Share
 

 Komnata na krańcu korytarza

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 17 z 19 Previous  1 ... 10 ... 16, 17, 18, 19  Next
AutorWiadomość


Mistrz Gry

Czystość Krwi : 100%
Galeony : 30883
  Liczba postów : 59618
http://czarodzieje.forumpolish.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658
Komnata na krańcu korytarza - Page 17 QzgSDG8




Specjalny




Komnata na krańcu korytarza - Page 17 Empty


PisanieKomnata na krańcu korytarza - Page 17 Empty Komnata na krańcu korytarza  Komnata na krańcu korytarza - Page 17 EmptyNie 17 Paź 2010, 19:50;

First topic message reminder :




Jedno z najbardziej tajemniczych i przesyconych niezwykłą aurą pomieszczeń, stanowi Sala Przyszłości. Ten średnich rozmiarów pokój, znajdujący się na trzecim piętrze został wybudowany ku celom wróżbiarskim. Zawsze w powietrzu czuć tu zapach delikatnych kadzideł. Nie ma tu żadnych ławek czy krzeseł, każdy natomiast może zająć miejsce na wielkich poduszkach rozłożonych na ziemi. Pod sufitem widzą przeróżne materiały, tworząc bardzo przytulny wystrój. Całość zachęca do medytacji, bądź spróbowania swoich wróżbiarskich zdolności na jednej ze szklanych kul, których tutaj na pewno nie brakuje. Można tu także znaleźć filiżanki, herbatę, książki dotyczące chiromancji czy numerologi. Jednym słowem, wszystko co tylko może się przydać do szukania odpowiedzi na pytania dotyczące nie tylko przyszłości.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość


Warner Anderson

Nieokreślony
Wiek : 24
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 286
  Liczba postów : 82
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13679-warner-anderson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13683-warner-anderson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13682-warner-anderson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13681-warner-anderson
Komnata na krańcu korytarza - Page 17 QzgSDG8




Gracz




Komnata na krańcu korytarza - Page 17 Empty


PisanieKomnata na krańcu korytarza - Page 17 Empty Re: Komnata na krańcu korytarza  Komnata na krańcu korytarza - Page 17 EmptySob 04 Lut 2017, 14:17;

Nie mógł się nie zgodzić. Tak to już jest, że w zimne i chłodne dni ludzie garną się do siebie nawzajem i zbierają w ciepłych miejscach, w których można zjeść coś dobrego czy też wypić. Taka była natura ludzka i większość osób postępowała tak instynktownie. Niektórzy jednak, tak jak on sam, woleli względną samotność i ciszę, ewentualnie towarzystwo jednej, dwóch osób.
- Kuchnia to o tej porze roku istne miejsce pielgrzymek - powiedział, myśląc o tłumach przepływających przez lochy do tej świątyni jedzenia. W zwykle dosyć cichych i spokojnych podziemiach było to zjawisko niecodzienne. - Drzwi do niej prowadzące prawie wcale się nie zamykają - dodał, siadając wygodniej i wyciągając nogi przed siebie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Abbey Chapecoense

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 20
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 77
  Liczba postów : 44
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13965-abbey-chapecoense
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13982-zombie#369681
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13970-abbey#369495
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13983-abbey-chapecoense#369683
Komnata na krańcu korytarza - Page 17 QzgSDG8




Gracz




Komnata na krańcu korytarza - Page 17 Empty


PisanieKomnata na krańcu korytarza - Page 17 Empty Re: Komnata na krańcu korytarza  Komnata na krańcu korytarza - Page 17 EmptySob 04 Lut 2017, 16:05;

- Ano właśnie ostatnio żywię się w sali, Liv mnie wyciąga. Nie wiem co ona sobie myśli, przecież dobrze mnie zna a i tak mnie tak ciągnie za włosy. - powiedziała do niego lekko zirytowana. Liv była bardzo dobrą dziewczyną, ale niekiedy taka odmienna od niej. Niby były bliźniaczkami i wiele osób miałoby problem ich rozpoznać, a jednak jeżeli ktoś je dobrze zna od razu stwierdzi która to która. Liv mało co zmieniła się po śmierci rodziny, jednakże Abbey zostało to głęboko w pamięci i zrobiło jakiś tam zarys w głowie przez który dziewczyna zachowuje się inaczej.
- A właśnie Warner, masz dziewczynę? Tyle razy ze sobą rozmawiamy, a nigdy nie mówiłeś nic o tym, że ją masz czy też nie. Nie żebym coś knuła czy coś, ale jednak jestem nieco ciekawa. - mruknęła uśmiechając się do niego nieco podejrzliwie. Ciekawiło ją to, zwyczajnie. Przecież można powiedzieć, że nieco się do siebie przybliżyli i jakaś przyszła przyjaźń wcale nie jest u niej wykluczona. Zresztą czy trzeba być przyjacielem, ażeby pytać o takie rzeczy? Przecież to jest jak najbardziej naturalne pytanie, a Warner może odpowiedzieć, albo i nie, nie ma przymusu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Warner Anderson

Nieokreślony
Wiek : 24
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 286
  Liczba postów : 82
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13679-warner-anderson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13683-warner-anderson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13682-warner-anderson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13681-warner-anderson
Komnata na krańcu korytarza - Page 17 QzgSDG8




Gracz




Komnata na krańcu korytarza - Page 17 Empty


PisanieKomnata na krańcu korytarza - Page 17 Empty Re: Komnata na krańcu korytarza  Komnata na krańcu korytarza - Page 17 EmptyPią 10 Lut 2017, 15:16;

Słysząc jej słowa tylko się uśmiechnął. Niby miał rodzeństwo, ale ich wzajemne stosunki w najlepszym przypadku można było określić chłodnymi, a raczej lodowatymi, więc nie za bardzo rozumiał narzekanie na zachowanie rodzeństwa. Dla niego był to temat obcy, dlatego też wolał się w niem nie wypowiadać. Mógł się tylko domyślać rozterek dziewczyny i tego, co to dla niej oznacza, bo nawet uczucia płynące od niej gdy to mówiła nie były jednoznaczne.
- Nie, nie mam - odpowiedział, nie rozwijając dalej tematu. To za bardzo wiązało się z przeszłością, której nie chciał pamiętać, więc unikał tego tematu jak woda ognia.
Rozmawiali tak jeszcze jakiś czas, ale pora niebawem stała się późna. Nie lubił spędzać czasu w dormitorium, ale też nie widziało mu się nocowanie w jakiejś klasie.
- Na mnie już czas - powiedział, zbierając się z podłogi i poprawiając ubranie. - Do zobaczenia - pożegnał się, gdy Krukonka została jeszcze w sali.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Mistrz Gry

Czystość Krwi : 100%
Galeony : 30883
  Liczba postów : 59618
http://czarodzieje.forumpolish.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658
Komnata na krańcu korytarza - Page 17 QzgSDG8




Specjalny




Komnata na krańcu korytarza - Page 17 Empty


PisanieKomnata na krańcu korytarza - Page 17 Empty Re: Komnata na krańcu korytarza  Komnata na krańcu korytarza - Page 17 EmptySob 13 Maj 2017, 22:52;

Kolejny z pozoru normalny dzień w Hogwarcie dla większości uczniów. Ale na pewno nie dla @Destiny Rogers, @Larissa Sharewood i @Peter Borthwick. Cała trójka dostała niespodziewanie dziwną notatkę, zawierającą dwa słowa - “Sala Przyszłości” i jakby odręcznie narysowaną mapkę Hogwartu ze wskazówkami jak do niej dotrzeć oraz ostrzeżeniem, że jeśli nie zjawią się na miejscu, może stać się coś nieprzyjemnego. Więc nie mieli zbytnio innego wyboru niż jak wybrać się do wyżej wspomnianego miejsca. Kiedy dotarli na miejsce i weszli do sali, mogli usłyszeć charakterystyczny dźwięk zamykania drzwi na klucz i szept wypowiadanego zaklęcia, które miało zapewnić, że pokój nie zostanie otwarty. Mogli spokojnie sprawdzić, ale drzwi zostały tymczasowo zamknięte. Zaś w samej sali - która teraz kompletnie miała zmieniony wygląd i wyglądała jak zwykły pokój z drewna - znajdowały się trzy wiszące w powietrzu obrazy. Na pierwszym widać było czarodzieja, trzymającego w dłoni złote jabłko, na drugim wilkołak wyjący do księżyca, a na trzecim widniał wampir, za którym wisiała kępa czosnku. Nad obrazami widniał napis Które z nich jest niemożliwe?. Pod przeciwległą od drzwi ścianą stało biurko, a na nim stały trzy fiolki, każda opisana po łacinie. Pierwsza została nazwana Argentum, druga Cuprum a trzecia Stannum, zaś obok nich znajdowała się notka pytająca, która z substancji jest najmniej szkodliwa dla człowieka - właściwą mieli odstawić na prawo od reszty fiolek. Na prawo od wejścia znajdowała się szafa z mosiężną dziurką od klucza, ale bez klamek, a na niej wyryte było polecenie, by ją otworzyć, a klucz potrzebny do tego znajduje się gdzieś w sali, lecz znajdą go dopiero jak wykonają resztę zadań - ma pojawić się na biurku. Na lewo od drzwi znajdowały się kolejno w klatkach dopasowanych do swoich rozmiarów nieśmiałek, żmijoptak, mały psidwak i popiełek. Zaś przed nimi stało pudełko, a w nim czerwone oko, kora z drzewa Wiggen, stara opona i jajo wyglądające jakby było zrobione ze srebra. Kolejna notatka głosiła, by dopasowali rzeczy do danego gatunku i znajdowało się też drobnie dopisane ostrzeżenie, by nie próbowali dotykać żadnego ze zwierząt prócz psidwaka. Po chwili zaś donośny głos wydobywający się jakby znikąd oznajmił, że dopiero po rozwiązaniu zagadek będą mogli wyjść z pokoju i życzył im powodzenia, a następnie ucichł.

Życzę miłej gry i powodzenia!


