Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 Mała izba na końcu korytarza

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 13 z 14 Previous  1 ... 8 ... 12, 13, 14  Next
AutorWiadomość


Audrey Delilah Primrose

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 27
Czystość Krwi : 100%
Dodatkowo : Metamorfomagia, teleportacja
Galeony : 1004
  Liczba postów : 1900
Mała izba na końcu korytarza - Page 13 QzgSDG8




Gracz




Mała izba na końcu korytarza - Page 13 Empty


PisanieMała izba na końcu korytarza - Page 13 Empty Mała izba na końcu korytarza  Mała izba na końcu korytarza - Page 13 EmptyPon Gru 20 2010, 21:32;

First topic message reminder :




To zapewne jedna z mniejszych sal, jakie można znaleźć w całym zamku. Naprzeciw drzwi jaśnieje mała kula, lśniąca bardzo bladym, ale na swój sposób fascynującym światłem. Przybiera różne barwy, zależnie od tego, który raz się rozbija, a robi to, kiedy do sali wejdzie ktoś, dla kogoś coś się skończyło. Jest to niesamowite zjawisko, które warto zobaczyć. Poza ową kulą, nic nie chce tu świecić, nawet Lumos nie działa w tym miejscu.Na ziemi rozłożone są wygodne poduszki, a w rogu jest ich jeszcze więcej. Kiedy zaś spojrzy się w górę, można zobaczyć kilka gwiazd, które udają, że istnieją w tej sali.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość


Astrid Nafnisdottir

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 174
Dodatkowo : Półwila
Galeony : 495
  Liczba postów : 269
https://www.czarodzieje.org/t19558-astrid-nafnisdottir
https://www.czarodzieje.org/t19591-porarinn#582214
https://www.czarodzieje.org/t19562-astrid-nafnidotter
Mała izba na końcu korytarza - Page 13 QzgSDG8




Moderator




Mała izba na końcu korytarza - Page 13 Empty


PisanieMała izba na końcu korytarza - Page 13 Empty Re: Mała izba na końcu korytarza  Mała izba na końcu korytarza - Page 13 EmptyCzw Paź 22 2020, 01:58;

Większe miasteczka owszem, żyły w miarę współcześnie i pędziły razem ze światem. Niczym Oslo. Małe wsie oddalone od nich o setki kilometrów, zatopione pomiędzy lasem oraz czczące tradycje, już niezbyt. Oczywiście mieli jakieś udogodnienia, ale dachy wciąż były ze strzechy, a domy z drewna, umieli zaspokoić swoje własne potrzeby związane z żywnością, a handlarz przyjeżdżał do nich tylko raz w miesiącu, przywożąc jakieś przyprawy, modne ubrania czy inne drobiazgi. To były zupełnie inne wartości i nawet jeśli młodzież z Oppedal uciekała do cywilizacji, zwyczaje i historia wciąż zostawała w ich sercu.
Wzruszyła ramionami, znów machając dłonią.
- Brzmi tak samo. Fikusyjnie, Fikuśnijne, Fikuśniaste? Widzisz! - zademonstrowała swoje słowotwórstwo, posyłając mu pogodne spojrzenie i niewiele robiąc sobie z tych poprawek, chociaż w rzeczywistości słuchała i próbowała zapamiętać. Prawda była jednak taka, że zbyt mało rozmawiała z tutejszymi, aby coraz płynniej angielskim się posługiwać. Nie wyglądał na zachwyconego jej towarzystwem, chociaż nie miała pewności dlaczego. Nie wpadłaby na to, że powodem są jej zwyczaje, a nie wygląd, jak to zwykle było w zwyczaju. Ludzie nie byli fanami stworzeń jej pokroju. - Jak się przyzwyczaję, to będę tu spała. Niezbyt dobrze reagujecie na pół-ludzi, pół- magiczne stworzenia. To dlatego masz taki wyraz oczy i Cię..ir.. irytkuje, tak? Bo jestem, czym jestem?
Zapytała z ciekawością, chociaż w swojej głowie dawno znała odpowiedź, do której była przecież przyzwyczajona. Nie zamierzała się oczywiście zmieniać, pomijając fakt, że nie nawet nie mogła.
- To pierwszy raz, jak się śmiejesz!
Zauważyła widocznie zadowolona z tego drobnego gestu, widocznie nauczona, że niósł on ze sobą pozytywne emocje. Zrobiła zaraz smutną minę, gdy wspomniał o tych schodach, które darzyła szczerą nienawiścią. Już kij z tymi korytarzami, wąskimi oknami i śmierdzącymi salami, gdzie nigdy nie wietrzyli, ale schody były arcywrogiem. - Te schody.. Te schody to zesłał na pewno Loki. Żeby drażnić ludzi. Wychodzi mu doskonale. Są tu takie komnaty? A co, jeśli znikniesz razem z nią? Niebezpieczny ten zamek, a przy magii to i mój łuk czy topór na nic się zda.
Podrapała szyję paznokciami w zamyśleniu, zawieszając spojrzenie gdzieś w przestrzeni, zaintrygowana nowymi informacjami, które dostawała. Nikt wcześniej tyle na temat zamku jej nie powiedział, za co była mu wdzięczna. Zwłaszcza za kapelusze.
- Hmm?- posłała mu pytające spojrzenie, mrużąc na chwilę oczy i ścieśniając brwi, obróciła twarz w jego stronę. To musiała być ta różnica kulturowa. A może ona pomyliła słowa? Poruszyła ustami, ściągając je na bok. - Nie. Tak. Nie wiem. No w tym pokoju, gdzie jest posłanie. Materac. Łóżko?
Nie była pewna, czy odpowiada sobie, czy jemu, więc westchnęła tylko, znów nieporadnie wzruszając ramionami. Nie wyglądała jednak na zawstydzoną swoimi błędami, jej głowa zawsze była dumnie uniesiona, otoczona burzą jasnych, wijących się subtelnie włosów.
- Najbardziej ważne jest to, że rozumiesz. - jęknęła z niezadowoleniem, trącając go w ramię palcami, bo cały czas znajdował błędy w jej słowach. Zaczepnie, bez grama agresji czy irytacji, raczej z chęcią zrobienia z siebie żartu, z czym widocznie Astrid również problemu nie miała.
- Celtycka noc? Brzmi cudownie. Chcę tam iść! - zarządziła, słysząc znajome słowo. Może tam było bardziej domowo? W jaki sposób obchodzili to tutaj? Czy to się łączyło z ich zwyczajami? Chociaż tyle pytań przemykało jej przez głowę, żadnego nie wypowiedziała na głos. Uśmiechnęła się triumfalnie na widok błysku w jego oczach, który to pojawił się razem ze wzmianką o chmielowym napoju.
- Nie znam zbyt tutejszych, ale mój brat robi takie, którym sam Odyn by nie wzgardził. Poproszę go, żeby mi wysłał kilka butelek, to Ci podaruję. A to dymiące, to jakie?
Trudno było stwierdzić, czy chodziło jej o intensywność w smaku, kolor, rodzaj goryczki, czy może o to, czy było magiczne. Bo po co dodawać magii do czegoś, co im było prostsze, tym lepsze?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Darren Shaw

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 184cm
C. szczególne : Pierścień Claddagh na środkowym palcu prawej dłoni
Dodatkowo : Prefekt naczelny
Galeony : 1206
  Liczba postów : 2202
https://www.czarodzieje.org/t18607-darren-shaw
https://www.czarodzieje.org/t18609-skrzynka-darrena#532211
https://www.czarodzieje.org/t18610-darren-shaw#532213
https://www.czarodzieje.org/t18608-darren-shaw#532138
https://www.czarodzieje.org/t18612-dziennik-darren-shaw#532281
Mała izba na końcu korytarza - Page 13 QzgSDG8




Moderator




Mała izba na końcu korytarza - Page 13 Empty


PisanieMała izba na końcu korytarza - Page 13 Empty Re: Mała izba na końcu korytarza  Mała izba na końcu korytarza - Page 13 EmptyPią Paź 23 2020, 01:36;

- Całkiem nieźle - przyznał Darren, podziwiając słowotwórcze wytwory Astrid. Ważne, że dało się ją zrozumieć - a poza tym radziła sobie sobie z angielskim poprawnie, lepiej niż inni przyjezdni studenci. Jednak ćwiczeń nigdy nie za mało, jeśli dziewczyna chciała się swobodnie porozumiewać w Hogwarcie.
Kolejne słowa dziewczyny spowodowały jednak, że Shaw zmrużył oczy i zmarszczył czoło.
- Pół-magiczne stworzenia? Co masz na myśli? - spytał, oceniając ją wzrokiem i podnosząc nieco wyżej źródło światła - Półolbrzymką nie jeste... och. No tak - powiedział, kiedy oświeciła go w końcu nagła realizacja tego, kim jest Gryfonka - Nie miałem zielonego pojęcia, więc daj spokój z oskarżaniem mnie o "irytkowanie" - burknął - I nie obchodzi mnie czym jesteś, szczerze mówiąc - dodał, zmieniając swoją siedzącą pozycję. Szczerze mówiąc, jeden pośladek już mu zdrętwiał.
No tak, pół-wila pasowałoby to niespania w zamku i ładnej buzi.
Shaw podrapał się po głowie. Minęło parę lat odkąd czytał - a może raczej przeglądał - Historię Hogwartu, więc pamięć go zawodziła na temat tego, kto był odpowiedzialny za stworzenie w zamku takiego... oryginalnego systemu schodów, które czasami zdawały się mieć własny humor.
- Tak, klatki schodowe są... specyficzne. Dziwne, to znaczy. Oryginalne - sprostował szybko, nie chcąc narażać dziewczyny na męczenie się z za dużą ilością nowych słów na raz.
Darren zaśmiał się ponownie, widząc entuzjazm blondynki związany z celtycką nocą. Sam nie miał z tym wieczorem zbyt dobrych wspomnień - jeśli oczywiście zostanie opętanym przez jakiegoś ducha i buty pokryte wymiocinami można było określić jakkolwiek inaczej niż wspomnienia "złe". Jednakże sądził, że Astrid by się tam spodobało - skakanie przez ogniska, poroża na głowach, środek lasu, takie tam.
- Wstrzymaj wodze, do czerwca jeszcze sporo czasu - powiedział w przerwach między chichotami. Chwilę potem jednak spoważniał i pokiwał głową - Jest dobre. Przy okazji bycia w Hogsmeade możemy się go kiedyś napić - obiecał, spodziewając się w duchu że załatwił sobie właśnie kolejne buty pokryte rzygowinami - i to znów nie swoimi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Astrid Nafnisdottir

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 174
Dodatkowo : Półwila
Galeony : 495
  Liczba postów : 269
https://www.czarodzieje.org/t19558-astrid-nafnisdottir
https://www.czarodzieje.org/t19591-porarinn#582214
https://www.czarodzieje.org/t19562-astrid-nafnidotter
Mała izba na końcu korytarza - Page 13 QzgSDG8




Moderator




Mała izba na końcu korytarza - Page 13 Empty


PisanieMała izba na końcu korytarza - Page 13 Empty Re: Mała izba na końcu korytarza  Mała izba na końcu korytarza - Page 13 EmptyNie Lis 01 2020, 23:04;

- Zasługuję na rubin do pudełka przy schodach? - zapytał dość cwano z entuzjazmem, mając na myśli dodatkowe punkty dla domu lwa za swoje starania lingwistyczne. Nie była może studentką roku, na część zajęć nawet nie chodziła, uznając je za zbędne, a jednak często siedziała na schodach i spoglądała na błyszczące kamienie, zupełnie, jakby ukryta w nich była jakaś magia. Nie była dobra w zaklęcia, nie lubiła nawet biżuterii i nie znalazła żadnego dobrego powodu, dlaczego tak robiła.
- Mhm, pół-magiczne. - przytaknęła ze spokojem, widocznie nie robiąc sekretu, ani też nie czując wstydu przez krew oraz dziedzictwo. Zaśmiała się na półolbrzymkę, wyobrażając sobie jednocześnie, jak wielkie byłoby to wsparcie w walkach letnich o miejsce na łodziach. Z drugiej strony olbrzymi nie były czymś dobrym w ich wierzeniach. Taki zakazany owoc z tej myśli, za którą blondynka szybko się skarciła, przepraszając Thora oraz Odyna. Przekręciła głowę zaskoczona, drgnęła jej brew. - Nie obchodzi? Nie boisz się mojego uroku i utraty własnej woli? Myślałam, że wszystkich was to przeraża.
To było intrygujące. Zwykle jej rozmówcy albo byli przerażeni, albo zapatrzeni tak, że dążyli do pocałunków lub seksu, chcąc się potem chwalić, jak to zdobyli ładną dziewczynę. Zainteresowanie kobiet było bardziej subtelne, chociaż po czasie również nie miało głębszego znaczenia, przez co As nauczyła się traktować fizyczność dość przedmiotowo. I wtedy też straciła pojęcie o przestrzeni osobistej, razem z resztą wstydu. Przysunęła się bliżej, lustrując jego twarz wzrokiem.
-Całkiem odważne, Panie z odznaką.
Pochwaliła, palcem tykając przypiętej wcześniej przez siebie blaszki.
Nie zajrzała nawet do Historii Hogwartu, nie miała pojęcia nawet, jak wymówić poprawnie nazwiska tej silnej czwórki. Nie wspominając, że za schody dałaby któremuś w twarz.
- Są okropne. - poprawiła jego dość pewnie i uparcie, dłonią zgarniając kosmyk włosów za ucho. Powinni je spalić lub wysadzić, zainwestować w klasyczne. Najlepiej drewniane, to zapach świerku długo roznosiłyby się po kamiennym korytarzu. Uniosła dłonie, licząc na palcach miesiące w swoim ojczystym języku.- Faktycznie, sporo. Późno w czerwcu, czy zaraz na początku? Opowiedz mi więcej!
Zażyczyła sobie z powagą, dochodząc do cichego wniosku, że wakacje były najciekawszym okresem w roku. Tutaj celtycka noc, we wiosce turniej oraz wyprawy, a w sierpniu były przecież żniwa. Wtedy przygotowywali z bratem nową porcję owsianego piwo.
- A więc jesteśmy umówieni. Mam tylko nadzieję, że Cię poradzę, bo mam głowę silną, niczym Thor! - zauważyła dumnie, wypinając pierś. Kołyszący się na szyi wisiorek z młotem wysunął się na wierzch bluzki, pachnąc intensywnie walerianą. - Kiedy to jest kiedyś? Dawno nie piłam porządnych trunków. Gdyby tylko Sven wysłał mi szybciej owsiane! Dałabym Ci chlusta.
Klepnęła go w ramię z entuzjazmem oraz sympatią. Nie była typem, który wymiotował po alkoholu — jedynie tracił resztki rozsądku, dając się porwać szaleństwu. Lub jak Astrid to mówiła — omamić Lokiemu. Nie było dla niej wtedy rzeczy niemożliwych, a do tego sięgała po wszystko, na co miała tylko ochotę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Darren Shaw

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 184cm
C. szczególne : Pierścień Claddagh na środkowym palcu prawej dłoni
Dodatkowo : Prefekt naczelny
Galeony : 1206
  Liczba postów : 2202
https://www.czarodzieje.org/t18607-darren-shaw
https://www.czarodzieje.org/t18609-skrzynka-darrena#532211
https://www.czarodzieje.org/t18610-darren-shaw#532213
https://www.czarodzieje.org/t18608-darren-shaw#532138
https://www.czarodzieje.org/t18612-dziennik-darren-shaw#532281
Mała izba na końcu korytarza - Page 13 QzgSDG8




Moderator




Mała izba na końcu korytarza - Page 13 Empty


PisanieMała izba na końcu korytarza - Page 13 Empty Re: Mała izba na końcu korytarza  Mała izba na końcu korytarza - Page 13 EmptyPon Lis 02 2020, 22:08;

- Plus pięćdziesiąt punktów dla Gryffindoru - westchnął Shaw, kręcąc głową. Nie pierwszy raz rozczarował się od otrzymania odznaki - zauważył, że część ludzi była dla niego sztucznie miła tylko dlatego, bo mógł ich przyłapać na złoróbstwie po nocach na szkolnym korytarzu albo nie znali szkolnego regulaminu i nie mieli ślizgońskiego pojęcia o tym, że nie w gestii Darrena było dodawanie punktów komukolwiek - często więc w tym roku szkolnym z jego ust padały słowa w stylu "dwadzieścia dla Hufflepuffu" albo "pięć milionów dla Gryffindoru". Każdy kto nie był jednak nieznającym regulaminu delfinem wiedział, że było to jedynie bajdurzenie.
- A zamierzasz go użyć? Bo jeśli tak, to zapewne nic nie będę mógł z tym zrobić - przyznał, kiwając głową - Ale jeśli nie rozszarpiesz mi w tym czasie gardła, to przestawię ci kolana na drugą stronę jak tylko się obudzę - dodał śmiertelnie poważnym tonem. Nie był pewien, czy takie zaklęcie istnieje - ale nawet jeśli nie, to brzmiało wystarczająco groźnie by zastanowić się dwa razy nad rzucaniem uroków na Shawa. Prefekt odnotował jednakże w głowie, że Astrid była półwilą i warto rozważyć - ze względów bezpieczeństwa - wszelkie za i przeciw przebywania w jej obecności.
- Prawie na końcu - powiedział Darren zamykając pięść i gasząc niebieskie płomyczki tańczące mu w dłoni, pogrążając pokoik w nieco większej ciemności, rozjaśnianej jedynie za pomocą bladej kuli w jego centrum - Wolałbym jednak... khm, nie opowiadać o celtyckiej nocy.
Prefekt z ulgą wskoczył na kolejny temat jakim było - na szczęście - coś tak prostego jak zwykłe piwo.
- Może być nawet jutro - ziewnął Shaw - Albo kiedy ci tam pasuje - dodał, machając dłonią, zerkając przy okazji na zegarek na swym nadgarstku. Jęknął, widząc jaka zbliża się godzina i jaką lekcję ze sobą niesie.
- Lecę na transmutację - powiedział wstając i biorąc swoją torbę - Postaraj się nikogo nie poturbować, okej? Albo zrzucę cię z wieży astronomicznej - pogroził jej jeszcze na pożegnanie, wychodząc z komnaty i zastanawiając się, czy półwila mógłby zmienić się w trakcie lotu w dół i czy w jakikolwiek sposób ułatwiłoby to jej przeżycie.

