Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Mniejsza izba przyjęć

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
AutorWiadomość



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : czarodziejska wioska Frihet, Szwecja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 734
Dodatkowo : pałkarz
  Liczba postów : 554
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8096-leonardo-taylor-bjorkson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8122-chodz-do-leosia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8123-sowka-leosia#225778
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8124-leonardo-taylor-bjorkson#225780




Gracz






PisanieTemat: Mniejsza izba przyjęć   Czw Sie 21 2014, 14:44

First topic message reminder :


Mniejsza izba przyjec


Miejsce, do którego trafiają poszkodowani. Jednocześnie jest to jedno z miejsc, w którym odbywają się praktyki, staże i kursy na pracowników szpitalu świętego Munga. Jeśli nie masz ochoty użerać się z nowicjuszami, zdecydowanie powinieneś udać się na główną izbę przyjęć.


Ostatnio zmieniony przez Leonardo Taylor Björkson dnia Czw Sie 21 2014, 15:08, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 25
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : -321
  Liczba postów : 47
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15362-gabrielle-o-downey
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15364-relacje-god#411908
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15365-listy-do-god
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15357-gabrielle-downey




Gracz






PisanieTemat: Re: Mniejsza izba przyjęć   Sro Gru 06 2017, 15:25

Retrospekcja (2017) wiosna/lato - etap III (staż)
W pierwszych dwóch tygodniach stażu Gabrielle Downey nudziła się okropnie. Powiedzmy sobie szczerze dziwne, że nic się nie działo na oddziale zatruć eliksiralnych i roślinnych. Nawet alkoholicy zrezygnowali z picia. Szpital chyba nigdy nie był taki pusty, a może jej się tylko wydawało. Downey po prostu nic nie robiła albo błąkała się po miejscach, w których nie powinna przebywać. Była tylko asystentką na stażu, więc co ona mogła. Szef personelu to jej nawet nie zauważał. Przecież pchała się w szpony kłopotów a tu nic. Świat chciał zabić ją za pomocą bardzo nudnego stażu.
Najlepsze było to, że tak się Gabe obijała, a później czekała ją ta papierkowa robota, która należała do najgorszych zajęć w tej robocie. Przyszła ostatniego dnia do biura. Wiadomo, chciała zdążyć ze wszystkim. Nie lubiła mocnej kawy, ale tym razem musiała się poświęcić dla dobra tej dokumentacji. Oczywiście musiała lecieć, się wysikać, bo wypiciu takich ilości... tej obrzydliwej substancji ciśnie na pęcherz. Po chwili Downey leżała już na ziemi. Najwidoczniej nie tylko jej doskwierała nuda, ale żeby w ostatni dzień roboty! Przewracając się, uderzyła głową o kant biurka i straciła przytomność. Nie miała pojęcia, ile tak leżała. Obudziła się mocno skołowana. Tragedia! Spojrzała na swoje trampki. Jakiś dowcipniś przywiązał jej sznurówki do krzesła. Nie było jej do śmiechu i strasznie bolała ją głowa. Dotknęła dłonią rany i skrzywiła się z bólu. Uporała się z butami. Siedząc przez dobre pół godziny, gadała do siebie od rzeczy. A ja narzekałam na nudę. Westchnęła.
W gruncie rzeczy nie chciała rozstawać się ze swoim miejscem pracy, mimo że często wiało nudą i miała ciekawy wypadek. Przyszła po swoje rzeczy i zastała na biurku lewitujący kapelusz od współpracowników. Chociaż oni ją zauważali. Możliwe, że też polubili. W końcu kto dostaje taki prezent od kumpli z pracy? Nie mogła się doczekać, kiedy go w końcu użyje.

Kostka 1 -> 3 (nieparzysta)
Upominek 3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 494
  Liczba postów : 239
http://www.czarodzieje.org/t15635-diana-charlotta-hazel?nid=1#421247
http://www.czarodzieje.org/t15644-d-hazel#421278
http://www.czarodzieje.org/t15643-diana-hazel
http://www.czarodzieje.org/t15636-diana-charlotta-hazel




Moderator






PisanieTemat: Re: Mniejsza izba przyjęć   Wto Sty 02 2018, 22:20

/Zaraz po studiach, kurs na asystenta uzdrowiciela w świętym Mungu

Musiała się podjąć tego kursu, on (i jeszcze kilka innych) stanowiły mała barierę oddzielającą ją od spełnienia swoich marzeń. Wiedziała, że da sobie radę. W końcu przygotowywała się do tego od piętnastego roku życia.Szła z podniesioną głową świadoma tego, że Iva uśmiecha się szeroko. Ona też nie mogła się doczekać momentu, w którym Diana rozpocznie swoje szkolenie na uzdrowiciela. To takie ekscytujące! piszczała z przejęcia Jeszcze trochę i będziesz prawdziwym uzdrowicielem! Diana pokręciła tylko głową świadoma tego, że nie warto w tym momencie odpowiadać siostrze.
Pierwszym zadaniem, które zostało przed nią postawione, było uwarzenie eliksiru. Nie byle jakiego, bo Szkiele-Wzro. Gdy tylko usłyszała tą nazwę, zbladła. I co, teraz już nie jesteś taka wygadana? Rzuciła tylko do siostry. Ale Iva tym razem nie raczyła jej odpowiedzieć. Diana wiedziała, że to zakończy się fiaskiem. Nie miała pojęcia, jak powinna zacząć w ogóle swoje działania.
Tik, tak, tik, tak kochana. Iva nie odpuszczała. Chciała w ten sposób jej pomóc? Czy zestresować.
-Zamknij się - wyszeptała, a to był znak, że naprawdę jest wkurwiona. W końcu jednak przypomniało jej się, jak powinna zabrać się za ten eliksir. Zaczęła mieszać składniki, niekiedy słuchając porad siostry, ale wyszło z tego jedno wielkie gówno.
Kolejnego dnia, było lepiej. Razem z Ivą spędziły całą noc ucząc się poprawnego sposobu przyrządzania eliksiru. Nic dziwnego więc, że już po pierwszym podaniu, zadziałał idealnie na małą sówkę, która szybko ozdrowiała. Prawie... Iva zaśmiała się dźwięcznie, gdy Diana została zrugana przez uzdrowiciela dyżurnego.

Nie chciała więcej dać plamy, nie mogła sobie na to pozwolić. Nie po to tyle lat poświęciła nauce, aby teraz okazać się durniem i nic nie wartym idiotą. Nie mogła polec na kolejnym zadaniu. Musiała tylko wyjąć tego brudawkolepa z jego kryjówki i rzucić odpowiednie zaklęcie. I zrobiła to, dosyć mocno uciszając wcześniej radosne pląsy Ivy w jej głowie. Chyba tylko dlatego w porę udało jej się zareagować na fakt, że to małe zwierzę oblepiło całą jej dłoń. Szybko poradziła sobie z tym problemem. Zatkało? Zapytała Ivę. Ale odpowiedziała jej tylko głucha cisza. Wiedziała, że to oznacza obrażenie się siostry.

I przyszedł ten dzień, kiedy to miała zakończyć swój kurs. A zadanie które postawiono przed nią na koniec, było chyba najtrudniejszym ze wszystkich dotychczasowych. Miała poradzić sobie z żywym dzieckiem. I to w dodatku chorym! Iva, co mam zrobić? ale zamiast sensownej rady, usłyszała tylko taka jesteś cwana, to radź sobie sama. i nastała głucha cisza.
Dziecko płacze, ale, o dziwo, ten płacz nie przeszkadza w żaden sposób Dianie. Wie jak sobie z nim poradzić. Wie, że nie chciałaby dla niego takiego samego losu, jaki spotkał ją siostrę.
-Jak dalej będziesz ryczał, to nie będę w stanie Cię uleczyć i umrzesz - szepcze mu do ucha, jednocześnie posyłając ciepły uśmiech zadziwionej matce. Płacz małego czarodzieja ustał w momencie, tylko zielone gluty dalej ciągnęły się z jego nosa. Diana poradziła sobie z sytuacją, która ją spotkała. A Uzdrowiciel dyżurny z radością informuje ją, że udało jej się zakończyć cały kurs.

Kostki:
Etap 1
5,2,2 a potem od nowa, 6
Etap 2
1
Etap 3
5
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 494
  Liczba postów : 239
http://www.czarodzieje.org/t15635-diana-charlotta-hazel?nid=1#421247
http://www.czarodzieje.org/t15644-d-hazel#421278
http://www.czarodzieje.org/t15643-diana-hazel
http://www.czarodzieje.org/t15636-diana-charlotta-hazel




Moderator






PisanieTemat: Re: Mniejsza izba przyjęć   Wto Sty 02 2018, 22:44

Staż na uzdrowiciela, część pierwsza, świeżo po studiach

Kostki: 6 i 3

Co tak naprawdę sobie myślała, kiedy tutaj przychodziła? Chciała pomagać. Chciała leczyć i zapobiegać chorobom. Chciała, aby nikt nie musiał konać w takich męczarniach, jak jej siostra. By ktoś docenił jej starania i powiedział "tym razem Ci się udało Hazel, dobra robota".
Ale wiedziała, że uwaga, której tak bardzo pragnęła, nie mogła jej osiągnąć. Była od dawna zdana tylko sama na siebie i nikt inny nie mógł jej pomóc. Miała tylko siebie. I Ivę. Kogoś, kogo tak naprawdę nie wiedziała, jakim mianem powinna określić. Bo jej siostrą nie była. Jej siostra została już dawno zeżarta przez robaki.
Nie wiedziała czemu, ale szef przyjął ją o wiele lepiej, niżby się tego ktokolwiek spodziewał. Dosłownie ktokolwiek. Diana widziała, jak na nią spoglądał, kiedy uważał, że nikt nie patrzy. Ale ona widziała. A jeśli nie ona, to Iva ostrzegała ją w stosownym momencie. To było dziwne. Przecież na tym stażu było o wiele więcej pięknych kobiet, które mogłyby zostać uwodzone. Diana nie wyróżniała się niczym, co mogłoby sugerować, że jest kobieca. Nie zmienia to jednak faktu, że po kilku dniach otrzymała premię w wysokości 15 galeonów. Nawet Iva zrobiła wielkie oczy na widok uśmiechu malującego się na ustach przełożonego Hazel. Idiota Cię podrywa. Wiem, ale nie mogę nic na to poradzić.
Nie obawiała się zwolnienia. Wiedziała, że to nie nastąpi. Wiedziała, że powinna dać z siebie więcej, ale nie dawała. Nie wiedziała tylko dlaczego. Jeśli musiała to odzywała się do innych współpracowników, ale byłoby kłamstwem, gdyby powiedziała, że sprawiało jej to przyjemność. Tak nie było, ona szukała izolacji. I otrzymywała ją. W końcu dali jej spokój, bo ile można zabiegać o cudze względy? A ona chodził korytarzami nie przejmując się nikim, kto nie mógł doprowadzić jej do upragnionego sukcesu.Dobra decyzja mała, nie potrzebujemy ich. Nie potrzebujemy nikogo. usłyszała od Ivy. Ale bała się jej odpowiedzieć, że najbardziej nie potrzebuje jej, przebywającej wciąż w jej głowie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 494
  Liczba postów : 239
http://www.czarodzieje.org/t15635-diana-charlotta-hazel?nid=1#421247
http://www.czarodzieje.org/t15644-d-hazel#421278
http://www.czarodzieje.org/t15643-diana-hazel
http://www.czarodzieje.org/t15636-diana-charlotta-hazel




Moderator






PisanieTemat: Re: Mniejsza izba przyjęć   Czw Sty 04 2018, 17:08

Zaraz po studiach

Gdy skończyła kurs na pomocnika uzdrowiciela, mogła się zabrać za ten, który pozwoliłby jej zostać pełnoprawnym uzdrowicielem. I samodzielnie leczyć czarodziei. Nie minął dzień, nim zgłosiła się do Munga w tym celu. Chciała stać się uzdrowicielem.
Pierwszego dnia kursu, została oddelegowana na dział wypadków przedmiotowych. Dla niej samej, osobiście najnudniejszy z oddziałów. Nawet Iva nie czuła tej ekscytacji, którą odczuwała zazwyczaj przy różnych działaniach siostry.
Na izbę przyjęć trafił pacjent który został niemal całkowicie oblany eliksirem eksplodującym. Rany na ręce i klatce piersiowej wyglądały obrzydliwie. Diana zaczęła się mocno zastanawiać, czy powinna nadal próbować zostać uzdrowicielem. Może najpierw powinnaś go dokładnie obejrzeć? podsunęła Iva. D tak też postanowiła zrobić. Zaczęła wodzić po nim palcami, co było... Bardzo głupim pomysłem. Nie pomyślała o tym, aby po prostu zapytać go o wszystko. Obrażenia były wewnętrzne, o których ona nawet nie pomyślała. Przełożony dziewczyny był wściekły. Odesłał ją z kwitkiem, aby wróciła jutro i zajęła się tym pacjentem jak należało. A żeby Cię szlak Iva... powiedziała do siostry ze łzami w oczach, gdy wychodziła na ulice Londynu.
Kolejnego dnia, Diana podejmuje zupełnie inne działania, te które podpowiada jej własny rozum, nie Iva. Rzuca zaklęcie, jedno, drugie. Widać poprawę, ale nie na tyle, aby to mogło wszystko naprawić. Postanowiła podać poszkodowanemu jeszcze jeden eliksir. Udało się. Wszystko zaczęło się pięknie goić. Zadowolony Uzdrowiciel dyżurny poinformował ją, że jutro ma się zgłosić na oddział Urazów magizoologicznych. Iva zatańczyła radośnie w jej głowie. Nawet Hazel delikatnie się uśmiechnęła.

