Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 Zrujnowany antykwariat

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 3 z 3 Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość


Voice Follett

Absolwent Gryffindoru
Wiek : 26
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2574
  Liczba postów : 1614
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9119-voice-lloyd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9121-glos-w-twojej-glowie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9122-uslysz-cichy-glos#255607
http://czarodzieje.org/t9120-voice-follett-cheney-lloyd
Zrujnowany antykwariat - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Zrujnowany antykwariat - Page 3 Empty


PisanieZrujnowany antykwariat - Page 3 Empty Zrujnowany antykwariat  Zrujnowany antykwariat - Page 3 EmptyPon 1 Lut 2016 - 20:33;

First topic message reminder :


ZRUJNOWANY ANTYKWARIAT


Prowadzące do antykwariatu drzwi od prawie dwudziestu lat oznaczone są tablicą z czerwonym napisem zamknięte. Mówi się, że właściciel tego miejsca trudnił się przemytnictwem i zbierał czarnomagiczne przedmioty. Podobno gdy wykryło go Ministerstwo Magii zamknął przybytek i po prostu zniknął. Lokal był wielokrotnie grabiony przez szukających przygód czarodziei, jednak wśród zalegających na zakurzonych półkach przedmiotów wciąż można znaleźć prawdziwe skarby. Podłoga niebezpiecznie tu trzeszczy, z sufitu zwisają pajęczyny, a tu i ówdzie znajdzie się jakieś niegroźne zwierzątko.

Uwaga!
Wchodzisz tu na własną odpowiedzialność! Kostki, które tu wyrzucisz mogą ci dać bardzo duży potencjał magiczny, niesamowite przedmioty itp. Jednak możesz też zachorować na nieznaną chorobę, poważnie się poranić lub stracić dużo pieniędzy.
Zanim rzucisz kostką, upewnij się, że znasz zasady wynikające z rzutu.


1 -  Już od progu czujesz, że coś tu nie gra. Nie podoba ci się ani cisza, ani duszący zapach kurzu i zgnilizny. Coś jednak ciągnie cię w głąb pomieszczenia. Każdy kolejny krok powoduje głośniejsze skrzypnięcie podłogi. W końcu przystajesz, bo do twoich uszu dociera... Pukanie? Jakby z dołu, jakby spod podłogi...  

Spoiler:

2 - Niemalże bezmyślnie przechodzisz z jednego końca antykwariatu na drugi, nie dostrzegając niczego interesującego. W końcu jednak natrafiasz na wąskie, zasłonięte grubym kocem przejście. Jakoś przeciskasz się przez nie bokiem, trafiając do... Zwykłej graciarni.

Spoiler:

3 - Twoje zainteresowanie wzbudza zaplecze. Omijasz biurko, za którym zapewne z reguły zasiadał właściciel, i wkraczasz do pomieszczenia intensywnie pachnącego kadzidłem. Rozświetlasz sobie drogę różdżką. Ku twojemu zdziwieniu, wszędzie jest pełno... Roślin.

Spoiler:

4 - Postanowiłeś zrobić sobie wycieczkę po antykwariacie. Twoją uwagę zwróciła masywna szafka – z klamki jednej z szuflad zwisało coś podobnego do języka, który dźgnąłeś czubkiem palca. Wtedy język schował się, uwydatniły się usta, nos i oczy, a klamka przemówiła, zapewniając cię, że jeżeli włożysz do szuflady pięć galeonów, otrzymasz wielki skarb. Zaufałeś jej i oddałeś pieniądze. Wtedy też klamka zamyśliła się i po chwili zażądała więcej.

Spoiler:

5 -  Twoją uwagę przyciąga pobita gablota, w której dawniej musiała znajdować się biżuteria. Prawie wszystko zostało skardzione.
Spoiler:

6 -  Już miałeś wyjść z antykwariatu, gdy w oko wpadła ci zasłonięta prześcieradłem szafa. Otworzyłeś ją dosyć niepewnie, w dłoni ściskając różdżkę – spodziewałeś się, że w środku mieszka bogin. Na całe szczęście szafę zamieszkiwał nie bogin, a miotły.
Spoiler:
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość


Robin Doppler

Student Slytherin
Rok Nauki : II studencki
Wiek : 21
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 166 cm
C. szczególne : Podobnież duże oczy, trzy podłużne blizny po pazurach od lewego nadgarstka aż do łokcia, bardzo jasne, blond włosy
Galeony : 1400
  Liczba postów : 1202
https://www.czarodzieje.org/t19800-robin-doppler#600127
https://www.czarodzieje.org/t19810-robin-i-jej-sowa#600759
https://www.czarodzieje.org/t19811-robin#600760
https://www.czarodzieje.org/t19808-robin-doppler#600671
https://www.czarodzieje.org/t20573-robin-doppler-dziennik
Zrujnowany antykwariat - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Zrujnowany antykwariat - Page 3 Empty


PisanieZrujnowany antykwariat - Page 3 Empty Re: Zrujnowany antykwariat  Zrujnowany antykwariat - Page 3 EmptyCzw 4 Lut 2021 - 18:13;

O ile życie byłoby prostszym, gdyby wszyscy mieli możliwość decydować o swoich uczuciach. Mogliby je przyrównać do prostych reakcji chemicznych, jakie zachodziły w organizmie. Znając ich podłoże mieli by możliwość odpowiedniego kontrolowania tych doznań, sprawdzania, czy aby na pewno jest to wszystko dalej w porządku, bezproblemowe. Gdyby jednak takim zaczynało się robić, zawsze można by było dostarczyć do organizmu inną substancję chemiczną, neutralizującą nadmiary, które się pojawiły. Niestety, jak powszechnie wiadomo, takie rozwiązania nie były możliwe. Człowiek nie miał prawa sterować tym, co czuje, bądź to kontrolować. Nie był odpowiedzialny za reakcje które zachodziły w jego organizmie. I tak oto Hunter nagle zaczynał coś czuć do Robin, a ona kompletnie nie miała na ten temat nawet najmniejszego pojęcia. Bo nic na to nie wskazywało. Bo zachowywali się tak, jak gdyby nigdy nic… przynajmniej jedna ze stron.
Tak samo nie zdawała sobie sprawy z tego, że Hunter mógłby być takim indywidualistą. Przecież za każdym razem ich wspólna współpraca wychodziła świetnie. Nie wiedziała, że nie w każdym wypadku tak to wyglądało i że młody Dear znacznie częściej wolał polegać jedynie na sobie samym, niż współpracować z kimś innym. Ufała mu bez najmniejszego problemu, bo przecież jeszcze nigdy jej nie zawiódł. Może to i lepiej, że nie wiedziała iż sądził, że są podobni. Prawdopodobnie by go wtedy wyśmiała i nigdy nie przyjęła tego faktu do wiadomości. Nie ma opcji.
W zasadzie nawet nie wiedziała, dlaczego właśnie jemu zdecydowała się powiedzieć o tym, że planuje naukę hipnozy… Może właśnie dlatego, że podświadomie czuła, że ją zrozumie? W końcu byli do siebie podobni, nawet jeśli nie chcieli tego przyznać. Wiedziała, że on nie będzie jej oceniał, zapewniał jak debilne to wszystko się wydaje, nie będzie próbował jej mówić, aby jednak tego nie robiła. I nie zawiodła się na nim. Okazał się dokładnie takim sprzymierzeńcem, jakiego obecnie potrzebowała. Tym, który to po prostu bez słowa pomoże, a nie powie jej, że jest skończoną idiotką. To już wiedziała, nie potrzebowała zapewnień od osób trzecich. Upewniła się w tym fakcie, kiedy w tak banalny sposób dała się zaskoczyć temu głupiemu boginowi. Chciała mierzyć się z hipnozą, a nie była w stanie ze zwykłym boginem?! Na Merlina, prawdopodobnie umrze przy ewentualnej pierwszej próbie rzucenia uroku! Choć próbowała udawać, że wszystko jest w jak najlepszym porządku, to Hunter znał ją na tyle, że po prostu musiał zauważyć, że nie jest. I faktycznie to zrobił. Znacznie łatwiej było się uspokoić, kiedy czuła, że otaczają ją znajome, ciepłe ramiona. Uśmiechnęła się mimowolnie, kiedy wspomniał o tym, że zawsze mogła się rozpłakać. Wiedziała, co robił. I udawało mu się to nader dobrze, musiała to przyznać z ręką na sercu.
- Dobra, już mnie tak nie tul, bo śmierdzisz strachem – stwierdziła w końcu, odsuwając się od niego. Teatralnie zatknęła sobie nos palcami, uśmiechając się w jego stronę, jakoś tak znacznie spokojniej i bardziej w szczery sposób. Mruknęła bezgłośne „dzięki”, bo jakoś w normalny sposób nie mogło jej ono przejść przez gardło. Wiedziała, że zrozumie. W końcu to był Hunter. Kto jak nie on miał zrozumieć jej chore wariactwa? Ona sama często ich nie ogarniała, a mimo to Ślizgon za nimi nadążał…
Odchrząknęła, kiedy zaczął mówić o ewentualnych zdobyczach. Jakoś przez te kilka minut kompletnie zapomniała o ich pierwotnym celu podróży w to miejsce. Nagle jakby poczuła na nowo ciężar spoczywającej w kieszeni jej płaszcza książki. Sięgnęła w jej głąb dłonią i wyciągnęła "101 sposobów na wykorzystanie Krwawego Ziela" w jego stronę. – Zamiast ganiać za boginami, ganiałam za książkami, bo po nie tutaj przyszliśmy – oczywiście musiała posłać w jego stronę delikatny przytyk, bo jakże by inaczej? – Ale musimy tam wrócić. Bo znalazłam coś jeszcze, zanim zacząłeś krzyczeć jak panienka i chcę to odzyskać – dodała po chwili, bo przypomniała sobie o czarnej książeczce bez nawet jednego napisu na okładce. Jej treść była na tyle intrygująca, że Robin nie zamierzała wyjść z tego przeklętego antykwariatu bez niej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Hunter O. L. Dear

