Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyRejestracjaZaloguj

Share
 

 Pokój Rileya

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość


Riley Fairwyn

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 185cm
C. szczególne : cała górna lewa strona mojego ciała jest poparzona - ukrywam to za pomocą metamorfomagii; liczne blizny na dłoniach; blizna po dziobie bystroducha przebiegająca przez całą szerokość pleców
Galeony : 3429
Dodatkowo : metamorfomagia, prefekt naczelny
  Liczba postów : 1626
https://www.czarodzieje.org/t15093-riley-t-fairwyn
https://www.czarodzieje.org/t15104-poczuj-smoczy-plomien
https://www.czarodzieje.org/t15161-maverick
https://www.czarodzieje.org/t15098-riley-fairwyn
Pokój Rileya QzgSDG8




Moderator




Pokój Rileya Empty


PisanieTemat: Pokój Rileya   Pokój Rileya EmptyPią Lis 09 2018, 18:03


Skrzydło zachodnie,
pierwsze piętro



Pokój Rileya


Wymarłe skrzydło zachodnie było dla Rileya idealnym miejscem na założenie własnego pokoju. Z dala od skaczących sobie do gardeł kuzynów oraz ojca, okupującego swoją pracownię znajdującą się po drugiej stronie posiadłości. Z miłą chęcią korzysta z obecnych niedaleko pomieszczeń użytkowych (służących do obróbki drewna i rdzeni), lecz lwią część czasu wolnego przesiaduje właśnie w tym pokoju. Znajdujący się na nieznacznym podwyższeniu w stosunku do pozostałych pomieszczeń, mógł być już uznawany za poddasze. Charakterystycznie pochylone okna oraz sporej wielkości balkon wpleciony sprytnie (i magicznie ukryty) w konstrukcje budynku, nadawały mu przestronności, o jaką byłoby trudno w tym dość skromnych rozmiarów lokum. Pokój ten, czysty i zadbany, naznaczony jest licznymi pamiątkami, jakie może kolekcjonować jedynie nastolatek - płytami ulubionych zespołów (nierzadko kontrastujących stylem ze spokojną naturą chłopaka), drobną biżuterią (rodowymi sygnetami, jakie przekazał mu w spadku ojciec, a także kilkoma naszyjnikami ze zwierzęcymi kłami) oraz ładnymi bibelotami (należącymi wcześniej do jego matki), dopełniającymi obraz pokoju, w którym faktycznie ktoś mieszka. I w istocie, Riley spędza tutaj każdy weekend, bądź dowolny dzień w tygodniu, w którym to postanowi odwiedzić rodzinę lub Dolinę Godryka. Całość wystroju dopełniają nietypowe akcesoria - zaczarowane sidła porzucone za drzwiami, magiczne lassa oraz sieci, zwierzęce rogi i wypolerowane kości. Słoiki z zakonserwowanymi przez Rileya fragmentami magicznych stworzeń nie mają tutaj dla siebie miejsca - przechowuje je ojciec. Braki na ciemnych ścianach nadrabiają rozliczne, czarno-białe fotografie rodzinne. Nie mogąc znieść pustki drążącej serce na widok zdjęć matki, Riley odwrócił je wszystkie tył naprzód, aby ukryć jej twarz. Książki, jakie można znaleźć na dolnych piętrach stolików i szafek, traktują głównie o różdżkarstwie, magicznych stworzeniach i bardzo zaawansowanej transmutacji, lecz znajdzie się pośród nich także kilka sztuk tych, znanych z bardziej rozrywkowej zawartości. Intrygujący, a także wymowny może być całkowity brak jakichkolwiek luster.

______________________


It takes a lot to give, to ask for help, to be yourself, to know and love what you live with.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Odetta Lancaster

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 424
Dodatkowo : półwila
  Liczba postów : 182
https://www.czarodzieje.org/t16649-odetta-lancaster
https://www.czarodzieje.org/t16652-libra
https://www.czarodzieje.org/t16578-odetta-lancaster
Pokój Rileya QzgSDG8




Gracz




Pokój Rileya Empty


PisanieTemat: Re: Pokój Rileya   Pokój Rileya EmptySob Gru 01 2018, 17:49

Odczuwała troskę względem Rileya. Dusiła się w swoim własnym świecie, kiedy przebywała w jego towarzystwie, jakby tęsknota paraliżowała już nie tylko duszę, ale także ciało, które pragnęło wyrwać się w jego ramiona. Raz po raz graniczyło wszystko z cudem, by nie przełamać umownej granicy, lecz czy mogłaby go zostawić samego na pastwę lasów Doliny Godryka? Obserwowała jak stawia kroki, próbowała mu ulżyć, jednak wciąż pozostawała kruchą dziewczyną zamieszkującą czarodziejską faunę, odczuwającą większą radość z obcowania z naturą, aniżeli z ludźmi.
Riley Fairwyn budził w niej odmienne, nader niewytłumaczalne emocje i odczucia.
- Dobrze, na pewno dam sobie radę i go odnajdę, w końcu… Nadal pachniesz tak samo… – wydukała ledwie słyszalnie, choć zapewne wcale tego nie słyszał, jego umysł musiał mu na to nie pozwalać ,podobnie jak resztki siły, dzięki którym dotarli do rezydencji Fairwynów.
Próbowała zachować spokój, podobnie jak pragnęła pozostać niezauważoną, dla któregokolwiek z członków tej rodziny. Lawirowała na pograniczu niezwykle zgubnych odczuć, by zaraz potem znaleźć się w odmętach własnego wyobrażenia o cudowności momentu, gdy wreszcie przekroczyli próg odpowiedniego pokoju. Starała się dotrzeć do łóżka – możliwie jak najszybciej, a zaraz potem, kiedy Riley już tkwił na miękkim materacu, sięgnęła po jedno z pudełek, w którym skryte były różdżki. Nie chciała mu mówić, że zgubiła własną, dlatego też gdy wreszcie ujęła w dłoń zdobiony fragment drewna z magicznym pigmentem, przysiadła obok ciała krukona.
- Pozwolisz mi się opatrzeć? – zapytała, nie odczuwając w tym działaniu pewności. - Proszę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Riley Fairwyn

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 185cm
C. szczególne : cała górna lewa strona mojego ciała jest poparzona - ukrywam to za pomocą metamorfomagii; liczne blizny na dłoniach; blizna po dziobie bystroducha przebiegająca przez całą szerokość pleców
Galeony : 3429
Dodatkowo : metamorfomagia, prefekt naczelny
  Liczba postów : 1626
https://www.czarodzieje.org/t15093-riley-t-fairwyn
https://www.czarodzieje.org/t15104-poczuj-smoczy-plomien
https://www.czarodzieje.org/t15161-maverick
https://www.czarodzieje.org/t15098-riley-fairwyn
Pokój Rileya QzgSDG8




Moderator




Pokój Rileya Empty


PisanieTemat: Re: Pokój Rileya   Pokój Rileya EmptySob Gru 01 2018, 19:39

Widziałem wszystko jak przez mgłę. Oczy kleiły mi się do powiek, a obezwładniająca senność wzięła we władanie całe moje ciało. Poruszanie się było bardzo utrudnione. Nie chciałem wspierać się na Lancaster, jednakże było to nieuniknione. Paraliżowany bólem, mogłem jedynie poruszać nogami, zmuszać się do wysiłku raz po raz. Każde potknięcie amortyzowały jej ramiona. Miałem szczęście, że jednak na siebie wpadliśmy. Nie słyszałem co mówi, nie widziałem jej twarzy. Dopiero pod rezydencją jakby nieco otrzeźwiałem. Zdawszy sobie sprawę z tego, że jestem w domu, starałem się nakierowywać ją w odpowiednią stronę.
- Tutaj w lewo i po schodach na górę - wymamrotałem, gdy znaleźliśmy się na rozwidleniu. Na szczęście udało nam się na nikogo nie wpaść. Było to niezwykle osobliwe, gdyż Fairwynów zazwyczaj nie brakowało, ale nie zastanawiałem się nad tym. Całymi siłami starałem się powstrzymać napływającą zewsząd senność, a ciepło domu jedynie przyspieszało mój odpływ w nieświadomość. Nagle znalazłem się w miękkiej pościeli. Jedynie cudem nie opadłem na plecy. Zwiesiłem się do przodu, przecierając oczy dłonią i lekko poklepując się po policzkach, aby odegnać paraliżującą senność.
- Już jesteśmy? - Zapytałem głupio, rozglądając się po znajomych ścianach i niemalże wcale ich nie widząc. I wówczas nasze spojrzenia się skrzyżowały. Nie zauważyłem, że wzięła jedną z moich różdżek, moją uwagę skradły jej oczy w odcieniu chłodnego błękitu. Tak znajome i w tym momencie tak zmartwione. Czym? Spróbowałem zgadnąć, ale mój stępiony umysł nie reagował na wszelkie próby zmobilizowania go do współpracy. Nawet nie wiedziałem, że najprawdopodobniej od samego początku znałem już odpowiedź na to pytanie.
- Tak - odpowiedziałem prosto, błądząc dłońmi po materiale okrywającym kołdrę, aby znaleźć jej dłoń. - Proszę... - ścisnąłem jej palce (splatając je z różdżką), starając się jednocześnie ponownie skupić na niej spojrzenie. Szło mi całkiem nieźle. Prawie nie wyglądałem na kogoś, kto za kilka minut straci przytomność.

______________________


It takes a lot to give, to ask for help, to be yourself, to know and love what you live with.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Odetta Lancaster

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 424
Dodatkowo : półwila
  Liczba postów : 182
https://www.czarodzieje.org/t16649-odetta-lancaster
https://www.czarodzieje.org/t16652-libra
https://www.czarodzieje.org/t16578-odetta-lancaster
Pokój Rileya QzgSDG8




Gracz




Pokój Rileya Empty


PisanieTemat: Re: Pokój Rileya   Pokój Rileya EmptyNie Gru 16 2018, 22:29

Wiedziała, że kłamał.
Zapominał o tym – z kim doprawdy ma do czynienia? Być może Odetta pozostawała zbyt dzika, nierealna i wyzbyta z ludzkich odruchów, jednak nadal wpasowywała się w kanon własnej przeszłości, który dla osoby pokroju Fairwyna winien być nader dobrze znany, lecz t e r a z – nie miała prawa go sądzić. Był osłabiony, resztkami sił próbował dukać, co dla niej samej graniczyło z cudem, gdy przychodziło do rozmów z kimkolwiek, a zarazem musiała znać prawdę, by pomóc krukonowi. Mimo wszystko – pragnęła tego, dokładnie tak samo jak ucieczki, by jutro nie pamiętał o tym jak blisko ze sobą znowu byli.
- Mam nadzieję, że wciąż mi ufasz… – wyszeptała ledwie słyszalnie, kiedy to ścisnął jej drobne palce. Nerwowo przygryzła policzek od środka, analogicznie zadając sobie iluzoryczny ból, który swą kwintesencje odnalazł w kilku stróżkach krwi, które popłynęły z wewnętrznej strony policzka, kiedy jego delikatna tkanka pękła pod naciskiem zębów. Karminowe wargi wykrzywiły się w subtelnym grymasie, zaś spojrzenie pociemniało, kiedy to ich dłonie rozdzieliła przymusowa odległość narzucona przez nią samą. Emocje bombardowały drobną postać Lancaster, a mijające sekundy przypominały o nieuchronności zdarzeń.
Obróciła w palcach różdżkę kilkukrotnie, a gdy zaklęcie nie wyszło aż dwa razy – chciała zaniechać dalszych prób. Grymas namalowany na licu Rileya zmusił ją do podjęcia się jeszcze jednej próby.
- Vulnera Sanentur – wypowiedziała inkantacje, a zaraz potem dostrzegła jak światło otula uszkodzone fragmenty ciała dziedzica rodu. Mimowolnie dotknęła opuszkami dłoni Fairwyna, utwierdzając go w przekonaniu, że jest obok. Wierzyła również, że jeśli nie był to hipogryf to mogło być to stworzenie inne, bardziej niebezpieczne, bo przecież czarna magia była mu daleka, prawda?
- Powinieneś spać… – dodała, odkładając różdżkę na szafkę, odsuwając się lekko, czekając aż sen zmorzy jego oczy, zaś ją otuli kurtyna nocy, za którą ucieknie w głąb Doliny Godryka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Riley Fairwyn

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 185cm
C. szczególne : cała górna lewa strona mojego ciała jest poparzona - ukrywam to za pomocą metamorfomagii; liczne blizny na dłoniach; blizna po dziobie bystroducha przebiegająca przez całą szerokość pleców
Galeony : 3429
Dodatkowo : metamorfomagia, prefekt naczelny
  Liczba postów : 1626
https://www.czarodzieje.org/t15093-riley-t-fairwyn
https://www.czarodzieje.org/t15104-poczuj-smoczy-plomien
https://www.czarodzieje.org/t15161-maverick
https://www.czarodzieje.org/t15098-riley-fairwyn
Pokój Rileya QzgSDG8




Moderator




Pokój Rileya Empty


PisanieTemat: Re: Pokój Rileya   Pokój Rileya EmptySob Gru 22 2018, 22:44

- Tak - odpowiedziałem natychmiast, nie mając co do tego żadnych wątpliwości i nawet wyłowiwszy jej cichy głos spośród rytmu własnych ciężkich oddechów. A jednak nie dodawałem nic więcej, zanadto pogrążony w otępieniu. Pozwoliłem jej na walkę z zakłóceniami, nie bojąc się, że dodatkowo mnie skrzywdzi. Nigdy nie zrobiła tego naumyślnie, tego byłem pewien, a gdyby kiedyś zamierzała… cóż, pewnie zasługiwałem na podobne traktowanie, karmiąc ją kłamstwami, gdy prawda okazywała się niezbyt zjadliwa. Gdyby tylko wiedziała co tak naprawdę chciałem uczynić… nie wiem czy byłaby skłonna mi wybaczyć. A jednak nasiąknąwszy tajemnicami od podszewki, potrafiłem odmówić jej dodatkowych wyjaśnień. Wiedziała, że nigdy jej o tym nie opowiem i póki co nie zgłaszała sprzeciwów. Doceniałem to. Prawie tak samo mocno jak doceniłbym teraz solidną porcję snu. Nieprzyjemne mrowienie przerodziło się w krótkie uszczypnięcie bólu, a potem tępe dudnienie w ramieniu ustało zupełnie. Delikatnie poruszyłem palcami, uświadomiwszy sobie nagle, że ręka nie jest już złamana.
- Dziękuję - powiedziałem prosto i chciałem jakoś okazać jej wdzięczność, kiedy padły jej słowa. Nierozważnie spojrzałem jej w oczy, napotykając jej przelotne spojrzenie. Siła willowego uroku posłała mnie na poduszki. Nie mogłem mu się sprzeciwić, zwyczajnie nie byłem w stanie. Zamiast jej dotknąć, opadłem na jeden bok i zamykając oczy niemalże natychmiast zapadłem w twardy sen.