z/t x2

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Hunter O. L. Dear

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 191cm
Galeony : 1835
  Liczba postów : 767
https://www.czarodzieje.org/t19794-hunter-ossian-lewis-dear#599888
https://www.czarodzieje.org/t19804-sowa-huntera#600487
https://www.czarodzieje.org/t19806-lowca-zaprasza#600489
https://www.czarodzieje.org/t19795-hunter-o-l-dear#599914
Mała izba na końcu korytarza - Page 13 QzgSDG8




Gracz




Mała izba na końcu korytarza - Page 13 Empty


PisanieMała izba na końcu korytarza - Page 13 Empty Re: Mała izba na końcu korytarza  Mała izba na końcu korytarza - Page 13 EmptyNie Sty 17 2021, 19:20;

Czuł się ostatnio wypompowany z wszelakiej energii życiowej i nie wiedział co było tego powodem. Od wydarzeń, które miały miejsce w pokoju przy kamiennym kominku, z udziałem przemienionego w harpię Eskila, minął już ponad tydzień, jednak czuł jakby ten pokaźny stres, który wtedy go ogarniał, wrócił teraz i chciał go kompletnie wybić z codziennego rytmu. A przecież nie przejmował się tamtą sytuacją, nie uważał, że jest godna rozpamiętywania i nie spodziewał się, że nawiedzi go jeszcze nie raz. Jednakże niepokój o to co się wydarzy w następnej sekundzie, który wtedy permanentnie od pewnego momentu zagracał mu umysł, w tej chwili postanowił znowu się w nim rozgościć. Jak to jest, że stan, w którym wtedy się znajdował mógł powrócić po tylu dniach i znowu zamieszać w jego głowie. Naturalnie, wykonywał wszystkie czynności dnia codziennego zgodnie ze swoim rutynowym rytmem, jednak coś w jego wnętrzu jakby dziwnie trzepotało, a to od momentu, kiedy odbył tą głupią rozmowę z Robin. Zapewniła go co prawda, że nie ma nic pomiędzy nią a Eskilem, jednak przy okazji zasiała w nim ziarnko czegoś, czego nie mógł nawet nazwać. Wiedział swoje - wiedział, że sposób, w jaki młodszy Ślizgon na nią patrzy, nie był przejawem zwyczajnej sympatii. Nie umiał tego określić, ale po prostu to wiedział. Tylko czemu to tak bardzo zaprzątało mu głowę? Czemu od tamtego momentu jakby bał się tego scenariusza, w którym on ma rację, a Robin się myli? Co to zmieni dla Deara, kiedy okaże się, że Eskil jednak żywi do dziewczyny głębsze uczucia? Czemu w ogóle miało by to coś zmieniać, do cholery? I w ten sposób, nękany nie dość, że upierdliwymi wspomnieniami emocji z tamtego pamiętnego dnia walki z harpią, to jeszcze w dodatku tym dziwnym przeświadczeniem, że coś straci, w momencie, kiedy wilowaty rzeczywiście wyjawi swoje rzekome uczucia Robin, miał powoli dość. Jakby tego było mało, dostał od Ślizgonki list. Czytając tekst na pergaminie, nie mógł powstrzymać śmiechu, cisnącego mu się na usta. Znowu miała jakiś problem? I jakiś wspaniały pomysł na rozwiązanie go? Eh, Doppler, Doppler... Ostatecznie jednak postanowił wstawić się w wyznaczonym miejscu, bo nie chciał, żeby miała go za rozkapryszone dziecko, które nie jest zdolne do jakiejkolwiek współpracy. Co prawda nie znosił współdziałania jednak pracował nad tym, bo jednak utrudniało mu to mocno życie. Nie tylko w szkole, na zajęciach, ale także w pracy wymagano od niego takiego poświęcenia z jego strony i ubolewał nad tym, że nie mógł wszystkiego najzwyczajniej w świecie zrobić sam, ale taki już był świat. Próbował łączyć ludzi, nawet w tak błahych obowiązkach, podczas pracy czy nauki. Wdrapał się więc na szóste piętro po wielkich schodach, które po drodze postanowiły dać mu jeszcze popalić i kilka razy zawiodły go nie na to półpiętro, na którym zamierzał się zatrzymać, jednak koniec końców postawił stopy na prawie najwyższym poziomie, aby odszukać odpowiednie drzwi. Wszedł do środka, a to co od razu go uderzyło, to dziwny półmrok, który w nim panował. Jedynym źródłem światła była niewielka kula, która emanowała bladym płomieniem. Dopiero po chwili zauważył wysoką postać, w której szybko rozpoznał znajomą osobę. Westchnął przeciągle i włożył ręce do kieszeni, robiąc kilka kroków aby wejść środka. A, że pomieszczenie było bardzo małe, zajęło mu to zaledwie chwilę. - Cześć - odezwał się w końcu, jakby od niechcenia kierując spojrzenie w stronę Eskila, który już czekał w środku - Znowu spotkanie świętą trójcą? Mam nadzieję, że tym razem nie będziemy się ciąć - dorzucił po chwili, podchodząc do niewielkiej kanapy z welurowym obiciem, która okazała się zaskakująco wygodna. Rozłożył ramiona z tyłu na jej oparciu, po czym znowu przeniósł wzrok na Clearwatera. -Domyślasz się, o czym chce z nami rozmawiać?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Eskil Clearwater

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VI
Wiek : 17
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 180
C. szczególne : wszędzie nosi ze sobą bezdenny plecak; na głowie czapka z daszkiem + kaptur bluzy, a na knykciach lewej dłoni leniwie gojące się skaleczenia;
Dodatkowo : Półwil
Galeony : 254
  Liczba postów : 1581
https://www.czarodzieje.org/t19775-edward-eskil-clearwater#597052
https://www.czarodzieje.org/t19779-pokrecona-skrzynka-na-listy#597322
https://www.czarodzieje.org/t19776-eskil-clearwater#597057
https://www.czarodzieje.org/t20151-eskil-clearwater-dziennik#624
Mała izba na końcu korytarza - Page 13 QzgSDG8




Gracz




Mała izba na końcu korytarza - Page 13 Empty


PisanieMała izba na końcu korytarza - Page 13 Empty Re: Mała izba na końcu korytarza  Mała izba na końcu korytarza - Page 13 EmptyNie Sty 17 2021, 19:42;

Czegokolwiek by od niego nie chciała to mogła być pewna, że stawi się na miejscu o wyznaczonym czasie. Robin doskonale zdawała sobie sprawę kiedy i wobec czego stanowczo odmawia, a cała reszta... jakoś tak nie miała większego znaczenia. Zaszył się w tym małym pokoiku dużo przed czasem. Nogi zarzucił na stolik, a reszta ciała wylegiwała się na głębokim i wysokim fotelu. Ręce splótł na karku i w tej luzackiej pozie beztrosko sobie drzemał do chwili kiedy nie usłyszał dźwięku otwieranych drzwi. Otworzył leniwie powieki i już stroił usta w szeroki uśmiech, bezapelacyjnie wierząc, że przyszła Robin kiedy okazał się to... Hunter. Mina mu zrzedła. - Eee... no cześć, cześć. - mruknął niezbyt entuzjastycznie. Ciężko było mu go traktować neutralnie bądź przyjaźnie, z jakiejś przyczyny nie mógł zapałać do niego sympatią. A może po prostu nie chciał? Bronił się przed tym? Nie obchodziło go to, po prostu oglądanie tego człowieka nie widniało na szczycie jego listy życzeń. Mimo wszystko Robin dyktowała dzisiejsze spotkanie i cokolwiek potrzebowała to kimże byliby, aby jej odmówić? Gdyby tak było, to zapewne przyprowadziłaby ich tu siłą, ciągnąc za fraki i tłumacząc, że nie przyjmuje protestów. Gdy o niej myślał to gęba sama mu się cieszyła. Jeszcze jakiś czas temu swoje świeżo wyklute uczucia jakoś tak w sobie trzymał, ale tamtego dnia, kiedy wydarzyło się między nimi tak wiele... tak intensywnie... nie potrafił zatrzymać w sobie blasku swych oczu ilekroć tylko ją widział. A starał się widywać ją często, choćby "przypadkiem" albo z daleka. Dzisiejszego spotkania przepuścić nie mógł, nawet jeśli to popołudnie miało wiązać się z rozmową z mniej lubianym Ślizgonem. Czy ta zazdrość mu kiedykolwiek minie? Przecież to Eskil całował się z Robin, a więc powinien czuć się wyróżniony... - Tia... harpia słodko śpi. Mamy luz. - wzruszył ramionami, ale też pokwapił się zapewnić, że z jego strony nie przewidywane są żadne szalone akcje. Nie planował się denerwować bowiem doskonale wiedział, że gdy Robin przyjdzie to nawet nie zerknie na Huntera tylko będzie zajęty wyłapywaniem z twarzy dziewczyny najmniejszych oznak większego zainteresowania.
- Nie mam pojęcia co Robin knuje i z czym ma problem. Nie widziałem jej dzisiaj. - miał nadzieję, że jej imię w jego ustach zabrzmiało normalnie i nie było słychać w tym rozmarzenia. Nie zamierzał się przechwalać przed Hunterem. Postukał palcami o swój kark i zerkał na ślizgona jednym okiem, bo drugie po prostu zamknął. - Ech, głodny jestem. - mruknął ni to do niego ni to do siebie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Mistrz Gry

Czystość Krwi : 100%
Galeony : 31694
  Liczba postów : 82024
http://czarodzieje.forumpolish.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658
Mała izba na końcu korytarza - Page 13 QzgSDG8




Specjalny




Mała izba na końcu korytarza - Page 13 Empty


PisanieMała izba na końcu korytarza - Page 13 Empty Re: Mała izba na końcu korytarza  Mała izba na końcu korytarza - Page 13 EmptyNie Sty 17 2021, 20:52;

Mary Harmon była niepozorną czternastolatką – włosy zaplecione w dwa schludne warkocze, zawsze odrobione lekcje i idealnie wyprasowany mundurek; spojrzenie nieśmiałe, choć niezwykle bystre. Zazwyczaj cicha, za strategię przyjmowała niewychodzenie poza szereg. Obserwowała, chłonęła, wyznaczała sobie ambitne cele, a potem robiła wszystko, aby je osiągnąć.
Pod powłoką przeciętności i spokoju kryły się jednak ogromne nastoletnie uczucia, a jej celem... od jakiegoś czasu był młody Dear. Kochała go całą siłą pierwszego w życiu zauroczenia i wiedziała, po prostu wiedziała, że nie może pozwolić na to, by jej się wymknął. Zwykła rozmowa nie wchodziła w grę – był starszy, a jego uroda i pochodzenie odbierały jej zdolność mowy, ilekroć miała szansę, by się do niego odezwać. Nie była głupia, wiedziała, że musi wpierw odpowiednio go zachęcić.
Nie potrafiła uwarzyć eliksiru miłości, ale wiedziała, że istnieją sposoby, by go zdobyć. Odkładała kieszonkowe od dłuższego czasu i w końcu fiolka amortencji trafiła w jej ręce. Nie zawahała się ani przez chwilę, przy najbliższej okazji nasączyła eliksirem ciastka z różanym lukrem i filtry wszystkich feniksowych, jakie były w paczce, którą zdobyła od tej samej osoby. Wiedziała, że je lubi... wiedziała o nim wszystko. Zapakowała ciastka do pudełka, podpisała je zdobnym „dla Huntera”, przewiązała je ogromną wstążką i razem z papierosami włożyła do koszyka. Teraz pozostawało tylko znaleźć odpowiednią okazję...
Ta nadarzyła się właśnie teraz – zauważyła go na korytarzu. Był sam, do tego w miejscu, w którym nie było teraz żadnego nauczyciela. Musiała tylko wrócić po koszyk do dormitorium Krukonów, wrócić na miejsce i...
Mobilicorpus — szepnęła, schowana za drzwiami, a koszyk podniósł się, gotów do powietrznej podróży. Uchyliła drzwi i sprawiła, że wleciał do środka, lądując możliwie jak najbliżej Huntera. Wystarczyło czekać, cierpliwie czekać.
Gdyby tylko wiedziała, że gdy pobiegła po koszyk, do pokoju weszła druga osoba... i że do amortencji powinna była dodać coś od siebie, by ta skierowała uczucia Deara na jej osobę...

______________________

Mała izba na końcu korytarza - Page 13 Tumblr_myxyl0JKkN1s94thyo1_500
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Hunter O. L. Dear

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 191cm
Galeony : 1835
  Liczba postów : 767
https://www.czarodzieje.org/t19794-hunter-ossian-lewis-dear#599888
https://www.czarodzieje.org/t19804-sowa-huntera#600487
https://www.czarodzieje.org/t19806-lowca-zaprasza#600489
https://www.czarodzieje.org/t19795-hunter-o-l-dear#599914
Mała izba na końcu korytarza - Page 13 QzgSDG8




Gracz




Mała izba na końcu korytarza - Page 13 Empty


PisanieMała izba na końcu korytarza - Page 13 Empty Re: Mała izba na końcu korytarza  Mała izba na końcu korytarza - Page 13 EmptyNie Sty 17 2021, 21:12;

Poniekąd on też zgadzał się na praktycznie wszystkie pomysły Robin, ale to w większości przypadków dlatego, że kiedy się wykręcał, to dziewczyna wjeżdżała mu na ambicje. Potrafiła robić to doskonale, a że on nigdy nie chciał pozostawać w tyle, czy też być okrzyknięty tchórzem - przystawał na jej propozycję. Dopiero kiedy wkroczył do pomieszczenia, przypomniał sobie, że w liście Robin wspominała o tym, że będą potrzebni jej obaj: on i Eskil. To trochę go obruszyło, bo dla niego oznaczało, że do rozwiązania problemu, który ma dziewczyna, nie wystarczy sam Dear, ale jeszcze musiała zaprosić wilowatego. Miał tylko nadzieję, że nie będą musieli znowu czyścić ścian z krwi... - I nie przyszło jej do głowy jak Ci znowu cudownie pomóc ją ujarzmić? - wypalił, niewiele myśląc, ewidentnie pokazując tym, że winą za tamten dzień obarcza w większości Eskila. Niestety, ale gdyby nie chciała mu wtedy dobrodusznie pomagać, nie stało by się to wszystko. Ale to był temat na kiedy indziej. Nie chcieli przecież się tutaj kłócić. Jeszcze tego by brakowało, gdyby zaczęli skakać sobie do gardeł i Doppler by ich tak zastała. Zjadłaby ich z butami. Rozejrzał się po niewielkiej izbie, w której wszystko było w odcieniach głębokiego granatu, czerni czy brązu. Wystrój był bardzo elegancki a sam pokój bardzo mały, więc nie sądził, że Ślizgonka właśnie tutaj zorganizowałaby jakieś ekstremalne spotkanie. Usłyszawszy słowa młodego, spojrzał w jego stronę i przez chwilę tylko mu się przyglądał. Po chwili potrząsnął lekko głową. - Nie ważne. Chyba nikt nie wie co w jej głowie siedzi... - oznajmił, lekko rozbawiony, rozsiadając się wygodniej na sofie, zakładając nogę za nogę i wspominając poszczególne sytuacje, w których wykazała się niezwykłą nieprzewidywalnością. To naprawdę czasami intrygowało, ale też innym razem irytowało. - To co Ty robisz w porze obiadowej? Śpisz? - rzucił na jego słowa, przypominając sobie w jakiej pozycji zastał go na fotelu i kącik jego ust drgnął w lekkim uśmieszku. Ewidentnie chłopak lubił sobie strzelić drzemkę od czasu do czasu. I to nie jedną w ciągu dnia. Od kiedy go kojarzył, to dostrzegł, że wybierał sobie ustronne miejscówki i najzwyczajniej w świecie kimał po kątach. Trochę go to śmieszyło, ale nie mógł w żaden sposób go za to karcić, bo sam uwielbiał spać do tego stopnia, że dosypiał czasem do późnego południa. Aż podskoczył, kiedy drzwi zaskrzypiały nagle, czego się nie spodziewał, zajęty pogawędką z Eskilem. Zobaczył jak powoli przez nie wlatuje jakiś koszyk z wielką kokardą, po czym drzwi z powrotem się zatrzasnęły. Nieco zdezorientowany zerknął na Clearwatera, jakby próbując znaleźć potwierdzenie na to, czy widział to co on. - Co ta Robin...? - zaczął, przenosząc wzrok ponownie na koszyk, który wylądował przy kanapie, na której chłopak siedział. Nie czekając na nic, pochylił się, aby wziąć go na kolana i zobaczyć co znajduje się w środku. Rozwiązał wstążkę i zobaczył opakowanie podpisane jego imieniem oraz paczkę Feniksowych. - Wow, chyba ktoś sobie przypomniał, że miałem dwa tygodnie temu urodziny - zaśmiał się pod nosem, kręcąc głową rozbawiony, pewny, że ciastka znajdujące się w paczuszce, którą chwilę później otworzył, są od Robin. Chwycił jedną z pięknie ozdobionych kolorowym lukrem babeczek i ochoczo nadgryzł. Przymknął oczy, czując jak delikatne i słodkie nadzienie dosłownie rozpływa się w ustach. Rozwarł powieki i napotkał spojrzenie Eskila. Zerknął na niego niepewnie, po czym uznał, że trochę tak nieelegancko jeść samemu... - Masz ochotę? - spytał, podsuwając mu pudełko jedną ręką, a drugą biorąc kolejnego gryza smakowitego ciastka. - Są świetne! Nie wiedziałem, że umie piec...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Eskil Clearwater

