Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Klub Luna

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next
AutorWiadomość



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 29618
  Liczba postów : 44064
http://www.czarodzieje.org/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Klub Luna   Nie 31 Sie - 20:36

First topic message reminder :


Klub Luna




Jedno z najbardziej gorących miejsc, które plasują się na listach klubów najchętniej i najczęściej odwiedzanych przez dorosłych czarodziejów, ale też i studentów. Jest tu prowadzona selekcja wiekowa, więc jeśli nie ukończyłeś siedemnastego roku życia to zostaniesz stąd po prostu wyrzucony. Oprócz ochroniarza przy wejściu została umieszczona linia wieku, gotowa wyrzucić Cię na drugi brzeg ulicy.
Zanim tu wejdziesz już Cię coś przyciąga - to pewnie ta głośna, nęcąca muzyka. Jesteś świadom, że w tym miejscu można zaprzedać duszę diabłu? Zrzucisz tu nie jedną cnotę życiową w pogoni za zatraceniem się w trwaniu wieczora.
Wykwalifikowani pracownicy dbają o to, by poziom zapewnianej rozrywki był wprost nieosiągalnie genialny. Tańczą tu najlepsze tancerki wyginające swe gorące ciała, grają tu mężczyźni, których portfele są zdecydowanie grubsze niż w istocie by wyglądały. To tu pada hazard... Mówisz, że tylko raz, a wracasz jeszcze i jeszcze, jakbyś przeżywał dzień świstaka.
Barmani natomiast przygotowują najlepsze drinki, które Twoje podniebienie zwyczajnie kocha.  
Grywają tu też najlepsi DJ w ofercie specjalnej, która co jakiś czas bucha czymś czego pozornie byś się nie spodziewał.
Chcesz poczuć magię tego miejsca? Nie ma problemu.
Pamiętaj jednak, że   wejście do klubu kosztuje 10 G.

Baw się dobrze.

Kilka zasad:
Spoiler:
 

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 533
Dodatkowo : szukająca
  Liczba postów : 1320
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11413-oriane-l-carstairs
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11414-male-przyjaznie-milosci-i-wrogowie-ori#306244
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11416-shadow#306304
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11415-oriane-leonie-carstairs#306303




Gracz






PisanieTemat: Re: Klub Luna   Wto 7 Lut - 21:51

Chwileczka... Des go zostawiła? Ale jak to?! Przecież znała tą dziewczynę. Wiedziała doskonale również jak bardzo kochała chłopaka siedzącego przed nią. To nie mogła być prawda. Chociaż... Do niej też się nie odzywała od dłuższego czasu. Nie odpisywała na listy, nie dawała znaku życia, nie chodziła do szkoły. Jakby zapadła się pod ziemię. Martwiła się o nią i to bardzo, jednak nic nie mogła zrobić. Nie znała jej miejsca zamieszkania. A przynajmniej nie w tej chwili, gdyż zdążyła już odwiedzić jej dom i jak się okazało jej tam nie było. Tego jednak nie musiała mówić chłopakowi. W końcu spotkali się tutaj w innym celu.
- Nie chcę jej bronić, ale może miała powody. - wzruszyła ramionami spoglądając na Maxa. Czasami żałowała, że był jej kuzynem. Obydwojgu nie układało się w miłości. Może gdyby byli razem... Od razu wyrzuciła te myśli z głowy. Za parę tygodni miała wyjść za Lucasa. Po co w ogóle myślała o takich rzeczach. Było to idiotyczne. Upiła spory łyk alkoholu stojącego przed nią i uśmiechnęła się do barta.
- Dziś jednak nie musimy o niej rozmawiać. Jest tutaj masa dziewczyn, które nie mogą oderwać od Ciebie wzroku. Trochę jestem zazdrosna. - puściła mu oczko pokazując ruchem głowy na jedną z blondynek siedzącą przy barze. Jej strój był dość wyzywający, ale nie ocenia się czarodzieja po szacie, prawda? - Widzisz jak ona patrzy na Ciebie? Pewnie jet ciekawa kim jest ten przystojniak siedzący z boginią. Zagadaj do niej. Może Ci się poszczęści. - dokończyła swój drink zmieniając natychmiast temat. Jak nie teraz to nigdy mu nie powie. Do roboty Ria. - A tak poza tym wychodzę za kilka tygodni za mąż. - przełknęła ślinę i nie przerywając kontynuowała. - I jak, podoba Ci się? - miała nadzieję, że nie załapie tego co powiedziała między zdaniami. Może zapomni, albo jedynie kiwnie głową i zmienią temat na coś zupełnie innego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 22
Skąd : Londyn, magiczna ulica
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1031
  Liczba postów : 901
http://www.czarodzieje.org/t5147-maximilian-lamberd
http://www.czarodzieje.org/t5148p15-serducha-maxa#256539
http://www.czarodzieje.org/t9166-sowa-maxa
http://www.czarodzieje.org/t9158-maximilian-lamberd#256541




Gracz






PisanieTemat: Re: Klub Luna   Wto 7 Lut - 22:11

To, że zerwała z nim kontakt i można powiedzieć zostawiła go bez słowa to nie znaczy, że Max za nią nie tęsknił i nie chciałby się dowiedzieć co tam jest u niej grane, bo chciał. Byli przecież przyjaciółmi, tak? A obiecywali sobie, że zostaną nimi mimo iż im się nie uda. To miał być taki eksperyment dla nich. Coś tam nadal do niej czuł, bo to było nieco świeże, ale czy chciałby do niej wrócić? Chyba by się już tego nie podjął. Zostawiła go, a to jednak o czymś świadczy. Owszem, jeżeli chociażby napisała mu jakąś sowę czy dała jakkolwiek znać, ale nie. Dla niego ona była skończona jeżeli chodzi o związek, nie chciał się już kolejny raz zaangażować i się zawieść. Kiwnął jedynie głową i wzruszył ramionami. Kompletnie go to teraz nie obchodziło. Nie chciał już dłużej o tym myśleć. Niech sobie robi co chce. Na szczęście ich związek nie trwał długo i jakoś się specjalnie do siebie nie zbliżyli i może to dobrze, bo gorzej byłoby gdyby Max szczerze się w niej zakochał, na zabój, byłby wtedy całkowicie załamany.
Spojrzał na dziewczynę, która się ponoć na niego patrzyła. Wzruszył ramionami zrezygnowany. Na razie interesowali go mężczyźni i szczerze powiedziawszy chciałby ażeby tak zostało. Chociaż oni są zdecydowani, bo z tymi dziewczynami to różnie jest. Trochę się na nich zawiódł, ale oczywiście nie chodzi tutaj o jego siostrę, bo ona nigdy go nie zostawiła i pewnie nie zostawi. Zawsze mógł na nią liczyć w trudnych chwilach, a nie ukrywajmy, ale to jest właśnie taka chwila. - Przestań, jakaś dziwna i za pewne pusta dziewczyna. - mruknął do niej przenosząc wzrok na siostrę. Na pewno zauważyła, że nieco dziwnie się zachowywał, miał wyraz twarzy jakby zaraz miał puścić pawia. Dziewczyny go nie interesowały bynajmniej na razie. Będzie miał święty spokój, a z chłopakami lubił się od czasu do czasu zabawić i to mu wystarczało w zupełności. - Wychodzisz za mąż?! Za Lucasa jak mniemam? Cieszę się... - powiedział do niej szczerze. No dlaczego miałby się nie cieszyć? Skoro tyle czasu byli razem to w końcu musiało do tego dojść. - Wydaje mi się, że jest całkiem spoko. Mam nadzieję, że będziesz szczęśliwa, ale oczywiście wiesz gdzie mnie szukać jeżeli coś by Ci zrobił... - powiedział do niej i pokiwał głową. Bardzo dobrze. Miałby wielką ochotę się na nim zemścić. On tam do niego nic nie miał, mimo iż tylko raz z nim rozmawiał i to jeszcze w obecności Oriane. Ona musiała sama decydować, przecież jest dorosła, a on nie będzie ingerował w jej życie dopóki sama tego nie zechce.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 533
Dodatkowo : szukająca
  Liczba postów : 1320
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11413-oriane-l-carstairs
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11414-male-przyjaznie-milosci-i-wrogowie-ori#306244
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11416-shadow#306304
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11415-oriane-leonie-carstairs#306303




Gracz






PisanieTemat: Re: Klub Luna   Wto 7 Lut - 22:25

To było dziwne z jego strony. Dziwna i pusta.... Znała go dostatecznie dobrze, aby wiedzieć, że coś jest nie tak. Nie mogła jednak wyłapać co. Miała nadzieję, że sam jej powie. Nie chciała wysnuwać dziwnych wniosków. Wzrokiem odszukała jedną z kelnerek i poprosiła aby podała im po piwie. Może i nie powinni pić, ale co mogło sie im stać? W obecności Maxa była bezpieczna. Nikt przy zdrowych zmysłach nie podszedłby do niego. Może i w szkole był puchonem, ale zdecydowanie bardziej pasował do Gryfonów.
I zaczęło się. Miała nadzieję, że nie wyłapie tego, a tutaj lawina pytań i zapewnień. Nawet życzenia szczęścia. Było to naprawdę miłe z jego strony, jednak czy ona chciała tego ślubu tak szczerze na sto procent? Na to pytanie nie była w stanie odpowiedzieć. Kochała Lucasa całym swoim sercem. Przeżywali wzloty i upadki z których zawsze potrafili wyjść cało. Jednak czy to nie było już przyzwyczajenie... A może po prostu bała się tego ślubu tak bardzo, że jej mózg starał się stworzyć jakąś alternatywę. Wyjście z tej sytuacji aby nie musiała brać w niej udziału. To była jedna z najbardziej możliwych opcji. I przy niej miała zamiar zostać.
- Za Lucasa. - uśmiechnęła się do niego szczerze. - Jest naprawdę kochaną osobą i wątpię aby jakaś interwencja była potrzebna. Ale nawet jeśli to sama doskonale sobie z nim poradzę. - puściła mu oczko po czym odebrała od kelnerki, która właśnie zaszczyciła ich swoją obecnością, piwa dając jedno kuzynowi. - Bardzo przepraszam cię, że mówię Ci to teraz, ale nie chciałam aby dowiedzieli się o tym moi rodzice. Doskonale zdajesz sobie sprawę jakby zareagowali. Tym bardziej, że nadal jestem zaręczona z osobą którą mi wybrali. A uwierz mi, Christian nie odpuści od tak. - na chwilę zapomniała o jednym z największych problemów. Do teraz. Christian nadal był gdzieś tam, mając nadzieję, że stworzy z nią rodzinę. Szkoda, że nie potrafił zrozumieć prostego słowa NIE. Może wtedy daliby radę byś przyjaciółmi... - Jak tam mały? Już dawno nie miałam okazji wybrać się do was przez co nie widziałam mojego małego kuzyna. Co u niego? Zdrowy jest? - nie chciała dłużnej rozmawiać o ślubie, chodź zdawała sobie sprawę, że temat ten jeszcze wypłynie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 22
Skąd : Londyn, magiczna ulica
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1031
  Liczba postów : 901
http://www.czarodzieje.org/t5147-maximilian-lamberd
http://www.czarodzieje.org/t5148p15-serducha-maxa#256539
http://www.czarodzieje.org/t9166-sowa-maxa
http://www.czarodzieje.org/t9158-maximilian-lamberd#256541




