Share
 

 Ulica Główna

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 4 z 4 Previous  1, 2, 3, 4
AutorWiadomość


Archibald Blythe

Nauczyciel
Wiek : 39
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 5563
Dodatkowo : zaklęcia bezróżdżkowe, opiekun Gryffindoru
  Liczba postów : 1474
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5994-archibald-jeremiah-blythe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5998-archibaldowa-poczta#170933
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5997-archowe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7372-archibald-blythe#207289
Ulica Główna - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Ulica Główna - Page 4 Empty


PisanieUlica Główna - Page 4 Empty Ulica Główna  Ulica Główna - Page 4 EmptyCzw 23 Lip 2015, 20:04;

First topic message reminder :


ULICA GŁÓWNA


Najdłuższa ulica przebiegająca idealnie przez środek Doliny. Zawsze stanowiła główną drogę transportową. Za dawnych czasów to właśnie przy niej ustawiali się liczni handlarze, odbywały się huczne festiwale i parady. Obecnie, po obu jej stronach można odnaleźć wiele ciekawych miejsc, sklepów, ale głównie są to puby, kawiarnie i restauracje. Dzięki temu jest głównym miejscem spotkań wszystkich mieszkańców Doliny. Poza tym, przy tej właśnie ulicy znajduje się stary kościół, a zaraz za nim cmentarz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość


Dorien E. A. Dear

Nieokreślony
Wiek : 27
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 183
C. szczególne : Złota obrączka
Galeony : 2586
  Liczba postów : 1285
https://www.czarodzieje.org/t14237-d-e-a-dear
https://www.czarodzieje.org/t14509-lumiere
https://www.czarodzieje.org/t14351-dead#379532
https://www.czarodzieje.org/t14386-skrzynia-umarlaka#380806
Ulica Główna - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Ulica Główna - Page 4 Empty


PisanieUlica Główna - Page 4 Empty Re: Ulica Główna  Ulica Główna - Page 4 EmptySro 20 Lis 2019, 05:36;

Bardzo go rozbawiła swoją radością i zadowoleniem z wygranej. Pewnie, że jeśli jedno z nich przegrywało, to przegrywali razem - to samo przy odwrotnym scenariuszu. Cieszyli się obydwoje, ale to chyba Aurora miała więcej satysfakcji z rewanżu. Podziękowała mu całusem i tyle naprawdę wystarczyło. Przestawał żałować tego wyjścia. Wróć - nie żałował ani przez chwilę, tylko nie do końca chciało mu się podejmować jakiekolwiek kroki w celu pojawienia się na imprezie. Całe zmęczenie uleciało w chwili, gdy zobaczył uśmiech Aurory. Rekompensował mu absolutnie wszystkie niedogodności. Odebrali część przegranej wcześniej kwoty i ruszyli dalej.
Co to za barbarzyński sport - rzucanie nietoperzami?! I tak rzucili. Żonie Doriena, zapewne także ze względu na niski wzrost, ciężko było dorzucić do celu. Udało się jej dopiero za trzecim razem, zatem z wielką chęcią udzielił jej nieco swojej siły, kiedy rzucali w stronę drugiej piniaty. Udało się! Strącili dwie paczki pełne cukierków, mimo że nie napchaliby nimi sobie kieszeni. A już szczególnie po tym, gdy dostrzegli konsekwencje ich zjedzenia.
Dorien nagle pobladł. I pewnie byłoby to widać dużo lepiej, gdybynie fakt, że cały porósł sierścią. W przeciągu kilku sekund zrobiło mu się ciepło i to wyjątkowo nie ze względu na Aurorę w negliżu. Twarz, ręce, całe jego ciało pokryło się nieco sztywnym futrem. Ale zupełnie nie zwrócił na to uwagi. Ani nawet przez moment nie zastanowił się nad swoim nowym wyglądem, bo towarzysząca mu kobieta dosłownie zalała się krwią, a to na pewno nie były te dni, i chyba zupełnie tego nie zauważyła. Od razu przesunął szorstką dłonią po policzku żony, rozmazując strużkę krwi na połowę jej twarzy.
- Dobrze się czujesz? Zabiorę cię zaraz do jakiegoś medyka. Tylko mi nie mdlej, błagam! - Dorien wręcz zaczął panikować, a przecież z reguły był bardzo opanowany - Jesteś cała we krwi!


Kostka: 2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Éléonore E. Swansea

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 23
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 172cm
C. szczególne : jasne piegi i wąskie usta
Galeony : 1319
  Liczba postów : 764
https://www.czarodzieje.org/t17446-eleonore-e-swansea
https://www.czarodzieje.org/t17452-poczta-panny-eleonore#489449
https://www.czarodzieje.org/t17451-znajomkowie-eleonore#489448
https://www.czarodzieje.org/t17445-eleonore-e-swansea#489381
Ulica Główna - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Ulica Główna - Page 4 Empty


PisanieUlica Główna - Page 4 Empty Re: Ulica Główna  Ulica Główna - Page 4 EmptySro 20 Lis 2019, 23:51;

Nie wiedziała, czy jest bardziej rozbawiona, czy zażenowana. Obie te emocje się w niej mieszały. Poczuła nawet swego rodzaju... nostalgię. Ech, ładnych parę lat temu takie sytuacje miała prawie na co dzień, kiedy to uczyła się jeszcze w Hogwarcie wraz z kilkoma śmieszkami. Czuła się teraz staro, gdy uświadamiała sobie, że już raczej nie będzie doświadczać podobnych sytuacji. Dementor był nieco głupiutki, ale w tym całym swoim nietargnięciu i z szelmowskim uśmiechem - również całkiem uroczy. Tak, zdecydowanie żałowała, że tak mocno się przez nią poturbował. Ale był w jednym kawałku, to najważniejsze. Ten drugi chłopak wyglądał nieco poważniej, być może był starszy.
Kaptur spadł z głowy owego Dementora. Éléonore wiedziała, co to oznacza. Zaraz chłopak będzie miał srogi przypał. Chciała nawet mu o tym przypomnieć, ale nie zdążyła, bo ochroniarze byli szybsi. Nie miała okazji nawet skomentować jego prośby o masaż. A szkoda. Miała w zanadrzu kąśliwą ripostę.  Zanim zdążyła się wycofać i odejść dalej, by zająć się sobą, to przypakowani czarodzieje już zgarniali festiwalowego zgrywusa. Wszystko się tak szybko działo! Cóż za przedziwna noc. Ile jeszcze zaskoczeń ją dzisiaj czeka? Miało się okazać, że całkiem sporo, a najbliższe pochodziło od towarzysza "uprowadzonego" chłopaka.
Kiedy się do niej zwrócił, nie mogła w pełni skupić się na tym, jaki sens niosą jego słowa, bo rozpraszał ją jego specyficzny akcent. Taki... wschodni. Było w tym coś intrygującego, a na pewno utrudniającego rozpoznanie intencji wypowiedzi. Uniosła brwi ku górze i ściągnęła usta, uwypuklając swoje kości policzkowe. Tak, wyglądała teraz jeszcze bardziej sukowato. I było to zamierzane. Na twarz nałożyła maskę pod tytułem "bitch face" i ubolewała, że nie widać tego w pełnej okazałości przez jej pełny makijaż meksykańskiej czaszki.
- Dla Ciebie poświęcę się i zrobię to w ramach wolontariatu, do usług - dygnęła przed chłopakiem, uśmiechając się odrobinę cynicznie. Choć był opryskliwy, to spłynęło to po niej, jak po kaczce. A może nawet ją rozbawiło? Kiedy koło niej przechodził i posłał jej rozbrajający uśmiech, pokręciła głową z niedowierzaniem. To było... dziwne. Ale czego się miała spodziewać po Nocy Duchów?
Odwróciła się na pięcie i ruszyła w stronę miejsca, gdzie gromadziły się duchy. Jeszcze tej atrakcji nie zaliczyła. A były już nawet dementory i rosyjskie zombie! Nałożyła na głowę kaptur, by poczuć się bardziej incognito. Dodawało jej to też pewności siebie, była ukryta i teraz na pewno nikt nie był w stanie jej rozpoznać. Zawahała się przez chwilę, gdy była już tuż obok stolików, przy których snuły się mgliste osobistości. Nie czuła się mocna w grze w kartach. Ale spędzić Święto Duchów bez... duchów? No nie godzi się, no. Wypatrzyła wzrokiem Anthony'ego Mulberta. Chyba najbardziej jej odpowiadał, mieli ze sobą wiele wspólnego: zamiłowanie do muzyki i sztuki. Przywitała się z nim życzliwie i zagadnęła odnośnie gry na skrzypach. Wiedziała, że to z jej strony cwane posunięcie, a duch zaraz rozproszy się i popłynie w swoich opowieściach. Znała jego historię oraz twórczość, nie przestawała zasypywać go pytaniami i pochwałami. Dzięki temu zaskarbiła sobie jego sympatię, ale przede wszystkim... sprawiła, że się rozkojarzył i przegrał. Swansea pokonała zjawę w kartach. Mulbert okazał się bardzo hojny, bo wyręczył dziewczynie na pamiątkę samostrojące się skrzypce. Hm, czy to znak, że powinna rozpocząć naukę gry na tym instrumencie? Bardzo chętnie, podstawy już znała!
Z uśmiechem na ustach i nowym przedmiotem ruszyła ku wyjściu. Sprawdziła już wszystko, mogła wracać do domu i położyć się wreszcie do łóżka. Tak, to był wyjątkowo specyficzny wieczór.



