Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 Pokój 07

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość


Klemens A. Blackburn

Mieszkaniec Londynu
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 219
  Liczba postów : 156
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10082-klemens-ares-blackburn
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10112-klucha
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10111-to-ten-moze-cos
Pokój 07 QzgSDG8




Gracz




Pokój 07 Empty


PisaniePokój 07 Empty Pokój 07  Pokój 07 EmptySob 21 Lut - 15:21;

Spokój? Niech wierzy lub nie, on był zajebiście spokojny... Zazwyczaj. Jednak los tak chciał, że ukształtował go na człowieka, który zawsze czuje więcej, odbiera więcej, reaguje bardziej. Nie będzie ukrywał swoich uczuć, bo niby jaki miałby w tym cel? Chciał zostać zrozumiany a bawić się w zgadywanki i tajemnice nie zamierzał.
Darzył ją uczuciem, więc niech nie pierdoli, że to jednostronne i nie doszukuje się w jego słowach czegoś, czego tam nie ma. Domysły... Wróg każdego człowieka. Nie wiedział co było między nimi, już wtedy na plaży czuł, że Gillian jest zupełnie inną osobę. A jej pojawienie się w jego życiu naprawdę będzie coś znaczyło, nie będzie kolejnym zapomnianym nazwiskiem, bezimienną postacią pod zamazaną twarzą. Była inna. Wywróciła jego świat, odwróciła jego uwagę od wszystkiego, co zawracało mu głowę. Chciał być przy niej, po prostu być.
Prezenty, całusy, czułe słowa... Nie uważał aby to było puste, miało cholernie wielkie znaczenie. Nigdy nie widział w niej dziecka, co oczywiście jest absurdem bo między nimi było dobrych pięć lat różnicy. Nigdy nie patrzał na młodsze kobiety, a przynajmniej nie o tyle młodsze... Wyróżniała się. Nie urodą. Nie postawą. To było coś...
Owszem, rozmawiali o jego pracy. Która nawet nie była pracą, lecz pasją. Dzięki niej potrafił wyzwolić wodzę swojej fantazji. Tatuaż to nie obrazek, tatuaż to dzieło sztuki a ciało to płótno. Trzeba je traktować z należytym szacunkiem. A pomysł z jej tatuażem nie podobał mu się, bo nie chciał aby się na nim zawiodła. Co by było gdyby on coś spieprzył? Gdyby ją skrzywdził... Już nawet nie chodziło o to, że by go miała... Po prostu nie chciał aby żałowała... Tylko o to.
Miłość jest czymś, co nie przychodzi łatwo a jeszcze gorzej odchodzi. Jego zdaniem? Trzeba sobie naprawdę zasłużyć aby być obdarowanym tym darem, bo tym właśnie według niego to było. Dar. To nie przychodzi od tak, a skoro mówiła, że go kocha... Czy chciał jej pozwolić aby przestała? Cholera...
Nie to miał na myśli mówiąc "brać coś na pewnik"... Chodziło o to, co wydarzy się dalej. Bo szczerze? Nie miał bladego pojęcia jak to się wszystko potoczy. Nawet nie zdawała sobie sprawy, w jakie gówno się wpakowali. Nie będzie myślał o tym, co by było gdyby jej nie spotkał. Gdyby jej nie pocałował... Bo to niczego nie zmieni. Stało się. Oni tutaj byli.
Uśmiechnął się na widok tego, jak bacznie przyglądała się wisiorkowi. Wiedział, że bardzo o niego dbała, starała się go nie nosić, nie pokazywać. Nawet nie zdawała sobie sprawy, co to z nim robiło. Cieszył się jak idiota wiedząc, że to również coś dla niej znaczy...
Nie spojrzał na nią kiedy wypowiedziała jego imię, nieformalna forma przywitania się... Niosąca ze sobą coś znacznie większego. Dopiero po chwili podniósł wzrok na nią, jakby z trudem się przed tym powstrzymywał jednak dał za wygraną... Patrzenie na nią sprawiało mu ból, któremu nie pozwolił wyjść. Nie chciał aby widziała, co naprawdę teraz czuł. Nie tutaj. Ukrywanie emocji weszło mu w krew tak samo jak ich okazywanie. Robił to, kiedy taka nadchodziła potrzeba.
Kiedy się do niego przytuliła, nie wiedział co ma zrobić z rękoma. Na początku wisiały w powietrzu. Po chwili pochylił lekko głowę, podbierając lekko podbródek na jej głowie. Objął ją mocno, tak, że na krótki moment zniknęła w jego ramionach.
-Znam miejsce gdzie możemy pójść.-Powiedział spokojnie. I bez zbędnego słowa chwycił jej drobną dłoń, kierując się do wyjścia. Nie zamierzał spędzić tam ani minuty dłużej. Te całe żarciki i śmiechy nijak się miały do jego humoru.

