Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 Strumień

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 2 z 2 Previous  1, 2
AutorWiadomość


Rasheed Sharker

Nauczyciel
Wiek : 26
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 191cm
C. szczególne : Wysoki wzrost, blizny: trzy linie oplatające jego prawą dłoń
Dodatkowo : Wężoustość, legilimencja i oklumencja
Galeony : 2609
  Liczba postów : 2939
https://www.czarodzieje.org/t7093-rasheed-sharker
https://www.czarodzieje.org/t7096-callisto
https://www.czarodzieje.org/t7094-rekinowe-relacje
https://www.czarodzieje.org/t7190-rasheed-sharker
Strumień  - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Strumień  - Page 2 Empty


PisanieStrumień  - Page 2 Empty Strumień   Strumień  - Page 2 EmptyPią 20 Maj - 0:45;

First topic message reminder :


Strumień

Strumień, przebiegający niemalże przez całą długość rezerwatu, stanowi wyjątkowo charakterystyczny punkt i wspaniałe źródło odniesienia dla czarodziejów, którzy w natłoku wrażeń zagubią się na krętych ścieżkach rezerwatu. Wystarczy iść wzdłuż niego, a prędzej czy później odnajdzie się drogę prowadzącą do miasteczka bądź na zapomniane przez Merlina, niezwykle malownicze pustkowia czy lasy. Jeśli chodzi o sam strumień, można by powiedzieć, że nie ma w nim nic niezwykłego, gdyby nie to, że nigdy nie zamarza, a w jego wodach nie żyje absolutnie nic, nawet pojedynczy gatunek ryby. Ba, żadne zwierzę nie jest w stanie nawet zaczerpnąć z niego wody. Legenda wiążąca się z tym miejscem głosi, że strumień został niegdyś przeklęty przez niemożliwie zdolnego czarownika, gdy jego ukochana utopiła się z żalu w jego wodach po śmierci swojej siostry, którą notabene sam zamordował podczas pojedynku czarodziejów. Nie mogąc znieść żalu, w zupełnie bezsensownym akcie zemsty sprawił, że wody rzeczonego zbiornika wodnego nigdy nie skują się lodem, kusząc kolejnych topielców dzikością tutejszych wód. Nie potrafiąc określić siły swojego zaklęcia sprawił również, że temperatura bystro płynącej weń cieczy przekracza nawet adekwatną do kąpieli i zimą potrafi malowniczo parować, tworząc rozległe mgły.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość


Theodore Kain

Absolwent Gryffindoru
Wiek : 25
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 178
C. szczególne : delikatne piegi na nosie i w okolicach oczu / wyraźne oznaki niewyspania - sińce pod oczami, podkrążone ślepia
Galeony : 2360
  Liczba postów : 886
https://www.czarodzieje.org/t20346-theodore-kain#642305
https://www.czarodzieje.org/t20350-theodore-kain#642529
https://www.czarodzieje.org/t20349-theodore-kain#642528
https://www.czarodzieje.org/t20348-theodore-kain#642476
https://www.czarodzieje.org/t20351-theodore-kain-dziennik#642530
Strumień  - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Strumień  - Page 2 Empty


PisanieStrumień  - Page 2 Empty Re: Strumień   Strumień  - Page 2 EmptySro 29 Wrz - 22:52;