Gracz






PisanieTemat: Re: Klub Luna   Wto 7 Lut - 22:38

Picie z siostrą. Matko jak za dawnych dobrych lat. Teraz powinni przecież balować, bawić się razem, a jednak każdy poszedł w swoją stronę i widzą się zaledwie kilka razy na miesiąc. Ubolewał nad tym, ale co miał poradzić. O dziwo mimo iż spędzali ze sobą sporo czasu za dziecięcych lat to los tak sprawił, że nie mieli wspólnych znajomych. Każdy obracał się w swoim towarzystwie. Maxowi odpowiadali bardziej puchoni, z nimi naprawdę miał bardzo dobry kontakt. Niektórzy byli dość dziwni, ale on ich tolerował, bo sam cudowny nie jest i wiele osób mu mówiło, że zachowuje co najmniej dziwacznie. Czy pasował do gryfonów? Być może. On sam nigdy się nad tym nie zastanawiał, jedynym domem który sam sobie przypisywał to z pewnością był Slytherin. Jego prawdziwi rodzice właśnie w tym domu byli, a i Ori przecież przyjęła barwy Salazara. Więc można powiedzieć, że był w gruncie rzeczy pewny, że tam trafi, jednakże Tiara zadecydowała inaczej. Ale czy to ważne? Dla niego dom nigdy nie miał znaczenia. Potrafił się dogadać z każdym kto tylko chciał się z nim dogadać.
Jak dla niego to nieco wcześnie na takie kroki. Byli młodymi czarodziejami, dlaczego się tak śpieszyli. Miał tylko nadzieję, że Lucas nie zabierze jej gdzieś daleko. Kto wie co mu tam po głowie chodziło. Na pewno Max byłby na niego wtedy wściekły. Jednakże dla dobra siostry ma zamiar normalnie się z nim dogadać, ażeby nie musieli ukrywać swoich spotkań, bo tak często przecież było i tutaj nie ma się co oszukiwać. Lucas nigdy jakoś nie wyjawiał ochoty poznania puchona, ale czy Maxowi na tym zależało? Kochał Ori, a nie jego. Nie potrzebował poznania go, ale teraz. Gdy postanowili iść w tym kierunku będzie musiał go nieco bliżej sprawdzić. Jednakże uważał swoją siostrę za mądrą dziewczynę i że głupie wyskoki nie są w jej stylu. Miał nadzieję, że to jest przemyślana decyzja w gruncie rzeczy był tego pewien.
No właśnie. Propozycja była tylko po to, żeby była. A doskonale wiedział, że Ori nie pozwoli mu wejść w ich życie z butami. On sam zresztą nie miałby na to ochoty. Nie chciałby przez to ją stracić, a przecież mógłby. Był dla niej ważną osobą, więc kto wie co by wtedy z Maxem uczyniła. Aż strach pomyśleć, że mogliby stracić ze sobą kontakt. - To co masz zamiar zrobić? Nie zaprosisz ich na ślub? - zapytał patrząc na nią. Naprawdę to co robili jej rodzice nie odpowiadało Maxowi, ale on nigdy w to nie ingerował. Poza tym z jej rodzicami nie miał doskonałe kontaktu dlatego nie miał zamiaru z nimi wchodzić w jakąkolwiek dyskusje. - Wszystko ok. Pisałem z mamą listy i mówi, że wszystko dobrze. Wiesz, ja ostatnio jestem nieco zabiegany. Nie wiem czy wiesz, ale dostałem fukncję gajowego w szkole. Pewnie jeszcze się to nie rozniosło, bo dosłownie parę dni temu przeprowadziłem się do chatki. - mruknął. Uśmiechnął się do niej lekko. Bo to był jedyny plus w całej jego dotychczasowej egzystencji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 533
Dodatkowo : szukająca
  Liczba postów : 1320
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11413-oriane-l-carstairs
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11414-male-przyjaznie-milosci-i-wrogowie-ori#306244
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11416-shadow#306304
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11415-oriane-leonie-carstairs#306303




Gracz






PisanieTemat: Re: Klub Luna   Wto 21 Mar - 10:53

Na chwilę zamyśliła się nad pytaniem. Czy powinna ich zaprosić? Nie była co do tego pomysłu przekonana. Ojciec z pewnością zniszczyłby ich całą ceremonię przez co jedynie znienawidziłaby go bardziej. Matka nie była taka zła, jednak doskonale wiedziała, że bez głowy rodu Carstairs nie przybędzie. Co ludzie by pomyśleli na ich temat. Często irytowało ją takie myślenie. Bo czy naprawdę ludzie musieli o wszystkim wiedzieć? Czy za każdym razem musieli się im podporządkowywać? Według ojca i matki tak. Kolejnym powodem dla którego nie chciała aby byli obecni na ceremonii był sam fakt tego, że narzeczony został już dla niej wybrany. Kraya potraktowali by jak gorszego sobie. Jeszcze gotów byłby ją zostawić.
- Właśnie taki mam zamiar. - spojrzała na niego odwzajemniając jego wzrok. Zaczesała w między czasie zbłąkany kosmyk za ucho. - Nie są mi oni do niczego potrzebni. Znasz mojego ojca. Nigdy nie dopuściłby do tego ślubu, wiedząc nawet, że jestem szczęśliwa. Jego to nie obchodzi. Przecież już wybrał dla mnie odpowiedniego kandydata Oczywiście w jego mniemaniu. - upiła spory łyk alkoholu mając nadzieję, że on pomoże jej zapomnieć o rodzinie o której przypomniała sobie przez brata. N ie miała mu jednak tego za złe. Słysząc jednak o jego nowej pracy uśmiech sam wypłynął na jej usta. - Gratuluję braciszku. Już myślałam, że nie zobaczymy się w tej szkole, a tu proszę. Będę przychodziła do ciebie na herbatkę i ciastka. - mrugnęła do niego. - Skoro jesteś już w zacnym gronie pedagogicznym. Poniekąd. To może wybierasz się również na ferie organizowane przez szkołę. Podobno ma być fajnie. - wzruszyła ramionami w oczekiwaniu na jego odpowiedź. Sama jednak nie była przekonana co do nich. Czuła, że nie powinna na nie jechać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 22
Skąd : Londyn, magiczna ulica
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1031
  Liczba postów : 901
http://www.czarodzieje.org/t5147-maximilian-lamberd
http://www.czarodzieje.org/t5148p15-serducha-maxa#256539
http://www.czarodzieje.org/t9166-sowa-maxa
http://www.czarodzieje.org/t9158-maximilian-lamberd#256541




Gracz






PisanieTemat: Re: Klub Luna   Czw 23 Mar - 12:00

Szczerze powiedziawszy można powiedzieć, że było mi żal Oriane, naprawdę. Miała dość specyficznych rodziców, ale cóż ja mogłem na to poradzić. Na szczęście moja matka była inna. Niby była siostrą matki Ori, ale taka nie była.
- Doskonale Cię rozumiem. Naprawdę. Ale wiesz, że ja za bardzo nie mam prawa w to ingerować. Chętnie bym porozmawiał z Twoim ojcem, ale przecież oby dwoje doskonale wiemy, że to nic nie da. - powiedziałem do niej. Ja nigdy jakoś nie wtrącałem się w rodzinne sentymenty państwa Carstairs. Z wujkiem raczej nie rozmawiałem, jak byliśmy zaproszeni na obiady to siedziałem cicho, a później w pokoju z Ori dopiero otwieraliśmy się i mówiliśmy co o tym myślimy. - No tak masz rację. To Ty masz być szczęśliwa, a nikt inny. - oznajmiłem i westchnąłem. Nie chciałem jej jakoś dobijać, ale sam nie wiedziałem jak ja mogłem jej pomóc.
- Tak wybieram się. Rozmawiałem już z dyrekcją i jadę jako wasz opiekun. - powiedziałem do niej i nieco zaczęliśmy rozmawiać na temat ferii. Rozmawialiśmy dość długo. Ori obiecała mi odwiedziny w domku gajowego. Spędziliśmy w klubie sporo czasu na zwykłej gadaninie, naprawdę mi tego bardzo brakowało.

/zt x2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 21
Skąd : Polska
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 350
  Liczba postów : 279
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12480-norbert-o-czarnkowski#336023
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12482-norbert-o-czarnkowski#336173
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12539-czarek?nid=1#338355
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12483-norbert-o-czarnkowski




Gracz






PisanieTemat: Re: Klub Luna   Nie 17 Wrz - 15:33

Dzisiaj musiał odmówić znajomym z redakcji wyjścia na miasto by się napić. Doskonale wiedział, że dzisiaj tego zrobić nie mógł. W zamian za to zaprosił wszystkich do klubu i podarował wszystkim vip wejściówki do Luny. Zawsze dostawał ich trochę od właściciela, by mieć możliwość zaproszenia swoich znajomych. Nikt w końcu nie chciał świętować takiego dnia jak ten zupełnie sam.
Wrócił do mieszkania Carmy, w końcu nadal tam mieszkał, zresztą mając do swojej dyspozycji już nie tylko salon, a cały budynek. Dziewczyny gdzieś zniknęły, więc czuł się odpowiedzialny za utrzymanie mieszkania w czystości. Nawet pomimo tego, że codziennie grafik miał tak bardzo napięty, to potrafił znaleźć czas nawet na to by posprzątać w domu. I nie polegało to wyłącznie na rzucaniu zaklęć czyszczących.

Spojrzał się na swoje odbicie w lustrze po opukaniu twarzy wodą, przeczesał palcami zmierzwione włosy, przyglądając się im krytycznie. Zdecydowanie brakowało mu Tuńczyka, przez co musiał zmieniać barwę swoich włosów u innej czarownicy. Tamta Krukonka jednak nie miała sobie w tym rzemiośle równych. Na dzisiejszy wieczór jednak to dzieło spokojnie wystarczy i utrzyma się jeszcze parę tygodni w idealnym stanie. Poczuł jak podłoga pod nogami zaczyna mu lekko drgać. Od razu rozpoznał ten kawałek. Make The World Ours swojego ulubionego wykonawcy. Przez co zaczął się bujać na boki w rytm muzyki i zszedł do salonu, w którym grała głośno muzyka z dwóch ogromnych kolumn. Chwycił za szklankę w której nalany był rum. Zamieszał trunkiem by ten połączył się z kostkami lodu, które od jego pójścia do łazienki już w większości się rozpuściły.
Obiecał sobie jednak, że to ostatni drink przed koncertem. Później będzie miał okazję do oblania tego. Musiał coś jednak się napić by pozbyć się zdenerwowania. Zawsze go dopadało gdy miał grać koncerty, nie ważne ile już ich miał w swoim życiu, każdy kolejny raz przeżywał tak samo mocno jak za pierwszym razem gdy zaczynał swoją karierę w klubie do którego dzisiaj zmierzał.
Podszedł do szafy gdzie wisiała na wieszakach wcześniej wybrana kreacja na ten wieczór. Zaczął się ubierać w dość elegancki strój, jednak nie krępujący w żaden sposób ruchów, a zarazem na tyle luźny by nie ugotować się w Lunie. Spojrzał się na zegarek, do imprezy pozostało jeszcze cztery godziny. Dopił więc drinka jednym szybkim ruchem i wyszedł z domu zabierając wcześniej przygotowany sprzęt w dwóch czarnych torbach.

