Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 Salon Wspólny

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 9 z 11 Previous  1, 2, 3 ... 8, 9, 10, 11  Next
AutorWiadomość


avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 23
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 328
  Liczba postów : 357
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8779-jasper-h-beckett#247587
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8782-jasper-h-beckett#247598
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10841-hejt-drama-i-nietykalny#297301
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8780-jasper-h-beckett
Salon Wspólny - Page 9 QzgSDG8




Administrator




Salon Wspólny - Page 9 Empty


PisanieSalon Wspólny - Page 9 Empty Salon Wspólny  Salon Wspólny - Page 9 EmptySro Gru 31 2014, 12:12;

First topic message reminder :




By uczniowie z innych domów mogli się bardziej z integrować, równocześnie odpoczywając po ciężkim dniu nauki powstał Salon Wspólny. Jego wnętrze jest wypełnione barwami wszystkich czterech domów. W wielkim kominku naprzeciwko kanapy zawsze miga wesoło ogień. Wokół niego rozstawione są żółto- czerwone sofy. Oprócz tego można tu znaleźć niewielkie stoliki razem z pufami, by móc przy nich na odrobić lekcje. Są one rozstawione przy ścianie, naokoło kominka. Na co dzień z ogromnych okien padają promienie słoneczne, rażące w oczy siedzących blisko nich uczniów. Zaś sufit Salonu Wspólnego posiada malunki zwierząt czterech domów razem z przynależnymi do nich kolorami.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość


Caelestine Swansea

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VI
Wiek : 17
Wzrost : 163cm
C. szczególne : piegi
Galeony : 843
Dodatkowo : jasnowidzenie
  Liczba postów : 546
https://www.czarodzieje.org/t17494-caelestine-swansea#491230
https://www.czarodzieje.org/t17580-michael-angelo#493038
https://www.czarodzieje.org/t17549-celeste#492232
https://www.czarodzieje.org/t17526-caelestine-swansea#491698
https://www.czarodzieje.org/t18629-caelestine-swansea-dziennik#5
Salon Wspólny - Page 9 QzgSDG8




Gracz




Salon Wspólny - Page 9 Empty


PisanieSalon Wspólny - Page 9 Empty Re: Salon Wspólny  Salon Wspólny - Page 9 EmptyPią Paź 18 2019, 20:55;

Wypuściła talię kart z rąk. Nie posypały się po stoliku, ale zamiast tego ułożyły w wachlarzu przed nią, dymiąc się i sycząć, aż wcale nie miała chęci z powrotem brać ich do ręki. Przytrzymała Rileya za rękaw na ramieniu, uznając go za osobą dość odpowiedzialną, żeby móc go spytać:
Podasz mi moją kartę?
Jak dotąd dopisywało mu też największe szczęście w grze, więc może odda jej go troszeczkę i Caelestine nie będzie musiała obawiać się o dalsze swoje losy w rozgrywce. Jeśli moment temu czuła się pewnie, teraz, mimo działania eliksiru jej charakter wziął w niej górę. Zaraz jednak puściła naczelnego i osunęła się na krześle, zaczesując z zażenowaniem włosy za ucho. Odetchnęła. Gra z dwoma prefektami była bardzo onieśmielająca i stresująca, jakby nie spojrzeć. Zerknęła na Jonasa, jednocześnie trochę zaniepokojona, że dalej się nie odzywał, dlatego pochyliła się w jego stronę, na chwilę zapominając o grze.
Wszystko w porządku?

Cesarzowa, 5
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar

Nieokreślony
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 179 cm
Galeony : 263
Dodatkowo : Prefekt fabularny
  Liczba postów : 112
https://www.czarodzieje.org/t17552-jonas-rosenberg#492244
https://www.czarodzieje.org/t17556-jonas-rosenberg#492331
https://www.czarodzieje.org/t17557-jonas-rosenberg#492333
https://www.czarodzieje.org/t17554-jonas-rosenberg#492276
Salon Wspólny - Page 9 QzgSDG8




Gracz




Salon Wspólny - Page 9 Empty


PisanieSalon Wspólny - Page 9 Empty Re: Salon Wspólny  Salon Wspólny - Page 9 EmptyPią Paź 18 2019, 22:03;

Nie dało się ukryć, że póki co największym szczęśliwcem w tej grze pozostawał Riley, który nie stracił jeszcze żadnego życia. W eksplodującym durniu wszystko się jednak mogło wydarzyć, toteż Jonas wolał pozostawać na baczności. Chcąc nie chcąc musiał sięgnąć kolejną kartę, modląc się w duchu, by to nie jemu przypadł najgorszy wynik w tej rundzie. Położył ją przed sobą, po czym odetchnął z ulgą. Wiedział już bowiem, że nawet jeśli szczęście się do niego nie uśmiechnie, to nie zakończy jeszcze rozgrywki. Gwiazda nie należała bowiem do najbardziej pechowych kart i co najwyżej mógł zostać przemoczony do suchej nitki, co akurat zupełnie mu nie przeszkadzało. Właściwie wolałby nawet siedzieć w mokrych ciuchach niż nie móc się do nikogo odezwać, ale cóż… tego akurat zmienić nie mógł.
Kiedy zdał sobie sprawę z tego, że nie zdołał swym wzruszeniem ramion uświadomić Caelestine w tym, że jego milczenie jest efektem niefortunnie wylosowanej karty, musiał pomyśleć o innych środkach wyrazu. W odpowiedzi na jej pytanie uniósł więc do góry kciuk na znak tego, że wszystko było w porządku, a następnie pokazał na swoje usta i przekreślił krzyżyk w powietrzu, chcąc tym samym pokazać jej, że niestety dopóki jego udział w durniu się nie zakończy, to jego głosu nie usłyszy.

Kostka: 3
Karta: Gwiazda
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Riley Fairwyn

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 185cm
C. szczególne : cała górna lewa strona mojego ciała jest poparzona - ukrywam to za pomocą metamorfomagii; liczne blizny na dłoniach; blizna po dziobie bystroducha przebiegająca przez całą szerokość pleców
Galeony : 4204
Dodatkowo : metamorfomagia, prefekt naczelny
  Liczba postów : 1699
https://www.czarodzieje.org/t15093-riley-t-fairwyn
https://www.czarodzieje.org/t15161-maverick
https://www.czarodzieje.org/t15104-poczuj-smoczy-plomien
https://www.czarodzieje.org/t15098-riley-fairwyn
https://www.czarodzieje.org/t18289-riley-fairwyn-dziennik
Salon Wspólny - Page 9 QzgSDG8




Gracz




Salon Wspólny - Page 9 Empty


PisanieSalon Wspólny - Page 9 Empty Re: Salon Wspólny  Salon Wspólny - Page 9 EmptySob Paź 19 2019, 18:26;

To było tak dziwne do obserwowania. Runda zakończyła się, a mimo to w rozgrywce nie zadziało się absolutnie nic co mogłoby naprowadzić mnie na właściwy trop. Kto tak naprawdę przegrał? Ciche pacnięcie kart o stolik sprawiło, że spojrzałem na niego. Poczułem dym, zobaczyłem dym. Mimowolnie ściągnąłem ramiona, prostując plecy jakbym chciał znaleźć się jak najdalej od nich lub po prostu lepiej im się przyjrzeć. Bez wiedzy o tym, że obawiałem się, iż za sekundę staną one w płomieniach trudno było trafnie odgadnąć. Caelestine dotknęła mnie, ale ja ledwo to poczułem. Moje ciało zadrżało pierwsze, kompletnie bez udziału woli, gdy drgnąłem nieznacznie pod jej palcami. Usłyszałem jej słowa jak przez grube szkło. W ostatniej chwili powstrzymałem się od dramatycznego przełknięcia śliny. Tylko dlatego, że ostatecznie mnie puściła byłem w stanie podać jej kartę z dymiącego stosiku. W innym wypadku czułbym się zbyt niekomfortowo. Zbyt zagrożony ponownym stanięciem w płomieniach. Podałem jej kartę szybko, nie chcąc zbyt długo obejmować jej palcami i natychmiast wyjąłem drugą, tym razem z własnej talii. Wszystko było mi jedno co miało nas czekać w tej rundzie, o ile tylko nie musiałem dłużej wkładać dłoni w potencjalne ognisko.

2, księżyc
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Mistrz Gry

Czystość Krwi : 100%
Galeony : 31047
  Liczba postów : 63279
http://czarodzieje.forumpolish.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658
Salon Wspólny - Page 9 QzgSDG8




Specjalny




Salon Wspólny - Page 9 Empty


PisanieSalon Wspólny - Page 9 Empty Re: Salon Wspólny  Salon Wspólny - Page 9 EmptySob Paź 19 2019, 18:29;

Tura IV
Podsumowanie


#Skróty: zasady znajdziecie tutaj, a kostkami rzucacie w tym temacie.

Karta:
18 - KSIĘŻYC - Czujesz się bardzo senny i nieustannie ziewasz. Jeśli w następnej kolejce też przegrasz - wówczas zasypiasz i odpadasz z gry.

Podsumowanie:
• Caelestine ★ ★
• Riley ★ ★
• Jonas ★ ★
Kolorem zielonym oznaczono pozostałe życia.

Nieprzekraczalny termin na napisanie posta w tej turze to 22.10 (wtorek), godzina 18:29.


______________________

Salon Wspólny - Page 9 Tumblr_myxyl0JKkN1s94thyo1_500
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Riley Fairwyn

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 185cm
C. szczególne : cała górna lewa strona mojego ciała jest poparzona - ukrywam to za pomocą metamorfomagii; liczne blizny na dłoniach; blizna po dziobie bystroducha przebiegająca przez całą szerokość pleców
Galeony : 4204
Dodatkowo : metamorfomagia, prefekt naczelny
  Liczba postów : 1699
https://www.czarodzieje.org/t15093-riley-t-fairwyn
https://www.czarodzieje.org/t15161-maverick
https://www.czarodzieje.org/t15104-poczuj-smoczy-plomien
https://www.czarodzieje.org/t15098-riley-fairwyn
https://www.czarodzieje.org/t18289-riley-fairwyn-dziennik
Salon Wspólny - Page 9 QzgSDG8




Gracz




Salon Wspólny - Page 9 Empty


PisanieSalon Wspólny - Page 9 Empty Re: Salon Wspólny  Salon Wspólny - Page 9 EmptySob Paź 19 2019, 18:31;

Ziewnąłem, przysłaniając przy tej czynności usta. Ogarnęła mnie dziwna, lepka senność. Magiczna, co to tego akurat nie miałem najmniejszych wątpliwości. Była ona bowiem zbyt nachalna i wzięła się przecież zupełnie znikąd, chociaż niewyspanie towarzyszyło mi od tak wielu poranków, że nie byłem w stanie tego zliczyć. Ta cechowała się jednak mocą zupełnie innego kalibru. Ciągnęła mi powieki ku dołowi z zaskakującą mnie skutecznością. Przyjrzałem się własnej karcie. Księżyc, no tak. Jednocześnie gdzieś kątem oka dostrzegłem jak Jonas wykonuje pantomimę w okolicy własnych ust. Pomimo potwornego zmęczenia uśmiechnąłem się na ten widok.
- Kapłanka -  zauważyłem na głos, wskazując prostym kiwnięciem głową na talię prefekta.  - Musi... - sekunda na dyskretne ziewnięcie wprost we własny rękaw. - Przepraszam, musi milczeć aż do końca gry. - Wyjaśniłem uzupełniająco na wypadek, gdyby Cysia miała problem z rozpracowaniem jego gestów i sięgnąłem w zamyśleniu po kolejną kartę, przez klejące mi się oczy znów zupełnie niezdolny do przyjrzenia się temu co wylosowałem.

3, koło fortuny
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar

Nieokreślony
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 179 cm
Galeony : 263
Dodatkowo : Prefekt fabularny
  Liczba postów : 112
https://www.czarodzieje.org/t17552-jonas-rosenberg#492244
https://www.czarodzieje.org/t17556-jonas-rosenberg#492331
https://www.czarodzieje.org/t17557-jonas-rosenberg#492333
https://www.czarodzieje.org/t17554-jonas-rosenberg#492276
Salon Wspólny - Page 9 QzgSDG8




Gracz




Salon Wspólny - Page 9 Empty


PisanieSalon Wspólny - Page 9 Empty Re: Salon Wspólny  Salon Wspólny - Page 9 EmptyNie Paź 20 2019, 14:23;

Tak, jego pantomima z pewnością musiała wyglądać uroczo i przezabawnie, ale jak inaczej miał pokazać Caelestine, że nici z jakiejkolwiek rozmowy? Sam uśmiechnął się szeroko, kiedy Riley zaczął go, tak na wszelki wypadek, tłumaczyć. Gra jednak trwała dalej, a mimo niemożności wypowiedzenia żadnego słowa, musiał przyznać, że bawi się znakomicie. Nawet przestał się chyba przejmować tymi negatywnym efektami kart czy w ogóle wynikiem całej rozgrywki. Jeśli nie przejdzie do dalszego etapu, to przecież nic się nie stanie, a sam turniej w eksplodującego durnia przynajmniej zbliżał do siebie uczniów i dał im okazję do tego, by spędzić ze sobą więcej czasu.
Wyciągnął kolejną kartę ze stosu. Mag. Nie pamiętał nawet, jakie niósł za sobą konsekwencje, ale wyglądało na to, że w tej turze i tak nie musiał się o tym przekonywać. Riley wylosował z kolei koło fortuny, które też nie należało do najgorszych kart. Nie wykluczało w końcu automatycznie z rozgrywki, a tylko zmuszało do wypicia losowego eliksiru. Nie było jeszcze wiadomo kto przegra tę rundę, a Jonas oczywiście nikomu źle nie życzył, chociaż z drugiej strony ciekawy był, na jaką miksturę trafił by jego kolega prefekt, gdyby przyszło mu jednak wykonać dyspozycję wyciągniętej wcześniej karty.

Kostka: 5
Karta: Mag

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Caelestine Swansea

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VI
Wiek : 17
Wzrost : 163cm
C. szczególne : piegi
Galeony : 843
Dodatkowo : jasnowidzenie
  Liczba postów : 546
https://www.czarodzieje.org/t17494-caelestine-swansea#491230
https://www.czarodzieje.org/t17580-michael-angelo#493038
https://www.czarodzieje.org/t17549-celeste#492232
https://www.czarodzieje.org/t17526-caelestine-swansea#491698
https://www.czarodzieje.org/t18629-caelestine-swansea-dziennik#5
Salon Wspólny - Page 9 QzgSDG8




Gracz




Salon Wspólny - Page 9 Empty


PisanieSalon Wspólny - Page 9 Empty Re: Salon Wspólny  Salon Wspólny - Page 9 EmptyNie Paź 20 2019, 14:29;

Caelestine chyba grała z Cassiusem w inne zasady gry, albo Cassius dawał jej fory... może mieli jakąś wadliwa talię? Może ich tato maczał w tym swoje palce tylko po to żeby ich dzieci były bezpieczne? Bo nie pamiętała, zeby w ich wersji gry wybuchały im karty w rękach, czy odbierało mowę. Teraz wpatrywała się w Rileya ze skupieniem i zamrugała oczami, aż w końcu rzuciła po prostu:
Ummm.
Nie miała żadnych słów, którymi mogłaby to skomentować, więc chyba zmuszeni byli do trwania w ciszy, skoro Jonas nie mógł ich od niej wyganić, a Fairwyn był zbyt senny żeby zacząć przodować w dyskusji. Uśmiechnęła się łagodnie do jednego i drugiego z chłopaków, zaraz później w ciszy biorąc swoją następną kartę.

