Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 Droga do Doliny Godryka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 2 z 2 Previous  1, 2
AutorWiadomość


László Magyar

Absolwent Gryffindoru
Wiek : 42
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 1086
  Liczba postów : 190
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11690-laszlo-magyar
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11735-laszlo-magyar
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11736-wegierski-tajfun-8
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11734-laszlo-magyar
Droga do Doliny Godryka - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Droga do Doliny Godryka - Page 2 Empty


PisanieDroga do Doliny Godryka - Page 2 Empty Droga do Doliny Godryka  Droga do Doliny Godryka - Page 2 EmptyCzw Sty 21 2016, 16:06;

First topic message reminder :


DROGA DO DOLINY GODRYKA


Wychodząc z leśnej drogi, która była nieprzyjemna dla stóp wędrowców, natrafiamy na bruk. Kostka ułożona była w taki sposób, jakby zwykły człowiek ustawiał ją z niesamowitą precyzją, konsekwencją i cierpliwością. Za pomocą magii jednak cała droga powstała w kilka chwil. Kolorowy bruk ułozony został we wzory i napisy, które od razu napełniały optymizmem. Zwiastują one bowiem fakt, iż Dolina Godryka znajduje się niedaleko. Wystarczyło kilka minut marszu lub nawet mniej, jeśli używało się innego środka transportu, a miasteczko czarodziejów zachwycało swoim klimatem. Droga jednak nie zawsze jest spokojna. Tylko niewielki jej skrawek otoczony jest drzewami, dlatego też niekiedy wiatr potrafi być silniejszy niż można by się tego spodziewać, a w konsekwencji można stracić nakrycie głowy, czy co bardziej chudego skrzata domowego. Oczywiście jesteśmy w świecie czarodziejów, więc wiatr jest naszym najmniejszym zmartwieniem.

Uwaga!
Wchodzisz tu na własną odpowiedzialność! Kostki, które tu wyrzucisz mogą ci dać bardzo duży potencjał magiczny, niesamowite przedmioty itp. Jednak możesz też zachorować na nieznaną chorobę, poważnie się poranić lub stracić dużo pieniędzy.
Zanim rzucisz kostką, upewnij się, że znasz zasady wynikające z rzutu.


1 -  Idąc przed siebie zauważasz błysk na poboczu. Podchodzisz doń zaciekawiony i wyciągasz rękę by sięgnąć po tajemnicze świecidełko. Kiedy twoje palce dotykają powierzchni przedmiotu z ulgą stwierdzasz, że jest to zimny kawałek metalu, a nie ukryty stworek. Podnosząc znalezisko widzisz...
Spoiler:

2 - Szedłeś spokojnie do miasteczka, kiedy ni stąd ni zowąd rozmyślania przerwało Ci donośne burczenie w brzuchu. Chcąc coś szybko zjeść, rozglądasz się dookoła. Pomiędzy drzewami znajdujesz niewielką kolonie grzybków. Chcąc spróbować, czy nie są przypadkiem trujące, dotykasz je koniuszkiem języka by wyczuć goryczkę. Niestety, ale w tym momencie zachorowałeś na Groszopryszczkę.
Spoiler:

3 - W krzakach na poboczu usłyszałeś jakieś szmery. Jako dzielny mag idziesz sprawdzić co to jest w nadziei, że spotkasz jakieś niebezpieczne stworzenie. Z ekscytacji drżysz, a gdy zaglądasz w krzew... Okazuje się, że to zwykły królik, piekielnie czegoś przestraszony. Kiedy się odwracasz, widzisz tylko wielki kij lecący w stronę twojego brzucha. Czerwony kapturek zaczął okładać Cię swoją lagą, a przez zaskoczenie nie byleś w stanie nic zrobić. Kiedy sobie poszedł stanąłeś przed wielką niewiadomą. Twoja różdżka...
Spoiler:

4 - Kiedy szedłeś brukiem, niespodziewanie zaczął cię uciskać pęcherz. Chcąc iść na stronę oddalasz się od gościńca w poszukiwaniu chociaż namiastki prywatności. Kępy trawy i patyki nie pozwoliły Ci zauważyć dziury, w którą wpadłeś zaskoczony. W dziurze nie byłeś sam, ponieważ mogłeś zauważyć też węża. Gad przyglądał Ci się, ale nie atakował. Stałeś chwilę wpatrzony w niego słuchając syków.
Spoiler:

5 -  - DRĘTWOTA! - usłyszałeś tylko, kiedy zza drzewa wystrzelił w Ciebie czerwony promień. Przyglądałeś się jak młody, niezadbany czarodziej odbiera Ci pieniądze, a na do widzenia kopie Cię jeszcze w twarz. Po przebudzeniu brakuje Ci 50 galeonów, ale z całą pewnością coś zyskałeś.  
Spoiler:

6 - Kiedy z głowa w chmurach przemierzałeś okolicę, nagle usłyszałeś czyjś pisk. Jako skory do pomocy obywatel wyciągnąłeś różdżkę i popędziłeś na pomoc w stronę hałasu. Kiedy dotarłeś na miejsce twoim oczom ukazała się chmara Chochlików kornwalijskich, które napastowały dziecko. Kilka sprawnych ruchów i udało Ci się przegonić stworzonka tym samym ratując ofiarę. Łzom i podziękowaniom nie było końca, a Ty jesteś bogatszy o nowe doświadczenie.
Spoiler:

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość


Maximilian Felix Solberg

Dorosły czarodziej
Rok Nauki : VII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : leworęczność, dupa nie zaklęciarz, Znak zorzy w postaci czerwonej kreski na palcach lewej dłoni, tatuaż kojota na lewym ramieniu,Telepatyczne połączenie z Brewerem
Galeony : 1083
  Liczba postów : 9649
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18542-relacje-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Droga do Doliny Godryka - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Droga do Doliny Godryka - Page 2 Empty


PisanieDroga do Doliny Godryka - Page 2 Empty Re: Droga do Doliny Godryka  Droga do Doliny Godryka - Page 2 EmptyPią Kwi 29 2022, 11:30;

Może i lepiej, że Joshua nie przypomniał tamtego wydarzenia, bo Max zareagowałby niewiele inaczej niż wtedy. Oczywiście chłopak sporo dojrzał ostatnimi czasy, ale nie żałował dobrej zabawy, która nikomu nie szkodziła, a z Tori dzięki temu wszystkiemu nawiązał naprawdę bliską i wyjątkową relację, której za nic w świecie by nie oddał.
-Oj to naprawdę wiele Pana ominęło. Tylko pozazdrościć. - Mruknął z widocznym skrzywieniem na twarzy wspominając ile rzeczy od tego czasu się zjebało. Był ciekaw, czy Chris, o którym mówił mężczyzna jakkolwiek mógł być tym Chrisem, ale nie wypytywał. Jakby nie było nie byli sobie na tyle bliscy, choć ostatnio kadra Hogwartu zaczęła lubować się w ślubach. -Gdyby Pan chciał mogę kiedyś Panu wszystko poopowiadać. - Zaproponował, choć nie spodziewał się, by Walsh chciał usiąść z nim przy kawie i słuchać tych wszystkich popierdolonych opowieści.
Temat wyjebania Maxa ze szkoły był skomplikowany i nie lubił się w niego za mocno zagłębiać. Słysząc jednak słowa Joshuy, nie potrafił się powstrzymać i wybuchnął śmiechem.
-Podejrzewa Pan? Porzućmy te uprzejmości, obydwaj wiemy, że lista moich przewinień ciągnie się jak stąd do Meksyku i powinni zrobić to już dawno temu. - Nie był idiotą, wiedział że nieźle sobie nagrabił za czasów szkolnych i nie miał najmniejszego zamiaru udawać, że jest inaczej. -Nie wiem, czy chcę wracać. To dość skomplikowany temat dla mnie, choć Beatrice, wciąż upiera się, że powinienem. - Przyznał, gasnąc nieco. Czas upływał, a on wciąż nie podjął decyzji w tej sprawie. Przemilczał już taktownie temat patronusa, bo jakoś nie chciał się jeszcze bardziej dołować swoim brakiem zdolności magicznych w tych ponurych czasach.
Nie był zdesperowany. Owszem, miał wiele znajomych, którzy grali już profesjonalnie, ale jakby nie było to Walshowi zawdzięczał większość tego, co potrafił na boisku i na jego lekcje zawsze czekał ze zniecierpliwieniem.
-Tak, tak. Wciąż latam na Piorunie Siódemce. A raczej, posiadam Pioruna Siódemkę. - Poprawił się szybko, bo dawno nie wznosił się w powietrze na sprzęcie, na który wydał nie małą fortunę. -Panu pewnie najbardziej odpowiada jakiś weekend? Akurat wyjeżdżam na kilka dni, jak wrócę napiszę do Pana. Dziękuję bardzo. - Uśmiech pojawił się na jego twarzy, a w oczach zabłysło coś na kształt nadziei. Ciężko było nie zauważyć jego piętnastokilogramowej niedowagi, ale miał nadzieję, że przy odpowiednim wsparciu da radę wrócić jeszcze kiedyś do formy.

______________________



 
I thought that I could walk away easily
But here I am, falling down on my knees
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Joshua Walsh

Nauczyciel
Wiek : 36
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 193cm
C. szczególne : obrączka z muszli, trzy blizny na lewej stronie twarzy od czoła po lekkim skosie w dół przez oko, nos i usta
Galeony : 3584
  Liczba postów : 1513
https://www.czarodzieje.org/t18077-joshua-walsh
https://www.czarodzieje.org/t18086-poczta-profesora-walsha#514412
https://www.czarodzieje.org/t18084-joshua-walsh#514388
https://www.czarodzieje.org/t18300-joshua-walsh-dziennik#520887
Droga do Doliny Godryka - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Droga do Doliny Godryka - Page 2 Empty


PisanieDroga do Doliny Godryka - Page 2 Empty Re: Droga do Doliny Godryka  Droga do Doliny Godryka - Page 2 EmptyWto Maj 03 2022, 13:31;

Joshua spojrzał na chłopaka, jakby chciał powiedzieć, że zdecydowanie nie chce słuchać o jego wybrykach, ale zaraz pokręciło lekko głową, stwierdzając, że może kiedyś chętnie posłucha. Zdecydowanie jednak nie chciał rozmawiać o tym w tej chwili, a szczególnie gdy wypłynął temat Higwartu. Owszem, nie mógł zaprzeczyć, że w gruncie rzeczy Solberg powinien być wyrzucony o wiele wcześniej, a jednak nie potrafił przestać myśleć, że dyrektor mógłby w obecnych okolicznościach zmienić zdanie, gdyby tylko Max okazał prawdziwą skruchę. Gdyby rzeczywiście skupił się na nauce i przestrzeganiu zasad, zamiast znów szukać sposobów na obejście ich, pogrążając siebie coraz bardziej. Jednak coś w słowach byłego ucznia sprawiło, że Walsh jedynie pokręci głową, uśmiechając się lekko, samym kącikiem ust.
- Nie myśl o tym, czego chcieliby inni od ciebie, jakie mają wobec ciebie oczekiwania, ale skup się na tym, co ty chcesz robić. Studia... Nie zawsze są potrzebne. W zależności od twoich dalszych planów, od tego, co chciałbyś osiągnąć. Studia mogą pomóc, jeśli potrzebujesz gdzieś wykazać się odpowiednim wykształceniem, no i Hogwart ma potężną bibliotekę... Jednak czasem studia mogą tak naprawdę jedynie przeszkodzić. Po prostu zastanów się na spokojnie nad tym, co chcesz dalej zrobić i jeśli wrócisz na studia, zrób to tylko i wyłącznie dla siebie. No i przestrzegaj zasad - powiedział spokojnie, wzruszając lekko ramionami. Nie uważał nigdy, żeby studia były niezbędne do życia, do znalezienia pracy, do spełniania siebie w jakimkolwiek znaczeniu. Jeśli miał być szczery, żałował trzech lat na studiach, gdy mógł po prostu grać zawodowo w drużynach, albo wtedy podróżować po świecie, promując quidditch. Stracił trzy cenne lata i być może z tego powodu wszystko ułożyło się w taki, a nie inny sposób, choć nie mógł powiedzieć, żeby żałował. Ostatecznie w innym wypadku być może wciąż byłby singlem, bez większej radości z latania na miotle, niż miał teraz.
- Weekend, albo wcześniej umówiony wieczór, choć latanie po zmroku w tych okolicznościach nie jest zbyt rozsądne. Powiedz mi jeszcze, czy jest coś, na czym chciałbyś się wpierw skupić? Muszę jednak zaplanować trening dla ciebie, a to inna zabawa niż prowadzenie lekcji - odparł, uśmiechając się szeroko i po błysku w jego spojrzeniu można było łatwo wywnioskować, że naprawdę cieszył się na trening. Dodatkowo nie zamierzał być w żaden sposób delikatny, skoro nie mieli trenować jako nauczyciel - uczeń. Cieszył się również, że Maximilian miał wciąż swoją miotłę, jednocześnie myśląc o tym, że będzie musiał kupić sobie kilka dodatkowych modeli, aby móc uczyć tych, którzy nie posiadali jeszcze własnej.

