Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Klub Luna

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next
AutorWiadomość



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 29618
  Liczba postów : 44064
http://www.czarodzieje.org/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Klub Luna   Nie 31 Sie - 20:36


Klub Luna




Jedno z najbardziej gorących miejsc, które plasują się na listach klubów najchętniej i najczęściej odwiedzanych przez dorosłych czarodziejów, ale też i studentów. Jest tu prowadzona selekcja wiekowa, więc jeśli nie ukończyłeś siedemnastego roku życia to zostaniesz stąd po prostu wyrzucony. Oprócz ochroniarza przy wejściu została umieszczona linia wieku, gotowa wyrzucić Cię na drugi brzeg ulicy.
Zanim tu wejdziesz już Cię coś przyciąga - to pewnie ta głośna, nęcąca muzyka. Jesteś świadom, że w tym miejscu można zaprzedać duszę diabłu? Zrzucisz tu nie jedną cnotę życiową w pogoni za zatraceniem się w trwaniu wieczora.
Wykwalifikowani pracownicy dbają o to, by poziom zapewnianej rozrywki był wprost nieosiągalnie genialny. Tańczą tu najlepsze tancerki wyginające swe gorące ciała, grają tu mężczyźni, których portfele są zdecydowanie grubsze niż w istocie by wyglądały. To tu pada hazard... Mówisz, że tylko raz, a wracasz jeszcze i jeszcze, jakbyś przeżywał dzień świstaka.
Barmani natomiast przygotowują najlepsze drinki, które Twoje podniebienie zwyczajnie kocha.  
Grywają tu też najlepsi DJ w ofercie specjalnej, która co jakiś czas bucha czymś czego pozornie byś się nie spodziewał.
Chcesz poczuć magię tego miejsca? Nie ma problemu.
Pamiętaj jednak, że   wejście do klubu kosztuje 10 G.

Baw się dobrze.

Kilka zasad:
Spoiler:
 

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 23
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 163
  Liczba postów : 133
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9504-charlie-pandora-castillo#264598
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9506-powodzenia-charlie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9509-puszka-pandory-pelna-listow#264762
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9507-charlie-pandora-castillo#264755




Gracz






PisanieTemat: Re: Klub Luna   Sro 3 Wrz - 0:10

Jak się czuje ktoś, kto właściwie mógłby powiedzieć, że stracił wszystko? Jak się czuje ktoś, kto patrzył na to jak jego małe marzenie poczyna pożerać ogień, który wcześniej uznawaliśmy za bezpieczne źródło dające nam ciepło i światło w gorszy, ciemniejszy dzień? Niestety, choć pozornie wydaje Ci się, że obrałeś dobry adres do udzielenia odpowiedzi masz pełne prawo do tego, żeby spierdalać stąd jak najszybciej nim spróbujesz wydukać pierwszą sylabę wyrazu pytającego. To nie tak, że osoba na którą patrzysz jest zła, butna, zamknięta w sobie i dumna. To po prostu tak, że ona nie roztkliwia się nad sobą, jeśli ma w sobie jakiś żal z to pewnością go nie dostrzeżesz. To po prostu kamuflaż wielu strojów, które przyodziewa, to po prostu ktoś, kto ma do siebie ogromny dystans, bo już dawno zapomniał o tym kim jest, kim był. Nie podoba Ci się to? Och, jest tak wiele rzeczy, które nie podobają się Charlie. Pewnie lista zaczyna się od czyjejś twarzy, kończy na widzianych ostatnio pośladkach odkształconych od tkwienia w fotelu, aż po oczy... Oczy, w których kiedyś mogła osadzić całe zaufanie... Ależ w końcu.
- Japierdole spóźnię się. - Powiedziała sama do siebie naciągając letnią sukienkę mimo stosunkowo niskiej temperatury, ale przecież zaraz tam dotrze. Raz i była za drzwiami. Dwa i skakała już po schodach. Trzy, o mało nie przetrąciła sąsiadki, która zaklęła na jej widok. Cztery, a stała już przy wyjściu z osiedla i poczęła biec w rytmie przeskakiwania pomiędzy kafelkami chodnika, aż wreszcie stanęła przed przejściem dla pieszych, gdzie bujając się do rytmu zasłyszanej piosenki rozśmieszyła chyba dziecko, które chichotało przyglądając się jej ze zdziwieniem. Nim się jednak obejrzała już znów trwała w ruchu, które wzbudziło zielone mrugnięcie. Potem zniknęła tylko pomiędzy murami dostając się na Pokątną i już. Już prawie na miejscu. W kieszeni dobra wymówka, w staniku dobrze wypięty biust, na ustach lekka pomadka, podkreślone oczy ubrane w czerń tajemnic... I poprawiwszy włosy machnęła ręką na kogoś znajomego po czym przekroczyła próg klubu, w którym pracowała od dobrych paru miesięcy jako tancerka.
Od razu do jej nozdrzy dobił ten kujący zapach ognistej whiskey, która podawana była tu w setce różnych postaci. Bóg jej świadkiem, że widziała jak wielu ludzi rzygało po tych kombinatorskich pomysłach Jonathana, ale jakoś nie miała serca mu tego wypominać. Przecież jej zawsze podawał to czego potrzebowała, więc... Krok dalej. Sala pusta? Przeskoczyła między stolikami nie kłopocząc się tym, że weszła głównym wejściem i po prostu goniąc po schodach natknęła się na przełożonego. Machnąwszy ręką poszła do garderoby ubierając ciemne legginsy i białą bokserkę z wycięciami aż do bioder, co pozwalało ujrzeć koronkowy stanik. Widząc jak luźny materiał nie spina się przy ciele to ujęła go w garść związując nad biodrami i wróciła do...
Tańca. Na trzy charakterystyczne klaśnięcia i jedno słowo salę wypełniły dźwięki.
Wzdychając ciężko oparła się obiema rękoma o metalowy drążek wypinając pośladki do tyłu i skupiając się intensywnie nim wspięła się na palce, by gwałtownie oderwać się od parkietu i tym samym wskoczyć, na rurę wokół której się owinęła przystawiając obie ręce do podłogi nim przesunęła jedną po biuście, a drugą rozminęła tuż obok bioder, aż w końcu podsunęła się do góry lądując na stopach, by zaraz ułożyć się wygodnie na podłodze i unieść się wyżej prostując kręgosłup gdy tylko muzyka zwolniła na tyle, a ona była świadoma tego, że za chwilę powinny zgasnąć światła. Ponieważ była tu sama i wciąż miała chwilę czasu, to po prostu wróciła do reszty układu wstając nagle na obie nogi i wykonując szpagat, gdzie pamiętała, że na pośladku ma być widoczny pseudo tatuaż z nazwą klubu. Nim się zdecydowała na kontynuowanie układu uśmiechnęła się lekko jakby była już w ujęciu spojrzeń tych rozgorączkowanych mężczyzn, a następnie wspięła się szybko na samą górę, co by zawisnąć tam i zdać się na ciężkość swojego ciała, gdzie kręciła się co raz szybciej i intensywniej... W końcu jednak zatrzymała się wyciągając ręce w dół gdy tylko zobaczyła Jupitera... W końcu czyż to nie on wymyślił tą choreografię?
- Złap mnie. - Rozkazała dając mu jeszcze chwilę nim podejmie właściwą decyzję.
Niech ją złapie, niech ją podniesie tak jak obiecał.
Czyż nie w końcu na tym polegała ta cała zabawa?
I miała tylko jedną zasadę.
Polegała na zaufaniu.
Ufaj, spraw by inni ci zaufali, a właściwie tylko jedna osoba. I nigdy jej nie strać.
Dlatego otworzyła szerzej orzechowe oczy zamierając na chwilę w oczekiwaniu sygnalizując to, że jest gotowa w każdej chwili rozluźnić uścisk na drążku, z którego teraz zwisała.
No już Jupiter, bądź mężczyzną.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 22
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 245
Dodatkowo : jestę planetę
  Liczba postów : 182
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9518-jupiter-leighton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9520-i-like-it-loud
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9519-don-t-stop-the-music
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9521-jupiter-leighton




Gracz






PisanieTemat: Re: Klub Luna   Pią 5 Wrz - 12:51

To nie był dobry dzień. Może zły układ planet? HMMM. Całkiem możliwe, bo każde z jego rodzeństwa było w stanie rozpierzchnięcia. Ale to w zasadzie nic nowego czy odkrywczego. Nikt nigdy nie potrafił ich zebrać jakoś do konkretnej kupy. Takiej, która mogłaby chociaż udawać podobieństwo do swych poszczególnych części. I tak nie było podstawowego spoiwa, aby ich jakoś porządnie ujednolicić. Dobrze, że chociaż mogli liczyć na siebie w kryzysowych sytuacjach, robiąc spęd rodzinny i ogólną naradę z burzą mózgów, czyli sposób na to, jak przeżyć wszelakie problemy. Swoją drogą - może powinni spisać jakiś poradnik? Tylko, że z taką ilością ludzi łatwiej wpaść na coś sensownego, ale kto by się tym przejmował. Zawsze można skrzyknąć kilka ziomów z dzielni, no przecież.
Ale wróćmy do dnia, który zaowocował w to, że biedny Jupiter miał ochotę walnąć się do łóżka i zanurzyć w rytmach muzyki, najlepiej oczywiście Fusów i Inferiusów. Niestety, tego dnia John Leighton, przytłoczony faktem, że jego urocza małżonka wciąż się na niego boczy o to, że ją tak okrutnie okłamał w kwestii historii jego życia, poczuł się bardzo samotny. Wywlókł więc swą najstarszą, męską latorośl i w zasadzie jedyną, która była w rodzinnym mieszkaniu, a nie w Hogwarcie i postanowił, że… uwaga… zabierze go na przejażdżkę rowerową. Tak, mugolską. Tak, wśród mugoli, bo po Londynie. Jupiter z początku spojrzał na niego jak na idiotę, ale tamten swoim zwyczajem zapalił się do tego, aby spędzić trochę czasu z niemagicznymi wynalazkami. Ubrał się nawet w specjalne wdzianko, kask i tak dalej, ale dla swego syna nie miał pełnego oporządzenia, ku oczywiście osobistej rozpaczy "zainteresowanego".
Wyszli przed kamienicę, w której mieszkali. Na ulicach było pełno samochodów, na chodnikach multum ludzi. A gryfon stał przed tym rowerem i nie miał pojęcia co ma z nim zrobić. Trzymał go za kierownicę i bacznie mu się przyglądał. Czy jest na to jakieś zaklęcie? Nie, przecież to z magią nie ma nic wspólnego!
- Tato, jak to się do cholery uruchamia? - spytał w końcu bez ogródek, a ojciec tylko pokręcił ze smutkiem głową. Czy jego syn w ogóle uczył się mugoloznastwa w tej całej szkole magii, czy teraz takich rzeczy już nie wykładają? John tego nie wiedział, ale już był rozczarowany obecnym systemem edukacji. Bardzo łatwo przychodziło mu pochopne podejmowanie decyzji. Wreszcie jednak wytłumaczył swemu chłopcu jak należy obsługiwać ten osobliwy środek lokomocji. Zaprowadził go do parku, żeby tam mogli go nauczyć jazdy. Problem tkwił w tym, że Jupiter zwyczajnie tego nie pojmował i co chwilę się wywracał. Nabił więc sobie kilka siniaków i nabawił się otarć skóry. A kiedy już nawet załapał, jego rodzic uznał, że ma już dosyć tej całej mugolskiej edukacji i wrócili do domu, ku ogólnej uldze jego syna. Tylko, że nawet tam nie miał spokoju, bo ojciec zaczął się kłócić z matką, że mogłaby się wreszcie zacząć do niego odzywać, a ta po prostu powiedziała, że idzie do pracy i trzasnęła drzwiami. Dom wariatów. Z wściekłości kopnął drzwi, po czym John stwierdził, że lepiej, aby umiał zaklęcie reparo, bo jak nie, to będzie gołymi rękoma naprawiał te drzwi. Szaleństwo.
Dlatego w końcu i on wyszedł, trzaskając drzwiami i idąc szybkim krokiem w kierunku Luny, gdzie spodziewał się, iż będzie większość jego znajomych. Nieistotne, że powinien się właśnie czegoś uczyć. To wszystko nie miało już żadnego znaczenia, kiedy zdenerowanie krążyło w żyłach, komórkach nerwowych i w ogóle każdym zakamarku ciała. Na szczęście zniknęło w momencie, gdy wszedł do środka i zobaczył Charlie. Uśmiechnął się, chwilę oglądając jej taniec, a potem poszedł do garderoby, by się przebrać. Na szczęście wrócił w odpowiednim momencie, okręcając się, jak gdyby to wszystko było z góry zaplanowane. Każdy ruch, spięcie mięśni, nacisk stopy na podłożu. Wyciągnął ręce do góry w stronę Castillo, zachęcając do tego, aby mu zaufała, choć przecież nigdy nic się w tej materii nie zmieniło.
- A gdzie woda? - spytał cicho, z rozbawieniem, po czym uniósł gryfonkę okręcając się z nią na swych barkach, by na koniec delikatnie postawić ją na ziemi i nie tracąc kontaktu wzrokowego. Niczym zakochany mężczyzna, jak słodko. Może jednak powinien był postawić na karierę aktora.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 23
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 163
  Liczba postów : 133
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9504-charlie-pandora-castillo#264598
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9506-powodzenia-charlie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9509-puszka-pandory-pelna-listow#264762
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9507-charlie-pandora-castillo#264755




