Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 Leśniczówka Shercliffe'ów

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 2 z 2 Previous  1, 2
AutorWiadomość


Deven Quayle

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 25
Czystość Krwi : 75%
Dodatkowo : szukający, kapitan
Galeony : 2720
  Liczba postów : 778
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6697-deven-quayle#189490
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6700-pocztowki-z-innej-epoki#189533
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6699-relacje-indianskie-i-te-zupelnie-nie#189531
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7227-deven-quayle
Leśniczówka Shercliffe'ów - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Leśniczówka Shercliffe'ów - Page 2 Empty


PisanieLeśniczówka Shercliffe'ów - Page 2 Empty Leśniczówka Shercliffe'ów  Leśniczówka Shercliffe'ów - Page 2 EmptyNie Cze 12 2016, 20:28;

First topic message reminder :


Leśniczówka Shercliffe'ów


Ten budynek można nazwać mózgiem rezerwatu. To właśnie tu znajdują się wszystkie akta dotyczące zamieszkujących go zwierząt, hodowli, chorób i innych istotnych danych. Shercliffe'owie trzymają tu również wszystkie potrzebne lekarstwa i rzeczy, które mogą przydać się w rezerwacie. Jest to zarazem biuro, jak i magazyn.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość


Maximilian Felix Solberg

Rok Nauki : VII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : leworęczność, dupa nie zaklęciarz, Znak zorzy w postaci czerwonej kreski na palcach lewej dłoni, tatuaż kojota na lewym ramieniu,Telepatyczne połączenie z Brewerem
Galeony : 1164
  Liczba postów : 9511
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18542-relacje-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Leśniczówka Shercliffe'ów - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Leśniczówka Shercliffe'ów - Page 2 Empty


PisanieLeśniczówka Shercliffe'ów - Page 2 Empty Re: Leśniczówka Shercliffe'ów  Leśniczówka Shercliffe'ów - Page 2 EmptySro Mar 30 2022, 19:00;

Nie kontynuował już tematu komplementowanych przez Paco części jego ciała. Skinął lekko głową, bąkając słabe "dziękuję", skoro ostatnio dostał przytyk za to, że nie potrafi przyjąć komplementów. Postanowił nad tym popracować, a przynajmniej dzisiaj miał taki zamiar. Pytanie, jak długo miało to potrwać. Sam zresztą potrafił zatopić się w tej czekoladowej głębi bijącej z oczu Moralesa, choć obecnie czuł się z tym bardzo niekomfortowo wciąż pamiętając, jak zaledwie dwa dni temu ta barwa przypomniała mu o Felku.
-Najciekawsze zawsze ukrywa się przed szerszą publiką. - Dodał jeszcze doskonale wiedząc, że akurat w tym przypadku ma wiele racji. Muzea często wystawiały na widok repliki, czy mniej warte dzieła obawiając się, że narażenie skarbów może spowodować ich zniszczenie. Dlatego też Max lubił wkradać się tam, gdzie wstęp mieli tylko upoważnieni i na własne oczy widzieć to, co próbowano przed nim ukryć. -Gdybym miał możliwość chętnie wskoczyłbym na arenę. Niestety tylko oglądałem i jeszcze przegrałem przy tym hajs z Brooks. - Prychnął, bo jeśli chodziło o wszelką rywalizację i zakłady rzadko kiedy miał szczęście w starciu z krukonką. O dziwo w smoczym pojedynku udało mu się wygrać, choć Andrzej wyszedł z tej walki dość mocno osłabiony. Nie odebrało to jednak figurce waleczności i smoczek trenował teraz ciężej niż dotychczas.
Ta, ciężko było ukryć tak jawną reakcję młodego organizmu, nad którą Max nie potrafił zapanować mimo tego, że mierzył się z tym od naprawdę długiego czasu i próbował wielu metod, a w dodatku obecnie w jego żyłach krążył eliksir spokoju. Widać jednak mikstura powoli traciła na sile, a że nastolatek nie wziął zapasów ze sobą, mógł jedynie być wkurwiony na własną głupotę.
-Widzisz, mówiłem, że mam wiele talentów. - Prychnął, choć wiedział, że akurat mógłby sobie to rozchwianie emocjonalne podarować i wcale by nic w życiu nie stracił. Wręcz przeciwnie byłby dużo szczęśliwszy i miałby zdecydowanie mniej problemów na głowie. Niestety bez profesjonalnej pomocy nie wiedział, jak sobie z tym poradzić, a na terapii twardo trzymał się głównie tematu uzależnień, nie potrafiąc aż tak się otworzyć.
-Ta, to chyba bardziej prawdopodobne. Nawet ponuraki nie odmówią tym jego ślepiom i szczęśliwej mordce. - Zgodził się, bo choć Paco nie znał goldena tak dobrze jak Max, to jednak ciężko było widzieć psiaka dłużej niż pięć minut i przegapić akurat tę część jego cudnego charakteru.