@Maximilian Felix Solberg
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Felix Solberg

Dorosły czarodziej
Rok Nauki : VII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : leworęczność, dupa nie zaklęciarz, Znak zorzy w postaci czerwonej kreski na palcach lewej dłoni, tatuaż kojota na lewym ramieniu,Telepatyczne połączenie z Brewerem
Galeony : 1083
  Liczba postów : 9649
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18542-relacje-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Droga do Doliny Godryka - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Droga do Doliny Godryka - Page 2 Empty


PisanieDroga do Doliny Godryka - Page 2 Empty Re: Droga do Doliny Godryka  Droga do Doliny Godryka - Page 2 EmptySro Maj 04 2022, 10:02;

Nie chciał do końca opowiadać o własnych wybrykach, a bardziej o całym gównie, jakie od tamtego czasu zalało Wielką Brytanię. Raczej nie był fanem chwalenia się własną głupotą przed większością ludzi, a że z Walshem nigdy nie miał przesadnie bliskich stosunków, to też nauczyciel nie był kimś, do którego Max zgłaszałby się w najsłabszych momentach swojego życia. Dzięki temu miotlarz nie był na szczęście świadom, jak wiele problemów z używkami, czy własną psychiką chłopak posiadał. Teraz dopiero uderzył go fakt, że Joshua był przecież rodziną Felka. Czy wiedział, że chłopacy nie byli już razem? Czy Feli cokolwiek mu mówił? Gdy tylko te myśli pojawiły się w młodej głowie, uśmiech Maxa zbladł i chłopak nie potrafił już myśleć o czymkolwiek innym. Zrobił się nieco bledszy, ale wciąż starał się słuchać, co Josh miał do powiedzenia i musiał przyznać, że jego słowa mocno nastolatka zaskoczyły.
-Tu jest problem, bo... Zresztą, nie ma to teraz znaczenia. Ma Pan rację, powinienem skupić się na tym, czego sam chcę, po prostu nie jest to takie proste. - Powiedział zgaszony, a jednocześnie zrobiło mu się nieco lżej. Pierwszy raz ktoś nie próbował namówić go na powrót do szkoły rozumiejąc, że może to nie być dla niego najlepsza opcja. Może nie do końca myśleli o tych samych powodach, ale i tak. -Przestrzeganie zasad jest łatwiejsze, gdy mają one jakikolwiek sens. - Dodał jeszcze, jasno sugerując, że niektóre z ustalonych punktów szkolnego regulaminu jakoś nie trafiają w logikę Maxa, który spędził dzieciństwo na zupełnie innych regułach i życie pokazało mu, że czasem lepszą opcją jest iść własną ścieżką, jeśli chce się jakkolwiek przeżyć.
-Hmmm, głównie to chciałbym skupić się na powrocie do formy, odzyskaniu pary w łapach i ujściu energii. Na zwrotności i szybkości nie zależy mi tak mocno, co na precyzji. Prędko raczej nigdzie nie zagram, a z moimi gabarytami i tak wiele więcej już nie wyciśniemy w tym temacie. - Wypunktował, co chciałby osiągnąć poprzez te treningi, żeby Walsh wiedział, jak się do tego wszystkiego przygotować. -Byłbym też wdzięczny za chociaż poglądową dietę. Nie ukrywam, że mam ostatnio pewien problem z jedzeniem. - Nie było sensu ściemniać, skoro sylwetka chłopaka jasno mówiła sama za siebie. Skoro jednak Joshua był skłonny mu pomóc, miał zamiar naprawdę z tego skorzystać. Nie chciał, by wysiłek mężczyzny jakkolwiek poszedł na marne.

+

______________________



 
I thought that I could walk away easily
But here I am, falling down on my knees
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Joshua Walsh

Nauczyciel
Wiek : 36
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 193cm
C. szczególne : obrączka z muszli, trzy blizny na lewej stronie twarzy od czoła po lekkim skosie w dół przez oko, nos i usta
Galeony : 3584
  Liczba postów : 1513
https://www.czarodzieje.org/t18077-joshua-walsh
https://www.czarodzieje.org/t18086-poczta-profesora-walsha#514412
https://www.czarodzieje.org/t18084-joshua-walsh#514388
https://www.czarodzieje.org/t18300-joshua-walsh-dziennik#520887
Droga do Doliny Godryka - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Droga do Doliny Godryka - Page 2 Empty


PisanieDroga do Doliny Godryka - Page 2 Empty Re: Droga do Doliny Godryka  Droga do Doliny Godryka - Page 2 EmptySro Maj 04 2022, 21:00;

Joshua był zdania, że będą mieć możliwość porozmawiać bardziej na temat wszystkiego - problemów z patronusem, dawnych wybryków, sytuacji w Hogsmeade i okolicy - gdy tylko rozpoczną trening. Nie należał do osób, które milczą i jedynie wydają kolejne polecenia, ale też nie zamierzał naciskać na Maxa. Miał zwyczajnie nadzieję, że sam odkryje, że w gruncie rzeczy mógł mu zaufać i porozmawiać, jeśli tego potrzebował. Teraz mężczyzna skupił się na tym, czego Solberg oczekiwał od przyszłych treningów.
- W porządku. Postaram się ułożyć ci dietę, czy raczej dać wskazówki, co powinieneś jeść, ale oczekuję w takim razie listów, kiedy nie uda ci się spełnić warunków treningu. Nawet jeśli będzie ciężko, musisz jeść i informować mnie o problemach - zastrzegł Walsh, spoglądając twardo na Solberga. Nawet jeśli to miały być treningi i zwykła pomoc w dojściu do dalszej formy, nie zamierzał pobłażać chłopakowi. Nie wiedział, co sie z nim działo, nie miał kontaktu z własnym kuzynem, więc czuł się, jakby został nagle wrzucony w środek mgły, z której chciał wyjść. Jednak nie tyle sam, ile chciał wyciągnąć ze sobą dzieciaka, jakim kiedyś był Solberg. Wątpił, aby ten w czasach, gdy chodził do Hogwartu miał myśli samobójcze, za jakie uznał rezygnację na widok dementora.
- Dobra, tu myślę, że mogę cię zostawić. Czekam na list, gdy wrócisz z wyjazdu i będziesz mieć czas na trening - pożegnał się z Solbergiem, gdy tylko dotarli do Doliny Godryka i upewnił się, że nie ma nigdzie w pobliżu dementorów. Wtedy uśmiechnął się raz jeszcze do byłego ucznia, obiecując sobie, że spróbuje mu pomóc, jeśli wciąż ta pomoc będzie potrzebna.

+
/zt x2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Victoria Brandon

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II studencki
Wiek : 19
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 168
C. szczególne : Piegi na całej twarzy; ciemnogranatowe blizny na prawym biodrze
Dodatkowo : Prefektka
Galeony : 2774
  Liczba postów : 1802
https://www.czarodzieje.org/t18197-victoria-brandon#517279
https://www.czarodzieje.org/t18201-poczta-brandonowny#517591
https://www.czarodzieje.org/t18202-vicky-i-jej-magiczna-menazeria#517595
https://www.czarodzieje.org/t18199-victoria-brandon#517482
https://www.czarodzieje.org/t18306-victoria-brandon-dziennik
Droga do Doliny Godryka - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Droga do Doliny Godryka - Page 2 Empty


PisanieDroga do Doliny Godryka - Page 2 Empty Re: Droga do Doliny Godryka  Droga do Doliny Godryka - Page 2 EmptyNie Cze 26 2022, 11:41;

Lokacja: 3, ale na szczęście moja różdżka ma się dobrze (2)

Tego dnia było naprawdę ciepło i wszystko wskazywało na to, że zbliżała się znowu burza, Victoria czuła jednak, że po skończonej pracy potrzebowała jednak chwili z dala od domu, z dala od rodziny, od pytań, jakie mogli jej stawiać. Nie chciała wracać od razu do Norfolk, mając zdecydowanie ochotę rozprostować nieco nogi i odsunąć od siebie myśli o pękającym drewnie, nad którym nie była w stanie zapanować i wciąż jeszcze nie wiedziała, co powodowało te zniszczenia, tym samym opóźniając jej pracę. Doszła do wniosku, że spacer może jej teraz naprawdę pomóc, że może ją jakoś ukoić, uspokoić i doprowadzić ostatecznie do tego, że dostrzeże błędy, jakie popełniła w pracy. Zapewne właśnie dlatego dotarła ostatecznie do drogi, która wiodła do Doliny Godryka, przesuwając opuszkami palców po murze, wzdłuż którego szła od jakiejś chwili.
Włosy związała luźno nad karkiem, a na jasnej koszuli i równie jasnych, lnianych spodniach wciąż miała jeszcze opiłki drewna, które musiała wcześniej przegapić. Z całą pewnością nie była w tej chwili aż tak elegancka, jak zazwyczaj, zwłaszcza że do pracy wybrała się w wygodnych, płaskich butach, ale nie miało to dla niej zbyt wielkiego znaczenia. Ostatecznie miotły z całą pewnością nie mogły jej oceniać, podobnie było z drzewami, obok których obecnie przechodziła. Zatrzymała się, gdy do jej uszu doleciał jakiś bliżej niezidentyfikowany odgłos, pisk, czy szczeknięcie, i zmarszczyła lekko brwi, starając się zorientować, co się dzieje.
Weszła po kilku jeszcze schodkach, by zatrzymać się, gdy obok niej przebiegł niewielki pies. Nie mogła mieć oczywiście pewności, ale odniosła dziwne wrażenie, że był to psidwak, którego Larkin znalazł tamtej nocy na cmentarzu. Zmarszczyła zatem brwi, ruszając w ślad za zwierzęciem, by przejść przez niski murek, gdy zorientowała się, że suczka najwyraźniej wskoczyła w krzaki i postanowiła tam buszować, z daleka od drogi, zapewne przysparzając sobie kolejnych problemów. Gdyby się zgubiła, jej odszukanie nie byłoby wcale takie łatwe, skoro była bardzo mała i młoda, więc wątpliwe było, że umiałaby trafić do domu.
Victoria bardzo ostrożnie odsunęła gałęzie jednego z krzewów, odnosząc wrażenie, że właśnie tam znajdzie psią zgubę, ale zamiast tego spojrzała na królika, który natychmiast postanowił wziąć nogi za pas. Sprawiał wrażenie przerażonego, co nie powinno nikogo dziwić, biorąc pod uwagę, że właśnie jego kryjówka została odkryta, a na dokładkę gdzieś w pobliżu kręcił się pies. Dziewczyna pokręciła lekko głową, odwracając się, by ruszyć dalej i w tym właśnie momencie została uderzona, co wprawiło ją początkowo w taki szok, że nie wiedziała właściwie, co się dzieje.
Dopiero po chwili, gdy pod wpływem uderzenia tuż pod kolanem, upadła na ziemię, zdała sobie sprawę z tego, że trafiła na Czerwonego Kapturka. Merlin raczył wiedzieć, skąd to się tutaj wzięło, ale było potwornie zażarte i odpuściło, dopiero kiedy Victoria spróbowała sięgnąć do różdżki, próbując mimo wszystko obronić się przed ciosami, jakie były jej wymierzane raczej na oślep. Z całą pewnością bowiem Czerwony Kapturek nie wystraszył się psidwaka, który wyskoczył spod krzaka i zaczął głośno szczekać, najwyraźniej próbując przestraszyć stworzenie.
Brandon poruszyła się niepewnie, gdy została sama, zdając sobie sprawę z tego, że wszystko ją bolało. Na całe szczęście jej różdżka ocalała, ale była pewna, że za chwilę na jej skórze pojawiają się siniaki. Nie czuła się nawet na siłach, by wstać, więc nadal siedziała nieco pokracznie pośród trawy i krzaków, czując, jak pies ostrożnie liże ją po dłoni, machając przy okazji ogonem, jakby chciał się w ten sposób upewnić, czy jednak jej się nic nie stało.
- Ciesz się, że to nie ciebie dorwało to coś - mruknęła, czując, że do oczu napływają jej łzy wywołane bólem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Larkin J. Swansea