Kostki Duchy (Anthony Mulbert): 3

|zt.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Aurora Therrathiel

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 170
C. szczególne : Znamię w kształcie listka na barku, tęczówki zlewające się ze źrenicami
Galeony : 747
Dodatkowo : Oklumencja
  Liczba postów : 819
https://www.czarodzieje.org/t15543-aurora-therrathiel#417307
https://www.czarodzieje.org/t15571-necessitas#418867
https://www.czarodzieje.org/t15572-relacje-aurory
https://www.czarodzieje.org/t15522-aurora-hestia-therrathiel#416768
Ulica Główna - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Ulica Główna - Page 4 Empty


PisanieUlica Główna - Page 4 Empty Re: Ulica Główna  Ulica Główna - Page 4 EmptyCzw 21 Lis 2019, 17:37;

Dopiero gdy mężczyzna wymienił swoje imię to uświadomiłam sobie z kim miałam do czynienia – nie była to jedynie kwestia przypomnienia sobie personaliów, ale również głosu, gdyż ze względu na przemytniczy fach dość łatwo zapamiętywałam takie detale.
- Ah tak – odparłam, a lekkie uniesienie kącików ust przemieniło się w szeroki, serdeczny uśmiech – Oczywiście, że pamiętam.
Trudno było zapomnieć tamtą sytuację, głównie ze względu na to, że rzadko zdarzało mi się ponosić porażki. Mimo to nie czułam żalu powiązanego z tamtą sytuacją, a raczej pewną nutę podejrzliwości wobec Leonela – czy za tamtą wygraną kryła się jedynie sprawność fizyczna, czy może jakaś inna, nie do końca jasna historia? W gruncie rzeczy nie znałam zbyt wielu osób, które byłyby w stanie pokonać mnie w konkurencjach dotyczących zwinności, a byłam raczej drobną osobą, która nabyła swoje umiejętności tylko dzięki wychowaniu w takim, a nie innym środowisku. Niemniej zepchnęłam te myśli do tyłu głowy – przecież przyszłam się tutaj bawić, a nie zachowywać się ja podejrzliwy pies myśliwski. Byłam niemal pewna, że ta stała czujność, wpojona mi jeszcze w latach dziecięcych miała mnie kiedyś wykończyć nerwowo.
- Miło cię widzieć – powiedziałam, by po chwili dodać przepraszającym tonem – Wybacz, że od razu cię nie poznałam, to chyba kwestia świetnej charakteryzacji.
Nie dało się ukryć, że makijaż doskonale skrywał tożsamość Fleminga. Zapewne gdybym znała go lepiej, nie miałabym problemu z identyfikacją, niemniej nawet teraz starałam się wyłapać jakieś szczególne, charakterystyczne gesty, aby nigdy więcej nie popełnić tego błędu.
Mimo wszystko czułam się lepiej w związku z tym, że natrafiłam na kogoś znajomego, nawet jeśli to było dopiero moje drugie spotkanie z Leonelem. Pośród tych wszystkich atrakcji, samotność była czymś dziwnym i niepożądanym, choć na co dzień wydawała mi się najnaturalniejszym ze wszystkich stanów. Czułam, że nie pasuję tu wraz z moją nadmierną życiową powagą oraz zatraconą umiejętnością swobodnej zabawy – jedyne co mogło mnie w tej niepewności uratować to towarzystwo drugiego człowieka.
Gdy zadał pytanie przez moment się wahałam próbując przypomnieć sobie mijane dotąd atrakcje – szczerze powiedziawszy nie miałam zbyt wiele czasu na rozglądanie się. Wystarczyło jednak unieść oczy w górę, aby dostrzec wznoszące się w niebo lampiony.
- Co powiesz na to, żeby ich poszukać? – zapytałam i już po chwili oboje podążaliśmy w stronę odpowiedniego stoiska. Nie minęło kilka chwil, gdy zgodnie z instrukcją mężczyzny ze stoiska, zaczęliśmy odpalać nasze lampiony. Przez moment utrzymywałam kontakt z moim towarzyszem kontrolując jak radzi z lampionem i żartując, jednak po chwili, gdy moja latarenka wzniosła się ku górze miałam w głowie tylko i wyłącznie jedną osobę. Ku mojemu zaskoczeniu lampion początkowo niemal nie świecił, lecz po chwili rozbłysnął niesamowitym, jasnym blaskiem. Moim oczom ukazał się niesamowity orszak anielski, zaś w uszach zabrzmiała wygrywana przez istoty melodia. Nie wiedziałam czy to wszystko działo się w mojej głowie, czy każda osoba w okolicy mogła rozkoszować się tym samym widokiem – nie obchodziło mnie to jednak. Na moment przymknęłam oczy starając się powstrzymać łzy, co oczywiście udało mi się bez problemu – w gruncie rzeczy miałam w tym sporo wprawy. Nie zamierzałam psuć wieczoru ani sobie, ani Leonelowi. Oboje przyszliśmy tu, żeby dobrze się bawić.

Lampiony: 3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Lazar Grigoryev

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 182cm
C. szczególne : Tatuaże, kolczyk w języku, przekłute uszy, silny rosyjski akcent
Galeony : 32
  Liczba postów : 403
https://www.czarodzieje.org/t17721-lazar-arseni-grigoryev
https://www.czarodzieje.org/t17739-lazar-grigoryev#499191
https://www.czarodzieje.org/t17724-lazur#498429
https://www.czarodzieje.org/t17722-lazar-grigoryev#498407
https://www.czarodzieje.org/t18307-lazar-grioryev-dziennik
Ulica Główna - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Ulica Główna - Page 4 Empty


PisanieUlica Główna - Page 4 Empty Re: Ulica Główna  Ulica Główna - Page 4 EmptyPią 22 Lis 2019, 20:02;

Nie patyczkował się, to trzeba mu było przyznać. Kiedy tylko powiedział mu, że się z nim napije, wyciągnął zza pazuchy buteleczkę, zupełnie jakby zawsze trzymał ją tam na tego typu okazje. Z drugiej strony... jakoś musiał wprawić się w ten stan, więc nie było to może aż tak dziwne? Niemniej, chłopakowi udało się zaskoczyć Lazara, który na widok buteleczki prychnął niepowstrzymanym śmiechem, unosząc przy tym brwi, ale mimo wszystko sięgając po buteleczkę.
Mam pić sam? — zawahał się, bo choć uważał, że Ślizgon doprowadził się już do stanu, w którym nie potrzebował pić więcej, nie spodziewał się, że tak łatwo się go posłucha. Nie czekał jednak na odpowiedź, wzruszył ramionami i odkręciwszy buteleczkę, pociągnął z niej sporego łyka, odchylając przy tym głowę do tyłu. Nie skrzywił się, a zamiast tego oblizał wargi — Ja niezbyt lubię tę waszą whiskey samą. Ale jest mocna, więc może być. Dużo już takich wypiłeś? — żeby wiedział o co mu chodzi, potrząsnął buteleczką, którą wciąż miał w ręku, a potem wsunął ją do własnej kieszeni spodni. Trochę dlatego, że miał ochotę ją dopić, a trochę ze względu na to, by go nie kusiło. Nie miał ochoty go upominać... nie chciał też patrzeć jak ten wymiotuje do śmietnika. Bo choć w teorii mógł go zostawić w każdej chwili i pójść (tak jak zresztą zamierzał od początku) w swoją stronę, rzeczywistość była taka, że przygnębiona mina jaką zobaczył pod drzewem sprawiła, że nie miał ochoty go porzucać. Gallagher wyglądał dziś tak żałośnie, że chwytał za serce i bez sensu byłoby z tym walczyć. Już łatwiej było zaakceptować zmianę planów. Wziął od niego papierosa i nachylił się, by odpalił i jemu, po czym wypuścił dym nosem.
Da, chyba tak. Ale ja to myślę, że z duchami wcale nie łatwiej wygrać. —wyglądało na to, że Matthew złapał „przynętę” jaką była gra w karty. Podejrzewał, że kiedy tylko zajmie czymś myśli, humor znacznie mu się poprawi. Choć po prawdzie to już teraz wyglądał nieznacznie lepiej – może potrzebował po prostu towarzystwa? Skinął głową, słuchając jego odpowiedzi i popalając jednocześnie papierosa; w istocie nie zamierzał ciągnąć go za język. Zapytał na wypadek gdyby ten jednak chciał się wygadać, ale skoro sam nie czuł takiej potrzeby, to tym lepiej. Wykrzywił wargi w niejasnym grymasie, ale nie skomentował powodu ich zerwania. Jedynie obrzucił go dłuższym spojrzeniem, trochę tak jakby zastanawiał się czy potrafi zrozumieć skąd ta decyzja.
Rogi? Lepiej daj mi buziaka z piekła rodem — zabrzmiał zupełnie poważnie, ale zaraz się roześmiał. Nie był aż tak zdesperowany, by wprost żądać tego typu zapłaty. No i miał w sobie na tyle dumy, by nie wykorzystywać jego przygnębienia do swoich celów. — Rogi mogą być. — Dodał, aby było jasne, że tylko sobie żartował.
Przymrużył oczy i w zamyśleniu przygryzł palec podniesiony w zaciśniętej pięści do ust. Nie był pewien czy miało to jakieś znaczenie kogo wybierze. Z drugiej strony... mógł się może czegoś dowiedzieć? Lubił quidditcha, więc od razu pomyślał o Rose.
Chyba z nią — wskazał na ducha kobiety, odpuszczając sobie kaleczenie jej imienia swoją wymową — Chociaż... chyba wygląda na zajętą. Wezmę kogoś na chybił trafił, wszystko mi jedno. — dokończył papierosa i za pomocą zaklęcia ordinem sigarellum zamienił jego resztkę w agrafkę, którą zaś przypiął do szlufki u spodni. Potem ruszył do ducha, który wyglądał na wolnego i zainteresowanego grą, a była to Annie Motgomery, jasnowidzka, jak się szybko okazało. Ledwo usiadł naprzeciwko niej, a ona przymrużyła swoje niewyraźne ślepia, po to, by zaraz otworzyć je szeroko, z trwogą. Lazar zmarszczył brwi, ale zamilknął, ciekaw co kobieta ma mu do powiedzenia. „PONURAK!” – usłyszał zaraz – „zejdź mi z oczu! Przyniesiesz mi nieszczęście!”. Próbował ją przekonać, że mogą zagrać chociaż jedną partię, ale duch był nieugięty. Niezadowolony Lazar odszedł na bok i poczekał aż Matthew rozegra swoją partię.
Sakra! — zaklął po czesku kiedy ten do niego dołączył — żaden nie chce ze mną zagrać. Pierdolę tę zabawę. Wywróżyła mi ponuraka, dasz wiarę? Tak jakbym ją o to pytał. — skrzywił się i wówczas przypomniał sobie o skrytej w kieszeni spodni flaszeczce. Wyciągnął ją i dopił do końca jej zawartość. Potem rozejrzał się wokół i zmarszczył brwi, kiedy dostrzegł w jaki sposób przygląda im się idący w ich stronę mężczyzna — Lepiej stąd chodźmy, dziwnie się na nas patrzą. — powiedział do Matta ciszej, tak by tylko on mógł go usłyszeć.