Humor zawsze był tym, czego chwytał się, gdy nie potrafił stawić czoła problemom. Przekuwał wszystko w żarty nie tylko w nadziei, że zmyli i rozproszy rozmówcę, ale także po to, by podobny efekt wywołać we własnym umyśle, który skoro nie miał pod ręką żadnej używki, musiał radzić sobie jakkolwiek inaczej. Nie było niestety mowy, by teraz skupił się na pracy i w ten sposób odciągnął ich od obecnej sytuacji, bo widocznie obydwoje byli w na tyle chujowej kondycji, że po prostu nie byli w stanie zabrać się za cokolwiek wymagającego większego wysiłku mentalnego niż zwykła rozmowa, choć i ta powoli zmierzała w kierunku niebezpiecznych i przede wszystkim ciężkich tematów.
-Nie wiem Paco. Jakbym wiedział, co jest przyczyną, mógłbym próbować coś poradzić. Jedyne co mogę Ci zaoferować to hektolitry mikstur, ale nie daję gwarancji, że pomogą, jeśli nie wiem czemu jesteś w tak chujowej formie. - Przyznał szczerze zrezygnowany. Nie był uzdrowicielem, nie znał się na głębszych diagnozach i choć potrafił wiele naprawić i przeprowadzić podstawowe diagnostyki, tak jego wiedza nie wychodziła poza to. Gdyby tylko mógł teraz pogadać z Felkiem, ten na pewno znalazłby jakieś rozwiązanie na całą tę chujozę...
-Cudowne rozwiązanie na wszelkie bolączki? - Prychnął rozbawiony, choć wciąż czuł się nieco niekomfortowo, co było dla niego bardziej niekomfortowe niż sam podjęty temat. Nie był przyzwyczajony do czucia się w ten sposób i nienawidził tego. -Taaaa. Zestaw małego pojeba. - Zaczął, gdy Paco wymienił wszystko, co obecnie w mniejszej lub większej dawce krążyło w żyłach Maxa, o czym mężczyzna nie miał prawa teraz wiedzieć. -Nie dam Ci tego wszystkiego nie mając pewności, że wiesz jak je zażywać z rozsądkiem. - Pan hipokryta wyszedł z jaskini by dzielić się swoimi mądrościami. Nie miał jednak zamiaru pozwolić, by Morales skończył tak jak on. Co to to nie. -Czuwania? Zależy od natężenia. Te, które spotkasz najczęściej pozwalają na dwie porcje dziennie przez miesiąc. Potem zaczynają się schody. Jeśli jednak chcesz moją produkcję, nie radziłbym przekraczać połowy fiolki dziennie. No chyba, że lubisz zbijać pionę z Mungiem, to chlej ile chcesz. - Poinstruował doskonale znając konsekwencję przedawkowania tej cudnej, trzymającej na nogach mikstury. Oczywiście był w stanie uwarzyć też słabsze wersje, ale jeżeli Morales czuł się choć w połowie tak chujowo jak Max, to nie było co brnąć w półśrodki, bo te i tak by nic nie zdziałały. -A no i nie możesz kompletnie zastępować nim snu. Potrzebujesz choć trochę regeneracji jeśli chcesz funkcjonować. - Dodał ważną rzecz, którą oczywiście sam też ignorował.
Nie słyszał już odpowiedzi Salazara na swoje niedokończone pytanie. Albo raczej słyszał, ale go nie przetworzył, bo umysł nastolatka był już w zupełnie innym i zdecydowanie bardziej niebezpiecznym miejscu.
Czerwone jak krew ślepia, wyszczerzone kły, ciemny las, warknięcie, skok, zaciśnięcie potężnych szczęk i w końcu ogromna kałuża krwi i nieprzytomne ciało. -Pij to kurwa. PIJ... - Jego własne słowa odbiły się w jego umyśle, a łzy spływały po twarzy, choć Max tego też nie zarejestrował, gdy czarne cielsko znikało w głębinach rezerwatu i choć nie spotkało ich żadne zaskoczenie miał ochotę wykrzyczeć Paco z całych sił, by ten uciekał jak najdalej i się ratował. Zamiast tego jednak poczuł, jak coraz bardziej traci zmysły, aż w końcu otoczyła go całkowita ciemność.
Nie wiedział ile czasu tak leżał, ani co działo się wokół, gdy jego świadomość postanowiła zrobić sobie chwilowy urlop. Przynajmniej nie dręczyły go wizje i wspomnienia, a otaczała po prostu przyjemna pustka. Nicość, przez którą nie przedostawało się kompletnie nic. Do czasu.
Minęła dłuższa chwila nim powoli świat znów zaczął przebijać się do jego zmysłów. Najpierw poczuł jak wraca dotyk, a następnie zaczęły dochodzić do niego przeróżne dźwięki. Bał się, cholernie się bał otwierać powieki czując, że może ujrzeć tam bestię, która go do tego stanu doprowadziła. Leżał więc tak jeszcze kilkanaście długich sekund próbując ocenić sytuację i zlokalizować warknięcie, krzyki, czy kłapanie potężnych szczęk.
Gdy okazało się, że nic takiego go jednak nie otacza powoli uchylił oczy, próbując odzyskać ostrość widzenia.
-F-Fel... - Zaczął, gdy pierwsze co dojrzał to wpatrzone w niego czekoladowe tęczówki. Niestety szybko zrozumiał swój błąd i ponownie zamknął powieki. Jego ciało na powrót drżało, a on czuł się jak w najgorszym koszmarze. Gdy znów zebrał siły i otworzył oczy próbował się podnieść do siadu, co raczej kiepsko mu szło, gdy mięśnie nie chciały współpracować. Był cholernie słaby nie tylko przez ogarniającą go tajemniczą niemoc, ale i przez omdlenie, którego doświadczył. -Nic Ci nie jest? - Spojrzał nieprzytomnie na Moralesa, próbując zlustrować jego sylwetkę i sprawdzić, czy wszystkie kończyny ma na miejscu i czy przypadkiem nie otacza ich koszmarna kałuża krwi. -Przepraszam.... - Wymamrotał, rozglądając się wokół. Oczywiście miał sobie za złe, że zamiast walczyć (tak, z ponurakiem, który miał ich głęboko w dupie i poszedł sobie w krzaki), to wziął i po prostu zemdlał, nie będąc nawet w stanie dobyć różdżki.