Student Slytherin
Rok Nauki : III studencki
Wiek : 21
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 191cm
Galeony : 2009
  Liczba postów : 788
https://www.czarodzieje.org/t19794-hunter-ossian-lewis-dear#599888
https://www.czarodzieje.org/t19804-sowa-huntera#600487
https://www.czarodzieje.org/t19806-lowca-zaprasza#600489
https://www.czarodzieje.org/t19795-hunter-o-l-dear#599914
Zrujnowany antykwariat - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Zrujnowany antykwariat - Page 3 Empty


PisanieZrujnowany antykwariat - Page 3 Empty Re: Zrujnowany antykwariat  Zrujnowany antykwariat - Page 3 EmptyCzw 4 Lut 2021 - 21:18;

Gdyby to co ludzie odczuwają zależne było od nich samych, z pewnością światem rządziłby chaos. Pomijając to, że to niemożliwe; zazwyczaj nie wiedziało się tak naprawdę co jest dla nas dobre. Człowiek, który mógłby zrobić dosłownie wszystko ze swoimi uczuciami - raz je zintensyfikować, raz całkowicie w sobie spacyfikować - byłby najpaskudniejszą istotą, chodzącą po tej ziemi. Losy ludzi są ze sobą tak ściśle powiązane, że na pewno ucierpiałoby jeszcze więcej bliskich wokoło, gdyby jeden człowiek mógł postępować tak, jak chce tego w danej chwili. Jesteśmy niezdecydowani i mimo, że wydaje nam się, że prościej byłoby gdyby uczucia przychodziły wtedy kiedy chcemy i do kogo chcemy to w rezultacie to byłaby porażka. Niezależna od nas siła, która kieruje tym wszechświatem ma nas zaprowadzić do czegoś konkretnego. Hunter w to wierzył. Był pewny, że mimo wszystko żadne wydarzenie, które miało miejsce w jego życiu nie działo się bez przyczyny. Uważał, że pozostawiając losowi niektóre decyzje, postępuje słusznie. Jednak chyba to czy powinien uzmysłowić Robin, że powoli zaczął w ich relacji wychodzić poza przyjaźń, samo się nie okaże. Powinien w końcu nad tym pomyśleć.
Praktycznie na każdych z zajęć, na których nauczyciele zadawali im pracę w grupach było widać, że źle czuje się z tą formą działania. Co innego powierzać wiarę w wykonanie poszczególnych zadań komuś kogo widuje jedynie na szkolnych korytarzach, rzucając zdawkowe "cześć", a co innego współdziałać z Doppler, co do której ma pewność, że jest sumienna, potrafi myśleć, szybko działać i w razie potrzeby wrzasnąć na niego, że robi coś źle. Naprawdę doceniał w niej to wszystko i może jej tego nigdy nie mówił (bo nie był na tyle wylewny, a ich relacja miała taki a nie inny charakter), ale tak właśnie było. I właśnie przez to ryzyko wyśmiania, żadne z nich nie mówiło sobie często takich miłych rzeczy.
Sądził, że już raz udowodnił jej, że jest gotowy pomóc jej nawet w najbardziej idiotycznym pomyśle, jaki zrodził się w jej głowie. Chyba mieli to już za sobą, więc dlaczego jeszcze nie była pewna do końca, że bez wahania zgodzi się na to aby jej towarzyszyć w czymś co było ryzykowne i nielegalne, ale miało jej w czymś pomóc i bardzo jej na tym zależało? Właśnie, zdawała sobie sprawę z tego, że to na co się rzuca to wariactwo, on również to wiedział, ale po co miał od tego pomysłu odwodzić, skoro ona już podjęła decyzję. Była zdeterminowana, aby urzeczywistnić swoje postanowienia, dlatego pozostało mu tylko ją w tym wesprzeć - jak przystało na dobrego sprzymierzeńca.
W rzeczy samej - on jej nie oceniał. W tej chwili nie widział tego, że dziewczyna chce rzucić się na głęboką wodę z hipnozą, kiedy ma problem z opanowaniem swojego strachu, kiedy stoi przed nią jej własny bogin. Może i czasami wykorzystywał w przytykach, które do niej kierował te charakterystyczne ostre szpileczki, które mogły wbić się bardzo głęboko, raniąc ją nieświadomie, ale zupełnie nie taki był jego cel. Gdyby chciał na poważnie spróbować przemówić jej do rozsądku, uświadomić coś - na pewno nie zrobiłby tego brutalnie, nie zważając na niej uczucia i argumenty. Co innego tyczyło się żartobliwej rozmowy, a co innego konkretnych spraw. I jedną z nich właśnie była zjawa, która w tej chwili już grzała z powrotem miejsce w starej szafie. Naprawdę nikomu nie dziwił się, że ma trudności z pokonaniem bogina, bo sam oblewał się zimnym potem i stał sparaliżowany, kiedy napotykał na drodze swojego. Ale kiedy było już po wszystkim chciał uspokoić Doppler, tuląc ją do siebie i nieco rozśmieszyć swoimi słowami. Tak doskonale go już znała i mogła przejrzeć od razu.
- A ciekawe kto jeszcze przed chwilą robił w majtki, widząc kilka pajączków - rzucił do niej jeszcze zaczepnie, posyłając jej wymowne spojrzenie i unosząc znacząco brew oraz odwzajemniając uśmiech, który mu posłała. To była dalsza cześć poprawiania jej humoru, ale mogła to odebrać w zupełnie inny sposób. Szturchnął ją lekko ramieniem w bark, widząc jak posyła mu nieme podziękowanie, po czym zaśmiał się i po chwili przypomniał w jakim celu właściwie się tutaj znajdują.
Zobaczywszy tytuł książki, którą wygrzebała z kieszeni i którą mu podała, jego oczy zabłysły. Przesunął wzrokiem po liście rozdziałów i pokiwał głową z uznaniem, w rezultacie nawet nie reagując na ukrytą w jej słowach uszczypliwość. Uśmiechnął się od ucha do ucha, zdając sobie sprawę z tego, że Ślizgonka wie co go może interesować i przez to trzymał właśnie w dłoniach swoją poniekąd nagrodę.
- No no, tylko nie panienka, dobra? - burknął do niej, w momencie kiedy automatycznie przypomniało mu się to uczucie ucisku w gardle, kiedy zobaczył zbliżające się do niego ściany. - Dobra, to wracajmy, poszukamy tej książki. Jak ona wyglądała? - spytał po chwili, odnajdując wyjście z graciarni, aby z powrotem wejść do głównego pomieszczenia. Po jej odpowiedzi rozejrzał się po antykwariacie, po chwili chwytając się pierwszego lepszego, walającego się stosu staroci, aby przeglądnąć te książki na wierzchu, które mógłby by być tą interesującą Robin. Jednak nie zdążył otworzyć drugiego tomu, pochwyconego przez niego, zanim nie potknął się o coś i automatycznie opuścił wzrok na swoje stopy. Bingo! - Czy to ta? - rzucił w kierunku dziewczyny, unosząc wysoko swoje znalezisko, aby go jej zaprezentować.
+
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Robin Doppler