Na miejsce dotarł mniej więcej po godzinie wchodząc do klubu tylnymi drzwiami, by ominąć spotkania z większym gronem czekającego tłumu przed wejściem. Zaskoczyło go to jak szybko wejściówki się sprzedały. Przez co dostanie się teraz do środka graniczyło z cudem.
- Siemanko - rzucił na powitanie do całej ekipy z klubu i zaczął pomagać im w przygotowaniach sprzętu, rozkładając się przy okazji ze swoim.
Czas upłynął szybko, lecz z wszystkim na spokojnie się wyrobili. Mając czas nawet na małe próby nagłośnienia. Wtedy przybyły też kolejne gwiazdy wieczoru, dobrzy znajomi którzy to zgodzili się mu pomóc w realizacji tego dość szalonego planu. I swoimi osobami nadać dzisiejsze show jeszcze większemu blasku.
W końcu etap zwyczajnego stania za konsolą miał już za sobą i teraz mógł się zająć tworzeniem prawdziwej sztuki.
Nareszcie nadeszła ta długo wyczekiwana godzina. Klub już był wypełniony ludźmi i gwarę rozmów uciszyły pierwsze dźwięki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 29618
  Liczba postów : 44064
http://www.czarodzieje.org/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Klub Luna   Sro 4 Paź - 22:02

Tego dnia w klubie wszyscy uwijali się jak w ukropie. Znikąd pojawiało się coraz więcej gości, a głośna muzyka sprawiała, że każdy wyśmienicie się bawił tańcząc tam, gdzie akurat znalazł wolne miejsce. Powietrze było przesiąknięte zapachem dymu i alkoholu, a z tym mieszały się też interesujące perfumy kobiet. Nawet awantur wybuchło stosunkowo mało - zaledwie raz czy dwa ochroniarze musieli wyprowadzić pijanego gościa albo rozdzielić jakąś bójkę.
Było już późno w nocy, a impreza wcale nie stygła, a wręcz przeciwnie. Zdawało się, że w całym budynku panuje piekielny upał, ale większość balujących zrzucała winę na rozgrzewające drinki i taniec. Jedynie parę osób zaczęło się nawet trochę niepokoić, a nawet wyszło na zewnątrz zaczerpnąć trochę tchu. Nikt nie mógł wiedzieć, że wysoka temperatura to znak, że z magiczną mocą coś zaczyna się dziać. @Clary Fajfer w pewnej chwili zauważyła, że jeden z drinków zdaje się bulgotać, a kiedy dotknęła szkła okazało się, że alkohol jest w stanie wrzenia. Co się działo? Zaledwie dwie sekundy później kula dyskotekowa rozbiła się z głośnym trzaskiem i odłamki szkła spadły na klubowiczów. Krzyki i wrzaski mocno niepokoiły, ale żaden nie zranił się mocno. Gorzej, że nagle znikąd kurtyny i zasłony zajęły się żywym ogniem. Ktoś atakował?

Rzuć jedną kostką:
1,2 - akurat obsługiwałaś jakąś osobę, gdy to wszystko zauważyłaś. Klient zerwał się z miejsca i mocno cię popchnął, przez co upadłaś, a kilka przestraszonych dziewcząt w skąpych strojach niemalże przebiegła po tobie. Trochę cię pogniotły, zanim zdołałaś jakoś się odsunąć. Spróbuj ogarnąć pożar!
3,4 - jedna z jaskrawych zasłon zerwała się i opadła prosto na ciebie. W rezultacie płomienie mocno poparzyły twoje ramię, co bardzo boli. Poza tym zapaliło ci się ubranie, więc ratuj się!
5,6 - miałaś mało szczęścia, bo nie dość, że jeden z odłamków zadrapał twoją łydkę (płytka rana, ale krwawi) to jeszcze poślizgnęłaś się na czyimś rozlanym drinku i... rzuć raz jeszcze kostką. Nieparzysta - niestety, upadek był tak nieszczęśliwy, że skręciłaś kostkę. Parzysta - udało ci się wydostać z tego cało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Wrocław, Polska
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 493
  Liczba postów : 298
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14988-clary-fajfer#399015
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14998-znajomosci-fajfer#399175
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14997-poczta-fajfer#399173
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14996-clary-fajfer#399172




Gracz






PisanieTemat: Re: Klub Luna   Czw 5 Paź - 12:14

To będzie zły dzień, od samego rana tak sobie Clary powtarzała. Nie mogła spać kolejną noc, więc powoli wyglądała jak chodzące zombi. No ale cóż, do pracy trzeba iść, bo pieniądze na drzewach nie rosną. Clary ubrała się dosyć ciepło i wyruszyła do swojego miejsca praca. Przyszła długo przed rozpoczęciem swojej zmiany więc na spokojnie mogła się przebrać i zapalić jeszcze papierosa. Tak ostatnio znów zaczęła palić a słodkie pufki w dziwny sposób ją uspokajają. No cóż, ale trzeba rozpoczynać zmianę. Początkowo klub świecił pustkami. Clary miała nadzieję, że to będzie kolejny nudny dzień jak często jej się zdarzało. Zaczęła przygotowywać stoliki, wycierała szklanki, podczas gdy ludzie zaczęli się zbierać. Miała właśnie wyjść po coś na zaplecze, gdy podniosła głowę i nie mogła uwierzyć własnym oczom. Na sali zrobił się tłok, Clary w takim razie mogła zapomnieć w tym momencie o jakiejkolwiek przerwie. Zauważyła, że barmani zaczynają w trybie ekspresowym obsługiwać ludzi przy barze, dziewczyna postanowiła więc udać się do stolików i zebrać zamówienia, by w jakikolwiek sposób pomóc chłopakom. Miała okropny humor i można było zauważyć, że jest strasznie nie wyspana, ale to nie mogło spowodować, że weźmie dzień wolnego bądź będzie miała w pracy jakieś ulgi. Trzeba się napracować, żeby dostać pieniądze. Chodziła od stolika do stolika, zbierając zamówienia i notując wszystko z dokładnością w swoim notesiku. Bo ta by chciała tego drinka, ale bez tego dodatku, a tamta by chciała jakieś specjalne zamówienia od tego słodkiego barmana w blond włosach. Już nawet Clary nie skupiała uwagi na tym, że jakiś koleś dotyka ją po ciele. Miała po prostu za dużo roboty. Latała w kółko od baru do stolików i odczuwała, że na sali robi się coraz bardziej gorąco. Nigdy tutaj nie było tak ciepło, a to nie mogła być wina ilości osób. Mieli imprezy i na większą skalę, ale zawsze temperatura była dość normalna. Właśnie odstawiała na stolik jakieś pary drinki, gdy zauważyła, że jeden z nich zaczął bulgotać. Clary zaczęła się zastanawiać czy wprowadzili jakieś nowe drinki do oferty, jednak na pewno by o tym wiedziała. Dotknęła szkła i uciekła szybko z ręką zauważając, że drink parzy. Nie zdążyła nawet zareagować, gdy usłyszała krzyki ze środka sali spowodowane upadkiem na ludzi kuli dyskotekowej. Zdążyła tylko spojrzeć w stronę barmanów, którzy też zauważyli, że coś dzieje się niedobrego. Czy ostatnio jej życie ma być serią złych wydarzeń? Zaczęła biec stronę rannych, by spojrzeć czy nic im się poważnego nie stało, gdy zauważyła, że wszystkie kurtyny i zasłony w klubie zaczęły się palić. Na nieszczęście jedna z nich zerwała się i upadła prosto na ramię Clary. Dziewczyna z szybkością zrzuciła to z siebie, jednak płomienie zdążyły mocno poparzyć część ciała dziewczyny, które było odkryte. Nawet nie zauważyła, że jej spódniczka zaczęła się palić, dopiero jakiś uciekający mężczyzna ją o tym poinformował. - Kurwa mać - krzyknęła po polsku i uciekła szybko na zaplecze, które było najbliżej niej. Wzięła jak najszybciej butelkę z wodą i wylała na swoją spódnicę. No pięknie, cała w strzępkach przez ogień. Będzie musiała poprosić o jakiś nowy strój roboczy. Na sali powoli zaczął robić się spokój, ludzie opuścili budynek, a chłopakom sprawnie poszło okiełznanie ognia. Stanęła w przejściu i nie mogła zrozumieć dlaczego? Co się dzieje z tą magią, że wszystko jest nie tak. To zdarzenie normalnie nie powinno mieć miejsca. Po chwili, gdy emocje trochę opadły, dziewczyna zaczęła odczuwać okropny ból ramienia. Spojrzała na rękę, która była cała poparzona. Będzie musiała iść gdzieś, żeby jej to wyleczyli, ostatecznie będzie całe życie chodzić z blizną na ramieniu. Próbowała ruszyć ręką, jednak ból był za silny. No ale cóż nie zostawi chłopaków samych. Poszła po szczotkę i zaczęła zamiatać podłogę, która była cała w odłamkach po kuli dyskotekowej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1608
Dodatkowo : animag (grizzly)
  Liczba postów : 1562
http://www.czarodzieje.org/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://www.czarodzieje.org/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://www.czarodzieje.org/t13807-love-letters#365644
http://www.czarodzieje.org/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Re: Klub Luna   Wto 31 Paź - 13:19

/Tamten post MG jest przedawniony i dotyczył chyba tylko Clary, tak więc się do niego nie odnoszę/

