Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 Mieszkanie nr 16

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 4 z 9 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Next
AutorWiadomość


Jeremy Dunbar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 179
C. szczególne : Ruchome tatuaże na prawym ramieniu, wyszczerz na gębie, kocia sierść na ubraniu, zapach gumy balonowej.
Galeony : 175
  Liczba postów : 960
https://www.czarodzieje.org/t17312-jeremy-p-turner#485467
https://www.czarodzieje.org/t17314-awiza-pana-dunbar#485553
https://www.czarodzieje.org/t17313-j-turner#485466
Mieszkanie nr 16 - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Mieszkanie nr 16 - Page 4 Empty


PisanieMieszkanie nr 16 - Page 4 Empty Mieszkanie nr 16  Mieszkanie nr 16 - Page 4 EmptyCzw Sie 29 2019, 18:44;

First topic message reminder :


Studencka kawalerka na trzecim piętrze



Pokój Jerry'ego i jednocześnie salon


Wbrew pozorom nie odnosi się tu wrażenia ciasnoty - ustawienie mebli i okien daje wrażenie przejrzystości i o ile nikt nie potknie się o rozwalone na dywanie buty czy plecak, to można się tu przemieszczać bez wzajemnego obijania się. Na lewo jest mała łazienka z prysznicem, a na prawo aneks kuchenny. Zazwyczaj panuje tu lekki bałagan, a na stoliku zawsze stoi skiełczący kubek po kawie i talerz po kanapkach (jeśli nie dostał nóg i nie schował się pod kanapą). Nie ma tu absolutnie żadnego zdjęcia rodzinnego, jedynie plakaty zespołów czy fotografie od kumpla.



Wolny pokój


Jeremy szuka współlokatora, ale do tego czasu pokój "wypożycza" znajomym na noclegi.



Aneks kuchenny


W tym miejscu sprawdza się powiedzonko "Trzy osoby to już tłok". Stolik na dwie osoby, chyba, że się go przeniesie do pokoju i magicznie wydłuży (bądź połaskocze po środkowych śrubkach). Prawie zawsze w zlewie są naczynia, które niby są traktowane zaklęciami czyszczącymi, jednak są na tyle słabe, że po paru minutach się kończą. Na półkach są poupychane opakowania z firmy dostarczającej jedzenie. To znak, że Jeremy mało gotuje. Rolety są tu często zasłonięte, bowiem słońce bije po oczach w ciągu dnia. W kącie kuchni stoi mała lodówka, oczywiście niedziałająca, ale za to pokryta wieloma nieruchomymi magnesami.



Balkon


Tutaj trzy osoby się muszą do siebie przytulić, jeśli chcą się zmieścić. Okna balkonowe są otwarte zawsze na oścież tak, by sowia korespondencja mogła wpadać bez uderzania w szyby. Tutaj też z boku znajduje się klatka jego własnej sowy. Niezbędnym wyposażeniem balkonu jest popielniczka. Zero kwiatów, a jedynie jakieś pudełka, walizki i worki ustawione w kącie.




Ostatnio zmieniony przez Jeremy Dunbar dnia Nie Maj 10 2020, 09:17, w całości zmieniany 5 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość


Finn Gard

Student Hufflepuff
Rok Nauki : II
Wiek : 21
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 177
C. szczególne : Podkrążone oczy, nerwowość i spięcie widoczne w każdym ruchu i grymasie, trochę nieprzytomny wzrok.
Galeony : 689
  Liczba postów : 1829
https://www.czarodzieje.org/t16780-finan-gard-konczy-sie-tworzyc#466593
https://www.czarodzieje.org/t16790-listy-do-finnu#466907
https://www.czarodzieje.org/t16783-finan-gard#466737
https://www.czarodzieje.org/t18293-finan-gard-dziennik
Mieszkanie nr 16 - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Mieszkanie nr 16 - Page 4 Empty


PisanieMieszkanie nr 16 - Page 4 Empty Re: Mieszkanie nr 16  Mieszkanie nr 16 - Page 4 EmptyPon Gru 16 2019, 19:22;

Nie był już pewien czyj oddech był bardziej przyspieszony; tak czy siak odetchnął, przymykając powieki czując na karku i później na ramionach rozmasowujące ruchy jego dłoni. Udało mu się spostrzec, że nie musiał nic mówić, aby Skyler nie tylko odczytał w czym rzecz, a i od razu przeszedł do prób załagodzenia nieplanowanego spięcia ramion. I jemu nie chciało się w to wszystko wierzyć - nie tylko w to, że w ogóle wylądował w nieswoim łóżku (a już się pogodził z wieloletnim celibatem), ale że to Skyler jest tu przed nim i go w ten sposób rozpala. Swoją gorliwością i zachłannością rozmiękczył Finna do takiego stopnia, jakiego się nie spodziewał poczuć. Być może i stresował się narastającym w zastraszającym tempie napięciem, ale czuł, że Skyler to nie tylko zrozumie, ale i sprawi, że ta emocja zostanie skutecznie stłamszona przez inne, przyjemniejsze. Nie zastanawiał się nad tym, co mówi. Pierwszy raz od bardzo dawna mówił co mu ślina przyniosła na język. Stracił jakąkolwiek ochotę do interakcji ze światem, a więc sięgnął ręką do Skylera, który będzie idealnym zamiennikiem rzeczywistości. Słyszał dzike łomotanie własnego serca, choć równie dobrze może być to serce w klatce piersiowej Schuestera, przez chwilę dobrze słyszalne z bliskiej odległości. Krew buzowała w jego żyłach, zmieniała się w płynny ogień, mknęła pod skórą do miejsc, na które opadały usta Skylera, a następnie dłonie.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Skyler Schuester

Mieszkaniec Doliny
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Czystość Krwi : 10%
Wzrost : 179 i PÓŁ!
C. szczególne : Ciepłe spojrzenie, zapach cynamonu i Błękitnych Gryfów/mugolskich fajek; łatwy do wywołania uśmiech; czasem da się wypatrzeć malinkę czy dwie (jedna to tatuaż przy obojczyku); ciepły, niski głos i raczej spokojne tempo mówienia, tatuaże (dziennik); pierścionek zaręczynowy
Galeony : 950
  Liczba postów : 2462
https://www.czarodzieje.org/t17504-skyler-schuester#491351
https://www.czarodzieje.org/t17509-blue-sky#491410
https://www.czarodzieje.org/t17510-skyler-schuester
https://www.czarodzieje.org/t17506-skyler-schuester#491388
https://www.czarodzieje.org/t18314-skyler-schuester-dziennik#521
Mieszkanie nr 16 - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Mieszkanie nr 16 - Page 4 Empty


PisanieMieszkanie nr 16 - Page 4 Empty Re: Mieszkanie nr 16  Mieszkanie nr 16 - Page 4 EmptyWto Gru 17 2019, 15:22;

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Finn Gard

Student Hufflepuff
Rok Nauki : II
Wiek : 21
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 177
C. szczególne : Podkrążone oczy, nerwowość i spięcie widoczne w każdym ruchu i grymasie, trochę nieprzytomny wzrok.
Galeony : 689
  Liczba postów : 1829
https://www.czarodzieje.org/t16780-finan-gard-konczy-sie-tworzyc#466593
https://www.czarodzieje.org/t16790-listy-do-finnu#466907
https://www.czarodzieje.org/t16783-finan-gard#466737
https://www.czarodzieje.org/t18293-finan-gard-dziennik
Mieszkanie nr 16 - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Mieszkanie nr 16 - Page 4 Empty


PisanieMieszkanie nr 16 - Page 4 Empty Re: Mieszkanie nr 16  Mieszkanie nr 16 - Page 4 EmptyWto Gru 17 2019, 19:30;

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Skyler Schuester

Mieszkaniec Doliny
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Czystość Krwi : 10%
Wzrost : 179 i PÓŁ!
C. szczególne : Ciepłe spojrzenie, zapach cynamonu i Błękitnych Gryfów/mugolskich fajek; łatwy do wywołania uśmiech; czasem da się wypatrzeć malinkę czy dwie (jedna to tatuaż przy obojczyku); ciepły, niski głos i raczej spokojne tempo mówienia, tatuaże (dziennik); pierścionek zaręczynowy
Galeony : 950
  Liczba postów : 2462
https://www.czarodzieje.org/t17504-skyler-schuester#491351
https://www.czarodzieje.org/t17509-blue-sky#491410
https://www.czarodzieje.org/t17510-skyler-schuester
https://www.czarodzieje.org/t17506-skyler-schuester#491388
https://www.czarodzieje.org/t18314-skyler-schuester-dziennik#521
Mieszkanie nr 16 - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Mieszkanie nr 16 - Page 4 Empty


PisanieMieszkanie nr 16 - Page 4 Empty Re: Mieszkanie nr 16  Mieszkanie nr 16 - Page 4 EmptyWto Gru 17 2019, 22:09;

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Finn Gard

Student Hufflepuff
Rok Nauki : II
Wiek : 21
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 177
C. szczególne : Podkrążone oczy, nerwowość i spięcie widoczne w każdym ruchu i grymasie, trochę nieprzytomny wzrok.
Galeony : 689
  Liczba postów : 1829
https://www.czarodzieje.org/t16780-finan-gard-konczy-sie-tworzyc#466593
https://www.czarodzieje.org/t16790-listy-do-finnu#466907
https://www.czarodzieje.org/t16783-finan-gard#466737
https://www.czarodzieje.org/t18293-finan-gard-dziennik
Mieszkanie nr 16 - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Mieszkanie nr 16 - Page 4 Empty


PisanieMieszkanie nr 16 - Page 4 Empty Re: Mieszkanie nr 16  Mieszkanie nr 16 - Page 4 EmptyWto Gru 17 2019, 22:57;

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Skyler Schuester

Mieszkaniec Doliny
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Czystość Krwi : 10%
Wzrost : 179 i PÓŁ!
C. szczególne : Ciepłe spojrzenie, zapach cynamonu i Błękitnych Gryfów/mugolskich fajek; łatwy do wywołania uśmiech; czasem da się wypatrzeć malinkę czy dwie (jedna to tatuaż przy obojczyku); ciepły, niski głos i raczej spokojne tempo mówienia, tatuaże (dziennik); pierścionek zaręczynowy
Galeony : 950
  Liczba postów : 2462
https://www.czarodzieje.org/t17504-skyler-schuester#491351
https://www.czarodzieje.org/t17509-blue-sky#491410
https://www.czarodzieje.org/t17510-skyler-schuester
https://www.czarodzieje.org/t17506-skyler-schuester#491388
https://www.czarodzieje.org/t18314-skyler-schuester-dziennik#521
Mieszkanie nr 16 - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Mieszkanie nr 16 - Page 4 Empty


PisanieMieszkanie nr 16 - Page 4 Empty Re: Mieszkanie nr 16  Mieszkanie nr 16 - Page 4 EmptySro Gru 18 2019, 10:10;

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Finn Gard

Student Hufflepuff
Rok Nauki : II
Wiek : 21
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 177
C. szczególne : Podkrążone oczy, nerwowość i spięcie widoczne w każdym ruchu i grymasie, trochę nieprzytomny wzrok.
Galeony : 689
  Liczba postów : 1829
https://www.czarodzieje.org/t16780-finan-gard-konczy-sie-tworzyc#466593
https://www.czarodzieje.org/t16790-listy-do-finnu#466907
https://www.czarodzieje.org/t16783-finan-gard#466737
https://www.czarodzieje.org/t18293-finan-gard-dziennik
Mieszkanie nr 16 - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Mieszkanie nr 16 - Page 4 Empty


PisanieMieszkanie nr 16 - Page 4 Empty Re: Mieszkanie nr 16  Mieszkanie nr 16 - Page 4 EmptySro Gru 18 2019, 20:08;

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Skyler Schuester

Mieszkaniec Doliny
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Czystość Krwi : 10%
Wzrost : 179 i PÓŁ!
C. szczególne : Ciepłe spojrzenie, zapach cynamonu i Błękitnych Gryfów/mugolskich fajek; łatwy do wywołania uśmiech; czasem da się wypatrzeć malinkę czy dwie (jedna to tatuaż przy obojczyku); ciepły, niski głos i raczej spokojne tempo mówienia, tatuaże (dziennik); pierścionek zaręczynowy
Galeony : 950
  Liczba postów : 2462
https://www.czarodzieje.org/t17504-skyler-schuester#491351
https://www.czarodzieje.org/t17509-blue-sky#491410
https://www.czarodzieje.org/t17510-skyler-schuester
https://www.czarodzieje.org/t17506-skyler-schuester#491388
https://www.czarodzieje.org/t18314-skyler-schuester-dziennik#521
Mieszkanie nr 16 - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Mieszkanie nr 16 - Page 4 Empty


PisanieMieszkanie nr 16 - Page 4 Empty Re: Mieszkanie nr 16  Mieszkanie nr 16 - Page 4 EmptySro Gru 18 2019, 22:47;

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Finn Gard

Student Hufflepuff
Rok Nauki : II
Wiek : 21
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 177
C. szczególne : Podkrążone oczy, nerwowość i spięcie widoczne w każdym ruchu i grymasie, trochę nieprzytomny wzrok.
Galeony : 689
  Liczba postów : 1829
https://www.czarodzieje.org/t16780-finan-gard-konczy-sie-tworzyc#466593
https://www.czarodzieje.org/t16790-listy-do-finnu#466907
https://www.czarodzieje.org/t16783-finan-gard#466737
https://www.czarodzieje.org/t18293-finan-gard-dziennik
Mieszkanie nr 16 - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Mieszkanie nr 16 - Page 4 Empty


PisanieMieszkanie nr 16 - Page 4 Empty Re: Mieszkanie nr 16  Mieszkanie nr 16 - Page 4 EmptyCzw Gru 19 2019, 07:25;



