Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 Szklarnia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość


Zilya Fyodorova

Absolwent Gryffindoru
Wiek : 25
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 2714
  Liczba postów : 1932
https://www.czarodzieje.org/t8036-zilya-nikolaevna-fyodorova
https://www.czarodzieje.org/t8071-syberyjska-sowka#225017
https://www.czarodzieje.org/t8073-syberyjska-dzikuska#225025
https://www.czarodzieje.org/t8067-zilya-fyodorova
Szklarnia  QzgSDG8




Administrator




Szklarnia  Empty


PisanieSzklarnia  Empty Szklarnia   Szklarnia  EmptyPią 20 Maj - 13:36;


Szklarnia

W tym rozległym parku przyrody nie brak miejsca, w którym hodowane są rośliny z odległych zakątków świata. Szklarnia jest dość odosobnionym miejscem, szczelnie zamykanym. Panuje w niej zupełnie odrębny klimat niż na zewnątrz. Bez względu bowiem na to, jaka temperatura jest w Anglii, w szklarni jest zawsze ciepło i wilgotno niczym w dżungli tropikalnej. Szczególnie sporo tu hibiskusa ognistego, więc warto uważać, aby się nie poparzyć. W wysokich kwiatach żyją drobne stworzenia, głównie owady, których w europejskim klimacie na próżno szukać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Finn Gard

Student Hufflepuff
Rok Nauki : II
Wiek : 22
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 177
C. szczególne : Podkrążone oczy, nerwowość i spięcie widoczne w każdym ruchu i grymasie, trochę nieprzytomny wzrok.
Galeony : 689
  Liczba postów : 1829
https://www.czarodzieje.org/t16780-finan-gard-konczy-sie-tworzyc#466593
https://www.czarodzieje.org/t16790-listy-do-finnu#466907
https://www.czarodzieje.org/t16783-finan-gard#466737
https://www.czarodzieje.org/t18293-finan-gard-dziennik
Szklarnia  QzgSDG8




Gracz




Szklarnia  Empty


PisanieSzklarnia  Empty Re: Szklarnia   Szklarnia  EmptyPią 27 Wrz - 23:58;

Godzina piąta czterdzieści dziewięć, poranek, niedziela.
Nadszedł kolejny dzień. Niewiele znaczący, pusty, cichy, nudny, pozbawiony sensu po niewiele przespanej nocy. Żył z przyzwyczajenia, automatycznie wykonywał czynności życia codziennego i coraz bardziej zatracał się w potędze marazmu, który pożerał go łakomie od środka. Jeszcze w zeszłym roku był najszczęśliwszą osobą na świecie, a teraz miał ochotę go opuścić. Nie chciało mu się, znudził się. Krążył po rezerwacie i nawet nie uważał na własne bezpieczeństwo. Rozmyślał nad sposobem odebrania sobie życia, bowiem decyzję podjął podświadomie. Dopiero gdy opracuje plan własnej śmierci, by wyglądał na wypadek wówczas zacznie wprowadzać go w życie. Może i był w duszy umierający, to jednak tliło się w nim jeszcze trochę człowieczego odruchu, aby nie krzywdzić rodziców samobójstwem. Szwendał się i klął w myślach, że będąc w tak osławionym i stosunkowo niebezpiecznym miejscu nie napotyka nic wartego uwagi. To frustrujące. Człowiek szuka adrenaliny, sposobu na ciekawe umieranie, a wtedy los wypina się do niego zadkiem i pozwala krążyć bez jakiegokolwiek ryzyka. Praca zajmowała jego myśli, studia przynudzały, bowiem nie potrafił wykrzesać z siebie już entuzjazmu. Coraz trudniej było mu funkcjonować wśród ludzi. Odsuwał się od nich, przestawał się odzywać i krążył, nawiedzony, pusty w środku. Krok za krokiem, oddech za oddechem, uderzenie serca bez chwili wytchnienia. Po co mu to było? Zdawał sobie sprawę, że staczał się i był coraz bliższy zniszczenia sobie życia. Czemu więc nie zrobić dobrego uczynku i odebrać je sobie zanim pokusi się o skrzywdzenie innej, niewinnej osoby?
Rozczarował się Doliną Godryka. Wierzył, że spotka go tu adrenalina i ból, atrakcja i śmierć, a tu proszę. Szczelnie zamknięta szklarnia, która być może skrywała niebezpieczne rośliny. Wybił szybkę przy klamce, wsunął przez otwór rękę, otworzył sobie drzwi i wszedł do środka, niosąc za sobą chłodne powietrze. Szlag by go trafił. Kolejny stracony dzień, ile ich jeszcze będzie? Z obojętną miną przesuwał wzrokiem po stołach, szedł przy nich siląc się na zainteresowanie. A gdyby tak wszystko dla zabawy spalić? Mógłby obserwować jak ogień pożera walczące z nim rośliny. Przekrzywił głowę, pogłaskał palcem białą, zimną donicę wyobrażając sobie destrukcyjny żywioł w akcji. Nikt nie wiedział, że tu przyszedł, nikt go nie będzie szukał ani podejrzewał. Niszczenie dla zabawy... to byłoby dobre urozmaicenie poranka, pobudzające jak podwójne espresso. Resztki moralności ledwie zipiały i słabym głosem podsuwały mu do wyobraźni obraz płonących domów i miasteczka, gdyby postanowił się pobawić ogniem. Z ogromną niechęcią i rozczarowaniem zrezygnował z palenia. To może inny sposób? Odwrócił się, by iść dalej, gdy nagle rozległ się huk, dźwięk tłuczonego szklanego sufitu, w wyniku czego uklęknął na jedno kolano i zasłonił głowę przed wszędobylskimi odłamkami. Coś z głuchym łomotem spadło tuż przed nim, tuż przy jego stopach. To coś okazało się mieć humanoidalne kształty, a pachniało krwią. Czy wspominał coś o nudnym poranku, który chciał przeznaczyć na niszczenie niewinnej cieplarni? Podniósł się, zakaszlał i otrzepał ramiona oraz włosy ze szkiełek. Z nieba spadł trup. Coś wspaniałe... znaczy się, to straszne, jeszcze zostanie przedwcześnie posądzony o morderstwo. Popatrzył najpierw w niebo mrużąc czysto błękitne oczy od promieni wschodzącego słońca. Z tego co mówił mu zegarek, była szósta rano. Czyżby zdążył na poranne rzucanie trupami? Wyciągnął różdżkę i postanowił się w końcu zainteresować ciałem. Jeśli nie żyje to będzie musiał go zakopać. Wokół ciała tworzyła się spora kałuża krwi, a sądząc po widocznych ranach to ktoś tu postanowił umrzeć mu u stóp. Nie no, jednak wolałby kogoś żywego, jeśli już. Cóż to za sposoby nawiązywania nowych znajomości? Mamy XXI wiek, zaczyna się od podania dłoni, a nie chlapania krwią.  Krańcem różdżki szturchnął ciało.
- Jęknij i żyj. - mruknął pod nosem i patrzył jak krew rozpływa się po posadzce i brudzi mu podeszwy butów. Rozważał nawet wysłanie wezwania kogoś ze szpitala, jednakże od jakiegoś czasu nie potrafił wyczarować patronusa, a sowy tutaj nie uświadczy. Wypada więc sprawdzić stan człowieka ewentualnie proces rozkładu ciała i go tam teleportować.

@Riley Fairwyn
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Riley Fairwyn

Student Ravenclaw
Rok Nauki : III studencki
Wiek : 24
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 185cm
C. szczególne : cała górna lewa strona mojego ciała jest poparzona - ukrywam to za pomocą metamorfomagii; liczne blizny na dłoniach; blizna po dziobie bystroducha przebiegająca przez całą szerokość pleców
Dodatkowo : metamorfomagia, prefekt naczelny
Galeony : 4204
  Liczba postów : 1697
https://www.czarodzieje.org/t15093-riley-t-fairwyn
https://www.czarodzieje.org/t15161-maverick
https://www.czarodzieje.org/t15104-poczuj-smoczy-plomien
https://www.czarodzieje.org/t15098-riley-fairwyn
https://www.czarodzieje.org/t18289-riley-fairwyn-dziennik
Szklarnia  QzgSDG8




Gracz




Szklarnia  Empty


PisanieSzklarnia  Empty Re: Szklarnia   Szklarnia  EmptySob 28 Wrz - 12:58;

Nie byłem w stanie nic usłyszeć. Moje uszy zasnuła mgła niezrozumienia, gdy szum ryczący mi w głowie raz cichł, a za chwilę znowu wył tak, że nie potrafiłem skupić się na nic więcej poza spazmatycznym oddechem. Chwytałem go resztkami sił, chociaż paliło mnie w piersi tak, że aż się odechciewało czegokolwiek. Życia, konkretniej, a to wszystko wina jedynie porządnie obitych żeber. Wypuściłem spomiędzy palców fiolkę, nie będąc w stanie nawet myśleć o trzymaniu czegokolwiek, gdy ramię i plecy paliły mnie żywym ogniem. Wilgotne powietrze coraz bardziej dusiło. Przytulony lewym bokiem do ziemi nie zdawałem sobie nawet sprawy ze chwiejności własnego stanu. Metamorfomagia zwariowała. Maska to uciekała z mojego ciała, a to znowu na nie wskakiwała. Byłem zbyt przyzwyczajony do nieustannego jej podtrzymywania, aby mogła tak po prostu odpuścić i dać mi więcej sił na zadbanie o nie wykrwawienie się tutaj na śmierć. Rozchyliłem usta szerzej, czując pod nimi twardość betonu i coś śliskiego, ostrego. Skaleczyłem się, rozcinając dolną wargę. Szkło, zrozumiałem wtedy. Jak przez mgłę łączyłem ze sobą obrazy i odczucia. Lot w powietrzu, teleportacja, uderzenie skrzydłem. Spadłem… tutaj? Czyli gdzie? Myślałem o Dolinie Godryka, chcąc spaść przed bramę. Skrzaty by mnie znalazły, jak zwykle, gdy byłem w podobnym stanie, a teraz? Nie wiedziałem czy to miał być już koniec czy być może jeszcze brakowało mi do tego kilku kolejnych litrów posoki. Oblizałem usta, smakując metalicznego posmaku własnej krwi. Rozchyliłem oczy, całą energię wkładając w utrzymanie się przy świadomości. Jeśli znowu stracę przytomność, wykrwawię się w ciągu kilkunastu minut. Czułem to po chłodzie, jaki rozlewał mi się wzdłuż pleców. Drętwiały mi już palce. Zupełnie zapomniałem o eliksirze wiggenowym, leżącym teraz dosłownie kilkanaście centymetrów od mojej dłoni. Szok podwoił się, kiedy coś mnie szturchnęło. Wziąłem gwałtowniejszy oddech, nieomal się nim krztusząc, kiedy zapiekły mnie płuca. Nie jęknąłem, ale żyłem. Jakoś. Odchyliłem głowę bardzo powolnym, ostrożnym ruchem. Spojrzałem na postać wiszącą nade mną, ale nie byłem w stanie jej rozpoznać. Kształty rozmazywały mi się przed oczami, kolory nie przebijały się przez mrok nocy. Przyjaciel czy wróg? Cholera, nie miałem pojęcia. Zrobiło mi się jeszcze zimniej. Klatka piersiowa zwolniła rytm, gdy ponownie zamknęły mi się oczy. Nie miałem siły na utrzymanie ich otwartych. Sekundę później moja twarz zafalowała, gdy metamorfomagia spełzła z niej gładkim, intrygującym przejściem. Blizny wyłoniły się spod zdrowej skóry jak nagły atak czyraków, wyrastających w różnych miejscach, ale potem wszystko to złączyło się w całość. W jedną, wielką połać szorstkiej, bliznowatej tkanki. Spróbowałem jeszcze się poruszyć, ale w ostatnim przebłysku świadomości jedynie lekko przesunąłem palcami w powietrzu. Drgnęły, nic więcej. Potem ponownie straciłem przytomność, tym razem już na dobre.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Finn Gard

Student Hufflepuff
Rok Nauki : II
Wiek : 22
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 177
C. szczególne : Podkrążone oczy, nerwowość i spięcie widoczne w każdym ruchu i grymasie, trochę nieprzytomny wzrok.
Galeony : 689
  Liczba postów : 1829
https://www.czarodzieje.org/t16780-finan-gard-konczy-sie-tworzyc#466593
https://www.czarodzieje.org/t16790-listy-do-finnu#466907
https://www.czarodzieje.org/t16783-finan-gard#466737
https://www.czarodzieje.org/t18293-finan-gard-dziennik
Szklarnia  QzgSDG8