Samonauka - uzdrawianie

Od dłuższego już czasu planował podszkolić się w dziedzinie zaklęć leczniczych, przypomnieć sobie nabyte w murach szkoły podstawy i rozwinąć umiejętności tak, by być w stanie zareagować w razie niebezpieczeństwa. W zamknięciu czterech ścian nie potrafił się jednak skupić na nauce, dlatego chwycił podręcznik do uzdrawiania i pomknął do Doliny Godryka, by odnaleźć jakieś spokojne miejsce do ćwiczeń w granicach słynnego rezerwatu. Wędrował dość długo, natrafiając wreszcie na parujący strumień. Wokoło było cicho i pusto, toteż przycupnął na leżącej nieopodal wartko płynącego potoku kłodzie i wyciągnął z kieszeni scyzoryk, kilkukrotnie obracając go między palcami.
Nie ukrywał, że zależy mu na opanowaniu o wiele bardziej skomplikowanych, efektywniejszych zaklęć, ale wiedział również, że ostatnimi czasy  w tej dziedzinie magii zdecydowanie się opuścił, dlatego tego popołudnia postanowił powtórzyć sobie podstawowe kroki. Nawet przywleczoną ze sobą księgę otworzył na pierwszym rozdziale, wczytując się w porady dla początkujących uczniów, zainteresowanych wykorzystaniem uzdrowicielskiej, białej energii. Myślał, że przesadza i że nie wyczyta w nich nic ciekawego, a jednak kilka porad zdawało się całkiem przydatnych. Oczywiście niektóre były aż nadto oczywiste, jak chociażby zachęcanie adeptów tej sztuki do zwizualizowania sobie oczami wyobraźni oczekiwanego rezultatu, ale jedna wskazówka wyjątkowo wzbudziła zainteresowanie Kaina. Autor wskazywał bowiem, że nowi w temacie napotykają często na problem ze skumulowaniem odpowiedniej ilości pozytywnej energii, a to sprawia że rzucane przez nich zaklęcia tracą na sile. Jego zdaniem poza koncentracją najlepiej w takich sytuacjach przywołać w pamięci jakieś miłe wspomnienie, podobnie jak w przypadku próby przywołania patronusa. Brzmiało sensownie. Theo przejrzał jeszcze kilka stronic, oglądając obrazowe instrukcje przedstawiające wyraźnie ruchy nadgarstka przy konkretnych zaklęciach, a potem zamknął tomiszcze, pozostawiając teorię daleko za sobą. Czas na praktykę.
Zaczerpnął jeszcze świeżego powietrza, zdając sobie sprawę z tego, że nie będzie to przyjemne uczucie, a zaraz po tym rozciął skórę po wewnętrznej stroni lewej dłoni, mimowolnie sycząc pod nosem z bólu. Świadomie ciął dość głęboko, by wywołać stosunkowo intensywne krwawienie. Dopiero wtedy wyciągnął zza paska spodni swoją różdżkę, przykładając jej koniuszek do swojej rany. – Tuus Claudere Varices… – Wyszeptał inkantację, w pełni skupiony na stającym przed nim wyzwaniu, ale na niewiele się to zdało. Posoka nadal sączyła się z otwartej szczeliny w podobnym tempie, a on przeklął w duchu, bo nie tak wyobrażał sobie powrót do nauki magii uzdrowicielskiej. – Tuus Claudere Varices. – Rzucił już bardziej stanowczo, znów przytykając do skóry kawałek tarniny. Tym razem wyobraził sobie jak rana się zasklepia, co w niewielkim stopniu pomogło mu podtrzymać efekt użytkowanego czaru. Krew zwolniła swój bieg, ale nadal twierdził, że to za mało. – Tuus Claudere Varices. – Spróbował raz jeszcze, przypominając sobie uśmiechniętą twarz swojej mamy i kojący uścisk jej ramion. Wcześniej nie był do końca przekonany co do zamieszczonych w podręczniku porad, ale teraz miał namacalny dowód na to, że działają w praktyce, bo może i nie powstrzymał krwotoku, ale spowolnił go niemalże do zera. Praktyka czyni mistrza?
Odsunął różdżkę, kiedy szkarłat znów zabarwił jego dłoń, a potem kilkukrotnie ponawiał wcześniejsze zaklęcie, by upewnić się, że wykonuje je z oczekiwaną od siebie dokładnością. Potrzebował perfekcji, a gdy tylko ją osiągnął, zdecydował się na nieco trudniejszy, ale nadal wczesnoszkolny czar, dzięki któremu miał pozbyć się śladów dzisiejszego treningu. – Vulnus Alere. – Wyśpiewał kolejne łacińskie słowa z większym zdecydowaniem, nie pozwalając bodźcom zewnętrznym na zburzenie koncentracji. Rana nikła na jego oczach, a on usatysfakcjonowany ruszył się z miejsca, aby powrócić do wioski, a stamtąd prosto do swojego londyńskiego mieszkania.