6, Pustelnik
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Mistrz Gry

Czystość Krwi : 100%
Galeony : 31047
  Liczba postów : 63279
http://czarodzieje.forumpolish.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658
Salon Wspólny - Page 9 QzgSDG8




Specjalny




Salon Wspólny - Page 9 Empty


PisanieSalon Wspólny - Page 9 Empty Re: Salon Wspólny  Salon Wspólny - Page 9 EmptyNie Paź 20 2019, 16:47;

Tura V
Podsumowanie


#Skróty: zasady znajdziecie tutaj, a kostkami rzucacie w tym temacie.

Karta:
10 - KOŁO FORTUNY - Fortuna daje Ci szanse, możesz wylosować eliksir, jaki jesteś zmuszony w tej chwili wypić.

W związku z kolejną przegraną po wylosowaniu karty "księżyc" Riley zasypia i odpada z dalszej gry.

Podsumowanie:
• Caelestine ★ ★
Riley ★ ★ ★
• Jonas ★ ★
Kolorem zielonym oznaczono pozostałe życia.

Nieprzekraczalny termin na napisanie posta w tej turze to 23.10 (środa), godzina 16:47.


______________________

Salon Wspólny - Page 9 Tumblr_myxyl0JKkN1s94thyo1_500
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar

Nieokreślony
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 179 cm
Galeony : 263
Dodatkowo : Prefekt fabularny
  Liczba postów : 112
https://www.czarodzieje.org/t17552-jonas-rosenberg#492244
https://www.czarodzieje.org/t17556-jonas-rosenberg#492331
https://www.czarodzieje.org/t17557-jonas-rosenberg#492333
https://www.czarodzieje.org/t17554-jonas-rosenberg#492276
Salon Wspólny - Page 9 QzgSDG8




Gracz




Salon Wspólny - Page 9 Empty


PisanieSalon Wspólny - Page 9 Empty Re: Salon Wspólny  Salon Wspólny - Page 9 EmptyNie Paź 20 2019, 17:34;

Zupełnie zapomniał o wylosowanym wcześniej przez Riley’a księżycu, a tym samym nie doczekał się momentu, w który krukoński prefekt wypija jakikolwiek eliksir. Nie stracił więc życia i nie pozostał w grze, a zamiast tego po prostu usnął przy stole. Właściwie to trochę mu współczuł, nawet nie mieli jak go obudzić, skoro show nadal trwał, a karta działała na chłopaka aż do samego końca gry. Westchnął, rzecz jasna, bezgłośnie z powodu wcześniej ustrzelonej kapłanki, ale może to i lepiej, że nie mógł nijak zareagować na to, co działo się wokoło niego. Co mógłby bowiem powiedzieć? Z jednej strony było mu przykro, ale z drugiej strony, jeśli tylko jakiś jego przeciwnik odpadał, wzrastały szanse na jego zwycięstwo, więc nie mógł też przesadnie narzekać.
Wyciągnął rękę po kolejną kartę, którą odwrócił dopiero przy brzegu stołu. Dostrzegł na niej wizerunek śmierci, co wywołał w nim pewien niepokój. Jeśli teraz przegra, jego karty zostaną doszczętnie zniszczone, a jego udział w turnieju zakończy się fiaskiem. Miał jednak spore szanse uniknąć takich konsekwencji i chcąc nie chcąc, trzymał kciuki za to, by to Caelestine uzyskała gorszy rezultat. Pozostawało jej tylko jedno życie. Wiedział, co to oznacza. W tej turze miało się wszystko rozstrzygnąć, albo on albo ona dostąpią zaszczytu rozegrania kolejnej partyjki w zupełnie innym towarzystwie.

Kostka: 6
Karta: Śmierć
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Caelestine Swansea

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VI
Wiek : 17
Wzrost : 163cm
C. szczególne : piegi
Galeony : 843
Dodatkowo : jasnowidzenie
  Liczba postów : 546
https://www.czarodzieje.org/t17494-caelestine-swansea#491230
https://www.czarodzieje.org/t17580-michael-angelo#493038
https://www.czarodzieje.org/t17549-celeste#492232
https://www.czarodzieje.org/t17526-caelestine-swansea#491698
https://www.czarodzieje.org/t18629-caelestine-swansea-dziennik#5
Salon Wspólny - Page 9 QzgSDG8




Gracz




Salon Wspólny - Page 9 Empty


PisanieSalon Wspólny - Page 9 Empty Re: Salon Wspólny  Salon Wspólny - Page 9 EmptyNie Paź 20 2019, 22:14;

Riley zasnął. Tak po prostu. Cysia zeszła na chwilę z pufy, żeby do niego podejść i dotknąć jego ramienia.
Riley? — byłaby znacznie mniej zaniepokojona, gdyby znałą dobrze zasady gry, tymczasem ze skupieniem i pełną powagą siegnęła do jego nadgarstka mierząc mu różdżką puls. Tylko, ze za nic nie wiedziała, jak to się robi, zerknęła na Jonasa.
Panie prefekcie, czy wszystko z nim w porządku?
Przysiadła na nogach pod pufą Fairwyna, ciągnąc własną kartę ze swojej talii. Chciała, żeby ta najszybciej się skończyła. Wtedy mogłaby zawołać panią Blanc, albo Elaine i wszystko byłoby na pewno w porządku. Tymczasem... bardzo nie było.

4, kochankowie nie mam miłości i nie miałam Salon Wspólny - Page 9 1222530365
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Mistrz Gry

Czystość Krwi : 100%
Galeony : 31047
  Liczba postów : 63279
http://czarodzieje.forumpolish.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658
Salon Wspólny - Page 9 QzgSDG8




Specjalny




Salon Wspólny - Page 9 Empty


PisanieSalon Wspólny - Page 9 Empty Re: Salon Wspólny  Salon Wspólny - Page 9 EmptyPon Paź 21 2019, 19:55;

Tura VI - Koniec
podsumowanie


Karta:
6 - KOCHANKOWIE - Ten kogo kochasz (jeśli takiej osoby nie ma, to wszyscy twoi przelotni kochankowie) dostaje do końca twojej rozgrywki nieprzyjemne czyraki.

Podsumowanie:
Caelestine ★ ★ ★
Riley ★ ★ ★
• Jonas ★ ★
Kolorem zielonym oznaczono pozostałe życia.

Grę wygrywa @Jonas Rosenberg. Gratuluję i dziękuję wszystkim za terminowe odpisywanie I love you

| zt dla wszystkich


______________________

Salon Wspólny - Page 9 Tumblr_myxyl0JKkN1s94thyo1_500
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Alise L. Argent

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 171 cm
C. szczególne : długie i proste włosy, dołeczki w policzkach przy uśmiechu, zawsze nosi łańcuszek z zawieszką z Irlandzką Koniczynką
Galeony : 685
  Liczba postów : 647
https://www.czarodzieje.org/t16073-alise-lauren-argent#440125
https://www.czarodzieje.org/t16093-shea#440127
https://www.czarodzieje.org/t16089-alise-l-argent#440019
https://www.czarodzieje.org/t18311-alise-argent-dziennik#521059
Salon Wspólny - Page 9 QzgSDG8




Moderator




Salon Wspólny - Page 9 Empty


PisanieSalon Wspólny - Page 9 Empty Re: Salon Wspólny  Salon Wspólny - Page 9 EmptyCzw Sty 16 2020, 15:07;

@Boyd Callahan

Od wydarzeń na korytarzu minęły dwa dni, a dopiero wczoraj Alise spostrzegła, że podręcznik od run tkwiący niewinnie na łóżku, wcale nie należał do niej. Przejrzała go aż dwa razy dla pewności, jednak na próżno było tam szukać jej wspólnego zdjęcia z Carson, które przyjaciółka nawet podpisała. Zaklęła w myślach tak, jak damie nie przystoi i skrzyżowała ręce na biuście, wpatrując się w opasłe tomisko i niezadowoloną miną, nie bardzo wiedząc, jak niby ma tego bałwana znaleźć. Przecież jak powie dziewczynom, że szuka dresiarza z lochów to jej pół Slytherinu pokażą, a on chyba nawet nie miał na sobie zielonego — nie mogła skojarzyć przez tę paradoksalną sytuację. Była jednak mała iskierka wewnątrz jej — naprawdę malutka, przepełniona zaciekawieniem i entuzjazmem na możliwość oddania mu podręcznika. Krukonka nie czekała więc długo, idąc do pokoju wspólnego swojego domu i zaraz podpytując zainteresowane znajomością z nią małolaty, aby uzyskać potrzebne informacje. Był to przecież wiek największej burzy hormonalnej, gdzie dziewczęta robiły sobie rankingi przystojniaków i Alise wiedziała, że wysoki brunet na którymś miejscu musi się znajdować.
Było czwartkowa przerwa na lunch pomiędzy zajęciami i większość uczniów kierowała się do Wielkiej Sali. Blondynka nie była jednak głodna, przechadzając się po korytarzu w stronę wspólnego salonu. Niby jak zwykle, rozmawiając z koleżankami i zachowując pełną podzielność uwagi, rozglądała się dookoła w poszukiwaniu gryfona. Małolaty były pomocne — znała dom, imię i rok nauki. Wiedziała też dzięki nim, że ich domy mają dzisiejszego dnia łączone zajęcia po południu, a wcześniejsze na tym samym piętrze. Oczywiście chciała mu tylko oddać książkę, nic więcej. Rozstała się z towarzyszkami przed wejściem do pokoju, bo one ruszyły dalej w stronę stołówki, a krukonka wcale nie była głodna. Skoro nie trafiła na niego przez cały dzień, to bezsensu było próbować dalej, więc zamierzała porysować trochę przed kominkiem w ciszy i spokoju. Niewielu uczniów wybierało to pomieszczenie w trakcie zajęć, licząc na więcej intymności z przyjaciółmi. Weszła bezgłośnie do środka, omiotła spojrzeniem wnętrze i aż drgnęła w miejscu, dostrzegając siedzącą na jednym z foteli postać. Zamrugała kilkakrotnie, unosząc dłoń na wysokość piersi i zaciskając palce na sweterku, zastanawiała się, co zrobić. Siedział tu bałwan jeden samotnie i w spokoju, mając znacznie przyjemniejszy wyraz twarzy. Błękitnooka nie miała zamiaru jednak dać się omamić i wiedziała, że to tylko gra pozorów, maskująca te chamskie i wulgarne zachowania. Zacisnęła usta, wygładzając dłonią materiał plisowanej spódniczki sięgającej przed udo i wyjęła z plecaka książkę, przytulając ją do siebie i ruszając w jego stronę. Zatrzymała się przed fotelem, prostując głowę i wlepiając w niego wielkie, błękitne oczy, opatulone wachlarzem kruczoczarnych rzęs. Siedział, więc byli prawie równi. Chrząknęła, delikatnie dotykając go palcami w ramię. Wciąż była zła, to nie tak, że zapomniała o jego bezczelności.
- Bałwanie. Cześć. - zaczęła dyplomatycznie i ze spokojem, zaraz jednak kręcąc głową i czując delikatny rumieniec na policzku, westchnęła ciężko, odgarniają warkocza na plecy. Tym razem blond kaskady nie były rozpuszczone, tkwiły zaplecione w dwa warkocze holenderskie. Cudownie, nie mogła zacząć lepiej. - To znaczy.. Em.. Bo wiesz, mam Twój podręcznik. Mogę w Ciebie rzucić, jeśli to złagodzi Twój wybuch, jak ostatnio. Moja kariera ścigającej byłaby bardziej przekonująca.
Dokończyła, wskazując ręką na trzymany przy sobie podręcznik od run, kontrastujący z białą koszulą. Wciąż były zajęcia, nie mogła zrezygnować z mundurka. I tak wlepiała w niego bezkarnie ślepia, trochę nazbyt może patrząc mu w oczy — wolała być jednak przygotowana na ewentualny unik czy odskok, gdyby miał ją zabić. Na szczęście, była całkiem wysportowana.

______________________



Golden Heart • Pure Mind
(c) Miss Pie
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Boyd Callahan

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 18
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 192
C. szczególne : jak mówi, to z irlandzkim zaśpiewem, na przedramieniu ma nieudany tatuaż "Fillin are my live"
Galeony : 808
Dodatkowo : bardzo kocha Fillina
  Liczba postów : 954
https://www.czarodzieje.org/t17850-boyd-callahan#503198
https://www.czarodzieje.org/t17855-sowa-boyda#503468
https://www.czarodzieje.org/t17856-bogus#503470
https://www.czarodzieje.org/t17851-boyd-callahan#503197
https://www.czarodzieje.org/t18313-boyd-callahan-dziennik#521152
Salon Wspólny - Page 9 QzgSDG8




Gracz




Salon Wspólny - Page 9 Empty


PisanieSalon Wspólny - Page 9 Empty Re: Salon Wspólny  Salon Wspólny - Page 9 EmptyCzw Sty 16 2020, 18:59;

Ostatnie dwa dni były znacznie przyjemniejsze niż kilka wcześniejszych; udało mu się wyjątkowo szybko i w miarę bezboleśnie skończyć  wszystkie zadane na ten tydzień prace domowe, wyspał się jak król, bo Fillin Junior wreszcie zrozumiał, że jego nocne koncerty jęków nikomu nie imponują i chwilowo dał sobie z nimi spokój, rodzeństwo wybitnie nie wpadało na żadne idiotyczne pomysły i nie zawracało mu głowy o głupoty, a do tego w końcu miał wolne w pracy, więc popołudnia przeciągające się do późnych godzin nocnych mógł spędzać jak normalny człowiek, czyli na piwie z kolegami. Nic więc dziwnego, że i jego humor zmienił się diametralnie, tym bardziej, że był już czwartek, niosący ze sobą nadzieję na weekend, który zamierzał spędzić w najlepszy możliwy sposób, czyli kibicując swoim ukochanym Pustułkom na meczu, na który to w ostatniej chwili udało mu się dorwać bilety i to w takiej cenie, że nie spłukał się do końca, a tylko trochę!  Po prostu żyć, nie umierać.
Od rana siedział na lekcjach, w których brał udział z mniejszym lub większym zaangażowaniem, balansując gdzieś pomiędzy pilnym notowaniem ważnych informacji i ćwiczeniem zaklęć a wymienianiem szeptem niewybrednych żartów z sąsiadem z ławki; tak więc gdy nadeszła wreszcie upragniona przez wszystkich przerwa na lunch, był już trochę zmęczony i czuł, że od tych wszystkich magicznych formuł, natłoku informacji i hałasu emitowanego przez otaczających go uczniów zaczyna boleć go głowa, odpuścił sobie zatem udanie się ze wszystkimi do Wielkiej Sali, szczególnie że tak się nażarł na śniadanie, że nawet nie był bardzo głodny. Aby zaznać nieco spokoju i relaksu, udał się do Salonu Wspólnego, w którym zazwyczaj znajdowało się co najmniej kilka osób, a który teraz był zupełnie opustoszały, co całkiem mu odpowiadało. Rozwalił się bezceremonialnie na jednym z foteli, wyswobodził z szarego swetra, będącego częścią mundurka, poluzował krawat w gryfońskich barwach i odpiął dwa górne guziki koszuli, żeby zapewnić sobie trochę większy komfort; na lekcjach starał się wyglądać schludnie, choć żaden był z niego elegant i codziennie z każdą mijającą godziną zajęć tylko coraz bardziej marzył o wskoczeniu w dres. Zasiadł wygodnie, wyjął z plecaka najnowszy numer magazynu sportowego Sportdziej i zupełnie oddał się lekturze, którą po niedługiej chwili przerwało mu czyjeś delikatne szturchnięcie. Powoli podniósł wzrok znad gazety i zlustrował dziewczynę badawczym spojrzeniem, włączając intensywny proces myślowy pt. „kto to i skąd się znamy”. Olśnienie przyszło dość szybko, bo przecież tylko jedna osoba w ciągu ostatnich dni miała czelność wyzwać go od bałwanów. Parsknął śmiechem, słysząc tą jakże wyszukaną obelgę po raz kolejny.
- Zamiast bałwan wystarczy Boyd – wtrącił, chociaż zdawał sobie sprawę z tego, że i tak miałaby prawo nazwać go dużo gorzej po tym, jak brzydko ją potraktował na korytarzu; nie rozmyślał o tym incydencie ani przez chwilę podczas poprzednich dni, ale teraz, gdy urocza blondynka stała przed nim i wyglądała tak niewinnie, a on był w dużo lepszym humorze, zrobiło mu się trochę głupio za tamto spotkanie. Sam niestety doskonale wiedział, jakim czasem bywał bucem gdy się zdenerwował, i doszedł do wniosku, że zdecydowanie powinien był chociaż pomóc jej wstać, o przeprosinach nie wspominając. Rzucił trzymane w rękach czasopismo na pobliski stolik i dziarsko zerwał się z miejsca.
- A żebyś wiedziała, że powinnaś! – przyznał, cofając się o kilka kroków – Dawaj, rzucaj, należy mi się, tostem za mało bolało, żebyśmy byli kwita – zachęcił ją, obdarzając przy okazji uśmiechem, i Merlin jeden raczy wiedzieć, czy mówił serio, czy tylko sobie żartował, ale był bardzo ciekawy, jak Krukonka zareaguje i czy podejmie to wyzwanie.
- Poważnie, przepraszam że padłaś ofiarą mojego chujowego humoru. W końcu wlazłem na ciebie tak samo jak ty na mnie, jeśli nie bardziej - dodał jeszcze zupełnie szczerze, rzucając jej potulne spojrzenie. Nie miał żadnego interesu w tym, żeby dbać o dobre stosunki z nią, przecież się nie znali, nawet nie wiedział, jak ma na imię; chciał jednak mieć (w miarę) czyste sumienie, wszak po ochłonięciu stwierdził, że ta biedna dziewczyna w niczym mu nie zawiniła, po prostu znalazła się wtedy w złym miejscu o złym czasie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Alise L. Argent