Myśli były zbyt rozproszone, aby się skoncentrować na pewnych (całkiem istotnych) niedociągnięciach. Zapewne nad ranem albo przy prysznicu uzmysłowi sobie ich błąd i wysunie odpowiednie kroki, by się to nigdy więcej nie powtórzyło.
- Du förvånade mig. - mruknął w odpowiedzi, jeszcze niezbyt kontaktując ani nie zdając sobie sprawy jak bardzo twardy, szwedzki ton nie pasuje do tak intymnej chwili. Zsunął się jednym bokiem na zmiętą pościel i powoli wyrównywał swój oddech, przesuwając w trakcie dłonią po jego torsie. Nie przypominał sobie kiedy ostatnio był tak jednocześnie zrelaksowany i obolały. Otworzył oczy i widząc w szaroniebieskich wesołe błyski mimowolnie uśmiechnął się kącikiem ust.
- Za kilka chwil, jak się uspokoję. - sięgnął do jego ust, całując je bardzo leniwie, gładko. Po paru chwilach opadł obok niego, brzuchem na pościeli, a jedną rękę zarzucił przez szerokość jego torsu. Wolne przedramię wsunął pod swój policzek i w ten sposób spoglądał na profil Skylera i unoszącą się jego klatkę piersiową. - Następnym razem będziesz pierwszy. - ni to zażartował ni to mówił poważnie. Powieki miał ciężkie, ale dzielnie trzymał je otwarte, by jeszcze popatrzeć na jego policzki. - Chętnie przyzwyczaję się do nocy z tobą. - uznał, że musi to jakoś skomentować mimo, że ciężko było zebrać myśli w jedną sensowną. A, że określenie "było super" jest oklepane i kiepskie, to szukał swojego sposobu na okazanie nie tylko aprobaty i zachwytu. Przesunął dłoń z jego torsu w kierunku szyi i podstawy policzka. Powoli wyciszał swój oddech i obserwował zmysłami jak mięśnie całego ciała pulsują od wysiłku. Nic nie jest w stanie go teraz wyciągnąć z łóżka - nawet obietnica wspólnego testowania prysznica. - Jak otworzę oczy to bądź jeszcze w łóżku. - mruknął niewyraźnie, a kryło się za tym pewne uczucie, którego nie zdołał opisać. Próbował by słowa brzmiały niczym prośba, jednak nie miał jak teraz zastanawiać się nad ich wydźwiękiem. Przysunął się bliżej, by dotknąć czołem jego przedramienia i zamknął oczy. Nie zauważył, kiedy zapadł w pół sen, jednak nagłe zsunięcie się dłoni z jego szyi jak i spokojniejszy oddech zdradziły, że zasnął. Przyświeciła mu jedynie jedna obawa - by nie zbudził go koszmar, bowiem zasypia bez eliksiru nasennego we krwi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Skyler Schuester

Mieszkaniec Doliny
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Czystość Krwi : 10%
Wzrost : 179 i PÓŁ!
C. szczególne : Ciepłe spojrzenie, zapach cynamonu i Błękitnych Gryfów/mugolskich fajek; łatwy do wywołania uśmiech; czasem da się wypatrzeć malinkę czy dwie (jedna to tatuaż przy obojczyku); ciepły, niski głos i raczej spokojne tempo mówienia, tatuaże (dziennik); pierścionek zaręczynowy
Galeony : 950
  Liczba postów : 2462
https://www.czarodzieje.org/t17504-skyler-schuester#491351
https://www.czarodzieje.org/t17509-blue-sky#491410
https://www.czarodzieje.org/t17510-skyler-schuester
https://www.czarodzieje.org/t17506-skyler-schuester#491388
https://www.czarodzieje.org/t18314-skyler-schuester-dziennik#521
Mieszkanie nr 16 - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Mieszkanie nr 16 - Page 4 Empty


PisanieMieszkanie nr 16 - Page 4 Empty Re: Mieszkanie nr 16  Mieszkanie nr 16 - Page 4 EmptyCzw Gru 19 2019, 14:07;

Rozluźniał się zupełnie, czując jak serce bije mu mocno, niemal boleśnie, a jednak wystukując dość powolny rytm, jakby wiedziało, że powinno się już uspokajać, a jednak próbowało walczyć dalej o wyraźny znak buntu. Pogładził go po plecach, na razie zbyt zachwycony jego obecnością, by pomknąć w stronę niepewności, która zazwyczaj zalewała go wraz ze stopniowym powracaniem krwi do mózgu.
- Tego jeszcze nie słyszałem - mruknął, nieco zdezorientowany, a jednak próbował optymistycznie doszukać się w tych obco brzmiących słowach jakiegoś komplementu, jednocześnie przyciągając go do siebie, by mieć go wciąż jak najbliżej. Po takiej bliskości nawet milimetry wydają się być ogromną odległością, dającą zbyt dużo przestrzeni między ich ciałami.
Przymknął na chwilę powieki, skupiając się na przyjemnym, powolnym pocałunku, który był dokładnie tym, czego w tej chwili potrzebował. Po chwili zerknął w ledwie widoczny w mroku błękit, nie odsuwając się od jego ust, chcąc przedłużyć tę ich chwilę intymności do maksimum.
- Może nauczysz mnie kilku słów - szepnął, muskając jego wargi i uśmiechając się już, wiedząc do czego zmierza ta jego zaczepka. - Żebym następnym razem rozumiał co do mnie jęczysz - dodał, wyraźnie zadowolony z faktu, że udało mu się wyrwać z niego takie dźwięki i znów przymknął ociężałe powieki, by skupić się odpowiednio na kolejnym pocałunku. Pozwolił przesunąć mu się w bok, ale wsunął mu swoją rękę pod głowę, przepędzając spod niej jego własną, aby móc go lepiej objąć, nie chcąc pozwolić odejść mu za daleko.
Uniósł brew i uśmiechnął się lekko, nie odpowiadając na to stwierdzenie. Zdecydowanie nie zamierzał mu na to pozwalać, ale nie odbierze przecież sobie przyjemności z tego, że Finn będzie próbował ten plan zrealizować. Najlepiej niech próbuje codziennie, nie będzie mu tego zabraniał, ale ułatwiać też nie zamierza. Napawał się za to ich stwierdzeniami "następnym razem" i pewnością, z jaką obaj zakładali, że takowy będzie, przyznając wyraźnie przed sobą, że finał ich dzisiejszego spotkania nie był tylko jednorazową przygodą ani wykorzystaniem chwilowej słabości. Zrobili porządny krok w tej relacji i nie zamierzają się z niego wycofywać.
- Nigdzie się nie wybieram - wymruczał w odpowiedzi na kolejne już dziś polecenie, gładząc leżące na nim przedramię i mimowolnie zamyślił się nad tymi słowami. Drugą dłonią przykrył jego bok i głaszcząc go rytmicznie naszły go wątpliwości i bliżej nieokreślony niepokój. Znów to robi. Zagłusza czyjś rozsądek, na siłę rozbudza pożądanie, przysłaniając tym normalną, zdrową ścieżkę rozwoju relacji i potem dziwi się, że gdy ktoś się nim odpowiednio nasyci, to uczucie między nimi blaknie. Otworzył usta, by zacząć rozmowę i zamknął je zaraz, gdy dotarło do niego, że Finn zdążył już zasnąć. Zdecydowanie nie zamierzał go budzić tylko po to, by wyrwać z niego zapewnienia, kierując się swoimi obawami, do których praw nie miał. Niezbyt zgrabnie, przez próby zrobienia tego delikatnie, by nie obudzić leżącego obok chłopaka, naciągnął na nich koc, by zakrywał ich chociaż częściowo. Przymknął powieki, powtarzając sobie, że przecież idzie im bardzo dobrze, ale zaraz rozproszył się myślą, że będą żałować, że nie wzięli prysznica, by obmyć ciał z efektu ich zbliżenia. Co chwila pojawiały się kolejne wątpliwości, które normalnie zagłuszyłby pójściem do kuchni i maksymalnym skupieniem nad produkcją jakiegoś wypieku, więc chwycił dłoń Finna, niedaleko swojej szyi, splatając ich palce i zacisnął powieki, w próbie zaśnięcia.
Życie jednak kocha ironię. Dwóch Puchonów w jednym łóżku - jeden potrzebujący eliksiru do zaśnięcia i drugi, zasypiający niezależnie od warunków, jeżeli tylko zamknie na dłużej oczy. A jednak to pierwszy z nich oddychał już miarowo, spokojnie, a drugi niepotrzebnie zmartwił się problemami, których istnienia nie jest nawet pewny. W końcu i jemu udało się usnąć, choć ten sen przypominał bardziej drzemki, które potrafi ucinać na korytarzu, niż pełnoprawny, głęboki wypoczynek. Półprzytomnie budził się przy każdym niespokojnym ruchu Finna, z każdym kolejnym wybudzeniem zamykając go bardziej w swoich ramionach i odruchowo gładząc go po plecach, ramionach czy włosach, aż oddech Szweda znów się nie uspokajał. W pewnym momencie zasnął już dużo spokojniej, głębiej, jednak nad ranem zbudził go głos Dunbara, który w pokoju obok zakomunikował swój powrót głośnym "Wróciłem!", po którym sam Sky zazwyczaj odwraca się na drugi bok i śpi dalej. Teraz jednak nieco oprzytomniło go ciepło drugiego nagiego ciała, więc nie otwierając oczu wyruszył w poszukiwaniu miękkich ust, by upewnić się czy wszystko jest w porządku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Finn Gard

Student Hufflepuff
Rok Nauki : II
Wiek : 21
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 177
C. szczególne : Podkrążone oczy, nerwowość i spięcie widoczne w każdym ruchu i grymasie, trochę nieprzytomny wzrok.
Galeony : 689
  Liczba postów : 1829
https://www.czarodzieje.org/t16780-finan-gard-konczy-sie-tworzyc#466593
https://www.czarodzieje.org/t16790-listy-do-finnu#466907
https://www.czarodzieje.org/t16783-finan-gard#466737
https://www.czarodzieje.org/t18293-finan-gard-dziennik
Mieszkanie nr 16 - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Mieszkanie nr 16 - Page 4 Empty


PisanieMieszkanie nr 16 - Page 4 Empty Re: Mieszkanie nr 16  Mieszkanie nr 16 - Page 4 EmptyCzw Gru 19 2019, 19:24;

Nigdy nie przetrawił swoich przeżyć, tłumiąc je głęboko na dnie serca i jedynie czasami analizując w myślach w chwili masochizmu. Nic więc dziwnego, że ciało odreagowywało poprzez serię snów, niekiedy koszmarów, jeśli tylko w krwi nie płynął usypiacz. Sam fakt, że przysnął wiele już znaczył. Podobno, jeśli człowiek potrafi zasnąć obok drugiej osoby to przejaw ogromnego zaufania. Być może dla niektórych mogło wydawać się to oczywiste i bezproblemowe, jednak dla Finna było to krokiem milowym - odzyskać umiejętność zasypiania u czyjegoś boku. Najwyraźniej obecność ciepłej osoby, zapach skóry Skylera załagodził przeżywane sny. Nie pamiętał ich za bardzo, a jednak za każdym mimowolnym przebudzeniem jego ręce go przygarniały i uspokajały, bez przerywania ciszy. Obudziwszy się nad ranem - wszak należał do osób, które przebudzały się pierwsze od innych - odkrył, że jego "prośba" ukryta pod poleceniem została spełniona. Sky spał, a Finn musiał przez noc przysunąć się do niego bardziej niż w chwili zaśnięcia. Ich nogi były splątane, a on opierał policzek o jego ramię. Czuł sztywność mięśni i wiedział, że gdy wstanie to z pewnością nie obędzie się bez grymasu bólu i dyskomfortu po tym, co się działo w nocy. Zsunął głowę z jego ciała, opierając ją znów o swoje przedramię. Popatrzył na śpiącego chłopaka i przyglądał się mu z zainteresowaniem, przenosząc na niego całą swoją uwagę, przeżywając wewnętrznie i po cichu to, co się wydarzyło, byleby nie wracać wspomnieniem do zamazanej treści snów. Wolał ich nie analizować, by nie niszczyć poranka swoimi problemami z głową. Sięgnął do kołdry i nasunął ją do połowy brzucha Skylera, by nie kusić swego wzroku odsłoniętym ciałem. Przekręcił się cicho na bok, podparł głowę dłonią, a kciukiem drugiej musnął jego wargi. Zmarszczył brwi słysząc, że ktoś wchodzi do mieszkania. Męski i donośny głos przerwał błogą ciszę i sprawił, że Finn nabrał ochoty uciszenia delikwenta raz, a porządnie. Uznawszy jednak, że nie wypada atakować właściciela tej kawalerki (Riley powinien się od niego uczyć taktu) będącego w dodatku kolegą Skylera. Zdziwił się, gdy odkrył, iż zalęgło się w nim pełne protestu uczucie, by Sky nie dzielił mieszkania z jakimkolwiek facetem. Nie zrobił z tą myślą nic więcej, bowiem Sky poruszył się i zachowywał jakby chciał się upewnić, że Finn też tu jest. Uniósł się na łokciu i nachylił do jego ust, by go powoli i leniwie wybudzić pocałunkiem. Powolnym, ciepłym i jakże spokojnym w porównaniu do tych, które ich rozpalały przez całą noc. Oparł ich czoła o siebie. - Dzień dobry. - szepnął, przymykając przy tym oczy. - Twój kumpel wrócił, więc musimy się przenieść do mnie. - nim tamtego walnę zaklęciem za psuciem poranka, dodał już w myślach, a i ponownie przytulił ich usta do siebie, wolną ręką przytrzymując jego brodę przy swojej twarzy. - Musisz nas teleportować. - odezwał się cicho, gdy Skyler już otworzył zaspane oczy. Nie zdradzał przyczyny takiej, a nie innej decyzji, którą podjął bez konsultacji. Oparł się połową ciała o jego tors i próbował go ocucić drobnymi całusami ust, by wyrwać ze snu zamiast pozwolić mu dalej pospać. To nie czas ani miejsce, by dawać się porwać myślom. Najpierw muszą doprowadzić się do porządku, coś zjeść, odkleić od siebie (nie w tej kolejności, ale wiadomo jak to bywa) i wrócić do szarej rzeczywistości. Niechętnie myślał o opuszczeniu ciepła i miękkości na rzecz deszczowej aury za oknem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Skyler Schuester

