Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyRejestracjaZaloguj

Share
 

 Dom rodziny Rowle

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6
AutorWiadomość


Emily Rowle

Student Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 1,60
C. szczególne : Czerwone usta, zawsze!
Galeony : 714
Dodatkowo : Prefekt
  Liczba postów : 1114
https://www.czarodzieje.org/t15867-emily-rowle
https://www.czarodzieje.org/t15874-emily-rowle?highlight=Emily+Rowle
https://www.czarodzieje.org/t15996-sowa-emily-felicja#436128
https://www.czarodzieje.org/t15872-emily-rowle
Dom rodziny Rowle - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Dom rodziny Rowle - Page 6 Empty


PisanieTemat: Dom rodziny Rowle   Dom rodziny Rowle - Page 6 EmptyCzw Paź 03 2019, 00:14

First topic message reminder :


Dom rodziny Rowle



Salon


Pełen wygodnych kanap i foteli. Urządzony dość surowo i chociaż wnętrze robi wrażenie, nie jest przepełnione zbędnymi ozdobami. Obok stołu i kanap znajduje się jedynie imponujących rozmiarów kominek.



Jadalnia


Połączona z salonem. To tutaj odbywają się wszelkie spotkania rodzinne i towarzyskie. Tuż obok ogromnego stołu znajduje się bar, za którym znajduje się niezliczona ilość przeróżnych alkoholi i dodatków. Po przyrządzonym przez skrzata posiłku, od razu jest się w salonie,w którym znajdują się wygodne kanapy na których można odpocząć.



Gabinet


Dolna część pomieszczenia jest dostępna dla wszystkich. Znajduje się tu wiele szafek z książkami, wygodne fotele, bilard i szachy. Wchodzenie po schodkach na górę jest jednak surowo zabronione - to mała świątynie ojca Emily, niewielki, ale gustowny gabinet, w którym mężczyzna może liczyć na całkowity spokój.



Pokój Dominika


Trochę bardziej nowoczesny niż reszta domu. Urządzony zgodnie z gustem Dominika i chociaż chłopak już tu nie mieszka, wszystko zostało w dokładnie takim stanie, w jakim go zostawił.



Pokój Emily


Kiedy przekroczy się próg tego pokoju, trudno nie zauważyć jak bardzo nie pasuje on do reszty domu. Kiedy w rodzinie pojawiła się pierwsza dziewczynka, ojciec Emily nie miał pojęcia jak urządzić jej pokój tak, żeby na pewno jej się spodobało. Postanowił zadbać więc o kontrast - skoro "męskie" pomieszczenia były ciemne, ona otrzymała bardzo jasny, ale elegancki i stonowany pokój. Ślizgonka czuje się tu bardzo dobrze.  



Kuchnia


Najprędzej zastaniesz tu skrzata, ewentualnie Emily. Mężczyźni w tym domu nie gotują i jakkolwiek dziewczyna nie chciałaby się przeciwko temu buntować - jej żołądek nie zniósłby nawet ich prób. Nie tylko nie mieli zapału do siedzenia w kuchni, nie mieli po prostu umiejętności.



Łazienka


Przestronna i wygodna. W ogromnej, narożnej wannie można spędzić wieczność.



Ogród


Znajdzie się tu i miejsce na ognisko i przestrzeń, w której można popływać, z której Emily oczywiście nie korzysta. Spora część jest pod dachem, w związku z tym nawet w przypadku gorszej pogody można spędzić czas na świeżym powietrzu.



______________________

And change will come, it's on it's way
Just close your eyes, and let it rain



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość


Charlie O. Rowle

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 188cm
C. szczególne : łobuzerski, i rozbrajający uśmiech. nadmiar energii, szerokie ramiona i plecy
Galeony : 458
  Liczba postów : 344
https://www.czarodzieje.org/t17714-charlie-oliver-rowle#498256
https://www.czarodzieje.org/t17719-aniolki-charliego#498308
https://www.czarodzieje.org/t17716-cygaro#498257
https://www.czarodzieje.org/t17715-charlie-oliver-rowle#498254
Dom rodziny Rowle - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Dom rodziny Rowle - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Dom rodziny Rowle   Dom rodziny Rowle - Page 6 EmptyPią Sty 17 2020, 00:34

