Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 Polana przy chacie

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 17 z 17 Previous  1 ... 10 ... 15, 16, 17
AutorWiadomość


avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : V
Wiek : 27
Galeony : 217
  Liczba postów : 215
Polana przy chacie - Page 17 QzgSDG8




Gracz




Polana przy chacie - Page 17 Empty


PisaniePolana przy chacie - Page 17 Empty Polana przy chacie  Polana przy chacie - Page 17 EmptyPon Wrz 27 2010, 21:32;

First topic message reminder :




Trawa na łące była nieco dłuższa niż w innych miejscach na błoniach. Poza tym było tu więcej kwiatów, głównie stokrotek. Na środku rosło duże drzewo, z długimi grubymi gałęziami. Miejsce te było mało oblegane przez uczniów, więc jeśli ktoś chciał w spokoju poczytać książkę czy po prostu odpocząć od kłótni i hałasów w szkole, było to idealne miejsce, a o zachodzie i wschodzie słońca wręcz wymarzone, dla zakochanych par.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość


Thomas Maguire

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 179
C. szczególne : mam bardzo dziewczęcą twarz, upierdliwą siostrę i włosy, których nie umiem ogarnąć
Dodatkowo : najbardziej kocha Ruby
Galeony : 151
  Liczba postów : 223
https://www.czarodzieje.org/t21412-thomas-maguire#693589
https://www.czarodzieje.org/t21422-poczta-thomasa#694418
https://www.czarodzieje.org/t21417-thomas-maguire#694123
https://www.czarodzieje.org/t21463-tommy-maguire
Polana przy chacie - Page 17 QzgSDG8




Gracz




Polana przy chacie - Page 17 Empty


PisaniePolana przy chacie - Page 17 Empty Re: Polana przy chacie  Polana przy chacie - Page 17 EmptyPią Cze 10 2022, 01:30;

Przygoda I: 17 – wkurwia nas irytek
Przygoda II: 5 – tracę 60 galeonów
Wynik: 17/2 + 90/2 = 8,5 + 45 = 53,5

Tommy – poprawiam ją automatycznie, bo nie wierzę, że po tylu latach spędzonych w tej szkole ktoś dalej, poza nauczycielami, zwraca się do mnie pełną wersją mojego imienia. Potem próbuję nadążyć za jej paplaniną i wychodzi mi to średnio. Swansea jest uosobieniem chaosu, ale zupełnie innym niż ten, który panuje w moim domu. I to przez to tak skrupulatnie rozglądam się za kimś innym do pary – nie dlatego, że jej nie lubię, bo jej nawet dobrze nie znam. Po prostu boję się, że całą tę dezorganizację, jaką emanuje, przełoży na naszą współpracę. A bardzo ciężko odnajduję się w zupełnie dla mnie nowej formie nieporządku.
Nie mam jednak wyjścia. – JUHU? – podnoszę ręce w górę, żeby nadrobić mój brak animuszu, ale wychodzi to tak żałośnie, że wiem, że lepiej byłoby milczeć. Co też później robię – nie proponuję jej przycupnięcia na mojej kurtce ani nie komentuję nadmiaru przyborów, które to skrupulatnie wyciąga z torby jakby co najmniej szykowała się do wernisażu. Sprawnie, moim zdaniem, ogarniam teleskop, klnę pod nosem, gdy go psuję i staram się nie myśleć jak chujowo nam idzie. A raczej mi. Co też Helena obwieszcza całemu światu. – Staram się, ok??? – znów się oburzam, bo przecież to serio nie jest moja wina, że szkoła nie zainwestowała w lepszy sprzęt.
Nerwowo skubię skórki przy paznokciach i ostentacyjnie wyciągam szyję ku górze, wlepiając wzrok w nieboskłon. I przypominam sobie, że miałem przecież rysować, więc chwytam za pióro i pergamin i z wielkim zaangażowaniem coś tam szkicuję.
Unoszę brwi, kiedy Hela dopytuje czy widzę gwiazdy. A co innego miałbym widzieć, skoro siedzimy po nocy na błoniach i jesteśmy na lekcji astronomii? Kiedy jednak zachęca mnie do spojrzenia przez teleskop, posłusznie to robię i rozglądam się uważnie po niebie przez jakieś trzy sekundy, bo zbija mnie z tropu swoim tekstem. Odsuwam lunetę od twarzy i zerkam na nią z głupawym uśmieszkiem; nie mam wystarczająco silnej woli, aby powstrzymać szczere parsknięcie. – Aha, ok – wyduszam z siebie. – To prawda, w końcu ktoś mnie docenia – chichoczę dalej, ale mój śmiech urywa się, gdy słyszę Irytka. Przysięgam, że nienawidzę go bardziej niż Patola Craine’a. Jego mało subtelny szantaż sprawia, że na moment drętwieję. Nie wiem czy Helena to słyszała – mam nadzieję, że tak i nie uzna mnie teraz za jakiegoś creepa. Wolę na chwilę przerwać nasze zadanie, spełnić żądania poltergeista i mieć spokój niż użerać się z nim do końca zajęć. Albo i dłużej, przecież lubi dręczyć biednych ludzi.
Przybliżam się do Heleny i nachylam nad nią i żeby nie robić zbędnego napięcia czy nie daj Merlinie romantycznej atmosfery, prędko złączam nasze usta w krótkim, totalnie pozbawionym uczuć pocałunku. A potem, wciąż będąc niebezpiecznie blisko jej twarzy, szepczę do niej konspiracyjnie: – Poszedł już?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Darryl Kersey

Nauczyciel
Galeony : 18
  Liczba postów : 78
http://czarodzieje.forumpolish.com/t3264-nauczyciele-fabularni
http://czarodzieje.forumpolish.com/t15200-poczta-profesora-kersey-a#405514
Polana przy chacie - Page 17 QzgSDG8




Gracz




Polana przy chacie - Page 17 Empty


PisaniePolana przy chacie - Page 17 Empty Re: Polana przy chacie  Polana przy chacie - Page 17 EmptyPią Cze 10 2022, 13:01;

Pewnie wszyscy spodziewali się spokojnej nocy bez żadnej chmurki na niebie. Niestety najwyraźniej profesor nie potrafił nawet dobrać odpowiedniej pogody na spotkanie... Bo oto zaczęło padać. Pogoda jest nadal przyjemna, ale niestety najpierw odrobinę kropiło, teraz już jest burza z piorunami. Taki stan rzeczy trwał mniej więcej od trzeciej - pół godzinki. Potem z powrotem powróciła dość ciepła, pachnąca deszczem noc. Darryl dwoił się i troił. Biegał po każdej parze i nakładał zaklęcia chroniące przed ulewą, tam gdzie sami na to nie wypadli. Niestety nie mógł być przez to wszędzie i niektórzy zostali odrobinę bez opieki nauczyciela.

Przygody dodatkowe dla wszystkich, którzy napisali wcześniej posta. Reszta - robi nadal poprzednie kostki.

@Zoe Brandon oraz @Peter Stryder
Spoiler:

@Vinícius Marlow
Spoiler:

@Yasmine E. Swansea i @Drake Lilac
Spoiler:

@Ruby Maguire oraz @Archie N. Darling
Spoiler:

@Augustine Edgcumbe oraz @Julia Brooks
Spoiler:

@Leighton J. Swansea i @Eugene 'Jinx' Queen
Spoiler:

Lekcję rozliczyć chcę 17.06, więc do południa tego dnia proszę pisać posty. Jeśli chcecie przedłużenie proszę o PW.

W kodzie wystarczy, że napiszcie końcową ilość punktów z rysowania map oraz przedmioty/punkty jakie zdobyliście.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Augustine Edgcumbe

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 188
C. szczególne : zmieniający się kolor brwi | dresiki i bluzy z kapturem | okrągłe kolczyki w uszach | szkocki akcent | pachnie super kosmetykami czarodidasa
Dodatkowo : metmorfomag
Galeony : 208
  Liczba postów : 486
https://www.czarodzieje.org/t21305-augustine-edgcumbe#688941
https://www.czarodzieje.org/t21354-august#690461
https://www.czarodzieje.org/t21307-augustine-edgcumbe#688946
Polana przy chacie - Page 17 QzgSDG8




Moderator




Polana przy chacie - Page 17 Empty


PisaniePolana przy chacie - Page 17 Empty Re: Polana przy chacie  Polana przy chacie - Page 17 EmptyPią Cze 10 2022, 16:33;

wszystkie kostki
WYPOSAŻENIE: Różdżka, guma do żucia, termos z kawą, poduszka;
Przygoda I: 75 super pociąg do Julki (tak na 32 %)
Przygoda II: 31 chowanie się pod kocykiem z Julką
Wynik: 27,5

ratuję cię Julka! king

- Nie chcę kraść ci światła reflektorów - mówię wskazując na jej paskudne, aczkolwiek okupione ciężką pracą winko.
Zerkam na nią z oburzeniem kiedy zalicza mnie do fana łajnobomb. Nie to, że ich szczególnie nie lubię, ale zaczynam obawiać się o swoją higienę, skoro mnie zakwalifikowała do takiego zespołu. - Dlaczego łajnobomb? - pytam i gołym okiem widać, że niezbyt dyskretnie wącham swoją bluzę. Która oczywiście ma zapach czarodidasa, a nie gówna. - Lubię różne rzeczy - mówię i wzruszam ramionami, bo o ile często wpasowywałem się w muzykę pasującą do mojego wyglądu jak DJ Mudblood, to lubiłem też bardzo mniej typowe rzeczy. Po prostu mniej o tym mówiłem (bo zazwyczaj taka ze mnie papla...). Zerkam na to co zrobiła Brooks podczas gdy ja wybierałem nam muzykę. Kręcę głową widząc jakie głupoty narobiła i zabieram jej mapę nieba, by samemu coś w niej pogrzebać. Robię o niebo (hihi) więcej niż Brooks, ale niestety też nie jestem asem astronomii, więc jest to jedynie wiele moich przypuszczeń, zgadywań i niezbyt dobrych rysunków. Nawet nie umiem wszystkiego dobrze porównać na tych mapach kosmosów.
Wkrótce jednak zapominamy o pracy, skupiając się sielskiej atmosferze i miłej rozmowie, w których zasypuję Julkę nagłymi komplementami (czyli mruczę, że dobrze wygląda). Miło mi się tak siedzi z dziewczyną obok i coś rysuję, czuję się jakoś dziwnie jej bliższy niż zwykle. Ale po jakimś czasie wieczorek psuje nam jakiś, nie wiem, gnom czy inne dziwne zwierzę, które nie dość że kradnie nam rzeczy, to jeszcze rozkazuje nam robić jakieś durne rzeczy. W końcu jednak Brooks z wyraźnym bólem serca sprzedaje mi komplement. Jest jednak tak kiepski, że aż mimowolnie parskam śmiechem. Zaskakująco dźwięcznym w porównaniu do mojego zachowania oraz wyglądu, na dodatek nawet takim dłuższym niż kilka sekund! - Myślałem, że ja jestem beznadziejny w takich rzeczach - mamroczę i kręcę głową całkiem rozbawiony. Dzięki temu yumbo znika. Z czasem robi się coraz zimniej, pijemy też więcej winka i kompletnie nie interesujemy się niebem (które cały czas wygląda tak samo, co tu dorysowywać?). Zaczyna jednak kropić, padać, a potem następuje ulewa. I zanim powiem coś mądrego w stylu hej, uciekajmy stąd, bo domek na drzewie to nie jest najbezpieczniejsze miejsce podczas takiej pogody!, to nasze miejsce rozsypuje się na kawałki, a my lądujemy aż przy jeziorze. Nie wiem jakim cudem nic mi się nie stało i jedynie jęczę na mokrej trawie. Cały mokry i obolały podnoszę się powoli z miejsca, rozglądając się za przyjaciółką. - Brooks?! - krzyczę i w tym momencie widzę kolejny koszmar. Kelpie porywało moją towarzyszkę do jeziora. - Kurwa! - dodaję jeszcze mądrze i rzucam się w pogoń za istotą wodną. Moje pierwsze zaklęcie leci gdzieś, omijając kelpie. Ja sam ślizgam się po bardzo mokrej nawierzchni i mam wrażenie, że zaraz stracę ją z oczu przez ten deszcz wpadający mi w oczy.
- Vertebra Verto - krzyczę i istnym fartem i cudem, udaje mi się trafić w zwierzę, które zamienia się w szczuroszczeta, wypuszczając tym samym Brooks uścisku. Podbiegam do Krukonki, pomagam jej wstać i wspólnie idziemy z powrotem w stronę rozwalonego domku. Jakby koszmar zaczął się kończyć wraz ze zniknięciem kelpi. Deszcz zacinał coraz mniej, wszystko się uspokajało. Tylko ten domek wyglądał tragicznie. - Wszystko ok? - pytam dziewczyny, nadal trzymając ją mocno w pasie.