zt.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Michael O. P. Shakeshaft

Absolwent Gryffindoru
Wiek : 30
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 1,79m
Galeony : -596
  Liczba postów : 129
https://www.czarodzieje.org/t20839-michael-o-p-shakeshaft
https://www.czarodzieje.org/t20846-michael-orson-patrick-shakeshaft-poczta#665655
https://www.czarodzieje.org/t20838-michael-orson-patrick-shakeshaft-kuferek
https://www.czarodzieje.org/t20954-michael-o-p-shakeshaft-dzienn
Strumień  - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Strumień  - Page 2 Empty


PisanieStrumień  - Page 2 Empty Re: Strumień   Strumień  - Page 2 EmptyCzw 18 Lis - 9:16;

Zbieranie składniku (kora drzewa wiggenowego) i samodzielny post z zielarstwem

W Dolinie Godryka wiele można było znaleźć ciekawych okazów roślin magicznych, które domorośli ogrodnicy lub fascynaci magicznej flory hodowali w swoich ogródkach. Niestety, niektórzy nie byli na tyle udolni, aby mogli zająć się hodowaniem i nie zrobić przy tym nieciekawego ambarasu jakim było niepohamowane posadzenie roślin tam gdzie nie trzeba. Zdawało się nawet, że ktoś mówił o tym, że ktoś kiedyś zasadził gdzieś diabelskie sidła, które potem rozrosły się tak, że mało kto podchodził do pewnego miejsca znajdującego się w rezerwacie Shercliffe’ów. Czy urban legend (czy raczej magic legend) czy nie - warto było dowiedzieć się co faktycznie skrywało magiczne miejsce będące częścią dziedzictwa jednego z magicznych rodów brytyjskiej arystokracji. Jeśli nie znajdzie diabelskich sideł i zobaczy ich z daleka - to może chociaż znajdzie coś innego, co może kiedyś posłuży mu do jakiegoś małoważnego eliksiry lub po prostu to sprzeda. A tymczasem, gdy po prostu myślał o tym wszystkim - wolał się ruszyć do owego wcześniej wspomnianego rezerwatu. Wziął ze sobą cieplejsza kurtę, dodatkowo owinął się szalikiem i teleportowanie się w okolicę nie było żadnym problemem. No, może tylko zaskoczeniem dla tych przy których pojawił się. Przecież zawsze nie spodziewając się teleportacji można dostać zawału. Na szczęście, gdy to zrobił to nikogo nie było przy nim. O jeden zawał na świecie mniej. Trzeba było więc ruszyć się w owe wspomniane miejsce i dowiedzieć się czy coś więcej tam było. I jak na legendę przystało - faktycznie ludzie się mylili. Ale czy im o tym powie? Chyba zrobi sobie bardziej z tego miejsca jakiś spot do szukania ziółek i innych rzeczy. Było dość malownicze. Niektórzy zbierali grzyby, inni zbierali rośliny i produkty ostateczne magicznych zwierząt. Shakeshaft zdecydowanie wychodziło na to, że należał do tych drugich. Zaraz wszystkiego się dowiedział własnym tokiem i myślenia i skoro był już przy strumieniu, mógł poddać się spacerowi i faktowi, żeby jego wzrok wypatrywał możliwych znalezisk.
Dopiero w pewnym momencie swojej wędrówki wzdłuż strumienia Michael zauważył dość stary już dąb, który być może mógłby posiadać jakieś nieśmiałki. Oznaczałoby to, że trochę tego drewna - za zgodą oczywiście Shercliffe’ów - mógłby zabrać ze sobą i wykorzystać w swoim warsztacie do wytworzenia jednej z różdżek dla przyszłych klientów. Podchodząc bliżej zdał sobie sprawę, że malutkie odpowiedniki leszych nie znajdowały się ani trochę we wspomnianych drzewie. Co sprawiło lekki zawód dla Shakeshafta oczywiście, ale ten postanowił i tak przysiąść przy drzewie, aby podziwiać jeszcze trochę naturę przed spadnięciem śniegu. Przecież w zimę nie będzie siadał na gołej i zaśnieżonej ziemi. Wtedy przed jego wzrokiem, dosłownie po drugiej stronie strumienia zauważył jak znajdowało się przed nim przykre, zaschnięte już powoli drzewo wiggenowe. A raczej jedna z połówek owej rośliny. Przykro się zrobiło Shakeshaftowi, który wrażliwy był na naturę i ruszył w dalszą stronę strumienia by znaleźć możliwą drogę dotarcia na drugą stronę. Trochę mu to zajęło, ale ostatecznie udało mu się dotrzeć i dokładnie przyjrzeć się stopniowi zaschnięcia. Nie było tak źle. Wystarczyło tylko uciąć parę gałązek, a dalej drzewo samo o siebie zadba. Odciąć jeszcze trochę kory i gotowe. Tym samym mając już te rzeczy, Michael ruszył w kierunku leśniczówki, aby powiedzieć o roślinie i wskazać dokładniej gdzie owa się znajdowała. Za pomoc i wskazanie, pracownik pozwolił różdżkarzowi zabrać ze sobą korę i jedną z gałązek, która miałaby chronić jego sklep przed przychodzeniem niepożądanych, szkodliwych zwierzątek. Bardzo miły gest, doprawdy.

