Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 Trująca ścieżka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 3 z 4 Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość


Rasheed Sharker

Nauczyciel
Wiek : 26
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 191cm
C. szczególne : Wysoki wzrost, blizny: trzy linie oplatające jego prawą dłoń
Dodatkowo : Wężoustość, legilimencja i oklumencja
Galeony : 2609
  Liczba postów : 2939
https://www.czarodzieje.org/t7093-rasheed-sharker
https://www.czarodzieje.org/t7096-callisto
https://www.czarodzieje.org/t7094-rekinowe-relacje
https://www.czarodzieje.org/t7190-rasheed-sharker
Trująca ścieżka  - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Trująca ścieżka  - Page 3 Empty


PisanieTrująca ścieżka  - Page 3 Empty Trująca ścieżka   Trująca ścieżka  - Page 3 EmptyNie 22 Maj - 1:55;

First topic message reminder :


Trująca ścieżka

Podobno dawno temu wyjątkowo zdolna jasnowidząca, jakiej imię zaginęło na przestrzeni wieków, poświęciła w pobliżu tej ścieżki życie, stając przeciwko dewastacji okolicznych lasów. Zastała brutalnie zamordowana przez niegodziwego, mugolskiego łowcę czarownic, który poderżnął zaskoczonej kobiecie gardło. Jej krew wsiąknęła w ziemię, nasycając ją mroczną, potężną magią, która zebrała krwawe żniwo wśród zwolenników wycinki drzew z przyszłego rezerwatu. Na przestrzeni lat złowieszcza magia wcale nie wydaje się tracić na sile. Teraz to miejsce jest owiane wyjątkowo złą sławą, przyciągającą przede wszystkim fanatyków czarnej magii, okolicznych badaczy osobliwości, ale także zabłąkanych wędrowców.

Uwaga!
Wchodzisz tu na własną odpowiedzialność! Kostki, które tu wyrzucisz mogą ci dać bardzo duży potencjał magiczny, niesamowite przedmioty itp. Jednak możesz też zachorować na nieznaną chorobę, poważnie się poranić lub stracić dużo pieniędzy.
Zanim rzucisz kostką, upewnij się, że znasz zasady wynikające z rzutu.


1 - Przypadkiem czy może specjalnie, musnąłeś dłonią fragment szarej, przypominającej martwą, kory pobliskiego drzewa. Z początku nic się nie działo, ale to była jedynie cisza przed burzą. Doświadczyłeś kiedyś pewnego, nietypowego zjawiska, nieodłącznie związanego z ukąszeniem przez langustnika ladaco? Jeśli nie to teraz masz okazję. Przez najbliższe 2 wątki, będzie Cię prześladował okropny pech!

2 - Magia potrafi być wyjątkowo kapryśna i niejednokrotnie już udowodniła, że potrafi zaskakiwać. Ciebie też to spotkało. Nie zważałeś na ostrzeżenia miejscowych i zerwałeś kilka wściekle fioletowych kwiatów rosnących w pobliżu ścieżki.
Spoiler:
3 - Spacerując ścieżką nie możesz się nadziwić ile przedziwnych roślin, krzewów i drzew wyrasta w owianej tak złą sławą okolicy. Rozpoznajesz je kolejno, zaskoczony, bądź nie, własną wiedzą.
Spoiler:
4 - Nie możesz się powstrzymać i wcześniej czy później, dotykasz wyjątkowo pięknego kwiatu czy frapującej Cię szorstkiej kory. Z początku nic nie czujesz, ale po kilku minutach dłonie zaczynają Cię okrutnie piec.
Spoiler:
5 - Spacerujesz pomiędzy dziwacznymi, fioletowi roślinami, spodziewając się, że zaraz zaskoczy Cię jakaś nieoczekiwana trudność. W całym tym swoim skupieniu nie zauważasz nawet, kiedy potykasz się o coś przeźroczystego i wyjątkowo śliskiego, tłukąc sobie boleśnie kolano przy upadku.
Spoiler:
6 - Spodziewałeś się jakichś niedogodności podczas zwiedzania tej ścieżki? Cóż, najwyraźniej powinieneś. Spokój niekiedy bywa jedynie ciszą przed burzą.
Spoiler:

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość


Shawn A. McKellen II

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II studencki
Wiek : 21
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 186cm
C. szczególne : hipnotyzujący wzrok, naszyjnik i sygnet z emblematem rodu.
Dodatkowo : Wężoustość
Galeony : 62
  Liczba postów : 599
https://www.czarodzieje.org/t18432-shawn-a-mckellen-ii
https://www.czarodzieje.org/t18733-poczta-shawna
https://www.czarodzieje.org/t18732-sam
https://www.czarodzieje.org/t18448-shawn-i-mckellen
https://www.czarodzieje.org/t18840-shawn-a-mckellen-ii-dziennik
Trująca ścieżka  - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Trująca ścieżka  - Page 3 Empty


PisanieTrująca ścieżka  - Page 3 Empty Re: Trująca ścieżka   Trująca ścieżka  - Page 3 EmptySro 17 Mar - 18:48;

Skinąłem głową, chcąc dać jej do zrozumienia, że nie ma tu potrzeby na przeprosiny. Doskonale wiedziałem jak to jest, kiedy uciekało się myślami do czegokolwiek innego, całkowicie zapominając, że się było w środku rozmowy.
  - Ja tam niczego nie czuje – odparłem, wkradając nutkę żartu w swoje słowa, doprawiając je jeszcze westchnieniem ramion. Jedni doznawali tutaj magicznego olśnienia, drudzy potykają się o własne nogi i mają bliższe spotkanie z mikroorganizmami, które sobie spokojnie żyły w wszechogarniającym nas błocie. Nie miałem dzisiaj szczęścia, należałem bowiem do tej drugiej grupy.
  Owszem, było w tym pewne niedoprecyzowanie, nie mówiłem o nim zaś z prostych przyczyn – nie potrafiłbym tego jasno i klarownie wytłumaczyć, zresztą nie chciałem. Merlin wiedział co siedziało wtedy w mojej głowie, jakie emocje drążyły dziury w mym mózgu. Miałem jedynie zarzut do siebie, że w takim nastroju spędziłem ostatnie miesiące życia mojego drogiego przyjaciela, który nie mógł nic zrobić z moim stanem. A chciał, próbował mi pomóc, choć nieskutecznie, acz wtedy to najlepsi magopsychologowie by mi nie pomogli. Musiałem to po prostu przetrwać, przeminąć.
  Choć nie tylko dni przeminęły, ulotność swymi lodowatymi szponami skradły również duszę Proximy.
  Jess całkowicie mnie zaskoczyła swoim niefrasobliwym zwierzątkiem, z którym dane mi było teraz porozmawiać. Ponowna możliwość komunikacji z kimś w języku węży wzbudziło we mnie uczucie nostalgii i szczęścia, przywracając wspomnienia o moim gadzie.
  Skinąłem jej głową w zrozumieniu. Czyli ci trzej koleżkowie byli jeszcze młodzi, a był to okres chyba najbardziej burzliwy dla tych zwierząt, najczęściej wtedy dochodzi do sprzeczek między wężowymi głowami.
  - No, z tego co wiem to cholernie często dochodzi do sytuacji, w których widłowężę w kłótni same sobie głowy odgryzają. Masz dobre wyczucie – mruknąłem, wciąż patrząc na Tic Tac i Toe.
  - Co się gościu gapisz?
  - No, daj se na wstrzymanie, zaraz ci pokaże jak się nie odczepisz
  - Nie zbliżaj się bo cię gryznę!

  Nie mogłem się powstrzymać od uśmiechu reagując na słowa trzech gadzich główek, które szczególnie mocno dbały o własną prywatność.
  Odwróciłem wzrok na krukonkę, słuchając jej historii skąd w ogóle pomysł na wycieczkę do rezerwatu.
  - Ja ci sam nie pomogę, ale mogę ich zapytać, jeśli chcesz. – Zaproponowałem, znów zniżając wzrok na jej ramiona, gdzie gapiły się na mnie trzy pary gadzich oczu jadowitym wzrokiem.
  - No chłopaki, Jess pyta się czemu nie jecie i się martwi. Chcecie zamartwiać swoją… em, mamę? – Strasznie dziwnie mi się mówiło o Jessice jako mamie TTT, lecz założyłem, że tak to wyglądało z perspektywy tych stworzeń.
  - No przecież ciągle jej mówimy!
  - No właśnie, czego nie kminisz!
  - Wiadomo, jakiś głupi jesteś!

  Westchnąłem, nie dowiadując się póki co niczego, acz sama rozmowa była dla mnie tak kuriozalna, że aż czerpałem z niej sporą przyjemność.
  - Tak się składa chłopaki, że Jessica was nie rozumie tak dobrze jak ja i nie wie jak wam pomóc. A więc? Deal jest taki, wy mi powiecie o co chodzi, a ja powiem waszej mamie, żeby mogła zrobić tak, żeby wam pasowało okej? – Próbowałem je jakoś podejść, czując jak bardzo nie nadawałem się do rozmowy z jeszcze dzieciakami.
  - No nie będziemy jeść takiego paskudztwa! Mamy delikatny żołądek, jesteśmy bardziej wymagający niż ten potwór ogoniasty, on wszystko zje!
  - A więc, co chcielibyście jeść? Jestem pewny, że Jess chętnie wam zrobi to co będziecie chcieli.
– Czułem, że byłem już coraz bliżej odpowiedzi na pytanie mojej złotowłosej koleżanki, powoli jednak niecierpliwiłem się tymi ogólnikami, którymi TTT mnie zalewali.
  - Ja to bym coś krwistego zjadł! Strasznie suche te ochłapy co dostajemy!
  - A ja słone, słone! Słone jest najlepsze!
  - Słodkie, co ty gadasz! Głupi jakiś jesteś Toe!
  - No chyba ty Tic! Jak można słodkie jeść, żałoooooosneee
  - Żebym ciebie zaraz nie zjadł!
  - Ej, ej chłopaki, bez kłótni! Em, zachowujcie się przy mamie!
– Zainterweniowałem, śmiejąc się zaraz z całej tej abstrakcyjnej sytuacji jaka tu zaszła. Zwróciłem się już bezpośrednio do Jessici, mając już wszystko, co miałem wiedzieć.
  - Em, no więc tak. Nie smakuje im jedzenie, które im dajesz, uznając swój żołądek za bardziej wymagający od „ogoniastego potwora” i dlatego go nie jedzą, a wszystko zostawiają… właśnie jemu, czymkolwiek to jest, ty pewnie wiesz o co chodzi. Tic lubi słodkie, Toe słone, a Tac krwiste. Chyba nie ma w tym większej logiki. – Zrelacjonowałem całe zajście dziewczynie, patrząc na nią nieco rozbawiony całą sytuacją. Rzadko zdarzało mi się być w tak pozytywnym nastroju przy kimkolwiek, zwykle lubowałem się w własnym towarzystwie, acz całe to zajście wzbudziło we mnie więcej endorfin niż całe poprzednie tygodnie razem wzięte.[/i]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Bonnie Webber

Student Hufflepuff
Rok Nauki : II
Wiek : 20
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 160 cm
C. szczególne : chrypka, lekki amerykański akcent, szare oczy, długie włosy sięgające do bioder często związywane
Galeony : 145
  Liczba postów : 536
https://www.czarodzieje.org/t18640-bonnie-webber#533264
https://www.czarodzieje.org/t18654-polka-pocztowa-bonnie#533553
https://www.czarodzieje.org/t18641-bonnie-webber#533263
Trująca ścieżka  - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Trująca ścieżka  - Page 3 Empty


PisanieTrująca ścieżka  - Page 3 Empty Re: Trująca ścieżka   Trująca ścieżka  - Page 3 EmptyPią 26 Mar - 18:24;

kostka: Peszek

Spacer po Dolinie Godryka był fantastyczny. Uzbroiła się oczywiście w plecak pełen potrzebnych zapasów- od kanapek, poprzez termos z kawą, a kończąc na uszkodzonej fletni pana. Włosy upięła w wygodnego luźnego koka i u boku Gabrielle dzielnie maszerowała ścieżką. Ubrała solidne buty, szatę przeciwdeszczową i ogólnie wydawało się, że była solidnie przygotowana do wycieczki po sławnej Dolinie Godryka. - Słyszałam o rezerwacie wiele historii jednak na śmierć zapomniałam zabrać eliksiru wiggeniwego. Boyd zawsze mówił, że jak już się tu ktoś wybiera to lepiej mieć w zanadrzu chociaż jedną fiolkę.- zagadywała Puchonkę, aby też pozbyć się wrażenia, że się zgubiły. Ta ścieżka robiła się coraz mniej przyjemna choć niewątpliwie urokliwa. Od pewnego czasu nie zauważyła na drzewach żadnych oznaczeń szlakowych, a i ostatni drogowskaz widziały raptem czterdzieści minut temu. Wcisnęła kosmyki włosów pod wełnianą bladoróżową czapkę. - Szukałam aktualnej mapy rezerwatu Doliny Godryka, ale w tutejszej bibliotece próbowano wyciągnąć za to ode mnie niebotyczną opłatę. Nie wiem jak można tak naciągać…- mimo wszystko rozglądała się z zaciekawieniem po pięknej kolorystyce roślin. Nie znała wielu z nich i aż korciło ją, aby później zajrzeć do szkolnej biblioteki i odnaleźć nazwy oraz pochodzenie tych liści i kwiatów. - Wow, pięknie tutaj.- uśmiechnęła się i do Gabrielle i do samej siebie. Znając życie niedługo wyciągnie aparat i będzie próbować uwiecznić ten obraz bowiem pamięć bywała zawodna, a nie byłam pewna czy udałoby się im tu przyjść ponownie. Hulk usadowił się za jej uchem i przyglądał się z zaciekawieniem drodze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Gabrielle Levasseur

Student Hufflepuff
Rok Nauki : I studencki
Wiek : 20
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 171 cm
C. szczególne : długie, blond włosy, w okresie letnim - piegi na nosie i policzkach, tatuaż kwiatu niezapominajki na prawym obojczyku
Dodatkowo : Ćwierćwila
Galeony : 626
  Liczba postów : 1459
https://www.czarodzieje.org/t16791-gabrielle-levasseur
https://www.czarodzieje.org/t16936-gabrielle-levasseur
https://www.czarodzieje.org/t16826-gabrielle-levasseur
https://www.czarodzieje.org/t16819-gabrielle-levasseur
Trująca ścieżka  - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Trująca ścieżka  - Page 3 Empty


PisanieTrująca ścieżka  - Page 3 Empty Re: Trująca ścieżka   Trująca ścieżka  - Page 3 EmptyPią 26 Mar - 20:45;

