Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 Pokój 07

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość


Klemens A. Blackburn

Absolwent Gryffindoru
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 219
  Liczba postów : 156
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10082-klemens-ares-blackburn
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10112-klucha
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10111-to-ten-moze-cos
Pokój 07 QzgSDG8




Gracz




Pokój 07 Empty


PisaniePokój 07 Empty Pokój 07  Pokój 07 EmptySob Lut 21 2015, 15:21;

Spokój? Niech wierzy lub nie, on był zajebiście spokojny... Zazwyczaj. Jednak los tak chciał, że ukształtował go na człowieka, który zawsze czuje więcej, odbiera więcej, reaguje bardziej. Nie będzie ukrywał swoich uczuć, bo niby jaki miałby w tym cel? Chciał zostać zrozumiany a bawić się w zgadywanki i tajemnice nie zamierzał.
Darzył ją uczuciem, więc niech nie pierdoli, że to jednostronne i nie doszukuje się w jego słowach czegoś, czego tam nie ma. Domysły... Wróg każdego człowieka. Nie wiedział co było między nimi, już wtedy na plaży czuł, że Gillian jest zupełnie inną osobę. A jej pojawienie się w jego życiu naprawdę będzie coś znaczyło, nie będzie kolejnym zapomnianym nazwiskiem, bezimienną postacią pod zamazaną twarzą. Była inna. Wywróciła jego świat, odwróciła jego uwagę od wszystkiego, co zawracało mu głowę. Chciał być przy niej, po prostu być.
Prezenty, całusy, czułe słowa... Nie uważał aby to było puste, miało cholernie wielkie znaczenie. Nigdy nie widział w niej dziecka, co oczywiście jest absurdem bo między nimi było dobrych pięć lat różnicy. Nigdy nie patrzał na młodsze kobiety, a przynajmniej nie o tyle młodsze... Wyróżniała się. Nie urodą. Nie postawą. To było coś...
Owszem, rozmawiali o jego pracy. Która nawet nie była pracą, lecz pasją. Dzięki niej potrafił wyzwolić wodzę swojej fantazji. Tatuaż to nie obrazek, tatuaż to dzieło sztuki a ciało to płótno. Trzeba je traktować z należytym szacunkiem. A pomysł z jej tatuażem nie podobał mu się, bo nie chciał aby się na nim zawiodła. Co by było gdyby on coś spieprzył? Gdyby ją skrzywdził... Już nawet nie chodziło o to, że by go miała... Po prostu nie chciał aby żałowała... Tylko o to.
Miłość jest czymś, co nie przychodzi łatwo a jeszcze gorzej odchodzi. Jego zdaniem? Trzeba sobie naprawdę zasłużyć aby być obdarowanym tym darem, bo tym właśnie według niego to było. Dar. To nie przychodzi od tak, a skoro mówiła, że go kocha... Czy chciał jej pozwolić aby przestała? Cholera...
Nie to miał na myśli mówiąc "brać coś na pewnik"... Chodziło o to, co wydarzy się dalej. Bo szczerze? Nie miał bladego pojęcia jak to się wszystko potoczy. Nawet nie zdawała sobie sprawy, w jakie gówno się wpakowali. Nie będzie myślał o tym, co by było gdyby jej nie spotkał. Gdyby jej nie pocałował... Bo to niczego nie zmieni. Stało się. Oni tutaj byli.
Uśmiechnął się na widok tego, jak bacznie przyglądała się wisiorkowi. Wiedział, że bardzo o niego dbała, starała się go nie nosić, nie pokazywać. Nawet nie zdawała sobie sprawy, co to z nim robiło. Cieszył się jak idiota wiedząc, że to również coś dla niej znaczy...
Nie spojrzał na nią kiedy wypowiedziała jego imię, nieformalna forma przywitania się... Niosąca ze sobą coś znacznie większego. Dopiero po chwili podniósł wzrok na nią, jakby z trudem się przed tym powstrzymywał jednak dał za wygraną... Patrzenie na nią sprawiało mu ból, któremu nie pozwolił wyjść. Nie chciał aby widziała, co naprawdę teraz czuł. Nie tutaj. Ukrywanie emocji weszło mu w krew tak samo jak ich okazywanie. Robił to, kiedy taka nadchodziła potrzeba.
Kiedy się do niego przytuliła, nie wiedział co ma zrobić z rękoma. Na początku wisiały w powietrzu. Po chwili pochylił lekko głowę, podbierając lekko podbródek na jej głowie. Objął ją mocno, tak, że na krótki moment zniknęła w jego ramionach.
-Znam miejsce gdzie możemy pójść.-Powiedział spokojnie. I bez zbędnego słowa chwycił jej drobną dłoń, kierując się do wyjścia. Nie zamierzał spędzić tam ani minuty dłużej. Te całe żarciki i śmiechy nijak się miały do jego humoru.

Po krótkim spacerze weszli do Dziurawego. Na moment opuścił Gillian aby podejść do lady i uregulować zapłatę. Po minucie wrócił i prowadząc ją na górę, zamknął za nimi drzwi od jednego z pokoi. Zdjął kurtkę i odrzucił ją na fotel. Nie wiedział, czy długo tutaj będzie siedział. Sam czy z nią. Czy ona zaraz nie ucieknie... Jednak jeżeli zostanie, mogła się nie obawiać, że zniknie. Zostanie z nią do końca. Oparł się o najbliższą szafę i skrzyżował ręce na wysokości klatki piersiowej. Z nieodgadniętym wyrazem twarzy wpatrywał się w jej postać... I to co przechodziło mu po głowie, NIGDY nie powinno się tam znaleźć.
Lekki skrawek papieru ciążył w kieszeni jego spodni jak ołów... Podniósł głowę i przyjrzał się dziewczynie.
-No dobrze... Może najpierw Ty.-Uśmiechnął się delikatnie.-Wbrew pozorom, zostały we mnie jeszcze jakieś resztki dżentelmena.-Mruknął. Żartobliwy? No proszę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Gillian M. Goyle

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 24
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 192
  Liczba postów : 186
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10326-panna-blackburn#284895
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10350-ruda-jest-moja#285205
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10349-kocham-cie-jak-irlandie#285204
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10351-gillian-meredith-jill-goyle#285206
Pokój 07 QzgSDG8




Gracz




Pokój 07 Empty


PisaniePokój 07 Empty Re: Pokój 07  Pokój 07 EmptyCzw Lut 26 2015, 19:52;

Droga do Dziurawego Kotła minęła im w nieprzyjemnej ciszy. Gillian nie chciała mówić zbyt wiele, zbyt wiele odkrywać. Wiedziała, że Klemens na wszystko reaguje tak emocjonalnie... co zrobi, gdy zobaczy, że tak naprawdę do siebie należą? Co zrobi widząc, że Gillian nosi na skórze znak prawdziwości jej uczucia? I dlaczego, cholera, dlaczego wypowiedzenie dwóch prostych słów sprawiało jej tyle kłopotów? Już dawno powinna była to zrobić. Zawsze czuła, że temu chłopakowi może ufać, może mu powierzać swoje sekrety, gotowa była oddać mu się w każdej chwili. Wydaje mi się jednak, że to wszystko przez Walentynki. Albo tą niepewność, która zżerała Gillian od ucieczki z domu Ambrożego. Bo przecież była z Klemensem. Nieoficjalnie, bo nie skonsumowali swojego związku, nie wyznali sobie miłości, nigdy nie przyznali, że naprawdę są razem. A jednak te pocałunki, podarunki, delikatne pieszczoty, czułe słowa - to wszystko musiało znaczyć, że łączy ich coś pięknego. Albo po prostu są to marzenia małej dziewczynki.
Przez całą drogę Gillian nie myślała o niczym innym jak o tym, co ma zamiar dzisiaj zrobić. Chciała - nie - musiała sprawdzić, czy naprawdę kocha Klemensa. Bo skoro tamtego wieczoru była tak blisko z Friday'em to jednego z nich musiała sobie odpuścić. A Klemens był pierwszy. I był... idealny. Kurwa. Za dużo facetów jak na jedną kobietkę.
Kiedy doszli do Dziurawego, serduszko podeszło Jill do gardła. Zrozumiała, że są już tak blisko przekazania chłopakowi prezentu walentynkowego. Patrzyła z lekkim zakłopotaniem jak Klemens płaci za wynajęcie pokoju i już głupia zaczęła się cieszyć, że do czegoś między nimi dojdzie. Jasne. Najpierw musiałby chcieć. Przecież zmusić go nie może. Kiedy weszli do jednego z wolnych pokoików, Gillian patrzyła jak chłopak podchodzi do fotela i rzuca tam swoją kurtkę. Zrobiła to samo ze swoim ukochanym czerwonym płaszczykiem, uporczywie się nie odzywając. Tak naprawdę miała nadzieję, że będzie to coś w stylu romantycznej sceny z przedstawienia, gdy główny bohater wyznaje jej miłość, a bohaterka rzuca mu się na szyję. A dalszy ciąg... no wiadomo. Och, błagam, są w pustym pokoju, ciekawe co mogliby robić. Pewnie zagraliby w szachy.
-No więc... niedługo są walentynki. -Zaczęła niepewnie, bezwiednie bawiąc się zawieszonym na szyi podarunkiem. -I mam coś... dla ciebie. Dla nas. -Wyszeptała cicho, patrząc Klemensowi w oczy. Powoli do niego podeszła, stanęła na palcach, oparła dłoń na jego karku i przyciągnęła do siebie. Trzydzieści jeden centymetrów, które ich różniły, szybko zredukowało się do kilku milimetrów. -Kocham cię, Blackburn. -Powiedziała cichutko, delikatnie muskając wargami jego ciepłe usta. Co prawda miała ochotę od razu pokazać mu tatuaż, ale powoli. Chciała go najpierw poczuć i być pewna, że nigdy nie pożałuje tego, co zrobiła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Klemens A. Blackburn