Dyszał, stał cały spocony. Koszulka od wilgoci i krwi przylegała do umięśnionego ciała, o które przecież tak znał. Dla Charliego ból i agresja były ucieczką, zwłaszcza przed emocjami, których nie rozumiał. Zawsze się przed nimi bronił, sądząc, że są mało męskie. Kręciło mu się w głowie, ale chciał więcej. Łypał spojrzeniem dookoła na to, co mógł jeszcze rzucić, roztrzaskać. Co dałoby mu satysfakcję, jaką przynosi dominacja i zniszczenie. Absolutnie nikt inny nie był w stanie doprowadzić go na krawędź, nikt poza Emily. Kochał ją tak mocno, jak nie rozumiał. Przygryzł wargę, z łatwością uszkadzając delikatną skórę, czując w ustach metaliczny posmak. Nawet nie patrzył na pulsujące z bólu pięści, połamane palce. Zwykle starał się wychodzić, gdy nadchodził kataklizm, aby Dominik czy siostra nie widzieli pasji, która w nim ożywiała, gdy przychodziło do rozwałki. Dzwonienie w uszach przerwał brat, wypowiadając jego imię. Nagle znalazł się naprzeciw niego, chociaż brunet nawet nie zorientował się, kiedy wszedł do jego nory, która przypominała teraz pobojowisko.
Miał wrażenie, że starszy brat jest jedyną rozsądną i normalną osobą w tym domu, która mogła połączyć ogień i wodę, którymi był on oraz siostra. Zrobił krok w stronę Nika, wciąż zachłannie łapiąc oddech. Chciał zapalić, ale nałóg musiał chwilę poczekać. Uniósł dłoń, przesuwając palcami po zaczerwienieniach od witek z miotły, którą sekundę wcześniej przecież miał w rękach. Kiedy znalazła się przy drzwiach, tak dziko wygięta. Zacisnął usta, zlizując wcześniej krew. Musiał wyglądać jak psychopata z czerwonymi smugami od krwi, które powstały poprzez wcześniejsze przetarcie twarzy. Włosy lepiły się mu do czoła, przez co ruchem głowy nie był w stanie się ich pozbyć. Kolejna, irytująca rzecz.
- Nie chciałem Cię trafić. Przepraszam. - burknął tylko cicho, cofając dłoń i chcąc się jednak odsunąć, aby zaraz jednak objąć brata i przymknąć oczy, kładąc mu głowę na ramieniu. Był znacznie lepszym facetem niż ojciec, który patrzył tylko na rozpieszczoną księżniczkę. Miał głupie wrażenie, że mieli tylko siebie, a na Nathaniel nawet nie zasługiwał na taki marny los, jaki gotowało mu bycie z nią. Przeklął siarczyście pod nosem, zaciskając mocniej powieki, powstrzymując pieczenie. Zmęczenie z wolna zaczęło go uderzać, podobnie jak ból i echa wypowiedzianych przez nich słów w kuchni. Wiedział, że jak znów postąpi egoistycznie i ucieknie, zostawiając chorego ojca i ich na święta samych, to nie będą mieli o czym rozmawiać. Takiego zachowania się nie wybacza. Parsknął szaleńczym śmiechem na jego ostatnie słowa, chociaż poprzednie też doskonale słyszał. Złapał go za ramiona, patrząc mu w oczy, bezpośrednio. Z pełnym żałości i brutalnie szczerym uśmiechem.
- Kluczowe jest tu słowo "byliśmy", bo już raczej nie będziemy. Ona jest przegraną sprawą, przejrzyj na oczy. Zostanie sama na własne życzenie, bo zachowuje się jak chora psychicznie egoistka. Skoro nie umie uszanować Cię, ojca, mnie.. To dlaczego oczekuje, że my będziemy szanować ją? Nie masz dość tego, że całe nasze życie, centrum tego domu, jedyna rzecz obchodząca naszego ojca, że wszystko, z czego zrezygnowaliśmy- to jest Emily lub było dla niej?
Zakończył, przełykając głośniej ślinę. Wiedział, że ma rację. Był może głupawy i miał w głowie figle, ale młody Rowle nie był w tym wszystkim głupi. Miał oczy i chyba najwyższy czas, aby na nie przejrzeć. Co ma ich obchodzić życie kogoś, kto nie przejmuje się nimi? Zauważył, że chyba ściska zbyt mocno i cofnął dłonie, podchodząc do łóżka i osuwając się, aby oprzeć się o nie plecami. Ściągnął z siebie koszulkę, zostawiając w samych gaciach i przetarł buzię i włosy. Był zgrzany niczym po dobrym joggingu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Dominik Rowle