Ciężko zmienić stare przyzwyczajenia i to dość oczywiste, ale Leonardo nigdy nie miał problemów z odnalezieniem się w nowej sytuacji. Lubił zmiany, podobał mu się brak rutyny. Wcale nie zabolała go informacja o nowej rekrutacji do Miodowego Królestwa i zupełnie nie przeszkadzała mu wiadomość, że być może zabraknie dla niego miejsca. Uznał to za sygnał, że czas znaleźć coś porządniejszego niż pracę w sklepie ze słodyczami, którą wziął tylko dlatego, że po prostu go chcieli. Nie zastanawiał się wcale długo co chce robić, w gruncie rzeczy od dawna miał jakiś plan i teraz musiał go zacząć realizować. Przestało mu odpowiadać zostawianie kulinariów jako hobby i chciał zdobyć jakieś realne doświadczenie. Nie było oczywiście wcale tak łatwo z organizacją planu pracy i zajęć w Hogwarcie, poza tym Leo dalej miał swoje hobby i zwyczajnie nie był w stanie ze wszystkiego zrezygnować - nie dziwiło go oczywiście, że żadna restauracja nie stoi otworem, bo przecież nie był tak dyspozycyjny aby wpasować się do tak skomplikowanej machiny jaką była obsługa w tego typu miejscach. Na pierwszy plan wysunął się zatem plan z dziedziny miksologii i tak oto Vin-Eurico wylądował na kursie, a zaraz potem upatrzył idealną pracę...
I stał za barem w klubie Luna, co wydawało się być spełnieniem marzeń. Godziny dobrane miał idealnie - pewnie, wracał trochę później, ale Leo nie był śpiochem i lubił mieć całe dnie zawalone. Początkowo stresujące zadania zaczynały sprawiać coraz więcej przyjemności, a każdy kolejny wydany drink powodował u niego wzrost dumy. Tego dnia akurat został poproszony o stawienie się w klubie trochę wcześniej ze względu na nieobecność kilku innych pracowników. Vin-Eurico bez większego problemu zjawił się na miejscu i zaczął, oczywiście, od sprzątania. Z obecnymi zakłóceniami magicznymi wolał nie ryzykować w kwestii czarów, a właściciel skwitował to pełnym zadowolenia uśmiechem. Chyba również nie chciał, aby w klubie pojawiły się jakieś szkody... Gryfon najpierw pomógł ze stolikami, później wrócił na swoje miejsce, za bar. Wszystko miał już idealnie poustawiane, wyczyszczone i gotowe, gdy dowiedział się o nowej dostawie czekającej na zapleczu. Tak właśnie rozpoczęło się Leośkowe chodzenie w tę i z powrotem z ciężkimi pudłami (co, swoją drogą, nie było zdrowe dla jego obolałych pleców). Musiał ogarnąć inwentarz, posprawdzać wszystko i potem zanieść do szefa - przy okazji jakieś pięć razy się pogubił i wypisał za mało butelek tequili. Męka organizacyjna zakończyła się w chwili, w której klub ożył i Leonardo mógł zająć się tym, co najbardziej go interesowało, a więc prostym robieniem drinków. Nie tylko szkolił swoje umiejętności, ignorując zupełnie rozpiski składników czy poszczególnych napojów, ale przy okazji musiał ładnie reprezentować klub. Raczej nikt nie mógł mu zarzucić brak uśmiechu czy sympatycznego podejścia - a kto nie chciałby barmana, który spokojnie poradzi sobie z każdym zachowującym się mniej elegancko osobnikiem?
Wyszedł trochę wcześniej niż normalnie, co miało być formą podziękowania za wcześniejszą pomoc. Leo oczywiście najpierw ogarnął swoje stanowisko pracy i opuścił klub dopiero wtedy, kiedy ustalił wszystko z drugim barmanem. Śmiało mógł stwierdzić, że ta zmiana zawodowa była na plus!

/zt

______________________

One little lesson


is gonna lead to more.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Santa Monica/Edynburg
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 114
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 90
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15440-budowa-lyonesse-calanthe-cousdale#414743
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15449-cause-darling-i-m-nightmare-dressed-like-a-daydream
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15451-idunn#414912
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15435-lyonesse-cousdale




Gracz






PisanieTemat: Re: Klub Luna   Wto 21 Lis - 23:04

Jedno z najbardziej gorących miejsc? Tego nie byłabym taka pewna. Może i faktycznie często odwiedzane przez wielu czarodziejów, w tym studentów, ale ja wolałam inne miejsca. Bardziej klimatyczne. Oczywiście imprezy to zupełnie co innego. Na codzień preferuję miejsca nieco mniej tłoczne, choć i ja nim skończyłam siedemnaście lat z utęsknieniem wpatrywałam się w wejście, przeklinając linię wieku. Zakazane owoce smakują najlepiej, tak przynajmniej mi mówiono.
Ubieram się niespecjalnie jak do klubu, bo przecież jestem sama i wcale nie mam ochoty tańczyć - nienawidzę tańczyć, jeśli już mamy być szczerzy, chociaż zawsze robię to przy znajomych. Może gdzieś głęboko, głęboko pod całą tą nienawiścią kryje się jakaś miłość do tej sztuki, ale dziś mam ją naprawdę gdzieś. Wyglądam więc całkowicie normalnie, zdecydowanie wzbraniając się przed jakimikolwiek sukienkami. Bo każdy dzień spędzony w sukience to dzień stracony, taką wyznaję politykę. Uwagi nie skąpię tylko moim włosom, bo jak zwykle mam na tym punkcie fizia, dlatego starannie zaplatam je na bok. Twarzy nadawałam metamorfomagicznie tyle poprawek, że jedynie podkreślam usta czerwoną szminką. Tylko dlatego, że lubię czerwony, tak sobie wmawiam.
Uśmiecham się miło i ochroniarz mnie przepuszcza, chociaż wiem, że wcale nie dlatego, że wykrzywiam usta w jakimś dziwnym grymasie - załatwił to @Leonardo O. Vin-Eurico, który doskonale wie, że nie jestem pewna czy z własnej woli wydałabym dziesięć galeonów tylko po to, żeby się napić. Moja ciocia była wszakże Szkotką, a jak wszyscy wiemy, Szkoci to straszne sknery. Ciocia od tego stereotypu nie odchodziła nawet na krok. Mrużę oczy przy świetle i chcę aż parsknąć widząc tyle ludzi. Zazwyczaj rzuciłabym się w wir zabawy, ale nie, dziś nie. Dziś mam dość wszystkiego i zasadniczo przyszłam tu żeby o tym zapomnieć. Niestety jestem dość słaba w zapominaniu. Odnalezienie przyjaciela zajmuje mi chwilę, tym bardziej, że muszę przepchać się przez kilka szczęśliwych par. Jakby się człowiek nie pchał, to by się nigdzie nie dopchał - takie przysłowie też wyznaję. Przez chwile mierzę okolicę wzrokiem i dopiero później go dostrzegam, co raczej nie jest normalne. Gdybyśmy byli w lesie, Leo zapewne byłby drzewem. Dopiero po chwili mój wzrok odnajduje tego dwumetrowego olbrzyma. Siadam przy barze, korzystając z tego, że jest tu niemal pusto, większość osób preferuje bowiem udawać, że umie tańczyć. Zazwyczaj patrzenie na to nie irytuje mnie w żaden sposób, ale dzisiaj jestem wyjątkowo drażliwa - studiów mam dość na absolutnie całe życie. Nawet jeśli jutro znowu będę musiała iść na zajęcia. Opieram się łokciem o ladę i przekrzywiam głowę, wpatrując się głęboko w oczy przyjaciela. Ciężki dzień, mówią moje oczy. Nawet jeśli prawie każdy taki był.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1608
Dodatkowo : animag (grizzly)
  Liczba postów : 1562
http://www.czarodzieje.org/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://www.czarodzieje.org/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://www.czarodzieje.org/t13807-love-letters#365644
http://www.czarodzieje.org/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Re: Klub Luna   Czw 23 Lis - 18:28

Jedno było pewne - Leo pracując w tym klubie nie mógł narzekać na nudę. Kiedy przychodził wcześniej, miał zagwarantowaną chwilę spokoju, dzięki czemu z większą łatwością przestawiał się na pseudoimprezowy tryb. Zupełnie inaczej było przychodzić na zabawę, a jej pilnować. Stojąc za barem widział o wiele więcej (czyżby Padme miała rację, że jego spostrzegawczość się poprawi?), chwilami mając wrażenie, że ludzie nie zwracali na niego aż takiej uwagi. Widział jak idiotycznie zachowują się niektórzy ludzie po alkoholu, albo wręcz przeciwnie - jak inni trzymali fason. Mimowolnie porównywał to do wszystkich swoich sytuacji tego typu, dzięki czemu z przymrużeniem oka traktował nawet najbardziej nieznośnych klientów. Fakt faktem, jako barman miał spory wpływ na ludzi, do jego obowiązków należało również pilnowanie, czy ktoś nie przesadził. Można śmiało powiedzieć, że Leo pomagał właścicielowi zaoszczędzić na ochronie - ze swoim wzrostem i postawną sylwetką nie miał problemu z wyprowadzeniem pijanej pani ani agresywnego pana.
Każdej nocy przytrafiało się coś innego, a Vin-Eurico wcale nie miał dość. Mimo wszystko szukał czegoś znajomego, nie pracował w Lunie od dawna i bardzo chciał, aby to oficjalnie stało się jego miejscem. Miał świadomość, że większość znajomych nawet jeszcze nie dowiedziała się o tej zmianie, ale chciał stopniowo ich do tego wprowadzić. Podobało mu się to podrzucanie butelek i posyłanie uśmiechów. Czekał na Lyonesse, która wyraziła chęć odwiedzenia go w klubie - błyskawicznie załatwił sprawę z kolegą stojącym "na bramce", nie chcąc aby Gryfonka płaciła za spędzanie z nim czasu. Niestety do przerwy jeszcze trochę czasu mu brakowało, toteż musiała zaczekać. Gdy przyszła, zauważył ją dopiero do chwili. Stał akurat pochylony nad barem, kończąc obsługiwać jakąś bardzo wylewną panią, którą zaczynał posądzać o kupowanie drinków tylko po to, aby z nim porozmawiać. Nie narzekał, nie zbywał jej, uśmiechał się dalej tak samo słodko, przerzucając sobie łyżeczkę pomiędzy palcami. Dopiero kiedy kobieta zniknęła w tłumie, Leo zwinnie przesunął się na drugą stronę baru, tym razem uśmiech posyłając jasnowłosej Gryfonce.
- Przyszłaś - ucieszył się, szczerząc radośnie ząbki. Widział, że jej dzień musiał być ciężki - nawet nastrojowe oświetlenie klubu nie potrafiło tego ukryć. Zacmokał z dezaprobatą, pstrykając ją w oparty o ladę łokieć. - Co to za smutna mina? Chcesz mi odstraszyć imprezowiczów? Na co masz ochotę, Ness? - Mrugnął do niej, nie przerywając pracy ani na chwilę, bo nawet teraz czyścił sobie shaker. Na całe szczęście właściciel podchodził z dystansem do mniej magicznych działań, o ile nie opóźniały one niczyjej pracy - w obliczu zakłóceń magicznych lepiej było większość rzeczy zrobić odręcznie, zamiast ryzykować z czarami.

