Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyRejestracjaZaloguj

Share
 

 Elizaveta Konstantinova

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość


Elizaveta Konstantinova

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VI
Wiek : 16
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 164
C. szczególne : Albinoska -> białe włosy, brwi i rzęsy, bardzo jasna cera z różowymi akcentami
Galeony : 350
Dodatkowo : półwila
  Liczba postów : 242
https://www.czarodzieje.org/t17867-elizaveta-konstantinova
https://www.czarodzieje.org/t17898-zatanczmy#505254
https://www.czarodzieje.org/t17879-beethoven#504785
https://www.czarodzieje.org/t17866-elizaveta-konstantinova#504272
Elizaveta Konstantinova QzgSDG8




Gracz




Elizaveta Konstantinova Empty


PisanieTemat: Elizaveta Konstantinova   Elizaveta Konstantinova EmptyCzw Lis 21 2019, 15:04


Elizaveta Konstantinova

DATA URODZENIA14 grudnia 2003 r.
CZYSTOŚĆ KRWI 90%
MIEJSCE URODZENIAWielka Brytania
MIEJSCE ZAMIESZKANIAObrzeża Londynu
W HOGWARCIE JEST OD KLASYI
OBECNIE JEST NA ROKUVI
WYMARZONY DOM Jej wymarzony? Slytherin, chce spełniać oczekiwania rodziny. Ale jeżeli tiara przydziału uzna, że pasuje gdzie indziej, pójdzie gdzie indziej i i tam będzie spełniać swoje cele.
WYBRANY WIZERUNEKNastya Zhidkova

Wyglad

WZROST 164 cm

BUDOWA CIAŁA Bardzo delikatna, smukła, niczym balerina

KOLOR OCZU Jasnoniebieskie

KOLOR WŁOSÓW Białe

ZNAKI SZCZEGÓLNE Albino – niezwykle jasna skóra z różowymi prześwitami, białe rzęsy i brwi.
Bardzo długie włosy, gdy je rozpuści, sięgają jej prawie do kolan.
Półwila – przyciąga wzrok, eleganckie, piękne rysy.

PREFEROWANE UBRANIA Uwielbia wiktoriański styl, prawdopodobnie dlatego, że została wychowana w bardzo konserwatywnej rodzinie. Chodzi więc w gorsetach, spódnicach, pufiastych koszulach, kamizelkach i sukienkach dokładnie z tej epoki. Włosy najczęściej upina w wiktoriańskie fryzury, choć gdy nie ma czasu, związuje je z ubolewaniem w zwyczajnego kucyka. Wtedy widać, jak długie ma pole do popisu na najróżniejsze eleganckie aranżacje, sięgają jej prawie do kolan.