Mieszkaniec Doliny
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Czystość Krwi : 10%
Wzrost : 179 i PÓŁ!
C. szczególne : Ciepłe spojrzenie, zapach cynamonu i Błękitnych Gryfów/mugolskich fajek; łatwy do wywołania uśmiech; czasem da się wypatrzeć malinkę czy dwie (jedna to tatuaż przy obojczyku); ciepły, niski głos i raczej spokojne tempo mówienia, tatuaże (dziennik); pierścionek zaręczynowy
Galeony : 950
  Liczba postów : 2462
https://www.czarodzieje.org/t17504-skyler-schuester#491351
https://www.czarodzieje.org/t17509-blue-sky#491410
https://www.czarodzieje.org/t17510-skyler-schuester
https://www.czarodzieje.org/t17506-skyler-schuester#491388
https://www.czarodzieje.org/t18314-skyler-schuester-dziennik#521
Mieszkanie nr 16 - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Mieszkanie nr 16 - Page 4 Empty


PisanieMieszkanie nr 16 - Page 4 Empty Re: Mieszkanie nr 16  Mieszkanie nr 16 - Page 4 EmptyPią Gru 20 2019, 10:44;

Mruknął cicho z zadowolenia, że odnalazł usta Puchona, czy właściwie - skutecznie je do siebie zwabił - i pod ich wrażeniem uśmiechnął się lekko, wiedząc co ich obecność oznacza. Poruszył swoimi na kształt “dzień dobry”, jednak nie wyszedł wystarczająco z krainy snu, aby wydobyć z siebie jakiś dźwięk. Poranki zawsze były dla niego trudne. Jego własny organizm odmawiał mu posłuszeństwa i próbował zmusić go do spania, aby w końcu odpłacić mu te wszystkie godziny nocne, których nie wykorzystał na regenerację. Codziennie jednak zmuszał się, by powiedzieć twarde “nie” i znów wstać z łóżka, nie zapewniając sobie chociaż tych sześciu godzin odpoczynku. Dziś jednak nie miał na to ochoty. Było mu ciepło, błogo, spokojnie i nie miał najmniejszego zamiaru sobie tego odmawiać, bo oznaczało to krok do rzeczywistości, w której Finn bezczelnie funkcjonuje tak daleko od niego.
Instynktownie poddawał się jego gestom i ospale odwzajemniał pocałunki, bardzo powoli wybudzając się z sennego amoku, leniwie przetwarzając usłyszane słowa.
- Jeszcze chwila - odpowiedział mu obniżonym i zachrypniętym od zaspania głosem, zmuszając się do rozchylenia powiek, które jednak zaraz opadły z powrotem. Wtulił się w jego szyję, by tam ziewnąć, rozgrzewając oddechem skórę i mruknął przeciągle. Zamiast odpowiednio skupić się na rozbudzeniu, skoncentrował się na zapamiętaniu jego zapachu, temperatury ciała, tego jak zachowuje się skóra pod wpływem dłoni, którą przesuwał teraz po jego plecach. Było tak wiele aspektów, do których obecności już się przyzwyczaił i tak wiele, które czekały jeszcze na odkrycie, a bolesna świadomość, że czeka go przerwa w tych badaniach, zradzała w nim chęć protestu.
- Nie wejdzie tu - zaczął cicho, próbując ugrać nieco więcej czasu z Finnem u boku, otwierając ponownie zaspane oczy, aby spojrzeć błagalnie w nieugięty błękit. Przesunął kciukiem po jego policzku i sięgnął po kolejne, wciąż nieco ospałe pocałunki, czując leniwie rozchodzące się po ciele ciepło. Gładził opuszkami palców jego barki i szyję, próbując zliczyć bordowe ślady, które rozsiał po skórze Finna, po czym objął go, chcąc dokładniej go na sobie poczuć.
- Jak się czujesz? - szepnął, badając palcami jego łopatki, ale powoli schodząc coraz niżej dotarł do pośladka, którego zakrył dłonią z niemal ironiczną delikatnością, gdy przypomiał sobie z jaką siłą zaciskał na nim palce kilka godzin wcześniej. Nie do końca wiedział czy pyta o aspekt psychiczny czy fizyczny, ani o który martwi się teraz bardziej. Sam czuł się dobrze w obu przypadkach,  może nawet za dobrze, bo serce rosło mu z każdą chwilą, w której mózg się rozbudzał, podsyłając mu wspomnienia wczorajszego wieczoru i nocy, przypominając (nie)wypowiedziane słowa i znaczące gesty.
W końcu westchnął niezadowolony, że faktycznie musi chwilowo rozstać się z ciepłem Finna, bo zarówno pełny pęcherz, jak i pusty żołądek, zaczęły domagać się jego uwagi. Ucałował go krótko w usta i czoło, by zaraz zsunąć go z siebie, choć każdy mięsień krzyczał przy tym przeciągłe “nieeee”, próbując go powstrzymać od tego zdradzieckiego czynu. Wciągnął na siebie bokserki, dopiero teraz czując ból w udach jako tymczasową pamiątkę po tej jednej, mniej wygodnej pozycji, na której wspomnienie uśmiechnął się mimowolnie. Zebrał ich rzeczy, nie chcąc by Finn wysyłał tutaj po nie Frytka pod jego nieobecność, zgarniając też sobie czyste ubrania i zapasową szczoteczkę z komody, zbyt leniwy, by fatygować się do łazienki po obecną.
Naszła go myśl, że chciałby mieć przy sobie jakąś rzecz, która byłaby chociaż namiastką obecności Szweda i jego wzrok padł zaraz na puchoński krawat. Były identyczne, mógłby je teraz podmienić i nikt by nie zauważył; nikt by nie wiedział oprócz niego. Ale problem polegał na tym, że chciał, żeby Finn też o tym wiedział, więc w myśl zasady “szybko, zanim dotrze do nas, że to bez sensu” podszedł do niego, łapiąc go za dłoń i naśladując jego prośborozkazy powiedział: - Zamieńmy się krawatami - po czym uśmiechnął się i nie czekając na odpowiedź teleportował ich do mieszkania Finna.

/ztx2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Jeremy Dunbar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 179
C. szczególne : Ruchome tatuaże na prawym ramieniu, wyszczerz na gębie, kocia sierść na ubraniu, zapach gumy balonowej.
Galeony : 175
  Liczba postów : 960
https://www.czarodzieje.org/t17312-jeremy-p-turner#485467
https://www.czarodzieje.org/t17314-awiza-pana-dunbar#485553
https://www.czarodzieje.org/t17313-j-turner#485466
Mieszkanie nr 16 - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Mieszkanie nr 16 - Page 4 Empty


PisanieMieszkanie nr 16 - Page 4 Empty Re: Mieszkanie nr 16  Mieszkanie nr 16 - Page 4 EmptyPią Gru 27 2019, 17:37;

Nie wiedział czy to przeżyje. Sam fakt, że był w stanie się teleportować było już niemałym osiągnięciem. Gorzej, że się po drodze rozszczepił. Tak na dobrą sprawę ból rozszczepienia był naprawdę mało odczuwalny w porównaniu z tym, co się działo w jego głowie. Wypadł z kanału teleportacyjnego dwa metry nad ziemię, o którą głucho huknął. Dosłownie centymetr od komody... Momentalnie się skulił, krzyknął gardłowo, trzymając się mocno za głowę. Przeraźliwie donośny pisk rozsadzał mu czaszkę od środka, wyciskając z kącików jego oczu łzy. Uzzy z dzikim miaukiem niczym błyskawica pomknął do drugiego pokoju, najeżony z przerażenia. Wokół Jeremy'ego tworzyła się bordowa kałuża, bowiem na lewym przedramieniu widniała brzydka rana, było widać niemalże biel kości. Paskudne rozszczepienie i na całe szczęście jedyne. Leżał na podłodze i zaciskał zęby, by nie wydostał się z niego zbyt głośny krzyk. Miał na sobie jedynie spodnie, a więc tym bardziej jego tors brudził się od cieknącej krwi. Twarz miał poobijaną, oko spuchnięte, z łuku brwiowego i wargi też zdobiły plamki krwi. Nic z tych obrażeń nie było istotne, gdy w głowie panował ogromny chaos. Wwiercający się w czaszkę pisk wyciskał z niego wszystkie siły, uwydatniał żyły na skroniach, czole, gdy próbował to wytrzymać i wyczekać aż chociaż odrobinę zelżeje. Nie miał pojęcia czy był w swoim mieszkaniu czy przypadkiem nie spadł komuś w sam raz o porze kolacji. Gdy teleportował się z kawalerki Emily to zdołał jedynie wyobrazić sobie swój salon i tylko ten ulotny obrazek go tutaj przyciągnął. Zabawne, w wakacje też się rozszczepił, choć na twarzy i Morgan go wówczas srogo opieprzyła. Najwidoczniej powinien doszlifować teleportację albo zaprzestać jej, kiedy nie ma ku temu dobrych warunków. Musiał jednak zaryzykować, bowiem odnosił wrażenie, że Nathaniel byłby w stanie go z zimną krwią ukatrupić. Nie ogarniał co mu jest ani nie orientował się co to za zaklęcie mu się dostało, ale nigdy nie słyszał o takim czymś. Wrzask rozdzierający się w jego głowie nie malał. O zgrozo, on cały czas trwał, odbierając Jeremy'emu jakąkolwiek zdolność ruchu i reakcji. Nie słyszał nic poza mieszanką dźwięków w głowie. Nie czuł nic poza okropnym bólem głowy - takim jakiego jeszcze nigdy w życiu nie zaznał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Skyler Schuester

Mieszkaniec Doliny
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Czystość Krwi : 10%
Wzrost : 179 i PÓŁ!
C. szczególne : Ciepłe spojrzenie, zapach cynamonu i Błękitnych Gryfów/mugolskich fajek; łatwy do wywołania uśmiech; czasem da się wypatrzeć malinkę czy dwie (jedna to tatuaż przy obojczyku); ciepły, niski głos i raczej spokojne tempo mówienia, tatuaże (dziennik); pierścionek zaręczynowy
Galeony : 950
  Liczba postów : 2462
https://www.czarodzieje.org/t17504-skyler-schuester#491351
https://www.czarodzieje.org/t17509-blue-sky#491410
https://www.czarodzieje.org/t17510-skyler-schuester
https://www.czarodzieje.org/t17506-skyler-schuester#491388
https://www.czarodzieje.org/t18314-skyler-schuester-dziennik#521
Mieszkanie nr 16 - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Mieszkanie nr 16 - Page 4 Empty


PisanieMieszkanie nr 16 - Page 4 Empty Re: Mieszkanie nr 16  Mieszkanie nr 16 - Page 4 EmptyPią Gru 27 2019, 20:11;

Nie było tu dziś Jerrego. Nie było Finna.
Dzisiejszego wieczoru mieli mieszkanie tylko dla siebie, ale w większości i tak ograniczali się do jednego pokoju, właściwie przez ostatnią godzinę nie ruszali się nawet z łóżka, a jedynie napawali się w milczącym porozumieniu swoim ciepłem. Skyler oszukiwał sam siebie, że skupia się na czytanym artykule o wpływie eliksiru rozkurczającego mięśnie na libidu u mężczyzn, tak naprawdę przysypiając już czwarty raz, a jego towarzysz - czarujący kot - mruczał rytmicznie leżąc na puchońskich kolanach. Po kolejnym wybudzeniu poddał się zupełnie i westchnął, odrzucając książkę na poduszkę, co musiało skutecznie wybudzić Uzzego, bo ten obrażony przeciągnął się i pomknął do salonu - zapewne po to, aby ułożyć się na świeżo wypranych ubraniach Dunbara, które osobiście złożył mu w kostkę na łóżku. Idąc jego tropem przeciągnął się, ale nie wstał, a jedynie usiadł na skraju łóżka, rozcierając zaspane oczy. Zaczął prowadzić wewnętrzną bitwę między pójściem spać na godzinę a wypiciem kawy, by wytrzymać jeszcze trochę, ale zaraz uniósł instynktownie głowę, słysząc trzask teleportacji. Zaraz jednak wstrzymał powietrze w płucach, gdy do znanego dźwięku dołączył dużo głośniejszy i gdy tylko Sky zdał sobie sprawę, że to co słyszy nie brzmi w ogóle jak pogodne dunbarowe "Wróciłem!", to wstał gwałtownie, żeby w kilku szybkich krokach znaleźć się obok drzwi i niezbyt pewnie wychylić zza nich głowę.
- Jerry? - spytał zachrypniętym od długiego milczenia głosem i od razu zamilkł, gdy tylko jego wzrok padł na Gryfona, którego zalewał kolor jego szkolnego domu, nie zauważając już jak Uzzy przeciska mu się między nogami, by skryć się w sypialni - Co... - mruknął niewyraźnie, zbyt zamroczony gwałtownym skokiem ciśnienia, nawet nie czując, że oddech przyspiesza mu z każdą sekundą bierności. Zrobił kilka chwiejnych kroków w stronę Dunbara, próbując ogarnąć jego obrażenia rozbieganym wzrokiem i przez głowę przebiegła mu myśl, że powinien szybko teleportować się po kogoś, o kim zawsze myśli w pierwszej kolejności przy jakimkolwiek wypadku, ale szybko zdał sobie sprawę, że to niemożliwe, bo właśnie ta osoba wykrwawiała się na jego oczach. Ta myśl otrzeźwiła go na tyle, by chwycić leżącą na brzegu łóżka koszulkę i przycisnąć ją do rany na przedramieniu w naiwnej próbie zatamowania krwotoku.
- Jerry, kurwa, powiedz mi co mam... - zaczął, uporczywie wpatrując się w opuchniętą twarz chłopaka, ale urwał, przenosząc wzrok na swoją dłoń, gdy poczuł na niej lepką wilgoć. Odruchową oderwał ją od przesiąkniętej krwią koszulki, wierzchem drugiej zakrywając usta, by z zamkniętymi oczami opanować odruchy wymiotne. W głowie zapaliła mu się czerwona lampka i zapętlone "nie, nie, nie" każące mu zrobił w tył zwrot i teleportować się gdzieś daleko od pokiereszowanego ciała, ale dużo silniej trzymała go na miejscu chęć pomocy. Zacisnął wargi i oddychając ciężko przez nos, próbując ignorować odrzucający zapach świeżej krwi, złapał kolejną koszulkę, rozrywając ją, by zawiązać ją ciasno na ramieniu zranionej ręki. Uniósł wzrok do góry, krzywiąc się w z mieszanki obrzydzenia, lęku i troski, by nie patrzeć przez chwilę na cierpienie współlokatora ani na wszechobecną krew, która zabarwiła teraz i jego ręce.
- Muszę po kogoś iść albo Cię gdzieś zabrać - wyrzucił z siebie, siląc się na stanowczość, bo czuł, że obecna sytuacja zdecydowanie nie jest na jego nerwy i potrzebuje wyraźnych instrukcji, by zrobić coś jeszcze - Mam eliksiry! - dodał gwałtownie, próbując pośpiesznie wstać, przez co tylko poślizgnął się na śliskiej od krwi podłodze. - Po Florę albo do Munga... - kontynuował w amoku urwaną przed chwilą myśl.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Jeremy Dunbar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 179
C. szczególne : Ruchome tatuaże na prawym ramieniu, wyszczerz na gębie, kocia sierść na ubraniu, zapach gumy balonowej.
Galeony : 175
  Liczba postów : 960
https://www.czarodzieje.org/t17312-jeremy-p-turner#485467
https://www.czarodzieje.org/t17314-awiza-pana-dunbar#485553
https://www.czarodzieje.org/t17313-j-turner#485466
Mieszkanie nr 16 - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Mieszkanie nr 16 - Page 4 Empty


