Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 Leśniczówka Shercliffe'ów

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 1 z 2 1, 2  Next
AutorWiadomość


Deven Quayle

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 25
Czystość Krwi : 75%
Dodatkowo : szukający, kapitan
Galeony : 2720
  Liczba postów : 778
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6697-deven-quayle#189490
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6700-pocztowki-z-innej-epoki#189533
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6699-relacje-indianskie-i-te-zupelnie-nie#189531
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7227-deven-quayle
Leśniczówka Shercliffe'ów QzgSDG8




Gracz




Leśniczówka Shercliffe'ów Empty


PisanieLeśniczówka Shercliffe'ów Empty Leśniczówka Shercliffe'ów  Leśniczówka Shercliffe'ów EmptyNie Cze 12 2016, 20:28;


Leśniczówka Shercliffe'ów


Ten budynek można nazwać mózgiem rezerwatu. To właśnie tu znajdują się wszystkie akta dotyczące zamieszkujących go zwierząt, hodowli, chorób i innych istotnych danych. Shercliffe'owie trzymają tu również wszystkie potrzebne lekarstwa i rzeczy, które mogą przydać się w rezerwacie. Jest to zarazem biuro, jak i magazyn.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
The author of this message was banned from the forum - See the message


Lucy Shercliffe

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 25
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 304
  Liczba postów : 110
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13665-lucy-shercliffe#363353
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13677-tornado#363506
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13676-lucy#363505
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13675-lucy-shercliffe
Leśniczówka Shercliffe'ów QzgSDG8




Gracz




Leśniczówka Shercliffe'ów Empty


PisanieLeśniczówka Shercliffe'ów Empty Re: Leśniczówka Shercliffe'ów  Leśniczówka Shercliffe'ów EmptyWto Sty 03 2017, 17:34;

Maszerowała przez rezerwat dobrze znaną jej ścieżką w stronę leśniczówki. Kiedy była mała, dość dużo czasu spędzała na tych terenach spacerując leśnymi ścieżkami, lecz od jakiegoś czasu prawie tu nie bywała. Tym razem też nie miała w planach zostawania na długo. Przyjechała tu w zasadzie tylko na chwilę ze względu listu od ojca, że potrzebne jest mu jakieś rzadkie zioło. Uruchomiła, więc swoje kontakty, (czt. napisała do Deb), wiedząc, że może ona zdobyć prawdopodobnie każdą roślinę, o którą Lucy poprosi. Spojrzała na zegarek i ze zgrozą stwierdziła, że jest spóźniona. Przyspieszyła, żeby nie wkurzyć za bardzo koleżanki. Gdy dotarła na miejsce ujrzała dziewczynę czekającą pod drzwiami.
- Cześć – powiedziała radośnie i uściskała ją na powitanie. Uśmiechnęła się przepraszającą i spojrzała na to co miała ze sobą Puchonka. Kiwnęła głową, starając się wyglądać ta, jakby oceniała, czy Deb przyniosła jej odpowiednią roślinę. W rzeczywistości nie miała pojęcia jak, tak właściwie wygląda owy arnik górski i czegoś się powinna spodziewać. Lucy była lebiegą z zielarstwa i jedyne rośliny z jakimi miała do czynienia to peruwiańskie zioło i trochę mugolskiej marihuany.
- Co tam u ciebie? - rzuciła luźno i sięgnęła do kieszeni. Wyciągnęła dość pokaźny pęk kluczy i westchnęła teatralnie. Gdzieś wśród tego, był klucz otwierający drzwi do leśniczówki. Przeklęła w myślach tego, kto był odpowiedzialny za pomieszanie wszystkich kluczy z rezerwatu i nawet nie podpisanie ich. Powoli przeglądała pęk w poszukiwaniu odpowiedniego, co jakiś czas wkładając któryś do zamka i bezskutecznie próbując go przekręcić. Z narastającą irytacją zacisnęła zęby. Więc to tak czuli się mugole przed drzwiami swoich mieszkań. Normalnie użyłaby zaklęcia, lecz wszystkie zamki w rezerwacie były zaczarowane, by nikt nieodpowiedni nie mógł się dostać do środka. Przez większość część czasu, jednak po prostu irytowały.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Mistrz Gry

Czystość Krwi : 100%
Galeony : 31860
  Liczba postów : 88575
http://czarodzieje.forumpolish.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658
Leśniczówka Shercliffe'ów QzgSDG8




Specjalny




Leśniczówka Shercliffe'ów Empty


PisanieLeśniczówka Shercliffe'ów Empty Re: Leśniczówka Shercliffe'ów  Leśniczówka Shercliffe'ów EmptyPią Wrz 27 2019, 20:58;

Ingerencja - Łowca magicznych stworzeń
@Riley Fairwyn

Pewnego poranka otrzymałeś zapieczętowany zaklęciami list. Znasz ten sposób zabezpieczeń i wiesz, że to zaszyfrowana wiadomość, która z pewnością jest nowym zleceniem. Poświęciłeś kilka chwil nad odkodowaniem jej i wówczas zapoznałeś się z treścią. Zleceniodawca napomknął, iż ostatnio w Dolinie Godryka buszował bystroduch, na którego jest spory popyt. Za schwytanie go żywcem otrzymasz sporą nadwyżkę pieniężną, zaś za martwego zaledwie połowę standardowej kwoty. Zlecenie należy zrealizować w ciągu najbliższych trzech dni, bowiem klient zebrał informacje jakoby Departament Kontroli Nad Magicznymi Stworzeniami szykował się do wysłania ekipy uderzeniowej, by pojmać dzikie stworzenie i zapewnić bezpieczeństwo mieszkańcom Doliny Godryka. Czyżby za bardzo zbliżał się do terenów zamieszkanych?
Tropiłeś bystroducha korzystając z własnej wiedzy i doświadczenia. Zajęło Ci to dobę i w końcu wpadłeś na ślady bytności stworzenia. Zmierzchało, co było dla Ciebie dodatkową osłoną. Cierpliwość popłacała - za gęstwiną odnalazłeś poszukiwanego bystroducha - akurat żywił się do połowy już zjedzonym hipogryfem. Miałeś pełen wgląd na jego stalowe uzębienie, którym wgryzał się w ofiarę, rozszarpując ją na strzępy. Twoja wiedza pozwala Ci na pożyteczne dedukcje - najedzone stworzenie jest ospałe, zmęczone, ciężkie, poza tym dostrzegłeś w mroku, że ma ranne skrzydło - a to jest dla Ciebie szansa na sukces. Hipogryf musiał długo walczyć zanim ostatecznie poległ.
Masz do wyboru kilka elementów zważywszy, że jeszcze Cię nie wytropił będąc zajętym żerem. Możesz poczekać aż bystroduch wdrapie się na drzewo i ułoży się do snu (pojmanie/zabicie go będzie dla Ciebie trudniejsze, ale bezpieczniejsze) albo wykorzystać element zaskoczenia i zaatakować, mając spore szanse powodzenia pierwszego rzuconego zaklęcia. Możesz również zastawić pułapki, jednak wiążą się one z rzutem kostką na wykrycie. Od bystroducha dzieli Cię siedem metrów, jesteście oboje na ziemi, a wokół panuje półmrok. Opisz jaki masz plan i zacznij działać

______________________

Leśniczówka Shercliffe'ów Tumblr_myxyl0JKkN1s94thyo1_500
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Riley Fairwyn

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 24
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 185cm
C. szczególne : cała górna lewa strona mojego ciała jest poparzona - ukrywam to za pomocą metamorfomagii; liczne blizny na dłoniach; blizna po dziobie bystroducha przebiegająca przez całą szerokość pleców
Dodatkowo : metamorfomagia, prefekt naczelny
Galeony : 4204
  Liczba postów : 1697
https://www.czarodzieje.org/t15093-riley-t-fairwyn
https://www.czarodzieje.org/t15161-maverick
https://www.czarodzieje.org/t15104-poczuj-smoczy-plomien
https://www.czarodzieje.org/t15098-riley-fairwyn
https://www.czarodzieje.org/t18289-riley-fairwyn-dziennik
Leśniczówka Shercliffe'ów QzgSDG8




Gracz




Leśniczówka Shercliffe'ów Empty


PisanieLeśniczówka Shercliffe'ów Empty Re: Leśniczówka Shercliffe'ów  Leśniczówka Shercliffe'ów EmptyPią Wrz 27 2019, 22:01;

Kolejny list oznaczał nowe zlecenie. W obliczu ostatnich wydarzeń, miałem szczerą nadzieję, że nic nowego do mnie nie poślą. Wycofywałem się z zawodu, wiedzieli o tym, a jednak ktoś, kto najpewniej postawiony był pod ścianą uznał, że jednak warto byłoby zrobić mi prezent pożegnalny i wysłać mnie na wyprawę, jakiej od dawna nie miałem. Bystroduch… aż zaparło mi dech, kiedy wreszcie odpieczętowałem wiadomość i poznałem treść listu. Smokopodobny stwór był idealnym kandydatem na moją ostatnią płatną zdobycz w najbliższym okresie, wobec czego chyba nieco niezdrowo mnie to podekscytowało. Na tyle, że zdecydowałem się złamać swój wewnętrzny kodeks. Zabijałem, prawie zawsze. Chyba, że rdzeń tracił zbyt wiele, gdy czekał na doniesienie truchła do pracowni, albo właśnie na długich wyprawach, gdzie nie miałbym możliwości stabilnego zabezpieczenia go w eliksirach. Znaczy, miałem takową, ale nie byłem nigdy przekonany czy wszystko jest dokładnie oczyszczone i przycięte zanim zdecydowałem się na konserwację, a jednak byłem upierdliwy w swoim perfekcjonizmie. Kiedy już coś sobie zaplanowałem, zazwyczaj realizowałem te plany kosztem nie tylko własnego czasu. Tak jak teraz, gdy pakowałem niewielką, ale poręczną torbę, którą zabierałem ze sobą na polowania już od wielu lat. Wziąłem eliksiry, sidła, opatrunki, noże, a nawet śmieszne, małe lotki nasączone eliksirem usypiającym, którymi mogłem strzelać w przeciwnika. Testowałem je zanim dopadła mnie niemoc. To była tylko część mojego ekwipunku, ale nie dało się ukryć, że pomimo tego wszystkiego wciąż czułem się nieprzygotowany. Ubrałem wygodne buty i mugolski przyodziewek, który nie ograniczał ruchów. W lesie stąpałem piekielnie cicho. Zwracałem uwagę na każdą gałązkę, obawiając się jej trzasku pod stopą, gdy wykonywałem krok za krokiem. Śledziłem uważnie drogę przed sobą, uparcie szukając śladu stworzenia. Zajęło mi to cholernie dużo czasu. Zdarzyła mi się nawet całonocna przerwa, ale może to i lepiej. Wypoczęty i skupiony byłem gotów do działania. Znalazłem go nad truchłem hipogryfa, posilającego się zamordowanym stworzeniem. Kilkuminutowa obserwacja pozwoliła mi uznać, że coś jest z nim nie w porządku. Trzymał blisko siebie jedno ze skrzydeł, ciągnął je za resztą ciała - był ranny. Ogarnęło mnie podekscytowanie, a w żyłach popłynęła słodka adrenalina, tak naprawdę jedyny „racjonalny” powód, dla którego notorycznie narażałem własne zdrowie i życie na uszczerbek. Sięgnąłem do torby, wyjmując z niej kilka prostych, aktywowanych ruchem sideł. Kiedy wyczuwały bliskość stworzenia, doskakiwały do niego, starając się przytrzasnąć go w uścisku. Machinalnie pogładziłem swoją lewą łydkę. Do tej pory pamiętałem jaki to ból. Kiedyś nie odsunąłem się wystarczająco szybko i złapałem w ten sposób samego siebie. Sięgnąłem też po kilkanaście strzałek. Zaklęciem niewerbalnym zawiesiłem je nad swoją głową. Zamierzałem posłać je zaklęciem samonaprowadzającym wprost w jego oczy, język bądź załamania skrzydeł czyli miejsca moim zdaniem potencjalnie najbardziej przystępne w obliczu kuloodpornej skóry stworzenia. Wyjąłem sidła i spróbowałem cicho je rozstawić i uruchomić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Mistrz Gry

Czystość Krwi : 100%
Galeony : 31860
  Liczba postów : 88575
http://czarodzieje.forumpolish.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658
Leśniczówka Shercliffe'ów QzgSDG8




Specjalny




Leśniczówka Shercliffe'ów Empty


PisanieLeśniczówka Shercliffe'ów Empty Re: Leśniczówka Shercliffe'ów  Leśniczówka Shercliffe'ów EmptyPią Wrz 27 2019, 23:02;

Aby sprawdzić czy powiodło Ci się rozstawienie sideł, proszę rzucić kostką, zapoznać się z efektami i dostosować.

Parzysta  - nie było Cię widać i nie było Cię słychać. Zwracałeś uwagę na każdy detal otoczenia pomimo ograniczeń wzrokowych. Ominąłeś pajęczynę, jak i jego  czarnego, bogato owłosionego gospodarza, bezszelestnie rozłożyłeś sidła w dobrej, tak Ci się wydaje, odległości. Wycofałeś się, zaszyłeś za szerokim pniem i wtopiłeś w tło. Pozostało Ci czekać aż bystroduch poruszy się odrobinę w Twoim kierunku, a wówczas sidła z pewnością się uruchomią. Musiałeś wykazać się cierpliwością. Do Twoich uszu dobiegały dźwięki rozgryzania, połykania, miażdżenia, wyrywania... plaśnięć, gdy któreś z wnętrzności oderwało się od jego uzębionego pyska. W końcu, po siedemnastu minutach bystroduch wydał z siebie gardłowy dźwięk, przemieścił się, zaś sidła momentalnie zaatakowały. Rozległ się dziki charkot, który spłoszył ptactwo z okolicy. Bystroduch szarpnął się, roztrzaskał najbliższą gałąź, gdy ząbki sideł wtopiły się w jego tylną nogę. Momentalnie posłałeś w jego kierunku serię strzałek z eliksirem usypiającym. Niestety stworzenie zasłoniło się skrzydłem przez co większość z nich odbiła się od skóry. Możesz odnieść wrażenie, że chyba jedna wczepiła się pod załamanie skrzydła lecz nie masz pewności za jaki czas dawka zadziała i czy będzie w stanie go uśpić. Wyrywał się, szarpał, wygryzał ząbki sideł, machał zawzięcie skrzydłem i ogonem przez co w Twoją stronę poleciała fala ziemi zmieszanej z brunatną posoką i wnętrznościami hipogryfa. Dzięki temu, że Cię nie wyczuł, mogłeś dokończyć dzieła. Opisz w jaki sposób go ogłuszasz/usypiasz.