Karty: Caroline Rose (5) → Annie Montgomery (4)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Matthew C. Gallagher

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 178
C. szczególne : zawadiacki uśmiech, podczas którego jego prawa brew zawsze unosi się nieco wyżej niż lewa; dołeczki w policzkach
Galeony : 1593
  Liczba postów : 1047
https://www.czarodzieje.org/t17284-matthew-c-gallagher
https://www.czarodzieje.org/t17286-matthew-c-gallagher#484354
https://www.czarodzieje.org/t17287-matthew-c-gallagher#484355
https://www.czarodzieje.org/t17285-matthew-c-gallagher#484235
https://www.czarodzieje.org/t18302-matthew-c-gallagher-dziennik
Ulica Główna - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Ulica Główna - Page 4 Empty


PisanieUlica Główna - Page 4 Empty Re: Ulica Główna  Ulica Główna - Page 4 EmptyPią 22 Lis 2019, 23:30;

Na co dzień raczej nie chował „małpek” za pazuchą, ale ten wieczór zdecydowanie do typowych nie należał. A czy rzeczywiście to słowa Lazara sprawiły, że tak łatwo się poddał i powstrzymał przed wychyleniem kolejnego łyka alkoholu? Właściwie ta rada wpadła mu jednym uchem, a wypadła drugim, ale w tamtym momencie odczuł nagły atak procentów i mocniej zaszumiało mu w głowie, więc chyba sam oparł się na ostatkach rozsądku. Sęk w tym, że długo w swoich postanowieniach nie wytrzymał, bo kiedy tylko Rosjanin wymownie spytał czy ma pić sam, jakimś dziwnym trafem namówił go do dotrzymania mu towarzystwa. Nie chcąc jednak odbierać mu buteleczki, wyciągnął kolejną i upił z niej niewielkiego łyka, a właściwie lepiej byłoby powiedzieć, że tylko umoczył dziuba. Ot tak, wyłącznie dla smaku i poczucia braterstwa.
- Szczerze? Nie wiem… byłem tak wkurwiony, że straciłem rachubę. – Westchnął w odpowiedzi zgodnie z prawdą, bo pamiętał, że wypił jeszcze coś pod sklepem i że się do niego wracał, ale ile ostatecznie spożył na miejscu nie był pewien. Wiedział tylko, że cztery wziął sobie jeszcze na wynos. Niewykluczone jednak, że w tym przypadku mocniej zaszumiało mu przez wzgląd na samo tempo upijania się niżeli na ilość alkoholowego trunku.
- Nie powiedziałem, że łatwiej. Ale to chyba będzie trochę dziwna rozgrywka. – Skwitował krótko pomysł siadania do kart z duchami, ale z drugiej strony rzeczywiście nie miał nic lepszego do roboty. Skoro więc Lazar miał taką zachciankę, zamierzał również skorzystać z jednej z tutejszych atrakcji, przy okazji przyjmując zakład. Nie spodziewał się jednak z jego ust takiej propozycji. Serio, chciał w zamian buziaka? Cóż… na szczęście żartował, co trochę go uspokoiło. I to nie dlatego, że Grigoryev mu się nie podobał. W gruncie rzeczy był przystojnym chłopakiem. Sęk w tym, że po dzisiejszej rozmowie ze Skylerem zdecydowanie stronił od tego rodzaju bliskości.
Skinął głową, kiedy Lazar wskazał nieumarłą, z którą chciał stanąć w szranki. Czyżby mieli podobne zainteresowania? Już myślał, że będzie musiał poczekać, aż jego nowy kolega skończy, skoro też interesowała go właśnie Rose, ale wtedy Rusek zniecierpliwiony zmienił swój wybór, udając się w kierunku zmarłej jasnowidzki.
- Ok, ja spróbuję dopchać się do Caroline. Widzimy się za chwilę. – Rzucił jeszcze zanim się rozstali, po czym uśmiechnął się do młodziutkiej dziewczyny, która o dziwo, sama zaprosiła go do gry. Wyglądało na to, że nie była aż tak zajęta, jak wydawało się przyjezdnemu uczniowi. Musiał natomiast przyznać, że rozmowa ze słynną zawodniczką quidditcha nieco poprawiła mu humor. Wszak jej historia była o wiele bardziej tragiczna, a mimo to Rose żartowała z nim, śmiała się i miał wrażenie, że go polubiła. Dzięki temu zdołał wykorzystać chwilę jej nieuwagi i po zaciętej walce uszczknął dla siebie dziesięć galeonów. Nie była to fortuna, ale może powinien odczytywać to małe zwycięstwo jako zwiastun dobrych zmian w swoim życiu? Próbował sobie wmówić, że wszystko będzie dobrze… i właśnie wtedy zaczepił go Lazar, który najwyraźniej również zakończył swoje rozgrywki.
- Ponuraka? Jesteś pewien? – Dopytał go, bo chociaż na wróżbiarstwie nie znał się zupełnie, tak akurat kojarzył, że to najgorszy ze złych omenów. Po tym co usłyszał zaczął się więc baczniej przyglądać chłopakowi, jakby obawiał się, że nagle wydarzy się coś, co ściągnie na niego ogromne nieszczęście. Z drugiej strony… może zmarła jasnowidzka chciała go tylko przestraszyć?
- W porządku. Może chodźmy wypuścić lampiony? Podobno dzięki temu można się pozbyć także natrętnych myśli. – Zaproponował również ściszonym głosem, zdając sobie sprawę z tego, że Grigoryev może czuć się nieswojo. Nie przejął się natomiast nijak tym, że odruchowo złapał go za rękę i pociągnął w kierunku kolejnej halloweenowej atrakcji.

Duch: Caroline Rose
Kostki 6 + 1
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Leonel Fleming

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 26
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 179 cm
C. szczególne : blizna po lewej stronie żeber
Galeony : 1037
Dodatkowo : oklumencja
  Liczba postów : 626
https://www.czarodzieje.org/t17243-leonel-fleming
https://www.czarodzieje.org/t17250-leonel-fleming#482708
https://www.czarodzieje.org/t17251-leonel-fleming#482709
https://www.czarodzieje.org/t17245-leonel-fleming
Ulica Główna - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Ulica Główna - Page 4 Empty


PisanieUlica Główna - Page 4 Empty Re: Ulica Główna  Ulica Główna - Page 4 EmptyPią 22 Lis 2019, 23:58;

Kiedy kobieta potwierdziła swoją tożsamość, uśmiechnął się do niej subtelnie, przypominając sobie ich zaciętą walkę o zdobycie szczytu. Musiał przyznać, że dawno nie widział nikogo tak zwinnego, kto mógłby się z nim równać w przypadku wspinaczki. Właściwie zaczął zastanawiać się, kim z zawodu jest panna Therratiel, skoro tak dobrze radziła sobie w niezwykle trudnych warunkach. Nie był pewien czy podczas ich spotkania na Saharze pytał o jej drogę zawodową, choć wydawało mu się, że nie poruszał tego tematu. W tym momencie intuicja podpowiadała mu, że może mieć do czynienia z aurorką lub podróżniczką, ale nie brał swoich przypuszczeń za żaden pewnik. Wszak kobieta mogła po prostu uprawiać sport w wolnym czasie i równie dobrze pracować chociażby w redakcji Proroka Codziennego.
- To był wspaniały pojedynek. – Skoro nadarzyła się ku temu okazja, postanowił jeszcze raz pochwalić ją za ducha walki. Wielokrotnie zarwała się wówczas pod nim jakaś gałąź i przez znaczącą część tego wyścigu musiał nadrabiać zaległości, toteż nie ukrywał wcale tego, że tak naprawdę wygrał różnicą maksymalnie kilku sekund.
- W porządku. Też miałem niemały problem, widząc Cię w takiej stylizacji. – Dodał zaraz, bo chyba oboje przyglądali się sobie intensywnie, zanim rzeczywiście rozpoczęli rozmowę. Nie znali się zbyt dobrze, więc mocna halloweenowa charakteryzacja zdecydowanie utrudniała im wzajemnie rozpoznanie twarzy. Szczególnie w tłumie innych, przebranych czarodziejów i czarownic. W istocie cieszył się jednak, że na nią natrafił. W samotności najpewniej nie bawiłby się tak dobrze, korzystając ze wszystkich tutejszych atrakcji. Niewykluczone nawet, że zrezygnowałby z udziału w imprezie, zważywszy na fakt, że zwykle stronił raczej od takiego zgiełku.
- Chętnie. – Zamiast tego zgodził się na propozycję Aurory i oboje skierowali się w stronę odpowiedniego stoiska. Leonel przez chwilę rozmawiał z mężczyzną, wsłuchując się uważnie w jego wykład co do znaczenia tradycji w jego rodzie, a kiedy ten skończył swój wywód, wybrał jeden z lampionów i podpalił lont świecy. Niewielki płomyczek sprawił, że nagle lampion przybrał szmaragdową barwę, a kiedy odleciał nieco wyżej, zmienił się w długiego węża do złudzenia przypominającego bazyliszka. Zwierzę zatoczyło na niebie kilka ósemek, po czym zniknęło. A szkoda, bo efekt faktycznie był niesamowity. Zresztą podobnie jak i ten, który towarzyszył poczynaniom jego towarzyszki. Jej lampion rozświetlił gwieździste niebo niezwykle jasnym i ciepłym światłem, a chociaż Fleming nie słyszał wygrywanej na surmiach melodii, i tak nacieszył oko pięknym widokiem.
- Trzeba przyznać, że mają rozmach. Chociaż nie ukrywam, że najbardziej kuszą mnie te dyniowe piniaty. Co prawda nie przepadam za słodyczami, ale pamiętam, że jako dziecko uwielbiałem je niszczyć. – Podzielił się swoimi doświadczenia, po czym wskazał Aurorze ruchem głowy, żeby poszła za nim. – To co? Cukierek czy psikus? – Rzucił jeszcze po drodze żartobliwym tonem, ale zaraz po tym wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów, częstując oczywiście jednym z nich swoją znajomą. Sam podpalił koniuszek za pomocą różdżki i już po chwili wziął głęboki wdech, racząc płuca tytoniowym dymem.