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 187
Galeony : 538
  Liczba postów : 199
https://www.czarodzieje.org/t16222-dominik-rowle
https://www.czarodzieje.org/t16224-domino#444511
https://www.czarodzieje.org/t16225-ingrid#444516
https://www.czarodzieje.org/t16223-dominik-rowle
Dom rodziny Rowle - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Dom rodziny Rowle - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Dom rodziny Rowle   Dom rodziny Rowle - Page 6 EmptyPią Sty 17 2020, 20:14

Dominik potrząsnął głową, jakby nic się nie stało. A stało się. Gdyby Charlie rzucił czymś innym lub nie chybił... Dostanie miotłą w twarz nie należało do przyjemnych, a w najgorszym razie mógł zostać pozbawiony któregoś z oczu, kiedy sztywne witki trafiłyby w odpowiednie miejsce.
- Nie szkodzi. Ale nie trenuj celności, bo następnym razem może być ze mną gorzej - wymamrotał, nadal przerażony widokiem Charliego. Z oczu brata zaczęło znikać to szaleństwo, którym był przed chwilą owaładnięty i zaczynał zauważać, co się wokół niego dzieje. I nagle zaskoczył Dominika braterskim uściskiem. Dominik poczuł jak zmęczony brat kładzie mu głowę na ramieniu. Najstarszy Rowle znowu poczuł się jak paręnaście lat temu, kiedy rodzeństwo przychodziło do niego z najróżniejszymi problemami i dolegliwościami. Był dla nich wtedy jak drugi ojciec, mimo że jest zaledwie parę lat starszy. Najbardziej jednak pamiętał sytuację w domu, najbardziej ją rozumiał i najbardziej przeżywał. Musiał też szybko dorosnąć, aby pomóc ojcu w trudnym okresie i okiełznaniu młodszego rodzeństwa. Wysłuchiwał ich problemów, głaskał po głowie, opatrywał liczne rany na pozdzieranych kolanach Charliego i robił krzywe kanapki, kiedy któreś z nich nagle zgłodniało. Zawsze musiał być ostoją, tym najmądrzejszym, w którym rodzeństwo widziało zaufaną osobę, która zawsze im pomoże. Nie mógł sobie pozwolić na chwile słabości czy wybuchy agresji. Zresztą z natury był raczej spokojny, więc w tym względzie nie było to aż tak trudne. Dopiero, gdy rodzeństwo podrosło, a Dominik uczęszczał do Hogwartu wszystko w końcu jakby puściło i Dominik przeżył nawet lekki okres buntu. To jednak pomogło mu oczyścić się z napięcia, które odczuwał przez parę lat. Jednak mimo wszystko... Gdzie się podziały te lata, które - mimo trudu - wydawały się bardziej beztroskie niż obecnie?
Tuląc do siebie brata czuł się jakby znowu mieli po parę lat. Nie czuł zażenowania, tylko poczucie, że wszystko jest na miejscu. Może brakowało mu tego zaufania otrzymywanego od rodzeństwa? Przychodzenia po radę albo po prostu przytulenia czy poklepania po ramieniu? Ścisnął mocniej, kiedy Charlie przeklął pod nosem.
Po jego słowach Charlie odsunął się, łapiąc go za ramiona i parsknął śmiechem. Dominik spojrzał na niego jednocześnie ze zrozumieniem i smutkiem. Poszedł za nim i usiadł w nogach łóżka.
- Od nas zależy czy będziemy. Od nas i od Emily. Od wszystkich. Bo gdy tylko jedna osoba będzie się izolować to nic z tego nie wyjdzie - pokręcił głową. - Ale... Masz rację. Choć wolałbym się z tobą nie zgodzić to jednak muszę. Widzę to tak samo i tak samo odczuwam. Tak, mam tego dość - powiedział głośno, bo w końcu jemu mógł się do tego przyznać. Wstydził się tego, co czuje, wydawało mu się, że przemawia przez niego jakaś dziwna zazdrość czy coś... Dlatego jak zwykle dusił to w sobie. Charlie jechał jednak na tym samym wózku i widocznie taka właśnie była prawda. - Dlatego trwam z Emily w jakimś dziwnym konflikcie, w którym nie widzę głównie swojej winy. Za to ona widzi wyłączną. Jest mi przykro, że nie ma do nas zaufania, że czuje się ofiarą we wszystkim, że nas odtrąca. Ma nam za złe, że jej nie rozumiemy, a przecież, do cholery jasnej, nic nam nie mówi! Jak mamy ją rozumieć? - mówił mu wszystko o czym przed chwilą myślał, jakby tamy puściły. - Przecież gdyby przyszła z problemem to byśmy jej pomogli - powiedział bardziej do siebie i schował twarz w dłoniach, wzdychając ciężko.
- Ale mimo wszystko - podjął po chwili - liczę nadal, że nie jest przegraną sprawą. Podejrzewam, że coś się kryje za jej zachowaniem. Coś poważniejszego niż nam się wydaje. Owszem, zachowuje się idiotycznie, ale może nie jest w stanie czegoś udźwignąć? Tylko, oczywiście  - dodał, a jego spojrzenie zrobiło się pewniejsze i twardsze - wszystko sprowadza się do szczerej rozmowy, której ona nie chce nam dać. Woli atakować. I masz rację. Jesli dalej tak będzie i dalej będzie widziała w nas wrogów to zostanie sama na własne życzenie - przyznał mu, choć bolały go te słowa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Charlie O. Rowle