Kostka: 2 - dwa  


Nigdy nie posiadała tego daru, który przez wielu określany był jako orientacja w terenie, być może właśnie z tego powodu rzadko zapuszczała się na wyprawy do Doliny Godryka, częściej ograniczając swoje podróże do znajomych uliczek Hogsmeade. Tym razem postanowiła zerwać z przyzwyczajeniami i dała się namówić Bonnie na wspólną wyprawę. Mieszczący się w tych okolicach rezerwat Shercliffe'ów fascynował ją od zawsze, jednak będąc uczennicą nie mogła sama się tu zapuszczać, a kiedy już mogła - to zwyczajnie obleciał ją strach, o którym w towarzystwie puchońskiej towarzyszki zwyczajnie zapomniała. 
Wędrówki nie były obce Gabrielle, lubiła długie spacery, często w trudnym i wymagającym terenie, bo stanowiło to dla niej formę treningów. Nic więc dziwnego, że dziś - podobnie jak Webber - również się przygotowała ubierając wygodny strój, buty trekkingowe, a włosy zaplatając w warkocz. Wzięła również szmaciany plecak, w którym trzymała kilka przydatnych rzeczy, takich jak szata przeciwdeszczowa czy fiolka eliksiru wiggenowego. 
Idąc wyznaczoną ścieżką z wyraźnym zainteresowaniem przyglądała się okolicy, chłonąc piękne widoki oraz niezwykłą florę tego miejsca. Nie ulegało wątpliwości, że rosło tu wiele roślin których kompletnie nie znała, a jej uwagę najbardziej przykuwały fioletowe kwiaty. Znajdowały się tuż przy ścieżce i były po prostu piękne. 
- W takim razie, dobrze, że wzięłam jeden ze sobą - odpowiedziała z uśmiechem, chociaż wspomnienie o Boydzie wywoływało w niej mieszane uczucia, których na szczęście nie. dała po sobie poznać. - Swoją drugą myślałam, że Shercliffe'owie opiekują się tym miejscem, a więc i odwiedzającymi je osobami - dodała po chwili zastanowienia. Przecież nie był to Zakazany Las, do którego wstęp był zwyczajnie zabroniony. - Myślisz, że tak nie jest? - zapytała, ściągając brwi z nadzieją, że Bonnie jednak rozwieje jej wątpliwości, które mimowolnie wywoływały dziwny ścisk w żołądku oraz wzmożoną ostrożność. Blondynka nie była jeszcze świadoma ile czasu minęło od momentu kiedy minęły ostatni drogowskaz, wydawało się jej, że było to stosunkowo niedawno - poczucie czasu też u niej szwankowało. 
- Wiesz, tak naprawdę to po prostu biznes - odpowiedziała na uwagę rzuconą przez brunetkę. Poniekąd była w stanie to zrozumieć, chociaż czasem wypadało być po prostu człowiekiem - studenci i bez takich wydatków mieli mało galeonów. - Z drugiej strony, wszędzie są znaki, chyba ciężko się tu zgubić - zaśmiała się, zupełnie nie zdając sobie sprawy, w jakim położeniu się znalazły. 
- Zobacz, jakie te kwiaty są śliczne - zachwycała się, zatrzymując. Uklękła na jedno kolano przy większym skupisku roślin o fioletowych płatkach - Myślisz, że mogę zerwać kilka? Wsadziłabym je do doniczki w dormitorium - oznajmiła z uśmiechem i entuzjazmem w głosie, bo to był naprawdę dobry pomysł.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Bonnie Webber

Student Hufflepuff
Rok Nauki : II
Wiek : 20
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 160 cm
C. szczególne : chrypka, lekki amerykański akcent, szare oczy, długie włosy sięgające do bioder często związywane
Galeony : 145
  Liczba postów : 536
https://www.czarodzieje.org/t18640-bonnie-webber#533264
https://www.czarodzieje.org/t18654-polka-pocztowa-bonnie#533553
https://www.czarodzieje.org/t18641-bonnie-webber#533263
Trująca ścieżka  - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Trująca ścieżka  - Page 3 Empty


PisanieTrująca ścieżka  - Page 3 Empty Re: Trująca ścieżka   Trująca ścieżka  - Page 3 EmptyNie 28 Mar - 10:14;

Zaczerpnęła świeżego powietrza. Co innego przesiadywać na szkolnych błoniach a co innego znaleźć się wśród dziczy. Nie spotkały żadnych innych czarodziejów, a więc to, co się mawia o rezerwacie to musi być prawda. Mimo standardowego lęku przed kłopotami chciała poznać trochę flory Doliny Godryka. Marzyło się jej ujrzeć coś wspaniałego ale oczywiście bez płacenia za to krwią czy obrażeniami. Teoretycznie powinna być przyzwyczajona, że czarodzieje często pakowali się w kłopoty jednakże Bons lubiła ich unikać. Tym razem zwyciężyła ciekawość, a przecież nie przyjdzie tutaj sama. Boyd miał kiedyś ją tutaj zabrać lecz z wiadomych względów jest to niemożliwe, a więc postanowiła wyjść z inicjatywą i zaproponować Gabrielle dłuższy spacer. To był dobry pomysł bowiem ścieżka przed nimi była naprawdę piękna, a i Bons postanowiła wyciągnąć z plecaka aparat fotograficzny. Nowy nabytek, bardzo drogi jednakże udało się odłożyć na niego połowę sumy, a i tatko dołożył brakującą resztę. Dzięki temu Bons mogła stworzyć album miejsc, które odwiedziła. Może właśnie teraz odkrywa sobie pasję do podróżowania? Uśmiechnęła się z ulgą na myśl, że w razie czego Gabrielle zabrała ze sobą pojedynczą fiolkę. Lepiej mieć niż nie mieć. Teoretycznie Bons znała podstawy magii uzdrawiania jednak nie czuła się w tej dziedzinie na tyle pewnie, aby się tym chwalić na prawo i lewo. - Myślę, że się opiekują... ale nie mogą być w dziesięciu miejscach naraz, prawda? - od razu przy tym nazwisku oczyma wyobraźni ujrzała nauczyciela historii magii oraz Keyirę, jej współlokatorkę w trakcie ferii zagranicznych. - I nie sądzę, aby mieli opiekować się też odwiedzającymi. Rezerwat jest ogromny, zapewne mają dużo pracy przy roślinach i zwierzętach. - ośmieliła się wyrazić swoją opinię. Wbrew temu nie poczuła niepokoju... jeszcze. - Zrobić ci zdjęcie? - uśmiechnęła się delikatnie i uniosła trzymany w rękach aparat. Zainteresowała się fioletowymi roślinami, jedno z nich nawet musnęła, nieświadoma co miało się wydarzyć lada moment. Ścieżka była bardzo urokliwa i co tu mówić, romantyczna!
- Nie widziałam żadnego oznaczenia ani znaku od trzydziestu minut. - poczerwieniała z zawstydzenia jakby to była jej wina, że mogły się zgubić. Nie było to jednak pewne bowiem nie przeszły całej długości ścieżki. Zrobiła parę zdjęć i w pewnym momencie aparat wyślizgnął się jej z rąk i upadł u jej stóp. - Och nie, jest nowiutki! - pisnęła, podnosząc pospiesznie przedmiot. Na szczęście (?) szkiełko pękło w jednym miejscu, smycz się zerwała, a i aparat się upaćkał. - Hm, myślisz, że "Raparo" sobie poradzi? - przesunęła palcem po pękniętym szkiełku... i oczywiście, że skaleczyła sobie opuszkę palca. To dopiero początek pecha, ale jeszcze się tym nie załamywała, bezapelacyjnie wierząc, że to jednorazowy przypadek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Gabrielle Levasseur

Student Hufflepuff
Rok Nauki : I studencki
Wiek : 20
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 171 cm
C. szczególne : długie, blond włosy, w okresie letnim - piegi na nosie i policzkach, tatuaż kwiatu niezapominajki na prawym obojczyku
Dodatkowo : Ćwierćwila
Galeony : 626
  Liczba postów : 1459
https://www.czarodzieje.org/t16791-gabrielle-levasseur
https://www.czarodzieje.org/t16936-gabrielle-levasseur
https://www.czarodzieje.org/t16826-gabrielle-levasseur
https://www.czarodzieje.org/t16819-gabrielle-levasseur
Trująca ścieżka  - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Trująca ścieżka  - Page 3 Empty


PisanieTrująca ścieżka  - Page 3 Empty Re: Trująca ścieżka   Trująca ścieżka  - Page 3 EmptyPon 5 Kwi - 17:38;

Zamiłowanie do odkrywania nowych rzeczy stanowiło jedną z cech charakterystycznych dla wychowanków Helgi. Mieli oni w sobie naturalną ciekawość, chociaż w przeciwieństwie do wielu Gryfonów czy Ślizgonów wydawali się być bardziej roztropni. Spacer po Dolinie Godryka był zdecydowanie bezpieczniejszy niż zapuszczanie się do Zakazanego Lasu, a oferował równie dużo - przede wszystkim jeśli chodziło o florę tego miejsca. Podobnie, jak Bonnie blondynka była zachwycona roślinnością, która tu występowała, jednocześnie zadając sobie pytanie dlaczego żaden z nauczycieli - czy to zielarstwa czy opieki nad magicznymi stworzeniami - nigdy nie zabrał ich tu w ramach szkolnych zajęć? 
- Jak myślisz, dlaczego mając coś takiego blisko kadra szkoły nigdy nie przeprowadziła tu zajęć? - pytanie mimowolnie opuściło różowe usta, wywołując na czole dziewczyny poziomą zmarszczkę. Przekrzywiła delikatnie głowę dostrzegając w dłoniach koleżanki aparat, który budził u niej wiele wspomnień. Te skwitowała lekkim uniesieniem kącików ust. 
- W zasadzie masz rację, tylko ciekawe jak w takim razie monitorują te zwierzęta. W mugolskich rezerwatach przyrody często montuje się kamery - powiedziała, dzieląc się informacjami, które kiedyś przekazał jej dziadek. Z resztą starszy przedstawiciel rodu Levasseur sam chciał podobne urządzenia zamontować na rozległych terenach winnicy, jednak nie zakończyło się to sukcesem. 
Entuzjastycznie przytaknęła głową zapytana o zdjęcie, do którego zerwała kilka fioletowych kwiatków, umieszczając je w jasnych włosach. Stanęła na środku ścieżki - Tak dobrze? - zapytała, wysuwając naprzód jedną stopę, by przyjąć coś na kształt pozy, chociaż nie było to nic nadzwyczajnego. 
- Może go po prostu przeoczyłyslśmy, ta ścieżka wygląda na uczęszczaną - zasugerowała, próbując nie poddać się panice, chociaż fakt, że nie widziały żadnego ze znaków mógł być niepokojący. Mimo wszystko Gabrielle starała się zachować spokój, a przede wszystkim zdrowy rozsądek, bo jeśli ścieżka była wydeptana, to musiała być często używana - tak przynajmniej myślała. 
Podskoczyła lekko słysząc pisk drugiej Puchonki, instynktownie łapiąc za różdżkę, spodziewała się jakiegoś niebezpieczeństwa, a zamiast niego ujrzała, jak Bonnie podnosi aparat, którego szkiełko okazało się pęknięte. Gab podeszła bliżej przyglądając się rzeczy. Przygryzła dolną wargę i nie zdążyła odpowiedzieć, zobaczyła krew sączącą się z opuszka palca. 
- Ej, musisz uważać - upomniała ją głosem starszej siostry, chociaż nigdy takowej roli nie sprawowała, a w dodatku z panną Webber były w tym samym wieku. - Pokaż - poprosiła, biorąc dłoń Bonnie w swoją. - VULNUS ALERE - wypowiedziała, celując końcem magicznego patyka w ranę na placu. - Czasem zaklęcia są naprawdę przydatne, zwłaszcza kiedy nie nosi się ze sobą apteczki - przyznała, uśmiechając się, kiedy jedynym dowodem na skaleczenie były resztki krwi. 

@Bonnie Webber
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Bonnie Webber

Student Hufflepuff
Rok Nauki : II
Wiek : 20
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 160 cm
C. szczególne : chrypka, lekki amerykański akcent, szare oczy, długie włosy sięgające do bioder często związywane
Galeony : 145
  Liczba postów : 536
https://www.czarodzieje.org/t18640-bonnie-webber#533264
https://www.czarodzieje.org/t18654-polka-pocztowa-bonnie#533553
https://www.czarodzieje.org/t18641-bonnie-webber#533263
Trująca ścieżka  - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Trująca ścieżka  - Page 3 Empty


PisanieTrująca ścieżka  - Page 3 Empty Re: Trująca ścieżka   Trująca ścieżka  - Page 3 EmptyPią 9 Kwi - 19:03;

Dolina Godryka nęciła ją od momentu zamieszkania na terenie Wielkiej Brytanii. W trakcie nauczania podstawowego (sam siódmy rok) cierpiała na samą myśl, że nie może tu przybyć i zwiedzić zabytków. Wakacje miała wypełnione wyjazdem do domu (tak, pochodzi z Luizjany i ta wycieczka nie była dla niej zbytnio atrakcyjna, ale nie skarżyła się), a potem spędzaniem czasu z ojcem mieszkającym w Londynie. - Nie mam bladego pojęcia, ale byłabym zachwycona zajęciami w plenerze. Gdyby tak przeprowadzić historię magii przy zabytkach Doliny Godryka... och, spijałabym z ust profesora każde słowo. - a nie była jakąś wielką miłośniczką tego przedmiotu ale popierała sugestię Gabrielle dotyczącą wycieczek poza Hogwart i Hogsmeade. Skoro były obie w trakcie pierwszego roku studiów to mogły zatem wspólnie przeznaczyć weekend na zaspokajanie ciekawości. Może warto będzie jednak zaniechać martwienia się zgubieniem ścieżki i uwierzyć opanowaniu Gabrielle. Skinęła głową na znak, że poza dziewczyny jest znakomita, pstryknęła jedno zdjęcie, a potem musiała upuścić swój cholernie drogi aparat, zniszczyć go i jeszcze się przy tym skaleczyć. - Przecież nie zrobiłam tego specjalnie. - trochę zdziwiła się upomnieniu dziewczyny. Nie posiadała siostry (miała za to dwóch braci), a więc nie odebrała tego w ten sposób choć daleko byłoby jej od obrażania się. Popatrzyła nieszczęśliwie na aparat kiedy Gabrielle zainteresowała się jej ranką. - Dzięki, ale tam małe skaleczenia mnie nie obchodzą. Martwię się o aparat. Nie wiem czy przyjmą mi go na gwarancję. - tak to było u szarych myszek - brak zainteresowania własnym zdrowiem (ale już figurą jak najbardziej), a przejmowanie się otoczeniem. Nie wyciągała różdżki, nie chciała póki co ryzykować, że uszkodzi przedmiot bardziej. Schowała aparat do etui i zawiesiła go sobie na szyi. - Chodźmy lepiej nim głowa mi gdzieś upadnie. - próbowała zażartować i ledwie zrobiła krok to się potknęła. Coś tam przeklęła pod nosem, ale złapała równowagę. Mogły cwałować dalej. - Udało mi się nauczyć paru zaklęć z uzdrawiania... to jest strasznie trudna dziedzina magii. Opanowanie jednego czaru zajęło mi miesiąc. A kilka następnych to też taka metoda prób i błędów. Podziwiam tych, co studiują magomedycynę. - zagadnęła temat leczniczy skoro już padł. Nauczyła się czaru leczniczego po to, aby przypodobać się Boydowi i Filinowi kiedy wrócili z celtyckiej nocy z podrapanymi twarzami. Uśmiechnęła się do wspomnień. Czego nie robi się dla drugiej osoby, prawda?