PS. Przyjmijcie, że po ukończeniu zadań klucz na sto procent pojawia się na biurku. Drzwi wejściowych nie można zniszczyć, szafy tak samo. W razie jakichkolwiek wątpliwości łapcie mnie (Felicity Harvey) na chb, pw lub gg. :D

______________________

Komnata na krańcu korytarza - Page 17 Tumblr_myxyl0JKkN1s94thyo1_500
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Dreama Vin-Eurico

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 185 cm
C. szczególne : Wyjątkowo szczupła, posiada kilka drobnych tatuaży, kolczyk w nosie.
Galeony : 84
  Liczba postów : 665
https://www.czarodzieje.org/t13697-dreama-vin-eurico
https://www.czarodzieje.org/t14451-dramatyczne-listy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13847-mialam-sen-piekny-sen-a-w-tym-snie-wszyscy-mieliscie-relacje-z-drama
https://www.czarodzieje.org/t13852-dreama-vin-eurico
Komnata na krańcu korytarza - Page 17 QzgSDG8




Gracz




Komnata na krańcu korytarza - Page 17 Empty


PisanieKomnata na krańcu korytarza - Page 17 Empty Re: Komnata na krańcu korytarza  Komnata na krańcu korytarza - Page 17 EmptyCzw 26 Paź 2017, 18:57;

Dreama odpadła.
Od przeszło piętnastu minut wpatrywała się w buteleczkę, którą przewracała pomiędzy palcami. Zimno fiolki potęgowane eliksirem krążącym w żyłach sprawiało, że całkowicie się uspokajała. Eliksiry, które przepisał lekarz były za słabe, za delikatne, a ona miała wrażenie, że miały za zadanie wywołać jedynie efekt placebo.
Spięte mięśnie, które nie były w stanie się rozluźnić, rozbiegany i przestraszony wzrok kierowany na obcych ludzi — to stało się codziennością. Nie ufała nikomu i bała się ludzi. Chociaż strach wydawał się irracjonalny, jednoczenie nie była w stanie go pokonać. Nic oprócz resztki eliksiru, który teraz wypadł z dłoni dziewczyny i powoli potoczył po podłodze, zatrzymując na jednej z poduszek, nie pomagało.
Życie wydawało się kłopotliwe, ona czuła, że staje się kimś, kto sprawia bliskim kłopot — tak wielkiej niechęci do samej siebie nie czuła nigdy wcześniej. Westchnęła głęboko, oparła głowę o zimną, murowaną ścianę i przymknęła zaczerwienione, zmęczone oczy w nadziej, że może uda jej się nie obudzić.
W sali śmierdziało jak diabli, woń kadzidełek unosiła się w całym pomieszczeniu, a dym trochę piekł w oczy — jednak spokój, jaki panował w tej części zamku, wynagradzał wszystkie katusze. Chciała ciszy, chciała, by nikt do niej nie mówił, by nikt nie zadawał głupich i irytujących pytań.
Odkąd wróciła do szkoły, ludzie obrali sobie dziewczynę za główny cel plotek i najbardziej nielogicznych tez, jakie tylko można było na temat Vin-Eurico wymyślić. Połowa ludzi myślała, że wpadła z Maxem i dlatego zniknęli, druga, że coś ją zabiło. Były jeszcze osoby, które uważały ją i Nebraskę za kochanki, a ona się załamała, bo straciła sens życia.
Nie miała ochoty na tłumaczenia, nie chciała mówić każdemu z osobna, że wyjechała, bo coraz częściej popadała w panikę, że ciągnie na tabletkach nasennych, bo nie jest w stanie zmrużyć oka bez myśli o bezwładnym ciałku rudej Jones na festiwalu. Ciągle dręczyły ją wyrzuty sumienia, uciekła, spierdoliła jak najszybciej mogła, a przecież powinna inaczej. Powinna tak jak każdy czarodziej z sumieniem, postarać się coś zaradzić, zrobić, uratować kogoś, kto został zraniony.
Naciągnęła na głowę pomarańczowy kaptur bluzy, przyciągnęła do siebie nogi i objęła je rękoma. Była irytująca w swoim smutku, a najbardziej irytowała samą siebie. To było tak bardzo nie w stylu Dramy. Jednak coś się zmieniło, ona się zmieniła, oni wszyscy jakby dojrzeli.

@Aristos Arceneaux
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Aristos Arceneaux

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VI
Wiek : 19
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 60
Dodatkowo : fire poka dupe
  Liczba postów : 63
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15328-aristos-arceneaux
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15370-sowa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15330-aristos-arceneaux
Komnata na krańcu korytarza - Page 17 QzgSDG8




Gracz




Komnata na krańcu korytarza - Page 17 Empty


PisanieKomnata na krańcu korytarza - Page 17 Empty Re: Komnata na krańcu korytarza  Komnata na krańcu korytarza - Page 17 EmptyCzw 26 Paź 2017, 21:26;

Nadszedł właśnie ten czas.
Aristos włóczył się po zamkowych korytarzach, martwo spoglądając przed siebie, nie będąc w pełni świadom gdzie się kieruje. To były właśnie te dni, w których czuł się jak największy śmieć na świecie i nie wiele rzeczy było, które mogłyby mu ten humor poprawić.
Ubrany w szatę szkolną, z słonecznym godłem Puchonów na prawej piersi, szedł powolnym krokiem, myśląc o wszystkich problemach tego świata.
Odkąd jest pod nadzorem różnych służb zdrowia, dużo trudniej było mu odstresować się za pomocą narkotyków, za którymi zaczynał powoli tęsknić. Jest czysty od początku roku, czyli już prawie drugi miesiąc. Szlag go trafiał i nie wiedział jak zniwelować uczucie pustki, złości i rozpaczy – wszystko to jednocześnie dzieje się w jego głowie.
Krążąc bez celu po Hogwarcie, w końcu zdecydował gdzie się uda. Wreszcie coś konkretnego. Wybrał miejsce, w którym często przebywał, jeśli miał coś jarać w szkole, na pełnym przypale.
Była to „sala przyszłości”, która według zasady miała pomagać wróżbitom i podobnym nieudacznikom. Nieoficjalnie jednak, pomieszczenie okazało się najczęstszym miejscem, w którym był odpalany joint, a w kącie, zakamuflowane zaklęciem bongo. Jak się wychodziło z przekrwionymi oczami zawsze można było się wytłumaczyć, że to przez te aromaty, zapachy kadzidła i tak dalej. A że odór kadzidła efektownie mieszał się z zapachem marihuany, nie dało się wykryć niczego takiego, więc sala była jednym słowem idealna do takich rzeczy.
Aristo nie był pewien, czy kogoś tam spotka. To pomieszczenie wykorzystywali do swoich celów jedynie jego znajomi, ale ostatnimi czasy wydawało mu się, że jest coraz bardziej popularne.
Zanim jeszcze otworzył drzwi, usiadł na kamiennej posadzce, poprawiając różowawe włosy, które opadały mu na oczy, swędząc go nieubłagalnie w czoło. Wpatrzony był w martwy punkt, nie zastanawiając się czemu korytarz jest pusty.
Nagle, z jego oczu zaczęły spływać łzy, a Aristos sam nie wiedział dlaczego. Poczuł się tak okropnie źle, rozpacz opanowała jego umysł i po chwili jego oczy były już czerwone od łez.
W tej chwili myślał o wszystkim złym, co teraz spotykało nie tylko jego, ale też innych. Festiwal Muzyczny, uczennica umarła, może nawet ją znał z widzenia. Widział tylko fotografie jej twarzy, wywieszonych w niektórych miejscach z jakimś tekstem żałobnym, którego nie przeczytał, bo sama jej twarz sprawiała, że miał ochotę zedrzeć kartkę i spalić ją, albo uciec do miejsca, w którym byłby sam. Bo zawsze gdy ją widzi, wyobraża sobie jej martwe ciało, które później powoli przeobraża się w kogoś innego. A dokładniej, w niego.
Tak, bał się własnej śmierci i teraz czuł się jeszcze bardziej niebezpieczniej niż wcześniej. Do tego nie przyznawał się nikomu, żaden psycholog nie wie o tym.
Usłyszał cichy jęk obok siebie i zobaczył coś, czego nie chciał widzieć. Twarz, pełna w piegach z opadającymi na ramiona rudymi włosami. Po jej policzkach spływały łzy, zaś oczy, wpatrzone w niego były czarne niczym nocne niebo, a Aristos nie widział w nich nic. Pustka. Zaś reszta ciała dziewczyny wyglądała jak wyciągnięta z filmu o zombie, istne The Walking Dead. Całe ciało było pełne w ranach, niektóre kości wystawały, zaś jedna ręka kończyła się w przedramieniu.
Zaskomlał i schował się we własnych ramionach, zatykając jednocześnie uszy. Kiwał się to w przód to w tył, płacząc cicho, chcąc odrzucić od siebie wizję zmarłej dziewczyny. Postanawiając od niej uciec, nie patrząc w jej stronę wstał i otworzył drzwi, wbiegł do środka, zostawiając obraz Nebraski na korytarzu.
W środku poczuł typowy zapach kadzideł i powietrze było tutaj jakby skondensowane i gęste. Zobaczył od razu dziewczynę, otuloną z podciągniętymi kolanami, samotnie siedzącą. Otarł łzy z twarzy i stał tak, patrząc na nią, a jego oblicze wyglądało teraz dość niewinnie i słodko.
Po kilkudziesięciu sekundach milczenia zrobił krok w jej stronę i usiadł po turecku, opierając się o ścianę jakiś metr od niej. Nie było go stać na rozpoczęcie jakiejkolwiek rozmowy, nie po wydarzeniach sprzed chwili.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Dreama Vin-Eurico

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 185 cm
C. szczególne : Wyjątkowo szczupła, posiada kilka drobnych tatuaży, kolczyk w nosie.
Galeony : 84
  Liczba postów : 665
https://www.czarodzieje.org/t13697-dreama-vin-eurico
https://www.czarodzieje.org/t14451-dramatyczne-listy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13847-mialam-sen-piekny-sen-a-w-tym-snie-wszyscy-mieliscie-relacje-z-drama
https://www.czarodzieje.org/t13852-dreama-vin-eurico
Komnata na krańcu korytarza - Page 17 QzgSDG8




Gracz




Komnata na krańcu korytarza - Page 17 Empty


PisanieKomnata na krańcu korytarza - Page 17 Empty Re: Komnata na krańcu korytarza  Komnata na krańcu korytarza - Page 17 EmptyPią 27 Paź 2017, 23:47;