Absolwent Ravenclawu
Wiek : 22
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 180cm
C. szczególne : medalik na szyi
Dodatkowo : Metamorfomag
Galeony : 1190
  Liczba postów : 605
https://www.czarodzieje.org/t19499-larkin-j-swansea#577514
https://www.czarodzieje.org/t19599-marmo-sowa-larkina#582623
https://www.czarodzieje.org/t19516-larkin-j-swansea#578211
https://www.czarodzieje.org/t21399-larkin-j-swansea-dziennik#692
Droga do Doliny Godryka - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Droga do Doliny Godryka - Page 2 Empty


PisanieDroga do Doliny Godryka - Page 2 Empty Re: Droga do Doliny Godryka  Droga do Doliny Godryka - Page 2 EmptyNie Cze 26 2022, 21:17;

lokacja 6 - chochliki kornwalijskie i do tego parzysta - punkt do ONMS

Odkąd przypadkiem znalazł szczenię psidwaka minął już miesiąc, w co właściwie nie mógł uwierzyć. Suczka odżywiała się lepiej niż kiedy była porzuconym zwierzakiem, przez co wykazywała więcej energii do psocenia. Ostatecznie LJ musiał z nią częściej wychodzić na spacery, aby w jakiś sposób spożytkować jej energię. Mimo wszystko teren wokół domu nie był dla niej wystarczający, no i kto chciałby spędzać czas ciągle w tym samym miejscu. On sam także wolał spacery, w trakcie których mógł próbować odetchnąć od nadmiaru myśli, skupiając się na projektach, jakie na niego czekały. Były chwile, gdy zastanawiał się nad zorganizowaniem wystawy w rodzinnej galerii, ale nie chciał, żeby był to zbiór przypadkowych rzeźb, które nie łączyłoby nic. Potrzebował znaleźć temat przewodni, ale od miesiąca jego myśli kręciły się wokół czegoś, co zdecydowanie nie dałoby się przenieść na kamień. Nie w tak prosty sposób, jakiego potrzebował, aby inni zrozumieli. Z drugiej strony nie chciał⁣, aby inni zrozumieli to przed nim samym.
Szedł spokojnie drogą prowadzącą do Doliny, mając Arenarię na smyczy. Nie wiedział, czy wszystkie szczeniaki tak mają, czy jest to cecha typowa dla psidwaków, czy może zwyczajnie jego pupil tak ma, ale suczka ciągnęła, jakby chciała go zmusić, żeby szedł szybciej, węsząc ciągle, jakby czegoś szukała. Parę razy zagadywał do niej, ale jedynie podbiegła na chwilę do niego, merdając ogonem i ciągnęła znów do przodu. Za którym razem oboje przystanęli, kiedy ich uszu dobiegł pisk.
LJ zacisnął mocno palce na smyczy, kierując się mimo wszystko w kierunku pisku. Żaden był z niego bohater, ale pamiętając, co się działo, gdy księżyca nie było na niebie, mimowolnie chciał pomóc. Szczęśliwie tym razem nie miał do czynienia z dementorem, czy kelpie. Chmara chochlików kornwalijskich napastowała dziewczynkę, która piszczała, nie mogąc się ich pozbyć. Larkin bez zastanowienia wycelował różdżką w stworzenia rzucając proste [i]immobilus
. Z jego zdolnościami, których był w pełni świadom, musiał powtórzyć zaklęcie, aby wszystkie unieruchomić i odsunąć od dziecka przy pomocy flipendo. W następnej chwili dziewczyna przytulała się do niego, dziękując za ratunek. Z pewnością rozmawiałby z nią dłużej, gdyby nie zauważył, że jest zbyt cicho i spokojnie wokół nich.
- Arenaria! - wołał, zostawiając dziewczynkę, która biegiem wracała do domu, samemu kręcąc się wokół. W końcu jego uszu dobiegło szczekanie szczeniaka, więc ruszył biegiem w tamtą stronę, mając nadzieję, że dla odmiany to psidwakowi nie działa się właśnie krzywda. Nie spodziewał się jednak spotkać Brandon, która wyglądała, jakby sama przeszła przez spotkanie z chochlikami.
- Masz przechlapane młoda damo za ucieczkę - powiedział karcącym tonem do suczki, która podbiegła do niego, jakby dumna z tego, co zrobiła. - Choć punkt dla ciebie za znalezienie kogoś w potrzebie. Victoria… Co się stało? - dodał miękkim tonem, kucając przy blondynce, ostrożnie lustrując ją, dostrzegając kilka zadrapań, pierwszych siniaków.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Victoria Brandon

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II studencki
Wiek : 19
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 168
C. szczególne : Piegi na całej twarzy; ciemnogranatowe blizny na prawym biodrze
Dodatkowo : Prefektka
Galeony : 2774
  Liczba postów : 1802
https://www.czarodzieje.org/t18197-victoria-brandon#517279
https://www.czarodzieje.org/t18201-poczta-brandonowny#517591
https://www.czarodzieje.org/t18202-vicky-i-jej-magiczna-menazeria#517595
https://www.czarodzieje.org/t18199-victoria-brandon#517482
https://www.czarodzieje.org/t18306-victoria-brandon-dziennik
Droga do Doliny Godryka - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Droga do Doliny Godryka - Page 2 Empty


PisanieDroga do Doliny Godryka - Page 2 Empty Re: Droga do Doliny Godryka  Droga do Doliny Godryka - Page 2 EmptyCzw Cze 30 2022, 20:21;

- Ratowanie twojego psa zdecydowanie nie poszło tak, jak powinno, to się stało - odparła, wzdychając cicho, jednocześnie zaciskając dość mocno zęby, bo do jej umysłu zaczęło właśnie docierać, iż jest dość mocno poobijana.
W pierwszym szoku nawet się nie zorientowała, nie zarejestrowała tego faktu, można powiedzieć, że całkowicie go pominęła, starając się zareagować dostatecznie szybko, ale Czerwony Kapturek był zdecydowanie szybszy od niej, sprawniejszy i pewni o wiele bardziej doświadczony w takim wyskakiwaniu na niczego niespodziewających się ludzi. Mogła pluć sobie w brodę, że nie była odpowiednio przygotowana na to, co nadeszło, zwłaszcza że nie tak dawno temu tłumaczyła Peterowi, że każdy z nich w każdej chwili powinien być gotowy na niebezpieczeństwo, na atak, na problemy, z którymi musieli sobie jakoś radzić. Tymczasem popisała się klasyczną słabością i całkowitym brakiem zdolności do obrony samej siebie.
Gdyby nie to, że naprawdę czuła ból i gdyby nie to, że nie znała się wcale zbyt dobrze na magicznych stworzeniach, z całą pewnością o wiele mocniej wyrzucałaby sobie w tej chwili tę słabość, starając się jakoś to wszystko naprawić. Prawda była jednak taka, że nie miała jak tego zrobić, bo nie mogła cofnąć czasu, ani nie mogła tak naprawdę zabrać się zbyt porządnie za leczenie swoich ran. Ostatecznie bowiem nie była wspaniałym uzdrowicielem, by nie powiedzieć, że była fatalna w tym zakresie i prędzej bardziej by się połamała, niż naprawiła.
Czuła jednak, że dość mocno się rumieni, zdając sobie w pełni sprawę z tego, jak bardzo się nie popisała, jak bardzo okazała się kiepska w tym, co robiła. Zbyt rozkojarzona, zbyt słaba, żeby naprawdę porządnie się obronić, co oznaczało, że powinna zdecydowanie lepiej poćwiczyć, skoncentrować się na tym, co chciała osiągnąć, że powinna jeszcze nad wieloma rzeczami popracować. Nic zatem dziwnego, że ostatecznie nie poruszyła się, wciąż siedząc na ziemi, wciąż równie pobrudzona, zbita, zapewne z kawałkami liści i trawy we włosach i ubraniach. Spojrzała na trzymaną różdżkę, zaciskając nieco mocniej palce na drewnie, jakby to miało ją uspokoić.
- Czerwony Kapturek. Nie mam pojęcia, co to właściwie tutaj robił, ani dokąd się teraz oddaliło, ale nigdy w życiu nie przyszłoby mi do głowy, że można coś podobnego spotkać tak blisko domów mieszkalnych. Chyba udało mi się wpaść na jakieś miejsce dawnej zbrodni. I chyba powinnam była o wiele bardziej uważać na lekcjach z opieki nad magicznymi stworzeniami - powiedziała w końcu cicho i przez złość, jaką wyraźnie kierowała na własną osobę, dało się usłyszeć również zawstydzenie, które powodowało, że Victoria miała wyraźną ochotę uderzyć samą siebie prosto w ten głupi łeb. Przez własną słabość i całkowitą niekompetencję siedziała właśnie pośród krzaków, jak skończony gumochłon, próbując mimo wszystko nie spłonąć z zażenowania własną osobą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Larkin J. Swansea

Absolwent Ravenclawu
Wiek : 22
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 180cm
C. szczególne : medalik na szyi
Dodatkowo : Metamorfomag
Galeony : 1190
  Liczba postów : 605
https://www.czarodzieje.org/t19499-larkin-j-swansea#577514
https://www.czarodzieje.org/t19599-marmo-sowa-larkina#582623
https://www.czarodzieje.org/t19516-larkin-j-swansea#578211
https://www.czarodzieje.org/t21399-larkin-j-swansea-dziennik#692
Droga do Doliny Godryka - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Droga do Doliny Godryka - Page 2 Empty


PisanieDroga do Doliny Godryka - Page 2 Empty Re: Droga do Doliny Godryka  Droga do Doliny Godryka - Page 2 EmptySob Lip 02 2022, 21:39;

Arenaria przebiegała od Larkina do Victorii, wyraźnie rozpoznając dziewczynę. Starała się też jakoś jej pomóc przez co lizała, ją po przedramieniu, w miejscach otarć, cicho skomląc, aż LJ nie położył dłoni na jej łbie. Suczka spojrzała wtedy na niego siadając ostatecznie na drodze, choć jego zdaniem wyglądała na zagubioną. Podobnie, jak Brandon, która wyraźnie czuła jakąś złość i Swansea podejrzewał, że kierowała ją na siebie.
Wiedział, że zawsze była ambitna, a do tego była naprawdę dobra z zaklęć, a także obrony przed czarną magią. Wiedział, że egzaminy zdawała co najmniej na Powyżej Oczekiwań, więc zderzenie z sytuacją, gdzie nie była w stanie siebie obronić przed obrażeniami musiało boleć. Zdecydowanie też bardziej ucierpiała jej duma, niż ciało, a przynajmniej to zdawało się po pospiesznym obejrzeniu obrażeń.
- Nie słyszałem, żeby coś się działo na tej drodze, ale w trakcie wojny nie jest wykluczone, że ktoś tu zginął. Każdy mógł się natknąć na Czerwonego Kapturka i z pewnością skończyłby gorzej - powiedział łagodnie do blondynki, chowając ukradkiem swoją różdżkę, aby podnieść się z ziemi, rozglądając za najbliższą ławką. Chciał upewnić się, czy Victoria nie ma poważniejszej rany od otarć i siniaków, ale do tego nie mogła siedzieć na ziemi.
- Chodź, sprawdzimy, czy wszystko dobrze - zaproponował, choć jego głos świadczył, że nie przyjmie sprzeciwu. Przywiązał smycz psidwaka do swoich szelek, aby w końcu przyklęknąć na jedno kolano, otaczając Victorię ramieniem. Polecił jej złapać się go za szyję i musiałaby naprawdę zacząć się wyrywać, żeby jej nie podniósł. Choć nie wyglądał na silnego, mając problemy z rzucaniem zaklęć nie raz wolał ręcznie przenosić kamienie czy drewno, a później rzeźby. W efekcie stawał się silniejszy, choć nie było tego po nim widać, szczególnie gdy nosił luźniejsze koszule.
W myślach jednocześnie powtarzał wszystkie znane mu zaklęcia lecznicze, które potrafił rzucić, a które mogły się przydać. Podejrzewał, że będzie musiał w jakiś sposób spróbować uśmierzyć jej ból i już żałował, że nie znał silniejszego zaklęcia od levatur dolor. Będzie musiało wystarczyć, aż nie obejrzą jej dokładnie i nie uznają, czy może wracać do domu, czy musiałaby kierować się do szpitala.
- Gdzie cię boli? - spytał, wciąż zastanawiając się nad przydatnymi zaklęciami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Victoria Brandon

