Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 Klub Oasis

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 9 z 10 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Next
AutorWiadomość


Casper Angel Tease

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 26
Galeony : 808
  Liczba postów : 358
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13550-casper-angel-tease#360782
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13562-anielska-poczta#361164
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13560-potrzebujesz-czegos-zapraszam#361160
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13561-casper-angel-tease#361163
Klub Oasis - Page 9 QzgSDG8




Moderator




Klub Oasis - Page 9 Empty


PisanieKlub Oasis - Page 9 Empty Klub Oasis  Klub Oasis - Page 9 EmptyPon Paź 24 2016, 17:07;

First topic message reminder :


KLUB/BAR OASIS


Szukasz miejsca, żeby się nieco rozerwać? Na pewno słyszałeś o Oasis! Jeden z najpopularniejszych klubów, w dodatku prowadzony przez osobę znaną wielu z Hogwartu (lub ulicy), @Casper Angel Tease. Imprezy są tu wielkie, głośne, szalone i oryginalne. Jest pomysłowo i magicznie! Tak, w nocy można szaleć, zaś za dnia jest to idealne miejsce na drobnego drinka z przyjacielem... no, nawet kawę. Asortyment oferuje różne słodkości, ale mimo wszystko lokal jest bardziej klubem, niż barem. W trakcie imprez muzyka jest typowo klubowa, ale z wyższej półki, bo ceni się tu klientów. W trakcie zwykłego dnia muzyka jest stonowana. Jeśli masz farta, trafisz na właściciela przygrywającego na stojącym na piętrze fortepianie.
Parter to wielka sala, w której za dnia porozstawiane są stoliki niczym w bardzo przestronnej kawiarence. Tam też stoi bar, w którym oferowane są napoje wymyślone lub zmodyfikowane przez właściciela. Podczas imprez większość stolików przenosi się na górę, skąd można podziwiać tańczących i przy okazji nieco odpocząć. Obsługa wszędzie cie znajdzie i nigdy nie poczujesz się zaniedbany. Podobno w piwnicy jest, oprócz składziku, gabinet właściciela, ale on sam większość czasu spędza z gośćmi.

Nieobowiązkowy rzut kością przy wejściu do lokalu:
Spoiler:
Na zachętę proponowane ci są darmowe próbki nowości i zarazem specjału klubu - shoty o specjalnych, tajemniczych właściwościach. Wszystko jest bezpieczne, smaczne i wymyślone przez właściciela! Takich drinków nie znajdziesz nigdzie indziej!
1 - Trafia ci się drink o nazwie Trytoniak. Jest pyszny, słodki i ma w sobie dwie krople eliksiru spokoju. Wszystkie twoje zmartwienia i bóle znikają na całe dwa posty, które możesz poświęcić zabawie!
2 - Czy to Raj Jednorożca? Ten drink ma w sobie to do rzeczy, że jest wielokolorowy. Co więcej, kiedy go wypijesz i przetrwasz ten niesamowicie słodki smak przywodzący na myśl włoskie likiery, to twoje włosy przez trzy posty będą mienić się niekontrolowanie na różne kolory. Czy to mieszanka jakiegoś eliksiru z neonowym? Możliwe, bo przy okazji świecisz w ciemności.
3 - Smak mocnego alkoholu, gdyby nie ozdobny kieliszek uznałbyś to po prostu za wódkę. Na szczęście posmak Prawdzika jest przyjemniejszy, choć mocny i rozgrzewający. Jest tam dokładnie wymierzona jedna kropla rozcieńczonego veritaserum. Przez dwa posty uważaj na słowa, bo mówisz samą prawdę! Na szczęście, jest tu trochę czaru rozweselającego i nie możesz powiedzieć prawdy, która kogoś skrzywdzi.
4 - Wesoły Memortek! Tak, to klasyczna mieszanka Miętowego Memortka z odrobiną eliksiru wyostrzającego poczucie humoru. Ma orzeźwiający smak i pobudza do zabawy. Dwa posty prawie wszystko cię bawi, ale spokojnie. To nie jakaś męcząca głupawka, jedynie dobry humor!
5 - Twój drink ma bardzo subtelny, owocowy smak. Dowiadujesz się, że to Unilamia Euforia. Czujesz się cudownie, wszystko ci pasuje i masz ochotę na zabawę tak, jak nigdy! Będziesz w tym błogim stanie szczęścia przez trzy posty!
6 - Smoczas ma zabawną nazwę i w gruncie rzeczy, o to chodzi. Ma nikłą zawartość alkoholu, przez co nawet nieletni mogą go próbować. Smakuje trochę jak mugolska fanta, z łagodnie miętowym posmakiem. Po wypiciu Smoczasa pierwsza osoba, z jaką nawiążesz relację, trzy posty będzie dla ciebie niczym najlepszy przyjaciel. Czyżby nutka eliksiru Gregory'ego?

NORMALNA OFERTA:
Spoiler:
Skrzacie wino
Absynt
Sherry
Piwo kremowe
Malinowy Znikacz
Rdestowy miód
Miętowy Memortek
Papa Vodka
Ognista Whiskey
Łzy Morgany le Fau
Kłębolot
Smocza baryłka
Szampan
Tequila
Raj Jednorożca
Smoczas
Trytoniak
Unilamia Euforia
Prawdzik
Wesoły Memortek


Dyniowe paszteciki
Kociołkowe pieguski
Kierowe orzechy
Rymujące dropsy
Lodowe myszy
Miętuwełko - te pudełeczka porozstawiane są na każdym stoliku i ich zawartość jest kompletnie darmowa!

O wszystko inne pytaj właściciela. Może za umowną ceną coś się w składziku znajdzie?

Palenie jest dozwolone na terenie klubu, ale tylko w wyznaczonej części (stoliki na piętrze po jednej stronie). Dym utrzymywany jest z dala od reszty klubu przez specjalne zaklęcie. Co więcej, można tu nabyć paczkę dowolnych papierosów.
O używki musisz bezpośrednio zwracać się do właściciela klubu (posty fabularne!)




Ostatnio zmieniony przez Casper Angel Tease dnia Wto Lis 01 2016, 22:52, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość


Mistrz Gry

Czystość Krwi : 100%
Galeony : 31022
  Liczba postów : 62461
http://czarodzieje.forumpolish.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658
Klub Oasis - Page 9 QzgSDG8




Specjalny




Klub Oasis - Page 9 Empty


PisanieKlub Oasis - Page 9 Empty Re: Klub Oasis  Klub Oasis - Page 9 EmptyPią Maj 24 2019, 11:13;

Raz nadanej łatki czasami bardzo ciężko było się pozbyć - doskonale wiedziała o tym @Heaven O. O. Dear odkąd tylko zaczela pracować w klubie Oasis. Nie wszystkim współpracownikom odpowiadała jej obecność, utożsamiając dziewczynę z wartościami przyświecającymi nie jej, a jej rodowi. Jak dotąd nie powodowało to jednak większych komplikacji; być może niekiedy padł jakiś złośliwy komentarz, być może było to tylko złe spojrzenie - nic co w rzeczywistości  mogłoby mieć znaczenie.
To był ciężki wieczór. Nawet nie ze względu na ilość gości, co ich uciążliwe charaktery. Każda pomyłka, każda opieszałość mogła poskutkować posypaniem się niezadowolonych uwag.
Heaven kończyła przygotowywać ostatnie drinki dla wyjątkowo dużej grupy głośnych mężczyzn - dokładnie takich, którzy pojawiali się w wyobraźni razem ze słowem "kłopoty". Ich sposób bycia i stroje podpowiadały za to "duże napiwki", a to bez wątpienia nie było coś, czym Heaven mogła pogardzić. Zazwyczaj to klient musiał pofatygować się do lady po odbiór alkoholu, tym razem jednak ciężka taca chwiejnie znajdowała się w rękach Heaven. Radziła sobie - do czasu. Nieważne czy przypadek, złośliwość czy zwykła zawiść pokierowała drugiego barmana, by przeciął jej drogę. Ważne było, że trącając ją ramieniem spowodował katastrofę - kieliszki przywróciły się niczym w efekcie domino, oblewając nie tylko tacę, Heaven, ale i co najmniej dwóch najbliższych jej klientów.
- Głupia dziewczyno! - wykrzyknął, gwałtownie podrywając się z krzesła jeden z nich, nieomal je przywracając. Jego wściekły wzrok dosłownie świdrował barmankę. - Czy to dla ciebie zbyt trudne, przenieść kilka kieliszków do stolika? Jeśli tak, to może nie powinnaś być barmanką? Do cholery, żadna kobieta nie powinna być barmanką! - Mężczyzna uderzył pięścią w stolik, przez co coraz więcej osób zwracało na całe zdarzenie uwagę.
- Zdjęłaby trochę ubrań i wskoczyła na ladę, to może by zrobiła coś przydatnego dla tego klubu... - dorzucił ktoś inny, a szmer śmiechu przebiegł przez klientów. Nie wydawało się, aby ktokolwiek miał pomóc Heaven w tej sytuacji, gdy niespodziewanie wciął się Tobias - barman, przez którego to wszystko w ogóle miało miejsce.
- Proszę się na nią nie złościć, proszę pana. Heaven nie jest naszą najzdolniejszą pracownicą... Trudno oczekiwać dużych umiejętności po kimś, kto nigdy wcześniej nie wiedział, czym jest praca. Pozwólcie, że wam to wynagrodzę. Na koszt klubu.  A ty posprzątaj ten bałagan i idź do zmywaka, gdzie twoje miejsce - dodał przyciszonym głosem do Heaven, popychając ją w stronę baru i chcąc odebrać jej klientów.

Heaven, możesz się wycofać lub spróbować obłaskawić klientów. Tym samym możesz ich jednak bardziej rozzłościć. W zależności od tego jak zareagujesz możesz odnotować duży zysk lub stratę, a nawet stracić pracę. Wybieraj rozważnie, ale zgodnie z własną postacią aż tryska miłością

______________________

Klub Oasis - Page 9 Tumblr_myxyl0JKkN1s94thyo1_500
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Heaven O. O. Dear

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 1,70
Galeony : 598
Dodatkowo : Dziecko - Milka O. O. Dear
  Liczba postów : 976
https://www.czarodzieje.org/t16083-heaven-olive-octavia-dear
https://www.czarodzieje.org/t16087-margarita
https://www.czarodzieje.org/t16084-hood
https://www.czarodzieje.org/t16082-heaven-o-o-dear
Klub Oasis - Page 9 QzgSDG8




Moderator




Klub Oasis - Page 9 Empty


PisanieKlub Oasis - Page 9 Empty Re: Klub Oasis  Klub Oasis - Page 9 EmptyWto Sie 20 2019, 15:04;

Prawdę mówiąc, miałam w głębokim poważaniu co myślą o mnie współpracownicy. Też ich nie lubiłam, byli irytujący, mieli wieczne pretensje i bez żadnej sensownej przyczyny posyłali mi krzywe spojrzenia. Tak jakby robiło to na mnie jakiekolwiek wrażenie. Nie zamierzałam wstydzić się swojego nazwiska przed grupą kompletnie nic nie znaczących ludzi. Czuli się lepsi tylko dlatego, że sami musieli się utrzymywać, a nazwisko nie dawało im żadnych ulg w prawdziwym świecie. Zbyt dobrze wiedziałam, jak to wszystko działa i że nie ma nic za darmo, a swoje pochodzenie częściej przeklinałam, niż się z niego cieszyłam. Nie zamierzałam więc mieć żadnych wyrzutów sumienia z tego powodu. Uważałam raczej, że to oni są żałośni i w pewnym momencie faktycznie zaczynałam czuć się od nich lepsza, mimo, że tutaj byłam raczej sama przeciwko wszystkim. Nienawidziłam sytuacji, w których ktoś próbował mną pomiatać. Ledwo godziłam się z układem, w którym musiałam wykonywać polecenia przełożonego, żeby jeszcze dostosowywać się do jakichś śmiesznych współpracowników. Zastanawiałam się, czy przypadkiem ministerstwo, w którym wszyscy od początku traktowaliby mnie z szacunkiem nie byłoby lepszym pomysłem na dodatkowy zarobek.
Prawda była też taka, że nie zdawałam sobie sprawy, jak ciężka może być praca fizyczna. Stanie godzinami za barem, sprzątanie, gadanie z klientami i użeranie się z trudnymi przypadkami szybko zaczęło mnie przerastać. Nie wspominając już o tym, że byłam w tym raczej kiepska. Nie potrafiłam być przesadnie miła dla bogatych klientów, podlizywać się im i przymykać oka na głupie, obraźliwe teksty. Sprzątałam niedokładnie, bo nie umiałam tego robić. Po co mi zresztą była taka umiejętność? Robienie drinków szło mi z tego wszystkiego chyba najlepiej. W końcu coś, w czym miałam jakiekolwiek doświadczenie, nawet amatorskie.
Kiedy na sali pojawiła się grupka mężczyzn, miałam dziwne przeczucie, że będzie z nimi więcej kłopotów niż pożytku. Nawet, jeśli mieli zostawić wysokie napiwki. Źle im z oczu patrzyło, przynajmniej jak na moje oko. Zresztą, jak się po chwili okazało, miałam całkowitą rację. Pech chciał, że trafiło akurat na mnie. Niektórzy kelnerzy pewnie pozazdrościli mi wizji dodatkowego zarobku, ale ja byłam do tego nastawiona bardzo sceptycznie. Mimo wszystko poszłam do stolika z przygotowanymi napojami. No, a przynajmniej taki miałam plan. Jeden z bardziej irytujących współpracowników postanowił bezczelnie przeciąć mi drogą. Nie miałam nawet wątpliwości, że to było celowe zagranie. Drinki wyślizgnęły mi się z ręki i poleciały do przodu. Już miałam przeprosić poszkodowanych, kiedy ci otworzyli usta tylko po to, żeby rzucić swoje niewybredne komentarze. Aż mnie zmroziło. Nie trzeba dodawać, że w połączeniu z moimi ostatnimi humorkami, to była mieszanka wybuchowa.
- A dla ciebie - nie siliła się nawet na żadnego "pana" - za trudne jest zachowywanie się jak człowiek? Skoro tak uważasz, to sam wskocz za bar, ja chętnie posiedzę, popije sobie drinki i odbije frustrację znęcając się nad ludźmi, którzy nie mogą mi powiedzieć jaką jestem suką, bo są akurat w pracy - prychnęłam, ale następnego komentarza, tego wypowiedzianego przez kolejnego mężczyznę, nie mogłam puścić mimo uszu. Odłożyłam tacę (a raczej rzuciła nią w pierwszego mężczyznę, sprawiając, że resztka zawartości kieliszków, którą zatrzymała taca, znalazła się teraz na nim) i uderzyłam drugiego, tego jeszcze bardziej bezczelnego faceta w twarz z otwartej dłoni. W sumie i tak się pohamowałam, skoro nie wybrałam zwiniętej pięści. Nie sądziłam jednak, żeby ktokolwiek miał to docenić.
- A ty lepiej milcz i naucz się chodzić. Wpychasz mnie w klientów, udajesz, że im pomagasz i masz się za sprytnego. Nie sądzisz, że to żałosne? Serce mi się kraja, że musisz utrzymywać się za te marne grosze, ale gratuluje, z takim podejściem szybko zrobisz karierę poza tą budą. I to całkiem serio. Bycie skończonym dupkiem wszystkim wychodzi na dobre. Pozwól, że nie będę trzymała za to kciuków - prychnęłam. Tamtego seksistowskiego komentarza poza uderzeniem nie zamierzałam nawet komentować. To mówiło samo za siebie.

