Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyRejestracjaZaloguj

Share
 

 Dom Ezry

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość


Ezra T. Clarke

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 23
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 182 cm
C. szczególne : blada skóra, wychudzona sylwetka, zawadiacki uśmiech, zapach Merlinowych Strzał i mięty
Galeony : 1136
  Liczba postów : 2283
https://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
https://www.czarodzieje.org/t13335-relki-ezry
https://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
https://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke
Dom Ezry QzgSDG8




Gracz




Dom Ezry Empty


PisanieTemat: Dom Ezry   Dom Ezry Empty06/09/18, 07:57 pm


   
Dom Ezry Clarke'a

   
Dom zabezpieczony został zaklęciem Tueri abi, zatem jedynie ludzie zaproszeni przez Ezrę mogę przekroczyć furtkę.

   Dom Ezry A8fb6388af183731756fa7e4d5e28255
Za furtką pokrytą drobnolistną roślinnością w pierwszym momencie można poczuć się nieco klaustrofobicznie - wąska ścieżka obsadzona jest po obu stronach różnorodnymi kwiatami i krzewami, spomiędzy których bardzo często znienacka potrafi wyskoczyć szczekliwa Chione czy płocha Frytka. Budynek sam w sobie nie jest zbyt okazały (w Dolinie uświadczyć można wiele piękniejszych) Ezrze wystarczyła jednak tylko chwila, aby się w nim zakochać i wierzy, że to samo spotka wszystkich jego gości...


Ogród:
 
Salon:
 
Kuchnia:
 
Łazienka:
 
Biblioteka:
 
Sypialnia Ezry:
 
Pokój gościnny:
 

______________________


When you're falling in a forest and there's nobody around do you ever really crash, or even make a sound?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Ezra T. Clarke

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 23
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 182 cm
C. szczególne : blada skóra, wychudzona sylwetka, zawadiacki uśmiech, zapach Merlinowych Strzał i mięty
Galeony : 1136
  Liczba postów : 2283
https://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
https://www.czarodzieje.org/t13335-relki-ezry
https://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
https://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke
Dom Ezry QzgSDG8




Gracz




Dom Ezry Empty


PisanieTemat: Re: Dom Ezry   Dom Ezry Empty21/01/19, 11:57 pm

Ostatnio coraz częściej zdarzało mu się pomieszkiwać w Dolinie Godryka. Powody ku temu były przeróżne - nie należała do nich bynajmniej próba ucieczki od Ślizgońskiej współlokatorki, choć niewątpliwie Ezra na nowo uczył się koegzystować z kobietą pod jednym dachem - ale przede wszystkim Clarke brał pod uwagę dobro swoich podopiecznych. Oczywistym było, że duża przestrzeń dobrze działała na zwierzęta; w Dolinie Godryka Frytka nie płoszyła się każdym niespodziewanym dźwiękiem, a Chione miała do spenetrowania tyle miejsc, że nie w głowie były jej polowania na skarpetki swojego właściciela. Był też Pan - to jemu Ezra poświęcał najwięcej czasu, wiedząc, że młodego skrzata domowego zawczasu trzeba było przyuczać obowiązków. Oprócz tego zostawiał mu dużo miejsca na samorozwój - Ezra był jedną osobą i dogodzenie mu nie było, mimo wszystko, zajęciem na pełny etat. Stąd biblioteka zapełniała się powoli księgami o różnych treściach, a pianino nigdy nie bywało zamknięte, podobnie jak kufry Ezry wypełnione magicznymi przedmiotami, z których zazwyczaj nie było komu korzystać.
W tym wszystkim najistotniejszy był jednak sam Krukon - dom w Dolinie Godryka traktował jak swoiste sacrum i samo przebywanie w nim dodawało mu jakiejś czystej, życiowej siły. Tu nie zmagał się z żadnym oceniającym spojrzeniem, tu nie zamierzał zapraszać żadnych zmartwień - a nawet gdyby któreś się zaplątały, dom wciąż oferował wiele prac, którymi można było zająć umysł. Zadziwiającą przyjemność sprawiało mu odśnieżanie własnego chodnika, własnoręczne ścieranie kurzy - nawet gdy Pan stanowczo protestował - i także jeden z najbardziej znienawidzonych obowiązków, a więc spacery z Chione w potworne, zimne poranki, gdy świat wydawał się jeszcze połowicznie tkwić w bezkresnej czarnej otchłani, na nowo potrafił sprawiać mu radość.
Obecność w Dolinie Godryka miała charakter niemal terapeutyczny i głównie dzięki temu Clarke potrafił wychodzić każdego dnia do ludzi z uśmiechem na ustach i sercem na dłoni.
- Jak jeszcze raz mnie pociągniesz, to nie będzie dzisiaj śnieżek w parku - zagroził Ezra podekscytowanej suczce, której krótki ogonek chodził co najmniej z prędkością światła, a nosek nieustannie węszył w poszukiwaniu nowych zapachów. I która co kilka kroków zawodziła, jakby próbując pospieszyć swojego właściciela - jeszcze ktoś mógłby pomyśleć, że jakaś krzywda jej się działa na tej smyczy!
Fakt faktem, Chione nie była łatwym psem do wyprowadzania. Leonardo zdecydowanie za bardzo przyzwyczaił małą psinę do biegów, gonitw, do prawdziwie ekstremalnych przełajów, a przecież trudno było znaleźć dalszy Ezrze sposób na spacery. Szczególnie zimą. Szczególnie na oblodzonych chodnikach. Tego dnia suczka wydawała się jednak wyjątkowo pobudzona - na nic zdawały się upomnienia Ezry, postoje na uspokajające komendy ani smaczki na przekupstwo. Chione miała w sobie zbyt dużo energii i nie było zmiłuj.
Mocniej naciągnął na uszy czapkę, wzdychając ciężko i swoje kroki kierując w stronę pobliskiego parku. Smycz puścił luźno, pozwalając Chione dreptać na dalsze odległości - w końcu tę trasę przechodzili już wielokrotnie. Nie spodziewał się jednak mocniejszego, upartego pociągnięcia, które w jednym momencie wyrwało mu z uścisku smycz; gdyby nie intensywny kolor taśmy biała kulka sierści bez problemu zatonęłaby w otoczeniu.
- Chione! Chione, wracaj! - Ezra mógł sobie jednak krzyczeć i kląć pod nosem do woli; trzeba było biec. Zupełnie nie przyszło mu do głowy, że drobne łapki suczki przebierały z jakimś nieokreślonym celem - naprawdę miał w poważaniu, jeśli z dziupli postanowiło wychylić się jakieś smakowicie pachnące stworzonko, Chione była przecież nauczona radzenia sobie z rozpraszaczami. Teraz jednak była głucha na wszystko i jedyne o czym myślał Ezra było to, by nie zgubić z oczu swojej niesfornej pociechy...

@Leonardo O. Vin-Eurico

______________________


When you're falling in a forest and there's nobody around do you ever really crash, or even make a sound?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Leonardo O. Vin-Eurico

Nauczyciel
Wiek : 24
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 217
C. szczególne : Blizny na udzie i łopatce; umięśniony
Galeony : 1818
Dodatkowo : animag (grizzly)
  Liczba postów : 1738
http://czarodzieje.forumpolish.com/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://czarodzieje.forumpolish.com/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://czarodzieje.forumpolish.com/t13807-love-letters#365644
http://czarodzieje.forumpolish.com/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640
Dom Ezry QzgSDG8