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II studencki
Wiek : 19
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 168
C. szczególne : Piegi na całej twarzy; ciemnogranatowe blizny na prawym biodrze
Dodatkowo : Prefektka
Galeony : 2774
  Liczba postów : 1802
https://www.czarodzieje.org/t18197-victoria-brandon#517279
https://www.czarodzieje.org/t18201-poczta-brandonowny#517591
https://www.czarodzieje.org/t18202-vicky-i-jej-magiczna-menazeria#517595
https://www.czarodzieje.org/t18199-victoria-brandon#517482
https://www.czarodzieje.org/t18306-victoria-brandon-dziennik
Droga do Doliny Godryka - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Droga do Doliny Godryka - Page 2 Empty


PisanieDroga do Doliny Godryka - Page 2 Empty Re: Droga do Doliny Godryka  Droga do Doliny Godryka - Page 2 EmptySob Lip 02 2022, 23:30;

Była zła. Była zirytowana, była zawiedziona swoją postawą, była wręcz sfrustrowana tym, że dała się podejść jak dzieciak i siedziała teraz jak skończona idiotka w krzakach. Wiedziała, że takie rzeczy się zdarzały, wiedziała, że nie w każdej chwili zdoła zareagować, a jednak czuła, że rumieni się coraz bardziej, jakby popełniła właśnie największą gafę w całym swoim życiu. O wiele łatwiej było jej rozstać się z Filinem, co brzmiało w jej głowie niesamowicie absurdalnie, a przy okazji po prostu śmiesznie, jednocześnie jednak wiedziała, że dokładnie takie sprawy były dla niej ważniejsze, niż coś, co zdecydowanie powinna między bajki włożyć. Na domiar złego czuła, jak w ręce, którą Viola złamała jej w czasie pojedynku, odzywa się fantomowy ból, przypominając jej o tym, jak z wielkim fasonem wyleciała przez drzwi. Zapewne właśnie dlatego siedziała w miejscu, przedstawiając sobą obraz nędzy i rozpaczy, która nie była taka łatwa do zaleczenia.
Skrzywiła się lekko, kiedy Larkin uznał, że inni skończyliby gorzej od niej, wiedząc, że to były jedynie piękne słowa, jedynie uprzejme dodanie jej otuchy, nic więcej. Pewnie właśnie dlatego poczuła gorycz na czubku języka i nie skomentowała tego w żaden sposób, odwracając nawet głowę, przez chwilę wpatrując się w czerwone ślady na łydce, które lada chwila miały zacząć ciemnieć. Była pewna, że ciało po otrzymanych razach zacznie za moment puchnąć i chociaż była przyzwyczajona do podobnych niedogodności po treningach, tak teraz czuła się po prostu kiepsko z tym, co się działo, odnosząc wrażenie, że zawiodła samą siebie na całej linii.
Uniosła na niego spojrzenie, gdy usłyszała jego stanowcze stwierdzenie, a później prawie pisnęła, kiedy ten nieoczekiwanie postanowił ją podnieść. Spoglądała na niego z bliska, z nieznacznie zmarszczonymi brwiami, stwierdziwszy jedynie, że tak naprawdę nie stało się nic wielkiego, że to tylko kilka siniaków, które z całą pewnością za chwilę zejdą, ale mimo wszystko nie zamierzała się z nim szarpać. Wiedziała, że gdyby tylko postanowiła mu się wyrwać, wszystko skończyłoby się o wiele gorzej, oboje byliby poobijani i zapewne ostatecznie złamałaby różdżkę, bo wiedziała, jakie miewała szczęście.
Mimo to Larkin mógł spokojnie wyczuć, że Victoria była spięta, że nie czuła się do końca pewnie, kiedy ją podniósł i nawet jeśli nie spodziewała się po nim Merlin wie czego, wyraźnie nie czuła się zbyt komfortowo. Zareagowałaby dokładnie tak samo w przypadku kogokolwiek innego, kto chciałby jej pomóc, odnosząc wrażenie, że tak nie powinno być, skoro nie stało się nic wielkiego i tylko ona popisała się skończoną głupotą, niczym więcej. Mimo to trzymała go dość pewnie, nieoczekiwanie zdając sobie sprawę z tego, że chociaż była w stanie teleportować się w każdej chwili i znała mnóstwo zaklęć, to w takiej sytuacji była właściwie zupełnie bezbronna, sprawiając wrażenie naprawdę kruchej.
- Wszędzie – stwierdziła, nieco niepewnie. – Mam wrażenie, że to coś naprawdę okładało mnie na oślep. Nie wiem, czy wystraszyło się twojej towarzyszki, czy może jednak groźba skończenia pod gradem zaklęć, zmusiła je do odwrotu – przyznała, dotykając miejsca, gdzie padło pierwsze uderzenie, tuż pod kolanem, a potem zacisnęła palce na lewej ręce, znowu czując ten nieznośny fantomowy ból połamanej kości, który tkwił w jej świadomości, ale nie w ciele.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Larkin J. Swansea

Absolwent Ravenclawu
Wiek : 22
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 180cm
C. szczególne : medalik na szyi
Dodatkowo : Metamorfomag
Galeony : 1190
  Liczba postów : 605
https://www.czarodzieje.org/t19499-larkin-j-swansea#577514
https://www.czarodzieje.org/t19599-marmo-sowa-larkina#582623
https://www.czarodzieje.org/t19516-larkin-j-swansea#578211
https://www.czarodzieje.org/t21399-larkin-j-swansea-dziennik#692
Droga do Doliny Godryka - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Droga do Doliny Godryka - Page 2 Empty


PisanieDroga do Doliny Godryka - Page 2 Empty Re: Droga do Doliny Godryka  Droga do Doliny Godryka - Page 2 EmptySob Lip 02 2022, 23:32;

Widział, że skrzywiła się na jego słowa, ale nie zamierzał próbować przekonać ją, że mówił zupełnie poważnie. Owszem, chciał ją pocieszyć, ale nie zniżałby się do czczej gadaniny typu - wszystko będzie dobrze. Miał jednak świadomość, że on sam nawet nie pomyślałby o tym, żeby sięgnąć po różdżkę, jedynie zasłaniałby się rękoma i kto wie, w jak ciężkim stanie skończyłby przy spotkaniu z Czerwonym Kapturkiem. Nie był jednak nikim, kogo można byłoby stawiać jako przykład w rozmowie z Victorią, kiedy ich zdolności tak bardzo odbiegały od siebie.
Nie chciał też tłumaczyć się z tego, że zdecydował się wziąć ją na ręce, zamiast zwyczajnie pomóc podejść na ławkę. Nie wiedział, gdzie dokładnie była uderzona, gdzie padł pierwszy cios i nie chciał ryzykować, że przez chodzenie może zrobić sobie coś gorszego, szczególnie że sama nie podnosiła się z ziemi. Mogła więc albo być w tak wielkim szoku z powodu tego co się stało, tak bardzo zła na siebie, albo zwyczajnie obolała na tyle, że nie potrafiła się podnieść. Zdecydował się ją wziąć na ręce i niemal od razu tego pożałował, czując, jak mocno się spięła.
- Dopóki się nie upewnimy, że rzeczywiście nie masz poważniejszych obrażeń, wolę uważać na wszystko – odpowiedział na jej słowa, że nie stało się nic wielkiego, zaciskając jednocześnie zęby. Nawet nie wiedział, że sam może czuć się tak zdenerwowany sytuacją, świadomością, że Victoria może być bardziej ranna, niż chciała to przyznać, przez co nie zdawał sobie w pełni sprawy z tego, że jego włosy zmieniają kolor, ciemniejąc gwałtownie, a rysy twarzy także zdawały się falować, ulegając nieznacznym zmianom, to znów wracając do właściwej formy. Wiedział, jakie zaklęcia byłyby przydatne, ale też wiedział, że ich nie potrafił rzucać, a nie chciał ćwiczyć niczego na Brandon.
- Wątpię, żeby z Arenarii był taki bojowy psidwak, szczególnie gdy wygląda jak kulka z nogami – powiedział łagodnie, starając się nie pokazać mimo wszystko, jak bardzo się martwił. Jego uwadze nie uszło jednak miejsce, którego dziewczyna dotknęła jako pierwsze. Być może to tam Czerwony Kapturek uderzył najpierw. Westchnął lekko, kiedy dotarł do ławki, ostrożnie sadzając na niej Victorię, przed którą po chwili kucnął, ostrożnie chwytając ją za kostkę, aby unieść ostrożnie jej nogę. Odsunął odrobinę materiał spodni, chcąc widzieć wyraźniej zaczerwienione miejsce, w które wycelował różdżką. Po chwili rzucał na przemian zaklęcia levatur dolor i vulnus alere, starając się nie pominąć żadnego otartego, zranionego, czy wyraźnie bolącego miejsca, nim ostatecznie usiadł obok Victorii, gestem prosząc, aby podała mu rękę, chcąc i tam wyleczyć drobne skaleczenie oraz uśmierzyć, choć odrobinę ból.
- Co tutaj robiłaś? Gdybym wiedział, że cię spotkam, zabrałbym ze sobą buty, których zapomniałaś z cmentarza – zapytał cicho, uśmiechając się nieznacznie kącikiem ust. Arenaria chwilę kręciła się przy ich nogach, w końcu kładąc się na ziemi, przymykając oczy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Victoria Brandon

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II studencki
Wiek : 19
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 168
C. szczególne : Piegi na całej twarzy; ciemnogranatowe blizny na prawym biodrze
Dodatkowo : Prefektka
Galeony : 2774
  Liczba postów : 1802
https://www.czarodzieje.org/t18197-victoria-brandon#517279
https://www.czarodzieje.org/t18201-poczta-brandonowny#517591
https://www.czarodzieje.org/t18202-vicky-i-jej-magiczna-menazeria#517595
https://www.czarodzieje.org/t18199-victoria-brandon#517482
https://www.czarodzieje.org/t18306-victoria-brandon-dziennik
Droga do Doliny Godryka - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Droga do Doliny Godryka - Page 2 Empty


PisanieDroga do Doliny Godryka - Page 2 Empty Re: Droga do Doliny Godryka  Droga do Doliny Godryka - Page 2 EmptySob Lip 02 2022, 23:42;

