Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Punkt widokowy

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 15 ... 27, 28, 29, 30, 31  Next
AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 24
Skąd : Londyn/Hogsmeade
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 4902
  Liczba postów : 4483
http://www.czarodzieje.org/t58-bell-rodwick
http://www.czarodzieje.org/t649-bellcia
http://www.czarodzieje.org/t243-bell-rodwick
http://www.czarodzieje.org/t7785-bell-rodwick#216614




Administrator






PisanieTemat: Punkt widokowy   Sob Cze 12 2010, 14:21

First topic message reminder :


Punkt widokowy
Miejsce, z którego rozciąga się piękny widok na jezioro i część Zakazanego Lasu. Uczniowie, często się tu zatrzymują, by porozmyślać i zrelaksować wzrok.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Skąd : Leeds, Anglia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 31
Dodatkowo : pałkarz
  Liczba postów : 50
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8687-meredith-de-candina
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8688-mercia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8765-nie-lubie-wyjcow
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8689-meredith-de-candina#245225




Gracz






PisanieTemat: Re: Punkt widokowy   Nie Cze 29 2014, 19:47

To było wspaniałe uczucie - mieć wszystko za sobą. OWUTemy, lekcje, nauka, I rok studiów. Wakacajne miały nastąpić lada dzień, a Meredith dopiero teraz czuła zmęczenie. Doskonały czas, by dać sobie na wstrzymanie z tym wszystkim. A najlepszym odreagowaniem dla dziewczyny zawsze był spacer. Co prawda wolała te w nocy, ale teraz nie chciało jej się czekać na akurat tą porę dnia. Hm, o ile noc była dniem... Zresztą, nieważne. Pogoda dopisywała, więc grzechem byłoby zostać w murach szkoły. Lubiła hogwarcie błonia. Zawsze zwracała dużą uwagę na wygląd, więc gdyby jej się nie podobały, pewnie nie spędzałaby tu tak wiele czasu.
Meredith spacerowała sobie bez konkretnego celu. Zajęta była myślami o wakacjach, dokładniej o tym jak chce je spędzić. Lipiec zapowiadał się jej cholernie nudny, bo z wujkami. Pewnie gdzieś wyjadą, ale nie chcieli jej powiedzieć gdzie konkretnie. No wielka szkoda. W ostateczności miała nadzieję, że sama gdzieś pojedzie, chociaż wiedziała, że tym bardziej zanudzi się na śmierć. Umrzeć w wakacje? Słaby pomysł. Miała odpoczywać, a nie od razu... umierać.
Zgubiła już orientację. Szła przed siebie nawet nie orientując się gdzie jest, aż tu z zamyślenia wyrwała ją doskonale znana jej sylwetka. Szybo zorientowała się, iż jest już na punkcie widokowym, jak miło! Uwielbiała to miejsce i wiązała z nim miłe wspomnienia.
- Edgar? O Merlinie, mam wrażenie, że cię wieki nie widziałam! - wykrzyknęła już w połowie drogi do chłopaka. Naprawdę miłe zaskoczenie, szczególnie, że zaczęła za Reynoldsem tęsknić! Nawet tak bardziej niż zazwyczaj. Dość dziwne uczucie, bo chyba pierwszy raz na jej ustach pojawił się tak wielki uśmiech na widok Puchona... No ciekawe, serio.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : I
Skąd : Niemcy, Berlin.
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 81
Dodatkowo : oklumencja
  Liczba postów : 49
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8799-edgar-roy-reynolds
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8804-eddie-slucha-propozycji#247976
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8802-edgara-sowka-o-imieniu-bastian-3#247974
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8803-edgar-roy-reynolds#247975




Gracz






PisanieTemat: Re: Punkt widokowy   Pon Cze 30 2014, 11:49

Eddie był wyjątkowo zamyślony, nie do końca orientował się co się dzieje dookoła. Myślał o egzaminach, o tym czy w ogóle jest dla niego jakaś szansa na studia... chciał, bardzo chciał zostać w Hogwarcie. Nie myślał jeszcze o pracy, wujek zapewniał mu utrzymanie - na razie chciał się dalej uczyć. Podobał mu się Hogwart, naprawdę. Tu było zupełnie inaczej niż w Trausnitz. Uczniowie byli inni, nauczyciele też, i ta przyjazna atmosfera... nie to, żeby w w Trausnitz było mu źle, nie! Po prostu... tu było inaczej. Lepiej. Czuł się... jak w domu.
Z zamyślenia wyrwał go głos Mer. Uśmiechnął się pod nosem i obrócił się w jej kierunku, odsuwając się od barierek mostu. Nie, nie zamierzał skakać, nie był samobójcą. Życie mu jeszcze miłe, pomimo że na świecie z rodziny został mu tylko jego ukochany wujek. Odruchowo przygładził swoje ubranie na jej widok. No, musiał jakoś wyglądać. Prezentować się. Nie? Był pedantem nie tylko jeśli chodzi o czystość otoczenia, ale najbardziej - o strój.
- Cześć, Mer. - uśmiechnął się do niej, zostawiając w spokoju swoją koszulę. Wyszedł jej na przeciw, a gdy była wystarczająco blisko - po prostu ją do siebie przytulił. Lubił przytulać ludzi. Strasznie tulaśne i cieplutkie z niego stworzonko, pomimo że nie wygląda. - Bo to prawda, nie widzieliśmy się wieki. Ale na szczęście już jestem po egzaminach i mam czas na spotkania z ludźmi. - zaśmiał się cicho. Nie była pierwszą osobą, która robiła mu wyrzuty z powodu tego, że dawno się nie widzieli. Chociaż w sumie... Mer nie robiła jeszcze wyrzutów. Ale kto wie. - Boże, jak ja lubię Twoje włosy! - nawinął sobie jej blond włoski na palce i zaśmiał się wesoło, patrząc na twarz dziewczyny. Otwarty i pozytywny jak zawsze. - No, co tam u Ciebie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Skąd : Leeds, Anglia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 31
Dodatkowo : pałkarz
  Liczba postów : 50
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8687-meredith-de-candina
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8688-mercia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8765-nie-lubie-wyjcow
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8689-meredith-de-candina#245225




Gracz






PisanieTemat: Re: Punkt widokowy   Pon Cze 30 2014, 15:37

Dobrze było znów go zobaczyć. Może Meredith już zaczęłaby się bać o to, co się z nim dzieje, choć w naturze zamartwiania się innymi nie miała. Uspokajała ją jedynie ta świadomość, że to koniec roku, co oznacza egzaminy, ostatnie wkuwanie i w ogóle duże zamieszanie. Teraz to miało się skończyć i Mer miała ochotę na jakieś oderwanie się od tej ostatniej rutyny. Myślała też o wysyłaniu sów do wszystkich przyjaciół i osób, które zyskały u niej więcej sympatii, a z drugiej strony... szybciej pójdzie, jak spotka ich gdzieś w murach szkoły czy na zewnątrz. Teraz udało jej się znaleźć w ten sposób Edgara, nawet jeśli nikogo nie szukała, ale to bez znaczenia.
Meredith oczywiście odwzajemniła uścisk, bo już się biedna za tym stęskniła. Ona jakoś nigdy się do przytulania nie rwała, ale nie oznaczało to, że tego nie lubiła. W ogóle robiła dużo pozorów, a w gruncie rzeczy... była całkiem wrażliwą osobą, która wcale nie chce wszystkich od siebie odpychać. Niektórym to już udowodniła, ale wciąż było to dla niej niekomfortowe. Na przykład przy Edgarze nigdy nikogo nie udawała. Nie czuła potrzeby.
- Och, no ja mam nadzieję! Jeszcze bym się mogła poczuć zaniedbana czy zapomniana, wiesz? - Uśmiechnęła się lekko. No, rzeczywiście, ona szybko zyskiwała wrażenie, iż ktoś o niej całkowicie zapomniał. Może wiązało się to z jej ojcem, którego pomimo że nie znała, to nienawidziła. Mógł przynajmniej zostać z jej matką do czasu narodzin Mer, a potem tylko udawać, że mu na córce zależy. Już to byłoby lepsze niż takie nagłe zniknięcie bez słowa.
- No wiem, też je lubię, to mój super atut - zaśmiała się. Gdyby ktoś inny ruszał jej święte włosy pewnie już zostałby nieźle opieprzony, ale nie Reynolds. Jego traktowała... inaczej. Lepiej. Sama nie wiedziała dlaczego, może zwyczajnie lubiła go bardziej od pozostałej swojej garstki przyjaciół? Ciekawe tylko w jakim sensie, bo nie chciało jej się wierzyć, że mogłaby zauroczyć się w przyjacielu. A co jeśli jednak...? - U mnie... nawet dobrze. Przede wszystkim spokojnie, bo cały stres związany z walką o lepsze oceny na koniec roku opadł, ale... nie wiem co z wakacjami. Moje zapowiadają się cholernie nudno, a przynajmniej lipiec. A twoje?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 23
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 51
  Liczba postów : 41
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9578-beatrice-darrell
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9579-poszukamy-swiatelka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9580-siema-jestem-sowa-trice