Lampiony: 2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Lazar Grigoryev

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 182cm
C. szczególne : Tatuaże, kolczyk w języku, przekłute uszy, silny rosyjski akcent
Galeony : 32
  Liczba postów : 403
https://www.czarodzieje.org/t17721-lazar-arseni-grigoryev
https://www.czarodzieje.org/t17739-lazar-grigoryev#499191
https://www.czarodzieje.org/t17724-lazur#498429
https://www.czarodzieje.org/t17722-lazar-grigoryev#498407
https://www.czarodzieje.org/t18307-lazar-grioryev-dziennik
Ulica Główna - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Ulica Główna - Page 4 Empty


PisanieUlica Główna - Page 4 Empty Re: Ulica Główna  Ulica Główna - Page 4 EmptyWto 26 Lis 2019, 16:52;

Zazdrościł Mattowi, że udało mu się dopchać do Caroline, na którą sam też miał przecież „chrapkę”. Gdyby miał w sobie więcej cierpliwości, pewnie i jemu udałoby się porozmawiać z tym duchem, ale niestety za szybko się poddał. Nie żałowałby tej decyzji tak bardzo, gdyby świętej pamięci Annie nie okazała się jakąś zabobonną dziewuchą, która widzi niebezpieczeństwo tam gdzie go nie ma. Co to w ogóle znaczy: przynieść pecha? Duchowi?! No bo chyba nie bała się, że przez niego znajdzie się w niebezpiecznej sytuacji i umrze?  
Da, ponuraka. Tak ją zrozumiałem, a mówiła wyraźnie jak na ten wasz akcent... — skrzywił się nieznacznie, bo akcent Anglików w istocie sprawiał mu niekiedy ogromny problem. A co dopiero Szkotów! Tych to momentami wcale nie rozumiał i już nawet nie prosił żeby mu powtarzali, bo na nic się to nie zdawało. Z drugiej strony trzeba było przyznać, że angielski w ustach niektórych Brytyjczyków brzmiał ponadprzeciętnie seksownie i słuchanie go sprawiało mu sporo przyjemności.
Otarł wargi wierzchem dłoni i odetchnął głęboko, ciesząc się ciepłem niesionym przez whiskey. Miał dość mocną głowę i podejrzewał, że musiałby wypić sporo takich małpek, żeby cokolwiek poczuć, ale sam fakt goryczy w ustach przywracał pozorną kontrolę nad emocjami. Pozwolił złapać się za rękę, choć w momencie kiedy poczuł, że go chwyta, uniósł brew w geście zdziwienia. Przez głowę przebiegła mu myśl, że takie zachowanie jest odrobinę podejrzane, ale z drugiej strony... było też sympatyczne, dlatego po prostu ruszył za nim, pozwalając kierować się ku lampionom. Poza tym wziął poprawkę na to, że chłopak jest bardziej pijany niż trzeźwy. Po drodze starał się nie zwracać uwagę na ludzi, którzy dziwnie im się przyglądali. Co oni wszyscy od niego chcieli? A może bolał ich fakt, że dwóch facetów idzie, trzymając się za rękę? Zdawało mu się, że Wielka Brytania jest krajem, w którym nie ma z tym tak dużego problemu jak na wschodzie, ale spodziewał się, że komuś może się to nie podobać. Spiął się; oczekiwał ataku z każdej strony. Nawet staruszek od lampionów wyglądał mu jakoś dziwnie i podszedł do niego z rezerwą. Wziął od niego lampion, ale za zapalniczkę podziękował, woląc użyć swojej własnej. Nie ufał mu ani trochę.
Bliska osoba, która mnie opuściła? — mruknął do Matta, pozerkując na staruszka spode łba — Wolę myśleć o tych, którzy dalej przy mnie są. Jak chcesz to to może być lampion dla Ciebie, chyba Ci się przyda. To co, puszczamy razem? — uśmiechnął się do Matta i otworzył zapalniczkę, a z jej wnętrza wyleciał opalooki antypodzki smok, który podpalił lont – również ten przy lampionie Ślizgona, jeśli chłopak chciał. Potem figurka schowała się z powrotem do zapalniczki, a Lazar z troską wsunął przedmiot do kieszeni.
To na pewno powinno tak wyglądać...? — zapytał z wahaniem, bo kiedy w końcu spojrzał na swój lampion, odkrył, że ten zamiast świecić, pociemniał i zdawał się przy tym kumulować cały otaczający go mrok nocy. Skrzywił się. Zły omen. Cholernie zły omen. Może wróżbitka miała rację? A może to kwestia tego, że „poświęcił” lampion Mattowi? Może to właśnie z jego towarzyszem coś było nie tak?
Poczuł, że zaczyna się denerwować, ale jeszcze nie wyraził tego słowami. Czekał by wypuścić przedmiot z rąk i pozwolić mu wzlecieć w powietrze.

Lampiony: 6
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Aurora Therrathiel

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 170
C. szczególne : Znamię w kształcie listka na barku, tęczówki zlewające się ze źrenicami
Galeony : 747
Dodatkowo : Oklumencja
  Liczba postów : 819
https://www.czarodzieje.org/t15543-aurora-therrathiel#417307
https://www.czarodzieje.org/t15571-necessitas#418867
https://www.czarodzieje.org/t15572-relacje-aurory
https://www.czarodzieje.org/t15522-aurora-hestia-therrathiel#416768
Ulica Główna - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Ulica Główna - Page 4 Empty


PisanieUlica Główna - Page 4 Empty Re: Ulica Główna  Ulica Główna - Page 4 EmptyWto 26 Lis 2019, 19:57;

Właściwie to niewiele wtedy rozmawialiśmy, a co za tym idzie ja i Leonel nie wiedzieliśmy o sobie niemal nic - poczynając od spraw codziennych jak zawód, a kończąc na jakiś drobiazgach, pozornie mniej istotnych, a jednak pozwalających na tworzenie jakiejś więzi. Niemniej w towarzystwie Fleminga, mimo iż był praktycznie obcą osobą, czułam się zaskakująco komfortowo, choć wiedziałam, że dla własnego bezpieczeństwa będzie lepiej jeśli dowiem się o nim jeszcze czegoś.
- Był. Ale przydałby się rewanż - zażartowałam. Duch walki pozostawał we mnie wiecznie żywy, chociaż mimo wszystko nie byłam pewna czy miałabym szansę z nim wygrać. Pozostawała jeszcze jedna kwestia, którą wypadało poruszyć - No i muszę w końcu zabrać Cię na obiecaną kolację.
Chwila spędzona z lampionami była niezwykle intymna – przez tamten moment poczułam się odcięta od tłumu i hałasu, w pewien sposób wyobcowana. Nie trwało to jednak zbyt długo – nadszedł czas aby wrócić do rzeczywistości.
- Nigdy nie rozwaliłam piniaty – powiedziałam cicho, by po chwili dorzucić - Byłam bardzo poważnym dzieckiem. Ale chętnie spróbuję!
Podążyliśmy w stronę stoiska z piniatami. W międzyczasie Leonel poczęstował mnie papierosem, ale standardowo odmówiłam, choć nie przeszkadzało mi, że pali w moim towarzystwie.
Stanęliśmy nieopodal stoiska i wysłuchawszy instrukcji chwyciliśmy w dłonie figurki nietoperzy. Starając się być jak najbardziej celna wyrzuciłam nietoperza w górę, a on rozerwał swoimi pazurkami jedną z piniat, na skutek czego w moją stronę opadły żelki w kształcie szczęk. Na ich widok roześmiałam się perliście - w ostatnim czasie rzadko zdarzało mi się śmiać, więc ten dźwięk był wyjątkowo przyjemny dla ucha. Zdecydowałam się zjeść jeden z żelków i nagle poczułam dziwny ból w zębach. Jakież było moje zdziwienie kiedy okazało się, że wyrosły mi wampirze kły.
- Jak wyglądam? - zapytałam ze śmiechem, szczerząc zęby do Leonela.

Piniaty: 1
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Matthew C. Gallagher

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 178
C. szczególne : zawadiacki uśmiech, podczas którego jego prawa brew zawsze unosi się nieco wyżej niż lewa; dołeczki w policzkach
Galeony : 1593
  Liczba postów : 1047
https://www.czarodzieje.org/t17284-matthew-c-gallagher
https://www.czarodzieje.org/t17286-matthew-c-gallagher#484354
https://www.czarodzieje.org/t17287-matthew-c-gallagher#484355
https://www.czarodzieje.org/t17285-matthew-c-gallagher#484235
https://www.czarodzieje.org/t18302-matthew-c-gallagher-dziennik
Ulica Główna - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Ulica Główna - Page 4 Empty


PisanieUlica Główna - Page 4 Empty Re: Ulica Główna  Ulica Główna - Page 4 EmptyWto 26 Lis 2019, 20:50;

Nie ukrywał, że jego rozgrywka z Caroline była pasjonująca, a po tym co przeżył Lazar, zdecydowanie wolałby nie mieć styczności z niejaką Annie. Z jednej strony nie do końca wierzył w jej wróżby (a właściwie jakiekolwiek wróżby), z drugiej zaś nie był pewien jak sam zareagowałby na wiadomość o ponuraku. W świecie czarodziejów każdy wiedział o złej sławie tego czarnego, widmowego psa, więc nie wykluczał wcale tego, że sam przestraszyłby się nie na żarty. Mimo tego starał się podnieść jakoś nowo poznanego kumpla na duchu. Czuł zresztą, że jest mu takie zachowanie winny, skoro i on podobnie zachował na wieść o jego rozstaniu z chłopakiem.
- Nieciekawie… ale nie wiem czy słyszałeś, że duchom nie powinno się ufać. – Mruknął spokojnym tonem, próbując wypadać jego samopoczucie. Nie było to jednak łatwe, zważywszy na fakt, że Rosjanin głównie narzekał na angielski akcent. Westchnął ciężko, bo o ile nie miał nic do przyjezdnych, to bariera językowa rzeczywiście stanowiła niemały problem komunikacyjny. Miał to szczęście, że Grigoryev gadał dość zrozumiale i nawet pomimo nieznanych mu wstawek, był w stanie wyłapać sens jego wypowiedzi.
Nie na darmo chciał go jak najszybciej stąd zabrać. Wolał, żeby chłopak nie spoglądał w stronę zmarłej wróżbitki i nie przypominał sobie o złym omenie. Nie przejmował się więc wcale tym jak zareaguje na schwytaną w pośpiechu dłoń i pociągnięcie w innym kierunku. Zresztą wyglądało na to, że jego zachowanie zupełnie mu nie przeszkadzało, bo zaraz pośpieszył za nim do kolejnej atrakcji. Matthew poczuł delikatny zawrót głowy, kiedy się zatrzymał, ale jakimś cudem udało mu się nie stracić równowagi. Potrząsnął jednak swym czerepem, jakby to miało go trochę bardziej otrzeźwić. Widząc jednak podejrzliwe spojrzenie Lazara, miał wrażenie, że z jego łepetyną i tak jest lepiej i że to o swego towarzysza powinien się raczej zamartwiać. Nie znał co prawda jego myśli, ale przewidywał, że w jego wyobraźni najbliższe otoczenie wydaje się wrogie i że chłopak tylko oczekuje skąd nadejdzie ten wywróżony mu podczas karcianej rozgrywki pech.
- Wow. Dzięki. – Skwitował krótko słowa Rosjanina, kiedy ten zdecydował się puścić swój lampion z myślą o nim. Może i nie powinien się cieszyć, skoro tradycyjnie zapalało się je dla osób, które opuściły ten świat, ale Grigoryev raczej oddalał się od tych zwyczajów, toteż docenił jego gest. Sam także postanowił nagiąć trochę reguły.
- Ja chyba powinienem pożegnać swojego byłego. – Uśmiechnął się do niego i skinął głową na znak, że mogą wspólnie wypuścić w powietrze swoje lampiony. Kąciki jego ust uniosły się jeszcze szerzej, kiedy z zapalniczki chłopaka wyfrunął smok, którego wizerunek przylgnął do niego jako osobisty patronus. Nie wiedział dlaczego, ale na jego widok poczuł się znacznie lepiej, a w jego głowie pojawiły się nagle same przyjemne wspomnienia. Przesunął się o krok dalej, żeby Lazar podpalił również lont przy jego lampionie, a zaraz po tym obaj obserwowali jak ich „zabawki” pokryły się czernią.
- Yyy… nie wiem? – O ile wcześniej sam przekonywał Lazara, że wszystko jest w jak najlepszym porządku, tak teraz sam miał pewne wątpliwości. Czy ten zły omen jednak miał się okazać prawdziwym? Gallagher spoglądał w niebo, jakby z nadzieję, że ich lampiony zaraz rozświetlą mrok jasnymi kolorami. Niestety, efekt był ledwie widoczny, a obydwa zamieniły się w locie w stado kruków. – Chodźmy stąd. – Zaproponował swojemu koledze rozczarowany całym tym, cholernym stoiskiem, które tylko wzmogło jego niepokój. Nie zdążył jednak pociągnąć chłopaka za sobą, kiedy starszy mężczyzna instruujący wcześniej ochotników zatrzymał ich, łapiąc za poły ich ubrania. Wpierw nachylił się nad nim, szepcząc mu coś do ucha, a potem to samo zrobił z Grigoryevem. Matt nie usłyszał dokładnie jego słów, ale zabrał ze sobą zawiniątko, które odsłonił dopiero po tym jak odeszli kilka kroków dalej.
- Wiesz co to jest? – Zapytał nagle przyjezdnego ucznia, spoglądając podejrzliwie na… świecę. Cóż, jego znajomość czarnej magii raczej bazowała na podstawa, więc w istocie nie miał pojęcia, co też takiego trzyma w swoich rękach.