Absolwent Gryffindoru
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 219
  Liczba postów : 156
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10082-klemens-ares-blackburn
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10112-klucha
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10111-to-ten-moze-cos
Pokój 07 QzgSDG8




Gracz




Pokój 07 Empty


PisaniePokój 07 Empty Re: Pokój 07  Pokój 07 EmptyPią Lut 27 2015, 17:08;

Wcześniej mówiła, że mało mówił. A pamięta dzień na plaży? Gadał jak pojebany, nie widział końca ich rozmowy... Bo to przychodziło zbyt łatwo. To było dziwne, a jednak przyjął to jak leci.
Co by było gdyby. Takie myślenie nigdy nie przynosiło dobrych skutków... Bo powiedz mi, po co się tak naprawdę nad tym zastanawiać? Przeglądasz kilka opcji jednego wydarzenia, przeszłego, które nigdy się nie zmieni. Nic tego nie naprawi. Ale po co? Powinieneś być pewien, że to co zrobiłeś jest tym, co było najlepszą opcją, jedyną z możliwych.
Proszę cię, byli razem? Od kiedy. Uwielbiał ją, owszem. Jednak gdyby chciał się wiązać, zapewne dawno by to wyszło na światło dzienne. Nie był typem, który potrafiłby być z kimś. Tak na poważnie, tak na serio... Bo jeszcze nigdy tego nie przeżył. Nie, nie wykorzystał Gillian, nie bierzcie go za jakiegoś totalnego dupka i palanta. Dziewczyna miała swój mózg, podobno była dorosła i wiedziała co robi. Do niczego jej nie zmuszał, niczego nie obiecywał. Sama wiedziała co robi... Jednak to nie ona była tą dziewczyną, która przewróciła jego życie. Nie była tą, która doprowadziła go do szaleństwa, swoją arogancją, lekceważeniem i ciętym językiem. Jak to jest, że osoba, której tak bardzo nie znosił stała się tą, która dzieli z nim teraz mieszkanie? I jak to się stało, że ktokolwiek sprawił, że jego serce się poruszyło tak, jak nigdy dotąd nie czuł? Każdy był wyjątkowy na swój sposób... Każda kobieta, która zwróciła jego uwagę.
Gillian i Millicent to dwie kompletnie różne osoby, każda miała w sobie coś, co go do nich przyciągało. Jednak Gillian była jak zakazany owoc... Niemożliwy do zdobycia, idealny w całej swojej krasie. A Klemens nie oczekiwał idealności, nie wierzył w nią... To Millicent była kimś, z kim widział się dalej... Z kim chciał spróbować. Bo jak już miał to robić, to z równie pojebaną osobą co on.
Skoro go kochała... Chyba nie dopuszczałaby do sytuacji, w której byłaby z drugim facetem. Chyba mamy odpowiedź. Nie kochała go, a jedynie wyobrażenie o nim... On również był czymś nowym, zakazanym.. Innym.
Kobiety mają swoje sposoby na zmuszenie faceta, tak aby się nawet o takowej manipulacji nie zorientowali. Jednak Klemens doskonale znał te chwyty, ha, kilka razy sam poradził komuś jak to się robi. A to wszystko dzięki obserwacji zachowań tego niesamowitego gatunku. Choć każda jest inna, czasem myślą całkiem podobnie. Jak to w ogóle jest możliwe?...
Wiedział co mogła sobie pomyśleć, ba, sam by tak pomyślał i zapewne wszyscy, którzy go znali wiedzieli do czego to zmierza. Jednak nie tym razem. Niech ludzie myślą co chcą, jakoś mało go to obchodziło. Niech uważają, że przyszedł na schadzki, na wprowadzenie młodej kobiety w dorosłość. Miał to gdzieś. Jedyne co się liczyło to to, aby byli sami. Aby było spokojnie... I aby ona dowiedziała się prawdy.
Podniósł spojrzenie i utkwił je w dziewczynie kiedy zaczęła mówić. Zmarszczył lekko brwi i przyjrzał się jej. Do czego zmierzała? Ton jej głosu i lekkie podekscytowanie sprawiało, że czuł się jeszcze gorzej. Za chwilę miał jej to wszystko zniszczyć... Choć tak naprawdę, nigdy nie było im dane... Po prostu być. I nie, nie dlatego, że należeli do dwóch różnych światów. To jest wymówka słabych. Ludzi, którzy szukają byle pretekstu do zakończenia czegoś. A oni? Oni po prostu... NIE MOGLI.
Nas. Przez moment zastanawiał się, czy oni kiedykolwiek istnieli... Przymknął powieki kiedy do niego podeszła. Boże, to były jak tortury. Nie zdawała sobie sprawy, że te kilka milimetrów, tak naprawdę są kilometrami. Tak, o tyle powinni zostać rozdzieleni. Im dalej od Klemensa, tym lepiej dla Gillian i dla niego samego.
Ujął jej drobną twarz w dłonie i oddał jej pocałunek. To miał być ich ostatni pocałunek, dlatego chciał aby chociaż to zapamiętała. Jeden dobry moment. To było złe. To było chore... Jednak nie potrafił. I nie, nie dlatego, że była młoda, piękna czy po prostu chętna. Lekko się odsunął, nabierając głęboko powietrza. Oparł czoło o jej i cicho westchnął. Przez palce przechodziły mu jej włosy. Rude. Czemu wcześniej tego nie zauważył? Posiadali tyle cech... Kurwa.
Wyciągnął z kieszeni list i rzucił go na komodę, krzyżując ręce na wysokości klatki piersiowej. Jakby tworząc blokadę. List zawierał więcej informacji niżeli mogłoby się to z początku wydawać. Kilka nic niewartych słów. Nic by nie zmieniły, jednak to co napisane było pod nimi? To przekreśliło wszystkie szanse.
-Przeczytaj.-Powiedział spokojnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Prince Armstrong

Absolwent Gryffindoru
Wiek : 30
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 24
  Liczba postów : 86
http://czarodzieje.org/t9581-prince-oliver-armstrong
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9583-sowa-ksiazeca
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9585-zatancz-dla-mnie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9584-prince-armstrong
Pokój 07 QzgSDG8




Gracz




Pokój 07 Empty


PisaniePokój 07 Empty Re: Pokój 07  Pokój 07 EmptySro Lip 20 2016, 23:29;

Potrzebowała go i mogła sobie wmawiać wszystko, ale kurwa, jebana mać. Nie była w stanie wyżywić córki i dać jej dobrego domu bez jego pomocy. Przyzwyczaił się do tego, że ludzie pragnęli otrzymać od niego pieniądze, ale co z tego, skoro sam nie cenił wartości galeonów. Już dzisiaj mógłby oddać Chloe wszystko co miał, byle ten maluch, którego trzymał w ramionach zaznał trochę szczęścia. To egoistyczne pragnienie, a może całkiem szczerze - sam nie wiedział. Nie szukał odpowiedzi jednak, bo te zdawały się go przerastać, a dopiero co dowiedział się o córce, choć i w tym względzie miał mieszane uczucia. Bo kiedy patrzył na dziewczynkę, widział podobieństwo. Tak samo wydawać się było, kiedy ją trzymał w ramionach, ale w momencie, w którym zaczynał o tym myśleć... Wszystko pękało w drobny mak i sam nie był pewien, czy to może być prawda. Marschall byłaby w stanie go oszukać, byle dostać trochę gotówki, ale nie uczyniłaby krzywdy jemu i małemu, bezbronemu bączkowi, który tak zawzięcie się go trzymał, prawda? 
-Ty też jesteś całkiem fajna - powiedział na ucho dziewczynce i całą drogę ignorował Chloe, bo nie mieli o czym rozmawiać. Wmawiał to sobie i wychodziło mu to doskonale, wszak dziewczyna była dla niego jedynie przeszłością. Mało wartą, bo przypominała o Charlie, ale to tylko kolejna dziwka na liście podbojów ojca Prince'a, który szczycił się tym, że posuwa swoje pracownice. Problem polegał jednak na tym, że jeżeli Marschall mówiła prawdę i stary Armstrong zgwałcił ją, to nie zostało mu zbyt wiele czasu, a młody Oliver był gotowy go zabić własnymi rękami. Tu nie chodziło o to, że dopuścił się hańbiącego czynu na kobiecie, ale... Na tej jednej, konkretnej. Matce jego dziecko, która winna być świętością dla rodziny chłopaka, a tak? Została zbrukana i jedynie oczyszczenie jej honoru byłoby w stanie pozwolić na to, że zacznie żyć względnie normalnie.
Dzisiejszym celem nie było jednak jego mieszkanie. Musiał się udać w bezpieczniejsze miejsce, jak chociażby Dziurawy Kocioł, gdzie zapewniłby chwilowy komfort Chloe i Rosie. Jutro z pewnością rozpocznie poszukiwania, ale do świtu było daleko.
-Wierzę, że jesteś w stanie wytrzymać w takich warunkach, ksieżniczko - zwrócił się do niej z dozą drwiny, a wzrokiem zmierzył ją z góry do dołu. Wypuścił powietrze z płuc i dopiero wtedy odstawił dziewczynkę. -Zostanę z wami, żebyś mi tylko nie spierdoliła, ale nie martw się - łóżko jest wasze - powiedział spokojnie, a następnie złapał drobną rączkę córki i podszedł z nią do dużego materaca. -Nadal chcesz usłyszeć tę bajkę?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Finn Gard