______________________

For all of the innocent things that I've doubt
I'll be good

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Killa Ó Ceithearnaigh

Student Hufflepuff
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 169 cm
C. szczególne : piegi, egzotyczna uroda, lekko odstające uszy, flegmatyczny głos, powolne ruchy, ciepłe spojrzenie
Galeony : 103
  Liczba postów : 195
https://www.czarodzieje.org/t16719-killa-o-ceithearnaigh
https://www.czarodzieje.org/t16758-angha#464946
https://www.czarodzieje.org/t16748-niby-taka-killa-ale-nie-zabojcza
https://www.czarodzieje.org/t16728-killa-cheyenne-o-ceithearnaigh#463714
Klub Oasis - Page 9 QzgSDG8




Gracz




Klub Oasis - Page 9 Empty


PisanieKlub Oasis - Page 9 Empty Re: Klub Oasis  Klub Oasis - Page 9 EmptySob Sie 31 2019, 00:07;

Powoli podążała w stronę przybytku, w którym spędzała kilka dni przed rozpoczęciem roku szkolnego. Co śmiesznie bardzo niewygodnie jej się spało na normalnym łóżku, przez poprzednie kilka miesięcy przywykła do hamaka rozwieszonego w powietrzu i spokojnego kołysania łodzi płynącej na pełnym morzu. Na szczęście albo i nie szczęście, wielkimi krokami zbliżał się koniec edukacji Killi i jednocześnie dzień ślubu dziewczyny, które miało się odbyć w Ukrytej Wiosce. Wreszcie miała być wolna, ale chyba nie do końca. Niezbyt była zadowolona z tej perspektywy, ale obecnie o tym nie myślała. Alkohol skutecznie pozbawił pieguskę wszelkich zmartwień i przykrych myśli związanych z małżeństwem i tymi wszystkimi rzeczami, które totalnie młodej kobiety nie interesowały. Była wolnym duchem, a uziemienie, przywiązanie do drugiego człowieka, do praktycznie obcego mężczyzny, którego znała jedynie z opowieści matki, babki i koleżanek zafascynowanych jego dobrym i czystym sercem. Podobno był facetem jak z marzeń, ale ona śniła o otwartym morzu, podróżach i własnej łodzi. Niczego innego tak naprawdę nie pragnęła.
Z klubu, pod którym znalazła się zupełnie przypadkiem (zwyczajowo wybierała trochę dłuższą, ale spokojniejszą drogę przez park), wydobywała się głośna muzyka i szalone krzyki. Zniesmaczona zmarszczyła mocno brwi, a właściwie to całą twarz zmarszczyła, bo obrzydzeniem takie miejsca Kille napawały wielkim.
Już miała się odwrócić na pięcie i iść w swą stronę, ale wyjątkowo niespodziewanie i z zaskoczenia, pod jej nogami pojawił się jakiś dziwny typek. Normalnie, w jednej chwili stał oparty o mur baru kopcąc w ustach papierosa i za chwilę leżał przed nią na chodniku. Każdy normalny człowiek, by tym bardziej stamtąd uciekał, ale przecież nie Killa, bo Killa to się niesamowicie zmartwiła tą sytuacją i błyskawicznie, jakby działała w amoku, klęknęła przed nim, obracając go na plecy i klepać po twarzy coby go w jakikolwiek sposób ogarnąć, a potem ewentualnie sprawdzić czy oddycha i zacząć ratować.
Ahhh, po kilku piwkach była, więc ruchy jej były raczej niepewne, ale chyba nie miał się o co martwić, bo umysł puchonki działał na najwyższych obrotach.
- Halo, żyjesz? - rzuciła pomiędzy jednym, a drugim klepnięciem w policzek. W głowie pojawiły się najgorsze scenariusze. Mocno go krew nie zalała, krew mu leciała z zranionego łuku brwiowego i nos mu siniał, więc go przerzuciła na boczek żeby się przypadkiem krwią z nosa nie udławił jeśli stamtąd również krwawił. Ehhhh, lubiła pomagać ludziom, ale że też musieli tak przed nią padać w środku nocy, kiedy totalnie nie miała sił i czasu?

@Shawn E. Reed
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Shawn E. Reed

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 29
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 184 cm
C. szczególne : Tatuaże, magiczna metalowa proteza prawej ręki
Galeony : 334
Dodatkowo : magia bezróżdżkowa
  Liczba postów : 830
https://www.czarodzieje.org/t13596-shawn-e-reed?highlight=Shawn
https://www.czarodzieje.org/t13600-wrona-shawna
https://www.czarodzieje.org/t13598-shawn
https://www.czarodzieje.org/t13601-shawn-e-reed?highlight=Shawn
Klub Oasis - Page 9 QzgSDG8




Gracz




Klub Oasis - Page 9 Empty


PisanieKlub Oasis - Page 9 Empty Re: Klub Oasis  Klub Oasis - Page 9 EmptySob Sie 31 2019, 02:07;

Reed miał cholernie zjebany dzień.
Gdyby ktoś go spytał dlaczego, sam nie potrafiłby w pełni odpowiedzieć na to pytanie. Wrócił wcześniej z wakacji szkolnych, aby przygotować się do swojego pierwszego roku szkolnego jako nauczyciel. Co ty sobie kurwa myślałeś, biorąc tę robotę – przeszło mu przez myśli, kierując się wzdłuż uliczek Hogsmeade. Nie miał kompletnie pomysłu na dzisiejszy wieczór. Wiedział jedynie, że nie chce go spędzić w stanie pełnej trzeźwości. Chciał się zajebać jak szmata, tak ostatni raz przed obowiązkami w postaci uczenia czegoś dzieciaków, które bądź co bądź, nie były aż tak młodsze od niego. Potrafił znaleźć z nimi wspólny język, choć to było ciężkie, zważywszy na opinię Shawna w szkole, po jego okresie asystentury. Pewnie niektóre dzieciaki będą go kojarzyć z Borgina, czasem stawał za ladą, kiedy akurat inni pracownicy mieli wolne, albo coś w tym rodzaju.
Nagle zjawił się pod klubem Oasis, nabytkiem jego starego znajomego. Bardziej dalszego, niż bliższego, ale wciąż pamiętał Caspera, choć jeśli miał być szczery, nie wiedział co się z nim dzieje, czy dalej jest właścicielem tego klubu czy może wpadł w jakieś kłopoty. Szczerze to Shawn miał to w dupie w tamtym momencie. Wyczuł tu dobrą okazję do najebania się, nie do odnowienia starych znajomości. Ruszył w stronę drzwi i zniknął w środku na parę godzin.
Oczywiście zamówił o jednego shota za dużo i zagadał do o jednego debila za dużo. Nawet nie pamiętał czym go tak sprowokował, ale był pewien, że nie chciał w tym wypadku używać magii. Skoro miał metalową rękę, to może będzie mieć jakąś przewagę? Dzięki Fire za odjebanie mi ręki, ta jest dużo praktyczniejsza – pomyślał z mrocznym uśmiechem, wspominając starą znajomą.
Jak się później okazało, metalowa ręka nie pomogła. Tak czy siak, powinien potrafić się bić, a nigdy nawet nie próbował się nauczyć. Zwykle pojedynkował się zaklęciami i teraz też mógł, przecież nie potrzebował do tego różdżki. Tak czy siak, obrywając po raz kolejny w nos, czuł jakby rozbawienie samym bólem, który mimo wszystko rozpierdalał go od środka. Walczył z dwoma, choć był pewien, że z jednym też by sobie nie poradził.
Leżał tak na ziemi, z zamkniętymi oczami, czując jak wszystko go boli i jednocześnie cały świat wokół niego postanowił się napierdolić i kręcić się nieustannie z wielką gwałtownością. Za każdym razem gdy otworzył oczy, brało go na wymioty, dlatego obecnie wolał nie patrzeć.
Gdy ktoś zaczął go dotykać, miał w sumie na to wyjebane. Mógł jedynie zgadywać czy to znowu oni i chcą mu coś jeszcze zrobić, czy to może ktoś inny, jakiś zatroskany czarodziej, który akurat przechodził obok. Jak się okazało, to ta druga opcja była prawdziwa.
Samo pytanie, jakie zadała z pewnością kobieta, nie mężczyzna, w jakiś absurdalny sposób rozbawiło go. Zaczął się śmiać, choć nie przez długo – złapał go gwałtowny kaszel, który zaraz za sobą pociągnął inne skutki w postaci cholernego bólu głowy. Uspokoił się i nie otwierając dalej oczu powiedział:
- A wyglądam jakbym zdechł, Watsonie? – Zapytał retorycznie, przecierając zdrową ręką czoło. Reed dawał jej się przerzucać z boku na bok, miał na to w sumie wyjebane, a po drugie był wciąż zbyt najebany, żeby jakkolwiek interweniować.
- Co ty tam właściwie kurwa robisz? – Zapytał, posyłając słowa w nicość, mając nadzieje, że ta kobieta wciąż tu jest. Naszła go ochota na rozmawianie i byłoby mu jeszcze gorzej, gdyby miał tu leżeć samotnie.
- Mam p-prośbę. Jestem zbyt najebbany, żeby sięgnąć sobie do kieszeni. Mam tam paczkę papierosów, dałabyś mi jednego? Proszę, w tylniej. – Poprosił, czując, że jakikolwiek ruch sprawiłby wystarczający ból, żeby się albo zrzygać albo paść nieprzytomny i potem wymiotować pod samego siebie.

______________________


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Killa Ó Ceithearnaigh

Student Hufflepuff
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 169 cm
C. szczególne : piegi, egzotyczna uroda, lekko odstające uszy, flegmatyczny głos, powolne ruchy, ciepłe spojrzenie
Galeony : 103
  Liczba postów : 195
https://www.czarodzieje.org/t16719-killa-o-ceithearnaigh
https://www.czarodzieje.org/t16758-angha#464946
https://www.czarodzieje.org/t16748-niby-taka-killa-ale-nie-zabojcza
https://www.czarodzieje.org/t16728-killa-cheyenne-o-ceithearnaigh#463714
Klub Oasis - Page 9 QzgSDG8




Gracz




Klub Oasis - Page 9 Empty


PisanieKlub Oasis - Page 9 Empty Re: Klub Oasis  Klub Oasis - Page 9 EmptySob Sie 31 2019, 14:05;

Ahhh, słowa jakimi ją uraczył naprawdę napawały entuzjazmem. Aż jej się w kiszkach skręciło od tego szczęścia i jakoś niedobrze zrobił, ale może to wina alkoholu, co to domagał się dość gwałtownego opuszczenia ciała pół-Indianki. Z trudem przełknęła ślinę, bo takie szybkie ruchy wywoływały dość nieciekawy efekt i troszkę nawet w główce się Killi zakręciło. Wzięła kilka głębokich wdechów, podziwiając twarz swego chwilowego towarzysza w pełnej krasie. Jakiś hultaj to był wytatuowany i tyle, pewnie też kryminalista straszny, ale czy to było ważne? No nie, bo ona to nie odczuwała strachu czy obrzydzenia przed żadnym, nawet najgorszym typem.
- Mam być szczera? Wyglądasz jakbyś umarł ze trzy razy i za każdym razem wrócił zza światów z jakimś ubytkiem w ciele - uśmiechnęła się z rozbrajającą szczerością i skierowała swój wzrok w stronę metalowej protezy, ręki, która zastępowała brakującą kończynę. Od razu się ożywiła, bo interesowała się medycyną w różnej postaci, ale trochę nie wiedziała w jaki sposób go o to zapytać, zresztą, miała teraz dużo ważniejszy problem jego twarz i ten dziwny kaszel, tego też musiała znaleźć przyczyną.
Co ona tam właściwie kurwa robiła? Już nic, bo na chwilę zaprzestała klepania nieznajomego po twarzy, chociaż z każdym kolejnym słowem młodego mężczyzny, ta chęć wyżycia na innym człowieku powracała jak bumerang. Zupełnie to nie było po Killowemu i zaprzeczało wszelkim wartościom jakimi się w życiu kierowała, ale alkohol wyzwalał w dziewczynie naprawdę najpaskudniejsze cechy jej charakteru. No i w normalnych warunkach to by mu przecież nie powiedziała, że wygląda jak chodzący trup. - Nic nie robię właściwie, no oprócz łatania twarzy jakiegoś obcego typa co mi się wykopyrtnął wprost pod nogi - rzuciła z rozbrajającą szczerością i westchnęła ciężko, od razu kierując swą dłoń do tylnej kieszeni spodni bruneta i wyciągając z niej paczkę papierosów. Jednego z nich wsadziła mu pomiędzy wargi, mając nadzieje, że przynajmniej to go zatka i przestanie się odzywać w czasie rzucania przez nią kolejnych medycznych zaklęć. Nie, że jakkolwiek Kille irytowało zachowanie mężczyzny, ale potrzebowała potrzebowała pełnego skupienia, nie żeby jej mamrotał pod nosem, jak będzie go naprawiać. Po tym wszystkim wcisnęła mu paczkę w dłoń, wyjęła z torby różdżkę i jednym ruchem odpaliła nią papierosa. - Przez chwile nie memlaj buzią, proszę, no chyba, że chcesz skończyć bez oka - rzekła spokojnie, bez jakiegokolwiek wstydu przybliżając twarz do jego twarzy, żeby z bliska ocenić czym go zacząć leczyć. Na nos wiadomo episkey, ale ona strasznie nie lubiła tego zaklęcia, dużo bardziej ufała własnym dłoniom i tym wszystkim maściom, to też bez uprzedzenia, jednym sprytnym ruchem, złapała za nos Shawna i nastawiła go, ot tak, aż zatrzeszczało, bo jednak nastawianie kości wydobywało przy okazji ten dziwaczny odgłos. W drugiej dłoni dzierżyła różdżkę, więc szybko szepnęła - Anapneo - by udrożnić jego drogi oddechowe w razie jakby go krew zalała, bo takie rzeczy się zdarzały przy nastawianiu nosa.
Odsunęła się od niego i przymrużyła oczy, by ocenić czy krzywy nos ma czy może wrócił do poprzedniego stanu, no ale w poprzednim stanie go nie widziała to też wyjęła z swojej torby, co to ją zawsze nosiła przy sobie i gdzie trzymała jakieś zioła i maści tak w razie coś, małe, kieszonkowe lusterko i podstawiła chłopakowi przed twarz - Oceń czy jest taki sam, czy poprawiać, chociaż musiałabym go znów połamać i znów nastawiać, a ani jedna, ani druga czynność nie jest przyjemna - ton miała spokojny i raczej beztroski, zupełnie jakby wszystko było z nim w porządku. Z torby wyciągnęła jakąś ziołową maść uśmierzającą ból, wytarła dłonie w swoje ubranie, zanurzyła w mazi place i delikatnymi, okrężnymi ruchami wsmarowała w czoło oraz nos nieznajomego. No cóż, jej robota była w miarę wykonana, a brew sama się zagoi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Shawn E. Reed

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 29
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 184 cm
C. szczególne : Tatuaże, magiczna metalowa proteza prawej ręki
Galeony : 334
Dodatkowo : magia bezróżdżkowa
  Liczba postów : 830
https://www.czarodzieje.org/t13596-shawn-e-reed?highlight=Shawn
https://www.czarodzieje.org/t13600-wrona-shawna
https://www.czarodzieje.org/t13598-shawn
https://www.czarodzieje.org/t13601-shawn-e-reed?highlight=Shawn
Klub Oasis - Page 9 QzgSDG8




Gracz




Klub Oasis - Page 9 Empty


PisanieKlub Oasis - Page 9 Empty Re: Klub Oasis  Klub Oasis - Page 9 EmptyNie Wrz 01 2019, 17:55;