______________________



 
I thought that I could walk away easily
But here I am, falling down on my knees
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Salazar Morales

Absolwent Slytherinu
Wiek : 37
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 183 cm
C. szczególne : blizny ciągnące się przy lewej nerce i po prawej stronie żeber | niewielkie, krwawe znamię w kształcie krzyża na grzbiecie prawej dłoni | krwawy znak w kształcie obrączki
Galeony : 2262
  Liczba postów : 1324
https://www.czarodzieje.org/t21123-salazar-morales-w-budowie#680537
https://www.czarodzieje.org/t21140-salazar-morales#681116
https://www.czarodzieje.org/t21139-salazar-morales#681115
https://www.czarodzieje.org/t21122-salazar-morales#680529
https://www.czarodzieje.org/t21131-salazar-morales-dziennik#6806
Leśniczówka Shercliffe'ów - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Leśniczówka Shercliffe'ów - Page 2 Empty


PisanieLeśniczówka Shercliffe'ów - Page 2 Empty Re: Leśniczówka Shercliffe'ów  Leśniczówka Shercliffe'ów - Page 2 EmptySro Mar 30 2022, 20:33;

- Dziwisz się? Na samej wystawie o burzliwym wieku dwudziestym można przekonać się jak wiele oryginałów zastąpiono replikami, ale może to i lepiej, patrząc na nierozważne zachowanie niektórych gości. – Włączył się w dyskusję, przypominając sobie jak jeden z młodzieńców zmacał egzemplarz księgi należącej niegdyś do Toma Marvolo Riddle’a. Zgodnie z zawartą pod eksponatem notką została ona zaklęta, a dotknięcie pożółkłych stron mogło poskutkować koszmarami i bezsennością, w konsekwencji prowadzącymi nawet do śmierci delikwenta. Na szczęście pracownicy przewidzieli głupotę odwiedzających, odtwarzając treść woluminu na zupełnie nowym, czystym pergaminie. Postarzyli go jedynie zaklęciami, by wyglądał tak jak powinien, chociaż na drugi dzień fachowo przygotowaną replikę i tak schowano za szybą gabloty, prawdopodobnie jedynie po to, by nauczyć czarodziejów ostrożności. – Z Brooks. – Prychnął pod nosem, kojarząc nazwisko z twarzyczką młodziutkiej Krukonki poznanej ostatnio na koncercie The Charmberries. – Wygląda na cwaną sztukę. – Pozwolił sobie skomentować charakterek koleżanki Maximiliana, chociaż nie miał okazji zbyt długo z nią porozmawiać, a tym samym bazował jedynie na własnych przypuszczeniach.
Niełatwo było zapanować nad naturalną, odruchową reakcją własnego ciała o ile nie zamierzało się co rusz faszerować środkami otępiającymi zmysły. Drżenie dłoni zdradzało drzemiący w sercu lęk, ale wiele można było odczytać również z głębi szmaragdowego spojrzenia, które w przeciwieństwie do wyrzucanych przez chłopaka słów, nie skrywało podobnie rozbawionej nuty. Nie bez przyczyny mówiło się, że oczy są zwierciadłem duszy, a Paco odnosił wrażenie, że ślepia Felixa spowija obecnie bezkresny mrok. Przede wszystkim zaś brakowało w nich tak charakterystycznego dla niego, łobuzerskiego błysku. – Masz talent do komplikowania wszystkiego, co cię otacza. – Westchnął cicho, ale nie kontynuował, nie chcąc dopuścić do kłótni, na którą raczej obaj nie mieli ani siły ani ochoty. Przestało chyba jednak Moralesa dziwić to z jakim przestrachem chłopak podchodzi do ponuraków, i to nawet mimo nieznajomości jego historii z udziałem krwiożerczego pustnika. Po prostu Solberg miał z tym pechowym psem coś wspólnego, nosząc na swoich barkach ciężar emocjonalnych problemów i ciągnąc za sobą zdecydowanie zbyt wiele nieszczęść jak na swój młodziutki przecież wiek. Paco miał nadzieję, że los oszczędzi mu kolejnej karuzeli, pozwalając odpocząć trochę od wiecznych zmartwień i trosk. – Może powinieneś na razie zabierać go ze sobą na spacery? – Zasugerował, nie mając pewności czy Buddy rzeczywiście poradziłby sobie w starciu z ponurym pobratymcem. Czułby się jednak odrobinę spokojniejszy, wiedząc że Maximilian nie chadza po ulicach sam. Wokoło czaiło się mnóstwo niebezpieczeństw, a głośne szczekanie jego pupila mogłoby przynajmniej zaalarmować ludzi w pobliżu.
Felix wielokrotnie zarzucał mu, że go nie zna, w niektórych sytuacjach zapewne i słusznie. Salazar pragnął nadrobić zaległości i zrozumieć jego złożoną naturę, jednak spędzili wystarczająco czasu w swoim towarzystwie, by mógł domyślić się, kiedy chłopak kłamie jak z nut. Nie pierwszy zresztą raz nastolatek starał się odwrócić kota ogonem i obrócić problemy w żart. Paco nie był naiwny i nie dawał się nabrać na ten sztuczny, niby to rozbawiony ton, skoro całe wątłe ciało jego towarzysza trzęsło się jak galareta, a nawet uścisk jego ramion okazywał się nieskuteczny w odpędzeniu negatywnych emocji, które powoli przejmowały nad nim kontrolę. Szkopuł tkwił jednak w tym, że faktycznie obaj byli w chujowej kondycji, a gdyby próbował Solbergowi wyrzucać jego parszywy nastrój, wyszedłby na pieprzonego hipokrytę. Nie reagował więc, pozwalając mu brnąć dalej w te kłamstwa, jeżeli tylko miały one szanse mu pomóc w zderzeniu z własnymi demonami.