Student Hufflepuff
Rok Nauki : II
Wiek : 22
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 177
C. szczególne : Podkrążone oczy, nerwowość i spięcie widoczne w każdym ruchu i grymasie, trochę nieprzytomny wzrok.
Galeony : 689
  Liczba postów : 1829
https://www.czarodzieje.org/t16780-finan-gard-konczy-sie-tworzyc#466593
https://www.czarodzieje.org/t16790-listy-do-finnu#466907
https://www.czarodzieje.org/t16783-finan-gard#466737
https://www.czarodzieje.org/t18293-finan-gard-dziennik
Pokój 07 QzgSDG8




Gracz




Pokój 07 Empty


PisaniePokój 07 Empty Re: Pokój 07  Pokój 07 EmptyCzw Paź 15 2020, 21:45;

[size=41]Dziwne miejsce wybrał na rozmowę. Zapytany dlaczego tutaj wzruszył ramionami, a zmuszony do odpowiedzi wyznał, że w Dziurawym Kotle są dobre zabezpieczenia magiczne. Pytał barmanki, pytał ochroniarza, dowiadywał się przez godzinę. Zapewniono toż że tylko samobójca mógłby chcieć złamać tu jakiekolwiek prawo. W Pubie znajdowało się bardzo dużo ludzi, a więc nikt zdrowy na umyśle nie mógłby tutaj wtargnąć i wyczarowywać Szatańskiej Pożogi. Tak, mówił Maxowi kilka razy, że dane miejsce nie jest bezpieczne bo ktoś mógłby chcieć je podpalić. Dopiero skromny, mały pokoik okazał się względnie miejscem spokojnym na rozmowę, a wybierał to miejsce dosyć długo. Nalegał na tę lokalizację. Nie mógł być w domu Josha, denerwował się, źle się czuł z dobrodusznym nauczycielem pod jednym dachem skoro nie potrafił zmrużyć oka. Josh już wystarczająco pomógł, aby go narażać na kolejne kłopoty dwudziestolatka. Weszli do środka pokoju oznakowanego numerem siódmym. Od razu wysunął krzesło na środek pokoju; zatrzeszczało kiedy na nim sztywno usiadł. Nie spał zbyt wiele w ostatnich tygodniach, co przejawiało się sińcami pod oczami. Dłonie miał lodowate, ściśnięte mocno na mankietach dzisiejszej założonej koszuli. Spojrzenie choć przytomne to raz na raz rozbiegało się kiedy do uszu dotarł głośniejszy dźwięk. I tak było tutaj wystarczająco cicho. Popatrzył na Maxa i podziwiał go przez chwilę w milczeniu. Popatrzył na jego usta, policzki, zarysowane kości policzkowe, popatrzył też w ciemne oczy ukryte pod rzęsami, popatrzył na zachowanie jego dłoni i poczuł, że brak mu ciepła.- Podziwiam cię. - odezwał się ostrożnie. Mieli pogadać o tym co ich łączyło tylko żaden z nich nie brał pod uwagę, że zanim do tego dojdzie Finnowi się pogorszy pod kątem zdrowia umysłowego. Wyłapywał jego wzrok. - Podziwiam cię, że jeszcze ze mną jesteś. Bo jesteś… prawda? - miał wyprostowane plecy, a dłonie oparł o swoje kolana. Nie było ani trochę wygodnie jednak teraz to zlekceważył. Nie opuszczał z niego spojrzenia, mógł teraz wwiercać się w niego swoim otumanionym błękitem tęczówek do oporu. Byli sami, ale w głowie Finna niedostatecznie bezpieczni.  [/size]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Brewer

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Czystość Krwi : 10%
Wzrost : 178 cm
C. szczególne : Blizny na całym ciele, które wychynęły po usunięciu wszystkich mugolskich tatuaży, runa agliz na lewym ramieniu, krwawa obrączka na palcu serdecznym prawej dłoni, blizna w kształcie błazeńskiej czapki na prawej piersi, trzy blizny przez całe plecy
Dodatkowo : Jasnowidzenie
Galeony : 1776
  Liczba postów : 1310
https://www.czarodzieje.org/t18375-maximilian-brewer
https://www.czarodzieje.org/t18475-listy-tradycyjne-maxa#526264
https://www.czarodzieje.org/t18474-max-nie-zaprasza#526263
https://www.czarodzieje.org/t18374-maximilian-brewer
https://www.czarodzieje.org/t18428-maximilian-brewer-dziennik#52
Pokój 07 QzgSDG8




Gracz




Pokój 07 Empty


PisaniePokój 07 Empty Re: Pokój 07  Pokój 07 EmptySob Paź 17 2020, 23:35;

Początkowo Max nie był w stanie zrozumieć, co dokładnie kieruje Finnem, co się z nim dzieje i dlaczego nie chce zostać u Walsha. Potem jednak zaczął dostrzegać wiele niepokojących sygnałów, zaś obsesja chłopaka na temat bezpieczeństwa zaczęła stawać się wręcz niebezpieczna, z czego Brewer zdał sobie sprawę właściwie dopiero teraz, dostrzegł to jednak i uznał, że to najwyższa pora, by jednak nieco Puchona przycisnąć, by sprawić, żeby zaczął dostrzegać, iż sam robi sobie krzywdę. Po tym, jak jego dom spłonął, a Finn był w kiepskim stanie, Max bardzo chciał, żeby udał się do Munga, ale przekonanie go do tego graniczyło raczej z cudem, teraz zaś, gdy ten wędrował z miejsca w miejsce i zachowywał się momentami, jak zaszczute zwierzę, czy może raczej, jakby co najmniej nieco oszalał, chłopak zaczynał nabierać przeświadczenia, że po prostu musi zabrać go do lekarza, że musi postawić go przed kimś, kto będzie w stanie z nim porozmawiać. Nie rozpoznawał wszystkich objawów, ale miał w pamięci to, co wydarzyło się w czasie pobytu w Luizjanie, to wszystko, co coraz bardziej przekonywało go, że Finn jest po prostu chory i trzeba zrobić wszystko, by postawić go na nogi. Sam zdążył już pójść po rozum do swojego zasranego łba i pokajał się przed profesor Albescu, poprosił ją o pomoc i zdecydował się na zamykanie pewnych rozdziałów swego życia. Jemu było jednak łatwiej, bo teraz, gdy patrzył na Finna, był pewien, że przed nim długa i ciężka droga, musiał jednak zrobić wszystko, by chłopak nie postanowił z niej zawrócić. Co więcej, kurwa, musiał zrobić wszystko, by ten w ogóle postanowił nią ruszyć.
Nie pierdol. To było pierwsze, co przeszło mu przez łeb, ale wiedział, że w tej chwili używanie takich słów, takie wyrażanie tego, co siedziało mu we łbie, jest ostatnim, co powinien robić. Nic zatem dziwnego, że ostatecznie westchnął dość ciężko, a następnie podszedł do Finna, by położyć dłoń na jego ramieniu i spojrzeć na niego uważnie, zastanawiając się, czego od niego oczekuje. Miał wielką chęć potrząsnąć nim z furią, ale znowu, to nie było coś, co powinien robić, nie teraz. Kiedy się wściekł, Puchon robił dokładnie to samo i cudowny przykład takiej wymiany zdań mieli już w Mungu, kiedy nic sobie nie wyjaśnili i jedynie byli na siebie wściekli, jakby ich coś kurewsko mocno ukąsiło. Nie o to chodziło, nie tak mieli się zachowywać i nie do tego mieli dążyć, a przynajmniej - nie tego chciał Max. Pamiętał doskonale, o czym rozmawiali w domu Walsha, pamiętał o tej pieprzonej dyskusji na temat jebanych świąt, o swetrze i całej reszcie i aż go kurewsko mocno skręcało na myśl, że mógłby tego jednak nie doświadczyć. Nic zatem dziwnego, że teraz oddychał głęboko, starając się zapanować nad własnymi mięśniami i odczuciami, które jednak dostawały jakiegoś pierdolca i nie miał pojęcia, co ze sobą zrobić. Ostatecznie zatem rozłożył ręce.
- Jak widać, Finn - rzucił, dziwiąc się temu, jak spokojnie jest w stanie mówić. - Nigdzie się nie wybieram. I bardzo bym chciał, żebyś ty też przestał skakać z miejsca w miejsce. Moja propozycja jest dalej aktualna, chociaż ciągle nie dorobiłem się kapy w jednorożce - stwierdził i wzruszył lekko ramionami, a następnie usiadł po turecku na podłodze i spojrzał na chłopaka w górę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Finn Gard