Shawn nawet nie wiedział kto go próbował ratować i miał na to wyjebane. Nie prosił o to, więc też wychodził z założenia, że póki co nie musiał dziękować za okazane wsparcie. Może kiedy wytrzeźwieje jakoś się odwdzięczy, lecz póki co wolał nie myśleć o przyszłości. Za bardzo mu się kręciło w głowie, żeby miał teraz myśleć o niej.
Na jej odzywkę wolał nie odpowiadać, nie żeby go uderzyła jakoś szczególnie, a po prostu nie czuł się na siłach, żeby prowadzić tak głupią dyskusję. Dał jej się uśmiechać, choć sam oczywiście tego nie widział, nie zamierzał otwierać póki co oczu.
Sam zaś rzadko bywa w aż tak złym stanie. Dziewczyna znała się na magii leczniczej, on sam zaś głównie działał w czarnej magii. Gdyby chciał, mógłby obu tamtych napastników zabić w mgnieniu oka, zdążyłby również usunąć ich ciała tak, że nikt by nawet się nie zorientował, że morderstwo zostało popełnione. Nie miał jednak ochoty nikogo teraz zabijać, sam też nie był pewien, czy nie poczułby się źle – dawno nikomu nic nie zrobił i też jego charakter na przestrzeni ostatnich lat mocno się zmienił. Nie był pewny, czy teraz przyszłoby mu to tak łatwo, jak jeszcze dwa lata temu.
- Ludzie przed tobą upadają, musisz być wyjątkowo ładna, albo przeraźliwie obleśna. Jaka jesteś? – Zapytał, wciąż nie otwierając oczu, ciekawy odpowiedzi. Podziękował za wyciągnięcie papierosa i już miał sobie zapalić palcem, kiedy dziewczyna go ubiegła. Podziękował raz jeszcze i wciągnął dym, żeby po chwili go wypuścić, rozkoszując się tytoniowym smakiem.
Zrobił tak jak poprosiła i się nie odzywał, do póki nie skończy swoich czary-mary. Okazało się, że dziewczyna wybierze staromodną metodę, a dokładniej bez jakiejkolwiek magii – nastawiła mu nos w jednej chwili, a Shawn nagle poczuł kolejne źródło bólu i syknął głośno, powstrzymując się od krzyku. Powstrzymywał się od wstania i odsunięcia się od niej, gdyż zaczęło go drażnić jej towarzystwo, przynajmniej dopóki zajmowała się jego leczeniem. Po udrożnieniu dróg oddechowych, uznał, że ma dość i odsunął się od dziewczyny. Otworzył w końcu oczy i popatrzył na swoje odbicie, w którym ledwo się rozpoznał – ujrzał zmaltretowanego, pobitego mężczyznę z ranami na twarzy. Dobrze, że maść maskująca działała, nie było widać wszystkich blizn, które miał na ciele. Nie sądził, że będzie ona aż tak trwała, ale chwała Merlinowi za to.
- Już kurwa, dzięki za pomoc. Jak będzie źle to sobie naprawię, okej. Na razie to ja muszę się ogarnąć. Znasz jakieś zaklęcia na wytrzeźwienie? Albo chociaż, żeby mnie tak łeb nie nakurwiał. – Wyrzucił niedopałek i od razu wziął nowego i zapalił od palca.
Teraz, gdy już wstał powoli i zaczęło mu się polepszać, mógł przyjrzeć się dziewczynie. Jak się okazało, była młoda, dużo młodsza od niego. Nie był pewien czy już po studiach, czy jeszcze w trakcie, tak czy inaczej, była możliwość, że będzie ją uczyć. Kurwa – pomyślał z goryczą.
- Tak więc, co cię tu sprowadza? Nie wyglądasz mi na osobę, która gustuje w tego typu miejscach. – Odrzekł, wypuszczając dym i skupiając na tym całą uwagę, gdyż gdy zacznie zauważać za wiele bodźców, znowu się wypierdoli i już się nie pozbiera.
- Możemy stąd iść. Nie chce mi się tu przebywać ani sekundy dłużej. Jestem wkurwiony, wiesz? I najebany. Chciałbym przestać pierdolić, a najchętniej spaliłbym to jebane miasteczko, ale chodzi mi tylko o ten klub i tamtych gości. Japierdole, ale się najebałem. Taki miałem plan, ale no nie sądziłem, że tak się to skończy. W ogóle gdzie ty idziesz? Jak nie chcesz to możesz iść sama, w sumie to nawet cię nie znam. – Zakończył swój słowotok, zaś na zakończenie dostał czkawki pijaka, spowodowanej zbyt długą wypowiedzią, bez wzięcia powietrza. Tego mu było jeszcze trzeba…

______________________


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Killa Ó Ceithearnaigh

Student Hufflepuff
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 169 cm
C. szczególne : piegi, egzotyczna uroda, lekko odstające uszy, flegmatyczny głos, powolne ruchy, ciepłe spojrzenie
Galeony : 103
  Liczba postów : 195
https://www.czarodzieje.org/t16719-killa-o-ceithearnaigh
https://www.czarodzieje.org/t16758-angha#464946
https://www.czarodzieje.org/t16748-niby-taka-killa-ale-nie-zabojcza
https://www.czarodzieje.org/t16728-killa-cheyenne-o-ceithearnaigh#463714
Klub Oasis - Page 9 QzgSDG8




Gracz




Klub Oasis - Page 9 Empty


PisanieKlub Oasis - Page 9 Empty Re: Klub Oasis  Klub Oasis - Page 9 EmptyPią Wrz 27 2019, 00:27;

Westchnęła ciężko, wywracając jedynie oczyma całkowicie zniechęcona jego podejściem. W sensie, nie chodziło nawet o to, że te jego słowa o byciu paskudą w jakikolwiek sposób są raniące, ale totalnie to było niemiłe i raniące. Jakby była normalną dziewczyna albo kimś o niskim poczuciu wartości to zalana łzami by go przeklinała, ale dla niej wygląd był sprawą tak bardzo nieistotną, że jakoś bardzo się nie wysilała ze swoją odpowiedzią. Najwyraźniej nieznajomy nie był wart specjalnej uwagi i troski, co innego, że mimowolnie i przeciwko wszystkim sprzeciwom zdrowego rozsądku nie potrafiła go samego w tym kiepskim stanie zostawić. Naprawdę, okropne to czasem było, ta dobroć pomimo wszystko i czystość serca Killowego.
- Piegata - rzuciła krótko, bo to słowo najlepiej w głowie puchonki opisywało jej wygląd. Nie lubiła się zresztą nad nim w żadnym stopniu rozdrabniać, siebie uważając za raczej przeciętną albo i nawet powyżej średniej. Zdecydowanie gustowała w całkowicie innych od siebie kobietach. Mężczyznach zresztą też. - I ciemna, do końca nie pochodzę z Anglii - dodała nie potrafiąc powstrzymać pijańskiego słowotoku. Ze wszystkich sił musiała powstrzymywać siebie przed dalszym paplaniem, bo na co dzień była przyjazna, ale zdecydowanie skryta. Bała się po prostu, że zdradzi Ukrytą Wioskę czy ktoś dowie się o jej prawdziwym pochodzeniu, a tego nie potrzebowała.
Zadowolona była ze swojej pracy zdecydowanie, ale może to z powodu upojenia alkoholowego, jakieś wszystko było ładniejsze, świat ją otaczający, kolorowe neony klubu Oasis czy ludzie wychodzący z tego przybytku niedoli. Ciągle uśmiechała się lekko i totalnie niewymuszenie, bo w jednej chwili humor jej się poprawił (to chyba przez te kolorowe neony). Siedziała jednak dalej obok niego czekając na jakaś decyzję czy kolejne osłabienia lub ewentualne omdlenia. W takiej pozycji dużo łatwiej było ludzi łapać po prostu, a nie chciała żeby kolejny raz zarąbał głową o ziemie, co jeśli to uderzenie spowodowało, że taki był niemiły.
- Najlepszym zaklęciem na wytrzeźwienie jest niepicie - mruknęła zadowolona, spoglądając się mu uważnie, albo raczej metalowej protezie. Na chwilę o niej zapomniała, ale teraz, kiedy błyszczała pod wpływem ulicznych światem znów dała Killi o sobie znać. Cóż za interesujący wynalazek. Zapatrzona i zamyślona, zapomniała o merlinowskim świecie, dopiero po chwili uświadamiając sobie jak głupio to musi z perspektywy bruneta wyglądać. Odchrząknęła cicho i poprawiła na chodniku, prostując plecy w pionie. - Dalej boli? Najwyraźniej za mało maści wsmarowałam - rzuciła bardziej sama do siebie marszcząc czoło. Wlepiła spojrzenie w siniejącą głowę tego kryminalisty buca i znów zaczęła wsmarowywać w jego potylice nieznane nikomu ziołowe maści. - Taka ilość może spowodować lekkie halucynacje, ale czoło przestanie Cię boleć. Może przez to nie odlecisz, ale zobaczymy. - dodała luźno, zupełnie jakby halucynacje i odloty były szarą codziennością. - Nic mnie tu nie sprowadza - wstała z ziemi otrzepując z ulicznego brudu czarne spodnie oraz tyłek. - Oasis to ostatnie miejsce w którym postanie moja noga, a Twój obecny wygląd jeszcze bardziej zniechęca mnie do przebywania w tym voldemortowskim przybytku. Rozumiem, że ta obita buźka to zupełnie za darmo? - powiedziała spokojnie, przekręcając głowę w bok i spoglądając w górę. Jakiś najwyższy to on nie był, na szczęście nie czuła się przy nim jak pierdzielony krasnoludek. - Po prostu się wywaliłeś to Cię pozbierałam do kupy - beznamiętnie wzruszyła ramionami spoglądając w bok. Chciała go spławić, ale ta ręka, zdecydowanie o zbyt wiele rzeczy musiała chłopaka jeszcze zapytać. Kilka blizn na twarzy również się pod wpływem zmieszania z kremem Killi pojawiło, może mogłaby stworzyć coś jeszcze lepszego na to? Może coś, co by go całkowicie blizn pozbawiło. Hmmm, musiała go o to zapytać. - Jak chcesz to chodź, mi Twoje towarzystwo nie przeszkadza. Gorsi niż oni - machnęła głową w stronę niezbyt dobrze wychowanej parki, co to na zmianę z dziwacznymi krzykami się obcałowywała. - raczej nie jesteś. - oderwała od nich spojrzenie pełne politowanie i znów uśmiechając lekko, ruszyła powoli w stronę hoteliku w którym przed nowym rokiem szkolnym stacjonowała. Nie wiedziała jak zacząć czy może po prostu poczekać chwilę i trochę z nim pogadać i dopiero zacząć temat protezy, czy może walić z grubej rury i zalać go milionem dziwnych pytań. Między innymi o ciężkość, praktyczność i wygodę, no ale stwierdziła, że tak od wejścia go nie będzie molestować, zacznie powolutku i popłynie z prądem. - Niezbyt dobra ta maść na blizny skoro wystarczy trochę mocniejszego specyfiku i już przestaje działać - zupełnie niewzruszona szła przed siebie, ze dwa razy kopnęła jakiś kamień przed nią leżący, w między czasie zarzucając również na głowę kaptur musztardowej, ciepłej bluzy. Pierdzielona Anglia i ich nędzna pogoda, mruknęła w myślach, wzdrygając lekko z zimna. W żadnym razie nie potrzebowała Romea na kiju oddającego jej swą bluzę, ciepłego słońca Killi brakowało i tyle.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Beverly O. S. Shercliffe

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 1.75
C. szczególne : mocny makijaż, włosy w czerwieni, ubiór zwracający uwagę, kolczyki w uszach i jeden na boku w nosie, okulary
Galeony : 285
  Liczba postów : 29
https://www.czarodzieje.org/t14935-beverly-o-s-shercliffe
https://www.czarodzieje.org/t17640-krucze-listy
http://czarodzieje.org/t14949-relacje-bossa
https://www.czarodzieje.org/t17639-beverly-o-s-shercliffe
Klub Oasis - Page 9 QzgSDG8




Gracz




Klub Oasis - Page 9 Empty


PisanieKlub Oasis - Page 9 Empty Re: Klub Oasis  Klub Oasis - Page 9 EmptySob Sty 11 2020, 19:57;

Praca - kelnerka

W klubie Oasis pracowała już jakiś czas. Nie wiązała z tym miejscem swojej przyszłości. Potrzebowała kasy, jak każdy studencik, który nie miał rodziców bogaczy. Oasis należał do jednych z tych najpopularniejszych klubów w Hogsmeade, a nawet poza granicami tego małego magicznego miasteczka. Imprezy, które tu się odbywały, zawsze były szalone, głośne i oryginalne. Nie brakowało pracy, zwłaszcza wieczorami do późnych godzin nocnych, a częściej nawet do świtu. Na dniu było tu spokojnie i całkiem znośnie, jeśli chodzi o klientów, ale nocne zmiany za to należały do tych najbardziej pracowitych i wykańczających. Praca kelnerki nie należała do łatwych. Kilkanaście godzin na nogach. Przeważnie podawanie kolorowych drinków i mycie stolików, z rozlanego alkoholu; niewdzięczna praca za małe pieniądze. Motto klubu zawsze brzmi: "Obsługa wszędzie cię znajdzie i nigdy nie poczujesz się zaniedbany." Ta jasne. Beverly starała się nie nadwyrężać, jednak ciężko było unikać ludzi, w klubie pełnym ludzi, magicznych ludzi. Gorzej jak po pijaku wyrwało się komuś zaklęcie, jak jakiś ślepy idiota wpadł na lewitujące drinki. Nic tylko wycierać rozlaną wódę. Shercliffe nie miała pojęcia ile alkoholu może się marnować w takich klubach, dopóki nie zaczęła tu pracować. Co za marnotrawstwo! I obrzydlistwo, na niektórych to nie mogła patrzeć, jeszcze te obleśne uśmiechy lub złapanie za tyłek. Nie pracowała tu jako striptizerka na Morgane Le Fay! Znosiła to cierpliwie i potrafiła wiele znieść, jednak jej wybuchowa natura szybko ustawiała innych na miejsca. W końcu wyrobiła sobie reputacje, a żaden napaleniec nawet nie ważył się jej tknąć. Wiele razy była pewna, że zostanie zwolniona, jednak nawet zastępca właściciela cenił sobie ją jako pracownice. Za mało jej płacili, zdecydowanie za mało. Może dlatego, że główny twórca Oasis gdzieś się ulotnił? Potrzebowali pracowników, nawet tych niepokornych, zwłaszcza takich. Chwila przerwy, a godzina dłużyła się za godziną, zwłaszcza pod koniec całej tej imprezy. W klubie Oasis zawsze było co robić. Co z tego, ze nikt dawno nie widział Casper Angel Tease. Tutaj zawsze coś się działo.

/zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Violetta Strauss

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 168cm
C. szczególne : blizny pokrywające lewą dłoń: kilka na palcach i wierzchu dłoni oraz jedna biegnąca w poprzek jej wnętrza
Galeony : 794
  Liczba postów : 1442
https://www.czarodzieje.org/t17878-violetta-strauss#504731
https://www.czarodzieje.org/t17893-viola#505013
https://www.czarodzieje.org/t17889-violka#504934
https://www.czarodzieje.org/t17884-violetta-strauss#504822
https://www.czarodzieje.org/t18567-violetta-strauss-dziennik#529
Klub Oasis - Page 9 QzgSDG8




Gracz




Klub Oasis - Page 9 Empty


PisanieKlub Oasis - Page 9 Empty Re: Klub Oasis  Klub Oasis - Page 9 EmptySob Sty 18 2020, 17:28;

W zasadzie nawet nie wiedziała, co ją naszło, by wybrać się do klubu Oasis tego konkretnego dnia. Może po prostu miała już dosyć siedzenia w dormitorium lub ciągłych treningów Quidditcha (to byłaby nowość) i postanowiła poszukać sobie jakiejś lepszej rozrywki? Prawda była taka, że chyba chciała po prostu odreagować cały szajs, który miał miejsce jakiś czas temu w jej życiu i najzwyczajniej się wyszaleć. Wyżycie się na kaflu i zajechanie szkolnej miotły nie wchodziło tym razem w grę także postanowiła pójść w jakieś inne miejsce, gdzie mogłaby się pozbyć swoich hamulców i zrobić coś, by zapomnieć o skopanej codzienności.
Nie próbowała nawet jakoś specjalnie stroić się na tę okazję. Ot miała na sobie swój nowy równościowy t-shirt, którego zdjęciem pochwaliła się wcześniej tego dnia na wizbooku, a na niego narzuciła jedną ze swoich ulubionych skórzanych kurtek, które po prostu uwielbiała. Żadnych strojnych kiecek, ani niewygodnych szpilek, na których prawdopodobnie by się zabiła. Wystarczyły jej dobre jeansy i dosyć sportowo wyglądające obuwie.
Zaraz po wejściu do klubu do jej uszu dobiegła dudniąca muzyka jakiejś magicznej Shakiry czy innej artystki, która tworzyła imprezowe kawałki, do których bawić się mogły tłoczące się w podobnych lokalach tłumy. Może być. Co prawda sama preferowała bardziej ciężkie kawałki, ale i przy takich mogła się dobrze bawić jeśli tylko chciała. Jednak nim zdecydowałaby się na wyjście na parkiet musiała się wpierw czegoś napić. Najlepiej czegoś mocnego. Jeden z ozdobnych kieliszków znalazł się w jej dłoni, a obecna w nim ciecz zaiskrzyła się tajemniczo w świetle klubowego oświetlenia. Strauss przechyliła go płynnym ruchem, łykając na raz całą jego zawartość. Ostry i palący smak alkoholu przypominającego wódkę rozlał się po całym jej ciele począwszy od przełyku. Dopiero wtedy rozejrzała się po wnętrzu klubu, gotowa do tego, by rzucić się w wir imprezowania.