Gracz






PisanieTemat: Re: Klub Luna   Pon 8 Wrz - 15:37

Podobno każdy z nas musi w życiu zostawić coś na czyiś rękach. Zaufanie, niewinność, radość, kilka łez, jęk bólu, rozkoszy... I można by powiedzieć, że Charlie zdążyła już oddać wszystko, a koszyk który trzymała w dłoniach był pusty. Nic bardziej mylnego mój drogi. W orzechowych oczach tlił się zagadkowy blask częstujący Cię tajemnicą, która nigdy nie pokaże Ci się w okazałości. Charlie to też ktoś, kto zrobi wszystko by sobie poradzić. Po trupach do celu? Może niekoniecznie tą drogą, ale czym życie byłoby bez korzystania drogi na skróty? Castillo tak bardzo biegła teraz skomplikowanymi ścieżkami tłoczącymi się wokół nieznanego czegoś, że po prostu wzruszała ramionami... Np. teraz wyciągając ręce do Jupitera i lądując w jego ramionach zaśmiała się dźwięcznie odrzucając czarne pasma włosów i wzruszyła ramionami z szerokim uśmiechem.
- Wiesz jak jest. Może jestem mokra, ale jeszcze po prostu tego nie odkryłeś Jupi. - I tu pociągnęła za rąbek jego koszulki, który jak zwykle zwinęła ku górze, bo tak. Bo mogła, bo bawiła się z tym nieznaną dozą przyjemności. Musnęła przyjaciela w policzek i oparła się o niego łapiąc oddech.
- Za trzydzieści minut będzie otwarte. Powinnam się zrobić na bóstwo, co? - Spytała wplatając dłoń we włosy Legihtona i popatrzyła na niego badawczo doszukując się powodu, dla którego nie było go przez prawie cały dzień w mieszkaniu, i też dlaczego nie widziała teraz nigdzie Chloe. Nie widząc jednak powodu do dręczeń, zeszła myśleniami na neutralny teren i spytała o coś zupełnie innego...
- A jak twoje szalone planetowe rodzeństwo? Odwiedzą nas? Wiesz, byłoby miłe. Świetne klimaty dla Urane i Neptune. Nie wspominając o Marsie czy coś. Może nawet Venus? Zawsze mnie fascynuje zapał twojej matki do wypchania z macicy całego układu. Ojciec ją dopingował? - Zażartowała opuszczając Jupitera ramionami i sięgając po butelkę z wodą, którą przytknęła do ust i opróżniła do połowy odkładając ją szybko na bok i wykonując szpagat, po czym pochyliła się tułowiem do kolana i przykładając dłoń do palów prawej stopy wyprostowała się czyniąc ten skłon jeszcze kilka razy. Stresowała się przecież, jak zawsze, ale co złego mogło się stać?
- W ogóle ty ogarniasz która to ta Eiv? Bo to wiesz, to chyba twoja partnerka na dzisiejszą noc. Jest dość... Gibka, więc nie obawiaj się o jej sztywniactwo. Najwyżej wpadnę do twojej sypialni i rozładuję atmosferę jakimś zaproszeniem do kina. - Wybuchła śmiechem jak przerwałaby mocną akcję swojego przyjaciela.
- To jak mój aktorze, tancerzu i wszystko inne w jednym? Dziś z Chloe kolacje jemy same? O ile ona nie znajdzie ruchacza życia. - Rzuciła to co najmniej tak swobodnie, jakby proponowała kawę, albo herbatę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 22
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 245
Dodatkowo : jestę planetę
  Liczba postów : 182
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9518-jupiter-leighton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9520-i-like-it-loud
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9519-don-t-stop-the-music
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9521-jupiter-leighton




Gracz






PisanieTemat: Re: Klub Luna   Wto 9 Wrz - 23:23

Wiele ich łączyło, wbrew pozorom. On także wzruszał ramionami w pewnym momencie. Zmęczony ciągłymi pretensjami świata, zmęczony nieudolnością ludzką. Na początku mienił się całą paletą odczuć, ale ten cały żar barw musiał się kiedyś wypalić. Podobno nie da się utrzymać ognia na wieczność. Skąd więc rodzi się nienawiść trwająca kilkanaście lat? Nie miał pojęcia, wiedział jednak, że pewną złość chce w sobie zachować. I może to stanowiło problem? Nie pozwalało normalnie egzystować? Panować nad wściekłością, kiedy chciał zmiażdzyć swoją pięścią czyjś nos? Słyszeć zgrzyt pękającej chrząstki i czuć spływającą po palcach szkarłatną ciecz? Czasem to go nakręcało, czasem udawało mu się zastopować w odpowiednim momencie, kiedy czuł, że może przegrać swoje życie. Był nieudacznikiem, który ratuje dupę innych, a o swoją nie dba. Należało mu się więc chwilę ogólnej obojętności na wszystko. Względnie zagłębienie się w tańcu.
- Bo pomyślę, że chcesz, abym to odkrył - odparł rozbawiony, po czym jednak się skrzywił. - Fuj, to prawie jak kazirodztwo - dodał, kiedy oczywiście Charlie byla już odstawiona na ziemię i nie musieli udawać wspaniałej gry aktorskiej w tańcu. - W sumie mógłbym cię też oskarżyć o pedofilię. Jestem młodszy bejbs, w dodatku o pół roku. Różnica niemalże nie do przeskoczenia - stwierdził po chwilowym namyśle, udając bardzo przejętego swym odkryciem. No proszę, mógł zarywać DO STARSZEJ KOBIETY, a tymczasem pozostał w urokliwej friendzone. Może uczcijmy to minutą ciszy. Albo pomódlmy się za niego. Kto co woli, wersja świecka i duchowa. Nie mniej i nie więcej - pozwolił się na sobie oprzeć, niby udostępniał to niemalże każdemu, ale tylko Castillo i jego druga najlepsza przyjaciółka miały ten przywilej, że nawet o to nie marudził.
- Już wyglądasz na bóstwo. Ale to tylko moja opinia. Ta reszta pustych facetów lubi tapetę i skąpe ciuchy - powiedział spokojnie, bawiąc się kosmykiem jej włosów. - Więc wiesz, jak chcesz. Bez skrępowania. Zresztą, nie znam się na tym - wzruszył ramionami. W ogóle to zaskakujące, że on przy niej tyle gadał. Ale ostatecznie znali się niemalże od zawsze, więc chyba nie powinno to nikogo szczególnie dziwić. Charlie to była rodzina, tylko taka, która rozumiała. W lepszym wydaniu. Bo niektórych z Leightonów to strach było odwiedzać. Czy prosić o odzew, albo coś. Bo wiecie, z rodziną to jednak głównie dobrze na zdjęciu, nawet u tej kosmicznej.
- Tak, mogłyby się uczyć fachu. Mars w sumie też. Chociaż nie chciałbym go oglądać w stringach na rurze. Ja pierdolę, ale z ciebie szatan - podsumował, znów musząc się krzywić z powodu okropnych wizji podsyłanych przez gryfonkę. Na Merlina i jeszcze ona poszła spokojnie się rozciągać. Niektórym to jednak brak empatii. - A co do matki, to ja już dawno przestałem wnikać w pobudki chęci rozwierania macicy. To wyższy poziom wtajemniczenia - skwitował, po czym stanął na palcach i uniósł ramiona w górę, aby rozprostować mięśnie, a potem zaczął je rozluźniać. Cały czas patrzył na Castillo, choć kątem oka zerkał ku wejściu do klubu. Szczególnie, kiedy padła wzmianka o Eiv. Nie no, dobra, wtedy to obrócił łeb i spojrzał na dziewczynę zaskoczony. Oh Lawd, serio?
- Zluzuj majty, przyjaźnimy się. No, prawie. Bo ona przyjaźni się z tamtą szmatą od dragów. Słabo - powiedział w końcu, a grymas na jego twarzy tym razem był w stu procentach normalny, zero udawania! To chyba nie świadczy dobrze o całym zajściu. - Jak zrobisz to zjem. O ile będzie jadalne - dodał, choć na ten moment nie miał już pojęcia, co on w ogóle gada. Jakoś ten nawinięty temat zbił go z tropu. Biedaczek. Może Charlie powinna go przytulić do swych jędrnych piersi? Na pewno zrobiłoby mu się lepiej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 23
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 163
  Liczba postów : 133
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9504-charlie-pandora-castillo#264598
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9506-powodzenia-charlie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9509-puszka-pandory-pelna-listow#264762
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9507-charlie-pandora-castillo#264755




Gracz






PisanieTemat: Re: Klub Luna   Sro 10 Wrz - 23:32

Pośród ich całej rozmowy... Wszystko w Lunie się ruszyło. Nagle ktoś od światła zaczął rzucać zaklęcia i rozlewać nowe dawki eliksirów, i ich mieszanek, żeby efektowna półciemność po prostu ogarnęła całość wielkich pomieszczeń, które w sekundę wydały się małe... Maleńkie... A mimo wszystko na tyle obszerne, że jesteś w stanie tu stracić pamięć o dzisiejszej nocy... Jeszcze sekunda, a już dało się słyszeć pierwsze uderzenia muzyki. Było to dość znaczące. Głośne rytmy czegoś szybkiego i drażniącego uszy Castillo, zmusiły ją do wyrażenia grymasu niezadowoloną minką:
- Ktokolwiek wybierał muzykę na dzisiejszy wieczór, wiedz że go zapierdolę za brak gustu, i oddam swoją wypłatę za pójście na jakieś szkolenie. - Rzuciła bardzo głośno w nadziei, że ktoś usłyszy. Druga sprawa, że mało kto się w klubie przejmował uwagami Gryffonki. Wynikało to też z faktu, że była opryskliwa, chamska i drażniąco bezpośrednia wobec każdego, w związku z czym nie dało się z nią długo wytrzymać. Tak też tylko sympatię niektórych zaskarbiła sobie wiedząc, że będzie jej potrzebna w dalszej pracy. Innych olewała, zmuszała do tego, żeby chowali się za ścianami oblanymi eliksirami. Wszyscy do jasnych kurw Merlina doskonale wiedzieli, że jak Charlie nie będzie w humorze, to otworzy się w niej puszka Pandory, z której wypełznie stek wyzwisk, oszczerstw skąpanych w gorzkiej prawdzie życia... I nic i nikt nie pozostanie cały. Tylko że teraz nic takiego się nie stało. Zupełnie kurwa nic. Nikt nie zmienił muzyki. Nikt jej nie podarował.
Podniosła się z parkietu prostując nóżki i zastanawiając się nad słowami przyjaciela o skąpym stroju, o Marsie tańczącym na rurze, o tym że to obrzydliwe. W jakiś sposób zgadzała się z Jupiterem. Nie wiedzieć czemu wydawało się jej, że bieliznę Marsa stanowią kalesony w jakieś obrzydliwe wzory. Obawiała się nawet, że to stąd czasem wynikają dziwne zachowania najbliższego przyjaciela. Że niby taki wrażliwy, jak zobaczył tą brzydką dupę obleczoną w tanie szmaty... No cóż, życie niektórym nie oszczędza klapsów w dupę.
- Och, no wiesz... Seks to seks. Poza tym dziś będzie zabawnie. Mam takie przeczucie, że po występie spijemy się i będziemy tańczyć do rana. Muszę kogoś ogarnąć... W końcu nie będę bawić się sama skoro przyjdzie Eiv. - To rzuciła z wymownym spojrzeniem. - A Chloe pewnie się będzie puszczać gdzieś za barem. Chcę coś wciągnąć. Chcę zapomnieć, że to kolejna pojebana noc. Jasne? - Rzuciła nieco nawet agresywnie nie wiedząc dokładnie kogo teraz usprawiedliwia. Swoje zachcianki do chorych, wulgarnych zabaw? Zawsze wszystko kontrolowała. Zrzucała buty i uciekała. Napieprzała pięściami po twarzy, gazem pieprzowym, nogą w krocze, różdżką w oko... Samoobrona leżała u niej i kwiczała z bólu, i domagała się litości. Tak bardzo bezbronna. Dobrze, że chociaż pancerz miała dobry.
- I nie mów "zluzuj majty", bo brzmisz jak ta jebana ciota za barem, która zastępuje Jonathana. Właściwie to kurwa nie rozumiem jak można było tam kogoś wstawić z tak zjebanym ryjem. Albo kurwa wiem. Armstrong go tam postawił, żeby podnieść ceny drinków i brać ludzi na litość. - Podzieliła się z nim możliwym scenariuszem brzydkiego faceta przy stosach butelek, które zostaną dziś opróżnione i nie rzadko pobite o parkiet, który je wciągnie.
- Dobra spierdalam. Jak przyjdą tu, to nie dostanę się do garderoby. W każdym razie kurwa mać. Weź ją wyruchaj, bo pomyślę, że jesteś pedałem. - I tym zimnym gestem zakończyła ich rozmowę, ale na odchodne musnęła go w policzek.
- Daj znać czy głośno jęczy. - Dodała przygryzając płatek jupiterowego ucha i tyle ją widział.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : III
Wiek : 23
Skąd : Kiedyś - Kiszyniów, Mołdawia. Aktualnie - Hogsmeade, Wielka Brytania.
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1496
  Liczba postów : 881
http://www.czarodzieje.org/t9492-eiv-cara-henley
http://www.czarodzieje.org/t9496-jestemeiv#264107
http://www.czarodzieje.org/t9493-sowawow#264093
http://www.czarodzieje.org/t9495-eiv-c-hanley#264105