Student Hufflepuff
Rok Nauki : II
Wiek : 22
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 177
C. szczególne : Podkrążone oczy, nerwowość i spięcie widoczne w każdym ruchu i grymasie, trochę nieprzytomny wzrok.
Galeony : 689
  Liczba postów : 1829
https://www.czarodzieje.org/t16780-finan-gard-konczy-sie-tworzyc#466593
https://www.czarodzieje.org/t16790-listy-do-finnu#466907
https://www.czarodzieje.org/t16783-finan-gard#466737
https://www.czarodzieje.org/t18293-finan-gard-dziennik
Pokój 07 QzgSDG8




Gracz




Pokój 07 Empty


PisaniePokój 07 Empty Re: Pokój 07  Pokój 07 EmptyNie Paź 18 2020, 19:28;

Śledził uważnie każdy jego krok i gest, a nie potrafił z oględzin niczego wywnioskować. Wodził za nim wzrokiem, a miał rozszerzone źrenice i przekrwione oczy. Mimo to mrugał jak najrzadziej, aby nic mu nie umknęło. Odnosił jednak wrażenie, że nie widzi bardzo bardzo wielu rzeczy... paradoksalnie mówi to o wszystkim. Ciężar jego ręki na ramieniu wywołał w nim minimalną potrzebę spięcia mięśni. Zmrużył powieki i słuchał każdej nuty jego wypowiedzi. Wyczuwał od niego spokój, choć wydawało mu się, że w spojrzeniu widział tłumioną złość. Maximilian Brewer często się wściekał, najwyraźniej miał w sobie coś z choleryka. Czy to nie powinno być tak, że powinien go uspokajać? Dzisiaj nie... dzisiaj potrzebował informacji bowiem tak mocno ściskało go w trzewiach, że nie mógł już tego wytrzymać. Analizował każde wypowiedziane słowo i jego dźwięk. Nie podobał mu się ten spokój; zwinął palce w pięść.
- Jak widać, jesteś. Ale jako kto? Zachowujesz się jak przyjaciel, który nie zostawi w potrzebie. - podniósł się z krzesła znienacka, aż te upadło. Nie był jednak rozzłoszczony, ot, nie mógł wysiedzieć. Splótł ciasno ręce za swoimi plecami i nerwowo zaczął przemierzać tą niedużą odległość od jednej ściany do drugiej. Deski podłogowe uginały się jękliwie pod jego ciężarem. - Chcę mieć jasno określone twoje uczucia. - zatrzymał się na moment i popatrzył nań z góry wzrokiem o dziwo dosyć przytomnym. - Masz mi powiedzieć wprost, bez owijania w bawełnę, czyli tak jak lubisz. Czy jesteśmy tylko przyjaciółmi czy to niedopowiedzenie? - mówił dosyć cicho, ale wyraźnie. Słowa okolone były ostrą nutą zniecierpliwienia. Nie musiał być jasnowidzem (o ironio), aby domyślić się, że Max może nie chcieć się w żaden sposób odsłaniać jako ten pierwszy. - Bez względu na to, co się wydarzyło chcę wiedzieć. Powiedz mi, Max. Wtedy będziemy kontynuować rozmowę na jaki temat sobie zechcesz. - oj, był cały napięty, splątany kłębek emocji, które ledwie trzymał w ryzach za dnia, a w nocy jego sen wołało pomstę do nieba. Potrzebował wiedzy, aby ruszyć naprzód. Zbyt wiele niedopowiedzeń było między nimi, zdecydowanie za mało ciepła, a jedynie... ta przyjacielskość, którą umiał już wszak rozpoznać. To nie tak, że tego nie chciał, potrzebował wiedzy, by w jakiś sposób ułożyć sobie wszystko w głowie. Wbił paznokcie w palce drugiej ręki i ściskał je za swoimi plecami aż pobielały mu kłykcie. Serce szamotało się w jego klatce piersiowej złaknione odpowiedzi i na Merlina, odnosił wrażenie, że wie jaka ona będzie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Brewer

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Czystość Krwi : 10%
Wzrost : 178 cm
C. szczególne : Blizny na całym ciele, które wychynęły po usunięciu wszystkich mugolskich tatuaży, runa agliz na lewym ramieniu, krwawa obrączka na palcu serdecznym prawej dłoni, blizna w kształcie błazeńskiej czapki na prawej piersi, trzy blizny przez całe plecy
Dodatkowo : Jasnowidzenie
Galeony : 1776
  Liczba postów : 1310
https://www.czarodzieje.org/t18375-maximilian-brewer
https://www.czarodzieje.org/t18475-listy-tradycyjne-maxa#526264
https://www.czarodzieje.org/t18474-max-nie-zaprasza#526263
https://www.czarodzieje.org/t18374-maximilian-brewer
https://www.czarodzieje.org/t18428-maximilian-brewer-dziennik#52
Pokój 07 QzgSDG8




Gracz




Pokój 07 Empty


PisaniePokój 07 Empty Re: Pokój 07  Pokój 07 EmptyPon Paź 19 2020, 22:56;

Obserwował go, zastanawiając sie jednocześnie, co dokładnie się z nim dzieje. Wiedział, że z Finnem jest źle, nie trzeba było być pierdolonym geniuszem, żeby zdawać sobie z tego sprawę, w końcu nie zachowywał się ani trochę normalnie. Paranoja, jaka dopadała go wcześniej, zaczynała przekraczać wszelkie granice, co do tego nie było najmniejszych nawet wątpliwości. Max obawiał się jednak, że za tym wszystkim kryje się coś jeszcze, miał ochotę nim potrząsnąć, zapytać go, czy w ogóle pamięta jeszcze, że powinien oddychać, ale zamiast tego jedynie wodził za nim spojrzeniem, trzymając się tym razem w ryzach. Doskonale pamiętał i wiedział, do czego dokładnie prowadziły jego wcześniejsze wybuchy, nic zatem dziwnego, że uznał, iż teraz potrzebują kogoś, kto zachowa trzeźwość umysłu. To wcale nie było, kurwa, łatwe. Nie po tym, z czym Finn nagle wyskoczył, zachowując się nie tylko dziwnie, ale również roszczeniowo i właściwie szantażując go w tym momencie. Brewer doskonale wiedział, że mógł się złamać, że mógł powiedzieć mu to, co być może chłopak chciał usłyszeć, ale był ostatnią osobą, która zrobiłaby coś podobnego. Prawda bywała bolesna, ale ostatecznie nie dało się od niej uciekać.
- Nazewnictwo jest aż tak ważne w tej chwili, Finn? Nie chcę cię zostawiać, nie chcę się poddawać, spędziłem przy tobie noc, nie śpiąc, żeby w razie konieczności cię obronić, pilnowałeś mnie, kiedy nie mogłem sobie poradzić z wizjami. Byłem przy tobie, kiedy miałeś najbardziej szalone myśli. Powiedziałeś, że chcesz spędzić ze mną te pieprzone święta, a ja chcę spędzić je z tobą. Powiedziałem ci kiedyś, że nie mam pojęcia, czym są związki, miłość, szczęście i to całe pierdolenie, od którego chce się czasami rzygać. Powiedziałeś mi, że istnieje ktoś, o kim nie możesz zapomnieć. Chcesz mi powiedzieć, że to się zmieniło? Cokolwiek z tego? - powiedział w końcu, nie ruszając się z miejsca. Siedział nadal na podłodze, dokładnie w tej samej pozycji, jasno pokazując mu, że choćby był w tragicznym stanie, nie ruszy się stąd, jednocześnie jednak dając mu do zrozumienia, że nie będzie bawił się w żadne szantaże emocjonalne, to nie było dla niego, nie grał na tych zasadach i miał to w dupie. Dla niego nie miało znaczenia, jak się nazwą, nie miało znaczenia to, jak się określą, być może dlatego, że całe życie lawirował, że całe życie znajdował się na krawędziach i nigdy w niczym się nie określał, chwytał dzień, chwytał kolejne oddechy. Miał świadomość tego, czego chce i co zamierza zrobić, ale nie był człowiekiem, który się do czegoś nagnie.
- Chcę być z tobą. I chuj mnie obchodzi, jak dokładnie to nazwiesz - powiedział. - Uważaj, bo nauczyłem się teleportować, więc znajdę cię wszędzie i będę za tobą łaził, jeśli taka odpowiedź cię nie satysfakcjonuje - dodał, patrząc na niego uważnie. Jego ciemne spojrzenie zdawało się nieznacznie płonąć. Był zdeterminowany, ale równocześnie nieco zły, bo naprawdę takie zachowanie Puchona go irytowało, powodowało, że czuł się nieco jak kawałek mięsa, którym można dowolnie rzucać. Dla niego oczywiste było, że nie zostawi chłopaka, że będzie się nim zajmował, chciał mu pomóc, tak jak on pomagał jemu. Jeśli ta chęć bycia obok, jeśli to wszystko miało być miłością, to chuj z tym, niech nią będzie. Nie interesowało go nazewnictwo, interesowały go po prostu czyny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Finn Gard