[ztx2]

______________________


It takes a lot to give, to ask for help, to be yourself, to know and love what you live with.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Fabien E. Arathe-Ricœur

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 178 cm
C. szczególne : Niewidomy. Cienkie, białe blizny na palcach.
Galeony : 708
Dodatkowo : Jasnowidz
  Liczba postów : 177
https://www.czarodzieje.org/t16060-budowa
https://www.czarodzieje.org/t16768-what-are-you-afraid-of#466051
https://www.czarodzieje.org/t16766-hootie#466049
https://www.czarodzieje.org/t16059-budowa
Pokój Rileya QzgSDG8




Gracz




Pokój Rileya Empty


PisanieTemat: Re: Pokój Rileya   Pokój Rileya EmptyCzw Sie 29 2019, 16:56

Czasem i doświadczony jasnowidz dostaje wizji, których nie umie w pełni pojąć. Fabien nie ma jeszcze wiele wprawy, wręcz przeciwnie, dopiero niektórych aspektów własnego daru się uczy. Nic dziwnego, iż wizja dotycząca zmiany różdżki była zgoła... Interesująca. Jednorożec i lipa srebrzysta. Sprawdził z ciekawości właściwości podsuniętego mu drewna - idealne dla jasnowidzów. Czy może być coś bardziej dziwnego oraz niepokojącego od daru, który sam uważa, że trzeba go doszlifować? Czy daru, jaki chce współpracować z innymi aspektami magii? Aż się prosi o określenie creepy.
Zatem jedyną i logiczną reakcją było go posłuchać.
Zjawił się u Fairwynów wcześnie, skręcając przed sklepem w stronę posiadłości. Ciężko rzec, czemu akurat tutaj nogi go poniosły. Zaufanie względem Rileya? Może ta wyjątkowa więź, jaka ich łączyła? Zbudowana na niedomówieniach, niechęci, wyrzutach sumienia oraz licznych przepowiedniach... I przez to nietypowa.
Tym razem zabrał ze sobą białą laskę, nie bywając tu często oraz nie chcąc przesadnie męczyć swojego daru. Nie wspominając o uniknięciu podejrzeń jakoby wślizgiwał się dla zysku, rozeznania w terenie pod włam czy udaje niewidomego z innych, niecnych zamiarów. Był kaleką zbyt szczerze, aby chcieć jeszcze to udowadniać. Poza tym... Będzie potrzebował jasnowidzenia, by przekonać osobę przy wejściu do wpuszczenia go. Fairwynowie otaczali rodową rezydencję aż przesadnie grubą warstwą zaklęć ochronnych.
Posłusznie pozwolił sprawdzić swoją różdżkę przy wejściu, sprawnie manipulując słowami, gdy obracał białą laskę między palcami. Musiał spodobać się kuzynowi (wujkowi? Stryjkowi?), co zjawił się przy drzwiach, bowiem i bez wielkiej oszustwa pozwolono mu wejść. Skrzat poprowadził blondyna we właściwym kierunku. Sypialnia Rileya znajdowała się daleko w cichej, mniej uczęszczanej części rezydencji. To było do przewidzenia. Aż uśmiechnął się lekko, rozbawiony własnymi myślami, nim stanął przed drzwiami.
Zapukawszy, spotkał się z ciszą. Ta otuliła go całkiem, gdy skrzat deportował się, zostawiając Fabiena samego. Brunet wyszedł? Ostrożnie nacisnął klamkę i postąpił dwa kroki w przód.
- Riley? - Głos przebrzmiał, zostawiając Krukona znów w pustce. Nie ma go. Powinien poczekać w korytarzu? To może trochę zająć. Ostrożnie zatem wszedł, zamykając za sobą drzwi. Odnalazł laską krzesło, a potem przysiadł na jego krawędzi, czekając. Chłonąc ciszę oraz zapach sypialni.
Kroki na korytarzu wybudziły go z letargu. Drgnął jednak dopiero, kiedy klamka szczęknęła. Uśmiechnął się lekko.
- Czekam na ciebie - odpowiedział na nieistniejące jeszcze pytanie, poszerzając uśmiech. - Bo chcę skorzystać z twoich usług.
Wziął laskę bardziej na kolana, kładąc ją sobie na udach.
- Chude miesiące, jeśli chodzi o polowania? - Zagadnął z nutą zmartwienia. Wszak z tego żyją. Ale najważniejsze, że nie wraca z tych wypraw ranny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Riley Fairwyn

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 185cm
C. szczególne : cała górna lewa strona mojego ciała jest poparzona - ukrywam to za pomocą metamorfomagii; liczne blizny na dłoniach; blizna po dziobie bystroducha przebiegająca przez całą szerokość pleców
Galeony : 3429
Dodatkowo : metamorfomagia, prefekt naczelny
  Liczba postów : 1626
https://www.czarodzieje.org/t15093-riley-t-fairwyn
https://www.czarodzieje.org/t15104-poczuj-smoczy-plomien
https://www.czarodzieje.org/t15161-maverick
https://www.czarodzieje.org/t15098-riley-fairwyn
Pokój Rileya QzgSDG8




Moderator




Pokój Rileya Empty


PisanieTemat: Re: Pokój Rileya   Pokój Rileya EmptyPią Sie 30 2019, 22:57

Trudno byłoby o bardziej niespodziewane wejście w moje od tego, które wprowadził dzisiaj w życie Fabien. Gość w jego pokoju był naprawdę ostatnią rzeczą, o której mógłbym pomyśleć po leniwym popołudniu spędzonym z dala od domu. Nie tylko dlatego, że Fairwynowie faktycznie dość rygorystycznie sprawdzali każdego, kto przekraczał ich progi, ale również z uwagi na fakt, że ceniłem sobie swoją prywatność i z reguły prosiłem skrzaty o odprawianie ewentualnych przybyszy. Wyjątkowi w tej kwestii byli naprawdę nieliczną grupą… w dodatku wyjątkowo nieobecną w tych czasach. Przekroczyłem więc próg swojego pokoju, zupełnie nie oczekując, że ktokolwiek będzie w nim na mnie czekał. Trudno więc się dziwić, że serce podeszło mi nieomal do samego gardła, kiedy nie tylko dostrzegłem postać czającą się w środku, ale również dobiegł do mnie dziwnie znajomy głos. Nie powstrzymałem dłoni, która drgnęła nerwowo w kierunku różdżki i zamarła zanim w ogóle sięgnęła do kieszeni.
- Na Merlina, Fabien - jęknąłem, kiedy zorientowałem się już, że to mój ulubiony, wiecznie straszący mnie niewidomy jasnowidz. Nie odpowiedziałem na jego słowa. Zamiast tego wsunąłem się do środka i zamknąłem za sobą drzwi. Postawiłem dwa kroki w bok, aby odłożyć metalowe pułapki na zwierzynę, z których nawet dzisiaj nie skorzystałem. Dobrze wiedział, że zupełnie nie miałem weny na polowania, a także iż nie miałem ochoty tłumaczyć mu się z moich… problemów z motywacją. Westchnąłem tylko krótko, machinalnie sięgając ręką do włosów, aby przeczesać je w niezwykle nerwowym ruchu.
- Można tak powiedzieć - odpowiedziałem wymijająco, woląc skupić się na ściąganiu z pleców niewielkiego plecaka, w którym trzymałem resztę potrzebnych mi przedmiotów. Odłożyłem go na podłogę. Powoli, aby kupić sobie kilka cennych sekund. Potem popatrzyłem na jasnowłosego trochę niepewny czy powinienem zaproponować mu herbatę czy raczej niekoniecznie. Odchrząknąłem, najpewniej za sekundę sam mi to powie.
- Z jakich moich usług chcesz skorzystać? - Zapytałem zamiast tego, ceniąc sobie, że chociaż ten raz jeden udało mi się dojść do słowa. Uśmiechnąłem się z tego powodu aż trochę głupio.

______________________


It takes a lot to give, to ask for help, to be yourself, to know and love what you live with.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Fabien E. Arathe-Ricœur

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 178 cm
C. szczególne : Niewidomy. Cienkie, białe blizny na palcach.
Galeony : 708
Dodatkowo : Jasnowidz
  Liczba postów : 177
https://www.czarodzieje.org/t16060-budowa
https://www.czarodzieje.org/t16768-what-are-you-afraid-of#466051
https://www.czarodzieje.org/t16766-hootie#466049
https://www.czarodzieje.org/t16059-budowa
Pokój Rileya QzgSDG8




Gracz




Pokój Rileya Empty


PisanieTemat: Re: Pokój Rileya   Pokój Rileya EmptyPon Wrz 02 2019, 21:21

Czekał cierpliwie, kiedy mięśnie się rozluźnią i pragnienie wymierzenia z blondyna zaklęciem zniknie z umysłu młodego Fairwyna. Obrócił laskę między palcami.
- Nie ma w sobie nic magicznego, chociaż drewniana. Jestem bezbronny. Nie musisz się obawiać - wyjaśnił, unosząc nawet białą laskę i wyciągając ową w stronę Rileya. Jeśli chciał, mógł ją wziąć w ręce i przekonać się, jak bardzo jest zwykła. Mugolska. Nie istnieje jeszcze chyba żaden magiczny odpowiednik tego typu przedmiotu. Może pora pomyśleć? Ciekawe, czy ktoś tak słaby w zaklęcia jak Fabien dałby radę coś stworzyć. Zapewne nie. Ale pomarzyć można.
Odczekał na decyzję chłopaka i zależnie od niej na udach Fabiena wylądowały albo jego puste dłonie, albo laska. Zawahał się chwilę.
- Czy prosić o caffe affogato byłoby już zbyt roszczeniowe? - Spytał żartobliwie. Zupełnie, jakby nie wbił do pokoju Rileya pod jego nieobecność i nie rozgościł się tutaj. Prośba o fancy kawę faktycznie może na tym tle wypaść bezczelnie.
Zgarnął sobie torbę na kolana, nim kontynuował.
- Z jakich usług można korzystać u różdżkarza? Oh. Faktycznie istnieje jeszcze naprawianie i konserwacja - wymamrotał bardziej sam do siebie, zapewne zostawiając Rileya z poczuciem jakby był npc, któremu gracz nie dał dojść do słowa, przeskakując opcje dialogowe i przechodząc od razu do głównego questa. Dostał patyczek z torby i ostrożnie położył na szafce.
- Nic jej nie dolega i jest bardzo wierna. Ale jednak... - Naparł palcami na drewienko różdżki i zaczął ją rolować lekko w miejscu niczym bardzo upartego węża z plasteliny. - Ale jednak chciałbym mieć drugą.
Uśmiechnął się trochę przepraszająco, zabierając w końcu rękę i splatając palce na kolanach. Dając Rileyowi możliwość zbadania patyczka. Feniks i ostrokrzew to rzadkie połączenie. Aż nie dziw, iż wybrało tak nietypową osobę, jaką być Fabien. Nie wdrażał się jednak w motywy własnego działania. Niech brunet potraktuje to jak zachciankę. Tak chyba będzie lepiej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Riley Fairwyn

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 185cm
C. szczególne : cała górna lewa strona mojego ciała jest poparzona - ukrywam to za pomocą metamorfomagii; liczne blizny na dłoniach; blizna po dziobie bystroducha przebiegająca przez całą szerokość pleców
Galeony : 3429
Dodatkowo : metamorfomagia, prefekt naczelny
  Liczba postów : 1626
https://www.czarodzieje.org/t15093-riley-t-fairwyn
https://www.czarodzieje.org/t15104-poczuj-smoczy-plomien
https://www.czarodzieje.org/t15161-maverick
https://www.czarodzieje.org/t15098-riley-fairwyn
Pokój Rileya QzgSDG8




Moderator




Pokój Rileya Empty


PisanieTemat: Re: Pokój Rileya   Pokój Rileya EmptyWto Wrz 03 2019, 21:59

Uśmiechnąłem się nieznacznie po jego słowach. Pomimo faktu, że Fabien ewidentnie był niewidomym i nic tego zmienić nie mogło, nigdy nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że nie znam mniej bezbronnej osoby od niego. Jego zdolność do przeskakiwania między wątkami oraz fakt, że doskonale mnie znał, nawet pomimo mojej niechęci nie tylko do dzielenia się swoim życiem i przemyśleniami, ale także do jego zdolności czyniła z niego niebezpiecznego człowieka. Czy ktoś, czyj umysł był zawsze o dwa kroki do przodu mógł w ogóle popełniać błędy i przeżywać życiowe porażki? Wątpiłem w to, nie mając pojęcia jak bardzo się mylę. Kiedy pokazał mi laskę, machinalnie na nią spojrzałem, jednak zupełnie bez strachu.
- Gdyby była niebezpieczna to nikt by cię tutaj nie wpuścił. - Zauważyłem, czując dziwną niechęć do dotykania przedmiotu, z którym praktycznie się nie rozstawał. To było prawie tak, jakbyśmy mieli wziąć się za ręce, co w rzeczywistości ani trochę nie było dla mnie atrakcyjne, jak zwykle zresztą. Fabien akurat nie był tutaj wyjątkiem. Spojrzałem za to na niego z rozbawieniem, podchwyciwszy temat i doceniając próbę rozluźnienia atmosfery.
- Dobrze wiesz, że nie - odpowiedziałem, nie mogąc powstrzymać się przed lekkim pokręceniem głową. Jednakże zamiast wzywać skrzata, wyciągnąłem jednak różdżkę z kieszeni szaty. Wyczarowałem niewielką, ale ruchliwą surykatkę, która najpierw dwukrotnie okrążyła Fabiena zanim zniknęła za drzwiami po odebraniu wiadomości. Chociaż zazwyczaj nie przepadałem za słodkim, dzisiaj postanowiłem zrobić wyjątek, najwyraźniej z powodu nienajlepszej kondycji psychicznej. Zostawiwszy wszystkie przybory w kącie pokoju, postawiłem kolejne dwa kroki ku jego centrum i przysiadłem na skraju łóżka. Pochyliłem się, aby zdjąć buty.
- Zapomniałeś o możliwości zamówienia interesującej ozdoby na ścianę. - Zauważyłem, przez moment zapominając, że niewidomemu żadne pierdoły potrzebne nie były do szczęścia. Przy Fabienie łatwo było zapomnieć o jego kalectwie. Tylko te oczy…
- Wiesz już jaka najlepiej się u Ciebie sprawdzi i chcesz w tym momencie złożyć zamówienie czy potrzebujesz mojej porady? - Zapytałem jeszcze na wstępie. Dobrze wiedziałem, że przy Fabienie równie dobrze mógłbym pokusić się o małe lenistwo, a on zapewne zdawał sobie sprawę z tego, że nie do końca moralnie to akceptowałem. Zamiast to dodawać, jedynie uśmiechnąłem się nieznacznie.
- Ale muszę cię ostrzec. Zdążyłem zrobić sobie nową, a kilka dni później zgubiłem swoją starą różdżkę podczas ataku leprokonusów. - Powiedziałem to chyba dla samej formalności. Spodziewałem się, że wiedział o tym jeszcze zanim tak naprawdę do tego doszło. Od tamtego czasu miałem nowe motto życiowe - ostrożności przy karłach nigdy za wiele. Nadstawiłem ręce i przygotowałem się do złapania różdżki. Trochę go podpuszczałem, chcąc sprawdzić czy dalej aż tak śledzi nasz los, żeby zwrócić uwagę na moją gestykulację.

