Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 Korytarz na IV piętrze

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 16 z 16 Previous  1 ... 9 ... 14, 15, 16
AutorWiadomość


avatar

Student Ravenclaw
Wiek : 29
Galeony : -17
  Liczba postów : 398
Korytarz na IV piętrze - Page 16 QzgSDG8




Gracz




Korytarz na IV piętrze - Page 16 Empty


PisanieKorytarz na IV piętrze - Page 16 Empty Korytarz na IV piętrze  Korytarz na IV piętrze - Page 16 EmptyNie 13 Cze - 12:31;

First topic message reminder :



Korytarz na czwartym piętrze jest najciemniejszym z tych w wyższej części zamku. Okna znajdują się w dużych odstępach, do tego są bardzo niewielkich rozmiarów. Przechodzącym tędy, drogę jedynie rozjaśniają bezustannie palące się pochodnie. Na tym piętrze znajduję się największa liczba portretów zdobiących ściany.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość


Doireann Sheenani

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 158
C. szczególne : Jest drobna i wygląda zdecydowanie młodo; piwa jej nie sprzedadzą. || Na lewym barku ma blizny po Sectumsemprze, a pomiędzy łopatkami ma tatuaż. || Posiada kolczyka w nosie.
Dodatkowo : Prefektka
Galeony : 283
  Liczba postów : 902
https://www.czarodzieje.org/t20296-doireann-sheenan#636815
https://www.czarodzieje.org/t20298-korespondencja-doireann-sheenani#637079
https://www.czarodzieje.org/t20299-korepetycje-z-matematyki#637082
https://www.czarodzieje.org/t20295-doireann-sheenan#636813
https://www.czarodzieje.org/t20301-doireann-sheenani-dziennik#63
Korytarz na IV piętrze - Page 16 QzgSDG8




Gracz




Korytarz na IV piętrze - Page 16 Empty


PisanieKorytarz na IV piętrze - Page 16 Empty Re: Korytarz na IV piętrze  Korytarz na IV piętrze - Page 16 EmptyWto 7 Wrz - 19:45;

.  Zawsze miała niezwykłą trudność ze zrozumieniem, czy na prawdę cieszy się z końca wakacji i powrotu do szkoły, czy jednak początek roku ją przeraża, bo znów będą duchy, żywe obrazy, ruszające się schody, na których do tej pory, po siedmiu latach, wciąż potrafiła utknąć i przede wszystkim - jeszcze więcej magii. Ani jej rodzinny dom, ani Hogwart nie były miejscami, w których Doireann chciałaby przebywać, bardzo często jedno stanowiło też ucieczkę od drugiego. Nic dziwnego, że powroty w mury zamczyska, zwłaszcza, że pełne emocjonalnej sprzeczności, nie działały na Puchonkę najlepiej. Pierwszego dnia może i była całkiem szczęśliwa. Wydarzyły się rzeczy przemiłe, o których cicho marzyła sobie, kiedy słuchała swoich ulubionych piosenek, czy piekła ciasteczka. Był to jednak moment zero, od którego nastrój dziewczyny raz jeszcze zaczął się staczać - i to w zatrważającym tempie. Ponowne trzymanie różdżki, rzucanie zaklęć - często nieudolne, konieczność polegania na innych… To wszystko połączone ze wspomnieniami z Arabii zaowocowało w sposób bardzo typowy dla młodej Sheenani; w dziewczynie narastała panika.
  Ta zaś postanowiła objawić się w sposób ostateczny i zauważalny, kiedy Puchonka łudziła się, że spędzenie przerwy w bibliotece skutecznie ją wyciszy. Bo kto, Bogowie, kto o zdrowych zmysłach zasiał cały korytarz obrazami? I to ten bardzo konkretny, na czwartym piętrze, gdzie nie dość, że znajdowało się jej bardzo ulubione pomieszczenie tonące w księgach wszelakich, to jeszcze i umiejscowiony był mugolski pokój, który również zdarzało się dość często odwiedzać. Nie wspominając już oczywiście o klasie do mugoloznastwa; tego jedynego przedmiotu, do którego przygotowywanie się nigdy nie było męką. Namalowane postaci były zaś najwyraźniej mocno stęsknione za pogaduszkami z uczniami, bo w mniemaniu Doireann były zdecydowanie aktywniejsze, niż do tej pory. No, zaczepiały ją, a Sheenani, mocno przeładowana bodźcami, nie udźwignęła już i tego.
  I właśnie to - pierodoła totalna - sprawiło, że dziewczyna się posypała. Stała, wciskając się w ścianę (całkiem niezdolna do tego, by ukryć się czy to w bibliotece, czy w “bezpiecznym” mugolskim salonie), przyciskając dłonie do piersi. Starała się robić wszystko, żeby tylko się uspokoić, chociaż nie były to zbyt skuteczne metody. Pochłonięta swoim wewnętrznym rozdygotaniem, nie zauważyła Felinusa. Ex-Puchon musiał się odezwać, by ta zarejestrowała jego obecność. - B-Bogowiefelinus. - Aż podskoczyła na jego widok. Właściwie to gwałtowniej ruszyła się dwa razy - za drugim, kiedy zorientowała się, że coś jest z chłopakiem mocno nie tak. - O mamo, w-wszystko dobrze? Co ci się stało?

@Felinus Faolán Lowell

______________________


What makes this fragile world go round? Were you ever lost? Was she ever found?

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Nauczyciel
Wiek : 22
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Zawsze nosi czarną bluzę z haftem tańczącego Derwisza z tyłu wraz z kojotem i wilkiem z przodu na rękawach, pisze lewą ręką, rzuca zaklęcia prawą, na której palcach nosi Sygnet Myrtle Snow, Pochłaniacz Magii i Pierścień Sidhe. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 1778
  Liczba postów : 7331
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Korytarz na IV piętrze - Page 16 QzgSDG8




Gracz




Korytarz na IV piętrze - Page 16 Empty


PisanieKorytarz na IV piętrze - Page 16 Empty Re: Korytarz na IV piętrze  Korytarz na IV piętrze - Page 16 EmptyWto 7 Wrz - 20:39;