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VI
Wiek : 17
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 180
C. szczególne : wszędzie nosi ze sobą bezdenny plecak; na głowie czapka z daszkiem + kaptur bluzy, a na knykciach lewej dłoni leniwie gojące się skaleczenia;
Dodatkowo : Półwil
Galeony : 254
  Liczba postów : 1581
https://www.czarodzieje.org/t19775-edward-eskil-clearwater#597052
https://www.czarodzieje.org/t19779-pokrecona-skrzynka-na-listy#597322
https://www.czarodzieje.org/t19776-eskil-clearwater#597057
https://www.czarodzieje.org/t20151-eskil-clearwater-dziennik#624
Mała izba na końcu korytarza - Page 13 QzgSDG8




Gracz




Mała izba na końcu korytarza - Page 13 Empty


PisanieMała izba na końcu korytarza - Page 13 Empty Re: Mała izba na końcu korytarza  Mała izba na końcu korytarza - Page 13 EmptyNie Sty 17 2021, 21:53;

Wywrócił oczami i usadowił się wygodniej w fotelu. Odnalazł nowe miejsce na drzemki i wagary - żyć, nie umierać. - Jasne, że wpadła na chory pomysł ćwiczeń. Wiesz ile nerwów mnie kosztowało wbić jej do głowy, że się nie zgadzam na niej eksperymentować? Zupełnie jakbym próbował przekonać centaura do udawania osiołka. - wywrócił oczami i w sumie nie wiedział czemu mu to mówi. Może przez ten fakt, że obaj spędzają z nią sporo czasu? Skoro nazwała Huntera przyjacielem to ten powinien zdawać sobie sprawę jak dokładnie wygląda rytuał odmawiania tej dziewczynie. Czasami wydawało się, że łatwiej będzie ugłaskać wściekłą harpię niż przekonać Robin do porzucenia pomysłu. Zaraz to zamilkł i ugryzł się w język. Nie może wprowadzać Huntera w ich prywatne plany! Nie było ich oczywiście zbyt wiele skoro jej odmawiał (oczywiście bezskutecznie), ale chodzi o samą zasadę niewtajemniczania go we wszystkie szczegóły. Niepotrzebnie się rozgadywał. Ziewnął bardzo demonstracyjnie i przeciągnął się na wszystkie boki aż stawy strzyknęły, zdradzając, że siedzi w tej pozycji dosyć długo. - No. - odparł mało elokwentnie. Nie dopowiadał więcej bo nie uważał tego za ważne. Zerknął tęsknie na drzwi. Gdzie ona jest? Gdy tu wejdzie to raz dwa poprawi mu się humor. Teraz był taki znużony choć musiał przyznać, że rozmowa z Hunterem całkiem się jeszcze kleiła. Uznał, że jednak warto się zdrzemnąć do czasu aż ta nie przyjdzie. To też mogłoby trochę wkurzyć chłopaka, a co! Usadowił się w fotelu tak jak ostatnio zrobiła to Ola - przerzucił kończyny przez podłokietnik, a plecy oparł o drugi i gotów był w tej chorej pozycji drzemać kiedy w tym samym momencie uchyliły się drzwiczki. Aż mruknął z żalu widząc lewitujące do Huntera słodkości. - Tia, jasne i dlatego anonimowo wysyła ci żarcie grubo po terminie. - mruknął z przekąsem bo mu zazdrościł. W brzuchu mu zaburczało i był przekonany, że chłopak może to usłyszeć. Duma nie pozwalała jednak poprosić o poczęstunek. Zamknął oczy, skrzyżował ręce na ramionach i miał iść sobie spać kiedy usłyszał jego głos. - To na bank nie jest od Robin, ale... - znowu zaburczało mu w brzuchu, och cholera. Przez chwilę wahał się czy skorzystać z tej uprzejmości ale jak zawsze przegrał ze swoją słabością.- No jasne, że chcę. - sięgnął po kilka ciasteczek i wymamrotał niechętne "dzięki". Zapakował od razu całe do ust, bo naprawdę zgłodniał. Od razu uśmiechnął się z rozleniwieniem. - Ej, są zajebiste. Pachną tak... tak... - obrócił w palcach ciasteczko i oblizał usta, bo było naprawdę smaczne. Zerknął na Huntera i się uśmiechnął półgębkiem. - ... jak prezent bożonarodzeniowy w sierpniu. - dodał i pochłonął następne, w dwóch kęsach, a potem wyciągnął rękę po kolejne, najwyraźniej nie mają już skrupułów by się poczęstować bez pytania. - To co, osiemnastka na karku? - wzrok mu uciekł do jego twarzy i nabrał ochoty by jednak z nim trochę pogadać. Przecież nie zaszkodzi jeśli trochę się poznają, prawda? Skoro jest przyjacielem Robin to znaczy, że musi być fajny. Uhm, te ciastka są przepyszne. Ani razu nie pomyślał o słowach Lucasa, który to ostatnio go delikatnie opieprzył za palenie jointa nieznanego pochodzenia. A tu proszę, tajemnicze ciasteczka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Hunter O. L. Dear

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 191cm
Galeony : 1835
  Liczba postów : 767
https://www.czarodzieje.org/t19794-hunter-ossian-lewis-dear#599888
https://www.czarodzieje.org/t19804-sowa-huntera#600487
https://www.czarodzieje.org/t19806-lowca-zaprasza#600489
https://www.czarodzieje.org/t19795-hunter-o-l-dear#599914
Mała izba na końcu korytarza - Page 13 QzgSDG8




Gracz




Mała izba na końcu korytarza - Page 13 Empty


PisanieMała izba na końcu korytarza - Page 13 Empty Re: Mała izba na końcu korytarza  Mała izba na końcu korytarza - Page 13 EmptyNie Sty 17 2021, 22:48;

Nieświadomy tego, że Robin z Eskilem podjęli kolejne próby ćwiczeń (na szczęście nie tych związanych z porywczą harpią), jednak martwiły go głupie pomysły dziewczyny, bo nie wiedział jak mogą one się dla niej skończyć. Uznawał młodego za winnego, bo sprzeciwił się jej, a jemu samemu przecież bardzo rzadko się to udawało. Ot, taka hipokryzja ludzka. Słysząc jednak to co powiedział mu Eskil, zamrugał zdziwiony i poczuł jak mięśnie jego ramion i karku spinają się mimowolnie. Palce na oparciu sofy też jakoś dziwnie wbiły się w jej tapicerkę.  - Czekaj, chcesz mi powiedzieć, że Ty... ona kazała Ci ćwiczyć na sobie urok wili? - spytał, wyraźnie wstrząśnięty tą perspektywą, bo nie mógł przyjąć do wiadomości tego, że Eskil mógł wpłynąć na Ślizgonkę i nakazać jej zrobić wszystko. Sama ta myśl sprawiała, że od razu ciśnienie mu podskoczyło. Dla niego ogólnie to całe zauroczenie było nie fair względem tej drugiej osoby, a jeśli w grę wchodziła Robin... automatycznie reagował jakoś tak nerwowo. Wiedział, że była uparta i że ciężko było ją odwieść od czegokolwiek, jeśli sobie coś ubzdurała, ale sam fakt, że po tym co się zdarzyło w pokoju przy kominku, znowu chce ryzykować dla Eskila, powodował, że Dear znowu czuł to dziwne uczucie ucisku w klatce piersiowej. Tak jakby nikt w tej szkole nie potrzebował pomocy, tylko Eskil... A dzieciak po chwili, uznając, że jest głodny, wyłożył się na fotelu i próbował uciąć sobie krótką drzemkę i pewnie by mu się to udało, gdyby nie koszyk, który przylewitował do środka pokoju, aby za chwilę przykuć uwagę Huntera. - Bo kto inny w takim razie? - mruknął, jakby sam do siebie, zanim nie wzruszył ramionami i zwyczajnie wgryzł się w ciastko. Nie myślał wtedy o tym, że jest to jedzenie niewiadomego pochodzenia, bo naprawdę był przekonany, że może to być sprawka Robin. A poza tym, te babeczki miały tak wspaniały aromat... Nie był dobry w opisywaniu zapachów, ale wiedział jedno - nie mógł oprzeć się tym wypiekom. Jak tylko otworzył wieczko pudełka, musiał ich spróbować. A kiedy już to zrobił, zachwycał się w myślach nad ich cudownym smakiem. - Ej, ale nie wszystkie - rzucił do Eskila z lekkim wyrzutem, kiedy tak zajadali się ciastkami, ale młodszy Ślizgon brał już czwarte chyba z kolei. Hunt jakby nie chcąc pozostać mu dłużnym, sięgnął po kolejną słodycz, aby szybko schrupać ją, zanim w opakowaniu nic nie zostanie. - No nie? Genialnie pachną - odezwał się, zajadając się kolejną babeczką i zerkając na młodego. Przez chwilę tylko tak mu się przyglądał, jak wcinał ciastko. - Właściwie, teraz w styczniu stuknęło mi dziewiętnaście. Starość normalnie... - skomentował rozbawiony, przesuwając wzrokiem po sylwetce Eskila, kiedy tak siedział wywalony na fotelu. Jakoś tak przychylniej na niego w tej chwili spoglądał, wydawało mu się, że Ślizgon jest dość... sympatyczny. Nawet miły... No i to zawadiackie spojrzenie - trochę go intrygowało. Uniósł dłoń do pudełka z ciastkami, aby chwycić jedno z ostatnich sztuk, które znajdowały się w środku, jednak w pewnym momencie drgnął, kiedy jego palce zetknęły się z dłonią Eskila, który w tej samej chwili sięgnął po ciasteczko. A, że Hunter ciągle wpatrywał się w Clearwatera, który do niego mówił, nie zarejestrował tego faktu, w tym momencie nie mógł oderwać od niego wzroku. - Używasz teraz uroku? - wypalił w końcu, nie wiedząc co się dzieje, bo przecież chłopak wydawał mu się doskonały w każdym calu, a jego głos wprawiał w drżenie jego wnętrze, które powoli zalewała fala dziwnej ekscytacji. Chciał tego głosu słuchać jeszcze więcej. A Eskil stał się jedynym obiektem w tym pokoju, który w tym momencie się liczył.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Eskil Clearwater

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VI
Wiek : 17
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 180
C. szczególne : wszędzie nosi ze sobą bezdenny plecak; na głowie czapka z daszkiem + kaptur bluzy, a na knykciach lewej dłoni leniwie gojące się skaleczenia;
Dodatkowo : Półwil
Galeony : 254
  Liczba postów : 1581
https://www.czarodzieje.org/t19775-edward-eskil-clearwater#597052
https://www.czarodzieje.org/t19779-pokrecona-skrzynka-na-listy#597322
https://www.czarodzieje.org/t19776-eskil-clearwater#597057
https://www.czarodzieje.org/t20151-eskil-clearwater-dziennik#624
Mała izba na końcu korytarza - Page 13 QzgSDG8




Gracz




Mała izba na końcu korytarza - Page 13 Empty


PisanieMała izba na końcu korytarza - Page 13 Empty Re: Mała izba na końcu korytarza  Mała izba na końcu korytarza - Page 13 EmptyNie Sty 17 2021, 23:14;

- Nic mi nie kazała. - prychnął urażony, że zostaje postawiony w świetle idioty, któremu można rozkazywać. Obruszył się i pożałował, że w ogóle odezwał. A co go to interesuje?! Niech nie wtyka nosa w nieswoje sprawy. - Oj tam, nie ważne co z nią knuję. Wątpię by cię to interesowało? - może i nie miał teraz racji, aby się do niego ten sposób odzywać jednak zaczęła mu przeszkadzać rozmowa na temat Robin. Miał przeczucie jakby chłopak chciał ją zgarnąć całą dla siebie i z nikim się nie dzielić. Nawet fakt, że się z nią całował nie dodawał mu tego animuszu, co powinien. Może przez to, że zabrakło z jej strony jakiejkolwiek deklaracji co zrobią z tym fantem? Chyba nie zwierzała się Hunterowi, prawda? Nie dopuszczał do siebie tej myśli. Lubił rozmyślać o tej dziewczynie, ale rozmawianie na jej temat ze ślizgonem było już w niesmak. Musiał zatem nabrać wody w usta i się po prostu nie odzywać, a najlepiej w milczeniu oczekiwać jej przybycia. Cokolwiek miała w planach to lepiej, aby się streszczała. Ile czasu mają wytrzymać w tym pokoju we własnym towarzystwie? Nie sądziła chyba, że długo? Zerknął na te babeczki, które aż wołały o to, by się nimi objeść. Nie wierzył, że to Robin je wysłała. - Bo to nie w jej stylu. Mówisz jakbyś w ogóle jej nie znał. - ale co tam, skoro jest, to co ma się zmarnować. Przynajmniej nie będzie musiał wysłuchiwać zawodzenia swojego żołądka. Okazuje się to dobrym posunięciem, jeśli nie stwierdzić, że doskonałym. Strzepnął okruszki ze ślizgońskiego krawata i usiadł wygodniej w fotelu skoro mogą we dwóch opróżnić słodką niespodziankę. Tak nagle zniknęło z niego całe poirytowanie oraz ślady zawiści. Nie miał bladego pojęcia czemu miał ochotę się teraz głupio uśmiechać... do Huntera. Uniósł wysoko brwi napotykając jego spojrzenie. O czym oni w ogóle rozmawiali? Z jego głowy wyparowała Robin, a źrenice rozszerzyły się kiedy odkrył, że przecież tak naprawdę to cieszy się, że tu trafili we dwóch. Sięgnął po kolejne ciastko, a przypadkowy dotyk z reguły zostałby zignorowany lecz teraz zrobiło mu się od tego ciepło. Parsknął śmiechem. - No coś ty, stary! - ożywił się i rozpogodził. Kurczę, powinni więcej ze sobą gadać. Po co się kłócić skoro nie ma o co? - Przecież ja tego nie praktykuję. A już zwłaszcza nie na tobie. - zapewnił i podał mu ciasteczko, po które wcześniej sięgał. Uderzyła go fala gorąca, ale niezwiązana z wilowatością. Czemu wcześniej nie zauważył, że za Hunterem wszyscy się oglądają? Miał przystojne rysy twarzy i kolor oczu taki trudny do sprecyzowania. Uśmiechał się do niego trochę ogłupiale, ciesząc się, że w końcu zauważył detale jego urody. - Ty to musisz uważać, bo tyle osób się za tobą ogląda, że zaraz ktoś stworzy ci funclub. Ja przy tym to pikuś. Gdzie mi do ciebie. - machnął ręką, jakby to bagatelizował, ale fakt faktem zauważał teraz, że w sumie przy Hunterze ciężko było czuć się źle czy niekomfortowo. Miał bardzo sympatyczny uśmiech, a teraz miał ochotę wyłapywać każdy detal jego twarzy. Może gdy będzie dla niego miły to dostanie ten jeden uśmiech? Pochylił się trochę w jego stronę i zniżył głos do głośnego szeptu: - Jesteś ten popularny Dear, powinienem wziąć od ciebie autograf. Potem opchnę go za fortunę zdesperowanym fankom z młodszych roczników. Są głupie, wezmą wszystko. - wyszczerzył się od ucha do ucha i choć jego skóra zalśniła, a w spojrzeniu coś błysnęło, tak dalej był świadomy tego jak bardzo chciał się Hunterowi przypodobać. Trochę mu posłodzi, ale bez przesady! Cieszył się jak dzieciak, że są tu sam na sam i nikt im nie przeszkadza. Mogą gadać, gadać i gadać, a on dowie się co sądzi o nim samym... miał nadzieję, że go choć trochę lubi. Prawda?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Hunter O. L. Dear

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 191cm
Galeony : 1835
  Liczba postów : 767
https://www.czarodzieje.org/t19794-hunter-ossian-lewis-dear#599888
https://www.czarodzieje.org/t19804-sowa-huntera#600487
https://www.czarodzieje.org/t19806-lowca-zaprasza#600489
https://www.czarodzieje.org/t19795-hunter-o-l-dear#599914
Mała izba na końcu korytarza - Page 13 QzgSDG8




Gracz




Mała izba na końcu korytarza - Page 13 Empty


PisanieMała izba na końcu korytarza - Page 13 Empty Re: Mała izba na końcu korytarza  Mała izba na końcu korytarza - Page 13 EmptyPon Sty 18 2021, 00:21;