______________________


It takes a lot to give, to ask for help, to be yourself, to know and love what you live with.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Riley Fairwyn

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 185cm
C. szczególne : cała górna lewa strona mojego ciała jest poparzona - ukrywam to za pomocą metamorfomagii; liczne blizny na dłoniach; blizna po dziobie bystroducha przebiegająca przez całą szerokość pleców
Galeony : 3429
Dodatkowo : metamorfomagia, prefekt naczelny
  Liczba postów : 1626
https://www.czarodzieje.org/t15093-riley-t-fairwyn
https://www.czarodzieje.org/t15104-poczuj-smoczy-plomien
https://www.czarodzieje.org/t15161-maverick
https://www.czarodzieje.org/t15098-riley-fairwyn
Pokój Rileya QzgSDG8




Moderator




Pokój Rileya Empty


PisanieTemat: Re: Pokój Rileya   Pokój Rileya EmptyNie Sty 05 2020, 00:05

Dzień ten nie był kolejnym zwykłym dniem. Było już po świętach. Niewielki, drobny śnieg prószył nieustannie za oknami, otulając okolice domu Fairwynów miękkim kożuchem bieli. Skąpaliśmy w nim nasze głowy. Okraszeni tym zimnym łupieżem wciskającym się pod szaliki i czapki, tym chętniej weszliśmy do nagrzanego, chociaż niepokojąco cichego domostwa łowców magicznych stworzeń i najsłynniejszych (a nawet jedynych) różdżkarzy w Dolinie Godryka. Zaprosiłem do siebie Elaine, nie czując się na siłach, aby spędzać czas gdzieś, gdzie otaczałyby nas tłumy ludzi. Nie dość, że faktycznie było świeżo po świętach i cichej dla mnie zabawie sylwestrowej to i zbliżał się tej najbardziej upierdliwy dla mnie okres w roku, kiedy to przez niemalże bity miesiąc zachowywałem się kompletnie jak nie ja. Snułem się po okolicy ze spuszczonym wzrokiem, znajdując przyjemność jedynie w samotności i milczeniu, które zapewne niedługo miały zaniepokoić tę jedną, jedyną Swansea, która mogła podejrzewać co takiego mi dolega. Spodziewałem się, że nie uniknę rozmowy na ten temat, więc wyszedłem jej naprzeciw. Potrzebowałem do tego trochę prywatności i spokoju. Frytek, świeżo przejęty od Finana i jeszcze aklimatyzujący się w posiadłości, miał dzisiaj wolne. Nie przykładałem zbyt dużej uwagi do obarczania go obowiązkami, pozostawiając mu w tym sporo swobody. Dołączając do społeczności wielu skrzatów, mógł swobodnie wybierać sobie obowiązki i godziny pracy. Wobec tego najpewniej znajdował się gdzieś w pobliżu i żyjąc tą myślą, nieomal się wystraszyłem, kiedy zamiast ciszy i spokoju przywitało nas trzaśnięcie teleportacji. Skrzat usłużne schylił przed nami karki, odbierając nasze płaszcze i oznajmiając, że za kilka minut w moim pokoju pojawi się gorąca herbata. Na rany Merlina, chyba nigdy nie miałem do tego przywyknąć. Kiwnąłem jednak głową, dziękując mu nieśmiało za te starania. Potem oplotłem nienachalnie zmarzniętymi palcami chłodną dłoń Elaine, prowadząc ją na pierwsze piętro w okolice znanej jej już pracowni. Minąłem ją jednak i stanąłem przed drewnianymi drzwiami w ciemnym kolorze.
- Mam osobliwe dekoracje, nie zwracaj na nie uwagi. - Ostrzegłem ją, nie mogąc powstrzymać zmartwienia, jakie odbiło się w moim spojrzeniu, ale nie brnąłem w to dalej. Na szczęście nie trzymałem tutaj żadnych słoików, jedynie kości i akcesoria takie jak sidła. Także ozdobne, halloweenowe czaszki zebrane w tym roku. Miałem nadzieję, że nie zwróci na to wszystko większej uwagi. Wpuściłem ją przodem, cicho zamykając za sobą drzwi.

______________________


It takes a lot to give, to ask for help, to be yourself, to know and love what you live with.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Elaine J. Swansea

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 171 /168 cm
C. szczególne : Zwiększony metamorfomagicznie wzrost| znamię na karku| niemal białe włosy
Galeony : 561
Dodatkowo : metamorfomag, prefekt
  Liczba postów : 1044
https://www.czarodzieje.org/t16910-praca-wre
https://www.czarodzieje.org/t16935-syczek-jeczybula#471819
https://www.czarodzieje.org/t16911-elaine-swansea#471382
Pokój Rileya QzgSDG8




Gracz




Pokój Rileya Empty


PisanieTemat: Re: Pokój Rileya   Pokój Rileya EmptyNie Sty 05 2020, 10:33

W końcu mogli odetchnąć po świątecznej gorączce i hucznym sylwestrze, a szczerze powiedziawszy wyglądała tego czasu, kiedy będą mogli odpocząć w swoim własnym towarzystwie i nie mieć w tle osób trzecich. Sezon jesienno-zimowy obfitował w zawirowania nastroju, pojawienie się kilku spięć (głównie z bratem), a nawał obowiązków nie ułatwiał wyciszenia się. Dodatkowo od świąt Riley wydawał się bardziej markotny i coraz rzadziej widywała na jego ustach ten ciepły uśmiech, którym ją raczył ilekroć się widzieli. Intuicyjnie wyczuwała, że coś jest nie tak i próbowała upewnić się czy ma to związek z (być może nietrafionym?) prezentem bożonarodzeniowym, może z próbami oswojenia się z ogniem (żałowała, że nie mieli dla siebie tyle czasu ile powinni, by się tym pieczołowicie zająć) czy z czymkolwiek innym, co mogłoby tak znacząco wpłynąć na jego nastrój. Nauczyła się, że nie zawsze musi wyciągać z niego na siłę informacje. Wyczuwała, że potrzebuje czasem odrobiny milczenia, by oswoić się z czymś, co go tak trapiło. Zadbała jedynie, by wiedział, że jest tuż obok. Dzielnie zaciskała zęby i nie wyrzucała z siebie serii pytań dotyczących jego samopoczucia. Wiedziała, że zauważył jej zatroskanie i miała nadzieję, iż dostrzegł jak dzielnie powstrzymywała tę falę wścibskości. Czekała na odpowiedni moment, który najwidoczniej dzisiaj się miał przydarzyć. Podczas spaceru do rezydencji Fairwynów opowiadała o neutralnych tematach, które nie wymagały zbyt głębokich odpowiedzi. Podejrzewała, że połowa rzeczy wlatywała jednym uchem, a wylatywała drugim lecz wbrew pozorom nie obrażała się o to. Celowo kierowała rozmowę na luźny grunt wierząc, że się przy tym choć odrobinę rozluźni. Choć była wyrozumiała to jeszcze nie przyzwyczaiła się do milczenia, a więc zagłuszała je opowiadaniem o pracy w galerii sztuki, o napotkanej rodzince jeżyków, którą razem z Sol i Freą postanowiły uratować przed zimnem, o ostatnim wykładzie transmutacji czy to o prezencie bożonarodzeniowym od Elijaha (wrzeszczący kalendarz spełniał swe zadanie iście piekielnie, miała go już dosyć po dwóch aktywnościach). Uśmiechnęła się ciepło do nowego skrzata, jednak nie pytała skąd się on tu wziął uznawszy, że to nie jest teraz ważne. Spoglądała na profil Rileya i zamilkła, gdy szli korytarzami rezydencji. Pogładziła kciukiem jego dłoń, gdy ostrzegł przed specyficznymi dekoracjami, bowiem była w stanie przymknąć oko na wszystko, o ile nie zaprowadzi jej znów do tej upiornej pracowni - potrzebowała czasu, by się oswoić z panującym tam klimatem. Pierwsze co dostrzegła po wejściu do jego pokoju to kolorowe halloweenowe czaszki, które to walały się po Dolinie Godryka, Hogsmeade a nawet w Hogwarcie w ilościach hurtowych. Wstrzymała oddech dostrzegłszy dziwne sidła i zbiory kości lecz postarała się na to nie reagować, a więc po szybkim rozejrzeniu się po pokoju, powróciła spojrzeniem do Rileya. Uśmiechnęła się miękko, ciepło, aby się nie przejmował niepotrzebnymi detalami. Zdjęła z ramienia torebkę i zawiesiła ją ostrożnie na oparciu krzesła. - W porządku, Riley. - ścisnęła jego dłoń, a jej wzrok spoważniał jednak nie w złowrogi sposób. Próbowała spojrzeniem dać mu znak, że zaczęła się już martwić. Nie zrobi mu jednak tego, co w listopadzie, kiedy się niemal pokłócili o jego milczenie. - Podpowiesz mi jak mogę poprawić ci humor? - zapytała dźwięcznie, uśmiechając się przelotnie. Uniosła dłoń, by pogładzić łagodnie jego chłodny od wiatru polik. Lewy, w gwoli ścisłości i nie był to przypadkowy wybór.

______________________

Love me!

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Riley Fairwyn

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 185cm
C. szczególne : cała górna lewa strona mojego ciała jest poparzona - ukrywam to za pomocą metamorfomagii; liczne blizny na dłoniach; blizna po dziobie bystroducha przebiegająca przez całą szerokość pleców
Galeony : 3429
Dodatkowo : metamorfomagia, prefekt naczelny
  Liczba postów : 1626
https://www.czarodzieje.org/t15093-riley-t-fairwyn
https://www.czarodzieje.org/t15104-poczuj-smoczy-plomien
https://www.czarodzieje.org/t15161-maverick
https://www.czarodzieje.org/t15098-riley-fairwyn
Pokój Rileya QzgSDG8




Moderator




Pokój Rileya Empty


PisanieTemat: Re: Pokój Rileya   Pokój Rileya EmptyNie Sty 05 2020, 15:16

Trudno naprawić coś, co tak naprawdę nigdy nie było zepsute. Jeszcze ciężej zrobić to, gdy sprawy nie mogło załatwić proste i znajome reparo - często jedyne sensowne posunięcie, gdy było się czarodziejem. A jednak serce nie sługa i rwało się wciąż ku temu co znane, chociażby łamało się przy tym na najdrobniejsze kawałeczki. Nie potrafiłem się w tym wszystkim odnaleźć. Macając na ślepo swoje potrzeby i smutki, często tylko jeszcze silniej zatapiałem się w tym wszystkim. Po same kolana wpadając we wspomnienia, brnąłem przez to smętne bagno jak najszybciej tylko potrafiłem. Niepotrzebnie, tak czy owak zawsze byłem w tyle. I niczego bardziej nie doceniałem jak tego, że Elaine faktycznie starała się wtedy trzymać mnie za rękę i ciągnąć za sobą. Nawet pomimo tego, że wtedy i ona była w tyle i brudziła swoje buty moim przygnębieniem. Stojąc z nią razem w swoim pokoju przebiegłem nieśmiało palcami wzdłuż jej ramienia. Moja twarz jak zwykle nie do końca współpracowała. Głowa zatopiona w nieprzyjemnych emocjach, po prostu wyzbyła się ich wszystkich z mojego oblicza. Jak zwykle nawet nie myślałem nad tym jak będzie wpływało to na drugą osobę. Naiwnie. Sądziłem, że to przejdzie bez echa? Wciąż?
- Nie jestem pewien czy to wykonalne - wyznałem jej po prostu, starając się, aby brzmiało to lekko i tak, jakby przygniatające mnie przygnębienie naprawdę nie było czymś nieuniknionym. - Taki czas w roku. Pamiętasz dlaczego święta mnie przygnębiają… ale to nie jest wszystko. Pod koniec stycznia mam jeszcze jedną, ważną dla mnie datę, o której wolałbym nigdy nie pamiętać. Dlatego to może być takie… trudne. I nieszczególnie też wiem co można na to zaradzić. - Wyznałem jej to tak po prostu. Nauczony jej poprzednimi nerwami uznałem, że to będzie najlepsze rozwiązanie i właściwie jedyne możliwe. Nie chciałem tego przed nią ukrywać. Po prostu nie do końca jeszcze radziłem sobie z własnymi emocjami, ani już tym bardziej z tym, że mam przy sobie kogoś, koto faktycznie interesuje moje życie. Skoro nawet Garretta nie obchodziło, czemu miałoby być inaczej z innymi? Moja ręka dotarła do jej pleców. Palcami przebiegłszy wzdłuż jej kręgosłupa, przytuliłem ją do swojej piersi, nosem wpełzając między jej jasne włosy pachnące zimnem. Wcześniej jeszcze złapałem ją zmyślnie za rękę, którą tuliła do mojego policzka i splatając z nią palce, opuściłem wzdłuż naszych ciał. Jak na siebie, zaskakująco szybko uzależniłem się od jej dotyku i w takich chwilach te miłe drobnostki stawały się ledwie wystarczające.
- Przepraszam, że nie umiem się wysłowić. To takie dziwne o tym wszystkim mówić. - Uzupełniłem, bo naprawdę nie miałem wyjaśnienia na to wszystko… a przynajmniej takiego, które byłoby w jakimkolwiek stopniu konstruktywne, zamiast budować wrażenie wiecznego użalania się nad sobą. Sekundę później zrobiłem coś, czego najpewniej się po mnie nie spodziewała, a czego tak bardzo potrzebowałem. Oplotłem ją silniej ramionami i chwytając za okolice bioder, unosząc ją w powietrze.
- Kradnę trochę Iskierek na swoje zachmurzone, nocne niebo. - Powiedziałem, gdy obróciwszy nami raz dookoła, zaprowadziłem ją do swojego łóżka. Opadłem na nie pośladkami, chcąc posadzić sobie Elaine na kolanach, aby móc się do niej przytulać bez utrudniającej kontakt różnicy wzrostu. - Już samo to, że tutaj jesteś wszystko zmienia, wiesz? - Pytałem, nie oczekując odpowiedzi. Po prostu chciałem, aby wiedziała.