Transportowanie nieprzytomnego bystroducha, nawet po nałożeniu na niego zaklęć zmniejszających wagę, mocno nadwyrężyło Twoje siły. Odholowałeś go w umówione miejsce, gdzie po trzydziestu minutach deportowało się kilku zaufanych Tobie czarodziejów, którzy obiecali dostarczyć bestię do zleceniodawcy. Jesteś wykończony, obolały, brudny i cuchniesz wnętrznościami. Za to zlecenie otrzymałeś 50 galeonów więcej. Gratulacje!

Nieparzysta - szło Ci dobrze, szedłeś cicho, stawiając miękko kroki. Skupiony na celu i zachowaniu ciszy nie rozejrzałeś się tak, jak powinieneś. Nie zauważyłeś na ziemi kopca, a gdy na niego nadepnąłeś, najpierw poczułeś, że coś miażdżysz, a po chwili usłyszałeś trzask kości. Niechcący zdeptałeś właśnie bardzo młodego klejnotnika. Ten dźwięk zdemaskował Cię. Bystroduch momentalnie zadarł łeb i niestety Cię zwęszył. Z dziwnym gardłowym dźwiękiem ruszył w Twoją stronę mając jasny cel: wcielić Cię do jego dzisiejszego menu. Wybił się tylnymi łapami i podskoczył na tyle, by dziobem rozedrzeć skórę na całej długości Twoich pleców. Pod wpływem bólu upadłeś na kolana, co wykorzystał, aby Cię uderzyć ogonem przez co odrzuciło Cię na cztery metry. Wiesz, że będziesz mieć po tym ogromnego siniaka na żebrach. Jakimś sposobem udało Ci się nieco od niego oddalić i wtem usłyszałeś przeraźliwy dźwięk. Wiesz co on oznacza. W dokładnie to miejsce, w którym stoisz nadlatywał drugi bystroduch. Wściekły, głodny i zdrowy. Nie masz najmniejszych szans wygrać starcie z dwójką bestii. Zostajesz zmuszony do ucieczki/teleportacji.

Tracisz w ten sposób przygotowany sprzęt do polowania (nawet jeśli wrócisz następnego dnia, zastaniesz zmiażdżoną torbę), masz stosunkowo głęboką ranę na plecach, która wymaga pilnego opatrzenia (zażycia dwóch porcji eliksiru wiggenowego, napisania posta na minimum 2000 znaków w Mungu bądź pomocy osoby, która posiada umiejętność uzdrawiania tego typu ran - jednak plecy będą Cię boleć jeszcze przez Twój cały następny wątek od momentu uleczenia) oraz siniaka na żebrach.

Mimo wszystko za przygotowanie, odwagę i próbę ujarzmienia bestii, dowiedziałeś się o niej czegoś więcej - na początku jesieni łączą się w pary i rozpoczynają gody. Tym samym zyskujesz +1 pkt do ONMS. Gratulacje!

______________________

Leśniczówka Shercliffe'ów Tumblr_myxyl0JKkN1s94thyo1_500
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Riley Fairwyn

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 24
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 185cm
C. szczególne : cała górna lewa strona mojego ciała jest poparzona - ukrywam to za pomocą metamorfomagii; liczne blizny na dłoniach; blizna po dziobie bystroducha przebiegająca przez całą szerokość pleców
Dodatkowo : metamorfomagia, prefekt naczelny
Galeony : 4204
  Liczba postów : 1697
https://www.czarodzieje.org/t15093-riley-t-fairwyn
https://www.czarodzieje.org/t15161-maverick
https://www.czarodzieje.org/t15104-poczuj-smoczy-plomien
https://www.czarodzieje.org/t15098-riley-fairwyn
https://www.czarodzieje.org/t18289-riley-fairwyn-dziennik
Leśniczówka Shercliffe'ów QzgSDG8




Gracz




Leśniczówka Shercliffe'ów Empty


PisanieLeśniczówka Shercliffe'ów Empty Re: Leśniczówka Shercliffe'ów  Leśniczówka Shercliffe'ów EmptyPią Wrz 27 2019, 23:28;

Cisza panująca wokół uśpiła moją czujność. Jedynymi odgłosami napływającymi do mnie z otoczenia były ciche mlaskanie i odgłosy rwania tkanki na kawałki. Słyszałem jeszcze własne kroki, stawiane spokojnie, ostrożnie. Idealnie wymierzone, jak mi się zdawało. Wreszcie coś trzasnęło mi pod stopą. Dźwięk ten, głośny, niespodziewany wywołał na mojej skórze ciarki, a serce podskoczyło mi nieomal pod samo gardło. Patrzyłem jak w spowolnionym tempie jak podobne do smoka stworzenie unosi łeb umazany świeżą krwią. Mój odruch był bardzo głupi. Cofnąłem się o krok, zupełnie zapominając o strzałkach krążących ponad mną i po prostu odskoczyłem do tyłu jak oparzony, gdy zorientowałem się, że właśnie na mnie szarżuje. Odsłoniłem plecy, dając mu idealną okazję do tego, aby rozedrzeć nie tylko ubranie, ale i miękką tkankę. Wrzasnąłem, natychmiast przygwożdżony do ziemi. Zaryłem kolanami wprost w ciepłą ziemię, starając się wymacać własną różdżkę, która wypadła mi z ręki. Ledwie ją chwyciłem, a nadszedł kolejny cios, jeszcze bardziej niespodziewany. Jak wymierzony, skierowany wprost w żebra. Zrozumiałem, że lecę dopiero w chwili upadku. Rąbnąłem o ziemię, tracąc nie tylko oddech, ale i zdolność do logicznego ocenienia sytuacji. Zakręciło mi się w głowie. Dźwignąłem się na nogi, chwiejnie, niepewnie.
- Accio eliksiry - zdążyłem wypowiedzieć, kierując różdżkę w bliżej nieokreślonym kierunku. Straciłem orientację, wsparłem się o drzewo. Coś uderzyło mnie w pierś. Chwyciłem to machinalnie, po sekundzie dopiero poznając kształt. Fiolka. Nie zdążyłem jej odkorkować. Ten przeraźliwy wrzask z pewnością trafi do moich nowych koszmarów. Nie musiałem czekać na przybycie bestii, jeszcze szanowałem swoje zdrowie. Nawet nie myśląc o swojej torbie, natychmiast obróciłem się na pięcie. Wtedy uderzyło we mnie skrzydło, spychając mnie z toru teleportacji. Zniknąłem, na szczęście, a jednak nie spodziewałem się tak twardego lądowania. Głośny brzęk szkła poprzedził ból w lewym ramieniu. Osłoniłem nim głowę. Rąbnąłem o twardą ścieżkę, nie mogąc złapać oddechu. Powietrze było nagrzane, wilgotne. Nie miałem pojęcia gdzie byłem, ani czy jestem tutaj bezpieczny. Czy byłem jeszcze przytomny? Trudno powiedzieć. To traciłem to odzyskiwałem przytomność, a wszystko to nie trwało dłużej, niż kilka minut. Szkarłat mojej krwi przesączał się przez ubranie, tworząc wokół mnie malowniczą kałużę.

5 :'D

| zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Caiden Shercliffe

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 25
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 186 cm
Galeony : 94
  Liczba postów : 56
https://www.czarodzieje.org/t19498-caiden-shercliffe
https://www.czarodzieje.org/t19510-listy-do-caidena#577744
https://www.czarodzieje.org/t19503-caiden-shercliffe
https://www.czarodzieje.org/t19511-caiden-shercliffe-dziennik#57
Leśniczówka Shercliffe'ów QzgSDG8




Gracz




Leśniczówka Shercliffe'ów Empty


PisanieLeśniczówka Shercliffe'ów Empty Re: Leśniczówka Shercliffe'ów  Leśniczówka Shercliffe'ów EmptyWto Sie 25 2020, 18:37;

28 sierpnia 2020 r.,
popołudnie


outfit

Dziś cały dzień Caiden spędził zajmując się sprawami rezerwatu: rano poszedł do miasteczka po zapas eliksirów, potem karmił zwierzaki i czyścił ich leża, w końcu przystąpił do uzupełniania akt. Kiedy już skończył, zajął się porządkowaniem uzbieranych na Islandii materiałów. Nie wiedział jeszcze, czy trafią one do aktualnie przygotowywanej przez niego książki - najprawdopodobniej nie, bo ta dotyczyć miała stworzeń zamieszkujących Góry Skaliste, ale zawsze miał dzięki temu źródło do następnej publikacji. Kiedy wreszcie skończył odpisywać na dzisiejszą korespondencję, uznał, że na dzisiaj już koniec roboty. Jeden z otrzymanych przez niego listów jednak na tyle go zaskoczył, że postanowił zostać jeszcze w leśniczówce. Pogoda była bardzo ładna: świeciło słońce, było dość ciepło, wiatr był wcale niezauważalny, w związku z czym Caiden wezwał do siebie skrzata z obiadem, który zjadł, a później wraz z rzeczonym skrzatem usiadł do partii szachów przy stoliku stojącym przed leśniczówką.
@Katherine Russeau - dziewczyna, która była z nim na roku w Slytherinie, napisała do niego wiadomość z prośbą o spotkanie. Nie miał pojęcia czego ona właściwie chce, nie widzieli się przecież tyle lat, a i nawet w Hogwarcie za wiele ze sobą nie rozmawiali. Caiden wtedy raczej nie przepadał za ludźmi (a dziś się to zmieniło?), chociaż jej, dramma queen wśród Ślizgonów, zapomnieć nie mógł. Ale że ona jego jeszcze pamięta? I chce z nim rozmawiać? Wydało mu się to dosyć dziwne... Nie bardzo wiedział, czy ma jej cokolwiek do powiedzenia, w końcu pamiętał ją raczej jako osobę... mało się szanującą. Ogólnie wszyscy Ślizgoni zawsze wydawali mu się mało przyjemnymi ludźmi, każdy z nich był, na swój sposób, indywidualistą, a takich ludzi trudno jest lubić, jeszcze na dodatek samemu będąc raczej mało towarzyskim typem. Niemniej niechęć do mugoli i mugolaków wielu członków Domu Węża sprawiała, że Caiden często popadał z nimi w konflikty na tym właśnie tle.
Siedział więc ze skrzatem i rozmyślał nad kolejnymi posunięciami, choć nie mógł się skupić. Obserwował kolejne stworzenia unoszące się na niebie. Wprawiało go to w dobry nastrój - patrzenie na zwierzęta w rezerwacie i popadanie w dumę nad rodzinną tradycją. Nie skupiał się na szachach, w związku z czym skrzat łatwo go ogrywał. W końcu, po widowiskowym macie przeprowadzonym przez jego gońce Caiden uznał, że ta gra nie jest dla niego. Przynajmniej nie w tej chwili.
- Dzięki, Piszczałko! - powiedział do skrzata, rozsiadając się na ławce i rozpinając koszulę z gorąca. - Możesz odejść - dodał, a skrzat ukłonił mu się nisko, chwycił komplet do gry w szachy i deportował się z cichym trzaskiem. Ale czy to był trzask deportacji skrzata, czy jednak aportacji kogoś innego...?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Katherine Russeau

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 25
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 170
C. szczególne : kolczyk w języku i pępku, blizna na dłoni od noża, tatuaż jaszczurka na łydce
Galeony : 325
  Liczba postów : 1894
http://czarodzieje.org/t7531-katherine-nadia-russeau#211124
http://czarodzieje.org/t7533-poczta-kat-russeau#211125
http://czarodzieje.org/t7534-kat-russeau
http://czarodzieje.org/t7535-katherine-nadia-russeau
https://www.czarodzieje.org/t18720-katherine-russeau-dziennik
Leśniczówka Shercliffe'ów QzgSDG8




Gracz




Leśniczówka Shercliffe'ów Empty


PisanieLeśniczówka Shercliffe'ów Empty Re: Leśniczówka Shercliffe'ów  Leśniczówka Shercliffe'ów EmptyWto Sie 25 2020, 22:55;

28 SIERPIEŃ 2020
POPOŁUDNIE PO GODZ 16:00

outfit

Katherine musiała się naprawdę wyjątkowo nudzić, gdy tuż po wakacjach w Luizjanie postanowiła odwiedzić dawnego znajomego. Chcąc nie chcąc, był Ślizgonem, a do tego bardzo przystojnym, więc Kath się go trzymała. Musiał lubić jej towarzystwo, bo nigdy jej nie odmawiał choćby uśmiechu. Ubrała się w swoim domu w jeansowe spodenki, lekko poszarpane na brzegach i koszulę w odcieniu czerwieni zawiązaną na brzuchu. Rękaw podwiązany za łokieć i buty kowbojki. Taki look uznała za wyjątkowo cool. Jeszcze tylko do torby schowała dwie butelki ognistej whisky. Wiedziała, że pewnie może być tak, że u niego przenocuje. Nie wiedziała na czym stoją po tych wakacjach Z Peregrine, więc tak naprawdę chciała tylko dobrze się napić ze starym znajomym. Na pewno list musiał go zaszokować, jednakże nie mniej ona była w szoku, że odważyła się wystosować do niego odpowiednią wiadomość. Wiedziała, że jego ojciec naucza w Hogwarcie ale jakoś nigdy nie robiło to na niej żadnego wrażenia. Teleportowała się blisko miejsca, które podał jej w liście. Nie do końca idealnie wycyrklował odpowiednią odległość, więc wylądowała w środku lasku. Rozejrzała się i widząc światełko w oknach leśniczówki, poprawiła tylko włosy i ruszyła przed siebie, odgarnęła gałęzie jakiegoś iglastego drzewa i ruszyła w środku przodu leśniczówki. Dostrzegła, że Den siedzi na ławce przed domkiem, więc w momencie, gdy już była widoczna, pomachała do niego.
-Hej - krzyknęła z lekkim uśmiechem, który po chwili pojawił się na jej twarzy. Liczyła, że miło spędzą czas i nie będzie tego żałowała. Wbiegła po schodkach, a trzeba rzec, że nadal świetnie się ruszała, no i po tak długim czasie kondycja również jej została. Jedynce co się zmieniło to fakt, że już nie była taką wariatką jak kiedyś. Chociaż... kto ją tam wie.
-Caiden, dobrze cię widzieć- powiedziała gdy podeszła bliżej, po czym klapnęła tyłkiem na wolne miejsce na ławce obok niego. Uznała, że jeśli da mu możliwość manewru sam zdecyduje w jaki sposób chciałby się z nią przywitać i albo da jej buziaka, albo po prostu przytuli i z formalności przejdą dalej. Miała też wbrew pozorom bardzo dobry nadal kontakt z jego siostrą. Ciekawe, czy o tym wiedział. Może zapyta go później.