______________________

I Dont Smile Because My Life Is Perfect
Am i grumpy? I might be. But I think maybe sometimes it's misinterpreted.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Helena D. Swansea

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 173 cm
C. szczególne : piegi, brokat na powiekach (i wszystkim co posiada), zawsze umazana grafitem, węglem albo farbami, tatuaż ważki latającej po lewej nodze
Galeony : 16
  Liczba postów : 104
https://www.czarodzieje.org/t21415-helena-d-swansea#693901
https://www.czarodzieje.org/t21419-kaszmir#694158
https://www.czarodzieje.org/t21416-helena-d-swansea#694011
https://www.czarodzieje.org/t21446-helena-d-swansea-dziennik#696
Polana przy chacie - Page 17 QzgSDG8




Gracz




Polana przy chacie - Page 17 Empty


PisaniePolana przy chacie - Page 17 Empty Re: Polana przy chacie  Polana przy chacie - Page 17 EmptyPią Cze 10 2022, 17:33;

Przygoda I: 55 – znajduję lunaballę
Przygoda II: 13 – yumbo
Wynik: 90/2 + 17/2 + 0 = 53,5

Tommy, tak, mhm — poprawiam się za nim posłusznie, robiąc mentalną notatkę na ten temat, chociaż pewnie i tak zgubi się w bałaganie, który tam noszę. Kiwam jednak zawzięcie głową, chociaż mój entuzjazm szybko pryska, gdy widzę jego reakcję. Ten ironiczny entuzjazm, który zaserwował, sprawia, że czerwienieję cała na twarzy. Nie no, super, ekstra, najwyraźniej jest ze mną w parze za karę, jakaś karma go dokopała czy coś. Aż sama żałuję, że nie ma dla nas opcji sparować się z kimś innym, bo spędzanie lekcji w towarzystwie kogoś, kto mnie aż tak nie lubi, że przyznanie mi tego w twarz nie sprawia mu żadnego kłopotu, nie jest moim największym marzeniem. Z drugiej strony może lepiej, że wiem, niż gdybym miała jednostronnie sądzić, że możemy zostać dobrymi ziomkami, ale… i tak boli. Mam ochotę zapaść się pod ziemię, gdy tak siedzimy pod tym dębem, tym bardziej, gdy Thomas Tommy bulwersuje się z powodu mojego rozbawienia. Mam ochotę zacząć się tłumaczyć, ale zamiast tego znowu czerwienieję i lekko zgarbiona wracam do obserwowania gwiazd. Rzeczowo instruuję chłopaka o ich położeniu, żeby mógł zaznaczyć je na mapce, powstrzymuję prośbę, żeby nie przyciskał tak mocno stalówki do pergaminu i uwagę, że rysuje położenie jednej z gwiazd w trochę złej odległości. Zagryzam też język, żeby nie zacząć gadać o tym, jakie to przerażające, że zniknął księżyc.
Trzymam się w tych ryzach aż do pojawienia się yumbo i modlę się w duchu, żeby Maguire docenił moje poczucie humoru, że chociaż trochę trafię, zamiast pogrążać się zupełnie w kolejnej fali zażenowania. Jego reakcja wywołuje więc mój szeroki uśmiech pełen ulgi i dumy. Jestem trochę wdzięczna temu wyrodnemu skrzatowi, bo sztywna atmosfera odrobinę się rozluźnia i przestaję się czuć aż tak skrępowana, chociaż ciągle jestem ostrożniejsza, niż to normalnie mam w zwyczaju. — Do usług. — Kłaniam się niezdarnie. Już mam rzucać kolejnym żartem, układam sobie coś w głowie a propo tego księżyca i że pewnie schował się ze wstydu czy coś takiego, ale zanim mi się udaje, Irytek wytrąca mnie z myśli swoim wrzaskiem. Wydaję z siebie niezadowolony pomruk, słysząc jego skandowanie pozbawione jakiegokolwiek kontekstu czy pokrycia w rzeczywistości. Z dupy sobie wyciągnął tę „zakochaną parę”. Rzucam Tommy’emu spojrzenie mówiące „ja jebię” i jestem gotowa na przekrzykiwanie się z poltergeistem, ale w tym momencie nagle krukon się do mnie nachyla po taktycznego całusa. Nie spodziewałam się, że podejmie rękawicę Irytka, nawet żeby się go pozbyć, bo może i zaśmiał się z mojego żartu, ale… no nie podejrzewałam go o to. Sam gest jest trochę niezręczny, ale równie dobrze mógłby być poklepaniem po plecach albo zbiciem piątki. To zawieszenie twarzą przy twarzy to już jednak coś innego, jest o dziwo dużo intymniejsze od pocałunku i odrobinę mi z tym niewygodnie, ale przez chwilę wpatruję się w chłopaka z bezrozumnym wyrazem twarzy, nie chcąc zachęcać ducha do dalszych popisów.
Eee… — zezuję w bok, a potem wychylam się i faktycznie, poltergeist już się nami znudził. — Tak, polazł sobie… a czy to jest…? — zamiast Irytka dostrzegam coś srebrzącego się z drugiej strony drzewa, więc podnoszę się szybko, by przyjrzeć się temu z lepszej perspektywy. — O Merlinie, to lunaballa! — wykrzykuję, natychmiast podbiegając do śpiącego stworzenia. — Biedactwo, jest tu całkiem bezbronne! Muszę ją zabrać — decyduję bez wahania, delikatnie podnosząc ją z ziemi i ujmując w ramiona trochę jak niemowlę. Jest tak urocza, że aż przeskakuję z nogi na nogę. — Widziałeś kiedyś coś słodszego? — pytam retorycznie, bo wydaje się to nierealne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Eugene 'Jinx' Queen

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 173
C. szczególne : Przekłute uszy; czasem noszony kolczyk w nosie; drobne tatuaże; pomalowane paznokcie; bardzo ekspresyjny sposób bycia; krwawy znak
Galeony : 141
  Liczba postów : 274
https://www.czarodzieje.org/t20861-eugene-queen
https://www.czarodzieje.org/t21285-bless
https://www.czarodzieje.org/t21141-eugene-queen-kuferek
https://www.czarodzieje.org/t21427-eugene-jinx-queen-dziennik
Polana przy chacie - Page 17 QzgSDG8




Gracz




Polana przy chacie - Page 17 Empty


PisaniePolana przy chacie - Page 17 Empty Re: Polana przy chacie  Polana przy chacie - Page 17 EmptySob Cze 11 2022, 19:48;

- A nie po to Swansea się rodzą? - śmieję się cicho, bo Coco chyba jest wyjątkiem w rodzinie, nie poszukując tak rozgłosu czy atencji, a zamiast tego woląc obserwować wszystko i wszystkich z ubocza. Kręcę głową na wymówkę, bo taką kradzież uwagi chyba bym przeżył, ale nie drążę, bo pomiędzy wierszami wyczuwam, że po prostu mogła mieć ważniejsze zajęcia w tamtym czasie. Podpieram się wygodniej na przedramieniu, przytakując gdy wspomina o dramie wywołanej przez Rafaello. - Nooo, zrobiło się nieprzyjemnie przez takiego jednego typa ze Slytherinu. Ale został kulturalnie wyproszony, ktoś tam jeszcze wyszedł, no i potem już było spoko, przy drinach ludzie szybko zapominają, także nie ma tego złego. Najgorzej wyszedł na tym Raf, wiadomo. - Krzywię się ze współczuciem, ale szczerze mówiąc od czasu imprezy średnio zastanawiał mnie los bibliotekarza, a i Rokoko raczej nie był skłonny dzielić się szczegółami samopoczucia starszego brata. Skoro jednak sprawa nie odbiła się większym echem ani nie skończyła zwolnieniem, to zakładam, że jednak jakoś spadł na cztery łapy.
Teraz też dość łatwo się rozpraszam, gdy o wiele atrakcyjniejsza i ciekawsza Swansea wchodzi w moją - tak zwaną - przestrzeń osobistą. Przechylam lekko głowę, nie mogąc powstrzymać się od dokładniejszego przesunięcia spojrzeniem po liniach jej twarzy i ramion.
- Mmm, LJ pierwszy tego przydomku na pewno też - zapewniam, puszczając jej oczko, bo przecież nie może być tak, bym przyznawał się do tęsknoty względem dziewczyny, która chwilę temu miała problem ze skojarzeniem mojej twarzy. Muszę się trochę szanować. - Chciałabyś zmarnować to ciało, żeby tylko się na nie jakiś czas popatrzeć? Stać mnie na więcej niż pozowanie, Lei - odpowiadam jedynie półżartobliwie, spoglądając w jej oczy i prowokująco strzelając brwiami. Nie wiem, jak po takiej dawce mojego uroku może zabierać się za rysowanie jakiejś mapy nieba, więc wzdycham, przewracam oczami, ale koniec końców spoglądam posłusznie w niebo. Próbuję odnaleźć tę najjaśniejszą gwiazdę, bo podobno od niej łatwo wyznaczyć pierwszą konstelację - waham się jednak pomiędzy dwoma, a reszta rozsypanych randomowo gwiazdek nie przypomina mi żadnych wozów ani niedźwiedzi ani niczego innego, co znajduje się na pierwowzorze wręczonym nam przez nauczyciela, jednocześnie nie będąc zupełnie inne. Próbuję zapamiętać wyrysowany układ i potem porównać go z niebem, ale ilekroć odwrócę wzrok od mapy, moja pamięć się kasuje.
- No staram się - mruczę więc w roztargnieniu, bo w pierwszym momencie myślę, że po prostu Swansea jest tak niecierpliwa i pogania mnie do pracy, więc dopiero uniesienie na nią wzroku mnie podrywa. - Co do kurwy... - Nie wiem, co to za spisek wszechświata, by w moim otoczeniu nagle działo się tyle wypadków. Nie wiem też, czy powinienem specjalnie dziwić się już czymkolwiek. Łapię Leę z za łydki, czując jednak że siła wciągania jest większa i dziewczyna wciąż się zapada. Nie ma we mnie wiele elegancji ani delikatności, gdy decyduję się wspomóc skrzydełkami butów, by odbić się od ziemi i odciągnąć Krukonkę, która już praktycznie w połowie była po drugiej stronie. Wyobraźnię mam szeroką, ale nie spodziewałbym się, że bieliznę Lei pierwszy raz zobaczę w takich okolicznościach. - A ja myślałem, że ludzie żartują, kiedy mówią, że ich nauka wciągnęła. Teraz mam dowód, że to prawie sport ekstremalny - rzucam na cięższym wydechu, moment stresu zbywając humorem. - A poważnie, wszystko w porządku? Nie uszkodziło cię? - upewniam się zaraz z troską, spoglądając uważnie ku jej twarzy; nie widzę jednak żadnych urazów. - Czy teraz możemy już stwierdzić, że rezygnujemy z rysowania?
Myślę, że teraz trudno już byłoby mi odmówić. Sięgam po termos i podaję go Lei, bo choć grzańca tam nie ma, to uważam, że smaczna herbata też sprawdza się dobrze przy poprawie nastroju. Rozglądam się nieco leniwie, mimo wszystko zamierzając się cieszyć ciepłym wieczorem pod gwiazdami - nie po to nazywam się Queen, żeby nauka miała mi w tym przeszkodzić.
- Powiedz mi... ej widziałaś to? - urywam, bo kątem oka dostrzegam ruch wśród drzew. Zdaję sobie sprawę, że przez uderzenie adrenaliny mogło mi się teraz coś przywidzieć, ale zaraz widzę kształt ponownie - i to znacznie wyraźniej. - Mmm, czy widzenie ponuraka miało zwiastować śmierć, czy coś mi się myli? - próbuję zachować lekki ton, ale zdecydowanie piknik zaczyna mi się trochę mniej podobać - szczególnie że nie mija moment, a metalowy termos zdziela mnie prosto w czoło i w dodatku nie chce się ode mnie odczepić... - Profesor Kersey totalnie sobie robi z nas żarty.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Thomas Maguire

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 179
C. szczególne : mam bardzo dziewczęcą twarz, upierdliwą siostrę i włosy, których nie umiem ogarnąć
Dodatkowo : najbardziej kocha Ruby
Galeony : 151
  Liczba postów : 223
https://www.czarodzieje.org/t21412-thomas-maguire#693589
https://www.czarodzieje.org/t21422-poczta-thomasa#694418
https://www.czarodzieje.org/t21417-thomas-maguire#694123
https://www.czarodzieje.org/t21463-tommy-maguire
Polana przy chacie - Page 17 QzgSDG8




Gracz




Polana przy chacie - Page 17 Empty


PisaniePolana przy chacie - Page 17 Empty Re: Polana przy chacie  Polana przy chacie - Page 17 EmptyPon Cze 13 2022, 00:24;

Przygoda I: 17 – wkurwia nas irytek
Przygoda II: 5 – tracę 60 galeonów
Wynik: 17/2 + 90/2 = 8,5 + 45 = 53,5