Moderator




Dom Ezry Empty


PisanieTemat: Re: Dom Ezry   Dom Ezry Empty22/01/19, 12:33 am

Nie było wielu rzeczy, których Leonardo się bał. Wychowywany w przyjemnej atmosferze odkrywców, zachęcającej do zwiedzania każdego zakamarka ciekawego świata, uparcie pokonywał wszelkie swoje lęki. Doskonale pamiętał zaskoczenie wobec wszystkich znajomych, którzy uparcie odmawiali próbowania nowych rzeczy - on mógł wspinać się po drzewach, nurkować w niestrzeżonych zbiornikach i przeczesywać tajemnicze krzaki. Być może każdy miał swój własny przydział strachu, bowiem i Gryfona musiały dopaść jakieś drobne problemy. Kto spodziewałby się po odważnym ćwierćolbrzymie lęku przed skrzatami domowymi, albo komarami?
Nie miał nic do skrzatów i dawne waśnie zdołał zażegnać, chociaż wstyd wiernie mu towarzyszył. Z komarami dalej był problem, chociaż dziecięca bojaźń prędko przemieniła się w zwyczajny niesmak, niepokój - w dodatku, zdaniem Leonardo, podyktowany zdrowym rozsądkiem. W końcu tak wiele mówiło się o tych paskudnych krwiopijcach roznoszących choroby, o alergiach na ich ugryzienia... A to wszystko nijak miało się do nieznośnego bzyczenia, które potrafiło zepsuć nawet najbardziej sielankową noc ciepłego Meksyku. I to właśnie ten dźwięk sprawiał, że chłopak błyskawicznie się podrywał na nogi, zapominał o odpoczynku. Żeby nie utonąć w paranoi, dyktowanej przez jednego zbłąkanego owada, należało jak najprędzej czymś się zająć.
Gdyby Leo miał w jakiś sposób powiedzieć, czym jest stres, jedynym trafnym określeniem byłoby el mosquito. Brak stabilności i spokoju w życiu, niepewność przyczajona z tyłu głowy - to wszystko było jak walka z paskudnym insektem, chowającym się pod osłoną ciemnej nocy i drażniącym ofiarę jedynie nieznośnym bzyczeniem.
W porządku, być może Leonardo nigdy nie poradził sobie w pełni z komarami.
Tak samo nie radził sobie ze stresem...
I kiedy nadszedł w końcu moment, w którym mógł wcześniej położyć się do łóżka, tak nad nim pojawił się komar. Perfidne bzyczenie rozbijało się po głowie Vin-Eurico, ale nawet najciaśniej zwinięty Prorok Codzienny nie zdołałby odgonić tego owada; w końcu zima stanowiła niezwykle skuteczne alibi. Leonardo musiał pogodzić się z prostą myślą, że nie zjada go żaden skrzydlaty krwiopijca, a jedynie sam stres - przeciwnik znacznie gorszy. Żadne zajęcie nie zdołałoby odciągnąć myśli, dopóki nie miało się przewagi liczebnej. To dlatego Leo tak zupełnie znienacka pojawił się w Dolinie Godryka, w formie niespodzianki odwiedzając znajomego z własnego rocznika. To nie był dobry czas na nękanie bliższych znajomych, bo ci przecież znajdowali się głównie z Hogwarcie, a tam Meksykanin miał lekko związane rączki.
Co, swoją drogą, było bardzo stresujące.
Nie chciał myśleć o tym, jak nieustannie zamartwiał się relacjami ze znajomymi. Nie chciał myśleć o tym, jak dużo wysiłku wymagała praca asystenta nauczyciela Opieki Nad Magicznymi Stworzeniami. Nie chciał myśleć o tym, że został wyśmiany na castingu za zbyt zaniedbane ciało. Nie chciał myśleć o tym, że każdą wolną chwilę spędzał właśnie na treningach - o ile jeszcze miał siłę choćby przebrać się w sportowe ubrania. Nie chciał myśleć o niczym, a znajomy zapewnił mu to głośną muzyką, śmiechem i anegdotkami z zupełnie innego, pozbawionego komarów świata.
Poranek miał być jeszcze przyjemniejszy. Po spędzeniu nocy na malutkiej kanapie znajomego, Leonardo bardzo potrzebował czegoś mocniejszego; nie odmówił zatem porządnej dawki kawy Indian Wayuu, dom opuszczając pod stanowczo zbyt mocnym wpływem narkotyku. Nie dociekał nawet skąd takie zasoby, zwyczajnie rozkoszując się rozpierającą go energią i pewnością siebie; drobne otumanienie umknęło jego uwadze.
Szczekanie nie.
Nie można powiedzieć, że Vin-Eurico przykucnął. Całkiem zgrabnie po prostu się przewrócił, lądując na oblodzonym chodniku czarodziejskiego parku (do którego nie miał pojęcia jak się dostał). Nie było to wywołane strachem, a prędzej ekscytacją; w końcu Leo raptem kilka sekund później już napastował z ogromną czułością białą kulkę znajomej, pozytywnej energii. Krzyki do niego nie dotarły, toteż w całej tej zabawie z Chione zapomniał o tym, że miała smycz, a na jej drugim końcu powinien znajdować się właściciel. Nie było to zbyt istotne, skoro i tak już rzucał się po tym chodniku jak małe dziecko, bawiąc się z psiną jak gdyby to spotkanie należało do zupełnie normalnych.

______________________

I told you you could always count on me, darling.

From that day on I made a vow - I'll be there when you want me,
Someway, somehow.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Ezra T. Clarke

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 23
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 182 cm
C. szczególne : blada skóra, wychudzona sylwetka, zawadiacki uśmiech, zapach Merlinowych Strzał i mięty
Galeony : 1136
  Liczba postów : 2283
https://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
https://www.czarodzieje.org/t13335-relki-ezry
https://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
https://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke
Dom Ezry QzgSDG8




Gracz




Dom Ezry Empty


PisanieTemat: Re: Dom Ezry   Dom Ezry Empty22/01/19, 03:48 pm

Wymuszanie emocji na osobie ze społeczną łatką człowieka niezdolnego do uczuć, kalkulującego każdy postępek, było zagraniem wyjątkowo bezwzględnym. Ezra należał do ludzi stawiających na analityczne postępowanie - najpierw myślał, dopiero potem pozwalał sobie czuć. Dzięki temu udawało mu się wychodzić cało z niejednej opresji, dzięki temu potrafił reagować z refleksem podchodzącej do ataku mantykory. Przez to też łatwo wchodził w konflikt z osobami, które nie pojmowały, w jaki sposób umysł i świadomość mogły być ważniejsze od serca, podczas gdy Ezra współczuł ich klapkom na oczach, które nie dopuszczały możliwości zaklasyfikowania emocji jako przeszkody.
Gdy zatem Chione mu się wyrwała, myśli Ezry zostały zdominowane pytaniem "co jeśli". Co jeśli wpadnie na jakieś niebezpieczne stworzenie magiczne? Co jeśli nie będzie potrafiła znaleźć drogi powrotnej? Co jeśli zrobi sobie jakąś krzywdę? Zmartwienia nie pozostawiały przy tym miejsca na prawdziwe pytanie brzmiące "jak temu zapobiec?".
Cztery krótkie łapki zapewniały suczce zdecydowanie lepszą przyczepność i stabilność niż Ezrowe nogi, toteż ten wyścig odgórnie skazany był na porażkę. A Clarke nie był przyzwyczajony do przegrywania. Nie był przyzwyczajony do tak ogromnego poczucia bezradności, które zaczynało przeźroczą taflą obejmować zielone oczy.
Każdy krok promieniował wysiłkiem niemal porównywalnym do tego, którego musiał podjąć się Syzyf, w ramach kary wtaczając po stromym zboczu ciężki głaz. Ezrowym głazem był palący ból w płucach wypełnionych zlodowaciałym powietrzem, strach zaplatający jego wnętrzności silnym węzłem gordyjskim, ból iście metafizyczny, bo będący źródłem wszelkich czarnych scenariuszy, które w tym krótkim czasie zdążyły przytłumić jakiekolwiek racjonalne rozwiązania. Był to jeden z tych momentów, gdy umysł całkowicie się wyłączał - bez różdżki w dłoni Clarke nie potrafił zapobiec sytuacji, na którą, jako opiekun, powinien być przygotowany. Moment gwałtownego zakrętu w boczną alejkę był prawie jak przypieczętowanie; głaz zawisł na krawędzi, potrzebując już tylko jednego, małego impulsu by swoim ciężarem przygnieść serce Krukona.
A potem stoczył się gwałtownie, miażdżąc wszystko to, co znalazło się na jego drodze.
Nie do opisania była dla niego ulga, którą poczuł na widok Chione wesoło obskakującej dobrze znaną mu postać. Dobrze znaną im postać. Niedowierzający, cichy śmiech wyrwał mu się, kiedy Leonardo tak beztrosko obdarzał Chione czułością, nie przejmując się brudem chodnika ani zimnem od niego bijącym; początkowo Ezra nawet nie przyjął tego jako czegoś dziwnego. O wiele bardziej skupiony był na tym, jak w jednym momencie zmiękły jego kolana, przechodząc w niewidoczne drżenie - pomimo wcześniejszego biegu, umiejętność chodzenia wydała się Ezrze wyjątkowo trudna. Podobnie supeł, jaki splotły nerwy w jego podbrzuszu, nie chciał odpuścić, rozumiejąc pobrzmiewające dalej z tyłu głowy "a gdyby".
- Chciałbym wiedzieć, czy powinienem ci podziękować, czy może oskarżyć o próbę kradzieży psa - wysilił się na żartobliwy ton, który jednak najbardziej płasko zabrzmiał właśnie w tej humorystycznej linii. I choć po tak wielkiej, jednorazowej dawce stresu przyszła kolej na złość, Ezra nie potrafił się nie rozczulić na widok radości Chione; tęsknota determinowała do wielu głupich czynów, a nie wątpił, że suczka była zdolna do takich emocji, nawet jeśli nie tkwiących tak bezpośrednio w zwierzęcej świadomości. Długi czas Leonardo był jej drugim właścicielem i być może dlatego z taką dumą co jakiś czas pozerkiwała na Ezrę, jakby chciała mu powiedzieć  "patrz, kogo znalazłam".
Zbliżył się do tej dwójki z pobłażliwym uśmiechem, a wszystkie okoliczności dopiero teraz zaczynały do niego powoli docierać. Klasyczne pytanie, skąd Leonardo wziął się w Dolinie Godryka pozostawił na później, bo na pierwszy plan wychodziło to dziwne zachowanie Vin-Eurico. Ezrze nie przyszło jednak do głowy, by podejrzewać Gryfona o jakiekolwiek środki odurzające - już nie mówiąc  o tym, że był wczesny ranek, to żaden specyficzny zapach nie drażnił wyczulonego Clarke'a.  Kiedy jednak odezwał się do chłopaka, jego głos, choć podszyty pobłażliwością, rozbrzmiał obrzydliwie rodzicielską nutką.
- Co to, niedźwiedzie sadełko chroni cię teraz w każdej postaci, czy aż tak stęskniłeś się za byciem chorym? - Położył rękę na ramieniu Vin-Eurico, jakby próbując skupić na tym geście jego uwagę, a tym samym opanować przynajmniej trochę emocje. Rozentuzjazmowany ćwierćolbrzym był właśnie tym, czego brakowało mu do niesfornego psa... Westchnął, kręcąc głową i uważnym spojrzeniem przebiegając po twarzy Leonardo. - Wszystko z tobą dobrze?