Student Slytherin
Rok Nauki : II studencki
Wiek : 21
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 166 cm
C. szczególne : Podobnież duże oczy, trzy podłużne blizny po pazurach od lewego nadgarstka aż do łokcia, bardzo jasne, blond włosy
Galeony : 1400
  Liczba postów : 1202
https://www.czarodzieje.org/t19800-robin-doppler#600127
https://www.czarodzieje.org/t19810-robin-i-jej-sowa#600759
https://www.czarodzieje.org/t19811-robin#600760
https://www.czarodzieje.org/t19808-robin-doppler#600671
https://www.czarodzieje.org/t20573-robin-doppler-dziennik
Zrujnowany antykwariat - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Zrujnowany antykwariat - Page 3 Empty


PisanieZrujnowany antykwariat - Page 3 Empty Re: Zrujnowany antykwariat  Zrujnowany antykwariat - Page 3 EmptyPią 5 Lut 2021 - 14:14;

Ona powoli przestawała wierzyć w to, że gdzieś tam, daleko w świecie, ktoś zaplanował wszystko w związku z każdą osobą. Że każdego spotka dokładnie to, na co zasługuje, bez względu na to, czy czynił dobrze, czy źle. Chciała wziąć swój własny los w ręce i nie rozmyślać nad tym, czy do dobra, czy jednak zła decyzja. Rządzić samą sobą, nie oddawać się w objęcia nieznanych jej reakcji chemicznych, które teoretycznie zarządzały całym jej ciałem i wszystkimi myślami. Owszem, kiedyś wierzyła tak jak Hunter, że to wszystko jest odpowiednie. Jak jednak miała to nadal czynić, gdy wszystko stawało się tak nieznośnie popapranym? Chciała decydować, choć nawet nie wiedziała, od czego powinna zacząć. Teoretycznie postępowała tak, jak pragnęła, kompletnie nieświadoma, że to właśnie te popaprane reakcje chemiczne zmuszały ją do tego, by częściej widziała się ze Ślizgonem, by pragnęła atencji niektórych osób. Choć kompletnie nie mogła zdawać sobie sprawy z tego, że coś czyje względem niej, to wierzyła głęboko w to, że po prostu wspaniale się dogadują i to właśnie z tego względu spędzają razem tyle czasu. Nic ponad to.
Nie zdarzyło się jeszcze tak, aby miała sposobność zawieść się na jego czynach. Sama niejednokrotnie (tak przynajmniej sądziła…) udowodniła, że daleko jej do ślicznych dziewczynek, które nie grzeszą nawet knutem rozumu w głowie. Może właśnie dlatego zawsze dogadywali się bez żadnego większego problemu? Nawet w tak dziwnej sytuacji, jak ta, która obecnie ich spotkała. Stali właśnie w paskudnym, wyniszczonym antykwariacie, który nie pozostawiał wątpliwości co do tego, że jeśli się wyjątkowo mocno postarać, to może nic złego się tutaj nie stanie. Oni oczywiście mieli szczęście i chociaż z boginem, ale z czymś dziwnym musieli po prostu się spotkać. A mimo to, dzięki odpowiedniej współpracy, wyszli z tego cało. Na Merlina, po czymś takim, jak mogłaby czuć się źle w jego towarzystwie, czy udawać, że chłopak nie jest jej przyjacielem? Oczywiście, że nim był! Kompletnie niezastąpionym, chociaż prawdopodobnie przez naprawdę długi czas Robin nie przyzna się do tego, w jak wielu kwestiach na niego liczyła. Nawet do końca nie zdawała sobie sprawy z tego, w którym momencie to się stało. Może wtedy gdy pomimo wewnętrznych obiekcji, poprosiła go o pomoc z harpim problemem? Nie oceniał, nie dopytywał, wyrażał swoje wątpliwości, ale nie traktował jej jak idiotki, do czego przywykła przez nastawienie względem niej całego świata. Hunter po prostu traktował ją jak Robin Doppler, bez żadnych dodatkowych epitetów. Rozumiał ją, a o więcej nie mogła prosić i nawet nie chciała liczyć. Zrozumienie niejednokrotnie bywało przecież kluczem do sukcesu, prawda? Nawet w takich momentach, kiedy nie mogli pozbawić się drobnych uszczypliwości, które gdzieś tam się pojawiały wiedziała, że to wszystko jest prawdziwe i bez cienia paskudnych insynuacji, które tak często spotykała z każdej strony. Przez to zrozumienie, po prostu czuła, że w jego obecności, może być sobą. Jakkolwiek się wtedy prezentowała, nie będzie poddana krytyce za to, że jest, jaka jest.
- Uważaj, bo jeszcze ściany zaczną się ponownie ruszać – odzyskiwała dobry humor, bo pająków już dawno nie było, a poza tym czuła, że w razie konieczności Hunter by ją obronił. Jakkolwiek to irracjonalnie brzmiało, razem byli naprawdę dobrzy w tym, co robili. Widziała jego radość z książki, którą znalazła, przez co, nawet jeśli zgubiła swoją, sama poczuła się nieco lepiej. Chociaż nie będzie mógł jej zarzucić, że zmarnował przez nią pół dnia na szlajanie się po takich miejscówkach jak ta… Ten podarek z pewnością musiał zamknąć mu usta.
– Czarna, jakieś sześć na pięć cali, bez nawet jednego napisu na okładce czy grzbiecie – od razu wyjaśniła mu, jak wyglądała ta książka, kiedy ruszyli z powrotem do głównego pomieszczenia na ponowne poszukiwania. Teraz, kiedy już wiedzieli czego szukają, na pewno prościej było to odnaleźć. Grzebała w stercie śmieci, na chwilę zapominając o tym, że Hunter jest obok, więc kiedy oznajmił, że ją odnalazł, delikatnie się wystraszyła. Szeroki uśmiech pojawił się na jej twarzy, gdy rozpoznała książkę. – Jesteś niesamowity! – Podeszła i uściskała go bardzo pomoc, całując policzek. Oczy błyszczały jej od ekscytacji, kiedy odbierała od niego książkę. Tak, teraz mogli już wrócić do domu.


/Zt. x2

+
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Yasmine E. Swansea

Student Gryffindor
Rok Nauki : I studencki
Wiek : 20
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 172cm
C. szczególne : -
Galeony : 428
  Liczba postów : 154
https://www.czarodzieje.org/t20911-yasmine-elena-swansea#669680
https://www.czarodzieje.org/t20931-gucci#670775
https://www.czarodzieje.org/t20929-yasmine-elena-swansea
Zrujnowany antykwariat - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Zrujnowany antykwariat - Page 3 Empty


PisanieZrujnowany antykwariat - Page 3 Empty Re: Zrujnowany antykwariat  Zrujnowany antykwariat - Page 3 EmptyNie 26 Cze 2022 - 20:36;

3 - dorzucę w trakcie.