[z.t]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Hawk A. Keaton

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II studencki
Wiek : 20
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 183
C. szczególne : miodowe końcówki włosów, blada twarz, blizna na prawym przedramieniu po szponach sokoła, blizny na lewej dłoni i ręce po kugucharze, nosi mugolskie ciuchy
Galeony : 190
  Liczba postów : 854
https://www.czarodzieje.org/t20936-hawk-astor-keaton
https://www.czarodzieje.org/t20940-hawk-a-keaton-poczta#671901
https://www.czarodzieje.org/t20938-hawk-astor-keaton
https://www.czarodzieje.org/t20942-hank-a-keaton-dziennik#671939
Strumień  - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Strumień  - Page 2 Empty


PisanieStrumień  - Page 2 Empty Re: Strumień   Strumień  - Page 2 EmptySro 29 Cze - 23:10;

25.06.2022 | rezerwat shercliffe'ów
enrico wespucci & hawk a. keaton

Wdech, wydech - jak za każdym dotykiem spragnionej czułości duszy, która przedziera się poprzez ścianki naczynia zwanego ciałem - towarzyszą mi nieustannie poprzez kolejne kroki. Dementorzy zniknęli, a argumenty ostrzące swoje pazury wobec logice przedostawania się poprzez rezerwat - rozpłynęły w powietrzu. Sankcje płacone przez każdą osobę należącą do magicznej społeczności stały się jedynie suchym wspomnieniem, przykrym i gorzkim, jakoby dłońmi chłodnymi, acz odsuniętymi od wcześniej trzymanej własnymi opuszkami palców szyi. To przeniosło się natomiast na pogodę, która wydaje się mieć emocje. To dziwne, że ludzie, że wiele osób - i w tym ja - jakoś uważa, że w niej kryje się coś znacznie ważniejszego. A przecież nawet najbardziej słoneczny dzień, gdzie żadna z chmur nie zakrywa nieba, umożliwiając im swobodne płynięcie do przystani, może nieść za sobą pasmo tragedii niczym domino, które układają się w jedną, logiczną całość.
To właśnie tutaj - gdy szare obłoki ponownie wydają się zwiastować załamanie pogody i tym samym przejście jej w mniej przyjemne odmęty charakteru - staram się odnaleźć na spokojnie nie tylko drzewo wiggen. Towarzyszy mi Klusek ubrany standardowo w dość wyróżniające się, różowo-pastelowe ubrania połączone z klapkami, jak i elf, który obecnie pozostaje zafascynowany terenem nieco bardziej niż zazwyczaj - bo, w końcu, jakby nie było, przez ostatni czas nie było nam dane jakkolwiek zaznać pełnym wdechem świeżego powietrza. Nic dziwnego zatem, że każdego z nas ekscytacja chwyta za pierś intensywniej.
Unikając potencjalnego zetknięcia z brzytwotrawą, gdy znam wręcz na pamięć większość terenów, docieram w pewnym momencie do jednego z bardziej znanych w rezerwacie strumieni. Być może bardziej znanych - ponieważ, znając fakty, większość osób skupia się wokół tego, w którym odnaleźć można najróżniejsze odłamki kamieni szlachetnych. Rozpoczynając od wartych tyle co nic okruszków, a kończąc ostatecznie na odłamkach tak dużych, że to jest aż zaskakujące. Jedno wspomnienie postanawia mnie mimo wszystko nawiedzić - gdy pod kopułą czaszki kiełkuje myśl o tym, jak z łatwością oddałem kruszec, coś napawa mnie gniewem. Nie do końca widocznym z zewnątrz, ale odczuwalny poprzez wystąpienie bólu głowy, na co mam ochotę syknąć pod nosem.