@Caiden Shercliffe
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Caiden Shercliffe

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 25
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 186 cm
Galeony : 94
  Liczba postów : 56
https://www.czarodzieje.org/t19498-caiden-shercliffe
https://www.czarodzieje.org/t19510-listy-do-caidena#577744
https://www.czarodzieje.org/t19503-caiden-shercliffe
https://www.czarodzieje.org/t19511-caiden-shercliffe-dziennik#57
Leśniczówka Shercliffe'ów QzgSDG8




Gracz




Leśniczówka Shercliffe'ów Empty


PisanieLeśniczówka Shercliffe'ów Empty Re: Leśniczówka Shercliffe'ów  Leśniczówka Shercliffe'ów EmptySob Sie 29 2020, 18:58;

Caiden wstrzymał oddech i nasłuchiwał wyraźnie, przy okazji omiatając swoimi zielonymi oczami otoczenie leśniczówki i wypatrując źródła tego dziwnego dźwięku. Odpowiedź na swoje pytanie otrzymał kilkanaście sekund później, kiedy zobaczył kierującą się w stronę leśniczówki krzykliwie ubraną dziewczynę. Przypomniał sobie, że dopiero co Katherine zszokowała go swoją dość niecodzienną wiadomością zaplątaną w aktualnej korespondencji. Kiedy upewnił się, że to ona, wrócił do swojego wcześniejszego zajęcia, jakim było wylegiwanie się na ławce przed leśniczówką. Nie zwracał na nią większej uwagi do czasu, aż nie podeszła bliżej miejsca, w którym siedział.
- To miłe - odpowiedział na jej powitanie, racząc ją wreszcie swoim spojrzeniem, kiedy usadowiła się na ławce koło niego. Przyjrzał się jej bliżej, w swoim stylu błyskawicznie wypatrując wszystkie te cechy jej wyglądu, które przyciągały uwagę: czarne buty niepasujące do reszty stroju tak bardzo, że było to wyraźnie widoczne, kapelusz, przewiązana w biodrach czerwona koszulka i szorty, dzięki którym mógł popatrzeć na jej całkiem zgrabne nogi z wytatuowaną jaszczurką na łydce, żałując, że i on nie założył ciemnych okularów... Przywołał na swoją twarz krzywy uśmiech obejmujący tylko połowę jego ust, którym zwykł był ją zazwyczaj obdarzać. Taki już miał nawyk, którego nie wyzbył się nawet pomimo wieloletniej nieobecności w kraju, podczas której nie widywał się ani z Katherine, ani z nikim innym.
- Szczerze, to aż nie wierzyłem w to, że mnie tutaj znajdziesz... - pozwolił swoim ustom na już o wiele wyraźniejszy uśmiech. - Nie wiedziałem, że byłaś już kiedyś w naszym rodzinnym rezerwacie... Robota Keyiry? - dodał pół żartem, pół serio, wyciągając różdżkę i przywołując z domku dwie szklanki, które opadły na stół koło nich, przy którym jeszcze przed chwilą on i Piszczałka rozgrywali partię szachów.
- Jako dobry gospodarz powinienem zaproponować ci coś do picia, ale widzę, że wzorem ślizgońskiej gościnności sama przyniosłaś tu trochę czegoś, co wypadałoby rozlać... Pozwolisz? - spytał, po czym, nie czekając na odpowiedź, wyjął z torby butelkę ognistej i ponalewał do szklanek dopiero co przez siebie przywołanych. Normalnie pewnie by tak nie zrobił, ale nie spodziewał się, aby Katherine mu odmówiła. W końcu... po coś tu przyszła, prawda? I po coś te dwie butle przyniosła. Jego gościnność zaś wyrażała się w tym, że osobiście podał jej szklankę do ręki.
- No, twoje zdrowie! - powiedział, unosząc swoją porcję lekko do góry i upijając małego łyczka. Wypita przez niego ciecz paliła w gardło i pewnie nawet najtwardsze gęby byłaby w stanie wykrzywić, a ta Caidenowa wcale taka twarda nie była. Owszem, pijał alkohol i to ten z wyższej półki, ale na ogół mieszał je z różnymi innymi, łagodzącymi jego smak wywarami, do tego pił głównie podczas relaksacji przy spokojnej muzyce, ale nigdy się nie upijał, nie był z tych, którzy pili albo do końca, albo do zgonu.
- Mocne to... - wyszeptał, potrząsając twarzą. - Chociaż pewnie to i tak nie jest szczyt twoich możliwości, co? - na tyle, na ile znał Katherine z dawnych czasów, wiedział, że dziewczyna za kołnierz nie wylewała. A to nie było chyba nawet połową tego, co pewnie mogłaby wytrzymać... On jednak wiedział jedno - dwóch butelek jego organizm nie zdzierży.

@Katherine Russeau
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Katherine Russeau

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 25
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 170
C. szczególne : kolczyk w języku i pępku, blizna na dłoni od noża, tatuaż jaszczurka na łydce
Galeony : 325
  Liczba postów : 1894
http://czarodzieje.org/t7531-katherine-nadia-russeau#211124
http://czarodzieje.org/t7533-poczta-kat-russeau#211125
http://czarodzieje.org/t7534-kat-russeau
http://czarodzieje.org/t7535-katherine-nadia-russeau
https://www.czarodzieje.org/t18720-katherine-russeau-dziennik
Leśniczówka Shercliffe'ów QzgSDG8




Gracz




Leśniczówka Shercliffe'ów Empty


PisanieLeśniczówka Shercliffe'ów Empty Re: Leśniczówka Shercliffe'ów  Leśniczówka Shercliffe'ów EmptyWto Wrz 01 2020, 09:40;

Katherine wiecznie szokowała innych, taka już była jej natura i tylko głównie z tego powodu faceci do niej lgnęli. Sama nigdy nie miała zbytnio szczęścia do związków. Gdy tylko coś się kroiło większego to z automatu okazywało się, że albo ona, albo ta druga połowa, męski osobnik nie nadawał się do poważnego związku i jedno drugie potrafiło skrzywdzić. Katherine była tylko rok starsza od Caidena, ale ich rodziny się znały. Dodatkowo ojciec chłopaka wiedział z jakimi problemami i nałogami walczyła panna Russeau i jak ciężko było ją wyciągnąć z tak zwanego dołka. Najlepiej, żeby była całkiem izolowana od ludzi bowiem zbytni kontakt prowadził do jej autodestrukcji. Cieszyła się, że tu się zjawiła, a jednocześnie miała drobne obawy czy zrobiła dobrze. Czy w ogóle powinna tutaj przychodzić? Kiedyś jej głowa by się tym nie kłopotała, ale teraz? Już nie miała siedemnastu lat i praktycznie jej doświadczenie życiowe też poszło naprzód. Historia z pobiciem Gryfonki na mugoloznawstwie obiegła cały Hogwart, ale obecnie przez wakacje wszyscy już o tym na pewno zapomnieli. Katherine świetnie zagrała skrzywdzoną duszę, jednakże może z drugiej strony faktycznie była taka biedna i skrzywdzona przez cały świat? Kto wie co siedzi tak naprawdę w tej porąbanej główce. Siedząc tak obok niego zdjęła kapelusz kładąc go gdzieś obok(albo wieszając na ławce?). Okulary z kolei nałożyła na głowę. Włosy opadały jej spiralami na ramiona. Jak zawsze długie, gęste i zadbane. Ciekawe czy wiedział, że startuje na trenera Ogólnoświatowej Drużyny Quidditcha. Uwielbiała zawsze latanie na miotle,mimo iż później nie znosiła chodzić ze złamaniami i obtłuczeniami do Skrzydła Szpitalnego. Skrzydło Szpitalne jak i Święty Mung bardzo źle jej się kojarzyły. Od razu przypominał jej się psychiatryk. Zawsze bała się zamknięcia w czterech ścianach, a wiedziała, że ojciec tak ją uwielbia, że wystarczył by drobny wybryk, ewentualnie wyimaginowany i wymyślony przez niego powód, by z powrotem ją tam umieścić, bez mediów, bez dostępu do różdżki, bez dostępu do czegokolwiek. On miał spokój, a ona mu nie przynosiła złej sławy i wstydu. Zapytana czy Keira ją tutaj kiedyś zabrała skinęła tylko głową potakująco. Możliwe, że kiedyś tutaj była, ale sama do końca nie była pewna. Zwierzęta niby lubiła, ale bardziej wolała testrale, a na koty miała okropne uczulenie.
-Tak, tu jest naprawdę pięknie - potwierdziła tym swoim dźwięcznym głosem, który chętnie wpadał każdemu w ucho, o ile Kath nie była zdenerwowana albo ostro wkurzona. Gdy zobaczyła, że na stoliku pojawiły się szklanki, a on przejął od niej butelkę ognistej na jej twarzy ponownie zagościł szeroki uśmiech. Chłopak chyba ostatnio zrobił się strasznie nieśmiały, ale alkohol na pewno go rozkręci.
-Czyń honory domu gospodarzu- powiedziała pewnym siebie tonem, po czym poczekała aż ten napełni jej szklankę. Pili jej zdrowie na start, więc uniosła również szklankę do góry i przechyliła do ust. Ciecz przyjemnie paliła w gardło, jednakże Katherine nawet przez moment się nie wykrzywiła. Ognistą kiedyś piła zamiast kawy na start dnia, ot taka była. Czy to był szczyt jej możliwości? Raczej nie. Mina jej lekko zmarkotniała, jednakże nie na tyle, by to było mocno dostrzegalne.
-Trochę czasu minęło Caiden. Ludzie się zmieniają, nadal jednak ognista zajmuje u mnie pierwsze miejsce w czołówce trunków, zawsze dostępna- zaśmiała się lekko. Miała nadzieję, że nie będą całe popołudnie i wieczór rozmawiać na temat alkoholu. Oby też zbytnio nie wracali do niechlubnej przeszłości.
-Dostałam w prezencie dwa Anubilisy i zrobiłam na nie licencję. Cudowne stworzenia- zaczęła tak jakby zmieniając delikatnie temat dotyczący alkoholu.

@Caiden Shercliffe

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Caiden Shercliffe

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 25
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 186 cm
Galeony : 94
  Liczba postów : 56
https://www.czarodzieje.org/t19498-caiden-shercliffe
https://www.czarodzieje.org/t19510-listy-do-caidena#577744
https://www.czarodzieje.org/t19503-caiden-shercliffe
https://www.czarodzieje.org/t19511-caiden-shercliffe-dziennik#57
Leśniczówka Shercliffe'ów QzgSDG8




Gracz




Leśniczówka Shercliffe'ów Empty


PisanieLeśniczówka Shercliffe'ów Empty Re: Leśniczówka Shercliffe'ów  Leśniczówka Shercliffe'ów EmptyWto Wrz 01 2020, 14:23;