Były takie rzeczy, które po prostu jej się nie podobały i jedną z nich było traktowanie jej, jakby była słaba. Nie znosiła tego, nigdy tego nie lubiła, zawsze czuła się źle, kiedy inni się nią opiekowali, chociaż tak naprawdę nie była w stanie powiedzieć, co dokładnie wywoływało w niej tę niechęć. Chodziło zapewne o jej dumę, o przekonanie, że dosłownie ze wszystkim sobie poradzi, niezależnie od tego, co się będzie z nią działo, że nie może poddać się, kiedy coś, co wydawało jej się małą przeszkodą, okaże się zdecydowanie większym problemem. Zawsze wiedziała, że powinna uważać, że powinna polegać tylko na samej sobie, jeśli chciała naprawdę coś osiągnąć, jeśli chciała mieć pewność, że wszystko, co jej dotyczy, okaże się tylko i wyłącznie sukcesem. Zapewne właśnie dlatego nie reagowała dobrze, gdy inni się o nią troszczyli, zupełnie, jakby pojawiało się w niej przeświadczenie, że się nad nią litują. I zapewne właśnie dlatego wytknęła to Larkinowi przy ich poprzednim spotkaniu, zupełnie, jakby faktycznie spodziewała się z jego strony jakichś żartów i uwag na temat tego, że powinna bardziej uważać na wszystko, co ją otacza.
Teraz jednak nie powiedziała ani jednego słowa, całkowicie rozproszona zmianami, jakie w nim zachodziły. Rzadko kiedy miała okazję do zobaczenia czegoś podobnego, by nie powiedzieć, że nie miała jej nigdy, toteż przyglądała mu się niepewnie z bliska, nie mając pojęcia, czy powinna pytać go o to, co się dzieje. Tak, jak ona miała swoje tajemnice, swoją dumę, przeświadczenie, że o pewnych rzeczach nie należy mówić, tak samo zapewne było również z nim. I chociaż droczyła się z nim zawsze, chociaż spierała się z nim o miliony spraw, nie potrafiła mimo wszystko wtrącić nic, co by tyczyło się metamorfomagii. Nie znała się na niej, nie rozumiała jej i podejrzewała, że mimo wszystko dociekanie prawdy w tym względzie zostałoby potraktowane jako potworne wręcz wścibstwo, więc zachowała dla siebie wszystkie wątpliwości i pytania, jednocześnie czując, że miała ochotę go przeprosić, domyślając się, że była po części powodem tych problemów.
- Zdaje się, że twój pan cię nie docenia – powiedziała cicho, kiedy Larkin odezwał się do psa, starając się zignorować wszystko inne, czując jednocześnie, że wciąż nieznacznie się rumieni, że wciąż czuje się zakłopotana tym, co się wydarzyło, nie rozumiejąc, czemu jej pomagał. Marszczyła przy tej okazji nos, próbując powstrzymać się przed głupimi uwagami, przed szarpnięciem się, przed ucieczką przed zaklęciami. Jedyny raz, kiedy wyraźnie okazała swoje niezadowolenie i mimo wszystko odsunęła się od niego, nastąpił, gdy spróbował odsunąć nogawkę jej spodni, chcąc przekonać się, jak wyglądały rany zadane jej przez magiczne stworzenie. Posłała mu wtedy ostre, lodowate spojrzenie, które jasno mówiło, żeby nigdy więcej nie pozwalał sobie na coś podobnego, żeby nawet nie próbował tego robić – jednocześnie jednak była potwornie wręcz mocno zarumieniona, rozchyliła nawet wargi, by coś mu powiedzieć, ale żadne słowo nie oddałoby zapewne tego, co chciała mu tak naprawdę przekazać.
- Musiałam… chciałam się po prostu przespacerować. Odpocząć po pracy – powiedziała cicho, w stronę własnych butów, kiedy Larkin usiadł obok niej, a ona zwiesiła głowę, mając wrażenie, że mimo wszystko przysparza mu wiele problemów. Obserwowała kątem oka suczkę, która poruszyła ogonem, orientując się, że ktoś zwrócił na nią większą uwagę, aż w końcu potrząsnęła głową, prostując się i spojrzała ponownie na Larkina, przyglądając mu się z uwagą.
Nie miała pojęcia, co powinna o nim myśleć, jak powinna podchodzić do jego słów, zachowania, do tego, że ten mimo wszystko nie uciekł od rozmów, chociaż przecież nigdy nie była dla niego zbyt miła. Przypomniała sobie jego uwagę na temat tego, że lubił się z nią drażnić i znowu uciekła od niego wejrzeniem, przyglądając się krzakom, w których z całą pewnością krył się nadal Czerwony Kapturek. Miała dziwne wrażenie, że nie wiedziała, jak powinna rozmawiać z Larkinem, chociaż wiedziała przecież, że jej szalone pomysły wywołane drinkiem były jedynie czczą gadaniną pijanego umysłu.
- Drewno - mruknęła w końcu. - Zaczęło pękać, kiedy próbowałam je odpowiednio wyciąć i nie jestem w stanie tego powstrzymać. Nie chciałam wracać od razu do domu, bo pewnie tata chciałby udzielić mi stu porad, co z tym zrobić - dodała, uśmiechając się gorzko, samym kącikiem ust, bardzo niechętnie okazując słabość. Nie mogli jednak siedzieć w nieskończoność w milczeniu, a ona była pewna, że mimo wszystko Larkin będzie w stanie zrozumieć problem, z jakim się nieoczekiwanie spotkała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Larkin J. Swansea

Absolwent Ravenclawu
Wiek : 22
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 180cm
C. szczególne : medalik na szyi
Dodatkowo : Metamorfomag
Galeony : 1190
  Liczba postów : 605
https://www.czarodzieje.org/t19499-larkin-j-swansea#577514
https://www.czarodzieje.org/t19599-marmo-sowa-larkina#582623
https://www.czarodzieje.org/t19516-larkin-j-swansea#578211
https://www.czarodzieje.org/t21399-larkin-j-swansea-dziennik#692
Droga do Doliny Godryka - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Droga do Doliny Godryka - Page 2 Empty


PisanieDroga do Doliny Godryka - Page 2 Empty Re: Droga do Doliny Godryka  Droga do Doliny Godryka - Page 2 EmptySob Lip 02 2022, 23:49;

Nie litował się nad nią i nie próbował być przesadnie delikatny. Wiedział, jak twarda potrafiła być Brandon i wiedział też, że gdyby nie była w stanie znieść odrobiny bólu, nie brałaby udziału w meczach quidditcha. Nie ryzykowałaby również, wykonując tak pokręcone manewry, jak w trakcie ostatniego, gdyby nie była gotowa na konsekwencje niefortunnego upadku. A jednak nie widział jej nigdy, żeby próbowała sama rzucać zaklęcia z zakresu magii leczniczej. Z tego powodu w tym momencie chciał się nią zająć, chciał upewnić się, że nie będzie jej już nic bolało, że będzie mogła spokojnie wrócić do domu. Nie mówiąc o tym, że najwyraźniej dzięki niej Arendaria była cała. Bynajmniej nigdy nie uważał jej za słabą, choć potrafiła wyglądać krucho. Potrafiła sprawić wrażenie, jakby rzeczywiście mogło przytrafić się jej coś naprawdę złego, dokładnie jak w tej chwili.
Być może Larkin wyolbrzymiał, być może spory wpływ na to, jak postrzegał Victorię po zderzeniu z Czerwonym Kapturkiem, miał fakt, że dziewczyna jedynie siedziała na ziemi i nie wykonywała żadnego większego ruchu. Zdawała się zbyt obolała, aby się ruszyć, a to nie było coś, co dobrze wróżyło. W efekcie czuł, jak jego rysy twarzy zmieniają się z każdą chwilą, ale nie potrafił opanować tego, kiedy w jego głowie wszystko szalało ze zmartwienia. Być może, gdyby spytała, uzyskałaby odpowiedź, która byłaby tylko kolejnym powodem do spoglądania na niego z góry, czy nietraktowania poważnie, z czego Swansea zdawał sobie sprawę. Jednak nie okłamałby jej, samemu zastanawiając się, czy powinien jakoś tłumaczyć swój zmieniający się wygląd, czy też lepiej było milczeć. Ostatecznie zdecydował się na to drugie, uznając, że lepiej ograniczyć ilość powodów, przez które mógł uchodzić za marnego czarodzieja. Nie musiał dodawać do tego problemów z czymś, z czym się urodził i powinien już nad tym panować.
Utwierdziło go w tym przekonaniu szarpnięcie się Brandon i jej ostre spojrzenie. Wszystko przez cofnięcie nieznacznie nogawki jej spodni. Zwykle uśmiechnięty przy niej choć odrobinę, tym razem zachował zupełną powagę, odwzajemniając jej twarde spojrzenie. Miał ochotę zapytać ją dość ostro, za kogo go uważa i o czym, na Merlina, zaczęła myśleć. Chcąc rzucić prawidłowo zaklęcie, musiał widzieć ranę, a tymczasem Victoria zachowywała się, jakby nagle zamierzał składać jej niemoralne propozycje. Owszem, nie był święty, a po tańcach na cmentarzu był pewny, że wiele z jego gestów będzie od razu odrzucanych, ale do tej pory wierzył, że dziewczyna nie zmieniła mimo wszystko zdania o nim. Teraz miał wrażenie, że wrzuciła go do jednego worka ze swoim byłym.
- Wcześniej można było spotkać tutaj dementorów, a teraz Czerwone Kapturki. Może lepiej wybrać na spacer przyjemniejsze miejsca, jak park? Albo rezerwat, który teoretycznie jest pilnowany - zaproponował spokojnie, kończąc rzucać zaklęcia na wszystkie ranne miejsca, które mógł widzieć i schował różdżkę. Chciał zapytać, nad czym musiała pomyśleć, czy być może mógł jakoś jej pomóc, ale sama myśl o tym wydała mu się absurdalna. Mimo wszystko nie wyobrażał sobie, że mógłby być osobą, której pomocy mogła potrzebować Victora.
Nie uszło też jego uwadze zachowanie blondynki — spoglądanie na niego i nagłe odwracanie spojrzenia. Przesunął dłonią po włosach, próbując zapanować nad nimi, gdy tylko poczuł, że znów zaczyna się coś z nimi dziać, że rosną niesamowicie szybko, reagując na jego niepewność. Wiedział, że powinien wstać z ławki i pożegnać się z nią, skoro chciała spokoju, chciała oderwać myśli i wyraźnie nie czuła się swobodnie w jego towarzystwie. Wiedział z jakiego powodu, a przynajmniej wydawało mu się, że mimo wszystko impreza u Brooks wiele namieszała w tym czymś, co było między nimi, a czego nie potrafił w żaden sposób nazwać. Miał już się odezwać, kiedy Victoria go uprzedziła, wspominając o problemie, na który nie raz przeklinał w każdym znanym sobie języku, nim nauczył się co z tym zrobić.
- Pęka? - upewnił się, marszcząc brwi, gdy zastanawiał się nad powodem takiego zachowania drewna. Oparł się plecami o ławkę, bawiąc się smyczą od psidwaka, który powoli zaczynał zasypiać na ziemi, czując się spokojnie między dwójką znanych czarodziei. - To jest dość powszechne, ale o ile ja mogę pęknięcia uzupełnić klinami z pozostałych kawałków, tak domyślam się, że w ten sposób łączona miotła będzie słabsza… Mogę spytać, jak było przechowywane drewno i jakie masz warunki w warsztacie? - spytał ostrożnie, nie wiedząc, czy naprawdę chciała z nim na ten temat rozmawiać, czy po prostu powiedziała, o czym myślała, nie oczekując od niego rad, szczególnie że nie chciała ich od swojego ojca.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Victoria Brandon

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II studencki
Wiek : 19
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 168
C. szczególne : Piegi na całej twarzy; ciemnogranatowe blizny na prawym biodrze
Dodatkowo : Prefektka
Galeony : 2774
  Liczba postów : 1802
https://www.czarodzieje.org/t18197-victoria-brandon#517279
https://www.czarodzieje.org/t18201-poczta-brandonowny#517591
https://www.czarodzieje.org/t18202-vicky-i-jej-magiczna-menazeria#517595
https://www.czarodzieje.org/t18199-victoria-brandon#517482
https://www.czarodzieje.org/t18306-victoria-brandon-dziennik
Droga do Doliny Godryka - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Droga do Doliny Godryka - Page 2 Empty


PisanieDroga do Doliny Godryka - Page 2 Empty Re: Droga do Doliny Godryka  Droga do Doliny Godryka - Page 2 EmptySob Lip 02 2022, 23:58;