Po krótkim spacerze weszli do Dziurawego. Na moment opuścił Gillian aby podejść do lady i uregulować zapłatę. Po minucie wrócił i prowadząc ją na górę, zamknął za nimi drzwi od jednego z pokoi. Zdjął kurtkę i odrzucił ją na fotel. Nie wiedział, czy długo tutaj będzie siedział. Sam czy z nią. Czy ona zaraz nie ucieknie... Jednak jeżeli zostanie, mogła się nie obawiać, że zniknie. Zostanie z nią do końca. Oparł się o najbliższą szafę i skrzyżował ręce na wysokości klatki piersiowej. Z nieodgadniętym wyrazem twarzy wpatrywał się w jej postać... I to co przechodziło mu po głowie, NIGDY nie powinno się tam znaleźć.
Lekki skrawek papieru ciążył w kieszeni jego spodni jak ołów... Podniósł głowę i przyjrzał się dziewczynie.
-No dobrze... Może najpierw Ty.-Uśmiechnął się delikatnie.-Wbrew pozorom, zostały we mnie jeszcze jakieś resztki dżentelmena.-Mruknął. Żartobliwy? No proszę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Gillian M. Goyle

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 22
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 192
  Liczba postów : 186
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10326-panna-blackburn#284895
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10350-ruda-jest-moja#285205
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10349-kocham-cie-jak-irlandie#285204
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10351-gillian-meredith-jill-goyle#285206
Pokój 07 QzgSDG8




Gracz




Pokój 07 Empty


PisaniePokój 07 Empty Re: Pokój 07  Pokój 07 EmptyCzw 26 Lut - 19:52;