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 171 cm
C. szczególne : długie i proste włosy, dołeczki w policzkach przy uśmiechu, zawsze nosi łańcuszek z zawieszką z Irlandzką Koniczynką
Galeony : 685
  Liczba postów : 647
https://www.czarodzieje.org/t16073-alise-lauren-argent#440125
https://www.czarodzieje.org/t16093-shea#440127
https://www.czarodzieje.org/t16089-alise-l-argent#440019
https://www.czarodzieje.org/t18311-alise-argent-dziennik#521059
Salon Wspólny - Page 9 QzgSDG8




Moderator




Salon Wspólny - Page 9 Empty


PisanieSalon Wspólny - Page 9 Empty Re: Salon Wspólny  Salon Wspólny - Page 9 EmptyCzw Sty 16 2020, 19:33;

Obserwowała go chwilę, zanim podeszła do zajmowanego przez niego fotela. Kompletnie nie wiedziała, jakiej reakcji spodziewać się po narwanym studencie z predyspozycją do gry w koszykówkę. Nie umiała obchodzić się z ludźmi o jego sposobem bycia, bo nigdy nie miała z takimi do czynienia. Cała jej bezkonfliktowość i łagodność była przez diabła odbierana, gdy tylko ten bezczelny Callahan otwierał te niewyparzone usta z tym okropnym, patologicznym słownictwem. Westchnęła, chcąc jednak odzyskać zdjęcie i tym samym, musiała wziąć sprawy w swoje ręce. Podchodziła cichutko i wolno, nieco zdenerwowana koniecznością zdawania się na los. Nadal był taki naburmuszony i zły? Przesunęła po jego sylwetce bezwstydnie spojrzeniem, dochodząc do wniosku, że wcale nie dziwi się, że brunet zajmował wysokie miejsca w rankingach popularności. Był wysoki i nieźle umięśniony, miał szerokie ramiona i duże dłonie. Jednocześnie miał przyjemną dla oka buzię, na którą opadały leniwie kosmyki brązowych włosów. Nie miała jeszcze tylko okazji przyjrzeć się oczom, a to one były przecież zwierciadłem duszy, czy jakoś tak. Parsknęła jednak na siebie rozczarowana, wracając myślami do bałwana, a następnie wyciągnęła dłoń, zahaczając palcami o koszulę i dostrzegając dwa nonszalancko rozpięte guziki przy poluzowanym krawacie. Dlaczego buce miały dobrze wyglądać w tej szkole? To samo było ze ślizgonami — dranie i dupki, a twarze jak z magazynów. Podniósł na nią spojrzenie, a ona mimowolnie drgnęła, szykując się wewnętrznie na wybuch pełen wyzwisk. Miał duże oczy o tęczówkach w kolorze gorącej czekolady, które ostatecznie spotkały się z jej błękitnymi ślepiami. I nic. Wciąż milczał! Ba, nawet nie wyglądał na przyszłego mordercę, jak to było w korytarzu. Roześmiał się, a ona zamrugała zaskoczona, przekręcając głowę w bok, jakby zupełnie nie wiedziała, co z tym zrobić.
- Mogę co najwyżej nazywać Cię bałwankiem Boydem, jeśli robi Ci to różnicę.. Alise. - zaczęła nieco niepewnie, jakby bała się pułapki. Zaskoczeniem dla niej samej był brak wściekłości w słowach, co chyba udzieliło się od jego względnie ludziej rekacji. Przez chwilę nawet zastanawiała się, czy to ten sam dresiarz, czy może pomyliła adresy. Jej głos jak zwykle emanował spokojem i tą dziwną łagodnością niczym u miłej pielęgniarki. Gwałtowne rzucenie czasopisma sprawiło, że gwałtownie obróciła głowę w jego stronę, odprowadzając lądującą na dywanie gazetę wzrokiem, aby zaraz cofnąć się pół kroku w podskoku, gdy tak gwałtownie wstał i zasłonić się trzymanym podręcznikiem, zza którego jednak na niego wyglądała. Nie zmienia to jednak faktu, że musiała teraz nieco zadrzeć głowę. Odsunął się jednak, nakazując jej rzut w niego książką, na co zacisnęła na niej ręce.
- Czy u Ciebie na pewno jest wszystko w porządku, o, tutaj? - mówiąc, wskazała na głowę, pierwszy raz mając do czynienia z tak nietypową i przypominającą karuzelę osobowością. Zmarszczyła brwi, opuszczając podręcznik i odsuwając go od buzi oraz biustu, pokręciła głową przecząco. Jako przyszły uzdrowiciel zwierząt bądź ludzi — nie potrafiła jeszcze zdecydować — nie zamierzała go narażać na rozciętą głową. Zamiast tego podeszła do niego, wyciągając dłoń i wkładając mu do ręki podręcznik, podniosła na niego wzrok. Nie chciała uszkodzić małej niespodzianki w środku. - Inaczej załatwimy to, że będziemy kwita. Zamknij oczy.
Poprosiła z nutą zadziorności w głosie, zastanawiając się, czy faktycznie posłucha. Na szczęście wykonał polecenie, a jasnowłosa wspięła się na palce. Wyglądał tak spokojnie i grzecznie, gdy się nie odzywał — nieprawdopodobne, jak psują wygląd brzydkie epitety. Właściwie to unoszący się dookoła niego zapach karmelków, tez pasował. Niedorzeczne. Jak można mieć takie zmiany osobowości?! Kara ją jednak satysfakcjonowała. Uśmiechnęła się pod nosem, dając mu pstryczka w nos, aby zaraz zrobić krok do tyłu i oprzeć ręce na biodrach. Niech się cieszy, że był zbyt wysoki, żeby dosięgnęła czoła.
- Powiedzmy, że Ci wybaczyłam. I tak zdecydowanie bardziej na mnie wlazłeś, bo masz jakieś trzy metry, a ja trochę ponad półtora. Bałwanku. - mruknęła, przesuwając spojrzeniem po jego sylwetce, aby zaraz podejść do rzuconej przez niego gazety i podnieść ją, uważając przy tym na spódniczkę. Przesunęła po piśmie wzrokiem, zerkając do środka na listę artykułów. Nie wyglądał na kogoś, kto lubił czytać na pierwszy rzut oka. - Jak zwykle, tylko wzmianka o wyścigach. A który Ciebie tak wciągnął? Artykuł, rzecz jasna.
Zapytała z ciekawością, przesuwając spojrzeniem po spisie treści. Magazyn sportowy, dość popularny, który prawił nie tylko o Quidditchu, ale także o wyścigach na hipogryfach czy hodowlach sportowych pegazów. Wyglądał zdecydowanie na typowego fana i zawodnika mioteł, jednak krukonka nie rzucała swoich myśli głośno. Zastanawiała się, zaciskając palce na gazecie, dlaczego czuję jakiś stres związany ze zwykłą rozmową, jednak doszła do wniosku, że to przez to, że rozmówca zdawał się prawdziwym wulkanem emocjonalnym o braku cierpliwości. Zrobiła krok w jego stronę, chcąc oddać mu czasopismo. Miała dziwne przeświadczenie, że każde słowo może go doprowadzić do szału i za bardzo nie umiała jeszcze określić, w którą stronę powinna biec ta rozmowa.

______________________



Golden Heart • Pure Mind
(c) Miss Pie
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Boyd Callahan

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 18
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 192
C. szczególne : jak mówi, to z irlandzkim zaśpiewem, na przedramieniu ma nieudany tatuaż "Fillin are my live"
Galeony : 808
Dodatkowo : bardzo kocha Fillina
  Liczba postów : 954
https://www.czarodzieje.org/t17850-boyd-callahan#503198
https://www.czarodzieje.org/t17855-sowa-boyda#503468
https://www.czarodzieje.org/t17856-bogus#503470
https://www.czarodzieje.org/t17851-boyd-callahan#503197
https://www.czarodzieje.org/t18313-boyd-callahan-dziennik#521152
Salon Wspólny - Page 9 QzgSDG8




Gracz




Salon Wspólny - Page 9 Empty


PisanieSalon Wspólny - Page 9 Empty Re: Salon Wspólny  Salon Wspólny - Page 9 EmptyPią Sty 17 2020, 21:32;

- Jeszcze się nie zorientowałaś, że nie? – odpowiedział pytaniem na pytanie, gdy dziewczyna poddała w wątpliwość to, czy na pewno jest o zdrowych zmysłach. W jej głosie nie było jednak żadnej kpiny czy złośliwości, przeciwnie, cały czas wyglądała i brzmiała naprawdę miło, nawet gdy nazywała go bałwanem, a przy tym trochę niepewnie, nerwowo reagując przy jego gwałtowniejszych ruchach, jakby wciąż się obawiała, że zaraz na nią nawrzeszczy albo zrobi coś gorszego. Nonsens, nie zrobiłby przecież niczego takiego! ...no dobra, zrobiłby, ale nie dziś, dziś mogło być naprawdę miło, o ile ona się postara, żeby go znowu nie zdenerwować, a on, żeby się.
Przyjął jej decyzję o zaniechaniu brutalnej zemsty z lekkim rozczarowaniem, bo trochę liczył na to, że jednak się wykaże i naprawdę mu jebnie, ale najwyraźniej albo nie była aż tak bojowa albo nie miała do niego aż takiego żalu, żeby się w ten sposób odgrywać; zaproponowała jednak inny odwet, na który przystał i bez słowa, posłusznie wykonał jej polecenie. Przy kimś innym, obcym, proponującym mu coś takiego pewnie by zaprotestował, bo lubił być taki bezbronny, ale hej, co takiego strasznego mogła mu zrobić drobna Krukonka, w dodatku o usposobieniu puszka pigmejskiego? Mógłby teraz wymienić pięćset sposobów, w jakie można potraktować kogoś, kto dobrowolnie pozbawił się czujności i możliwości reakcji, ale jakoś żadna nie pasowała mu do niej; nie obawiał się nawet tego, że znali się tak króciutko i jest jakaś szansa, że ocenia ją źle. Był przekonany, że nie skrzywdziłaby bahanki.
- AŁA – wyrwało mu się z zaskoczenia, gdy dostał od niej pstryczka w nos, a gdy otworzył oczy, żeby na nią spojrzeć, stała już kawałek dalej i deklarowała przebaczenie. Zaśmiał się na to jak prosto załatwiła sprawę, kręcąc głową jakby z niedowierzaniem – Niewiele ci trzeba, ale nie powiem, to ciekawa odmiana od dostawania z liścia – przyznał, po czym zamilkł na chwilę, by się jej przyjrzeć, gdy sięgała po porzuconą przez niego gazetę; cholera, było w tej jej niewinności coś intrygującego. W zgrabnej sylwetce i kusej spódniczce też, nie będziemy się oszukiwać, że nie, ale na tym usilnie starał się nie skupiać, bo jakby zaczął, to by zapomniał, jak się mówi po angielsku i tylko się natarczywie gapił.
- A kto chciałby czytać coś więcej o wyścigach? – rzucił, bo szczerze mówiąc, nie uważał tej dyscypliny za szczególnie fascynującą, ale pomyślał, że jeśli Alise ma inne zdanie, to chętnie go posłucha i dowie się, co ciekawego jest w goniących się zwierzętach kopytnych. Osobiście wolał takie gry, w których działało się drużynowo i w których istniało ryzyko poturbowania kogoś albo siebie, bo wiadomo, że bez obitej mordy to średnia zabawa; entuzjazmował się też wszelakimi mugolskimi sportami, w których grupka facetów uganiała się za piłką.
- Quidditch – oznajmił tak jakby to było oczywiste, wyciągając rękę, by odebrać od niej czasopismo – Konkretnie to transfery graczy i informacje o naborach – dodał i delikatnie odłożył gazetę wraz z podręcznikiem na stół, mając w pamięci to, jak dziewczyna się spłoszyła, gdy poprzednim razem zrobił to z impetem; następnie rozsiadł się w fotelu równie wygodnie, co wcześniej, i sięgnął po swój plecak.
- Mam tutaj tą twoją książkę – powiedział, przeczesując zawartość tornistra – Miałem rano runy, ale zupełnie się nie skapnąłem, że to nie moja. Wafelka? Dobre, orzechowe – zaproponował, wyjąwszy z jego czeluści paczkę ciasteczek, które odstawił na stolik, żeby Alise mogła się poczęstować, gdyby miała ochotę, po czym kontynuował poszukiwania – No, mam cię – mruknął wydobywając wreszcie nie swój podręcznik i już-już miał go podawać koleżance, gdy przypomniało mu się, że:
- O kurwa, czekaj, bo Fillin dziś mi ją ozdobił e…karnym kutasemwulgarnym rysunkiem męskiego przyrodzenia – wyjaśnił, na tyle poważnie, na ile mu się udało, czyli prawie wcale, bo mentalnie był w podstawówce i bardzo go bawiły takie niewybredne żarty, a kąciki ust mimowolnie mu drgały, gdy wertował książkę w poszukiwaniu felernego malunku. Był, na stronie czterdziestej ósmej, tuż pod tytułem rozdziału. Ubaw ubawem, ale jednak głupio tak komuś oddać porysowaną książkę, nie?
- Ale wiesz co, ja ci to naprawię, umiem go przerobić na krokodyla – zaoferował dość niefrasobliwie, i nie czekając na jej zgodę (lub protest), sięgnął po pióro i zaczął w skupieniu, z zaangażowaniem realizować swoją artystyczną wizję; po paru minutach owa nieszczęsna kartka była przyozdobiona wciąż dość pokracznym, ale za to znacznie mniej obscenicznym rysunkiem. Skończywszy, podniósł podręcznik w jej stronę i patrzył z dumą, jak dzieciak czekający na pochwałę za wykonany kredkami świecowymi portret rodzinny składający się tylko z kółek i kresek.
- VOILÀ – zarzucił, popisując się wyszukanym słownictwem, i to takim zagranicznym nawet – Dojebany, nie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Alise L. Argent