@Gabrielle Levasseur
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Gabrielle Levasseur

Student Hufflepuff
Rok Nauki : I studencki
Wiek : 20
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 171 cm
C. szczególne : długie, blond włosy, w okresie letnim - piegi na nosie i policzkach, tatuaż kwiatu niezapominajki na prawym obojczyku
Dodatkowo : Ćwierćwila
Galeony : 626
  Liczba postów : 1459
https://www.czarodzieje.org/t16791-gabrielle-levasseur
https://www.czarodzieje.org/t16936-gabrielle-levasseur
https://www.czarodzieje.org/t16826-gabrielle-levasseur
https://www.czarodzieje.org/t16819-gabrielle-levasseur
Trująca ścieżka  - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Trująca ścieżka  - Page 3 Empty


PisanieTrująca ścieżka  - Page 3 Empty Re: Trująca ścieżka   Trująca ścieżka  - Page 3 EmptySob 10 Kwi - 17:00;

Bycie studentem Hogwartu dawało znacznie więcej możliwości niż gdy jest się zwykłym uczniem. Przez ostatni rok Gabrielle przekonała się o tym niejednokrotnie, a w dodatku coraz częściej wykorzystywała owe przywileje, czy to decydując się na zwykłą wycieczkę po Dolinie Godryka, czy też wypad do Londynu, który miała w planach. Brak ograniczeń wiązał się również z braniem na siebie większej odpowiedzialności, co było pierwszym krokiem w dorosłość przed którą Puchonka uciekała, chociaż dłużej nie zamierzała. 
- Historia magii dla mnie nadal brzmi… nudno - zaśmiała się — Chociaż masz rację, taka forma lekcji byłaby znacznie ciekawsza i zapewne zapadłaby w pamięć, ale nie licz na to, że nasz psor jest taki postępowy - przyznała, nieco ubolewając nad tym faktem. Czasem miała wrażenie, że niektórzy z kadry żyją w innej epoce, jakby nie nadążając z tym, co dzieje się wokół i jak się wszystko zmienia. Pod tym względem mugol wydawali się być bardziej postępowi, tak przynajmniej wnioskowała, po tym co sama dostrzegała i o czym często z taką pasją opowiadał jej dziadek jeszcze gdy była dzieckiem. 
- Wiem, nie to miałam na myśli - pospieszyła z wyjaśnieniami, bo nie chciała zabrzmieć źle. - Po prostu lepiej nie pchać palców w rozbite szkło, wiem to z doświadczenia - dodała z lekkim uśmiechem, odwracając dłonie na dwóch opuszkach palców były malutkie blizny - Chciałam pozbierać rozbity wazon - powiedziała, wzruszając ramionami, chociaż miała za swoje i już więcej nie postąpiła tak nierozważnie, nawet jeśli wciąż zdarzały się jej wpadki. 
- A wykupiłaś to dodatkowe ubezpieczenie? - zapytała, wiedząc, że takie istnieje, zwłaszcza jeśli kupuje się te droższe modele, wówczas warto zainwestować w tego typu zabezpieczenia.
- Choć moim zdaniem Reparo powinno sobie poradzić - dodała, zanim Bonnie schowała aparat. Ruszyły w dalszą drogę i nim zrobiły pięć kroków brunetka potknęła się o mało nie upadając. - Masz dziś jakiegoś pecha, nikt nie rzucił na ciebie zaklęcia albo może nie spotkałaś Langustnik Ladaco? - uniosła do góry brew, zastanawiając się co mogło być przyczyną tych wszystkich, tak nagłych wydarzeń. 
- Też myślałam o tym kierunku - przyznała, kiedy Bonnie napomknęła o magomedycynie. - Moja mama się tym zajmuje, ale szczere nie jestem pewna czy to dobry pomysł, nie mam jej talentu i częściej robię sobie krzywdę niż komuś pomagam - zaśmiała się, chociaż była to prawda. - A ty? Wiesz już z czym chcesz wiązać przyszłość?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Bonnie Webber

Student Hufflepuff
Rok Nauki : II
Wiek : 20
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 160 cm
C. szczególne : chrypka, lekki amerykański akcent, szare oczy, długie włosy sięgające do bioder często związywane
Galeony : 145
  Liczba postów : 536
https://www.czarodzieje.org/t18640-bonnie-webber#533264
https://www.czarodzieje.org/t18654-polka-pocztowa-bonnie#533553
https://www.czarodzieje.org/t18641-bonnie-webber#533263
Trująca ścieżka  - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Trująca ścieżka  - Page 3 Empty


PisanieTrująca ścieżka  - Page 3 Empty Re: Trująca ścieżka   Trująca ścieżka  - Page 3 EmptySro 14 Kwi - 18:54;

Potknięcia namnożyły się do trzech i to na obszarze raptem dziesięciu kroków. Zawiązała sznurowadła swoich butów wierząc, że to przez to, a nie przez własny pech, który potrafił się uaktywnić w niej w najgorszych momentach życia. - Zauważyłam, że pojawia się coraz więcej młodych nauczycieli, to znaczy przed czterdziestką, a do tego wielu asystentów będących absolwentami Hogwartu. Kto wie, może ktoś wpadnie na pomysł urozmaicania zajęć organizowania ich w plenerze. - wyraziła swoje przypuszczenie będące też niejako potwierdzeniem tego, co mówiła sama Gabrielle. Spacerując cały czas podziwiała okolicę. Roślinność miała niesamowite barwy i nie mogła zaprzeczyć, że robiło to wrażenie ilekroć jej wzrok padał na jakiś odcień różu czy fioletu. Niemalże jak w bajkach! Uśmiechnęła się lekko na widok blizenek na jej palcach. Pokiwała głową na znak, że rozumie choć z drugiej strony współczuła jej bo skoro ma na skórze trwały ślad po szkle to znaczy, że musiała chwycić odłamki naprawdę mocno. Sama Bons była pozbawiona wszelakich blizn i oby tak pozostało. Wystarczy już jej kompleksów, aby dochodzić miała do tego szpetota.
- Nie kupowałam dodatkowego ubezpieczenia. Gwarancja powinna wystarczyć, a jeśli będą robić problemy to cóż, pójdę do profesora Voralberga i poproszę go o naprawę. - co prawda trochę obawiała się tego nauczyciela (olbrzym! przy nim była niczym paproch na ubraniu), ale nie będzie przecież o tym rozpowiadać. Nikt nie musi wiedzieć, że bywa strachliwą trzpiotką. - Nie ośmielę się rzucać sama "Reparo". Zaklęcie musi być perfekcyjnie delikatne i myślę, że tylko nauczyciel to ogarnie. Wolę dmuchać na zimne. - uśmiechnęła się trochę przepraszająco, jeśli miałaby poczuć się tym urażona. Nadepnęła na dwie gałązki, które pękły z trzaskiem pod ciężarem jej ogromnego ciała, a potem podskoczyła ze strachu kiedy zza drzewa wyskoczyła z impetem wiewiórka. Poczerwieniała aż po same uszy, trochę zła na siebie za swoją postawę. - Coś ty! - machnęła ręką i nie patrzyła na Puchonkę, aby nie wydać się z tym jak jej wstyd za własny pech. Postanowiła iść ostrożnie i powoli, aby się o nic nie potknąć.
- Moja mama z kolei chce, żebym została nauczycielką zielarstwa, ale póki co będę zmieniać pracę, aby pracować razem z Hunterem w szklarni na przedmieściach w Londynie. Złożyłam już tam swoje CV i czekam na odpowiedź. - dopowiedziała, ciesząc się, że Ślizgon polecił ją swoim pracodawcom. Zdecydowanie wolała pracować przy roślinach niż na recepcji w klinice zwierząt. Lubiła zwierzaki, ale nie lubiła rozmawiać z obcymi ludźmi bo wtedy się stresowała czy nie palnie nic głupiego. Na nic zdało się ostrożne spacerowanie bowiem poślizgnęła się na kałuży i z piskiem wylądowała w niej na tyłku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


George Walker

Absolwent Gryffindoru
Wiek : 36
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 177
C. szczególne : intensywny zapach cygara na ubraniu, dobrej jakości ubrania, spod kołnierza, przy szyi wystaje gruba warstwa bandażu.
Galeony : 167
  Liczba postów : 265
https://www.czarodzieje.org/t20293-george-walker#636736
https://www.czarodzieje.org/t20294-skrytka-pocztowa-g-w#636761
https://www.czarodzieje.org/t20292-george-walker#636733
Trująca ścieżka  - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Trująca ścieżka  - Page 3 Empty


PisanieTrująca ścieżka  - Page 3 Empty Re: Trująca ścieżka   Trująca ścieżka  - Page 3 EmptyPią 9 Lip - 6:56;

kostka: 2, zyskuję punkt do umiejętności

To spotkanie będzie nader interesujące. Znajdowali się poza pracą, a jednak w pracy. Co prawda dzisiaj względnie mieli wolne (George miał ogromną nadwyżkę zaległego urlopu), ale i tak skrupulatnie zaplanował dzień. Dostawa ziół przybędzie w środę, a on potrzebował ich na jutro. Co więc człowiek robi w takiej sytuacji? Szukam ziół samodzielnie zamiast czekać na realizację zamówienia. W planach jest przeprowadzenie paru testów nad przedmiotem, który uaktywnia się po wrzuceniu doń specjalnej mieszanki ziół. Aby poznać przeznaczenie artefaktu musieli prowadzić testy. Profesjonalny zielarz zawęził krąg poszukiwań ziół do tak zwanych olejkodajnych, a i wskazał lokalizację gdzie można je nabyć, jeśli dostawa zaplanowana jest za parę dni. Mogli poczekać te dwa-trzy dni, ale to był George. Chciał widzieć już, a skoro jedyną przeszkodą było odnalezienie paru ziół w Dłonie Goryka to ruszył naprzód. Nie chciał sobie wyjaśniać dlaczego zabrał ze sobą Theodore'a. Oczywiście potrzebował asystenta, mógł wziąć każdego (bo mieli ich paru w banku), ale on wziął tego konkretnego. Wyjaśniał sobie, że to forma karania - zmuszanie go do pracy w terenie, ale najwidoczniej próbował oszukać sam siebie. Dzierżył w dłoniach mapę pewnej części rezerwatu, w plecaku zaś całą resztę niezbędną do bezpiecznego podróżowania po dzikich Dolinach. Prowadził ich rozmaitymi ścieżkami, gdzie w większości musieli iść pod górkę. Trudno stwierdzić czy faktycznie była to jedyna droga czy może w ten sposób sprawdzał kondycję fizyczną Theo oraz pojemność jego płuc. Szedł pierwszy, żwawym krokiem, czasem zatrzymując się, aby chłopak mógł się z nim zrównać. W końcu miał na sobie co innego niż służbową szatę, spodnie moro i ciemną bluzkę z krótkim rękawem. Wspominał parę razy, że piesze wycieczki to jego hobby, zaraz za miłością do zawodu. - Co tam mamy…? Blekot, cyklamen i coś jeszcze. Cyklamen w cienistych miejscach więc musimy wejść za pierwszą albo drugą linię drzew.- po paru dłuższych minutach przeszli na ścieżkę otoczoną fioletowo-różowymi roślinami, co na moment wryło jego stopy w ziemię. Nachylił się nad mapą. - Nie widzę tego miejsca na mapie, a to znaczy, że nie jest dostępne dla każdego. Hmm.- mówił a to do siebie, a to do chłopaka, trudno stwierdzić. Nie wyglądał też na zmartwionego. Czuł się tu jak tryton w wodzie. To nic, że raz szli w deszczu, a potem przez godzinę w upale, chowając się raz na jakiś czas pod koronami drzew. To nic, że komary i bzyczki lgnęły za ich lekko spoconymi ciałami. Żadna niedogodność nie powstrzymywała go przed cwałowaniem w dzikich ostępach. Zwinął mapę w rulon i odwrócił się do Theo. - Masz już dość? Do osiemnastej powinniśmy się z wszystkim uporać. - a kręcili się po Dolinie już półtorej godziny bez ani jednej przerwy na złapanie oddechu. Uśmiechnął się kącikiem ust na myśl o tym jak go tutaj forsuje, a przecież mógłby skrócić zielarskie poszukiwania o połowę. Perfidnie wykorzystywał fakt, że chłopak musiał mu zaufać kwestię związaną z przemieszczaniem się po rezerwacie. Jak tylko się dało przeciągał spotkanie do oporu i cóż, szło mu to całkiem nieźle. Zastanawiał się kiedy chłopak powie "dość".
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Theodore Kain

Absolwent Gryffindoru
Wiek : 25
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 178
C. szczególne : delikatne piegi na nosie i w okolicach oczu / wyraźne oznaki niewyspania - sińce pod oczami, podkrążone ślepia
Galeony : 2360
  Liczba postów : 886
https://www.czarodzieje.org/t20346-theodore-kain#642305
https://www.czarodzieje.org/t20350-theodore-kain#642529
https://www.czarodzieje.org/t20349-theodore-kain#642528
https://www.czarodzieje.org/t20348-theodore-kain#642476
https://www.czarodzieje.org/t20351-theodore-kain-dziennik#642530
Trująca ścieżka  - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Trująca ścieżka  - Page 3 Empty


PisanieTrująca ścieżka  - Page 3 Empty Re: Trująca ścieżka   Trująca ścieżka  - Page 3 EmptyPią 9 Lip - 15:25;

Nie spodziewał się listu od Walkera, skoro wcześniej mężczyzna upierał się, by zrobili sobie dzień wolnego i odpoczęli przed kolejnym tygodniem pracy, który zwiastował wymagające i skomplikowane badania nad kolejnym niebezpiecznym artefaktem. Ostatnio mieli ich aż nadto, ale nie narzekał, bo dopiero przy takich nietypowych przedmiotach poznawał najskrytsze tajniki swego zawodu i rozwijał skrzydła. Zgodnie z poleceniem przełożonego faktycznie poświęcił czas w domu na relaks i chyba pierwszy raz od dawna porządnie się wyspał, co znacząco wpłynęło również na towarzyszący mu nastrój. Nie był już tak rozdrażniony i nie przeszkadzało mu nawet głośne trąbienie samochodów za oknem. Mimo tego nie miał pomysłów na to, co zrobić z resztą dnia, więc wiadomość od George’a przyjął niemal jak ratunek od wszechogarniającej nudy. Nie znał się na zielarstwie za knut, a niezbędne mu do kandydowania na urząd aurorski egzaminy zdał jedynie dzięki ciężkiej harówce i wkuwianiu podręczników na pamięć, ale i tak odpisał mu, że jest gotowy do podróży.
Spotkali się obaj w Dolinie Godryka, ale Theo zamiast skoncentrować się na stającym przed nim wyzwaniu, swoim spojrzeniem omiótł sylwetkę towarzysza. Zdawało mu się, że te spodnie moro w ogóle nie pasują do jego pacyfistycznego wręcz charakteru, ale i tak miło było zobaczyć go w czymś innym niż codzienny, elegancki strój. Nie skomentował go jednak na głos, po prostu krocząc za swoim mentorem przez zarośla, zmokły jak kura, bo niestety okazało się, że już na początku drogi nad ich głowami zebrała się spora chmura. Pogoda płatała im zresztą figle, bo z kolei kolejną godzinę wędrowali w przeogromnym, męczącym upale, który może i pozwalał im wyschnąć, ale jednocześnie negatywnie wpływał na kondycję. Przynajmniej Kaina, bo Walker jakby w ogóle nie przejmował się niesprzyjającymi okolicznościami. Chłopak musiał mu oddać, że za sprawą tych pieszych wycieczek wyrobił sobie naprawdę niezłą formę. Sam może i był wysportowany, grywał w tenisa, ale znacznie lepiej radził sobie przy okazji krótkiego, intensywnego wysiłku, a teraz niestety odczuwał już delikatny ból pod stopami. – Daleko jeszcze? – Potwierdził zresztą zaraz swoje zmęczenie i zniecierpliwienie tym pytaniem, ale nie zamierzał przesadnie marudzić. I tak cieszyło go to, że może spędzić trochę czasu z George’em niby w pracy, ale tak naprawdę poza nią.
Starał się słuchać jego słów, by cokolwiek wyciągnąć z ich wspólnej wycieczki, ale miał wrażenie, że kiedy tylko słyszy nazwy magicznych roślin i ziół, jego mózg od razu się wyłącza. Blekot, cyklamen… tej drugiej nawet nie pamiętał. Poza tym nie potrafił się skupić, gdy nagle weszli na przepiękną, otoczoną fioletowymi i różowymi roślinami ścieżkę. Przystanął tuż obok Walkera, ciesząc oczy tym widokiem. – Wow. Robi wrażenie. – Podzielił się z nim swoimi myślami, ale jeśli miał być szczery, i tak nie był w stanie zidentyfikować tutejszej flory. Jedyne co mógł o niej powiedzieć, to że… była przepiękna. – To zły znak? – Dodał zaraz, odpędzając się ręką od natrętnych komarów i innych lgnących do jego wilgotnego ciała owadów. To George dzierżył w dłoni mapę i lepiej znał ten las, więc nie miał wyjścia, musiał mu zaufać.
- Nie, spokojnie. – Starał się również ukryć swoje zmęczenie, ale jego słowa przeczyły jego czynom, bo nagle wsparł się ręką na barku mężczyzny, żeby wziąć nieco głębszy oddech, przywracając mu normalny rytm. – Tylko wiesz, że jeśli chodzi o zbieranie ziół, to wybrałeś sobie najgorszego partnera jak mogłeś? Nie potrafię odróżnić jednej paprotki od drugiej. Nie pytaj jakim cudem tak dobrze zdałem egzaminy z zielarstwa. – Mruknął już o wiele bardziej wiarygodnie, przyznając się do swej niewiedzy. Lepiej było przedłożyć ten fakt na samym początku, bo dzięki temu mógł liczyć na znacznie więcej wskazówek ze strony swego przełożonego. Nie chciałby przecież popełnić jakiegoś błędu, a niektóre rośliny, mimo niepozornego wyglądu, okazywały się naprawdę groźne.
- Ty, George! Widzisz to? – Ożywił się nagle, jakby zupełnie zapomniał o swoim zmęczeniu. Palcem wskazał mężczyźnie kępkę czerwonawych kwiatów, do której zresztą podążył naprędce, nie zastanawiając się w ogóle nad konsekwencjami. To by było na tyle, jeśli chodzi o ostrożność i oczekiwanie na porady bardziej doświadczonego partnera. Przyklęknął pośród gąszczy, próbując wywąchać ten specyficzny zapach unoszący się w powietrzu. Ciekawość to pierwszy stopień do piekła, a on nie zdawał sobie jeszcze sprawy z tego, że boleśnie odcierpi ten nieprzemyślany ruch.