Student Hufflepuff
Rok Nauki : II
Wiek : 22
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 177
C. szczególne : Podkrążone oczy, nerwowość i spięcie widoczne w każdym ruchu i grymasie, trochę nieprzytomny wzrok.
Galeony : 689
  Liczba postów : 1829
https://www.czarodzieje.org/t16780-finan-gard-konczy-sie-tworzyc#466593
https://www.czarodzieje.org/t16790-listy-do-finnu#466907
https://www.czarodzieje.org/t16783-finan-gard#466737
https://www.czarodzieje.org/t18293-finan-gard-dziennik
Pokój 07 QzgSDG8




Gracz




Pokój 07 Empty


PisaniePokój 07 Empty Re: Pokój 07  Pokój 07 EmptyWto Paź 20 2020, 07:08;

[size=41]Wiele z odpowiedzi Maxa już kiedyś padało. Miał deja vu. Rozmawiali o tym tak dawno temu i wtedy mu to nie przeszkadzało. Było lekko, miło, przyjemnie więc kto by sobie zawracał głowę pierdołami? Dzisiaj wszystko postanowiło się zmienić. Odpowiedź była niewystarczająca i gdyby Max wypowiedziałby chociaż jedno słowo z nutą złości to bardzo prawdopodobne, że Finn wybuchłby niczym zmagazynowana Bombarda. Był rozstrojony, nie panował nad swoimi emocjami, podnosił głos (co mu się zdarzyło trzykrotnie w życiu i na szczęście nie wobec Maxa bo prawdopodobnie doszłoby do kolejnej kłótni)... nie miał w sobie swojej cierpliwości. Została pożarta przez nagminną potrzebę czujności i prób odnalezienia czegoś, co sprawi, że w końcu poczuje się bezpiecznie. [/size]
[size=41]- Mylisz się, Max. To jest cholernie ważne, zwłaszcza tu i teraz. - poprawił go z grymasem na twarzy bowiem okazywało się, że u Maxa nie zmieniło się nic w punkcie widzenia. Akurat w tym postanowił być stały! Niech to szlag. Prostował i zaciskał palce w pięść im dalej chłopak mówił. Wykrzywił usta z niemalże obrzydzeniem kiedy nawiązał do tematu jego pierwszego faceta. - To żeś wyskoczył jak gnom z tiary! Javla Skit! Czyli czekasz aż zapomnę o istnieniu mojego pierwszego faceta? - popatrzył na niego ostrzej, wbijając paznokcie w skórę swoich dłoni. Nikt nie potrafi zapomnieć o swojej pierwszej miłości. Nie znaczy to, że już nie chciał, aby ten kiedykolwiek wrócił. Nie mówił o tym nikomu bo siłą rzeczy tylko z Gabrielle o nim rozmawiał. Pytania Maxa wydały mu się podejrzane. Nie rozumiał do czego ten pije. - Co w ogóle on ma tu do rzeczy? Po cholerę o to pytasz? Rozmawiamy o tym, co jest między nami do jasnej avady. - brak cierpliwości wylewał się z niego przez każdy gest i napięcie mięśni. Mimo wszystko jak na jego obecny stan potrafił powstrzymać w ryzach złość, choć było pewne, że nie będzie trwać to wiecznie. Nie podejrzewał, że kolejne słowa Maxa wykończą te resztki opanowania.[/size]
[size=41]- Chuj cię to obchodzi?! - podniósł głos, a wraz z tym dźwiękiem z komódki spadł imbryk i potoczył się w kierunku łóżka. Ostatnimi czasy takowe reakcje magiczne zdarzały się częściej, a warto zaznaczyć, że nie powinno ich być. - Mam dość, że chuj cię wszystko obchodzi. Non stop to słyszę, nic cię nie rusza! Chcesz być ze mną? To kuźwa mi to pokazuj! - nie mógł uwierzyć, że ten siedzi, przeszkadzało mu to, ale wiedział, że nie może go podnieść do pionu. - Kiedy ty w ogóle ostatnio wziąłeś mnie za rękę? Kiedy pocałowałeś sam z siebie? Kiedy zamierzasz iść ze mną choćby do tego cholernego obiecanego mugolskiego kina? To jest CZUŁOŚĆ, a to składa się na ZWIĄZEK. - zaznaczył bardzo wyraźnie akcentując oba słowa, pomny tego, że Max może tego nie widzieć. Cała zgromadzona przez miesiące frustracja w końcu wylewała się z niego niczym lawa z wulkanu. Oddychał głośno, płytko, przeszywał go spojrzeniem i niemalże czekał aż ten wybuchnie. Zawsze tak reagował a wtedy wszystko jasny szlag trafiał bo nie mogli się dogadać. - Na co ty czekasz, Max? Zachowujesz się jak przyjaciel, a nie jak mój facet. Czy ty się boisz mnie dotknąć? - tyle czasu powściągał swoją potrzebę trzymania go za rękę czy (przed kłótnią) wykradnięcia drobnego pocałunku kiedy nikt nie patrzy. Tyle czasu, bo czekał aż Max sam do niego przyjdzie. W miejscu publicznym nie lubił okazywać uczuć, ale cholera, byli tu sami i było mu brak Maxa, mimo że ten siedział na wyciągnięcie reki. Dusił się w tym wszystkim, a więc potrzebował jasno określić sytuację aby odetchnąć. [/size]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Brewer

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Czystość Krwi : 10%
Wzrost : 178 cm
C. szczególne : Blizny na całym ciele, które wychynęły po usunięciu wszystkich mugolskich tatuaży, runa agliz na lewym ramieniu, krwawa obrączka na palcu serdecznym prawej dłoni, blizna w kształcie błazeńskiej czapki na prawej piersi, trzy blizny przez całe plecy
Dodatkowo : Jasnowidzenie
Galeony : 1776
  Liczba postów : 1310
https://www.czarodzieje.org/t18375-maximilian-brewer
https://www.czarodzieje.org/t18475-listy-tradycyjne-maxa#526264
https://www.czarodzieje.org/t18474-max-nie-zaprasza#526263
https://www.czarodzieje.org/t18374-maximilian-brewer
https://www.czarodzieje.org/t18428-maximilian-brewer-dziennik#52
Pokój 07 QzgSDG8




Gracz




Pokój 07 Empty


PisaniePokój 07 Empty Re: Pokój 07  Pokój 07 EmptyWto Paź 20 2020, 23:30;