Gracz






PisanieTemat: Re: Klub Luna   Czw 11 Wrz - 18:20

Życie kurwa rucha. Otaczają nas kłamcy, hipokryci i pierdolcy. Zazdrosne pacynki, które można pociągać za sznureczki, bo ich egzystencje są zbyt nudne, więc karmią się nawzajem plotkami na temat osób, które już dawno wyrzuciły ich ze swojego świata. Zazwyczaj wszyscy dostajemy jedną szansę, przy cudownym olśnieniu możemy liczyć na drugą, trzecią, jedenastą, ale… Jebać to. Każdy ma wybór. Doświadczamy tego na każdym kroku, a co za tym idzie, nikt nie ma pojęcia ile rzeczy zdążyło się wydarzyć nim ktokolwiek wyciągnął do siebie nawzajem rękę. Ileż razy lali się po pyskach, a ile razy rozkładali… No dobra, może tego nie robili, ale niemniej jednak właśnie taki jest sens. Na tym polegał cały psikus, a ludzie tego nie potrafią zrozumieć. To działa jak magnes. Jedna część – nie działa bez drugiego. Czegoś brakuje i się rozpada na milion kawałeczków. Teraz jednak… Zaprośmy ich wszystkich w podróż po świecie rozpusty i wzajemnej adoracji, bo idioci, to przecież kurwa idioci.
Na pytania, które są zadawane przez osoby trzecie możemy nie odpowiadać, nikt nas do tego nie zmusza, ale jeżeli te są nadzwyczajnie tępe – możemy im co najwyżej polecić zabukowanie biletu do psychiatry. Tak, po prostu jest, że świat kręci się wokół sensacji. Może zatem lepiej zaserwować na tacy zestaw pełen kontrowersji i podniety, o jeden problem z głowy będzie mniej. Słowem można zgwałcić brutalnie każdego, kwestia patrzenia na sprawy, które nas otaczają ot tak – dla zasady. Możemy mówić, oceniać, wysuwać wnioski, a i tak nie będziemy mieć pojęcia, co siedzi w głowie drugiej osoby. Od hipokryzji, przez kłamstwo, a kończąc na truciu dupy za każdym razem, gdy ktoś zrobi coś niewłaściwego. Dlaczego Eiv lubiła takich ludzi? Bo mogła się cynicznie uśmiechnąć, na taki swój Henley’owy sposób – i tak mnie znasz wystarczająco, by móc oceniać cokolwiek, ale rozpierdolę Ci umysł, tylko po to byś zrozumiał, że za obiekt kpiny wybrałeś sobie zły obiekt. Uczciwy układ, prawda?
Ubrana zatem w krótką sukienkę, która opinała jej dość kościste ciało, ale z zarysowaną linią bioder, talii i piersi – wkroczyła do Luny. Jej stopy okalane były przez wysokie szpilki, dokładnie w tym samym kolorze, a wątłe ramiona jak zawsze skrywała pod ramoneską. Ciemne pukle spowijały się wokół bladej skóry, a czerwone usta idealnie kontrastowały z błękitem Eiv’owych oczu. Zaraz gdy tylko znajdzie się przy Leightonie ten z pewnością będzie miał zbereźne myśli, ale to kwestia wyjścia na zaplecze ,bo żeby to pierwszy raz robili. Niemniej jednak, gdy w końcu udało jej się zejść na odpowiedni poziom, dostrzegła chłopaka, którego szukała swoimi zmęczonymi tęczówkami. Ta noc będzie długa i intensywna. Nie czekała oczywiście długo, bo włosy Charlie mignęły jej tylko w ostatniej chwili, a ona gdy tkwiła już przy Jupiterze spoglądnęła kątem oka na rurę. Jakby nie patrzeć miała pokręcić tyłkiem, tylko może innym razem – będzie za duża sensacja i obserwator nie da im żyć, a każdy dobrze wie, że… Eiv przecież w istocie jest grzeczną dziewczynką, która trzyma kolanka razem.
-Zdecydowanie wolę Cię w wydaniu bez zmarszczek… – Mruknęła cicho, gdy w końcu zarzuciła ręce na Jupiterową szyję, a po chwili lekko ucałowała jego policzek, zahaczając nieco o kącik Leighton’owych warg. Odsunęła się na krok, bo przecież ta noc doprawdy będzie długa, a potem pojawią się kolejne motywy do budowania jeszcze ciekawszych plotek. Cóż, na to możemy poradzić? Kurwa, nic. Kompletnie nic.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 22
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 245
Dodatkowo : jestę planetę
  Liczba postów : 182
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9518-jupiter-leighton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9520-i-like-it-loud
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9519-don-t-stop-the-music
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9521-jupiter-leighton




Gracz






PisanieTemat: Re: Klub Luna   Pią 12 Wrz - 7:22

Jupiter był zaskoczony, kiedy nagle zrobiło się ciemno, a potem kolorowo i głośno. Po chwili się przyzwyczaił, bo przecież nie był tu pierwszy raz. Choć to prawda, w takich warunkach było ciężko zebrać mu myśli, nie wspominając już o doborze odpowiednich słów. Aczkolwiek trzeba również przyznać, że przy Charlie mógł swobodnie gadać co mu ślina na język przyniosła i nawet jeśli ta go wyśmieje, bądź skrytykuje, to nie kryje się pod tym żadne wredne dno. Przyjaźnili się, byli dla siebie wręcz jak rodzina (a może nawet lepiej?), więc nikt nie czuł się urażony, czy że przekroczono jego barierę intymności. Uśmiechał się do niej, wywracając oczami, bo ich dialogi przecież były tak bardzo dla nich typowe. Ale cóż. Jak tu jej nie kochać?
- Dobrze, przekażę mu twe charytatywne postanowienie - rzucił jedynie, po czym stwierdził, że w zasadzie nie ma nic szczególnego do roboty, bo choreografia na dzisiejszy wieczór jest już ułożona, gryfonka wie, co ma tańczyć, a on może co najwyżej zanieść wniosek o zmianę muzyki. W tej materii miał już większy posłuch niż Castillo i wynikało to z kilku powodów: po pierwsze, był mężczyzną. Fuck yeah. Po drugie, organizował tutaj taniec, a do tego powinien mieć warunki. Po trzecie, był po prostu milszy niż dziewczyna, ale jednocześnie stanowczy - tak tu trzeba. Biedny Jupek chyba jeszcze nie orientował się, że niedługo pewien pan przejmie klub po swym ojcu i jego pozycja zostanie bezpowrotnie zagrożona, o ile w ogóle zachowa pracę. Póki co jednak takie czarne myśli nie zaprzątały mu głowy, dlatego w gruncie rzeczy również zaczął się rozciągać, z braku lepszych zajęć na chwilę obecną.
- Słuchaj, co ty masz z tą Eiv? Nic mnie z nią nie łączy i nie będzie łączyć. Już pomijając to, że to tak jakby laska Noela. Ale to urocze, że próbujesz mi znaleźć kogoś do ruchania, ale nie martw się o mnie tak bardzo, bo prawie uroniłem łezkę wzruszenia - odparł, przerzucając ciężar z jednej nogi na drugą. Biedaczek, nie miał zielonego pojęcia, że coś między nim i Henley było na Merliniadach. Dramat. - Jasne. Zatańczymy na barze, będziemy wylewać na siebie tani alkohol, bo w zasadzie szkoda tego drogiego. Wy będziecie się puszczać, a ja jak zwykle będę robił za ochroniarza. Ale lepsze to niż bycie alfonsem. No, choć trzeba przyznać, że zdecydowanie mniej dochodowe - ględził sobie w najlepsze, kręcąc głową na dalsze słowa Charlie. Była tak cudownie irytująca. Nie dało się jednak nie uśmiechać głupkowato na jej równie elokwentne wynurzenia.
- Będę mówił "zluzuj majty" kiedy chcę, ile chcę i do kogo chcę. Ty możesz najwyżej przytaknąć swą piękną główką i powiedzieć "dobrze, panie Leighton" - powiedział spokojnie. - To raz. A dwa, pewnie pomyślał też o tym, abyście nie wyrywały mu personelu i zaprzepaszczały cenny dochód z alkoholu. I nie mów mi co mam robić, bo dobrze wiesz, że cokolwiek pomyślisz to jebie mnie to z góry na dół - dodał, choć dobrze, tu trochę skłamał. - Nie będę jej ruchać! - krzyknął jeszcze za nią, na co kilkoro pracowników odwróciło głowę w jego kierunku, a on po prostu wzruszył ramionami i zrobił minę sugerującą, aby kurwa zajęli się swoją pracą.
On w zasadzie miał już iść pertraktować w kwestii muzyki, kiedy do lokalu wszedł nie kto inny jak Eiv, a gryfon uśmiechnął się dość cierpko, bo lubił pamiętać swe krzywdy. A taką mu ona wyrządziła odnawiajac przyjaźń z Beą. Powinna lubić go bardziej, a nie tamtą pustą szmatę. No cóż.
- A ja ciebie bez wąsów - mruknął na przywitanie, pozwalając na pewne gesty czułości z jej strony. Dodatkową niechęć wzmagały głupie listy od jej brata, który chyba leci na jego siostrę, co bardzo mu się nie podobało. Wiedział, że ten kutasa dla niej nie zarezerwuje, a poza tym będzie deprawował dziewczynkę, która ledwo skończyła szesnaście lat. Powoli dorastała w nim chęć mordu, ale chwilowo miał inne zajęcia do ogarnięcia. Nie czuję, że rymuję. W każdym razie postanowił, że skoro Henley się tu już zjawiła, to może ją trochę podpytać. - Słuchaj, ty wiesz coś o Sweeney'u i Tune? - spytał, niby obojętnie. Hehe, sure. Każdy, kto go choć trochę zna, doskonale wie, że za tym z pozoru niewinnym pytaniem czai się psychopatyczna chęć rozpierdolenia krukona na milion kawałków, jeśli położył ręce na jego siostrze! To znaczy, mogli się spotykać, ale bez uprawiania seksu - na Merlina, przecież Neptune była jeszcze dzieckiem. No i on był dla niej za stary. I za mało wierny, a nie chciał, aby jego siostra płakała. Taki kochany brat, tylko nikt tego nie docenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : III
Wiek : 23
Skąd : Kiedyś - Kiszyniów, Mołdawia. Aktualnie - Hogsmeade, Wielka Brytania.
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1496
  Liczba postów : 881
http://www.czarodzieje.org/t9492-eiv-cara-henley
http://www.czarodzieje.org/t9496-jestemeiv#264107
http://www.czarodzieje.org/t9493-sowawow#264093
http://www.czarodzieje.org/t9495-eiv-c-hanley#264105




Gracz






PisanieTemat: Re: Klub Luna   Pią 12 Wrz - 16:20

To nieco skomplikowane, że dwie osoby, które uprawiały seks nie miały o tym pojęcia. To trochę tak jakby prostytutki, którym mylą się klienci, albo co gorsza sypiają ze swoimi przyjaciółmi. Eiv miała tendencje do tego, że seks traktowała jako coś przygodnego. Co prawda nie cierpiała na przesyt „partnerów” w swoim łóżku, bo miała ich raptem… Kilku. Właściwie to trzech, bo Jupitera nie pamiętała, więc albo miał bardzo kiepski sprzęt, albo do niczego nie doszło. Innej opcji nie było. No ewentualnie trzeba to powtórzyć. Szybkie klęczenie za barem, wypięcie tyłka – niemal codzienność, szkoda tylko, że na drugi dzień biedaczysko będzie kompletnie nieświadome swoich czynów.
Niemniej jednak w tym momencie to nie miało znaczenia, bo stała przy kumplu jak gdyby nigdy nic. Miała zamiar się bawić, pić i obserwować jak Charlie tańczy. Nawet z tej okazji wzięła aparat, bo przecież uwielbiała robić jej zdjęcia, kiedy ciało układała w wiele skomplikowanych figur, a przynajmniej przy połowie sama Henley, by się połamała. Cóż, takie życie jest brutalne.
-Ja zawsze wyglądam dobrze, o ile mam dobry nastrój, a ten mam zawsze, więc odpowiedź jest oczywista, nie? – Uśmiechnęła się szerzej i można było wyczuć, że ewidentnie jest pod wpływem jakiś eliksirów, czy czegoś innego, bo przecież będąc sobą, to z pewnością nie byłaby aż tak wylewna. Bardziej zamknięta, zdystansowana. Cóż, szkoda że potrzebowała magicznych używek do tego, by normalnie funkcjonować w świecie czarodziejskim jak i zarówno mugolskim.
-Cóż... Nie wiem. Kłóciłam się z Noelem, potem uciekłam z mieszkania, bo miałam dość harmidru. Nie mam pojęcia co się działo, ale jak chcesz – pobawię się dla Ciebie w Scherlocka. – Puściła mu oczko, a po chwili rozsiadła się wygodniej przy barze. Potrzebowała alkoholu. Nie miała już siły myśleć o kłopotach jakie niosły za sobą ostatnie wydarzenia. Siostra. Noel. Brat. Wszyscy. Kurwa, pojebani jacyś. Po co wymagają od niej jakiś niestworzonych, skomplikowanych rzeczy, na które biednej Henley po prostu nie stać? Odpowiedzialność. Jeszcze tego brakowało, by ta jakże niewinna istota dała sobie radę z natłokiem ostatnich wydarzeń. Powrót bliźniaczki, następnie kłótnie z Noelem i jakże przyjemny seks w jeziorku, a potem to wyznanie uczuć. Jeszcze kłótnie ze Sweeneyem, dbanie o interesy Leightonówny, a finalnie utrata kilkunastu punktów, zaliczenie trzech szlabanów – wow, taka codzienność. A wracając do tych stosunków między Jupiterem i Eiv, to może nawet lepiej, że nie pamiętają? W końcu jakby nie patrzeć, nie musząc mieć wyrzutów sumienia. Gorzej jakby wpadli i nie wiadomo czyje by to było. Jakaś taka jakby powtórka z rozrywki.
-To co mi dziś zaserwujesz? – Spytała nieco od niechcenia, bo przecież sam powinien zaproponować jej drinka, czy coś. Głupi. Niemądry. Jak on mógł tak nie myśleć o wewnętrznych potrzebach Henley i ich zaspokajaniu? Chyba zdecydowanie musi przejść kolejne szkolenie z tego jak być prawdziwym mężczyzno-gentelmanem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 22
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 245
Dodatkowo : jestę planetę
  Liczba postów : 182
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9518-jupiter-leighton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9520-i-like-it-loud
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9519-don-t-stop-the-music
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9521-jupiter-leighton