Lowell nie wiedział, co dokładnie dzieje się z Doireann od ostatnich czasy. Gdy tylko samemu dokończył to, co miało miejsce - w postaci spotkania podczas Derwiszów - nie czuł się najlepiej. Gorzej dźwigał sytuacje i chociaż na zewnątrz nadal był przyjemnym dla innych, miłym znajomym, tak gdzieś zakamarki umysłu przestawały prawidłowo funkcjonować. Ulegały gniciu, które coraz bardziej go przerażało, a które to pochłaniało każdą z możliwych tkanek - powoli, skrupulatnie, aczkolwiek z wymierzoną równie perfidnie premedytacją. Nie chciał w tym trwać, ale znowu - wpadał w błędne koło. Ukrywał, że coś jest nie tak, by po prostu funkcjonować. Nie miał czasu na załamywanie się, skoro przecież pozostawało zbyt wiele rzeczy to wytłumaczenia, które potrzebowały reakcji natychmiastowej. A i tak była ona zbyt opóźniona; pierwsze dni były tragiczne, na domiar złego szukał drugiej pracy bądź jakichś zleceń, nie zamierzając być obciążeniem na barkach kogoś innego.
Bo nawet jeżeli wiedział, że tak nie jest, pewna część umysłu nakazała mu myśleć inaczej. Kierować się starym schematem, który to zakopał dziesięć metrów pod ziemią i nie potrafił nad nim jakoś zapanować, by zapach zgnilizny ponownie nie pojawił się na powierzchni.
Zdziwił się poniekąd na to, jak wyglądała Sheenani, którą miał okazję zauważyć, gdy postanowił do niej podejść. Co prawda głowa niezwykle mocno bolała, świat zdawał się lekko wirować, a sama postura wskazywała na to, że nie było aż tak dobrze, jak chciał, by było. Jakby ta... była jakoś przewrażliwiona? Wciśnięta w kąt, starała się jak najmniej zwracać na siebie uwagę; najwidoczniej nie dało to żadnych efektów, bo nawet jeżeli wszystkie kolory były pstrokate i neonowe, nie przeszkadzało mu to, a raczej nie zamierzał się temu poddawać, by pomóc jakkolwiek dziewczynie. Wiedział, że ta potrzebuje pomocy - niezależnie od bólu jego własnej czaszki i tego, że wszystko było w innych barwach.
- Doireann? - zapytał już bardziej prawidłowo, spoglądając na nią z widoczną troską przejawiającą się przez czekoladowe tęczówki. Nie dawał po sobie poznać, że coś jest nie tak, choć stan dziewczyny ewidentnie go zaniepokoił i spowodował, że nie był w stanie przejść obok niej całkowicie obojętnie. - Wszystko w porządku? Potrzebujesz pomocy? Mam eliksir spokoju w torbie, jakbyś chciała... - nie zamierzał pierwsze odpowiadać na pytanie, które zadała Puchonka, uważniej jej się przyglądając, gdy obrazy najwidoczniej ucichły, wszak obecność asystenta mogła być poniekąd inna. Zgoła odmienna od tego, co reprezentowała sobą uczennica. - Powiedzmy, że pewna, mała zmiana, która za niedługo zniknie. - lekko się uśmiechnął, choć nie wiedział, kiedy to tak naprawdę się stanie. Odczuwał mdłości, choć starał się je skrupulatnie ukryć, w związku z czym wyglądał stosunkowo normalnie, choć wewnętrznie czuł się niczym rozbite o ziemię szło, które wymagało odpowiedniego poskładania.
Bardziej od jego własnego stanu interesował go stan Doireann, gdy naprawdę się nią zmartwił.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Doireann Sheenani

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 158
C. szczególne : Jest drobna i wygląda zdecydowanie młodo; piwa jej nie sprzedadzą. || Na lewym barku ma blizny po Sectumsemprze, a pomiędzy łopatkami ma tatuaż. || Posiada kolczyka w nosie.
Dodatkowo : Prefektka
Galeony : 283
  Liczba postów : 902
https://www.czarodzieje.org/t20296-doireann-sheenan#636815
https://www.czarodzieje.org/t20298-korespondencja-doireann-sheenani#637079
https://www.czarodzieje.org/t20299-korepetycje-z-matematyki#637082
https://www.czarodzieje.org/t20295-doireann-sheenan#636813
https://www.czarodzieje.org/t20301-doireann-sheenani-dziennik#63
Korytarz na IV piętrze - Page 16 QzgSDG8




Gracz




Korytarz na IV piętrze - Page 16 Empty


PisanieKorytarz na IV piętrze - Page 16 Empty Re: Korytarz na IV piętrze  Korytarz na IV piętrze - Page 16 EmptyWto 14 Wrz - 23:58;

.  “Nie chcę martwić innych” było motywem przewodnim nie tylko Lowell'a, ale i jego młodszej, puchońskiej “siostry”. Doireann znana była ze swoich dwóch, bardzo skrajnych nastrojów; albo była spokojna i opanowana, albo spanikowana i zapłakana. Do tej pory jednak skutecznie udawało się jej trzymać te prawdziwe przyczyny swoich załamań jedynie dla siebie. I tak oto płakała Drake’owi w ramię, bo przypaliła całą partię ciastek, albo użyła martwych drożdży, przez co ciasto, nad którym pracowała tak długo nie wyrosło. Panika dziewczyny stała się czymś tak oczywistym w gronie jej przyjaciół, że nikt tak naprawdę nie docierał do źródła. A może to Doireann nie dopuszczała ich głębiej, zawsze zwalając winę na te drobnostki? Była przecież nauczona, by o tych konkretnych problemach nie mówić nikomu - bo to wstyd, hańba i jeszcze wezmą ją za niespełna rozumu. Liczyło się więc uspokojenie się i jak najszybsze wrócenie do normalności.
  Prawdą było, że sama Sheenani zaczęła obracać swoje ataki paniki w żart, chociaż występowały w naprawdę mało śmiesznych sytuacjach. Bo przecież nie bawiło jej to, że pocałunek z chłopakiem sprawiał, że jej reakcja walki lub ucieczki włączała się. Nie było też jej do śmiechu, kiedy myślała o tym, jak niedawno załamała się, niemalże wypłakując oczy w pałacowym pokoju. Bogowie, była za to na siebie wściekła. W końcu… Nie chciała nikogo martwić. Im dłużej jednak naciskała na siebie, by tego nie robić, tym gorsze osiągała efekty.
  Łapała dość nierówne oddechy, wpatrując się w Felinusa wielkimi, spanikowanym oczami. Pokręciła jedynie głową, chcąc dać znać, że pomoc nie była tutaj niezbędna. Wystarczyło jednak jedno, nawet przelotne spojrzenie na Puchonkę by wiedzieć, że nie była to prawda. W tym stanie trudno było jej też powiedzieć, że z młodym mężczyzną działo się cokolwiek złego. Może poza absolutnie okropnymi decyzjami barberskimi i tymi nietypowymi tęczówkami. Lowell miał jednak pewną właściwość, nabytą przez dość… częste ratowanie dziewczyny. Sheenani ufała mu - i jeśli mówił, że coś jest tylko małą zmianą, która zaraz zniknie, tak nie próbowała nawet podważyć jego słów. Niejednokrotnie pokazał jej przecież, że bywał w swojej ocenie bezbłędny. - To dobrze. - Próbowała uśmiechnąć się pokrzepiająco, jednak zamiast tego kąciki jej ust zadygotały niebezpiecznie, jakby całe jej ciało nie zgadzało się na jakiekolwiek przejawy wesołości. - Ja… - Chciała powiedzieć coś, co mogłoby ukryć jej stan. Ten jednak postanowił dalej manifestować się w najlepsze, skutecznie uciszając dziewczynę, zanim ta posłałaby w stronę ex-Puchona niegroźne kłamstwo. Nie było jej ani miło, ani dobrze, ani bezpiecznie i naprawdę chciała, by ktoś o tym wiedział. Ktoś więcej, poza Eskilem, któremu przecież nie pozwoliła podjąć żadnych kroków.
  Pokręciła głową raz jeszcze, przy okazji wbijając spojrzenie w podłogę. Jej twarz momentalnie przyozdobił grymas pełen nieszczęścia. W taki sposób, raz jeszcze, odpowiedziała na pytanie mężczyzny. Tym razem nie myślała jednak, że "jest dobrze, nic nie potrzebuję". Miała w głowie rozpaczliwe "potrzebuję pomocy i nie wiem, jak o to poprosić".

@Felinus Faolán Lowell

______________________


What makes this fragile world go round? Were you ever lost? Was she ever found?