Charakter


Ona sama nie wie, czy może powiedzieć, że ma charakter. Bo co ma powiedzieć dziecko, tresowane na idealny obrazek? Na piękny diadem, który wyciągasz tylko na pokaz, by zaraz schować go, gdy ludzie zdejmą z niego wzrok? Gdyby miała spojrzeć obiektywnie, była wręcz tresowana przez swoją ciotkę, lecz nie potrafi tego przed sobą przyznać. W końcu chciała dla niej dobrze, prawda? Nie chciała, by przynosiła wstyd, więc się troszczyła, prawda?
W końcu jest niechcianą, nieplanowaną półwilą i wstydzi się tego, to coś, czego jest pewna, w końcu ciotka zawsze jej to powtarzała, że jest niegodna, że przynosi wstyd. Oh! Tak wiele razy to powtórzyła! Boi się, że ludzie się dowiedzą, nie chce, żeby o tym mówili między sobą a tym bardziej, by zadawali jej o tym pytania. Nie chce o tym myśleć, bo myśli przywodzą emocje, a ona ich kompletnie nie rozumie. Zbyt wiele poświęciła, żeby je ukrywać, żeby jakoś móc funkcjonować. Emocje budzą półwile i boi się tego panicznie.
Niesłychaną pomocą w tym jest jej wierny kompan biały kot Vivaldi. Potrafi on wyczuć, kiedy dziewczyna będzie miała atak wściekłości i informuje ją o tym, miaucząc głośno i krążąc wokół jej lewej nogi. Elizaveta wie, co to oznacza, choć nie rozumie ścisku w piersi i łez cisnących się na oczy, nie potrafi ustalić źródła tego, co dopiero czym to w ogóle było. Wie za to co ma robić. Szybkim krokiem idzie wtedy do sali muzycznej, to jej ostoja, i zaczyna grać. Pianino lub skrzypce, cokolwiek, byle tylko przelać to wszystko na instrument, byle tyle jego nuty poniosły to niechciane doznanie daleko w świat. Czasem nie gra, czasem po prostu zaczyna nucić tylko jej znane melodie i tańczy do nich, walce, balety, wszystko jedno, co w tym momencie serce jej zagra. Bo tylko wtedy, gdy obcuje ze sztuką, jest w stanie chociaż spróbować uchwycić to, co jej łomoczące serce próbuje powiedzieć. Nie umie tego złapać, rozszyfrować, ale jest bliżej sensu i to trzyma ją przy zmysłach. Innym razem nuci i maluje, a jeszcze innym łapie skrzypce w ręce i próbuje rozpracować grę na nich, wyśpiewując do wygrywanej, szarpanej melodii, tańcząc, kręcąc się w manierze w jakiej nerwy kierują nią po parkiecie. Nieposkromiona, rozdarta dusza, która próbuje rozumieć, zamknięta w jej małym, bezpiecznym światku.
I boi się wychodzić ze swojego małego, bezpiecznego światka. Odzywa się tylko, kiedy musi, czyli w większości na zajęciach. Chce sprostać niedościgniony ambicjom ciotki, chce udowodnić, że jest godna swojego rodu i nazwiska, więc się stara i brnie przed siebie, mimo trudności, z zaciśniętymi zębami i muzyką w sercu. I rozumie tylko to.