Gracz






PisanieTemat: Re: Klub Luna   Sob 13 Wrz - 11:39

To smutne, ale Jupiter także nie miał zbyt wielu łóżkowych partnerek. A to niestety odbierane jest przez ludzi jako coś złego, bo zasadniczo facet powinien zaliczać wszystko co się rusza, bo to przecież wyznacznik jego męskości. A on po prostu nie lubił się pieprzyć z byle kim, tylko po to, aby sobie ulżyć. Nie był jakimś pierdolonym zwierzęciem, które musi zaspokajać swe podrzeby dochodząc w jakiejś tępej laluni, bądź po prostu takiej, która chętniej rozkłada nogi niż każda inna. Ból Leightona był taki, że łączył swe stosunki płciowe z uczuciem. Niechętnie podchodził do pomysłu współżycia z kimś, do kogo nie czuł czegoś na kształt romantycznych uczuć. Smutek. I dlatego musiał mieć opinię pizdeczki. Ale podejrzewanie go o posiadanie kiepskiego sprzętu jest bardzo krzywdzące, szczególnie, że to wszystko wynikło z powodu magii strzały na Merliniadach! A teraz on musiał za to płacić, to dopiero jest dramatyczna historia. Żadne odnajdywanie bliźniaczek, seks w jeziorze czy szlabany. Ale gryfona nikt nie żałuje, bo po co! Wszyscy są nieczuli na jego życiowe porażki, a on by im nieba przychylił, taki z niego frajers.
Eiv i dobry nastrój? Spojrzał na nią sceptycznie, może z nutą politowania, a raczej niedowierzania, ale pokiwał jej bez przekonania głową. Niech ma. Załóżmy, że jej wierzy. Choć to stwierdzenie dalekie było od prawdy, bo widać było, że dziewczyna po prostu jest na jakimś eliksirze czy prochach. Nie za bardzo mu się to podobało, ale nie był jej niańką, poza tym podejrzewał, że żadna uwaga i tak niczego by nie zmieniła, dlatego sobie podarował. Szczególnie, że tak niespecjalnie miał ochotę z nią rozmawiać, taka była z niego obrażalska panienka. Hm, chyba koło się zapętla, na to wygląda. No życie.
- Świetnie - odparł tylko, ewidentnie zadowolony z przebiegu tej "rozmowy", choć wątpił, aby Henley o tym pamiętała ze względu na jej stan. Zapewne się jeszcze przypomni, tymczasem zaś przestał się rozciągać i poszedł z dziewczyną do baru, za którym stał już jeden z pracowników Luny, którego Leighton kojarzył tyle-o-ile, ale to nieważne. Przywitał się z nim kulturalnie, a potem obserwował zachowanie gryfonki. Na jej pytanie wzruszył ramionami, bo taki był głupi, po czym przejechał wzrokiem po stojących na półkach butelkach. W końcu wybrał jeden trunek i nalał go do szklanki.
- Masz - powiedział do Eiv, ciekawy jej reakcji. Nie mogła wiedzieć, że to woda goździkowa, bo przypominała wódkę, ale na szczęście na próżno było szukać w niej znacznych ilości alkoholu.
Jupiter taki sprytny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : III
Wiek : 23
Skąd : Kiedyś - Kiszyniów, Mołdawia. Aktualnie - Hogsmeade, Wielka Brytania.
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1496
  Liczba postów : 881
http://www.czarodzieje.org/t9492-eiv-cara-henley
http://www.czarodzieje.org/t9496-jestemeiv#264107
http://www.czarodzieje.org/t9493-sowawow#264093
http://www.czarodzieje.org/t9495-eiv-c-hanley#264105




Gracz






PisanieTemat: Re: Klub Luna   Nie 14 Wrz - 12:14

Smutnym jest też to, że Jupiter zbyt poważnie podchodził do wszystkiego. Gdybyśmy zamienili w tych dwóch jednostkach emocjonalne podejście miejscami, to w tym momencie Eiv cięłaby się w łazience. Nie, to nie jest żadna przesada. Gdyby spojrzeć na wszystko z perspektywy czasu, to tak naprawdę nie licząc naszego szanownego bohatera, którego dzisiaj nadzwyczajnie trzymają się żarty z wodą goździkową, to Eiv… Też potrzebowała uczucia. Pewnie dlatego sypiała tylko z Noelem, który miał do niej fenomenalne pretensje o brak szczerości na temat jej własnego życia. To było nieco męczące, stąd pewnie nie mówiła, że wychodzi do klubu; a jeszcze do takiego klubu. Nie chciała już brnąć w pewne sprawy, które musiały toczyć się własnym rytmem, ale jak dobrze wiemy… Henley miała na wszystko raczej wyjebongo, więc czas po prostu pokaże ten jakże fenomenalny upadek uczuć wyższych, bądź po prostu pozwoli im żyć we względnym szczęściu. Chociaż z drugiej strony, co jeśli nie? Nieistotne. Jest noc. Ona jest tylko i wyłącznie nieco pobudzona, ale to przez to, że chciała być rozmowna, a nie dlatego, że była uzależniona. Nie była. Po prostu kiedy nie spożywała eliksirów od siostry – bo już zakładam, że na pewno po jakiś zajęciach, albo wymianie listów, gdzie Gemm się wprowadziła testowały coś razem, ewentualnie wzięła czegoś od Sweena – była milcząca. Nie odzywała się, bo nie musiała, a tak? Może gdyby Leighton znał ten problem, wszystko byłoby inne, a teraz? Klękajcie narody i ogólnie rzecz biorąc; bawmy się do upadłego.
-Nie bądź taki ponury, proszę. – Miała nawet zacząć próbę podjęcia tematu Beatrice, ale to było bezsensowne. Sama miała wrażenie, że towarzystwo dziewczyny źle na nią działa. Piła więcej, a przecież nie chciała, a przynajmniej nie w takich ilościach. Jeszcze te narkotyki, to kompletnie nie było dla Henley. Jednak mimo wszystko udawało jej się odepchnąć tego typu perspektywy od siebie i ze spokojem mogła oddychać, mając w dupie wszystko, bo przecież… Trice nie wepchnie jej nic do gardła. Była rozdarta między młotem, a kowadłem. Ceniła Jupitera, bo był po prostu jak taka bardziej pospinana wersja jej krukońskiego brata, ale to nie miało znaczenia. Przynajmniej dla niej. Chciała żeby się pogodzili, ale jak widać nie miała takiej siły, by cokolwiek poruszyć między tą rozżaloną dwójką, która pewnie niebawem zacznie skakać sobie do gardeł jak wilkołaki. I do tego bardzo wygłodniałe wilkołaki.
Upiła łyk, który zaserwował jej Jupiter, a zaraz potem spojrzała na niego z nieukrywanym żalem. Miała ochotę go rozszarpać. Nie znosiła wody goździkowej, ale jak widać chłopak miał zamiar zadbać o wszystko.
-Dziena za drinka… Zajebisty. Jak będę wiedzieć cokolwiek o Twojej siostrze, to pewnie dam Ci znać… – Wywróciła oczami na swój charakterystyczny sposób, bo nie miała zamiaru pokazywać irytacji. Odeszła jedynie od baru i skierowała swoje kroki do łazienki. Cóż, bez zbędnego cmok, kukuryku, czy cmoknij mnie w dupę.
Cała Henley.

/zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 23
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 163
  Liczba postów : 133
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9504-charlie-pandora-castillo#264598
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9506-powodzenia-charlie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9509-puszka-pandory-pelna-listow#264762
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9507-charlie-pandora-castillo#264755




Gracz






PisanieTemat: Re: Klub Luna   Nie 14 Wrz - 12:22

Otwórz bramy do piekła bram. Jesteś w stanie to zrobić. Przejść przez nie też. Nie rzadko to wrota do Twojego domu, do miejsca, w którym byłbyś wreszcie u siebie. Może to też przejście do krainy rozpusty. Luna to te miejsce. Codziennie wieczorem otwiera się zacnie wpuszczając ludzi głodnych rozrywki, którą zapewnić mają skąpo ubrane dziewczyny ginące pod dotykiem oczu, westchnięć, okrzyków... Charlie była na to głucha. Brała w tym udział rzecz jasna, ale nie poczuwała się do tego, by oddawać im się całkowicie. Nie raz przywoływała się do porządku pamiętając, że to jej źródło utrzymania. Dlatego tu była... Nauczyła się robić rzeczy, które podobno były zakazane, niemoralne, niegrzeczne, nie takie o które podejrzewałaby ją matka, czy ojciec, których szczerze pierdoliła bez względu na niedzielę i święta.
Siedziała teraz na schodkach, już w odpowiednio skąpym stroju tym razem złożonym z koszulki, którą wedle scenariusza miała po prostu rozerwać i zrzucić na kogokolwiek, a później zaprezentować czarną koronkową bieliznę, którą zakrywała niewiele... W końcu i głównie oto chodziło. Wpierw jednak jeszcze raz uderzyła szpilkami na wysokich platformach o podłogę mając nadzieję, że zaraz wyłoni się Chloe, że ona wie czego Charlie potrzebuje. W tym momencie jakiegoś uścisku tak bardzo w ich stylu... Jednak gdy tylko wyszły pierwsze tancerki spięła się bardziej podnosząc się gwałtownie z zajmowanego miejsca, by tak jak zawsze odsunąć jedną z kotar o kilka milimetrów i spojrzeć na to co się działo. Fale już zalały wolną przestrzeń, z którą kilka minut temu podnosił ją Jupiter. Czy dzisiaj jest tutaj dużo jej znajomych? Oby nie? Oby tak? Była na to obojętna, jednak wykonywanie układu, który jej przypadł, po prostu nie było najlepszym, co mogło ją spotkać. Wolała inne... Jupiter chyba znów pokładał w niej zbyt dużo nadziei. W końcu jednak stanęła w odpowiednim miejscu, by zawinęli ją wraz z kilkoma innymi dziewczynami w zaczarowane wstęgi, z których miały uwolnić się jak motyle... I tak było. Za chwilę poczuła jak jakaś niewidzialna siła bezwładnie unosi ją do góry. Zamknęła oczy... Nienawidziła latać... A przecież nie mogła powiedzieć "nie". Bezgłośne mruczenie doprowadziło ją do okrzyków radości i zaskoczenia. Westchnęła krótko mówiąc sobie, że to tylko kilkanaście minut. Na jej ustach zagościł ten sam skupiony uśmiech. Zsunęła się zgrabnie klęcząc przy rurze, którą za chwilę miała objąć, w tym czasie jednak prezentowała swoje zgrabne pośladki w kierunku stolika. W końcu uniosła się powoli do góry i ściskając dłońmi rurę i wsłuchując się w takt muzyki szarpnęła do góry rozkładając nogi niczym skrzydła i podniosła się do góry odrzucając głowę do tyłu i jeszcze tylko kilka zdecydowanych chwytów, i jedną nogą objęła metalowy pręt, by samej zwisać teraz niby to bezwładnie przy jednym ze stolików... Aż w końcu na gwałtowniejszy dźwięk poczęła się kręcić jak na karuzeli co raz szybciej do dołu. Wirowała jeżdżąc dłońmi po swoim brzuchu i zaciskając ręce na piersiach. W końcu znajdując przy parkiecie oparła obie dłonie na nim płasko wciąż wspierając się nogami o rurę, która stanowiła najważniejszy fundament całego występu. W końcu opuściła nogi za siebie tym samym znajdując się w pozycji jakby do ćwiczenia zwanego pompkami. Uniosła się do góry zaciskając pośladki i przewróciła na plecy unosząc się w łuk, jakby osiągała szczyt... Jeden z aktów, które mężczyzna chciałby zdobyć nie jeden w ramach odznak... Bycia ogierem. Znała to dość dobrze z rozmów przy barze zakrapianych alkoholem. Jednak nie poddając się temu, zgodnie z dalszą choreografią stanęła wprawnie na dwóch nogach opierając się plecami o rurę. Unosząc ręce do góry złapała ją tak, jakby była co najmniej związana. Uśmiechnęła się do kogoś dwuznacznie utrzymując dłużej niż chwilę kontakt wzrokowy, aż w końcu odrzuciła głowę w drugą stronę ponownie wspinając się na metalowy pręt tym razem by wykonać szpagat w powietrzu i swój ciężar ciała znów skupić na rękach. Wiła się tam przez kilka minut czyniąc zaszczyty bycia okrzykiwaną i skandowaną. Nie spoczywając jednak na laurach zsunęła z siebie koszulkę, którą zrzuciła byle gdzie, nie dbając oto gdzie opadł materiał, a później przesunęła palcem po ramieniu odrzucając ramiączko od stanika. Widząc rosnące zadowolenie odwróciła się opuszczając powoli nogi do dołu, gdy wciąż wisiała na rurze, co by zaraz nabrać tępa i zakręcić się szybko przy miarowym ruszaniu ciałem, które wciąż rosło... Wraz z kolejnym taktem muzyki śmiała się w duszy z tekstu piosenki "crazy in love".
Twój dotyk.
Świszczały głośniki. A Charlie? Próbowała dorównać im tempa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Skąd : Gdzie wiatr zawieje
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 24
  Liczba postów : 86
http://www.czarodzieje.org/t9581-prince-oliver-armstrong
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9585-zatancz-dla-mnie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9583-sowa-ksiazeca
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9584-prince-armstrong