Lampion: 6
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Aurora C. I. Dear

Nieokreślony
Wiek : 26
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 1.53 m
C. szczególne : obrączka na palcu
Galeony : 655
  Liczba postów : 439
https://www.czarodzieje.org/t17615-aurora-c-i-dear#494266
https://www.czarodzieje.org/t17621-eule#494434
https://www.czarodzieje.org/t17788-aurora
https://www.czarodzieje.org/t17616-aurora-c-i-dear
Ulica Główna - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Ulica Główna - Page 4 Empty


PisanieUlica Główna - Page 4 Empty Re: Ulica Główna  Ulica Główna - Page 4 EmptySro 27 Lis 2019, 00:40;

Po ostatnich mini-dramatach w ich małżeństwie bardzo ucieszyło ją te wspólne wyjście. Nawet jeżeli Dorien nie miał ochoty tutaj być, to przecież przyszedł! I to nawet przebrany, z dorysowanym wąsem i cylindrem na głowie. Już na sam jego widok miała dobry humor, który poprawiał się z każdą minutą przebywania razem. Kiedy wygrał z tym duchem nie mogła wręcz wytrzymać z satysfakcji i dumy jaka ją ogarnęła. Szczególnie podczas zagarniania złotych monet ze stołu.
Ona nie widziała nic złego w zaczarowanych nietoperzach i bardzo chciała trafić za pierwszym razem. Włączyła się w niej jakaś chęć rywalizacji przez te karty. Jej duma jednak odrobinę ucierpiała, przez to, że Dorien wygrał, a ona nie. Nie wszystko jednak szło po jej myśli, a trafienie w piniatę nie było takie łatwe jak się wydawało.  Oczywiście z mężem trafili za pierwszym razem. Zrzuci to na jego wzrost i siłę, jeżeli będzie jej to wypominał. Nie wydawał się niezadowolony, kiedy przysunęła swoje plecy bardzo blisko jego klatki piersiowej, żeby mogli wspólnie rzucić.
Mogła się domyślić, że słodycze będą zaczarowane - w końcu to była magiczna impreza. Przed chwilą grali w karty z martwymi ludźmi, a teraz wielce zdziwieni futerkiem na twarzy. Jej entuzjazm się z niej wylewał, Pan Dear (bo ktoś mi kazał tak na siebie mówić) w takim wydaniu wyglądał nawet pociągająco. Ciekawa była czy to efekt krótkotrwały, czy wręcz przeciwnie i będą musieli znaleźć jakiś porządny sposób na depilację. Nie chciała sobie wyobrażać Doriena golącego nogi albo plecy, więc szczerze miała nadzieję, że nie będą musieli szukać psiego fryzjera, a futro samo zniknie za parę chwil.
Jej mąż jednakże nie podzielał jej entuzjazmu, bo wolał z przerażeniem patrzeć na jej twarz. Czy ona też obrosła futrem? Czy nie mógł wytrzymać widoku Aurory z wąsem?
Posmyrał ją po policzku, a ona w tym samym momencie zobaczyła, że spod jej paznokci wypływa jakaś czerwona ciecz. Nie mogła to być przecież krew, nic jej nie zabolało, a w dodatku jak miała sobie coś zrobić we wszystkie palce jednocześnie? Spojrzała na wystraszonego męża i chciała go uspokoić, ale on wtedy zaczął panikować na głos. To było strasznie urocze, ale na jego słowa powstał w jej głowie plan. Złapała się teatralnie za pierś, brudząc swoją białą sukienkę sztuczną krwią, po czym westchnęła i poleciała gdzieś na bok, dając Dorienowi na tyle sporo czasu, żeby mógł ją złapać. Kiedy to zrobił i pewnie wystraszony zaczął do niej mówić, ona uśmiechnęła się lekko i otworzyła jedno oko.
- Księżniczki trzeba pocałować, żeby się ocuciły. Może to działa też na króliki? - po czym znowu "zwiotczała" mu w ramionach.
Po chwili stała na własnych nogach i po upewnieniu męża kilkadziesiąt razy, że na pewno nic jej nie jest namówiła go na udział w ostatniej atrakcji. Poszli do staruszka, który wcisnął jej lampion i powiedział, że powinna pomyśleć o jakimś zmarłym bliskim. Aurora uśmiechnęła się krzywo, żeby nie zranić jego uczuć, po czym odeszła razem z mężem na pobliskie wzgórze, gdzie było o wiele mniej osób.
- Myślisz, że to myślenie o bliskich to jakiś wymóg? - Skrzywiła się trochę, bowiem nie miała takiej osoby, o której mogłaby pomyśleć. Nie znała swojej rodziny, a do tej od strony mugolskich "rodziców" wolała nie wracać myślami. W sumie... zawsze mogła pomyśleć o kimś ze strony Dearów, to była teraz jej rodzina, prawda?
Objęła swojego męża i spojrzała na niego do góry. Wydęła usta, w geście "daj buzi", po czym wysunęła z jego kieszeni smoczą zapalniczkę, którą dostali od dziadziusia. Poczekała na jego skinienie głową, po czym podpaliła swój lampion i podała ogień mężowi, czekając z podniesieniem tego wszystkiego na niego, żeby wzbiły się w powietrze w miarę równocześnie.  Już po chwili na niebie rozbłysł szkarłatny Feniks, a obok niego szmaragdowy wąż. Wyglądało to jak jakieś starcie Gryffindoru ze Slytherinem, ale nie było to pierwszym skojarzeniem Aurory, w końcu nie uczyła się w Hogwarcie. Podsunęła się do męża i złączyła ich usta po raz kolejny tego wieczoru, tym razem całując go z większą zachłannością. Stali na uboczu, nikt ich nie widział, a w końcu wieczór chylił się już ku końcowi. Nie spieszyła się z zakończeniem tego pocałunku, uważając tę sytuację za całkiem romantyczną. Kiedy po kilku dłuższych chwilach w końcu odsunęła się od niego spojrzała mu w oczy, w których dalej odbijała się zieleń i czerwień z ich lampionów.
- Tak się tworzy wspomnienia, Misiu - cmoknęła go raz jeszcze, gotowa na powrót do domu.  W końcu musiała spełnić swoją część zakładu.

Kostki: 5
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Leonel Fleming

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 26
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 179 cm
C. szczególne : blizna po lewej stronie żeber
Galeony : 1037
Dodatkowo : oklumencja
  Liczba postów : 626
https://www.czarodzieje.org/t17243-leonel-fleming
https://www.czarodzieje.org/t17250-leonel-fleming#482708
https://www.czarodzieje.org/t17251-leonel-fleming#482709
https://www.czarodzieje.org/t17245-leonel-fleming
Ulica Główna - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Ulica Główna - Page 4 Empty


PisanieUlica Główna - Page 4 Empty Re: Ulica Główna  Ulica Główna - Page 4 EmptySro 27 Lis 2019, 21:15;

Po jednym spotkaniu, i to w dodatku w towarzystwie sportowej rywalizacji, trudno było wyciągnąć od drugiej osoby jakiekolwiek istotne informacje. Nie narzekał jednak, skoro ponownie się spotkali, a i nic nie stało na przeszkodzie, by umówili się na tę spóźnioną kolację, którą wygrał wówczas na Saharze. Mieli jeszcze okazję, żeby lepiej się poznać, a poza tym Leonel miał podobne odczucia co do panny Therrathiel. Ta niewiedza nijak nie przekreślała tego, że w jej towarzystwie czuł się raczej swobodnie, a może to nawet i lepiej, że miał właśnie co odkrywać.
- W Londynie chyba będzie trudno o podobne drzewo. Ale co powiesz na to, by spróbować swoich sił w jakiejś innej dziedzinie niż wspinaczka? – Zapytał, spoglądając na nią z zaciekawieniem. Miał wrażenie, że także lubiła takie gry, niezależnie od jej treści, więc czemu mieliby trzymać się tego samego schematu? Co prawda nie myślał jeszcze nad tym, w jakim zakresie mogliby się teraz zmierzyć, ale nie oszukujmy się, wybór na pewno był przeogromny. Może wyścigi Aetonanów albo strzelectwo?
- W najbliższym czasie raczej nie zamierzał się na dłużej stąd ruszać, więc jak tylko znajdziesz wolną chwilę, możesz wysłać mi sowę. – Odpowiedział zaraz na wspomnienie o kolacji. Miał wystarczająco galeonów, więc nikt nie musiał mu takowej stawiać, ale mimo to cieszył się, że kobieta pamiętała o ich zakładzie. Wszak taka nagroda dodawała wszelkich starciom dodatkowego smaczku.
- No nie mów… nie pomyślałbym. Raczej obstawiałem, że byłaś krnąbrną córeczką. – Rzucił zamyślonym tonem. Aurora wydawała mu się niezwykle energiczną kobietą, więc pewnie dlatego takie były też jego przewidywania. Niewykluczone jednak, że otworzyła się i rozwinęła dopiero z wiekiem. Właściwie jej nie znał, więc wszystko było wyłącznie gdybaniem. W oczekiwaniu na ich kolej w rzucaniu figurkami nietoperzy, dopalił papierosa i zagasił w pobliskiej popielniczce rad z tego, że nie wszyscy zamieniają pety w guziki. Zaraz po tym sięgnął po malutką zabawkę i rzucił w jedną z piniat, która wybuchła, rozsypując na ziemię ładnie opakowane, czerwone cukiereczki. Zwykle nie jadł słodyczy, nie przepadał za nimi, ale w halloween postanowił zrobić wyjątek. Szkoda tylko, że trafił na krwotoczki… Spod jego paznokci, z ust, uszu i nosa wylatywała czerwona substancja do złudzenia przypominająca juchę.
- Chyba te moje są bardziej wiarygodne, ale chyba wolałbym już kły. Myślisz, że ten efekt jest długotrwały? – Westchnął ciężko, bo niewątpliwie szkarłatna posoka dodawała jego stroju dodatkowego kopa, ale nie oszukujmy się, był raczej sztywnym i mało zabawowym gościem, więc niespecjalnie się z tego faktu cieszył. Już i tak się nieźle poświęcił, pozwalając swojej koleżance na zrobienie sobie make-upu.
- Podobno można tu też zagrać w karty z duchami. Masz już swojego faworyta? – Zapytał, wskazując jej skinieniem głowy, by poszli w tamtą stronę. W końcu i tak żadne z nich nie zamierzało chyba roztrzaskać kolejnej piniaty. On sam zasłodził się jednym cukierkiem, więc zdecydowanie wolał się oddalić od tego stanowiska.