Kość: 3 także mówię samą prawdę
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Gabrielle R. Swansea

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 1.78 m
C. szczególne : obecnie różowe włosy, bransoletki, pierścionki, drobny tatuaż na nadgarstku przedstawiający małą gitarę i na paluszkach gwiazdki i serduszka.
Galeony : 105
  Liczba postów : 45
https://www.czarodzieje.org/t17793-gabrielle-r-swansea
https://www.czarodzieje.org/t18017-drooble#512070
https://www.czarodzieje.org/t18018-g-r-swansea
https://www.czarodzieje.org/t17792-gabrielle-r-swansea#501046
Klub Oasis - Page 9 QzgSDG8




Gracz




Klub Oasis - Page 9 Empty


PisanieKlub Oasis - Page 9 Empty Re: Klub Oasis  Klub Oasis - Page 9 EmptyNie Sty 19 2020, 10:49;

W weekendy obowiązkowo zawsze musiała być impreza. Zazwyczaj Gabs zaczynała już w piątkowe wieczory, jednak czasami trafiał się jakiś trening pod koniec tygodnia, więc wstrzymywała się i szła na całość dopiero w sobotę. Klub Oasis wszyscy znali, był to jeden z tych klubów w Hogsmeade, o którym było głośno w Hogwarcie i nie tylko. Głosiły słuchy, że można dostać czasami coś tam nielegalnego od właściciela, ale chyba teraz było o to ciężko, ponieważ głównego zarządcy ostatnio nie było widać. Wszyscy stali bywalcy znali Tease'a. Często wychodził do ludzi, a jego gęba wręcz robiła za wizytówkę tego klubu.
Swansea przekroczyła próg Oasis i od razu poczuła się jak w domu. Głośna muzyka, kolorowe drinki i te kelnereczki, a najbardziej podobała jej się ta z czerwonymi włosami; zawsze miała rozpięty o jeden guzik za dużo przy koszulce.
Gryffonka na dzisiejszą imprezę rozjaśniła włosy, nadając im barwę bardziej bliźniaczych krukońskich Swansea'ów. Spięła w u góry w koczek, jak to miała w zwyczaju i wzięła ze sobą te okularki, których obramowania świeciły się na różowo i zielono. Na sobie miała sukienkę, a kiecek to przeważnie nie zakładała, a jeszcze dziwniejsze było to, że nie była ona jaskrawa i ekstrawagancka, a raczej spokojna. Szara u góry, z barwnymi ramiączkami czarna rozkloszowana na dole. Na dłoniach jak zwykle miała masę pierścionków i bransoletek, a jej szyje zdobiły dwa naszyjniki.
Wzięła pierwszego lepszego szota z brzegu, którego dostawał każdy na start. Wypiła za jednym przechyleniem, smakując słodkiego trunku. Na pewno miał coś w sobie z Trytoniaka. Na usta cisnęło się jej tylko jedno słowo "pyszny". Poczuła się jeszcze lepiej, niż gdy przekroczyła próg Oasis. Wszystko jak ręką odjął, bo przecież drinki w klubie Oasis sprawiały cuda, ale o tym chyba już każdy wiedział.


1 - jestem bestroska, ale to jak zawsze xd
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Violetta Strauss

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 168cm
C. szczególne : blizny pokrywające lewą dłoń: kilka na palcach i wierzchu dłoni oraz jedna biegnąca w poprzek jej wnętrza
Galeony : 794
  Liczba postów : 1442
https://www.czarodzieje.org/t17878-violetta-strauss#504731
https://www.czarodzieje.org/t17893-viola#505013
https://www.czarodzieje.org/t17889-violka#504934
https://www.czarodzieje.org/t17884-violetta-strauss#504822
https://www.czarodzieje.org/t18567-violetta-strauss-dziennik#529
Klub Oasis - Page 9 QzgSDG8




Gracz




Klub Oasis - Page 9 Empty


PisanieKlub Oasis - Page 9 Empty Re: Klub Oasis  Klub Oasis - Page 9 EmptyPon Sty 20 2020, 23:15;

Było gwarno, głośno i wokół aż roiło się od pijanych osobistości. Zapewne mogłaby też podejrzewać, że część z nich wzięła również coś jeszcze innego niż sam alkohol, ale ostatnio w klubie jakoś nie było widać właściciela, z którym można było załatwić naprawdę różne rzeczy z tego, co słyszała, bo niestety raczej nie miała większej okazji do tego, by zawrzeć z nim jakąś znajomość. A szkoda, szkoda...
Strauss oderwała się od baru, przy którym przez chwilę stała, obserwując tłum i zastanawiając się na co właściwie miała ochotę. Próbowała jakoś poczuć atmosferę imprezy, bo chwilowo jakoś trudno było jej się w nią wczuć. Może miała jeszcze za mało alkoholu we krwi? Całkiem możliwe. Lub potrzebowała jakiejś mocniejszej muzyki, by móc się w niej w pełni zatracić i wyjść na parkiet. Też było to całkiem możliwe, ale w końcu zdecydowała się na to, żeby mimo wszystko puścić się w tango, gdy rozbrzmiała jedna z piosenek, które wyjątkowo wpasowały się w jej gust. Musiała się jednak nieco rozruszać.
Ruszyła na parkiet, by móc wtopić się w obecny tam tłum i poruszać się razem z nim w rytmie aktualnie granego utworu. Krukonka dała się porwać muzyce i już po chwili poruszała biodrami do dosyć mocnego beatu, który zdecydowanie potrafił porwać do tańca, a także sprawić, że w pewnym momencie dziewczyna wprost zaczęła podskakiwać, starając się cieszyć trwającą chwilą. Niestety wszystko co dobre kiedyś się kończy. W tym wypadku był to utwór, który niestety miał swoje granice. Kolejny nie był już tak porywający. Zresztą może jednak doprawienie się jeszcze paroma drinkami pomogłoby jej w znieczuleniu się i dalszej zabawie.
Już miała się wycofać do dogodnego punktu, gdy nagle wpadła na całkiem znajomą postać starszej od siebie dziewczyny. W pierwym momencie cofnęła się nieco i już miała przepraszać, ale dopiero po przetworzeniu przez mózg informacji o tożsamości blondynki, z którą zaliczyła kolizję dotarło do niej z kim właściwie ma do czynienia.
- O, Swansea! - zawołała na jej widok, starając się jakoś przekrzyczeć dudniącą muzykę. - Prawię cię nie poznałam. Wyglądasz jak nie ty, ale to nie znaczy, że źle.
Po prostu przywykła do tego, że w szkole można było ją zobaczyć w bardziej kolorowej wersji, która wyróżniała się już na pierwszy rzut oka, a teraz? Była niezwykle normalna i można byłoby ją pomylić z kimś innym. Na przykład innymi członkami rodziny, których było całkiem sporo w tej szkole. Cóż tak już się jakoś ułożyło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Gabrielle R. Swansea

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 1.78 m
C. szczególne : obecnie różowe włosy, bransoletki, pierścionki, drobny tatuaż na nadgarstku przedstawiający małą gitarę i na paluszkach gwiazdki i serduszka.
Galeony : 105
  Liczba postów : 45
https://www.czarodzieje.org/t17793-gabrielle-r-swansea
https://www.czarodzieje.org/t18017-drooble#512070
https://www.czarodzieje.org/t18018-g-r-swansea
https://www.czarodzieje.org/t17792-gabrielle-r-swansea#501046
Klub Oasis - Page 9 QzgSDG8




Gracz




Klub Oasis - Page 9 Empty


PisanieKlub Oasis - Page 9 Empty Re: Klub Oasis  Klub Oasis - Page 9 EmptyWto Sty 21 2020, 21:40;

Na pewno potrafiła się bawić na trzeźwo. Chociaż ostatnio nie wyglądała na trzeźwą. Wiecznie chodziła zjarana ziółkami lub eliksirami. Nie często piła alkohol, a także nie miała w zwyczaju go mieszać. Szkoda, że ostatnio nie było widać właściciela klubu, ponieważ chciała zakupić jakieś mniej legalne zapasy. Jebane prawo utrudniało funkcjonowanie w tym dzisiejszym świecie. Ciągle jakieś zakazy, nakazy i ten Hogwart. Kurwa. Nie miała nawet przy sobie fajek, ale o to się nie martwiła, ponieważ można było tu kupić każdy rodzaj papierosów. Zabawa dopiero się rozkręcała. Leciała jakaś dobra muzyka i więcej ludzi zerwało się do tańca, niektórzy chyba tylko bujali się z automatu, ponieważ byli nieźle schlani.
Swansea wypiła na starcie tylko jednego drinka, po którym czuła się jakoś naprawdę lekko. Podejrzewała, że musiało być coś w tym trytoniaku. Był zdecydowanie za pyszny. No nie ważne, czuła się świetnie i na razie nie potrzebowała więcej alkoholu we krwi. Zaczęła skakać do muzyki i gibać się na wszystkie strony, rozrzucając swoje blond włosy. W końcu załączyli jakiś mniej lepszy bit i blond włosa Swansea zatrzymała się, aby nieco nabrać tchu.
Nie spodziewała się usłyszeć swojego nazwiska, które mogło oznaczać nie tylko zwrócenie się do niej, ale także to, że gdzieś w pobliżu byli jej krewni. Dzisiaj chciała się zabawić, a nie słuchać morałów.
- O, Strauss! - Odpowiedziała, niemal przedrzeźniając koleżankę. - Weź, nie pierdol. Wiem, jak wyglądam i co chciałaś powiedzieć. - Przewróciła oczami i złapała krukonke za dłoń. - Cho! Ja stawiam, napijemy się czegoś, bo teraz nie ma do czego tańczyć. - Skierowała się w stronę baru, obracając się z raz na Viole, chcąc upewnić się, czy nigdzie jej się nie wyrwała i nie uciekła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Violetta Strauss

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 168cm
C. szczególne : blizny pokrywające lewą dłoń: kilka na palcach i wierzchu dłoni oraz jedna biegnąca w poprzek jej wnętrza
Galeony : 794
  Liczba postów : 1442
https://www.czarodzieje.org/t17878-violetta-strauss#504731
https://www.czarodzieje.org/t17893-viola#505013
https://www.czarodzieje.org/t17889-violka#504934
https://www.czarodzieje.org/t17884-violetta-strauss#504822
https://www.czarodzieje.org/t18567-violetta-strauss-dziennik#529
Klub Oasis - Page 9 QzgSDG8




Gracz




Klub Oasis - Page 9 Empty


PisanieKlub Oasis - Page 9 Empty Re: Klub Oasis  Klub Oasis - Page 9 EmptyWto Sty 21 2020, 23:00;

Owszem można się bawić na trzeźwo, ale trzeba mieć do tego odpowiedni nastrój albo chociaż dobre towarzystwo i atmosferę, a tego akurat chwilowo Strauss brakowało. Ot miała parszywy dzień i szukała sposobu, żeby go sobie jakoś poprawić, ale chwilowo jakoś jej to nie wyszło. W sumie miało to sens bo nie można było się zmusić do tego, by poczuć się nagle wspaniale. Ale alkohol i inne używki mógł dać takie złudzenie i chyba da się temu skusić. Brzmiało to dosyć obiecująco.
Drink wypity na wejściu choć mocny w smaku to jednak nie posiadał wystarczającej mocy, by móc ją skłonić do dzikich harców na parkiecie jeśli akurat grana piosenka nie była czymś, co było naprawdę energicznym kawałkiem, napędzającym ludzi do tańczenia w jego rytm. Tym bardziej, że nie była to zwykła łupanina, a naprawdę dobra nuta, która wpadała w ucho i oprócz mocnego beatu posiadała całkiem dobry wokal, który go jedynie urozmaicał. Jednak w przypadku kolejnej pozycji na klubowej playliście? Do tego potrzebowała już większej procentowej zachęty.
Słysząc swoje nazwisko padające z ust Gryfonki, a potem jej kolejny komentarz odnośnie jej własnej uwagi po prostu przewróciła oczami, nie wiedząc za bardzo w jaki inny sposób mogłaby na to zareagować.
- Człowiek chce cię szczerze skomplementować, a ty mu zarzucasz pierdolenie - stwierdziła chociaż to fakt, że raczej sama z siebie nie rzucała ludziom jakiś miłych tekstów, ale tym razem faktycznie nie dość, że się na podobny zdecydowała to faktycznie powiedziała to co miała na myśli. Rzadka ku temu okazja. Zdarzająca się tylko jak ktoś podaje jej kroplę veritaserum.
Nawet nie zamierzała wyrywać swojej dłoni z uścisku Gabrielle. Tym bardziej, że dziewczyna właśnie zaproponowała, że postawi jej drinka, a tego zdecydowanie nie mogła jej odmówić. Przez grzeczność oczywiście, a nie jakieś wyjątkowe umiłowanie do procentów. Dlatego posłusznie dała jej się zaciągnąć do baru, przeciskając się po drodze przez tłoczących się tu i ówdzie ludzi.
- Więc co polecasz? - owszem mogła sama wybrać coś do picia, ale szczerze ciekawiło ją jakiego wyboru dokonałaby Swansea. W końcu może uda jej się odkryć jakiś nowy smak z drinkiem, którego jeszcze nie próbowała, przywiązana do jakiś swoich przyzwyczajeń? Kto wie. Jak szaleć to szaleć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Gabrielle R. Swansea

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 1.78 m
C. szczególne : obecnie różowe włosy, bransoletki, pierścionki, drobny tatuaż na nadgarstku przedstawiający małą gitarę i na paluszkach gwiazdki i serduszka.
Galeony : 105
  Liczba postów : 45
https://www.czarodzieje.org/t17793-gabrielle-r-swansea
https://www.czarodzieje.org/t18017-drooble#512070
https://www.czarodzieje.org/t18018-g-r-swansea
https://www.czarodzieje.org/t17792-gabrielle-r-swansea#501046
Klub Oasis - Page 9 QzgSDG8




Gracz




Klub Oasis - Page 9 Empty


PisanieKlub Oasis - Page 9 Empty Re: Klub Oasis  Klub Oasis - Page 9 EmptySob Sty 25 2020, 15:16;

