Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Antykwariat

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Londynu
Rok Nauki : X
Wiek : 23
Skąd : Thurles, Irlandia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2879
Dodatkowo : pół-wil, szukający
  Liczba postów : 763
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9116-rience-hargreaves
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9127-rience-owe-relacje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9130-sowa-rienca
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9128-rience-hargreaves




Gracz






PisanieTemat: Antykwariat   Czw Sie 21 2014, 20:34


Antykwariat

Maleńki antykwariat zlokalizowany w Londynie. Wystawa jest bardzo zadbana, obstawiona dziesiątkami starych książek, a wnętrze mimo, że bardzo klaustrofobiczne jest czyste. Niespecjalnie dba się tutaj o alfabetyczne ułożenie tomów, ale od czego jest magia? Wystarczy, że właściciel machnie różdżką, a książka od razu przylatuje do jego dłoni, także nie ma problemu z ewentualnymi zaginięciami cennych tomiszczy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 24
Skąd : Seattle / Anglia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 103
  Liczba postów : 158
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8744-ruby-stone
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8757-rubinowe#247223
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8758-jedno-wielkie-cos-czyli-sowa-ruby#247227
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8759-ruby-stone#247235




Gracz






PisanieTemat: Re: Antykwariat   Nie Sie 24 2014, 12:42

Antykwariat... fajnie. Nowe-stare książki, które można śmiało zaadoptować. Późniejsze odwiedzanie nowych światów, w owych książkach. Niezmiernie miłe uczucie. Tylko spotkanie z Danielem... Antykwariat sam w sobie jest interesujący, ale list od tego chłopaka? Boże co go ciągnie do tej dziewczyny. Po tym spotkaniu w Indiach myślała, że odechciało mu się latania za Stone. Chyba się myliła. Najgorsze jest to, że ona nic na to nie poradzi. Ale złamać serca chłopakowi nie chciała, więc.. trzeba się pomęczyć. No i adoracja jest miła, sama w sobie. W końcu jaka kobieta nie chciałaby być adorowana? Wszystkim daje to uczucie bycia atrakcyjną, a wiadomo że to interesuje je najbardziej. Ruby była inna, ale i tak sprawiało jej to przyjemność.
Tak więc w wyznaczonym miejscu mieli się spotkać po południu, i choć brunetka siedziała w Londynie od rana, przyszła spóźniona parę minut. Kiedy zobaczyła Daniela podeszła i uśmiechnęła się promiennie. Albo książki, albo jego widok spowodował ten uśmiech. Obstawiam książki.
-Hej! Co tam u ciebie? Książki czy ja? -Zaśmiała się lekko. Pytanie było oczywiste, ona.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Dortmund, Niemcy
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 73
Dodatkowo : wężoustość
  Liczba postów : 471
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8883-daniel-schweizer#248760
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9974-hmm#278109
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8887-niemiecka-sowa-niemiecka-jakosc#248793
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8886-daniel-schweizer




Gracz






PisanieTemat: Re: Antykwariat   Sob Sie 30 2014, 03:16

Czemu ta kobieta wybrała miejsce najbardziej... takie złe dla Daniela. Przecież każdy kto by spojrzał mu w oczy wiedział, że nie był to typ człowieka, który regularnie czyta książki. Oczywiście jakieś czyta... czasem. Czy Dan serio jakoś się zakochał w Ruby? Może, albo nie, zazwyczaj po kilku tygodniach związki czy jakieś romanse nudzą mu się i znika on z świata innych ludzi.
Wchodząc do antykwariatu Schweizer rozejrzał się i podszedł do Stone. Ta już na wstępie się przywitała. Dan nie odpowiedział od razu był zbyt zamyślony myślą o tym pomieszczeniu.
- A, cześć. A u mnie wszystko, można powiedzieć dobrze. A co u ciebie Ruby? - Odkąd wrócili z Indii Daniel stał się trochę rozważniejszy, skromniejszy... ale naprawdę tylko trochę. Dlaczego teraz nie próbował poderwać dziewczynę jak zawsze to robił jakimś cytatem czy coś podobne? Może znudziło mu się już próbować nawiązać jak najbliższy kontakt.
- Fajne miejsce wybrałaś. Może kiedyś mnie po tym wszystkim oprowadzisz. Oprócz Indii dobrze minęły ci wakacje? - Spytał patrząc na Ruby. Nikogo w antykwariacie na razie nie było oprócz ich. To nawet lepiej nie chciał tutaj zbędnego tłoku w tym miejscu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 29736
  Liczba postów : 45061
http://www.czarodzieje.org/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Antykwariat   Nie Gru 17 2017, 16:02

Mroźna pogoda nie doskwierała @Erika L. Frisk, która siedziała w ciepłym, choć nieco ciasnym wnętrzu antykwariatu. Ludzie przewijali się w poszukiwaniu różnych ciekawych pozycji, a dziewczyna zajmowała się dawaniem im tego, co chcieli. Wszystko trwało w miarę spokojnie, aż do czasu, kiedy w antykwariacie zawitała czarodziejka w średnim wieku z dzieciakiem i... psidwakiem. Na nic zdały się słowa Evangeline, że nie za bardzo można tu wchodzić ze zwierzętami.

Rzuć kostką:
1,2 - Psidwak okazał się wielkim utrapieniem. Nie dość, że pracowniczka antykwariatu wpadła mu w oko, więc musiał ją obskoczyć (a łapy miał dość mocno umazane błotem...) to jeszcze złapał jedną z książek w zęby i zaczął ją szarpać. Kilka kartek się urwało, inne zostały mocno uszkodzone i obślinione, a czarodziejka za nic w świecie nie chciała dać pieniędzy za zniszczony egzemplarz. Wyszła prędko, a pokrycie kosztów 20g odbiło się na Erice (zaznacz to w temacie ze zmianami stanu konta).
3,4 - Kontrolowanie tej trójki nie było wielkim problemem. Psidwak zachowywał się przyzwoicie, dziecko nie rozrabiało, a kobieta rozmawiała z tobą z entuzjazmem. Ostatecznie klienci. wychodzą zadowoleni, a ty możesz odetchnąć z ulgą.
5,6 - To chyba był kiepski moment dla psidwaka... Wyraźnie rozdrażniony i niezadowolony opierał się ciągnącej go za smycz właścicielce. Próbujesz przecisnąć się między książkami, ale przypadkiem nastąpiłaś psu na ogon. Dziabnął cię w rękę, niemocno, ale z drobnej rany leci ci krew. Kobieta bardzo cię przeprasza, zostawia 10 galeonów, gdybyś chciała iść z tym do któregoś magomedyka i opuszcza antykwariat (wspomnij o ranie w następnym wątku).
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Skąd : Tartu, Estonia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 219
Dodatkowo : Wilkołak
  Liczba postów : 94
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13998-erika-laine-frisk
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14010-uwaga-zly-wilczek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14011-aike
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14009-erika-laine-frisk#370421




Gracz






PisanieTemat: Re: Antykwariat   Czw Gru 28 2017, 13:04

Praca w antykwariacie nie była szczytem jej marzeń, choć istotnie w mroźną, grudniową pogodę stanowiła ona swego rodzaju bezpieczną przystań. Spokojnie wydawała najczęściej staro wyglądające pozycje, nie musząc nawet wdawać się w specjalne dyskusje z klientami. Jeśli ktoś zawędrował do antykwariatu, zazwyczaj znał swój cel.
Naprawdę wierzyła, że będzie to kolejny dobry dzień, zbliżający ją do możliwości rzucenia pracy. Podawanie książek jej nie satysfakcjonowało, bo nawet nie było bliskie jej zainteresowaniom. Erika bez wątpienia nie była wymarzonym sprzedawcą, ponieważ zwyczajnie nie posiadała pewnej charyzmy i cierpliwości. Kiedy przyjmowała tę pracę, robiła to z myślą, że zwyczajnie chce gdzieś pracować. Gdziekolwiek. Byle tylko nie przyjmować ciągle pieniędzy od rodziców. Zazwyczaj samodzielność była warta tego zachodu...
Cóż, nie dzisiaj. Erika wiedziała, że będą kłopoty już od momentu, kiedy próg przekroczyła czarownica z dzieckiem i psidwakiem. Ślizgonka z trudem powstrzymała się od groźnego wyszczerzenia zębów i jadowitego wyproszenia klientki. Starała się to zrobić uprzejmie i po raz kolejny życie uświadomiło ją, że bycie miłym nie popłacało. Nim zdążyła cokolwiek zrobić, głupi, niewychowany psidwak (a do tego brudny! Czy ktoś miał jej potem zwracać za pranie? Nie) złapał w zęby jedną z książek. Frisk nie wiedziała czy najpierw zabić właścicielkę czy jej kundla. Wyrwane kartki zaczęły latać po pomieszczeniu, obślinione i pomięte. Prawdopodobnie nikt nie miał się nabrać, że to skutek namiętnego czytania książki.
- Hej, hej, hej. Musi pani zapłacić za zniszczenia. - Kobieta najwyraźniej była tak samo głupia jak jej psidwak (zwierzęta upodabniają się do właścicieli, czyż nie?), bo zamiast wziąć odpowiedzialność za swojego pupila i zapłacić za zniszczoną książkę, po prostu uciekła. Erika z furią trzasnęła okładką o blat stołu, tak że wszystko na nim się zatrzęsło. Wiedziała, że ona w ten sposób się nie wywinie. Zaczęła zbierać kartki, żeby sprawdzić, czy książkę da się jeszcze uratować, ale żaden znak na niebie na to nie wskazywał. Dobrze, że na jakiś czas ruch ustał - jedno szczęśliwe zrządzenie losu - i Erika mogła wyczyścić ubranie oraz podłogę ze smug błota. A kiedy do antykwariatu wszedł kolejny klient, zmierzyła go tak zimnym i pozbawionym zaufania spojrzeniem, że po tej wizycie prawdopodobnie szybko miał nie wrócić.
Merlinie, tylko czekała na możliwość zmiany pracy.

1
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 29736
  Liczba postów : 45061
http://www.czarodzieje.org/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Antykwariat   Sro Sty 24 2018, 21:25

Uprzedzenie do wilkołaków nie mijało z biegiem lat, szczególnie jeżeli chodziło o starszych czarodziejów, a takim właśnie był właściciel antykwariatu. Ze względu na potrzebę zgodził się zatrudnić @Mefistofeles E. A. Nox, jednak gdyby tylko mógł, nie zrobiłby tego. Nie był więc dziwny fakt, że za każde pechowe wydarzenie winą był obarczany student Hogwartu.
Mefistofeles siedział w klaustrofobicznym antykwariacie, nie mając kompletnie nic do roboty. Kiepska pogoda nie sprzyjała napływowi klienteli, więc prawdę mówiąc nic dziwnego, że Nox się nudził. Nie długo to jednak trwało. Do małego pomieszczenia wpadł zakapturzony mężczyzna, który zdawało się – nie miał zamiaru niczego kupować. Przeglądał jednak stare egzemplarze ksiąg jakby nigdy nic. Mefistofeles nie mógł wiedzieć, że to może być początek chaosu.

