślady farby na dłoniach
Galeony : 1812
  Liczba postów : 754
https://www.czarodzieje.org/t16705-cassius-swansea
https://www.czarodzieje.org/t16707-cham-prostak-i-idiota
https://www.czarodzieje.org/t16709-hyperion
https://www.czarodzieje.org/t16706-cassius-swansea
Dom na skraju lasu - Page 2 QzgSDG8




Moderator




Dom na skraju lasu - Page 2 Empty


PisanieTemat: Re: Dom na skraju lasu   Dom na skraju lasu - Page 2 EmptyNie Lut 09 2020, 12:36

Dziwnie było słuchać jak szepcze jego imię. To było zupełnie tak, jakby przynależało do niej, nie do niego. Układało się w jej ustach idealnie. Tak miękko i przyjemnie, jak jedna z piosenek, jakie śpiewała mu mama w dzieciństwie. Był najstarszym synem, ukochanym przez nią. Skojarzenie ze sposobem, w jaki wysławiała się Dina wydało mu się wtedy jednocześnie właściwe jak i kompletnie niepoprawne. Czymże była ta relacja, jeżeli nie pasmem samolubnego sprawiania sobie przykrości, a następnie godzenia się w ten zezwierzęcony, cholernie przyjemny sposób? Dlaczego więc nieomal drżał, gdy to robiła? Gdy wzywała go po imieniu jak jakiegoś boga, do którego się modliła? Dziwnie było to zauważać, jeszcze trudniej zanalizować, więc kiedy wstał z chłodnych kafelków w łazience, starał się nie tyle wyrzucić to z myśli co zepchnąć na półeczkę z napisem „do przemyślenia na później”. U Cassiusa „później” zwykle rzadko istniało, ale jednak zdarzały się wyjątki od tej reguły. Dlatego kiedy ona krzątała się przygotowując tę kąpiel, on samolubnie zajął się doprowadzaniem się do porządku. Zsunął z bioder na wpół i tak już zdjęte spodnie od pidżamy, odsłaniając przed nią kolejne fragmenty swojego ciała, które i tak już tak dobrze znała. Jednocześnie przeczesał palcami ciemne włosy, które z taką zawziętością mu tarmosiła. Gniazdko, które uwiło mu się na głowie przypominało ogromny bałagan, ale to właśnie z chaosem najbardziej było mu do twarzy. Przyjrzał się jak zrzuca gazety, uśmiechając się półgębkiem, a potem także i jej samej zanurzającej się w powoli tworzącej się pianie. Zmrużył lekko te ślepia, pociągając nosem, gdy poczuł coś znajomego.
- Paczula? - Spytał, unosząc brew jakoś tak prześmiewczo i w istocie, bardzo rozbawiły go te relaksujące mieszanki, które miała w domu. - Czyżby życie cię stresowało? - Spytał uszczypliwie, celując tą aluzją wprost we własną osobę. Niemniej, na słowach się nie skończyło, bo kompletnie nie musiała go zachęcać do tego, aby poszedł w jej ślady. Stanąwszy u brzegów wanny, wślizgnął się do niej pewnie, jakby był u siebie, ale nie wybrał przeciwnej krawędzi, niż ona. Wpełzł wprost za jej plecy, przeganiając ją na chwilę na sam środek wanny, aby zaraz ułożyć kolana po obu jej bokach i przyciągnąć jej postać do swojej klatki piersiowej. Nie zważał na to, że pewien element męskiej anatomii w tej pozycji za kilka minut najpewniej miał przeszkodzić im we wspólnym relaksie. Bez chwili namysłu sięgnął po jakiś żel do ciała stojący na brzegu wanny i wycisnął sobie odrobinę na dłoń. Rozprowadził go na jej ramionach niezwykle starannie tylko po to, aby później móc poświęcić równowartość tej uwagi jej klatce piersiowej i… przytulić jej plecy do swojej własnej. Pocałował też czubek jej głowy, ciesząc się tą chwilą spokoju, jaka przecież nie przytrafiała mu się często.

______________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Dina Harlow

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 164
C. szczególne : brak
Galeony : 534
Dodatkowo : Pół wila
  Liczba postów : 571
https://www.czarodzieje.org/t17491-claudine-harlow#491028
https://www.czarodzieje.org/t17496-dina-harlow#491254
https://www.czarodzieje.org/t17497-pumpkin#491256
https://www.czarodzieje.org/t17493-dina-harlow#491062
Dom na skraju lasu - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Dom na skraju lasu - Page 2 Empty


PisanieTemat: Re: Dom na skraju lasu   Dom na skraju lasu - Page 2 EmptyNie Lut 09 2020, 14:15