Zamyślam się.
- Klusek? - nie wiem, ile czasu mija, gdy wspominam wewnątrz siebie historię stojącą za tym, iż temperatura wody jest zawsze wyższa, wręcz za wysoka nawet do kąpieli. Śmierć ukochanej jednego z czarodziejów, która to postanowiła podjąć się tutaj zakończenia własnego żywota, stała się momentem decydującym do tego, aby rzucić urok na Merlina duchu winną rzekę, czyniąc to miejsce częstym wyborem. - Klusek! Gdzieś ty poszedł? - chyba powinienem wziąć Demona ze sobą: jakby nie było, dzikość natury bywa czasami zbyt brutalna, a świadomość jej istnienia nie powoduje zlikwidowania problemu. - Cudzie, rozejrzyj się za nim, dobrze? - jakoś wewnętrznie w duchu mam nadzieję, iż ten mnie rozumie. Wspólne życie przez ponad pół roku jest jednak czymś, co może pozwolić na nieco więcej komunikacji - czy to poprzez tonację głosu, czy jednak spojrzenie. Chyba się udaje - myślę, gdy ten zaczyna się rozglądać dookoła za towarzyszem ubranym w pastelowe ubrania. Ale myśleć potrafi każdy - ale niekoniecznie każdy potrafi pozytywnie.
Klusek postanawia jednak kogoś zaczepić - uznając za cel profesora Zielarstwa - nie atakując go, ale pojawiając się za to w bezpiecznym dystansie. Mierzy mężczyznę wzrokiem godnym zreflektowania się, czy nie ma się jakiegoś zabrudzenia po jedzeniu na twarzy, zapewne przyglądając się twarzy pełnej zmarszczek, jakby miał właśnie odkryć tajemnicę wieku nieznajomego. Nie to jednak go interesuje.
- Widziałeś może w okolicy drzewo? Wiggenowe drzewo. Właściciel Kluska szuka tego drzewa. - zwierzę magiczne, które jest ubrane w dość charakterystyczne odzienie, może nie być do końca oznaką powagi, ale w końcu, jakby nie było, cała ta sytuacja nie ma powagi. Skąd w końcu mógłby się wziąć bobo w środku rezerwatu bez własnego "ugrupowania"? A patrzy. Oceniającym spojrzeniem, jakoby oczekując odpowiedzi - bądź oczekując tego, że ma do czynienia z osobą o niskim ilorazie inteligencji. Dostanie ją? Czy niespecjalnie?

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Enrico Wespucci

Nauczyciel
Wiek : 72
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 182 cm
C. szczególne : Twarz pełna zmarszczek, oraz stare blizny po ranach ciętych jakimś ostrym narzędziem na prawej ręce
Galeony : 569
  Liczba postów : 142
https://www.czarodzieje.org/t18104-enrico-wespucci
https://www.czarodzieje.org/t19002-poczta-prof-wespucciego#547160
https://www.czarodzieje.org/t18107-henryk-wespucci
Strumień  - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Strumień  - Page 2 Empty


PisanieStrumień  - Page 2 Empty Re: Strumień   Strumień  - Page 2 EmptyPią 8 Lip - 20:17;

Wespucci lubił spędzać godziny na wędrówkach, szukając ciekawych roślin magicznych. Część z nich pozyskiwał dla swoich prywatnych potrzeb. Inne tylko podziwiał. Lubił obcować z naturą, być niej tak blisko. To go uspokajało i w pewnym sensie spełniało. W pracy renomowanego zielarza i przy okazji nauczyciela doceniał kontakt z przyrodą i możliwości jakie dawała. Bez dwóch zdań to właśnie doceniał.