Rzuć kostką:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Wyspa Jura, Szkocja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 424
Dodatkowo : Wilkołak
  Liczba postów : 1641
http://www.czarodzieje.org/t15136-mefistofeles-e-a-nox#403342
http://www.czarodzieje.org/t15137-what-does-life-mean-to-me#403353
http://www.czarodzieje.org/t15139-kind#403356
http://www.czarodzieje.org/t15134-mefistofeles-e-a-nox




Moderator






PisanieTemat: Re: Antykwariat   Czw Sty 25 2018, 00:15

To wcale nie było wymarzone miejsce pracy dla Mefisto. Nie lubił tego typu klaustrofobicznych pomieszczeń, nie był wielkim fanem chętnie zanurzającym się w starych stronicach tajemniczych powieści, nie nadawał się za bardzo do pracy bezpośrednio z ludźmi. Przyszedł do tego antykwariatu tylko dlatego, że nigdzie indziej nikt go nie chciał - nazwisko Nox skutecznie odstraszało każdego "szanującego się" czarodzieja, który słyszał jakąś historyjkę o wielkich złych wilczkach. Ślizgon doskonale wiedział, jak bardzo desperacko potrzebuje pracy, a nagłe wyrzucenie z Magicznej Menażerii nie wróżyło dobrze. Musiał się starać, tak więc znosił humorki właściciela antykwariatu i harował, wcale nie dostając jakiejś wybitnie wysokiej pensji. Miał dziwne przeczucie, że wcale nie spędzi zbyt wiele czasu pomiędzy tymi tomiszczami, bo koniec końców szef z nim nie wytrzyma.
Musiał jednak przyznać, że jest tutaj spokojniej, niż w menażerii. O wiele łatwiej było przestać zwracać uwagę na tych klientów, którzy nie potrzebowali asysty; Mefisto należał do osób raczej czujnych, ale szybko przestał obserwować zakapturzonego osobnika, pochylonego nad książkami. Znudzony był w stanie zainteresować się nawet ptakiem dziobiącym w szybę... A jednak instynkt miał dobry, bo powrócił spojrzeniem do nieznajomego mężczyzny idealnie w porę, aby dostrzec jak pod jego płaszczem znika cenny egzemplarz.
- Pan sobie żartuje? - Parsknął z oburzeniem, wkładając w ten zwrot grzecznościowy tyle złości, ile tylko mógł. Zakapturzony mężczyzna pospiesznie wymknął się z antykwariatu, ale trafił na złego sprzedawcę. Mefisto zgrabnie przeskoczył ladę i pomknął za "klientem", doganiając go bez najmniejszego problemu. Odzyskał książkę, a skoro już znajdowali się poza sklepem, to Mefisto nie czuł się zobowiązany do zachowywanie jak dobry pracownik. Wrócił do placówki jak najszybciej, aby odłożyć powieść na jej miejsce, wrócić za ladę i potrzeć lekko zaczerwienione knykcie prawej dłoni, które dopiero co miały bliskie spotkanie z niedoszłym złodziejem.
Może nie będzie tak źle...


6, 6

/zt

______________________


Shadows fall over my heart,
I black out the moon, I wait for you to come around.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 29736
  Liczba postów : 45061
http://www.czarodzieje.org/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Antykwariat   Sro Paź 24 2018, 22:12

@Björn Drizzt @Caesar T. Fairwyn @Claude Faulkner

List. Tylko tyle otrzymaliście od Ministerstwa Magii. Ledwie wzmianka o skompletowaniu drużyny i adres. Gdzieś w Londynie, tyle z pewnością zrozumieliście od razu, ale czy którekolwiek z was miało w ogóle pojęcie, gdzie znajduje się poszukiwany antykwariat? I cóż mielibyście tam robić? Czy to właśnie było miejsce, w którym mieliście poszukiwać zaginionego artefaktu? Wszystko wydawało wam się zbyt proste. Gdyby Ministerstwo wiedziało aż tak wiele, nie baczyłoby na ostrożność. Aurorzy odzyskaliby artefakt samodzielnie, pomimo zapewnień jakie otrzymaliście wcześniej, gdy zgadzaliście się na udział w wyprawie.
Kiedy zbliżacie się do antykwariatu, natychmiast stwierdzacie, że drzwi są uchylone. Wchodząc do nagrzanego wnętrza pierwsze z was potyka się w progu o fiolkę z eliksirem. Może ją zabrać, bądź pozostawić. Z pewnością nie znalazła się tutaj przez przypadek. A może staruszek po prostu lubi pić z fikuśnych naczyń? Za zawalonym księgami biurkiem siedzi siwobrody starzec. Obraca w dłoniach różdżkę i nie odzywa się ani słowem, dopóki nie staniecie przed nim wszyscy troje.

Pora dnia, temperatura, warunki: Późne popołudnie, słońce zaczyna chylić się już ku zachodowi. Rwący wiatr przenika kości, nawet pomimo grubego płaszcza, a chociaż nie pada, nad Londynem wiszą ciężkie chmury. Na ulice wylęgły prawdziwe tłumy, ale nic w tym dziwnego. Mamy piątek, idealny dzień na załatwienie ostatnich sprawunków przed weekendowym odpoczynkiem.

Antykwariat: Miejsce waszej zbiórki. Macie chwilę, aby przywyknąć do swoich towarzyszy, nim będziecie musieli im zaufać. Przecież możliwość odetchnięcia ze świadomością, że ktoś kryje wam tyły będzie ogromnie ważna. A może wprost przeciwnie? Macie apetyt na sławę i galeony, więc nie zamierzacie sprzymierzać się z pozostałymi? Kim jest starzec? Czy to pracownik Ministerstwa czy zwykły sprzedawca? Spróbujecie pierwsi nawiązać z nim kontakt?

★ Określcie swoje stanowiska dotyczące towarzyszy w pierwszym poście.
★ Kilka przemyśleń dotyczących podejścia postaci do poszukiwań złodzieja.
★ Koniecznie opiszcie wszystko co macie przy sobie. Włącznie z ubiorem i bardzo proszę, aby ten punkt był aktualizowany na bieżąco w każdym waszym poście.
★ Każda wykonywana przez was akcja musi zostać podkreślona w poście.
★ Na razie nie musicie podejmować żadnej kluczowej akcji.

Na udzielenie odpowiedzi na post Mistrza Gry macie 3 dni (do końca dnia 27.10.). Następnie ja mam kolejne 3 dni, aby zareagować na wasze działania.

W razie przewidywanych opóźnień, kontaktujcie się z @Riley Fairwyn na PW (na Rileya bądź Cassiusa), pod numerem gg (7733547) lub w inny sposób.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 21
Skąd : Dolina Godryka, UK
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 696
  Liczba postów : 250
http://www.czarodzieje.org/t14590-caesar-t-fairwyn
http://www.czarodzieje.org/t14620-syn-edgara-szuka-przyjaciol
http://www.czarodzieje.org/t14621-cezarowe-sowki
http://www.czarodzieje.org/t14619-caesar-t-fairwyn#390077




Gracz






PisanieTemat: Re: Antykwariat   Czw Paź 25 2018, 19:17

Cezar nie był najodważniejszym człowiekiem chodzącym po ziemi. Zwyczajowo trzymał się na uboczu i nie ryzykował swego życia dla sławy czy pieniędzy. Tym razem nie miał jednak wyjścia, rzeczywistość okazała się brutalna i bez ostrzeżenia wgniotła go w ziemię — brzmiało to źle, ale razem ze śmiercią matki, stracił znaczące źródło życia. Nie chodziło nawet o pieniądze, ale motywację napędzającą Fairwyna do kolejnych działań. W tym wychodzenia do ludzi i co za tym szło znalezienia sobie jakiejś pracy. Co prawda rozważał posadę asystenta w Hogwartcie, ale nie chciał pracować z ojcem — to, że ten stał się jego jedynym wsparciem, chłopak uważał za wystarczająco poniżające.
Gdy dowiedział się o tej dobrze płatnej, krótkiej i jednorazowej wyprawie po jakiś tajemniczy, skradziony artefakt, zgłosił się od razu. Być może i nie był cudownym we władaniu różdżką, bo dużo bardziej wolał je tworzyć niż czarować, ale dobrze znał się na runach, co mogło okazać się kluczowym w czasie obchodzenia z magicznym przedmiotem.
Na wyprawę poszedł ubrany typowo jak na siebie, wygodnie, luźno, ale i niepozornie. Dwa razy wokół lewego nadgarstka owinął syreni naszyjnik, który miał nadzieje tamtego dnia użyć. Czarne spodnie, mugolskie adidasy i bluza oraz najzwyklejsza zielona kurtka, nie wskazywały na to, że w tym momencie pracuje dla ministerstwa. Pod skórą czuł, że trochę o to im chodziło, o zebranie trzech, wyjątkowo śmiałych i zuchwałych szaleńców, którzy przez to, że są nieznani i niewiele znaczą dla magicznego społeczeństwa, odwalą za nich najbrudniejszą z brudnych robót.
Różdżkę nieustannie trzymał w pogotowiu, od początku przygotowany na atak z każdej strony. Miał ze sobą również torbę, w której trzymał niewielki zestaw eliksirów leczniczych, który nabył tuż przed wyprawą (3 Wiggenowe, Szkiele Wzro i Morphus) oraz czarne, bawełniane rękawiczki, które miały chronić dłonie, ale i stare woluminy, które jak się domyślał, będzie musiał przerzucać w towarzystwie dwóch mężczyzn.
Te eliksiry mogły się wcale nie przydać, ale wolał nie ryzykować — zakłócenia magiczne napawały go wystarczającym strachem i nie chciał, by zwykłe złamanie zostało pogorszone tylko z powodu niedziałającej magii czy źle rzuconego zaklęcia. On sam zresztą totalnie nie znał się na leczeniu.
Na miejscu pojawił się punktualnie, wyzbyty wszelkich uprzedzeń, postanowił, że zaufa tylko i wyłącznie swej intuicji oraz wiedzy, jaką nabył uczęszczając przez ostatnie lata do Hogwartu. Swych towarzyszy co prawda nie znał zbyt dobrze, bo o ile profesora Bjorna kojarzył z kilku lekcji i szkolnych korytarzy, to drugiego, rudowłosego, widział pierwszy raz na oczy. Miał jednak nadzieje, że żaden z nich nie wbije mu noża w plecy albo nie porachuje kości gdy, chociaż na chwilę nie będzie przykładał uwagi do tego, co robią.
Na miejscu spotkali jakiegoś dziwnego dziadka, obracającego pomiędzy palcami różdżkę. Dzieło Fairwynów potrafił rozpoznać z daleka, nie po to resztą tutaj przyszedł. Uważnie obserwował czarodzieja, co mogło wyglądać dziwnie, ale nikomu oprócz tamtej dwójki nie ufał. Na chwilę rozejrzał się na około, szukając w pobliżu jakiś ciekawych przedmiotów, przesuwając nogę w bok, niechcący kopnął niewielką buteleczkę napełnioną całkowicie nieznanym dla niego płynem. Nie potrafił jednak powstrzymać swej ciekawości i starająć się zrobić to najbardziej naturalnie schylił się w dół, by udać, że musi zawiązać but i szybkim ruchem capnął butelkę, by schować ją do torby. Był pewny, że później dokładnie przestudiuje, czym dokładnie jest nieznana ciecz. Za chwilę wrócił do poprzedniej pozycji, zachowując całkowicie neutralny i normalny wyraz twarz. Cisza panująca pomiędzy ich czwórką wydawała się nienaturalna i nie wiedzieć czemu atmosfera stała się wyjątkowo ciężka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 31
Skąd : Kälarne, Szwecja
Galeony : 310
  Liczba postów : 71
http://www.czarodzieje.org/t14098-bjorn-drizzt
http://www.czarodzieje.org/t14120-lakare
http://www.czarodzieje.org/t14122-poczta-drizzta#373181
http://www.czarodzieje.org/t14121-bjorn-drizzt#373174