Nie rozumiał do końca o co ta naprawdę chodziło w układzie Robin i Eskila. Ona pomagała jemu, a on tak naprawdę tego nie chciał. Znaczy, chciał ćwiczyć, ale nie na niej. Albo: on nie godził się na to, aby eksperymentować z urokiem na nie, ale to robił. Głupie to było i nie trzymało się kupy, ale nie zamierzał już tego drążyć, bo i tak pewnie by tego nie zrozumiał. Martwił się tylko o Robin, która już teraz za pomoc z harpią w nagrodę otrzymała kilka blizn, a co będzie dalej? - Oczywiście, że mnie interesuje. Przyjaźnimy się. Nie chce, żeby wplątała się w coś dziwnego -  i znowu zamiast pomyśleć, najpierw chlapnął. Przecież nigdy tak nie robił, nigdy nie martwił się na zapas, jeszcze do tego o takie szczegóły. Jednak nic nie poradzi na to, że po tym co zdarzyło się w pokoju z kominkiem, Eskil wydawał mu się nieokiełznany. Nie panował nad swoją genetyką i jaka była pewność, że nie zrobi czegoś źle, że nie wpłynie na dziewczynę tak, że później będą tego konsekwencje? Ćwiczenie opanowania harpii, też miało być bezpieczne. Teoretycznie byli przygotowani, a praktycznie to było całkowite dno. A co jeśli przy okazji kolejnych treningów będzie podobnie? - Właśnie znam ją bardzo dobrze. Ale jest tak nieprzewidywalna, że podejrzewam, że jej właśni rodzice nie umieją przewidzieć co zrobi - oznajmił, wzruszając ramionami i zagryzając ciastko, którego okruszki posypały mu się na spodnie. Już teraz nie wiedział czy te babeczki to sprawka Doppler, czy może ktoś inny je mu podrzucił, ale to nie było w tej chwili ważne. Liczył się każdy kęs, słodkiego wypieku, który wydawało mu się powodował lekkie palpitacje serca. Jak można robić takie dobre ciastka? I ten lukier, prawdziwie rozpływający się w ustach! A potem widział już tylko te szaro-niebieskie ślepia, które tak go zauroczyły, że wpakował rękę w pudełko z ciastkami nie zważając na to, że w tej samej chwili zrobił to też Clearwater. Hunter też zapomniał, że jeszcze przed chwilą głównym tematem była Robin, bo teraz liczył się tylko Ślizgon. Entuzjazm, jaki od niego bił w momencie kiedy się odzywał, uderzał w Deara niesamowicie. Skąd ten chłopak ma w sobie tyle pozytywnej energii? Jest taki pełen życia... Patrząc na jego piękną twarz, od razu pomyślał o jego wilowatości, bo dla niego było pewne, że to ona w tej chwili na niego działa. - Serio? Nie wykorzystujesz tego? Nawet na kimś kto Ci się podoba? Nawet na chwilę? - spytał, prostując się i dopiero teraz zauważając puste opakowanie po ciastkach na swoich kolanach. Odłożył kartonik na stolik, dopasowany idealnie do reszty mebli. Szybko wrócił spojrzeniem do swojego rozmówcy, który postanowił jawnie go skomplementować. Niemal wyśmiał go, kiedy ten wspomniał o jakiś fanklubie. - No weź, przestań. Jakby połowa Hogwartu patrząc na Ciebie się nie śliniła... Nie używasz uroku, a tak na Ciebie lecą - to nie jest wystarczający powód na to, że jesteś... przystojny? - posłał mu wymowne spojrzenie, lustrując wzrokiem kontury jego twarzy, zatrzymując się na pełnych ustach. Merlinie, jak one go ciągnęły do siebie. Były wydatne, wydawały się takie miękkie i miał ochotę ich zasmakować. Czy Eskil by mu na to pozwolił? Nie myślał nawet o tym długo, bo to do niczego nie prowadziło, a liczyło się tylko to uczucie rozkosznego ciepła, które rozlewało się w okolicach jego klatki piersiowej, kiedy spoglądał na Ślizgona. Mówił coś do niego. Ciągle słyszał ten znajomy, kojący w jego opinii głos, który wydawał się przyjemnie wibrować w jego uszach. Nie ważny był sens tych słów, ważne było aby nie przestawał mówić. Dear musiał wyglądać w tej chwili jak jakich chory na umyśle człowiek, który ze szczeniackim wyszczerzem wpatrywał się w Eskila, niemal z uwielbieniem, jednak nie mógł tego w sobie stłumić. Jego wzrok ponownie padł na wargi wilowatego, ale tym razem nie potrafił powstrzymać odruchu. Zajęło mu dosłownie kilka sekund aby przesunąć się na drugi skraj sofy, aby być bliżej chłopaka. - Nie ruszaj się, proszę. - szepnął, unosząc dłoń, aby delikatnie przyłożyć ją do policzka chłopaka. Serce zaczęło walić mu jak oszalałe, kiedy przesunął opuszką kciuka po jego dolnej wardze, jednocześnie cicho wzdychając.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Eskil Clearwater

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VI
Wiek : 17
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 180
C. szczególne : wszędzie nosi ze sobą bezdenny plecak; na głowie czapka z daszkiem + kaptur bluzy, a na knykciach lewej dłoni leniwie gojące się skaleczenia;
Dodatkowo : Półwil
Galeony : 254
  Liczba postów : 1581
https://www.czarodzieje.org/t19775-edward-eskil-clearwater#597052
https://www.czarodzieje.org/t19779-pokrecona-skrzynka-na-listy#597322
https://www.czarodzieje.org/t19776-eskil-clearwater#597057
https://www.czarodzieje.org/t20151-eskil-clearwater-dziennik#624
Mała izba na końcu korytarza - Page 13 QzgSDG8




Gracz




Mała izba na końcu korytarza - Page 13 Empty


PisanieMała izba na końcu korytarza - Page 13 Empty Re: Mała izba na końcu korytarza  Mała izba na końcu korytarza - Page 13 EmptyPon Sty 18 2021, 07:13;

Coraz szybciej zapominał po co tu przyszli. Większość myśli Eskila zaczęła oscylować wokół Huntera, jedna część rozważała jak mu się przypodobać, inna zastanawiała się czy jest szansa, że mógłby mu się podobać, a pozostała reszta zapanowała nad resztą ciała i stwierdziła, że bardzo potrzebuje pocałować jego usta. Ciekawe jak to jest… zaczęły go przyciągać ale brakło w tym pragnieniu delikatności. Nie chciał tylko pocałunku, on chciał się zatracić w całej serii i zapomnieć o bożym świecie. Jak długo wpatrywał się już w jego oczy? Śmiał się, bo to było takie łatwe w jego towarzystwie. - Wilowatość pojawia się… - zaschło mu w ustach -...  kiedy się z kimś długo całuję. Długo. - nie pamiętał skąd to wie i jakim doświadczeniem mógłby poprzeć. Wiedział, że tak jest i nagle zapragnął, aby Hunter pomógł mu ją wywołać. Ot tak, dla zabawy. Dla utrzymania na sobie jego intensywnego spojrzenia, a Hunt wpatrywał się w niego jakby chciał go pochłonąć. Odkrył, że nie miałby nic przeciwko. Nie używał jeszcze zauroczenia półwila po to by ktoś go pocałował. Nawoływał w myślach chłopaka by to zrobił, jeśli choć trochę o tym i on pomyślał. Ponownie na jego ustach zagościł ogłupiały uśmiech kiedy usłyszał jego słowa. Serce zabiło w jego piersi nieco szybciej, ciesząc się jak idiota, że niejako Hunter uważał go za przystojnego. - Uważasz, że jestem niczego sobie? - zapytał zbyt cicho i zbyt miękko, za dużo było w tym nadziei, że uzyska potwierdzenie. Jego zmysły nakierowywały się teraz na rozmówcę. Chciał myśleć tylko o nim, o niczym innym nie potrafił. Jest cudowny. Gorąco przystojny, dobrze zbudowany… jak szybko można stracić dla niego głowę! Nieświadomie nachylał się coraz bardziej, jakby chciał przeskoczyć na kanapę i rozsiąść się nie obok, a na jego kolanach. Samym spojrzeniem próbował dać mu to do zrozumienia. Zbierał się na odwagę, aby znaleźć się jeszcze bliżej, ale intensywny wzrok Huntera przyszpilał go do fotela. Kręciło mu się w głowie od jego szerokiego uśmiechu. Miał dołeczek w policzku, wow. To było niesamowite odkrycie i go rozczuliło. Chciał je dotknąć, musnąć palcami lecz gdy unosił rękę, Hunt się przysunął wprawiając powietrze między nimi w zawirowania zapachowe. Ciekawe jaki aromat poczuje gdyby tak… gdyby tak oparł czoło o podstawę jego szyi. Musiałby tylko odpiąć ten guzik kołnierzyka… Wstrzymał oddech gdy poczuł na policzku ciepłe wnętrze jego dłoni. Usłyszał, że miał się nie ruszać… czy on oszalał? Cały się do niego wyrywał, każda komórka jego ciała pragnęła znaleźć się bliżej, jak miał teraz nieruchomieć? Wypuścił z płuc gorące powietrze gdy ten musnął kciukiem jego wargę. Mrowiła wygłodniale w tym małym miejscu. - Możesz… możesz mi pomóc wywołać… wilowatość. - szepnął, a jego oczy krzyczały "zrób to! teraz!" Nie zauważył chwili kiedy podniósł się z fotela jednak ani myślał usuwać się spod jego dłoni. Nachylał się, aby na nim pozostała i przeszedł w kierunku kanapy, na której Hunter siedział. Nie miał odwagi usiąść tak jakby chciał, ale nie przeszkodziło mu to w nachyleniu się bliżej jego twarzy. Musiał podeprzeć się podłokietnikiem mebla przez miękkie kolana. Widział wyraźnie jego rzęsy, mógł zobaczyć z bliska zielonkawo-mętne tęczówki, a to niezawodny znak, że na wpół świadomie znajdował się coraz bliżej jego warg. - Co… co tym sądzisz? - zapytał szeptem, gdy ich twarze dzieliło pół cala. Trząsł się od środka, nie wiedział gdzie ma serce, a gdzie płuca, nie kontaktował ze swoim ciałem ale za to doskonale wiedział co się z nim dzieje. Umrze, jeśli go nie pocałuje. Uderzyła go lekka fala gorąca, napięcie w jego ciele narastało, a on wirował każdą myślą już przy jego wargach. Mimo zażytej amortencji miał w sobie jeszcze odrobinę nieśmiałości, stąd chwilowe i okrutne zwlekanie. Położył drugą rękę obok jego ramienia, na oparciu kanapy. Palce drugiej ręki zahaczyły o kraniec kołnierzyka, muskając skórę jego gorącej szyi. Nie miał nic przeciwko wilowatości, jeśli tylko i wyłącznie Hunter zechce sprowokować ją do działania. Zrobi wszystko, czego ten zapragnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Hunter O. L. Dear

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 191cm
Galeony : 1835
  Liczba postów : 767
https://www.czarodzieje.org/t19794-hunter-ossian-lewis-dear#599888
https://www.czarodzieje.org/t19804-sowa-huntera#600487
https://www.czarodzieje.org/t19806-lowca-zaprasza#600489
https://www.czarodzieje.org/t19795-hunter-o-l-dear#599914
Mała izba na końcu korytarza - Page 13 QzgSDG8




Gracz




Mała izba na końcu korytarza - Page 13 Empty


PisanieMała izba na końcu korytarza - Page 13 Empty Re: Mała izba na końcu korytarza  Mała izba na końcu korytarza - Page 13 EmptyPon Sty 18 2021, 12:20;

On sam zapewne przez to, że trafił na ciastko bardziej nasączone eliksirem od innych, powoli nawet zaczynał zapominać gdzie się znajdują. Naprawdę, nie myślał o tym, bo jego uwaga sfokusowała się na siedzącym nieopodal Ślizgonie, którego wzrok emanował taką niesamowitą energią... Czuł się jak w polu magnetycznym, w którym nie miał szans, aby przeciwstawiać się tej odgórnej sile. Nie mógł, ale też nie chciał. Pragnął poddać się temu, tym bardziej, że chłopak wydawał się też coraz bardziej skupiony na jego osobie. Kiedy sobie to uświadomił, serce niemal podskoczyło mu w piersi, a uśmiech poszerzył się, dokładnie w tym samym momencie, gdy Eskil wyznał kiedy uaktywnia się jego urok wili. Spojrzał na niego wzrokiem wyrażającym lekkie zdziwienie z powodu, który podał, bo nie spodziewał się tych słow. - I wtedy... jesteś w stanie... no wiesz, rozkazywać? - dociekał, próbując dowiedzieć się czegoś więcej na temat jego wilowatości. To było tak intrygujące. On sam był tak interesujący... Pociągający. Dlaczego wcześniej tego nie zauważył? Jak mógł ignorować ten fakt i dopiero teraz takie myśli pojawiły się w jego głowie? Wpatrywał się z niemal zwierzęcym głodem w usta Eskila, które przykuły jego uwagę najprawdopodobniej po tym jak chłopak wspomniał o pocałunku. To było silniejsze od niego. Jego cudownie pełne wargi wołały do niego o swoją uwagę, wyraźnie chcąc, aby się nimi zainteresował. Oczami wyobraźni już widział jak skupie je gorliwie, czując na języku ich smak. Już sama ta myśl wywoływała przyjemne dreszcze na jego ciele, a kiedy chłopak zadał mu pytanie, był w stanie jedynie lekko kiwnąć głową, zajęty analizowaniem jego rysów twarzy, które pomimo iż były łagodne, miały coś w sobie co nie pozwalało Dearowi oderwać od jego wzroku. Czuł się jak zahipnotyzowany, jakby chłopak już używał na nim swojej wilowatej zdolności... Ale jemu to nie przeszkadzało. Nawet gdyby to było to, Hunter pragnął, żeby to uczucie trwało jak najdłużej. Nie zwracał uwagi na takie szczegóły jak odległość. W jednej chwili siedzieli dwa metry od siebie, a w kolejnej dzieliła ich tylko przestrzeń między sofą a fotelem. Tak łatwo było położyć dłoń na jego twarzy, jakby sama praktycznie się tam znalazła, bez jakiegokolwiek wysiłku. Musiał poczuć miękkość jego warg, ocenić czy są tak wspaniałe na jakie wyglądają. Drgnął, gdy usłyszał ten wibrujący ton głosu, tam niezwykle cichy i delikatny, jakby niepewny. Podnosząc wzrok na jego jasne tęczówki, już miał zapytać "jak? jak mam to zrobić?", bo zupełnie zapomniał o tym co Eskil powiedział mu jeszcze przed kilkoma chwilami. Tak wiele się działo, a wszystko w nim było tak kuszące i ponętne, że powoli zapominał języka w gębie. Z resztą po co się odzywać, kiedy Ślizgon nagle znalazł się zadziwiająco blisko niego, a nawet nie zauważył kiedy zszedł z fotela, na którym siedział, by zbliżyć się do niego. Twarz chłopaka znalazła się tak blisko jego własnej, że aż znieruchomiał, czekając aż w końcu to elektryzujące drżenie jego warg w końcu znajdzie ujście w zetknięciu z jego ustami. Nie wiedział czy najpierw usłyszał ten głos czy poczuł ciepły oddech Eskila na swoim policzku i jednocześnie opuszki palców, błądzące gdzieś w okolicach jego szyi. Oddech przyspieszał mu z sekundy na sekundę i nie był w stanie już dłużej czekać. Spomiędzy jego ust wydobył się dźwięk łączący jakby odgłos irytacji z krótkim jękiem, który stłumiły dopiero miękkie wargi Eskila, do których przywarł gwałtownie. Łapczywie zatopił swoje usta w tych ciepłych eskilowych, które smakowały jeszcze różanym lukrem i powodowały, że Dear czuł się jakby był pijany. Nie zważając na nic, spróbował rozchylić je swoimi, aby jeszcze bardziej ich zasmakować, próbując ich koniuszkiem języka. Dłoń, która znajdowała się na policzku chłopaka, wsunął pomiędzy dłuższe kosmyki, zaplatając w nich palce i zaciskając się na puklach, który były w totalnym nieładzie, ale jemu to nie przeszkadzało. Przyciągnął go do siebie jednym ruchem, pragnąć mieć go najbliżej jak się tylko da, aby po chwili chłopak opadł na jego kolana i przylgnął do jego ciała. Nie mógł zapanować nad własnym umysłem, który krążył w tej chwili tylko i wyłącznie wokół tych cudownych ust, rozkosznego języka i ciepłego ciała. To było za dużo, nie spodziewał się, że dostanie tak dużo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Eskil Clearwater

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VI
Wiek : 17
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 180
C. szczególne : wszędzie nosi ze sobą bezdenny plecak; na głowie czapka z daszkiem + kaptur bluzy, a na knykciach lewej dłoni leniwie gojące się skaleczenia;
Dodatkowo : Półwil
Galeony : 254
  Liczba postów : 1581
https://www.czarodzieje.org/t19775-edward-eskil-clearwater#597052
https://www.czarodzieje.org/t19779-pokrecona-skrzynka-na-listy#597322
https://www.czarodzieje.org/t19776-eskil-clearwater#597057
https://www.czarodzieje.org/t20151-eskil-clearwater-dziennik#624
Mała izba na końcu korytarza - Page 13 QzgSDG8




Gracz




Mała izba na końcu korytarza - Page 13 Empty


PisanieMała izba na końcu korytarza - Page 13 Empty Re: Mała izba na końcu korytarza  Mała izba na końcu korytarza - Page 13 EmptyPon Sty 18 2021, 15:53;