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Nauczyciel
Wiek : 22
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Zawsze nosi czarną bluzę z haftem tańczącego Derwisza z tyłu wraz z kojotem i wilkiem z przodu na rękawach, pisze lewą ręką, rzuca zaklęcia prawą, na której palcach nosi Sygnet Myrtle Snow, Pochłaniacz Magii i Pierścień Sidhe. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 1778
  Liczba postów : 7331
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Korytarz na IV piętrze - Page 16 QzgSDG8




Gracz




Korytarz na IV piętrze - Page 16 Empty


PisanieKorytarz na IV piętrze - Page 16 Empty Re: Korytarz na IV piętrze  Korytarz na IV piętrze - Page 16 EmptySro 15 Wrz - 13:37;

Człowiek jest skomplikowaną jednostką. To nie maszyna, w której źle działającą część można zamienić na inną, sprawną, bardziej prawidłową. I chociaż magia lecznicza pozwala na ominięcie naprawdę wielu ograniczeń, tak jednak wpłynięcie na rzeczy powiązane z psychiką, zakrycie ran, a przede wszystkim ich uleczenie nie zależało w większości od leków - zależało przede wszystkim od podejmowanych w ramach terapii rozmów. Od prób naprowadzenia własnego toku myślenia na te bardziej prawidłowe tory. Sam się wzbraniał przed jakimikolwiek środkami, które mogłyby na niego samego znacząco wpływać, w związku z czym może działał jak działał, ale przynajmniej działał. Choć ostatnio to coraz częściej sięgał po eliksir czuwania i chociaż wiedział, że to nie jest odpowiednie rozwiązanie, po prostu siedział we własnej bańce. Bezpiecznej bańce. Co z tego, że czas na sen poświęcał wyjątkowo mało - liczyła się przecież efektywność, możliwość poprawienia fundamentów domu, choć obecnie nie było to takie proste. Nie z tym wzrokiem, nie z tymi tęczówkami, nie z fryzurą krzykliwą, zwracającą szczególną uwagę.
Obracanie w żart też stanowi poniekąd mechanizm obronny. Jeżeli człowiek sam w siebie zacznie stosować różne przytyki lub umniejszać poszczególne sytuacje, tak bardziej staje się odporny na potencjalne zranienia w postaci wbicia noża prosto w plecy - czysto metaforycznie. Sam kiedyś znajdował się na uboczu, nie pozwalając na to, by ktokolwiek zapoznał się z jego własnym życiem, bo zwyczajnie bał się. Fasada braku uczuć i podejścia do życia bez cienia emocji pozwalały mu tym samym na swobodne obserwowanie otoczenia bez bycia narażonym na cokolwiek więcej. Szkoda, że to była tylko fikcja, bo i tak czy siak wewnątrz znajdowały się różne odczucia. W większości negatywne, choć teraz zapanował nad pewnym rozdziałem własnego życia, by móc z niego korzystać lepiej, bez chęci zaszkodzenia samemu sobie. Jak zwykle, jak żeby inaczej, wskazówki zegara udowodniły mu, że wcale tak kolorowo nie jest - nawet jeżeli widział w najróżniejszych odcieniach tęczy i czuł się tak, jakby ktoś mu miał zamiar rozwalić czaszkę.
Zauważył zatem te oddechy, które zdawały się być chaotyczne pod względem płynności; spanikowane oczy, gdy zetknęły się z tymi należącymi do Felinusa, mogły zauważyć w czekoladowych jedno - ludzką troskę. Nie zamierzał jej wyśmiać, nie zamierzał jej tym samym zostawić; zamierzał jej pomóc, bo widział, że coś się dzieje, ale co - nie miał bladego pojęcia. Podejrzewał wewnętrzną panikę opanowującą z widoczną precyzją ciało drobne i pozbawione możliwości obronienia się, a sama reakcja zdawała się być... widocznie nieprawidłowa. Nie podejrzewał, by to było wszystko przez tęczowe włosy, choć przykuwał znacząco uwagę - zarówno poprzez zafarbienie, jak i fakt, że pozostawał tym asystentem.
- Chodź na krótki moment, dobrze? Nie będziemy tutaj stać, podejdźmy do tego na spokojnie. - w jej kierunku wystosował te słowa, by tym samym pokrzepiająco się uśmiechnąć i wystawić lekko dłoń, wszak nie chciał, by ta czuła się jakkolwiek tym przytłoczona. Jeżeli nie chciała stąd iść - nie odchodził. Nie zmuszał jej do czegoś, co było wbrew jej własnej woli, nawet jeżeli odbiór rzeczywistości był zaburzony. Wyciągnął tym samym fiolkę z eliksirem, podając ją ostrożnie dziewczynie, bo podejrzewał, że próba rozmowy w takim stanie nie była możliwa. Ostrożnie, bez pośpiechu, bez traktowania jej jak kogoś innego. Po prostu się martwił, gdy grymas pojawił się wraz z momentem opuszczenia głowy. - Zażyj, powinno być odrobinę lepiej. - zalecił, choć wiadomo - jeżeli nie chciała, to jej nie zmuszał, w związku z czym, kiedy przestała mienić się na różowy kolor w dziwne plamki, bacznie na nią spojrzał. Wyglądała niczym zbity pies, który nie potrafi spojrzeć, skonfrontować się z czymś, co trawiło duszę od środka.
- Coś się dzieje, widzę to. Jeżeli chcesz ze mną na ten temat porozmawiać, to chcę ci pomóc i możesz na mnie liczyć. Co się zatem dzieje? - zachęcił ją, bo wiedział, że ta reakcja udowadniała konieczność otrzymania pomocnej dłoni, ale musiał wiedzieć, o co chodzi, jeżeli chciał być jakimkolwiek większym oparciem. Mogli również pobyć tutaj w ciszy, a on i tak nie zamierzał odpuścić - nie teraz.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Doireann Sheenani

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 158
C. szczególne : Jest drobna i wygląda zdecydowanie młodo; piwa jej nie sprzedadzą. || Na lewym barku ma blizny po Sectumsemprze, a pomiędzy łopatkami ma tatuaż. || Posiada kolczyka w nosie.
Dodatkowo : Prefektka
Galeony : 283
  Liczba postów : 902
https://www.czarodzieje.org/t20296-doireann-sheenan#636815
https://www.czarodzieje.org/t20298-korespondencja-doireann-sheenani#637079
https://www.czarodzieje.org/t20299-korepetycje-z-matematyki#637082
https://www.czarodzieje.org/t20295-doireann-sheenan#636813
https://www.czarodzieje.org/t20301-doireann-sheenani-dziennik#63
Korytarz na IV piętrze - Page 16 QzgSDG8




Gracz




Korytarz na IV piętrze - Page 16 Empty


PisanieKorytarz na IV piętrze - Page 16 Empty Re: Korytarz na IV piętrze  Korytarz na IV piętrze - Page 16 EmptyPią 17 Wrz - 14:54;