Gracz




Szklarnia  Empty


PisanieSzklarnia  Empty Re: Szklarnia   Szklarnia  EmptySob 28 Wrz - 13:20;

Ciało okazało się żywe, a po bliższych oględzinach poczuł jak wzdłuż jego ciała przemyka zimny dreszcz. Na gacie Merlina, jakim cudem ten chłopak żyje? Z jego pleców wylewała się krew, świszczał oddechem niczym hogwardzka lokomotywa, a skóra zachowywała się jakby trafiona paskudną klątwą. Z pewnym trudem obserwował całe to zajście próbując ułożyć wszystko w logiczną całość. Szturchnięty, jęknął, ale też otworzył oczy. Nie potrafił go rozpoznać w tej pozycji i pokrytego posoką, ale widział, że wzrok ma już zamglony z bólu i utraty krwi. Zmarszczył brwi i postanowił póki co nie analizować zachowania jego skóry odsłaniającej i jednocześnie zakrywającej dziwne ślady tylko skierował wzrok na fiolkę eliksiru. Objął buteleczkę chłodnymi palcami, obrócił i odczytał, że to wiggenowy. Popatrzył na chłopaka. Nie zdążył jej wypić, dlatego tutaj wylądował. Zapewne nie był to jego plan, ale co na Merlina go tak użarło? Rana była paskudna i normalnego człowieka by zemdliło, a Finn zastanawiał się czy to nie jest przypadkiem śmiertelny cios. Resztki moralności szturchnęły jego myśli, a więc odkorkował eliksir. Gdy popatrzył ponownie na chłopaka, ten stracił przytomność, a jego twarz była pokryta starymi bliznami. Doprawdy, widok paskudny, ale teraz naprawdę nieistotny.
- Szczęście w nieszczęściu. - skomentował pod nosem i korzystając z faktu, że ten był nieprzytomny, nachylił się nad paskudną raną na plecach i próbował dojrzeć gdzie się zaczyna, a gdzie kończy. Wiedząc, że nie ma zbyt wiele czasu z pomocą zaklęcia rozcinającego tkaniny rozorał jego koszulę i ostatecznie ją z niego zdjął, jej resztki spalając w powietrzu. Widok rany odrzucał i choć uważał się za odpornego, to nieco pobladł. Nie wpłynęło to jednak na precyzję ruchów. Przechylił fiolkę eliksiru nad jego raną i zaczął ją polewać na całej jej długości i szerokości. Co do ostatniej kropelki. Zacisnął jedno oko, wykrzywił usta słysząc nieprzyjemne dla ucha syczenie, gdy eliskir wytworzył w ranie pianę, porządnie ją oczyszczając. Dobrze, że chłopak stracił przytomność, bo by chyba go tym dobił. Przyłożył zimne palce do jego szyi, sprawdzał tętno. Żył, co za ulga. Odczekał kilka minut i dokonywał na chłopaku oględzin pod kątem innego źródła wykrwawiania się lecz nie znalazł nic oprócz czerwono-fioletowego sińca na żebrach. Po chwili przestał się wykrwawiać, choć proces gojenia zapewne potrwa jeszcze jakąś godzinę. Nie powinien tu leżeć, na zimnej ziemi wśród odłamków szkła. Teleportować go do Munga? Czuł niechęć związaną z tłumaczeniem się uzdrowicielom, później zwabionym aurorom, dostarczania zmartwień już i tak wystraszonym rodzicom... poza tym podał mu już jeden eliksir, a więc nie był umierający.
- Popsułeś mi plany, ziomek. - mruknął i położył zimną dłoń na jego ramieniu, a drugą na karku. Zamknął oczy i... teleportował ich stąd, zaś ich pęd rozwiał pokryte posoką kawałki szkła na wszystkie strony. To się nazywa epickie wyjście.

zt x2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Asphodel Larch

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : V
Wiek : 17
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 171
Galeony : 366
  Liczba postów : 301
https://www.czarodzieje.org/t17426-asphodel-larch
https://www.czarodzieje.org/t17469-rose#490313
https://www.czarodzieje.org/t17431-zapraszam-do-aspa?highlight=zapraszam
https://www.czarodzieje.org/t17428-asphodel-larch?highlight=Asphodel
Szklarnia  QzgSDG8




Gracz




Szklarnia  Empty


PisanieSzklarnia  Empty Re: Szklarnia   Szklarnia  EmptySro 4 Gru - 23:24;

Samonauka

Oczywiście po kole musiał wpaść jeszcze tutaj. Musiał dzisiaj trochę więcej uwagi poświęcić niektórym roślinom, więc wolał zająć się tym już teraz. Wszedł do pomieszczenia i uznał, że jest całkiem ciepło, więc zdjął z siebie jedną, zbędną warstwę i przeszedł wzdłuż szklarni. Zerknął jak się mają mandragory, ale na szczęście dzisiaj nie musiał robić z nimi nic wielkiego. To zawsze było sporo zabawy, ale czasami starał się pomóc nauczycielce, bo z efektami lekcji to różnie bywało. Wyciągnął swój zielnik i zaczął robić notatki na temat rozwoju aloesu. Zapisywał jak dokładnie wyglądają kwiaty i jak szybko się rozwijają. Trzymał jednak odpowiedni dystans, bo ostatnim razem o mały włos się nie zakuł, chcąc odsunąć jeden z liści. Od tamtego czasu podchodził do tego tylko w rękawiczkach, co teraz, w przypadku obserwacji było zbędne. Siedział więc kawałek dalej i notował dokładnie, robiąc staranne opisy. Potem jeden z płatków wkleił w swój zielnik i obok niego zaczął tworzyć dziwne, skomplikowane rysunki, z różnymi rozpisanymi uwagami i postępami. Miał kilka dobrych stron poświęconych właśnie aloesowi i były już dopracowane niemal do perfekcji.
Kilka roślin musiał też podlać, co zrobił ostrożnie, żeby niczego przypadkiem nie przelać i nie dodać tej wody zbyt dużo. Dalej notował, bo głównie tak wyglądały jego wizyty w szklarni. Tu było tyle roślin, że trudno było się znudzić, zawsze było coś nowego do opisania. Zerknął na rozwój tykwobulwy, która była praktycznie bezproblemowa, ale bardzo przydatna, więc trudno było nie docenić tej niewinnej roślinki. Wrzucił też kilka informacji o niej i przeszedł dalej. Robiło się późno, więc nie mógł dzisiaj zrobić wszystkiego, ale mimo wszystko starał się ogarnąć to co najważniejsze.
Na szczęście ślazu było pod dostatkiem, a pielęgniarka w tym sezonie zimowym bardzo się o niego upominała. Znowu urwał liść i umieścił go w swoim notesie, podpisując najbardziej jasno jak mógł. Przysiadł na chwilę i odpłynął myślami, ale zaraz przyjrzał się pozostałym rośliną, spisując dokładnie zmiany, jakie w nich zauważył. Dla kogoś innego to mogło być nudne i monotonne, ale on niezmiennie się w tym odnajdywał, nawet w takich prozaicznych czynnościach, które mogły wydawać się kompletnie nieinteresujące niezależnie od stopnia zainteresowania dziedziną. Czasami oczywiście mu się nie chciało, wtedy nie przychodził, ale po takich przerwach był spragniony tej atmosfery.
W końcu zabrał się za sprzątanie, nabałaganił trochę przycinając liście. Rękawice schował do szuflady, wszystko inne oczyścił zaklęciem. W pokoju posiedział jeszcze trochę z zielnikiem, poprawiając kontury, dopracowując szczegóły, dbając, rozbudowując opisy. Z zadowoleniem zauważył, że powoli kończy ten zielnik i może przejść do następnego. Nie miał jeszcze na niego konkretnego pomysłu, ale może powinien wybrać jakiś świąteczny motyw. To był chyba na to najlepszy czas, nie wiedziął tylko, czy z jego tempem nie będzie kontynuował go jeszcze w lutym. Na pewno warto było spróbować. W końcu zamknął zeszyt, odłożył go na półkę i poszedł spać. W sumie trochę się tego dnia napracował i następnego zamierzał trzymać się z dala od roślin. Wyjątkowo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


George Walker

Absolwent Gryffindoru
Wiek : 36
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 177
C. szczególne : intensywny zapach cygara na ubraniu, dobrej jakości ubrania, spod kołnierza, przy szyi wystaje gruba warstwa bandażu.
Galeony : 167
  Liczba postów : 265
https://www.czarodzieje.org/t20293-george-walker#636736
https://www.czarodzieje.org/t20294-skrytka-pocztowa-g-w#636761
https://www.czarodzieje.org/t20292-george-walker#636733
Szklarnia  QzgSDG8




Gracz




Szklarnia  Empty


PisanieSzklarnia  Empty Re: Szklarnia   Szklarnia  EmptyPią 16 Lip - 21:55;

Wylądowali w samym środku wypełnionej gorącem szklarni. Obaj wyrżnęli na podłogę, wszak deportacja przebiegała w tragicznych warunkach pogodowych, w złym położeniu i w bardzo wysokim stresie. Przemoczeni do suchej nitki, znaleźli się w suchym miejscu, gdzie odgłosy wściekłej burzy były przytłumione przez grube szkło szklarni. Nie miał całkowicie sił, oddychał bardzo głośno i jeszcze zaciskał palce na przedramieniu Theodore'a, bowiem był tak spięty jak nigdy. Niebo za szklanym sufitem było czarne, często oświetlane blaskiem błyskawic. - Następnym razem…- chrząknął, bo głos miał schrypnięty i zmieniony - ...nie wyprzedzaj mnie jak nie znasz terenu.- dosyć słabo go ochrzanił. Odwrócił głowę w jego stronę, aby upewnić się, że ten się nie rozszczepił. - Jesteś cały?- zapytał, a w ciemnozielonych oczach George'a coś błysnęło. Zmartwienie? Ulga, że skoro jest przytomny to nic mu nie jest? Podniósł rękę, aby oprzeć ją o swoje czoło i wtedy to poczuł. Cieplutką krew, a potem dopiero ból. Odsunął dłoń od twarzy i przyjrzał się ranie.- Och. - wymsknęło mu się. Spód rękawa kurtki skapywała krew, a ból wycisnął z jego ust stłumione przekleństwo. - Statystyki potwierdzone. - wykrzywił się i usiadł, a jego ubrania szczelnie się dokleiły do jego sylwetki. Zsunął z siebie plecak, ale narazie tyle był w stanie zrobić. Nagle zacisnął rękę na łokciu Theo, kiedy ten się podnosił. - Stop. Nie mam sił na jakąkolwiek panikę. Siedź i się uspokój, ja się resztą zajmę. - nakazał, a jego głos nabrał cienia złości, jak i surowości, bowiem tym samym chciał go przywołać do porządku. Cierpliwość George'a została ponownie nadszarpnięta. Wolał zlecić Theo uspokojenie oddechu, a w cichej złości (ukierunkowanej na sytuację, nie na niego ani nie na siebie) zająć się oględzinami swojej ręki. Potrząsnął głową w geście rezygnacji kiedy spostrzegł, że to magiczna ręką uległa rozszczepieniu. Nie wiedział jeszcze do jakiego stopnia została uszkodzona bowiem krążąca w żyłach adrenalina połowicznie znieczulała odczuwalność bólu. Wtedy też pojął, że potrzebuje spokojnego Theo, zdolnego do rzucenia zwykłego zaklęcia rozcinającego grubszy materiał. Nie wyobrażał sobie zdejmować kurtki z poranionej ręki. Zacisnął mocno zęby, aby nie stękać z bólu, ale też aby powstrzymać zirytowanie sytuacją.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Theodore Kain

Absolwent Gryffindoru
Wiek : 25
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 178
C. szczególne : delikatne piegi na nosie i w okolicach oczu / wyraźne oznaki niewyspania - sińce pod oczami, podkrążone ślepia
Galeony : 2360
  Liczba postów : 886
https://www.czarodzieje.org/t20346-theodore-kain#642305
https://www.czarodzieje.org/t20350-theodore-kain#642529
https://www.czarodzieje.org/t20349-theodore-kain#642528
https://www.czarodzieje.org/t20348-theodore-kain#642476
https://www.czarodzieje.org/t20351-theodore-kain-dziennik#642530
Szklarnia  QzgSDG8