Gracz






PisanieTemat: Re: Antykwariat   Sob Paź 27 2018, 14:40

Zdecydowanie potrzebował odskoczni. Ciągła praca w szkole z dzieciakami okazała się o wiele trudniejsza niż się spodziewał. Pacjent w św. Mungu potrafił być roszczeniowy, gburowaty czy agresywny, ale było ich zdecydowanie mniej i nie trzeba było każdego z osobna pilnować by nie zrobił krzywdy sobie i innym np. wysadzając kociołek podczas samodzielnego ważenia eliksiru w pustej klasie. Wcześniejsze życie było prostsze, nawet lata spędzone w wojsku oprócz nerwicy przyniosły same plusy. Chorobę miał już praktycznie opanowaną, dla bezpieczeństwa zażył lekarstwa przed pojawieniem się na miejscu by nie odwalić sceny w ważnym momencie. Lokalizacja spotkania była niewinnie wyglądająca, przypominająca mu odprawy prowadzone w kawiarni. Dla ludzi postronnych zwykli cywile omawiający projekt przy kawie...bardzo za tym tęsknił.
Pod antykwariatem zjawił się ubrany w gruby, długi, czarny płaszcz, stare, czarne buty taktyczne, granatowe jeansy oraz czarny sweter. Pod nim znajdowała się kamizelka kevlarowa, oraz przylegająca do ciała koszulka termoaktywna. Wszystko to dawało doskonałą ochronę przed zimnem, czego może później pożałować jeśli będą przebywać długo w budynku. Różdżkę schował do kieszeni płaszcza, nie spodziewając się niebezpieczeństwa na tym etapie misji.
Jego kompanami okazali się dwaj mężczyźni. Dawny uczeń oraz syn współpracownika, Caesar T. Fairwyn. Czasami widział go na swoich lekcjach czy korytarzu, nie pamiętał by przyłapał go na czymś niecnym ani nie słyszał złych opinii o ślizgonie co pozwalało na pewien marginez zaufania. Sprawa zupełnie inaczej przedstawiała się w przypadku Claude Faulkner. Rudzieleca widział pierwszy raz, nic o nim nie wiedział co budziło w Bjornie niechęć. Zewnętrznie wobec obydwojga zachowywał się uprzejmie i przyjaźnie, ale w środku postanowił uważnie przyglądać się poczynaniom Claude'a.
W środku napotkali starca, właściciela sklepu, ich informatora lub dwa w jednym. Drizzt rzucił na przywitanie "dobry wieczór", następnie przystanął obok pobliskiego regału i zaczął się przyglądać zebranym tam księgom. Skoro stoją w ciszy to nie będzie się patrzył po ścianach jak kretyn. Może czekają jeszcze na kogoś? Zniknięcie przedmiotu Ministerstwo wzięło bardzo poważnie, co mogło oznaczać wyścig z czasem. Jakkolwiek to zabrzmi Bjornowi nie zależało na nagrodzie za złapanie złodzieja. Oczywiście sakwa galeonów zawsze się przyda, ale on podchodził do sprawy bardziej moralnie. Widział przestępce jako zagrożenie dla społeczeństwa które trzeba wyeliminować nie zważając na użyte środki. Akcje czarodziejów jego zdaniem były bardziej "czyste" niż pełne wybuchów, gazów łzawiących, granatów błyskowych itd. pole bitwy. Miał cichą nadzieję, że nie zostanie wyprowadzony ze swojego przeświadczenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 25
Skąd : Ipswich
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 582
  Liczba postów : 508
http://www.czarodzieje.org/t15209-claudius-faulkner
http://www.czarodzieje.org/t15231-claude-faulkner#406748
http://www.czarodzieje.org/t15222-claude-faulkner#406465
http://www.czarodzieje.org/t15208-claudius-faulkner




Moderator






PisanieTemat: Re: Antykwariat   Sob Paź 27 2018, 18:17

Oszalał, prawda?
Pamiętał, że poczuł niesamowicie wyraźne ukłucie gdzieś w środku na wieść o problemie w Ministerstwie - złodziej zdołał wkroczyć na teren budynku, zaplątać się w zakamarki, o których nie wiedziało wielu i dodatkowo wynieść z gmachu jakiś cenny artefakt, który miał być wkrótce poszukiwany. Claude, gdy tylko o tym usłyszał, czuł jednocześnie zmartwienie, że podobne zdarzenie miało miejsce tuż pod jego nosem w Ministerstwie, a do tego pewnego rodzaju pewność, że wyszkoleni pracownicy zajmą się szybko sprawą i złapią gagatka, najlepiej jeszcze z tajemniczym przedmiotem w ręce. Oj, jakże się mylił... Nie uwierzył najpierw, gdy dowiedział się o poszukiwaniu śmiałków na tę że misję. Czy był wystarczająco odważny? Nie wiedział, lecz wizja przysłużenia się po raz kolejny Ministerstwu i światowi czarodziejów była niebywale kusząca... Miał już wszak doświadczenie, czyż nie? Na wiosnę poszukiwał magicznego artefaktu na pustyni, w dodatku skutecznie, przywożąc do kraju prawdziwy fragment zniszczonego przedmiotu z Hogwartu - teraz miałoby mu się nie udać? Myślał nad tym intensywnie. Miał już więcej doświadczenia, lepiej czarował, do czego przyczyniły się całe miesiące pracy. Awansował na poważne stanowisko amnezjatora, potrafił rzucić Obliviate i wyczyścić ślady po magicznej katastrofie. Może powinien podjąć ryzyko?
Zgłosił się. Zrobił to. Serio oszalał! Czuł jednak satysfakcję z podjętej przez siebie decyzji. Miał wrażenie, jakby w końcu dojrzewał do dokonywania poważnych wyborów w życiu, nareszcie poczuł się nieco pewniej, przestał kwestionować swoje umiejętności - oczywiście tylko przez moment, bowiem gdy wybił dzień umówionego spotkania pod Antykwariatem w Londynie, wszystkie prawione sobie samemu przed lustrem komplementy zbladły w obliczu czyhającego na niego niebezpieczeństwa. Przezorność i wewnętrzna strachliwość kazała mu przygotować się jak najlepiej, a mimo tego krocząc wybrukowaną ulicą miał wrażenie, że był zupełnym amatorem. Ubrał się nieco bardziej mugolsko - brązowe spodnie z nieco szorstkiego, lecz nie sztruksowego materiału, przytrzymywane za pomocą skórzanego paska, w które wetknął dolny rąbek zwykłego, białego T-shirtu; na koszulkę włożył bawełniany sweter w ciężkim do zidentyfikowania kolorze, który roboczo nazwijmy brudnozielonym, o dziwo nieźle współgrającym z jego rudawą czupryną, zmierzwioną przez wiatr i nerwowo drżące palce; na wierzch zarzucił swoją ulubioną, czarną kurtkę z nieprzemakalnego materiału, z grubszymi ściągaczami przy końcu rękawów oraz wyższym kołnierzem, pozwalającym na ochronę szyi przed smagającymi, lodowatymi podmuchami; na nogach miał ciemnobrązowe buty w typie traperów, wygodne, ciasno związane, a sznurówki zostały wspomożone magią i zaczarowane zaklęciem przylepca, by nie fruwały wkoło i co gorsza nie rozwiązały się w nieodpowiednim momencie. Zapomniał szalika, czego żałował, próbując maksymalnie opatulić się tym, co miał. Warto jednak wspomnieć, że to nie były wszystkie ubrania, jakie ze sobą zabrał - w niedużej, przewieszonej przez tors torbie upchnął znalezioną kilka miesięcy temu pelerynę niewidkę. Uznał, że był to odpowiedni moment, by w końcu zrobić z niej użytek - takie przedmioty nie działały wiecznie i ich magiczne właściwości z czasem słabły, a jako że jeszcze była ona w stanie uczynić Faulknera niewidzialnym, zdecydował się ją zabrać. W lewej kieszeni jego spodni tkwił woreczek ze skóry wsiąkiewki, w którym miał kilka złotych monet o łącznym nominale 50 galeonów.
Aportował się nieopodal Antykwariatu z różdżką w dłoni (lewej), którą zaraz (różdżkę) wsunął wyżej w rękaw, a rękę wsadził w kieszeń. Przeszedł kilkadziesiąt metrów i skręcił, po czym dostrzegł stojących przed antykwariatem dwóch mężczyzn. Jeden z pewnością od niego starszy, drugi na pewno młodszy. Żadnego z nich nie znał, wobec czego w pierwszej chwili podał im obu rękę na przywitanie, przedstawiając się krótko. Jego pierwsze wrażenie było, szczerze mówiąc, nijakie - nie miał pojęcia, czego się spodziewać po tej dwójce, nie wiedział nic o ich karierach zawodowych, o usposobieniu, o motywacji w tej misji. Nie mieli też chyba ochoty na pogawędki i zacieśnianie więzi, bowiem zaraz wpakowali się do środka, a Claude poszedł za nimi.
Wnętrze było przytłaczająco klaustrofobiczne i Faulkner poczuł, jak na karku formuje mu się kropelka potu. Wokół rozległo się "dzień dobry" wypowiedziane przez starszego z towarzyszy rudzielca, lecz nie doczekało się ono odpowiedzi - milczący staruszek wciąż siedział przy ladzie, obracając między palcami różdżkę. Fakt, iż posiadał od wyciągniętą różdżkę sprawił, że Claude od razu poczuł się nieco mniej bezpiecznie. Bjorn postanowił pooglądać sobie książki, młody Caesar schylał się właśnie po coś. Claude nie wiedział, co ze sobą zrobić, a schowana w rękawie różdżka zaczynała go palić, przez co nieco przebierał palcami lewej dłoni skrytej w kieszeni. Prawą podniósł leżącą nieopodal książkę i przyglądał się okładce, ukradkiem rzucając spojrzenia w kierunku mężczyzn. Powinni podejść do staruszka i... Zapytać? Czy któryś z nich w ogóle otrzymał jakieś szersze instrukcje niż wyłącznie miejsce spotkania? Faulkner był zagubiony i już wiedział, że popełnili błąd nie robiąc między sobą narady przed wejściem do antykwariatu. Przynajmniej mieliby plan działania, a tak to...
- Nie uważasz, że ta różdżka na wierzchu nieco zagęszcza atmosferę? - rzucił półgębkiem do @Caesar T. Fairwyn, nieznacznie skinąwszy w kierunku starca zajętego polerowaniem swojego magicznego patyczka, po czym zorientował się, że młodzian również ściskał swoją różdżkę gdzieś tam na boku.
Co dalej?