Caiden nigdy w życiu nie myślał o normalnym, stałym związku. On kompletnie się do tego nie nadawał. Pochodził z takiej rodziny, w której już co prawda nie aranżowano małżeństw, ale te i tak w większości były nieudane - wystarczy spojrzeć choćby na to, co stało się z małżeństwem jego rodziców. Poza tym, był człowiekiem stale podróżującym i poświęcającym się nauce, normalne życie rodzinne było nie dla niego, w ogóle się do tego nie poczuwał, uważałby coś takiego za więzienie. Do tego, choć pewnie i przed samym sobą w życiu by się do tego nie przyznał, każdą swoją dziewczynę najprawdopodobniej i tak bardzo szybko by zdradził albo w ogóle zostawił. On po prostu nie umiał żyć w stałych związkach. Było w nim, co prawda, wiecznie niezaspokojone pragnienie bliskości drugiego człowieka, ale aby je zaspokoić, uciekał w przygodny seks. I choć było to tylko chwilowe zlikwidowanie problemu, tak się już nauczył żyć, a mózg podświadomie wybierał to, co pewne i bezpieczne.
To nie tak, że Caiden traktował kobiety jak seksualne przedmioty - traktował je bardzo po ludzku i, na ogół, bardzo normalnie. Bywały jednak takie momenty, kiedy jego słabości brały nad nim górę i kiedy nie był w stanie wytrzymać, jeśli nie posiadł choćby pierwszej spotkanej kobiety. Jak było dzisiaj? Tego jeszcze nie wiedział. Nie dało się jednak zaprzeczyć temu, że Katherine była bardzo atrakcyjną dziewczyną, a to trochę zmieniało postać rzeczy. Cicha myśl przeszła mu gdzieś przez tył głowy, aby do jej porcji ognistej dodać zakupionej dziś afrodesii, ale nie zrobił tego. Nie w tej chwili przynajmniej...
- To prawda... - odparł Caiden, potrząsając głową, kiedy minął już pierwszy moment przyjęcia przez język tego okropnego smaku, który wywołał skrzywienie na twarzy. Może teraz już będzie lepiej... - Ludzie się zmieniają. I to w zatrważającym tempie! - tu pomyślał przede wszystkim o swojej siostrze. - Zmieniliśmy się oboje, Kath... Więc, jak twierdzisz, ognista dalej zajmuje pierwsze miejsce w twoim życiu? - zaśmiał się cicho, nalewając po kolejnej szklance. - A w moim nadal zwierzęta i kobiety... - i znów uniósł szklankę w jej kierunku, a kiedy wypił kolejnego łyka - napój był już nieco łagodniejszy, ale dalej ostry - wrócił na ławkę i z powrotem rozsiadł się na niej, w jednym ręku trzymając naczynie z ognistą, drugą zaś położył na oparciu ławki, za plecami Katherine.
- Anubilisy? - potwierdził jej wcześniejsze słowa po wcześniejszym głośnym westchnięciu. Rozejrzał się dookoła. - Jaka rasa? One bywają bardzo niebezpiecznie... Chociaż znając ciebie, domyślam się, że mugolaki raczej nie powinny się do nich zbliżać, co? - Caiden nigdy nie pochwalał obsesji niektórych czarodziejów na punkcie czystości krwi. Sam miał z mugolami bardzo wiele do czynienia podczas swoich wędrówek, musiał w końcu gdzieś jeść, spać i pracować, nie miał zatem nic przeciwko nim. Większą niechęć wzbudzali w nim właśnie owładnięci taką obsesją czarodzieje. - Musisz je odpowiednio wytresować, wtedy mogą się okazać naprawdę użyteczne... Załatwię ci to, jeśli chcesz... - ciągnął, a jego ręka, trochę niekontrolowanie, dotknęła ramienia Kath. Odsunął ją po jakichś dwóch czy trzech sekundach, decydując się jednak na podjęcie walki. Było to trudne, bo jej odsłonięte nogi i podwiązana bluzka tylko sprawiały, że potwór w jego klatce piersiowej odzywał się coraz głośniej, domagając się tego, by Caiden ją posiadł, ale ten chwilowo postanowił go nie słuchać. Walczył ze swoją słabością, której nie potrafił nazwać seksoholizmem, a przynajmniej w sytuacjach, kiedy potwór nie zdobywał jeszcze nad nim przewagi.
- Faktycznie, muszę ci powiedzieć, że bardzo wyładniałaś... - jednak straż przednia obrony jego twierdzy upadła, a potwór już wtargnął na podgrodzie... Ślizgon omiótł oczami koleżankę, która złożyła mu wizytę, żałując, że i on nie ma ze sobą ciemnych okularów. - Chociaż zawsze byłaś... pociągająca. Tyle tylko, że wcześniej większości takich rzeczy się nie zauważało... - zamknął oczy, osuwając swoją głowę na tył. Potwór atakował coraz mocniej, ale Caiden nie był gwałcicielem. Musi poczekać, poczekać na jej reakcję.
- Istotnie, pięknie tu... - potwierdził jej wcześniejsze słowa. - Zwłaszcza w taką pogodę. Bardzo lubię spędzać tu czas, wiesz? Tutaj albo w altanie nad jeziorem...

@Katherine Russeau
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Katherine Russeau

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 25
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 170
C. szczególne : kolczyk w języku i pępku, blizna na dłoni od noża, tatuaż jaszczurka na łydce
Galeony : 325
  Liczba postów : 1894
http://czarodzieje.org/t7531-katherine-nadia-russeau#211124
http://czarodzieje.org/t7533-poczta-kat-russeau#211125
http://czarodzieje.org/t7534-kat-russeau
http://czarodzieje.org/t7535-katherine-nadia-russeau
https://www.czarodzieje.org/t18720-katherine-russeau-dziennik
Leśniczówka Shercliffe'ów QzgSDG8




Gracz




Leśniczówka Shercliffe'ów Empty


PisanieLeśniczówka Shercliffe'ów Empty Re: Leśniczówka Shercliffe'ów  Leśniczówka Shercliffe'ów EmptyWto Wrz 08 2020, 17:08;

Czystokrwista rodzina i aranżowane małżeństwa? To była podstawa w typowych rodach, chodziło przecież o fakt, by żadna brudna krew się nie dostała do jakże świętego rodu i nie skalała nazwiska. Katerine miała przydzielonego od zawsze kogoś tam, ale tak naprawdę miała to głęboko w poważaniu i gdy tylko ojciec cokolwiek mówił, ona zmieniała temat, albo po prostu uciekała. Dlatego kupiła dom w Hogsmeade, by być właśnie z dala od własnej rodziny, a już w szczególności ojca. Kiedyś nawet lubiła spędzać z nim czas, ale czy tak naprawdę zawsze chodziło tylko o naukę? Trzeba być wobec siebie szczerym. Miał awersje do jej butów? Przecież idealnie pasowały do obecnego stylu kowbojki, tylko brakowało jej teraz lassa, by złapać go na nie i opleść. Wtedy nigdzie by jej nie zwiał, a ona miała by nad nim przewagę. Takie głupie myśli w głowie Kateriny.
Wspomnienie o ognistej, pierwsze miejsce na jej życiowej liście? hmmm, nie raczej już tak nie było. Pokręciła przecząco głową.
-Pierwsze miejsce na liście alkoholi zdatnych do wypicia, nie ukrywając ognista niesamowicie pali gardło- powiedziała bardzo poważnym tonem.
-Pierwsze miejsce zajmują mężczyźni, ale tylko ci seksowni, inni mnie nie są w stanie rozpalić, no i Quidditch. Uwielbiam go nadal - powiedziała z ogromnym entuzjazmem w głosie. Trzymając w ręce szklankę z ogniską, którą dżentelmen Caiden polał, oparła się wygodnie plecami o oparcie ławki, tym samym jedną nogę podwijając wyżej i opierając ją na siedzisku. Faktem jest, że jej skóra po lecie była ciemniejsza i pięknie opalona. Katherine wiedziała co kręci facetów i wiedziała też jak to u nich wywoływać. Uwielbiała też wywoływać zazdrość w innych. Napój znajdujący się w jej szklance wypiła duszkiem na raz. Wyglądało to tak jakby męczyło ją pragnienie i koniecznie musiała się napić. Jednakże ona zawsze pierwszy raz przepijała duszkiem, czasem też i drugi. Szybko odstawiła szklaneczkę na stolik obok.
-Tak, pies i suka, jak ty mnie dobrze znasz. Tak. Co prawda mieszkam w Hogsmeade, ale tresuję je tak, by nie wpuściły nikogo obcego na mój teren i osób poniżej 75 procent czystości krwi. Cwane bestie i strasznie szybko się uczą. Muszę uważać, żeby tylko nie łapały tych niepożądanych komend- powiedziała z lekkim uśmiechem na twarzy. Miała nadzieję, że jej się uda wychować je na tyle, by były idealnie wyszkolone. Udało jej się zdać licencję i dużo rad też otrzymała od ojca i swojego brata Brandona w kwestii wychowania.
-Anubilisy też strzegą posiadłości Russeau praktycznie od zawsze- dodała jeszcze po czym sięgnęła szklankę i wymownie skierowała ją w jego kierunku. Powinien się domyślić o co jej chodzi. Niczym szczeniak proszący o smaczka, albo coś równie dobrego i niedozwolonego.
-Mimo wszystko bardzo chętnie skorzystam z twojej pomocy. Będziesz mógł odwiedzić mój dom kiedy znajdziesz czas- powiedziała. Niby mogła udawać, że nie poczuła ręki na swoim ramieniu, jednakże jej palce niby niechcący musnęły jego palce, delikatnie, co można by równie dobrze pomylić z muśnięciem skrzydeł motyla. Powiedział jej, że wyładniała i jest bardziej pociągająca. Że jak?! Naprawdę.... Jej oczy wywinęły "młynek". Miała ochotę parsknąć śmiechem, ale się powstrzymała.
-Gadasz jak narkoman na dużym głodzie Caiden- powiedziała całkiem poważnym głosem, po czym oblizała usta, były jakieś takie lepiące się od tej całej ognistej whiskey. Niektórzy dorośli mówili zawsze swoim dzieciom, że nie wypada bawić się jedzeniem przy stole. Katherine mając zawsze nadmiar jedzenia za to lubiła się nim bawić, nie szczędząc przy tym niczego.
-Wcześniej byłam zajebista, więc teraz pewnie już oślepiam urodą. Hmm - zaczęła po czym zamilkła na moment, jej duże oczy wpatrzone w jego intensywnie, nawet przy tym nie mrugnęła.
-Ty za to zmężniałeś i urosłeś, pytanie czy wszędzie stałeś się większy, czy niekoniecznie- powiedziała po czym uśmiechnęła się zalotnie i cofnęła spojrzenie, co by było, że niby przegrała w walce na spojrzenia. Chętnie by wypiła kolejną szklaneczkę Ognistej.

@Caiden Shercliffe
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Caiden Shercliffe

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 25
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 186 cm
Galeony : 94
  Liczba postów : 56
https://www.czarodzieje.org/t19498-caiden-shercliffe
https://www.czarodzieje.org/t19510-listy-do-caidena#577744
https://www.czarodzieje.org/t19503-caiden-shercliffe
https://www.czarodzieje.org/t19511-caiden-shercliffe-dziennik#57
Leśniczówka Shercliffe'ów QzgSDG8




Gracz




Leśniczówka Shercliffe'ów Empty


PisanieLeśniczówka Shercliffe'ów Empty Re: Leśniczówka Shercliffe'ów  Leśniczówka Shercliffe'ów EmptyWto Wrz 08 2020, 22:30;

Shercliffe'owie nie dbali aż tak bardzo o czystość krwi, w związku z czym małżeństw nie aranżowali. I dobrze, bo wtedy Caiden nie mógłby być częścią tego rodu. Nigdy nie wszedłby w zaaranżowane małżeństwo (w niezaaranżowane też nie, ale to już inna sprawa...), nawet, jeśli miałoby się to odbyć kosztem jego miejsca w rodzinie. Natomiast pomysły Katherine... Cóż, nie umiał czytać w myślach, ale nawet, gdyby umiał, i tak raczej by je zlekceważył. Ludzki umysł był zaprawdę nieodgadniony, płatał różne figle, a ludzie nie zawsze kontrolowali swoje myśli. Caiden od dawna był na ścieżce mającej mu u jej kresu pozwolić na całkowite kontrolowanie tego, co robi, bez wpływu jego emocji czy wybryków jego mózgu. Niestety, o ile w pewnych kwestiach cel ten osiągał dość dobrze, o tyle w niektórych był, jak to się w pewnych kręgach mówiło, chędożonym amatorem. A jeśli wziąć pod uwagę to, o jakich sferach rzeczywistości była mowa, owo chędożony nabierało nowego znaczenia...
- Wybredna jesteś, Kath... - odpowiedział jej po chwili wymownego milczenia, kiedy to wpatrywał się głęboko w jej oczy z miną nie wyrażającą nic. - I tak trzymaj, tylko ci o dobrym guście mają szczęśliwe życie! - przypomniała mu się rozmowa z Charliem kilka tygodni temu. Wtedy również poruszyli ten temat, a przez ten czas jego poglądy się nie zmieniły. - W końcu każdy ma życie dokładnie takie, jakie sam sobie wywalczy, prawda?
Być może to właśnie sposób, w jaki Katherine ułożyła się na ławce wywołał w nim ten nagły atak pożądania. Z każdą chwilą czuł, że coraz mniej nad sobą panuje, ale nadal dzielnie się trzymał, próbując utrzymywać rozmowę na normalnych torach, choć jego ciało i tak robiło, co chciało...
- Domyśliłem się... - zarechotał cicho. To było tak bardzo podobne do tej dziewczyny którą znał. Jednak nie zmieniła się aż tak bardzo... - W takim razie nie muszę się obawiać, bo będę mógł bezpiecznie obok nich przejść... - znów starał się silić na żarty, choć jego nastrój stawał się powoli coraz mniej na żartowanie nastawiony... Zaciskał zęby, ale z każdą chwilą o to panowanie nad sobą, o które tak bardzo zabiegał, wychodziło mu coraz gorzej.
- No, to tym bardziej nie mam się czego obawiać, skoro sama właścicielka udziela mi pozwolenia na wejście! - dopił resztę ze swojej szklanki. Miał dość spore wątpliwości co do tego, czy sięgnie po trzecią. Jego gardło coraz gorzej to znosiło, choć już się nie krzywił. Nie podzielał jednak entuzjazmu Katherine co do ognistej, on sam zdecydowanie wolał nieco łagodniejsze alkohole w formie różnych drinków. Rzadko zdarzało mu się upijać, nie pochwalał tego. Absolutnie nie był człowiekiem pijącym albo do dna, albo do zgonu. Alkohol był dla niego przyjemnością, czymś, co działało na jego zmysły kojąco niczym kołysanka na małe dziecko, najlepiej w połączeniu z dobrą muzyką. Nie, po trzecią szklankę już na bank nie sięgnie, chyba, że czymś ją osłabi...
Nie mógł nie poczuć tego, że Kath dotknęła lekko jego dłoni, którą on wcześniej musnął jej ramiona. To sprawiło, że przeszedł po nim dreszcz, którego wcale się nie spodziewał. Dreszcz, który był jednoznaczny ze zrujnowaniem podgrodzia i rozpoczęciem przez potwora frontalnego ataku na główną bramę jego twierdzy. Nie wróżyło to dobrze, ponieważ Caiden dał się podejść i wziąć z zaskoczenia, nie przygotował zamku do obrony. Ale następne słowa dziewczyny, będące reakcją na jego zaczepkę, były czymś w rodzaju ognistego deszczu, który spadł z nieba, rażąc nieco potwora. Ale ognisty deszcz mógł mieć też inne skutki... Jakie? To się dopiero okaże.
Prawdę powiedziawszy, Kath wypowiedziała teraz coś, o czym on gdzieś w głębi duszy wiedział, ale do czego bał się przyznać przed samym sobą, wypierając z głowy tę myśl. Jak narkoman na głodzie... Cóż, narkomanem nie był na pewno, ale był seksoholikiem. To były słowa, które dość mocno w niego ugodziły, ale ognisty deszcz, który spadł na zamek i osłabił nieco potwora, przerzedził również szeregi obrońców i narobił w wewnętrznym pierścieniu dość poważnych kłopotów. Na te słowa nic więc nie odpowiedział, zbył je tylko lekkim uśmiechem, jakby chciał zamaskować nim swoje prawdziwe myśli. Ale dopiero to, co stało się później, ukazało w pełni skutki owego ognistego deszczu...
- No, oślepiasz tak, że spalisz tą swoją urodą każdego, kto tylko ośmieli się na ciebie spojrzeć bez pozwolenia, niczym bogini egipska... - znów zarechotał, wlepiając w nią swoje oczy tak, jakby chciał pokazać, że on ma pozwolenie, nawet, jeśli go nie ma. A jej oczy utkwione były w nim.