PisanieMieszkanie nr 16 - Page 4 Empty Re: Mieszkanie nr 16  Mieszkanie nr 16 - Page 4 EmptyPią Gru 27 2019, 21:08;

Nie słyszał Skylera, bowiem na pierwszym planie był ten pieprzony, wkurwiający pisk. Jeszcze trochę, a pękną mu bębenki i już nigdy nie usłyszy słodkiego głosu zarumienionych dziewcząt. Przypomniał sobie co robić w tak awaryjnej sytuacji. Czytał przecież o tym w książkach tylko sęk w tym, że nie przewidywał, iż sam znajdzie się w takich paskudnych okolicznościach. Przede wszystkim - oddech. Udało się zaczerpnąć jeden, drugi, trzeci, choć drżący to głęboki. I czuł ulgę, pisk cichł stopniowo. Zauważał różnicę i aż stęknął z wrażenia. Ciśnienie w mózgu spadało, zaklęcie zakazane przemijało pozostawiając jedynie po sobie tępy ból w okolicach potylicy. I dokładnie w tym momencie poczuł co się dzieje z resztą jego ciała. Aż otworzył oczy i skierował wzrok na swoją rękę, gdzie bolało najgorzej. Szum w uszach przemijał, dzięki czemu usłyszał roztrzęsiony głos Skylera, który wziął się chyba znikąd. Kilka głębszych wdechów pomogło jako tako zorientować się w sytuacji. Jest u siebie - dzięki Ci Merlinie, że trafił!. Na podłodze, brudnej od jego krwi, którą notorycznie tracił przez otwartą ranę po rozszczepieniu. Syknął, wypuścił spomiędzy palców swoje włosy i podniósł głowę, by po chwili usiąść w akompaniamencie stękania. Nie ogarniał kiedy Sky zakrył jego rękę, ale był mu wdzięczny. Rozmasował czoło, próbując opanować ból i myśleć pomimo jego obecności. Krew. Trzeba zatamować krew nim niechcący straci przytomność.
- Cśś... cśśś, łeb mnie napierdala. - jęknął i przeczesał palcami włosy, brudząc je swoją własną krwią. Wzdrygnął się na myśl, że to własna. Nie przewidywał takiego scenariusza.
- Kuźźwa. Cholera jasna. Sky, eliksiry. Najlepiej do oczyszczania ran. Błagam, powiedz, że masz. - zacisnął palce w pięść, gdy ból przedramienia rozchodził się promieniem po całej kończynie i kręgosłupie. - Różdżka. Gdzie różdżka. - szukał jej po omacku, bo pamiętał, że trzymał ją w ręku gdy upadał na kolana. - Wezwij Matthew. Słyszysz, Sky? Sky! - podniósł głos spoglądając nań jednym okiem, bo drugie było już imponująco opuchnięte i fioletowe.  - Matthew. Zawołasz go? Mieszka w Dolinie Godryka. Wyślij Amandę, ogarnie temat. Niech jak najszybciej przylezie. - poprosił, znalazł różdżkę pod komodą, wsunął ją między swoje zęby i opierając się zdrową ręką o własne łóżko podniósł się do pionu. Od razu się zachwiał, odkrywszy jakie ma miękkie kolana. Zacisnął palce na wysokości łokcia, by wspomóc tamowanie krwawienia i doczłapał do kanapy, by na nią usiąść. Mimo, że piekielnie bolało to uniósł rękę nad poziom swojego serca, by zmniejszyć tempo utraty krwi. Przydałaby się trzecia ręka, do rzucania zaklęć uzdrawiania. Dotknął plecami oparcia kanapy, wypuścił spomiędzy zębów różdżkę i rzucił ją obok swojego uda. Oddychał głęboko.
- Skyler. - zawołał go, bo nie miał teraz kogo prosić o pomoc. Może nie pogodzili się jeszcze w pełni i czasami dało się wyczuć między nimi spięcie, to jednak teraz się to nie liczyło. Miał tylko nadzieję, że Puchon nie zemdleje ani nie puści pawia, bo wtedy chyba obaj stracą tu przytomność i nie będzie wesoło. - Musisz pomóc mi odsłonić przedramię. I potem je przytrzymać. Dasz radę? Zatamuję to. - Mówił schrypniętym głosem, zdradzającym jak szybko ubywało z niego sił. Uznał jednak, że ból ręki jest niczym w porównaniu z tym, co przed chwilą działo się w jego głowie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Skyler Schuester

Mieszkaniec Doliny
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Czystość Krwi : 10%
Wzrost : 179 i PÓŁ!
C. szczególne : Ciepłe spojrzenie, zapach cynamonu i Błękitnych Gryfów/mugolskich fajek; łatwy do wywołania uśmiech; czasem da się wypatrzeć malinkę czy dwie (jedna to tatuaż przy obojczyku); ciepły, niski głos i raczej spokojne tempo mówienia, tatuaże (dziennik); pierścionek zaręczynowy
Galeony : 950
  Liczba postów : 2462
https://www.czarodzieje.org/t17504-skyler-schuester#491351
https://www.czarodzieje.org/t17509-blue-sky#491410
https://www.czarodzieje.org/t17510-skyler-schuester
https://www.czarodzieje.org/t17506-skyler-schuester#491388
https://www.czarodzieje.org/t18314-skyler-schuester-dziennik#521
Mieszkanie nr 16 - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Mieszkanie nr 16 - Page 4 Empty


PisanieMieszkanie nr 16 - Page 4 Empty Re: Mieszkanie nr 16  Mieszkanie nr 16 - Page 4 EmptySob Gru 28 2019, 19:24;

Czuł wilgoć na skarpetce i nie zamierzał na nią patrzeć, bo wiedział, że częściowo jej hufflepuffowożółty kolor został już przejęty przez czerwień, tak jak i on musi przejąć nieco odwagi Gryffindora, by być w stanie odpowiednio pomóc. Słysząc o eliksirach wstał i ślizgając się na mokrym materiale popędził do swojego pokoju, by niemal wyrwać drzwiczki z komody, zbyt gwałtownie je otwierając. Instynktownie sięgnął po odpowiednie fiolki, kierowany wiedzą wyrytą przez lata w jego mózgu, a nie chłodną logiką i z naręczem eliksirów, starając się uspokoić swój oddech, wrócił do salonu, mimowolnie krzywiąc się na zastany tam widok.
- Nie ruszaj się - powiedział zachrypniętym od ściśnięcia gardła głosem, choć tak naprawdę nie czuł, by miał prawo pouczać kogoś tak doświadczonego jak Jerry. Powtarzał po prostu to, co zasłyszał w mugolskich programach w telewizji, które oglądał będąc u dziadków. Poczuł nieprzyjemny ucisk na żołądku, widząc krwawe ślady, które pozostawił po sobie Gryfon, ale po pierwszej fali paniki, ogarniał go teraz spokój, po każdym przymusowo wydłużanym oddechu. Skoro Jerry zaczął wydawać polecenia, to przyszło też ufne myślenie, że wszystko się jakoś ułoży, zwłaszcza gdy z leczniczymi zaklęciami dołączy też Matt.
- Czyszczący rany - poinformował po przełknięciu śliny, podając Jerremu fiolkę, ani myśląc samemu cokolwiek robić, póki nie jest to konieczne. Dłonie drżały mu mimowolnie, ale ściągnął brwi i starał się nie stłuc żadnej z buteleczek, które ustawiał na stole z ręcznie wypisanymi etykietami w stronę Dunbara. Miał zamiar odejść na chwilę, by szybko nabazgrać list do Ślizgona, ale zrobił zaledwie krok, a odwrócił się instynktownie, słysząc swoje imię. - Co? - zapytał nieprzytomnie, gdy zaczął docierać do niego sens wciąż jeszcze wypowiadanych słów, czując jak oddech znów chce mu przyspieszyć, by dorównać sercu, które zabiło w nowej fali paniki. - Ja... Nie, nie. Ja nie - wyrzucił z siebie, robiąc kilka kroków w tył i kręcąc głową, walcząc z mdłościami na samą myśl o tym, że musiałby znów spojrzeć na tę paskudnie głęboką ranę.  - Przyprowadzę Matta - powiedział szybko, błyskawicznie porzucając plan z sową, chcąc sprowadzić go natychmiastowo, by nie musieć samemu brać udziału w tak ważnych zabiegach i przypadkiem czegoś nie pogorszyć. Odwrócił się tyłem i od razu nabrał głęboko powietrza, idąc w kierunku swojego pokoju, by tam móc uspokoić się na tyle, by się teleportować. Jednak ledwo zgarnął leżącą na komodzie różdżkę i poczuł, że musi być, więc jest gotowy i z cichym trzaskiem zniknął bez słowa między jednym krokiem a drugim, zupełnie jakby z pełną naturalnością wszedł wprost w tunel teleportacyjny. Znalazł się zresztą w pokoju, do którego jeszcze nie tak dawno potrafił aportować się bez zaproszenia prawie codziennie, więc w tę stronę i bez obciążenia nie stanowiło to dla niego żadnego problemu. Na ich szczęście Gallagher był w swoim pokoju, więc doskoczył do niego w kilku krokach ze stanowczym "cicho", by ukrócić jego słowa zdziwienia i skupić się odpowiednio na szybkim i poprawnym powrocie, zaciskając mocno zakrwawione dłonie na jego przedramionach. Wypuścił powietrze z płuc, zaciskając powieki i ignorując nieprzyjemne mdłości zabrał ich znów do mieszkania nr 16.
- Pomóż - jęknął, pociągając Matta za rękę, by obrócić go w stronę Jerrego - Przedramię - nakierował go jeszcze, popychając lekko do przodu, by nie tracił czasu na komentarze, tylko od razu zabrał się do roboty. Nie był w stanie teraz myśleć o ich relacji, a stanowcze zachowanie w stosunku do Ślizgona było przyzwyczajeniem, do którego powrócił pod wpływem stresu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Matthew C. Gallagher

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 178
C. szczególne : zawadiacki uśmiech, podczas którego jego prawa brew zawsze unosi się nieco wyżej niż lewa; dołeczki w policzkach
Galeony : 1593
  Liczba postów : 1047
https://www.czarodzieje.org/t17284-matthew-c-gallagher
https://www.czarodzieje.org/t17286-matthew-c-gallagher#484354
https://www.czarodzieje.org/t17287-matthew-c-gallagher#484355
https://www.czarodzieje.org/t17285-matthew-c-gallagher#484235
https://www.czarodzieje.org/t18302-matthew-c-gallagher-dziennik
Mieszkanie nr 16 - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Mieszkanie nr 16 - Page 4 Empty


PisanieMieszkanie nr 16 - Page 4 Empty Re: Mieszkanie nr 16  Mieszkanie nr 16 - Page 4 EmptyNie Gru 29 2019, 21:18;