______________________

One little lesson


is gonna lead to more.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 29618
  Liczba postów : 44064
http://www.czarodzieje.org/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Klub Luna   Nie 26 Lis - 14:20

Akcja dzieje się osobno od wątku, w odpowiedzi na ingerencję proszę to zaznaczyć.
Jest to specyficzna ingerencja - jeśli odpowiedź będzie miała przynajmniej 2000 znaków możesz upomnieć się o 100% pensji w tym miesiącu. Twoje zadanie polega na rzuceniu dwoma kostkami i odczytaniu ich znaczenia:

kostki - zdarzenia fabularne:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1608
Dodatkowo : animag (grizzly)
  Liczba postów : 1562
http://www.czarodzieje.org/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://www.czarodzieje.org/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://www.czarodzieje.org/t13807-love-letters#365644
http://www.czarodzieje.org/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Re: Klub Luna   Nie 26 Lis - 15:38

/Akcja w innym czasie, nie dotyczy wątku z Lyo/

Pokochał tę pracę zaskakująco szybko. Leo nie sądził, że z taką łatwością wbije się w atmosferę jednego z najbardziej prestiżowych czarodziejskich klubów. Ze swoim nikłym doświadczeniem i specyficznymi wymaganiami (student to student, potrzebował trochę czasu na ogarnianie się do Hogwartu) miał wrażenie, że to tylko okres próbny i zaraz wyleci. Szef mimo wszystko wydawał się zaskakująco pozytywnie nastawiony do jego pracy w tym miejscu. Gryfon nie miał pojęcia czy chodziło o umiejętności, charyzmę, chęć spróbowania nowych rozwiązań czy cokolwiek innego. Cieszył się, że został ciepło przyjęty zarówno przez właściciela, jak i pozostałych pracowników. Tego dnia akurat miał przyjść chwilę wcześniej, ale niestety przeciągnęły mu się zajęcia z Zaklęć i chociaż całą drogę z klasy aż do bramy biegł co sił, a później ryzykownie użył teleportacji, to i tak nie zjawił się na czas. Wylądował na londyńskiej ulicy i sprawdził pospiesznie, czy z tego wszystkiego się nie rozszczepił; na szczęście ta przyjemność go ominęła. Czym prędzej przedostał się do Luny, posyłając szeroki uśmiech ochroniarzowi - ten otworzył mu nawet drzwi, aby już się nie zatrzymywał. Dzięki Merlinowi za dobrych ludzi... Vin-Eurico musiał przemknąć jak najdyskretniej pomiędzy imprezowiczami, a ze względu na wzrost i ogólnie gabaryty ciężko było go z kimś pomylić. Nie było czasu na ogarnianie się w pomieszczeniu dla personelu, tak więc wskoczył za bar i błyskawicznie przeprosił drugiego barmana za spóźnienie. Jak się okazało, nie było to dla nikogo problemem, dodatkowo Patrick krył Leo przed szefem i wszystko wyszło idealnie. Leo mógł zabrać się za pracę, zaczynając od zapewnień, że wszystko za przyjaciela posprząta i ma u niego dług wdzięczności. Torbę wrzucił pod blat, włosy związał z niskiego i niedbałego koka, a na twarz przywołał charakterystyczny dla siebie uśmiech. Nie miał chwili odpoczynku, bo zaraz przy barze zjawiła się grupka spragnionych osób. Marzeniem każdego barmana byli ci niezdecydowani klienci, którzy prosili o "coś niemocnego, ale dobrego", dzięki czemu wystarczyło przypomnieć sobie na szybko cennik i wybrać jedną z droższych propozycji, oczywiście spełniających kryteria. Leo zabrał się za przygotowywanie drinków dla tych, którzy wiedzieli co chcieli, w międzyczasie wyjaśniając reszcie co planuje im zrobić. Trafił w gusta, a przy tym nawiązał przyjemną niezobowiązującą rozmowę. Bycie barmanem nie polegało tylko na staniu za ladą i nalewaniu alkoholi, bowiem była kolej Leonardo na sprawdzenie inwentarza na zapleczu i uzupełnienie paru pozycji na sali. Zostawił przyjaciela na straży i sam czmychnął z pola widzenia. Lubił to pomieszczenie, w którym wielkie pudła i szafy przepełnione były od góry do dołu butelkami - nie zabierał ze sobą nawet różdżki, żeby nie podkusiło go rzucaniem jakiegoś zaklęcia. Nie wyobrażał sobie zwykłym Accio rozbicia jednego regału... Chyba musiałby nerkę sprzedać, żeby szefowi zwrócić pieniądze za taką stratę. Uważnie sprawdził wszystkie pozycje, zgodnie z prośbą i własnymi potrzebami zgarnął potrzebne butelki, a następnie wrócił na salę. Tego dnia akurat jednej kelnerki nie było, toteż chłopak zaoferował się do pomocy i ze dwa razy wymsknął się zza baru, z uśmiechem lawirując pomiędzy tańczącymi, tacę trzymając niewiele ponad poziomem własnego podbródka (nie oszukujmy się, to było ponad głowami większości klubowiczów). Wydawało mu się, że pierwsza fala już minęła i teraz nie ma co spodziewać się problemów, ale właśnie wtedy podbił do niego do baru jakiś mężczyzna, który wyglądał jakby parę porządnych kolejek miał już za sobą. Leo był prawie pewny, że to klient Patricka, ale ten niestety skończył już zmianę i był na zapleczu, przygotowując się do wyjścia z Luny. Gryfonowi nie pozostało nic innego jak szybkie oszacowanie, czy nieznajomy nadaje się jeszcze do zakupu kolejnego trunku. Niezbyt uśmiechało mu się odmawianie komuś jedynie na podstawie słabego przeczucia. Niby nic złego się nie działo...
- Już się robi - przytaknął w końcu, trochę wbrew sobie. Oznaczało to tylko tyle, że musiał pilnować faceta jak oka w głowie, żeby nie robić problemu ani ochroniarzom, ani innym klientom. Leo przygotował drinka, starając się go dyskretnie rozcieńczyć, żeby zmniejszyć ryzyko wątpliwej przyjemności sprzątania cudzych wymiocin. Leo podczas dalszej pracy obserwował uważnie tamtego mężczyznę, a ostatecznie okazało się, że jego decyzja nie była wcale taka zła. Nieznajomy wypił połowę drinka i wyszedł z klubu, nie sprawiając żadnych kłopotów. I po co było się tak martwić...
Dalsza część wieczoru wcale nie obfitowała w jakieś szczególne przygody. Praca to praca, Leo starał się za bardzo nie rozpraszać - było to o tyle trudne, że ludzie czasami faktycznie go zagadywali. Tego wieczoru akurat zupełnie nie mógł pozbyć się jednej dziewczyny, której do trzeźwości było coraz dalej i dalej. W końcu nawet nie zorientował się, kiedy blondynka zrezygnowała z prób nawiązania bliższej znajomości i zniknęła, pozostawiając po sobie na barze drobny napiwek, kartkę z adresem i - o Merlinie - majtki. To miała być zachęta? Vin-Eurico mało uważnie zrzucił wszystko za bar, nie zwracając uwagi na to, że zamiast do kosza trafił prosto do swojej własnej torby. Nie zauważył tego ani wtedy, ani kiedy nad ranem po posprzątaniu swojego stanowiska pracy zaczął zbierać się do mieszkania.

/zt


W opcji pierwszej kostki 1 i 2

______________________

One little lesson


is gonna lead to more.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Santa Monica/Edynburg
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 114
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 90
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15440-budowa-lyonesse-calanthe-cousdale#414743
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15449-cause-darling-i-m-nightmare-dressed-like-a-daydream
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15451-idunn#414912
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15435-lyonesse-cousdale




Gracz






PisanieTemat: Re: Klub Luna   Wto 28 Lis - 22:41

Hogwart z pewnością nie gwarantował mi rozrywek najwyższej jakości, choć może i to dobrze - po wszystkich szaleństwach, jakich w życiu doświadczyłam, może ostoja względnego spokoju była mi całkiem potrzebna. Nie jestem też na tyle ambitna by póki co pracować i wykazywać się poza szkołą. Lekcje, których ostatnio mnoży się i mnoży, pochłaniają wystarczającą ilość mojego czasu. Zresztą, ciężko powiedzieć, czy sprawdziłabym się w pracy dorywczej. Obawiam się, że choć obserwowanie innych mogłoby być faktycznie ciekawe, z premedytacją bądź przypadkiem wylewałabym na niektórych klientów drinki. Ostatnimi miesiącami daleko mi też do typu szalonego imprezowicza, muszę chyba nieco zwolnić i skupić się na innych rzeczach.
Natychmiastowo wyłapuję uśmiech Leo i choć czuję się zmęczona i przygnębiona, odpowiadam tym samym. Obrzucam przyjaciela krótkim spojrzeniem, starając się rozchmurzyć choć trochę. Nie przyszłam tu wszakże po to by narzekać, bądź psuć wspólnie spędzony czas. Na pstryknięcie w łokieć reaguję pseudo-urażoną miną, choć oczywiście chwilę później zbywam to wszystko śmiechem. Przyszłam, oczywiście, że przyszłam. Każda okazja do spotkania jest dobra, nawet jeśli w programie nie przewidziano meksykańskiej kuchni. A trzeba wiedzieć, że kuchnię, nawet niekoniecznie meksykańską uwielbiam - ludzie, którzy potrafią gotować niemal natychmiast zyskują moją sympatię. Choć w tym przypadku było nieco inaczej. Początki bywają ciężkie, tak mówią - a przynajmniej tak mi się wydaje, bo tak naprawdę nie wiem kto tak mówi. Może jacyś mądrzy ludzie. Może niekoniecznie.
- O nie, przejrzałeś mój chytry plan! - mówię teatralnie, jakby Gryfon właśnie wbił nóż w moje plecy. - To był dokładnie mój zamiar, wystraszyć tu wszystkich, a następnie przejąć władzę nad całą najbliższą ulicą.
Wyszczerzam zęby w kocim uśmiechu i przyglądam się mężczyźnie, jakbym mówiła to zupełnie serio. Bo przecież władza nad światem była mi najwyraźniej przeznaczona, a podbój mogłam zacząć od zdobycia tego klubu. Już i tak stałam się w tajemniczy sposób tą osobliwą personą, którą wpuścili przy bramkach. Gdyby kąśliwe spojrzenia naprawdę mogły kąsać, czarodzieje byliby znacznie gorsi od komarów.
Dopiero kilka długich sekund później opieram się łokciami o bar i przewracam oczyma. Nie mam w temacie władzy nad światem wiele więcej do powiedzenia - w końcu prawdziwy złoczyńca aspirujący do miana dyktatora nie zdradza nigdy swoich planów.
- Zajęcia, życie, standardowe zmartwienia - rzucam bardzo szybko i cicho, chcąc mimo wszystko zakończyć temat jak najszybciej.
Mimowolnie zerkam na pracę znajomego, którą wykonuje ręcznie. W obliczu dziwnych zachwiań magii może i to było najodpowiedniejsze rozwiązanie? To co dzieje się teraz w magicznej społeczności wywołuje we mnie panikę. Choć musiałam radzić sobie w trudnych sytuacjach, nie wyobrażam sobie życia bez ciągłego używania różdżki. Życia ostatnimi dniami bardzo prawdopodobnego. Słysząc pytanie udaję zamyśloną minę i przekręcam głowę na bok.
- Zaskocz mnie - odpowiadam w kwestii napitku, bo tak naprawdę to nie znam się na tym aż tak dobrze.
Moje spożycie alkoholu, choć z pewnością duże ilościowo, ogranicza się zazwyczaj do szkockiej whiskey i ewentualnie rumu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1608
Dodatkowo : animag (grizzly)
  Liczba postów : 1562
http://www.czarodzieje.org/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://www.czarodzieje.org/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://www.czarodzieje.org/t13807-love-letters#365644
http://www.czarodzieje.org/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Re: Klub Luna   Sro 13 Gru - 0:42