Już nie zdawała sobie sprawy z tego, gdzie jest i co się z nią dzieje.
Uśmiechała się tylko głupi w nadziei, że stan upojenia nie przeminie nigdy. Zafascynowana pomieszczeniem wstała na chwilę, nie wiedząc nawet w jakim celu. Dziewczynę rozsadzała dziwna sztuczna energia, energia, którą ostatnio czuła w Grecji. Za chwilę powróciło jednak zaniepokojenie — szczęśliwe wspomnienia b o l a ł y. Poczuła, jak po zaczerwienionych od nagłego wysiłku policzkach powolutku spływają słone łzy, by po chwili całkowicie zniknąć w cieplutkim materiale bluzy. Otarła je niezwłocznie, jednak nic nie było w stanie ukryć mocno zaczerwienionych i zapuchniętych oczu Dramy.
Zaraz wróciła na swoje miejsce, ponownie siadając w pozycji, z której przed chwilą się uwolniła, sięgnęła po buteleczkę, która wcześniej wypadła jej z rąk i schowała ją do dużej kieszeni.
Błogość znów ulatywała, a ona uświadamiała sobie, że sztuczne raje, do których tak bardzo w ostatnim czasie przywykła były szkodliwe. Zakochiwała się w nieprawdziwym uczuciu szczęścia — pragnęła go najbardziej na świecie. Słyszała głos, ohydny głosik, którego trafne uwagi rozdzierały serce nastolatki. Nie powinna. Za bardzo się wciągała i czasem czuła, że już nie ma dla niej ratunku.
Pogłębiona w swoich własnych emocjach, pogrążona w g ł o s i e, który nie przestawał nadawać ani na chwilę, nie zauważyła go. Dopiero po chwili, jakby wybudzona z letargu hałasem, który wokół siebie tworzył, zwróciła na niego wzrok. Nie było żadnego zaciekawienia, w sercu nastolatki nieustannie panowała czarna pustka, bezkresna przestrzeń i nic nie było w stanie tego zmienić. Nawet kiedy brat przytulił ją w drzwiach swojego mieszkanka, kiedy miała okazję spotkać się z przyjaciółmi i chociaż na chwilę odpocząć od codzienności czuła właściwie nic. Nie pomógł tubalny śmiech wydobywający z gardła brata czy przychylne spojrzenia znajomych, którzy nie mieli jej za złe tego, co się stało. Uśmiechała się, ale ciągle czuła, że to, co robią jest tak cholernie niepoprawne, nieetyczne i złe.
Zamruczała nieprzyjemnie. Gdyby spotkali się w tych samych okolicznościach, ale we wrześniu to najprawdopodobniej zareagowałaby całkowicie inaczej. Vin-Eurico zdawało się, że byli dość podobni, kiedy delikatnie zamrużyła oczy, dostrzegła tatuaże zdobiące twarz puchona.
Pacyfka, złamane serduszko i Cry Baby nad czołem.
Uśmiechnęła się smętnie, dostrzegając smutne i zaszklone oczy Aristosa. Myśl o tym, że nie tylko ona przeżywa trudne chwilę poprawiała samopoczucie — od dłuższego czasu Dreama miała wrażenie, że tylko na niej wrażenie zrobiła śmierć Nebraski Jones. Ludzie wydawali się tak zwyczajnie normalni, wszystko wokół pozostawało niezmiennie takie same i chyba to sprawiało, że była tak bardzo rozdrażniona. Miała ochotę krzyczeć, płakać, chciała by ludzie byli chociaż trochę bardziej podobni, ciągłe poczucie bycia dziwadłem dręczyło na każdym kroku, paskudne uczucia karmiły się tak potrzebnym snem, którego snem tak bardzo pragnęła.
Było co najmniej dziwnie, milczeli przez dłuższą chwile, jakby ani ona, ani ona nie mieli wystarczająco dużo odwagi. Ślizgonce cisnęły się na usta różne słowa, chciała zapytać, dlaczego tutaj wszedł, dlaczego nie odwrócił się na pięcie zaraz, gdy dostrzegł, że sala jest okupowana. Chciała na niego wrzeszczeć, chciała być niemiła, bo swoją obecnością zakłócał spokój panujący w sali. Nawet jeśli się nie odzywał.
- Zawsze myślałam, że wy puchoni boicie się tatuaży - rzekła niepewnym głosem i zacisnęła blade dłonie w pięści. Brzmiała niemiło, prawie bezczelnie — jednak ta c i s z a zabijała ją całkowicie. W niektórych chwilach wygrywał stary, bardziej rozgadany charakter Dramy, która to nie potrafiła przesiedzieć w ciszy nawet trzech minut. Czuła wtedy, że jest nadzieja, że może uda się wrócić do stanu, w jakim była w tamtym roku szkolnym. Nie chodziło o magię tylko o piękny spokój, jaki wtedy czuła i nieustannie bijącą od niej siłę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Aristos Arceneaux

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VI
Wiek : 19
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 60
Dodatkowo : fire poka dupe
  Liczba postów : 63
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15328-aristos-arceneaux
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15370-sowa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15330-aristos-arceneaux
Komnata na krańcu korytarza - Page 17 QzgSDG8




Gracz




Komnata na krańcu korytarza - Page 17 Empty


PisanieKomnata na krańcu korytarza - Page 17 Empty Re: Komnata na krańcu korytarza  Komnata na krańcu korytarza - Page 17 EmptySob 28 Paź 2017, 22:09;

Pokochałby za dawkę czegokolwiek.
Brakowało mu sytuacji, w której substancja zawładnie nim, jego mózgiem, wmawiając irracjonalne fakty, niezwiązane z rzeczywistością. Chciał jeszcze raz choć przez chwile poczuć się jak Piotruś Pan, w swojej własnej Nibylandii.
Poprawił sobie włosy, które znów spadły mu na czoło. Rozejrzał się z niepokojem po całym pokoju, widząc w rogu Nebraskę. Widział ją dokładnie, tak jak Ślizgonkę obok siebie. Rudowłosa teraz nie sprawiała wrażenia smutnej, żałobnej. Wręcz przeciwnie - jej usta były uśmiechnięte, lecz ten widok był dla niego straszniejszy, bardziej wzbudzający odrazę i przerażenie.
Skulił swoje drżące ciało i schował głowę w ramionach, kładąc się na ziemi jęcząc niezrozumiale. Aristos nie potrafił sobie z tym poradzić - świat dla niego nie ograniczał się jedynie do suchej rzeczywistości - widział materię niezrozumiałą dla innych. Widział zmarłych, którzy nie chcieli być widziani, których tu nie było. Nebraska nie była duchem - była w jego głowie i stała się jego elementem, od teraz nie opuści go i będzie jego towarzyszem do nieznanemu Aristo momentowi.
Otworzył gwałtownie oczy, bolące od rozpaczliwego, lecz cichego płaczu. Całkowicie zapomniał, że nie jest tu sam. I nie chodziło tu już o zjawy przeszłości i nie chodzi tu tylko o rudą Jones. Widział dużo więcej, lecz objawiane w różnym czasie i przypadkach.
Potrzebował chwili, żeby się otrząsnąć. Kilka wdechów, wydechów. Powietrze w tym pomieszczeniu przesycone było różnymi związkami, które szczypały go w oczy, a wizje były dużo bardziej wyraziste. Miał tego dość. Podniósł się do pozycji siedzącej, a oczy wytarł szatą, podwijając rękawy, na których były jeszcze inne tatuaże.
Zacisnął pięści, aż jego palce stawały się białe od siły nacisku. Rude falujące loki były dla niego teraz koszmarem, którego nie wiedział jak przegnać. Jak sprawić, żeby zniknął z jego życia.
Zabębniło mu w uszach. Nagle przestał widzieć - dosłownie. Widział pustkę, jakby ktoś zgasił nikłe światło, które oświetlało pokój. Był oszołomiony i zdezorientowany. Teraz jego głowa buzowała, nie wiedział co się dzieje. Był bliski zwariowania, czuł, że zaraz padnie i nie będzie w stanie kontrolować własnego ciała.
Całe "zaćmienie" trwało ledwie trzydzieści sekund, lecz dla chłopaka było to wiecznością, jedną z wielu, które przeżył.
Wszystko to opadło, zeszło z niego jak po wylaniu na twarz śpiącego zimną wodę, kiedy dziewczyna się odezwała. Był zdziwiony, że usłyszał kogokolwiek. Bo przez ostatnie minuty był przekonany, że jest sam. Dopiero wtedy mógł sobie przypomnieć, że nie był samotnie w tej kadzidłowni.
Kiedy on był bliski postradania zmysłów, Ślizgonka dokładnie się mu przyjrzała i na dodatek wyczaiła jego dom. Spojrzał na nią wzrokiem pełnym strachu, lecz widząc jej aparycję, coś w nim pękło i lęk odszedł. Nie wiedział czy to jej smutna mina sprawiła, że poczuł się lepiej, czy może to, że wyglądała podobnie do niego. Oczywiście chodzi o stan psychiczny. Nie trzeba było być psychologiem, żeby zauważyć, że również nie była najszczęśliwszą osobą na świecie, bez trosk i zmartwień.
A jednak się odezwała i nie była to odzywka przesycona niepewnością i pewnym wstydem, który od czasu do czasu pojawiał się przy rozpoczynaniu rozmowy.
Nie odpowiedział od razu. Patrzył na nią jedynie, na jego ustach nie widać było żadnej reakcji, był nieruchomy, jakby ktoś go spetryfikował. Nawet nie chodziło, że nie rozumiał co mówiła. To co w nim teraz siedziało to nicość, pustka. Sam nie wiedział, co się właśnie działo.
Minęła minuta, dwie. Dopiero wtedy odpowiedział:
- Wyglądam ci na stereotypowego puchona? - Odpowiedział pytaniem cicho, lecz nie stanowczo, co rzadko mu się zdarzało. Częściej łamał sobie język na długich słowach.
Widząc ją tutaj, przez moment poczuł w głowie coś podobnego do szczęścia. Poczuł, że nie jest samotny. A bywał samotny przez prawie całe życie, tak naprawdę. Można by pomyśleć, że jego imprezowy charakter to jedynie maska czegoś prawdziwszego, realniejszego.
Przez chwile chciał coś powiedzieć, nie chciał, żeby było tak, że rozpoczęła rozmowę, ale od razu się kończy. Problemem było tylko to, że nie wiedział kompletnie co do niej powiedzieć.
Znów nastała c i s z a. Bojąc się niej, zapytam o pierwszą lepszą rzecz, jaka mu przyszła do głowy:
- Byłaś tu już? - Pytanie głupie, lecz najprostsze - o co innego mógł ją zapytać? Czemu jest smutna? Tak, niech się otworzy przed obcą osobą. Najchujowszy pomysł świata.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Aiden Nic'Illeathian

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 178
C. szczególne : Tatuaż pod obojczykiem: "Envole-moi"
Galeony : 57
  Liczba postów : 65
https://www.czarodzieje.org/t17207-aiden-nic-illeathian
https://www.czarodzieje.org/t17212-aiden-nic-illeathian-rufus
https://www.czarodzieje.org/t17213-connexions-aiden-nic-illeathian
https://www.czarodzieje.org/t17208-aiden-nic-illeathian#481299
Komnata na krańcu korytarza - Page 17 QzgSDG8




Gracz




Komnata na krańcu korytarza - Page 17 Empty


PisanieKomnata na krańcu korytarza - Page 17 Empty Re: Komnata na krańcu korytarza  Komnata na krańcu korytarza - Page 17 EmptyNie 14 Kwi 2019, 14:26;