Siedział właśnie w swoim pokoju w domostwie w Dolinie Godryka, zaczytując się w książce o historii Zjednoczonych z Puddlemere. Stwierdził, że skoro dostał się do drużyny, warto byłoby sobie przypomnieć jej wszystkie sukcesy i najsłynniejszych zawodników, którzy zdążyli pokończyć swoje kariery. Nagle usłyszał jednak głośny trzask świadczący o tym, że ktoś śmiał teleportować się tuż obok bez żadnej zapowiedzi. Wyraźnie zaskoczony spojrzał na twarz Schuestera, bo nie oszukujmy się, ale akurat jego zupełnie się tutaj nie spodziewał. Już chciał coś powiedzieć, ale gdzie tam… Skyler uciszył go tylko, po czym położył swoje zabrudzone czerwienią łapska na jego koszulce, przenosząc ich obu w inne miejsce. Halo, kolego? Może jakieś słowo wyjaśnienia?
Zwykle nie miewał żadnych problemów z poruszaniem się za pomocą aportacji, ale tym razem było nieco inaczej. Puchon wyrwał go bowiem z letargu, a jego mięśnie nie były przygotowane na takie przeciążenia. Co więcej, zaczęło mu się intensywnie kręcić w głowie, dlatego też gdy wylądowali wreszcie w mieszkaniu Dunbara, potrzebował dłuższej chwili, by dojść do siebie. Szczęście w nieszczęściu, że jego żołądek aż tak nie odczuł tej niedogodnej podróży, bo jeszcze tego brakowało, żeby zwymiotował gryfońskiemu kumplowi na środku korytarza. Tak czy inaczej jęki Schuestera dobiegały do jego uszu jakby zniekształcone, w spowolnionym tempie. Dopiero gdy uniósł głowę wyżej, a jego spojrzenie napotkało pokiereszowanego Jeremy’ego nagle kompletnie otrzeźwiał.
- Kurwa, Jerry… co tu się wydarzyło?! – Niemal wykrzyknął, bo nigdy wcześniej nie widział swojego przyjaciela w tak tragicznym stanie. Wyglądał jak siedem nieszczęść i trudno było zadecydować, za którą z jego ran najpierw należałoby się zabrać. Przedramię. Tak. To o nim mówił przecież Skyler i właściwie trudno byłoby odmówić racji. Ta wyglądała zdecydowanie najgorzej, toteż musieli pośpieszyć się z jakąkolwiek leczniczą reakcją. Matthew nie obrzydzał ani nie przerażał widok krwi, ani nawet otwartych złamań, ale mimo wszystko teraz odczuwał znaczącą presję. W końcu magia uzdrowicielska nie była jego konikiem, no a przynajmniej nie był w tym zakresie tak dobry jak Dunbar. Nie ukrywał więc, że wolałby, żeby chłopakiem zajął się ktoś bardziej wykwalifikowany, chociażby uzdrowiciel ze szpitala św. Munga. Nie zamierzał jednak pytać swych kumpli o to, dlaczego tam się nie udali. Póki co nie było czasu na takie dyskusje. Wyciągnął więc zza paska spodni swoją różdżkę i nawet nakierował ją na zakrwawione przedramię Jeremy’ego. Sęk w tym, że w głowie miał totalną pustkę i nie potrafił przywołać z pamięci żadnego użytecznego zaklęcia.
- Szlag by to, Jerry! Co ja mam w ogóle robić? – Rzucił więc spanikowany. Chciał przecież pomóc, ale jednocześnie wolałby nie uszkodzić Gryfona jeszcze bardziej (o ile w ogóle się dało). Czekał na instrukcje bardziej doświadczonego ucznia, a w międzyczasie pozwolił sobie rzucić jedynie proste zaklęcie znieczulające Duritio, żeby ulżyć mu w bólu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Jeremy Dunbar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 179
C. szczególne : Ruchome tatuaże na prawym ramieniu, wyszczerz na gębie, kocia sierść na ubraniu, zapach gumy balonowej.
Galeony : 175
  Liczba postów : 960
https://www.czarodzieje.org/t17312-jeremy-p-turner#485467
https://www.czarodzieje.org/t17314-awiza-pana-dunbar#485553
https://www.czarodzieje.org/t17313-j-turner#485466
Mieszkanie nr 16 - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Mieszkanie nr 16 - Page 4 Empty


PisanieMieszkanie nr 16 - Page 4 Empty Re: Mieszkanie nr 16  Mieszkanie nr 16 - Page 4 EmptyPon Gru 30 2019, 20:12;

Trzeba przyznać, że ból rozszczepionej ręki dawał popalić. Uważał się za osobę o wysokiej odporności, a jednak musiał wprowadzić pewne poprawki - w cholerę nie dawało się tego wytrzymać, jeśli doda się do tego pieprzony ból głowy. Tamto zaklęcie minęło, więc czemu żyły przy jego skroniach pulsowały w tak upierdliwy sposób? Czuł jakby miały lada moment wybuchnąć, mimo że pisk już ustał.
Gapił się na Skylera z rozszerzonymi źrenicami i miał nadzieję, że Puchon jakoś się opanuje i da radę przytrzymać jego ramię. Przełknął głośno ślinę zauważając po sobie coraz silniejsze drżenie mięśni ramion i szybsze łomotanie serca. Oho, jeśli spadnie mu ciśnienie to będzie niewesoło.
- Kuź... Sky, słuchaj, zanim pójdziesz... - odezwał się, ale chyba zbyt cicho, niezrozumiale (?), bo chłopak odszedł już do pokoju i się teleportował. To było najgorsze trzy minuty jego życia, bowiem musiał wytrzymać nie tylko promieniujący ból rozszczepionych mięśni, ale i świadomość, że może się tu wesoło wykrwawić zanim chłopaki wrócą. Odchylił kark na oparcie sofy, zgiął ponownie rękę, by rana była powyżej serca i oddychał głęboko, by choć odrobinę oswoić się z obecnością bólu. Nie było tak źle, gdy głowa przestała tak napierdzielać. Przyłapał się na tym, że zamknął oczy, bowiem otworzył je bardzo szeroko, gdy rozległ się ponownie trzask teleportacji. Co za ulga, bo co byłoby, gdyby jednak stracił przytomność? Wbił wzrok w Matthew i doskonale spostrzegł jak temu krew odpływa z twarzy na widok pobojowiska, jakie się tu właśnie odwalało.
- Rozszczepienie. - wykrzywił się słysząc swój schrypnięty głos, jak i ból obitych mięśni twarzy. Później przejdzie do streszczania bójki i upokorzenia, jakiemu został poddany przez pewną osobę. - Gorsze niż w wakacje. Robi wrażenie, co nie? - próbował zażartować, ale nie wyszło mu ni w cholerę. Zadrżał czując na swojej dłoni ściekającą krew. Niestety nie poczuł zaklęcia znieczulającego z prostego powodu - niewiele mu to dało jak na skalę nabytych obrażeń. Nabrał powietrza do płuc. - Musisz odwiązać mi to wszystko z przedramienia, potem je mocno przytrzymać. Głównie łokieć, bo nie może mi nawet drgnąć. - wyrzucał z siebie szybkie instrukcje, wskazując na dwie pokrwawione koszule, które Skyler przywiązał mu wokół ran. - Muszę na to spojrzeć i zatamować krwawienie. Ej, Sky, ogarniesz wlanie mi tu czyściciela? Tfu, eliksiru czyszczenia ran? - odchylił głowę, by wyhaczyć wzrokiem Puchona. - Musisz to zrobić kiedy nie będzie się ze mnie już wylewać. No ziomek... - miał go jakoś zagrzać, ale zakręciło mu się trochę w głowie. - Jeśli mnie przyćmi to... to mnie ocuccie. A jeśli nie wyjdzie to Mung. - zakładał, że wiggenowego nie mają na stanie, a wolał powiedzieć na wszelki wypadek co robić, gdyby stracił przytomność. Nie powinno się tak stać, ale jednak czyszczenie ran nigdy nie należało do przyjemności. Skinął im głową na znak, że trzeba zaczynać.
Oglądanie swoich rozszczepionych mięśni nie należało do atrakcyjnych widoków, choć gdyby nie była to jego ręka, to zapewne popatrzyłby na ranę z naukowego punktu widzenia. Zaciskał brudne od czerwieni palce na swojej różdżce i gdy poczuł mocny ucisk palców Matthew na ręku, syknął z bólu. Zacisnął zęby i potrząsnął głową, a nakierowawszy kraniec różdżki na ranę zaczął używać magii niewerbalnej. Spuchnięta dolna warga nie gwarantowała płynności inkantacji. W ruch poszło Haemorhagia iturus powtarzane wielokrotnie z prostej przyczyny - miał problem z pełną koncentracją z powodu odczuwalności bólu. Tamowanie trwało dwie sekundy - zdecydowanie za mało na jakiekolwiek czyszczenie rany - a więc ponawiał i napinał mocno nadgarstek prawej ręki, aby utrzymać odpowiednio długi czas zaklęcie. W końcu udało się - przestał się wykrwawiać, a więc skinął chłopakom głową, aby wylali na jego odsłonięte rozszczepione mięśnie eliksir czyszczenia ran. Zacisnął zęby, by zachować pełną świadomość, gdy eliksir leczniczy zacznie go cholernie piec. Popatrzył na Sky'a, potem na Matthew i uśmiechnął się krzywo. - Śmiało, gorsze rzeczy widziałem. - ale nie znałem z autopsji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Skyler Schuester

Mieszkaniec Doliny
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Czystość Krwi : 10%
Wzrost : 179 i PÓŁ!
C. szczególne : Ciepłe spojrzenie, zapach cynamonu i Błękitnych Gryfów/mugolskich fajek; łatwy do wywołania uśmiech; czasem da się wypatrzeć malinkę czy dwie (jedna to tatuaż przy obojczyku); ciepły, niski głos i raczej spokojne tempo mówienia, tatuaże (dziennik); pierścionek zaręczynowy
Galeony : 950
  Liczba postów : 2462
https://www.czarodzieje.org/t17504-skyler-schuester#491351
https://www.czarodzieje.org/t17509-blue-sky#491410
https://www.czarodzieje.org/t17510-skyler-schuester
https://www.czarodzieje.org/t17506-skyler-schuester#491388
https://www.czarodzieje.org/t18314-skyler-schuester-dziennik#521
Mieszkanie nr 16 - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Mieszkanie nr 16 - Page 4 Empty


PisanieMieszkanie nr 16 - Page 4 Empty Re: Mieszkanie nr 16  Mieszkanie nr 16 - Page 4 EmptySro Sty 01 2020, 12:56;

Przymknął z ulgą powieki, gdy zobaczył, że Matt nie znieruchomiał wcale z szoku, tylko zabrał się do działania, więc pozwolił sobie na rozluźnienie się, poddanie się instynktownej słabości, do której ciągnęło go od samego początku. Osunął się na ziemię i odchylił do tyłu, opierając się na rękach, po chwili zaczerpując kilka głębszych oddechów, w próbie uspokojenia niespokojnego serca. Poradzą sobie. Na pewno sobie poradzą. Wiedzą co robić. On już zrobił swoje i musi się tylko uspokoić, by w razie czego teleportować go do Munga. Ale nie będzie takiej potrzeby, prawda? Przecież Jerry wie najlepiej...
Drgnął słysząc swoje imię, mimowolnie powracając do tej krwawej rzeczywistości. Zmusił się do uniesienia wzroku, gotowy negocjować, że przecież Matt sobie z tym poradzi, że on sam nie musi już na to patrzeć, ale widząc twarz Jerrego nie potrafił zebrać w sobie siły do odmowy. Łatwiej było zmusić się do działania, zdusić w sobie samolubne pobudki, niż żyć ze świadomością, że wycofał się poproszony o pomoc. Przełknął ślinę, mimowolnie ściągając brwi i wciąż na siłę uspokajając swój oddech zbliżył się do chłopaków, łapiąc za buteleczkę eliksiru czyszczącego rany. Naprawdę czuł potrzebę, żeby zażartować, by ułatwić sobie chociaż stopniowe rozluźnienie spiętych ze stresu mięśni, ale jak na złość nic nie chciało przyjść mu teraz do głowy. Nawet nie próbował patrzeć na ranę. Wbijał z uporem wzrok w twarz Jerrego, ale to nie wystarczało, by nie był świadomy, że ona tam nadal jest. Tak samo głęboka, tak samo lepka od gęstej wilgoci. Skutecznie opanowywał już odruchy wymiotne, choć kilka razy tors drgnął mu niekontrolowanie, gdy silniej docierał do niego zapach rozerwanego ciała. Odkorkował fiolkę i zakrył otwór kciukiem, czekając na jakiś wyraźny znak, co chwila pozerkiwając na Matta, szukając w jego mimice jakiegoś zapewnienia, że dobrze im idzie.
- Ale ja nie - skomentował, krzywiąc się w próbie uśmiechu. Samolubny komentarz, na który nie pozwoliłby sobie, gdyby nie przyćmienie umysłu i stopniowo ogarniające go uczucie bezwładu. Zamglonym wzrokiem spojrzał na ranę, zupełnie jakby mózg sam nałożył na obraz cenzurę, nie pozwalającą mu przyjrzeć się szczegółom. Wydał z siebie bliżej nieokreślony dźwięk zduszonego w sobie buntu, zbyt świadomy bolesności oczyszczalnia, by bez oporów wywołać u kogoś taką falę bólu. Przysunął poduszkę na kolano Jeremego, by w razie potrzeby mógł zacisnąć na niej palce albo zęby, choć najchętniej dałby mu swoją dłoń, złudnie czując, że w tej sposób zabrałby od niego nieco bólu.
Zbliżył szkło do jego skóry, by eliksir miał jak najkrótszą trasę do rany i nie nałapał za dużo powietrza, starannie pokrywając nim ranę od punktu do punktu. Oddychał płytko, zbyt skupiony na dokładnym wykonaniu zadania, by nadal wydłużać swój oddech i wodził wzrokiem po ranie czy nie pominął żadnego fragmentu przez dziko parujący eliksir. Widział jak obraz przed oczami stopniowo mu ciemnieje, ale nie chciał przerywać oczyszczania, bo gdyby teraz przekazał zadanie Mattowi, mogliby zrobić to nieskuteczne. Dopiero gdy był pewien, że skończył, wcisnął Ślizgonowi flakonik i spojrzał na resztę eliksirów ustawionych na stoliku. Rozmazany obraz nie pozwalał mu na odczytanie etykiet, ale po rozmiarach butelek i kolorze zawartości orientował się w nich bez problemu.
- Ja...- zaczął, ale urwał, nie potrafiąc przyznać się, że nie wytrzyma tego widoku ani chwili dłużej. - Posprzątam - mruknął niewyraźne, podając Mattowi eliksir wiggenowy. - Jak coś to...- wymamrotał, chcąc dać do zrozumienia, że w razie czego wróci pomóc, ale złapał już swoją różdżkę i odsunął się, by zacząć żmudny proces pozbywania się śladów krwi z podłogi, mebli i materiałów.
Jak tylko to wszystko zniknie, to będzie lepiej. Jerry pójdzie spać, a on będzie mógł złapać Uzzego i zamknąć się z nim w pokoju, by wtulić się w miękkie ciepło. Instynktownie potrzebował bliskości, by się uspokoić, a przecież nie otrzyma jej od żadnego z obu obecnych tu studentów. Z pustym wzrokiem ponawiał średnio efektywne zaklęcia, zastanawiając się czy nie powinien się do kogoś teleportować. Do Finna? Do Flory? Do dziadków? Gdziekolwiek gdzie mógłby odzyskać błyskawicznie swoją równowagę, korzystając z naturalnej umiejętności szybkiego powracania do stabilności psychicznej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Matthew C. Gallagher