Piniaty: 4
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Dorien E. A. Dear

Nieokreślony
Wiek : 27
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 183
C. szczególne : Złota obrączka
Galeony : 2586
  Liczba postów : 1285
https://www.czarodzieje.org/t14237-d-e-a-dear
https://www.czarodzieje.org/t14509-lumiere
https://www.czarodzieje.org/t14351-dead#379532
https://www.czarodzieje.org/t14386-skrzynia-umarlaka#380806
Ulica Główna - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Ulica Główna - Page 4 Empty


PisanieUlica Główna - Page 4 Empty Re: Ulica Główna  Ulica Główna - Page 4 EmptyCzw 28 Lis 2019, 19:33;

Wyraźnie prosił, żeby NIE mdlała. Nawet gdy sam o mało co nie dostał avadą był dużo mniej wystraszony, niż gdy łapał osuwającą się, nieprzytomną żonę. Zanim otworzyła jedno oko, wychodząc ze swej teatralnej roli i udowadniając, że nic jej nie jest, Dorien już zdążył potrząsnąć nią jak lalką, kilkakrotnie powtórzyć jej imię i krzyknąć w stronę uzdrowicieli na służbie, by przybiegli z pomocą.
- Zwariowałaś? Nie strasz mnie tak - mężczyzna wyglądał na zdenerwowanego, ale pochylił się nad żoną i dał jej całusa, tak jak zasugerowała - Zły czar złamany, śpiąca Królewno? Bardzo długo kazałaś na siebie czekać. - upewniwszy się, że krwotok zewsząd jest spowodowany tylko i wyłącznie pechowymi cukierkami, postawił kobietę bezpiecznie na nogi - Tęskniłem.
Została im jeszcze jedna atrakcja, pięknie wyglądająca z daleka. Kilka osób zapaliło i puściło już lampiony, które rozświetliły ciemne niebo. Słowa staruszka wpędziły Doriena w chwilowe zamyślenie. Ostatni pogrzeb, który sobie przypominał, to ten sprzed dwunastu lat - pogrzeb jego dziadka.  Historia o jego konflikcie z bratem Thomasem była wręcz swoistą legendą. Dorien nie opowiadał Aurorze zbyt wiele o rodzinie, poza tymi, których miała okazję poznać. Może powinien.
Przytulił żonę, odwzajemnił jej wszelkie czułości. Pochylił się, nie tak bardzo jak na co dzień, ze względu na te wysokie koturny, które Aurora zdecydowała się założyć tamtego wieczora. Zdał sobie wtedy sprawę z tego, jak paskudnie musiał wyglądać. Zapomniał na chwilę o swoim futerkowym problemie, gdy skupił się na krwotoku kobiety, a mimo tej, miał nadzieję tymczasowej przypadłości, ona wciąż chciała go całować. Niesamowite. Puścili razem lampiony, które przybrały kolory czerwony i zielony, odpowiednio ukazując feniksa i węża. Czyżby wziął sobie za żonę Gryfonkę?
Nie żałował.

Kostka:2

/zt x2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Aurora Therrathiel

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 170
C. szczególne : Znamię w kształcie listka na barku, tęczówki zlewające się ze źrenicami
Galeony : 747
Dodatkowo : Oklumencja
  Liczba postów : 819
https://www.czarodzieje.org/t15543-aurora-therrathiel#417307
https://www.czarodzieje.org/t15571-necessitas#418867
https://www.czarodzieje.org/t15572-relacje-aurory
https://www.czarodzieje.org/t15522-aurora-hestia-therrathiel#416768
Ulica Główna - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Ulica Główna - Page 4 Empty


PisanieUlica Główna - Page 4 Empty Re: Ulica Główna  Ulica Główna - Page 4 EmptyPią 29 Lis 2019, 22:38;

- Czemu nie? Jestem kobietą wielu talentów – rzuciłam pół-żartem, pół-serio. Rozważałam dziesiątki dziedzin w których moglibyśmy się zmierzyć – rozpoczynając od pojedynków, wszelakich wyścigów, aż po wszelkie magiczne gry. Wybór był niezwykle szeroki i choć wiedziałam, że te plany należy odłożyć na trochę później niż dzisiaj to czułam naprawdę dużą ekscytację. Jeszcze do niedawna raczej nie lubiłam niepotrzebnego ryzyka poza pracą, lecz teraz wszelkie współzawodnictwo dawało mu naprawdę masę satysfakcji, nie mówiąc już o adrenalinie (tak jakbym miała jej za mało).
- Wyślę, bez wątpienia – odparłam zastanawiając się jakie miejsce mogłabym wybrać. Skoro już przegrałam to chciałam wybrać coś naprawdę fajnego, bo zabranie go po kosztach do McMagic wydawało mi się co najmniej niestosowne. Nie kontynuowałam jednak tego wątku, bo rozmowa zboczyła na temat mojego dzieciństwa, co wywołało we mnie śmiech - Uwierz, byłam dosłownym przeciwieństwem krnąbrnej córeczki. I chyba do dziś jestem.
Nie dało się ukryć - nasza rodzina była bardzo specyficzna, a ojca bez wątpienia cechowała surowość, lecz mim oto nigdy nie czułam się zbyt mało kochana lub za bardzo dyscyplinowana. W przeciwieństwie do Cassiana mój charakter i życiowe priorytety dość dobrze współgrały z tym czego oczekiwali rodzice, mimo iż w swoich staraniach raczej nie dążyłam do uzyskania ich akceptacji. To wszystko było dla mnie absolutnie naturalne.
Po uzyskaniu kłów spojrzałam na mężczyznę i niemal krzyknęłam. Dopiero po chwili uświadomiłam sobie, że to „krwawienie” nie jest realnym zagrożeniem do jego zdrowia.
- Teraz wyglądasz naprawdę przerażająco – powiedziałam coś na wzór komplementu, aby przynajmniej trochę pocieszyć jego w tym paskudnym położeniu. Zdecydowanie musiałam przyznać, że niemal niewidoczne wampirze kły były zdecydowanie lepszym trafem.
Gdy usłyszałam jego pytanie o karty niemal od razu wypowiedziałam nazwisko Kellera. Ugryzłam się w język dopiero w ostatniej chwili, uświadamiając sobie, że nie jesteśmy na poziomie znajomości na którym wypadałoby się chwalić zainteresowaniem i wiedzą na temat czarnej magii. Fleming bez wątpienia wzbudzał moją sympatię i coś na kształt zaufania (przynajmniej jak na tak krótką znajomość), niemniej sekrety, które nosiłam w swoim sercu były zbyt mroczne, bym mogła pozwolić mu na dostęp do nich. Na pewno nie teraz.
- Christian Schneider brzmi jak dobra opcja – powiedziałam w końcu, starając się ukryć moje chwilowe roztargnienie – Uwielbiam naukowców jeszcze bardziej niż artystów. Fascynują mnie. A historia z żoną trucicielką brzmi na tyle ciekawie, że chętnie zgłębiłabym temat.
Mimo ucieczki od tematu Kellera, wcale nie musiałam kłamać. Nauka i sztuka były dla mnie największymi fascynacjami, które mimo niezbyt dużych pokładów czasu pilnie zgłębiałam. Nie dało się ukryć, że pieniądze były w tej materii wielkich ułatwieniem. Temat trucicielki również wywoływał we mnie zainteresowanie – głównie ze względu na brak zrozumienia, jak można być tak podłym wobec bliskiej osoby.
- A Ty kogo wybierzesz? – zapytałam, gdy chwilę później byliśmy już przy kolejnym stoisku. Szczęśliwie złożyło się, ze miejsce naprzeciw Schneidera było wolne, więc zajęłam je, rozpoczynając rozgrywkę. Walka była zacięta, zaś rozmowa niezwykle porywająca, co najwyraźniej spodobało się eliksirowarowi, bo zdecydował się powierzyć mi jedną ze swoich receptur, co niezmiernie mnie ucieszyło.