- Nie oczekuję odpowiedzi. Sam staram się ją odnaleźć. – Wzruszył ramionami z podobnym zrezygnowaniem, nawet nie chcąc myśleć o tym w jakim stanie obudzi się jutrzejszego poranka. Ledwie zdążyli zapomnieć o jebanych klątwach, a już musieli stawiać czoła kolejnym problemom. Czy rzeczywiście odkrycie Camelotu było warte takiego poświęcenia? Spuścił wzrok na połyskujący na palcu pierścień należący kiedyś do Lucana, rycerza który do samego końca bronił swego króla. Szkoda tylko, że zaklęta w nim moc traciła na wartości, kiedy organizm rozpaczliwie błagał o odrobinę snu. – Jesteśmy. Dlaczego jesteśmy. – Poprawił go instynktownie, chociaż jakie to miało obecnie znaczenie. Nawet jeżeli tkwili w tym gównie razem, to nadal pozostawali tak samo bezradni; w końcu hektolitry wtłaczanych do krwiobiegu mikstur mogły przynieść jedynie tymczasową ulgę. – Nie wiem czy na wszelkie, ale chciałbym……żebyś tej nocy leżał obok mnie. Nie dokończył, uśmiechając się jedynie niekomfortowo półgębkiem. Naprawdę żałował, że nie może mu złożyć podobnej propozycji. Nie po tym co rozegrało się ostatnio w jego sypialni. – Hm? – Podniósł głowę, potrzebując chwili na połączenie kropek, chociaż czasami lepiej było chyba nie wiedzieć. Dopiero teraz przeszło mu bowiem przez myśl, że umiejętność warzenia magicznych mikstur przy ciągotach nastolatka do środków odurzających może wpędzić go w jeszcze głębsze tarapaty. Zabawne jednak, że i tym razem Felix próbował go zabajerować, przybierając tak niepasujący do okoliczności, protekcjonalny ton. – W takim razie mnie naucz. – Podsunął rozwiązanie najprostsze z możliwych, zamieniając się w słuch gdy Maximilian dzielił się z nim swoją wiedzą o eliksirze czuwania. – Chcę twojej produkcji i nie, nie chcę odwiedzać Munga, ale nie mogę sobie też pozwolić na utratę gruntu pod stopami. – Nie chodziło wyłącznie o bezczynność, wiedział wszak jak wiele w jego fachu może kosztować krótka chwila nieuwagi, a na ten moment zdawał się niczym więcej jak cieniem samego siebie. Potrzebował zastrzyku energii i potężnej mikstury, która pozwoliłaby mu na względnie normalne funkcjonowanie. – Mówisz jakbyś sam jej nie potrzebował. Dlaczego skupiamy się tylko na mnie? – Wytknął mu, ale nie mieli już szans porozmawiać, skoro na drodze stanęło im felixowe nemezis pod postacią czerwonych, lśniących ślepiów łypiących na nich groźnie spod byka.
Paco nie zdążył nawet zarejestrować tej dynamicznej sytuacji, działając niejako instynktownie. Szkarłatne ślepia nie zrobiły na nim takiego wrażenia jak opadające bezwładnie ciało młodszego kochanka, które pochwycił zanim uderzyło boleśnie o podłoże. Poklepał Maximiliana po policzku, szeptał do niego miłe słówka, ale czuł jak serce podchodzi mu do gardła, kiedy uzmysłowił sobie jak długo widzi przed oczami jego zamknięte powieki. Mierda. Przeklął w myślach, nienawidząc zarówno samego siebie, jak i ułożonej w trawie osikowej różdżki, która w obliczu kryzysu mogła mu posłużyć jedynie do teleportacji łącznej albo stworzenia świstoklika. Nigdy nie myślał o tym, żeby zostać uzdrowicielem, ale doskonale wiedział, że przydałaby mu się znajomość chociażby tych kilku podstawowych zaklęć leczniczych i drewniany patyk, który nie reaguje na nie jak alergik na pyłki.
Na szczęście w chwili, w której ocierał opuszkami palców chłopięce łzy, zobaczył wpatrzone w niego szmaragdowe ślepia. – Felix? – Pogłaskał bladą skórę, nie zważając na jego przejęzyczenie. Domyślał się z kim mógł go pomylić, ale nie było to teraz dla niego takie ważne. Zależało mu tylko na tym, żeby jakkolwiek uspokoić jego zszargane nerwy. Poczekał aż Solberg będzie gotów, a widząc jego marną próbę podniesienia się do siadu, wspomógł go swoimi dłońmi. – Mnie? – Mruknął kompletnie zbity z tropu, ale nieprzytomne, nieobecne spojrzenie chłopaka podpowiadało mu, że nie powinien drążyć. – Nie masz za co mnie przepraszać, cariño. – Zapewnił, nadal ściskając kurczowo materiał jego kurtki. – Dasz radę wstać? – Schował swoją różdżkę do kieszeni, powoli podnosząc się do pionu. Wyciągnął również do Maximiliana rękę, żeby wesprzeć go w odzyskaniu równowagi, nie tylko tej psychicznej, ale teraz przede wszystkim fizycznej. – Jak miał na imię? – Wzbraniał się przed tym pytaniem, ale stwierdził że nie mogą wiecznie omijać tematu. Chciał pokazać młodszemu kochankowi, że nie traktuje rozmowy o jego byłym partnerze jako tabu. Wierzył zresztą, że wspomnienie o nim pomoże Felixowi zwolnić hamujące go blokady i zaakceptować to, że musi ruszyć dalej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Felix Solberg