Kontakty międzyludzkie ją przerażają, umie pięknie mówić, z nienaganną dykcją i postawą, ale co z tego, jeżeli nie wie, jak się wypowiadać? Dużo osób może uznać ją za zarozumiałą, gdyż w ogóle nie chce się odzywać, odwraca wzrok od potencjalnych znajomych, nie chce słyszeć słów, ucieka. Ale ona tak naprawdę się boi bo wie, że zawiedzie w rozmowie i w relacji. One wymagają uczuć, a wiecie co wychodzi z uczuć?
Półwila.
Jest zamknięta w tym stanie, zupełnie oderwana od rzeczywistości. Rozmawia z bardzo niewieloma osobami, chyba tylko dlatego, że były na tyle wytrwałe, by jakoś się do niej dobić. Choć jej rozmowy też nie wyglądają normalnie. Mało mówi, najczęściej kiwa głową i pomrukuje melodyjnie, choć zawsze słucha. Boi się patrzeć rozmówcy w oczy. A jeżeli naprawdę chce się na jakiś temat wypowiedzieć, jeżeli jej serce aż rwie się, żeby porozmawiać, nie rozumie, jak to serce uspokoić mówionymi słowami, jak te emocje przelać na słowa. W takich chwilach po prostu chwyta za skrzypce, lub siada do pianina i gra melodie, mówiąc do nich lub nucąc słowa które przyjdą jej na myśl. Czasem nawet w trakcie takiego składania wypowiedzi jest się w stanie do rozmówcy uśmiechnąć. A jak ma wyjątkowo dobry dzień, gdy czuje, że może się otworzyć, porwie rozmówcę do nieznanego mu tańca, by wytańczyć, wykręcić te wszystkie emocje i spróbować coś powiedzieć w trakcie (choć potrafi skończyć się tym, że tańczy bez słowa). Jest bardzo dobrą słuchaczką, ale nie umie przekazać wyciągniętych wniosków.
Troszczy się o swój Hogwarcki dom, mimo że nie bardzo buduje więzi z innymi jego członkami, wciąż jej zależy. Nie lubi patrzeć, jak komuś dzieje się krzywda i przechodzić obok tego obojętnie. Ale nie umie się też odezwać do nieznajomego. Najczęściej więc biegnie o pomoc do jednego ze swoich zaufanych powierników i to jego prosi o zaangażowanie, a sama wycofuje się do cienia.
Tak samo wycofuje się, gdy ktoś podchodzi do nich, gdy ta „rozmawia” ze swoim znajomym. Choć wtedy wycofanie do cieni jest bardziej wycofaniem za plecy znajomego.
Całej jej aury oderwania od świata dodają jeszcze jej ubrania. Bardzo upodobała sobie styl wiktoriański, może dlatego, że została wychowana w dwóch bardzo konserwatywnych rodzinach, w których nawet stroje musiały się prezentować w stary, ale elegancki sposób? Nie zastanawia się nad tym i po prostu wraca do szycia kolejnej kamizelki, sukni czy gorsetu. Na codzień też chodzi w takich ubraniach, zakłada wygodny wiktoriański gorset, a na to tego samego stylu garderobę, preferowanie spódnicę z pufiastą koszulą i dopasowaną kamizelką, albo zdobne i starannie wykonane sukienki.
Sama do końca nie wie kim jest, ani jaka jest. Szuka odpowiedzi w sztuce, jednocześnie starając się być idealną uczennicą. Jest przerażona procesem odnajdywania siebie, to przynosi wiele uczuć, ale chce to zrobić, chce odkryć siebie pod całą warstwą wychowania w konserwatywnym domu, pod przykrywką idealnej sztuki.