Aiden nigdy nie był osobą, która za punkt honoru przyjęła sobie prawość i kompletne respektowanie chociażby regulaminu. Oczywiście uważał, że takie ustalanie zasad jest jak najbardziej potrzebne, niemniej jednak coś co funkcjonowało pod pojęciem “cisza nocna” było represjonowaniem młodych i często żądnych informacji młodych duszyczek. Nie był to więc jego pierwszy raz, kiedy ukradkiem opuszczał swoje dormitorium i zmierzał w bliżej nieokreślonym dla szanownego grona pedagogicznego kierunku.  
Mimo późnej pory blondyn nie wyglądał na kogoś, kto jeszcze przed chwilą leżał beztrosko w łóżku. Stwierdził, że nie bardzo odpowiada mu przemierzanie szalenie zimnych i chłodnych komnat zamku w samej piżamie. Szaty uczniowskie też odrzucił już na samym wstępie - kto idzie się spotkać ze znajomym i ubiera się jak na egzamin? No właśnie. Miał na sobie swoje standardowe ubrania, które przez co poniektórych mogłyby uchodzić za nazbyt mugolskie jak na miejsce, w którym przebywał. Sam chłopak nigdy nie chciał odrzucić swojej dwoistej natury. Nie był czarodziejem, który segregował swoją rasę na tę bardziej godną i mniej godną używania magii. Mimo postępującej liberalizacji społeczności magicznej wciąż potrafił się zaskoczyć rozmawiając z co bardziej “wybitnymi” jednostkami względem ich poglądów na ten temat. Zdając sobie sprawę, że uświadamianie na takiej płaszczyźnie najzwyczajniej w świecie nie ma sensu szybko płynnie starał się przejść od jakiegoś innego tematu, nie chcąc marnować sobie czasu bądź co gorsza, dać się porwać emocjom.  
Przyduża biała, kaszmirowa koszula w błękitny, liściasty motyw sprawiała, że chwilę po tym jak Aiden rzucił Lumos, by rozjaśnić mroki szkolnego korytarza stał się niesamowicie jasnym obiektem, tak silnie kontrastującym z władającym tutaj mrokiem. Starał się nie zwracać uwagi na ruszające się obrazy, które usilnie komentowały tak mocno przeszkadzającą im wędrówkę.  
- Ten to ma pomysły. Gdzie to do jasnej cholery jest. - Szeptał sam do siebie na rozwidleniach dróg licząc, że to właśnie w tym momencie kieruje się odpowiednią ścieżką. Krukon nigdy nie był jeszcze w Sali Przyszłości, niespecjalnie interesowała go wiedza o przyszłości, bo... Silnie wiązała się z jego największym lękiem. Nie chciał przekreślać samego siebie już na wstępie, a doskonale zdawał sobie sprawę, że chociaż wizje nie zawsze się spełniają, to jedna z tych, która mogłaby przekreślić jego szanse na sukces mocno mogłaby zaburzyć jakąkolwiek chęć do samorealizacji.  
Odgonił nieprzyjemne myśli tak go strofujące i psujące mu całkiem niezły humor. Odkrywając w końcu poprawne położenie poszukiwanej przez niego sali, na jego twarzy wymalował się szeroki uśmiech. Jak do tej pory, szło mu całkiem nieźle. Nikt go, prawdopodobnie, nie widział na szkolnych korytarzach nie licząc oczywiście obrazów, ale to nie był akurat problem. Dodatkowo trafił do Sali przyszłości i chyba był jeszcze przed umówionym czasem.  
Rozejrzał się po sali i wciągnął nosem głęboko powietrze do płuc. Zapach kadzidła wypełnił jego nozdrza. Sam Aiden nie do końca wiedział co jest w tym zapachu, że jest on tak hipnotyzująco-przyjemny, jednocześnie będąc tak nieznośnym po dłuższym czasie. Stwierdzając, że nie ma jeszcze Asa, usiadł na najbliżej znajdującej się dużej poduszce. Choć wstawanie mogło sprawić problem, to nie zmieniało to faktu, że była szalenie wygodna, szczególnie dla zmęczonego organizmu, będącego po całym dniu funkcjonowania na nogach. Zielonooki nie odczuwał zmęczenia, aż jakoś bardzo. Nawet nie nużyło go jeszcze ku snu. Był on raczej typem sowy, a nie rannego ptaszka. Wczesno poranne zajęcia uważał za katorżniczy wysiłek dla organizmu i nienawidził na nie chodzić, a taka astronomia, której ostatnie zajęcia nawet całkiem nieźle pamiętał, odbywała się w nocy, w porze, w której przynajmniej jego mózg przyswajał najszybciej i najowocniej każdą z informacji. Dobrze, że on nie umówił się z gryfonem wczesnym porankiem, bo chyba sam sobie wymierzyłby karę za głupotę.  
Coraz bardziej pokładając się na poduszce zaczął jedynie pomachiwać swoja różdżką w kształt ósemki tworząc złudzenie jakoby pisania światłem.  
- Coś ty tam ciekawego wykombinował tym razem. - Znów skierował swój komentarz sam do siebie czekając na bruneta. Nie do końca wiedział co takiego student Gryffindoru ma zamiar mu pokazać. Tlił się w nim taki sam dreszczyk ekscytacji jak i zaniepokojenia. Jedyne co mu teraz już pozostało to czekać na jego, miejmy nadzieję, rychłe pojawienie się.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Asa Turner

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 22
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 187
C. szczególne : Tatuaże na rękach; lekko umięśniony
Galeony : 85
Dodatkowo : Jasnowidz
  Liczba postów : 104
https://www.czarodzieje.org/t17119-budowa#477991
https://www.czarodzieje.org/t17127-ghost-post#478114
https://www.czarodzieje.org/t17128-all-i-have-to-do-is-act-naturally#478117
https://www.czarodzieje.org/t17121-asa-turner#478005
Komnata na krańcu korytarza - Page 17 QzgSDG8




Moderator




Komnata na krańcu korytarza - Page 17 Empty


PisanieKomnata na krańcu korytarza - Page 17 Empty Re: Komnata na krańcu korytarza  Komnata na krańcu korytarza - Page 17 EmptyPon 15 Kwi 2019, 01:04;

Późna pora nie stanowiła żadnej przeszkody - w końcu zmrok przynosił niezwykłą atmosferę, której szkoda byłoby nie wykorzystać. Asa przyzwyczaił się do ciemności, bowiem w rodzinnym sklepie "okultystycznym" często również za dnia brakowało światła. Solidne zasłony i inne cuda skutecznie pozbywały się promieni słonecznych, które ponoć potrafiły psuć niezastąpioną aurę. Tak czy tak, nocne wędrówki nie były dla Gryfona niczym nadzwyczajnym. Szlajał się po zamku kiedy tylko mógł, chyba też właśnie z tego powodu zgarniając największą ilość szlabanów. Nie należał do osób szczególnie kłopotliwych i jego życiowym celem nie było złamanie wszystkich punktów widniejących w Kodeksie Ucznia... ale akurat do tego miał słabość i średnio akceptował rygorystyczny zakaz.
Przemierzał korytarze Hogwartu, tylko na początku wspierając się światłem Lumos z trzymanej kurczowo różdżki. Asa wyglądał normalnie - po zajęciach przebrał się w dresowe spodnie i zwykły T-shirt. Teraz jeszcze zaopatrzył się w bluzę, coby nie zmarznąć podczas drobnego spacerku. I tak największą uwagę poświęcał przewieszonej przez ramię torbie, bo właśnie tam znajdowały się najcenniejsze skarby młodego czarodzieja.
W końcu dotarł do Sali Przyszłości i szybko wszedł do środka, uciekając przed nieprzyjemnymi komentarzami rozbudzonych mieszkańców pobliskich portretów. Pozostawało tylko modlić się o to, żeby nikt nie postanowił donieść nauczycielom o dwóch uciekinierach.
- Aiden - ucieszył się na widok Krukona, zaraz zabierając się za zapalanie świec, które gdzieś tam walały się po pomieszczeniu. Kilka wyjął też z torby, rezygnując z kadzidełek - najprzeróżniejsze zapachy już mocno mieszały się w sali, tworząc niepowtarzalną mieszankę. Może to i dobrze? Przygotował swoje własne specyfiki, których właściwości miały pomagać w zaplanowanych aktywnościach... Ale co za dużo, to niezdrowo. - Nawet nie wiesz, jakie cudo ze sobą wziąłem...
Nareszcie opadł na sąsiednią do Aidena poduszkę, wyciągając z torby swoją ukochaną tablicę Quija. Wprost czuł wibracje magicznego przedmiotu, kiedy trzymał go na kolanach i pieszczotliwie gładził dłonią. Nie mógł skoncentrować się na niczym innym, dumny z nowego skarbu. Z tego wszystkiego nawet nie zarejestrował braku marudzącej nad uchem Sabriny...
- I co? Warte zachodu, huh? - Uśmiechnął się szerzej, w końcu przekierowując uwagę na swojego towarzysza. Cieszył się, że miał kogoś u swojego boku; samotne badanie tablicy mogłoby przynieść mniej satysfakcji, niż kiedy miał świadka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Aiden Nic'Illeathian

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 178
C. szczególne : Tatuaż pod obojczykiem: "Envole-moi"
Galeony : 57
  Liczba postów : 65
https://www.czarodzieje.org/t17207-aiden-nic-illeathian
https://www.czarodzieje.org/t17212-aiden-nic-illeathian-rufus
https://www.czarodzieje.org/t17213-connexions-aiden-nic-illeathian
https://www.czarodzieje.org/t17208-aiden-nic-illeathian#481299
Komnata na krańcu korytarza - Page 17 QzgSDG8




Gracz




Komnata na krańcu korytarza - Page 17 Empty


PisanieKomnata na krańcu korytarza - Page 17 Empty Re: Komnata na krańcu korytarza  Komnata na krańcu korytarza - Page 17 EmptyPon 15 Kwi 2019, 01:58;

Rumor portretowych narzekań niósł się i do Sali Przyszłości. Blondyn nie do końca wiedział, na co ma się przygotować. Opcje były dwie: albo w jego kierunku zmierza Asa, albo jeden z profesorów. Aiden szybko zgasił swoją różdżkę tuż przed wkroczeniem jeszcze niewiadomej dla niego postaci. Nie chciał ryzykować bardziej niż to było potrzebne. Jeśli był to jeden z nauczycieli musiałby przygotować się na szlaban i z pewnością ujemne punkty dla Ravenclaw, a w konsekwencji na ostracyzm społeczności krukonów. Bądź co bądź był to niesamowicie głupi sposób na stracenie punktów. Szczególnie jeśli tak jak chłopak, siedzisz w bliżej nieokreślonej pozycji na gigantycznej poduszce nie robiąc tak naprawdę nic poza czekaniem.  
Hałas ponagleń i oskarżeń narastał z każdą sekundą i z każdym coraz bardziej słyszalnym krokiem, jak się później okazało, gryfona. Jego ciepły głos rozlał się po komnacie rozpraszając wszelkie występujące do tej pory nieścisłości gromadzące się w głowie blondyna. Szybko zapalił swoją różdżkę, wypuszczając nagromadzone w płucach powietrze. Chciał rzucić uszczypliwy komentarz na temat tego, że nie jest do końca pewny, czy Asa przypadkiem się nie spóźnił, niemniej jednak ze względu na brak zegarka i czystą sympatię, którą darzył chłopaka postanowił sobie darować. Nie do końca też wiedział, czy to przypadkiem nie on przyszedł za wcześnie.  
- Asa! - Odpowiedział mu z ewidentną radością w głosie. - Już się zastanawiałem co ty mi tutaj kombinujesz.  
Kiedy brunet zaczął rozstawiać świece na podłodze w głowie Aidena znów zaczęło roić się od najróżniejszych myśli. Nie naprawdę... Co on planuje? Zazwyczaj nie był osobą, która nie wiedziała co się dzieje, jednak właśnie przy tym jednym gryfonie uczucie zakłopotania ze względu na posiadane przez niego umiejętności było silniejsze niż przy każdej innej osobie. Jasnowidzenie, zmarli... Co jeszcze? Nie spodziewał się, że właśnie tej nocy czeka go pokaz nowej zabaweczki gryfona.  
- Cudo? - Zapytał wciąż będąc skonfundowany.  
Z początku nie zorientował się czym jest tablica. Blondyn nie do końca dobrze radził sobie z widzeniem nawet w półmroku. Nie zabrał też swoich okularów, które na dłuższą metę pomagały mu się uczyć. Nienawidził ich - nosił je tylko wtedy, kiedy narzędzie, bo tak traktował ten zmysł, było dostatecznie zmęczone pracą bez pomocy. Po chwili jednak kształt, a także persona, która dzierżyła ów przedmiot, nasunęła mu myśli na temat tego co może się tutaj odbywać.
- Zaraz, zaraz... - Westchnął głośno jednocześnie podnosząc i prostując swoją pozycję tak by widzieć wszystko lepiej. - Czy to jest...? - Na moment z zapartym tchem w piersiach zamilkł po czym dodał ledwo słyszalnym szeptem – Tablica Quija.  
Szkot był jednocześnie tak samo zaniepokojony jak i ucieszony. Było to trochę przerażające będąc tym samym niesamowicie pociągającym. Rozmowa z duchem. Nie żeby tych brakowało w Hogwarcie, ale to był już trochę inny poziom. Jak to w sumie miało działać? Czy Asa mógł sobie pozwolić na zaproszenie do rozmowy każdego zmarłego jakiego sobie tylko wymyśli? Pytania wciąż nasuwające się w myślach Aidena z każdą chwilą powracały ze zdwojoną siłą. Rozpierała go tak wpojona przez matkę ciekawość i pierwszy raz od dawna był aż tak podekscytowany tym co miało się wydarzyć.  
- Asa... A powiedz mi. Jak to właściwie działa? - Popatrzył się na bruneta chcąc zlokalizować odpowiedź na jedno z ważniejszych pytań, które jednocześnie było dopiero wstępem do labiryntu znaków zapytania. Na pytanie Asa posłał mu jedynie uśmiech. Ciekaw był czy wiedział, że będzie on aż tak zainteresowany tym, co miało się wkrótce tutaj rozegrać. - Ja wiem, że ty masz większą niż przeciętnie styczność z duchami tylko... Powiedz mi, czy ty już kiedyś to robiłeś czy może to będzie jej pierwsze użycie?
Nie żeby w niego wątpił, po prostu zastanawiał się czy chłopak ma upatrzony i wcześniej zbadany cel, przetestowanego w międzyczasie rozmówcę. Iskierki w oczach blondyna były dostatecznie zauważalne nawet w pomieszczeniu oświetlonym tylko przez kilka świec. Były afirmacją panującym w nich obecnie emocji. W ostatecznej walce, w której w opozycji do lęku wymieszanego z niepewnością postawiono ekscytację nowym doświadczeniem i zaobserwowaniem wcale niespecjalnie popularnego procesu, wszyscy znający Aidena doskonale wiedzieli co wygrało. Obawy odchodziły w niepamięć, a gotowość do działania tylko czekały by dać upust swojej woli.
- Dobra to opowiadaj, jak to wygląda. - Obdarował chłopaka szerokim uśmiechem po czym przybliżył się przesuwając leniwie swoje jestestwo w jego kierunku. Chcąc przestać już zasypywać chłopaka gradem pytań, a jednocześnie dać upust nagromadzonym w środku niego emocjom wyszeptał ledwo zauważalnym już głosem - Nie mogę się doczekać.  
W sumie całkiem cieszył się na taką niespodziankę. Koniec końców, takową to spotkanie było, bo na nic więcej, poza skromnymi danymi odnośnie miejsca i czasu się nie umawiali. Szkot stopował sam siebie w myślach nie chcąc przytłoczyć bruneta swoją osobą. Czasem aż za bardzo dawał się ponieść emocjom w sytuacjach prywatnych z ludźmi, tłamsząc wszystko w życiu zawodowym, którym jeszcze była szkoła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Asa Turner