______________________


What if I would love you till the end?
You would never be alone again


Ostatnio zmieniony przez Claude Faulkner dnia Czw Lis 01 2018, 22:09, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 29736
  Liczba postów : 45061
http://www.czarodzieje.org/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Antykwariat   Nie Paź 28 2018, 20:17

@Björn Drizzt @Caesar T. Fairwyn @Claude Faulkner

Podczas, gdy cała wasza trójka zaczynała stresować się wyciągniętą różdżką starca, ten jedynie wlepiał w was spojrzenie zmęczonych, niebieskich oczu. Czekał i czekał, aż wreszcie Cezar ukradnie mu już jego fiolkę, a Claude wygłosi swój komentarz. I właśnie wtedy, jakby poruszony faktem, że ktoś mógł uznać go za realne zagrożenie, wycelował tą różdżką przed siebie. Mogliście poczuć się zaniepokojeni, wszak właśnie tego teraz się spodziewaliście, prawda? A jednak do niczego nie doszło. Starzec jedynie zaczarował drzwi. Zatrzasnął je za wami, a ciche szczęknięcie zamka oznaczało ich definitywną blokadę. Do czasu zakończenia rozmowy (i narady). Wszystko po to, aby nie można było was podsłuchać. Nie uśmiechał się do was. Jego starcze plecy uginały się już pod ciężarem lat i jego nastrój zdawał się być niezwykle zależny od samopoczucia, gdyż na jego twarzy pojawiły się pierwsze oznaki bólu i znużenia waszą nieufnością. Mimo tego, nie zdawał się być niesympatyczny, a jedynie nieludzko wyczerpany.
- Panowie, spocznijcie, proszę - zaczął, machając uspokajająco dłonią, jakby dopiero teraz pomyślał, że jego czary mogły wywołać u przybyszy gwałtowne reakcje. Popatrzył po zebranych krótko, lecz wzrokiem niezwykle wnikliwym. To co w nich dostrzegł musiało mu się spodobać. W kącikach jego oczu pojawiły się zmarszczki, gdy nareszcie lekko rozciągnął usta w niewymuszonym uśmiechu. Przyjaznym, aby jeszcze silniej zaznaczyć swoje stanowisko. Nie jestem waszym wrogiem - starał się bezgłośnie mówić. Wierzycie w to?
I nagle znów machnął ręką. Tuż za jego plecami zaszeleściły papiery, skrzypnęły zawiasy. Regał odsunął się z piskiem, ukazując niewinne przejście - zakurzony tunel, o którym z pewnością nie mieliście pojęcia. Jednak nie pozwolono wam nim podążyć, jeszcze nie.
- Mam nadzieję, że któryś z was ma głowę na karku i zapamięta dobrze moje słowa, chociaż zabrzmią one jak starcza paplanina. Wszyscy wiemy po co tutaj przyszliście. Jesteście odważni bądź po prostu głupi. Żądni przygód lub pieniędzy, a może zwyczajnie altruistyczni lub uzależnieni od wspierania swoich, gdyż wydaje mi się, że widzę tutaj nawet pracownika samego Ministerstwa Magii. - Przenikliwe spojrzenie niebieskich oczu zatrzymało się na Claudzie. - Nie dajcie się zwieść ich obietnicom łatwego zarobku. Facet wdarł się w sam środek TEGO miejsca i od tak zwinął to, co nie należało do niego. Nie mam pojęcia co to było, ale było okrągłe i wyglądało jak mapa. Nie powiedzieli mi więcej, chociaż miałem was wyprawić dalej. To tylko potwierdza moje przypuszczenia. To cudo jest dla nich niezwykle ważne i nie chcą, abyście poznali jego rzeczywistą wartość. - Nareszcie porzucił różdżkę, odkładając ją przed siebie, pomiędzy zakurzone księgi. Skupił spojrzenie na jednej z nich, starając się sięgnąć pamięcią wstecz. - Człowiek który to zrobił, miał na głowie kaptur. Nie można więc jednoznacznie stwierdzić jak wyglądał. Świadkowie pamiętają jedynie srebrną spinkę, która spinał swój płaszcz. Miała kształt takiego małego owada... cholibka, zapomniałem jak on się nazywał. Wyglądała jak pamiątka rodowa, nieco już zużyta. Nie był wysoki, miał około 170 centymetrów wzrostu. Najciekawsze jest jednak to, że udało im się ustalić miejsce jego przebywania. Aurorzy twierdzą, że wieczorami przebywa w Pubie Pod Czarnym Kotem, ale spędza także sporo czasu w okolicach sklepu Noggin And Bonce. Nie wiedzą czego tam szuka. Być może stara się pozbyć ciążącego mu teraz, najbardziej poszukiwanego przedmiotu w całej Wielkiej Brytanii. - Zrobił przerwę na wdech, ale zamiast sobie ulżyć jedynie okropnie się rozkaszlał. Przez kilka sekund nie mógł wydusić z siebie słowa. - Zacznijcie szukać... w jednym z tych miejsc... tunel... - wskazał go dłonią, gdyż oddech wciąż zdawał się stawać mu w gardle. - Prowadzi... do piwnicy... Noggina. Wybór jest wasz. - I zamilkł, starając się opanować postępujące na twarzy sinienie.

Jest was troje, więc wybór miejsca poszukiwań musicie poddać pod demokratyczne głosowanie. Bądź wprost przeciwnie - możecie się rozdzielić i sprawdzić oba z nich. Wymieniacie dowolną liczbę wiadomości, aż ustalicie co robicie dalej. Gdy tak się stanie, zaznaczcie to wyraźnie w ostatnim z waszych postów, a poprowadzę was dalej (oznaczcie mnie, wtedy pewnie szybciej zareaguje!).
Piszecie w takiej samej kolejności, w jakiej rozpoczęliście w antykwariacie. Każde z was ma 48h na ustosunkowanie się do wiadomości poprzednika.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 21
Skąd : Dolina Godryka, UK
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 696
  Liczba postów : 250
http://www.czarodzieje.org/t14590-caesar-t-fairwyn
http://www.czarodzieje.org/t14620-syn-edgara-szuka-przyjaciol
http://www.czarodzieje.org/t14621-cezarowe-sowki
http://www.czarodzieje.org/t14619-caesar-t-fairwyn#390077




Gracz






PisanieTemat: Re: Antykwariat   Wto Paź 30 2018, 21:22

Cezar nie potrafił wyobrazić sobie sytuacji w czasie której nie posiadałby różdżki w dłoni. Nie lubił fancy ochraniaczy mających ułatwić noszenie patyka, dodatkowo nie było go stać na nic pożądnego i skórzanego. Tańsze zamienniki nie leżały w centrum jego zainteresowania, ale tylko dlatego, iż za dobrze wiedział, że w żaden sposób nie ochraniają różdżki przed niszczeniem drewna.
Nie o to teraz jednak chodziło, wydawało mu się, że swoim całkowicie naturalnym i spokojnym zachowaniem nie zaalarmuje osób postronnych, dlatego na uwagę starszego, piegatego kolegi, przestał przwracać różdżkę pomiędzy palcami, dalej jednak swobodnie trzymał ją wzdłuż swego ciała. Tak w razie czego.
Nadszedł czas na starca. Mężczyzna przemawiał spokojnie, a Cezar słuchał każdego słowa uważnie. Miał dobrą pamięć, wyćwiczoną na wszelkie możliwe sposoby dzięki ciągłemu uczeniu runicznych sanskrypcji, więc zapamiętanie wszystkich szczegółów nie sprawiło mu największego problemu.
Przejście otwarte jednym machnięciem dłoni, było dowodem na to, że stojący przed nimi starzec, pomimo zmęczenia, włada dużą mocą magiczną. Chłopak nie chciał mieć go za wroga, tak po prsotu, czuł, że w czasie tamtego dnia, będą mieli wystarczająco bardzo przechlapane. W myślach przeklnął się za zabraną buteleczkę, czasu jednak cofnąć nie potrafił, mógł jedynie przełknąć gorzki smak zaniepokojenia, mieszający z żywym strachem. Dlaczego tym razem nie potrafił powstrzymac ciekawości?
W kółko myślał o spincie, owadzie przypiętym do płaszcza tajemniczego poszukiwanego. Skoro przedmiot był aż tak cenny, to dlaczego go nie sprzedał. Chętnych na zakazane magiczne obiekty było wielu, ktoś prędzej czy później by się zainteresował. Wątpił, że ludzie pracujący w ministerstwie, wiedząc, że artefakt może znajdowować się w sklepie, nie zrobiliby tam wjazdu. Sprawa była coraz bardziej podejrzana, szczególnie że było wiadomo całkiem sporo. Kolejne pytanie pojawiło się w mózgu Fairwyna, skoro było dwóch podejrzanych, to dlaczego ministerstwo nie wysłało tam swoich ludzi. W końcu, w mniemaniu młodego mężczyzny, znali się lepiej na magii, a przechwycenie przedmiotu poszłoby im pewnie o wiele, wiele sprawniej.
Z uwagą spoglądał na starca, wypowiadającego kolejne słowa z coraz większym trudnem, miał nadzieje iż zaszkodził mu wszedobylski kurz, a nie jakaś śmiertelna choroba czy inne schorzenie, na które lek, znajdował się teraz w jego torbie.
Cezar był na tyle nieśmiały, że na razie się nie odzywał. Czekał na resztę swoich towarzyszy, jedynym celem chłopaka było przekonanie ich do odnalezienie tajemniczego mężczyzny i nierozłączanie się za wszelką cenę. Podróż mogła się wydłużyć, to prawda, ale razem byli dużo, dużo bezpieczniejsi.