______________________


When you're falling in a forest and there's nobody around do you ever really crash, or even make a sound?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Leonardo O. Vin-Eurico

Nauczyciel
Wiek : 24
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 217
C. szczególne : Blizny na udzie i łopatce; umięśniony
Galeony : 1818
Dodatkowo : animag (grizzly)
  Liczba postów : 1738
http://czarodzieje.forumpolish.com/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://czarodzieje.forumpolish.com/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://czarodzieje.forumpolish.com/t13807-love-letters#365644
http://czarodzieje.forumpolish.com/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640
Dom Ezry QzgSDG8




Moderator




Dom Ezry Empty


PisanieTemat: Re: Dom Ezry   Dom Ezry Empty22/01/19, 04:31 pm

Miłość w stosunku do zwierząt nie była niczym nadzwyczajnym - w końcu każdy chętnie zawsze wtrąca, że uwielbia zwierzęta. Nikt nie podważa czegoś tak oczywistego, jedynie w specyficznych przypadkach dochodząc do wniosku, że są różne rodzaje takiej miłości. Jednym podobało się okazjonalne pogłaskanie kota kolegi z dormitorium, inni ograniczali się do opieki nad swoją małą sówką, innych korciło założenie małego zoo. Leonardo nie posiadał szalenie wielkiej ilości zwierząt, chociaż właśnie o to wszyscy zawsze go posądzali. Bądź co bądź, nie miał problemów finansowych, a do stworzeń magicznych i mugolskich miał rękę od małego. Zresztą, bardziej światowi fani dziedziny ONMS mogli nawet rozpoznać nazwisko Eurico - miłość do zwierząt przekazana została chłopakowi w genach.
Leonardo, poza sówką Afrodytą, miał kotkę. Nie miał aktualnie własnego domu i mnóstwo czasu poświęcał pracom, zatem nie poszukiwał większego towarzystwa zwierzęcego. Nieve szybko rosła, chociaż nie należała wcale do jakichś ogromnych bestii; nie była kugucharem, a jedynie bardzo wdzięcznym, energicznym dachowcem. Dotrzymywała towarzystwa swojemu właścicielowi kiedy tylko mogła, wcale nie obawiając się wychodzenia do wielkiego świata zewnętrznego; fakt faktem, sama z siebie niechętnie szlajała się nawet po hogwarckich krużgankach (ale na ramionach Leo mogła paradować przez Hogsmeade). Była mądrym stworzeniem, skorym do zabaw i jednocześnie znającym granice. W tym wszystkim jednak zachowywała drobny dystans, nie pozwalając sobie na bezsensowne tarzanie w śniegu. W końcu znacznie więcej sensu miało ganianie targanego Wingardium leviosa piórka, prawda?
Beztroska, która ogarnęła asystenta, była wręcz rajska. Chłopak nie widział świata poza radosną Chione, poza ich zabawami i wirującymi w śniegu chłodnymi drobinkami. Nie docierał do niego mróz, nie miały znaczenia też niezgrabnie nabite siniaki. Nawet Ezra w tym wszystkim jakoś zginął, bo narkotyk krążący w organizmie Leonardo skutecznie pozbawił go podziału uwagi.
- Huh? - Zerknął na ramię, na którym mimo wszystko poczuł dotyk; przesunął po nim spojrzeniem pozbawionym zrozumienia, bo dopóki nie ogarnął całej sylwetki Krukona, to nie pojmował go jako żywej istoty. W końcu jednak parsknął śmiechem, ponownie, chwytając tę rękę swojego rozmówcy i ściskając ją lekko. Teraz cała uwaga została odebrana nieszczęsnej psince. - Ezra! Chorym? Nie będę chory, co to w ogóle za pomysł? I chyba już sobie omówiliśmy kwestię "sadełka", prawda? Mam ci znowu zaprezentować o jakie głupoty mnie oskarżasz? Mogę cię zapewnić, że wbrew zdaniu niektórych, jestem w świetnej formie. To ty wyglądasz, jakbyś miał się przewrócić po małej przebieżce! No chyba, że podjąłeś się joggingu? Nie wyglądasz. Trochę nie ten strój. - Trajkotanie nie cichło ani na sekundę, a Leo nie martwił się wychładzanym gardłem. Mówił bardziej niewyraźnie niż normalnie, a w dodatku okazjonalnie chyba przypadkowe słowa przekręcał na hiszpański - to nie było istotne, a przynajmniej nie dla niego. Przerwał mu ostatecznie śmiech, swój własny.
Przyciągnął Ezrę do siebie, stanowczo i bez żadnego wyczucia - chciał, żeby Clarke usiadł obok na ziemi, a nie stał jak ten kołek. Chciał też dalej trzymać go za rękę, po której wierzchu bezwiednie wodził kciukiem. Przyjemna, delikatna. Trochę odciągała myśli, które śmigały po głowie w zastraszającym tempie.

______________________

I told you you could always count on me, darling.