@Maximilian Brewer

Wyciągnięcie Maxa na przygodę w ramach uczczenia zakończenia roku szkolnego w tym paskudnym zamczysku nie było specjalnie trudne. Tłumaczyła sobie, że ma dar przekonywania, ale prawda była taka, że kto odmawiał dobrej butelce wina i adrenalinie? Nie miała oczywiście jeszcze wybranego miejsca, ale wierzyła, że leniwie snujące się w stronę horyzontu słońce natchnie ją jakąś artystyczną myślą. W sumie wiele nie było potrzeba do dobrej zabawy. Gdy znaleźli się w Dolinie Godryka — korzystając z błękitnego rycerza, którym jazda przypominała karuzelę, odetchnęła z ulgą po upewnieniu się, że zawartość jej torby wciąż jest w całości. Obijające się o siebie butelki oraz papierowe torby wydawały charakterystyczne dźwięki przy każdym ruchu Gryfonki, ale ta zdawała się kompletnie tym nie przejmować. Poprawiła więc pasek na ramieniu i z błyskiem w oczach spojrzała na swojego towarzysza zbrodni, całkiem zadowolona, że żaden prefekt lub nadęty nauczyciel nie odejmie im punktów. Mogły się stać gorsze i poważniejsze rzeczy, ale kto by się nimi w ogóle przejmował?
- To jaki mamy plan? Byłam tu chyba tylko dwa czy trzy razy, więc niezbyt znam tutejsze atrakcje, ale słyszałam o jakichś przeklętych cmentarzach i porzuconych sklepach. Pomnikach? Na co masz dziś ochotę, Max? - zapytała całkiem poważnie z rozbrajającym uśmiechem, jakby było to pytanie, co najmniej o kwestie życia i śmierci. Brunetka wyjęła z kieszeni czarnych szortów grubą frotkę, pochylając się nieco i kilkoma ruchami, związała burzę włosów w pozbawionego ładu koka, którego kilka luźnych końcówek opadało na odkryte ramiona. Miała w torbie bluzę, ale na dworze było tak gorąco, że tkwiła w białej koszulce na ramiączka. Wyjęła następnie owiniętą w papierową torbę butelkę, otwierając ją mugolskim otwieraczem z wizerunkiem jakiegoś smoka, a następnie pociągnęła łyk z zadowoleniem. Powinno mu smakować, pół słodkie i tylko delikatnie cierpkie, idealnie schłodzone. Nie było to najdroższe wino, ale cieszyło się we Włoszech olbrzymią popularnością. Wręczyła mu butelkę, wsuwając dłoń pod jego ramię. Nie znali się może długo, ale miała wrażenie, że dobrze się dogadują i czuła się w jego towarzystwie swobodnie, tak samo, jak przy Auguście. - Drugie jest inne, tak dla urozmaicenia i niespodzianek. Dokąd idziemy? Zawsze można poczekać na trawie pod drzewem, aż się ściemni. Nadal grasują tu dementory? Nie, żeby miały dużo szczęścia do wyssania.
Wzruszyła ramionami, robiąc krok do przodu i z ciekawością rozglądając się po miejscu, w którym się znajdowali. Było tu dużo lepiej niż w zamku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Brewer

Student Gryffindor
Rok Nauki : III studencki
Wiek : 20
Czystość Krwi : 10%
Wzrost : 178 cm
C. szczególne : Blizny na całym ciele, które wychynęły po usunięciu wszystkich mugolskich tatuaży, runa agliz na lewym ramieniu, krwawa obrączka na palcu serdecznym prawej dłoni, blizna w kształcie błazeńskiej czapki na prawej piersi, trzy blizny przez całe plecy
Dodatkowo : Jasnowidzenie
Galeony : 2462
  Liczba postów : 1548
https://www.czarodzieje.org/t18375-maximilian-brewer
https://www.czarodzieje.org/t18475-listy-tradycyjne-maxa#526264
https://www.czarodzieje.org/t18474-max-nie-zaprasza#526263
https://www.czarodzieje.org/t18374-maximilian-brewer
https://www.czarodzieje.org/t18428-maximilian-brewer-dziennik#52
Zrujnowany antykwariat - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Zrujnowany antykwariat - Page 3 Empty


PisanieZrujnowany antykwariat - Page 3 Empty Re: Zrujnowany antykwariat  Zrujnowany antykwariat - Page 3 EmptyPon 27 Cze 2022 - 21:13;

Kość na lokację: 6 oraz 6

Max nie miał najmniejszych problemów z zawieraniem nowych znajomości. Wiele rzeczy się zmieniło, wiele rzeczy zaczęło go wkurwiać, z wielu powodów nie był zapewne tym samym człowiekiem, co przed rokiem, czy nawet dwoma laty, ale to jedno zostało w nim nadal. Po prostu był otwarty na różne nowe znajomości, na innych ludzi, na ich historie, pomysły i szaleństwa, nic zatem dziwnego, że nie miał problemów z tym, żeby odpierdolić coś ze Swansea. Nie miałby zapewne nawet problemu z tym, gdyby postanowiła zabrać go na drugi koniec świata albo uznała, że zamierzał podpierdolić coś z mugolskiego muzeum sztuki. Zapewne Max zgodziłby się na wszystko, bo choć pod wieloma względami stał się człowiekiem bardziej, kurwa, stonowanym, to pod innymi nadal był tak samo popierdolony, jak zawsze.
Być może nawet należałoby uznać, że to jego zjebanie umysłowe pozwalało mu równoważyć swoisty ból, niepewność i cierpienie różnego rodzaju, jakie nadal odczuwał, gdy zbyt długo myślał o swoim życiu prywatnym. Dlatego też starał się nie myśleć o nim wcale, a wyprawa z Yasmine świetnie się do tego nadawała, tym bardziej że dziewczyna miała przy sobie wino, to zaś zawsze człowieka rozweselało. Nic zatem dziwnego, że z uśmiechem przyjął podaną butelkę, przy okazji przeczesując włosy palcami.
- Wybrałaś sobie chujowego przewodnika - stwierdził nieco rozbawiony, a później przypomniał sobie, jak jego dawni współpracownicy wspominali mu coś o jakimś starym, zniszczonym i nawiedzonym sklepie, czy czymś podobnym. Przekrzywił więc nieznacznie głowę, starając się przypomnieć sobie, gdzie ten miał być i ostatecznie skierował się w stronę, gdzie według niego faktycznie powinna znajdować się ta rudera, w dużej mierze zdając się na własną intuicję oraz los, który bywał w kurwę kapryśny.
- Mam nadzieję, że lubisz się bać - odparł, gdy zapytała go ostatecznie o cel ich wycieczki i nieco zabawnie podrzucił brwiami, jakby chciał powiedzieć jej, że rzuca jej wyzwanie albo zaprasza na najbardziej zjebaną randkę jej życia. Nie myślał o niczym konkretnym, gdy to proponował, nie zastanawiał się, jak to może brzmieć, jak może zostać odebrane, po prostu płynął na fali, płynął przed siebie, wierząc w to, że cokolwiek się działo, było w końcu właściwe. Zaraz też pociągnął solidny łyk wina i o mało części nie wypluł, gdy spostrzegł miejsce, o które mu chodziło.
- O kurwa, nie robili mnie w chuja - mruknął bardziej do siebie, niż do dziewczyny, ale zaraz odwrócił się w jej stronę, a w jego ciemnych oczach pojawiły się błyski pełne rozbawienia. - Więc jak, wchodzisz do starego, zniszczonego sklepu, w którym pewnie straszy, czy jednak idziemy na poszukiwanie tego drzewa? - zapytał swobodnie.

@Yasmine E. Swansea
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Yasmine E. Swansea

Student Gryffindor
Rok Nauki : I studencki
Wiek : 20
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 172cm
C. szczególne : -
Galeony : 428
  Liczba postów : 154
https://www.czarodzieje.org/t20911-yasmine-elena-swansea#669680
https://www.czarodzieje.org/t20931-gucci#670775
https://www.czarodzieje.org/t20929-yasmine-elena-swansea
Zrujnowany antykwariat - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Zrujnowany antykwariat - Page 3 Empty


PisanieZrujnowany antykwariat - Page 3 Empty Re: Zrujnowany antykwariat  Zrujnowany antykwariat - Page 3 EmptyCzw 30 Cze 2022 - 21:41;