Historia


„Jest niczym sztuka, ale można uczynić ją arcydziełem”
Jest dzieckiem, które nie miało się w tym domu w ogóle narodzić, ale ze straszliwej wpadki została przerobiona na piękną ozdobę swojej rodziny, cichą laleczkę, którą wyciąga się z szafy, gdy chce się dobrze zaprezentować.
Jej ojcem jest Mikhail Konstantinov, jeden z synów rodziny rosyjskich czarodziejów, kultywującej głęboko zakorzenione i stare tradycje, które dawno w świecie mugolskim przeminęły, ale oni tym faktem jedynie gardzili. Już za młodu, bo w wieku zaledwie dziesięciu lat, Mikhail został zaręczony z przedstawicielką równie konserwatywnej rodziny Brytyjskiej – Christine Bell i przeniesiony do jej rodzinnego kraju, by tam zapewnili mu odpowiednie wychowanie jako przyszłego członka angielskiego domu. Nie było jednak w tym związku miłości, mimo wczesnego zaczęcia znajomości, a jedynie chęć przedłużenia krwi prawie bez skazy. Lata mijały, ślub Mikhaila i Christine odbył się wedle tradycji po ukończeniu nauki w Hogwarcie. Nie był to jednak udany związek, jedyne co trzymało ich razem – wychowanie kolejnego czarodzieja rodziny, nie mogło się ziścić. Christine nie zachodziła w ciążę. Frustracja, zawód, poczucie przegranej sprawiały, że Mikhail coraz częściej opuszczał ich rodową rezydencję w poszukiwaniu upustu złości w różnych, czarodziejskich przybytkach. Elizaveta nie wie, jak dokładnie do tego doszło, jedyne, co jej ciotka opowiadała to to, że urzekła go plugawa wila i tak powstała ona, niechciane nasienie.
Elizaveta nigdy nie poznała swojej matki, ta po prostu oddała ją Mikhailowi, pozbywając się problemu i ruszając dalej, całkowicie zrywając jej urok na mężczyźnie. Została tylko gorycz i nienawiść, nie wspominając o problemach i oburzeniu (lekko ujmując) rodziny Bell. Kazali zniszczyć wszystkie dowody tego związku, mówiąc prosto pozbyć się bękarta, albo wydziedziczyli by i Mikhaila z rodziny. Cóż, ciężko nazwać to szczęściem, więc powiedzmy iż los chciał, by na scenę wkroczyła Eteri Konstantinova, siostra niewiernego męża, która znalazła w tym „nieszczęśliwym wypadku” okazję do „utrzymania twarzy”. Christine oto nie mogła zajść w ciążę, a dziecko powinno już zawitać na tym świecie z ich związku, czemu więc nie wykorzystać do tego Elizavety? Szczególnie biorąc pod uwagę jej wyjątkowy wygląd już jako noworodka – urodziła się bowiem albinoską. Łącząc to ze znanym faktem, że półwile były piękne, mogła stać się idealną ozdobą ich rodów. „Jest niczym sztuka, ale można uczynić ją arcydziełem”. Nie obyło się bez sporów, kłótni czy wyzywania słów, którymi matki nie nazwały czarodziejów na tym zebraniu rodzinnym. Jednak koniec końców udało się zaoszczędzić życie Elizavety.
Tutaj możesz przeczytać dokładną historię jej pobytu u ciotki KLIK
Mówiąc w skrócie, uczona była muzyki klasycznej, kompozytorów jak i samej umiejętności grania na pianinie, później skrzypcach, tańca klasycznego jak i baletu rosyjskiego, aktorstwa, malarstwa, postawy i motoryki sprzyjającej damie, dykcji i etykiety. Wszelkie błędy były obarczane karą cielesną ze strony jej profesorów jak i ciotki. Dodatkowo Eteri miała bardzo jasne zasady co do jej posiłków, bądźmy szczerzy, głodziła ją, by osiągnęła w jej oczach idealną, delikatną sylwetkę baletnicy. Oczywiście w tym wszystkim nie biorąc pod uwagę, że dziewczynka jest półwilą, nie panującą nad wybuchami agresji. Ale te dało się kontrolować zamykając ją w pustym pomieszczeniu, w którym budziła się z nich skołowana i przerażona? Prawda?
Była dosłownie tresowana, a że nie znała nic innego, w końcu przyjęła, że tak właśnie powinno być. Tresowana w tłumieniu w sobie emocji, uczona, że powinna się wstydzić bycia półwilą, że to jej skaza.
I nie wiedziała lepiej.
Skupiła się na naukach ciotki. Dostała też białego kota, który pomagał jej w wykrywaniu ataku. Jako że sama nie rozumiała emocji, jak się objawiają, czym są, on pokazywał jej kiedy musiała zacząć się uspokajać, zanim w ogóle zaczęło się źle dziać.