Teren w który się zapuścił był rezerwatem. Mało ludzi. Tylko cisza i spokój. I wiele roślinek. Bardzo wiele. Zaobserwował zadziwiająco dużą ilość występującej tutaj brzytwotrawy. Na chwile przystanął, by przyjrzeć się jej dokładnie. Stan był wręcz idealny. Ktoś nieuważny mógłby narobić sobie wiele szkody, gdyby przez przypadek skaleczył się nią. Jako nauczyciel wiele razy powtarzał swoim uczniom o niebezpieczeństwie tej rośliny. Coś było jednak w niej niesamowitego, zachwycającego. W pewnym sensie urzekającego. A może po prostu to Wespucci tylko tak ją odbierał. Nieważne. Właściwie podnosił się już, gdy obok siebie zobaczył... Sam do końca przez pewną chwilę nie był pewien co dokładnie zobaczył. Wytężając wzrok stwierdził jednak, że ma styczność z elfem, czy coś takiego.

- Właściciel Kluska? - zapytał. Przy okazji znalazł w pamięci moment, gdy kilkanaście minut temu mijał drzewo o które pytał dosyć śmiesznie ubrany skrzat. - Um tak, wiem gdzie jest. Możesz go do mnie przyprowadzić, to pomogę znaleźć - skierował te słowa do elfa z nadzieją, że jest na tyle rozgarnięty, że przyprowadzi swojego właściciela tutaj. Chociaż profesor nie wiedział z kim ma styczność, to chciał bezinteresownie pomóc. Tak po prostu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Hawk A. Keaton

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II studencki
Wiek : 20
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 183
C. szczególne : miodowe końcówki włosów, blada twarz, blizna na prawym przedramieniu po szponach sokoła, blizny na lewej dłoni i ręce po kugucharze, nosi mugolskie ciuchy
Galeony : 190
  Liczba postów : 854
https://www.czarodzieje.org/t20936-hawk-astor-keaton
https://www.czarodzieje.org/t20940-hawk-a-keaton-poczta#671901
https://www.czarodzieje.org/t20938-hawk-astor-keaton
https://www.czarodzieje.org/t20942-hank-a-keaton-dziennik#671939
Strumień  - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Strumień  - Page 2 Empty


PisanieStrumień  - Page 2 Empty Re: Strumień   Strumień  - Page 2 EmptySob 9 Lip - 1:26;