Gracz




Szklarnia  Empty


PisanieSzklarnia  Empty Re: Szklarnia   Szklarnia  EmptySob 17 Lip - 3:45;

Kto by pomyślał, że to właśnie George Walker zechce go pouczać w kwestii nadmiernego przywiązania do zawodowych obowiązków… Nie znali się zbyt długo, jasne, ale zdążył już odkryć jego chorobliwy związek ze swoją pracą, a w konsekwencji nie był w stanie traktować jego słów poważnie. Szkoda, bo tak naprawdę miał przecież do czynienia z ekspertem, który nie tylko sprawiał wrażenie kogoś, kto doskonale wie o czym mówi, ale w pewnym sensie miał również sporo racji. Co prawda Theo zdecydował się na tę wycieczkę nie tylko z uwagi na swą sumienność i (nad)gorliwość, ale również przez wzgląd na obecność szefa. Nadto nawet jeżeli szanował i lubił swój zawód, tak w przeciwieństwie do Walkera, nie traktował go z aż taką świętością, pozwalając sobie niekiedy na chwilę lenistwa czy odpoczynku no, może nie w ostatnich tygodniach. Podejście Kaina do życia skrywało jednak w sobie coś niebezpiecznego, a tiara przydziału nie na darmo wspominała o jego nieposkromionych ambicjach. Chłopak był bowiem uparty jak osioł i gotów był zrobić niemalże wszystko, byleby tylko osiągnąć oczekiwany rezultat. Posuwał się zaś tym dalej, im ważniejszy był dla niego sam cel. Zarywał noce dla awansu i uznania wśród swych współpracowników, a dla George’a… hm, dla George’a nie tylko poświęcał swój wolny czas na naukę znienawidzonego zielarstwa, ale gotów był również przeżyć burzę w lesie czy – co jeszcze dobitniej świadczyło o jego szaleńczej wręcz determinacji – złożyć wieczystą przysięgę, kładąc na szali całe swoje życie.
Nie odpowiedział mu, bo nie potrafił też znaleźć słów, które mogłyby współgrać z jego napadem szczerości. Kolejnym już zresztą, w którym otwarcie przyznał się do swej największej chyba wady. Theo zdecydował się wyłącznie na skinięcie mu głową i przyjazny, pokrzepiający uśmiech, ale trudno powiedzieć, czy rzeczywiście zrozumiał przekazywaną mu puentę. Chyba nadal przekonany był o tym, że ten problem go nie dotyczy i że nie ma żadnych powodów do zmartwień. Teraz jednak na zmartwienia nie miał przede wszystkim możliwości ani czasu. Zachmurzone niebo, bezkresna ciemność, gwałtowny wiatr, który niebezpiecznie przeistaczał się w niepohamowany huragan – pogoda zmieniała się jak w kalejdoskopie i niezwykle szybko okazało się, że w tym wszystkim deszcz stanowi najmniejszy kłopot. Nie była to jednak sytuacja bez wyjścia. Wystarczyło posłuchać George’a…. ale nie słuchał go już i chyba nawet nie pamiętał, co dokładnie się wydarzyło. Wpadł w panikę, tak samo jak dawniej, tej pamiętnej nocy, kiedy po raz pierwszy poznał się na sile żywiołu. Nieważne, że był wtedy jeszcze dzieciakiem, który nie miał nawet pojęcia, że któregoś dnia odkryje magiczne talenty. Nieważne, że teraz było inaczej i że dysponował szerokim wachlarzem zaklęć, z pomocą których mógłby się zapewne przeciwstawić nawet największej burzy. Ot, dopadł go ten irracjonalny lęk, który wyłączał logiczne myślenie i którego – jak sama nazwa mówi – nijak nie dało się wytłumaczyć. Po prostu popędził pod siebie, chcąc pozostawić w tyle oślepiający rozbłysk gromów i ten straszny huk, który rozbrzmiewał głośno w całej czaszce.
Nadal mocno ściskał wystający z drzewa korzeń, próbując ułożyć buty poziomo do zbocza, by przypadkiem nie zsunąć się w dół, kiedy wreszcie wyczuł obecność swojego przełożonego. Ledwie dojrzał jego sylwetkę, przymykając oczy pod napływem spadającej z nieba ściany deszczu, ale słyszał dokładnie jego głos, a wreszcie gdy świetlista lina oplotła jego ramię, wiedział że jest uratowany i był mu za to niesamowicie wdzięczny, nawet jeśli ta nagła podróż nie należała wcale do najwygodniejszych.

Zdecydowanie nie należała. Ostatni raz wyrżnął z taką siłą o podłogę, kiedy po raz pierwszy próbował sztuki aportacji. Nic dziwnego, że przez dłuższą chwilę leżał na podłodze, pomrukując pod nosem z bólu. Nie był pewien czy niczego nie złamał, dlatego póki co nie zamierzał wstawać, a jedynie obrócił się na bok, by odwrócić twarz w kierunku George’a, nadal zaciskającego zresztą palce na jego przedramieniu. – Przepraszam… – Prawdopodobnie nie powinien, bo zupełnie nie kontrolował swojego zachowania. Przemawiał przez niego jedynie strach, który nadal zresztą był w nim wyczuwalny, chociaż na skutek o wiele bardziej sprzyjających okoliczności, a więc bliskości towarzysza i bezpieczniejszego schronienia, zelżał przynajmniej do akceptowalnego stopnia. – Tak… chyba tak. Dzięki. – Dodał zaraz, chcąc wstać z podłogi, ale nie zdołał, bo Walker skutecznie go powstrzymał. Podniósł się więc tylko do siadu, próbując się choć trochę uspokoić. Powtarzał sobie zarazem w myślach, że to tylko burza i że powinien być mężczyzną, a nie tym beznadziejnym, spłoszonym chłopcem. Marnie mu to jednak chyba wyszło, skoro nie zauważył nawet, że jego rycerz na białym koniu dotkliwie ucierpiał wskutek heroicznej akcji ratunkowej. Był za bardzo skupiony na sobie i swoim strachu, by dostrzec, że w rzeczywistości to jego szef praktycznie ochronił go własnym ciałem. Dokładnie tak samo jak kiedyś zrobił to ktoś inny…
Początkowo nie rozumiał jego pełnego złości, surowego tonu. Chyba potrzebował jeszcze chwili, żeby oprzytomnieć. Dopiero wtedy zresztą, z niemałym opóźnieniem, dotarły do niego wcześniejsze słowa mężczyzny. Stłumione przekleństwo, które samo cisnęło mu się na usta i coś o statystykach, co wówczas nie miało najmniejszego sensu, a nabrało go teraz, gdy Theo zauważył krew ściekającą spod jego rękawa. – Kurwa, George. – Wydusił z siebie zdenerwowany, zrywając się z podłogi, i tym razem żadna siła nie mogła go już powstrzymać. Po prostu rzucił się do niego pędem, ale zaraz przystanął, nie do końca wiedząc jaki winien być jego kolejny krok. Nie znał się na zaklęciach leczniczych, w tym zakresie zdobył tylko podstawową wiedzę, poza tym… nadal nie mógł się skupić i z przerażeniem wymalowanym w oczach spoglądał ponad szklany dach, zastanawiając się czy w razie uderzenia pioruna zdążą uciec przed spadającymi zewsząd ostrymi odłamkami szkła. Bądź mężczyzną… Nadal powtarzał sobie w myślach. Troska o zdrowie towarzysza nie wypleniła jego lęku, ale pozwoliła mu chociaż na jakiś czas przejąć nad nim kontrolę, dzięki czemu wyciągnął różdżkę zza paska swoich spodni. Nie chciał dotykać jego ręki, nie wiedząc w jakim ta jest stanie, więc rozciął prostym zaklęciem materiał jego kurtki, by zorientować się w sytuacji. Sęk w tym, że nie wyglądała ona najlepiej, a bez konsultacji magimedyka jego pomoc zdawała się na niewiele. – Przepraszam Cię… Nie powinienem się wyrywać do przodu... Nie ruszaj się. – Powiedział to znacznie bardziej zgnębionym tonem niż za pierwszym razem, w międzyczasie rzucając na rany Walkera najpierw Levatur Dolor, a następnie jeden z prostszych leczniczych czarów Vulnus Alere. Rozpaczliwie i wielokrotnie. Wątpił, by ten podziałał, ale nie miał jednocześnie nic do stracenia. – Spanikowałem. – Dalej uparcie tłumaczył się ze swojego zachowania, ale nie przestawał działać, bo z jego różdżki wydostał się długi, ciągnący się kawał bandaża, a Theo ostatecznie zajął się opatrywaniem ran swojego patrona. Starał się zapomnieć o tym, co działo się na zewnątrz, ale przy okazji każdego głośniejszego grzmotu, i tak wyglądał za szklane ściany w nadziei, że to wszystko się kiedyś skończy.
Nie skończy się… Nie tak szybko… Wiedział o tym, dlatego wreszcie przełknął głośno ślinę, wziął jeden głębszy oddech i przyklękając, wyciągnął rękę do swojego przełożonego. – Musimy iść. Do Munga. Magimedyka. Gdziekolwiek. – Pod wpływem wzburzenia i adrenaliny chyba znowu wpadał w popłoch, przy okazji padając ofiarą syndromu bohatera. – Dasz radę wstać? Chodź, wesprzesz się na moich barkach. – Pośpieszał go, jakby los jego ręki faktycznie zależał od tych kilku najbliższych minut. Pewnie wcale tak nie było, ale nie potrafił precyzyjnie określić jej stanu, a poza tym… po prostu czuł się cholernie winny. W końcu to przez niego George zmuszony był do teleportacji. I to był najwyraźniej drugi problem Theo. Nazbyt często nie radził sobie z trzymaniem emocji na wodzy i to właśnie te emocje przejmowały nad nim kontrolę. Wcześniej był to strach przed burzą, teraz zaś poczucie winy, przez które gotów był nawet zdusić swój lęk a przynajmniej tak mu się teraz wydawało i przemierzyć Dolinę Godryka w świetle błyskawic. Zabawne, bo jeszcze przed chwilą uciekał przed nimi w panice, a teraz w obawie o zdrowie mężczyzny nie był nawet w stanie trzeźwo przeanalizować ich położenia i pomyśleć czy aby na pewno nie powinni jednak przeczekać burzy, zanim w ogóle ruszą szukać pomocy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


George Walker

Absolwent Gryffindoru
Wiek : 36
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 177
C. szczególne : intensywny zapach cygara na ubraniu, dobrej jakości ubrania, spod kołnierza, przy szyi wystaje gruba warstwa bandażu.
Galeony : 167
  Liczba postów : 265
https://www.czarodzieje.org/t20293-george-walker#636736
https://www.czarodzieje.org/t20294-skrytka-pocztowa-g-w#636761
https://www.czarodzieje.org/t20292-george-walker#636733
Szklarnia  QzgSDG8




Gracz




Szklarnia  Empty


PisanieSzklarnia  Empty Re: Szklarnia   Szklarnia  EmptySob 17 Lip - 8:22;