@Claude Faulkner i @Björn Drizzt - taguje, bo potem wasza kolej, a ja już prawie przegapiłam tego posta od mistrza.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 29736
  Liczba postów : 45061
http://www.czarodzieje.org/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Antykwariat   Czw Lis 01 2018, 19:38

Staruszek się dusił, a pozostali trwali w bezruchu. Zdawali się namyślać, naradzać najpierw z samimi sobą, by przypadkiem nie udzielić niewłaściwej odpowiedzi. W obliczu nadchodzących godzin ta decyzja mogła być kluczową dla powodzenia całej misji. @Björn Drizzt najwidoczniej chciał pierwszy zabrać głos, bo otwierał właśnie usta, lecz przerwało mu nieoczekiwane, silne uderzenie o drzwi antykwariatu. Staruszek złapał jedynie jeden długi, chrapliwy oddech, nim odwrócił się w ich stronę z pytającym wyrazem twarzy. Ponownie ujął różdżkę i jednym jej machnięciem wyczarował kotarę za swoimi plecami. Zasłonił tajne przejście, a @Claude Faulkner rzucił jakąś starą księgę o magicznych grzybach dla odwrócenia uwagi od celu tego spotkania. Dopiero potem cofnął zaklęcie, którym zablokował wejście. Przy drugim uderzeniu drzwi ustąpiły. Wpadł przez nie wyraźnie zdenerwowany czarodziej. Twarz świeciła mu się od potu, a oddech wiązł w gardle. Niewątpliwie biegł przez dłuższy okres czasu.
- Bjorn! - Krzyknął już w progu, dopadając do nauczyciela magii leczniczej. Chwycił go za ramię i natychmiast pociągnął w swoją stronę, starając się wyprowadzić go z antykwariatu. - Nie obchodzi mnie co właśnie robisz, jesteś nam potrzebny w Hogwarcie. NATYCHMIAST! - Nawet nie spojrzał po twarzach zebranych wokół niego czarodziejów. Uczepiwszy się ramienia Brizzta, okręcił się wokół własnej osi i deportowali się wraz z donośnym trzaskiem.

@Björn Drizzt zostajesz porwany przez kolegę po fachu w związku z wybuchem epidemii w skrzydle szpitalnym. Podczas pomocy uczniom zarażasz się chorobą. Ze względu na wczesny etap eventu, jest to jedynie titik, o którym dowiesz się za realne dwa tygodnie (wówczas pojawią się pierwsze symptomy - bąble na podbrzuszu). W następnym swoim wątku musisz podkreślać swoje złe samopoczucie i w jego następstwie czeka cię obowiązkowa wycieczka do szpitala. Jeżeli za (maksymalnie) realny miesiąc nie pojawi się twój post dotyczący leczenia się w Św. Mungu (wyślij link do mnie na PW), Mistrz Gry pogorszy stan twojej postaci.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 37
Skąd : Wielka Brytania.
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 468
Dodatkowo : depresyjny i autystyczny; impotencja do 03.12.2018
  Liczba postów : 569
http://www.czarodzieje.org/t16392-matthew-alexander#449540
http://www.czarodzieje.org/t16401-matthew-alexander#449750
http://www.czarodzieje.org/t16400-matthew-alexander#449655
http://www.czarodzieje.org/t16387-matthew-alexander




Gracz






PisanieTemat: Re: Antykwariat   Czw Lis 01 2018, 20:06

Życie
pchało go do irracjonalnych czynności.
Chodził, chwytał się za włosy, starał się nie zwracać na siebie żadnej uwagi. Londyńskie powietrze, tak charakterystyczne, a jednocześnie niemiłosiernie przenikające przez manufakturę skóry aż to tkanki kostnej, wprawiając ją w drżenie, zapamiętał doskonale. Ogłoszenie, tudzież nawet udanie się jako najemca, wydawało się być w jego przypadku strzałem w kolano. On i jakakolwiek pomoc? Oczywiście, ale tylko na szpitalu. Nigdy wcześniej nie pchał się w takie akcje, jakoby umysł zbyt przesączony depresją nie pozwalał mu na podjęcie się czegokolwiek normalnego. Kto jednak powiedział, że przyjęcie takiego zlecenia jest całkowicie normalne? Szedł zatem, czarna podeszwa butów uderzała charakterystycznie o chodnik, kędzierzawe włosy ułożyły się dość bardziej elegancko niż zazwyczaj. Przez czaszkę przedzierały się różnorakie dźwięki - dzień chylił się ku końcowi, mroki nie przerażały go już jak wcześniej, chociaż nadal rozdrapywały stare, przesączone zakażeniem rany, których za cholerę nie potrafił uleczyć. Jego życie wydawało się być iście niezrozumiałe dla wszystkich - nikogo nie powiadomił o swojej akcji (miał kogoś?), nikomu nie powiedział o szczegółach (miał po co?), zniknął, ulotnił się w atmosferze eteru, pozostawił zamknięty dom, dom z wieloma psami na czele, które to wcześniej zostały nakarmione. Czy bał się, że z tego nie powróci? Skądże. Apatia powodowała u niego całkowite wyłączenie emocji, które nadal, bez konkretnej przyczyny, trzymał na łańcuchach niemożliwych do zniszczenia; zaciskające, pozostawiające głębokie rany, tudzież ślady, uniemożliwiające wzięcie jakiegokolwiek normalnego wdechu, skutecznie powstrzymywały cokolwiek, co mogło zostać uznane za niestosowne - kosztem jego zdrowia psychicznego.
Ubrany był w prosty, niewyróżniający się płaszcz o ciemnogranatowej barwie, który chronił go przed jakimkolwiek mrozem. Reszta ubioru była całkiem normalna - klatkę piersiową ukrywała koszula w kratkę, tak bardzo typowa dla niego, no i jeansy o grafitowym kolorze. Nie sprawiał wrażenia niechlujnego - również nie rzucał się zbytnio w oczy przechodniów, przystosowując się do typowego, mugolskiego stylu. W torbie o ciemnobrązowym odcieniu znalazły się zaś wszystkie potrzebne przedmiot, zaś na nadgarstku, ukryta pod płaszczem, widniała bransoletka. Jeżeli ktoś miał posiadać o nich rozległą wiedzę, to był to właśnie on - z pozoru niczym nie wyróżniający się uzdrowiciel doskonale wiedział o różnych wynalazkach należących do osób niemagicznych. Był w tym temacie jednocześnie nieźle obeznany - w związku z czym z łatwością był w stanie wtopić się w tło oraz pozostać niezauważonym, osuniętym w spowity mrokiem cień. Cała ta sytuacja ze złodziejem wydawała się być wyjątkowo dla Matthew'a podejrzana - o ile ktoś był w stanie to zrobić, ktoś musiał wiedzieć, gdzie ten przedmiot (diabelnie cenny, tak?) znajduje się oraz w jakich warunkach jest przetrzymywany. Poza tym, całej sytuacji smak dodawało to, że został wyciągnięty na ostatnią chwilę - intuicja odrobinę wrzała na alarm, kiedy to charakterystyczne, zielone tęczówki przeszywały na wskroś ściany. Strach prowadzi do niepokoju - spokojne wdechy rozszerzały jego klatkę piersiową, kiedy to otworzył drzwi.
Spojrzał spokojnie na twarze niezbyt znanych mu osób. Być może kiedyś miał z nimi do czynienia, być może spotkał ich na festiwalu, ale nie to było tak naprawdę ważne. Podszedł do nich, kiedy to zauważył staruszka, najwidoczniej zajmującego się rekrutacją osób do tego całego przedsięwzięcia. Skupił się zatem na odczycie emocji panujących w pomieszczeniu; coś mówiło mu, by wszystkim zaufał, zaś drugi głos, o wiele cichszy, kazał uważać i mieć się na baczności pod każdym względem. Nie wszyscy byli jego przyjaciółmi - i z tym musiał się liczyć najbardziej. W głowie potrafiły mieścić się wyjątkowo mieszane emocje; mieszane ze względu na to, że nie tylko musi zaufać od samego początku, ale także wynikało to z dość wysokiego poziomu bycia introwertykiem podczas większej części własnego życia. Podszedł zatem, postawił pierwszy krok, pierwsze wrażenie było najważniejsze, choć puste, jakby pozbawione emocji spojrzenie przeniknęło przez jego zmarszczki na czole, ewidentnie wskazując na to, że z całokształtem uzdrowiciela jest coś po prostu nie tak.
Ale i tak trzeba było mu zaufać.
Pokazał zatem list - Matthew Alexander. - list z pieczęcią z Ministerstwa Magii, byleby udowodnić przyczynę obecności w tym miejscu w jakiś racjonalny, zrozumiały sposób. Potem zapoznał się ze szczegółami - przedmiot ten podobno przypominał mapę, zaś człowiek, który go ukradł, musiał najwidoczniej znać się na strukturze działania MM, albowiem zdołał go zwinąć. Jedyne, co zostało zapamiętane, to pamiątka rodowa w postaci przypinki - owad? No, na szczęście mężczyzna coś o nich tam wiedział, więc nie uznawał swojej wiedzy w tym zakresie za tragiczną. Gorzej ewidentnie było z zaklęciami, albowiem ewidentnie bardziej słynął z uzdrawiania. Około sto siedemdziesiąt centymetrów wzrostu - dobra, czyli zdecydowanie niższy. Podobno również spędza sporo czasu w jednym z pubów... Ale który? Nie byli w stanie stwierdzić.
- To będzie podejrzane, że wychodzimy w trójkę z piwnicy. - odpowiedział szczerze z własnym głosem rozsądku i rozumu, który ewidentnie działał tak, jak należy. Spojrzał w stronę @Claude Faulkner oraz @Caesar T. Fairwyn, czekając po części na jakiekolwiek z możliwych wskazówek, chociaż ten drugi ewidentnie nie wyglądał na kogoś, kto miał zamiar podejmować jakiekolwiek z możliwych decyzji. - Chodzenie w trójkę też raczej nie zapewni nam pełnej anonimowości, choć rozdzielanie się w tej kwestii może być wyjątkowo ryzykowne. - wyrzucił z siebie resztki wątpliwości, jakoby chcąc się podzielić zdaniem z towarzyszami. Nie zamierzał podejmować żadnej z akcji pochopnie. Po prostu. Pośpiech nigdy nie był doceniany. - Przyznaję także szczerze, że z Zaklęć różnie ze mną bywa. Jeżeli mamy się rozdzielić, najlepiej to by było, gdybym był z osobą, która nie jest obeznana w Magii Leczniczej. - westchnąwszy cicho, zakończył swój wywód.