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 171 cm
C. szczególne : długie i proste włosy, dołeczki w policzkach przy uśmiechu, zawsze nosi łańcuszek z zawieszką z Irlandzką Koniczynką
Galeony : 685
  Liczba postów : 647
https://www.czarodzieje.org/t16073-alise-lauren-argent#440125
https://www.czarodzieje.org/t16093-shea#440127
https://www.czarodzieje.org/t16089-alise-l-argent#440019
https://www.czarodzieje.org/t18311-alise-argent-dziennik#521059
Salon Wspólny - Page 9 QzgSDG8




Moderator




Salon Wspólny - Page 9 Empty


PisanieSalon Wspólny - Page 9 Empty Re: Salon Wspólny  Salon Wspólny - Page 9 EmptySob Sty 18 2020, 02:43;

Na jego słowa nie mogła powstrzymać delikatnego uśmiechu, rozbawienia, które przemknęło przez buzię. Pokręciła twierdząco głową, unosząc dłoń i łapiąc za swojego warkocza, przesuwając go na plecy i tym samym odsłaniając godło domu tkwiące na materiale błękitnego sweterka.
- Może trochę, ale ciągle mnie zaskakujesz i łudzę się, że to tylko chwilowe utraty zmysłów..
Odparła z delikatnym wzruszeniem ramion, posyłając mu pociągłe spojrzenie. Miała ciągle w głowie jego karygodne zachowanie, więc gdzieś tam pojawiał się szept, aby oczekiwała nieoczekiwanego, nawet jeśli wyglądał, jakby miał dobry humor. Ciekawe, czy robił tak ze wszystkimi potencjalnymi znajomymi, najpierw naskakując na nich w ramach dziwnych testów i to ze swojej winy, a potem zmieniając zachowanie na całkiem odwrotne. Może sprawdzał, kto spróbuje jeszcze raz i z kim warto się zadawać? Argentówna na wiele sposobów próbowała sobie to wytłumaczyć cały wieczór po tym upadku, czując siniaki przy każdym przybieraniu pozycji siedzącej. Trudno było jej uwierzyć, że ktoś może być tak nerwowy. Niczym burza! Może to nawet bardziej pasowało niż ten bałwanek? Nigdy nie wiadomo, kiedy ześle pioruna. Chciała jednak dać temu szanse, a do tego po prostu nie umiała się gniewać i ceniła sobie harmonię. Życie było zbyt krótkie na negatywne emocje. Nie mógł być normalny, skoro jego twarz wyrażała rozczarowanie przez to, że nie oberwie podręcznikiem, a ona nie mogła z niedowierzania unieść brwi, znów zaskoczona jego reakcją. Zagryzła na chwilę dolną wargę, zastanawiając się, czy brunet nie jest przypadkiem sadysto-masochistą i czy nie powinna uciekać. Znów jednak nie wybuchł, spełniając jej prośbę.
Nie mogła się powstrzymać od skorzystania z okazji i przyjrzenia mu się uważnie. Niebieskie oczy lustrowały jego buzię, a jedna z dłoni przypadkiem przesunęła opuszkami palców po poliku, zanim sprzedała mu pstryczka w nos i odskoczyła, nie chcąc zginąć w ogniu kominka tkwiącego gdzieś po prawej stronie. Gdy się roześmiał, zacisnęła palce na krawędzi spódniczki, czując delikatne rumieńce na policzkach. Cholera.
- Aż tak często taranujesz dziewczyny, że dostajesz w twarz? Czyżby jakaś nowa metoda podrywu? - zapytała z nutą ciekawości w głosie, odważnie jednak patrząc w jego stronę i nawet łapiąc na chwilę spojrzenie brązowych oczu. Nie sądziła, że tak prosty gest go w jakikolwiek sposób zaskoczy. Cóż, Alise nie była jedną z tych wyszukanych, czysto krwistych księżniczek, pełnych manier i dystansu. Lubiła śmiech, lubiła dobrą zabawę i nie bała się ubrudzenia rąk czy połamania paznokci.
Sięgnęła z ciekawością po gazetę, zaraz ją przeglądając i chcąc jednocześnie na chwilę uciec od gryfona, chociaż czuła na sobie jego wzrok. Rysując, powtarzała sobie jednak, że ludzkie ciało jest formą sztuki i na nią przecież wszyscy patrzyli, więc dopóki nie były to typowe spojrzenia pijanych napaleńców, wcale jej to nie przeszkadzało. Na jego słowa podniosła spojrzenie znad gazety, a spomiędzy warg uciekło ciche mruknięcie zaskoczenia nagłym brakiem zrozumienia dla tego pięknego sportu.
- Wyścigi są przecież takie ciekawe! Wszystko zależy przecież od więzi jeźdźca ze zwierzęciem.. Powiem Ci jednak w tajemnicy i całkiem szczerze, że od naszej wersji z pegazami wolę tę z tamtego świata. W sensie na zwykłych koniach, bez magii! Oglądałam kiedyś taką bajkę o jednym, którego złapali i próbowali oswoić w tym magicznym pudełku, co gada, śpiewa i zmienia obrazki. Tam też przecież to pokazali!
Opowiedziała z większym entuzjazmem, niż chciała, patrząc mu przy tym w oczy ze święta pewnością siebie, że ona ma przecież rację i dopiero wtedy uświadomiła sobie, jak dziecinnie i głupio musiała brzmieć. Uciekła spojrzenie, stając nieco bokiem i znów przeglądając artykuły, trafiając na ten o miotłach, gdy tylko nazwa ukochanego sportu czarodziejów padła z jego ust. Bingo. Wyglądał na jednego z zawodników szkolnej drużyny, a do tego jego wzrost i szerokie ramiona były niezłe na pozycji obrońcy. Przecież nawet Ala była w drużynie, jeszcze w siódmej klasie, zanim wyjechała. Podała mu gazetę, tym razem jednak nie uciekając tak szybko, chyba mentalnie gotowa na ewentualny atak makulatury.
- Pewnie sam grywasz, co?
Odprowadziła go wzrokiem, obserwując, jak siada. Sama rozejrzała się dookoła i podsunęła krzesło przy stoliku, gdzie stał fotel — tak, aby miała go naprzeciw. W milczeniu słuchała, obserwując, jak szuka książki, wyjmując przy okazji wafelki. Jak można być bucem i jednocześnie dresiarzem, mając takie urocze momenty? Westchnęła bezgłośnie, kiwając głową.
- Nie zgubiłeś zdjęcia ze środka, prawda? Dziękuje, lubię orzechowe. - zaczęła ze spokojem, czując jednak nutę niepokoju, że może ów skarb wypadł gdzieś na korytarzu albo zgubiła go w domu. Sięgnęła po przekąskę, pałaszując z apetytem. Lubiła jeść, zwłaszcza ostre potrawy. Na jego słowa zakrztusiła się, kaszląc chwilę i kręcąc z niedowierzaniem głową, wbiła w niego ślepia.- Naprawdę? Męskie przyrodzenie na podręczniku do przedmiotu, którego uczy Fairwryn? To piękny zamach na moje zdanie zrobiłeś razem z kolegą, Bałwanku. Hmm.. Może Ty mi zdradzisz sekret, dlaczego wy ciągle rysujecie członki, gdzie popadnie?
Westchnęła z rezygnacją, rozkładając nieco bezradnie ręce na boki w ostentacyjnym akcie braku zrozumienia tego dziwnego fetyszu. Widząc jednak czający się na jego ustach uśmieszek, jakoś tak nie mogła się gniewać.
- Nie szkodzi, żartowałam.
Dodała, brzmiąc jednak na wpół żartem, pół serio. Chciała sięgnąć ręka po podręcznik, gdy wpadł na genialny pomysł wykazania się artystycznie. I z ciekawości nawet mu nie zabroniła, dojadając zamiast tego wafelka, a następnie strzepując okruszki ze spódnicy i sweterka. Ułożyła donie na udach, patrząc, jak z zaangażowaniem tworzy krokodyla z męskiego penisa, nie mogąc sobie tego wyobrazić. A rysowała od małego. Był jednak temu tak oddany, że nawet nie próbowała panikować, zostawiając to ewentualnie na później, gdy już wróci do dormitorium. Gdy podniósł podręcznik w jej stronę, zagryzła na chwilę dolną wargę, powstrzymując się od śmiechu, ostatecznie jednak przegrywając.
-  Jest uroczy, naprawdę! Masz prawdziwy talent.. - powiedziała przez rozbawienie, wpatrując się książkę od run, która już nigdy nie będzie taki sam. Pomijając już jego słownik, przesunęła luźny kosmyk włosów za ucho, wstając z krzesła i podchodząc do siedzącego na fotelu chłopaka, aby się nieco nad nim nachylić. - Wiesz, rysuję trochę. Dam Ci małą wskazówkę w gratisie, żeby Twoje przyszłe aligatory były bardziej realistyczne.
Mówiąc, spojrzała mu krótko w oczy, po czym nawet nie pytając, złapała jego rękę z piórem i przesunęła znów na pergamin, naciskając tak, aby kreślił piórem w odpowiednich miejscach. Miał strasznie ciepłe i duże dłonie w przeciwieństwie do niej, bo zawsze były lodowate, a do tego szczupłe. Wpatrywała się w rysunek w skupieniu, nie chcąc go za bardzo zmieniać, dodając jedynie pazurki i lepiej maskując tył, gdzie wcześniej były jądra — za pomocą wzoru z łusek. Skończone dzieło było niewątpliwie jedyne w swoim rodzaju. Uśmiechnęła się, przenosząc na niego spojrzenie.
- Teraz nawet Fairwryn go pokocha i nie odejmie mi punktów, jestem pewna.
Brzmiała dość entuzjastycznie. Cofnęła rękę i wróciła na miejsce, krzyżując ręce pod biustem, zaciskając palce na swoich przedramionach. Zabrała też podręcznik, kładąc go sobie na kolanach, żeby przypadkiem znów go gdzieś nie zgubić lub nie podmienić. Teraz był trochę wyjątkowy niż wcześniej. Po chwili milczenia podniosła jednak na niego spojrzenie, odrobinę spanikowane i zmyślone.
- A gdyby jednak odjął.. Co może łączyć runy i krokodyla?

______________________



Golden Heart • Pure Mind
(c) Miss Pie
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Boyd Callahan

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 18
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 192
C. szczególne : jak mówi, to z irlandzkim zaśpiewem, na przedramieniu ma nieudany tatuaż "Fillin are my live"
Galeony : 808
Dodatkowo : bardzo kocha Fillina
  Liczba postów : 954
https://www.czarodzieje.org/t17850-boyd-callahan#503198
https://www.czarodzieje.org/t17855-sowa-boyda#503468
https://www.czarodzieje.org/t17856-bogus#503470
https://www.czarodzieje.org/t17851-boyd-callahan#503197
https://www.czarodzieje.org/t18313-boyd-callahan-dziennik#521152
Salon Wspólny - Page 9 QzgSDG8




Gracz




Salon Wspólny - Page 9 Empty


PisanieSalon Wspólny - Page 9 Empty Re: Salon Wspólny  Salon Wspólny - Page 9 EmptyNie Sty 26 2020, 13:05;

Gdy Krukonka zainsynuowała, że usiłował ją poderwać, taranując na korytarzu, od razu przypomniało mu się spotkanie z Nessą, która doszła do takiego samego wniosku, gdy oberwała do niego śnieżką w twarz. Wtedy postanowił zagrać w tę grę i żartobliwie pociągnąć ten wątek; w rozmowie z Alise zareagował jednak inaczej, bo naprawdę trochę go zaintrygowała ta powtarzalność reakcji.
- A to ciekawe, jesteś kolejną dziewczyną, która sugeruje, że zupełnie przypadkowe spotkanie to zaraz podstępny podryw – oznajmił, przekrzywiając głowę i patrząc na nią badawczo – Ja nie wiem, skąd te pomysły. Niby to faceci tacy lubieżni, ale z tego co tu widzę, to wam tylko romanse w głowie – dodał niewinnym tonem, bo przecież hej, tak właśnie było, a jego interesowały tylko miotły i kawalerski żywot u boku Fillina, na podrywy zaś chadzał z nim głównie dla towarzystwa (i piwa), bo raz, że nie miał czasu na miłości, a dwa, że zdawał sobie sprawę, że raczej nienajlepszy z niego materiał na kawalera.
Mimowolnie uniósł z powątpiewaniem brwi, gdy Alise zaczęła się entuzjazmować wyścigami.
- Co kto lubi, ale jakoś mnie to nie przekonuje, ta cała więź człowieka ze zwierzęciem - przyznał, bo szczerze mówiąc, przebywać ze zwierzętami lubił najbardziej, gdy te znajdowały się na jego talerzu obok kartofli - Nie potrafię sobie wyobrazić, że mógłbym się z jakimś zaprzyjaźnić, no dobra, poza ghulem Fillina, chociaż i z nim ciężko się dogadać. Ale z koniem? Taki koń w ogóle ogarnia coś poza tym, że jak się go klepnie to ma zapierdalać, a jak podejdzie z tyłu to zasadzić kopa? - pokręcił głową w sceptycznym geście, bardzo nieprzekonany.
Chwilę później dziewczyna zmieniła temat i zaczęła mówić o wyścigach w bajce, którą oglądała…
- …W telewizorze? – podpowiedział z szerokim uśmiechem, słysząc o gadająco-śpiewającym pudełku i starając się nie parsknąć śmiechem – Genialny wynalazek, nie? Sadzasz dzieciaka przed takim telewizorem, puszczasz mu narysowane konie i masz spokój na cztery godziny – rzucił z aprobatą, bo taką właśnie taktykę stosował wobec rodzeństwa, gdy tłumnie odwiedzali rodzinę żyjącą w niemagicznym środowisku, i po powrocie do domu brakowało mu magicznej alternatywy, zajmującej ich uwagę na tak długi czas – Widziałem to o koniu z siedem razy – przyznał – I o syrence, i o dalmatyńczykach, i o lwie… – wyliczał ze śmiechem – Jak puszczam je gówniakom, i tak sobie zerknę na chwilę, to potem ciężko się, kurwa, oderwać. Najbardziej szanuję Mulan, oglądałaś? – spytał, łypiąc na nią zaciekawiony – Czekaj, czekaj, skąd ty w ogóle znasz mugolskie bajki? – zainteresował się; jej zawoalowany opis tak prostego słowa jak telewizor i mówienie o „tamtym świecie” wydawały mu się jednoznaczne z tym, że musiała być czystokrwistą czarownicą, która niewiele miała wspólnego z niemagicznym otoczeniem.
Słysząc jej kolejne pytanie, jakoby grywał w quidditcha, obruszył się, bo zabrzmiało to tak, jakby w wolne weekendy wyciągał sobie czasem miotłę i rzucał kafla z kolegami. A przecież on nie grywał, on grał, ba, on tym żył! Nie winił jej za tę pomyłkę, w końcu nie była jasnowidzem i zapewne nie chodziła na szkolne mecze, postanowił jednak szybko wyprowadzić ją z błędu.
- Czy grywam? Słuchaj, za pięć lat będziesz skandować moje nazwisko na Mistrzostwach Świata – uświadomił ją pewnym tonem, chociaż tak naprawdę wcale taki pewny nie był, bo wciąż wydawało mu się, że może wcale nie, że musi ćwiczyć więcej i latać częściej, że jak się jeszcze bardziej nie przyłoży, to nic z tego i żadna drużyna go nie zechce; tego jednak na głos nie mówił, bo i po co.
Tak jak przewidział, Alise nie była zachwycona tym wątpliwej jakości dziełem sztuki, które ozdobiło jej podręcznik, w dodatku z przedmiotu uczonego przez najgroźniejszego nauczyciela, ale na szczęście nie obraziła się na niego i nie robiła wyrzutów; jej reakcja wskazywała raczej na bezradne pogodzenie się z tym, że ma do czynienia z durniem. Niestety, ale tak właśnie było, i nie umiał tego wyjaśnić w żaden sensowniejszy sposób. Nie miał nic na obronę swojej godności. Odchrząknął, myśląc nad ripostą.
- Myślę, że to po prostu… wiesz… to jedna z tych rzeczy, których kobiety nie zrozumieją – wyjaśnił enigmatycznie śmiertelnie poważnym tonem podczas przerabiania rysunku. Krokodyl wyszedł wspaniały, i był z siebie bardzo dumny, zaś Alise potwierdziła ten fakt wielkim entuzjazmem i komplementem; nie protestował, gdy zaoferowała pomoc jako bardziej doświadczona artystka i wziął sobie do serca wszystkie jej uwagi, choć trzeba przyznać, że niełatwo było mu się skupić, gdy tak bezceremonialnie sterowała jego ręką i miała takie miękkie i delikatne dłonie. Trochę to było krępujące, ale z drugiej strony, nie działo się nic złego, pozwolił jej więc dokończyć rysunek, a gdy skończyła (skończyli), spojrzał na niego z aprobatą, bo rzeczywiście, wyglądał dużo lepiej. Posłał Alise uśmiech, zadowolony z tego, jak owocna była ich współpraca, a potem bezwiednie podrapał się po głowie, zamyśliwszy się na chwilę nad pytaniem dziewczyny o runy i krokodyla; nie miał zielonego pojęcia. Nie wiedział też, dlaczego nagle zaczęła wyglądać na lekko spanikowaną. Przecież to nic takiego.
- Nie wiem – przyznał, wzruszając ramionami i sięgając po wafelka – A jak odejmie, to co? W końcu to Fairwyn, jak odejmie, to przecież nie pierwszy i nie ostatni raz – dodał, chrupiąc zawzięcie i obsypując sobie okruszkami całą koszulę, po czym posłał jej zaciekawione spojrzenie – Chyba nie jesteś aż taka grzeczna, że nigdy jeszcze mu nie podpadłaś, co…?