Uśmiechnęła się półgębkiem na tę jego uszczypliwość i chyba pierwszy raz w życiu nie czuła natychmiastowej potrzeby odwarknąć jakość, odgryźć się i przewrócić oczami. Wzruszyła jedynie ramionami, rzucając mu zalotne spojrzenie spod jasnych firanek rzęs.
- To mój facet mnie stresuje. - westchnęła nieco teatralnie i mrugnęła do niego żartobliwie. Daleko było tym słowom do jakiejś rzeczywistej pretensji.
Przesunąć ją wcale nie było trudno, w wodzie zdawała się ważyć jeszcze mniej niż w rzeczywistości, a i ostatnimi czasy jakby stała się nawet węższa i mniejsza niż normalnie. Zgarnęła z karku włosy kiedy poczuła zapach płynu do kąpieli i dała się zarówno namydlić jak i objąć, opierając o jego tors.
Ta chwila spokoju była bezcenna, była niezwykła, była czymś na co oboje nieświadomie czekali od stanowczo zbyt dawna. Bez podprogowej pretensji, ukłucia żalu z żadnej strony, bez zmuszania się do czegokolwiek, uroków, hipnoz, bez zbyt wielu słów, bez zbyt długiego milczenia. Wszystko wydawało się być bardzo dobre i dokładnie na swoim miejscu. Zanurzyła ramiona w wodzie i przesunęła dłońmi po jego umięśnionych, wspaniałych udach sportowca raz po raz zadziwiając się, jak doskonałe ciało skrywał pod swoimi ciemnymi ubraniami. Zazdrośnie objęła jego kolana mrużąc oczy na samą myśl, że ktoś inny to ciało, te uda, ktokolwiek inny miałby gładzić. Wyciągnęła stopy ponad pianę, prostując nogi i piętą nieudolnie zakręcając kurek, coby się woda nie przelała za bardzo, już i tak rachunek będzie bajoński, po czym oparła nogi o przeciwległą krawędź wanny a głowę znów umościła pod jego brodą zamykając na chwilę oczy.
I nic, tylko cisza, żadnego drażniącego szumu w uszach, jęczących zimnem ścian domu, żadnych strachów ani szelestów pod łóżkiem, chrapliwie wyjących wspomnień na krawędzi świadomości. Święty, nie święty spokój.
- Mogłabym do tego przywyknąć. - sparafrazowała swoje własne słowa sprzed kilkunastu? Kilkudziesięciu minut? Godzin? Dni? I uśmiechnęła się lekko. W potylicy słyszała powolny i miarowy rytm jego serca, ciche strzelanie baniek piany, hipnotycznie powolne ruchy jego dłoni. I ile tak leżeli, kolejną małą wieczność, wyrwaną bezlitośnie codzienności, nie oglądając się wcale na to co czekało już u progu jutra, jakie zobowiązania, jakie taktyki przetrwania. Nie myślała o niczym konkretnym, poza tym, że ma go blisko i było to tak przedziwne uczucie, tak kuriozalne doświadczenie, że aż otworzyła oczy szeroko i zadarła głowę patrząc na niego z dołu.
- Cassius. - podjęła ponowną próbę rozpoczęcia tematu. Choć w jej głosie czaiła się dziwna powaga, jej oczy wydawały się co najmniej przestraszone. Szukała w jego twarzy absolutnie odruchowo jakichkolwiek oznak otwartości, przyzwolenia, miękkości którą widziała w jego oczach chwilę temu kiedy dochodzili w swoich ramionach. Bała się mówić, kiedy chował się z powrotem za tę fasadę niewzruszonego chłodu, nie o tym, nie w takim momencie.
A jednak podjęła rękawicę, w momencie w którym spojrzał na nią uśmiechnęła się niepewnie, a niepewność nie pojawiła się na jej twarzy chyba nigdy od kiedy się znali.
- Może... może chciałbyś... hm. - zmarszczyła lekko brwi wiercąc się lekko i ujawniając tym samym dyskomfort związany z tym uczuciem- Chciałbyś spróbować? - brawo Dina, pytanie padło, ale o co Ci chodzi?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Cassius Swansea

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 185cm
C. szczególne : niewielkie blizny łobuza weterana, dość często mam ślady farby na dłoniach
Galeony : 1812
  Liczba postów : 754
https://www.czarodzieje.org/t16705-cassius-swansea
https://www.czarodzieje.org/t16707-cham-prostak-i-idiota
https://www.czarodzieje.org/t16709-hyperion
https://www.czarodzieje.org/t16706-cassius-swansea
Dom na skraju lasu - Page 2 QzgSDG8




Moderator




Dom na skraju lasu - Page 2 Empty


PisanieTemat: Re: Dom na skraju lasu   Dom na skraju lasu - Page 2 EmptyNie Lut 09 2020, 14:35