From that day on I made a vow - I'll be there when you want me,
Someway, somehow.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Ezra T. Clarke

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 23
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 182 cm
C. szczególne : blada skóra, wychudzona sylwetka, zawadiacki uśmiech, zapach Merlinowych Strzał i mięty
Galeony : 1136
  Liczba postów : 2283
https://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
https://www.czarodzieje.org/t13335-relki-ezry
https://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
https://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke
Dom Ezry QzgSDG8




Gracz




Dom Ezry Empty


PisanieTemat: Re: Dom Ezry   Dom Ezry Empty23/01/19, 08:37 am

Każdy radził sobie tak, jak potrafił - w szkole, pracy, życiu towarzyskim. Twierdzenie to bardzo często dotykało również kwestii samotności. Byli przecież ludzie tacy, jak Leonardo, ekstremalni ekstrawertycy, wielcy w każdym towarzyskim światku, będący uosobieniem otwartych ksiąg, opasłych i ciekawych, ale łatwych do poznania. Oczywistym było zatem, że Vin-Eurico wybierał towarzystwo ludzkie ponad zwierzęce, na które zresztą zwyczajnie mógł nie mieć już czasu. Tacy ludzie nie należeli jednak do większości. Zupełnie odwrotnie było z Ezrą, który wymagał od otaczających go znajomych niemożliwego; chciał być kochany, bez zakochania, chciał mieć przyjaciół, nie angażując się w pełni. Dlatego wiele ludzi po prostu rezygnowało - a jeśli z uporem osiołka podejmowali próby przebicia się przez żelazną ścianę, to sam Ezra po pewnym czasie rezygnował z nich, bez większych skrupułów, bez sentymentów zastępując ich zwierzętami i kolejnymi przejściowymi znajomościami. Stąd właśnie najwięcej jego miłości przelewanej było na czworonożnych towarzyszy. I niemal z precyzją proporcjonalności, wzrastająca liczba magicznych stworzeń chowających się pod Ezrowym dachem oznaczała malejące rezerwy owej miłości dla wszystkich pozostałych, których ścieżki przecięły jego własną.
A może po prostu Ezra w jakiś sposób musiał się usprawiedliwiać, gdy raz po raz odrzucał obiecujące znajomości.
Spojrzenie Leonardo było jakieś błędne - Ezra dotąd był przekonany, że sylwetka, twarz, głos, dotyk osoby, z którą niejednokrotnie znajdowano się w intymnej sytuacji, mimo wszystko lepiej zapadała w pamięć. Leo patrzył na niego, a jednocześnie jakby przez niego, zawieszając jedną chwilę pomiędzy sekundami. Świat nie mógł jednak pozwolić na podobne kradzieże, choćby był to nawet czas trzech uderzeń serca; gwałtowne przyspieszenie rzeczywistości wrzuciło Clarke'a już w moment, gdy jego dłoń znajdowała się w ścisłym uścisku Vin-Eurico, a on sam zasypywany był przedziwnym trajkotaniem. Co więcej, ciepłym trajkotaniem, które nie pozostawiało miejsca na nic poza śmiechem. Było to tak inne od przeszłych miesięcy, że Ezra zwyczajnie stracił język w buzi. Udało mu się wtrącić jedynie prychnięcie na temat "małej" przebieżki i to byłoby na tyle z błyskotliwej rozmowy.
Ale wina leżała po stronie Leonardo. Musiał tak rozczulająco paplać, podrygiwać jak nadpobudliwe dziecko, a potem jeszcze chwytać, ściskać i pociągać biednego Krukona, który w efekcie bez wdzięku praktycznie wylądował na Leosiowych kolanach, zganiając tym samym Chione przestraszoną gwałtownym ruchem?
- Jak zawsze delikatny - mruknął, próbując się trochę pozbierać i ostatecznie rzeczywiście opadając na ziemię tuż przy Leonardo (a jego ciało przeszyte zostało zimnem rozchodzącym się od pośladków. A może dreszczem koncentrującym się na skórze dłoni? Któż wiedział, któż wiedział?) Wolną ręką przywołał Chione; w momencie, gdy wplótł palce w jej białe kręciołki, mógł szczerze powiedzieć, że wreszcie był spokojny. Wziął smycz, ale nie zakręcił jej wokół własnej dłoni, tylko tej Leonardo - chłopak sam się na to skazał.
Ezra za to wspiął się na kolana, by swoją wysokość chociaż częściowo zrównać z chłopakiem i wolną rękę wyciągnął ku jego twarzy. Palcami podwadził podbródek Gryfona, przechwytując jego spojrzenie w poszukiwaniu jakichś oznak otumanienia. W tym momencie z żalem musiał stwierdzić, że nie był znawcą w temacie. Jednego był tylko pewny - na całe szczęście nie musiał radzić sobie z pijanym Leonardo, bo to mogłoby być już ponad jego siły.
- Nie wiem, co brałeś, ale na moje oko jesteś konkretnie naćpany. Więc oczywiście możemy siedzieć jak dwa pajace na chodniku, a jutro trafić do sąsiednich łóżek w Mungu przez odmrożenia, ale... Ale. Możemy też iść do domu, wypić gorącą herbatę. Lub czekoladę. Chcesz się napić czekolady? Ze mną? - dopytał, uśmiechając się przymilnie. To zresztą i tak było pytanie grzecznościowe - Leo był wszak obustronnie uwięziony i odmowa nie wchodziła w grę.
Ezra potrzebował jednak jakiejś dobrej woli również od Gryfona, którego zwyczajnie sam by nie podniósł, nawet za wszystkie skarby świata. Chyba że Leonardo chciał być całą drogę Leviosowany... Ale wtedy nie mógłby zatrzymać sobie ręki Ezry, więc czy w tym wszystkim byłby jakiś sens?

______________________


When you're falling in a forest and there's nobody around do you ever really crash, or even make a sound?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Ezra T. Clarke

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 23
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 182 cm
C. szczególne : blada skóra, wychudzona sylwetka, zawadiacki uśmiech, zapach Merlinowych Strzał i mięty
Galeony : 1136
  Liczba postów : 2283
https://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
https://www.czarodzieje.org/t13335-relki-ezry
https://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
https://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke
Dom Ezry QzgSDG8




Gracz




Dom Ezry Empty


PisanieTemat: Re: Dom Ezry   Dom Ezry Empty27/11/19, 11:42 pm

Wszystko szło absolutnie nie tak, jak powinno.
Kiedy Cassius Swansea pierwszy raz podtykał mu pod nos cudowny specyfik mający odebrać wszystkie smutki i gnębiące poczucie winy, poczuł się tak, jakby ktoś wreszcie podał mu ster do własnego życia. Podekscytowany nową perspektywą zbyt późno spostrzegł się, że pchnięty został na głębokie wody bez jakiegokolwiek przygotowania, za to z zupełnie bezużytecznym słowem "na pewno sobie poradzisz". I Ezra naprawdę starał się w tym wszystkim nie pogubić; zawsze był przecież tym, który sprawował kontrolę i nie godził się na bezrozumne parcie przez życia. A jednak w tym starciu okazał się być zbyt słaby. Piękny prezent zaoferowany przez Cassiusa okazał się być nie trwałym sterem, a butwiejącym kawałkiem drewna, polakierowanym dla niepoznaki.
Było jednak za późno, żeby przyznać się do błędu, a już na pewno, aby się wycofać z obranej ścieżki. Tym bardziej nie wiedział, co też strzeliło mu do głowy, kiedy zaprosił @Éléonore E. Swansea w progi swojego domu. Bardzo dawno nikt w nim nie gościł; Ezra czuł się więc nieswojo, kiedy pomieszczenia wypełniły się ciężkim aromatem parzonej herbaty, a stół zaczął uginać się pod łakociami, które przygotował Pan. Ezra nie miał serca go w tym gasić - skrzat domowy od pewnego czasu snuł się po domu podobnie jak jego właściciel, ewidentnie starając się nie wchodzić Clarke'owi w drogę. Dziś jednak zupełnie odżył, doradzając nawet w doborze odpowiedniego na tę okazję swetra  - grubego, wełnianego, wpadającego w ciepły odcień zieleni, zwracający uwagę raczej na kolor oczu niż ogólną złą kondycję. Na moment jego wzrok padł na wielkie pianino, niegdyś tak zadbane, a teraz pokryte grubą warstwą kurzu. Nie pamiętał, kiedy otwierał je ostatni raz, a i teraz nie miał do tego odwagi - instrument zaklęty tak potężną magią bez trudu w tym momencie by go zdominował, a Ezra nie miał siły poddawać się kolejnej rzeczy w życiu.
Odwrócił więc wzrok i wbił go w okno, po prostu biernie czekając na jakiś ruch zwiastujący nadejście starej przyjaciółki. Bynajmniej jednak nie czuł się na to spotkanie gotowy...