Ostatnio zmieniony przez Boyd Callahan dnia Sro Sty 29 2020, 10:32, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Alise L. Argent

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 171 cm
C. szczególne : długie i proste włosy, dołeczki w policzkach przy uśmiechu, zawsze nosi łańcuszek z zawieszką z Irlandzką Koniczynką
Galeony : 685
  Liczba postów : 647
https://www.czarodzieje.org/t16073-alise-lauren-argent#440125
https://www.czarodzieje.org/t16093-shea#440127
https://www.czarodzieje.org/t16089-alise-l-argent#440019
https://www.czarodzieje.org/t18311-alise-argent-dziennik#521059
Salon Wspólny - Page 9 QzgSDG8




Moderator




Salon Wspólny - Page 9 Empty


PisanieSalon Wspólny - Page 9 Empty Re: Salon Wspólny  Salon Wspólny - Page 9 EmptyPon Sty 27 2020, 01:04;

Przyglądała mu się z zaciekawieniem, gdy wspomniał o "kolejnej dziewczynie". Przekręciła głowę na bok, unosząc brwi w akcie zaskoczenia, nie potrafiąc ugryźć się w język, bo na dobrą sprawę, to wcale nie była sprawa Alise i nie powinna go interesować.
- Kolejną? To ile Ty ich taranujesz w korytarzu? - zapytała z powątpiewaniem w głosie, odrobiną może rozczarowania, chociaż to akurat zauważyłby tylko ten, kto dłużej ja zna. Czyżby był szkolnym casanową? Ich spojrzenia skrzyżowały się, a blondynka nie mogła powstrzymać zaczepnego uśmiechu. Miał w sobie coś, co poprawiało jej humor. - Nie będę się wstydzić odrobiny romantyzmu, a poza tym, to była tylko taka zaczepka! Nie jesteśmy przecież na trzecim roku, gdzie ciągnięcie za warkocze było objawem sympatii. Jesteś okropnym bałwanem! Oczywiście. że koń rozumie! Nawet nie wiesz, jakie to są inteligentne i lojalne zwierzęta!
Parsknęła oburzona, krzyżując ręce na piersiach i unosząc brew. Właściwie nie rozumiała, dlaczego się przed nim tłumaczy. To pewnie przez te oczy i kosmyki włosów opadające na jego czoło. Po sposobie jego wypowiedzi miała mieszane uczucia. Z jednej strony wyglądał jak sportowiec i popularny chłopak, a z drugiej strony jego słownictwo i to wrażenie, że pełen był niezależności. Mógł być mylący.. Blondynka zamrugała, kręcąc głową i karcąc się w myślach, za nazbyt intensywne kontemplowanie nad nieznajomym gryfonem.
Nie zauważyła, gdy dostała takiego słowotoku. Dawno nie brzmiała się tak entuzjastycznie. Pomimo tego, że nie znała mugolskiego świata, strasznie ją fascynował. Nieprawdopodobne było, jak oni osiągnęli to wszystko bez pomocy magii. I ten film o koniu, który zapadał jej w pamięć, zwłaszcza przez piękne piosenki. Widziała jego brak entuzjazmu na temat wyścigów, jednak tego postanowiła nie komentować. Mógł mieć swoje zdanie, ludzie byli różni i mieli inne zainteresowania, co sprawiało, że każdy miał w sobie coś pięknego. Całe szczęście, że o jedzeniu zwierząt nie wspominał, bo ona sama kochając jeść, mięso próbowała ograniczać. Widząc jego uśmiech, poczuła, jak policzki jej różowieją.
- Te.. Telwizorze? - powtórzyła, nie mając pojęcia, czy dobrze usłyszała, nieco zagapiona. Zaraz jednak chrząknęła, unosząc dłoń i zasłaniając nią ust. Wyglądał na takiego rozbawionego, a jej zrobiło się tak głupio, że wychodziła na jakąś idiotkę. - Dziecku...?
Powtórzyła ciszej, obawiając się, że teraz może faktycznie postrzegał ją jako trzecioklasistkę. Ułożyła dłonie pod biustem, zaciskając palce na materiale swetra. Nie przerywała mu, słuchając z zainteresowaniem i poniekąd podziwem, że to wszystko wiedział. Argentówna w ogóle nie przykładała uwagi do czystości krwi, starając się każdego traktować na równi. Nawet jeśli poczuła się odrobinę lepiej, bo on też bajki oglądał — zerkał przynajmniej, zacisnęła usta, kręcąc przecząco głową, wprawiając jasne, długie kosmyki w ruch.
- Aż tyle jest więźniów pudełka? Jak to? Jak wykradli syrenkę z naszego świata? - zapytała z niedowierzaniem, robiąc krok w jego stronę. Wyglądała może trochę jak oczarowane dziecko, któremu pierwszy raz czytano baśnie magiczne. Dlaczego magiczne stworzenie dało się złapać? - Nie oglądałam, co to Mulan? To jakiś kot? Byłam z rodziną na wakacjach, korzystaliśmy trochę ze świata — przepraszam za to brzydkie słowo, strasznie go nie lubię -mugoli. Poznałam tam taką koleżankę, która zaprosiła mnie pewnego wieczoru na przekąski i oglądanie w pudełku zamkniętego konia. To było.. Interesujące przeżycie. Dlaczego masz taką minę? Powiedziałam coś nie tak?
Zamrugała zaskoczona, lustrując go wzrokiem. Znów poczuła, że rumieni się pod wpływem jego spojrzenia. Alise była inteligentną dziewczyną, radziła sobie w szkole i nauczyciele ją lubili. A on patrzył na nią z takim rozbawieniem, trochę jak na głuptaska. Odwróciła spojrzenie, nadymając na chwilę policzki.
- Nie śmiej się, Bałwanku.
Zarządziła ciszej, tonem, który zdradzał chęć przejęcia kontroli, jak i próbę zamaskowania niezręczności, zawstydzenia. Przeszli znów na tematy sportowe, co dało jej odetchnąć. Widząc jego żywą, oburzoną reakcję, nie mogła się nie roześmiać i kiwnąć z entuzjazmem głową. Szanowała ludzi z marzeniami, którzy wiedzieli, co chcą robić w życiu. Te decyzje nigdy nie były proste, a on brzmiał tak pewnie!
- Ah tak? Będę? Jeśli tak, to będziesz słyszał, gwarantuję. - zaczęła z uśmiechem, patrząc mu znów bezczelnie w oczy, jakby całe zawstydzenie mugolami zniknęło .- Będę trzymać kciuki, żeby Ci się udało. Brzmisz, jakbyś świetnie latał. Kiedy macie mecz? Może zajrzę popatrzeć, chyba że spotkamy się w powietrzu.
Puściła mu oczko, wracając uwagą do podręcznika, który wyjął i przedstawił jej uczciwie poziom zniszczeń. Dlaczego akurat runy? Fairwryn się wścieknie, chodził zły jak osa już i bez dodatkowych atrakcji. Westchnęła ciężko, nie rozumiejąc fenomenów penisów i jąder tak ochoczo powstających na podręcznikach i pergaminów męskiej części uczniów. Może leczyli sobie tak kompleksy? Nigdy nie miała odwagi zapytać. Nie była kimś, kto dramatyzował (zazwyczaj) i się obrażał, skoro już szkoda została wyrządzona. Nawet jeśli w blond głowie kłębiły się myśli, tworząc plan przekształcenia lub pozbycia się męskich genitaliów ze strony.
- Pewnie masz rację.
Musiała się zgodzić, bo nieważne, po jaki argument sięgała — nic nie było logiczne, aby uznać go za prawdziwy. Obserwowała, jak rysował z zaangażowaniem, mając okazję znów się mu lepiej przyjrzeć. Wyglądał niepozornie, gdy był skupiony. Jakby nie był wcale wybuchowy i nie przeklinał. Krokodyl wyszedł łady, jednak wymagał kilku poprawek. Nie mogąc się powstrzymać, chciała pomóc, zapominając o przestrzeni osobistej i łapiąc go za rękę. Dał jej prowadzić pióro po papierze ze swobodą, dzięki czemu łuski i małe dodatki wyszły im naprawdę ładnie. Rysowanie było jej hobby, chociaż nie należała do dziewcząt przechwalających się talentem i pokazującym swoje rysunki na prawo i lewo. Szkicownik miała schowany. Gdy cofnęła się, wróciła na miejsce. Usiadła wygodnie, czując wciąż na skórze dotyk jego dłoni — były naprawdę ciepłe, większe od jej własnych. Wrodzona przyzwoitość i obowiązkowość sprawiły jednak, że odrobinę spanikowała. Co łączyło runy i krokodyla?
- No tak, pewnie tak.. - mruknęła ciszej, niezbyt przekonana jego słowami. Nie chciała mu podpaść, był wtedy naprawdę straszny. Przygryzła na chwilę dolną wargę, patrząc na podręcznik tkwiący na kolanach. Nie zamierzała też niszczyć ich wspólnej pracy, tym samym znajdując się w kropce. Gdy znów się odezwał, pałaszując przy okazji ciastko, podniosła na niego oczy. Błękitne tęczówki zalśniły zakłopotaniem, chociaż instynktownie pokręciła przecząco głową.
- Nie. Chyba. Może trochę? Odrobinę jestem? - odparła w końcu, pokazując ręką malutką odległość pomiędzy palcami. Czy było coś złego w tym, że nigdy nie piła, nie wagarowała i nie paliła? Nie opuszczała też zajęć, zawsze oddawała prace domowe. Była odpowiedzialna i rozsądna, od tego zależała jej przyszłość, a ponadto.. Dobrze czuła się, gdy miała spokój i unikała pełnych pretensji spojrzeń nauczyciela. Intuicja podpowiadała jej jednak, że grzeczne dziewczyny w tych czasach nie cieszą się popularnością. Ciekawe, co myślał Boyd?
- To chyba nie takie złe, nie podpaść i nie łamać regulaminu.. - dodała jeszcze, przekręcając głowę w bok i wpatrując się w niego z zaciekawieniem. Zapewne byli kompletnymi przeciwieństwami, a jednak wciąż pod palcami dłoni czuła to przyjemne ciepło. Nie dość, że dziecko, to pewnie ma ją jeszcze za sztywniaka. Westchnęła bezgłośnie, znów karcąc się w myślach. Po co się przejmowała opinią jakiegoś olbrzyma? Przysunęła nieco krzesło, przypadkiem stykając kolanami o jego, chociaż była zbyt pochłonięta sięganiem ciastka, żeby zauważyć.

______________________



Golden Heart • Pure Mind
(c) Miss Pie
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Boyd Callahan

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 18
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 192
C. szczególne : jak mówi, to z irlandzkim zaśpiewem, na przedramieniu ma nieudany tatuaż "Fillin are my live"
Galeony : 808
Dodatkowo : bardzo kocha Fillina
  Liczba postów : 954
https://www.czarodzieje.org/t17850-boyd-callahan#503198
https://www.czarodzieje.org/t17855-sowa-boyda#503468
https://www.czarodzieje.org/t17856-bogus#503470
https://www.czarodzieje.org/t17851-boyd-callahan#503197
https://www.czarodzieje.org/t18313-boyd-callahan-dziennik#521152
Salon Wspólny - Page 9 QzgSDG8




Gracz




Salon Wspólny - Page 9 Empty


PisanieSalon Wspólny - Page 9 Empty Re: Salon Wspólny  Salon Wspólny - Page 9 EmptyCzw Sty 30 2020, 12:51;