Czekam z zapartym tchem aż Hela obada teren i przyglądam jej się ukradkiem. Już mam mówić, że jest czymś umazana pod okiem, kiedy obwieszcza, że pozbyliśmy się Irytka, na co oddycham z ulgą. W końcu mamy czas na spokojne dokończenie mapy, a przynajmniej tak mi się wydawało, bo Swansea ma jednak inne plany. Nie wiem co wyczaiła w tych ciemnościach i przysięgam, że nie ma Merlina w sercu, bo pogalopowała tam jakby rozdawali darmowe kodeksy karne, nie zważając, że może to być ponurak, dementor albo inne skurwysyństwo. Jestem wcale nie lepszy – również podnoszę się na równe nogi i idę za nią, bo kiedy kalkuję w głowie co się bardziej opłaca to wolę zginąć niż tłumaczyć się przed Wizengamotem w jakich okolicznościach zniknęła moja towarzyszka.
–  Lunaballa? – dziwię się i prędko myślę co z tym faktem zrobić. – NIE… – zaczynam krzyczeć, ale Helena już trzyma stworzenie na rękach. – …dotykaj jej – kończę cicho i przewracam oczami. – Czy chociaż przez sekundę pomyślałaś co z nią zrobisz i jak jej pomożesz, zanim ją dotknęłaś? – pytam; i może brzmię złośliwie, ale serio zastanawiam się co miała w głowie Puchonka, bo próbuję nadążyć za jej chaotycznym tokiem rozumowania. – Chodź z nią na kurtkę – trochę proszę, a trochę rozkazuję, wracając do naszych rozłożonych rzeczy. Podczas gdy dziewczyna szczebiocze nad słodkością istoty, ja staram się nie panikować i przypominam sobie wszystko to co mówiła mi jakieś sto razy Ruby odnośnie magicznych zwierząt. – Okej, dobra, po pierwsze – masz gdzie ją zostawić? Bo w zamku się na to nie zgodzą, a teleportacja czy świstoklik nie wchodzi w grę. Więc jeśli nie masz mieszkania w okolicach szkoły to jesteś w dupie. Po drugie, wiesz cokolwiek na ich temat? To delikatne stworzenia, teraz przeorane przez brak księżyca, dlatego śpi. I chuj wie jak długo jeszcze tak będzie to wyglądało. Więc kolejna sprawa – zapewnisz jej opiekę dwadzieścia cztery godziny na dobę? – mój ton jest rzeczowy, jak zawsze, gdy przemawia przeze mnie rozsądek. – Nie możesz jej już zostawić, bo teraz jest naznaczona twoim zapachem. Jest mnóstwo organizacji, może w rezerwacie w Dolinie ją przyjmą albo nie wiem, pewnie Ruby by wiedziała. Moja siostra – informuję jeszcze, upewniając się, że do Swansea dociera to, co mówię. Nie chcę wyjść na takiego, co psuje świetną zabawę, bo faktycznie lunaballa jest przeurocza, ale zbyt długo studiowałem prawa zwierząt, żeby teraz wyjść na totalnego głupca i doprowadzić do jakiegoś nieszczęścia. – Mogę do niej zagadać – dodaję, żeby wyjść z jakąś inicjatywą pomocy innej niż jedynie suchych pouczeń i prawnych niuansów.


Ostatnio zmieniony przez Thomas Maguire dnia Wto Cze 14 2022, 00:35, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Peter Stryder

Student Hufflepuff
Rok Nauki : I
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 172 cm
C. szczególne : wrzeszczący kalendarz to jego najlepszy przyjaciel / na lewym nadgarstku tatuaż lisiej łapy i napis po walijsku
Dodatkowo : Animag (lis)
Galeony : 110
  Liczba postów : 85
https://www.czarodzieje.org/t21385-peter-stryder#692453
https://www.czarodzieje.org/t21386-niecierpliwa-poczta-petera#692530
https://www.czarodzieje.org/t21383-peter-stryder#692451
Polana przy chacie - Page 17 QzgSDG8




Gracz




Polana przy chacie - Page 17 Empty


PisaniePolana przy chacie - Page 17 Empty Re: Polana przy chacie  Polana przy chacie - Page 17 EmptyPon Cze 13 2022, 20:11;

Wynik: wynik już łączny z Zoe to 65,5

@Zoe Brandon
Nie był już pewien skąd wziął się ten nagły podmuch zimna. Oboje dostali gęsiej skórki i zrobili się momentalnie spięci. Nic dziwnego wszak na horyzoncie jawił się dementor! Taki Peter był chyba w zbyt wielkim szoku aby zacząć się wylewnie bać więc tylko blady jak ściana patrzył na czarną sylwetkę. To Zoe podniosła nagle alarm. Musiał przyznać, że nauczyciel był niesamowicie szybki bo znalazł się znikąd i od razu osłonił ich zaklęciem patronusa.
- Dziękujemy, p-profesorze. - wydusił z siebie i jakoś tak odruchowo, automatycznie, nie do końca świadomie położył dłoń na przedramieniu Zoe. Nie był pewien czy chciał ją pocieszyć czy zapewnić, że już jest wszystko w porządku choć nie przyczynił się w żaden sposób do uspokojenia sytuacji.
- Dobra, mapa. Słuchaj, narysowałem już cztery konstelacje. Chyba zaraz możemy je połączyć i dorysować górę i dół. Jak ci poszło? - celowo zagadał ją na temat mapy i schodząc do szeptu wymieniał z nią uwagi, zaglądał raz po raz przez lunaskop i dopisywał na pergaminie. Chętnie uciekał od tego nieprzyjemnego doświadczenia związanego z obecnością potwora. Kto mógłby przypuszczać, że pech postanowił się na nim zemścić? Nie przypominał sobie aby ostatnio widział ponuraka ale jak inaczej wyjaśnić to, co go nęka? Podskoczył gwałtownie kiedy obok nich uderzył piorun. Lunaskop się przewrócił, atrament wylał na koc, kubek termiczny i termos Zoe również kiedy brzoza po prostu pękła we dwoje. Peter siedział bliżej dlatego to na niego opadło drzewko, przygwożdżając jego nogę do ziemi. Wydał z siebie okrzyk bólu, ale zaraz to zamilkł i zdusił w zębach przekleństwo.
- Mam dość tej nocy. - wydusił z siebie, oplatając dłoń na swoim kolanie. Ból łydki wystarczająco podniósł mu ciśnienie.
- Mówiłaś, że mogło być romantycznie?- zerknął na Zoe ze zrezygnowanym i mało wiarygodnym uśmiechem. - Najpierw dementor, teraz brzózka. Niech to szlag. - sięgnął po swoją różdżkę i przytknął jej kraniec do brzózki. Przetransmutował drzewko w piasek, który to zaraz pięknie opadł na jego ranę na nodze. Położył się na kocu.
- Ratuj mapę, Zoe. Jest prawie skończona. Ja tu sobie poleżę, nie będę się rozglądać bo jeszcze zobaczę gdzieś ponuraka, a potem pójdę do pielęgniarki.  A tobie nic nie jest? - zerknął na nią z lekkim niepokojem. Z nerwów chciało mu się śmiać w głos ale dzielnie powstrzymywał ten odruch.
- Zdobądźmy fajną ocenę żeby mieć jakikolwiek zysk z tej nocy. O, pluszowe dementory. Dzięki, profesorze! - zaśmiał się z nerwów, po prostu śmiał z jękiem bólu w tle. Co za noc! Niezapomniana, to fakt.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Yasmine E. Swansea

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 172cm
C. szczególne : -
Galeony : 428
  Liczba postów : 154
https://www.czarodzieje.org/t20911-yasmine-elena-swansea#669680
https://www.czarodzieje.org/t20931-gucci#670775
https://www.czarodzieje.org/t20929-yasmine-elena-swansea
Polana przy chacie - Page 17 QzgSDG8




Gracz




Polana przy chacie - Page 17 Empty


PisaniePolana przy chacie - Page 17 Empty Re: Polana przy chacie  Polana przy chacie - Page 17 EmptyPon Cze 13 2022, 20:50;

Przygoda I: 58 - eliksir, teraz Veritka
Przygoda II: 42 - zrobiona
Wynik: 67/2 + 4 lub 6 = 52,5 + 37,5/39.5 = 90/92

Już nawet się jej nie chciało użalać nad własnym losem, gdy Kelpie wciągała ją do jeziora. Znów. Nie miała pojęcia, czy była to kwestia zapachu jej perfum, czy może upodobania do odrobinę orientalnej urody tych zwierząt, ale na brak powodzenia narzekać nie mogła. Posłała Gryfonowi wdzięczne, pełne ulgi spojrzenie, gdy trafił magiczne stworzenie zaklęciem, uwalniając jej nogę i jednocześnie kolejnym zaklęciem pomagając jej znaleźć grunt pod nogami. - Prawdziwy z Ciebie lew. Gdybym chociaż w połowie była tak dobra z zaklęć, jak Ty, mogłabym nawet rozważać karierę aurora. - powiedziała z uznaniem w głosie, wbijając w niego spojrzenie ciemnobrązowych tęczówek, gdy ten traktował ją zaklęciem suszącym i pozbawił tym samym nieprzyjemne dreszczu zimna ze skóry, który zostawiła tam wsiąknięta w ubrania woda z zimnego wciąż jeziora. Gdy nauczyciel przybiegł i upewnił się, ze wszystko w porządku (zapewniała go kiwaniem głowy), pojawiła się kolejna przygoda w serii wydarzeń dzisiejszej lekcji, gdzie mieli robić tylko i aż mapy nieba. Czyrakobulwa, od której smrodu aż w nosie zakręciła — wykrzywiła twarz w grymasie, idąc jego śladem i pozbywając się swetra, odrzuciła go na bok koca (tak, aby go nie ubrudzić), na który wrócili.
- Wróćmy może do tej mapy. Zerkniesz na teleskopie, czy to właściwie ułożenie? Ja naniosę jeszcze tamtą gwiazdę. - poprosiła swojego towarzysza z uśmiechem, ignorując panujący w powietrzu swąd od bulwy. Położyła mapę na kolanach, starannie dopieszczając jej detale. Zachciało się jej pić, więc niedbale i na oślep wzięła leżący w kocu napój, upijając kilka łyków. - Szkoda, że mamy tak mało Astronomii tu w szkole. Chociaż Ty pewnie lubisz tylko sport i zaklęcia, co? - posłała mu pytające spojrzenie, łapiąc się na zaskoczeniu tym, co powiedziała. Uniosła brew, zaraz jednak kręcąc głową i wprawiając w ruch brązowe kosmyki włosów. Nakreśliła kolejny punkt na mapie. Zawsze zbyt dużo paplała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Julia Brooks

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 170
C. szczególne : Ciemna grzywka, tatuaże, oburęczność, zapach lawendy, krwawa obrączka na palcu, perfekcjonistka
Dodatkowo : Kapitanka Krukonów
Galeony : 2888
  Liczba postów : 4344
https://www.czarodzieje.org/t19470-julia-brooks
https://www.czarodzieje.org/t19475-julia-brooks
https://www.czarodzieje.org/t19471-julia-brooks#576533
https://www.czarodzieje.org/t19697-julia-brooks-dziennik#589978
Polana przy chacie - Page 17 QzgSDG8




Gracz




Polana przy chacie - Page 17 Empty


PisaniePolana przy chacie - Page 17 Empty Re: Polana przy chacie  Polana przy chacie - Page 17 EmptyPon Cze 13 2022, 21:40;

- Ależ proszę, nalegam! – powiedziała do chłopaka, który to wyraźnie unikał tego, by popisać się swoimi transmutacyjnymi talentami. A może po prostu był tak zajebisty, że nie zniżał się do czegoś tak prostego, jak tworzenie wina i zajmował się sprawami najwyższej wagi, jak na przykład transmutowanie muchomora a akromantulę. Albo Patola Craine'a w kogoś z godnością i rozumem człowieka.

Widząc skupione na niej obrażone i oburzone spojrzenie Edgcumbe’a, zmarszczyła brwi w zdziwieniu. Nie spodziewała się, że chłopak może wziąć do siebie coś tak błahego, jak wsadzenie go do jednego worka z resztą fanów Łajnobomb. Z drugiej strony to był Edgcumbe, więc istniała szansa, że się zgrywał. Przez te wszystkie lata wciąż nie była pewna, co mu siedzi w głowie.

- A dlaczego nie? Co jest nie tak z „Łajnobombami”? - odpowiedziała, ale nie wchodziła już w dalsze szczegóły. Pokiwała jeszcze głową na stwierdzenie, że chłopak lubi różne rzeczy i kiedy to DJ August zajmował się muzyką, ona ciężko pracowała nad mapą nieba. Ciężko, ale błyskawicznie, choć nie zostało to docenione przez towarzysza. Ten wyrwał jej pergamin i sam zaczął coś dopisywać. Mimowolnie zerknęła mu przez ramię i wesoło prychnęła przez nos, widząc te wszystkie kocopoły. To już jej księżyc był lepszy, bo przynajmniej napisała prawdę.