To, co trafiło jej się kolejnego dnia, było czymś nie do opisania. Widok połamanego czarodzieja był dla niej tak olbrzymim szokiem, że nie mogła kontrolować dłużej swojego żołądka. Niestety, opróżniła go wprost na buty opiekuna. Ale z Ciebie idiotka! zaśmiała się Iva, kiedy ten wyrzucił ją na zbity pysk.
Kolejnego dnia było lepiej. Trafił się niemal identyczny przypadek, ale tym razem otwarte złamanie nie zrobiło na Hazel większego wrażenia. Dzięki swojej znajomości zaklęć, udało jej się uśmierzyć ból poszkodowanego i potem wyleczyć złamania. Brawo Diano, dobra robota usłyszała jednocześnie na sali jak i w swoim umyśle. Nie wiedziała z czego bardziej się cieszyła.

Zakażenia magiczne - coś, czego D obawiała się najbardziej. Iva nie rozmawiała z nią tego dnia w ogóle, jakby sama bała się tego miejsca. W końcu to tutaj skonała w męczarniach. Na szczęście, tym razem Diana nie musiała zmagać się z tak ciężkim przypadkiem jak ten, na który zapadła jej siostra. Groszopryszczka była okropna, ale w przypadku tego jednego chorego nie zauważyła jej najbardziej oczywistych objawów. Głupia idiotka skarciła samą siebie, gdy okazało się, że jej działania doprowadziły do rozprzestrzenienia się choroby po innych uzdrowicielach.
Na szczęście kolejnego dnia było lepiej. Tym razem wiedziała, na co zwrócić uwagę i jak sobie poradzić z tą chorobą. Nawet próba przekupstwa ze strony pacjenta nie zrobiła na niej wrażenia. Widząc to, jej opiekun pochwalił ją za wzorową reakcję i oznajmił, że jutro przenosi się na inny oddział.

Trafił jej się pacjent, u którego podejrzewano zatrucie ladaco. Ona postanowiła najpierw wyjaśnić mu dlaczego zachorował. Jego zdziwienia, gdy dowiaduje się o błędzie, jaki popełnił, rozśmiesza ją. A Iva płacze wręcz ze śmiechu. Nie długo zajęło jej poradzenie sobie z tą dolegliwością. A widok uniesionego w górę kciuka spowodował, że poczuła się świetnie! Może już jutro uda jej się zakończyć część praktyczną kursu?

Na oddziale urazów pozaklęciowych panował chaos, o wiele większy niż gdziekolwiek indziej. Na początku Hazel uważała, że to sprawi, że polegnie, ale nie. Czarodziej, który został trafiony zaklęciem remordeo nie stanowi dla niej wyzwania. Jeden eliksir i wszystko wróciło do normy. Jej przełożony jest pod ogromnym wrażeniem i pozwala jej jutro przystąpić do egzaminu końcowego. A ten nie stanowił dla niej żadnego wyzwania. Uzyskała uprawnienia do bycia uzdrowicielem!

Kostki:

Część 1:
2 -> 10g
4,4 -> przechodzi dalej.
Część 2:
6 -> 10g
1 -> przechodzi dalej
Część 3:
1 -> 10g
6,5 -> przechodzi dalej
Część 4:
3 -> przechodzi dalej
Część 5:
2 -> przechodzi dalej
Test
5,1,4 -> Kurs zaliczony

______________________


Każdy człowiek ma dwie twarze
Tylko nie każdy pozwala na to, aby druga wyszła na wierzch.

Ważne:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 26
Skąd : Japonia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : -87
  Liczba postów : 39
http://www.czarodzieje.org/t8859-taiga-tokaku
http://www.czarodzieje.org/t15670-taiga-tokaku#422137




Gracz






PisanieTemat: Re: Mniejsza izba przyjęć   Nie Sty 07 2018, 14:38

KURS UZDROWICIELA

Wypadki przemiotowe: 6
Taiga od zawsze marzyła o niesieniu pomocy potrzebującym. Zdawała sobie sprawę z tego, że nie jest to praca łatwa czy przyjemna, jeśli chodziło o zakres niezbędnych do wykonania czynności. Często miała mieć do czynienia z pacjentami unieruchomionymi ciężkimi chorobami bądź obarczonymi poważnymi wadami utrudniającymi właściwe funkcjonowanie - wówczas ani widoki, ani zapachy nie były zbyt przyjemne, lecz nie miało to dla niej znaczenia. Starała się postawić na miejscu każdego z nich, zawsze miała na twarzy szeroki uśmiech i wciągała w rozmowy odciągające uwagę od cierpienia. Nic dziwnego, że już w trakcie bezpłatnego wolontariatu zyskała sympatię pracowników i nauczyła się obycia w towarzystwie pacjentów. Tuż po ukończeniu studiów, przybyła do jednej z najbardziej osławionych na świecie magicznych placówek, by odbyć kurs na uzdrowiciela. Była gotowa do walki z napotkanymi tam przypadkami przy wykorzystaniu zgromadzonej w ciągu paru ostatnich lat wiedzy. Pierwszy etap kursu obejmował wypadki przedmiotowe, czyli jedną z najczęściej spotykanych złośliwości losu. Pacjent po starciu z kociołkiem wyglądał po prostu żałośnie - jego mina wyraźnie wskazywała na zawiedzione zaufanie własnymi umiejętnościami, lecz Tokaku prędko zapewniła go, że magia to przewrotna dziedzina i nie należy się zrażać. Uśmiech na jego twarzy zmotywował ją do działania: w pełnym skupieniu użyła zaklęcia Episkey i sięgnęła po właściwy eliksir, dzięki czemu kąciki ust mężczyzny powędrowały jeszcze wyżej, a oparzona ręka zaczęła prezentować się o wiele lepiej. Serce dosłownie waliło jej młotem, kiedy czekała na opinię swojego przełożonego, ale ten wyraził tylko swoją aprobatę i zaprosił ją na kolejny dzień kursu. Lepiej być nie mogło!

Urazy magizoologiczne: 1
Kolejnego dnia Taiga była wybitnie nie w sosie. Nie wyspała się przez długi spacer, który podjęła poprzedniego dnia, a w jego trakcie pokręciły jej się uliczki miasta i wylądowała w zupełnie innej dzielnicy. Następny podopieczny był w o wiele gorszym stanie, niż wczorajszy i jego panika udzieliła się kobiecie. Nieudolnie starała się go uspokoić, ale w połowie tej czynności nauczyciel podpowiedział jej z lekkim rozczarowaniem, że najpierw powinna użyć zaklęcia przeciwbólowego. W tej chwili dosłownie uderzyła dłonią w czoło, zawiedziona, iż dała się ponieść emocjom, lecz prędko opanowała zdenerwowanie i wprawnie rzuciła wymagane czary. Humor uzdrowiciela odrobinę się poprawił na widok zaawansowania Japonki przy rzucaniu zaklęć i w ten sposób była już prawie w połowie drogi do celu.

Zakażenia magiczne: 6, 3
Choroby, którymi z łatwością można było się zarazić, wywoływały zazwyczaj większy postrach, niż te potencjalnie niegroźne dla personelu medycznego. Nie w przypadku Taigi - analizowała dokładnie skórę przyjętego pacjenta, wypytywała o wydarzenia poprzedniego dnia, by wykluczyć wysypkę po kontakcie z drażniącym czynnikiem. Doświadczony uzdrowiciel zasugerował zakażenie Groszopryszczką, ale dziewczyna zgodziła się z postawioną diagnozą dopiero po wykonaniu niezbędnych badań, co wyraźnie zadowoliło jej nauczyciela. Nie był to jednak koniec problemów - pacjent, usatysfakcjonowany opieką, poprosił Japonkę o zapewnienie mu lepszego miejsca na oddziale, lecz brunetka uparcie odrzucała niemalże wciskaną jej łapówkę, czego świadkiem był również jej uzdrowicielski mentor. Uśmiechnął się pochlebnie, zaś po zakończeniu dyżuru pochwalił Tokaku za stanowczość, oznajmiając, iż właśnie takich ludzi potrzebują w tym zawodzie.

Zatrucia eliksiralne i roślinne: 3
Na oddziale od samego rana panowało zamieszanie z powodu przybycia pacjenta o wściekle zielonej twarzy. Dokładniejsze oględziny wykazały także wysoką gorączkę i to właśnie Taidze przypadło zadanie postawienia diagnozy. Podeszła do zadania z pełnym profesjonalizmem - dobro pacjenta najwyższym dobrem, więc zajęła się tłumaczeniem mu, na czym polegała choroba i w jaki sposób mógł się narazić na jej wystąpienie. Przełożony z uwagą i uśmiechem błąkającym się po ustach słuchał jej wykładu, a widząc, że wyleczenie chorego nie stanowi dla niej problemu, wcześniej wypuścił ją do domu ze słowami "dobra robota" i zaproszeniem na ostatni etap kursu. Taiga z każdym dniem lubiła go coraz bardziej.

Urazy pozazaklęciowe: 6
Japonka nigdy wcześniej nie zdawała sobie sprawy z tego, jak naprawdę wyglądają efekty przypadkowego rzucenia na samego siebie Remordeo. Jasne, teorię miała bezbłędnie opanowaną, ale ujrzenie tego wszystkiego na własne oczy to prawdziwie uświadamiające wydarzenie. Próby rozmowy zakończyła już przy drugim biegu pacjenta do toalety i zajęła się poszukiwaniem odpowiedniego eliksiru, który miał ukrócić te nieprzyjemne dolegliwości. W dobrej wierze podała go mężczyźnie, lecz ten nie zareagował w pożądany sposób - zamiast poczuć ulgę, dosłownie zalała go krew. Prędko zrozumiała swój błąd i zatamowała krwotoki, a później zastosowała już odpowiednią miksturę, nie zaś tę, która wyglądała zwodniczo podobnie. Uzdrowiciel zdążył już poznać jej umiejętności i obdarzył ją pewną dozą sympatii, więc za zdolność właściwego oraz szybkiego opanowania sytuacji zaliczył jej także ten etap kursu. Pozostał tylko test - zapowiadała się więc bezsenna noc.

Test końcowy: 8, 12
Taigę okropnie stresowały wszelkie egzaminy pisemne, dodatkowo czuła presję wysokich oczekiwań swojego mentora. W pierwszym podejściu zabrakło jej zaledwie dwóch punktów, jednak dzień później, po wypiciu kilku ziołowych naparów na uspokojenie, osiągnęła wymagany wynik. W przypływie entuzjazmu uściskała swojego nauczyciela, który wybuchnął śmiechem i pogratulował jej zaliczonego kursu, po tym zapraszając ją do pracy w Świętym Mungu. Cóż, kobieta miała inne plany, ale wciąż musiała odbyć niezbędny w przyszłej pracy staż.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 26
Skąd : Japonia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : -87
  Liczba postów : 39
http://www.czarodzieje.org/t8859-taiga-tokaku
http://www.czarodzieje.org/t15670-taiga-tokaku#422137




Gracz






PisanieTemat: Re: Mniejsza izba przyjęć   Nie Sty 07 2018, 14:57

Staż uzdrowiciela
[etap 1, kostka 1]