Gracz






PisanieTemat: Re: Punkt widokowy   Wto Wrz 09 2014, 19:46

Czasami miała wrażenie, że jej życie przemienia się w jeden, wielki dramat, który zresztą sama wciąż napędza. Samopoczucie Trice znowu pozostawiało wiele do życzenia, żeby nie powiedzieć, że czuła się po prostu chujowo. Bolały ją wszystkie mięśnie, głos miała zachrypnięty, a w głowie huczało jeszcze od wczoraj. Taką cenę zapłaciła za parę godzin zabawy. Czy było warto? Och, czuła się tak beznadziejnie, że nawet najlepsza impreza nie byłaby warta takiego poświęcenia. Aczkolwiek do tego mądrego wniosku Darrell doszła, jak zwykle po fakcie. Włóczyła się gdzieś po błoniach, przeklinając samą siebie i co jakiś czas wyciągając z plecaka paczkę papierosów. Ich, swoją drogą, tez miała już dosyć, ale nałóg. Nałóg, nałóg, nałóg, czyli ten okropny czynnik, który każe ludziom robić rzeczy niepoprawne. Destrukcyjne. Kusi, nęci i nie daje za wygraną. Choć Trice czuła się, jak popielniczka pełna petów, wsadziła kolejnego papierosa do ust i odpaliła go zapalniczką. Dotarła do mostu wiszącego, który przywodził jej na myśl mnóstwo radosnych chwil. Takich niewinnych, spędzonych z przyjaciółmi. To były jej pierwsze lata w Hogwarcie, te lepsze. Te, które dawały nadzieję na świetlaną przyszłość. Pamiętała złote promyki słońca na twarzy, śpiew ptaków i radosne twarze tych, którzy chcieli osiągnąć coś więcej. Dokładnie tak, jak ona. Teraz wszystko się zmieniło. Kolory pociemniały, dźwięki przestały cieszyć, a Trice była tu sama. Zupełnie sama. Pogubiona, zaplątana w przeszłość, zepsuta. Spojrzała w dal, jakby mając nadzieję, że ujrzy tam jakieś światełko. Takie malutkie. Iskierkę, która da nadzieję na lepsze jutro. Drogowskaz? Prawdopodobnie, pogrążona w melancholii, nawet by go nie zauważyła. To przykre, że czasami jesteśmy tacy ślepi...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 23
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 245
Dodatkowo : jestę planetę
  Liczba postów : 182
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9518-jupiter-leighton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9520-i-like-it-loud
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9519-don-t-stop-the-music
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9521-jupiter-leighton




Gracz






PisanieTemat: Re: Punkt widokowy   Sro Wrz 10 2014, 08:30

W zasadzie to oprócz informacji o byciu nie-byciu księciem, nic ostatnio Jupitera nie zszokowało, ani nie zdołowało. Żył jak zwykle - tańcząc, pilnując rodzeństwa, walcząc, szkołę tradycyjnie mając gdzieś na uboczu. Stanowiła ona dla niego marginalną wartość, a i trochę w tym "zasługi" Beatrice, która jako pierwsza zaszczepiła w nim myśl, że uczęszczać tam wcale nie trzeba. Wcześniej nie był zapalonym kujonem czy ambitnym zdobywcą wiedzy, ale przynajmniej pojawiał się na zajęciach i chciał z nich coś wynieść. Teraz? Przyzwyczaił się do tego, że "nauka nie zając, nie ucieknie", co było założeniem bardzo wygodnym - pozwalało na skupianiu się na rzeczach ważniejszych, jak choćby rozwijanie swych talentów. Co się ostatecznie opłaciło, bowiem nawet dostał stypendium ze szkoły. Naukowe. Istny paradoks, ale widocznie Hogwart wspierał również kreatywnych, co Leightonowi wcale, a wcale nie przeszkadzało. A wręcz przeciwnie.
Zadowolony z siebie poszedł na most, który tak bardzo lubił. Sam nie wiedział dlaczego. Może kojarzył mu się z dzieciństwem i bieganiem po nim? To tu też się wspinał po raz pierwszy trenując swoją zwinność i wytrzymałość. No i naturalnie w związku z tym przyszedł pierwszy szlaban. Lubił tu czasem przychodzić, aby pośmiać się ze swojej głupoty. Lubił tu też czytać listy i podziwiać błonia. Sądził, że dziś też go to czeka.
Naiwniak.
Szedł więc po moście niczego nieświadomy. Z daleka widział, że nie jest na nim sam, ale zdawał się tym nie przejmować. Dopiero w miarę zbliżania się do tej osoby, zaczął zwalniać kroku. Wszędzie rozpoznałby tą kolorową czuprynę, o dziwo nienależącą do jego siostry. Dlatego poczuł, jak jego serce przyspiesza, jak rośnie poziom adrenaliny objawiającej się wzrastającym zdenerwowaniem. Nawet zacisnął mocniej pięści, by je po chwili rozluźnić i starać się przybrać neutralny wyraz twarzy. Naturalnie, znajdując się tuż przed tak bardzo znienawidzoną przezeń osobą, wyminął ją szybko, po czym swe żwawe kroki skierował ku wyjściu z mostu. Miała tupet, aby znów zaczynać naukę w szkole. W Hogwarcie. Nie mogła wyjechać z tym bufonem od Ministerstwa? I zaszyć się gdzieś indziej, ewentualnie tam czatować na swe kolejne ofiary? Musiała akurat oddychać tym samym powietrzem, zatruwając je swoim jestestwem? Był w tym momencie wkurwiony i gdyby to nie była kobieta, zaciskająca się pięść znalazłaby się przy nosie lub szczęce przeciwnika. Tymczasem jedynym, co mógł zrobić, to wziąć głęboki oddech, policzyć do stu, ewentualnie tysiąca i czym prędzej się stąd ewakuować.
Na pewno go nie widziała. Tak, to serwował sobie na pierwsze danie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 23
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 51
  Liczba postów : 41
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9578-beatrice-darrell
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9579-poszukamy-swiatelka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9580-siema-jestem-sowa-trice




Gracz






PisanieTemat: Re: Punkt widokowy   Sro Wrz 10 2014, 21:42

Och, pech chciał, że go zauważyła.