Dodatkowo pojawiły się problemy z kontrolowaniem magii. Do tej pory wybuchy agresji u półwili musiały rozładowywać jej pokłady energii magicznej, jednak im ta bardziej potrafiła się uspokajać, tym bardziej fakt bycia dzieckiem czarodzieja zaczął się budzić. Gdy zabolało ją uderzenie wskaźnikiem po palcach, za kolejne pomylenie nut, pękały okna. Gdy nogi odmawiały posłuszeństwa bo kilku godzinach baletu – podłoga w pokoju zaczynała się trząść. Gdy raz odważyła się pomyśleć, że ma dość ćwiczeń, podpaliła fortepian. A każdy taki wybryk także był karany…
W końcu musieli ją nauczyć, jak być damą.
I tak trwała w tej bańce. Mając dziesięć lat wróciła do domu zupełnie odmieniona, z dziecka stała się pokazową damą. Była ich ozdobną laleczką, ich białą różą. A w jedenaste urodziny trafiła do Hogwartu.
Pierwszy rok nie był dla niej łatwy. Goniła niedoścignione ambicje ciotki, nie chciała przynieść wstydu, poświęcała czas nauce, na co traciła jej ukochany, terapeutyczny czas na sztukę. A żonglowanie jednym i drugim by nie zhańbić rodziny nie było proste. Szczególnie, gdy perfekcyjnie umiało się dwie rzeczy – ukrywanie emocji i trzymanie buzi na kłódkę. Była przerażona uczuciami, które mogłyby doprowadzić do ataku, gdy było ich za dużo, jak i równie bojąca się mówić, ciotka dobrze ją nauczyła by nie otwierać buzi nieproszona. W domu mogła odzywać się tylko wtedy, gdy jej na to zezwolono, ozdoby nie mówią, ozdoby błyszczą.
Musiała więc z tą drugą nauką bardzo walczyć, jeżeli chciała mieć dobre oceny. Nauczyła się odzywać na zajęciach i to był chyba jedyny czas, gdy inni uczniowie mogli usłyszeć jej głos. Prezentowała się zawsze nienagannie, z wyuczoną postawą, idealną brytyjską dykcją i akcentem, odpowiadająca na pytanie poprawnie, bo zgłaszała się tylko do tych, na które odpowiedzi znała, by nie przynieść wstydu. W końcu dobrze ją nauczyli, że jeżeli nie wie się, co powiedzieć, trzeba zamknąć buźkę.
A wiedziała też całkiem dużo. Rodzina w końcu mocno skupiła się na jej wychowaniu, by zwinnie otoczyć jej bajeczkę cienką warstewką prawdy. Skoro miała należeć do tego rodu, musiała znać zaklęcia i teorię, żeby być idealną damą, potrafiącą zapewnić rozrywkę dla umysłu. By była dobrą kompanką do rozmowy czarodzieja. Choć nie potrafiła rozmawiać z ludźmi, strach przed odezwaniem się niewłaściwie dusił ją na starcie, sama wiedza została. Co prawda czysto teoretyczna, w końcu dawanie niechcianej półwili możliwości praktycznej nauki było dość niekonwencjonalne, ale zawsze było to coś. Wystarczające coś, by mogła odpowiadać i zdobywać dobre oceny, dobrą opinię dla rodziny.
Z samym wykonywaniem zaklęć było różnie i zaczęła się tego uczyć dopiero w Hogwarcie, co pewnie nie było najbardziej optymalne ocenowo w oczekiwaniach jej rodziny czy jej własnych ambicjach, ale starała się i próbowała z wielką motywacją, dopóki nie opanowała kolejnych i kolejnych umiejętności na swojej liście do uzupełnienia. Była zdolna i skupiona, nauczona dążenia do celu, więc dawała radę.
Trans tej bańki, tej idealnej ozdoby, przerwała jej muzyka zasłyszana na korytarzu i odkrywanie kolejnych, niesłyszanych dotąd nut i gatunków. Im więcej znała magicznych autorów, tym więcej miała do przemyślenia i tym bardziej rozumiała, jak bardzo nie wie o czym ma myśleć. Jak bardzo nie wiedziała, kim była.
To w nią uderzyło.
Choć teraz ma szesnaście lat i wciąż nawet nie wie jak zabrać się za zrozumienie siebie i wszystkiego, co wiąże się z byciem żywą, ludzką istotą, próbuje się odnaleźć. Choć emocje ją przerażają i przytłaczają, dzięki sztuce uczy się współegzystować razem z nimi, a w razie pomyłki Vivaldi zawsze czuwa. Wie, że musi wyjść ze swojej bezpiecznej bańki i zacząć żyć, ale jeszcze zupełnie nie wie jak to zrobić, to jest historia do napisania.