Obydwoje wciąż byli młodzi, byli nastolatkami, gdzie hormony i wpływ otoczenia potrafiły wywoływać zmiany zachowania z dnia na dzień. Pewne wydarzenia otwierały oczy, inne zaś zostawiały na nich klapki. Yasmine zauważyła jednak, że odrobina adrenaliny i bycie sobą były lekarstwem absolutnie na wszystko. Zapomnieniem równie skutecznym, co ucieczka w opasłe powieści po nocach. Nie znała historii oraz rozterek Maxa, ale on też nie znał jej i dlatego relacja ta wydawała się jej tak rześka i przyjemna. Nie mieli historii za sobą, jedynie czyste kartki, które dwójka gryfonów widocznie chciała zapisywać przygodami niż zwykłym plotkowaniem w klasie. Brunet miał coś takiego w sobie, że nie dało się przy nim udawać i przyswajać zachowań, które po prostu miały na celu przypodobanie się drugiemu człowiekowi.
Pokręciła więc głową ze stanowczą miną, przyglądając się akurat jakiemuś mijanemu przez nich domostwu, w którego oknie siedział gruby, puchaty kot w kolorze jesiennych kasztanów — bardzo ładny zresztą. - Głupoty gadasz, wybrałam doskonale. Kobiety zwykle mają dobrą intuicję.
Zapytała odrobinę teatralnie, będąc w bardzo dobrym humorze, wywołanym zarówno winem, jak i towarzystwem. Cóż, przede wszystkim jednak zostawieniem zamczyska i jego rozterek za plecami. Były duszące. Przekręcając w jego stronę twarz i obserwując ciemnymi oczyma jego buzię, dostrzegła na niej konsternację, więc uniosła pytająco brew, ignorując łaskoczący w ramię kosmyk włosów. Trudno było powstrzymać jej roześmianie, więc uniosła wolną dłoń i powachlowała się kokieteryjnie. - Oh Max, Ty to wiesz, co kobieta chce usłyszeć i czego potrzebuje, jak wróżbita jakiś! Jak mogłabym teraz odmówić. Poza tym, mamy lwa na piersi czy tam gryfa, nie pamiętam. Bo to też od odwagi coś było, nie? Z tym domem w sensie.
Przekręciła nieco głowę z ostatnim zdaniem, niezbyt pamiętając te wszystkie pierdoły, które stanowiły o tym, do jakiego domu się trafiło. Już miała wyciągnąć dłoń po ukrytą w papierowej torbie (nauczyła się tego od mugoli we Włoszech) butelkę, gdy wyraz jego oczu się zmienił i zawartość ust wyleciała z pluskiem na chodnik. Początkowo nawet się przejęła, że trunek mu nie smakuje i coś się stało, ale gdy dotarły do jej uszu słowa Gryfona, powędrowała spojrzeniem w tym samym kierunku. I wtedy wyglądała, jakby dostała najlepszy prezent na świecie. Bo w gruncie rzeczy ona przecież bardziej lubiła czuć niż rozmyślać, przeżywać tak prawdziwie, a nie tylko w głowie. Lubiła skakać na głęboką wodę, tylko o tym zapomniała. Wydała z siebie westchnięcie, przesuwając palcami po skórze na jego ręku i stanęła przed nim, drugą dłoń kładąc na trzymanej przez niego butelce. - Drzewo możemy zostawić na później, a gdybym mogła ocenić Twoje zdolności przewodnicze, dostałbyś złotą gwiazdkę. To może mieć siedlisko dementorów na zapleczu, chociaż z tego akurat to nie powinnam się tak cieszyć.
Odpowiedziała z ekscytacją, zabierając butelkę i pociągając łyka, po czym ruchem zapytała, czy chce jeszcze łyka na odwagę, czy może chwilowo wepchnąć korek i schować ją do butelki. W jej spojrzeniu zdawały się tlić naprawdę duże, podekscytowane iskierki. Jakby dostała najlepszy prezent. Lubiła się bać. Niewiele myśląc, pociągnęła go w stronę sklepu i pewnie doszliby do końca, jednak zatrzymała się kilka kroków przed wejściem, spoglądając na niebo. - Powinniśmy zaczekać, aż będzie ciemno? No wiesz, większy dreszczyk i wtedy więcej paskudztw wychodzi. Całe szczęście, że to nie jezioro, bo jak matkę kocham, jestem pewna, że ten Kelpie się we mnie zakochał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Brewer

Student Gryffindor
Rok Nauki : III studencki
Wiek : 20
Czystość Krwi : 10%
Wzrost : 178 cm
C. szczególne : Blizny na całym ciele, które wychynęły po usunięciu wszystkich mugolskich tatuaży, runa agliz na lewym ramieniu, krwawa obrączka na palcu serdecznym prawej dłoni, blizna w kształcie błazeńskiej czapki na prawej piersi, trzy blizny przez całe plecy
Dodatkowo : Jasnowidzenie
Galeony : 2462
  Liczba postów : 1548
https://www.czarodzieje.org/t18375-maximilian-brewer
https://www.czarodzieje.org/t18475-listy-tradycyjne-maxa#526264
https://www.czarodzieje.org/t18474-max-nie-zaprasza#526263
https://www.czarodzieje.org/t18374-maximilian-brewer
https://www.czarodzieje.org/t18428-maximilian-brewer-dziennik#52
Zrujnowany antykwariat - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Zrujnowany antykwariat - Page 3 Empty


PisanieZrujnowany antykwariat - Page 3 Empty Re: Zrujnowany antykwariat  Zrujnowany antykwariat - Page 3 EmptySob 2 Lip 2022 - 15:16;

Przygody były po prostu w cenie. Max należał do osób, które nie znosiły siedzieć w miejscu, które zawsze musiały coś robić, musiały się czymś zajmować, nawet jeśli nie było to zbyt poważne i prowadziło do czegoś, co można byłoby uznać za całkowicie zjebane. Po prostu musiał być w ruchu, musiał zajmować się czymkolwiek, by nie próbować koncentrować swoich myśli na nieprzyjemnych odczuciach, z którymi nie był w stanie nic zrobić. Pochylanie się nad nimi nie przynosiło ulgi, a jedynie generowało kolejne problemy i wątpliwości. Tych miał zaś w swoim życiu zdecydowanie zbyt wiele, więc wolał zdecydowanie dawać się po prostu ponosić, wolał po prostu płynąć z prądem i odpierdalać rzeczy, o których nikt inny nawet by nie pomyślał.
- Mn, a co ta twoja dobra intuicja ci jeszcze podopowiada? - zapytał, wyraźnie zaciekawiony i trudno było powiedzieć, żeby stroił sobie z niej żarty. Nie powinien i nie odpierdalał podobnego szajsu, bo mimo wszystko sam opierał się na domysłach, przypuszczeniach i przeczuciach, sam widział rzeczy, których inni nie widzieli, zaś w jego wypadku intuicja była niesamowicie wręcz ważna. Wierzył zatem w to, że Yasmine była w stanie stwierdzić na podstawie swoich przeczuć to, czy tamto i nie zamierzał jej w niczym umniejszać, chociaż dla większości ludzi coś podobnego brzmiało zapewne, jak skrajne pierdolenie. Na pewno jednak nie dla niego, toteż potraktował to całkiem serio.
Na jej uwagę uśmiechnął się nieco tajemniczo, czując nieprzyjemny skręt żołądka, zatrzymując dla siebie tę prostą informację, że rzeczywiście był wróżbitą. Pewnie był zjebany, ale pamiętał, dokąd doprowadziły go wcześniejsze wyznania w tym temacie, wolał więc trzymać mordę na kłódkę i się nie wychylać. Przyznał zatem jedynie, że w istocie powinni być odważni i nic, dosłownie nic, nie powinno ich powstrzymywać, kiedy będą zdobywać góry od dupy strony, co samo w sobie było srogo popierdolone. Zaraz zresztą mógł z prawdziwą przyjemnością uznać, że dotarli na miejsce i uśmiechnął się zaczepnie do dziewczyny.
- Ależ możesz. Wytniesz mi pieczątkę z ziemniaka i odbijesz złotą farbę na czole. Liczy się? - odparł od razu, przekrzywiając lekko głowę, a jego uśmiech jedynie się poszerzył, potem zaś łypnął podejrzliwie stronę zniszczonego budynku, by postukać nos palcem, sprawiając wrażenie, że zastanawia się poważnie nad jej uwagą, nad wątpliwościami dotyczącymi niechcianych mieszkańców tej w chuj zjebanej rudery, do której właśnie zamierzali wejść.
- A w to akurat nietrudno uwierzyć - stwierdził, gdy wspomniała o kelpie i mrugnął do niej zaczepnie, po czym wyciągnął do niej rękę, unosząc w niemym pytaniu brwi. - Możemy też poczekać do zmierzchu w środku. Wypić całe wino, a potem ukryć się w jakiejś szafie i wystraszyć gówno, które będzie próbowało nas znaleźć. Co ty na to? Brzmi jak odpowiednio odważny plan? - zaproponował, a jego ciemne oczy błysnęły rozbawieniem, gdy zdał sobie sprawę z tego, jak bardzo zjebana była wyrażona przez niego myśl. Nie zamierzał jednak się tym przejmować, po prostu chcąc dobrze się bawić, niezależnie od tego, jak bardzo popierdolone mogły okazać się jego pomysły.