Leo uwielbiał się otaczać ludźmi, którzy chętnie próbowali różnego rodzaju potraw. Nie miał pojęcia jak to wszystko się zaczęło, ale do kuchni go po prostu ciągnęło - z czasem pokochał również miksologię, co teraz mógł prezentować i zarazem szlifować za barem. Chętnie gotował, najwięcej serca mając oczywiście do dań meksykańskich, które kojarzyły mu się tak nieodłącznie z domem. Choć Gryfon odnalazł miejsce dla siebie w Hogwarcie, wciąż był Meksykaninem i na Merlina, w życiu by się tego nie wyrzekł. Od języka, przez kulturę i tradycje, aż po sam banalny fakt posiadania rodziny w Puebli... Wielkiej Brytanii nijak nie dało się do tego porównać. Mógł mieć fenomenalne mieszkanie, przyzwyczaić się do pogody i języka, mógł  nawet mieć najwspanialszego chłopaka właśnie z Anglii - a i tak szalenie tęsknił. Nie tracił okazji i bardzo często korzystał nawet z najdrobniejszych wymówek, byle tylko odwiedzić rodzinę. Reasumując, gdy ktokolwiek wyrażał chęć zobaczenia (skosztowania!) czegokolwiek związanego z Meksykiem, to był wniebowzięty.
Zaśmiał się cicho na słowa Lyonesse, z zadowoleniem przyjmując ten uśmiech kwitnący na jej twarzy. Dawno już puścił w zapomnienie wszelkie nieporozumienia z przeszłości i teraz widział w niej po prostu niesamowitą dziewczynę, której towarzystwo uwielbiał. Choć zajmował się pracą, to i tak starał się poświęcać jej jak najwięcej uwagi, mimo wszystko poniekąd nie mogąc się doczekać nadchodzącej przerwy. Uniósł pytająco brew, gdy tak zbyła jego pytanie - chciał upewnić się czy Cousdale chciałaby temat pociągnąć, czy faktycznie lepiej nie dopytywać. W pełni rozumiał, bo kto chciał spędzić tak przyjemny wieczór na gadaniu o nauce? Posłał jeszcze jeden uśmiech jednej kelnerce, która właśnie kończyła zmianę, a następnie zabrał się za przygotowywanie dla Gryfonki Havana Coctail, pamiętając o tym, że w klubowym rumie zawsze znajdowała się kropelka eliksiru euforii, ledwie wyczuwalna przy mniejszej ilości drinków.
- Opowiedz mi coś - poprosił, dostrzegając odrobinę spowolnienia, jak gdyby w Lunie wszystko znalazło się na odpowiednim miejscu.

______________________

One little lesson


is gonna lead to more.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 29618
  Liczba postów : 44064
http://www.czarodzieje.org/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Klub Luna   Sob 16 Gru - 13:52

Akcja dzieje się osobno od wątku, w odpowiedzi na ingerencję proszę to zaznaczyć.

To był dość ciężki wieczór dla @Leonardo O. Vin-Eurico - mimo że zbliżały się święta, a magimilicja patrolowała ulice i lokale to ludzie bardzo chętnie chodzili do klubu Luna. Przez kilka godzin przystojny ćwierć olbrzym przygotował chyba kilkaset drinków, co nawet najbardziej wprawnego barmana zwyczajnie by wykończyło, a biorąc pod uwagę upierdliwość części klientów ta noc była trudna dla wszystkich pracowników klubu! Zmiana dobiegała końca i Leonardo miał już iść do domu by w końcu odpocząć, gdy niespodziewanie nastąpił nagły zwrot akcji!

Rzuć kostką, żeby zobaczyć co stało się dalej!
1,6- Jedna z najpiękniejszych tancerek podchodzi do baru i zupełnie niespodziewanie mdleje! Nici z pójścia do domu, musisz szybko udzielić jej pomocy! Rzuć kostką jeszcze raz - jeśli wypadła parzysta udało Ci się pomóc koleżance i otrzymujesz 1 punkt z uzdrawiania, jeśli wypadła nieparzysta - tylko pogarszasz sprawę i wszyscy mają do Ciebie pretensje.
2 - Już zbierasz się do wyjścia, gdy do baru podchodzi elegancka kobieta w średnim wieku, która wyraźnie Cię adoruje. Mimo usilnych starań nie chce się od Ciebie odczepić, a Ty przecież musisz wychodzić! Pozbądź się jej jak najszybciej, ale jeśli chcesz zachować pracę zadbaj o to, żeby środki nie były zbyt drastyczne.
3 - Wychodząc zahaczasz ramieniem o półkę i tłuczesz kilka eleganckich kieliszków do wina. Szef jest na Ciebie wściekły i każe Ci zapłacić 15 galeonów za straty, a na dodatek musisz po sobie posprzątać!
4- Do baru podchodzi bogaty jegomość, który zamawia bardzo wyszukanego drinka, którego nie ma w menu. Twoi współpracownicy nie wiedzą jak go przyrządzić, a Ty mimo że nigdy go nie robiłeś to znasz na niego przepis. Wychodzi Ci fenomenalnie! Otrzymujesz 1 punkt do magicznego gotowania i 10 galeonów napiwku - upomnij się o nie w odpowiednich tematach.
5 - Między dwoma klientami dochodzi do kłótni. Musisz szybko załagodzić sytuacje między nimi! Rzuć jeszcze raz kostką. Jeśli wyrzuciłęś parzystą - udało Ci się ich ze sobą zgodzić, jeśli nieparzystą - niestety klienci pobili się, na szczęście zachowałeś zimną krew i szybko wezwałeś magimilicję. Niezależnie od tego, która opcja wypadła straciłeś mnóstwo czasu, który mógłbyś spożytkować na odpoczynek!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1608
Dodatkowo : animag (grizzly)
  Liczba postów : 1562
http://www.czarodzieje.org/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://www.czarodzieje.org/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://www.czarodzieje.org/t13807-love-letters#365644
http://www.czarodzieje.org/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Re: Klub Luna   Sob 30 Gru - 0:24

/Akcja w innym czasie/

To była naprawdę przyjemna praca. Leonardo odnajdował się za barem i czerpał niesamowitą satysfakcję z tak "banalnego" robienia drinków dla ludzi. Nie nudziło mu się przygotowywanie tych samych napojów, a jednocześnie bardzo chętnie wychodził z nowościami. Nie miał pojęcia czemu był tak beznadziejny z eliksirów, skoro wyraźnie został obdarzony talentem kulinarnym. Miłość do miksologii wcale nie gasła z czasem, a Gryfon nie zauważył u siebie jakiejś większej niechęci do drinków. Faktycznie jego świadomość nieco się poprawiła, bo zwracał większą uwagę na wszystko, co pił - nie dawał ludziom czegoś, co nie przeszłoby mu przez gardło.
Tego wieczoru był wyjątkowo zmęczony i nie mógł się doczekać, aż jego zmiana dobiegnie końca. Drugi raz zostawał dłużej, niż powinien, a chciał po prostu zakopać się pod kołdrą i przytulić mocno swojego chłopaka. Najmniej podobało mu się to, że podczas ostatniej teleportacji prawie się rozszczepił, więc powinien jakoś bardziej pokombinować... Postanowił zostać sekundkę dłużej, licząc na podwózkę od znajomego. Uśmiechnął się uprzejmie to Rosie, ślicznej tancerki, która podeszła do baru trochę odpocząć. Sam zajął się sprzątaniem... Do momentu, w którym dziewczyna nagle padła na podłogę. Leo bez zastanowienia przeskoczył nad blatem, przeklinając cicho pod nosem. Nie był wcale mistrzem uzdrawiania i nie miał pojęcia co robić, jak gdyby w tej jednej chwili o wszystkim zapomniał. Zmęczenie zrobiło swoje i Vin-Eurico nie tylko kompletnie się nie przydał, ale jeszcze utrudnił robotę ochroniarzowi, który próbował wkroczyć do akcji. Klub opuścił sam, nie martwiąc się już o podwózkę, a za to modląc się, aby Rosie nic nie było. Widział te krzywe spojrzenia, cholera. Był barmanem, nie magomedykiem, dobra?


Kostka: 1 i nieparzysta

______________________

One little lesson


is gonna lead to more.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1608
Dodatkowo : animag (grizzly)
  Liczba postów : 1562
http://www.czarodzieje.org/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://www.czarodzieje.org/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://www.czarodzieje.org/t13807-love-letters#365644
http://www.czarodzieje.org/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Re: Klub Luna   Sob 30 Gru - 12:24


La Fiesta de Nochevieja


Do klubu mogą wejść tylko osoby pełnoletnie, o czym zapewnia wyczarowana linia wieku. Ochroniarze witają uprzejmymi uśmiechami, czujnie spoglądając na każdego wchodzącego. Nie docierasz od razu na salę, bo czeka na ciebie przejście przez szatnię i powitanie ze strony czarownicy i czarodzieja trzymających niewielkie kociołki. Na imprezę wchodzą tylko osoby, które pozwolą na zrobienie na sobie jakiegoś rysunku zaczarowanym eliksirem neonowym.
Sala nie jest jakoś zdobnie przystrojona, ale cała impreza utrzymana jest w barwach neonowych. Ludzie radośnie skaczą do muzyki i siadają później przy barze, gdzie można zamówić czarodziejskie drinki we wszystkich kolorach tęczy. Przy ścianach porozstawiane są kotły z różnymi kolorami farb, tak aby każdy mógł ozdobić swoje ciało bądź kreację. Spotkasz tu zarówno striptizerki, jak i striptizerów, a wszystko utrzymane jest w dobrym smaku i z pewnością znajdziesz coś dla siebie. W kącie poustawiane są stoliki dla tych mniej szalonych imprezowiczów, a w drugiej sali znajduje się rozstawiona astroletka*.
Bawcie się dobrze!