Rodzina


Eteri Gieorgijewa Konstantinova 17. 05. 1970 r. – ciotka Elizavety I osoba, która odcisnęła na jej życiu największe piętno. Gdy dziewczynka skończyła pięć lat, zabrała ją ze sobą do Rosji, by tam odpowiednio wychować, uważając metody Christine za co najmniej niekompetentne. Zabrała jej dzieciństwo, by stworzyć z niej arcydzieło i idealny dodatek do rodziny, białą, lśniącą perłę w koronie. Wszelką niesubordynację czy błędy karała, za niesubordynację uznając także wybuchy jej natury półwili. Miała ogromny wpływ na jej psychikę, a jej słowa i nauki prześladują dziewczynę do dziś. Sama Eteri jest idealną i nieskazitelną damą, uważa, że skoro sama była wychowywana w ten sposób, to Elizaveta też powinna, szczególnie, że to plugawy owoc. Nie posiada własnej rodziny, za swoją życiową ambicję postawiła sobie uczynienie godnymi potomków rodu Konstantinov. Bierze ich do siebie na wychów i szkolenia, produkując nienaganne damy i dżentelmenów. Elizavetę uznała za swoje największe wyzwanie, do stworzenia najpiękniejszego dzieła, nie ważne jakimi metodami.
Mikhail Valerian Konstantinov 06. 03. 1975 r. – ojciec Elizavety, choć nigdy się za takiego nie uważał. Gdy patrzy na córkę, widzi w niej tylko jej matkę, więc woli ją unikać i nie zwracać uwagi. Pasuje mu, że siedzi cicho i się nie odzywa, nie pokazuje. Choć równie dobrze mogłoby Elizavety nie być, wykorzystuje ją jako wyjście z twarzą z tamtej sytuacji i akceptuje fakt, że mieszka pod jednym dachem. Oczywiście nie wstydzi się ani prezentować pięknej, nienagannej albinoski na bankietach czy balach, z wielkim uśmiechem dumnego ojca na twarzy. Robi minimalne to, co musi by zapewnić jej odpowiednią naukę, chociaż większość rzeczy z tego tematu oddaje w ręce Eteri.
Christine Vivenne Bell 20. 01. 1980 r. – krwią nic ją nie łączy z Elizavetą, jednak umową o poufności gra jej matkę na wszystkich możliwych bankietach. To dobrze wychowana, śliczna kobieta, która za młodu uczęszczała do Slytherinu, tak samo jak większość jej rodziny. Marzyła o dobrym, udanym małżeństwie i ciepłym salonie, po którym biegałyby małe szkraby, kiedy ona wylegiwałaby się na kolanach ukochanego. Ambicje rodziny zabiły jednak tę piękną wizję i zamiast tego poślubiła Mikhaila, a ona sama, ja się później okazało, nie mogła mieć dzieci. A później przydarzyła się cała afera z Elizavetą, którą zgrabnie zamieciono pod dywan i oprawiono tabliczą „jej córka”. Z początku nienawidziła tego dziecka, z czasem jednak te silne emocje zelżały. To ona odpowiadała za jej plan nauki zanim ta skończyła pięć lat. Starała się być wyrozumiała, dawała jej wiedzę, uważnie dobierając profesorów dla tego młodego umysłu, jak i zapewniała czas na bycie dzieckiem. Nie kochała jej jak własnej, nie pokazywała się przed nią, lecz z cienia doglądała jej rozwoju. Kto wie, jakby potoczyła się historia relacji tej dwójki, gdyby rodzina nie zabrała jej i tego dziecka? A Christine nie miała zamiaru sprzeciwiać się swoim rodzicom, wiedziała, że nie miało to sensu, więc milczała i oglądała jak Eteri ją zabiera. Milczała, gdy dowiadywała się, jak wygląda proces szkolenia w rosyjskim domu. Milczała też, gdy to dziecko wróciło po pięciu latach, z aurą wokół niej starszą o co najmniej trzydzieści, stojącą nienagannie niczym porcelanowa lalka, ubrana jak lalka, nie mówiąc słowa. Nie sprzeciwiała się, w tej rodzinie przemilcza się wiele spraw, więc wyciszała wszystkie kolejne związane z nią, kazała umilknąć i trosce. I tak jak Elizaveta tańczyła, jak jej zagrają, prezentując na bankietach swoją idealną rodzinę w idealnym domu.
Wilhemina Amarylis i Crescent Aster Bell – dziadkowie Elizavety, dumni absolwenci Slytherinu, którzy interesują się tym dzieckiem tylko dla zachowania własnej twarzy i renomy rodziny. Chcieli się jej pozbyć, ale wiedzieli, że argumenty Eteri miały dużo sensu. Jeżeli jednak Elizaveta zaczęłaby przynosić hańbę temu rodowi, nie baliby się jej wydziedziczyć, wyjmując prawdę na jaw i oczerniając ród Konstantinova, samemu wchodząc bezpiecznie z sytuacji.

Vivaldi – biały orientalny krótkowłosy kot, podarowany jej, by pomógł jej z wyczuwaniem nadchodzących wybuchów emocji, jednocześnie oznajmiając, że już powinna zacząć się uspokajać. Został oczywiście dobrany swoją maścią do tego całego obrazku, dzięki temu na balach mogła prezentować się jeszcze piękniej i bardziej tajemniczo, z kotem na srebrzystej smyczy. Vivaldi jest jej najdzielniejszym powiernikiem, to istota, która chyba najczęściej słyszy głos dziewczyny. Elizavet chodzi z Vivaldim wszędzie, gdzie tylko się da, jak i tam, gdzie się nie da, z różnymi tego skutkami. Kot zawsze dzielnie jej towarzyszy, czy to w jej ramionach, czy obok niej, nie odstawia swojej pani na krok. A jej rozmówców, nie rozumiejąc chyba przestrzeni osobistej, dokładnie lustruje wzrokiem i wącha, jakby sprawdzał, czy na pewno wszystko będzie dobrze. To jej prawdziwy opiekun.
Ciekawostki