Obiecywał sobie, że musi zachować spokój. Wiedział, że Finn nie ma się zbyt dobrze, że wiele rzeczy go dręczy, ale nie chciał na niego w żaden sposób naciskać, chociaż poważnie zastanawiał się, czy nie powinien go po prostu przewiesić przez ramię i zawlec do Munga. Nic by to oczywiście, kurwa, nie dało, bo oczywiście by mu spierdolił, a nie zamierzał go ogłuszać, czy robić czegoś podobnego. Jeśli miał z tego gówna wyjść, to musiał chcieć to zrobić, a na razie wszystko wskazywało na to, że był od tego zdecydowanie daleki. I chociaż Max był wyjątkowo cierpliwy - być może dlatego, że mając już jakieś podstawy, jakąś medyczną świadomość, wiedział, że nie wszystko, co chłopak robi, jest od niego zależne - czuł, jak powoli wszystkie mięśnie zaczynają się naprężać, jak irytacja zaczyna się w nim właściwie gotować, jak ma ochotę w coś uderzyć. Siedział jednak, na razie, nadal bez ruchu, przyglądając się, jak imbryk spada na ziemię, z niepokojem odnotowując w umyśle kolejny problem, który właściwie ostatecznie przechylał szalę w stronę jebanej choroby. Kurwa. Jakby nie wystarczyło, że on sam był popierdolony. Jakby nie wystarczyło, że sam uczył się żyć ze swoim darem, co wcale nie było łatwe i wymagało od niego wiele sił, wiele mobilizacji i uporu, żeby zacząć z tym pracować, a nie ignorować.
Oddychał głęboko, ale zdecydowanie przypominał w tej chwili gotującego się do skoku drapieżnika. Zacisnął zęby, zgrzytnął nimi, a potem w mgnieniu oka znalazł się przy Finnie, zaciskając palce na jego nadgarstkach i przyciągając go blisko siebie. Jego ciemne oczy tym razem zdawały się płonąć i nie tłumił już żadnych emocji, które buzowały w jego wnętrzu, jak wściekłe. Nie znosił nacisków, nie znosił mówienia, co powinien robić, co jest właściwe, a co nie, nic zatem dziwnego, że teraz balansował wściekle na granicy potrzebnego mu w tej chwili opanowania, a wybuchu, jaki zniszczyłby dosłownie wszystko.
- A jak myślisz, jakie to może mieć znaczenie, co? Jakie znaczenie może mieć ktoś, kogo wciąż kochasz, kiedy pytasz o to, co jest między tobą a mną - warknął, a jeśli Finn próbował się szarpnąć albo cofnąć, to jedynie mocniej go do siebie przygarnął. Nie chciał bawić się w żadne uciekanie, w żadne wymagania, czy naciski, ale zamierzał w końcu nieco przemówić mu do rozumu, zamierzał być z nim szczery, choćby to miało boleć. Oddychał, głęboko i miarowo, wyraźnie panując tym samym nad swoją furią, która pełzała po jego trzewiach, namawiając go do tego, żeby w coś radośnie przypierdolił i w ten sposób się wyładował, żeby dał upust tym emocjom, które go po prostu pochłaniały, pożerały, niszczyły. Ale panował nad nimi, przynajmniej w takim stopniu, by nie zrobić krzywdy Finnowi, aczkolwiek wszystko wskazywało na to, że nie zamierzał go puszczać, ba, spróbował złapać go a pasie, żeby przyciągnąć go jeszcze bliżej.
- Mam grać tylko na twoich zasadach? A może ty zagrasz na moich? - rzucił cicho, ale jego głos brzmiał, jak niski pomruk. - Rozumiem, że dla ciebie nie liczy się pojawienie w środku nocy i zachowywanie spokoju, kiedy tego potrzebujesz? Nie liczy się trzymanie cię w ramionach, żebyś mógł zasnąć, kiedy cały świat ci się wali? Czekanie na świt, czuwanie i pilnowanie, by nikt więcej cię nie skrzywdził? Nie liczy się to, że idę tam, gdzie chcesz? Że nawet teraz tutaj jestem? Rozumiem, że to jest jedno, absolutnie pierdolone nic?! - warknął, a jego palce zadrżały, w rytm walącego głośno serca, które zdawało się być już całkowicie oszalałe. - To ty absolutnie nie chciałeś, żeby ktokolwiek dowiedział się, co się z tobą dzieje. Ja nie mam z tym problemu. Nie mam problemu, żeby trzymać cię za rękę, czy, kurwa, nosić cię na rękach na oczach całej szkoły. Chuj mnie obchodzi, co oni sobie myślą. Ale jeśli tego chcesz, to sam też to rób - dodał, czując, jak naprężone mięśnie zaczynają drżeć. Złość w nim buzowała, zadawała się wręcz bliska eksplozji, wydawało mu się, że jeszcze jedno słowo, jeszcze jeden ruch i po prostu wszystko trafi szlag, ale skoro tak sobie pogrywali, to nie zamierzał pozostawać dłużnym, chociaż struny były naprawdę naprężone do granic wytrzymałości. Nie umiał nazywać swoich uczuć, nie znał ich, nie rozumiał, wiedział tylko, że kiedy na kimś mu zależało, stawał się zaborczy i zazdrosny, ale prawda była taka, że nigdy jeszcze nie urosło to do takich rozmiarów, jak teraz. I nigdy nic nie piekło i nie budziło jego furii tak, jak teraz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Finn Gard

Student Hufflepuff
Rok Nauki : II
Wiek : 22
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 177
C. szczególne : Podkrążone oczy, nerwowość i spięcie widoczne w każdym ruchu i grymasie, trochę nieprzytomny wzrok.
Galeony : 689
  Liczba postów : 1829
https://www.czarodzieje.org/t16780-finan-gard-konczy-sie-tworzyc#466593
https://www.czarodzieje.org/t16790-listy-do-finnu#466907
https://www.czarodzieje.org/t16783-finan-gard#466737
https://www.czarodzieje.org/t18293-finan-gard-dziennik
Pokój 07 QzgSDG8




Gracz




Pokój 07 Empty


PisaniePokój 07 Empty Re: Pokój 07  Pokój 07 EmptySro Paź 21 2020, 07:17;

[size=41]Jak on dobrze znał Maxa… każdy jego przyśpieszony oddech słyszał niezwykle wyraźnie, wyczulił się na jego reakcje i wszystkie dotychczasowe przypuszczenia właśnie się ziściły. Zdenerwował go i trzeba przyznać, że nie było to trudne. Wystarczy nie panować nad swoimi emocjami a Max jest niczym knot świecy, zapali się gęstym płomieniem i choć rozświetli gęstą atmosferę tak gotów jest pluć iskrami przy byle błędzie. Przez własne nerwy nie dostrzegał w jego oczach walki o spokój. Drgnął i był w połowie cofnięcia się o jeden krok kiedy ten zerwał się na równe nogi w ciągu raptem sekundy. Jakaś część jego paranoi gotowa była sięgnąć po krnąbrną różdżkę jednak akurat w tym momencie został przygarnięty z taką siłą która mogłaby być niewygodna a jemu o Merlinie, bardzo odpowiadała. Wytrzymywał jego spojrzenie, hardo prezentując swoje emocje buchające z tak różnych od brązu tęczówek. Wykrzywił usta w kolejnym grymasie. - Jakie ma znaczenie ktoś, kto ma mnie w dupie? Hmm… pomyślmy. Niech lepiej nie waży się wracać z Włoch bo samodzielnie go wrzucę do kominka Fiuu aby nigdy więcej nie burzył mi życia. - dużo goryczy wylewało się z jego ust. Ważne jest, że nie okłamał Maxa. Nie zaprzeczył, że w jaki sposób jeszcze kocha tego człowieka, który olał Finna na całej linii. Nie było to jednak aż tak istotne jak mogłoby się wydawać. Nie chciał by Marlow wracał i ta myśl choć zabolała to niosła za sobą jakaś ulgę. Uwalnia się od niego! Po ponad dwóch latach…  - Nie myślę już o nim. Myślę o tobie. Zanim dom mi spłonął, tuż przed snem, patrzyłem w lusterko dwukierunkowe aby zobaczyć ciebie. Nie jego. A ty mi nie wierzysz. - to było wyzywające stwierdzenie. Prowokował go by w emocjach wyrzucił wszystkie swoje myśli, nawet najdrobniejsze. Jednocześnie próbował nie dać się rozproszyć jego oddechem, którego ciepło czuł na policzku. Teraz Max był tu w każdym tego słowa znaczeniu i z cichym zachwytem rejestrował jak ten jeszcze mocniej ku sobie przygarnia. Nie w głowie było mu się wyrywać. Tęsknił okropnie za jego dotykiem i inicjatywą. Mimo wszystko jeszcze nie podnosił ręki w odpowiedzi. Następne słowa były bardzo celne, zabolały i wywołały zawstydzenie. To nie tak, że o tym nie pamiętał. Skoncentrował się na goryczy i na inne rzeczy nie patrzył w ten sposób. - To nie jest nic, ale ja mówię o innych rzeczach. O życiu codziennym. Mam już dosyć udawania, że jesteśmy tylko przyjaciółmi. - w jego głosie pobrzmiewało zmęczenie. Sam przecież narzucił im takowy obowiązek ale nadszedł ten wiekopomny moment, że miał dosyć. Głupie trzymanie za rękę… to dla niego nie było nic, wbrew pozorom potrzebował drobnych gestów udowadniających, że ktoś jest obok i jest w porządku. Po części to Finn krzywdził ich relację ale może uda się im to jakoś rozwiązać… Przypomniały mu się porady Walsha, podsunięte w tajemniczej Luizjanie kiedy to podarował nauczycielowi kredyt zaufania. Kiedy sam Walsh też uchylił rąbka sekretu dzięki czemu Finn nabrał doń szacunku. W końcu podniosł rękę za plecami Maxa i ścisnął jego bark, przy tym wypuszczając z płuc gorące powietrze. Nie wiedział jak długo je wstrzymywał. - Nie chcę już udawać ale mrozi mnie kiedy mam okazać uczucie w miejscu publicznym. Potrzebuję w tym twojej pomocy. - uciekł wzrokiem i jednocześnie spuścił trochę z tonu. Przyznawanie się do potrzeby pomocy nigdy nie było przyjemne jednak jeśli mają coś zmienić to potrzeba podjąć odpowiednie kroki. Musiał nauczyć się być sobą nawet wśród ludzi. - Chcę być normalny, Max. Chcę żeby to się ułożyło, ale nie wiem co robić. - drugą dłoń umiejscowił na jego ciepłym karku, musnął palcami miękkie włosy, a patrzył na jego kącik ust, bo nie miał sił skrzyżować znów wzroku. Na policzkach czuł palący wstyd i zażenowanie. Przynajmniej minęło uczucie duszenia się w swoim ciele i wiedział, że to nie wróci tak długo jak będzie czuć, że nie jest sam. Potrzebował wielu zapewnień aby w końcu w to wszystko raz na zawsze uwierzyć.[/size]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Brewer

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Czystość Krwi : 10%
Wzrost : 178 cm
C. szczególne : Blizny na całym ciele, które wychynęły po usunięciu wszystkich mugolskich tatuaży, runa agliz na lewym ramieniu, krwawa obrączka na palcu serdecznym prawej dłoni, blizna w kształcie błazeńskiej czapki na prawej piersi, trzy blizny przez całe plecy
Dodatkowo : Jasnowidzenie
Galeony : 1776
  Liczba postów : 1310
https://www.czarodzieje.org/t18375-maximilian-brewer
https://www.czarodzieje.org/t18475-listy-tradycyjne-maxa#526264
https://www.czarodzieje.org/t18474-max-nie-zaprasza#526263
https://www.czarodzieje.org/t18374-maximilian-brewer
https://www.czarodzieje.org/t18428-maximilian-brewer-dziennik#52
Pokój 07 QzgSDG8