Kostka: 6, tracę głos w okresie od 16.07 do 23.07 : (
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


George Walker

Absolwent Gryffindoru
Wiek : 36
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 177
C. szczególne : intensywny zapach cygara na ubraniu, dobrej jakości ubrania, spod kołnierza, przy szyi wystaje gruba warstwa bandażu.
Galeony : 167
  Liczba postów : 265
https://www.czarodzieje.org/t20293-george-walker#636736
https://www.czarodzieje.org/t20294-skrytka-pocztowa-g-w#636761
https://www.czarodzieje.org/t20292-george-walker#636733
Trująca ścieżka  - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Trująca ścieżka  - Page 3 Empty


PisanieTrująca ścieżka  - Page 3 Empty Re: Trująca ścieżka   Trująca ścieżka  - Page 3 EmptyPią 9 Lip - 16:03;

To tak zwana niespokojna krew, która nie pozwalała mu na nawet odrobinę statyczności. Unikał jak ognia momentów kiedy ma wolny czas i nie ma w co rąk włożyć. Dlatego też umówił się na wyjście z samego rana, rad, że upichci trzy pieczenie na jednym ogniu: trzy zioła przydatne na najbliższy dzień roboczy, spotkanie z Theo, a i wymęczenie fizyczne kiedy pocwałują przez połowę rezerwatu. Weekend idealny czyż nie? Pogoda nie popsuła mu humoru choć trzeba przyznać, że naprawdę się starała. Największe negatywne emocje już z niego opadły, a więc mógł myśleć trochę trzeźwo, a co za tym idzie, odkrywał, że ten fizyczny niepokój i nieśmiała ciągotka pożądania były ekscytujące jeśli je dostatecznie podsycać. Obiecał sobie jednak, że ograniczy kontakt fizyczny z Theo do absolutnego minimum, aby sprawdzić do jakiego stopnia będzie w stanie zatęsknić. To pomoże ocenić poziom swoich odczuć względem niego. - Tak daleko jak będzie to konieczne, a to znaczy, że do momentu znalezienia tych roślin. - zapewnił, dając dowolną interpretację odpowiedzi - być może uda się im znaleźć co trzeba od razu, a rośnie dobrze mogą wrócić wieczorem do domu z pustymi rękoma. Omiótł wzrokiem barwną ścieżkę jednak z Zielarstwa znał jedynie podstawy, a potrzeby dodatkowe uzupełniał nadrabianiem wiedzy. - Dobrze, jeśli znajdziemy tu coś bezcennego. Źle, jeśli to nas znajdzie coś… ale na przykład, głodnego. - troszkę go straszył, w końcu są dorośli, a tutaj można zachowywać się jeszcze swobodniej niż gdziekolwiek indziej na świecie. Zerknął z ukosa na jego profil kiedy ten się na nim tak podparł. Da sobie rękę uciąć, że coś się za tym kryło. W końcu to Theo. - O nie, to znaczy, że muszę wymienić cię na inny model asystenta. - starał się brzmieć śmiertelnie poważnie, ale kąciki jego ust drgnęły, aż w końcu z jego trzewi wydostał się krótki śmiech. - To znaczy, że istnieje niewielka szansa znalezienia tych ziół. Nie jestem zielarzem, znam podstawy. - oznajmił jednak nie był z tego powodu tak zły jak powinien. Ten dzień za wszelką cenę chciał być udany, a przynajmniej przebyty z dobrym humorem. Zainteresował się jedną z rosnących tuż obok niego roślin lecz jej nie dotykał. Theo zrobił coś zgoła odwrotnego, bo nie tylko dopadł do jakichś dziwnych krzaków ale od razu włożył tam ręce. George jęknął i ruszył za nim powolnym krokiem. - Jak na aspirującego rzeczoznawcę wykazujesz nadzwyczajną swobodę w dotykaniu roślin nieznanego pochodzenia i to w dodatku w samym środku rezerwatu słynącego z wielu niebezpiecznych lokacji.- subtelnie go skarcił, ale skoro nic mu nie było (na pierwszy rzut oka) to skończyło się tylko na słowach. Stał nad jego ramieniem, na które położył swoją ciepłą dłoń. - Tylko nie mów o tym swojemu szefowi. - zażartował, przesuwając dłoń na jego kark, aby zetrzeć stamtąd krople potu. Potem cofnął rękę i wsunął ją do swojej kieszeni jakby absolutnie nie zrobił nic złego. - Wydaje mi się, że jest tu za gorąco na te rośliny, których szukamy. Może zabłądziliśmy, kto wie.- próbował budować coraz większe napięcie, aby sprawdzić stalowość nerwów swojego towarzysza. - Potrzeba nam cienia. Tam może być cyklamen.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Theodore Kain

Absolwent Gryffindoru
Wiek : 25
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 178
C. szczególne : delikatne piegi na nosie i w okolicach oczu / wyraźne oznaki niewyspania - sińce pod oczami, podkrążone ślepia
Galeony : 2360
  Liczba postów : 886
https://www.czarodzieje.org/t20346-theodore-kain#642305
https://www.czarodzieje.org/t20350-theodore-kain#642529
https://www.czarodzieje.org/t20349-theodore-kain#642528
https://www.czarodzieje.org/t20348-theodore-kain#642476
https://www.czarodzieje.org/t20351-theodore-kain-dziennik#642530
Trująca ścieżka  - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Trująca ścieżka  - Page 3 Empty


PisanieTrująca ścieżka  - Page 3 Empty Re: Trująca ścieżka   Trująca ścieżka  - Page 3 EmptyPią 9 Lip - 17:25;

Theo niekiedy pozwalał sobie na odrobinę lenistwa, przeleżenie popołudnia na kanapie z książką w dłoni, chociaż chyba nawet wtedy starał się chociaż wybrać jakąś pouczającą lekturę. Poza tym wolał jednak spędzać czas aktywnie, a nawet jeśli nie był tak zagorzałym fanem zielarstwa czy pieszych wycieczek po lasach, tak niewątpliwie możliwość wspólnego wypadu z Walkerem w znaczącym stopniu rekompensowała mu te niedogodności. Właściwie jego obecność poprawiała mu nastrój na tyle, że nawet wyjątkowo kapryśna pogoda i ulewny deszcz nie mogły zmyć uśmiechu z jego młodzieńczej twarzy. Był wypoczęty, pozytywnie nastawiony do tej zupełnie nieplanowanej przygody i miał nadzieję, że przy okazji pozna nieco lepiej ten słynny rezerwat w Dolinie Godryka. Nie to, żeby sam wcześniej go nie odwiedzał – czasami nawet odwiedzał wzgórza i polany ze szkicownikiem w ręku, żeby nabrać inspiracji. Z pewnością nie był jednak obeznany z terenem tak jak George, który zdaje się, że spędzał tu niemal każdy weekend. Nie był w stu procentach przekonany, jednak wydawało mu się, że właściwie zapamiętał jego słowa.
Kiedy usłyszał odpowiedź swojego szefa, mruknął tylko z przekąsem, bo nie ukrywał, że trochę się niecierpliwił. Dopóki nie wkroczyli na tę kolorową ścieżkę, wszystkie drzewa i tak wyglądały dla niego tak samo, a ciągły marsz pod górę dawał się we znaki. Karcące spojrzenie rzucił jednak Walkerowi dopiero wtedy, kiedy ten nieskutecznie próbował go nastraszyć. – Ha, ha. Mało zabawne. Lepiej skup się na rozczytaniu tej mapy. – Wycedził do niego przez zęby, ale jego ton i tak nie współgrał z rozbawionym uśmiechem, co jednoznacznie świadczyło o tym, że tylko się z nim droczy. Zresztą zaraz wsparł się na jego barku i akurat w tej kwestii George miał pewnie trochę racji. Nie chodziło wyłącznie o zmęczenie, poza tym również podświadomie szukał kontaktu z jego ciałem, nawet jeśli obiecał sobie, że tym razem nie będzie na niego w żaden sposób naciskać.
- Nie chcesz mnie wymienić. – Odpowiedział mu ze zmartwieniem udawanym chyba nieco skuteczniej niż ten jego śmiertelnie poważny ton. Miał wrażenie, że Walker miał zbyt miękkie serce, żeby dobrze kłamać, chociaż może nie powinien go przedwcześnie w tym zakresie oceniać, skoro wiele razy zdołał go jednak zaskoczyć. – Czyli świetnie się dobraliśmy. Zgrany duet. Mówiłeś, że za ile dni mają ewentualnie dostarczyć te zioła do sklepu? – Lubił go prowokować, nawet jeżeli tym razem jego wypowiedź miała raczej żartobliwy charakter. Raczej, bo prawdę mówiąc, po tym co usłyszał, nie wróżył im sukcesu. Jedyne co mogło im pomóc to determinacja jego przełożonego, który do pracy przykładał się przecież jak nikt inny.
Na tym rozmowa się ucięła, bo Theo popędził zaciekawiony ognistoczerwonym krzakiem i zachęcony intensywnym zapachem zapomniał o jakichkolwiek środkach ostrożności. A powinien pomyśleć, że ten piekielny kolor zwykle zwiastuje jakieś niebezpieczeństwo… Do porządku przywołała do dopiero subtelna jak na Walkera reprymenda, która i tak podziałała na niego nad wyraz efektywnie. Od razu odsunął rękę, którą muskał delikatnie maleńkie płatki kwiatów i odsunął się jak poparzony od swej zdobyczy, niemal wpadając na swojego szefa, który w tym samym czasie ułożył dłoń na jego ramieniu. – Myślisz, że mogę go tak okłamywać? – Dobry humor się go trzymał, ale trudno, żeby było inaczej, kiedy ten miły gest ze strony George’a, przesunięcie palców po jego spoconym karku, sprawił że zrobiło mu się jakoś cieplej na serduszku.
Odwrócił się w jego stronę, żeby móc wreszcie spojrzeć mu w oczy, ale jego mina zdradzała, że się zamyślił. – Możliwe, skoro sam mówiłeś, że tego miejsca nie ma na mapie. Ciekawe dlaczego… – Nie pomyślał, że może ktoś nie umieścił go na niej celowo przez wzgląd na to, że te wszystkie rośliny wokoło chociaż piękne, były również cholernie trujące. Nie pomyślał też wcześniej, że nie powinien ich dotykać, ani wdychać wydzielanych przez nie oparów. Brawo, Theo. – Dobra myśl. W tym upale i tak daleko nie zajdziemy. – Z ulgą przyjął wiadomość, że wreszcie wejdą nieco dalej w głąb lasu, bo nawet wspaniałe widoki nie mogły zwyciężyć z tym piekącym słońcem. – Prowadź. Aa… i przy okazji powiedz mi jak dokładnie wygląda ten cały cyklamen, żebym wiedział, czego mam w ogóle szukać. – Poprosił go, bo bez takiej wiedzy i tak był kompletnie bezużyteczny. Miał jeszcze coś powiedzieć, ale zamiast tego osłonił dłońmi twarz, nie mogąc powstrzymać się od kichnięcia, w którym nie zwietrzył żadnego niebezpieczeństwa. – Wystarczy, że go znajdziemy i zerwiemy czy będziemy musieli go jeszcze jakoś przygotować do badań? – Obsypywał go kolejnymi pytaniami żywo zainteresowany kolejnymi krokami w ich małym przedsięwzięciu. Nawet jeśli nie był mistrzem zielarstwa, to jednak ciekawiło go jak te konkretne zioła mogą pomóc im się zapoznać z diagnozowanym artefaktem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


George Walker

Absolwent Gryffindoru
Wiek : 36
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 177
C. szczególne : intensywny zapach cygara na ubraniu, dobrej jakości ubrania, spod kołnierza, przy szyi wystaje gruba warstwa bandażu.
Galeony : 167
  Liczba postów : 265
https://www.czarodzieje.org/t20293-george-walker#636736
https://www.czarodzieje.org/t20294-skrytka-pocztowa-g-w#636761
https://www.czarodzieje.org/t20292-george-walker#636733
Trująca ścieżka  - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Trująca ścieżka  - Page 3 Empty


PisanieTrująca ścieżka  - Page 3 Empty Re: Trująca ścieżka   Trująca ścieżka  - Page 3 EmptyPią 9 Lip - 18:48;

Można nazwać go stałym bywalcem rezerwatu Doliny Godryka. Przychodził tu często i często też odnajdywał coraz to nowe lokalizacje o których wcześniej nie słyszał. Między innymi dlatego szlaki rezerwatu go przyciągały - nigdy nie wiadomo na co trafisz, a pewnym jest, że wrócisz pozytywnie zmęczony. Nieudana próba nastraszenia Theo została skomentowana dłuższym uśmiechem. - Chyba zgubiłem mapę.- droczył się bowiem kilka chwil wcześniej pomniejszył ją i ukrył w kieszonce spodni. Theo nie był dzieciakiem aby dać się na to nabrać, miło było to zauważyć. Był bardziej wytrwały niż z początku zakładał. - Może tak, może nie.- odparł neutralnie na sugestię wymiany asystenta na znawcę zielarstwa. Nie do końca chciał deklarować swoje stanowisko w sprawie ich relacji. Między nimi nie było jeszcze w porządku bowiem czasem chodził za nim ten cień wyrzutu za jego występek. Nie do końca jeszcze mu ufał, a więc sobotnia Wieczysta Przysięga ukoi trochę jego wątpliwości. Rozważał czy postępuje słusznie jednak bez tego może minąć dużo (zbyt dużo) czasu aby miał mu na nowo zaufać. - Za 4 dni będzie dostawa w szklarni, a my potrzebujemy tego za dwa dni. Nie chcę tracić czasu na czekanie, dlatego powinniśmy znaleźć chociażby trop… - testy, testy, testy. Sporo ich jeszcze będzie, a i dzisiaj połączył przyjemne z pożytecznym. Obecność chłopaka była smakowitym dodatkiem do dnia, a i miło jest mieć do kogo otworzyć usta. Potem zebrało mu się na drobny żart, który to Theo szybko podłapał. - Nigdy nie okłamuj swojego szefa, ale jeśli zapomnisz wspomnieć o swojej lekkomyślności to ten jeden raz może zostać to wybaczone.- wybrnął dzielnie spomiędzy młota a kowadła. Skoro nic chłopaka nie użarło ani nie podchwyciło za kostkę to znak, że nie trafił na nic niebezpiecznego. Mogli zatem ruszyć naprzód, a i przy okazji zejść z parującego słońca. Robiło się coraz bardziej duszno a to jawny znak, że lada moment znowu może rozpocząć się ulewa. Nie powinni wtedy pałętać się między drzewami. Wypadałoby znaleźć jakiś punkt ochronny. - Zaskoczę cię. Ma różowy kwiatostan i będzie sięgać najwyżej do kostek. To jak szukanie igły w stogu siana.- uzmysłowił sobie beznadziejność poszukiwań jednak nie zaproponował przerwania ich. Mają jeszcze trochę czasu, a nuż znajdą to, co trzeba. Brodził w roślinach po kolana, a krańcem różdżki odchylał krzaki, szukając tego konkretnego odcienia różu. Skinął mu ręką, aby dołączył do równego tempa. - Wystarczy go ususzyć i potem możesz robić co chcesz. - zakomunikował pogodnie i coraz bardziej oddalał się od ścieżki. Otarł czoło gołym nadgarstkiem. Pogoda postanowiła im obrzydzić spacer. Nie ma to jak parny lipiec… - Za jakiś czas wypadałoby znaleźć dobre miejsce na schron bo jeśli nas złapie burza to lepiej nie stać w pobliżu roślin i drzew. Nie chcemy oglądać występów glicynii błyskawicznej. Dla twojej wiedzy, ona ściąga na siebie pioruny, żywi się nimi i rozrasta. - dodał już poważnie, bo to akurat nie były przelewki. - Jakie plany na dalszą część dnia? Zakładając rzecz jasna, że skończymy tu o tej osiemnastej. - pytał idąc przodem i tylko na moment odwracając się w stronę chłopaka, aby sprawdzić czy się nigdzie nie zgubił.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Theodore Kain