★ Choć uwielbia tańczyć balet i uczyła się tego latami, co jednak wymaga kondycji, nie radzi sobie w sportach.
★ Wymyśla wiele tekstów do śpiewania do muzyki klasycznej, kiedy gra ją na pianinie. Jej głos sam niesie nuty.
★ Kiedy czyta w samotności klasyczne dramaty, lubi odgrywać sceny każdej z czytanych postaci, pomaga jej się to rozładować w podobnym stopniu, co muzyka.
★ Kiedy zaczyna stresować się podczas nauki, nawet na zajęciach, zaczyna nucić.
★ Ma piękny, delikatny, jakby zaczarowany i bardzo emocjonalny głos, którym kocha odśpiewywać celtyckie i słowiańskie utwory, brzmiące bardziej jak zaklęcia niż normalna piosenka.
★ Kocha wszystko co czekoladowe i z czekoladą. Najbardziej gorzką czekoladę. Jednak przez głęboko zakorzenione nauki ciotki, nie pozwala sobie często na tę przyjemność. A jak już poprosi – bardzo często ma wyrzuty sumienia.
★ Kiedy nikt nie patrzy i chce sobie poprawić humor tańcem, czasem lubi rozpuścić włosy. Czuje się wtedy jak wolny duch, gdzie jej długie fale kręcą się razem z nią i powiewają niczym magiczny płaszcz. Wie, że tak damie nie przystoi,  ale czasem i tak to robi, ignorując za każdym razem odtwarzany w głowie, sceptyczny głos ciotki.
★ Kiedy wie, że nie zdąży do sali muzycznej przed napadem wściekłości, wpada do pierwszego lepszego, dostępnego pomieszczenia i się w nim zamyka. Jak się opanuje tańcem, dobrze, jeżeli nie, nikt nie zobaczy.


Ostatnio zmieniony przez Elizaveta Konstantinova dnia Sob Lis 23 2019, 16:36, w całości zmieniany 5 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Elizaveta Konstantinova

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VI
Wiek : 16
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 164
C. szczególne : Albinoska -> białe włosy, brwi i rzęsy, bardzo jasna cera z różowymi akcentami
Galeony : 350
Dodatkowo : półwila
  Liczba postów : 242
https://www.czarodzieje.org/t17867-elizaveta-konstantinova
https://www.czarodzieje.org/t17898-zatanczmy#505254
https://www.czarodzieje.org/t17879-beethoven#504785
https://www.czarodzieje.org/t17866-elizaveta-konstantinova#504272
Elizaveta Konstantinova QzgSDG8




Gracz




Elizaveta Konstantinova Empty


PisanieTemat: Re: Elizaveta Konstantinova   Elizaveta Konstantinova EmptySob Lis 23 2019, 17:55

Gotowa i poprawiona <3
Kuferek
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Mefistofeles E. A. Nox

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 185
C. szczególne : Tatuaże; kolczyki; zaostrzone kły; wilkołacze blizny; umięśniony; skórzana obroża
Galeony : 1670
Dodatkowo : Wilkołak
  Liczba postów : 2816
https://www.czarodzieje.org/t15136-mefistofeles-e-a-nox#403342
https://www.czarodzieje.org/t15137-what-does-life-mean-to-me#403353
https://www.czarodzieje.org/t15139-kind#403356
https://www.czarodzieje.org/t15134-mefistofeles-e-a-nox
Elizaveta Konstantinova QzgSDG8




Moderator




Elizaveta Konstantinova Empty


PisanieTemat: Re: Elizaveta Konstantinova   Elizaveta Konstantinova EmptySob Lis 23 2019, 18:06



SLYTHERIN!

Witamy Cię na Czarodziejach! Twoja karta zostaje zaakceptowana, dostajesz więc uprawnienia do gry. Poniżej znajdziesz przydatne w dalszych krokach na forum linki, z którymi warto abyś się zapoznał!


stwórz pocztę
załóż relacje
zacznij grę




Życzymy

miłej gry!


______________________


I'm the story you don't speak of,
I'm the one they call 'the underdog'.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Elizaveta Konstantinova QzgSDG8








Elizaveta Konstantinova Empty


PisanieTemat: Re: Elizaveta Konstantinova   Elizaveta Konstantinova Empty

Powrót do góry Go down
 

Elizaveta Konstantinova

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Elizaveta Konstantinova QCuY7ok :: 
karty postaci
 :: 
karty uczniow
-