.  Doireann trzymała w pułapce własnych żeber całą armię rozszalałych, wystraszonych uczuć. Była poupychana po brzegi, do tego stopnia, że nie miała już miejsca na kolejne, pomniejsze lęki. Najmniejszy dyskomfort potrafił sprawić, że uginała się niebezpiecznie pod ciężarem wcześniejszego stresu; a przecież jej barki nie były przystosowane do tego, by dźwigać ciężar traum. Filigranowa postawa sprawiała, że Sheenani bardziej nadawałaby się do pełnych gracji baletowych podskoków, aniżeli prób uniesienia w małych, dziecięcych dłoniach całego świata. Żaden był z niej Atlas, jednak oczekiwała od siebie tych ogromnych pokładów siły. Chciała radzić sobie sama i ogarniała ją wściekłość - bo nie mogła. Bo coraz częściej przyłapywana była na płaczu i panice. Czuła się, jakby znów miała jedenaście lat i raz jeszcze przechodziła przez swój pierwszy rok w Szkole Magii i Czarodziejstwa.
  Okazało się jednak, że historia zamierzała najwyraźniej zatoczyć pełen krąg. Raz jeszcze starszy od niej wychowanek domu Helgi Hufflepuff znalazł ją w kryzysie. Najwidoczniej coś naprawdę mocno łączyło Theo i Felinusa; oboje nie byli w stanie przejść obojętnie, kiedy Sheenani działa się krzywda. Oboje też, rozdzieleni jedynie przez te parę długich lat, postanowili w pewnym momencie zareagować. I chwała im za to.
  W przeciwieństwie do Lowell’a, nie miała oporów, by ratować się wszelkimi specyfikami. Zbawienny eliksir spokoju był obecny w jej życiu już od wielu lat, toteż bez większego wahania, kiedy tylko rozpoznała trzymaną przez mężczyznę fiolkę, przejęła ją i przy akompaniamencie cichego “dobrze”, wypiła zawartość, jakoś do połowy. Wrażliwość na magię i wszelakie eliksiry pozwalało jej na podobną oszczędność. - Dziękuję. - nie byłaby sobą, gdyby automatyczne uprzejmości nie towarzyszyły jej nawet w takich momentach. Była wdzięczna za troskę i zainteresowanie, jednak zapewne nikt nie oczekiwał od niej właśnie teraz okazywania tego. Mimo to - musiała. I chociaż był to swego rodzaju przymus, tak niekoniecznie należał on do tych najmniej ulubionych. Bycie miłym było w końcu miłe, prawda? - Ja... - posłała krótkie spojrzenie gdzieś zza plecy Lowell'a. Jej wzrok napotkał jakieś dwie, olejne pary oczu, zerkające w ich stronę. Postaci na dodatek zdawały się szeptać coś między sobą... Bogowie, jeszcze tylko brakowało tego, by czuła się teraz oceniana. - Może… Może faktycznie, pójdźmy gdzieś. - zgodziła się z Felinusem.
  Pozwoliła mu zaprowadzić się gdziekolwiek - w końcu ufała mu. Dodatkowo chłopak wyglądał możliwie najłagodniej, a to w połączeniu z eliksirem faktycznie sprawiało, że czuła się odrobinę spokojniej. Przynajmniej na tyle, by przypomnieć sobie, że ma nogi, może nimi ruszać, a kiedy to robi, to bogowie, chodzi. Nie musiała przecież stać tam, gdzie łapała te nielubiane spojrzenia magicznych obrazów. - Ja się chyba… tak trochę cofnęłam. Czasami czuję się, jakbym dopiero co trafiła do szkoły. Wszystko znowu jest takie… - przełknęła ślinę i westchnęła ciężko. - Straszne. Znowu się boję.


______________________


What makes this fragile world go round? Were you ever lost? Was she ever found?

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Nauczyciel
Wiek : 22
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Zawsze nosi czarną bluzę z haftem tańczącego Derwisza z tyłu wraz z kojotem i wilkiem z przodu na rękawach, pisze lewą ręką, rzuca zaklęcia prawą, na której palcach nosi Sygnet Myrtle Snow, Pochłaniacz Magii i Pierścień Sidhe. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 1778
  Liczba postów : 7331
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Korytarz na IV piętrze - Page 16 QzgSDG8




Gracz




Korytarz na IV piętrze - Page 16 Empty


PisanieKorytarz na IV piętrze - Page 16 Empty Re: Korytarz na IV piętrze  Korytarz na IV piętrze - Page 16 EmptyPią 17 Wrz - 15:55;

To człowiek buduje złotą klatkę, w której następnie się więzi. Wiedział o tym doskonale, kiedy wreszcie się z niej wydostał, a klucz zdołał odtworzyć, choć było to wyjątkowo bolesne i pozbawione jakiegokolwiek cienia radości. Życie potrafiło boleć, nikt nie rodził się dlatego, gdyż chciał się pojawić na tym świecie. Wiele rzeczy, w tym te, które targają ludzką duszą, powoduje nieokiełznany, trudny do opanowania ból, tudzież strach. Stres potrafi jeszcze bardziej wpłynąć, jeszcze bardziej wycisnąć z osoby dodatkowe problemy, a każdy reaguje na to wszystko inaczej. Jedni są w stanie iść do przodu z zaciśniętymi zębami, inni natomiast potrzebują pomocy. I wszystko wskazywało na to, że Sheenani jej wymaga, w związku z czym nie czekoladowe, a właśnie różnokolorowe tęczówki Lowella zwracały na nią uwagę.
Korytarz nie był ani przyjemny, ani prawidłowy - nie wiedział, o co dokładnie chodzi, ale nie zamierzał rozmawiać na poważne tematy poprzez brak odpowiednich ku temu warunków. Niestety, gabinetu własnego nie posiadał, dlatego pozostawał uzależniony od tego, gdzie zdecydowałby się ich poprowadzić. Chciał jej jednak pomóc, a nie odwrócić się na pięcie i uznać, że sytuacja nie miała w ogóle miejsca; nie był tego typu człowiekiem. Nie potrafił się odwrócić, choć kiedyś, gdy myślał przede wszystkim o własnym interesie, niespecjalnie interesował się innymi, uważając ich za zagrożenie. Skupiał się zatem głównie na sobie, choć teraz ta rola uległa przemienieniu; ponownie, znowu, z premedytacją. Skupiał się na innych, ale siebie spychał na boczny plan.
Nie zastanawiał się zatem aż nadto, jak wyglądałaby ta sytuacja, gdyby jednak był starym, nieprawidłowym Felinusem. Chciał zapewnić Doireann odpowiednią dozę wsparcia, gdy widział przerażenie wydobywające się z oczu, niewspółmierne oddechy, nadchodzące widocznie ramiona narastającej paniki. Podanie zatem eliksiru spokoju było jedną z opcji, której dziewczyna mogła odmówić, acz tego nie zrobiła. Przyjęta fiolka została opróżniona tylko w połowie, ale nie dziwił się w żaden sposób - przecież dziewczyna jest drobna. Mała, niewielka, wydająca się być z zewnątrz naprawdę krucha, niczym porcelana, której proste uderzenie może spowodować rozsypanie się w drobny mak.
- Nie musisz. - odpowiedział prosto, acz miło, bo jednak doceniał to, co powiedziała Puchonka. Eliksir powinien zacząć działać w ciągu paru minut, ale sam efekt i uczucie tego, że zażyło się coś, co pozwoli normalnie funkcjonować, mógł znacząco dziewczynę uspokoić. Nie potrzebował podziękowań, nie potrzebował żadnych przeprosin. Jedyne, co by mu się przydało, to jakiś odpowiedni eliksir, dzięki któremu głowa przestałaby go boleć, a sam zacisnął na krótki moment bardziej powieki, nie mogąc wyzbyć się tego niezwykle nieprzyjemnego uczucia. Efekty spotkania się z jakąś krnąbrną magią postanowiły utrzymać się aż do tego dnia, dlatego nie mógł normalnie odbierać rzeczywistości, a na pewno nie w stu procentach.
Spojrzał na nią z niemym pytaniem przedostającym się na usta, choć go jeszcze nie wypowiedział; nie wiedział, co konkretnie działo się z młodszą wychowanką domu Helgi Hufflepuff, ale koniec końców był tutaj i chciał się dowiedzieć. Prywatność szanował; zaakceptowałby zatem brak odpowiedzi, ale nie uznałby to za dobry znak. Obrazy wcale nie były przychylne, więc wydostanie się z tego harmideru mogło przynieść należyte ukojenie. Zaprowadził ich zatem do miejsca okalanego mniejszą ilością obrazów, praktycznie zerową, w tym do tego stopnia rzadko spoglądanego, że zapewniało ono należytą dozę odseparowania od innych. Po tym uważnie wśłuchał się w to, co chciała mu przekazać Doireann, a sam oparł się o ścianę, która była zaskakująco chłodna. "Ja się chyba... tak trochę cofnęłam". Zaskakujące, jak bardzo to słowo tyczyło się również jego osoby, bo o ile chodził do psychologa, o tyle pewne rzeczy starał się ukryć.
- Pod jakim względem dokładnie się cofnęłaś? - musiał się zapytać, bo nie wiedział, czy to jest kwestia jedynie szkoły, czy jednak dodatkowo czegoś innego. Sytuacja z wakacji pozostawiała na ich duszach spore brzemię, mniej lub bardziej widoczne, w związku z czym dziwił się, dlaczego nikt nie zarządził obowiązkowych rozmów z kimkolwiek bardziej wykwalifikowanym od niego. - Czego konkretnie się boisz? I, co najważniejsze - od kiedy się tak czujesz? Od kiedy się tak dzieje? - zapytawszy się, poprawił tęczowe włosy własnymi dłońmi, rozmasowując skronie. Im dłużej funkcjonował bez eliksirów, tym gorzej się czuł, ale nie potrafił pozostawić jej samej sobie.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Doireann Sheenani