Gracz




Pokój 07 Empty


PisaniePokój 07 Empty Re: Pokój 07  Pokój 07 EmptySro Paź 21 2020, 23:20;

Max wcale nie był taki trudny w obsłudze, właściwie można było spokojnie uznać, że da się go bardzo łatwo rozgryźć i przekonać, co się w nim kryje, zdenerwowany wybuchał naprawdę łatwo, ale teraz ze wszystkich sił próbował trzymać nerwy na wodzy, żeby nie pierdolnąć Finna w akcie jakiejś furii. Jego zachowanie doprowadzało go obecnie do szewskiej pasji, poza tym bolało go w chuj to podejście, że to, co robił właściwie się nie liczyło, bo nie było tymi małymi gestami, o których chłopak mówił. Piekło, jak jasna cholera, oczywiście, że piekło, chociaż być może wcześniej Brewer nigdy nie wpadłby na to, że coś podobnego jest w stanie mieszać mu w głowie, że jest w stanie na niego wpływać. Gdyby mógł, pewnie machnąłby na wszystko ręką i powiedział, że to pierdoli, bo nie chce mu się w to już dłużej bawić. To, że był tutaj, to, że mimo wszystko nadal próbował, nadal z nim rozmawiał i jeszcze nie rozpieprzył czegoś w pomieszczeniu, świadczyło nie tylko o jego dobrej woli, ale również, a może przede wszystkim, o tym, że się starał, że chciał się starać, że uparcie uważał, że ma powód, żeby próbować. I nie bardzo interesowało go to, że nie jest w stanie określić powodów tego postępowania, to było ostatnie, czym zaprzątał sobie głowę, uznając po prostu, że skoro chce, to znaczy, że chce i koniec jebanego tematu. Pod tym względem różnili się z Finnem, dość znacząco, ale to jeszcze nie oznaczało wcale, że to przekreśla wszystko, co ich dotyczyło. Przypomniał sobie, jak Alise napisała mu, by uważał, żeby ciemność Finna go nie pociągnęła na dno i niemalże parsknął z ubawienia, bo naprawdę był ostatnią osobą, jaka by na to pozwoliła, a obecnie jedyne, co robił, to raczej wyciągał tego kretyna z bagna, w jakie się wpakował.
- Wierzę - powiedział na to warkliwie, ale w kąciku jego ust zadrgał ledwie dostrzegalny uśmiech. Proszę bardzo, chciałeś, żeby Max pierwszy coś powiedział? Być może tak, być może faktycznie coś z siebie wydusił, własnymi słowami, bez owijania w bawełnę, dokładnie tak, jak było to potrzebne, ale mimo wszystko wyglądało na to, że to jednak słowa Finna były bardziej znamienne. Max cały czas trzymał go blisko siebie i chociaż chłopak najwyraźniej nie zamierzał się szarpać, on nie zamierzał go puszczać, a złość wcale jeszcze mu nie minęła, tliła się wyraźnie w jego ciemnych oczach, buzowała tam z gorącą furią, która zdawała się niemalże szeptać, że jeden ruch, jeden krok i wszystko może się źle skończyć.
- Żyć, do cholery. Robić to, na co masz ochotę i nie zastanawiać się, czy jakiś debil popatrzy na ciebie krzywo. Chuj ich obchodzi, co robisz? Nikt nie ma prawa wpierdalać się w twoje życie, nikt nie ma prawa powiedzieć ci, że to, co czujesz, jest złe - rzucił cicho, ale jego głos brzmiał ostro, jakby zamierzał z miejsca szczekać albo robić coś takiego. - Chcesz pójść ze mną na jakieś pieprzone zajęcia? To idź. Chcesz, żebyśmy poszli na ten durny bal w Noc Duchów? To chodź. Nie zmienisz tego, jeśli nie spróbujesz, a ja nie zmuszę cię, żebyś to zrobił. Najpierw musisz tego naprawdę chcieć i po prostu spróbować być sobą. Poza tym wierz mi, sporo osób już na pewno się domyśla - dodał jeszcze, może nieco spokojniej, ale jego oczy wciąż płonęły i czaiła się w nich jakaś groźba, spróbował odetchnąć głębiej, ale nie potrafił, nie do końca, jego mięśnie drżały, kiedy gotował się do dalszej walki. - Myślisz, że Lou nie wie? Albo Skyler? Powiedzieli ci coś? Skrzywili się? Nie wydaje mi się. A nawet jeśli, to miałbym to gdzieś - stwierdził jeszcze nieco ochryple. Jego emocje wyraźnie wędrowały po jakiejś szalonej skali, kiedy trzymał Finna blisko siebie, nie pozwalając mu na to, by mu się gdzieś wymknął.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Finn Gard

Student Hufflepuff
Rok Nauki : II
Wiek : 22
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 177
C. szczególne : Podkrążone oczy, nerwowość i spięcie widoczne w każdym ruchu i grymasie, trochę nieprzytomny wzrok.
Galeony : 689
  Liczba postów : 1829
https://www.czarodzieje.org/t16780-finan-gard-konczy-sie-tworzyc#466593
https://www.czarodzieje.org/t16790-listy-do-finnu#466907
https://www.czarodzieje.org/t16783-finan-gard#466737
https://www.czarodzieje.org/t18293-finan-gard-dziennik
Pokój 07 QzgSDG8




Gracz




Pokój 07 Empty


PisaniePokój 07 Empty Re: Pokój 07  Pokój 07 EmptyCzw Paź 22 2020, 10:18;

[size=41]Coś było nie tak jednak ciężko było to uchwycić. Jeden wpatrywał się w złości w drugiego, próbowali sobie wzajemnie wyjaśnić niektóre rzeczy, niekiedy z pomocą przekleństw przekazać jakie są niektóre dlań ważne. Ile razy wywołał już na twarzy Maxa tłumioną furię? Sposób jaki napinał mięśnie ramion przedramion pokazywał ile w nim napięcia i emocji. Co by było, gdyby się nie powstrzymywał? Czy w ogóle Finn umiał to w nim wyciszyć? Jeden drugiego nie potrafił w pełni uspokoić a jednak w jakiś sposób koegzystowali ze sobą. Próbował wyczytać z cedzonego "wierzę" czy coś się pod tym kryło. Nie był wprawnym obserwatorem i choć śledził wzrokiem każde minimalne drgnięcie mięśni na jego twarzy to nie umiał z tego wyciągnąć tego, czego szuka. - Ehh, to nie o to chodzi. - wykrzywił się i nagle ramiona Maxa zaczęły ciążyć, więc próbował się z nich wyswobodzić jednak napotkał solidny opór. - Nikt mi nie mówi, że czuję źle ani nic z tych rzeczy. Nie zrozumiałeś mnie. - cholera, naprawdę teraz chciał się odsunąć ale jak to zrobić z tymi niemalże kamiennymi ramionami? Wypuścił z płuc westchnienie. - Wiem, że wiele ludzi już swoje się domyśliło. Ślepy nie jestem i nic z tym nikt nie zrobi. Powtórzę: chodzi mi o okazywanie uczuć w miejscu publicznym. Puścisz mnie już? - potrzebował teraz przestrzeni, musiał popatrzeć na Maxa z dystansu aby dowiedzieć się co zrobić dalej. Czuł w sobie tak wiele sprzeczności i choć chciał to pociągnąć dalej to odnosił wrażenie, że coś nie mogą się w pełni dogadać. - Ciężko jest mi się przełamać, wpojono mi w wychowaniu minimalizm w okazywaniu względów czy innych emocji wśród ludzi. To koliguje z… no wiesz… - nie mógł zebrać słów bo byli teraz za blisko (!). Nie wiedział już co chciał powiedzieć więc lepiej wrócić do sedna sprawy. Nie ma sensu teraz dać mu do zrozumienia, że jego rodzice są tzw. czystokrwiści i chcąc nie chcąc przykładali staranny nacisk na maniery. Nauczył się też od nich tej oszczędności w uzewnętrznianiu się jednak nie miał pojęcia jakich przysporzy mu to trudności. Nie wiedział jak to obejść i porada Maxa nie była w stanie tego rozwikłać raz a porządnie. - Ale odbiegamy od tematu. Chcę wiedzieć co do mnie czujesz, Max. Potrzebuję tego. Wiem, że to nie jest za knuta romantyczne, ale inaczej nie ułożę sobie niczego w głowie. - bez cienia uśmiechu podniósł nań wzrok, szukając w jego oczach prostej i dobitnej odpowiedzi. Być może oczekiwał za dużo, ale byli ze sobą jakieś cztery miesiące i to już ten czas, że jednak powinni mieć jako takie pojęcie czy to, co między nimi jest ma szansę na bycie czymś trwalszym. Taktownie nie ciągnął więcej tematu związku skoro ten za tym nie przepadał. - Czy jesteś w stanie jakoś to określić? - zapytał nieco łagodniejszym tonem, pierwszym od wielu wielu dni. Momentalnie jego wyraz twarzy też nabrał nieco więcej ciepła na które sobie tak często nie pozwalał. [/size]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Brewer