Spoglądam nadal - Kluska jak nie było, tak nadal nie ma. Zaciskam nieco usta, nie chcąc o tyle wyrazić złość, co prędzej pewnego rodzaju rozczarowanie. Palce skrupulatnie muskają nie to powiązane z tym, iż istota magiczna postanowiła sama zadecydować o tym, gdzie pójść - palce skrupulatnie próbują wbić paznokcie wprost w ramię braku należytej odpowiedzialności za kogoś, na kim mi może po prostu zależeć. Przynajmniej teraz, przynajmniej w tej chwili, kiedy to głębszy wdech pozwala na to, aby serce zaznało nie tyle spokoju, a właśnie umysł. Przecież nic nie może się stać, prawda?
Nad niektórymi znajduje się jednak piętno porażki. Piętno braku możności powstania - i to nie ze zmarłych - a prędzej z własnych kolan, kiedy wszystko inne zaczyna nieść ze sobą gorzki smak. Uśmiech nie chce nachodzić na usta, kiedy to spoglądam na elfika. Nie jest on na tyle inteligentny, by zrozumieć polecenie poszukiwania kogoś. W końcu - jakby nie było - świat magiczny wie, jak poradzić sobie z pewnymi niedoskonałościami. Zatuszować, zakryć - to tylko jedne z nielicznych metod, z jakimi człowiek ma do czynienia w każdym ze środowisk.
Bobo kiwa głową w potwierdzeniu, iż tak, to właściciel Kluska szuka właśnie tejże rośliny. Prosto, bez żadnego problemu, jakoby było to naturalną czynnością powielaną każdego dnia kilkukrotnie.
- W porządku, Klusek przyprowadzi właściciela. - odpowiada magiczna istota, odwracając się trochę na pięcie wobec zdecydowanie starszego i równie wyższego nauczyciela Zielarstwa. Klusek nie ma prawa wiedzieć, z kim tak naprawdę ma do czynienia, co nie zmienia jednego, bardzo interesującego faktu - mężczyzna wiedział, gdzie szukać. Być może z nawiązką, a to już powodowało, iż bobo miał nie jeden, a parę całkiem solidnych powodów; po tym zniknął w krzakach; może uprzejmy nie jest, prędzej zahaczając o wewnętrzną, naturalną dla tego gatunku nieco złośliwość.
Idę dalej - szukam dalej. Nie wiem o rozmowie, nie wiem także o tym, kogo Klusek de facto miał okazję spotkać. Dopiero jego nagłe pojawienie się za moimi plecami powoduje, iż o mało co nie dostaję zawału. Jakby nie było, z magią nie jest mi jednak po drodze - a niezależnie od tego, czy przypalona różdżka zostałaby wymieniona, nie chcę wierzyć w to, że będzie lepiej. Dawanie sobie złudnych nadziei nie należy do tego, do czego chciałbym dążyć.
- Na Merlina...! Nie strasz m-mnie aż tak. - mówię na jednym, głębszym tchu, kiedy to dowiaduję się w dość lakonicznym dialogu, iż Klusek znalazł (prawdopodobnie) idealne miejsce egzystencji drzewa wiggenowego. I o ile ma to ostudzić moje przestraszenie i troskę, o tyle jednak nie do końca to robi; kiwam głową. Zgadzam się na taką opcję, a istota ubrana w różowe ubranka od razu decyduje się wskazać drogę; wśród roślinności wszelkiej maści, aż do pojawienia się na horyzoncie sylwetki, która na początku wzbudza niepokój. Dopiero potem - jak się okazuje - prawdopodobnie nie jest tym, czego człowiek bać się powinien. Choć w każdym znajduje się ziarno, jakie to albo kiełkuje, albo więdnieje.
- Pan Wespucci- - mówię, gdy obraz staje się bardziej klarowny i zdecydowanie mniej rozproszony. Światło pada spokojnie, choć i tak czy siak, w związku z licznymi - jeżeli można to tak nazwać - anomaliami pogodowymi nie jest tak kolorowo. Wielka Brytania przyzwyczaja w każdym razie do tego klimatu - tak samo i szare chodniki, jak i upadające powoli pozycje. - Klusek spotkał jego. A jak jego spotkał, to Klusek się dowiedział, że ten wie o potencjalnym miejscu, gdzie może znajdować się drzewo wiggenowe. - odpowiada bobo, a po tym - ze względu na prowizoryczny brak uprzejmości - czuję się nie tyle zażenowany, co prędzej ponownie pozbawiony jakiejkolwiek możliwości kontroli. Taka jest natura zwierząt - natura ludzka także.
- Nie spodziewałem się, że pana tutaj spotkam. - progres uczyniony od rozpoczęcia się nowego roku, wejścia w dwutysięczny dwudziesty drugi, jest zauważalny, ale nadal - wyjątkowo łatwy do zniszczenia. Pajęczyna może pozostać na lustrze, a i na dłoniach krew, a wraz z krwią siedem lat nieszczęść przesyłanych raz po raz przez chciwe łańcuchy losu kierowane przez kogoś wyżej. - P-Przepraszam, jeżeli Klusek był w jakiś sposób nieuprzejmy. Taka jest, no cóż... jego natura. - mówię, gdy niebieskie tęczówki przecinają się spojrzeniem z istotą, aby następnie westchnąć. - Mam nadzieję, że nie przeszkadzam prośbą? - pytanie opuszcza moje usta, chcąc się upewnić. W końcu nie mam zamiaru być zbędną kłodą u nogi (jak i niezbędną). Elf przygląda się uważnie nowej osobie, jakoby chcąc wychwycić ze starych zmarszczek, na ile może sobie pozwolić. Podejrzewam, o co Klusek mógł zapytać. - Spędza p-pan wakacje w Wielkiej Brytanii? - ciekawość to pierwszy stopień do piekła (i zapewne sukkub), a to najwidoczniej wystarcza. A jakoś trzeba rozpocząć rozmowę. Szkoda, żeby to się tylko opierało na "pokaż, gdzie leży to drzewo". A i też - to nie jest moja liga.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Ivy Jones