Gracz






PisanieTemat: Re: Klub Luna   Nie 14 Wrz - 14:05

Wszystko co jest grzechem jest niemoralne, złe albo tuczące. Niesamowitość sztuki seksualnej, erotycznej, czy nawet literackiej polega na tym, by wzbudzić w innych jakieś emocje, a skoro to dawała Luna, dlaczego by z tego nie korzystać? Bramy piekieł. Przewrotny los. Magia galeonów. Taniec. Sensualna muzyka. To wszystko co było tak bardzo otumaniające i sprawiało, że ludzie gubili własne dusze i zapędy. Tracili godność, a na jej miejsce wchodziło coś zupełnie innego. Nieznanego na co dzień pracownikom ministerstwa, czy nauczycielom z Hogwartu. Może dlatego ten kurwidołek okazywał się czymś najlepszym dla ludzi, którzy chcieli jedynie oderwać myśli? Uciec od żon, narzeczonych, dziewczyn… Iluż kumpli samego Prince’a zabawiało się tutaj co sobotę, a z którymi w szkole – gdy jeszcze oczywiście uczył się w Hogwarcie – pił? Wielu. Zbyt wielu. Potem szli do łazienki, walili do lusterka, albo jak się poszczęściła, któraś z tancerek obciągała, by dorobić nieco dodatkowych galeonów. Wszyscy odznaczają się tutaj niewątpliwym wyuzdaniem, a także chęcią poczucia czegoś więcej niż tylko sztywniejące fiuty w spodniach.
Prince musiał się dzisiaj zjawić w Lunie tylko i wyłącznie dlatego, że jego staruszek powierzył mu niesamowicie ważną funkcje. Kierownik. To brzmiałoby dumnie, gdyby Armstrong w ogóle się tym przejmował, ale on miał na to wywalone. To nie był jego świat, choć niewątpliwie kochał patrzeć na piękne kobiety, które wiją się przy rurze prosząc o to, by coś z nimi zrobić, ale… To zawsze zostawiał w sferze własnych wyobrażeń, których nie dało się okiełznać w żaden logiczny sposób. Nie miał zamiaru sypiać z tymi, które pracowały dla jego ojca. Może to jeden z powodów, dla których pałał do nich dystansem i niechęcią? Kto jednak zabroni mu patrzeć… W zupełności, kurwa, nikt.
Na wejściu spotkał dwóch znajomych, którzy ewidentnie chcieli skorzystać z okazji, że Książę zaszczycił Londyn i w ten o to sposób tuż przed występem zgarnęli go do jednego stolika. Zmarszczył nieco brwi, bo nie miał zamiaru pić, palić i dupczyć, ale nawet on nie mógł tego zabronić klientów, więc proszę… Droga wolna.
-Wróciłeś po dwóch latach kontynuować biznes ojca? – Nagle zagadnął jeden, Prince jedynie wywrócił teatralne oczami. Jak on nienawidził być porównywanym do swojego rozkosznego ojczulka.
-Jasne i zaliczę wszystkie jego dziwki. – Powiedział z nieukrywaną powagą, by po chwili zwilżyć usta w drinku, a zaraz potem spojrzeć na mężczyznę z politowaniem. Przeczesał jeszcze smukłymi palcami włosy, zdążył odpalić magicznego papierosa wiz-wiz, a pokaz dopiero co się rozpoczął. Nie patrzył na dziewczyny. Leniwie taksował pomieszczenie. Szukał tych wszystkich znajomych mordek, które napełnią jego dzisiejszy portfel, a następnie przeniósł wzrok na dziewczynę o długich nogach i ciemnych włosach. Próbował dostrzec, czy jest inna, która dorównuje jej przede wszystkim ciałem, ale szybko zaniechał tych poszukiwań. Zagryzł dolną wargę, rozsiadł się nieco wygodniej, a jego tęczówki podążały za jakże kurewsko znaną mu dziewczyną. I gdyby tylko wiedział, to z pewnością wstałby z tego fotela i wrócił do mieszkania, ale nie. Nie mógł dać nikomu tej satysfakcji. Przeszłość była pogrzebana, natomiast myśli, które krążyły wokół ślicznotki sprawiały, że dość mocno udało mu się odczuć długą przerwę w seksie. Tętnica tuż przy pachwinie zaczęła mu niebezpiecznie pulsować, ale musiał pozbyć się wszelkich zachcianek, dzięki którym złagodziłby swoje zwierzęce żądzę. Dopiero gdy koszulka opadła mu nieco na twarz i tors uśmiechnął się szerzej, jakby to było jakąś oznaką i bóg jeden wie czym jeszcze. Ściągnął je z siebie parskając śmiechem, a zaraz potem oddał ją jednemu z kumpli, którzy ewidentnie lubili tego typu rozrywki. Mężczyzna, z którym Prince zamienił raptem jedno zdanie, ułożył bluzkę dziewczyny na swoim kroczu. Armstrong jedynie wywrócił oczami, bo było to nie na jego poziomie. On chyba wolał zdecydowanie bardziej, wysublimowane zabawy.
Spojrzał jeszcze raz na tancerkę, a potem jego serce zaczęło walić jak wściekłe. To nie mogła być ona, to tylko żart od losu. Nie pozostawało jednak nic innego jak przekonać się, czy może być tą samą istotą, do której w tym momencie uciekły jego myśli. Rozsunął więc lekko uda, w dość jednoznacznej pozycji, a przynajmniej łatwo się domyślić, co mógł sugerować. Jego dłoń z drinkiem zbliżyła się do jego ust, a on sam drażnił ten jakże delikatny fragment ciała smukłymi palcami. Co jakiś czas upijał łyk ze swojej szklaneczki, a zaraz potem wbijał w nią spojrzenie przesiąknięte perwersją, wyuzdaniem i czymś w rodzaju… Ochoty na to, co może jeszcze wydarzyć. Łamiąc własne zasady.
No dalej, podejdź bliżej. Zrób to, na co nigdy nie miałaś odwagi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 23
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 163
  Liczba postów : 133
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9504-charlie-pandora-castillo#264598
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9506-powodzenia-charlie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9509-puszka-pandory-pelna-listow#264762
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9507-charlie-pandora-castillo#264755




Gracz






PisanieTemat: Re: Klub Luna   Nie 14 Wrz - 15:31

Nie zwracała uwagi na to kto siedzi, a kto stoi. Kto patrzy, kto rozbiera ją z resztek materiału wzrokiem. Nie była niczego pewna, ale wybrali ją po to, żeby zabawiała tych, którzy siedzieli na średnio wygodnych krzesełkach. Milczała w tym wszystkim, bo niektóre rzeczy nie wymagały komentarza Castillo. Aż dziwne, przecież zawsze wiedziała co powiedzieć. Dlaczego teraz zatem zamknęła buzię na kłódkę? To jej ciało gięło się w pozycjach i sposobach, o których inni nawet nie wiedzieli. Po prostu bawiła się tym... Jakby nie miała już nic do stracenia. Wszak swoją godność już dawno porzuciła zaraz po nieudanych kwalifikacjach. Teraz szła w zupełnie inną stronę. Wręcz w nią biegła, jakby uciekając na szybko każdemu, kto pragnął ją zamknąć w klatce. Tak teraz kręciła się znów na rurze, znów zwisając z niej jakby bezwładnie, ale tym razem rozpoczynała co raz szybszy bieg karuzeli i już czuła, że może zwymiotować, zwariować, tracić zmysły, gdy ta część dobiegła końca, a ona prawie zbiegła z metalowego pręta i obchodząc go w drugą stronę na około, zmysłowo stawiając kroki jak pozostałe tancerki, próbowała odzyskać równowagę. Kątem oka złapała fakt, kto miał jej firmowy strój, który należało odzyskać. Uśmiechnęła się nieśmiało jakby szukając zaczepki i położyła się na parkiecie wijąc się w tańcu, który mógłby świadczyć o tym, że znajduje się w łóżku jakiegoś wprawnego kochanka, niżeli na parkiecie lśniącym tak, że mógłbyś z niego jeść. To ona była tym daniem głównym. Znów wspięła się na rurę tym razem przechodząc z jednej na drugą, ale kręcąc się jednocześnie na dwóch złapała się wprawnie tylko jednej i to na nią wróciła żałując, że nie ma spiętych włosów. W końcu znów przebiegając rękoma po swoimi ciele słuchała kolejnych taktów piosenki, które nakazały jej na chwilę zamrozić się w ruchach by dać aktowi przejść do kolejnego. I gdy światła przygasły, i zmieniły się na połyskliwy błękit skąpany w czerni, zaśmiała się prawie niesłyszalnie i korzystając z magnetyzmu zaklęcia, które teraz zostało użyte, oderwała nogi od rury wciąż zostawiając tam rękę, i uniosła się w powietrzu układając pośladki, nogi, biust... W pozycji godnej tego, byś położył ją w myślach na setki sposobów i to nie tylko w sypialni. Rozchyliła suche wargi nieco zalotnie, nieco wyrażając swoje zmęczenie. W końcu w jej głowie zagrzmiały ostatnie sekundy magnetyzmu, więc opuściła rurę ręką i pozwoliła sobie opaść powoli na pozycję klęczek i tam wypięła się unosząc głowę do góry w kierunku stolika, z którego miała odzyskać koszulkę. Nie będąc świadomą wszelakich zdarzeń, zaczęła pełznąć do przodu, aż wreszcie usiadła na krawędzi parkietu kiwając palcem na jednego z chłopaków siedzących przy stoliku jako tancerz, by pomógł jej zejść. Oczywiście, że złapał ją jak trzeba, a nawet usadził na właściwym stole, z którego "przypadkiem" została zepchnięta szklanka z whiskey. Uśmiechając się do jegomościa z koszulką na kroczu objęła dłońmi jego szyję i przebrnęła jedną w górę wciąż utrzymując zalotne spojrzenie. Złapała koszulkę ciągnąc ją zalotnie do góry i ocierając ją swój biust... Trzy... Dwa... Jeden... Spojrzenie w prawo.
Nie dając niczego po sobie poznać uśmiechnęła się lekko i odchyliła głowę do tyłu jakby gość zadawał jej niebywałą rozkosz.
- Och, mój książę. - Zachrypiała znacząco, po czym niezauważalnie pstryknęła palcami, a już udało się jej zejść ze stołu i wróciła na parkiet, by dokończyć występ, a mianowicie znów wspiąć się na rurę, z której mogła oglądać kogoś pozornie wyżej postawionego...
Kogoś... Kto stworzył jej świat.
A ty głupia, tańcz, tańcz. Kiedy wszyscy tańczą.
Wybuchła śmiechem, niby to na dźwięk kolejnej piosenki. Była skonana. Tak bardzo zmęczona, a mimo wszystko udało się jej utrzymać we właściwej pozycji, nim rura zaczęła spadać w dół... Znikać. Ona też została sama, dopóki nie przykryła je wszystkie wielka niczym koc... Peleryna niewidka.
A za nie? Znalazły się inne dziewczyny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Skąd : Gdzie wiatr zawieje
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 24
  Liczba postów : 86
http://www.czarodzieje.org/t9581-prince-oliver-armstrong
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9585-zatancz-dla-mnie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9583-sowa-ksiazeca
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9584-prince-armstrong