@Yasmine E. Swansea
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Yasmine E. Swansea

Student Gryffindor
Rok Nauki : I studencki
Wiek : 20
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 172cm
C. szczególne : -
Galeony : 428
  Liczba postów : 154
https://www.czarodzieje.org/t20911-yasmine-elena-swansea#669680
https://www.czarodzieje.org/t20931-gucci#670775
https://www.czarodzieje.org/t20929-yasmine-elena-swansea
Zrujnowany antykwariat - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Zrujnowany antykwariat - Page 3 Empty


PisanieZrujnowany antykwariat - Page 3 Empty Re: Zrujnowany antykwariat  Zrujnowany antykwariat - Page 3 EmptySob 16 Lip 2022 - 18:01;

Może nie znajdowali się w tym samym miejscu i mieli różne powody do ciągłego działania, nawet jeśli były to sprawy błahe i banalne, ale byli pod tym względem bardzo podobni. Jak to nastolatka, miała gorsze i lepsze momenty, a teraz zdecydowanie był ten słabszy i jej wewnętrzny kompas zdrowego rozsądku i bezpieczeństwa zwyczajnie nie działał. Bo i po co? Zawsze miała wytłumaczenie, gdy przychodziły konsekwencje: bo byli przecież młodzi, bo żyło się raz, bo potem nie będzie czasu, bo jeszcze tylko kilka lat mają na głupoty błędy, zanim zaczną boleć i mieć bardziej realny wpływ na codzienność. Nie myślała tu o konsekwencjach za morderstwo, ale tego chyba nie planowali, ale to Godryk jeden wiedział. Zresztą, brunetce było to absolutnie obojętne, co zrobią i czego nie zrobią, tak długo, jak nie tkwili w tym głupim zamku. Tematu jego wpływu na depresyjne myślenie wolała z Maxem nie poruszać. Potrząsnęła delikatnie głową, wracając do rzeczywistości i skupiając się na swoim towarzyszu oraz czekających na nich, wieczornych przygodach w jakimś podejrzanym sklepie.
- Kobieta bez tajemnic to jak niebo bez gwiazd Max, jak Ci teraz wszystko tak opowiem, to nie będzie tak fajnie. - wyjaśniła pół żartem, pół serio nie mogąc powstrzymać małego nawiązania do swojej ukochanej Astronomii. Ludzie zazwyczaj to wyśmiewali, przywykła do wymijających odpowiedzi. Nauczyła się też, że nie warto poruszać tematu horoskopów i zodiaków, wpływu planet oraz miesiąca urodzenia na charakter. Gasiła chęć wypowiadania się w tych tematach tak długo, że zostawiła te zainteresowania dla siebie, mając już dość uśmiechów w odpowiedzi na kpiny i niedowierzanie. Świat był przecież zbyt kurwa współczesny i nowoczesny, pozbawiony tajemnic, żeby w to wierzyć. Ona jednak nie była, a dla bystrego oka — paciorki na bransoletkach mogły o tym świadczyć. - Twoja intuicja też coś mówi?
Zapytała jeszcze kilka kroków, zanim zatrzymali się przed opuszczonym sklepem. Wyglądał nędznie, ale potłuczone szkło odbijające niknące już promienie słońca, poniszczone księgi na podłodze i obdrapany blat sklepowy czy resztki półek dawały temu wszystkiemu jakieś magii. Może gra cieni sprawiała, że ta tajemnicza aura trafiła do jej gustu. Obserwowała właśnie jakiś bluszcz próbujący rozrosnąć się na spróchniałej desce przy oknie, gdy wspominał o ziemniaku i złotej gwiazdce, a ona parsknęła śmiechem na samo wyobrażenie Gryfona z tym dodatkiem na czole i do tego w akompaniamencie złotej wstążeczki za dobre sprawowanie, która znikąd pojawiła się przy lewym uchu. - Można użyć farbki świecącej w ciemności, wtedy jak pójdziesz w mroczny korytarz, to będziesz jak ta gwiazda na niebie. A jak skądś spadniesz — ze stołka na przykład, bo nie z miotły czy z parapetu, nie myśl sobie, że źle Ci życzę, to będziesz jak ta spadająca od spełniania życzeń!
Pomysł ten miał wiele zastosowań i bardzo się jej spodobał. Patrzyła na niego wciąż rozbawiona i uśmiechnięta, całkiem zapominając o ewentualnych zagrożeniach płynących z wnętrza antykwariatu. Jeśli był w nim bogin, to mógł się wystraszyć tego śmiechu i sobie pójść, co było pozytywną plątaniną myśli. Kompletnie nie zrozumiała podstaw do zakochania się w niej przez Kelpie, więc na chwilę tylko uniosła brew i pokręciła głową, machając na niego ostentacyjnie dłonią, zanim zacisnęła palce na jego ręku i pociągnęła go do środka, wyraźnie aprobując jego pomysł. - Tam za tym drewnianym szynkiem zawsze jest dużo miejsca, można pod nim usiąść i nikt nas nie zobaczy. Chyba że znajdziemy starą szafę w środku, ale może być w niej Bogin, Wampir albo jakieś inne ustrojstwo, więc zwiększymy ryzyko. Myślisz, że ten lokal ma piwnice i może być w niej ghul?
Zaproponowała i zapytała jednocześnie, czując, jak stare deski skrzypią pod ich stopami. Panował tu zapach stęchlizny oraz wilgoci, być może nawet odór rozkładającego się w podłodze szczura. Miejsce to sprawiało, że dało się słyszeć fantomowe (lub nie) drapanie o drzwi czy skrzypienie okiennic gdzieś na tyłach. Po ciele przeszedł ją dreszcz i obróciła gwałtownie głowę na lewo, gdy jakaś mysz przebiegła po regale, zrzucając książkę — nie wydała z siebie jednak żadnego dźwięku czy charakterystycznego dla dziewcząt pisku, a jej oczy zabłysły podekscytowane. Tak długo, jak nie widziała olbrzymich pająków, to trudno było ją przestraszyć. Obróciła się przodem do Maxa, wbijając spojrzenie w jego oczy. - Fort pod blatem czy szafa? Mamy chyba godzinę, zanim się ściemni i aż półtorej butelki wina, to ważna decyzja strategiczna, skąd rozpoczniemy podbój.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Brewer

Student Gryffindor
Rok Nauki : III studencki
Wiek : 20
Czystość Krwi : 10%
Wzrost : 178 cm
C. szczególne : Blizny na całym ciele, które wychynęły po usunięciu wszystkich mugolskich tatuaży, runa agliz na lewym ramieniu, krwawa obrączka na palcu serdecznym prawej dłoni, blizna w kształcie błazeńskiej czapki na prawej piersi, trzy blizny przez całe plecy
Dodatkowo : Jasnowidzenie
Galeony : 2462
  Liczba postów : 1548
https://www.czarodzieje.org/t18375-maximilian-brewer
https://www.czarodzieje.org/t18475-listy-tradycyjne-maxa#526264
https://www.czarodzieje.org/t18474-max-nie-zaprasza#526263
https://www.czarodzieje.org/t18374-maximilian-brewer
https://www.czarodzieje.org/t18428-maximilian-brewer-dziennik#52
Zrujnowany antykwariat - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Zrujnowany antykwariat - Page 3 Empty


PisanieZrujnowany antykwariat - Page 3 Empty Re: Zrujnowany antykwariat  Zrujnowany antykwariat - Page 3 EmptySob 16 Lip 2022 - 19:28;