Ne wrzucała go do tego samego worka, co Filina, aczkolwiek była skłonna przyznać, że Larkin znajdował się nieco bliżej tej granicy, niż choćby Skyler. Nie mogła mu mieć jednak za złe tego, jak żył, tym bardziej że nie robiła żadnych wyrzutów jego siostrze, wiedząc, że ta spędzała czas pośród różnych osób, po prostu bawiąc się tym, co miała. Niemniej jednak istniała między nimi pewna różnica, jakiej nie umiała dobrze określić, coś, co powodowało, że gdy w przypadku Lei tolerowała to, rozumiejąc, że ta doskonale wiedziała, czego chce, tak przy Larkinie wzbudzało w niej to niechęć. Podejrzewała, że mogło chodzić po prostu o fakt, iż ona sama spoglądała na mężczyzn, jak na potencjalnych partnerów, więc podobne zachowania po prostu ją odrzucały.
Poza tym nigdy nie była zbyt blisko z żadnym chłopakiem. Skyler był niczym książę z bajki, mogliby wpisać się w zdecydowanie słodką scenerię, ale po prostu do niczego między nimi nie doszło. Z Filinem było inaczej, ale nigdy nie pozwoliła sobie na przekroczenie granic, jakie sama wyznaczyła, zaś świadomość, że ten najpewniej uganiał się za innymi dziewczynami, spowodowała, że bardzo się usztywniała, gdy ktoś mimo wszystko znajdował się za blisko niej. O nic zatem nie podejrzewała Larkina, a jedynie czuła się po prostu absolutnie niekomfortowo, nawet jeśli robił wszystko, żeby jej pomóc, żeby nie czuła się obolała, żeby jej rany i otarcia zniknęły. Fakt, że nieświadomie rumieniła się niemalże po czubki uszu, jedynie to podkreślał.
- Znając moje szczęście, spotkałabym tam stado zbiegłych smoków, kelpie i trolle, które potrzebowałyby myta - odparła, uśmiechając się przy okazji ironicznie. Wiedziała, że nie mogła powiedzieć, by miała w życiu szczęście. Wszystko, co ją spotykało, zakrawało z reguły o jakieś szaleństwo, powodowało, że nieustannie miała pecha i musiała mierzyć się z kolejnymi problemami, z jakimi nie umiała sobie poradzić. Tak jak w tej chwili, co po prostu ją złościło, powodując, iż czuła się malutka i nikomu niepotrzebna.
Z tego też względu trudno było jej mówić o problemach, jakie ją spotykały. Nie znosiła tego robić, zawsze okazywało się przy tym, że mogła coś zrobić lepiej, że mogła postąpić inaczej, że mogła sięgnąć po inne zaklęcie albo inaczej się zachować. Dlatego też teraz podejrzewała, że jej kłopoty w pracy wynikały z jej własnych błędów, a nie czegoś innego, że to ona odpowiadała za zniszczenia drewna, a nie przypadek, złe przechowywanie, czy felerna partia, jaka została zakupiona do składu rodzinnego. Victoria była pierwsza do tego, by wad dopatrywać się w samej sobie, a co za tym idzie, kierować złość na własną osobę, by kierować irytację pod własnym adresem. I nie znosiła, kiedy ojciec próbował ją czegoś nauczyć, przybierając wtedy taki ton, jakby był pewien, że wszystko, absolutnie wszystko, wie po prostu lepiej. Miała świadomość, że chciał jej pomóc, ale tak naprawdę nie pomagał jej wcale.
- Mogę uzupełnić niewielkie dziury, po sękach, ale nie powinnam próbować czegoś innego. Miotła może stracić wtedy całkowicie stabilność, środek jej ciężkości będzie inny, a jeśli spróbuję coś podobnego zrobić, to wysoce prawdopodobne, że złamię resztę drewna, czego nie będzie widać na pierwszy rzut oka. Efekt będzie taki, że miotła pęknie w czasie zaklinania albo w czasie pierwszego lotu - powiedziała cicho, stanowczo, spoglądając nadal na swoje buty, marszcząc jednocześnie brwi. Po jej postawie widać było, jak bardzo ją to denerwowało i jak wiele złości kierowała na samą siebie, jak bardzo obwiniała się o to, co się działo. Zacisnęła nawet dłonie w pięści, aż jej knykcie pobielały, starając się zapanować nad wrzącą złością, jaka podchodziła jej do gardła. Zaraz jednak zamrugała, zdziwiona jego pytaniem i doborem słów.
- Cóż, przy warsztatach jest dość spory skład, w którym znajduje się większość potrzebnych nam materiałów i utrzymywany jest w nim chłód - powiedziała, nieco niepewnie, starając się opisać mu wszystko, co wydawało jej się w tej chwili istotne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Larkin J. Swansea

Absolwent Ravenclawu
Wiek : 22
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 180cm
C. szczególne : medalik na szyi
Dodatkowo : Metamorfomag
Galeony : 1190
  Liczba postów : 605
https://www.czarodzieje.org/t19499-larkin-j-swansea#577514
https://www.czarodzieje.org/t19599-marmo-sowa-larkina#582623
https://www.czarodzieje.org/t19516-larkin-j-swansea#578211
https://www.czarodzieje.org/t21399-larkin-j-swansea-dziennik#692
Droga do Doliny Godryka - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Droga do Doliny Godryka - Page 2 Empty


PisanieDroga do Doliny Godryka - Page 2 Empty Re: Droga do Doliny Godryka  Droga do Doliny Godryka - Page 2 EmptyNie Lip 03 2022, 00:06;

Uśmiechnął się krzywo, gdy tylko usłyszał zdanie Victorii do spacerów po rezerwacie, czy parku. Jeśli rzeczywiście miała takiego pecha, nie dziwił się, że była tak dobra w zaklęciach czy obronie przed czarną magią. Było to konieczne, gdy co chwilę się na coś wpadało. Nie powiedział jednak nic, wiedząc, że skupianie się na czymś, co mogła uważać za swoją porażkę. Zdecydowanie ważniejszy był kolejny temat, który sprawił, że Larkin nieznacznie się rozluźnił.
Od dnia, gdy odwiedził ją w Norfolk, czy może dopiero od chwili tańczenia na cmentarzu, czuł się dziwnie spięty w trakcie rozmów z Brandon. Miał świadomość, że oceniała każde jego słowo i źle dobrane mogło wywołać kolejna kłótnię, której nie chciał, na którą nie miał sił. Mimo to nie wyobrażał sobie, że miałby ot tak zrezygnować z rozmów z nią, że miałby zrezygnować z niej, choć wiedział, że nie postrzega go w taki sam sposób, jak on ją.
Dlatego poniekąd ucieszył się, że powiedziała mu o swoim problemie z drewnem. Zupełnie, jakby chciała jego pomocy, choć jednocześnie obawiał się, że tak nie było, skoro nie chciała rozmawiać z własnym ojcem. A jednak miał ochotę podzielić się z nią własną wiedzą na temat obróbki drewna, jakby to miało cokolwiek zmienić.
Pokiwał lekko głową, słysząc odpowiedź dotyczącą klejenia. Tego się obawiał, że ilość zaklęć nakładanych na miotły może doprowadzić do jej zniszczenia, jeśli tylko będzie w jakimś miejscu klejona, a co za tym idzie - osłabiona. Nie było więc mowy o szukaniu sposobu na uzupełnienie pęknięć, a wlewanie w nie złota zwiększyłoby wagę miotły, co pewnie miałoby jakiś wpływ na lot. Ważniejsze było więc to, jak przechowywane było drewno, z którego Victoria korzystała.
- Chłód? A jest tam wilgotno? Czy zupełnie suche powietrze? - dopytał, poprawiając się na ławce tak, żeby siedzieć przodem do swojej towarzyszki, wyraźnie zaczynając zatracać się w temacie. - Widzisz, drewno jest higroskopijne. Zanim zacznie się w nim cokolwiek rzeźbić, jakkolwiek obrabiać, należy je wpierw dokładnie wysuszyć. Mugole potrzebują na to wiele czasu, my mamy zaklęcia, ale zwykle silverto suszy od zewnątrz, nie od wewnątrz. Jeśli przeniesiesz drewno z wilgotnego pomieszczenia do suchego i zaczniesz je obrabiać, ono będzie pracować, a przez to pękać - mówił, gestem pokazując, o czym mówił. Zaraz zaczął opowiadać o mugolskich sposobach na zachowanie drewna w odpowiednim stanie, wspominając o nacinaniu wpierw kory w kilku miejscach i pozostawianiu drewna w ten sposób do wyschnięcia, nim ostateczne zdejmowano korę.
- Pomimo stosowania odpowiednich zaklęć, w składzie powinien być przeciąg, aby powietrze się mieszało, susząc je. Odrobina wilgoci będzie sprawiała, że drewno zacznie pękać dalej… Jeszcze może to być również kwestia samego drzewa, którego chcesz użyć… Wiem, że Nimbus jest zrobiony z mahoniu… Co zabawne, mahoń pozyskuje się z kilku różnych drzew, ten afrykański jest z wielu odmian gruszy… W każdym razie jest to wytrzymałe drewno na warunki atmosferyczne. Podobnie byłoby z wiązem pospolitym, który jest równie wytrzymały, a jeśli wpierw sparzysz go, to będziesz mogła go wygiąć, a później znów wysuszyć, żeby zachował kształt. Jest też trwały czy pod wodą i na powierzchni. Czasem ludzie mają dziwne pomysły o rzeźbach, które mają być częściowo w wodzie, więc wtedy sięgam po wiąz, ale… - urwał nagle, gdy tylko dotarło do niego, że prawdopodobnie zbyt wiele zaczął mówić i przecież Victoria nie musiała chcieć tego słuchać. Choć jeszcze przed momentem w jego spojrzeniu widać było swego rodzaju błysk, jaki pojawia się u pasjonatów, tak znów zachował powagę, uśmiechając się jedynie kącikiem ust.
- Ale przecież nie chciałaś o tym słuchać. Sprawdź po prostu czy na pewno jest odpowiednio wysuszone, albo poszukaj czy jest zaklęcie, które wyciąga wodę z przedmiotów, zamiast suszyć je od zewnątrz - dodał, gdy tylko zapanował nad sobą, czując się odrobinę zażenowany tym, jak łatwo dał się ponieść, gdy temat zszedł na coś, na czym częściowo się znał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Victoria Brandon

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II studencki
Wiek : 19
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 168
C. szczególne : Piegi na całej twarzy; ciemnogranatowe blizny na prawym biodrze
Dodatkowo : Prefektka
Galeony : 2774
  Liczba postów : 1802
https://www.czarodzieje.org/t18197-victoria-brandon#517279
https://www.czarodzieje.org/t18201-poczta-brandonowny#517591
https://www.czarodzieje.org/t18202-vicky-i-jej-magiczna-menazeria#517595
https://www.czarodzieje.org/t18199-victoria-brandon#517482
https://www.czarodzieje.org/t18306-victoria-brandon-dziennik
Droga do Doliny Godryka - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Droga do Doliny Godryka - Page 2 Empty


PisanieDroga do Doliny Godryka - Page 2 Empty Re: Droga do Doliny Godryka  Droga do Doliny Godryka - Page 2 EmptyNie Lip 03 2022, 00:12;

Kiedy tylko Larkin mimo wszystko podjął temat, który tak nieumiejętnie rozpoczęła, spojrzała na niego kątem oka, by po chwili zwrócić się w jego stronę. Zmarszczyła ledwie dostrzegalnie brwi, ale widać było, że słuchała go bardzo uważnie, odkrywając, że ten naprawdę musiał mieć sporą wiedzę na temat drewna. Zapewne gdyby zechciała porozmawiać z nim o sztuce, o innych możliwościach twórczych, dowiedziałaby się również wielu przydatnych rzeczy, poznałaby rzeczy, o jakich do tej pory nie słyszała, które w dużej mierze mogłyby pomóc jej w pracy. Tak jak podejrzewała od dawna, mężczyzna po prostu specjalizował się w pewnej dziedzinie, skupiał się na niej, poszerzając swoje horyzonty i nie próbował rozmieniać się na drobne.
Musiała również przyznać, że słuchanie tego co mówi, przyglądanie mu się, jak opowiadał o czymś, na czym się znał, było w pewien sposób fascynujące. Nigdy do tej pory nie widziała go w takim stanie, nie widziała, żeby poświęcał czemuś tak wiele uwagi, tak wiele myśli, tak wiele skupienia. Zdawało się, że biła od niego jakaś fascynacja, że kryła się w nim jakaś dziwna siła, którą trudno było tak naprawdę opisać i Victoria musiała przyznać, iż kryło się w tym coś… pociągającego. Było zupełnie, jak patrzenie na drugą stronę lustra, jak odkrywanie, że gdzieś w cieniu przez cały czas kryło się coś, czego nie widziała, coś, czego nigdy nie miała możliwości dotknąć.
Nie wiedziała zupełnie, jakby miała opisać odczucia, jakie się z tym wiązały, ale wiedziała mimowolnie, że mogłaby słuchać Larkina przez długi czas, zapewne zadając mu przy okazji niezliczoną liczbę pytań. Uwielbiała osoby, które nie tylko znały się na tym, czym się zajmowały, ale poświęcały również czas na doskonalenie swojej wiedzy, dlatego też w tej chwili zapałała do niego nieco większą sympatią, niż do tej pory, potwierdzając jakieś swoje wcześniejsze założenia, od których nie była w stanie mimo wszystko umknąć.
- Co znaczy, że możesz… - zaczęła, ale przerwała, gdy tylko Larkin ponownie się odezwał.
Nie rozumiała, dlaczego zrobiło jej się aż tak przykro, ale nie była w stanie zapanować nad grymasem, jaki przemknął przez jej twarz, gdy jej rozmówca właściwie ją uciszył. Odwróciła ponownie głowę, marszcząc przy okazji brwi, a później przesunęła pospiesznie dłońmi po spodniach, zrzucając z nich niewidoczne pyłki, robiąc to jednak niesamowicie nerwowo i czując, jak narasta w niej coś, czego nie umiała określić. Coś, co bolało, chociaż nie umiała nawet znaleźć właściwego źródła tego problemu.
Podniosła się, mając wrażenie, że ta dziecinna plątanina emocji za chwilę ją udusi i pospiesznie potarła policzek, starając się nad sobą zapanować. Nad tym, jak irracjonalnie przykro jej było, nad tym, jak poczuła się zagubiona w tym, co się właśnie działo, nad tym, jak Larkin uciął ich rozmowę. Widać jednak nie była dla niego ani tak ciekawa, ani tak ważna, żeby ją ciągnąć. Nieoczekiwanie przypomniała sobie przyjęcie z okazji zakończenia roku szkolnego, ale prędko odrzuciła te wspomnienia.
- Wybacz, że zabrałam ci czas - powiedziała cicho, zdecydowanie bardziej lodowato, niż wcześniej. - Dziękuję za pomoc i proponuję, żebyś na siebie uważał - dodała, mając wrażenie, że w gardle narasta jej gula, nad jaką nie była w stanie zapanować. Zaraz też zrobiła dwa kroki wprzód, nie chcąc patrzeć na Larkina, mając wrażenie, że jeśli tylko to zrobi, coś się zmieni, wda się z nim w idiotyczną kłótnię albo rozpłacze, jak skończona idiotka. Dlatego wybrała inną opcję. Po prostu teleportowała się do domu.