@Katherine Russeau
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Katherine Russeau

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 25
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 170
C. szczególne : kolczyk w języku i pępku, blizna na dłoni od noża, tatuaż jaszczurka na łydce
Galeony : 325
  Liczba postów : 1894
http://czarodzieje.org/t7531-katherine-nadia-russeau#211124
http://czarodzieje.org/t7533-poczta-kat-russeau#211125
http://czarodzieje.org/t7534-kat-russeau
http://czarodzieje.org/t7535-katherine-nadia-russeau
https://www.czarodzieje.org/t18720-katherine-russeau-dziennik
Leśniczówka Shercliffe'ów QzgSDG8




Gracz




Leśniczówka Shercliffe'ów Empty


PisanieLeśniczówka Shercliffe'ów Empty Re: Leśniczówka Shercliffe'ów  Leśniczówka Shercliffe'ów EmptySro Wrz 09 2020, 14:38;

Czy Katherine była wybredna? Cóż, czasem bywała wręcz strasznie wybredna. Taka już była natura czystokrwistej pannicy, która dzięki ojcu dostawała zawsze wszystko to co chciała. Jeżeli pragnęła jakiegoś faceta to go dostawała i tak miało być. Byli jednak tacy, którzy faktycznie cenili ją za intelekt i piękne ciało, a byli tacy, którym zależało tylko na pięknym ciele, wtedy potrafiła takich kopnąć w ich zadek.
-Caiden, wiem co dobre i tego się po prostu trzymam, jednakże mimo iż uwielbiam jeść w drogich restauracjach to kolacja przy świecach w altanie w środku lasu też mnie o dziwo już zadowoli. Kiedyś to by było nie do przyjęcia- powiedziała po czym zaśmiała się lekko przy tym. Gdy mowa zeszła znów na jej psy, błysk w jej oku mówił wszystko. Już nie mogła się doczekać jak nawet psy będą spełniać jej wszystkie oczekiwania i nie wpuszczą żadnej szlamy ani kota na teren jej posesji w Hogsmeade. Dodatkowo chłopak chyba źle zrozumiał jej intencje, że przyszła tu tylko po to by się z nim przespać, a może tak faktycznie było i ta zła, wredna Kath nie patrząca na uczucia innych nadal w niej tkwiła. Może w momencie patrzenia w lustro się zamieniły? Teraz ta mająca same złe cechy siedziała tutaj i miała gdzieś obecnie miłość, bo ta z kolei była przereklamowana skoro żaden facet nie mógł się w niej zakochać bardziej niż tylko w jej ciele.
-Nie, nie masz się czego obawiać głuptasie, słodkie bestie cię wpuszczą do środka - powiedziała puszczając mu oczko. Czy właśnie z nim flirtowała? Bynajmniej nie miała takiego zamiaru, chciała się nim trochę pobawić, nie miała ochoty po godzinie znikać zaraz do domu. Chciała wypić do końca ognistą i ewentualnie później udać się do domu, albo może odwiedzili by jakiś klub i poszli potańczyć?
-Woda w jeziorze powinna być jeszcze w miarę ciepła, więc chętnie bym popływała? Umiesz pływać, czy będę musiała cię ratować? - zapytała, podczas gdy ona sama teoretycznie bała się wody i średnio potrafiła pływać. Jednakże wizja podtopienia go, albo zobaczenia bez koszulki była w niej zbyt silna. Celowo dotknęła jego ręki, celowo musnęła opuszkami palców, że niby poprawiała swoje włosy. Nigdy nie robiła niczego nieświadomie, zawsze we wszystkim miała jakiś cel. Pytanie, czy to ona się nim pobawi, czy chłopak pomyśli sobie coś innego?
Nie podał jej ognistej, więc sama sięgnęła po butelkę pochylając się lekko do przodu do stolika, mógł zobaczyć kawałek odkrytych pleców. Upiła dość spory łyk palącego w gardło trunku po czym odrobina popłynęła jej strużką w kąciku ust. Chłopak nie wypił sporo, a zachowywał się jak wygłodniałe zwierzę. Nie wiedziała czy ma się temu poddać czy jakoś odpowiednio zareagować.
-Nie bez powodu dość długo nosiłam w szkolę miano Królowej niedźwiadku- powiedziała chociaż po chwili sama doszła do wniosku, że to określenie misia, było za bardzo przesłodzone i aż sama miała ochotę się skrzywić. No cóż.


@Caiden Shercliffe
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Caiden Shercliffe

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 25
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 186 cm
Galeony : 94
  Liczba postów : 56
https://www.czarodzieje.org/t19498-caiden-shercliffe
https://www.czarodzieje.org/t19510-listy-do-caidena#577744
https://www.czarodzieje.org/t19503-caiden-shercliffe
https://www.czarodzieje.org/t19511-caiden-shercliffe-dziennik#57
Leśniczówka Shercliffe'ów QzgSDG8




Gracz




Leśniczówka Shercliffe'ów Empty


PisanieLeśniczówka Shercliffe'ów Empty Re: Leśniczówka Shercliffe'ów  Leśniczówka Shercliffe'ów EmptyNie Wrz 27 2020, 10:16;

- Chcesz popływać? - zapytał jej, unosząc lekko jedną brew. Aż sam się dziwił temu, że jest w stanie to zrobić. Nigdy nie potrafił, tak samo, jak gwizdać. Zawsze do wołania testrali czy innych tego typu stworzeń, musiał używać gwizdka. Ale tak, jak jedną tylko brew uniósł, tak na jeden tylko kącik ust przywołał uśmiech. Wzruszył ramionami i spojrzał w kierunku jeziora. - Może to nie jest taki zły pomysł! Ale wiesz, tam mieszkają różne śliczne zwierzaczki, a druzgotki bynajmniej nie są najładniejsze z nich, jeśli wiesz co mam na myśli... - oczywiście, nie bał się ich. Wszystkie były, do jakiegoś stopnia, dzikie, ale jednak on sam miał z nimi tyle do czynienia, pływał i nurkował w tak wielu miejscach na świecie, nawet ostatnimi czasy, na Islandii, że się nie bał. W tym akurat jeziorze jeszcze nigdy nie nurkował, ale na pewno nie było w nim nic, co byłoby w stanie zniechęcić go do perspektywy widoku nieco więcej odsłoniętego ciała Kath...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Keyira Shercliffe

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 22
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 168 cm
C. szczególne : magiczny tatuaż w formie węża | blizn zbyt wiele, by można je było zliczyć | tęczówki w odcieniu sztormu | jakieś zwierzę jako częsty towarzysz
Dodatkowo : animagia
Galeony : 851
  Liczba postów : 693
https://www.czarodzieje.org/t17789-keyira-shercliffe
https://www.czarodzieje.org/t17819-meresin#501873
https://www.czarodzieje.org/t17818-keyira-shercliffe#501866
https://www.czarodzieje.org/t17805-keyira-shercliffe
https://www.czarodzieje.org/t19447-keyira-shercliffe-dziennik#57
Leśniczówka Shercliffe'ów QzgSDG8




Gracz




Leśniczówka Shercliffe'ów Empty


PisanieLeśniczówka Shercliffe'ów Empty Re: Leśniczówka Shercliffe'ów  Leśniczówka Shercliffe'ów EmptyCzw Gru 31 2020, 20:48;

POST PRACKOWY - GRUDZIEŃ


Jako, że opiekunowie rezerwatu wciąż obawiali się przydzielać jej bardziej wymagające zadania, Keyira otrzymała tego dnia całą listę punktów, obejmujących papierkową robotę.  Okropnie poirytowana, mając jednak na uwadze, że darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby, cały ranek spędziła w leśniczówce nad stertą dokumentów. Przeglądała spisy posiadanych na stanie przedmiotów, leków i innych eliksirów, a następnie przechodziła do magazynu, by zweryfikować je z faktycznym stanem półek. Każdą rozbieżność dokładnie notowała, próbując dojść co (lub kto) mogło być powodem tych ewidentnych braków. Nie zdarzyło się jeszcze bowiem, by doliczyła się czegoś ponad stan…
Zatrzasnęła wieko skrzyni i westchnęła przeciągle, wsuwając ją pod regał. Wykreśliła kolejne zadanie z listy i przeciągnęła się leniwie. Udało jej się przy tym nie skrzywić zbyt mocno, choć obolałe ramię przez moment rwało jak diabli. Na tą chwilę nie mogło się jednak równać z uciążliwym napięciem w dole kręgosłupa, spowodowanym niewygodną pozycją, którą utrzymywała od paru godzin.
Podeszła do biurka, dopiła kawę z termosu i zjadła ostatnią kanapkę. To przypomniało jej o kolejnym zobowiązaniu. Shercliffe obrzuciła kontrolnym spojrzeniem zegar wiszący nad drzwiami i przeszła w róg pomieszczenia, gdzie w magicznych klatkach skakały czekające na przeniesienie Memortki. Dziewczyna wyciągnęła worek z karmą i odmierzywszy odpowiednią ilość pokarmu, dosypała go do pojemniczków. Dolała też świeżej wody do poidełek, po czym wróciła do biurka.
Na chwilę obecną pozostało jej już tylko przyjąć najnowszą dostawę i sprawdzić ją dokładnie, porównując z kolejną listą. Keyira miała ich już po dziurki w nosie, ale poczucie obowiązku nie pozwalało jej porzucić stanowiska pracy. Zabrała pliki kartek i nie zwlekając już dłużej, przy pomocy zaklęcia lewitującego, przeniosła pudła w dalszą część magazynu.
Otwierała je po kolei, począwszy od największego i ostrożnie przekładała towar z miejsca na miejsce, co jakiś czas zapisując naliczony stan gdzieś z boku, by na koniec wszystko pięknie podliczyć. Szło jej całkiem sprawnie, kiedy nagle w jej ręce trafiła mniejsza, zupełnie inaczej oznakowana skrzynka. Dziewczyna nie była w stanie rozszyfrować dziwnego skrótu na wieku, więc otworzyła pojemnik, by zaznajomić się z zawartością. Tam znalazła liczne fiolki i opakowania strzykawek, a wraz z nimi fakturę od magicznego producenta. Dane na pergaminie jasno wskazywały, że zamówienie zostało przygotowane dla Szpitala Św. Munga. Nie miała pojęcia jak doszło do pomyłki, ale odnotowała ją w oficjalnych dokumentach i przygotowała do odesłania. Tym jednak miał się już zająć ktoś inny.
Sprawdzenie reszty dostaw i następne ułożenie ich na odpowiednich półkach zajęło Shercliffe kolejne kilka godzin. Czas zleciał jej jednak zaskakująco szybko i nim się obejrzała, pozbyła się pozostałych skrzynek. Tę dostarczoną do Rezerwatu Shercliff’ów przez pomyłkę zostawiła przy biurku w głównym pomieszczeniu, wraz z własnym raportem. Moment później rozsiadła się na krześle, pozwalając sobie odetchnąć. Wyrobiła się na kilka minut przed końcem zmiany i nie pozostawało jej już nic innego, jak tylko zaczekać na kolejnego pracownika.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Mulan Huang

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 176cm
C. szczególne : niewielki tatuaż z przodu lewego barku, często zmienia kolor włosów oraz korzysta z magicznych i barwiących soczewek, na spodzie prawej dłoni ma wyryte imię Aleksandry
Galeony : 697
  Liczba postów : 726
https://www.czarodzieje.org/t20227-mulan-huang#630198
https://www.czarodzieje.org/t20246-lacze-lan
https://www.czarodzieje.org/t20247-mulan#631275
https://www.czarodzieje.org/t20228-mulan-huang#630207
Leśniczówka Shercliffe'ów QzgSDG8




Gracz




Leśniczówka Shercliffe'ów Empty


PisanieLeśniczówka Shercliffe'ów Empty Re: Leśniczówka Shercliffe'ów  Leśniczówka Shercliffe'ów EmptyWto Lis 30 2021, 17:50;