Kto by się jednak przejmował jakimiś tam mapami kosmosu, skoro znacznie lepszą rozrywką była pokątna alkoholizacja i dyskusja z dziwnym stworkiem. Kiedy August zaśmiał się na jej komplement, mimowolnie odetchnęła z ulgą. Faktycznie była beznadziejna w te klocki, a szczytem flirtu w jej wykonaniu było zaproponowanie komuś piwa w kuflu, nie butelce. Na Edgcumba jednak wystarczyło! Zaśmiał się pięknie jak koreański aniołek, a wraz z nim zaśmiał się cały świat. Zaśmiał się też yumbo, który po chwili zniknął.

Kiedy zaczęło padać, bez zastanowienia rzuciła zaklęcie, które miało ochronić ich przed deszczem. W żadnym wypadku nie pomyślała, że może stać się coś złego. Ba, nawet potencjalnymi piorunami się nie przejmowała, zakładając, że skoro domek przetrwał całe dekady bez żadnego zadrapania, to najwyraźniej był chroniony jakimiś mocnymi zaklęciami. Szybko się okazało, że była w błędzie. Mżawka najpierw zamieniła się w ulewę, a dosłownie chwilę potem piorun trzasnął w drzewo i Brooks jakimś dziwnym zrządzeniem losu wylądowała tuż przy samym jeziorze.

- Co do jasne… - Nie skończyła, bo już została porwana przez kelpie, które postanowiły zaciągnąć ją do jeziora. Krukonka szarpała się i wierzgała, starając się wyjąć zaplątaną w materiał bluzy różdżkę, bezskutecznie. Czyżby po raz kolejny miała się otrzeć o śmierć przez utopienie? Na to wyglądało, ale na szczęście ponownie mogła liczyć na krukońskie wsparcie. August transmutowała w coś wodnego stworka, a Brooks czym prędzej wygrzebała się z wody i oddaliła jak najdalej od jeziora, przytomnie wiedząc, że to mogła nie być ostatnia próba zamienienia jej w Panią Jeziora. Bez słowa pozwoliła sobie pomóc i gdy już tak kuśtykała w objęciach chłopaka, dyskretnie otarła łzy i położyła mu głowę na ramieniu.

- Nie, nic nie jest ok. Absolutnie nic. Mam dość tej szkoły i tego wszystkiego – wydukała z siebie, szczękając zębami z zimna, bo była nie tylko przerażona, ale również przemoczona do suchej nitki. Cóż, kto uczy się w Hogwarcie, ten się w cyrku nie śmieje.

@Augustine Edgcumbe

______________________

It's Soton baby!
There's no mountain I can't climb, there's no tower too high, no broom that I can't learn how to fly.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Helena D. Swansea

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 173 cm
C. szczególne : piegi, brokat na powiekach (i wszystkim co posiada), zawsze umazana grafitem, węglem albo farbami, tatuaż ważki latającej po lewej nodze
Galeony : 16
  Liczba postów : 104
https://www.czarodzieje.org/t21415-helena-d-swansea#693901
https://www.czarodzieje.org/t21419-kaszmir#694158
https://www.czarodzieje.org/t21416-helena-d-swansea#694011
https://www.czarodzieje.org/t21446-helena-d-swansea-dziennik#696
Polana przy chacie - Page 17 QzgSDG8




Gracz




Polana przy chacie - Page 17 Empty


PisaniePolana przy chacie - Page 17 Empty Re: Polana przy chacie  Polana przy chacie - Page 17 EmptyWto Cze 14 2022, 01:11;

Przygoda I: 55 – znajduję lunaballę
Przygoda II: 13 – yumbo
Wynik: 90/2 + 17/2 + 0 = 53,5

Prawie wpadam na Thomasa Tommy’ego, gdy odwracam się z lunaballą w uścisku i aż zataczam się o dwa kroki do tyłu, chcąc uniknąć zderzenia. Jego uprzednie krzyki docierają do mnie ze sporym opóźnieniem, bo dopiero teraz, gdy ta znajduje się już w moich ramionach. — A to czemu? — pytam zupełnie zdezorientowana, nie nadążając za jego tokiem rozumowania. Na jego pytanie odpowiadam mu wymownym spojrzeniem, które być może odrobinę sugeruje, że urwał się z chmurnika.  — A pomyślałeś, co mogłoby ją spotkać, gdybym ją tu zostawiła? — pytam w odwecie, z automatu posłusznie podążając za krukanem, chociaż ostatecznie unoszę lekko brwi, bo na kurtce wcale nie a wystarczająco miejsca dla trojga, dlatego przez chwilę stoję nad nim ze znalezioną lunaballą, po chwili kucając, by zrównać nim spojrzenie – a to tylko po to, by spojrzeć na niego ponownie ze zwężonymi powiekami. Wyłapuje może co drugie zdanie, bo jego racjonalna przemowa niesamowicie mnie nudzi i zniechęca. — O Merlinie… wiem przecież, że śpi przez brak księżyca — tyle to o tych stworzeniach wiem. — Wyjebało cię jakieś siedemnaście kroków do przodu, teraz się liczy tyle, że jest bezpieczna — stwierdzam, niekoniecznie chętna, żeby przyznać, że nie pomyślałam o praktycznie żadnej z tych wyliczonych rzeczy. Jednocześnie jednak jestem gotowa na każde poświęcenie dla tej słodkiej, drzemiącej istotki, więc czy to właściwie ważne? Przechodzi mi przez głowę, że być może to nic dziwnego, że typ mnie nie polubił, skoro tak mocno chce kontrolować wszystko, co się dzieje. Trochę mi z tym lżej, chociaż jednocześnie podświadomie traktuję to jak wyzwanie. — I tak bym jej nie zostawiła! — rzucam prawie że z oburzeniem. — No spójrz na tę słodką mordkę. — Wyciągam odrobinę ramiona w jego stronę, żeby miał lepszy widok. — Przecież dla niej można zrobić wszystko — stwierdzam z całego serca, delikatnie głaszcząc stworzenie po głowie. Dopiero gdy Tommy wspomina siostrę, orientuję się, że cała ta jego przemowa to wcale nie jest jakaś bogata krytyka mojego zachowania, tylko po prostu przejęcie i recytacja wszystkich znanych sposobów ogarnięcia sytuacji, być może wynikająca z chęci pomocy? Przez chwilę trochę mi głupio, że rzucałam mu takie jednoznacznie dezaprobujące spojrzenia. — Ja wiem że będzie z nią dużo roboty, ale mówiłam serio z tym, że dla niej można wszystko. Może jeszcze nie wiem dokładnie, jakie ma potrzeby, ale przecież się nauczę — tłumaczę się nagle, trochę niespodziewanie dla samej siebie. — Jak możesz zapytać siostry to będę wdzięczna — mówię szybko. Każda pomoc się w końcu przyda. Posyłam po tym Tommy’emu spojrzenie znad lunaballi, trochę myśląc o tym, że tak szybko zmienił to radosne spotkanie w jakiś niemiłosiernie ciężki obowiązek – i jasne, że to pewnie było gdzieś pośrodku, ale wciąż, wyzbył się całej uciechy i beztroski jak niechcianego balastu. Trochę natomiast jestem wdzięczna, że zaproponował pomoc, chociaż wcale nie musiał, zanim jeszcze sama zdążyłam wydedukować, że taj pomocy będę zdecydowanie potrzebować.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Augustine Edgcumbe

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 188
C. szczególne : zmieniający się kolor brwi | dresiki i bluzy z kapturem | okrągłe kolczyki w uszach | szkocki akcent | pachnie super kosmetykami czarodidasa
Dodatkowo : metmorfomag
Galeony : 208
  Liczba postów : 486
https://www.czarodzieje.org/t21305-augustine-edgcumbe#688941
https://www.czarodzieje.org/t21354-august#690461
https://www.czarodzieje.org/t21307-augustine-edgcumbe#688946
Polana przy chacie - Page 17 QzgSDG8




Moderator




Polana przy chacie - Page 17 Empty


PisaniePolana przy chacie - Page 17 Empty Re: Polana przy chacie  Polana przy chacie - Page 17 EmptyWto Cze 14 2022, 01:35;

W końcu w pewnym momencie zamieniam wodę w winko i chociaż kusi mnie by pytać Brooks irytująco czy nie miałem racji, bo te co zrobiłem smakuje znacznie lepiej, wstrzymuję się miło od jakichkolwiek komentarzy. Pozostawiam jedynie znaczące spojrzenie, kiedy pijemy mój trunek.
- Nic - mówię bardzo rozwlekle o tych łajnobombach, bo stwierdzam że wyraźnie nie chodzi o to, że brzydko pachnę czy coś w tym stylu. Gdyby tak było Julka tak okropnie nie nabijałaby się ze mnie. Nie tłumaczę jej mimo wszystko co i jak, bo głupio mi się przyznawać do tej chwili nieopisanej słabości, kiedy jestem przerażony, że mogę wyglądać i pachnieć jak łajnobomba.
Nie przejmuję się jej prychnięciami, że próbuję coś zrobić na astronomię. Najzwyczajniej w świecie nie chcę nawet z takiego błahego przedmiotu całkowicie się zbłaźnić. Ale jednak nie na tyle, by olać wszystko dla pisania czegoś na zajęcia i dość szybko stwierdzam, że nie ma co się wysilać, skoro mam tu doborowe trunki w jeszcze lepszym towarzystwie. Nawet śmieję się tak jak potrafię maksymalnie raz na miesiąc, by nie zaburzać swojego cyklu życia.
Ledwo jednak mija ta przyjemna chwila, zaczyna padać deszcz. Ogólnie również się nie przejmuję specjalnie, pozwalam się osłonić zaklęciem Brooks i nawet proponuję odległość grzmotu od błysku. Ale w tym momencie trudno mi policzyć, bo oto piorun wali w drzewo, jakimś cudem akurat nasze i wspólnie lecimy w kierunku jeziora.
Całe szczęście, że udaje mi się zwyciężyć ze stworzeniem i już po chwili odciągam Julkę jak najdalej od jeziora; niedługo będzie ona boginem Krukonki przez te wszystkie nieszczęścia związane ze zbiornikami wodnymi. Z lekkim przerażeniem widzę, że nie jestem pewny czy na twarzy Brooks są krople deszczu czy może jednak łzy. Obejmuję ją odrobinę mocniej, pozwalając jej chwilę odsapnąć na moim ramieniu.
- Nic Ci przy mnie nie będzie - oznajmiam pewnym tonem, jakby był co najmniej Albusem D., a nie jakimś Augustem E. z całkiem dobrymi aczkolwiek nie jakimiś niesamowitymi zdolnościami transmutacji. Liczę jednak na to, że moja stanowczość i poprzednie ratowanie skóry, sprawią, że mi uwierzy. - Patrz. Przestaje padać - mówię i wypuszczam ją z ramion. Nieporadnie ocieram też z jej twarzy mokre ślady od łez, jeziora, czy może mojej bluzy i wskazuję głowę na do połowy rozpadający się domek. Wyciągam różdżką i reparo próbuję naprawić to i owo, żeby chociaż to nie wyglądało tak przerażająco jak teraz. Szukam również naszych rzeczy, pracy i okazuje się, że większość udaje się wygrzebać. Stwierdzam, że siadanie w domku byłoby skrajnie nieodpowiedzialne, skoro nadal pogoda jest niepewna. Przywołuję zaklęciem jakiś większy kawał drewna z zawalonego budynku i rzucam Morfio, by deski nie były twarde, a stały się dużym kawałkiem miękkiego materacu. Suszymy się razem z Brooks i polecam jej usiąść na chwilę odpocząć. - Kurwesko jest zimno - zauważam jeszcze i próbuję rzucić jakieś zaklęcia, by było nam cieplej. Ale taki to jest los przewrotny, że nic kompletnie nie działało. Nawet ogniska nie dało się rozpalić jakimś cudem.
- Ja pierdolę - mruczę, bo przecież może i moja przyjaciółka miała suche ubrania, ale nadal nie były to Malediwy by noce były gorące. Wobec tego wstaję z miejsca, by usiąść za Julką, objąć ramionami i obwiązać nas kocykiem od stóp do głów brody. Bo również powiększyłem kocyk, żebyśmy nie wystawali z niego ani trochę, skoro to nasze jedyne źródło ciepło.
- Nawet nie można na lekcję przyjść bez przypału - zauważam, że coś nieszczęścia się trzymają nie wiem czy nas czy wszystkich uczniów Hogwartu. Staram się też nie dmuchać jej we włosy, nie zjeść ich i w ogóle nie irytować swoim oddechem.