Nie miała pojęcia, co jej odbiło, że rozjaśniła włosy i przefarbowała je na blond. Może w klubie tak nie było tego widać. Kolorowe światła tworzyły przeróżne barwne złudzenia. No, ale bez przesady nikt nie był ślepy i pewnie teraz to przypominała swoje Swansea'owskie kuzynostwo z Ravenclawu, kurde. Plus był taki, że jasne włosy szybko nabierały wyraźnego koloru w farbowaniu, więc mugolskie farbowanie jak najbardziej wchodziło w grę. Po imprezce i kacu miała zamiar to uczynić.
- Te komplementy są podejrzane, kiedy mam blond włosy. - Prawda była taka, że czasami było trzeba komuś zarzucić pierdolenie.
Teraz jednak Gabs zamierzała się świetnie bawić i to ze Strauss. Nie, żeby były jakimiś psiapsiółami od serca. W ogóle, za jakie grzechy Viola trafiła do Ravenclawu? Istniała możliwość, że podkabluje jej bratu, co tu odpierdala na imprezie.
- Znasz mojego brata, Gabriela? - Chciała się podpytać. - No wiem, że każdy go pewnie zna z krukońskiej bandy, no ale... Nie jesteś donosicielem? - Spojrzała na nią podejrzliwie, siadając przy barze. - No nie obraź się, ale krukoni są u mnie na celowniku. Zawsze. - Zerknęła w stronę barmana, chcąc zamówić coś dobrego. Lubiła niespodzianki, ale dzisiaj to ona postanowiła postawić drinka, więc musiała wybrać jakąś procentową niespodziankę dla Violetty Strauss.
- Na początku polecam Miętowy Memortek. Orzeźwimy się trochę, ale tylko po jednym, bo jak za dużo wypijesz skurwysyna, to wiesz... ciężko sobie przypomnieć. - Powiedziała to nieco z wyrzutem, mając nie jedną przygodę z tym trunkiem. - A jak wiadomo dobra impreza to niezapomniana impreza. - Wzięła swój drink i uniosła przed Violą. - To za udaną imprezkę. - Taki mały, prywatny toaścik, poczekała, aż Strauss stuknie szklaneczkę o jej szklaneczkę i przechyliła kieliszeczek do dna.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Violetta Strauss

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 168cm
C. szczególne : blizny pokrywające lewą dłoń: kilka na palcach i wierzchu dłoni oraz jedna biegnąca w poprzek jej wnętrza
Galeony : 794
  Liczba postów : 1442
https://www.czarodzieje.org/t17878-violetta-strauss#504731
https://www.czarodzieje.org/t17893-viola#505013
https://www.czarodzieje.org/t17889-violka#504934
https://www.czarodzieje.org/t17884-violetta-strauss#504822
https://www.czarodzieje.org/t18567-violetta-strauss-dziennik#529
Klub Oasis - Page 9 QzgSDG8




Gracz




Klub Oasis - Page 9 Empty


PisanieKlub Oasis - Page 9 Empty Re: Klub Oasis  Klub Oasis - Page 9 EmptySob Sty 25 2020, 18:48;

Szczerze powiedziawszy skomentowała głównie wygląd Swansea przez to, że nie przypominała ona chodzącej tęczy, którą zwykle była przez swoją orgię kolorów, którą urządzała na swoich włosach. Teraz wyglądała... całkiem zwyczajnie chociaż zaskakująco nie był to taki zły widok. Chociaż z pewnością nieco dziwny jeśli ktoś przywykł do tego, że Swansea wyróżniała się w tłumie swoją różnobarwnością.
- To nieczęsty widok, okej? - westchnęła, postanawiając w końcu porzucić ten temat, bo dalsza dyskusja nie miała sensu. Raz na jakiś czas zdarzało się, że powiedziała komuś coś miłego i już to było dla nich lekko podejrzane.
Nie spodziewała się pytań o Gabriela. Dobra, niby byli w jednym domu, a nawet drużynie, ale to nie znaczy, że znali się jakoś wybitnie. W sumie z Gabrielle też jakoś dotychczas nie miała większej sposobności do tego, by się jakoś bliżej zaznajomić. Ot, widywały się w szkole i tak dalej, ale jakoś nie przyjaźniły się ani nic w tym rodzaju.
- Znam go o tyle, że razem gramy w drużynie - odpowiedziała, wzruszając ramionami, bo nic więcej nie miała do dodania w tej kwestii. Dopiero później postanowiła skomentować słowa Gryfonki odnośnie donosicielstwa. - Powiedzmy, że jestem całkowitym przeciwieństwem donosiciela.
Nie lubiła plotkować, bo nie widziała sensu w rozmawianiu o życiu innych ludzi, którzy mogliby sobie tego nie życzyć. Poza tym było to dla niej nudne i kompletnie nieinteresujące. W dodatku... prędzej pomogłaby komuś w odwalaniu wszelkich akcji zamiast donosić na niego. Popełniłeś morderstwo? Spokojnie, Violetta tego nie zrobi. Zamiast tego weźmie łopatę i pomoże ci ukrywać zwłoki. Brzmi groteskowo? Cóż, może i tak, ale z pewnością byłaby do tego zdolna.
- Nie ma sprawy - nie była osobą, która miałaby się obrazić za podobne uwagi, tym bardziej, że nie były one w żaden sposób personalne. Sama nie miała większego problemu z tym, do którego domu ktoś przynależał i obracała się w towarzystwie każdego kto tylko przypasował jej charakterem. To chyba było w miarę porządne rozwiązanie.
- Niektórzy mogliby powiedzieć, że jeśli się nie pamięta to była dobra impreza - rzuciła żartobliwie, chwytając za podstawionego jej Memortka. Dopiero wtedy uniosła szklankę i uderzyła nią w tę należącą do Gabrielle. - Za udaną imprezę.
Uśmiechnęła się do niej i również przechyliła naczynie, wypijając od razu całą jego zawartość. Może jednak faktycznie nie było tak źle skoro udało jej się znaleźć jakieś przyzwoite towarzystwo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Gabrielle R. Swansea

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 1.78 m
C. szczególne : obecnie różowe włosy, bransoletki, pierścionki, drobny tatuaż na nadgarstku przedstawiający małą gitarę i na paluszkach gwiazdki i serduszka.
Galeony : 105
  Liczba postów : 45
https://www.czarodzieje.org/t17793-gabrielle-r-swansea
https://www.czarodzieje.org/t18017-drooble#512070
https://www.czarodzieje.org/t18018-g-r-swansea
https://www.czarodzieje.org/t17792-gabrielle-r-swansea#501046
Klub Oasis - Page 9 QzgSDG8




Gracz




Klub Oasis - Page 9 Empty


PisanieKlub Oasis - Page 9 Empty Re: Klub Oasis  Klub Oasis - Page 9 EmptyNie Sty 26 2020, 22:48;

Poczuła, jak orzeźwiający memortek przechodzi przez jej gardło i wpada do żołądka - zajebiste uczucie. Zastanawiała się, co by tu jeszcze wypić za nim pójdą na parkiet. Dobrze, że kwestie jej włosów zostawiły w spokoju.
- Pierdolenie. Nie pamiętać to można urodzin babci, a nie dobrej imprezy. - Odparła, całkowicie pewne swojego zdania.
- No właśnie grasz w drużynie. Ostatnio coś tam mój brat oberwał, ale nie jest raczej wylewny. - Wzruszyła ramionami, jakby miała na to wyjebane. Gabriel był specyficzny, spokojny i raczej małomówny to gryffonka zawsze zwracała uwagę swoich najbliższych, odciągając ją od swojego bliźniaka i chyba to mu jakoś nie przeszkadzało; w pewnym sensie jakoś się rozumieli na jakiejś tam dziwnej płaszczyźnie duchowo-kosmicznej.
- Myślę, że się dogadamy. - Uśmiechnęła się zadowolona, Violka był niczego sobie. Przez chwile zastanawiała się jakiej jest orientacji. Nie raz Gabs nadziała się na takie chujowe sytuacje. Ładne dziewczyny zawsze były hetero. Ehh, kaszana. Westchnęła teatralnie i założyła jasny kosmyk włosów za ucho, bo jej przeszkadzał. Teraz już nie przeszkadzał.
- No to, co teraz pijemy? Zamknę oczy, a ty wybierz coś dobrego. - Wyszczerzyła zęby na krótką chwilę i tak jak powiedziała, zamknęła oczy. Miała nadzieje, że Strauss ją zaskoczy. No bo przecież Gabrielle R. Swansea lubiła niespodzianki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Violetta Strauss

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 168cm
C. szczególne : blizny pokrywające lewą dłoń: kilka na palcach i wierzchu dłoni oraz jedna biegnąca w poprzek jej wnętrza
Galeony : 794
  Liczba postów : 1442
https://www.czarodzieje.org/t17878-violetta-strauss#504731
https://www.czarodzieje.org/t17893-viola#505013
https://www.czarodzieje.org/t17889-violka#504934
https://www.czarodzieje.org/t17884-violetta-strauss#504822
https://www.czarodzieje.org/t18567-violetta-strauss-dziennik#529
Klub Oasis - Page 9 QzgSDG8




Gracz




Klub Oasis - Page 9 Empty


PisanieKlub Oasis - Page 9 Empty Re: Klub Oasis  Klub Oasis - Page 9 EmptyNie Sty 26 2020, 23:56;

Cóż w sumie jakaś racja w tym była, bo jeśli ktoś się dobrze bawił to szkoda byłoby tego nie pamiętać, ale z drugiej jeśli odwaliło się coś naprawdę srogiego to może lepiej by było tego nie pamiętać? Oj zdarzały się takie pewne niechlubne momenty, z których Strauss z pewnością nie była dumna i wszystko doskonale pamiętała. Na swoje nieszczęście, bo potem towarzyszył jej kolejnego dnia niesamowity kac moralny.
- Niby racja, ale o niektórych rzeczach czasem chciałoby się zapomnieć - stwierdziła na koniec. Nie to, żeby była za amnezją totalną. Broń Merlinie, ale z pewnością nie tęskniłaby za pewnymi szczegółami.
- Coś oberwał, ale niestety nie widziałam tego także nie mogę ci opisać szczegółów - powiedziała, nie brzmiąc jakoś współczująco. Ot wypadki w Quidditchu się zdarzały i Gabrielle z pewnością to rozumiała.
- Z pewnością - rzuciła jeszcze z uśmiechem.
Niestety taki był odwieczny dylemat w kobiecym świecie pod tytułem czy ona flirtuje czy po prostu jest miła, co często prowadziło do niezbyt przyjemnych sytuacji. Całe szczęście, że Strauss jeszcze tego zbytnio nie doświadczyła. Głównie dlatego, że przez długi czas w ogóle nie była zainteresowana jakimikolwiek bliższymi znajomościami, skupiając się w pełni na Quidditchu, a teraz? Teraz była to zupełnie inna bajka.
- Niech ci będzie. Tylko nie podglądaj - uprzedziła ją po czym gestem dłoni przywołała do siebie barmana, by następnie podać mu treść swojego zamówienia tak, by Swansea nie mogła tego dosłyszeć. Ten skinął głową i już po chwili przed Krukonką zostały postawione dwie porcyjki absyntu. Jak szaleć to szaleć.
- Nie otwieraj jeszcze oczu - powiedziała, przysuwając się bliżej do dziewczyny i unosząc kieliszek i przystawiając go do ust Gabrielle. - Gotowa?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Charlie O. Rowle

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 188cm
C. szczególne : łobuzerski, i rozbrajający uśmiech. nadmiar energii, szerokie ramiona i plecy
Galeony : 1063
  Liczba postów : 547
https://www.czarodzieje.org/t17714-charlie-oliver-rowle#498256
https://www.czarodzieje.org/t17716-cygaro#498257
https://www.czarodzieje.org/t17719-aniolki-charliego#498308
https://www.czarodzieje.org/t17715-charlie-oliver-rowle#498254
Klub Oasis - Page 9 QzgSDG8




Moderator




Klub Oasis - Page 9 Empty


PisanieKlub Oasis - Page 9 Empty Re: Klub Oasis  Klub Oasis - Page 9 EmptyNie Kwi 05 2020, 22:07;

@Annabell Helyey

Miał ochotę się rozerwać. Nauczyciele postradali rozum z ilością lekcji, on tracił rozum od swojej ostatniej zmiany osobowości, a co najgorsze — wkurwiało go absolutnie wszystko i był samotny bez zjebanego Cassiusa, który się wyprowadził w pizdu i go zostawił. Dobra, Cassius nie był zjebany, tylko Rowle nie radził sobie z tęsknotą, ale nie powie przecież o tym głośno. Chodził więc wściekły jak osa po dormitorium, doprowadzając się do porządku i zbierając do wyjścia- gdzie miał nadzieję, spędzić miło czas i nie wpaść w sidła żadnych zobowiązań i tych emocjonalnych sępów, jakimi ostatnio były otaczające go kobiety. Zapiął więc koszulę, rezygnując z dresów na rzecz jeansów i wsunął białe adidasy oraz zegarek. Zaczesał włosy z odrobiną żelu, używając swoich ulubionych perfum i nałożył cieńszą kurtkę, bo wiosna coraz odważniej pukała w okna. Upewnił się, że zabrał fajki, pieniądze i różdżkę, po czym z nieszczęśliwą i obrażoną miną, ślizgoński książę opuścił zamek, ruszając do klubów.
Wybór padł na Oasis — bardziej przez kumpli, z którymi był niż przez niego. Muzyka i wystrój były tu w porządku, a i obsługujące dziewczyny naprawdę śliczne. Stanęli przy jednym ze stolików, popijając sobie piwo i popalając w strefie dla palących i prowadząc żywą dyskusję o męskich pierdołach, jednak oczy Charlesa skupione były na czymś innych. Kogo powinien dziś zaczepić? Nie zamierzał przecież całego wieczora zmarnować na kolegów, którzy pewnie znów zrobią zawody z picia i odpadną, jak słabe ogniwa — jeden po drugim. No i wtedy on musi ich taszczyć do zamku. Poprawił koszulę, trzymając fajkę w ustach i wsunął dłoń w kieszeń, przymykając na chwilę oczy, aby zrelaksować się cierpkim dymem w płucach, wzbudzającym dreszcz na jego skórze. Przesunął spojrzeniem po twarzach kolegów — już nieco udobruchany i zrelaksowany, wdając się w żywą i pełną gestów dyskusję. Zgasił niedopałek, dopijając piwo. Chciał się cofnąć, wciąż kłócąc się z Jamesem o to, która drużyna Quidditcha miała szansę na puchar w tym sezonie, kiedy to zabsorbowany głupotami, na kogoś wpadł. Na szczęście Rowle był dość wysportowany i o dziwo bystry, pomimo swojej głupoty, więc zdołał podtrzymać swoją ofiarę jedną ręką przed upadkiem, modląc się, aby nie była szlamą czy innym paskudztwem. Odwrócił się przodem do niej, przesuwając ciemnozielonymi oczyma po jej twarzy i uśmiechnął się czarująco, pokazując dołeczki w policzkach.
- Nic Ci nie jest? - zapytał dość uprzejmie, w drugiej dłoni wciąż trzymając pustą szklankę po piwie, na której zacisnął palce. Cóż, ten wieczór może nie skończy się tak tragicznie i nie będzie musiał niańczyć tych głupków, którzy tylko zagwizdali niczym na trzecim roku, na co ostentacyjnie machnął ręką, prychając. - Nie przejmuj się gamoniami.