W takiej sytuacji nerwy są oczywistością. George nie lubił nabywać żadnych obrażeń bowiem cenił sobie sprawność fizyczną, która pozwalała na pracę bez zwolnień uzdrowicielskich. Jak to mawiał "nie miał czasu chorować" kiedy rzeczoznawcy mieli roboty po uszy. Dzisiaj zaryzykował bowiem nie chciał, aby Theo zjechał w błotnistą przepaść. Nie tylko mógł zrobić sobie krzywdę, ale wydostanie go stamtąd przysporzyłoby znacznie więcej kłopotów. Na Merlina, szalała ogromna burza, jedna z najgorszych tego roku. Nic więc dziwnego, że musieli się deportować. Nie odważył się przenieść na szlak, a więc wybrał trzecią opcję - tę szklarnię. Tak jak przewidział, tak w trakcie teleportacji nad ich głowami przemknęła wielka błyskawica, która wybiła George'a z koncentracji - stąd nie tylko twarde i nieprzyjemne lądowanie, ale też i rozszczepiona ręką. Skoro jednak poruszał palcami to znak, że "nie zgubił ich" po drodze. Szczęście w nieszczęściu? Miło słyszeć głos Theo, który choć stękał z bólu to ponadto nie brzmiał jakby gdzieś się wykrwawiał czy panicznie szukał części swojego ciała. Chciał westchnąć z ulgą, że skończyło się to całkiem dobrze lecz ból ręki trochę mu to uniemożliwiał. Mgnienie oka później Theo znalazł się już przed nim, oczywiście spanikowany (choć co mu się tutaj dziwić), przejęty, blady. Ciekaw był czy też tak wygląda? Był mu wdzięczny, że nie musi go w niczym instruować. To nic, że zamiast się uspokoić to rwał się do pomocy. Najważniejsze, że wziął sprawy w swoje ręce, a George mógł przez ten czas złapać oddech, a i przede wszystkim nie dławić się od narastającego bólu. Adrenalina opuszczała jego ciało, a to tylko go unieruchomiło. Nie ruszał się acz odwinął pocięty rękaw do łokcia. - Wygląda paskudnie.- stwierdził oczywistość i jęknął, bo może i próbował powstrzymać okazywanie bólu to jednak herosem nie był. Odkręcił swoją rękę i spostrzegł, że brakuje kawałka mięśni. Niedaleko łokcia, ale bez naruszenia kości. Zemdliło go i przez to zrobił się lekko zielony. Rzucane zaklęcia z pewnością pomogły jednak ból nie dał się ot tak zmniejszyć. Mniej krwawił, ale tak czy siak nie wyglądało to fajnie. - To normalne.- wydusił z siebie i zacisnął palce na jego dłoni, kiedy ten począł wyczarowywać bandaże. - Theo.- zaczął, ale chłopak był pochłonięty emocjami, wciąż spięty i spanikowany, nie myślał jasno choć odruchy miał naprawdę dobre. Zacisnął zdrowa rękę na materiale jego kurtki, sam się trochę podniósł po to, aby sprowadzić go na ziemię bardzo zakazanym i niewskazanym pocałunkiem. Ledwie scałował chłodne krople z jego ust i stracił przy tym dech w piersiach, a odsunął się z cichym stękiem i usiadł z powrotem na podłodze. - Eliksiry. Mam w plecaku eliksiry.- muszą przeczekać burzę, nie mogą wyjść stąd w taką pogodę skoro tyle ich kosztowało dostanie się tutaj, do szklarni. - Najpierw czyszczenia rany, będzie parować na skórze i syczeć. - i boleć, ale o tym nie musisz wiedzieć - - Potem wiggenowy. To nie wymaga hospitalizacji. Przecież nie wychodzę do Dolin nieprzygotowany. - próbował się lekko uśmiechnąć ale wyszedł mu grymas. Przesunął się bliżej szklanej ściany i tam oparł plecy, aby dać sobie odpocząć. Bandaż położył na swoich kolanach i podał Theo swój plecak, który skrywał parę skarbów, w tym sakiewkę z czterema eliksirami. Udawał, że absolutnie nic nadzwyczajnego się nie wydarzyło choć nie zmienia to faktu, że było lżej znieść wyczekiwanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Theodore Kain

Absolwent Gryffindoru
Wiek : 25
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 178
C. szczególne : delikatne piegi na nosie i w okolicach oczu / wyraźne oznaki niewyspania - sińce pod oczami, podkrążone ślepia
Galeony : 2360
  Liczba postów : 886
https://www.czarodzieje.org/t20346-theodore-kain#642305
https://www.czarodzieje.org/t20350-theodore-kain#642529
https://www.czarodzieje.org/t20349-theodore-kain#642528
https://www.czarodzieje.org/t20348-theodore-kain#642476
https://www.czarodzieje.org/t20351-theodore-kain-dziennik#642530
Szklarnia  QzgSDG8




Gracz




Szklarnia  Empty


PisanieSzklarnia  Empty Re: Szklarnia   Szklarnia  EmptySob 17 Lip - 14:33;

Szczęściem w nieszczęściu zdawało się również to, że Theo nie reagował na widok krwi w podobny sposób, co w obliczu nieokiełznanego żywiołu, bo wówczas mieliby znacznie większy problem. Nigdy nie brzydziło go opatrywanie ran, nie cierpiał również na omdlenia czy mdłości i teraz mógł jedynie żałować, że za czasów szkolnej edukacji zabrakło mu czasu na opanowanie bardziej skomplikowanych zaklęć leczniczych. Zawsze chciał poszerzyć swą wiedzę w tym zakresie, bo uważał że może się ona kiedyś okazać niezwykle użyteczna. Niestety ta dziedzina magii nie zapewniała dodatkowych punktów na egzaminach aurorskich, czego kompletnie nie potrafił zresztą zrozumieć. Szczególnie, że to właśnie z tego względu musiał zrezygnować z udziału w laboratorium, skupiając swą uwagę na tych przedmiotach, których zaliczenia wymagało biuro aurorskie.
Mimowolnie skrzywił się, słysząc komentarz swojego szefa, a przez to wiedział już, że nie może mu zaprzeczyć. Czasami warto było pokusić się o małe kłamstewko tylko po to, by ukoić czyjeś nerwy, ale w tym momencie nie miało to akurat najmniejszego sensu. George nie był przecież idiotą i doskonale zdawał sobie sprawę z powagi sytuacji. Ręka zalewała się posoką w miejscu, w którym został wyrwany mięsień, a Theo mógł sobie jedynie wyobrazić jak silny ból towarzyszy jego przełożonemu. A nawet nie musiał sobie tego wyobrażać, bo wystarczyło, że spojrzał na pozieleniałą twarz mężczyzny, który mimo niesprzyjających okoliczności, nadal próbował zgrywać twardziela, niezłomnie tłumacząc do tego jego atak paniki. – Wszystko będzie dobrze. – Tym razem to Kain przybrał protekcjonalny, opiekuńczy ton, ale nie oponował, kiedy bardziej doświadczony od niego kompan powstrzymał jego dłoń i przytomnie przekazał mu niezbędne instrukcje. Póki co udało mu się spowolnić krwawienie, ale nadal był roztrzęsiony i z trudem opanowywał drżenie rąk. To i tak cud, że w takim stanie zdołał zrobić użytek ze swojej różdżki, w czym najprawdopodobniej pomógł mu nagły zastrzyk adrenaliny. Z każdą chwilą jego pewność siebie jedna malała, znów ustępując miejsca wzmagającemu się uczuciu niepokoju. Otrzeźwiło go dopiero zupełnie niespodziewane zachowanie George’a, który rozumiejąc chyba targające nim emocje, przyciągnął go nagle do siebie, składając na jego ustach czuły pocałunek. Wydawać by się mogło, że to jedynie drobny, niewiele znaczący gest, ale Theo potrzebował go teraz jak nigdy wcześniej, a wilgotne usta mężczyzny jakby go uspokoiły, dodając również wiary we własne możliwości. – A to? Co to było? – Mruknął, pozwalając sobie nawet na delikatny, zadziorny uśmiech, ale nie dociekał, bo w tym samym momencie do jego uszu dobiegło cierpiętnicze stękniecie towarzysza. Może potem do tego wróci, ale na razie musiał zająć się jego ranami.
- Przezorny zawsze ubezpieczony. – Skwitował jego skrzętne przygotowania, od razu sięgając do podanego mu plecaka. Na eliksirach znał się trochę lepiej niż na zielarstwie, poza tym etykiety na fiolkach wskazywały nazwy mikstur, więc nie było mowy o pomyłce. Wreszcie odnalazł te, które były im niezbędne i odłożył tobół na bok. Zanim przystąpił do pracy obmył dłonie wodą, by przypadkiem nie wdało się żadne zakażenie. Dopiero wtedy otworzył naczynie z eliksirem czyszczącym rany i najdelikatniej jak potrafił, z pomocą nasączonej gazy, wmasowywał go w skórę Walkera, z nad której unosił się szarawy dym. Nie musiał nawet spoglądać na twarz towarzysza, by wiedzieć, że boli. Prawdę mówiąc, właśnie dlatego starał się na nią nie patrzeć, bo kiedy zdarzyło mu się to przypadkiem uczynić, poczucie winy jeszcze dotkliwiej wwiercało się w jego mózg. Miał wrażenie, że jest dla George’a jak ten ponurak. Cały czas go ranił, mimo że tego nie chciał. Tym razem jednak w porę wziął się przynajmniej w garść i podołał zadaniu.
Kiedy skończył oczyszczanie rany, równie ostrożnie wtarł w nią eliksir wiggenowy, mając nadzieję, że rzeczywiście wystarczy on do pełnej rekonwalescencji. – Bandażujemy? – Upewnił się jeszcze przed sięgnięciem po opatrunki i zawinięciem ich na ramieniu mężczyzny. W międzyczasie chwycił również jeszcze raz swoją różdżkę. – Nie powinniśmy siedzieć w mokrych ubraniach. Nie chcemy się pochorować. – Wyjaśnił, co zamierza uczynić, a potem zakręcił nadgarstkiem, osuszając ich przemoczoną do cna garderobę. Dopiero wtedy schował różdżkę i usiadł tuż obok Walkera, tak jak on opierając się plecami o szklaną ścianę. Zacinający na zewnątrz deszcz zdawał się słabnąć, wydłużał się również czas przedzielający kolejne donośne grzmotnięcia, ale dla pewności lepiej było jeszcze poczekać. Wplótł więc palce w zdrową dłoń Walkera, a głową wtulił się w jego bark jak kot. – Pewnie już mnie nie zabierzesz na żadną pieszą wycieczkę po dolinie, co? – Wyrzucił z siebie ten gorzki żart, chociaż w głębi duszy wierzył, że jeszcze kiedyś odwiedzą wspólnie rezerwat. Następnym razem wypadałoby tylko sprawdzić wcześniej prognozę pogody… – Jesteś pewien, że obejdzie się bez pomocy magimedyka? – Nadal niepokoiła go ta utrata sporego kawałka mięśnia i nie był pewien, czy George nie umniejsza czasem doznanej krzywdy tylko po to, by go nie zamartwiać. – Nie chcę, żeby przeze mnie cokolwiek Ci się stało. – Wyszeptał mu cicho na ucho, trącając przy tym nosem jego płatek, a zaraz po tym ucałował jego szyję, jakby chciał mu w ten sposób wynagrodzić marne zwieńczenie wieczoru.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


George Walker

Absolwent Gryffindoru
Wiek : 36
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 177
C. szczególne : intensywny zapach cygara na ubraniu, dobrej jakości ubrania, spod kołnierza, przy szyi wystaje gruba warstwa bandażu.
Galeony : 167
  Liczba postów : 265
https://www.czarodzieje.org/t20293-george-walker#636736
https://www.czarodzieje.org/t20294-skrytka-pocztowa-g-w#636761
https://www.czarodzieje.org/t20292-george-walker#636733
Szklarnia  QzgSDG8




Gracz




Szklarnia  Empty


PisanieSzklarnia  Empty Re: Szklarnia   Szklarnia  EmptyNie 18 Lip - 21:57;