Karty: 2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Leonel Fleming

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 26
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 179 cm
C. szczególne : blizna po lewej stronie żeber
Galeony : 1037
Dodatkowo : oklumencja
  Liczba postów : 626
https://www.czarodzieje.org/t17243-leonel-fleming
https://www.czarodzieje.org/t17250-leonel-fleming#482708
https://www.czarodzieje.org/t17251-leonel-fleming#482709
https://www.czarodzieje.org/t17245-leonel-fleming
Ulica Główna - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Ulica Główna - Page 4 Empty


PisanieUlica Główna - Page 4 Empty Re: Ulica Główna  Ulica Główna - Page 4 EmptySob 30 Lis 2019, 12:27;

- W to nie wątpię. – Odpowiedział z subtelnym, ledwie widocznym uśmiechem, chociaż sam zaczął w myślach przebierać w różnych dziedzinach, próbując odnaleźć tę, która najbardziej by im odpowiadała. Sam również wziął pod uwagę pojedynki na różdżki, choć najprawdopodobniej rozmaite wyścigi czy magiczne gry też przypadłyby mu do gustu. Zresztą, jak cokolwiek, co pozwalało dostarczyć jego organizmowi odpowiedni zastrzyk adrenaliny i włączyć się do zaciętej rywalizacji. Teoretycznie też nie powinien narzekać na takie braki, zważywszy na specyfikę swojej pracy, a jednak cały czas dążył do zwiększenia ich pokładów. Niewykluczone, że przez lata przyzwyczaił się już do tego uczucia, a może nawet i od niego uzależnił. Zdecydowanie natomiast należał do tych osób, którym przyświecało powiedzenie, że „bez ryzyka nie ma zabawy”.
- Ciekaw jestem, co wybierzesz. – Nie, nie czytał jej w myślach, ale wybór londyńskich restauracji był niezwykle szeroki. Inna sprawa, że interesowała go bardziej jej kreatywność, bo wcale nie uważał, by musieli nagle zjawić się w którejś z najbardziej renomowanych placówek gastronomicznych. Prawdę powiedziawszy, nie obraziłby się pewnie nawet i o to McMagic, doceniając raczej jej żartobliwe podejście do tematu. Póki co nie ciągnął jednak za język, skoro sam miał mieć z tego tytułu niespodziankę.
- Teraz tym bardziej zastanawia mnie, gdzie taka grzeczna dziewczynka nauczyła się tak zręcznie wspinać. – I tego tematu nie rozwijał, bo przecież nie miał na celu poznawania jej wszystkich sekretów. Taka aura tajemniczości dodawała jej tylko uroku i zachęcała do dalszych spotkań. Kiedy nie miał wszystkiego podanego jak na tacy, motywacja do odkrywania kolejnych elementów układanki zdawała się znacznie większa.
- Nie wiem czy to dobrze czy źle. – Mruknął w odpowiedzi na słowa kobiety, która najwyraźniej zdążyła się już oswoić z efektem pochłoniętego przez niego krwotoczka. Właściwie nie żałował, że tu przyszli, bo niszczenie dyniowych piniat faktycznie przypomniało mu czasy dzieciństwa i beztroski, całkowicie wypierając myśli o codziennych obowiązkach, ale po tym nie miał już ochoty na żadne słodycze. Gra w karty z duchami wydawała się zresztą o wiele bardziej kusząca i nie bez powodu pozostawił tę atrakcję na sam koniec. Podobnie jednak do Aurory myślał, w jaki sposób zakamuflować swoje zainteresowanie czarną magią, jednocześnie siadając do stołu wraz z Kellerem.
- Dobry wybór, też brałem go pod uwagę. A ta historia z żoną rzeczywiście… - Nie rozwinął swojej myśli, przyglądając się zamiast tego goszczącym w Dolinie Godryka zmarłym, jakby próbował tym samym rozwiać towarzyszące mu wątpliwości. Tak naprawdę nie miał ich od samego początku, ale musiał rozegrać to aktorsko, by nie wyjść na żadnego dewianta. – Ja chyba podejmę ryzyko i zagram z Kellerem. Wydaje mi się, że to najtrudniejszy przeciwnik. – Dodał wreszcie po dłuższej chwili namysłu, życząc przy okazji Aurorze powodzenia. Zaraz po tym rozdzielili się, a on układał już w głowie strategię, która mogłaby go doprowadzić do zwycięstwa. Początkowo nie szło mu nawet najgorzej, acz zupełnie niepotrzebnie wdał się z duchem czarnoksiężnika w dyskusję na temat najbardziej brutalnych klątw. Wytknął mu również pewien błąd, który jego zdaniem doprowadził do śmierci niemieckiego poplecznika Voldemorta. Jak to się mówi, z duchami nie wygrasz? Nie było to rozsądne posunięcie. Keller nagle rozwiał wszystkie karty na trawę i dotknął swą niematerialną dłonią jego ramienia. Wyglądało na to, że nie dokończą tej rozgrywki, więc Fleming odszedł nieco dalej, dołączając do panny Therrathiel. Początkowo nie odczuł żadnych negatywnych skutków, ale po chwili rozmowy przed jego oczami wyświetlały się jak klatki z filmu krwawe i tragiczne obrazy towarzyszące czarodziejskim bitwom. Również jego myśli niebezpiecznie zaczęły krążyć wokół tematu śmierci i podzielenia losu niemieckiego czarnoksiężnika. Zdawał sobie sprawę z tego, że nie jest to naturalne i że najprawdopodobniej padł ofiarą jednej z jego sztuczek, ale mimo to nie potrafił się dalej skoncentrować na swojej towarzyszce.
- Chyba nie powinienem go wybierać… - Westchnął ciężko, instynktownie łapiąc się za pulsującą od bólu skroń. – Musisz mi wybaczyć, ale czuję się tragicznie i marny ze mnie kompan do rozmowy. Spotkamy się niedługo? – Rzucił zaraz na pożegnanie, bo kontynuacja tego wieczoru i tak nie wchodziła raczej w grę. Żałował jednak takiego przebiegu wydarzeń, dlatego nie omieszkał się przy okazji przypomnieć o umówionej wcześniej kolacji. Jeszcze raz machnął jej na odchodne ręką, a następnie zdecydował się na teleportację do mieszkania. Wierzył, że został mu jeszcze jakiś eliksir na poprawę nastroju, a nie oszukujmy się, w tym stanie wyjątkowo go potrzebował.

Przeciwnik: Gunther Keller
Kostka: 4

zt. x2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Lazar Grigoryev

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 182cm
C. szczególne : Tatuaże, kolczyk w języku, przekłute uszy, silny rosyjski akcent
Galeony : 32
  Liczba postów : 403
https://www.czarodzieje.org/t17721-lazar-arseni-grigoryev
https://www.czarodzieje.org/t17739-lazar-grigoryev#499191
https://www.czarodzieje.org/t17724-lazur#498429
https://www.czarodzieje.org/t17722-lazar-grigoryev#498407
https://www.czarodzieje.org/t18307-lazar-grioryev-dziennik
Ulica Główna - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Ulica Główna - Page 4 Empty


PisanieUlica Główna - Page 4 Empty Re: Ulica Główna  Ulica Główna - Page 4 EmptyPon 02 Gru 2019, 21:47;

Jego uśmiech się poszerzył kiedy Ślizgon przyznał się o kim pomyśli, wypuszczając lampion ku niebu.
Skoro jest dla Ciebie martwy — trudno mu było wyzbyć się pewnego rozbawienia, ale i tak mu potaknął. Jakby się nad tym zastanowić, miało to pewny sens. A może i Gallagher miał odkryć w sobie jakieś mordercze instynkty i w zemście zabić byłego kochanka? Cóż, nie zamierzał go oceniać tak długo, jak długo nie zagrażało to jemu samemu.
Kiedy dał mu znak, że mogą wypuścić lampiony, zrobił to bez wahania; trochę dziwnie czuł się z tą plamą mroku pomiędzy dłońmi, zwłaszcza, że na plecach zdawał się czuć ciekawskie i z całą pewnością nieprzychylne spojrzenia. Miał ochotę wracać do Hogwartu, bo czuł, że tutaj nie spotka go nic dobrego.
To chyba coś nie tak z tym twoim byłym, wiesz? — mruknął do chłopaka z powątpiewaniem, bo choć liczył, że świeca w locie jakoś się naprawi, nic podobnego się nie wydarzyło, a wręcz przeciwnie – lampion eksplodował, zamienił się w stado kruków, a Lazar wzdrygnął się mimowolnie. Lubił te zwierzęta, sam miał przecież jednego, ale trzeba przyznać, że w tej konkretnej sytuacji nie przywodziły na myśl nic dobrego. „Z byłym? A może to z nim jest coś nie tak...” – pomyślał, zerkając na Matthew kątem oka i niepostrzeżenie odsuwając się od niego o jakieś pół kroku.
Mam złe przeczucie — powiedział bardziej do siebie samego niż do swojego kompana. Zresztą może nie powinien tak głośno wygłaszać swoich myśli w obecności samego szatana? Cholera, trzymał się go tak usilnie, a może to właśnie chłopak miał być tym przepowiedzianym złem, które go dziś jeszcze spotka? Zmarszczył brwi i właściwie postanowił, że się z nim pożegna, kiedy nagle poczuł, że ktoś łapie go za kurtkę i ciągnie. W ułamku sekundy wydobył zza paska różdżkę, gotów bronić się przed czymkolwiek co go zaatakowało.
A więc jednak miała rację! Cholerne duchy i ich przeklęte wróżby.
Odwrócił się, a wtedy zobaczył, że to tylko ten szurnięty staruszek, który sprzedawał lampiony. Niepokoił go, ale wyglądał niegroźnie; nakazał sobie spokój. Nie miał ochoty słuchać jego szeptu, ale nie miał większego wyboru. W końcu w rękę wciśnięto mu świecę. Kiedy znów został z Mattem sam na sam, przyjrzał się uważnie dziwacznemu prezentowi.
Świeczka, chyba taka jak w lampionie... — w zamyśleniu podrapał się po policzku, a potem wcisnął ją do kieszeni spodni — Może tak samo... wiesz... — zmarszczył brwi, próbując znaleźć w głowie odpowiednie słowa w języku angielskim — łapie światło i je zjada. A jeśli to nie to co myślę, to może jakieś wymyślne dildo — wzruszył ramionami, próbując jakoś rozładować atmosferę. Zdecydowanie było mu to dzisiaj potrzebne. Był spięty jak rzadko kiedy.
Ja to bym wracał do zamku, tutaj chyba i tak nie ma już nic ciekawego. — i jeśli tylko Matt się z nim zgodził, ruszył w którąkolwiek stronę, która wyprowadziłaby go z „festiwalu”. Nie chciał teleportować się w tłumie ludzi, zawsze obawiał się wtedy rozszczepienia. Zapomniał w tym wszystkim, że w kieszeni wciąż ma skradzioną figurkę... choć gdyby pamiętał, zrobiłby przecież dokładnie to samo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Mistrz Gry

Czystość Krwi : 100%
Galeony : 30915
  Liczba postów : 60478
http://czarodzieje.forumpolish.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658
Ulica Główna - Page 4 QzgSDG8




Specjalny




Ulica Główna - Page 4 Empty


PisanieUlica Główna - Page 4 Empty Re: Ulica Główna  Ulica Główna - Page 4 EmptyPon 02 Gru 2019, 22:10;

@Lazar Grigoryev

Wszystkie "wyjścia" z festiwalu były obstawione parą strażników, którzy przewyższali Cię nie tylko wzrostem, ale i szerokością w ramionach i mięśniach. Nie wyglądali zbyt przyjaźnie, ale też nie byli tu po to, aby się podobać. Impreza chyliła się ku końcowi, a więc kiedy wraz ze swym towarzyszem chcieliście opuścić to miejsce, musieliście ustawić się w niewielkiej kolejce. Strażnicy raz po raz rzucali po jednym zaklęciu na osoby, które o cokolwiek podejrzewały. Możecie dostrzec, że jednego z ludzi wyprowadzono z kolejki i wzywano do niego aurora.
Lazar, Twoje spięcie było aż zanadto widoczne. Kiedy przyszła Wasza "kolej" mogłeś poczuć na sobie badawcze i przenikliwe spojrzenie jednego ze strażników. Rzuć kostką, aby sprawdzić co Cię spotkało. Twój towarzysz przechodzi bez najmniejszego problemu.