Zasady i atrakcje:
1. Trzeba wylosować jedną kostkę, która określi efekt specjalny występujący przy użyciu konkretnej farby (kolory nie są istotne i wybieracie je sami, kostki mówią tylko o efektach). Wpływ kostek działa przez dwa posty fabularne.
Spoiler:
 
Można losować więcej razy i bawić się efektami farb. Zasada jest taka, że każdy musi być przynajmniej trochę umalowany. Uczciwie ostrzegam, że w wątku mogą pojawić się posty Mistrza Gry, jeśli ktoś nie posłucha!
Dodatkowo: jeśli chcesz, możesz swoją farbę przeznaczyć na pomalowanie kogoś (wtedy albo rzucasz ponownie, albo ktoś się odwdzięcza). Bawcie się dowolnie efektami, ale wszystko ma być zgodnie z wolą drugiej osoby. I każdy ma być umazany!

2. Zdarzenia losowe są w pełni dobrowolne. Jeśli chcesz, rzucasz kostką i wtedy musisz odwołać się do opisanego efektu. Może przytrafić ci się coś pozytywnego, ale też negatywnego!
Spoiler:
 

Impreza fabularnie jest organizowana przez Leo, ale ogłoszenie poszło do wszystkich pełnoletnich Hogwartczyków!

*W kwestii astroletki proszę chętnych o pisanie do mnie, zorganizuję bukmachera (prawdopodobnie MG) i jakoś to ogarniemy!



______________________

One little lesson


is gonna lead to more.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Los Angeles
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 87
  Liczba postów : 144
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11743-tonia-paisley?nid=1#314642
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11744-wesoly-podlokietnik-szuka-ekipy?nid=2#314648
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11746-pani-paczek#314688
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11745-tonia-paisley#314650




Gracz






PisanieTemat: Re: Klub Luna   Sob 30 Gru - 15:29

Było zajebiście zimno, tak, ale Tonia była ubrana jak najbardziej tematycznie. Na szczęście na wierzch założyła sporych rozmiarów, białe, puchate futerko (oczywiście sztuczne), inaczej zapewne nawet nie dotarłaby do baru. Leo wspominał coś o niespodziankach i nagości, więc oczywiście gryfonka nie mogła się doczekać. Przekroczyła próg baru zdecydowanym krokiem, uśmiechając się szeroko i pierwsze co - farby. Ah, Leo! Tonka z zadowoleniem dała się pomalować jakiemuś przystojnemu studentowi, którego twarz ledwo kojarzyła z zajęć. Puściła chłopakowi oczko, futro rzuciła gdzieś na bok i weszła w tłum ludzi w poszukiwaniu przyjaciół. Muzyka już huczała jej w głowie, gdy obijała się o kolejnych ludzi. Dodatkowo powoli zaczęło ogarniać ją niesamowite uczucie, którego nie sposób do końca opisać. Coś jakby ciepło, pełne czułości i miłości do całego świata, które sprawiało, że miała ochotę pocałować każdą osobę znajdującą się w pokoju, a najlepiej wszystkich na raz, jeśli by tylko było to fizycznie możliwe. Nieco przerażona wzrastającą potrzebą dotyku, rozglądała się w delikatnej panice po barze. W końcu wyłapała, ponad głowami imprezowiczów, twarz Leo. Automatycznie wręcz ruszyła w tamtym kierunku, uśmiechając się łobuziarsko pod nosem. W pewnym momencie poczuła jednak, jak coś hamuje jej szybki chód, a ona sama zaliczyła bliższy kontakt z podłogą. Z najwyższym zdziwieniem zauważyła, że oto mały woreczek galeonów. Rozejrzała się, wstając do pozycji pionowej, lecz nie znajdując nikogo, kto mógłby go upuścić, dyskretnie schowała go do futra. Stamtąd droga do Leo była jeszcze dłuższa, ale gdy w końcu go znalazła, objęła olbrzyma ramionami za szyję, przyciągając go do siebie, by złożyć na jego policzku soczysty pocałunek.
- Leo, słońce, cudowna impreza! - pisnęła, po czym roześmiała się euforycznie, chwytając dłoń chłopaka. - Oh, ale masz długie palce - zauważyła, rzucając przyjacielowi znaczące spojrzenie spod rzęs. Nie miała pojęcia co się dzieje, Merlinie, przecież Leo był ostatnią osobą, o której aktualnie myślała!

Kostki: 6 i 3
Strój: + białe, świecące farby wątkowe, rozsmarowane po ramionach i udach
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1608
Dodatkowo : animag (grizzly)
  Liczba postów : 1562
http://www.czarodzieje.org/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://www.czarodzieje.org/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://www.czarodzieje.org/t13807-love-letters#365644
http://www.czarodzieje.org/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Re: Klub Luna   Sob 30 Gru - 17:23

Klub Luna Leo uważał za idealne miejsce na tego typu imprezę. Doskonale znał przestrzeń i w jego głowie narodziła się idealna wizja co, gdzie i jak - trzeba było tylko pomęczyć szefa i znaleźć obsługę. Był dobrym pracownikiem i bez problemu udało mu się ugadać z właścicielem, niestety troszkę większy problem był z innymi, bo okazało się, że bez Leo za barem może być ciężko. Chłopak ostatecznie podjął decyzję, że najwyżej będzie pomagał i tyle.
Efekt końcowy uważał za fenomenalny, a w dodatku ludzie błyskawicznie się zlecieli. Vin-Eurico początkowo stał tylko przy barze, obserwując i z uśmiechem na ustach dostrzegając, że temat przewodni całkiem się przyjął. Tylko jedną dziewczynę musiał zaczepić, bo wzbraniała się pobrudzenia ubrań; na szczęście jakoś nie narzekała, gdy pozostawił na jej przedramionach i szyi fioletowe pręgi. Potem wrócił do rozglądania się za bliższymi znajomymi. Sam miał rozpiętą białą koszulę na krótki rękaw i ciemne spodnie, ale z farbami jeszcze nie szalał (trochę nie zdążył, bo zajął się inwentarzem alkoholi). Musiały wystarczyć mu czerwone plamy na koszuli i trochę umazanych dłoni. Drgnął zaskoczony, czując jak ktoś zarzuca mu ręce na ramiona - odwrócił się pospiesznie i, rozpoznając Tonię, po prostu ją podniósł i przytulił. Mruknął z zadowoleniem na tego całusa.
- Nigdy nie zauważyłaś? Ach, pewnie co innego długiego cię rozproszyło. Nieważne- mrugnął do Gryfonki. Rozpierała go nieokiełznana energia i nim się obejrzał, to już ciągnął Paisley w stronę parkietu. Obrócił ją raz i drugi, a później pochylił się i przysunął, dłonią muskając sznurowany element jej spódnicy. - Idealnie załapałaś dresscode - uznał z rozbawieniem, zerkając ponad tłumem. Może trochę czekał na @Ezra T. Clarke... ale nie mógł siedzieć bezczynnie na tyłku, nie? Obrócił Tonię raz jeszcze.

Kostka 3!

______________________

One little lesson


is gonna lead to more.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 1072
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1730
http://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
http://www.czarodzieje.org/t13335-relki-ezry
http://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
http://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Klub Luna   Sob 30 Gru - 19:46

Nawet jeśli Ezra przez swoją abstynencję nie był najlepszą partią do zabawiania się w klubie, nie wypadało nie przyjść na imprezę organizowaną przez własnego chłopaka, tym bardziej, że odbywała się z okazji Nowego Roku. Taki dzień zdecydowanie trzeba było odpowiednio uczcić! Czy wierzył w powiedzenie zakładające, że od nocy sylwestrowej zależał cały rok, czy nie, nie warto było kusić losu.
Narzucił na siebie prostą, jasną koszulę, mając świadomość, że i tak prędzej czy później stanie się ona zbędna. Na drogę musiała mu wystarczyć dżinsowa kurtka, która nie chroniła zbyt dobrze przed zimnem. Nie zdążył nawet przejść przez szatnię (omijając zadziwiająco uprzejmych ochroniarzy), bo już na wstępie został zatrzymany przez uroczą czarownicę dzierżącą kociołek z limonkową farbą, która zaraz znalazła się w formie kilku kresek zdobiących szyję Krukona. Momentalnie wszystko przed oczami Ezry zaczęło się mienić najróżniejszymi kolorami, jakby ktoś nałożył mu jakieś magiczne okulary.
Zaczął przedzierać się przez tłum imprezowiczów, orientacyjnie dążąc w kierunku baru, gdzie spodziewał się spotkać Leonardo. Choć migotanie przed oczami było zabawne, dłuższe skupienie się na jakiś obiekcie skutkowało efektem oczopląsu, tym bardziej, kiedy w okół było tyle ludzi przyozdobionych w neony. Nic więc dziwnego, że w pewnym momencie Clarke się zagubił, a postawienie kroku poskutkowało efektowny rozjechaniem się. Jakże szczęśliwie to nie rozlany drink był powodem małego wypadku, lecz samotne galeony. Nie pozostało mu nic innego, jak zapobiec kolejnym takim zdarzeniom i przygarnąć pieniądze do swojej kieszeni.
Potem bezpiecznie już dotarł do baru i stamtąd uważnie zaczął przeczesywać wzrokiem tłumy. Nawet z mieszającym sposób widzenia efektem farby, odnalezienie wśród nich ćwierćolbrzyma doprawdy nie stanowiło problemu. (Za to jego partnerka odrobinę ginęła przez swój wzrost, przez co niestety nie był pewny jej tożsamości.) Ezra uśmiechnął się lekko, odwracając wzrok i sprawdzając, czy ktoś na imprezie nie potrzebował przynajmniej tymczasowego towarzystwa. Nie miał problemu z tym, żeby jak na razie bawili się z Leonardo osobno. Wiedział, że prędzej czy później i tak się odnajdą.
(W końcu to ciało samo się nie umaluje, racja?)