Droga do Dziurawego Kotła minęła im w nieprzyjemnej ciszy. Gillian nie chciała mówić zbyt wiele, zbyt wiele odkrywać. Wiedziała, że Klemens na wszystko reaguje tak emocjonalnie... co zrobi, gdy zobaczy, że tak naprawdę do siebie należą? Co zrobi widząc, że Gillian nosi na skórze znak prawdziwości jej uczucia? I dlaczego, cholera, dlaczego wypowiedzenie dwóch prostych słów sprawiało jej tyle kłopotów? Już dawno powinna była to zrobić. Zawsze czuła, że temu chłopakowi może ufać, może mu powierzać swoje sekrety, gotowa była oddać mu się w każdej chwili. Wydaje mi się jednak, że to wszystko przez Walentynki. Albo tą niepewność, która zżerała Gillian od ucieczki z domu Ambrożego. Bo przecież była z Klemensem. Nieoficjalnie, bo nie skonsumowali swojego związku, nie wyznali sobie miłości, nigdy nie przyznali, że naprawdę są razem. A jednak te pocałunki, podarunki, delikatne pieszczoty, czułe słowa - to wszystko musiało znaczyć, że łączy ich coś pięknego. Albo po prostu są to marzenia małej dziewczynki.
Przez całą drogę Gillian nie myślała o niczym innym jak o tym, co ma zamiar dzisiaj zrobić. Chciała - nie - musiała sprawdzić, czy naprawdę kocha Klemensa. Bo skoro tamtego wieczoru była tak blisko z Friday'em to jednego z nich musiała sobie odpuścić. A Klemens był pierwszy. I był... idealny. Kurwa. Za dużo facetów jak na jedną kobietkę.
Kiedy doszli do Dziurawego, serduszko podeszło Jill do gardła. Zrozumiała, że są już tak blisko przekazania chłopakowi prezentu walentynkowego. Patrzyła z lekkim zakłopotaniem jak Klemens płaci za wynajęcie pokoju i już głupia zaczęła się cieszyć, że do czegoś między nimi dojdzie. Jasne. Najpierw musiałby chcieć. Przecież zmusić go nie może. Kiedy weszli do jednego z wolnych pokoików, Gillian patrzyła jak chłopak podchodzi do fotela i rzuca tam swoją kurtkę. Zrobiła to samo ze swoim ukochanym czerwonym płaszczykiem, uporczywie się nie odzywając. Tak naprawdę miała nadzieję, że będzie to coś w stylu romantycznej sceny z przedstawienia, gdy główny bohater wyznaje jej miłość, a bohaterka rzuca mu się na szyję. A dalszy ciąg... no wiadomo. Och, błagam, są w pustym pokoju, ciekawe co mogliby robić. Pewnie zagraliby w szachy.
-No więc... niedługo są walentynki. -Zaczęła niepewnie, bezwiednie bawiąc się zawieszonym na szyi podarunkiem. -I mam coś... dla ciebie. Dla nas. -Wyszeptała cicho, patrząc Klemensowi w oczy. Powoli do niego podeszła, stanęła na palcach, oparła dłoń na jego karku i przyciągnęła do siebie. Trzydzieści jeden centymetrów, które ich różniły, szybko zredukowało się do kilku milimetrów. -Kocham cię, Blackburn. -Powiedziała cichutko, delikatnie muskając wargami jego ciepłe usta. Co prawda miała ochotę od razu pokazać mu tatuaż, ale powoli. Chciała go najpierw poczuć i być pewna, że nigdy nie pożałuje tego, co zrobiła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Klemens A. Blackburn

Mieszkaniec Londynu
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 219
  Liczba postów : 156
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10082-klemens-ares-blackburn
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10112-klucha
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10111-to-ten-moze-cos
Pokój 07 QzgSDG8




Gracz




Pokój 07 Empty


PisaniePokój 07 Empty Re: Pokój 07  Pokój 07 EmptyPią 27 Lut - 17:08;