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : II studencki
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 168cm
Galeony : 224
  Liczba postów : 208
https://www.czarodzieje.org/t20900-ivy-jones
https://www.czarodzieje.org/t21020-poczta-ivy-jones
https://www.czarodzieje.org/t21011-ivy-jones
https://www.czarodzieje.org/t21011-ivy-jones#674796
Strumień  - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Strumień  - Page 2 Empty


PisanieStrumień  - Page 2 Empty Re: Strumień   Strumień  - Page 2 EmptyPią 25 Lis - 12:17;

Praca listopad (jednopostówka)

Choroba: 9 - Pustelnik: Kto? Gdzie? Co to było? Postać słyszy za sobą kroki nieistniejących istot, na granicy jej wzroku ruszają się jakieś tajemnicze, kolorowe kształty, których sama obecność jeży włos na karku.

Praca w porządnie nadpalonym pożarem lesie nie sprawiała dobrego wrażenia. Niektóre drzewa wyglądały niczym szkielety a gdzieniegdzie dało się słyszeć trzask spadających gałęzi. Upiornie. Jednak bycie opiekunem zwierząt wiązało się z obowiązkami – gdzieś tam mogło czekać poranione zwierzę, które bez nas umrze powolną śmiercią w męczarniach. Dlatego zarówno ja, jak i inni opiekunowie zostaliśmy wysłani na poszukiwania. Początkowo szliśmy razem, jednak im dalej w las tym odległości między nami stawały się coraz znaczniejsze. W pewnym momencie wszyscy zniknęli mi z oczu. Szłam dalej skradając się przez las, by nie wywoływać niepokoju żadnego zwierzęcia, które mogło zranione cierpieć. Wtedy usłyszałam czyjeś kroki. Przystanęłam na chwilę. Nieee… Jednak musiało mi się wydawać. Ruszyłam dalej i po chwili znowu usłyszałam kroki. Przystanęłam raptownie a kroki ucichły chwilę później. Rozejrzałam się uważnie – jak okiem sięgnąć ani żywej duszy. Nie było mowy o pomyłce, to na pewno nie był płynący kilkaset metrów dalej strumień tylko kroki człowieka bądź zwierzęcia. Ruszyłam dalej wyjątkowo cicho stawiając kroki. Ponownie usłyszałam czyjeś skradające się kroki a dodatkowo kątem oka zauważyłam wśród mgły wytwarzanej przez potok, ciemną postać przemykającą pomiędzy drzewami po lewej stronie jednak kiedy odwróciłam głowę w tamtą stronę nikogo nie dostrzegłam.
-George?! Jake?! William?! Chłopaki to któryś z was?! – krzyknęłam lekko panikując.
Odpowiedziała mi tylko cisza. Ruszyłam dalej prześladowana cichymi krokami, które raz to dobiegały z prawej a innym razem z lewej strony. Oraz od czasu do czasu przemykające sylwetki na granicy wzroku. Trzymałam różdżkę w pogotowiu. W tym lesie mieszkały dziwne stworzenia ale na niektóre nawet moje umiejętności nie wystarczą. Kto wie co tak naprawdę zalęgło się w głębokich matecznikach, do których właśnie zmierzałam?
Cały dzień przemierzałam las z towarzyszącymi mi krokami niewidzialnej istoty. Oprócz nielicznych trupów zwierząt nie znajdowałam nic. Dopiero pod wieczór znalazłam jednorożca przywalonego konarem na granicy pożaru. Zapewne to uratowało mu życie. Wystrzeliłam wysoko w powietrze umówiony znak – zielone iskry. Po chwili obok mnie aportowała się grupa zwierzęcych medyków. Przy pomocy czarów usunęłam pień a medycy zabrali ze sobą ranne zwierze. Przeszukałam jeszcze okolicę ale nic więcej nie znalazłam. Kiedy doszłam do lasu, który nie nosił już śladów pożaru stwierdziłam, że moja misja jest skończona. Z czystym sercem wróciłam do leśniczówki.

z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Strumień  - Page 2 QzgSDG8








Strumień  - Page 2 Empty


PisanieStrumień  - Page 2 Empty Re: Strumień   Strumień  - Page 2 Empty;

Powrót do góry Go down
 

Strumień

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Strumień  - Page 2 JHTDsR7 :: 
Dolina Godryka
 :: 
Rezerwat
-