Absolwent Gryffindoru
Wiek : 25
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 178
C. szczególne : delikatne piegi na nosie i w okolicach oczu / wyraźne oznaki niewyspania - sińce pod oczami, podkrążone ślepia
Galeony : 2360
  Liczba postów : 886
https://www.czarodzieje.org/t20346-theodore-kain#642305
https://www.czarodzieje.org/t20350-theodore-kain#642529
https://www.czarodzieje.org/t20349-theodore-kain#642528
https://www.czarodzieje.org/t20348-theodore-kain#642476
https://www.czarodzieje.org/t20351-theodore-kain-dziennik#642530
Trująca ścieżka  - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Trująca ścieżka  - Page 3 Empty


PisanieTrująca ścieżka  - Page 3 Empty Re: Trująca ścieżka   Trująca ścieżka  - Page 3 EmptyPią 9 Lip - 19:45;

Był dobrym, spostrzegawczym obserwatorem, więc trudno było go nabrać na tak proste sztuczki, chociaż akurat Walkerowi potencjalnie mogłoby się to udać, skoro już sama jego obecność wywierała całkiem spory nacisk na zdolność koncentracji młodego asystenta. Tym razem jednak nie wyszło, co Theo skwitował jedynie pobłażającym uśmiechem. Nie uwierzył również swojemu szefowi, kiedy ten dopuścił ewentualną możliwość wymiany go na bardziej obeznanego z zielarstwem podwładnego. Powiedzmy sobie szczerze, jeżeli do tej pory nie zechciał się go pozbyć, raczej marna była szansa, by zdecydował się na tak okrutny ruch w przyszłości. Kain wydawał się więc pewien swojej pozycji, i to nawet abstrahując od dogadanej przez nich wcześniej wieczystej przysięgi. Właściwie… to starał się nawet o niej nie myśleć, żeby przypadkiem nie popsuć sobie dobrego nastroju. – Czasami zastanawiam się, gdzie Ci się tak śpieszy… – Mruknął wyraźnie zadumany, ale właściwie tym razem trudno było mu się z nim nie zgodzić. – No dobra, sam jestem ciekawy. – Przyznał więc, że również nie może doczekać się ich nadchodzących badań.
Szedł dalej za nim, krok w krok, nie chcąc zbaczać z obranej przez niego ścieżki. Nie bywał w rezerwacie tak często, a po jego pierwszym upomnieniu zrozumiał, że ewentualne odłączenie się w głąb lasu może okazać się szaleńczym i niezwykle groźnym posunięciem. Poza tym wędrowali już tak długo, że czuł w kościach, że gdyby Walker zostawił go tutaj samego, miałby niemiały problem z odnalezieniem drogi do pobliskiej wioski. Wolał więc się nie zgubić. – W takim razie pozwolę sobie ten jeden raz przemilczeć prawdę i udawać, że nic się nie wydarzyło. – Odpowiedział mu z uśmiechem, nie chcąc wracać do swego lekkomyślnego zachowania. Nic go nie ugryzło, nic go nie swędziało, więc wydawało się, że jego brawura nie przyniosła jednak żadnych negatywnych konsekwencji.
- No dobra, może nie jest to coś dużego, ale przynajmniej kolor jest nietypowy. Damy radę, George. – Próbował pocieszyć swojego kompana, obejmując go swym ramieniem, po czym krzepiąco poklepał go po plecach. Tak, idealny pretekst, żeby znowu go dotknąć. Niestety nie mógł dłużej nacieszyć się tą chwilą, bo nie chciał wyjść na jakiegoś nieużytecznego obiboka. Oderwał się od niego i odgarniając stopą gąszcz zarośli, szukał pośród nich tego opisanego mu przez szefa, a dość charakterystycznego kwiatostanu. Dopiero po chwili podpatrzył, że Walker używa do tego procederu różdżki, więc poszedł w jego ślady, żeby czasem nie zmaltretować cyklamenu butem. Zaangażował się do tego stopnia, że pozostał gdzieś w tyle za George’em i dopiero na jego skinienie przyśpieszył kroku. – ”Co chcesz” to mało konkretny opis. Musisz być bardziej precyzyjny, jeśli chcesz się dzielić swoją wiedzą z asystentem. – Burknął pod nosem, bo czymże była dla niego ta informacja. Dowiedział się tyle, że muszą potem roślinę ususzyć, ale poza tym nadal nie wiedział czy ma ona jakieś szczególne, magiczne właściwości albo w jakich eliksirach jest wykorzystywana. A, chwila, to akurat wiedzieć powinien. Co prawda wrzenie mikstur też nie należało do jego najmocniejszych stron, ale na pewno radził sobie z nim lepiej niż z zielarstwem. No tak, tyle że problem tkwił gdzieś indziej. Nie bez powodu nie kojarzył nazwy tej rośliny. Nawet teraz, próbując sobie przypomnieć receptury znanych mu eliksirów, nie pamiętał, by gdziekolwiek wystąpił cyklamen.
Popatrzył na swojego przełożonego z otępiałym wyrazem twarzy, gdy ten wspomniał o jakiejś glicynii błyskawicznej. Na szczęście mężczyzna szybko zdał sobie sprawę z braków w jego wiedzy i wyjaśnił mu, co takiego niesie ze sobą spotkanie tej rośliny w trakcie burzy. – Ah. To tak, zdecydowanie nie chcielibyśmy na nią trafić. – Rzucił z niesmakiem, bo nie chciał sobie nawet wyobrażać jak wyglądałoby to widowisko. Wystarczyło mu, że kilkukrotnie zetknął się z diabelskimi sidłami i nigdy nie było to przyjemne przeżycie. Kolejne pytanie sprawiło mu znacznie więcej kłopotów, bo głupio było przyznać, że nie zastanawiał się jeszcze, co będzie robił wieczorem. – Na pewno coś spokojnego, co nie zaburzy potem snu. Może wyciągnę w końcu szkicownik. Miałem kiedyś taki głupi plan, żeby zacząć rysować w nim różne odmiany magicznych roślin. Może wtedy łatwiej mi będzie je zapamiętać. – Odezwał się po chwili namysłu ze słyszalną nutą dumy w głosie, bo wreszcie mógł pochwalić się tym, że przesypia całe noce, co zresztą dało się nawet wyczuć po jego twarzy. – A Ty? Co zamierzasz robić wieczorem? – Przerwał na chwilę, odchodząc parę kroków dalej, bo miał wrażenie, że zauważył pośród trawy coś różowego. – Tylko nie mów mi, że będziesz pracował. Też obiecałeś mi, że odpoczniesz. – Obrzucił go stanowczym, nieakceptującym sprzeciwu spojrzeniem, ale zaraz po tym powrócił do swojego znaleziska. Przykląkł nawet przy nim, by odgarnąć wszystko wokoło i dokładniej przyjrzeć się kwiatostanowi. – George, chodź tutaj! Nie wiem czy to na pewno ten cyklamen, ale jeśli nie, to coś bardzo podobnego. – Przywołał swojego przełożonego, pokazując mu łodyżkę z płatkami w barwie lila. – Powiedz, że to to, bo nie uśmiecha mi się przeżywanie burzy w lesie… – Mruknął błagalnym tonem, przechylając głową niczym szczeniak, bo nie chciał otwarcie i szczerze powiedzieć, że się boi. Prawda była taka, że uwielbiał burze, ale tylko wtedy, kiedy mógł ją spędzić bezpiecznie, w zaciszu swojego mieszkania. Teraz jednak, kiedy czuł, że powoli zrywa się silniejszy wiatr, nie był już aż takim chojrakiem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


George Walker

Absolwent Gryffindoru
Wiek : 36
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 177
C. szczególne : intensywny zapach cygara na ubraniu, dobrej jakości ubrania, spod kołnierza, przy szyi wystaje gruba warstwa bandażu.
Galeony : 167
  Liczba postów : 265
https://www.czarodzieje.org/t20293-george-walker#636736
https://www.czarodzieje.org/t20294-skrytka-pocztowa-g-w#636761
https://www.czarodzieje.org/t20292-george-walker#636733
Trująca ścieżka  - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Trująca ścieżka  - Page 3 Empty


PisanieTrująca ścieżka  - Page 3 Empty Re: Trująca ścieżka   Trująca ścieżka  - Page 3 EmptyPon 12 Lip - 17:25;

- Mnie się nigdzie nie spieszy. Mam dużo wolnego czasu, a więc łączę to z pożytecznością. - odparł dosyć beztrosko, oczywiście zgodnie z prawdą. Fakt, że przemawiał przez niego pracoholizm to już inny rozdział historii. Powszechnie wiadomo, że gdyby bank Gringrotta pozwalał na pracę weekendową to George byłby jednym z pierwszych osób, które mogłyby się tam zadomowić. Póki co nie ma co na ten temat gdybać bo miał obok siebie Theo. Nie do końca mu jeszcze ufał, co nie zmienia faktu, że powoli docierała do niego prawda, iż jego obecność sprawiała mu przyjemność. Czy tak powinno być? Został przez niego zdradzony, a jednak oczywiście nie wymieniłby go na żaden inny model bowiem nie potrafił sobie odmówić jego dzisiejszego towarzystwa. Podobały mu się te subtelne muśnięcia palców czy przekradająca się serdecznie dłoń po ramieniu. Niby nic, a jednak nie potrafił nie zwracać na to uwagi. Powiódł za nim wzrokiem kiedy ten zagrzewał ich do działania. Nie wierzył w przypadkowość. Zachowanie obojętności na takie gesty przychodziły mu z lekkim trudem. Chętnie rozluźniłby ramiona, a tak do tej pory są spięte. - Miałem na myśli, że jedyne, co trzeba zrobić z cyklamenem to go ususzyć. Potem masz czas wolny, nie musisz się potem tym kłopotać. Resztą zajmę się ja. - sprostował swoją wypowiedź, która wcześniej musiała zostać źle zaakcentowana. Odgarniał różdżką poszczególne rośliny lecz po pewnym czasie zorientował się, że zerka ukradkiem przez ramię na pracującego chłopaka. Jak daleko posunie się w swojej pracowitości? Ile żył sobie wypruje, ile wolnego czasu poświęci na pracę? Czy cały czas próbuje mu wynagrodzić zdradę? Kiedy uzna, że już nie musi? Miał ochotę sprawdzić do jakiego stopnia Theo jest gotów pokutować poprzez pracowitość. Sam George mógłby nie lada na tym skorzystać jednak planowane złożenie Wieczystej Przysięgi jest już sporą "odpłatą", bowiem wiążącą na całe życie. Powinien pozbyć się chłopaka ze swojego towarzystwa i nakazać mu spędzać czas ze swoimi równolatkami, a nie z szefem, w samym środku Doliny Godryka.
Ledwie napomknęli o burzy, a zaczęło kropić ciepłym deszczem. - Dlaczego uważasz szkicowanie magicznych roślin za głupi pomysł? - zapytał, standardowo doczepiając się jednego z niezrozumiałych dlań określeń. - Zamierzasz więc spędzać wolny wieczór na edukowaniu się z zielarstwa? - kolejne pytanie, ale teraz zadane z wymowną nutą powątpiewania. Theo za dużo czasu spędza z pracoholikami (a dokładniej z jednym). - Odpocznę, odpocznę. - odwrócił wzrok i przykucnął przy gęstej kępce fioletowych roślin, szukając pośród nich odpowiedniego odcienia różu. - Jeśli pogoda na to pozwoli, wrócę do rezerwatu. Całonocny biwak. - nie dopowiadał czy wybiera się z kimś, czy sam. Zaznaczał jedynie, że nie będzie chciał wracać ot tak do domu. Do tego potrzeba odpowiedniej godziny, kiedy Robin będzie już na miejscu, aby zagłuszyć jego wolny czas, którego unikał. Wyprostował się i wrócił do chłopaka, brodząc w roślinach po kolana. Nachylił się nad Theo, aby zdiagnozować roślinę jednak kiedy tylko zdał sobie z tego sprawę, zorientował się, że to kolejne naruszenie przestrzeni, które przyniosło ku jego zmysłom zapach Theo. Jak ma się tego pozbyć? - To chyba to. - rzucił, ale bez dodatkowych oględzin. - Weź dwie kępki i ruszajmy szukać schronienia. Nie zdążymy wrócić, a deportacja przy takim ciśnieniu i ogólnym fizycznym zmęczeniu jest ryzykowna. - nie powinien przemawiać tonem szefa jednak dzięki temu zasłaniał swoje odczucia względem fizycznej bliskości chłopaka. - Mogę odprowadzić cię do głównego szlaku i stamtąd bezpiecznie przeniesiesz się do miasta, Zasłonię cię zaklęciem odpychającym czynniki atmosferyczne. - dodał. Nie chciał się go pozbywać ze swojego towarzystwa, ale czuł, że jeśli go nie odepchnie to mu zaufa, a przecież nie może tego zrobić przed złożeniem Wieczystej Przysięgi. Musiał powstrzymać się przed zaufaniem mu... jeszcze parę dni. Nie był jednak pewien siły swojego postanowienia. Zapatrzył się gdzieś w jeden punkt nad drzewami, a wtedy wiatr zawiał mocniej i wpuścił między koronami drzew ciepły i przyjemny deszcz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Theodore Kain

Absolwent Gryffindoru
Wiek : 25
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 178
C. szczególne : delikatne piegi na nosie i w okolicach oczu / wyraźne oznaki niewyspania - sińce pod oczami, podkrążone ślepia
Galeony : 2360
  Liczba postów : 886
https://www.czarodzieje.org/t20346-theodore-kain#642305
https://www.czarodzieje.org/t20350-theodore-kain#642529
https://www.czarodzieje.org/t20349-theodore-kain#642528
https://www.czarodzieje.org/t20348-theodore-kain#642476
https://www.czarodzieje.org/t20351-theodore-kain-dziennik#642530
Trująca ścieżka  - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Trująca ścieżka  - Page 3 Empty


PisanieTrująca ścieżka  - Page 3 Empty Re: Trująca ścieżka   Trująca ścieżka  - Page 3 EmptyWto 13 Lip - 18:20;