______________________


It takes a lot to give, to ask for help, to be yourself, to know and love what you live with.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Elaine J. Swansea

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 171 /168 cm
C. szczególne : Zwiększony metamorfomagicznie wzrost| znamię na karku| niemal białe włosy
Galeony : 561
Dodatkowo : metamorfomag, prefekt
  Liczba postów : 1044
https://www.czarodzieje.org/t16910-praca-wre
https://www.czarodzieje.org/t16935-syczek-jeczybula#471819
https://www.czarodzieje.org/t16911-elaine-swansea#471382
Pokój Rileya QzgSDG8




Gracz




Pokój Rileya Empty


PisanieTemat: Re: Pokój Rileya   Pokój Rileya EmptyNie Sty 05 2020, 18:07

Spodziewała się, że targające nim emocje nie będą widoczne na twarzy, a mimo wszystko spoglądała na jego profil raz po raz jakby miało się na niej coś zmienić. Wyczuwała, że jest coś bardzo nie tak i niezależnie od kalibru utrapienia jedno było pewne - chciała przy nim być, by nigdy więcej nie musiał borykać się z tym sam. Przyzwyczajała go do dzielenia się myślami, by miał pewność, że zawsze może jej ufać. Ściany pokoju zlały się w jedno bezkształtne tło, bowiem w epicentrum jej uwagi była kochana twarz, na której wyraźnie dostrzegała maskę. Krył się, a miał to głęboko w sobie zakorzenione i wiedziała, że jeszcze sporo rozmów przed nimi, by to kiedyś zmienić. Nie potrafiła naprawić szkód jakie w nim niegdyś zaszły, to więc postara się chociaż ulżyć w trudnym okresie. Nie chciała by cierpiał, mimo że było to nieuniknione. Powiodła ciepłym wzrokiem za jego dłonią wspinającą się wzdłuż ramienia. Już był ciepły, nie potrzebował wiele czasu. - Myślę, że to możliwe tylko potrzeba podejść do tego w odpowiedni sposób. - nie chciała, aby zamykał się w negatywnych przypuszczeniach, więc równoważyła je słowami. Słuchała go z uwagą i smutniała wraz z nim, choć dbała o to, by to uczucie nie przejęło nad nią kontroli. Współodczuwała jakąś część jego emocji, a było to dla niej tak naturalne niczym oddychanie. Mogła jedynie domyślać się, że ta data miała związek z mamą lecz nie miała serca prosić o szczegóły. Nie, kiedy było to dlań takie trudne. - Zaczniemy od tego, że nie będziesz już sam. Z resztą jakoś sobie poradzimy. - starała się dodać mu cicho otuchy, aby nie wybiegał myślami naprzód i nie wpadał w kołowrotek zmartwień. Oparła policzek o jego bark, obejmując go w połowie pleców, przytulając go mocno i długo. - Nie musisz przepraszać. - zapewniła, próbując tym samym powolutku wyeliminować jakiekolwiek poczucie winy. Kamyk po kamyku, a odkopie go choć trochę z tej zaspy uczuć. Doceniała, że mimo wszystko mówił i sam poruszał ten temat. Oparła czoło o bok jego szyi, planując pozostać tu tak długo jak będzie to im potrzebne. Tym bardziej nie spodziewała się zainicjowanej zmiany położenia. Objęła szybko ramionami jego kark, a udami w pasie, wydając z siebie cichy okrzyk zaskoczenia, gdy ją uniósł. Po chwili uśmiechnęła się przy jego policzku, gdy zorientowała się w sytuacji. - Tylko trochę? One się przecież nie kończą. - korzystając z bliskości cmoknęła go w polik. Zastanawiała się tylko czy po drodze nie potknie o jakąś czaszkę, jednak myśl ta szybko uciekła z głowy. Gdy tylko usiadł, a ona wygodnie opadła na jego udach, przygarnęła go do siebie, przytulając jego głowę do obojczyka, w którego zagłębieniu leżał ciepły i malutki kamyk, który nosiła bez przerwy od chwili rozpakowania prezentu. Wsunęła dłonie między kosmyki jego włosów i oparła też o nie policzek. Napawała się bliskością i dawała z siebie tyle ile tylko będzie mu potrzeba. Nic nie mogła jednak zaradzić na nierówno bijące serce, które mógł bezkarnie podsłuchiwać. - I będę tak długo jak będzie trzeba. To dobry początek. - nie miała pojęcia jakich słów użyć, jak mu ulżyć, więc zdawała się na intuicję. Zamknęła oczy, przytulając go do siebie mocno, by między nimi nie było nawet milimetra wolnej przestrzeni. Skrzyżowała stopy za jego plecami i zamilkła wiedząc, że czasem tego potrzebował, by ułożyć myśli i uczucia. Kciukiem gładziła go przy uchu i wsłuchała się w jego oddech.

______________________

Love me!

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Riley Fairwyn

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 185cm
C. szczególne : cała górna lewa strona mojego ciała jest poparzona - ukrywam to za pomocą metamorfomagii; liczne blizny na dłoniach; blizna po dziobie bystroducha przebiegająca przez całą szerokość pleców
Galeony : 3429
Dodatkowo : metamorfomagia, prefekt naczelny
  Liczba postów : 1626
https://www.czarodzieje.org/t15093-riley-t-fairwyn
https://www.czarodzieje.org/t15104-poczuj-smoczy-plomien
https://www.czarodzieje.org/t15161-maverick
https://www.czarodzieje.org/t15098-riley-fairwyn
Pokój Rileya QzgSDG8




Moderator




Pokój Rileya Empty


PisanieTemat: Re: Pokój Rileya   Pokój Rileya EmptyPon Sty 06 2020, 13:08

Miło było przy niej milczeć. Jeszcze milej ubierać wszystko w słowa. Przyjemnie było stać, siedzieć, uśmiechać się i cierpieć. Przy Elaine całe moje życie nabierało kolorów i smaku. Nawet, jeżeli czasem był to słony smak oczyszczających mnie łez, bądź szarości niezrozumienia to w większości przypadków warto było otwierać się na ludzi takich jak ona. O sercach dobrych i czystych, o niesamowitych pokładach empatii. Ludziach pięknych nie tylko z zewnątrz. Myśląc o tym, pozwalałem jej odpowiadać na moje słowa, chłonąc jej odpowiedzi jak gąbka. Już nic nie negowałem. Zabrakło mi siły? Czy może w końcu zrozumiałem, że wyparcie nie zawsze jest odpowiedzią? Po trochu jednego i drugiego. Składając się w jedno, potwierdzało to moją ludzką słabość, ale czasem i słabości warto było okazywać. Gdyby nie one, wciąż byłbym dla Elaine tylko zapracowanym prefektem naczelnym, a teraz? Nie mam pojęcia co byłbym skłonny zrobić, gdybym ją stracił. Na pewno nic tak wesołego jak kradnięcie iskierek, tak spontanicznego jak kradnięcie jej wolności i przestrzeni osobistej, tak miłego jak dzielenie się z nią swoim ciepłem. Miło było być blisko Elaine Swansea.
- Kocham twój optymizm - wymruczałem do jej obojczyka, muskając go ustami w delikatnej, nienachalnej pieszczocie i z miłą chęcią przylegając policzkiem do materiału jej bluzki okrywającego pierś. Czułem nie tylko jak bije jej serce, ale również swoje własne. W uszach, gdzie odbijał się dalekim ciśnieniem szum mojej własnej krwi, ale również policzkiem. Spoglądając na ciepły wisiorek, widziałem jak delikatnie drży. Tym chętniej, gdy jego stwórca znajdował się blisko. Nie mówiłem nic przez kilka minut. Pozwoliłem, aby tak droga mi cisza wypełniła nasze uszy, a między nami rozwinął się ten miękki, bezpieczny gest, którym było nienachalne obejmowanie się. Nie wiedziałem jak długo Elaine wytrzyma w takim bezruchu, bez słów, bez iskrzenia, które tak sobie ukochałem, ale nie miałem jej za złe, jeżeli przerwała tę chwilę. Wręcz przeciwnie. Kochałem ją między innymi za to, że to potrafiła.
- Podoba ci się pokój? - Spytałem nagle, najwidoczniej czując, że jest to odpowiedni moment na przerwanie ciszy. Ręka zdrętwiała mi już od ściskania i miarowego gładzenia jej pleców, więc odsunąłem się niechętnie na kilka centymetrów, aby móc schwytać jej spojrzenie. Ale pytałem nie bez powodu. Tuż przed nią, a za moimi plecami, obok zdjęć widzących na ścianie znajdował się rysunek, który podarowała mi w prezencie świątecznym. Widziałem go każdego dnia chwilę po przebudzeniu i miał honorowe miejsce nie tylko w moim sercu, ale również i na ścianie. Chciałem, aby to wiedziała. Takimi drobnostkami budowałem wokół siebie pewność, że (właśnie) wie, rozumie i czuje jak jest dla mnie ważna. Wyciągnąwszy szyję, musnąłem wargami jej szczękę, tuż przy uchu. Zmrużyłem na moment oczy, a gdy je otworzyłem, dostrzegłem jak nadlatuje ku nam niewielka taca z parującą herbatą i drobnym poczęstunkiem z dedykacją od skrzatów domowych. Uśmiechnąłem się, co pewnie mogła wyczuć na skórze i pocałowałem ją szybko prosto w usta.
- Masz ochotę na herbatę? - Spytałem, chociaż nie do końca miałem ochotę na wypuszczanie jej ze swoich objęć. Już sam fakt, że zamiast się wycofać, wciąż owiewałem ciepłym oddechem jej usta wystarczająco wymownie zdradzał co interesuje mnie bardziej.

______________________


It takes a lot to give, to ask for help, to be yourself, to know and love what you live with.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Elaine J. Swansea

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 171 /168 cm
C. szczególne : Zwiększony metamorfomagicznie wzrost| znamię na karku| niemal białe włosy
Galeony : 561
Dodatkowo : metamorfomag, prefekt
  Liczba postów : 1044
https://www.czarodzieje.org/t16910-praca-wre
https://www.czarodzieje.org/t16935-syczek-jeczybula#471819
https://www.czarodzieje.org/t16911-elaine-swansea#471382
Pokój Rileya QzgSDG8




Gracz




Pokój Rileya Empty


PisanieTemat: Re: Pokój Rileya   Pokój Rileya EmptyPon Sty 06 2020, 18:41

Sięgając pamięcią wstecz widziała dziewczynę, która nie potrafiła znaleźć się w poważnym związku. Liczne zadurzenia w starszych od siebie mężczyznach kończyły się co najwyżej na zauroczeniu, które przemijało po raptem dwóch miesiącach. Otwierała się na ludzi, łaknęła dać im w prezencie swoją radość i nigdy nie znalazła jeszcze osoby (nie będącą z nią spokrewnioną rzecz jasna), będącej w stanie przyjąć od niej ten ogrom ciepła. Nie podejrzewała nigdy, że drogi jej i Rileya skrzyżują się w ten wyjątkowy sposób. Pamięta go jako niepozornego, cichego prefekta, pieczołowicie wykonującego ogrom swoich obowiązków. A teraz… nie wyobrażała sobie dnia bez spotkania z nim, bez chociażby jednego porozumiewawczego spojrzenia, bez muśnięcia dłoni czy ciepłego uśmiechu. Wiedziała, że przeszedł swoje piekło i serce się jej krajało, że był wówczas opuszczony. Skoro nadszedł dlań ciężko czas to nawet jeśli nie wiedziała jak ułożyć słowa, starała się go wesprzeć obecnością. Nie mogłaby go zostawić. Nie opuści go, bowiem pokochała go zupełnie na innej płaszczyźnie niż kiedykolwiek wcześniej. Przeszłe zauroczenia były mdłe, nijakie w porównaniu do tego, co czuje do Rileya. Nie widział tego, a uśmiechnęła się, gładząc pieszczotliwie skórę na jego karku. Wszelakie niewygody nie miały prawa głosu, skoro mogli zamilknąć w spokojnym przytuleniu. Miały one ogromną moc, relaksowały, wyciszały i wywoływały produkcję endorfin odpowiadających za (nie)zwyczajne poczucie szczęścia. Zwłaszcza, że i on ją gładził, wytłumiając powoli protestujące przed taką postawą plecy. Rozejrzała się uważniej wobec zadanego pytania. Powiodła wzrokiem tam, gdzie sięgała bez wyginania szyi i po kilku chwilach jej wzrok padł na wiszący na ścianie rysunek. Nie zauważyła go wcześniej, a widząc, że powiesił go nad łóżkiem wstrzymała oddech z zachwytu. - Powiesiłeś… - rzekła ze źle ukrywaną radością. Rozpalił w jej wzroku setki iskierek, gdy uśmiechnęła się uszczęśliwiona tym drobnym gestem. Jeszcze zanim nadleciała herbata, to odchyliła się, by ucałować jego powieki, najpierw jedną, potem drugą, obejmując przy tym czule jego twarz. - Podoba mi się pokój, ale wolę patrzeć na ciebie. - zgarnęła za ucho kosmyk włosów, gdy tylko wyczuła miękki dotyk jego ust na twarzy. Rozmiękczał ją i starała się nie westchnąć z zachwytu. Usłyszawszy charakterystyczny świat, odwróciła głowę w kierunku lewitującej tacy. Zupełnie zapomniała o obietnicy skrzata, wszak jej myśli były pochłonięte jedną osobą. - Mogłabym mieć ochotę. - cicho westchnęła, oplatając go z powrotem ramionami i narzucając mu (dość sporą) odrobinę ciężaru swojego ciała. - Chcesz porozmawiać czy zostaniemy póki co przy przytulaniu? - zapytała, przesuwając dłoń po całej długości jego pleców. Wyczuła pod materiałem ubrania nierówność i od razu zrozumiała, że to blizna. Wbrew wszelkim oczekiwaniom nie poruszyła tego tematu, a jedynie przez materiał śledziła opuszkami kontury znaleziska. Zapyta o to w odpowiednim momencie… chyba, że Riley sam coś na ten temat wspomni.

______________________

Love me!