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 158
C. szczególne : Jest drobna i wygląda zdecydowanie młodo; piwa jej nie sprzedadzą. || Na lewym barku ma blizny po Sectumsemprze, a pomiędzy łopatkami ma tatuaż. || Posiada kolczyka w nosie.
Dodatkowo : Prefektka
Galeony : 283
  Liczba postów : 902
https://www.czarodzieje.org/t20296-doireann-sheenan#636815
https://www.czarodzieje.org/t20298-korespondencja-doireann-sheenani#637079
https://www.czarodzieje.org/t20299-korepetycje-z-matematyki#637082
https://www.czarodzieje.org/t20295-doireann-sheenan#636813
https://www.czarodzieje.org/t20301-doireann-sheenani-dziennik#63
Korytarz na IV piętrze - Page 16 QzgSDG8




Gracz




Korytarz na IV piętrze - Page 16 Empty


PisanieKorytarz na IV piętrze - Page 16 Empty Re: Korytarz na IV piętrze  Korytarz na IV piętrze - Page 16 EmptySob 25 Wrz - 22:11;

.  Sam widok eliksiru był dla Doireann zwiastunem nadchodzącego uspokojenia się sytuacji. Czasami zastanawiała się, czy w jej przypadku jego działania nie wzmagało coś na wzór efektu placebo; oczekiwała w końcu tego błogiego spokoju, przez co samo przytknięcie ust do fiolki sprawiało, że momentalnie czuła, jak sztywne mięśnie karku zaczynają się rozluźniać. A może chodziło o samą wizję tego, że zaraz, za momencik, poczuje się lepiej i już nie będzie się tak bać? Cokolwiek sprawiało, że dziewczyna reagowała na napój tak szybko, nie było czymś, co koniecznie jej przeszkadzało. W końcu o to właśnie chodziło - by jak najszybciej opanowała drżenie ramion i była w stanie odetchnąć pełną piersią (zwłaszcza po momentach hiperwentylacji). Była więc nieco spokojniejsza, skupiając swoje rozbiegane myśli na okropnym smaku zbawiennego eliksiru. "Pomoże, zaraz pomoże", skutecznie zastępowało każdą inną, natrętną myśl. Dodatkowo obecność kogoś zaufanego - w kogo dawne, "złe" ja najpewniej nie byłaby w stanie w ogóle uwierzyć - zdecydowanie wymagało przesłanie tej drobnej, pozytywnej myśli.
  Maniery manierami, jednak to krótkie "nie musisz" uświadomiło jej, jak bardzo zasługiwał na wdzięczność. Dla Sheenani oczywistym było, że musiała podziękować. Prędzej, jak teraz, czy później, jak po wydarzeniach w Arabii, ale musiała. Pomimo kurczowego trzymania się wiary, że mimo wszystko ludzie są z reguły dobrzy i zdecydowana większość nigdy nie będzie dążyła do świadomego skrzywdzenia kogoś, wciąż miała wrażenie, że faktyczne przejawy dobroci i heroizmu nie są należycie doceniane. W oczach Puchonki było zaś łatwo urosnąć do rangi rycerza na białym koniu; w mgnieniu oka zaczął za takiego uchodzić Theo, kiedy zajmował się nią podczas jej pierwszego roku, oraz Eskil, kiedy pozwolił jej wypłakać się w swoje ramię, jednocześnie klnąc na wszystko, czego w tej chwili nienawidziła. Podobnie było więc i z Felinusem - niezmiennie ratującym niewiasty z opałów. Była naprawdę przekonana, że ten młody mężczyzna nigdy nie znał obojętności.
  Odeszła z nim do nieco spokojniejszej części, gdzie żadne dodatkowe bodźce nie mogły jej dosięgnąć. Na szczęście nie była pod wpływem działania podobnej magii, co Lowell; bo tego w żaden sposób nie byłaby w stanie znieść. W zupełnie innych okolicznościach, kiedy irracjonalny lęk nie brałby góry nad sposobem, w który postrzegała świat, zapewne dostrzegłaby, że Felinus nie czuje się najlepiej. Może nawet byłaby w stanie dowiedzieć się, chociaż połowicznie, co się dzieje, by następnie zarzucić Lowell'a całą toną troski i wsparcia. Pewnie też zaproponowałaby mu jak najszybsze udanie się do kogoś, kto wiedział, jak działać z klątwami. Czy ojciec Cass się tym nie zajmował? Niestety, nawet jeśli była odrobinę spokojniejsza, tak wciąż jej percepcja pozostawała mocno przekrzywiona. Po prostu zaakceptowała fakt, że ex-Puchon wygląda niecodziennie i trochę się krzywi - a to mogło być spowodowane absolutnie wszystkim.
  Pozostawała więc niewiedza i kwestia odpowiedzi na pytanie. Dziewczyna przez chwilę błądziła wzrokiem po podłodze, widocznie zmieszana, jakby dopiero teraz dotarło do niej, jak głupio i dramatycznie musiała brzmieć. Jednak pomimo okropnego zażenowania nic się nie zmieniło w kwestii potrzeby, by porozmawiać o swoim problemie. - M-Myślałam, że… - zaczęła mówić ostrożnie, starając się jakoś odpowiedniej dobrać słowa. Wystarczyło tego trzęsienia się i bełkotania. - ...że już radzę sobie lepiej z magią. Wcale aż tak nie bałam się używać jej na zaklęciach. J-Ja… naprawdę mogłam już czarować pod okiem nauczyciela. - położyła dłonie na swoich ramionach, tworząc z nich swego rodzaju barierę. Widocznie nie czuła się komfortowo mówiąc o tym, chociaż - z pomocą eliksiru - starała się być jak najmniej emocjonalna. - Ale teraz znów bywa, że nie mogę nawet podnieść różdżki. Chcę, ale nie mogę. Chociaż… i tak nie jest tak źle, kiedy to ja ją trzymam. J-Jak widzę, że ktoś… nawet nie specjalnie, ale celuje we mnie, to… - rozedrganie na nowo pojawiło się w jej głosie, podobnie jak wilgoć w oczach. Raz jeszcze wzięła parę głębszych oddechów, próbując zmusić się, by kontynuować. Było to jednak zdecydowanie zbyt trudne - chociaż wcale nie powinno takie być. - J-Ja znowu boję się magii. - powiedziała po chwili przerwy przez zduszone szlochem gardło. - Od Arabii się boję.


______________________


What makes this fragile world go round? Were you ever lost? Was she ever found?