Parzysta - już prawie ich wyminąłeś, byłeś niemalże pewien, że nie zaczepi Cię ani nie zapyta o nic, gdy w ostatnim momencie poczułeś na swoim ramieniu wielką łapę strażnika.
- Hejże, ty. Zaczekaj. - usłyszałeś głośny tembr i poczułeś na sobie jego wwiercające się spojrzenie. - Poproszę dowód osobisty do kontroli. - niezależnie od tego czy dałeś mu czy protestowałeś, chcąc nie chcąc zostałeś oskarżony o nielegalny pobyt na imprezie w Dolinie Godryka. Strażnik nie dał się przekonać, że jesteś dorosły, uparcie twierdził, że ściemniasz. Dostajesz głośne upomnienie na temat swojego zachowania i zostaje na Ciebie rzucone tajemnicze zaklęcie. Rzuć kostką jeszcze raz:
- parzysta - czar wykrył skradziony przedmiot. Figurka nietoperza zostaje Ci odebrana. Został wezwany niedaleko urzędujący auror, który spisał Twoje dane i dał Ci mandat w wysokości 50 galeonów. Utratę pieniędzy zgłoś w odpowiednim temacie. Zostajesz wyrzucony z Doliny Godryka poprzez osobiste odprowadzenie Cię przez strażnika do kominka z Siecią Fiuu.
- nieparzysta - najwyraźniej zaklęcie strażnika nie podziałało zbyt dobrze, bowiem nie wykryto u Ciebie niczego podejrzanego. Zostajesz wyrzucony z Doliny Godryka poprzez osobiste odprowadzenie Cię przez strażnika do kominka z Siecią Fiuu. Po przedmiot możesz zgłosić się w odpowiednim temacie.

Nieparzysta - zostałeś bardzo intensywnie taksowany wzrokiem przez strażników. Odprowadzali Cię wzrokiem i szeptali coś między sobą - jeden z nich ewidentnie chciał Cię zatrzymać, a drugi kręcił głową i zbywał swego współpracownika. Masz szczęście. Udało Ci się przejść bezpiecznie obok nich i tym samym kradzież figurki nietoperza uszła Ci płazem. Po przedmiot możesz zgłosić się w odpowiednim temacie.

______________________

Ulica Główna - Page 4 Tumblr_myxyl0JKkN1s94thyo1_500
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Matthew C. Gallagher

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 178
C. szczególne : zawadiacki uśmiech, podczas którego jego prawa brew zawsze unosi się nieco wyżej niż lewa; dołeczki w policzkach
Galeony : 1593
  Liczba postów : 1047
https://www.czarodzieje.org/t17284-matthew-c-gallagher
https://www.czarodzieje.org/t17286-matthew-c-gallagher#484354
https://www.czarodzieje.org/t17287-matthew-c-gallagher#484355
https://www.czarodzieje.org/t17285-matthew-c-gallagher#484235
https://www.czarodzieje.org/t18302-matthew-c-gallagher-dziennik
Ulica Główna - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Ulica Główna - Page 4 Empty


PisanieUlica Główna - Page 4 Empty Re: Ulica Główna  Ulica Główna - Page 4 EmptyWto 03 Gru 2019, 22:41;

Powiedzenie, że był dla niego martwy może i było lekką przesadą, ale wspomnienie o nim przy okazji wypuszczenia lampionu w powietrze wydawała się pasować do tej całej tradycji. Chciał o nim zapomnieć albo przynajmniej pogodzić się z niefortunnym zrządzeniem losu. Miał zamiar go „zamordować”, ale wyłącznie w sensie metaforycznym, a nie dosłownym. Nie oszukujmy się, aż tak popierdzonej psychiki to jeszcze nie miał, a i nawet nie znał żadnych czarnomagicznych zaklęć, które przy realizacji takich planów mogłyby okazać się użytecznymi. Uśmiechnął się więc tylko do Lazara, nie kontynuując już więcej tego tematu. Ot, po prostu poczekał, aż chłopak zapali lont i obaj przyglądali się temu, co się wydarzy. Chyba żaden z nich nie spodziewał się jednak, że ich lampiony owionie głęboki mrok.
- Naprawdę myślisz, że to z jego powodu? – Odpowiedział mu równie powątpiewającym pomrukiem, bo to nie tylko z jego lampionem było coś nie tak. Oba pokryły się czernią i oba zamieniły się w locie w stado ponurych kruków. W porównaniu do innych, barwnych i spektakularnych efektów, ich „zabawki” były po prostu tragiczne. A może miało to związek z wywróżonym wcześniej Lazarowi ponurakiem?
- Nie tylko Ty… – Westchnął również, kiedy Grigoryev postanowił podzielić się z nim swoimi obawami. Nie sądził jednak, że zaczyna również i jego podejrzewać o złe zamiary, a do tego jeszcze porównywać go do szatańskiego pomiotu. Może to i lepiej, bo sytuacja sama w sobie jawiła się jako wystarczająco przerażająca. Na chwilę zostali przez staruszka rozdzieleni, ale wreszcie znów na siebie trafili, dzierżąc w dłoniach podobne do siebie świece.
- Nie no, nie wygląda tak jak ta w lampionie. – Próbował włączyć się w tę burzę mózgów, ale nic nie przychodziło mu do głowy. Stwierdził jednak, że dalszy wywód Rosjanina ma jakiś sens. No, przynajmniej dopóki nie wspomniał o dildo, po których to słowach Matthew nie mógł się powstrzymać i parsknął głośnym śmiechem. – Ale tak poważnie, po co komuś świeca, która pochłania światło? Przecież to kompletnie bez sensu. – Wyrzucił z siebie, ale mimo wszystko schował świecę do sporawej kieszeni w bluzie. Zaraz po tym skinął zresztą Lazarowi głową na znak, że popiera jego propozycję.
- No, chyba oblecieliśmy już wszystko. Nuda. – Wskazał chłopakowi gestem dłoni, by ruszyli w stronę miasteczka, żeby tam aportować się bezpiecznie gdzieś w pobliże Szkoły Magii i Czarodziejstwa. Bez problemu przeszedł obok ochroniarzy, ale o dziwo, ci zaczęli nagle baczniej przyglądać się jego nowemu koledze.
- Coś nie tak? – Zapytał Lazara, bo z tamtymi drabami nie chciał się nawet wdawać w jakąkolwiek dyskusję. Do niego nie mieli żadnych pretensji, więc teoretycznie mógłby sam powrócić do hogwarckiego zamku, ale to byłoby mało kulturalne. Postanowił więc poczekać na Grigoryeva.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Lazar Grigoryev

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 182cm
C. szczególne : Tatuaże, kolczyk w języku, przekłute uszy, silny rosyjski akcent
Galeony : 32
  Liczba postów : 403
https://www.czarodzieje.org/t17721-lazar-arseni-grigoryev
https://www.czarodzieje.org/t17739-lazar-grigoryev#499191
https://www.czarodzieje.org/t17724-lazur#498429
https://www.czarodzieje.org/t17722-lazar-grigoryev#498407
https://www.czarodzieje.org/t18307-lazar-grioryev-dziennik
Ulica Główna - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Ulica Główna - Page 4 Empty


PisanieUlica Główna - Page 4 Empty Re: Ulica Główna  Ulica Główna - Page 4 EmptyCzw 05 Gru 2019, 13:23;

Zazwyczaj nie starał się robić i mówić wszystkiego w taki sposób, by poprawić drugiej osobie humor, ale miewał podobne przebłyski dobroci, zwłaszcza kiedy miał do czynienia z przypadkiem tak beznadziejnym, jak osoba tuż po świeżym zerwaniu. Zresztą można by się spierać czy sprawianie, że ktoś poczuje się lepiej to akt altruizmu, czy może najczystsza forma egoizmu... wszak poczucie, że jest się dobrą, troskliwą osobą, potrafiło poprawić humor i poczucie własnej wartości lepiej niż cokolwiek innego.
Na jego dociekania wzruszył tylko ramionami. Właściwie łączył się z nim w tych wątpliwościach, bo sam niewiele z tego rozumiał. Czy w Dolinie Godryka normalnym było, że zaczepiali cię jacyś staruszkowie i wręczali dziwne świece, nie wiedzieć po co? A może tylko w Halloween działy się tutaj takie nietypowe rzeczy? Powinien przyjechać tu kiedyś w jakiś „normalniejszy” dzień i na spokojnie zobaczyć czy to pełne czarodziejów miasteczko ma w sobie coś dziwnego.
No, bez sensu... — przyznał, zagryzając na moment wargę. W końcu dodał z wahaniem — Chyba że wcale nie zależy ci na świetle, a na ciemności...? — im dłużej o tym myślał, tym mocniej czuł, ze ta teoria miała sens. Potrafił wyobrazić sobie siebie w sytuacji, w której świeca karmiąca się światłem mogłaby mu się przydać. Czasem mrok był najbezpieczniejszym schronieniem. Niemniej, zdawał się czuć, że od przedmiotu bije dziwna, niekoniecznie pozytywna aura i o ile nie do końca go to odstraszało, tak czuł, że jeśli będzie miał zapalić kiedyś tę świecę, to tylko kiedy będzie to konieczne.
Kiedy przechodzili obok strażników, odważnie odwzajemnił ich spojrzenia i nakazał sobie spokój, robiąc dobrą minę do złej gry. Potrafił kłamać, więc udawanie niewiniątka nie powinno stanowić większego problemu, prawda? Spiął się nieco kiedy jeden ze strażników zrobił pół kroku w jego stronę, jakby miał go zatrzymać, ale na szczęście nic podobnego się nie wydarzyło. W końcu uśmiechnął się do Matta i poklepał się po tylnej kieszeni spodni, w której spoczywała ożywiona figurka.
Nie. Wszystko w porządku. Lecimy? — wyciągnął do niego rękę i poczekał aż chłopak ją chwyci. A kiedy to zrobił, przeniósł ich pod bramę Hogwartu.

Kostka: 5

    | z/t x2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Ulica Główna - Page 4 QzgSDG8








Ulica Główna - Page 4 Empty


PisanieUlica Główna - Page 4 Empty Re: Ulica Główna  Ulica Główna - Page 4 Empty;

Powrót do góry Go down
 

Ulica Główna

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 4Strona 4 z 4 Previous  1, 2, 3, 4

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Ulica Główna - Page 4 JHTDsR7 :: 
Dolina Godryka
 :: 
Centrum miasteczka
-