______________________


When you're falling in a forest and there's nobody around do you ever really crash, or even make a sound?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Éléonore E. Swansea

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 23
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 172cm
Galeony : 597
  Liczba postów : 482
https://www.czarodzieje.org/t17446-eleonore-e-swansea
https://www.czarodzieje.org/t17451-znajomkowie-eleonore#489448
https://www.czarodzieje.org/t17452-poczta-panny-eleonore#489449
https://www.czarodzieje.org/t17445-eleonore-e-swansea#489381
Dom Ezry QzgSDG8




Gracz




Dom Ezry Empty


PisanieTemat: Re: Dom Ezry   Dom Ezry Empty29/11/19, 03:17 am

...Stres ją zżerał od środka.
...Od rana nic nie jadła, nie była w stanie przełknąć choćby okruszka chleba. Wmusiła w siebie jedynie wielki kubek melisy, licząc na to, że spłynie na nią jakiś wewnętrzny spokój. Oczywiście nie pomogło. Czuła się jak przed ważnym występem, tylko... gorzej. Nie mogła usiedzieć na miejscu, poruszała się pomiędzy kuchnią, salonem, a jej sypialnią bez większego celu, bezmyślnie. Wyczekiwała umówionej godziny i jednocześnie chciała, by nigdy nie nastąpiła. Bała się, zwyczajnie się bała... Odrzucenia, tego, że nie będzie pomiędzy nimi tej nici porozumienia, którą budowali i pielęgnowali przez te wszystkie lata nauki w Hogwarcie. Bardzo chciała go zobaczyć, popatrzyć w te zielone tęczówki, tak dobrze jej znane. A mimo to, gdzieś wewnątrz, towarzyszył jej niepokój. Nie widzieli się przeszło cztery lata. Ba! Nie korespondowali praktycznie przez cały ten czas. Co poszło nie tak? Sama nie wiedziała... I to było najgorsze. Nie może tak po prostu do niego wpaść, na pogaduszki. Nie może udawać, że wszystko jest w porządku. Poza tym... nie było. Życie się pokomplikowało, zarówno w przypadku Éléonore, jak i Ezry.
...Aczkolwiek o tym miała się przekonać dopiero później. Choć nieco już wiedziała, części się też domyślała.
...Zanim wyszła z domu, doprowadziła się do względnego porządku. Włożyła na siebie ciepły sweter i dżinsy, a włosy splotła w luźny warkocz. Zgarnęła z kuchni kociołkowe pieguski, które upiekła poprzedniego wieczoru. Wahała się, czy nie lepiej byłoby, gdyby kupiła po drodze słodycze w cukierni... Nie była mistrzynią magicznych wypieków, no ale... starała się, naprawdę. Zapakowała ciasteczka w papierowe pudełko, narzuciła na siebie płaszcz i... była gotowa. Prawie. Bardziej chyba nie będzie.
...Znała drogę. Nogi wręcz same zaprowadziły ją pod właściwy adres. Jej oczom ukazały się znajome mury, choć w tym momencie tak obce. Wzięła głęboki wdech i przeszła przez furtkę. Serce biło jej jak oszalałe. Miała wrażenie, że jak zobaczy jego twarz, to się rozpłacze. Ze szczęścia i z powodu ogromnych wyrzutów sumienia. Stanęła przed drzwiami i zamarła z wyciągniętą w ich kierunku ręką. No, dalej, zapukaj! Weź się w garść, Swansea... Zamknęła oczy i... zastukała w czerwone deski trzykrotnie, niezbyt głośno. Po chwili do jej uszu dotarło charakterystyczne szczekanie. Uśmiechnęła się pod nosem.
...Czekała. A z sekundy na sekundę narastało w niej napięcie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Ezra T. Clarke

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 23
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 182 cm
C. szczególne : blada skóra, wychudzona sylwetka, zawadiacki uśmiech, zapach Merlinowych Strzał i mięty
Galeony : 1136
  Liczba postów : 2283
https://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
https://www.czarodzieje.org/t13335-relki-ezry
https://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
https://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke
Dom Ezry QzgSDG8




Gracz




Dom Ezry Empty


PisanieTemat: Re: Dom Ezry   Dom Ezry Empty12/12/19, 12:52 am

Zazwyczaj czas płynął dwa razy wolniej, kiedy się czegoś oczekiwało, Ezra nie mógł się jednak tym razem co do tej wpisanej w cykl przyrodniczy zasady zgodzić; być może ostatnio zbyt mocno nawykł do bezrefleksyjnego wpatrywania się w ściany przez pełne godziny, bo wydało mu się, że ledwie opadł na miękką kanapę, a już Chione podrywała go donośnym i uporczywym szczekaniem. Nie miał pojęcia, jak taki głos mieścił się w tak małym ciele - niewątpliwie jednak dzięki temu ich wspólny gość wiedział, że zastał domowników.
A Ezra nie mógł się wycofać.
Zanim podniósł się z kanapy, zdążył co najmniej dwa razy zmienić zdanie odnośnie swojej decyzji - ostatecznie sam nie wiedział, czy żałował, czy też nie. Jakakolwiek by nie była odpowiedź, przyjść miała dopiero po spotkaniu. Jakby z przyzwyczajenia wygładził niewidzialne marszczenia na materiale, co było zupełnie bezcelowe w kontekście faktu, iż miał na sobie sweter. Głęboki wdech poszedł w parze z uspokajającym wydechem. Wszak była to tylko Éléonore, ta sama co przed laty.
Otworzył drzwi.
Zimny powiew z zewnątrz gwałtownie wdarł się do domu, z całą swą intensywnością uderzając w stojącego mu na przeszkodzie Ezrę. Automatycznie się cofnął, zaplatając ręce na piersi w geście typowo... obronnym. Na pierwszy rzut oka dało się zauważyć, że nie był tym samym Ezrą, co dawniej, zapożyczającym swą istotę od wiosennego wiatru, ciepłego i ożywczego zarazem. Nawet nie tym z zeszłego roku, który bez chwili zastanowienia wciągał długo niewidzianą przyjaciółkę do środka, na ustach mając milion historii gotowych do opowiedzenia. Surowa ubogość mimiki tym bardziej karykaturalna się stawała, kiedy nie bylo się świadkiem żadnego z przejściowych etapów. A to i tak był zalewie wycinek prawdy.
Całe szczęście, że Chione ratowała sytuację, obskakując bez żadnych skrupułów nogi Swansea i domagając się uwagi. Simba i Frytka nie byli aż tak śmiali, nie było jednak wątpliwości, że Éléonore nie wyjdzie z tego domu bez przeróżnej gatunkowo sierści na swoich ubraniach.
- Éléonore... Wydaje się jakby czas stanął dla ciebie w miejscu. - Nie skłamał, choć był to tylko gładki komentarz, równie wycofany, co cała jego postawa. Kilka sekund wpatrywał się w jej sylwetkę, w długie złote włosy, w zwracający uwagę garbary nosek - bynajmniej nie odbierający urody - zanim się ocknął i niezręcznym gestem zaprosił ją do środka. - Chodź, wejdź... Wybacz, zaskoczyłaś mnie i nie zdążyłem wymyślić, co powiedzieć... Ale wróciłaś na stałe? - zagaił, spuszczając wzrok bezwiednie i nawet nie zauważając, że darzy podłogę większą ilością uwagi niźli przyjaciółię. Czekał cierpliwie aż zdejmie wierzchnie ubranie, by zaprosić ją do salonu rozpływającego się w milionie zapachów - przynajmniej jeden temat do rozmowy na pewno mieli tam znaleźć...