Szczerze mówiąc to nie miał sił na okazywanie bólu. Bolało jak diabli, był przez to raz zielony, a raz blady jak trup, nie potrafił rozluźnić swojej ręki bowiem ból powodował napięcie mięśni... a głos miał cichszy i zabarwiony już chrypką. Nie wyglądał jak okaz zdrowia przez ten targający nim ból, ale też nie zamierzał tu piszczeć jak dziecko, bo wyrwało mu trochę ręki. Wiedział, że eliksir wiggenowy uratuje sytuację tylko do tego potrzebował Theo... ale tego Theo, który był opanowany, skoncentrowany i który nie był o krok od popadnięcia w panikę. Uwierzył mu, że wszystko będzie dobrze, bo dlaczego miałoby być źle? Są we względnie bezpiecznym miejscu, mogą przeczekać tu szalejącą burzę, a potem zabrać się do swoich domów i tam odpocząć. George na wycieczki zawsze zabierał prowiant i eliksiry lecznicze, a więc scenariusz będzie zwieńczony pozytywnym zakończeniem. Wystarczy tylko zatamować krwawienie z ręki, udzielić pierwszej pomocy i do rana wszystko się zagoi. Magia, czyż nie?
Nie potrafił zrozumieć dlaczego zachował się w tak nieodpowiedni sposób. W jednej chwili porwał się w spontanicznym odruchu, tłumacząc to sprowadzaniem Theo na ziemię (i zwracaniem na siebie większej uwagi), a chwilę później nie potrafił zrozumieć dlaczego to zrobił i czemu, do jasnej avady, złagodziło to jego nerwy? Nie odpowiedział Theo bo nie wiedział jakich słów użyć. Widocznym było chwilowe zmieszanie na jego twarzy jakby sam zastanawiał się co się właśnie odmerlinowało. Zamknął oczy i w kwestii opatrywania ręki po prostu zaufał chłopakowi. Podanie eliksirów było proste jak budowa cepa, a więc pozwolił mu zrobić wszystko, co chciał. Spodziewał się, że eliksir czyszczenia ran wywoła dodatkową falę bólu, ale aż tak? Czuł jakby Theo wylał mu na rękę wrzątek. Przeklął przez zaciśnięte zęby i przez dłuższy czas kręciło mu się w głowie. Na twarzy był już blado-zielony, ale to i tak nic w porównaniu ze stanem ręki. Kropelki potu i deszczu spłynęły po jego twarzy. Skinął głową na zapytanie o bandażowanie. Nie miał się się odezwać, bo ręka bolała jak diabli. Stęknął kiedy była owijana materiałem i wiedział już, że do końca tygodnia daruje sobie jakiekolwiek rzucanie czarów, a deportację ograniczy do pojedynczej, indywidualnej. - Sprawnie ci to idzie. Dziękuję. - posłał mu krótki uśmiech i opierał się już o zimną ścianę. Wzdrygnął się od chłodnego dreszczu kiedy to sięgnęło go zaklęcie suszące. - Siadaj już. - mruknął, bo mierziło go, że ten tak się kręcił i opanowywał sytuację podczas kiedy George chwilowo był kontuzjowany. Trzeba przyznać, że spiął się kiedy Theo chwycił jego rękę, a potem oparł głowę o jego ramię. To go lekko sparaliżowało, tak samo jak ten cieplejszy ton, który czuł na skórze niczym delikatne muśnięcia płatków kwiatów. Nie wiedział co ma zrobić. Nie był przygotowany na to, co wywołał własnym zachowaniem, którego nie potrafił do tej pory wyjaśnić. - Jeśli jakoś przywiążę cię liną do siebie to może uda się ciebie jeszcze raz zabrać na wycieczkę. - próbował żartować, ale nie wyszło tak jakby chciał z powodu dyskomfortu związanego z regenerującą się ręką. Wzrok coraz to uciekał mu do ręki Theo. Nie wiedział jak ma to umiejscowić. Z jednej strony teraz to on panikował i chciał się wycofać, ale z drugiej strony wcale nie chciał uciekać w popłochu. Z tego też powodu nie uścisnął jego dłoni, a po prostu pozwolił mu ją trzymać... jak długo, tego nie wiedział. - Jestem pewien, że wiggenowy sobie z tym poradzi. Nie jestem z porcelany. - uśmiechnął się lekko. - Nie chciałbym być we własnej skórze gdyby moja siostrzenica dowiedziała się, że wylądowałem w szpitalu. Nie dałaby mi żyć. - chciał jeszcze coś dopowiedzieć jednak Theo wytrącił go z koncentracji. Przeszył go dziwny dreszcz jak tylko ten ucałował kawałek jego odsłoniętej szyi. Jednocześnie uderzyła go fala gorąca i zimna, a nie był pewien czy miałby to przypisać rannej ręce czy jednak rozczulającemu zachowaniu Theo. Wyprostował plecy, tym samym skłaniając chłopaka do odsunięcia głowy z jego ramienia. Zabrał rękę i rozmasował palcami swoje powieki. - Przepraszam, Theo. - usłyszał swój własny głos, poważny. - Nie wiem czemu tak się zachowałem. Nie powinienem, wybacz. - nie wiedział co z tym zrobić, więc przepraszał go, bo co miał innego powiedzieć? Podniósł na niego trochę zmęczony wzrok. - Nie potrafię sobie ciebie wyjaśnić. - odparł w dosyć dziwny sposób, który notabene idealnie oddawał stan jego myśli i odczuć. Ciepło Theo było tak bardzo kuszące, ale też niepokojące... Ulec czy jednak nie sprawdzać co przyniesie czas?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Theodore Kain

Absolwent Gryffindoru
Wiek : 25
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 178
C. szczególne : delikatne piegi na nosie i w okolicach oczu / wyraźne oznaki niewyspania - sińce pod oczami, podkrążone ślepia
Galeony : 2360
  Liczba postów : 886
https://www.czarodzieje.org/t20346-theodore-kain#642305
https://www.czarodzieje.org/t20350-theodore-kain#642529
https://www.czarodzieje.org/t20349-theodore-kain#642528
https://www.czarodzieje.org/t20348-theodore-kain#642476
https://www.czarodzieje.org/t20351-theodore-kain-dziennik#642530
Szklarnia  QzgSDG8




Gracz




Szklarnia  Empty


PisanieSzklarnia  Empty Re: Szklarnia   Szklarnia  EmptyNie 18 Lip - 22:52;

Pewnie w innych okolicznościach rozmarzyłby się pod wpływem krótkiego, acz czułego, zachęcającego pocałunku, ale tym razem ten drobny gest zadziałał na niego zgoła odmiennie, skutecznie sprowadzając go na ziemię i łagodząc ogarniający go stres. Przez moment żałował może, że z powodu towarzyszącego mu już od dłuższego czasu podenerwowania nie mógł skoncentrować się na nim w pełni, ale miał nadzieję, że jeszcze będzie mu to dane, a na razie miał przed sobą znacznie ważniejsze zadanie do wykonania. Nie oczekiwał więc nawet na odpowiedź mężczyzny, od razu zabierając się do pracy. Pracy wymagającej od niego niemałej zresztą precyzji i przywrócenia pełnej koncentracji. Wszak dawno nie korzystał z magii uzdrowicielskiej, czy eliksirów leczniczych, a szalejąca na zewnątrz burza czy bolesne pojękiwania jego przełożonego niewątpliwie mu nie pomagały. Sam był więc zdziwiony, że ostatecznie poszło mu dość sprawnie, a nieopanowane do końca drżenie dłoni nie doprowadziło go do wyrządzenia jeszcze większych szkód.
Kiedy skończył bandażować jego ramię i osuszył ich przemoczone ubrania, zdążył jeszcze odwdzięczyć się w odpowiedzi na słowa mentora szerokim uśmiechem, a już po chwili siedział obok niego z palcami ułożonymi w jego dłoni i głową wtuloną w jego bark. Bijące od niego ciepło okazało się efektywną bronią w walce z wewnętrznym strachem, a Theo wreszcie mógł wziąć głębszy oddech i uspokoić nerwowe kołatanie serca. Owładnięty tym kojącym wrażeniem bezpieczeństwa nie wyczuł nawet spięcia mięśni towarzysza, ani tym bardziej jego zmieszania. Nawet nie przypuszczałby, że coś jest nie w porządku, skoro wcześniej to sam George przyciągnął go do siebie, wpijając się w jego usta. Nie przyszło mu do głowy, że zrobił to jedynie po to, by nad nim zapanować i przywołać go do porządku. – Brzmi kusząco. – Odpowiedział mu więc nieświadomy unoszącej się w powietrzu atmosfery, wyraźnie rozbawiony, wyobrażając sobie jak miałoby to w ogóle wyglądać. Nie zważał nawet na to, że ten żartobliwy ton jego patrona nie wybrzmiał najlepiej. Powiedzmy sobie szczerze, jak na wagę odniesionych przez niego obrażeń, to i tak dobrze, że nie brakowało mu humoru.
Nie wiedział, że odczuwany przez jego kompana dyskomfort wiąże się nie tylko z bólem, ale i jego bliskością. Nie wziął takiej możliwości pod uwagę, wręcz przeciwnie, w przeciwieństwie do niego zachowywał się niezwykle swobodnie, poprawiając jedynie ułożenie głowy na jego ramieniu na taką, która byłaby dla niego dogodniejsza. Słuchając uważnie słów George’a, z czasem pozwalał sobie na znacznie więcej, a po tym delikatnym pocałunku złożonym na jego szyi, przymknął nawet oczy, chcąc czerpać całymi garściami z tej chwili bliskości. Niestety dla niego, rzeczywiście była to tylko chwila, bo mężczyzna nagle wyprostował plecy, niejako odpychając go od siebie, po czym odsunął swą dłoń, przez co Kain kompletnie nie wiedział jak ma się zachować. Po prostu patrzył na niego z nieco osowiałym wyrazem twarzy, a blask w jego oczach nagle przygasł i na nic w tym przypadku zdawały się jego przeprosiny.
Może niepotrzebnie próbujesz wszystko wyjaśniać? – Wypalił bez sensu, bo nie wiedział, co innego mógłby powiedzieć. Może i byłby w stanie go zrozumieć, gdyby ten częściej dzielił się z nim swoimi przemyśleniami, ale nie było mu łatwo, kiedy zbywał go takimi półsłówkami, dodatkowo zaraz po tym, jak sam go przecież pocałował. Starał się zrozumieć, ale teraz, najzwyczajniej w świecie, było mu przykro. Sam pokręcił głową i rozmasował czoło, by dopiero po tym spojrzeć mu prosto w oczy. – W porządku. Rozumiem. – Odpowiedział mu równie poważnym, bezuczuciowym tonem, ale nawet odwróciwszy głowę w inną stronę, nie był w stanie ukryć wymalowanego na twarzy przygnębienia. Podniósł się tylko leniwie, zostawiając Walkera samego, tak jak tego chciał, po czym zbliżył się do zewnętrznej ściany szklarni. – Przestaje padać. Chyba możemy wracać. – Mruknął jakby bez przekonania, bo początkowo, po tym co George powiedział o eliksirze wiggenowym, nawet przestało mu się śpieszyć. Teraz jednak nie był pewien czy nie wolałby po prostu wrócić do domu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


George Walker

Absolwent Gryffindoru
Wiek : 36
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 177
C. szczególne : intensywny zapach cygara na ubraniu, dobrej jakości ubrania, spod kołnierza, przy szyi wystaje gruba warstwa bandażu.
Galeony : 167
  Liczba postów : 265
https://www.czarodzieje.org/t20293-george-walker#636736
https://www.czarodzieje.org/t20294-skrytka-pocztowa-g-w#636761
https://www.czarodzieje.org/t20292-george-walker#636733
Szklarnia  QzgSDG8




Gracz




Szklarnia  Empty


PisanieSzklarnia  Empty Re: Szklarnia   Szklarnia  EmptyPon 19 Lip - 10:09;

Dotychczas humor całkiem mu dopisywał, ale im dłużej znajdowali się w tym miejscu (sam na sam) tym pogrążał się w myślach, robił coś głupiego, czego nie powinien. Miał mętlik w głowie i upływ czasu nie pomagał tego naprawić. Nic nie mogło ułożyć jego myśli… oprócz pracy. Powinien zająć się czymś pożytecznym, a nie szwendać się po Dolinie Godryka gdzie akurat pogoda uniemożliwiała dalsze spacerowanie. Obecność Theo nie przeszkadzała mu. Żywił wobec niego wdzięczność za udzielenie pomocy i zachowanie przy tym trzeźwości umysłu (próbował pominąć ten moment kiedy chciał mu "pomóc" się skoncentrować), a nawet za takie coś jak osuszenie ubrań. Niestety później coś zaczynało się psuć ze strony Geoege'a, który całe życie spędził w objęciach rutyny, gdzie nie było miejsca na zainteresowanie się romansem… zwłaszcza z osobą tej samej płci. To nie było łatwe dla mężczyzny, który ma niemal pełnoletnie dziecko, a i czasem utrzymuje kontakt z byłą żoną. Odsuwał się zatem od Theo, wiedząc, że go tym zrani. Nie wiedział jednak jak z tego wybrnąć bez ranienia chłopaka. Nie musiał na niego patrzeć, aby wyobrazić sobie wyraz jego twarzy. Wystarczył sam ton głosu, aby pojąć, że to go zabolało, być może gorzej niż George'a rozszczepiona ręką. - Nie mam siedemnastu lat, Theo, aby iść na żywioł.- przypomniał mu o dzielących ich latach wieku, co bądź co bądź robiło spore wrażenie, bowiem z reguły osoby z różnych pokoleń nieczęsto się dogadywały. A on go pocałował i było to ciepłe, miłe, a jednak też wstrząsające. Gdyby uległ słabości… gdyby choć raz pozwolił sobie na tę spontaniczność… ale George nie był typem, który ślepo brnie naprzód. Wykrzywił się kiedy Theo wstał, ale nie zamierzał siedzieć bezczynnie więc też się podniósł i zatrzymał chłopaka, łapiąc go za łokieć. - Byłem żonaty i mam prawie dorosłe dziecko. A potem dziejesz się ty. Muszę to spróbować zrozumieć, bo wtedy zrozumiem siebie. Czas wcale nie pomaga mi ułożyć tego w głowie. - wyjawił mu zatem swoje roztargnienie, aby w ten sposób wynagrodzić mu odtrącenie. - Nie wiem co z tobą zrobić. - przeszedł kilka kroków, aby stanąć tuż przed nim. Nie puszczał jego łokcia, bo chciał dokończyć słowa. - Nie wiem czy mam cię lubić, ufać ci, dotknąć… czy cię awansować i przydzielić ci rzeczoznawców w twoim wieku. - nie brzmiał zbyt dojrzałe jednakże mówił tak, jak jest. Nie podejmie słynnej "męskiej" decyzji w stylu "idziemy na trzeźwo do łóżka"/"narzucam dystans i nie ma odwrotu". To nie było takie proste. Nie chciał lekceważyć tej części siebie, która lubiła dotyk Theo, ale z drugiej strony nie potrafił pozbyć się z głowy wspomnień z jego mieszkania, gdzie Theo wyznawał całą prawdę. Popatrzył nań bezradnie. Szukał swojego miejsca w tej relacji tylko trochę mu to nie wychodziło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Theodore Kain