Ekwipunek:
 

______________________


Gotta take a minute just to ease my mind, because if I don't walk, then I'll get caught out and then I'll be falling all the way down.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 25
Skąd : Ipswich
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 582
  Liczba postów : 508
http://www.czarodzieje.org/t15209-claudius-faulkner
http://www.czarodzieje.org/t15231-claude-faulkner#406748
http://www.czarodzieje.org/t15222-claude-faulkner#406465
http://www.czarodzieje.org/t15208-claudius-faulkner




Moderator






PisanieTemat: Re: Antykwariat   Czw Lis 01 2018, 23:28

Postać starca wywoływała w Faulknerze bardzo sprzeczne uczucia. Chłopak był nieco zestresowany całą tą sytuacją, w której się znalazł i nerwy prawdopodobnie przysłaniały mu zdrowy rozsądek - mężczyzna w rzeczywistości nie wyglądał na stwarzającego zagrożenie, żądnego krwi człowieczka, który tylko czekał, by rzucić w nich klątwą. Czy na pewno? Jeszcze chwila i Claude pisnąłby jak dziewczynka, gdy ręka nieznajomego wystrzeliła do przodu, a w drzwiach za nimi szczęknął głośno zamek. Czy rudzielec przesadzał w swoich reakcjach? Bardzo prawdopodobne, jednak w związku ze swoim nastawieniem do powierzonej mu misji nie potrafił inaczej. Różdżka niemal automatycznie wysunęła mu się z rękawa i ścisnął ją w pobladłych, zimnych palcach...
Lecz starzec rozpoczął mówić i okazało się, że chyba jednak nie był jego wrogiem, a sprzymierzeńcem. Przynajmniej zdawał się sprawiać takie wrażenie po pierwszych słowach, które skierował do mężczyzn w antykwariacie. Słuchając ich, utwierdził się wyłącznie w przekonaniu, że należał do grupy altruistycznych głupców, skoro zjawił się na tej misji - a jak miało się to do reszty jego towarzyszy? @Caesar T. Fairwyn był trudny do określenia, ponieważ praktycznie nie zabierał głosu i zdawał się być zupełnie wycofany. Z kolei @Matthew Alexander zdawał się być bardziej robotem niż człowiekiem, z twarzą przykrytą stalową, nietkniętą żadną emocją maską. Faulknerowi bardzo ciężko było wyczytać ich intencje - jego z kolei malowały się bardzo wyraźnie na piegowatej twarzy, którą chwilę później wykrzywił grymas zdumienia, no bo skąd facet wiedział, że akurat on jest pracownikiem Ministerstwa? Czy Claude miał okazję go kiedyś poznać lub chociaż widzieć? Nie przypominał sobie, a to wyłącznie sprawiło, że zestresował się jeszcze bardziej. Jak tak dalej pójdzie, wyjdzie z antykwariatu z gwarantowanym oddziałem zamkniętym w Mungu, jak puszczą mu nerwy i do reszty zwariuje.
Opis przedmiotu, który został skradziony, zabrzmiał Claude'owi nieco "znajomo" - oczywiście mogło mu się wydawać, że wie, z czym będą mieli do czynienia, niemniej jednak w Ministerstwie często słyszał o wielu dziwnych rzeczach, może akurat coś o tym przedmiocie obiło mu się o uszy? Informacja o broszce z kolei wzbudziła jego zainteresowanie. Zanim zdążył się odezwać, w drzwi wejściowe coś uderzyło, przez co rudzielec odwrócił się na pięcie. Okazało się, że do środka wpadł jakiś roztrzęsiony mężczyzna i porwał Bjorna w tylko sobie znanym celu - coś działo się w Hogwarcie. Bardzo ciężko było Faulknerowi wrócić do poprzedniego toku myślowego, tak mocno wstrząsnęło nim nagłe wtargnięcie jegomościa. Przeniósł wzrok na siniejącego starca:
- Mały owad, tak? - odezwał się, unosząc jedną brew w pytającym geście. - Bardziej w stylu muchy, czy motyla? A może jakiś żuk? Pająk? Nie, pająk chyba przesada, może osa? - Zaczął trochę głośno myśleć, chcąc naprowadzić mężczyznę na jakiś trop, a nuż przypomni mu się, co przedstawiała spinka?
Matthew podchwycił temat tego, jak powinni wybrać się na dalsze poszukiwania - mianowicie jego zdaniem mieli się rozdzielić, a przynajmniej tak wywnioskował Claude. Miał rację w związku z tym, że zjawienie się całą trójką w piwnicy będzie ryzykowne.
- Skoro rozważamy rozdzielenie, uważacie, że do piwnicy powinna zejść jedna osoba? Matthew dobrze mówi... - powiedział półgłosem, za plecami słysząc coraz cięższy oddech mężczyzny. Czy z nim na pewno wszystko było w porządku? - Wtedy dwie osoby mogłyby iść do pubu, może wzbudzając mniejsze podejrzenia niż w pojedynkę? Co myślicie? - zapytał jeszcze, czekając na jakieś reakcje. Musieli działać, możliwie szybko, a jednocześnie przemyślanie. Ostatecznie mógłby iść sam do piwnicy, prawda? Pojedynkować się umiał, o ile magia pozwoli, a kilka zaklęć uzdrawiających też w ostatnim czasie opanował (dla komfortu pracowania w zawodzie amnezjatora, czasem dawało się kogoś poskładać bez wzywania uzdrowicieli).
No mówiłam - głupiec, co nie?
- Wszystko z panem w porządku? - zwrócił się w którymś momencie do siniejącego staruszka. Może kaszlał od kurzu? Kto wie...

______________________


What if I would love you till the end?
You would never be alone again
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 21
Skąd : Dolina Godryka, UK
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 696
  Liczba postów : 250
http://www.czarodzieje.org/t14590-caesar-t-fairwyn
http://www.czarodzieje.org/t14620-syn-edgara-szuka-przyjaciol
http://www.czarodzieje.org/t14621-cezarowe-sowki
http://www.czarodzieje.org/t14619-caesar-t-fairwyn#390077




Gracz






PisanieTemat: Re: Antykwariat   Sob Lis 03 2018, 14:19

Z minuty na minutę twarz Cezara przybierała coraz posepniejszy wyraz. Wariaci. Pomyślał nawet przez chwilę, gdy mężczyźni zaczęli planować rozdzielenie. Najwyraźniej zapomnieli na chwilę, że są trójką, całkowicie nieznanych osób, które z wydziałami zajmującymi się tak delikatnymi sprawami, nie mają zbyt wiele wspólnego - no może oprócz Claude, bo jak Fairwyn się domyślał, to on był pracownikiem wymienionym przez podstarzałego czarodzieja, ale nie wyglądał na szalonego aurora zajmującego okropnie trudnymi misjami.
Najbardziej nie chciał dopuścić do sytuacji w której sam idzie do piwnicy, sam do baru też nie chciał iść, bo wiedział, że w takich miejscach sytuacja potrafi zaognić się zdecydowanie zbyt szybko.
Musiał mówić, nie miał wyjścia.
- Panowie, myślę, że rozdzielanie jest zbyt niebezpieczne. Z mojego punktu widzenia, nasza wspólny pobyt w barze nie powinien wzbudzić konsternacji. Jesteśmy pełnoletni, nikt nie wie, że nie jesteśmy spokrewnieni. Może jesteśmy tylko trójką znajomych pracujących w tej samej branży, albo dalekimi kuzynami, którzy całkowicie przypadkiem spotkali się w Londynie i ruszyli do pierwszego, najbliższego baru byleby tylko, za przeproszeniem, zalać ryja. - Przerwał na chwilę, by spojrzeć na swoich kolegów i dodał szybko. - Zawsze możemy się w jakiś sposób pogrupować wchodząc do knajpy. Ale przyznam szczerze, boje się włazić w miejscia, w których nie byłem całkowicie sam. - kiwnął głową w stronę otwartych przez dziadka drzwi i zmarszczył czoło.
To pomieszczenie wydawało mu się szczególnie podejrzane. Prowadziło prosto do piwnicy pod sklepiem, w którym trzymano naprawdę niebezieczne przedmioty. Wielce prawdopodobne było, że w śordku przetrzymywane były również zwierzęta, istoty mające bronić sklepu i naważniejszych, niewidocznych dla oczu przeciętnych kupujących, artefaktów. Był pewny, że nie podołałby w walce z większością istot, bo nigdy nie interesowała go walka. Przez życie brnął nastawiony pokojowo do wszystkich ludzi, teraz zresztą też chciał uniknąć konfliktów, ale będąc na takiej misji spodziewał się wszystkiego, nawet utraty życia. Tego to nawet będąc zdesperowanym w ciężkiej depresji nie chciał.

ekwipunek:
 


Ostatnio zmieniony przez Caesar T. Fairwyn dnia Sro Lis 07 2018, 13:06, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 29736
  Liczba postów : 45061
http://www.czarodzieje.org/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Antykwariat   Sob Lis 03 2018, 16:14

Staruszek zdawał się kompletnie nie przejmować ewentualnym brakiem zaufania ze strony nowo poznanych czarodziejów. Rozumiał, że list Ministerstwa wcale nie gwarantował im bezpieczeństwa z jego strony. Prawdę mówiąc, wziąłby ich za kompletnych głupców, gdyby tylko czuli się komfortowo w jego obecności. Niemniej, nieco martwił go ich brak dociekliwości. Nikt nie zadawał mu żadnych pytań, aż do czasu ponownego zatrzaśnięcia drzwi. Zasuwa szczęknęła, a starszy człowiek zaciskał właśnie palce na kołnierzyku koszuli. Odsuwał go od szyi, dysząc z trudem. Już nie kaszlał, lecz ciężko było wydobyć mu z siebie słowo. Właśnie wtedy Claude uratował honor drużyny i zaczął domagać się większej ilości szczegółów. Mężczyzna chciał mu odpowiedzieć, nawet rozpoczął potakujące kiwanie głową, aby potwierdzić wymienienie jednego z podobnych broszce owadów. Czy taka odpowiedź miała go usatysfakcjonować?
- Wody... - Zachrypiał po pytaniu rudzielca. W tym momencie, nie mógł już nawet utrzymać różdżki, tak trzęsły mu się ręce.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 37
Skąd : Wielka Brytania.
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 468
Dodatkowo : depresyjny i autystyczny; impotencja do 03.12.2018
  Liczba postów : 569
http://www.czarodzieje.org/t16392-matthew-alexander#449540
http://www.czarodzieje.org/t16401-matthew-alexander#449750
http://www.czarodzieje.org/t16400-matthew-alexander#449655
http://www.czarodzieje.org/t16387-matthew-alexander