Taiga rozpoczęła staż w Mungu bezpośrednio po zakończeniu kursu na wymarzoną posadę. Dzięki temu mogła nieco dłużej cieszyć się towarzystwem sympatycznego uzdrowiciela, który bez przerwy dzielił się z nią przydatnymi wskazówkami i chyba z przyzwyczajenia wypytywał, co zrobiłaby w określonych sytuacjach, po czym w nagrodę oddawał jej cięższe przypadki, by mogła się podszkolić. Mężczyzna ewidentnie był nią zafascynowany, gdyż w przypadku żadnej innej stażystki nie zachowywał się podobnie, jednak ona unikała jakichkolwiek niejednoznacznych sytuacji czy dyskusji. Była po prostu sobą, Taigą i nie chciała dawać mu niepotrzebnej nadziei na coś, czego nie potrafiłaby mu ofiarować, nieważne, jak bardzo by się starała.
Pacjenci wręcz walczyli o jej uwagę, doceniając nieznikający z jej twarzy uśmiech i dobre słowo, które miała dla każdego. Ona zaś nie narzekała na to, że prosili o pomoc nawet w najprostszych czynnościach, byle tylko zagaić rozmowę. Oczywiście, robiła to tylko wtedy, kiedy na oddziale panował względny spokój i nie była potrzebna w innym miejscu. Wzbogacała na bieżąco swoją wiedzę, dzięki czemu pewnego dnia rozpoznała nawet przypadek, który stanowił niewiadomą dla jej dotychczasowego nauczyciela. Mimo wszystko, nie zaskarbiła sobie tym sympatii szefa, który chyba miał problem z obecnością Taigi na oddziale. Może chodziło o to, że nie była Europejką? Cóż, spotkała się już z tyloma przejawami rasizmu, że było jej to po prostu obojętne i puszczała jego cięte uwagi mimo uszu, robiąc swoje. Wszystko było dobrze do momentu, kiedy ów nieprzyjemny człowiek postanowił uszczuplić pensję Tokaku o dziesięć galeonów. Była zwyczajnie wściekła, zwłaszcza, że posądzał ją o rzekomą niezdarność, która nie przytrafiła się jej jeszcze ani razu w trakcie całego stażu. Cóż, jakoś musiała to przeboleć...
Jedynym pocieszeniem było to, że Taidze szło naprawdę wyśmienicie. Nawet wieloletni pracownicy korzystali z jej pomocy, nie tylko w kwestii porządkowania dokumentacji, a to było największym osiągnięciem i pomagało jej przetrwać okres nieprzyjaznego nastawienia szefa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 494
  Liczba postów : 239
http://www.czarodzieje.org/t15635-diana-charlotta-hazel?nid=1#421247
http://www.czarodzieje.org/t15644-d-hazel#421278
http://www.czarodzieje.org/t15643-diana-hazel
http://www.czarodzieje.org/t15636-diana-charlotta-hazel




Moderator






PisanieTemat: Re: Mniejsza izba przyjęć   Pią Sty 12 2018, 01:20

Staż na uzdrowiciela, etap 2

Kostki: 4

Żeby ich wszystkich szlak! Uspokój się Diana, proszę Cię. Ale Diana nie zamierzała się uspokoić. To już czwarta z rzędu fajka, która wylądowała w jej ustach. Szybki ruch różdżką i ponownie, jak jej siostry, została odpalona. Jeden mach, drugi, trzeci. Zdecydowanie zbyt szybko. I mocno. Nawet Iva, która zawsze miała dużo do powiedzenia, na każdy temat, teraz jakby stała się trochę bardziej milcząca. Nie wiedziała, jak pocieszyć siostrę.
Oni Ci zazdroszczą, to dlatego na Ciebie zakablowali. Ale przecież to nie prawda! Haruję jak wół, a am z tego dodatkowe godziny bezpłatne! Fakja była już niemal do połowy wypalona. Diana chodziła w tę i z powrotem nie wiedząc, co ze sobą zrobić. Za daleko to wszystko zabrnęło, aby teraz odpuścić. Z czystej bezsilności kopnęła w pobliski kosz. Jakiś kot, wystraszony rabanem, czmychnął z obawy o swoje życie.
D, to tylko jedenaście dni, dasz sobie radę. Iva jakby wiedziała, jak pomóc siostrze. W końcu siedziała w jej głowie, na bieżąco mogła widzieć jej myśli. Oczywiście, że wiedziała, co powiedzieć.
Hazel przeniosła wzrok na tlący się wciąż papieros w jej dłoni. Zostało go niewiele. Tak samo jak i jej czasu na tym cholernym stażu. Wytrzyma. Musi. Nie tylko dla siebie. Ale i dla innych. Bo w końcu po to się na to zdecydowała, aby pomagać.
Wracaj do środka D, pokaż im, że są idiotami! Iva posłała jej delikatny uśmiech, który miał zagrzać siostrę do walki.
-Dzięki. - powiedziała cicho Diana, również się uśmiechając. A potem odrzuciła niedopałek na ziemię. Zgniotła go butem i wróciła do środka szpitala. Musiała harować. Mocno. Ale nie mogła się poddać. Nie przywykła do tego.

______________________


Każdy człowiek ma dwie twarze
Tylko nie każdy pozwala na to, aby druga wyszła na wierzch.

Ważne:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 494
  Liczba postów : 239
http://www.czarodzieje.org/t15635-diana-charlotta-hazel?nid=1#421247
http://www.czarodzieje.org/t15644-d-hazel#421278
http://www.czarodzieje.org/t15643-diana-hazel
http://www.czarodzieje.org/t15636-diana-charlotta-hazel




Moderator






PisanieTemat: Re: Mniejsza izba przyjęć   Pią Sty 19 2018, 00:30

Staż na uzdrowiciela, etap 3
Kostki: 1->6
Kostki na upominek: 5

Wszystko szło w porządku. Staż Diany dobiegał końca. Ale czuła, że nie pokazała wszystkiego, na co było ją stać. Mogłaby zrobić więcej. Okazja trafiła się ostatniego dnia, kiedy to zaginął kot jej przełożonego. Diana wiedziała, że odnalezienie tego kota gwarantuje jej wiele profitów. Nic więc dziwnego, że razem ze sporą grupą stażystów ruszyła na poszukiwania sierściucha.
A to zadanie nie okazało się być łatwym. Nie dość, że w Mungu nie mogły przebywać zwierzęta i przyłapanie z jakimkolwiek pod pachą, groziło od razu dyscyplinarką, to jeszcze nigdzie nie było widać tego cholernego kudłacza. Diana szukała i szukała. Wszędzie była i próbowała odnaleźć tego stwora. Nic z tego. To było jak szukanie igły w stogu siana: po prostu nierealne. Chyba tylko gdyby wpadł jej prosto w ręce, byłaby w stanie go złapać.
Zrezygnowana poczłapała z powrotem do swojego "gabinetu". Jakież było jej zdziwienie, kiedy na biurku spostrzegła rudzielca, zamkniętego w klatce. Obok klatki stał liścik. Gdy czytała kolejne słowa wykaligrafowane na papierze, uśmiech mimowolnie poszerzał się na jej ustach. Może jednak ludzie nie byli tacy źli? Może dało się z nimi dogadać?
Szybko zaniosła kota do szefa. Ten ucieszył się ogromnie na jego widok. Postanowił nagrodzić Dianę premią w wysokości 20 galeonów. A jakby tego było mało, jako rekompensatę za wszystkie niedogodności, których doznała przez ten miesiąc, dodatkowo dostała jeszcze 100 galeonów.
Diana zakończyła swoją karierę w Mungu z kieszenią cięższą o 120 galeonów i propozycją podjęcia się stałej pracy. Czego mogła chcieć więcej od życia?

______________________


Każdy człowiek ma dwie twarze
Tylko nie każdy pozwala na to, aby druga wyszła na wierzch.

Ważne:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Dublin, Irlandia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 267
  Liczba postów : 120
http://www.czarodzieje.org/t15904-gwendolyn-heather
http://www.czarodzieje.org/t15906-gwendolyn-heather
http://www.czarodzieje.org/t15905-poczta-gwendolyn-heather#429677
http://www.czarodzieje.org/t15900-gwendolyn-heather




Gracz






PisanieTemat: Re: Mniejsza izba przyjęć   Wto Mar 20 2018, 00:02

Kurs na asystenta uzdrowiciela

Część pierwsza
Kostki: 5, 6, 6, 2

Pierwszy tydzień kursu okazał się dla Gwendolyn niezbyt litościwy. Początkowym zadaniem było uwarzenie eliksiru Szkiele-Wzro. Dziewczyna kompletnie nie mogła przypomnieć sobie, w jaki sposób tego dokonać. Najwyraźniej wywołał to stres, wszak z eliksirów w szkole zawsze szło jej całkiem dobrze. W ostatniej chwili udało jej się przypomnieć sobie z lekcji, jak dokonać uwarzenia tego eliksiru. Postępowała zgodnie z tym, co udało jej się zapamiętać. Eliksir jednak nie zadziałał.

Za drugim razem jednak poszło jej trochę lepiej. Co prawda sowa pod wpływem jej wywaru zaczęła zachowywać się jak pijana, okropnie chwiejąc się na nóźkach, jednakże jej skrzydło zaczęło puchnąć jeszcze bardziej. Gwen zawołała uzdrowiciela, który tylko pokręcił z rozbawieniem głową na ten widok. Jakoś jednak udało jej się przejść ten etap.

Część druga
Kostki: 2

Druga część od początku wydała się Gwendolyn przyjemniejsza i łatwiejsza. Za pomocą zaklęcia udało jej się wyjąć z dzbana pufka. Mruknęła "Vulnus alere", a zwierzę zaczęło powoli wyglądać coraz to bardziej normalnie. Nim jednak uzdrowiła je całkiem, brodawkolep zaatakował jej rękę. Udało jej się jednak skutecznie nad tym zapanować. W uzdrawianiu czuła się znacznie pewniej niż w eliksirach, lecz i tak tak łatwe przejście tego etapu podbudowało nieco jej nadszarpnięte w pierwszej części kursu ego.

Część trzecia
Kostki: 1, 1, 6

Trzecia część kursu okazała się być chyba najbardziej stresującą ze wszystkich. Gwendolyn przeraziła się na samą myśl o tym, że będzie musiała pracować z dziećmi. A, gdzieżby to były dzieci! To były niewychowane, rozwrzeszczane bachory, które za nic w świecie nie zamierzały dać się zbadać biednej pannie Heather. Dziecię, które miała ona zbadać, darło się niemiłosiernie, zaś niecierpliwiący się rodzice zadręczali ją masą pytań. Gwen po dłuższej chwili postanowiła się poddać.

Następnego dnia Gwendolyn przybyła do izby przyjęć z odrobinę mniejszym entuzjazmem. Gdy jednak sprawy potoczyły się dokładnie tak samo jak wcześniej, nieźle się załamała...

Gwen postanowiła podejść do tego etapu ten trzeci, ostatni, przysłowiowy raz. Dziecko tym razem okazało się być względnie posłuszne. Kobieta zbadała je i przekazała informację rodzicom, którzy też nie sprawili większego problemu. Podekscytowana Gwendolyn omal nie skakała z radości, podczas gdy starszy uzdrowiciel sprawdzał, czy dobrze wykonała swoją robotę. Okazało się jednak, że z tego wszystkiego dziewczyna źle zdiagnozowała chorobę u dziecka, które przez to musiało zostać w szpitalu na noc. Rodzice byli wściekli... Uzdrowiciel jednak docenił jej pracę podczas poprzednich etapów oraz to, że nie poddała się przy tym ostatnim. Nakazał jednak dziewczynie się douczyć.

Tak oto Gwendolyn udało się ukończyć trzeci, a zarazem ostatni etap kursu na asystenta uzdrowiciela, otrzymując tym samym uprawnienia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Dublin, Irlandia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 267
  Liczba postów : 120
http://www.czarodzieje.org/t15904-gwendolyn-heather
http://www.czarodzieje.org/t15906-gwendolyn-heather
http://www.czarodzieje.org/t15905-poczta-gwendolyn-heather#429677
http://www.czarodzieje.org/t15900-gwendolyn-heather




Gracz






PisanieTemat: Re: Mniejsza izba przyjęć   Wto Mar 20 2018, 00:19

Staż na uzdrowiciela, etap pierwszy
Kostki: 3, 1

Gwendolyn wróciła do znanej już sobie małej izby przyjęć z zamiarem podjęcia stażu, tak aby później móc już ubiegać się o wymarzoną posadę w Szpitalu św. Munga. Gwen sumiennie wykonywała wszystkie powierzone jej obowiązki. Chodziła na szkolenia, przyrządzała opatrunki. Prowadziła kartoteki pacjentów, a szło jej to tak szybko, że pomagała również w ogarnianiu papierkowej roboty doświadczonym już uzdrowicielom, którzy sobie z tym nie radzili. Nie opuściła również żadnego z wyznaczonych jej dyżurów. Ułyszała na swój temat bardzo wiele pochwał, co niezwykle ją podbudowało. Wreszcie poczuła, że naprawdę nadaje się do tej pracy. Ogromnie zatem zdziwił ją fakt, że jej szef kompletnie jej nie zauważył. Może miał inne, ważniejsze sprawy na głowie? Ale mimo wszystko powinien chyba zauważyć swoją stażystkę... No cóż, to Gwen zabolało, ale tylko odrobinkę. Swojego szefa w zasadzie jeszcze nie widziała na oczy. Nie przejmowała się zatem zbytnio jego milczeniem. Starała się bowiem doceniać pochwały, jakie otrzymywała od osób, z którymi miała styczność podczas wykonywania swoich zadań.
Pierwszy tydzień stażu minął jej całkiem spokojnie, bez większych rozczarowań.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Dublin, Irlandia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 267
  Liczba postów : 120
http://www.czarodzieje.org/t15904-gwendolyn-heather
http://www.czarodzieje.org/t15906-gwendolyn-heather
http://www.czarodzieje.org/t15905-poczta-gwendolyn-heather#429677
http://www.czarodzieje.org/t15900-gwendolyn-heather