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Riley Fairwyn

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 185cm
C. szczególne : cała górna lewa strona mojego ciała jest poparzona - ukrywam to za pomocą metamorfomagii; liczne blizny na dłoniach; blizna po dziobie bystroducha przebiegająca przez całą szerokość pleców
Galeony : 3429
Dodatkowo : metamorfomagia, prefekt naczelny
  Liczba postów : 1626
https://www.czarodzieje.org/t15093-riley-t-fairwyn
https://www.czarodzieje.org/t15104-poczuj-smoczy-plomien
https://www.czarodzieje.org/t15161-maverick
https://www.czarodzieje.org/t15098-riley-fairwyn
Pokój Rileya QzgSDG8




Moderator




Pokój Rileya Empty


PisanieTemat: Re: Pokój Rileya   Pokój Rileya EmptyPon Sty 06 2020, 22:24

Słyszałem jak wstrzymuje oddech i nie mogłem powstrzymać uśmiechu.
- Nie mógłbym nie powiesić. - Przyznałem, chcąc ponownie ucałować ją w obojczyk, ale to Elaine poruszyła się pierwsza. Odchyliłem głowę, widząc że się ku mnie nachyla i posłusznie zamknąłem oczy, aby po chwili poczuć usta na powiekach. Mój uśmiech się poszerzył. Mógłbym z nią siedzieć tak cały dzień i jak dwa typowe zakochańce wymieniać z nią pocałunki i czułe szepty przez wiele, wiele godzin. Jednakże w tej chwili o wiele lepiej byłoby faktycznie lepiej zadbać o komfort Elaine. Spacerowaliśmy w chłodzie, a dom Fairwynów też nigdy nie był jakiś niezwykle dobrze ogrzewany. Ratunkiem za to od lat była ciepła, aromatyczna herbata z cytryną i pomarańczą, którą dostarczył nam Frytek.
- To tak jak ja na ciebie - przyznałem, odpowiadając komplementem na komplement i łaskocząc ją delikatnie palcami, gdy poruszyłem nimi specjalnie w okolicach jej talii. Wywołując temat herbaty liczyłem się z tym, że będę musiał oddać Elaine swobodę działania, co wcale nie znaczyło, że zrobiłem to chętnie. Zanim w ogóle pomyślałem o sięgnięciu do tacy, przytrzymałem ją za nadgarstki przy sobie, chcąc pocałować ją krótko w usta.
- Już służę. - Powiedziałem i odgiąłem się lekko, dzielnie przyjmując na siebie jej ciężar i sięgając po samonagrzewający się kubek w pegazy stojący na lewitującej tacy. Podając go jasnowłosej, pozwoliłem aby oparzył mnie w palce, ale nie zareagowałem nawet najmniejszym skrzywieniem, bowiem zaczął się temat, który najmniej lubiłem. Prawdę mówiąc, zawsze po cichu liczyłem na to, że nie zapyta. Póki tego nie robiła, mogłem udawać, że temat po prostu nie istniał, a tym bardziej przyczyna, dla której w ogóle należało. Z mojej twarzy zniknęło nieco humoru. Stała się poważniejsza, a wraz z tym wyprostowałem też kręgosłup. Zaaferowany koniecznością udzielenia odpowiedzi nie zwróciłem nawet uwagi z jaką pieczołowitością bada krawędzie blizny pozostawionej mi przez bystroducha.
- Może lepiej porozmawiajmy. Ten temat i tak mnie nie ominie. - Powiedziałem to trochę tak, jakby Swansea była natarczywą mamą, chcącą wydusić z nastolatka zeznania po tym jak przeskrobał w szkole coś naprawdę ogromnego, ale wcale tak nie było. Tymczasem ton mojego głosu zdradzał, że po prostu byłem już tym zmęczony. Nie dzieliłem się swoimi myślami często i niewygodnym było dla mnie to, że w ogóle istniała taka potrzeba. Dlaczego ja nie mogłem po prostu być szczęśliwy?
- Chcesz porozmawiać tak… ogólnie czy o tym? - Zapytałem, bardzo pro forma, bo przecież wiedziałem dobrze czego była ciekawa. Zadając pytanie machnąłem dziwnie ręką niedaleko swojej twarzy, jakby to wyjaśniało więcej, niż słowa. Zaraz potem, uratowałem się od zażenowania samym sobą pociągnięciem łyku herbaty z drugiego kubka stojącego na tacy - ten był w nieśmiałki. Słowo daję, Elaine kiedyś zamorduje mnie za to kluczenie w temacie.

______________________


It takes a lot to give, to ask for help, to be yourself, to know and love what you live with.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Elaine J. Swansea

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 171 /168 cm
C. szczególne : Zwiększony metamorfomagicznie wzrost| znamię na karku| niemal białe włosy
Galeony : 561
Dodatkowo : metamorfomag, prefekt
  Liczba postów : 1044
https://www.czarodzieje.org/t16910-praca-wre
https://www.czarodzieje.org/t16935-syczek-jeczybula#471819
https://www.czarodzieje.org/t16911-elaine-swansea#471382
Pokój Rileya QzgSDG8




Gracz




Pokój Rileya Empty


PisanieTemat: Re: Pokój Rileya   Pokój Rileya EmptyWto Sty 07 2020, 12:21

Poruszyła się niespokojnie, gdy ośmielił się ją delikatnie połaskotać przez co zdradziła się, że jest na nie wrażliwa. Cieszyła się, że udało się wywołać jego uśmiech nawet, jeśli miał potrwać jakiś czas zanim nie poruszą ciężkiego tematu odpowiedzialnego za gorsze samopoczucie Rileya. Spontaniczne pocałowanie przedłużyła o kilka sekund, aby nie zostało nieodwzajemnione. Gdy wychylał się po kubki musiała dopuścić się opuszczenia jego ud i przeniesienia się na łóżko. Nie zrobiła tego zbyt chętnie, jednak picie gorącej herbaty w takiej odległości i z protestującymi już mięśniami pleców z pewnością utrudniłoby skoncentrowanie się na rozmowie. Nie przesunęła się jakoś daleko, ot usiadła obok, by zsunąć ze stóp buty i móc skrzyżować nogi na łóżku. Trzymany kubek opierała o swoje kolano, grzejąc się przy okazji gorącym denkiem naczynia. Po raz kolejny była świadkiem jak jego mina ulega całkowitej zmianie i tym razem też niemo protestowała przed tak znacząco pogoroszym humorem. Miała jednak świadomość tego, że to pierwszy etap rozmowy - a raczej niezbyt przyjemny wstęp. Zerknęła na przemieszczające się po kubku pegazy i upiła łyk rozgrzewającej herbaty. - Nie ma co skakać wokół tematu, słońce. - sięgnęła do jego dłoni, by ją ścisnąć łagodnie. Próżno było szukać w tym żądzy mordu za kluczenie wokół tematu bądź za granie na zwłokę.  - Jeśli rozłożymy go na czynniki pierwsze to uda się to jakoś rozpracować, byś mógł ułożyć sobie myśli i uczucia, jeśli jeszcze są poplątane. - kątem oka zauważyła na ścianie coś dziwnego i zaprawdę, powieszone kości czy sidła nie wzbudziły jej zainteresowania tak, jak odwrócone tyłem wiszące zdjęcia. Zastanawiała się kogo mogły przedstawiać, co kryła ich zawartość, skoro Riley nie był w stanie schować ich w kufrze, a jednocześnie spoglądanie na nie musiało wzbudzać w nim ból. Czy chodzi o mamę? Tylko ta odpowiedź przychodziła jej na myśl. Upiła kolejny łyk herbaty, ciesząc się z ciepła rozpływającego się łagodnie po gardle, odstawiła kubek na lewitującej tacę i przysunęła się bliżej Rileya, czując, że są od siebie zbyt daleko jak na kaliber rozmowy.
- Czy ta data to rocznica? - zapytała cicho, próbując zajrzeć do jego oczu. Splątała ich dłonie ze sobą, nie mogąc pozwolić, by nie był trzymany, gdy słowa mogą przychodzić z trudem. Miała nadzieję poczuć każdy, nawet najlżejszy ścisk jego palców, który mógłby ją poinstruować kiedy będzie mu ciężej i kiedy wypada zrobić chwilę przerwy na odetchnięcie. - Riley. - musnęła delikatnie jego polik. - Opowiesz mi? - zapytała jeszcze ciszej, niemalże niesłyszalnie, ale wiedziała, że te dwa słowa do niego dotarły. Nie chciała, by wszystko w sobie tłamsił, więc próbowała w jak najmniej bolesny sposób to z niego wyciągnąć.

______________________

Love me!

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Riley Fairwyn

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 185cm
C. szczególne : cała górna lewa strona mojego ciała jest poparzona - ukrywam to za pomocą metamorfomagii; liczne blizny na dłoniach; blizna po dziobie bystroducha przebiegająca przez całą szerokość pleców
Galeony : 3429
Dodatkowo : metamorfomagia, prefekt naczelny
  Liczba postów : 1626
https://www.czarodzieje.org/t15093-riley-t-fairwyn
https://www.czarodzieje.org/t15104-poczuj-smoczy-plomien
https://www.czarodzieje.org/t15161-maverick
https://www.czarodzieje.org/t15098-riley-fairwyn
Pokój Rileya QzgSDG8




Moderator




Pokój Rileya Empty


PisanieTemat: Re: Pokój Rileya   Pokój Rileya EmptySro Sty 08 2020, 18:42

Ściągnąłem nieświadomie usta, kiedy „upomniała” mnie, abym nie skakał wokół tematu. To wcale nie było takie proste. Tak przyznać wreszcie, że ma się problem i to wszystko jest prawdziwe. Do tej pory, chociaż to zaskakujące, śmiało mogłem udawać, że nie tyle wydarzenie co po prostu sam temat nie istnieją. Wyparcie jako metoda samoleczenia to dość popularna sprawa. Nie wychodziłem poza schematy, bo tak było bezpiecznie.
- Nie wiem czy są poplątane. To po prostu… przykre wspomnienie, o którym nie potrafię zapomnieć. - Uzupełniłem swoje odczucia względem tego dnia. Byłem szczery. Faktycznie nie uważałem, abym gubił się akurat w tym dniu. O wiele ciężej było mi zrozumieć swoje potrzeby i mechanizmy względem swojej metamorfomagii i blizn po poparzeniach czy nawet kiełkujące we mnie uczucie, aniżeli dzień, który to wszystko zmienił. Obwiniałem się o to, niezależnie od tego jak wiele razy zapewniałaby mnie, że nie powinienem tego robić i to nie jest moja wina. Kochałem mamę tak bardzo, że nie potrafiłem całkowicie tego w sobie zaakceptować. W końcu, czyjaś musiała być, prawda? Ktoś tak dobry jak ona nie mógł zginąć przez głupi wypadek, za który nikt nie mógł wziąć odpowiedzialności… Wewnętrzna potrzeba sprawiedliwości zwykle nakręcała mnie w mściwym względem siebie działaniu. Dzisiaj rozwiązywała mi usta. Żałowałem, że nie mogę jej tego po prostu pokazać. Słowa tak czy owak miały przechodzić mi przez gardło tak, jakby były co najmniej o cztery rozmiary za duże. Pozwoliłem sobie na chwilę ciszy. Wsłuchując się w jej miarowy oddech, wzrokiem błądziłem w okolicy jej kolan. Skupiałem się także na orzeźwiającym zapachu cytrusów zatopionych w herbacie. Czułem też goździki i daleką nutę miodu. Zacisnąłem dłoń na jej palcach, gdy splotła je z moimi. Pewnie i mocno, chociaż wewnątrz znowu czułem się wrażliwy i zdolny do rozpadnięcia się na kawałeczki w każdej chwili.
- Trzecia. - Potwierdziłem, czując na sobie jej badawcze spojrzenie i odpowiadając swoim własnym. Procesując sobie swoje przygnębienie, byłem w stanie nie uciekać od tej konfrontacji zbyt zawzięcie skoro już do niej doszło. Była faktem. Moja mama nie żyła i żadne wyrzuty sumienia nie mogły tego zmienić. I chociaż wolałem milczeć, nie odmówiłbym jej prawdy. Już nie.
- Opowiem, ale… ale tylko jeśli obiecasz, że zostaniesz ze mną po tym wszystkim. - Zadecydowałem, jednocześnie ośmielając się prosić ją wyłącznie o jej czas. Aż o jej czas. Nie byłem pewien w jakim stanie się znajdę, jeżeli poruszymy jakąś wyjątkowo drażliwą dla mnie kwestię. Teraz okoliczności były inne, niż rok i dwa temu. Teraz miałem przy sobie osobę, której ufałem i kochałem, a jaka oferowała mi swoje wsparcie, więc może tylko panikowałem?
- Czy ja już coś ci mówiłem o tym dniu? - Spytałem, ale nie po to, aby specjalnie wydłużyć czas na udzielenie odpowiedzi. Faktycznie to analizowałem. Zdawało mi się, że dawkowałem Elaine szczątkowe informacje na temat tego dnia, ale nie byłem już tego pewien. Przytuliłem policzek do jej dłoni, mrużąc lekko oczy, chociaż moje spojrzenie było trochę nieobecne. Pogrążyłem się we wspomnieniach.
- To było polowanie z ojcem. On jest łowcą smoków i to były czasy, kiedy jego profesja bardzo mnie… fascynowała. Byliśmy w lesie we dwoje i siedzieliśmy na drzewie już kilka godzin. Było zimno i mokro, skryłem się pod kapturem i to głównie tata obserwował. Rozłożyliśmy sidła i pułapki zaklęciowe, przygotowaliśmy wabiki. Pamiętam, że byłem już znudzony, bo smok nie nadchodził pomimo zrobienia wszystkiego tak jak być powinno. W końcu się zjawił. Nadleciał z nieba niczym wielki cień, lądując twardo i wstrząsając ziemią. Ona była przy tym obecna. Poszła szukać nas do lasu, błąkała się po naszych śladach. Znała się na tropieniu, więc myślę, że widziała wszystkie te znaki smoczej obecności, a jednak przyszła. Zaczęła krzyczeć. Na mnie, na ojca. Zrzuciła go czarem z gałęzi, taka była wściekła. Chciał ją uciszyć. Zatkał jej usta, ale smok już lądował i nie cackał się, był wściekły. Wpadł w kilka naszych pułapek i był gotów na walkę. Jak prawdziwy bohater spadłem z drzewa na jego widok. Ojciec chyba dostał wtedy rykoszetem. Później mówił, że uderzył go ogonem. Miał połamaną rękę i kilka żeber. Mama stała zbyt blisko i smok… wykorzystał okazję. Spadł prosto na nią i złam… unieruchomił ją, a dalej… czynił swoje. A ja tam stałem, a właściwie leżałem. Chciałem walczyć, ale sama widziałaś jak mi to wyszło. - Zatrzymałem opowieść, sięgając po raz kolejny do tacy z napojami. Ściskałem jej rękę już tak mocno, że uświadomiłem to sobie dopiero, gdy wziąłem do ręki kubek. Rozluźniłem palce, jednocześnie nawilżając zaschnięte od opowieści gardło. Widać było po mnie, że pomimo potrzeby zachowania się jak ktoś, kto jest ponad to wszystko, bardzo porusza mnie ta historia. Chociaż głos mi nie drżał, oczy wyrażały więcej, niżbym sobie tego życzył. Niedopowiedziana pozostała jeszcze kwestia tego, jak skończyłem z poparzoną twarzą, ale sądziłem, że nie będzie chciała wysłuchiwać krwawych szczegółów. Większość z nich zostawiłem więc wyłącznie dla siebie.