Nie powiedział już tego na głos, chociaż miał wrażenie, że George zawsze starał się łączyć przyjemne z pożytecznym, żeby przypadkiem nie marnować czasu bezproduktywnie. Wcale by się nie zdziwił zresztą, gdyby Walker przesiadywał całe weekendy w banku. Na jego szczęście prawo wymagało przestrzegania pewnych norm pracy i zmuszało go przynajmniej w niewielkim stopniu do skorzystania z wolnych dni. – Wiesz, że nie musisz wszystkiego robić sam. Może nie znam się zbytnio na zielarstwie, ale chętnie pomogę… albo chociaż się czegoś przy Tobie nauczę. – Odparł, kiedy jego szef podkreślił, że zajmie się resztą obowiązków. Theo nie miał pojęcia, na czym miałyby one polegać, ale powiedzmy sobie szczerze, na razie i tak nie miał żadnych lepszych planów. Oczywiście zamierzał wyjechać na zasłużone wakacje, ale póki co odkładał ten wyjazd na sierpień, nie chcąc wybierać urlopu ledwie po rozpoczęciu pracy na asystenckim stanowisku, szczególnie kiedy trafił na tak doświadczonego przełożonego. Mężczyzna zarażał pasją do rzeczoznawstwa, ale przy okazji niestety również i swoim pracoholizmem.
Rozgarniał kępkę liści, kiedy poczuł na ramieniu pierwsze krople ciepłego deszczu. Nie ukrywał, że było to całkiem przyjemne uczucie, ale niestety jednocześnie zwiastowało ono załamanie pogody i nadejście burzy, z którą naprawdę wolałby się zderzyć dopiero w czterech ścianach swojego mieszkania, a na rozbłysłe od błyskawic niebo popatrzeć wyłącznie przez okno w salonie. – Wiem, nie brzmi to zbyt porywająco. – Przyznał z przekąsem, kiedy nawet George wytknął mu, że zdecydował się spędzić wieczór z nauką. Właściwie nie wykluczał również, że pogra w jakąś grę na laptopie, ale o tym wolał nie wspominać. Nie był pewien, czy jego towarzysz wie w ogóle co to za urządzenie, a długo by trzeba było tłumaczyć, gdyby go nie kojarzył.
- Chyba na razie się na to nie zapowiada… – Mruknął pod nosem a propos poprawy pogody, przytrzymując przy tym łodygę jasnoróżowej rośliny. Głowę podniósł jednak do góry, z przestrachem spoglądając na coraz to ciemniejsze chmury. Z zamyślenia wyrwał go dopiero głos Walkera, który to potwierdził, że udało mu się odnaleźć coś, co najprawdopodobniej było cyklamenem. Zerwał więc garść kwiatów, podając je swojemu szefowi, ale już na pierwszy rzut oka widać było po nim, że nie czuje się zbyt komfortowo. – Na pewno nie możemy się stąd deportować? – Jęknął zresztą zaraz mimowolnie, kiedy gwałtowniejszy wiatr szarpnął materiał jego koszulki. Pamiętał dobrze jak kiedyś utknął poza miastem w taką burzę, a silny wiatr sypał piachem w oczy. Bał się, że znowu zerwie się jakieś tornado albo że z nieba posypie się niebezpieczny grad. Mimo tego próbował udawać, że wcale nie przeraża go ta pogodowa aura, ale chyba mało wiarygodnie, skoro George nagle zaproponował, że zasłoni go zaklęciem odpychającym czynniki atmosferyczne. Miło z jego strony. Problem w tym, że nie był wcale pewien, czy takowe zadziałałoby w przypadku zerwania się trąby powietrznej.
Dzięki. Nie trzeba. – Wzbraniał się przed pomocą nawet wtedy, gdy deszcz zaczął zacinać mocniej, a wokoło zrobiło się znacznie ciemniej, jak gdyby nastał już późny wieczór. – To mówiłeś, że gdzie możemy się schować? – Próbował zachować spokój, ale kiedy nagle rozległ się donośny grzmot, a zaraz po nim dało się usłyszeć również głośny trzask gałęzi, cały zadrżał i niewiele myśląc, wyrwał do przodu, wyprzedzając stojącego tuż przy nim Walkera. Przestał zważać na to, że nie zna okolicy i że winien puścić przed siebie swego przewodnika. – No chodź szybciej… – Zamiast tego zaczął go pośpieszać, z niepokojem poszukując wzrokiem czegokolwiek, co mogłoby posłużyć im za schronienie. W duchu modlił się tylko, żeby piorun nie uderzył w jakieś pobliskie drzewo albo żeby któreś z nich przypadkiem nie zwaliło im się na drogę. Wiatr stawał się coraz silniejszy, przez co i jemu trudniej było uspokoić rozszalałe bicie serca. Do tego dość szybko okazało się, że narzucone przez niego tempo marszu miało swoje minusy. Po kilku kolejnych krokach poślizgnął się na rozmokłej ziemi i o mało co nie stoczył się z całkiem wysokiego zbocza, w porę łapiąc się wystającego z błota korzenia. Śliskie, nijak nieprzyczepne podłoże skutecznie uniemożliwiało mu jednak wgramolenie się z powrotem na górę, co sprawiło, że czuł się jeszcze bardziej podenerwowany. Przestraszył się jednak nie na żarty dopiero wtedy, kiedy zrobił coś, czego robić nie powinien: spojrzał za siebie w dół, wprost na rozciągające się poniżej mokradła. - Kurwa. - Przeklął pod nosem, próbując podciągnąć się wyżej, ale noga znów mu się omsknęła. - George! - Wykrzyknął żałośnie do swojego towarzysza, szukając u niego wsparcia. Potrzebował jego dłoni, bo bał się, że jeśli zwolni uścisk zsunie się wraz ze spływającą rzeką błota w przepaść.

+
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


George Walker

Absolwent Gryffindoru
Wiek : 36
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 177
C. szczególne : intensywny zapach cygara na ubraniu, dobrej jakości ubrania, spod kołnierza, przy szyi wystaje gruba warstwa bandażu.
Galeony : 167
  Liczba postów : 265
https://www.czarodzieje.org/t20293-george-walker#636736
https://www.czarodzieje.org/t20294-skrytka-pocztowa-g-w#636761
https://www.czarodzieje.org/t20292-george-walker#636733
Trująca ścieżka  - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Trująca ścieżka  - Page 3 Empty


PisanieTrująca ścieżka  - Page 3 Empty Re: Trująca ścieżka   Trująca ścieżka  - Page 3 EmptyPią 16 Lip - 21:38;

Nie mógł zlekceważyć gorliwości Theo. Nie tylko poświęcał swój wolny czas, aby pomóc mu, co tu dużo mówić, w pierdole, ale też starał się z całych sił wcielić w rolę dobrego przyjaciela. Przygryzł kącik swoich ust i spoglądał na chłopaka dłuższą chwilę, zapominając na moment, że muszą schować się przed nadciągającą burzą. Odwrócił się do niego przodem i wsunął rękę do kieszeni spodni. Dłoń, która dzierżyła różdżkę, opadła ciężko na jego ramię. Zlokalizował jego spojrzenie. - Nie rób tego, co ja, Theo. Nie poświęcaj tyle dla kariery bo jeden krok za dużo i nie ma odwrotu. Przepadasz.- nie potrafił zawrócić z tej drogi dbania o karierę, ale ambicja Theo zaczynała mu trochę dziwnie wyglądać. Nie chciał, aby młody popadł w pracoholizm. - Ale kim ja jestem, aby coś takiego mówić.- uśmiechnął się gorzko i cofnął rękę, ruszając już naprzód, aby znaleźć dobre miejsce do deportacji. Wystarczy kawałek polany, byleby dalej od drzew. Wiało coraz silniej, robiło się coraz ciemniej. Parę dużych kroków później teren ziemi zmienił się, pod stopami czuł już nierówność podłoża, gdy schodzili trochę w dół. Rozglądał się uważnie po drzewach szukając oznaczeń szlaku. - Możemy, ale wtedy jest większa szansa na rozszczepienie, jeśli w trakcie teleportacji przemkniemy gdzieś w pobliżu błyskawic. Wolę przeczekać tę nawałnicę w osłonionym miejscu. - przyspieszył, ponaglając ręką chłopaka, byleby się nie ociągał. Wiatr zawył głośniej i szarpnął koronami drzew. Nie było czasu do stracenia. - Znam jedno miejsce… ale dojdźmy chociaż za tamtą kurtynę drzew.- wskazał ręką lokalizację, która mogłaby służyć za nienajgorszy punkt wypadowy. Okazało się, że wcale nie musiał go poganiać bo ten wypalił naprzód z imponującą prędkością. Aż popatrzył na jego plecy z lekkim zadziwieniem, bo chyba ktoś nie czuł się dobrze w tragicznych warunkach pogodowych? To go trochę… rozczuliło. Potwierdziło to też, że chłopak jest wrażliwy… więc czemu chciał zniszczyć mu karierę, zaślepiony zemstą? Tak wiele tu sprzeczności… czemu wierzyć? Kiedy tak zastygł na dosłownie chwilę, Theo zdążył poślizgnąć się i utknąć. Usłyszał swój własny głos, zagłuszony przez donośny grzmot nadeszłej burzy. Chyba go wolał, nie wiedział, bo ruszył naprzód, aby mu pomóc. Wtedy spadła na niego ściana deszczu, a więc warunki atmosferyczne uległy stanowczemu pogorszeniu. Wytrzymaj!- zawołał, ale nie miał pewności czy ten cokolwiek teraz usłyszy. Przykucnął w miejscu i wycelował różdżkę w chłopaka. Wtedy go tknęło - ma niewielkie szanse utrzymania jakiegokolwiek zaklęcia w tej ścianie deszczu. Widoczność siadała, wiatr coraz mocniej szarpał gałęziami, niebo rozbłyskiwało upiornym blaskiem. Wyczarował niewidzialna linę, którą uwiązał wokół najbliżej leżącego pnia, a potem trzymając mocno różdżkę (i modląc się, aby mu się nie wyślizgnęła spomiędzy palców) zsunął się powoli w kierunku chłopaka, na jego wysokość. Złapał go mocno za rękaw, kiedy znalazł się tuż obok niego. Czar niewidzialnej liny słabł z każdą sekundą. - Będzie trząść. - zdołał z siebie wydusić. W momencie kiedy czar niewidzialnej liny prysnął, George deportował ich w tych tragicznych warunkach pogodowych. Wziął na klatę większe ryzyko rozszczepienia, byleby Theo nie wylądował w błotnistej przepaści w samym środku nawałnicy.
+
| zt x2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Eskil Clearwater

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VI
Wiek : 18
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 180
C. szczególne : wszędzie nosi ze sobą bezdenny plecak; na głowie czapka z daszkiem + kaptur bluzy
Dodatkowo : Półwil
Galeony : 343
  Liczba postów : 1685
https://www.czarodzieje.org/t19775-edward-eskil-clearwater#597052
https://www.czarodzieje.org/t19779-pokrecona-skrzynka-na-listy#597322
https://www.czarodzieje.org/t19776-eskil-clearwater#597057
https://www.czarodzieje.org/t20151-eskil-clearwater-dziennik#624
Trująca ścieżka  - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Trująca ścieżka  - Page 3 Empty


PisanieTrująca ścieżka  - Page 3 Empty Re: Trująca ścieżka   Trująca ścieżka  - Page 3 EmptyWto 24 Sie - 9:25;

Kostka: 5

(Wakacje)

Rechotał. Śmiał się dobre pięć minut i cóż, dźwięk niósł się echem wśród zieleni. Nic sobie nie robił z min Robin, po prostu śmiał się bo… zgubili się. Nie tak powinna reagować zdrowa, racjonalna osoba. Gdzie tu jakieś miejsce na strach, niepokój, zmartwienie się? Nic a nic nie mogło go wystraszyć, nie teraz, kiedy śmiał się w głos chwilę po przekroczeniu warstwy krzaków, która nie zaprowadziła ich z powrotem na ścieżkę. To jego pierwsza wyprawa do Doliny Godryka. Obiecał Beatrice, że wróci przed zmrokiem, zapewnił, że idzie z przyjaciółką, która mieszka niedaleko (wymuszone kłamstwo), a ta jest już studentką, nie pójdą daleko... a zgubili się.
- Jeśli w promieniu dwudziestu metrów ma komuś przytrafić się pech to przytrafi się nam.- śmiał się, wyjątkowo uhahany, rozbawiony i zadowolony, że nie jest tu sam. Na pustyni miał lekkiego pietra kiedy zgubił grupę wycieczkowiczów jednak tutaj… towarzystwo sprawiało, że humor miał wyborny. Bardziej martwiłby się o nią gdyby mu zaginęła aniżeli o samego siebie. Poprawił bezdenny plecak na plecach i rozglądał się po pięknej dzikiej alejce.
- Dlatego tak mnie tu ciągnie. Zobacz jak pięknie. A potem nauczyciele dziwią się, że nie chcę wiecznie siedzieć w zamku, gdzie jest zimno i buro. Ciekawe czy otworzą na nowo Zakazany Las… - gadał sobie i zdjął czapkę z daszkiem z głowy, bowiem było tu dosyć gorąco. Powietrze nie chciało się ruszyć ani trochę więc ubranie powoli przyklejało się do ciała od potu. Otrzepał spodnie z paru trzminorków, które się po drodze do niego przykleiły.
- Ale od polany wil trzymajmy się z daleka. Obiecałem Beatrice, że nie będę tam szedł i szczerze, nie chcę. TAK, mam pietra. Dziwisz się?- pomimo unoszącej się tu aury nie miał oporów przed trajkotaniem. Buzia mu się nie zamykała, a to wszystko dzięki temu, że Robin przyjechała do niego na ostatni weekend przed nowym rokiem szkolnym i mogą robić co chcą. Dolina Godryka zawsze była dlań pokusą więc gdy tylko Robin o niej napomknęła, zgodził się na tę skrajną głupotę, spakował parę rzeczy do plecaka i ruszyli. Nawet zgubienie ścieżki niezbyt go niepokoiło, w końcu Robin potrafi teleportować się z dodatkowym pasażerem. Przeciągnął się, jakby dopiero co się obudził. Chłonął ciekawe widoki i co kilka minut ocierał kark, a to czoło z cienkiej wilgotnej warstwy potu. Co za duchota!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Robin Doppler

Student Slytherin
Rok Nauki : II studencki
Wiek : 21
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 166 cm
C. szczególne : Podobnież duże oczy, trzy podłużne blizny po pazurach od lewego nadgarstka aż do łokcia, bardzo jasne, blond włosy
Galeony : 1400
  Liczba postów : 1202
https://www.czarodzieje.org/t19800-robin-doppler#600127
https://www.czarodzieje.org/t19810-robin-i-jej-sowa#600759
https://www.czarodzieje.org/t19811-robin#600760
https://www.czarodzieje.org/t19808-robin-doppler#600671
https://www.czarodzieje.org/t20573-robin-doppler-dziennik
Trująca ścieżka  - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Trująca ścieżka  - Page 3 Empty


PisanieTrująca ścieżka  - Page 3 Empty Re: Trująca ścieżka   Trująca ścieżka  - Page 3 EmptyWto 24 Sie - 10:13;

Kostka: 4 - się poparzy bidulka...