To znaczy, stała paląc papierosa za papierosem i pogrążała się  w prawdziwym bólu egzystencjalnym rodem z epoki romantyzmu, kiedy usłyszała czyjeś kroki. Nie oszukujmy się – prawie cały Hogwart jej nie znosił, a połowa z tych, którzy uważali Trice za zeszmaciałą ćpunkę, miała ochotę zrzucić ją z wieży astronomicznej. Póki co nie zamierzała jednak żegnać się ze światem, choć przy swoim trybie życia, długo nie pociągnie. No, ale do rzeczy. Odwróciła się, chcąc uniknąć niespodziewanego ataku, czy zaklęcia rzuconego prosto w jej plecy i dość niezgrabnym ruchem, wyciągnęła różdżkę z kieszeni szaty.
Dostrzegła jego profil. Szedł niewzruszony, chcąc jak najszybciej ją minąć, a serce Trice na krótką chwilę stanęło. Całe poczucie winy, nienawiść do siebie i żal, uderzyły z dwukrotną siłą. Łzy napłynęły do oczu, oddech stał się przerywany i płytki, a gardło ściśnięte. Chciała podejść, przeprosić, ale wiedziała, że to bez sensu. Wszelkie wyrazy, określenia i zdania, wydawały się być puste, zupełnie pozbawione znaczenia. A może ona nie potrafiła już przepraszać? Może słowa tracą swoją wartość, jeśli są zbyt często rzucane na wiatr? Obietnice i postanowienia Trice stały się bezwartościowe od kiedy przestała ich dotrzymywać. Od kiedy weszła w to bagno po czubek głowy. Stała tak, wpatrując się w jego znikającą powoli sylwetkę, a dłonią zakrywała swoje usta, jakby powstrzymując się od nieprzemyślanych słów.
Pozwolić mu odejść?
Sumienie krzyczało głośno, zdecydowanie zbyt głośno.
- Jupiter. - Wydała z siebie stłumiony krzyk i otworzyła szerzej oczy. Przez chwilę modliła się, by poszedł dalej, nie zwracając na nią uwagi. Przecież nie wiedziała, co mu powiedzieć, ale równocześnie nie potrafiła pozwolić Gryffonowi odejść. Działała spontanicznie, powodowana emocjami i impulsem. - Kurwa mać... - Wymamrotała pod nosem, przeklinając siebie samą. Co teraz? Jupiter  ją zwyzywa, zmiesza z błotem, ostatecznie zignoruje, a ona nie będzie w stanie nic, zupełnie nic powiedzieć. Czuła, jak nogi odmawiają jej posłuszeństwa, jak całe ciało drży i że ledwo utrzymuje je w pionie. Nie do końca wiadomo, czy to przez wyczerpanie organizmu, czy spotkanie z Jupiterem, czy może oba czynniki naraz, ale z pewnością czuła się fatalnie.
Wybacz mi, proszę.
Nie chciałam, nie chciałam...

Wbrew pozorom, Trice nie była kimś złym. Kto rani dla przyjemności, dla podwyższenia samooceny i nakarmienia ego. Ona naprawdę żałowała swoich czynów, ale jakież to ma teraz znaczenie? Liczą się fakty, nie intencje. To one są miarą człowieczeństwa.
Łza popłynęła po jej policzku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 23
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 245
Dodatkowo : jestę planetę
  Liczba postów : 182
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9518-jupiter-leighton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9520-i-like-it-loud
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9519-don-t-stop-the-music
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9521-jupiter-leighton




Gracz






PisanieTemat: Re: Punkt widokowy   Pią Wrz 12 2014, 09:41

Miał ochotę zniknąć. Rozmyślał nawet nad zaklęciem, które pozwoliłoby mu się rozpaść na milion kawałków, jednakże braki w edukacji dały się we znaki. Nie mógł się nawet teleportować, bo to jednak Hogwart. Musiał więc zacisnąć pięści i postarać się zejść z tego mostu czym prędzej. I starać się zapomnieć o tym nieprzyjemnym spotkaniu, choć ograniczyło się ono do kontaktu wzrokowego. A przynajmniej tak mu się wydawało, kiedy szedł, a jego kroki dudniły w przestrzeni przymostowej. Jednakże pech chciał, że usłyszał ten zduszony krzyk Bei, na który jakoś automatycznie się zatrzymał. Dalej liczył w pamięci, chcąc się uspokoić, ale to nie było takie proste. Adrenalina krążyła w żyłach, każdy neuron był pobudzony, a on chciał zamknąć oczy i po prostu uznać, że to tylko zły sen. Niestety, zbyt namacalny. Chciał to przerwać, wyrwać się z tego chorego uścisku, bo miał wrażenie, że się dusi. Dusi się jej obecnością, jej głosem, jej byciem po prostu. Staniem na tym cholernym moście i palącej sobie w najlepsze, jak gdyby była panią tego miejsca. Jupiter wszystko w tym momencie wyolbrzymiał, sądząc, że po prostu Darrell (a może już zmieniła nazwisko?) chce zrobić wszystko, aby go wkurwić, pogrążyć czy cokolwiek innego.
Nie miał pojęcia, jak to się stało, że w pewnym momencie odwrócił się na pięcie i żwawym krokiem powrócił do dziewczyny. Jasne, nie był potworem bez serca, trochę ukuła go ta łza na jej policzku, ale jednak złość przesłaniała pokłady empatii, które w sobie posiadał, a które teraz były zbyt słabe, aby mógł się na nich oprzeć. Teraz działał pod wpływem impulsu, czegoś nieokreślonego, co spowodowało jego gwałtowność. I to, że uderzył mocno ręką w barierkę tuż obok krukonki. Tyle tylko mógł sobie pozwolić. A może aż?
- Co? Co tu w ogóle robisz, po co tu wróciłaś? Mamić kolejnych frajerów, hm? - mówił podniesionym głosem, ale jeszcze nie krzyczał. - Powiedz, powiedz mi Beatrice. Nie jesteś na głodzie? Twój frajer nie daje ci już na dragi, więc teraz będziesz żebrać w zamku? Czy zamierzasz się puszczać za narkotyki? - Był zły. Był okrutny. Był opryskliwy, chamski i zapewne niesprawiedliwy. Ale był też zraniony. Zranionym, dzikim zwierzęciem, które miota się, zastanawiając co zrobić, aby tak bardzo nie bolało. Aby ten pierdolony ból wreszcie minął, aby wszystko było dobrze i wróciło do normy. Nie potrafił znaleźć innego wyjścia. Ujścia wszystkich emocji, które nim targały i które próbował zdusić w momencie, gdy zobaczył ją z tamtym kolesiem i już nigdy do niej nie wrócił. Próbował to zrzucić z siebie w tańcu, w walce, w ćwiczeniach - ale na nic. Chciał jej wszystko wykrzyczeć w twarz i tak naprawdę dopiero teraz pokazała się na to sposobna okazja. Ale i tak w rezultacie to, co opuściło jego usta, było zaledwie ułamkiem jego myśli i uczuć. Ale to akurat dobrze dla krukonki.
- I nie wyj. Nikt się tu już nie nabierze na twoje podłe sztuczki. I co, teraz będziesz jeszcze podburzać Eiv? Jesteś nienormalna, słowo daję... - rzucał dalej, ale ani razu nie wrzasnął, choć miał na to ogromną ochotę. Na wiele rzeczy miał, ale żadna z nich nie była moralna. Dlatego ciskał słowami w nadziei, że może dotrze coś do niej i przestanie się zachowywać jak wredna suka. Miło by było.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 23
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 51
  Liczba postów : 41
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9578-beatrice-darrell
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9579-poszukamy-swiatelka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9580-siema-jestem-sowa-trice