Błędy mogli popełniać do końca życia, a ktoś taki, jak Max, z całą pewnością będzie popełniał je w jebaną nieskończoność. Był człowiekiem, który właściwie żył w jednym, jebanym gównie, ciągle miotając się pomiędzy problemami, z jednych wychodząc, tylko po to, by już po chwili wpadać w kolejne. Wyglądało to dosłownie tak, jakby nieustannie kręcił się na karuzeli, jedynie spadając z jednego wagonika na drugi, trafiając to raz na lepsze, raz na gorsze miejsce, nie wiedząc zupełnie, dokąd zmierzał. To oczywiście mogło się zmienić, ale na razie nic na to nie wskazywało, zupełnie, jakby naprawdę nie mógł nic na to poradzić, jakby po prostu był skazany na wieczne brodzenie w rowie pełnym kurewskiego błota.
- Niebo bez gwiazd? Tego jeszcze nie słyszałem, ale brzmi dostatecznie poetycko, żeby móc się tego trzymać - stwierdził prosto, uśmiechając się do niej lekko, na znak, że właściwie podobało mu się to porównanie, dziwnie odświeżające, choć jednocześnie nie mające aż tak wielkiego sensu, jak mogłoby się wydawać. Nie zmieniało to jednak prostego faktu, że naprawdę przypadło mu do gustu i nie zamierzał tego odrzucać, czy robić czegoś podobnego. Zaraz jednak zmarszczył lekko brwi, robiąc taką minę, jakby się nad czymś bardzo głęboko zastanawiał.
- Że będziemy się świetnie bawić - stwierdził ostatecznie, udzielając tym samym odpowiedzi na jej pytanie, a później zatrzymali się przed sklepem, podziwiając to, co z niego zostało, a nie było tego jakoś szczególnie dużo. Miało to jednak w sobie jakąś pojebaną moc przyciągania, coś, czego nie dało się dokładnie opisać, coś, co po prostu się czuło i Max doskonale wiedział, że nie odejdzie stąd tak po prostu, że nie stchórzy albo nie machnie na to ręką. W końcu mieli przed sobą prawdziwą przygodę, a tego nie należało ignorować, tym bardziej że zamierzali przecież bawić się do upadłego, robiąc coś, co może nie było do końca bezpieczne. Nie zmieniało to jednak faktu, że było niesamowicie pociągające, a od takich rzeczy Gryfon nie uciekał.
- Dobrze, niech będzie w takim razie farba świecąca w ciemności, jestem pewien, że zrobiłabyś ze mnie za jej pomocą prawdziwą gwiazdę - odparł, parsknąwszy z ubawieniem na jej uwagi, zastanawiając się, jakim cudem mógłby stać się jakąś spadającą gwiazdą, ale nie zamierzał tego głośno komentować. Były ostatecznie rzeczy, o jakich lepiej było nie gadać, bo chuj wiedział, co mogło z tego gówna wtedy wyjść i do czego mogło to doprowadzić, a on naprawdę nie potrzebował, by dookoła niego działy się jeszcze bardziej popierdolone, niż do tej pory, rzeczy.
Maxowi podobało się podejście dziewczyny do całej tej sprawy, więc uśmiechnął się lekko na wszystkie jej propozycje, sugestie i uwagi, dodając od razu, że był przekonany, iż pod antykwariatem znajdowała się piwnica, w niej zaś zapewne siedziało jakieś pojebane gówno, które gotowało się do tego, żeby ich zeżreć. Właściwie to nawet był gotowy to sprawdzić, gdyby nie to, że pomysł z fortem nieoczekiwanie tak przypadł mu do gustu, że zaśmiał się ciepło i tym razem to on pociągnął Yasmine za sobą, by faktycznie zbliżyć się do szynku. Zajrzał za niego, upewniając się, że było tam dostatecznie wiele miejsca dla nich obojga i mrugnął do dziewczyny, ostatecznie klękając na podłodze.
- Fort jest wspaniałym pomysłem, jak skądś coś wylezie, to będziemy mieli się za czym schować, a przy okazji możemy zorientować się, co się tutaj znajduje, nie zwracając na siebie aż tak wielkiej uwagi. Jak… bo ja wiem? Żołnierze w wykopach, czy coś - stwierdził ostatecznie, wzruszając lekko ramionami, ale naprawdę wizja ta przypadła mu do gustu i liczył na to, że będą się dalej dobrze bawić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Yasmine E. Swansea

Student Gryffindor
Rok Nauki : I studencki
Wiek : 20
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 172cm
C. szczególne : -
Galeony : 428
  Liczba postów : 154
https://www.czarodzieje.org/t20911-yasmine-elena-swansea#669680
https://www.czarodzieje.org/t20931-gucci#670775
https://www.czarodzieje.org/t20929-yasmine-elena-swansea
Zrujnowany antykwariat - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Zrujnowany antykwariat - Page 3 Empty


PisanieZrujnowany antykwariat - Page 3 Empty Re: Zrujnowany antykwariat  Zrujnowany antykwariat - Page 3 EmptySob 16 Lip 2022 - 20:56;

Przyznałaby mu rację, bo przecież byli tylko ludźmi, ale dorosłym dużo mniej błędów wybaczano. Yasmine chyba nie była w najlepszym momencie swojego życia do tak poważnych i trudnych rozmów o przyszłości, która przecież zmieniała się z każdą podjętą przez nich w teraźniejszości decyzją. Nie było sensu gdybać nad tym, jak i nad tym, co było, tracąc przy tym chwilę obecną — zwłaszcza gdy ta zapowiadała się tak wspaniale! W jej głowie pojawiały się scenariusze dotyczącego tego, co mogło ich w antykwariacie spotkać, czasem przesadzone i zmyślne, jak wielki bazyliszek wychodzący ze zrujnowanej toalety lub para dementorów buszująca po strychu, bo nie chcieli wracać do Azkabanu. Nie miała przecież pojęcia, jak wysoko błoto sięgało kostek Maxa i że chłopak miał dar jasnowidzenia, który przecież był tak fascynującym, jak i niebezpiecznym prezentem od losu. Niewielu było prawdziwych wróżbitów.
- Poetycka Yasmina, no tego jeszcze nie grali. - parsknęła śmiechem na samą siebie, kręcąc głową, a jednocześnie czując delikatne rumieńce na policzkach od komentarza bruneta, bo chyba jeszcze nikt nie uznał tego za coś ładnego, a nie głupiego i nawiązującego do eterycznych bzdur, jak to wszyscy uważali. Jak gdyby nigdy nic zgarnęła jednak kosmyk włosów za ucho i obserwowała go w milczeniu po zadaniu tego samego pytania, co Gryfon jej wcześniej. Twarz zdominowała mu taka konsternacja, że aż się zaniepokoiła i aż trąciła go łokciem na jego stwierdzenie z krótkim parsknięciem śmiechu na te dramatyczną pauzę przed tak oczywistą rzeczą. - Do tego to nawet przychylności gwiazd nie potrzebujemy! Takie miejsca, jak znalazłeś to sama dobra zabawa, przygody i może jak Ci.. No, co na statkach pływali kiedyś? Piraci, o! Znajdziemy skarby!
Zauważyła z optymizmem, sięgając pamięcią gdzieś w jej odmęty. Miała mugolską przyjaciółkę w starej szkole i było całkiem zafascynowana światem osób, które nie miały w kieszeniach różdżek, które rozwiązywały problemy jednym machnięciem. Uważała, że są niesamowici i ciekawi, a przez to nigdy nie interesowała się nazwiskami i czystością krwi, nawet będąc Swansea. Wnętrze sklepu obskurne i śmierdzące wydawało się brunetce czymś cudownie świeżym. Krew zaczęła szybciej wędrować po żyłach od podekscytowania, które nie miało nic wspólnego z wypitym wcześniej winem. Zdawała sobie sprawę, jak wiele pajęczyn tkwiło pod sufitem czy w rogach starych, pękniętych półek, ale ich mieszkańcy nie byli rozmiaru dłoni, nie stanowili więc w jej mniemaniu zagrożenia. - Przecież już nią jesteś, nawet nie zdajesz sobie sprawy.
Odpowiedziała pewnym głosem, wciąż chichocząc na wyobrażenie tej kokardy pod kolor świecącej na neonowy, żółty kolor gwiazdki połyskującej z Maxowego czoła. Całe szczęście nie uznał, że życzyła mu upadku z czegoś z tym tekstem o spadających ciałach niebieskich, co było znaczną ulgą. Nie doszukiwał się w słowach drugiego dna.
Myślała, że w najlepszym wypadku wyśmieje propozycję fortu, ale aż oczy jej zabłysły na entuzjazm do tego nieco dziecinnego i uroczego pomysłu, który wyszedł jej z ust bez pomyślunku. Jak większość, bo robiła, zanim myślała w osiemdziesięciu pięciu procentach wypowiadanych słów. Szynk okazał się schronem idealnym i przestronnym, niemalże otoczonym, a przewrócony stołek nieopodal przypominał wieżę. Nasunęło to jej pomysł, więc gdy opadła na podłogę obok niego, zdjęła torbę z ramienia.
- Tylko się nie śmiej, jak wybuchniemy, żołnierzu. - mruknęła prędko, podchwytując porównanie, chociaż nie bardzo umiała sobie to wyobrazić. O mugolskich wojnach wciąż nie miała wielu informacji. Wyjęła jednak swoją bluzą i różdżkę, zaciskając palce na rękojeści. - Musimy się przygotować, przyda się trochę odciąć od reszty sklepu. Może jakaś mantykora wyjdzie zza zaplecza. - wyjaśniła jeszcze, wykonując odpowiedni ruch i rzucając zaklęcie powiększające. Bluza zakołysała się i zrobiła w powietrzu ósemkę, jednak nic się nie zmieniło. Brew jej drgnęła, jednak nie poddała się i spróbowała raz jeszcze ze znacznie większym przekonaniem, że musi się udać. Element ubioru urósł do rozmiarów największego, sklepowego koca. - Perfekcyjnie. - kiwnęła na siebie głową, odkładając na chwilę patyk i wstając. Przygotowała ścianę fortu tak, że wejście znajdowało się odrobinę po prawej przy stołkowej wieży, a cała reszta była zakryta. Wczołgała się do środka, siadając pod szynkiem i opierając od drewno za plecami, wyjęła dwie butelki wina — tą do połowy spitą wyjmując z papierka, który rozłożyła na podłodze. Położyła tam po dyniowym paszteciku i paczkę kulek z truskawkowym musem — po omacku, kierując się szelestem papierka, bo wewnątrz kryjówki było dość ciemno. Złapała więc za różdżkę raz jeszcze, rzucając lumos — które miała wyjątkowo dobrze opanowane, co w przypadku zaklęć i Yasmine nie zdarzało się zbyt często. Wątłe, błękitne światło rozproszyło mrok, a ona wetknęła ją w dziurę w drewnie tak, że robiła za latarkę. - No, chociaż Cię widzę! Możemy zacząć nasze przygotowania do walki, prawdziwie romantyczne. Mamy prowiant, alkohol. Nie mamy chyba tylko papierosów, bo żołnierze sporo palą, co?