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 22
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 187
C. szczególne : Tatuaże na rękach; lekko umięśniony
Galeony : 85
Dodatkowo : Jasnowidz
  Liczba postów : 104
https://www.czarodzieje.org/t17119-budowa#477991
https://www.czarodzieje.org/t17127-ghost-post#478114
https://www.czarodzieje.org/t17128-all-i-have-to-do-is-act-naturally#478117
https://www.czarodzieje.org/t17121-asa-turner#478005
Komnata na krańcu korytarza - Page 17 QzgSDG8




Moderator




Komnata na krańcu korytarza - Page 17 Empty


PisanieKomnata na krańcu korytarza - Page 17 Empty Re: Komnata na krańcu korytarza  Komnata na krańcu korytarza - Page 17 EmptyNie 28 Kwi 2019, 14:35;

- Tak. - Proste potwierdzenie słów Krukona wydawało się wszystkim, czego im potrzeba. Asa lubił rozmawiać, chętnie też opowiadał najprzeróżniejsze historie... ale akurat tutaj liczyły się fakty. Zresztą, był zbyt zaaferowany trzymaniem w rękach takiego skarbu, żeby przejmować się opowiadaniem historii jak dokładnie tutaj trafił. Fakt faktem, było to dość interesujące i Aiden mógł mieć pewność, że z czasem pozna wszelkie szczegóły związane z pracą Turnera. Kto by pomyślał, że w zwykłym antykwariacie można zdobyć takie niezwykłe przedmioty, chociażby poprzez poświęcenie prywatnego czasu? Ryzyko czasami się niesamowicie opłacało...
- Normalnie czarodzieje są w stanie porozumieć się tylko z tymi duszami, które postanowiły nie przechodzić dalej i pozostać w ograniczonej formie pośród nas. - Tłumaczył spokojnie, odstawiając tablicę na podłogę między nimi i poprawiając jeszcze kilka świeczek. Sceneria była wybitnie magiczna i wróżbiarska, toteż nie musiał się nawet jakoś bardzo starać. - Quija pozwala na skontaktowanie się z tymi, którzy faktycznie odeszli. Też... też w ograniczony sposób... Bo muszą być jakieś limity we wszystkim. - Gryfon przez chwilę wahał się, jak dokładnie to ugryźć. Bardzo miłe było stwierdzenie, że miał większą styczność z duchami. Prawda była taka, że gdyby nie Sabrina, to niewiele by się różnił od pozostałych czarodziejów. On zwyczajnie otrzymał dodatkową dawkę determinacji, aby rozpocząć badania na temat śmierci, a także jej połowicznego poziomu. - Mugole również mają takie tablice, ale nazywają się Ouija. Obawiam się, że moja matka swego czasu trafiła przypadkiem na Quija i kiedy jej używała, seanse różnie przebiegały. Z czasem się jej pozbyła i... cóż, zwykła tablica w rękach zwykłego człowieka niewiele daje, prawda? - Uśmiech Asa zmienił się na nieco cyniczny, kiedy opowiadał o swojej rodzinie. Nie ukrywał wcale tego, czym zajmowali się Turnerowie, ale jednocześnie starał się od nich odgrodzić. - Brałem zatem udział w seansach spirytystycznych zarówno prawdziwych, jak i zupełnie oszukanych. Tej tablicy jeszcze nigdy nie używałem i... cóż, sam tego nigdy nie robiłem.
Wziął głębszy wdech, odłożył torbę nieco dalej i dopiero wlepił swoje spojrzenie w tablicę. Musieli jakoś zacząć, a Asa wcale nie chciał postawić małego pierwszego kroku. Żeby przetestować magię tablicy postanowił rzucić ich obu na głęboką wodę...
- Spróbujemy przywołać Barda Beedle'a - zapowiedział, pozerkując na Aidena w oczekiwaniu na jego reakcję. Autor najsłynniejszych czarodziejskich bajek żył całe wieki temu... ale czy nie był wystarczająco charakterystyczny i intrygujący, aby od niego zacząć? Może porywanie się na Merlina byłoby przesadą, ale kto chętniej porozmawia niżeli wspierający edukacyjną formę przyjemności bard? - Dotknij palcami wskaźnika, tutaj... gotowy?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Aiden Nic'Illeathian

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 178
C. szczególne : Tatuaż pod obojczykiem: "Envole-moi"
Galeony : 57
  Liczba postów : 65
https://www.czarodzieje.org/t17207-aiden-nic-illeathian
https://www.czarodzieje.org/t17212-aiden-nic-illeathian-rufus
https://www.czarodzieje.org/t17213-connexions-aiden-nic-illeathian
https://www.czarodzieje.org/t17208-aiden-nic-illeathian#481299
Komnata na krańcu korytarza - Page 17 QzgSDG8




Gracz




Komnata na krańcu korytarza - Page 17 Empty


PisanieKomnata na krańcu korytarza - Page 17 Empty Re: Komnata na krańcu korytarza  Komnata na krańcu korytarza - Page 17 EmptyNie 05 Maj 2019, 17:10;

Aiden zmierzył sylwetkę Asy wzrokiem. Wyglądał na bardzo przejętego całą sprawą, a jednocześnie bił od niego jakiś taki... Entuzjazm i ekscytacja. Sam blondyn był bardzo zadowolony z faktu, że będzie świadkiem takiej wiekopomnej chwili. Badanie zaświatów i wszystkiego co było z tym związane stanowiło swego rodzaju dla chłopaka temat tabu. Niespecjalnie zagłębiał się we wszelkiej maści informacje, które umożliwiały podobne, mocno okultystyczne rzeczy z racji czystej obawy, że może to dotykać takiej magii, na jaką nie był gotów.  
Lekko skonsternował się na wiadomość o możliwości wyboru czy dusza ma pozostać na tym świecie czy może przejść w końcu w stan spoczynku. Jak do tej pory wydawało mu się, że jest to raczej zależne od różnych innych czynników, niekonieczne ludzkiej woli.  
- Czyli tablica jest jak... - Zawahał się na chwilę szukając odpowiedniego słowa, by po chwili rzucić krótką myśl. - Drzwi? Okno?  
Chociaż Aiden nie chciał się do tego przyznać nie wiedział kompletnie jakie ograniczenia mogli napotkać na drodze. Przesunął delikatnie swoje nogi by Asa mógł w spokoju rozłożyć wszystko co potrzebuje do tego widowiska. Spodziewał się raczej niezliczonej liczby przyrządów magicznych bądź przedmiotów przepełnionych energią ze względu na zaklęcia w nich tkwiące, a w zamian za to pojawiła się jedynie tablica i parę świec. Był coraz bardziej pod wrażeniem, że ta kompletnie nie zgłębiana przez chłopaka dziedzina magii jest tak związana jedynie z ciałem czarodzieja i pewnie jakimiś podstawowymi, bądź też skomplikowanymi inkantacjami.  
Usiadł naprzeciwko bruneta gotowy do działania. Starał się ostudzić panujący w nim entuzjazm i zbytnio go nie pokazywać, ze względu na fakt tego, że mógłby być on tak samo przytłaczający dla gryfona jak i dla niego samego.  
Starał się powierzyć całą uwagę na postaci chłopaka, który ewidentnie w swoim życiu spotkał się już z czymś podobnym. Prawdziwe, czy też nie, urządzane przez mugoli czy czarodziejów - coś już wiedział, a Aiden poza faktem posiadania szczątkowej wiedzy na temat przedmiotu nie wiedział czego dokładnie miał się tam spodziewać. Materialnej formy ducha? A może jedynie przebłysków w podświadomości? Tyle pytań, a odpowiedzi tak mało, przynajmniej w tym momencie, bo skrycie w duchu doskonale zdawał sobie sprawę, że już za moment sytuacja sama wskaże to czego powinni się spodziewać.  
Na wieść o Bardzie Beedlu nie specjalnie wiedział, jak ma zareagować. Była to bardzo popularna postać w świecie magii i wydawało mu się, że to dość ambitny cel jak na pierwszą próbę z nowym przedmiotem.  
- Bardzo... Ambitnie. - Spojrzał na twarz chłopaka oblaną blaskiem świecy. Nie wiedział czy to nie za dużo, ale akurat kto jak kto, ale blondyn o ambitnych celach nie powinien się wypowiadać. Przygryzł lekko dolną wargę. - To będzie już kilka wieków wstecz. Czy on się... - Zawahał się lekko nie wiedząc czy ubrać słowa w coś łagodniejszego bądź też z silniejszym przekazem. - Czy on się nie wkurzy, że wyciągamy go ze spoczynku?
Pytanie dość zasadnicze. Niespecjalnie uśmiechało się chłopakowi prześladowanie przez ducha przez Merlin wie jaki czas nawet jeśli towarzyszem niedoli miał być sam Turner. Jak w ogóle może objawiać się gniew duchów. Coś w stylu ciągłego poltergeista, który śledzi każdy krok w twoim życiu starając się uprzykrzyć każdą możliwą aktywność? Potrząsnął lekko głową starając się odgonić negatywne myśli. Opróżniał umysł ze wszystkiego co mogłoby zakłócić przebieg seansu i starał się wykonywać wszelkie polecenia bruneta jak tylko umiał. Dotknął wskaźnika we wskazanym miejscu utrzymując rękę tak, by była ona jednocześnie rozluźniona, a jednak trzymała kontakt z przedmiotem.  
- Tak... Chyba tak. - Uśmiechnął się delikatnie pod nosem i znów zerknął na Asę starając się zauważyć, czy on też jest przejęty tą całą sytuacją. - Zaczynajmy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Mistrz Gry

Czystość Krwi : 100%
Galeony : 30883
  Liczba postów : 59618
http://czarodzieje.forumpolish.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658
Komnata na krańcu korytarza - Page 17 QzgSDG8




Specjalny




Komnata na krańcu korytarza - Page 17 Empty


PisanieKomnata na krańcu korytarza - Page 17 Empty Re: Komnata na krańcu korytarza  Komnata na krańcu korytarza - Page 17 EmptyCzw 10 Paź 2019, 22:23;

Klub durni
Etap I


Grupa nr 1: @Blaithin 'Fire' A. Dear, @Morgan A. Davies, @Ezra T. Clarke, @Jack Moment

Zasady znajdziecie tutaj, a kostkami rzucacie w tym temacie.