Nigdy w życiu nie popatrzyłby na Huntera w ten sposób. Merlinie! Eskil uważał się za pełnego hetero, a wystarczyły bodajże trzy ciastka z amortencją, aby zmusić go (później) do weryfikacji swoich upodobań. Czy ten paskudny eliksir faktycznie może zachęcić dwóch chłopaków hetero do wylewniejszego spędzania ze sobą czasu? Jak to działało? Dlaczego akurat on? Nie mógł myśleć jasno. Wszystko teraz obijało się o Huntera i silną chęć uzyskania u niego aprobaty, a każdy otrzymany uśmiech wywoływał motylki w brzuchu. Przecież zmysłu Eskila oszalały od dotknięcia jego ust! Nigdy w życiu nie pozwoliłby na taki gest, ale teraz wydawało się być to jednym z jego dzisiejszych marzeń. Czuł się jakby ktoś zapalił światło i rozjaśnił jego umysł po to, aby odkrył jak bardzo lubi Dear'a. Ba, to nie tylko sympatia, to silna potrzeba znalezienia się jak najbliżej. A on to odwzajemniał… czyż można być bardziej szczęśliwym? Zakręciło mu się w głowie od jego poruszających się ust. Zadawał pytanie, ale nie uzyskał odpowiedzi bowiem w tym momencie Eskil nie potrafił już myśleć samodzielnie. Powinien czuć się zgorszony tak wygłodniałym spojrzeniem a jednak odnosił wrażenie, że i jego oczy pociemniały z pożądania. Zupełnie bez udziału woli wstawał i chwilę później nachylał się, chcąc zebrać z jego ust choć jeden soczysty pocałunek. Oszaleje, jeśli go nie dostanie. Z drugiej strony napawał się jego wstrzymanym oddechem i uderzającym zapachem wyjedzonej przed chwilą słodyczy. Wpatrywał się w niego z tak bliska i był nim oszołomiony, ręka drżała jakby nie mógł się utrzymać już w pionie. Dźwięk padający z jego ust wywołał w nim taki dreszcz jakiego jeszcze nigdy nie zaznał. Dreszcz zniecierpliwienia i w tym samym momencie co on, unicestwił ostatnią odległość między ich wargami. Westchnął z zachwytu gdy poczuł ich ciężar i miękkość, świat zawirował, a więc zacisnął mocniej powieki i ze stłumionym jękiem pozwolił wargom Huntera robić z nim co tylko chciały. Nie protestował, nie chciał, pragnął nich jeszcze więcej i gorliwiej, a chłopak wydawał się czytać jego myśli bowiem zaraz to natknął się na koniuszek jego języka. Wypuścił powietrze wprost do jego ust, wcałowując się w nie żarliwie. Przeoczył moment siadania na jego udach, po prostu nagle już na nich był i niech Merlin mu świadkiem, nie zamierzał ich dobrowolnie opuszczać. Do jego świadomości dotarła lokalizacja hunterowej dłoni wplatającej się w jasne kosmyki. Zarejestrował obecność swoich palców w okolicach jego karku, gdy go do siebie przyciągał, samemu nachylając się jeszcze bardziej, aby wygodniej było pogłębić ten rodzaj pocałunku. Wszystkim tym pieszczotom towarzyszyły silne uderzenia gorąca. Hormony Eskila buzowały pod skórą i wywoływały cechy wilowatości… lecz jak zawsze żaden z nich tego nie ujrzy dopóki nie otworzą oczu. Tym razem nie zamierzał się tym przejmować ani tym bardziej przerywać. Nie pamiętał aby ktokolwiek do niego tak mocno przylgnął. Nie pamiętał nawet chwili gdy rozpiął pierwszy guzik jego koszuli, aby odwinąć na bok kołnierzyk i móc wsunąć palce po bokach jego szyi. Był nim oszołomiony, słyszał wyraźnie każdy jego oddech i z utęsknieniem czekał na cudowny dźwięk choćby najmniejszego westchnienia bądź jęku. Zamroczony umysł Eskila wmawiał mu, że go uwielbia. Całując go coraz żarliwiej - na tyle na ile umiał - towarzyszyła mu właśnie ta myśl - to spełnienie marzeń, a więc jest szczęśliwy. Tak jakby. Sam Eskil w przypływie wilowatej fali wydawał się jaśniejszy, bardziej wyrazisty i bez żadnej skazy. Nie dało się dostrzec w nim teraz nawet jednej zmarszczki, skóra była gładka, lśniąca i ciepła jakby dopiero co zeszedł z pełnego słońca. A w głowie królowało pragnienie - całować go do utraty tchu. Gdyby teraz się odezwał to brzmiałby melodyjnie i gładko niczym aksamit. Gdyby się uśmiechnął to być może umiałby roztopić najbardziej zatrwadziałe serce. On zaś nie przestawał go całować, mając głęboko w poważaniu zachowanie swojego dziedzictwa. Gdyby wyrosły mu zdeformowane łapska to nawet by tego nie zauważył. Dostał obsesji na punkcie hunterowych pocałunków. Nie podejrzewał siebie o taką gorącokrwistość, a może to wpływ Huntera? Może to jego usta i dłonie wzbudzały w młodym Eskilu te cielesne uczucia, których jeszcze nie znał. Pod materiałem kołnierzyka przemknęła jego szczupła dłoń, by zsunąć się wzdłuż karku i w leniwej pieszczocie powrócić do włosów. Nie zastanawiał się nad tym co robi, gdy niemalże ponaglająco szukał jego języka, by go zaczepiać i smakować ze wszystkich stron. Świat przestał istnieć. Nie będzie chciał być w swojej własnej skórze, gdy z jego krwi wyparuje amortencja. Powstaje pytanie kiedy to nastąpi?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Hunter O. L. Dear

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 191cm
Galeony : 1835
  Liczba postów : 767
https://www.czarodzieje.org/t19794-hunter-ossian-lewis-dear#599888
https://www.czarodzieje.org/t19804-sowa-huntera#600487
https://www.czarodzieje.org/t19806-lowca-zaprasza#600489
https://www.czarodzieje.org/t19795-hunter-o-l-dear#599914
Mała izba na końcu korytarza - Page 13 QzgSDG8




Gracz




Mała izba na końcu korytarza - Page 13 Empty


PisanieMała izba na końcu korytarza - Page 13 Empty Re: Mała izba na końcu korytarza  Mała izba na końcu korytarza - Page 13 EmptyPon Sty 18 2021, 18:57;

Nie miał zielonego pojęcia na jakich dokładnie zasadach działa najsilniejszy eliksir miłosny - czy rzeczywiście ktoś kogo do tej pory interesowała tylko i wyłącznie płeć przeciwna, mógłby tak nagle poczuć miętę do przedstawiciela tej samej płci? Nie wiedział tego, jednak pewne było jedno: w tej chwili cieszył się jak wariat z każdego choćby spojrzenia, którym obdarowywał go Eskil. I jakby tego było mało, jego obłąkane myśli skupiały się tylko na tym, aby wreszcie go pocałować, co zdawało się być dla niego najskrytszym pragnieniem w tym momencie. Ten Hunter Dear, który tak nie znosił przez zazdrość chłopaka, w tej chwili drzemał gdzieś w jego wnętrzu, kompletnie odcięty od swojej świadomości. Teraz liczyła się tylko ta nieoparta chęć zbliżenia się do niego, aby ten każdy centymetr, który ich dzielił, nie sprawiał mu takiego fizycznego wręcz cierpienia. Czuł, jakby powietrze między ich wargami nagle zgęstniało, jakby wyczuwało te delikatne wibracje, które pojawiły się już w momencie gdy Hunt przejechał kciukiem po dolnej wardze Clearwatera. Od tej pory zaczął wyobrażać sobie jak cudownie byłoby wpić się w te usta i zatracić się w nich całkowicie. I nim się obejrzał, jego fantazje stały się rzeczywistością. Zagarnął głowę chłopaka ku sobie, chcąc jeszcze intensywniej poczuć jego wargi na swoich, aby po chwili pogłębić pocałunek i tym samym pociągnąć Eskila na swoje uda. Uderzyła go ogromna fala gorąca, kiedy Ślizgon zaczął oddawać mu pocałunki, niemniej żarliwie. Czuł jego ciepłą dłoń na swoim barku, która po chwili rozpinała już jego koszulę, aby wśliznąć się pod materiał i ułożyć obie dłonie na karku Deara. Zamruczał cicho, zdając sobie sprawę z krótkiej wędrówki, jaką pokonała jego ręka po tylnej części jego szyi, na której pozostawiła drobny dreszcz. Tym samym Hunter chwycił delikatnie zębami dolną wargę Ślizgona, aby lekko ją pociągnąć, napawając się gorącym i płytkim oddechem Eskila, który omiótł jego twarz. Był pewny, że za moment zwariuje. Zwariuje od tego szumu w głowie, od tętniącej w jego naczyniach krwi, przyspieszonego oddechu, który ani myśli zwalniać, kiedy w pobliżu są te gorliwie całujące go usta. Nie otwierał oczu, nawet nie miał takiego zamiaru, tak bardzo skupiony na doznaniach, które w tej chwili przysłaniały mu cały obraz rzeczywistości. Za to, kiedy ich języki ponownie rozpoczęły wspólny taniec, idealnie zgrywając się i odnajdując jeden rytm, Hunter sięgnął wolną dłonią koszuli Eskila, która była częściowo wyciągnięta ze spodni od mundurka, aby jego palce zwinnie wsunęły się pod materiał, błądząc gdzieś po jego gorącej skórze pleców. Westchnął tym samym wprost w jego usta, a druga ręka, pośpiesznie wyswobodziła się z jego włosów, aby zacząć rozpinać guziki jego górnej części garderoby. Nie myślał logicznie. Nie myślał w ogóle. Jego umysł opanowany przez dziką magię potężnego eliksiru nie był w stanie sam podejmować żadnych decyzji. Działał instynktownie, próbując zaspokoić jedyne pragnienie, jakie w tej chwili tliło się w jego głowie. Powoli zsunął koszulę z jego ramion, kiedy ostatni guzik przestał być przeszkodą w jego planach. Z cichym pomrukiem, porzucił jego usta, aby wyznaczyć nimi ścieżkę od linii żuchwy, aż po okolice ucha, przy którym się zatrzymał. Niesiony ogromnym wręcz łaknieniem jego ciała, pragnął posmakować każdego fragmentu jego skóry, począwszy właśnie od płatka jego ucha, na którym Eskil najpierw poczuł wilgotny język, a następnie gorące usta, zatapiające się w drżącej skórze tuż przy szyi chłopaka. Czuł, że ogarnia go szaleństwo, zupełnie ubezwłasnowolniony, zamknięty w ludzkiej powłoce, jakim było jego ciało, tak bardzo w tej chwili pożądające bliskości ze strony Clearwatera. Pragnął go i to tak mocno, że nie mógł sobie wyobrazić co by się stało, gdyby Ślizgon w tej chwili odsunął się i poczułby tę pustkę. Miał wrażenie, że to by go dosłownie zabiło...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Eskil Clearwater

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VI
Wiek : 17
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 180
C. szczególne : wszędzie nosi ze sobą bezdenny plecak; na głowie czapka z daszkiem + kaptur bluzy, a na knykciach lewej dłoni leniwie gojące się skaleczenia;
Dodatkowo : Półwil
Galeony : 254
  Liczba postów : 1581
https://www.czarodzieje.org/t19775-edward-eskil-clearwater#597052
https://www.czarodzieje.org/t19779-pokrecona-skrzynka-na-listy#597322
https://www.czarodzieje.org/t19776-eskil-clearwater#597057
https://www.czarodzieje.org/t20151-eskil-clearwater-dziennik#624
Mała izba na końcu korytarza - Page 13 QzgSDG8




Gracz




Mała izba na końcu korytarza - Page 13 Empty


PisanieMała izba na końcu korytarza - Page 13 Empty Re: Mała izba na końcu korytarza  Mała izba na końcu korytarza - Page 13 EmptyPon Sty 18 2021, 19:47;

Uwrażliwiał się na każdy ruch i oddech Huntera. Nie potrzebował wzroku, aby dokładnie śledzić trasę jego dłoni. Wyczulił się na każde drgnienie jego języka, dostrajał się do jego tempa i jednocześnie dawał z siebie to, co potrafił, aby wyciskany na jego wargach pocałunek zaparł mu dech w piersiach. Nie był doświadczony w całowaniu się, zdawał się na instynkt i gdy miał tę niepowtarzalną okazję poznać ich nowy wymiar, to szybko to zapamiętywał i wprowadzał w życie. Dobrze czuł się przy jego wargach, wydawały się wyrzeźbione właśnie po to, aby mógł je całować. Miały idealny kształt, a ich smak i temperatura przyprawiały o zawroty głowy. Nie mógł się uspokoić, jego apetyt coraz to wzrastał, a on nie wiedział już jak się choć trochę nasycić. To frustrujące! Co rusz było mu mało, napierał tułowiem na jego tors i męczył ich języki w coraz to głębszych pocałunkach, które powoli ewoluowały w nieprzyzwoite. Z jego gardła wydostał się zduszony jęk gdy Hunter w tak namiętny sposób przygryzł jego wargę. Hormony rozszalały się w nim na dobre, zaczął się od nich dusić, nie mógł już wytrzymać tego napięcia - musiał dostać więcej. Nie wystarczały mu już pocałunki, oddychał bardzo płytko i szybko, policzki i szyję miał już czerwone z przejęcia. Poruszył się niespokojnie na jego udach kiedy kolana zaczęły mu drętwieć od nie do końca wygodnej na dłuższą metę pozycji. Wplótł obie ręce w tylną część jego włosów i  mocno zacisnął na nich palce, kiedy przypuścił na nowo atak na jego usta. Nie dawał im już wytchnienia, a napięcie rosło. Zadrżał pod dotykiem jego rąk, które jakimś cudem znalazły się na jego plecach. To był jasny znak, że obaj chcą tego samego. Choć dłonie mu się trzęsły to pomógł Hunterowi z guzikami, rozpinał je nerwowo, byleby jak najszybciej pozbyć się swojej koszuli. Owionął go chłód, gdy materiał opadł gdzieś poza kanapą, ale zaraz został rozgrzany kolejnymi gorącymi pocałunkami, które zaczęły opadać coraz niżej. Wzdłuż jego kręgosłupa, aż do podbrzusza, rozpłynęło się elektryzujące ciepło kiedy raz po raz czuł na szyi koniuszek jego języka, zaraz to zastępowany gorącymi ustami. Na Merlina, uwielbiał go. Stracił dla niego głowę i nie wyobrażał sobie, aby to spotkanie miało potoczyć się inaczej. Łapczywie chwytał oddech i jednocześnie zdejmował Hunterowi ślizgoński krawat. Wyrzucił go gdzieś za siebie i od razu o nim zapomniał. Drżał już, od emocji i różnicy temperatur - za plecami chłodny pokój, przed sobą parujący wulkan. Wczepiał się zatem w niego, byleby ogrzać się jego namiętnością. Westchnął z przyjemności gdy Hunt rozgościł się na jego szyi, odchylił nawet głowę, aby mógł robić co tylko zechce. Zdecydowanie jest tu mile widziany. Dopiero gdy poczuł na odsłoniętym torsie materiał jego koszuli to w końcu coś w nim zatrybiło. Pośpiesznie próbował go z niej rozebrać. Nie wyszło mu to nawet w połowie tak elegancko i zgrabnie jak jemu. Jeden z guzików został wyszarpnięty z cienkich niteczek kiedy sprawiał problemy z oderwaniem się od materiału. W międzyczasie zaśmiał się cicho pod nosem, ale ostatecznie udało się poturbować wszystkie zapięcia i odsłonić klatkę piersiową Hunta. Musiał, po prostu musiał na moment odsunąć się po to, aby pociemniałym od emocji wzrokiem zachwycić się budową jego ciała. Był rozpalony i bardzo podekscytowany tym, co zobaczył. Obiema dłońmi pogładził jego tors, od obojczyka, przez mostek, aż do pępka, potem z powrotem do góry, po to by wsunąć do połowy palce pod materiał rękawów i zdjąć je z niego, nie mogąc się przy tym oprzeć pokusie zbadania opuszkami palców mięśni jego ramion. Zsunął się z jego ud, ale tylko po to, aby usiąść na kanapie i od razu go do siebie pociągnąć, by swoim cudownym ciałem przykrył jego chuderlawe wilowate mięśnie. Opadł plecami na poduszkę ale nawet nie zwracał uwagi na tę niewygodę. Naparł palcami na jego kark, zmuszając go do pochylenia się i udostępnienia mu swoich ust na kilka żarliwych pocałunków. Szalał z ekscytacji od gorącej skóry ocierającej się o jego tułów. Już nie było mu zimno, Hunter go rozpalał do czerwoności. Wsunął kciuk do szlufki jego spodni i przyciągał go między swoje nogi jeszcze większym ciężarem. Wodził rękoma po jego plecach, łopatkach, linii kręgosłupa, napawał się wszystkimi naturalnymi nierównościami ciała, całując przy tym raz jego wargi, jeśli je napotkał, raz ramię czy płatek ucha, który to muskał zębami, by choć raz jeszcze usłyszeć jego westchnienie. Drżał z radości pod każdą jego pieszczotą, nie mógł myśleć o niczym innym jak o tym jakie to cudowne czuć się przez kogoś tak wyraźnie chcianym. Powoli, bardzo powoli eliksir miłości tracił siłę swojego działania, ale jeszcze przez parę minut miał pozostać w jego uwięzieniu. To raptem kilka chwil, co przecież mogłoby się w trakcie nich wydarzyć... Wilowatość Eskila wciąż wariowała chcąc uczynić go dla Huntera jeszcze bardziej atrakcyjnym. W jego głowie z ogromnym trudem rodziła się myśl, że coś jest nie tak jak być powinno. Jęknął od tej wątpliwości i próbował ją zignorować, zaciskając mocniej palce na twardych mięśniach ramion chłopaka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Hunter O. L. Dear

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 191cm
Galeony : 1835
  Liczba postów : 767
https://www.czarodzieje.org/t19794-hunter-ossian-lewis-dear#599888
https://www.czarodzieje.org/t19804-sowa-huntera#600487
https://www.czarodzieje.org/t19806-lowca-zaprasza#600489
https://www.czarodzieje.org/t19795-hunter-o-l-dear#599914
Mała izba na końcu korytarza - Page 13 QzgSDG8




Gracz




Mała izba na końcu korytarza - Page 13 Empty


PisanieMała izba na końcu korytarza - Page 13 Empty Re: Mała izba na końcu korytarza  Mała izba na końcu korytarza - Page 13 EmptyPon Sty 18 2021, 21:41;

Nie przyszło by mu zupełnie do głowy to, że Eskil nie miał doświadczenia w całowaniu, bo każdy najmniejszy gest wykonany przez niego w stosunku do Huntera, wzbudzał w nim oszalałą chęć posiadania. Dear stawał się coraz bardziej zaborczy w swoich poczynaniach z każdą kolejną sekundą, w której czuł jego usta na swoich własnych. Jego płuca tak irytująco domagały się tlenu, co ignorował najdłużej jak się dało. Najważniejsze było w tej chwili dać upust tym wszystkim nieujarzmionym emocjom, które kumulowały się w nim od kilkunastu minut. Potrzebował tego, potrzebował w tej chwili przywłaszczyć sobie Eskila, aby był tylko jego. Wydawało mu się, że nawet powietrza tak bardzo nie potrzebował w tym momencie, jak właśnie bliskości chłopaka. Jego gorących ust, przez które cicho wydobył się stłumiony jęk, w odpowiedzi na skubnięcie jego wargi. Jego języka, tak ochoczo wychodzącego mu na przeciw za każdym razem, kiedy jego własny witał Ślizgona tuż przy jego rozchylonych ustach. To było tak uzależniające, że mógłby spędzić na tej pieszczocie całe dnie i noce, a z pewnością nie miałby dość.