Rok Nauki : VII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : leworęczność, dupa nie zaklęciarz, Znak zorzy w postaci czerwonej kreski na palcach lewej dłoni, tatuaż kojota na lewym ramieniu,Telepatyczne połączenie z Brewerem
Galeony : 1164
  Liczba postów : 9511
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18542-relacje-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Leśniczówka Shercliffe'ów - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Leśniczówka Shercliffe'ów - Page 2 Empty


PisanieLeśniczówka Shercliffe'ów - Page 2 Empty Re: Leśniczówka Shercliffe'ów  Leśniczówka Shercliffe'ów - Page 2 EmptySro Mar 30 2022, 21:34;

Nie wiedział, że na tamtej wystawie coś konkretnego się odpierdoliło, ale sam chętnie pomarałby kilka eksponatów, gdyby były prawdziwe. Z replikami nie było tej zabawy, a Max nie pierwszy raz był w muzeum i wiedział doskonale, jak takie placówki działają.
-Z Brooks. - Potwierdził skoro już ta dwójka się znała. A przynajmniej wiedziała o swoim istnieniu, co już było więcej niż nic. -Ta, nie polecam z nią zadzierać. Posłała mnie do szpitala mniej więcej tyle razy co sam się tam wysłałem. Nie mówiąc już o tym, że za każdym razem skubie mnie z hajsu. Gdybyśmy zakładali się częściej może nie miałbym za co ćpać. - Oczywiście, że musiał ponownie zażartować. Obydwoje doskonale wiedzieli, że brak gotówki nigdy nie stał Maxowi na przeszkodzie w dobrej imprezie, ale nie o to przecież w tej rozmowie chodziło. Paco jednak miał rację i krukonka miała charakterek, który poniekąd łączył ją i osiemnastolatka dając ich przyjaźni tę nutę (a raczej symfonię) szaleństwa, której potrzebowała.
Widać Max nie tylko nie panował nad własnymi emocjami ale i nad własnym ciałem. Zdecydowanie potrzebował w tej kwestii jakiś korepetycji u Salazara, czy innego zimnego drania, który potrafił zachowywać kamienną twarz, choć w głębi duszy chciał komuś ze wszystkich sił przypierdolić. Obydwoje naprawdę mogli wynieść wiele z tej relacji, gdyby tylko ktoś z nich kiedyś zdecydował się wyrazić taką potrzebę. Morales zrobił już pierwszy krok, gdy poprosił o pomoc nad kociołkiem. Pytanie pozostawało, czy nastolatek był w stanie schować własne problemy w kieszeń i również zaufać kochankowi na tyle, by pójść do niego po pomoc.
-Ładnie ujęte. - Tym razem to on posłał mu komplement, nie chcąc samemu rozwijać tematu, bo choć Morales miał w dużej mierze rację, tak też nie wiedział jak często mimo najszczerszych chęci Maxa to jednak życie postanawiało wypierdolić go na ryj i spuścić mu na plecy ogromne kowadło. -Na pewno by się ucieszył. Kiedyś codziennie razem biegaliśmy. - Odkrył kawałek własnej duszy, a na samo wspomnienie poranków u boku wesołego psa w otoczeniu lasu za rodzinnym domem, na twarzy nastolatka pojawił się szczery uśmiech. Tak, naprawdę cenił sobie te chwile z pupilem i dopiero teraz zdał sobie sprawę, że zaniedbując siebie poniekąd zaniedbał też jego. Nadal jednak wątpliwym było, czy Buddy i jego pocieszna morda były w stanie przestraszyć kogokolwiek.
Kiwnął głową na jego odpowiedź, nie wiedząc kompletnie co tu jeszcze dodać. Widocznie obydwoje tkwili w martwym punkcie szukając odpowiedzi na pytanie, którego nawet nie potrafili do końca sformułować. Max miał tylko nadzieję, że podchodząc do tego jak do zwykłego osłabienia organizmu nie zaszkodzą sobie bardziej, ale jako że uczynił już niewielkie testy, które zdawały się zadziałać, był w stanie postąpić krok na przód i uznać, że jego zwykła taktyka działa jak trzeba. Poprawkę wystosowaną przez Moralesa z kolei całkowicie zbył milczeniem, bo w przeciwieństwie do niego miał jakiekolwiek podstawy sądzić, skąd ten chujowy stan się bierze. Nie dbał o siebie od kilku tygodni, zaprzepaszczając całą ciężką pracę, jaką wykonał przez ostatnie kilka miesięcy. Nie miał jednak siły ani psychicznej, ani obecnie fizycznej, by jakkolwiek się podnieść i znów wrócić do pełni formy. Jedyne co potrafił, to działać na największych obrotach bardzo dobrze wiedząc, że prędzej czy później zaprowadzi go to do uzdrowiciela lub pod mugolską kroplówkę.
-Taa... Wiem. - Powiedział zakładając oczywiście, że chodzi o seks. Może gdyby Paco wyraził jaśniej swoje myśli, otrzymałby zupełnie inną, może i nawet zgodną odpowiedź. W tej chwili Max nie potrzebował niczego innego jak wieczoru w jego ramionach, które dawały mu poczucie bezpieczeństwa, które obecnie kompletnie go opuściło. Może i nie miał głowy do ich zwyczajnych igraszek i nie był w stanie spać, ale od kiedy poczuł ile ciepła może dać coś tak prostego jak objęcie ramion, nie potrafił już zaprzeczyć, że czasem potrzebował właśnie takiej chwili. Bez seksu, bez kłótni, bez wszystkiego, czym relacja z Paco się tak naprawdę charakteryzowała. Po prostu chciał położyć się obok niego i uspokoić przerażone serce.
Zdziwił się nieco na tę zwięzłą acz dobitną decyzję i miał zamiar tę prośbę spełnić. Rozgadał się więc dość szczegółowo na temat eliksirów, które obecnie mogły przywrócić Paco do funkcjonowania, załączając jednocześnie tryb największego hipokryty pod słońcem. -W takim razie jak tylko wrócę na chatę zacznę warzyć. Eliksir czuwania z regeneracyjnym powinny wystarczyć i zapewnić Ci to, czego potrzebujesz. Nie warto przesadzać. Jak nie pomoże będziemy myśleć. - Zapewnił go. Jak zawsze o innych zdawał się dbać o niebo lepiej niż o samego siebie. Szczerze mówiąc poczuł się nawet miło połechtany, gdy Morales bez mrugnięcia stwierdził, że chce mikstury właśnie z jego kociołka, choć przecież mógł iść do każdej apteki i wziąć z półki wszystko, czego tylko potrzebował. Już podczas gry w Veritkową ruletkę zdziwił się, że Paco bez pytania zgodził się na pochłonięcie zawartości fiolki, jaką Max przyniósł. Czyżby był aż tak głupi? Na pewno nie. Osoba zajmująca się tym, co Morales musiała zachowywać środki ostrożności, by przeżyć. Dlaczego więc tak ufał Maxowi? Tego nastolatek już zrozumieć nie potrafił, bo oczywiście nie widział powodu, dla którego ktokolwiek miałby mu ufać. -Bo w przeciwieństwie do Ciebie jak widać znam dawkowanie. Zresztą widziałeś co mam na chacie. Jak będę potrzebować czegokolwiek, to sobie to ugotuję i tyle. - Odpowiedział, jakby problem nadal go nie dotyczył, choć ewidentnie sprawa miała się zupełnie inaczej skoro wyglądał nie lepiej niż Salazar, a w dodatku nie miał nawet powodu by zwyczajnie dbać o swoją kondycję. A przynajmniej tego powodu nie widział, wlewając w siebie mieszanki eliksirów tylko po to, by móc jeszcze bardziej się wymęczyć.
Cóż, ciężko byłoby Moralesowi jednocześnie rzucać zaklęcia i łapać mdlejącego Felixa. Musiał wybrać jedną opcję i postawił na tę drugą pozwalając zwierzakowi w spokoju cieszyć się swoją wolnością. Poza tym, to przecież nie wina ponuraka, że tak łudząco przypominał inną, bardziej krwiożerczą bestię. Max w końcu odzyskał świadomość, choć ciężko było powiedzieć, by wrócił do niej w pełni, gdy zdał sobie sprawę, co było przyczyną jego omdlenia. Wzrok wciąż miał nieprzytomny, a umysł błądził w przeszłości, nie pozwalając jasno określić sytuacji. Był wdzięczny Paco za pomoc w siadzie, co zdecydowanie pomogło mu nieco się uspokoić teraz, gdy mógł objąć wzrokiem większą część terenu.
-Nie powinienem był... - Mamrotał bardziej do siebie niż do mężczyzny, mając ogromne przekonanie o tym, że mimo wszystko widział w zaroślach pustnika, a nie "uroczego" ponuraczka. -Nie chcę. - Odpowiedział zdecydowanie wiedząc, że nie ma sił by ustać na nogach. Tutaj było mu dobrze, a gdy plecami opierał się o leśniczówkę, nawet nie miał aż takiego poczucia, że mięśnie wciąż średnio chcą z nim współpracować. Podparł się jeszcze nieco bardziej dłońmi, by mocniej się wyprostować, gdy poczuł pod palcami lewej ręki coś mokrego. Odruchowo i z przerażeniem wziął dłoń z tego miejsca przez chwilę widząc tam ogromną plamę krwi, która w dodatku skalała jego palce, ale już po chwili wrócił na ziemię widząc zwykłą, mokrą kałużę.
-Imię? - Powtórzył, nie rozumiejąc kompletnie o co Morales pyta. -Kto by nazywał takiego potwora? - Zapytał nieprzytomnie, wciąż myślami będąc w Zakazanym lesie z pustnikiem. Kompletnie nie wyłapał zmiany kontekstu na swojego byłego chłopaka, przez co zdziwienie na jego młodej twarzy było jak najbardziej szczere.