Gracz






PisanieTemat: Re: Mniejsza izba przyjęć   Wto Mar 27 2018, 00:22

Staż na uzdrowiciela, etap drugi
Kostka: 2

Drugi tydzień stażu zleciał Gwen równie szybko jak pierwszy. Powiedziałaby nawet, że jeszcze szybciej - i to o wiele. Powoli przyzwyczaiła się do wszystkich czynności, jakich od niej wymagano. Najbardziej czas dłużył się jej wtedy, gdy musiała przesiadywać na tych wszystkich durnych szkoleniach. Szczególnie tych z BHP. No po co to komu? Po co ćwiczyć po pięćdziesiąt razy odpowiedni sposób mycia rąk, kiedy można iść i pomagać ludziom?
Przełożony Gwen dostrzegł jej dobre intencje oraz jej zaangażowanie w pracę. Dziewczyna zawsze kończyła powierzone jej obowiązki około dwie - trzy godziny przed czasem, toteż później nie pozostawało jej nic oprócz siedzenia i nudzenia się. Jej współpracownicy nie chcieli bowiem, aby się przepracowywała. Ale Heather tak bardzo lubiła swoje nowe zajęcie, że z chęcią przyjęłaby na siebie jeszcze więcej obowiązków. Szef jednak popierał jej współpracowników i kategorycznie zabronił jej wykonywania ponadprogramowej pracy. Za to pozwolił jej jednak wychodzić z małej izby przyjęć już po tym, jak skończy powierzone jej na dany dzień zadania. I tym oto sposobem Gwendolyn każdego dnia opuszczała szpital dość sporo wcześniej i wracała do domu, aby odpocząć.
Czuła, że jest stworzona do tej pracy. Że świetnie się w niej czuje, że daje jej to poczucie spełnienia i wewnętrznej satysfakcji.
Gwen otrzymała trochę czasu wolnego, który wykorzystywała i tak z myślą o pracy. W wolnych chwilach warzyła eliksiry lecznicze oraz ćwiczyła zaklęcia uzdrawiające. To wszystko, ku jej ogromnemu szczęściu, szło jej coraz lepiej. Czuła, że każdego dnia jest gdzieś o krok dalej od punktu wyjścia, w którym znajdowała się jeszcze przed rozpoczęciem stażu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Dublin, Irlandia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 267
  Liczba postów : 120
http://www.czarodzieje.org/t15904-gwendolyn-heather
http://www.czarodzieje.org/t15906-gwendolyn-heather
http://www.czarodzieje.org/t15905-poczta-gwendolyn-heather#429677
http://www.czarodzieje.org/t15900-gwendolyn-heather




Gracz






PisanieTemat: Re: Mniejsza izba przyjęć   Wto Kwi 03 2018, 15:16

STAŻ NA UZDROWICIELA, ETAP TRZECI
KOSTKA: 3, 1 (nieparzysta), na upominek 6

Ostatnie dni stażu okazały się dla niej okropne. Stała się strasznie rozkojarzona, nie wyrabiała z papierkową robotą. Ostatniego dnia przyszła do biura, żeby nadrobić zaległości w papierowej robocie. Po paru godzinach pisania i wypiciu kilku kubków kawy, siłą rzeczy musiała wstać i przejść się do toalety. Okazało się jednak, że jakiś dowcipny kolega przywiązał sznurówki jej trampków do krzesła, przez co Gwen runęła na ziemię jak długa. No pięknie! A poprzednia część praktyk przebiegała tak pomyślnie. Oczywiście musiała sobie coś zrobić na sam koniec, jak zwykle. Miała jednak teraz ogromnego pecha, bo upadając, uderzyła głową o kant biurka i straciła przytomność. Gdy w końcu innym stażystom udało się ją dobudzić, majaczyła przed ładne pół godziny, nie mając pojęcia, co też najlepszego się z nią dzieje. Na szczęście nie stało się jej nic poważnego. Upadek spowodował tylko (a może aż) straszny ból głowy, który dawał o sobie znać jeszcze dobre kilka dni.

Fatalna końcówka stażu sprawiła, że dziewczyna nie spodziewała się dostać czegokolwiek od szefa na pożegnanie. Tak więc, ku swojemu miłemu zaskoczeniu, otrzymała od niego okrągłe sto galeonów. Podziękowała mu, rozpromieniona.
Wreszcie mogła ubiegać się o wymarzoną pracę!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 37
Skąd : Wielka Brytania.
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 588
Dodatkowo : depresyjny i autystyczny;
  Liczba postów : 795
http://www.czarodzieje.org/t16392-matthew-alexander#449540
http://www.czarodzieje.org/t16401-matthew-alexander#449750
http://www.czarodzieje.org/t16400-matthew-alexander#449655
http://www.czarodzieje.org/t16387-matthew-alexander




Gracz






PisanieTemat: Re: Mniejsza izba przyjęć   Wto Lip 17 2018, 10:48

Nie aż tak od razu po ukończeniu szkoły.

Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że nawet dobra pogoda może mu nie dopisać tak, jakby tego rzeczywiście chciał. Wbrew pozorom fakt, że kałuże na ulicach Londynu zniknęły, promienie słońca zaczęły oświecać twarze bladych zazwyczaj Brytyjczyków, a chmury zniknęły gdzieś poza Świętym Mungiem, nie oznaczał, że bez problemu wda się w łaski nowej roboty. Westchnął cicho, spoglądając tymczasem na zegar, tym samym nie mając zamiaru się spóźnić. Niezbyt wysoka sylwetka faceta, który miał na sobie proste, trochę luźne ciuchy, przeszła przez przechodniów, którzy również się spieszyli w pewien sposób, z dość widocznym zagubieniem szukając miejsca odbywania stażów. Tak. Depcząc w miarę spokojnie butami po kostce, która zdobiła specjalnie przeznaczone dla przechodniów dróżki, prze dostawał się przez kolejne tłumy. Niezbyt długo wskazówki zegara odliczały kolejne minuty, kiedy to Matthew przedstawił powód wizyty i bez problemu przedostał przez szybę domu handlowego. Znajdujący się na drzwiach napis skutecznie odstraszał mugoli, albowiem nikt raczej nie chciałby tam wejść ze względu na trwający remont. Niebieskie oczy zwróciły się zatem w stronę Szpitala Świętego Munga, a raczej zawartości, mając nadzieję na to, że pierwsze chwile w tym nietypowym miejscu będą raczej dobre. A może mu się poszczęści?
Nim się jednak spodziewał, od razu chwycił go niezbyt zadowolony szef, spojrzeniem oczu analizując to, jak wygląda, jaką ma postawę, a przede wszystkim budując sobie zdanie na jego temat. Niezbyt przyjemna sytuacja, której raczej stażysta nie będzie wspominać dobrze. Matthew, całkiem zagubiony już faktem, że na początku musi się wszystko sypać, westchnął na tyle cicho, by nie musiał słuchać jednej z uwag, które mogły go w jakikolwiek sposób przekreślić ze stażów - a przynajmniej sam tak uważał. Lepiej byłoby nie zwracać na siebie uwagi, jednak tym razem mu się nie udało i zwyczajnie musi ponieść konsekwencje takiego stanu rzeczy. Zawsze mogło trafić na kogoś, kto gorzej wytrzymałby coś takiego, czyż nie? I o ile nie mógł się przekręcić na pięcie, sam opiekun zauważył to, że po dłuższej chwili wymiany zdań poprzez mowę ciała, Alexander wygląda na typowego obiboka - i nie zaczął szczędzić mu uwag ze względu na taki stan rzeczy. Posprzątanie miejsca po pacjencie? Docinka gwarantowana. Chęć pomocy? Tutaj również. Jednak było jeszcze gorzej, niż się spodziewał, gdyż stres zaczął działać o wiele mocniej i z o wiele większą częstotliwością, przez co każdy przedmiot, który brał, wylatywał mu z rąk jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki - i to dosłownie! Czyżby ktoś rzucił na niego okrutną klątwę? Sam nie wiedział, a jedyne, na co liczył, to jakiś cud, że zdoła opanować jeszcze bardziej drżące dłonie, które odmawiały posłuszeństwa. Może kiedyś był niezdarą, jednak zazwyczaj dawał sobie z tym rady, a teraz? Nie ma bata, idzie to w jeszcze gorszym kierunku, niż się spodziewał. Jeszcze do tego dociekliwe uwagi ze strony współpracowników... Na które jednak starał się nie zwracać uwagi, jednak jego empatyczność dała się we znaki, doskonale wysyłając sygnały do otoczenia, że na pewno nie czuje się swojo z tym, że jest nazywany nie po imieniu, a bardziej jako "Niezdara". No cóż, nie zawsze droga jest prosta, nieraz musi mieć ostre zakręty oraz wkurzające kolce.

Kostki: 1, 2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 37
Skąd : Wielka Brytania.
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 588
Dodatkowo : depresyjny i autystyczny;
  Liczba postów : 795
http://www.czarodzieje.org/t16392-matthew-alexander#449540
http://www.czarodzieje.org/t16401-matthew-alexander#449750
http://www.czarodzieje.org/t16400-matthew-alexander#449655
http://www.czarodzieje.org/t16387-matthew-alexander




Gracz






PisanieTemat: Re: Mniejsza izba przyjęć   Sro Lip 18 2018, 11:15

Kurs na Asystenta Uzdrowiciela

Po ukończeniu szkoły.
Pierwszy etap
Kostki: 6
Uśmiechnął się słabo, gdy wreszcie dostał się do Szpitala Świętego Munga w Londynie. Pogoda tego dnia nie dopisywała, zatem młody czarodziej postanowił nie uzależniać swojego humoru od tego, czy zza szybami świeci słońce, oświetlając tym samym twarze bladych przechodniów, czy może kropelki deszczu ścigają się nawzajem, pozostawiając charakterystyczny szlak na szybie. Doskonale wiedział o tym, że i tego dnia może mu się nie udać, wszak nie należy do osób nieomylnych, a do błędu raczej potrafi się przyznać - by z pokorą schylić ku ziemi głowę oraz pokazać pewnego rodzaju uległość. Niczym pies, który zrobił coś głupiego i tylko czeka, w tym deszczu, który nawilża jego sierść, na karę ze strony właściciela. Poprawiwszy okulary, wszedł na pierwszy etap kursu, który, jak miał nadzieję, uda mu się w jak najlepszym porządku. Ale czy aby na pewno? Przecież zawsze stres może go zjeść, koszula niewinnie pogięta stać się obiektem kpin, a nietypowy umysł zaszkalowany przez osoby znajdujące się na terenie placówki. Nie ma sensu stać w miejscu, należy umieć podjąć się kolejnych kroków. Nawet tych najmniejszych, byleby się nie zawiesić w miejscu i nie musieć sięgać w najgłębsze zakamarki umysłu.
Pierwsze zlecenie, jakie dostał, nie było złe, wręcz przeciwnie - uwielbiał wszelkiego rodzaju zwierzęta, czy to te magiczne, czy mugolskie, wszystko było mu jedno. Zawsze, ale to zawsze miał przy sobie coś dla psin, które znajdował przypadkiem na drodze, zyskując ich zaufanie. Westchnął głębiej, chowając jedną z dłoni do kieszeni ciemnobrązowej kurtki, mając nadzieję na to, że mu się uda. Nie. Wiedział, że mu się uda. Ale... Uwarzenie Szkiele-Wzro nie poszło zbyt dobrze, no ba, zamiast pomóc sówce, jeszcze bardziej pogorszyło jej stan, a skrzydło zaczęło niemiłosiernie puchnąć. Na szczęście Matthew ogarnął się i zgłosił ten fakt Uzdrowicielowi, starając się, aby ptaszyna przypadkiem nie zrobiła sobie większej krzywdy - gdyż, jak na złość, mężczyzna musiał coś spartaczyć. Grunt, że zachował zdrowy umysł i przyznał się do błędu, czyż nie?