Gracz






PisanieTemat: Re: Klub Luna   Nie 14 Wrz - 16:31

A może gdyby zwracała, wszystko potoczyłoby się inaczej? Może wtedy to nabrałoby zupełnie innego tempa? Kto wie. Świat się zmienia, ludzie ponoć też. Nie ma to jednak teraz najmniejszego znaczenia, zwłaszcza patrząc przez pryzmat lat, które już minęły, a które właściwie nigdy nie powrócą. Czy jest to złe, lub godzące w kogokolwiek? Z pewnością, ale naprawdę trzeba to pieprzyć. To tylko słowa otulające umysł, a o coś innego chodziło w całym tym przedstawieniu. Szopce, która tak naprawdę była czymś droższym niż utrata własnej godności. Jeśli ona ją straciła, to w takim razie – Prince w ogóle nie posiadał skrupułów, prawda? Najpierw pozbawił ją tego, co było tak cenne, a teraz patrzył na nią wygłodniałym wzrokiem, układając w głowie własny scenariusz tej sztuki.
Patrzył na jej ruchy, które były pewne siebie. Wyzwalały pewne rządze, które klienci skrywali na dnie swoich dusz, podobnie jak sam Prince. On nie miał zamiaru budować muru ograniczeń i zasad w miejscu, które było przesiąknięte przede wszystkim grzechem, a ten zaś przyjemnie wypełniał jego trzewia. Czy to nie było piękne? Ekscytacji obcym ciałem, które w tym momencie było dużo atrakcyjniejsze niż kilka lat temu. Czy nie jest to zaskakujące? Oczywiście, że tak. Dlatego tak zawzięcie chciał mieć świadomość dlaczego to robiła. Myślał o tym przez kilka chwil, nim znalazła się przy jego stoliku. Zmarszczył lekko brwi, cały czas spoglądając na to co robiła w stosunku do chłopaka, który siedział obok Armstronga. Otaksował leniwym spojrzeniem jej piersi, brzuch, biodra, a finalnie skończył na twarzy, gdy w jednej sekundzie skrzyżowały się ich spojrzenia. Uśmiechnął się podle, by po chwili poprawić się w fotelu, a zaraz potem upił łyk drinka, nie odrywając od niej nawet na sekundę spojrzenia, które przecież przesiąknięte nie było nawet gramem potrzeby zerżnięcia jej, a obrzydzeniem. Powstało ono na w skutek tego, że była kolejną dziwką jego ojca i nie potrafił zrozumieć dlaczego się na to zgodziła. Dopiero gdy zniknęły miał zamiar się poderwać, by wyjść do garderoby, czy chuj wie gdzie one tam się  ogarniały. O niczym innym nie myślał, jak po prostu ja dopaść.
-A Ty gdzie? – Spytał od niechcenia jeden z mężczyzn, którzy siedzieli obok Armstronga, a ten posłał im tylko gniewne spojrzenie. Nie mógł jednak unosić się duma, zatem szybko zaniechał wrednych komentarzy.
-Widzisz, ja tutaj pracuję. Muszę sprawdzić, czy wszystko jest w porządku. Potem do Was wrócę. – Wycedził przez zaciśnięte zęby i łapiąc gdzieś jedną z kelnerek, spytał gdzie dokładnie znajduje się sala, w której przebierają się tancerki. Oczywistym było, że nie chciała zdradzić mu początkowo takich informacji, ale groźba w postaci pracy od nowego szefa była dość skuteczna.
Niewiele myśląc udał się właśnie do miejsca, które wskazała, by po chwili stanąć w progu garderoby. Zmarszczył brwi, gdy dostrzegł tyle ładnych dziewczyn, ale żadna nie miała tej iskierki w oczach, które przyćmiła zdrowy rozsądek Armstronga.
-Wszystkie wychodzą, oprócz Castillo. – Powiedział obojętnie, a zaraz potem patrzył jak posłusznie wykonują polecenie. Rozglądał się jeszcze przez moment, by po chwili skupić całkowicie na niej wzrok. Miał wrażenie, że to wszystko się nie dzieje naprawdę. -Nie sądziłem, że dasz się radę jeszcze bardziej skurwić. Ile mnie nie było… Dwa lata? Trzy? Ile Ci mój stary zapłacił żebyś kręciła tyłkiem dla tych napalonych fagasów, co? Śmieszne. Spodziewałem się wszystkich tutaj, ale nie Ciebie. – Zmierzył ją spojrzeniem z góry na dół, a zaraz potem podszedł o krok bliżej, by patrzeć jej nieprzerwanie w oczy. Nie myślał o niczym. Już nic nie miało sensu.
Jakaś jedna cząsteczka umarła chyba na dobre.


Ostatnio zmieniony przez Prince Armstrong dnia Nie 14 Wrz - 19:43, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 23
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 163
  Liczba postów : 133
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9504-charlie-pandora-castillo#264598
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9506-powodzenia-charlie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9509-puszka-pandory-pelna-listow#264762
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9507-charlie-pandora-castillo#264755




Gracz






PisanieTemat: Re: Klub Luna   Nie 14 Wrz - 17:55

Jeszcze chwileczkę, a jej dźwięczny śmiech roznosił się po garderobie gdy ktoś opowiadał kolejny dowcip. Jej wieczór pracy się nie skończył, ale kolejny występ po otwarciu miała dopiero o trzeciej w nocy. To znaczy, że nie musiała tu siedzieć wymalowana i przebrała się, żeby odnaleźć Chloe, Eiv czy Jupitera, Jonathana, kogokolwiek kto zrobiłby jej drinka, który nie wyglądałby na alkohol. Z ulgą wsunęła stopy w buty na płaskim, bo właściwie to szpilki nazywała dziełem szatana, szczególnie te w których musiała tańczyć. A ze względu na to, że nie była tak wysoka jak co poniektóre, to jej platformy były jeszcze wyższe... Nie myślała teraz jednak o tym. Armstronga wyrzuciła ze swojej głowy wraz z możliwością zrzucenia z siebie tych paru szmat i przyodziania czegoś swojego. Skrapiała się perfumami i zasiadła na pufie przy wielkim lustrze, żeby poprawić makijaż. Ściągnąć szok, pokryć usta czerwoną szminką i żyć. Nie zwróciła uwagi na rodzące się zamieszenie przypominając sobie w głowie układ, który czeka ją o trzeciej. Myślała też o sprawdzianie, który powinna zdać. Ale nie mogła się pozbierać. To wszystko było jak jakiś urwany film bez zakończenia, bo zacina się w tym samym momencie i odtwarza od początku. W końcu kaszlnęła pocierając policzki pędzelkiem od pudru i usłyszała: "wszystkie wychodzą oprócz Castillo". Jakieś imię? Cokolwiek? Och proszę, tacy ludzie jak Prince nie mają żadnych zasad. Znikają równie szybko jak pojawiają. Nie drgnęła. Nie bała się. Jedną ręką manewrowała w torebce, gdy on zaczepił ją próbując utrzymać kontakt wzrokowy, a ostatnie dziewczyny wychodziły. Ziewnęła krótko patrząc na niego z szerokim uśmiechem, a następnie wróciła do pociągania pędzelkiem tuszu po rzęsach.
- Prince, bądź taki miły i zamknij drzwi. Chyba nie chcesz, żeby wszyscy widzieli jak mnie rżniesz. - Poprosiła widząc, że ktoś stoi jeszcze w drzwiach zastanawiając co się dzieje. W końcu Castillo sama wstała by trzasnąć drzwiami i usiąść na pufie patrząc na swoje odbicie, uspokajając bicie serca.
- Miło Cię widzieć. Wychujałeś dostateczną ilość osób, żeby wrócić do początku kolejki i zacząć jeszcze raz ode mnie? - Odłożywszy tusz złożyła usta w linijkę i poprawiła luźną koszulkę pociętą z tyłu na plecach, przez którą widać było, że dziewczę nie posiada stanika.
- Armstrong, bądź tak słodziutki i ogólnie to wypierdalaj. Nie widzieliśmy się trzy lata, mam prawo żyć jak chcę. Mogę kurwić się z kim chcę. Do tego poziomu mnie doprowadziłeś. Uchroniłeś mnie tylko przed jednym, przed znajomością z takim chujem jakim jesteś Ty. Chcesz mnie zaliczyć? Twój mały fiut skacze jak piłeczka do ping ponga? - Podniosła się z fotela stojąc blisko niego i przykładając rękę do paska jego spodni.
- Jesteś taki dojrzały, co? A czemu staje Ci na mój widok skoro jestem zwykłą kurwą? Nie stać Cię na kogoś lepszego? A może szukasz kogoś na swoim poziomie? To wciąż niewłaściwy adres. Zejdź na slumsy, albo nie. To niewinni ludzie. Pierdol się po kątach z kimkolwiek z grupy desperatów. Nie obchodzi mnie kim jesteś, ani co tutaj robisz. Gdybyś był tak słodki i mógł wypierdalać. Byłaby kurewsko wdzięczna. - Ostatnie zdanie wyszeptała mu do ucha przykładając dłoń do jego krocza i nieznacznie zaciskając.
- To takie słodziutkie, że tak na Ciebie działam. Obejdź się smakiem. Nazwałeś mnie kurwą. Ale nawet kurwa ma swój honor. - Zaśmiała się całując go w policzek, a później podeszła do stolika z wodą, co by się jej trochę napić. Obróciła się, a on nadal tu stał. Pokręciła głową zakładając ręce na piersiach.
Nie żeby coś, ale chciała mu zwrócić uwagę, że jego czas w jej życiu już dawno się skończył. Właśnie brał kredyt, który gorzko spłaci.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Skąd : Gdzie wiatr zawieje
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 24
  Liczba postów : 86
http://www.czarodzieje.org/t9581-prince-oliver-armstrong
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9585-zatancz-dla-mnie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9583-sowa-ksiazeca
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9584-prince-armstrong




Gracz






PisanieTemat: Re: Klub Luna   Nie 14 Wrz - 19:50

Ile się w jego życiu wydarzyło przez te trzy lata? Pewnie wystarczy na to, by uzasadnić jego jakże nonszalancką postawę, a  dodatkowo stwierdzić, że zgorzkniałość, którą kiedyś posiadał pogłębiła się jeszcze bardziej. I co było powodem? Nikt nie wiedział. Nawet sam Armstrong nie miał siły o tym opowiadać, bo za każdym razem, gdy wracał do przeszłości – musiał rozważać śmierć swojej matki. Musiał analizować także to, czy wszystko jest dobre. Złe. Czy może jednak, to co się wydarzyło, niosło za sobą coś innego, niż tylko przykre, zwłaszcza dla chłopaka – konsekwencje? Nieistotne. Nie to teraz miało znaczenie, bo w jego głowie kłębiło się od wielu pytań, ale na żadne nie potrafił znaleźć logicznej odpowiedzi. Słyszał jej śmiech. Słyszał cichnące rozmowy. Słyszał wszystko, tylko nie głos rozsądku, który powinien w tym momencie wypełnić go całego i zatrzymać, zanim ostatecznie zdecydował się przekroczyć ten cholerny próg garderoby.
Prince miał świadomość, że życie kurewsko zmienia ludzi, zwłaszcza pod naporem bardzo przykrych wydarzeń, ale te lepiej odsunąć od siebie jak najdalej, by dać się ponieść czemuś więcej. Losowi. Cichym pragnieniom. Być może temu, co dla wszystkich jest zupełnie głupie, dalekie bądź idiotyczne. Można się zawsze cofnąć do instynktów pierwotnych, a ostatecznie podjąć decyzję, która przede wszystkim będzie dotyczyć błędów, jakie dokonamy w przyszłości. Czy ma to jakiś głębszy, ukryty sens? Z pewnością nie. Dlatego młody chłopak nie panował nad swoją apodyktycznością. Nad czymś co musiało nakreślić ludzi, którzy przy nim przebywali w utartych schematach jakie miały zahaczyć o coś więcej, niż tylko i wyłącznie posłuszeństwo. Nie lubił uległości, ale ta bywała nieodłącznym składnikiem jego żywota. Na przykład ostatnio poznał słodziutką Antoinette, która w tym momencie spędzała sen z jego powiek, ale czy miał jakieś plany wobec delikatnego dziewczęcia? Wątpliwe. Chociaż czas jak już wiadomo potrafi płatać figle, ale teraz stał i musiał słuchać Charlie. Uśmiechał się przy tym nieco cynicznie, bądź kręcił dla jej słów z dezaprobatą. Ileż ona właściwie o nim wiedziała? Teraz dopiero widział, że to „właściwie” – to nic.
-Rżnąć. Ciebie. Spoko. Założyłaś bieliznę, czy muszę się nieco namęczyć? – Spojrzał na nią, przeszywając na wskroś jasnymi tęczówkami. Świdrował jej śliczną buźkę,  a zaraz potem otaksował całą sylwetkę spojrzeniem. Nie wyrażało ono w tym momencie żadnej emocji, ani tym bardziej nie skupiało się na przyziemnych aspektach.  
-Właściwie, muszę Cię rozczarować. Jestem Twoim szefem i chciałem sprawdzić, czy wszystko w porządku. – Uśmiechnął się szerzej, bo z pewnością czegoś takiego się nie spodziewała, ale Luna była w rękach młodego Armstronga w tym momencie tym, czego zapewne ani Charlie, ani Jupiter nie chcieli, ale… On miał to w dupie. Mógł zrobić  z pionkami ojca niemal to, na co miał ochotę. Problem tkwił w tym, że bez względu na to  iż widniał na papierach firmy, wypowiedzenia musiał podpisywać senior. To już się mniej podobało chłopakowi, bo z rozkoszą w tym momencie zwolniłby Castillo. To raczej taka nauczka na przyszłość, by klepać językiem wtedy, gdy oskarżenia mają jakąkolwiek podstawę. On nie patrzył na dziewczynę tak, że ją wychujał. Zachował się nieelegancko, ale przecież nie rozgłaszał na prawo i lewo, że w dużej mierze wpływ na to, a raczej na jego decyzje miał szantaż emocjonalny ze strony ojca. Cóż, życie.
Dopiero gdy dziewczyna odważyła się podejść nadzwyczaj blisko, a zaraz potem bezpardonowo zaczęła go macać, skrzywił się. Nie chciał tego. Mimo, że kiedyś była to jedna z rzeczy, których pragnął, tak teraz budziła w nim obrzydzenie. Nie zastanawiał się nad tym co robi, tylko podniósł dłoń, by zaraz potem wpleść smukłe palce w jej włosy i pociągnąć cudną, jakże pyskatą główkę do tyłu. Odsłonił tym samym dostęp do jej szyi, i nawet nie dotykając skóry… Przesunął ku górze nosem, by wdychać zapach dziewczyny. Dopiero na żuchwie złożył lekki, ulotny pocałunek. Nie odrywając od jej pukli dłoni, zmusił ją do cofnięcia się w tył, a zaraz potem tkwił zawieszony nad nią, gdy usiadła na jednej z szafek. Miał w dupie to, że mogła się ubrudzić tymi specyfikami. Skupiał się na czymś zupełnie innym. Ręka, która przytrzymywała włosy Charlie zsunęła się na jej szyje, a następnie druga dłoń przeniosła się na pierś tancerki, by zacisnąć na niej dotyk. Mimowolnie zaciskał palce na krtani gryfonki, by zrozumiała, że to co robi jest bardzo złe. I mimo, że ktoś mógł odebrać czyny Prince’a jako brutalne, w tym momencie miały wydźwięk co najwyżej erotyczny. - Dawniej sądziłem, że wdzięczność to ciężkie brzemię. Teraz wiem, że to coś, dzięki czemu serce nabiera lekkości. Niewdzięczny człowiek to taki, który stąpa ciężko z sercem i nogami z ołowiu. Oscar Wilde. Idealnie opisuje Ciebie, a mimo to… Mam wrażenie, że pod tym ciałem panny, która obciągała niemal mojemu kumplowi, kryje się coś więcej niż tylko kolejna dziwka, która dla mnie pracuje. Jeśli się mylę… Udowodnij mi to. – Wycedził przez zaciśnięte zęby, opuszkami palców delikatnie drażniąc jej sutek przez materiał, co wzmacniało z pewnością przyjemność, o ile tę można tak nazwać. Nachylił się nad nią jeszcze na moment, by omieść jej policzek ciepłym oddechem, a zaraz potem zluzować palce na szyi Castillo. -Zatem…?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 23
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 163
  Liczba postów : 133
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9504-charlie-pandora-castillo#264598
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9506-powodzenia-charlie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9509-puszka-pandory-pelna-listow#264762
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9507-charlie-pandora-castillo#264755