Praca w rezerwacie miała być niezwykle łatwa i przyjemna, a także obfitować w obcowanie z naturą, co tak bardzo podobało się Mulan, że zdecydowała się na złożenie aplikacji właśnie do Shercliffe’ów. No, ale nie do końca tak było. Bo oto zamiast łażenia na mrozie i kontrolowania tego czy we wszystkich paśnikach było odpowiednio dużo pożywienia, albo czy gdzieś nie znajduje się jakieś ranne lub chore zwierzę. Otóż nie, nie miała zajmować się patrolowaniem terenu rezerwatu ani pracą ze znajdującymi się w zagrodach stworzeniami, czekającymi na to, aż ktoś je oporządzi i zbada profilaktycznie.
Tym razem utknęła w leśniczówce, gdzie czekało ją jakże ważne i odpowiedzialne układanie papierów według ściśle określonych katalogów, a także tak fascynujące zajęcie jak przegląd znajdujących się w domku sprzętów i eliksirów dla zwierząt, które trzeba było przejrzeć, aby ocenić, które nadają się do użytku i przeliczyć, aby sprawdzić czy nie wypadałoby złożyć stosownego zamówienia na pewne specyfiki, które mogły się okazać przydatne szczególnie zimą.
Ani trochę nie czuła powołania do tak żmudnej i niezwykle nudnej roboty. Najchętniej rzuciłaby to wszystko w cholerę i nie zastanawiała się, gdzie ma wcisnąć akta hipogryfa Dudusia, który dwa lata temu zwichnął skrzydło, a w zeszłym tygodniu miał niezwykle nieprzyjemną biegunkę po zjedzeniu nadpleśniałej paszy. No głupi jakiś.
Z rozpaczą patrzyła na taktycznie porozkładane na wszelkich powierzchniach płaskich dokumenty, które miała skatalogować i sięgnęła po termos z kawą tak mocną, że pewnie zabiłaby smoka, powodując u niego palpitacje serca. Jak widać ona sama jeszcze jakoś się trzymała i zastanawiała się, co właściwie powinna zrobić. Cholerna biurokracja.
Dopiero przyjrzawszy się widocznym za nią półkom na dokumenty, zaczęła powoli układać sobie w głowie co i gdzie powinno powędrować. To nie może być takie trudne, prawda? Chociaż było tego cholernie dużo i to ją przerażało.
Jedynie spokój był ją w stanie uratować i po kilkudziesięciu minutach zaciętego przeglądania teczek i segregatorów w końcu jakoś to poukładała tak, że miało jakiś sens i zachowywało spójność. Nigdy więcej… jeśli jeszcze kiedyś ktoś będzie chciał ją wkręcić w dokumentacje to zaproponuje zamiast tego nadgodziny w terenie i pozamienia się z innymi pracownikami. To nie było dla niej.

z|t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Felix Solberg

Rok Nauki : VII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : leworęczność, dupa nie zaklęciarz, Znak zorzy w postaci czerwonej kreski na palcach lewej dłoni, tatuaż kojota na lewym ramieniu,Telepatyczne połączenie z Brewerem
Galeony : 1164
  Liczba postów : 9511
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18542-relacje-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Leśniczówka Shercliffe'ów QzgSDG8




Gracz




Leśniczówka Shercliffe'ów Empty


PisanieLeśniczówka Shercliffe'ów Empty Re: Leśniczówka Shercliffe'ów  Leśniczówka Shercliffe'ów EmptyWto Mar 29 2022, 16:36;

Łzy księżycowe: 23 (na dementora rzuca Paco)

Czy miał ochotę tu dzisiaj przyjść i bawić się w miłośnika roślin? Ni chuja. Od kiedy ostatnio się widzieli ani nie udało mu się zrozumieć, dlaczego ostatnim razem tak się zachował ani też w ogóle niczego osiągnąć, bo nagle jego ciało kompletnie zaczynało odmawiać posłuszeństwa. Nastolatek czuł się strasznie osłabiony i nie potrafił się na niczym skupić. Zejście na parter zabierało mu chyba wszystkie siły, nie mówiąc już o chęciach do życia. Doszły go słuchy o szlajających się po magicznym świecie dementorach i nawet zauważył, że coś się odjebało z księżycem, ale dopóki nie wystawiał nosa z Inverness szczerze średnio go to obchodziło. Zamiast przejmować się najlepszym przyjacielem wilkołaków spędzał czas przy kociołku, by narobić sobie potężnych i to naprawdę potężnych zapasów eliksirów, które miały utrzymać go przy życiu, choć szczerze nie do końca wiedział, po jaką cholerę chce to robić. Ponownie zaczął wlewać w siebie zawrotne ilości eliksirów czuwania i spokoju, w parze z migrenowym i regenerującym, by być w stanie chociażby wyściubić nos i iść sobie do sklepu po fajki. Ni chuja nie wiedział, co się z nim działo poza jednym - z każdym dniem wyglądał coraz gorzej i już nawet chodzące nieszczęście było przy Maxie Miss Universe.
Pojawił się przy tej pierdolonej leśniczówce chwilę wcześniej czując, jak z niepewności serce wywala mu z piersi. Co miał powiedzieć na przywitanie? Cześć? Mam nadzieję, że sobie skończyłeś? Wybacz, że w trakcie seksu myślałem o moim byłym? Nic z tego nie wydawało się być odpowiednie, więc po prostu odpalił szluga, zacisnął wolną dłoń w pięść i... czekał.

______________________



 
I thought that I could walk away easily
But here I am, falling down on my knees
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Salazar Morales

Absolwent Slytherinu
Wiek : 37
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 183 cm
C. szczególne : blizny ciągnące się przy lewej nerce i po prawej stronie żeber | niewielkie, krwawe znamię w kształcie krzyża na grzbiecie prawej dłoni | krwawy znak w kształcie obrączki
Galeony : 2262
  Liczba postów : 1324
https://www.czarodzieje.org/t21123-salazar-morales-w-budowie#680537
https://www.czarodzieje.org/t21140-salazar-morales#681116
https://www.czarodzieje.org/t21139-salazar-morales#681115
https://www.czarodzieje.org/t21122-salazar-morales#680529
https://www.czarodzieje.org/t21131-salazar-morales-dziennik#6806
Leśniczówka Shercliffe'ów QzgSDG8




Gracz




Leśniczówka Shercliffe'ów Empty


PisanieLeśniczówka Shercliffe'ów Empty Re: Leśniczówka Shercliffe'ów  Leśniczówka Shercliffe'ów EmptyWto Mar 29 2022, 19:04;

Nawet nie zauważył zniknięcia księżyca, czego niestety nie mógł już powiedzieć o psychicznym i fizycznym stanie własnego organizmu, który najchętniej określiłby mianem tragicznego. Próbował skoncentrować się na pracy, ale myśli uciekały zupełnie gdzieś indziej, a zmęczone ciało odmawiało posłuszeństwa choćby przy najprostszych czynnościach, błagając jedynie o kolejną drzemkę. Bezsenność zbierała swoje żniwa, zmuszając go do odsypiania w ciągu dnia zmarnowanych pod osłoną nocy godzin, a w konsekwencji Paco nie był w stanie wyrobić się kompletnie z niczym. Szczęściem w nieszczęściu miał możliwość zrzucenia z barków przynajmniej części zawodowych obowiązków, wszak otaczał się gronem zaufanych i kompetentnych pracowników gotowych zastąpić go z powodu niezrozumiałej niedyspozycji. Wielu z nich tryskało energią i zaangażowaniem, ale niektórzy odczuwali podobne do Moralesa dolegliwości, co skłoniło mężczyznę do zakupienia nowo wydanego egzemplarza Proroka Codziennego.
Przed wyjściem przeczytał artykuł o tajemniczej ciemnej masie pokrywającej nieboskłon i o nieprzewidywalnych migracjach magicznych stworzeń, wychylił również chyba ze cztery filiżanki smoczego espresso, żeby jakkolwiek funkcjonować w obrębie rezerwatu, a wreszcie chwycił między palce kawałek osikowego drewna, ostatki sił poświęcając na teleportowanie się w pobliże leśniczówki Shercliffe’ów. – Felix! – Wykrzyknął, zanim podszedł do chłopaka bliżej. Korciło go by na powitanie sięgnąć jego ust, ale ostatecznie stanął jedynie przed nim, przypatrując się uważnie jego twarzy, która również nie wyglądała najkorzystniej. Blada cera, podkrążone oczy… wyglądało na to, że obaj jadą na tym samym wózku, a to ciekawe, bo nie nagła utrata największego sprzymierzeńca wilkołaków nie działała wcale na wszystkich w ten sam sposób. – Czytałeś ostatniego proroka? Natrafiłem od rana na trzy ponuraki. Sam nie wiem czy powinniśmy zacząć się martwić. – Westchnął ciężko, bo do tej pory nikt nie potrafił wyjaśnić co dokładnie działo się na terenach Irlandii i Wielkiej Brytanii. Tak, Salazar zdążył już uruchomić sieć swoich kontaktów i podobno inne kraje Europy nie borykały się z podobnymi problemami.

Dementor: B
Księżycowe łzy: 30
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Felix Solberg

Rok Nauki : VII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : leworęczność, dupa nie zaklęciarz, Znak zorzy w postaci czerwonej kreski na palcach lewej dłoni, tatuaż kojota na lewym ramieniu,Telepatyczne połączenie z Brewerem
Galeony : 1164
  Liczba postów : 9511
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18542-relacje-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Leśniczówka Shercliffe'ów QzgSDG8




Gracz




Leśniczówka Shercliffe'ów Empty


PisanieLeśniczówka Shercliffe'ów Empty Re: Leśniczówka Shercliffe'ów  Leśniczówka Shercliffe'ów EmptyWto Mar 29 2022, 19:15;

Musiał przyznać, że pogrążony we własnych rozmyślaniach podskoczył lekko, gdy ktoś wykrzyknął jego imię. Oczywiście był to Morales, z którym się tutaj umówił, ale nadal nastolatek zbyt mocno odleciał w krainę swoich przemyśleń, by usłyszeć dźwięk towarzyszący aportacji, a przez to nie wiedział, że Morales już się zbliża.
Powoli i z widoczną rezerwą omiótł sylwetkę mężczyzny wzrokiem.
-Wyglądasz jak gówno. - Przywitał go milusio doskonale wiedząc, że sam nie prezentuje się nic lepiej. Czyżby było to jakoś powiązane? Nie, pewnie Morales miał upojną noc w ramionach chuj wie kogo i nie dał rady się jeszcze ogarnąć. Zresztą, czemu Max w ogóle o tym teraz myślał? -Nie czytam Proroka od dłuższego czasu, a co? - Zapytał, nie wiedząc do końca, do czego Morales pije. O dementorach dowiedział się przez wizza i plotki znajomych, a także szepty w sklepie z eliksirami, który raz odwiedził. -P-ponuraki? - Zdębiał na tę nazwę, bo oczywiście te zwierzęta dość mocno przypominały mu o pewnych innych czarnych, czteronożnych i doskonale uzębionych istotach szczególnie tutaj, w otoczeniu drzew i natury. Brakowało jeszcze tylko zakrwawionego i nieprzytomnego Callahana obok, a Max już miałby piękną powtórkę z rozrywki.
-Lepiej bierzmy się do roboty. Co dokładnie Cię interesuje? Shercliffe`owie mają tu wiele okazów, ale w większości rośliny te wyrosły na terenie rezerwatu naturalnie. Dlatego znajdziemy tylko to, co rośnie w tym okresie, chyba że trzymają coś innego w składzikach. - Podjął temat, który miał przewodniczyć ich spotkaniu, byle uniknąć niezręcznej ciszy, lub co gorsza niewygodnych pytań. Mówił jednak zdecydowanie wolniej i z mniejszą werwą niż dotychczas.

______________________



 
I thought that I could walk away easily
But here I am, falling down on my knees
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Salazar Morales

Absolwent Slytherinu
Wiek : 37
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 183 cm
C. szczególne : blizny ciągnące się przy lewej nerce i po prawej stronie żeber | niewielkie, krwawe znamię w kształcie krzyża na grzbiecie prawej dłoni | krwawy znak w kształcie obrączki
Galeony : 2262
  Liczba postów : 1324
https://www.czarodzieje.org/t21123-salazar-morales-w-budowie#680537
https://www.czarodzieje.org/t21140-salazar-morales#681116
https://www.czarodzieje.org/t21139-salazar-morales#681115
https://www.czarodzieje.org/t21122-salazar-morales#680529
https://www.czarodzieje.org/t21131-salazar-morales-dziennik#6806
Leśniczówka Shercliffe'ów QzgSDG8




Gracz




Leśniczówka Shercliffe'ów Empty


PisanieLeśniczówka Shercliffe'ów Empty Re: Leśniczówka Shercliffe'ów  Leśniczówka Shercliffe'ów EmptyWto Mar 29 2022, 20:00;

Pomimo dającego się we znaki zmęczenia, uśmiechnął się nawet lekko, widząc ten nagły podskok wywołany jego dość donośnym zwróceniem na siebie uwagi. Nie zdziwiłby się jednak, gdyby na miejscu Maximiliana zareagował dokładnie tak samo. Nazbyt często odpływał myślami do odległych krain, nie potrafią odnaleźć przyczyny koszmarnego samopoczucia i wywierającej na nim bolesne piętno bezsenności. Szczerze wątpił, by towarzyszące mu problemy były wynikiem wyłącznie zniknięcia księżyca, zwłaszcza że niektórym jakoś jego absencja nie przeszkadzała. Nie znalazł jednak jeszcze powiązania pomiędzy tymi, którzy cierpieli z powodu ciemnego, zamglonego nieba.
- Dzięki. Mógłbym powiedzieć dokładnie to samo o tobie. – Teatralnie uniósł kącik ust w sztucznym, fałszywym półuśmiechu, chociaż zaraz zamilknął, zastanawiając się co takiego łączy jego i Felixa, że obaj musieli paść ofiarą ostatnich wydarzeń. Po powrocie z rodzinnego domu Solberga na obrzeżach Inverness rzeczywiście mógłby winić wyłącznie siebie, wszak ostatecznie przygruchał do pokoju młodszego chłopaka upatrzonego wieczorem przy barze. Wczoraj jednak położył się do łóżka wyjątkowo wcześnie, do tego sam, a i tak nie mógł zmrużyć oka. – Masz. Podobno nawet zwierzęta wariują, zmieniając typowe dla siebie żerowiska. – Wcisnął mu do rąk zakupioną jeszcze przed wycieczką do rezerwatu gazetę. – Wierzysz, że przynoszą pecha? – Zapytał spokojnym tonem, słysząc niepewność w głosie swojego byłego albo już nie byłego – sam nie wiedział – kochanka, z opóźnieniem zdając sobie dopiero sprawę z tego, że może nie powinien mówić o nich tak otwarcie. O ile jednak spotkanie ponuraka według zajaranych wróżbiarzy oznaczało nieszczęście, tak trudno było nie zauważyć, że obecnie świat zdawał się stanąć na głowie.
- Myślałem, że skupimy się na cebulicy, miłku i leszczynie tak jak mówiłeś ostatnio, ale w tych okolicznościach chyba przydałoby się uzupełnić zapasy eliksiru regenerującego. Znajdziemy tu czystek albo pokrzywę lekarską? – Pokazał, że tym razem odrobił przynajmniej pracę domową, zapoznając się z recepturą interesującego go wywaru. Świadomie nie wspominał również o papryczce red savina habanero, wiedząc że nie rośnie ona naturalnie na wyspiarskich, chłodnych terenach. Nie był pewien czy nie hodują jej w tutejszych szklarniach, ale przecież nie takie zbieractwo mieli w planach, kiedy uzgadniali wspólną wyprawę po lasach. – Wszystko w porządku? – Mruknął jeszcze, przypatrując się szmaragdowym ślepiom, które wydawały mu się tego popołudnia nieobecne, i to chyba nie tylko przez wzgląd na to że faktycznie obaj wyglądali i czuli się tak, jakby rogogon ich połknął, przeżuł i wypluł. Poza tym… zastanawiał się czy powodem niezbyt dobrego nastroju chłopaku nie jest również przypadkiem jego ostatnia wizyta w Inverness.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Felix Solberg