Etap drugi
Kostki: 6
Jakoś to szło. Nie żeby młodzieniec narzekał na swoją robotę, no ba! Kurs mu się spodobał, a przecież aż tak źle być nie może. Dotarł zatem do placówki, gdzie odbywał odpowiedni kurs, rzuciwszy okiem na godzinę, która znajdowała się w centrum handlowym - nie był spóźniony, tle dobrego. Ciepłe spojrzenie oczu powędrowało zatem na manekina, wytłumaczył mu powód wizyty oraz przeszedł przez szybę, bezpiecznie docierając do Szpitala Świętego Munga. Poprawiwszy swoje ubrania, tym razem czuł, że uda mu się poprawnie wykonać zadanie, jakie zostanie zlecone w celu sprawdzenia jego wiedzy. Miał tylko nadzieję, że nie będzie ono zbyt wymagające, wszak szkoda by było, gdyby ponownie zawalił sprawę, a warto dodać, że dotyczyło to sowy, a tym razem może mieć z gorszym przypadkiem do czynienia! Ale wiedział, że w tym zawodzie nigdy nie będzie łatwo, zawsze znajdzie się coś do roboty, serce czasami wytrzymać nie może, a przemęczony mózg ma ochotę odpocząć. Powitał się zatem z Uzdrowicielem i przystąpił do odpowiednich działań.
Pufki. Od kiedy pamiętał, zawsze chciał mieć pufka - to takie miłe, fajne stworzenie, które jednak trudno jest oduczyć złych manierów, a fakt, że bywają urocze i zabawne, spowodował, że dosłownie każdy młody czarodziej chce go mieć w swoim domu. Osobiście miał z nimi do czynienia, przyjaźnie mruczą oraz, niestety, gdy są głodne, jedzą wszystko, co popadnie. Chociaż raczej nie chciałby, żeby takie stworzenie jadło jego smarki - ze względu na to, że nie jest to zbyt higieniczne, no ale ten fakt należy do jednego z głównych powodów, z jakiego dzieciaki chcą mieć taką kuleczkę w swoim domu. Tym razem jednak miał coś innego do roboty, gdyż zwierzak zetknął się z Brudawkolepem - przez co zachował odpowiednie środki ostrożności. Pupil, który przebywał w dzbanie, musiał zostać w jakiś sposób wyjęty z kryjówki, ale tak, żeby Matt nie miał do czynienia z pewnego rodzaju pasożytem. Naprawdę nie byłoby to zbyt przyjemne doświadczenie, gdyby i on stał się poszkodowanym, dlatego rozejrzał się dookoła trochę zagubionym wzrokiem, zauważając bez trudu położoną nieopodal rękawicę ze smoczej skóry. Założył ją, wyciągnął zawartość z dzbana, a następnie chwycił wolną ręką za różdżkę z rdzeniem z pióra feniksa, wypowiadając jedno proste zaklęcie.
- Vulnus alere. - proste słowa wydobyły się z ust młodzieńca, zaś pufek w prostym, ale za to jak w pięknym stylu, został uleczony z przypadłości. Jedyne, co mógłby w tym momencie zrobić, to pogratulować samemu sobie, jednak zamiast tego poczuł, że Uzdrowiciel poklepał go po ramieniu, oznajmiając, że przeszedł do następnego etapu.

Etap trzeci
Kostki: 4, 4
Dzisiaj coś dziwnie czuł, że będzie sporo stresu na oddziale. Niby mógł to wszystko rzucić bez problemu w kąt, zgasić wszelkie nadzieje, jednak to byłoby dość nietypowe w jego przypadku. Postanowił jednak podtrzymać płomień, który powodował topienie się wosku, biorąc udział w ostatnim etapie kursu - który, zobaczymy, jak mu poszedł. Wpierw jednak musiał dostać się do placówki, zatem powtórzył podstawowe kroki, westchnął cicho, udał się na odpowiednie piętro, by móc się w jakikolwiek sposób przygotować. Ostatni etap poszedł nieźle i nie musiał zbytnio martwić się tym, że jego wiedza na temat magicznych stworzeń jest bliska zeru. Usiadł zatem na krześle, rozsiadł się wygodnie, poprawił płaszcz, położył na chwilę okulary oraz zarzucił wzrokiem na sufit. Na razie mógł tyle zrobić - no właśnie, na razie. Bo nie wiedział, co go dokładnie czeka, a przede wszystkim jaka dawka stresu zostanie mu zaserwowana. Już po paru chwilach przyszedł do niego Uzdrowiciel, zapraszając go wręcz z kamienną twarzą do tego, co się działo na sali.
Krzyki, płacze, czyli wszystko to, co powodowało, że adrenalina wzrastała, ból głowy nie chciał przeminąć, a myśli mieszały się z tym, co dzieje się dookoła. Uśmiechnął się słabo, sięgając po to wszystko, czego zdołał się nauczyć, jednak powtarzające się pytania bez problemów dezorientowały praktykanta. Rodzice nie dawali spokoju personelowi w diagnozowaniu stanu poszkodowanego, przez co zagubienie nasiliło się, a stres dodatkowo spowodował większy ból głowy, z którego nie mógł się przez jakiś czas wyrwać. Myślał. Za dużo myślał. Za dużo tego wszystkiego. Dziecko wyglądało z zewnątrz w porządku, jednak ból skierowany był na prawej ręce, z charakterystycznym zabarwieniem - zapytałby się zatem, co się działo przed tym zdarzeniem, jednak najpierw musiał sam się uspokoić. Przymknął dosłownie na chwilę oczy, starając się znaleźć jakiś punkt zaczepienia, przez który nie będzie musiał odczuwać jeszcze większego przytłoczenia sprawą, z jaką miał w chwili obecnej do czynienia. Prześwietlenie.
- Surexposition.- używając tego zaklęcia, wiedział, że na jakiś czas przykuje uwagę rodziców dzieciaka, tudzież uważnie obserwował dalsze informacje przekazywane przez czar. Różdżka po chwili powróciła do swojej pierwotnej kryjówki, a diagnoza była dość prosta do odkrycia - złamanie kości przedramienia oraz stłuczenie obojczyka z lekkim pęknięciem. Teraz można było łatwo podjąć kolejne kroki. Odpowiednie zaklęcia, jedno do nastawienia, drugie do unieruchomienia kończyny - za jednym razem Locus, za drugim - Ferula. Cicho, spokojnie, zaś nadszaprane nerwy rodziców próbował uspokoić ciepłym głosem, aczkolwiek trochę zająkanym. Udało mu się! Ale jeszcze długa droga do bycia Uzdrowicielem.

Z.t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 37
Skąd : Wielka Brytania.
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 588
Dodatkowo : depresyjny i autystyczny;
  Liczba postów : 795
http://www.czarodzieje.org/t16392-matthew-alexander#449540
http://www.czarodzieje.org/t16401-matthew-alexander#449750
http://www.czarodzieje.org/t16400-matthew-alexander#449655
http://www.czarodzieje.org/t16387-matthew-alexander




Gracz






PisanieTemat: Re: Mniejsza izba przyjęć   Czw Lip 19 2018, 14:23

Niedawno po kursach na Asystenta Uzdrowiciela.

Matthew wiedział, że jego ścieżka jest kręta oraz bardzo trudna do przejścia. Mało kto jest w stanie normalnie myśleć oraz nie stracić umysłu, kiedy wie się o tym, iż najbliższe osoby odsuwają się od życia za każdym zrobionym do przodu krokiem. To tak, jakby przeszłość pozostawiało się w tyle, za nieprzyjemną, chłodną mgłą. Jakby rzeczywiście wizja ta stawała się być niczym innym jak tylko pustą nadzieją na lepsze jutro, a nic nie trzyma człowieka na duchu, jak właśnie wiara w coś, co się praktycznie nigdy nie wydarzy. Jednak... Nie miał prawa narzekać. Zawsze mógł nie skończyć szkoły, zawsze mógł zatrzymać się w swoim rozwoju umysłowym, zawsze mógł zaszyć się w swoich czterech kątach, pijąc herbatę z mlekiem, lecz zamiast w filiżance, to w zwykłym, bladym kubku. Zamiast brnąć naprzód, zostawałby w tyle, zasłaniał mieszkanie firankami, by żadne promienie słoneczne nie dochodziły do pomieszczeń, a bezradny wzrok wbiłby w ścianę, zastanawiając się nad tym, czy kiedykolwiek to wszystko miało sens. Owszem, miało, kiedy to trzymał się jakiegoś punktu zaczepienia i nie pozwalał, by negatywne myśli żerowały na jego umyśle jak najprawdziwsze pasożyty.
Przywyknął do faktu, iż zawsze, gdy chce dostać się do szpitala, musi porozmawiać z manekinem ustawionym nieopodal drzwi, na których widniał napis o zaistniałym w centrum handlowym remoncie. Zawsze zastanawiało go to, czy naprawdę ludzie, którzy omijają ten teren szerokim łukiem, wierzą w to, że coś tam się dzieje, że panuje tam przemeblowanie, że palce rysujące kłamstwo za pomocą prostego, jedwabnego dotyku, tak naprawdę uciszają. Przedstawiwszy się z celem wizyty, już po chwili dostał się bez problemu do Mniejszej Izby Przyjęć, witając się jednym z Uzdrowicieli. Niektórzy kojarzyli go ze względu na fakt, iż całkiem niedawno robił kursy na asystenta, jednak jego ambicje są większe niż ktokolwiek byłby w stanie się spodziewać, tudzież po wcześniejszym ustaleniu pojawił się z zamiarem zwiększenia swoich kompetencji zawodowych.

Etap I - wypadki przedmiotowe
Kostki: 3
Dzień jak dzień, powiadają. Typowe przypadki, typowe wypadki, typowe dosłownie wszystko - procedury, wypełnianie papierków, dbanie o pacjentów. Kiedy to pełnił podstawowe funkcje, dostał ze strony opiekuna pewnego rodzaju zlecenie, na które był średnio przygotowany, gdyż dotyczyło to wypadku przedmiotowego, a dokładniej rzec wytłumaczywszy - eksplozji kociołka z eliksirem Eksplodującym. Rany, które otrzymał pacjent, na pewno nie były przyjemne, więc nawet nie stając się Sherlockiem, miał możliwość stwierdzić, że nie każdy jest w stanie wytrzymać takie obrażenia. Rzucił trochę spokojniejszym spojrzeniem w jego stronę, zaglądając w najciemniejsze zakamarki umysłu po poradę. Poparzenie klatki piersiowej nie wyglądało na zbyt przyjazne, a na pewno mogłoby w najgorszym przypadku dojść do poparzeń układu oddechowego, a wtedy miałby naprawdę mało czasu. Chwilę pomyślał nad Fringere, lecz w miarę szybko przypomniał sobie, że nie jest tutaj po to, by łagodzić objawy, a zwyczajnie leczyć. Episkey wydawało się być dobrym pomysłem, lecz nie wiedział, czy zadziała z wymaganym skutkiem, zaś rany, jakie otrzymał chłopak przy nieumiejętnym mieszaniu substancji w kociołku, mogły być odporne na działanie dość podstawowego zaklęcia. Matthew wolał jednak na początku sprawdzić, czy wszystkie urazy są zewnętrzne i czy przypadkiem substancja nie napsociła w organizmie, dlatego wykonał badanie diagnostyczne na sam początek. Przyłożył różdżkę i użył odpowiednich zaklęć, by następnie zawrócić po eliksir, który doprowadziłby poszkodowanego do o wiele lepszego stanu. Jak się jednak obrócił na pięcie, jak jednak odwrócił od niego dosłownie na chwilę wzrok, zauważył, że pacjent, wbrew zdrowemu rozsądkowi, zniknął.
- Leon, widziałeś pacjenta z poparzoną klatką piersiową i paskudną raną na ręce? - zapytawszy się, wbił następnie wzrok w jak najdalszy punkt, byleby zachować należyty w tej sytuacji spokój. Jego wszelkie nadzieje zniknęły wraz z chwilą, gdy pomocnik widocznie zaprzeczył. Wytłumaczywszy całą sytuację, wziął głębszy wdech, by przypadkiem nie zwariować w mniej zdrowy sposób oraz zaczął rozglądać się za osobą, która najwidoczniej nie była zadowolona z oferowanej przez niego pomocy. Zbyt długo to jednak nie trwało, gdyż po kilkunastu minutach został on znaleziony i skierowany na leczenie, zaś kursant mógł odetchnąć z pewnego rodzaju ulgą. Doskonale wiedział, iż następnym razem nie będzie mógł doprowadzić do takiej sytuacji.

Etap II - urazy magizoologiczne
Kostki: 5
Następny dzień być może nie mógł pochwalić się przepiękną pogodą i jasnymi promykami słońca, jednak Matthew starał się nie dopuszczać do swojej głowy negatywnych myśli na temat kursu, jakiego się podjął. Na pewno mężczyzna nie chciał wpaść w pułapkę umysłu, która zdarza się bardzo często u osób, gdzie w niektórych momentach człowiek ma ochotę powiedzieć "dość", pozwolić wydostać się wdechowi z płuc w postaci błagalnego krzyku oraz zapomnieć. W chwili obecnej siedział na krześle, wgapiając się ciepłymi, przyjaznymi oczami w stronę sufitu, który czasami zdawał się być tylko iluzją spadającą na jego puchaty łeb. Takie wyobrażenia zdarzały się jednak na tyle rzadko, że nie musiał się martwić, iż kiedykolwiek stanie się to rzeczywistością, a potwory z wyobraźni przejdą do świata, w którym istniał pod postacią cielesną - gdyż duchowo był całkowicie gdzieś indziej.
Nie spodziewał się jednak nagłego przypadku, który wymagał pomocy w trybie natychmiastowym. Zawróciwszy zamyślonymi oczami, mrugnął kilka razy w stronę przełożonego, wstając z krzesła oraz nie mogąc uwierzyć własnym uszom na początek - poskładanie kogoś do kupy po ataku hipogryfa? Doskonale wiedział o tym, że te stworzenia należą do dumnych oraz bardzo łatwych do urażenia przez brak należytych manierów oraz środków ostrożności. Nieraz miał z nimi do czynienia, przez co uznawał je za naprawdę piękne stworzenia - które wymagają, jak każdy inny, specjalnego traktowania.
Westchnął głębiej, by następnie przejść do miejsca, gdzie znajdował się pacjent. Z informacji, jakie uzyskał, miał stuprocentową pewność, że nie obyło się bez poważniejszych urazów w postaci połamania kości. Nie spodziewał się jednak złamania otwartego, na które być może nie zadziałał wymiocinami wprost na Uzdrowiciela, ale na pewno poczuł, że w pewnym stopniu lód załamuje mu się pod nogami. Wziął głębszy wdech, rzuciwszy być może nie tyle przerażonym, co bardziej współczującym spojrzeniem, by po chwili przejść do odpowiednich działań. Matthew wiedział doskonale o tym, że samym przyglądaniem się w jego stronę oraz przyjmowaniem krzyku spowodowanego bólem, nie pomoże, i choć zaczęło mu się kręcić w głowie, sięgnął głębiej po odpowiednie informacje, starając się zachować przy swoich działaniach racjonalność. Pierwsze chwycił za eliksir Spokoju, który podał następnie pacjentowi, by móc go zbadać w mniej napiętej atmosferze - a ta zgęstniała wraz z jego przybyciem na oddział szpitalny.
Następne czynności poszły niezwykle łatwo - odpowiednie zaklęcia do nastawienia kości, zasklepienia ran i możesz być z siebie dumny, Matt. Na tyle dumny, iż straciłeś przytomność i wywaliłeś się na podłogę szpitalną, prawdopodobnie ze stresu wynikającego z bycia pierwszy raz w takiej sytuacji. Uderzywszy swym ciałem o zimną płytkę, był praktycznie nieobecny przez parę minut, dopóki nie został ocucony. Co prawda Uzdrowiciel był dumny z jego roboty, aczkolwiek sam fakt zaistnienia sytuacji, w której mdleje prawdopodobnie na widok obrażeń, dał mu jasno do zrozumienia, że przed nim jeszcze długa droga.