Mój facet. Jak dziwnie było słyszeć z jej ust takie słowa w określeniu do jego samego. Cassius Swansea nie nadawał się na jakiegokolwiek faceta. Nawet przelotna znajomość z nim bywała nie tyle groźna, co nieco nieprzewidywalna w skutkach. Przez moment nawet zastanowił się czy aby na pewno myśli teraz o nim. Czy może ma jakiegoś innego faceta, który winien byłby tego dinowego stresu? Wtedy zdenerwowałby się i podjął jakieś działania. Żaden dupek nie miał prawa wkurwiać mu Harlow. Chyba, że mowa była o nim samym. On zdawał się mieć do tego dożywotnie przyzwolenie, z jakiego skwapliwie korzystał. Ich wspólne życie było kolejką górską, która nigdy nie zatrzymywała się na żadnej stacji. Mknęła po górach i dolinach, czasem nawet wypadając z toru, ale zawsze wracała na swoje miejsce i tylko oni siedzieli w tym wagoniku pełnym emocji, tocząc ze sobą bój, który nigdy nie miał się zakończyć. Nawet tak spokojne chwile jak te mogły w jednej chwili kompletnie przestać istnieć. Wystarczyło o jedno słowo za dużo, aby on się wściekł, a ona zawiodła, bądź odwrotnie. Wszak wystarczająco wiele dowodów na to dawały im wspólnie spędzone chwile, nawet te dzisiejsze, gdy lekkie nadużycie burzyło w nim krew, a ją doprowadzało do tak panicznych łez. Niemniej udawał, że nie pamięta i nie miało to miejsca. Zupełnie tak, jakby przyszedł tutaj wprost spod jej drzwi, wychędożył ją żywo, skończył w niej jak zwykle (chociaż w gruncie rzeczy był to ich „pierwszy-nie-pierwszy” raz) i teraz relaksował się swobodnie. I już samo to jego działanie było mu tak obce i niewygodne, że nie wiedział jak się w tym odnaleźć. Zwykle po zaspokojeniu seksualnej frustracji znikał z życia swojego partnera do następnego razu, kiedy znowu poczuje, że musi mieć akurat tę jedną i konkretną osobę. W swoich ramionach czy naprzeciwko sztalugi, wszystko jedno. Dzisiaj został, tulił ją w wannie, smyrał nosem po włosach. Masował jej skromny biust, jej bardzo szczupłe uda, sprężyste łydki. Robił coś dla niej, chyba po raz pierwszy odkąd się poznali i to nie po to, aby doprowadzić ją do szału, jak to potrafił zrobić przed kominkiem, gdy wiązał ją i stymulował językiem. Chciał poczuć bliskość, jaka do tej pory była dla niego zbędnym dodatkiem do relacji. To uczucie, ta potrzeba - to wszystko było mu tak obce, że kompletnie się nad tym nie zastanawiał. Działał, zgodnie ze swoją wolą, jak zwykle śmiało sięgając właśnie po to, co tylko mu w danej chwili odpowiadało. I milczał, nie reagując nawet ułamkiem wzruszenia na jej słowa. Dotykał jej bioder, pośladków, podbrzusza. Nie wymasował jej wyłącznie pleców, ale tylko dlatego, że przytulała się nimi do jego klatki piersiowej i nie chciał tracić tego kontaktu. Wsparł się bez trudu ramionami o krawędzie wanny, jednocześnie zachłannie trzymając ją przy sobie. I zamknął nawet oczy na kilka chwil, w najwyższym objawie zaufania faktycznie relaksując się przy drugiej osobie. Otulony miłym, łagodnym zapachem ziół, jej ciepłym dotykiem i objęciem gorącej wody rozluźniającej mięśnie spięte od stosunku. Uchylił jedno oko dopiero wówczas, gdy powołała się na jego imię. Spojrzał na nią pytająco, jednocześnie unosząc brew.
- Ja. - Potwierdził, że słucha, nie mogąc powstrzymać się od zawadiackiego uśmiechu człowieka, który przekonany był o doskonałości tego „żartu”. Nie rozumiał emocji, które odczytał z jej twarzy. Otworzył więc drugie oko, czując jak na twarzy zastyga mu ta wesołość, ubierając go ponownie w maskę czujności i zwątpienia czy aby na pewno powinien w tym momencie słuchać. Jednak zrobił to. Chociaż dotyk jego palców nieznacznie zelżał i przywdział znowu na twarz swoją analityczną maskę, za którą czuł się pewnie, pozwolił jej mówić. Ostatecznie, nawet nie wypuścił jej z objęć, chociaż obawiał się że powinien. Nigdy jednak nie wiedział czego może się po niej spodziewać i czy za chwilę nie wyskoczy z tej wanny tak, jakby letnia woda w istocie zaczęła go parzyć.
- Chciałbym co? - Zapytał bezlitośnie, nie ułatwiając jej absolutnie niczego, bo i nic też nie przychodziło mu do głowy o co mogłaby go zapytać, a czego do tej pory jej nie dał. Jego potrzeby były zaskakująco proste i z jakiegoś powodu dochodził do wniosku, że i jej są podobne. Za moment najpewniej miał dostać rzeczywistością prosto w ryło, ale w tym momencie jedynie patrzył na nią wyczekująco. Skoro już zaczęła, niechże dokończy. Nachylił się nad nią, w specyficzny sposób zaglądając jej w oczy, gdy znaleźli się w stosunku do siebie do góry nogami. Była tak blisko, że niemalże zakręciło mu się w głowie od jej zapachu. Czy kiedykolwiek się na to uodporni?