______________________



 
I thought that I could walk away easily
But here I am, falling down on my knees
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Salazar Morales

Absolwent Slytherinu
Wiek : 37
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 183 cm
C. szczególne : blizny ciągnące się przy lewej nerce i po prawej stronie żeber | niewielkie, krwawe znamię w kształcie krzyża na grzbiecie prawej dłoni | krwawy znak w kształcie obrączki
Galeony : 2262
  Liczba postów : 1324
https://www.czarodzieje.org/t21123-salazar-morales-w-budowie#680537
https://www.czarodzieje.org/t21140-salazar-morales#681116
https://www.czarodzieje.org/t21139-salazar-morales#681115
https://www.czarodzieje.org/t21122-salazar-morales#680529
https://www.czarodzieje.org/t21131-salazar-morales-dziennik#6806
Leśniczówka Shercliffe'ów - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Leśniczówka Shercliffe'ów - Page 2 Empty


PisanieLeśniczówka Shercliffe'ów - Page 2 Empty Re: Leśniczówka Shercliffe'ów  Leśniczówka Shercliffe'ów - Page 2 EmptySro Mar 30 2022, 23:06;

- Może powinieneś częściej się z nią zakładać. – Pozwolił sobie na ten drobny przytyk, skoro Maximilian sam zainicjował temat narkotyków. Nie przepytywał go, nie chcąc ponownie zderzyć się z otaczającym chłopaka murem, ale miał nadzieję że po szalonej imprezce, jaką urządził sobie nie tak dawno temu w progach El Paraiso, nie sięgnął po raz kolejny po używki. Nie widział, by od tamtego czasu towarzyszyły mu kiedykolwiek rozszerzone nienaturalnie źrenice, ale nie widzieli się przecież aż tak często, by miał pewność że Solberg radził sobie z pokusą. Nie mógł chodzić za nim krok w krok i kontrolować jego życia. – Nie szukaj ukojenia, tam gdzie dobrze wiesz, że go nie znajdziesz. – Rzucił natomiast protekcjonalnie, domyślając się że zniknięcie księżyca i osłabienie organizmu mogą skłaniać do sięgnięcia po coś mocniejszego. Domyślał się, bo przecież sam patrzył dzisiejszego poranka na przepełnioną czerwonym proszkiem szkatułkę, którą przez moment zapragnął przedłożyć ponad hektolitry smoczego espresso, które z czasem zatracały swój pobudzający efekt.
- Czekaj, jak to było? Powinienem chyba zapisać ten dzień w notatniku. Nieczęsto przyznajesz mi rację. – Mruknął żartobliwym tonem, uśmiechając się nieco szerzej w reakcji na nieoczekiwany komplement. Szkoda tylko, że akurat w tym przypadku wolałby się mylić. Potrzebował czasu, żeby zdać sobie sprawę z tego jak wiele znaczyła dla niego więź z Felixem i jak wiele mogliby się od siebie nawzajem nauczyć, a w duchu liczył na to, że i jego młodszy kochanek dojrzeje do decyzji o darowaniu mu choćby odrobiny zaufania. Niby kroczyli tą samą, właściwą ścieżką, jednak nadal nie potrafili otwarcie mówić o swoich emocjach i odczuciach, a to niewątpliwie sprawiało, że droga stawała się bardziej kręta i wyboista. Martwię się o ciebie. Chciał wypowiedzieć te słowa na głos, już otwierał usta, ale zamiast tego uniesiona jednocześnie dłoń zawisnęła w powietrzu, a po chwili Paco schował ją do kieszeni, na powrót ukrywając się również za kolejnym mało komfortowym uśmiechem. – Czasami miło wrócić do dawnych nawyków. – Powiedział zamiast tego, nie do końca zadowolony z tego, że nie potrafi przekroczyć pewnych barier; jak gdyby po tym nieszczęsnym, przedwczorajszym popołudniu obawiał się, że jedno niefortunne zdanie zaprzepaści wszystko to, co próbowali dotychczas wspólnymi siłami budować. Najwyraźniej nie tylko w kwestii dojmującego zmęczenia, ale i zaciemnionego obrazu relacji, utknęli w martwym punkcie.
Nie wyraził się jasno. Szok i niedowierzanie, czyż nie? Nie kontynuował jednak, zbywając odpowiedź nastolatka bezradnym wzruszeniem ramion i cichym stęknięciem. Naprawdę wiele by dał, by spędzić ten wieczór z nim, otulając go swoimi dłońmi. Maximilian może i czuł się bezpiecznie w jego uścisku, ale teraz to Paco potrzebował jego bliskości i ciepła. W końcu i tak wiedział, że nie zmruży oka. Nie chciał cierpieć w samotności, a towarzystwo Felixa zawsze poprawiało mu nastrój. Wystarczyłaby mu sama jego obecność. – Zapłacę za składniki. Powiedz tylko ile galeonów potrzebujesz. – Skoro i tak żerował na jego umiejętnościach, musiał chociaż zrekompensować koszty dla spokoju ducha i uciszenia wyrzutów sumienia. Nie lubił prosić innych o pomoc, ale widział jego możliwości, a i sam Solberg przyznał, że jest w stanie uwarzyć mikstury silniejsze od tych, które można by zakupić w pierwszej lepszej aptece. Postanowił więc połechtać jego ego, a poza tym uważał, że dobrze będzie, jeżeli w tym parszywym okresie Maximilian zajmie umysł czymś, co naprawdę kochał. Trudniej było przecież myśleć o dementorach i ponurakach w akompaniamencie aromatycznych składników i bulgocącego przyjemnie kociołka. – Znasz, ale czy sam się do niego stosujesz? – Popatrzył na niego ostrzegająco, nie tłumacząc do czego zmierza. Nie musiał, wszak obaj wiedzieli, że nieraz wyciągał go z bagna, w które wpędzały go narkotyki. Eliksiry w nadmiarze mogły wywołać bardzo podobne efekty.
Wiele razy łapał chłopaka, kiedy ten upadał, ale tym razem nastoletnie ciało osunęło się bezwładnie na ziemię nie na skutek zjazdu, a zwykłego, ludzkiego strachu, które jeszcze wzmogło rodzące się w sercu Moralesa współczucie. Nie wiedział jak ma mu pomóc, ale jeżeli dzieciak tak bardzo bał się krwistych ślepiów ponuraków, wyglądało na to że mają znacznie więcej powodów do zmartwień. Co gorsza, nie mógł mu nakazać zamknąć się w zaciszu czterech ścian, nawet nie był pewien czy byłaby to dobra decyzja dla jego kruchej psychiki. Na razie starał się o tym nie myśleć, delikatnie gładząc chłopięcy policzek, by darować Solbergowi odrobinę czułości i spokoju, których prawdopodobnie teraz potrzebował. – Relajarse. Tómatelo con calma, cariño. – Powstrzymywał go przed wzięciem na siebie odpowiedzialności, w końcu to nie była jego wina, że utracił przytomność. Nie była to jego wina, ale Salazarowi trudno było teraz nie myśleć o jego bezbronności. Nad kociołkiem nie miał sobie równych, ale Paco czuł, że chłopak nie powinien teraz wałęsać się nigdzie samotnie. Buddy także nie wydawał się sensownym kompanem. – Zabrać cię do domu? – Nie podnosił go na siłę, zamiast tego przyklęknął obok, zaciskając palce na jego barku. Pokazywał mu tym samym, że nie musi zmagać się ze wszystkim wyłącznie we własnej głowie. – Co się dzieje, Felix? – Zapytał także, widząc jak Solberg z przestrachem spogląda na zawilgotniałą dłoń. Żałował, że nie może ujrzeć tego, co zobaczyły jego szmaragdowe ślepia. Może wtedy byłby w stanie lepiej go zrozumieć. – Pytałem o tego, z którym mnie pomyliłeś. Jak ma na imię? – Powtórzył już jaśniej i wyraźniej, nadal mówiąc do niego tym samym łagodnym tonem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Felix Solberg

Rok Nauki : VII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : leworęczność, dupa nie zaklęciarz, Znak zorzy w postaci czerwonej kreski na palcach lewej dłoni, tatuaż kojota na lewym ramieniu,Telepatyczne połączenie z Brewerem
Galeony : 1164
  Liczba postów : 9511
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18542-relacje-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Leśniczówka Shercliffe'ów - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Leśniczówka Shercliffe'ów - Page 2 Empty


PisanieLeśniczówka Shercliffe'ów - Page 2 Empty Re: Leśniczówka Shercliffe'ów  Leśniczówka Shercliffe'ów - Page 2 EmptySro Mar 30 2022, 23:39;