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 188cm
C. szczególne : łobuzerski, i rozbrajający uśmiech. nadmiar energii, szerokie ramiona i plecy
Galeony : 458
  Liczba postów : 344
https://www.czarodzieje.org/t17714-charlie-oliver-rowle#498256
https://www.czarodzieje.org/t17719-aniolki-charliego#498308
https://www.czarodzieje.org/t17716-cygaro#498257
https://www.czarodzieje.org/t17715-charlie-oliver-rowle#498254
Dom rodziny Rowle - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Dom rodziny Rowle - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Dom rodziny Rowle   Dom rodziny Rowle - Page 6 EmptySro Sty 22 2020, 02:20

Wiedział, że odpierdolił, rzucając w stronę brata czymkolwiek. Z drugiej strony, to nie była tylko jego wina, bo za cicho wszedł. Przeszło mu przez myśl, że mógł oberwać nawet tą nieszczęsną makietą motoru. Charlie miał olbrzymie pokłady siły w ciele. Był wytrenowany, od lat biegał czy grał na perkusji, kochał wszystkie możliwe sporty. Zdarzało mu się zapominać o byciu delikatnym.
- Nie będzie następnego razu, zamknę drzwi.
Sprostował z cieniem rozbawionego uśmiechu na umazanej krwią buzi. Poruszył nerwowo głową, wprawiając brązowe kosmyki w ruch. Łaskotały go po czole, lepiąc się do spoconej skóry. Potrzebował brata, potrzebował chwili dla siebie i postanowił połączyć te dwie rzeczy, najzwyczajniej w świecie go przytulając: po męsku. Dawał mu poczucie domu, bezpieczeństwa — a gdy szaleństwo uwalniało się z kajdan, którymi je powstrzymywał, to nie potrzebował niczego innego. Zdawał sobie jednocześnie sprawę, jak Dominikowi musiało być od lat ciężko z nim i Emily, gdy byli tak skrajnie różni, a on, jako najstarszy był obarczony nimi ze strony ojca. Paskudna robota. Był dla nich zawsze dobry, sprawiedliwy. Był jak ojciec, chociaż nigdy nie miał czasu. To jemu Charlie opowiedział o swojej pierwszej koleżance, ulubionym motorze i to on jadł jego pierwsze potrawy z kuchni. I brunet nie miał pojęcia, czy kiedykolwiek mu się za to odwdzięczy.
Usiedli w nogach łóżka obok siebie, a mętne, zielone ślepia młodszego Rowlea co rusz zerkały w stronę najlepszego przyjaciela. Widział, jak go to pożera od środka. Dla Dominika wydawało się najgorsze to, że musiał przyznać Charliemu rację, chociaż obydwoje traktowali siostrę jako największy skarb w domu. Słuchał go w milczeniu, nie przerywał. Był jedyną osobą, która sprawiała, że student zamykał buzię, nabierał pokory. Sam słyszał w głowie echo swoich słów, które teraz mieszało się z wypowiedziami blondynki z kuchni. Te podstępne, okropne szepty, Walczył z nimi, chociaż wiedział, że gdyby brat nie siedział obok, pewnie zacząłby tłuc ścianę.