______________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Dina Harlow

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 164
C. szczególne : brak
Galeony : 534
Dodatkowo : Pół wila
  Liczba postów : 571
https://www.czarodzieje.org/t17491-claudine-harlow#491028
https://www.czarodzieje.org/t17496-dina-harlow#491254
https://www.czarodzieje.org/t17497-pumpkin#491256
https://www.czarodzieje.org/t17493-dina-harlow#491062
Dom na skraju lasu - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Dom na skraju lasu - Page 2 Empty


PisanieTemat: Re: Dom na skraju lasu   Dom na skraju lasu - Page 2 EmptyNie Lut 09 2020, 14:51

Choćby się zapierał i wypierał, piętno, znamię które wypaliła mu pierwszym swoim pocałunkiem powoli zabliźniało się stanowiąc permanentną pieczęć swojej do niego przynależności. Jej facet. Mężczyzna. Opiekun, pan i władca, jej ofiara, jej posiłek, jej przyjemność, skaza, jej facet. Nie myślała wiele wymawiając te słowa, bo i niewiele niosły one za sobą pomyślunku. Uznała go, po tych wszystkich perypetiach za po prostu swojego i z tą własnością obchodziła się jak z czymś codziennym, naturalnym jak posiadanie dwóch dłoni i dwóch stóp. Biedny Casio, już przepadł.
Gdyby zdawała sobie sprawę z tego jak mu niewygodnie w tym relaksie, w tej przyjemności, gotowa byłaby pewnie zrezygnować zupełnie z kąpieli - sam jednak wyszedł z propozycją, a ona, mala kurka, spragniona fizycznego kontaktu i akceptacji z tylko jego strony lgnęła jak ćma do światła ku każdej sposobności bycia w pobliżu jego dłoni. Bo żadne ręce nigdy wcześniej nie gładziły jej tak jak te jego, żadne oczy nie spoglądały na nią tak żywo, żadne usta nie wymawiały słów tak silnie przesyconych emocją - choć z początku parszywie przeklętą nienawiścią tak teraz zupełnie inna melodia grała jej w uszach na dźwięk jego oddechu, rytmu serca, westchnień, jęków rozkoszy.
Była cała jego, dziś ponad wszystko, rozbita na atomy pierwsze, najmniejsze cząsteczki przylegające ciasno do jego ciała na każdej płaszczyźnie, którymi się stykali. Czuła ciepło rozlewające się leniwie po jej plecach tam gdzie stykała się z jego szerokim torsem, a jej skóra pod wpływem dotyku jego dłoni niemalże falowała przyjemnością. Rzadko kiedy zdarzało się jej czuć tak bardzo na odpowiednim miejscu, w odpowiednim czasie i konfiguracji jak tu i teraz. Chciała jego zachłanności, poczucia, że jej potrzebował, pragnął i przywłaszczał. Obróciła się lekko, by bokiem przylgnąć do jego piersi ze swoim pytaniem wiszącym niewymownie w przestrzeni, palcami niepewnie kreśląc niejasne wzorki i esy floresy na jego wilgotnej skórze.
Ja.
On. On i wszystko jego, oczy jego, oddech jego, ciemne włosy jego, tembr głosu, który doprowadzał ją do białej gorączki. Cwany uśmiech, którzy chciała mu zedrzeć z ust, dotyk, na który nie chciała mu pozwolić a którego pragnęła bardziej niż czegokolwiek dotąd. On. On i wszystko jego, myśli, uczucia zagrzebane głęboko, mimika oszczędna i wyznania, które choć nigdy nie sięgały strun głosowych zawsze znajdowały ujście w jego oczach.
On.
- Ty. - potwierdziła z prostotą, wyczuwając dziwną zachowawczość, która wkradła się w jego ruchy. Bezmyślnie ujęła jego dłonie, jedną z nich unosząc do swojej twarzy i nie bacząc na pianę przykładając do swojego policzka. Wtuliła się w jego silne palce, te same, które nie tak dawno jeszcze groziły jej krzywdą. Wtuliła się mrużąc oczy i wzdychając drżąco, tak bardzo chciała pozostać w jego dłoniach jeszcze chwilę, dzień, tydzień, miesiąc, jeden oddech, całą wieczność.
Stanęła naprzeciw nieskończonej wielobarwności jego stalowego spojrzenia, mięknąc pod nim niczym gorące żelazo pod młotem wprawnego kowala. Dobrze, że leżeli w wodzie bo czuła jak miękną jej mięśnie ud, łydek, jak puszczają jej kolana. Wpatrywała się w ten bezkres szukając jego uczuć, których na próżno było wypatrywać w kropkach jego źrenic. W ruchach bardziej, stężeniu mięśni, spłyconym oddechu.
- No wiesz... - bąknęła i przysiąc by mógł, że na jej blade policzki wpełzł najprawdziwszy rumieniec wstydu, jakby teraz, zupełnie naga przed nim, zgubiła gdzieś swoją arogancję i była po prostu młodą dziewczyną wyznającą coś szczerze swojemu ukochanemu- Czy byś chciał spróbować tego. Nas. Mnie i Ciebie... - spuściła wzrok podążając nim gdzieś bezcelowo po granicy jaką jego barki wykreślały w zetknięciu z pożółkłą od słońca emalią pokrywającą wannę- Czy chciałbyś tak. Tak jak teraz. Spróbować. - plątała się kompletnie nie wiedząc jak mówić o tym, co się kryło w środku w jej duszy, co drapało tę stalową klatkę już od wielu lat próbując wydrapać dziurkę od środka, a kiedy drzwiczki zostały otwarte patrzyło jedynie wielkimi oczami absolutnie niepewne przyszłości- Na chwilę chociaż. Na dzień. Na... na tydzień może. Nie wiem.... - straciła rezon nie czując otwartości z jego strony i uniosłą barki chowając w nich głowę i zaciskając oczy jakby obawiała się jakiegoś ciosu. Wtuliła twarz jego pierś, swoje blade rzęsy i rude od wstydu policzki, objęła go ciasno i starała się znów usłyszeć bicie serca w jego piersi. Głupio, że to powiedziała, to takie nieważne, takie zachłanne. Nie wolno jej przecież niczego chcieć, była absolutnie samowystarczalna od tak wielu lat, po co więc na tę scenę zapraszać kogoś jeszcze? Byli doskonałymi, niezależnymi artystami, czy byliby w stanie na tych deskach zaistnieć jako rzeczywisty duet? Czy takie chwile jak ta wystarczyłyby mu jako zapłata, czy stać ją było, by kupić sobie te kilka chwil jego niepodzielnej uwagi, czułości, troski, czy miał to w sobie by jej dać? Bo chciała więcej, zachłannie wpijając palce w jego skórę, więcej i więcej, tylko dla niej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Cassius Swansea