Absolwent Gryffindoru
Wiek : 25
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 178
C. szczególne : delikatne piegi na nosie i w okolicach oczu / wyraźne oznaki niewyspania - sińce pod oczami, podkrążone ślepia
Galeony : 2360
  Liczba postów : 886
https://www.czarodzieje.org/t20346-theodore-kain#642305
https://www.czarodzieje.org/t20350-theodore-kain#642529
https://www.czarodzieje.org/t20349-theodore-kain#642528
https://www.czarodzieje.org/t20348-theodore-kain#642476
https://www.czarodzieje.org/t20351-theodore-kain-dziennik#642530
Szklarnia  QzgSDG8




Gracz




Szklarnia  Empty


PisanieSzklarnia  Empty Re: Szklarnia   Szklarnia  EmptyPon 19 Lip - 11:29;

Niekiedy słowa raniły bardziej niż różdżki. Jemu również było trudno pozbierać myśli, a to przez wzgląd na sprzeczne sygnały wysyłane mu w ostatnich dniach przez jego szefa. Mężczyzna przyciągał go do siebie, by zaraz potem go od siebie odsunąć, a cała ich relacja powoli zaczynała przypominać jakieś popieprzone przeciąganie liny. Był młody, nazbyt często kierował się uczuciami, a to że nie do końca rozumiał motywy George’a tym bardziej okazywało się dla niego męczące. Wiedział jednak, że sam nie jest bez winy, skoro to właśnie przez niego ich znajomość całkiem się skomplikowała, dlatego – choć nieskutecznie – starał się ukrywać przed nim swoje rozczarowanie. Szczerze mówiąc, nie miał pojęcia co powinien dalej z tym fantem uczynić i to chyba właśnie dlatego napomknął o poprawie pogody i możliwości powrotu do domu. Mimo że najchętniej wcale by się z nim rozstawał, czuł się bezsilny, a z tego względu wydawało mu się, że najlepiej będzie mu sam na sam, w zaciszu własnych czterech ścian. Nie spodziewał się, że otrzyma ze strony Walkera choćby te kilka słów wyjaśnienia, dlatego przez dłuższą chwilę milczał, próbując jakimś sposobem wcielić się w jego sytuację i zrozumieć, co nim kieruje. Nie było to jednak takie proste, skoro różnił ich nie tylko wiek, ale i zupełnie inny bagaż doświadczeń.
Spojrzał w dół na dłoń zaciskającą się na jego łokciu, starając się poskładać wszystkie jego słowa w jedną całość. – Czas rzadko pomaga. – Odezwał się wreszcie niechętnie, ale doceniał to, że jego przełożony zdecydował się na uczciwość. Większość konfliktów wynikała z niedopowiedzeń, czego zresztą sam dotkliwie doświadczył na swojej skórze. Sam przez wiele lat milczał przecież uporczywie, udając że wszystko jest w jak najlepszym porządku i do czego go to doprowadziło? Wbrew powszechnemu przekonaniu społeczeństwa czas nie zawsze prowadził do zaleczenia ran, niekiedy tylko je rozdrapywał, popychając do nagłego uwolnienia swych własnych frustracji. – Dzięki, że jesteś ze mną szczery. – Wypowiedział jedynie na głos swoje myśli, zastanawiając się jak ma zareagować. Odwrócił się do niego przodem i patrzył mu w oczy, ale powstrzymywał się od ryzykownych gestów i dotyku. – Nie wiem, czy jakkolwiek Cię to pocieszy, ale też nigdy nie byłem z mężczyzną. Właściwie uganiałem się przez całe swoje życie za jedną dziewczyną, która i tak zdecydowała się mnie odtrącić. Potem unikałem jakichkolwiek intymnych relacji, bo wydawało mi się, że najlepiej będzie mi samemu. – Nie wiedział dlaczego to mówi, ale najwyraźniej zachowanie towarzysza i jego zachęciło do wyznań. Jego nastoletnie miłostki nijak nie mogły się jednak równać z położeniem jego kompana. Nie miał przecież żony, dziecka, psa czy wspólnego kredytu na mieszkanie… ale czy to była jakakolwiek przeszkoda? – Przy Tobie po raz pierwszy od dawna poczułem się inaczej i zrozumiałem, że nie mam racji… To nie jest życie, kiedy zamykasz się na innych, nie pozwalając sobie na odrobinę szczęścia i szaleństwa. To jedynie namiastka życia i niewiele znacząca wegetacja. – Ostrożnie dobierał słowa, jakby obawiał się, że może go spłoszyć. Szkoda, bo zdawało się, że obaj zachowują się jak niedojrzałe wyrostki. Cud, że się przed sobą otworzyli, ale chyba żaden z nich nie potrafił otwarcie i precyzyjnie wyrazić swoich uczuć. Żaden z nich nie potrafił podjąć też kategorycznej, męskiej decyzji, a przez to trwali w tym niewygodnym dla nich obu stanie zawieszenia.
Theo nadal nie był pewien czy powinien naciskać. Nie chciał wymuszać na Walkerze przyjęcia jakiekolwiek stanowiska, ale mimo wszystko spędzali ze sobą sporo czasu, czy to w pracy, czy jak się okazywało, również i poza nią, a to sprawiało, że nie dało się wytrwać w tej niepewności i gąszczu niewspółgrających nijak ze sobą gestów. Naprawdę czuł się bezradny. – Jedno nie wyklucza drugiego. – Wypalił w odniesieniu do jego wątpliwości, jakby w nadziei na to, że podsunie mu najsensowniejsze rozwiązanie, ale niestety to tak nie działało. Westchnął więc głośno, znów rozmasowując swoje czoło i policzki w poszukiwaniu odpowiedzi na palące pytanie: czy powinien posilić się na większą stanowczość? – Rozumiem. Wiem też, że źle to zacząłem. Właściwie „źle” to zbyt duży eufemizm... – Wplótł palce we włosy, drapiąc się po głowie, bo wspomnienie tej nieszczęsnej nocy nadal było dla niego mało komfortowe. – Po prostu nie chcę żebyś mnie nieustannie zwodził. – Jego ton nie był już taki zdecydowany, bo chociaż wiedział, że dobrze zrobił i że powinien postawić sprawę jasno, obawiał się że tym sposobem ukróci jakikolwiek ich kontakt. Serce zabiło szybciej, ale nie był gotowy doprowadzić tej rozmowy do końca. Nie mógł zresztą oczekiwać od George'a, że ten pod wpływem chwili zdecyduje się wywrócić całe swoje życie do góry nogami. - Chodźmy już. Nie ma sensu tego teraz ciągnąć, kiedy obaj jesteśmy zmęczeni. – Mruknął więc nieco ciszej, wymownym ruchem głowy wskazując poza szklane płyty. Na zewnątrz już się rozpogodziło, a spoza chmur zaczęło nawet subtelnie spozierać słońce. Nie chciał go pośpieszać, nakłaniać do podejmowania nieprzemyślanych decyzji. Lepiej byłoby, żeby obaj najpierw wypoczęli.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


George Walker

Absolwent Gryffindoru
Wiek : 36
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 177
C. szczególne : intensywny zapach cygara na ubraniu, dobrej jakości ubrania, spod kołnierza, przy szyi wystaje gruba warstwa bandażu.
Galeony : 167
  Liczba postów : 265
https://www.czarodzieje.org/t20293-george-walker#636736
https://www.czarodzieje.org/t20294-skrytka-pocztowa-g-w#636761
https://www.czarodzieje.org/t20292-george-walker#636733
Szklarnia  QzgSDG8




Gracz




Szklarnia  Empty


PisanieSzklarnia  Empty Re: Szklarnia   Szklarnia  EmptyPon 19 Lip - 17:11;

Odnosił wrażenie, że to głowa zaraz pęknie z nadmiaru myśli, a nie ręką od bólu porozszczepiennego. Tęsknił za swoją zawodową rutyną, niekiedy urozmaicaną zwyczajnym wyjściem na piwo. Teraz musiał walczyć o swoją koncentrację, a nigdy nie musiał się ku temu wysilać. Mógł zadawać sobie pytania co zrobić dalej, ale odpowiedzi nikt mu nie udzieli. To tylko i wyłącznie jego kwestia przemyślenia sprawy i odkrycia czy woli wrócić w bezpieczne i monotonne życie pracoholika czy jednak poczuć, że żyje i dać się porwać wybudzonej namiętności...? Nie może mieć i tego i tego, a wybór nie był łatwy. Posłuchać rozsądku czy jednak serca, które przecież nie jest już młodziutkie ani głupie. - I dla ciebie to takie normalne nagle zainteresować się innym mężczyzną? Jak możesz podchodzić do tego tak... naturalnie? Mi się to w głowie nie mieści, bo nagle okazuje się, że tak naprawdę to wcale siebie nie znam. - dopytywał, bo skoro już przeszli na szczerość i większą wylewność słowną to warto to wykorzystać, odsłonić swoje wątpliwości i jednocześnie wyjaśnić co leży człowiekowi na sercu. Tyle dobrego, że nie zaprzeczał temu, że podobał mu się wszelki dotyk Theo. Chwilę później odczuwał niepokój lecz pierwszym odruchem była chęć rozluźnienia się pod jego dłońmi. Cofnął rękę z jego łokcia i przymknął na moment powieki. Theo wypowiedział właśnie słowa, którymi żegnała go jego była żona. Upominała go, żeby się opamiętał, bo zaczyna wegetować w tej pracy, a nie żyć. Chwilę później, gdy podniósł powieki, sięgnął do przegubu jego dłoni, żeby dalej go przytrzymywać, aby nie wpadł na pomysł opuszczenia gorącej już szklarni zanim dokończą rozmowę. - Z jednej strony nienawidzę tamtej nocy ale z drugiej doskonale pamiętam jak... - na moment zaciął się, szukał słów na jego ustach, spoglądając na nie uważnie, jakby przypominał sobie ich zachowanie. - ... tak, to jest to, co można nazwać "czuć, że się żyje". Czemu to musi być takie szalone? - nie oczekiwał odpowiedzi na ostatnie pytanie, miało ono przeznaczenie jedynie retoryczne. Ból ręki opadał na dalszy plan; eliksir wiggenowy działał cuda. Dzięki temu zaczynał czuć się zdecydowanie lepiej choć ta ciężkość za mostkiem informowała, że musi obgadać sytuację z Theo zanim wrócą w poniedziałek do pracy. - Bardzo wyraźnie oddzielam pracę od relacji osobistych... powinieneś to już zauważyć. - przypomniał. Nawet z zaprzyjaźnionymi rzeczoznawcami nie pozwalał sobie na żarciki czy zaniedbywanie obowiązków w czasie wykonywania zawodu. Dopiero "w czasie wolnym" zmieniał tryb na "pseudo towarzyski odludek". Wykrzywił się kiedy wspomniał o zwodzeniu. Zrodziła się w nim panika kiedy ten wspomniał o opuszczeniu szklarni. Potrząsnął głową i przysunął się do niego o pół kroku, zmuszając do zauważenia zmniejszonego dystansu i tym samym zatrzymania się tutaj na kilka chwil dłużej. - Nie, jeszcze nie. - nie zgadzał się. - Czego ode mnie oczekujesz, Theo? Jakiej deklaracji? - zapytał wprost, bez ogródek, patrząc w niebieskie oczy, trzymając w palcach przegub jego dłoni i wstrzymując na moment oddech.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Theodore Kain