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 178
C. szczególne : zawadiacki uśmiech, podczas którego jego prawa brew zawsze unosi się nieco wyżej niż lewa; dołeczki w policzkach
Galeony : 1593
  Liczba postów : 1047
https://www.czarodzieje.org/t17284-matthew-c-gallagher
https://www.czarodzieje.org/t17286-matthew-c-gallagher#484354
https://www.czarodzieje.org/t17287-matthew-c-gallagher#484355
https://www.czarodzieje.org/t17285-matthew-c-gallagher#484235
https://www.czarodzieje.org/t18302-matthew-c-gallagher-dziennik
Mieszkanie nr 16 - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Mieszkanie nr 16 - Page 4 Empty


PisanieMieszkanie nr 16 - Page 4 Empty Re: Mieszkanie nr 16  Mieszkanie nr 16 - Page 4 EmptyCzw Sty 02 2020, 22:47;

Chociaż wielu uznałoby ten widok za scenę z najgorszego horroru, on niespecjalnie zwracał na niego uwagę. Nie należał do tego typu osób, które zemdliłoby po samym spojrzeniu na krew. Nie przeszkadzał mu nawet metaliczny, kwaśny zapach unoszący się w powietrzu. Bardziej przejmował się tym, co może stać się jego kumplowi, jeśli nie zdążą na czas z pomocą. Przeklinał go również w duchu za to, że nie udał się z tymi ranami do szpitala św. Munga. Nie wątpił bowiem, że z jego wiedzą i kolejnymi dwiema parami rąk do kompletu są w stanie poradzić sobie z sytuacją, ale jednocześnie wolałby nie być obarczanym takim ryzykiem. Nie darowałby sobie przecież, gdyby na skutek jego błędów Dunbarowi miało stać się coś złego albo co gorsza, gdyby im tu wykitował.
- Kurwa. Może daruj sobie na jakiś czas teleportację. – Wyrzucił z siebie ze wściekłością, chociaż nie był nawet pewien czy jest wściekły na Jerry’ego czy po prostu na to przeklęte zrządzenie losu. Ograniczył się jednak tylko do tego jednego komentarza, oczekując na konkretne instrukcje. Wsłuchiwał się przy tym w każde słowo Gryfona, jak gdyby ten wygłaszał najbardziej interesujący wykład świata. Wiedział bowiem, że każda sekunda warta była więcej niż złoto. Gdyby chłopak teraz stracił przytomność, jedyne co mogliby zrobić ze Skylerem, to odesłać go do Munga, a wówczas reakcja tamtejszych uzdrowicieli mogłaby okazać się znacznie spóźniona. Westchnął ciężko w duchu, bo chyba zdał sobie sprawę z tego, na kogo najbardziej jest tutaj wściekły. Na samego siebie i na swoją bezradność. Dunbar wielokrotnie dzielił się z nim przecież swoją wiedzą, ale on sam zdołał na razie opanować tylko najprostsze zaklęcia lecznicze, które przy tak ostrym przypadku rozszczepienia na niewiele by się zdały. Nawet jego Duritio okazało się niczym w obliczu rozdzierającego organizm chłopaka bólu.
Kiedy tylko do jego uszu dobiegły wskazówki poszkodowanego studenta, wyrwał się do przodu, żeby odwiązać dwie zabrudzone koszule, którymi chłopaki tymczasowo próbowali zatamować krwawienie. Sam ubabrał się przy tym szkarłatną posokę, ale nie oszukujmy się – nie było to coś, na co miałby w tym momencie narzekać. Podczas wakacji mógł sobie pozwolić na wyrazy niezadowolenia, ale teraz oczywistym było, że stawia zdrowie i życie swojego przyjaciela nad stan swoich ubrań. Zresztą zaraz złapał mocno jego łokieć, żeby go unieruchomić i… czekał na Schuestera. Co z nim do cholery? Odwrócił głowę, by wyszukać chłopaka wzrokiem i wtedy zamarł. Wszystko działo się tak szybko, że nawet nie dostrzegł jak ten Puchon pobladł. Teraz zaczynał mieć wątpliwości czy zdoła wytrzymać ten widok i wesprzeć go w ratowaniu swego współlokatora. Miał zareagować, ale na szczęście okazało się, że nie było takiej potrzeby, bo Skyler wykrzesał z siebie ostatki odwagi i zaczął dokładnie podlewać ranę Dunbara eliksirem, gdy tylko ten uporał się z pomocą czarów z zatamowaniem intensywnego krwotoku.
Nie wdawał się w dyskusje pomiędzy swoimi kumplami. Ktoś musiał pozostać czujnym, a poza tym, nadal nie był przekonany co do tego, czy Schuester zaraz im tu nie zemdleje… Nie zrobił tego, ale widać było, że zbliża się do granic swojej wytrzymałości. Matthew nie skomentował więc nijak jego decyzji, odbierając od niego tylko fiolkę eliksiru wiggenowego. Zważywszy na stan Skylera, i tak trzeba było mu oddać, że wzniósł się na wyżyny. W chwili, w której zajął się sprzątaniem, Gallagher objął więc Jerry’ego ramieniem, przybliżając do niego szklane naczynko z życiodajną miksturą.
- Pij. – Mruknął do niego, przechylając fiolkę. Modlił się o to, żeby eliksir wiggenowy zaczął szybko działać i żeby Dunbar odzyskał siły, zanim zamknie powieki. – Tylko nie zasypiaj, kurwa. Słyszysz? – Potrząsnął nim nawet delikatnie, żeby tylko nie pozwolić mu odpłynąć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Jeremy Dunbar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 179
C. szczególne : Ruchome tatuaże na prawym ramieniu, wyszczerz na gębie, kocia sierść na ubraniu, zapach gumy balonowej.
Galeony : 175
  Liczba postów : 960
https://www.czarodzieje.org/t17312-jeremy-p-turner#485467
https://www.czarodzieje.org/t17314-awiza-pana-dunbar#485553
https://www.czarodzieje.org/t17313-j-turner#485466
Mieszkanie nr 16 - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Mieszkanie nr 16 - Page 4 Empty


PisanieMieszkanie nr 16 - Page 4 Empty Re: Mieszkanie nr 16  Mieszkanie nr 16 - Page 4 EmptyPią Sty 03 2020, 10:51;

Pomysł zrobienia sobie wolnego od teleportacji brzmiał całkiem logicznie. Powinien go rozważyć, skoro ostatnimi czasy stosunkowo często się rozszczepiał. Widok nadszarpniętych mięśni przedramienia każdego przyprawiłby o mdłości i nie dziwił się bladości Skylera. Dostrzegłszy jego pochylającą się twarz aż zwątpił czy powinien go o to prosić. Niestety nie było możliwości, aby wszystko cofnąć i ewakuować stąd Puchona, by tylko nie dostał jakiejś traumy. Chciałby wykazać się teraz empatią lecz na Merlina, średnio mu to szło będąc tak mocno poobijanym. Utrzymywał zaklęcie i to go podwójnie męczyło. Kontakt eliksiru czyszczącego z raną wydusił z niego długi syk, gdy dopadła go piekąca fala bólu. Równie dobrze mógłby włożyć rękę do ognia, a nie poczułby różnicy. Rana dymiła i wówczas przypomniał sobie, iż zapomniał uprzedzić o tym chłopaków. Nie widział ich min, zajęty próbami zachowania przytomności, by w następnej kolejności móc się podleczyć bez konieczności wychodzenia do Munga. Co ta męska duma potrafi czasem zdziałać... w chwili obecnej zwiększała ryzyko powikłań. Od kontaktu z eliksirem czyszczącym przerwał zaklęcie tamujące krwawienie przez co ono wróciło - lecz ze znacznie mniejszym ciśnieniem, przez co nie groziło mu już pozbycie się całej krwi. Różdżka wyturlała się spomiędzy jego palców, a jego głowa opadła na oparcie kanapy. Wszystek rozmazywało się przed oczami, a głos Matthew dochodził z oddali. Potrząśnięcie zmusiło go do podniesienia powiek i chwilowego oprzytomnienia. Co oni mu chcieli dać? Przecież miał rzucać zaklęcie, tylko sęk w tym, że nie czuł w ręki różdżki. Zrobiło mu się słabo, ale przełknął słodki eliksir i tym samym rozpoznał. Wiggenowy. Na Merlina, mieli wiggenowy w mieszkaniu! Całe szczęście. Nie zdążył odetchnąć, odpłynął. W ciągu dziesięciu minut rana zaczęła się samoistnie zasklepiać, a i przy okazji zeszła opuchlizna z oka. Dla Jeremy'ego nieprzytomność trwała zaledwie kilka sekund, choć w rzeczywistości minęło znacznie więcej. W chwili przebudzenia poderwał się gwałtownie do siadu z głębokim westchnięciem. Momentalnie oprzytomniał, gdy skóra na przedramieniu się zregenerowała pozostawiając po sobie ciemnoróżową bliznę. Bolesną, ale przynajmniej nie musieli już oglądać jego kości.
- O kuźwa. - sapnął, opierając głowę o dłoń, a łokieć o kolano. Nie był pewien co go bardziej boli - głowa, ręka czy bardziej chce mu się spać. Podniósł wzrok, by zlokalizować swoich niejako wybawicieli. - Dzięki, chłopaki. Chyba nie zdążyłbym z zaklęciem. - próbował się uśmiechnąć do Matthew, ale nie miał na to zbyt wiele mocy. Popatrzył na Skylera przepraszająco, przygniatany ogromnymi wyrzutami sumienia, że to na niego sprowadził. Poruszył się niespokojnie na kanapie czując sztywność spodni od wsiąkniętej w nich krwi. Zerknął na Matthew. - Jeśli chcesz mi przypierdzielić to później, okej? - uniósł ręce w geście poddania i zaraz jedną z nich ułożył na czole, rozmasowując je mocno.
- Skyler, jestem twoim dłużnikiem. Zostaw ten syf, ogarnę to potem. To co, piwo? - kolejna próba uśmiechu, która zakończyła się fiaskiem. Przypomniał sobie co się odwaliło jakiś czas temu i go aż przygniotło to wszystko. Emily, Nathaniel, furia w jaką obaj wpadli, śmigające zaklęcia i przeraźliwy wrzask w głowie, który przyczynił się do rozszczepienia. Zakrył palcami bliznę i skrzywił się od przewrażliwionej i różowej skóry po działaniach eliksirów. Zmizerniał mimicznie, oparł plecy z powrotem o kanapę nie czując się jeszcze na siłach, by zawlec swoje zacne troki pod prysznic.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Skyler Schuester

Mieszkaniec Doliny
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Czystość Krwi : 10%
Wzrost : 179 i PÓŁ!
C. szczególne : Ciepłe spojrzenie, zapach cynamonu i Błękitnych Gryfów/mugolskich fajek; łatwy do wywołania uśmiech; czasem da się wypatrzeć malinkę czy dwie (jedna to tatuaż przy obojczyku); ciepły, niski głos i raczej spokojne tempo mówienia, tatuaże (dziennik); pierścionek zaręczynowy
Galeony : 950
  Liczba postów : 2462
https://www.czarodzieje.org/t17504-skyler-schuester#491351
https://www.czarodzieje.org/t17509-blue-sky#491410
https://www.czarodzieje.org/t17510-skyler-schuester
https://www.czarodzieje.org/t17506-skyler-schuester#491388
https://www.czarodzieje.org/t18314-skyler-schuester-dziennik#521
Mieszkanie nr 16 - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Mieszkanie nr 16 - Page 4 Empty


PisanieMieszkanie nr 16 - Page 4 Empty Re: Mieszkanie nr 16  Mieszkanie nr 16 - Page 4 EmptySob Sty 04 2020, 17:38;