Materiał jedwabnej koszuli opadł na podłogę, nieopodal sofy, co pozwoliło Hunterowi skupić się na rozgrzanej szyi Ślizgona, która aż prosiła się o uwagę. Słony smak, jaki poczuł na języku, kiedy przesunął nim wzdłuż pulsującej pod skórą tętnicy, ponownie zawrócił mu w głowie. Starał się badać każdy centymetr jego ciała, tak aby żaden nie był przez niego ominięty i niedoceniony. Był łakomy, spragniony tego rozkosznego uczucia, które powodowało, że stawał się jeszcze bardziej zachłanny. I wszystko zataczało koło. Nie mógł powstrzymać odruchu, aby nie pogładzić chłopaka delikatnie wnętrzem dłoni po szyi, w okolicy krtani, gdy ten odchylił głowę do tyłu. Przyjemność sprawiała mu nie tylko poniekąd dominacja nad Ślizgonem, ale także czerpał ją z każdego najmniejszego odruchu, jaki chłopak był w stanie wykonać, na jego pieszczotę. Popchnięty śmiałością przygryzł delikatnie skrawek skóry, znajdujący się tuż przy jego obojczyku, aby chwilę później dać zdjąć z siebie krawat w kolorze szmaragdu. Na moment wrócił do jego ust, by obdarować je leniwym acz gorącym pocałunkiem, który pozwolił mu odrobinę wyrównać rozszalały oddech, który nadal go irytował. Właśnie badał czubkiem języka górną wargę Eskila, kiedy ten zapragnął także pozbawić go ubrania. Poddał się temu, unosząc wzrok na jego twarz i zaparło mu dech w piersiach. Twarz Ślizgona wydawała się być nieskazitelna. Nigdy nie widział tak gładkiej i lśniącej skóry, która emanowała taką poświatą. Był to najcudowniejsza istota, jaką kiedykolwiek w życiu widział. Nie mógł oderwać od niego wzroku. Aż policzki mu poczerwieniały, kiedy w tym samym momencie, gdy tak napawał się cudownym obliczem Eskila, poczuł jego spragnione dotyku ręce. Najpierw na klatce piersiowej, mostku, brzuchu...  po chwili na swoich ramionach, kiedy zsuwał z niego odzienie. Zachłysnął się powietrzem, kiedy wylądował na nim, doskonale czując rozkoszne ciepło bijące od jego ciała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Eskil Clearwater

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VI
Wiek : 17
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 180
C. szczególne : wszędzie nosi ze sobą bezdenny plecak; na głowie czapka z daszkiem + kaptur bluzy, a na knykciach lewej dłoni leniwie gojące się skaleczenia;
Dodatkowo : Półwil
Galeony : 254
  Liczba postów : 1581
https://www.czarodzieje.org/t19775-edward-eskil-clearwater#597052
https://www.czarodzieje.org/t19779-pokrecona-skrzynka-na-listy#597322
https://www.czarodzieje.org/t19776-eskil-clearwater#597057
https://www.czarodzieje.org/t20151-eskil-clearwater-dziennik#624
Mała izba na końcu korytarza - Page 13 QzgSDG8




Gracz




Mała izba na końcu korytarza - Page 13 Empty


PisanieMała izba na końcu korytarza - Page 13 Empty Re: Mała izba na końcu korytarza  Mała izba na końcu korytarza - Page 13 EmptyPon Sty 18 2021, 23:00;

Nie potrafił przejść obojętnie obok jego pieszczot. Nie miał nawet najmniejszych szans zachować  spokój gdy jego ciało rejestrowało coraz więcej i więcej pocałunków, ale teraz już nieograniczanych jedynie do poziomu ust ust. To wszystko było dla niego takie nowe, a jednak poprzez działanie amortencji nie czuł żadnego stresu, wstydu ani obaw wobec swojego niewielkiego doświadczenia. Hunter wydawał się akceptować wszystko, nie dał mu ani jednego powodu by miał w siebie zwątpić. Czuł się szczerze chciany i teraz tak naprawdę i on kogoś bardzo chciał tak, jak nigdy dotąd w swoim życiu. Eliksir miłości wyzwolił w nim pokłady czułości o której istnieniu nie miał pojęcia. Łapczywie wychwytywał nawet najmniejszą aktywność ust i dłoni Huntera, starał się za nimi nadążyć i o Merlinie, w większości mu się to udawało... Dostał białej gorączki, nie potrafił się już koncentrować na jednej czynności, co chwila rozpraszał się i nie wiedział na czym powinien się skupić - czy na wilgotnym języku czy na jego chciwych dłoniach, które tak chętnie witał na swoich plecach.

Intensywność napływających doń bodźców przekraczała jego zdolność ich rejestrowania. Hunter był wszędzie, na każdym skrawku jego skóry, jakby nie chciał pozwolić, by wkradła się na niego choćby najdrobniejsza gęsia skórka. Słyszał swój płytki oddech przerywany wieloma wymownymi westchnieniami bądź cichym sykiem, gdy pomiędzy miękkością warg dotarło do niego drobne uszczypnięcie skóry przy obojczyku. Odkrył tym samym, że ten mały ból tylko spotęgował odczuwalność tej pieszczoty. W odpowiedzi przesunął paznokciami po jego karku, a potem już nie wiedział gdzie jest dół, a gdzie góra. Pamiętał tylko, że kładł się na zimne obicie kanapy, przyciągając Huntera za sobą z niemal błagalnym wzrokiem. Zachwyt w jego oczach wprawił całe jego ciało w histeryczne drżenie, zaschło mu w ustach, a gardło ścisnęło się z niedowierzania. Przeplatała się w jego głowie dwie ciche myśli - coś tu jest nie tak, ale jestem przez niego bardzo pożądany. To uczucie tymczasowej przynależności kojarzyło się z bezpieczeństwem...

Trudno określić kiedy to się stało. Byli tak cholernie blisko, obaj rozgorączkowani, spragnieni samych siebie... Odchylił głowę i otworzył znienacka oczy, gdy przypomniało mu się co jest nie tak. Jego półprzytomny wzrok padł na ciemno-bury sufit, którego chwilę wcześniej nie widział wszak siedział na fotelu i rozmawiał... Amortencja zniknęła z jego umysłu, a to, co nagle na niego spadło przyprawiło go o palpitacje serca. Gorąc, rozkoszne mrowienie całego ciała, zmęczenie ciemnych warg na których cały czas czuł czyjś słodki smak, buzująca w żyłach krew, słodkie zniecierpliwienie i drżenie ciała, w którym rozpoznał bardzo silne pożądanie kogoś... tego kogoś, kto na nim leżał na tej wąskiej kanapie. Zlokalizował jego ciemne włosy, zdążył zrozumieć, że obejmuje go własnym ramieniem i wczepia się w niego jak oszalały. Nagle zachłysnął się głośno powietrzem i cały zesztywniał kiedy przy kolejnym niedoszłym pocałunku zobaczył jego twarz - Hun...Hunter? - źrenice Eskila rozszerzyły się w szczerym szoku i przerażeniu. Co się dzieje? Miał zamglone myśli... Przeplatały się w dziwny sposób, a i pragnienie niezaspokojonego ciała dawało mu się we znaki. Nagle zrozumiał w jakiej znajdują się pozycji, a to wyciągnęło z czeluści jego jestestwa uśpioną harpię. - HUNTER! - on tego nie wykrzyczał. On to wycharczał, bowiem jednocześnie z całej siły naparł na jego ramiona. W chwili gdy go z siebie spychał jego palce deformowały w czarne, ostre szpony.  Twarz Eskila wykrzywiała bardzo głęboka panika. Naparł stopami na jego uda, zrzucał go z siebie i od razu zeskoczył z kanapy w akompaniamencie ocucającego, nieprzyjemnego dla ucha charkotu wydobywającego się z zaciśniętego gardła i lekko rozchylonych przekrwionych ust. Zatoczył się, gdy odkrył, że nie jest w stanie samodzielnie ustać. Upadł na jedno kolano, jego ramiona trzęsły się z zimna, chwycił szponami swoje włosy (kilka z nich wyrywając) i był o krok od popadnięcia w szaleństwo. Bardzo mocno wystraszył się tego, co zobaczył. Co sobie uzmysławiał, co do niego docierało... Milion myśl, jedna za drugą, każda o ostrych końcach, dławił się nimi, nie mógł złapać oddechu, a dotychczasowa spokojna wilowatość deformowała jego twarz w upiorny wyraz. Skóra na jego twarzy falowała, próbując zmarszczyć się w grube i paskudne fałdy, zaciskał mocno usta, aby te nie wydłużyły się do połowy szerokości policzka. Niemal wyrywał sobie włosy, aby nie skleiły się na podobieństwo ptasich piór, choć już i tak ich jasny kolor ustąpił miejsca brudnej szarości. Widać było, że Eskil walczy sam ze sobą, zaciskał mocno powieki, aby odeprzeć natłok bodźców. Pochylił się nad podłogą, a na jego plecach uwydatniły się wszystkie kręgi, pokazując, że jest trochę zbyt chudy jak na swój wiek. Panikował, bo nie wiedział co się dzieje, a to, co widział (i przede wszystkim czuł!) wpędzało go w jeszcze większy popłoch. Systemem obronnym tego szesnastolatka była... harpia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Hunter O. L. Dear

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 191cm
Galeony : 1835
  Liczba postów : 767
https://www.czarodzieje.org/t19794-hunter-ossian-lewis-dear#599888
https://www.czarodzieje.org/t19804-sowa-huntera#600487
https://www.czarodzieje.org/t19806-lowca-zaprasza#600489
https://www.czarodzieje.org/t19795-hunter-o-l-dear#599914
Mała izba na końcu korytarza - Page 13 QzgSDG8




Gracz




Mała izba na końcu korytarza - Page 13 Empty


PisanieMała izba na końcu korytarza - Page 13 Empty Re: Mała izba na końcu korytarza  Mała izba na końcu korytarza - Page 13 EmptyWto Sty 19 2021, 20:21;

Też znajdował się w zupełnie nowej dla siebie sytuacji. Nigdy wcześniej jego uwaga nie skupiała się aż tak ta żadnym chłopaku. Nie miał pojęcia, że w ogóle możne tak bardzo szaleć za innym facetem. Była to dla niego nowość, ale zamiast czuć się z nią nieswojo, aż kipiał z ekscytacji. To uczucie pochłaniało go do końca. Był całkowicie uzależniony od reakcji Eskila, którego w tej chwili całował i pieścił, a którego skóra, tuż przy jego skórze, odbierała mu dech w piersiach. Czuł się wręcz sparaliżowany smakiem jego skóry i tym upajającym zapachem, którego nie mógł określić, bo zwyczajnie nie był dobry w opisywanie takich rzeczy. Ale wiedział jedynie tyle, że to właśnie rozbudza go jeszcze bardziej i powoduje, że nie potrafi przestać badać jego ciała a to ustami, a to językiem czy opuszkami palców. Zaciskając lekko zęby na skrawku jego skóry, poczuł paznokcie Eskila na swojej szyi, co spowodowało mimowolny, cichy jęk, który wydobył się z jego ust, by za moment powrócić nimi do tych rozkosznych eskilowych. Nie dane im było jednak długo pozostać w tej pozycji, bo za chwilę wylądowali na sobie, za sprawą śmiałego posunięcia Clearwatera. Zbyt zajęty najpierw zachłannymi pocałunkami, jakie próbował oddawać chłopakowi, a później próbą sprawienia mu przyjemności, kiedy błądził wargami po jego rozdygotanym ciele, nie był w stanie wychwycić momentu, kiedy coś w młodszym Ślizgonie się zmieniało. Nie zarejestrował żadnego, choćby najmniejszego zawahania z jego strony, które mogłoby oznaczać, że nie jest pewien tego co robią. On nawet o tym nie myślał w tej chwili. Nie próbował nawet analizować swojego zachowania, bo jego mózg wyłączył się na etapie silnej jego reakcji na najpotężniejszy eliksir miłosny. Słysząc te cudowne odgłosy, którymi raczył go Eskil, starając się rozniecić w nim jeszcze większą żarliwość niż do tej pory, w jego ciele nadal krążyła niebezpieczna dawka amortencji. Owszem, powoli traciła ona na swojej mocy, a jego chciwy umysł, czerpał garściami z tego co podpowiadał mu naćpany magią mózg. Wzdłuż kręgosłupa przeszedł go przyjemny dreszcz, kiedy usłyszał swoje imie, wypowiedziane tak drżącym od podniecenia tonem, rozbudzającym wszystkie niemal zmysły Huntera. Zaczął liczyć jego oddechy, gwałtownie uniesienia klatki piersiowej, aby nie wybiec za daleko przed niego, nieco ostudzając swoje zapędy. W tej chwili miał wrażenie, że nie był sobą, myśląc tylko i wyłącznie o tym, aby to właśnie Eskil czuł się dobrze. Może to dlatego, że widział, jak chłopak reagował, jak bardzo pragnął tego samego co on, dając mu konkretny sygnały, które o tym jasno mówiły. To było nie do wyobrażenia, jak w tym momencie chciał spełnić to ich wspólne pragnienie. Wspólny cel, do którego sukcesywnie dążyli od samego początku. Mieć tę drugą osobę na wyłączność, tylko to się liczyło. Jednak on w porównaniu do Eskila, nie miał żadnych prześwitów świadomości, żadnych wątpliwości ze strony zaćmionego amortencją umysłu. Dlatego w jakim szoku musiał być, kiedy najpierw usłyszał warkot, w którym rozpoznał swoje zniekształcone gardłowym dźwiękiem imie, a później nagle te delikatne ramiona, które jeszcze przed kilkoma minutami wodziły po jego skórze, odepchnęły go od siebie z taką siłą, że niemal natychmiast wylądował plecami na twardych panelach. - Co się dzieje? - rzucił do niego, oszołomiony, kiedy podniósł na niego wzrok niemal natychmiast i widząc grymas na jego twarzy, który był mieszanką ogromnego szoku w jakim chłopak się znajdował, rozwarł szeroko oczy, wpatrując się z niego, zdezorientowany. Eskil nadal jeszcze znajdował się w jego centrum świata i Dear zupełnie nie wiedział skąd ta nagła zmiana w zachowaniu młodszego Ślizgona. Przecież było im tak przyjemnie, czuł to... więc co się stało? Nieco otrzeźwiły go złowieszcze odgłosy, które usłyszał z ust do połowy obecnej w Eskilu harpi i powoli jego przebijająca się przez powłokę magii świadomość zaczynała łączyć ze sobą fakty, wcześniej zakopane gdzieś w czeluściach jego umysłu. Widząc chłopaka, szarpiącego za swoje własne włosy, zaczął uzmysławiać sobie co właśnie zaszło w tym pokoju. Nie byli sobą. To żałosna iluzja  nakazała im brnąć w to wszystko i nie mogli się jej przeciwstawić. Na szczęście powoli stawał się sobą, tym Huntem, który mógł myśleć już trzeźwo i logicznie, próbując wysilić szare komórki, aby powstrzymać to co działo się z Eskilem. A chłopak był na granicy przemiany w to żądne krwi stworzenie, które miał nieprzyjemność widzieć w pokoju przy kamiennym kominku. Pierwszym odruchem oczywiście było poderwanie się do siadu, aby móc chociażby spróbować uspokoić wilowatego. - Eskil, słyszysz mnie? - odezwał się w końcu, siadając zaledwie kawałek od niego - Eskil? - powtórzył łagodniej, chociaż w środku panikował co takiego może się stać kiedy przemiana w pełni się dokona. Jednak nie mógł na to pozwolić. Co prawda mógł sięgnąć różdżki, która znajdowała się w rękawie marynarki od jego mundurka, ale nie chciał tego robić. Musiał doprowadzić go do porządku inaczej. I choć widział kolejne zmiany na jego twarzy i taka dynamika zaczęła go lekko przerażać, postanowił mówić dalej: - Ktoś nas w to wrobił, rozumiesz? Żaden z nas tego nie chciał. To sprawka magii... - jego głos był cichy i starał się panować nad nim tak, aby nie drżał, sprawiając wrażenie opanowanego. Jednak nie wiedział czy za moment harpia nie skoczy na niego i nie zatopi ponownie pazurów w jego ręce czy szyi. Wtedy niesiony emocjami, które zostały mu jeszcze sprzed kilku chwil, nie potrafił zapanować nad odruchem uniesienia dłoni, której palce delikatnie dotknęły jego ramienia, chcąc spocząć na barku chłopaka. Mógł to być kolosalny błąd i to jeszcze ten z rodzaju bezmyślnych, który powtórzył zupełnie na szablonie działania Robin, jednak gdzieś tam w środku miał nadzieję, że Eskil poradzi sobie z opanowaniem paniki, która w tym momencie szalała w jego głowie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Eskil Clearwater