- Kurwa. Sam nie wiem, co się z nami i z tym domem porobiło. Co się z nią stało. - odparł w końcu cicho, wyciągając rękę do góry i poszukując rzuconej na łóżko paczki fajek, która była tam przed zejściem do kuchni. Potrzebował nikotyny chyba równie mocno, co butelki z wódką, tylko to pierwsze miał pod ręką. Gdy złapał w palce paczkę, wsunął fajkę pomiędzy usta i wysunął kartonik do swojego towarzysza, aby też się poczęstował. Wciąż były tam wymieszane papierosy ślizgona i czarodzieja. Zmarszczył brwi, odpalając i zaciągając się dymem na krótką chwilę. Zabawne, nigdy nie palił u siebie w sypialni. - To nic złego, że jesteśmy źli. Ile możemy znosić jej księżniczkowania?
Zapytał w sumie retorycznie, wyciągając nogi i zsuwając się niżej, najniżej. Położył się na dywanie śród całego tego bałaganu, ignorując nawet muzykę lecącą w tle. Wpatrywał się beznamiętnie sufit, raz za razem pociągając fajkę, strzepując popiół gdzieś na podłogę. A gdy skończył pierwszą, zaraz złapał za drugą. Słowa wypowiadane przez Dominika dawały mu dużo do myślenia, chociaż nie potrafił się jeszcze połapać w chaosie rozbrzmiewającym w jego głowie.
- Ona nie chce pomocy. Myśli, że wszystko zrobi sama z pomocą tych swoich szlam, którymi jest zafascynowana. No tak, klasyczna Emily. Obrazić się i tupać nogą, że nikt jej nie rozumie, wszyscy ją winią i nikt jej nie kocha, kiedy to ona powinna dostać anielskich skrzydeł. Jeśli ta kobieta była taka, jak ona — to lepiej ojcu i nam wyszło, że nas olała.
Nie mógł ugryźć się w język ani tez przełamać do nazwania wspominanej osoby matką, bo ona dla niego przestała żyć wiele lat temu. Nie był sentymentalny, nie miał problemu z odcinaniem się od rzeczy, które w życiu nie były mu w ogóle potrzebne. Zaciągał się dymem, próbując stłamsić niewidzialny gul w gardle, ale ten nie znikał. Przetarł dłonią oczy, znów bezgłośnie klnąc. Raz, drugi, trzeci.
- Łudzisz się, że próby rozmowy z nią cokolwiek dają? Naiwny jesteś, bracie. Ona przypomina takiego zaszczutego kota — nie wie co zrobić, to atakuje nawet ręce, które mogą jej pomóc wyjść z opresji. Nie umie inaczej walczyć i nigdy nie umiała poprosić o pomoc. Jesteś głupcem, jeśli wierzysz, że ona się kurwa zmieni. Zresztą, ja nie umiem z nią rozmawiać. - zaczął oschle, cicho, smutnie. Był zły i rozgoryczony targającą nią bezsilnością, bardzo chciał wierzyć jednocześnie, że odzyskanie jego małej siostry jest wciąż możliwe. Gdy jednak tylko zamykał oczy, widział, jak się oddala i ucieka mu spomiędzy palców. A on nie mógł zrobić nic.
- Nie poradzi sobie, jak zostanie sama.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Nathaniel Bloodworth