Wcześniej mówiła, że mało mówił. A pamięta dzień na plaży? Gadał jak pojebany, nie widział końca ich rozmowy... Bo to przychodziło zbyt łatwo. To było dziwne, a jednak przyjął to jak leci.
Co by było gdyby. Takie myślenie nigdy nie przynosiło dobrych skutków... Bo powiedz mi, po co się tak naprawdę nad tym zastanawiać? Przeglądasz kilka opcji jednego wydarzenia, przeszłego, które nigdy się nie zmieni. Nic tego nie naprawi. Ale po co? Powinieneś być pewien, że to co zrobiłeś jest tym, co było najlepszą opcją, jedyną z możliwych.
Proszę cię, byli razem? Od kiedy. Uwielbiał ją, owszem. Jednak gdyby chciał się wiązać, zapewne dawno by to wyszło na światło dzienne. Nie był typem, który potrafiłby być z kimś. Tak na poważnie, tak na serio... Bo jeszcze nigdy tego nie przeżył. Nie, nie wykorzystał Gillian, nie bierzcie go za jakiegoś totalnego dupka i palanta. Dziewczyna miała swój mózg, podobno była dorosła i wiedziała co robi. Do niczego jej nie zmuszał, niczego nie obiecywał. Sama wiedziała co robi... Jednak to nie ona była tą dziewczyną, która przewróciła jego życie. Nie była tą, która doprowadziła go do szaleństwa, swoją arogancją, lekceważeniem i ciętym językiem. Jak to jest, że osoba, której tak bardzo nie znosił stała się tą, która dzieli z nim teraz mieszkanie? I jak to się stało, że ktokolwiek sprawił, że jego serce się poruszyło tak, jak nigdy dotąd nie czuł? Każdy był wyjątkowy na swój sposób... Każda kobieta, która zwróciła jego uwagę.
Gillian i Millicent to dwie kompletnie różne osoby, każda miała w sobie coś, co go do nich przyciągało. Jednak Gillian była jak zakazany owoc... Niemożliwy do zdobycia, idealny w całej swojej krasie. A Klemens nie oczekiwał idealności, nie wierzył w nią... To Millicent była kimś, z kim widział się dalej... Z kim chciał spróbować. Bo jak już miał to robić, to z równie pojebaną osobą co on.
Skoro go kochała... Chyba nie dopuszczałaby do sytuacji, w której byłaby z drugim facetem. Chyba mamy odpowiedź. Nie kochała go, a jedynie wyobrażenie o nim... On również był czymś nowym, zakazanym.. Innym.
Kobiety mają swoje sposoby na zmuszenie faceta, tak aby się nawet o takowej manipulacji nie zorientowali. Jednak Klemens doskonale znał te chwyty, ha, kilka razy sam poradził komuś jak to się robi. A to wszystko dzięki obserwacji zachowań tego niesamowitego gatunku. Choć każda jest inna, czasem myślą całkiem podobnie. Jak to w ogóle jest możliwe?...
Wiedział co mogła sobie pomyśleć, ba, sam by tak pomyślał i zapewne wszyscy, którzy go znali wiedzieli do czego to zmierza. Jednak nie tym razem. Niech ludzie myślą co chcą, jakoś mało go to obchodziło. Niech uważają, że przyszedł na schadzki, na wprowadzenie młodej kobiety w dorosłość. Miał to gdzieś. Jedyne co się liczyło to to, aby byli sami. Aby było spokojnie... I aby ona dowiedziała się prawdy.
Podniósł spojrzenie i utkwił je w dziewczynie kiedy zaczęła mówić. Zmarszczył lekko brwi i przyjrzał się jej. Do czego zmierzała? Ton jej głosu i lekkie podekscytowanie sprawiało, że czuł się jeszcze gorzej. Za chwilę miał jej to wszystko zniszczyć... Choć tak naprawdę, nigdy nie było im dane... Po prostu być. I nie, nie dlatego, że należeli do dwóch różnych światów. To jest wymówka słabych. Ludzi, którzy szukają byle pretekstu do zakończenia czegoś. A oni? Oni po prostu... NIE MOGLI.
Nas. Przez moment zastanawiał się, czy oni kiedykolwiek istnieli... Przymknął powieki kiedy do niego podeszła. Boże, to były jak tortury. Nie zdawała sobie sprawy, że te kilka milimetrów, tak naprawdę są kilometrami. Tak, o tyle powinni zostać rozdzieleni. Im dalej od Klemensa, tym lepiej dla Gillian i dla niego samego.
Ujął jej drobną twarz w dłonie i oddał jej pocałunek. To miał być ich ostatni pocałunek, dlatego chciał aby chociaż to zapamiętała. Jeden dobry moment. To było złe. To było chore... Jednak nie potrafił. I nie, nie dlatego, że była młoda, piękna czy po prostu chętna. Lekko się odsunął, nabierając głęboko powietrza. Oparł czoło o jej i cicho westchnął. Przez palce przechodziły mu jej włosy. Rude. Czemu wcześniej tego nie zauważył? Posiadali tyle cech... Kurwa.
Wyciągnął z kieszeni list i rzucił go na komodę, krzyżując ręce na wysokości klatki piersiowej. Jakby tworząc blokadę. List zawierał więcej informacji niżeli mogłoby się to z początku wydawać. Kilka nic niewartych słów. Nic by nie zmieniły, jednak to co napisane było pod nimi? To przekreśliło wszystkie szanse.
-Przeczytaj.-Powiedział spokojnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Prince Armstrong