+
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Larkin J. Swansea

Absolwent Ravenclawu
Wiek : 22
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 180cm
C. szczególne : medalik na szyi
Dodatkowo : Metamorfomag
Galeony : 1190
  Liczba postów : 605
https://www.czarodzieje.org/t19499-larkin-j-swansea#577514
https://www.czarodzieje.org/t19599-marmo-sowa-larkina#582623
https://www.czarodzieje.org/t19516-larkin-j-swansea#578211
https://www.czarodzieje.org/t21399-larkin-j-swansea-dziennik#692
Droga do Doliny Godryka - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Droga do Doliny Godryka - Page 2 Empty


PisanieDroga do Doliny Godryka - Page 2 Empty Re: Droga do Doliny Godryka  Droga do Doliny Godryka - Page 2 EmptyNie Lip 03 2022, 00:16;

Zdecydowanie mieli problem z komunikacją i każde z nich, o czym Larkin nie do końca wiedział, widziało winę zawsze po swojej stronie. Swansea, gdy tylko zdał sobie sprawę z tego, że zdecydowanie zbyt dużo mówił, poczuł się mimowolnie głupio. Ostatecznie mówił na temat suszenia i składowania drewna, na temat jego obróbki z kimś, kogo rodzina zajmowała się tworzeniem środków transportu. Victoria zdecydowanie posiadała więc tę wiedzę, a jego rzeźbiarskie doświadczenie nie miało się nijak do tworzenia latających mioteł. Dodatkowo wiedział, że nie chciała rad od swojego ojca, nie chciała słyszeć, co miała zrobić, a jednak on zaczął jej mówić, co jego zdaniem, powinna zrobić. Robił to, czego nie chciała i gdy tylko zorientował się, postanowił samego siebie uciszyć, ucinając swój wywód. Bynajmniej nie miał zamiaru zranić znów, czy znieważyć Brandon.
Z tego powodu nie rozumiał jej nagłego wstania z ławki, czując podświadomie, że coś się zmieniło i to na gorsze. Przyglądał się, jak pocierała policzek, mając chęć objąć ją, jak w trakcie imprezy u Brooks. Chciał ją jakoś ochronić, choć wszystko wskazywało na to, że albo coś złego powiedział, albo o czymś jej przypomniał. Zaraz jednak zmarszczył brwi, gdy tylko dziewczyna się odezwała, jeszcze bardziej czując się niczym gumochłon, który nie wie, co się wokół niego dzieje.
- Nie zabrałaś… Victoria? - odezwał się, podnosząc się z ławki, gdy tylko dziewczyna zrobiła pierwszy krok, mając chęć zatrzymać ją w miejscu. Wyciągnął nawet w jej stronę rękę, ale zdołał chwycić jedynie powietrze, gdy ta teleportowała się, z całą pewnością do swojego domu.
Larkin stał przez dłuższą chwilę, wpatrując się w przestrzeń, zupełnie, jakby Brandon miała za moment wrócić, jakby jedynie zdawało mu się, że zniknęła. Zaraz też przesunął palcami przez włosy, szarpiąc za nie wściekle, przeklinając pod nosem. Odruchowo próbował przypomnieć sobie wszystko, co zdołał przed momentem powiedzieć, co zrobił, odnosząc wrażenie, że podobne cofanie się pamięcią staje się jego nawykiem przy spotkaniach z Victorią. W takim wypadku najlepiej byłoby zainwestować w myślodsiewnię i móc wyraźniej widzieć, gdzie i jakie błędy się popełniało, gdyż Krukonka przypominała dzikiego konia - piękne i dumne zwierzę, którego nie dało się ujarzmić od razu, które urażone wycofywało się, utrudniając ponowne podejście. On z kolei zdawał się robić wszystko, aby mu w pełni nie zaufała, aby nie zgadzała się na jego obecność blisko siebie.
W końcu przeklął głośniej, budząc tym Arenarię, kiedy odkrył, że musiała źle zrozumieć jego urwanie tematu. Przypomniał sobie, że ostatecznie słuchała go, nie przerwała, więc z pewnością była zainteresowana jego słowami, a on tymczasem zachował się gorzej niż gumochłon. Odetchnął głęboko, podejmując decyzję, że nie zostawi tak tego i będzie musiał do niej wysłać, chociażby list, aby przynajmniej to jedno nieporozumienie naprawić. W końcu wziął zaspanego psidwaka na ręce i skierował się ku Galerii Swansea, aby w końcu zobaczyć wystawę siostry, nim zdejmą obrazy.

/zt x2
+
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Ariadne W. Wickens

Dorosły czarodziej
Wiek : 22
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 171
C. szczególne : owocowe perfumy | elegancki ubiór | łagodny, delikatny głos
Galeony : 883
  Liczba postów : 369
https://www.czarodzieje.org/t21609-ariadne-willow-wickens#703422
https://www.czarodzieje.org/t21613-poczta-ariadne-wickens#704304
https://www.czarodzieje.org/t21610-ariadne-willow-wickens#703604
https://www.czarodzieje.org/t21614-ariadne-w-wickens-dziennik
Droga do Doliny Godryka - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Droga do Doliny Godryka - Page 2 Empty


PisanieDroga do Doliny Godryka - Page 2 Empty Re: Droga do Doliny Godryka  Droga do Doliny Godryka - Page 2 EmptySro Wrz 21 2022, 11:52;

Kostka: 6 i parzysta

Ariadne zmierzała już kiedyś do Doliny Godryka, jednak tylko na krótki moment zapuściła się w te magiczne rejony. Na dłuższe zwiedzanie w ogóle nie miała czasu w ciągu pierwszego miesiąca pracy. Ale niezwykle kusiło dziewczynę, aby poznać bardziej to słynne miejsce. Żyła tak wiele lat w świecie bez magii, że do tej pory nie mogła się nią w pełni nacieszyć. Uwielbiała wszystko, co zostało podsycone tą szczyptą fantazji. A Dolina rzekomo miała być pewnego rodzaju skupiskiem wszystkiego, co magiczne. Tym bardziej nie mogła się doczekać listu od Paytona z zaproszeniem do jakiegoś ciekawego zakątka. Z niecierpliwości w końcu znalazła sama dla siebie wymówkę, aby się wybrać na długi spacer, kiedy akurat trafił się ten jeden dzień, kiedy nie padał deszcz. Planowała bowiem zakupić dom w Dolinie, więc umówiła się na kilka wizyt u sprzedawców. Po dość wyczerpującym popołudniu pełnym formalności, kiedy już w końcu wypatrzyła wymarzone miejsce, w którym mogłaby zamieszkać, Ariadne udała się w drogę powrotną do Londynu. Mogła co prawda skorzystać z teleportacji, Błędnego Rycerza albo innego błyskawicznego środka transportu, ale czasem wolała pójść po prostu pieszo.
Lubiła przechadzać się na spokojnie wśród zieleni, wypatrując interesujących roślin lub zwierząt. A droga, którą podążała, była pełna takich okazów. Przeciągała więc ten spacer dość mocno, w zamyśleniu krocząc powoli przed siebie. Dopiero dziwny odgłos wyrwał młoda aurorkę z błądzenia myślami pomiędzy obłokami. Czujnie spięła ciało, wypatrując co takiego mogło wydać ów pisk. Szybko doszła do wniosku, że był to krzyk dziecka. Ariadne poczuła, jak nogi same jej się wyrywają do przodu, gdy na złamanie karku ruszyła na ratunek. Bo wrzaski te nie brzmiały jak niewinna zabawa z rówieśnikami, ale jak wołanie o pomoc. Wypadła zza zarośli dzikich malin, żeby zobaczyć scenę ataku chochlików kornwalijskich na jakiegoś chłopca.
Nastąpiła chaotyczna walka, podczas której aurorka starała się szybko oraz sprawnie odwrócić uwagę zwierząt od młodego czarodzieja. Udało się to, gdy kilka stworzonek strzeliła gorącymi iskrami. Zapragnęły tym razem to Ariadne złapać za uszy i najprawdopodobniej wywlokłyby ją gdzieś na koronę pobliskiego dębu, gdyby nie jej szybka reakcja. Wiedziała co nieco o tych zwierzętach. Nie sądziła, by mogły uczynić im prawdziwą krzywdę, więc potraktowała je łagodnie. Głównie stosowała zaklęcia unieruchamiające lub oszałamiające. Niebawem zwierzęta uciekły gdzieś w las, wyczuwając nieustanny opór. Chciały jeszcze wyrwać na koniec czapkę dzieciaka, ale nicponia, który się za to zabierał, Ariadne smagnęła już po mugolsku - z kopa w nos. Odleciał niezbyt równym lotem.
- Dasz radę wrócić do domu czy Cię odprowadzić? - zapytała roztrzęsionego malucha, którego wcześniej przytuliła i zapewniła, że nic mu już nie grozi. Chłopak pociągnął nosem, zapewniając, że sam sobie poradzi.
Wickens czuła się jak bohaterka. Co z tego, że nie była to walka z czarnoksiężnikiem o dobro całego świata? Mogłaby codziennie ratować dzieci przed złośliwymi chochlikami i czuć się z siebie dumną. Rzucanie zaklęciami w takim tempie zaskakująco zmęczyło dziewczynę. Był to pierwszy raz od bardzo dawna, kiedy tak machała różdżką. Po całym zajściu usiadła pod owym dębem na miękkiej trawie zroszonej opadłymi, żółtymi liśćmi.