Gracz






PisanieTemat: Re: Punkt widokowy   Pią Wrz 12 2014, 22:08

Cofnęła się parę kroków w tył, widząc, jak pewnym krokiem podąża w jej stronę, a kiedy uderzył w barierkę, otworzyła szerzej oczy.
- Nie... - Otworzyła usta, żeby powiedzieć coś więcej, ale gdy padły kolejne słowa, zamilkła i stała tylko, drżąc lekko. Raniły, jak noże. Przeszywały ją na wskroś, zadając znacznie większy ból, niż zwykłe uderzenie w twarz. A psychiczne cierpienie wywoływało również to fizyczne. Czuła, jak ściska się jej żołądek, jak puls przyspiesza i jak w głowie huczy coraz bardziej z sekundy na sekundę. Jak cały jej organizm krzyczy. Rzuciła papierosa i zgasiła go niepewnym ruchem. Każde kolejne słowo zamieniało się w następną łzę, która mogła być jedynym ujściem emocji.
Puszczać się za narkotyki...
- Nie. - Powtórzyła raz jeszcze, wbijając wzrok w ziemię. Żałowała, że go zawołała, a przecież spodziewała się takiego obrotu sytuacji. Ot, cała Beatrice Darrell, która zawsze działa pod wpływem impulsu, karcąc później siebie samą za wszelkie pochopne decyzje. Wpatrywała się w Jupitera przerażona, wściekła i pełna żalu równocześnie. Milczała. Każde jego słowo kwitowała ciszą, albo bezradnym wzruszeniem ramion, nie chcąc go  jeszcze bardziej denerwować. Dopiero kiedy powiedział coś o Eiv, zacisnęła pięści, czując, jak złość bierze górę.
- Podburzać Eiv? - Rzuciła, robiąc parę kroków w stronę Jupitera. Oczy miała zmrużone, dłonie wciąż zaciśnięte w pięści, a głos nienaturalnie niski. Szare oczy spotkały się w brązowymi tęczówkami. - Jestem ćpunką. Pierdolonym, nic nie wartym śmieciem. Wiem, jak okropnie cię zraniłam. - O tyle, o ile pierwsze dwa zdania przepełnione były wściekłością, a jej głos podniesiony, o tyle trzecie wypowiedziała zdecydowanie ciszej. Niepewnie. - Ale, do kurwy nędzy, nikogo nie zamierzam podburzać! - I znowu krzyczała. - Wszyscy pierdolicie. Wszyscy świetnie wiecie, kim jestem i co dzieje się w mojej głowie. - Gestykulowała wskazując to na niego, to na siebie. - Nie obchodzą mnie twoje relacje z Eiv. Twoje, ani twoich kumpeli. Nie mam zamiaru nikomu wchodzić w życie. Zresztą, narkomani, to egoiści, nie? - Rzuciła, dysząc ciężko, a na jej twarz wpłynął ironiczny uśmiech. - Myślimy tylko o sobie, a relacje wszystkich naokoło mamy głęboko w dupie. To nie my rozsiewamy plotki. Mamy gdzieś mściwość i zawiść. Dla nas liczą się dragi. Przynajmniej tyle w nas dobrego, kurwa mać... - Znów spuściła wzrok i osunęła się na ziemię, nie wiedząc, ile prawdy było w tym, co powiedziała. Na zmianę uśmiechała się i płakała, wyglądając teraz, jak ktoś, kto totalnie postradał zmysły. Była po prostu bezradna i chyba ta świadomość powodowała tak skrajne zachowania Beatrice.
- Przepraszam cię Jupiter, ale... - Rzuciła cicho. - Przestańcie traktować mnie, jak najgorsze zło świata. Po prostu... Ignorujcie, omijajcie na korytarzach. Tak, jakbym nie istniała, okej? Jak chcesz, to wyżyj się teraz. - Wysiliła się na jeszcze jedno spojrzenie w oczy Gryffona. Pełne żalu i zwątpienia.-  A jeśli nie, to... idź już. - Skinęła ruchem głowy gdzieś w lewą stronę, jakby chcąc pokazać mu drogę powrotną. Podkuliła nogi i ukryła twarz w dłoniach, przeklinając siebie samą za to, że zatrzymała go, że krzyczała i że wyglądała teraz tak bardzo żałośnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 23
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 245
Dodatkowo : jestę planetę
  Liczba postów : 182
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9518-jupiter-leighton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9520-i-like-it-loud
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9519-don-t-stop-the-music
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9521-jupiter-leighton




Gracz






PisanieTemat: Re: Punkt widokowy   Sob Wrz 13 2014, 17:05

Nie spodziewał się takiej reakcji. Sądził, że będzie go wyzywać, że będzie agresywna. Tymczasem jej chyba było przykro. Nie mniej, nie wierzył jej. Była świetną aktorką, szczególnie pod wpływem narkotyków. Wiele razy był uczestnikiem takich akcji, że aż nie wiedział, co jest prawdą a co fikcją. Gubił się w jej emocjach, kiedy była na głodzie, kiedy była pod wpływem, kiedy chciała zdobyć kolejną działkę. Nie potrafił się odnaleźć w tym świecie pozorów, który mu serwowała. Dlatego teraz trzymał się od niej z daleka. Trzymał na dystans, by tym razem nie popełnić ponownie tego samego błędu. Błędu, który może go kosztować kolejne rany, ból i rozgoryczenie. A chciał z tym skończyć, przestać chować urazy i żyć normalnie. Najlepiej z dala od Beatrice i jej manipulacji. Gdyby nie to, że była mugolaczką, z pewnością byłaby wzrorową ślizgonką. I nad tym najbardziej ubolewał.
I nad tym, że oddał jej swoje serce, a ona je zmiażdżyła, przeżuła i wypluła.
Dopiero potem zaczął ją rozpoznawać. Jej złość, jej żal. Tak, taka była naprawdę, tym się właśnie karmił za każdym razem, gdy przyszło mu o niej pomyśleć. Na szczęście z czasem przychodziło mu to coraz rzadziej, lecz niestety chyba teraz znów czeka go intensywne przerzucanie wspomnień z jej udziałem w roli głównej. Tak bardzo tego nie chciał.
Tak bardzo się jej brzydził. I samego siebie też.
- Tak, właśnie tak. Jesteś egoistką. Zawsze nią byłaś, nawet, kiedy jakimś cudem zdarzyło ci się być trzeźwą - mówił głośno, ale wciąż nie krzyczał. - Nie możesz znieść, że stanąłem wreszcie na nogi i chcesz mi zabrać resztki tego, co mi zostało, prawda? Czy chcesz sobie z nią ćpać, żeby nie było ci smutno samej? Wiesz, to, że ty chcesz się stoczyć na dno, nie oznacza, że musisz pociągać innych za sobą - no, tu już był zdecydowanie mniej przyjemny. Ale gryfoni już tak mają, próbują walczyć o wszystkich, nawet, jeśli nie ma to większego sensu, a ich lęki niekoniecznie są uzasadnione.
- Więc odpierdol się od niej, od mojej rodziny i w ogóle najlepiej od ludzi. Bo wszyscy skończą w rynsztoku jak ty. Bo nie uwierzę, że już nie bierzesz. Teraz masz tylko innego frajera, który ci to sponsoruje, prawda? - ostatnie zdanie niemalże wysyczał. Cóż, czuł, że emocje go rozsadzają od środka i musiał dać im ujście. Biedna krukonka, która się napatoczyła i jeszcze odważyła odezwać.
- Tak, jasne. I uzależniacie ludzi od siebie, bo sami jesteście uzależnieni. I niszczycie wszystko i wszystkich. Nawet piękne uczucia. Ale nie, ty wolałaś rozkładać nogi przed jakimś kolesiem, bo miał hajs, prawda? Nazwałbym to zachowanie, ale sobie daruję - dodał, mając oczywiście na myśli najstarszy zawód świata. - Nie, nie ma tak łatwo, Darrell. To ty po prostu zniknij, wtedy będziesz mieć święty spokój. Dopóki tego nie zrobisz to na to nie licz - zakończył, chłodno jak na siebie. A potem odwrócił się i rzeczywiście odszedł. Nie zamierzał z nią już dłużej dyskutować, nie zamierzał dać się nabrać na jej sztuczki.
Była zerem.
Była wszystkim.

z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 21
Skąd : Lille, Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 21
  Liczba postów : 14
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9045-serafina-melody-di-amorthe#253150
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9927-sowka-serafiny
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9047-serafina-di-amorthe#253165