Rok Nauki : VII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : leworęczność, dupa nie zaklęciarz, Znak zorzy w postaci czerwonej kreski na palcach lewej dłoni, tatuaż kojota na lewym ramieniu,Telepatyczne połączenie z Brewerem
Galeony : 1164
  Liczba postów : 9511
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18542-relacje-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Leśniczówka Shercliffe'ów QzgSDG8




Gracz




Leśniczówka Shercliffe'ów Empty


PisanieLeśniczówka Shercliffe'ów Empty Re: Leśniczówka Shercliffe'ów  Leśniczówka Shercliffe'ów EmptyWto Mar 29 2022, 20:19;

Ciężko było znaleźć takowe powiązanie skoro wiele osób kryło się ze znajomością czarnej magii. Jakby nie było, Max nawet nie wpadłby na to, że to może być przyczyna jego tragicznego samopoczucia. Nie bez przyczyny spędził całą bezsenną noc próbując się diagnozować przy pomocy wszelkich zaklęć uzdrowicielskich i nawet eliksiru sprawdzającego stan jego krwi. Wyniki oczywiście wyszły tragiczne, ale nastolatek nie widział w nich nic nowego, co tłumaczyłoby to nagłe osłabienie. Zwalił więc to na stres i ostatnie omijanie posiłków, nie widząc innej opcji.
-Ta, tylko u mnie to nic nowego. - Prychnął z lekkim uśmiechem, bo przez ten czas, kiedy nie mieli ze sobą kontaktu, gdy Max odstawił narkotyki (albo przynajmniej próbował), praktycznie wiecznie wyglądał jak chodzące nieszczęście.
Chwycił podaną mu gazetę, od razu odszukując odpowiedni artykuł, który szybko przeleciał wzrokiem. Faktycznie większość tego, co słyszał się potwierdziła, a to raczej nie poprawiało nastroju nastolatka. -Świetnie. Najpierw klątwy, teraz dementorzy i pojebane zwierzęta. Super. - Mruknął widocznie niepocieszony całą tą sytuacją. Czyżby faktycznie klątwa Camelotu miała aż tak daleko idące skutki? A może było to coś innego? Nie wiedział, ale szczerze nie chciał kopać w tym głębiej wiedząc, jak bardzo może się na tym sparzyć. -Hmmm? - Zapytał wytrącony znów z własnych myśli o krwistoczerwonych oczach i czarnej jak noc sierści. Mięśnie widocznie zaczęły mu drżeć, więc schował dłonie do kieszeni, wyrzucając przy okazji za siebie dopalonego peta i oddając Paco Proroka. -Nie? - Powiedział nie do końca pewien. Zresztą jak mógłby być pewien, skoro żadnego nigdy na żywo nie spotkał, a widział jedynie grafiki przedstawiające te zbyt podobne do pustników stworzenia. -Założę się, że w tym starciu, to jeszcze ponurak wyszedłby z siedmioma latami nieszczęścia na karku. - Prychnął nawiązując do własnego życiowego pecha, które zdawało się nie dawać mu spokoju nawet teraz. Skoro Morales spotkał już trzy te istoty po drodze, to w rezerwacie mogło czaić ich się zdecydowanie więcej. Dłoń nastolatka odruchowo zacisnęła się mocniej na ukrytej w kieszeni różdżce, ot na wszelki wypadek.
-Regenerujący to dobry pomysł i zawsze warto mieć jakiś zapas przy sobie. Pokrzywę znajdziemy na pewno, co do czysta... - Zastanowił się przez chwilę, bo chyba nigdy go tutaj nie szukał. -Myślę, że możemy coś złapać, ale nie obiecuję. - Dodał po chwili, jakby rozglądając się po leśniczówce miał okazję poznać odpowiedź. -Wiesz coś więcej o tych roślinach? - Podpytał ruszając powoli przed siebie, by rozpocząć poszukiwania pokrzywy i czystka, choć widocznie był rozproszony. -Ta, nie spałem najlepiej. - Klasycznie go zbył niewinnym kłamstewkiem, bo prawda była taka, że nie spał w ogóle, ale od czego był przecież eliksir czuwania, który wesoło hasał sobie w żyłach nastoletniego eliksirowara.

Kostki:

______________________



 
I thought that I could walk away easily
But here I am, falling down on my knees
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Salazar Morales

Absolwent Slytherinu
Wiek : 37
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 183 cm
C. szczególne : blizny ciągnące się przy lewej nerce i po prawej stronie żeber | niewielkie, krwawe znamię w kształcie krzyża na grzbiecie prawej dłoni | krwawy znak w kształcie obrączki
Galeony : 2262
  Liczba postów : 1324
https://www.czarodzieje.org/t21123-salazar-morales-w-budowie#680537
https://www.czarodzieje.org/t21140-salazar-morales#681116
https://www.czarodzieje.org/t21139-salazar-morales#681115
https://www.czarodzieje.org/t21122-salazar-morales#680529
https://www.czarodzieje.org/t21131-salazar-morales-dziennik#6806
Leśniczówka Shercliffe'ów QzgSDG8




Gracz




Leśniczówka Shercliffe'ów Empty


PisanieLeśniczówka Shercliffe'ów Empty Re: Leśniczówka Shercliffe'ów  Leśniczówka Shercliffe'ów EmptySro Mar 30 2022, 00:30;

Powiązanie zniknięcia księżyca z zakazaną magią nawet nie przeszło mu przez myśl, wszak bezsenność mogła wynikać z wielu innych źródeł i schorzeń. Pomimo tragicznego samopoczucia Paco wiedział jednak, że nie wystawiał się wcale na żadne niebezpieczne bodźce, nie miał również do czynienia z czarnomagicznymi artefaktami, dlatego nie potrafił zrozumieć dlaczego te dwie noce przypłacił wyłącznie koszmarami i dlaczego tak bardzo obawiał się chociażby na chwilę przymknąć swe powieki. – Polemizowałbym. – Kąciki jego ust uniosły się w subtelnym uśmiechu, acz nie wydawał się on komfortowym. – Creo que te ves bien, cariño incluso con esos ojos inyectados en sangre. – Rzucił w swoim ojczystym języku, natarczywie przyglądając się jego ślepiom, jakby próbował z nich wyczytać towarzyszący chłopakowi nastrój. Wiedział, że jest zmęczony, w końcu dzielili ten sam los, ale poza tym nie miał pojęcia jak odczytać to ostatnie popołudnie, które spędzili razem w… mimo wszystko przyjaznej atmosferze.
Zamilknął na chwilę, pozwalając mu przejrzeć pierwsze strony gazety. – Przynajmniej otworzyli przepiękne muzeum… – Skwitował ironicznym tonem, bo mimo że mieli już okazję o tym rozmawiać i obaj doceniali uroki skrzętnie przygotowanych wystaw, tak trudno powiedzieć czy zgłębienie legend warte było nieprzewidywalnych i groźnych w skutkach konsekwencji. Nie sposób było jednak postępu uniknąć. Czarodzieje czy mugole gnali do przodu, kierowani pragnieniem zdemaskowania wszelkich tajemnic świata, nie bacząc zupełnie na konsekwencje swoich czynów. – Cały drżysz. – Stwierdził już poważniejszym tonem, spoglądając na dygoczące ręce, które chłopak jak najprędzej próbował schować do kieszeni. Zapragnął go teraz objąć swymi ramionami, ale przedtem prychnął pod nosem na jego komentarz. – Naprawdę? Myślisz, że bardziej powinienem się martwić spotkaniem z tobą niż ponurakiem? – Wbrew mimowolnej reakcji swego ciała, wcale nie było mu do śmiechu i nie podobało mu się nastawienie Maximiliana. Nie był pewien, co dokładnie jest jego przyczyną, ale… - Chodź tu. – Mruknął łagodnie, otwierając szeroko ramiona, zanim pochwycił jego bark i mimowolnie przyciągnął go do siebie bliżej, zamykając w ciasnym uścisku silnych ramion. – To tylko głupie psy. – Rzucił żartobliwym tonem, szeptając mu na ucho, zanim oderwał się od jego ciała. Nie chciał nadużywać jego bliskości, skoro ostatnim razem przyniosła ona… chyba więcej bólu niż spełnienia.
- Czystek należy do naturalnych przeciwutleniaczy. Wzmacnia odporność organizmu, działając przeciwzapalnie i przeciwwirusowo. Samo ziele ma gorzkawy, choć aromatyczny smak, zależny od długości parzenia liści – Mógł poszczycić się wiedzą o jednej z poszukiwanych przez nich roślin, ale kiedy chciał zainicjować wywód o drugiej, w głowie miał nic więcej jak tylko bezkresną pustkę. – Pokrzywa… – Przerwał z cichym westchnieniem. – Wybacz, Felix… ale nie jestem w stanie skupić się na niczym. Tak, też źle spałem. Po prostu zerwijmy to co trzeba i… – Przyznał uczciwie, bo wspólne zbieractwo chyba uciekło już na dalszy plan. – Masz mi za złe to, że… – Nie wiedział jak dokończyć zdanie, w końcu nie czuł się tak, jakby w czymkolwiek zawinił. – Chcesz pogadać o tym, co miało miejsce przedwczoraj? – Nie był pewien czy powinien inicjować temat, ale pytanie samo cisnęło się na usta. Wydawało się przecież, że sytuacja pomiędzy nimi została wyjaśniona, a jednak ostatnie popołudnie w akompaniamencie kotła i chochli jakby znowu zaciemniało obraz ich relacji.

Skupienie: 70
Wiedza: 4, 1

Kostki dla Maxa:


Ostatnio zmieniony przez Salazar Morales dnia Sro Mar 30 2022, 18:09, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Felix Solberg

Rok Nauki : VII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : leworęczność, dupa nie zaklęciarz, Znak zorzy w postaci czerwonej kreski na palcach lewej dłoni, tatuaż kojota na lewym ramieniu,Telepatyczne połączenie z Brewerem
Galeony : 1164
  Liczba postów : 9511
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18542-relacje-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Leśniczówka Shercliffe'ów QzgSDG8




Gracz




Leśniczówka Shercliffe'ów Empty


PisanieLeśniczówka Shercliffe'ów Empty Re: Leśniczówka Shercliffe'ów  Leśniczówka Shercliffe'ów EmptySro Mar 30 2022, 01:32;