______________________


When you're falling in a forest and there's nobody around do you ever really crash, or even make a sound?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Éléonore E. Swansea

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 23
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 172cm
Galeony : 597
  Liczba postów : 482
https://www.czarodzieje.org/t17446-eleonore-e-swansea
https://www.czarodzieje.org/t17451-znajomkowie-eleonore#489448
https://www.czarodzieje.org/t17452-poczta-panny-eleonore#489449
https://www.czarodzieje.org/t17445-eleonore-e-swansea#489381
Dom Ezry QzgSDG8




Gracz




Dom Ezry Empty


PisanieTemat: Re: Dom Ezry   Dom Ezry Empty14/12/19, 02:21 am

...Czekała pod drzwiami względnie spokojnie. Starała się opanować nerwowy, przyspieszony oddech. Po cóż były jej te wszystkie ćwiczenia zwalczające tremę, których uczyła się na studiach? W jej obecnym położeniu wydawały się tak zbędne, nieprzydatne. Nie potrafiła opanować się podczas tak prozaicznej sytuacji, jak stanie przed domem swojego przyjaciela. Była sobą zażenowana. Czego się obawiała? Przecież jej nie zje, na Merlina! A jednak w jej głowie kotłowało się tyle myśli, tyle wątpliwości. Czuła się ogromnie winna, a przy tym... wycofana. Tak bardzo chciała go znów zobaczyć, usłyszeć jego głos, dowiedzieć się o wszystkim tym, co przegapiła. I to było dla niej najbardziej przerażające - nie wiedziała, czego może się spodziewać. Nie zdziwiłaby się, gdyby ją odrzucił, potraktował jak zupełnie obcą osobę. Trochę taką się stała; przez własne błędy, ignorancję, brak czasu... Nie miała nawet najmniejszego pojęcia o tym, co przeżył. Domyślała się tylko, że nie jest za różowo. Ale czy była gotowa na... to?
...Szczekanie narastało, a po chwili dało się dosłyszeć stłumiony dźwięk kroków. Éléonore spięła się mimowolnie i wstrzymała oddech na kilka sekund. Czas stanął w miejscu, wszystko znieruchomiało, chyba łącznie z jej sercem. Klamka szczęknęła i oto go ujrzała. Po raz setny, a jakby po raz pierwszy... Miała wrażenie, że wszystkie nagromadzone emocje z wolna odpuszczają, jakby jej organizm nie był w stanie dalej ich w sobie tłamsić. Poczuła, jak zalewa ją fala gorąca i goryczy; miała jednocześnie ochotę się rozpłakać i rzucić mu z radością w ramiona. Nie zrobiła nic z tych rzeczy. Stała tak, jak chwilę temu, przy zamkniętych drzwiach. Nie zwracała uwagi na psiknę skaczącą z radości, że jakiś człowiek przyszedł w odwiedziny. Nie była w stanie wykonać żadnego ruchu. Skamieniała na kilkanaście sekund, jak spetryfikowana. Patrzyła się na niego swoimi niebieskimi oczami, milcząc i trzymając przed sobą pakuneczek pełen ciastek.
- Ezra... - wypowiedziała jego imię niemalże w tym samym momencie, w którym on wypowiedział jej. Zebrała się w sobie i posłała mu ciepły uśmiech, choć odrobinę nieśmiały. Zmienił się przez ostatni rok, ale przecież... nadal był tym samym czarodziejem, prawda? Mocno trzymała się tej myśli. W końcu nachyliła się w stronę Chione i zanurzyła zmarzniętą dłoń w miękkiej sierści, głaszcząc zwierzątko. Trochę ją to... uspokoiło? Kojąca obecność zwierząt mogła okazać się niezwykle pomocna tego dnia, podczas ich spotkania. Rozładowywała napięcie...
...Postąpiła kilka kroków i przeszła przez próg, gdy zaprosił ją do środka. Słuchała tego, co mówił i napawała się dźwiękiem jego głosu. Odmienny ton i przygaszone emocje sprawiały, że czuła narastającą gulę w gardle.
- Tak, wygląda na to, że na stałe. - odpowiedziała mu, jednocześnie ściągając płaszcz i wieszając go na pobliskim wieszaku. W mieszkaniu było tak przyjemnie ciepło... Odwróciła się w jego stronę i spostrzegła, że unika jej wzroku. Wspomniana gula narastała jeszcze bardziej. Przygryzła dolną wargę i popatrzyła na niego dyskretnie, nieco badawczo. Nie wiedziała, co powiedzieć. Chciałaby przekazać mu tak wiele, a nie potrafiła choćby słowa. Z trudem przełknęła ślinę.
- Ezra, cieszę się, że Cię widzę. Naprawdę... - głos załamał jej się pod ciężarem tych słów. Choć był to dość pospolity zwrot na przywitanie się ze znajomym człowiekiem, to w tym przypadku te słowa były nacechowane ogromną wdzięcznością i szczerością.
...Wyciągnęła w jego kierunku swoje zawiniątko. Uśmiechnęła się odrobinę szerzej, pewniej. Chciała zachowywać się naturalnie i swobodnie, w miarę możliwości.
- Kociołkowe pieguski. Obiecałam. - powiedziała, wskazując podbródkiem swój podarunek - Tylko ostrzegam, że robiłam je sama. Mogą to być ostatnie pieguski w naszym życiu... - dodała i nawet pokusiła się o żart. Wzruszyła niewinne ramionami i posłała mu kolejny uśmiech, odrobinę zachęcający. Może nie będzie tak źle? Podała mu pudełko i ruszyła za nim, wgłąb domu. Fala najrozmaitszych aromatów  uderzyła w ich nozdrza, a Élé uzmysłowiła sobie, że jest nawet trochę głodna. Nie spodziewała się jednak, że zostanie ugoszczona jak król. Żałowała teraz, że przyniosła ze sobą tylko te słodycze wątpliwej jakości. Rozejrzała się po pomieszczeniu, starając się nie maltretować chłopaka swoim wzrokiem. Było bardzo przytulnie. Aż chciało się przebywać w gronie najbliższych...
- Spodziewamy się jeszcze Ministra Magii? - kolejny żart, który miał na celu rozładowanie napięcia. I zatuszowanie stresu u Swansea. Pochwyciła jego spojrzenie i miała cichą nadzieję, że udało jej go minimalnie rozbawić.
...W jego oczach wciąż widziała tego samego Ezrę, tego sprzed lat. I uświadomiła sobie, jak bardzo za nim tęskniła, jak jej go brakowało...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Ezra T. Clarke

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 23
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 182 cm
C. szczególne : blada skóra, wychudzona sylwetka, zawadiacki uśmiech, zapach Merlinowych Strzał i mięty
Galeony : 1136
  Liczba postów : 2283
https://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
https://www.czarodzieje.org/t13335-relki-ezry
https://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
https://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke
Dom Ezry QzgSDG8