- No nie wiem - przyznał, wzruszając ramionami, mało poruszony jej oburzeniem. Nie miał doświadczenia ze zwierzętami, więc nie mówił z autopsji, mógł tylko się podzielić swoimi odczuciami, które były jakie były - Jak się mylę, to udowodnij, zamiast wyzywać od bałwanów - dodał, trochę bardziej szorstkim tonem, bo nie miał zamiaru jej wierzyć na słowo i przyznawać racji. Wykłócać też się nie chciał, bo aż tak go to nie obchodziło, ale jeśli rozmówczyni ma ochotę, to niech przedstawi jakieś konkretne argumenty.
- No! – potwierdził dziarsko, gdy Alise po jego słowach jakby się speszyła; rzeczywiście, może brzmiała trochę infantylnie, jak tak nieporadnie się wyrażała o mugolskich bajkach, ale nie miał zamiaru jej tego wytykać, bo raz że i tak nie znał takiego słowa a dwa, że mu to nie przeszkadzało. Nie śmiał się złośliwie, dziewczyna wzbudzała w nim zdecydowanie sympatię, mimo nieprzyjemnego początku ich znajomości, bo gdyby było inaczej, to by się tak szybko nie przyznał, że sam ogląda w telewizji jakieś pierdoły dla dzieci, w końcu był poważnym człowiekiem. Nie mógł się jednak powstrzymać przed tym, by nie dawać wyrazu swojemu rozbawieniu, bo miała taką minę, jakby rzeczywiście wierzyła, że w magicznym pudełku są zamknięte żywe istoty; to było przekomiczne, dlatego musiał szybko wyprowadzić ją z błędu.
- Nie wykradli, tylko narysowali - wyjaśnił - Narysowali wszystko po kolei i połączyli, żeby wyglądało, że się rusza - uściślił, starając się mówić jak najprościej, bo podejrzewał, że jakby jej zarzucił bardziej adekwatnymi słowami, jak "klatka" czy "animacja" albo chociaż wspomniał o komputerze, to wprowadziłby tylko większą konsternację, a przecież nie o to chodziło, nie miał zamiaru sprawiać, żeby czuła się od niego głupsza z powodu braku znajomości świata mugoli. Gdyby on był czarodziejem czystej krwi, pewnie też by nie ogarniał; miał jednak to szczęście, że choć obaj jego rodzice potrafili czarować i wychował się w magicznej okolicy, to posiadał liczną niemagiczną rodzinę i jeszcze liczniejszych znajomych, dzięki którym mogł poznawać i korzystać z mugolskich dobrodziejstw, co też chętnie czynił. I nie chciał się broń Merlinie wymądrzać z tego powodu, jedynie podzielić wiedzą z Alise, która wydawała się całkiem zainteresowana - Nie, Mulan to była taka typiara z Chin, co jak się dowiedziała, że jej schorowanego starego wzywają do armii, to się przebrała za faceta i zamiast niego pojechała się napierdalać z Hunami, żeby bronić ojczyzny, i to był straszny skandal, bo oni wszyscy chcieli, żeby kobiety się zajmowały jakimś, kurwa, parzeniem herbaty i wychodzeniem za mąż, a ona poszła i wygrała wojnę - streścił jej pokrótce fabułę, i może brzmiał bardziej entuzjastycznie niż by chciał, ale co poradził, że to było naprawdę świetne - Jak ci się podobało, to powinnaś obejrzeć więcej rzeczy. Może niekoniecznie bajek, bo z tych to pewnie wyrosłaś, ale są też normalne filmy. Wiesz, z ludźmi - dodał, szczerze polecając taką formę rozrywki; sam chętnie z niej korzystał, gdy potrzebował się zrelaksować i trochę oderwać od rzeczywistości, co prawda tylko na jakieś dwie godziny, ale zawsze coś.
- Nie śmieję się bo tego nie wiesz - powiedział, gdy Alise zaczęla wyglądać na urażoną tym, że wywolała u niego wesołość - Tylko masz taką śmieszną minę, wyglądasz jak mugolak-pierwszoklasista w pierwszy dzień z Hogwarcie. Nie mówię, że to źle, całkiem uroczo nawet - dodał, dorzucając na koniec miłe słowo, choć wcale nie planował jej komplementować, żeby się przypodobać; jakoś tak mu wyszło, po prostu mówił jak było - Przestanę się śmiać, jak zaczniesz do mnie mówić po imieniu zamiast bałwankować - zaproponował, bo nie podobało mu się to przezwisko, a dziewczynie najwyraźniej wręcz przeciwnie; brzmiało dziwnie, niby było obelgą, ale zdrobnienie nadawało mu jakby poufały wydźwięk, a on nie lubił się zbytnio spoufalać. Nie tak od razu.
Przyjrzał się Krukonce z zainteresowaniem, gdy po obietnicy kibicowania zasugerowała jakoby sama też grała. Nie robił sobie w głowie żadnych założeń kim jest nowopoznana koleżanka i co może lubić; nie spodziewał się jednak, że będzie to quidditch. Bardzo chętnie by się z nią spotkał, na ziemi, w powietrzu, wszystko jedno.
- Po feriach gramy ze Slytherinem, także zapraszam, poćwiczysz dopingowanie przed Mistrzostwami - odparł żartobliwie, choć zaproszenie było jak najbardziej serio - Jesteś w drużynie? Na jakiej pozycji? - spytał zaraz, bo przecież to była kluczowa informacja; obstawiał na ścigającą.
Chwilę później zupełnie zboczyli z tematu sportu, zajmując się doprowadzaniem do porządku nieszczęsnego podręcznika. Udało mu się wyglądać całkiem spokojnie i niewinnie podczas pieczołowitego rysowania tylko dlatego, że wszystko szło po jego myśli i efekt końcowy był zadowalający. Gdyby tylko coś poszło nie tak, jakaś linia wyszła krzywa, tusz się rozmazał, albo ktoś go szturchnął i przeszkodził, to na pewno w sekundę by się wściekł, pokreślił wszystko, wyrzucił ksiażkę i nie szczędził wulgaryzmów. Na szczęście nic takiego się nie wydarzyło, i Alise mogła odnieść złudne wrażenie, że znajdujaca się w jego głowie bomba na chwilę przestała tykać, odliczając do wybuchu.
Zauważył, że dziewczyna, mimo tego że werbalnie przyznała mu rację, jednak stresuje się ewentualną reakcją Fairwyna na porysowany podręcznik; on miał to w dupie, ale przecież książka była jej, więc miała prawo chcieć, by była nieskazitelna i nie dawała profesorowi powodu do przyczepienia się.
- Nie przejmuj się, usuniesz tusz zaklęciem i będzie po problemie - powiedział, posyłając jej łagodny uśmiech, bo pomyślał, że gdyby ktoś jemu tak zbeszcześcił na przykład miotłę, to udusiłby gołymi rękami; ona i tak zareagowała jakby nic się nie stało.  Tylko się martwiła, bo nie chciała podpaść. Zupełnie zrozumiałe.
-Ani trochę! Powiedziałbym, że to zajebiście dobrze - odparł zgodnie z prawdą - Ja też bym tak chciał. Znaczy, staram się, ale nie zawsze wychodzi, bo ten dziad Fairwyn wyskakuje znikąd akurat jak rzucę kurwą na korytarzu i odejmuje punkty, albo czasem jest taka ładna pogoda, że po prostu trzeba odpuścić zajęcia i iść na piwo, bo na samą myśl o zostaniu w zamku można dostać pierdolca - wyznał. Nie chciał jej wytykać, że jest nudną sztywniarą, bo woli przestrzegać zasad, wręcz przeciwnie, szanował to, i też próbował tak postępować, co jak widać miało różny skutek. Przedstawiwszy swoje zadanie dziewczynie, otrzepał się z okruszków i chciał oprzeć wygodniej na fotelu, na którym już praktycznie półleżał, gdy wtem poczuł, że zetknęli się kolanami. O kurwa, zrobiła to celowo czy niechcący? Jak celowo, to znaczy że na niego leci? Mało prawdopodobne, ale czy niemożliwe? Taki Fillin to by wiedział, on się znał, a Boyd nie. Wiedział tylko, że dotknęła go już ze trzy razy, i uświadomił sobie właśnie, że jeśli to nie było przypadkowe i gdyby życie działało jak mugolski film dla dorosłych, to po takich kilku zetknięciach się oboje powinni być już bez majtek, zajęci dzikimi ekscesami na jednym ze stołów. Czekaj, co? Wróć. Ugh. Po co w ogóle o tym pomyślał? Co za dziki pomysł.  Wyprostował się ostrożnie na fotelu, odsuwając jak najdalej, wcale nie dumny z tego, w jakim kierunku pogalopowały jego myśli podczas zwykłej koleżeńskiej pogawędki, gorączkowo zastanawiając się nad jakimś neutralnym tematem zastępczym, który sprowadziłby jego umysł na bezpieczniejsze tory.
- Także ten... jedziesz na ferie? - zagaił w końcu, wybierając pierwsze zagadnienie, które przyszło mu do głowy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Alise L. Argent

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 171 cm
C. szczególne : długie i proste włosy, dołeczki w policzkach przy uśmiechu, zawsze nosi łańcuszek z zawieszką z Irlandzką Koniczynką
Galeony : 685
  Liczba postów : 647
https://www.czarodzieje.org/t16073-alise-lauren-argent#440125
https://www.czarodzieje.org/t16093-shea#440127
https://www.czarodzieje.org/t16089-alise-l-argent#440019
https://www.czarodzieje.org/t18311-alise-argent-dziennik#521059
Salon Wspólny - Page 9 QzgSDG8




Moderator




Salon Wspólny - Page 9 Empty


PisanieSalon Wspólny - Page 9 Empty Re: Salon Wspólny  Salon Wspólny - Page 9 EmptyPią Sty 31 2020, 20:33;

Zmarszczyła brwi na jego słowa, wciąż oburzona poprzednią wypowiedzią. A on wcale nie wyglądał na skruszonego, wręcz przeciwnie — jego ton przybrał znajomego, szorstkiego wydźwięku. Alise prychnęła cicho, przesuwając po jego twarzy spojrzeniem. - Widzę, że nie wiesz. Żebyś wiedział, że przy najbliższej okazji Ci udowodnię.
Odparła ze wzruszeniem ramion, całkiem pewna swego, nawet jeśli chłopak jej nie wierzył. Nie przeszkadzało jej zwykle, jak ktoś uważał ją za gorszą lub głupszą, jednak zawsze podczas rozmowy z osobami pochodzenia niemagicznego, które wychowywały się w tamtym wielkim i szalonym świecie, było jej głupio. Podstawowe dla nich konfirmacje, prawdy życiowe i te wszystkie wynalazki, których codziennie używali — dla niej były niczym innym, jak czarną magią. Zdawała sobie sprawę, że obejrzenie jednej bajki nie czyni z niej znawcy. W jego rozbawieniu było jednak coś tak uroczego i naturalnego, że dziewczyna nie mogła się gniewać, a tym bardziej, powstrzymać delikatnego uśmiechu, który pojawił się na jej ustach. To nie tak, że nie miała dystansu do siebie. Słuchała go z wytrzeszczonymi oczyma, olbrzymią uwagą i małymi iskierkami ciekawości w tęczówkach, które coraz wyraźniej tam tańczył. Przesunęła dłonią po brodzie, a spomiędzy warg uciekło ciche "hmm".
- Ale jak narysowane? Takie magiczne, jak nasze zdjęcia i rysunki? - dopytywała z fascynacją, jako olbrzymia fanka tego odłamu sztuki. Jakim cudem ich rysunki wyglądały na zaczarowane? Jak wymyślili to bez zaklęcia? Całe szczęście, że wybrał proste wyjaśnienie i nie zagłębiał się w kinematografie, która dla czarownicy mogłaby być niepojęta. Wiedziała, że w tej dziedzinie to Boyd był prawdziwym geniuszem, a jej pozostało uwierzyć lub nie. I wcale nie była o to zła. Opowiadał o swoim ulubionym filmie, który odbiegał tematem od tego, co krukonka sobie wyobrażała. Skoro tak uwielbiał kotlety z dziwnych zwierząt, myślała o czymś bardziej związanym z gotowaniem niż o chińskiej wojowniczce o szlachetnym sercu. Fabuła brzmiała jednak ciekawie i oczyma wyobraźni próbowała sobie dostrzec jakieś sceny, które mogłoby to magiczne pudełko pokazywać. - To nie miał syna? Nie rozumiem, dlaczego od kobiety wymaga się samych delikatnych zajęć, miały wtedy przechlapane. Chcę to obejrzeć! Gdzie znajdę magiczne pudełko z tymi rysunkami? Czy jak wygrała wojnę, wybaczyli jej złamanie zasad? I chciałam Ci tez powiedzieć, że bardzo brzydko mówisz.
Przerwała z westchnięciem, nie mogąc powstrzymać się od zwrócenia mu uwagi na słownictwo. Ona starała się wcale nie przeklinać, a u niego weszło to w nawyk bardziej niż przecinek. Miała wrażenie, że takie wulgaryzmy odbierały inteligencji i smaku, a on pomimo swojego odrobinę dziecinnego zachowania, miał całkiem bystre oczy. - To ludzi zamknęli w pudełku czy ich też rysowali i ożywili? To tak, jakbyś oglądał teatr?
Dopytała z ciekawością, chcąc, aby wszystko jej wytłumaczył. Uwielbiała przedstawienia teatralne, zwłaszcza musicale. Świat mugoli był naprawdę fascynujący i żałowała, że tak niewielką styczność z nim miała. Był to jednak kolejny element, który ją w nim zainteresował, chociaż reszty nie potrafiła jeszcze określić. Przesunęła spojrzeniem po sylwetce wysokiego gryfona, uśmiechając się na jego słowa, bo faktycznie jej ulżyło — że nie mam za idiotkę.
- Czyli na zagubioną i w miejscu, o którym nie mam pojęcia i nie wiem, jak sobie poradzić? To by się zgadzało. Ładnie to ująłeś. Często zapominamy o tym, że to działa przecież w dwie strony i nie tylko takich, jak ja zaskakują mugole, ale my również zaskakujemy ich. - westchnęła z odrobiną pochwały w głosie, starając się nie komentować tego, że poniekąd nazwał ją uroczą, chociaż była pewna, że się delikatnie zarumieniła. Nie chciała dać po sobie jednak poznać, że w ogóle ją to obeszło. Na wzmiankę o imieniu, dotarło do niej — że nigdy tak się nie zwróciła. Rozmawiali bezosobowo lub nazywała go bałwanem, którym poniekąd był. Westchnęła ciężko, jakby rozmyślając nad jego prośbą, a w rzeczywistości zastanawiała się, dlaczego nie chce jej to przejść przez gardło. - Ty też nie mówisz do mnie po imieniu.
Najlepszą obroną było odwrócenie kota ogonem. Nie była wybitnym zawodnikiem, ale lubiła latać na miotle i była w tym całkiem niezła, miała frajdę. Nie tak dużą, jak przy jeździectwie, ale poczucie swobody i wiatru we włosach dawało niezapomniane uczucie. W górze łatwiej było jej myśleć. Na jego zaproszenie uśmiechnęła się, kiwając głową.
- W porządku, przyjdę. Będę Ci kibicować, więc się postaraj i nie przegraj z tymi gadami. Była w drużynie wcześniej, zanim wyjechałam, jako ścigająca. Teraz jestem na rezerwowej, jednak powiedziałam Elijah, że mogę też grać na pozycji szukającego. A Ty? - jej kariera z pewnością nie była tak bogata i owocna, jak jego. Było wiele uzdolnionych graczy w ich domu, znacznie lepszych od niej i to oni oblegali pozycje, na których najbardziej jej zależało. Nie widziała się jako pałkarz lub obrońca. Przesuwając wzrokiem po szerokich ramionach Callahan'a uznała jednak, że on by się w tym sprawdził.
Była zaskoczona odrobiną uległości, którą okazał, dając jej prowadzić swoją dłoń z taką łatwością. Nie trafił jednak na kogoś, kto tylko przechwalał się umiejętnością ryzowania! Do tego najbardziej lubiła tworzyć szkice i portrety zwierząt, głównie smoków. Nie musiał się więc obawiać, że rysunek ucierpi. Całkiem zadowolona wróciła na miejsce, trzymając podręcznik na kolanach. Zazdrościła mu odrobinę tego luzu, braku przejmowania się reakcją okropnie surowego nauczyciela. Jej zdrowy rozsądek i chęć życia ze wszystkimi w przyjaźni skutecznie jej to uniemożliwiała.
- Nie usunę. - odparła szybko i dość pewnie, znacznie bardziej, niż planowała. Przeniosła spojrzenie na tomisko, uciekając tym samym wzrokiem od twarzy rozmówcy. Zacisnęła mocniej palce na okładce. -Będzie musiał żyć z tym aligatorem, jeśli się o nim dowie. Przecież to nie tak, że da mi szlaban za niewinne zwierzątko, nie mając pojęcia, czym było wcześniej..
Dodała szybciej, odrobinę się tłumacząc. Dopiero teraz odwzajemniła jego uśmiech, ruchem głowy zgarniając kaskady jasnych, prostych włosów na plecy. Na jego opowieść o przygodzie w korytarzu, zaśmiała się, kręcąc głową z niedowierzaniem. Ona nie miewała takich, nigdy nawet nie była na wagarach i chociaż nie do końca potrafiła zrozumieć towarzyszące łamaniu regulaminu uczucie ekscytacji, starała się. Pewnie, czasem chciała się zerwać i iść porysować gdzieś w plener, ale nigdy nie miała odwagi. Dlatego, że była okropnie słabym kłamcą w takich sprawach. Jej jedyną zdolnością aktorską był krótkotrwały efekt niewiniątka dla odwrócenia uwagi. - Najważniejsze, to, że się starasz.
Nie musiał jej tego wytykać — ona o tym wiedziała. Nie była aż tak do końca na przegranej pozycji, bo umiała się bawić czy odnaleźć w towarzystwie, ale jednak zawsze zajmowała w nim pozycję głosu rozsądku. Przyzwyczaiła się do bycia dorosłą, bo Carson czy Heaven radziły sobie z tym okropnie. Zaabsorbowana ciastkiem, patrzyła się gdzieś w przestrzeń, analizując swoje dość nudne i spokojne życie w szkole, nie zauważając zmiany wyrazu na jego twarzy. Nawet przez myśl by jej nie przeszły rzeczy, które nawiedziły głowę gryfona. Nie znała też mugolskich filmów dla dorosłych, nawet dla nastolatków. Stąd też strzepując ze swetra okruszki, posłała mu zaciekawione spojrzenie. Nie milczał jeszcze tak długo! Nie zauważyła zmiany jego pozycji, zachowując się tak, jak zwykle. Pomimo dziwnej nici sympatii wobec Boyda, zachowywała się tak, jak zwykle. Była dość otwarta i beztroska, starając się maskować drobiny nieśmiałości mieszkające w jej wnętrzu.
- Dobre te ciastka. Z miodowego? - zaczęła, zanim odpowiedziała na jego pytanie. O ferie. Westchnęła, wzruszając ramionami, przenosząc spojrzenie na swoje dłonie. - Niby się zapisałam, ale sama nie wiem, czy to był dobry pomysł. Z drugiej jednak strony, kuszą mnie możliwości zrobienia nowych rysunków. A Ty? Jedziesz?