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VI
Wiek : 17
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 180
C. szczególne : wszędzie nosi ze sobą bezdenny plecak; na głowie czapka z daszkiem + kaptur bluzy, a na knykciach lewej dłoni leniwie gojące się skaleczenia;
Dodatkowo : Półwil
Galeony : 254
  Liczba postów : 1581
https://www.czarodzieje.org/t19775-edward-eskil-clearwater#597052
https://www.czarodzieje.org/t19779-pokrecona-skrzynka-na-listy#597322
https://www.czarodzieje.org/t19776-eskil-clearwater#597057
https://www.czarodzieje.org/t20151-eskil-clearwater-dziennik#624
Mała izba na końcu korytarza - Page 13 QzgSDG8




Gracz




Mała izba na końcu korytarza - Page 13 Empty


PisanieMała izba na końcu korytarza - Page 13 Empty Re: Mała izba na końcu korytarza  Mała izba na końcu korytarza - Page 13 EmptyWto Sty 19 2021, 23:00;

Najgorsza świadomość to ta, w której zrozumiał, że lgnął ku niemu niczym spragniony wody. To mogło być dyktowane działaniem amortencji ale czy aby nie mogłaby się ona ograniczyć do samego zauroczenia emocjonalno-umysłowego? Czy ten eliksir miał prawo zadziałać tak intensywnie na reakcję ciała? Może to jego własny organizm potrzebował bodźca, aby zrozumieć, że już wcześniej zauważył, że Hunter jest przystojny. Panika sparaliżowała go wewnętrznie i stłamsiła do wielkości ziarenka piasku. Uwolniło to z uśpienia tę dzikszą część jego tożsamości, która w okresie dojrzewania pojawiała się częściej aniżeli w czasach beztroskiego dzieciństwa. Organizm podburzony hormonami był taki łatwy do opanowania przez harpię! Był z nią ciasno spleciony wszystkimi komórkami nerwowymi i ich podburzenie wiązało się z jej wybudzaniem się. To jak przedłużenie kończyny, dodatkowy zmysł, inny organ wewnętrzny... nie mógłby bez niej żyć, ale ujarzmienie jej w takiej chwili wyciskało z niego dużo sił. Panika dławiła go, dusił się od tego pierwszego silnego oszołomienia i jednocześnie próbował przytrzymać harpię w środku siebie, aby nie wyłaziła na światło dzienne. Kilka szarych włosów zleciało wirującym lotem na podłogę, a nim jej dotknęły zmieniły swoją barwę w słomiany blond. Musiał je nieświadomie wyrwać chcąc wierzyć, że ten drobny upierdliwy ból go ocuci. Nie patrzył teraz na Huntera, a więc nie widział wyrazu jego twarzy, który z pewnością mógłby nim wstrząsnąć. Zaciskał z całej siły zęby aż drżały mięśnie jego policzków, nie ośmielał się uchylać powiek i napinał mięśnie ramion wierząc, że to powstrzyma ich deformację. Nikt nie nauczył go nad tym panować, nie zdążył się poradzić jeszcze opiekunki domu, a więc zdawał się na intuicję, brnął po omacku bo nie wiedział jeszcze co mu mogłoby pomóc. Doskonale słyszał każdy ruch Huntera, każde słowo składające się z kilku otrzeźwiających tonów. Usłyszenie własnego imienia pozwalało pochwycić się głosu i rzeczywistości i w pewien sposób łatwiej było powstrzymać wibrujący w gardle charkot. Zapierał się, aby nie dać się temu porwać. Chciał potrząsnąć głową, skinąć się na znak, że słyszy, ale trochę się jeszcze bał, że jeśli otworzy oczy i zobaczy ponownie jego intensywnie ukrwione od pocałunków usta to harpia wykorzysta tę chwilę słabości i go dopadnie. Cichy głos dobiegał teraz z bliższej odległości i naprawdę, nie obchodziło go co Hunter teraz mówił bowiem sam ten dźwięk trzymał go na ziemi, a gdy poczuł ciężar ramienia to odruchowo drgnął, ale też i otworzył oczy - przekrwione, niebieskie z zajawką czerni na białkach i popatrzył na chłopaka. Przełknął głośno ślinę, spychając charkot jeszcze głębiej siebie. Skóra na jego polikach wciąż falowała, ale z coraz większym trudem. Złapał głęboki wdech, bo nade wszystko nie mógł teraz się na niego rzucać choćby nie wiadomo jak go nie lubił. Zerknął odruchowo na jego rękę, gdzie niegdyś zatopił już szpony. Wykrzywił usta, ale najwyraźniej bodziec cielesny w tracie walki z harpią okazał się zbawienny. Tamtego dnia, gdy harpia całkowicie nim zawładnęła z powodu zażytej rośliny dotyk był złem. Nie można przecież wyciągać ręki do dzikiego zwierzęcia, prawda? Ono od razu atakuje bowiem nie zna intencji przeciwnika. Traktuje wszystkich jako potencjalne zagrożenie. Inna sytuacja jest teraz, bo jednak Eskil wytrzymywał jakiś czas jako człowiek i amortencja nie miała nic do powiedzenia w kwestii jego harpiej części. Minęło może kilka minut kiedy patrzył z napięciem na Huntera, ale ostatecznie bodźce się wyczerpały, panika opadła, strach zelżał i kolejny wdech wycofał z jego ciała wszelkie oznaki deformacji. Bardzo głośno wypuścił powietrze z płuc, a kryła się w tym ogromna ulga, która zdradzała jak bardzo musiał być spięty - i opuścił ręce, odsuwając się od razu spod hunterowych ciepłych palców. - Eh... nie wiem co się odwaliło. To chore. - nie umiał mu jeszcze podziękować za pomoc. To było za trudne, te słowa nie chciały przejść przez jego gardło tak samo jak zapytanie o to czy po tamtym wydarzeniu zostaną na jego skórze blizny. Chcąc nie chcąc jego odwaga mu zaimponowała - podszedł tak blisko kiedy harpia go zżerała od środka. Na jego miejscu Eskil zrobiłby epicki w tył zwrot i przede wszystkim nie ośmieliłby się takowej istoty dotknąć. Usiadł bezsilnie na lodowatej podłodze i popatrzył na siebie, rozebranego z koszuli, potem na Huntera i znowu na siebie. Oczy miał szeroko otwarte jak dwa galeony. - Co to było? Kuźwa, weź, to chore. To nie ja. MERLINIE! Robin tu zaraz będzie! - poderwał się na równe nogi - wciąż miękkie - i gdy go zawiodły to wpadł na Huntera. Cofnął się, zabierając od niego szybko ręce jakby miał się nim oparzyć bo przez te kilka sekund na nowo czuł jego oddech, a ciało zaatakowała gęsia skórka. Odskoczył więc jak poparzony i rzucił się po leżącą na podłodze koszulę, która okazała się nie należeć do niego. Zacisnął na niej palce w niemym wyrazie frustracji. - Eee... kurwa, kurwa, kurwa. - jego broda zadrżała, ale zmobilizował się i rzucił materiał w kierunku chłopaka, szukając swojej części garderoby. Gdy już ją dopadł, nerwowo ją założył i bardzo krzywo zapiął, jednocześnie zerkając na współsprawcę zbrodni. - To amortencja. To cholera jasna, amortencja, rozumiesz?! - krzyknął na niego zdenerwowany. Nie potrafił podejść do tego spokojnie, a im bardziej się nakręcał tym raz na jakiś czas, w ciągu raptem sekundy na jego twarzy pojawiała się paszcza harpii i zaraz znikała. Trwało to z prędkością mgnienia oka, ale czuł te wszystkie zmiany, wiedział, że harpia jest blisko i może zaraz z niego wyleźć. Nie umiał się uspokoić, cholera jasna, nie potrafił. Za dużo myśl kotłowało się w jego głowie, a ciało zbyt jasno dawało mu do zrozumienia jak się przed chwilą czuło. Z tego wszystkiego niechcący wyrwał jeden z guzików swojej koszuli kiedy nie zdołał go zapiąć. - Co tak sterczysz?! Ogarnij się zanim ona przyjdzie. Ona nie może się dowiedzieć, słyszysz? NIE MOŻE. - niemal na niego warczał, ale zachowanie dystansu wobec sytuacji było teraz ponad jego siły. Rzucił guzikiem w podłogę cedząc pod nosem "pieprzony mundurek" i próbował doprowadzić go do porządku ze skutkiem zbyt kiepskim. Nawet gdyby wyglądał nienagannie to i tak miał czerwone policzki, rozszerzone źrenice i przemykającą po twarzy harpią paszczę ilekroć coś szło nie po jego myśli. Ups?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Hunter O. L. Dear

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 191cm
Galeony : 1835
  Liczba postów : 767
https://www.czarodzieje.org/t19794-hunter-ossian-lewis-dear#599888
https://www.czarodzieje.org/t19804-sowa-huntera#600487
https://www.czarodzieje.org/t19806-lowca-zaprasza#600489
https://www.czarodzieje.org/t19795-hunter-o-l-dear#599914
Mała izba na końcu korytarza - Page 13 QzgSDG8




Gracz




Mała izba na końcu korytarza - Page 13 Empty


PisanieMała izba na końcu korytarza - Page 13 Empty Re: Mała izba na końcu korytarza  Mała izba na końcu korytarza - Page 13 EmptySob Sty 23 2021, 19:30;

Nigdy nie powiedziałby, że będzie w takiej sytuacji z Eskilem, ale właśnie w niej się znajdował. Jego świadomość, zepchnięta gdzieś na dalszy plan, nie pozwalała mu zdać sobie sprawy z tego co jeszcze przed momentem robił i jakie mogą być tego konsekwencje, po tym jak opadną kajdany magii. Pierwszy został z nich uwolniony Clearwater, co wcale nie pomogło w opanowaniu sytuacji, bo szok jaki chłopak przeżył był wyraźnie wymalowany na jego twarzy, która nosiła już oznaki zbliżającej się harpii. Z pewnością potrzeba było wiele samozaparcia, aby w jednej chwili nie pojawiła się ona zamiast Eskila. Dear zepchnięty z łóżka najpierw musiał za to pokojarzyć fakty, aby dojść do siebie i odnaleźć w swoim zagubionym wnętrzu swoje prawdziwe ja. Dopiero wtedy mógł uzmysłowić sobie co tak naprawdę wprawiło w taki stan młodszego Ślizgona. Spanikowany nie panował nad swoją przemianą, o czym przecież Hunter też powinien wiedzieć, ale teraz najważniejsze było to, aby jak najdłużej zatrzymać Eskila. Próbował go wołać, aby łagodnie zwrócić na siebie jego uwagę, by chłopak został z nim i nie pozwolił harpii dać się stłamsić. Naprawdę nie miał pojęcia co zrobiłby gdyby w tej chwili pojawiła się przed nim całkowicie przekształcona paszcza i te szponiaste pazury. Pewnie nie miałby szans. Jednak liczył na to, że Eskilowi idą się wycofać ten początek transformacji i nic takiego się nie wydarzy. Miał szczerą nadzieję, że tym razem Ślizgonowi może udać się powstrzymać harpię. Dlatego jego ręka spoczęła lekko na jego barku, co o dziwo nie spowodowało żadnej gwałtownej reakcji ze strony rozemocjonowanego Eskila. Obserwował jak ten bardzo powoli rozluźnia mięśnie grzbietu i ramion, łapiąc raz po raz powietrze, co było zdecydowanie dobrą oznaką. - Uwierz mi, ja też nie wiem... To chyba te ciastka... - wyprostował się i oparł nagimi plecami o chłodną ścianę z cichym świstem wciągając powietrze ustami do płuc. Jego wzrok napotkał pudełko po wspomnianych babeczkach, które prawdopodobnie były winowajcą całego zamieszania. Bo co innego? Przecież nie nawdychali się w tym pokoju żadnych oparów i ewidentnie po tym jak poczęstowali się słodkościami, zaczęli się dziwnie zachowywać... Sam w tej chwili nie myślał o tym, że właśnie udało mu się jakimś cudem uniknąć spotkania z harpią, bo najważniejsze w tej chwili było wyjaśnienie sprawy, która gnębiła ich obu, ale bardziej zdecydowanie Eskil był nią przejęty. Napotkawszy spojrzenie chłopaka, który jakby właśnie zdawał sobie sprawę z najmniejszych szczegółów tej sytuacji, usłyszał imię ich ulubionej Ślizgonki, która de facto ich tutaj wezwała i Clearwater miał rację - za chwilę może pojawić się w drzwiach. Już miał wstawać, równo z Eskilem, kiedy ten tak wystrzelił do góry, że w pewnym momencie na niego wpadł. - Spokojnie, stary, spokojnie... - odezwał się, podnosząc z podłogi, kiedy nagle doleciała do niego jego własna koszula. Złapał ją i zarzucił spokojnie na ramiona, wciskając je do rękawów. - Jak Cię Robin zobaczy w takim stanie, to na pewno pomyśli, że coś jest nie tak. Więc z łaski swojej, weź się uspokój, bo jak tu wparuje to mamy przerąbane. - oznajmił po chwili, zapinając kolejne guziki, aby zaraz zacząć wpychać częściowo koszulę do spodni od mundurka. Rozumiał poniekąd jego panikę, ale nie mogą pozwolić, aby Robin dowiedziała się o tym, co tutaj zaszło, bo nie da im żyć. Dlatego będą musieli to jakoś przed nią dobrze rozegrać. Widząc, jak jeden z drobnych guzików eskilowej koszuli turla się po podłodze, westchnął i wyciągając różdżkę zza pasa, podszedł do niego i zaklęciem naprawił szkodę. Ona nie może się dowiedzieć... - No raczej, że nie może. Chociaż w tym się zgadzamy... - odparł, szukając swojej marynarki od mundurka, która leżała na oparciu fotela. Dla niepoznaki jeszcze ją założył na plecy i przeczesał delikatnie ciemne kosmyki na głowie, próbując ułożyć je tak, aby nie były w takim nieładzie. Skontrolował to jeszcze w lustrze w srebrnej oprawie, wiszącym na ścianie, po czym opadł na fotel, kręcąc lekko głową i patrząc na Eskila, westchnął. - Normalnie nie wierze. Co to amo robi z ludźmi.... - mruknął pod nosem, mając ciągle świadomość tego, że jeszcze przed kilkoma chwilami obściskiwał się z Clearwaterem. Tylko czemu jakoś tak, to uczucie nie było mu tak oczywiście obojętne... Liczył na to, że sama myśl o tym sprawi, że się wzdrygnie, albo poczuje obrzydzenie do samego całowania innego chłopaka, ale jemu szczerze powiedziawszy, naprawdę się podobało. Musiał przyznać to przed samym sobą, jednak w żadnym razie nie wyzna tego nagłos. Nie ma takiej siły.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Robin Doppler

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 166 cm
C. szczególne : Podobnież duże oczy, trzy podłużne blizny po pazurach od lewego nadgarstka aż do łokcia, na szyi nosi łańcuszek z pierścionkiem który dostała od Deara
Galeony : 1499
  Liczba postów : 1094
https://www.czarodzieje.org/t19800-robin-doppler#600127
https://www.czarodzieje.org/t19810-robin-i-jej-sowa#600759
https://www.czarodzieje.org/t19811-robin#600760
https://www.czarodzieje.org/t19808-robin-doppler#600671
https://www.czarodzieje.org/t20573-robin-doppler-dziennik
Mała izba na końcu korytarza - Page 13 QzgSDG8




Gracz




Mała izba na końcu korytarza - Page 13 Empty


PisanieMała izba na końcu korytarza - Page 13 Empty Re: Mała izba na końcu korytarza  Mała izba na końcu korytarza - Page 13 EmptyNie Sty 24 2021, 21:42;