@Julia Brooks

______________________

I Dont Smile Because My Life Is Perfect
Am i grumpy? I might be. But I think maybe sometimes it's misinterpreted.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Julia Brooks

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 170
C. szczególne : Ciemna grzywka, tatuaże, oburęczność, zapach lawendy, krwawa obrączka na palcu, perfekcjonistka
Dodatkowo : Kapitanka Krukonów
Galeony : 2888
  Liczba postów : 4344
https://www.czarodzieje.org/t19470-julia-brooks
https://www.czarodzieje.org/t19475-julia-brooks
https://www.czarodzieje.org/t19471-julia-brooks#576533
https://www.czarodzieje.org/t19697-julia-brooks-dziennik#589978
Polana przy chacie - Page 17 QzgSDG8




Gracz




Polana przy chacie - Page 17 Empty


PisaniePolana przy chacie - Page 17 Empty Re: Polana przy chacie  Polana przy chacie - Page 17 EmptyWto Cze 14 2022, 16:23;

Brooks chyba by się nawet specjalnie nie zdziwiła, gdyby spotkała na swojej drodze Bogina, a ten, zamiast w samą Brooks, zamieniłby się w taflę szkolnego jeziora. Ewidentnie miała ostatnio nie po drodze ze zbiornikami wodnymi oraz stworzeniami, które musiały najwyraźniej podpisać jakiś pakt o tym, że uprzykrzą jej życie. Albo po prostu je zabiorą.

Kiedy już cała przemoczona wygrzebała się z przerażającej wodnej toni, oparła się o Augusta i razem z nim ruszyła w kierunku domu, w którym raptem kilka minut temu siedzieli, popijając winko i malując głupoty na mapie nieba. Poczuła się trochę pewniej, mając u swego boku Edgcumba. August E. nie był Albusem D. I całe szczęście. Potrzebowała w tym momencie przyjaciela, a nie starego dziadka, który wysyłał drugoklasistów do walki z bazyliszkiem. – Dziękuję – powiedziała cicho, wycierając mokre dłonie o przecież i tak mokrą bluzę.
Nie zareagowała w żaden sposób na wieść o tym, że zaczyna się przejaśniać. W tym momencie potrzebowała po prostu się do kogoś przytulić i pomilczeć. Jak się bowiem okazało, z pozoru mogła być hardą pałkarką, ale koniec końców była też zwykłą dziewczyną, której zdarzało się płakać, czuć paskudnie i mieć dość. Zwłaszcza że miała mnóstwo powodów do tego, by mieć już dość.

I być może przez ten swój parszywy humor nie kwapiła się do pomocy przy ogarnianiu domku. Sprzątnęła jedynie popiół i drzazgi za pomocą chłoszczyść i to by było na tyle. No, w międzyczasie wysuszyła jeszcze ubrania, swoje i chłopaka za pomocą silverto i rzuciła aexteriorem nad materacem. Cieplej może i nie było, a przynajmniej na razie, bo już August obwiązał ją kocykiem.

- Myślisz, że jestem przeklęta? – zaczęła, obniżając się nieco na materacu i kładąc mu głowę na piersi, niczym na kościstej poduszce. – A może to kara za to, jaką suką czasem bywałam dla innych? I tak w ogóle, to ładnie pachniesz.

@Augustine Edgcumbe

______________________

It's Soton baby!
There's no mountain I can't climb, there's no tower too high, no broom that I can't learn how to fly.


Ostatnio zmieniony przez Julia Brooks dnia Sro Cze 15 2022, 21:07, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Ashley S. A. Phoenix

Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 173cm
C. szczególne : często nosi żeński mundurek, rzadko pokazuje się bez makijażu; piegi; atencjusz
Galeony : 214
  Liczba postów : 277
https://www.czarodzieje.org/t20841-ashley-s-a-phoenix#665168
https://www.czarodzieje.org/t21005-poczta-ashley-s-a-phoenix#674412
https://www.czarodzieje.org/t20857-ashley-s-a-phoenix-kuferek
https://www.czarodzieje.org/t20858-ashley-s-a-phoenix-dziennik
Polana przy chacie - Page 17 QzgSDG8




Gracz




Polana przy chacie - Page 17 Empty


PisaniePolana przy chacie - Page 17 Empty Re: Polana przy chacie  Polana przy chacie - Page 17 EmptyWto Cze 14 2022, 22:31;

Przygoda I: 38 (ponurak i klątwa, ale rozgrywamy też wilę Viniego (obrażenia na 6)
Klątwa od momentu Ponuraka:

Przygoda II: 78 (dementor - 7 metrów), ale rozgrywam też agresywny lunaskop Viniego na 5
Wynik:  49.5

Zerknął na Viniego wpierw kontrolnie, gotów na choćby i pozbawioną z jego strony słów sprzeczkę, by jednak móc szeroko uśmiechnąć się z ulgą, gdy szybko okazało się, że Puchon nie ma problemu z jego improwizacją. Zaśmiał się mimowolnie i w pierwszej chwili odruchowo otworzył usta do odpowiedzi, jednak zamknął je szybko już po wydostających się z nich "W", by to poprzez rozłożenie ramion dodać do nazwy gwiazdozbioru epitet "wielki". I sam nie do końca wierzył, że to mogło aż tak poprawić mu humor, a jednak pogodnie zmieniał pozycję, by położyć się brzuchem na kocu, z dumą rozprostowując na gdzieniegdzie wilgotnym już materiale coraz mocniej zapełniony pergamin. Kąciki ust drżały mu przyjemnie w szczeniackim zadowoleniu, gdy dorysowywał wskazaną przez Viniego ścieżkę gwiazd, zaraz dorysowując też na chybił trafił te gwiazdozbiory, które choć trochę kojarzyły mu się z obecnym miesiącem. Miał już nawet na niemo zapytać o to, czy dorysowanie gwiazdozbioru smoka jest pomysłem wartym kciuka w górę czy też w dół, jednak ledwo zaczepił ożywiony model, każąc mu gonić czerwoną końcówkę pióra, a już unosił zaskoczone spojrzenie na plującego fasolką Puchona. Parsknął, dopiero w rozbawieniu czując, że zdążył głupio spiąć się w gotowości na najgorsze, oczami wyobraźni widząc już jak Vinni śmiertelnie dusi się jedzeniem, a on nie tylko nie zna żadnego odpowiedniego w takiej sytuacji zaklęcia, ale nawet nie mógłby go teraz wypowiedzieć. Przesunął szkic mapy w jego stronę, by samemu przewrócić się na plecy i przeciągnąć się na kocu maksymalnie, mrucząc przy tym głośno w desperackiej już potrzebie atencji, karmionej do granic bolesną niemożnością poprowadzenia rozmowy. Miał wrażenie, że na rzecz lunaskopu straci resztki uwagi przyjaciela, więc turlnął się do niego bliżej, by bokiem obić się o jego udo, to właśnie w tym momencie zdając sobie sprawę, że coś jest nie tak. Ledwo uniósł spojrzenie na unoszący się w powietrzu sprzęt, a już musiał gaspnąć, gdy ten opadał ciężko na włoską czuprynę, dopiero przy drugim głuchym łupnięciu pozwalając sobie zrozumieć, że luanskop naprawdę zaczął Viniego okładać. Poderwał się gwałtownie bez żadnego planu, pewnie zaciskając dłonie na metalowej rurze, by zwyczajnie zacząć szarpać się z przeklętym narzędziem, raz dając podbić sobie oko, innym razem słysząc gruchnięcie w uderzonych palcach, by w końcu  z łzami bólu w oczach przygwoździć lunaskop własnym tyłkiem do ziemi, by w ten sposób pozwolić mu w końcu uspokoić się na dobre.  I gdyby tylko mógł, zapewne rzuciłby jakimś mniej lub bardziej sensownym tekstem o atakujących w nocy pałkach, ale teraz pozostało mu w milczeniu pozbierać własne myśli, by zmierzyć się z nimi na prywatności. Zerknął na szybko puchnącego palca, ale dopiero ciepła wilgoć czerwieni, którą brzegiem dłoni zgarnął z ust, spanikowała go na tyle, by posłać Puchonowi zagubione spojrzenie z prośbą o ponowną pomoc.
Niezależnie od tego, w co chciałby teraz wierzyć, czuł coraz wyraźniej, że ta noc ściągała na nich więcej atrakcji, niż nawet on chciałby przyjąć. Z każdą przygodą czuł się tylko coraz gorzej, coraz mocniej martwiąc się o to, jak właściwie będzie wyglądało jutro i jakie leki wciśnie mu Blanc, gdy ktoś zmusi go do odwiedzenia skrzydła szpitalnego. Właściwie gdy tylko Vinni go wyleczył, przyznał sam przed sobą, że najchętniej wróciłby już do łóżka, jednak na to zwyczajnie nie mógł sobie pozwolić, nie chcąc być tym jednym dzieciakiem, który nie poradził sobie z jedną nocą poza zamkiem. Przełknął więc tylko ślinę, mrugnięciami próbując przegonić wilgoć z oczu i zwyczajnie przysunął się nieco bliżej Viniego, zupełnie porzucając własne próby dokończenia rysowanej wcześniej mapy nieba. Przymknął oczy i wsparł głowę o jego ramię, potrzebując nie tylko tej bliskości i ciepła, ale też spokoju w podświadomie skrytego w tym geście poczucia bezpieczeństwa. Pierwsza uderzająca go w głowę kropla wyrwała go z błogości tym mocniej, że zaczął już powoli przysypiać na puchońskim ramieniu, wybudzając się z oburzonym sapnięciem i bolesnym przygryzieniem języka już na pierwszym próbującym wydostać się na wolność przekleństwu. Jęknął cierpiętniczo, podszarpując w nerwach farbowane loczki, bo i zwyczajne czując, że ma już naprawdę dość i tylko balansuje na krawędzi, w czym nie pomagało mu wcale powoli ogarniające go zimno. I nawet jeśli nauczyciel zareagował dość szybko, więc nie zdążyli wcale zbyt mocno zmoknąć na gwałtownie rozwijającym się deszczu, to siedząc już pod osłoną magii wciąż czuł się tak, jakby po jego ciele roznosił się chłód drążony kropla za kroplą. Wpierw zwiesił głowę w dół, próbując złapać oddech w ogarniającym go poczucie beznadziejności, nie chcąc tak po prostu poddać się myśli, że zwyczajnie chciałby… nie być. Zupełnie tak, jakby dalsze istnienie musiało równać się z ciągłą walką, która nie miała żadnych szans skończyć się dobrze. Przesunął dłonią po przedramieniu Viniego, zagarniając je sobie do przytulenia, w dupie teraz mając jak żałosne może się to wydawać, bo i teraz nic już nie miało przecież sensu i zapewne rozkleiłby się teraz zupełnie, gdyby nie podniósł głowy, w porę dostrzegając zbliżającą się w ich stronę zakapturzoną postać. - Weź spier-... - warknął, posyłając przygaszone mgłą wilgoci iskry z brunatnych oczu, skrzące się tym waleczniej, im mocniej przybiło go bolesne przypomnienie o wciąż trzymającej się go klątwie. I nawet jeśli serce kruszyło mu się już z poczucia beznadziejności i bezsensu, to i tak wyciągnął jeszcze rękę w górę, by pokazać środkowy palec coraz mocniej rozmazującej mu się przed oczami postaci.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Leighton J. Swansea

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 175 cm
C. szczególne : Duże usta, kilka pieprzyków, ślady farby na rękach
Galeony : 308
  Liczba postów : 626
https://www.czarodzieje.org/t21367-leighton-lea-joanne-swansea#691779
https://www.czarodzieje.org/t21382-panna-sowa#692448
https://www.czarodzieje.org/t21368-leighton-lea-j-swansea#691780
https://www.czarodzieje.org/t21499-leighton-j-swansea-dziennik#6
Polana przy chacie - Page 17 QzgSDG8




Moderator




Polana przy chacie - Page 17 Empty


PisaniePolana przy chacie - Page 17 Empty Re: Polana przy chacie  Polana przy chacie - Page 17 EmptySro Cze 15 2022, 20:35;