Gracz






PisanieTemat: Re: Punkt widokowy   Pią Lis 21 2014, 20:39

Jakim cudem zapędziła się tak daleko? Serafina zmarszczyła nos, rozglądając się dookoła i z rezygnacją stwierdzając, że jej planowany bardzo krótki spacer wzdłuż Błoni znacznie wymknął się spod kontroli. Mimo kilku lat spędzonych w Hogwarcie jej orientacja w terenie pozostawiała wiele do życzenia, ale żeby nie zauważyć, że prawie wlazła na jakiś spróchniały most. Nie dało się tego wytłumaczyć inaczej, niż zwykłym rozkojarzeniem. Dziewczyna pokręciła głową z politowaniem, karcąc się w duchu. Nic dziwnego, że wszyscy dookoła, rodzice w szczególności, traktowali ją jak nieporadne dziecko - jak się nie potrafi wyjść samotnie na kilka chwil z zamku i się nie zgubić... Żałosne, po prostu żałosne. Koniec końców weszła na most, omijając coraz to bardziej spróchniałe deski, zatrzymała się dokładnie na jego środku, opierając się rękami o balustradę. Smukłe palce zacisnęły się na zimnym drewnie, a ona przyglądała się krajobrazowi rozciągającym się tuż przed jej nosem z umiarkowanym zainteresowaniem, kompletnie pogrążona we własnych myślach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 24
Skąd : Londyn/Hogsmeade
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 4902
  Liczba postów : 4483
http://www.czarodzieje.org/t58-bell-rodwick
http://www.czarodzieje.org/t649-bellcia
http://www.czarodzieje.org/t243-bell-rodwick
http://www.czarodzieje.org/t7785-bell-rodwick#216614




Administrator






PisanieTemat: Re: Punkt widokowy   Sob Lis 22 2014, 17:16

Mgła na błoniach nie była aż tak biała i nieprzezroczysta jak ta nad jeziorem, dzięki czemu z mostu można było zobaczyć chociaż trochę rozciągających się widoków. Bell wcisnęła ręce do kieszeni różowej kurtki, która mocno kontrastowała z jej pomarańczowymi włosami. Ubrana była zupełnie jak mugol, już od trzech lat ubierała się w ten sposób, kiedy tylko nie musiała zakładać mundurku szkolnego.
Idąc starym mostem, jej kroki było słychać, bo drewniana posadzka dosyć okropnie skrzypiała. Nie było tutaj szansy być dyskretnym i niczym super-detektyw, skradać się niezauważenie.
Zobaczyła, że na punkcie widokowym stoi białowłosa dziewczyna. Natychmiast pomyślała o Amelii, która dopiero co skończyła Hogwart i teraz uczyła Eliksirów jak praktykantka. Dawno jej nie widziała. Nie pomyślała, że osoba, którą widziała może być kimś innym.
- Amelia! - zakrzyknęła Bell, psując prawie-ciszę, urozmaicana skrzypieniem mostu. - Gdzie ty się podziewałaś ostatnio? - powiedziała do nadal odwróconej tyłem do niej głowy dziewczyny.

______________________


ocal swoje marzenia

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 21
Skąd : Lille, Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 21
  Liczba postów : 14
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9045-serafina-melody-di-amorthe#253150
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9927-sowka-serafiny
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9047-serafina-di-amorthe#253165




Gracz






PisanieTemat: Re: Punkt widokowy   Sob Lis 22 2014, 17:58

Dziewczyna aż podskoczyła w miejscu, wyrwana brutalnie z zamyślenia. Obróciła się gwałtownie w kierunku głosu, instynktownie napinając mięśnie i przygotowując się do ewentualnej ucieczki, po raz kolejny przeklinając swoją orientację w terenie lub jej brak... Teraz pewnie jej szukają, och co to będzie, co to będzie. Była PRZEKONANA, że nikt nie idzie, a gdyby szedł to zapewne Serafina, udając, że idzie w konkretnym, znanym sobie kierunku zwiałaby nie wiedząc nawet gdzie. Od kilku tygodni starała się, żeby nie zwracać na siebie uwagi. I udawało jej się to doskonale. Przemykała z jednego miejsca w drugie, jako pierwsza wychodziła z zajęć. Tak więc była naprawdę zaskoczona, gdy niedaleko od siebie zauważyła inną, starszą zapewne dziewczynę. O tej porze nie powinno tu nikogo być. Błękitne oczy rozszerzyły się nieco, gdy do jej mózgu zawalonego strasznymi w jej mniemaniu myślami dotarły słowa nieznajomej. Amelia? Jaka znów Amelia? Zachłysnęła się lekko powietrzem i cofnęła o pół kroku, zaciskając mocniej palce na barierce.
- N-n-n-nie... - paznokcie wbijały się w drewno, a ona zadrżała, biorąc głęboki oddech. Oddychaj Serafino, oddychaj, przecież cię nie zje, mamrotał cichutki głosik gdzieś z tyłu jej mózgu.
- Nie jestem Amelia. - wykrztusiła wreszcie, prawie przygryzając sobie język. Drugą ręką zaczęła szarpać skrawek swetra, drugą za to luzując uchwyt, czując podświadomie, że jeśli tego nie zrobi, to zaraz oderwie kawałek spróchniałej balustrady.


Ostatnio zmieniony przez Serafina Di'Amorthe dnia Sob Lis 22 2014, 19:35, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 24
Skąd : Londyn/Hogsmeade
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 4902
  Liczba postów : 4483
http://www.czarodzieje.org/t58-bell-rodwick
http://www.czarodzieje.org/t649-bellcia
http://www.czarodzieje.org/t243-bell-rodwick
http://www.czarodzieje.org/t7785-bell-rodwick#216614




Administrator






PisanieTemat: Re: Punkt widokowy   Sob Lis 22 2014, 18:58

W momencie kiedy dziewczyna gwałtownie się poruszyła, wiedziała już, że to na pewno nie jest Amelia. Niepodobne do niej było takie zachowanie. Jeszcze parę korków i znalazła się na tyle blisko, że wyraźnie widziała, że dziewczyna owszem, miała tak samo białe włosy jak Amelia, ale na pewno nią nie była. Kojarzyła ją za to jako jedną z młodszych krukonek. Uśmiechnęła się delikatnie, widząc, że tamta wydaje się zdenerwowana. Zupełnie nie miała pojęcia dlaczego.
- O rety, pomyliłam cię... - Zaśmiała się krótko, przystając tuż obok, przy barierce. Wychyliła się odrobinę, zerkając w dół. - Jesteś do niej bardzo podobna. Nieczęsto widzę taki kolor włosów i kojarzy mi się on głownie z Amelią. Może kojarzysz, uczy Eliksirów...
Nie była pewna czy krukona zaraz nie ucieknie. Albo może czy Bell nie powinna sobie pójść. Spuściła wzrok na jej ręce, które bez przerwy coś majstrowały, ale po chwili spojrzała znowu na twarz, bo uświadomiła sobie, że to może tylko jeszcze bardziej ją przeszyć.
- Hmm, to kto jesteś? - Uśmiechnęła się jeszcze raz.

______________________


ocal swoje marzenia

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 21
Skąd : Lille, Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 21
  Liczba postów : 14
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9045-serafina-melody-di-amorthe#253150
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9927-sowka-serafiny
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9047-serafina-di-amorthe#253165




Gracz






PisanieTemat: Re: Punkt widokowy   Sob Lis 22 2014, 19:52

Odetchnęła głęboko, wypuszczając powietrze przez nos. Przesunęła ręką po barierce, rozluźniając się nieco, szybkim ruchem założyła kosmyk białych włosów za ucho. Nie wiedzieć czemu, odwróciła głowę i spojrzała na jezioro oraz lekką mgiełkę osiadłą nad widocznym skrawkiem Zakazanego Lasu. Przez dłużą chwilę tak trwała, jakby chciała doszukać się w rozciągającym się przed nią widoku czegoś konkretnego.
- Nie się nie stało. - wyszeptała cichutko, nieśmiało odwracając głowę i przez krótką chwile spoglądając na studentkę swymi błękitnymi oczami. Jednak po paru sekundach wlepiła spojrzenie w jedną z odstających desek, jakby nagle znalazła w niej jakieś ukryte piękno. Oczywiście nic tam nie znalazła, gdzieś przecież musiała podziać swój wzrok, prawda?
- Serafina. - powiedziała, nieco głośniej i (o dziwo) bez zająknięcia. Delikatnie założyła ręce na piersi i masując ramiona, oparła się lekko o barierkę, jednak nie przerzucając na nią całego ciężaru ciała w obawie, że ta się pod nią po prostu załamie, co było dość możliwe, widząc jej opłakany stał i ogółem stan całego mostu. Że też nauczyciele nie pomyśleli o jego gruntownym odnowieniu... Jednak Serafina nie miała zamiaru iść do nich z tą propozycją, co to, to nie. Przesiadywanie w cieniu, z boku - zajęcie, do którego białowłosa została wprost stworzona.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 24
Skąd : Londyn/Hogsmeade
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 4902
  Liczba postów : 4483
http://www.czarodzieje.org/t58-bell-rodwick
http://www.czarodzieje.org/t649-bellcia
http://www.czarodzieje.org/t243-bell-rodwick
http://www.czarodzieje.org/t7785-bell-rodwick#216614