@Felinus Faolán Lowell
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Nauczyciel
Wiek : 23
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Na prawej dłoni nosi Sygnet Myrtle Snow i Pochłaniacz Magii. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 1973
  Liczba postów : 7412
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Droga do Doliny Godryka - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Droga do Doliny Godryka - Page 2 Empty


PisanieDroga do Doliny Godryka - Page 2 Empty Re: Droga do Doliny Godryka  Droga do Doliny Godryka - Page 2 EmptyCzw Wrz 22 2022, 08:54;

09/2022
ariadne w. wickens
& felinus faolán lowell

Raz po raz przeskakiwał jakąś gałązkę, omijając ją szerokim łukiem; wierząc, że dla tych ptaków, które na zimę się nie wybierają poza kontynent, może się przydać bardziej, niż pod jego własną podeszwą. Starał się to wszystko szanować - starania, dzieła, a przede wszystkim żywot, który przecież potrafi być wyjątkowo kruchy w swojej pełnej okazałości.
Lowell Dolinę Godryka znał już całkiem dobrze - często chodził po terenach magicznej wioski jak i lasach osadzonych wokół niej, z malowniczymi widokami na piękno natury, aby chociażby wyprowadzić psa. Hinto, w połączeniu ze swoją łagodnością i zdolnością wydostania się ze smyczy na najróżniejsze sposoby, stanowił za każdym razem wyzwanie na tego typu wędrówkach, udowadniając, iż zawsze znajdzie się jakiś sposób na postawienie na swoim. I chociaż łagodna strona leprehau nie pozwalała na stosowanie jakiejkolwiek agresji, tak zwierzę było zwyczajnie sprytne. Albo los podkładał mu widok wolności, możliwości liźnięcia swoim jęzorem bzyczków w celu okrycia ich śliną, wetknięcia się w mniej znane rośliny, a przede wszystkim przygody. Czworonóg o krótkich łapkach i specyficznym wyglądzie ciągnął do ludzi, nie pozwalając na to, aby jakiekolwiek popatanie po głowie odeszło zmarnowane, a dzięki swoim magicznym zdolnościom, także potrafił uspokoić.
Długo ten spokój nie trwał, gdy asystent nauczyciela uzdrawiania zauważył na swojej drodze, przy wyjściu z okolicznego lasu, niebieską istotę. Chochliki kornwalijskie widniały w jego historii jako metoda na dość ciekawe fajerwerki, ale im dłużej się w to zagłębiał, tym bardziej zdawał sobie sprawę, że te działania były skrzywione. Przesycone "brakiem" konsekwencji, gdy te opanowały Hogwart, uniemożliwiając uczniom i studentom normalne funkcjonowanie, ale przecież nie musiał rzucać w ich strony Bombardy czy czegokolwiek innego, co powodowało rozbryzganie na mokrą plamę, która następnie zdobiła niechlubnie ściany średniowiecznego zamku. Wystarczyło trochę pokory, a na przestrzeni mijającego czasu w postaci miesięcy i paru lat, nie chylił się już więcej ku takim akcjom.
Zresztą, sięgało to jego mniej przyjemnej strony. Za każdym razem i za każdą tego typu akcją obawiał się, iż wcześniej stłumione ziarno ponownie postanowi wydać owoce, z których nie byłby dumy. Był świadom, iż ta mroczniejsza strona nie zniknęła, a została przytłumiona; uchwycona na lejcach władzy może i znajdowała się pod kontrolą, ale czarna magia nigdy nie była i nie jest tym, co da się w pełni kontrolować w obszarze własnej psychiki. W końcu wiele osób popadało od niej w obłęd.
I miał szczęście, ogromne; miał szczęście, że trzymał to w ryzach, poddawał się w leczeniu, a nie brnął coraz dalej, zostawiając za sobą popękane struktury i negatywne wspomnienia. Nauczył się z tym żyć.
Dlatego, kiedy jeden z chochlików, uciekający najwidoczniej przed czymś lub przed kimś, postanowił go zaczepić, prostym zaklęciem odesłał go dalej, dając ostrzeżenie, iż lepiej dla niego będzie, jeżeli uda się gdzieś indziej. Zaklęcie musnęło kończyny, które zaczęły tańczyć nierówno i poza kontrolą istoty magicznej. Po chwili pojawiła się druga, i trzecia, i czwarta - cała grupa, która najwidoczniej przed czymś uciekała - obierając sobie Lowella za cel. I szło mu całkiem sprawnie, bo machanie różdżką od dłuższego czasu nie sprawiało mu problemów; kwestia tylko tego, iż za każdą taką akcją Hinto decydował się wydostać ze smyczy, udając się własnymi łapkami w kierunku drogi.
- Hinto! - zawołał asystent, ale psiak nic sobie z tego nie zrobił. Zamiast tego wepchnął kuper w krzaki i udał się siną w dal, natomiast jeden z chochlików o mało co nie pociągnął mężczyzny za ucho. Efekt? Ten otrzymał dłonią w twarz (nie pięścią), zostając na ten krótki moment oszołomionym. Dłuższa walka z nimi natomiast nie miała sensu, bo i choć absorbowały czas, tak parę bardziej istotnych zaklęć pozwoliło dać im do zrozumienia, że nie tędy droga; poleciały dalej, natomiast Felinus poleciał za psem.
A pies, przemierzając poprzez stertę różnokolorowych liści, głównie złocistych, postanowił zaczepić kobietę, która najwidoczniej odpoczywała pod dębem, wepchnięciem wilgotnego nosa w jej łydkę - zakrytą spodniami bądź też i nie. Po tym szczeknął, zadowolony, swoimi ślepiami spoglądając na twarz aurorki, natomiast ogon poszedł w ruch, udowadniając radość zwierzaka. Widać było, że ten nic nie zrobi, a co więcej to jemu by coś zrobili, gdyby do czegoś jednak doszło. Jeżeli ta zechciała go pogłaskać, nie reagował w żaden sposób niechętnie; jeżeli nie chciała go pogłaskać, nadal trochę domagał się atencji, obwąchując i wystawiając od czasu do czasu język.
- Hinto! Ile razy możesz uciekać i zaczepiać ludzi... - Lowell podbiegł, czując się co najmniej porządnie zmachanym. Statyczne życie nauczyciela udzielało mu się dość widocznie, a przynajmniej pod tym względem. Może powinien zacząć ponownie więcej ćwiczyć. - ...och, pani Ariadne. - Felinus uśmiechnął się na widok kobiety, którą rozpoznał niemal natychmiast; pamiętał warsztaty, w których to brał udział. I nie bez powodu obdarzył w tym momencie łagodnym uśmiechem. Pomijając pewne wydarzenia, które miały miejsce, uważał je za sukcesywne. W końcu, nawet mimo sprawdzania, nie da się określić, czy ktoś nie postanowi pójść o krok dalej. - Dzień dobry. - przywitał się, chcąc zachować potrzebną w tym celu kulturę. Pieska już zapiął z powrotem na smycz, nie chcąc, aby ta czuła się nieswojo w towarzystwie czworonoga. W końcu nie wiedział, czy kobieta za nimi przepada, czy też i nie.
- Przepraszam za niego. Podczas spaceru postanowiły nas zaczepić chochliki i, jak to Hinto, ten zdecydował udać się w swoją drogę. - lekko się zaśmiał, czując, iż słowa wytłumaczenia mogą się tutaj nieco przydać. - Nie przeszkadzał pani? - chciał mieć pewność, że przypadkiem ją zachowaniem leprehau nie uraził. W końcu nie wszyscy chcą mieć obok siebie taką puchatą kulkę.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Ariadne W. Wickens

Dorosły czarodziej
Wiek : 22
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 171
C. szczególne : owocowe perfumy | elegancki ubiór | łagodny, delikatny głos
Galeony : 883
  Liczba postów : 369
https://www.czarodzieje.org/t21609-ariadne-willow-wickens#703422
https://www.czarodzieje.org/t21613-poczta-ariadne-wickens#704304
https://www.czarodzieje.org/t21610-ariadne-willow-wickens#703604
https://www.czarodzieje.org/t21614-ariadne-w-wickens-dziennik
Droga do Doliny Godryka - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Droga do Doliny Godryka - Page 2 Empty


PisanieDroga do Doliny Godryka - Page 2 Empty Re: Droga do Doliny Godryka  Droga do Doliny Godryka - Page 2 EmptyPon Paź 10 2022, 14:22;

Spokój oraz cisza zostały prędko przerwane, ale w najprzyjemniejszy sposób. Mokry nosek psa trafił prosto na materiał czarnych nogawek Ariadne. Dziewczyna pisnęła z zaskoczeniem, ale od razu uśmiechnęła się szeroko. Kochała zwierzęta, a zwierzęta jakimś trafem kochały ją. Obdarzyła psa głaskaniem oraz lekkim drapaniem, gdy już upewniła się, że ma przyjazne zamiary. Gdyby piesek wykazywał niechęć do interakcji to zostawiłaby go w spokoju. Jednak leprehau wręcz garnął się do dziewczyny. Na wszelki wypadek podczas całej tej gwałtownej wymiany czułości, Ariadne złapała za obrożę psiaka, aby przytrzymać go przy sobie. Bynajmniej nie po to, aby przywłaszczyć sobie uroczego czworonoga, choć kusiło to bardziej niż mogła się spodziewać... Wychowywała się wśród zwierząt, a teraz odczuwała pustkę. Ariadne domyślała się, że leprehau komuś się wyrwał się. Chciała pomóc i zatrzymać psa w razie, gdyby postanowił pobiec jeszcze dalej. Prawdopdoobnie sama poszłaby szukać właściela, gdyby nie usłyszała zaledwie chwilę później wołania. Na początku widok zziajanego mężczyzny nic Ariadne nie powiedział, ale kiedy zwrócił się do niej po imieniu, szybko przeszukała w swoim umyśle wspomnienia dotyczące poznanych w ostatnim miesiącu ludzi. Jako że swój nowy rozdział życia w Wielkiej Brytanii rozpoczęła bardzo aktywnie, było ich naprawdę sporo. Czy to będzie ten niezręczny moment, kiedy ktoś Cię wita, a Ty nie możesz sobie przypomnieć co to za osoba?
- Dzień dobry, Panie... Lowell, tak? - odpowiedziała z taką samą dawką szczerej uprzejmości. A nawet entuzjazmu. Delikatny uśmiech rozświetlający lico Felinusa, jak za dotknięciem różdżki odświeżył pamięć dziewczynie. Wyglądał równie pogodnie, co na początku września, na tych burzliwych warsztatach, które Ariadne organizowała. Akurat Lowell był jednym z najmilszych czynników dotyczących tamtego wydarzenia. Gdyby tylko wszyscy uczestnicy mogliby być równie kulturalni oraz bezproblemowi. Pewnie wtedy wspominałaby ten event z przyjemnością, a nie głębokim zawstydzeniem. Cudem tylko uniknęła śmiechów ze strony współpracowników w biurze. Choć fakt, że wszystko działo się na oczach szefa, mocno dobijał jasnowłosą.
- Chochliki? Och, jeju. - otworzyła szeroko oczy. - Wcześniej znęcały się nad jednym chłopcem. Musiałam ich chmarę pechowo przegonić właśnie w waszym kierunku. - teraz to Ariadne się wytłumaczyła, opuszczając na moment wzrok przepraszająco. Trzeba było te chochliki wyłapać i zgłosić do Departamentu, żeby nie narobiły więcej szkód. Teraz już nie warto się za nimi uganiać po lasach, ale może jeśli nie zapomni to wystosuje odpowiedni list do jednego z urzędników zajmujących się magicznymi stworzeniami.
Podniosła się pospiesznie ze swojego miejsca pod drzewem. Już sobie wystarczająco odpoczęła.
- Skądże. Bardzo lubię psy, w domu rodzinnym zawsze mieliśmy po kilka czworonogów. - uśmiechnęła się na myśl o wszystkich tych psiakach, które dawały Ariadne tyle radości w dzieciństwie. Jednocześnie również zdawała sobie sprawę, że nie każdy postrzegał te futrzaste istoty w ten sam sposób. Niektórzy nie tolerowali ich towarzystwa lub po prostu się bali. Wickens uważała, że każdy właściciel powinien być tego świadomy. Fakt, że Felinus ewidentnie potrafił to uszanować, bardzo imponował dziewczynie.
Wielu ludzi zna to uczucie, gdy przebywa się w towarzystwie prostaka i wręcz wchłania mimowolnie jego ordynardność. Nawet nie zauważamy, jak podłapujemy niektóre zachowania lub sposób wyrażania myśli, jeśli kontakt potrwa odpowiednio długo. Przy Felinusie było z kolei odwrotnie. Przy nim Ariadne chciała być niczym gąbka, aby nasiąknąć jego dojrzalością i życzliwością. Jednocześnie potrafił w ogóle nie sprawiać wrażenia sztucznego lub zbyt poważnego.
- Hinto to z japońskiego? - zapytała z ciekawością. Może i totalnie nie miała talentu do obcych języków, ale to nie znaczy, że uważała je za nudne. "Hinto" brzmiało jak coś azjatyckiego, a więc wiadomo, że powiązała to od razu z japońskim.
Może chciał kontynuować spacer w samotności, ale Ariadne nie pogardziłaby przyjacielską pogawędką. Oczywiście, nie śmiałaby się narzucać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Droga do Doliny Godryka - Page 2 QzgSDG8








Droga do Doliny Godryka - Page 2 Empty


PisanieDroga do Doliny Godryka - Page 2 Empty Re: Droga do Doliny Godryka  Droga do Doliny Godryka - Page 2 Empty;

Powrót do góry Go down
 

Droga do Doliny Godryka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Droga do Doliny Godryka - Page 2 JHTDsR7 :: 
Dolina Godryka
-