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Nauczyciel
Wiek : 22
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Zawsze nosi czarną bluzę z haftem tańczącego Derwisza z tyłu wraz z kojotem i wilkiem z przodu na rękawach, pisze lewą ręką, rzuca zaklęcia prawą, na której palcach nosi Sygnet Myrtle Snow, Pochłaniacz Magii i Pierścień Sidhe. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 1778
  Liczba postów : 7331
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Korytarz na IV piętrze - Page 16 QzgSDG8




Gracz




Korytarz na IV piętrze - Page 16 Empty


PisanieKorytarz na IV piętrze - Page 16 Empty Re: Korytarz na IV piętrze  Korytarz na IV piętrze - Page 16 EmptyNie 26 Wrz - 0:26;

Pewne rzeczy potrafią uspokoić. I chociaż tęczowe włosy u asystenta uzdrawiania nie były tym, co potrafiło zatrzymać płynące w chaosie myśli, tak eliksir spokoju, który odpowiednio wyciągnął i podał dziewczynie, jak najbardziej stanowił oazę, gdzie mogła poczuć się w jakiś sposób bezpiecznie i prawidłowo. Chociaż sam wzbraniał się przed tego typu medykamentami, trudno było odmówić im uroku, gdy potrafiły znacząco wzmocnić pewność siebie właśnie w takich sytuacjach. To, co działo się z dziewczyną, zakrawało o atak paniki, a im bardziej Lowell spoglądał w jej stronę, tym bardziej się utwierdzał - mimo że widział świat w odmiennym spektrum barw, czując coraz to mocniejsze pulsowanie czaszki - iż pewne rzeczy wymagają zwrócenia uwagi. Nie jednak nieodpowiedniego, pozbawionego wymaganego wyczucia czasu, a prędzej taktownego, z dozą zrozumienia, jaką to chciał dać dziewczynie, by poczuła się z powrotem wewnątrz stabilna. I silna.
Od jakiegoś czasu zapominał o sobie w tym całym harmiderze. Nie potrzebował wdzięczności, czując, że to jest to, co każdy - a przynajmniej większość - na jego miejscu po prostu by zrobiła. To, co odróżniało ludzi od innych zwierząt, było właśnie widoczną dozą empatii, jaką wzajemnie ten gatunek potrafi sobie okazywać. Stworzenia kierują się instynktem przetrwania, w związku z czym rzadko kiedy zwracają uwagę na inne, bolejące w stadzie osobniki. Ludzie zostali zaprogramowani wręcz do tego, by wchodzić w buty innych i wstawiać się w sytuacje ludzi kompletnie obcych. Co na przestrzeni wieków było srogo wykorzystane, ale to powodowało, że ludzie względem natury byli poniekąd dewiantami. Osobnym odłamkiem we wszechświecie, który potrafił o siebie zadbać, przygarnąć pod swój dach i zapewnić bezpieczeństwo, mimo że nie miał ku temu żadnych powodów.
Za tym znajdowały się też inne rzeczy. Świat wbrew pozorom nie był tak kolorowy i chociaż część osób potrafiła okazać zrozumienie, tak często można spotkać się również z brakiem jakiejkolwiek chęci pomocy. Świadomość tego, jak wiele osób znajduje się w otoczeniu, przyczyniała się do powstawania odpowiedzialności rozproszonej. Przez to, że wiele osób może pomóc, człowiek potrafi przechodzić całkowicie obojętnie obok tego, kto doraźnego wsparcia potrzebuje. Obserwowane często w zaludnionych miejscach, gdzie znieczulica zdawała się przekraczać wszelką możliwą skalę; on jednak nie zamierzał się temu poddać. Może i ten rok temu był chłodny, był oschły i nie potrafił wstawić się w sytuacji innych, ale teraz chciał pomagać. Chciał, by każdy zasługiwał na tę cząstkę, która była albo za rzadka w życiu innych, albo nigdy tak naprawdę nie wystąpiła.
Zauważył zatem błądzenie po podłodze, choć nie zmuszał jej do odpowiedzenia od razu na postawione przed nią pytania. I chociaż świat wirował w najróżniejszych barwach, nie zamierzał przejść obojętnie wobec tego, co miało miejsce. Patrzył na nią spokojnie, bez oceniania, bez tego, co mogłoby się przyczynić do wewnętrznego bólu i uznania, że jakkolwiek źle postąpiła. Pozostawił własną fryzurę gdzieś na boku, pozostawił własne zawirowanie światem z tyłu, by ją wysłuchać.
- Boisz się magii, ponieważ wiąże się ona z ogromną odpowiedzialnością. - skwitował wszystkie jej słowa, kojarząc rozmowy, jakie przeprowadzili na przestrzeni ostatnich miesięcy. Magia niosła ze sobą możliwość zniszczenia pół miasta jednym zaklęciem, jeżeli tylko czarodziej chciał tego dokonać. Dawała ogromną moc, nad którą należało zapanować. Jeżeli czarodziej tego nie jest w stanie tego osiągnąć, niesie ze sobą ogromne zagrożenie. - I tak samo - jak ktoś może cię nią skrzywdzić, tak ktoś może cię nią uratować. - doskonale pamiętał to, co wydarzyło się w Arabii i nie zamierzał udawać, że wszystko było inaczej, a całe spotkanie zakończyło się na herbatce. Tak naprawdę nikt nie chciał przebywać w Oazie Cudów, marząc jedynie o powrocie do domu i własnych czterech ścian. 
Chciał jej pomóc, ale tak naprawdę nie mógł zmienić jej wewnętrznego schematu myślenia. Mógł jej pomóc, pocieszyć, ale jeżeli chcieli zaobserwować coś więcej, musiała skorzystać z pomocy kogoś, kto naprawdę znał się na takich rzeczach.
- Doireann, słyszałem, że ostatnio magipsycholog nawiązała współpracę ze szkołą. - rozpoczął rozważnie, spoglądając w kierunku jej tym razem niebieskich tęczówek. Na litość merlinowską, kiedy te dziwne wizualne efekty się skończą? Nie miał bladego pojęcia, ale starał się na tym nie skupiać własnej uwagi. - Jeżeli chcesz nad tym popracować i znowu się nie bać, polecam ci, byś się do niej udała po zajęciach. To nie jest nic złego, by poprosić kogoś o pomoc. - lekki uśmiech powędrował w jej kierunku. - Koniec końców każdy z nas ma prawo czuć się gorzej i ma prawo do tego, by uzyskać odpowiednie wsparcie. - było w tym trochę racji. Mogli uciekać od demonów, które pchały się do drzwi, ale te potrafiły rozmnożyć się w zastraszającym tempie. Moment, gdy nie uciekali, a stawali do walki, mógł być przerażający, ale również potrafił otworzyć kolejne drzwi.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Doireann Sheenani

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 158
C. szczególne : Jest drobna i wygląda zdecydowanie młodo; piwa jej nie sprzedadzą. || Na lewym barku ma blizny po Sectumsemprze, a pomiędzy łopatkami ma tatuaż. || Posiada kolczyka w nosie.
Dodatkowo : Prefektka
Galeony : 283
  Liczba postów : 902
https://www.czarodzieje.org/t20296-doireann-sheenan#636815
https://www.czarodzieje.org/t20298-korespondencja-doireann-sheenani#637079
https://www.czarodzieje.org/t20299-korepetycje-z-matematyki#637082
https://www.czarodzieje.org/t20295-doireann-sheenan#636813
https://www.czarodzieje.org/t20301-doireann-sheenani-dziennik#63
Korytarz na IV piętrze - Page 16 QzgSDG8