______________________


A leader is one who knows the way, goes the way, and shows the way.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Annabell Helyey

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 170,5
C. szczególne : intensywnie niebieskie oczy; tatuaż ciągnący się od uda do żeber; węgierski akcent
Galeony : 276
  Liczba postów : 302
https://www.czarodzieje.org/t18101-annabell-mia-helyey
https://www.czarodzieje.org/t18110-listy-do-ann#514950
https://www.czarodzieje.org/t18111-relacje-ann#514951
https://www.czarodzieje.org/t18102-annabell-mia-helyey
https://www.czarodzieje.org/t18304-annabell-helyey-dziennik
Klub Oasis - Page 9 QzgSDG8




Moderator




Klub Oasis - Page 9 Empty


PisanieKlub Oasis - Page 9 Empty Re: Klub Oasis  Klub Oasis - Page 9 EmptyPon Kwi 06 2020, 22:10;

Ann od kilku tygodni przechodziła jakiś kryzys, którego zupełnie nie rozumiała. Może wolność, którą zyskała na wymianie zaczęła doń docierać? Chodziła na wszystkie lekcje, jednakże mogła śmiało i otwarcie powiedzieć, że ma po prostu: dość. Może coś było w powietrzu, a może po prostu nienawidziła wiosny, nie wiedziała co było przyczyną jej ogólnego „bycia na nie”, ale jakoś musiała sobie z tym poradzić. Wiedziała jednak, że nic na nią lepiej nie działa jak zwyczajne wyjście ze znajomymi, bez żadnych zobowiązań. Zabrała więc kilka koleżanek i wyciągnęła je do Hogsmeade, mówiąc, że inaczej umrze jeśli się nie zgodzą z nią pójść. Miała takie szczęście, że poznała kilka bardzo spoko osób i się zgodziły, rzecz jasna nie obyło się od jęków, ale Helyey była nieustępliwa, więc prawdę mówiąc – nie miały wyboru. Wystrojona jak na siebie (ubrała nawet sukienkę!) przemierzała ulice czarodziejskiego miasteczka, z podniesioną głową i fantastycznym humorem, bowiem wyrwała się z murów zamku, które to ostatnimi czasy ją koszmarnie przytłaczały. Przed wyjściem upewniła się, że wzięła papierosy, które swoją drogą zabrała bratu, i sprawdziła, czy różdżka jest na swoim miejscu. Zabrała też trochę pieniędzy, bo przecież nie będzie się bawić o suchych ustach.
Weszła do klubu i się rozejrzała, w Oasis nigdy przedtem nie była, właściwie zawsze kręciła się po jakiś pubach, kluby omijając szerokim łukiem. Tego dnia męczyła ją jednak przemożna ochota, by potańczyć, więc zdając się na głos swoich koleżanek, udała się właśnie w to konkretne miejsce. Zaraz po wejściu podeszła do baru, mówiąc do znajomych, żeby poszły już tańczyć. Zamówiła dwa shoty, które wypiła „na odwagę” i skierowała się do wnętrza klubu w celu poszukania swoich koleżanek.
Los chciał, że na kogoś wpadła, o co zresztą nie było ciężko w tak zatłoczonym miejscu. Z pomiędzy jej warg wyrwało się krótkie oh zaskoczenia, kiedy chłopak ją złapał i nie pozwolił upaść. Ma ładny uśmiech – pomyślała i zaraz potem strzeliła sobie mentalnego liścia w policzek. Zdawało jej się, że skądś go zna, ale takie wrażenie miała zdecydowanie zbyt dużo razy, bowiem jej oczy każdego dnia w Hogwarcie widziały nowe osoby. Była jednak pewna, że nigdy w życiu z nim nie rozmawiała i nie miała pojęcia jak mu na imię. Uśmiechnęła się lekko i nieco się odsunęła od chłopaka.
Nie, dziękuję wszystko w porządku. – odparła z charakterystycznym dla siebie akcentem, jeden kącik jej warg uniósł się znacząco w górę. Zaraz potem usłyszała gwizdy grupki innych chłopaków, na co tylko przewróciła oczami, stwierdzając, że to chyba jacyś jego znajomi. Właśnie, miała znaleźć swoje koleżanki. – Nie zwykłam przejmować się idiotami. – powiedziała, parskając śmiechem. Przypomniała też sobie, kiedy w Czechach jej kolega nazwał ją „towarem dla nielicznych”, pech chciał, że zaraz potem oberwał ciężką książką w twarz. Zdarza się, teraz całe szczęście nie miała przy sobie żadnej książki, a jedynie niewielką torebkę, która na niewiele mogła jej się zdać.

______________________

You save everyone,
but who saves you?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Charlie O. Rowle

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 188cm
C. szczególne : łobuzerski, i rozbrajający uśmiech. nadmiar energii, szerokie ramiona i plecy
Galeony : 1063
  Liczba postów : 547
https://www.czarodzieje.org/t17714-charlie-oliver-rowle#498256
https://www.czarodzieje.org/t17716-cygaro#498257
https://www.czarodzieje.org/t17719-aniolki-charliego#498308
https://www.czarodzieje.org/t17715-charlie-oliver-rowle#498254
Klub Oasis - Page 9 QzgSDG8




Moderator




Klub Oasis - Page 9 Empty


PisanieKlub Oasis - Page 9 Empty Re: Klub Oasis  Klub Oasis - Page 9 EmptySro Kwi 08 2020, 01:30;

Nie spodziewał się, że uratowana przez niego niewiasta okaże się tak apetyczna. Z pewnością nie była Brytyjką, bo jej uroda odbiegała od znanych mu, angielskich norm. Intensywne spojrzenie na jego twarzy sprawiło, że nie mógł powstrzymać łobuzerskiego uśmiechu, a ciemnozielone ślepia bez większego skrępowania wyszły na spotkanie niebieskich tęczówek dziewczyny. Puścił ją niechętnie, gdy drgnęła i zwiększyła dzielącą ich odległość. Wsunął dłoń w kieszeń, a w drugiej wciąż trzymał pusty kufel po piwie, dyplomatycznie ignorując wbijane w plecy spojrzenie i jakieś dziwne teksty, które zamiast mu pomóc, mogły wszystko zepsuć.
- Ciesze się, że nic Ci się nie stało. Sport nas wciągnął. - odparł niewinnie, tłumacząc swój brak koncentracji i brak patrzenia pod nogi, odwracając jednak głowę przez ramię i posyłając znajomym mordercze spojrzenie o przesłaniu " zamknijcie ryje", ogarnął mało kulturalne towarzystwo. Wrócił więc uwagą do tajemniczej nieznajomej, nieco dłużej lustrując wzrokiem zgrabną sylwetkę schowaną pod materiałem lejącej sukienki. Elegancka, ale miała w sobie coś drapieżnego. Najgorsze, że nie miał pewności, czy to porządna i czysta dziewczyna, czy może jednak szlama. Kiwnął głową na jej obelgi względem kolegów. - Masz rację, nie warto. Słuchaj, muszę Ci to jakoś wynagrodzić. Mogłem Ci krzywdę zrobić! Wiesz co? Mam pomysł.
Nie był nieśmiałym chłopcem i doskonale wiedział, jak skupić na sobie uwagę kobiet — mógł mieć tylko nadzieję, że brunetka mu nigdzie nie ucieknie. Rozejrzał się dookoła, jakby szukając inspiracji — chociaż w rzeczywistości oceniał ilość ludzi na parkiecie oraz przy barze, aby wybrać jedną propozycję. Niestety — nie mógł — więc nie zostało mu nic innego jak improwizacja. Wyciągnął dłoń w jej stronę, cofając się pół kroku i przekręcając głowę na bok, znów się uśmiechnął. - Chodź, zatańczymy albo postawię Ci piwo czy drinka. Bez idiotów w pakiecie.
Rzucił w końcu, dodając jeszcze na sam koniec wzmiankę o chichoczących bezmózgach, którzy coraz mocniej zlewali się z tłem. Uroda dziewczyny była nietuzinkowa, podobnie jak specyficzny akcent, którego wcześniej nie słyszał. Student zaraz pacnął się w głowę, kręcąc z niedowierzaniem głową na swoją głupotę i ujął jej dłoń, nachylając się i całując wierzch — jak na prawdziwego gentlemana i księcia Slytherinu przystało, zerknął w jej duże, okalane ciemnym wachlarzem rzęs oczy. - Gdzie moje maniery. Charles Rowle. Charlie.
Przedstawił się, jak kultura nakazywała i przesunął kciukiem po jej dłoni, zaraz jednak ją puszczając i pozwalając jej podjąć decyzję, odnośnie do jego wcześniejszej propozycji. Nie był typem nachalnym czy narzucającym się, więc jeśli dziewczyna nie chciała, to zwyczajnie się nie narzucał. Miał jednak nadzieję, że nie będzie musiał obejść się smakiem i tak krótko cieszyć jej błękitnymi oczyma. O Merlinie, cudownie było wyjść sobie do klubu i zapomnieć o wszystkim i wszystkich, którzy znajdowali się poza jego ścianami. Poczuł, jak krew pulsuje mu w żyłach szybciej. Liczył też, że gdy zdradzi swoje nazwisko — jej status krwi mu się rozjaśni. Nie chciałby przecież psuć sobie reputacji ani stracisz szansy na wieczór z tak ładną koleżanką.

______________________


A leader is one who knows the way, goes the way, and shows the way.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Annabell Helyey

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 170,5
C. szczególne : intensywnie niebieskie oczy; tatuaż ciągnący się od uda do żeber; węgierski akcent
Galeony : 276
  Liczba postów : 302
https://www.czarodzieje.org/t18101-annabell-mia-helyey
https://www.czarodzieje.org/t18110-listy-do-ann#514950
https://www.czarodzieje.org/t18111-relacje-ann#514951
https://www.czarodzieje.org/t18102-annabell-mia-helyey
https://www.czarodzieje.org/t18304-annabell-helyey-dziennik
Klub Oasis - Page 9 QzgSDG8




Moderator




Klub Oasis - Page 9 Empty


PisanieKlub Oasis - Page 9 Empty Re: Klub Oasis  Klub Oasis - Page 9 EmptySro Kwi 08 2020, 16:23;

Gdy jej wzrok napotkał ten chłopaka, nie speszyła się. Patrzyła nieco wyzywająco, czując lekkie działanie wypitego alkoholu, który nie okazał się złym pomysłem. Nie należała do nieśmiałych dziewczyn, właściwie była całkiem odważna i wychowana w rodzinie, która na słabość nie pozwalała. Pojawiała się, jednak Annabell bardzo szybko nauczyła się ją skrupulatnie ukrywać, nie dając po sobie niczego poznać. Przeczesała palcami swoje gęste, brązowe włosy, które kaskadą opadały jej na ramiona, delikatnie je muskając.
Uniosła jedną brew, słysząc słowa chłopaka. Była pewna, że „sport” oznaczał quidditch. Powstrzymała się od wywrócenia oczami. Nigdy nie potrafiła zrozumieć co jest takiego fascynującego w rzucaniu piłek przez jakieś głupie obręcze. Nie należy zrozumieć jej źle, Ann, broń Merlinie, nie była przeciwna lataniu, gra zwyczajnie jej nie interesowała, co innego wyścigi i uczucie adrenaliny, że werdykt zależał tylko od niej…
Sport… i wszystko jasne. – powstrzymała się od przewrócenia oczami, jednak od komentarza nie potrafiła. Nie miała niewyparzonej gęby, ale skrajnie irytowało ją utożsamianie całego czarodziejskiego sportu z quidditchem. Spojrzenie miała wciąż lekko wyzywające i zaciekawione, nie skuliła się, czując intensywny wzrok nieznajomego na swojej skórze. Z tyłu głowy wciąż miała zapaloną lampkę alarmową, która stale przypominała jej, że gdzieś w środku czekają na nią koleżanki. Była jednak bezapelacyjnie zaintrygowana młodym mężczyzną, który stał przed nią, więc z premedytacją ją ignorowała. – Ah, tak? Nie władam legilimencją, więc będziesz musiał się tym pomysłem podzielić. – powiedziała, a niebieskie tęczówki jej oczu lustrowały go od góry do dołu, gdy ten rozglądał się po klubie. Helyey nie była ślepa, doskonale widziała, że aparycję miał w istocie, cóż, pociągającą. Wydawał jej się typowym cwaniakiem, choć tak naprawdę wcale go nie znała. Czy z tego powodu nie powinna jednak odwrócić się na pięcie i znaleźć osoby, z którymi tutaj przyszła? Tak byłoby właściwie i prawdopodobnie – mądrze, jednak ona była zbyt ciekawa co jej zaproponuje, by zastosować się do tego planu. W jej głowie pojawiła się myśl, że ma absolutnie symetryczną twarz, sprawiło to, że musiała powstrzymać się od parsknięcia śmiechem. Doprawdy, mogła pomyśleć wszystko, jednak Annabell Helyey pomyślała, że przystojny chłopak przed nią jest symetryczny… Chwilę później się odezwał, odrywając ją od własnych myśli.
Nie powinna się zgadzać, nie powinna kiwnąć głową ani na propozycję drinka, ani tańca. Jednak to zrobiła, stwierdzając, że ma już serdecznie dość swoich wszystkich powinności i chociaż raz chciała zrobić to, na co miała ochotę, a w tej chwili był to drink i taniec z przystojnym nieznajomym. Nie myślała o konsekwencjach, właściwie nie myślała o niczym poza przemożną chęcią spędzenia chwili czasu z tym chłopakiem, bez żadnego muszę i powinnam.
Prowadź. – powiedziała i posłała mu szeroki uśmiech. Nie chciała jednak wypić zbyt dużo. Doskonale zdawała sobie sprawę ze swojej słabej głowy, a przede wszystkim z tego, że po procentowych trunkach, jej wszelkie hamulce zwyczajnie przestawały istnieć. Jej uśmiech powiększył się, gdy ujrzała gest chłopaka, a i nawet się zaśmiała, kiedy ujął jej dłoń, niczym prawdziwy dżentelmen ze starego, mugolskiego filmu. – Annabell Helyey. Wystarczy Ann. – odparła. Nie sądziła, że nazwisko coś mu powie, choć mogła się mylić. Nie dało się ukryć, że w swoich dawnych stronach, wszyscy wiedzieli, że najlepsi uzdrowiciele pochodzili właśnie z jej rodu, a i ona miała niedługo doń dołączyć.

______________________

You save everyone,
but who saves you?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Charlie O. Rowle

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 188cm
C. szczególne : łobuzerski, i rozbrajający uśmiech. nadmiar energii, szerokie ramiona i plecy
Galeony : 1063
  Liczba postów : 547
https://www.czarodzieje.org/t17714-charlie-oliver-rowle#498256
https://www.czarodzieje.org/t17716-cygaro#498257
https://www.czarodzieje.org/t17719-aniolki-charliego#498308
https://www.czarodzieje.org/t17715-charlie-oliver-rowle#498254
Klub Oasis - Page 9 QzgSDG8




Moderator




Klub Oasis - Page 9 Empty


PisanieKlub Oasis - Page 9 Empty Re: Klub Oasis  Klub Oasis - Page 9 EmptySob Kwi 11 2020, 20:21;