Przypominam, że na reakcję w danej turze macie 3 dni liczone od godziny wstawienia posta Mistrza Gry do tej samej godziny 3 dni później (tudzież po prostu 72 godziny). W razie potrzeby pytania kierujcie do @Riley Fairwyn.


______________________

Komnata na krańcu korytarza - Page 17 Tumblr_myxyl0JKkN1s94thyo1_500
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Ezra T. Clarke

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 23
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 182 cm
C. szczególne : Wygląda coraz zdrowiej; szczupła, ale już nie wychudzona sylwetka, zawadiacki uśmiech, zapach Merlinowych Strzał i mięty, znamię w kształcie kruka na łopatce
Galeony : 1410
  Liczba postów : 2482
https://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
https://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
https://www.czarodzieje.org/t13335-relki-ezry
https://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke
Komnata na krańcu korytarza - Page 17 QzgSDG8




Gracz




Komnata na krańcu korytarza - Page 17 Empty


PisanieKomnata na krańcu korytarza - Page 17 Empty Re: Komnata na krańcu korytarza  Komnata na krańcu korytarza - Page 17 EmptyCzw 10 Paź 2019, 23:37;

Obiecał Heaven, że się postara; jakkolwiek by to nie było rozumiane przez przyjaciółkę, z jego strony udział w rozgrywkach Durnia był swego rodzaju wyciągnięciem ręki na zgodę. Do szczytowej formy może i było mu daleko, ale przynajmniej do działań wdarła się jakaś świadomość. Co mogło znaczyć zarówno wiele, jak i zupełnie nic - czas miał pokazać.
Ironiczny zatem stał się fakt, że rozgrywki niegdyś ulubionej gry miały odbywać się w sali przyszłości, podczas gdy Clarke pozostawał tak niepewny własnej. Zmarszczył nos, wchodząc do pomieszczenia, w którym unosił się odrobinę duszący zapach kadzidełek; zderzył się z jego własnym, zdominowanym przez dym Merlinowych Strzał, które wypalał dla choć minimalnego zagłuszenia głodu narkotykowego. Znużonym spojrzeniem podkrążonych oczu przetoczył po pozostawionych przez amatorskich wróżbitów przedmiotach; ślicznych filiżankach, kryształowych kulach i nieużywanych  prawdopodobnie od miesięcy ksiąg. Być może, gdyby dłużej doskwierała mu samotność, mógłby się nimi zainteresować, teraz jednak przedmiotem jego uwagi była niepozorna, trochę wysłużona talia kart ułożona w równym stosiku. Ujął ją w szczupłe palce i przez chwilę zastygł w zamyślono-smutnej pozie, jak gdyby jego dusza uciekła w głąb ciała, przyzwyczajona ostatnimi czasy do skrywania się w cieniu. Trudno było powiedzieć, co w zasadzie myślał Clarke, kiedy do kieszeni wsuwał szkolną talię i zastępował ją o wiele ładniejszą; niewyblakłą i całkowicie prywatną, którą w zeszłym roku wygrał dokładnie przy okazji rozgrywek Durnia.
Przysiadł potem na poduszce, poprawiając gruby, ciemny sweter kamuflujący mankamenty (zbyt) chudej sylwetki, silnie zaś kontestujący z poszarzałą skórą. Próżno było doszukiwać się w nim większej ekscytacji; z zielonych oczu wyzierały jakiś odległy, przejmujący smutek i powaga, nad którą nawet on nie potrafił zapanować. I nie sądził, by ktokolwiek przechodzący przez próg mógł to zmienić. Ani - tym bardziej - cokolwiek.

2, cesarzowa
+ z racji tego, że podmieniam talię, mam dodatkowy przerzut Ing face

______________________


When you're falling in a forest and there's nobody around do you ever really crash, or even make a sound?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Morgan A. Davies

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VI
Wiek : 17
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 162
C. szczególne : wisi nad nią (już słabnąca) klątwa zaklęć, o której nie ma pojęcia (kuferek)
Galeony : 207
Dodatkowo : Kapitan drużyny Gryfonów
  Liczba postów : 1843
https://www.czarodzieje.org/t17419-morgan-a-davies#488348
https://www.czarodzieje.org/t17421-listy-do-moe#488357
https://www.czarodzieje.org/t17423-znajomoesci#488376
https://www.czarodzieje.org/t17420-morgan-a-davies#488355
https://www.czarodzieje.org/t18298-morgan-a-davies-dziennik#5208
Komnata na krańcu korytarza - Page 17 QzgSDG8




Gracz




Komnata na krańcu korytarza - Page 17 Empty


PisanieKomnata na krańcu korytarza - Page 17 Empty Re: Komnata na krańcu korytarza  Komnata na krańcu korytarza - Page 17 EmptyPią 11 Paź 2019, 13:56;

Pojawiła się w pomieszczeniu i powoli rozejrzała wokół. Jej pierwszym przystankiem stał się róg sali, w którym wisiały herbatkowe naczynia. Być może chciała być miła, choć bardziej prawdopodobnym było to, że najzwyczajniej miała ochotę na rozgrzewający napój. Sięgnęła po jakiś dzbanek, który za pomocą zaklęcia wypełniła wodą. Kiedy jednak chciała ją następnie podgrzać, różdżka odmówiła jej posłuszeństwa. I to tak na dobre, bo kolejne próby kończyły się tym samym efektem - świerk brzmiał, jakby na zmianę czkał lub się dławił. Przewróciła oczyma, powstrzymując się przed niecierpliwym westchnięciem. Świetna z Ciebie wiedźma, Davies. Gryfonka ze zniecierpliwienia aż zacisnęła zęby, zagryzając przy okazji posiadany w ustach liść.
Wreszcie zdecydowała się odłożyć naczynie na podłogę, a sama ruszyła w stronę środka pokoju. Usiadła naprzeciwko byłego prefekta, który wyglądał tak, jakby został dotknięty co najmniej jakąś śmiertelną chorobą. Nieświadomie ściągnęła brwi, zdradzając wszelki niepokój związany ze swoim spostrzeżeniem, po czym sięgnęła po kartę, oszczędzając sobie jakichkolwiek uwag, czy powitań. Nie skupiała również wzroku na Clarke'u. Przyglądała się sylwetce swojej karcianej postaci. Krukon raczej nie potrzebował kolejnej osoby, która powiedziałaby mu, że wyglądał jak gówno. Po prostu grajmy zatem. Gdzie reszta?

Dureń: 4 + sąd ostateczny
Zaklęcia: 4+1, Aquamenti pykło, Calefactio zabiło różdżkę do końca wątku. Woda w dzbanku stoi zimna. Nie ma herbatki.

______________________

Komnata na krańcu korytarza - Page 17 FEpqxeJ
Even if the sky is falling down
I know that we'll be
SAFE and SOUND


Ostatnio zmieniony przez Morgan A. Davies dnia Pon 18 Lis 2019, 10:33, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Jack Moment

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 174 cm
C. szczególne : Ciemne, niemalże czarne tęczówki.
Galeony : 333
  Liczba postów : 632
https://www.czarodzieje.org/t15713-jack-moment
https://www.czarodzieje.org/t15733-moment#424167
https://www.czarodzieje.org/t15795-moment#425581
https://www.czarodzieje.org/t15720-jack-moment#423917
Komnata na krańcu korytarza - Page 17 QzgSDG8




Gracz




Komnata na krańcu korytarza - Page 17 Empty


PisanieKomnata na krańcu korytarza - Page 17 Empty Re: Komnata na krańcu korytarza  Komnata na krańcu korytarza - Page 17 EmptySob 12 Paź 2019, 01:10;

Pięknie, kolejny wróżbiarski badziew. Sala przyszłości? Jedyna przyszłość, która interesowała Jacka to ta, którą sam sobie ustalał. Jeśli naprawdę można było wyczytać cokolwiek przydatnego z tych rzeczy, to rodzaj deseru, jaki zaszczyci go następnego dnia po śniadaniu. Żadne inne wróżby nie miały znaczenia. Przeznaczenie to bzdura. Tak samo jak linie przecinajace twoje drogi, ze ścieżkami osób za którymi akurat się nie przepadało... Za wcześnie na przeklinanie? Co prawda widok Ezry nie napawał go zachwytem, jednak ze względu na obecność nieznajomej mu dziewczyny postanowił wymienić między nimi tę krótką uprzejmość.
- Hej.
I tyle konwenansy musiało wystarczyć. Początkowe uprzejmości bywają trudne. Na zaproszenie pewnie też nie było co liczyć? Widząc, że część gości już się rozsiadła, podszedł bliżej i sam zajął miejsce na jednej z wolnych poduszek - siadając zaraz na przeciwko Krukona. Nie ufał mu na tyle by podchodzić bliżej, zaś stąd - jak mniemał - miał najlepszy widok na jego poczynania.
Podwinął rękaw, kładąc prawą dłoń na talii kart. Zawahał się. Która z tych dwu rzeczy była dziwniejsza? Czy to, że ta błyszcząca i śliska talia nie pasowała do ogólnego wyposażenia tej sali – o ile nie całego, wiekowego Hogwartu. Czy może fakt iż Ezra wyglądał jakby chwilę temu tańcował z jakimś dementorem? A myślałby kto, że to wilkołaki mają problemy... Jeszcze nie zdarzyło mu się grać nowymi kartami. Albo może był odrobinę zbyt przewrażliwiony widokiem krukona? Na pewno któraś z tych rzeczy go niepokoiła. Cofnął dłoń zabierając wierzchnią kartę i spoglądając na znajdujący się nań rysunek.
- Słoneczko... komuś by się przydało, bo blado dzisiaj wygląda. - Rzucił luźno swoje słowa, jak i kartę. W przeciwieństwie do Morgan, Moment nie należał do grona tych ludzi, którzy powstrzymują się od komentarzy. Wypada, czy nie, zawsze powie coś niestosownego. Choćby i próbował być miły.