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 185cm
C. szczególne : niewielkie blizny łobuza weterana, dość często mam ślady farby na dłoniach
Galeony : 1812
  Liczba postów : 754
https://www.czarodzieje.org/t16705-cassius-swansea
https://www.czarodzieje.org/t16707-cham-prostak-i-idiota
https://www.czarodzieje.org/t16709-hyperion
https://www.czarodzieje.org/t16706-cassius-swansea
Dom na skraju lasu - Page 2 QzgSDG8




Moderator




Dom na skraju lasu - Page 2 Empty


PisanieTemat: Re: Dom na skraju lasu   Dom na skraju lasu - Page 2 EmptyNie Lut 09 2020, 14:53

Nie znał jeszcze takich sytuacji. Czuł jak lód, po którym stąpa nieznacznie trzeszczy, tym jękiem oznajmiając mu swoją niestabilną kruchość. Nie potrzebował przypomnienia, wszak brał ją za pewnik. Jednocześnie piekielnie wyraźnie świadom tego jak bardzo NIE pragnął takich konfrontacji i pchając nos pomiędzy drzwi, a framugę, chcąc ciekawsko zajrzeć do wewnątrz. Im chętniej zaglądał, tym szpara wydawała mu się bardziej wąska, a szum płynący zza szklanki niewyraźnej mowy mniej zrozumiały. Nie pojmował czym się stresowała. Dlaczego tak płocho obróciła się bokiem, co natychmiast skojarzyło mu się z postawą bezpośrednio unikającą? Czy poprawnie? Z początku tego nie odczytał. Marszczył brwi, ponieważ się zmartwił. Nie tyle tym, że chciała z nim porozmawiać, a raczej tym, iż faktycznie się na to zdobyła. Nie miał zielonego pojęcia jaki temat wpędzał ją w taką wstydliwość, czerwieniejąc jej policzki jak dwa kwiaty róży, ale miał dziwne przeczucie, że nie pragnie się tego dowiedzieć. Nie trawił emocji i powagi tak dobrze jak inni i tym razem nie obawiał się tego, czego może się dowiedzieć, a tego, co może sam powiedzieć. Jak zareagować. Czy w ogóle powinien? Czy potrafił? Nie ułatwiał jej niczego. Jej wstęp automatycznie go spiął. W ramionach pojawiła się mroźna, kamienna sztywność, a zęby odruchowo zacisnął na dolnej szczęce, tworząc z niej jeden z wielu odgradzających ich od siebie murów. Nie przerwał jednak kontaktu wzrokowego. Patrzył na nią pytająco, chociaż pewnie nieco zbyt ostro i onieśmielająco. Nie zdawał sobie z tego sprawy. Nikt nigdy nie nauczył go zachowania w towarzystwie i ukrywania własnych przemyśleń na dany temat, a prawda była taka, że to drobne warzywo strączkowe po prostu go przestraszyło. Zląkł się jej słów nim tak naprawdę zostały one wypowiedziane i wypuścił powietrze dopiero wówczas, gdy wydusiła z siebie pierwsze niepewne słowa. Jego ręka u jej policzka zmiękła. Nie była już kamiennym filarem, o jaki jedynie się wspierała, podobnie jak pierś, w której serce uderzyło o jeden raz za dużo, gubiąc równy rytm i przyspieszając na moment. Jego ciało nie potrafiło kłamać tak dobrze jak sama twarz. Rozluźnił się, chociaż psychicznie odczuł to pytanie jako trudne. Nie tylko z uwagi na nieporządną formę, w której zostało zadane. Paradoksem było jednak to, że nie słyszał go po raz pierwszy. Tylko, że tym razem naprawdę nie miał na nie przygotowanej