Administrator






PisanieTemat: Re: Punkt widokowy   Pon Lis 24 2014, 02:03

Obserwowała krukonkę kątem oka, nie patrząc na nią wprost, bo czuła, że już sama obecność ją peszy. To śmieszne. Narzucała się, jak to ona, kiedy akurat miała grymas "uszczęśliwię kogoś i będę mu towarzyszyć". Uśmiechnęła się pod nosem.
- A ja jestem Bell. Jak to się stało, że jeszcze się nie poznałyśmy! Jestem pewna, że jestes krukonką, mam rację? Bo wiesz, niby jestem prefektem, ale czasem nie ogarniam tych wszystkich ludzi.... - Spojrzała na Serafinę i uśmiechnęła się do niej szeroko. Ale śmieszne imię, pomyślała, ale nie powiedziała tego na głos.
- Masakra, z tym mostem, nie? - zagadała, tak jakoś zgadując o czym dziewczyna myślała. To na pewno jej wybitne zdolności wróżbiarskie! - Tylko go połamać i zrobić zapałki... Gdyby nie ta cała magia już dawno by się zapadł... ale z magia to nic nie wiadomo. Może akurat odechce jej się działać i zlecimy razem z mostem! - Na chwilę skończyła wywód i dosyć mocno klepnęła drewnianą poręcz, ale O DZIWO, most się nie rozleciał. No, to może jednak aż tak źle z nim nie było.

______________________


ocal swoje marzenia

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 21
Skąd : Lille, Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 21
  Liczba postów : 14
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9045-serafina-melody-di-amorthe#253150
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9927-sowka-serafiny
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9047-serafina-di-amorthe#253165




Gracz






PisanieTemat: Re: Punkt widokowy   Wto Gru 09 2014, 18:07

//przepraszamprzepraszamprzepraszam D: Ostatnio nie miałam siły odpisywać, ale jakoś się zmobilizowałam, ale nie wiem, jak długo to potrwa

- Owszem. - odparła i delikatnie wzruszyła ramionami, jakby to nic nie znaczyło. Nie przykładała większej wagi do tego, że należała do Krukonów, których większości i tak nie znała. Przez Pokój Wspólny przechodziła cichaczem, prawie że przylepiona do ścian i na pewno nie dałaby rady go opisać, gdyby ktoś ją o to poprosił.
- Owszem. - stwierdziła ponownie, zerkając kątem oka na most i przez przypadek następując na spróchniałą deskę, gdy chciała się cofnąć od barierki. Klepka zaskrzypiała głośno i pękła, a noga Serafiny zniknęła w dziurze. Białowłosa pisnęła przerażona i czym prędzej wyszarpnęła nogę z otworu, jakby obawiając się, że reszta konstrukcji pójdzie w ślady pechowej deski.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 20
Skąd : Liverpool, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 51
  Liczba postów : 40
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11737-skyler-jasmine-coleman
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11738-spokojnie-ja-na-prawde-nie-gryze#314241
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11739-listy-skyler#314242




Gracz






PisanieTemat: Re: Punkt widokowy   Wto Lis 03 2015, 20:14

Tego popołudnia nie miałam lepszego zajęcia więc postanowiłam wyjść na zewnątrz. Założyłam zimową kurtkę, bo było już dosyć chłodno i postanowiła, że pójdę na punkt widokowy. No bo co miałam robić? Siedzieć w dormitorium? Siedzieć w bibliotece? Nie, to nie dla mnie. Szłam korytarzami gwiżdżąc pod nosem. Miałam dzisiaj bardzo dobry humor, byłam nawet skłonna do tego, żeby z kimś pogadać. Poza moim podgwizdywaniem było idealnie cicho. Moje adidasy nie stukały o kamienną podłogę. Przestałam na chwilę gwizdać, żeby wsłuchać się w tą piękną ciszę. Z początku sama nie wiedziałam gdzie się kieruję. Gdy znalazłam się na moście, stwierdziłam, że skoro już tu jestem, to pójdę na punkt widokowy. Jak pomyślałam, tak zrobiłam. Kilka chwil później stałam już oparta łokciami o balustradę, wpatrując się w krajobraz Hogwartu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VI
Wiek : 19
Skąd : Llanfairpwllgwyngyllgogery- chwyrndrobwllllantysiliogogogoch, Walia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 46
  Liczba postów : 45
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11704-cadan-muir
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11705-krol-walii-poszukuje-poddanych?nid=2#313021
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11707-sowa-krola-walii
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11706-cadan-muir#313022




Gracz






PisanieTemat: Re: Punkt widokowy   Sro Lis 04 2015, 15:18

Punkt widokowy to miejsce gdzie Cadan często przebywał. A czemu? zapytacie. A no więc nasz nałogowy palacz musi gdzieś oddać się swojej rozrywce. A dla niego każde miejsce z dala od nauczycieli jest dobre. A jeśli któryś z uczniów będzie chciał go wydać, hm no cóż. Taki biedny uczeń będzie miał przechlapane. Będzie bał się chodzić po korytarzach, bo za każdym rogiem może czaić się Walijczyk który chce się zemścić.
Chłopak nie był jakoś ciepło ubrany. Miał tylko jeansową kurtką nałożoną na krótki rękawek. Miał czapkę, więc nie było mu zimno. Mógłby spaść kilogram śniegu on i tak byłby w czapce.
Cadan zauważył w okolicy tylko jedną osobę. Po krótkim obmyśleniu stwierdził że jest to znajoma ślizgonka. Podszedł bliżej, by się upewnić. I miał rację.
Stanął koło dziewczyny, oparł się łokciami o balustradę i wyjął papierosa. Nic nie mówiąc odpalił go, zapalniczką. Muir wolał tradycyjne metody. Może dlatego że lubił ogień, a zabawa zapalniczką dawała mu więcej frajdy niż odpalenie szluga różdżką. -Co tam?- Zagadał wypuszczając dym. Przez chwile zastanowił sie czy nie jest zbyt samolubny. -Chcesz?- Zapytał pokazując dziewczynie papierosa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 20
Skąd : Liverpool, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 51
  Liczba postów : 40
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11737-skyler-jasmine-coleman
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11738-spokojnie-ja-na-prawde-nie-gryze#314241
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11739-listy-skyler#314242