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 28
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 24
  Liczba postów : 86
http://czarodzieje.org/t9581-prince-oliver-armstrong
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9583-sowa-ksiazeca
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9585-zatancz-dla-mnie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9584-prince-armstrong
Pokój 07 QzgSDG8




Gracz




Pokój 07 Empty


PisaniePokój 07 Empty Re: Pokój 07  Pokój 07 EmptySro 20 Lip - 23:29;

Potrzebowała go i mogła sobie wmawiać wszystko, ale kurwa, jebana mać. Nie była w stanie wyżywić córki i dać jej dobrego domu bez jego pomocy. Przyzwyczaił się do tego, że ludzie pragnęli otrzymać od niego pieniądze, ale co z tego, skoro sam nie cenił wartości galeonów. Już dzisiaj mógłby oddać Chloe wszystko co miał, byle ten maluch, którego trzymał w ramionach zaznał trochę szczęścia. To egoistyczne pragnienie, a może całkiem szczerze - sam nie wiedział. Nie szukał odpowiedzi jednak, bo te zdawały się go przerastać, a dopiero co dowiedział się o córce, choć i w tym względzie miał mieszane uczucia. Bo kiedy patrzył na dziewczynkę, widział podobieństwo. Tak samo wydawać się było, kiedy ją trzymał w ramionach, ale w momencie, w którym zaczynał o tym myśleć... Wszystko pękało w drobny mak i sam nie był pewien, czy to może być prawda. Marschall byłaby w stanie go oszukać, byle dostać trochę gotówki, ale nie uczyniłaby krzywdy jemu i małemu, bezbronemu bączkowi, który tak zawzięcie się go trzymał, prawda? 
-Ty też jesteś całkiem fajna - powiedział na ucho dziewczynce i całą drogę ignorował Chloe, bo nie mieli o czym rozmawiać. Wmawiał to sobie i wychodziło mu to doskonale, wszak dziewczyna była dla niego jedynie przeszłością. Mało wartą, bo przypominała o Charlie, ale to tylko kolejna dziwka na liście podbojów ojca Prince'a, który szczycił się tym, że posuwa swoje pracownice. Problem polegał jednak na tym, że jeżeli Marschall mówiła prawdę i stary Armstrong zgwałcił ją, to nie zostało mu zbyt wiele czasu, a młody Oliver był gotowy go zabić własnymi rękami. Tu nie chodziło o to, że dopuścił się hańbiącego czynu na kobiecie, ale... Na tej jednej, konkretnej. Matce jego dziecko, która winna być świętością dla rodziny chłopaka, a tak? Została zbrukana i jedynie oczyszczenie jej honoru byłoby w stanie pozwolić na to, że zacznie żyć względnie normalnie.
Dzisiejszym celem nie było jednak jego mieszkanie. Musiał się udać w bezpieczniejsze miejsce, jak chociażby Dziurawy Kocioł, gdzie zapewniłby chwilowy komfort Chloe i Rosie. Jutro z pewnością rozpocznie poszukiwania, ale do świtu było daleko.
-Wierzę, że jesteś w stanie wytrzymać w takich warunkach, ksieżniczko - zwrócił się do niej z dozą drwiny, a wzrokiem zmierzył ją z góry do dołu. Wypuścił powietrze z płuc i dopiero wtedy odstawił dziewczynkę. -Zostanę z wami, żebyś mi tylko nie spierdoliła, ale nie martw się - łóżko jest wasze - powiedział spokojnie, a następnie złapał drobną rączkę córki i podszedł z nią do dużego materaca. -Nadal chcesz usłyszeć tę bajkę?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Pokój 07 QzgSDG8








Pokój 07 Empty


PisaniePokój 07 Empty Re: Pokój 07  Pokój 07 Empty;

Powrót do góry Go down
 

Pokój 07

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Pokój 07 JHTDsR7 :: 
londyn
 :: 
dziurawy kociol
-