odpowiedzi. Nawet taki buc jak on podobał się naiwnym dziewczynom. Znały go wyłącznie od tej uroczej strony, kiedy to potrafił zachowywać się dokładnie tak jak kilka chwil temu. Uwodzić ładną twarzą, obietnicami szeptanymi wprost na uszko, jakie w codziennym życiu często nie miały pokrycia. Dlatego znał te słowa „spróbować, tak jak teraz - nas, mnie i ciebie”, pamiętał odpowiedzi. Wystarczyło powtórzyć stare i sprawdzone argumenty. Ugodzić ją odrzuceniem prosto w serce, aby przestała się łudzić, że on Cassius, jest w stanie ustabilizować się w życiu chociaż na dzień, na tydzień, na jedno czy dwa „nie wiem”. Uchylił usta, ale odpowiedź nie padła. Nie od razu. Zamknął je, przygryzł wargę. Spojrzał jej w oczy, chociaż chcąc uciec od jego spojrzenia, zamknęła je. Jeszcze silniej zmarszczył brwi i mogła wyczuć, że trochę gwałtowniej sięgnął po kolejny oddech. Zdenerwował się nagle, że zachowywała się jak niewinny podlotek. To nie była Dina, którą znał i ta myśl wpędziła go w takie przerażenie, że nieomal rozedrgały mu się kolana. Zacisnął mocniej palce na jej bladym ciele, gdy nachylał się do jej twarzy. Nie patrzyła, ale nie musiała. Naparł na jej usta powoli, najpierw po prostu trąc wargami o wargi. Pocałował, ledwie cmoknąwszy i nawet jeśli wciąż nie uchyliła powiek, on patrzył na nią. Robił nawet dla niej zeza, patrząc z takiego bliska.
- Wiesz, że to może być trudniejsze, niż… niż to wszystko co było do tej pory? - Zapytał szepcząc mrukliwie, jakby myślał, że jeśli powie to cicho to tak jakby nie powiedział wcale. Nie była to żadna wymówka. Jego spojrzenie nie nosiło już śladów irytacji, a autentycznego lęku. Nie był to częsty widok, ale przyjemny również nie. Im bardziej był przerażony, tym bardziej upodabniał się do małego chłopca, jaki ewidentnie nie miał pojęcia w którą stronę powinien się udać.
- I chcesz tego? Z kimś takim jak ja? - Teraz to on zamknął oczy. Nosem trącił jej policzek. Ujął jej dłoń, macając na oślep palcami. Tę dłoń, w której nie tak dawno temu złamał jej palec. Wstrzymał oddech, gdy coś ciężkiego osiadło mu w piersi. Do tej pory wypowiadał się zaskakująco sprawnie, ale nagle jakby stracił tę zdolność. Zamilkł, nieskłonny do udzielenia jej odpowiedzi bez jej ponownego przyznania się, że tak, to właśnie tego chce. Tego bólu i nieszczęścia, którego był niestrudzonym siewcą.

______________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Dina Harlow

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 164
C. szczególne : brak
Galeony : 534
Dodatkowo : Pół wila
  Liczba postów : 571
https://www.czarodzieje.org/t17491-claudine-harlow#491028
https://www.czarodzieje.org/t17496-dina-harlow#491254
https://www.czarodzieje.org/t17497-pumpkin#491256
https://www.czarodzieje.org/t17493-dina-harlow#491062
Dom na skraju lasu - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Dom na skraju lasu - Page 2 Empty


PisanieTemat: Re: Dom na skraju lasu   Dom na skraju lasu - Page 2 EmptyNie Lut 09 2020, 14:54