Popołudniowa drzemka zawsze była świetną opcją! Robin wiedziała to nie od dziś i chętnie niejednokrotnie praktykowała tę zasadę, że wypoczęty umysł, to szczęśliwy i zdolny do pracy umysł! Jednak problem zaczynał się w momencie, kiedy dziewczyna otwarcie zdawała sobie sprawę z tego, jak bardzo przemęczała swój organizm. Wszystkim próbowała udowodnić, że jest niezniszczalna i nie do pokonania, a jak przychodziło co do czego, to po prostu paskudnie wymiękała. Brała na siebie zdecydowanie za dużo i miała tego pełną świadomość, ale wciąż łudziła się, że w jej organizmie pozostawały rezerwy energii, które miały ją napędzać dalej do działania. Chciała pomóc wszystkim i wszystkiemu, więc kiedy ktoś poprosił ją o wytłumaczenie zagadnienia z zaklęć, to bez wahania ruszyła mu na pomoc. Tym samym zapomniała o artykule, który powinna napisać i na szybko skrobała go na kolanie, siedząc w jednym z foteli w salonie wspólnym ślizgonów. Musiała to skończyć czym prędzej, bo przecież od tego artykułu miała zależeć jej dalsza kariera. Nie mówiła o tym nikomu, bo nie chciała zapeszać. Więc pisała dalej, wyprowadzając coraz to lepsze słowa na pergamin. Kompletnie zapomniała o tym, że umówiła się z Hunterem i Eskilem. Skupiła się kompletnie na tym, co robiła, a jej umysł powoli dawał znać o tym, że to jednak nieco za dużo. Powieki ciążyły jej coraz bardziej i coraz częściej łapała się na tym, że zwyczajnie po kilka minut wisiała nad jednym słowem, nie wiedząc, jak je zapisać. Nawet nie wiedziała w którym momencie, pióro upadło na podłogę, a jej oczy zamknęły się na dobre. Spała w najlepsze, nie potrafiąc nad tym zapanować. Jej umysł po prostu wyłączył się i dał znać, że wyczerpała jego baterie.
Ocknęła się nagle, cholera wie po jakim czasie. Nieskończony artykuł wciąż spoczywał na jej kolanie, a pióro dalej leżało na ziemi. Przeciągnęła się, ziewając głośno i wtedy zerknęła na zegarek… W momencie zerwała się na równe nogi. Spała dwie godziny! D W I E G O D Z I N Y! A pół godziny temu powinna spotkać się z Hunterem i Eskilem. Jak stała tak ruszyła biegiem w stronę wyjścia z dormitorium. Biegła dalej, wspinając się po kolejnych ruchomych schodach. Prawie staranowała jakiegoś pierwszoroczniaka, który uciekł z pod jej nóg w ostatnim dosłownie momencie. Nawet nie obejrzała się i nie przeprosiła. Po prostu leciała dalej, jak na złamanie karku. Oddech urywał się jej powoli, ale nie zwalniała nawet wtedy. Wiedziała, że chłopaki jej nie wybaczą. W końcu ona zwołała to spotkanie. Nawet nie zdziwiła by się, gdyby ich już tam nie było. Stopy odbijały się ciężko od podłogi, kiedy dalej biegła. Wprawiała kilka osób w konsternację, kiedy mocno szarpnęła za drzwi od małej izby na końcu korytarza na szóstym piętrze. Wpadła do środka i zatrzasnęła je za sobą. Stała tak chwilę, rozglądając się niewidzącym wzrokiem po pomieszczeniu. Z tego wszystkiego nawet nie wzięła ze sobą różdżki. Oddychała ciężko, nie zdolna do wydobycia z siebie żadnego słowa. Coś próbowała im pokazać na migi, ale pewnie niewiele z tego zrozumieli. W końcu podeszła do jednego z wolnych foteli i opadła na niego ciężko.
– Cześć – wysapała w końcu, a Merlin jej świadkiem, jak wiele ją to w tym momencie kosztowało. Ziewnęła głęboko i przymknęła powieki. Serce dalej waliło jej w piersi jak oszalałe. – Dajcie… mi… chwilę… – wysapała, przymykając powieki. Musiała dojść do siebie, nim w ogóle podejmie się rozmowy z nimi. Wcześniej zdążyła jeszcze zauważyć, że chyba coś jest inaczej, ale jej mózg nie funkcjonował w najlepszy sposób, więc nie mogła sprecyzować, co to konkretnie było. I nie zadała tego pytania. Jeszcze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Eskil Clearwater

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VI
Wiek : 17
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 180
C. szczególne : wszędzie nosi ze sobą bezdenny plecak; na głowie czapka z daszkiem + kaptur bluzy, a na knykciach lewej dłoni leniwie gojące się skaleczenia;
Dodatkowo : Półwil
Galeony : 254
  Liczba postów : 1581
https://www.czarodzieje.org/t19775-edward-eskil-clearwater#597052
https://www.czarodzieje.org/t19779-pokrecona-skrzynka-na-listy#597322
https://www.czarodzieje.org/t19776-eskil-clearwater#597057
https://www.czarodzieje.org/t20151-eskil-clearwater-dziennik#624
Mała izba na końcu korytarza - Page 13 QzgSDG8




Gracz




Mała izba na końcu korytarza - Page 13 Empty


PisanieMała izba na końcu korytarza - Page 13 Empty Re: Mała izba na końcu korytarza  Mała izba na końcu korytarza - Page 13 EmptyNie Sty 24 2021, 23:24;

Powinien zamienić się w mola książkowego i przeszukać wszystkie biblioteki świata, aby zdobyć książkę zatytułowaną "Jak uspokoić wewnętrzną harpię". Łatwiej byłoby udać się oczywiście do profesor Whitehorn, ale najwyraźniej nie planował takich przedsięwzięć skoro duma mu na to nie pozwalała. Wolał znaleźć inny sposób, nie ugnie się i nie pójdzie do innej półwili, która swoją energią go przytłaczała jakby nagle ktoś zamknął go w dusznym pokoju z nikłym dostępem powietrza. Wkurzał się, jego ręce się trzęsły, a policzki pokrywał rumieniec. - Jak możesz być spokojny? - uniósł się, ale faktycznie zaczął poprawiać swój wygląd. Zapiął poprawnie guziki, już naprawione, sięgnął po krawat, którego nie pamiętał, aby zdejmował, poprawił włosy, choć i tak były po prostu rozczochrane i usiadł na swoim miejscu. Wystarczyło kilka minut, aby odkryć, że nie wytrzyma w stanie spoczynku. Otworzył okna, aby do środka wleciał ziąb, kręcił się po pokoju i zmagał z harpią dygotającą pod skórą. - Miałeś się, kurwa, ogarnąć! - jęknął bowiem dostrzegł na jego szyi, tuż nad linią kołnierzyka ciemnoróżowy ślad. Przez jego ciało przebiegł silny dreszcz kiedy uzmysłowił sobie, że to on jest sprawcą tej malinki. Wskazał mu jego własną szyję. - Powiedz, że z tym przyszedłeś tutaj. Albo nie, nic nie mów. Nie chcę wiedzieć. - uniósł ramiona, chowając trochę szyję między nimi kiedy w twarz buchnęło to charakterystyczne gorąco. Nie miał nawet jak się ostudzić, nie dałby rady wyczarować nawet najprostszego zaklęcia wodnego, a wiedział, że chłód i wilgoć tego żywiołu pomogłaby mu się opanować. Oddychał głęboko, ale to nic nie dawało bo wciąż tlił się w nim ten niespokojny ogień i strach. Na Merlina, całował chłopaka. Nawet nie to było takie okropne, a fakt, że to Hunter i że cały czas próbował pozbyć się z siebie zapachu jego ciała. Czuł jakby nim przesiąknął. Nie dał rady usiedzieć, łaził w te i we wte, kręcił się, ręce się trzęsły ale chociaż wypieki na twarzy trochę zbladły. Rozmasowywał brodę, swoje usta, policzki, całą twarz, wyduszając z siebie stłumiony jęk i nie potrafił się w pełni opanować. Gdy tak popatrzył na swoje dłonie to dostrzegał pulsujące pod skórą nabrzmiałe żyły, zwłaszcza te najcieńsze, niedaleko kłykci, które z reguły jako pierwsze ulegały deformacji. Podskoczył gdy do środka ktoś wparował i przez chwilę jego twarz znowu ozdobiła harpia paszcza, ale raptem na sekundę. - R-robin. O. - nie brzmiał normalnie, ale czuł na sobie wzrok Huntera i nie musiał na niego zerkać, aby wiedzieć, że powinien się jak najszybciej ogarnąć. Odsunął się zatem do okna, jak najbliżej parapetu i świeżego powietrza, ale też jak najdalej od Huntera, którego po prostu omijał spojrzeniem. Oparł dłonie o brzeg parapetu i tam je zaciskał, bo nagle zestresował się jeszcze bardziej, że teraz będą musieli kłamać. Na Merlina, przecież Robin ma niezwykle rozwiniętą intuicję i raz dwa mogłaby wywęszyć, że jest tu coś bardzo nie tak. - No właśnie... z-zastanawialiśmy się gdzie cię wcięło. - wydusił z siebie i dyskretnie nabrał tchu, aby odzyskać trochę więcej władzy nad głosem. Owionął go silny chłód wszak miał lekko spocone ciało, a nagle wystawiał się na styczniowe zimne powietrze. Trudno, nie podejdzie bliżej, nie może nawet na niego spojrzeć. Na Robin też nie, więc utkwił wzrok w swoich butach. Czubkiem jednego ścierał paproch na drugim. - Miło, że jesteś, bo szlag mnie tu trafia. Jak ty z nim wytrzymujesz? - uznał, że warto od razu ponarzekać na Huntera, aby uśpić jej czujność. Przecież od razu będzie wiedziała, że coś jest na rzeczy skoro Eskil cały czas drży ni to z zimna ni to z harpii. Przedstawienie czas zacząć?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Hunter O. L. Dear

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 191cm
Galeony : 1835
  Liczba postów : 767
https://www.czarodzieje.org/t19794-hunter-ossian-lewis-dear#599888
https://www.czarodzieje.org/t19804-sowa-huntera#600487
https://www.czarodzieje.org/t19806-lowca-zaprasza#600489
https://www.czarodzieje.org/t19795-hunter-o-l-dear#599914
Mała izba na końcu korytarza - Page 13 QzgSDG8




Gracz




Mała izba na końcu korytarza - Page 13 Empty


PisanieMała izba na końcu korytarza - Page 13 Empty Re: Mała izba na końcu korytarza  Mała izba na końcu korytarza - Page 13 EmptyPon Sty 25 2021, 20:31;

To nie był ich dzień. Zdecydowanie to nie był ich dzień. Już na wstępie, kiedy znalazł się z nim w jednym pomieszczeniu, wiedział, ze nic dobrego z tego nie wyniknie. Nie miał pojęcia kto stał za tą amortencją, ale wiedział, że nie ma co teraz tego analizować, bo trzeba było skupić się na faktach. A te były takie, że za moment może tam pojawić się Robin i dowiedzieć się o wszystkim co zaszło. A tego bardzo chcieli uniknąć. Nawet nie chciał myśleć o sytuacji, kiedy będą musieli tłumaczyć się dziewczynie z tego, że półnadzy i zarumienieni, ubierają się w pośpiechu, próbując doprowadzić się do ładu... - Nie ma czasu na histerie. Potem będziesz przeżywać, teraz musimy zrobić wszystko, żeby Robin nigdy nie dowiedziała się o tym co się tutaj wydarzyło. Robin, ani nikt inny. - oznajmił, rozglądając się po pomieszczeniu, aby ocenić czy wszystko wygląda tak jak powinno i czy nic nie zdaje się być podejrzane. Usłyszawszy jego kolejne słowa, najpierw zmarszczył brwi i posłał mu pytające spojrzenie, a kiedy skinął na jego szyję, olśniło go. Wzruszył ramionami, wygładzając dłonią kołnierzyk koszuli - A żeby to pierwsza... - jakoś w tej chwili nie robiło to na nim ważnienia. Może dlatego, że skupił się na tym, aby zatrzeć wszystkie ślady zbrodni traktując to na razie jako swoiste wyzwanie. Nie dać się nakryć Robin. A widział w jakim aktualnie stanie znajdował się Eskil i chociaż sam też miał jeszcze odczuwał efekty tego wszystkiego co działo się jeszcze kilka minut temu na tej sofie, próbował odciąć się od tych scen, aby szybciej powrócił mu trzeźwy umysł. Nadal czuł ciepło ust chłopaka na swoich, ale nie mógł pozwolić aby to go nawiedzało. Nie, kiedy było ryzyko, że za chwilę przyjdzie im stanąć oko w oko z Doppler, która nie przeoczy takich szczegółów w ich zachowaniu. Wyzbierał się więc ze wszystkim, poprawiając jeszcze swój strój, aby nic nie wskazywało na to, że coś jest nie tak, po czym zasiadł na kanapie, jak gdyby nigdy nic, nawet nie zadając sobie trudu, aby spojrzeć na próbującego się uspokoić Eskila. I wtedy drzwi rozwarły się gwałtownie i w środku pojawiła się zadyszana Robin. Mimowolnie przeniósł wzrok na Ślizgona, stojącego niedaleko okna, zerkając kontrolnie jakie sprawia wrażenie. Jego głos brzmiał całkiem naturalnie, chociaż drobne gesty w jego zachowaniu sprawiały, że wydawał się być nieco oszołomiony. Zapewne tym nagłym pojawieniem się dziewczyny... - Nie ma to jak zwoływać spotkanie i się na nie spóźniać, brawo, Doppler - odezwał się z charakterystyczną dla siebie nutą uszczypliwości w głosie. Słysząc kolejne słowa Eskila, wywrócił oczami, po czym przeniósł wzrok z powrotem na Ślizgonkę - Co to za ważna sprawa, niecierpiąca zwłoki? I czemu on tu jest i ja? - spytał, zakładając nogę za nogę i opierając się wygodnie o oparcie sofy. Starał się zachowywać tak jak zwykle. Chamowato, arogancko i wrednie. Żaden wysiłek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Robin Doppler

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 166 cm
C. szczególne : Podobnież duże oczy, trzy podłużne blizny po pazurach od lewego nadgarstka aż do łokcia, na szyi nosi łańcuszek z pierścionkiem który dostała od Deara
Galeony : 1499
  Liczba postów : 1094
https://www.czarodzieje.org/t19800-robin-doppler#600127
https://www.czarodzieje.org/t19810-robin-i-jej-sowa#600759
https://www.czarodzieje.org/t19811-robin#600760
https://www.czarodzieje.org/t19808-robin-doppler#600671
https://www.czarodzieje.org/t20573-robin-doppler-dziennik
Mała izba na końcu korytarza - Page 13 QzgSDG8




Gracz




Mała izba na końcu korytarza - Page 13 Empty


PisanieMała izba na końcu korytarza - Page 13 Empty Re: Mała izba na końcu korytarza  Mała izba na końcu korytarza - Page 13 EmptyWto Sty 26 2021, 13:44;

Z ręką na sercu, Robin kompletnie nie brała pod uwagę, że tuż przed jej przybyciem mogłoby się tutaj wydarzyć cokolwiek. A jeśli już, to raczej brała pod uwagę debilne pranie się po mordach przez chłopaków, a nie to, co rzeczywiście robili. Ponadto, jej skołatany umysł naprawdę miał problemy z przyswajaniem jakichkolwiek głębszych informacji. Była przemęczona. Nawet ślepy powinien to zauważyć. Normalny dla niej blask gdzieś przepadł. Prezentowała się źle i to nie na wskutek morderczego biegu jaki sobie zafundowała w ramach rozgrzewki po kompletnie nieplanowanej drzemce. Po prostu ostatnio naprawdę ogrom rzeczy nałożył się na jej własną głowę i nie wszystkiemu była w stanie sprostać. Przemęczenie odbierało jej rozum, z czego w tym momencie chłopaki powinni się cieszyć, prawda?
Kiedy opadała na fotel naprawdę nie miała siły mówić, a tym bardziej przejmować się faktem, że prawdopodobnie przez nią stracili dobre pół godziny z życia. Po prostu marzyła o tym, żeby odzyskać oddech, który uparcie nie chciał tak od razu wrócić. Jej serce też bardzo powolnie odzyskiwało swój normalny rytm. Wciąż jeszcze oszalałe waliło w jej klatce piersiowej, bardzo szybko pompując krew w żyłach. Słyszałam że zarówno Hunter jak i Eskil coś do niej mówili, ale nie bardzo docierało do niej treść ich słów. Weź się w garść. upomniała się w myślach.
-Prze…przepraszam – powiedziała w końcu, kiedy jej oddech nieco się uspokoił, względem tego, co jeszcze niedawno sobą reprezentowała. Odrzuciła kosmyki włosów na tył głowy i poluzowała supeł krawatu od szkolnego mundurka. Wzięła jeszcze jeden, znacznie głębszy oddech, czując się już znacznie lepiej. Tak może będzie w stanie z nimi rozmawiać, jak się ogarnie. – Zaspałam – rzuciła jeszcze, w odpowiedzi na oskarżenia Huntera. Wiedziała, że prawdopodobnie brzmiało to wręcz kuriozalnie. Zaspać na popołudniowe spotkanie? Nie, tylko Robin była do tego zdolna… I czuła się z tym naprawdę fatalnie, bo przecież ona nigdy się nie spóźniała. Wpatrywała się to w Eskila, to w Huntera, nie wiedząc od czego zacząć. I to właśnie wtedy, kompletnie przez przypadek zobaczyła ten mały, pozornie nic nie znaczący ślad na szyi Huntera. Nie wiedziała nawet w którym momencie, a całe otępienie jej umysłu poszło w siną dal. Zamiast niej pojawił się gniew, którego korzeni nie potrafiła znaleźć.
Widzę, że nie tylko ja miała niedawno ciekawe zajęcia – rzuciła w stronę Huntera, cholernie zimnym głosem. Jakby nie wiedział, o co dokładnie jej chodzi, to nie zamierzała pozostawić mu wątpliwości. Znacząco skinęła w stronę jego szyi nie dodając nawet słowa. Przeniosła swój wzrok na jakiegoś dziwnego Eskila. Jedna jej brew poszła mimowolnie ku górze, ale nic nie powiedziała.
– Chciałam z wami pogadać o całej tej głupiej sytuacji. Wiem, że się nienawidzicie, a mnie to wkurwia, bo lubię was obu i nie zamierzam decydować, z kim będę się dzisiaj widzieć, a z kim nie, żebyście się nie obrażali jak małe dzieci – westchnęła z rezygnacją, dalej marszcząc delikatnie czoło. Bo naprawdę chciała się z nimi dogadać. Nie chciała, aby oboje byli cały czas o siebie zazdrośni.
Naiwna istoto…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Mała izba na końcu korytarza - Page 13 QzgSDG8








Mała izba na końcu korytarza - Page 13 Empty


PisanieMała izba na końcu korytarza - Page 13 Empty Re: Mała izba na końcu korytarza  Mała izba na końcu korytarza - Page 13 Empty;

Powrót do góry Go down
 

Mała izba na końcu korytarza

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 13 z 14Strona 13 z 14 Previous  1 ... 8 ... 12, 13, 14  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Mała izba na końcu korytarza - Page 13 JHTDsR7 :: 
hogwart
 :: 
Wielkie schody
 :: 
szóste pietro
-