Etap III - zakażenia magiczne
Kostki: 2
Zakażenia magiczne były tym, co staje się jednym z największych zagrożeń, jeżeli chory nie zostanie odpowiednio odizolowany od otoczenia na czas przyjmowania leków w celu wyleczenia z choroby. I chociaż Matthew starał się zrobić wszystko, by jak najlepiej zdiagnozować choroby, wiedział, że nie jest nieomylny i za każdym razem może popełnić błąd, za który zapłaci nie on - tylko właśnie pacjent. Mężczyzna doskonale zdawał sobie sprawę z faktu, że ludzie powierzają w jego ręce nieraz swoje życie, a nawet jednorazowa pomyłka może zakończyć się ogromną tragedią. Starał się nie zarażać swojego umysłu tymi myślami, lecz musiał przyjąć do wiadomości, że nie zawsze będzie w stanie kogoś uratować. Najważniejsze, że podejmuje się jakichkolwiek kroków, które są w stanie wpłynąć na późniejszą jakość życia wczesniej chorego - miejmy nadzieję, że na dobre.
Dzisiaj jednak został poddany pewnej rodzaju próbie, która miała na celu sprawdzić jego wiedzę z zakresu chorób należących do świata magicznego. I tego dnia, niestety, przyszło mu się porządnie machnąć. Nie wiedział, jakim cudem, ale mimo wszystko fioletowe bąble na skórze pacjenta zdiagnozował jako Smoczą Ospę, nakazując izolacji chorego na czas rekonwalescencji. Wiedział, że odpowiada za czyjeś życie, aczkolwiek nauka najwidoczniej kompletnie mu się pomieszała jak wyczucie różnicy między snem a rzeczywistością. Jak na złość pomylił lekarstwa, które mimo wszystko zadziałały, a sprawa kompletnie ucichła. Siedząc przy biurku, powoli ocknął się z głębokiego snu, spowodowanego prawdopodobnie tym całym kursem, podniósł głowę do góry, odkrywając oczy za włosami i zdał sobie sprawę, że tak naprawdę prześlizguje się z jednego etapu do drugiego na kompletnym farcie.

Etap IV - zatrucia eliksarne i roślinne
Kostki: 6, 6
Kolejny dzień i kolejny przypadek, w którym musiał zainterweniować. Być może deszcz uderzający bezlitośnie o szybę nie przyprawiał go o dobry nastrój, jednak jak wcześniej nie dał sobie wmówić, że pasmo porażek wynika z tego, w jaki sposób interpretuje pogodę. A była ona... no cóż, nie w jego typie. Zdawała się być smutną, przywołując na myśl same najbardziej wpływające na niego wspomnienia, które z czasem wgryzały się w niego jak wygłodniałe psy puszczone na łowy po tygodniu głodzenia. Świat mugolski był mu mniej obcy niż świat czarodziejski i nie był z niego w stanie normalnie zrezygnować. Bo, nawet jeżeli ojciec wprowadzał go w te wszystkie rzeczy i wywołał w nim miłość do stworzeń oraz ich życia, czuł się również zobowiązany wobec tych, co nie mają do czynienia z magią. Jednak... nie można pokazywać swojej prawdziwej tożsamości osobom, które nie są w tym wtajemniczone. Westchnęwszy cicho, otrzymał kolejnego pacjenta. Rzuciwszy wzrokiem na poszkodowanego, nie wiedział, co może być przyczyną jego negatywnego stanu. To znaczy się, zielona twarz na pewno była jednym z objawów jakiegoś zatrucia, jednak nie był pewien, do czego to dokładnie należy. W wolnej chwili zatem Matthew chwycił, siedząc przy biurku za jedną z książek, mając nadzieję na to, że znajdzie coś, co rzeczywiście będzie odpowiadało opisem do wyglądu i stanu tego, kto trafił na oddział. Oczy dokładnie wędrowały od linijki do linijki, wchłaniając coraz to większe dawki wiedzy, myślał nad tym, co może być główną przyczyną, jednak bezskutecznie. Okulary poprawiał co chwila z faktu, że będzie musiał iść z tym do swojego przełożonego. A co, jak wyjdzie na kompletnego idiotę? A co, jak się ośmieszy i szef się wkurzy? Nie wiedział, co ma robić, ale równie dobrze siedzienie cicho na jednym krześle nie spowoduje, że rozwiązanie przyjdzie do niego na nóżkach lub otrzyma skrzydła i przyleci. Niepewnie zatem podszedł, trochę zagubiony, do osoby odpowiedzialnej za jego kurs, jednak zamiast otrzymać odpowiednie wsparcie, otrzymał na tyle odpowiedni ochrzan, gdyż ten nie miał zbyt dobrego humoru i nie docenił jego chęci, każąc przyjść następnego dnia poprawić ten etap. No cóż, nie masz dzisiaj szczęścia, Alexander!

Poprawa
Kostki: 3
Matthew nie mógł zrozumieć tej nocy, dlaczego przełożony się na niego wkurzył. Być może miał zły dzień? Być może zła pogoda mu się udzieliła? Cholera wie, jednak nie zamierzał aż nadto zwalać na siebie winy za to, że czegoś nie wiedział, no ba, postanowił zagłębić się bardziej w temat zakażeń wynikających ze strony organizmu. I chociaż sumienie go gryzło, że mógł w jakiś gorszy sposób wpłynąć na mężczyznę, zasiewając małe, niewinne nasionko, to nie mógł siedzieć w miejscu. Przed położeniem się spać chwycił się poważniej za materiały, które znalazł, by następnie je przestudiować - gdyż są błędy to on będzie w przyszłości płacił, a chociaż niewiedza nie jest czymś, za co powinno się karać, w jego zawodzie nie powinna występować. Nawet delikatnie przeciął sobie palec, starając się przewrócić papier, chwycić go, wyczuć jego chropowatość.
Przyszedł do pracy, by poprawić tę część egzaminu. Wierzył, że tym razem mu się uda, zaś do pacjenta przystąpił z pewnego rodzaju spokojem, który być może udzielił się choremu. Ta sama sytuacja, więc źle być nie może. Spojrzał ciepłymi, jasnymi oczami w jego stronę, podniósł delikatnie kącik ust do góry oraz stojąc przy jego łóżku, zaczął tłumaczyć wszystko po kolei.
- Musiał pan zjeść Langustnika, który wyglądem przypomina homara. Należy jednak do gatunku trujących, a nawet jego obróbka nie spowoduje, że toksyny znikną z organizmu stworzenia. Podamy panu odpowiednie eliksiry, które zmniejszą skutki oraz wyleczą z zatrucia. - oznajmiwszy, spojrzał na przełożonego, który najwidoczniej był tym razem zadowolony i nie udzielił mu się zły humor. No ba! Nawet pojawił się kciuk podniesiony w górę! Czyżby zbliżał się ku końcowi?

Etap V - urazy pozaklęciowe
Kostki: 4
Z zaklęć nigdy nie był dobry, no ba, bardzo często miał z nimi problemy, a gdyby ktoś go zaatakował, obrobić by się obronił, lecz zrewanżował - niekoniecznie. I chociaż w niektórych przypadkach znajomość takich rzeczy naprawdę się przydaje, to potrafiłby zrobić coś złego tylko w sytuacji, gdzie byłoby zagrożone życie innych osób. Jednak... kim on jest, by decydować o czyimś losie? Sam nie wiedział. Zbliża się ku posadzie Uzdrowiciela, tylko nie wiedział, czy da sobie z tym radę, a przede wszystkim - czy zostanie zaakceptowany w kręgu mało znanych osób? Przewrócił oczami, wbijając swój wzrok na sufit, który zdawał się na niego spadać, a światło nieprzyjemnie biło w oczy, dezorientując go jeszcze bardziej.
Zawsze coś musi mu przeszkodzić w tonięciu w morzu własnych myśli, aczkolwiek bardziej to zadziałało niczym koło ratunkowe. Nie mając czasu się w ogóle zastanowić, otrzymał kolejny przypadek, lecz tym razem z zasięgu urazów pozaklęciowych, które nie należały raczej do jego koników. A jeszcze o tym nie wiedział, jednak musiał zdać się na los, że będzie to dość prosty przypadek, gdzie jego szare komórki nie nadstawią znowu karku na stres.
Zaklęcie Remordeo... Coś o nim słyszał, jednak za mało, by móc być w stu procentach pewny w tej kwestii, a widok biedaka, który nie mógł złapać powietrza, wymiotował i miał biegunkę, co chwilę latając tam i z powrotem do ubikacji, na pewno wywoływał u niego pewnego rodzaju współczucie. Sam nie chciałby się znaleźć na miejscu chorego, wszak odwiedzanie co chwilę ubikacji przy możliwości odwodnienia nie było zbyt ciekawe. Nim jednak zdołał dokładniej chwycić za miksturę, popełnił poważny błąd, podając mu coś innego, a dokładniej rzecz mówiąc eliksir, który spowodował u niego krwawienie ze wszystkich otworów, które znajdują się na całym ciele. Zrozumiał, że musi szybko działać, zatem niemalże w trybie natychmiastowym chwycił za różdżkę i rzucił Haemorrhagia Iturus, by zatrzymać nieprzyjemnie płynącą krew. Tyle mógł zrobić - zachować w danej sytuacji stalowe nerwy. Zauważył jednak, że tylko przez ten refleks zdołał przystąpić do egzaminu... Czyżby nadawał się na Uzdrowiciela?


Test
Kostki: 7
Dzisiaj chyba nie był jego szczęśliwy dzień. Test, który otrzymał do rozwiązania, był o wiele trudniejszy, niż mógł się spodziewać, a być może powinien bardziej się przygotować do takiego stanu rzeczy? Być może.

Poprawa
Kostki: 12
Studiował dniami i nocami, aż wreszcie udało mu się za drugim podejściem - zdał, zadowolony odebrał dyplom i ruszył siną w dal, jednocześnie dziękując przełożonemu za kurs.