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 23
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 190 cm
C. szczególne : Niewielka blizna na łopatce, na palcu lewej ręki sygnet rodowy Bloodworthów.
Galeony : 427
Dodatkowo : Oklumencja
  Liczba postów : 972
https://www.czarodzieje.org/t17075-nathaniel-bloodworth#476657
https://www.czarodzieje.org/t17079-nathaniel-bloodworth
https://www.czarodzieje.org/t17080-nathaniel-bloodworth#476778
https://www.czarodzieje.org/t17070-nathaniel-bloodworth
Dom rodziny Rowle - Page 6 QzgSDG8




Moderator




Dom rodziny Rowle - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Dom rodziny Rowle   Dom rodziny Rowle - Page 6 EmptySro Sty 29 2020, 12:40

Nie było mu wstyd; porównanie jej do matki było może niedelikatne, ale jego zdaniem niezwykle trafne. Zdołał ugryźć się w język, ale skoro sama postanowiła go za niego pociągnąć, nie widział powodu żeby czuć się winnym za tę szpilkę. Wątpił by kiedykolwiek miał nastać moment, w którym oboje przestaną wzajemnie nakłuwać nimi powierzchnię swoich emocji i uczuć. Pozwolił jej na siebie syczeć i nic nie powiedział, czekając aż przestanie się boczyć.
— Skoro uważasz, że jej nie masz, to złap się chociaż mnie. Jestem weteranem rozbijania się o dno. — I znów to robił. Znów się do niej uśmiechał, mimo że zaledwie przed kilkoma chwilami doszedł do wniosku, że powinien się od niej trzymać z daleka. Powinien wykorzystać tę chwilę, by powiedzieć coś, co sprawi, że ostatecznie się do niego zniechęci, a on tymczasem odsłaniał swoją najbardziej ludzką stronę, którą powinien przed nią kryć. To trochę tak jakby jej obecność odbierała mu logikę, którą tak sobie cenił. Kto wie, może to właśnie to sprawiało, że wciąż do niej wracał? Że wciąż przychodził po więcej. Chciałby powiedzieć, że czeka tam na nią, na tym dnie, i że będzie ją łapać, ale wiedział, że byłoby to za duże kłamstwo i nieważne było to, jak dobrze by im ono zrobiło. Niebezpiecznie było utwierdzać się w przekonaniu, że ma się jakikolwiek wpływ na życie, kiedy nie potrafiło się pomóc nawet samemu sobie.
Przymknął powieki, samemu również ciesząc się, że nie muszą toczyć walki na spojrzenia; w tym konkretnym momencie trudno byłoby znieść jej wzrok. Co miała na myśli? Wolałby udawać, że nie rozumie – choć rozumiał nazbyt dobrze. Chciałby, by te i wszelkie podobne im słowa nic dla niego nie znaczyły... lepiej by było, gdyby nigdy nie padały. Napięcie, które wywołały, było niemalże fizycznie odczuwalne i poczuł, że musi z nim coś zrobić.
— Bo głupia jesteś — powiedział ze słyszalnym rozbawieniem i nakazał sobie, by w końcu wyprostować się i odsunąć. Mijając się z jej ustami, pomyślał sobie jak miło byłoby móc je pocałować... i jak popieprzone byłoby to w obecnej sytuacji; w każdej sytuacji między nimi. Posłał jej krótki uśmiech, sekundowe uniesienie kącików ust. — Pójdę już. Nie chciałem psuć Ci świąt swoim widokiem, Twój ojciec mnie zgarnął. Wesołych świąt.
Cofnął się o krok, a potem obrócił się do niej plecami, wychodząc z kuchni. Nie wiedział po co mówiła jej o powodzie swojej „wizyty”, ale czuł, że powinien się z tego wytłumaczyć. Zanim skierował się ku wyjściu, zawahał się krótko, po czym wszedł po schodach na górę; nie chciał uciekać bez pożegnania z Charliem i Dominikiem, nie w przeddzień świąt. Nie wiedział jak przedstawiała się sytuacja na górze... i w sumie był to tylko kolejny powód by tam zajrzeć, chciał upewnić się, że się nie pozabijali. Zatrzymał się przed drzwiami do pokoju chłopaka, zapukał, odczekał dwa oddechy i wszedł do środka, przepraszając za zakłócenie „spokoju”.
— Chciałem tylko życzyć Wam wesołych świąt — żałował, że nie miał przy sobie prezentów, ale Rowle senior wziął go z zaskoczenia. Od początku miał w planach wysłać je pocztą. — Przykro mi, że zajrzałem nie w porę — dodał, czując się odrobinę niezręcznie.

______________________

Je parvins à faire s'évanouir dans mon esprit toute l'espérance humaine. Sur toute joie pour l'étrangler j'ai fait le bond sourd de la bête féroce.
Le malheur a été mon dieu. Je me suis allongé dans la boue. Je me suis séché à l'air du crime. Et j'ai joué de bons tours à la folie.
Et le printemps m'a apporté l'affreux rire de l'idiot.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Dominik Rowle

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 187
Galeony : 538
  Liczba postów : 199
https://www.czarodzieje.org/t16222-dominik-rowle
https://www.czarodzieje.org/t16224-domino#444511
https://www.czarodzieje.org/t16225-ingrid#444516
https://www.czarodzieje.org/t16223-dominik-rowle
Dom rodziny Rowle - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Dom rodziny Rowle - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Dom rodziny Rowle   Dom rodziny Rowle - Page 6 EmptySob Lut 01 2020, 00:43