Oboje kroczyli po obcej ziemi, równie niepewni, pozbawieni zaufania i nieumiejętnie balansujący wraz z każdym ruchem. Zdawała sobie z tego sprawę, ale jednocześnie to właśnie to przekonywało ją w myśli, że są tacy podobni. Podobnie nieudolni, niepewni i nieświadomi jak podejmować kolejne kroki, decyzje, jak ubierać myśli w słowa, uczucia w gesty. To wszystko sprawiało, że czuła się w tej sferze życia z nim na równi, że nikt tu nie był lepszy ani gorszy, niczego nie trzeba się wstydzić ani chować, nie trzeba udawać, kłamać, można pytać i rozmawiać. Tylko, no właśnie, ani jedno ani drugie nie było najlepsze w kwestii komunikowania się, a już na pewno nie w tych tematach.
Widziała jego uroczą stronę, widziała powodzenie jakim się cieszył wśród innych uczniów i uczennic szkoły. Gardziła jego uwodzicielską stroną amanta, mrukliwymi wyznaniami prosto w uszko i pluła na te wypracowane zachowania. Wiele lat przecież nie czuła wobec niego niczego ponad głęboką dezaprobatę i niechęć, byli wrogami, drażniło ją to jak się uśmiechał, jak rzucał przeciągłe spojrzenia, jak wymi długimi palcami obejmował w pasie i jaki był przy tym wszystkim doskonale wypracowany. To przecież dopiero jego pęknięcia i skazy, jego rysy, zmarszczki na duszy i cała plejada kraterów emocjonalnych, jak wielkie gwiazdozbiory, sprawiła, że zobaczyła w nim kogoś więcej niż szkolnego lovelasa o zimnym spojrzeniu. Kogoś więcej niż irytującego palanta. Kogoś takiego, jak ona sama. Ukrywające się dzikie zwierze, w złotej klatce przyzwyczajeń i wypracowanych reakcji, odruchów.
Podjęła temat, bo wydawało się jej, że już wyczerpali swoje arsenały, że jak dwóch dzikich wojowników już pokazali sobie wzajemnie swoje palety możliwości, że zranili się już do takiego stopnia, że nie mogli bardziej, a jednocześnie wciąż szukali siebie wzajemnie, swoich spojrzeń, dotyku dłoni, ust, zapachu skóry, miękkości włosów.
Zachowywała się jak niewinny podlotek, bo tak samo jak on skrywający w sobie małego chłopca, ona pod wszystkimi ostrymi krawędziami, jadowitymi spojrzeniami i kąśliwymi słowami ukrywała małą Dynię, którą dawno temu ktoś wyśmiał o jeden raz za bardzo, Dynię, która nie wierzyła w swoją wartość, w to, że coś może jej się w życiu należeć, że nie trzeba wszystkiego wyrwać światu z gardła, małą Claudi tak przerażoną perspektywą proszenia kogoś o coś na czym jej zależy, że sama perspektywa mienia otwartych oczu wydawała się jej nie do przejścia. Zadrżała pod wpływem jego nagłego spięcia jakby spodziewała się, że zacznie się śmiać, że ją odepchnie, że wyjdzie z tej wanny i z jej życia, a jej wnętrzności implodują zamieniając ją już na zawsze w papierową księżniczkę bez uczuć. Jak zaklęciem tym pocałunkiem uchylił jej powieki i w tych jasnych tęczówkach mógł dostrzec ten sam strach, przerażający i nieznany, lęk przed rzeczywistością. Zadrżała, na dźwięk tego mrukliwego pytania docierając na skraj paniki, zaciskając palce na jego ramieniu i wciągając głośno powietrze:
- No.. no wiem, że nie jestem łatwym człowiekiem wiem to, no ale... ale ale ja, ja mogę się postarać, spróbować, to nie tak, że nie mogę, że nie chcę znaczy, ja wiem, że to będzie trudne, ale-ale... - potok słów wypadł z niej gwałtownie, kiedy zupełnie odwrotnie zrozumiała intencję jego pytania, myśląc, że wskazywał na to jak kompletnie beznadziejnym przypadkiem była, to płacząc to warcząc, gryząc i szarpiąc się, trując i słodząc bez żadnego sensu, ładu ani składu- Wiem jak było do tej pory, ja wiem jaka jestem, ja tylko tak myślałam, że być może, no nie wiem, chciałbyś spróbować, ja-ja... - wzrok jej skakał w panice po przypadkowych punktach w przestrzeni, czuła się jak królik zagoniony w kąt stodoły, zaglądający w czarne i śmiertelne otwory w lufie strzelby.
I chcesz tego? Z kimś takim jak ja?
I cisza. Serce z pewnością zatrzymało się na niepoprawnie długą chwilę. Powoli podniosła wzrok znów napotykając bezkres piękna jego oczu, a na jej twarzy malowało się już nic innego tylko kompletne zdziwienie. ...z kimś takim jak ja? Jego pytanie zawirowało jej w głowie jak liść na wietrze doprowadzając do takiej wichury, że aż się jej zakręciło w myślach, a żołądek zapadł w sobie. Wtedy zamknął oczy, schował się nieśmiało za kurtyną własnych powiek. Splotła krzywulca palca z jego palcami wciąż zbyt porażona zdziwieniem, by móc cokolwiek z siebie wydusić. Po stanowczo zbyt długiej chwili ciszy odezwała się w końcu głosem niewiele głośniejszym od westchnienia.
- Cassius. - podniosła wolną dłoń by dotknąć wierzchem kłykci jego policzka, bardzo delikatnie, ostrożnie - Nigdy nie chciałam i dalej nie chcę ...z nikim innym. - wyciągnęła szyję by go pocałować- Tylko z Tobą. - szepnęła mu w usta.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Cassius Swansea

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 185cm
C. szczególne : niewielkie blizny łobuza weterana, dość często mam ślady farby na dłoniach
Galeony : 1812
  Liczba postów : 754
https://www.czarodzieje.org/t16705-cassius-swansea
https://www.czarodzieje.org/t16707-cham-prostak-i-idiota
https://www.czarodzieje.org/t16709-hyperion
https://www.czarodzieje.org/t16706-cassius-swansea
Dom na skraju lasu - Page 2 QzgSDG8