Ta, wiedział dokładnie o co Moralesowi chodziło szczególnie gdy dodał kolejne słowa. Oczywiście Max wiedział, że mężczyzna ma rację, ale gdyby to wystarczyło do przezwyciężenia pokus i własnych słabości świat byłby zdecydowanie zbyt piękny. A w tej chwili nie był nawet trochę ładny, jakby ktoś pytał byłego ślizgona.
-Nie podniecaj się tak. To Twój prezent na tegoroczne urodziny. - Prychnął, choć docenił to cudne nawiązanie do ich poprzedniego spotkania. Przynajmniej do tej lepszej części tamtego dnia. Max zdał też sobie sprawę, że nawet nie wie o Moralesie tak prostej rzeczy, jak data jego urodzin. Może właśnie mu tak ważny dzień psuł? A może kiedyś zrobił mu prezent nawet o tym nie wiedząc? Nie potrafił zmieścić tego w swoim umyśle, że zna człowieka trzy lata, a nie wie o nim tak podstawowej informacji. Na kolejne słowa prychnął tylko w pół-śmiechu bo u niego akurat stare nawyki często sprowadzały się do ćpania, chlania i puszczania się z każdym chętnym jaki się nawinął i myśląc właśnie o tym byłby w stanie polemizować z Paco, który wyjątkowo miał wyraźnie na myśli coś zupełnie innego.
Ta, gdyby tylko potrafili rozmawiać na pewno udałoby im się uniknąć wielu nieprzyjemnych chwil, których dzielili aż nadto. Żaden z nich jednak nie był mistrzem wyrażania myśli i uczuć, a przynajmniej nie tych z kategorii pozytywnych. Nastolatkowi nie sprawiało problemu wywalanie z siebie złości, agresji i żalu, ale już zaufanie, nadzieja i miłość.... - nad tymi to zdecydowanie musiał popracować i to nie tylko w obecności Paco.
-Daj spokój, nie będziesz za nic płacił. - Powiedział, bo nie miał zamiaru brać od niego pieniędzy. Sam nie był jeszcze aż tak biedny szczególnie, gdy wiele składników można było po prostu dorwać poza apteką po zerowych kosztach. Do tego eliksiry były dla niego czystą przyjemnością od początku do końca i jeśli mógł wydać na nie własne galeony, nie czuł bólu serca zostawiając w aptece miliony monet.
Oczywiście Morales akurat w tym temacie nie musiał wyrażać się jaśniej. Max doskonale wiedział, co miał na myśli i poniekąd poczuł się nawet urażony, ale też w duchu przyznał mężczyźnie, że ten trafił w punkt. W duchu, bo oczywiście na głos powiedział już coś zupełnie innego. -Nie wyląduję za tydzień w Mungu po przedawkowaniu elków jeśli o to pytasz. - Oczywiście, że mężczyzna nie o to pytał, ale już nie wiedział jak inaczej nie powiedzieć, że będzie łykał co chce i kurwa ile chce i nic Paco do tego, bo nie ma pojęcia co w nim siedzi i jak bardzo nastolatek chce się tego pozbyć.
Na szczęście nie musiał mu tego tłumaczyć, bo przyszła trauma i chłopak zemdlał. Nie ma to jak komfortowe wybrnięcie z niekomfortowej sytuacji. Nie żeby Maxowi było z tym dobrze teraz, kiedy cały się trząsł i najchętniej to zamknąłby się z dala od lasów i otwartej przestrzeni. Gdzieś, gdzie czułby się bezpiecznie. We własnej sypialni, albo jeszcze chętniej w El Paraiso... Nie miał jednak tego przywileju, bo wciąż siedział tutaj modląc się w duchu o to, by więcej nie dojrzeć tych czerwonych ślepiów. Starał się wziąć głębokie oddechy i uspokoić zgodnie z zaleceniami Moralesa, ale nie było to wcale łatwe.
-Tak. Chcę wrócić. - Powiedział cicho, jakby wstydził się zaistniałej sytuacji i swojego stanu. Sam na pewno nie miał sił na teleportację, a niekoniecznie marzyło mu się jeszcze rozszczepienie do kompletu. Szkoda tylko, że w międzyczasie nadeszła kolejna traumatyczna halucynacja, która na powrót wprawiła nastolatka w tragiczny stan. -Wydawało mi się.... - Zaczął, natarczywie przyglądając się swojej dłoni, jakby nie wiedział już która jej wersja jest prawdziwa. -Nic. Jest dobrze... - Powiedział w końcu, gdy krew nie pojawiała się ponownie na jego palcach, a obok wciąż widniała zwykła kałuża złożona ze zwykłej wody.
-Co? - Zapytał głupio, przenosząc wzrok na Paco. Potrzebował chwili, by trybiki zaskoczyły, a on przypomniał sobie własne pierwsze słowa po ocknięciu. -Felinus. - Przyznał w końcu, choć bardzo niechętnie, odwracając wzrok. -Zabierz mnie do domu, proszę. - Powiedział w stronę krzaka, definitywnie pokazując, że nie ma sił i ochoty na rozmowę o swoim byłym chłopaku.
+

______________________



 
I thought that I could walk away easily
But here I am, falling down on my knees
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Salazar Morales

Absolwent Slytherinu
Wiek : 37
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 183 cm
C. szczególne : blizny ciągnące się przy lewej nerce i po prawej stronie żeber | niewielkie, krwawe znamię w kształcie krzyża na grzbiecie prawej dłoni | krwawy znak w kształcie obrączki
Galeony : 2262
  Liczba postów : 1324
https://www.czarodzieje.org/t21123-salazar-morales-w-budowie#680537
https://www.czarodzieje.org/t21140-salazar-morales#681116
https://www.czarodzieje.org/t21139-salazar-morales#681115
https://www.czarodzieje.org/t21122-salazar-morales#680529
https://www.czarodzieje.org/t21131-salazar-morales-dziennik#6806
Leśniczówka Shercliffe'ów - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Leśniczówka Shercliffe'ów - Page 2 Empty


PisanieLeśniczówka Shercliffe'ów - Page 2 Empty Re: Leśniczówka Shercliffe'ów  Leśniczówka Shercliffe'ów - Page 2 EmptyCzw Mar 31 2022, 02:10;

Wiedział, że to wszystko nie jest wcale takie proste, ale czasami warto było przypomnieć Maximilianowi, że szczęścia należy szukać gdzie indziej, wszak narkotyczny trans dawał wyłącznie jego ułudę. Tymczasową, nietrwałą, z czasem pogłębiającą jedynie smutek gnieżdżący się w sercu i nakładającą na barki ciężar kolejnych problemów.
- Mam je dopiero siedemnastego sierpnia, więc mam nadzieję, że do tego czasu wymyślisz jednak coś lepszego. – Puścił zaczepnie oczko, chociaż patrząc na dotychczasowy przebieg ich relacji, nie miał żadnej gwarancji że latem nadal będą jeszcze utrzymywać kontakt, nie mówiąc już o wzajemnym czynieniu sobie prezentów. Chciał jednak wierzyć, że tym razem zdołają poukładać ten bałagan; w końcu sam poprzysiągł sobie, że nie podda się tak łatwo i że nie wypuści go ze swoich ramion po raz kolejny.  
- Od kiedy ty taki bezinteresowny? – Westchnął głośno, początkowo myśląc o tym, by wbrew jego woli, wcisnąć mu w dłoń wypełnioną galeonami sakiewkę, jednak powstrzymał się kiedy uświadomił sobie, że lepiej będzie, jeżeli Solberg wyda pieniądze na składniki eliksirów niż na narkotyki. Nie to żeby brak gotówki mógł go powstrzymać przed wykombinowaniem używek w inny sposób, ale mimo wszystko ukracał możliwości. – Powiedz, gdyby czegokolwiek ci brakowało. – Spuścił zatem z tonu, przypominając tylko, żeby zwrócił się do niego o pomoc w razie jakichkolwiek komplikacji. Gdyby była taka potrzeba, mógłby wykupić przecież całą aptekę. Może tak by było wygodniej, biorąc pod uwagę że obaj nie mieli sił na wycieczki po lesie i zrywanie polnych kwiatków, w około czaiły się nie tylko ponuraki, ale i wygłodniali dementorzy. - Wiesz, że nie miałem tego na myśli… – Mruknął przepraszająco, acz nieszczerze, wszak dokładnie takie obawy zrodziły się w jego głowie, kiedy tylko uzmysłowił sobie, że chłopak jest w stanie uwarzyć wszystko, czego tylko jego dusza zapragnie. Teraz sam już nie był pewien czy powinien się z jego talentów cieszyć. Niekiedy nawet największa zaleta mogła okazać się wadą.
Nie dane im było spokojnie porozmawiać, kiedy Maximilian na widok ponuraka zemdlał, w końcu opierając plecy o drewnianą ścianę leśniczówki. - Odprowadzę cię. – Obiecał mu, nie odrywając palców od materiału jego kurtki. Zastanawiał się tylko czy jest na siłach, by skorzystać z łącznej formy teleportacji. Oby. – Wydawało ci się…? – Próbował pociągnąć go za język, ale widząc w jak rozpaczliwym stanie Felix się znalazł, nie miał serca zasypywać go kolejnymi pytaniami. Pokiwał więc tylko głową, rozumiejąc że potrzeba mu teraz odrobiny odpoczynku. W sumie obaj musieli ochłonąć. – Felinus. – Powtórzył po nim jedynie, nie kontynuując również i tego tematu, chociaż w jego głosie słychać było nutę… prawdopodobnie rozczarowania. – Chodź, wstajemy. – Zachęcił swego młodszego kompana, wyciągając do niego dłoń, a gdy tylko chłopak dał się podnieść, machnął różdżką przenosząc ich obu w okolice Inverness. – Chociaż spróbuj się dzisiaj wyspać. – Poprosił go na pożegnanie, a sam… wstąpił do jednej z pobliskich kawiarni, ładując w siebie kolejną filiżankę esencjonalnego espresso. Czuł się bowiem wykończony i wiedział, że przed kolejną próbą aportacji będzie musiał chociaż chwilę odpocząć.