Gracz




Dom Ezry Empty


PisanieTemat: Re: Dom Ezry   Dom Ezry Empty18/01/20, 12:28 am

Niezręczność była dziwna; zawsze podśmiewywał się ze wszystkich znajomych, którzy tak wielki wysiłek wkładali, by dobrze wypaść w cudzych oczach, by nie powiedzieć czegoś nieodpowiedniego, nie posunąć się zbyt daleko w swobodnym geście. A teraz sam stał naprzeciwko starej przyjaciółki, nie mając pojęcia, co zrobić z własnymi dłońmi.
Uniósł wzrok ze sceptycznym zmarszczeniem brwi, jakby nie do końca wierzył w szczerość powtarzanego przy każdym spotkaniu frazesu, a teraz wypowiadanego również przez nią. Jak mogła się cieszyć, kiedy to wszystko tak niesamowicie się skomplikowało? Jak mogła się cieszyć, nie wiedząc jeszcze, jaką pozostałość osoby właśnie odwiedzała. Z jakiegoś powodu jednak jej wierzył; nie odpowiedział tym samym gestem, jedynie skinął głową powoli, z pełnym zrozumienia szacunkiem, a jego oczy łagodnie się rozjaśniły. Nie jakoś niewiarygodnie, na pewno nie ogromnie i nawet nie szczęśliwie   - po prostu się rozjaśniły, zupełnie jakby ktoś zapalił światło w pokoju obok lub słońce na krótki moment wychyliło się zza deszczowych chmur.
- Moje ulubione. Nawet jeśli to nasz ostatni posiłek, to przynajmniej naprawdę dobry - stwierdził zdroworozsądkowo, przyjmując zawiniątko, naprawdę mile zaskoczony, że Éléonore pamiętała. I hej, jako osoba, która również zupełnie nie radziła sobie w kuchni, doceniał to jeszcze mocniej.
Pochylił się nad zastawionym stołem, niespiesznie odpakowując i robiąc miejsce dla specjału panny Swansea, tym samym dając jej czas na swobodne rozejrzenie się po pomieszczeniu - a było w nim sporo do przyswojenia, wszelkie drobne zmiany, które zaszły od jej ostatniej wizyty. Parsknął na jej pytanie, unosząc pytająco lewą brew.
- Ministra? Kochanie, dla Ministra bym się tak nie starał... A w zasadzie Pan, nie poznałaś chyba jeszcze mojego skrzata domowego? Pewnie zaraz się pojawi. To jedyna istota, która trzyma ten dom w jednej części. Bardzo się ucieszył, że będziemy mieć gościa. Powiedziałem mu, że będziesz tu siedzieć, dopóki stół będzie pełny i potraktował to bardzo poważnie, jak zresztą sama widzisz. Bon appétit, ma chérie. - Szerokim ruchem ręki wskazał jej, że może spokojnie się rozgościć; on sam spiął się w sobie, przypominając sobie jednak, że pełni rolę gospodarza. A w rolach zawsze był dobry; uczyli go, by trzymać gardę, choćby się paliło. - Herbaty? Mamy sen Memortka, ale mogę znaleźć też inną. Albo może wolisz kawy? Kawa chyba lepiej pasuje do słodkości. Bo wybacz, dalej jestem abstynentem, takich specjałów nie mam u siebie... - zaśmiał się trochę niezręcznie - znów niezręcznie - zastygając w oczekiwaniu na decyzję. Sam sięgnął po ciastko i sobie nalał herbaty - hobbystycznie ostatnio przegryzał ziarenka granatu i liczył ile wspomnień uda mu się wyciągnąć.
- Więc... gramy w papier, kamień, nożyce, kto pierwszy się spowiada, czy wierzysz mi na słowo, że ty? - Puścił jej oczko, wciągając nogi pod siebie; Frytka bez problemu potraktowała to jako zaproszenie i wślizgnęła mu się na kolana. Przeczesywanie jej futerka działo uspokajająco na obie strony. - Gdzie teraz pracujesz? Musisz mi opowiedzieć, co się dzieje w wielkim świecie, kiedy ja dalej tkwię w Hogwarcie.
Nie dodał już, że z własnej woli. Zamiast tego wgryzł się w ciastko, które wbrew złowróżebnym słowom Éléonore, nie kładło nikogo trupem. Ba, nawet wcale nie było złe!

______________________


When you're falling in a forest and there's nobody around do you ever really crash, or even make a sound?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Éléonore E. Swansea

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 23
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 172cm
Galeony : 597
  Liczba postów : 482
https://www.czarodzieje.org/t17446-eleonore-e-swansea
https://www.czarodzieje.org/t17451-znajomkowie-eleonore#489448
https://www.czarodzieje.org/t17452-poczta-panny-eleonore#489449
https://www.czarodzieje.org/t17445-eleonore-e-swansea#489381
Dom Ezry QzgSDG8




Gracz




Dom Ezry Empty


PisanieTemat: Re: Dom Ezry   Dom Ezry Empty26/01/20, 03:29 am

...Ten sam Ezra, wieloletni przyjaciel, osoba bliska sercu Éléonore - tak bardzo za nim tęskniła. Miała wrażenie, że nie widzieli się od stuleci, że minęła epoka (bądź kilka) odkąd była u niego po raz ostatni. Wiele zmieniło się w samym wnętrzu domu, ale jeszcze więcej w życiu młodego Clarke'a. A ona, wbrew pozorom, cieszyła się, że wreszcie może tego doświadczyć, że może się z tym zmierzyć, choć nie miała najmniejszych wątpliwości, że będzie to wyzwanie. Może jedno z największych w jej życiu, najbardziej... emocjonalne.
...Dostrzegła tę subtelną zmianę w jego oczach; ten błysk bladego światła, niczym zaklęcie Lumos wydobywające się z pojedynczej różdżki w gąszczu czarnego lasu. Dostrzegła i wewnętrznie zatriumfowała, bo obawiała się, że już od progu zostanie odtrącona. Choć zaprosił ją do siebie, to przecież nie była na tyle naiwna, by myśleć, że będzie to najzwyklejsze w świecie spotkanie starych znajomych. Zbyt zażyła była niegdyś ich relacja i zbyt wiele się zadziało, by silić się na względną normalność i odgrywać sztampowe role. Chciała po prostu dowiedzieć się, co u niego i spędzić z nim odrobinę czasu, odbudować to, co zawaliła. Może jeszcze nie było na to za późno?
...W chwili gdy on odpakowywał jej wątpliwej-jakości prezent (jednak stworzony z sercem), Swansea rozejrzała się po pomieszczeniu. I choć największą uwagę skupił na sobie bogato zastawiony stół, który aż uginał się od tych wszystkich smakowitości, to nie omieszkała rzucić okiem na pozostałe zakamarki salonu. No i jakżeby mogła nie zawiesić wzroku na pięknym pianinie. Czy jej się wydawało, czy pokrywała je cienka warstewka kurzu? Oj, drogi panie Clarke, czeka pana srogi opierdol.  
- Myślę, że Pan dogadałby się z naszym Faworkiem. - swoją drogą mogła poprosić o pomoc skrzata przy pieguskach, wtedy nie miałaby wątpliwości, że są jadalne i bezpieczne. - Wszystko wygląda wspaniale. Bon appétit! - odpowiedziała uśmiechem, siadając i wygładzając materiał spodni, może w odrobinkę nerwowym odruchu. Francuskie wtrącenie ze strony Ezry sprawiło nieziemską przyjemność jej uszom. Choć wielu ludzi nie przepadało za brzmieniem tego języka, tak ona żywiła względem niego ciepłe uczucie i miała ogromny sentyment.
...Może i było odrobinę niezręcznie, ale przecież pierwsze chwile zawsze są najtrudniejsze, prawda? Potem jakoś to idzie... Jakoś. Élé starała się zachowywać normalnie, swobodnie, nie dawać po sobie poznać, że lekko się stresuje. Było to trudne, bo choćby nałożyła na twarz najlepszą, najdoskonalszą maskę, to przecież przed nim nic nie ukryje. Jest w tym za dobry i zna ją zbyt długo. Ale może właśnie o to chodziło? By dzisiejszego popołudnia żadne z nich niczego przed sobą nie ukrywało.
- Sen Memortka brzmi idealnie! - zawsze miała słabość do herbat, piła je nałogowo, więc i tym razem nie mogła odmówić sobie tej drobnej przyjemności. Nawet jeśli niezbyt pasowała pod słodkości. Uśmiechnęła się więc niewinne w stronę gospodarza i wiedziała, że obdarzy jej wybór pełnym zrozumieniem.
...Idąc w ślady Ezry (i by zająć czymś ręce), również sięgnęła do stołu, by poczęstować się jakimś smakołykiem. Nie bardzo wiedziała od czego zacząć, bo od mnogości przekąsek aż dwoiło się w oczach. Chwyciła więc za coś, co przypominało z wyglądu dyniowy pasztecik. Ugryzła kawałek i obserwowała, jak urocze, małe stworzonko wślizguje się na kolana swojego właściciela. Jakoś ją ten widok uspokajał, koił jej nerwy i wprawiał w poczucie bezpieczeństwa. Zadziwiające.
- Och, czyli przegrałam walkowerem? No dobrze... - udała oburzenie, choć nie wyszło to ani trochę wiarygodnie, bo kąciki jej ust automatycznie uniosły się ku górze. No świetna z niej aktorka. - Przygotuj się więc na długą i pasjonującą historię o mojej pracy - westchnęła, robiąc ciut przydługą pauzę - Otóż... nie pracuję nigdzie. - wzruszyła ramionami, nieco rozbawiona, choć w istocie nie miała powodów do radości, no bo ileż można być na utrzymaniu rodziców. Źle się z tym czuła i z całym tym swoim bezrobociem. - Odkąd wróciłam do Doliny zdążyłam tylko dostać się na staż w New Magic Theatre, no i jestem w trakcie. Ale więcej w tym papierkowej roboty niż teatru i sztuki. - skrzywiła się na myśl o papierach, które czekały na nią w domu. - Na studiach uczyli nas więcej niż na tym stażu. Choć New Magic Theatre ma jeden plus: nie ma tam Bloodwortha. - obdarzyła Ezrę wymownym, porozumiewawczym spojrzeniem. Oboje wiedzieli, jaką łajzą potrafi być Nathaniel.
...Wielki świat wcale nie był taki ogromny, wcale nie był taki piękny i kuszący, jak się wydawało. Swansea zatęskniła za domem, za cichą i spokojną Doliną Godryka. I za bliskimi. Chciała wrócić i nie miała zamiaru wybywać z czarodziejskiego miasteczka w najbliższym czasie. Poza tym... miała wiele do nadrobienia. Odbiła więc piłeczkę.
- To zanim opowiesz mi, co działo się przez ostatni rok tutaj i w Hogwarcie... - nie była najlepszym psychologiem ani tym bardziej detektywem, więc nie dało się nie wyczuć, że pod tymi słowami były ukryte inne zamiary, nieco głębsze. Mówiąc "tutaj" nie miała na myśli Doliny ani jego domu, tylko... jego samego. - Wytłumacz się, proszę, z tego kurzu pokrywającego pianino. I bynajmniej nie mam tu zastrzeżeń do Pana i jego sprzątania. - uniosła brew i spojrzała na niego wzrokiem zawiedzionej nauczycielki. Była nawet bliska pogrożenia mu palcem, ale oczywiście tego nie zrobiła. Tak naprawdę nie była zła ani rozżalona. Bardziej... zatroskana. Fortepian był dość symbolicznym przedmiotem w ich relacji. Miłość do muzyki i wspólna nauka gry na tym pięknym instrumencie połączyła ich i pozwoliła na zawiązanie się przyjaźni.
...Owa warstewka kurzu idealnie odzwierciedlała aktualną sytuację pomiędzy tą dwójką.
...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Ezra T. Clarke