Dominik pokręcił ze smutkiem głową, nie potrafiąc odpowiedzieć na pytanie Charliego. W ich domu, jak w każdym, życie nie było sielankowe. Zdarzały się konflikty, kłótnie, niezgody... Zawsze jednak się godzili i stali za sobą murem. Zwyczajnie. To, co działo się od kilku miesięcy nigdy się jeszcze nie zdarzyło. I przechodziło wszelkie pojęcie. Z ulgą przyjął od Charliego papierosa. Jakoś nie mieli w zwyczaju palenia w pokojach i rzeczywiście czuł się na początku dość dziwnie. Jednak była to nadzwyczajna sytuacja i trzeba im to wybaczyć.
Jeszcze raz kiwnął głową.
- W końcu można mieć dość...
W milczeniu wysłuchał potoku słów, które wylewał z siebie Charlie i nawet nie miał komentarza. W tym momencie po prostu brat mówił to, co obaj sądzili. Kiedy jednak Charlie doszedł do wspomnienia o matce, Dominik zmarszczył brwi i skrzywił się lekko. No, tak, w tym dniu brakowało jeszcze tylko wspominania o niej. Cieszył się jednak, że Charlie nie kontynuował tematu. Niestety - lub stety - nie zdążył poznać matki w dorosłym życiu i na tyle, aby wiedzieć, czy Emily była do niej podobna, jeśli chodzi o charakter. Widziały ją tylko dziecięce oczy, które pragnęły jej uwagi i miłości.
- Może i jestem głupcem - powiedział niespodziwanie twardo. - Ale przestanę w to wierzyć dopiero, gdy umrze ostatnia nadzieja. I wszyscy powinniśmy myśleć tak samo, ona też. Dla naszego dobra - dokończył i westchnął ciężko. Dzisiejszego dnia już chyba nie ma sensu kontynuować tej rozmowy. Teraz każdy powinien wszystko przemyśleć i porozmawiać później na chłodno i spokojnie.
- Nie poradzi - przyznał jeszcze i już chciał wstać, gdy drzwi do pokoju otworzyły się. Nawet nie usłyszał pukania. Spojrzał lekko zdezorientowany na Nathaniela, który pojawił się w wejściu. Niemal zapomniał, że narzeczony siostry jeszcze jest obecny w ich domu. Podejrzewał, że przez tyle czasu Emily pokłóciła się z nim siedemset razy i chłopak już dawno wyszedł. Dominik uśmiechnął się z dziwną miną, bo rzeczywiście cała sytuacja wyglądała dość nietypowo. Ktoś mógłby pomyśleć, że obaj bracia stoczyli między sobą jakąś bitwę - pobojowisko w pokoju, rozcięty policzek Dominika, zakrwawiony Charlie... Musiało to wyglądać jednoznacznie.
Dominik potrząsnął głową na znak, że to nic takiego. Wstał i zwrócił się do Charliego.
- Prześpij się, zobaczymy się później - powiedział, kierując się w stronę Nathaniela. Usiłował uśmiechnąć się serdecznie, ale jak mu to wyszło - sam nie wiedział.
- Wesołych - rzucił, choć brzmiało to jak szyderstwo w kontekście świąt Rowle'ów, które zakończył się brutalnie, zanim w ogóle się zaczęły. Wyszli z pokoju Charliego, zamykając za sobą drzwi.
- Chyba po prostu musimy odpocząć - powiedział, nawiązując do wszystkiego, co się dziś wydarzyło. - Mi przykro, że tak wyszło - dodał, a w jego głosie zabrzmiało jakby poczucie winy. Nie chciał w końcu, żeby ktoś był świadkiem ich rodzinnych awantur. - Mam nadzieję, że niedługo uda nam się w normalnej atmosferze usiąść do wspólnego stołu - westchnął, ponownie uśmiechnął się do chłopaka i pożegnał się. - Do zobaczenia!
I odszedł do swojej sypialni.

/zt x2 Dominik i Charlie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Emily Rowle

Student Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 1,60
C. szczególne : Czerwone usta, zawsze!
Galeony : 714
Dodatkowo : Prefekt
  Liczba postów : 1114
https://www.czarodzieje.org/t15867-emily-rowle
https://www.czarodzieje.org/t15874-emily-rowle?highlight=Emily+Rowle
https://www.czarodzieje.org/t15996-sowa-emily-felicja#436128
https://www.czarodzieje.org/t15872-emily-rowle
Dom rodziny Rowle - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Dom rodziny Rowle - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Dom rodziny Rowle   Dom rodziny Rowle - Page 6 EmptySob Lut 01 2020, 01:20