Korzystając z niewielkiej odległości między nimi, dźgnęła go łokciem w żebra za karę, że nie przyznał się otwarcie do usychania z tęsknoty. Takie wyznanie zdecydowanie dobrze zrobiłoby jej nadmuchanemu ego.
Zawiesiła na nim nieco dłuższe, całkiem wyzywające spojrzenie, kiedy postanowił jak najlepiej jej się sprzedać i uniosła nieco brew. Jakim cudem przez te niecałe dwa lata cholerny Jinx stał się jeszcze bardziej pewny siebie? Czuła się z tym faktem odrobinę nieswojo, zwykle to ona wiodła w tej kwestii prym. I choć niewątpliwie miała przed oczami nie dzieciaka, a młodego, atrakcyjnego mężczyznę, to wciąż nie potrafiła odpiąć od niego niesprawiedliwej łatki uroczego chłopca, z którym wszędzie pałętał się Rocco.
Och, Genius, kto powiedział, że jedno wyklucza drugie? — roześmiała się dźwięcznie, kręcąc z teatralnym niedowierzaniem głową. Uprawianie sztuki było uprawianiem sztuki, bez względu na jej formę. Artysta nie mógł pozwolić się ograniczać. — Najpierw zobaczę, a potem zadecyduję.
Rzeczywiście niechętnie zabrała się za rysunek, ale jak na Krukonkę przystało, miała w sobie pewne poczucie obowiązku wobec nauki, a jak na ambitną jednostkę – zero ochoty na kiepską ocenę. Wolała odwalić część pracy najsprawniej, jak tylko potrafiła, żeby resztę spędzić na słodkim nicnierobieniu.
Niestety nauka okazała się naprawdę wciągająca, jak to ujął Queen. Przeżyła kilka momentów prawdziwej grozy i sama również nie spodziewała się, że pokaże mu bieliznę akurat w takich okolicznościach. Przecież gdyby tak było, postawiłaby na coś znacznie bardziej seksownego, aniżeli casualowego. Jednak w powiedzeniu, że kobieta powinna być zawsze w pełnej gotowości, było zaskakująco dużo prawdy.
Co z moją twarzą? — zapytała ze śmiertelną powagą, uniosła ku policzkom nieco rozedrganą rękę i ze strachem dotknęła ich z początku delikatnie, a potem nieco bardziej zdecydowanie, starając się dotykiem wybadać, czy wszystko jest na swoim miejscu. — Chyba nie... na Merlina, to było straszne, mam dość — tym samym zgodziła się z nim, że jest to najwyższy czas, aby zrezygnować. Złapała za termos i nalała sobie trochę herbaty, która w tym momencie działała równie potężne cuda, co jakiś wymyślny eliksir. Z wolna regulowała przyspieszony strachem oddech.
Huh? Queen, co z tobą...? — próbowała się zaśmiać, ale kiedy wspomniał o ponuraku, uśmiech zniknął w połowie drogi. Przygryzła wargę, próbując odnaleźć w głowie odpowiednie informacje i rzeczywiście nie były one zbyt optymistyczne. Machnęła jednak ba to wszystko ręką — to tylko taki pic na wodę, żeby stra... — coś szarpnęło ją mocno w pasie i zanim się obejrzała, była już przeczepiona do Jinxa klamerką od paska. Zamrugała, wyraźnie zaskoczona takim stanem rzeczy i delikatnie pociągnęła biodra w przeciwną stronę, chcąc uwolnić się z tej sytuacji – bezskutecznie. Chcąc nie chcąc z niemałym trudem przełożyła nogę tak, aby zamiast tkwić na klęczkach, usiąść na Gryfonie. Nie mieli przecież większego wyboru. W całym tym szaleństwie oblała sobie mundurek herbatą, na szczęście już nie gorącą.
Tak, wygląda na to, że ponuraki to jednak nie pic na wodę. Myślisz, że to minie? — w gruncie rzeczy nie miałaby nic przeciwko takiemu obrotowi spraw, gdyby nie fakt, że pasek dosłownie skleił ich w pasie, uniemożliwiając zmianę pozycji. Złapała za termos i pociągnęła, ale ten uparcie tkwił na głowie Gryfona i byłaby wybuchnęła śmiechem, gdyby nie stworzenie, które nagle zakradło się do rozwalonych na kocu smakołyków.
Ej, ty tam, spadaj — zawołała do gnoma, ale chyba tylko go tym podjudziła, bo zaczęły teleportować się wokół i dokuczać im na wszelkie możliwe sposoby, gdzie przez ograniczone ruchy nie mieli przecież wielu opcji obrony. Co to było? Skrzat domowy na pewno nie, coś znacznie dzikszego i nieporównywalnie złośliwszego. Wyglądał jednak na rozumnego. Może gdyby nieco się wysiliła, doceniłby jej kreatywność... wróciła wzrokiem do Jinxa i zamrugała zalotnie.
Jinx, czy Twój ojciec był złodziejem? — zrobiła stosowną pauzę i nawet palcem wskazującym przesunęła po zakrytej ubraniem piersi chłopaka, budując odpowiednie napięcie. — Bo ktoś ukradł wszystkie gwiazdy i zamknął je w Twoich oczach. — tym razem to ona zawachlowała brwiami, oczekując uznania z którejkolwiek ze stron.

______________________



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Augustine Edgcumbe

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 188
C. szczególne : zmieniający się kolor brwi | dresiki i bluzy z kapturem | okrągłe kolczyki w uszach | szkocki akcent | pachnie super kosmetykami czarodidasa
Dodatkowo : metmorfomag
Galeony : 208
  Liczba postów : 486
https://www.czarodzieje.org/t21305-augustine-edgcumbe#688941
https://www.czarodzieje.org/t21354-august#690461
https://www.czarodzieje.org/t21307-augustine-edgcumbe#688946
Polana przy chacie - Page 17 QzgSDG8




Moderator




Polana przy chacie - Page 17 Empty


PisaniePolana przy chacie - Page 17 Empty Re: Polana przy chacie  Polana przy chacie - Page 17 EmptyCzw Cze 16 2022, 14:44;

Widać było, że Julka potrzebuje tylko i wyłącznie chwili bliskości i spokoju, po kolejnej walce z żywiołem wody. Dlatego o ile ona wysuszyła nam ubrania i odrobinę ogarnęła okolicę, ja po przygotowaniu jej materaca zostałem odrobinę dłużej przy domku. Co prawda moje zdolności architekta czy nawet zaklęciarza nie były na tyle dobre, by naprawić go w całości. Jednak po dłuższej chwili rzucania Reparo udaje mi się w miarę naprawić to co zostało co utraciła większość domku. Te rzeczy, które nie potrafiłem naprawić zgarnąłem zaklęciem przenoszącym na jedną stronę małego budynku. Wyglądało to już całkiem nieźle, ale rozejrzałem się za nauczycielem, by przekazać mu, że to tylko prowizorka i ktoś koniecznie musi rzucić jakieś lepsze zaklęcia.
Nie widzę go jednak w okolicy, a przyjaciółka potrzebowała mnie, by nie umrzeć z zimna i znaleźć jakieś pocieszenie. Siadam za Brooks i oplatam nas kocykiem. Nigdy nie byłem najlepszy w okazywaniu emocji czy jakichkolwiek czynach wymagających wyrażenia empatii. Dlatego może się wydawać niezręczny sposób w jaki lekko obejmuję patykowatymi rękami umęczoną przyjaciółkę. A przynajmniej ja mam wrażenie, że robię to z pewnością nieporadnie. Mimo to Brooks wydaje się to nie przeszkadzać, kładzie mi głowę na ramieniu. Ja zaś delikatnie umieszczam dłoń na jej głowię i przesuwam długimi palcami po jej włosach, robiąc coś w stylu pogłaskania jej na tyle na ile mam odwagę.
- Jesteś dziewiętnastoletnią reprezentantką Anglii w Qudditcha. Z pewnością nie jesteś przeklęta - zauważam dość racjonalnie, że gdyby faktycznie miała nad sobą jakąś klątwę, na pewno nie udałoby się jej zajść tak daleko, nawet ze swoimi umiejętnościami. - Może to i karma. Jeśli istnieje, to mi też się dostanie - stwierdzam, bo również nie bywałem dla ludzi przemiłym chłopcem w większości wypadków. Może to akurat nie jest za duże pocieszenie, ale nie umiem w słodkie słówka pocieszenia, które nie mają pokrycia w rzeczywistości. A wystarczyłoby pewnie powiedzieć nie no co ty, będzie dobrze albo coś w tym stylu. - Czarodidas, deszcz, regularne mycie - zdradzam sekret swojego ładnego zapachu zastanawiając się czy powinienem powiedzieć to samo; jednak nie udaje mi się wejść na ten poziom elokwencji. Liczę też na to, że nie podniesie głowy, bo nie mam pojęcia czy może moje brwi nie mienią się jakimś kolorem, albo nie rumienię się głupio.

@julia brooks

______________________

I Dont Smile Because My Life Is Perfect
Am i grumpy? I might be. But I think maybe sometimes it's misinterpreted.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Eugene 'Jinx' Queen

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 173
C. szczególne : Przekłute uszy; czasem noszony kolczyk w nosie; drobne tatuaże; pomalowane paznokcie; bardzo ekspresyjny sposób bycia; krwawy znak
Galeony : 141
  Liczba postów : 274
https://www.czarodzieje.org/t20861-eugene-queen
https://www.czarodzieje.org/t21285-bless
https://www.czarodzieje.org/t21141-eugene-queen-kuferek
https://www.czarodzieje.org/t21427-eugene-jinx-queen-dziennik
Polana przy chacie - Page 17 QzgSDG8




Gracz




Polana przy chacie - Page 17 Empty


PisaniePolana przy chacie - Page 17 Empty Re: Polana przy chacie  Polana przy chacie - Page 17 EmptyCzw Cze 16 2022, 23:30;

WYPOSAŻENIE: różdżka, Talaria, skitrany eliksir otwartych zmysłów, termos z herbatą, dyniowe paszteciki
Przygoda I: 36 przerzucone na 21 - nuda 
Przygoda II: 38 - ponurak i klątwa przyciągania
Przygoda dodatkowa: kelpie mnie topi
Wynik: 51/2 + 31/2 = 41

Czasami trudno żart odróżnić od rzeczywistych intencji, pozostaje mi zatem wierzyć, że Lea nie rzuca słów na wiatr, ponieważ ja nie mam nic przeciwko takiemu łączeniu sztuk. Kto wie, może nawet obcowanie z różnymi Swansea i we mnie obudzi jakąś artystyczną duszę.
- Nic, trochę potargana, ale wciąż piękna. Wszystko na miejscu - zapewniam w prostej szczerości, nie czując potrzeby żartowania sobie z niej, chociaż w jej przejęciu i powadzę widzę ku temu możliwości. Intuicyjnie wyczuwam jednak, że bardziej zapunktuję, jeżeli nie pozwolę sobie na mniej miłe żarty. Zresztą, nie czuję się aż tak w nastroju do nabijania się z kogokolwiek, kiedy chwilę później sam mam cykora na domniemany widok ponuraka.
- No hej - mruczę ze wstrzymywanym śmiechem, przez moment jednak wyraźnie wybity z rytmu, bo nie spodziewałem się teraz zbliżenia. Przekrzywiam głowę, doceniając ją (i jej oblany herbatą dekolt) spojrzeniem również z tej nowej perspektywy i wygodnie układając jedną z dłoni na jej pasie, - oczywiście dla asekuracji w razie gdyby klątwa przestała działać. - Nie wiem, ostatnio takie rzeczy trwały z dobry miesiąc... - Nie mam pojęcia, czy bardziej straszę ją czy siebie, bo jednak nie uśmiecha mi się ani trochę powrót do czasów, gdy ciężkie zbroje były przyciągane przez przypadkowych uczniów. Na szczęście to doświadczenie również już mnie czegoś nauczyło, więc miałem nawet plan, jak sobie z tym poradzić. Możliwości są dość ograniczone, szczególnie że cały wszechświat, tym razem w postaci złośliwych skrzatów czy innych gnomów, decyduje się nam przeszkadzać. Chcę już powiedzieć Lei, żeby się nie przejmowała złodziejaszkami, bo i tak nie mam nic cennego, więc pewnie zaraz się znudzą i pobiegną szukać lepszych ofiar, ale Krukonka już ma inny pomysł. Nie mógłbym nie zamilknąć wobec takiego spojrzenia. Drobny dreszcz przeszywa moje ciało, gdy Lea palcem przesuwa po mojej klatce piersiowej z tak pewną siebie subtelnością.
Cóż, nie jest łatwo nie podekscytować się zbyt mocno.  
Parskam śmiechem, nie spodziewając się wybranej puenty. Myślę, że nasz nauczyciel nie doceniłby takiej konkluzji, jak to się stało, że na niebie brakuje kilku ciał niebieskich - ja jednak doceniam i jeśli to w ogóle możliwe, patrzę na Leę z jeszcze większą adoracją, bo na Merlina, przez te dwa lata zapomniałem jak nierealna potrafi być.
- Myślałem, że Swansea są artystami, a nie dziełami sztuki - odpieram ciszej, ledwo co koncentrując się na naszej widowni i tym, czy wciąż tu są i nam dokuczają. Może to trochę zero jedynkowe myślenie, ale jestem przekonany, że lepszego momentu nie będzie. Nie chcę jednak korzystać z dobrodziejstwa przyciągniętego paska, wierząc że jednak mój urok osobisty jest wystarczający. - Gdzie masz różdżkę? - dopytuję, bo własnej nie mam szans w tej pozycji wyciągnąć, za to mogę skorzystać z możliwości przemknięcie dłońmi po jej talii. Nie martwię się na pewno dostatecznie posłuszeństwem jej różdżki wobec mnie, bo i moja zazwyczaj odwala. Pierwszą próbę zaklęcia Morfio przeprowadzam na butelce, zmieniając metal w drewno.  I skoro okazuje się, że jakimś cudem jest to zaklęcie mieszczące się w zakresie moich żałosnych kompetencji magicznych to podejmuję się transmutacji paska w czystą tkaninę - do tego potrzebuję aż trzech prób, ale najważniejsze że pasek nie wybucha. Chwilowe uwolnienie od klątwy nie oznacza jednak, że pozwalam Krukonce uciec z moich kolan; dłonią z różdżką przytrzymuję ją w dole pleców, a drugą łapię za podbródek, by przyciągnąć ją do pocałunku, bo na Merlina, raz się żyje, a jeżeli mam czegoś żałować, to jedynie robienia rzeczy.
Nie przychodzi mi jednak długo cieszyć się przyjemnością poznawania smaku jej ust. Ni stąd ni zowąd zrywa się silny wiatr, a moje buty, tak jak normalnie są super przydatne, tak teraz reagują dziko i porywają mnie w kierunku jeziora - a ja oczywiście za sobą Leę. Potem wiele rzeczy dzieje się bardzo szybko. Kątem oka widzę wielką mackę i próbuję w jej stronę rzucić zaklęcie żądlące, ale albo ono wcale nie działa, albo stworzenie ma to głęboko w worku trzewiowym. Nie mam jak się poprawić, bo z wody naprzeciwko mnie nagle wyłania się kelpie, która rusza wprost w moją stronę. Mam oczywiście flashbacki z niedawnego starcia z szaleńczo biegającym pegazem. Teraz jednak nie zdążam wymyślić żadnego zaklęcia, nie zdążam nawet nic wykrzyknąć, a już porywany jestem w głąb jeziora. Nie jestem nawet w stanie myśleć o Lei, bo panika zajmuje cały mój umysł i sprawia, że nie potrafię się obronić. Niby kopię, niby próbuję się wyrwać, ale im więcej wody na mnie napiera, tym mniejsza jest moja wola walki, więc i ledwie jestem w stanie nabrać powietrza w płuca nim zostaję całkowicie wciągnięty...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Leighton J. Swansea