W pewnym momencie przestał mruczeć pod nosem zaklęcia, nie siląc się nawet na próby rzucania ich niewerbalnie, ale wciąż mechanicznie ruszał lekko różdżką, celując w jedną z wielu plam krwi i gdyby nie zupełny brak efektu, można by było pomyśleć, że faktycznie robi coś pożytecznego. Zrezygnowany przeniósł wzrok na Jerrego, a uświadamiając sobie jego brak przytomności - na Matta. Na początku nieco nerwowo, później pytająco, żeby w końcu częściowo się uspokoić, uświadamiając sobie, że eliksir zaczął działać. Mięśnie rozluźniły mu się z ulgi, że to faktycznie chyba już koniec, więc pomyślał, że da sobie jeszcze kilka minut, zanim wspólnie ze Ślizgonem spróbują przenieść Gryfona na łóżko. W pewnym sensie brzmiało to niemal ironicznie i pozwoliło połączyć kilka kropek z głowie, przywracając go nieco do rzeczywistości.
Odchrząknął, czując dyskomfort, gdy uświadomił sobie, że od końca października nie był z Gallagherem w sytuacji umożliwiającej prywatną rozmowę, ale zdecydowanie nie miał ochoty na żadną w tym momencie. Chciał wstać w poszukiwaniu jakichś ostatków papierosów, czując, że cała ta sytuacja znów zaczyna stopniowo go przygniatać, ale nogi miał jak z waty, więc tylko odchylił się do tyłu, opierając się na dłoniach, by wykrzesać z siebie jakąś próbę smalltalku i zmniejszyć tę niezręczność. Otworzył usta, by zapytać się go o papierosy, ale uświadomił sobie, że wyrwał go przecież na szybko z mieszkania, a ten, nawet jeśli jakieś fajki miał, to raczej schowane w kurtce.
- Mógłbym sobie przypomnieć lepiej spędzony wieczór po aportacji w Twojej sypialni - rzucił, naprawdę przekonany o tym, że to świetny żart na rozluźnienie atmosfery. No, przynajmniej do czasu, aż nie skończył mówić, bo wtedy przymknął na chwilę powieki, uderzony jak niezręczne to było.
Robi się dziwnie. PRZEZE MNIE robi się dziwnie. Jebany król smalltalku.
Na karuzelę niezręczności łatwo było wskoczyć, co już majestatycznie zrobił, ale niestety wtedy należało cierpliwie zaczekać, aż sama się zatrzyma, by móc z niej zejść. W obecnej sytuacji jednak zupełnie nie miał na to cierpliwości, wciąż mając przed oczami wyobraźni wykrwawiającego się Jerrego i czując silną potrzebę zapalenia. Albo chociaż wypicia czegoś mocniejszego. Zamiast z pokorą poczekać, postanowił wyskoczyć i potknął się przy tym, nie tylko zaliczając solidną glebę, ale i wprawiając karuzelę w silniejsze obroty przez dodanie słów: - "Tam przynajmniej wiedziałem co robić"
Skrzywił się i pochylił z powrotem nad zaplamioną pościelą, by powrócić do udawania, że na cokolwiek jest jeszcze tutaj potrzebny. Zaraz zresztą Jerry wybudził się gwałtownie, zgarniając całą jego uwagę i w pierwszej chwili faktycznie posłusznie zostawił ten cały sprzątaczkowy teatrzyk, wstając powoli, by zrealizować swój plan nikotynowy. Macając kieszenie swojego płaszcza gwałtownie zaczął odzyskiwać równowagę, gdy wiedział już, że Gryfon został wyleczony na tyle, by móc się swobodnie wypowiadać. Łapiąc wargami mugolskiego papierosa zalała go potężna fala trzeźwych myśli, które do tej pory blokowane były przez strach i szok, więc ze zmarszczonymi brwiami zrobił kilka kroków w stronę Dunbara.
- Jakie piwo, Jerry - powiedział niewyraźnie przez trzymanego w ustach papierosa, więc złapał go w dwa palce i oskarżycielsko wycelował nim w chłopaka. - Jakie piwo, dopiero wziąłeś eliksir - powtórzył, sam zaskoczony szorstkością swojego tonu przy tak błahym problemie. W końcu jedno piwo było na tyle słabe, że nie powinno wywołać żadnej negatywnej reakcji. Po chwili jednak zrozumiał, że to nie o to był wściekły, więc wyprostował się, wypuszczając powietrze z płuc, by nie unosić głosu, skoro Gryfon jest wyraźnie osłabiony.
- Co Ty sobie myślałeś teleportując się na środek salonu zamiast do Munga? - wyrzucił z siebie, gestykulując przy tym żywo, nie mogąc opanować swojego zdziwienia na tak idiotyczny pomysł. - Przecież mnie zazwyczaj tutaj nawet wieczorami nie ma. Wykrwawiłbyś się zgrywając Zosię Samosię - kontynuował z każdym słowem ściągając mocniej brwi, po czym znów wetknął papierosa do ust i odpalił zapałkę, zaraz orientując się, że nie powinien dymić w pomieszczeniu, więc zgasił ją i spojrzał znacząco na Matta, by ten też łaskawie przemówił Jerremu do rozumu, czując, że jego Puchońskie fochy nie brzmiały zbyt poważnie w połączeniu z nawiązywaniem do mugolskich bajek. - Jakbym chociaż potrafił, kurwa, leczyć - mruknął jeszcze pod nosem w drodze na balkon, bardziej do siebie niż do chłopaków, narzucając na siebie kurtkę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Matthew C. Gallagher

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 178
C. szczególne : zawadiacki uśmiech, podczas którego jego prawa brew zawsze unosi się nieco wyżej niż lewa; dołeczki w policzkach
Galeony : 1593
  Liczba postów : 1047
https://www.czarodzieje.org/t17284-matthew-c-gallagher
https://www.czarodzieje.org/t17286-matthew-c-gallagher#484354
https://www.czarodzieje.org/t17287-matthew-c-gallagher#484355
https://www.czarodzieje.org/t17285-matthew-c-gallagher#484235
https://www.czarodzieje.org/t18302-matthew-c-gallagher-dziennik
Mieszkanie nr 16 - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Mieszkanie nr 16 - Page 4 Empty


PisanieMieszkanie nr 16 - Page 4 Empty Re: Mieszkanie nr 16  Mieszkanie nr 16 - Page 4 EmptySob Sty 04 2020, 18:09;

Zdecydowanie powinien rozważyć zrobienie sobie krótkiej przerwy od teleportacji, jak i zamartwiana na śmierć swoich kumpli. Szczególnie Skylera, na którego widok krwi i odsłoniętych płatów mięśni niewątpliwie zrobił o wiele większe wrażenie. Matthew nawet nie spodziewał się po nim takiej reakcji, ale szczerze mu współczuł. Sam był przyzwyczajony, może nie do aż tak tragicznych obrazów, ale otwarte złamanie podczas meczu quidditcha już kiedyś oglądał i pewnie dlatego zdołał zachować trzeźwy umysł w tej sytuacji. Szkoda tylko, że Dunbar nie uprzedził go, że na skutek zaklęcia lub eliksir czyszczącego rany jego ramię nagle zacznie dymić.
- To na pewno powinno tak wyglądać? – Mruknął zaniepokojony, ale jednocześnie brak wiedzy w skomplikowanych zawiłościach uzdrowicielskich sprawił, że musiał w pełni zaufać swojemu o wiele bardziej doświadczonemu przyjacielowi. Gryfon nie panikował z powodu dymu, więc można było przypuszczać, że to normalny efekt. A czy normalne było to, że nagle Jerry zamknął powieki i osunął się bezwładnie na posadzce? Szlag by to… gdyby nie to, że widział jak chłopak wypija eliksir wiggenowy, już teraz teleportowałby ich do św. Munga. Nawet jeśli nie potrafił korzystać z dobrodziejstw łącznej aportacji, to znalazłby sposób, żeby wnieść jego cielsko na odpowiedni oddział.
- Myślisz, że wszystko z nim w porządku? Eliksir wiggenowy powinien chyba postawić go na nogi. – Spróbował zagadać do Schuestera, ale ten pochłonięty sprzątaniem zakrwawionej podłogi prawdopodobnie nie dosłyszał nawet jego słów. Albo po prostu nie chciał ich słyszeć, co właściwie też gotów byłby zrozumieć. Wiedział, że Puchon musi sobie poukładać to wszystko w głowie i ochłonąć. Nie zamierzał tego procesu na siłę przyśpieszać, niekiedy spoglądając jedynie w jego kierunku, by upewnić się, że jakoś sobie radzi. Wreszcie jednak otworzył usta, a wspomnienie o ich wspólnej schadzce w domu rodzinnym Gallagherów wywołało na twarzy Matta szeroki uśmiech. Wspomnienia nieudanego związku ze Skylerem może i nie były zbyt przyjemne, jasne, ale… minęło już wystarczająco wiele czasu, by tego nie rozpamiętywał, a teraz po prostu cieszył się, że Schuester w ogóle zdecydował się do niego odezwać.
- Wtedy na pewno nie byłeś taki podenerwowany. – Nie mógłby nie wykorzystać okazji, by mu nie wypomnieć tego nagłego ataku paniki. Po tym jak zachowywał się w jego obecności, kiedy jeszcze się spotykali, w życiu by nie pomyślał, że stres może mieć na niego tak silny wpływ. Nie oceniał jednak, bo widział znacznie gorsze przypadki. Ba, niektórzy przecież mdleli na sam widok krwi, a Puchon jednak zebrał się na odwagę i na tyle na ile mógł, pomógł w ratowaniu Dunbara z opresji. Nie zdołali jednak porozmawiać między sobą zbyt długo, bo właśnie wtedy obudził się ich gryfoński kompan, który chyba jeszcze nie do końca kontaktował, skoro jego pierwszą propozycją okazało się piwo.
- My tak. Ty nie. Dopóki nie będę miał pewności, że eliksir wiggenowy zadziałał w stu procentach, możesz zapomnieć o piwie. – Rzucił do niego stanowczym tonem, próbując mu uświadomić o jak nierozsądnych rzeczach właśnie gada. Na szczęście wtórował mu w tym Skyler, chociaż porównanie do mugolskich bajek mógłby pominąć. – Wybacz, bracie, ale muszę się z nim zgodzić. – Dodał po chwili do Jeremy’ego, wskazując gestem dłoni na drugiego z chłopaków. Schuester chyba wrócił do siebie, bo nawet sięgnął po papierosy. Kurwa, papierosy. Przez to, że Puchon wyciągnął go z pokoju za poły ubrania, nawet ich ze sobą nie zabrał. Niewiele więc myśląc sięgnął do jego paczki i poczęstował się jednym. Wcisnął go do ust, spoglądając wymownie na Skylera, żeby obdarował go jakimś ogniem. – To gdzie macie to piwo? – Szepnął mu przy okazji na ucho, kiedy się nad nim pochylił, ale chwilę później powrócił do poszkodowanego, lustrując go wzrokiem od stóp i głów. Wyglądał na całkiem zdrowego, więc chyba ich wysiłek nie poszedł na marne.
- Mów, co się wydarzyło. Znam Twoje możliwości i nie wierzę, że ot tak po prostu się gdzieś po drodze rozszczepiłeś.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Jeremy Dunbar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 179
C. szczególne : Ruchome tatuaże na prawym ramieniu, wyszczerz na gębie, kocia sierść na ubraniu, zapach gumy balonowej.
Galeony : 175
  Liczba postów : 960
https://www.czarodzieje.org/t17312-jeremy-p-turner#485467
https://www.czarodzieje.org/t17314-awiza-pana-dunbar#485553
https://www.czarodzieje.org/t17313-j-turner#485466
Mieszkanie nr 16 - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Mieszkanie nr 16 - Page 4 Empty


PisanieMieszkanie nr 16 - Page 4 Empty Re: Mieszkanie nr 16  Mieszkanie nr 16 - Page 4 EmptyWto Sty 07 2020, 13:05;

Wykrzywił się i przyznał im rację. Piwo i eliksir to kiepskie połączenie, a zaproponował je tylko i wyłącznie z powodu otępienia tym, co ostatnio przeszedł. Machnął ręką na znak, że się z nimi zgadza, choć szczerze powiedziawszy miał ochotę upić się do nieprzytomności i obudzić dopiero po dwóch dniach, męczony ogromnym kacem. W dodatku obaj postanowili zająć tą samą pozycję i go opieprzyć. Zaprawdę, jak na skłóconych ze sobą ex kochanków byli niebywale zgodni. Powinni skakać sobie do gardeł, a wydawało się, że już się pogodzili. Westchnął bardzo ciężko i rozmasował dłońmi zmęczoną i obolałą mimo wszystko twarz. Czując metaliczny zapach krwi na swoich rękach wykrzywił się i odsunął je od siebie. Przynajmniej miał na sobie spodnie. Gdyby Bloodworth wparował kilka minut później, to pewnie byłby golutki i jeszcze bardziej poniżony.
- Rzucono na mnie jakieś pieprzone zaklęcie, które rozsadzało mi mózg. - wyjaśnił, nieco zniecierpliwiony i wciąż zdenerwowany tym, co się odwaliło. - Zdążyłem pomyśleć tylko i wyłącznie o tej chacie i sorry chłopaki, ale nie miałem czasu na rozmyślanie czy nie lepiej do Munga. - dziwił się, że potrafił wypowiadać się oschle. Nie planował przecież na nich naskakiwać, ale najwidoczniej nie wylał z siebie całej frustracji i trzymał się go jeszcze wstrząs tego, co się odwalało kilka bloków dalej. Wzdrygnął się czując na plecach zimny dreszcz, zupełnie jakby ktoś przesunął mu po kręgosłupie kostką lodu. Sama myśl, że ten wściekły psychopata jest niedaleko wzbudzała w nim dziwny odruch... wymiotny? A może to jeszcze po tej migrenie? Rozmasował palcami skronie. - W dolnej szafce, trafiona zaklęciem schładzającym więc tam nie tykaj ścianek, bo cię też zmrozi. - mruknął i podniósł na nich wzrok. Gałki oczne miał przekrwione, a twarz poszarzałą i ewidentnie zmęczoną. Jak on się cieszył, że jednak Skyler był w mieszkaniu, bo nie byłby w stanie dokonać ponownej teleportacji. Puchon miał rację - mógłby się tu wesoło wykrwawić i myśl jak blisko był poważniejszych powikłań aż go zmroziła. - Lepiej usiądźcie. - westchnął, bowiem wystarczyło jedno spojrzenie rzucone w kierunku Matthew by wiedzieć, że nie ma absolutnie sensu zatajania czegokolwiek bądź bagatelizowania sprawy. Sky też powinien znać prawdę, skoro został w to brutalnie wmieszany. Za oknem zapadła już noc, a więc istniała szansa, że Matt zostanie tu do rana.
- Byłem dziś na randce z Emily. - odchrząknął głośno i dłużej niż potrzeba, aby odzyskać pełną władzę nad głosem i nie charczeć. Popatrzył tęsknie na przyniesione piwo lecz dzielnie z niego rezygnował. - Było zajebiście, mówię wam. Tak, jak to się rzadko zdarza z dziewczynami. Serio. - zerkał to na jednego, to na drugiego i podkreślał, że naprawdę mu się podobało to spotkanie. - Odprowadziłem ją, bo mieszka niedaleko i zaprosiła mnie do środka. Wiadomo, co się wtedy dzieje. - kącik jego ust drgnął, ale nie pomknął do jego dunbarowego uśmiechu. Nie dziś, za wcześnie. - Zrobiło się bardzo gorąco tylko sęk w tym, że Emily zapomniała mi powiedzieć o jednej istotnej rzeczy. - wykrzywił się, a jego głos nabrał wściekłych nut. - Że ma pieprzonego narzeczonego, który w dodatku mieszka drzwi obok. - wycedził, zwijając palce w pięść i tym samym poruszając mięśniami przedramienia, co wywołało syk. - W skrócie - wparował do jej lokum, ciskał we mnie zaklęciami, więc mu przypierdzieliłem. Nie ogarniałem z początku co się odwala, ale Emka potwierdziła, że to narzeczony. - przygarbił ramiona w taki niezbyt fajny sposób. - Walnął we mnie jakimś dziwnym zaklęciem i cholera jasna, wywaliłby mnie przez okno, gdybym się nie deportował. - we wściekłości dorzucał do opowieści domniemane plany Nathaniela nawet, jeśli ten miał inny zamysł. Tak samo jak nie miał pewności czy on mieszkał drzwi obok czy jednak na drugim krańcu korytarza. Musiał dać ujście wściekłości i goryczy, więc stawiał go w okrutnie złym świetle. - Pieprzony psychopata. - i choć psioczył na Nathaniela, to własne poczucie wartości spadło o wiele szczebli i co gorsze, wszystko było po nim widać jak w otwartej księdze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Skyler Schuester