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 23
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 182 cm
C. szczególne : blada skóra, wychudzona sylwetka, zawadiacki uśmiech, zapach Merlinowych Strzał i mięty
Galeony : 1136
  Liczba postów : 2283
https://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
https://www.czarodzieje.org/t13335-relki-ezry
https://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
https://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke
Dom Ezry QzgSDG8




Gracz




Dom Ezry Empty


PisanieTemat: Re: Dom Ezry   Dom Ezry EmptyYesterday at 12:14 am

Nie wolno było im doszukiwać się tutaj winnego - nie była nią Éléonore pochłonięta zupełnie uzasadnioną chęcią ułożenia własnego życia i wyjątkowo nie był nim również Ezra, któremu niszczenie silnych relacji mogło już wejść w krew. Pozostawało im po prostu pozostawić to za sobą, przyjąć jako jedno z wielu wartościowych doświadczeń i nauczek - bo to ładnie brzmiało - a potem po prostu ruszyć dalej.
- Byłoby mu pewnie miło spędzić czas z innym skrzatem... Myślałem, żeby sobie jeszcze jednego... - zawiesił z zastanowieniem głos, nie mogąc znaleźć słowa lepszego niż "kupić", a ono zawierało w sobie trochę zbyt niesprawiedliwe i przedmiotowe podejście do tak inteligentnego stworzenia. Nawet jeśli odpowiadało suchej rzeczywistości. - Sprawić. Skoro sam bywam nieobecny, a ten dom jednak aż tyle nie wymaga. I ja tyle nie wymagam. - Były to jednak raczej dalekosiężne plany, nie do rozważania nad tak smakowitymi kąskami i nęcącą herbatą. A herbata była w zasadzie najważniejsza - Ezra inaczej nie byłby szanującym się Brytyjczykiem. Na tym polu rozumieli się doskonale. A może raczej, na tym polu między wieloma innymi?
- Wiesz, że nie umiem przegrywać, tak będzie lepiej - zapewnił ją, nawet jeśli wcale nie było to konieczne. Oburzenie panny Swansea było książkowym przykładem absolutnego wyjścia z roli i to właśnie była jego najmocniejsza strona. Łagodne rozbawienie zatańczyło na jego wargach, ale zaraz skinął głową, gotowy słuchać o jakże wielkich podbojach scen i serc. Tym razem faktycznie został jednak zaskoczony. - Och. Cóż... Kiedy ja zaczynałem wkręcać się w poważną pracę - a jak pamiętamy niezbyt się do tego garnąłem - kazali mi sprzedawać bilety i wszędzie biegać z miotłą. Papierkowa praca to wciąż wyższy poziom odpowiedzialności! - Chociaż pewnie mniej fascynujący. Ezra przynajmniej pod pretekstem sprzątania łatwo miał szansę dostać się do jakieś garderoby, czasem na widownię podczas prób... Przewracanie stosików kartek nie było dla niego. I nie było też dla Éléonore. - Co to za teatr, który jeszcze się na tobie nie poznał... - Pokręcił głową z dezaprobatą. Jeżeli ktoś miał osiągać sukcesy, to właśnie panna Swansea, predestynowana do tego praktycznie od urodzenia. - Amen. I życzę sobie tego do końca naszych dni. - Nieobecność Bloodwortha zasługiwała na pseudo toast kubkiem herbaty.
Ezra sam nie wiedział, jakie ma na ten moment wyobrażenia o "wielkim świecie". Lubił to, jak prezentował mu go Cassius, gdy zabierał go ze sobą na wystawy, gdy wciągał na zaplecza artystycznego półświatka - dosłownie i w przenośni. Ale jednocześnie czuł się wyjątkowo przytłoczony, szczególnie ostatnio, wszelką uwagą, która była z tym związana. Chciał mieć prawo nie przejmować się tym, jak wygląda dla opinii publicznej. Chciał otrzymać pozwolenie na głębszy oddech. I być może dlatego, tak łatwo było mu wpaść w nałóg...
- Nie chciałem, żeby go czyścił - usprawiedliwił natychmiast skrzata. To była jedna z rzeczy, którą Clarke lubił robić faktycznie samodzielnie - wielką energię wkładał jeszcze niedawno w pieczołowite dbanie o najmniejszy fragment pianina i eliminowanie z niego niedoskonałości. - Ale też nie czuję się teraz właściwą osobą do podejmowania się gry. To byłaby niemal profanacja tak wartościowego instrumentu. Nawet moja moralność nie sięga tak nisko. - I bynajmniej nie wspominał tu o jego wartości materialnej, choć na pierwszy - i pewnie wiele późniejszych - rzut oka nikt nie podejrzewałby Clarke'a o tak drobne sentymenty. - Ale jeżeli ty byś zechciała uczynić ten zaszczyt... Nie krępuj się. - Wykonał krótki gest przyzwalający jej na podejście do instrumentu. Pamiętał doskonale jak na początku, jeszcze zanim zdecydowała się wziąć go pod swoje muzyczne skrzydła, lubił jej po prostu słuchać. Sam nie mając żadnego wyszkolenia w kierunku artystycznym, nie podejrzewał, że kiedykolwiek i jemu będzie przeznaczone bycie słuchanym. Powrócenie do początków mogło być więc odmianą miłą emocjonalnie. Bo emocje Éléonore zawsze były piękne.
Oparł się wygodniej, biorąc łyk herbaty i przegryzając zbłąkane ziarenko granatu, które rozpłynęło się z cierpkim posmakiem rozrzedzonym jakże słodkim wspomnieniem.
- Hej, pamiętasz jaki utwór jako pierwszy graliśmy na cztery ręce? - zapytał z uśmiechem, brnąc raczej w tę miłą atmosferę, zamiast podejmując się opowiadania, co dokładnie zadziało się w jego życiu, że tak bardzo się skomplikowało. Do każdej opowieści potrzebny był przecież dobry wstęp.

______________________


When you're falling in a forest and there's nobody around do you ever really crash, or even make a sound?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Dom Ezry QzgSDG8








Dom Ezry Empty


PisanieTemat: Re: Dom Ezry   Dom Ezry Empty

Powrót do góry Go down
 

Dom Ezry

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Dom Ezry JHTDsR7 :: 
Dolina Godryka
 :: 
Domy i mieszkania
-