Gracz






PisanieTemat: Re: Punkt widokowy   Czw Lis 05 2015, 22:23

Może i nie lubiłam szkoły, ale trzeba przyznać, że ładnie tu. Świeże powietrze, las, jezioro i inne takie. Lubiłam naturę, nawet bardzo. A jeszcze bardziej obrazy z naturą. Myślałam sobie tak spokojnie, aż się zorientowałam, że ktoś tu się pojawił. Spodziewając się jakiegoś Krukona albo coś, przewróciłam oczami i już miałam go spławić, ale moim oczom ukazał się Cadan. Uśmiechnęłam się więc, bo akurat on mi nie przeszkadzał.
- Wiesz, po staremu. Życie się toczy, starzeję się. A co u ciebie? - uniosłam pytająco brwi. Popatrzyłam na papierosa w jego dłoni. Gdy zaproponował mi jednego, pokręciłam przecząco głową. - Rzucam. - wyszczerzyłam się głupkowato. Dawno nie wygadywałam takich bzdur, przecież nie miałam zamiaru rzucać palenia. Jakoś po prostu nie miałam ochoty. Pociągnęłam nosem, wdychając papierosowy dym. Tyle mi dzisiaj wystarczyło.
- Może ty też powinieneś? - powiedziałam sarkastycznym tonem, ponieważ wiedziałam, iż żadne z nich tego nie zrobi. No ups, taka sytuacja. W końcu dlaczego mieliśmy sobie odmawiać tak drobnych przyjemności, jakimi były papierosy? Przecież nie ma znaczenia, czy umrzemy na raka płuc, czy na coś innego. Przynajmniej dla mnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VI
Wiek : 19
Skąd : Llanfairpwllgwyngyllgogery- chwyrndrobwllllantysiliogogogoch, Walia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 46
  Liczba postów : 45
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11704-cadan-muir
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11705-krol-walii-poszukuje-poddanych?nid=2#313021
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11707-sowa-krola-walii
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11706-cadan-muir#313022




Gracz






PisanieTemat: Re: Punkt widokowy   Pią Lis 06 2015, 16:52

A no trzeba przyznać że szkoła szkołą, ale widoczki ładne. Cadan lubi szkołę, pod tym względem że jest czarodziejem i wie że musi się tego wszystkiego uczyć. Musi mieć większą wiedzę niż byle jaki mugol. Co prawda kilku lekcji by się pozbył, albo nie, wróć. Kilku nauczycieli by się pozbył. -Coraz bardziej wkurzają mnie ci przyjezdni. Myślą że mogą narzucać nam swoje zachodnie obyczaje. Bezczelność.- Zapytała w końcu jak leci. Ci przyjezdni to pchają tyłki gdzie się da, a jak ich się grzecznie poprosi by tego nie robili to znaczą krzyczeć ze brak tolerancji wśród anglików. To było smutne, przynajmniej dla Cadana. On na szczęście jest z Walii, a tam mało imigrantów. Może się pochwalić tym że w jego żyłach płynie czysta, walijska krew.
Ślizgon uśmiechnął się słysząc dziewczynę. -Ta, jasne. Ja też rzucam, to mój ostatni- Powiedział kończąc papierosa. Miał zamiar zabrać się za kolejnego, ale nie tak od razu. Muir lubi palić. Nie wie czemu to robi, po prostu to robi. Poza tym, na coś trzeba umrzeć.
Chłopak uważa że Skyler to jedna z niewielu kobiet która ma mózg i potrafi się nim posługiwać. A takich perełek jest ostatnio coraz mniej. Może mogłaby być nawet jego dziewczyną. Tylko oczywiście musiała by zasłużyć na ten zaszczyt. I musi umieć gotować. -Rzucę palenie, kiedy Walia wygra Euro.- Chodziło tu oczywiście o Mistrzostwa Europy w piłce nożnej. Do których Walia prawie nigdy się nie dostaje. Skyler mogła nie zrozumieć jako mugolskiego żargonu, ale wybaczy jej. Piłka nożna to jedyna rzecz, dzięki której nie myślał jeszcze o zagładzie mugolów. W końcu coś im się udało, prawda? Mogą być dobrzy jako siła robocza.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 20
Skąd : Liverpool, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 51
  Liczba postów : 40
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11737-skyler-jasmine-coleman
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11738-spokojnie-ja-na-prawde-nie-gryze#314241
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11739-listy-skyler#314242




Gracz






PisanieTemat: Re: Punkt widokowy   Sob Lis 07 2015, 12:51

- Taa. Chyba nie powinni przyjmować ich aż tylu. I tak mamy sporo ludzi w szkole, a dyrektor jeszcze daje im osobne piętra. - prychnęłam. Chociaż musiałam przyznać, że były też plusy. Przez całą tą aferę z pożarem w Wielkiej Sali uważniej przyglądali się tym typom z Salem, więc hogwartczycy mieli trochę więcej swobody. Podejrzewałam również, że dzięki któremuś z tych amerykańskich kretynów znalazłam ten czarnomagiczny zegarek. Przez chwilę myślałam, czyby nie pokazać go Cadanowi, ale stwierdziłam, że na razie sama muszę się dowiedzieć o nim czegoś więcej.
- Na Merlina, Cadan. W wieku 30 lat nie będziemy umieli wejść po schodach, bo nasze płuca nie będą dawać rady. - zaśmiałam się. W sumie chyba miałam trochę racji, bo jeśli dalej tak pójdzie... Ale w końcu raz się żyje, jak stuknie mi trzydziestka, to się będę przejmować. Wspomniał coś o jakimś Euro i o Walii. Domyśliłam się oczywiście, że chodzi o piłkę nożną. W prawdzie nie miałam pojęcia, co to jest Euro, ale on sporo mówił o tej grze. Może nie znałam zbyt dobrze zasad, ale kiedyś mamuśka przyniosła mugolską gazetę sportową do domu i wtedy się dowiedziałam, czy w ogóle jest piłka nożna. Chyba to musi być jakaś spoko gra, bo Cadan raczej nie lubi mugoli i ich rozrywek.
- Spoko, w takim razie ja rzucę, jak dostanę wybitny z numerologii. - przewróciłam oczami, bo to chyba było nierealne. W sumie nie byłam pewna jakie Walia ma szansy w tym całym Euro, ale podejrzewałam, że nikłe, bo Cadan chyba nie ma zamiaru rzucać.
- A tak wracając do tych amerykańców. Tobie też wydaje się, że mogli przywieźć jakieś "zabawki" ze swojego płonącego Salem? - zapytałam, robiąc palcami cudzysłów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VI
Wiek : 19
Skąd : Llanfairpwllgwyngyllgogery- chwyrndrobwllllantysiliogogogoch, Walia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 46
  Liczba postów : 45
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11704-cadan-muir
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11705-krol-walii-poszukuje-poddanych?nid=2#313021
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11707-sowa-krola-walii
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11706-cadan-muir#313022




Gracz






PisanieTemat: Re: Punkt widokowy   Nie Lis 08 2015, 22:24

-Osobne piętra, potem będą osobne łazienki. Zanim się obejrzymy Hogwart będzie drugim Salem, a nas wszystkich wywalą i wsadzą do innej szkoły, żeby mieli cały Hogwart dla siebie. A tak w ogóle to czemu my? Niech do Dumstrangu się pchają, tam by im od razu po mordzie dali. Nasze społeczeństwo jest niestety zbyt tolerancyjne.- Takie miał zdanie na temat zasranych amerykańców. Przynajmniej on ich tak nazywał. Cadan wywalił ustnik od spalonego papierosa. Może i śmiecił, ale się tym nie przejmował. Ktoś to posprząta, ktoś komu za to płacą. Gdyby mu nie płacili może by się przejął. Ale tak, dzięki Cadanowi, ktoś ma pracę. Bo gdyby ludzie nie śmiecili, nie miałby kto sprzątać. A ludzie mówią że on nie troszczy się o innych.
-A potem już tylko rak i śmierć.- Powiedział po czym się zaśmiał. Jak to jest że nawet czarodzieje umierali na raka? Przecież to tylko choroba, na pewno można ją czymś zwalczyć. Jeśli oczywiście czarodzieje mają raka. Są chyba zbyt zajebiści, by na to chorować. Czyż nie? W sumie Cadan nigdy nie miał raka, i nie zna kogoś kto by miał, ale ponoć można mieć raka od palenia. Dobra, dosyć tych przemyśleń.
-Czyli nici z naszych planów, co?- No tak, oboje nie mają zamiar rzucać. Ślizgon uważa że mu przejdzie. Teraz jest młody i głupi.A jak dorośnie, to pewnie też będzie głupi, ale, już nie młody. On oczywiście nawet by nie pomyślał że jest głupi. Król Walii musi błyszczeć nieprzeciętną inteligencją.
-A no, zastanawiało mnie to. A co? Chcesz okraść jakiegoś amerykańca? Ja jestem za. Ale nie nazwałbym tego kradzieżą, tylko konfiskacją.- Cadan chętnie skonfiskował by coś ciekawego od jakiegoś salemczyka. Ale domyślił się że dziewczynie raczej nie o to chodzi. Więc jego słowa były bardziej formą żartu. Miał wrażenie że ona właśnie ma jakąś ich "zabawkę".
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 20
Skąd : Liverpool, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 51
  Liczba postów : 40
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11737-skyler-jasmine-coleman
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11738-spokojnie-ja-na-prawde-nie-gryze#314241
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11739-listy-skyler#314242