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Brewer

Student Gryffindor
Rok Nauki : III studencki
Wiek : 20
Czystość Krwi : 10%
Wzrost : 178 cm
C. szczególne : Blizny na całym ciele, które wychynęły po usunięciu wszystkich mugolskich tatuaży, runa agliz na lewym ramieniu, krwawa obrączka na palcu serdecznym prawej dłoni, blizna w kształcie błazeńskiej czapki na prawej piersi, trzy blizny przez całe plecy
Dodatkowo : Jasnowidzenie
Galeony : 2462
  Liczba postów : 1548
https://www.czarodzieje.org/t18375-maximilian-brewer
https://www.czarodzieje.org/t18475-listy-tradycyjne-maxa#526264
https://www.czarodzieje.org/t18474-max-nie-zaprasza#526263
https://www.czarodzieje.org/t18374-maximilian-brewer
https://www.czarodzieje.org/t18428-maximilian-brewer-dziennik#52
Zrujnowany antykwariat - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Zrujnowany antykwariat - Page 3 Empty


PisanieZrujnowany antykwariat - Page 3 Empty Re: Zrujnowany antykwariat  Zrujnowany antykwariat - Page 3 EmptyNie 17 Lip 2022 - 20:42;

Prawdziwy wróżbita, jak z koziej dupy trąba. Max miał przed sobą jeszcze niesamowicie długą i wyboistą drogę, jeśli naprawdę chciał zapanować nad swoim darem, jeśli chciał zrobić coś, żeby jasnowidzenie faktycznie było czymś przydatnym, a nie miotało nim po całej okolicy, co chwila zmieniając jego stan zdrowia, wywołując u niego mdłości i cały szereg innych atrakcji. Po tym roku radził sobie o wiele lepiej, przyjmował wizje ze spokojem, godząc się na nie, rozumiejąc, że nie może ich od siebie odsuwać i to zapewniło mu względny spokój w tym wszystkim, co mu wtedy towarzyszyło, choć jednocześnie, co nie ulegało wątpliwości, nadal był mocno popierdolony i miał całkiem sporo problemów, jakich nie dało się na razie opanować. Wiedział, że miał w Wielkiej Brytanii ludzi, którzy byli skłonni mu pomóc, ale nie miał na razie okazji się do nich udać i nawet nie wiedział, jak prowadzić dalej rozmowy. To jednak nie była kwestia na ten moment, bo po prostu zamierzał się dobrze bawić.
- Bo ja wiem? Wydaje mi się, że właśnie doświadczamy przychylności gwiazd, które pozwoliły nam znaleźć się dzisiaj w tym właśnie miejscu - stwierdził, dodając, że tym razem akurat to jego znajomi go tutaj poprowadzili, a nie gwiazdy, ale tym zdarzało się w spółce z losem kierować jego decyzjami życiowymi i tym, co właściwie robił. Jak na przykład zapierdalanie z samego rana z zamku do wioski, żeby uratować kogoś, kto próbował targnąć się na swoje życie. Uśmiechnął się krzywo, przelotnie, na to wspomnienie i odsunął je pospiesznie gdzieś na dalszy plan, nie chcąc się w tym gównie za bardzo babrać.
- Żebyśmy byli dobrymi piratami, potrzebowalibyśmy jeszcze mapy skarbu. Jeśli taką masz, to lepiej przyznaj się od razu - powiedział jeszcze, kiedy znaleźli się już w sklepie, a później uśmiechnął się lekko, mając wrażenie, że mimo wszystko dziewczyna dobrze bawiła się w jego obecności. To mu odpowiadało, chociaż właściwie wcale jej nie znał, bo liczyło się to, żeby po prostu dobrze się bawić, nawet jeśli wiązało się to z różnego rodzaju szaleństwami i rzeczami, które większość osób uznałaby właściwie od razu za zjebane i w chuj niebezpieczne.
Nie komentował tej uwagi o gwieździe, podobnie, jak ona wcześniej uwagi na temat kelpie, uznając, że pewne rzeczy mogą pozostawić po prostu takimi, jakie były, bez zbędnego zagłębiania się w to, co kryło się pod pewnymi wyrażeniami. Nie należał do osób, które szukałyby nieustannie drugiego dna, albo próbowały zrozumieć coś, co pozornie nie było w ogóle do zrozumienia. Płynął przed siebie, można nawet powiedzieć, że po prostu dryfował, dając się unosić, dając się kierować czemuś, na co nie miał najmniejszego wpływu. Być może było mu łatwiej dlatego, że wiedział, iż przyszłość była czymś zupełnie nieprzewidywalnym i zmieniała się, zależnie od jednego uśmiechu, zależnie od jednego tylko kroku.
Spodobało mu się to, że podchwyciła jego porównania, a potem przez chwilę obserwował ją w milczeniu, starając się zrozumieć, co właściwie robi. Kiedy już zniknęli pod kocem, Max zaśmiał się cicho, mając wrażenie, że wszystko w nim musuje, zupełnie jak bąbelki od szampana, które zdawały się unosić w całym jego ciele, ulatując uszami, nosem i każdym porem skóry. Podobało mu się to, co właśnie odpierdalali, bez większego pomyślunku, bez zastanawiania się, czy za chwilę coś nie spierdoli się im na łeb z fasonem albo czy nie wdepną w jakieś gówno. Poza tym takie siedzenie w forcie przypominało mu prawie całkiem zapomniany czas, gdy był jeszcze uważany za normalnego, to zaś powodowało, że nie miał najmniejszej ochoty wyłazić z tej kryjówki.
- Za kogo ty mnie masz - parsknął, sięgając do kieszeni spodni, z której oprócz paczki papierosów wydobył również talię kart tarota, którą nadal ze sobą nosił. Miała teraz jednak dla niego zupełnie inne znaczenie, niż dawniej i traktował ją bardziej, niczym wierną towarzyszkę, która była w stanie pomóc mu, gdy tylko tej pomocy faktycznie potrzebował, gdy tylko musiał znowu stanąć na nogach, ostatnio zaś bywało z tym trudno. - Bardzo proszę, możemy teraz obmyślić strategię na wszystkie zjebane potwory, jakie na pewno kryją się w tym sklepie oraz zdecydować, którego z nich jako pierwszego pozbawić życia!

@Yasmine E. Swansea
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Zrujnowany antykwariat - Page 3 QzgSDG8








Zrujnowany antykwariat - Page 3 Empty


PisanieZrujnowany antykwariat - Page 3 Empty Re: Zrujnowany antykwariat  Zrujnowany antykwariat - Page 3 Empty;

Powrót do góry Go down
 

Zrujnowany antykwariat

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 3Strona 3 z 3 Previous  1, 2, 3

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Zrujnowany antykwariat - Page 3 JHTDsR7 :: 
Dolina Godryka
 :: 
Centrum miasteczka
-