______________________


It takes a lot to give, to ask for help, to be yourself, to know and love what you live with.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Elaine J. Swansea

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 171 /168 cm
C. szczególne : Zwiększony metamorfomagicznie wzrost| znamię na karku| niemal białe włosy
Galeony : 561
Dodatkowo : metamorfomag, prefekt
  Liczba postów : 1044
https://www.czarodzieje.org/t16910-praca-wre
https://www.czarodzieje.org/t16935-syczek-jeczybula#471819
https://www.czarodzieje.org/t16911-elaine-swansea#471382
Pokój Rileya QzgSDG8




Gracz




Pokój Rileya Empty


PisanieTemat: Re: Pokój Rileya   Pokój Rileya EmptySro Sty 08 2020, 20:14

Riley do perfekcji opanował zdolność skrywania swoich tajemnic, sekretów i odczuć z nimi związanych. Nigdy w życiu nie przypuszczałaby, iż ma w sobie ich tak wiele warstw, a większość (a może wszystkie?) związane są z przykrymi wspomnieniami. Nauczył się ukrywać, analizować w zaciszu własnego umysłu i serca, a ona próbowała pokazać mu, że można to przetrawić w inny sposób - poprzez rozmowę, dzielenie się myślami i zdradzaniem uczuć. Czasami zastanawiała się czy nie narzuca mu tych zmian i nie daje mu możliwości odmowy, przytłaczając go swoją pewnością siebie. Zwłaszcza teraz - gdy spoglądała na jego spiętą sylwetkę, kiedy przygotowywał się psychicznie na rozmowę (czy w ogóle da się na to nastawić?) - zastanawiała się czy dobrze robi. Stosunkowo szybko przepędziła niedorzeczną wątpliwość, przypominając sobie jaką ulgę może poczuć, gdy tylko z siebie wszystek wyrzuci.
Trzecia rocznica. Zapisała sobie w pamięci tę informację, by w przyszłym roku być bardziej przygotowaną na ten okres czasu. - Obiecuję. - odparła bez cienia wahania, spoglądając prosto w jego oczy z ogromną powagą. Rzeczywistość może na nich poczekać, a oni zamkną się w czterech ścianach, by rozmawiać tak długo jak będzie to konieczne. Nie muszą później padać nawet żadne słowa. Chciałaby, aby finał tego spotkania zakończył się chociaż jednym, maleńkim westchnięciem ulgi czy nieplanowanym uśmiechem. By to osiągnąć, czas zanurzyć się w przeszłość Rileya.
- Niewiele. - odparła zgodnie z prawdą, zawieszając wzrok na jego poliku przytulonym do wierzchu jej dłoni. Minione miesiące obfitowały w inne wydarzenia, które nie sprzyjały powrotom do przeszłości. To dzisiaj nadszedł dzień, by poruszyć to, co minęło, a to, co jeszcze tkwiło zadrą w jego sercu. Zamilkła, pozwalając mu mówić bez żadnej interwencji z zewnątrz. Niczym zahipnotyzowana wodziła wzrokiem po jego twarzy, dostrzegając, że myślami był pogrążony do dawnych lat. Serce w jej piersi skurczyło się boleśnie na myśl, że oto za moment pozna pełną treść przykrego wspomnienia, które wcześniej jej oszczędzał. Wyobraźnia pracowała. Z każdym wypowiedzianym słowem pojawiały się zamazane obrazy z kilkoma głównymi cechami charakterystycznymi. Poznała już jego ojca, wyobrażała sobie go siedzącego na gałęzi i pilnującego, by młodszy Riley nie spadł z wysokości. Pominęła już fakt, że w ogóle narażał własnego syna na niebezpieczeństwo, jednak uznała, że to inna tradycja wychowania i jej komentarz niczego nie zmieni. Z jednej strony opadła na nią cichutka, mała ulga, gdy okazało się, że pomyślała podobnie do jego mamy - wściekłość wobec narażania dziecka na utratę zdrowia lub życia. Przez jej ciało przemknął lodowaty dreszcz, gdy niechcący wyobraziła sobie ogromnego czerwonego smoka pochylającego się nad jej Rileyem. Ścisnęła mocno jego palce, a ten jakby w nieświadomym odzewie zrobił to samo, jednak z większą siłą. Skrzywiła się czując ból lecz nawet nie jęknęła. Z przejęciem wpatrywała się w jego oblicze, a jej myśli i wyobraźnia szalały, potykając się o tłumione łzy i widoczne na jej twarzy poruszenie. Podziwiała jego niekalany drżeniem głos, bo sama w życiu nie potrafiłaby zachować takiego opanowania. Dostrzegłszy jednak wyraz jego oczu, niemal jęknęła z żalu i gdy tylko odstawił kubek, przysunęła się znacznie bliżej, by wolnym ramieniem objąć go na wysokości żeber. Wyraźnie zrozumiała co niemal miał powiedzieć - złamał kręgosłup, kark? "Czynił dalej" nie potrzebowało wyjaśnień. Jej ramiona zadrżały ze strachu wywołanego brutalną historią w której uczestniczył jako niewinna ofiara. Sama myśl jak blisko znajdował się śmierci napawała ją silnym strachem. - O Merlinie, musiałeś być przerażony. - wydusiła z siebie, przytulając go naprawdę mocno jak na własne siły. Starała się, by i jej głos nie drżał lecz niestety nie miała tego opanowania co Riley. Wiedziała już, że całą winę tego wydarzenia ponosił Garret Fairwyn. Jeśli żywiła jakąkolwiek sympatię do tego mężczyzny, tak z dniem dzisiejszym ona umarła. Jakże miała pomóc Rileyowi zrozumieć, że winę ponosi jego ojciec? Czy miała prawo wydawać osąd, gdy jej tam nie było? - To wszystko... to wszystko brzmi jak wynik podjętych złych decyzji. Smok tak wiele ci odebrał tamtego dnia... - wydusiła z siebie, nie wiedząc czy istnieją jakiekolwiek słowa, które mogłyby pomóc mu odetchnąć z ulgą. Oparła skroń o jego bark, tuliła go tak, by wyczuć czy targnie nim dreszcz. - Mimo wszystko się nie poddałeś... Ty dalej walczysz, Riley. - podniosła głowę, by go wyswobodzić z uścisku, ale tylko po to, aby przykryć jego polik swoja dłonią i skrzyżować ich spojrzenia. - Zagrożenia już nie ma, a ty w jakiejś części wciąż tam jesteś, tak? - pytała cicho, łagodnie, modląc się w duchu o to, by żadne jej słowo nie zostało negatywnie odebrane. Nie chciała go ranić, próbowała rozłożyć to na czynniki pierwsze i ująć w słowa inne niż te, które prawdopodobnie rozbrzmiewały w jego myślach.

______________________

Love me!

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Riley Fairwyn

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 185cm
C. szczególne : cała górna lewa strona mojego ciała jest poparzona - ukrywam to za pomocą metamorfomagii; liczne blizny na dłoniach; blizna po dziobie bystroducha przebiegająca przez całą szerokość pleców
Galeony : 3429
Dodatkowo : metamorfomagia, prefekt naczelny
  Liczba postów : 1626
https://www.czarodzieje.org/t15093-riley-t-fairwyn
https://www.czarodzieje.org/t15104-poczuj-smoczy-plomien
https://www.czarodzieje.org/t15161-maverick
https://www.czarodzieje.org/t15098-riley-fairwyn
Pokój Rileya QzgSDG8




Moderator




Pokój Rileya Empty


PisanieTemat: Re: Pokój Rileya   Pokój Rileya EmptyNie Sty 12 2020, 15:18

Często zastanawiałem się czy nasza relacja mogłaby się bez tego obejść. Im częściej stawiliśmy kroki naprzód, tym wyraźniej czułem, że zbliżamy się do tematów, jakich nie chciałbym nigdy więcej poruszać. Zdawałem sobie też sprawę z tego, że musiałem, bo bez nich nie byłbym sobą, a Elaine chciała poznać mnie. Prawdziwego mnie. Zamkniętego w sobie, lawirującego nieustannie w przeszłości i nie potrafiącego zapomnieć o błędach młodości. Jak sama zauważyła, nawet nie do końca były to wyłącznie moje błędy. Prawda była jednak taka, że…
- Było wiele znaków. Wiele znaków ku temu, abym tam nie szedł. Jej nauki, jej prośby. Słowa, czyny, nawet wymowne milczenie, kiedy nakrywała mnie z tatą z pracowni. - Dopowiedziałem jeszcze, gdzieś pomiędzy swoją wypowiedzią, a jej własną. Chyba to najbardziej leżało mi na wątrobie. Wiedziałem jak bardzo tego nie pochwala, a jednak żądza wiedzy i potrzeba znalezienia się blisko tego co tam mnie fascynowało zaowocowała największą stratą w moim życiu. Z ulgą przyjąłem jej ramiona zaciskające się wokół moich żeber. Uniosłem jedną z dłoni, aby powoli pogłaskać ją po tyle głowy. Wplatając palce w jej włosy wiedziałem, że to jest miejsce, w którym potrzebuję się znajdować. Nie tam kilkanaście miesięcy wstecz, kiedy umierałem wewnątrz, a tutaj, teraz i dokładnie w tym samym towarzystwie. Nachyliłem się nieznacznie nad Elaine, aby pocałować czubek jej głowy.
- Byłem, ale jednocześnie byłem też wściekły. Gdybym nie podniósł różdżki, pewnie tego dnia byłaby tylko jedna ofiara. - Mrużyłem oczy, bardzo starając się zapanować nad swoim głosem. Cieszyłem się, że w tym momencie na mnie nie patrzy. Miałem więcej czasu, aby zapanować nad grymasem bólu, który pojawił się na mojej twarzy. Tak trudno było nad tym wszystkim zapanować, gdy wciąż nieustannie widziało się swoje poparzone oblicze w lustrze. Gdyby nie Elaine nigdy bym nawet nie poruszał tego tematu. Nie zmierzył się z nim tak naprawdę, a nie jedynie w cichych przemyśleniach kryjących się gdzieś wewnątrz mnie. Wtedy jeszcze nie do końca zdawałem sobie sprawę z tego, jak szalenie było to ważne, aby w końcu wyzdrowieć. Docenić to wszystko będę mógł dopiero z czasem, gdy trawiąca mnie pustka będzie coraz to mniej dotkliwa. Niestety, nie udało mi się ukryć skrzywienia na czas. Elaine odsunęła czoło od mojego ramienia i spojrzała na mnie, a ja… pod wpływem jej słów otworzyłem się trochę bardziej, niż chciałem. Oczy mnie piekły, a zaciśnięte mocno wargi zdradzały jak bardzo próbuję powstrzymać się nie tyle od słów co od dźwięków. Oczyszczający płacz narastał gdzieś wewnątrz mnie, ale nie chciałem mu się poddać. Zbyt wiele łez już wylałem za Anemone Shercliffe.
- Tak - odpowiedziałem cicho. Gardło miałem ściśnięte, a spojrzenie trochę spanikowane uczuciami, które we mnie narastały. - Dlatego… - podjąłem, czując że wbrew wszystkiemu muszę mówić, aby za moment się nie złamać, bo jeżeli pozwolę emocjom popłynąć, to będzie fala nie do zatrzymania. - Dlatego nigdy już nie pozwolę, aby najważniejszej kobiecie mego życia stała się krzywda. - Powiedziałem po kilku sekundach milczącej przerwy. Patrzyłem jej w oczy przez chwilę. Obserwowałem jej reakcję na taką deklarację, chłonąc siłę do tego wszystkiego wyłącznie z jej dotyku. Potem pochyliłem się nad jej twarzą, aby ją pocałować. Trochę zbyt rozpaczliwie i żarliwie, aby można było to nazwać naszym typowym pocałunkiem. Przytrzymałem dłonią jej kark, bardzo nie chcąc, aby teraz się ode mnie odsuwała. Nie znała mnie od tej strony, tego byłem pewien, a jednak ja sam w dużej mierze składałem się właśnie z takich gwałtownych emocji. Tłumionych opanowaniem, a jednak wrzących gdzieś pod pierwszą czy czwartą maską. Nie chciałem jej jednak przytłaczać. Zatrzymałem się, żeby mogła zdecydować czy pragnie rozwijać dalej tę rozmowę. Odsunąłem się na kilka centymetrów, aby zajrzeć jej w oczy. Moje serce biło szybko, a wzrok szukał w niej odpowiedzi. Gwałtowność jaka we mnie narosła podobna była do emocji, jakich już wcześniej zaznałem w jej towarzystwie, niedaleko fontanny. Tylko, że teraz już się ich nie obawiałem.

______________________


It takes a lot to give, to ask for help, to be yourself, to know and love what you live with.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Elaine J. Swansea

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 171 /168 cm
C. szczególne : Zwiększony metamorfomagicznie wzrost| znamię na karku| niemal białe włosy
Galeony : 561
Dodatkowo : metamorfomag, prefekt
  Liczba postów : 1044
https://www.czarodzieje.org/t16910-praca-wre
https://www.czarodzieje.org/t16935-syczek-jeczybula#471819
https://www.czarodzieje.org/t16911-elaine-swansea#471382
Pokój Rileya QzgSDG8




Gracz




Pokój Rileya Empty


PisanieTemat: Re: Pokój Rileya   Pokój Rileya EmptyPon Sty 13 2020, 13:13

Przypomniała sobie jego wcześniejsze słowa dotyczące tego, że Riley miał być dzieckiem łączącym dwa zwaśnione rody. Stało się tak, jak chciano, jednak zrzucanie na barki niewinnego człowieka obowiązek pogodzenia tych dwóch rodzin... było według niej chore. Najwyraźniej rodzice Rileya nie dogadywali się w kwestii wychowania własnego dziecka i zaszczepili w nim dwa niebezpieczne zamiłowania, przez które stracił bliską sobie osobę. Przytłoczyli go, stawiając tak wiele wymagań przed bądź co bądź - dzieckiem, którym był te parę lat temu. Widząc jak cierpi serce się jej krajało, bowiem to udowadniało jak wiele bólu w sobie nosił. Jeden człowiek nie może pomieścić go całego w sobie, a Riley to w sobie tłumił i kontrolował, byleby nie było po nim nic widać. To okrutne, że został do tego zmuszony przez efekty planów Garreta Rileya. - Twoja mama była wściekła na twego ojca, nie na ciebie, Riley. Jestem niemal pewna, że nie obwiniała cię o twoje tamtejsze zamiłowanie do smoków. - nie znała Anemone, ale widząc rozpacz jej syna nie potrafiła wyobrazić sobie, by jakakolwiek matka miała obwiniać swe jedyne dziecko za błędy własnego męża. Przytuliła go mocniej, gdy wspomniał o własnej wściekłości i poniekąd o swoich bliznach. Pogładziła go po boku i zbierała myśli w słowa, by wlać w nie jak najwięcej ciepła i zapewnień, a gdy ujrzała jego wzrok i drżącą wargę musiała zamrugać, by nie dopuścić do wylania się własnych łez. Delikatnie objęła dłońmi jego policzki, widząc go teraz bez tych wszystkich mimicznych masek, skrzywdzonego i smutnego przez przykry splot przypadków w przeszłości. Chciała go stamtąd łagodnie wyrwać, aby skoncentrował się na teraźniejszości, niosąc w sercu pamięć o Anemone i pomóc mu wspominać ją bez rozdzierającego serce grymasu bólu na myśl, że jej nie ma. Nie spodziewała się wyznania i to z tak bliskiej odległości, nasączonego milionem emocji, które dostrzegała coraz wyraźniej na jego twarzy. Wstrzymała oddech przyjmując do świadomości, że mówi o niej. - Wiem, że nie pozwolisz. Ufam ci i wierzę w ciebie. - pogładziła kciukiem jego drżące usta, spoglądając nań z przejęciem i narastającą w trzewiach miłością. Dotyk jego ust wywołał odruchową reakcję odwzajemnienia pocałunku, w którym wyczuwała rozpacz. Ucałowała czule jego wargi, przysuwając się o te pół centymetra, by zyskał pewność, że tu zostanie. Gdy przerwał, pogładziła palcami jego brwi, skroń, kość policzkową, w tę i z powrotem, nieustannie, powoli. - Czy... - zajrzała głęboko w roztapiający błękit tęczówek. - Chciałbyś tego dnia iść ze mną na wzgórze lampionów, byśmy oboje wypuścili po jednym ku jej pamięci? Razem? - zapytała cicho, przecierając kciukiem cień po jego okiem. - Możemy sami je stworzyć i zaczarować. Od serca dla pamięci Anemone. - widząc co się z nim dzieje tym razem sama się ku niemu pochyliła, by jeszcze jeden raz ucałować jego usta, potem kolejny i następny, starając się tym chociaż odrobinę załagodzić jego cichy ból. Ułożyła palce na jego karku i po kilku chwilach znów popatrzyła nań, jednak tym razem pozwoliła, by przez jej spojrzenie przemawiała czysta, czyściuteńka i najprawdziwsza miłość do niego. Chciała go tym ogrzać, by nie musiał już się tak wewnętrznie zwijać. Czuła, że Riley jest "tym jedynym", tym, którego będzie kochać każdego dnia, bez względu na wszystko. Był dla niej prezentem od losu, któremu może bezgranicznie ufać i kochać z całą swoją mocą bez obaw, że go to przytłoczy. Chciała, by o tym wiedział. - Zakochałam się w tobie jakiś czas po tym, gdy mi je pokazałeś. - wiedziała, że Riley zrozumie o czym mówi; pewnych rzeczy nie trzeba nazywać po imieniu, bowiem są oczywiste. - Bo gdy na nie patrzę to widzę jak wiele przetrwałeś. Widzę, że się podniosłeś i nie poddałeś, że jesteś silniejszy niż wtedy. - szeptała, wpatrując się w niego gorącym wzrokiem, z którego biła pewność siebie.- Kocham wszystko, co ma związek z tobą. Wiem... wiem, że jest ci z nimi ciężko, ale może... może gdy uwierzysz, że chcę je kochać, to któregoś dnia spojrzysz na nie łagodniej...?
Dostrzegła w tym pokoju brak luster. Skojarzyła ich deficyt z wypowiedzianymi niegdyś słowami, że nie potrafi na siebie spojrzeć, a co dopiero zaakceptować ciężar blizn. Skoro sam nie umiał, to może pójdzie w jej ślady, gdy mu udowodni, że oszpecona skóra nie zmieni jej uczuć, a co najwyżej je wzmocni? Uznała, że to najlepszy czas, by go ponownie zapewnić o swoich uczuciach i idealny moment, by powiedzieć o bliznach na głos. Cierpiał, będąc niewinną ofiarą ataku smoka. I o ile bólu po utracie mamy nie była w stanie mu zabrać, to chociaż oswoi go z bliznami, będące dowodem piekła, przez jakie przeszedł.