zt. x2

+
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Ivy Jones

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 168cm
Galeony : 220
  Liczba postów : 204
https://www.czarodzieje.org/t20900-ivy-jones
https://www.czarodzieje.org/t21020-poczta-ivy-jones
https://www.czarodzieje.org/t21011-ivy-jones
https://www.czarodzieje.org/t21011-ivy-jones#674796
Leśniczówka Shercliffe'ów - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Leśniczówka Shercliffe'ów - Page 2 Empty


PisanieLeśniczówka Shercliffe'ów - Page 2 Empty Re: Leśniczówka Shercliffe'ów  Leśniczówka Shercliffe'ów - Page 2 EmptyCzw Paź 27 2022, 14:34;

Samonauka Vera Verto (transmutacja złożone)
Październik 3/3

Naukę kolejnego zaklęcia zaczęłam na swoim miejscu pracy jako, że nie zamierzałam transmutować Iskierki a potrzebowałam potulnego zwierzaka. Teleportowałam się pod biuro po czym poszłam bezpośrednio do kierownika i powiedziałam co chciałabym zrobić. Skinął głową z powagą – sami właściciela rezerwatu byli znani jako wybitni znawcy transmutacji i nie widział nic złego w mojej prośbie. Wskazał mi pokój obok z klatką gdzie były puszki pigmejskie, na których zezwolił ćwiczenia.
-Tylko bądź pewna, że nie zrobisz zwierzakom krzywdy – przestrzegł mnie na koniec, po czym wyszedł do pokoju obok.
Wzięłam do ręki książkę pożyczony z biblioteczki dormitorium po czym zaczęłam czytać rozdział poświęcony zaklęciu Vera Verto. Pozwalało ono na zamienieniu jednego zwierzaczka w drugiego przy czym rozmiar zwierzaka zależał tylko od umiejętności transmutacyjnych rzucającego zaklęcie czarodzieja. Informacje te znałam już wcześniej mimo wszystko przeczytałam jej jeszcze raz uważnie, by być pewną, że nie przeoczę żadnego ważnego szczegółu. Również tutaj jak przy każdym innym zaklęciu na koniec rozdziału opisane zostały ruch różdżką oraz inkantacja.
Jak za każdym razem tak i teraz na samym początku zaczęłam ćwiczyć inkantację od kilkurazowego powtórzenia zaklęcia pod nosem. Było ono bardziej skomplikowane niż te które ćwiczyłam do tej pory, gdyż składając się z dwóch wyrazów przy każdym z nich musiałam zadbać o właściwą akcentację zaklęcia. Niemniej nie było to zadanie na tyle trudne, by zniechęcić mnie do ćwiczeń. Powtarzając inkantację zaklęcia wpatrzyłam się w futrzaste kulki krążące po klatce. Wydawały się zaciekawione moim bliskim sąsiedztwem, gdyż niemal połowa z nich zbliżyła się do boku klatki i najwidoczniej wpatrywała się we mnie.
Ćwiczenia inkantacji zajęły mi kilka minut, a po nich bezpośrednio skupiłam się na ćwiczeniu ruchów różdżki. Mimo mojego wyjątkowego beztalencia w tej dziedzinie nie szło mi tak źle – w pełni skupiłam się na właściwym poprowadzeniu ruchu różdżki i przyniosło to oczekiwany efekt. Co prawda moje skupienie przekładało się na szybkość uczenia ale przenosiło się ono również na moje zmęczenie. Pot spływał po moim czole obficie kiedy kończyłam już ten etap nauki zadowolona oraz pewna, że opanowany przeze mnie ruch różdżki oraz inkantacja nie zrobią żadnej krzywdy zwierzaczkom. Po chwili odpoczynku przystąpiłam do ostatniego etapu nauki czyli finalnego rzucenia zaklęcia.
Na próbę włożyłam mój palec do klatki puszków. Zaczęły się wokół niego gromadzić i się przytulać. Czyli nie jest tak źle – nie są dzikie i nie muszę ich oswajać na szybko. Włożyłam rękę i wyciągnęłam jedno zwierzątko na stół. Przypatrywało mi się wyraźnie zaciekawione kiedy uniosłam nad nim różdżkę.
- Vera Verto – powiedziałam celując różdżką w puszka.
Efekt był taki, że zwierzątko zaciekawione jedynie przechyliło łebek w drugą stronę. Ponowiłam próbę – tym razem poszło mi znacznie lepiej. Puszek zamienił się w kulkę, która jednak była puszysta i cienko popiskiwała. Cofnęłam zaklęcie, a następnie ponownie je rzuciłam. Tym razem udało mi się poprawić – na kulce był jedynie cienki meszek i nie wydawała żadnych dźwięków. Rzuciłam zaklęcia jeszcze kilka razy i w końcu udało mi się transmutować puszka w idealną kulkę. Poprzemieniałam jeszcze kilka puszków w kulki po czym cofnęłam zaklęcia. Podziękowałam kierownikowi za udzielenie mi pozwolenia ćwiczenia na zwierzakach z rezerwatu i teleportowałam się pod bramy Hogwartu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Leśniczówka Shercliffe'ów - Page 2 QzgSDG8








Leśniczówka Shercliffe'ów - Page 2 Empty


PisanieLeśniczówka Shercliffe'ów - Page 2 Empty Re: Leśniczówka Shercliffe'ów  Leśniczówka Shercliffe'ów - Page 2 Empty;

Powrót do góry Go down
 

Leśniczówka Shercliffe'ów

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Leśniczówka Shercliffe'ów - Page 2 JHTDsR7 :: 
Dolina Godryka
 :: 
Rezerwat
-