Gracz






PisanieTemat: Re: Klub Luna   Nie 14 Wrz - 20:17

Ktoś kiedyś powiedział, że każdy człowiek jest kolorem... Kolorem seksu, nienawiści, miłości, przyjaźni, jebania się po kątach. Kolorem kurestwa. Nie widziała w tym żadnej przyjemności. Nie zamierzała mu nic udowadniać. Słabo jej było na myśl, że on coś od niej chciał. Nie rezygnowała z dotyku jego dłoni, ale nie z powodu własnej przyjemności. Potrafiła odeprzeć takie rzeczy, choć dziś rano była zdania, że przeleciałaby nogę od stołu to... Ta chęć bzykania się z kimkolwiek nagle zniknęła. Przemknęła przez palce jakby nigdy jej nie było. Spoczywała więc spokojnie na szafce, na której ją posadził. Przez cienki materiał bluzki budził jej sutki, szyję. Uwolniła z siebie kilka krótkich oddechów, była w stanie mu za to zapłacić w ten sposób. Za dotykanie jej w sposób, który lubiła. Irytowało ją to, że wie, że należy wpleść dłoń w jej włosy by zmusić ją do uległości, że wystarczą pocałunki w kark, a zrobi w łóżku to czego najmniej się spodziewasz. Te przypadkowe gesty gdzieś umieszczone między złamanym sercem, którego już nie miała, a chęcią zwymiotowania mu w twarz, buzowały się co raz szybciej. Wreszcie zmrużyła oczy kręcąc głową. Denerwowała ją ta pieprzona pewność siebie, której inni powinni byli się wstydzić. Co ze sobą przyniósł? Rozgrzanego fiuta? Ileż to było warte po trzech latach? Kilka galeonów czy zero groszy? Ile? Ile z sakiewki musiała wyjąć... Czy to już awans na prywatną dziwkę? Mruknęła niby to zadowolona jego pieszczotami... Powinna go teraz odrzucić. Przestać się w to angażować, odejść. Z jednej prostej przyczyny... Dla resztek godności. Chęci bycia kimś więcej. Ale nie zrobiła tego... Bo praca, bo pieniądze, bo Chloe i Jupiter. Czy to nie była jedna z tych propozycji, na które była tylko jedna odpowiedź?
Nie zrozumiała sentencji, którą przytoczył. Pierdoliło ją co miał do powiedzenia na temat jej wdzięczności i niewdzięczności razem wziętej. Mówiąc szczerze nie wyobrażała sobie tego dnia tak. Chciała zerwać się i wyjść. Przymknęła jednak na moment powieki zapominając o wszystkich, o Eiv, Chloe, Jupiterze... Gdyby tylko któreś z nich się tu teraz znalazło mogliby ją uratować, zabrać z progu domu szatana. Odepchnęła go od siebie lekko i wyprostowała opierając o jedno z luster.
- Jeśli chcesz mnie zerżnąć, to rżnij. Zerżnąłeś mnie trzy lata temu... Zerżnij mnie dziś. Ale nie licz na mój udział. Mogę udawać orgazm, nie jeden, a dwa. Cennik masz za drzwiami. Milion z tych dziewczyn recytuje je jak wiersze. A nie Twoje pierdolone cytaty. Ja nie powiem Ci ile kosztuje. Już dawno mnie wyceniłeś na marne zero galeonów. Nie dziw się, że sprzedaję się zatem za takie kwoty. Chcesz mnie wziąć? W jakiej pozycji Armstrong? Mam się rozebrać? - I pierdoląc wszelkie ustalenia z cierpką miną po prostu uniosła rąbki koszulki w górę powoli ściągając ją z siebie by zaraz odłożyć ją gdzieś na bok.
- Więc? Wybacz, nie znam się na cytatach. "Pieprz albo nie pieprz, oto jest propozycja"? - Kpiła. Rzucała się w tym jak w chorej grze za wszelką cenę próbując dyktować zasady. Co raz bardziej... Skąpana w wielkim żalu... Czuła jak otwiera się puszka Pandory.
Nie widziałam cię już od trzech lat.
I nic. Jes­tem może bledsza,
Trochę śpiąca, trochę bar­dziej milcząca,
Lecz wi­dać można żyć bez seksu, bez księcia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Skąd : Gdzie wiatr zawieje
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 24
  Liczba postów : 86
http://www.czarodzieje.org/t9581-prince-oliver-armstrong
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9585-zatancz-dla-mnie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9583-sowa-ksiazeca
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9584-prince-armstrong




Gracz






PisanieTemat: Re: Klub Luna   Nie 14 Wrz - 22:07

Właściwie każdy fragment naszego życia wypełniony jest kolorem. Sekunda, w które powstaje to zdanie. Minuta, po której nie zostanie żaden ślad. Godzina, w której ludzie się namiętnie pieprzą. Dzień, o którym chcemy zapomnieć. Tydzień, przez który straciliśmy siedem dni w natłoku zdarzeń. Miesiąc, który przeleciał przez palce. I rok… Bo jesteśmy starsi i dojrzalsi o kolejne barwy. Czy jest sens zatem zwracać uwagę na cokolwiek? Z kim się pieprzymy. Komu dajemy postawić drinka. Z kim idziemy na randkę. Kiedy się uczymy. Co robimy po obowiązkowych zajęciach. To nie ma znaczenia, bo to nasze życie. My z niego korzystamy – nikt za nas go nie przeżyje. Nikt nie udźwignie ciężaru problemów, które mamy, a my tylko i wyłącznie jak egoiści będziemy się bawić w najbardziej rozkapryszone bachory, byleby ludzie zwracali na nas uwagę. To jest tak bardzo złe. Niektórzy tak mało wiedzą. Można się pokusić, że… Niewiedza bywa słodko-gorzką goryczą, której posmak budzi nas z rana, ale gdy sięgniemy po największe skarby… Chcemy od nich uciec. Świadomość najgorszych grzechów, a także filozoficznego gówna nas przerasta. Wolimy zatem żyć w świecie błahych problemów, które właściwie nas nie dotyczą, bądź rozchodzą się po kościach. Czy to nie jest idealne?
Patrzył na Charlie jak gdyby nigdy nic. Może i go to kręciło. Może i mu się podobało. Jej cichy pomruk. Cichy jęk, ale kiedy zdawał sobie sprawę, że dziewczyna tak naprawdę zmieniła się na tyle, że nie widzi w niej dawnej partnerki – odsunął się na krok. Patrzył jak ściąga koszulkę. Nawet kątem oka spojrzał na jej piersi, by lekko się nad nimi nachylić i omieść sutki ciepłym oddechem. Serce biło mu dość szybko, a z każdym kolejnym posunięciem miał ochotę, by ją tu przelecieć. W końcu jako szef mógł sprawdzić, czy dziewczyna znajduje się na właściwym stanowisku, ale… Nie. Nie potrafił. Blokowała go godność? Sumienie? Rozsądek? Kto wie. Tylko on ma świadomość, co kryło się w jego podświadomości, która tak bardzo lubiła płatać figle. Zagryzł dolną wargę i spojrzał w jej śliczne oczy, by zaraz potem przejechać językiem po dolnej wardze. Przymknął powieki, wypuścił powietrze z płuc, a chwilę później stał już do niej plecami. Odchylił głowę nieco w tył, a jedyne co dostrzegł to swoje odbicie w lustrze i dosłownie kilka centymetrów jej drobnego ciała, tuż obok jego odbicia. Nadal siedziała, a on szukał w najdalszych zakamarkach umysłu jakiejś logicznej odpowiedzi, bądź karcącej uwagi.
-Problem jest jeden i Ty go nie widzisz, Castillo. One. Ty. Ja. Każdy z nas zna te ceny, tyle, że ja nie chciałem ich poznawać. Mówisz żebym Cię rżnął? Pieprzył? Bzykał? Co wolisz… Wybierz sama. Tylko, że ja Ci tego nie dam. Mimo, że nie masz ceny… – Zawiesił głos, bo ewidentnie nie przywykł do prowadzenia rozmów, które musiały zahaczyć o wartość pieniądze bądź cenę własnej godności. Wsunął dłonie w kieszenie markowych spodni, a zaraz potem odwrócił się w jej stronę, by po raz ostatni otaksować jej sylwetkę. -Po prostu nawet bez tej pierdolonej metki, która określa wartość Twojego ciała. Pomimo, że to wyszukane liczby… To nadal jesteś tania. – Powiedział prosto z mostu, bez ogródek – nie mając pojęcia jak wygląda sedno całej sprawy. Nie chciał chyba nawet wiedzieć, bo przecież to nie była jego sprawa. Nie podejmował decyzji, które mogły ważyć na jej życiu. Sama pociągała za karty, sznureczki – on tylko był obserwatorem, a to czy mniej, bądź też bardziej przyczynił się do tego, gdzie teraz pracowała, cóż… Nie poczuwał się do odpowiedzialności. Otaczał ich kłamstwo i to było głównym powodem, dla którego mogli czuć się tak bardzo rozpierdoleni.
-Ubierz się. – Zarządził chłodno, a zaraz potem odwrócił się na pięcie, by podejść do drzwi. -Owocnej nocy, Charlie.

/zt dla Prince’a
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 23
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 163
  Liczba postów : 133
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9504-charlie-pandora-castillo#264598
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9506-powodzenia-charlie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9509-puszka-pandory-pelna-listow#264762
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9507-charlie-pandora-castillo#264755




Gracz






PisanieTemat: Re: Klub Luna   Nie 14 Wrz - 23:24

To nadal jesteś tania.
Świszczały jej w głowie te słowa. Przysięgać by mogła na Merlina, a najlepiej to na Morganę, że umrze dzisiejszego wieczora. Rozpadnie się w szalonym tempie i po prostu upadnie gdzieś na schodach... Wymiotowała. Stała za rogiem na jakiejś opuszczonej uliczce i wspierając się o ścianę jedną ręką drugą ściskała włosy pochylając się i wymiotując. Wyrzucając z siebie wszelkie treści. Tracąc siłę i rozum. To bardzo bolało. Nie miała już sił, a ponownie włożyła palce do gardła zmuszając się do wymiotów. Osłabiała się. Miała pewien cel, który jej przyświecał. W końcu zsunęła się gdzieś obok siadając przy zimnym murze i wygrzebała trzęsącymi się dłońmi z kieszeni magicznego fajka, gdzie ledwo trafiła w pstryk i przyłożyła do ust wciągając arbuzowy smak do płuc... Wyczarowała z ust dobry dym, który zatańczył w zimnym powietrzu lepiej od doświadczonej tancerki. Jeszcze kilka buchów i przyłożyła rękę do głowy zaczesując włosy do tyłu. Musiała sobie poradzić. To był jeden z tych dni, kiedy opadły kotary wszelkiej logiki świata. Znów nigdzie nie było widać dna, sufitu, podłogi... Parkietu. Czegokolwiek, czego mogła się złapać. Czuła się jak po kwalifikacjach, kiedy to wyszła ściskając niewielką torebkę w dłoni i zorientowała się, że nie ma dokąd iść. Nic do siebie nie pasowało. Nic nie istniało. Śmiech ludzi umierał i więdnął. Jakieś dziecko się przewracało, a Charlie szła nie potrafiąc się zdobyć nawet na łzy. Tańczyła w słońcu ten smutny krok, którego nikt nie chciał się nauczyć. Choreografia bycia przybitym do ziemi była zbyt trudna... A wszyscy byli w stanie się tego nauczyć. W końcu jęknęła prawie zanosząc się powietrzem, które zmuszało ją do płaczu. Była gotowa mu się oddać ze strachu, że straci pracę. Znów był ktoś, on... On chciał znów zdeterminować jej życie. Jak wtedy gdy razem tańczyli, jak wtedy gdy mieli podjąć razem cały świat... Tylko że tym razem on sam... On sam próbował ją zabić. Bała się jak nigdy, bała się tego, że uniesie szabli by się bronić. Tak bardzo sama, że nie potrafiła wstać i wejść do środka. Zdeterminował ją chichot zbliżających się ludzi, gdy jeden z nich zatrzymał się nad nią chwiejąc się na nogach:
- Chcesz maleńka pokazać mi jak się rozsuwa nóżki? - Podniosła się gwałtownie z podłogi rozpoczynając bieg przed siebie. Krzyczał za nią, darł się głośno, ale Pandory już nie było. Znikała... Przewracając się na schodach od tylnego wejścia. Szarpnęła za drzwi. I przysiąc by mogła, że zostawiła je otwarte.
- Proszę, kurwa proszę. - Ciągała za nie co raz gwałtowniej aż wreszcie upadła na schodki obejmując krwawiące kolana od upadku... Nie mogła tego rozwiązać. Nie było z tego wyjścia. Przypomniały się jej listy, które przychodziły od tygodni od ojca. Nie odpowiadała. Większość chowała przed Chloe czy Jupiterem, żeby nie wiedzieli, że rodzice jej szukają. Ale ile można wmawiać ludziom, którzy są najbliżsi... Coś. Co nie jest prawdą. Tylko dlaczego dopiero teraz jej ojciec dobijał się do niej? Rozsadzała ją głowa i strach... Że jutra nie będzie. To jej ostatnia noc? Tutaj? W Lunie? Naprawdę? To ostatnie wszystko?
Wrzasnęła. Nie pomogło. Zaczęła wrzeszczeć jeszcze raz i rozbijając w sobie coś, czego nie mogła już złapać, bo pomknęło w chmury... W gęstą mgłę. Wreszcie wycierając łzy przycisnęła różdżkę do kolana rzucając parę zaklęć leczniczych i wzruszyła ramionami zauważając otwarte okno nad drzwiami. Wspięła się koślawo zaczepiając się o rynnę i wcisnęła się do środka lądując na piętrze, na którym znajdowały się gabinety. Zamknęła się szybko w łazience zrzucając futerkokurtkę gdzieś na bok. W końcu stanęła w kabinie trzeźwo oceniając sytuację... Gra w skojarzenia.
Trzy godziny do następnego występu, brak skupienia, koncentracja umiera, nie ogarniam, chcę ogarniać, będą kłopoty, już są kłopoty... Kłopoty... Jupiter, Chloe... Chloe, Jupiter...
Powtarzając cicho imiona do siebie po kilku minutach zbiega po schodach na dół ignorując fakt, że nie odzyska już chyba kurtki. W końcu weszła na zaplecze odnajdując wzrokiem Jupitera, do którego ruszyła szybkim krokiem obejmując śmiało ramionami i wtulając się w jego tors... Nie sposób było zignorować gwizdnięcia, które narodziło się gdzieś obok, ale Charlie to zignorowała.
- Proszę, znajdźmy Chloe i wyjedźmy. Proszę. - Powiedziała zapewne nieświadoma sensu słów i porywczości, która w tym istniała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 22
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 245
Dodatkowo : jestę planetę
  Liczba postów : 182
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9518-jupiter-leighton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9520-i-like-it-loud
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9519-don-t-stop-the-music
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9521-jupiter-leighton