Gracz




Korytarz na IV piętrze - Page 16 Empty


PisanieKorytarz na IV piętrze - Page 16 Empty Re: Korytarz na IV piętrze  Korytarz na IV piętrze - Page 16 EmptyPon 4 Paź - 21:50;

.  Doireann pokręciłą głową, a jej twarz spchmurniała. Nie bała się odpowiedzialności, z którą, jako czarownica, musiała się zmierzyć. Bała się… siebie. Obrazu czarodzieja, który wciąż jakaś część niej pielęgnowała w głowie. Brutalnego, humanoidalnego stworzenia o sile, której nie powinien posiadać. Groźnego, nieprzewidywalnego, od którego widzi mi się zależało, czy nie przejdzie się ulicami miast, rzucając śmiercionośne zaklęcia. Pysznej, zadufanej w sobie i zaślepionej swoją niewyobrażalną, destrukcyjną siłą istoty, która wszystko, co nie dorasta do niej, traktuje jak coś bez wartości. Mugole, charłaki, czarodzieje nieczystej krwi - miliony ludzi, którym wyniosły czarodziej odbierał znaczenie. To wszystko, co kiedykolwiek usłyszała od swoich rodziców, wbiło się w jej pamięć - i jakakolwiek forma potwierdzenia owego obrazu budziła w niej niewyobrażalny lęk. Co z tego, że czarodzieje, których znała i z którymi przebywała na codzień byli zaprzeczeniem tych słów, skoro znalazła się grupa wyniosłych i wspaniałych magów, którzy swoją brutalność i okrucieństwo zdołali byli usprawiedliwić próbą. Problemem Puchonki było jednak to, że nie wiedziała, jak ubrać to w słowa. Jak przekazać Felinusowi, że dawno temu zadziało się w jej życiu coś, co przerodziło się w ogromną traumę; a ta została przeżuta i wypluta przez Derwiszy. Całość skwitowała więc krótkim, chociaż nieco zrezygnowanym: - Masz rację. - bowiem niewątpliwie, bez względu na przyczyny jej paniki, mogła zgodzić się z jednym - magia mogła ratować życia, być pomocną i dobrą siłą. Nie niosła ze sobą jedynie destrukcji, chociaż jej samej ciężko było uwierzyć, że jej własna moc należała do tych bezproblemowych. Miała zakodowane, za pomocą dość brutalnych argumentów jej ojca, że jej bycie czarownicą było czymś złym, okropnym i zasługującym na potępienie. Prawdopodobne ze względu na swoje wczesne wspomnienia trwała w wiecznej stagnacji, nie rozwijając swoich magicznych umiejętności. Trzymała je w bezpiecznych ryzach, gdzie - dla dobra wszystkich - po prostu nie potrafiła świadomie komuś zaszkodzić.
  Jej mina przybrała nieco mniej zbolały wygląd, kiedy usłyszała o magiopsycholoszce. Miała siedemnaście lat i mogła decydować o sposobie podejmowanego przez siebie leczenia. Teoretycznie dziadkowie nie mogliby zmusić jej do zaprzestania terapii, tak, jak miało to miejsce, kiedy była zbyt mała, by zrozumieć jej wagę. Z drugiej strony… Dobrze wiedziała, że jej pełnoletniość nie miała znaczenia. Dalej pozostawała pod wpływem rodziny, czując, że nie ma prawa o sobie decydować. Czy pójście na terapię było popularną formą buntu? A przede wszystkim - czy było to opłacalne? Sheenani wyraźnie zastanawiała się nad propozycją Lowell’a.
  - Wiesz może, czy będzie tu przychodzić? Czy ma gabinet w Hogsmeade? - spytała, jakby sprawy transportowe były tutaj największym problemem. - I… Nikt nie będzie o tym wiedział, prawda? Szkoła nie poinformuje mojej rodziny? - dodała zaraz potem, najwyraźniej nie będąc w stanie utrzymać swoich wątpliwości jedynie dla siebie. - Kiedyś… jeszcze jako dziecko, przed pójściem do szkoły, uczęszczałam na jedną terapię. Właśnie po to, żeby… aż tak się nie bać. Tylko, wiesz, efekty nie były tak mocno widoczne i dziadek się zdenerwował, że tylko marnujemy czas. - resztę dopowiedziała jedynie wzruszając ramionami. Był to znak, że o, tyle z tej terapii było.


______________________


What makes this fragile world go round? Were you ever lost? Was she ever found?

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Nauczyciel
Wiek : 22
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Zawsze nosi czarną bluzę z haftem tańczącego Derwisza z tyłu wraz z kojotem i wilkiem z przodu na rękawach, pisze lewą ręką, rzuca zaklęcia prawą, na której palcach nosi Sygnet Myrtle Snow, Pochłaniacz Magii i Pierścień Sidhe. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 1778
  Liczba postów : 7331
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Korytarz na IV piętrze - Page 16 QzgSDG8




Gracz




Korytarz na IV piętrze - Page 16 Empty


PisanieKorytarz na IV piętrze - Page 16 Empty Re: Korytarz na IV piętrze  Korytarz na IV piętrze - Page 16 EmptyPon 4 Paź - 22:14;

Strach przed sobą mógł być również powiązany z odpowiedzialnością. Odpowiedzialnością za własne czyny, odpowiedzialnością przed tym, kim jest. Świadomość tego, jak wiele można zrobić poprzez magię, zdawała się być dominująca w młodym umyśle Felinusa - przecież tak niewiele wystarczy, by móc z łatwością przyczynić się do skrzywdzenia drugiej osoby. A mimo to tego wciąż nie robił - nie robił, bo nie czuł, by to było konieczne. Bo nie podnosił się dumą, mając cokolwiek więcej pod kopułą czaszki, gdyż nie uważał, by można było jakkolwiek wytłumaczyć podniesienie różdżki na kompletnie bezbronną osobę.
Życie wiele razy udowodniło mu, że owszem, trzeba się bronić, ale ludzie nie zawsze są źli - i nie zawsze są nastawieni na tworzenie kolejnych krzywd.
Zastanawiał się zatem, co musiało mieć miejsce pod kopułą czaszki młodej Doireann, która najwidoczniej nie dawała sobie z tym wszystkim rady. Podejrzewał, że na pewno nic, z czego ta byłaby jakkolwiek dumna - koniec końców nic nie bierze się znikąd, a wszystko wskazywało na to, że jakieś wspomnienie zakorzeniło się na dobre, nie dając jej w ogóle żadnego wyboru. Uwięziło na własnych łańcuchach niczym bezbronnego psa, który z czasem zaczął bać się własnego cienia, snującego po kostce, po budzie i po brzdęku metalu. Taki pies najchętniej, by niczego nie widzieć i niczego nie czuć, pazurami wydrapałby sobie oczy, by następnie to samo zrobić z uszami.
Kiwnął zatem głową, przyglądając jej się uważnie, acz po części opiekuńczo. Puchonka nadal była młoda, nadal posiadała wiele przed sobą, a więc i nie chciał, by cokolwiek ją w tym ograniczało. To, jak umysł potrafi być wyjątkowo wścibski i zabronić działania, mogło być cechą u niej dominującą. Sam natomiast wykazywał odpowiednią dozę cierpliwości i bycia dobrym słuchaczem - koniec końców nie bez powodu jego patronus okalany był przez sylwetkę istoty dbającej o najsłabszych członków stada, ceniącej sobie wartości relacyjne.
Nie zdziwił się zatem na reakcję o magipsycholoszce, wszak wiele osób podchodziło do kwestii własnego zdrowia niezbyt pieczołowicie pod względem umysłu. A tak naprawdę to umysł wymaga często reparacji, a nie kolejnej dawki uspokajającego w imię zredukowania występujących napadów paniki bądź trzęsących się rąk.
- Trzecia i czwarta środa miesiąca, ale słyszałem, że można do niej napisać i umówić się na spotkanie na terenie szkoły, więc te ramy czasowe chyba można jakoś pod siebie dopasować. - wytłumaczywszy na spokojnie, czekoladowe tęczówki błysnęły lekko, wiedząc, że łatwiej będzie, jeżeli przejdą do tożsamości tej osoby po imieniu i nazwisku, a nie tylko i wyłącznie... wykonywanej funkcji. - Bodajże pracuje na oddziale Świętego Munga, więc raczej nie ma... I tak, nikt nie będzie o tym wiedział. Szkoła nie poinformuje twojej rodziny, o ile ty nie zechcesz, by tak się stało. - przytaknąwszy, tajemnica zawodowa musiała być utrzymana, o ile życie Doireann nie znajdowało się w bezpośrednim niebezpieczeństwie. - Efekty terapii nie są widoczne od razu. Wymagają poświęcenia wielu miesięcy, by zaczęły odnosić jakiś skutek, więc to nie jest marnowanie czasu. To praca nad sobą i próba poukładania życia z kimś, kto wie, jak je poukładać. - spojrzał na nią dokładniej, choć obecnie była dość mocno kolorowa, marszcząc przy tym lekko brwi. Nadal byli młodzi, ale doświadczeni przez los niespecjalnie mieli okazję, by z tej młodości korzystać. Sam czuł się lepiej po terapii, ale, jak wiadomo, gdyby nie upór i nie chęć zmian, nadal tkwiłby w tym błędnym kole. Zamknął na chwilę oczy, by dać ulgę temu wszystkiemu, co gromadziło się pod kopułą czaszki.
- Ta pani nazywa się... Samantha Carter. - powiedziawszy, ruszył powoli, wykonując jakiś pierwszy lub drugi krok. - Jeżeli chcesz, to mogę się z nią skontaktować, choć podejrzewam, ze lepiej by było, gdybyś na własną rękę napisała do niej list. Co powiesz na to, byśmy poszli do kuchni, napili się kakao i trochę odpoczęli? - była to dość niespodziewana propozycja, ale nie widział jej zostawiać tutaj bez żadnej opieki, a możliwość wypicia słodkiego napoju zdawała się być obecnie tym, czego oboje potrzebowali. Być może nawet powinien wziąć własnego leprehau do szkoły, aczkolwiek tego nie zrobił - co było dość sporym minusem.