Kostki: 2 na kolorek i 3 na zdarzenie
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : II
Wiek : 21
Skąd : Hogsmeade
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 60
  Liczba postów : 115
http://www.czarodzieje.org/t8785-lilian-emerald
http://www.czarodzieje.org/t8787-lilka
http://www.czarodzieje.org/t8788-sophie
http://www.czarodzieje.org/t8789-lilian-emerald




Gracz






PisanieTemat: Re: Klub Luna   Nie 31 Gru - 3:08

Lilian nie pamiętała już, kiedy ostatnio brała udział w jakiejkolwiek imprezie. Domowe zacisze przypadło jej do gustu do tego stopnia, że najchętniej nie opuszczałaby mieszkania, ale wkrótce nadarzyła się ku temu okazja. Puchonka przebudziła się z poobiedniej drzemki niedługo przed tym, jak Tonia zamknęła za sobą drzwi i była przez to na siebie odrobinę zła, bo mogły przecież wyjść razem. Znając życie, młodsza budziła ją kilka razy, bezskutecznie, a ona szybko zapomniała o trudach współlokatorki, jak to zwykle się działo, kiedy ktoś niespodziewanie wyrywał ją ze snu. Leniwie podźwignęła się na łokciach i zerknęła na zegar, lecz widoczne na nim cyfry wydobyły z jej gardła rozczarowany pomruk. To zdecydowanie była ostatnia chwila na wyszykowanie się, o ile w ogóle chciała gdzieś iść. Niechętnie wypełzła spod ciepłej kołdry, by poczłapać do szafy i bez większego zaangażowania wybrać w miarę dopasowany do motywu imprezy strój.
Do klubu powędrowała w ciepłym płaszczu, który musiała oddać w klubowej szatni, uprzednio odwzajemniając uśmiechy sympatycznych ochroniarzy. Miła odmiana po naburmuszonych osiłkach, z jakimi do tej pory miała do czynienia. Pozbawiona dodatkowej warstwy odzieży poczuła, jak chłodne powietrze styka się z jej odsłoniętą skórą, parę sekund później ozdobioną jasnoróżowymi paskami neonowej farby po jednej stronie płaskiego brzucha. Z uśmiechem zerkała na barwny wzór zdobiący jej ciało w drodze na salę i zatrzymała się dopiero w okolicy baru, który był idealnym punktem obserwacyjnym. Rozglądała się badawczo po twarzach wszystkich zgromadzonych, a jej wzrok coraz częściej zatrzymywał się, o ironio, na tancerkach w skąpych strojach. Czy one zawsze były tak atrakcyjne, czy po prostu nigdy nie zwracała na nie większej uwagi?  To było coś niewyobrażalnego, w ułamku sekundy poczuła, jak jej ciało domaga się uwagi ze strony którejkolwiek z obserwowanych piękności, choć sama wizja podobnego zdarzenia wywoływała na jej twarzy silne rumieńce. Może ktoś rzucił na nią zaklęcie? Niczego jeszcze nie piła, więc nie podejrzewała, by był to wpływ innego czynnika. Wypatrzyła właśnie stojącego nieopodal Ezrę, kiedy przypadkowy klubowicz stracił równowagę i przyozdobił jej jasną bluzkę niebieską plamą jakiegoś drinka o owocowym zapachu. Ludzie przebywający pod wpływem alkoholu zawsze wywoływali u niej delikatną niepewność, ale nie musiała nawet się odzywać, bowiem pijany nieznajomy bez wahania usunął nieestetyczny ślad z białego materiału, po czym ruszył dalej. Uśmiechnęła się, mimo wszystko, z wdzięcznością i przecisnęła się wreszcie do przyjaciela, bardziej niż zwykle zwracając uwagę na przypadkowe spojrzenia mijanych po drodze tancerek.
- Ezraaa! – Krzyknęła radośnie na powitanie, rzucając się mu bez ogródek na szyję i czując się nagle b a r d z o na miejscu. Przeczekała w tej pozycji odrobinę dłużej, niż wypadało, ale naprawdę stęskniła się za brunetem, którego nie widziała od rozpoczęcia przerwy świątecznej. – Jesteś sam? Gdzie Leo? – Wyrzuciła z siebie automatycznie i zaczęła rozglądać się w poszukiwaniu chłopaka przyjaciela, wyróżniającego się dość charakterystycznym wzrostem. Dostrzegła go bez problemu i mogłaby przysiąc, że w tłumie mignęła jej także Tonka, ale nie chciała zbyt długo na nią patrzeć przez swoje nagłe zawirowania hormonalne. – Błagam, powiedz mi, że nie tracę głowy i to, co teraz przeżywam to efekt jakiegoś zaklęcia – wydusiła po chwili, jak tylko przypadkowy dotyk przechodzącej niedaleko blondynki sprawił, iż zadrżała lekko. Czy to jakiś znak od losu, kara jakiejkolwiek siły wyższej, zdolnej do takich czynów?

Kostki:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 146
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 514
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14801-melody-anna-kingston#394127
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14810-tanczcie-jak-wam-zagram
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14808-listy-do-m
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14809-melody-anna-kingston




Gracz






PisanieTemat: Re: Klub Luna   Nie 31 Gru - 17:13

Byłam niezmiernie podekscytowana imprezą Leo. Dostałam zaproszenie jakiś czas przed Sylwestrem. Nie zdążyłam nawet zacząć się zastanawiać, co będę robić. Wiedziałam jednak, że większość znajomych pewnie zdecyduje się iść na imprezę Gryfona, toteż uznałam, że nie może mnie tam zabraknąć. Nie byłam do końca przekonana do tego, czy Riley będzie miał ochotę iść ze mną. Ale miałam nadzieję, że chociaż w Sylwestra przystanie na pójście do klubu. Ubrałam się w czarną, dość krótką sukienkę wyszytą świecącymi cekinami, maznęłam oko delikatnym, błyszczącym makijażem i dodałam sobie nieco charakteru brudno-czerwoną szminką. Wsunęłam stopy w delikatne, czarne sandałki na szpilce i wrzuciłam najpotrzebniejsze rzeczy do małej kopertówki, którą przewiesiłam sobie przez ramię. Byłam w bardzo dobrym nastroju i nastawiłam się na dobrą zabawę. Nie przeprowadziłam wywiadu wśród bliskich, kto z nich właściwie się pojawi, ale liczyłam, że będę miała do kogo się odezwać.
Przyszłam do klubu chyba trochę za wcześnie. Niby minęła już wyznaczona godzina, ale znajomych twarzy wciąż było mało. Zostałam jednak zatrzymana na wejściu i chętnie pozwoliłam sobie na narysowanie dużej róży neonowym eliksirem na prawym przedramieniu, następnie dwóch pomarańczowych pasków okalających jej lewe ramię i niebieskiej nuty na lewej łydce. Nie zamierzałam na tym poprzestać, ale postanowiłam najpierw rozejrzeć się, czy ktoś już przyszedł. Zauważyłam gdzieś między ludźmi @Ezra T. Clarke i podbiegłam do niego z uśmiechem na ustach.
- Czeeeść - zakrzyknęłam, przytulając go na powitanie. Powinnam chyba wspomnieć, że przed wyjściem z domu wypiłam już jednego porządnego drinka, żeby wprawić się w dobry nastrój i to chyba stąd mój przypływ energii - Gdzie twój Leo, chciałam mu powiedzieć, że impreza jest... - przerwałam na moment, bo dopiero zauważyłam, że obok Ezry stała @Lilian Emerald - gorąca... - dokończyłam, wpatrując się w koleżankę z domu znacznie zbyt długo - O Merlinie, przepraszam - moja ręka automatycznie powędrowała do ust, by je zasłonić, dziwiąc się sama z tego, co właśnie powiedziałam - Wyglądasz naprawdę super - powiedziałam, zastanawiając się gorączkowo, skąd pojawiło się we mnie to dziwne uczucie, które za pewno pchnęłoby mnie w ramiona Puchonki, jeśli tylko bym się nie powstrzymała. Odwróciłam się do Ezry i spojrzałam na niego wzrokiem mówiącym "Co się ze mną dzieje?", mając nadzieję, że przyjaciel mnie zrozumie.


farba: 1
zdarzenie: 5 (ale o tym potem)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 1072
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1730
http://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
http://www.czarodzieje.org/t13335-relki-ezry
http://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
http://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Klub Luna   Pon 1 Sty - 17:06

Byli na tym świecie ludzie, którzy właściwie odczytywali sygnał, jakim było łowienie wzrokiem przybywających ludzi. Ezra nie chciał się nikomu narzucać, czekając aż ktoś narzuci się jemu.
Merlinie, błogosław tę puchońską piękność, która z taką radością do niego podeszła. Ezra zagwizdał żartobliwie, mierząc wzrokiem zbliżającą się do niego przyjaciółkę.  
- Lily! - zawołał ze śmiechem, natychmiast otwierając ramiona, aby pochwycić Puchonkę i obrócić nią wokół własnej osi. Absolutnie nie przeszkadzał mu nieco przedłużony kontakt fizyczny, ponieważ Lilian należała do wąskiego grona osób, dla których przestrzeń osobista Ezry kompletnie zanikała. Sam zsunął dłonie na odsłonioną talię dziewczyny, muskając łagodnie palcami jej skórę w czułym, lecz czysto przyjacielskim geście. Jego oczy skrzyły się wesoło, a w uśmiech, wyginający wąskie wargi, wpisana została jakaś tajemnicza niecierpliwość, jak gdyby Clarke miał już na końcu języka streszczenie wydarzeń z przerwy świątecznej. Jego przyjaciółka musiała być przecież na bieżąco z nowinkami!
- Czekałem na najlepsze towarzystwo, zatem dobrze, że już jesteś. A Leonardo... Ciążą na nim obowiązki gospodarza, więc zajmuje się gośćmi. Albo wyrywa jakąś pannę, korzystając, że jeszcze chwilę temu mnie nie było. Zapewne oba - odparł rozbawionym tonem, podążając za Lilian wzrokiem na parkiet.
Ezra wiedział, że kolory posiadały pewne dodatki, nie był jednak pewien, czy powinien informować o tym gości. Kreatywność Leo pod względem głupot była doprawdy niezmierzona, lecz Clarke wierzył, że wśród efektów nie było niczego szkodliwego. Zanim zdążył odpowiedzieć Lilian, podeszła do nich kolejna osóbka.
- Mels, jak fajnie, że wpadłaś - ucieszył się, mocno przytulając przyjaciółkę. Trzeba było przyznać, było to godne zastępstwo za jego chłopaka. Aż szkoda, że ostatnio widywali się i rozmawiali głównie z okazji takich imprez. Uniósł z zaciekawieniem brwi, obserwując obie Puchonki, które najwyraźniej nie panowały w pełni nad swoimi myślami i odruchami. Wtedy też przypomniał sobie o pytaniu Lilian.
- Co dokładnie przeżywasz? Bo ja na przykład widzę, że mienicie mi się w milionach kolorów. Jakbyście się wykąpały w morzu brokatu - zaśmiał się, pstrykając lekko Lilian w nos, jakby chciał ją przekonać, że nie ma się czym martwić. Wzrok Melody był trochę bardziej wymowny. Zarzucił luźno rękę na jej ramię, ofiarując w pełni skoncentrowane na niej spojrzenie. - To farby, są zaklęte, żeby poprawiać nastroje i zabawę. Leonardo powiedziałby ci więcej, ale jeśli jakiś efekt sprawia, że źle się czujesz, to możemy odejść na bok. Nie powinny być długotrwałe - zapewnił i choć zwracał się do Melody, odnosiło się to również do Lilian. Ezra był pewny, że na sali znajdowały się również farbki pozbawione dodatków, zatem w razie czego nic ich nie miało ominąć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Klub Luna   

Powrót do góry Go down
 

Klub Luna

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 7Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next

 Similar topics

-
» Klub "Asylum"
» night club
» Klub „Fire”

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
londyn
 :: 
Ulica Pokatna
-