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 175 cm
C. szczególne : Duże usta, kilka pieprzyków, ślady farby na rękach
Galeony : 308
  Liczba postów : 626
https://www.czarodzieje.org/t21367-leighton-lea-joanne-swansea#691779
https://www.czarodzieje.org/t21382-panna-sowa#692448
https://www.czarodzieje.org/t21368-leighton-lea-j-swansea#691780
https://www.czarodzieje.org/t21499-leighton-j-swansea-dziennik#6
Polana przy chacie - Page 17 QzgSDG8




Moderator




Polana przy chacie - Page 17 Empty


PisaniePolana przy chacie - Page 17 Empty Re: Polana przy chacie  Polana przy chacie - Page 17 EmptyPią Cze 17 2022, 22:28;

Sprawy nabrały tempa jeszcze zanim wszystko zamieniło się w kompletne szaleństwo. To nie tak, że się tego nie spodziewała, przecież go prowokowała. Nie musiała tego robić, mogła odpuścić złodziejaszkom, albo włożyć w swoje słowa znacznie mniej starań. Ale przecież chciała, uwielbiała balansować na granicy dobrego smaku, kusić i tylko czasem spełniać swoje nieme obietnice; czerpała satysfakcję ze stopniowo głupiejących spojrzeń. Nie pozostawała dłużna, nie miała pełnej kontroli i wcale nie potrzebowała jej mieć, sama głupiała w równym stopniu i w dowód tego uśmiechnęła się niemądrze na jego komplement.
A Twoja? — zażartowała sobie podle, wymownie poruszając przy tym biodrami, ale nie ciągnęła tego, a za to na oślep wymacała różdżkę za plecami, udając, że jego dotyk nie robi na niej większego wrażenia. Nie potrafiła nie być rozczarowana, że zaklęcie się udało i zanim dotarło do niej, że nie ma powodu, by się tak czuć, świat najpierw stanął w bezruchu, a potem szaleńczo zawirował. Podobno moment tuż przed pocałunkiem jest lepszy, niż sam pocałunek – a jednak w momencie, kiedy spadała do wody, była wściekła, że trwał on dłużej, niż właściwe złączenie warg. Oczywiście, że próbowała się zatrzymać, złapać czegokolwiek po drodze, ale spadali prosto do jeziora i nie mogła z tym nic zrobić. Chwilę potem tkwiła w mackach kałamarnicy, a krzyk uwiązł jej w gardle, kiedy za plecami Gryfona pojawiła się kelpie. Spanikowała, cholernie bała się koni. Nie miała w ręce różdżki i była absolutnie przekonana, że zaraz oboje się utopią. Szarpała się w mackach kałamarnicy, ale te zaciskały się wokół niej coraz mocniej. Z przerażeniem patrzyła jak kelpie zaciąga chłopaka w wodną otchłań.

______________________



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Darryl Kersey

Nauczyciel
Galeony : 18
  Liczba postów : 78
http://czarodzieje.forumpolish.com/t3264-nauczyciele-fabularni
http://czarodzieje.forumpolish.com/t15200-poczta-profesora-kersey-a#405514
Polana przy chacie - Page 17 QzgSDG8




Gracz




Polana przy chacie - Page 17 Empty


PisaniePolana przy chacie - Page 17 Empty Re: Polana przy chacie  Polana przy chacie - Page 17 EmptyNie Cze 19 2022, 01:08;

Profesor oczywiście ruszył na pomoc dwójki uczniom. Zarówno @Eugene 'Jinx' Queen jak i @Leighton J. Swansea właśnie mieli utonąć w jeziorze. Cóż za pech chciał, że obydwoje porwani zostali w tym samym momencie. Tak się właśnie kończą igraszki nastolatków nad zbiornikami wodnymi! Może i Darryl Kersey nie wygląda na najdzielniejszego i najbardziej ogarniętego członka kadry. A jednak ledwo Jinx musnął tafli wody, nauczyciel pojawił się znikąd, ciskając zaklęciami w stworzenie wodne. Chłopak był już bezpieczny, chociaż przemoczony od stóp do głów. Sekunda później, zaklęcie śmignęło prosto w wielką mackę kałamarnicy. Ta wydała z siebie przerażający dźwięk w wodzie i puściła wierzgającą się krukonkę.
- Już wszystko w porządku! - krzyczy z daleka Darryl i podchodzi do Jinxa. Pomógł chłopakowi wyjść z wody, rzucił na niego Silverto i kilka zaklęć ogrzewających. - Lećcie do Skrzydła Szpitalnego. Na dziś, starczy dla was zadania - mówi uczniom, odsyłając ich nieco wcześniej niż innych. Podobnie zabrać musiał do SS @Peter Stryder, bo jego towarzyszka nie pomogła mu w żaden sposób.
Po drodze natknął się na @Helena D. Swansea i zmartwiony stanem lunaballi, jak najszybciej wysłał patronusa do Leonardo, by przybył odebrać stworzenie tam gdzie póki co opiekowali się ich całą resztą. Obiecał też Helence, że jeśli będzie chciała, może ją odwiedzać. *
Krążył chwilę po całej reszcie, zastając jednych w lepszym, drugich w gorszym stanie. Kiedy zaczęło się przejaśniać, a gwiazdy znikały nauczyciel pozabierał prace, by je ocenić, odsyłając uczniów do domu.
Szczerze mówiąc, po tym jak przejrzał te mapy - nie sądził, że którakolwiek będzie dla niego przydatna.

Punkty domów:
+ 5 za obecność
+ 5 za więcej niż 2 posty
+ 5 za pracę powyżej 49 punktów

*Hela, jeśli ogarniesz wszystko co trzeba do lunaballi czyli zdobędziesz punkty i zrobisz to co trzeba w kostce, możesz dostać lunaballę. Zagadaj do mnie jak coś.


jeśli coś nie tak pykać @augustine edgcumbe
| zt dla wszystkich co chcą Polana przy chacie - Page 17 1444931037
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Vinícius Marlow

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 21
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 170,5 cm
C. szczególne : krzywy zgryz, dużo pieprzyków, w tym nad górną wargą. Tatuaż na karku, kolczyk w lewym uchu, spora blizna w prawej pachwinie. Na jego ramieniu zwykle siedzi elficzka
Galeony : 528
  Liczba postów : 476
https://www.czarodzieje.org/t16781-vinicius-oliver-marlow-budowa#466597
https://www.czarodzieje.org/t16786-vini-da-vinci#466765
https://www.czarodzieje.org/t16785-vini-da-vinci?nid=2#466756
https://www.czarodzieje.org/t16784-vinicius-marlow
https://www.czarodzieje.org/t18404-vinicius-marlow-dziennik
Polana przy chacie - Page 17 QzgSDG8




Gracz




Polana przy chacie - Page 17 Empty


PisaniePolana przy chacie - Page 17 Empty Re: Polana przy chacie  Polana przy chacie - Page 17 EmptyCzw Cze 23 2022, 14:57;

Sam już nie wiem jak polubić astronomię, skoro wszystko tutaj próbuje nas zabić, od magicznych stworzeń, aż po przyrządy, które teoretycznie mają ułatwić nam pracę. Właściwie to nie jestem nawet zaskoczony, kiedy zbliża się do nas dementor, w to, że wszystko jest możliwe, uwierzyłem już przy drugim podejściu do leczenia ran Asha i własnych zadrapań i stłuczeń. Dziękując w myślach krukońskiemu prefektowi za to, że poświęcił swój czas na nauczenie mnie i paru innych osób zaklęcia patronusa, kolejny raz sięgam po różdżkę i nie bez trudności w końcu wyczarowuję srebrnego psa, który przegonił od nas zagrożenie.
W końcu robi się spokojnie i chyba przysypiam, bo kiedy gdzieś przy uchu słyszę ciche pobrzękiwanie, zrywam jak oparzony, gotów na kolejny zamach na nasze zdrowie. Widok elfa jest więc miłym zaskoczeniem, zwłaszcza że ten zdaje się nie ulegać dziwnym nastrojom bezksiężycowej nocy i zupełnie normalnie zaczyna bawić się z moim smokiem. Obserwuję je przez dłuższą chwilę, aż w końcu decyduję się, że starczy nam wrażeń, budzę Asha i niechętnie zostawiam elfa na błoniach, bo choć absolutnie urzeka mnie to małe stworzonko, to pozostaje dzikie i jego miejsce, jeśli samo nie zdecyduje inaczej, jest na błoniach.

z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Vinícius Marlow

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 21
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 170,5 cm
C. szczególne : krzywy zgryz, dużo pieprzyków, w tym nad górną wargą. Tatuaż na karku, kolczyk w lewym uchu, spora blizna w prawej pachwinie. Na jego ramieniu zwykle siedzi elficzka
Galeony : 528
  Liczba postów : 476
https://www.czarodzieje.org/t16781-vinicius-oliver-marlow-budowa#466597
https://www.czarodzieje.org/t16786-vini-da-vinci#466765
https://www.czarodzieje.org/t16785-vini-da-vinci?nid=2#466756
https://www.czarodzieje.org/t16784-vinicius-marlow
https://www.czarodzieje.org/t18404-vinicius-marlow-dziennik
Polana przy chacie - Page 17 QzgSDG8




Gracz




Polana przy chacie - Page 17 Empty


PisaniePolana przy chacie - Page 17 Empty Re: Polana przy chacie  Polana przy chacie - Page 17 EmptyCzw Cze 23 2022, 16:22;