______________________

Love me!

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Riley Fairwyn

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 185cm
C. szczególne : cała górna lewa strona mojego ciała jest poparzona - ukrywam to za pomocą metamorfomagii; liczne blizny na dłoniach; blizna po dziobie bystroducha przebiegająca przez całą szerokość pleców
Galeony : 3429
Dodatkowo : metamorfomagia, prefekt naczelny
  Liczba postów : 1626
https://www.czarodzieje.org/t15093-riley-t-fairwyn
https://www.czarodzieje.org/t15104-poczuj-smoczy-plomien
https://www.czarodzieje.org/t15161-maverick
https://www.czarodzieje.org/t15098-riley-fairwyn
Pokój Rileya QzgSDG8




Moderator




Pokój Rileya Empty


PisanieTemat: Re: Pokój Rileya   Pokój Rileya EmptySob Sty 18 2020, 19:58

Zgubiłem się w tym wszystkim. Przytłaczające mnie emocje narastały już do niebotycznych rozmiarów, a ja czułem się jak taka mysz wykurzona z kryjówki, której ktoś nagle zamurował wszystkie jamy, w której kryła swoje skarby. Stałem przed nią tak rozpaczliwie nagi emocjonalnie, że nie byłem sobie w stanie z tym poradzić. Ramiona mi drżały, kiedy mimo wszystko, nawet teraz, starałem się opanować wybuch emocji, który we mnie narastał. Było we mnie mnóstwo przemyśleń, ocen i opinii, tysiące pomysłów i nieomal równie wiele uczuć. Do Elaine, do mamy, nawet do ojca, chociaż te akurat były nieco bardziej wyważone. Ich ciężar wreszcie mnie przytłoczył, ale paradoksalnie zamiast zacząć ronić łzy, jeszcze bardziej upierałem się, że ich nie potrzebuje. Tak bardzo pragnąłem być osobą nieczułą na własne, bądź cudze cierpienie, że jeszcze bardziej mnie to uwrażliwiło. Nie chciałem, aby znalazła się chociaż o centymetr za daleko mnie. Chciwie czerpałem z jej ciepła i zapachu pocieszenie, którego nie mogły mi dać żadne słowa… a przynajmniej tak wówczas sądziłem. Mrużyłem oczy, gdy gładziła mnie po twarzy, jednocześnie dopiero wtedy zdając sobie sprawę z tego jak szybko zacząłem oddychać. Wziąłem jeden, głębszy wdech, aby odetchnąć długo i powoli. Wyrównać szaleńczy pęd z jakim moje serce wyrywało się z piersi. Skrzyżowawszy z nią spojrzenia, wysłuchałem jej propozycji w absolutnym milczeniu. Trudno było w tym momencie o mój uśmiech, a jednak udało jej się. Uniosłem kąciki warg ku górze. Nie odpowiedziałem jej od razu, ale chyba nie musiałem. Moje spojrzenie nieco się rozjaśniło, ale zamiast budować zdania, pocałowałem ją z pasją. Wsunąwszy odważnie język pomiędzy jej wargi, przez dłuższą chwilę cieszyłem się z jej obecności i bliskości. Miłości, jaką ze sobą dzieliliśmy. Po chwili jednak wycofałem się z tego, aby po prostu ją objąć.
- Dziękuję. Chciałbym, oczywiście. - Westchnąłem wprost w jej ucho, całując ją jeszcze w szyję, gdy postanowiłem dać jej odrobinę przestrzeni. Skrzyżowaliśmy spojrzenia. Teraz wszystko to o czym mówiłem wydawało mi się jakieś łatwiejsze do przetrwania. Mimo tego, wciąż pragnąłem obejrzeć to jeszcze raz, może w myślodsiewni? Opatrzeć się z tym, zaakceptować w pełni, że to jedynie przeszłość, a wspomnienia bolą tak długo, jak długo rozpatrujemy je w sobie.
- Szczerze mówiąc, nie wiem. - Odpowiedziałem, starając się dobrze zapamiętać tę chwilę. Patrząc w jej twarz, widziałem coś więcej, niż jedynie jasną skórę, włosy i oczy. Dostrzegałem jej dobre serce i łagodność, której tak wyraźnie brakowało mi w życiu. - Mam nadzieję, że tak będzie. Progres jest… powolny, ale jest. Nie pamiętam kiedy ostatnim razem pokazałem komuś swoją twarz, a przy tobie to wszystko było takie proste. - Wiedziała o tym, ale mimo tego powtórzyłem jej to wszystko. Żeby nie zapominała, że bez niej nic nie byłoby w moim życiu takie samo. - Kiedyś wynagrodzę ci wszystkie te dni. - Dodałem jeszcze, opuszkami palców gładząc jej ramię i całując ją delikatnie w policzek. - Te moje smutki. Powinienem cię uszczęśliwiać, a póki co to ty nieustannie pomagasz mnie. Dziękuję ci za każdy jeden, mały raz.

______________________


It takes a lot to give, to ask for help, to be yourself, to know and love what you live with.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Elaine J. Swansea

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 171 /168 cm
C. szczególne : Zwiększony metamorfomagicznie wzrost| znamię na karku| niemal białe włosy
Galeony : 561
Dodatkowo : metamorfomag, prefekt
  Liczba postów : 1044
https://www.czarodzieje.org/t16910-praca-wre
https://www.czarodzieje.org/t16935-syczek-jeczybula#471819
https://www.czarodzieje.org/t16911-elaine-swansea#471382
Pokój Rileya QzgSDG8




Gracz




Pokój Rileya Empty


PisanieTemat: Re: Pokój Rileya   Pokój Rileya EmptyWto Sty 21 2020, 12:58

Dostrzegała wymalowaną na jego twarzy walkę. Oddychał nierówno i powstrzymywał większy napad emocji, bowiem ten obraz jak miała przed sobą był częścią tego, czego była świadkiem w ogrodzie Fairwynów. Nabrała ochoty, aby powstrzymać to i zapewnić go, że nie musi już więcej mówić i cierpieć albo że dokończą tę rozmowę później, gdy odpocznie. Z drugiej strony miała świadomość, że skoro rozpoczął zrzucanie z siebie tej wielkiej góry uczuć, które w sobie trzymał od wielu lat to zatrzymanie tego w połowie może nie być zbyt zdrowe. Miała dylemat, zagubiła się i nie miała pojęcia jak pokierować jeszcze rozmową. Nie chciała, by cierpiał, a jednak rozmowa miała go oczyścić. Zamiast podjąć sensowną decyzję zapatrzyła się w błyszczący błękit jego tęczówek i ten przelotny uśmiech, który jakimś cudem wywołała. Objęła jego policzki i przymknęła powieki na czas rozgrzewającego pocałunku, w trakcie którego straciła poczucie czasu i miejsca. Tylko on, miękkie i drżące usta, jego zapach i obecność utwierdzająca ją w prawdziwości tego, co się między nimi dzieje. To nie jest nastoletnia miłostka, a czuła, że tworzy z nim poważny związek. Jak inaczej wyjaśnić potrzebę poznania go na każdej płaszczyźnie tak, by móc wyczuwać intuicyjnie każdą jego zmianę nastroju czy ukrywaną emocję? Gdy ją cudownie mocno objął, czyli tak jak to uwielbiała, już miała oprzeć policzek o jego bark, gdy pod wpływem łaskoczącego pocałunku na szyi dostała gęsiej skórki, zaś w kącikach jej ust zaczaił się równie niepewny uśmiech. Cieszyła się, że się zgodził, a i zwłaszcza, że będzie mogła mu przy tym towarzyszyć.
- Będzie. Jestem pewna, że się nam uda i to wszystko rozpracujemy. - zapewniła, naładowana nową pewnością siebie. Choćby miało zająć im to lata, to w końcu dopnie swego i sprawi, że Riley będzie w stanie na nowo spoglądać w lustro, a docelowo iż odsłoni swoje oblicze przed inną osobą. Oczywiście wszystko dziać będzie się stopniowo, ale zamierzała go wesprzeć z pełną energią. Z dziecinną łatwością zapatrzyła się znów w jego oczy, tonąc w barwie jego tęczówek i tych uczuć, jakie się z nich wylewały. Czasami nachodziło ją zdziwienie, że potrafi go tak mocno kochać. Nie sądziła, że dane będzie jej to poczuć w tak wysokim natężeniu. Wzrok jej nabrał jeszcze większego ciepła. - Przecież ty mnie uszczęśliwiasz. - poprawiła go z lekką nutą pretensji w głosie, całkowicie niegroźną acz słyszalną. Czyżby miał wątpliwości...? - I wynagradzasz wszystko na bieżąco. Uśmiechem. - musnęła kciukiem kącik jego ust, na który przeniosła wzrok. - Trzymaniem za rękę. Przytuleniem, pocałunkiem, zwierzeniem się z myśli i uczuć, przyniesieniem rano kawy, zaproszeniem na spacer, przebywaniem tuż obok, odbieraniem mnie spod galerii po pracy... Wszystkimi tymi małymi-wielkimi elementami. - mogła wymieniać bez końca. Wróciła spojrzeniem do jego oczu. - Kocham cię. - to było niesamowite z jaką mocą potrafiła wypowiedzieć te dwa słowa. Czuła ich potęgę i energię w całym ciele, a chciała się tym podzielić z Rileyem. Sprawić, by też czuł to, co ona. To rozlewające się ciepło za mostkiem, które potrafiło zarumienić policzki metamorfomaga, zmienić kolor włosów, przyspieszyć bicie serca na sam widok jego oczu, wywołać drżenie rąk i sprawić, iż szczęście tej drugiej osoby stawiało się chętnie ponad własne. Złączyła ich usta, dając mu pocałunki, które z każdą upływającą milisekundą nabierały coraz więcej ciepła i zażyłości. Jej dłoń pomknęła gładko do jego karku, by stamtąd przesunąć się nieco wyżej i ukryć między kosmykami ciemnych włosów. Musnęła koniuszek jego języka swoim, chcąc tym samym przedłużyć ten kontakt tyle ile tylko on zapragnie. Tak bardzo skoncentrowała się na scałowywaniu jego ust, tak mocno się w to zaangażowała iż po paru chwilach na jej policzkach zakwitł rumieniec, nadając im nieco wyższej temperatury. Nie musiał jej dziękować; wystarczyło, żeby ją kochał. Dawał jej czas i uwagę, a dla niej była to już kwintesencja szczęścia.

______________________

Love me!

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Riley Fairwyn

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 185cm
C. szczególne : cała górna lewa strona mojego ciała jest poparzona - ukrywam to za pomocą metamorfomagii; liczne blizny na dłoniach; blizna po dziobie bystroducha przebiegająca przez całą szerokość pleców
Galeony : 3429
Dodatkowo : metamorfomagia, prefekt naczelny
  Liczba postów : 1626
https://www.czarodzieje.org/t15093-riley-t-fairwyn
https://www.czarodzieje.org/t15104-poczuj-smoczy-plomien
https://www.czarodzieje.org/t15161-maverick
https://www.czarodzieje.org/t15098-riley-fairwyn
Pokój Rileya QzgSDG8