______________________



Golden Heart • Pure Mind
(c) Miss Pie
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Boyd Callahan

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 18
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 192
C. szczególne : jak mówi, to z irlandzkim zaśpiewem, na przedramieniu ma nieudany tatuaż "Fillin are my live"
Galeony : 808
Dodatkowo : bardzo kocha Fillina
  Liczba postów : 954
https://www.czarodzieje.org/t17850-boyd-callahan#503198
https://www.czarodzieje.org/t17855-sowa-boyda#503468
https://www.czarodzieje.org/t17856-bogus#503470
https://www.czarodzieje.org/t17851-boyd-callahan#503197
https://www.czarodzieje.org/t18313-boyd-callahan-dziennik#521152
Salon Wspólny - Page 9 QzgSDG8




Gracz




Salon Wspólny - Page 9 Empty


PisanieSalon Wspólny - Page 9 Empty Re: Salon Wspólny  Salon Wspólny - Page 9 EmptyWto Lut 04 2020, 19:27;

Było całkiem miło, rozmowa się kleiła, oboje byli w dobrych humorach, przez wysokie okno Salonu Wspólnego wpadały leniwe promienie zimowego słońca, i Boyd sam przez chwilę się czuł jak taki wesoły promyczek, bo siedział sobie wygodnie, miał tego dnia jeszcze tylko jedne zajęcia i prawie całą paczkę swoich ulubionych ciastek w plecaku, i nową koleżankę, która poza tym, że dzień wcześniej rzuciła w niego tostem, to okazała się być bardzo przyjemna, o dziwo nie tylko dla oka, ale tak ogólnie; do momentu. Niespodziewanie bowiem postanowiła zacząć się go czepiać, wytykając mało wyszukane słownictwo, no ale co ją to w ogóle obchodziło, kurwa, kim ona niby była, żeby mu tak wytykać. Nachmurzył się od razu jak to burzowe niebo, które zaraz zacznie ciskać gradem i piorunami.
-A ty co, Fairwyn w spódnicy, że się tak przypierdalasz? – fuknął do niej, marszcząc brwi i krzyżując ręce na piersiach, już nie było mu wesoło, wytrąciła go z równowagi ta uwaga zupełnie, stracił aż ochotę na odpowiadanie na liczne pytania Krukonki, chociaż jeszcze przed chwilą zrobiłby to  z wielkim entuzjazmem, bo wiecie, fajnie tak było błysnąć wiedzą, której ktoś nie miał – Jak ci się nie podoba, to siłą cię tu nie trzymam – dodał i wzruszył ramionami, bo, na brodę Merlina, sama do niego przylazła, a teraz wybrzydza, głupia – Odechciało mi się to tłumaczyć, znajdź może kogoś kto ci opowie o mugolach w bardziej elokwentny sposób – burknął na koniec, zaprzepaszczając tym samym szansę na zaimponowanie jej wiedzą o wynalazkach takich jak kina i przedstawienie swoich top ten filmów, w których mugole strzelają do siebie z broni palnej. Uwagę o imieniu przemilczał, stwierdzając, że jakoś nie miał okazji, by użyć go w konwersacji, ale zanotował sobie w myśli, żeby przy najbliższej okazji to zrobić i tym samym wytrącić jej ten argument z ręki.
Zmiana tematu na ukochanego quidditcha sprawiła, że złagodniał znacznie, będąc już chmurą zaledwie deszczową, taką jesienną, taką nawet do polubienia, gdyby się siedziało w domu pod kocem i z kubkiem kakao; pochwalił się więc, że jest w drużynie pałkarzem, a potem przeszli do całkiem już pokojowej części, w której wspólnie dewastowali podręcznik run, i znowu zrobiło się przyjemnie.
- Jak tak ciężko byłoby ci się z nim rozstać, to mogę ci narysować taki tatuaż – rzucił żartem w odpowiedzi na stanowczy protest wobec sugestii usunięcia feralnego rysunku z książki; nie wiedział, co też mogło ją spowodować: chciała się trochę zbuntować przeciwko surowemu profesorowi, a może dzieło tak jej się spodobało? Tak czy owak, jej problem; chyba zrobił już wszystko, co mógł, żeby pomóc jej wybrnąć z tej sytuacji. Teraz to już wszystko w jej rękach – i Fairwyna.
Uśmiechnął się półgębkiem, gdy pochwaliła ciastka.
- Nie, z mugolskiego spożywczaka – odparł, bo żadne magiczne wafle nie smakowały mu jak te, aż przywiózł sobie zapas z przerwoświątecznej wizyty w domu, po czym, słysząc jej odpowiedź na pytanie o feriach, spojrzał na dziewczynę z zainteresowaniem – Czemu nie? – dopytał, bo co mogło być złego w jechaniu na ferie? – Ja też, pierwszy raz jadę, do tej pory to…to co, musiałem wracać do domu ogarniać dzieciaki, bo starzy się mną wysługują, zamiast ogarniać?… nie jeździłem. – zakończył lakonicznie i trochę kulawo, ale nie umiał wymyślać dobrych kłamstw i nie miał ochoty by przyznawać się do powodu – Będzie fajnie, zobaczysz – dodał dziarsko na koniec – Chrupnij sobie jeszcze ciastko – zachęcił, choć Alise wcale takowej nie potrzebowała, co całkiem go cieszyło, bo bardzo nie lubił, jak kogoś częstował, a ta osoba wzgardzała przekąską.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Alise L. Argent

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 171 cm
C. szczególne : długie i proste włosy, dołeczki w policzkach przy uśmiechu, zawsze nosi łańcuszek z zawieszką z Irlandzką Koniczynką
Galeony : 685
  Liczba postów : 647
https://www.czarodzieje.org/t16073-alise-lauren-argent#440125
https://www.czarodzieje.org/t16093-shea#440127
https://www.czarodzieje.org/t16089-alise-l-argent#440019
https://www.czarodzieje.org/t18311-alise-argent-dziennik#521059
Salon Wspólny - Page 9 QzgSDG8




Moderator




Salon Wspólny - Page 9 Empty


PisanieSalon Wspólny - Page 9 Empty Re: Salon Wspólny  Salon Wspólny - Page 9 EmptyCzw Lut 06 2020, 01:32;

Był taki dziwny. Nie potrafiła go rozgryźć, humor ciągle mu się zmieniał, zupełnie, jakby we wnętrzu gryfona była jakaś karuzela. Zwykle potrafiła radzić sobie z ludźmi, jednak tutaj kompletnie nie potrafiła przewidzieć, czy coś sprawi, że wybuchnie lub nie. Ze zwierzętami było znacznie prościej, chociaż tak wiele osób w życiu się z nią o to sprzeczało. Alise im dłużej się mu przyglądała, tym więcej zauważała rzeczy, które niekoniecznie chciała widzieć. Była bystrą dziewczyną, grzeczną i wiedziała, że tłumiony rozsądek prędzej czy później się odezwie w związku ze zbyt nachalnym zainteresowaniem względem bruneta. Nie mogła się nie uśmiechnąć z westchnięciem, jakby sama przed sobą przyznawała rację, gdy znów wybuchł, a słowa uderzyły jej w uszy. Cóż, nie każdy potrafił przyjąć krytykę, jednak po co ta cała agresywna otoczka? Nie odezwała się jednak słowem, wzruszając jedynie ramionami na jego pytanie o opiekuna Slytherinu, z którym na dobrą sprawę absolutnie nic chyba jej nie łączyło. Źle się czuła porównywana do tego zimnego człowieka. Nie uciekała jednak od Boyda wzrokiem, patrząc mu w oczy ze spokojem i naturalną dla siebie łagodnością. Nie była dobra w konfliktach, kłótniach. Nienawidziła ich i sama chyba nigdy nie krzyczała, nie mówiąc już o brzydkim słownictwie.
- Tak, chyba tak zrobię - dowiem się po swojemu. - odparła jedynie z delikatnym wzruszeniem ramion, posyłając mu uśmiech. Uznała, że nie ma sensu się wściekać i ciągnąć go za język. Byli skrajnie różni, tutaj na próżno było liczyć na cud. Była jednak ciekawa rzeczy, o których mówił i zdecydowanie postara się odnaleźć informacje na własną rękę, zwłaszcza o tym filmach z ludźmi! Musieli mieć technologię podobną do ich magicznych zdjęć, zamykaną w pudełkach, bo jak inaczej to wyjaśnić?
Wystarczyło rozmawiać o tym, co chłopak lubił, aby łagodniał. Trochę jak z dzieckiem, które przekupowało się słodyczami, żeby się nie awanturowało, tylko na szczęście latanie było zdrowsze. Wyglądał znacznie lepiej, gdy nie miał tego wściekłego wyrazu twarzy, dzikich iskier w oczach.
- Nie, żebym wątpiła w Twój talent, ale z tatuażem się wstrzymajmy. Moi rodzice by to tragicznie znieśli — odparła z rozbawieniem, wyobrażając sobie reakcję ojca. Trochę jej przeszkadzało to, że wciąż traktował ją niczym małą dziewczynkę i dziękował Merlinowi, że miał litość i uchronił ją przed ostrym makijażem i wzywającymi strojami. Podobno tego się obawiał, nazywając dzisiejsze dziewczęta wyuzdanymi. - Dziękuje jednak za propozycję.
Dodała jeszcze, sięgając po swoją torbę i wrzucając do niej odzyskany podręcznik. Prawda była taka, że trudno było się krukonce skupić na rozmowie, nawet jeśli znów była przyjemna. Nie lubiła, gdy ktoś podnosił na nią głos właściwie bezpodstawnie, traktując jej słowa niczym atak. Tłumaczyła go jednak tym, że jej nie znał i nie mógł przecież wiedzieć, że Argentówna była ostatnią osobą, która kogokolwiek umyślnie by zraniła lub zdenerwowała. Strzepała okruszki ciastka, kiwając jeszcze z uznaniem głową.
- Takie mugolskie, miodowe królestwo? Bardzo słodycze się różnią? Byłam kiedyś na takim targu ze straganami, ale mieli tylko cukierki i naleśniki. - zaczęła z nutą rozczarowania w głosie, bo naprawdę liczyła na ciekawsze smaczki. Lubiła jeść, próbować nowych rzeczy. Z jednej strony jej metabolizm był darem z niebios, bo potrafiła naprawdę sporo spałaszować, a dalej wyglądała jak paskudny wieszak na ubrania z okazjonalnymi zaburzeniami odżywiania. Na jego pytanie znów wzruszyła ramionami, nie chciała się tłumaczyć i mówić mu, że nie może odnaleźć się w szkole i jest bez Carson cholernie samotna. - A co, jeśli trafię na kogoś okropnego w pokoju, albo.. Albo nie wiem, będzie jednak nudno? Naprawdę? Przypominasz starego wyjadacza szkolnych wyjazdów.
Zauważyła, lustrując go wzrokiem i mając go raczej na sportowego geniusza drużyny, otoczonego kumplami i mającego kilka wielbicielek. Nie było w tym nic złego, każdy musiał przecież znaleźć swoją rolę i miejsce w społeczeństwie. Podniosła się, poprawiając materiał spódniczki i zakolanówek, prostując krawat pod szyją. Przerzuciła torbę przez ramię, a na jego propozycję ciastka, uśmiechnęła się krótko i podeszła, biorąc jeszcze jedno. Świetnie, teraz już będzie w jej głowie Wafelkiem Bałwankiem. Spojrzała na niego nieco z góry, chociaż wcale nie w złym tego słowa znaczeniu — po prostu stała.
- Skoro to pierwsze, to muszą być niezapomniane. Mam nadzieję, że żadne z nas nie będzie rozczarowane. Dzięki za ciastko. Pójdę już, poczytaj sobie. - wskazała ruchem głowy na gazetę, którą mu właściwie przerwała. Pewnie był ciekaw transferów i artykułów o lataniu, skoro zamierzał grać w Mistrzostwach. Posłała mu jeszcze krótki uśmiech, odwracając się i kierując do wyjścia w milczeniu. Tak będzie lepiej, pewne rzeczy trzeba stanowczo i krótko odcinać, zanim się na dobre rozrosną. Alise zatrzymała się jednak z ręką na klamce, odwracając głowę w jego stronę.
- Miło było Cię poznać, Boyd.
A potem wyszła, zamykając za sobą i kierując się w stronę schodów prowadzących do wieży, gdzie znajdowało się dom Ravenclaw. Wciąż miała trochę nauki i prac domowych przed jutrem, a bezsensu, żeby mu dalej zajmowała czas i psuła nerwy. Uśmiechnęła się pod nosem, przyśpieszając kroku, pałaszując wafelka.

|zt

______________________



Golden Heart • Pure Mind
(c) Miss Pie
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Boyd Callahan

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 18
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 192
C. szczególne : jak mówi, to z irlandzkim zaśpiewem, na przedramieniu ma nieudany tatuaż "Fillin are my live"
Galeony : 808
Dodatkowo : bardzo kocha Fillina
  Liczba postów : 954
https://www.czarodzieje.org/t17850-boyd-callahan#503198
https://www.czarodzieje.org/t17855-sowa-boyda#503468
https://www.czarodzieje.org/t17856-bogus#503470
https://www.czarodzieje.org/t17851-boyd-callahan#503197
https://www.czarodzieje.org/t18313-boyd-callahan-dziennik#521152
Salon Wspólny - Page 9 QzgSDG8




Gracz




Salon Wspólny - Page 9 Empty


PisanieSalon Wspólny - Page 9 Empty Re: Salon Wspólny  Salon Wspólny - Page 9 EmptyCzw Lut 06 2020, 10:09;