Kiedy tylko otrzymała od Eskila zaproszenie na weekend do Doliny Godryka, aby spędzić razem nieco czasu przed rozpoczęciem roku szkolnego, nie wahała się nawet sekundy. Co mogła poradzić na to, że uwielbiała tego Ślizgona i zawsze (no dobra, zazwyczaj...) czas spędzany w jego towarzystwie był naprawdę udanym? Poza tym, sama nie miała zbyt wielu sposobności do zwiedzania Doliny, więc to była idealna okazja, aby nadrobić. Wyjaśniła oczywiście rodzicom o co chodzi, posiłkując się mniejszym bądź większym kłamstwem, które miało uwiarygodnić jej historię i ruszyła w drogę!
Oczywiście nie mogli usiedzieć na miejscu, bo jakże to tak? W końcu mieli zwiedzać, więc należało to nadrobić jak najszybciej! Dlatego bez nawet najmniejszego skrępowania namówiła go do odwiedzenia pobliskiego rezerwatu, gdzie jak wiedziała, istniało wiele magicznych stworzeń oraz roślin, których nie spotykało się w innych rejonach Wielkiej Brytanii. Głupia, naiwna Ślizgonka sądziła, że chłopak w chociaż najmniejszym stopniu zna te tereny... Nadzieja matką głupich...
- Nie, to tobie zawsze przytrafia się pech, a mój pech polega na tym, że się z tobą szwędam... - oj, nie zamierzała pozostawać optymistką w sytuacji, gdzie kompletnie nie wiedziała, gdzie się znajdują. Ścieżkę zgubili już dawno i teraz błądzili, niemalże po omacku, próbując znaleźć w tym gąszczu coś interesującego. Tak, w tych rejonach na bank lepiej odnalazłby się Hunter, niż ona. Irytował ją nieco spokój i szeroki uśmiech Eskila, bo jej samej nie było za bardzo do śmiechu.
- Z twoją orientacją w terenie, to będzie nieźle, jeśli nie zgubisz się w zamku - burknęła pod nosem. Ktoś by pomyślał, że skoro był półwilem i ciągnęło go do natury, to powinien całkiem nieźle się pośród niej poruszać. Ten ktoś byłby bardzo naiwnym człowiekiem o czym Robin teraz wiedziała już doskonale. Zerknęła na niego, gdy wspomniał o polanie wil. Jakoś nie spieszyła się do tego, by poznać pobratymców chłopaka. On sam był irytująco nieznośny, roztrzepany, czasami tak głupkowaty, jak to tylko możliwe. Ale był jej. A doskonale wiedziała, że tamte stworzenia są po prostu niebezpieczne i nie zamierzała ryzykować. - Mam na co dzień do czynienia z jednym półwilem i to mi w zupełności wystarczy. Czasami mam wrażenie, że to nawet za dużo. - oh, nie bała się niemiłych słów względem niego, bo doskonale zdawała sobie sprawę z faktu, że i tak jej to wybaczy. Jakby na podkreślenie tego, jeszcze mu język pokazała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Eskil Clearwater

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VI
Wiek : 18
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 180
C. szczególne : wszędzie nosi ze sobą bezdenny plecak; na głowie czapka z daszkiem + kaptur bluzy
Dodatkowo : Półwil
Galeony : 343
  Liczba postów : 1685
https://www.czarodzieje.org/t19775-edward-eskil-clearwater#597052
https://www.czarodzieje.org/t19779-pokrecona-skrzynka-na-listy#597322
https://www.czarodzieje.org/t19776-eskil-clearwater#597057
https://www.czarodzieje.org/t20151-eskil-clearwater-dziennik#624
Trująca ścieżka  - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Trująca ścieżka  - Page 3 Empty


PisanieTrująca ścieżka  - Page 3 Empty Re: Trująca ścieżka   Trująca ścieżka  - Page 3 EmptyWto 24 Sie - 10:31;

Nie miał absolutnie żadnych podejrzeń, że ufała jego orientacji w terenie. Wyprowadziłby ją z błędu… z reguły, jeśli gdzieś się gubił to wracał tylko i wyłącznie z powodu szczęśliwego zbiegu okoliczności bądź ciekawości. Na pustyni szedł za dumbaderami, wierząc, że zaprowadzą go do wodopoju, co okazało się strzałem w dziesiątkę. Tutaj… tutaj szukałby mknącego po niebie ptactwa, wychodząc z podobnego założenia - zwierzęta udają się w kierunku zbiorników wodnych, a one są z reguły oznaczonymi punktami na mapie. Cóż, mapy nie mają, bo po co?
Wywrócił oczami kiedy zrzucała na niego winę. Objął ramieniem jej bark i pochylił się nad jej twarzą z tym nieśmiertelnym bananem na ustach.
- Powiem ci coś. Lubisz to.- wyznał z pełnym przekonaniem, lekko ją szturchnął i cóż, ruszył naprzód uroczą alejką. To miejsce miało w sobie coś romantycznego, te barwy cieszyły oko, ale od dłuższego czasu ignorował takie przejawy atmosfery. Uchodził za człowieka pozbawionego wrażliwości, a jednak… miejsce wzbudzało w nim pewnego rodzaju radość.
- Zgubienie się w zamku to genialny powód do opuszczania lekcji. Nawet nie muszę wtedy kłamać. - puścił jej oczko, susząc zęby kiedy udało mu się odpowiednio zareagować na takie zaczepki. Jeśli otacza go świetne towarzystwo to trudno jest zetrzeć uśmiech z jego twarzy. Ścieżka ciągnęła się długo, aż po zasięg wzroku więc cwałował w buciorach i machnął ręką w kierunku Robin, aby go dogoniła.
- Taaa, a potem tęsknisz i miażdżysz mi żebra. Ehe, wmawiaj sobie dalej! - ach, ta dziewczyna potrafiła operować słowem w taki sposób, że przy okazji przymuszała go do mobilizowania komórek mózgowych do nieco cięższej pracy, aby należycie odgryźć się na jej zaczepki. Uznał, że póki nie zboczą z tej ścieżki to kto wie, może trafią na tą oznakowaną. Wyciągnął z pierścionka Andvarciego żelka, pochłonął go i jakieś półtorej minuty później… epicko się pośliznął, oczywiście w akompaniamencie śmiechu dziewczyny. Wylądował twardo na plecach, coś w jego plecaku się potłukło, a on stęknął dosadnie, aby okazać swoje cierpienie.
- Aua, no i widzisz co zrobiłaś?!- sięgnął dłonią do kolana, pulsującego dosadnie bólem. Oczywiście nie brakowało motywacji, aby nawet w takich warunkach droczyć się z dziewczyną. Podwinął nogawkę spodenek i ujrzał dosyć nieładne otarcie brudne od błota, zieleni i sączącej się krwi.
- Zesłałaś na mnie pecha. - mimo wszystko na jego ustach pojawił się uśmiech, bo to było proste. Rozmasował skórę pod kolanem i sięgnął po to coś, o co się poślizgnął i co tutaj nie pasowało. Napotkał… śliski materiał, który z jednej strony był niewidoczny, a z drugiej dostrzegał jego kontury. Uniósł to przed siebie ale wyglądało to jakby trzymał ruchome powietrze… ?
- A co to, do jasnej avady jest i co tu robi?- potrząsnął materiałem, które jedynie zalśniło w swych konturach. Nie wstawał, bo po co. Zaciekawił się znaleziskiem, którego póki co nie potrafił zidentyfikować.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Robin Doppler

Student Slytherin
Rok Nauki : II studencki
Wiek : 21
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 166 cm
C. szczególne : Podobnież duże oczy, trzy podłużne blizny po pazurach od lewego nadgarstka aż do łokcia, bardzo jasne, blond włosy
Galeony : 1400
  Liczba postów : 1202
https://www.czarodzieje.org/t19800-robin-doppler#600127
https://www.czarodzieje.org/t19810-robin-i-jej-sowa#600759
https://www.czarodzieje.org/t19811-robin#600760
https://www.czarodzieje.org/t19808-robin-doppler#600671
https://www.czarodzieje.org/t20573-robin-doppler-dziennik
Trująca ścieżka  - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Trująca ścieżka  - Page 3 Empty


PisanieTrująca ścieżka  - Page 3 Empty Re: Trująca ścieżka   Trująca ścieżka  - Page 3 EmptyWto 24 Sie - 12:03;

Obserwowała, jak się do niej przysuwał z nieskrywanym powątpiewaniem wymalowanym na jej twarzy. Konsternacja powiększyła się, kiedy objął jej barki swoim ramieniem. A potem prychnęła bardzo głośno i wymownie, kiedy wspomniał, że to właśnie tak bardzo lubiła.
- Chyba śnisz Eskil...- oczywiście musiała temu zaprzeczyć w każdy możliwy dla niej sposób, bo jakże by inaczej? Poza tym, nie mijało się to aż tak bardzo z prawdą. Lubiła spędzać czas w towarzystwie Eskila, jednak zdecydowanie bardziej wolała te momenty, kiedy nie sprowadzali na siebie ogólnej zagłady, albo szeroko rozumianego pecha. Niestety, w jego obecności po prostu nie dało się inaczej. Działał na to wszystko jak magnes i choć naprawdę i szczerze próbowali unikać kłopotów, to te odnajdywały ich same i nikt nic nie mógł na to poradzić. No dobra, czasami im pomagali, ale zdarzało się to nader rzadko patrząc na całokształt.
- Nikt ci w to nie uwierzy, bo jesteś za stary, żeby nie trafić na jakąś lekcję - odpowiedziała w stronę jego pleców, bo oczywiście już ją ominął i poszedł dalej w swoją stronę. Człapała przed siebie, a uśmiech mimowolnie pojawiał się na jej ustach. Miala z nim nie małe urwanie głowy, to fakt. Choć kłamstwem by było, gdyby powiedziała, że ma tego dosyć. - To jest coś kompletnie innego! - zaoponowała od razu głośno i wyraźnie, słysząc kolejne jego słowa. Bo jeszcze zaraz wyjdzie na to, że nie mogła się doczekać kolejnych spotkań z nim, czy coś! A przecież głośno nie zamierzała o tym mówić, bo jak to tak?
Nie powiedziała jednak nawet słowa więcej i zamiast tego skupiła na tym, aby dokładniej rozglądać wokół nich. Musiała przyznać, czy tego chciała, czy nie, że miejsce, pomimo że kompletnie jej obce i nieznane, było naprawdę urocze. Może akurat zgubienie się dokładnie tutaj nie było takim złym...
- ESKIL! - jej rozmyślanie zostało przerwane w połowie, kiedy to półwil w naprawdę widowiskowy sposób postanowił przywitać się bliżej z ziemią. Zamrugała kilka razy a potem wybuchnęła głośnym, gromkim śmiechem. - - Ja zrobiłam? Przecież to ty masz zwinność godną gumochłona! - i ponownie wybuchnęła śmiechem, zwijając się w pół. Nic jednak nie mogła poradzić na to, że po jakiejś minucie, czy dwóch, poczuła względem niego delikatną litość. Dlatego dalej krztusząc się od powstrzymywanego śmiechu, kucnęła obok niego - Pokaż to kolano - wyciągnęła różdżkę z kieszeni gotowa rzucić jakieś proste zaklęcie uzdrawiające, które miało mu przynieść pomoc. W końcu nie potrzebowała, aby teraz przez całą wycieczkę tutaj narzekał.
Zmarszczyła brwi, słysząc jego słowa i zerknęła na wskazany przez niego przedmiot. Chwilę się mu przyglądała, a kiedy zrozumiała z czym mają do czynienia, oczy niemal wyszły jej z orbit.
-Na Merlina, Eskil! Przecież to peleryna niewidka! - powiedziała z nieukrywanym zachwytem w głosie. Nie mogła uwierzyć w jego szczęście! Gdyby wiedziała, że za otarcie na kolanie rozdają tutaj peleryny niewidki, mogłaby nawet złamać rzepkę!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Eskil Clearwater

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VI
Wiek : 18
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 180
C. szczególne : wszędzie nosi ze sobą bezdenny plecak; na głowie czapka z daszkiem + kaptur bluzy
Dodatkowo : Półwil
Galeony : 343
  Liczba postów : 1685
https://www.czarodzieje.org/t19775-edward-eskil-clearwater#597052
https://www.czarodzieje.org/t19779-pokrecona-skrzynka-na-listy#597322
https://www.czarodzieje.org/t19776-eskil-clearwater#597057
https://www.czarodzieje.org/t20151-eskil-clearwater-dziennik#624
Trująca ścieżka  - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Trująca ścieżka  - Page 3 Empty


PisanieTrująca ścieżka  - Page 3 Empty Re: Trująca ścieżka   Trująca ścieżka  - Page 3 EmptyWto 24 Sie - 17:06;

Cóż rzec, na nowo parsknął śmiechem przy jej nieudolnych próbach zaprzeczenia. Mogła wypierać z siebie prawdę, ale oboje wiedzieli, że gdyby naprawdę coś jej przeszkadzało w ich relacji to powiedziałaby to wprost... dobitnie, nawet z użyciem różdżki. Doskonale pamiętał jak wyryła mu ranę na plecach swoim słodkim "Diffindo". Na Merlina, i on się z nią zadawał? Jest krwiożercza! Ciekawe w jakim stanie jest Hunter... skoro żyje to chyba nie jest źle. Poza tym gdyby nie ona to z kim miałby wpadać w kłopoty? Wystarczyło minimalne wzbudzanie ciekawości, a już szedł naprzód nie martwiąc się o przyszłość. Nie ma sensu zamartwiać się na zapas, to domena Doireann, a nie jego.
- Znają mnie na tyle żeby wiedzieć jakim cudem i objawieniem jest moja obecność na lekcjach. - stwierdził jakże inteligentnie i wyszczerzył się od ucha do ucha, bo skoro zdał w końcu do szóstej klasy to teraz nie musi się martwić o następną, prawda? Nie wyobrażał sobie kolejnej rocznej męczarni kiedy miałby się uczyć. To okropne! Miał nadzieję, że Beatrice i Lucas zniosą wieści, że nie planował iść na studia... chyba na głowę upadli jeśli myśleli, że dobrowolnie pójdzie katować się kolejne trzy lata. To jednak jest sprawą na przyszłość. Przemyślania przerwało wywrócenie się na ścieżce. Niestety, nawet półwil nie miał szans zachować przy tym jakiejkolwiek gracji, a samo lądowanie nie należało do najprzyjemniejszych. Nie dość, że panowała duchota to jeszcze się poobijał. Wyjątkowo nie mógł zdzierżyć śmiechu Robin i gdyby miał co pod ręką to rzuciłby tym w nią - choćby błotkiem. Szkoda, że ziemia była sucha!
- Zagadałaś mnie i nie zauważyłem ataku... tego czegoś. - perfidnie zrzucał na nią winę wierząc, że zachowa przy tym twarz. Nie musiał pokazywać jej tego kolana bo było nader widoczne. Nie był pewien czy powinien pozwalać jej na próby leczenia (ach, te skojarzenia z "Diffindo") jednak miała rację, marudziłby przez resztę drogi. Dwukrotnie potrząsnął gładkim materiałem i przesunął po nim kciukiem.
- To jest ledwie widoczne, a przecież to trzymam. To jakiś dywan czy płaszcz? - nie widział konturów przedmiotu, barwy... to było dziwne, ale musiał przyznać, że w dotyku bardzo miłe.
- Peleryna niewidka? Tutaj? Nie zgrywaj się. - prychnął, bowiem okolica nie pasowała mu do gubienia takich cennych przedmiotów.
- Jeśli to prawda to jeśli się tym zakryję to zniknę. - oznajmił, gotów obalić jej stwierdzenie. Rozwinął nieco obszerny materiał i rozłożył go sobie na kolanach. Po chwili wydał z siebie dziwny okrzyk. - O kuźwa, faktycznie. - bowiem nie było widać jego nóg. Kończyły się w okolicy ud, następowała przerwa do łydek i dopiero było widać czubki butów, którymi poruszył. Dźgnął "niewidzialną" część swojej nogi i poczuł to nader wyraźnie. Nagle wybuchnął śmiechem, ale to takim, że aż opadł plecami na trawę.
- Nie wierzę, mogę się chować przed lekcjami pod peleryną i nikt mnie nie znajdzie. - śmiał się, aż mu łzy popłynęły do oczu. Taki był już Eskil - nie wpadł na pomysł innego użycia peleryny niewidki aniżeli do własnych pomniejszych wygód. To ujma dla tak cennergo artefaktu aczkolwiek pewnym jest, że nie zostanie wykorzystana do niczego złego. Otarł łzę z policzka.
- Okay, to nie jest pech, to przeznaczenie, że tu trafiliśmy. - zawyrokował i podniósł się do siadu, a koszulka na plecach obkleiła się trawą, dwiema biedronkami i ziemią.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Robin Doppler