Absolwent Gryffindoru
Wiek : 25
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 178
C. szczególne : delikatne piegi na nosie i w okolicach oczu / wyraźne oznaki niewyspania - sińce pod oczami, podkrążone ślepia
Galeony : 2360
  Liczba postów : 886
https://www.czarodzieje.org/t20346-theodore-kain#642305
https://www.czarodzieje.org/t20350-theodore-kain#642529
https://www.czarodzieje.org/t20349-theodore-kain#642528
https://www.czarodzieje.org/t20348-theodore-kain#642476
https://www.czarodzieje.org/t20351-theodore-kain-dziennik#642530
Szklarnia  QzgSDG8




Gracz




Szklarnia  Empty


PisanieSzklarnia  Empty Re: Szklarnia   Szklarnia  EmptyPon 19 Lip - 18:28;

Ostatnio, podczas przypadkowego spotkania w archiwum to on naskoczył na swojego szefa, wytykając mu, że unika problemów jak ognia, a przy okazji wyjątkowo niezgrabnie przypomniał mu również o rozstaniu z rodziną. Wydawać by się więc mogło, że również to on nadal będzie naciskał na wyjaśnienie łączących ich więzi. Początkowo rzeczywiście do tego dążył, ale takie emocjonalne czy intymne wyznania nigdy nie były jego mocną stroną. Nigdy nie potrafił dobrać słów, które odpowiednio opisywałyby jego uczucia, a im dalej w las, tym bardziej czuł, że traci grunt pod stopami. Może i nazbyt często działał instynktownie, a w życiu zazwyczaj kierował się sercem, nie rozumem, ale akurat w takich chwilach niepotrzebnie starał się wszystko kalkulować, podchodząc z ostrożnością do każdego wypowiedzianego zdania, jak gdyby jeden zlepek wyrazów za dużo miał zniweczyć wszystko to, na czym najbardziej mu zależało. Wątpliwości George’a jedynie wzmagały jego niepewność, więc nic dziwnego, że powoli i zachowawczo zaczął się wycofać, ostatecznie namawiając nawet mężczyznę na to, by się rozeszli. No kompletny idiota. Chyba po prostu obawiał się odrzucenia, ale to nadal czyniło z niego kompletnego idiotę.
Na jego szczęście lub nie, tym razem to Walkerowi zebrało się na wylewność, a tym samym mężczyzna nie pozwolił mu na schowanie głowy w piach. Wręcz przeciwnie, chyba po raz pierwszy tak stanowczo podszedł do tematu, wymagając od niego odpowiedzi na dręczące go od dawna pytania. – Hm… – Akurat to nie wytrąciło go może z równowagi, ale wyraźnie zaciekawiło. Chyba sam musiał się dobrze zastanowić, żeby nie palnąć jakiejś głupoty. – Sam nie wiem, jakby… nie jestem ekspertem w takich sprawach. Niezbyt często bywałem na randkach, marny ze mnie flirciarz, może dlatego prawie całe swoje życie skupiałem się na nauce i pracy. – Rzucił wpierw dość wymijająco, ale nie zamierzał wcale go ignorować, ani tym bardziej uciekać. Ot, wypowiadał na głos myśli skłębione w głowie, bo w ten sposób łatwiej było mu je względnie poukładać. – Ale zawsze byłem też otwarty i tolerancyjny. Wiesz, od zawsze wierzyłem, że nie liczy się płeć, wiek, pochodzenie. Liczy się człowiek. I yhm… może nie spodziewałem się, że akurat mnie to będzie dotyczyło, że może mi się spodobać ktoś tej samej płci, ale właściwie… czy jest to jakaś różnica? – Nie oczekiwał jakiejkolwiek reakcji, nadając tym słowom raczej retoryczny ton. – Nie uważam, żebym siebie przez to nie znał. Co najwyżej odkryłem w sobie coś nowego, intrygującego, ale przecież nie to mnie definiuje. Nadal jestem tym samym chłopakiem, nic poza tym się nie zmieniło. – Zamilknął, bo miał wrażenie, że wybrzmiał aż nadto filozoficznie, jak na jakimś spotkaniu szkolnego klubu dyskusyjnego, ale chyba nie zdołałby tego wyjaśnić w inny sposób. Nawet nie był pewien, czy do tego czasu sam siebie oszukiwał, czy może najzwyczajniej w świecie, nie miał nigdy wcześniej okazji tego sprawdzić, bo wiele lat swojego życia zmarnował na uganianie się za panną, która miała go w głębokim poważaniu, a po bolesnym dla niego rozstaniu nie miał najmniejszej ochoty pakować się do tej samej rzeki. Można by powiedzieć, że potraktował pracę jak odskocznię od skomplikowanych, międzyludzkich relacji, które przysporzyły mu zbyt wiele cierpienia.
George znów go zaskoczył, nie tylko przytrzymaniem jego nadgarstka, ale i tym, że poruszył temat ich wspólnej, pamiętnej i upojnej nocy, który do tej pory zdawał się raczej tematem tabu. Nie mógł również nie zauważyć, że mężczyzna natarczywie przygląda się jego ustom, jakby przypominając sobie wszystko to, co wówczas się wydarzyło, a jednak to dopiero na skutek jego słów Theo uśmiechnął się szerzej i prychnął pod nosem rozbawiony. – Ja czułem jeszcze przez kolejne dwa dni. – Mimo poważnego tematu pozwolił sobie zażartować, żeby jakoś rozładować napiętą atmosferę i zapomnieć o towarzyszącym jej stresie. – Może to właśnie w szaleństwie tkwi metoda. – Dodał zaraz zresztą zamyślony, nie wyłapując w głosie Walkera delikatnej sugestii, że akurat na to pytanie nie potrzebował wcale jego riposty. No cóż… i tak ją otrzymał, chociaż zaraz po tym Theo zrezygnował z dalszych komentarzy. Nie wiedział, co mógłby mu powiedzieć o oddzielaniu relacji zawodowych od osobistych. Chyba jedynie tyle, że w ich przypadku granica już dawno się zatarła? Nie chciał usłyszeć czegoś w stylu „jestem twoim szefem, to nie przystoi, zapomnijmy o tym co było, et cetera”. Zapewne dlatego próbował skłonić go do zakończenia rozmowy i opuszczenia okupowanej na czas burzy szklarni, ale i tym razem George go powstrzymał, ściskając jego przegub i obdarowując zdecydowanie zbyt nachalnym spojrzeniem. Zarazem wprawił go w zakłopotanie, zadając to jedno pytanie, na które nie mógł nijak mu odpowiedzieć. Nie miał bowiem prawa oczekiwać od niego żadnych deklaracji, skoro oficjalnie zupełnie nic ich nie łączyło. Wykrzywił więc tylko kącik ust, przez długi czas unikając odpowiedzi, a kiedy już gotów był otworzyć usta, i tak postanowił odwrócić kota ogonem. – Chciałbyś to powtórzyć? Wypić ze mną lampkę wina, odprowadzić mnie potem do mieszkania? Bez afrodisii i bez kłamstw. – Serce już całkiem rozszalałe chyba zapomniało, czym jest równomierny rytm, a Theo nie pamiętał, by kiedykolwiek komukolwiek złożył tak bezpośrednią propozycję. Nie trudno było się zresztą domyślić, że do takich nie przywykł, wszak jego zakłopotanie zaraz pokryło lico różem. Paskudnym różem, którego tak bardzo nienawidził i który tak otwarcie przypominał mu, że jednak nigdy nie uporał się do końca ze swą nieśmiałością w kontaktach towarzyskich.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


George Walker

Absolwent Gryffindoru
Wiek : 36
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 177
C. szczególne : intensywny zapach cygara na ubraniu, dobrej jakości ubrania, spod kołnierza, przy szyi wystaje gruba warstwa bandażu.
Galeony : 167
  Liczba postów : 265
https://www.czarodzieje.org/t20293-george-walker#636736
https://www.czarodzieje.org/t20294-skrytka-pocztowa-g-w#636761
https://www.czarodzieje.org/t20292-george-walker#636733
Szklarnia  QzgSDG8




Gracz




Szklarnia  Empty


PisanieSzklarnia  Empty Re: Szklarnia   Szklarnia  EmptyPon 19 Lip - 19:12;

Skoro czas nie pomagał w opanowaniu ich relacji to co innego pozostaje jak szczera rozmowa? Nie czuł się zbyt pewnie poruszając tak wrażliwe tematy jednak bez tego dalej będzie podążać po omacku. Chciałby dzisiaj zasnąć bez tych ciężkich myśli i rozważań, więc potrzebował pomocy w ułożeniu chociażby paru zagubionych puzzli, które spoczywały w rękach Theo. Spoglądając na niego targały nim mieszane uczucia, a to tłumaczyło znowuż niepokój czy narastające zdenerwowanie. Aby nie dać się temu porwać, postanowił pytać, dociekać, dowiedzieć się co mu w duszy gra, a w zamian dać własną szczerość. To im nie może już zaszkodzić, prawda?
- Dla mnie to jest różnica... dlatego tak ciężko mi to umiejscowić. Co innego myślę i co innego czuję. - dlatego rozmowa była im potrzebna. Dopiero wypowiedziawszy te słowa zrozumiał jakie są bliskie prawdy. To ta odwieczna walka serca z rozumem, a z reguły George kierował się tym drugim, serce mocno zaniedbawszy. To też tłumaczyło czemu żywił teraz do chłopaka słabość, wszak to on, nikt inny, przypomniał mu o potrzebach ciała. Słuchał Theo i próbował się z tym utożsamiać jednak nie potrafił. Ograniczył się więc do milczenia i zezwolenia, aby słowa zawisły w powietrzu. Wspomniał o tamtej nocy, a nie spodziewał się, że chłopak postanowi trochę z tego pożartować. Chyba tego właśnie potrzebowali, bo mimowolnie się uśmiechnął pod nosem. - Nie narzekałeś. - mruknął i to było naprawdę sporo jak na nieśmiałe wspominki tamtej nocy. Widać jednak było, że to dla George'a wciąż niekomfortowe i że wolałby, aby nie kontynuowali żartu. Zadał wszak bardzo ważne pytanie, które mogłoby wyjaśnić ich wzajemne oczekiwania względem siebie. Sam George nie potrafiłby stwierdzić czego pragnie od Theo, a jednak domagał się odpowiedzi od chłopaka. Zalatywało srogą hipokryzją. Zapadło milczenie, które wcale mu nie przeszkadzało, bo w tym czasie wwiercał się spojrzeniem w twarz Theo. Z drugiej strony zauważył po sobie, że dosyć długo wstrzymuje oddech, niepewny czy odpowiedź chłopaka go nie przerazi. Gdy wraz z uniesieniem kącika ust dowiedział się co chodziło mu po głowie, momentalnie po jego ciele rozlało się elektryzujące ciepło, porównywalne do tego towarzyszącego przy namiętnym pocałunku. To była tak jawna propozycja... tak bardzo kusząca, będąca tuż na wyciągnięcie ręki, przyciągająca jak nigdy dotąd... to był jak zapalnik, który miał wywołać lawinę zapomnienia. Wypuścił powietrze z płuc i spoglądał na niego z rozszerzonymi źrenicami. Dylematy, dylematy. Musiał posłuchać rozsądku bo w chwili obecnej słuchanie serca oznaczałoby zbyteczny pośpiech. Najpierw Wieczysta Przysięga, potem... rozmowa, choćby i bliższa. Mimo wszystko nie mógł zlekceważyć tego uczucia rozpływającego się w jego ciele. Nie potrafił, nie chciał. Jak jednak odmówić...? Wydawało mu się, że wybuchnie tu z rozdarcia i nie znajdzie bezbolesnego rozwiązania. Nim Theo miał zrozumieć jaka padnie odpowiedź, oparł obandażowaną rękę na jego tułowiu i przysunął się doń, by od razu, bez chwili czekania, świadom konsekwencji swojego zachowania, bardzo ciepło ucałować jego usta. Tym razem nie było to przelotne muśnięcie, a pocałunek dłuższy, z każdą następną sekundą nabierający kojącego ciepła. Nie było w tym pośpiechu czy narastającego napięcia, bo nie o to mu chodziło. To łagodzenie odmowy, która za moment się tu pojawi i sprowadzi ich brutalnie na ziemię. Pozwolił sobie... im, na chwilę tej słabości, by nacieszyć się przez minutę miękkimi ustami, które przecież całkiem dobrze pasowały do jego własnych. Z lekkim ociąganiem, łagodnie przerwał złączenie ich ust, kiedy tylko zorientował się, że traci dech w piersiach. Poczekał aż ich oddechy się unormują. - Dziękuję, ale nie dziś. - szepnął, niszcząc tak bardzo to ciepło, które Theo roztoczył odcieniem swoich policzków. - To był długi i wykańczający dzień. Nie możemy działać pochopnie. - dodał pośpiesznie, bardzo szybko i krótko gładząc kciukiem kawałek jego polika, a potem prostując sylwetkę. - Nie możemy też tu dłużej zostać. Chyba wiesz czemu. - kącik jego ust zadrgał ale nie rozciągnął się w uśmiechu. Teraz mogą odejść każde w swoją stronę. Czyż Theo do tego nie dążył?
+
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Theodore Kain