______________________

#include <iostream>using namespace std;
int main()
{
cout << "I think there is ";
cout << "a flaw in my code";
return 0;
}
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 37
Skąd : Wielka Brytania.
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 588
Dodatkowo : depresyjny i autystyczny;
  Liczba postów : 795
http://www.czarodzieje.org/t16392-matthew-alexander#449540
http://www.czarodzieje.org/t16401-matthew-alexander#449750
http://www.czarodzieje.org/t16400-matthew-alexander#449655
http://www.czarodzieje.org/t16387-matthew-alexander




Gracz






PisanieTemat: Re: Mniejsza izba przyjęć   Wto Lip 24 2018, 20:52

Dni mijały, dni upływały, raz atmosfera stawała się iście gorąca, jak gdyby coś się mściło na młodym stażyście, jednak mimo wszystko czuł, że jakoś zaczyna się wczuwać, pomimo wcześniejszych wpadek i tego, co szef zaczął o nim sądzić. Nie każdy chciałby być uznawany za kompletnego obiboka, czyż nie? A co najgorsze, pracowity Puchon, a raczej absolwent Hogwartu, mógł się czuć tym faktem urażony, jednak doskonale wiedział, iż nie wszystko będzie szło po jego myśli, iż zawsze znajdą się jakieś przeciwności losu. Wiatr będzie wiał w przeciwnym kierunku, do którego zmierza, zaś rozgrzany do granic temperatur piasek niemiłosiernie zacznie uderzać w jego ciepłe, niebieskie oczy, które zacznie przymykać, idąc wręcz na ślepo, byleby dotrzeć do celu. W tym wszystkim był niestety sam – matka zniknęła, gdy był jeszcze młodym dzieciakiem, a ojciec znalazł sobie ciut lepsze zajęcie od zajmowania się synem, jednak nie potrafił mu tego wygarnąć za złe. No ba, akceptował rzeczywistość, nie mając zamiaru z nią walczyć na żaden z możliwych sposobów, chociażby ze względu na fakt, iż potrafi odpuścić w odpowiednim momencie. Jednak czy przecięcie relacji ojciec-syn wpłynęło na niego pozytywnie?
Kiedy to siedział na drewnianym, niezbyt przyjemnym krześle, segregując drobne druczki oraz zajmując się typowo papierową robotą, znowu spojrzał na współpracowników, którzy, jak Ślizgoni, znaleźli w nim naprawdę ciekawą ofiarę do testowania granic jego możliwości. I chociaż Matthew wydawał się być niewinny na wszelkie możliwe sposoby, wystarczyło jedno słowo ze strony bardziej pewnych siebie uzdrowicieli, żeby znowu miał przechlapane, a droga, którą stąpa, ponownie porosły Jadowite Tentakule, mające na celu złapać ofiarę w swoje sidła oraz zatruć na śmierć. Westchnął ciszej, odkładając jedną z dokumentacji medycznych na bok oraz spoglądając na nich trochę podejrzliwym wzrokiem, choć już po chwili zdołał zrozumieć to, jaki błąd popełnił, okazując jedną z tych emocji, które przecież ukrywa w sobie i nie pozwala, żeby w jakikolwiek sposób wydostały się na zewnątrz. Przegryzł trochę nerwowo wargę, odwróciwszy wzrok i stuknął opuszkami palców o blat biura, który był pokryty delikatnie kurzem. Kto tu ostatnio w ogóle sprzątał? Mało go to obchodziło, skoro został sam, a zdenerwowane twarze z hukiem opuściły jego tymczasowe pomieszczenie do ogarniania papierkowej roboty. Ze stresu zaczął wszystko układać na ładną kupkę, a rękawem przetarł brud widniejący na materiale, z którego został wykonany mebel, chcąc jakby odreagować to, co się wydarzyło. Wziął głębszy wdech, wstał, kiedy to do biura wszedł wkurzony szef.
- MATTHEW! - powiedział rzeczywiście wkurzony szef, a mężczyzna wyprostował się, zauważając to, że starszy stażem nie jest zadowolony z tego, co się tutaj dzieje. - Znowu się obijasz, już od początku Twojej pracy tutaj! - jego głos zdawał się być podniesiony, zaś struny głosowe zbliżały się do granic możliwości. Młodzieniec jedyne, co zrobił, to przełknął ślinę, czując, jak fala gorąca uderza do jego głowy, nie pozwalając przestać mu myśleć o tym, co się tu wydarzy.
- Z-Zajmuję się wszystkim, segreguję dokumenty... - zawrócił spojrzeniem na jego wkurzone lico, chociaż w ogóle to nie uspokoiło persony odpowiedzialnej za jego pracowitość, której kolor twarzy stał się iście buraczany. Może powinien raz się ugryźć w język, byleby nie pogarszać swojej sytuacji?  
- JUŻ CI UWIERZĘ! NIE OBCHODZI MNIE TO, CO MASZ DO ROBOTY, POZOSTAJESZ OD TERAZ W PRACY CODZIENNIE O TRZY GODZINY DŁUŻEJ! - nim jednak Matthew zdołał zareagować, drzwi natychmiastowo zamknęły się, zaś huk rozniósł w całym szpitalu. To nie był zbyt szczęśliwy dzień.
Kostka: 4

______________________

#include <iostream>using namespace std;
int main()
{
cout << "I think there is ";
cout << "a flaw in my code";
return 0;
}
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 37
Skąd : Wielka Brytania.
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 588
Dodatkowo : depresyjny i autystyczny;
  Liczba postów : 795
http://www.czarodzieje.org/t16392-matthew-alexander#449540
http://www.czarodzieje.org/t16401-matthew-alexander#449750
http://www.czarodzieje.org/t16400-matthew-alexander#449655
http://www.czarodzieje.org/t16387-matthew-alexander




Gracz






PisanieTemat: Re: Mniejsza izba przyjęć   Pon Lip 30 2018, 17:11

Staże jak staże, mówili, byleby przejść przez nie oraz zapomnieć o wszelkich nieszczęściach, jakie człowieka jest są w stanie spotykać. Mimo wszystko czuł, że w jakiś sposób się tutaj dusi, że życie daje mu kopniaka w tyłek, nawet jeżeli stara się na tyle, ile to jest możliwe. Pierwsze kompletna niezdara, fajne przezwisko, a potem oczywiście zepsucie wszystkiego, bo jak żeby inaczej, Matt. A kogo możesz obwiniać? Tylko samego siebie. Te negatywne myśli krążyły po jego głowie, zaś sam stażysta uzdrowiciel czuł, że zostaje wrzucony do ciemnej jak smoła wody, czując, jak mrok opanowuje jego ciało, oczy nie mogą dostrzec najmniejszego światełka w ciemnościach, a płuca wypełniane są powoli wodą. Po chwili jednak wydostaje się na zewnątrz, by zaczerpnąć kolejnego wdechu, by nie przestać walczyć, by nadal brnąć do przodu, mimo tych przeciwności losu, wiatru wiejącego w jego twarz, oślepiającego narząd wzroku piasku, huku docierającego do uszu, ognia palącego jego szorstką skórę. Nie chciał przerywać tego wszystkiego, nie chciał upadać na kolana, uderzając twarzą w nieprzyjemnie zimny grunt, czując, jak chłodny deszcz zalewa jego ubrania, staje się nieodłącznym elementem życia i egzystencji na tym świecie.
Obudził się, patrząc na kolejne docinki ze strony współpracowników. Może za nimi nie przepadał, jednak nie był w stanie stwierdzić, że ich nienawidzi ze szczerego serca - bo po prostu nie potrafił. Westchnąwszy cicho, zauważył wkraczającego do pomieszczenia szefa, kiedy to ten cały cyrk trwał i nie miał zamiaru zwyczajnie zniknąć.
Co się okazało?
Zwierzak szefa zniknął. Jego pupil, ochrzczony dość intrygującym imieniem, zwyczajnie zgubił się w szpitalu. Tylko pytanie...
Kto normalny trzyma kota w miejscu, które powinno być względnie sterylne?
No dobra, nie czas na spekulacje umysłowe, Matthew. Teraz masz okazję się wykazać przed szefem oraz mieć spokój do końca stażu, czyż nie? Skoro inni ruszyli na polowania dodatkowej chwały i sławy u guru, to dlaczego on miałby tego nie robić? Westchnął, wstając i dokładnie przypominając sobie opis kociaka - Maniuś, rudy, mały, a przede wszystkim urokliwy, po prostu karmelek słodkości. Wiedział jednak, jak to w poznanym to już przypadku, że rudzi są nieraz sprytniejsi, zatem na nic jego chęć wybicia się w oczach szefa - zwierzak raczej nie miał ochoty zostać złapanym właśnie przez niego. Przeszukał szafki, przeszukał mało uczęszczane miejsca, jednak zdało się to kompletnie na nic - wszędzie pustka, wszędzie brak jakiejkolwiek żywej duszy, która mogłaby pomóc mu w znalezieniu zaginionego zwierzaka.
Jednak to, co go spotkało, przywróciło mu wiarę w jego pracę.
Znajdująca się na biurku klatka zawierała w sobie kotowatego, który najwidoczniej nie był zadowolony z tego, iż został złapany, wykręcając swój pyszczek w charakterystyczną, smutną podkówkę. Matthew niepewnym krokiem podszedł do drewnianego blatu, zauważając przypiętą do "prezentu" karteczkę, skąd mógł wywnioskować, że ktoś mimo wszystko nie chciał, żeby stał się Panem Niezdarą, czując się w pewnym rodzaju winną osobą. Uśmiechnął się bardzo słabo, zastanawiając się nad tym, czy rzeczywiście wziąć pod skrzydła ten dość nietypowy, aczkolwiek cenny podarunek. Jeszcze raz rozglądnął się po pomieszczeniu, jednak najwidoczniej nikogo tutaj nie było. Czy może to zrobić? Czy może przyjąć coś, na co w żaden sposób nie zapracował?
Tej pochwały przy pracownikach jednak się nie spodziewał, a przede wszystkim uderzyła ona Matthewa nagle, niczym piorun wynikający z gniewu bóstw znajdujących swoje miejsce wśród okrutnego nieba. To znaczy się, wiedział, że jakoś zadziała tym razem pozytywnie na samego siebie, przynosząc Maniusia prosto do przełożonego, lecz nie był w stanie przewidzieć tego, iż ten go zaciągnie przed wszystkich pracowników. Nie wiedział, co ma dokładnie powiedzieć w obecności tylu osób, ale najważniejsze, że nie znalazł na to okazji, jedynie obserwując cały zbieg zdarzeń. I jeszcze otrzymał dodatkową premię!
I jakoś tak minęły te staże we względnym już spokoju, wykonując swoją robotę z mniejszą dawką stresu, niż do której zdołał przywyknąć. Pakując swoje pozostałe rzeczy, które przyniósł przez fakt zamieszkiwania tutaj po godzinach, zdołał zauważyć drobny podarunek - czy to ze strony pracowników, czy to ze strony szefa. Rzuciwszy na niego okiem, zrozumiał, że to nie jest zwykły przedmiot - Lewitujący Kapelusz znalazł się w jego dłoniach, prawdopodobnie w ramach rekompensaty za te wszystkie niedogodności wynikające ze stażu. Matthew ostatni raz pożegnał się z byłymi współpracownikami, wspominając, wbrew pozorom, nawet miło tę dziwną, niecodzienną pracę.

Kostki: 1, 1
Kostka do wylosowania koteła: 6

z.t <3

______________________

#include <iostream>using namespace std;
int main()
{
cout << "I think there is ";
cout << "a flaw in my code";
return 0;
}
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Wielka Brytania
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 107
  Liczba postów : 117
http://www.czarodzieje.org/t16073-alise-lauren-argent#440125
http://www.czarodzieje.org/t16092-smoki-niesmialki-i-gumochlony#440126
http://www.czarodzieje.org/t16093-shea#440127
http://www.czarodzieje.org/t16089-alise-l-argent#440019




Gracz






PisanieTemat: Re: Mniejsza izba przyjęć   Nie Wrz 02 2018, 18:37

Etap I

Dziewczyna westchnęła cicho, stając przed wejściem do szpitala i zaciskając dłoń na rączce od torebki. Gdy tylko ukończyła szkołę i odebrała oceny z egzaminów końcowych, zaczęła rozglądać się za potencjalnymi kursami, które mogłyby poprawić jej start w przyszłość. Z racji tego, że ojciec zawsze powtarzał jej, że skupiając się na wielu rzeczach na raz — nie będzie dobra w niczym — zdecydowała się zacząć od uzdrawiania, zostawiając magiczne zwierzęta na następną okazję. Wspięła się po schodach, kierując do recepcji i podpisując miejsce na liście zaraz przy swoim nazwisku, tym samym zgłaszając gotowość do wzięcia udziału w kursie. Był to proces czasochłonny, podzielony.
Pierwszym etapem był eliksir leczniczy i Pani zabrała ich do izby, w której mogli go przygotować. Alise pomimo dość miernych wyników z większości eliksirów, na tych leczniczych wyjątkowo się znała i potrafiła bez zerkania w recepturę je przygotować. Poszło więc jej dość gładko i sprawnie. Ostatecznie eliksir został wykonany poprawnie, a sówka, która miała być jej pacjentem wydawała się wdzięczna i zadowolona z tego, co krukonka dla niej zrobiła. Uśmiechnęła się, gdy zwierzę przyjęło porcję leku, a następnie zatrzepotało skrzydłami. I nawet dziobanie w palce i prośby o wypuszczenie na zewnątrz nie pogorszyły dziewczynie humoru. Zerknęła w stronę nadzorującego ich czarodzieja, a widząc jego uśmiech, była pewna, że zdała.
Etap II

Czas mijał, a razem z kolejnym tygodniem spędzonym na przygotowaniach, nadszedł czas drugiego etapu, do którego tym razem niezbędna była różdżka i znajomość zaklęć uzdrawiających. Tego akurat nie bała się wcale, to było jej najmocniejszą i najlepszą stroną. Bardzo dużo książek i notatek przygotowała z tej dziedziny, tak więc z pewnym uśmiechem podeszła do pufka, którego przyszło jej wyleczyć. Przyglądała mu się chwilę błękitnymi ślepiami, zaciskając palce na swojej różdżkę. Rozejrzała się dookoła w poszukiwaniu czegoś, co pomogłoby uniknąć jej przypadłości, która występowała na skórze po kontakcie z magicznym stworzeniem. Dostrzegając rękawice ze smoczej skóry, uśmiechnęła się pod nosem i sięgnęła po nie, następnie bezproblemowo i delikatnie wyjmując pufka. Nakierowała na niego różdżkę, rzucając odpowiednie zaklęcie i odłożyła delikatnie zdrowe już stworzonko, które wyglądało na znacznie bardziej zadowolone niż przed uleczeniem. Posłała pytające spojrzenie egzaminatorowi, który posłała jej promienny uśmiech i pokazał kciuk do góry. Znów sukces. Argentówna rozpromieniła się, zsuwając delikatnie rękawiczkę z dłoni i odkładając na miejsce, po czym po podpisaniu uzyskanego wyniku, opuściła szpital i wzięła się za przygotowania do kolejnego etapu.
Etap III