Kostki: 3, Słońce
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Blaithin 'Fire' A. Dear

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 160cm
C. szczególne : chuda, opaska na twarzy, blizny, tatuaż
Galeony : 1187
  Liczba postów : 2979
https://www.czarodzieje.org/t13638-blaithin-astrid-dear
https://www.czarodzieje.org/t13684-dziobek
https://www.czarodzieje.org/t13646-not-a-bad-girl
https://www.czarodzieje.org/t13647-blaithin-astrid-dear
Komnata na krańcu korytarza - Page 17 QzgSDG8




Gracz




Komnata na krańcu korytarza - Page 17 Empty


PisanieKomnata na krańcu korytarza - Page 17 Empty Re: Komnata na krańcu korytarza  Komnata na krańcu korytarza - Page 17 EmptyNie 13 Paź 2019, 22:39;

Przybyła do sali jako ostatnia, przyglądając się z ciekawością zebranym graczom. Niestety nie było to wybitne towarzystwo, z którym chętnie spędzałaby czas. Najmniej przychylnie popatrzyła na Momenta, który zapisał się w pamięci dziewczyny, jako ktoś, kto zasłużył na potraktowanie Upiorogackiem. Dalej miała mu za złe sporo wydarzeń z przeszłości, a Fire potrafiła popisać się pamiętliwością. Prefekt Gryffindoru też wolałaby tu nie widzieć. Kto by się spodziewał, że to Clarke wydawał się najmniej irytujący z całej gromady? Chociaż Krukon wyglądał źle. Aż zastanowiła się, dlaczego, choć nie powiedziała nic na głos. W przeciwieństwie do Jacka, który nie potrafił panować nad swoim długim jęzorem.
Wyciągnęła kartę.
- Kurwa. - gorzej trafić się dosłownie nie dało. Wyglądało na to, że Fire dopadł wyjątkowo mocny pech... Żeby tak odpadać w pierwszej turze? I to w taki bolesny sposób, jakiego miała zaraz doświadczyć na własnej skórze?

Wisielec, 1
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Mistrz Gry

Czystość Krwi : 100%
Galeony : 30883
  Liczba postów : 59618
http://czarodzieje.forumpolish.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658
Komnata na krańcu korytarza - Page 17 QzgSDG8




Specjalny




Komnata na krańcu korytarza - Page 17 Empty


PisanieKomnata na krańcu korytarza - Page 17 Empty Re: Komnata na krańcu korytarza  Komnata na krańcu korytarza - Page 17 EmptyNie 13 Paź 2019, 22:46;

Tura I
Podsumowanie


#Skróty: zasady znajdziecie tutaj, a kostkami rzucacie w tym temacie.

Karta:
12 - WISIELEC - Na szyi zaciska Ci się pętla, na moment tracisz oddech. Prawdopodobnie tracisz też ochotę do dalszej gry. Tak czy owak, odpadasz z dalszej rozgrywki.

Podsumowanie:
• Ezra ★ ★ ★
• Morgan ★ ★ ★
• Jack ★ ★ ★
Fire ★ ★ ★
Kolorem zielonym oznaczono pozostałe życia.

Przypominam, że na reakcję w danej turze macie 3 dni liczone od godziny wstawienia posta Mistrza Gry do tej samej godziny 3 dni później (tudzież po prostu 72 godziny).


______________________

Komnata na krańcu korytarza - Page 17 Tumblr_myxyl0JKkN1s94thyo1_500
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Morgan A. Davies

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VI
Wiek : 17
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 162
C. szczególne : wisi nad nią (już słabnąca) klątwa zaklęć, o której nie ma pojęcia (kuferek)
Galeony : 207
Dodatkowo : Kapitan drużyny Gryfonów
  Liczba postów : 1843
https://www.czarodzieje.org/t17419-morgan-a-davies#488348
https://www.czarodzieje.org/t17421-listy-do-moe#488357
https://www.czarodzieje.org/t17423-znajomoesci#488376
https://www.czarodzieje.org/t17420-morgan-a-davies#488355
https://www.czarodzieje.org/t18298-morgan-a-davies-dziennik#5208
Komnata na krańcu korytarza - Page 17 QzgSDG8




Gracz




Komnata na krańcu korytarza - Page 17 Empty


PisanieKomnata na krańcu korytarza - Page 17 Empty Re: Komnata na krańcu korytarza  Komnata na krańcu korytarza - Page 17 EmptyPon 14 Paź 2019, 09:53;

Zerknęła na Fire i w geście rozczarowania ściągnęła brwi, a jej twarz spochmurniała. Nie chodziło nawet o to, że od Dear z założenia wymagała jakoś więcej - w kartach w rzeczywistości niewiele zależało od samego gracza, choć w niektórych rozgrywkach sama otoczka i blef potrafiły zdziałać cuda. Niestety nie w Durniu. Tutaj rzecz była jasna, dobierasz kartę, karta się tłucze z pozostałymi, jak dostanie największe wciry to Ty też zbierasz łomot. A w przypadku Fire ten łomot był wyjątkowo dotkliwy.
- Widzisz, jak traktują byłych Prefektów? - rzuciła retorycznie, choć to nawiązanie do własnych słów Blaithin nie miało być żadnym żartem z niej. Ot, tak się złożyło, że jej powrót do szkoły w niektórych momentach okazywał się nieco gorzkawy. Kiedy już nie był pełen fajerwerków.
Dobrała kartę, nie patrząc zbyt intensywnie po pozostałych zawodnikach. Nie czuła, by miała coś do dodania w tej dyskusji, zwłaszcza, że nikt nawet nie zdążył się za bardzo rozkręcić, a przy okazji bardzo słabo znała towarzystwo. Jedyna osoba, z którą zdążyła przed partią Durnia zamienić jakiekolwiek zdania właśnie odpadła. I co teraz? Postanowiła czekać na rozwój wypadków.

Kostki: 3, Rydwan

EDIT: Po dogrywkach z Ezrą: 1 (remis), 5 (przegrana), wylatuję na wieżę.

______________________

Komnata na krańcu korytarza - Page 17 FEpqxeJ
Even if the sky is falling down
I know that we'll be
SAFE and SOUND


Ostatnio zmieniony przez Morgan A. Davies dnia Pon 14 Paź 2019, 23:33, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Jack Moment

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 174 cm
C. szczególne : Ciemne, niemalże czarne tęczówki.
Galeony : 333
  Liczba postów : 632
https://www.czarodzieje.org/t15713-jack-moment
https://www.czarodzieje.org/t15733-moment#424167
https://www.czarodzieje.org/t15795-moment#425581
https://www.czarodzieje.org/t15720-jack-moment#423917
Komnata na krańcu korytarza - Page 17 QzgSDG8




Gracz




Komnata na krańcu korytarza - Page 17 Empty


PisanieKomnata na krańcu korytarza - Page 17 Empty Re: Komnata na krańcu korytarza  Komnata na krańcu korytarza - Page 17 EmptyPon 14 Paź 2019, 22:45;

Nie skomentował przybycia Fire. Zbyt był skupiony na kartach. Z jednej strony fajnie, że przyszła. Nawet jeśli się nieco spóźniła. Z drugiej, chyba za wcześnie na radość? To nie był jej dzień.
- Cóż... ja tu widzę wisielca. - zakręcił w palcach swoją kartą, komentując nagłe przekleństwo, które padło z ust dziewczyny. Musiała trafić tak pechowo tuż po starcie? Opuszczenie gry, kiedy ta ledwie się rozpoczęła wcale nie brzmiało jak fun. Acz trochę tego wstydu z bycia przegranym być musi. Jest nawet dobre przysłowie... jeśli kogoś wieszają, cieszmy się że nie nas? Tak to powinno brzmieć..? Zamyślił się nad tym nieco dłużej. Tyle, na ile pozwoliła mu Morgan,  rozpoczynając nową kolejkę. Zatem i on nie chciał dłużej czekać. Towarzystwo raczej nie wydawało się jakieś specjalne rozmowne. Jeśli wciąż będzie próbował wymusić na nich, odrobinę towarzyskiej interakcji, tedy na pewno zacznie działać im na nerwach. Po co w ogóle ktoś podejmuje się gry, skoro nie czerpie z niej przyjemności? Przygryzł lekko wargę, powstrzymując się przed dalszymi uwagami ze swojej strony.
Sięgnął po pierwszą kartę z wierzchu i - nie czekając na reakcję Ezry - spojrzał na obrazek. Cesarzowa. Ani dobrze, anie źle. Ujdzie w tłoku... chociaż liczył na jakiś ciekawszy los. Po chwili przeniósł swoje spojrzenie z karty, na postać Krukona. Kogo teraz los wyśmieje?

Kości: 6 , Cesarzowa
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Ezra T. Clarke

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 23
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 182 cm
C. szczególne : Wygląda coraz zdrowiej; szczupła, ale już nie wychudzona sylwetka, zawadiacki uśmiech, zapach Merlinowych Strzał i mięty, znamię w kształcie kruka na łopatce
Galeony : 1410
  Liczba postów : 2482
https://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
https://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
https://www.czarodzieje.org/t13335-relki-ezry
https://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke
Komnata na krańcu korytarza - Page 17 QzgSDG8




Gracz




Komnata na krańcu korytarza - Page 17 Empty


PisanieKomnata na krańcu korytarza - Page 17 Empty Re: Komnata na krańcu korytarza  Komnata na krańcu korytarza - Page 17 EmptySro 16 Paź 2019, 01:16;

Trzeba było przyznać, że uczniowie Hogwartu doskonal znali pojęcie taktu; Ezra rozpoznawał rzucane ukradkiem spojrzenia przepełnione zaciekawieniem, w których naprzemiennie przewijały się też brak zrozumienia lub - rzadziej - rodzaj zmartwienia, a jednak bezpośrednich komentarzy nie słyszał prawie wcale. Nie było toteż dla niego zaskoczeniem, że i obca Gryfonka natychmiast zdecydowała się nabrać wody w usta, pełnię uwagi oddając karcianej postaci. Sam więc również nie przerywał tej spontanicznej zmowy milczenia. Zrobił to dopiero Moment.
Wbrew temu, co chłopak mógł sobie myśleć, nie odgrywał w życiu Ezry zbyt wielkiej roli. Nadinterpretacją byłoby powiedzenie, że Clarke Puchona nie lubił - trudno było nie lubić kogoś, o czyim istnieniu na co dzień się zapominało. Trudno było również lubić. Dla Ezry Jack był nikim więcej, jak przypadkowym uczniakiem, z którego, w swojej złośliwości, w przeszłości trochę sobie zażartował. Jak z wielu innych w przeciągu lat, więc krótkie powitalne skinienie wcale nie było tak wymuszoną uprzejmością, na jaką mogło wyglądać. Spośród współgraczy jedynie Fire mogła się uważać za osobę robiącą na Ezrze jakieś większe wrażenie...
- Bladość kiedyś była wyznacznikiem szlachetnie urodzonych. A ja lubię staromodne trendy - odparł, przelotnym spojrzeniem muskając smagłą skórę chłopaka i kwestię tę pozostawiając bez dalszych komentarzy. Za to przy kolejnym komentarzu Puchona nawet Ezrowy kącik ust delikatnie zadrżał, choć trudno było stwierdzić, czy rozbawiły go same słowa, czy może tragiczna kolejka Fire. Wrażenie jednak umknęło, nie potrafiąc wypełnić pustki na dłużej niż dwie sekundy.
Gdyby ktoś przyjrzał się ich grze z boku, mógłby stwierdzić, że trochę to wszystko wypadało groteskowo; milczenie i ogólny brak emocji jakoś nie pasowały do rozrywkowych zawodów. A jednak nie potrafił wykrzesać z siebie entuzjazmu; skoro ostatnimi czasy nawet teatr nie sprawiał mu radości, to czymże była karcianka?
Sięgnął po własną kartę i odwzajemnił spojrzenie Momenta, łagodnie unosząc brew, kiedy oczekiwali na rozwój wypadków. Być może był przewrażliwiony, ale miał wrażenie, że Jackowi jakoś wyjątkowo zależało, aby to jemu karta spłatała nieprzyjemnego psikusa. Jednak to Gryfonka na tym źle wyszła - cóż, względnie źle, bo przy minimalnym szczęści przynajmniej załapała się na podwózkę do wieży swojego domu. Jedno trzeba było przyznać - naprawę sprawnie im ta partia szła!
- Twoja kolej, Jack - zauważył miękko, machając ręką ponad talią w zapraszającym geście. - Choć może równie dobrze mógłbym powiedzieć "na ciebie kolej" - dodał w tonie egzystencjalnej retoryki, która w określonych warunkach mogłaby zostać uznana za przyjacielską. Gdyby tylko Ezra i Jack byli przyjaciółmi. Lub chociaż prawdziwymi znajomymi...