Miała w spojrzeniu jakąś iskrę, coś niebezpiecznego, czego Charlie nie potrafił określić. Patrzyła odważnie i bezpośrednio, z czym niezbyt często miał styczność, bo większość dziewcząt odwracała wzrok pod wpływem jego ciemnozielonych tęczówek i nonszalanckiego uśmiechu, który w polikach ukazywał skryte dołeczki. Poniekąd dawała wrażenie wyzwania, a który facet takowych nie lubił? Pociągłe spojrzenie spod długich rzęs tylko zachęcało go do działania, prowokował. Przesunął spojrzeniem na jej dłoń, której palce zatopiły się w kaskach włosów, nie kryjąc nawet uśmieszku.
Rowle zdecydowanie nie nazwałby latania na miotle swoim ulubionym sportem, ku rozpaczy ojca. Wolał biegać czy pływać, męczył się wtedy bardziej i lepiej pomagało mu to rozładowywać tak intensywnie gromadzące się w nim emocje. Quidditch niezależnie czy się go lubiło, czy nie, pozostawał na językach chyba wszystkich uczniów w szkole, zwłaszcza przed zbliżającymi się meczami o szkolny puchar. Nie podejrzewał nawet, że będzie w nich grał. Parsknął na wydźwięk jej komentarza.
- Czyżbyś nie była fanką Quidditcha lub biegania? - zapytał z ciekawością, pozwalając sobie — jej śladem zresztą — na przesunięcie palcami po włosach oraz poprawienie koszuli ruchem ramion. Wsunął dłoń w kieszeń, przyglądając się jej badawczo. Co zrobić, była ładna i trudno było odwrócić od niej wzrok. Obydwoje chyba byli siebie warci, ignorując znajomych, z którymi przyszli. Kumple znali Charliego, on znikał z ich towarzystwa, gdy na horyzoncie pojawiała się godna uwagi dama, niewątpliwie szukająca towarzystwa. A już na pewno trudno było go zawołać, gdy na nią wpadł niechcący, a ona zamiast krzyków, pokazywała zainteresowanie. Baby lubiły się drzeć. Rzucił propozycją, zarzucając haczyk. Zaszczepił w niej ciekawość, podsycał ją mową ciała. Nawet jeśli wyglądała na porządną i cnotliwą w pierwszej sekundzie, rzucane mu spojrzenia i lustrowanie go od góry do dołu sprawiało, że trudno było mu pozbyć się myśli, że podobnie jak ona jemu, tak i on jej wpadł w oko. Zaśmiał się na kolejny, podsycony zaczepnością, jak i odrobiną złośliwości komentarz, kiwając głową i proponując jej taniec lub drinka w swoim towarzystwie, chcąc tym samym permanentnie wpisać się w jej wieczorne plany. Obserwował jej reakcje, a widok uśmiechu sprawił, że poczuł przypływ pewności siebie.
- Najpierw drink czy parkiet? Wybieraj, jestem do Twojej dyspozycji. - zaoferował się, przysuwając się nieco bliżej, bo przecież przypomniał sobie, że wcale się nie przedstawił i nie wiedział, jak zwracać się do pięknej nieznajomej. Tajemnicza aura była seksowna, jednak on lubił wiedzieć. Kojarzył większość nazwisk szlachetnie urodzonych, a nie chciał przecież spędzać wieczoru z brudaską. Ucałował ją dłoń z największą delikatnością, dorzucając drobną pieszczotę palcem po wierzchu dłoni. - Helyey? Brzmi dziwnie znajomo. - zauważył, unosząc na chwilę brew. Nie był pewien, czy to umysł mu podrzucał kolejne pomysły na upewnienie się o jej statusie, czy może faktycznie kojarzył jej rodzinę, bo miał z nimi styczność w Mungu lub ojciec o tym opowiadał. Stary Rowle znał wszystkich, których warto było znać. Niewiele myśląc, złapał Ann za rękę, prowadząc ją do miejsca, które wybrała — do baru po lewej stronie, gdzie dwa hakery stały w ustronnym miejscu lub na środek parkietu, jeśli wolałaby tańczyć. Zerknął na nią, napotykając jej spojrzenie. - Ann, nie jesteś stąd prawda? Dobrze mówisz po angielsku.
Zauważył całkiem szczerze, bo pomimo przebijającego się okazjonalnie, twardszego akcentu to był w stanie doskonale ją zrozumieć.

______________________


A leader is one who knows the way, goes the way, and shows the way.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Annabell Helyey

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 170,5
C. szczególne : intensywnie niebieskie oczy; tatuaż ciągnący się od uda do żeber; węgierski akcent
Galeony : 276
  Liczba postów : 302
https://www.czarodzieje.org/t18101-annabell-mia-helyey
https://www.czarodzieje.org/t18110-listy-do-ann#514950
https://www.czarodzieje.org/t18111-relacje-ann#514951
https://www.czarodzieje.org/t18102-annabell-mia-helyey
https://www.czarodzieje.org/t18304-annabell-helyey-dziennik
Klub Oasis - Page 9 QzgSDG8




Moderator




Klub Oasis - Page 9 Empty


PisanieKlub Oasis - Page 9 Empty Re: Klub Oasis  Klub Oasis - Page 9 EmptyNie Kwi 12 2020, 12:59;

Nie lubiła owijania w bawełnę, nie lubiła też idiotycznych podchodów i udawania. Niemniej jednak w tym ostatnim miała niebywałe doświadczenie. Nie sądziła, by kiedykolwiek ktoś prócz jej brata, poznał jej prawdziwą twarz. Czasem gubiła się w tym co kto o niej wiedział, i bynajmniej nie miało to nic wspólnego z blefowaniem, bowiem kłamstwa Ann nienawidziła, co z faktem, że ona o sobie niespecjalnie lubiła mówić. Jej przeszłość dla wszystkich w Hogwarcie była tajemnicą, a i zamiłowanie do wyścigów, pozostawało ukryte głęboko w niej. Nikt nie wiedział, po prostu. Dlatego patrzyła bezpośrednio, uważała za głupie zgrywanie się, że chłopak wcale jej się nie podobał, wizualnie, bo przecież wcale go nie znała, kiedy wpasowywał się w jej typ niemal idealnie. Czuła też lekką nutę alkoholu we krwi, która sprawiała, że ukrywanie czegokolwiek wydawało się jeszcze bardziej bezsensowne.
Quidditchem się nie interesowała. Nie chodziła na mecze, nie słuchała o wynikach rozgrywek i udawała, że takowy sport w ogóle nie istnieje. Nie znosiła celebrowania rzucania piłek przez jakieś kółka, przez prawie cały czarodziejski świat. Za to doskonale wiedziała gdzie i kiedy są wyścigi, siedząc w zamku i nie mogąc się doczekać, aż sama będzie mogła wychodzić do Londynu, by znów poczuć upragniony wiatr we włosach.
Quidditcha zdecydowanie nie. – odparła z uśmieszkiem, błąkającym się na jej wargach. – Za to wyścigi są czymś innym. – dodała, choć absolutnie nie powinna, a w jej oczach można było dostrzec niebezpieczny błysk. Każdy miał swoje hobby, jedni podobnie do jej brata prowadzili zakłady i grali hazardowo przy każdej możliwej okazji, a ona uwielbiała szybkość i niebezpieczeństwo lotu.
Obserwowała jego ruchy, starając się dostrzec w półmroku wszystkie szczegóły. Przestała już myśleć o swoich koleżankach, w końcu je znajdzie, a jeśli nie, jutro wymyśli jakiś powód, dla którego znikła im z oczu. Nie chciała tylko, żeby się martwiły, choć najwyżej same jej poszukają. Może zachowywała się nie w porządku, ale w tej chwili średnio ją to obchodziło. Była zdecydowanie zbyt zaintrygowana brązowowłosym chłopakiem przed nią stojącym. Ann nie krzyczała, nigdy, rzadko też podnosiła głos, jednak to zdarzało się częściej. Czasem trochę panikowała i dramatyzowała, choć nigdy nie rzucała słów na wiatr. Można było wiele o niej powiedzieć, ale zdecydowanie nie była święta, mimo że doskonale taką zgrywała, zwłaszcza przed rodziną. Niesamowicie szybko nauczyła się perfekcyjnie swojej roli, która teraz nie była jej potrzebna, a tego wieczoru miała się po prostu – zabawić. Bez żadnych zbędnych emocji, bez żadnych zobowiązań i tego co wypadało, a co nie. Teraz była po prostu wolna, czego tak koszmarnie brakowało jej ostatnimi czasy.
Drink. – odparła i lekko wzruszyła ramionami, jeden jej przecież nie zaszkodzi. Dała się zaprowadzić do baru, obserwując delikatne napięcia jego mięśni pod koszulą, kiedy się poruszał. Nic nie mogła na to poradzić, był atrakcyjny, a ona czasem lubiła poflirtować, jeszcze jej to na złe nie wyszło nigdy. – Rodzina samych czystokrwistych uzdrowicieli, więc chyba nie powinnam się nawet dziwić. – powiedziała, machnęła ręką i wywróciła oczami. Nie lubiła mówić o swojej rodzinie, podporządkowywała im się, bo nie miała wyboru, jednak z czasem zaczęło ją to coraz bardziej męczyć. Mogła udawać, że ma na siebie inny plan, mimo to, odkąd pamiętała uczyła się przede wszystkim tego co w uzdrawianiu było potrzebne, nawet to lubiła i musiała przyznać, że była też w tym dobra. Czy była gotowa zaprzepaścić to, do czego miała talent, tylko po to, by zrobić matce na przekór?
Nie, przyjechałam z Węgier. – rzuciła, łącząc spojrzeniem jego ciemnozielone tęczówki ze swoimi niebieskimi. – Dziękuję, staram się. – powiedziała i zaśmiała się melodyjnym śmiechem. Jej angielski definitywnie się poprawił odkąd przyjechała na wymianę, nie było w tym nic niezwykłego, z węgierskiego i czeskiego w ogóle w Hogwarcie nie korzystała, w jej słowa wkradał się jedynie węgierski akcent.

______________________

You save everyone,
but who saves you?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Charlie O. Rowle

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 188cm
C. szczególne : łobuzerski, i rozbrajający uśmiech. nadmiar energii, szerokie ramiona i plecy
Galeony : 1063
  Liczba postów : 547
https://www.czarodzieje.org/t17714-charlie-oliver-rowle#498256
https://www.czarodzieje.org/t17716-cygaro#498257
https://www.czarodzieje.org/t17719-aniolki-charliego#498308
https://www.czarodzieje.org/t17715-charlie-oliver-rowle#498254
Klub Oasis - Page 9 QzgSDG8




Moderator




Klub Oasis - Page 9 Empty


PisanieKlub Oasis - Page 9 Empty Re: Klub Oasis  Klub Oasis - Page 9 EmptyPią Kwi 17 2020, 00:39;

On również był człowiekiem czynu. Lubił biec prosto do celu, rzadko uciekał się do sztuczek czy podchodów, idąc zwykle na żywioł. Miał pełno energii oraz charyzmy, był duszą towarzystwa, a przede wszystkim samozwańczym księciem Slytherina, potomkiem rodu Rowle - mógł. Każdy trochę udawał, chociaż on tego nie lubił. Cenił sobie szczerość i prawdziwość nade wszystko, sam praktycznie nigdy nie sięgał po kłamstwa, niezależnie od celu, który obrał. Nie mógł splamić dobrego imienia rodziny, było to dla niego zbyt ważne. Nie mógł wiedzieć o charakterze nieznajomej, a jej oczy niewiele zdradzały, chociaż nazywano je zwierciadłem duszy. Uśmiechał się jednak, chcąc ją zapewnić o prawdziwości swoich intencji: chciał ją poznać, chciał się dobrze bawić, chciał wyciągnąć ją na parkiet i na drinka, nie widział powodu, aby się tego wstydzić. Młodzi ludzie tak robili.
Zaśmiał się na pewność, z którą odrzuciła narodowy sport magiczny Wielkiej Brytanii i chyba ulubieńca wszystkich, którzy posługiwali się magią. Zerknął konspiracyjnie przez ramię, wskazując następnie ruchem głowy w stronę kolegów, aby ostatecznie nachylić się nieco w jej kierunku. Nie omieszkał przy tym zaciągnąć się mocnym, charakterystycznym zapachem jej perfum. Nuta kwiatowa? Nie był pewien.
- Nie mów nikomu, ale to też nie moja ulubiona forma sportu. - szepnął, starając się nakierować dźwięk do jej ucha, podsycić go gorącym oddechem. Wyprostował się, unosząc na chwilę brwi. Ciemnozielone tęczówki zalśniły w podekscytowaniu na kolejne słowa, które uciekły spomiędzy jej warg. - Na pojazdach czy na miotłach? O tych pierwszych sam myślałem, żeby spróbować podczas wakacji.
Charlie kochał się ścigać. Kochał pędzić motorem, kochał sunąć na miotle bez celu przez siebie, byle szybciej. Dawało mu to kopa, pozwalało czuć wolność każdym atomem ciała, każdym oddechem chłonąc niezależność. Wydawało mu się, że niczego bardziej nie pragnął ponadto, chociaż wciąż był przerośniętym dzieciakiem. Zaimponowała mu jednak słowami, co łatwo było zauważyć w delikatnie uniesionych kącikach ust, pokazujących dołeczki w policzkach.
Koledzy zostali w tyle, miał nadzieję, że jej koleżanki też. Nie mógł wiedzieć, że byli tak podobni i ich pragnienia pokrywały się na tej najważniejszej, pozwalającej przetrwać płaszczyźnie - każdy musiał czasem odpocząć od roli, którą grał. Od tego, do czego przyzwyczaił społeczeństwo. Ślizgon chciał i musiał odetchnąć od życia. Wszystkiego. Zwłaszcza rodziny i sępów emocjonalnych. Chociaż z początku był sceptycznie nastawiony na wyjście, teraz wydało mu się najlepszym rozwiązaniem. Zerkał w jej stronę zdecydowanie częściej, niż powinien. Przyglądał się drobnej, otulonej brązowymi włosami twarzy. Delikatnemu makijażowi, cieniowi rumieńca na licach, pełnym ustom. - A więc drink.
Przytaknął krótko, łapiąc ją za rękę i prowadząc w stronę baru, gdzie wygodnie zajęli miejsca, a on zamówił napój - nie chciał, żeby czekała. Usiadł wygodnie, układając ręce na nogach, wcześniej przesuwając dłońmi po udach i strzepując z nich niewidzialny kurz, poczuł szorstkość materiału pod palcami. Skoro już wiedział, że była porządną dziewczyną, ekscytacja na dobre zagościła w jego organizmie. Teraz już trudno było się powstrzymać od uśmiechu. Barman podał im drinki, a Rowle najpierw sam powąchał i upił trochę z jej szklanki, aby upewnić się, że był bezpieczny. Podsunął szklankę pod jej dłonie, nie omieszkując przypadkiem zahaczyć o nią palcami.
- Po angielsku Ann, whisky. Lubisz? Czy wolałabyś coś kolorowego? - zapytał z ciekawością, przesuwając się na krześle tak, aby siedzieć bardziej przodem do niej, lepiej ją widzieć. Zmniejszył też dzięki temu dystans pomiędzy nimi. - Też chcesz być uzdrowicielką? Nawet zastrzyki nie byłby straszne, gdyby taka Pani doktor je robiła.
Rzucił ze wzruszeniem ramion, obracając szklanką w dłoniach. On akurat nie bał się bólu, nie bał się zabiegów czy pobierania krwi. Był dość odważnym studentem. Przeczesał dłonią brązowe włosy, wysuwając dłoń z napojem w jej kierunku. - Za spotkanie?
Zaproponował, puszczając jej oczko i gdy tylko rozległ się dźwięk uderzającego o siebie szkła, upił trochę, czując na ustach cierpki, tak znany smak. Zwilżył usta z uśmiechem, słuchając jej kolejnych słów, które zdradziły mu pochodzenie Annabell. Jeśli chodzi o Węgry, najlepiej znał się na kuchni - była ostra i treściwa, mięsna. Niestety nie mógł pochwalić się wiedzą o obyczajach, tradycjach czy nawet o szkole magii, do której przypisani byli uczniowie tam należący. Czyżby Drumstrang? Nie był pewien, nie chciał robić z siebie idioty. Gdy ciemnozielone ślepia wychwyciły bezkresny błękit, nie mógł oderwać od niej wzroku i aż stuknął palcami w szkło, widząc opadający na twarz kosmyk włosów, którego nie mógł odgarnąć. Nie chciał przesadzać. - Świetnie Ci wychodzi. Myślałem, że jak posługujesz się tak twardym językiem, to angielski będzie trudny. Tęsknisz za domem?
Zapytał z ciekawością, nie potrafiąc postawić się na jej miejscu. Był stąd, miał wszystko zaraz obok. A ona była sama, daleko od domu. Tym bardziej chciał być dla niej dobrym towarzystwem na wieczór, aby miło wspominała wyjście do jednego z klubów Hogsmeade. Upił kolejnego łyka ze szklanki.