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Czystość Krwi : 10%
Wzrost : 178 cm
C. szczególne : Blizny na całym ciele, które wychynęły po usunięciu wszystkich mugolskich tatuaży, runa agliz na lewym ramieniu, krwawa obrączka na palcu serdecznym prawej dłoni, blizna w kształcie błazeńskiej czapki na prawej piersi, trzy blizny przez całe plecy
Dodatkowo : Jasnowidzenie
Galeony : 1776
  Liczba postów : 1310
https://www.czarodzieje.org/t18375-maximilian-brewer
https://www.czarodzieje.org/t18475-listy-tradycyjne-maxa#526264
https://www.czarodzieje.org/t18474-max-nie-zaprasza#526263
https://www.czarodzieje.org/t18374-maximilian-brewer
https://www.czarodzieje.org/t18428-maximilian-brewer-dziennik#52
Pokój 07 QzgSDG8




Gracz




Pokój 07 Empty


PisaniePokój 07 Empty Re: Pokój 07  Pokój 07 EmptyCzw Paź 22 2020, 22:38;

Mówili o tym samym, a za nic w świecie nie byli w stanie się zrozumieć, co w dużej mierze zaczynało być frustrujące, bo naprawdę Max nie miał pojęcia, jak inaczej miał wyrazić to, co znajdowało się w jego głowie. Nie był żadnym pieprzonym romantykiem, ani nic podobnego, nie zastanawiał się nigdy nad tym, co naprawdę czuje, działał impulsywnie i taki dokładnie był, więc wszystkie te prośby, pytania i naciski jedynie go frustrowały, powodując, że miał niesamowitą wręcz ochotę, żeby warknąć znowu z irytacją. Puścił go, skoro tego tak potrzebował, ale widać było, że jego z kolei zaczęło to złościć, a jego mięśnie drżały, gdy oparł się plecami o ścianę i z zaciśniętymi zębami przyglądał się Finnowi, starając się zapanować nad pełnym wybuchem złości. Pamiętał doskonale, jak na siebie warczeli w szpitalu i nie przyniosło to niczego dobrego, ale nie obyło się bez wydania z siebie jęku pełnego frustracji, bo miał wrażenie, że cały czas patrzą na ten sam obraz, ale nie widzą tego samego. Miał również w pewien sposób dość tego, że chłopak uparcie próbował dostać od niego odpowiedź na pytanie, które miało swoje wyjaśnienia, ale nie było ubierane w słowa, przynajmniej nie w umyśle, czy sercu Maxa. Naprawdę starał się w tej chwili nie wybuchnąć, ale jego pokłady cierpliwości również miały swoje granice, a musiał przyznać, że to dopytywanie zaczynało na niego działać niemalże alrgicznie.
- Określiłem. Chcę z tobą być - powiedział cicho, starając się nie cedzić słów, chociaż naprawdę był bliski tego, żeby wszystkie wściekłe emocje się z niego wylały. - Rozmawialiśmy już kiedyś na ten temat, nie każ mi teraz definiować uczuć i podpisywać je pod miłość taką, czy inną, czy pod cokolwiek innego. Nigdy się na tym nie skupiałem i zawsze robiłem po prostu to, co robić chciałem. Nie umiem określić tego inaczej, rozumiesz? - powiedział, zakładając ręce na piersi, bo czuł, że niemalże cały drży roznoszony tymi wszystkimi emocjami i właściwie w jakimś stopniu miał wrażenie, że powinien dać sobie spokój. Mógł najwyraźniej mówić to samo przez cały czas, ale dla Finna było to zbyt mało, nie chciał jednak kłamać, czy opowiadać czegoś, co byłoby niezgodne z tym, czego chciał, nie chciał również powiedzieć zbyt wiele tylko dlatego, że chłopak chciał wszystko wiedzieć, teraz, z miejsca, jakby bez tego nie mógł już dalej przebywać w jego obecności. Max nie umiał tego zrozumieć. Owszem, spierdolili obaj w czasie rozmowy w szpitalu, ale czy naprawdę tak istotne było, jak to wszystko nazwą, jak to określą, skoro pewne rzeczy były niezaprzeczalne? Przynajmniej dla niego, bo zaczynał odnosić wrażenie, że Finn postrzega to inaczej i nieoczekiwanie poczuł lodowate ukłucie w piersi, a później odwrócił na moment głowę.
- Minimalizm nie oznacza tego samego, co nic, Finn. Nauczyli cię, że należy chodzić dwa metry za sobą? - parsknął, uśmiechając się gorzko. - Nawet jeśli, to jeśli sam będę próbował wziąć cię za rękę, a ty nie będziesz chciał, to jak się to skończy? Mam z tobą walczyć? Zresztą... To wszystko jest tylko pieprzonym teoretyzowaniem, nie wolisz po prostu spróbować i się przekonać? - spytał, patrząc na niego. Jego złość wypalała się, przechodząc w coś bliskiego rezygnacji, przygaszeniu, a może nawet zmęczeniu. Jeszcze raz obiecał sobie, że nie da się ponieść emocjom. Nie mógł na to pozwolić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Finn Gard

Student Hufflepuff
Rok Nauki : II
Wiek : 22
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 177
C. szczególne : Podkrążone oczy, nerwowość i spięcie widoczne w każdym ruchu i grymasie, trochę nieprzytomny wzrok.
Galeony : 689
  Liczba postów : 1829
https://www.czarodzieje.org/t16780-finan-gard-konczy-sie-tworzyc#466593
https://www.czarodzieje.org/t16790-listy-do-finnu#466907
https://www.czarodzieje.org/t16783-finan-gard#466737
https://www.czarodzieje.org/t18293-finan-gard-dziennik
Pokój 07 QzgSDG8




Gracz




Pokój 07 Empty


PisaniePokój 07 Empty Re: Pokój 07  Pokój 07 EmptyNie Paź 25 2020, 16:08;

Ścisk w klatce piersiowej ani trochę nie zelżał. Od tego całego napięcia i intensywności rozmowy rozbolała go głowa. I on odnosił wrażenie, że została już udzielona mu odpowiedź, ale tego absolutnie nie rozumiał. Nie potrafił tego pojąć, dodać dwa do dwóch, połączyć w logiczną całość. Coś mu umykało, cały czas znajdowała się gdzieś w jego umysle dziura, której nie umiał załatać. Zmarszczył mocno czoło i słuchał Maxa uważnie. Niby coś załapywał ale cały czas czuł niedosyt.
- Dobra, okay. - to było już pojednawcze, bo czuł, że niczego więcej z niego nie wyciśnie. Na obecną chwilę może być tylko taka odpowiedź, a czy później się to zmieni? - Nie zmuszę cię do pełnego nazwania każdego elementu uczucia... w porządku. Póki co. - uniósł dłoń do czoła i po chwili rozmasowywał swoją pulsującą skroń. Wszystkie jego siły wyczerpywały się z każdą upływającą minutą. Potrzebował tej rozmowy ale nie panował nad jej torem. Rozdrażniał Maxa i siebie samego też.
- Kuźwa, czy ja każę ci chodzić dwa metry za sobą?! - znów podniósł głos i znieruchomiał zdziwiony swoją reakcją. - Kurwa, nie wiem co się ze mną dzieje. Nie wiem czemu cały czas mam ochotę krzyczeć. Przepraszam. - cofnął się o jeden krok, a potem przeszedł po trzeszczących belkach podłogowych aby zatrzymać się przy oknie. Oparł ciepłe czoło o chłodną szybę i przez chwilę było lepiej.  - Nie wiem, może masz rację. Zawsze mi mówili, że za dużo myślę. Może lepiej działać. - mówił to jednak bez przekonania, bo samopoczucie Finna gwałtownie spadało i jedyne na co miał ochotę to zamknąć oczy i nigdy się nie obudzić. Przez jego ciało przeszedł lodowaty dreszcz; wzdrygnął się.
- Źle się czuję, Max. Źle tu i tu. - wskazał swoją głowę i klatkę piersiową, a wzrok jakim obdarzył chłopaka był pozbawiony jakiejkolwiek radości do życia. Przypominał cień samego siebie i jak dotąd nigdy nie było z nim aż tak źle. Czuł, że opada na dno i tylko kilkoma palcami przytrzymuje się Maxa, by jednak jeszcze zaczerpnąć powietrza i przestać się choć na chwilę dusić. Długo rozmawiali, starali się do siebie wzajemnie dotrzeć i na nowo zrozumieć. Finn długo słuchał i wydawać by się mogło, że wreszcie zrozumiał pewne aspekty. Przede wszystkim przyznał się przed samym sobą (i przed Maxem), że potrzebuje pomocy.

| zt x2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Pokój 07 QzgSDG8








Pokój 07 Empty


PisaniePokój 07 Empty Re: Pokój 07  Pokój 07 Empty;

Powrót do góry Go down
 

Pokój 07

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Pokój 07 JHTDsR7 :: 
londyn
 :: 
dziurawy kociol
-