Absolwent Gryffindoru
Wiek : 25
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 178
C. szczególne : delikatne piegi na nosie i w okolicach oczu / wyraźne oznaki niewyspania - sińce pod oczami, podkrążone ślepia
Galeony : 2360
  Liczba postów : 886
https://www.czarodzieje.org/t20346-theodore-kain#642305
https://www.czarodzieje.org/t20350-theodore-kain#642529
https://www.czarodzieje.org/t20349-theodore-kain#642528
https://www.czarodzieje.org/t20348-theodore-kain#642476
https://www.czarodzieje.org/t20351-theodore-kain-dziennik#642530
Szklarnia  QzgSDG8




Gracz




Szklarnia  Empty


PisanieSzklarnia  Empty Re: Szklarnia   Szklarnia  EmptyWto 20 Lip - 19:04;

Nigdy wcześniej nie znalazł się w tak bliskiej relacji z innym mężczyzną i nie było co się oszukiwać, że nie było to dla niego uczucie dziwne, nietypowe, wcześniej nieznane. Oczywiście, że było. Niewątpliwie jednak świadomość obcowania z człowiekiem tej samej płci nie przeszkadzała mu w tak dużym stopniu, co Walkerowi. Mimo tego nie zamierzał go wcale przekonywać, zamiast tego próbując zrozumieć jego sytuację, wraz z nim poukładać te nijak niepasujące do siebie puzzle, a w razie potrzeby dołożyć kilka własnych, które uzupełniłyby niekompletną całość. Nie mógł wiedzieć, co dokładnie czuje George, ale w pewnym sensie był w stanie wyobrazić sobie, dlaczego znacznie trudniej jest mu się pogodzić z tym, co wydarzyło się pomiędzy nimi. Jakby nie patrzeć, był od niego wiele lat starszy, zdążył się już ożenić, rozwieść, a w międzyczasie spłodzić potomka, któremu niewiele brakowało do pełnoletniości. Nic dziwnego, że nie czuł się tak swobodnie jak Theo, wszak ludzie często obawiali się tego, czego nie znali. Czasami jednak wystarczyła szczera rozmowa, oswojenie się z tematem, by przekonać się, że tak naprawdę to tylko irracjonalny lęk, którym w żadnym wypadku nie powinno się kierować.    
Skinął mu głową na znak, że zdołał zorientować się w jego rozterkach, a nawet poklepał go odruchowo po plecach, chyba tak dla pokrzepienia. – W porządku. – Dodał zaraz również ciepło, spokojnie, żeby potwierdzić wcześniejszy swój gest. Doceniał jego szczerość, ale nie był pewien do czego ich ona doprowadzi. Nie wiedział również jak mógłby go teraz wesprzeć, czy rozwiać jego wątpliwości. Niewykluczone, że Walker mówił mu to po to, by uświadomić go, że potrzebuje więcej czasu. Trudno ocenić, ale i tak miał wrażenie, że zanotowali bardzo duży progres. Wcześniej obaj próbowali przemilczeć temat, co wywoływało jeszcze większe zamieszanie, a w konsekwencji prowadziło do niezrozumienia i niepotrzebnych konfliktów. Zdecydowanie potrzebowali więc takiej otwartej rozmowy… i odrobiny humoru, szczególnie jeżeli ta wiązała się ze wspólnie spędzoną nocą, która do tej pory urosła już do rangi tabu. Nie mogli udawać, że nigdy nie miała ona miejsca, więc chyba mimo wszystko, lepiej było ją obrócić w żart.
W odpowiedzi na kolejne słowa George’a znowu parsknął pod nosem, a szeroki uśmiech rozpromienił jego twarz. Rzeczywiście nie narzekał. Pewnie dlatego, że po tej nocy w jego pamięci pozostał nie tylko ból, ale także i namiętność, te wszystkie delikatne pieszczoty i rozgrzane ciało mężczyzny tak przyjemnie przylegające do jego własnego. Musiał przywołać samego siebie do porządku, bo przez te wspomnienia nijak nie mógł skoncentrować się na odpowiedzi… choć ostatecznie i tak przemówiły przez niego wewnętrzne pragnienia. Walker co prawda milczał, ale biorąc pod uwagę jego bezpośrednie zaproszenie, trudno było oczekiwać innej reakcji. Starał się więc nie martwić przesadnie, nawet jeśli niecierpliwie oczekiwał na jakiekolwiek jego słowo. Nie spodziewał się nawet, że otrzyma od niego znacznie więcej.
Mężczyzna złożył bowiem na jego ustach pocałunek, tym razem wcale się nie śpiesząc. Theo czuł jak fala ciepła rozlewa się po jego organizmie, który od dawna już żądał tej przyjemności. Przechylił głowę w bok, łapczywie wpijając się w jego wargi, aż do utraty tchu, a w międzyczasie ułożył rękę gdzieś w okolicy jego biodra. Nie był nawet pewien gdzie, bo w tym momencie jedyne czego pragnął, to czerpać z tej chwili pełnymi garściami. Niestety chwila ta trwała zdecydowanie zbyt krótko, a zaraz po tym żarliwym pocałunku Kain musiał pogodzić się z odmową. Dziękuję, ale nie dziś. Odmówił więc tylko dzisiaj. Poza tym szeptał do niego tak łagodnie, gładząc kciukiem jego policzek, że Theo zdołał zapomnieć o początkowym rozczarowaniu, nawet jeśli nie uważał, by była to pochopna decyzja. Najwyraźniej Walker nie chciał się śpieszyć, a on postanowił uszanować jego decyzję. Zresztą najpierw mężczyzna musiał zadbać o zdrowie, bo z rozszczepioną rękę na wiele nie mógłby sobie pewnie pozwolić. – Jasne. – Zgodził się z nim, ale nie byłby sobą, gdyby nie dodał od siebie choćby kilku sykli. – Ale pamiętaj, że propozycja cały czas pozostaje aktualna. – Rzucił z uśmiechem, po czym gestem dłoni wskazał mu, by opuścili szklarnię. Dopiero na zewnątrz pozwolił mu przejąć stery; w końcu to on dzierżył mapę rezerwatu i znał ten teren doskonale przez wzgląd na liczne piesze wycieczki. Na szczęście pogoda nie spłatała im już żadnego figla, a wieczór mogli przeznaczyć na odpoczynek w zaciszu swych własnych czterech ścian. Szkoda tylko, że osobno...

zt. x2

+
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Salazar Morales

Absolwent Slytherinu
Wiek : 37
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 183 cm
C. szczególne : blizny ciągnące się przy lewej nerce i po prawej stronie żeber | niewielkie, krwawe znamię w kształcie krzyża na grzbiecie prawej dłoni | krwawy znak w kształcie obrączki
Galeony : 2272
  Liczba postów : 1337
https://www.czarodzieje.org/t21123-salazar-morales-w-budowie#680537
https://www.czarodzieje.org/t21140-salazar-morales#681116
https://www.czarodzieje.org/t21139-salazar-morales#681115
https://www.czarodzieje.org/t21122-salazar-morales#680529
https://www.czarodzieje.org/t21131-salazar-morales-dziennik#6806
Szklarnia  QzgSDG8




Gracz




Szklarnia  Empty


PisanieSzklarnia  Empty Re: Szklarnia   Szklarnia  EmptyPon 14 Lut - 20:59;

Pozyskiwanie składników - owoce dzikiej róży
Luty 2022

W ramach odpoczynku od pracy przy biurku i męczącego oczy stosu papierów i dokumentów postanowił wybrać się na łono natury. Nie przepadał jednak za bezproduktywnymi spacerami, toteż przyjemność płynącą z odwiedzin słynnego rezerwatu w Dolinie Godryka chciał połączyć z czymś pożytecznym, na przykład zebraniem roślin, które mógłby wykorzystać przy przyrządzaniu podstawowych czarodziejskich mikstur albo kolorowych drinków… a może nawet przy okazji gotowania? Z niektórych owoców i ziół można było przecież uczynić cuda.
Nim wyruszył do lasu, sięgnął po stojący na półce podręcznik do zielarstwa, żeby ułatwić sobie wybór i dowiedzieć się czegoś więcej o upragnionej zdobyczy. Nie był wszak obeznany w świecie londyńskiej flory. Nie zajmował się również ogrodnictwem, zwykle zakupując niezbędne składniki roślinne w aptece Mulpeppera lub innych sklepach dysponujących podobnym asortymentem. Nic dziwnego, że chwilę nad opasłym tomiszczem posiedział, wertując jego pożółkłe stronice do momentu aż natrafił na kolorowe, ruchome zdjęcie owoców dzikiej róży. Wyczytał, że o ile płatki kwiatów najlepiej zbierać na początku okresu kwitnienia, czyli w kwietniu lub maju, tak owoce dojrzewają jesienią. Należało przy tym uważać, by nie były zbyt miękkie. Wydawać by się mogło, że ta informacja całkiem zniweczy jego plany, ale na szczęście kolejny podrozdział ratował go z opresji. Autor wskazał bowiem, że w warunkach szklarnianych, za pomocą odpowiednich zaklęć, można przyśpieszyć lub spowolnić rozwój rośliny.
Paco zamknął zakurzoną księgę, odkładając ją na swoje miejsce, a potem skontaktował się ze znajomym zielarzem zamieszkującym w okolicach doliny, podpytując go czy dzika róża hodowana jest również w szklarni położonej w obrębie rezerwatu. Po otrzymaniu twierdzącej odpowiedzi podziękował za pomoc, założył na ramiona ciepłą, skórzaną kurtkę i powędrował głównym szlakiem na poszukiwania. Nie była to może niebezpieczna, przyprawiająca o dreszczyk emocji ekspedycja, ale czasami miło było pooddychać świeżym powietrzem, obcując z budzącą się dopiero do życia przyrodą, która wychylała się spod topniejącego śniegu.
Po kilkunastu minutach marszu dotarł do szklarni, rad z tego że zabrał ze sobą wyrwaną z podręcznika stronicę z fotografią rośliny. Niby wiedział jak wygląda dzika róża, a jednak pośród tak wielu gatunków nie było wcale łatwo jej rozpoznać. Niektóre rodzaje jagód wyglądały bardzo podobnie, ale w końcu udało mu się zestawić zdjęcie z odpowiednią donicą. Wyciągnął kawałek osikowego drewna, prostym zaklęciem oddzielając owoce od pozostałych części rośliny. Sprawdził pod opuszkami palców czy nie są przejrzałe, i sukcesywnie pakował je go przygotowanego wcześniej pojemnika. Nie było w tym żaden filozofii. Ot, prosty czar rozcinający i po robocie. Dopiero po powrocie czekała go realizacja dalszej części planu. Mianowicie część owoców zabezpieczył w temperaturze pokojowej – te miały posłużyć za potencjalny składnik eliksirów. Pozostałe zaś włożył do lodówki, bo dzięki lekturze wiedział, że nabiorą w ten sposób nowych walorów smakowych i idealnie nadawać się będą do uwarzenia wysokoprocentowej, słodko-gorzkawej nalewki.

zt.
+
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Szklarnia  QzgSDG8








Szklarnia  Empty


PisanieSzklarnia  Empty Re: Szklarnia   Szklarnia  Empty;

Powrót do góry Go down
 

Szklarnia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Szklarnia  JHTDsR7 :: 
Dolina Godryka
 :: 
Rezerwat
-