Moderator




Pokój Rileya Empty


PisanieTemat: Re: Pokój Rileya   Pokój Rileya EmptyWto Sty 21 2020, 19:11

Jej łaskawa poprawa mogła być dla niej czymś oczywistym, ale dla mnie była w tym momencie wiadomością niesioną przez zaczarowaną jaskółkę. Miała ona moc, nie tylko rozluźniającą spięte od uchylania rąbka własnych uczuć ciało, ale i także kojącą niepewność kwitnącą we mnie niczym trujący bluszcz. Manipulując sposobem, w którym odbierałem rzeczywistość, wywierał on na mnie nieustanną potrzebę upewniania się w jej uczuciach. Na szczęście, Elaine nie wyrzucała mnie przez to za drzwi. Była siewcą właściwych ziaren, opiekunem stada takich jaskółek jak te dzisiejsze. Wypatrywałem ich, przyjmowałem wprost do swojego serca. Sprawiła, że w moje spojrzenie wdarła się czułość, z której mocy kompletnie nie zdawałem sobie sprawy. Przy niej pękały wszystkie moje bariery. Po kolei, raz za razem, jakby wsadziła w nie rozpórkę, pozwalałem jej zaglądać do środka tak często jak tego pragnęła. Doszliśmy już nawet do tego momentu, że gdy byłem zbyt zamknięty w sobie i zwracała mi na to uwagę, czułem się autentycznie winny duszenia w sobie czegoś, co jeszcze kilka miesięcy temu było wyłącznie moją sprawą i moim problemem, z jakim mierzyłem się solo. Wzruszenie ścisnęło mnie za gardło, tak ostatecznie. Zacisnąłem mocniej palce na jej ramionach, wychodząc naprzód jej ustom z większą werwą, niż mógłbym się po sobie spodziewać. Nie było z tym geście nawet grama desperacji, chociaż gorąca emocja, jaką jednocześnie w sobie zamknąłem paliła mi wnętrzności z siłą godną szatańskiej pożogi. Zamknąłem oczy, znajdując drogę na jej talię. Przesunąłem wzdłuż niej palcami, wspierając teraz dłonią jej krzyż, potem łopatki. Przytrzymałem ją przy sobie tak, jakby naprawdę była moja. Jakbym nie obawiał się już, że za kilka chwil może rozpłynąć się w powietrzu, a ja uszczypnięty w ramię przez los, obudzę się nagle w samym sercu gąszczu swoich marzeń sennych. W splątanej, wilgotnej od lęku pościeli i przerażająco zimnym pokoju, w jakim to pusty, brązowy korek uśmiechał się do jego właściciela ze zdjęć. Nie byłem świadom jak bardzo pragnę by była przy mnie już zawsze. Tego typu zrozumienie przychodziło do mnie właśnie w takich chwilach ja te. Kiedy absolutny niepokój przekuwała w stabilność, jakby urodziła się z młotem i kowadłem w tych drobnych, bladych dłoniach. Całując ją, czułem się jakbym był w domu, a słysząc jej deklarację przywiązania, czerwieniałem wciąż jak nastolatek… a może to kwestia czegoś innego? Coraz bardziej intensywnych pocałunków? Coraz bardziej niekontrolowanego ruchu moich palców, które pragnęły trzymać ją tak blisko, jak tylko mogły. Nie zauważyłem, kiedy ręką odepchnąłem lewitującą tacę. Tak samo jak nie spostrzegłem chwili, w której mój oddech stał się bardzo szybki. Odsunąłem się od niej na moment, aby zajrzeć w jej oczy. Moje zdawały się wręcz lśnić. Nie tylko od emocji i uczuć, ale także od czegoś więcej, co do tej pory starałem się gasić pomiędzy nami, aby nie wybuchło jak źle uwarzony eliksir, przytłaczając nas pochopnością takiej decyzji. Jednak w tym momencie to było już nieme pytanie. Dotknąłem nieśmiało jej uda okrytego materiałem. W sposób absolutnie wykalkulowany, z palcami rozszerzonymi, delikatnie gładzącymi aż po samo kolano.
- Kocham cię. Kocham cię najmocniej na świecie. Bardziej od świeżości lasu, pocałunków słońca, dziecięcych kołysanek. Po zachód moich dni. - To specyficzne wyznanie jedynie wyszeptałem, nie mogąc wypowiedzieć go głośniej. Zanadto skoncentrowałem się na zsunięciu z siebie płaszcza sztucznej powłoki, jaki oferowała metamorfomagia. Lekkie falowanie powietrza odsłoniło poparzoną skórę mojego policzka, czoła, dłoni. Lekkie skrzywienie warg, wstęgi dawnych płomieni niknących pod krawędzią koszuli. Pocałowałem ją ponownie. Powoli, bardzo powoli, moje palce wsunęły się pod dolny fragment jej bluzki, aby dotknąć jej talii.

______________________


It takes a lot to give, to ask for help, to be yourself, to know and love what you live with.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Elaine J. Swansea

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 171 /168 cm
C. szczególne : Zwiększony metamorfomagicznie wzrost| znamię na karku| niemal białe włosy
Galeony : 561
Dodatkowo : metamorfomag, prefekt
  Liczba postów : 1044
https://www.czarodzieje.org/t16910-praca-wre
https://www.czarodzieje.org/t16935-syczek-jeczybula#471819
https://www.czarodzieje.org/t16911-elaine-swansea#471382
Pokój Rileya QzgSDG8




Gracz




Pokój Rileya Empty


PisanieTemat: Re: Pokój Rileya   Pokój Rileya EmptyWto Sty 21 2020, 20:31

Kochała go. Mogła to powtarzać bez końca, tyle razy ile trzeba, a nawet i więcej, na zapas. Zapewniała go raz po raz i nie przestanie tego robić, bowiem sama potrzebowała wymawiać te słowa i kierować je do niego, widząc, że przyjmuje jej uczucia. Potrafiła przytłaczać swoim wszędobylstwem, wzmożoną potrzebą kontaktowania się fizycznego z drugą osobą, wiecznymi deficytami przytuleń i czułych spojrzeń. Kryła się za tym obawa przed odrzuceniem, a jednak ufała Rileyowi i wiedziała, że nigdy jej nie odtrąci. On, taki samotny w uczuciach, był w stanie przyjąć całe te morze ciepła od Elaine, która chciała się dzielić swoją łagodnością i wesołością z każdym, kto tylko się do niej przyjaźnie uśmiechnął. Czasami trafiała na mur, którym się pieczołowicie otaczał, a więc starała się dać mu do zrozumienia, że przy niej to nie jest potrzebne. Cokolwiek skrywa w swych myślach i sercu, ona to przyjmie, wysłucha, współodczuje i zostanie przy nim, choćby towarzyszyły im łzy. Nie chciała, by kiedykolwiek jeszcze poczuł się opuszczony i samotny. Zapewniała go zatem spojrzeniem, słowami, pocałunkami i dotykiem, a w jej sercu rozlewał się cudowny gorąc, gdy wychodził naprzeciw i przygarniał ją raz po raz. Kiedyś, na początku ich serii spotkań, martwiła się nieustannie czy w pewnym momencie nie przesadzi i go od siebie nie odstraszy. Czując na plecach jego wędrujące palce miała pewność, że tak się nie stanie. Zaskoczyła samą siebie odkrywając jak bardzo nie chciała odrywać się teraz od jego ust i odsuwać się chociażby po kubek herbaty. Nie, nie mogła, pragnęła zatracić się w jego obecności, zostać tu i chociażby słuchać jego oddechu. Gdy zajrzał do jej oczu, wpatrywała się w niego intensywnie, odrobinę zaskoczona swoimi rumieńcami jak i ich przyspieszonymi oddechami, które usłyszała dopiero między jednym uderzeniem serca a drugim. Zakryła palcami jego policzek i wstrzymała oddech czując wędrówkę jego dłoni. To jednak nie ona, a spojrzenie jego oczu wznieciło w jej ciele ogień. Podobny do tego, który w niej wybuchł tamtego dnia w ogrodach tejże rezydencji - z tą równicą, że teraz ten gorąc oplatał ją ze zdwojoną siłą.
Otwierała się na jego słowa, pozwalając im wpaść bezpośrednio do serca w najczystszej postaci. Zapamiętywała usta, które je wypowiadały i spojrzenie, które temu towarzyszyło. Wyraz jej twarzy rozjaśnił się, bowiem wierzyła mu i czuła się bardzo kochana. Jej palce ułożone na jego policzku drgnęły, gdy wyczuła wnętrzem dłoni magiczne muśnięcie, a po chwili nierówności blizn, które odsłaniał. Jej dolna warga zadrżała ze wzruszenia, a oczy zalśniły, bowiem tak rzadko sam z siebie zdejmował przed nią metamorfomagiczną powłokę. To był bodajże drugi raz i niejako było dodatkową deklaracją. Musi mu pokazać, że docenia to, co robi. Musnęła kciukiem nierówność oszpeconej skóry, badając jej kontury i wypukłości. Pragnęła dotknąć każdy kawałek tej blizny. Znaleźć jej początek i koniec, wszystkie jej granice, każde zmarszczenie i krzywiznę, zapoznać się z calami jej długości i szerokości, by nauczyć się jej na pamięć. Ciepła dłoń na jej talii rozniosła wzdłuż jej kręgosłupa elektryzujący dreszcz, sprawiający, iż w imię uczciwości i z niej spadły wszystkie metamorfomagiczne udoskonalenia. Nie było ich wiele, a jednak chciała tym małym gestem też coś powiedzieć. Nie miała tak jasnych i długich włosów, nie była tak wysoka, a i jej ciało nie było nienaruszone, a naznaczone dwoma bliznami, jakże nikłymi w porównaniu z tymi noszonymi przez Rileya.
Nie zastanawiała się długo. Nie przerywając pocałunku uniosła się na kolanach i usiadła okrakiem na jego udach, co było niejako odpowiedzią na nieme zapytanie. Palce jej zachłannie zapoznawały się z fakturą skóry na jego karku, wsuwając się niekontrolowanie za krawędź jego kołnierzyka, by stwierdzić, że i tam blizna ma swój dalszy kształt. Z zaczerwienionymi policzkami przylgnęła ciaśniej do jego warg, by z jeszcze większą namiętnością pogłębić pocałunek. Serce dudniło głośniej niż szept jej myśli, owijających się nieustannie wokół Rileya. Czując na twarzy nierówności jego lewego policzka, zsunęła wargi na bok i w końcu zrobiła to, o czym pomyślała już jakiś czas temu. Z najwyższą delikatnością scałowała bliznę zaczynającą się w kąciku jego ust. Po chwili pomknęła dalej na bok, do kości policzkowej, do płatka ucha i niżej, do żuchwy. Ogrzewała swoim oddechem wszystkie napotkane krzywizny, by po paru chwilach wyszeptać przy jego twarzy drżące "kocham cię" i powtórzyć je bezgłośnie, gdy rozpalonym wzrokiem odnalazła jego spojrzenie. Zakryła dłonią pierwsze guziki jego koszuli i spoglądała pytająco w toń jego tęczówek, bowiem pragnęła zobaczyć każdy cal rozległej blizny. Każdy cal jego skóry.

______________________

Love me!

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Riley Fairwyn

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 185cm
C. szczególne : cała górna lewa strona mojego ciała jest poparzona - ukrywam to za pomocą metamorfomagii; liczne blizny na dłoniach; blizna po dziobie bystroducha przebiegająca przez całą szerokość pleców
Galeony : 3429
Dodatkowo : metamorfomagia, prefekt naczelny
  Liczba postów : 1626
https://www.czarodzieje.org/t15093-riley-t-fairwyn
https://www.czarodzieje.org/t15104-poczuj-smoczy-plomien
https://www.czarodzieje.org/t15161-maverick
https://www.czarodzieje.org/t15098-riley-fairwyn
Pokój Rileya QzgSDG8




Moderator




Pokój Rileya Empty


PisanieTemat: Re: Pokój Rileya   Pokój Rileya EmptyWto Sty 21 2020, 21:55

Kimże byłem, aby odmawiać jej tej wiedzy? Nie odebrałbym jej nawet najdrobniejszej iskry mogącej ją ogrzać, chociażbym sam miał spłonąć trzymając przy jej ciele rozgrzaną pochodnię. Spłonąć po raz kolejny, tym razem z pełną świadomością skutków igrania z własnym przeznaczeniem. Te wszystkie niepewne gesty, które wobec niej wystosowałem szczęśliwie nie zostały odepchnięte. Odetchnąłem w duchu z tak wielką ulgą, że z takiego bliska towarzyszący temu cichy świst mojego oddechu był dla niej (z pewnością) doskonale słyszalny. Zebrałem w sobie całą swoją odwagę, bowiem czułem się znowu jak nastoletni podlotek, który po raz pierwszy trzymał w ramionach dziewczynę. I jakkolwiek zastanawiające by to nie było, zważywszy na moją niechęć do cudzego dotyku, wiedziałem co robi się w takich sytuacjach. Zepchnąłem więc resztki małpiego rozumu na bok, wracając na analityczną ścieżkę podyktowaną rozgorączkowanym pragnieniem, aby być jeszcze bliżej niej, jeszcze bardziej. Każdy jej pocałunek na mojej twarzy znaczył dla mnie tak wiele, że nie byłbym w stanie wyrazić tego słowami. Miałem za to gesty, którymi zamierzałem wszystko jej pokazać i niezaprzeczalnie udowodnić, że nie ma drugiej takiej kobiety na świecie jak ona. Nawet bez tych wszystkich dodatków, które i ona nagle sprzątnęła sprzed mojej twarzy. Bez drobnego wyrównania kolorytu twarzy czy nieznaczącej korekty włosów, której zakochany chłopak nie byłby w stanie zauważyć nawet wtedy, gdyby dziewczyna powiedziała mu, że właśnie wraca od fryzjera. Poczucie bliskości, nie tylko fizycznej wypełniło mnie aż po czubki palców. Nadmuchała mnie uczuciem w taki sposób, w jaki wypełnia się baloniki helem. Niemalże unosiłem się od tego wszystkiego w powietrzu. Jej deklaracja zawisła pomiędzy nami, gdy z trudem powstrzymywałem się od zmrużenia oczu z towarzyszącemu temu poczucia bezpieczeństwa. Chciałem zapamiętać tę chwilę i jak najdokładniej ułożyć ją sobie na dnie mojego serca. Śmiało dotknąłem palcami jej karku, odpowiadając w ten sposób na jej gesty.
- Najpiękniejsza. - Szepnąłem, gdy wyczułem pod palcami znajome znamię. Następnie ująłem jej ucho pomiędzy palce, podtrzymując jej brodę kciukiem, aby na moment powstrzymać ją od dalszej eksploracji mojej krzywdy. Ucałowałem jej usta, a następnie skroń.
- Najmądrzejsza. - Dodałem i niejako już samo to słowo było odpowiedzią na jej nieme pytanie, skierowane w moją stronę, gdy jej palce musnęły guziki koszuli. Cofnąwszy się o kilka centymetrów, kiwnąłem głową pozwalając, aby zrobiła to sama. Miałem nadzieję, że nie poczuje się zawiedziona, iż najgorsze już widziała. Skóra na twarzy była najdelikatniejsza, a chociaż moje ciało nie zdołało uniknąć płomieni, to z pewnością zagoiło się lepiej. Bardziej martwiła mnie cieniutka szrama biegnąca przez całą długość moich pleców, którą jednocześnie miała odsłonić. Nie było już poszarpanych, nierównych krawędzi paraliżujących mnie z każdym krokiem, ale pozostała zdradliwa, nowa wypukłość, o jakiej nigdy jej przecież nie opowiadałem. Kiedy rozpięła, bądź zdjęła moją koszulę, nie pozostałem jej dłużny. Podciągnąłem krawędź jej bluzki ku górze, odsłaniając jej bieliznę. Bardzo powoli i ostrożnie, aby nie zrobić nic wbrew jej woli, pomogłem wyplątać jej się z okowów ubrania, a potem… potem pozwoliłem jej badać skalę smoczych zniszczeń, samemu podziwiając nie tylko jej walory, ale również szramę, której tak się wstydziła. Dotknąłem jej bardzo delikatnie najpierw samymi palcami, a chwilę później odważniej nachylając twarz ku jej ramieniu. Na jej wzór chciałem scałować z niej jej cierpienie.

______________________


It takes a lot to give, to ask for help, to be yourself, to know and love what you live with.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Pokój Rileya QzgSDG8








Pokój Rileya Empty


PisanieTemat: Re: Pokój Rileya   Pokój Rileya Empty

Powrót do góry Go down
 

Pokój Rileya

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Pokój Rileya JHTDsR7 :: 
Dolina Godryka
 :: 
Domy i mieszkania
 :: 
Dom Fairwynow
-