Mieszkaniec Doliny
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Czystość Krwi : 10%
Wzrost : 179 i PÓŁ!
C. szczególne : Ciepłe spojrzenie, zapach cynamonu i Błękitnych Gryfów/mugolskich fajek; łatwy do wywołania uśmiech; czasem da się wypatrzeć malinkę czy dwie (jedna to tatuaż przy obojczyku); ciepły, niski głos i raczej spokojne tempo mówienia, tatuaże (dziennik); pierścionek zaręczynowy
Galeony : 950
  Liczba postów : 2462
https://www.czarodzieje.org/t17504-skyler-schuester#491351
https://www.czarodzieje.org/t17509-blue-sky#491410
https://www.czarodzieje.org/t17510-skyler-schuester
https://www.czarodzieje.org/t17506-skyler-schuester#491388
https://www.czarodzieje.org/t18314-skyler-schuester-dziennik#521
Mieszkanie nr 16 - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Mieszkanie nr 16 - Page 4 Empty


PisanieMieszkanie nr 16 - Page 4 Empty Re: Mieszkanie nr 16  Mieszkanie nr 16 - Page 4 EmptyCzw Sty 09 2020, 21:07;

Niby wiedział, że ze strony Matta miał to być tylko delikatny przytyk na rozluźnienie sytuacji, a jednak mimowolnie go to zirytowało. Jak niby miałby nie być zestresowany w obecnej chwili? Matt przynajmniej trafił już na kontaktującego Gryfona, a nie jęczącego z bólu, do którego nie docierały żadne słowa. Zresztą czy oni nie zdają sobie sprawy, że on jest tylko piekarzem? Nie sportowcem, który widział w życiu niejedną kontuzję ani nie aspirującym na medyka studentem, który codziennie w pracy narażony jest na takie widoki. Największe wypadki widział podczas warzenia eliksirów lub jak ktoś poparzył się świeżymi ciastkami. Okej, nie raz dostał w zęby, ale zazwyczaj kończyło się to na zwykłym siniaku, ewentualnie na jakimś rozcięciu wargi, ale nie na wymalowaniu czerwonego testu Rorschacha na połowie mieszkania. JAK miał być spokojny, gdy miał świadomość, że był o krok od tego, by Jerry wyzionął mu ducha na rękach? Przecież mogło go tu nie być i wtedy on by... Jak miałby potem żyć ze świadomością, że zamiast go uratować, był gdzieś indziej, chociażby uganiając się za Finnem jak jakiś żałosny zakochany szczeniak.
Czuł silną potrzebę odreagowania. Odreagowania na swój, dobrze znany organizmowi sposób, a jednak nie miał możliwości sobie na to pozwolić. Powinien czuć ulgę, może nawet radość, że Jerry dochodził do siebie, a Matt, mimo wszystko, rozmawia z nim tak swobodnie. A jednak nie czuł teraz nic pozytywnego. Wręcz irytowała go ta jego swoboda, bo on sam nie potrafił się na nią zdobyć i miał nawet wrażenie, że Ślizgon się z niego nabija. To spojrzenie ponaglające o ogień i pytanie wypowiedziane szeptem... Gallagher chyba faktycznie nie ma pojęcia jak powinien zachowywać się podczas rozmowy z ex, nawet tym udawanym. Zresztą on sam nie był lepszy, ale przecież przynajmniej nie wysyłał dwuznacznych sygnałów.
Bez słowa wcisnął mu paczkę fajek w rękę, ówcześnie wyjmując sobie jeszcze jednego papierosa i trzymając oba - wciąż niezapalone - w ustach, powędrował do kuchni. Ze zmarszczonymi brwiami spróbował zmyć krew z dłoni, odczuwając piekielnie uwierającą świadomość, że na pewno powtórzy to dziś jeszcze wiele razy, mimo tego, że nie będzie na nich ani jednej widocznej plamki. Przez ścierkę wyciągnął trzy schłodzone piwa i wychodząc z kuchni zgarnął dodatkową paczkę zapałek, by zarówno je, jak i dwie z butelek, odstawić im na stole. Sam pokręcił głową do Jerrego, że nie zamierza siadać i wyszedł na balkon, by uspokoić się nieco chłodem. Otworzył piwo zębami, wrzucając kapsel do pustej doniczki na parapecie, odstawiając obok butelkę po zaledwie kilku łykach. Wsunął jeden z papierosów za ucho, drugi czym prędzej odpalając i zaciągając się nim niemal desperacko głęboko, jakby łapał pierwszy dech powietrza po zbyt długim przebywaniu pod wodą. Stanął w drzwiach balkonowych, niewygodnie opierając się plecami o framugę i spróbował skoncentrować się na rozmowie, dopiero teraz faktycznie zastanawiając się nad tym, że przecież Jerry pojawił się z obitym okiem.
- Która Emily? - wtrącił zdezorientowany, nie wiedząc czy ta informacja już padła, tylko on był zbyt pogrążony w samolubnym udawaniu, że dobrze się trzyma, by to zakodować. W końcu nie jednemu psu Burek na imię. Miał tylko nadzieję, że nie chodzi o żadną z Puchonek, ale słysząc dalszą część jego wypowiedzi był pewien, że nie mogła to być żadna uczennica Hufflepuffu. Zdrady zwyczajnie nie pasowały do tego domu. Może był naiwny, ale wierzył w to całym sercem i mógłby sobie dać coś za to uciąć.
- Czekaj... Czyli ona to zaplanowała? Żeby był zazdrosny czy coś?- spytał, próbując rozmasować kciukiem ściągnięte brwi, które nie chciały się rozejść. Zaciągnął się krótko i obrócił w ich stronę, by móc wyłapać spojrzenie Jerrego. - Skoro są zaręczeni i mieszkają koło siebie... to chyba powinna wiedzieć jaka jest szansa, że tam nagle wparuje. Jakbym ja miał... - urwał, zastanawiając się czy powinien powiedzieć "narzeczoną" czy "narzeczonego", w efekcie zupełnie nie kończąc tej myśli, zakrywając tę niezręczność dymem.  - W ogóle to dziwne, nie? Narzeczeństwo, a mieszkają koło siebie, zamiast już zamieszkać razem - podjął znów, nie zauważając, że strzepuje sobie popiół na skarpetkę -  Albo Cię zrobiła w konia albo musi być między nimi naprawdę chujowo - wyrzucił z siebie, nie za bardzo kontrolując, które myśli powinien powiedzieć głośno, a które zachować dla siebie. - Tak czy inaczej jakaś pojebana para - mruknął już bardziej pod nosem, zaciągając się po raz kolejny. Nie wiedział czyje zachowanie wydawało mu się gorsze. Jej - za wykorzystanie Dunbara czy jego - za rzucanie zaklęć na nieświadomego niczego Gryfona.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Matthew C. Gallagher

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 178
C. szczególne : zawadiacki uśmiech, podczas którego jego prawa brew zawsze unosi się nieco wyżej niż lewa; dołeczki w policzkach
Galeony : 1593
  Liczba postów : 1047
https://www.czarodzieje.org/t17284-matthew-c-gallagher
https://www.czarodzieje.org/t17286-matthew-c-gallagher#484354
https://www.czarodzieje.org/t17287-matthew-c-gallagher#484355
https://www.czarodzieje.org/t17285-matthew-c-gallagher#484235
https://www.czarodzieje.org/t18302-matthew-c-gallagher-dziennik
Mieszkanie nr 16 - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Mieszkanie nr 16 - Page 4 Empty


PisanieMieszkanie nr 16 - Page 4 Empty Re: Mieszkanie nr 16  Mieszkanie nr 16 - Page 4 EmptySob Sty 11 2020, 00:39;

Niby dopuszczał do siebie myśl, że ktoś może być bardziej wrażliwy na widok krwi, a jednak równocześnie nie zdawał sobie sprawy z tego, że Skyler po prostu do takich sytuacji nie przywykł. Nie wziął pod uwagę charakteru jego pracy, która poza poparzeniami, nie wiązała się raczej z żadnym ryzykiem dla zdrowia. Dunbar, pracując w szpitalu św. Munga, miał pewnie takich przypadków na pęczki. On z kolei, jako zawodnik quidditcha, był uodporniony, bo przecież urazy miotlarskie wcale nie zdarzały się tak rzadko. A jednak… nawet na nim stan Jeremy’ego zrobił wrażenie i wywarł ogromną presję. Obawiał się, że nie podoła, a nadto czuł się bezradny, wiedząc że nie potrafi wykonać żadnych bardziej zaawansowanych zaklęć leczniczych. Nie powinien więc pewnie żartować sobie z Schuestera, który w tych okolicznościach prawdopodobnie czuł się jeszcze bardziej zagubiony. Sęk w tym, że po prostu tego nie przemyślał. Ot, cieszył się, że ostatecznie ich gryfoński przyjaciel nie wyzionął ducha, a i przy okazji z tego, że jego rozmowa z Puchonem okazała się o wiele bardziej swobodna, niż mogłoby mu się z początku wydawać. Chyba nie chowali już do siebie urazy?
- Czekaj… zaklęcie, które rozsadzało mózg? Czarna magia? – Zapytał wyraźnie zaciekawiony, bo nigdy nie słyszał o czymś takim. Tym samym nie potrafił sobie również wyobrazić bólu, jaki towarzyszył Jeremy’emu aż do momentu utraty przez niego przytomności. Domyślał się jednak, że było to uczucie trudne do zniesienia. Dlatego zresztą nie miał kumplowi za złe tego oschłego tomu, bo sam nie był pewien, jakby się na jego miejscu zachował. Adrenalina zapewne jeszcze go trzymała, a i musiał dać upust swojej frustracji, co właściwie było w pełni zrozumiałe.
Poczekał chwilę, aż Skyler załatwi im schłodzone piwo i zapałki, a następnie podziękował mu skinieniem głowy za gościnę. Nerwowa atmosfera niewątpliwie zmagała jego chęć na papierosa i procentowy trunek. Odpalił więc swojego fajka, po czym zaciągnął się mocno tytoniowym dymem, którego siwą chmurę wypuścił ze swoich płuc dopiero po dłuższej chwili. Następnie odkapslował piwo i wyciągnął zza paska spodni różdżkę, by oczyścić ubabrany jeszcze krwią kawałek podłog. Dopiero, gdy szkarłatna posoka całkiem zniknęła, ulokował się w siadzie tureckim, opierając się plecami o ścianę i zamienił się w słuch, oczekując na opowieść Dunbara. Chciał wiedzieć, czy jego przyjaciel wpadł w jakieś tarapaty, ale nieźle się zdziwił, kiedy ten zaczął gawędzić o randce z jakąś Emily… Chwila… Emily?
- Czy Ty mówisz o Emily Rowle? – Wtrącił swoje trzy knuty, ale zaraz zamilknął, nie chcąc mu przerywać. Złapał więc tylko za wilgotną od temperatury butelkę i upił sporego łyka, myśląc jeszcze raz z ulgą o tym, że proces leczenia Jerry’ego dobiegł końca. Wolałby nie przechodzić przez to po raz kolejny. Po raz pierwszy uśmiechnął się natomiast szerzej, kiedy Gryfon żywo i barwnie opowiadał o przebiegu schadzki ze swą potencjalną dziewczyną. Cholera, życzył mu jak najlepiej, ale niestety miał świadomość tego, że ta historia nie zostanie zwieńczona szczęśliwym zakończeniem. Kąciki jego ust szybko skrzywiły się więc ku dołowi, gdy tylko Dunbar wspomniał o „pieprzonym narzeczonym”. To utwierdziło go również w przekonaniu, że właściwie zidentyfikował samą Emily. Słuchał uważnie do samego końca, ale przed swym komentarzem stwierdził, że wychyli jeszcze kilka łyków piwa, przez co Schuester zdołał go wyprzedzić. Chyba nie do końca wiedział jednak o kim mówi, a z tego powodu dość naiwnie podchodził do narzeczeństwa, które akurat w tym przypadku niewiele wspólnego miało z miłością.
- Cóż… z tego co mi wiadomo, to Emily i ten cały Nathaniel raczej za sobą nie przepadają. – Rzucił wreszcie niechętnie, bo jednak rozmawiali o jego przyjaciółce, która zachowała się skrajnie nieroztropnie. Nie znał jej partnera, ale słyszał o nim niepochlebne opinie, więc jego reakcja wcale go nie zdziwiła. Zresztą sam fakt, że panna Rowle nie chciała z nim być, a do zaręczyn zmuszona została przez swoją rodzinę, jawił się raczej jako dość wymowny. – Cruciatus by go trzasnął. Wygląda na to, że to faktycznie totalny zjeb. – Dodał zaraz totalnie wściekły na tego całego Bloodwortha. Czy on naprawdę miał zamiar zamordować ich kumpla? Z tego co mówił Jerry, wydawał się skrajnie niebezpiecznym typem. – Myślisz, że będzie szukał zemsty? – Zapytał więc wyraźnie podenerwowany tym konfliktem. Obawiał się bowiem, że może to nie być koniec problemów Gryfona i że te mogą się jeszcze jakiś czas za nim ciągnąć. Może powinni go na razie – na wszelki wypadek – razem ze Skylerem pilnować? Sam nie wiedział, jak z tego wszystkiego wybrnąć, więc znów otulił ustami szyjkę butelki, jakby w nadziei, że alkohol rozjaśni jego umysł i poszerzy horyzonty myślowe. Nic takiego się jednak nie wydarzyło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Mieszkanie nr 16 - Page 4 QzgSDG8








Mieszkanie nr 16 - Page 4 Empty


PisanieMieszkanie nr 16 - Page 4 Empty Re: Mieszkanie nr 16  Mieszkanie nr 16 - Page 4 Empty;

Powrót do góry Go down
 

Mieszkanie nr 16

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 9Strona 4 z 9 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Mieszkanie nr 16 - Page 4 JHTDsR7 :: 
hogsmeade
 :: 
Aleja Amortencji
 :: 
Kamienica nr 17
-