Moderator




Dom na skraju lasu - Page 2 Empty


PisanieTemat: Re: Dom na skraju lasu   Dom na skraju lasu - Page 2 EmptyNie Lut 09 2020, 14:58

Poczuł się winny. Wystarczyły mu do tego jej proste słowa zapętlone w symfonię strachu. Słyszał w jej głosie dokładnie to samo co dostrzegał w jej oczach. Panikę, której on sam nie znał zbyt dobrze. Lubił myśleć o sobie jak o osobie nieustraszonej, zdolnej do przenoszenia gór samymi ostrymi spojrzeniami, a jednak była z niego równie twarda skała jak z niej samej. Z tej małej, szczupłej i zarazem absurdalnie pięknej blondynki, którą potrafił nienawidzić przez tak długi czas, a z jaką niespodziewanie stworzył coś tak abstrakcyjnego, że nie potrafił tego nawet ubrać w słowa. A jednak chciał robić to dalej. Czuł to w całym ciężarze odpowiedzialności, jaki niespodziewanie się w nim pojawił. W całym gorącu już nie od wody, nie od jej wibrującego podnieceniem oddechu, a tego zagmatwanego bełkotu. Pozwolił, aby wybrzmiał cały, nie przerwał jej nawet jednym wtrąceniem. Dziwnie było spoglądać wprost w swoją własną twarz. Poznawać lęki, które były także i jego własnymi. Bał się przyjęcia ich do zrozumienia chyba bardziej, niż ich samych. Chciał uciekać spojrzeniem, ale nie potrafił. Jak ten lodołamacz parł naprzód, nie powstrzymując raz wywołanej lawiny. Chociaż raz jeden zapomniał jak się niszczy i pruje rzeczywistość, a nauczył się stawiać cegły na zaprawie. Powoli, mozolnie i cholernie nierówno, ale… czy nie na tym polegało życie? Na stawianiu pierwszych kroków w tysiącach nigdy nie poznanych dziedzin? Serce zatuptało mu w piersi jak mały - wielki jeż. Zakręciwszy się w miejscu, najwidoczniej samo nie wiedziało dokąd to powinno zatuptać. Do jaskini niepewności, zgorszonej sekundą oczekiwania na jej odpowiedź czy wprost do świata złożonego z wyzwisk, seksu na zgodę i niezdarnego połączenia dusz, jakiego zaznali? Jej zdziwienie nie ułatwiało mu absolutnie niczego. Wbrew temu, co sądzili wszyscy, Cassius był jak dosłownie KAŻDY artysta. Skrywał w sobie wrażliwość. Ludzie jednak różnie ją interpretowali, a że do jego własnej należało się przebijać, a nie jedynie na nią oczekiwać to jasnym było, iż dostrzec mogli ją jedynie nieliczni. To właśnie chwila, w której przestał patrzeć była dla niego najbardziej wstydliwa i intymna. Obnażył się wreszcie z własną niedoskonałością, najwidoczniej zainspirowany jej własnymi obawami, acz pole to było dla niego zbyt niezbadane, aby mógł znieść swój własny, drżący głos.
Milcząc, rozważał tysiące scenariuszy. Jednym z nich była wyłaniająca się ze skraju świadomości, potrzeba ucieczki. Coraz wyraźniejsza i z minuty na minutę również nagląca. W ten sposób załatwiał swoje problemy, jakich nie dało się rozwiązać agresją. Więc kiedy chociaż na moment dawała mu podstawy do zwątpienia, on już pakował mentalne walizki. Nie zdążył się odsunąć chyba wyłącznie przez zrządzenie losu. Prawie zadrżał, słysząc ponownie swoje imię. Był bardzo blisko wstrząśnienia ramionami i odtrącenia jej dotyku, kiedy głos zadrżał jej w nieodpowiednim momencie. Potem zaś niespodziewanie dla siebie otworzył oczy, porażony zarówno jej wyznaniem, jej bliskością i dziwnym czymś, co sprawiło, że zrobiło mu się… ciepło. Nie znał tego uczucia, ale że nie był też człowiekiem, który wszystko analizuje na bieżąco, zignorował je, spychając w głąb siebie. Będzie miał na to czas. Tymczasem nie powiedział już absolutnie nic. Nie musiał, nie chciał. Nie mógł. Po prostu oddał jej pocałunek bardzo powoli, delikatnie, z obco smakującym namysłem. Wolną dłonią przycisnął ją mocniej do siebie, przypominając sobie, że znajdują się w wannie wyłącznie dzięki cichemu chlupotowi wody, jaki towarzyszył temu ruchowi.

| ztx2

______________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Dom na skraju lasu - Page 2 QzgSDG8








Dom na skraju lasu - Page 2 Empty


PisanieTemat: Re: Dom na skraju lasu   Dom na skraju lasu - Page 2 Empty

Powrót do góry Go down
 

Dom na skraju lasu

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Dom na skraju lasu - Page 2 JHTDsR7 :: 
Dolina Godryka
 :: 
Domy i mieszkania
-