Gracz






PisanieTemat: Re: Antykwariat   Sob Lis 03 2018, 16:36

Całokształt sytuacji
wyglądał co najmniej dziwnie.
Otaczał się zatem mgiełką enigmy - nie pozwalał na to, by któraś z emocji wydostała się na zewnątrz. Nie chciał, by jakiekolwiek pochopne zdania wysunęły się z ich ust; był człowiekiem wrażliwym na tyle, iż nie mógł sobie pozwolić na pokazanie tego. Po pierwsze - byłoby to cholernie nieprofesjonalne, po drugie zaś - doskonale zdawał sobie sprawę, że inni są w stanie to wykorzystać. Co nie zmienia faktu, że wziął ze sobą dość cenny eliksir, dzięki któremu mogą mieć większe szanse na schwytanie osoby odpowiedzialnej za kradzież przedmiotu, który przypomina, jak to starzec powiedział, coś w kształcie mapy. Najśmieszniejsze było to, że to właśnie ich wybrali - ludzi bez jakiegokolwiek większego doświadczenia, ludzi pozbawionych specjalistycznej wiedzy, kto wie, być może nawet i ludzi wyjątkowo chciwych na tę zaskakująco potrzebną Ministerstwu Magii rzecz. Skąd mieli jakąkolwiek pewność, że któremuś z nich przypadkiem nie odbije coś we łbie i zwyczajnie nie będzie chciał przejąć tego kawałka pergaminu (?) na własność. Dużo ryzykowali.
Stanowczo za dużo.
Matthew był jednak godny zaufania. Zbyt dobry, jeżeli mamy być szczerzy - i nie chodzi tu o całokształt jego osoby, która posiada wiele blizn, zarówno fizycznych, jak i psychicznych. Nie jest doskonały, aczkolwiek cecha ta powoduje, że nie potrafi pozostawić innych w potrzebie. Altruistyczny do bólu, był gotowy do wszelakiej pomocy, oczywiście pozostawiając siebie na ostatnim z możliwych miejsc. W sumie, chciał zrobić użytek z jednego przedmiotu - przedmiotu, który, kto wie, być może da im większe szanse na schwytanie osoby odpowiedzialnej za całe zamieszanie. A się robiło z tego dość piękne bagno.
Stał tuż obok nich, w gotowości do jakiejkolwiek akcji. Claude wydawał się być dziwnie optymistyczny, jeżeli miał być szczery; nie widział, czy to rudzielec taką aurę wokół siebie rozsiewa, ale był po prostu najwidoczniej śmielszy niż mógł się spodziewać - i to uznał za plus. Rzadko kiedy jego kontakty wyglądały, no cóż, na negatywne, ale czasami się to zdarzało. Pierwsze wrażenie zazwyczaj było podwalinami do dalszych sytuacji - Ceaser'a nie znał, aczkolwiek nie miał na razie o nim złego zdania. Niemniej jednak - ubrał się dość dziwnie, przynajmniej nawet w słabym guście artystycznym uzdrowiciela. Coś mu to przypominało, kiedy wzrok wcześniej czujnie obserwował obraz nadawany przez polaryzator wchodzący w skład matrycy; ale swoje wątpliwości pozostawił na jakąkolwiek inną okazję.
- Myślę, że- - i wtedy nastąpiło przerwanie, bo rzeczywiście staruszek zaczął się najwidoczniej wysilać, by powiedzieć jakiekolwiek z możliwych słów. Cholera. Z jakiego powodu taki napiętnowany los zdarzeń im się przytrafił? Coś mu się wydawało, że sama woda nie wystarczy i problem leży całkowicie w czymś innym. W ruch poszła zatem różdżka, która to zdobiła jego palce; charakterystyczny ruch nadgarstka był skierowany w stronę osoby zajmującej się całym przedsięwzięciem, kiedy to z ust, gładko oraz bez problemów, wyszło słowo odpowiedzialne za prawidłową inkantację. - Anapneo. - czuł się stabilnie w tych rewirach - zaklęcia z zakresu dziedziny Magii Leczniczej nie miały żadnych tajemnic. Chociaż, należy przyznać, że ostatnio zakłócenia wyjątkowo dawały o sobie znać. Czy to zadziałało? - Cholera, gdzie jest jakakolwiek szklanka? - zapytał się, kierując spojrzenie w stronę rudzielca, po chwili rozglądając się po pomieszczeniu.
On o to zapytał.

| Akcję "Ratujemy staruszka" uważam za otwartą Ing face.

Zaklęcia:
 

Ekwipunek:
 

______________________


Gotta take a minute just to ease my mind, because if I don't walk, then I'll get caught out and then I'll be falling all the way down.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 25
Skąd : Ipswich
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 582
  Liczba postów : 508
http://www.czarodzieje.org/t15209-claudius-faulkner
http://www.czarodzieje.org/t15231-claude-faulkner#406748
http://www.czarodzieje.org/t15222-claude-faulkner#406465
http://www.czarodzieje.org/t15208-claudius-faulkner




Moderator






PisanieTemat: Re: Antykwariat   Nie Lis 04 2018, 19:45

Claude należał do ludzi dociekliwych - w tej chwili jednak kłębiło się w nim tyle emocji, że bardzo ciężko było mu wydobyć tę część osobowości na wierzch. Ilość informacji, którą obdarował ich starzec, była dość duża, a na dodatek on sam miał tak wiele wątpliwości i luk w całym ich planie, że w ogólnym rozrachunku nie wiedział czego nie wiedział. Starzec w którymś momencie jego wypowiedzi zaczął przytakiwać, na co Faulkner również zareagował kiwnięciem głową.
Dogadanie się między mężczyznami nie było jednak tak proste, jak mogłoby się zdawać. Sytuacji wcale nie polepszał fakt, że nie znali się oni wcześniej i na dobrą sprawę nie wiedzieli, na ile mogą sobie wzajemnie ufać. Ani pójście w pojedynkę, ani udanie się do celu grupą nie gwarantowało powodzenia, tak samo jak nie dawało pewności, że wszyscy troje zostaną w zadaniu i nie uciekną z byle powodu bądź z nagłego kaprysu. Claude wysłuchał Caesara, który chyba po raz pierwszy odezwał się więcej niż dwoma słowami (widocznie wyraźnie musiał nim wstrząsnąć pomysł Matthew z rozdzieleniem się), lecz nie zdołał odnieść się wyczerpująco, gdyż stan starca zaczął się wyraźnie pogarszać. Palce wetknięte między szyję i kołnierz świadczyły już o poważnych problemach z oddychaniem, a w dodatku z mówieniem sądząc po zmęczonym, ochrypłym brzmieniu jego głosu.
No bez jaj, facet nie może im tu umrzeć - nie jeśli posiada instrukcje ich misji!
Matthew zareagował szybko i rzucił w kierunku mężczyzny zaklęcie, Claude natomiast zaczął przeszukiwać swoje kieszenie, by znaleźć coś, co nadawałoby się do realizacji jego pomysłu. Nie miał jednak nic, co by mu się przydało i prawie zaklął pod nosem. Starał się jednak zachować zimną krew. Zwrócił się do Matthew:
- Masz jakąś fiolkę może? - Możliwe, że wymagał od niego niemożliwych rzeczy, lecz na szczęście starszy kolega przybył na zlecenie całkiem nieźle wyposażony. Rudzielec przejął od niego fiolkę z eliksirem wiggenowym, po czym skierował na nią koniec swojej różdżki i wypowiedział pod nosem formułę zaklęcia "alveo", pozwalające na zmianę jednego naczynia w drugie. Zamiana szklanej fiolki w nieco większą szklankę nie wymagała wiele wysiłku, wszak były z tego samego materiału. Znajdujący się w środku eliksir wiggenowy rozlał się po dnie - na pewno nikomu nie zaszkodzi. Claude stuknął różdżką w dopiero co wyczarowaną szklankę i w myślach wypowiedział zaklęcie Aquamenti, by naczynie wypełniło się wodą. Następnie podał szklankę mężczyźnie.
- Proszę - powiedział uprzejmie, z wyraźną troską w głosie i w oczach. Korzystając z chwili, w której starzec miał się napić, odwrócił się do towarzyszy i dodał: - Jeśli chcecie, ja mogę iść do piwnicy sam. Mam pelerynę.
Caesar wcale nie musiał udawać się samodzielnie w nieznane sobie miejsce, mógł pójść z Mattem do baru i tam wybadać teren. Tylko czy Faulkner przemyślał swój plan do końca?

Zaklęcia:
 

ekwipunek:
 

Przejęcie fiolki uzgodnione z Mattem prywatnie, pozwolił mi zabrać!

______________________


What if I would love you till the end?
You would never be alone again
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 29736
  Liczba postów : 45061
http://www.czarodzieje.org/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Antykwariat   Pon Lis 05 2018, 15:11

Utrudnione oddychanie spowodowało, że staruszek zdecydowanie zbladł. A może to wina tłumu, jaki nagle wokół niego zawrzał? Nie da się ukryć, że nie spodziewał się takiego poruszenia, nawet jeżeli naprawdę nie potrafił złapać tchu. Zaklęcie Matthewa, potrzebne czy nie, poskutkowało. Dziadzio nagle odetchnął pełną piersią, co zaskoczyło nawet jego samego. Tak bardzo, że ponownie się rozkaszlał! I właśnie w tym momencie wkroczył Claude i jego cudowna woda. Mężczyzna wyciągnął dłonie po szklankę i pociągnął z niej kilka długich łyków. Odsunąwszy ją od warg wziął kilka kontrolnych wdechów oraz wydechów, aby sprawdzić czy sytuacja już się ustabilizowała.
- Dziękuję wam - odezwał się, spoglądając na Matthewa i Claude'a z wdzięcznością. Odstawił w połowie pełną szklankę na stolik przed sobą, ocierając usta wierzchem dłoni, aby zetrzeć z nich resztki wilgoci. Zaczął odzyskiwać kolory, o czym świadczyło lekkie zaczerwienienie policzków. Jego mina również mówiła sama za siebie. Zawstydził się! W końcu, zmarnowali na niego fiolkę całkiem niezłego eliksiru. - Przepraszam jeżeli was zmartwiłem. To mi się zdarza, nie przejmujcie się tym. - I machnął ręką, jakby w istocie powinno im być wszystko jedno czy nie wykituje im za chwilę za ladą. Jego dobre samopoczucie nie powinno być ich priorytetem w tej misji, dlatego też natychmiast zmienił temat, wracając do pytań Faulknera tak, jakby tej rozmowy nigdy nie przerwano. - Osa. Jestem prawie pewien, że to była osa. - W resztę ich rozważań zupełnie nie ingerował.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 21
Skąd : Dolina Godryka, UK
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 696
  Liczba postów : 250
http://www.czarodzieje.org/t14590-caesar-t-fairwyn
http://www.czarodzieje.org/t14620-syn-edgara-szuka-przyjaciol
http://www.czarodzieje.org/t14621-cezarowe-sowki
http://www.czarodzieje.org/t14619-caesar-t-fairwyn#390077




Gracz






PisanieTemat: Re: Antykwariat   Sro Lis 07 2018, 13:05

Z coraz więszym przerażeniem przyglądał się akcji ratunkowej odbywającej na jego oczach. Nie potrafił pokonać palącego uczucia wywołanego przez wielką bezsilność. Dopiero po wyjściu z Hogwartu dostrzegł, że tak naprawdę nie jest dobrym i wszechstronnym nauczycielem. Dobrze znał tylko różdżki i runy, z innych dziedzin znał teorię, ale teoria zdawała się na nic, szczególnie gdy musiał kogoś ratować albo stanąć do walki z wrogiem.
Dziadek czerwieniał, duszności powoli zabijały mężczyzne, a on był tak bardzo niepotrzebny - gdyby nie reakcja starszych czarodziejów to najprawdopodobniej musieliby dzwonić do munga albo być świadkami zgonu. Dzięki Merlinowi, nie był sam.
Osa mogła wskazywać na wiele, wbrew wszystkiemu nie był to całkowicie niezwiązany z światem czarodziejskim owad, albowiem jedna z drużyn Quidditcha właśnie tego owada miała w swoim drużynowym herbie. Być może był Żądlakiem?
Niestety, w czasie ratowania staruszka, nie było czasu na odpowiedź. Pojawił się co prawda temat użycia peleryny, interesujący, ale dalej niebezpieczny.