Nie odpyskowała mu, kiedy na nią naskoczył, nie podniosła rzuconej rękawicy, nie cisnęła ani tostem ani obelgą, konflikt nie miał szansy, by eskalować i został zduszony w zarodku przez ciche westchnienie i łagodny uśmiech; nie był przyzwyczajony do takich reakcji, nie spodobało mu się to, bo po tym jak spokojnie przyznała mu rację nie było sensu się dalej unosić, nie dała mu kolejnego pretekstu do zrobienia draki o nic i z jednej strony to przecież dobrze, bo po chwili znów zrobiło się miło, z drugiej zaś wcale nie był zachwycony, że tak po prostu wytrąciła mu broń z ręki i zignorowała nadciągającą burzę.
No ale jak tu się denerwować, kiedy rozmowa schodzi na ciastka? No nie da się. Zapomniwszy szybko, że miał już nigdy o niczym fajnym jej nie mówić, opowiedział pokrótce conieco o mugolskich przysmakach, wymieniając te co pyszniejsze oraz sugerując, że najpewniej Alise była po prostu na wyjątkowo kiepskim targu i że czas najwyższy to zmienić i zacząć eksplorować poza Miodowym Królestwem, bo choć niemagiczne słodycze nie mogły sprawić, że zacznie się lewitować albo mówić rymami, to niekiedy biły na głowę te czarodziejskie, jeśli chodzi o doznania smakowe. (Nie żeby był ekspertem oczywiście, od łakoci wolał przecież owoce, a od czipsów jarmuż, bo reprezentował zdrowy styl życia i tak dalej, wcale nie wpieradalał wszystkiego jak leci, gdzie tam).
Zaśmiał się, słysząc jej obawy o nieudanych feriach i okropnych współlokatorach.
- Nawet jak tak, to masz już doświadczenie. Ze mną wytrzymujesz w jednym pokoju i chyba dobrze ci idzie - odparł trochę pokrzepiająco, trochę żartem. Wiedział, dobrze wiedział że nie należał do ludzi, w których towarzystwie bardzo miło się przebywa, i że ta ich pogawędka była głównie zasługą usposobienia dziewczyny - Nadrobisz sympatycznością za dwie osoby - dodał z pełnym przekonaniem. To już prędzej on powinien się martwić, że trafi na kogoś, kto go będzie wkurwiał albo kto będzie się ochoczo awanturował w odpowiedzi na jego bucowate zachowania; nie przejmował się tym jednak, stwierdzając, że na zapas to nie ma co przeżywać.
Powiódł wzrokiem za dziewczyną, gdy wstała i ruszyła do drzwi; najpierw tylko kiwnął jej głową w odpowiedzi na pożegnanie, ale gdy zatrzymała się w drzwiach, zmienił zdanie i jednak odpowiedział.
- Do zobaczenia. Alise. - bo na pewno spotkają się w końcu na którejś z lekcji, choć wcale nie był pewny, czy będą mieli okazję jeszcze porozmawiać. Czy Krukonka będzie miała ochotę.
Gdy wyszła, sięgnął po gazetę, chcąc kontynuować czytanie, ale jakoś nie mógł się skupić, bo ciągle pałętał się mu w myślach ten jej łagodny uśmiech; przejrzawszy raptem dwie strony, z których niewiele wyniósł, poddał się i wcisnął czasopismo do plecaka, po czym sięgnął po podręcznik, by też go schować, a gdy to robił, zauważył że coś wystaje spomiędzy stron: urocza zakładka ozdobiona rysunkiem bałwana w gryfońskim szaliku, podpisanego - a jakże - jego imieniem. Obejrzał ją uważnie z każdej strony, obracając ją długo między palcami i mimowolnie uśmiechając się do siebie. Przecież po ich pierwszym spotkaniu zasłużył sobie raczej na wpierdol - a dostał prezent. Kto tak w ogóle robił? Kto poświęcał swój czas i kreatywność i obdarowywał taranujących na korytarzu obcych takimi upominkami? Pokręcił głową z niedowierzaniem, mile zaskoczony, ale też lekko skonfundowany, po czym pozbierał wszystkie manatki, zakładkę pieczołowicie umieszczając z powrotem w książce, i opuścił salon wspólny.

/zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Annabell Helyey

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 17
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 170,5
C. szczególne : intensywnie niebieskie oczy; tatuaż ciągnący się od uda do żeber; węgierski akcent
Galeony : 274
  Liczba postów : 349
https://www.czarodzieje.org/t18101-annabell-mia-helyey
https://www.czarodzieje.org/t18110-listy-do-ann#514950
https://www.czarodzieje.org/t18111-relacje-ann#514951
https://www.czarodzieje.org/t18102-annabell-mia-helyey
https://www.czarodzieje.org/t18304-annabell-helyey-dziennik
Salon Wspólny - Page 9 QzgSDG8




Moderator




Salon Wspólny - Page 9 Empty


PisanieSalon Wspólny - Page 9 Empty Re: Salon Wspólny  Salon Wspólny - Page 9 EmptyWto Mar 10 2020, 08:31;

Powrót z ferii był dla niej strasznym czasem. Uchodziła za osobę ambitną i nieszczególnie leniwą, jednakże odpoczynek feriowy mógłby się dlań nigdy nie kończyć. Pomijała fakt uderzenia głową w drzewo i myślenia przed bite dwa dni, że jest własnym bratem, w swojej tęsknocie i patrzyła z rozmarzeniem przez okno, przypominając sobie jak fantastyczną rzeczą było szusowanie po stoku na jej ukochanych czartach. Cóż, teraz musiała czekać do kolejnego roku, by doświadczyć tych przyjemnych chwil.
Koszule miała rozpiętą przy szyi, a krawat poluzowany, z szaty zrezygnowała, swoją drogą naprawdę jej nie lubiła, i tego chłodnego wieczoru narzuconą miała jedną ze swoich ulubionych bluz z logiem Souhvězdí na piersi. Bluza ta była jej nieco za duża, lubowała się bowiem w nieco większych rozmiarach, zarzuconych na ramiona, niespecjalnie przepadając za idealnie dopasowanymi do jej figury ubraniami. Dlatego też tak szczerze nie znosiła hogwarckiego mundurku. Koszula zapięta pod szyję, dopasowany sweter i ta koszmarnie niepraktyczna szata czarodziejów, była to też dla niej nowość, w Souhvězdí zasady ubierania nie były tak sztywne i naprawdę to lubiła. Nie narzekała jednak, swoje pomyślała, może trochę pomarudziła bratu na tę konieczność odpowiedniego stroju, ale była zadowolona z możliwości przyjazdu do Hogwartu, więc starała się dostrzegać same superlatywy.
Jej chęci do nauki były ledwie zauważalne. Wiedziała, że musi, że powinna i naprawdę leniwe dni już odeszły w niepamięć, jednak nie mogła się przemóc. Swoją drogą, matka już w liście napisała, że jest okej, jednak Annebll doskonale wiedziała co to "okej" oznacza. Wydźwięk tego słowa brzmiał jakoś mniej więcej "weź się do roboty, bo liczę na więcej". Siedziała więc przy jednym ze stolików w salonie wspólnym, licząc na to, że jeśli patrzeć będzie na grube tomisze starych ksiąg, chęć sama przyjdzie, a ona do niczego nie będzie musiała się zmuszać. Na kolanach miała otwartą książkę, na której stronnicach widniały zaklęcia uzdrawiające, a po jej lewej stronie leżały jeszcze trzy inne księgi z eliksirami. Merlinie, za jakie grzechy? Oparła głowę o złożone dłonie i przymknęła oczy, czy może zasnąć tak najlepiej do końca semestru?

@Maximilian Brewer

______________________

You save everyone,
but who saves you?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Brewer

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 17
Czystość Krwi : 10%
Wzrost : 178 cm
Galeony : 871
Dodatkowo : Jasnowidzenie
  Liczba postów : 848
https://www.czarodzieje.org/t18375-maximilian-brewer
https://www.czarodzieje.org/t18475-listy-tradycyjne-maxa#526264
https://www.czarodzieje.org/t18474-max-nie-zaprasza#526263
https://www.czarodzieje.org/t18374-maximilian-brewer
https://www.czarodzieje.org/t18428-maximilian-brewer-dziennik#52
Salon Wspólny - Page 9 QzgSDG8




Gracz




Salon Wspólny - Page 9 Empty


PisanieSalon Wspólny - Page 9 Empty Re: Salon Wspólny  Salon Wspólny - Page 9 EmptySob Mar 14 2020, 21:55;

Nauka i inne pierdolenie na pewno nie było tym, co Max kochał najbardziej. Wiedział jednak, że jakimś cudem musi skończyć szkołę, żeby móc w ogóle starać się o to, co zostawiła mu Rose, ale tak po prawdzie nie widział swojej przyszłości w czymś, co nie byłoby związane z wróżbiarstwem, a jak łatwo się domyślić, o to było raczej w chuj ciężko. Nie uśmiechało mu się kelnerowanie, ale wiązało się to z wieloma kwestiami, między innymi, z tym że po prostu w krytycznym momencie mógł narzygać na podawane danie. To byłby dopiero cudowny, gówniany kabaret, w którym na pewno nie chciałby brać udziału. Pozostawało mu więc być zajebiście pilnym uczniem i chodzić na te wszystkie pojebane przedmioty, pisać te pieprzone zadania, chociaż wcale mu się nie podobały, i udawać, że świetnie się bawi. Inaczej z całą pewnością skończy tak chujowo, że nie ma o czym nawet mówić. To jednak nie oznaczało, żeby chciał z miejsca robić z siebie jakiegoś podkurwionego, grzecznego chłopca, który kiwałby na wszystko głową i zachowywałby się, jakby zamierzał zostać jakimś jebanym prefektem.
Rzucił swoje rzeczy koło stolika, zupełnie nie przejmując się dziewczyną, która tam siedziała i rozsiadł się wygodnie, wyciągając przed siebie nogi i spojrzał na Annabell dość bezczelnie, nie przejmując się zupełnie tym, że pewnie jej przeszkadza, aczkolwiek biorąc pod uwagę, jak zachowywała, to pewnie marzyła o jakimś pieprzonym księciu z bajki. Trafił ci się zgniły troll, reklamacji nie przyjmujemy, jak się nie podoba, możesz w każdej chwili wypierdalać. Uniósł lekko brwi, kiedy sięgał po jeden z rzuconych podręczników, zastanawiając się, na chuj mu on właściwie i czy naprawdę musi kopać się z tymi wszystkimi gównami, jakimi go zarzucano, a potem przekrzywił głowę, zastanawiając się chyba, co takiego ciekawego jest za oknem, postanowił więc przekonać się w dość bezczelny sposób, małpując przy okazji dziewczynę, aż w końcu sapnął.
- Nie wiem, jak ty, ale ja tam widzę ponuraka, dziecino - stwierdził jeszcze, całkowicie bezczelnie i mając w dupie to, co Annabell sobie właściwie pomyśli, czy będzie cykorem, czy go opierdoli z góry na dół. Właściwie obie opcje były dość zabawne i chyba przyjąłby obie z zadowoleniem, więc można powiedzieć, że całkiem niecierpliwie czekał na jej ruch, aczkolwiek, jednocześnie, postawę miał godną stwierdzenia, że na wszystko ma po prostu wyjebane. Nie zamierzał się niczym przejmować, nie zamierzał bawić się w układnego chłopaczka do bicia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Annabell Helyey

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 17
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 170,5
C. szczególne : intensywnie niebieskie oczy; tatuaż ciągnący się od uda do żeber; węgierski akcent
Galeony : 274
  Liczba postów : 349
https://www.czarodzieje.org/t18101-annabell-mia-helyey
https://www.czarodzieje.org/t18110-listy-do-ann#514950
https://www.czarodzieje.org/t18111-relacje-ann#514951
https://www.czarodzieje.org/t18102-annabell-mia-helyey
https://www.czarodzieje.org/t18304-annabell-helyey-dziennik
Salon Wspólny - Page 9 QzgSDG8




Moderator




Salon Wspólny - Page 9 Empty


PisanieSalon Wspólny - Page 9 Empty Re: Salon Wspólny  Salon Wspólny - Page 9 EmptyNie Mar 15 2020, 19:05;

Ann miała ochotę absolutnie zapaść się pod ziemie, zasnąć i już nigdy się nie obudzić, po prostu przestać istnieć, bowiem cała ta sytuacją, z którą zmagała się od właściwie chwili swojego urodzenia, zaczęła ją naprawdę przytłaczać i ostatnimi czasy, od wyjazdu na ferie, miała jakiś gorszy czas. Wiedziała, że takie chwile słabości się zwyczajnie zdarzały i musiała to po prostu przeczekać, niemniej jednak w tej właśnie chwili miała ochotę wszystko rzucić w pizdu i zaszyć się gdzieś w kącie ze swoim kotem na kolanach. Targały nią mieszane emocje, od złości na samą siebie, przez totalne zaprzeczenie wszystkiego, po chęć płaczu w poduszkę do samego rana, a to wszystko sprawiało, że miała ochotę po prostu krzyczeć. Nie robiła jednak tego, tylko siedziała w pokoju wspólnym z przymkniętymi powiekami i głęboko oddychała, starając się oczyścić swoją głowę z niechcianych myśli. Annabell z natury bardzo dużo czuła, zdecydowanie zbyt dużo jak na swoje głupie siedemnaście lat, ale taka właśnie była. Dlatego więc musiała się pozbyć tego co niepotrzebne i żyć dalej, tak samo jak przeżyła swoje siedemnaście wiosen.
Z początku nie zwróciła uwagi na chłopaka (poznała po rozmiarze butów, które zobaczyła kątek półprzymkniętego oka), który to postanowił bez żadnego w ogóle pytania się doń dosiąść. Niespecjalnie była w nastroju na towarzystwo, ale też nie chciała niepotrzebnych spięć, bowiem naprawdę nie czułą się w tej chwili na siłach. Postanowiła więc ostentacyjnie zignorować jego obecność – skoro chce, niech siedzi, bądź co bądź nie przeszkadzał w jej ponurych myślach i użalaniu się nad sobą. Wszystko byłoby pięknie, gdyby ów chłopak nie postanowił otworzyć swoich ust i co więcej – wydobyć spomiędzy swoich warg dźwięków. Westchnęła więc cicho i uniosła nań swoje intensywnie niebieskie oczy, które niezaprzeczalnie świadczyły o jej przynależności do rodu Helyey’ów. Niestety.
Zmierzyła go swoim – zupełnie wypranym z emocji, ale jednocześnie z pewną wyzywającą dozą, która zawsze jej towarzyszyła – wzrokiem, począwszy od jego bezczelnej pozy, a skończywszy na jego brązowych oczach.
Mogę udawać, że mnie obchodzi o czym mówisz, ale tak nie jest. – właściwie usłyszała tylko ostatnie słowo, a „ponurak” skojarzył jej się z wróżbiarstwem. Ann nie była uprzedzona do tej dziedziny magii, w Souhvězdí przykładano uwagę do astronomii, która, czy dziewczyna tego chciała czy nie, była powiązana z wróżbiarstwem, tak się kompletnym laikiem nie była. Chociaż cóż, w oczach Maxa pewnie tak.
Annabell szybko odczytała tę jego postawę, mówiącą „mam wszystko i wszystkich gdzieś”, było wiele takich osób, które uważały, że pozbycie się krzty przyzwoitości sprawia, że są cool. Zawsze ją to niezmiernie bawiło i chociaż starała się nie wywyższać, to od takich właśnie osób czuła się lepsza. Trzeba było mieć poczucie własnych wartości, inaczej zbyt łatwo się zgubić we własnych kłamstwach i oszukiwaniu samego siebie.
A czy ty nie oszukujesz samej siebie? Szybko uciszyła cichy głos w swojej głowie.
Jeśli twoimi największymi ambicjami jest przeszkadzanie mi, chociaż nie sądzę, żeby tu coś personalnego miało miejsce, to zwyczajnie odpuść, nie jestem w nastroju na idiotyczne komentarze. – mruknęła i wróciła wzrokiem do książki. Była pewna, że za chwilę usłyszy jakąś cudowną odzywkę. Merlinie, za jakie grzechy?

______________________

You save everyone,
but who saves you?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Salon Wspólny - Page 9 QzgSDG8








Salon Wspólny - Page 9 Empty


PisanieSalon Wspólny - Page 9 Empty Re: Salon Wspólny  Salon Wspólny - Page 9 Empty;

Powrót do góry Go down
 

Salon Wspólny

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 9 z 11Strona 9 z 11 Previous  1, 2, 3 ... 8, 9, 10, 11  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Salon Wspólny - Page 9 KQ4EsqR :: 
hogwart
 :: 
Wielkie schody
 :: 
piate pietro
-