______________________


A leader is one who knows the way, goes the way, and shows the way.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Annabell Helyey

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 170,5
C. szczególne : intensywnie niebieskie oczy; tatuaż ciągnący się od uda do żeber; węgierski akcent
Galeony : 276
  Liczba postów : 302
https://www.czarodzieje.org/t18101-annabell-mia-helyey
https://www.czarodzieje.org/t18110-listy-do-ann#514950
https://www.czarodzieje.org/t18111-relacje-ann#514951
https://www.czarodzieje.org/t18102-annabell-mia-helyey
https://www.czarodzieje.org/t18304-annabell-helyey-dziennik
Klub Oasis - Page 9 QzgSDG8




Moderator




Klub Oasis - Page 9 Empty


PisanieKlub Oasis - Page 9 Empty Re: Klub Oasis  Klub Oasis - Page 9 EmptyPon Kwi 20 2020, 12:59;

Robiła dokładnie to, czego o niej wymagano. Sztuczne uśmiechy, potakiwania i uprzejma wymiana zdań weszła jej w krew jeszcze zanim skończyła czternaście lat. Nigdy tego nie lubiła, ale matka wydawała się być zadowolona, zresztą jak cała jej urocza rodzinka, która bardziej martwiła się o zdanie osób z zewnątrz, niż samopoczucie kogokolwiek, kto brał udział w tym całym cyrku. Była przekonana, że ostatecznie się do tego przyzwyczai, przybieranie powłoki idealnego dziecka przestało sprawiać jej jakikolwiek kłopot, jednak zaczęło coraz bardziej męczyć. Z dnia na dzień miała coraz bardziej dość tej maski, która imitować miała zupełnie inną osobę niż byłanaprawdę. Nawet kiedy znajdowała się daleko od matki, wciąż czuła się zamknięta w jej oczekiwaniach, coraz większych, stawiających poprzeczkę jeszcze wyżej. Nie zamierzała jednak teraz o tym myśleć, bowiem wyszła z zamku po to, by właściwie nie myśleć wcale, a już na pewno nie o tym, co zawracało jej głowę każdego dnia.
Nie kryła swojego spojrzenia, obserwowała go, nie będąc pewną, czy jej decyzja była słuszna, może jednak powinna odwrócić się na pięcie? Zamiast tego zwracała uwagę na każdy jego najmniejszy ruch, lekkie drgania mięśni twarzy i malutkie zmarszczki, gdy się uśmiechał i unosił brwi. Wiedziała, że wiadomość, że lubi wyścigi nie była czymś, czego by się spodziewał. Nie wyglądała na kogoś, kto złamał sobie kończyny niezliczoną ilość razy, bo nie wyhamował odpowiednio wcześnie. Szczególnie teraz, w zwiewnej czerwonej sukience i z podkreślonymi, długimi rzęsami, które rzucały cienie na jej policzki. Kiedy tylko odrzucił chwałę quidditcha, wiedziała, że nieważne co, ale zamierza spędzić z nim ten wieczór, przynajmniej nie będzie się gorączkował na myśl o kolejnym meczu, kóry chyba miał się odbyć całkiem nidługo.
Generalnie na miotłach, ale cholera, marzy mi się motor, tylko jeszcze nie miałam okazji się nauczyć. – powiedziała, nie wiedząc nawet dlaczego z nim się dzieliła tą informacją. Unikała tematu wyścigów w obawie, że jej matka się o tym dowie. Bądź co bądź, Ann jeszcze nie skończyła szkoły, a do tego czasu musiała polegać na mamie w pewnych aspektach, przeważnie pieniężnych. Wzruszyła jednak ramionami jakby to było nic takiego, choć patrzyła na chłopaka z coraz większym zainteresowaniem, nie mogąc się powstrzymać. Widziała uniesione kąciki jego ust, delikatne dołeczki w policzkach… odwróciła ostatecznie wzrok, rozglądając się dookoła i wypatrując nie wiadomo czego, bowiem chciała po prostu przestać na niego zbyt intensywnie patrzeć.
Dała się zaprowadzić w odpowiednie miejsce, skupiając się na cieple jego dłoni na skórze. Zapomniała o swoich koleżankach, zostały gdzieś w klubie, a Annabell niespecjalnie była ciekawa gdzie konkretnie. Zepchnęła też na dalszy plan lekkie ukłucie wyrzutów sumienia, bo przecież to ona je tu zaciągnęła. Mniejsza z tym, zaczesała palcami niesforne kosmyki włosów za uszy, uśmiechając się do swojego nowego towarzysza. Przyjęła od niego szklankę z bursztynowym napojem, czując ciepły prąd przechodzący po jej kręgosłupie, gdy zahaczył o nią palcami, miała nadzieję na interesujący wieczór.
Lubię, a skoro mówisz, że to po angielsku, to czuję się nawet w obowiązku wypić. – powiedziała z iskrami rozbawienia w oczach. Przy kolejnym pytaniu odwróciła jednak wzrok od jego osoby i zawiesiła go na bliżej nieokreślonym punkcie. Chciała? Nigdy nie zadawała sobie pytań odnośnie tego czego chce, zawsze po prostu robiła to, czego od niej oczekiwano. Wiedziała, że jest dobra i właściwie to lubiła, ale czy chciała związać całą swoją przyszłość ze swoją rodziną, od której uciekła do Anglii? Pytania błądziły w jej głowie, zupełnie pomijając drugą część jego wypowiedzi. – Nie wiem. – pokręciła głową, przypominając sobie, że musi odpowiedzieć. Uniosła kryształowe naczynie. – Za spotkanie. – wychyliła za szklanki i tylko nieznacznie się krzywiąc na cierpki smak alkoholu. Nie piła go zbyt dużo, na pewno nie tyle, by wyzbyć się tego typu reakcji. Poczuła, że włosy znów zachodzą jej na twarz, więc odgarnęła je w pełnym irytacji geście, może powinna je związać? Wcześniej doszła do wniosku, że skoro nawet ubrała sukienkę, to i włosy może zostawić rozpuszczone. Teraz tego żałowała i powstrzymała się od westchnięcia, kiedy zauważyła, że nie zabrała ze sobą niczego, co mogłoby jej pomóc z włosową udręką. Poczuła jak robi jej się gorąco, długie włosy, alkohol i tak zatłoczone miejsca, sprawiały, że nic nie mogła poradzić na lekki rumieniec na policzkach. Wzięła kolejny łyk ze szklanki i oblizała pełne wargi z pozostałości trunku na nich, słuchając słów Charliego.
Może mam po prostu talent do języków? – parsknęła, a potem szybko odpowiedziała na pytanie, może nawet zbyt szybko. – Nie. – spuściła wzrok na szklankę, w której ruchem dłoni zamieszała napój.
Tęskniła za ludźmi, czeskim piwem, luźniejszymi zasadami w szkole, ale wiedziała, że to nic nie znaczy, bowiem tutaj nie czuła, że się dusi, a tam – owszem. Poczuła, że zadawał jej niewygodne pytania, które poniekąd zmuszały ją do mówienia o sobie. Merlinie, nie mógł jej zapytać, czy deszcz w Anglii jej nie przeszkadza? Czuła jednak alkohol we krwi i udawanie, że jest obojętna, przychodziło jej z coraz większym trudem. Podniosła na niego wzrok, ponownie łącząc ich tęczówki jednym spojrzeniem.
Może trochę… – dodała i przygryzła wargę. Błagam, pytaj o pogodę.

______________________

You save everyone,
but who saves you?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Charlie O. Rowle

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 188cm
C. szczególne : łobuzerski, i rozbrajający uśmiech. nadmiar energii, szerokie ramiona i plecy
Galeony : 1063
  Liczba postów : 547
https://www.czarodzieje.org/t17714-charlie-oliver-rowle#498256
https://www.czarodzieje.org/t17716-cygaro#498257
https://www.czarodzieje.org/t17719-aniolki-charliego#498308
https://www.czarodzieje.org/t17715-charlie-oliver-rowle#498254
Klub Oasis - Page 9 QzgSDG8




Moderator




Klub Oasis - Page 9 Empty


PisanieKlub Oasis - Page 9 Empty Re: Klub Oasis  Klub Oasis - Page 9 EmptyNie Kwi 26 2020, 02:44;

Dzieci najlepszych rodów miały dużo gorzej wbrew pozorom od całej reszty mniej czystego społeczeństwa. Od małego tylko wymagano, wkładano im do głów instrukcje, jak zachować się w danej sytuacji. Inność wcale nie była wyjątkowa, każdy musiał być po prostu lepszą, bardziej ambitną kopią swoich rodziców, aby zachwycać towarzystwo i wywoływać w nich poczucie dumy. Charles miał szczęście, że nie był ani pierworodnym, ani Emily – która przez bycie córeczką tatusia miała zdecydowanie najgorzej. Dodatkowo problemy z agresją, niechęć do zobowiązań i miłość do wolności wyboru – słabej frekwencji, gorszych ocen – sprawiały, że stary Rowle nie miał zbyt często powodu do dumy z najmłodszego syna. Teraz jeszcze te zaręczyny, które popsuły ich relacje i sprawiły, że brunet zwyczajnie nie był w stanie więcej ojcu zaufać oraz myślał gorączkowo, jak wykręcić się z tego całego przedsięwzięcia. Czy Ann była jedynaczką i wymagano od niej tego, czego na początku od Dominika, jako przyszłej głowy rodu? Nie wiedział. Nie chciał jednak dziś o tym myśleć, był zbyt zafascynowany nową koleżanką, zaintrygowany jej ustami.
Czuł na sobie jej wzrok, który śmiało odwzajemniał. Nie potrafił określić rodzaju jej spojrzenia, a jednak ciemnozielone tęczówki ślizgona intensywnie spoglądały w duże, piękne oczy dziewczyny. Lustrował bezwstydnie jej twarz, tak intrygującą w swojej urodzie i odmienną od tego, co dostrzegał dookoła. Drobna, ponętna sylwetka zamknięta w okowach z czerwonego materiału, który przylegał do skóry, wcale nie potwierdzały jej słów na temat udziału w wyścigach, o których mówiła. A jednak jej wierzył, zaintrygowany informacją, bo sugerowało mu to, że lubiła ryzyko i miała pociąg do adrenaliny, która w swoim działaniu poniekąd przypomniała truciznę. Lubił pewne swego, odrobinę uparte dziewczyny i przez myśl mu nawet przemknęło, że mogła spełniać te małe zachcianki i utkwi mu w pamięci na tyle, że będzie jej szukał?
- Mogę Cię zabrać na przejażdżkę, mogę też dać Ci lekcje ewentualnie, jak mnie przekonasz, że jej nie rozbijesz. - rzucił z nonszalanckim uśmiechem i delikatnym wzruszeniem ramion, puszczając krótkie oczko. Jego olbrzymią słabością były pojazdy jednośladowe, miał w swojej kolekcji dopiero jeden, ale po wakacjach chciał to zmienić i nadrobić. Nie było nic lepszego, niż wiatr we włosach i skórzana kurtka, poczucie, którego samochód nie był w stanie Ci dać. Nie wyglądała na młodszą, student więc nie dopytywał, w jakim wieku była – oczarowany makijażem i dość tajemniczym sposobem bycia, podkreślonym pewnymi spojrzeniami. Miała wprawę w zwracaniu na siebie uwagi mężczyzn, tego był pewien. Uciekła wzrokiem, na co uśmiechnął się pod nosem, mocniej ściskając jej dłoń, pewniej – jednak nie na tyle, aby poczuła jakikolwiek dyskomfort. Tak, jak dla niej, dla niego również koledzy nie mieli już żadnego znaczenia. Pewnie rozmawiają o miotłach i meczach, podglądają przechadzające się dookoła panienki i nic z tym nie robią, sącząc piwo i chcąc zachlać mordę. Niestety, chłopcy w jego wieku tak robili, mając wtedy wrażenie, że są niebywale dorośli. Charlie jednak nie na to miał dziś ochotę. Zajęli miejsce, zamówił drinki i gdy usiadł tak, aby swobodnie na nią spoglądać – cała reszta klubu mogła przestać istnieć. Miała całą jego uwagę, o czym pewnie doskonale wiedziała, sądząc po jej uśmiechu.
- Mój ojciec zawsze tak powtarzał. Nie przeszkadza Ci cierpkość? Myślałem, że dziewczyny wolą słodsze drinki. - zauważył z delikatnym uniesieniem brwi, zaciskając palce na swojej szklance i upijając trochę chłodnego alkoholu, zwilżył usta tak, aby żadna kropla na nich nie została. Potem tak śmiesznie się mrowiły, a wolał ich nie znieczulać, mając całkiem dalekosiężne i ambitne plany względem Annabell. Widząc jej konsternację na buzi, które wywołało spontanicznie zadane pytanie, zmarszczył brwi i postanowił kontynuować rozmowę, jednocześnie zmieniając temat. - Słyszałem też, że tylko pewne siebie i twarde dziewczyny piją czystą whisky z lodem, Ann. Imponujące.
Uśmiechnął się kokieteryjnie, wysuwając dłoń w jej stronę i zaczepnie przesuwając palcem po jej własnym, trącił szklanką o jej, po prostu swoją tam zostawiając. Zupełnie, jakby to był jego pierwotny plan. Nic bardziej mylnego. Brunet wpatrywał się w jasną skórę, długie palce, zadbane paznokcie, ostatecznie łapiąc nieco pewniej, rysując obuszkiem kształty na jej ciepłej skórze, której delikatność i ciepło skutecznie skupiły jego uwagę. Szybkie odpowiedzi, zmieszanie, błyszczące i zaraz wypełnione jakiś zmartwieniem oczy – dziewczyna była pełna kolorów, reprezentowała sobą cały wachlarz mimiki twarzy, być może też emocji, w których Charles był tak słaby. Milczał dłuższą chwilę, wciąż nie przerywając badania wrażliwej membrany skóry, mając nadzieję, na zostawienie po sobie małego dreszczu na całej reszcie ciała. Nie był to dla niej wygodne, co zrozumiał w momencie, w którym odważnie spojrzała mu w oczy, co odwzajemnił – jak zawsze zresztą. Posłał jej zaczepny uśmiech, wzruszenie ramion.
- Ja czasem też tęsknie za domem, zwłaszcza za kuchnią. A mieszkam przecież tak blisko zamku! Pewnie bycie tu daje Ci wolność. To dobrze, baw się nią. Toast za to wspaniałe uczucie? - zapytał, bez skrępowania wcześniej mówiąc o swoim przywiązaniu do rodzinnej rezydencji. Skrzaty zawsze zapewniały mu najlepszej jakości składniki, mógł całe dnie eksperymentować z gotowaniem i chodzić w gaciach, ku niezadowoleniu siostry. A do tego jego pokój – oaza, gdzie miał spokój, perkusję i swoje rockowe albumy, które puszczał na cały głos, jednocześnie czytając o zaklęciach bądź kryminały. Złapał za szklankę, znów przysuwając ją do siebie i robiąc solidnego łyka, drugiego – aż opróżnił drinka, odstawiając ja blat. Poczuł, że rumieni się od szybkiego spożycia wysokoprocentowego alkoholu, jednak poza tym – nie dało się jeszcze po nim niczego poznać. Złapał pewnie jej dłoń, zsuwając się z krzesła. Szarmancko się ukłonił, znów całując jej wierzch, po czym z tej pozycji posłał jej pociągłe spojrzenie. - Chodź, zatańcz ze mną.
Zarządził właściwie, pociągając ją delikatnie w swoją stronę, delikatnie nakierowując, żeby zeszła ze stołka. Wbrew pozorom zrobił to trochę mocniej, licząc, że na niego wpadnie i wypełni jego nozdrza zapachem swoich perfum. Był przebiegłym, paskudnym wężem. Nie przestawał się jednak uśmiechać, nie przestawał na nią patrzeć tak, jakby była najważniejsza i najpiękniejsza w tym klubie i nawet dla niego, dzisiejszego wieczoru.

______________________


A leader is one who knows the way, goes the way, and shows the way.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Klub Oasis - Page 9 QzgSDG8








Klub Oasis - Page 9 Empty


PisanieKlub Oasis - Page 9 Empty Re: Klub Oasis  Klub Oasis - Page 9 Empty;

Powrót do góry Go down
 

Klub Oasis

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 9 z 10Strona 9 z 10 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Klub Oasis - Page 9 JHTDsR7 :: 
hogsmeade
-