Student Slytherin
Rok Nauki : II studencki
Wiek : 21
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 166 cm
C. szczególne : Podobnież duże oczy, trzy podłużne blizny po pazurach od lewego nadgarstka aż do łokcia, bardzo jasne, blond włosy
Galeony : 1400
  Liczba postów : 1202
https://www.czarodzieje.org/t19800-robin-doppler#600127
https://www.czarodzieje.org/t19810-robin-i-jej-sowa#600759
https://www.czarodzieje.org/t19811-robin#600760
https://www.czarodzieje.org/t19808-robin-doppler#600671
https://www.czarodzieje.org/t20573-robin-doppler-dziennik
Trująca ścieżka  - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Trująca ścieżka  - Page 3 Empty


PisanieTrująca ścieżka  - Page 3 Empty Re: Trująca ścieżka   Trująca ścieżka  - Page 3 EmptyWto 24 Sie - 20:29;

Jak widać, nie było najmniejszego sensu się z nim spierać. Eskil posiadał tę dziwaczną umiejętność która pozwalała mu zawsze wszystko obrócić w taki sposób, aby to siebie wybielić i przy tym wszystkich innych pokazać w gorszym świetle. Z początku było to dla Robin niesamowite, jednak z czasem zaczęła łapać się na tym, że sama się tej umiejętności od niego uczyła. I tak oto okazywało się, że miała faktycznie racje w swoim postrzeganiu chłopaka. Po raz kolejny udowadniał, że musiał wszystko przekręcić na swój sposób.
Dlatego nie zamierzała się z nim spierać, kiedy wspominał oczywiście o tym, że na pewno wszyscy nauczyciele są zachwyceni, że w ogóle pojawiał się na ich lekcjach. Nie widziała sensu w wyprowadzaniu go z tego błędu. Skoro wolał żyć w takim przekonaniu, niech mu będzie. Każdy posiadał jakieś dziwaczne wady, a jak widać Eskil był po prostu narcyzem tak wielkim, jakiego jeszcze świat nie widział. Po prostu szła dalej, parskając tylko śmiechem pod nosem i nie zaszczycając go żadnym innym komentarzem. Bo i po co? Jaki to miało sens? Dla niej żadnego.
- Czy ty wszystkie swoje niepowodzenia masz zamiar w najbliższej przyszłości zganiać na mnie? - zapytała, nawet nie siląc się na ironię, czy sarkazm, bo w sumie to była szczerze ciekawa, kiedy dorośnie na tyle by umieć przyznać się do jakiegokolwiek błędu, który popełni.
Miała zacząć rzucać na niego odpowiednie zaklęcia, aby go uleczyć, jednak jej uwaga została kompletnie rozproszona przez tę dziwną tkaninę, którą chłopak znalazł. Niemalże od razu rozpoznała, z czym mają do czynienia. Widziała peleryny niewidki ze dwa razy w swoim życiu, choć nigdy z tak bliskiej odległości.
- Sam jesteś jak płaszcz! - prychnęła pod nosem, szczerze zaskoczona jego ignorancją względem tematu. Uchwyciła cudownie lekki i dziwnie płynny materiał między palce, a ten przelewał się przez nie w tak nieoczywisty sposób. A potem obserwowała, jak chłopak sprawdzał jej działanie, kładąc ją na swoich nogach.
Kiedy zaczął się tak głośno śmiać, spojrzała na niego wzrokiem, który jasno zasugerował, co myśli. A tylko jej wyraz twarzy pogłębił się, gdy powiedział, w jaki sposób zamierza używać tak niecodziennego znaleziska.
- Oh słodki Merlinie... Ty tak na poważnie?! Zamierzasz wykorzystywać takie znalezisko tylko po to, aby urywać się z lekcji?!- nie, po prostu nie była w stanie uwierzyć w to, co jej właśnie deklarował. Nie mieściło się to w jej głowie i nigdy zmieścić się nie mogło. - Jakim cudem nikt cię jeszcze nie zabił? - zapytała po chwili naprawdę ciekawa tego, jaką odpowiedź uzyska na pytanie, które postanowiła mu zadać. Z chęcią ustawiła by się jako pierwsza w kolejce chętnych dokonania mordu na półwilu. W końcu za te męczarnie niewątpliwie się to jej należało!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Eskil Clearwater

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VI
Wiek : 18
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 180
C. szczególne : wszędzie nosi ze sobą bezdenny plecak; na głowie czapka z daszkiem + kaptur bluzy
Dodatkowo : Półwil
Galeony : 343
  Liczba postów : 1685
https://www.czarodzieje.org/t19775-edward-eskil-clearwater#597052
https://www.czarodzieje.org/t19779-pokrecona-skrzynka-na-listy#597322
https://www.czarodzieje.org/t19776-eskil-clearwater#597057
https://www.czarodzieje.org/t20151-eskil-clearwater-dziennik#624
Trująca ścieżka  - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Trująca ścieżka  - Page 3 Empty


PisanieTrująca ścieżka  - Page 3 Empty Re: Trująca ścieżka   Trująca ścieżka  - Page 3 EmptySro 1 Wrz - 16:43;

Zwolnił tempo i z tym wielkim wyszczerzem czekał aż na chwilę zrówna się ich krok. Objął ją ramieniem i uniósł wysoko brwi, oznajmiając wesołym tonem:
- Wierz mi, moja droga Robin, że nigdy przenigdy nie chciałabyś, abym przypisywał ci wszystkie zasługi świata. Zwymiotowałabyś tęczą i na mój widok wrzeszczała więc lepiej tak, a nie inaczej, hm? - suszył zęby, poklepał ją po ramieniu i ruszył naprzód. Nie miał problemu z wyprzedzeniem Ślizgonki bowiem posiadanie długich nóg pozwalało na narzucanie takiego tempa, że ci krótkonodzy miewali problem, aby nadążyć. Chwilę później wyrżnął się, obił, ale za to trzymał w ręku najprawdziwszą pelerynę niewidkę. Oglądał ją ze wszystkich stron i im bardziej się przyglądał tym dostrzegał srebrny kolor materiału, ale tylko po jednej stronie. Nie potrafił uwierzyć, że tak mu się poszczęściło. To z pewnością dlatego, że lada moment ma urodziny. Los postanowił go nagrodzić takim cackiem, który robił wrażenie nawet na Robin.
- O CHOLIBKA, Hunter zzielenieje z zazdrości. - wybuchnął śmiechem bowiem wiele do tego nie była mu potrzeba. - Nie no, pewnie wciągnę go w jakieś męskie głupoty. - puścił oczko do Robin, aby miała świadomość, że przy byle szalonym pomyśle ona ma tam zapewniony udział. Ot, droczył się z nią, nic ponadto. Powinna być już przyzwyczajona.
- Wiele osób pewnie chciałoby mnie "zabić" ale za bardzo mnie na to kochają. - ten uśmiech nie schodził z jego ust nawet na sekundę. To było aż niepojęte, można śmiało podejrzewać, że ktoś rzucił na niego specjalny czar transmutacyjny i przykleił go na Trwałego Przylepca... o ile byłoby to możliwe. Taka wesołość była kwintesencją jego jestestwa.
- Nie no, nie wiem do czego to wykorzystam, ale będę o to dbać bardziej niż o moje figurki smoków. - a to było niezwykłe przyrzeczenie w jego ustach. Starannie złożył pelerynę niewidkę i umieścił ją w swoim bezdennym plecaku, ale z prawej strony, aby później wiedział gdzie jej szukać. Najwyżej poćwiczy sobie zaklęcie przywołujące.
- Zaleczysz mi to czy będziesz marszczyć tak brwi i upodabniać się do profesor Fran? - bolało, ale nie miał sił teraz na to jęczeć bowiem uśmiech na dobre rozlał się po jego twarzy i nie zapowiadało się, aby miał przygasnąć. Tak, bywał trudny do zniesienia w wielu wydaniach, ale przy Robin pozwalał sobie na pełną swobodę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Robin Doppler

Student Slytherin
Rok Nauki : II studencki
Wiek : 21
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 166 cm
C. szczególne : Podobnież duże oczy, trzy podłużne blizny po pazurach od lewego nadgarstka aż do łokcia, bardzo jasne, blond włosy
Galeony : 1400
  Liczba postów : 1202
https://www.czarodzieje.org/t19800-robin-doppler#600127
https://www.czarodzieje.org/t19810-robin-i-jej-sowa#600759
https://www.czarodzieje.org/t19811-robin#600760
https://www.czarodzieje.org/t19808-robin-doppler#600671
https://www.czarodzieje.org/t20573-robin-doppler-dziennik
Trująca ścieżka  - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Trująca ścieżka  - Page 3 Empty


PisanieTrująca ścieżka  - Page 3 Empty Re: Trująca ścieżka   Trująca ścieżka  - Page 3 EmptySob 4 Wrz - 9:43;

Oh, szczerze nienawidziła, kiedy zachowywał się tak, jak właśnie teraz. Jakby pozjadał wszystkie rozumy, wiedział wszystko najlepiej no i w ogóle był ideałem, którego należało bezwzględnie słuchać. Nic dziwnego, że kiedy otoczył jej bark swoim ramieniem, prychnęła pod nosem, by na koniec z niedowierzaniem pokręcić głową, słysząc jego słowa. Naprawdę nie lubiła, gdy zachowywał się w taki sposób, co w sumie pokazywała dosyć dosadnie cała swoją postawą.
A jeszcze musiała mierzyć się ze świadomością, że Eskil miał niebywałe wręcz! szczęście! Tak jak i teraz, kiedy owszem, wyrżnął się w efektowny sposób, ale w zamian za to odnalazł pelerynę niewidkę. Nie tylko Hunter mógł zzielenieć z zazdrości... Ją też nieco zazdrość łapała, choć nie mówiła nawet słowa na ten temat.
- Jesteś niesamowity! Znajdujesz coś takiego i jedyne o czym myślisz to podglądanie babskich tyłków w kąpieli? - Znała go na tyle, że zaskakującą dokładnością była w stanie przewidzieć, jakie pomysły przyjdą im do głowy. I aż zażenowanie ją brało na to wszystko. Nawet nie wiedziała, w jaki inny sposób mogłaby to skomentować.
Niewątpliwie miał rację. Ona sama niejednokrotnie myślała nad tym, w jaki sposób chciałaby zabić pólwila, po czym uzmysłowiała sobie, że to jednak nie jest dobry pomysł z jednego, bardzo prostego powodu; komu potem truła by dupę? Kogo dręczyłaby swoimi szalonymi pomysłami, jak nie jego? Nic dziwnego, że mimowolnie się nieco uśmiechnęła, dalej nieco zła na samego Eskila za to, że ich zgubił, oraz na to głupie zrządzenie losu.
- Jesteś nieznośny - stwierdziła, mimo wszystko nieco się przy tych słowach uśmiechając, po czym ukucnęła ponownie obok niego, aby zacząć leczyć. - Dobra, to co ci konkretnie jest, prócz tego odrapanego kolanka? Mały Eskilek zrobił sobie kuku? - nie byłaby sobą, gdyby nie zaczęła się z niego nabijać w ramach jakiejś swojej zasady działania względem półwila. A potem rzuciła pierwszy czar na kolano połwila, aby od razu zatamować krwawienie. Podrapała się różdżką po brodzie. - Felinus pokazywał mi to zaklęcie znieczulające, ale często je myliłam z tym chłodzącym, nie wiem czemu. Chcesz, żebym spróbowała? - przeniosła na niego spojrzenie swoich czekoladowych tęczówek. Robiła to z pełną premedytacją; jeśli to on podejmie decyzję, nie będzie mógł później zarzucić jej, że to przez nią.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Murphy M. Murray

Student Gryffindor
Rok Nauki : II studencki
Wiek : 19
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 173
C. szczególne : często chodzi po szkole z rogami lub ogonem, a w chwilach wzmożonych emocji włosy zawsze informują o tym otoczenie swoim kolorem; blizna po ranie ciętej na lewym boku na wysokości pępka
Dodatkowo : Metamorfomagia, prefekt
Galeony : 793
  Liczba postów : 353
https://www.czarodzieje.org/t20812-murphy-m-murray#663687
https://www.czarodzieje.org/t20818-rower#663837
https://www.czarodzieje.org/t20819-murph#663838
https://www.czarodzieje.org/t20811-murphy-m-murray#663685
Trująca ścieżka  - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Trująca ścieżka  - Page 3 Empty


PisanieTrująca ścieżka  - Page 3 Empty Re: Trująca ścieżka   Trująca ścieżka  - Page 3 EmptySob 18 Gru - 15:03;

Początek przerwy świątecznej
Kostka:
5

Trochę się stresuję wyjazdem do Marli na święta. Pomijając to, co sądziłem o samym Bożym Narodzeniu, Fiadh pewnie słyszała już o mnie wszystko, a może niekoniecznie zawsze miałem się czym pochwalić przed moją nową teściową. Co prawda gdy tylko myślę o tym w ten sposób, uśmiecham się głupkowato sam do siebie, a mój krok robi się nieco bardziej taneczny, ale i tak się cieszę, że zanim wybiorę się do Dublina, mam okazję zabrać kumpla na trochę dalszą wyprawę niż do sąsiedniej wiochy i trochę się wyluzować.
Witam Josepha z daleka zamaszystym salutem i radosnym wyszczerzem. — Sorry za spóźnienie — mówię dużo głośniej, niż to konieczne, bo jeszcze kilkanaście dobrych kroków mnie dzieli od Irvinga. — Zapomniałem, że to nie Hogsmeade i jest tak daleko — mówię, chociaż oczywiście się tu przeteleportowałem, a spóźnienie zawdzięczam Kitałce, która nie chciała wejść do transportera i darła się jak obdzierana ze skóry przez cały czas, kiedy próbowałem przenieść ją do mieszkania. — Dawaj, pokażę ci takie jedno miejsce, mają tam kozackie drinki, ale przejdziemy sobie najpierw tędy — zaczynam nawijać, gdy tylko się z kumplem zrównuję, wcielając się natychmiast w rolę przewodnika po okolicy, którą już zdążyłam złazić w te kilka krótkich miesięcy, kiedy wolno mi było przebywać daleko od zamku. — Ten zagajnikiem to w ogóle dobra miejscówka, kiedyś jakaś typiara mocno protestowała przed wycinką i teraz jak tylko dotkniesz drzewa, to pojawia się za tobą i podrzyna ci gardło czy coś takiego — opowiadam z zawzięciem na tyle dużym, że nie zwracam w ogóle uwagi dokąd idę i nagle stopa mi ucieka do tyłu na czymś śliskim, a ja ledwo zdążam wyciągnąć przed siebie ręce, żeby nie przygrzmocić gębą o zmarzniętą ziemię. Padam jednak z tąpnięciem i głuchym jękiem na glebę, obijając sobie kolano. — Nosz psidwak by to… — stękaj pod nosem, próbując się pozbierać.

@Joseph Irving
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Trująca ścieżka  - Page 3 QzgSDG8








Trująca ścieżka  - Page 3 Empty


PisanieTrująca ścieżka  - Page 3 Empty Re: Trująca ścieżka   Trująca ścieżka  - Page 3 Empty;

Powrót do góry Go down
 

Trująca ścieżka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 4Strona 3 z 4 Previous  1, 2, 3, 4  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Trująca ścieżka  - Page 3 JHTDsR7 :: 
Dolina Godryka
 :: 
Rezerwat
-