Gracz






PisanieTemat: Re: Punkt widokowy   Pon Lis 09 2015, 22:33

- Najpierw ten cały Projekt Sfinksa, teraz bawimy się w jakiś przytułek dla Salemczyków. Zdecydowanie jesteśmy zbyt tolerancyjni. - uśmiechnęłam się krzywo. Nie żebym jakoś specjalnie tępiła tych ludzi, no ale w końcu ile możemy ich tu zbierać? Fakt, nasza super szkoła jest całkiem duża. Chociaż w sumie co z tego? Mogliby im otworzyć jakieś tymczasowe szkoły czy coś takiego. Ale teoretycznie to całkiem możliwe, że na razie skorzystałam z ich przyjazdu. Z drugiej strony cała ta sytuacja z tym zegarkiem jedynie utwierdziła mnie w przekonaniu, że któreś z nich musi być nieźle pokopane. Kto normalny gubi jakiś podejrzany artefakt w zamku przepełnionym stróżami prawa, za których uważałam Krukonów. W sumie to nie tylko ich. Większość z Hogwartczyków to chodzący kodeks magicznego prawa. No ale cóż...
- Poprzedzona okropnymi zmarszczkami i zniszczoną cerą. - pokazałam swoje, póki co, bielutkie ząbki. Chyba to było logiczne, że nic takiego się nie stanie. Na takie rzeczy znajdzie się nawet rozwiązanie w aptece w Hogsmeade. A rak? No trochę to w sumie przykre było, wydawało mi się, że któryś z naszych cudownych profesorków w Hogu, gdyby się postarał, to by uwarzył jakiś eliksir na tą chorobę. Albo któraś z tych mądralek, co w skrzydle szpitalnym siedziały. Ale co ja mogę, nie? Przecież do kociołka ich nie zagonię.
- No chyba niestety tak. - powiedziałam bez żadnego smutku. Mi nie zależało na rzuceniu palenia. Jeszcze. Może kiedyś, jak faktycznie nie będę umiała wejść po schodach to się zastanowię ale z tego co mi wiadomo, będzie już za późno. Ups, takie życie. Tak właściwie, to kto by się tym teraz przejmował, hm?
- Tak, ja też bym to nazwała konfiskatą. - uśmiechnęłam się chytrze. - Przetrzymałabym to u siebie, bo kto wie, czy nie są tak samo szurnięci jak ich dyrcio i nie zechcieliby podpalić naszego pięknego Hogwartu. - zrobiłam ręką ruch, jakbym była jakąś cholerną pogodynką w jakichś cholernych mugolskich wiadomościach. Konfiskata? W sumie to po prostu zabrałam to cudeńko z korytarza, póki co nie miałam pojęcia, czy jest ono z Salem, to były tylko podejrzenia. Trochę mi ulżyło, że nie tylko ja podejrzewam naszych kochanych znajomków z Ameryki o posiadanie jakichś czarnomagicznych artefaktów. Uśmiechnęłam się do Cadana, bo tak. Na serio miałam dzisiaj dobry dzień.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VI
Wiek : 19
Skąd : Llanfairpwllgwyngyllgogery- chwyrndrobwllllantysiliogogogoch, Walia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 46
  Liczba postów : 45
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11704-cadan-muir
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11705-krol-walii-poszukuje-poddanych?nid=2#313021
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11707-sowa-krola-walii
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11706-cadan-muir#313022




Gracz






PisanieTemat: Re: Punkt widokowy   Sro Lis 11 2015, 17:39

Hogwart jest duży, ale trzeba przyznać że uczniów też jest dużo. Za nim ci Salemczycy nie przyjechali można było przejść spokojnie korytarzem. Co prawda pierwszaki trochę dawały w kość, ale dało się wytrzymać. A teraz, szkoła powiększyła się o parę set osób. I to nie małych pierwszaczków, ale nastolatków i studentów. Cadan czasami zastanawiał się, czy oni nie mają społeczności poniżej 16 roku życia. Pewnie rodzą się jako szesnastolatki. Szkoda mi ich matek. A może u nich to ojcowie rodzą. Amerykanie to dziwna rasa człeka.
-Już się nie mogę doczekać tej bolesnej śmierci.- Powiedział śmiejąc się. Tylko Cadan miał czelność śmiać się ze śmierci. Ale taki już był. Lubił robić to co inni uważają za złe.
-Ty, a może ci Salemczycy mają jakiś przycisk autodestrukcji. Wiesz, naciskasz go, a oni ulegają samozapłonowi. Na pewno ich dyrcio coś takiego im wczepia, żeby mógł ich kontrolować.- Może i Skyler nie miała nic do Salemczyków. Natomiast Cadan był naprawdę rasistowski, nie lubił ich innego akcentów i innych zwyczajów. Ani ich zahamowań do piromanii.
Cadan odwrócił się i oparł plecami o barierki. Nie wiedział jaki to artefakt mogliby przywieźć ze sobą Amerykanie. Może jakąś zapalniczkę śmierci, która po odpaleni zabiera dusze dziewic. Albo inny bajer.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 20
Skąd : Liverpool, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 51
  Liczba postów : 40
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11737-skyler-jasmine-coleman
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11738-spokojnie-ja-na-prawde-nie-gryze#314241
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11739-listy-skyler#314242




Gracz






PisanieTemat: Re: Punkt widokowy   Pią Lis 13 2015, 16:29

- Jasne, ja też. Lepsze to niż jakiś wypadek czy coś. - machnęłam ręką. Chyba tak było, nie? Przynajmniej ja bym tak wolała. Lepiej było umrzeć świadomie, co z tego, że z mojej własnej głupoty. A z resztą co to za różnica? Nikt nie przejmuje się jak umieramy, chyba, że jesteśmy kimś pokroju Merlina, o takich się opowiada i pisze książki. A ja, zwykła szara myszka w tym tłumie? No dobra, może nie taka szara i nie taka myszka, ale to nic nie zmienia.
- To wcale nie byłoby głupie z jego strony, mógłby przejąć cały Hogwart. Ewentualnie mógłby spalić cały Hogwart, ale po co by mu to niby miało być? A z resztą i tak musiał być niezłym idiotą, żeby dawać swoim bardzo odpowiedzialnym uczniom czarnomagiczne artefakty. - powiedziałam. I chwilę później pomyślałam o tym, co powiedziałam. Właśnie dałam jasno do zrozumienia, że nasi najlepsi koledzy z Ameryki dostali od swojego dyrcia artefakty. Ups, wpadka. Wzruszyłam ramionami, bo chyba Cadan na nikogo nie nakapuje, a przynajmniej nie na mnie. No sorry, typowa ze mnie Ślizgonka i w takich sytuacjach liczę się tylko ja. Ale ufałam Cadanowi... No, można tak powiedzieć. Jak już kogoś lubiłam, to na pewno nie jakichś lamusów, więc teraz uznałam, że nawet jeśli czegoś się domyśli, to nie stanie się nic wielkiego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Punkt widokowy   

Powrót do góry Go down
 

Punkt widokowy

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 28 z 31Idź do strony : Previous  1 ... 15 ... 27, 28, 29, 30, 31  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogwart
 :: 
Tereny przy zamku
 :: 
most wiszący
-