Nie ma co ukrywać, cicho liczę, że znów trafię na elficzkę. Ostatnio wpadam na nią to tu, to tam, więc ewidentnie trzyma się zamku. Nie mam pojęcia, czy należy do kogoś, czy nie, ale wydaje się być samotna, więc nawet jeśli, to chyba nie ma najlepszego „właściciela”. Trochę czytałem o opiekowaniu się elfami i, cóż, nie bardzo umiem ukryć ekscytację i fakt, że chciałbym się z nią trochę zaprzyjaźnić. Zawsze lubiłem otaczać się stworzeniami, czy tym magicznymi, czy „zwyczajnymi”, nie potrafię na to nic poradzić.
Ponieważ bardzo sprytny ze mnie Puchon, ostatnio częściej zabieram ze sobą Henry'ego – jak pieszczotliwie nazywam model walijskiego zielonego. Liczę, że rzeczywiście to on za pierwszym razem przyciągnął elficzkę i zrobi to ponownie. Kiedy okazuje się, że miałem rację, mam ochotę skakać i tańczyć, ale na wszelki wypadek hamuję się, bo nie chcę jej przecież wystraszyć. Witam się więc z nią i uśmiechem, i delikatnym ukłonem i wyciągam palec, na którym może sobie przysiąść jak na miękkiej i ciepłej ławeczce. Sięgam do kieszeni, do której wrzuciłem kilka poziomek. Ryzykowny pomysł, ale na szczęście się nie zmiażdżyły. W każdym razie podaję jej owoc, dla mnie tak maleńki, a dla niej wielki jak arbuz i patrzę, jak próbuje go w pierwszej chwili bez przekonania, a potem wcina jak szalona. Naprawdę zasięgnąłem informacji, poniekąd dlatego, że po naszym drugim spotkaniu zacząłem się obawiać, czy ta woda, którą jej podałem, to na pewno jej nie zaszkodzi. Okazało się, że nie powinna, bo elfy i tak jedzą głównie owoce, a najbardziej na świecie ciągnie je do słodkiego. Smok leniwie macha skrzydełkami przy moim uchu, przyglądając jej się z pewnej odległości, a ta, kiedy tylko zjadła, natychmiast rzuciła się do zabawy. Niezły amant z tego Henry’ego. Przysiadam na trawie, częstuję się własnoręcznie przyniesionymi poziomkami i przyglądam się obu stworzeniom. Robi mi się przykro, że ktokolwiek wpadł na pomysł, aby wyrwać takiemu elfowi jego lśniące, piękne skrzydełka i wrzucić je do eliksiru i tym bardziej nie chcę jej już zostawiać – zwyczajnie boję się, że ktoś złapie ją, i zrobi jej krzywdę. Czasy, kiedy bezgranicznie wierzyłem w dobro ludzi, mam już za sobą, wiem jak prezentuje się rzeczywistość.
Z lekcji ONMS pamiętam, że elfy to stworzonka niezbyt inteligentne, ale za to niezwykle próżne i wpadam na pewien pomysł.
Masz jakieś imię? — pytam kurtuazyjnie i czekam na pobrzękiwanie, cokolwiek by ono nie oznaczało. Nie przejmuję się tym, że nie ma między nami porozumienia, kiwam głową, jakbym wszystko rozumiał. — No to co powiesz na „Bella”? — chichoczę niekontrolowanie — bo jesteś prześliczna, ale przede wszystkim bardzo dużo dzwonisz. Przydałaby ci się jakaś nowa sukieneczka, ta pajęczynka to za mało na taką uroczą elficzkę! — Gdybym tylko mógł, sam sobie uścisnąłbym rękę, taki jestem z siebie dumny. Widzę zainteresowanie na małej, prawie ludzkiej twarzyczce i powoli wpływający na nią uśmiech tuż przed tym, gdy prostuje się dumnie, jakby chciała pokazać, że pajęczyna czy nie, prezentuje się na niej wspaniałe. Podaję jej ostatnią poziomkę i sadzam sobie smoka na ramieniu.
Idziesz ze mną, Bello? — mówię, powoli podnosząc się z trawy — myślę, że zrobiłabyś ogromne wrażenie na moich znajomych. Przedstawię Cię im — wyciągam ku niej dłoń, a ta po chwili zawahania siada na niej, co kwituję zadowolonym uśmiechem. Wygląda na to, że zyskałem nową przyjaciółkę. Teraz tylko muszę zająć się tym, żeby nikt mi jej nie odebrał, czyli załatwić odpowiednie papiery w ministerstwie magii.

z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Helena D. Swansea

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 173 cm
C. szczególne : piegi, brokat na powiekach (i wszystkim co posiada), zawsze umazana grafitem, węglem albo farbami, tatuaż ważki latającej po lewej nodze
Galeony : 16
  Liczba postów : 104
https://www.czarodzieje.org/t21415-helena-d-swansea#693901
https://www.czarodzieje.org/t21419-kaszmir#694158
https://www.czarodzieje.org/t21416-helena-d-swansea#694011
https://www.czarodzieje.org/t21446-helena-d-swansea-dziennik#696
Polana przy chacie - Page 17 QzgSDG8




Gracz




Polana przy chacie - Page 17 Empty


PisaniePolana przy chacie - Page 17 Empty Re: Polana przy chacie  Polana przy chacie - Page 17 EmptyCzw Cze 23 2022, 18:58;

samonauka onms


Odrobinę stresuję się odwiedzinami u lunaballi. Nadal nie nadałam jej imienia, nawet w głowie – bo drzemie we mnie obawa, że może zupełnie sobie nie poradzę z opieką nad nią. Staram się nie przywiązywać do myśli o adopcji, chociaż… co ja się oszukuję – już się przywiązałam, zdążyłam nawet namówić Abla i Grahama, żeby przemieszkała u nich w domu, dopóki nie wynajmę własnego mieszkania. Dlatego tym większym przerażeniem napełnia mnie myśl, że mogłoby się okazać, że wiem za mało, by podjąć się świadomej opieki.
Przełykam jednak ten stres, zaciskam mocno zęby i przemierzam błonia na spotkanie ze stworzeniem. — Ooooch… cześć, słodziaku — mówię przyciszonym głosem, gdy dostrzegam lunaballę. Siadam w niewielkiej odległości, szczerząc się głupio, bo pierwszy raz widzę ją wyrwaną ze spowodowanej brakiem księżyca śpiączki. Wyciągam z torby granulki karmy. Lunaballa przygląda mi się ciekawsko, chociaż jeszcze przez chwilę zachowuje dystans. Podrzucam kilka kulek w jej stronę. — Cieszę się, że lepiej się już miewasz. Jakby cię tam znalazł jakiś kozłag... wiem, że one mieszkają w rezerwatach — popisuję się przed lunaballą swoją wyczytaną z pożyczonych od Jess książek, jakby miała mi wpisać jakieś zaliczenie — ale, wiesz, wszystko się wtedy mogło z tobą stać. Chyba lepiej się miewasz, co? — dopytuję, spoglądając z rozczuleniem w wielkie, wyłupiaste oczy zwierzątka, które zaczyna węszyć w trawie, wyczuwając zapach przekąski. — Smacznego. Nie krępuj się, to dla ciebie — zapewniam ją. Zanim jeszcze kończę to zdanie, lunaballa znajduje granulki i w kilka sekund pochłania te kilka sztuk, które jej rzuciłam. Wyciągam z torby następną garstkę i tym razem rozsypuję ją trochę bliżej miejsca, w którym siedzę, powoli niwelując odległość między nami. Ta tylko na początku stawia kroki odrobinę nieufnie, ale najwyraźniej pełny żołądek rozwiewa jej wątpliwości, bo zbliża się do mnie z coraz większą śmiałością. W końcu ostrożnie wyciągam w jej stronę otwartą dłoń z garścią karmy, a zwierzątko już bez żadnego wahania zbliża się do niej i pochłania swój pokarm. Szczerzę się do niej wdzięcznie i szepcząc uspokajająco komplementy, wyciągam drugą rękę, którą zaczynam głaskać jej długą szyję. Z początku ostrożnie, samymi opuszkami palców – dopiero gdy widzę, że zupełnie jej to nie przeszkadza, odważam się dotknąć ją całą dłonią. Okazuje się jednak, że skróciłam dystans między nami dużo bardziej, niż się spodziewałam – ja tu się obawiam ją pogłaskać, a tymczasem lunaballa, gdy tylko braknie karmy na mojej dłoni, bez pardonu wskakuje mi na łydkę, węsząc dookoła. — O matko, ale jesteś słodka! — mówię, teraz już korzystając z obydwu dłoni do tarmoszenia jej srebrzystego futerka. Chociaż pieszczoty przyjmuje chyba z wdzięcznością, i tak interesuje ją coś innego – wymyka się spod mojego dotyku, bo zapach prowadzi ją do mojej torby, do której wkłada nos, a potem prawie całą głowę. Parskam krótko z rozbawieniem, postanawiając ułatwić jej sprawę. Wyciągam resztę przyniesionej karmy, którą wyciągam w dłoniach w jej stronę. — Jeszcze do ciebie przyjdę, dobra? Spodziewaj się mnie. Mam nadzieję, że to początek długiej przyjaźni — mówię do niej z przejęciem, aczkolwiek dla lunaballi przyjaźń to jeszcze chyba nie jest – gdy tylko kończy się jedzenie, a ona jest pewna, że już go więcej ode mnie nie dostanie, oddala się z powrotem do swojej norki. I tak spoglądam za nią z zadumą. Stres mi trochę przeszedł – może jednak nie jestem aż takim beztalenciem, żeby nie potrafić się zaopiekować żywym stworzeniem. Z pewnością spełnię złożoną zwierzęciu obietnicę – nawet jeśli nie przyszłoby jej do głowy, by mnie z niej rozliczać.

/zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Helena D. Swansea

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 173 cm
C. szczególne : piegi, brokat na powiekach (i wszystkim co posiada), zawsze umazana grafitem, węglem albo farbami, tatuaż ważki latającej po lewej nodze
Galeony : 16
  Liczba postów : 104
https://www.czarodzieje.org/t21415-helena-d-swansea#693901
https://www.czarodzieje.org/t21419-kaszmir#694158
https://www.czarodzieje.org/t21416-helena-d-swansea#694011
https://www.czarodzieje.org/t21446-helena-d-swansea-dziennik#696
Polana przy chacie - Page 17 QzgSDG8




Gracz




Polana przy chacie - Page 17 Empty


PisaniePolana przy chacie - Page 17 Empty Re: Polana przy chacie  Polana przy chacie - Page 17 EmptyCzw Cze 23 2022, 19:32;

samonauka onms


Po ostatniej wizycie u uratowanej lunaballi jestem już trochę bardziej pewna siebie, że całe to przedsięwzięcie z adopcją może mieć sens. Przeczytałam też znacznie więcej na temat opieki nad lunaballą w warunkach domowych i powoli zdobywam przekonanie, że jej niechcący nie zaniedbam. A już zwłaszcza, gdy przychodzę do niej w odwiedziny i widzę z daleka te przepiękne, ciekawskie, wyłupiaste oczy, którymi taksuje mnie z daleka – być może pamięta, że ostatnim razem przyniosłam jej jedzenie. A może nawet mnie nie rozpoznaje i jest tylko zainteresowana tym, że ktoś się zbliża. Kto to wie! Jeszcze aż taką specjalistką nie jestem.
Praktycznie natychmiast wyciągam z torby garść karmy, a na sam ten dźwięk lunaballa strzyże z zainteresowaniem uszkami, chociaż nie zmienia swojej pozycji, póki nie rzucam granulek na trawę. Biegnie do jedzenia w podskokach, w czasie kiedy ja siadam kawałek dalej, krzyżując nogi.
Mówiłam, że przyjdę! — przypominam jej, szczerząc się do niej w uśmiechu. — Dobrze wyglądasz, teraz to już na pewno lepiej się miewasz. Jak chyba wszyscy. Dobrze, że ten księżyc wrócił — stwierdzam, już teraz sięgając po kolejną garść karmy, którą rozsypuję trochę bliżej siebie – tym razem w większej ilości, bo chcę przyjrzeć się zwierzątku, gdy będzie jeść, a w tym celu potrzebuję, by przez chwilę nie ruszała się zbyt dużo. Gdy tylko bierze się za pałaszowanie kupki jedzenia, zaczynam swoje oględziny, robiąc zamyślona minę, jakbym była na sto procent pewna wszystkiego, co robię. Diagnoza numer jeden — wygląda zdrowo. Ma błyszczącą sierść, żadnych guzków ani strupów – czyli najprawdopodobniej znalazłam ją w dobrym momencie i nic nieszczęśliwego nie zdążyło jej się przydarzyć. Uzębienie chyba też ma kompletne, patrząc na tępo, z jakim pochłania karmę. Diagnoza numer dwa… — O kurczę, jesteś chłopcem! — stwierdzam z prawie całkowitą pewnością. Lunaballa mlaszcze tylko w odpowiedzi. — No nieźle, przepraszam, monsieur, że uznałam cię za dziewczynkę. A już prawie wybrałam imię… – z listy, na której znajdowały się same żeńskie formy. — Masz jakieś preferencje? Coś bardziej uroczego czy dumnego? — zagaduję i urywam, jakbym spodziewała się odpowiedzi, chociaż dobrze wiem, że nawet gdyby lunaballe rozumiały ludzką mowę, ten osobnik był zbyt zajęty karmą, żeby mi odpowiedzieć. Wyciągam rękę, żeby go pogłaskać. Na chwilę unosi na mnie spojrzenie i wydaje z siebie… miauknięcie? Po czym wraca do jedzenia. Uznaję to za definitywny znak zawarcia przyjaźni, przygładzając szarą sierść na grzbiecie zwierzątka. — Rufus… Co powiesz na Rufusa? — pytam. Nie słyszę sprzeciwów. Uśmiecham się z rozmarzeniem, wodząc dłonią po długiej szyi lunaballi, a gdy ta kończy posiłek, tak jak i ostatnio, wskakuje przednimi łapkami na moją łydkę, domagając się więcej. — Zjadłeś już wszystko, sorry — mówię, wzruszając przepraszająco ramionami. Rufus nie dowierza mi na słowo, węsząc w okolicy torby opartej o moje udo. W końcu sam się orientuje, że więcej karmy tam nie ma i zeskakuje z mojej łydki, chociaż tym razem nie odwraca się od razu, by odejść. Jeszcze przez chwilę daje mi gładzić swoje futerko, zanim oddala się do swojej kryjówki.

/zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Polana przy chacie - Page 17 QzgSDG8








Polana przy chacie - Page 17 Empty


PisaniePolana przy chacie - Page 17 Empty Re: Polana przy chacie  Polana przy chacie - Page 17 Empty;

Powrót do góry Go down
 

Polana przy chacie

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 17 z 17Strona 17 z 17 Previous  1 ... 10 ... 15, 16, 17

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Polana przy chacie - Page 17 JHTDsR7 :: 
hogwart
 :: 
Okolice zamku
 :: 
blonia
-