Była głupia. Wyjątkowo głupia. Zastanawiała się, co musi zrobić, żeby podejmować mądrzejsze decyzję, zejść na ziemię. Kiedy się odsunął, niemal westchnęła i spróbowała przywrócić się do porządku. Fizyczny pociąg był względnie akceptowalny, nawet jeśli miała przez niego czuć do siebie trochę obrzydzenia, to nie był tak groźny, jak zupełnie inna więź, która mimowolnie się między nimi tworzyła. Obiecywała sobie, że ją zerwie, ale to było trudniejsze niż się wydawało, zwłaszcza w takich chwilach. Zwłaszcza, kiedy miała wrażenie, że paradoksalnie nikt inny jej nie rozumie tak, jak on. Kiedy czuła się samotna tak jak teraz, była bardziej podatna, a to było coś, na co nie mogła sobie pozwolić. Może to wcale nie budując ściany się chroniła, wręcz przeciwnie, może w ten sposób stawała się bardziej delikatna, niż do tej pory. Odsunięcie się od Dominika na niewiele się zdało, bez jego wsparcia wszystko było trudniejsze, nie prostsze.
- Wesołych świąt - odparła tylko w odpowiedzi, nie komentując niczego innego, chociaż doceniała wyjaśnienie i przede wszystkim to, że nie pojawił się tutaj złośliwie. Kiedy poszedł na górę, zawahała się przez chwilę. Jeśli tu zostanie, pewnie sprawy skomplikują się jeszcze bardziej. Jak mają udawać przy ojcu, że wszystko jest w porządku? Byli cali w emocjach, nie wszystko dało się ukryć, a nie mogli go teraz denerwować. Zresztą, ona sama potrzebowała dystansu i oni pewnie też. Sięgnęła do szafki po pergamin, usiadła przy stole i zabrała się sprawnie za pisanie.
Dominik, Charlie
Przepraszam za to zniknięcie, pewnie myślicie, że chce tym pokazać swoje oburzenie, czy cokolwiek takiego - pewnie dość w moim stylu. Dlatego piszę krótki list, żebyście wiedzieli o co chodzi. Przykro mi, że ta rozmowa się tak potoczyła. Przykro mi, że zareagowałam aż tak emocjonalnie, chociaż Charlie, chce żebyś wiedział, że nie zrobiłam tego, bo mi na tobie nie zależy. Wręcz przeciwnie, byłam wściekła właśnie dlatego, że tak bardzo mi zależy. Nie będę się tu przesadnie rozpisywać, jest wiele spraw, o których wam nie powiedziałam i które chyba wpłynęły na mnie bardziej niż podejrzewałam, również na moje zachowanie wobec was. Przykro mi, jeśli naprawdę myślicie, że nigdy mi na was nie zależało i nie doceniałam tego co dla mnie robicie, bo to nieprawda. Bardzo was doceniam, po prostu... nie wiem, jestem trochę zagubiona. Piszę to po to, żeby czuć się jutro w obowiązku chociaż trochę wam to wyjaśnić, bo wiecie, że szczerość nie przychodzi mi łatwo sama w sobie.
Wracam do mieszkania, żeby trochę ochłonąć i żebyśmy nie musieli kontynuować tego w obecności taty. Teleportuje się tu jutro, kiedy jeszcze będzie pracował, żebyśmy mogli to na spokojnie załatwić między sobą. Myślę, że przyda nam się chwila na ochłonięcie i przemyślenia. Powiedzcie proszę tacie, że zapomniałam zająć się bardzo ważnymi dokumentami do redakcji i dlatego zniknęłam na jeden wieczór, żeby w pełni się skupić. Do jutra, Em.

Przerwała, bo usłyszała jak Nate schodzi po schodach. Zresztą, nie było sensu pisać więcej, chciała czy nie, pewne rzeczy musiała powiedzieć im prosto w oczy. Odłożyła pióro i złożyła kartkę na pół, a potem złożyła ją w samolot i wysłała pod drzwi Dominika, żeby to na pewno oni ją dostali, a nie przypadkiem ich ojciec. Spojrzała na niego.
- Znajdzie się dodatkowe miejsce na tym twoim motorze? - rzuciła, wskazując głową na pojazd za oknem. Wbrew pozorom, to był właśnie jej sposób na łapanie dystansu. Wystarczyło udawać, że ich relacja jest swobodna, żeby taka się właśnie stała, prawda? Bez zbędnych niedopowiedzeń, nieznośnej chemii i napięcia, którego nie mogła wytrzymać. Musiała sprowadzić to na inne, prostsze tory, nie wiedziała tylko jeszcze na jakie.

______________________

And change will come, it's on it's way
Just close your eyes, and let it rain



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Dom rodziny Rowle - Page 6 QzgSDG8








Dom rodziny Rowle - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Dom rodziny Rowle   Dom rodziny Rowle - Page 6 Empty

Powrót do góry Go down
 

Dom rodziny Rowle

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 6 z 6Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Dom rodziny Rowle - Page 6 JHTDsR7 :: 
reszta świata
 :: 
Świstokliki
 :: 
Mieszkania
-