Kostki: Koło fortuny - 3 (remis), 1 (remis), 6 (wygrana)

/przepraszam, że tak drętwo pisane :v

______________________


When you're falling in a forest and there's nobody around do you ever really crash, or even make a sound?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Mistrz Gry

Czystość Krwi : 100%
Galeony : 30883
  Liczba postów : 59618
http://czarodzieje.forumpolish.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658
Komnata na krańcu korytarza - Page 17 QzgSDG8




Specjalny




Komnata na krańcu korytarza - Page 17 Empty


PisanieKomnata na krańcu korytarza - Page 17 Empty Re: Komnata na krańcu korytarza  Komnata na krańcu korytarza - Page 17 EmptySro 16 Paź 2019, 18:25;

Tura II
Podsumowanie


#Skróty: zasady znajdziecie tutaj, a kostkami rzucacie w tym temacie.

Karta:
7 - RYDWAN - Nagle obok ciebie wyłania się mglisty pegaz, wyglądający bardziej niczym patronus. Ten jednak łapie cię, przerzuca przez swój grzbiet i zabiera Cię na najbliższą wieżę, by tam Cię porzucić. Odpadasz z gry.

Podsumowanie:
• Ezra ★ ★ ★
Morgan ★ ★ ★
• Jack ★ ★ ★
Fire ★ ★ ★
Kolorem zielonym oznaczono pozostałe życia.

Nieprzekraczalny termin na napisanie posta w tej turze to 19.10 (sobota), godzina 18:25.


______________________

Komnata na krańcu korytarza - Page 17 Tumblr_myxyl0JKkN1s94thyo1_500
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Jack Moment

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 174 cm
C. szczególne : Ciemne, niemalże czarne tęczówki.
Galeony : 333
  Liczba postów : 632
https://www.czarodzieje.org/t15713-jack-moment
https://www.czarodzieje.org/t15733-moment#424167
https://www.czarodzieje.org/t15795-moment#425581
https://www.czarodzieje.org/t15720-jack-moment#423917
Komnata na krańcu korytarza - Page 17 QzgSDG8




Gracz




Komnata na krańcu korytarza - Page 17 Empty


PisanieKomnata na krańcu korytarza - Page 17 Empty Re: Komnata na krańcu korytarza  Komnata na krańcu korytarza - Page 17 EmptySro 16 Paź 2019, 21:03;

Zdaje się, ta zasada nie obowiązywała Puchonów. A przynajmniej Jacka. Bywał taktowny tylko gdy o tym pamiętał. Jeśli w ogóle chciał taki być. Zazwyczaj, nie bawił się w pokrętne dochodzenia i szybko stawał się dość bezpośredni w rozmowie. Nawet jeśli dla drugiej strony była ona bardzo niewygodna. Jack nie miał pojęcia o sytuacji Ezry i jakoś nieszczególnie go ona obchodziła. Prawdę mówiąc nie sądził, że chłopak będzie go wciąż kojarzył. Dla niego samego, widok krukona był nieprzyjemnym wspomnieniem, przywołującym ten dziwny urojony szum w uszach, który usilnie starał się zagłuszyć rozmową. Zagłuszyć i może zapomnieć. Miło by było zastąpić tamto wspomnienie czymś nieco przyjemniejszym aniżeli pisk fałszoskopów.
Bladość jest wyznacznikiem, szlachetnie urodzonych... A dzisiaj jest wyznacznikiem biedy i choroby. Skrzywił się nieco na te słowa, acz nie miał ochoty podejmować tej rękawicy. Przepychanki na tle statusów społecznych były dlań zbyt irytujące. Podparł głowę na dłoni, opierając się o niski stolik. Zaczęło się dość nudno, chociaż bardzo gwałtownie. Kat chyba lubi równe, pojedyncze cięcia. Jedna osoba zawisła, a druga...
- Rety? - Odchylił się nieco w tył, gdy tuż po zagraniu ostatniej karty, po Morgan wpadł mglisty jednorożec by... no właśnie co?! Nie miał pojęcia. Nie znał tej karty i jej działania również. Ale z chęcią kiedyś dopyta gdzie magiczny kucyk porzucił porwane dziewczę. Dziewicę? Morgan była dziewicą? Jednorożce chyba tak już mają. Ale raczej nie powinien wybiegać zbyt daleko ze swoimi przemyśleniami. Został jeszcze Ezra. Wrócił ponownie na swoje miejsce. Cóż... nie lubił zdradzać, że czuje się bardzo podekscytowany grą. Każdą. Szczególnie gdy niosła ze sobą jakieś ryzyko. Zacisnął dłoń.
- Nie dam się tak łatwo spławić. - Odparł. - Trochę się ze mną jeszcze pomęczysz. - Tym razem już mniej pewnie, sięgnął po wierzchnią kartę. Tę na swoje nieszczęście znał, chociaż jak dotąd udawało mu się uniknąć jej efektów... kiedyś musiał być ten pierwszy raz. Wolno położył ją przed sobą, rewersem ku górze. Dobrze nie jest, ale i nie najgorzej. Zwlekał. Miewał tendencje do urozmaicania sobie gier, jakie by one nie były. Zastanawiał się tylko, czy byłby w stanie wyciągnąć od Krukona coś wartego uwagi... Westchnął. Może innym razem. Ostatnio stał się zbyt uzależniony od hazardu, a właśnie z tą chwilą jego dobra passa postanowiła stracić na sile.
- O ile sam wcześniej, nie postanowisz się ulotnić. - Uśmiechnął się krzywo.

Kostki: 2, Świat
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Ezra T. Clarke

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 23
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 182 cm
C. szczególne : Wygląda coraz zdrowiej; szczupła, ale już nie wychudzona sylwetka, zawadiacki uśmiech, zapach Merlinowych Strzał i mięty, znamię w kształcie kruka na łopatce
Galeony : 1410
  Liczba postów : 2482
https://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
https://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
https://www.czarodzieje.org/t13335-relki-ezry
https://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke
Komnata na krańcu korytarza - Page 17 QzgSDG8




Gracz




Komnata na krańcu korytarza - Page 17 Empty


PisanieKomnata na krańcu korytarza - Page 17 Empty Re: Komnata na krańcu korytarza  Komnata na krańcu korytarza - Page 17 EmptySob 19 Paź 2019, 18:25;

Słowa zazwyczaj nie miały znaczenia; niezależnie od tego, czego w rzeczywistości synonimem była bladość, wyrażone przekonanie zamknęło Jackowi usta i Ezra miał pewność, że tylko dla tego faktu warto je było wypowiedzieć. To, w co wierzył i tak się nie liczyło, na pewno nie dla tego konkretnego towarzystwa... które na szczęście się uszczuplało. Pegazy, także te świetliste, nie były tak wybredne jak jednorożce i być może dlatego to one zostały wybrane przez twórcę gry. Byłoby problematyczne, gdyby mglisty posłannik zabierał na swój grzbiet jedynie dziewice.
Większość Hogwartu mogłaby wtedy bez ryzyka wyciągać tę kartę z talii.
- To nawet lepiej. Nie będę płakał, widząc jak przegrywasz etapowo. - W najgorszym wypadku mieli ze sobą spędzić pięć najbliższych kolejek, a to i tak znaczyło o wiele mniej czasu niż przewidywał Clarke. Najwyraźniej pech trochę mu się odbijał, po tym jak razem z Heaven przegrali w karty własne mieszkanie. W końcu bardziej nie mógł już sięgnąć dna.
- Nie wiem jak ty, ale wolę się trzymać stabilnego gruntu... - Z efektami kart najlepiej było się zapoznać na własnej skórze. Ezra wiedział co oznaczał świat. I wiedział również, co przyniosłaby jemu cesarzowa. Jack musiał się zgodzić, że z dwojga złego, lepiej było, że on zostanie pożądlony niż że Ezra miałby się w nim zakochać...

3, cesarzowa

______________________


When you're falling in a forest and there's nobody around do you ever really crash, or even make a sound?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Mistrz Gry

Czystość Krwi : 100%
Galeony : 30883
  Liczba postów : 59618
http://czarodzieje.forumpolish.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658
Komnata na krańcu korytarza - Page 17 QzgSDG8




Specjalny




Komnata na krańcu korytarza - Page 17 Empty


PisanieKomnata na krańcu korytarza - Page 17 Empty Re: Komnata na krańcu korytarza  Komnata na krańcu korytarza - Page 17 EmptySob 19 Paź 2019, 18:39;

Tura III
Podsumowanie


#Skróty: zasady znajdziecie tutaj, a kostkami rzucacie w tym temacie.

Karta:
21 - ŚWIAT - Nagle pojawiają się żądlibąki, które atakują wyłącznie Ciebie. Jesteś boleśnie pożądlony, oraz do końca gry lewitujesz.

Podsumowanie:
• Ezra ★ ★ ★
Morgan ★ ★ ★
• Jack ★ ★
Fire ★ ★ ★
Kolorem zielonym oznaczono pozostałe życia.

Nieprzekraczalny termin na napisanie posta w tej turze to 22.10 (wtorek), godzina 18:39.


______________________

Komnata na krańcu korytarza - Page 17 Tumblr_myxyl0JKkN1s94thyo1_500
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Komnata na krańcu korytarza - Page 17 QzgSDG8








Komnata na krańcu korytarza - Page 17 Empty


PisanieKomnata na krańcu korytarza - Page 17 Empty Re: Komnata na krańcu korytarza  Komnata na krańcu korytarza - Page 17 Empty;

Powrót do góry Go down
 

Komnata na krańcu korytarza

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 17 z 19Strona 17 z 19 Previous  1 ... 10 ... 16, 17, 18, 19  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Komnata na krańcu korytarza - Page 17 JHTDsR7 :: 
hogwart
 :: 
Skrzydlo zachodnie
 :: 
trzecie piętro
-