ekwipunek:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 37
Skąd : Wielka Brytania.
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 468
Dodatkowo : depresyjny i autystyczny; impotencja do 03.12.2018
  Liczba postów : 569
http://www.czarodzieje.org/t16392-matthew-alexander#449540
http://www.czarodzieje.org/t16401-matthew-alexander#449750
http://www.czarodzieje.org/t16400-matthew-alexander#449655
http://www.czarodzieje.org/t16387-matthew-alexander




Gracz






PisanieTemat: Re: Antykwariat   Sro Lis 07 2018, 13:36

Sytuacja
zaczęła się po prostu sypać.
Jednak nagła, niespodziewanie szybka (jak dla Matthewa nawet) reakcja rzucenia zaklęcia oraz zabrania fiolki wydawała się być wyjątkowo dobrym posunięciem. Nigdy nie szczędził sobie noszenia we własnej torbie eliksirów uzdrowicielskich, tudzież pozwalających na uniknięcie nieszczęść. Jak się okazało - bez problemów pożyczył Calude'owi odpowiedni wiggenowy, by następnie starzec mógł przepłukać własne gardło (kurz? jakieś zmiany?) oraz zwyczajnie dokończyć swoją część wypowiedzi. Stał, patrzył się, nie zmieniał w żaden sposób nastawienia, choć zrobił ewidentny krok do tyłu - grunt, że posiadali tutaj kogoś obeznanego mniej lub bardziej w dziedzinie transmutacji. Matthew zawsze był lewy - czy to z zaklęć, czy ze wspomnianego działu rzucania czarów, jedynie inne przedmioty szły mu znacznie lepiej i nie musiał się wstydzić własnych umiejętności. Grunt, że rudzielec ogarnął pojemnik na wodę i jeszcze przy okazji ją wyczarował - inaczej mogłoby się to zakończyć równie dobrze nieszczęśliwie - a na pewno nie na tyle szczęśliwie, by następnie poszli na misję bez jakiejkolwiek garści informacji istotnych. To by było idiotyczne i zarazem pasujące do całokształtu uzdrowiciela - zginąć przez własną głupotę oraz obojętność do samego siebie. Co jak co, wymarzony sposób, by zasilić bakterie i wywołać rozkład organów umiejscowionych pod manufakturą skóry oraz innymi jej warstwami.
Matthew rzadko kiedy w pełni ufał, co nie zmienia faktu, że dość szybka reakcja ze strony Faulknera po prostu zrobiła na nim dobre wrażenie. Nadal jednak nie miał pewności co do ich wszystkich; przecież wszystko mogło być na pokaz. Najgorzej by było właśnie, gdyby jeden z nich (lub dwoje) po prostu uciekliby z pola walki, kiedy sytuacja stała się po prostu za gorąca, pozostawiając go i ewentualną inną osobę na pastwę losu. Uczestnictwo w tym zleceniu wymagało ze strony tymczasowych partnerów zaufania; zaufania, które zazwyczaj buduje się dłużej niż około dwadzieścia minut na zapoznanie z członkami grupy.
Grunt, że staruszek wyzdrowiał.
Matthew jednak nie odezwał się - cisza wydawała się być bardziej odpowiednią reakcją na słowa ze strony zleceniodawcy. Podziękował, nie mówiąc ani jednego słowa, nie narażając krtani na niepotrzebne drżenie. Długo ten stan jednak nie trwał - otrzymali przecież kolejne wskazówki dotyczące złodzieja domniemanego przedmiotu o wyglądzie mapy. - Osa , szerszeń, ewentualnie pszczoła. - dodał, jeżeli ktoś nie był pewien; stworzenia te, choć należały do całkiem innych gatunków, wydawały się być sobie bardzo bliskie. W międzyczasie zaczął grzebać w torbie, wyciągając równe trzy porcje mniej lub bardziej znanego dla osób dookoła eliksiru. Następnie rozdał go, tłumacząc odrobinę, co to jest. - Felix Felicis. Może się przydać, aby zwiększyć szanse na schwytanie złodzieja. - powiedział, zatrzymując jedną malutką fiolkę o kształcie łzy we własnej dłoni. Czyżby tajemniczy prezent od tajemniczego jegomościa się do czegoś rzeczywiście przyda? Najwidoczniej. A przynajmniej miał taką nadzieję - innego sposobu na wykorzystanie eliksiru po prostu nie widział. - Nie przewidziałem jednego problemu - komunikacja. Jeżeli się rozdzielimy, możemy wejść w dość poważne niebezpieczeństwo - rozpoczął - zaś najgorzej będzie miała osoba bez jakiegokolwiek wsparcia. - spojrzał tym samym na Calude'a, który zgłosił swoją propozycję wykorzystania peleryny.
Czyżby lepiej było, aby trzymali się razem?

Ekwipunek:
 

______________________


Gotta take a minute just to ease my mind, because if I don't walk, then I'll get caught out and then I'll be falling all the way down.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 25
Skąd : Ipswich
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 582
  Liczba postów : 508
http://www.czarodzieje.org/t15209-claudius-faulkner
http://www.czarodzieje.org/t15231-claude-faulkner#406748
http://www.czarodzieje.org/t15222-claude-faulkner#406465
http://www.czarodzieje.org/t15208-claudius-faulkner




Moderator






PisanieTemat: Re: Antykwariat   Czw Lis 08 2018, 22:36

Wszelkie akcje wykonane przez Faulknera były spowodowane jego faktyczną chęcią pomocy, broń Merlinie pragnieniem zaimponowania towarzyszom. Na pewno poczułby się pewniejszy i bardziej doceniony, gdyby ktoś raczył go pochwalić, lecz jako że żadna pochwała w jego stronę nie poleciała, nie czuł się wyjątkowy. Kiwnął głową na wieść o tym, że broszka czy tam spinka przypominała osę.
Nie lubił os.
Matthew postanowił uraczyć ich niewielkimi porcjami złotego eliksiru - słynne felix felicis! Claude przejął od niego jedną niewielką fiolkę i spojrzał na nią uważnie. Nigdy nie miał okazji spróbować przynoszącej szczęście mikstury, a podczas tejże misji mogła się ona okazać niezwykle przydatna. Schował go do swojego woreczka ze skóry wsiąkiewki.
- Czyli wolicie iść wszyscy razem? - zapytał, spoglądając na mężczyzn i gorączkowo zastanawiając się nad problemem, na który została zwrócona uwaga. Komunikacja z pewnością byłaby upośledzona, gdyby znajdowali się w różnych miejscach. Z drugiej strony bycie w trójkę w jednym miejscu również nie gwarantowało możliwości swobodnego komunikowania się. Claude nie potrafił przekonać się co do słuszności eksploracji piwnicy w takim tłumie. Jego peleryna nie pokryłaby wszystkich trzech mężczyzn, albo on, albo nikt - a to już stwarzało większe zagrożenie. - Umiecie patronusy? - rzucił pytaniem, lecz zaraz po tym pokręcił głową. Patronus jest dość widoczną formą komunikacji, a im przydałoby się raczej coś, co nie rzucałoby się w oczy. Cholera, może Proteusz? - A gdybyśmy tak zaczarowali książki zaklęciem Proteusza? Wtedy moglibyśmy przekazywać sobie informacje chociażby pismem... Może nie książki, ale kartki? Albo galeony? Mam ich kilka przy sobie - rzucał propozycje, oczekując odpowiedzi od towarzyszy.
Mimo niezaprzeczalnej pomysłowości, w oczach reszty sprawiał zapewne wrażenie naiwnego głupca. Faulkner spojrzał na staruszka.
- Co pan o tym sądzi? - W końcu przysłuchiwał się ich rozmowom, może mógł im coś doradzić? Przekonać jego samego, by zdecydował się na wyprawę całą grupą lub przekonać pozostałą dwójkę, by pozwolili iść mu samemu?

ekwipunek:
 

______________________


What if I would love you till the end?
You would never be alone again
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 21
Skąd : Dolina Godryka, UK
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 696
  Liczba postów : 250
http://www.czarodzieje.org/t14590-caesar-t-fairwyn
http://www.czarodzieje.org/t14620-syn-edgara-szuka-przyjaciol
http://www.czarodzieje.org/t14621-cezarowe-sowki
http://www.czarodzieje.org/t14619-caesar-t-fairwyn#390077




Gracz






PisanieTemat: Re: Antykwariat   Nie Lis 11 2018, 03:59

Cezar ciągle myślał co tak właściwie powinni zrobić. Bezustannie wahał pomiędzy całkowtiym przyzwoleniem na samotną eksploracje tajemniczych korytarzy, a ich wspólną wycieczką w te nieznane tereny. Może i ich nie znał, może i widział pierwszy, i pewnie ostatni raz, ale nie potrafił nie czuć zmartwienia czy niepewności, także dotyczących stanu zdrowia jego towarzyszy. Obstawiał, że są dobrzy - szkoda by było, jakby utracili zdrowie, a co dopiero życie.
Piegaty czarodziej wyglądał jakby bardzo uparł się na swoją opcję, o ile Matta przekonał do swych racji (a przynajmniej połowicznie), to drugi nie był na tyle podatny na wcześniejszy wywód młodego Fairwyna.
- Myślę, że to dobry pomysł, galeon jest mały i może łatwo go zgubić, ale dzięki temu będzie praktycznie niewykrywalny. Paradowanie z księgą jest zbyt niepraktyczne - rzekł i po chwili podrapał się po policzku. - Wiemy ile mamy czasu? Całe zadanie musimy rozwiązać w jedne wieczór i noc? Czy może jutro również możemy się pokręcić? - rzucił w eter, nie licząc na dłuższą odpowiedź. Obstawiał, że dwaj czarodzieje będący z nim na tej wyprawie równie mało wiedzą. Czy musieli załatwiać wszystko w jednym czasie? Wiadomo, było im, to na rękę, załatwić sprawę jak najszybciej, ale czasem nie warto było się śpieszyć. Może mieli czas na wyprawę do baru i piwnicy, nie musieli wybrać pomiędzy jednym i drugim, czy rozdzielaniem.
- Powiem tak, nie jestem za tym żeby się rozdzielać, - powiedział - ale jeśli, któryś z was nie boi się być kompletnie sam, nie będę protestował. - przez chwilę w głowie pojawił się obraz filmu oglądanego przez Cezara, gdy był piętnastoletnim szczylem, mugolskiego filmu. Miał być straszny, wyszedł żałosny, ale nie ważne, ważne było to, że wszyscy bohaterowie padali jak muchy własnie po nieszczęsnym rozdzieleniu. Pod skórą czuł, że w ich przypadku miało być podobnie.

ekwipunek:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Antykwariat   

Powrót do góry Go down
 

Antykwariat

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

 Similar topics

-
» Antykwariat.
» Antykwariat
» antykwariat

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
londyn
-