Była zdziwiona, gdy tydzień później zjawiła się w szpitalu i jeden z lekarzy zaprowadził ją na izbę przyjęć dla dzieci. Było tu głośno, gorąco i niezwykle stresująco. Wszystkie te maluchy z pełnymi łez oczyma, które darły się wniebogłosy bardziej ze strachu niż autentycznego bólu. Dzieci były jednak niczym w porównaniu z rodzicami, którzy byli jeszcze głośniejsi. Na myśl dziewczynie przyszli jej opiekunowie, równie nadgorliwi. Pokręciła głową, wciągając na siebie otrzymany fartuch oraz kartę pacjenta, po czym zaprowadzono ją do szlochającej dziewczynki w jednym z pokoi. Nie była chętna do badań, jednak blondynka miała doskonałe podejście do dzieci i zaraz uspokoiła ją bajką wyszeptaną wprost do ucha oraz obietnicą cukierka, gdy da się zbadać. Dziewczynka kiwnęła głową, powstrzymując kapiące łzy i przecierając oczy. Dzięki temu Alise mogła spokojnie wszystko sprawdzić oraz zanotować, w międzyczasie odpowiadając na pytania rodziców z uśmiechem. Rozumiała ich nerwy, chcieli wiedzieć, co dolegało ich maleństwu. Miała wiele cierpliwości, stąd też szybko ich uspokoiła, wypisując na karcie dodatkowe spostrzeżenia. Gdy pojawił się egzaminator i sprawdził jej wysiłek, wszystko się zgadzało. Przepisał dziecku leki, a jasnowłosą zabrał do jednego z pokoików i wypisał certyfikat, gratulując jej doskonale zdanych kursów i żywiąc nadzieję, że w przyszłości będzie pracowała w Mungu. Studentka uśmiechnęła się i podziękowała, po czym oddała fartuch i wsunęła dyplom do torebki, kierując się w stronę wyjścia z budynku, a następnie z uśmiechem na ustach ruszyła do domu.

z/t

Kostki
Pierwszy etap: 4
Drugi etap:   5
Trzeci etap: 5
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 37
Skąd : Wielka Brytania.
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 588
Dodatkowo : depresyjny i autystyczny;
  Liczba postów : 795
http://www.czarodzieje.org/t16392-matthew-alexander#449540
http://www.czarodzieje.org/t16401-matthew-alexander#449750
http://www.czarodzieje.org/t16400-matthew-alexander#449655
http://www.czarodzieje.org/t16387-matthew-alexander




Gracz






PisanieTemat: Re: Mniejsza izba przyjęć   Wto Wrz 04 2018, 18:21

Nerwowo podchodził do własnych treningów, czuł - enigma zdawała się stawiać przed nim dotychczasowe wyzwania coraz większe i większe, nieznany szelest zakłócał myśli, kiedy to wreszcie zdołał powrócić do względnej normalności. No tak - powrócił z Meksyku, powoli zbliżała się rocznica jego narodzin, której aż tak nie świętował, choć specjalnie sobie załatwił chociażby dzień wolnego od nagminnych, pozbawionych przez większość sensu obowiązków. Niemniej jednak, mężczyzna żył tym zawodem, starał się pomagać, mimo że jego zdrowie psychiczne zbyt mocno cierpiało, pozostawiało cierpki posmak na języku, a każdy, kto go znał, zastanawiał się naprawdę i dorzecznie nad sensem jego istnienia, skoro nie odczuwa w żaden sposób przyjemności. Nie zmienia to faktu, iż zmienił się, starał się zmienić, starał się znajdować drobne drobnostki, starał się nie narzucać. Starał się powrócić do poprzedniej normalności, chociaż nie mógł cofnąć czasu; powoli, drobnymi krokami przełamywał własne bariery stawiane z roku na rok, co jednak nie szło mu zbyt dobrze. Potrzebował pomocy? Być może - bardziej chodziło tutaj o przewodnika, który przyczyniłby się do zmiany jego światopoglądu, pomógłby wyjść na ludzi. Na razie jednak zmagał się samodzielnie ze świadomością tego, iż powinien wziąć się w garść, byleby nie popełniać żadnych błędów i móc w spokoju zaznać smaku zwycięstwa - nawet wtedy, gdy jego praca nie polegała głównie na spijaniu wierzchniej tafli wody z pucharu. Nie bez powodu w Meksyku postanowił przeprowadzić dla siebie sam lekcję, dlaczego teraz miałby tego nie zrobić?
Mniejsza izba przyjęć. Nawet jeżeli mijał ją codziennie, rzadko kiedy miał czas, by zwyczajnie stanąć w miejscu, rozejrzeć się dookoła, spoglądnąć na to, jak stażyści i kursanci zmagają się z trudnym okresem przygotowującym do pełnienia zawodu. Nie zmienia to faktu, iż w pewnym stopniu był z nich dumny, albowiem pracy tylko i wyłącznie dochodziło, a każde ręce zdawały się być doskonałą alternatywą dla nadmiaru obowiązków wynikającego z trudności podejmowanej się czynności. Potencjalnych stażystów przywitał z przyjemnym uśmiechem na licu - wiedział, że nie wszyscy mogą mieć szczęśliwe staże, sam jakoś nie mógł się pochwalić superowymi, co wynikało z prostej przyczyny złośliwości pracowników. Obróciwszy się na pięcie, Matthew ruszył w kierunku magicznych manekinów, służących do treningu magii leczniczej bez wpływu na zdrowie osób trzecich. Wiedział, że są one zarezerwowane dla części treningowej, nieraz dla uzdrowicieli dyżurnych, którzy prowadzą warsztaty, co nie zmienia faktu iż również sam miał do nich dostęp. Długo nie postanowił zagrzać miejsca - poprawił typowe lekarskie ubranie, by następnie wyciągnąć zza pazuchy różdżkę oraz przetestować własne umiejętności. Skupił się, aczkolwiek starał się nie odrzucać własnych emocji.
Złamania otwarte nie należą do najprzyjemniejszych widoków. O wiele groźniejsze od tych zwykłych, zamkniętych, niosą ze sobą ryzyko wstąpienia złego bakcyla, zakażenia rany, zwyczajnego jej zepsucia, spowodowania martwicy przedzierającej się przez tkanki. Głęboki wdech rozniósł klatkę piersiową, spowodował powiększenie się objętościowo torsu uzdrowiciela, a kiedy to wypuścił go, bez problemu zdołał znaleźć równowagę między spokojem a porzuceniem w otchłań emocji. Nie miał zamiaru ich odrzucać, wręcz przeciwnie - chciał je zrozumieć, chciał je dotknąć, chciał, by stały się częścią jego. Jednocześnie zadawał sobie przez dłuższy czas pytanie, kogo tak naprawdę w środku trzyma i kogo wychował na łańcuchach, niemniej jednak zbyt długo przy tym nie wytrwał - skupiwszy się na leczeniu obrażeń, jakie miał manekin do ćwiczeń zaklęć. Wiedział dodatkowo o zakłóceniach wynikających ze złośliwości losu, niemniej jednak w żaden sposób nie starał się przelewać szali goryczy na gęstą atmosferę unoszącą się w szpitalu.
- Locus. - rzuciwszy, zauważył, jak kość powoli powracała do swojego pierwotnego ułożenia, skutecznie otwierając ranę, która to zdobiła nogę. Zdawał sobie sprawę z tego, iż może to doprowadzić do wykrwawienia, dlatego zbyt długo nie zastanawiał się nad rzuceniem kolejnego czaru, które miało na zadanie zatrzymać nagły krwotok. - Haemorrhagia Iturus. - niemniej jednak, w pewnym stopniu różdżka została zablokowana, przez co zaklęcie nie wydostało się, a żadna z poświat nie zaczęła zdobić kunsztu mniejszej izby przyjęć. Uznał, że nie ma na razie czasu na ponowną próbę, dlatego skusił się bardziej na sięgnięcie po opatrunek jałowy znajdujący się na jednym ze stolików, zatrzymując wypływ niepożądanej wówczas cieczy. Niemniej jednak, długo to nie trwało, kiedy to materiał nasiąknął substancją na tyle, iż stał się bezużyteczny. Jeszcze raz. Inkantacja wydobyła się z jego ust, wypuściła próżnię myśli, tym razem bardziej skupiona oraz bardziej przeznaczona do pierwotnego użytku - krew przestała lać się charakterystyczną stróżką, skutecznie powstrzymując poszkodowanego manekina przed wykrwawieniem. Zdawał sobie sprawę ze słabości magii w tym obszarze, kiedy to liczy się czas, a szczęście bywa bardzo łudzące, wręcz iluzyjne. Tyle dobrego, że teraz mógł skupić swoje siły na zniwelowaniu skutków obrażeń. - Vulnera Arcuatum. - wydobyło się z jego ust, jednak zaklęcie w żaden sposób nie zadziałało, jakby było blokowane prze różdżkę. Alexander jeszcze raz zmarszczył brwi w zdziwieniu i powszechnej na sali irytacji, jeszcze raz wypowiadając inkantację zaklęcia, aczkolwiek bez skutku. Ponowna próba - tak samo. Już zdawało się, że podda się na tym procesie i sięgnie po eliksiry, kiedy to podjął się ostatniego testu, który zaliczył z sukcesem. Manekin uleczony, pozrywane segmenty skóry zlepiły się w jedną całość, zaś uzdrowiciel mógł odetchnąć. Chociażby na chwilę; chciał jeszcze się podszkolić, chciał podjąć się jeszcze kolejnej próby.
- Alexander, ofiara niewłaściwego użycia czarów. - wypowiedziała jedna z pielęgniarek, skutecznie odrywając go od tej czynności. No tak, teraz pomocy potrzebował prawdziwy człowiek, a nie magiczny przedmiot. Wyprostował się, skupił na rzeczywistości, ruszył - ku obowiązkom i pracy.

z.t

______________________

#include <iostream>using namespace std;
int main()
{
cout << "I think there is ";
cout << "a flaw in my code";
return 0;
}
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 25
Skąd : Jekaterynburg, ale wsm to Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : -89
  Liczba postów : 35
http://www.czarodzieje.org/t16822-alina-volkov
http://www.czarodzieje.org/t16824-come-here-my-sweet-prince




Gracz






PisanieTemat: Re: Mniejsza izba przyjęć   Sob Gru 01 2018, 21:15

KURS ASYSTENT

ETAP I

Alinka wkuwała jeszcze przed wejściem na salę... Ale czuła się przygotowana. Pod względem intelektualnym, ale tak to zżerał ją stres. Próbowała wszystkich technik relaksacyjnych, których nauczyła się w Indiach, ale nic nie działało. Zbyt wiele zależało od tego kursu. Gdy ją zawołali, sapnęła tylko i na miękkich nogach weszła do środka. We względnym spokoju wysłuchała poleceń opiekuna i spojrzała na małą sówkę. Eliksir Szkiele-Wzro brzmiał banalnie łatwo, tak też się wydawał. gdy wlewała już gotowy wywar do gardzołka sówki. Zwierzę pohukiwało przyjaźnie, co dodawało odwagi Rosjance. Mo, do momentu, aż ta nie zaczęła dziobać jej ręki, domagając się wypuszczenia. Co oczywiście dostała, a już mniej przerażona Alina przeszła do kolejnego etapu


ETAP II

Nie było problemem wyciągnięcie pufka ze starego naczynia, zaklęcie zadziałało tak jak miało...Tylko, że po chwili po sali rozległ się przerażony pisk dziewczyny, ponieważ na jej ręce pojawiła się ogromna, brązowa skorupa. Usunięto jej to i kazano przyjść kolejnego dnia. Oczywiście, siedziała do nocy i uczyła się wszystkiego, co znalazła na temat tego choróbska. Podczas drugiego podejścia już wiedziała, co ma robić, a pufek był cały i zdrowy, tak jak jej ręka


ETAP III

Dla niej, była to najgorsza część. Rozkrzyczane dziecko, rozkrzyczani rodzice... Usadziła malucha na kozetce, rodzicieli na dwóch krzesełkach i kazała czekać. Choroba nie była trudna do rozpoznania, rodzice zaczęli dziękować jej, jakby była jakimś bóstwem... Gdy nagle wystąpiły pewne komplikacje. Czuwający nad wszystkim opiekun od razu zabrał się do działania. Dzieciak jednak zostanie na noc w Mungu... Kazał się douczyć Alinie, ale zdała ten kurs.
Nareszcie!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Mniejsza izba przyjęć   

Powrót do góry Go down
 

Mniejsza izba przyjęć

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
londyn
 :: 
szpital sw.munga
-