+
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Doireann Sheenani

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 158
C. szczególne : Jest drobna i wygląda zdecydowanie młodo; piwa jej nie sprzedadzą. || Na lewym barku ma blizny po Sectumsemprze, a pomiędzy łopatkami ma tatuaż. || Posiada kolczyka w nosie.
Dodatkowo : Prefektka
Galeony : 283
  Liczba postów : 902
https://www.czarodzieje.org/t20296-doireann-sheenan#636815
https://www.czarodzieje.org/t20298-korespondencja-doireann-sheenani#637079
https://www.czarodzieje.org/t20299-korepetycje-z-matematyki#637082
https://www.czarodzieje.org/t20295-doireann-sheenan#636813
https://www.czarodzieje.org/t20301-doireann-sheenani-dziennik#63
Korytarz na IV piętrze - Page 16 QzgSDG8




Gracz




Korytarz na IV piętrze - Page 16 Empty


PisanieKorytarz na IV piętrze - Page 16 Empty Re: Korytarz na IV piętrze  Korytarz na IV piętrze - Page 16 EmptyCzw 14 Paź - 18:59;

.  Gdyby to ona sama stała na miejscu Felinusa, mając przed sobą kogoś zrozpaczonego, zranionego, czy wymagającego jakiekolwiek innej opieki, najpewniej zrobiłaby to samo, co on. Bez wahania zaproponowałaby pomoc specjalisty - bo przecież wierzyła, że człowiek, który spędził lata studiując daną dziedzinę był najlepszym “narzędziem” do rozwiązania tych absolutnie trudnych przypadłości. Nie była jedną z osób, które przekonywało, że zmiana otoczenia, pozytywne myślenie i pobieganie było w stanie zmienić cokolwiek, kiedy to mózg nie mógł pracować w sposób odpowiedni. Zjedzenie czekolady nie zmieni tego, że oksytocyna się nie wydzielała. Mimo to, kiedy chodziło o nią samą, to jakoś tak… Podchodziła do terapii z dystansem. Miała za sobą pewne doświadczenie z magiopsychologami. I chociaż nie było one drastyczne, bo w końcu nie wyrządzono jej tam większej krzywdy, tak wciąż - nie uzyskała pomocy tam, gdzie naprawdę jej potrzebowała. Z biegiem lat doszła więc do dwóch wniosków; albo to ona absolutnie przesadzała i powinna wziąć się w garść, albo po prostu nie dało się jej naprawić. W końcu nawet najlepszy mechanik nie naprawi totalnego wraku.
  Jednak w tej chwili naprawdę nie chciała czuć się jak owy wrak. Miała jedynie siedemnaście lat  i chciała, by to było jedynym definiującym ją czynnikiem. Mogłaby w tej całej, wyobrażonej dojrzałości robić głupstwa i zastanawiać się, czemu nie uszło jej na sucho przemycenie piwa, wymykanie się z dormitorium, czy późny powrót z imprezy. To nie był wiek, by pozwalać utonąć sobie w poczuciu absolutnej beznadziei. Jednak była trauma, przemoc i kolejne nieprzespane noce.
  - Och. - skwitowała krótko wieść, że nikt nie musi o tym wiedzieć. I chociaż nie była to długa wypowiedź, tak z ramion Sheenani wyraźnie ubyło napięcia. Wiedziała, tak czysto teoretycznie, że tajemnica lekarska istnieje. To, co ją martwiło, to fakt, czy szkoła miałaby zamiar ją uszanować. Gdyby była młodsza, pewnie wymagana byłaby zgoda od opiekuna prawnego - przez to kadra momentalnie skontaktowałaby się z jej dziadkami. Wolała mieć pewność, że tym razem zostaną oni pominięci. Słowa Felinusa były tym, czego teraz potrzebowała; tym bardziej te, o działaniu terapii samej w sobie. Było jej tak po ludzku miło usłyszeć, że wcale nie marnowała tam czasu. - To… - zrobiła małą przerwę, podczas której odetchnęła nieco głębiej. - To nie jest zły pomysł. Mogę zrobić porcję z przyprawami korzennymi. - nie brała pod uwagę opcji, by to nie ona stała za przyrządzeniem im ciepłego trunku. Postawiła więc krok, a potem kolejny, kierując się w stronę kuchni. Teraz pozostało jedynie oczyścić atmosferę zmianą tematu. - Wiesz, że Samantha znaczy “słuchacz”? To całkiem dobre imię dla psychologa, prawda?


+

______________________


What makes this fragile world go round? Were you ever lost? Was she ever found?

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Korytarz na IV piętrze - Page 16 QzgSDG8








Korytarz na IV piętrze - Page 16 Empty


PisanieKorytarz na IV piętrze - Page 16 Empty Re: Korytarz na IV piętrze  Korytarz na IV piętrze - Page 16 Empty;

Powrót do góry Go down
 

Korytarz na IV piętrze

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 16 z 16Strona 16 z 16 Previous  1 ... 9 ... 14, 15, 16

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Korytarz na IV piętrze - Page 16 JHTDsR7 :: 
hogwart
 :: 
Wielkie schody
 :: 
czwarte pietro
-