Gracz






PisanieTemat: Re: Klub Luna   Pon 15 Wrz - 15:00

Nie da się ukryć, że Jupiter podchodził do wielu rzeczy poważnie. Oczywiście nie przeszkadzało mu to w tym, aby mieć poczucie humoru. Ale odkąd Mars i Mercury mieli wyjebane na rodzinę, gryfon miał poczucie, że to on powinien się zająć całym rodzeństwem. Siostrom, którym dokuczały dzieci, a potem przystawiali się do nich jacyś palanci, niekoniecznie za ich pozwoleniem. Kiedy płakały, przytulał je, ocierał im łzy, a potem szedł wpierdolić tym pajacom, którzy śmieli je skrzywdzić. Chyba się trochę w tym zagubił i przeniósł swe zachowanie na tych najbliższych, a w zasadzie i nawet dalszych znajomych. O których musiał się przecież troszczyć. Nie mógł im pozwalać się upijać (hipkryzja milion, bo sam to robił), brać narkotyków (to już szczególnie!) czy robić innych, beznadziejnych rzeczy. A Eiv tego nie doceniała. Biedny ten Leighton, słowo daję. Nikt się go nie słuchał, w dodatku same pretensje! A najgorsze było to, że podejrzewał, iż Henley jest po prostu pod wpływem Bei - tak, to w niej zaczął widzieć przyczynę wszelakich niezgodności i porażek. Zupełnie jak niegdyś Ced doszukiwał się wszędzie winy Chrisa, hehe. Chyba chłopcy mieli więcej wspólnego niż można byłoby przypuszczać!
Nieświadomy niczego zachowywał się naturalnie. Nie miał pojęcia, że dziewczynę coś trapi. Może powinien zapytać, zainteresować się. Ale wtedy usłyszy, że ma się nie wtrącać, PRZECIEŻ JESTEM DOROSŁA, to moje sprawy i inne takie. Ech. Dobremu człowiekowi zawsze wiatr w oczy. Chyba trzeba zacząć mieć na wszystko wyjebane, ale tak serio.
- Spoko, nie będę. Bawimy się - rzucił, choć trochę bez przekonania. I doskonale wiedział, że jego super drink jej się nie spodobał. Uśmiechnął się z rozbawieniem na jej reakcję. I kto tu był pospinany? W każdym razie on nie był taki chamski i kiedy wstawała, pomachał jej na pożegnanie, wciąż się do niej szczerząc. Niech będzie jej głupio. Niech płacze, że odchodzi od tak seksownego i rozrywkowego ciacha, jakim był Jupiter.
Nom, pewka.
Sam zaś chwilę pogadał z barmanem, a potem zniknął na zapleczu. Trzeba było wyciągnąć parę dekoracji do występu, a że jak zwykle wszystko było zagracone (może czas pomyśleć o większym pomieszczeniu, tudzież zaklęciu zmniejszającym?), to chwilę zajęło mu przebieranie w tych wszystkich pierdołach. Nawet nie spostrzegł się, kiedy przybiegła Charlie. Obrócił się w jej kierunku, a wtedy ta wtuliła się w jego tors. Naturalnie, że objął ją mocno, delikatnie gładząc dłonią po plecach. Zdążył zauważyć, że nie wygląda dobrze. Że ma zdarte kolana. Ucałował ją w czubek głowy i nie mówiąc nic, zamknął oczy i teleportował ich do mieszkania. Takie tam bajeranckie zdolności.
Na deklaracje przyjdzie jeszcze czas.

z/t x2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 26
Skąd : Hogsmade
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1410
  Liczba postów : 256
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8625-storm-ethan-xander
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8626p15-free-sex-for-everyone#243694
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8677-write-for-sex
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8627-storm-ethan-xander




Gracz






PisanieTemat: Re: Klub Luna   Wto 16 Wrz - 23:27

Strom przyszedł, a raczej ja go przysłałam do Luny z braku jakiś większych pobudek, czy wyższych celów. Tak naprawdę, to mnie zmuszono do tego, a ja zmuszam Storma, ale co tam. Bo przecież kto nie lubi przegrywać pieniędzy z zakładach hazardowych? Chyba kobiety, bo wolą je wydać na buty, mężczyźni lubią obstawiać wszystko co się da.
No więc wszedł Storm i podbił najpierw do baru zamawiając sobie szklaneczkę ognistej. Potem zaś rozejrzał się, czy jakiejś znajomej mordy nie widzi. A że nie widział, to ruszył do stołu, przy którym uśmiechnął się do bukmachera. Uniósł szklankę do ust i upił trochę znajdującego się w nim trunku. Rozejrzał się po wizerunkach i przez chwilę zastanawiał nad wyborem. No chciał dobrze wygrać. Obudziła się w nim samcza potrzeba wygrania. W końcu wybrał diabła. Bo nie taki diabeł straszy jak go malują. I on sam był jak ten jeden czort. Potem Storm, w sensie po podjęciu tej ważnej życiowej decyzji podrapał się po głowie i sięgnął do kieszeni. Podał on bukmacherowi 22 galeony, bo taki miał kaprys i tyle miał lat i czekał, bo cóż więcej miał robić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Rok Nauki : I
Wiek : 25
Skąd : Stany Zjednoczone, Nowy Orlean
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 142
  Liczba postów : 362
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7754-angelus-scorpion
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7757-druzyna-aniola#215656
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7758-angelus#215658
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7786-angelus-scorpion#216618




Gracz






PisanieTemat: Re: Klub Luna   Wto 16 Wrz - 23:47

No i Angelus nie mial ochoty siedzieć tego wieczoru samotnie w domu. Może w klubie znajdzie sobie jakąś wybrankę serca do łóżka. Ubrał jedną ze swoich lepszych koszul, a była to czarna materiałowa ze smokiem wyhaftowanym na piersi. Do tego ciemne spodnie jeansowe. Użył drogiej wody kolońskiej, a także przed wyjściem do klubu, ogolił się. Zapłacił 10 G na wejściu dla Ochroniarza i wszedł do środka. Sam klub zrobił na nim lekkie wrażenie. Był elegancki, a i zdążył już zauważyć, że panie też były cudowne i te ich ponętne kuszące ciałka. Chyba z trudem wysiedzi na krześle. Zakupił sobie szklaneczkę whiskey i usiadł obok Storma.
-Siemasz, Angelus- przedstawił się podając mu swoją dłoń. Sam wybrał sobie Cesarza, bo w końcu pan i władca to był właśnie on. Zapatrzony w siebie narcyz. Obstawił 25G. A co tam! Raz się żyje, na początku zawsze szły te mniejsze sumy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Barcelona/Ottawa
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 582
Dodatkowo : legilimencja & oklumencja
  Liczba postów : 623
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7536-jack-reyes
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7543-black-jack
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7537-big-jack
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7539-jack-reyes




Gracz






PisanieTemat: Re: Klub Luna   Sro 17 Wrz - 13:33

Jak zapomnieć o chujowości życia? Iść i dać się pożreć Armstrongowi. Tak, Jack poleca bardzo. Ale co miał kurwa zrobić? Wkręcił się w nieodpowiednie towarzystwo. Teraz za to płacił. Ale nie był żadnym gangsterem czy zabijaką. Bał się o Sapphire, o to, że jej coś zrobią. Zdawałoby się, że wieczór hazardu to najlepszy moment, aby rozprawić się z wrogiem. A tak serio, to łudził się, że zanim go dopadną to ten wygra jakieś hajsy, co choć odrobinę przybliży go do spłaty długu. Taki był bardzo ambitny plan. Dlatego zwlekł się z łóżka, by się ogarnąć i wyglądać jak całkiem cywilizowany człowiek. Serio, prezentował się całkiem nieźle. Trochę jak nie Reyes. Cóż, jak mają go zamordować, to niech chociaż wygląda dystyngowanie.
Wreszcie wszedł do środka, cały czas się bacznie rozglądając na wszystkie strony. Jakiś fiut zaprowadził go do stolików z astroletką. Świetnie. Stanął przy nim, witając się z resztą kolesi skinieniem głowy. Sięgnął do kieszeni i wyrzucił, zapewne w błoto, 40 galeonów, aby obstawić kartę o nazwie Gwiazda, bo taka z niego gwiazda była. Co więcej, miał cholerną ochotę zapalić, ale nie mógł, co napawało go jeszcze większym smutkiem.
No to się zacznie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Skąd : Gdzie wiatr zawieje
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 24
  Liczba postów : 86
http://www.czarodzieje.org/t9581-prince-oliver-armstrong
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9585-zatancz-dla-mnie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9583-sowa-ksiazeca
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9584-prince-armstrong




Gracz






PisanieTemat: Re: Klub Luna   Sro 17 Wrz - 13:36

Właściciel klubu i miałaby go ominąć tak wyśmienita zabawa? Patrzyć na osoby, które próbują igrać z własnym losem, a potem co? Upijać się. Rżnąć wzrokiem laski, które tańczą na rurach, by po chwili przepierdolić całą "fortunę", którą zdobyli, tak? Tak właśnie to miało wyglądać? Intrygujące.
Niemniej jednak Armstrong, jako przykładny syn Olivera, a także główny kierownik Luny zjawił się na czas... Względnie na czas, rzecz jasna. Ubrany w elegancki garnitur, dopasowany idealnie do jego sylwetki. Podkreślał on dodatkowo linię pleców i długie nogi, ale czy miało znaczenie jak wyglądał? Raczej niekoniecznie. To nie na nim miały się skupiać spojrzenia przeróżnych osób, a na jego partnerce, którą trzymał przy sobie na wysokości talii, by poprowadzić ją w głąb sali. Chciał czuć ten zazdrosny wzrok innych, bo przecież nikt nie miał świadomości kim była dla niego Aut, oczywiście z wyjątkiem współlokatorki. Uśmiechnął się przebiegle, gdy spojrzał na osoby, które już obstawiały swoje karty. Prince właściwie miał zamiar zrobić dokładnie to samo, ale... Może nieco później. Nie puszczał blondynki z objęć, bo nie miał zamiaru pokazywać do kogo dzisiejszego wieczoru należy, a i tak z pewnością niejeden spróbuje się do niej przystawiać.
-Masz ochotę na drinka, czy nie masz zamiaru dzisiaj pić? - Uśmiechnął się nieco szerzej, by koniuszkiem języka przejechać wzdłuż jej szyi, a zatrzymać się dopiero na wysokości ucha. Musieli udawać. Zgrywać się, ale to właśnie tę część gry uwielbiał najbardziej. Dopiero później zauważył Reyesa i postanowił odprowadzić Aut od stolika, na którym miała rozegrać się hazardowa gra, by znaleźć się tuż przy barze. Nie wiedział po co Jack tu przyszedł, ale wiedział jedno.
Jest albo pojebany, albo kurwa naprawdę chce umrzeć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Klub Luna   

Powrót do góry Go down
 

Klub Luna

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 7Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next

 Similar topics

-
» Klub "Asylum"
» night club
» Klub „Fire”

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
londyn
 :: 
Ulica Pokatna
-