Ponurak: 43

Max całe szczęście wciąż miał nad łóżkiem łapacz snów, bez którego w życiu by nie odważył się zamknąć oczu nawet wtedy, kiedy księżyc jeszcze świecił na niebie, a dementorzy nie walali się po czarodziejskim świecie, jakby coś nagle spuściło je ze smyczy. Poza tym ciężko mieć koszmary jeżeli rezygnuje się całkowicie ze snu i choć wiedział, że podejmuje złą decyzję, tak jednak potrzebował tej namiastki autodestrukcji, by być w stanie jakkolwiek funkcjonować teraz, gdy znów stracił grunt pod stopami.
-Galante como siempre. - Odpowiedział z wciąż lekko uniesionymi kącikami ust. Nie potrzebował fałszywych pochlebstw. Wiedział, że wygląda jak gówno i w sumie w końcu jego wygląd zewnętrzny idealnie pasował do tego, co działo się w jego wnętrzu.
Zawzięcie wczytywał się w artykuł, by wynieść z niego jakąkolwiek wskazówkę, ale niestety, żadna z suchych informacji zawartych w artykule nie wyjaśniała całego pierdolnika, jaki nastolatek zdążył już zauważyć.
-Powinieneś kiedyś przekraść się do tych mniej dostępnych komnat. Może nie ma tam aż tak wartościowej wiedzy, ale... - Już miał napomknąć coś o zajebiście wygodnym łóżku w królewskiej komnacie, gdy mózg jakby połączył kilka trybików, a usta zmieniły kurs w jakim zmierzały. -Ale też mają wiele do zaoferowania. Arena rekonstruktorów też zresztą oferuje dobrą rozrywkę, jeżeli lubisz patrzeć jak goście w kostiumach nawalają się na dawne bronie. - Rozgadał się nieco bardziej, bo akurat nie dość, że temat Camelotu mocno go interesował, to jeszcze naprawdę mógł coś o nim powiedzieć.
Wielki Akt Solberga znów wkroczył na scenę, gdy temat zszedł na nieprzyjemne dla niego tory. Że też ten pierdolony Morales musiał wpsomnieć akurat o ponurakach i o tym, jak łatwo jest wpaść sobie na jednego, czy trzy, podczas popołudniowego spacerku po rezerwacie.
-Osłabienie organizmu, nic takiego. - Wymyślił na poczekaniu bajeczkę, choć akurat drżenie mięśni mógł zwalić na niedobór naprawdę wielu składników w swoim organizmie od magnezu, który wypłukiwał hektolitrami kawy zaczynając. -A czy któryś ponurak umie odpalać taką karuzelę jak ja? - Zapytał, wciąż lekko rozbawiony, co może nie do końca było teraz na miejscu, ale nie potrafił inaczej reagować na niekomfortowe sytuacje, bo po prostu nie był przyzwyczajony do poczucia braku komfortu i kompletnie nie wiedział, co ma wtedy ze sobą począć.
Dość stanowczo chciał zaprotestować jakiejkolwiek podobnej bliskości, czy czułości, ale ledwo zdążył otworzyć usta, a Paco już zamykał go w swoich objęciach. Niezręcznie więc również otulił jego ciało, gdzieś z tyłu głowy chcąc jednak wydostać się znów te kilka kroków dalej, gdzie przynajmniej nie czuł kolejnych boleści w sercu. Problem był niestety w tym, że Max mimo wszystko czuł się w tych ramionach bezpiecznie, choć nie raz próbował wypierać z siebie tę prawdę ważąc ją na jednej szali z przyzwoitością, czy rozsądkiem, ale nigdy nie potrafił tak naprawdę uwierzyć we własne zapewnienia. -Oczywiście, że tak. Buddy by je pożarł na śniadanie. - Prychnął, oczywiście zachowując dobrą minę do złej gry. Chciałby zobaczyć ponuraki ulegające nienaturalnej miłości i optymizmowi jego pupila, który chyba każdego zagłaskałby na śmierć. Był jednak wdzięczny Paco, że ten w końcu ustąpił uścisku, pozwalając młodszemu z nich w końcu zaczerpnąć upragnionego powietrza.
Pokiwał z uznaniem głową, gdy Morales zaczął opowiadać o czystku. Widać faktycznie się dzisiaj przygotował, choć gdy przyszło co do pokrzywy... No cóż, nie było już tak kolorowo.
-Może po prostu dajmy sobie spokój? Ewidentnie nie jesteśmy w stanie na jakiekolwiek leśne spacery. - Zaproponował, bo uważał, że jest to dobry pomysł, skoro obydwoje raczej byli bliżej definicji chodzących kupek nieszczęścia niż jakkolwiek zainteresowanych tematem zielarzy. -Przestań, po prostu się zregeneruj i wrócimy do tego, jak będziemy w lepszej kondycji. - Oczywiście nie skojarzył, że urwane zdanie wcale nie dotyczy dzisiejszego, a ostatniego spotkania. Przez wymęczenie jego umysł nie działał tak sprawnie jak powinien. -Jak chcesz ogarnę Ci jakiś eliksir słodkiego snu, czy coś. Może pomoże na problemy ze spaniem. - Zaproponował szczerze doskonale wiedząc, że nie jest to dla niego żaden problem, a przynajmniej sam zająłby sobie czas odciągając myśli od nieprzyjemnych tematów. Przynajmniej częściowo.
-A jest o czym....? - Nie dał rady skończyć pytania, bo tuż nad ramieniem Moralesa w końcu to zobaczył. Wątłe ciało nastolatka teraz już zaczęło drżeć poza kontrolą, gdy czerwone ślepia przeszywały duszę Maxa na wskroś, wywołując zbyt realistyczną falę najbardziej traumatycznych wspomnień. Nastolatek nieświadomie i z całej siły wbił palce w swoje ciało chcąc skrzywdzić, a jednocześnie tym samym przyprowadzić się do porządku. Ból fizyczny może nie był najlepszym rozwiązaniem, ale zdecydowanie skutecznym. Przynajmniej chwilowo. Osiemnastolatek zamarł w tej pozycji, z na wpół otwartymi ustami wpatrując się tępo w miejsce, gdzie świecące niczym rubiny ślepia spoglądały na niego, by następnie złożone z czarnej sierści ciało zwierzęcia odwróciło się i zniknęło w zaroślach, a Solberg stracił władzę nad własnymi mięśniami i upadł na leśne poszycie, całkowicie tracąc przytomność.

______________________



 
I thought that I could walk away easily
But here I am, falling down on my knees
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Salazar Morales

Absolwent Slytherinu
Wiek : 37
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 183 cm
C. szczególne : blizny ciągnące się przy lewej nerce i po prawej stronie żeber | niewielkie, krwawe znamię w kształcie krzyża na grzbiecie prawej dłoni | krwawy znak w kształcie obrączki
Galeony : 2262
  Liczba postów : 1324
https://www.czarodzieje.org/t21123-salazar-morales-w-budowie#680537
https://www.czarodzieje.org/t21140-salazar-morales#681116
https://www.czarodzieje.org/t21139-salazar-morales#681115
https://www.czarodzieje.org/t21122-salazar-morales#680529
https://www.czarodzieje.org/t21131-salazar-morales-dziennik#6806
Leśniczówka Shercliffe'ów QzgSDG8




Gracz




Leśniczówka Shercliffe'ów Empty


PisanieLeśniczówka Shercliffe'ów Empty Re: Leśniczówka Shercliffe'ów  Leśniczówka Shercliffe'ów EmptySro Mar 30 2022, 18:08;

- No solo. Sabes que me gustan tus ojos. – Mruknął z uśmiechem, rzeczywiście zatapiając intensywne spojrzenie w głębi szmaragdowych, chłopięcych oczu, które jeszcze przedwczoraj patrzyły na niego z żarliwością i pożądaniem. Pragnął znów zobaczyć buchający z nich ogień, nie popękane naczynka i zasinione, podkrążone powieki. Świat stanął jednak na głowie i tak naprawdę żaden z nich nie wiedział jak wiele czasu upłynie zanim księżyc powróci na swoje miejsce, pozwalając im odpocząć od nieustannych klątw, ponuraków czy pałętających się wokoło dementorów. Redaktorzy Proroka Codziennego błyskawicznie zareagowali na zmiany, jakie nastąpiły w przeciągu ostatnich dni, ale brakowało eksperta, który wyjaśniłby z czym i jak długo przyjdzie się czarodziejom na brytyjskich wyspach mierzyć.  
- Ale…? – Podpytał, dostrzegając ściągnięte w zawahaniu rysy twarzy, jednak nie wiedział o muzeum tak wiele, by domyślić się o jakich to komnatach mówi jego młodszy kochanek. Nie przebywał w obrębie Camelotu aż tak często, w przeciwieństwie do obecnego tutaj, wężowego księcia, który co rusz umawiał się z królową na herbatę. Kąciki ust Moralesa uniosły się wyżej, kiedy tylko przypomniał sobie jego zabawną, butną wymówkę. – Pojedynek na miecze byłby ciekawym doświadczeniem. – Pokiwał głową, niemalże słysząc w uszach szczęk uderzających o siebie ostrzy. – Próbowałeś swoich sił czy tylko podziwiałeś przedstawienie grupy rekonstrukcyjnej? – Zapytał, wyobrażając sobie Maximiliana z szablą w dłoni. Nie miał pojęcia czy jego wzrost byłby w tym przypadku przeszkodą czy wsparciem, za to zastanawiał się czy jego wątłe ciało zdołałoby w ogóle unieść ciężki, rycerski rynsztunek. W końcu płytowa zbroja swoje ważyła, a w obecnym stanie Felixowi przydałaby się niejedna przyrządzona przez Stacey zapiekanka.
Nie potrzebował słów, by wyczuć bijący od chłopaka lęk, a tym samym pożałował, że w ogóle wspomniał o ponurakach. Nie przekonywały go również wymyślone naprędce przez Solberga bajeczki o ogólnym osłabieniu, które przecież ogarnęło nie tylko jego organizm. – Myślę, że w tej kwestii nie masz sobie równych. – Odpowiedział mu podobnym, rozbawionym tonem, ale i tak sumienie go gryzło na skutek nie do końca przemyślanej decyzji, którą teraz starał się zrekompensować, zamykając partnera w stanowczym, ciepłym uścisku swoich ramion. Chciał dać mu zagubione gdzieś poczucie bezpieczeństwa, ale mimo że nie potrafił racjonalnie tego wyjaśnić, zdawało mu się że Maximilian na powrót próbuje trzymać go na dystans, prawdopodobnie na skutek tego, co miało miejsce przedwczoraj w progach jego sypialni. Nie chciał, żeby to jedno popołudnie rzucało się piętnem na ich relację, ale nie wiedział jednocześnie jak mógłby delikatnie zainicjować ten temat.  
- Albo zalizałby je na śmierć. – Pozwolił sobie zażartować, ale mimo że empatia nie była jego najmocniejszą stroną, tak nie potrzeba było fakultetu z magipsychologii, by zauważyć że dowcipkowanie Felixa zupełnie nie współgra z jego ciałem, stanowiąc prawdopodobnie swoisty mechanizm obronny, chroniący go przed wewnętrznymi lękami i demonami. Nie wytykał mu braku autentyczności, jednak zachowanie chłopaka wzbudziło jego czujność, a i uważniej przyglądał się teraz jego rękom, kiedy tylko zaczął mu opowiadać o roślinnych składnikach znajdujących zastosowanie przy warzeniu eliksiru regenerującego. Nie mógł poszczycić się tak szeroką wiedzą jak stojący obok pasjonat magicznych ziół i mikstur, ale tym razem blokowały go nie tylko zaległości, ale i skupienie złotej rybki wywołane niedomiarem snu i drzemiącym w duszy niepokojem. – Może. Pewnie masz rację. – Westchnął głośno i boleśnie, nie będąc w stanie pogodzić się z nienaturalnym wręcz zmęczeniem. Nie potrafił usiedzieć w jednym miejscu, potrzebował aktywności, ale obecnie jego chęci zdecydowanie nie szły w parze z ograniczonymi możliwościami fizycznymi. – Pytanie kiedy będziemy w lepszej kondycji, Felix... – Nie powinien siać defetyzmu, ale chyba i jego dopadło pesymistyczne nastawienie do otaczającej ich rzeczywistości, skoro nie sposób było przewidzieć tego, co się wydarzy. Nienawidził tego uczucia utraty kontroli nad własnym życiem, a czarna chmura spowijająca nieboskłon najwyraźniej wywierała na niego silniejszy wpływ niż mogło mu się początkowo wydawać.
- Myślę, że znam lepszy sposób. – Zasugerował z subtelnym uśmiechem, wymownie unosząc brew, ale zaraz przywołał się do porządku, przekonując siebie samego, że nie jest to odpowiedni moment na niejednoznaczne sugestie. – Powinniśmy zaopatrzyć się nie tylko w eliksir słodkiego snu. Przydałoby się jeszcze kilka fiolek regenerującego i spokoju. Mikstura czuwania… – Przerwał na chwilę, nie będąc przekonanym czy to rozsądne rozwiązanie, ale eliksir i tak wydawał się bezpieczniejszą opcją niż pobudzający do działania rem. – …jak długo można ją stosować bez poważniejszych konsekwencji dla zdrowia? – Przynajmniej miał do czynienia ze specjalistą od kociołka i chochli, a to ułatwiało dogadanie dawkowania niezbędnych im na razie środków. Smocze espresso nie zdawało wszak egzaminu na dłuższą metę, a nie wyobrażał sobie siedzieć bezczynnie tylko dlatego, że ktoś postanowił zapierdolić księżyc.
- Nie wiem. Ty mi powiedz. – Wtrącił się wpół zdania, wzruszając bezradnie ramionami. Zdawał sobie sprawę z tego, że podobne rozmowy nie są ich konikiem, a często zamiast rozjaśnić sytuację, wyprowadzały ich na manowce, ale chciał zrozumieć. Niestety nie doczekał się odpowiedzi. Zamiast tego zaobserwował niekontrolowane drżenie nastoletniego ciała, nie mając jeszcze świadomości co dokładnie spowodowało ten niepowstrzymany, lękliwy odruch. Przestąpił o krok, wyciągając dłoń w kierunku chłopaka, pragnąc go powstrzymać przed wbijaniem paznokci w i tak zmaltretowaną skórę, ale w końcu odwrócił się w tył, napotykając pośród krzewów krwiście czerwone ślepia ponuraka. Czwarty… Sięgnął po różdżkę gotów odpędzić złowrogiego psa, ale ten dosyć szybko zniknął w zaroślach. – Nie ma… – Nie zdążył nawet dokończyć, widząc jak Solberg nagle zamarł w bezruchu, tępo patrząc w jeden punkt na horyzoncie. Ledwie doskoczył do niego, amortyzując upadek. Kawałek osikowego drewna wypadł mu z dłoni, ale nie miało to teraz znaczenia; i tak wolał nie uciekać się do zaklęć uzdrowicielskich, które w przypadku jego umagicznionego patyka na niewiele się zdawały, a niekiedy okazywały się wręcz zbyt ryzykowne i niebezpieczne. Skoro zrezygnował z czarów, delikatnie poklepał policzek chłopaka, próbując go ocucić. – Hej… już sobie poszedł. Nie ma czego się obawiać. – Szeptał do swojego młodszego kompana nad wyraz spokojnym i łagodnym tonem, nagle przypominając sobie atak, jakiego Felix doznał w drewnianym domku na Malediwach. Wspomnienie to tym bardziej roznieciło jego obawy o to jak Maximilian poradzi sobie w nowych dla wszystkich okolicznościach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Leśniczówka Shercliffe'ów QzgSDG8








Leśniczówka Shercliffe'ów Empty


PisanieLeśniczówka Shercliffe'ów Empty Re: Leśniczówka Shercliffe'ów  Leśniczówka Shercliffe'ów Empty;

Powrót do góry Go down
 

Leśniczówka Shercliffe'ów

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Strona 1 z 2 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Leśniczówka Shercliffe'ów JHTDsR7 :: 
Dolina Godryka
 :: 
Rezerwat
-